WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Posts Tagged ‘kard.Stefan Wyszyński’

Kierujmy się wskazaniami ludzi mądrych i Bogu oddanych

Posted by tadeo w dniu 21 listopada 2019

APC - 2019.11.21 13.42 - 001.3d

Posted in Religia | Otagowane: | Leave a Comment »

Kardynał Stefan Wyszyński będzie beatyfikowany. Jego szkalowanie jednak nie ustępuje.

Posted by tadeo w dniu 7 października 2019

Uważam sobie za łaskę, że mogłem dać świadectwo prawdzie

 jako więzień polityczny przez trzyletnie więzienie

 i że uchroniłem się przed nienawiścią do moich rodaków

 sprawujących władzę w państwie.

Świadom wyrządzonych mi krzywd,

przebaczam im z serca wszystkie oszczerstwa, którymi mnie zaszczycili.

(z testamentu ks. kard. Stefana Wyszyńskiego

W 1989 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, którego Jan Paweł II nazwał Prymasem Tysiąclecia. 6 lutego 2001 zakończył się etap diecezjalny procesu beatyfikacyjne-go, po czym akta zostały wysłane do Watykanu. W tym czasie odbyło się 289 sesji, w ramach których przesłuchano 59 świadków. Akta zebrane w toku procesu – w sumie 37 tomów – wraz załącznikami (książkami, artykułami autorstwa kandydata na ołtarze) zostały przekazane do watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Postulatorem generalnym procesu był o. Zbigniew Suchecki OFM Conv. a relatorem w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych o. Zdzisław Kijas OFM Conv.

28 maja 2013 r. podczas uroczystości w bazylice św. Jana Chrzciciela w Szczecinie zamknięto diece-zjalny proces o domniemanym uzdrowieniu młodej osoby za przyczyną Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego. Dokumentacja trafiła do Watykanu.

19 grudnia 2017 r. papież Franciszek podpisał dekret o heroiczności cnót Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego. Dekret o heroiczności cnót jest orzeczeniem Kościoła, że Sługa Boży cieszy się sławą świętości i heroiczności cnót. W dekrecie jest zawarty przebieg życia, a na końcu zawarte jest stwierdzenie, że Sługa Boży praktykował cnoty heroiczne – wiarę, nadzieję, miłość oraz cnoty moralne – roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie w stopniu nadzwyczajnym.

3 pażdziernika 2019 r. Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej poinformowało, że Ojciec Święty Franciszek przyjął wczoraj na audiencji prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, kard. Angelo Becciu i upoważnił tę dykasterię do opublikowania ośmiu dekretów, z których jeden dotyczy cudu za wstawiennictwem Sługi Bozego kard. Stefana Wyszyńskiego. Tym samym spełniony został ostatni wymóg niezbędny do beatyfikacji. Wkrótce można spodziewać się komunikatu Stolicy Apostolskiej, w którym zostanie podana data beatyfikacji oraz jej miejsce.

Podczas przygotowań do procesu beatyfikacyjnego, w zbiorach archiwalnych dawnego MBP odnaleziono dokumenty pokazujące metody stosowane przez władze komunistyczne w celu kompromitowania ks. Stefana Wyszyńskiego.

W 1948 roku funkcjonariusze MBP aresztowali Tadeusza Wyszyńskiego, przyrodniego brata ks. Stefana Wyszyńskiego, mianowanego w 1946 r. przez papieża Piusa XII biskupem ordynariuszem lubelskim, a następnie 22 października 1948 r. arcybiskupem Gniezna i Warszawy oraz Prymasem Polski. Gdy Stefan Wyszyński w maju 1946 r. obejmował biskupstwo lubelskie, stał się jednocześnie kanclerzem jedynej katolickiej uczelni w tej części Europy i świata – Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, a także członkiem Rady Głównej Episkopatu Polski. Z tego względu w MBP podjęto decyzję o rozpoczęciu jego stałej inwigilacji. W aktach IPN zachowały się donosy na bp Wyszyńskiego. Z ustaleń historyków wynika, że w okresie lubelskim na Wyszyńskiego donosiło 16 informatorów, m.in. kryptonimach „Zemsta”, „Wir”, „Michał”, „Aleksy”, „Zamoyski”, „doksa”. Inwigilacja bp Wyszyńskiego trwała nieprzerwanie od maja 1946 r. do dnia jego pogrzebu, 31 maja 1981 r.

Ppor. Tadeusz Wyszyński ps. „Grey” w czasie wojny był żołnierzem Narodowych Sił Zbrojnych, dowódcą plutonu w Samodzielnym Batalionie im. Bryg.Mączyńskiego (kompania leśna im.”Szarego”, Lasy Chojnowskie). W 1948 roku został aresztowany i oskarżony o współudział w morderstwie działacza komunistycznego. W listopadzie 1948 roku w MBP zapadła decyzja aby urządzić Tadeuszowi Wyszyńskiemu proces publiczny, a w jego trakcie kolportować informacje o pokrewieństwie oskarżonego z ordynariuszem lubelskim bp Stefanem Wyszyńskim.

„Naczelnik V Wydziału.

W sprawie Wyszyńskiego należy:

1. Przeprowadzić w Bydgoszczy proces publiczny, w którym w ramach normalnego przewodu sądowego położyć nacisk na pokrewieństwo z biskupem lubelskim Wyszyńskim Stefanem. W tym celu znajdujące się w aktach sprawy listy biskupa odczytać przy drzwiach zamkniętych (ze względu na wysoką godność etc.). Fakt dokonywanych przez „Greya” morderstw, trudny do udowodnienia, podkreślić zeznaniami matki zabitego. Fakt posiadania do dziś broni maszynowej uwypuklić.

2. Dopilnować szerokiego wykorzystania tej sprawy w prasie krajowej, nie tylko centralnej. Główny kierunek – hasło dla prasy: „Brat biskupa mordercą. Brat biskupa gromadzi broń do dalszych mordów”. W tej sprawie z góry omówić wszystko z Żorską. Nie zapomnieć o prasie lubelskiej i radio.

3. Szczegóły omówić i uzgodnić z pułk. Różańskim i pułk. Lityńskim. Obaj są uprzedzeni o spra-wie.

4. Osobiście dopilnować przebiegu rozprawy w Sądzie Wojsk, w Bydgoszczy i wykorzystania w prasie.

25 XI 48 r.

Pancewicz – baptysta” [i dwa podpisy nieczytelne]. (Archiwum MBP V I4-4 C-2, k. 4/3/4)

Zachował się również protokół z przesłuchania podejrzanego Tadeusza Wyszyńskiego, pseudonim „Grey”, które miało miejsce w Bydgoszczy w dniu 8 stycznia 1949 roku. Najpierw padło pytanie: „Opowiedzcie szczegółowo o swojej rodzinie”, a potem kolejne: „Opowiedzcie szczegółowo o bracie swoim Stefanie Wyszyńskim”. Odpowiedzi pytanego zawierały ogólnie znane informacje z życia rodziny Wyszyńskich. Znalazło się wśród nich zdanie: „Brat twierdził zdecydowanie, że Niemcy wojnę przegrają po pokonaniu ich przez wojska alianckie, a wówczas Polska odzyska niepodległość. W czasie jednej z rozmów oznajmiłem memu bratu Wyszyńskiemu St., że pracuję konspiracyjnie w NSZ, lecz w jakiej formie opowiadałem mu, nie pamiętam obecnie, jak również nie pamiętam, co na to odpowiedział brat. Jednak twierdzę, że brat mój do pracy mojej konspiracyjnej ustosunkowany był pozytywnie”. (Archiwum MBP V I4-4 C-2, k. 4/3/10 i 4/3/11)

Z braku dowodów zbrodni do procesu nie doszło, jednak Tadeusz Wyszyński był przetrzymywany w więzieniu bez wyroku do 1952 r. Po kilku miesiącach UB ponownie go aresztowało; po dwóch tygo-dniach został zwolniony z wyjaśnieniem: „pomyłka”.

„Zapiskach więziennych” Prymas wspomina o aresztowanym bracie: „mój brat Tadeusz odsiedział obozy i więzienia: sowieckie, niemieckie i polskie” (zapis z 25 września 1953 r.).

Pod datą 25 lutego 1955 roku Prymas zanotował rozmowę z komendantem więzienia, w trakcie której: „w rodzinie naszej już był taki wypadek: brat mój siedział w więzieniu dwa i pół roku, jak się później okazało, niesłusznie, gdyż go zwolniono bez podania przyczyn. Ale to zabiło jego matkę […]; brat nie był na pogrzebie. Ten fakt pozostał w rodzinie jako poczucie wyrządzonej nam krzywdy”.

W liście do swojego ojca pisanym ze Stoczka Warmińskiego w dniu 31 października 1953 r.: „Niepokoję się o brata, który zapomina, że musi oględnie używać swych sił, zniszczonych w obozach i więzieniach – proszę mu to powiedzieć”. W liście do siostry, Stanisławy Jaroszowej z 2 lutego 1955 r.: „Nie wiem dla-czego, ale ciągle lękam się o jego [Tadeusza] zdrowie, o którym on tak zwięźle pisze”.

Kard. Stefan Wyszyński spędził w izolacji trzy lata: od 25 września 1953 r. do 28 października 1956 r. W tym okresie prymas był poddany nieustannej inwigilacji. Bezpośredni nadzór nad nim sprawowali funkcjonariusze UB, którzy dyżurowali dzień i noc. Ponadto towarzyszyło mu dwóch więźniów politycznych: ks. Stanisław Skorodecki i s. Maria Leonia Graczyk, którzy spełniali rolę tzw.agentów celnych. Prymas poznał ich po przyjeździe do Stoczka warmińskiego, wieczorem 12 października 1953 r.

Ksiądz Skorodecki był młodym kapłanem (34 lata) z diecezji tarnowskiej, z miejscowości Ropczyce na Podkarpaciu. UB aresztowało go w 1951 roku pod zarzutem przynależności do podziemnej organizacji wojskowej. W śledztwie był maltretowany w straszny sposób: „Pusta duża cela w piwnicy, betonowa, goła prycza, nago przez kilkanaście godzin, od wieczornego apelu godz. 17. 00 do rannej pobudki, godz. 5. Albo – bardzo mała cela, loch, do którego wchodziło się nago do pasa, a tam wlewano zawartość kibli, tj. nieczystości, fekaliów i trzeba było w tym godzinami stać, a potem  kąpiel z użyciem gumowego gumowego węża pod ciśnieniem kilku atmosfer. To były straszne tortury” – tak opisywał śledztwo.

Oskarżony o „próbę obalenia ustroju Polski Ludowej” ks. Skorodecki został skazany na 10 lat więzienia i osadzony w więzieniu w Rawiczu, gdzie przesiedział dwa lata. Prawdopodobnie wtedy został zwerbowany do współpracy z UB.

Trzydziestoczteroletnia siostra Leonia Graczyk ze Zgromadzenia sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi była zakonnicą od 14 lat, z czego dwa lata spędziła w więzieniu w Grudziądzu. Wcześniej pracowała w sierocińcu w Ostrołęce. Wiosną 1950 roku wysłała do Radia Madryt list z informacjami o szykanach jakim z powodu religii poddawane są w szkole wychowanki sierocińca. Została skazana na 7 lat więzienia. Na mocy amnestii wyrok został skrócony o dwa lata i cztery miesiące. UB zwerbowało ją do współpracy w więzieniu w Grudziądzu w lipcu 1953 r. Siostra Graczyk podpisywała swoje meldunki początkowo jako „Ptaszyńska”, a później jako „Ostrowska”.

