Kardynał Stefan Wyszyński to postać wielowymiarowa. Był wybitnym przywódcą duchowym, mężem stanu i autorytetem moralnym. Jednak Ewa K. Czaczkowska w książce „Prymas Wyszyński. Wiara, nadzieja, miłość” przygląda mu się również z nieco innej strony i pokazuje jego nieznane oblicze. Poniżej publikujemy fragment dotyczący wpływu prymasa na Solidarność.

Zachowanie przez Polaków wewnętrznej wolności, bez której nie byłoby rewolucji 1980 roku, uratowanie wiary i Kościoła w Polsce, ocalenie chrześcijańskiej tożsamości – to tylko kilka punktów z długiej listy spraw, które zawdzięczamy kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu. Ale najważniejsza z nich to ta, którą potwierdza beatyfikacja: świadectwo, że pełniąc najwyższe funkcje, można żyć święcie.

Przygotowanie rewolucji ducha 1980 roku

Nie byłoby Solidarności takiej, w jakiej współuczestniczyliśmy w 1980 roku i jaką młodsze pokolenia poznały z podręczników, gdyby nie dwie wielkie postaci: Jan Paweł II i prymas Stefan Wyszyński.

To Jan Paweł II w czasie pierwszej pielgrzymki do ojczyzny w czerwcu 1979 roku modlitwą do Ducha Świętego o odnowę oblicza polskiej ziemi wyzwolił w rodakach moc ducha i dał im siłę do społecznego zrywu w zmaganiach o wolność i godność człowieka zdeptaną przez system komunistyczny. Rzadziej w tym kontekście przywołuje się nazwisko Stefana Wyszyńskiego.

A przecież papieskie słowa nie wydałyby owocu, gdyby nie padły na odpowiedni grunt. Ten grunt przez kilkadziesiąt lat przygotowywał kardynał Wyszyński, podtrzymując w Polakach w czasach zniewolenia wewnętrzną wolność i niezależność, poczucie godności i świadomość praw przynależnych każdemu człowiekowi jako dziecku Boga, praw, których żaden system polityczny nie może go pozbawić.

Bez tej wielkiej pracy duszpasterskiej, ale i obywatelskiej, zryw wolnościowy w 1980 roku nie byłby możliwy. A przynajmniej nie w takiej formie i nie z takimi postulatami, jakie zostały wówczas przez robotników przedłożone.

Prymas Stefan Wyszyński ma więc zasadniczy udział w doprowadzeniu do rewolucji ducha, której efektem było odzyskanie wolności w 1989 roku. To on kładł duchowe fundamenty pod wydarzenia Sierpnia 1980 roku, proponując Polakom w czasie Wielkiej Nowenny i milenium chrztu Polski pracę nad sobą – nad umocnieniem wiary i wynikającej z jej przyjęcia chrześcijańskiej moralności.

Cała działalność prymasa Wyszyńskiego po 1956 roku była skierowana ku wolności. Realizacja jego programu miała doprowadzić do pogłębienia wiary i odnowy chrześcijańskiej moralności, a w efekcie do wzmocnienia „człowieka wewnętrznego”. Do wyzbycia się lęku i duchowego zniewolenia, które były skutkami odejścia od więzi z Bogiem, ale też systemowej państwowej ateizacji prowadzonej w Polsce od końca lat czterdziestych XX wieku.

Pokolenie milenium chrztu Polski szesnaście lat później stanowiło znaczną część wielkiego ruchu o nazwie Solidarność. Już w 1957 roku, rozpoczynając Wielką Nowennę, prymas przewidywał, że „los komunizmu rozstrzygnie się w Polsce. Jak Polska się uchrześcijani, stanie się wielką siłą moralną, komunizm sam przez się upadnie. Losy komunizmu rozstrzygną się nie w Rosji, lecz w Polsce. Polska pokaże całemu światu, jak się brać do komunizmu, i cały świat będzie jej wdzięczny za to!”.

Te słowa były niczym proroctwo, które ziściło się ponad trzydzieści lat później. Wielka Nowenna miała bowiem nie tylko aspekt religijny, ale także silny rys społeczny – budziła wśród wiernych wrażliwość na ducha wspólnoty, na uczenie się chrześcijańskiej moralności społecznej, zwalczanie wad narodowych: lenistwa, pijaństwa, rozwiązłości, lekkomyślności, marnotrawstwa.

