WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Święci obok nas’ Category

DULCISSIMA NA RANY

Posted by tadeo w dniu 3 stycznia 2020

 „Wszystko jest łaską, również to, że jestem głupia. Dla świata można być głupim, ważne jest to, że u Boga jest się dzieckiem” 

Znalezione obrazy dla zapytania Dulcissima

S. M. Dulcissima to imię zakonne. Naprawdę nazywała się Helena Hoffmann. Urodziła się 7 lutego 1910 r. w Zgodzie, dzielnicy Świętochłowic. Ceglany, śląski familok, w którym mieszkała, stoi do dziś. Była zwyczajną dziewczynką. „Nie było dnia, żebym czegoś nie zbroiła” — napisała wspominając dzieciństwo. Miała charakter. Kiedy ksiądz głoszący w jej parafii rekolekcje tłukł pięścią w ambonę, Helenka oburzona takim zachowaniem podłożyła mu pod obrus pinezki. Kiedy wykryto sprawcę, dziewczynka odpowiedziała śmiało: „Ja to zrobiłam, bo nie wolno tak tłuc pięścią w domu, gdzie mieszka Pan Jezus. Nasi księża tak nie robią”. Kiedyś, pracując na polu, wykopała medalion z wizerunkiem św. Teresy z Lisieux. Wydarzenie znamienne, bo kanonizowana w tym właśnie czasie Teresa miała stać się jej duchową przewodniczką, nawiedzając ją wielokrotnie w snach i widzeniach. W 1927 r. Helena wstąpiła do zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej. Po dwóch latach pojawiły się pierwsze objawy ciężkiej choroby. Zaczęły się silne bóle głowy, połączone z okresową utratą przytomności. Trudności w chodzeniu, bezsenność, paraliże, depresje, wreszcie utrata wzroku — to wszystko było dla s. Dulcissimy okazją do ofiarowania się Bogu. W 1933 r. znalazła się w klasztorze w Brzeziu koło Raciborza. Tu spędziła swoje ostatnie lata. Mieszkańcy wsi szybko zorientowali się, że ta przygnieciona cierpieniem zakonnica jest kimś niezwykłym. Od dnia jej śmierci 18 maja 1936 r. do klasztoru wciąż napływają świadectwa łask, przypisywanych wstawiennictwu s. Dulcissimy.

Dwa lata temu rozpoczął się jej proces beatyfikacyjny.

Jest taka miejscowość, której najważniejszą obywatelką jest zakonnica, dwudziestosześcioletnia dziewczyna o łagodnych oczach i uśmiechu dziecka. Taką ją zapamiętano i choć od jej śmierci mija właśnie 65 lat, kochają ją tu wszyscy.

Nieświeckie słowo

— Miałam ciążę pozamaciczną. Nie wiedziałam, co to jest — opowiada Marta Pokracka z Brzezia. — Normalnie pracowałam na polu, aż nagle zasłabłam — kiwa głową, wspominając wydarzenia sprzed prawie czterdziestu lat. W ciężkim stanie trafiła do szpitala i od razu na stół operacyjny. Czuła, że jest źle, ale wydawało jej się, że nie może teraz umierać. Martwiła się o męża i sześciomiesięczną córkę. — Dulcissimo, trzymaj Ty te noże — zdążyła powiedzieć przed zapadnięciem w narkozę. Była trzecia w nocy, kiedy poczuła, że ktoś poklepuje ją w policzki. Nad nią stała zakonnica-pielęgniarka, która asystowała przy operacji. — Niech się pani obudzi, proszę się obudzić! — wołała natarczywie. — Co to takiego powiedziała pani przed operacją? To nie było świeckie słowo — zapytała, gdy pacjentka otwarła oczy. Chora wymamrotała, że Dulcissima to imię zmarłej w 1936 roku siostry zakonnej z Brzezia, którą wszyscy mieszkańcy proszą o wstawiennictwo, wierząc, że to święta. Zakonnica spojrzała wymownie na leżącą. — To był cud, że pani przeżyła — powiedziała krótko. Kiedy Marta Pokracka opuszczała szpital, chciała podziękować lekarzowi. — Niech mi pani nie dziękuje. To było coś nadprzyrodzonego — usłyszała w odpowiedzi.

Wszyscy na grób

Masywna wieża z czerwonej cegły góruje nad Brzeziem, dawniej nadodrzańską wsią, dziś dzielnicą Raciborza. Naprzeciw wejścia do kościoła stoi okazały sarkofag z kamienia. Na granitowej płycie napis: „Oblubienica Krzyża, sługa Boża S. M. Dulcissima”. Przy grobie wciąż płoną znicze. Jakaś kobieta w średnim wieku stoi zadumana, wpatrując się w sarkofag. Mężczyzna, który z nią przyszedł, mocuje się z wazonem, do którego próbuje wepchnąć przyniesiony bukiet kwiatów. Widzę łzy w oczach mężczyzny. Po chwili przychodzi dziewczynka z pobliskiej podstawówki i stoi z rękami złożonymi jak do Pierwszej Komunii. Dołączają do niej kolejne dzieci z torbami na plecach. Nieruchomieją przez chwilę, robią znak krzyża i odchodzą. Po trzech minutach przed grobem staje pochylona staruszka. Zatrzymuje się obok niej młoda kobieta. Modlą się.

— Tu prawie bez przerwy ktoś się modli. Coraz częściej przyjeżdżają z daleka, pojedynczo albo grupami, czasem autobusami, czasem na rowerach — mówi proboszcz Antoni Pieczka. — Dzięki siostrze Dulcissimie ludzie tu są wyczuleni na modlitwę. — wtóruje mu kapelan sióstr, ks. Józef Cop.

Daj im dużo, dużo

Wszystko zaczęło się wtedy, kiedy po ludzku powinno było się skończyć — 18 maja 1936 roku. Rankiem, kiedy rozdzwoniły się kościelne dzwony, siostra Dulcissima wydała ostatnie tchnienie. Choć zaledwie dwudziestosześcioletnia, dojrzała do nieba jak mało kto. W ciągu dziewięciu lat zakonnego życia przecierpiała morze męki, ale nie było w tym cierpieniu rezygnacji. Była przekonana, że Jezus prosi ją o przyjęcie pokuty za innych. Utwierdzały ją w tym przekonaniu częste wizje świętej Teresy z Lisieux, która od dzieciństwa była jej przewodniczką. W „tereskowy” sposób widziała rzeczywistość. „Wszystko jest łaską, również to, że jestem głupia. Dla świata można być głupim, ważne jest to, że u Boga jest się dzieckiem” — napisała w jednym z listów. Była dzieckiem, a dziecku Bóg niczego nie odmawia.

Wręcz zachłannie pragnęła wynagradzać za ludzkie grzechy. — Daj mi dusze, dusze, dusze! Są takie drogie, kosztują tak wiele! — dyszała nękana atakami drążącej ją choroby. — Za kapłanów, za Zgromadzenie… — powtarzała. W ostatnich tygodniach przed śmiercią wołała do siebie ludzi świeckich. — To są dusze… Muszę je też zawołać. Wszystkie powinny przyjść — tłumaczyła opiekunce, siostrze Lazarii. Krótko przed śmiercią modliła się: — Jezu, daj księdzu proboszczowi i parafii dużo… daj im dużo, Jezu, daj im dużo.

Ludzie wiedzieli, że ta młoda, zgięta od bólu, ale mimo to prawie zawsze uśmiechnięta kobieta modli się za nich. Nic dziwnego, że pogrzeb zgromadził dosłownie wszystkich mieszkańców Brzezia. Do dziś świadkowie tamtego wydarzenia wspominają, że wyglądało to raczej na wesele niż uroczystość żałobną. — Ona była przecież dzieckiem. Wtedy nie nosi się żałoby. — tłumaczył brzeski proboszcz.

Będę się opiekować

Grób siostry Dulcissimy stał się od samego początku miejscem zupełnie spontanicznego kultu. — My tam tylko ziemię dosypywałyśmy — śmieją się siostry ze zgromadzenia Maryi Niepokalanej. Trzeba było dosypywać, bo ludzie brali tę ziemię w przekonaniu o jej szczególnych właściwościach. — Jak w trzydziestym dziewiątym chłopcy szli na wojnę, to im matki robiły takie woreczki i zaszywały do nich ziemię. Wszyscy wrócili. Ale wtedy ten grób był do połowy wybrany! — opowiada Gertruda Twardowska. Ona też była świadkiem szczególnego wydarzenia, kiedy krótko po wojnie odwiedziła klasztor. Siostra Lazaria, przyjaciółka i opiekunka Dulcissimy, nie miała nic do jedzenia, a musiała nakarmić kilkanaście dziewcząt z nowicjatu. Poszła do kaplicy i zawołała w desperacji: „Dulcissimo, przecież obiecałaś, że będziesz się nami opiekować, a ja tu nie mam tym dzieciom co dać jeść!” — W tym momencie ktoś zadzwonił do drzwi. Ja otwieram, a tam elegancki pan z ogromnymi bochnami chleba — opowiada pani Gertruda. — „Miałem to tu oddać”, powiedział. Wzięłam te chleby i pobiegłam po siostrę. Wychodzimy na ganek, rozglądamy się — nikogo. Jakby się w ziemię zapadł.

Sposób na czeki

Przekonanie o sile wstawiennictwa Sługi Bożej (ten tytuł przysługuje s. Dulcissimie od czasu otwarcia przed dwoma laty procesu beatyfikacyjnego) jest powszechne.

Kunegunda Grycman pamięta siostrę Dulcissimę. Jej wstawiennictwo przez całe życie traktuje jako rzecz naturalną. — Jak ja ją za dziecka znałam, czemu by mi i dzisiaj nie pomogła? — mówi z pewnością w głosie. Podobne przekonanie podzielają przedstawiciele młodszych pokoleń. Anna Krzykała z Raciborza zachwyciła się siostrą Dulcissimą. — Mam poczucie wielkiej więzi z nią — zapewnia. Kilka lat temu, przed świętami Bożego Narodzenia, zaginęła jej książeczka czekowa. „Znalazca” mógł wyczyścić jej konto, a na każdym czeku zrobić tysiąc złotych debetu. Razem byłoby tego ponad 20 tysięcy. — Przerażona, od razu z tą sprawą zwróciłam się do siostry Dulcissimy. Modliłam się gorąco, dałam na Mszę — wspomina. — Zablokowałam konto, ale święta i tak miałam zepsute. Po świętach poszłam do banku. Tam od razu mnie wołają. „No tak, mam debet”, myślę sobie. A oni zwracają mi czeki i mówią, że przyniósł je jakiś elegancki pan z prośbą o oddanie ich właścicielce. Nie przedstawił się, nie chciał też powiedzieć, gdzie je zalazł — śmieje się pani Anna.

Dużo cię czeka

Na klasztornej werandzie siedzi wiekowa zakonnica. Z trudem unosząc głowę, spogląda na mnie łagodnymi oczyma. — To siostra Dulcissima — przedstawia mi ją jedna z sióstr. — Otrzymała to imię po śmierci Sługi Bożej — wyjaśnia, widząc moją zdziwioną minę. Przysiadam się i pytam, jak się to stało, że akurat jej przypadło to imię. — Och, ja bardzo chciałam mieć to imię — mówi z uśmiechem. — Siostrę Dulcissimę widziałam kilka razy, jeszcze przed pójściem do klasztoru. Ale kiedy tu przyszłam, ona już nie żyła, a wszyscy opowiadali, że to była taka święta zakonnica. Więc tak modliłam się, żebym dostała jej imię, że aż przełożona pytała: „Co ty tak siedzisz w tej kaplicy?”. Ale nie powiedziałam, o co się modlę. Przed obłóczynami przyjechała matka generalna. „Jakie imię chcesz przyjąć?”, zapytała. Ja jej mówię, żeby ona sama wybrała je dla mnie, to będę wiedziała, że to wola Boża. Więc ona mi mówi: „Dulcissima”. Dla mnie to był cud. Kiedy dowiedziała się o tym siostra Lazaria, wzięła mnie na bok i powiedziała: „Wiesz, że ciebie dużo czeka”.

— I stało się tak? — pytam. — Stało się tak — potwierdza siostra, ale nie wdaje się w szczegóły. — Ale jak jest ciężko, to ja zawsze mówię: „Dulcissimo, czemu zapominasz o mnie?” I ona pomaga — mówi wzruszona.

https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TH/THO/s_dulcissima.html

www.kki.net.pl/~dulcissima/

Posted in SYLWETKI, Wspomnienia, Święci obok nas | Leave a Comment »

Kościół WNMP w Wielogłowach- miejsce sakramentu Chrztu św. o Andrasza

Posted by tadeo w dniu 16 października 2019

16.X.1891 – Urodziny Ojca Andrasza 

APC - 2019.10.16 14.03 - 001.3d

https://wieloglowy-wiz.diecezja.tarnow.pl/#start

Józef Andrasz urodził się w Wielopolu koło Nowego Sącza 16.X.1891 roku.

