WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Święci obok nas’ Category

55 rocznica narodzin dla Nieba ojca Józefa Andrasza

Posted by tadeo w dniu 30 stycznia 2018

01 lutego mija 55 lat od śmierci ojca Józefa Andrasza SJ. Był on spowiednikiem i kierownikiem duchowym dla

kilku osób które już dostępują chwały ołtarzy. Natomiast on, jak jego święty patron Józef, wykonał to czego oczekiwała Opatrzność Boża i odsunął się w cień.

W roku św. Józefa warto podpatrywać tę postać, jak w cichości, pokorze dojść do Nieba.

Spojrzenie z zewnątrz, z poza Polski, na historię kultu Bożego Miłosierdzia w formach przekazanych przez św Faustynę pomaga odkryć wiele nowych prawd.

 

 

plakat Andrasz 55 rocznica Kraków

 

Księżą chorwaccy z Bractwa Kapłańskiego NSPJ i NSM zwrócili uwagę a raczej zadali sobie i nam pytanie- jak to się stało że w podobnym czasie, co objawienie Bożego Miłosierdzia dla św. Faustyny, miały bardzo podobne objawienie i inne siostry a jednak objawienie dla Faustyny rozeszło się na cały świat i tak mocno kształtuje współczesny kościół.

Podobne objawienia miała siostra zakonna, wizytka, Benigna Consalta Ferrero i Józefina Menendez sisostry Sacre Cour.

Objawienia siostry Benigny były znane ojcu Andraszowi. Chociaż wtedy, zupełnie świeże, nie uznane przez Kościół można powiedzieć że ojciec Andrasz uzanał je za wartościowe.

Prowadząc duchowo matkę Klemensę Staszewską OSU, błogosławioną męczennicę II Wojny Światowej, w zachowanym jej duchowym dzienniku, ojciec Andrasz zaleca jej aby szła wzorem Benigny, czytała jej zapiski.

 

W ,, Prawie do Miłosierdzia,, emigracyjnym wydaniu książki o siostrze Faustynie z 1974 roku p. Maria Winowska przywołuje zeznanie współsiostry św. Faustyny która mówi że Faustyna korzystała z lektury s. Benigny Consalty Ferrero.

plakat Andrasz 55 rocznica

 

 

Warto zbadać czy przyjęte imię zakonne jednej z sióstr założycielek- Benigna, nowego Zgromadzenia Jezusa Miłosiernego niema związku z tą włoską wizytką.

 

Czytając dialogi hiszpańskiej  siostry od objawięń Jezusa Miłosiernego-Józefiny Menendez z dzuszami osob konsekrowanych będących w piekle i czyścu rodzi się refleksja. Każda z tych dusz miała ,, DUŻO SWOJEGO,, i to było powodem że znalazły się w tych miejscach. Nie czas na przykłady, można o nich poczytać.

Słuchają kiedyś konferencji o ojcu Józefie Andraszu siostry Elżbiety Siepak ZMBM – Rzecznika Zgromadzenia w ktorym żyła i zmarła św. Faustyna, Siostra Elżbieta wypowiedziała takie słowa- Ojciec Andrasz nie miał ,, NIC SWOJEGO,, wszystko miał u Boga i dlatego mógł doprowadzić Faustynę do świętości, mógł zaprowodzić kult Bożego Miłosierdzia w Łgiewnikach który poszedł na cały świat.

plakat Andrasz 55 rocznica Nowy Sącz

To jest odpowiedź  potwierdzona owocem- Światowe Centrum Bożego Miłosierdzia Znajduje się w Łagiewnikach gdzie nabożeństwo rozpoczął 07 marca 1943 roku ojciec Józef Andrasz.

Obraz Jezu Ufam Tobie powstały pod nadzorem ojca Andrasza w Łagiewnikach jest obecnie najbardziej znanym obrazem na świecie.

 

Sądecki Pielgrzym

Reklamy

Posted in Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna, Święci obok nas | Leave a Comment »

Fragment „Z ziemi chełmskiej” Władysław Stanisław Reymont

Posted by tadeo w dniu 13 grudnia 2017

A jakie to dusze wzniosłe, bohaterskie i oddane świętej sprawie, niech opowie krótka historya, jedna z tysiąca, fakt straszliwie prawdziwy i rzeczywisty aż do okropności.

337

W 1874, w roku zniesienia Unii na Podlasiu, na pograniczu powiatów bialskiego i konstantynowskiego, w małej wioseczce Kłoda, należącej do horbowskiej parafii unickiej, biedował na paru morgach niejaki Józef Koniuszewski, a że ziemi miał mało i lichej, to pracowicie dorabiał po dworach i sąsiadach, żeby się tylko wyżywić wraz z żoną, dzieckiem paroletniem i krowiną. Byli to ludzie porządni, spokojni, a bardzo przywiązani do swojego wyznania.

338

Ale przyszło zniesienie Unii, zaczęto na gwałt nawracać Podlasie i Chełmszczyznę, trafili więc i do Horbowa, spędzili całą parafię pod cerkiew i kazali się wszystkim przepisywać na prawosławie. Nawracanie odbywało się, jak wszędzie, w przepisanym z góry porządku i formie. Kto uległ wymowie batów, kto obietnic, kto dłuższym siedzeniem w Białej, ale Koniuszewscy, wraz z wieloma ze swojej wsi, nie ulegli; dostali też sporą porcyę, a Koniuszewski nawet więcej, niźli drudzy, gdyż żarliwiej i głośniej bronił swojej wiary, a omdlewając pod nahajami, jeszcze krzyczał:

339

— Polak jestem i katolik! Zabijcie, a nie przejdę!

340

Nie zabili go, ale za to dłużej musiał się lizać z ran i ciężej przychodził do zdrowia. A jakby na tem większą niedolę nieszczęśliwych na Koniuszewską, będącą w tym czasie już w ósmym miesiącu ciąży, zwrócił szczególną uwagę strażnik i często zaglądał do wsi, rozpytując się bardzo troskliwie o czas jej rozwiązania.

341

Zaraz na drugi dzień po urodzeniu się tęgiego chłopaka spadł na nich strażnik, jak sęp żarłoczny, z nakazem, żeby mu dziecko przynieśli do ochrzczenia.

342

Koniuszewski struchlał, ale matka, chociaż jeszcze chora, zaczęła krzyczeć:

343

— Nie dam na prawosławne dziecka! Uduszę je własnemi rękami, a nie dam!

344

Strażnik odszedł, i nazajutrz wezwano Koniuszewskiego do gminy.

345

— Ja Polak i katolik, to i mój syn będzie taki sam! — odpowiadał krótko i twardo.

346

Posiedział za to parę dni w kozie, dostał parę razy w zęby, ale nie zmiękł.

347

W jakiś czas później wezwano go do Białej. Siedział w kryminale wraz ze złodziejami przez dwa miesiące i, chociaż próbowano złamać jego upór na różne sposoby, nie ustąpił i dziecka w cerkwi nie ochrzcił. Wrócił tylko z więzienia jakoś srodze opuchły, posiniaczony i z powybijanymi zębami. Powiadał potem przed sąsiadami, że zdrzemnął się na wozie i zleciał na twardą grudę drogi…

348

Spróbowali z nim innej metody: musiał płacić za każdy dzień zwłoki po pięćdziesiąt kopiejek.

349

Płacił cierpliwie, myśląc, że na tem skończą się jego biedy.

350

Ale wkrótce podnieśli mu karę na rubla dziennie.

351

Nie ustąpił, chociaż było mu już strasznie ciężko.

352

A w końcu, aby go złamać ostatecznie, nakazali płacić po całe dziesięć złotych.

353

Darł się do żywego mięsa, odejmował sobie i dzieciom od gęby, a płacił i chłopaka do cerkwi nie zaniósł.

354

Lecz rychło przyszedł dzień, w którym zabrakło mu nawet na sól.

355

Kara jednak nieubłaganie narastała; strażnik wisiał nad nimi, jak topór, i co parę dni przychodził po pieniądze, wójt groził więzieniem, gdyż urzędy coraz ostrzej nakazywały ściągać należność.

356

A skąd było brać? Stodoła była już pusta, wyprzedali się do ostatniego ziarnka, do ostatniego prawie ziemniaka i zapożyczyli się na wszystkie strony.

357

Zaś zarobek ledwie starczył na jakie takie przeżywienie się.

358

Wtedy zafantowali im prawie wszystkie ruchomości z chałupy, z rozmysłem nie zostawiając zimowej przyodziewy, ni nawet pierzyn i poduszek, i sprzedali wszystko na pokrycie zaległych sztrafów.

359

W chałupie pozostały tylko gołe ściany i puste łóżko, że musieli się przenieść na spanie do obórki, listopad bowiem szedł zimny i deszczowy, a nocami brały tęgie przymrozki, ale się nie ugięli nawet pod takim ciosem, zdecydowani już wszystko przenieść, byle jeno dziecko uratować.

360

Cóż, kiedy tej chudoby nie starczyło na długo, i kara znów jęła narastać, a strażnik już co dnia ich dręczył i co dnia namawiał:

361

— Zanieście dziecko do cerkwi! wrócą wam wszystkie sztrafy i jeszcze nagrodę dadzą.

362

Chłop tylko zęby zaciskał i pięście pod nie podtykał, żeby nie grzmotnąć kusiciela.

363

Aż któregoś dnia zabrali im maciorę, wartającą ze dwadzieścia pięć rubli.

364

Koniuszewski sobie rachował, że za nią przeżywią się chociażby do wiosny, więc ciężko zajęczeli po jej stracie, a beznadziejna rozpacz zaczęła szarpać sercami, ale nie dali tego poznać po sobie wójtowi, który pierwszy wszedł do chlewa wyganiać świnię, a tylko Józefowa, widząc maciorę, opierającą się przed progiem, zakrzyczała urągliwie:

365

— Ugryźcie ją w ogon, to może prędzej was posłucha.

366

Wójt udał głuchego, a potem przystąpił do chłopa i zaczął mu życzliwie przekładać:

367

— Nie gub się, człowieku! Widzisz przecież, do czego cię już doprowadziło to uporstwo! Głową muru nie przebijesz! Nie wiesz to, że pokorne cielę dwie matki ssie?

368

— Żeby nie wiem co, a od swojego nie odstąpię! — odpowiedział w głos.

369

— Nie bądź głupi, jak drugie! Małoś to już dostał? chcesz, żeby ci jeszcze dołożyli, co? Takie prawo wyszło, to słuchać go musisz. Dziecku się nic nie stanie. A rozgniewasz swoim uporstwem urzędy, to ci gotowi grunt zabrać, i wyjdziesz na dziady.

370

— A niech mi wszystko zabiorą! A niech mi nawet przyjdzie zdychać z głodu pod płotem, to zdechnę, a dziecka na zatracenie nie oddam! — rozkrzyczał się, a żona mu jeszcze przytakiwała, utulając rozpłakane dziecko.

371

Cała wieś to słyszała i widziała.

372

I nie przeciągnął go wójt na swoją stronę, nie poradzili tego zrobić później inni, podmówieni, a nawet sam pop, który umyślnie przyjechał do niego; nie puścił go do chałupy i tylko kijem pogroził.

373

Wlokła się ta sprawa do połowy grudnia; zima się już była ustaliła na dobre, wody skrzepły na lód, śniegi przykryły pola, przemarzłe drogi dzwoniły pod nogami, a wszelkie stworzenie cisnęło się do ciepła, gdy jakiegoś poranku mroźnego spadł na Koniuszewskich cios nowy i może najcięższy.

374

Przyszli zabrać im krowę, jedyną ich żywicielkę.

375

W chałupie zrobiło się tak strasznie, jakby wyprowadzano nieboszczyka, kobieta ryknęła płaczem i zaczęła bronić bydlątka, wrzeszczeć a pomstować w niebogłosy, aż się cała wieś zleciała.

376

Nikt się jednak z pomocą nie kwapił, bo jeszcze wielu nosiło nie zgojone rany.

377

Koniuszewski też jakoś spokojnie stał w progu, blady był jeno, jak trup, i chociaż mu żałość rozrywała wnętrzności, patrzał na wszystko martwemi, zapiekłemi od bólu oczami i nie wyrzekł ani słowa, ale skoro krowina, wyciągana z obejścia, zaryczała i zaczęła odwracać głowę za gospodarzami, porwał jakiś kół i również wziął bronić swojej żywicielki. Nie obronił; mógł to sam przemódz całą tę zgraję?

378

Tyle tylko zarobił, że go znowu sponiewierali, jak nieboskie stworzenie, a krowę i tak powlekli na sprzedanie.

379

Luta noc omroczyła im duszę, i gdy żałosne ryki bydlątka ucichły, chałupa stała się jakby tym zimnym grobem, pełnym straszliwych jęków niedoli, kobieta zawodziła rozpacznie, nie mogąc przeboleć tej straty, a chłop siedział martwo pod kominem, jak ten ogień, w który się zapatrzył, palącą, straszną męką przegryzany.

380

Przeszło południe, wieczór już nadchodził, modrawy zmierzch obtulał ziemię, i po wsi wybłyskiwały światła, a oni wciąż siedzieli, pogrążeni w rozpaczy i gorzkich rozpamiętywaniach swojej doli nieszczęsnej. Zaglądali do nich niektórzy sąsiedzi, ale, dojrzawszy sine, okrwawione twarze, zakrzepłe w bólu i rozpaczy, uciekali strwożeni. Dopiero późnym wieczorem oprzytomnił ich płacz zgłodniałych dzieci.

381

— Cóż teraz poczniemy? — odezwała się kobieta, nastawiając garnek z wodą na ogień.

382

— Nie ustąpimy! — rzekł i długo patrzał w jej zapłakane oczy.

383

— Dziecka nie dam! — przytwierdziła mocno — a może Pan Bóg zlituje się jeszcze nad nami.

384

Mieli w sobie taką niezłomną wiarę w świętość swojej sprawy, że nie było na świecie mocy, któraby mogła ich zachwiać w powziętem postanowieniu.