Prymas miał poważne podejrzenia co do funkcji jaką pełnili ci współwięźniowie i zachowywał wielką wstrzemięźliwość w wypowiedziach i nie dawał się wciągnąć do rozmów na tematy polityczne. O podwójnej roli kapelana Skorodeckiego i siostry Leonii dowiedział się w październiku 1955 r. po przyjeździe do Komańczy, do klasztoru Nazaretanek, który był ostatnim i najłagodniejszym miejscem jego izolacji. Rok wcześniej, w grudniu 1954 r. RWE przekazało informację pochodzącą od ppłka Józefa Światło, że ks. Skorodecki i s. Graczyk są współpracownikami UB. Dzień po przyjeździe do Komańczy Prymas zapisał w swoim dzienniku:

„Czy ksiądz i siostra byli „dobrani” przez Urząd Bezpieczeństwa? Bardzo w to wątpię. Jestem przekonany, że Urząd Bezpieczeństwa – gdyby nawet liczył na moich towarzyszów – to bardzo się na tym zwiódł. Podkreślam to i dlatego, żeby ochronić moich towarzyszów przed podejrzliwością społeczeństwa, które może się gubić w domysłach, dlaczego własnie tych dwoje dostało się do mojego towarzystwa. Miałem możność poznać oboje na tyle, ze jestem pełen przekonania o moralnej uczciwości obojga, Przy czym, trzeba i to podkreślić, że poziom moralny księdza było o wiele wyższy od wysokiego. Był to człowiek gorącej wiary, niemal uczuciowej modlitwy, kochający Kościół święty, oddany mu całym życiem.”

Prymas wystawił więc obojgu, ks. Skorodeckiemu i s. Graczyk świadectwo moralności. Mimo ze wiedział o ich podwójnej roli nie zerwał z nimi kontaktów. Po raz pierwszy spotkał się z nimi 2 listopada 1956 roku na jasnej Górze. Zaprosił ich tam aby wspólnie podziękować Matce Boskiej za uwolnienie. W czerwcu 1958 r. w drodze do Komańczy odwiedził matkę ks. Skorodeckiego „kobietę schorowaną, która doczekała powrotu syna z więzienia” (zapisek w „Pro memoria”). Na prośbę s. Graczyk zwolnił ja ze ślubów zakonnych w czerwcu 1957 roku, zapewniając przy tym, ze zawsze i w każdej sytuacji może liczyć na jego pomoc.

Zachowało się dziesięć tomów meldunków ks. Skorodeckiego i trzy tomy meldunków s. Graczyk. Obecnie są przechowywane w Archiwum IPN. Oboje, mimo zachowanych meldunków tłumaczyli, że nie współpracowali z UB.

W 2001 roku historyk prof. Wiesław Jan Wysocki w książce „Osaczanie prymasa” na podstawie odtajnionych materiałów archiwalnych Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego ujawnił, że ks. Skorodecki w okresie izolacji prymasa był „agentem celnym” ps. „Krystyna”. W dokumentach przekazanych do IPN przez archiwum MSW znajdują się informacje, że ks. Skorodecki po wyjściu z więzienia w 1956 r. nie zerwał współpracy z UB; otrzymał nowy pseudonim „Wanda”. Jednym z jego zadań w latach 70. była inwigilacja ruchu oazowego w diecezji lubaczowskiej. Ewa Czaczkowska odnalazła także w archiwum IPN spisane przez mjra Kuligowskiego (oficera prowadzącego) sprawozdanie TW „Wanda” z rozmowy z prymasem Wyszyńskim oraz z rozmowy z Marią Okońską (współpracowniczką Prymasa, założycielką grupy apostolskiej tzw. ósemek).

Ks. Skorodecki kilkakrotnie zaprzeczał, że był źródłem lub informatorem UB. Mówił, że wobec księdza prymasa ma czyste sumienie.

Zdaniem prof. Jana Żaryna: Trzeba pamiętać, że ks. Skorodecki był więźniem i miał bardzo małe możliwości manewru. Mógł najprawdopodobniej odmówić, co wiązałoby się z dodatkowymi represjami, a nawet możliwością utraty życia. Z dokumentów wynika, że próbował zminimalizować szkody swojej działalności. Komendant bardzo często był niezadowolony z jego usług.

Ksiądz Stanisław zyskał olbrzymie zaufanie księdza prymasa, co tym bardziej czyni smutnym całe wydarzenie. Prymas wiedział, że siostra Maria może prowadzić niepotrzebne rozmowy ze strażnikami, do ks. Stanisława miał natomiast pełne zaufanie. Oni razem szukali podsłuchu, razem decydowali się, by przejść na włoski i łacinę, co pozbawiało komendanturę szans na zrozumienie tego, o czym rozmawiają. Zapewne przed komendantem tłumaczył się, że przecież nie może odmówić prymasowi wspólnego uczenia się włoskiego, bo byłby zdekonspirowany. Miał więc argumenty, by grać z komendantem obozu. Jako człowiek uwięziony był bezbronny, ale z drugiej strony prowadził grę w ramach zła, na które się zdecydował.

Ks. Skorodecki kilkakrotnie zaprzeczał, że był źródłem lub informatorem UB. Mówił, że wobec księdza prymasa ma czyste sumienie. Jest to dramat człowieka, który pozostawił historyków z wieloma niewyjaśnionymi kwestiami. Istnieje obawa, że nigdy już nie da się odczytać wszystkiego do końca, a każde przesunięcie akcentu w interpretacji może być dla niego krzywdzące.  

18 sierpnia 2002 r. „Tygodnik Powszechny” (nr 33) w „Kronice religijnej” poinformował czytelników: Blisko stu księży celebrowało pod przewodnictwem abp. Zygmunta Kamińskiego Mszę św. pogrzebową w intencji zmarłego ks. Stanisława Skorodeckiego, współwięźnia kard. Wyszyńskiego. Uroczystości pogrzebowe w szczecińskim kościele św. Ottona, przy którym ks. Skorodecki mieszkał w ostatnich latach jako emeryt, zgromadziły 6 sierpnia ponad tysiąc wiernych. Zgodnie z wolą zmarłego, jego ciało zostało pochowane na cmentarzu w Ropczycach k. Dębicy – w parafii, do której przyszedł po święceniach kapłańskich i skąd w 1951 roku został zabrany przez UB i osadzony w więzieniu. […]Ciało ks. Skorodeckiego znaleziono 31 lipca w wodzie przy plaży w Rewalu. W miejscowości tej ostatnio przebywał na wakacyjnym urlopie. Przyczyna śmierci nie jest jeszcze znana. Kilka dni przed tragedią brukowy tygodnik „Nie” zarzucił ks. Skorodeckiemu pedofilię. Wierni, którzy znali kapłana, m.in. jego byli ministranci, stanowczo sprzeciwili się temu pomówieniu.

W 2002 r. emerytowany 83-letni ks. Skorodecki spędzał wakacje w pensjonacie „Perła” w Rewalu. 31 lipca zamierzał opuścić pensjonat i wrócić do Szczecina, do parafii św. Ottona, w której mieszkał od trzech lat. Był lubianym przez wiernych spowiednikiem, organizował duszpasterstwo dla emerytów i rencistów. 2 sierpnia 2002 r. dziennik Rzeczpospolita w artykule „Tajemnicza śmierć księdza”, (autorzy: Michał Majewski, Józef Matusz i Michał Stankiewicz) poinformował:

Z planu dnia, zostawionego na biurku w pensjonacie, wynika, że ks. Skorodecki wstał o szóstej rano, planował przechadzkę i kąpiel w morzu, potem miał się pojawić na śniadaniu i porannej mszy świętej. Następnie wikary miał go zawieść do Szczecina. Jednak ks. Skorodecki nie przyszedł na śniadanie. Wtedy rozpoczęto poszukiwania – opowiada „Rzeczpospolitej” biskup Marian Kruszyłowicz z archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej. Kwadrans po ósmej jeden z pracowników ośrodka znalazł na plaży ubranie duchownego. Chwilę później zobaczył w morzu ciało księdza.

– Przybyły na miejsce lekarz stwierdził utonięcie bez udziału osób trzecich. Na ciele nie było obrażeń – powiedział nam podinspektor Ireneusz Ścisłowski z policji w Gryficach.  

– Początkowo podano wiadomość, że utonął. Był jednak ubrany w krótkie spodnie i koszulkę. Więcej będziemy wiedzieć po sekcji zwłok, którą zaplanowano na piątek – powiedział biskup Kruszyłowicz. 

Dwa dni wcześniej osławiony tygodnik „Nie” zamieścił na pierwszej stronie duży artykuł o ks. Skoro-deckim, napisany wulgarnym językiem, typowym dla tego brukowca. W artykule oskarżono ks. Sko-rodeckiego, ze w latach osiemdziesiątych uprawiał seks z młodocianymi ministrantami w Lubaczowie.

[…] Sami się zastanawiamy, czy jest związek między śmiercią ks. Skorodeckiego i tym brutalnym atakiem tygodnika „Nie”. Tego nie wiemy. Swoją drogą tylko Urban może sobie pozwolić na taki styl, na taki knajacki język – powiedział biskup Marian Kruszyłowicz z archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej. Ostatnie trzy lata emerytowany ksiądz Skorodecki spędzał w szczecińskiej parafii św. Ottona. – Był lubianym przez wiernych spowiednikiem, organizował duszpasterstwo dla emerytów i rencistów. Ksiądz Skorodecki przez ostatni miesiąc był na urlopie. Nie kontaktowaliśmy się. Nie wiem, czy w ogóle wiedział o tekście, który na jego temat napisało „Nie” – powiedział nam ks. Jan Zapartek, proboszcz parafii św. Ottona.

Komentując tragiczną śmierć ks. Skorodeckiego, Jacek Żakowski, autor książki o prymasie Wyszyńskim pt. „Mroczne wnętrza”, powiedział:

Ksiądz Skorodecki był postacią tragiczną i dla mnie niejednoznaczną. Ale uwięzienie wraz z prymasem Wyszyńskim wplątało go w sytuację, której sprostać (o tym jest moja książka) było chyba nie sposób. Myślę, że ta próba wyznaczyła całe jego życie aż do samego końca. Tuż przed śmiercią mógł przecież przeczytać w „Nie” niespotykanie ohydny artykuł na swój temat. A gdyby nie lata spędzone przez Skorodeckiego w więzieniu z Wyszyńskim, taki poniżający i upokarzający artykuł zapewne by się nie ukazał. Bo – bez względu na to, jakie ktoś ma czy mógłby mieć grzechy na sumieniu i jaka jest obiektywna prawda – tak pisać o ludziach nie wolno.

W maju 2018 r. na Uniwersytecie kard. Stefana Wyszyńskiego odbyła się ogólnopolska konferencja naukowa „Prymas Wyszyński a Niepodległa. Naród – patriotyzm – prawda”, zorganizowana przez uczelnię i Instytut Pamięci Narodowej. W dyskusji, która wywiązała się po wygłoszeniu przez Romana Graczyka referatu „Spór kard. Wyszyńskiego ze środowiskiem Tygodnika Powszechnego o polską tradycję narodową„, ks. prof. Waldemar Chrostowski powiedział:

„Sprzeciw wobec kard. Wyszyńskiego, bardzo często niewidoczny na zewnątrz, ukryty w postaci intryg, oszczerstw, donosów, trwa do dziś. To jeden z powodów, dla których proces beatyfikacyjny prymasa Polski się wlecze. Bo gdy dochodzi już do jakiegoś ‘światła w tunelu’, to poprzez rozmaite kanały – rządowe, kościelne – robi się wszystko, by do beatyfikacji Wyszyńskiego nie doszło.

Apeluję, by pracownicy IPN i UKSW w tych sprawach nie mówili półsłówkami, tylko ukazywali prawdę taką, jaka ona jest. By Prymas Tysiąclecia nie był ofiarą uwikłań, uwarunkowań, które po prostu są niemoralne”.