W Parafii WNMP w Wielogłowach, Diecezja Tarnowska. Jako poddany monarchii austro- węgierskiej.

W rodzinie Piotra i Katarzyny z domu Bednarek.

Miał sześciu braci: Alojzego, Kazimierza; zginął w Legionach, Leona, Ignacego; zginął pod Lwowem w 1918 roku, Alfonsa, oraz trzy siostry: Helenę, Marię i Józefę.

Wychowywał się w rodzinie głęboko patriotycznej i religijnej. Mimo powszechnej biedy Józef  jak i jego rodzeństwo otrzymało dobre wykształcenie.

W 1912 roku, w wieku 52 lat zmarł mu ojciec, już wtedy mieszkali w Nowym Sączu między Rynkiem a rzeką Kamienica, przy ul. Krakowskiej 18. Dzisiaj układ miejski w tym miejscu wyglada zupełnie inaczej. 

Znamienna jest data urodzin 16.X. Jest to dzień wyboru ks.kard. Karola Wojtyłę na Papieża jak również koronacji na Króla Polski św. Jadwigi Andegaweńskiej.

Po ojcu, rodzina ojca Andrasza pochodziła z Węgier.

Dało się zauważyć że ,,święci  węgierscy,, wspomagają rozwój kultu ojca Andrasza .

Św. Jadwiga – kult ojca Andrasza wyszedł z Miejscowości Królowa Polska i Królowa Górna ( kiedyś Królowa Ruska) lokację tych miejscowości przypisuje się św. Królowej Jadwidze Andegaweńskiej. 

Św. Kinga – W Starym Sączu, kilka lat temu, przed odpustem w klasztorze klarysek przez 8 dni trwała nowenna prowadzona przez kapłana ( mającego korzenie węgierskie ) z diecezji tarnowskiej. W każdy dzień przybliżał wiernym postać ojca Andrasza rozpowszechniając modlitwę o świętość kapłanów i chwałę Bożego Miłosierdzia przez wstawiennictwo ojca Andrasza. Rozeszła się ona w około 20.000 egzemplarzy.

Św Stefan i św. Elżbieta węgierska- we wspomnienie św. Stefana w kaplicy św Elżbiety w Krynicy u sióstr Elżbietanek gdzie na przełomie II wojny światowej o. Andrasz przebywał, wystawiono na stałe obraz o. Andrasza i wznoszona jest codziennie przed Mszą św. modlitwa o jego beatyfikację.

Dzisiaj o godz. 18:00 w sercu Sądecczyzny- Bazylice św. Małgorzaty, podczas Mszy św w intencji beatyfikacji, poświęcony zostanie obraz o. Andrasza.

Będzie on na mobilnym stojaku wystawiony w bocznej kaplicy gdzie codziennie wierni trwają na modlitwie adoracyjnej  IHS w ciszy.

Posted in Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna, Święci obok nas | Leave a Comment »

Kardynał Stefan Wyszyński będzie beatyfikowany. Jego szkalowanie jednak nie ustępuje.

Posted by tadeo w dniu 7 października 2019

Uważam sobie za łaskę, że mogłem dać świadectwo prawdzie

 jako więzień polityczny przez trzyletnie więzienie

 i że uchroniłem się przed nienawiścią do moich rodaków

 sprawujących władzę w państwie.

Świadom wyrządzonych mi krzywd,

przebaczam im z serca wszystkie oszczerstwa, którymi mnie zaszczycili.

(z testamentu ks. kard. Stefana Wyszyńskiego

W 1989 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, którego Jan Paweł II nazwał Prymasem Tysiąclecia. 6 lutego 2001 zakończył się etap diecezjalny procesu beatyfikacyjne-go, po czym akta zostały wysłane do Watykanu. W tym czasie odbyło się 289 sesji, w ramach których przesłuchano 59 świadków. Akta zebrane w toku procesu – w sumie 37 tomów – wraz załącznikami (książkami, artykułami autorstwa kandydata na ołtarze) zostały przekazane do watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Postulatorem generalnym procesu był o. Zbigniew Suchecki OFM Conv. a relatorem w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych o. Zdzisław Kijas OFM Conv.

28 maja 2013 r. podczas uroczystości w bazylice św. Jana Chrzciciela w Szczecinie zamknięto diece-zjalny proces o domniemanym uzdrowieniu młodej osoby za przyczyną Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego. Dokumentacja trafiła do Watykanu.

19 grudnia 2017 r. papież Franciszek podpisał dekret o heroiczności cnót Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego. Dekret o heroiczności cnót jest orzeczeniem Kościoła, że Sługa Boży cieszy się sławą świętości i heroiczności cnót. W dekrecie jest zawarty przebieg życia, a na końcu zawarte jest stwierdzenie, że Sługa Boży praktykował cnoty heroiczne – wiarę, nadzieję, miłość oraz cnoty moralne – roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie w stopniu nadzwyczajnym.

3 pażdziernika 2019 r. Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej poinformowało, że Ojciec Święty Franciszek przyjął wczoraj na audiencji prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, kard. Angelo Becciu i upoważnił tę dykasterię do opublikowania ośmiu dekretów, z których jeden dotyczy cudu za wstawiennictwem Sługi Bozego kard. Stefana Wyszyńskiego. Tym samym spełniony został ostatni wymóg niezbędny do beatyfikacji. Wkrótce można spodziewać się komunikatu Stolicy Apostolskiej, w którym zostanie podana data beatyfikacji oraz jej miejsce.

Podczas przygotowań do procesu beatyfikacyjnego, w zbiorach archiwalnych dawnego MBP odnaleziono dokumenty pokazujące metody stosowane przez władze komunistyczne w celu kompromitowania ks. Stefana Wyszyńskiego.

W 1948 roku funkcjonariusze MBP aresztowali Tadeusza Wyszyńskiego, przyrodniego brata ks. Stefana Wyszyńskiego, mianowanego w 1946 r. przez papieża Piusa XII biskupem ordynariuszem lubelskim, a następnie 22 października 1948 r. arcybiskupem Gniezna i Warszawy oraz Prymasem Polski. Gdy Stefan Wyszyński w maju 1946 r. obejmował biskupstwo lubelskie, stał się jednocześnie kanclerzem jedynej katolickiej uczelni w tej części Europy i świata – Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, a także członkiem Rady Głównej Episkopatu Polski. Z tego względu w MBP podjęto decyzję o rozpoczęciu jego stałej inwigilacji. W aktach IPN zachowały się donosy na bp Wyszyńskiego. Z ustaleń historyków wynika, że w okresie lubelskim na Wyszyńskiego donosiło 16 informatorów, m.in. kryptonimach „Zemsta”, „Wir”, „Michał”, „Aleksy”, „Zamoyski”, „doksa”. Inwigilacja bp Wyszyńskiego trwała nieprzerwanie od maja 1946 r. do dnia jego pogrzebu, 31 maja 1981 r.

Ppor. Tadeusz Wyszyński ps. „Grey” w czasie wojny był żołnierzem Narodowych Sił Zbrojnych, dowódcą plutonu w Samodzielnym Batalionie im. Bryg.Mączyńskiego (kompania leśna im.”Szarego”, Lasy Chojnowskie). W 1948 roku został aresztowany i oskarżony o współudział w morderstwie działacza komunistycznego. W listopadzie 1948 roku w MBP zapadła decyzja aby urządzić Tadeuszowi Wyszyńskiemu proces publiczny, a w jego trakcie kolportować informacje o pokrewieństwie oskarżonego z ordynariuszem lubelskim bp Stefanem Wyszyńskim.

„Naczelnik V Wydziału.

W sprawie Wyszyńskiego należy:

1. Przeprowadzić w Bydgoszczy proces publiczny, w którym w ramach normalnego przewodu sądowego położyć nacisk na pokrewieństwo z biskupem lubelskim Wyszyńskim Stefanem. W tym celu znajdujące się w aktach sprawy listy biskupa odczytać przy drzwiach zamkniętych (ze względu na wysoką godność etc.). Fakt dokonywanych przez „Greya” morderstw, trudny do udowodnienia, podkreślić zeznaniami matki zabitego. Fakt posiadania do dziś broni maszynowej uwypuklić.

2. Dopilnować szerokiego wykorzystania tej sprawy w prasie krajowej, nie tylko centralnej. Główny kierunek – hasło dla prasy: „Brat biskupa mordercą. Brat biskupa gromadzi broń do dalszych mordów”. W tej sprawie z góry omówić wszystko z Żorską. Nie zapomnieć o prasie lubelskiej i radio.

3. Szczegóły omówić i uzgodnić z pułk. Różańskim i pułk. Lityńskim. Obaj są uprzedzeni o spra-wie.

4. Osobiście dopilnować przebiegu rozprawy w Sądzie Wojsk, w Bydgoszczy i wykorzystania w prasie.

25 XI 48 r.

Pancewicz – baptysta” [i dwa podpisy nieczytelne]. (Archiwum MBP V I4-4 C-2, k. 4/3/4)

Zachował się również protokół z przesłuchania podejrzanego Tadeusza Wyszyńskiego, pseudonim „Grey”, które miało miejsce w Bydgoszczy w dniu 8 stycznia 1949 roku. Najpierw padło pytanie: „Opowiedzcie szczegółowo o swojej rodzinie”, a potem kolejne: „Opowiedzcie szczegółowo o bracie swoim Stefanie Wyszyńskim”. Odpowiedzi pytanego zawierały ogólnie znane informacje z życia rodziny Wyszyńskich. Znalazło się wśród nich zdanie: „Brat twierdził zdecydowanie, że Niemcy wojnę przegrają po pokonaniu ich przez wojska alianckie, a wówczas Polska odzyska niepodległość. W czasie jednej z rozmów oznajmiłem memu bratu Wyszyńskiemu St., że pracuję konspiracyjnie w NSZ, lecz w jakiej formie opowiadałem mu, nie pamiętam obecnie, jak również nie pamiętam, co na to odpowiedział brat. Jednak twierdzę, że brat mój do pracy mojej konspiracyjnej ustosunkowany był pozytywnie”. (Archiwum MBP V I4-4 C-2, k. 4/3/10 i 4/3/11)

Z braku dowodów zbrodni do procesu nie doszło, jednak Tadeusz Wyszyński był przetrzymywany w więzieniu bez wyroku do 1952 r. Po kilku miesiącach UB ponownie go aresztowało; po dwóch tygo-dniach został zwolniony z wyjaśnieniem: „pomyłka”.

„Zapiskach więziennych” Prymas wspomina o aresztowanym bracie: „mój brat Tadeusz odsiedział obozy i więzienia: sowieckie, niemieckie i polskie” (zapis z 25 września 1953 r.).

Pod datą 25 lutego 1955 roku Prymas zanotował rozmowę z komendantem więzienia, w trakcie której: „w rodzinie naszej już był taki wypadek: brat mój siedział w więzieniu dwa i pół roku, jak się później okazało, niesłusznie, gdyż go zwolniono bez podania przyczyn. Ale to zabiło jego matkę […]; brat nie był na pogrzebie. Ten fakt pozostał w rodzinie jako poczucie wyrządzonej nam krzywdy”.

W liście do swojego ojca pisanym ze Stoczka Warmińskiego w dniu 31 października 1953 r.: „Niepokoję się o brata, który zapomina, że musi oględnie używać swych sił, zniszczonych w obozach i więzieniach – proszę mu to powiedzieć”. W liście do siostry, Stanisławy Jaroszowej z 2 lutego 1955 r.: „Nie wiem dla-czego, ale ciągle lękam się o jego [Tadeusza] zdrowie, o którym on tak zwięźle pisze”.

Kard. Stefan Wyszyński spędził w izolacji trzy lata: od 25 września 1953 r. do 28 października 1956 r. W tym okresie prymas był poddany nieustannej inwigilacji. Bezpośredni nadzór nad nim sprawowali funkcjonariusze UB, którzy dyżurowali dzień i noc. Ponadto towarzyszyło mu dwóch więźniów politycznych: ks. Stanisław Skorodecki i s. Maria Leonia Graczyk, którzy spełniali rolę tzw.agentów celnych. Prymas poznał ich po przyjeździe do Stoczka warmińskiego, wieczorem 12 października 1953 r.

Ksiądz Skorodecki był młodym kapłanem (34 lata) z diecezji tarnowskiej, z miejscowości Ropczyce na Podkarpaciu. UB aresztowało go w 1951 roku pod zarzutem przynależności do podziemnej organizacji wojskowej. W śledztwie był maltretowany w straszny sposób: „Pusta duża cela w piwnicy, betonowa, goła prycza, nago przez kilkanaście godzin, od wieczornego apelu godz. 17. 00 do rannej pobudki, godz. 5. Albo – bardzo mała cela, loch, do którego wchodziło się nago do pasa, a tam wlewano zawartość kibli, tj. nieczystości, fekaliów i trzeba było w tym godzinami stać, a potem  kąpiel z użyciem gumowego gumowego węża pod ciśnieniem kilku atmosfer. To były straszne tortury” – tak opisywał śledztwo.