385

Ale jak tu było żyć dalej?

386

Niemógł się nigdzie ruszyć za robotą, bo literalnie nie miał w czem, a mrozy brały coraz większe, więc tylko żyli tem, co im przyniosły miłosierne ręce sąsiadów, a tego było niewiele, gdyż wieś była strasznie zbiedzona i tak w czasie „nawracania” objedzona przez żołnierstwo, że nie w każdym domu mieli ziemniaki, a już okrasy i chleba to nie widzieli całymi miesiącami.

387

Ale w chałupie Koniuszewskich była już tylko rozpacz i głód.

388

Chłop targał się w męce i prawie już od rozumu odchodził, żeby sobie jakoś zaradzić, a tyle jeno wymyślił, że któregoś dnia pożyczył sobie od sąsiada kożucha, nogi poobwijał w łachmany i, nie opowiadając się nawet żonie, ruszył gdzieś we świat.

389

Poszedł po ratunek do księdza.

390

Droga była daleka i niezmiernie uciążliwa, szedł przytem o głodzie i musiał kołować i kluczyć borami, omijając wsie i trakty, na których mógłby się spotkać ze strażnikami, więc dopiero drugiego dnia dowlókł się na plebanię.

391

Ksiądz był w domu, ale skoro się dowiedział, że to „oporny”, tak się wystraszył, że nie chciał go widzieć na oczy i przykazał surowo kościelnemu nie wpuszczać nieszczęśnika nawet do kościoła. Szczęściem kościelny miał litościwsze serce i pozwolił mu wejść do kruchty, gdzie Koniuszewski całą noc leżał krzyżem i żebrał krwawemi łzami o zmiłowanie, a rano, po mszy, upatrzywszy odpowiednią chwilę, padł do nóg proboszczowi, wyznał się ze wszystkiego i skamlał o ochrzczenie dziecka.

392

Ksiądz wysłuchał, nawet się nad nim rozczulił, dał mu parę złotych i medalik, ale o chrzcie nie dał sobie mówić i jak najsurowiej zakazywał mu więcej przychodzić na plebanię…

393

A chociaż z niczem powrócił do chałupy, nie stracił jeszcze nadziei, bo wkrótce wybrał się do jednego z dworów, gdzie często chodził na robotę. Cóż, kiedy dziedzic kazał go wypędzić: bał się również, aby go nie posądzono o pomaganie „opornym”, na całej bowiem unii wciąż jeszcze świszczały nahajki, tłukły kolby, tysiące gnano w dalekie strony, i rozlegał się żałosny płacz „nawracanych”. Koniuszewski zapłakał pierwszy raz w życiu nad swoją niedolą i odszedł.

394

Dopędził go za bramą dworski kucharz i z dobrego serca mu poradził, żeby się udał do starej pani hrabiny Łubieńskiej w Jabłoni, która jak może, tak wspomaga i broni prześladowanych unitów, a już niejednego uratowała od zguby.

395

Ale chłop tylko się smutnie uśmiechnął, obtarł rękawem oczy i już nigdzie więcej nie poszedł, nie szukał już u nikogo więcej poratunku, bo zrozumiał, że pozostał sam na świecie, jako to drzewo na wywieisku, i że zginąć musi…

396

Opowiadali potem ludzie, jako po powrocie wciąż się tylko modlił, a z chałupy przez całe noce rozlegały się pobożne śpiewy.

397

I kiedy przed samymi Godami dali mu znać pod wielkim sekretem, że mają mu siłą odebrać dziecko i ochrzcić je w cerkwi, nawet nie rozpaczał, jakby już na wszystko przygotowany, a tylko rzekł tym, co mu tę wiadomość przynieśli:

398

— Długie mają ręce, ale mojego chłopaka nie dosięgną.

399

Stał się nawet potem jakiś rozmowniejszy i prawie wesoły, chodził po wsi, zaglądając do chorych, leczących się jeszcze z pobicia, umacniał w wierze chwiejnych i wyznawał się przed niektórymi, że postanowił zabrać żonę z dziećmi i wywieźć się we świat szeroki, gdzie go oczy poniosą!

400

Nie dziwili się temu, przecież już był osaczony, jak ten dziki, szkodny zwierz, a nawet któryś z zasobniejszych chciał mu pożyczyć na drogę, pod zastaw gruntu.

401

— Na taką drogę wystarczy mi tego, co mam — odpowiedział cicho.

402

I jeszcze tego samego dnia oboje Koniuszewscy zaczęli się żegnać ze wsią i pokornie wszystkich przepraszali za złe, jakie mogli komu uczynić.

403

Mówili, że wyjdą w nocy, ale nikomu nie powiedzieli, dokąd się wynoszą.

404

Pożegnali się, i już ich nikt więcej nie widział na oczy.

405

Noc się zrobiła ciemna, mróz sfolżał, i niekiedy padał śnieg gęsty i pierzasty, a chwilami przeciągał wilgotnawy wiatr, jakby na odmianę. Psy tej nocy jakoś dziwnie, swarliwie naszczekiwały, i koguty piały od samego wieczora.

406

Naraz, o samej prawie północy, chlusnął w niebo słup ognia, i rozległy się po wsi krzyki.

407

Paliła się stodoła Koniuszewskich.

408

Ale, nim się zbiegli, a pomyśleli o ratowaniu, już cała stanęła w płomieniach.

409

Koniuszewskich w chałupie nie było, musieli wyjść zaraz z wieczora.

410

Zdumieli się jednak niezmiernie, znalazłszy chałupę wywartą naroścież, a w izbie, na stole, pokrytym białem płótnem, zastawioną wieczerzę, zupełnie jeszcze nietkniętą.

411

Długo nad nią kiwali głowami, nie mogąc tego zrozumieć, aż ktoś rzekł z naciskiem:

412

— Musiało im coś przeszkodzić, kiedy tak wszystkiego odbiegli.

413

— A może są jeszcze gdzieś na wsi…

414

— Jużby do ognia przylecieli; nie, w tem jest coś innego.

415

Pogadywali niespokojnie i wyczekująco rozglądając się dokoła, ale Koniuszewscy się nie zjawili, natomiast pożar wzmagał się z minuty na minutę, ognistą płachtą pokrył już cały dach i czerwonymi jęzorami przeciskał się wskróś ścian; na szczęście wiatr całkiem ustał, a rozwichrzone grzywy czarnych dymów i płomieni wynosiły się coraz potężniej z trzaskiem i sykiem, rozsiewając krwawe brzaski na gromady, wylęknione i tłoczące się bezradnie, i na ośnieżoną chałupę, nizko przywartą do ziemi.

416

Wreszcie sołtys zaczął napędzać do ratowania, że ten i ów się poruszył i biegał z krzykiem, nie wiedząc zresztą, co począć, ktoś nawet próbował wyciągnąć wóz, którego dyszel sterczał przez wrótnie stodoły, lecz niepodobna było już podejść bliżej; cały budynek stał w ogniu, paliło się na wszystkich czterech węgłach, a ze słomianego dachu sypał się na głowy żywy ogień.

417

Przyleciał wkrótce strażnik i, nie zważając na pożar, zaczął bardzo żarliwie rozpytywać, gdzie się podzieli Koniuszewscy, i tak zajadle szukał, tak za nimi tropił, zaglądając nawet do ziemniaczanych dołów i na strychy, aż się z niego przekpiwali między sobą, a ktoś odważniejszy zawołał ze śmiechem:

418

— Schowali się do stodoły; niech pan starszy sprawdzi…

419

Juści nie sprawdzał, bo stodoła była już tylko huczącą górą rozmiotanych płomieni, już trzeszczały wiązania, już chwiał się dach, wzdymały się rozpalone ściany, pękały belki, a co chwila wybuchały ogniste fontanny, i krwawe żagwie, niby spłoszone ptactwo, rozlatywały się na wszystkie strony świata. Noc była cicha i ciemna, śnieg zaczął polatywać gęstymi rojami, we wsi sąsiedniej bił dzwon na trwogę, i psy wyły jakoś długo i żałośnie; ludzie zaś stali kupami, z cicha pogadując, gdy wtem, jakby z nieba, czy z tych szalejących płomieni, zabrzmiał stłumiony, daleki śpiew, jakby przeciągły krzyk konających…

420

Struchleli z przerażenia, zamarły serca, i wszystkie oczy stanęły kołem.

421

A płomienisty kierz śpiewał coraz głośniej, coraz wyraźniej i coraz zrozumialej…

422

Nikt się nie mógł poruszyć, jakby ich wbiła w ziemię kamienna pieśń strachu; dopiero po długiej chwili ktoś zakrzyczał:

423

— To Koniuszewscy!

424

— Jezu, Marya! Koniuszewscy! Ratuj, kto w Boga wierzy! Jezu, Marya!

425

Jakby huragan szaleństwa ich porwał i rozmiótł na wszystkie strony; lunęły wrzaski, szlochania, lamenty; biegali nieprzytomnie dokoła ognia, wyciągali ręce, targali się za włosy, uciekali w pola, to krzyczeli nieludzko w strasznej męce żalów i bezradności, bo ani można było myśleć o ratowaniu, dach się bowiem wygiął i mógł lada chwila runąć.

426

Ale śpiew wciąż jeszcze płynął, równy, wysoki, niebosiężny, był jakby radosnem witaniem raju, hymnem zmartwychwstających, ekstatyczną pieśnią wiary…

427

Runęli wszyscy na kolana i zaczęli odmawiać modlitwę za konających. Głosy się trzęsły i łamały, zalewając łzami, niekiedy wybuchał ogólny płacz, niekiedy ktoś padał na ziemię ze strasznym, rozdzierającym krzykiem, i łkania rozsadzały piersi, ale modlili się całą głębią dusz, i ta litania zrozpaczonych, łzawych głosów łączyła się ze śpiewem konających i wraz z szumem pożogi, z trzaskiem pękających ścian płynęła jednym, ogromnym jękiem w bezkreśną, nieprzeniknioną noc…

428

Naraz stodoła się zapadła, i z głębi ognistej otchłani wydarł się ostatni, przerażający krzyk…


429

Dopiero w parę dni później wydobyto z pod zgliszcz zwęglone zwłoki Koniuszewskich.

https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/z-ziemi-chelmskiej.html

Bohaterstwo unickiej rodziny Koniuszewskich

Posted in Historia, Świadectwa, Święci obok nas | 1 Comment »

126 rocznica urodzin ojca Józefa Andrasza SI

Posted by tadeo w dniu 17 października 2017

andreAPC - 2017.10.17 00.08 - 001.3d
Swego czasu Czesław Miłosz pisał, że w Polsce nie może narodzić się żaden mistyk, ponieważ nie ma u nas takiej tradycji. Mistycy mogli się pojawić się tylko tam, gdzie istniała kulturowa gleba sprzyjająca tego typu duchowości, jak np. mistyka reńska w Niemczech czy karmelitańska w Hiszpanii. W Polsce natomiast z jej ludową, powierzchowną pobożnością – twierdził Miłosz – nie jest możliwe pojawienie się głębokiej refleksji duchowej.
Osoby św. Faustyny, bł.Anieli Salawy, sł. Bożej m. Pauli Zofii Tajber ZDCH, czy siostry Kaliksty Piekarczyk ZMBM zmieniły ten stereotyp. Wszystkie były prowadzone duchowo przez Jezuitę, ojca Józefa Andrasza SI. Zachowały się duchowe dzienniki tych konsekrowanych Polek.
Ostatnio kapłan z młodego, chorwackiego Zgromadzenia Adoracji NSPJ i NSM studiując prywatne objawienia ( uznane przez Kościół)  z przełomu XIX i XX wieku zauważył że mimo podobnego przekazu jak dla siostry Faustyny, żadne z nich nie rozeszło się po świecie tak szeroko jak jej.
Tajemnicy skuteczności orędzia przekazanego św. Faustynie dopatruje się we współpracy kierowników duchowych bł. Ks. Michała Sopćki i ojca Józefa Andasza SI  z Bożą wolą.
Siostra Elżbieta Siepak ZMBM, współsiostra św. Faustyny, w jednej z konferencji powiedziała słowa że ojciec Andrasz nie miał nic swojego. Miał wszystko u Boga.
Czytając fragment z zapisków  s. Benigny Consalty jednej z ,, mniejszych sekretarek Bożego Miłosierdzia,, są tam fragmenty przekazane jej przez dusze zakonne z piekła i czyśćca.
Każda z tych dusz miała dużo, dużo swojego.
Tylko święty kapłan może doprowadzić dusze do świętości.

Cytat z „Dzienniczka” nr 712

(146) + Dziś ujrzałam ojca Andrasza w postawie klęczącej zatopionego w modlitwie i nagle stanął Jezus przy nim i wyciągnął obie ręce nad głową jego – i rzekł do mnie: On cię przeprowadzi, nie lękaj się.

Wszystkim życzę aby na takich spowiedników trafiali

Sądecki Pielgrzym

Posted in Miłosierdzie Boże, Religia, Święci obok nas | Leave a Comment »

Modlitwa o beatyfikację o. Andrasza w Zaporożu

Posted by tadeo w dniu 20 lutego 2017

     Sanktuarium Boga Ojca Miłosiernego w Zaporożu znajduje się na terenie Ukrainy w Diecezji Charkowsko- Zaporowskiej objętej wojną.
Papież Franciszek podobnie jak w kilku miejscach świata objętych wojną pozostawił tam Bramę Miłosierdzia .
     Nie skończyło się na tym duchowym geście. Papież przeznaczył 6 mln euro na pomoc dla ofiar tego konfliktu zbrojnego. Odpowiedzialnym za realizacje tego projektu pomocy uczynił budowniczego Sanktuarium Boga Ojca Miłosiernego ks. Bp Jana Sobiło.
     Pomoc trafia bezpośrednio do potrzebujących niezależnie od wyznania . Dzieje się tak dzięki dobrej, wieloletniej, współpracy ks. Bp Jana z Prawosławnymi, Protestantami i Grekokatolikami z tamtych terenów.