Poproszony przez KAI o rozwinięcie wypowiedzi, ks. Chrostowski powiedział:

“Ksiądz prymas nie miał samych zwolenników za swojego życia, nie miał ich bezpośrednio po swojej śmierci, zawsze byli ci, którzy mu się przeciwstawiali. Właściwie przeciwstawiali się nie tylko jego wizji Kościoła, teraźniejszości i przyszłości, ale mieli swoją własną politykę, wizję miejsca Kościoła we współczesnym świecie i stawiali bardziej na tzw. demokrację, cokolwiek miałoby to dla nich oznaczać, niż na twórczą rolę Kościoła. To się nie skończyło, to trwało bardzo długo i trwa nadal. Rozmaite odpryski tej postawy czasami bardzo dotkliwie docierają do różnych środowisk, docierają również do Rzymu, nie ułatwiając starań drogi do beatyfikacji kard. Wyszyńskiego. Jeżeli chodzi o wskazanie tych ludzi, myślę że byłoby dobrze, gdyby się sami ujawniali, to będzie i dla nich zdrowsze, bo będzie okazją do rachunku sumienia”.

W 2019 r. księża katoliccy w Polsce są traktowani jako przeciwnicy polityczni. Stosowany jest wobec nich ten sam modus operandi,  jakim w czasach PRL-u posługiwali się komuniści. Zmieniły się jedynie sposoby kolportowania oszczerstw i insynuacji, ze względu na pojawienie się internetu.

W tzw. mediach społecznościowych przedstawiciele trzeciego pokolenia UB nazywają ks. prymasa Stefana Wyszyńskiego „protektorem pedofilów”, wskazując na ks. Skorodeckiego, określanego zawsze jako „spowiednik prymasa”. Sugeruje się, że prymas utrzymywał z ks. Skorodeckim zażyłe kontakty, niemal przyjaźń, składał mu wizyty na plebanii w Lubaczowie etc.

Na FB można np. przeczytać: „STANISŁAW SKORODECKI Ks. kanonik – spowiednik kleryków i Stefana Wyszyńskiego, przyjaciel papieża JPII. Robił orgie seksualne z ministrantami. Zarzuty o molestowanie potwierdził również na bazie własnych osobistych doświadczeń z księdzem prof. Stanisław Obirek.”

Decyzja papieża Franciszka, który zatwierdził dekret uznający cud za wstawiennictwem kard. Stefana Wyszyńskiego, to wielka radość dla Kościoła w Polsce. Nie miejmy jednak złudzeń – wrogowie Kościoła nie ustaną w szkalowaniu Prymasa Tysiąclecia.

Znalezione obrazy dla zapytania Jan Paweł II i Prymas Stefan Kardynał Wyszyński (2008)

***

Przy pisaniu notki autorka korzystała z publikacji:

1. https://episkopat.pl/prymas-wyszynski-bedzie-beatyfikowany/

2. Abp Bolesław Pylak, Sługa Boży Stefan Wyszyński – wyznawca czy męczennik? Drogi prowadzące do beatyfikacji, http://dlibra.kul.pl/Content/29638/33053__Pylak–Boleslaw—-S_0000.pdf

3. Ewa K. Czaczkowska, Kardynał Wyszyński. Biografia, Wydawnictwo Znak, Kraków 2013,

4. Stefan Wyszyński, Zapiski więzienne, Wydawnictwo Soli Deo, Warszawa 1995

5. http://archiwum.rp.pl/artykul/396241_Tajemnicza_smierc_ksiedza.html

6. https://ekai.pl/ks-prof-chrostowski-poprzez-kanaly-rzadowe-i-koscielne-uniemozliwia-sie-beatyfikacje-kard-wyszynskiego/

7. https://d.facebook.com/story.php?story_fbid=975652255935575&id=935375749963226&__tn__=%2AW-R

https://www.salon24.pl/u/nanofiber/990817,szkalowanie-ks-prymasa-stefana-wyszynskiego,4

Posted in Świadectwa, Święci obok nas | Otagowane: | Leave a Comment »

Epitafium

Posted by tadeo w dniu 15 października 2018

Rodzina kardynała Stefana  Wyszyńskiego ma swe korzenie na Podlasiu. Samo nazwisko pochodzi od miejscowości Wyszki k. Bielska Podlaskiego. Przodkowie Prymasa Tysiąclecia, należą do najstarszej generacji szlachty podlaskiej zamieszkującej te ziemie już od 1444 r. Dlatego też od XV w. Wyszyńscy, figurują w Księgach ziemskich i grodzkich podlaskich. Nazwisko to pojawia się również w XVI wiecznych dokumentach Konsystorza diecezji Łuckiej . W drugiej połowie XIX w. dziadek Prymasa Tysiąclecia – Piotr, za swoją działalność w obronie unitów, musiał opuścić Podlasie. Nabył wtedy posiadłość rolną nad Liwcem na terenie parafii Kamieńczyk i osiadł tu, nie mając prawa powrotu do stron rodzinnych.

kard_Wyszynski032

 

Znalezione obrazy dla zapytania grob dziadków Prymasa Tysiąclecia

 

e588ac0aca52fe5f13728f6237e2b793,750,0,0,0

Takie epitafium znajduje na grobie dziadków Prymasa Tysiąclecia sługi Bożego Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Kamieńczyku nad Bugiem.

Posted in SYLWETKI, Znalezione w sieci | Otagowane: | Leave a Comment »

Ksiądz kardynał Stefan Wyszyński „Zawód Prymas Polski”

Posted by tadeo w dniu 29 Maj 2015

Film o inwigilacji Stefana Kardynała Wyszyńskiego.

Posted in Filmy religijne, Religia | Otagowane: | Leave a Comment »

Stefan Wyszyński czy Dzisiaj Święty!

Posted by tadeo w dniu 21 sierpnia 2013

Świętej Pamięci Prymas Tysiąclecia Polski! Wieczny Odpoczynek Racz Mu Dać Panie Boże a Światłość Wiekuista Niechaj Jemu i Jego Rodzicom Świeci na Wieki Wieków! Amen.APC - 2013.08.21 15.02 - 001.3d

http://gloria.tv/?media=489600

Posted in Filmy dokumentalne, Filmy religijne, Święci obok nas | Otagowane: | Leave a Comment »

Wyjątki wspomnień ks. Prałata Stanisława Porębskiego z pobytu na odosobnieniu ks. Prymasa Stefana Wyszyńskiego w klasztorze sióstr nazaretanek w Komańczy (1955/56).

Posted by tadeo w dniu 30 września 2012

Wybrał i przygotował do druku Bohdan Nielubowicz

Wspomnienia z pobytu ks. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Komańczy spisał miejscowy ksiądz kościoła rzymskokatolickiego ks. Prałat Stanisław Porębski (1909 – 1978). Po zgonie autora, rękopis był przechowywany na plebanii  w Komańczy. W okresie stanu wojennego miejscowy proboszcz ks. Burek udostępnił rękopis ks. Porębskiego redaktorce i wydawcy pisma drugiego obiegu dla internowanych „Skrót” pani Joannie Wierzbickiej z Warszawy. Przebywała ona wówczas w Komańczy celem nawiązania kontaktu z internowanymi w pobliskim Nowym Łupkowie. Oficjalnym celem pobytu było filmowanie filmu telewizyjnego o tematyce przyrodniczej przez ekipę  TVP.

1 grudnia, 1955 r. (czwartek)

Rękopis zachował się na plebani w formie trzech brulionów. Obejmują one okres od 1 grudnia 1955 roku do 11 grudnia 1956 roku. Brulion pierwszy zaginął. Dotyczył pobytu ks. Prymasa w Komańczy od 29 października do 30 listopada 1955 roku. Zachowany tekst obejmuje 175 stron maszynopisu i obejmuje 333 dni pobytu ks. Prymasa Wyszyńskiego w Komańczy. Jedynie 9 dni jest pozbawione zapisu aktualnych wydarzeń, związanych z pobytem ks. Kardynał na internowaniu w KomańczyMszę świętą miał ks. Kardynał o godz.. 7/15. Przed południem odbył spacer na górę pod klasztorem. Wieczorem przyjechał ks. prałat Piotrkowski z Warszawy. Do kolacji zasiedli: ks. Prymas, ks. Prałat Piotrkowski, kuracjusz ks. F. Turbiarz i ja. Rozmowa toczyła się między ks. Kardynałem a ks. prałatem; mówiono o kościołach warszawskich ich odbudowie i prowadzonej w nich katechizacji. /…/ Ks. Kardynał wspomniał o akademickiej młodzieży warszawskiej, nazwał ją „moją młodzieżą”. Ze wzruszeniem wspominał o zaskakującej akcji tej młodzieży, mianowicie pewnego dnia przychodzi kilku młodych ludzi i prosi ks. Kardynała o 500 egzemplarzy Pisma Świętego – Nowego Testamentu. Po spełnieniu ich prośby, poszli na wieś, odwiedzali poszczególne domostwa, włączali się do prac domowych i gospodarczych, jak pieczenie chleba i pomoc przy żniwach. Przeprowadzali rozmowy i na koniec wręczali Pismo Święte, pouczając jak z niego korzystać. Z tej pięknej akcji młodzież sporządziła niezmiernie ciekawe sprawozdanie. Wszystko to opowiedział ks. Kardynał.

 18 lutego, 1956 (sobota)

Temperatura o godz. 8-mej -22 st. C. Przy kolacji rozmawiamy o bieżących sprawach, o wiadomościach z prasy. W Moskwie odbywa się właśnie XX Zjazd Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego – KPZR. Pisma podają przemówienie I Sekretarza  Chruszczowa.  Jest to jak zwykle niezmiernie długi tekst, tasiemcowe kolumny cyfr. Prymas mówi, że zagłębił się w fotelu i w tym przemówieniu i o całym świecie zapomniał. Podziwiać trzeb cierpliwość i dociekliwość ks. Prymasa przy studiowaniu tego przemówienia, na pewno mało jest dygnitarzy w Polsce, którzy tak dokładnie go przeczytali, jak to uczynił ks. Prymas. Wspomniał ktoś z rodziny ks. Prymasa, że jakiś dygnitarz partyjny wypowiedział zdanie, że najlepiej Polsce zna Marksa ks. Wyszyński. Wypowiedź nie pozbawiona w dużej mierze słuszności, bo kto miałby tyle samozaparcia i pracowitości dla przestudiowania pism Marksa. Przy kolacji przeczytałem również ze „Stolicy”, tygodnik, z dn. 19. II.1956 r., bardzo ciekawą wiadomość (druga strona u góry). Otóż pod przewodnictwem naczelnego architekta Warszawy inż. J. Sigalina odbyła się wycieczka urbanistów po Warszawie. Uczestnicy    przejechali 125 km. Autor opisując to podaje takie sformułowanie: „Ważne jest również to – fascynująca brzydota naszego miasta”. Zdanie to zrobiło duże wrażenie nie tylko na nas wszystkich, ale i na ks. Prymasie. Zaczął wiele mówić o Stolicy, a między innymi: „Wystarczy skręcić w bok z jakiejkolwiek ulicy, aby zobaczyć gruzy, nieuporządkowane place”. Bronił trochę ks. Prymas architektów i urbanistów, mówiąc, że są gonieni zadaniami i nie mają czasu na spokojne planowanie. Kiedyś skarżył się do Niego jeden z architektów Biura Odbudowy Stolicy, że czasami zejdą i dwa dni i nie wpadnie żaden dobry koncept do głowy, gdy tymczasem każdy prawie architekt ma ściśle wyznaczony harmonogram prac i zadań do realizacji na każdy dzień. Krytykował ks. Prymas niektóre z dzielnic, jak np. Mirów. Wspomniał następnie o planach wyburzenia klasztoru i kościoła ss. wizytek, a to w związku z zamierzoną budową gmachu NIK-u i pomnika. W związku z tym ks. Prymas nie chciał w żaden sposób dopuścić do wyburzenia kościoła i klasztoru. W związku z tym zaprosił do siebie inż. Kniewskiego i odbył z nim aż trzygodzinną rozmowę. Później jednak tego planu zaniechano. Zdaniem ks. Prymasa klasztor i kościół ss. wizytek to wartościowy pod względem architektonicznym obiekt zabytkowy, nieomal cudem ocalały z zawieruchy wojennej, więc jak można ze spokojem rozważać jego wyburzenie. Z drugiej strony ks. Prymas przypisuje architektom dużą zasługę w ratowaniu wielu zabytków, wśród nich również kościołów.