Oskarżony o „próbę obalenia ustroju Polski Ludowej” ks. Skorodecki został skazany na 10 lat więzienia i osadzony w więzieniu w Rawiczu, gdzie przesiedział dwa lata. Prawdopodobnie wtedy został zwerbowany do współpracy z UB.

Trzydziestoczteroletnia siostra Leonia Graczyk ze Zgromadzenia sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi była zakonnicą od 14 lat, z czego dwa lata spędziła w więzieniu w Grudziądzu. Wcześniej pracowała w sierocińcu w Ostrołęce. Wiosną 1950 roku wysłała do Radia Madryt list z informacjami o szykanach jakim z powodu religii poddawane są w szkole wychowanki sierocińca. Została skazana na 7 lat więzienia. Na mocy amnestii wyrok został skrócony o dwa lata i cztery miesiące. UB zwerbowało ją do współpracy w więzieniu w Grudziądzu w lipcu 1953 r. Siostra Graczyk podpisywała swoje meldunki początkowo jako „Ptaszyńska”, a później jako „Ostrowska”.

Prymas miał poważne podejrzenia co do funkcji jaką pełnili ci współwięźniowie i zachowywał wielką wstrzemięźliwość w wypowiedziach i nie dawał się wciągnąć do rozmów na tematy polityczne. O podwójnej roli kapelana Skorodeckiego i siostry Leonii dowiedział się w październiku 1955 r. po przyjeździe do Komańczy, do klasztoru Nazaretanek, który był ostatnim i najłagodniejszym miejscem jego izolacji. Rok wcześniej, w grudniu 1954 r. RWE przekazało informację pochodzącą od ppłka Józefa Światło, że ks. Skorodecki i s. Graczyk są współpracownikami UB. Dzień po przyjeździe do Komańczy Prymas zapisał w swoim dzienniku:

„Czy ksiądz i siostra byli „dobrani” przez Urząd Bezpieczeństwa? Bardzo w to wątpię. Jestem przekonany, że Urząd Bezpieczeństwa – gdyby nawet liczył na moich towarzyszów – to bardzo się na tym zwiódł. Podkreślam to i dlatego, żeby ochronić moich towarzyszów przed podejrzliwością społeczeństwa, które może się gubić w domysłach, dlaczego własnie tych dwoje dostało się do mojego towarzystwa. Miałem możność poznać oboje na tyle, ze jestem pełen przekonania o moralnej uczciwości obojga, Przy czym, trzeba i to podkreślić, że poziom moralny księdza było o wiele wyższy od wysokiego. Był to człowiek gorącej wiary, niemal uczuciowej modlitwy, kochający Kościół święty, oddany mu całym życiem.”

Prymas wystawił więc obojgu, ks. Skorodeckiemu i s. Graczyk świadectwo moralności. Mimo ze wiedział o ich podwójnej roli nie zerwał z nimi kontaktów. Po raz pierwszy spotkał się z nimi 2 listopada 1956 roku na jasnej Górze. Zaprosił ich tam aby wspólnie podziękować Matce Boskiej za uwolnienie. W czerwcu 1958 r. w drodze do Komańczy odwiedził matkę ks. Skorodeckiego „kobietę schorowaną, która doczekała powrotu syna z więzienia” (zapisek w „Pro memoria”). Na prośbę s. Graczyk zwolnił ja ze ślubów zakonnych w czerwcu 1957 roku, zapewniając przy tym, ze zawsze i w każdej sytuacji może liczyć na jego pomoc.

Zachowało się dziesięć tomów meldunków ks. Skorodeckiego i trzy tomy meldunków s. Graczyk. Obecnie są przechowywane w Archiwum IPN. Oboje, mimo zachowanych meldunków tłumaczyli, że nie współpracowali z UB.

W 2001 roku historyk prof. Wiesław Jan Wysocki w książce „Osaczanie prymasa” na podstawie odtajnionych materiałów archiwalnych Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego ujawnił, że ks. Skorodecki w okresie izolacji prymasa był „agentem celnym” ps. „Krystyna”. W dokumentach przekazanych do IPN przez archiwum MSW znajdują się informacje, że ks. Skorodecki po wyjściu z więzienia w 1956 r. nie zerwał współpracy z UB; otrzymał nowy pseudonim „Wanda”. Jednym z jego zadań w latach 70. była inwigilacja ruchu oazowego w diecezji lubaczowskiej. Ewa Czaczkowska odnalazła także w archiwum IPN spisane przez mjra Kuligowskiego (oficera prowadzącego) sprawozdanie TW „Wanda” z rozmowy z prymasem Wyszyńskim oraz z rozmowy z Marią Okońską (współpracowniczką Prymasa, założycielką grupy apostolskiej tzw. ósemek).

Ks. Skorodecki kilkakrotnie zaprzeczał, że był źródłem lub informatorem UB. Mówił, że wobec księdza prymasa ma czyste sumienie.

Zdaniem prof. Jana Żaryna: Trzeba pamiętać, że ks. Skorodecki był więźniem i miał bardzo małe możliwości manewru. Mógł najprawdopodobniej odmówić, co wiązałoby się z dodatkowymi represjami, a nawet możliwością utraty życia. Z dokumentów wynika, że próbował zminimalizować szkody swojej działalności. Komendant bardzo często był niezadowolony z jego usług.

Ksiądz Stanisław zyskał olbrzymie zaufanie księdza prymasa, co tym bardziej czyni smutnym całe wydarzenie. Prymas wiedział, że siostra Maria może prowadzić niepotrzebne rozmowy ze strażnikami, do ks. Stanisława miał natomiast pełne zaufanie. Oni razem szukali podsłuchu, razem decydowali się, by przejść na włoski i łacinę, co pozbawiało komendanturę szans na zrozumienie tego, o czym rozmawiają. Zapewne przed komendantem tłumaczył się, że przecież nie może odmówić prymasowi wspólnego uczenia się włoskiego, bo byłby zdekonspirowany. Miał więc argumenty, by grać z komendantem obozu. Jako człowiek uwięziony był bezbronny, ale z drugiej strony prowadził grę w ramach zła, na które się zdecydował.

Ks. Skorodecki kilkakrotnie zaprzeczał, że był źródłem lub informatorem UB. Mówił, że wobec księdza prymasa ma czyste sumienie. Jest to dramat człowieka, który pozostawił historyków z wieloma niewyjaśnionymi kwestiami. Istnieje obawa, że nigdy już nie da się odczytać wszystkiego do końca, a każde przesunięcie akcentu w interpretacji może być dla niego krzywdzące.  

18 sierpnia 2002 r. „Tygodnik Powszechny” (nr 33) w „Kronice religijnej” poinformował czytelników: Blisko stu księży celebrowało pod przewodnictwem abp. Zygmunta Kamińskiego Mszę św. pogrzebową w intencji zmarłego ks. Stanisława Skorodeckiego, współwięźnia kard. Wyszyńskiego. Uroczystości pogrzebowe w szczecińskim kościele św. Ottona, przy którym ks. Skorodecki mieszkał w ostatnich latach jako emeryt, zgromadziły 6 sierpnia ponad tysiąc wiernych. Zgodnie z wolą zmarłego, jego ciało zostało pochowane na cmentarzu w Ropczycach k. Dębicy – w parafii, do której przyszedł po święceniach kapłańskich i skąd w 1951 roku został zabrany przez UB i osadzony w więzieniu. […]Ciało ks. Skorodeckiego znaleziono 31 lipca w wodzie przy plaży w Rewalu. W miejscowości tej ostatnio przebywał na wakacyjnym urlopie. Przyczyna śmierci nie jest jeszcze znana. Kilka dni przed tragedią brukowy tygodnik „Nie” zarzucił ks. Skorodeckiemu pedofilię. Wierni, którzy znali kapłana, m.in. jego byli ministranci, stanowczo sprzeciwili się temu pomówieniu.

W 2002 r. emerytowany 83-letni ks. Skorodecki spędzał wakacje w pensjonacie „Perła” w Rewalu. 31 lipca zamierzał opuścić pensjonat i wrócić do Szczecina, do parafii św. Ottona, w której mieszkał od trzech lat. Był lubianym przez wiernych spowiednikiem, organizował duszpasterstwo dla emerytów i rencistów. 2 sierpnia 2002 r. dziennik Rzeczpospolita w artykule „Tajemnicza śmierć księdza”, (autorzy: Michał Majewski, Józef Matusz i Michał Stankiewicz) poinformował:

Z planu dnia, zostawionego na biurku w pensjonacie, wynika, że ks. Skorodecki wstał o szóstej rano, planował przechadzkę i kąpiel w morzu, potem miał się pojawić na śniadaniu i porannej mszy świętej. Następnie wikary miał go zawieść do Szczecina. Jednak ks. Skorodecki nie przyszedł na śniadanie. Wtedy rozpoczęto poszukiwania – opowiada „Rzeczpospolitej” biskup Marian Kruszyłowicz z archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej. Kwadrans po ósmej jeden z pracowników ośrodka znalazł na plaży ubranie duchownego. Chwilę później zobaczył w morzu ciało księdza.

– Przybyły na miejsce lekarz stwierdził utonięcie bez udziału osób trzecich. Na ciele nie było obrażeń – powiedział nam podinspektor Ireneusz Ścisłowski z policji w Gryficach.  

– Początkowo podano wiadomość, że utonął. Był jednak ubrany w krótkie spodnie i koszulkę. Więcej będziemy wiedzieć po sekcji zwłok, którą zaplanowano na piątek – powiedział biskup Kruszyłowicz. 

Dwa dni wcześniej osławiony tygodnik „Nie” zamieścił na pierwszej stronie duży artykuł o ks. Skoro-deckim, napisany wulgarnym językiem, typowym dla tego brukowca. W artykule oskarżono ks. Sko-rodeckiego, ze w latach osiemdziesiątych uprawiał seks z młodocianymi ministrantami w Lubaczowie.

[…] Sami się zastanawiamy, czy jest związek między śmiercią ks. Skorodeckiego i tym brutalnym atakiem tygodnika „Nie”. Tego nie wiemy. Swoją drogą tylko Urban może sobie pozwolić na taki styl, na taki knajacki język – powiedział biskup Marian Kruszyłowicz z archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej. Ostatnie trzy lata emerytowany ksiądz Skorodecki spędzał w szczecińskiej parafii św. Ottona. – Był lubianym przez wiernych spowiednikiem, organizował duszpasterstwo dla emerytów i rencistów. Ksiądz Skorodecki przez ostatni miesiąc był na urlopie. Nie kontaktowaliśmy się. Nie wiem, czy w ogóle wiedział o tekście, który na jego temat napisało „Nie” – powiedział nam ks. Jan Zapartek, proboszcz parafii św. Ottona.

Komentując tragiczną śmierć ks. Skorodeckiego, Jacek Żakowski, autor książki o prymasie Wyszyńskim pt. „Mroczne wnętrza”, powiedział:

Ksiądz Skorodecki był postacią tragiczną i dla mnie niejednoznaczną. Ale uwięzienie wraz z prymasem Wyszyńskim wplątało go w sytuację, której sprostać (o tym jest moja książka) było chyba nie sposób. Myślę, że ta próba wyznaczyła całe jego życie aż do samego końca. Tuż przed śmiercią mógł przecież przeczytać w „Nie” niespotykanie ohydny artykuł na swój temat. A gdyby nie lata spędzone przez Skorodeckiego w więzieniu z Wyszyńskim, taki poniżający i upokarzający artykuł zapewne by się nie ukazał. Bo – bez względu na to, jakie ktoś ma czy mógłby mieć grzechy na sumieniu i jaka jest obiektywna prawda – tak pisać o ludziach nie wolno.

W maju 2018 r. na Uniwersytecie kard. Stefana Wyszyńskiego odbyła się ogólnopolska konferencja naukowa „Prymas Wyszyński a Niepodległa. Naród – patriotyzm – prawda”, zorganizowana przez uczelnię i Instytut Pamięci Narodowej. W dyskusji, która wywiązała się po wygłoszeniu przez Romana Graczyka referatu „Spór kard. Wyszyńskiego ze środowiskiem Tygodnika Powszechnego o polską tradycję narodową„, ks. prof. Waldemar Chrostowski powiedział:

„Sprzeciw wobec kard. Wyszyńskiego, bardzo często niewidoczny na zewnątrz, ukryty w postaci intryg, oszczerstw, donosów, trwa do dziś. To jeden z powodów, dla których proces beatyfikacyjny prymasa Polski się wlecze. Bo gdy dochodzi już do jakiegoś ‘światła w tunelu’, to poprzez rozmaite kanały – rządowe, kościelne – robi się wszystko, by do beatyfikacji Wyszyńskiego nie doszło.

Apeluję, by pracownicy IPN i UKSW w tych sprawach nie mówili półsłówkami, tylko ukazywali prawdę taką, jaka ona jest. By Prymas Tysiąclecia nie był ofiarą uwikłań, uwarunkowań, które po prostu są niemoralne”.

