WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 13 lipca, 2011

Tego nie wolno łączyć z lekami

Posted by tadeo w dniu 13 lipca 2011

Niezdrowe połączenia

Czy wiesz, że zjedzenie kilku plasterków sera czy salami może mieć bardzo poważne konsekwencje zdrowotne? Nawet szpinak i brokuły – tak cenione ze względu na swoje prozdrowotne właściwości – w połączeniu z tabletką mogą stać się niebezpieczną mieszanką. Na jakie produkty trzeba uważać, gdy zażywamy leki?

Sok grejpfrutowy

Niezdrowe połączenia

Chociaż grejpfrut ma w sobie cenne witaminy – m.in. z grupy B oraz spore ilości wit. C, E oraz P – a do tego reguluje trawienie, to przy przyjmowaniu leków okazuje się wyjątkowo zdradliwy. Owoce te zawierają bowiem flawonoidy – czyli organiczne związki chemiczne pełniące funkcję barwników i przeciwutleniaczy – oraz furanokumaryny, które odpowiedzialne są za wzrost stężenia leków we krwi. W przypadku niektórych medykamentów stężenie wzrasta 3- krotnie, a czasami nawet 12-krotnie! Dotyczy to np. blokerów kanału wapniowego (stosowanych w leczeniu nadciśnienia i choroby niedokrwiennej serca), statyn (redukujących poziom cholesterolu) czy leków benzodiazepinowch (o działaniu przeciwlękowym). Uważać muszą też alergicy przyjmujący preparaty przeciwhistaminowe, u których mogą wystąpić zaburzenia rytmu serca. Dokładnie nie wiadomo, jak wielu medykamentów może dotyczyć ta interakcja, dlatego zaleca się co najmniej 4-godzinny odstęp między wypiciem soku grejpfrutowego lub zjedzeniem owocu, a zażyciem leku.

Sok pomarańczowy

 Sok pomarańczowy

Co prawda sok pomarańczowy nie jest tak niebezpieczny jak grejpfrutowy, ale nim też nie powinniśmy popijać leków. Szczególnie, gdy zażywamy preparaty zobojętniające sok żołądkowy (przeciw nadkwaśności) zawierające związki glinu. Kwas cytrynowy zawarty w soku zwiększa wchłanianie soli glinu, które z kolei kumulując się w organizmie mogą prowadzić do wielu zespołów chorobowych związanych z demencją.

Sery, ryby i banany

 Sery, ryby i banany

Wszyscy, którzy zażywają leki antydepresyjne (fenelezyna, moklobemid, tranylcypromin), przeciwgruźliczne (izoniazyd), przeciwbakteryjne (furazolidon) czy przeciwnowotworowe (prokarbazyna) muszą bardzo uważnie przyglądać się temu, co kładą na talerz. Połączenie tych medykamentów z pokarmami zawierającymi spore ilości tyraminy wywołuje bowiem poważne perturbacje. O jakie produkty chodzi? Trzeba uważać na sery (przede wszystkim dojrzewające), wątróbki i pasztety (przechowywane kilka dni), kwaśną śmietanę, awokado, bób, przejrzałe banany, salami, kawior, figi czy sos sojowy. Na liście figurują także ryby (marynowane, solone lub wędzone) oraz koncentraty mięsne w sosach i zupach. Lekarze przestrzegają także przed nadmiernym spożyciem czekolady oraz wermutu i likieru. Wszystkie te produkty mogą prowadzić do gwałtownego wzrostu ciśnienia, a nawet udaru mózgu.

Mleko i nabiał

 Mleko i nabiał

Mleko i nabiał uważane są za najlepsze źródło wapnia. Jednak produkty zawierające duże ilości jonów wapniowych, czyli właśnie mleko, sery czy jogurty mogą zmniejszyć lub nawet całkowicie zablokować wchłanianie niektórych leków. Tworzą się wówczas sole wapnia, które nie rozpuszczają się w wodzie. Tak dzieje się w przypadku antybiotyków (tetracyklina, fluorochinolony), których wchłanianie zmniejsza się wówczas aż o 50 proc.

Należy zachować ostrożność przy zażywaniu tabletek powlekanych, które powinny się rozpuszczać dopiero w zasadowym środowisku jelit. Gdy popijamy je mlekiem, na własne życzenie fundujemy sobie podrażnienie żołądka. Kwasowość soku żołądkowego może bowiem obniżyć się na tyle, że pigułka rozpuści się zbyt wcześnie.

Mięso z grilla

 Mięso z grilla

Z kolei mięso grillowane na węglu drzewnym groźne jest dla astmatyków. Substancje, które powstają w czasie pieczenia, powodują pobudzenie enzymów w wątrobie i tym samym „wymuszają” szybszą jej pracę. Przez to właśnie teofiliny, czyli leki przeciwastmatyczne nie działają tak jak powinny. Stężenie leku we krwi zmniejsza się o połowę, co może prowadzić do zaostrzenia objawów lub napadu astmy.

Brokuły, kapusta i szpinak

 Brokuły, kapusta i szpinak

Niebezpieczne jest także spożywanie produktów bogatych w witaminę K wraz z lekami przeciwzakrzepowymi. Pamiętać o tym powinny przede wszystkim osoby z miażdżycą naczyń regularnie zażywające te medykamenty. Co znajduje się na czarnej liście? Są brokuły, kapusta, sałata, szpinak, soja, orzeszki pistacjowe, awokado, brukselka i wątroba wołowa. Specjaliści zalecają, by nie przekraczać dziennej dawki witaminy K, czyli 120 mikrogramów. Warto zaznaczyć, że szpinak zawiera aż 400 mikrogramów/100g, brokuły 205 mikrogramów/100 g zaś sałata 210 mikrogramów/100 g. Inaczej może wystąpić zakrzepica, a wraz z nią wzrasta ryzyko zatoru i udaru.

Błonnik

 Błonnik

Innymi produktami spożywczymi które są zdrowe, a z którymi należy uważać podczas leczenia farmakologicznego, są produkty o dużej zawartości błonnika. Błonnik bowiem, poprawia perystaltykę jelit oraz zmniejsza wchłanianie pokarmów, w tym leków, np. digoksyny (związek uzyskiwany z naparstnicy) czy leków antydepresyjnych. Należy zatem posiłki zawierające owsiankę, pełnoziarnisty chleb, otręby itp. spożywać 2 godziny przed lub po przyjęciu leków, a przede wszystkim nie w nadmiernych ilościach.

Tłuszcze

 Tłuszcze

Smażone jajka, bekon, tłusta wieprzowina, duża ilość masła, smalec czy pełnotłuste mleko – to przykłady produktów, które powodują zwiększone wchłanianie leków. Zjawisko to występuje przede wszystkim przy łączeniu tłustych posiłków z lekami przeciwgrzybicznymi, przeciwpasożytniczymi, psychotropowymi czy też zawierające teofiliny.

Zamienniki soli

 Zamienniki soli

Wiele osób mających problem z nadciśnieniem stosuje tzw. substytuty soli. Zawierają one zamiast chlorku sodu, chlorek potasu, zwiększając tym samym jego stężenie we krwi. W związku z tym, należy uważać na równoczesne przyjmowanie zatrzymujących potas diuretyków. Leki te są często przepisywane osobom chorującym na nadciśnienie, dlatego też należy korzystanie z zamienników soli konsultować z lekarzem.

