WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Religia’ Category

Ks. Dominik Chmielewski – EUCHARYSTIA I MARYJA kontra koronawirus

Posted by tadeo w dniu 31 marca 2020

„…Dla nas Polaków zdrówko jest najważniejsze.

I dlatego tak bardzo boimy się tego koronawirusa.

I dlatego siedzimy i trzęsiemy się.

Bo koronawirus. Bo zdrówko jest najważniejsze.

Nie katoliku, chrześcijaninie.  Zdrówko nie jest najważniejsze.

Najważniejsze jest kochanie Boga całym sercem, ze wszystkich sił, z całej duszy i z całej swojej mocy.

A bliźniego swego ja siebie samego.

To jest najważniejsze.

Po to żyjemy. Jesteśmy dziećmi wieczności…

NAJWAŻNIEJSZE JEST ŻYCIE WIECZNE”

Posted in Religia | Leave a Comment »

Ks.dr Grzegorz Bliźniak – Świadek Trevignano.

Posted by tadeo w dniu 29 marca 2020

Ks. dr Grzegorz Bliźniak wielokrotny uczestnik objawień Matki Bożej w Trevignano Romano , zaprzyjaźniony z widzącą Giselą Cardia oraz jej mężem Giannim opowiada o objawianiach i widzącej Giseli w cyklu konferencji pt. Świadek Trevigano Romano.
Maryja z Trevignano Romano mówi nam, że czas, w którym żyjemy, jest już czasem Apokalipsy. Mówi o znakach, jakie mają bezpośrednio poprzedzać nadejście Jej Syna. „Mój Syn przyspieszył Swój powrót, jest bardzo zmęczony zachowaniem ludzi, żyjecie jak w Sodomie i Gomorze” (22 listopada 2016); „Jesteście tak przyzwyczajeni do zła, że nie widzicie otaczających was demonów, nie jesteście w stanie dostrzec Antychrysta, który znajduje się wśród was” (22 kwietnia 2017); „Nadeszły dni Ostrzeżenia, wkrótce zobaczycie mojego Syna przychodzącego z nieba na obłoku, a potężny huk sprawi, że ziemia zadrży. Wielkim znakiem tego zdarzenia będzie krzyż widoczny na całym świecie” (22 września 2016).

Zobacz także:

RÓŻANIEC na ŻYWO/KORONKA do MIŁOSIERDZIA BOŻEGO/rozmowa z ks. dr. GRZEGORZEM BLIŹNIAKIEM

Przeczytaj także:

OBJAWIENIA W TREVIGNANO ROMANO

Ps.  O prawdziwości Objawień orzeka Stolica Apostolska. Jak to było w przypadku Objawień Matki Bożej w Fatimie i innych… Są One objawieniami prywatnymi…

Widząca ma stygmaty, asystują już przy niej lekarze, czyli co kto ją tak pokaleczył sama?

W mojej ocenie za wcześnie radykalnie ogłaszać – jak to robią niektórzy księdza – że objawienia Matki Bożej z Trevignano Romano są nieprawdziwe,  ponieważ po owocach, a nie po analizie literatury poznamy. A na to jeszcze zdecydowanie jest za wcześnie.

 

Posted in Religia | 1 Comment »

OBJAWIENIA W TREVIGNANO ROMANO

Posted by tadeo w dniu 29 marca 2020

OBJAWIENIA W TREVIGNANO ROMANO
do moich braci w kapłaństwie i moich dzieci

APC - 2020.03.29 10.41 - 001.3d

Włoskie małżeństwo: Gianni i Gizela Carda, mieszka w Trevignano Romano. Objawienia są trwającymi od 21 kwietnia 2016 r. przekazami od Matki Bożej, ale także od Jezusa, dla małżeństwa Giselli i Gianniego Carda. Towarzyszą temu krwawe łzy spływające po twarzy małej figurki Matki Bożej Królowej Pokoju, którą małżeństwo Carda przywiozło z pielgrzymki do Medjugore w sierpniu 2014 r. Łzy pojawiają się też na obrazie Jezusa Miłosiernego, który wisi w ich mieszkaniu. Badania laboratoryjne stwierdziły, że jest to ludzka krew. Na ścianie w sypialni ukazały się napisy w języku hebrajskim: „Ja jestem Trójcą” i aramejskim: „To jest Moja Krew, Krew wylana za wielu”.
W pierwszych dniach objawień Gisella Carda usłyszała, modląc się przed ołtarzykiem domowym, głos Matki Bożej, która oznajmiła jej, że wybrała małżeństwo Carda, gdyż „przepełnia was miłość i nadzieja, a to one stanowią fundament życia”. Wkrótce ich dom stał się miejscem spotkań modlitewnych, a Gisella doświadczała kolejnych spotkań z Maryją. Miejscowy biskup Romano Rossi dowiedziawszy się o wszystkim, udostępnił modlącym się kaplicę, by tam mogli wspólnie medytować i odmawiać różaniec. Matka Boża poprosiła też Gisellę, by każdego trzeciego dnia miesiąca udawała się na wzgórze Tre Vigne, gdzie w obecności zazwyczaj ok. tysiąca pielgrzymów odmawiających różaniec, objawia się publicznie, aby przekazać orędzie.
3 listopada 2016 roku wyjątkowo modlitwa różańcowa odbyła się nad brzegiem włoskiego jeziora Bracciano. Zebrało się wówczas bardzo dużo ludzi. Podczas modlitwy różańcowej Matka Boża objawiła się Gizeli i powiedziała:
„Będzie wielkie trzęsienie ziemi i ołtarz ojczyzny będzie pierwszy, który ulegnie zniszczeniu. Zjednoczcie się w modlitwie za Kościół, gdyż jest atakowany przez demona. Nie lękajcie się, jestem z wami z całą swoją matczyną miłością.
Proszę, otwórzcie wasze serca i módlcie się. Bo tylko wtedy otrzymacie łaski, których potrzebujecie. Ukochane dzieci, karmcie się ciałem mojego Syna. Korzystajcie z sakramentu pokuty. Nawracajcie się, bo czasu jest mało”.
Na koniec modlitwy różańcowej zebrani zobaczyli niesamowite zjawisko cudu słońca podobne do tego, jakie miało miejsce w Tre Fontane i w Fatimie.
W orędziach Maryja mówi, że jej serce krwawi dlatego, że wielu ludzi w Kościele przestaje się modlić i traci wiarę, pogrążając się w wielkich ciemnościach grzechów. Przypomina, że tylko przez nawrócenie, zerwanie z grzechem oraz wytrwałą modlitwę, sakrament pokuty i Eucharystię osiąga się niebo. Ponadto w swoich orędziach Maryja bardzo prosi, aby odmawiać różaniec, który jest potężną i wyjątkowo skuteczną bronią w walce z siłami zła, i obiecuje, że każdy kto będzie innych uczył tej modlitwy, „otrzyma koronę z pereł miłosierdzia i chwały w nagrodę za to, że pomógł innym ludziom osiągnąć zbawienie”.
Maryja z Trevignano Romano mówi nam, że czas, w którym żyjemy, jest już czasem Apokalipsy. Mówi o znakach, jakie mają bezpośrednio poprzedzać nadejście Jej Syna: „Nadchodzą dni Ostrzeżenia, wkrótce zobaczycie mojego Syna przychodzącego z nieba na obłoku, a potężny huk sprawi, że ziemia zadrży. Wielkim znakiem tego zdarzenia będzie krzyż widoczny na całym świecie” (22 września 2016).
„Mój Syn przyspieszył Swój powrót, jest bardzo zmęczony zachowaniem ludzi, żyjecie jak w Sodomie i Gomorze” (22 listopada 2016); „Jesteście tak przyzwyczajeni do zła, że nie widzicie otaczających was demonów, nie jesteście w stanie dostrzec Antychrysta, który znajduje się wśród was” (22 kwietnia 2017); oraz że z powodu ogromu ludzkich grzechów nadchodzą trzy dni ciemności. Nie powinni się ich obawiać tylko ci, którzy się modlą i są w stanie łaski uświęcającej.
Maryja wielokrotnie podkreślała, że jest bardzo mało czasu i dlatego Jej wezwania do nawrócenia nie można lekceważyć. Zapowiedziała, że jeżeli nie będzie opamiętania, to nastąpi wielki kataklizm we Francji oraz trzęsienie ziemi we Włoszech.
Matka Boża mówiła też, że w Rzymie działają sekty masońskie, które uprawiają okultyzm, i że jeśli ludzie nie odwrócą się od grzechów i nie pojednają się z Bogiem, to „na Rzym przyjdzie plaga różnych epidemii, wielkich nieszczęść, które przyniosą śmierć, zniszczenie i rozpacz”.

 

Przepowiednie z Trevignano Romano są bardzo konkretne i często spełniają się wkrótce po ich ogłoszeniu. Np. 3 września, 2017 r. Matka Boża wzywała do modlitwy przede wszystkim za Hiszpanię i niedługo potem doszło do zamachu w Madrycie oraz rebelii w Katalonii. Z kolei 9 września 2017 roku Maryja prosiła o modlitwę w intencji Stanów Zjednoczonych, gdyż „wielu doświadczy tam cierpienia”. Kilka dni później podczas wielkich powodzi na terenie USA, wiele zamieszkałych terenów znalazło się pod wodą powodując mnóstwo osobistych tragedii. W dn. 28 września 2019 r. Maryja ostrzegła: „Módlcie się za Chiny, ponieważ stamtąd nadejdą nowe choroby, wszystko już gotowe, aby zarazić powietrze nieznanymi bakteriami” zaś parę miesięcy później, w dn. 29 lutego 2020 r. powiedziała: „Dzieci moje, dlaczego czekacie aż stanie się coś strasznego, żeby zbliżyć się do Boga, a kiedy wszystko jest dobrze nie znacie swojego Zbawiciela? Dzieci moje, to nie będzie ostatni wirus, który przyjdzie z ziemi, ale spodziewajcie się innych rzeczy, trzęsienia ziemi i zarazy, świat jest tego pełny, a wielu, mimo tego wszystkiego, już oddało duszę diabłu. Dzieci, to jest czas nawrócenia, módlcie się i wierzcie w Ewangelię, ja obiecuję wam ochronę.”
Wiarygodność nadzwyczajnych znaków z Trevignano Romano zostawmy osądowi Kościoła, ale wezwanie do nawrócenia jest ewangelicznym wezwaniem Chrystusa oraz Jego Matki Maryi i ono zawsze wszystkich obowiązuje. Powinniśmy je przyjąć i podporządkować mu wszystkie dziedziny swojego życia.
Najważniejsze postanowienie to troska o to, aby zawsze być w stanie łaski uświęcającej, gdyż największym nieszczęściem dla każdego człowieka jest trwanie w śmiertelnych grzechach. Trzeba więc radykalnie zerwać z wszelkim grzechem i z okazjami do grzechu.
Jeżeli zdarzy się ciężki upadek, to trzeba natychmiast iść do spowiedzi. Nigdy nie należy się zniechęcać i tak powinno się ułożyć sobie program dnia, aby najważniejszą czynnością była w nim codzienna modlitwa.
Trzeba wytrwale modlić się modlitwą różańcową, Koronką do miłosierdzia Bożego oraz czytać Pismo Święte. Jeżeli to jest możliwe, codziennie uczestniczyć w Eucharystii i znaleźć czas na trwanie w obecności Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie. Tylko w ten sposób będziemy pozwalali Jezusowi, aby leczył wszystkie rany naszego serca, uwalniał nas od wszelkich zniewoleń i uczył nas bezinteresownie kochać. Mając Boga w sercu, nie będziemy się bać niczego i z radością będziemy dzielić się skarbem wiary z innymi.

Trevignano Romano 3 marca 2020 r.
Drogie dzieci, dziękuję wam za odpowiedź na moje wezwanie w waszych sercach. Kochani, w jak wielkim smutku jest pogrążone wasze życie! Dzieci moje, w tym okresie WIELKIEGO POSTU, ofiarujcie cały swój smutek Sercu Jezusa, Które bardzo cierpi z wami: za Kościół, za osoby konsekrowane i za dzieci nie wierne Ewangelii i nie słuchające Słowa Bożego. Zły zabiera ze sobą tak wiele dusz, korzystając z tej chwili zamętu, ale ja, jako Współodkupicielka ludzkości, sprowadziłam was do stóp Krzyża i proszę o pomoc: pomóżcie mi sprowadzić jak najwięcej dusz do Boga, byście i wy byli współodpowiedzialni ze mną i ostatecznie wraz ze mną odnieśli zwycięstwo. Moje maleństwa, nie lękajcie się prawdy! Pamiętajcie, że to Jezus jest Życiem, Prawdą i Drogą. Dziś, wiele łask zstępuje na was. Daję wam teraz moje matczyne błogosławieństwo, w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego. Amen.

Trevignano Romano 6 marca 2020 r.
Orędzie od Maryi – Najświętszej Matki Współodkupicielki w zbawieniu ludzkości:
Drogie dzieci, dziękuję wam za to, że jesteście tu na modlitwie, w tym domowym kościele. Moim pragnieniem jest, byście wspólnie modlili się w pokoju, z sercem zwróconym do Jezusa. Dzieci, bądźcie pokorni i proszę was, byście postępowali do świętości najwęższą drogą, a nie tą wygodną, która prowadzi do zguby; myślcie o swojej duszy. Módlcie się za Niemcy. Nie osądzajcie kapłanów, bo wielu będzie ciężko osądzonych przez Boga. Jestem tu z wami, aby was pocieszać i błogosławię wam w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego, Amen.
Krótki przekaz od Jezusa:
Oto, moja siostro, nadeszła chwila, w której oddzielę światło od ciemności.

Trevignano Romano 7 marca 2020 r.
Dzieci moje, dziękuję wam za to, że jesteście tu na modlitwie. Proszę was o przystępowanie do spowiedzi i oczyszczanie z grzechów waszych dusz, idźcie w prawdzie przez ten czas WIELKIEGO POSTU – czas Oczyszczenia. Teraz błogosławię wam w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego, Amen.

Trevignano Romano 8 marca 2020 r.
Przesłanie Jezusa
Moi drodzy bracia w kaplaństwie i Moje dzieci, dziękuję wam za wysłuchanie Mojego wołania w waszych sercach. Dziękuję za waszą miłość: Ja, wasz Król, wkrótce będę z wami, aby odebrać to, co należy do Boga. Moje dzieci, co oni ze Mną robią?! Płacze Moje Serce i Serce Mojej Najświętszej Matki. Tak jak już wam mówiłem: „Wkrótce nie będzie mnie już w Mym domu (Kościele), nadszedł czas na Moje ukrzyżowanie. Ten kolejny raz jest gorszy, niż poprzedni, nigdy dotąd tak nie cierpiałem, a wszystko to za sprawa ludzkich decyzji… Jaka głupia jest ta ludzkość! Już nie pamiętają, że dla nich umarłem”.

Trevignano Romano 10 marca 2020 r.
„Moje dzieci, dziękuję wam za to, że jesteście tu na modlitwie. Nie bójcie się tak wirusów, jak tego, że zostajecie bez Chleba Życia Wiecznego. Moi ukochani, bądźcie razem, bądźcie światłem dla świata i nigdy nie pozwólcie go zgasić. Moje dzieci, każdy sposób na wspólną modlitwę jest dobry, módlcie się za Rzym, bo on wypije kielich goryczy. Módlcie się za Rosję. Och! Ukochani synowie, gdybyście mnie słuchali! Teraz zostawiam was w pokoju i błogosławię wam w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego, Amen”.

Trevignano Romano 11 marca 2020 r.
Przesłanie Jezusa
Moi ukochani, Serce Me krwawi gdy widzę waszą bezradność, że zamiast modlić się do Mego Ojca, zamykacie się w domach. Jaka straszna jest wasza ślepota! Bo Mnie nie kochacie choć Ja jestem blisko was! Moja Matka, pogrążona w bólu, mówi wam, co macie robić, a wy Jej nie słuchacie. Gdy tylko modlitwa może was uratować, wy silicie się, aby coś zrozumieć, choć póki nie uwierzycie – duch tego, który podąża ku zbawieniu, nie może być oświecony. Mała trzódko, możesz tak wiele zrobić modląc się do Mego Ojca z szeroko otwartymi sercami, odkrywając na nowo pokłady waszej wiary, miłości bliźniego i budując pokój między wami. Moi kochani, jaki ból sprawia Mi widok was bezradnych i poranionych! Módlcie się z Moją Matką, Ona będzie z wami trwać w modlitwie, zanosząc wasze wołania do Mojego Ojca, Który choć tak bardzo was kocha, nie może dłużej patrzeć na swe ukochane dziatki idące na zatratę, nie mające nawet odwagi, aby nieść Świętą Eucharystię tym, którzy cierpią. To jest ciężka próba i pragnę, aby każdy z was przyjmował swój krzyż z miłością. Błogosławię wam w imię Ojca, w imię Moje i Ducha Świętego, Amen”.

Trevignano Romano 14 marca 2020 r.
Moje drogie dzieci, dziękuję wam za modlitwy, pamiętajcie, by nie odchodzić od Krzyża, wciąż zwracajcie swe oczy ku Niebu, nie bójcie się, bo mój Jezus jest blisko was, wraz z Aniołami i Archaniołami; miejcie pokój i radość w swych sercach. Dzieci, kochajcie mego Syna Jezusa i trzymajcie się mych rąk, a nigdy nie zabraknie wam niczego; Opatrzność nie opuści tych, którzy są silni w wierze. Teraz błogosławię wam w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego, Amen.

Trevignano Romano 17 marca 2020 r.
Moje dzieci, dziękuję wam za to, że jesteście tu na modlitwie. Dzieci moje, wiem jak wiele cierpienia spadło dziś na ludzkość, ale ja będę z wami i proszę w tych ciężkich chwilach, zastanówcie się i pomyślcie, że nikt, tylko Bóg może być waszą pomocą i pocieszeniem. Trwa czas walki dobra ze złem. Nie ustawajcie w modlitwie, tylko w ten sposób możecie pokonać zło, które was ogarnia. Przygotujcie się, dzieci, bo przyjdą ciężkie czasy z powodu nowych pandemii, trzęsień ziemi i wichrów wojny. Mimo to, wielu z was odczuje pokój w swych sercach, wiedzcie, że to jest łaska z Nieba. Nie lękajcie się, bo ja będę z wami. Teraz błogosławię was w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego, Amen.

Trevignano Romano 21 marca 2020 r.
Moje kochane dzieci, dziękuję wam za to, że jesteście tu na modlitwie. Moje ukochane dzieci, jakże przerażeni jesteście tym wszystkim, co się teraz dzieje, lecz ja zstąpiłam na ziemię, by was ostrzegać i przygotować na wszystko, co się wydarzy. Jednak tak wielu z was, mimo mych nieustannych apeli, mnie nie słucha. Umiłowane dzieci, podajcie mi swoje ręce, a ja was ochronię i poprowadzę was przez wszystko to, co się wydarzy. Bądźcie blisko mnie i mojego Jezusa, a nic wam się nie stanie. Teraz błogosławię was w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego, Amen.

Trevignano Romano 24 marca 2020 r.
Przesłanie Jezusa
Moi bracia, zebraliście się wszyscy w tej wielkiej rodzinie, sprawiając Memu Sercu wielką radość! Wszyscy na modlitwie, jak kiedyś bywało. Ukochane dzieci, wy, którzy staliście się teraz częścią Mojego małego stadka, podążajcie krok za krokiem za Moją Matką, będę wam towarzyszył pośród lwów i żmij, nikt was nie będzie mógł dotknąć ani nikt was nie skrzywdzi. Drodzy bracia, jak wielka jest Moja miłość do was, bądźcie zjednoczeni, bo teraz jest czas, gdy każdy potrzebuje drugiego; nie zostawiajcie swoich braci samych, ale zmiłujcie się, zmiłujcie się nad nimi, jak Ja będę miał dla was zmiłowanie i niczego wam nie zabraknie. Moc Boża jest tak wielka, że Mój płaszcz jest taki sam, jak Mojej Matki: przykryje was i uczyni niewidzialnymi dla zła. Moi bracia, światowa elita chce z was uczynić swoich poddanych, jesteście jak niewolnicy, ale Ja przyjdę i uwolnię was od całego tego zła. Bracia Moi, będę iść obok was, będę was przytulał i błogosławił jako Brat, jako Przyjaciel, jako Ojciec. W imię Ojca, w imię Moje i Ducha Świętego, Amen.
Moja córko, nie bój się, trzymaj swoją rękę w Mojej, a będę przy tobie, już cię nie opuszczę, ta misja będzie trwać, bądź spokojna.

Zobacz także:

Ks.dr Grzegorz Bliźniak – Świadek Trevignano.

Posted in Religia | 1 Comment »

Kim był kapłan, którym zachwycił się ks. Pawlukiewicz?

Posted by tadeo w dniu 28 marca 2020

„Nie raz coś tam szepnę księdzu Aleksandrowi jak coś nie wychodzi, czy z czymś już nie daję rady. To jest cichy przewodnik po tych skomplikowanych i tajemniczych drogach cierpienia” – mówił na miesiąc przed śmiercią ks. Pawlukiewicz.

 

Ks. Piotr Pawlukiewicz poświęcił swój doktorat postaci księdza Aleksandra Fedorowicza. Jak sam przyznawał – zachwycił się postacią tego skromnego kapłana. „Ks. Aleksander należał do tych, którzy Ewangelię brali dosłownie. Nie przepuszczali przez filtr swoich zawiłych analiz, ale zmagali się ze Słowem Bożym. Bo jeśli ktoś przyjmie Ewangelię dosłownie, to musi się nastawić na niezłą orkę. To jest Słowo Boże, które rozrywa w sensie pozytywnym serce i człowieczeństwo każdego chrześcijanina. Te dwie rzeczy gruntownie zainteresowały mnie w ks. Aleksandrze.” – wspominał ks. Pawlukiewicz w wywiadzie udzielonym Fundacji im. Ks. Aleksandra Fedorowicza na miesiąc przed swoją śmiercią.

 

Może to nie jest przypadek?

Ks. Aleksander Fedorowicz był pierwszym proboszczem parafii św. Franciszka z Asyżu w Izabelinie. Prosty, skromny, uśmiechnięty. Wpatrzony w Eucharystię i dostrzegający Pana Jezusa w każdym człowieku. Tam mieszkał, żył z ludźmi, których kochał. Swoją postawą pokazywał jak prawdziwie żyć duchem Ewangelii. Uczył jak dostrzegać Boga w zwykłej codzienności. Tam umarł – w maleńkim pokoiku nad zakrystią, który dzisiaj mogą odwiedzać wierni. Był pierwszym Księdzem, który w 1954 r. otrzymał zgodę Prymasa Polski kard. Wyszyńskiego na sprawowanie liturgii w języku polskim, odprawianie Mszy twarzą do wiernych oraz czytanie tekstów przez świeckich razem z kapłanem.

W Roku Miłosierdzia powołana została do życia Fundacja im. ks. Aleksandra Fedorowicza „Przyjaciele Alego”, która kontynuuje rozpoczęte przez swojego Patrona jeszcze za Jego życia dzieła miłosierdzia – Zależało nam, aby nagrać choć krótką rozmowę z ks. Piotrem Pawlukiewiczem. Spotkaliśmy się w Parafii Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny miesiąc przed śmiercią. To spotkanie wywarło na mnie bardzo duże wrażenie i zapisało się w moim sercu – wspomina Magdalena Kamińska, autorka wywiadu z ks. Pawlukiewiczem. – Ks. Piotr mówił o Ks. Alim jako o przewodniku, który towarzyszy mu także w chorobie. Obaj zmagali się z cierpieniem. Ks. Ali chorował niemal przez całe życie na gruźlicę, zmarł w wieku 51 lat na nowotwór węzłów chłonnych. Ks. Piotr zmagał się z chorobą Parkinsona. Spotkanie z Ks. Piotrem poza mądrymi słowami o tym co piękne i wartościowe, było poruszającą lekcją jak przyjmować chorobę oraz cierpienie z pokojem i pełną zgodą na Wolę Bożą. Taki obraz Kapłana, wybitnego Kaznodziei, a przy tym bezpośredniego i życzliwego Człowieka zachowam w swoim sercu. W naszym życiu nie ma przypadków. Myślę sobie, że skoro śp. ks. Piotrowi zależało na popularyzacji osoby ks. Alego, to może nie jest też przypadkiem, że tę ostatnią rozmowę przed Jego niespodziewanym odejściem poświęciliśmy właśnie na wspomnienie tejże Postaci?

 

I kiedy zacząłem czytać artykuły, broszurki o nim, powiedziałem: „To jest to! To jest to, tego potrzeba!”. Ta postać mnie zachwyciła.

„To jest to!”

W rozmowie z Magdaleną Kamińską ks. Pawlukiewicz wspominał, że postać ks. Aleksandra Fedorowicza poznał dzięki ks. Januszowi Tarnowskiemu –Byłem w okresie swoich studiów lubelskich na etapie zbierania materiału na pracę doktorską. I wtedy ks. Janusz powiedział mi: „słuchaj, zajmij się ks. Aleksandrem, on ciągle jest jeszcze postacią niedocenioną przez diecezję, przez Kościół”. Słyszałem o tej postaci wiele, ale to były takie wyrywkowe informacje. I kiedy zacząłem czytać artykuły, broszurki o nim, powiedziałem: „To jest to! To jest to, tego potrzeba!”. Ta postać mnie zachwyciła. I nie musiałem się zmuszać do tego doktoratu, bo wiedziałem że jak do niego usiądę, to znajdę jakąś perełkę i będzie o czym myśleć, będzie się czym dzielić ze znajomymi. Więc to nie było tak, że o nim czytałem i się nim zachwyciłem, tylko ja się nim zachwyciłem i dopiero potem czytałem…

 

Przeczytałem zdanie, które mną wstrząsnęło: „Nie ma dla księdza większego niebezpieczeństwa w życiu duchowym, niż podwójne życie”. I nie chodzi tylko o podwójne życie, że ktoś jest alkoholikiem czy seksoholikiem, ale nawet wtedy, jeśli ma jeden zestaw tematów dla ludzi przy stole, a drugi zestaw tematów dla ludzi przy ołtarzu

Boży realista

Jak przyznał ks. Pawlukiewicz, w księdzu Fedorowiczu zachwycił go jego realizm – Zapytali go kiedyś: „I jak tam akcja anty-alkoholowa?” Odpowiedział: „Jak pili, tak piją”. Nie chodził w obłokach, że wszyscy się „wynawracają”, był realistą, że z tej zorganizowanej akcji niewiele wyszło. Kwestia ofiary, wyrzeczenia się. To są tematy, które są ponadczasowe, zawsze będzie problem, żeby Panu Bogu poświęcić czas. Pierwsi chrześcijanie też mieli pokusę, żeby może sobie pójść na ryby a nie słuchać Jezusa, ale on ich angażował do pracy poprzez ustawianie w szeregu po rozważanie najgłębszych tajemnic Ewangelii.

Dla księdza Pawlukiewicza była to postać, którą powinni inspirować się księża – W jednej z gazet, tygodniku katolickim, przeczytałem zdanie, które mną wstrząsnęło: „Nie ma dla księdza większego niebezpieczeństwa w życiu duchowym, niż podwójne życie”. I nie chodzi tylko o podwójne życie, że ktoś jest alkoholikiem czy seksoholikiem, ale nawet wtedy, jeśli ma jeden zestaw tematów dla ludzi przy stole, a drugi zestaw tematów dla ludzi przy ołtarzu, to coś jest nie tak. U księdza Aleksandra między ołtarzem a światem była taka ciągłość.

 

Przewodnik po drogach cierpienia

W chorobie pełnej cierpienia i bólu, ks. Pawlukiewicz widział w księdzu Aleksandrze „przewodnika po drogach cierpienia” – On zaskakiwał swoim podejściem do choroby. Po przejściu bardzo trudnego zabiegu medycznego, powiedział do lekarza prowadzącego zabieg „dziękuję bardzo” co ich wprawiło w zdumienie bo myśleli że zapyta, ile będzie trwał ból, czy to będzie bolało, po ilu dniach zdejmie szwy. A on podziękował za przeprowadzenie operacji, trudnej i skomplikowanej. Także nie raz coś tam szepnę księdzu Aleksandrowi jak coś nie wychodzi, czy z czymś już nie daję rady, że łóżko się wpija w plecy w nocy, to jest cichy przewodnik po tych skomplikowanych i tajemniczych drogach cierpienia.

 

Patron „niezrzeszonych”

Styl życia, zaangażowanie i podejście do każdego człowieka nie pozostawiały księdzu Pawlukiewiczowi wątpliwości, czyim patronem może być ksiądz Fedorowicz – Niezrzeszonych. Nieraz księża są zrzeszeni i tak się oddają pracy Kościołowi poprzez pracę w jakiejś organizacji, wspólnot, odnowy charyzmatycznej, modlitewne, a jest wielu księży, wielu ludzi, którzy nie mogą odnaleźć swojej jednej wspólnoty czy grupy a są bardzo pobożni. Jest patronem dla tych pogubionych. Nie zostawił po sobie żadnej organizacji, struktur. Prowadził duszpasterstwo indywidualne – wspominał ks. Pawlukiewicz.

 


Całość wywiadu oraz informacje o postaci ks. Aleksandra Fedorowicza można znaleźć na stronie internetowej Fundacji im. Księdza Aleksandra Fedorowicza „Przyjaciele Alego” TUTAJ>>>

Kim był kapłan, którym zachwycił się ks. Pawlukiewicz?

Odszedł do Pana Ks. Piotr Pawlukiewicz

Przeczytaj także:

Odszedł do Pana Ks. Piotr Pawlukiewicz

Ks. Aleksander Fedorowicz

Posted in Ks. Piotr Pawlukiewicz, Religia, SYLWETKI | 1 Comment »

Ks. Aleksander Fedorowicz

Posted by tadeo w dniu 28 marca 2020

Ks. Aleksander Fedorowicz – pierwszy proboszcz parafii św. Franciszka z Asyżu w Izabelinie Prosty, skromny, uśmiechnięty. Wpatrzony w Eucharystię i dostrzegający Pana Jezusa w każdym człowieku. Tu mieszkał, żył z ludźmi, których kochał. Swoją postawą pokazywał jak prawdziwie żyć duchem Ewangelii. Uczył jak dostrzegać Boga w zwykłej codzienności. Tu umarł. W maleńkim pokoiku nad zakrystią, który dzisiaj mogą odwiedzać wierni.

Rodzinny dom i lata młodzieńcze

– Bogu dziękuję, że w tej rodzinie przyszedłem na świat, i że Tato i Mama dali mi życie i wychowanie. Byłem i jestem szczęśliwy. Zawdzięczam to Rodzicom… – tak po latach ks. Aleksander Fedorowicz wspominał swój rodzinny dom w Klebanówce na Podolu (Kresy Wschodnie). Urodził się tam 16 czerwca 1914 r. jako przedostatnie z dziewięciorga dzieci Aleksandra i Zofii z Krasińskich. Wśród wielu czynników jakie wpływały od dzieciństwa na małego chłopca – przyszłego kapłana – znaczenie miała piękna, otaczająca go przyroda, która była naturalnym środowiskiem zabaw, spacerów i wypoczynku. Bardziej jednak niż przyroda każdego człowieka kształtują kontakty z innymi ludźmi. W życiu Fedorowiczów rodzinna miłość nie była jedynie familijnym ciepłem czy serdecznością, ale zawierała w sobie jasny i egzystencjonalny przekaz mądrości dotyczący przede wszystkim Pana Boga, ale także świata, sensu życia i ludzi.

Aleksander początkowo uczył się w domu. Następnie skończył IV Gimnazjum im. Jana Długosza we Lwowie. W czasie nauki w gimnazjum po raz pierwszy w jego życiu pojawiła się możliwość codziennego uczestnictwa w Mszy Świętej. – Eucharystia to powinien być wasz specjalny sakrament. Bo Eucharystia stanowi o jedności. Obojętne, gdzie się będzie na Mszy św. i u Komunii św. – jednoczy nas wszystkich Chrystus – napisał w późniejszych rozważaniach.

W 1933 r. rozpoczął studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jana Kazimierza. Dwa lata później wstąpił do seminarium duchownego we Lwowie, gdzie podjął naukę na Wydziale Teologicznym. Formacja duchowa w seminarium oparta była przede wszystkim na modlitwie, konferencjach i kierownictwie duchowym. Seminaryjni koledzy, określając duchowy rys Aleksandra, mówią, iż był to „mąż modlitwy”. Jego wzrost duchowy oparty był przede wszystkim na niezwykle gorliwej modlitwie. Niestety, kilkakrotne nawroty chorób płuc i pobyty w sanatoriach były przyczyną przerwania studiów w 1938 r. Po wybuchu II wojny światowej, przebywając u rodziny, kontynuował studia prywatnie pod kierunkiem ks. Kazimierza Kowalskiego, późniejszego biskupa pelplińskiego, przedwojennego rektora seminarium w Poznaniu.

Święcenia kapłańskie, Laski, Izabelin…

15 listopada 1942 r. otrzymał święcenia kapłańskie z rąk ks. adp. Bolesława Twardowskiego. Mszę św. prymicyjną odprawił we Lwowie w kościele św. Łazarza. Po święceniach pomagał w pracy duszpasterskiej w Lipnikach pod Gorlicami, a od 1943 r. przez blisko dwa lata prowadził duszpasterstwo we wsi Tywonia, w kaplicy należącej do parafii w Jarosławiu. Tam też rozpoczął pisanie swojej pracy magisterskiej, którą ukończył w 1950 r.

W 1945 r. na zaproszenie ks. Władysława Korniłowicza, kierownika duchowego Dzieła Niewidomych w Laskach i Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża, przeniósł się na stałe do Lasek pod Warszawą. Pomagał w pracy choremu już wówczas ks. Korniłowiczowi aż do jego śmierci w 1946 r. Był to czas znacznego pogorszenia zdrowia ks. Aleksandra. Kilka miesięcy musiał spędzić w sanatorium w Otwocku i w Zakopanem. W Tatrach w grudniu 1947 r. przeszedł operację torakoplastyki – uważaną wówczas za jedną z najbardziej poważnych operacji płucnych. Po rekonwalescencji powrócił wiosną 1948 r. do Lasek. Jako kapelan i nauczyciel pracował w Szkole dla Niewidomych do 1952 r.

W dniu 28 czerwca 1951 r. otrzymał nominację na proboszcza erygowanej wkrótce potem (5 lipca 1951 r.) parafii Izabelin – Laski. Wszystko rozpoczęło się od wizyty u ówczesnego Prymasa Polski – ks. kardynała Stefana Wyszyńskiego, który zaprosił do siebie kilku księży – w tym braci księży: Aleksandra i Tadeusza Fedorowiczów. Zakomunikował, że chce utworzyć nową parafię na skraju puszczy, gdyż tamtejsi mieszkańcy mają daleko do najbliższych kościołów. Prymas Wyszyński pytał, kto zgodziłby się zostać proboszczem nowej parafii. – Chyba ja, ojcze – odezwał się ks. Aleksander Fedorowicz. Podobnie zareagował w dzieciństwie. Wtedy na pytanie matki – czy któryś z synów zostanie księdzem, wysunął się przed starszych braci i stwierdził: – Chyba ja, mamo…

Praca w Izabelinie była trudna. Parafianie odwiedzali najbliższy Kościół w Laskach głównie przy okazji świąt. Pomimo to ks. Ali chwalił polską pobożność. Chciał rozbudzić w ludziach duchowość. Pomóc im nawiązać bliską relację z Panem Jezusem i pomóc zrozumieć czym jest Msza Święta. Organizował życie religijne, społeczne, był inicjatorem ruchu trzeźwości. Z troską tłumaczył wiernym czym jest liturgia i ofiara Chrystusa. – Kiedy idziecie na Mszę Św. to zawsze pamiętajcie, że idziecie stanąć przed Bogiem (…). Msza św. to nie jest jeszcze jedna forma pobożności, ale to nasze włączenie się w to, co się dzieje między Chrystusem a Bogiem, włączenie w Kościół…

W 1954 roku otrzymał zgodę kardynała Stefana Wyszyńskiego na sprawowanie liturgii w języku polskim, odprawianie Mszy twarzą do wiernych oraz czytanie tekstów przez świeckich razem z kapłanem. Parafia w Izabelinie była jednym z pierwszych miejsc w Polsce, gdzie w ten sposób odprawiana była Msza Święta. Niewielka podwarszawska miejscowość stała się centrum życia liturgicznego, do którego przyjeżdżali księża i ludzie świeccy nieraz z bardzo daleka. Sam proboszcz bardzo niechętnie opuszczał parafię. Zwykle czynił to tylko dla innych obowiązków duszpasterskich, jak spowiedź, rekolekcje czy chorzy, z którymi kontakt utrzymywał prywatnie i poprzez Apostolstwo Chorych, od czasów pierwszych swych pobytów w szpitalach jako ich współtowarzysz w cierpieniu.

Choroba, ostatnie lata życia

W listopadzie 1959 r. rozpoczęła się nowa – tym razem już ostatnia choroba – nowotwór węzłów chłonnych. Pomimo kolejnych pobytów w szpitalach gorliwy kapłan nie przerwał swojej pracy. Z kilkumiesięcznego okresu poprzedzającego odejście ks. Aleksandra, który spędził w szpitalu, pochodzą najpiękniejsze listy do chorych i do parafian. – Cierpienie i ofiara tu na ziemi jest koniecznym dopełnieniem i zarazem świadectwem miłości. Gdyby Pan Jezus nie przypieczętował swojej nauki ofiarą i krwią, Ewangelia pozostałaby teorią, a tak stała się, i jest nieustannie życiem – Jego życiem i naszym życiem; jedynym życiem w Kościele – pisał w jednym z nich. Ksiądz Aleksander swoje ostatnie kazanie wygłosił w czasie sumy niedzielnej 2 maja 1965 r. Dziesięć dni później odprawił swoją ostatnią Mszę św. w Instytucie Onkologii w Warszawie. Szpital opuścił 26 czerwca powracając do swojego ukochanego Izabelina, gdzie zmarł w opinii świętości 15 lipca 1965 r. w swoim małym, ubogim pokoiku nad zakrystią, żegnany przez tłumnie odwiedzających go parafian i przyjaciół.

Ostatnich sakramentów udzielił mu ks. Bronisław Piasecki. Pożegnanie odbyło się 17 lipca 1965 r. Uroczystościom przewodniczył ks. bp Bronisław Dąbrowski.

– Bóg jest Miłością. Mamy się z Bogiem spotykać, ale każde spotkanie wymaga wyjścia naprzeciw. Nie możemy być zamknięci w sobie, w swoim egoizmie, w swoich sprawach, w swoich troskach. Musimy się z nich wyswobadzać, wyrywać, tak jak skowronek ulatuje gdzieś tam wysoko w przestworzach, by śpiewać na chwałę Bożą. Musimy miłować Boga, miłować go ponad wszystko. Bóg jest Miłością i tak, jak promień słońca odbija się w każdej wodzie i w kropli rosy, i w najbrudniejszej kałuży, tak Bóg odbija się w każdym człowieku stworzonym na obraz i podobieństwo Boże. Bóg jest Miłością i tą miłością ogarnia człowieka, ogarnia go tak bardzo, że Słowo Przedwieczne wciela się w Ciało, że Syn Boży staje się człowiekiem, by nam Boga objawić, by nas ku Bogu podźwignąć – Syn Boży, Jezus Chrystus, ten sam Bóg jedyny i wszechmocny jak Bóg Ojciec i Duch Święty. Ten Bóg wciela się w ludzką naturę, przyjmuje ludzkie ciało. To On leży w żłobie jako Dziecko i to On umiera za nas na krzyżu. Jezus Chrystus, jedyna Osoba, w której są dwie natury – boska i ludzka. I gdy obcujemy z nim w Ewangelii, to Go widzimy, gdy śpi zmęczony w łodzi Piotra i gdy siedzi przy studni prosząc Samarytankę, by dała mu pić. To jest człowiek z ludzkim ciałem i ciała tego zmęczeniem. Z ludzką miłością, z ludzką mądrością, jakąś największą, ale ludzką. Widzimy go jednak na kartach tej samej Ewangelii i jako Boga, który mówi o sobie i o Ojcu, że są jednym i „zanim Abraham stał się, Jam jest” (J 8,58). Jezus Chrystus jest Bogiem i patrząc na krzyż, na umęczone, poranione, ludzkie ciało, nie możemy zapominać, że to Bóg za nas życie swoje oddał. Przychodzimy pod ten krzyż zbroczony krwią Chrystusową. Przychodzimy do Chrystusa, jak przychodzili do Niego różni ludzie, jak Magdalena i Maria, jak Nikodem, bo on jest nadal z nami, jest tak samo rzeczywiście, jak był wśród tamtych ludzi, chociaż ukryty jest teraz w Hostii. Poza Ewangelią, poza sakramentem, jest jeszcze jedna platforma naszych spotkań z Chrystusem – drugi człowiek, nasz bliźni… – mówił ks. Aleksander w Kościele św. Anny w Warszawie w trakcie rekolekcji dla pielęgniarek w marcu 1961 r. „Bóg jest Miłością” – cytat z Pisma Świętego z Listu św. Jana i credo życia Ks. Aleksandra wyryty jest na kamiennej płycie grobu ks. Aleksandra Fedorowicza. Tak żył, tak pracował i tak posługiwał w Izabelinie.

Na podstawie książek: Ks. Aleksander Fedorowicz „Rozważania i myśli” oraz „Jest nas tysiące…” ; Ks. Piotr Pawlukiewicz „Ksiądz Aleksander Fedorowicz – Po prostu Ksiądz” opracowała Magdalena Kamińska

Przeczytaj także:

Kim był kapłan, którym zachwycił się ks. Pawlukiewicz?

Posted in Religia, SYLWETKI | 1 Comment »

Ks. D. Chmielewski: Ojcowie pustyni „rozpracowywali” sposób działania demona na człowieka

Posted by tadeo w dniu 23 marca 2020

MĘŻCZYZNA

chester wade/Unsplash | CC0

Czym nas zwodzi szatan i dlaczego to robi? Jakie sposoby obrony przed negatywnymi skutkami ataku demonów proponowali ojcowie pustyni?

Katarzyna Matusz-Braniecka: Czym nas zwodzi szatan i dlaczego to robi?Ks. Dominik Chmielewski*: Zwodzi nas przede wszystkim pokusami, które mają nas odciągnąć od Ewangelii, Jezusa Chrystusa, w konsekwencji od zbawienia. Życie jest czasem, w którym mamy podjąć decyzję czy chcemy żyć na wieczność z Bogiem, czy z szatanem. Gra strategiczna demona polega na tym, żeby zwieść nas do tego stopnia, żebyśmy odrzucili ostatecznie Boga.

Demony, według Ewagriusza, nie znają tajników naszego serca, bo ono należy do Boga. Co jednak wiedzą?

Ojcowie pustyni mówili, że demony mają niezwykły zmysł obserwacji, są świetnymi psychologami. Studiują człowieka od początku jego istnienia, więc znają się świetnie na jego psychice, mechanizmach.

Ojcowie „rozpracowywali” sposób działania demona na człowieka i mówią o ośmiu zafałszowanych sposobach myślenia w walce duchowej. I są to: łakomstwo, nieczystość, chciwość, smutek, gniew, próżność, pycha i acedia, które potem Kościół zakwalifikował jako siedem grzechów głównych.

Skąd wiedzieć jakie jest pochodzenie danej myśli?  

To właśnie ojcowie pustyni uczynili sztuką rozeznawania. Mamy trzy źródła: niebiańskie, pochodzące od Boga; demoniczne, pochodzące od szatana i ludzkie, pochodzące ze skażonej przez grzech pierworodny natury człowieka. One nie są neutralne, są skoncentrowane na naszym egocentryzmie.

Jeśli chcę dobrze rozeznawać to, co do mnie przychodzi, muszę znać Boże myślenie. A gdzie jest ono zawarte? W Bożym Słowie. Ojcowie pustyni nieustanie studiowali, uczyli się Pisma Świętego na pamięć, tak, aby przyswoić całym sercem sposób Bożego myślenia.

Wszystko to, co nie jest Bożym myśleniem, możemy zakwalifikować jako demoniczne lub ludzkie. Poznajemy je po owocach, jeśli myślenie nie jest zgodne z Pismem Świętym, to jego owocami są grzechy. Jest ludzkie, gdy jest skoncentrowane na naszym egocentryzmie i w dalszym procesie prowadzi nas do odrzucenia Bożego myślenia.

Czytam w księdza książce, że czasami demony podsuwają takie myśli, żeby mimo choroby i osłabienia być wstrzemięźliwym i męczyć się śpiewaniem psalmów na stojąco. Jak to zobaczyć?

Musimy pamiętać, że pisali to „komandosi” życia duchowego, mężczyźni, którzy żyli samotnie, postawili wszystko na jedną kartę i uczynili dla Boga ofiarę ze swojego życia. Przekładanie ich sposobu życia na ojca rodziny, który musi ciężko pracować na utrzymanie rodziny, czy na matkę, która musi opiekować się dziećmi, jest nierozsądne.

To może być pewna podpowiedź, że wtedy, gdy czujemy się gorzej, jesteśmy osłabieni, to mimo wszystko nie rezygnujmy z podstawowej ascezy naszego życia, jakiegoś umartwienia. Możemy ofiarować to, że przeżywamy jakiś dyskomfort w intencji zbawienia grzeszników, czy jako pokutę za swoje własne grzechy.

Pisze ksiądz o pięciu stopniach przenikania zła do serca, który jest najbardziej niebezpieczny?

Ten, która całkowicie przyjmuje pokusę. Zło rozwija się jako propozycja, która potem jest analizowana, a w trzecim etapie jest zgoda na to, żeby rozwinęła się w moim sercu. Wtedy, gdy człowiek powiedział „tak” grzechowi, pokusa zaczyna się rozwijać, aż staje się namiętnością, nałogiem i czyni zatwardziałym serce człowieka.

Jakie sposoby obrony przed negatywnymi skutkami ataku demonów proponowali ojcowie pustyni?

Dzisiaj mamy mentalność nieustannego dogadzania sobie, jesteśmy uzależniani od przyjemności. Można powiedzieć, że w każdej chwili naszego życia szukamy doznań zmysłowych. Chcemy, żeby było nam dobrze, przyjemnie, miło i sympatycznie.

Ojcowie pustyni uczą nas, że ciało należy mieć w nieustannym umartwieniu i nie chodzi tu o katowanie swojego ciała. Chodzi o to, by żyć w podstawowej ascezie. Nie muszę sobie ciągle dogadzać, zaspakajać swoich zmysłów. Kiedy jestem głodny, nie muszę od razu zatrzymać samochodu i kupować sobie hamburgera.

Dlaczego dziś tak wiele osób nie jest w stanie wytrwać w związku małżeńskim, w budowaniu trwałych relacji? Dlatego, że są uzależnieni od przyjemności. Kiedy robi się nieprzyjemnie, rozchodzimy się. Nie potrafimy przetrwać różnego typu prób i ataków na naszą miłość. Możemy doświadczyć acedii, ducha południa, jak nazywali go ojcowie pustyni.

Co wtedy możemy robić?

Ojcowie pustyni mówią, aby uczyć się żyć w stałym, ascetycznym stylu. Na dobrym, zdrowym, wyważonym poziomie. Uczyć się mieć wysokie standardy życia, chociażby w relacji z drugim człowiekiem, kiedy jest nieprzyjemnie, dyskomfortowo, kiedy nam nie wychodzi, kiedy jest trudno. Nie zaniżać standardów relacji, tylko dlatego, że jest nieprzyjemnie i nie rezygnować.

W relacji małżeńskiej wrócić do pierwszej miłości. Najpiękniejsze wspomnienia pokazują nam, że umiemy dać się sobie nawzajem. Umiemy być romantyczni, pełni poświęcenia. Odrzućmy zbyt częste siedzenie przed telewizorem, Internetem, zbyt intensywne zaangażowanie w pasje i poświęćmy sobie czas na nowo.

W życiu duchowym też doświadczamy nieprzyjemnych sytuacji.

W momencie, w którym przechodzimy czas oczyszczenia, nie mamy pociech od Boga, nie rezygnujmy z pewnej równowagi w życiu duchowym. Jeśli do tej pory odmawiałem trzy części różańca i dawało mi to owoce, a teraz mam problem, żeby w ogóle mówić różaniec, to nie rezygnuję z niego całkowicie, ale szukam złotego środka. Jedna dziesiątka to byłby poziom minimum, wybieram pięć dziesiątek i robię to konsekwentnie.

I tak w każdej dziedzinie życia. Wszelkie zniechęcenie do pracy nad sobą, nad swoją duchowością jest czasowe i nie będzie problemem do końca życia, trzeba przetrwać.

* Ks. Dominik Chmielewski, rekolekcjonista, salezjanin, należy do Salezjańskiej Wspólnoty Zakonnej w Lądzie nad Wartą. Zanim został kapłanem, był mistrzem wschodnich sztuk walki. Jest opiekunem duchowym wspólnoty Wojownicy Maryi. W wydawnictwie SUMUS ukazała się niedawno jego kolejna książka: „Walka duchowa u ojców pustyni. Jak skutecznie radzić sobie z pokusami”.

Posted in Religia | Leave a Comment »

Nawet jeśli jest trudno, ostatnie słowo należy do Boga

Posted by tadeo w dniu 21 marca 2020


Ksiądz Piotr Glas dla PCh24: Nawet jeśli jest trudno, ostatnie słowo należy do Boga

PCh24 TV

Czy Pan Bóg robi czy dopuszcza to wszystko aby nas pognębić? Nie. Robi to, aby nas nawrócić i zbawić, żeby ten świat w końcu zatrzymał się wokół Jego Majestatu; żeby ludzie w końcu zrozumieli, iż nie tędy droga. W tym szczególnym Wielkim Poście nie ma już przegadanych rekolekcji. Jest tylko krzyk Boga: „Obudźcie się i otwórzcie oczy!” – mówi ksiądz Piotr Glas w rozmowie z PCh24.pl.

 

Razem z epidemią koronawirusa obserwujemy wysyp przeróżnych magicznych mikstur, amuletów i zabobonów, które mają rzekomo uchronić ludzkość przed chorobą. Dlaczego „postępowy” świat, który drwi z katolików za to, że wierzą w Boga, nie ma nic przeciwko lansowaniu tego typu praktyk?

Nieżyjący już ojciec Gabriel Amorth, jeden z najsłynniejszych egzorcystów, niejednokrotnie podkreślał, że wszystkie magiczne przedmioty, wróżby etc. powinny być zabronione. Niestety, na szeroko pojmowanym Zachodzie są one postrzegane jako znak mądrości i postępu, a niejednokrotnie coś nieodzownego. Ludziom wmówiono, że bez nich nie da się przetrwać i normalnie egzystować, bo tylko one zapewnią im pokój, szczęście i bezpieczeństwo.

 

Wysyp magii, o który Pan pyta, to najbardziej dobitny dowód na to, że zamiast Boga człowiek XXI wieku woli czcić i wierzyć w jakieś magiczne moce.

 

Widać, że na świecie jest ogromna przestrzeń duchowa do zagospodarowania, a Kościół katolicki, przede wszystkim na Zachodzie, nie potrafi stanąć na wysokości zadania, aby skierować ludzi na wąską drogę prowadzącą do zbawienia. Przykro mi, ale muszę to powiedzieć: Kościół Katolicki na Zachodzie i nie tylko, jest niczym duchowy bankrut, który jakoś radzi sobie kiedy wszystko jest dobrze. Gdy jednak przychodzi czas próby, staje się zagubiony niczym dzieci we mgle, a strach o nasze własne życie tu, na ziemi, przeraża nas.

 

Właśnie dlatego tę pustkę duchową, która powinna być wypełniona przez wiarę w Boga w Trójcy Jedynego, jak to miało miejsce przez wieki, obecnie zajmują inne, magiczne i mroczne siły. Co gorsza, nasila się to w momencie kryzysu – kiedy Pan Bóg wzywa nas do pokuty oraz tego abyśmy nawracali się i wierzyli w Ewangelię Chrystusa, jedyną drogę do zbawienia.

 

Moim zdaniem, to jest właśnie sedno obecnego kryzysu! Ludzie muszą powrócić do Boga, muszą uznać Jego wyższość i Jego królowanie! Od wielu lat ludzkość nie dość, że tego nie robi, to jeszcze zaczyna wchodzić w rzeczywistość, która jest obrzydliwością w oczach Pana, czyli uprawiać magię i czary, i wierzyć w jakieś kosmiczne siły, które nie pochodzą od Boga, ale z najgłębszych otchłani piekła.

 

Od wielu lat, a szczególnie w ostatnich czasach, ludzie coraz bardziej obrażali Boży Majestat poprzez odsuwanie Go z przestrzeni publicznej, Stwórca stał się niemile widziany w życiu wielu z nas. W momencie globalnego kryzysu świat Zachodu zamiast paść na kolana i prosić Boga o wybaczenie, zamiast pokutować, woli jeszcze bardziej odwrócić się od Pana i jeszcze bardziej bluźnić przeciwko Niemu, oddając się ohydzie magii, różnym typom amuletów i rzekomo uzdrawiających kryształków.

 

Kolejną tragedią dla nas, wierzących są informacje, że po raz pierwszy od stuleci, a może i po raz pierwszy w historii nie odbędą się publiczne celebracje Triduum Paschalnego, szczególnie tam na Watykanie, w sercu chrześcijaństwa, gdzie tak niedawno królowała Pachamama, bożek Ziemi. Teraz ta sama Bazylika Świętego Piotra zieje pustką. Czy to nie jest dla nas wymowny znak?

 

Może więc Pan Bóg w końcu powiedział: „Dość!”?

 

Mówi Ksiądz o sytuacji na Zachodzie, ale w Polsce, niestety, też obserwujemy ogromne zainteresowanie magicznymi przedmiotami, amuletami etc…

To prawda, ale przecież nie jest to nic nowego, ponieważ ta sytuacja trwa co najmniej od 1989 roku, kiedy to „magiczne amulety” tak jak na Zachodzie, również i w Polsce zyskały wśród wielu status przedmiotów dających szczęście i chroniących przed nieszczęściem. Obecnie obserwujemy tylko nasilenie tego zjawiska, a może nawet nie tyle nasilenie, co jego niespotykaną reklamę.

 

Magia przez ostatnie lata została wśród Polaków dobrze ugruntowana i nie dziwmy się, że ludzie są zdesperowani i nieustannie straszeni, przez co czują, że tracą grunt pod nogami. Zamiast do Boga wolą iść do magicznego kamienia, słonika z podniesioną trąbą czy innej podkowy. Jeszcze trochę i usłyszymy od różnych hochsztaplerów, że aby uniknąć koronawirusa wystarczy zaopatrzyć się w jakiś „cudowny krzyżyk”, wisiorek, kryształ, które w magiczny sposób ochronią nas przed zarazą…

 

W Księdze Wyjścia opisana jest sytuacja, kiedy lud Boży odwrócił się od Stwórcy i oddał pokłon złotemu cielcowi, innym bożkom i diabelskim siłom, które ponoć są skrywane przez amulety czy kamienie. Zamiast do Boga, wiele osób do nich właśnie woli się zwracać z prośbą o pomoc. Powiem szczerze, że nie wiem, co musi się wydarzyć, aby ludzie zrozumieli, że nie tędy droga, że czas dany od Boga niemiłosiernie nam ucieka…

 

Dzisiaj musimy paść na kolana i wykonać to, do czego wzywał nas Anioł z Fatimy słowami: „Pokuta, pokuta, pokuta!”. W związku z tym pytam: Gdzie są nabożeństwa pokutne? Dlaczego nasi najwyżsi duchowi przywódcy nie wzywają nas do globalnej modlitwy i pokuty? Nie dają nam wzoru jako Pasterze Kościoła, jak mamy pokutować? Dlaczego zamiast tego słyszymy, że mamy się okopać, wycofywać, dezynfekować i nie wychylać nosa za drzwi?

 

W tym miejscu trzeba również zapytać: gdzie są ci wszyscy stadionowi uzdrowiciele, ci wszyscy uwodziciele, którzy roszczą sobie specjalne moce od Boga? Jeszcze kilka miesięcy temu trwała batalia o to, że są ośmieszani i próbuje się ograniczyć ich działania ewangelizacyjne. Gdzie oni teraz są ze wszystkimi swoimi rzekomymi mocami Ducha Świętego? Gdzie się pochowali? Dlaczego teraz nie uzdrawiają? Dlaczego dzisiaj nie przekazują ludziom na chusteczkach swojego „uzdrowicielskiego oddechu”? Wycofali się? Boją się? Przecież tym bardziej powinni stanąć na linii frontu i powiedzieć: „przyjdźcie do nas, my was wyleczymy, my zatrzymamy tę zarazę”. Aktualna sytuacja zweryfikowała, kim oni są i jakim mocom służą.

 

Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt trwającej sytuacji. Religia katolicka dla wielu również jest czymś magicznym, a Pan Bóg to jedynie ktoś, kto ma za zadanie wyłącznie spełniać ludzkie zachcianki. Mało tego, wiele osób wychodzi z przekonania, że „odklepie sobie paciorek”, bo jeśli „dobra Bozia” naprawdę jest, to na pewno ich natychmiast wysłucha, a jeśli nie, to znaczy, że nie istnieje.

Jest dokładnie tak jak Pan mówi, co niemal codziennie widzę, pełniąc posługę kapłańską. W efekcie takiego podejścia obecnie trwa dysputa, czy epidemia koronawirusa jest wolą Bożą, karą Bożą czy czymś innym. Wszyscy liberałowie i „katolicy otwarci” głoszą, że przecież Pan Bóg nie może nas karać, bo jest miłosierny. Ich zdaniem, to z czym mamy do czynienia, jest co najwyżej racjonalnym stanem rzeczy, a Pan Bóg widząc sytuację płacze razem z nami. Inni idą jeszcze dalej i mówią, że to nasza wina bo nie dbaliśmy o środowisko i ekologię, a teraz natura nam oddaje, jakby była jakimś osobowym bytem.

 

Prawda jest taka, że przez wieki plagi, zarazy, klęski żywiołowe i inne kataklizmy były, są i będą. Jednak przez wieki w takich sytuacjach ludzie się modlili, bili w pierś i przepraszali Boga za swoją podłość i niegodziwość. Dzisiaj większość duchownych – ekspertów od życia duchowego – potrafi jedyne powiedzieć, że Pan Bóg płacze razem z nami i tak naprawdę On nie chce, żeby tak się działo. Współczuje nam i też walczy u naszego boku z zarazą. Czyli co? Pan Bóg nie jest wszechmocny? Przyjdzie do nas jakaś choroba z kosmosu i Pan Bóg jedynie uroni łzę?

 

Czy w związku z tym Pan Bóg robi czy dopuszcza to, aby nas pognębić? Nie. Robi to, aby nas nawrócić i zbawić, żeby ten świat w końcu zatrzymał się wokół Jego majestatu. Żeby ludzie w końcu zrozumieli, że nie tędy droga. W tym szczególnym Wielkim Poście nie ma już przegadanych rekolekcji. Jest tylko krzyk Boga: „Obudźcie się i otwórzcie oczy!”.

 

Rozmawiałem niedawno z moim kolegą – polskim kapłanem z Włoch – który pokazał mi transparent wywieszony przy jednej z plebanii: „Zostańcie w domu, imbecyle”. Proszę sobie wyobrazić, takie coś na plebanii! Powiedział mi, że to efekt tego, jak bardzo jesteśmy znienawidzeni i skompromitowani jako duchowni w oczach ludzi. Opowiedział mi również, że do proboszcza przyszły dwie osoby, żeby załatwić jakieś sprawy. Ktoś z „życzliwych” parafian lub sąsiadów doniósł o tym służbom i momentalnie pojawili się na miejscu Carabinieri, którzy oskarżyli proboszcza o łamanie prawa. Pytam więc, czy to jest normalne?

 

Wiem, że Kościół przetrwa ten szatański atak, ale czy będzie taki sam, jakim go znamy? Jak na to wszystko zareagują wierni, którzy przez wiele dni nie będą mogli chodzić do kościoła? Ilu z nich zrozumie, że jedyną nadzieją jest Chrystus Ukrzyżowany, że jest tylko jedna droga, a ilu ostatecznie zwątpi i porzuci wiarę?

 

Co z ludźmi, którzy odwrócili się od Boga, wyrzekli się Go, nie mają wiary; dla których ważniejsza od życia z Bogiem jest rolka papieru toaletowego, o który toczą boje w sklepach? To droga prowadząca do chaosu i rozpaczy. Tylko ludzie z mocną wiarą zrozumieją, że nawet, jeśli jest trudno, to ostatnie słowo należy do Boga.

 

Można więc powiedzieć, że łatwo być katolikiem, kiedy wszystko jest w porządku. W związku z tym chciałbym zapytać: jak radzić sobie duchowo z sytuacją, której doświadczamy?

Pierwsza i podstawowa rzecz: musimy żyć w łasce uświęcającej.

 

Druga i również podstawowa sprawa: Musimy spełnić wszystkie warunki dobrej spowiedzi i wyrzec się szatana, który jest głównym sprawcą grzechu! Musimy zawierzyć swoje życie Chrystusowi poprzez całkowite oddanie Matce Bożej.

 

Trzecia sprawa: sięgnijmy po różaniec i módlmy się z wiarą jak nigdy dotąd!

 

Te trzy warunki muszą zostać przez nas spełnione w obliczu nadchodzącego widma zakazu Mszy Świętych, a co za tym idzie – braku Eucharystii. W minioną niedzielę powiedziałem wiernym w mojej parafii, że może to być ostatnia niedziela, w której zasiądą przy Stole Pana. Wiele osób płakało, bo nie mogły przyjąć do wiadomości, że nie otrzymają Chleba Życia, a przecież to było takie proste i powszechne.

 

Powtórzę: żyjmy w łasce uświęcającej, wyspowiadajmy się, zawierzmy swoje życie Chrystusowi przez Maryję, nie wypuszczajmy różańca z dłoni i módlmy się!

 

Jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz: aktualnie trwa w Polsce narodowa nowenna do świętego Andrzeja Boboli. To naprawdę niesamowita modlitwa na czas, w jakim przyszło nam żyć. Prośmy patrona Polski, aby za jego wstawiennictwem dobry Bóg ochronił nas w czasie epidemii.

 

Właśnie teraz przyszedł dla nas czas wyboru. Teraz nic już nie będzie i nie może być takie samo. Nadchodzą wielkie zmiany. Pytanie, co wybierzemy? Pozostaniemy wierni Ewangelii i Chrystusowi, czy wybierzemy to, co oferuje nam „władca tego świata”? Nie bójmy się iść ścieżką wyznaczoną przez Chrystusa, który jest Drogą, Prawdą i Życiem! Porzućmy kurs oparty na rozpuście, obłudzie, kłamstwu i magii!

 

Na koniec pozwolę sobie przypomnieć słowa Psalmu 23: „Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną”.

 

Bracia i Siostry, Czytelnicy portalu PCh24.pl: Nie lękajcie się! Nie bójcie się niepewności! Rzućcie się w ręce Bożej Opatrzności! Tylko tak w momencie próby nie będziecie uciekać, przecierać oczu ze zdziwienia i powtarzać, że wszystko jest snem i na pewno nie dzieje się naprawdę.

 

Nie lękajcie się! Nie bój się, mała trzódko, bo Chrystus jest z tobą! Ci, którzy są z Królem, zwyciężają zawsze i wszędzie! „Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony”(Mt 24, 13) – powiedział Pan.

 

Bóg zapłać za rozmowę

Tomasz D. Kolanek

Read more: http://www.pch24.pl/ksiadz-piotr-glas–nawet-jesli-jest-trudno–ostatnie-slowo-nalezy-do-boga-bpgnp,74740,i.html?utm_source=facebook&utm_medium=social&utm_campaign=post&utm_term=bpgnp&fbclid=IwAR0z1IVn8guTIwQqBff-JUCYIPJUgfqIuqKZEb2_QSm_poNLfOZy4XKDAn0#ixzz6HLBLnQOU

https://www.pch24.pl/ksiadz-piotr-glas–nawet-jesli-jest-trudno–ostatnie-slowo-nalezy-do-boga-bpgnp,74740,i.html?utm_source=facebook&utm_medium=social&utm_campaign=post&utm_term=bpgnp&fbclid=IwAR0z1IVn8guTIwQqBff-JUCYIPJUgfqIuqKZEb2_QSm_poNLfOZy4XKDAn0

Posted in Religia | 1 Comment »

Ks. bp Józef Zawitkowski: Czy Bóg stworzył koronawirusa?

Posted by tadeo w dniu 18 marca 2020

(…) Nie wystarczą poprawne paciorki, litanie i koronki. Tu trzeba żebrać, tu trzeba krzyczeć i  kołatać, żebrać, krzyczeć i kołatać, ale z wiarą ewangelicznej Syrofenicjanki i Kananejki. Jezu, a jeśli mnie nie wysłuchasz to się poskarżę Twojej Matce. Tu trzeba nam ludziom epidemii uklęknąć, nawrócić się, nie udawać niewierzących.
(…) Dziś bezbożni przejęli rządy nad światem. Usiłują decydować o życiu, o śmierci, o dobrem i złem.
(…) Mądre są zalecenia Episkopatu: możemy korzystać ze Mszy radiowych, telewizyjnych, księża zwiększą ilość Mszy Świętych, aby były mniejsze zgromadzenia wiernych, znak pokoju przez skłonienie głowy. Komunia Święta na rękę, a to już rodzi pytanie: Czy to Pan Jezus jest nosicielem wirusa?

Była Środa Popielcowa
w Roku Pańskim 2020.
Ksiądz w kościele
posypał mi głowę popiołem
i powiedział: Pamiętaj biskup,
że jesteś prochem
i w proch się obrócisz.

Powinienem się obrazić,
bo mam swoja godność,
i nikt mnie nie będzie obrażał
i nazywał – prochem.

Nie!
Jak to dobrze, że jest
taki dzień w roku,
że ktoś mi powie prawdę,
bez kadzideł, wierszyków,
kwiatów i laurek.
Prochem jestem, ale wiem,
że w tym glinianym naczyniu
swojego ciała, noszę tchnienie Boga,
a to tchnienie nie umiera.
Non omnis moriar, (Wergiliusz)
a Mickiewicz powie mi inaczej:
Czymże ja jestem przed Twoim obliczem,
prochem i niczem,
ale gdybym Tobie moję
nicość wyspowiadał,
ja proch, będę z Panem gadał.

Ja wiem o tym,
że z Boga i w Bogu
jest moja wielkość:
Czymże jest człowiek,
że o nim pamiętasz,
albo Syn Człowieczy,
że o nim masz pieczę. (Ps 8,15)
Oczywiście mnie niewiele mniejszym
od aniołów.
Czym się Panu odpłacę,
a wszystko co mi wyświadczył?
Dziękuje Ci, Boże,
żeś mnie tak cudownie stworzył
i w swoje dzieło tyle cudów włożył.

Człowieku,
gdybyś wiedział
jaka Twoja władza,
że o każdą myśl Twoją
walczą szatan i anioły…
Czy Ty w piekło uderzysz,
czy w niebo zaświecisz? (A. Mickiewicz)

Jestem dla siebie
wielką tajemnicą
i niespokojne jest moje serce,
dokąd nie spocznie w Panu. (Augustyn)
Wirus – to jakiś dla nas znak!

***

A w tę właśnie środę
dochodziły z daleka
i nie śmiało głosy,
że gdzieś daleko
jest śmiertelna choroba,
którą przynosi jakiś koronawirus.

Przychodzą więc człowiekowi
do głowy różne myśli:
To dlaczego Pan Bóg stworzył
takie śmiercionośne stworzonko?
Szukam odpowiedzi.
Czytam więc Księgę Rodzaju
i przy każdym dniu stworzenia
jak refren powtarza się wers:
I zobaczył Bóg, że było dobre.
I zobaczył Bóg,
że wszystko, co stworzył,
było bardzo dobre. (zob. Rdz 1,1-31)

A człowieka uczynił Bóg
z mułu ziemi,
ale na Swój obraz
i Swoje podobieństwo. (Rdz 1,27)

Stał się grzech.
Przez grzech przyszła śmierć
i wszystko, co do niej prowadzi.
Z ziemi jestem wzięty
i do ziemi wrócę,
ale nie wszystek umrę,
bo noszę w sobie
tchnienie Boga,
a to jest wieczne.

***

Mówię to wszystko dlatego,
że mówienie o śmiercionośnym
koronawirusie stało się rzeczywistością.
Piszę to w dniu 12 marca br.
w Polsce są zarażone 44 osoby,
jedna zmarła.
Wszystko stało się groźne,
wszyscy musimy być roztropni
i nawzajem za siebie odpowiedzialni.

Ogłoszono już pandemię,
bo epidemia objęła cały świat.
Najbardziej cierpią Włosi.
Ponoć zlekceważyli zakaz
zgromadzeń, a studenci
i szkolniaki zamknięcie szkół
potraktowali jako ferie.
Roznieśli więc zarazę.
Wirus dotarł i do Watykanu.
Zamknięto kościoły, nawet Papież
schronił się za telebimem.
I co na to Pan Bóg?
Widzi i milczy?

To jeszcze za wcześnie
na odpowiedź.
Co nam mówi o tym Pismo Święte?
W Księdze Liczb jest opisane
takie wydarzenie:
Żydzi szemrali przeciw Bogu
i przeciw Mojżeszowi:
Po coście nas wyprowadzili
z Egiptu? Żebyśmy wyginęli
tu na pustyni?
Totalna opozycja.
I zesłał Bóg na nich
węże jadowite… zginęło
bardzo dużo Izraelitów.
Prosili więc Mojżesza:
Wstaw się za nami,
żeby Bóg oddalił od nas karanie,
bo szemraliśmy przeciw Bogu.

Mojżesz zawsze wstawiał się
za wybranym narodem.
Ocal nas.
Przecież nie wyprowadziłeś nas
z domu niewoli po to,
aby nas wytracić?
Jesteśmy przecież Twoim narodem.
Nie wydaj na zatracenie
swojego dziedzictwa.

Wtedy Bóg rzekł do Mojżesza:
Sporządź węża
i zawieś go na palu.
Każdy kto spojrzy na węża
będzie ocalony. (Lb 5,15)
I tak było.

Jest Wielki Post
i czytam w Ewangelii Janowej:
Jak Mojżesz wywyższył
węża na pustyni
tak trzeba, aby i Syn Człowieczy
był wywyższony, a każdy
kto spojrzy na Niego z wiarą
będzie miał życie wieczne. (por. J 3,14-17)
Coś mi to mówi.

***

Bardzo wiele starań
ponieśli: prezydent,
premier, minister zdrowia,
minister obrony, oświaty, kultury,
administracji, cała służba zdrowia,
straż graniczna i inni.
Bóg Wam zapłać.
Zmęczeni jesteście.
Modlimy się za Was.
Bóg wasz los
odmieni ku dobremu.
Chyba wszyscy Polacy
poczuli się odpowiedzialni
za siebie i innych.
Odwołano wszystkie zgromadzenia,
imprezy, szkoły, kina, teatry.
Ludzie wykupili żywność.
Dobrze!
Niech im starczy na długo,
niech będą spokojni.
Ale totalna opozycja
choć podpisała ustawę sejmową
ma za złe rządowi, że
za późno, że za mało
i wszystko źle.
Kiedy ty zmądrzejesz,
głupia panno?

I co będzie dalej?
Ktoś ze znających sprawę
mówi, że to dopiero się zaczęło.

A co na to Kościół?
Podziwiałem mądrość Rządu
że na początku żaden z ministrów
nie wydał zakazu odnośnie
zgromadzeń w kościołach.
Premier prosił o modlitwę
i czekał na decyzję biskupów.
Mądre są zalecenia
Episkopatu: możemy korzystać
ze Mszy radiowych, telewizyjnych,
księża zwiększą ilość Mszy Świętych,
aby były mniejsze zgromadzenia wiernych,
znak pokoju przez skłonienie głowy.
Komunia Święta na rękę,
a to już rodzi pytanie:
Czy to Pan Jezus jest nosicielem wirusa?
Dziękujemy Przewodniczącemu Episkopatu
za mądre orędzie.
Tak mówią prorocy i kapłani Boga.

***

Jestem starcem, schorowanym,
wybudzonym ze śpiączki,
mogę więc spokojnie myśleć,
słuchać, dziwić się i obawiać.
Mogę modlić się z tymi,
co się modlą,
patrzeć na przerażenie bezbożnych,
modlić się za tych, co służą
tak ofiarnie, a z nadzieją.
Wołam więc samotnie:
Święty Boże…
Od powietrza, głodu, ognia i wojny
wybaw nas, Panie!

Spostrzegam jak inne jest
myślenie ludzi współczesnych
od myślenia ludzi,
co żyli przed nami.

Stoi w Łowiczu krzyż,
który przypomina epidemię cholery.
Jest w Żychlinie – cmentarz choleryczny,
znana była epidemia dżumy,
tyfusów i innych zakaźnych chorób.
Ludzie współcześni
mają zaplecze całej służby zdrowia.
Słuchają zaleceń znawców zagadnienia.
Byłem zbudowany troską
radia i telewizji
i modlitwą wiernych.
Tylko trzecia osoba w państwie
potrafi ominąć wszystkie zalecenia
i być ponad prawem.
A to więcej niż grzech,
to wstyd.

Ojcowie nasi mieli większą wiarę
i większe w Bogu zaufanie niż my.
Opozycja mi powie:
bo byli ciemni i głupi.
Nie, byli od nas lepsi!
Dziś bezbożni przejęli rządy
nad światem.
Usiłują decydować
o życiu, o śmierci,
o dobrem i złem.
A ostrzegał Bóg:
Nie dotykajcie drzewa życia,
bo umrzecie! (por. Rdz 2,17)
Grzechy Sodomy chcą uczynić prawe.
Procesje bezbożne,
profanacje krzyżów, ołtarzy,
obrazu Matki Bożej
i bluźnierstwa przeciw Bogu
i Jego Świętym.
Może wystarczy.
Straszne zło ogarnęło ziemię.
Czyżby Bóg jeszcze raz
żałował, że stworzył człowieka? (por. Rdz. 6,7)
To musiało się kiedyś
tragicznie skończyć,
bo aniołowie zła są po to,
aby zniszczyć każde dzieło Boga
i to największe – człowieka.
Grzech człowieka jest źródłem
wszelkiego zła.
A grzech nasz
stał się ogromny!

A ja mam mądrość
Świętej Żydóweczki Edyty Stein:
Człowiek bezbożny,
to osobowe, intelektualne
nieszczęście.
To przecież widać,
słychać i czuć
przez szkło telewizora.
Bezbożni powiedzą:
To Wasza Święta.
Nauka mówi inaczej.
To mam bezbożnego
który mówi tak o człowieku:
Wychowajmy najpierw człowieka,
bo gdy zaczniemy od polityki,
to wychowamy politycznie
uświadomioną bestię. (Igor Newerly)

A ja takich
politycznie uświadomionych bestii
bardzo się boję.
Przez nich tyle zła na świecie.
Człowiek człowiekowi
zgotował ten los.

Jeśli Bóg nie stworzył
koronawirusa to kto?
Nie wiem.
Politycy wiedzą,
nawet o tym jawnie mówią.
Ja tylko wiem dlaczego była
ptasia grypa.
Spalono wtedy tysiące polskich
farm drobiu.
Była też świńska grypa,
aby do dołów poszły tuczniki
wielu naszych hodowli.

Więc skąd koronawirus?
Może ktoś świadomie,
albo z głupoty otworzył
puszkę Pandory,
aby rzucić na kolana
światową gospodarkę
i światu pokazać,
że i w Grenadzie też zaraza.
Będą wiedzieć
ci co przeżyją.
I już wiadomo.

A ja dalej pytam,
co Kościół na to?
Wolę patrzeć na tych z przeszłości,
co wiarę mieli większą
niż dżuma i cholera.
Mądry jest Kościół
Matka moja,
a co z wiarą?

Święty Kardynał Boromeusz
biskup Mediolanu w czasie zarazy
nie zamykał Katedry, ale w procesji
z Najświętszym Sakramentem
obchodził miasto z modlitwą.
Przebacz, Panie przebacz,
ludowi Twojemu,
a nie bądź zagniewany
na nas na wieki.
I Bóg wysłuchał.
W czasie chorób zbiorowych
kościoły stawały się szpitalami,
a święte siostry, święci bracia
narażali życie, aby chorzy
mogli umierać jak ludzie.
Siostro! Ja bym tego
za milion dolarów nie robił.
Bo pan jest bezbożny,
a ja wierzę w Boga.
O mój Święty Rochu,
święty Szymonie z Lipnicy,
Ojcze Damianie,
Ojcze Bejzymie,
Święta Tereso z Kalkuty,
Siostry Szarytki.
Rzućcie jeszcze raz z samolotu
tysiące cudownych medalików,
aby ocalony był Paryż.
Matko Boska Łaskawa,
Święty Andrzeju Bobolo,
błogosławiony Władysławie z Gielniowa!
Pod kolumną Zygmunta,
na Placu Zamkowym
uklękła wtedy Warszawa wierzących
i śpiewała z wiarą:
Święty Boże, Święty Mocny,
Święty a Nieśmiertelny…
Od powietrza, głodu
ognia i wojny – wybaw nas .
Krzyża Nowego Sącza,
Was to Bóg wysłucha.

Zlękli się zarazy
i ludzi Kościoła.
Słusznie,
ale trzeba spytać:
Gdzie się podziała
nasza modlitwa,
co czyniła cuda?
Przestaliśmy się modlić.
Za mało się modlimy,
źle się modlimy!
Pominęliśmy Boga,
staliśmy się podobni do bezbożnych.
A gdybyśmy się
nawrócili jak Niniwici,
czyż Miłosierny
nie zlitowałby się nad nami?
Na pewno tak!
Tu trzeba naprawdę uwierzyć,
że Bóg może nas ocalić.
Jesteśmy sanitarnie, administracyjnie
liturgicznie w miarę poprawni,
ale to dziś nie wystarczy.
Zachowanie liturgicznej ostrożności,
to za mało.
To nie Pan Jezus
roznosi wirusa.
Trzeba mieć czyste serce
i czyste ręce.
I nie bójcie się! (Mt 14,27)
Nie wystarczą poprawne paciorki,
litanie i koronki.
Tu trzeba żebrać,
tu trzeba krzyczeć i kołatać,
żebrać, krzyczeć i kołatać,
ale z wiarą ewangelicznej
Syrofenicjanki i Kananejki.
Jezu, a jeśli mnie nie wysłuchasz
to się poskarżę Twojej Matce.
Tu trzeba nam ludziom epidemii
uklęknąć, nawrócić się,
nie udawać niewierzących.
Trzeba się wyspowiadać
przed Bogiem i przed ludźmi.
Moja bardzo wielka wina!
Czy Bóg wysłucha?
Wysłucha.
Kto z Was się Mnie dotknął? (Mk 5,30)
Wiara Twoja Cię uzdrowiła. (Mk 10,52)
Pozwól szczeniętom
zebrać okruchy spod
stołu ich panów.
Ja takiej wiary wśród Was
nie widziałem. (Mt 8,10)
Taka wiara
góry przenosi.
Taką wiarą
wzruszy się Bóg.

Polacy posłuchali nakazu.
Na Mszach Świętych było mniej
niż 50 osób.
A mnie przychodzi do głowy
Abrahamowe targowanie się z Bogiem:
A jeśli będzie 10-ciu sprawiedliwych
ocalisz to miasto?
Tak!
Nie było dziesięciu.

I to pomoże?
Pomoże, bo ludzie staną się lepsi,
a może przestaną
plwać na siebie
i żreć jedni drugich, (por. A Mickiewicz)
a może przypomną sobie,
że jednego mamy Ojca w niebie,
a matką jest nam ziemia miła,
co nas zbożem swoich pól
jak mlekiem wykarmiła. (M. Konopnicka)
a może przypomną sobie,
że tu królową jest sama
Matka Boża
i wyproszą, aby i teraz był
Cud nad Wisłą.
a Ona niech okazała, że jest Matką.

***

Z potrzeby serca
dzielę się z Wami
wiarą, modlitwą i nadzieją.
Bracia Czcigodni!
Jest Wielki Post.
Spójrzcie na krzyż z wiarą,
a będziemy ocaleni.
Umrze wirus,
a zmartwychwstanie Chrystus,
Zwycięzca zła i śmierci.
I będzie Wielkanoc,
a w czerwcu stanie
w aureoli świętości
Wielki Prymas Tysiąclecia
i powie bezbożnym:
Non possumus!
a nam, którzy ocaleli powie:
Kocham Was więcej
niż własne serce!
bo Nic nad Boga (W. Poll)
i Któż jak Bóg?
Zatęsknią ludzie za Komunią Świętą.
To są znaki czasu,
trzeba nam je rozpoznać.
A Duch Boży
odnowi oblicze ziemi.
Patrzcie jak się zmienia! (por. C.K. Norwid)
i będzie nowa ziemia
i nowe niebo,
bo dawne rzeczy
przeminęły.
Ucałuje się
sprawiedliwość i pokój
i wierność z ziemi wyrośnie. (por. Ps 85)
Niech no tylko
zakwitną ogrody.
Amen.

Ostańcie z Bogiem – Ludzie Kochani!
Łowicz, 12.03.2020r.

https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2020/03/17/ks-bp-jozef-zawitkowski-czy-bog-stworzyl-koronawirusa/?fbclid=IwAR0RL36A5h0KdFFk7qVPUnwELfMSDMbDHO2rJWr6SUkzGETkFnjxognyzUI

Posted in POLECAM, Religia | Leave a Comment »

Miłosierdzie, które ratuje życie 

Posted by tadeo w dniu 23 lutego 2020

Spotkanie Przymierza Miłosierdzia. Siedzimy przy stole – akurat jest przerwa na kawę, po konferencji. Zwykła dziewczyna. Może trochę nieśmiała, ale kiedy zaczynamy rozmawiać o Miłosierdziu, pojawia się ten błysk w oku i słowa płyną same. 

Justyna, jak to było, że Miłosierdzie cię uratowało?

Był to czas, kiedy żyłam w wielkim cierpieniu i zagubieniu, obijając się od jednej głupiej decyzji do drugiej, jakoś po omacku szukałam sposobu na to, żeby przetrwać i w miarę możliwości nie oszaleć. Często chodziłam po ulicach miast bez celu, czasami wchodziłam do jakiegoś kościoła, żeby posiedzieć z kapturem naciagniętym na głowę. Nie, nie modliłam się, patrzyłam tylko na krzyż. Czasami patrzyłam też na konfesjonał, ale żyłam jakimś przekonaniem, że miłosierdzie Boga nie jest dla mnie, bo jestem gdzieś w takim miejscu życia, że prędzej usłyszę w konfesjonale oskarżenia niż przebaczenie.

Kilka razy śnił mi się wtedy chłopak, który miał raka twarzy. Miał dziurę w policzku, było mu widać zęby. Ale był pogodny. Chciał, żeby siedzieć przy jego łóżku i czytać mu „Dzienniczek” siostry Faustyny. I w tych snach siedziałam i mu czytałam. Nie pamiętałam tamtych słów, które czytałam, ale pamiętam, że w tych snach bardzo mnie to poruszało, płakałam. Były to naprawdę realistyczne sny. Tak bardzo, że po przebudzeniu bałam się, że po prostu mi odbija. Bo poza snami nigdy wcześniej po ten „Dzienniczek” nie sięgnęłam.

Niedługo później na mojej drodze pojawił się pewien zakonnik, który postanowił mi pomóc. Do dziś nie wiem, dlaczego mu zaufałam, chociaż w zasadzie go nie znałam. W każdym razie na skutek splotu różnego rodzaju okoliczności pojechałam do jednego z domów zakonnych za granicą, żeby tam pomóc w pracy i jednocześnie trochę ogarnąć swoje życie. Jednym z warunków mojego pobytu tam było codziennie uczestnictwo w Eucharystii i adoracji. Podczas adoracji mnie roznosiło. I któregoś razu jeden z zakonników dał mi do ręki „Dzienniczek” w języku tego kraju, w którym byłam. Od razu stanął mi przed oczami tamten chłopak: ciemne włosy, jasnożółty podkoszulek, czapeczka z daszkiem. Zaczęłam mozolnie, słowo po słowie przebijać się przez obcy język, a przez to też chyba Miłosierdzie powoli zaczęło sączyć się i delikatnie nawadniać tą wyschniętą, obumarłą krainę mojego serca.

Zaczęło się we mnie rodzić pragnienie spowiedzi. Ale umiejętności językowe pozwalałaby mi na „wymieniankę” grzechów, a ja chciałam opowiedzieć moje życie. Całe oddać je Bogu. Pozwolić, by zanurzył każdy grzech i każdą moją ranę w tym morzu Miłości, o którym czytałam.

Spacerowałam kiedyś po mieście i weszłam do kościoła, jak się później okazało, karmelitów. Śpiewał jakiś zespół młodzieżowy. Posłuchałam piosenek. Za tydzień przyszłam znów. Kiedy tylko przekroczyłam próg, zobaczyłam, jak ojciec z konfesjonału macha ręką, że mam podejść. Więc rozejrzałam się na początku, czy to w ogóle chodzi o mnie. Nikogo innego w tym rejonie kościoła nie było. Później w panice sprawdziłam, czy nie stanęłam na jakimś zakazanym miejscu i czy przypadkiem nie mam jakiegoś niestosownego dekoltu w bluzce, ale wszystko było w porządku. Spodziewałam się, że chce na mnie nakrzyczeć, że zrobiłam coś nie tak, skoro mnie woła. A ojciec chciał tylko zapytać, czy mi się tutaj podoba, bo widzi mnie już drugi raz. Trzeba powiedzieć, że w tym kraju nie ma zbyt wielu katolików, więc nowa „dusza” jest szybko zauważana. Wkrótce okazało się, że ojciec, który na mnie machał z konfesjonału, przez kilka lat był w klasztorze w Polsce i całkiem nieźle rozumie po polsku. Mogłam więc wyspowiadać się tak jak chciałam – „do dna”.

Minęło kilka lat. Przygotowując prezentację na zajęcia o Wspólnocie Przymierze Miłosierdzia, czytałam książkę napisaną przez założycieli. I wtedy natrafiłam na historię tego chłopaka – Paulo Roberto, który chorował na raka twarzy, a jego cierpienie stało się jednym z filarów Wspólnoty. Serce zaczęło mi bić tak szybko, że prawie dostałam zawału. Sprawdziłam datę jego śmierci. Sprawdziłam w moich tajnych zapiskach… Śnił mi się w roku, w którym zmarł. Nie potrafię tego wytłumaczyć w sposób racjonalny, chociaż bym chciała. Ale mam przekonanie, pewność w sobie, że to on mi się wtedy śnił i przygotowywał moje serce na przyjęcie Miłosierdzia.

Zdaję sobie sprawę z tego, że ta historia ze snami może brzmieć nieprawdopodobnie. No, ale trudno – tak było. Bo to nawet nie chodzi o te niecodzienności, ale o Jezusa. Bo Miłosierdzie, nasz Bóg, nikogo nie przekreśla, ale szuka nas i obmyśla sposoby, by dotrzeć do każdego. Nawet na takie sposoby, które dla innych mogą wydawać się dziwaczne, ale dla ciebie będą zrozumiałe. I tylko ty możesz z Niego zrezygnować. On nie zrezygnuje z ciebie nigdy.

Posted in Miłosierdzie Boże, Religia | Leave a Comment »

Quis ut Deus („Któż jak Bóg”)

Posted by tadeo w dniu 22 lutego 2020

Mówi się, że największym zwycięstwem szatana dzisiaj jest przekonanie ludzi, że on nie istnieje. Tymczasem w Polsce i na całym świecie biskupi powołują coraz więcej egzorcystów. Strzeżmy się fałszywych proroków, dla których Kościół jest tylko kolejną instytucją charytatywną. Strzeżmy się tych wszystkich, którzy mówią nam że nie ma Boga, nie ma świętych i aniołów, a nasza przyszłość zapisana jest w gwiazdach.

Rzeczywistość duchowa istnieje i jest tak bogata, że przez całą wieczność będziemy ją poznawać w niebie. Niech naszym przewodnikiem przez to życie będzie święty Michał Archanioł, któremu poświęcone jest to opracowanie. 

Quis Ut Deus! św. Michał Archanioł

ebook_michal_archaniol

Posted in Książki (e-book), POLECAM, Religia | Leave a Comment »

Mój przyjaciel Dolindo

Posted by tadeo w dniu 18 lutego 2020

 

– Miłosierdzie ma być kroplówką dla pokolenia zniszczonego przez ludzkie zło – mówi ks. prof. Robert Skrzypczak

fot. Monika Odrobińska/Idziemy
Z ks. prof. Robertem Skrzypczakiem rozmawia Monika Odrobińska

 

Będąc w Neapolu, zapukał Ksiądz do grobu ks. Dolinda Ruotola?

„Kiedy przyjdziesz do mojego grobu, zapukaj, ja nawet zza grobu odpowiem ci: ufaj Bogu” – napisał ks. Dolindo w swoim duchowym testamencie. I rzeczywiście, do jego grobu puka sporo osób. Ja fascynuję się ks. Dolindem od wielu lat, do jego grobu dotarłem dwa lata temu. Odprawiłem tam Mszę Święta, a zwiedzając kościół św. Józefa i Madonny z Lourdes w Neapolu, natknąłem się na posługującą w nim zakonnicę, która przestrzegła mnie: „Trzeba uważać, bo kto się zajmuje sprawą ks. Dolinda, zapłaci cierpieniem”.

Po powrocie do kraju czekały na mnie niekorzystne wieści: zaczęła się diagnostyka, przygotowanie do operacji i planowanie dalszej terapii. Inna zakonnica, także fanka ks. Dolinda, gdy dowiedziała się o moich kłopotach, odwróciła jego zdjęcie do ściany i powiedziała: „Pozostaniesz tam tak długo, aż się poprawisz”. Uśmiałem się, a jednocześnie modliłem się tak, jak uczył ks. Dolindo: „Jezu, Ty się tym zajmij”. Ostatnio od chirurga usłyszałem, że muszę mieć chody u góry i że jak tak dalej pójdzie, to on się przeniesie na emeryturę.

 

Jak Ksiądz trafił na ks. Dolinda?

Przypadkowo – kiedy przeczytałem u o. Pio, jak reprymendował przybywające do niego rzesze wiernych z Neapolu słowami: „Czemu przychodzicie do mnie, skoro u siebie macie świętego!”. Zacząłem tego świętego szukać.

Dolindo Ruotolo wzrastał w rodzinie dysfunkcyjnej. Ojciec, adwokat, handlował nieruchomościami, a żonę i jedenaścioro dzieci ulokował w podmokłej suterenie. Dzieci głodził, wychowywał je w sposób sadystyczny – Dolinda wyzywał od matołów, bił, kopał, wykręcał poranione po operacji ręce. To on zresztą nadał mu to imię, które po włosku znaczy „cierpienie”.

W takich warunkach rodziło się powołanie chłopca, który, uwięziony za karę w ciemnej komórce bez jedzenia, pobity i poniżony, modlił się za swojego ojca. W seminarium mu nie szło – fizyczne maltretowanie odbiło się na jego kondycji umysłowej. Raz, modląc się z innymi klerykami w kaplicy, powiedział Maryi: „Jeśli chcesz, bym został dobrym kapłanem, pomóż mi, bo jestem kretynem”, po czym przysnął. Obudził go wiatr, który swoim podmuchem przykleił mu do czoła obrazek Maryi, przed którym się modlił. Ksiądz Dolindo stał się geniuszem teologii, zaczął komponować muzykę, grać na organach i śpiewać. Dostał dar tylko w tych dziedzinach, które były mu potrzebne do sławienia Boga. Napisał 33 tomy komentarzy do Pisma Świętego – każdy po 700-800 stron; marzył, by Biblia znalazła się w każdym domu. Nauczył się hebrajskiego – ten „kretyn”! Wygłaszał nawet osiem katechez dziennie. Stworzył zręby duszpasterstwa akademickiego. To zresztą stało się powodem pomówień, bo próbowano go wplątać w intrygę z oskarżaną o heretyckie wizje kobietą z Sycylii.

 

Nie rozstawał się też z różańcem, co widać na każdym zdjęciu. Nakładem wydawnictwa Esprit ukazała się książeczka „Różaniec zawierzenia z ks. Dolindo” – w sam raz na miesiąc różańcowy. Czym dla niego była ta modlitwa?

Siostra Łucja, wizjonerka z Fatimy, napisała kiedyś: „Bóg postanowił pozostawić światu dwa środki zaradcze przeciwko złu: Różaniec i nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi”. Ksiądz Dolindo po mistrzowsku wprowadza nas w modlitwę różańcową. Można powiedzieć, że – urodzony w wigilię uroczystości Matki Bożej Różańcowej – był jej wybrańcem.

Różaniec odmawiał cały dzień. Nazywał go „perełkami duszy”. Modlitwa różańcowa, przekonywał, nie jest ani trudna, ani bezużyteczna – trzeba tylko pokonać wewnętrzne odrętwienie. Może przynieść ulgę duszom czyśćcowym. Jest też najlepszym „programem antywirusowym” w czasach zamętu. Matka Boża Różańcowa ciągle wzywa nas do powrotu do swojego Syna. Siostra Łucja lubiła powtarzać, że nie ma takiego problemu materialnego czy duchowego, narodowego czy międzynarodowego, którego nie dałoby się rozwiązać za pomocą Różańca i wyrzeczeń – a w tym ks. Dolindo także był mistrzem.

 

Miałam zapytać, dlaczego Bóg najmocniej doświadcza tych, których sobie wybrał, ale tym ostatnim słowem „wyrzeczenia” Ksiądz chyba udzielił odpowiedzi…

Już dwa lata po święceniach kapłańskich ks. Dolindo został poddany najcięższej próbie: oskarżony przed Świętym Oficjum, został osadzony w więzieniu Macao dla heretyków i odsunięty od głoszenia słowa i sprawowania sakramentów, także Mszy Świętej. Nie ma dla księdza gorszej kary.

Tkwił wtedy godzinami przed Najświętszym Sakramentem z wyciągniętymi ramionami i pytał: „Dlaczego?”. Nigdy nie skarżył się na Kościół, nie krytykował go, autentycznie go kochał, choć ta trudna lekcja trwała prawie 20 lat! Rodzina uznała go za psychicznie chorego, matka kazała odprawiać nad nim egzorcyzmy, najbliżsi odsunęli się od niego. Wyszedł z tej próby z umiejętnością prorokowania, czytania w sercach, elokucji – przepływał przez niego głos Boga i Maryi. Ich słowa pisał wiernym na obrazkach zatytułowanych „Jezus/Maryja do duszy”. Zachowało się ich 220 tys. Ludzie byli pod wrażeniem ich trafności – a każdy dostawał osobisty zapisek.

Siedział w Macao po to, by kilka lat potem mogło być ono zlikwidowane. Po to, by Msze mogły być sprawowane w językach narodowych, by Komunię można było przyjmować także w Wielki Piątek, by kapłani mogli sprawować więcej niż jedną Mszę dziennie, upominał się o apostolat kobiet. I to wszystko 50 lat przed Soborem Watykańskim II!

 

Co to znaczy: „Jezu, Ty się tym zajmij”? Jak odmawiać tę modlitwę?

To skrócona wersja modlitwy, którą ks. Dolindowi polecił Jezus. W pełnej wersji brzmi tak: „Kochaj Boga nade wszystko na świecie i zawierzaj się Mu – zatrać się w Bogu, opuść siebie, by się w Nim zanurzyć”. Do takiej modlitwy należy spełnić kilka warunków: dusza musi zamknąć oczy i odpocząć, nie kombinować po ludzku. „Otrzymujesz niewiele łask, kiedy się zamartwiasz” – mówił ks. Dolindo. Nie można oczekiwać, by Jezus dopasował się do naszych potrzeb i zamysłów.

Jesu, pensa ci tu – po włosku ta modlitwa brzmi niezwykle wdzięcznie. Jeśli ogarniają cię mroki zwątpienia, serce spowija lęk, problemy jakby cię miażdżyły, nie zniechęcaj się, ale zamknij oczy i powtórz: „Jezu, Ty się tym zajmij”. Na skuteczność tej modlitwy i duchowości dostaję od wiernych wiele dowodów.

Czyli bezgraniczne zawierzenie Bogu, nawet jeśli oznaczać by miało krzyż?

Ksiądz Dolindo pokazał to swoim życiem. Dziś tak się zatraciliśmy w samowystarczalności, że nikt już nie pamięta, co to znaczy przyjąć chwalebny krzyż. Wszyscy od niego uciekają. A on jest fundamentem. Szatan, kusząc Jezusa, mówił: „Zejdź z krzyża, a w Ciebie uwierzę”. My mówimy do różnych guru: „Rozwiąż mój problem, a będę ci wierny”. Dla demona krzyż jest klęską Boga. Idąc tym tropem wielu sądzi, ze cierpienie to pomyłka. A ono ma sens o tyle, o ile wiąże nas z Bogiem. Po to Jezus wstąpił na krzyż, by ludzkie cierpienie wiązało człowieka z Bożą miłością.

Ksiądz Dolindo spotkał na swojej drodze wielu judaszów. Jaką postawę wobec nich uczy nas przyjmować?
Przed tymi, którzy go zdradzili, klękał i prosił o przebaczenie. Wierzył, że tylko tak możliwy jest pokój w sercach: jego i winowajców. Przebaczenie to antybiotyk Boga. Święty Piotr apeluje: „Gniewajcie się, ale nie grzeszcie. Niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce”.

Myślimy, że akt przebaczenia jest wspaniałomyślny i stawia nas wyżej od osoby, której przebaczamy. A autentyczne przebaczanie jest proszeniem o nie. To zasada do zastosowania w małżeństwie i innych wspólnotach. Jeśli ktoś ci zawini, to może dałeś mu powód: idź i poproś go o rozmowę.

O swoich prześladowcach ks. Dolindo mówił, że oddali mu przysługę, bo dzięki nim mógł zbliżyć się do Boga.

 

W liście do jednej z córek duchowych, która cierpiała, radzi jej słowa modlitwy: „Nie chcę się niepokoić, mój Boże; ufam Tobie” – brzmi jak z „Dzienniczka” s. Faustyny!

Tak, Bóg powierzył mu przesłanie podobne do tego, w którym udział miała św. Faustyna. Miłosierdzie ma być kroplówką dla pokolenia zniszczonego przez ludzkie zło. Duchowość zaufania w przeciwnościach, utrapieniach uczy wytrwałości w cierpieniu.

Miłosierdzie ma być kroplówką
dla pokolenia zniszczonego
przez ludzkie zło

Dolindo Ruotolo ma dużo do powiedzenia postnowoczesnemu społeczeństwu, biorącemu udział w korporacyjnym wyścigu szczurów, poddanemu egoizmowi. Prowadził uliczną ewangelizację poprzez grupę Gołębice Eucharystyczne. Jednego mężczyznę niemal siłą wywlokły one z autobusu, do którego wsiadał, i przyprowadziły do kościoła. Potem ów człowiek powiedział: „Jechałem, by dokonać vendetty, bo byłem członkiem camorry. Czy bym to przeżył, czy nie, i tak byłbym stracony. Ksiądz Dolindo mnie uratował”.

 

Czemu jeszcze nie jest beatyfikowany?

Ci, którzy znali ks. Ruotola, mówią o nim „z nieba wyjęty” – bo wiecznie był pochłonięty myślami o wieczności. W jednej ręce zawsze nosił różaniec, a w drugiej torbę. Niektórzy twierdzą, że z jedzeniem – sam potrzebował zjeść raz dziennie, a gdy ktoś go poczęstował, brał, a potem oddawał „swoim biednym”; inni twierdzą, że z kamieniami – to były grzechy jego penitentów. Jako dwulatek czuł na ustach mamy smak Jezusa i Jego zapach na jej płaszczu, kiedy wracała z Mszy Świętej. Jako chłopiec wystrugał krzyż i całował go z miłości do Jezusa. Ma na koncie wiele nawróceń i cudów. Jego siostrzenica – żyjąca jeszcze Grazia Ruotolo – twierdzi, że on już urodził się święty.

Ja uważam, że ks. Dolindo to perła. Tylko – jak w Jezusowej przypowieści – jest ona głęboko ukryta i trzeba mocy modlitwy, by ją wydobyć. Jan Paweł II uczył, że nie partie i nie rewolucje uratują świat, ale święci. Módlmy się więc, by ks. Dolindo zasilił ich szeregi i by mógł dalej działać.

 


Ks. Robert Skrzypczak (1964) – teolog, psycholog, duszpasterz akademicki, wykłada teologię dogmatyczną na Papieskim Wydziale Teologicznym i w seminarium duchownym w Warszawie.

Przeczytaj także:

Kim był Ojciec Dolindo Ruotolo? Życiorys, Zdjęcia, Cytaty

Zobacz także:

O modlitwie doskonałej wg ks. Dolindo – ks. Sławomir Kostrzewa

Posted in Religia, Wywiady, Święci obok nas | Leave a Comment »

Okrucieństwo wobec zwierząt jest bardziej nagłaśniane niż chrześcijanie z odciętymi głowami

Posted by tadeo w dniu 18 lutego 2020

Posted in Religia | Leave a Comment »

Abortowany papież! Wstrząsająca spowiedź kobiety u świętego Ojca Pio!

Posted by tadeo w dniu 17 lutego 2020

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

„[Po San Giovani Rotondo] oprowadzał nas Polak, ojciec kapucyn, który zwrócił uwagę na coś, nad czym się wcześniej nie zastanawiałam. Opowiadał on wiele historii z życia ojca Pio, o których wcześniej słyszałam, ale o jednej z nich – nie.

Przychodzi kobieta do spowiedzi do ojca Pio i spowiada się z grzechu aborcji. O. Pio pyta się:

– ‘Coś zobaczyłaś, tak?’

– ‘Tak’ – odpowiada kobieta.

– ‘Papieża, tak?’

– ‘Tak’ – odpowiada znowu kobieta – ‘zobaczyłam papieża’.

– ‘A popatrzyłaś w twarz tego papieża?’

– ‘Tak, był bardzo podobny do mnie’.

– ‘Tak, w planach Bożych ten twój syn, którego zabiłaś, miał być papieżem’.

Byłam zaskoczona, bo w swojej naiwności, za którą od razu przeprosiłam Pana Boga, wyobrażałam sobie, że Pan Bóg ma plany [tylko] w stosunku do tych ludzi, którzy się urodzili. Nic podobnego! Pan Bóg miał plany w stosunku do każdego człowieka, także w stosunku do tych ludzi, których my, jako ludzkość, zabiliśmy”. (prof. Maria Ryś, UKSW)

******************************************************

W ciągu dnia spowiedź była głównym zajęciem Ojca Pio. Okłamywanie Ojca Pio podczas spowiedzi było niemożliwe. Zaglądał on w ludzkie serca. Często, kiedy grzesznicy byli nieśmiali, Ojciec Pio sam wymieniał ich grzechy podczas spowiedzi. Ale potrafił też surowo zgromić kogoś, kto nie chciał wyznać któregoś ze swoich grzechów.

Ojciec Pio zapraszał wszystkich wierzących do spowiedzi przynajmniej raz na tydzień. Mówił: „Nawet, jeśli pokój był zamknięty, po pływie tygodnia konieczne jest jego odkurzenie”.

KŁAMSTWA

Pewnego dnia, mężczyzna wyznał Ojcu Pio. „Ojcze, mówiłem kłamstwa, kiedy byłem w towarzystwie moich przyjaciół. Zrobiłem to, aby wszystkich rozbawić”. Ojciec Pio powiedział: „Ach tak! Czy ty chcesz iść do piekła z powodu żartów?”

PLOTKARSTWO

Pewnego dnia Ojciec Pio powiedział do penitenta: „Jeśli plotkujesz na temat innego człowieka to znaczy, że usuwasz tą osobę ze swojego serca. Lecz uświadom sobie, że gdy usuwasz tą osobę ze swego serca, razem z tą osobą z twojego serca usuwany jest również Jezus.”

MAGIA

Pewna kobieta powiedziała: „Spowiadałam się u Ojciec Pio w listopadzie 1948. Wśród wielu innych spraw powiedziałam, że jesteśmy zaniepokojeni ciotką, która czyta czasopisma dotyczące magii w naszej rodzinie. Ojciec Pio nakazującym tonem powiedział: „Natychmiast wyrzuć te materiały.”

ROZWÓD

Młoda kobieta, kończyła wyznawanie grzechów. Otrzymała rozgrzeszenie od Ojciec Pio, który powiedział: „Musisz pogrążyć się w ciszy modlitwy w ten sposób zachowasz swoje małżeństwo.”

Kobieta była zdziwiona, ponieważ ona nie miała żadnych problemów w małżeństwie. Jednak po długim czasie duże problemy pojawiły się w jej małżeństwie. Jednakże była przygotowana by stawić czoła tym problemom. Przezwyciężyła trudny okres i uniknęła zniszczenia małżeństwa postępując zgodnie z sugestią, którą otrzymała od Ojca Pio.

ABORCJA

Pewnego dnia, Ojciec Pellegrino spytał Ojca Pio: „Ojcze, dziś rano odmówiłeś rozgrzeszenia kobiecie, która dopuściła się aborcji. Dlaczego jesteś taki rygorystyczny w przypadku tego złego, godnego pożałowania postępku?”.

Ojciec Pio odpowiedział: „Dzień, w którym ludzie, zatroskani o ekonomiczny rozwój, z powodu cielesnych defektów lub z powodu poświęcenia się dobrom materialnym, zagubią się w horrorze aborcji, będzie najstraszniejszym dniem ludzkości. Aborcja jest nie tylko zabójstwem, lecz również samobójstwem. Czy tym ludziom, których my widzimy na krawędzi popełnienia dwóch zbrodni chcemy pokazać naszą wiarę? Czy chcemy ich bronić?”

************************************************************

– Co robi Ojciec Pio?
– Wasza Świątobliwość, odpuszcza grzechy świata -ta niezwykła wymiana zdań pomiędzy papieżem Piusem XII a biskupem Manfredonii, monsignore Andrea Cesarano podczas wizyty ad limina w kwietniu 1947 roku, najdoskonalej wyraża to, co było zasadniczym apostolatem Ojca PiO.

Konfesjonał największego spowiednika naszych czasów był nie tylko miejscem rozgrzeszania, ale przede wszystkim miejscem nawróceń. Był też świadkiem prawdziwych bitew między szatanem a Bogiem. Niektóre z tych starć były tak ciężkie i wyczerpujące, że powodowały osłabienie Ojca Pio oraz krwawienie ze stygmatów. Święty kapucyn bezustannie powtarzał, że Bóg jest miłością, która zbawia i pragnie przemienić życie każdego człowieka. Wystarczy, że człowiek w swoim życiu będzie zawsze wierny Dekalogowi. Jak wspominają córki i synowie duchowi świętego stygmatyka, przy „Ojcu Pio propozycja życia Dekalogiem stawała się jasna i pociągająca (…) i sprawiała, że potrafiliśmy zrozumieć Chrystusa i boskie prawdy oraz cieszyć się Nim, Panem i Mistrzem naszego życia”.

Nikt nie jest w stanie obliczyć tych wszystkich ludzkich serc, które pod wpływem Ojca Pio powróciły do Pana. Można tylko sobie wyobrazić, ile ich było, skoro ze świętym kapucynem w San Giovanni Rotondo spotkało się prawie dwa miliony wiernych. Największym sekretem świętego kapucyna z Pietrelciny był sposób, w jaki potrafił „zawładnąć” penitentem, za którym podążał, często nawet wręcz „prześladował” i szukał go w przepaści jego duchowego pogubienia, aż do ofiary dźwignięcia go na swoje ramiona.

Ja jestem Pan, Bóg twój

Ojciec Pio bardzo kochał grzesznika, ale wobec grzechu zawsze był bezwzględny. Ileż to razy zastanawiano się, co jest tajemnicą Ojca Pio, która ożywiała całe jego życie. Niewątpliwie była nią modlitwa, nieustanny dialog z Jezusem, Najświętszą Matką, św. Franciszkiem oraz Aniołem Stróżem. Święty kapucyn z Pietrelciny był niedościgłym mistrzem modlitwy, która jego zdaniem była kluczem otwierającym Serce Boga. Dlatego szczególny nacisk kładł na odmawianie porannej i wieczornej modlitwy. Uważał: że „kiedy zaczyna się dobrze dzień modlitwą, również dobrze się go kończy”. Niejednokrotnie jako pokutę zadawał do codziennego odmawiania i to przez wiele miesięcy kilkunastu Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo i Chwalą Ojcu! Może się to wydawać, szczególnie dziś, za skrajnie trudną pokutę. Jednak jak mówią liczne świadectwa, wielu tych, którzy otrzymali ten „pokutny modlitewny maraton”, pomimo że już nie musiało, to do końca swoich dni go odmawiało.

Postawa Ojca Pio wobec tych, którzy szukali ścieżek prowadzących do świata satanizmu była wyjątkowo nieustępliwa i wymagająca. Wynikała ona ze szczególnego doświadczenia działania szatana. Do konfesjonału Ojca Pio przybywało bardzo wielu „spirytystycznych” grzeszników, którzy zanim otrzymali upragnione rozgrzeszenie, powracali do niego kilkakrotnie.

Szczególne miejsce w życiu świętego zajmował też komunizm. Ojciec Pio uważał, że usunięcie Boga z życia, tak jak czynili to marksiści, oznacza zniszczenie zarówno człowieka, jak i społeczeństwa. Do komunistów mówił bez ogródek: „zdradziłeś Pana, twojego Boga, i wszedłeś między Jego nieprzyjaciół”. Jak wspominają dzieci duchowe Ojca Pio, niejednokrotnie można było zobaczyć „czerwone” legitymacje partyjne w dłoniach Ojca Pio, które były specyficznymi „dowodami” nawróceń.

Nie używaj imienia Pana Boga nadaremno

Do bluźnierców Ojciec Pio kierował straszne słowa: „bluźnierstwo to diabeł na twych ustach”, „przyciągasz piekło do swojej duszy”, „diabeł nie bluźni tak jak ty… idź precz”. Ta swoista szokowa terapia słowna kapucyna odnosiła niezwykle szybki skutek i upragnioną przez niego radykalną odmianę życia.

Pamiętaj, abyś dzień święty święcił

Zakonnik absolutnie nie tolerował beztroski, z jaką najczęściej uzasadniano swoją nieobecność na niedzielnej Eucharystii. Wyjątkowo wiele osób z tego powodu odchodziło od konfesjonału bez rozgrzeszenia. Każdy z nas, ludzi wierzących, według Ojca Pio musi uczynić Boga Panem swojego życia i Panem niedzieli. Jego dzieci duchowe bardzo często słyszały, jak napominał: „pierwszy obowiązek w niedzielę to Msza Św.”.

Czcij ojca i matkę

W zakresie tego przykazania Ojciec Pio uczył matki i ojców wierności Bogu i wzajemnej wierności, które jego zdaniem były najistotniejszymi elementami wychowania dzieci. Jego katecheza skierowana do kobiet i matek była nauczaniem Świętej Rodziny z Nazaretu oraz opierała się na słowach św. Mateusza: „Bo kto pełni wolę Ojca mego, który jest w niebie, ten jest Mi bratem, siostrą i matką” (Mt 12,50). Zarówno matki, jak i ojców szczególnie uwrażliwiał na istotę posłannictwa rodziny chrześcijańskiej, jakim jest przekazywanie życia, wychowywanie dzieci w miłości dla Boga i prowadzenie ich do nieba poprzez własny przykład życia. Uczulał też, że każdy osobisty grzech ojca czy matki jest pierwszym wrogiem w wychowywaniu dzieci.

Nie zabijaj

Święty kapucyn z Pietrelciny niezwykle kochał życie, szczególnie zaś kochał życie swoich bliźnich, do tego stopnia, że prosił Chrystusa: „polecam Ci tę duszę, musisz nawrócić ją, zbawić; jeśli chodzi o ukaranie ludzi, ukarz mnie, cieszę się; ofiaruję Ci za nich siebie”. Wobec aborcji, którą nazywał „odrażającą zbrodnią” oraz „dzieciobójstwem”, był bezkompromisowy. Kiedyś powiedział: „gdyby przynajmniej przez jeden dzień nie popełniano grzechów przeciwko rodzącemu się życiu, w zamian Bóg dałby światu pokój i ustanie wszelkich wojen”. W odniesieniu do tego przykazania Ojciec Pio był również nieugięty wobec nienawiści, zemsty i urazy. Nie tylko wzywał do pojednania, ale także do modlitwy za tych, którzy wyrządzają nam krzywdę.

Nie cudzołóż

Przez całe życie Ojciec Pio bardzo energicznie angażował się w odkupienie zdemoralizowanej rodziny. Zależało mu na przywracaniu jej godności i uczeniu najważniejszych wartości. Przypominał małżonkom o korzeniach ich sakramentu. Jego duszpasterstwo małżeństw opierało się na trzech najistotniejszych filarach tego sakramentu: jedności, płodności i świętości. Wszystkim parom, którymi się opiekował, nieustannie przypominał, że powołanie małżeńskie, które najczęściej jest nieustanną Kalwarią, realizuje się tylko wówczas, gdy rodzina staje się „małym Kościołem”.

Nie kradnij i nie pożądaj żadnej rzeczy bliźniego swego

Penitentów, którzy łamali siódme i dziesiąte przykazanie, Ojciec Pio traktował niezwykle surowo, ale jak zwykle bywało – ze zbawiennym dla nich skutkiem. Jak wspomina jeden z duchowych synów Ojca Pio: „znam osobiście przypadki osób, które wyjechały [z San Giovanni Rotondo] ze złością na Ojca Pio, że nie otrzymały rozgrzeszenia i zdecydowane na to, że nigdy tam ich noga nie stanie. Ale wcześniej czy później okazywało się, że czuły jakieś nieodparte pragnienie powrotu”. Pewnie dlatego, że wewnętrznie czuli, że Ojciec Pio odmawiał im „rozgrzeszenia nie dlatego, by posłać ich do piekła, ale do nieba”.

Nie mów fałszywego świadectwa

Ojciec Pio odczuwał wyjątkowy wstręt do grzechów przeciwko temu przykazaniu i bardzo rygorystycznie tępił kłamstwo. Podkreślał, że nawet „jeśli kłamstwo nie przynosi szkody innym, przynosi szkodę duszy, ponieważ jest przeciwne prawdzie, a Bóg jest prawdą”. Kapucyn z Pietrelciny byt genialnym przewodnikiem prowadzącym do Boga Ojca. Prowadził wszystkie napotkane przez siebie dusze w wielkim szacunku dla prawdy, zgodnie ze słowami Jezusa: „Niech wasza mowa będzie: tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi” (Mt5,37).

Nie pożądaj żony bliźniego swego

Zakonnik tym, którzy spowiadali się z wykroczenia przeciwko dziewiątemu przykazaniu, zawsze zadawał to samo pytanie: „odrzuciłeś je, spełniłeś je?”. Jeśli odpowiedź penitenta była negatywna i się powtarzała, Ojciec Pio tak długo go odsyłał, póki nie usłyszał pozytywnej odpowiedzi. Swoją nieprzejednaną postawę tłumaczył krótko: „piekło narodziło się z jednego tylko grzechu myśli”.

Przy pisaniu artykułu korzystałam ze strony internetowej o. B. Piechuty OFMCap

www.salon24.pl/…/745314,abortowa…

misyjne.pl/…/te-grzechy-suro…

opoka.org.pl/…/przykazania_opi…

Posted in Ojciec Pio, Religia | Leave a Comment »

Dlaczego księża tak mało mówią o diable?

Posted by tadeo w dniu 4 lutego 2020

Pytania o wiarę, które rodzą się w naszych sercach często pozostawiamy samym sobie. A może nareszcie czas stawić im czoła i wspólnie na nie odpowiedzieć? Prezentujemy drugi artykuł z cyklu „Pytania o wiarę”, w którym przestawimy odpowiedzi biskupa Andrzeja Przybylskiego na niekiedy niełatwe pytania stawiane przez młodych ludzi.

 2020-02-03 12:44

 

 

Ola: Ostatnio bardzo dużo myślę o działaniu diabła w życiu człowieka. Oglądałam ostatnio film o egzorcyzmach i bardzo się boję, żeby nie dopuścić do siebie złych mocy. Zaczęłam też czytać w Ewangelii wszystkie fragmenty, w których Jezus wyrzuca złe duchy. Zastanowiło mnie, dlaczego Jezus każe milczeć diabłu? Czy chodzi o to, aby diabeł nie mówił przez człowieka brzydkich rzeczy? Przecież w jednym fragmencie diabeł wyznał Bóstwo Chrystusa, dlaczego więc Jezus go ucisza? Zadaję sobie też pytanie, dlaczego księża na ambonie tak mało mówią o diable, czy to ma jakiś związek z rozkazem Jezusa, aby zły duch milczał?

Rzeczywiście, po ludzku wydaje się, że scena z opętanym człowiekiem, byłaby dobrą okazją do katechezy o istnieniu diabła. Być może bezpośrednim powodem, dla którego Jezus karze milczeć złemu duchowi, jest fakt, że często diabeł w opętanym człowieku wypowiada bluźniercze słowa pod adresem Boga, Kościoła i świętych.

Myślę jednak, że ten rozkaz milczenia może mieć i inne znaczenie. Chrystus nie chce, abyśmy przesadnie interesowali się sprawami związanymi ze złym duchem, nie chce, aby diabeł rozpowiadał wszystkim o sobie i tym samym skupiał uwagę ludzi na sobie.

Znany francuski pisarz Andre Frossard stwierdził kiedyś, że diabeł lubi bardzo dwie rzeczy: kiedy ludzie w niego w ogóle nie wierzą i kiedy wierzą w niego tak mocno, że we wszystkim widzą złe moce, do tego stopnia, że zapominają nawet o absolutnej przewadze Boga we wszechświecie.

Znam człowieka, który w obawie przed opętaniem odmawia modlitwy, w których jest pełno wezwań dotyczących mocy piekielnych, walki ze złymi duchami, a brakuje w nich uwielbienia i dziękczynienia wobec Pana Boga.

Taka modlitwa nie przynosi mu pokoju, bo paradoksalnie, kiedy się modli, więcej uwagi poświęca działaniu złych mocy niż miłości i dobroci Boga. Szatan najbardziej boi się miłości, a najwięcej korzyści czerpie z naszego lęku, nawet jeśli jest to lęk przed nim samym.

Diabeł ma milczeć również dlatego, abyśmy nie zaczęli interesować się tym, co jemu jest bardzo bliskie, a więc wszelkimi praktykami magicznymi i wróżbiarstwem, tajemną wiedzą i przedziwnymi energiami. Bóg nie chce aby człowiek wchodził w te wszystkie rzeczy, bo człowiek nie jest w stanie kierować nimi.

Wierzę, że to wezwanie do milczenia wypowiedziane przez Jezusa ma nas nauczyć mądrej postawy wobec świata złych duchów: pamiętaj, że one realnie istnieją, ale nie wchodź w ich świat, nie próbuj poznawać tego świata, bo on cię przekracza i może cię w końcu zniewolić.

Dziś często słyszę krytyczne uwagi pod adresem naszym, kapłanów, dotyczące tego, że za mało w swoich kazaniach mówimy o diable, piekle i opętaniach. Może to racja, że czasem powinniśmy podjąć ten temat, ale uważam, że nie możemy o nim mówić zbyt często, bo najlepszą bronią przeciwko złym duchom jest nie tyle wiedza o nich, ile nasza konkretna miłość i służba Bogu i ludziom.

Tych dwóch spraw diabeł boi się najbardziej, bo wiedzę i wiarę ma w stopniu doskonalszym niż my, ale czymś, co czyni go przeciwnikiem Boga, jest miłość i służba.

Diabeł nie kocha i nie chce służyć. Wolę więc, jako duszpasterz, więcej uwagi poświęcać głoszeniu Dobrej Nowiny i miłości Bożej niż działaniu diabła, bo ten jak lew krąży i czeka, abym zainteresował nim jak najwięcej ludzi.

https://www.niedziela.pl/artykul/49121/Dlaczego-ksieza-tak-malo-mowia-o-diable?fbclid=IwAR1MgtxKcOiuZ18f6z55NQMPik1talxtlf1Ik2Q_I2eG7EIzU9r_Xq0T1ks

Posted in Religia | Leave a Comment »

Opowieści o Św. Charbelu!

Posted by tadeo w dniu 3 lutego 2020

Miejsce urodzin Św. Charbela wioska Bekaa Kafra. Opowiada miejscowy zakonnik….

Posted in Filmy dokumentalne, Filmy religijne, Religia, Święci obok nas | Leave a Comment »