Poproszony przez KAI o rozwinięcie wypowiedzi, ks. Chrostowski powiedział:

“Ksiądz prymas nie miał samych zwolenników za swojego życia, nie miał ich bezpośrednio po swojej śmierci, zawsze byli ci, którzy mu się przeciwstawiali. Właściwie przeciwstawiali się nie tylko jego wizji Kościoła, teraźniejszości i przyszłości, ale mieli swoją własną politykę, wizję miejsca Kościoła we współczesnym świecie i stawiali bardziej na tzw. demokrację, cokolwiek miałoby to dla nich oznaczać, niż na twórczą rolę Kościoła. To się nie skończyło, to trwało bardzo długo i trwa nadal. Rozmaite odpryski tej postawy czasami bardzo dotkliwie docierają do różnych środowisk, docierają również do Rzymu, nie ułatwiając starań drogi do beatyfikacji kard. Wyszyńskiego. Jeżeli chodzi o wskazanie tych ludzi, myślę że byłoby dobrze, gdyby się sami ujawniali, to będzie i dla nich zdrowsze, bo będzie okazją do rachunku sumienia”.

W 2019 r. księża katoliccy w Polsce są traktowani jako przeciwnicy polityczni. Stosowany jest wobec nich ten sam modus operandi,  jakim w czasach PRL-u posługiwali się komuniści. Zmieniły się jedynie sposoby kolportowania oszczerstw i insynuacji, ze względu na pojawienie się internetu.

W tzw. mediach społecznościowych przedstawiciele trzeciego pokolenia UB nazywają ks. prymasa Stefana Wyszyńskiego „protektorem pedofilów”, wskazując na ks. Skorodeckiego, określanego zawsze jako „spowiednik prymasa”. Sugeruje się, że prymas utrzymywał z ks. Skorodeckim zażyłe kontakty, niemal przyjaźń, składał mu wizyty na plebanii w Lubaczowie etc.

Na FB można np. przeczytać: „STANISŁAW SKORODECKI Ks. kanonik – spowiednik kleryków i Stefana Wyszyńskiego, przyjaciel papieża JPII. Robił orgie seksualne z ministrantami. Zarzuty o molestowanie potwierdził również na bazie własnych osobistych doświadczeń z księdzem prof. Stanisław Obirek.”

Decyzja papieża Franciszka, który zatwierdził dekret uznający cud za wstawiennictwem kard. Stefana Wyszyńskiego, to wielka radość dla Kościoła w Polsce. Nie miejmy jednak złudzeń – wrogowie Kościoła nie ustaną w szkalowaniu Prymasa Tysiąclecia.

Znalezione obrazy dla zapytania Jan Paweł II i Prymas Stefan Kardynał Wyszyński (2008)

***

Przy pisaniu notki autorka korzystała z publikacji:

1. https://episkopat.pl/prymas-wyszynski-bedzie-beatyfikowany/

2. Abp Bolesław Pylak, Sługa Boży Stefan Wyszyński – wyznawca czy męczennik? Drogi prowadzące do beatyfikacji, http://dlibra.kul.pl/Content/29638/33053__Pylak–Boleslaw—-S_0000.pdf

3. Ewa K. Czaczkowska, Kardynał Wyszyński. Biografia, Wydawnictwo Znak, Kraków 2013,

4. Stefan Wyszyński, Zapiski więzienne, Wydawnictwo Soli Deo, Warszawa 1995

5. http://archiwum.rp.pl/artykul/396241_Tajemnicza_smierc_ksiedza.html

6. https://ekai.pl/ks-prof-chrostowski-poprzez-kanaly-rzadowe-i-koscielne-uniemozliwia-sie-beatyfikacje-kard-wyszynskiego/

7. https://d.facebook.com/story.php?story_fbid=975652255935575&id=935375749963226&__tn__=%2AW-R

https://www.salon24.pl/u/nanofiber/990817,szkalowanie-ks-prymasa-stefana-wyszynskiego,4

Posted in Świadectwa, Święci obok nas | Otagowane: | Leave a Comment »

Wspomnienie  błogosławionej Anieli Salawy, penitentki ojca Andrasza

Posted by tadeo w dniu 9 września 2019

09 września w zakonach franciszkańskich i Archidiecezji krakowskiej wspominana jest błogosławiona Aniela Salawa.

Znalezione obrazy dla zapytania błogosławiona Aniela Salawa

Mistyczka, krakowska służąca. Paradoks, o jej wstawiennictwo proszą studenci, pracownicy naukowi.

Aniela podobnie jak św. Faustyna, sł. Boża Rozalia Celakówna , s. Kaliksta Piekarczyk ZMBM  znała los czekający Polskę. Mimo bardzo zaawansowanych chorób ( rak żołądka, stwardnienie rozsiane) odbyła pielgrzymkę w intencji Ojczyzny na Jasną Górę.

Za Polskę, grzeszników ofiarowała swoje cierpienia i modlitwy.
Opatrzność Boża rok po święceniach kapłańskich (1920)  o. Andrasza  zetknęła go z powoli umierającą Anielą Salawą. Do końca życia jej towarzyszył, był przy jej śmierci.
Z zachowanych akt procesu beatyfikacyjnego Anieli Salawy zachowały się słowa o. Andrasza.
,, Schludnie tam było ale ubogo i mroczno. Umilały piwniczkę obrazy święte i kwiaty oraz ołtarzyk, na którym kapłan składał Najświętszy Sakrament. Zazwyczaj po krótkim powitaniu nakładaniem stułę i zaczynała się spowiedź, połączona ze sprawozdaniem duchowym z jej strony, a z mej z udzieleniem jej stosownych wskazówek.
Po absolucji- krótkie pożegnanie. Traktowałem ją jako jedną z dusz rzetelnie pobożnej.
Miała wśród naszych ojców, którzy ją spowiadali i zanosili Komunię św. opinię osoby świątobliwej, wdzięcznej, której warto pomagać. Nigdy nie doszły mnie jakieś słowa traktujące ją jako dewotkę w kiepskim słowa znaczeniu, pretensjonalną itp. Bardzo mnie zbudowała niezwykłą cierpliwością w znoszeniu długoletnich, a bardzo dokuczliwych cierpień. Rozrzewniająca była jej tęsknota za Najświętszym Sakramentem.,,
Zmarła w suterenie przy ul. Radziwiłłowskiej  w Krakowie 12.03.1922. Beatyfikowana na krakowskim Rynku przez papieża Jana Pawła II 13 sierpnia 1991 roku.
Więcej można przeczytać w dostępnej w formie audio book książce: ,, Ojciec Andrasz spowiednik świętych”  autorstwa p. Stanisławy Bogdańskiej 
Grób bł. Anieli Salawy znajduje się  w kościele oo. franciszkanów w Krakowie

Przeczytaj także:

Wspomnienie Anieli Salawy 9 września

Zobacz:

Posted in Miłosierdzie Boże, Religia, Św. Faustyna, Święci obok nas | Leave a Comment »

Pięcioro polskich świętych, którzy zmienili świat

Posted by tadeo w dniu 3 września 2019

Brat Albert, s. Faustyna, o. Maksymilian Kolbe, ks. Popiełuszko i Jan Paweł II byli prawdziwymi iskrami miłosierdzia.

Polscy katolicy są kształtowani przez głęboko chrześcijańską kulturę, nabożeństwo do Najświętszego Serca Jezusowego, są oddani swojej Królowej, Matce Boskiej Częstochowskiej.Święta Faustyna Kowalska proroczo napisała w swoim „Dzienniczku”: „Gdy się modliłam za Polskę, usłyszałam te słowa: Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście moje” („Dzienniczek”, punkt 1732).

 

Często przyjmuje się, że powyższe słowa dotyczą św. Jana Pawła II, jednak można je zinterpretować o wiele szerzej. Polska – wyrosła na łonie Kościoła katolickiego, oczyszczona w tyglu cierpienia – wydała przynajmniej pięciu świętych, którzy naprawdę zmienili świat.

 

1. Brat Albert Chmielowski

Mało kto wie, że br. Albert wywarł największy wpływ na kapłańskie powołanie św. Jana Pawła II. Chmielowski był dosyć znanym artystą, studiował z kilkoma z największych malarzy swojej epoki. To jednak nie dawało mu satysfakcji. Zapragnął służyć ubogim. Został członkiem III Zakonu św. Franciszka i poświęcił się opiece nad ubogimi i bezdomnymi Krakowa. Sprzedał swoje obrazy, aby zebrać pieniądze na schronisko dla bezdomnych.

Przyjął imię brat Albert, a wreszcie założył zgromadzenia ojców albertynów i sióstr albertynek. Stworzył też domy dla ubogich w całej Polsce. Jan Paweł II napisał o nim dramat pt. „Brat naszego Boga”. „Dla mnie jego postać miała znaczenie decydujące, ponieważ w okresie mojego własnego odchodzenia od sztuki, od literatury i od teatru znalazłem w nim szczególne duchowe oparcie i wzór radykalnego wyboru drogi powołania” – napisał papież w „Darze i Tajemnicy”.

2. Święta Faustyna Kowalska

Helena Kowalska od najmłodszych lat chciała poświęcić się Bogu. Co ciekawe, pierwsza próba wstąpienia do zakonu nie powiodła się, bo dziewczyna była zbyt uboga. Po kilku latach pracy jako gospodyni domowa wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Warszawie.

Wkrótce (w latach 30. XX wieku) Kowalska zaczęła doświadczać licznych prywatnych objawień Jezusa. On polecił jej, by spisywała wszystko w „Dzienniczku”. Ostatecznie Faustyna zapisała 600 stron! To dzięki „Dzienniczkowi” przesłanie o Bożym miłosierdziu zaczęło się rozszerzać. Dziś na całym świecie obchodzimy Niedzielę Bożego Miłosierdzia, a papież Franciszek zainaugurował Jubileuszowy Rok Miłosierdzia.

 

3. Święty Maksymilian Kolbe

Jako dziecko Maksymilian miał wizję Maryi. „Tamtej nocy pytałem Matkę Bożą, co ze mnie wyrośnie. Wówczas przyszła do mnie, trzymając w dłoniach dwie korony, jedną białą, a drugą czerwoną. Zapytała, czy chcę przyjąć jedną z nich. Powiedziałem, że chcę obie” – wspominał.

Swoje życie Kolbe poświęcił Maryi Niepokalanej. Założył franciszkański klasztor, który poprzez drukowanie publikacji szerzył nabożeństwo do Matki Bożej. Podczas okupacji hitlerowskiej Kolbe udzielił schronienia 2 tys. Żydów. Został aresztowany i wysłany do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Tam zgłosił się na ochotnika, by oddać życie za innego mężczyznę. Jego przykład bezinteresownej miłości ciągle inspiruje świat.

4. Błogosławiony ksiądz Jerzy Popiełuszko

Popiełuszko był prostym kapłanem, który niezłomnie przeciwstawiał się reżimowi komunistycznemu w latach 80. Jednocześnie był jedną z najbardziej wpływowych postaci Solidarności. Swoimi kazaniami i comiesięcznymi Mszami za Ojczyznę przeciwstawiał się niesprawiedliwościom komunizmu. Jego słowa były tak cenione przez Polaków, że nadawało je Radio Wolna Europa.

Tysiące ludzi przychodziły na odprawiane przez niego nabożeństwa. Jego pokojowy opór wobec komunizmu podtrzymywał tych, którzy walczyli o zmiany. Postawa ks. Popiełuszki nie uszła uwadze władz. Kapłan został zamordowany przez Służbę Bezpieczeństwa. Wywołało to wielkie poruszenie w całym kraju. Przykład Popiełuszki ożywiał nadzieję Polaków na wolność, która przyszła kilka lat po jego śmierci.

5. Święty Jan Paweł II

Zwany przez wielu „Janem Pawłem Wielkim” papież Polak miał wkład w obalenie komunizmu. Zmienił postrzeganie katolicyzmu przykładem swojej miłości i młodzieńczego zapału. Przejdzie do historii jako jeden z największych świętych wszech czasów.

Opisani powyżej święci doprawdy dali o wiele więcej niż „iskrę”, która zmieniła świat i przygotowuje nas na powtórne przyjście naszego Pana.

 

Tekst pochodzi z angielskiej edycji portalu Aleteia

Pięcioro polskich świętych, którzy zmienili świat

Posted in Jan Paweł II, Religia, Św. Faustyna, Święci obok nas | Leave a Comment »

Św. Charbel – mnich cudotwórca

Posted by tadeo w dniu 9 sierpnia 2019

WSzarbel

Jestem o. Charbel, przyszedłem, aby cię zoperować. W pewnym momencie Nouhad Al-Chami  poczuła na swej szyi ręce zakonnika i wielki ból,  ale nie mogła ani krzyczeć, ani się opierać.  Święci Charbel i Maron nie mieli narzędzi chirurgicznych. Kiedy zakończyli tę niezwykłą operację, Charbel powiedział: – Jesteś już zdrowa, możesz jeść i pić, chodzić i pracować. Potem obaj zakonnicy zniknęli w jasnym świetle…

Pan Bóg często wybiera pewnych ludzi, by stali się szczególnymi świadkami miłości oraz nieskończonego miłosierdzia płynącego od Jezusa Chrystusa. Taką postacią jest św. Charbel Makhlouf, jeden z najbardziej znanych świętych na Bliskim Wschodzie. Budzi on zachwyt przede wszystkim z powodu nadzwyczajnych cudów i znaków, jakie czyni.