Szczawiany

 Szczawiany

Szpinak oraz rabarbar powinny natomiast odstawić osoby przyjmujące lekarstwa z zawartością żelaza. Produkty te, bogate w kwas szczawiowy, utrudniają przyswajanie żelaza w jelicie. Podobny efekt daje kawa.

http://kuchnia.wp.pl/fototematy/234/10/1/tego-nie-wolno-laczyc-z-lekami.html#photo

Posted in Zdrowie jest najważniejsze | 1 Comment »

Musieli sięgnąć dna

Posted by tadeo w dniu 13 lipca 2011

Kilka lat temu Waldek przypadkiem otworzył dziecięcy pamiętnik swojego syna. Przeczytał: „Kiedy wreszcie tego skur…a szlag trafi?”. Kompletnie nie zdawał sobie sprawy, że krzywdzi chłopca i całą rodzinę. Wtedy najważniejszy był alkohol.
    

Początki 

Waldek spróbował alkoholu po raz pierwszy jakieś 40 lat temu. Był wtedy dziesięciolatkiem. Razem z bratem dobrali się do butelki wina zostawionego na stole przez rodziców. Nie dostali lania tylko dlatego, że bardzo źle się czuli na drugi dzień rano. W domu alkohol był ciągle obecny – pili obydwoje rodzice. Dopiero dziś widzi, jak był wtedy nieśmiały, zagubiony i jak bardzo brakowało mu miłości i poczucia bezpieczeństwa, które powinno mieć każde dziecko. W piątej klasie pił już regularnie piwo z kolegami w sadzie obok bloku. Powtarzał rok, z trudem przechodził do następnych klas. Kiedy szedł do zawodówki, był już uzależniony.

52-letni obecnie Jurek pierwszy raz upił się na weselu swojej siostry, jako 14-latek. Obiecał sobie potem, że nigdy więcej nie tknie alkoholu. Dość szybko o tym zapomniał. Jak sam przyznaje, był nieśmiałym i zakompleksionym chłopcem. Szybko odkrył, że po spożyciu alkoholu staje się inny: odważny, potrafiący rozbawić towarzystwo, zaimponować kolegom, poderwać dziewczynę. W tej dzielnicy Szczecina, gdzie wówczas mieszkał, nie było trudno o kompanów do picia, a on nie potrafił, albo nie chciał odmawiać. – Coraz częściej pojawiały się problemy. Ucieczką przed nimi było kolejne zapicie i tak koło się zamykało – wspomina.

– Człowiek sięga po alkohol przede wszystkim po to, żeby to było przyjemne. Ponadto oczekuje, żeby to, co powoduje przyjemność było dostępne i żeby ten stan się powtarzał – mówi Jacek Kraus, psycholog, terapeuta uzależnień z Wojewódzkiego Ośrodka Terapii Uzależnień i Współuzależnienia przy Szpitalu Specjalistycznym im. dr. Józefa Babińskiego w Krakowie. – Oczywiście alkohol daje imitację przyjemności. Ale jest łatwo dostępny i może poprawić nastrój bez wkładania w to wysiłku. Ktoś mi kiedyś powiedział: „W życiu na trzeźwo, kiedy chciałem sobie poprawić nastrój, brałem rower i jechałem przed siebie przez dwie godziny, wtedy się odprężałem. Dawniej, gdy piłem alkohol dawał mi przyjemność w ciągu dwóch minut”. W pewnym momencie jednak dostrzega się, że tej przyjemności jest coraz mniej, a coraz więcej negatywnych skutków. Mimo to sięga się dalej po alkohol. Wtedy mówimy o uzależnieniu.

Życie w cieniu alkoholu 

Waldek pił często i przeważnie do utraty świadomości. Zmienił szkołę, z kolejnej został wyrzucony. Zaczepił się jako pomocnik w magazynie WPEC-u w Koszalinie. Pod koniec 1976 roku razem z kolegą ukradł samochód. Zostali złapani przez milicję i po przyznaniu się do winy puszczeni do domu. Za parę dni sytuacja się powtórzyła. W marcu 1977 roku obie sprawy znalazły finał w sądzie. Dostali wyroki w zawieszeniu. Ze względu na karalność Waldek nie mógł już pracować w magazynie. Przeniesiono go do brygady remontowej.

– Piło się sporo, jak to na budowie – wspomina. Po jakimś czasie znowu wsiadł po pijanemu do cudzego samochodu. Tym razem nie było zmiłuj. Dostał wyrok 3 i pół roku odsiadki. Trafił do zakładu karnego o zaostrzonym rygorze w Iławie. Po dwóch i pół roku dostał warunkowe zwolnienie. Upił się z radości zaraz po wyjściu z więzienia.

Wrócił do Koszalina, podjął pracę na wagonowni PKP. Tam poznał Lucynkę. Miała jasne włosy i piękne czarne oczy. Jeździła koleją do chorej matki. Spodobała mu się, choć teraz mówi, że raczej nie mógł jej wtedy kochać – nie umiał. – Często mówiłem, że kocham, nie wiedząc, co to słowo tak naprawdę znaczy. Dzisiaj potrafię powiedzieć „kocham” i wiem, co w tym momencie czuję. Dzisiaj potrafię przytulić i wiem, że osoba, czy jest to syn, żona czy wnuczka, wie, że robię to z miłości a nie z obowiązku – Waldek wzrusza się, gdy o tym mówi.Wzięli ślub. Kiedy urodził się pierwszy syn, był tak dumny, że nie trzeźwiał przez tydzień. Dalej pracował na kolei, pił, wpadał w kolejne konflikty z prawem. Pamięta, jak kiedyś, gdy żona była w ciąży z drugim dzieckiem, po kolejnej popijawie obudził się w jakimś mieszkaniu. Było puste. Z lodówki wyjął pół litra wódki, zrobił sobie kanapki, goszcząc się w najlepsze. Tylko właściciele nie byli zadowoleni, kiedy wrócili do domu i zastali nieproszonego gościa. Kajdanki, przesłuchanie, przyznanie się do winy i sprawa w sądzie. Odsiedział kolejne półtora roku.

Jurek zaczynał coraz bardziej widzieć „nienormalność” swojego picia. Były momenty, że szczerze chciał przestać. Setki razy przysięgał sobie i innym, że nie ruszy alkoholu i setki razy tę przysięgę łamał. Bliscy chcieli pomóc mu wyrwać się z nałogu, ale nieświadomie pomagali mu w nim trwać. Ukrywali prawdę, wyciągali z tarapatów, stwarzali mu komfort picia. Sposobem na ucieczkę od kolegów, od picia i szansą na normalne życie miało być założenie własnej rodziny.

Przeprowadził się do małego miasteczka w Lubuskiem, do rodziny, gdzie alkohol był od święta. Pamięta, jak w wigilię czekał w napięciu do północy, bo tak nakazywała przyzwoitość, aby móc spokojnie i legalnie się napić. Teraz, polatach, kiedy zasiada z rodziną do stołu, na chwilę wracają wspomnienia i czuje ogromną ulgę, że tamto się skończyło, że już nie musi sięgać po kieliszek.

„Zaszył się”, nie pił dziewięć miesięcy. Myślał, że już jest zdrowy, że może po takiej przerwie napić się normalnie, jak „każdy zdrowy człowiek”. Niestety, jak sam mówi, nie ma takiej opcji dla alkoholika. Po czterech latach ciągłych wojen z teściami wyprowadził się na stancję. Tam, nie kontrolowany przez nikogo, pił bez żadnych ograniczeń. W tym całym upodleniu żona go nie opuściła – przeniosła się do niego.

Podjął więc kolejną próbę zerwania z nałogiem – przyjmował lek anticol. To był czas szafowania własnym życiem. Obsesja picia była u niego tak silna, że ignorował fakt, iż może stracić wzrok lub dostać wylewu krwi. Widział, co dzieje się z pijącymi – padaczki alkoholowe, delirki, trudności z chodzeniem, a nawet wysławianiem się. Dla niego los okazał się łaskawy. – Jedynie moja dusza bardzo ucierpiała, bo przez lata pijaństwa zabijałem w sobie całe swoje człowieczeństwo, wszystkie najpiękniejsze uczucia – mówi Jurek.