20 lutego, 1956 r. (poniedziałek)

/…/ Po przyjściu do domu z trudem udało mi się uruchomić motor od agregatu prądotwórczego. Pracował blisko półtora godziny. Dzięki temu było u ks. Prymasa światło elektryczne. W tych dniach miał przyjechać ks. prałat Piotrkowski z Warszawy; niestety nie zjawił się, zapewne nie otrzymał przepustki. Podobno ks. biskup Karczmarek powrócił do więzienia, ostatnio przebywał na urlopie zdrowotnym.

22 lutego, 1956 r. (środa)

Przed południem o. gwardian i ja zakładaliśmy nową instalację elektryczna w pokoju ks. Prymasa. Stare przewody wymienialiśmy na nowe, przywiezione przez o. gwardiana z parafii w Jaśle. Przy obiedzie było wino ofiarowane przez ks. Prymasa dla „elektryków”. Sam Fundator także wypił jedną lampkę. /…/

 Komańcza – klasztor sióstr Nazaretanek – autor: Joanna Siegel

 25 lutego, 1956 r. (sobota)

Nadal mróz, o godz. 8-ej temperatura wynosiła -18 st. C. Ale w ciągu dnia było piękne słońce. Ks. Prymas opowiadał wieczorem o spacerze, który uznał za bardzo udany. Wieczorem dyskutowaliśmy nad tą częścią przemówienia Chruszczowa, w której mówił o tym, że przekształcenia krajów demokracji kapitalistycznych mogą się odbyć bez rewolucji, drogą parlamentarną. Ks. Prymas wyraził pogląd, że dziś, w ścisłym słowa znaczeniu, krajów kapitalistycznych, o jakich pisał Marks w XIX w., już nie ma. Tam gdzie jest kodeks pracy, tam nie ma tego rodzaju ustroju społecznego. Polska przedwrześniowa miała bardzo dobry kodeks pracy, wzorowany na niemieckim. Istniały umowy zbiorowe, zawierane przez związki zawodowe z pracodawcami. Przedstawiciel związku zawodowego interweniował nawet w groszowych, niesłusznych potrąceniach wynagrodzenia pracownikowi. Związek występował również na rozprawach sądowych jako strona w imieniu pracowników. Nadmieniał dalej ks. Prymas, że Marks przewidywał stałe pomniejszanie się liczby właścicieli, tymczasem obserwuje się wręcz coś przeciwnego. Dzięki skutecznej ochronie pracobiorców, ich sytuacja materialna stale poprawia się. Dowodem tego jest np. większa liczba robotników, którzy nabywają parcele i budują własne domki jednorodzinne. Przykładem tego stanu rzeczy jest np. Belgia.

 2 marca, 1956 r. (pierwszy piątek)

Ks. Prymas był obecny na chórku na nabożeństwie pierwszo-piątkowym. /…/ Od rana szaleje wichura ze śnieżycą i zadymką. Na nabożeństwo przyszło około 30 osób. Ks. Prymas powiedział: „Podziwiam tych ludzi, że na taką śnieżycę przyszli”./…/. Wieczorem przy kolacji opowiadał ks. Prymas bezimiennie o różnych księżach apostatach. Powiedział, że w diecezji warszawskiej jest ich najwięcej, ale we Włoszech ich liczba jest znacznie większa niż w Polsce. Mówił także do ks. Turbiarza i mnie o katolicyzmie niemieckim. Jego zdaniem, trzeba bezstronnie przyznać, że był on bardzo dobrze zorganizowany, było dużo wydawnictw katolickich, wspaniale był zorganizowany „Caritas Verband” z ogromną centralą we Fryburgu. Tak przynajmniej było do wojny tj. do 1939 r.

Codziennie ks. Kardynał karmi zgłodniałe ptaszki. Karmnik znajduje się na balkonie obok mieszkania ks. Prymasa. Przylatują: sojki, trznadle, sikorki i kowaliki.

3 marca, 1956 r. (sobota)

/…/. Opowiedział ks. Prymas taką ciekawostkę ze świata dyplomacji z okresu przedwojennego. Zdaje się w 1933 r. pojechał minister spraw zagranicznych Józef Beck z małżonką do ZSRR. W rozmowie z ministrem Litwinowem pani Beckowa siliła się na rozmowę po francusku, nie bardzo jej to szło, dlatego któryś z dygnitarzy radzieckich powiedział do niej: „Niech pani mówi do niego po polsku, przecież to jest polski Żyd z Białegostoku”.

13 marca, 1956 r. (wtorek)

Dziś rano o godz. 9/15 dowiedzieliśmy się o śmierci Bolesława Biureta, I-go Sekretarza PZPR. Wiadomość spadła na nas jak grom z jasnego nieba, nic bowiem nie pisano o jego chorobie. Bolesław Bierut zmarł 12 marca w Moskwie o godz. 21/30. Komunikat lekarski głosi, że w końcu lutego Bierut rozchorował się na grypę, następnie wywiązało się zapalenie płuc i dnia 11 marca, a więc w przeddzień zgonu, nastąpił zawał serca. O śmierci Bieruta dowiedzieliśmy się z naszego radia. Ks. Prymas powiedział przy kolacji: „Jak chcecie to wierzcie, a jak nie, to nie, ale powiem wam: Ostatniej nocy śnił mi się Bierut. Z jakimś drugim księdzem byłem u Bieruta. Pożegnaliśmy się nawet bardzo grzecznie, a kiedy już wychodziłem, Bierut okazał chęć pójścia ze mną, trochę mi było głupio, ale wyszliśmy razem. Na ulicy okazało się, że jesteśmy w Lublinie. Szliśmy od Racławickiej ku Krakowskiemu Przedmieściu. Bierut przeszedł na ukos przez jezdnię i nagle gdzieś zniknął mi z oczu. Oglądam się i już go nie zobaczyłem”

 14 marca, 1956 r. (środa)

/…/. Opowiedział ks. Prymas, jak to było z zaopatrzeniem na śmierć Marszałka Piłsudskiego. Nawiasem wspomniał, że miał On ogromną adorację do matki Boskiej Ostrobramskiej, której obraz wisiał nad jego łóżkiem. Marszałek brał udział w koronacji Matki Boskiej Ostrobramskiej w Wilnie. W trakcie uroczystości lał niesamowity deszcz, oficerowie przynieśli mu parasol, którego jednak Piłsudski nie przyjął, tylko z gołą głową wytrzymał do końca. Zdaniem ks. Prymasa Piłsudski doceniał rolę religii w życiu państwowym. Natomiast z socjalizmem nie było najlepiej. Po zamachu stanu z 1926 roku przyszedł do Piłsudskiego socjalista, dziennikarz M. Niedziałkowski, wysłany przez socjalistów dla nawiązania kontaktu z Piłsudskim. Wtedy Marszałek powiedział do niego: „Słuchaj mały – tak mu zawsze mówił, jako krewnemu – ja do stacji Wolnośćjechałem czerwonym wozem, a teraz wysiadam i wy sobie dalej jedzcie sami”. A oto szczegóły związane z zaopatrzeniem Piłsudskiego na śmierć: „Kiedyś na przyjęciu weselnym u Sieroszewskiego, był ks. prałat Kuryłowicz – nie wiem czy nazwisko dobrze napisałem – i wówczas Piłsudski z tymi słowami zwrócił się do ks. prałata: Tak to pięknie wszystko ks. prałat urządził, dlatego, jak kiedyś przyjdzie moja ostania godzina, to chciałbym żeby ks. prałat mnie zaopatrzył. Ks. Kuryłowicz o tym pamiętał i kiedy wezwano go do umierającego Marszałka, był on już nieprzytomny i nie mówił, ale pod wpływem zastrzyku dr Stefanowskiego odzyskał na moment przytomność. Usiłował się przeżegnać oraz popatrzeć na wiszącą nad łóżkiem Madonnę Ostrobramską. Ks. prałat dał mu rozgrzeszenie exteremam unctionem”. „Tak było, nic więcej, ani mniej, bo to mi opowiedział sam ks. prałat” – dodał ks. Prymas, kończąc opowiadanie.

 19 kwietnia, 1956 r. (czwartek)

Przy stole rozmowa toczy się na tematy ogólne. Ks. Prymas wspomina swoje przygody samochodowe. Mówi również o swym pobycie w Stoczku i Prudniku. Z Prudnika prosił o dwie książki, a to „Ptaki naszych gór” i „Ptaki naszych lasów”. Przez te tytuły chciał donieść rodzinie i księżom, że znajduje się w Polsce w rejonie górzystym i zalesionym.

29 kwietnia, 1956 r. (niedziela)

Oto żarty opowiedziane przez ks. Prymasa przy obiedzie: Przyszedł Żyd do rabina i skarży się, że ma jedynego syna, przeznaczył dla niego wielki sklep i fabrykę wody sodowej oraz dolary, tymczasem spotkało go wielkie nieszczęście, bo ten syn się wychrzcił. Rabin wysłuchał te skargi i z wielkim smutkiem powiedział: Ty wiesz, to rzeczywiście wielkie nieszczęście, ale ty wiesz – Jahwe też miał jedynego syna i on też mu się wychrzcił. A oto druga anegdota: Przyszedł Żyd do rabina i skarży się, że już w domu wytrzymać nie może, tyle ma kłopotów z żoną i dziećmi, poradź rabe, bo już chyba zwariuję, nie mogę w domu wytrzymać. Rabin pomyślał i zapytał: a kogo ty jeszcze masz? Mam teściową. Weź ją do domu i przyjdź za tydzień. Po tygodniu Żyd płacze, że nie może już wytrzymać. Rabe  pyta: a co ty jeszcze masz? Mam kozę. No to ją weź do domu. A po tygodniu znów to samo, kazał mu wziąć jeszcze psa a potem polecił mu wyrzucić z domu kolejno: psa, kozę i teściową. Po pozbyciu się żywego inwentarza i teściowej Żyd uradowany dziękował gorąco rabemu za dobrą radę, że  teraz ma idealny spokój w domu. /…/.

7 maja, 1956 r. (poniedziałek)

Przed południem wycieczka na Jawornik, uczestnicy ekspedycji: ks. Prymas, ks. prałat, o. gwardian, ks. Turbarz i ja. Z powrotem wracaliśmy przez lasy. Oczywiście ja prowadziłem, chwilami obawiałem się, że zabłądzę, ale szczęśliwie przeprowadziłem dostojne towarzystwo, wychodząc na drugi most kolejowy. Ks. Turbarz i ks. Prymas byli trochę zmęczeni. Ks. Prymas dziękował mi za piękną wycieczkę. Jest On wspaniałym kompanem w góry, chodzi dobrze, nie męczy się, rozkoszuje się pięknymi widokami, no i zabiera na drogę pomarańcze i dobre czekoladki. /…/.