Urodził się 8 maja 1828 r., jako piąte dziecko ubogich rolników, w miejscowości Bqaakafra, 140 km od Bejrutu. Nadano mu imię Józef. Mały Józef był ministrantem; prosił często księdza o odrobinę kadzidła, które zanosił do groty mieszczącej się blisko jego domu. Tam, przed małym obrazkiem Matki Bożej, modlił się i zapalał kadzidło. Inne dzieci szły się bawić, a Józef biegał do groty, więc przezywały go świętym, a o „jego” grocie mówiły: „grota świętego”.

Tak jak polski święty Stanisław Kostka, który poczuł powołanie do życia zakonnego, mając 14 lat, tak i Józef Makhlouf w tym wieku poczuł wezwanie do kapłaństwa i życia zakonnego. Wstąpił do zakonu maronitów i pierwsze śluby złożył 1 listopada 1853 r.,
przyjmując imię zakonne Charbel. W roku 1859 otrzymał święcenia kapłańskie. Niespełna rok po nich był świadkiem wielkiej masakry, dokonanej na chrześcijanach. Z rąk muzułmanów i druzów poniosło wówczas śmierć męczeńską 20 tys. ludzi. Mordowano całe rodziny, plądrowano kościoły. Ojciec Charbel, który przebywał w klasztorze w Annaya, pomagał uciekinierom, całym sercem modlił się, pościł w ich intencji.

Na pustelni

W pewnym momencie odkrył w sobie powołanie do życia pustelniczego, ale przez wiele lat nie otrzymał od swych przełożonych zgody na taką formę życia. Uzyskał ją dopiero po 17 latach. Stało się to po niezwykłym wydarzeniu, jakie miało miejsce w klasztorze. Dwaj współbracia dla żartu zamiast oliwy wlali mu do lampy wodę i poprosili go, by zapalił lampę. Ku ich ogromnemu zdziwieniu, woda w lampie… zapłonęła. Zakonnicy poinformowali o sprawie przełożonego. Po tym zdarzeniu Charbel uzyskał zgodę na zamieszkanie w eremie położonym 1350 m n.p.m.

Ojciec Charbel wiedział, że najskuteczniejszym sposobem zmiany świata na lepsze jest najpierw zmiana samego siebie, czyli własne uświęcenie przez zjednoczenie z Bogiem.
W eremie przebywał przez 23 lata; mieszkał w pomieszczeniu mającym 6 m kwadratowych. Pod habitem nosił zawsze włosiennicę, spał tylko 5 godzin, nieustannie pościł, nie jadł mięsa ani owoców, żywił się resztkami, pił tylko wodę. Długo modlił się przed rozpoczęciem Eucharystii, a także długo trwał w dziękczynieniu po jej zakończeniu. Najbardziej ulubioną jego modlitwą była adoracja Najświętszego Sakramentu. Do o. Charbela przychodziło wielu ludzi z prośbami i wielu łaski otrzymywało. Pewnego razu przyprowadzono do niego osobę opętaną. Ojciec Charbel położył tylko rękę na jej głowie i natychmiast została uwolniona.

Światło i olej

Umarł, mając 70 lat, po ośmiu dniach agonii, w Wigilię Bożego Narodzenia 1898. Zakonnicy znaleźli jego ciało na posadzce w kaplicy. Kiedy tam weszli, zobaczyli przedziwne jasne światło, wydobywające się z Tabernakulum i otaczające ciało zmarłego mnicha. Gdy go pochowano przy klasztorze, od pierwszego dnia grób oświetlało jasne światło niewiadomego pochodzenia. Wiele osób, widząc to, zaczęło przychodzić do grobu. Światło nie gasło przez 45 kolejnych nocy. Ze względu na bezpieczeństwo, patriarcha kazał przenieść ciało o. Charbela do klasztoru. Kiedy w obecności lekarza i urzędowych świadków otwarto trumnę zakonnika, stwierdzono, że jego ciało nie nosi cech rozkładu, jest elastyczne, jakby zmarły spał. W trumnie znajdowała się też siedmiocentymetrowa warstwa oleju, który wydobył się z ciała. Ojcowie zaczęli go rozdawać, a wierni przykładać w chore miejsca. Tak rozpoczęła się fala uzdrowień. Do kanonizacji, której dokonał Ojciec Święty Paweł VI w roku 1977, otwierano trumnę kilkakrotnie i za każdym razem zbierano wydobywający się olej. Święty Charbel umarł, ważąc zaledwie 52 kg, a oleju z jego ciała wydobyło się ponad 100 litrów.

Uzdrowienie Nouhad

Do dzisiaj udokumentowanych jest ponad 23 tys. cudów, które dokonały się za wstawiennictwem Świętego. Do jego grobu przybywa każdego roku ponad 4 mln pielgrzymów, by prosić o łaski i za nie dziękować. Jednym z najbardziej znanych cudów jest uzdrowienie Nouhad Al-Chami, 59-letniej Libanki, matki 12 dzieci. Po wylewie dostała lewostronnego paraliżu ciała. Dodatkową komplikacją była niedrożność arterii szyjnej – nie mogła mówić ani jeść. Dzieci i mąż jedyną nadzieję pokładali w Bogu. Najstarszy syn Saad wybrał się do grobu św. Charbela, aby tam modlić się o uzdrowienie matki. Było to 22 stycznia 1993 roku. Po powrocie do domu namaścił olejem z grobu o. Charbela szyję chorej. Późnym wieczorem w trakcie modlitwy kobieta zasnęła. Śniła, że przy jej łóżku zjawił się św. Charbel wraz z innym zakonnikiem. Powiedział: Jestem o. Charbel, przyszedłem, aby cię zoperować. Osobiście miałem możność rozmawiać z tą kobietą; mówiła, że bardzo się bała – zakonnicy nie mieli ani narzędzi chirurgicznych, ani środków znieczulających, nic też nie wiedziała o potrzebie operacji. W pewnym momencie poczuła na swej szyi ręce zakonnika i wielki ból, ale nie mogła ani krzyczeć, ani się opierać. Kiedy zakończyli tę niezwykłą operację, posadzili ją na łóżku. Święty Charbel powiedział: Jesteś już  zdrowa, możesz jeść i pić, chodzić i pracować. Potem obaj zniknęli w jasnym świetle.

Kiedy Nouhad się obudziła, zobaczyła, że jest w takiej pozycji, jak we śnie. Mogła wstać z łóżka i chodzić po pokoju. Mąż patrzył na to i pytał: – Co ty robisz? – Zostałam uzdrowiona dzięki św. o. Charbelowi… W lustrze zobaczyła, że po obu stronach szyi, która była cała we krwi, ma zszyte rany długości 14 centymetrów. Kiedy później zbadano tę krew, okazało się, że nie ma ona żadnej grupy. Kolejnej nocy ukazał się Libance św. Charbel, mówiąc: Zoperowałem cię, aby ludzie się  nawracali widząc, że zostałaścudownie uzdrowiona. Proszę cię, abyś uczestniczyła w Mszy św. w Annaya 22 każdego miesiąca. Twoje rany będą krwawić.

Wiele jest udokumentowanych uzdrowień. W 2004 r. 54-letnia Francuzka Bernadette Marie Hélène Vernarrat, mieszkająca w Orange, wybrała się z pielgrzymką do grobu św. Charbela. Chorowała na raka piersi i żołądka. Po spowiedzi i Komunii św. w Annaya modliła się przy grobie świętego zakonnika, odmawiając różaniec. Gdy tylko wróciła do Francji, zrobiła badania, które wykazały jej całkowite uzdrowienie. Niedawno podczas mojej modlitwy w Padwie nad opętaną kobietą, kiedy wzywałem wstawiennictwa św. o. Charbela, Szatan przez tę kobietę zaczął krzyczeć: – Charbel, opiekun rodzin – nieee!!!

W Roku Wiary pielgrzymuję po Europie i Polsce, w wielu parafiach przedstawiam sylwetkę św. o. Charbela, modląc się o uzdrowienia i uwolnienia za jego wstawiennictwem. Już dzisiaj mogę powiedzieć, że wiele tysięcy osób rozpoczęło modlitwę za jego wstawiennictwem, obrało go za patrona swojego życia. Jest też wiele nawróceń.

ks. Jarosław Cielecki

U pewnej rodziny w Polsce jest obrazek św. Charbela, który „poci się” olejem. Są w posiadaniu tego obrazka już wiele lat. Pomimo tego że papier jest wilgotny nie jest zniszczony ani nie wydaje zapachu „starego” oleju.
Na zdjęciu na górze: ciemniejsza część obrazka jest przez cały czas wilgotna.

Ksiądz Jarosław Cielecki został poinformowany o tym niecodziennym wydarzeniu.
LITANIA DO ŚW. CHARBELA (Szarbela)
Więcej o Katolikach obrządku maronickiego 

SZKAPLERZ ŚWIĘTEGO CHARBELA

APC - 2019.08.09 12.52 - 001.3d

 

http://adam-czlowiek.blogspot.com/2013/07/koscio-obchodzi-wspomnienie-sw-charbela.html

Przeczytaj także:

Święty pustelnik z Libanu

Posted in Religia, Święci obok nas | 1 Comment »

Święty pustelnik z Libanu

Posted by tadeo w dniu 9 sierpnia 2019

Św. Charbel: Orędzia z Nieba – Zawsze pamiętaj, że nie będziesz w stanie zmierzyć się z diabłem, jeśli nie uklękniesz przed Bogiem.

APC - 2019.08.09 12.42 - 001.3d

http://www.siemirek.dzi.vectranet.pl/sw_charbel.pdf

Przeczytaj także:

Św. Charbel – mnich cudotwórca

Posted in Religia, Święci obok nas | 1 Comment »

Kierownik duchowy Sekretarki Bożego Miłosierdzia

Posted by tadeo w dniu 15 lipca 2019

Siostra Faustyna po raz pierwszy skorzystała z jego posługi w czasie rekolekcji przed ślubami wieczystymi w kwietniu 1933 roku. Stałym kierownikiem duchowym został w ostatnich latach jej życia, które spędziła w Krakowie. W sumie o. Andrasz posługiwał Siostrze Faustynie przez ponad 2 i pół roku, a po jej śmierci zaangażował się w realizację jej posłannictwa.

 

Posted in Miłosierdzie Boże, Reportaż, Św. Faustyna, Święci obok nas | Leave a Comment »

,,Zobaczyłam piekło otwarte”. Wstrząsające wizje Rozalii Celakówny

Posted by tadeo w dniu 23 Maj 2019

„Najwięcej było potępionych za grzechy przeciw szóstemu i dziewiątemu przykazaniu, następnie za zbrodnie i nienawiść. Te trzy rodzaje grzechów w szczególny sposób były widoczne. Mąk tej kaźni nikt nie potrafi opisać. Sam widok może człowieka o śmierć przyprawić, gdyby nie był wspomagany łaską Bożą”.

,,Zobaczyłam piekło otwarte''. Wstrząsające wizje Rozalii Celakówny

„Jezu mój, niczego innego nie pragnę, tylko miłości. Chcę Cię kochać tak bardzo, jak tylko stworzenie może ukochać Boga, Ty, mój Jezu, więcej nikt! […] O nic Cię tak gorąco nie proszę, jak o to, bym Cię nigdy ani cieniem grzechu dobrowolnego nie obraziła”.

Służebnica Boża Rozalia Celakówna, której proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 1996 r., urodziła się 19 września 1901 r. we wsi Jachówka. Była najstarszym z ośmiorga dzieci Joanny i Tomasza Celaków.

UCZYŁA SIĘ MIŁOŚCI BOGA

 

Rodzice Rozalii byli gorliwymi katolikami. Chociaż ciężko pracowali na roli, to jednak dużo czasu poświęcali na religijne wychowywanie swoich dzieci. Modlili się wspólnie rano, w południe i wieczorem. Odmawiali różaniec i inne modlitwy.

Stałą ich praktyką była lektura Pisma św., żywotów świętych oraz książek i czasopism religijnych. Celakowie spowiadali się co miesiąc, a w każdą niedzielę i czasami także w tygodniu uczestniczyli we Mszy św.

Rozalia tak pisała o swoich rodzicach:

„Od najmłodszych lat mego życia wpajali w duszę mą głębokie zasady wiary świętej, miłości Boga i bliźniego. Czuwali nad mą duszą, by chronić ją od zepsucia. W domu nigdy nie widziałam złego przykładu”.

Rodzice przekazywali swoim dzieciom największy skarb, jakim jest katolicka wiara. Mała Rózia była bardzo szczęśliwa, gdy mogła przychodzić do Jezusa obecnego w tabernakulum. Mówiła Mu:

„Jezu, chcę być Twoją na zawsze, na wieki”.

W notatkach Rozalii czytamy:

„Pierwszą nauczycielką, która mię uczyła kochać Pana Jezusa, była moja Droga Matka. Ona mnie pouczała, co Pan Jezus dla nas uczynił, za co mamy Go kochać, jaką muszę być, by się Jemu podobać, itd. […]

Pobożność moich Rodziców objawiała się przede wszystkim w zachowaniu przykazań Bożych, nie była to pobożność dziwaczna, wykoślawiona, ale zdrowo i rozumnie pojmowana”.

Od swoich rodziców Rozalia uczyła się kształtować swój charakter: przezwyciężać egoizm, nabywać pokory, łagodności, zyskiwać zdolność przebaczania, bycia uprzejmą, grzeczną, gotową do służenia osobom starszym i potrzebującym pomocy, a przede wszystkim wzrastania w miłości do Boga.

1 września 1908 r. Celakówna rozpoczęła naukę w szkole podstawowej. Miała dobrą pamięć, bardzo lubiła się uczyć i była wzorem dla innych dzieci. W wieku 10 lat Rozalia przyjęła po raz pierwszy Komunię św. Jak sama stwierdziła, było to jedno z najważniejszych wydarzeń w jej życiu. Wyznała wtedy Jezusowi swoją miłość:

„Jezu mój, niczego innego nie pragnę, tylko miłości. Chcę Cię kochać tak bardzo, jak tylko stworzenie może ukochać Boga, Ty, mój Jezu, więcej nikt! […] O nic Cię tak gorąco nie proszę, jak o to, bym Cię nigdy ani cieniem grzechu dobrowolnego nie obraziła”.

Rozalia przeżyła wtedy swoje pierwsze mistyczne spotkanie z Jezusem. Pan prosił ją:

„Oddaj mi się cała, zupełnie bez zastrzeżeń, na wyłączną służbę, a będziesz bardzo szczęśliwą. Świat nigdy ci szczęścia dać nie może, lecz Ja, twój Bóg, uszczęśliwię cię. Kochaj Mnie za cały świat! Ja rozszerzę twoje serce i napełnię miłością, byś Mi mogła płacić miłością za miłość”.

Rozalia ukończyła szkołę podstawową w 1914 r. Pragnęła dalej się kształcić, ale z powodu wybuchu I wojny światowej nie było to możliwe. Pomagała więc rodzicom w pracy na roli i opiekowała się młodszym rodzeństwem.

W 1917 r. przyjęła sakrament bierzmowania. W tym czasie coraz częściej miała mistyczne przeżycia. W 1918 r. w swoim kościele parafialnym złożyła prywatny ślub czystości.

CIEMNA NOC DUCHA

 

W 1919 r. Pan Jezus wprowadził Rozalię w bolesny okres duchowego oczyszczenia – w tzw. ciemną noc ducha, która trwała sześć lat. Był to dla niej czas wielkiego duchowego cierpienia, koniecznego na drodze dojrzewania do miłości.

Rozalia doświadczała wówczas gwałtownych pokus przeciwko wierze, czystości i pokorze. Wydawało jej się, że została odrzucona przez Boga. Nawiedzały ją wszystkie możliwe pokusy, przerażające ciemności ducha, poczucie beznadziei i rozpaczy.

Kiedy atak sił zła osiągał swoje apogeum, Rozalia padała na kolana i błagała Boga o miłosierdzie. W tym niezwykle trudnym okresie nigdy nie zaniedbywała modlitwy ani pełnienia swoich obowiązków.

W 1922 r. udała się pieszo na Jasną Górę, aby wyprosić łaskę rozeznania swojej drogi życiowej. Po powrocie była pewna, że Bóg ją wzywa, aby opuściła dom rodzinny i zamieszkała w Krakowie.

W sierpniu 1924 r. Rozalia przeprowadziła się do Krakowa. Był to dla niej bardzo trudny okres. Wielokrotnie doznawała wtedy bolesnych napaści ze strony złych duchów, jak również braku zrozumienia jej duchowego stanu przez spowiedników.

Szczytem duchowych cierpień Rozalii była wizja piekła.

„Zdawało mi się – pisze – że z każdą godziną staczam się w przepaść piekielną […]. Przed mą duszą stanęły potworne grzechy i zbrodnie, które zdawały się być przeze mnie popełnione […].

Słyszałam głos: »potępiona jesteś i nic ci już nie pomoże« […]. Odczuwałam ogień piekielny na sobie, który zdawał się palić me ciało. Ryk i wycie szatanów było tak przejmujące, że żaden rozum ludzki tego nie pojmie. Gdy Bóg w ten sposób duszę krzyżuje i zostawia w ciemności – wówczas człowiek nic nie może pomóc.

Dusza ma była zawieszona między niebem, ziemią i piekłem […] zobaczyłam piekło otwarte, którego grozy nie potrafię opisać. Olbrzymia ilość szatanów masami wtrącała dusze do tej otchłani z iście szatańską radością. Jeden drugiemu jakby robił konkurencję, wprowadzając coraz więcej dusz. Męczarnie zadawali im podług grzechów.

Najwięcej było potępionych za grzechy przeciw szóstemu i dziewiątemu przykazaniu, następnie za zbrodnie i nienawiść. Te trzy rodzaje grzechów w szczególny sposób były widoczne. Mąk tej kaźni nikt nie potrafi opisać. Sam widok może człowieka o śmierć przyprawić, gdyby nie był wspomagany łaską Bożą”.

Zaraz po tym przerażającym doświadczeniu piekła dusza Rozalii została przeniesiona do nieba. Takiego uczucia miłości i szczęścia nigdy wcześniej nie doznała. Usłyszała wewnętrzny głos:

„Świętość to miłość. Ta dusza dojdzie do najwyższej doskonałości, która najgoręcej Boga ukocha”.

PRACA W SZPITALU

 

W kwietniu 1925 r. Rozalia podjęła pracę w szpitalu św. Łazarza, na oddziale chorób skórno-wenerycznych. Kiła i inne choroby weneryczne świadczą o upadku moralnym. Łamanie VI przykazania przynosi ze sobą straszne konsekwencje.

Już przed II wojną światową kardynał prymas August Hlond mówił, że w XX w. upadek moralny ludzkości stał się gorszy niż w Sodomie i Gomorze.

Grzechy nieczystości niszczą miłość, pogłębiają egoizm i dlatego zadają wielkie cierpienie Jezusowi. Dlatego Pan Jezus mówił Rozalii:

„Trzeba ofiary za Polskę, za grzeszny świat. Strasznie ranią Moje Najświętsze Serce grzechy nieczyste. Żądam ekspiacji”.

Rozalia zrozumiała, że Pan Jezus powołał ją, aby niosła Jego miłość i miłosierdzie ludziom moralnie upadłym, dotkniętym chorobami wenerycznymi.

Coraz mocniej zjednoczona z Jezusem, Celakówna z wielkim poświęceniem opiekowała się chorymi wenerycznie, zapomnianymi przez najbliższych. Chorzy ci zachowywali się ordynarnie; ich wyuzdane zachowanie i najgorsze przekleństwa były dla Rozalii niezwykle bolesnym doświadczeniem.

Pozostała tam jednak, bo wiedziała, że Pan Jezus ją do tej pracy powołał. Z wielkim poświęceniem służyła chorym. Czyniła to z miłości do Pana Jezusa obecnego w każdym cierpiącym i potrzebującym pomocy człowieku.

Podczas mistycznych spotkań Pan Jezus zapewniał Celakównę:

„Jestem zawsze z tobą i wspieram cię Moją łaską, i nadal przy tobie pozostanę; a chociaż Mnie nie widzisz jak teraz, masz Mnie widzieć oczyma duszy i w to wierzyć, bo gdybym nie był przy tobie, sama nigdy byś nie mogła się ostać w tych warunkach”.

15 grudnia 1927 r. Rozalia wstąpiła do zakonu klarysek. Szybko się jednak przekonała, że to nie jest jej powołanie. Mury klasztorne opuściła 1 marca 1928 r. Podjęła pracę w klinice okulistycznej. Była to dobrze opłacana i prestiżowa posada. Jednak sumienie nie dawało Celakównie spokoju.

Pan Jezus dał jej wyraźny znak, że ma na nowo podjąć pracę na oddziale dermatologicznym. Podczas modlitwy Rozalia w mistycznej wizji zobaczyła Pana Jezusa okrutnie biczowanego przez chore wenerycznie pacjentki.

Biły Go one bez litości po twarzy i całym ciele. Wtedy tak przemówił Pan Jezus do Rozalii:

„Moje drogie dziecko, popatrz, jak straszną boleść zadają mi grzechy nieczyste. Tu, dziecko moje, chcę cię mieć, byś Mi wynagradzała za te straszne grzechy, które tak bardzo ranią moje Serce […].

Ty, dziecko moje, będziesz bardzo cierpieć w swym życiu, by Mię pocieszać, byś się stała do Mnie podobną, i ratować masz dusze […].

Ja ci dziś odkrywam i daję poznać tajemnicę i wartość cierpienia. Cierpienie jest tak wielką łaską, że to jest trudno pojąć. Jest to większa łaska niż dar czynienia cudów. Dam ci miłość cierpienia, byś umiała cierpieć podobnie jak Ja”.

W mistycznej wizji Pan Jezus zaprowadził Rozalię „nad ogromną przepaść, pełną zgnilizny i obrzydliwości”.

„Dał mi zrozumienie – pisała dalej Celakówna – że to jest serce ludzkie skalane grzechem nieczystym. Kazał mi Pan Jezus pracować w tym miejscu w intencji tych upadłych dusz, nad ich nawróceniem, i kazał mi zapamiętać na całe życie, że moja praca i żywot w tym miejscu będą zakończone”.

Pracując na oddziale chorób wenerycznych, Rozalia musiała zmieniać chorym opatrunki, oczyszczać ich gnijące i cuchnące rany, pełnić nocne dyżury, towarzyszyć umierającym.

Mówiła, że gdyby nie nadprzyrodzona miłość bliźniego oraz świadomość, że wypełnia wolę Bożą, to za żadne pieniądze nie podjęłaby się tak wyczerpującej, okropnej pracy.

 

TROSKA O NAWRÓCENIE CHORYCH

 

Rozalia w heroiczny sposób przezwyciężała pojawiającą się w niej odrazę na widok i sposób zachowania wenerycznie chorych i z miłością, dobrocią, anielską cierpliwością pełniła swoją posługę wśród nich.

Dla chorych była bardzo delikatna i skromna, a równocześnie stanowcza. Starała się dobrocią i życzliwością zachęcić ich do porzucenia drogi grzechu i otwarcia się na Boże miłosierdzie.

Często klękała przy łóżkach pacjentów, modląc się o ich nawrócenie. Do końca towarzyszyła umierającym, modląc się, aby przez spowiedź pojednali się z Bogiem.

Mając dyżur nocny – wspomina jej znajoma – Rozalia miała trudność w nakłonieniu pewnego człowieka w średnim wieku do spowiedzi i Komunii św. przed jego zgonem.

Wtedy uklękła przy jego łóżku i zaczęła odmawiać różaniec. Po paru minutach chory zapytał:

»Co pani robi?«.

»Modlę się« – odrzekła.

»Za kogo?«.

»Za pana«.

»Za mnie? Ja wcale o to nie proszę« – zasnął.

Obudziwszy się, ponownie ujrzał ją modlącą się i zapytał:

»Czy nadal pani za mnie się modli?«.

»Tak!«.

Wtedy on się oburzył i powiedział:

»Lecz ja sobie tego nie życzę« – i ponownie zapadł w sen.

Kiedy po raz trzeci się obudził, znów ujrzał Rozalię klęczącą i zapytał:

»Czy dalej pani modli się za mnie, mimo moich przykrych słów?«.

Ona na to:

»Tak! Bo dobroć Boża jest tak wielka, że ogarnia również pana, choć pan tą dobrocią pogardza.«

Wtedy ten człowiek poprosił, by zawołała kapłana; wyspowiadał się i przyjął wiatyk św., namaszczenie olejem św. i po 2-3 godzinach zmarł nad ranem”.

Rozalia wszystko czyniła z miłości ku Jezusowi i Maryi. Pomimo tego, że miała bardzo ciężką pracę w szpitalu, to kontynuowała naukę, aby lepiej służyć chorym. Uczyła się wieczorami i nocą. Ostatni egzamin pielęgniarski zdała w 1933 r.

Już jako dyplomowana pielęgniarka z wielką charyzmą i doświadczeniem Rozalia otrzymywała dużo różnych ofert bardzo dobrej pracy. Jednak pozostała wierną swemu powołaniu posługi wśród wenerycznie chorych.