Żona przypłaciła jego alkoholizm depresją, odbiło się to także na psychice córek. Z powodu pijaństwa wyrzucano go kilka razy z pracy. Znajdował kolejną i pił dalej. Coraz bardziej widział swoją bezsilność, jednak nie potrafił zaakceptować choroby. Przysięgał żonie na kolanach, że przestanie. Nie chciała wierzyć. Jej zaufanie musiał potem odzyskiwać bardzo długo – w nowym mieszkaniu zameldowała go dopiero po dwóch latach abstynencji.

Nad przepaścią Jurek zrozumiał, że stoi nad przepaścią w sierpniowy poranek 1998 roku. Obudził się na melinie, na podłodze, obok współbiesiadnika z poprzedniego wieczoru. Podniósł głowę i pomyślał: „Co ja tutaj robię?”. Był właśnie w 4-tygodniowym alkoholowym ciągu. Wszystko się waliło, dom zaczynał się rozpadać, on sam poddawał się powoli całkowitej degeneracji. Bał się wytrzeźwieć, bo musiałby stawić czoła rzeczywistości. Przestał przychodzić do domu. Lepiej się czuł na melinie wśród podobnych sobie ludzi.

Wstał, obmył twarz, wyszedł z mieszkania i poszedł do centrum miasta w kierunku dworca PKS. Miał jechać do nowej pracy, kolejnej. Wcześniej z powodu alkoholu był dyscyplinarnie zwalniany siedem razy. Była godzina 5.40 rano. Sierpień, strasznie zimno i lało jak z cebra. Kiedy wszedł na poczekalnię, był cały przemoknięty. Siedział na ławce, gdy podszedł do niego dawny kolega. Znali się od kilku lat i niejedną flaszkę razem wypili. To, co zobaczył, było dla Jurka szokiem. Stał przed nim inny człowiek: ogolony, czysty, schludnie ubrany. Spytał, skąd ta przemiana. Znajomy opowiedział, że nie pije od paru tygodni. Był na detoksie. – Właśnie po tych słowach na moment spadła maska iluzji i zrozumiałem, że muszę zmienić swoje życie – wspomina Jurek. Wstał, pożegnał się i już wiedział, co ma dalej robić.

– Przestałem się bać. Podjąłem decyzję, która okazała się najważniejszą decyzją mojego życia. Bóg postawił na mojej drodze alkoholika, abym zobaczył w nim swoje odbicie – mówi.

Poszedł do przychodni, gdzie spotkał Zdzisława, człowieka, który nim pokierował, obecnie przyjaciela. To on zaproponował mu udział w mityngu AA. Doskonale pamięta tę datę – 24 sierpnia 1998 roku. – Dzień mojego pierwszego mityngu. Dzień moich nowych narodzin – mówi Jurek.

Waldek pojął, że powodem wszystkich jego kłopotów jest alkohol, kiedy siedział w zakładzie karnym w Wierzchowie. Znalazł się tam po tym, jak w sylwestra próbował po pijanemu uruchomić samochód – tradycyjnie – nie swój. To była jego trzecia odsiadka. Na wolności miał żonę i trójkę dzieci. Poszedł do psychologa więziennego z prośbą o wszycie esperalu. Właściwie to nie chciał być trzeźwy, tylko nie miał zamiaru po raz kolejny znaleźć się w celi. Po wyjściu z więzienia rzeczywiście przestał pić. Wydawało mu się, że da sobie radę sam. Kiedy dostał od brata broszury o ruchu Anonimowych Alkoholików, pomyślał, że to jakaś sekta i wyrzucił je. – Byłem hardy – mówi. – Ale wtedy, choć nie piłem, nie zachowywałem się jak człowiek trzeźwy.

Wytrzymał osiem lat zanim znowu sięgnął po alkohol. Pił przez półtora roku. Po kryjomu. Starał się perfekcyjnie kontrolować swój nałóg. Wracał z pracy później do domu, jeździł na działki, tam się „znieczulał”. Któregoś dnia wypił za dużo, żona znalazła go na trawniku na śniegu. Powiedziała „dość”. Postawiła ultimatum: „AA albo rozwód” . To był wrzesień 2001 roku. Poszedł na mityng, nie podobało mu się, ale wiedział, że musi wytrzymać. Jeszcze jeden raz wypił dwa miesiące później, w listopadzie. Od tej pory nie miał alkoholu w ustach.

– Najczęściej osoba uzależniona podejmuje decyzję o podjęciu działania, żeby coś zrobić ze sobą w momencie, kiedy pojawia się kryzys. Jakieś skutki zdrowotne, finansowe, kiedy picie po prostu zaczyna przeszkadzać – mówi Jacek Kraus. – Choć uzależnieni często mówią, że to oni sami podejmują decyzję, najczęściej jednak są przez kogoś zmuszeni. Żona czy pracodawca stawiają ultimatum, albo lekarz mówi, że zdrowie jest poważnie zagrożone.

By wyjść z uzależnienia, wiele osób szuka pomocy w ruchu Anonimowych Alkoholików. – Są też osoby, które chcą sobie poradzić same – nie szukają pomocy, postanawiają nie pić i myślą, że jak już sobie obiecają, to coś da. Na pewno nie wykluczone, że to się może udać, jednak takie osoby poruszają się trochę po omacku, nie mają przewodnika i wówczas trwanie w trzeźwości jest trudniejsze – mówi psycholog.Według niego najlepszą metodą wyjścia z alkoholizmu jest poddanie się terapii. Osoba uzależniona korzysta wtedy z pomocy drugiego człowieka i jest to pomoc fachowa. Mityngi AA są wsparciem w terapii, jej uzupełnieniem. – Nigdy nie blokujemy innych metod wyjścia z uzależnień. Czasem pacjenci mówią: „Pan mnie nie zrozumie, bo mimo, że ma pan fachową wiedzę, pan nie przeżył tego, co ja i nie wie, co czuję”. Wtedy zachęcam do pójścia na mityng AA, do spotkańz osobami, które przeszły to „na własnej skórze” – tłumaczy Jacek Kraus.

Samo leczenie, podstawowy etap, trwa siedem tygodni w całodobowym oddziale terapii uzależnienia od alkoholu lub w oddziale dziennym, a sześć miesięcy w Poradni Leczenia Uzależnień. Potem jest zalecane kontynuowanie terapii przez ok. dwa lata. To jednak pacjent sam decyduje o tym, czy jest mu to potrzebne, czy osiągnął swój cel. W leczeniu choroby alkoholowej istotnym elementem jest nie tylko utrzymanie trzeźwości, ale też postawienie nacisku na własny rozwój.

– Leczenie alkoholizmu to praca nad sobą, doprowadzenie do stanu, kiedy alkohol nie będzie potrzebny, kiedy będzie się miało inne rzeczy, które dadzą prawdziwe emocje. Alkohol daje imitację uczuć, a nam chodzi o to, aby nauczyć się rozpoznawać, przeżywać i wyrażać prawdziwe uczucia. Zawsze powtarzampacjentom, że jest różnica między sokiem o smaku jabłkowym a sokiem z jabłek.

Specjaliści zajmujący się leczeniem uzależnień mówią, że skuteczność terapii wynosi zazwyczaj 30-40 procent. Psychologowie biorą pod uwagę jednak nie tylko to, że ktoś już w ogóle nigdy nie sięgnie po alkohol, ale także każdą korzystną zmianę, np. gdy ktoś pił długimi ciągami alkoholowymi, a po terapii pije mniej. Nie ma gwarancji, że osoba, która podejmie terapię, już nigdy nie wróci do alkoholu – liczy się motywacja, to, co ta osoba dalej robi. Te wszystkie zmienne – według ekspertów – wpływają na skuteczność terapii.