20 czerwca, 1956 r. (środa)

Panie Marysia i Janka (rodzina ks. Prymasa) nie otrzymały już przedłużenia przepustek. Ważność ich kończy się 23 czerwca to jest w niedzielę i w dniu tym będą zmuszone opuścić Komańczę. W Sanoku utrzymują się pogłoski, że strefa nadgraniczna w Komańczy zostanie zniesiona. /…/. Kiedyś, niedawno, ks. Prymas zażartował: „Pan Bóg odłączył mię od księży, a otoczył babami, no to trudno, trzeba cierpieć”. Niewątpliwie Pani Marysia i Janka prowadzą notatki, zapisują każde słowo ks. Prymasa, przy stole najwyraźniej rzucają pytania, aby wysondować zdanie ks. Prymasa na różne zagadnienia. Obie są inteligentne i mądre, więc na pewno potrafią to zrobić. Mają przy tym dużo okazji, bo przebywają razem w domu i na wycieczkach.

3 sierpnia, 1956 r. (piątek)

     Imieniny ks. Prymasa. Odprawiłem Mszę św. W intencji Solenizanta. Ks. Prymas wysłuchał nabożeństwa na chórku. Oficjalne życzenia składamy w mieszkaniu Dostojnego Solenizanta o godz. 11 przed południem. Czekaliśmy na przyjazd ks. gwardiana. Uczestniczyli w tej uroczystości: ks. biskup Jop, ks. biskup Wilczyńki, Ojciec ks. Prymasa, Pani Stanisława, Pan Czesław (szwagier), Pani Danusia i Włodzio (bratanica i bratanek ks. Prymasa), ks. dziekan A. Porębski, o. gwardian Półchłopek, ks. prałat Kulczyk i ja. Pierwszy ja przemówiłem, następnie ks. dziekan i ks. biskup Jop. Na wstępie przeczytałem list, jaki otrzymałem od ks. dziekana Edwarda Zagórskiego z Jarocina Poznańskiego, następnie złożyłem życzenia w imieniu swoim i parafii. Tekst mojego przemówienia załączam. Po naszych życzeniach zabrał głos ks. Prymas. Mówił dużo o potrzebie miłości wrogów i nieprzyjaciół /…/. Potem częstował ks. Prymas czekoladkami, oglądaliśmy zrobione przeze mnie fotografie z naszych wspólnych wycieczek. Podczas obiadu zabrał głos ks. biskup Wilczyński. Obiad, stosownie do życzenia Solenizanta był bez wina /…/.

4 sierpnia, 1956 r. (sobota)

    Przy obiedzie ks. biskup Tomaka opowiadał najrozmaitsze żarty i anegdoty. Ks. biskup Barda nie był u mnie i nic nie pytał, za co mam do niego wielki żal. Chciałem poruszyć sprawę zaopatrzenia mieszkania ks. Prymasa w porządniejsze meble, trzeba koniecznie kupić kanapę, parę foteli itp. Tak samo agregat prądotwórczy zaczyna się psuć, należałoby pomyśleć o tym, żeby utrzymać w dalszym ciągu prąd w mieszkaniu ks. Prymasa. Niestety nie ma, z kim o tym mówić. O ks. Prymasie nie ma się, kto zatroszczyć, choć Kościół dysponuje jeszcze funduszami. Nie chodzi o luksus, ale chyba Prymas Polski, i to taki Prymas, zasługuje na lepszą kanapę w pokoju, aniżeli ta, która tu jest, której każda sprężyna w inną stronę sterczy./…/.

     6 sierpnia, 1956 r. (poniedziałek)

     Wycieczka do Duszatynia; uczestnicy: Ks. Prymas, ks. biskup Wilczyński, o. gwardian, s. Narcyza, s. Bogumiła, Pani Danusia, Włodzio i ja. Wyszliśmy z domu o godz. 8/15, wróciliśmy o 20/15, a więc wyprawa trwała równych 12 godzin. Przy Jeziorkach Duszatuńskich pozostał ks. Prymas, s. Bogumiła i Włodzio, reszta towarzystwa weszła na Chryszczatą. Jeziora bardzo podobały się ks. Prymasowi. Był On jednak najbardziej zmęczoną osobą i w drodze powrotnej, już blisko Komańczy, narzekał na serce a nawet usiadł na chwilę na ziemi, aby odpocząć. Zmartwiliśmy się tym bardzo, okazało się, że trasa była za długa i zbyt uciążliwa dla ks. Prymasa. Przy kolacji robił wrażenie bardzo wyczerpanego, nie polecił przychodzić Pani Danusi i Włodziowi na apel jasnogórski, gdyż zaraz położył się do łóżka.

11 sierpnia, 1956 r. (sobota)

     Dał mi ks. Prymas do przeczytania maszynopis Jerzego Zawieyskiego pt. „Miecz obusieczny”. Jest to dramat osnuty na tle historii Tomasza Morusa, z tym, że wprowadzony jest do niego wątek aresztowania ks. Prymasa we wrześniu 1953 roku.

4 września, 1956 r. (wtorek)

     Jesteśmy tylko we troje: ks. Prymas, Włodzio i ja. Prymas ma codziennie dwugodzinną konwersację francuską z przebywającą tu czasowo s. Lidią. Ks. Prymas wyczytał w „Le Croix” ciekawą wiadomość, a mianowicie, że sztab wojsk Układu Warszawskiego znajduje się w Tatrach po stronie czechosłowackiej.

12 września, 1956 r. (środa – Nomini B. Mariae)

     Imieniny Matki Przełożonej. Około godz. 10 rano przyjechał samochodem, ten sam człowiek, który przed rokiem przywiózł do Komańczy ks. Prymas. Kto to jest – nie wiemy. Przeprowadził z Matką Przełożoną wywiad, rzucał różne pytania, jak np. Jak się czuje gość, kiedy wraca do Warszawy?. czy czego potrzebuje? Itp. Matka Przełożona odpowiadała przeważnie monosylabami.

23 września, 1956 r. (niedziela)

     /…/ Przed kolacją poruszył ks. Prymas kwestię pisania przez Niego listów do różnych ludzi. Powiedział między innymi, że niektórzy, zapewne z Episkopatu, są przeciwko temu, tłumacząc, że to może sprawić wrażenie, że ks. Prymas jest wolny. Ja jednak – powiedział ks. Prymas – nie podzielam tego zdania. „Ja nie mogę z tego zrezygnować, to jest w tej chwili moja ambona i mój konfesjonał i Wszystko. Życie ucieka, na co mam czekać? Jakim byłbym księdzem, gdybym z tych możliwości duszpasterskich, jakie mam nie skorzystał?”.

5 października, 1956 r. (piątek)

     Spacer po obiedzie we dwoje na grzyby w stronę Jawornika. Dziś znowu przelatywał samolot bardzo nisko nad lasem. Widzieliśmy czterokrotny ten przelot, tam i z powrotem od Sanoka w stronę południowo – zachodnią. Wygląda to jakby las był patrolowany./…/.

10 października, 1956 r. (środa)

     Rano o godz. 5/49 pojechałem odwiedzić Mamusię i zawieźć jej miód. Ks. Prymas powiedział mi wczoraj po kolacji:  „Ja zastąpię ks. proboszcza, odprawię Mszę św., ochrzczę, a i do chorego pojadę, jak trzeba będzie”. I w istocie ks. Prymas ochrzcił dziecko Władysława Jamrozika  z  Czystogarbu.

12 października, 1956 r. (piątek)

     Śniadanie, obiad i kolacja przeciągają się dość długo. Ks. biskup Korszyński opowiada stare dzieje; wspomina z ks. Prymasem wspólnych znajomych księży i biskupów. Mówiąc o jednym z księży biskupów, ks. Prymas powiedział: „On szanował człowieka, a to wielka zaleta u zwierzchnika”. Była to mowa o dawniejszym Ordynariuszu włocławskim, któremu doniesiono, że ks. Prymas, ówczesny profesor, jest lewicowcem w kwestii robotniczej. Biskup wezwał do siebie ks. dr profesora Wyszyńskiego. Kiedy wszedł ks. Prymas do gabinetu przełożonego i usiadł, zobaczył na biurku poukładane swoje książki, jedna na drugiej. Uśmiechnął się, bo wiedział już, o co chodzi – zobaczył ten uśmiech ks. biskup, także się uśmiechnął i na ten temat nie było w ogóle mowy.

27 października, 1956 r. (sobota)

     Dzień upływa nam pod wrażeniem i oczekiwaniem na szybki wyjazd ks. Prymasa do Warszawy. Stosownie do życzenia ks. Prymasa ma przyjechać po niego Jego samochód z Miodowej. /…/. Na Węgrzech rozgorzały walki, ponieważ rzekomo Rząd Węgier wezwał na pomoc Wojsko Radzieckie. Armia Sowiecka wkroczyła na Węgry – ludność chwyciła za broń, leje się krew za wolność, o zrzucenie jarzma niewoli bolszewickiej. Ks. Prymas wyraża zdanie, że jeszcze jeden dowód na to, co zrobiła Rosja z narodami Europy Wschodniej i jak te narody pragną wolności. /…/. Po obiedzie ks. Prymas dał się sfotografować z s. Kleofasą i s. Malwiną. Siostra Kleofasa sprzątała u ks. Prymasa, jest to cichutka, pracowita, nadzwyczaj dobra zakonnica z iści macierzyńską, dziecinną miłością i troskliwością usługiwała ks. Prymasowi. /…/. Paliła w piecyku w zimie niemal cały dzień, przygotowywała kąpiel ks. Prymasowi itp./…/. Siostra Malwina od refektarza, również z wielką troskliwością podawała jajówkę (jajecznicę). /…/. S. Malwina przynosiła nie tylko jajówkę, bo i kaszę i fasolę i wątróbkę. /…/. Skoro już mowa o zdjęciach z ks. Prymasem, to muszę wspomnieć, że i mnie spotkało to wyróżnienie, /…/ bo po obiedzie zostałem sfotografowany z ks. Prymasem i to kilka razy moim aparatem przez P. Danusię i aparatem P. Marysi.

28 października, 1956 r. (niedziela – Chrystusa Króla)

     Wielki dzień dla Kościoła Katolickiego w Polsce i dla Polski. Doniosły moment powrotu ks. Prymasa do Warszawy. Dla nas garstki mieszkańców klasztoru, to jest dla sióstr dla mnie, rozstanie z Dostojnym Gościem tamtą wielką radość przysłania ból i smutek rozstania i pożegnania. To nasza cena, którą płacimy za ten Wielki Dar Niebios, dar Chrystusa Króla, przeczystą Matkę Boską Jasnogórską. Mała to cena, inni płacili niepomiernie więcej, ale i ta cena kosztuje dużo. Wyczekiwaliśmy chwili powrotu ks. Prymasa na Stolicę Prymasowską, modliliśmy się o tę łaskę, ale kiedy przyszło, to odezwał się egoizm – chcielibyśmy zatrzymać kochanego i drogiego nam ks. Prymasa przy sobie. Wydaje się, że ten rok czasu pobytu z nami ks. Prymasa to za mało.

Oto zdarzenia tego pamiętnego dnia. Zaświecił ks. Prymas u siebie już o godz. 4/30 rano. Ponieważ nie wiedziałem kiedy nastąpi wyjazd, dlatego przed wyjściem do pociągu 5/35 rano (jechałem do kościoła filialnego w Kulesznym) zapukałem, żeby się pożegnać z naszym Dostojnym Gościem. Ks. Prymas pakował drobiazgi do szuflad. Przyjął mnie, nawet w tak nieodpowiedniej porze, grzecznie. Powiedziałem krótko, że nie zawiodłem zaufania podczas ataków ze Strony Urzędu Bezpieczeństwa. Rozmowy przeprowadzane w drodze do szkoły w Kulesznym, Turzyńsku czy Rzepedzi zbywałem byle czym. Powiedziałem im, że właśnie ks. Prymas jest przyjacielem tych prostych najbiedniejszych obywateli. Ks. Prymas uspokajał mnie; „Bracie to musiało być” – domyślał się, więc, że byłem indagowany. Przykre to były dla mnie chwile.

