WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Historia’ Category

Kapliczki przydrożne – polska tradycja z ciekawą historią

Posted by tadeo w dniu 12 czerwca 2019

Mijając kapliczki przydrożne w Polsce pewnie nie zastanawiacie się nad tym, że jest to element krajobrazu dość charakterystyczny dla naszego kraju. Są bardzo liczne: niektóre katolickie, niektóre prawosławne. Oto kilka ciekawostek, jakie kryją polskie kapliczki.

 

Nie tylko kapliczka, ale i drogowskaz

 

Kapliczka przydrożna w Tatrach. Fot. Pixabay

 

 

Kapliczki były nie tylko miejscem modlitw. Stawiano je z przeróżnych przyczyn, czasami na przykład jako wotum dziękczynne w podzięce za łaski, z fundacji kogoś, kto te łaski otrzymał.Niektóre ręcznie wykonywali lokalni rzemieślnicy (np. z drewna), jako podziękowanie Najświętszej Panience. Jeszcze inne, często murowane, stawiano na skrzyżowaniach z wielorakich powodów: strudzony wędrowiec mógł na chwilę spocząć przy drodze, by odpocząć i się pomodlić. Przy okazji kapliczki pełniły też rolę swoistych drogowskazów.

Miejsca spotkań przy modlitwie

 

Kapliczka na Podlasiu. Fot. Pixabay

 

 

Do dziś w wielu polskich wsiach kapliczki przydrożne lub krzyże stojące przy szosie nadal pełnią swoje funkcje. Jedną z nich jest po prostu niedzielna msza, która jest tam odprawiana przez księdza, jeśli nie ma akurat w pobliżu kościoła.

To jednak zdarza się dziś coraz rzadziej. Dawniej łatwiej było, by to ksiądz, na przykład na wozie, czy na rowerze, przyjechał w dane miejsce odprawić mszę. Dziś przy powszechności samochodów, do kościoła można szybko dotrzeć nawet z oddalonych miejscowości, dlatego to parafianie muszą się przemieszczać.

Nadal jednak spotyka się inne tradycje. Przy krzyżach lub kapliczkach na niektórych wsiach święcone są wielkanocne potrawy. Czasami wierni, zwłaszcza starsze osoby, spotykają się tam podczas modlitwy, na przykład różańca odmawianego za zmarłych. Jest to więc miejsce spotkań wiernych.

Cenny zabytek

 

Kapliczka w górach. Koskowa Góra, Beskidy. Fot. Pixabay

 

 

Mieszkańcy polskich wsi zazwyczaj bardzo dbają o swoje kapliczki, a ponieważ tradycja ich stawiania jest już wiekowa, stanowią one cenne zabytki. Podobno pierwsze kapliczki na ziemiach polskich mogły pojawić się już około tysiąca lat temu u zarania chrześcijaństwa.

Najstarsze do dziś zachowane kapliczki w Polsce pochodzą z XVI i XVII w. Starsze często wykonywane były z drewna, najczęściej niezabezpieczonego w żaden sposób przed warunkami pogodowymi, więc nie przetrwały do naszych czasów.

Odkupienie za grzechy

 

Kapliczka na Warmii. Fot. Pixabay

 

 

Powiedzieliśmy już o funkcjach kapliczek, ale być może pominęliśmy najciekawszą. Często fundatorzy chcieli odkupić swoje winy lub uprosić szczególne łaski. Stawiano więc kapliczki z wyszczególnioną intencją: na przykład o zdrowie dziecka albo o obfite plony. Budowano je też w podziękowaniu za wyleczenie, z żalem za popełnione grzechy lub dla ochrony przed zarazą lub pożarem.

Co bogatsi zamawiali figury umieszczane w kapliczkach u uzdolnionych artystów. Niektórzy specjalizowali się w tworzeniu kapliczek. Można wtedy znaleźć w jednym regionie wiele kapliczek w podobnym stylu.

 

Wybór świętego miał znaczenie

Kapliczka Matki Boskiej Śnieżnej, Kacwin. Fot. Shutterstock

Najczęściej w kapliczkach stawiano figurę Maryi, która była niejako „uniwersalną” adresatką modlitw, bo spełniać miała najróżniejsze prośby. Czasami jednak rzeźbiono figury świętych, zwłaszcza wtedy, gdy intencje były bardzo konkretne.

I tak na przykład:

  • święty Florian, którego znamy jako patrona strażaków, chronił wieś lub kościół przed pożogą
  • św. Józef, opiekun Jezusa, strzegł dobra i bezpieczeństwa rodziny
  • św. Jacek miał chronić przed złodziejami
  • św. Jan Nepomucen – szczególnie skuteczny w ochronie przed wodą, miał zapobiegać powodziom, ale też strzec rolników przed suszą
  • przed chorobami zakaźnymi strzegli św. Rozalia i św. Roch
  • św. Ambroży był szczególnie przychylny dla pszczelarzy
  • św. Benon, patron rybaków, był adresatem modlitw o obfite połowy
  • św. Wawrzyniec był zaś patronem ubogim i miał zapewniać dostatek.

Kapliczki przydrożne – polska tradycja z ciekawą historią

Reklamy

Posted in Historia, Religia | Leave a Comment »

Wstrząsające kulisy pierwszych dni wojny w Polsce. Oto co wtedy robili Żydzi.

Posted by tadeo w dniu 11 czerwca 2019

Netanjahu 2

Te opisy to bagatela.

Żydzi przybijali gwoździami ciesielskimi polskich bezbronnych rezerwistów do ścian i podłóg, wydłubywali im oczy i ucinali języki.

Przechwalali się później tym uczynkami wobec innych żydów – bo te heroizmy bestialstwa i zezwierzęcenia  były powodem do dumy wśród żydostwa i to nie tylko tego prymitywnego, ale i wśród żydów wysoko wykształconych.

Polacy boleśnie odgryzają się Izraelowi i środowiskom żydowskim! Właśnie ujawniono wstrząsające kulisy pierwszych dni II wojny światowej na terenie naszego kraju. Co robili wtedy „polscy” Żydzi?

Trudno sobie wyobrazić, jak władze Izraela zniosą bolesne kontrataki Polaków. W Tel-Awiwie są przecież przyzwyczajeni, że każdy rozmawia z nimi stroniąc od niepoprawnych politycznie zachowań. Wolą nie ryzykować oskarżeń o antysemityzm, którymi dzisiejsi Żydzi rzucają z niebywałą łatwością.

Tymczasem niepozorna Polska już napsuła im tyle krwi. A wygląda na to, że to dopiero początek! Na przypominanie o takich rzeczach, o jakich w tej chwili mówią Polacy (zarówno politycy, jak i zwykli obywatele), nie odważył się w ostatnich latach nikt.

Wpływowy Izrael nie pozwala bowiem na mówienie o grzechach żydowskich. Chętnie za to zarzuca udział w holokauście Polakom. Polakom, którzy po pierwsze uratowali najwięcej żydowskich istnień spośród wszystkich narodów, a po wtóre – ucierpieli na tej wojnie najbardziej. Polska prawica się zjednoczyła i postanowiła: załatwimy ich ich własną bronią. Wielu wreszcie zebrało się na odwagę. Naszą sieć lotem błyskawicy obiegają kolejne informacje o tajemnicach skrywanych przez kilkadziesiąt lat, tylko dlatego, że Żydzi stosowali antysemicki terror. Szczegóły poniżej.

„Stosując tą samą broń, jaką obecnie stosują syjoniści przeciwko Polsce i Polakom, zacznijmy głośno na cały świat pisać i mówić o zbrodni Milicji Żydowskiej”. Tak zaczyna swoją zdumiewającą publikację patriotyczny serwis justice4Poland (sprawiedliwość dla Polski). Dalej dowiadujemy się naprawdę szokujących rzeczy.
Pierwsze dni września 1939

Milicja Żydowska we wrześniu 1939 r. w Zamościu, po bitwie pod Tomaszowem Lubelskim, wyłapywała ukrywających się w tym mieście lub okolicach żołnierzy polskich. Rozstrzeliwali ich na miejscu albo przekazywali NKWD. Gdy bolszewicy prowadzili na rozstrzelanie kolumnę około 2000 polskich jeńców w okolicach Kostopola, jeden z cudem ocalonych tak opisywał ich zachowanie: „Gdy kolumna szła przez miasteczko – miejscowi Żydzi pluli na nas, wyzywali najbardziej plugawymi słowami, rzucali w nas kamieniami”.

Mało kto wie także, że Żydzi stawiali bramy powitalne we wrześniu 1939 r. wkraczającym wojskom niemieckim w Pabianicach, Łodzi, Białymstoku czy Krakowie. Ten fakt zapewne dzisiejsze, wrogie Polsce środowiska żydowskie, a także rząd Izraela, chcieliby na zawsze i na wieczność zamieść pod dywan.

– W Zarębach Kościelnych na czele witających stał rabin w stroju odświętnym – mówi prof. Krzysztof Jasiewicz. Ponadto… całowali wjeżdżające do Wilna czołgi Sowieckie i wiwatując nosili trumnę z napisem „Polska we Lwowie”.

Mówmy też o powstaniach antypolskich we wrześniu 1939 r. – apeluje justice4Poland. Miały one miejsce w licznych miejscowościach na wschodzie. Mówmy też o masowej kolaboracji Żydów z gestapo lub NKWD czy udziale w Holocauście, o czym pisali nawet żydowscy pisarze. Świadkowie tamtych dni – Emanuel Ringelblum, kapłan Chaim Aron czy nawet sam Marek Edelman, jak również tysiące polskich świadków.

I my apelujemy: mówmy o tym, czytajmy, udostępniajmy. Nie dajmy obarczyć Polski wszystkimi grzechami tego świata!

https://www.salon24.pl/u/konfederat1000/900278,wstrzasajace-kulisy-pierwszych-dni-wojny-w-polsce-oto-co-wtedy-robili

PS

zamordowanie kilku działaczy studenckich na Politechnice Lwowskiej w październiku 1939 r. Inspiratorem całego mordu był rosyjski Żyd, ppłk Jusimow, mianowany komisarzem Politechniki. Nazwiska ofiar, które udało się ustali to: Ludwik Płaczek, stud. IV roku, kierownik I DT, członek Korporacji „Scythia”; Jan Płończak, stud. III roku, członek wydziału „Bratniaka”,
również należący do korporacji „Scythia”; Henryk Różakolski, stud. IV roku, pochodzący z Wielkopolski

Zbrodnia na dominikanach w Czortkowie – ofiarami mordu w klasztorze w Czortkowie padli ojcowie: Justyn Spyrłak, Jacek Misiuta, Anatol Znamirowski i Hieronim Longawa; bracia zakonni: Andrzej Bojakowski, Reginald Czerwonka i Metody Lwaniszczów, wreszcie kościelny Józef Wincentowicz, jednym z zabójców i ich przewodnikiem był NKWD-zista, miejscowy Żyd, nazwiskiem Blum.
wielka rola komunistów żydowskich – obok białoruskich w okrutnej rozprawie z Polakami w powiecie grodzieńskim po ostatecznym opanowaniu go przez Sowietów, którzy byli pewni bezkarności za swe zbrodnie popełniane w imię bolszewizmu.


17 września 1939 r., w Berdówce, żydowsko-białoruska „czerwona milicja” wymordowała grupę oficerów i żołnierzy KOP przygotowujących się do stawienia oporu bolszewikom.

Oddział pułkownika broni pancernej Włodzimierza Samiry na wysokości miasteczka Zborowa został zaatakowany przez grupę dywersantów złożoną z miejscowych Ukraińców oraz „czerwonej milicji” którzy częściowo opanowali miasto i „rozprawili się” z miejscową państwową policją – niemiłosiernie ich mordując.
brutalne zachowanie Żydów z „czerwonej milicji” na terenie Zamościa po opanowaniu go przez wojska sowieckie :Na rozkaz komendanta wojennego milicjanci zatrzymali zakładników, m.in. prof. Stefana Millera i adwokata Wacława Bajkowskiego. Aresztowali oficerów i podoficerów WP, policjantów, pracowników przedwojennego starostwa, działaczy Stronnictwa Narodowego i duchownych. Setki aresztowanych osób przetrzymywano pod gołym niebem, w więzieniu przy ul. Okrzei. Naczelnikiem więzienia był kaflarz Józef Dziuba. Milicjanci, szczególnie Żydzi, nie mieli żadnych skrupułów. w pobliżu Rotundy rozstrzelano kilku policjantów.
W Łucku złożona głównie z Żydów „czerwona milicja” opanowała miasto 18 września 1939 r., zabijając polskiego policjanta. W zorganizowanym w Łucku „sądzie polowym” sowieci postawili wielu Polaków, w tym komendanta miasta Łucka płk. Adama Czesława Haberlinga, licznych urzędników państwowych i policjantów, ferując najwyższe wyroki, główną rolę miał w nim miejscowy Żyd Ettinger, będący faktycznym panem życia i śmierci mieszkańców Łucka.
W Dubnie miejscowi Żydzi utworzyli milicję, która aresztowała 17 września 1939 r. głównego sędziego miejskiego Bartłomieja Poliszczuka. Milicjanci przekazali go w ręce sowieckie, odtąd nic więcej nie słyszano o jego losie. Niedawno dopiero jego nazwisko pojawiło się na liście straconych polskich urzędników.
żydowsko-ukraińska dywersja antypolskia w regionie Sarn-Przebraża-Trościanka. Gdzie bandy dywersantów ukraińsko-żydowskich napadały na wycofujące się wojska. Wojsko polskie pomaszerowało do Kołek, gdzie wpadło w zasadzkę. Dywersanci ukraińsko-żydowscy ostrzelali oddział z karabinów maszynowych, ale walczący z dywersantami żołnierze 3. Pułku Piechoty KOP zdołali się jednak uporać z dywersją.
w Sarnach czerwona milicja wspólnie z sowietami dokonała zbrodni na ok. 300 polskich policjantach.
uwięzienie w marcu i kwietniu 1940 r. we Lwowie członków Związku Walki Zbrojnej. Ich głównym i zarazem najbrutalniejszym śledczym, który przesłuchiwał ich w więzieniu we Lwowie w sposób niesłychanie sadystyczny, był wyższy oficer NKWD żydowskiego pochodzenia E.M. Liebenson

https://www.wykop.pl/link/4207737/wstrzasajace-kulisy-pierwszych-dni-wojny-w-polsce-oto-co-wtedy-robili-zydzi/

Przeczytaj także:

Co wtedy robili Żydzi?

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2018/02/wstrzasajace-kulisy-pierwszych-dni-wojny-w-polsce-oto-co-wtedy-robili-zydzi/?fbclid=IwAR0fZlC4u4XOBQr07Glr BvIiqy94 Ish3TawZ5BCDkb-MMquuP5WnQUavcn8

Posted in Historia | Leave a Comment »

Tragedia templariuszy. Odkłamana historia obrońców chrześcijaństwa

Posted by tadeo w dniu 22 kwietnia 2019

Obraz przedstawiający oblężenie Akki w 1291. Autor: Dominique Papety (ok. 1840 r.)
Obraz przedstawiający oblężenie Akki w 1291. Autor: Dominique Papety (ok. 1840 r.) / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 64 4 13 14473
W 2001 r. odkryto w tajnych archiwach watykańskich tzw. pergamin z Chinon, który jest dowodem na to, że papież na sam koniec oczyścił templariuszy. Powinni więc oni zostać zrehabilitowani w oczach świata – mówi Michael Haag, badacz dziejów krzyżowców, autor książki „Tragedia templariuszy. Powstanie i upadek państw krzyżowców”.

PIOTR WŁOCZYK: Jak wyglądała Wielkanoc 1119 r. w Ziemi Świętej?

MICHAEL HAAG: To był bardzo smutny czas dla tamtejszych chrześcijan. Królestwem Jerozolimskim wstrząsnął wówczas potworny mord. Grupa 700 pielgrzymów – mężczyzn i kobiet – wyruszyła z Jerozolimy w kierunku rzeki Jordan. Ludzie ci byli kompletnie bezbronni. Niemiecki kronikarz Albert z Akwizgranu podał, że podróżowali oni „w radości i z dobrym sercem”, gdy natknęli się na wojska Fatymidów z Askalonu…

Muzułmanie nie znali litości?

Nie. Trzystu pielgrzymów zostało zamordowanych, wielu wzięto do niewoli. Ten mord przelał czarę goryczy. Król Baldwin II postanowił stworzyć „żandarmerię”, która ochraniałaby pielgrzymów.

Dlaczego nawet po odbiciu Ziemi Świętej z rąk muzułmanów te ziemie wciąż nie były bezpiecznym miejscem dla pielgrzymów?

W większości były to górzyste tereny, a siły krzyżowców były jednak stosunkowo szczupłe w stosunku do potrzeb. Najważniejsze miasta były w rękach chrześcijan, ale na prowincji mogło się zdarzyć dosłownie wszystko. Te realia dobrze opisał Saewulf z Canterbury, który w 1102 r. przybył do Ziemi Świętej. Po dotarciu do portu w Jafie (dziś część Tel Awiwu) pielgrzymi mogli się dostać do Jerozolimy tylko jednym szlakiem, wiodącym przez góry. Jak czytamy w jego relacji: „Każdy, kto wybrał ten szlak, ujrzał wiele ludzkich ciał leżących na drodze i przy niej, a niezliczone trupy były rozszarpywane przez dziką zwierzynę. Można się zastanawiać, dlaczego tak wielu chrześcijańskim zwłokom pozwalano leżeć bez pochówku, ale nie ma w tym nic zaskakującego. […] kto byłby takim głupcem, by opuścić braci i samemu kopać grób? Każdy, kto by tak postąpił, nie kopałby grobu dla bliźniego, lecz dla siebie”.

W ten sposób w Boże Narodzenie 1119 r. Hugon de Payns, francuski krzyżowiec, który brał udział w I krucjacie, wraz z ośmioma z towarzyszami złożył w bazylice Grobu Świętego śluby.

Doszło do tego na podstawie porozumienia króla Jerozolimy Baldwina II oraz tamtejszego patriarchy łacińskiego Warmunda. Zakon oficjalnie nazywał się Pauperes Commilitones Christi Templique Salomonis (Ubodzy Rycerze Chrystusa i Świątyni Salomona), ale do historii jego członkowie przeszli pod krótszą nazwą: templariusze. Ich siedziba główna mieściła się w Jerozolimie na Wzgórzu Świątynnym, które zostało przez Seldżuków zamienione w fortecę z koszarami. Stąd w nazwie zakonu znalazła się „Świątynia Salomona”.

Co wiadomo o ich początkach?

Niestety, bardzo niewiele. Kronikarze nie opisali nawet ślubowania w bazylice Grobu Świętego. Zresztą nawet nie wiadomo do końca, czy faktycznie było ich dziewięciu, czy był to tylko symbol – tę liczbę uważano bowiem za ideał. Najpewniej było ich więcej. Pierwsze lata działalności templariuszy są bardzo mgliste. Archiwa zakonu przepadły, dlatego jego historię możemy próbować odtworzyć ze źródeł pośrednich. Wiadomo, że początkowo braci nie było zbyt wielu, a ich rola ograniczała się tylko do pełnienia funkcji żandarmerii. Co ciekawe, pierwsi templariusze chcieli poświęcić się Jezusowi jako zakonnicy. Wcale nie rwali się do wojowania – to Baldwin II oraz Warmund wyznaczyli im tę misję, którą oni następnie z pokorą przyjęli.

Obraz "Zdobycie Jerozolimy przez Krzyżowców, 15 lipca 1099" Émile'a Signola
Obraz „Zdobycie Jerozolimy przez Krzyżowców, 15 lipca 1099” Émile’a Signola / Źródło: Wikimedia Commons

Templariusze chronili pielgrzymów na szlakach wiodących z portów do Jerozolimy i stamtąd m.in. nad Jordan i do Betlejem. Służyli również pielgrzymom jako przewodnicy, ponieważ doskonale znali historię tych terenów. Po drodze mieli do dyspozycji swoje ufortyfikowane posterunki, gdzie można było bezpiecznie odpocząć.

Jednak to nie dzięki roli żandarmów przeszli do historii.

Templariusze w niedługim czasie stali się obrońcami Ziemi Świętej. Pełnili tę funkcję wespół ze szpitalnikami, którzy równocześnie dbali o zdrowie pielgrzymów. Paradoksalnie im słabsze były państwa krzyżowców, tym mocniejsi stawali się templariusze. Władcy chrześcijańscy w Ziemi Świętej przekazywali templariuszom swoje zamki, powierzając im zadanie obrony granic chrześcijaństwa. Jak wiadomo, utrzymanie fortecy jest bardzo kosztowne, a kto jak kto, ale akurat templariusze mieli na to środki.

Nie mieli problemu z rekrutacją?

Absolutnie nie. Misja templariuszy była podwójnie atrakcyjna dla wielu młodych ludzi: dołączając do tego zakonu, można było zostać mnichem i rycerzem za jednym zamachem. Pamiętajmy jednak, że samych rycerzy nie było wśród templariuszy zbyt wielu: ich liczba nigdy nie przekraczała tysiąca. Myślę, że templariusza spokojnie można porównać do… pilota supernowoczesnego myśliwca. Wokół pilota, dysponującego śmiertelnie niebezpieczną maszynerią, pracuje wielu innych ludzi. To samo tyczyło się templariusza – ciężkozbrojnego rycerza, który stanowił wraz ze swoim potężnym koniem siłę trudną do powstrzymania. Średnio przypadało na niego dziewięciu ludzi. Oczywiście nie tylko rycerze walczyli w tym zakonie – na polu bitwy i na murach ich twierdz walczyło jeszcze wielu braci, którzy nie byli rycerzami.

Jak się sprawdzali na polu bitwy? Legendy o ich męstwie znajdują potwierdzenie w źródłach historycznych?

Nie ma wątpliwości, że jako wojownicy cieszyli się wielkim respektem. Przede wszystkim ze strony wrogów. Templariusze na polu bitwy pędzili jak czołgi, mieląc szeregi przeciwników, sprawiając, że wszystko szło w rozsypkę. Byli niezwykle karni – nie wolno im było zejść z pola walki dopóty, dopóki ich sztandar powiewał. Z opisów bitew wynika, że zazwyczaj stawało w nich 100–200 templariuszy, ale nawet to wystarczyło, żeby przechylić szalę zwycięstwa na rzecz chrześcijan. Muzułmanie mieli olbrzymią przewagę w ludziach i zapasach, ale nie mieli niczego tak potężnego jak templariusz na koniu.Utrzymanie zakonu musiało kosztować krocie, ale to przecież nie było problemem dla templariuszy – ich bogactwo do dziś rozpala wyobraźnię hollywoodzkich twórców.

Wyposażenie i utrzymanie jednego tylko rycerza we Francji w XII w. wymagało posiadania minimum 750 akrów ziemi (303 ha). Tymczasem utrzymanie templariusza było dużo droższe z uwagi na konieczność sprowadzania towarów z Europy – konie przywożone były właśnie stamtąd, tak samo jak duża część jedzenia.

Wspieranie templariuszy było bardzo popularne na zachodzie Europy. Dużo braciom dał patronat wpływowego Bernarda z Clairvaux, który stwierdził, że Ziemia Święta potrzebuje „zbrojnych rycerzy, a nie śpiewających i zawodzących mnichów”. W 1128 r. Hugon de Payns, pierwszy wielki mistrz zakonu, przybył z misją do Francji. Uzyskał tam od możnych duże nadania ziemskie i kosztowności. Następnie wielki mistrz wybrał się do Anglii. Tam z kolei Henryk IV obdarował templariuszy złotem i srebrem. Wtedy też powstał dom zakonny w Londynie. Nawiasem mówiąc, templariusze stali się w końcu największym dostawcą wełny w Anglii. Co ważne – zakon nie musiał się z nikim dzielić łupami wojennymi, a tych było bardzo dużo.

Można mówić bardzo wiele o ich bogactwie. Dość powiedzieć, że twierdza templariuszy w Paryżu, gdzie mieścił się główny skarbiec banku templariuszy, służyła również jako de facto skarbiec królów Francji. Z biegiem czasu templariusze stali się wręcz międzynarodową instytucją bankową.

Proszę się nie obrazić, ale to brzmi trochę jak legenda. Templariusze jako międzynarodowi bankierzy?

A jednak to prawda. Przykładowo bogaty pan feudalny, jadąc na pielgrzymkę czy krucjatę do Ziemi Świętej, nie musiał brać ze sobą złota w niebezpieczną podróż. Wystarczy, że część majątku zdeponował u templariuszy w Europie, a następnie mógł go wypłacić po przybyciu do Królestwa Jerozolimskiego. Templariusze opracowali wiarygodny system księgowy, który pozwalał na takie operacje.

Zakon był potężny i bogaty, ale sami bracia byli ubodzy. Początkowo ubierali się w odzież pochodzącą z darowizn, dlatego wyglądali jak „cały świat”. Dopiero później pojawił się ich „mundur”, czyli emblematyczna biała tunika z czerwonym krzyżem.

Wymagano od nich, aby zawsze byli przygotowani na śmierć i aby nigdy nie okazywali strachu w walce. Templariusze nie mogli używać plugawych słów, nie wolno im było przywiązywać się do rzeczy doczesnych ani spisywać testamentów.

Piękne ideały, ale praktyka często bywa zupełnie inna.

Myślę jednak, że co do zasady ci mnisi faktycznie podążali za ideałami. Wstawali o godz. 4, modlili się, zajmowali się końmi, potem jedli, ćwiczyli się we władaniu bronią, modlili się, jedli i szli spać późną nocą. Ich życie sprowadzało się do modlitwy i obrony wiary. To nie był zepsuty zakon. Co ciekawe, wszystko, co tylko mogło się kojarzyć z kobiecością, było przez zakon odrzucane. Dlatego mowy nie było o noszeniu szpiczastych butów, sznurówek, a także długich włosów. Bracia nosili za to długie brody.

Skąd się wzięła ta dziwna pieczęć zakonu: dwaj rycerze jadący na jednym koniu?

Różnie jest to tłumaczone, nie brakuje tu sensacyjnie brzmiących pomysłów, ale najpewniej było to podkreślenie tej prostoty życia.

Kto był ich największym wrogiem?

Poza muzułmanami? Najwięcej wrogów templariusze mieli w samym Kościele. Wynikało to z ich unikalnego umocowania – jedynie papież stał nad nimi. To się nie podobało wielu hierarchom, wliczając w to patriarchę Jerozolimy, który konkurował z wielkim mistrzem templariuszy o dostęp do ucha władcy Królestwa Jerozolimskiego. Templariusze byli zwolnieni z płacenia wszystkich podatków, a reszta Kościoła musiała na nich łożyć. Oczywiście nie wszystkim podobał się taki układ…

Po tym, gdy Saladyn zdobył Jerozolimę w 1187 r., stolicą chrześcijańskiego królestwa stała się Akka. Jednak 100 lat później muzułmanie zajęli również Akkę, wypierając chrześcijańskie wojska z Ziemi Świętej. Co to oznaczało dla templariuszy, poza klęską militarną?

Templariusze bronili się bohatersko w swojej fortecy nad morzem jeszcze tydzień po zdobyciu miasta przez mameluków. Ostatecznie wszyscy bracia zginęli pod gruzami twierdzy, której fundamenty podkopali muzułmanie. Upadek Ziemi Świętej oznaczał dla zakonu koniec. O ile bowiem istnienie szpitalników wciąż miało sens – mogli przecież leczyć ludzi wszędzie na świecie – o tyle upadek Ziemi Świętej był też upadkiem samych templariuszy, którzy nie zdołali spełnić swojej najważniejszej misji. Liczyli oni wprawdzie na zorganizowanie kolejnej krucjaty, ale było to nierealne. Templariusze wrócili do Europy, głównie do Francji. Szpitalnicy osiedlili się na Rodos, a następnie przenieśli na Maltę, gdzie działali aż do czasów Napoleona. Z templariuszami było jednak inaczej. Po upadku Akki ludzie zaczęli się zastanawiać: Po co właściwie potrzebni nam są teraz ci zakonnicy?

Bitwa pod Hittin na  XV-wiecznej miniaturze
Bitwa pod Hittin na XV-wiecznej miniaturze / Źródło: Wikimedia Commons

I wykorzystał to Filip IV Piękny.

Król Francji był bardzo zadłużony z powodu wojen. Jego sposobem na wychodzenie z długów było… pozbywanie się dłużników. Przed zaatakowaniem templariuszy Filip wyrzucił z Francji żydowskich i włoskich bankierów, którym był winien pieniądze.

Jednak pieniądze to tak naprawdę tylko tło upadku templariuszy. Filip tworzył wówczas Francję jako państwo narodowe i templariusze, a szerzej Kościół, byli jego ideologicznymi przeciwnikami. Był to konflikt dwóch wizji: uniwersalistycznego Kościoła, który twierdził, że stoi nad władcami, i Filipa, który widział to dokładnie odwrotnie. Templariusze wyglądali w jego oczach jak ręka papieża we Francji. Filip chciał ją odciąć, pokazując w ten sposób, kto naprawdę rządzi. 13 października 1307 r. król rozkazał aresztować każdego templariusza – nie tylko rycerzy – na terenie Francji. To były tysiące ludzi, ale nikt nie stawiał oporu. Filip następnie przejął majątek zakonu, niejako nacjonalizując templariuszy.

Król oskarżył ich m.in. o czczenie bożków, kotów i oddawanie się praktykom homoseksualnym. Zrobił z nich najgorszych heretyków. Miał jakiekolwiek podstawy, by rzucić takie oskarżenia?

Ta sprawa zszokowała cały chrześcijański świat, ponieważ templariusze mieli generalnie bardzo dobrą opinię. To prawda, że templariusze, tak jak każda elitarna formacja, mieli swoje dziwaczne obrzędy inicjacyjne. Ponoć młodzi byli zmuszani do całowania starszych w „koniec kręgosłupa”, żeby okazać im posłuszeństwo. Czy tak było? Ciężko to stwierdzić. Nawet dziś jednak słyszymy o dziwnych rytuałach inicjacyjnych np. w wojsku. Niedawno nasza prasa opisywała szokujące praktyki, do których dochodzi w brytyjskich siłach specjalnych: młodzi żołnierze muszą się rozebrać, a następnie się biją. Tak już bywa w zamkniętych społecznościach, w których wszystko opiera się na posłuszeństwie wobec starszych.

Wiadomo jednak, że coś było na rzeczy, ponieważ nawet Jacques de Molay, ostatni wielki mistrz zakonu, który potem został spalony na stosie, sam był zakłopotany dziwnymi praktykami wśród braci i nawet napisał o tym w liście do króla Francji!

Dając mu tym samym amunicję do ataku na własny zakon…

Stało się tak wbrew jego intencjom. Z pewnością dochodziło wśród templariuszy do dziwnych sytuacji, które nie kojarzyły się z ortodoksją chrześcijańską, ale trudno sobie wyobrazić, żeby faktycznie byli oni heretykami. Nie można dawać wiary zeznaniom niektórych braci, w których przyznawali się oni do wszystkiego. Torturowano ich bowiem potwornie – są relacje mówiące o opiekaniu im stóp w ogniu…

Papież Klemens V walczył zawzięcie o swoich rycerzy?

Jego sytuacja była bardzo trudna. Sam był Francuzem, jednak bał się, że król Francji wypowie mu wojnę. Klemens V chciał bronić Kościoła i templariuszy, ale Filip był potężny. Papież stał na straconej pozycji.

Jacques de Molay przyznał się do wszystkiego i miał zostać oszczędzony, ale tak się nie stało. De Molay na koniec stwierdził bowiem, że wycofuje się z zeznań, ponieważ nie mógłby żyć z takim ciężarem. Dlatego został spalony na stosie. Jednak losy templariuszy poza Francją, gdzie wielu z nich zginęło, nie potoczyły się tak źle. Przykładowo w Anglii ich majątek trafił do szpitalników, a samych zakonników nie spotkała krzywda. W Hiszpanii i Portugalii sytuacja wyglądała podobnie.

Wydawałoby się, że to koniec tej opowieści, ale przecież ta historia kompletnie niespodziewanie powróciła po 700 latach wraz z odnalezieniem pewnego dokumentu…

Przez cały ten czas wierzono, że Kościół kompletnie opuścił templariuszy. Dopiero w 2001 r. odkryto w tajnych archiwach watykańskich tzw. pergamin z Chinon, który jest dowodem na to, że papież nie wierzył w winę swoich rycerzy-zakonników i na sam koniec oczyścił templariuszy. Głowa Kościoła stwierdziła, że nie popełnili oni grzechu i nie byli winni zarzucanych im czynów. Było to jednak utrzymywane w sekrecie ze strachu przed odwetem króla Francji. Templariusze powinni więc zostać zrehabilitowani w oczach świata.

To by jednak oznaczało, że należałoby również zrehabilitować krzyżowców. Według powszechnej opinii byli oni przecież krwiożerczymi fanatykami, którzy napadli na Bogu ducha winnych muzułmanów.

Po pierwsze, większość mieszkańców tamtych ziem stanowili wówczas chrześcijanie, choć ciężko w to uwierzyć z dzisiejszej perspektywy. Krucjaty były więc przeprowadzone w obronie chrześcijaństwa. Po odbiciu z rąk muzułmanów Ziemi Świętej udało się krzyżowcom stworzyć społeczeństwo – jak na tamte czasy – dosyć otwarte. Muzułmanie generalnie mogli żyć w spokoju obok chrześcijan.

Obawiam się, że nie jest to zbyt popularny pogląd wśród dzisiejszych zachodnich intelektualistów.

To prawda. Pamiętajmy, że tragedia templariuszy to część dużo większej tragedii: upadku państw krzyżowców. Wiem, że dziś krucjaty mają fatalną prasę, ale uważam, że upadek państw krzyżowców był prawdziwą tragedią.

Chyba właśnie przekroczyliśmy granice poprawności politycznej.

Ilustracja z księgi Histoire d'Outremer Wilhelma z Tyru (XII w.), przedstawiająca scenę z życia w Outremer
Ilustracja z księgi Histoire d’Outremer Wilhelma z Tyru (XII w.), przedstawiająca scenę z życia w Outremer / Źródło: Wikimedia Commons

 

Fakty są jednak takie, że Frankowie rozwijali tamte tereny i pod ich rządami sytuacja w Outremer (na Zamorzu, jak nazywano wówczas tereny odbite przez krzyżowców) dosyć szybko uległa stabilizacji. Pielgrzymi i rolnicy byli w Królestwie Jerozolimskim niemal tak samo bezpieczni jak w Europie. Frankowie zapewnili Palestynie pokój i rozkwit przez większość XII w. Był to olbrzymi kontrast w porównaniu z poprzednim stuleciem, gdy terenami tymi rządzili muzułmanie.

Pod koniec istnienia Outremer, w miarę jak Turcy zdobywali kolejne miasta, ludność frankijska poddawana była potwornym cierpieniom. Turcy najczęściej zabijali mężczyzn, a pozostałych członków ich rodzin brali w niewolę. Kobiety, dziewczęta i chłopcy byli potem tysiącami sprzedawani na targach niewolników w Aleppo i Damaszku. Po upadku Akki muzułmanie przeorali Outremer, niszcząc chrześcijaństwo, żeby Zachód już nigdy tam nie wrócił.

Michael Haag jest angielskim historykiem i pisarzem. Specjalizuje się w historii Ziemi Świętej. W Polsce dostępna jest jego książka pt. „Tragedia templariuszy. Powstanie i upadek państw krzyżowców”.

https://superhistoria.pl/sredniowiecze/89501/2/Tragedia-templariuszy-Odklamana-historia-obroncow-chrzescijanstwa.html

Przeczytaj także:

Templariusze

Templariusze. Miłość i krew

Zakon Templariuszy – The Knights Templar Lektor PL

Przekleństwo templariuszy

Posted in Historia, Religia | Leave a Comment »

Gdzie byłeś Izraelu? Kto finansował Hitlera?

Posted by tadeo w dniu 24 lutego 2019

Posted in Historia | Leave a Comment »

Holocaust GmbH

Posted by tadeo w dniu 24 lutego 2019

  

image

Jednego Niemcom możemy zazdrościć : perfekcyjnej organizacji pracy.

Ta perfekcja u Niemców rozciąga się na każdą dziedzinę, w takim samym stopniu dotyczy produkcji Volkswagena, robót drogowo – budowlanych jak i eksterminacji ludzi. Perfekcja pozostaje perfekcją.

Nie chciałem tego pisać, ale muszę bo jakoś tak się składa, że w miejscach uroczych – w miejscach gdzie człowiek powinien znajdować wytchnienie – napotyka się ślady owej niemieckiej perfekcji. Corfu – 2000 osób. Wenecja – 1000, Brive la Gaillarde – 4 osoby. Oslo – 700 osób, Bordeaux – 1279 osób. Urocze i ciche podparyskie Drancy – 67411 osób. Tokaj – 994 osoby, Wyspa Jersey – 3 osoby, Wyspa Guernsey -1 osoba. To byli żywi ludzie: dorośli, dzieci, ojcowie rodzin, matki i czyjeś babki. Wszyscy dokładnie policzeni, co do sztuki. Nie było miejsca i nie było możliwości by choć jedna – ujęta w wykazach – osoba mogła uniknąć przeznaczenia. Cholerny niemiecki porządek. Raporty wysłane do Berlina. Później załatwianie skopmplikowanych spraw logistycznych w Deutsche Reichsbahn. Potrzebne wagony pulmanowskie, to wszak Europa Zachodnia, nie można ludzi stresować. Ludzie to nie bydło a ci Niemcy tacy kulturalni, choć na Wschodzie wystarczały wagony bydlęce.

Holocaust był projektem niezwykle skomplikowanym organizacyjnie. Okazał się ” sukcesem ” niemieckiego stylu pracy i niemieckiego zamiłowania do porządku.

Dlatego ja kompletnie nie rozumiem dlaczego dziś tak gorączkowo poszukuje się wspólników do tego ” biznesowego ” przedsięwzięcia ?

image

https://www.salon24.pl/u/siukumbalala/936804,holocaust-gmbh?fbclid=IwAR0LA8IlHlOeWVn-cb79KK798CH4QhV3Xs7NizKH4s-5kHRX90i2i5K3f2k

Posted in Historia | Leave a Comment »

Wydała na śmierć setki Żydów. Wzięła za to pieniądze.

Posted by tadeo w dniu 24 lutego 2019

Stella Kübler

 

Największym postrachem Żydów ukrywających się przed Niemcami podczas II wojny światowej byli ludzie, którzy w zamian za pieniądze zajmowali się ich tropieniem i wydawaniem na pewną śmierć. W Berlinie najbardziej osławionym Greiferem(„łapaczem”) wcale nie był fanatyczny nazista ani nawet Niemiec, lecz… Żydówka – Stella Kübler.

Stella Goldschlag – bo tak brzmiało jej panieńskie nazwisko – urodziła się 10  lipca 1922 r. w rodzinnie zasymilowanych berlińskich Żydów. Miała to szczęście, że natura obdarowała ją wybitnie „aryjskim” wyglądem. Była wysoką, szczupłą blondynką o niebieskich oczach, co w żadnym razie nie wskazywało na jej semickie korzenie. Jednak i ją w nazistowskich Niemczech dotknęły szykany związane z coraz bardziej restrykcyjnym prawem antyżydowskim.

 

Żydówka jak każda inna?

Początkowo historia Stelli nie różniła się niczym od losów tysięcy niemieckich Żydów zmuszonych do noszenia hańbiącej żółtej gwiazdy Dawida i niemal niewolniczej pracy dla dobra „tysiącletniej Rzeszy”. Stella znalazła zatrudnienie w jednej z berlińskich fabryk zbrojeniowych, a w 1940 r. wzięła ślub z muzykiem Manfredem Küblerem.

Stella zbiła małą fortunę skazując na Auschwitz lub zsyłkę do innych miejsc śmierci setki pobratymców. W obozie zagłady skończyli także jej rodzice...

Sytuacja uległa zmianie w wyniku tak zwanej Fabrikaktion (akcja „fabryka”) z 27 lutego 1943 r., będącej ostateczną łapanką berlińskich Żydów. W jej wyniku – jak pisze w swej książce „Stolica Hitlera. Życie i śmierć w wojennym Berlinie” Roger Moorhouse – funkcjonariusze Gestapo i SS przeprowadzili naloty na wiele stołecznych zakładów przemysłowych i zatrzymali tamtejszych żydowskich robotników.

Artykuł powstał na podstawie książki Rogera Moorhouse'a pt. "Stolica Hitlera. Życie i śmierć w wojennym Berlinie" (Znak, 2011)

Co prawda Stelli i jej rodzinie udało się chwilowo uniknąć schwytania, jednak musieli oni rozpocząć życie w ukryciu i ciągłym strachu. Zostali tak zwanymi „U-Bootami”, określanymi również mianem „nurków” (Taucher).

Z początku wszystko układało się dobrze. „Aryjski” wygląd Stelli oraz „papiery” załatwione u świetnego fałszerza Guenthera Rogoffa, pozwalały spoglądać z optymizmem w przyszłość. Wszelako były to tylko pozory, bowiem Stella znalazła się na celowniku jednego z „łapaczy”. Zaowocowało to jej aresztowaniem 2 lipca 1943 r. Kilka tygodni później w łapy oprawców z Gestapo wpadli również jej rodzice (jej mąż już wiosną trafił do Auschwitz, skąd nigdy nie wrócił).

 

„Blond trutka”

Podczas przesłuchań poddano ją brutalnym torturom. Liczono przede wszystkim na to, że uda się z niej wyciągnąć informacje na temat miejsca pobytu Rogoffa. W tym wypadku gestapowcy jednak się przeliczyli; Stella po prostu nie wiedziała gdzie przebywa interesujący ich fałszerz. Jednocześnie dotkliwe bicie oraz dwie nieudane próby ucieczki w ostateczności ją złamały i zgodziła się na propozycję zostania „łapaczem”. Nie bez znaczenia była również obietnica, że dzięki współpracy z Gestapo Stella uratuje życie rodzicom.

Po tym jak gestapo już złamało Stellę Kübler stała się ona wzorowym łapaczem. Na zdjęciu z członkami swojej siatki zajmującej się tropieniem ukrywających się berlińskich Żydów.

Jak opowiada w swojej książce Roger Moorhouse: Stella szybko stała się wzorowym „łapaczem”. Funkcjonariusze byli już wcześniej pod wrażeniem jej pomysłowości […]. Kiedy już zaczęła dla nich pracować, absolutnie nie zawiodła – miała doskonałą pamięć do nazwisk, dat i adresów, a jej niewymuszona kokieteria stanowiła prawdziwą broń masowego rażenia.

Dzięki nieprzeciętnej „skuteczności” bardzo szybko zyskała sobie w środowisku berlińskich „nurków” miano „blond trutki”, stając się ich prawdziwym postrachem. Doszło do tego, że jej zdjęcie krążyło wśród zbiegów jako forma ostrzeżenia. Kiedy tylko wchodziła do jakiejś restauracji czy kawiarni, każdy Żyd rzucał się do ucieczki.

Podobno była w stanie w ciągu jednego weekendu schwytać nawet ponad 60 Żydów. Za każdego dostawała 200 marek. Dokładnej liczby jej ofiar zapewne już nigdy nie poznamy, ale szacuje się, że skazała na pewną śmierćod kilkuset do nawet kilku tysięcy osób!

Mimo przejawianej gorliwości Stelli nie udało się uratować rodziców, którzy trafili do Auschwitz, gdzie zginęli. Kobieta i tak pozostała aktywnym „łapaczem” do końca wojny. W 1945 roku została aresztowana przez Sowietów i skazana na 10 lat ciężkich robót.

Po zdobyciu przez Armię Czerwoną Berlina Stela Kübler wpadła w ręce sowietów, którzy skazali ją na 10 lat ciężkich robót. Na zdjęciu Stella Kübler podczas przesłuchania.

Później wyszła jednak na wolność i tak naprawdę nigdy nie odpowiedziała za swoje zbrodnie. W 1994 roku popełniła samobójstwo  w wieku siedemdziesięciu dwóch lat. Czyżby to ciężar popełnionych czynów prześladował ja do ostatnich dni życia? Jeśli tak to dlaczego zabiła się dopiero po 50 latach?

Źródła:

  1. Roger Moorhouse, Stolica Hitlera. Życie i śmierć w wojennym Berlinie, Znak, 2011 (więcej informacji na stronie wydawcy).
  2. Diana Tovar, Stella: The Story of Stella Goldschlag (streszczenie).

Cytat za: http://ciekawostkihistoryczne.pl/2011/10/24/wydala-na-smierc-setki-zydow-wziela-za-to-pieniadze-sama-byla-zydowka/#ixzz3XmNZkpCz

Za: http://ciekawostkihistoryczne.pl/2011/10/24/wydala-na-smierc-setki-zydow-wziela-za-to-pieniadze-sama-byla-zydowka/

Za: http://wirtualnapolonia.com/2015/04/19/wyala-na-smierc-setki-zydow-wziela-za-to-pieniadze/ , 19 kwietnia 2015

 

POLISH CLUB ONLINE , 2015.04.19

http://www.polishclub.org/2015/04/19/wydala-na-smierc-setki-zydow-wziela-za-to-pieniadze/?fbclid=IwAR3ww_gf1d-nxPnfjMPXb6vrJ0Wnl0VST-NBbVCZwSSKMYs41WLtHO1CfVg

Posted in Historia | Leave a Comment »

Historia Wojtka, niedźwiedzia który poszedł na wojnę

Posted by tadeo w dniu 24 lutego 2019

O Wojtku napisano dwie książki, ma kilka poświęconych sobie tablic pamiątkowych. W Edynburgu wybudowano mu pomnik. Jakie nazwisko miał Wojtek? Nie miał. Nie musiał. Był niedźwiedziem. Maskotką żołnierzy polskiego II Korpusu.

15 listopada 1947 syryjski niedźwiedź brunatny Wojtek, adoptowany przez żołnierzy 22. Kompanii Zaopatrywania Artylerii w 2. Korpusie Polskim dowodzonym przez gen. broni Władysława Andersa, został przekazany do ogrodu zoologicznego w Edynburgu. 

 

Przypominamy tekst z archiwum Życia Warszawy

https://www.rp.pl/Historia/171119405-Niedzwiedz-Wojtek-zolnierz-generala-Andersa.html

Posted in Filmy dokumentalne, Historia | Leave a Comment »

Gen. Władysław Anders był zdrajcą!

Posted by tadeo w dniu 20 lutego 2019

Gen. Władysław Anders za namową Stalina oraz jego sojusznika premiera Anglii W. Churchilla, zdradził swojego przełożonego gen. Władysława Sikorskiego. Gen. Anders wbrew rozkazom premiera RP gen. Sikorskiego wyruszył do Iranu by bronić pól naftowych, przyczynił się on także do morderstwa gen. Sikorskiego oraz okupacji Polski przez Związek Radziecki.

Przeczytaj także:

Prawda o generale Władysławie Andersie!

Trudne relacje Sikorskiego i Andersa

Posted in Historia | Leave a Comment »

Cuda w historii Polski

Posted by tadeo w dniu 19 lutego 2019

Zaczynam od końca bo po wstępie zabieram się do części 20 i jednego z cudów II WS. Polecam w modlitwie Ojczyznę udręczona. Niech Was wszystkich Wszechmogący ma w opiece, a NMP spogląda łaskawie na nasze prośby kierowane do Jej syna, a Pana naszego Jezusa Chrystusa. Z Bogiem i Jego błogosławieństwem.

https://www.youtube.com/results?search_query=Cuda+w+historii+Polski+-+playlista

 

Posted in Historia | Leave a Comment »

„Nikt” – film Andrzeja Kępińskiego

Posted by tadeo w dniu 18 lutego 2019

Prawdę o katyńskim mordzie NKWD ukrywano dziesiątki lat. Dlaczego prawdę o prezydencie Sokolnickim i zdradzie Lecha Wałęsy ukrywa się do dziś? Na to i inne pytania czytelnik znajdzie odpowiedz w książkach Andrzeja Kępińskiego oraz w filmie pt „Nikt”

 

Posted in Filmy - Polecam, Filmy dokumentalne, Historia | Leave a Comment »

Nie tylko w Jedwabnem Niemcy palili ludzi w stodole

Posted by tadeo w dniu 9 stycznia 2019

 wikipedia.com
Fragment pomnika upamiętniającego pomordowanych Żydów z Jedwabnego

W początkowej fazie II wojny światowej, 10 lipca 1941 r., Niemcy w Jedwabnem spalili w stodole, dziś już wiemy, ok. 300, a nie 1600 żydowskich mieszkańców tego małego miasta. Dokładną liczbę zamordowanych wówczas Żydów nieprędko poznamy, gdyż na żądanie kręgów rabinackich, polskich i zagranicznych, ekshumację zwłok pomordowanych przerwano.

Znana jest natomiast liczba więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych, kilku narodowości, w przeważającej większości Polaków – bo ich ekshumowano – spalonych przez Niemców w ostatnich chwilach wojny, 13 kwietnia 1945 r., w stodole w Gardelegen pod Magdeburgiem, w Niemczech. Liczba ta wynosi 1016 osób. W wymienionym dniu, w przeddzień wejścia wojsk amerykańskich, Niemcy z obozu koncentracyjnego w Mauthausen i z okolicznych mniejszych obozów zebrali ponad tysiąc więźniów. Zgromadzili ich w Gardelegen, w stodole wysłanej słomą, gdy już nad okolicą przelatywały amerykańskie samoloty. Stodołę otaczał tłum uzbrojonych Niemców: esesmanów, żołnierzy Reichswehry, młodzieży z Hitlerjugend, cywilów. Drzwi do stodoły pozamykano, na zewnątrz słychać było głosy, rozmowy, śmiechy, tupot nóg. Stodołę podpalono. Uwięzieni w niej szmatami, kocami stłumili chwilowo ogień. Niemcy skierowali wówczas w kierunku stodoły ogień karabinowy, wrzucali granaty, wzniecające płomienie. Uwięzieni początkowo sądzili, że to alianckie samoloty bombardują stodołę. Rozległy się jęki, krzyki, wołania: Mordują! Wewnątrz stodoły była krew, miazga trupów. Siedem osób wydobyło się z morza ognia, poszerzając rękami i nożami szpary w cementowych ścianach stodoły. Przedostali się z płonącej stodoły, spod masy trupów, na zewnątrz. Pomogła noc. Trzech zostało zabitych, reszta się uratowała – wszyscy Polacy. Pozostali spłonęli w stodole.

Żołnierze 102. amerykańskiej Infantry Division, która wkroczyła nad ranem do Gardelegen (wśród nich także Amerykanie polskiego pochodzenia), zobaczyli sczerniały od ognia i dymu beton stodoły, z rozwalonymi drzwiami, a za nimi, osłupiali z przerażenia, dostrzegli stosy nadpalonych trupów. W obliczu niesłychanej zbrodni, przejęci zgrozą, rozstrzelali z miejsca 22 esesmanów znajdujących się w pobliżu, mimo że jeden, prosząc o litość, całował ich buty.

W Gardelegen Amerykanie natychmiast przystąpili do grzebania ciał pomordowanych w stodole więźniów. Pod stosem trupów znaleźli dających oznaki życia siedmiu Polaków, trzech Rosjan i straszliwie popalonego Francuza. Buldożerami amerykańscy żołnierze pogłębili pobliską fosę. Zrobili w niej miejsce na grzebanie zabitych, w większości Polaków. Do grzebania częściowo spalonych ponad tysiąca zwłok Amerykanie zmobilizowali Niemców, mieszkańców Gardelegen i okolicznych miejscowości. Część z nich przed kilkudziesięciu godzinami asystowała bądź brała udział w mordowaniu zapędzonych do stodoły Polaków i więźniów innych narodowości.

W niecodziennym, swoistym pochodzie szli teraz ku fosie elegancko ubrani, schludni, ogoleni, szacowni mężczyźni, mieszkańcy Gardelegen, by pochować w dole niedopalone strzępy ludzkie. Żonom tych mężczyzn nakazali Amerykanie wydać wszystkie prześcieradła. I szli tak z prześcieradłami, porządnie złożonymi na rękach, błyszczącymi bielą, do miejsca pomordowania więźniów. Kiedy dotarli do stodoły, Amerykanie kazali im całować resztki ludzkie, których nie strawił w stodole ogień. Następnie polecili Niemcom, mieszkańcom Gardelegen, owijać nadwęglone zwłoki w przyniesione z ich domów prześcieradła i nieść je w stronę fosy. Tam przekazywali oni owinięte ciała swoim współrodakom, układającym je w dole. Czynili to, tytułując siebie wzajemnie, z całą powagą: Herr Doctor, Herr Ingenieur, Herr Geheimrat.

Miejsce pamięci w Gardelegen upamiętnia masakrę, 13 kwietnia 1945 r

W dwu turach przenieśli Niemcy ofiary z miejsca zbrodni do miejsca pochowania. W pierwszej turze przeniesiono 574 popalone ciała, w drugiej – 442. Łącznie mieszkańcy Gardelegen na rozkaz Amerykanów przenieśli spod stodoły do dołów grzebalnych, ucałowawszy uprzednio i zawinąwszy w prześcieradła, 1016 ciał pomordowanych – przeważnie Polaków.

Po pewnym czasie Amerykanie polecili Niemcom zbudować w Gardelegen, dla ofiar ich mordu, odrębny cmentarz. Przeniesiono tam ekshumowane ciała. Na cmentarzu tym stanęło 1016 krzyży. Spaleni, różnych narodowości, byli chrześcijanami. Tylko 4 krzyże opatrzone są imieniem i nazwiskiem. Na 301 widnieją wyłącznie numery obozowe. Reszta, 711 krzyży, to krzyże nie tylko bezimienne, ale nawet bez numeru obozowego, nadanego przez Niemców.

Jeden dzień dzielił ich wszystkich od wyzwolenia z niemieckiej niewoli. Dnia tego nie doczekali. Opis ich gehenny i męczeńskiej śmierci w stodole w Gardelegen przedstawił, o wiele szerzej, już przed ponad trzydziestu laty, Melchior Wańkowicz*. Wykorzystał on relacje przekazane mu przez uratowanych z masakry w Gardelegen Polaków. Poszukiwał ich nawet w Ameryce. Dotarł także do materiałów archiwalnych, ustnych relacji niemieckich i amerykańskich. W swoich publikacjach zamieścił zdjęcia resztek stodoły w Gardelegen, w której Niemcy spalili 1016 więźniów z okolicznych obozów. W jednej z książek Wańkowicz prezentuje również zdjęcie okolicznościowej tablicy w Gardelegen, informującej w języku angielskim i niemieckim o dokonanej tam zbrodni.

Publikacje M. Wańkowicza zawierają zaledwie część dokumentacji dotyczącej spalenia przez Niemców w Gardelegen ponad tysiąca zniewolonych przez nich ludzi. Wańkowicz stwierdza: „Mam dokumenty, zeznania”. Pisarz już nie żyje. Dokumenty te i zeznania być może znajdują się w posiadaniu rodziny… Nie zostały dotąd udostępnione badaczom. Zawierać mogą niewątpliwie znaczące szczegóły dotyczące zbrodni ludobójstwa dokonanej przez Niemców w Gardelegen, a niewykluczone, że i w innych miejscach.

Instytut Pamięci Narodowej powinien jak najszybciej zainteresować się zbrodnią dokonaną w Gardelegen, w większości na Polakach. Idąc w ślad za spuścizną dokumentacyjną M. Wańkowicza, IPN musi dotrzeć do archiwaliów niemieckich i dokumentacji amerykańskiej oraz rychło zdobyć relacje ocalonych od masakry w Gardelegen Polaków, o ile oni jeszcze żyją. IPN nie może poprzestawać wyłącznie na badaniach okoliczności spalenia przez Niemców kilkuset Żydów w Jedwabnem. Ma obowiązek wyjaśnienia również okoliczności spalenia przez Niemców jeszcze większej liczby Polaków w stodole w Gardelegen, k. Magdeburga w Niemczech.

Postawiono tam 1016 krzyży. Niemych krzyży. Czy jeszcze tam stoją? Obowiązkiem IPN względem narodu polskiego jest sprawdzić to i sprawę zbrodni w Gardelegen dogłębnie wyjaśnić.

* Melchior Wańkowicz, „Od Stołpców po Kair”, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1969, ss. 599-611, tenże; „W pępku Ameryki”, wyd. II, Iskry 1974, ss. 273-276, ilustr. 47.
Gorąco dziękuję p. Janowi Kopańskiemu z Tomaszowa Mazowickiego za zwrócenie mojej uwagi na powyższe prace Melchiora Wańkowicza.

http://www.niedziela.pl/artykul/71345/nd/Nie-tylko-w-Jedwabnem-Niemcy-palili-ludzi?fbclid=IwAR1sQPZ0dS98S5EBIdL13X8AktKPGvhJT6RPwPmxYVvpg-g3E1PcnuXO5aM

Posted in Historia | Leave a Comment »

Białoruś – jak tam jest naprawdę?

Posted by tadeo w dniu 8 stycznia 2019

Posted in Filmy dokumentalne, Historia, Polskie Kresy | Leave a Comment »

Obrona Wizny 1939 – Polskie Termopile – Góra Strękowa

Posted by tadeo w dniu 1 stycznia 2019

Obrona Wizny to bitwa, która rozegrała się w dniach 7–10 września 1939 roku w rejonie Wizny, na północny wschód od Łomży. Bitwa ta, określana mianem Polskich Termopil, pomimo poważnej dysproporcji pomiędzy siłami polskich obrońców pod dowództwem kapitana KOP-u Władysława Raginisa, a siłami niemieckimi gen. Heinza Guderiana stała się jednym z najbardziej bohaterskich starć wojny obronnej 1939.

Poniżej filmik z Wizny:

Autor tekstu: Dariusz Zielonka

 

Obrona Wizny 1939 – Polskie Termopile – Góra Strękowa – opinie i komentarze

sortuj po najlepszych
sortuj po najnowszych
Maly Roman Maly Roman

+3

Góra Strękowa na której znajdują się ruiny schronu dowodzenia „Odcinka Wizna”. Piękne ujęcie z tego miejsca doliny Narwi i Biebrzy. Dzisiaj piękny teren przyrodniczy. Lata przeminęły a pamięć o bohaterskich obrońcach Ojczyzny trwa. Każde przypomnienie o Tamtych Dniach jest jak najbardziej pożądane. W okolicach miejscowości Kalinówka Basie, przy szosie, spoczywa żołnierz 71 PP poległy podczas obrony „Reduty Wizna”. (2018-12-18 20:40)

Maly Roman Maly Roman

+4

Nazwisko Piotr Buczel nie figuruje w Księdze Poległych. Do tej pory nie udało mi się ustalić czy był z plutonu pionierów, czy z plutonu artylerii por. Brykalskiego. Ja znalazłem tylko 2 groby obrońców Wizny. Ten Piotra Buczela i drugi w którym byli pochowani przed niedawną ekshumacją kpt. Raginis, por. Brykalski i 1 nieznany żołnierz. Po ponownym pochówku w miejscu bunkra dowodzenia na Strękowej Górze nie ma wzmianki o tym 1 nieznanym obrońcy. (2018-12-18 20:46)

zylkos zylkos

+1

Żołnierz,który walczył pod Wizną i Monte Cassino: (2018-12-29 19:12)

zylkos zylkos

+1

Strzelec Zajkowski Aleksander syn Kazimierza,numer ewidencyjny karty 1911-85-III. (2018-12-29 19:14)

zylkos zylkos

+1

Legitymacja do Medalu za udział…: (2018-12-29 19:15)

zylkos zylkos

0

Nadany Krzyż Walecznych po raz pierwszy,PSZ na Zachodzie,14 Baon Strzelców 5 KDP: (2018-12-29 19:17)

zylkos zylkos

+1

Wpis w książeczce wojskowej PRL: (2018-12-29 19:18)

zylkos zylkos

0
Serwis IPN: (2018-12-29 19:19)
zylkos zylkos

+1

Serwis IPN: (2018-12-29 19:19)

zylkos zylkos

0
Wedle spisu żył jeszcze w latach 90-tych. (2018-12-29 19:21)
zylkos zylkos

0
Wedle spisu żył jeszcze w latach 90-tych. (2018-12-29 19:21)
zylkos zylkos

0

Wedle spisu żył jeszcze w latach 90-tych. (2018-12-29 19:22)

zylkos zylkos

0

Ciekawe…spisał,który wspomnienia z IX 1939??? (2018-12-29 19:23)

zylkos zylkos

+1

Zajki 9;powiat trzcianne. (2018-12-29 19:24)

zylkos zylkos

+1

I tak oto,znajdujemy obrońców Wizny w polu,na aukcjach… (2018-12-29 19:28)

zylkos zylkos

+1

Ciekawe,co mógł przekazać i opowiedzieć … (2018-12-29 19:30)

pro patria poland team pro patria poland team

0
A tu jest wersja angielska: Battle of Wizna https://www.youtube.com/watch?v=NHSxrM_OUt4 (2018-12-31 18:41)

https://dobroni.pl/n/obrona-wizny-1939/19926

Posted in Filmy dokumentalne, Historia | Leave a Comment »

Sowiecki Oświęcim. Wojna jeszcze się nie zakończyła, a NKWD już otworzyło w Auschwitz własny obóz

Posted by tadeo w dniu 21 listopada 2018

Sowiecie nie mieli żadnych oporów przeciw wykorzystaniu infrastruktury pozostawionych przez nazistów obozów koncentracyjnych.

Sowiecie nie mieli żadnych oporów przeciw wykorzystaniu infrastruktury pozostawionych przez nazistów obozów koncentracyjnych.

Według sowieckiej propagandy, wojska radzieckie „wyzwoliły” Oświęcim. Było to jednak wyzwolenie bardzo podobne do tego, jakiemu podlegała cała Polska. W miejscu śmierci przeszło miliona ludzi, natychmiast powstał nowy obóz. O jego historii mówimy o wiele za mało.

Sowieckie władze wojskowe poczynały sobie z wielką swobodą, adaptując na swoje potrzeby tereny byłego KL Auschwitz. Dość powiedzieć, że na dachu budynku, w którym uprzednio znajdowała się komora gazowa i krematorium, urządzili miejsce do tańca! Enkawudziści w lutym 1945 roku utworzyli dwa podobozy oznaczone numerami 22 (na terenie obozu macierzystego) i 78 (w obrębie Birkenau). Pierwszy z tych obozów, przeznaczony dla jeńców niemieckich, przystosowano do maksymalnie 1,5 tys. osadzonych, których systematycznie wywożono do Związku Radzieckiego lub innych obozów w Polsce.

W drugim przetrzymywano Ślązaków i Opolan, deportowanych później do kopalń w Zagłębiu Donieckim. Wśród nich było dużo osób narodowości polskiej. Na terenie Auschwitz więźniowie pracowali również przy rozbiórce poniemieckich zakładów koncernu IG Farben. Praca wykonywana w prymitywnych warunkach powodowała wśród nich wiele okaleczeń, a nawet śmierci. Również strażnicy na każdym kroku szykanowali zatrzymanych. Jedna z więźniarek wspominała:

Musieliśmy czyścić ubikacje, które były strasznie zanieczyszczone ludzkimi odchodami. Kazano nam zaprowadzić w nich porządek gołymi rękami. Na każdym kroku chciano nam pokazać, ze jesteśmy teraz niczym. Grozili nam, że jak nie będziemy bystro rabotali, to nas na Sybir wywiozą.

Potrzeba było zaledwie kilku tygodni od dnia kiedy Armia Czerwona wyzwoliła Auschwitz-Birkenau, a NKWD zaadaptowało obóz do swoich celów.

fot.Piotr Drabik/CC BY 2.0Potrzeba było zaledwie kilku tygodni od dnia kiedy Armia Czerwona wyzwoliła Auschwitz-Birkenau, a NKWD zaadaptowało obóz do swoich celów.

Komendantem obozu był pułkownik Masłobojew, który w najmniejszym stopniu nie liczył się z polską administracją państwową. Jakby tego było mało, sabotował zbieranie materiałów przez Komisję Badania Zbrodni Niemieckich. O wywożonych do Związku Radzieckiego Ślązakach mówił jako o wyjeżdżających tam w celach „zarobkowych”.

Dlaczego obóz zlikwidowano?

Obóz stawał się tematem coraz głośniejszych dyskusji wśród Polaków. Po kraju krążyły plotki, że Sowieci dokonują egzekucji na więźniach oraz ponownie uruchamiają krematorium. Nie było to prawdą, ale lista zmarłych rzeczywiście rosła. Z całą pewnością wiadomo o 144 zgonach, do jakich doszło między kwietniem 1945 a lutym 1946 roku.

Obóz zlikwidowano wiosną 1946 roku, a rok później Sejm Rzeczypospolitej Polskiej przyjął uchwałę, na mocy której teren miejsca zagłady miał się stać miejscem pamięci. Tylko jednak po więźniach, którzy przebywali tu i zginęli w latach niemieckiej okupacji. Kolejne dwa lata działalności Auschwitz wymazano z historii.

Stanisław M. Jankowski podaje dwie prawdopodobne przyczyny likwidacji sowieckiej części obozu w Oświęcimiu. Według pierwszej z nich doprowadziło do tego porozumienie między marszałkiem Rokossowskim, ówcześnie dowódcą Północnej Grupy Wojsk, a generałem Aleksandrem Zawadzkim, piastującym urząd wojewody śląskiego. Zawadzki miał posłużyć się argumentami, z których wynikało, że przetrzymywanie 20 tys. Ślązaków w sowieckich obozach powoduje brak rąk do pracy przy wydobyciu węgla, z którego lwia część miała iść do ZSRR.

W drugiej wersji do Zawadzkiego, w imieniu osadzonych w Oświęcimiu 12 tys. Polaków, napisał jeden z więźniów, przedstawiając ich niedolę. Pokłosiem tego listu było pojawianie się w obozie pod koniec sierpnia 1945 roku specjalnej komisji do spraw uwolnienia więźniów. Rzeczywiście zaczęto ich zwalniać. Głównie jednak w celu wywózki na Sybir. Łącznie od 28 maja do końca września 1945 roku wyekspediowano z Oświęcimia do łagrów w Związku Radzieckim 19,5 tys. niemieckich jeńców wojennych oraz 3750 osób cywilnych.

***

Artykuł powstał na podstawie literatury i źródeł wykorzystanych przez autora podczas pracy nad książką „Czerwona zaraza. Jak naprawdę wyglądało wyzwolenie Polski?”.Jako czytelnik naszego portalu możesz zakupić tę publikację z 30-procentowym rabatemi jednocześnie wesprzeć redakcję „TwojejHistorii.pl”.

Poznaj prawdę o rzekomym wyzwoleniu Rzeczpospolitej:

Dariusz Kaliński

Czerwona zaraza. Jak naprawdę wyglądało wyzwolenie

Obiecywali wolność i bezpieczeństwo. Zdruzgotany brutalną okupacją Naród witał ich z nadzieją i kwiatami. Zamiast wybawicieli nadeszli jednak bezwzględni zbrodniarze i złoczyńcy. Nikt nie mógł czuć się bezpieczny w zetknięciu z czerwoną szarańczą. Żołdacy Stalina zamordowali dziesiątki tysięcy Polaków. Patriotów zaciągali do enkawudowskich katowni. Nawet małe dzieci zamykali za drutami obozów. Kobiety nie były dla nich ludźmi, ale wyłącznie łupem. Nie sposób zliczyć ile Polek padło ofiarą chorej żądzy czerwonoarmistów. Na pewno zbyt wiele.O budowie komunizmu i braterstwie narodów. …

Posted in Historia | Leave a Comment »

W obronie Lwowa i Wschodnich Kresów

Posted by tadeo w dniu 2 listopada 2018

W OBRONIE LWOWA I WSCHODNICH KRESÓW . POLEGLI OD 1-GO LISTOPADA 1918 DO 30 CZERWCA 1919

 

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

https://www.sbc.org.pl/dlibra/show-content/publication/edition/4544?id=4544&fbclid=IwAR11FjR28Ss5_8Tfcr-sWsBfwsE70OOskxBquE6QyZuJLbE2Lef0ZSIskCM

Posted in Historia, Polskie Kresy | Leave a Comment »