Nowe życie 

Waldek nie pije już ponad 8 lat, Jurek ponad jedenaście. Przeszli terapię, aktywnie działają w ruchu Anonimowych Alkoholików, w stowarzyszeniach trzeźwościowych w swoich miejscowościach, i starają się naprawić krzywdy, jakie wyrządzili bliskim. W ruchu AA znaleźli osoby, które pomagają im wytrwać w abstynencji i naprawić relacje z ludźmi. Ale obydwaj mówią, że ciągle są alkoholikami, teraz trzeźwiejącymi. – Jestem alkoholikiem. Codziennie rano powtarzam sobie te słowa, aby nie zapomnieć – podkreśla Waldek.

Nie mają już problemu z odmawianiem alkoholu. – Kiedy ktoś jest natrętny, mówię, że mam problem z piciem – mówi Waldek. To skutkuje. Jurek na tradycyjne „Ze mną się nie napijesz?” ma odpowiedź: „A kim ty jesteś, żebym musiał z tobą pić?”. – Obsesja picia zeszła ze mnie całkowicie – mówi. – Od wielu już lat nie boję się alkoholu, bo wiem, kim jestem. Nigdy nie zapomnę, jaki byłem i co robiłem, ale nie żyję przeszłością.

Prowadzą aktywne życie, często jeżdżą na wycieczki, biorą udział w spotkaniach, ogniskach organizowanych przez stowarzyszenia abstynentów. Waldek z żoną są zwykle jedną z pierwszych par tańczących na parkiecie podczas licznych zabaw. Zabiera Lucynę na romantyczne wycieczki, stara się wynagrodzić jej te wszystkie lata. Choć ona jeszcze się trochę boi. Kiedy Waldek obchodził szóstą rocznicę swojej trzeźwości, zamówiła tort, zastrzegając, że ma być bez alkoholu. Cukiernik był zdziwiony.- Zrobię wszystko, żeby być trzeźwym, żeby moja rodzina była taka jak teraz – mówi Waldek. – Najcięższym okresem mojej abstynencji był czas, kiedy odsunąłem się od grupy na pół roku. Były to początki, nie miałem doświadczenia i byłbym zapił, gdyby nie żona i koledzy z grupy. Jestem im wdzięczny, że są blisko i zawsze wtedy, kiedy są potrzebni – dodaje.

Jurek mówi, że to, co otrzymał w nowym, trzeźwym życiu, przeszło jego najśmielsze oczekiwania. – Odzyskałem zaufanie w rodzinie i w społeczeństwie, stałem się autorytetem dla własnych dzieci. A największym darem, jaki otrzymałem, jest powrót uczuć. Pewnego razu mój kochany wnusio usiadł mi na kolanach i po pewnym czasie wtulony we mnie usnął. Patrzyłem na niego i łzy szczęścia płynęły mi po policzkach. To była największa nagroda, jaką mogłem sobie wymarzyć za to, że przestałem pić.

Zgodnie z przesłaniem ruchu AA, Waldek i Jurek starają się pomagać tym, którzy mają problem z piciem i ich rodzinom. Waldek stara się być zawsze tam, gdzie ktoś potrzebuje pomocy. Ma dyżury w punkcie informacyjno-kontaktowym Klubu Abstynenta Nike w Złocieńcu, rozwiesza ogłoszenia o działalności klubu. – Zawsze jestem gotów, aby nieść posłanie ludziom jeszcze cierpiącym – mówi. Jurek od dziewięciu lat stoi na czele Stowarzyszenia Abstynentów. – Praca dla drugiego człowieka jest bardzo silnym bodźcem do trzeźwienia – podkreśla.

Obydwaj piszą w internecie swoje blogi, na które zagląda wiele osób potrzebujących pomocy. Jurek, zakładając blog, chciał na bazie własnego doświadczenia przekazać chociaż część swojej wiedzy. – Po lekturze maili i komentarzy, jakie dostaję, wiem, że mogę dać światełko nadziei dla wielu osób – mówi. Zastrzega jednak, że nikomu nie daje gotowych recept na wyjście z alkoholizmu, bo takowych nie ma. – Jestem jednak żywym przykładem, że mając świadomość o swojej chorobie, można ją powstrzymać.

Waldek swój blog założył w sierpniu 2006 roku po to, aby ludzie mający problem z alkoholem i osoby współuzależnione mogły przeczytać, że można w życiu coś zmienić. – Że bez zdrowienia i pracy nad sobą nie będzie efektów – mówi. – Komentarze, które piszą czytelnicy blogu, są dla mnie motywacją do dalszej pracy nad sobą.

– Osoby uzależnione od alkoholu, które wypowiadają się w internecie, piszą blogi, to dość szczególna grupa – są związani najczęściej z ruchem AA. Do takich wystąpień trzeba mieć odwagę, a ruch do tego przygotowuje – mówi Jacek Kraus. – Zachęcamy naszych pacjentów, żeby korzystali z internetu, odwiedzając różne strony dotyczące alkoholizmu, ponieważ to im może pomóc. Nasi pacjenci, przychodzący na terapię, mają dużo wspomnień związanych z piciem, natomiast zazwyczaj gorzej pamiętają okres, gdy nie pili. Mają mało przykładów, jak można żyć bez alkoholu. Na blogach niepijacych alkoholików mogą je znaleźć. Takie blogi mogą być bardzo cenne, ponieważ pokazują, że są ludzie, którym się udało. Osoba, która chce się wyleczyć z alkoholizmu, może zobaczyć tę drugą stronę, pozytywny przykład.

***

Po drugiej stronie ulicy, na przeciwko okna mieszkania Jurka, jest ławeczka, przy której spotykają się miłośnicy tanich trunków. Widzi z daleka, jak dyskutują nad „biznesplanem”, ile wkładają energii i sprytu, aby zdobyć brakujące 50 groszy do kolejnej butelki. Sam setki razy przesiadywał na takich ławeczkach. – Dziś, kiedy siedzę w ciepłym, przytulnym pokoju i obserwuję tych skulonych z zimna ludzi, widzę, jak bardzo alkohol mnie oszukiwał. Jak bardzo oszukuje tych ludzi, którzy siedzą na tej i tysiącu innych ławek.

Kiedy rozmawiam z Waldkiem, ma właśnie dyżur w punkcie konsultacyjnym w Klubie Abstynenta. Ktoś mówił, że przyjdzie, Waldek będzie na niego czekał. Zawsze czeka.

http://blog.onet.pl/40117,1,archiwum_goracy.html

Posted in Świadectwa | Leave a Comment »

Buntownicy smaku – Witold Gadowski

Posted by tadeo w dniu 13 lipca 2011

Gadowski Uważacie, że jesteśmy egzaltowani i nieracjonalni. Uważacie, że za całe opisanie świata starcza nam garstka zetlałych cytatów napisanych przez takich samych jak my fantastów. Nazywacie nas sektą, która wierzy w nierealnego Boga – Pana Prawdy bez kompromisów. Uważacie, że nic nie znaczymy, codziennie wyszydzacie nas w swoich modnych programach telewizyjnych, co tydzień opisujecie naszą nicość w swoich tygodnikach opinii. Odmawiacie nam nawet praw przynależnych ludziom – jesteśmy co najwyżej ciemną hołotą, watahą, którą trzeba wyrżnąć, aby żyło się lepiej. Dziesiątki ekspertów i profesorów od wszystkiego codziennie wieszczą nasz nieuchronny koniec.. Wyrzucacie filmy naszych autorów z publicznej telewizji, milczycie o naszych pisarzach, wyśmiewacie naszych publicystów.