     W szczególną cześć w tym Sanktuarium dla Pierwszej Osoby Trójcy Przenajświętszej, Boga Ojca Miłosiernego wpisuje się Jezuita ojciec Józef Andrasz. Ruś była przez jakiś czas ostoją dla Towarzystwa Jezusowego w ciężkich dniach kasaty Zakonu. Ojciec Andrasz posługiwał duszpastersko w kościele Piotra i Pawła we Lwowie przed wybuchem II wojny światowej. Prowadził tam Sodalicję dla Panów, pełnił też funkcję kapelana wojskowego.
      Wcześniej, jak wielu ówczesnych kleryków jezuickich pobierał naukę w Bąkowicach pod Chyrowem. Są to tereny obecnej Ukrainy.
Dla wielu wiernych o. Andrasz był ojcem duchowym. Miał w zwyczaju podpisywać do nich listy + ojciec, + ojcowski. Jawi się w dzisiejszym czasie jako wzór ojcostwa, kapłaństwa. Modlą się wierni z kapłanami w tym Sanktuarium o jego beatyfikację i potrzebne łaski.

      Przez wstawiennictwo o. Andrasza ks. Biskup Jan modlił się o łaskę zjednoczenia pod berłem Boga Ojca wszystkich podzielonych Kościołów na Ukrainie.

   Ojciec Andrasz którego rodzina wywodziła się z Węgier, studiował za granicą, pracował na terenach zamieszkałych przez różne nacje, tłumaczył literaturę z obcych języków może być dobrym patronem zjednoczenia Kościoła i ludzi zwaśnionych wojną. Jego dwu braci poległo na wojnie.

Przeczytaj także:

O. Józef Andrasz SJ: (nie)zapomniany spowiednik św. Faustyny

Ojciec Andrasz spowiednik świętych

ks. Józef Andrasz SJ – kierownik duchowy Świętej Faustyny w Krakowie.

Rozwija się kult ojca Andrasza

Posted in Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna, Święci obok nas | Leave a Comment »

Msza święta o beatyfikację o. Józefa Andrasza.

Posted by tadeo w dniu 31 stycznia 2017

1 lutego mija 54. rocznica śmierci jezuity o. Józefa Andrasza, spowiednika św. Faustyny Kowalskiej. Tego dnia w jezuickim kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Nowym Sączu zostanie odprawiona Msza święta o jego beatyfikację.

plakat-kosciol-kolejowy

Nastąpi też pierwsze wykonanie utworu ku czci o. Andrasza. Po Mszy promotorka kultu, Stanisława Bogdańska, wygłosi konferencję o zakonniku.

Podczas Mszy o godz. 18 zostanie wykonany utwór „Ad maiorem Dei gloriam” („Na większą chwałę Boga” – dewiza jezuitów), do którego muzykę napisali Maciej Cisło i Jakub Hubicki. Utwór wykona organista Tomasz Wolak. Transmisja Mszy na stronie: radio.kolejowa.pl

O. Józef Andrasz (1891-1963) zajmował się kierownictwem duchowym św. Faustyny w nowicjacie i pod koniec jej życia – w sumie dwa i pół roku. Jak wiadomo z „Dzienniczka”, to właśnie on upewnił św. Faustynę na początku jej duchowej drogi, że zadanie przekazane jej przez Pana Jezusa jest prawdziwe i że powinna je wypełnić. Jest najczęściej wymienianym kapłanem (59 razy) w zapiskach Apostołki Bożego Miłosierdzia.

W 1943 r. zainicjował w Łagiewnikach publiczne nabożeństwa ku czci Bożego Miłosierdzia i poświęcił obraz Jezusa Miłosiernego. Napisał też pierwszą (nieukończoną) biografię św. Faustyny. Był cenionym rekolekcjonistą i spowiednikiem, tłumaczył i wydawał książki, był duszpasterzem kilku katolickich organizacji. Na Sądecczyźnie, skąd pochodził (urodził się w Wielopolu k. Nowego Sącza) od kilku lat rozwija się jego kult.

O Andrasz miał w zwyczaju swoje listy do penitentów podpisywać „+ ojciec”, „+ ojcowski” . Jawi  się on jako patron czcicieli pierwszej Osoby Trójcy Przenajświętszej – Boga Ojca Miłosiernego. To do Boga Ojca  zwracamy się w koronce do Bożego Miłosierdzia.

Ojciec Andrasz był gorącym propagatorem tej modlitwy z racji towarzyszenia siostrze Faustynie w jej duchowej drodze. Po jej śmierci zadbał, aby zebrać w miejscu źycia i pracy siostry Faustyny wspomnienia po przyszłej świętej. Zostały udokumentowane i okazały  się bezcenne  po wielu latach,  kiedy ruszył jej proces beatyfikacyjny.

Podobnie jak jego  patron – św. Józef doprowadził do chwały ołtarzy kilka osób a sam pozostał w cieniu.

Opatrzność Boża wynagrodziła  jego trud i cierpienia związane z krzewieniem kultu Bożego Miłosierdzia w formach przekazanych przez P. Jezusa  św. Faustynie – Łagiewniki stały się Światowym Centrum Bożego Miłosierdzia a obraz z Łagiewnik- Jezu Ufam Tobie którego powstanie nadzorował jest najbardziej rozpowszechnionym i czczonym na świecie.

Ojciec Jozef Andrasz SJ staje się  wzorem cichej, pokornej pracy kapłana i patronem osób, które modlą się o świętość  kapłanów. Cały czas powstają ,,Margaretki”, kręgi modlitewne za kapłanów przez wstawiennictwo ojca Andrasza.

Sądecki Pielgrzym

Posted in Święci obok nas | Leave a Comment »

Nieznana mistyczka – Wanda Boniszewska

Posted by tadeo w dniu 22 stycznia 2017

O siostrze Wandzie Boniszewskiej, zakonnicy z bezhabitowego Zgromadzenia Sióstr od Aniołów, noszącej stygmaty w miejscu ran Chrystusa, usłyszeliśmy w 2003 r., kiedy zmarła w podwarszawskim Konstancinie.

Urodziła się w 1907 r. na Nowogródczyźnie i tam w 1925 r. wstąpiła do zakonu. Mieszkała w domu zgromadzenia w Pryciunach pod Wilnem, gdzie aresztowano ją 11 kwietnia 1950 r. Torturowana przez NKWD, gehennę, którą przeżyła, nazwała swoim piekłem i czyśćcem na ziemi, cierpienia zaś ofiarowała Bogu. Więziona w Rosji, modliła się o nawrócenie swoich prześladowców, a także o zbawienie Stalina i Hitlera. Po zwolnieniu w 1956 r. przyjechała do Polski.

Historię jej życia mogliśmy śledzić w spektaklu pokazanym w ramach Teatru Telewizji ze świetną rolą Kingi Preis. Sztuka Grzegorza Łoszewskiego w reżyserii Wojciecha Nowaka zdobyła Grand Prix Festiwalu Dwa Teatry w roku 2008. Od kilku tygodni w księgarniach dostępne jest wydanie niezwykłych zapisków s. Wandy Boniszewskiej „Dziennik duszy. Ukryta przed światem”. To zasługa Zgromadzenia Sióstr od Aniołów.

„Niemal nieustannie jako zgromadzenie jesteśmy pytane o mistyczne dary, jakimi Bóg obdarzył naszą siostrę, także i o ten, zdaje się, największy, przywilej uczestniczenia w męce Chrystusa. Dlatego też, po rozważeniu przed Bogiem i we wspólnocie zakonnej, a także wielu zachętach osób duchownych i świeckich, zdecydowałyśmy o publikacji całości jej duchowych zapisków, opatrzonych licznymi komentarzami, rozjaśniającymi ich znaczenie” – pisze we wstępie s. Maria Piątkowska, przełożona generalna zgromadzenia.

Siostra Boniszewska chciała ukryć przed światem noszone stygmaty i widzenia Matki Bożej. Nieliczne tylko siostry wiedziały o jej przeżyciach. Niektóre rany były widoczne, inne pojawiały się i zanikały. Jak pisze we wstępie książki ks. prof. Stanisław Urbański, „pomagały jej z woli Jezusa w wypełnianiu misji cierpienia”. W chwili obłóczyn usłyszała pragnienie Jezusa: „Chcę abyś została ukrzyżowana za tych, którzy nie chcą krzyża znać, a szczególnie chcę ukrzyżować ciebie dla tych, którym łask nie skąpię”. Modliła się, wynagradzając cierpieniem za grzechy szczególnie kapłanów i zakonników. Przyjmowała na siebie choroby i cierpienia innych. W czasie zamachu na Jana Pawła II cierpiała fizycznie razem z papieżem. Dziennik duchowy s. Wandy obejmuje zeszyty z lat 1921-1980. Pisała po zachęcie lub też wprost na polecenie swoich dwóch spowiedników i kierowników duchowych, ks. Makarewicza i ks. Barwickiego, także z posłuszeństwa matce generalnej.

Jak podkreślił ks. prof. Urbański, „czytelnik nie tylko powinien poznać historię życia tej cichej, ukrytej siostry zakonnej, ale przede wszystkim powinien uznać »Dziennik duszy « za przewodnik dla rozwoju swojego życia duchowego”.

 

Siostra Wanda Boniszewska CSA, „Dziennik duszy. Ukryta przed światem”, Wydawnictwo Święty Paweł, Częstochowa 2016

http://www.idziemy.pl/wiara/nieznana-mistyczka

Przeczytaj także:

Wanda Boniszewska

Wanda Boniszewska – Stygmatyczka

Cicha pośredniczka

Śladami „ukrytej stygmatyczki” s. Wandy Boniszewskiej

 

Posted in SYLWETKI, Święci obok nas | Leave a Comment »

Reportaż. „Rola księdza jest taka, by głosić prawdę i za prawdę cierpieć”

Posted by tadeo w dniu 18 października 2016


Bł. Ks. Jerzy Popiełuszko – kapelan „Solidarności”, duszpasterz, przyjaciel. Wypełniał swoje powołanie z wielką gorliwością. Za bezkompromisowe głoszenie prawdy zapłacił najwyższą cenę. Został porwany, torturowany i bestialsko zamordowany.

apc-2016-10-18-14-20-001-3d

https://gloria.tv/video/fmWujot2imKn1ADr12TFj3rPD

19 października 2016r. 32. rocznica porwania Bł. ks. Jerzego Popiełuszki…
Zapraszam na centralne uroczystości do Kościoła Św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu – początek Mszy św. o godz. 18.00.
Udział w uroczystościach weźmie Para Prezydencka – Prezydent Andrzej Duda z małżonką…..

Posted in Filmy - Polecam, Filmy religijne, Święci obok nas | Otagowane: | Leave a Comment »

125. rocznica urodzin o. Józefa Andrasza SJ w Królowej Górnej

Posted by tadeo w dniu 11 października 2016

 

16 października br. z okazji 125. rocznicy urodzin ks. Józefa Andrasza SJ, krakowskiego kierownika duchowego św. Siostry Faustyny, w kościele parafialnym w Królowej Górnej (dekanat Nowy Sącz – Wschód) przed Mszą Świętą o 10.30 po raz pierwszy zostanie wykonany utwór „Ad maiorem Dei gloriam”. Tytuł jest łacińską dewizą Towarzystwa Jezusowego i znaczy: „Na większą chwałę Bożą”.

Utwór na podstawie „Litanii do o. Józefa Andrasza” skomponował Jakub Kubicki, muzyk i kompozytor z Zakopanego. Ojciec Józef Andrasz patronuje osobom modlącym się za kapłanów i róży rodziców modlącej się za swoje dzieci. W podsądeckich parafiach rozwija się jego prywatny kult. Są to rodzinne strony wielkiego apostoła kultu Serca Bożego i Miłosierdzia Bożego.

125. rocznica urodzin o. Józefa Andrasza SJ w Królowej Górnej

Posted in Miłosierdzie Boże, Religia, Święci obok nas | Leave a Comment »