Rano przyjechał P. Zenon Kliszko. Odjazd nastąpił o godz. 11 przed południem. Koło klasztoru była garstka ludzi, którzy pozostali po nabożeństwie. Ks. Prymas wsiadł do samochodu obok kotłowni – z domu wyszedł bocznymi drzwiami. Ludzie uklękli na przyjęcie Błogosławieństwa Prymasowskiego. Przy punkcie kontrolnym WOP-u, koło przystanku Komańcza-Letnisko było kilku żołnierzy z dowódcą placówki, porucznikiem Przybyłowiczem  na czele. Na widok samochodów, wyjeżdżających  spod  mostu kolejowego od klasztoru, szlaban został podniesiony. Żołnierze i Porucznik salutowali. W Komańczy pozostała Pni Danusia, zajęła się pakowaniem książek i innych rzeczy.

W domu panuje nastrój żalu i smutku z powodu pożegnania drogiej, bliskiej Osoby, ale żal ten pomieszany z radością niewymowną z powodu powrotu na stolicę Prymasowską trzymanego przez trzy lata w odosobnieniu ks. Prymasa dr Stefana Wyszyńskiego. Dziwny to  nastrój którym pomieszany jest smutek, ból i żal z radością i szczęściem. Bratanica ks. Prymasa pozostała u nas do dnia 5 listopada 1956 roku.

http://archiwum-kresowe.kresy24.pl/2315-bohdan-nielubowicz-wyjatki-ze-wspomnien-ks-pralata-stanislawa-porebskiego-z-pobytu-na-odosobnieniu-ks-prymasa-stefana-wyszynskiego-w-klasztorze-siostr-nazaretanek-w-komanczy-195556

Zdjęcia – http://www.polskiekrajobrazy.pl/Joanna_Siegel/Galeria/547:Koma%C5%84cza/3134:Komancza_klasztor_siostr_Nazaretanek.html

Posted in SYLWETKI, Wspomnienia | Otagowane: | 5 Komentarzy »

Wykład o kardynale Stefanie Wyszyńskim

Posted by tadeo w dniu 16 Maj 2012

Wykład o patronie ASK Soli Deo, prymasie Stefanie Wyszyńskim, wygłoszony przez historyka mgr Zawistowskiego podczas dnia skupienia w Choszczówce

http://www.solideo.pl/multimedia/mp3/134-wykad-o-kardynale-stefanie-wyszyskim

Posted in Święci obok nas | Otagowane: | Leave a Comment »

Historia we wspomnieniach – By nie poddawać się pokusienowej Targowicy

Posted by tadeo w dniu 8 Maj 2012

28 maja 1981 roku zmarł Prymas Polski ks. kard. Stefan Wyszyński. W jego pogrzebie uczestniczyło kilkaset tysięcy wiernych. Odszedł w momencie szczególnie dramatycznym dla Polski. W dwa tygodnie po zamachu na Ojca Świętego Jana Pawła II oraz w apogeum solidarnościowej odnowy, nad którą zbierały się coraz czarniejsze chmury. Prymas Tysiąclecia, sześć dni przed śmiercią, żegnając się z Konferencją Biskupów powiedział: „Jeśli zostawiam wam jakiś program, to jest nim Maryja”. Pół godziny po podaniu przez radio informacji o śmierci ks. kard. Wyszyńskiego, w warszawskich kościołach rozbrzmiały dzwony. Na bramie prymasowskiej rezydencji przy ul. Miodowej wywieszono flagi spowite kirem. Wieczorem trumnę przeniesiono do kościoła seminaryjnego, gdzie uroczystej Mszy św. przewodniczył ks. kard. Franciszek Macharski. W homilii ks. bp Bronisław Dąbrowski powiedział, iż „odszedł od nas arcypasterz zaliczany do największych prymasów w dziejach Ojczyzny. Uratował wolność Kościoła i duszę narodu. I jeśli dziś Polska jest Polską – to zasługa właśnie Jego, Prymasa, który postępował zgodnie z dewizą Soli Deo per Mariam – Samemu Bogu przez Maryję”. Poniżej przedstawiamy kilka fragmentów homilii Sługi Bożego Prymasa Tysiąclecia ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, dotyczących kwestii narodu…

…O, nie da się łatwo odpowiedzieć na pytanie, co to jest naród. I chociaż przykładałoby się do tego pojęcia miarkę socjologiczną, jak to się dziś niekiedy czyni, jeszcze odpowiedź nie będzie pełna. Aby dać dobrą odpowiedź, trzeba żyć w narodzie, trzeba żyć narodem, z narodu i dla narodu! Trzeba mieć poczucie przedziwnej wspólnoty duchowej, która wyrywa z naszej osobowości wszystko, co jest najbardziej indywidualne i własne, gotowa rzucić to na służbę swym braciom. Choćby ostatnią kroplę krwi! Choćby… „z kurzem krwi bratniej!”.
Należy o tym pamiętać, aby się nie dziwić ofiarnym duchom tych, którzy ubroczyli własną krwią – na szczęście, własną krwią! – drogi miast, ulic i zagonów polskich, we wszystkich powstaniach. Aż z krwi, którą użyźniano polskie zagony, wyrosła wolność w Ojczyźnie, której tak gorąco pragnęliśmy. (…)
O, nie samym chlebem żyje człowiek, i nie samym chlebem żyje naród, ale wszelkim słowem, które pochodzi z ust Bożych. I chociaż dłonie przyłożone są do pługa, to jednak człowiek musi pamiętać, że gdy nogi jego brodzą w ziemi rodzimej, głowa wznosi się wysoko, a serce wyrywa się do czegoś jeszcze więcej… Najbardziej smutnymi narodami są te, którym postawiono za ideał li tylko dążenia i cele materialne. Najbardziej zubożonymi i niewolniczo przytrzymanymi za skrzydła ducha są takie narody, które postawiły sobie zbyt wąski ideał. Jest to przeciwne naturze człowieka, która jest bardzo wszechstronna; jest to przeciwne duchowi człowieka, któremu skrzydła wyrastają… (…)
Gdy człowiek czy naród czuje się na jakimkolwiek odcinku związany i skrępowany, gdy czuje, że nie ma już wolności opinii i zdania, wolności kultury i pracy, ale wszystko wzięte jest w jakieś łańcuchy i klamry, wszystko skrępowane jak stalowymi gorsetami, wtedy nie potrzeba kompleksów. Wystarczy być tylko przyzwoitym człowiekiem, mieć poczucie honoru i osobistej godności, aby się przeciwko takiej niewoli burzyć, szukając środków i sposobów wydobycia się z niej.

fot. Zbiory Instytutu Prymasowskiego

Przyglądaliście się może kiedy ptakowi, jak tłucze się w klatce? Wszystko pierze z piersi swojej wyrywa… Zimny obserwator patrzący na to może powiedzieć – „głupi ptak!” Chociaż lepiej, aby po prostu otworzył drzwiczki i wypuścił „głupiego ptaka” na wolność. Nie wolno mówić – „głupi ptak”, trzeba raczej powiedzieć – on się rwie w światy! – I każdy, kto uczciwy, ułatwi mu to.
Któż może się dziwić, że o klatkę w Polsce ustanowioną rozbijały się piersi „polskich ptaków”, aż pióra leciały, rany pozostawiające?! Wytłumaczcie ptakowi, aby się niepotrzebnie nie obijał o druty, bo ich nie przezwycięży…! Nawet ptakowi, który nie ma przecież rozumu ani rozeznania i powiązania swoich dążeń z dążeniami innych ptaków, tego nie „wytłumaczycie”. A chcielibyście to wytłumaczyć istocie rozumnej i wolnej? O, żadną miarą nie da się tego wytłumaczyć! Zamiast to czynić, lepiej klatkę otworzyć i dać możność skrzydłom, by rozwijały się w lotach, i piersiom – by potężniały, jak tego wymaga własne zadanie, przeznaczenie człowieka czy narodu…

kościół Świętego Krzyża,
Warszawa, 27 stycznia 1963 roku

***

…Człowiek ma się wypowiadać swoją mową ojczystą. Już matka synów machabejskich, którzy ginęli za wiarę i prawa ojczyste, upominała ich, przemawiając do nich patria voce. Dużo pięknych rzeczy powiedziano o mowie ojczystej. Ja ciągle jestem pod wrażeniem Pieśni o Ojczyźnie Kornela Makuszyńskiego. Są tam trzy hymny: Do kobiety polskiej, Do szabli polskiej i Do słowa polskiego. Wyrazem naszego szacunku dla człowieka jest posługiwanie się mową ojczystą, przemawianie językiem czystym, pięknym, takim, który jak czerpak umie z myśli ludzkiej wziąć całą treść, by zamknąć ją w słowie. A co nie da się zamknąć w słowie, będzie się obficie przelewało, tworząc więź słów z myślą i duchem, ducha z miłością. Dopiero wtedy będzie to poezja, będzie to kultura, będzie to słowo pożywne jak pokarm. Takie właśnie słowo potrzebne jest współcześnie.
Przeczytałem kiedyś jeden ze scenicznych utworów literackich i byłem przerażony jego brutalnością. Napisałem do autora. Pytałem go, co chce przekazać przez ten utwór naszej młodzieży? Odpowiedzi nie otrzymałem, zapewne sam nie wiedział. A my musimy wiedzieć, co chcemy przekazać, czym chcemy karmić nasze „niemowlęta”, idące w życie Narodu, w przyszłość, przygotowujące się na to miejsce, które my opuścimy. Ono jest dla nich i muszą je zająć, lecz muszą tam wejść odżywieni przez nasze pokolenie. Stąd wielka nasza odpowiedzialność za czyste i pożywne słowo. (…)
Bodajże ważniejszą w tej chwili jest w Polsce obrona kultury narodowej, ojczystej, chrześcijańskiej, niż jakikolwiek inny program. Może na polskiej ziemi nie powstać wiele rzeczy, ta lub inna fabryka, i to jeszcze nie będzie największa strata. Gdybyśmy jednak byli narodem niemych, zalęknionych i trwożliwych, wtedy przestalibyśmy tworzyć dobra kultury, którymi ma żyć nasza dziatwa i młodzież, cała współczesność, przez którą idziemy ku przyszłości.
Wiele mamy do przekazania przyszłym pokoleniom, ale to, co jest najdonioślejsze, to czysta duchowość naszego Narodu, który ma prawo do własnej, rodzimej, niezależnej kultury, do własnego języka, nie zniekształconego i nie przybrudzonego przez naloty śmieci. Musimy mieć ambicje, bo nie jesteśmy narodem śmieci. Jeden z wybitnych twórców polskiej kultury, gdy znalazł się w więzieniu za protest przeciwko określaniu naszego Narodu jako „narodu śmieci”, napisał na ścianie: „Śmiecie mówić, że my śmiecie? – My nie śmiemy, a wy – śmiecie”. My nie śmiemy i nie pozwolimy, aby ktokolwiek uważał Naród polski za naród bez swojej własnej mowy ojczystej, bez własnej twórczości, bez dziejów i bez kultury, na którą nas, jak widać – stać!