Zastanawiam się po co to wszystko? Przecież jeżeli jesteśmy tylko wymierającym szczepem genetycznie niezdolnym do życia we współczesnym świecie, to dlaczego poświęcacie nam tak wiele swojego cennego czasu, tak wiele energii? Dlaczego codziennie od rana do wieczora, bez wakacyjnej przerwy, powtarzacie te same zaklęcia – słowa które mają nas anihilować, zamienić w parę wodną i tlen? Dlaczego kiedy o nas mówicie macie tak zacięte miny, dlaczego trzęsą się wam ręce? Dlaczego walczycie z poetami, walczycie z wierszami, z piosenkami, walczycie z napisami na murach i z okrzykami na meczach, walczycie z transparentami…dlaczego? Czyżby coś nie zgadzało się w waszym światłym rachunku?

Policzmy więc wspólnie jeszcze raz: media ( te przyjazne i te odbite) są wasze, wojsko, policja i urzędnicy – wasi, parlament i najnowsze sondaże – wasze, najmodniejsi pisarze, aktorzy, kabareciarze – wasi, młodzi wykształceni z dużych miast, ludzie sukcesu – wasi, najlepsi i najładniejsi politycy – wasi, niepodważalne autorytety (Owsiak, Środa, Ochojska, Wajda, Olga Lipińska, Marek Kondrat – aż się kręci w głowie) – wasi, dyskusja, demokracja i pluralizm – od Jarosława Gowina do Arłukowicza – wasze, kościół łagiewnicki (ten doskonały, nowoczesny biskupa Pieronka, księdza Bonieckiego i Sowy – aż się dziwię, że jeszcze nie nosicie klamerek u pasów ze stosownymi napisami) – wasz. Prawo – wasze, Większość – wasza. Słuszność i ciężar wielu pracowitych stronic – wasze. Unia Europejska, NAFTA, świat cały, przyjazny, progresywny i demokratyczny – wasz. Tęczowi przodownicy miłości, płcie wszystkie i parytety – wasze. Miejsca na billboardach, city lightach, na scenach i na ekranach – wasze. Miejsca w sercach na Walentynki – wykupione już dawno.

To przecież całe uniwersum, doskonałe, bez żadnej szczeliny, bez tajemnego przejścia dla myszy i korników. Kto więc przeciw Wam? Kto na tyle spędza wam sen z powiek, że zdyszani pędzicie, aby odliczyć się w porannych programach TVN 24? Nie możecie spać? Coś wam się śni niedobrego? Coś gniecie w piersiach, gdy zamykacie się w czterech ścianach i gasną światła Warszawy? Kto każe pisać wam tak żałosne libretta do waszych „Szkieł kontaktowych”. Czegoś się obawiacie? Kogo? Nie, to przecież nie ma najmniejszego sensu…nie ma się kogo bać Kochani. Przecież codziennie utwierdzacie się o tym w swoich „śniadaniach u Mellerego”, rozpijacie to w swoich „kawach na ławach” i potem. Poza wami nie ma świata, są tylko jakieś błota i mokradła, jakieś opary do rozwiania i mgły do osuszenia. Istnieje nic.

A jeśli coś jednak jest? Jeśli oni tam stoją – milczący, skupieni, niewdzięczni?  Jeśli oni stoją tam jak rosnący w ciszy birnamski las? Te strzygi, potwory, wyziewy i strachy, upiory o twarzach starych wiarusów, młodych Karolów Lewittoux, Trauguttów straconych. Jeśli oni uznali, że księżyc jest jednak piękniejszy od płatnego wychodka, że Matka Boska choćby i kiełbasiana co grudzień rodzi Dzieciątko Prawdy, że podanie dłoni może być czystym gestem pokoju i przyjaźni, a nie pijarowym trickiem? Jeśli są jeszcze tacy, którzy wiedzą że „mężczyzna” to wybór, a nie płeć wrodzona, że „kobieta” to błogosławiona brama, przez którą wchodzi na świat wielki cud. Jeżeli oni spluwają pod nogi kłamcom, nie chcą kompromisów i wierzą w czyste gesty?  

Jeśli ktoś się boi, to z czasem zaczyna nienawidzić własnego strachu. Egzorcyzmuje go tysiącem obrzędów i coraz bardziej hałaśliwą zabawą. Gdy spoglądałem na wasz koncert, wasz i Materny i Wojewódzkiego, to powstał mi w głowie ten tekst. Zrozumiałem jak wścieka was nasze trwanie. Jak nigdy nie zrozumieliście powstańców z Warszawskiego Getta (choć wyprawiliście im setki pustych laurek), jak nie pojmiecie harcerzy z Wieży Spadochronowej, lwowskich „Orląt”, samobójcy Raginisa. Pojąłem jak wygodnie jest wam widzieć Warszawskich Powstańców w kanałach, ułanów II Rzeczpospolitej w nie istniejących (chyba tylko w hitlerowskiej propagandzie) szarżach na czołgi i Zbigniewa Herberta w grobie.

Czy naprawdę uwierzyliście w to, że ten Naród można tak tanio oswoić i wysłać w prywatność śmierdzącą grillem? Może nie jesteśmy najbardziej przebiegli wśród narodów świata, może z naszych wad da się stworzyć „Bestiarium Polonicum”, może w tłumie nie wyglądamy najlepiej, ale nikt jeszcze nie wyciął nam poczucia wolności – tej swoistej wrażliwości na smak życia, której pozbawione są umysły niewolników. Tych prowodyrów nie jest zbyt wielu, ale jak profetycznie pisał „wasz” Miłosz: „możesz go zabić narodzi się nowy…” Tak gnaliście do tej waszej ponowoczesności, do końca historii, który nie nastąpił, że przestaliście na nas zważać, a teraz cóż, chyba jest już późno, chyba zmierzcha się wasza historia. Wasz lęk dobrze wie, że My potrafimy czekać.

http://wgadowski.salon24.pl/323862,buntownicy-smaku

Posted in POLECAM, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Św. TERESA Z Lisieux