A przede wszystkim wzmacniała wolność, także w wymiarze narodowym. Dwa lata po zakończeniu obchodów milenium, w 1968 roku, prymas wypowiedział publicznie równie prorocze słowa:

– Człowiek wolny może poczuć się uwięziony w swojej własnej ojczyźnie. Mobilizuje wówczas wszystkie siły, aby doprowadzić do wolności narodu. Jeżeli wysiłek ludzi, obdarzonych przez Stwórcę wolnością, stanie się powszechny, nie ma takiej siły, która byłaby zdolna przezwyciężyć zbiorową, zmobilizowaną wolę ludzi wolnych. Prędzej czy później doprowadzą oni do wolności narodu. Kołyską dla wolności narodu jest więc wolność osoby ludzkiej.

Prymas Wyszyński przewidywał, jakie są i będą konsekwencje pewnych procesów społecznych, ale też na ich rzecz pracował. Przez cały okres prymasostwa, ale szczególnie od lat sześćdziesiątych XX wieku, w homiliach i wystąpieniach, w rozmowach z władzami upominał się o prawa i wolności człowieka. W cyklu kazań głoszonych w kościele Świętego Krzyża w Warszawie w latach 1974-1976 mówił, jak opierając się na nauczaniu społecznym Kościoła, zbudować ład społeczny, ekonomiczny, odbudować moralność i zaufanie społeczne.

To, do czego kardynał Wyszyński przygotowywał Polaków przez kilkadziesiąt lat, zaczęło się spełniać na jego oczach w 1980 roku. Przeczucie tego zwycięstwa miał wcześniej, kiedy 16 października 1978 roku został wybrany na papieża Polak, Karol Wojtyła. Prymas widział w tym znak zwycięstwa Matki Najświętszej, którą zapowiadał umierający prymas Hlond.

Widział je na placu Zwycięstwa w Warszawie 2 czerwca 1979 roku, gdy papież Polak wołał do Ducha Świętego o odnowę oblicza ziemi, polskiej ziemi.

– W tym momencie nie mogłem ani myśleć, ani się modlić – wyznał później Wyszyński.

– Skupiłem się tylko na jednym: jak opanować wzruszenie, bo uprzytomniłem sobie, że spełnia się na moich oczach proroctwo Augusta Hlonda, wypowiedziane przez niego na łożu śmierci, że przez Matkę Bożą przyjdzie zwycięstwo. A my tu jesteśmy w miejscu, które komuniści nazwali placem Zwycięstwa, i na tym placu pod ich rządami, przed krzyżem, który oni sami postawili, polski papież odprawia Świętą Ofiarę.

 

Refleksja prymasa w tamtej chwili obejmowała dłuższy okres dziejów, niczym klamrą spinając życie narodu i jego życie.

– Na tym placu swymi chłopięcymi oczyma oglądałem potężny sobór, który został postawiony na złość Polakom jako znak zwycięstwa prawosławia nad Kościołem katolickim, caratu nad dążeniami wolnościowymi narodu.

Tak wspominał lata 1912-1915, gdy uczył się w gimnazjum Górskiego w Warszawie, a na placu, wówczas zwanym Saskim, rosyjski zaborca wybudował ogromny sobór Aleksandra Newskiego. „Prawdziwie – plac Zwycięstwa! Czy będą jeszcze nowe nazwy tego placu, to nieistotne – mówił we wrześniu 1979 roku.

– To wydarzenie pozostanie na zawsze w świadomości narodu, który wie, co zawdzięcza Kościołowi i jego Głowie – Chrystusowi.

Kiedy rok po mszy świętej odprawionej na tym samym placu przez polskiego papieża powstała Solidarność, troską prymasa Wyszyńskiego było, aby ruch pozostał związkowy, gdyż przeobrażenie w siłę polityczną, zanim będą ku temu odpowiednie warunki geopolityczne, mogło doprowadzić do klęski, czyli do rozlewu krwi w wyniku interwencji ZSRS. Tego zawsze się obawiał i przed tym przestrzegał.

https://kobieta.interia.pl/zycie-i-styl/news-co-zawdzieczamy-prymasowi-stefanowi-wyszynskiemu,nId,4445480,nPack,3