kościół Świętej Anny,
Warszawa, 30 kwietnia 1977 roku

***

Dlatego człowiek odnosi się z ogromnym szacunkiem do swojej przeszłości, stara się ją poznać, ocenić, zrozumieć, uważa ją za swoje własne dziedzictwo, którego zdradzić nie wolno. Trzeba się tego dziedzictwa trzymać sercem i pazurami, jak trzymał się go ongiś Drzymała czy Reymontowski Boryna, umierający na swych zagonach; jak trzyma się żołnierz w okopie, lekarz przy łóżku konającego, kapłan wśród nędzy, siwiejący mąż nauki przy swoim biurku zawalonym papierami, górnik na dnie kopalni, hutnik, stoczniowiec, każdy uczciwy człowiek, kierujący się prawym sumieniem i dobrą wolą. W ten sposób, najmilsi, powstaje świadomość służby społecznej i kształtuje się więź wspólnoty narodowej – tak iż nikt nie czuje się wtedy kimś obcym w swojej Ojczyźnie. Wszystko nas interesuje, wszystko jest dla nas drogie i cenne.
Jakże ważna jest świadomość, że jesteśmy na służbie temu narodowi, który przez całe wieki przygotowywał nam ojczystą ziemię, na której wypadło nam dzisiaj żyć. Jesteśmy z tym narodem związani, że nie zrywamy z nim wspólnoty. Owszem, mamy wolę zachowania bytu narodowego. Obrona suwerenności Ojczyzny jest dla nas nakazem moralnym. Nadto mamy wolę świadczenia wszystkimi dobrami naszego własnego życia i kultury osobistej, aby i po nas została cząstka wszczepiona w uprawę gleby ojczystej, której oddamy ostatecznie i nasze ciało, ażeby ziemia wywdzięczyła się nam kiedyś w dniu Zmartwychwstania. Gdy mamy taką świadomość, wtedy kierujemy się dobrem narodu. Możemy myśleć i mówić o dobru własnym – niewątpliwie, ale umiemy podporządkowywać je dobru wspólnemu. (…) Oto wskazanie i dla nas – wytrwać, żyć dla Ojczyzny, nabrać zaufania do niej i gotowości oddania jej wszystkiego z siebie. To jest najważniejszy nasz obowiązek wobec Ojczyzny. Potrzeba nam potężnej woli organizowania wszystkich sił rodzimych, ojczystych, by się nie oglądać na prawo i lewo, by nie poddawać się pokusie nowej Targowicy, skądkolwiek by ona miała przyjść. Jesteśmy u siebie, w swojej Ojczyźnie, gospodarzymy olbrzymimi dobrami, które naród posiada, mamy do nich zaufanie, chcemy, aby procentowały na naszej ziemi… Sumienie obywatelsko-polityczne nie powstaje gdzieś na skale, nie spada z nieba, ale wypracowuje się w osobie ludzkiej, w człowieku, w istocie rozumnej, wolnej i miłującej, wychowanej w rodzinie, posiadającej odpowiednie walory obywatelskie, społeczne, kulturalne, zawodowe oraz zrozumienie, że bonum reipublicae suprema lex esto – „dobro Rzeczypospolitej jest dobrem najwyższym”…

Archikatedra św. Jana, 
Warszawa, 6 stycznia 1981 roku

wybrał Jarosław Szarek

http://www.zrodlo.krakow.pl/rocznik-2011/numer-23-2011/historia-we-wspomnieniach/

Posted in Historia | Otagowane: | 3 Komentarze »

Sługa Boży Stefan Kardynał Wyszyński, Prymas Polski – ur. 3 sierpnia przed 110 laty

Posted by tadeo w dniu 16 kwietnia 2012

 Roma Rejtan

Kardynał Stefan WyszyńskiZ domu do kapłaństwa

Stefan Wyszyński ur. 3.08. 1901 r. we wsi Zuzela nad Bugiem, na pograniczu Podlasia i Mazowsza, jako drugie dziecko w rodzinie Stanisława i Julianny Wyszyńskich. „A w domu nad moim łóżkiem wisiały dwa obrazy: Matki Bożej Częstochowskiej i Matki Bożej Ostrobramskiej. I chociaż w onym czasie do modlitwy skłonny nie byłem, zawsze cierpiąc na kolana, zwłaszcza w czasie wieczornego różańca, jaki był zwyczajem naszego domu, to jednak po obudzeniu się długo przyglądałem się tej Czarnej Pani i tej Białej.

Zastanawiało mnie tylko jedno, dlaczego jedna jest czarna a druga – biała. To są najbardziej odległe wspomnienia z mojej przeszłości”. Z domu rodzinnego wyniósł późniejszy Prymas Polski miłość do Boga i Polski, szacunek do każdego człowieka i jego pracy. „Urodziłem się na styku Podlasia z Mazowszem. Pamiętam do dziś dnia ludzi prostych, których obserwowałem, jako chłopiec. Zdumiewająca była ich spokojna, ufna wiara. Tego nie można nazwać żadną miarą niewiedzą religijną, bo z tym się łączy patrzenie w głąb, niemal jakieś mistyczne obcowanie. Ci ludzie widzą to, w co wierzą. Miał 9 lat, kiedy stracił matkę. Przeżył tą stratę ogromnie. Ten ból odnajdują niektórzy w słowach wyświęconego właśnie, ks. Wyszyńskiego (3.08.1924 r.): „Pojechałem na Jasną Górę, aby mieć Matkę, aby stanęła przy każdej mojej Mszy świętej, jak stanęła przy Chrystusie na Kalwarii.” 5. 08. 1924 r.

Wojna

Wrzesień 1939 r. zastał ks. Stefana Wyszyńskiego we Włocławku, gdzie pełnił kolejno obowiązki promotora sprawiedliwości i obrońcy węzła małżeńskiego, a potem sędziego Sądu Biskupiego w Kurii Włocławskiej. Kierował też Sodalicją Mariańską Ziemian Ziemi Kujawsko – Dobrzyńskiej, prowadził pracę społeczno-oświatową w Chrześcijańskich Związkach Zawodowych, zorganizował Katolicki Związek Młodzieży Robotniczej a także, jako redaktor naczelny „Ateneum Kapłańskiego” sporo publikował. „Byłem profesorem Seminarium Duchownego we Włocławku i redaktorem najrozmaitszych pism. Niektóre z moich artykułów, ogłaszanych w prasie, podpisywałem pseudonimem „dr Zuzelski”. Pytano mnie nieraz, dlaczego obrałem taki właśnie pseudonim. Odpowiadałem: Jestem z Zuzelą związany. Tam się urodziłem. Dlatego swoje artykuły, ogłaszane w prasie, w pismach naukowych, w tygodnikach czy dziennikach, podpisywałem tym właśnie mianem. Chciałem dać przez to dowód mojej głębokiej czci dla miejsca mojego urodzenia. Niedługo przed wybuchem wojny został mianowany przez kard. Augusta Hlonda członkiem Rady Społecznej przy Prymasie Polski. Zaangażowanie społeczne, publikacje, ostatnia nominacja – to powody, dla których jest Ksiądz Wyszyński imiennie poszukiwany przez Gestapo. Na polecenie bp. Michała Kozala i rektora seminarium, ks. Korszyńskiego, musi opuścić Włocławek. Ukrywa się we Wrociszewie i w Laskach pod Warszawą, a także u swojej rodziny. Obejmuje opiekę duchową nad grupą sióstr i niewidomych dzieci przesiedlonych z Lasek pod Warszawą. Prowadzi wykłady i dyskusje dla inteligencji. Wraca zagrożenie chorobą płuc. Zapada decyzja o wyjeździe do Zakopanego. Tam, w przypadkowej łapance zostaje ks. Stefan Wyszyński aresztowany. Ucieka, zanim zostaje ustalona jego tożsamość. W czasie Powstania Warszawskiego zostaje kapelanem szpitala powstańczego w Laskach a także kapelanem AK okręgu wojskowego Żoliborz. Przyjmuje pseudonim „Radwan II”. W okresie powstania byłem kapelanem AK i miałem dużo kontaktu z cierpieniem, niedolą i męką ludzką….Długie miesiące pracy w szpitalu powstańczym bardzo wiele mnie nauczyły. To więcej niż uniwersytet, bo to głębokie zrozumienie bliźniego, czego się na ogół z książek nie nauczy. Szacunku dla człowieka nabywa się nie wtedy, gdy widzi się go w pozycji bohaterskiej, ale gdy widzi się człowieka w udręce. Godzinami stał nocą nieruchomo i błogosławił płonąca Warszawę. Długo leżał krzyżem w kaplicy i modlił się za ginącą stolicę, za umierających i tych, którym Pan pozwoli przetrwać.

Niezłomny Prymas

12 maja 1946 r. na Jasnej Górze, z rąk ks. kard. Augusta Hlonda, otrzymał ks. Stefan Wyszyński sakrę biskupią. Współkonsekratorami byli: ksiądz biskup Radoński z Włocławka i ksiądz biskup Czajka z Częstochowy. „ Po konsekrację biskupią pojechałem na Jasną Górę. Odtąd już życie moje związane jest z Jasną Górą. Wydaje mi się, że najbardziej bezpośrednią mocą w moim życiu jest Maryja. Przez szczególną tajemnicę, której w pełni nie rozumiem, została Ona postawiona na mojej nowej drodze…”

12 listopada 1948 r. z okazji uroczystości Pięciu Polskich Braci Męczenników, Ojciec Święty Pius XII na konsystorzu w Rzymie mianował biskupa lubelskiego arcybiskupem gnieźnieńskim i warszawskim, Prymasem Polski. Bulla nominacyjna została podpisana 16 listopada w uroczystość Matki Bożej Ostrobramskiej.

9 lutego 1953 r. władze komunistyczne wydały dekret o obsadzaniu wszystkich stanowisk duchownych, włącznie z biskupami. Prymas Stefan kardynał Wyszyński pokazał władzy, że w kwestiach zasadniczych nie ma miejsca na kompromis. Obradująca w Krakowie konferencja Episkopatu Polski przyjęła jednogłośnie list Prymasa Polski do I Sekretarza KC PZPR Bolesława Bieruta. W liście tym przypomniano wszystkie szykany, jakie dotknęły kościół w powojennej Polsce. Jednocześnie, episkopat podkreślał swą gotowość do rozmów, pod warunkiem uszanowania praw kościoła. List kończył się: „A gdyby się zdarzyć miało, że czynniki zewnętrzne będą nam uniemożliwiały powoływanie na stanowiska duchowne ludzi właściwych i kompetentnych, jesteśmy zdecydowani nie obsadzać ich raczej wcale, niż oddawać religijne rządy dusz w ręce niegodne. Kto by zaś odważył się przyjąć jakiekolwiek stanowisko kościelne skądinąd, wiedzieć powinien, że popada tym samym w ciężką karę kościelnej klątwy. Podobnie, gdyby postawiono nas wobec alternatywy: albo poddanie jurysdykcji kościelnej, albo osobista ofiara – wahać się nie będziemy. Pójdziemy za głosem apostolskiego naszego powołania i kapłańskiego sumienia, idąc z wewnętrznym spokojem i świadomością, że do prześladowania nie daliśmy najmniejszego powodu, że cierpienie staje się naszym udziałem nie, za co innego, lecz za sprawę Chrystusa i Chrystusowego Kościoła. Rzeczy Bożych na ołtarzach cesarza składać nam nie wolno. Non possumus!”.

Ojciecwolnychludzi

25 września 1953 r. Prymas Stefan kardynał Wyszyński został aresztowany. Po trzech latach uwięzienia, 28.10.1956 r., powrócił do Warszawy, do Pałacu Prymasowskiego. Witała swego Prymasa Warszawa śpiewem, okrzykami, wiwatami i modlitwą – wyrażając swą miłość.