Posted by tadeo w dniu 13 lipca 2011

Teresa Martin urodziła się jako ostatnia z dziewięciorga dzieci Zelii Guerin i Ludwika Martin. Jej ojciec był zegarmistrzem, matka zaś koronkarką. Rodzice byli pobożnymi ludźmi. Ludwik miał zostać mnichem, lecz z powodu braku znajomości języka łacińskiego nie został przyjęty do zakonu. Zelia chciała wstąpić do zakonu Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo, ale jej kandydatura została odrzucona ze względu na problemy z oddychaniem i nawracające bóle głowy. Ludwik i Zelia poznali się w 1858, a trzy miesiące później wzięli ślub. Mieli dziewięcioro dzieci, z których tylko pięć córek – Marie, Pauline, Leonie, Céline i Thérèse – dożyło wieku dorosłego.
Biznes koronkarski Zelii był na tyle dochodowy, że Louis sprzedał swój sklep zegarmistrzowski siostrzeńcowi i zaczął współpracować ze swoją żoną. Zelia zmarła na raka piersi w 1877, kiedy Teresa miała zaledwie cztery lata. W listopadzie jej ojciec sprzedał koronkarską działalność i przeniósł się do Lisieux w Normandii, gdzie mieszkał brat Zelii, Izydor Guérin, z zawodu farmaceuta.
Gdy Teresa skończyła osiem lat, rozpoczęła naukę w szkole klasztornej sióstr benedyktynek. Rok później, jej siostra Paulina, z którą była zżyta, wstąpiła do klasztoru karmelitanek w Lisieux. Także Teresa chciała być członkinią tego zgromadzenia, ale z powodu młodego wieku jej kandydatura została odrzucona. W czternastym roku życia, gdy jej kolejna siostra Maria wstąpiła do tego samego zgromadzenia, mimo starań drugi raz nie została przyjęta do Karmelu. Następnie razem z ojcem odbyła pielgrzymkę do Rzymu, gdzie podczas audiencji generalnej poprosiła papieża Leona XIII, aby ten wprowadził ją do zakonu w piętnastym roku życia. Na jej prośbę papież powiedział: „Cóż, moje dziecko, rób to, co powiedzą przełożeni”.
Karmel [edytuj]
9 kwietnia 1888 wstąpiła do Karmelu w Lisieux, przyjmując imię Teresa od Dzieciątka Jezus i najświętszego Oblicza. Rok później, 10 stycznia rozpoczęła nowicjat. W ceremonii obłóczyn uczestniczył jej ojciec. 8 września 1890 złożyła śluby zakonne. Rok później odkryła „małą drogę dziecięctwa duchowego”. Pragnęła, by jej życie stało się aktem doskonałej miłości, a cierpienie możliwością jej pogłębienia i wykazania. W lutym 1893 została mistrzynią nowicjatu. 29 lipca 1894, po kilku latach walki z chorobą psychiczną zmarł jej ojciec…
Beatyfikacja i kanonizacja 
29 kwietnia 1923 papież Pius XI ogłosił ją błogosławioną, a 17 maja 1925 dokonał jej kanonizacji, nazywając ją jednocześnie gwiazdą swojego pontyfikatu. Z kolei 19 października 1997, w setną rocznicę jej śmierci, papież Jan Paweł II nadał jej tytuł doktora Kościoła powszechnego.
(pl.wikipedia.org/wiki/Teresa_z_Lisieux)

MAŁA Droga (Sw. TERESA Z Lisieux, Św. TERESA OD Dzieciątka Jezus I NAJŚWIĘTSZEGO Oblicza) (PL)


Posted in Filmy religijne, Religia, SYLWETKI, Święci obok nas | Leave a Comment »

Ojciec Pio

Posted by tadeo w dniu 13 lipca 2011

Posted in Ojciec Pio | Leave a Comment »

Powrót Egzorcystów – dokument

Posted by tadeo w dniu 13 lipca 2011

http://pl.gloria.tv/?media=175008

Posted in Filmy religijne, Religia, Świadectwa | Leave a Comment »

Gość Oczekiwany – sztuka Zofii Kossak

Posted by tadeo w dniu 13 lipca 2011

Cz.I

CZ.II

Cz.III

Cz.IV

Cz.V

Posted in Zofia Kossak-Szczucka | Leave a Comment »

Nowe oblicze Kossakówki

Posted by tadeo w dniu 13 lipca 2011

Na 22 października 2010 r. planowane jest otwarcie Centrum Kultury i Sztuki w Gorkach Wlk.. Będzie się ono mieścić w zrekonstruowanej części 18-wiecznego dworku Kossaków.

Posted in Zofia Kossak-Szczucka | 1 Comment »

Pod Zadwórzem – opowiadanie Zofii Kossak-Szczuckiej

Posted by tadeo w dniu 13 lipca 2011

Posted in Zofia Kossak-Szczucka | 1 Comment »

Zofia Kossak (Errata do biografii)

Posted by tadeo w dniu 13 lipca 2011

Cykl sylwetek znanych polskich ludzi kultury.

http://gloria.tv/media/rBC2WrEqTwa

Posted in Zofia Kossak-Szczucka | Leave a Comment »

Orędzia Ostrzeżenie na czasy ostateczne

Posted by tadeo w dniu 13 lipca 2011

Filmik zawiera fragmenty współczenych orędzi znajdujących się na stronie:http://www.thewarningsecondcoming.com/

Polskie tłumaczenia można znaleźć na stronie:

http://dzieckonmp.wordpress.com/category/ostrzezenie-pilne-oredzia-2010-2011/

Zainspirowany tymi orędziami postanowiłem zrobić filmik aby zachęcić zwłaszcza młode osoby do zapoznania się z nimi.

Mnie osobiście one poruszyły i wydają mi się autentycznymi słowami naszego Pana ale to tylko moja skromna opinia. Każdy musi sam rozeznać autentyczność tych orędzi ale na pewno warto je przeczytać.

http://gloria.tv/?media=174256

Posted in Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

Student szuka pracy

Posted by tadeo w dniu 13 lipca 2011

Dla firm rekrutacyjnych i pracodawców student oraz świeży absolwent studiów wyższych to ten sam plankton zawodowy. Artykuł ten jest dla tych, którzy chcą być wyjątkiem w tej masie.

 