Wspomnienia bł. ks. Michała Sopoćki(15.II)- spowiednika św. Siostry Faustyny

Posted by tadeo w dniu 31 lipca 2016

Białystok, 27 stycznia 1948 r.Są prawdy wiary świętej, które się niby zna i często o nich wspomina, ale się ich dobrze nie rozumie, ani też nimi nie żyje. Tak było ze mną co do prawdy Miłosierdzia Bożego. Tyle razy myślałem o tej prawdzie w medytacjach, szczególnie na rekolekcjach, tyle razy mówiłem o niej w kazaniach i powtarzałem w modlitwach liturgicznych, ale nie wnikałem w jej treść i w jej znaczenie dla życia duchowego; szczególnie nie rozumiałem, a na razie nawet nie mogłem się zgodzić, że Miłosierdzie Boże jest najwyższym przymiotem Stwórcy, Odkupiciela i Uświęciciela. Dopiero trzeba było prostej świątobliwej duszy, ściśle zjednoczonej z Bogiem, która – jak wierzę – z natchnienia Bożego powiedziała mi o tym i pobudziła do studiów, badań i rozmyślań na ten temat. Tą duszą, była śp. Siostra Faustyna (Helena) Kowalska ze Zgromadzenia Córek Matki Boskiej Miłosierdzia, która powoli osiągnęła to, że dzisiaj uważam sprawę kultu Miłosierdzia Bożego, a w szczególności ustanowienie święta Miłosierdzia Bożego w I niedzielę po Wielkanocy za jeden z głównych ce1ów swojego życia.
Siostrę Faustynę poznałem w lecie (w lipcu czy w sierpniu) 1933 roku, jako penitentkę w Zgromadzeniu Córek Matki Boskiej Miłosierdzia w Wilnie (ul. Senatorska 25), w którym wówczas byłem zwyczajnym spowiednikiem. Zwróciła ona moją uwagę na siebie niezwykłą subtelnością sumienia i ścisłym zjednoczeniem z Bogiem: przeważnie nie było materii do rozgrzeszenia, a nigdy nie obraziła Boga grzechem ciężkim. Już na początku oświadczyła mi, że zna mię o dawna z jakiegoś widzenia (por. Dzienniczek s. Faustyny, 34, 53, 263, 362), że mam być jej kierownikiem sumienia i muszę urzeczywistnić jakieś plany Boże, które mają być przez nią podane (por. Dzienniczek, 615, 1401, 699). Zlekceważyłem to jej opowiadanie i poddałem ją pewnej próbie, która spowodowała, że za pozwoleniem Przełożonej Siostra Faustyna zaczęła szukać innego spowiednika (por. Dzienniczek, 112, 272). Po jakimś czasie powróciła do mnie i oświadczyła, że zniesie wszystko, ale ode mnie już nie odejdzie (por.Dzienniczek, 144-145, 937-941). Nie mogę tu powtarzać, a raczej ujawniać, wszystkich szczegółów naszej rozmowy, która częściowo zawiera się w jejDzienniczku, pisanym przez nią z mego polecenia, albowiem zabroniłem jej po tym opowiadać o swoich przeżyciach na spowiedzi.
Poznając bliżej S. Faustynę skonstatowałem, że dary Ducha Świętego działają w niej w stanie ukrytym, ale w pewnych dość częstych chwilach występują bardziej jawnie, udzielając częściowo intuicji, która żywo ogarniała jej duszę, rozbudzała porywy miłości, wzniosłych heroicznych aktów poświęcenia i zaparcia się siebie. Szczególnie często występowało działanie daru umiejętności, rozumu i mądrości, dzięki którym S. Faustyna jasno widziała nicość rzeczy ziemskich, a ważność cierpienia i upokorzeń, poznawała prosto przymioty Boga, a najbardziej Jego nieskończone Miłosierdzie, nieraz znowuż wpatrywała się w nieprzystępną uszczęśliwiającą światłość; w tej niepojęcie uszczęśliwiającej światłości trzymała przez czas jakiś wzrok utkwiony, z której się wyłaniała postać Chrystusa w postawie idącej, błogosławiącego świat prawą ręką, a lewą podnoszącego szatę w okolicy serca; spod podniesionej szaty tryskały dwa promienie – blady i czerwony. S. Faustyna miewała takie i inne, zmysłowe i umysłowe widzenia już od kilku lat, i słyszała nadprzyrodzone słowa, ujmowane zmysłem słuchu, wyobrażeniem i umysłem.
W obawie przed złudzeniem, halucynacją i urojeniem S. Faustyny zwróciłem się do S. Przełożonej, Matki Ireny, by mię poinformowała, kto to jest S. Faustyna, jaką opinią cieszy się w Zgromadzeniu u Sióstr i Przełożonych, oraz prosiłem o zbadanie jej zdrowia psychicznego i fizycznego. Po otrzymaniu odpowiedzi pochlebnej dla niej pod każdym względem, jeszcze nadal przez czas jakiś zajmowałem stanowisko wyczekujące, częściowo niedowierzałem, zastanawiałem się, modliłem i badałem, jak również radziłem się kilku kapłanów światłych, co czynić, nie ujawniając, o co, i o kogo chodzi. A chodziło o urzeczywistnienie rzekomych stanowczych żądań Pana Jezusa, by namalować obraz, jaki S. Faustyna widuje, oraz ustanowić święto Miłosierdzia Bożego w I niedzielę po Wielkanocy.
Wreszcie, wiedziony raczej ciekawością, jaki to będzie obraz, niż wiarą w prawdziwość widzeń S. Faustyny, postanowiłem przystąpić do namalowania tego obrazu. Porozumiałem się z mieszkającym w jednym ze mną domu artystą – malarzem Eugeniuszem Kazimirowskim, który się podjął za pewną sumę malowania, oraz z S. Przełożoną, która zezwoliła S. Faustynie dwa razy na tydzień przychodzić do malarza, by wskazać, jaki to ma być ten obraz. Praca trwała kilka miesięcy, i wreszcie w czerwcu czy lipcu 1934 roku obraz był wykończony. S. Faustyna uskarżała się, że obraz nie jest taki piękny, jak ona widzi, ale Pan Jezus ją uspokoił i powiedział, że jaki jest, wystarczy (por.Dzienniczek, 313) i dodał: podaję ludziom naczynie, z którym mają przychodzić po łaski do mnie. Tym naczyniem jest ten obraz z podpisem „Jezu, ufam Tobie”(Dzienniczek, 327).
Na razie S. Faustyna nie potrafiła wytłumaczyć, co oznaczają promienie na obrazie. Po paru zaś dniach powiedziała, że Pan Jezus na modlitwie jej wytłumaczył: Promienie na tym obrazie oznaczają Krew i Wodę. Blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia duszę, a czerwony – oznacza krew, która jest życiem duszy. Tryskają one z Serca Mego, które zostało otwarte na krzyżu. Te promienie osłaniają duszę przed zagniewaniem Ojca Niebieskiego. Szczęśliwy, kto w ich cieniu żyć będzie, bo nie dosięgnie go sprawiedliwa ręka Boga… Obiecuję, że dusza, która czcić będzie ten obraz, nie zginie. Obiecuję, także już tu na ziemi zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi, a szczególnie w godzinę śmierci. Ja sam bronić jej będę, jako swej chwały… Pragnę, aby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia Bożego. Kto w tym dniu przystąpi do Sakramentu Miłości, ten dostąpi odpuszczenia wszystkich win i kar… Ludzkość nie znajdzie uspokojenia, dopóki się nie zwróci z ufnością do Miłosierdzia Bożego. Nim przyjdę jako Sędzia sprawiedliwy, przychodzę jako Król Miłosierdzia, by się nikt nie wymawiał w dniu sądu, który już nie jest daleki… (Dzienniczek, 299).
Obraz ten był nowej nieco treści i dlatego nie mogłem go zawiesić w kościele bez pozwolenia Arcybiskupa, którego wstydziłem się o to prosić, a tym bardziej opowiadać o pochodzeniu tego obrazu. Dlatego umieściłem go w korytarzu ciemnym obok kościoła Św. Michała (w klasztorze ss. Bernardynek), którego wówczas zostałem mianowany rektorem. O trudnościach pobytu przy tym kościele przepowiedziała mi S. Faustyna i rzeczywiście wypadki niezwykłe rozwijały się dość szybko (por Dzienniczek, 86, 90, 597).
S. Faustyna żądała, bym obraz za wszelką cenę umieścił w kościele, ale ja nie spieszyłem, wreszcie w Wielkim Tygodniu 1935 roku oświadczyła mi, że Pan Jezus żąda bym obraz umieścił na trzy dni w Ostrej Bramie, gdzie będzietriduum na zakończenie jubileuszu Odkupienia, które ma być w dniu projektowanego święta w Niedzielę Białą (por Dzienniczek, 89). Wkrótce dowiedziałem się, że będzie owe triduum, na które Ks. Proboszcz ostrobramski, kan. St. Zawadzki prosił mię, bym wygłosił kazanie. Zgodziłem się pod warunkiem umieszczenia owego obrazu, jako dekoracji w oknie krużganku, gdzie on wyglądał imponująco i zwracał uwagę wszystkich bardziej, niż obraz Matki Boskiej. Po nabożeństwie obraz został umieszczony na starym miejscu w ukryciu, i pozostawał tam jeszcze dwa lata.
Dopiero 1 kwietnia 1937 roku prosiłem Jego Ekscelencję Arcybiskupa Metropolitę Wileńskiego o pozwolenie na zawieszenie tego obrazu w kościele Św. Michała, którego jeszcze wówczas byłem rektorem. J.E. Arcybiskup Metropolita powiedział, że o tym nie chce sam decydować, a poleci obejrzeć ten obraz komisji, którą zorganizuje Ks. kan. Adam Sawicki, Kanclerz Kurii Metropolitalnej. Kanclerz kazał na dzień 2 kwietnia wystawić obraz w zakrystii kościoła Św. Michała, gdyż nie wiedział, o której godzinie nastąpi jego oglądanie. Będąc zajęty pracą w Seminarium Duchownym i Uniwersytecie, nie byłem obecny przy oglądaniu obrazu i nie wiem, w jakim składzie była owa komisja.
Dnia 3 kwietnia 1937 r. J.E. Arcybiskup Metropolita Wileński powiadomił mię, że ma już dokładne informacje o tym obrazie i zezwala na poświęcenie i zawieszenie go w kościele z zastrzeżeniem, by nie zawieszać w ołtarzu i nie mówić nikomu o jego pochodzeniu. Obraz tegoż dnia został poświęcony i zawieszony obok wielkiego ołtarza po stronie lekcji, skąd parokrotnie brano go do parafii Św. Franciszka (po Bernardyńskiej) na procesję Bożego Ciała do urządzanych ołtarzy. 28 grudnia 1940 roku ss. Bernardynki przeniosły go w inne miejsce, przy tym obraz został nieco uszkodzony, a w 1942 roku, gdy one zostały aresztowane przez władze niemieckie, obraz wrócił na dawne miejsce obok wielkiego ołtarza, gdzie pozostaje dotychczas, otaczany wielką czci, wiernych i ozdabiany licznymi wotami (obraz Jezusa Miłosiernego wisiał w kościele Św. Michała w Wilnie do 1951 r. W 1948 r. kościół zamknięto. W latach 1951-1956 obraz był ukryty i przechowany w prywatnym mieszkaniu. W latach 1956-1985 przebywał w kościele w Nowej Rudzie k. Grodna. W 1985 r. obraz powrócił do Wilna, do kościoła Świętego Ducha. Umieszczono go na bocznym filarze, dopasowując do wielkości miejsca. Na prośbę proboszcza, Ks. Aleksandra Kaszkiewicza (obecnego biskupa grodzieńskiego), na obrazie umieszczono napis: Jezu, ufam Tobie! Papież Jan Paweł II modlił się przed obrazem Pana Jezusa Miłosiernego dnia 5 września 1993 r., podczas pielgrzymki na Litwę. W przemówieniu nazwał ten obraz Świętym Wizerunkiem. Obecnie obraz znajduje się w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Wilnie (dawny kościół Świętej Trójcy).
W parę dni po triduum w Ostrej Bramie S. Faustyna opowiedziała mi swoje przeżycia w czasie tej uroczystości, które są szczegółowo opisane w jejDzienniczku (417). Następnie 12 maja widziała w duchu konającego Marszałka J. Piłsudskiego i opowiadała o strasznych jego cierpieniach (por Dzienniczek, 425). Pan Jezus miał jej to pokazać i powiedzieć: Patrz, czym kończy się wielkość tego świata. Widziała następnie sąd nad nim, a gdy zapytałem, czym on się skończył, odpowiedziała: Zdaje się Miłosierdzie Boże za przyczyną Matki Boskiej zwyciężyło.
Wkrótce rozpoczęły się przepowiedziane przez S. Faustynę wielkie trudności (w związku z pobytem moim przy kościele Św. Michała), które wciąż się potęgowały, a wreszcie doszły do kulminacyjnego punktu w styczniu 1936 roku (por Dzienniczek, 596). O tych trudnościach prawie nikomu nie mówiłem, aż dopiero w dniu krytycznym prosiłem S. Faustynę o modlitwę. Ku wielkiemu memu zdziwieniu, w jednym tymże samym dniu wszystkie trudności prysły, jak bańka mydlana. Zaś S. Faustyna opowiedziała, że przyjęła moje cierpienia na siebie i tego dnia doznała ich tyle, jak nigdy w życiu. Gdy następnie w kaplicy prosiła Pana Jezusa o pomoc, usłyszała słowa: Sama podjęłaś się cierpieć za niego, teraz się wzdrygasz? Dopuściłem na cię tylko część jego cierpień. Tu z całą dokładnością opowiedziała mi przyczynę moich trudności, które podobno zostały jej zakomunikowane w sposób nadprzyrodzony. Dokładność ta była bardzo uderzająca, tym bardziej, że o szczegółach sama w żaden sposób wiedzieć nie mogła. Podobnych wypadków było kilka (por Dzienniczek, 90, 422, 1272).
W połowie kwietnia 1936 roku S. Faustyna z rozporządzenia Przełożonej Generalnej wyjechała do Walendowa, a następnie do Krakowa. Ja zaś poważniej zastanowiłem się nad ideą Miłosierdzia Bożego (por Dzienniczek, 762, 1390) i zacząłem szukać u Ojców Kościoła potwierdzenie tego, że ono jest największym przymiotem Boga, jak mówiła S. Faustyna, bo u nowszych teologów nic na ten temat nie znalazłem. Z wielką radością spotkałem podobne wyrażenia u Św. Fulgencjusza, u Św. Ildefonsa, a już najwięcej u Św. Tomasza, u Św. Augustyna, który komentując Psalmy obszernie się rozwodził nad Miłosierdziem Bożym, nazywając je najwyższym przymiotem Boga.
Wówczas już nie miałem wątpliwości poważnych, co do nadprzyrodzoności objawień S. Faustyny i zacząłem od czasu do czasu umieszczać artykuły na temat Miłosierdzia Bożego w czasopismach teologicznych, uzasadniając rozumowo i liturgicznie potrzebę święta Miłosierdzia Bożego w I niedzielę po Wielkanocy, a w czerwcu 1936 roku wydałem w Wilnie pierwszą broszuręMiłosierdzie Boże z obrazkiem Najmiłosierniejszego Chrystusa na okładce (porDzienniczek, 711, 911, 1081). Tę pierwszą publikację posłałem przede wszystkim JJ.EE. Biskupom, zebranym na konferencji Episkopatu w Częstochowie, ale od żadnego z nich nie otrzymałem odpowiedzi. W roku następnym 1937 wydałem w Poznaniu drugą broszurę pod tytułemMiłosierdzie Boże w liturgii, której recenzję znalazłem w kilku teologicznych czasopismach na ogół bardzo przychylną. Umieściłem również kilka artykułów w dziennikach wileńskich, ale nigdzie nie ujawniałem, że S. Faustyna była tącausa movens.
W roku 1937 w sierpniu odwiedziłem S. Faustynę w Łagiewnikach i znalazłem w jej Dzienniczku Nowennę o Miłosierdziu Bożym (por Dzienniczek, 1209-1229), która się mi bardzo podobała. Na pytanie, skąd ją ma, odpowiedziała, że podyktował jej tę modlitwę sam Pan Jezus. Już przedtem ponoć Pan Jezus nauczył ją Koronki do tegoż Miłosierdzia (por Dzienniczek, 476) i innych modlitw, które postanowiłem opublikować. Na podstawie niektórych wyrażeń, zawartych w tych modlitwach, ułożyłem litanię o Miłosierdziu Bożym, którą wraz z Koronką i Nowenną, oddałem p. Cebulskiemu (Kraków ul. Szewska 22) celem uzyskania imprimatur w Kurii Krakowskiej i wydrukowania z obrazkiem Miłosierdzia Bożego na okładce. Kuria Krakowska udzieliła imprimatur za № 67l, a w październiku ukazała się owa nowenna z koronką, i litanią na półkach księgarskich (por Dzienniczek, 1254-1255).


W roku 1939 sprowadziłem pewną ilość tych obrazków i nowenn do Wilna, a po wybuchu wojny i wkroczeniu wojsk ZSRR (19 września 1939) prosiłem J.E. Arcybiskupa Metropolitę Wileńskiego o pozwolenie na ich kolportaż z informacją o pochodzeniu przedstawionego na tych koronkach obrazu, na co uzyskałem ustną zgodę. Wówczas rozpocząłem szerzyć prywatny kult tego obrazu oraz ułożone przez Siostrę Faustynę i zaaprobowane w Krakowie modlitwy. Po wyczerpaniu nakładu krakowskiego zmuszony byłem powielać owe modlitwy na maszynie, a gdy nie mogłem nadążyć wobec wielkiego zapotrzebowania, prosiłem Wileńską Kurię Metropolitalną o pozwolenie na przedruk z dodaniem na pierwszej stronicy wyjaśnień co do treści obrazu i uzyskałem ją z podpisem cenzora Ks. prał. Leona Żebrowskiego z dnia 6 listopada 1940 r. oraz J.E. Biskupa Sufragana Kazimierza Michalkiewicza i Notariusza Kurii Ks. J. Ostrejki z dnia 7 listopada 1940 r. za № 35.
Zaznaczam, że nie wiedziałem, czy i kto podpisze imprimatur, i w tej sprawie nie porozumiewałem się z J.E. Biskupem Sufraganem, który w parę tygodni po tym zmarł. Ks. prałat Żebrowski poczynił, jako cenzor, pewne poprawki stylistyczne w tekście wydania krakowskiego, lecz ogół wiernych wolał pozostawić ten tekst bez zmiany. Toteż za zgodą Cenzora zwróciłem się do Kurii powtórnie (już po śmierci J.E. Biskupa Sufragana) z prośbą, o aprobatę tych modlitw bez poprawek. Ks. Notariusz – J. Ostrejko zaniósł podanie do Metropolity, który przez tegoż Notariusza powiedział bym korzystał z aprobaty, podpisanej przez śp. Biskupa Sufragana, co też i uczyniłem. Rozwiodłem się nad tą okolicznością dlatego, że potem zaczęto mówić (w sferach oficjalnych), iż uzyskałem tę aprobatę jakimś podstępem.
Jeszcze w Wilnie S. Faustyna opowiadała, że ma przynaglenie, by wystąpić ze Zgromadzenia Matki Boskiej Miłosierdzia celem założenia nowego zgromadzenia zakonnego (por Dzienniczek, 435). Uważałem to przynaglenie za pokusę i radziłem nie traktować tego poważnie. Po tym w listach z Krakowa wciąż pisała o tym przynagleniu i wreszcie uzyskała pozwolenie swego nowego spowiednika i przełożonej generalnej na wystąpienie pod warunkiem, że ja na to się zgodzę. Obawiałem się brać tego na swą odpowiedzialność i odpisałem, że zgodziłbym się tylko wówczas, jeżeli spowiednik krakowski i przełożona generalna nie tylko pozwolą, ale każą wystąpić. Takiego rozkazu S. Faustyna nie uzyskała i dlatego uspokoiła się i pozostała w swoim Zgromadzeniu do śmierci (por Dzienniczek, 750-751, 1115 1401). W roku 1938 przybyłem do Krakowa na Zjazd Zakładów Teologicznych w połowie września i znalazłem S. Faustynę w Szpitalu Zakaźnym na Prądniku, już zaopatrzoną na śmierć.
Odwiedzałem ją w ciągu tygodnia i między innymi rozmawiałem na temat tego zgromadzenia, które ona chciała założyć, a teraz umiera, zaznaczając, że to było złudzeniem, jak również może złudzeniem były i wszystkie inne rzeczy, o których ona mówiła. S. Faustyna obiecała na ten temat rozmawiać z Panem Jezusem na modlitwie. Dnia następnego odprawiłem Mszę Św. na intencję S. Faustyny, w czasie której przyszła mi myśl, że tak, jak ona nie potrafiła namalować tego obrazu, a tylko wskazała, nie potrafiłaby i założyć nowego zgromadzenia, a tylko dała ramowe wskazówki; przynaglenia zaś oznaczają, konieczność w nadchodzących strasznych czasach tego nowego zgromadzenia. Gdy następnie przybyłem do szpitala i zapytałem, czy ma coś do powiedzenia w tej sprawie, odpowiedziała, że nie potrzebuje nic mówić, bo już mię Pan Jezus w czasie Mszy Św. oświecił.
Następnie dodała, że mam głównie się starać o święto Miłosierdzia Bożego w I niedzielę po Wielkanocy, że nowym zgromadzeniem mam się zbyt nie zajmować, że po pewnych znakach poznam, kto i co ma w tej sprawie czynić, że w kazaniu, które tego dnia wygłosiłem przez radio, nie było zupełnie czystej intencji (rzeczywiście tak było), że mam głównie o nią się w całej tej sprawie starać; że widzi, jak w małej drewnianej kapliczce, w nocy przyjmuję śluby od pierwszych sześciu kandydatek do tego zgromadzenia (por Dzienniczek, 613); że prędko ona umrze; i że już wszystko, co miała do powiedzenia i napisania załatwiła.
Jeszcze przedtem opisała mi wygląd kościółka i domu pierwszego zgromadzenia oraz ubolewała nad losem Polski, którą bardzo kochała, i za którą często się modliła. Idąc za radą Św. Jana od Krzyża, zawsze prawie opowiadania S. Faustyny traktowałem obojętnie i nie pytałem o szczegóły. W tym wypadku również nie zapytałem, jaki to los ma spotkać Polskę, że ona tak ubolewa? Sama zaś mi tego nie powiedziała, tylko westchnąwszy zakryła twarz od zgrozy obrazu, który prawdopodobnie wówczas widziała.
Wszystko prawie, co przepowiedziała w sprawie tego zgromadzenia najdokładniej się spełniło. I gdy w Wilnie w 16 listopada roku 1944 przyjmowałem w nocy śluby prywatne pierwszych sześciu kandydatek w drewnianej kaplicy ss. Karmelitanek (por Dzienniczek, 613), albo gdy w trzy lata później przybyłem do pierwszego domu tego zgromadzenia w Myśliborzu, byłem zdumiony uderzającym podobieństwem tego, co mi mówiła śp. S. Faustyna.
Przepowiedziała również dość szczegółowo trudności i nawet prześladowania, jakie mię spotkają w związku z szerzeniem kultu Miłosierdzia Bożego i staraniem o ustanowienie święta tej nazwy w Niedzielę Przewodnią. Łatwiej było znieść to wszystko w przeświadczeniu, że taka była w całej tej sprawie wola Boża od początku (por Dzienniczek, 90).
Przepowiedziała mi śmierć swoją 26 września, że za 10 dni umrze, a 5 października umarła. Z braku czasu na pogrzeb przyjechać nie mogłem.
Co sądzić o Siostrze Faustynie i jej objawieniach? Pod względem naturalnego usposobienia była to osoba zupełnie zrównoważona bez cienia psychoneurozy lub histerii. Naturalność i prostota cechowała jej obcowanie zarówno z siostrami w Zgromadzeniu, jak z osobami obcymi. Nie było w niej żadnej sztuczności i teatralności, żadnej wymuszoności, ani chęci zwracania uwagi na siebie. Przeciwnie, starała się niczym nie wyróżniać od innych, a o swych przeżyciach wewnętrznych nikomu nie mówiła oprócz spowiednika i przełożonych. Uczuciowość jej była normalna, ujęta w karby woli, nie ujawniająca się łatwo w odmiennych nastrojach i wzruszeniach. Nie ulegała żadnej depresji psychicznej, ani zdenerwowaniu w niepowodzeniach, które znosiła spokojnie z poddaniem się woli Bożej.
Pod względem umysłowym była roztropna i odznaczała się zdrowym sądem o rzeczach, chociaż nie miała prawie żadnego wykształcenia: zaledwie umiała pisać z błędami i czytać. Udzielała trafnych rad swoim współtowarzyszkom, gdy się do niej zwracały, a parokrotnie sam dla próby podsunąłem jej pewne wątpliwości, które rozstrzygnęła bardzo trafnie. Wyobraźnia jej była bogata, ale nie egzaltowana. Często nie potrafiła sama odróżnić działania swej wyobraźni od działania nadprzyrodzonego, szczególnie gdy chodziło o wspomnienia z przeszłości. Gdy jednak zwróciłem jej na to uwagę i kazałem podkreślić wDzienniczku tylko to, o czym może przysiąc, że na pewno nie jest wytworem jej wyobraźni, sporo z swoich dawnych wspomnień opuściła.
Pod względem moralnym była zupełnie szczera bez najmniejszej przesady i cienia kłamstwa: zawsze mówiła prawdę, chociaż czasami to sprawiało jej przykrość. W roku 1934, w lecie, przez kilka tygodni byłem nieobecny, a S. Faustyna nie zwierzała się innym spowiednikom z swoich przeżyć. Po powrocie dowiedziałem się, że ona spaliła swój Dzienniczek w następujących okolicznościach: ponoć zjawił się jej anioł i kazał wrzucić go do pieca, mówiąc:Głupstwo piszesz i narażasz tylko siebie i innych na wielkie przykrości. Cóż ty masz z tego miłosierdzia? Po co czas tracisz na pisanie jakichś urojeń! Spal to wszystko, a będziesz spokojniejsza i szczęśliwsza! itp. S. Faustyna nie miała kogo się poradzić, i gdy widzenie się powtórzyło, spełniła polecenie rzekomego anioła. Po tym zorientowała się, że postąpiła źle. Opowiedziała mi wszystko i spełniła polecenie odpisania wszystkiego na nowo.
Pod względem cnót nadprzyrodzonych czyniła wyraźny postęp. Wprawdzie od początku widziałem w niej ugruntowaną i wypróbowaną cnotę czystości, pokory, gorliwości, posłuszeństwa, ubóstwa oraz miłości Boga i bliźniego, ale można było łatwo skonstatować stałe stopniowe ich wzrastanie, szczególnie pod koniec życia potęgowanie się miłości Boga, którą ujawniała w swych wierszach. Dziś nie pamiętam dokładnie ich treści, ale ogólnie przypominam swój zachwyt co do treści (nie co do formy), gdy w roku 1938 je odczytywałem.
Raz widziałem S. Faustynę w ekstazie. Było to 2 września 1938 roku, gdy ją odwiedzałem w szpitalu na Prądniku i pożegnałem ją, by odjechać do Wilna. Odszedłszy kilkadziesiąt kroków, przypomniałem, że przyniosłem jej kilkadziesiąt egzemplarzy wydanych w Krakowie, a ułożonych przez nią modlitw (nowenna, litania i koronka) o Miłosierdziu Bożym. Wróciłem natychmiast, by je wręczyć. Gdy otworzyłem drzwi do separatki, w której się ona znajdowała, ujrzałem ją zatopioną w modlitwie w postawie siedzącej, ale prawie unoszącej się nad łóżkiem. Wzrok jej był utkwiony w jakiś przedmiot niewidzialny, źrenice nieco rozszerzone, na razie nie zwróciła uwagi na moje wejście, a ja nie chciałem jej przeszkadzać i zamierzałem się cofnąć; wkrótce jednak ona przyszła do siebie, spostrzegła mnie i przeprosiła, że nie słyszała mego pukania do drzwi ani wejścia. Wręczyłem jej owe modlitwy i pożegnałem, a ona powiedziała: Do zobaczenia się w niebie! Gdy następnie 26 września odwiedziłem ją po raz ostatni w Łagiewnikach, nie chciała ze mną już rozmawiać, a może raczej nie mogła, mówiąc: zajęta jestem obcowaniem z Ojcem Niebieskim, rzeczywiście robiła wrażenie nadziemskiej istoty. Wówczas już nie miałem najmniejszej wątpliwości, że to, co się znajduje w jejDzienniczku o Komunii św., udzielanej w szpitalu przez Anioła, odpowiada rzeczywistości.
Co się tyczy przedmiotu objawień S. Faustyny, nie ma w nim nic, co by się sprzeciwiało wierze albo dobrym obyczajom, lub dotyczyło opinii spornych między teologami. Przeciwnie, wszystko zmierza do lepszego poznania i ukochania Boga.
Obraz jest wykonany artystycznie i stanowi cenny dorobek w religijnej sztuce współczesnej (Protokół Komisji w sprawie oceny i konserwacji obrazu Najmiłosierniejszego Zbawiciela w kościele Św. Michała w Wilnie z dnia 27 maja 1941 r. podpisany przez rzeczoznawców: prof. historii sztuki dr M. Morelowskiego, prof. dogmatyki Ks. dr L. Puciatę, i konserwatora Ks. dr P. Śledziewskiego).
Kult Miłosierdzia Bożego (prywatny w formie nowenny, koronki i litanii) i publiczny (w formie projektowanego święta) nie tylko w niczym nie sprzeciwia się dogmatom ani liturgii, ale zmierza do wyjaśnienia prawd wiary świętej i poglądowego przedstawienia tego, co dotychczas w liturgii było tylko w zawiązku, do uwypuklenia i przedstawienia światu całemu tego, o czym obszernie pisali Ojcowie Kościoła, co miał na myśli Autor liturgii, a czego dziś domaga się wielka nędza ludzka. Intuicję prostej zakonnicy, zaledwie umiejącej katechizm, w rzeczach tak subtelnych, tak trafnych i odpowiadających psychologii dzisiejszego społeczeństwa, inaczej nie da się wytłumaczyć jak tylko nadprzyrodzonym działaniem i oświeceniem.
Niejeden teolog po długich studiach nie potrafiłby nawet w przybliżeniu rozwiązać trudności tych tak trafnie i łatwo, jak to uczyniła S. Faustyna. Wprawdzie do nadprzyrodzonego działania w duszy S. Faustyny nieraz dołączało się działanie jej ludzkiej dość żywej wyobraźni, wskutek czego pewne rzeczy zostały przez nią nieświadomie nieco przeinaczone, ale to się zdarzało u wszystkich ludzi tego rodzaju, jak świadczą ich życiorysy, np. Św. Brygidy, Katarzyny Emmerich, Marii de Agreda, Joanny d’Arc itp. Tym da się wytłumaczyć niezgodność opisu S. Faustyny o jej przyjęciu do klasztoru z zeznaniami Przewielebnej Matki Generalnej Michaeli Moraczewskiej, a może jeszcze i inne podobne wyrażenia jej w Dzienniczku. Zresztą to są wypadki dawne, o których mogły obie strony zapomnieć, albo nieco zmienić – wypadki, które do istoty rzeczy nie należą.
Skutki objawień S. Faustyny zarówno w jej duszy, jak również w duszach innych ludzi przeszły wszelkie oczekiwania. O ile z początku S. Faustyna nieco się trwożyła, obawiała się możliwości wykonania poleceń i uchylała się od nich, o tyle stopniowo się uspokajała i doszła do stanu zupełnego bezpieczeństwa, pewności i wewnętrznej głębokiej radości: stawała się coraz bardziej pokorna i posłuszna, coraz bardziej zjednoczona z Bogiem i cierpliwa, zgadzając się najzupełniej i we wszystkim z Jego wolą. Chyba nie trzeba rozwodzić się nad skutkami tych objawień w duszach innych ludzi, którzy się o tym objawieniu dowiedzieli, gdyż fakty za siebie mówią najlepiej. Liczne wota (około 150) przy obrazie Najmiłosierniejszego Zbawiciela w Wilnie i wielu innych miastach dostatecznie świadczą o łaskach, udzielanych czcicielom Miłosierdzia Bożego zarówno w kraju jak i za granicą. Ze wszystkich stron nadchodzą wiadomości o przedziwnych wysłuchaniach Miłosierdzia Bożego nieraz wyraźnie cudownych.
Reasumując powyższe, moglibyśmy łatwo wyprowadzić wniosek; ale ponieważ ostateczna decyzja w tej sprawie zależy od nieomylnej instytucji w Kościele, dlatego z całą uległością poddajemy się jej i najspokojniej wyroku oczekujemy.
Białystok, 27 stycznia 1948 r.-bł.ks.M.Sopoćko

Posted in Miłosierdzie Boże, Religia, Św. Faustyna, Święci obok nas | Otagowane: | Leave a Comment »

ŚW. BRAT ALBERT

Posted by tadeo w dniu 12 lipca 2016

 

Dobrze by takim było być
Szczęśliwym, lecz nie ogłupiałym
I prostym, ale nie prostakiem
I mądrym, nie zarozumiałym.

Wymagającym, nie tyranem
I kochającym, nie kochliwym
Dostojnym być, lecz nie wyniosłym
I dobrym, a nie pobłażliwym.

Co dnia wierzę, że – uda się.

Odważnym, a nie hardym być
Stanowczym, ale nie upartym
I ufnym być, lecz nie naiwnym
Nie złotym, ale czegoś wartym.

Służebnym być, lecz nie służalczym
Troskliwym, ale nie nachalnym
Człowiekiem ludzkim nade wszystko
Choć niekoniecznie idealnym.

Adam Chmielowski urodził się 20 sierpnia 1845 r. w Igołomi k. Krakowa. Był najstarszym dzieckiem Wojciecha i Józefy, miał trójkę rodzeństwa. W 1853 r. zmarł mu ojciec, a w czternastym roku życia osierociła go matka. Jako osiemnastoletni student Szkoły Rolniczo-Leśnej w Puławach brał udział w powstaniu styczniowym., został ranny, w wyniku czego amputowano mu nogę.

Rozpoczął studia malarskie, tworzył dzieła, w których coraz częściej pojawiała się tematyka religijna. Jego słynny obraz Ecce Homo, znamionujący zachodzące w nim przemiany. Adam Chmielowski postanowił oddać swe życie na wyłączną służbę Bogu. Wstąpił do Zakonu Jezuitów, jednak po pół roku opuścił nowicjat i wyjechał na Podole do swego brata Stanisława. Tam związał się z tercjarstwem św. Franciszka z Asyżu i prowadził pracę apostolską wśród ludności wiejskiej. W 1884 r. wrócił do Krakowa. Powodowany heroiczną miłością Boga i bliźnich poświęcił swe życie służbie bezdomnym i opuszczonym. Otwierał dla nich przytuliska, aby przez stworzenie godziwych warunków życia ratować w nich ludzką godność i kierować ku Bogu. Oddając się z biegiem czasu coraz pełniej posłudze ubogim rezygnował stopniowo z malowania obrazów, ale przestając być artystą w ścisłym tego słowa znaczeniu stawał się artystą jeszcze pełniej, odnawiając piękno znieważonego oblicza Chrystusa w człowieku z marginesu społecznego i dna moralnego. Zakładał również domy dla sierot, kalek, starców i nieuleczalnie chorych. Pomagał bezrobotnym, wyszukując dla nich pracę.

Słynne są słowa Brata Alberta:

„trzeba każdemu dać jeść, bezdomnemu miejsce, a nagiemu odzież; bez dachu i kawałka chleba może on już tylko kraść albo żebrać dla utrzymania życia.”

Jako człowiek wyjątkowego talentu, wrażliwy artysta, przez wiele lat poszukiwał Adam Chmielowski coraz dojrzalszych wymiarów piękna dobra i prawdy. Znalazł je w drugim człowieku, i to w tym najbiedniejszym, w którego twarzy dostrzegł znieważone oblicze Chrystusa.

Jak powiedział o nim kard. Karol Wojtyła:

„rzucony na kolana przed majestatem Bożym, upadł na kolana przed majestatem człowieka i to najbiedniejszego, najbardziej upośledzonego, przed majestatem ostatniego nędzarza”.

Wszystko to, co złożyło się na drogę życia św. Brata Alberta, stało się podłożem jego duchowości. Bezpośrednim wzorcem kształtującym duchowość św. Brata Alberta jest św. Franciszek z Asyżu. Jakkolwiek Brat Albert czerpał też z innych źródeł, np. jak od św. Jana od Krzyża i św. Wincentego a Paulo, jednak przede wszystkim reprezentuje on ducha franciszkańskiego, nadając mu swoiste, oryginalne ujęcie. Całe życie Chrystusa było dla św. Brata Alberta objawieniem niepojętej miłości Boga ku ludziom. Za przykładem św. Franciszka rozmiłował się szczególnie w tajemnicy Żłóbka, Krzyża i Męki Chrystusa oraz Eucharystii.

Wolę Bożą odkrywał św. Brat Albert w głębokiej i pokornej modlitwie, sięgającej kontemplacji. Charakterystycznym rysem jego duchowości było łączenie modlitwy z twardym czynem posługi bliźnim oraz przekształcanie pracy w modlitwę, dopełnianą w najpiękniejszej formie całkowitym darem z siebie.” Jeśliby cię zawołano do biedaka idź natychmiast do niego – mawiał – choćbyś był w świętym zachwyceniu, gdyż opuścisz Chrystusa dla Chrystusa”

Dla św. Brata Alberta ubóstwo było najpełniejszym uczestnictwem w ubóstwie samego Chrystusa Pana, który będąc bogaty, dla nas stał się ubogim, aby nas ubóstwem Swoim ubogacić Ubóstwo św. Brata Alberta miało źródło w całkowitym zawierzeniu Bożej Opatrzności: wszystko zdawać na Opatrzność – powtarzał. Była to prosta konsekwencja tego, że kto wybiera Boga, ten w Nim znajduje wszystko i staje się wewnętrznie wolnym od dóbr tego świata.

Z ubóstwem łączył św. Brat Albert ducha pokuty, jako drogi oczyszczenia serca i ekspiacji Bogu za grzechy świata. Pokuta miała charakter pogodny i radosny, jako wyraz wdzięczności Chrystusowi za Jego mękę odkupieńczą. Wyrażała się ona w prostym stylu życia i chętnym podejmowaniu trudów w służbie Bogu i bliźnim. Charakterystyczną cechą duchowości św. Brata Alberta była wrodzona dobroć serca.

Trudno byłoby pominąć w życiu wewnętrznym św. Brata Alberta szczególny rys duchowości maryjnej. W notatkach osobistych zostawił między innymi takie świadectwo o Matce Bożej: Ona mnie prowadziła przez całe życie. Pisał także: Matkę Najświętszą obieram za Patronkę w moich trudnościach. Chcę Ją czcić osobnym nabożeństwem przez cały ciąg życia i całą wieczność. Św. Brata Alberta znamionowała głęboka pokora serca i pełne zawierzenie Bogu, który w Swej nieskończonej miłości użył go za narzędzie Swego Miłosierdzia, obdarzając specjalnym charyzmatem służby ludziom najbiedniejszym.

Do końca oddany dziełu miłosierdzia dla najuboższych, po prawie 30 latach służby zmarł Brat Albert w opinii świętości w sam dzień Bożego Narodzenia 1916 roku. Jego pogrzeb był manifestacja uznania i miłości. Cały Kraków żegnał tego „najpiękniejszego człowieka pokolenia”. Obok duchowieństwa, władz, świata artystycznego w pochodzie za trumną szedł tłum najbiedniejszych. Nazywany drugim św. Franciszkiem z Asyżu, gdyż jak on wcielał w swe życie z prostotą i dosłownością całą treść Ewangelii, pozostał jednocześnie Brat św. Brat Albert na zawsze artystą, by służyć pięknu w sponiewieranym człowieczeństwie.

Brat Albert pokazał:

„kto chce prawdziwie czynić miłosierdzie musi sam stać się „bezinteresownym darem” dla drugiego człowieka. Służyć bliźniemu to według niego przede wszystkim dawać siebie: „być dobrym jak chleb”.
(Jan Paweł II, „List do Zgromadzeń Albertyńskich”).

Słowa Brata Alberta:

„Powinno się być dobrym jak chleb. Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się, jeśli jest głodny.”

„Każdego biedaka, co pode drzwi przyjdzie, trzeba przyjąć na dłużej czy na krócej i dać, co można, choćby przez to trochę biedować albo reszcie obroku ująć.”

„Królu niebios cierniem ukoronowany, ubiczowany, w purpurę odziany, Królu znieważony, opluwany, bądź królem i panem naszym tu i na wieki.

Amen


słynne -„Ecce Homo” – Malował Adam Chmielowski-Brat Albert

Modlitwy Brata Alberta

Chciałbym i proszę Miłosierdzia Cierpiącego za moje grzechy, abym dla wywdzięczenia się Panu mógł także cierpieć wszystko co by Jego łasce dać mi się podobało. Daj. Daj. Tak mi Panie Jezu dopomóż. Pomnóż siłę do kochania tylko Ciebie i wszystkich ludzi dla Ciebie. Daj, żebym był do Ciebie podobny.

Oddaję Panu Jezusowi moją duszę, rozum, serce i wszystko co mam. Ofiaruję się na wszystkie wątpliwości, oschłości wewnętrzne, udręczenia i męki duchowne, na wszystkie upokorzenia i wzgardy, na wszystkie boleści ciała i choroby, a za to nic nie chcę ani teraz, ani po śmierci, ponieważ tak czynię z miłości dla samego Pana Jezusa.

Formuła ofiarowania się Panu Jezusowi ułożona przez św. Brata Alberta dla Bł. Siostry Bernardyny Jabłońskiej.

Jak czego brakuje, to prosić i polecić Panu Jezusowi i być najspokojniejszą, że On wszystkiemu zaradzi.

http://www.vismaya-maitreya.pl/wielcy_ludzie_sw_brat_albert.html

Posted in Święci obok nas | Leave a Comment »

Przemysłowo-Pracodawcze promieniowanie Jezusem

Posted by tadeo w dniu 21 kwietnia 2016

Autor

Kiedy sklep był już zaopatrzony w produkty żywnościowe i inne potrzebne dla miejscowej ludności rzeczy – dnia 10 października (1931 r.) przyjechał Przew. Ojciec Andrasz TJ rano ze Mszą świętą, którą odprawił w intencji uproszenia błogosławieństwa Bożego na rozpoczęci pracy w Odgałęzieniu Przemysłowo-Pracodawczym.

Odgałęzienie Przemysłowo-Pracodawcze…wyobraźmy sobie hipermarket z obsługą osób konsekrowanych. Trudno uznać to za żart, ponieważ takie były plany młodych „konsekrowanych wizjonerów”. Plany ich albo wizje, proroczo się już wypełniły i wypełniają. Może w ten plan wpisana jest nie jedna osoba z naszego Duszpasterstwa Przedsiębiorców i Pracodawców TALENT?


„Konsekrowani Wizjonerzy”

Założycielka Zgromadzenia Najświętszej Duszy Chrystusa Pana – Paula Zofia Tajber i kierownik duchowy stowarzyszenia – jezuita ojciec Józef Andrasz, byli rówieśnikami.

Zofia Tajber, córka przemysłowca Rudolfa Tajbera, urodziła się w 1890 roku w Białej Podlaskiej, gdzie jej ojciec wraz z p. Rabbe założył tartak i fabrykę kopyt szewskich. Była muzykiem wysokiej klasy i wysokimi kwalifikacjami. W roku 1920, tracąc wszystko na wschodzie, przedarła się cudem z rewolucyjnej Rosji do Krakowa. Z niesamowitymi trudami, bez środków materialnych za zgodą Księcia Kardynała Sapiehy tworzy Stowarzyszenie religijne poświęcone czci Najświętszej Duszy Chrystusa Pana. Już sama nazwa sugeruje słusznie mistyczny charyzmat, co mylnie kojarzy nam się często z jakimś „bujaniem w obłokach”. Prawdziwie mistycy bardzo twardo stąpają po ziemi. Nie mając zaplecza bogatych krewnych czy Kościoła, Zofia Tajber sama ze współtowarzyszkami wypracowywała rękoma chleb powszedni. Zaczeło się w latach 20-tych we wsi Biały Prądnik, obecnie dzielnica Krakowa. Poniżej fragment kroniki Zgromadzenia:

Dnia 10 X 1931 r.
Poświęcenie pierwszego sklepu Stowarzyszenia

Kiedy sklep był już zaopatrzony w produkty żywnościowe i inne potrzebne dla miejscowej ludności rzeczy – dnia 10 października (1931 r.) przyjechał Przew. Ojciec Andrasz TJ rano ze Mszą świętą, którą odprawił w intencji uproszenia błogosławieństwa Bożego na rozpoczęci pracy w Odgałęzieniu Przemysłowo-Pracodawczym. Po Mszy świętej Przew. O. Andrasz jako Kierownik Stowarzyszenia naszego, dokonał ceremonii poświęcenia i otwarcia sklepu.

Kierowniczką sklepu – jak już wspomniałam – została s. Maria Sławińska, do pomocy jej s. Benedykta Popielarz.

Po dokonaniu ceremonii poświęcenia Siostra Kierowniczka ze swoją pomocnicą zaraz objęły swój urząd za ladą. A Ksiądz Kierownik na zapoczątkowanie – stanąwszy przed ladą, jako pierwszy klient − kupił dla wszystkich Sióstr cukierków. I zaraz zaczęła się praca, klienci już czekali – zadowoleni, że u Sióstr na miejscu będą kupować.

Charakter tego (na początku stowarzyszenia religijnego) można naszkicować posiłkując się konferencjami ks. prof. Jana Żelaznego dla naszego Duszpasterstwa Talent. Pamiętamy jego prelekcje o chrześcijanach Bliskiego Wschodu. Chrześcijanie z tych miejsc nie mają, jak często my w Europie, rozdwojenia (inne zasady w kościele, w rozmowie z księdzem, a inne zasady w biznesie, w rozmowie z kolegami). Na Bliskim Wschodzie świadczą swoją postawą o Chrystusie jednakowo w Kościele i życiu zawodowym, społecznym. Jest to ten sam tok postępowania, myślenia, rozmowy. Dlatego w pierwszych stuleciach po Chrystusie dotarli z Jego nauką na Daleki Wschód. Miejscowi chętnie przyjmowali Jezusa, bo parząc na Jego wyznawców – kupców chrześcijańskich chcieli być tacy, jak oni.

Paula Zofia Tajber patrząc na tatę-przemysłowca, ucząc się od niego, wykorzystała odziedziczone i wypraktykowane talenty. Idąc za głosem powołania, tworzyła nowe zgromadzenie zakonne. Stała się prawdziwą Matką dla napływających dziewcząt, zaszczepiając w nich szczególną cześć dla Pana Jezusa Boga-Człowieka i Jego Najświętszej Duszy. M. Paula Tajber podkreślała, że Jezus zamieszkuje głębię naszych dusz, przenikając je swoją Najśw. Duszą. Ta prawda przekłada się na naszą pracę, stosunki z innymi ludźmi. Nie było to wtedy proste, aby często przyjmować Komunię świętą. W 1933 roku Matka Założycielka oczyma duszy widziała całe zastępy dusz ludzkich, którym post eucharystyczny uniemożliwiał łączenie się sakramentalne z Bogiem-Człowiekiem. Post eucharystyczny zgodnie z przepisami obowiązywał od północy. Czuła wewnętrzne ponaglenia, aby upominać się o złagodzenie tej praktyki. Napełniona światłem Bożym powiedziała, że przyjdzie czas i będzie łagodniej, tak jak w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Żywe też wtedy były herezje jansenizmu, mówiące, że człowiek nie może zbyt często komunikowć. W tekście „Zarzuty przeciw zbyt częstej Komuni świętej” ojciec Józef Andrasz rozprawił się z tą herezją, pisząc że pod pozorami dobra – naszą niegodnością, grzesznością, kryje się tak naprawdę fałszywa pokora, lenistwo i umiłowanie życia światowego.

Widać choćby z tego tekstu zdroworozsądkowe podejście również ojca Andrasza do życia. Pełnił on  już ważne funkcje w Towarzystwie Jezusowym (redaktor naczelny Posłańca Serca Jezusowego, Dyrektor Krajowy Apostolstwa Modlitwy). Był on także troskliwym opiekunem i doradcą tworzącego się Stowarzyszenia ku czci Najsw. Duszy Chrystusa Pana i wielką pomocą dla Założycielki. Interesował się Stowarzyszeniem nie tylko od strony jego duchowości, ale także organizacji i potrzeb materialnych.

O. Andrasz, rozmawiając z Siostrami, okazywał wiele życzliwości dla sprawy i całego Stowarzyszenia. Polecał, by starały się utrzymać dobrego ducha, szczególnie w sklepach, by nie czyniły nadużyć i zachowywały się godnie do swojego stanu, żeby odgałęzienie przemysłowo–pracodawcze mogło zostać zatwierdzone przez Kościół.

Kościół w tych czasach nie zgadzał się bowiem na handel prowadzony przez zakony ze względu na możliwość nadużyć. Nowa inicjatywa, dzięki której handel i pracownie usługowe prowadzone przez Stowarzyszenie miały być okazją do ewangelizacji otoczenia oraz do propagowania uczciwego, prowadzonego według zasad chrześcijańskich handlu, a zarazem przyczynkiem do innego spojrzenia tego rodzaju działalność.

Uczestnictwo nasze w różnych inicjatywach Duszpasterstwa Talent przenosi się w praktyczny wymiar naszych działań, jak we fragmencie kroniki…

Dnia 12 VII 1944 r.

Dzisiaj Matka Założycielka widział się z Księdzem Kierownikiem Ks. Trockim. Rozmawiała o różnych sprawach dotyczących Sióstr i wyboru Zastępczyni nowej, a też o Odg. Przemysłowo-Pracodawczym, którego zaczątkiem są już sklepy. One po części spełniają funkcje swoją, bo i pracy szukają niektórym osobom znanym lub informują, zatrudniają osoby świeckie po domach szyciem lub przyjmowaniem ich wyrobów własnych. Przy tym mają wielki wpływ na ludzi i mogą apostołować.

Ksiądz Kierownik zachęcał Matkę Założycielkę, żeby to Odgałęzienie dobrze postawić. Na ten temat – mówił, że rozmawiał z O. Andraszem J. TJ. Powtórzył rozmowę z Ojcem: m.in. powiedział Ks. Kierownik do Ojca Andrasza, że Stowarzyszenie nie musi się przekształcić w Zakon. Ten wówczas jak opowiadał Ksiądz K. – zatrwożył się i przeraził, mówiąc do Księdza, że zawsze był zdania, że Stowarzyszenie musi się w końcu przekształcić w Zakon.

Praca z zaangażowaniem, modlitwą, często cierpieniem przyniosła owoc…

Stowarzyszenie, a potem Zgromadzenie ku czci Duszy Jezusa, miało w założeniach 7 Odgałęzień, a posród nich Przemysłowo-Pracodawcze. W pierwszych konstytucjach Zgromadzenia zostały one wyrażone jako 7 celów pracy sióstr:

31 X 1949 r.

Potem poszłyśmy do Ojca Andrasza pochwalić się, że mamy Konstytucje zatwierdzone. Ojciec Andrasz oglądał Konstytucje i pierwsze – rzucił okiem, czy sklepy są umieszczone i 7-em Odgałęzień.

Matka Założycielka powiedziała, że Ksiądz Rektor Baron Józef wysunął z Konstytucji ten artykuł jako niezgodny z prawem kanonicznym. Natomiast Odgałęzień są umieszczone cele. Każdego Odgałęzienia jeden główny cel. Tak że jest 7-em celów skupionych w Konstytucjach.

Uradował się Ojciec zatwierdzeniem i pobłogosławił, oraz życzył rozwoju Zgromadzenia na cały świat.

Jezuita ojciec Józef Andrasz to postać wybitna, wielowymiarowa. Krzewiciel kultu Najświętszego Serca Pana Jezusa, Najświętszej Duszy Chrystusa, apostoł Bożego Miłosierdzia. Biegle władał łaciną, greką jak i żywymi językami niemieckim i francuskim. W utworzonej przez niego w Towarzystwie Jezusowym Bibliotece Życia Wewnętrznego tłumaczył i wydawał perły literatury ascetycznej i mistycznej, jak choćby „Pamiętnik św. Małgorzaty Alacoqoe”. Po 123 latach zaborów, kiedy Polska „była w proszku”, wydawano i czytano taką literaturę. Ona kształtowała duchowo Polaków tamtych czasów. Takie pole jego pracy oraz współpraca z Bożą łaską sprawiły, że wypełnił Boży plan dla wielu osób, które stały się błogosławionymi i jak Faustyna – świętą Kościoła Katolickiego. Widać w nim duże podobieństwo do patrona św. Józefa. Wypełnił misję i pozostał w cieniu.

W Nadzwyczajnym Roku Miłosierdzia Opatrzność „otwiera nam okienka” na ojca Andrasza. Znany przez niewielu jako kierownik duchowy św. Faustyny, przez ponad 2,5 roku w okresie krakowskim. Jest najczęściej przywoływanym kapłanem w jej „Dzienniczku” (59 razy). Trudno sobie wyobrazić ŚDM w Krakowie, gdyby on nie wprowadził stałego nabożeństwa do Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach (marzec 1943 r.) i nie wystawił do publicznego kultu obrazu „Jezu Ufam Tobie” w tymże miejscu. Obraz powstał według jego koncepcji i jest najbardziej znanym obrazem Jezusa Miłosiernego na świecie. On wprowadził w Łagiewnikach święto Bożego Miłosierdzia obchodzone w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. Ojciec Józef Andrasz był również spowiednikiem i kierownikiem duchowym dla bł. Anieli Salawa, bł. s. Klemensy Staszewskiej OSU.

Z Sądecczyzny, skąd pochodził ten znamienity Jezuita, wyszedł niedawno prywatny kult i szerzy się. Ma on charakter trwały. Prowincjał Jezuitów Ojciec Jakub Kołacz powziął decyzję o wszczęciu procesu beatyfikacyjnego ojca Jozefa Andrasza. Warto w naszych potrzebach przywoływać jego wstawiennictwa → modlitwy do o. Andrasza

O łaskach uzyskanych za jego przyczyną proszę wysyłać informacje na maila w/w strony. Świadectwa otrzymanych łask potrzebne będą w procesie beatyfikacyjnym.

Piękną postacią, prowadzoną duchowo przez niego była siostra Kaliksta Piekarczyk (ze Zgromadzenia s. Faustyny), która złożyła ofiarę z życia za uratowanie Krakowa. Poniżej fragment z jej wizji dotyczącej powstania nowego Zgromadzenia.

Dnia 26 XII 1949 r.

Pominęłam to, że dwa dni po zmienionym ubiorze, a więc 22 XII była Matka wraz z S. Urszulą u Ojca Andrasza, starego Przyjaciela Zgromadzenia. Kładł na sumienie Matce Założycielce, aby nie pozostawiła na uboczu działu sklepów, ale w całej doniosłości przedstawiła, jak to ma w planie. Szkoda by było, bo bardzo pożyteczny dział – mówił Ojciec Andrasz. Polecał gorąco, by się Matka Założycielka modliła o powstanie Zakonu Męskiego. Takie rzeczy trzeba wymodlić, wytęsknić – mówił.

Potem opowiedział jeden szczegół świątobliwej zakonnicy S. Kaliksty Magdalenki, dotyczący naszego Zgromadzenia. Opowiada Ksiądz Andrasz, iż jej polecał modlitwom nasze Zgromadzenie, któremu groziła likwidacja przez J. E. Księcia Kardynała Sapiehę, na prośbę duchownych. Ponieważ S. Kaliksta była gorliwa o chwałę Bożą, modliła się według życzenia – mówił – polecała P. Bogu Zgromadzenie, a wtedy jeszcze Stowarzyszenie, składała ofiarki z cierpień. Pewnego razu podczas modlitwy ujrzała P. Jezusa na krzyżu z głową pochyloną na dół. U stóp Jego klęczała zakonnica w ubraniu skromnym, podobnym do Marianek. Pan Jezus do niej rzekł: „Tak będą wyglądały Siostry Najświętszej Duszy Chrystusa Pana. Zdziwiona, lecz i rozradowana rzekła: jednak będą Siostrami!… Jeszcze jedna sprawa więcej do moich ofiarek. Według opinii O. Andrasza nie wiadomo która świątobliwsza, bo i S. Faustyna miła Bogu dusza i ta, która świątobliwie zakończyła żywot.

Ojciec Józef Andrasz był człowiekiem przewlekle schorowanym. Zmarł w wigilię święta Ofiarowania Pańskiego 1963 roku. Kilka miesięcy po nim zmarła matka założycielka Zgromadzenia Najświętszej duszy Chrystusa Pana Paula Zofia Tajber.

Zgromadzenie istnieje do dzisiaj. Jej duchowa córka, siostra Bogna Młynarz ZDCh – doktor duchowości, końcem kwietnia może nam pomóc wprowadzić w życie ich charyzmat – Promieniowanie Jezusem. Odbędzie się to w ramach rekolekcji, w znanym wielu uczestników spotkań Talentu miejscu – „Leśnej Polanie” w Krynicy Zdroju. Są jeszcze wolne miejsca, poniżej link.

REKOLEKCJE WEEKENDOWE PROMIENIOWAĆ JEZUSEM

Końcowy fragment kroniki Zgromadzenia niech będzie dla nas zachętą (jak głosi definicja Nowej Ewangelizacji), aby wyjść ze stanu permanentnego zakonserwowania w Kościele do permanentnej misji. Czego i sobie i Państwu na zbliżającą się Niedzielę Miłosierdzia życzę.

Dnia 29 lipca 1953 r.

Przyjechał dawny Kierownik, z początków rozwoju Stowarzyszenia naszego a zarazem przyjaciel Ks. Józef Andrasz. Chciał przeprowadzić przyjęcie do Apostolstwa modlitwy, gdyż o to był swego czasu proszony, lecz że odbywały się rekolekcje Sióstr, nie mógł tego uczynić. Porozmawiał tylko z Matką Założycielką, zapoznał się z Czcig. Księdzem Anastazym Kaczmarkiem obecnym rekolektantem, a zarazem Apostołem bycia P. Jezusa w duszach ludzkich i Duszy Chrystusowej. Wciąż jeździ po kościołach z rekolekcjami, misjami i głosi nauki na ten temat. Zarówno gdy naszym Siostrom daje rekolekcje, nie ma nauki, w której by nie wytłumaczył i nie pokazywał, jaka ma być czcicielka Duszy Chrystusowej, w której Jezus żyje.

Przy podwieczorku Czcig. Ksiądz Andrasz opowiadał Przew. Księdzu Anastazemu, iż jeżdżąc po Zgromadzeniach, wypytywał jakie cele ma poszczególne Zgromadzenie. Zauważył, że wszystkie prawie to samo: żłóbki, sierocińce, domy starców, szpitale. Tymczasem Zgromadzenie Boskiej Duszy tyle mieści bogactwa: ma 7 Odgałęzień: I Odgałęzienie Kontemplacyjne, II Kontemplacyjne Misyjne, III Odgałęzienie Misyjne dla nawracania pogan, IV. Odgałęzienie Misyjne w kraju, V Odgałęzienie Dobroczynno – Miłosierne, VI Odgałęzienie Wychowawcze, VII Odgałęzienie Przemysłowo-Pracodawcze. Tyle różnorodnej pracy, a wszystkim kieruje wspaniały duch, by budować Ciało Mistyczne Chrystusa, którego członkami jest każda poszczególna dusza, na którą zapatrywać się trzeba z punktu widzenia, iż P. Jezus żyje. Wspaniały kult Duszy Chrystusowej wskazuje, iż dbać będzie Zgromadzenie o każdą duszę ludzką, której wartość przez kult się podniesie.

Opowiadał jak J. E. pytał się: to co robić?…Trzeba pomóc, odpowiadał Ojciec Andrasz.

Lecz jak – pytał J. E. Kardynał Sapieha. Tu zwrócił się Ojciec Andrasz do Ojca Anastazego, prosząc aby pomagał w rozszerzaniu Sprawy, pomagał Jej, jeszcze taki młody jest…Takim podniosłym głosem mówił, zdając tę Sprawę, którą pierwszy sam miał, iż miało się wrażenie, że to jakiś patriarcha przekazuje sutemu synowi posłannictwo wielkie…

Dużo opowiadał o początkach Zgromadzenia i wiele innych rzeczy, których tu już opisywać nie będę.

Ojciec Anastazy już i tak, pełen Ducha Bożego głosił nauki i rekolekcje na temat Duszy Chrystusowej i współżycia P. Jezusa żyjącego w duszy. Gdy ksiądz Andrasz jeszcze jedną iskrę wlał w serce Jego miłości, Ojciec Anastazy cały zapłonął pragnieniem posunięcia tej Sprawy. Radził przeto, aby i Matka Założycielka sama tę Sprawę podała przez E. J. Księdza Prymasa do Ojca Świętego, gdyż to w Rzymie może być przyjęte tylko ze samego źródła, a później wszędzie będzie się wśród ludzi rozszerzać na całą potęgę.

Zachęcał Siostry, aby pierwsze pionierki dały przykład jak żyć P. Jezusem. Bo gdy ta Sprawa się rozejdzie, to każdy zechce mieć wzór tego życia.


Dziękuję Zgromadzeniu Najświętszej Duszy Chrystusa Pana za udostępnienie materiałów z Kronik prowadzonych przez siostry tego Zgromadzenia – Agnieszkę, Marię i Urszulę.

Więcej informacji można uzyskać na stronie: www.duszajezusa.pl

Posted in Miłosierdzie Boże, Religia, Św. Faustyna, Święci obok nas | Leave a Comment »

,,Apostoł Łaski,, nowy film o spowiedniku świętych

Posted by tadeo w dniu 30 marca 2016

thumb
O. Józef Andrasz SJ może dołączyć do tak zacnego grona jak św. o. Pio czy św. Leopold czyli świętych spowiedników. Chociaż w jego przypadku sytuacja jest jakby odwrócona – to on spowiadał świętych a jego proces beatyfikacyjny jeszcze się nie rozpoczął. Jak jego patron – św. Józef, wykonał misję i pozostał w cieniu, chociaż jest najczęściej wspominanym kapłanem ( 59 razy ) w ,, Dzienniczku,, św. Faustyny.

Telewizja Trwam w piątek 01 kwietnia o godz. 17:30 ( powtórka 00:30) wyemituje nowy film ,, Apostoł Łaski,, film traktuje o Sakramencie Pojednania w kontekście posługi ojca Józefa Andrasza.
Był on spowiednikiem i kierownikiem duchowym dla św. Faustyny , bł. Anieli Salawy, bł. S. Klemensy Staszewskiej OSU , założycielki zgromadzenia Najświętszej Duszy Chrystusa Pana sł. Bożej Pauli Zofi Tajber jak i dla s. Kaliksty Piekarczyk ZMBM która ofiarowała się jako żagiew za uratowanie Krakowa w czasie II wojny Światowej .

Warto polecić film tym którzy nie zdobyli się jeszcze na wielkanocną spowiedź. Film może być dla nich takim duchowym ,, Last minute,,.

> Z Panem Bogiem !

> Czesław Bogdański

Posted in Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna, Święci obok nas | Leave a Comment »

Ojciec Andrasz spowiednik świętych

Posted by tadeo w dniu 19 marca 2016

image

…Po chwili usłyszałam znowuż głos w duszy taki: ,, Kierownikiem twoim jest ten, który cię zupełnie uspokoił, bądź szczerym dzieckiem wobec niego „

Zrozumiałam od razu, że Najświętsza Panna mówi o Tobie, Ojcze.

     Ośmielona dobrocią Najświętszej Maryji Panny, zapytałam się tak : Matko Najświętsza, Matko moja, powiedz mi, czy ten spowiednik jest ten, którego mi obiecał Jezus jako pomoc widzialną?

,, Tak jest,, – (odpowiedziała) . Teraz wiem, że o Tobie, Ojcze, mówi mi Najświętsza Panna.

Fragment pochodzi z listu św. Faustyny do ojca Józefa Andrasza z 25 maja 1933 roku. Jezuita ojciec Józef Andrasz jest najczęściej przywoływanym kapłanem ( 59 razy ) na kartach ,, Dzienniczka,, świętej Faustyny. Nie tylko jej ,, podesłała,, Opatrzność tego nietuzinkowego kapłana……

Józef Andrasz na świat przyszedł 16 października 1891 roku w Wielopolu k. Nowego Sącza miał dziewięcioro rodzeństwa.

Rodzina na wskroś patriotyczna i religijna. Jeden z braci zginął w obronie Lwowa, drugi w Legionach Piłsudskiego.

W rodzinie żyje wspomnienie jak mały Józio uczęszczał z mamą na Roraty do jezuickiego kościoła Ducha Świętego w Nowym Sączu. Podczas jednego z nabożeństw ( a było to początkiem XX wieku ) rozbłysło po raz pierwszy światło elektryczne. Zrobiła to niesamowite wrażenie na chłopcu (charyzmat jezuicki ?:), bardziej przyciągały go iluminacje niż nabożne śpiewy- mówi z uśmiechem siostrzeniec ojca Józefa Andrasza  doktor Ryszard Rudziński.

Od małego, Józef Andrasz wzrastał przy Jezuitach. U nich, w Nowym Sączu ukończył Gimnazjum gdzie w Sodalicji Mariańskiej zetknął się z autorytetem, Kapelanem więziennym, opiekunem wielu świeckich grup przykościelnych- ojcem Gawlińskim. Drugim autorytetem był dla niego rok starszy kolega, późniejszy Prowincjał Jezuitów, profesor Gregorianum Edmund Elter. Było to w nowicjacie Towarzystwa Jezusowego gdzie wstąpił mając 15 lat.

Po przejściu formacji jezuickiej święcenia kapłańskie otrzymał w kościele św. Barbary  w Krakowie. 19 marca 1919 roku celebrował w Nowym Sączu swoją Mszę Świętą prymicyjną.

Ojciec Andrasz władał Greką, Łaciną oraz językiem francuskim i niemieckim. Przełożeni skierowali go do Kolegium na Kopernika w Krakowie gdzie pracował jako tłumacz, pisarz. Prowadząc ,, Bibliotekę Życia Duchowego,, przetłumaczył wiele światowych pozycji z dziedziny mistyki i ascetyki. Zaraz po I wojnie, kiedy Polska ,, była w proszku,, wydawano bardzo dużo i czytano  taką literaturę.

W 1920 roku,  na początku drogi kapłańskiej, trafia z posługą do będącej u schyłku życia Anieli Salawy.

Mieszkała w pobliżu Kolegium Ojców Jezuitów z Kopernika, w suterenie kamienicy Radziwiłłowskiej 20 .

W materiałach II procesu beatyfikacyjnego sł. Bożej Anieli Salawy znajdują się zeznania jej przyjaciółki które do złudzenia przypominają przykrości sprawiane Siostrze Faustynie znane z ,, Dzienniczka,,.

Jeden ze spowiedników Anieli, powiedział ,  że to nieprawda aby takich łask jej Pan Jezus udzielał, że dary takie należą do dusz heroicznych że u niej są tylko zwidzenia i tę chorobę udaje, wcale nie jest tak ciężko chora ( rak żołądka, stwardnienie rozsiane ). Roztrzęsiona Aniela poprosiła przyjaciółkę aby poszła prosić ojca Andrasza o przybycie z Najświętszym Sakramentem.

Przyjaciółka załatwiła wszystko, jak wspomina w zeznaniach przyjaciółka- ,,Anielcia aż bała się ją o to zapytać czy ojciec Andrasz się zgodził, więc nie czekając upewniła ją,,.

W zeznaniach procesu beatyfikacyjnego Anieli Salawy ojciec Andrasz pisze, że raz w tygodniu zaglądał do jej ,,piwniczki,, na Radziwiłłowskiej.

,,Schludnie tam było, ale ubogo i mroczno. Umilały piwniczkę obrazy święte i kwiaty, oraz ołtarzyk, na którym kapłan składał Najśw. Sakrament”

W innym miejscu: ,,Traktowałem ją jako jedną z dusz rzetelnie pobożnych. Miała wśród naszych Ojców, którzy ją spowiadali i zanosili jej komunię świętą, opinię osoby świątobliwej, wdzięcznej, której warto pomagać”.

Ojciec Stanisław Sikora OFM Conv – Kustosz relikwii i promotor kultu bł. Anieli Salawy zwraca uwagę  na wielkiego ducha młodego kapłana Józefa Andrasza.

,,Wypełnił tę trudną misję dla Anieli. Było to na dziesięć lat przed poznaniem Siostry Faustyny. Można powiedzieć że błogosławiona Aniela Salawa formowała swoją pobożnością do przyszłej posługi siostrze Faustynie ojca Andrasza,, mówi ojciec Stanisław- ,,tak się nam zdarza że postawa świeckich nas formuje”- dodaje.

Na dowód przytacza fragment zeznań ojca Andrasza ,,Rozrzewniająca była jej tęsknota za Najśw. Sakramentem. Mimo wielkich cierpień i ogromnego wysiłku, który ją kosztowało odbycie drogi ze swojej ,, piwniczki,, na ul. Radziwiłłowskiej do kościoła św. Mikołaja, prosiła nieraz gorąco, by jej pozwolić pójść na Mszę św.”

Trzeba pamiętać że żywe były w tym czasie jeszcze herezje jansenistów  powstrzymujące przed zbyt częstym przyjmowaniem Najświętszego Sakramentu.

Ojciec Andrasz rozprawił się z tą herezją w tekście ,, Zarzuty przeciw zbyt częstej Komunii świętej,, obnażając że pod płaszczykiem pozoru dobra-naszej niegodności, grzechu kryje się lenistwo, umiłowanie uciech ziemskich.

Przed śmiercią Anieli w jej ,,piwniczce,, na polecenie ojca Józefa Andrasza  odwiedziła ją Paula Zofia Tajber był to czas kiedy ojciec Andrasz pomagał jej przy tworzeniu nowego Zgromadzenia- Najświętszej Duszy Chrystusa Pana.

Cdn.

Czesław Bogdański

Posted in Miłosierdzie Boże, Święci obok nas | 1 Comment »

Pielgrzymka do o. Andrasza

Posted by tadeo w dniu 27 października 2015

Mieszkańcy Sądecczyzny pielgrzymowali do Łagiewnik i na grób o. Józefa Andrasza.
Zdjęcia: Czesław Bogdański

Przeczytaj także:

Posted in Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna, Święci obok nas | 1 Comment »

„Święta Teresa z Lisieux” — film dokumentalny prod. włoskiej (2006) 59′

Posted by tadeo w dniu 2 października 2015

Posted in Filmy religijne, Święci obok nas | Leave a Comment »