Prymas kilkakrotnie pojawił się na balkonie dziękując. To nietypowe spotkanie zakończył wspólnie odśpiewany Apel Jasnogórski. Jeszcze tego samego dnia w „Słowie pasterskim” Prymas napisał: „Boski nauczyciel prawdy dał nam wskazania, by przyłożywszy rękę do pługa nie oglądać się wstecz. Idziemy, więc naprzód całą duszą! Droga, przez którą przeszedł Kościół i Naród, była cięższa i bolesna. Ale przebrnęliśmy przez nią w cierpliwości. Raz jeszcze okazała się wysoka kultura duchowa Narodu, bohaterska miłość prawdy i wolności, łaknienie wyższej sprawiedliwości i chrześcijańskiej czci dla człowieka. Te wielkie moce nakazały szukanie dróg pełniej odpowiadających kulturze Narodu Polskiego.”

W służbie Bogu i Kościołowi

Prymas Wyszyński brał udział w wyborze 4 Papieży. 1958 r. – konklawe wybrało papieża Jana XXIII. „Tuż przed koronacją Jana XXIII, składaliśmy hołd Namiestnikowi Chrystusowemu. W szeregu kardynałów podszedłem z kolei i ja do tronu papieskiego. Usłyszałem wtedy słowa, które tak dobrze znacie, bo je wam często powtarzam. Jak gdyby w poczuciu swej bezsiły, szukając sprzymierzeńców na swą ciężką drogę, papież zwrócił się do mnie z prośbą i powiedział: Częstochowa, Częstochowa, sprawcie, aby się wiele modlono za mnie przed waszą Matką Bożą.- Przyrzekłem, że tak będzie” W roku 1963 konklawe wybrało papieża Pawła VI. „Podchodzę do Elekta i witam go słowami pierwszej antyfony z nieszporów na dzisiejszą uroczystość Serca Pana Jezusa: Suavi iugo tuo dominare in medio inimicorum tuorum – Słodkim jarzmem władaj pośrodku nieprzyjaciół Twoich. Papież odpowiada mi po polsku: Niech żyje Polska.” Rok 1978, 26 sierpnia Prymas bierze udział w konklawe, które wybrało papieża Jana Pawła I a 16 października w historycznym dla polskiego Kościoła konklawe, które wybrało na następcę Św. Piotra kardynała Karola Wojtyłę. „Z wielkim wzruszeniem serca, przekraczającym – zda się – ludzką wytrzymałość, pragnę dać wyraz swojej wdzięczności za okazane zrozumienie doniosłej dla Kościoła świętego i naszego Narodu – dziejowej chwili, gdy na progu drugiego Tysiąclecia Chrztu Polski, został powołany przez Boga na tron świętego Piotra w Rzymie, Syn Polski zawsze wiernej, Karol kardynał Wojtyła, Pasterz Kościoła świętego Stanisława Biskupa i Męczennika, Arcybiskup Metropolita Krakowski.”

Dla Polskiego Kościoła

Przewodził polskiemu Kościołowi Prymas Wyszyński w czasach trudnych, czasach przełomowych. Stąd jego decyzje i działania do dziś wywołują emocje, wzbudzają podziw i szacunek, nawet wśród byłych krytyków. W 1965 r. zostaje ogłoszone słynne Orędzie biskupów polskich do biskupów niemieckich. Padają w nim m.in. słowa: „…W tym ogólno chrześcijańskim, a zarazem bardzo humanitarnym duchu wyciągamy do Was nasze dłonie z ław kończącego się Soboru, udzielamy przebaczenia i prosimy o przebaczenie. A jeśli wy – biskupi niemieccy i ojcowie soborowi – ujmiecie po bratersku nasze wyciągnięte dłonie, wówczas dopiero będziemy mogli ze spokojnym sumieniem obchodzić w Polsce nasze Milenium w sposób całkowicie chrześcijański.” Pamiętam napisy na murach Jasnej Góry – ZDRAJCY. Władze miały nadzieję, że Naród odwróci się od Kościoła, ale się przeliczyły. Polacy wiedzieli, że Prymas kocha Polskę i zrozumieli te słowa właściwie. Przez cały rok milenijny Prymas przewodniczył wszystkim uroczystościom, przemierzając „Szlak Tysiąclecia” w wielkim dziękczynieniu Narodu i Kościoła. Wszędzie głosił słowo Boże. To znów wzbudziło agresję władz. Z niezwykłym zawzięciem atakowano Kardynała Prymasa. Nie wyrażono zgody na przyjazd Ojca Świętego Pawła VI na Jasną Górę. 3 Maja 1966 r. w święto Królowej Polski Prymas, wraz z całym Episkopatem, w obecności kilkuset tysięcznej rzeszy wiernych zebranych u stóp Jasnej Góry, dokonał Aktu całkowitego Oddania Polski w niewolę Matce Chrystusowej za wolność Kościoła w Ojczyźnie i w świecie. „Bogurodzico Dziewico, Matko Kościoła, Królowo Polski i Pani nasza Jasnogórska, dana nam, jako pomoc ku obronie Narodu polskiego! W obliczu Boga w Trójcy Świętej Jedynego, w głębokim zjednoczeniu z Głową Kościoła rzymskokatolickiego, Ojcem Świętym Pawłem VI, my Prymas i Biskupi polscy zebrani u stóp Twego Jasnogórskiego Tronu, otoczeni przedstawicielami całego wierzącego Narodu – Duchowieństwa i Ludu Bożego z diecezji i parafii, w łączności z Polonią światową, oddajemy się dziś ufnym sercem w Twą wieczystą, macierzyńską niewolę miłości, wszystkie dzieci ochrzczonego Narodu i wszystko, co Polskę stanowi za wolność Kościoła w świecie i w Ojczyźnie naszej, ku rozszerzaniu się Królestwa Chrystusowego na ziemi. Oddajemy, więc w niewolę miłości za Kościół, całą Polskę, umiłowaną Ojczyznę naszą, cały Naród polski, żyjący w Kraju i poza jego granicami… Odtąd Najlepsza Matko nasza i Królowo Polski, uważaj nas Polaków, jako Naród za całkowitą własność Twoją, za narzędzie w Twych dłoniach na rzecz Kościoła świętego… Czyń z nami, co chcesz! Pragniemy wykonać wszystko, czego zażądasz, byleby tylko Polska po wszystkie wieki zachowała nieskażony skarb Wiary świętej, a Kościół w Ojczyźnie naszej cieszył się należną mu wolnością, bylebyśmy z Tobą i przez Ciebie, Matko Kościoła i Dziewico Wspomożycielko stawali się prawdziwą pomocą Kościoła Powszechnego ku budowaniu Ciała Chrystusowego na ziemi.

W obronie Narodu

1968 r. – ”Nie wolno bić! Chrześcijanin nigdy na nikogo ręki nie podnosi, bo w każdym widzi godność dziecięcia Bożego. Ugodzony może wydawać się sponiewieranym. Ale bardziej poniewiera się ten, który uderza, niż ten, który jest uderzany… Najmilsi, przezwyciężajcie nienawiść miłością.”

1970 r. – Po wydarzeniach grudnia: „ Wasz ból jest naszym wspólnym bólem. Gdybym mógł w poczuciu sprawiedliwości i ładu, wziąć na siebie całą odpowiedzialność za to, co się ostatnio stało w Polsce, wziąłbym jak najchętniej… Bo w Narodzie musi być ofiara okupująca winy Narodu… Jakżebym chciał w tej chwili – gdyby ta ofiara przyjęta była – osłonić wszystkich przed bólem, przed męką.”

1980 – 1981 r. – „Współczesny ruch, kierujący się ku Ewangelii Chrystusowej, wołanie o obecność Chrystusa w pracy stoczniowców, górników, hutników, pracowników instytucji przemysłowych, a także rolników, jest właśnie przejawem zdrowego rozsądku, głosem sumienia narodowego. Trzeba to przyjąć, jako szczególną łaskę Bożą. Garnące się do Kościoła związki zawodowe dają dowód, że dobrze rozumieją, co jest bardziej potrzebne Narodowi. Najpierw musimy wyjść z niewoli duchowej, z klęski moralnej, jaką jest przede wszystkim nietrzeźwość, pijaństwo, kradzieże, nieuczciwość, brak sumienności w pracy, nadużycia, szczególnie natury społecznej i publicznej. Świadomość konieczności takiej przemiany jest dowodem, że chociaż dużo było wśród nas zła, jednak sumienie pozostało i ono woła o miejsce chrześcijańskiej Ewangelii w naszym życiu społecznym, gospodarczym i narodowym.”

28 maja 1981 r., w Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, o godzinie 4.40 Stefan kardynał Wyszyński, Prymas Polski, Prymas Tysiąclecia, nazywany również Interreksem, odszedł do Pana.

Oprac. Na podst: http://wyszynskiprymas.pl/index.html

Posted in Religia, SYLWETKI, Święci obok nas | Otagowane: | Leave a Comment »

Niech się świat śmieje, byle dzieło zbawienia było wykonane

Posted by tadeo w dniu 7 kwietnia 2012

Stefan Wyszyński (ks. kard., Sł. Boży): Niech się świat śmieje, byle dzieło zbawienia było wykonane

Idę przez swoje życie kapłańskie pełen nędzy, słabości i ran, otrzymanych po drodze. Prawdziwie – „robak a nie człowiek”. Wszyscy mają prawo podziwiać całą nieudolność moją. A jednak idąc, sprawuję swoje posłannictwo kapłańskie. Nędza moja nie przeszkadza mi – dla Bożego miłosierdzia – usłużyć ludziom dobrami, które świat ma najcenniejsze.

Tak szedł Chrystus, wzgarda pospólstwa – aż po dzień dzisiejszy. Obszarpany, pobity, ubrudzony w błocie ulicznym, oplwany. A jednak to On zbawiał świat… I zbawił go, choć świat natrząsał się ze swego Zbawcy. Jak te dwie drogi idą blisko siebie. Nieudolność moją dźwiga łaska sakramentalna; nieudolność Jezusa dźwiga Bóstwo Jego… Niech się świat śmieje, byle dzieło zbawienia było wykonane.

(Zapiski więzienne, 4.3.1954, Sł. Boży ks. kard. Stefan Wyszyński)

Posted in Religia | Otagowane: | Leave a Comment »

Prymas Tysiąclecia;zagrozenia dla Polski-prof Piotr Jaroszyński

Posted by tadeo w dniu 25 marca 2012

Posted in Felietony | Otagowane: | 1 Comment »

Prymas – Trzy lata z tysiąca

Posted by tadeo w dniu 1 marca 2012

http://gloria.tv/?media=262926

Posted in Filmy religijne | Otagowane: | Leave a Comment »

Prymas w Komańczy

Posted by tadeo w dniu 26 sierpnia 2011

Akcja spektaklu toczy się między 27.10.1955 , a 28.10.1956 w klasztorze sióstr Nazaretanek w Komańczy. Ostatnim miejscu przymusowego odosobnienia Prymasa Wyszyńskiego , na które bezprawnie skazały go władze PRL-u …

http://pl.gloria.tv/?media=188513

Posted in Filmy - Polecam, Filmy religijne | Otagowane: | Leave a Comment »

Walka z Krzyżem

Posted by tadeo w dniu 11 sierpnia 2011

To nie krzyż się chwieje, to świat się chwieje i toczy – Krzyż stoi! Prymas Tysiąclecia kardynał Stefan Wyszyński.

http://pl.gloria.tv/?media=183587

Posted in Filmy i slajdy, Filmy religijne | Otagowane: | Leave a Comment »

Jan Paweł II i Prymas Stefan Kardynał Wyszyński (2008)

Posted by tadeo w dniu 7 sierpnia 2011

„Jan Paweł II i Prymas Stefan Kardynał Wyszyński” – scen. i reż. Paweł Woldan, 2008 r., 52 min.

Posted in Filmy - Polecam, Filmy i slajdy, Filmy religijne | Otagowane: | Leave a Comment »