Jeszcze pod koniec lat 90-tych uzyskanie tytułu mgr gwarantowało znalezienie co najmniej kilku realnych propozycji pracy. Np. po „finansach” na SGH można było pracować w dziale ekonomicznym, zapraszano do marketingu, sprzedaży, obsługiklienta oraz back-office’u instytucji finansowych, leasingowych, bankowych, ale też przemysłu czy usług. Nie zmieniła się jedna rzecz – na pewno łatwiej o pracę ludziom wykształconym, ze znajomością języków niż tym jedynie po maturze. Jednak konkurencja jest na tyle duża, że tytuł mgr nie jest już czymś wyjątkowym. Odsetek studentów w Polsce jest jednym z najwyższych w Europie.Wg OECD w roku 2008 wyższe wykształcenie zdobyło 50% osób w „studenckiej” grupie wiekowej, wg GUS-u, tzw. współczynnik skolaryzacji wzrósł w kolejnym roku do 52.7%. W Europie wyprzedzają nas tylko: Finlandia, Słowacja i Islandia. O ile pod koniec lat 90-tych co dziesiąta osoba mogła pochwalić się wykształceniem wyższym, o tyle obecnie mgr posiada co piąty Polak.
Wciąż pokutuje w umysłach studentów pogląd, ze jeśli skończy się studia, a już w szczególności na renomowanej uczelni państwowej, to pracę znajdzie się szybko i bez problemów. A rzeczywistość wygląda zgoła inaczej
Co zrobić by znalezienie pracy było „MISSION POSSIBLE”?
Warto pytanie to postawić sobie tak wcześnie, jak to możliwe, czyli jeszcze zanim dokona się wyboru uczelni wyższej. Oczywiście kierowanie się jedynie aktualnymi trendami może się okazać po 5 latach całkowicie mylne. Na pewno pasja i zainteresowania są najważniejsze, ale trzeba mieć również na względzie fakt, że wybierając kierunki humanistyczne, o pracę może być trudniej. Wciąż modna psychologia, socjologia i inne kierunki szczególnie promowane przez uczelnie prywatne, typu dyplomacja, pedagogika, turystyka to już coraz mniej przyszłościowe specjalizacje. Najwięcej ofert pracy wciąż jest w sprzedaży, obsłudze klienta, usługach, ale też dla inżynierów, absolwentów uczelni technicznych. Warto pomyśleć o kierunkach ścisłych, uczelniach technicznych dających konkretną wiedzę. Ile bowiem ofert pracy w zawodzie jest np. dla absolwenta filozofii?
Na pewno duże znaczenie ma uczelnia. Nie każdy jednak może być studentem prestiżowych szkół takich jak Uniwersytet Warszawski, SGH, Politechnika. Jeśli już starasz się przyszły studencie o przyjęcie do uczelni prywatnej, sprawdź jakie są o niej opinie, jaki odsetek absolwentów zdobywa pracę.
Rzecz najważniejsza – PRAKTYKA
Jeśli już studia rozpocząłeś najważniejsze jest aby nie dopuścić do sytuacji, że po obronie pracy mgr w CV będzie można wypełnić wszystkie pola prócz najważniejszego – DOŚWIADCZENIA ZAWODOWEGO. Nieraz studenci mnie pytali: „a co ja mogę wpisać, jeśli tylko udzielałem korepetycji, potem pracowałem w barze i spędziłem miesiąc wakacji odbywając praktyki w biurze?” Odpowiedź jest prosta – WŁASNIE TO WPISZ DO CV!
We wszystkich rekrutacjach, w których rozważa się kandydatury studentów, osoba prowadząca ten proces zwraca uwagę na fakt, czy student był tylko „studentem” czy też angażował się w różnego rodzaju przedsięwzięcia, był członkiem organizacji studenckich, odbywał staże i praktyki, uczestniczył w projektach międzynarodowych. Nawet kilka miesięcy stażu czy praktyk w różnych instytucjach pozwalają na obycie się z pracą w firmie, panującymi tam zasadami, poznanie obowiązków pracownika, zasad współpracy, komunikacji  – doświadczenie, którego inną drogą się nie zdobędzie. Studencie nie czekaj więc z podjęciem pracy do końca studiów bo wtedy będzie to naprawdę trudne.
Już sam fakt ubiegania się o staż czy praktyki daje bardzo cenne doświadczenie – poznanie procesu rekrutacji – bezcenne, kiedy się będziemy starali o prawdziwą pracę. To pierwsza sytuacja, która będzie wymagała przygotowania dokumentów aplikacyjnych czyli życiorysu i listu motywacyjnego.
Praktyki i staż – od czego zacząć?
Czasem oba pojęcia oznaczają to samo – zdobywanie doświadczenia przez określony czas w danej firmie. Może ono trwać od miesiąca po nawet pół roku. Czasem firmy rozgraniczają te terminy i wówczas praktyki są zazwyczaj niepłatne a staż może być finansowany przez Urząd Pracy lub przez samego pracodawcę. Niezależnie czy dostaniemy wynagrodzenie (często symboliczne) czy nie z oferty praktyk warto jest korzystać. Na pewno łatwiej będzie o nie studiującym w trybie wieczorowym i zaocznym niż „zwykłym” studentom dziennym z racji większej dyspozycyjności. Tym ostatnim zawsze pozostają wakacje, a czasem umiejętne ułożenie planu zajęć.
Ofert praktyk i staży szukać należy w wielu miejscach:
Internet – niemal wszystkie portale pracy posiadają oferty praktyk dla studentów. Nie zapominajmy też odwiedzać zakładek „PRACA” na stronach www firm, które nas interesują. Nie rezygnujmy ze studenckich portali branżowych, typu:www.dlastudenta.pl czy www.absolvent.pl . Śledźmy różnego rodzaju konkursy, np. „Grasz o staż”.
Prasa – ogłoszenia w dodatkach PRACA
Biura Karier przy Uczelniach
Targi Pracy
Świetne doświadczenie i dobry punkt w CV można zyskać uczestnicząc w międzynarodowych programach praktyk. To nieoceniona szkoła języka, możliwość poznania środowiska o innej kulturze, lekcja samodzielności. Takie cechy powodują, ze rekruter od razu ma błysk w okuJ Oferty praktyk międzynarodowych znajdziemy także w Internecie, np. www.discoverworld.pl czy w programach, typu Erasmus, który również umożliwia wyjazdy za granicę na część studiów.
Okres studiów umożliwia też podjęcie prac wakacyjnych, które z jednej strony pomagają zdobyć doświadczenia zawodowe a z drugiej podreperować budżet.  W tym również pomoże nam Internet, oraz agencje pracy tymczasowej. Możemy tu liczyć na oferty dotyczące prostych prac biurowych, obsługi eventów, imprez masowych, prac w zakresie usług magazynowych, sezonowych prac w przetwórstwie owocowo-warzywnym, produkcji lodów i in. Wakaty są związane ze zwiększonym w sezonie zapotrzebowaniem na nowych pracowników lub poszukiwaniem zastępstwa dla urlopowanych pracowników. Często taka praca umożliwia późniejszy rozwój kariery zawodowej, zatrudnienie na stałe czy uzyskanie propozycji stażu. Pamiętajmy, że rejestrując się w agencji pracy tymczasowej, przy skierowaniu do pracy na rzecz danej firmy, umowę podpisujemy z agencją. Warto więc sprawdzić czy agencja jest wpisana do Krajowego Rejestru Agencji Zatrudnienia (www.kraz.praca.gov.pl) oraz czy posiada certyfikat.

Nie zapominajmy też o wolontariacie. Wiele stowarzyszeń czy fundacji chętnie powita studenta i na pewno będzie można elastycznie dostosować czas pracy.
Gdy szukamy pierwszej pracy po studiach…
– Prześlijmy swoje CV do firm doradztwa personalnego (z pominięciem tych, które zajmują się stricte executive search, czyli obsadzaniem stanowisk najwyższego szczebla).
– Odwiedźmy Biuro Karier na uczelni.
Biura te oferują coraz bardziej kompleksowe usługi w zakresie przygotowania studenta do wejścia na rynek pracy. Niejednokrotnie posiadają konkretne oferty pracy, choć nie jest to podstawowe zadanie biur karier. Warto jest oferty śledzić, gdyż są to propozycje skierowane wyłącznie do studentów danej uczelni i nie są ogłaszane w prasie i Internecie.
W biurach karier student może przede wszystkim liczyć na konsultacje u doradcy zawodowego, który udzieli rad co do przygotowania aplikacji, pomoże w określeniu kierunków poszukiwań przyszłej pracy. Warto też uczestniczyć w warsztatach i szkoleniach dotyczących rozmowy kwalifikacyjnej oraz w organizowanych przez biura spotkaniach z pracodawcami.
– Stwórzmy profil na biznesowych portalach społecznościowych, wprowadźmy CV do baz danych portali zajmujących się rynkiem pracy. Pozwoli to potencjalnym pracodawcom rozważyć naszą kandydaturę w prowadzonych rekrutacjach.
Czy decydować się na pierwszą ofertę, jaką oferuje rynek?
Rekruterzy obserwują pewien trend jaki prezentuje tzw. pokolenie Y, czyli osób urodzonych w połowie lat 80-tych. Z jednej strony prezentują niezwykłą ambicję, chęć zdobywania doświadczeń zawodowych, uczestniczą w najróżniejszych stażach, konkursach, projektach, organizacjach z drugiej jednak strony rośnie liczba tzw. „wiecznych studentów”, którym nie spieszy się do podjęcia jakiejkolwiek pracy, rozpoczynają kolejne kierunki żadnego nie kończąc. Daje im to swoistego rodzaju usprawiedliwienie przed aktywnym zaistnieniem na rynku pracy. Argumentem jest niechęć do pracy za kilkaset złotych. Niestety, nie ma się co łudzić, że dostanie się pierwszą pracę za parę tys. netto. Alternatywą jest oczywiście zarejestrowanie się w Urzędzie Pracy i podnoszenie statystyk bezrobocia. Jeśli oferta pracy się pojawia, warto rozważyć wszystkie za i przeciw: „ Co zyskam?”,  „Czego się nauczę?” A nie „ile zarobię?” Pamiętajmy, że jeśli sprawdzimy się na danym stanowisku zawsze możemy liczyć na awans, negocjować warunki zatrudnienia. Nie gardźmy też umowami innymi niż etat, czyli zleceniem czy umową o dzieło.
Pamiętajmy, każda praca, nawet za niewielkie pieniądze lub bez pieniędzy (np. wolontariat, praktyka) to nie tylko doświadczenie do wpisania w CV, to autentyczne otrzaskanie się, nabranie umiejętności zawodowych, możliwość nawiązywania przydatnych kontaktów i swoista szansa na łut szczęścia. Zdarza się, że młody, ambitny pracownik, dobrze wywiązujący się z obowiązków, otrzymuje awans w najmniej spodziewanym momencie lub intratną propozycję zawodową z najmniej spodziewanej strony. Żeby wygrać trzeba najpierw pójść kupić los.
Student czy absolwent kręcący nosem i siedzący na bezrobociu w tym losowaniu udziału nie bierze.