 

WEZWANIE DO INTRONIZACJI

 

Od maja 1937 r. kierownikiem duchowym Rozalii został paulin o. Zygmunt Dobrzycki. To był dla niej wyjątkowy czas mistycznych spotkań z Chrystusem oraz ściślejszego zjednoczenia się z Nim. Rozalia tak pisała o obecności Jezusa w jej życiu:

„Pan Jezus, choć w sposób niewidoczny, jest obecny w duszy. Jego obecność odczuwałam w ten sposób, jakby dwie osoby zjednoczyły się w jedną.

To zetknięcie się Jezusa z duszą jest o wiele wyższe aniżeli widzenie. Choćbym chciała opisać, to nie potrafię, bo to przechodzi mój umysł tak bardzo ograniczony i wszelkie moje pojęcie”.

Podczas rekolekcji we wrześniu 1937 r. Rozalia na nowo odkryła, jak wielkim darem jest współuczestniczenie w cierpieniu Chrystusa na krzyżu.

Przyjmując krzyż cierpienia w zjednoczeniu z Chrystusem, pragnęła uczyć się tak Go kochać, jak żaden człowiek Go nie kochał. Wtedy także poprzez mistyczkę Pan Jezus skierował wezwanie do Polski i wszystkich narodów, aby przyjęły Go za jedynego Pana i podporządkowały wszystkie dziedziny życia wymaganiom, jakie stawia Jego miłość. W imieniu całego narodu aktu tego miały dokonać wspólnie władze duchowne i świeckie.

W jednej ze swoich wizji Rozalia usłyszała:

„Jeżeli chcecie ratować świat, trzeba przeprowadzić intronizację Najświętszego Serca Jezusowego we wszystkich państwach i narodach na całym świecie. Tu i jedynie tu jest ratunek.

Które państwa i narody jej nie przyjmą i nie poddadzą się pod panowanie słodkiej miłości Jezusowej, zginą bezpowrotnie z powierzchni ziemi i już nigdy nie powstaną […]. Pamiętaj, dziecko, by sprawa tak bardzo ważna nie była przeoczona i nie poszła w zapomnienie”.

Odtąd doprowadzenie do intronizacji stało się dla Rozalii niezwykle ważnym zadaniem. Wiedziała, że do tego wzywa ją Chrystus. W tej intencji modliła się i ofiarowywała wszystkie swe trudy i cierpienia.

Kierownikiem duchowym o. Zygmunta Dobrzyckiego był generał paulinów, o. Pius Przeździecki. To właśnie on kilkakrotnie rozmawiał w sprawie intronizacji z prymasem Polski kard. Hlondem.

Kardynał chciał się jednak wpierw upewnić, czy Rozalia jest osobą wiarygodną, i dlatego nakazał, aby przeszła badania lekarskie oraz przedstawiła ich wyniki władzom kościelnym.

Mistyczka poddała się badaniom neurologicznym, które przeprowadził dr J. Horodeński. Potwierdziły one, że jest w pełni psychicznie zdrowa.

Na długo przed wybuchem II wojny światowej Celakówna przekazywała wezwania Jezusa i Maryi do nawrócenia, gdyż jego brak doprowadzi do wybuchu strasznej wojny.

Główną przyczyną wojny są bowiem grzechy rozpusty, morderstwa i nienawiść. Przed katastrofą wojny może uchronić świat tylko akt intronizacji Chrystusa.

Wypełnienie posłannictwa (1939-1944)

Rozalia otrzymywała coraz mocniejsze przynaglenia, aby dokonano aktu intronizacji. Dla tej sprawy pragnęła wszystko wycierpieć i była gotowa – jak napisała –

„umrzeć w największym opuszczeniu tak, jak nasz Jezus na krzyżu”.

Jej największym pragnieniem było, aby w Polsce dokonała się intronizacja i za tym przykładem poszły inne narody.

W strasznym czasie okupacji Polski, kiedy to w każdej chwili groziło aresztowanie, wywiezienie do obozu koncentracyjnego i śmierć, Rozalia pisała:

„mimo wszystko jestem bardzo spokojna […]. Gdybyśmy wiedzieli, jak nas Pan Jezus kocha, ani na moment nie dopuszczalibyśmy do naszych dusz trwogi i bojaźni”.

Rozalia troszczyła się przede wszystkim o to, by jak najwięcej ludzi uratować od wiecznego potępienia.

Na początku wojny zatrudniono ją w ambulatorium, gdzie pracowali niemieccy lekarze. Przytłoczona nadmiernymi obowiązkami, Celakówna była zmuszona uczyć się języka niemieckiego.

Bardzo cierpiała, że mimo szalejącej wojny ludzie się nie nawracali i dalej obrażali Boga ciężkimi grzechami. Często płakała nad losem i grzechami swojego narodu. Jej czyste serce oraz wnikliwość jej obserwacji pozwalały widzieć ogrom moralnej deprawacji społeczeństwa. W październiku 1939 r. pisała:

„Takiego upodlenia i tylu grzechów nigdy nie było w narodzie polskim, jak ostatnimi czasy”.

W swoich modlitwach Rozalia nieustannie błagała Boga o miłosierdzie dla grzeszników.

W duchu ekspiacji za ich grzechy z miłością przyjmowała wszystkie cierpienia i upokorzenia. Pan Jezus w odpowiedzi zalewał jej duszę nieopisaną radością swojej bliskości i miłości.

Na początku 1941 r. bardzo pogorszył się stan zdrowia Celakówny, ale nie rezygnowała z pracy w szpitalu. Do końca spalała się w służbie Bogu i bliźnim. Pisała:

„Dyżur nocny ma dla mnie coś niezwykle ważnego… Pan Jezus, chorzy i ja […]. Wtedy Pan Jezus w sposób szczególny zniża się do mej duszy”.

Przez swoją pracę, modlitwę i cierpienie Rozalia czyniła wszystko, by jak najszybciej nadszedł dzień intronizacji, oddania narodów pod panowanie Chrystusa Króla. Wypełniała tym samym prośbę Jezusa:

„Ja chcę niepodzielnie panować w sercach ludzkich, proś o przyspieszenie mego panowania w duszach przez intronizację”.

Cztery lata przed śmiercią Rozalia pisała do swojego spowiednika:

„Moje życie chyli się ku wieczorowi. Tak bardzo lubię zachód słońca: wtedy moja dusza więcej zatapia się w Bogu, w tym Słońcu Sprawiedliwości, i myślę o Panu, jak mam Go kochać i jak się Jemu podobać, by kiedyś moje życie kończyło się tak, jak dzień się kończy, ale dzień jasny i pogodny”.

Na początku września 1944 r. czuła się bardzo słabo. Znajoma Rozalii, która była chora na grypę, poprosiła ją o postawienie baniek. W czasie tej wizyty Celakówna mocno się przeziębiła i musiała położyć się do łóżka.

Stan jej zdrowia pogarszał się z dnia na dzień i dlatego 11 września przewieziono ją do szpitala. Chora cały czas modliła się na różańcu. Przyjęła wiatyk i sakrament namaszczenia chorych.

Rozalia Celakówna zmarła podczas snu w nocy z 12 na 13 września 1944 r.

Pochowano ją na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Pomimo wojny w pogrzebie uczestniczyło liczne grono kapłanów, sióstr zakonnych, krewnych i znajomych. Po śmierci jej prostota, dobroć serca i bezinteresowna miłość poruszyły sumienia i serca wielu osób, które ją znały.

Szybko rozeszła się wieść, że przez jej wstawiennictwo Pan Bóg udziela ludziom nadzwyczajnych łask, o które proszą. Jej proces beatyfikacyjny trwa.

Rozalia mówiła, że świętość to miłość. Poprośmy Jezusa jej słowami o ten największy dar:

„Panie Jezu, daj mi miłość, miłość, która potrafi kochać Ciebie za cały świat, kochać do szaleństwa, tak jak jeszcze na tej ziemi nie byłeś nigdy kochany. Bo ty, Jezu, potrafisz rozszerzyć moje małe serce do nieskończoności. Jesteś wszechmocny, więc uczynisz ten cud”.

Ks. Mieczysław Piotrowski

Posted in POLECAM, Religia, Święci obok nas | Leave a Comment »

Rozmowy niedokończone: O. Józef Andrasz SJ (1891 – 1963) – życie i duchowość

Posted by tadeo w dniu 11 Maj 2019

o. Józef Augustyn SJ, rekolekcjonista, kierownik duchowy, teolog duchowości; Stanisława Bogdańska, autorka książki pt. „Ojciec Jóżef Andrasz SJ, spowiednik świętych“

Posted in Filmy religijne, Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna, Święci obok nas | Leave a Comment »

Reportaż: Kierownik duchowy Sekretarki Bożego Miłosierdzia

Posted by tadeo w dniu 11 Maj 2019

Siostra Faustyna po raz pierwszy skorzystała z jego posługi w czasie rekolekcji przed ślubami wieczystymi w kwietniu 1933 roku. Stałym kierownikiem duchowym został w ostatnich latach jej życia, które spędziła w Krakowie. W sumie o. Andrasz posługiwał Siostrze Faustynie przez ponad 2 i pół roku, a po jej śmierci zaangażował się w realizację jej posłannictwa.

Pominięcie faktu pierwszego, właściwego rozeznawania nadzwyczajnej misji św. Faustyny przez księdza Jezuitę Józefa Andrasza tworzyłoby grubą rysę na kulcie Bożego Miłosierdzia.
Łagiewnicki obraz – Jezu Ufam Tobie nie był samowolą malarską. Od początku do końca czuwał nad tym ks. Józef Andrasz SJ. Miał w ręku ,, Dzienniczek,, św. Faustyny, i za życia był jej kierownikiem duchowym wiec znał jej wizję obrazu. Miał ku tym działaniom kwalifikacje. Wcześniej ks. Andrasz był kierownikiem duchowym dla bł. Anieli Salawa, bł. Klemensy Staszewskiej, sł. Bożej matki Pauli Zofii Tajber ZDCH, sł. Bożej s. Emanueli Kalb.
Przetłumaczył wiele wybitnych dzieł religijnych z zakresu mistyki i ascetyki, Pamiętnik św. Marii Małgorzaty Alaqok , Modlitwa mistyczna, modlitwa myślna O. Maumignego SJ, Ideał duszy gorliwej Sardeau, Kontenplacje Ewangeliczne o. Prospera Baudot.
Ks. Józef Andrasz jest najczęściej wymienianym kapłanem w ,, Dzienniczku,, św. Faustyny ( 59 razy)
Za zakazem kultu Bożego Miłosierdzia stały nasze, polskie, działania ludzkie. Warto zauważyć że formy kultu który wprowadził w Łagiewnikach ( 1943) ks. Andrasz  , obraz łagiewnicki- Jezu Ufam Tobie, przetrwały ludzkie ataki,  ogłaszane konkursy i zakazy.
Dzisiaj światowym Centrum Bożego Miłosierdzia są Łagiewniki a cudami słynący obraz z Łagiewnik – Jezu Ufam Tobie jest najbardziej
znanym obrazem religijnym na świecie.

Posted in Filmy dokumentalne, Filmy religijne, Miłosierdzie Boże, Reportaż, Św. Faustyna, Święci obok nas | Leave a Comment »

Iskra Bożego Miłosierdzia Św Siostra Faustyna

Posted by tadeo w dniu 18 kwietnia 2019

Zobacz także:

ZACHWYCAJĄCA HISTORIA – przesłanie Jezusa Miłosiernego, s. Gaudia Skass, Kraków-Łagiewniki

Posted in Filmy dokumentalne, Filmy religijne, Św. Faustyna, Święci obok nas | Leave a Comment »

76 rocznica uroczystego poświęcenia obrazu Jezusa Miłosiernego

Posted by tadeo w dniu 5 marca 2019

Jezu Ufam Tobie- Orginal (2)Obrazek z archiwum Kurii Generalnej Towarzystwa Jezusowego w Rzymie według oryginalnego namalowania obrazu – Jezu Ufam Tobie z Łagiewnik.

 

,, Opatrzność Boża posłużyła się mną również do zaprowadzenia nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego w nowej jego postaci, w kaplicy józefowskiej (Łagiewniki) . Pierwsze, przed świeżo namalowanym obrazem Jezusa miłosiernego, pędzla pana Adolfa Hyły.

„Odbyło się w niedzielę 07 marca 1943 roku. Uroczyste poświęcenie obrazu i po raz pierwszy śpiewana wspólnie przez całą kaplicę Litania do Miłosierdzia Bożego”. 
Tak wydarzenia sprzed 76 lat zapisał Jezuita, sądeczanin, ojciec Józef Andrasz.
——————————————-
Znamiennym jest że do dwu wielkich kultów w świętym Kościele Katolickim, Opatrzność wybrała kapłanów Towarzystwa Jezusowego.
Pierwszy kult – Najświętszego Serca Pana Jezusa wprowadził w Kościele, Francuz, św. Klaudiusz La Colombiere SJ. Drugi wielki kult- Bożego Miłosierdzia – Sądeczanin, o. Józef Andrasz SJ.

Nietuzinkowy był też malarz wspomniany powyżej przez ojca Andrasza- Adolf Hyła. Przyjeżdżał swoim motocyklem do Nowego Sącza, gdzie wcześnie się kształcił. Przeszedł formację jezuicką lecz przed święceniami rozeznał że to nie jego powołanie. Studiował historię sztuki i filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim , był uczniem wybitnego malarza Jacka Malczewskiego.
W czasie kiedy próbowano poprzez ogłoszone konkursy zdyskredytować obraz Jezu Ufam Tobie pędzla Hyły z Łagiewnik i ustalić jeden wzór. Malarz nie uległ ludzkim namiętnościom. W zachowanym liście do ojca Andrasza który rezydował wtedy na jezuickiej placówce w Zakopanem, potocznie zwanej ,, Na górce,, pisze do niego o tym konkursie, w którym nie weźmie udziału bo ,, jak z obrazem Najświętszego Serca Pana Jezusa, jest wiele różniących się przedstawień i niczemu to nie przeszkadza,,.
Opatrzność potwierdziła dobre rozumowania Hyły i nagrodziła jego spokój. Dzisiaj obraz Jezu Ufam Tobie z Łagiewnik jest najpopularniejszym wizerunkiem Zbawiciela na świecie. Łagiewniki z tym cudownym obrazem, z podpisem – Jezu Ufam Tobie są nieprzerwanie światowym centrum Bożego Miłosierdzia.
Pierwszy obraz namalowany przez Kazimirowskiego w Wilnie, po niedawnych wileńskich przenosinach, jest dostępny online i nie widać na nim podpisu – Jezu Ufam Tobie którego się domagał Pan Jezus. Jest to opisane na kartach ,,Dzienniczka,, św. Faustyny.
Obraz ,,krakowski,, – Jezu Ufam Tobie p. Adolf Hyła namalował w setkach egzemplarzy. Skąd takie zapotrzebowanie w tak krótkim czasie ?
Trzeba się wrócić do czasu sprzed wybuchu II Wojny Światowej. Wspomniany, pierwszy, wielki kult Najświętszego Serca Pana Jezusa był animowany z ramienia Kościoła na Polskę przez ojca Jozefa Andrasza jako krajowego dyrektora Apostolstwa Modlitwy. To jego Zgromadzenie zakonne- Jezuici, krzewiło ten kult. Dzięki temu wprowadzono powszechnie praktykę pierwszych piątków miesiąca, intencji modlitewnych które co miesiąc wyznacza Papież.
Jak wspomina świadek życia ojca Andrasza, siostrzeniec, dr. Jerzy Rudziński, Ojciec Andrasz był bardzo aktywny, zawsze łączył wyjazdy spotkania Ewangelizacyjne z ewentualnymi spotkaniami z rodziną. Zakładał, podgrzewał do aktywności ogniska Apostolstwa Modlitwy. W 1939 roku było ich aż 3000 w Polsce. Na czas wybuchu II Wojny Światowej wystawił milionową ,, polską armię,, osób modlących się zgodnie z obietnicami Najświętszego Serca Bożego przedstawionymi św. Małgorzacie.
Nic więc dziwnego że gdy przyszło doświadczenie, próba, modlący się kapłani i wierni doświadczyli owoców tego kultu podczas wojny i po jej zakończeniu. Ojciec Andrasz mając zakorzenienie w kulcie NSPJ w sposób naturalny wprowadzał nowy kult- Bożego Miłosierdzia który wyszedł z Najświętszego Serca Pana Jezusa w czasie przełomu II Wojny Światowej(1943r.) .

Ojciec Andrasz wykonał tym samym niedokończoną misję zmarłej w 1938 roku siostry Faustyny której był przewodnikiem duchowym. Nie zazna ludzkość spokoju, dopokąd nie zwróci się do źródła miłosierdzia Mojego. Tak w ,, Dzienniczku,, pod numerem 699 zapisała słowa Jezusa siostra Faustyna.
Dlatego kapłani , wierni Parafii w których działały ogniska Apostolstwa Modlitwy otwierali się na nowy kult. Posłaniec Serca Jezusowego którego ojciec Andrasz był naczelnym rozchodził się ogromnych nakładach, po przeczytaniu wędrował z domu do domu. Dlatego też o. Andrasz był powszechnie znany. Na ,,hasło,,- Andrasz, Boże Miłosierdzie, płynęły zamówienia na obraz Jezu Ufam Tobie malowany przez Hyłę. Najstarszą Parafią w Diecezji Tarnowskiej w której istniało ognisko Apostolstwa Modlitwy była pod sądecka Parafia Mystków ( 1874) o której w przedwojennej książce wspomina ojciec Andrasz.
Ojciec Andrasz upubliczniał fragmenty ,, Dzienniczka,, św. Faustyny w Posłańcu Serca Jezusowego, konferencjach, które głosił. W jednym z archiwalnych listów do ,, Posłańca,, młody chłopak ze Śląska prosi ojca Andrasza żeby napisał mu coś więcej o siostrze Faustynie, bo postać ta bardzo go urzekła. Nigdy nie zabrakło ojcu Andraszowi nadziei, nawet wówczas kiedy Ci którzy mieli inną koncepcję rozwoju nowego kultu swoimi działaniami zablokowali na wiele lat jego rozprzestrzenianie.
Świadczy o tym wspomnienie świadka życia o. Andrasza, wtedy seminarzysty, dzisiaj jubilata ( ponad 60 lat w Towarzystwie Jezusowym) , o Józefa Bielawskiego SJ . Kiedy nakazano im ściągać (w latach 50- tych) obrazy Jezu Ufam Tobie,  ojciec Andrasz  powiedział im – „trzeba być posłusznym, ściągajcie,  ale głęboko nie chowajcie”.
Święty Jan Paweł II którego praca w Solwayu i udział w Mszach świętych w Łagiewnikach zbiega się z pierwszymi nabożeństwami do Bożego Miłosierdzia, wprowadził ten obraz i święto do Kościoła w takich formach jak zapoczątkował to 07 marca 1943 roku ojciec Józef Andrasz.
W Niedzielę Bożego Miłosierdzia 27 kwietnia 2019 o godz. 17:30 Telewizja Trwam zamierza wyemitować premierowy film ,, Ojciec Andrasz- Świadectwo,, Nie zabraknie w nim sądeckich wątków.
Film ten rzuci nowe światło na postać Sądeczanina, o. Andrasza jak i kontekst kultu Bożego Miłosierdzia w formach przekazanych św. Faustynie przez Pana Jezusa.
Pierwszy obraz –Jezu Ufam Tobie z Łagiewnik miał w swoim tle łagiewnicki pejzaż. Ta wizja obrazu prorocko zrealizowała się początkiem drugiej dekady XXI wieku podczas peregrynacji kopi łagiewnickiej- Jezu Ufam Tobie po polskich Parafiach. To wtedy obraz ,, nabierał tła, pejzażu,,. Kiedy na specjalnym samochodzie pielgrzymował od Parafii do Parafii, na zdjęciach z tych uroczystości widać jak naturalnej wielkości Jezus ,,wychodzi z samochodu,, raz na malowniczych wzgórzach, innym razem wśród miejskiej zabudowy. Wchodził w to nasze poranione życie XXI wieku jako ,,niebiański lekarz,, .Znamiennym jest że w czasie tamtych uroczystości, w tych krajobrazach sądeckich gór i dolin narodził się kult ojca Józefa Andrasza o którym w dzienniczku św. Faustyna zapisała pod numerem 879:
„Dziś widziałam, jak ojciec Andrasz odprawiał Mszę świętą; przed podniesieniem ujrzałam maleńkiego Jezusa, który był bardzo rozradowany, z rączętami wyciągniętymi, i po chwili już nic nie widziałam. Byłam w swojej separatce i w dalszym ciągu odprawiałam dziękczynienie. Jednak później pomyślałam sobie: czemuż Dziecię Jezus było tak wesołe? Przecież nie zawsze jest tak wesołe, jak widzę. – Wtem usłyszałam te słowa wewnątrz: Bo dobrze Mi jest w sercu jego. I nie zdziwiło mnie to wcale, bo wiem, że bardzo kocha Jezusa”.

W ostatnich dniach Opatrzność przez Jezuitę- Papieża przedstawiła nam definicję pokory – ucałować dłonie osoby pokrzywdzonej.

Sądecki Pielgrzym

Posted in Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna, Święci obok nas | Leave a Comment »

Objawienia s. Józefy Menendez

Posted by tadeo w dniu 18 lutego 2019

Jakie przesłanie zostawił Pan Jezus poprzez s. Józefę Menendez? – Bardzo mnie dotyka i mam odzewy od ludzi, którzy czytali „Apel miłości” – porusza ich wszystkich dobroć Serca Jezusowego. O ile św. s. Faustyna jest apostołką miłosierdzia, to s. Józefa Menendez jest apostołką dobroci i miłosierdzia – mówiła s. Jolanta Glapka – Pan Jezus mówi o tym, że bardzo się cieszy, kiedy grzesznicy do Niego przychodzą. Wyczekuje nas z wielką tęsknotą – dodawała – Ta miłość, która wypływa z Serca Jezusa, Jego łaski, płyną bezustannie, bez względu na osobę – podkreślała – Chciałam powiedzieć o tym, o czym Pan Jezus zapewnił, a ja tego doświadczyłam – zaznaczyła S. Jolanta Glapka RSCJ o pasji życia, walce z uzależnieniami i o niezwykłej patronce, która troszczy się nawet o… pieniądze.

https://gloria.tv/video/VoLwEegVGM4i6zndhxX4eakeU

https://gloria.tv/video/2Ar38DoxFZxM3meHDs21wMnmf

Przeczytaj także:

Wezwanie do miłości

JÓZEFA MENENDEZ I JEJ MISJA GŁOSZENIA MIŁOŚCI I MIŁOSIERDZIA BOŻEGO

ORĘDZIE BOSKIEGO SERCA JEZUSOWEGO DLA ŚWIATA – s.Józefa Menendez

Sługa Boża Józefa Menendez – Wizja piekła

https://www.siostry-sc.pl/kim-jestesmy/osobowosci-zgromadzenia/s-jozefa-menendez

Posted in Miłosierdzie Boże, Świadectwa, Święci obok nas | Leave a Comment »

Wielcy Apostołowie 

Posted by tadeo w dniu 2 lutego 2019

BCE136FC-A06F-4828-952A-E4EE1CAFC694 (1)

Zdjęcie z 01 lutego 2019 z jezuickiego ośrodka rekolekcyjnego ,, Manresa,, w Starej Wsi ( podkarpackie )

Siostra Faustyna nauczycielką życia duchowego”  – pod takim hasłem 1 lutego br, w 56. rocznicę narodzin dla nieba o. Józefa Andrasza SJ, krakowskiego spowiednika i kierownika duchowego św. Siostry Faustyny, w nowo powstałym ośrodku rekolekcyjnym „Manresa” w Starej Wsi koło Brzozowa rozpoczyna się trzydniowa sesja dla sióstr zakonnych.

     Poprowadzi ją o. Tadeusz Hajduk SJ, a patronować jej będą wielcy apostołowie Bożego Miłosierdzia: św. Siostra Faustyna i o. Józef Andrasz, którego nazwisko najczęściej (59) wymienne jest w „Dzienniczku”.

Ojciec Andrasz był kierownikiem duchowym św Faustyny w ,, okresie krakowskim,, Prowadził także duchowo bł. Anielę Salawę, bł M. Klemensę Staszewską OSU, sł . Bożą M. Paulę Zofię Tajber ZDCH. W 1943 roku, w Łagiewnikach, rozpoczął pierwsze na świecie- stałe nabożeństwo do Bożego Miłosierdzia w formach przekazanych światu od Boga przez św. Faustynę. Te formy obecnie praktykowane są w całym Kościele- Godzina Miłosierdzia, Koronka do Bożego Miłosierdzia przed wystawionym obrazem Pana Jezusa Miłosiernego z podpisem – Jeżu Ufam Tobie, rozważanie tajemnic Zbawczej Męki Pana Jezusa. 

90749095-3AE3-47A0-9104-64E05D4DEFF7Zdjecie z pogrzebu ojca Andrasza 04 lutego 1963 r. – Cmentarz Rakowicki w Krakowie, grobowiec o. Jezuitów .

Rozwija  kult prywatny ojca Józefa Andrasza. Warto przywoływać jego wstawiennictwa w naszych potrzebach. Modlitwy dostępne są na stronie Andrasz.eu . O otrzymanych laskach proszę informować Kurie Ojców Jezuitów w Krakowie przy kościele św. Barbary. Ma to duże znaczenie w procesie beatyfikacyjnym ojca Józefa Andrasza.

Posted in Miłosierdzie Boże, Święci obok nas | Leave a Comment »