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Premier dał hasło, kadry podjęły. Platforma coraz ostrzej o Kościele.

Posted by tadeo w dniu 13 lipca 2011

Premier dał hasło, kadry podjęły. Platforma coraz ostrzej o Kościele. O Kościele, któremu ludzie „Solidarności” tyle zawdzięczają…

opublikowano: 2011-07-12 20:05:19

Panowie spokojnie

Nasz rząd nie będzie się kłaniał bankierom, ani związkowcom, nie będzie klękał przed księdzem.

Premier Donald Tusk podczas konwencji PO w Gdańsku, 11 czerwca 2011 r.

Liderzy Platformy Obywatelskiej na Pomorzu opuścili miejsca w pierwszych ławach na nabożeństwach arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia.

– W kościele chcę się spokojnie modlić, a nie wysłuchiwać, jaki mamy nieludzki rząd – mówi poseł Jerzy Borowczak.

Trzy tygodnie temu. Boże Ciało w Bazylice Mariackiej w Gdańsku. Jak zwykle na ważnych nabożeństwach dwie pierwsze ławki były zarezerwowane dla VIP-ów.

– Wchodzę, a tam pusto, nawet myślałem, że godziny pomyliłem – mówi Andrzej Jaworski, poseł PiS. – Usiadłem sam. Zwykli ludzie zajęli wolne miejsca. Nie przyszedł żaden radny, nikt z władz miasta, województwa, żaden poseł PO. A jeszcze kilka tygodni wcześniej przychodzili tłumnie na wszystkie uroczystości celebrowane przez arcybiskupa Głódzia.

Gdy na końcu proboszcz dziękował ”przedstawicielom władz za przybycie”. – Nie ma komu, przecież nie przyszli – wtrącił arcybiskup.

– A po co mamy chodzić do niego, jak na nas krzyczy? – pyta Jerzy Borowczak, poseł PO. – Chcę chodzić do kościoła się modlić, a nie słuchać jego wystąpień parapolitycznych. Po co mi wysłuchiwać, jaki mamy nieludzki rząd? Nieraz czuliśmy się osaczeni, siedząc w ławkach, jak wygłaszał kazania.

Krzysztof Katka, „PO nie klęka w Gdańsku”, „Gazeta Wyborcza”, 12 lipca 2011 r.

Według Niesiołowskiego, ta część biskupów i Kościoła, która popiera PiS i o. Rydzyka, „szkodzi Polsce”. – Ja bronię Polski przed tymi ludźmi – oświadczył wicemarszałek dodając, że„w przeszłości część biskupów też popierała Targowicę”. (…)

Zdaniem wicemarszałka, jednym z biskupów popierających Radio Maryja jest bp Wiesław Mering. – Taki biskup to kompromitacja dla Kościoła. Po co w ogóle jest taki biskup, niech sobie znajdzie inne zajęcie. Biskup, który chwali Radio Maryja i nie dostrzega jego ogromu zła, jest według mnie szkodliwy dla Kościoła – powiedział Stefan Niesiołowski.

„Niesiołowski: Kościół staje się sektą”, „Wprost”, 11 lipca 2011 r.

(…) ruch „Solidarności” zawdzięcza Kościołowi wszystko. Gdyby nie Kościół, jego odwaga i niezłomność, w stanie wojennym by nas rozdeptano. To pokazuje, że część ludzi „S” traktowała pomoc Kościoła instrumentalnie, użytkowo. Korzystano z jego wsparcia, chowano się pod jego skrzydła,  gdy bez niego nie dało się funkcjonować, a dzisiaj wypycha się go z życia politycznego. To polityczny koniunkturalizm. Szkoda, że Polska nie postawiła twardo sprawy odwołania do chrześcijańskich korzeni w Traktacie Lizbońskim. To był nasz, ludzi „Solidarności”, dług do spłacenia wobec Kościoła katolickiego.

Artur Balazs w wywiadzie dla tygodnika „Uważam Rze”, 11 lipca 2011 r.

http://wpolityce.pl./view/14932/Premier_dal_haslo__kadry_podjely__Platforma_coraz_ostrzej_o_Kosciele__O_Kosciele__ktoremu_ludzie__Solidarnosci__tyle_zawdzieczaja___.html

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

„To nie są przypadki, ale sygnały wysyłane do społeczeństwa i testowanie stopnia jego bezwładności”

Posted by tadeo w dniu 13 lipca 2011

Panowie spokojnieRys. Andrzej Krauze

Motto:

„…demokracja bez wartości łatwo przemienia się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”

– Jan Paweł II.

Obniżający się stopień podmiotowości społeczeństwa: nieobecność  otwartej dyskusji w wielu sprawach, niedopuszczanie opinii współobywateli, zwalnianie z pracy niezależnych dziennikarzy,  upokarzające wezwanie szefa opozycji parlamentarnej na badania psychiatryczne – jeden z wielu zatrważających przykładów funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, kuriozalna nota dyplomatyczna w sprawie poglądów obywatela – i wiele innych podobnych incydentów – to  nie są przypadki, ale nie pozostawiające cienia wątpliwości sygnały wysyłane do społeczeństwa i testowanie stopnia jego bezwładności.

Te czytelne sygnały powinny się spotkać z adekwatną odpowiedzią obywateli bez względu na ich poglądy polityczne czy religijne, a ze względu na obywatelską uczciwość(i myślenie o przyszłości Polski, także o swojej własnej przyszłości). Aby obronić niezależne myślenie potrzebne jest wyzwolenie umysłów obywateli, aby zdecydowali się  wyrwać aplikowaną im kroplówkę ze środkiem odurzającym. To zależy również od siły materialnej wolnych mediów – wzmacniajmy je  moralnie i finansowo. Niech każda próba ograniczania wolności wypowiedzi skutkuje kroplą wzmacniającą obszar wolnego słowa.

prof. dr hab. Lucjan Piela – UW, dr hab. Marek Pękała – UW, dr Piotr Romiszowski – UW, prof. dr hab. Stefan Sokołowski – UMCS, prof.dr hab.Zofia Sokołowska – PAN, dr hab. Janusz Stępiński – UW, dr hab. Leszek Z.Stolarczyk – UW, prof. dr hab. Sławomir Szymański – PAN, prof. dr hab. Krzysztof Woźniak – UW, prof. dr hab. Henryk Woźniakowski – UW, prof. dr hab. Tadeusz Zakroczymski – PAN, mgr Adam Chajewski – UW, dr Aldona Ciborowska – UKSW, prof. dr hab. Zbigniew Czarnocki – UW, prof. dr hab. Edward Darżynkiewicz – UW, prof. dr hab. Jan S. Jaworski – UW, prof. dr hab. Łukasz Kaczmarek – Instytut Farmaceutyczny, prof. dr hab. Marek K. Kalinowski – UW, prof. dr hab. Krystyna Kamieńska-Trela – PAN,  prof. dr hab. Tadeusz M. Krygowski – UW, dr hab. Michał Krynicki – prof. UKSW, prof. dr hab. Hubert Lange – UW, prof.dr hab. Tadeusz Mostowski – UW, dr hab. Jan Ogrodzki – prof. PW.

http://wpolityce.pl./view/14942/_To__nie_sa_przypadki__ale_sygnaly_wysylane_do_spoleczenstwa_i_testowanie_stopnia_jego_bezwladnosci_.html

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »