WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Religia’ Category

Święty Andrzej Bobola

Posted by tadeo w dniu 17 kwietnia 2018

APC - 2018.04.17 15.03 - 001.3d

Pamiętamy, że 17 kwietnia 1938 roku został kanonizowany Andrzej Bobola. Polski duchowny katolicki, jezuita, misjonarz, kaznodzieja, męczennik, święty Kościoła katolickiego, autor tekstu ślubów lwowskich króla Jana Kazimierza, a przede wszystkim Patron Kresów Wschodnich.

Andrzej Bobola pochodził ze szlacheckiego rodu, osiadłego w Małopolsce, pieczętującego się herbem Leliwa. Jego ojciec Mikołaj Bobola był dzierżawcą sołectwa strachocińskiego, wchodzącego w skład dóbr królewskich. W 1606, gdy rozpoczynał studia, zginął jego kuzyn Wojciech Bobola w bitwie pod Moskwą.

W latach 1606–1611 studiował w szkole jezuickiej w Braniewie, a następnie 31 lipca 1611 wstąpił do tego zakonu i nowicjat odbył w Wilnie. Mistrzem-spowiednikiem Andrzeja Boboli w nowicjacie był ks. Wawrzyniec Bartilius – jezuita, filozof i teolog.

Śluby zakonne złożył 31 lipca 1613. W latach 1613–1616 studiował filozofię na Uniwersytecie Wileńskim; w latach 1618–1622 studiował tam również teologię, nie zdał jednak ostatniego, najważniejszego egzaminu. 12 marca 1622 otrzymał święcenia kapłańskie.

Przez rok był rektorem kościoła w Nieświeżu (1623–1624), gdzie wspólnie z księciem Albrychtem Stanisławem Radziwiłłem dążył do uroczystego uznania w ślubowaniach przez Króla Polski, Matki Bożej: Królową Polski, co zostało spełnione we Lwowie 1 kwietnia 1656. W latach 1624–1630 był kaznodzieją i spowiednikiem w kościele św. Kazimierza w Wilnie. Sprawował też funkcje rektora i doradcy prepozyta w tym kościele.

2 czerwca 1630 złożył profesję (ślubowanie) czterech ślubów zakonnych w kościele św. Kazimierza w Wilnie, po czym został superiorem (przełożonym) domu zakonnego w Bobrujsku w latach 1630–1633. Następnie pracował w Płocku (1633–1636) i (1637–1638) jako prefekt kolegium i kaznodzieja, w Warszawie jako kaznodzieja (1636–1637). Kolejne cztery lata (1638–1642) spędził w Łomży, będąc doradcą rektora, kaznodzieją i dyrektorem szkoły humanistycznej. W okresie od 1642–1646 przebywał w Pińsku i okolicach prowadząc rozwiniętą działalność ewangelizacyjną, a w latach 1646–1652 ze względów zdrowotnych przebywał w Wilnie, przy kościele św. Kazimierza, głosząc kazania i prowadząc wykłady oraz misje. Wrócił ponownie na ziemię pińską, podejmując szeroko zakrojoną ewangelizację – znany jest jako Apostoł Pińszczyzny lub Apostoł Polesia.

Jezuita Jan Łukaszewicz SJ, który osobiście znał Andrzeja Bobolę, przekazał pewne cechy jego wyglądu, stwierdzając m.in.: Andrzej był średniego wzrostu, o zwartej muskularnej i silnej budowie ciała. Twarz miał okrągłą, pełną, policzki okraszone rumieńcem, przez jasną, przyprószoną siwizną, fryzurę, z lekka przeświecała łysina. Powagi dodawała twarzy siwiejąca, nisko strzyżona broda.

Biografowie jego życia twierdzą, że po męczeńskiej, heroicznej śmierci ukazywał się on w widzeniach wielu osobom, które to potwierdziły, m.in. 16 kwietnia 1702 ks. Marcinowi Godebskiemu SJ, rektorowi kolegium jezuickiego w Pińsku, a później ukazał się również zakrystianowi podpowiadając, aby szukano jego świątobliwego ciała, pochowanego w kościelnej krypcie. Potem w 1819 dominikaninowi o. Alojzemu Korzeniowskiemu OP w Wilnie, przepowiadając w wizji zmartwychwstanie Polski.

Więcej na temat życiorysu świętego, a szczególnie jego męczeńskiej śmierci można przeczytać w źródle, z którego pochodzi powyższy tekst. Ostrzegamy jednak, że sam opis okoliczności śmierci Andrzeja Boboli jest przeznaczony jedynie do osób o bardzo mocnych nerwach. Link poniżej. Udostępnij ten post.

Źródło: http://www.rakowiecka.jezuici.pl/sanktuarium-11413/muzeum-sw-andrzeja-boboli-11438

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/aleszumm/sw-andrzej-bobola-patron-kresow-wschodnich-i-wielkiego-zwyciestwa-inicjator-powolania

Reklamy

Posted in Religia, Święci obok nas | Leave a Comment »

o. Wiesław Nazaruk OMI – Świadectwo – Przeżyłem śmierć, rozmawiałem z Jezusem, widziałem niebo

Posted by tadeo w dniu 14 kwietnia 2018

Zapis spotkania o. Wiesława ze wspólnotą Epifania w parafii Chrystusa Króla w Poznaniu, które odbyło się 31.01.18 r.

https://gloria.tv/video/1fxPSWxV2khi1rb7oqVE1tNnR

Posted in Religia | Leave a Comment »

Po śmierci pozostawcie nas przez dłuższą chwilę w domu i nie kremujcie naszych ciał

Posted by tadeo w dniu 12 kwietnia 2018

Maria Simma (1915-2004) to prosta mistyczka z Austrii, która miała łaskę kontaktu z duszami czyśćcowymi. Trzykrotnie usiłowała wstąpić do klasztoru, ale ze względu na stan zdrowia za każdym razem spotykała się z odmową. Od 1940 r. zaczęła mieć widzenia dusz czyśćcowych. Widzeniom tym towarzyszyły dotkliwe cierpienia fizyczne.

Teolodzy i psychiatrzy wielokrotnie badali Marię Simmę i nie dopatrzyli się śladów oszustwa czy choroby psychicznej.

W rozmowie z dziennikarzem Nickiem Eltzem opisuje ona swoje życie, doświadczenia i przekazuje przesłanie, które usłyszała od dusz w Czyśćcu ciepiących.

Czy dusze wspominały pani o pogrzebach?
Maria Simma: – Przede wszystkim dusze wolą pozostać w swoich domach przez dłuższą chwilę, a nie zostać od razu przetransportowane do kostnicy. Miejsca takie jak kostnice nie sprzyjają modlitwom w intencji dusz. Dusze potrzebują modlitw, które są odmawiane jeszcze w domu, a najczęściej zarówno dusze jak i modlitwy zostają zaniedbywane, ponieważ zbyt szybko zabiera się z domu ciała. Poza tym dusze oglądają swoje własne pogrzeby. Są one w stanie powiedzieć, kto się za nie modli, a kto jest po to tylko, by się pokazać. Słyszą też co o nich mówimy. Łzy nie mają tu znaczenia, łzy są konieczne dla naszego uzdrowienia, ale nie dla nich. Pogrzeby powinny być jak najprostsze i przygotowywane z wielkim sercem i miłością.

Jakie aspekty dzisiejszych pogrzebów mogą się duszom nie podobać?
– Nie lubią , gdy mówi się o nich fałszywie, nawet, jeśli prawda nie zawsze jest atrakcyjna. Mowy pogrzebowe muszą być szczere, jeśli za ich pomocą chcemy im pomóc w przejściu do wieczności. Rodzina musi przyjąć do wiadomości i wyznać grzechy tej duszy, powierzając je w modlitwie Panu Jezusowi. Dusze nie lubią wystawnych pogrzebów.
Nie podoba im się kremacja, ani to, że ich ciała są oddawane dla celów naukowych bądź do szpitali. Rozsypywanie prochów z samolotu lub wrzucanie ich do oceanu jest śmieszne i nikomu nie przynosi żadnej korzyści, a wręcz dusze nad takim czymś boleją, ponieważ przez to żyjący najprawdopodobniej zapomną o nich, zamiast otaczać ich regularną modlitwą i uczynkami miłości.  Kościół dał pozwolenie na kremację tylko po to, by ukrócić świętokradztwa. To kolejna decyzja podyktowana polityką, bynajmniej niepomocna ani uświęcona.
Nie podoba im się nic, co nie pomaga w modlitwie, albo co zniekształca prawdę o tym kim są. Wspominanie ich przed Panem Jezusem polega właśnie na tym, by zebrać wszystkie elementy ich życia, by tworzyć całość, orędować za nimi i świadczyć dobro, że świadczenia którego nie wywiązywali się za życia zbyt sumiennie.
Przypomina mi się pewna dusza, która zawitała u mnie pewnego dnia. Pewnego popołudnia szłam akurat w stronę domu i napotkałam bardzo starą kobietę. Kobieta skierowała się w moją stronę wyglądała na smutną, zapytałam ją, dlaczego tak chodzi całkiem sama, skoro robi się późno. Powiedziała: „Nikt o mnie nie dba, nie ma dla mnie miejsca u nikogo i muszę spać na ulicy”. Zastanowiłam się po czym zaoferowałam, że mogę ją przyjąć do siebie. O razu poweselała i odparła: „Tego własnie potrzebowałam”.  I zniknęła. Później dowiedziałam się że w pewnym momencie życia ta kobieta odesłała z kwitkiem człowieka znajdującego się w prawdziwej potrzebie i przez to musiała przebywać w czyśćcu aż do dnia, gdy ktoś jej nie przygarnie do siebie. W ten sposób zadośćuczyniłam za ten grzech i został on odpokutowany. Zadośćuczynienie jest ZAWSZE konieczne, a jeśli my dobrowolnie się go nie podejmiemy. Bóg się o to zatroszczy.

Czy dusze wspominały coś jeszcze o złych praktykach pogrzebowych?
– Wybierając dom pogrzebowy najbezpieczniej jest wybrać taki, który jest związany z porządnym chrześcijańskim kościołem, najlepiej w tym,w którym zmarła modliła się za życia. To zagwarantuje że szczątki naszych bliskich nie zostaną zbezczeszczone.

Czy dusze mówiły coś, o utrzymywaniu nagrobka po pogrzebie?
– Grób powinien być skromny i pielęgnowany z miłością. Powinno się go regularnie skrapiać wodą święconą. Powinno się na nim umieszczać stale zapaloną poświęconą świecę. Dusze czyśćcowe potrzebują tych znaków i bardzo je doceniają. Odwiedziny na grobach są również mile widziane, pomagają zarówno im jak i nam, bardziej niż myślimy.

Istnieją dziś cmentarze, gdzie z powodów praktycznych płyty nagrobne są kładzione na ziemię, tak aby mogły przejeżdżać po nich kosiarki.
– To się nazywa lenistwo i brak miłości ze strony rodziny. Z tego powodu dusze muszą dłużej cierpieć niż inne. Każdy, najmniejszy gest pomaga duszom i nam również, ponieważ dusze wstawią się za nami, gdy będziemy potrzebowali ochrony i pomocy. Nawet jeśli umyjemy okna z miłości do dusz, będzie to miało dla nich duże znaczenie!

Jak długo grób powinien być pielęgnowany?
– Podobnie jak w innych kwestiach, i tu kontynuacja powinna objąć przynajmniej trzy pokolenia. Ponieważ jest w Biblii napisane, że grzechy ojców przechodzą na nas na trzy lub cztery pokolenia. W związku z tym nasze modlitwy powinny obejmować kilka pokoleń, również tych przodków, których niekoniecznie znaliśmy osobiście. Bardzo dobrze, gdy dzieci są tak wychowywane, że interesują się swoimi dziadkami i pradziadkami. W dzisiejszym społeczeństwie rodziny tak często przeprowadzają się w pogoni za lepszym pieniądzem, możliwościami lub większym domem, że może to prowadzić do dezorientacji. Czy zdajemy sobie sprawę w głębi serca, że wszyscy ludzie muszą w pewnym momencie powrócić „do domu”? Szatan rozpędza rodziny na wszystkie strony świata.

Na podstawie książki::Uwolnijcie nas stąd! O duszach czyśćcowych z Marią Simmą rozmawia Nicky Eltz”

(Autor książki chcąc szczególnie zadbać ,by wszystko w książce odpowiadało prawdzie ,zrobił trzy rzeczy: Najpierw poprosił teologów aby ją przeczytali tak krytycznie jak tylko możliwe. Żaden z nich nie zgłosił żadnej obiekcji. Następnie wziął książkę do egzorcysty słyszącym głosy i czującego fizycznie, czy w książce nic nie jest oszustwem, egzorcysta po modlitwie stwierdził że w książce nie ma nic złego. W końcu aby mieć absolutną pewność, Maria Simma dostała pozwolenie aby zapytać się dusz w czyśćcu, czy zgadzają się z całą treścią książki. Odpowiedź dusz brzmiała: „Nie mamy żadnych zastrzeżeń.”)

https://gloria.tv/article/mAFrUtzwsSPA2ZFYV1Xa1uDXc

Przeczytaj także:

MOJE PRZEŻYCIA Z DUSZAMI CZYŚĆCOWYMI – MARIA SIMMA

Ważne ostrzeżenie – Maria Simma (mp3)

Niesamowite świadectwo – o duszach czyśccowych

Posted in Religia | Leave a Comment »

Katoliczka w sądzie

Posted by tadeo w dniu 6 kwietnia 2018

Jenny Smith zostaje wezwana na świadka. Podkreśla, że nic złego nie zrobiła. Sędzia przypomina jej, że świadek tylko odpowiada na pytania. Dziewczyna dostaje tylko dwa pytania: czy nazywa się Jenny Smith i czy jest katoliczką. Na oba odpowiada twierdząco, po czym słyszy, że adwokat nie ma więcej pytań. Dziewczyna została oskarżona o bycie katoliczką. – Czy to przestępstwo? – pyta i słyszy odpowiedź, że tak. Nagle do sali wbiega obrońca dziewczyny i zaczyna wyjaśniać sprawę. Podkreśla, że połowa katolików w Ameryce nie praktykuje swojej wiary i do tej grupy należy również Jenny.

Następnie obrońca po serii kilku pytań udowadnia Jenny, że bycie chrześcijaninem to nie tylko noszenie krzyżyka na piersi, to nie tylko akceptacja tego, co wpoili rodzice, to nie przymusowy wyjazd w ramach wolontariatu. Po obejrzeniu nagrania z pewnością wielu z nas może zadać sobie podobne pytanie: czy ja naprawdę jestem katolikiem, czy tylko za takiego się uważam.

Posted in Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

ORĘDZIE DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO

Posted by tadeo w dniu 12 marca 2018

 

 

Parę dni temu w jednym z warszawskich kościołów wpadła mi w oko książka „Wezwanie do miłości” w przekładzie Tadeusz Niewiadomskiego wydawnictwa Michalineum.  Po zajrzeniu do środka od razu zdecydowałem się ją kupić. Co zdecydowało o tym? Otóż na początku na zaraz na drugiej stronie czytam takie słowa: „Świat nie zna miłosierdzia mego Serca. Chcę się tobą posłużyć, aby je dać poznać. Chcę byś była apostołką mej dobroci i miłosierdzia”.

Były to słowa Pana Jezusa przekazane za pośrednictwem hiszpańskiej zakonnicy ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa (Sacre Coeur) we Francji – siostry Józefy Menéndez. Zaznaczam że ta książka ma imprimatur Metropolitalnej Kurii Warszawskiej, a pierwsze wydanie w 1938 roku uzyskało imprimatur Kardynała kardynała Eugenio Pacelli, późniejszego Papieża Piusa XII.

Wezwanie do miłości czyli Orędzie Boskiego Serca Jezusowego do świata pisała siostra Józefa Menendez bezpośrednio pod dyktando Jezusa Chrystusa i jest ono – jak się przekonałem – jasne i zrozumiałe dla wszystkich. Z takim olbrzymim bogactwem słów współcześnie objaśniających jeszcze głębiej życie Pana Jezusa na ziemi, Jego drogę cierpienia i krzyża wynikające z Jego nieskończonej Miłości do wszystkich ludzi na całym świecie pochodzących bezpośrednio od Pana Jezusa od dawno nie czytałem. Główny wątek przebijający ze słów przekazanych siostrze Menendez przez Jezusa Chrystusa jest Jego nieograniczona dobroć wyrażająca się w trzech słowach: MIŁOŚĆ, MIŁOSIERDZIE i PRZEBACZENIE (str 54).

Mnie jako czciciela Miłosierdzia Bożego te słowa były bardzo bliskie i od razu skojarzyły się z przesłaniem naszej świętej siostry Faustyny Kowalskiej.  Zacząłem się zastanawiać – może niepotrzebnie – dlaczego Jezus przekazał najpierw swoje orędzie o swoim nieskończonej Miłości i Miłosierdziu dla siostry Józefy (przypomnę że objawienia siostrze Józefie Menendez były 8 lat przed objawieniami siostrze Faustynie).

Na stronie 58 „Wezwania do miłości” czytamy: „..Na to, by świat mógł poznać moją dobroć, potrzebuję apostołów, którzy by mu objawili moje Serce, sami je najpierw poznając…, bo czyż można uczyć tego, czego się samemu nie zna?…Pragnę stworzyć ligę miłości wśród dusz mi poświęconych, w tym celu, by uczyły i głosiły aż do krańców świata moje MIŁOSIERDZIE i MOJA MIŁOŚĆ… Bóg, który pragnie królować poprzez miłość, zwraca się do swych dusz Wybranych, zwłaszcza z tego narodu. Prosił je (dusze poświęcone) o wynagrodzenie najpierw w tym celu, by uzyskać przebaczenie, lecz i dlatego, by wyjednać nowe łaski na ten naród, który pierwszy , powtarzam to raz jeszcze, poznał moje Serce i rozpowszechniał nabożeństwo do niego”.

Znalezione obrazy dla zapytania Małgorzatę Marię Alacoque

 

 

Bez wątpienia chodzi w powyższych słowach Jezus miał na myśli Francję i św. Małgorzatę Marię Alacoque  –  żyjącą w XVII wieku – francuskiej zakonnicy kanonizowanej w 1920 roku – dokładnie 3 lata wcześniej od tego orędzia przekazanego siostrze Józefie Menendez.

Św. Małgorzata Alacoque znana jest przede wszystkim z nabożeństw:  pierwszych piątków w miesiącu do Najświętszego Serca Pana Jezusa oraz święta dla uczczenia Jego Serca przypadający w pierwszy piątek po oktawie Bożego Ciała Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Czyż nie widać wyraźnie w tych słowach związku pomiędzy nabożeństwem do Najświętszego Serca Pana Jezusa  a nabożeństwem do Bożego Miłosierdzia przekazanej św. Siostrze Faustynie Kowalskiej? Oba nabożeństwa łączy „Płonące Serce Pana Jezusa” – płonące miłością i miłosierdziem dla nas wszystkich a przede wszystkim dla zatwardziałych grzeszników.

Pan Jezus Chrystus w objawieniach siostry Małgorzaty zachęca ją do rozpowszechniania i krzewienia czci Bożego Serca i podkreśla że jest to „ostatnim wysiłkiem Jego Miłości i będzie dla ludzi jedynym ratunkiem w tych ostatnich czasach”

Ale wracając do pytania, dlaczego orędzie do Bożego Miłosierdzia przekazane siostrze Józefie Menendez nie zostało ostatecznie rozpowszechnione na całym świecie? Przecież Wielkie orędzie Miłosierdzia Bozego przyszło na świat przez św. Faustynę. Obecnie  prawie wszyscy znamy jedynie wersję św. Faustyny Kowalskiej – polskiej zakonnicy ze Zgromadzenia sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. A orędzie Miłosierdzia Bożego przekazane przez Pana Jezusa siostrze Józefie Menendez tylko pod nieco inną nazwą jest znane niewielkiej grupie osób. Przecież oba orędzia są podobne, wręcz tożsame.

 

Znalezione obrazy dla zapytania ORĘDZIE DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO - obrazy

 

Nie nam jest dane sądzić Bożą tajemnicę, ale po ludzku patrząc na współczesną Francję można widzieć Bożą logikę. Obecna Francja jest znana przede wszystkim jako główny ośrodek wolnomularstwa (masonerii) – organizacji zwalczającej Kościół katolicki, pustych kościołów i braku nowych powołań. Parę dni temu misjonarz – ojciec rekolekcjonista w jednym z warszawskich kościołów powiedział, że był w jednej z francuskich diecezji katolickich, gdzie tylko on jeden musiał służyć jednocześnie w 17 parafiach, a zdarza się, że jeden ksiądz (z braku nowych powołań) przypada tam i na 30 parafii. Ostatnio pojawił się także problem cudzoziemców – sześć milionów muzułmanów narzuca w tej chwili Francji swoją kulturę i swoją religię.

Nie będę roztrząsał dalej tej sprawy, bo mogę wpaść w pułapkę zastawioną przez szatana związaną z pychą i wyniosłością, jakby Bóg wybrał nasz kraj – Polskę . Nawet jeżeli to prawda to musimy to przyjąć w pokorze jako wyzwanie i zadanie do jeszcze większego szerzenia czci Bożego Miłosierdzia w kraju i poza jej granicami – jako wielki obowiązek nas wszystkich. A słowa Pana Jezusa, Polskę szczególnie umiłowałem, a jeśli posłuszna będzie mojej woli, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście moje” (Dz. 1732) pozostaje nam jedynie tą iskrę w pokorze tylko rozniecać.

Obecnie, po kanonizacji s. Faustyny, po ustanowieniu w całym Kościele święta Bożego Miłosierdzia, widząc „cud” dalszej obecności Jana Pawła II w życiu naszej Ojczyzny, należy stwierdzić, że „iskra” z Łagiewnik jest już jak strumień światła przypominający światu o tym, że trzeba przyjąć orędzie o Bożym miłosierdziu, czyli nawrócić się do Boga, przemieniać świat tak, by stawał się bardziej ludzki i Boży.

Ps.  Pisane w 2003 roku

Przeczytaj także:

ORĘDZIE BOSKIEGO SERCA JEZUSOWEGO DLA ŚWIATA – s.Józefa Menendez

Wezwanie do miłości

S. Józefa Menendez

DROGA KRZYŻOWA wg wizji siostry Józefy Menendez

Sługa Boża Józefa Menendez – Wizja piekła

Archive for the ‘Miłosierdzie Boże’ Category

Posted in Jan Paweł II, Miłosierdzie Boże, Religia, Św. Faustyna | 1 Comment »

Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

Posted by tadeo w dniu 24 lutego 2018

 Wiele spośród świętych wizerunków, które nas otaczają, jest zwykłym owocem realizacji wizji malarskiej mniej lub bardziej utalentowanego artysty.  Z tym obrazem było zupełnie inaczej.

W latach 30 -tych, minionego stulecia, 22 lutego 1931 roku, sam Jezus objawił się skromnej zakonnicy ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego, Faustynie Kowalskiej. W Dzienniczku, w którym na polecenia spowiednika spisywała swoje zetknięcia się duszy z Bogiem opisała tak to spotkanie:

„Pierwszy” obraz Jezusa Miłosiernego namalowany w 1934 roku przez Eugeniusza Kazimirowskiego  wg wskazówek świętej siostry Faustyny.

„Wieczorem, kiedy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi blady. W milczeniu wpatrywałam się w Pana, dusza moja była przejęta bojaźnią, ale i radością wielką. Po chwili powiedział mi Jezus: wymaluj obraz według rysunku, który widzisz z podpisem: Jezu ufam Tobie. Pragnę, aby ten obraz czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie. Obiecuję, że dusza, która czcić będzie ten obraz, nie zginie. Obiecuję także, już tu na ziemi zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi, a szczególnie w godzinę śmierci. Ja sam bronić ją będę jako swej chwały”.
Obraz Jezusa Miłosiernego autorstwa Anny Krepsztul znajdujący się w Polskiej Parafii w Melton Mowbray i Loughborough.
Polecenie Jezusa wprawiło siostrę Faustynę w zakłopotanie. Mimo braku najmniejszych choćby umiejętności plastycznych, bardzo pragnęła być posłuszna wezwaniu.  Maluj obraz Boży w duszy swojej uspokajał spowiednik, ale Jezus nie pozostawiał wątpliwości co do sensu swych życzeń: : Pragnę, aby było Miłosierdzia Święto, chcę aby ten obraz, który wymalujesz pędzlem, (…) był uroczyście poświęcony w pierwsza niedzielę po Wielkanocy, ta niedziela ma być Świętem Miłosierdzia”.
Po wielu trudnościach, niedowierzaniu ze strony spowiedników i przełożonych oraz własnych nieudolnych próbach malarskich nadszedł wreszcie czas spotkania z ks. Michałem Sopoćko, którego sam Jezus wybrał na promotora Bożego Miłosierdzia. To on, już w Wilnie, dokąd przeniesiono Faustynę, uprosił Eugeniusza Kazimirowskiego, znanego i cenionego malarza o namalowanie wizerunku. Praca rozpoczęła się 2 stycznia 1934 roku. Siostra Faustyna wielokrotnie odwiedzała pracownię artysty, udzielając szczegółowych wskazówek i pokazując błędy.
Na prośbę malarza sam ks. Sopoćko pozował do obrazu ubrany w albę przepasaną sznurem, siostra Faustyna ciągle jednak była rozczarowana efektami pracy, a wynik końcowy przyprawił ją o gwałtowny płacz.
Plik:Divine Mercy Sanctuary in Vilnius4.JPG

Obraz Jezusa Miłosiernego autorstwa Eugeniusza Kazimirowskiego w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Wilnie

Tak jak samo rozpoczęcie malowania obrazu odwlekało się i napotykało trudności, tak i z jego wystawieniem na widok publiczny przyszło nieco poczekać. Po wielu problemach,
wątpliwościach i kolejnych przynagleniach ze strony Jezusa wizerunek został umieszczony w Ostrej Bramie na triduum przed Niedzielą Przewodnią, jakie urządzono na zakończenie Jubileuszu Odkupienia w 1935 r. Uroczystość zgromadziła tłumy ludzi i obietnice Jezusowe zaczęły się realizować. W sam dzień wybrany na Święto Miłosierdzia  – wspomina siostra Faustyna.  Kiedy się kończyło nabożeństwo i kapłan wziął Przenajświętszy Sakrament, aby udzielić błogosławieństwa, wtem ujrzałam Pana Jezusa w takiej postaci jaka jest na tym obrazie. Udzielił Pan błogosławieństwa i promienie te rozeszły się na cały świat.
Tak rozpoczęła się oficjalna obecność wizerunku w Kościele wileńskim, niestety dość
okazjonalna. Większość czasu obraz pozostawał w ukryciu, czy to w ciemnym korytarzu
klasztoru Sióstr Bernardynek, czy w kościele św. Michała, gdzie ks. Sopoćko był rektorem, czy (prawie nieznany) w kościele św. Ducha. Poza Wilno kult Miłosierdzia rozszerzał się za sprawą licznych reprodukcji, których w latach II wojny światowej wykonano w wileńskim laboratorium fotograficznym M. Nowickiego około 150 tys. Zrządzeniem Bożym, dzięki odwadze i poświęceniu wiernych, pierwowzór dotrwał do czasów obecnych. Dziś budzi coraz większe zainteresowanie, wzmożone przez słowa Ojca Świętego Jana Pawła II, który modląc się przed nim w czasie pielgrzymki na Litwę w 1993 r. przypomniał zebranym Polakom o jego świętości.
Wilno, kościół p.w. św Ducha, w którym obraz był czczony w latach 1986-2005

Wilno, obraz w kościele p.w. św Ducha, w którym był czczony w latach 1986-2005 

W Polsce obraz Miłosierdzia Bożego znany jest powszechnie dzięki reprodukcjom dzieł innych artystów, nie opierających się na pierwowzorze; wyjątek kaliski stanowi wyjątek. Krótka notka umieszczona na odwrocie jego reprodukcji fotograficznych informuje, że jest to drugi pierwowzór, dyktowany przez ks. Michała Sopoćko. Jak doszło do jego powstania? Otóż w 1954 r. ksiądz biskup Franciszek Barda zaproponował ks. Sopoćko ogłoszenie konkursu na nowy obraz Jezusa Miłosiernego ukazującego się Apostołom w dniu zmartwychwstania i ustanowienia sakramentu pojednania. Spośród zgłoszonych do konkursu prac obraz Artystyczna Komisja Arcybiskupia w Krakowie wybrała wizerunek autorstwa prof. Ludomira Ślendzińskiego, rektora Politechniki Krakowskiej, namalowany według wskazówek ks. Sopoćko.
jezAPC - 2018.02.24 13.41 - 001.3d

Obraz Jezusa Miłosiernego autorstwa prof. Ludomira Ślendzińskiego w Sanktuarium Serca Jezusa Miłosiernego w Kaliszu.

Obraz przedstawia Zbawiciela wchodzącego przez zamknięte drzwi do Wieczernika. Jego prawa ręka błogosławi patrzącego, a lewa uchyla szatę w okolicy niewidocznego serca, skąd wychodzą dwa promienie: blady i czerwony. W wypadku obu obrazów wileńskiego i kaliskiego wymowa teologiczna przedstawienia taka, jak zapisała s. Faustyna w swoim Dzienniczku?: blady promień oznacza Wodę, która usprawiedliwia dusze,; czerwony oznacza Krew, która jest życiem dusz (…)Te dwa promienie wyszły z wnętrzności Miłosierdzia mojego wówczas, kiedy Konające Serce Moje zostało włócznią otwarte na krzyżu. Ksiądz Sopoćko, idąc za nauką Ojców Kościoła, widzi w nich symbol sakramentów świętych. Blady promień to usprawiedliwienie w sakramencie chrztu i pokuty, natomiast czerwony oznacza pozostałe sakramenty, umacniające i wzbogacające życie Boże w duszy.
W swoich wyznaniach duchowych s. Faustyna zaznacza, że jakkolwiek promienie łączą się ściśle ze sobą, jednak pozostają nie pomieszane. 5 października 1954 r. Główna Komisja Episkopatu zatwierdziła wizerunek namalowany przez Ślendzińskiego do kultu w całej Polsce. Tak się zaczęła historia ?drugiego pierwowzoru.
W sześć lat później (1960 r.) ks. Michał Sopoćko podarował obraz księdzu biskupowi Zbigniewowi Kraszewskiemu, podówczas wicerektorowi, a później rektorowi Seminarium Metropolitalnego w Warszawie.
Św. Faustyna 
W kościele seminaryjnym obraz pozostawał do roku 1971, po czym ? wtedy już biskup ?
Kraszewski zabrał go do parafii Bożego Ciała w stolicy, a właściwie do biskupiego gabinetu na tamtejszej plebani. Taką decyzje wymusiły częste akty wandalizmu wobec innego wizerunku Miłosierdzia umieszczonego we wspomnianej świątyni. Przysparzało to niemało zgryzoty księdzu Sopoćko, który ? choć zadowolony z piękna malowidła ? martwił się faktem, że nie odbiera ono czci publicznej. Co jakiś czas pojawiały się wprawdzie propozycje umieszczenia obrazu którejś z warszawskich świątyń, jednak za każdym razem kończyło się odmową i obraz pozostawał w biskupim gabinecie. Tam tez ujrzał go po raz pierwszy o. Zdzisław Pałubicki, w 1989 r. prowadzący rekolekcje w parafii Bożego Ciała. Urzeczony utkwionym w niego spojrzeniem Zbawiciela przez ponad trzy lata ponawiał prośby o przekazanie mu wizerunku. Nie zrażony ciągłymi odmowami przypuścił atak na biskupa również na Placu św. Piotra w Rzymie w dniu beatyfikacji s. Faustyny, czyli 18 kwietnia 1993 r.
Tym razem hierarcha okazał się bardziej uległy. Po prywatnym spotkaniu w Warszawie, 24 czerwca tegoż roku, w uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela (warto zaznaczyć, że świątynia kaliska nosi wezwanie Nawiedzenia NMP) Jego Ekscelencja osobiście przywiózł obraz do Kalisza. Odprawił Mszę św., wygłosił kazanie i na ręce ówczesnego przełożonego domu zakonnego w Kaliszu, o. Mieczysława Beresińskiego przekazał wizerunek jezuitom, zobowiązując ich do dbałości o kult Bożego Miłosierdzia. Że obietnicy dotrzymano, możemy przekonać się każdego dnia, szczególnie zaś w drugiej połowie każdego tygodnia, kiedy w kościele odprawiane są nabożeństwa ku jego czci, gromadzące z każdym rokiem liczniejsze  rzesze wiernych.
Obraz Jezusa Miłosiernego pędzla Adolfa Hyły znajduje się w kaplicy klasztornej Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach
Każdego tez roku w Święto Miłosierdzia Bożego, czyli w drugą niedzielę wielkanocną odprawiana jest tradycyjnie Msza św. celebrowana przez księdza biskupa Stanisława Napierałę, z wygłaszaną przez niego homilią. 21 czerwca 1998 roku kościół oo. Jezuitów został ogłoszony pierwszym w świecie Sanktuarium Jezusa Miłosiernego.
Obraz zawieszony początkowo na kotarze w przejściu z prezbiterium do nawy głównej (w związku z pracami konserwatorskimi w świątyni), doczekał  się swojego ołtarza i czci publicznej.
Spełniło się pragnienie sługi Bożego ks. Michała Sopoćko, wypełniają się też obietnice dane siostrze Faustynie przez Miłosiernego Boga: Przez obraz ten udzielać będę wiele łask dla dusz, a przeto niech ma przystęp wszelka dusza do niego.

Formy kultu Miłosierdzia Bożego

1. Obraz Miłosierdzia Bożego

Jego geneza wiąże się z objawieniem, jakie miała s. Faustyna w celi płockiego klasztoru 22 lutego 1931 roku. – Wieczorem, kiedy byłam w celi – zanotowała – ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi blady (…) Po chwili powiedział mi Jezus: Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: „Jezu, ufam Tobie” (Dz. 47).
Obraz przedstawia Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, który za cenę swej męki przynosi człowiekowi pokój i zbawienie przez odpuszczenie grzechów oraz wszelkie łaski i dary.
Charakterystyczne dla tego obrazu są dwa promienie: czerwony i blady. Obraz przedstawiający miłosierdzie Boga wobec człowieka jest zarazem znakiem przypominającym ewangeliczne wezwanie do czynnej miłości bliźniego. Tak więc kult obrazu Jezusa Miłosiernego polega na ufnej modlitwie połączonej z uczynkami miłosierdzia wobec bliźnich.

 2. Święto Miłosierdzia Bożego.

„Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia (Dz. 299)” – powiedział Pan Jezus do s. Faustyny. Mówił o tym pragnieniu aż 14 razy, określając nie tylko miejsce tego święta w kalendarzu liturgicznym, ale także cel jego ustanowienia, sposób przygotowania i obchodzenia. – Z tym dniem, a ściślej mówiąc – z Eucharystią przyjętą w tym dniu związana jest największa obietnica: zupełnego odpuszczenia win i kar (Dz. 300). Ta łaska jest czymś znacznie większym niż odpust zupełny. Ten polega bowiem tylko na darowaniu kar doczesnych, należnych za popełnione grzechy, ale nie jest nigdy odpuszczeniem samych win.
Najszczególniejsza łaska jest zasadniczo również większa niż łaski sześciu sakramentów, z wyjątkiem sakramentu chrztu świętego, albowiem odpuszczenie win i kar jest tylko
sakramentalną łaską chrztu świętego. W przytoczonych zaś obietnicach Chrystus związał

odpuszczenie win i kar z Komunią świętą przyjętą w święto Miłosierdzia (…). Jest to oczywiste, że komunia święta musi być nie tylko godna, ale musi spełniać podstawowe wymagania nabożeństwa do Miłosierdzia (ks. I. Różycki). Przygotowaniem do tego święta ma być nowenna, polegająca na odmawianiu przez 9 dni – poczynając od Wielkiego Piątku – koronki do Miłosierdzia Bożego. Powszechnie znana jest także nowenna, którą Pan Jezus podyktował s. Faustynie do jej własnego użytku. Wierni mogą ją odmawiać z pobożności. Natomiast nowenna z koronki do Miłosierdzia Bożego stanowi przygotowanie do święta, jakiego sobie życzył Pan Jezus i z którym związał obietnicę wszelkich łask (Dz. 796).

 3. Koronka

W Wilnie 13 września 1935 roku s. Faustyna miała wizję anioła, który przyszedł ukarać ziemię za grzechy. Gdy zobaczyła ten znak gniewu Bożego zaczęła prosić anioła, aby się wstrzymał chwil kilka, a świat będzie czynił pokutę. W jednym momencie stanęła przez majestatem Trójcy Świętej i wówczas nie śmiała powtórzyć swego błagania. Ale gdy odczuła w swej duszy moc łaski Jezusa, zaczęła się modlić słowami wewnętrznie słyszanymi i zobaczyła, że kara od ziemi została odsunięta. Na drugi dzień, kiedy była w kaplicy, Pan Jezus jeszcze raz przypomniał jej te słowa i dokładnie pouczył, jak należy odmawiać tę modlitwę na zwykłej cząstce różańca. W tej modlitwie ofiarujemy Bogu Ojcu: Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, Jego Boską Osobowość i Jego Człowieczeństwo. Recytując słowa najmilszego Syna Twojego – odwołujemy się do tej miłości, jaką Bóg Ojciec darzy swego Syna, a w Nim wszystkich ludzi, a więc uciekamy się do najsilniejszego motywu, aby być przez Boga wysłuchanym. Słowa: dla Jego bolesnej męki nie oznaczają odwołania się do zadośćuczynienia złożonego przez Jezusa
na krzyżu, lecz – jak każe wierność literze i duchowi nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego – do miłości miłosiernej, jaką darzy nas Bóg Ojciec i Syn. Pragniemy więc, aby bolesna męka Syna Bożego nie była daremna, lecz przyniosła owoce w życiu naszym i wszystkich ludzi. W koronce prosimy o miłosierdzie dla nas i całego świata.

 4. Godzina Miłosierdzia

– O trzeciej godzinie – powiedział Pan Jezus do s. Faustyny w październiku 1937 roku w

Krakowie – błagaj Mojego miłosierdzia szczególnie dla grzeszników i choć przez krótki moment zagłębiaj się w Mojej męce, szczególnie w Moim opuszczeniu w chwili konania. Jest to godzina wielkiego miłosierdzia dla świata całego (Dz. 1320). Kilka miesięcy później Pan Jezus powtórzył to żądanie określając cel jej ustanowienia, obietnice związane z praktykowaniem modlitwy w tej godzinie oraz sposoby jej obchodzenia. Godzina Miłosierdzia jest formą kultu, w której czcimy moment konania Jezusa na krzyżu (15.00). Nie chodzi tutaj o godzinę zegarową – 60 minut modlitwy – ale o modlitwę w momencie, gdy zegar – bije trzecią godzinę (Dz. 1572), czyli w chwili konania Jezusa na Kalwarii. Tę formę kultu Miłosierdzia Bożego można praktykować nie tylko w Wielki Piątek, czy w każdy piątek, ale codziennie. Jest to czas uprzywilejowany w nabożeństwie do Miłosierdzia Bożego.

5. Szerzenie czci Miłosierdzia.

Wśród nowych form kultu Miłosierdzia Bożego przekazanych przez s. Faustynę wymienia się także szerzenie czci Miłosierdzia, ponieważ i z tą postacią nabożeństwa związane są obietnice Pana Jezusa skierowane do wszystkich ludzi, którzy podejmują tę praktykę.
Pan Jezus nie określił bliżej sposobów szerzenia czci Miłosierdzia, ale doskonały wzór
apostolstwa pozostawił w życiu s. Faustyny. Chodzi w nim najpierw o szerzenie czci
Miłosierdzia świadectwem życia w duchu całkowitego zawierzenia Bogu, czyli pełnienia Jego woli, i miłosierdzia wobec bliźnich. Nie można się jednak do tego ograniczać, trzeba słowem głosić światu orędzie Miłosierdzia i budzić w ludziach ufność.

Posted in Miłosierdzie Boże, Religia, Św. Faustyna | Leave a Comment »

NMP jako Królowa Polski

Posted by tadeo w dniu 17 stycznia 2018

 

A blisko 20 lat temu odkryłem, że obrazy MB związane z w/w miastami, to 1-szorzędne symbole NMP jako Królowej Polski. 

KostkaAPC - 2018.01.17 16.50 - 001.3d

 

https://tadeuszczernik.files.wordpress.com/2018/01/krakow-8-v-1610-z-kontekstem.pdf

Posted in Matka Boża, Religia | Leave a Comment »

Co znaczy, że Chrystus umarł i zmartwychwstał?

Posted by tadeo w dniu 14 stycznia 2018

Wczoraj do ciebie nie należy.

Jutro niepewne…

Tylko dziś jest twoje.

NALEŻY ŻYĆ TAK, JAKBY CHRYSTUS UMARŁ WCZORAJ, ZMARTWYCHWSTAŁ DZISIAJ A MIAŁ PRZYJŚĆ JUTRO.

http://biskup-rys.pl/index.php/component/content/article/85-bez-kategorii/206-droga-swiatla-2004

Posted in Religia | Leave a Comment »

Św. Juda Tadeusz: Męczennik za wiarę

Posted by tadeo w dniu 6 stycznia 2018

...

Łaskami słynący obraz z Bazyliki Św. Krzyża w Warszawie

 Zapomniany apostoł

We wszystkich niemal życiorysach świętego Judy Tadeusza pojawiają się trzy podstawowe informacje: był jednym z dwunastu Apostołów Jezusa Chrystusa, prawie nic nie wiadomo o jego życiu oraz jest niezwykle skutecznym orędownikiem w sprawach po ludzku beznadziejnych. Inne fakty mogą się różnić, w zależności od źródeł, na których opierał się autor, jednak te trzy pozostają niewzruszone, a ich zestawienie już na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo intrygujące.

Apostoł Jezusa Chrystusa

Być apostołem Jezusa Chrystusa to bez wątpienia wielki zaszczyt. W gronie Dwunastu nie było osób przypadkowych. Przed ogłoszeniem ich imion Jezus „całą noc trwał na modlitwie do Boga” (Łk 6,12), wybierając z rzeszy swoich uczniów „tych, których sam chciał… aby Mu towarzyszli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki i by mieli władzę wypędzać złe duchy” (Mk 3, 13-15). Mieli oni być świadkami Jezusa, Jego przedstawicielami wobec ludzi. W Jego imię głosili Ewangelię i czynili cuda.
Po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Apostołowie kontynuują swoją misję, stając się fundamentem rodzącego się Kościoła. Dawny Izrael obejmował dwanaście pokoleń, wywodzących się od dwunastu synów patriarchy Jakuba; Kościół, nowy Izrael, opiera się na świadectwie dwunastu Apostołów. Ta symboliczna liczba jest na tyle ważna, że po zdradzie Judasza Apostołowie postanawiają uzupełnić swoje grono o jednego z tych uczniów, który przebywał z nimi od chrztu Janowego aż do dnia wniebowstąpienia. Choć tych, którzy spełniali to kryterium, było więcej, wybrany został jeden, Maciej, aby stać się dwunastym „świadkiem Jego zmartwychwstania” (por. Dz 1, 21-22).
Przynależność do pierwotnego grona Apostołów jest więc wyjątkowym i niepowtarzalnym powołaniem, które przypadło w udziale jedynie tym dwunastu mężczyznom.
Co ciekawe, powołanie to nie skończyło się wraz z ich śmiercią, lecz sięga aż po czasy ostateczne. Jezus, zapytany przez Piotra, jaka będzie nagroda dla tych, którzy porzucili wszystko, by pójść za Nim, zapowiedział: „Gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy… zasiądziecie również na dwunastu tronach, aby sądzić dwanaście pokoleń Izraela” (Mt 19, 28). Święty Jan Apostoł, oglądając w nadprzyrodzonej wizji niebieskie Jeruzalem zstępujące z nieba, zapisał: „Mur Miasta ma dwanaście warstw fundamentu, a na nich dwanaście imion dwunastu Apostołów Baranka” (Ap 21, 14). Kto zatem raz został apostołem i wytrwał w tym powołaniu, będzie nim już na wieki.
W tym wybranym gronie znalazł się także święty Juda Tadeusz. Widział, słyszał i dotykał Jezusa. Został przez Niego osobiście powołany na apostoła. Był naocznym świadkiem Jego cudów, a także sam uzdrawiał i wyrzucał złe duchy w Jego imię. Był z Jezusem w Kanie Galilejskiej, na Górze Błogosławieństw, nad jeziorem Genezaret, w Betanii, w Wieczerniku i w Ogójcu. Rozmawiał z Nim po Jego zmartwychwstaniu, widział Go wstępującego do nieba i doświadczył Jego mocy w dzień zesłania Ducha Świętego. Kościół, który zrodził się w Wieczerniku, został zbudowany również na jego świadectwie i poświęceniu.

Ukryty patron zrozpaczonych

Nieco zaskakuje, że o człowieku obdarzonym tak wielką godnością zachowały się tak skąpe informacje. Ewangelie, poza tym, że wymieniają go na szarym końcu listy Apostołów, przytaczają zaledwie jedną jego wypowiedź, skierowaną do Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy (por. J 14, 22). Tradycja przypisuje mu autorstwo przedostatniej, krótkiej księgi Pisma Świętego – Listu świętego Judy – choć dzisiejsi bibliści wydają się mieć na ten temat podzielone zdania. Poza tym mamy do dyspozycji szereg mniej lub bardziej wiarygodnych przypuszczeń na temat jego ewentualnego pokrewieństwa z Jezusem, kilka apokryfów (pism wczesnochrześcijańskich nie włączonych do kanonu Pisma Świętego), zawierających treści bardziej legendarne niż historyczne, oraz lakoniczną wzmiankę w starożytnej kronice. Przyznajmy, że jak na Apostoła Pańskiego, to raczej niewiele. O wiele większą popularnością wśród autorów biblijnych i wczesnochrześcijańskich cieszą się Piotr, Jakub, Jan, Tomasz czy Andrzej.
Jednak to właśnie ten, zdawałoby się zapomniany Apostoł, został powszechnie obwołany w Kościele patronem wszystkich, którzy znajdują się w sytuacji po ludzku bez wyjścia. Tradycyjne modlitwy wychwalają go jako tego, który przywraca nadzieję, oddala trwogę, wzmacnia wolę, wlewa w serce otuchę i pogodę ducha, chroni od rozpaczy, a nierzadko wyjednuje u Boga dokładnie tę łaskę, o którą go prosimy. Piotr funkcjonuje w naszej świadomości jako opoka, na której zbudowano Kościół, Mateusz jako cudownie nawrócony celnik, Tomasz jako wątpiący, który potrzebował znaku, by uwierzyć w zmartwychwstanie, natomiast Juda Tadeusz jako przyjaciel opuszczonych i zrozpaczonych.
Nie są to puste słowa. Kult świętego Judy Tadeusza jest wciąż żywy nie tylko w naszym kraju, gdzie wierni w wielu kościołach gromadzą się na nabożeństwach ku jego czci, ale w całym Kościele. Aby przekonać się o niezwykłej popularności tego Apostoła w dzisiejszych czasach, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę internetową jego imię w języku angielskim, a znajdziemy strony internetowe sanktuariów rozsianych po różnych częściach świata – od Kizhathadivvor w Indiach po Baltimore i Chicago w Stanach Zjednoczonych. Wierni nawet bez wychodzenia z domu mogą zgłosić swoją intencję, zamówić Mszę świętą, otrzymać teksty modlitw, a nawet zapalić wirtualną świeczkę. I ewidentnie pragną to czynić.
Na czym polega sekret świętego Judy Tadeusza? Czym zasłużył sobie na taką cześć? Co takiego kryje się w postaci tego Apostoła, że budzi tak wielkie zaufanie proszących? Odpowiedzi poszukajmy w Biblii i w tych fragmentarycznych świadectwach, które zachowały się do naszych czasów.

Imiennik zdrajcy

Święty Juda Tadeusz wymieniony jest we wszystkich czterech spisach Apostołów zamieszczonych w Nowym Testamencie (por. Mt 10, 2-4; Mk 3, 16-19; Łk 6, 13-16; Dz 1, 13). Jednak tylko Łukasz nazywa go jego imieniem. Mateusz i Marek poprzestają na przydomku Tadeusz (w niektórych rękopisach: Lebbeusz), wywodzącego się od słowa aramejskiego określającego „pierś” lub „serce” i znaczącego tylko co „odważny” bądź „wielkoduszny”. Powód takiego postępowania nietrudno odgadnąć i nie jest nim jedynie uznanie dla męstwa czy dobrego serca Apostoła.
Imię Juda, znaczące tyle, co „godzien czci”, miało w narodzie izraelskim szczytne tradycje. Nosił je czwarty syn patriarchy Jakuba, w którego rodzie miał przyjść na świat Mesjasz (por. Rdz 49, 10). W II wieku przed Chrystusem rozsławił to imię bohaterski Juda Machabeusz, przywódca powstań żydowskich przeciwko rządom Seleucydów, pragnących narzucić Żydom obyczaje greckie (por. 1 i 2 Mch). Jednak od czasów Jezusa piękne imię Juda zaczęło – i to zwłaszcza w środowisku chrześcijańskim – budzić zgoła inne skojarzenia. W gronie Dwunastu nosiło to imię dwóch apostołów. Byli to: Juda, syn Jakuba, czyli święty Juda Apostoł, oraz Judasz Iskariota, który wydał Jezusa (por. Łk 6, 13-16). I choć w naszym języku przyjęło się dla odróżnienia nazywać apostoła zdrajcę Judaszem, to jednak w greckim oryginale Ewangelii w obu przypadkach występuje to samo imię.
Niełatwo jest być imiennikiem kogoś, o kim sam Pan Jezus powiedział: „Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził” (Mt 26, 24). Niemiło być zmuszonym do przedstawiania się słowami: „Jestem apostoł Juda, ale nie ten, który wydał Pana”. A przypadki mylenia świętego ze zdrajcą musiały się zdarzać, skoro święty Jan, cytując pytanie zadane Jezusowi podczas Ostatniej Wieczerzy przez Judę Tadeusza, czuje się w obowiązku zaznaczyć: „Rzekł do Niego Juda, ale nie Iskariota” (J 14, 22), choć przecież z tekstu wynika skądinąd wyraźnie, że rozmowa miała miejsce już po wyjściu Judasza (por. J 13, 30-31). Ta całkowicie niezasłużona plama na własnym imieniu z pewnością nie była judzie obojętna i przysparzała mu wielu przykrości – zwłaszcza w środowisku nieobeznanych z tradycją żydowską pogan, dla których skojarzenie z Judaszem mogło być skojarzeniem jedynym. Mogła też przyczynić się do braku popularności Judy wśród wczesnochrześcijańskich autorów.
Dopiero w średniowieczu święty Juda został dostrzeżony i dowartościowany. Święty Bernard z Clairvaux (1090-1153) prosił przed śmiercią, by włożono mu do trumny przywiezioną niedawno z Jerozolimy relikwię świętego Judy Tadeusza ufając, że wraz z tym Apostołem pewniej powstanie z grobu w dniu ostatecznym. Święta Brygida Szwedzka (1303-1373) twierdziła, że podczas jednego z objawień ukazał się jej Pan Jezus polecając, by zwracano się z ufnością do świętego Judy Apostoła.
Kościół jakby pragnie wynagrodzić Apostołowi lata zapomnienia, kiedy to nie doznawał on należnej czci. Także dziś popularna modlitwa głosi: „Chwalebny Apostole, święty Judo Tadeuszu, wierny sługo i przyjacielu Jezusa, ironię zdrajcy, który wydał naszego umiłowanego Mistrza w ręce nieprzyjaciół sprawiło, że zostałeś zapomniany przez wielu. Jednak Kościół otacza cię czcią i ja także wzywam cię jako szczególnego orędownika tych, którzy będąc w trudnym położeniu, niemal utracili już nadzieję”.
Jest więc bardzo prawdopodobne, że święty Juda Tadeusz wyrósł na patrona spraw niemożliwych do załatwienia z powodu niesprawiedliwości, której sam doświadczał, będąc imiennikiem Judasza. Sam cierpiąc z niezawinionych przez siebie powodów, budzi ufność tych, którym dzieje się krzywda i którzy czują się przytłoczeni swoimi problemami. Jest to Święty, przed którym można się wyżalić, swobodnie otworzyć serce i otrzymać pomoc.

Zawiedziony uczeń

Kult świętych nie może jednak polegać tylko i wyłącznie na użalaniu się nad sobą. Kiedyś trzeba wstać z klęczek i z odnowioną nadzieją powrócić do swojej niełatwej codzienności. I jest to najlepszy czas, aby starać się naśladować postawy świętych, którzy wstawiają się za nami do Boga. Wiele możemy nauczyć się również od świętego Judy Tadeusza, który podobnie jak my musiał się natrudzić, zanim zaczał patrzeć na swoje życie nie tylko po ludzku, ale i po Bożemu.
Święty Jan przekazał nam krótki dialog Judy Apostoła z Jezusem podczas Ostatniej Wieczerzy. Ta ostatnia Pascha Jezusa z uczniami odbywa się w atmosferze narastającego napięcia. Wszyscy mają świadomość zbliżającego się rozstania, choć jeszcze nie do końca zdają sobie sprawę, jak będzie ono wyglądało. „Panie, dokąd idziesz?” – pytają Piotr i Tomasz (J 13,36; por. J 14,5). Jezus mówi im, że rozstanie będzie tylko czasowe, obiecuje umocnić ich Duchem Prawdy i zapewnia, że objawi siebie każdemu, kto Go miłuje.
Święty Juda Apostoł słucha tej rozmowy z poczuciem zawodu. Jak to? Co to znaczy, że Jezus odchodzi? To nie tak miało być! Miał wyzwolić Izraela! Zresztą, dopiero co wjechał do Jerozolimy niczym król! Dlaczego nie zamknie ust swoim wrogom i nie zajmie należnego sobie miejsca, On, Mesjasz, a przy Nim Jego Apostołowie? To przecież po to on, Juda, poszedł za Jezusem, aby być po dobrej stronie, tam, gdzie dzieją się rzeczy wielkie. Życie poświęcił dla Jezusa, a tymczasem On ewidentnie w ogóle nie zamierza brać spraw w swoje ręce! Dlatego Apostoł pyt rozgoryczony: „Panie, cóż się stało, że nam się masz objawić, a nie światu?” (J 14,22).
Przyznajmy, że i w nas budzą się czasem podobne pytania, zwłaszcza jeśli mamy poczucie, że w jakiś sposób postawiliśmy w życiu na Boga. Chodzę do kościoła, spowiadam się, staram się być porządnym człowiekiem, co przecież wcale nie jest łatwe w dzisiejszym świecie. Opowiadam się po dobrej stronie, po stronie Boga. Można by się spodziewać Jego błogosławieństwa. A tymczasem On jakby odszedł z mojego życia. Dlaczego spotyka mnie nieszczęście? Dlaczego prześladuje mnie inny człowiek? Dlaczego bliska osoba się nie nawróci? Dlaczego Bóg nie weźmie spraw w swoje ręce, zaprowadzając sprawiedliwość w moim życiu, w moim środowisku, w mojej Ojczyźnie i na świecie?
Na te pytania Jezus odpowiada świętemu Judzie Tadeuszowi – i nam – słowami: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy. Kto nie miłuje Mnie, ten nie zachowuje słów moich” (J 14,23-24). Choć na pierwszy rzut oka odpowiedź ta wydaje się dosyć luźno związana z pytaniem, jest ona niezwykle głęboka, a jej zrozumienie i przyjęcie stanowi o tym, czy w naszych sercach będzie panował pokój, czy też rozgoryczenie i frustracja.
Jezus mówi Judzie, że nie zamierza zaprowadzać Bożego porządku na siłę, gdyż chce, abyśmy szli za Nim nie z przymusu, nie z lęku przed konsekwencjami odejścia od Niego, nie dla korzyści, lecz z miłości. Ten, kto Go nie miłuje, nie będzie w stanie zachować Jego słów. Odejdzie, gdy przestanie mu się to opłacać. Jednak ten, kto naprawdę poznał Jezusa i Jego miłość, zechce na nią odpowiedzieć i pozostanie wierny nawet wtedy, gdy wydarzenia nie ułożą się po jego myśli. A wtedy doświadczy w swoim sercu obecności Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Doświadczy pokoju, jakiego świat nie jest w stanie mu dać, gdyż pochodzi on tylko od Boga (por. J 14,27).

Autor Listu

Podobna nauka płynie także z Listu świętego Judy. Autor wyróżnia w nim dwie kategorie ludzi. Pierwsza z nich to ci, którzy „powołani, umiłowani w Bogu Ojcu i zachowani dla Jezusa Chrystusa” oczekują „miłosierdzia Pana naszego, Jezusa Chrystusa, które wiedzie ku życiu wiecznemu” (Jud l.21). Przekonani, że miłość Boża doprowadzi ich do szczęśliwego końca, strzegą wiary w swoich sercach, modląc się w Duchu Świętym i wychwalając Boga.
Jednak pokój adresatów Listu został zmącony przez tych, którzy mieniąc się chrześcijanami, nie przyjęli miłości Bożej, lecz „poszli drogą Kaina i oszustwu Balaama za zapłatę się oddali, a w buncie Korego poginęli” (Jud 11). Jak Kain zazdroszczą śmiertelnie innym (por. Rdz 4), jak wieszczek Balaam gotowi są wyrządzać zło, byleby im się to opłacało (por. Lb 22), jak Korach buntują się przeciwko woli Bożej (por. Lb 16). Postępują tak, jak mają ochotę, myślą tylko o sobie, a kiedy Bóg nie czyni tego, czego oni sobie życzą, wypowiadają przeciwko Niemu twarde słowa i „temu bluźnią, czego nie znają” (Jud 10). Nie przynosi to im jednak zadowolenia i pokoju. Autor podsumowuje tę część wywodu dobitnym zdaniem, które zwykle o wiele łatwiej nam odnieść do innych niż do samych siebie: „Ci zawsze narzekają i są niezadowoleni ze swego losu, choć postępują według swoich żądz. Usta ich głoszą słowa wyniosłe i dla korzyści mają wzgląd na osoby” (Jud 16).
Zauważmy tu, że pomimo bardzo ostrego, dosadnego języka, autor nie przekreśla „bezbożnych” oraz nie twierdzi, że przydział do określonej kategorii odbywa się automatycznie i raz na zawsze. Od pierwszych do ostatnich słów Listu zachęca swoich adresatów do troski o własną i cudzą wiarę. Mają okazywać współczucie tym, którzy nie idą dobrą drogą, starając się wyrywać ich z ognia cierpienia; gdyby jednak tamci okazywali zatwardziałość, niech przynajmniej czuwają nad tym, aby im samym nie udzieliło się podobne myślenie. Niech wychwalają miłość Boga oraz budzą w sobie wiarę, że On zaradzi wszystkiemu i na koniec przyjmie ich do chwały niebieskiej. List kończy się płomiennym uwielbieniem Boga: „Temu zaś, który może was ustrzec od upadku i stawić wobec swej chwały bez zarzutu, w radości, jedynemu Bogu, Zbawcy naszemu, przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego, chwała, majestat, moc i władza przed wszystkimi wiekami i teraz, i po wszystkie wieki. Amen” (Jud 24-25).
Tak jasne i dobitne ukazanie dwóch przeciwstawnych sobie dróg budzi zwykle pewien dyskomfort. Najchętniej umiejscowilibyśmy się gdzieś pośrodku, może nawet ubolewając, że nie mamy tak silnej wiary jak święci lub żałując po cichu, że Bóg nie dopomina się o naszą uwagę równie nachalnie jak świat. Jednak święty Juda nieubłaganie mobilizuje nas do walki o wiarę, o niepoddawanie się obojętności ani rozpaczy, o zaufanie do Jezusa Chrystusa, który w swoim miłosierdziu wybawił nas od potępienia. Mobilizuje do poznawania miłości Bożej poprzez słuchanie i czytanie Jego słowa, szukanie towarzystwa tych, którzy są blisko Niego, a nade wszystko przez szczerą modlitwę do Boga, który – jak czytamy w zakończeniu Listu – ma moc dać nam czystość serca i radość życia.
Autorstwo Listu świętego Judy nie jest do końca pewne. Bibliści wskazują na werset 17, w którym autor Listu mówi o Apostołach Jezusa Chrystusa w trzeciej osobie, niczym nie sugerując swojej przynależności do ich grona. Czy to wystarczy, aby zakwestionować wielowiekową tradycję? Juda mógł nie afiszować się ze swoją przynależnością do grona Apostołów przez pokorę lub w celu uniknięcia kolejnej konieczności tłumaczenia się, że nie jest Judaszem. Papież Benedykt XVI omawiając postać świętego Judy w cyklu katechez środowych, poświęconych pierwszym uczniom Chrystusa, stwierdza, że „Judzie Tadeuszowi jest przypisywane autorstwo jednego z listów Nowego Testamentu”, po czym bez żadnych zastrzeżeń przystępuje do analizy Listu.
Pozostawiając dalsze spory specjalistom, zauważmy jedynie, że jeśli nawet – co nie jest pewne – święty Juda Apostoł nie był autorem tego Listu, to z pewnością chętnie podpisałby się pod jego treścią. Ten, który pytał Jezusa: „Panie, cóż się stało…?”, przeżył zgorszenie krzyża, a następnie był obiektem niesłusznych podejrzeń, z pewnością wiedział, czym jest pokusa kwestionowania Bożych dróg, i musiał walczyć o własną wiarę. Od zabarwionego pragnieniem wielkości pójścia za Jezusem, przeszedł trudną i bolesną drogę oczyszczenia z własnych ambicji, dochodząc do wielkiej świętości. Wie, czym jest trud nawrócenia. Może pomóc nie tylko w sprawach doczesnych, ale również w tej najważniejszej – w przyjęciu miłości Boga i Jego woli wobec nas, co w konsekwencji prowadzi do wiecznego zbawienia.

Brat Pański

Kwestia autorstwa Listu świętego Judy nie jest jedyną, której nie potrafimy dziś rozstrzygnąć do końca. Podobne problemy pojawiają się na każdym kroku, a do najbardziej skomplikowanych należy bardzo silne w tradycji Kościoła przeświadczenie o pokrewieństwie Apostoła Judy z samym Jezusem. Żyjący w II wieku pisarz Hegezyp podaje, że Juda Tadeusz przystępując do grona uczniów Jezusa, był już żonaty (istnieje nawet tradycja, że to on był panem młodym z Kany Galilejskiej) i pozostawił po sobie potomstwo. Kiedy więc wieść o tym doszła do cesarza rzymskiego, Domicjana, kazał on sprowadzić do siebie wnuków świętego Judy w przekonaniu, że jako krewni Jezusa Chrystusa mogą kiedyś sięgnąć po władzę cesarską. Gdy jednak zobaczył, że są oni prostymi ludźmi bez politycznych aspiracji, kazał odesłać ich do domu. Choć wartość historyczna tej notatki bywa kwestionowana, to jednak świadczy ona o powszechnym przekonaniu, że Judę łączyły z Jezusem jakieś więzy rodzinne.
Teorię tę zdaje się również potwierdzać fakt, że imię Judy oraz imiona dwóch innych Apostołów: Jakuba i Szymona, znajdujemy w Ewangelii na liście tzw. braci Jezusa, przy czym należy pamiętać, że w języku hebrajskim i aramejskim braci ciotecznych i stryjecznych określano tym samym słowem co braci rodzonych. Zadziwieni nauką i cudami Jezusa, mieszkańcy Nazaretu pytają: „Skąd to u niego? I co to za mądrość, która mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona?” (Mk 6,2-3; por. Mt 13,54-55).
Kiedy jednak próbujemy ustalić, jakie dokładnie pokrewieństwo łączyło Judę z Jezusem, wkrótce dochodzimy do wniosku, że jest to przedsięwzięcie wymagające nie tylko erudycji, lecz także niemałych zdolności detektywistycznych! Przede wszystkim napotykamy tu dwie różne teorie. I tak w tradycyjnych katolickich żywotach świętego Judy czytamy, że był on kuzynem Jezusa zarówno ze strony ojca, jak i matki, jego ojcem miał być bowiem Kleofas, brat świętego Józefa, a matką siostra Najświętszej Maryi Panny, znana z Ewangelii Maria, żona Kleofasa. W tej samej rodzinie mieli też przyjść na świat Apostołowie Jakub i Szymon. Z kolei z prawosławnych życiorysów dowiadujemy się, że Juda Apostoł był synem świętego Józefa, który poślubił Maryję jako wdowiec, mający dzieci z poprzedniego małżeństwa, a byli nimi wspomniani już „bracia Jezusa”.
Przyznajmy, że obie te wersje działają na wyobraźnię. Kiedy jednak zaczniemy już snuć urocze wizje dziecięcych zabaw małego Jezusa z Juda Tadeuszem, pod matczynym okiem Maryi, figurkami wystruganymi dla nich z drewna przez świętego Józefa, naszą pewność rozwiewa nieco święty Łukasz, który w swoim wykazie Apostołów podaje: „Wybrał spośród nich dwunastu… Jakuba, syna Alfeusza… Judę, syna Jakuba” (Łk 6,13.16). Czy w takiej sytuacji możemy z czystym sumieniem uznać Judę za rodzonego brata Jakuba i syna Kleofasa bądź Józefa? Wykazy Apostołów uświadamiają nam również, jak popularne musiały być w tym czasie imiona braci Jezusa, skoro w gronie zaledwie Dwunastu Apostołów znalazło się dwóch Szymonów (Szymon Piotr i Szymon Gorliwy), dwóch Jakubów (Jakub, syn Zebedeusza, i Jakub, syn Alfeusza) i dwóch Judów (Juda Tadeusz i Juda Iskariota)! W takiej sytuacji sama zbieżność imion nie wystarcza, aby uznać, że mamy do czynienia z tymi samymi osobami.
Czy więc posługując się tradycyjnymi tekstami modlitw do świętego Judy Apostoła, mamy uważać, że sformułowania typu: „Święty Judo Tadeuszu, spokrewniony z Jezusem Chrystusem i Matką Najświętszą” albo: „O święty Judo Tadeuszu, krewny Chrystusa Pana”, odnoszą się do takiego jedynie pokrewieństwa, o którym mówi Pan Jezus w Ewangelii: »Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten jest Mi bratem, siostrą i matką” (Mt 12,50)? Niekoniecznie. Istnieją na przykład mniej lub bardziej wiarygodne próby uzasadnienia, że Alfeusz i Kleofas to dwie wersje tego samego imienia, a znajdujące się w oryginale Nowego Testamentu sformułowanie: „Juda Jakubowy” można przetłumaczyć nie tylko jako: „Juda, syn Jakuba”, lecz również jako „Juda, brat Jakuba”, co nie zaprzeczałoby ojcostwu Kleofasa.
Jednak największą pomocą służy nam tutaj święty Paweł, potwierdzając autorytatywnie przynajmniej ten fakt, że krewnym Jezusa był Apostoł Jakub. Pisząc o swoich krótkich odwiedzinach u Apostoła Piotra, Paweł dodaje: „Spośród zaś innych, którzy należą do grona Apostołów, widziałem jedynie Jakuba, brata Pańskiego” (Ga l,19). Jeśli więc autorem Listu świętego Judy jest rzeczywiście Apostoł Juda Tadeusz, to przedstawiając się swoim adresatom na początku Listu (por. Jud 1) jako brat Jakuba – a musiał to być Jakub znany adresatom Listu, więc jest prawdopodobne, że chodzi tu o Apostoła – ujawnia zarazem swoje pokrewieństwo z samym Jezusem.
Choć więc nie uda nam się wywieść dokładnego pokrewieństwa – zwłaszcza że, jak już wspomniano, słowo „brat” ma w Biblii o wiele szersze znaczenie niż w dzisiejszych czasach – mamy jednak niejakie prawo doszukiwać się w rysach świętego Judy rodzinnego podobieństwa do Zbawiciela. Jednak z jeszcze większą pewnością możemy dopatrywać się w nim podobieństwa duchowego. Mówi nam o tym niezwykle popularna we wczesnym średniowieczu tzw. legenda edeska, spopularyzowana dziś przez historyka Jana Wilsona, próbującego zrekonstruować dzieje Całunu Turyńskiego.

Świadek Jezusa Chrystusa

Jak głosi legenda, po wniebowstąpieniu Jezusa Tadeusz Apostoł udał się do nieuleczalnie chorego Abgara, króla Edessy (obecnie miasto Urfa w Turcji), zawożąc mu chustę noszącą na sobie powstałe w nadprzyrodzony sposób odbicie twarzy Jezusa. Cudownie uzdrowiony Abgar stał się odtąd pierwszym władcą chrześcijańskim. Z pewnością legenda ta miała wpływ na sposób przedstawiania świętego Judy Tadeusza na obrazach; często malowano go bowiem z tzw. mandylionem, czyli owalnym wyobrażeniem twarzy Pana.
My jednak skoncentrujemy się na najstarszej wersji, w której święty Juda Tadeusz ukazuje królowi Abgarowi Jezusa jakby bezpośrednio, bowiem na jego twarzy w cudowny sposób odbija się oblicze Zmartwychwstałego Chrystusa. Wersję tę znajdujemy w pochodzącej z początków IV wieku Historii Kościoła Euzebiusza z Cezarei, który powołuje się na jeszcze starszą legendę syryjską.
Do ciężko chorego Abgara dochodzi wieść o działającym w Judei cudotwórcy Jezusie. Pisze więc do Niego list, w którym wyraża podziw dla Jego mocy. Ten, kto dokonuje takich znaków, musi być Bogiem lub Synem Bożym, który zstąpił z nieba! Abgar błaga więc pokornie Jezusa, aby raczył przybyć do niego i uleczyć jego cierpienia. Słysząc też, że Jezusowi grozi niebezpieczeństwo w Jego własnym kraju, oferuje mu gościnę w swoim skromnym królestwie.
Jezus nie przybywa do Abgara osobiście. Przesyła mu natomiast swoje błogosławieństwo wraz z obietnicą, że po wniebowstąpieniu wyśle do niego jednego z uczniów, aby nie tylko uleczył go z choroby, ale także dał życie jemu samemu i wszystkim, którzy są z nim. Zgodnie z tą zapowiedzią, do Edessy wyrusza Apostoł Juda Tadeusz, który od momentu przybycia do królestwa dokonuje wielkich i cudownych czynów. Wkrótce też zostaje zawezwany przed oblicze władcy, który domyśla się, że jest to właśnie ten uczeń, o którym była mowa w liście Jezusa.
Gdy Juda Tadeusz staje przed Abgarem, ma miejsce zadziwiająca scena. Euzebiusz pisze: „Gdy wchodził, Abgar w obecności otaczających go dostojników ujrzał nagle jakąś wspaniałą zjawę na obliczu Apostoła Tadeusza. Na teri widok Abgar padł przed Tadeuszem na oblicze, a zdumienie ogarnęło wszystkich obecnych. Nie widzieli oni owej zjawy, która ukazała się samemu tylko Abgarowi”.
W zestawieniu z innymi wersjami legendy można sądzić, że na obliczu Judy Tadeusza król Abgar ujrzał inne Oblicze – Oblicze Jego Mistrza. Stanął przed nim człowiek upodobniony do Jezusa, przemieniony przez Niego, a Abgar, którego serce otworzyło się już dla Pana, rozpoznał to od pierwszego spojrzenia i oddał Mu cześć. Euzebiusz pisze dalej, że Abgar wyznał wiarę w Jezusa i został uzdrowiony w Jego imię, po czym dodaje: „Podziw ogarnął Abgara, że co słyszał o Jezusie, tego doświadczył na sobie przez Jego ucznia Tadeusza”.
Król Abgar każe więc zgromadzić cały swój lud, a Juda Tadeusz głosi kazanie „o przyjściu Jezusa, jakie ono było, i o Jego posłannictwie, i dlaczego Go Ojciec posłał, o mocy i czynach Jego, i o tajemnicach, o jakich ludzi pouczał, i jaką mocą zdziałał to wszystko, i o nowej Jego nauce, i o niskości, i o pokorze, i jak to sam siebie upokorzył i złożył i ukrył swe bóstwo, i został ukrzyżowany, i zstąpił do piekieł, i przełamał zaporę od wieków nie przełamaną, i wskrzeszał umarłych, i zstąpił sam jeden, i z wielką rzeszą wstępował do Ojca swego”. Wyczuwa się, że mógłby tak przemawiać bez końca. Apostoł odmawia też przyjęcia ofiarowanego mu złota mówiąc: „Jeśliśmy naszą porzucili własność, jakże cudzą brać będziemy?”.
Przyglądając się postaci Apostoła, jaką ukazuje nam legenda, możemy zauważyć, że od pierwszej do ostatniej chwili nie pozwala on nikomu koncentrować się na swojej osobie, lecz zawsze wskazuje na Jezusa. Jest Jego obrazem, głosem i świadkiem; czyni cuda Jego mocą. Dla Niego gromadzi wokół siebie lud. Nie mówi ani słowa na swój temat, nie prowokuje pytań, nie szczyci się ani swoim apostolstwem, ani więzami krwi, które łączą Go z Panem. Zależy mu tylko i wyłącznie na jednym – aby Jego słuchacze uwierzyli w Jezusa, a przez to osiągnęli życie wieczne.
Czy w takiej sytuacji możemy się dziwić, że po raz kolejny nie dowiadujemy się niczego na pewno o życiu świętego Judy Tadeusza? Różne wersje legendy edeskiej nie pokrywają się ze sobą, a różnice dotyczą nawet samej tożsamości ucznia, który odwiedził Abgara: czasem jest to Apostoł Tadeusz, czasem jeden z siedemdziesięciu dwóch uczniów Jezusa, kiedy indziej Tomasz lub jeszcze inny uczeń imieniem Addaj. Święty Juda Tadeusz wciąż wymyka się naszym poszukiwaniom, nie pozwalając zatrzymać się wyobraźni na konkretnych, jasnych faktach ze swojej biogram. Gdy już się nam wydaje, że coś wiemy, za chwilę znajdujemy coś innego, co podaje tę wiedzę w wątpliwość. Gdy my szukamy informacji o nim, on ukazuje nam – tak jak Abgarowi – postać Jezusa, a także Jego posłannictwo, Jego ofiarę, które dają nam nadzieję, że także i my, grzeszni, możemy zostać przemienieni na Jego podobieństwo.

Męczennik za wiarę

Tajemnicą owiany jest też schyłek życia świętego Judy Tadeusza. W Martyrologium Rzymskim pod datą 28 października czytamy: „W Persji zejście świętych Apostołów Szymona Kananejczyka i Tadeusza, nazywanego także Juda. Szymon głosił Ewangelię w Egipcie, a Tadeusz w Mezopotamii. Następnie obaj przybyli do Persji, a nawróciwszy bardzo wielu do Chrystusa, zakończyli życie śmiercią męczeńską”. Podobną wersję wydarzeń znajdujemy w apokryfie Łacińskie Męczeństwo św. Szymona i Judy, w myśl którego również Juda Tadeusz głosił wraz z Szymonem Apostołem słowo Boże w Persji, gdzie po konfrontacji z tamtejszymi magami i zniszczeniu ołtarzy bogów słońca i księżyca obaj zostali zlinczowani przez rozwścieczony tłum. Natomiast według tradycji prawosławnej Apostoł Juda, po nawróceniu się króla Abgara, działał w Armenii, gdzie zginął ukrzyżowany i przeszyty strzałami z łuku. Istnieją też i inne, sprzeczne ze sobą wersje, mówiące że święty Juda Tadeusz został umęczony w Libanie, w pobliżu dzisiejszego Bejrutu, lub zginął od miecza, albo został pobity do nieprzytomności pałkami, a następnie pozbawiony życia ciosem topora.
Niezależnie jednak od tego, gdzie i w jaki sposób święty Juda Tadeusz oddał swoje życie za Chrystusa – bo nie ma raczej wątpliwości co do tego, że była to śmierć męczeńska – możemy być pewni, że uczynił to z miłości do Niego. Pomaga nam to zrozumieć wspomniany już apokryf, opisujący działalność i męczeństwo Apostołów Judy Tadeusza i Szymona w Persji. Obaj Apostołowie zostają aresztowani w mieście Suanir i zaprowadzeni do świątyni słońca, gdzie zmusza się ich do złożenia ofiary. Zdając sobie sprawę ze śmiertelnego niebezpieczeństwa, Juda Tadeusz zwraca się do Szymona przepięknymi słowami: „Bracie, widzę, że Pan Jezus Chrystus nas woła”.
Dalszy ciąg tekstu podkreśla mocno dobrowolność ofiary Apostołów. Szymon odpowiada Judzie: „Od dłuższej chwili dostrzegam twarz Boga pośród Aniołów. Rzekł do mnie Anioł Pański, gdy się modliłem: «Sprawię, że wyjdziecie ze świątyni, i sprawię, że sama świątynia zawali się na nich». I rzekłem: «O, nie, Panie, niech się to nie stanie, może niektórzy spośród nich zechcą nawrócić się do Pana!»”. Kiedy z kolei Anioł Pański zjawia się obu Apostołom, polecając im wybrać pomiędzy natychmiastową zagładą wszystkich w świątyni a wieńcem męczeńskim, obaj odpowiadają bez namysłu: „Należy błagać miłosierdzia Pana naszego Jezusa Chrystusa, aby się nad nimi zmiłował, a nas wspierał, abyśmy mogli dążyć wytrwale do osiągnięcia wieńca męczeńskiego”. A kiedy rzuca się na nich rozwścieczony tłum, „odważni Apostołowie Boga, pełni radości, składali Bogu dzięki, że stali się godnymi cierpieć dla imienia Chrystusa.

Apostoł ostatnich miejsc

Oficjalnie pamiątkę narodzin świętego Judy Tadeusza dla nieba obchodzimy 28 października, we wspomnienie liturgiczne świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza. Relikwie Świętego znajdują się w Bazylice św. Piotra w Rzymie (choć do ich posiadania pretendują także Tuluza we Francji i Goslar w Niemczech). Co ciekawe, są one złożone w kaplicy Najświętszego Sakramentu. Święty z właściwą sobie pokorą zadbał o to, aby nawiedzający jego grób czciciele oddawali chwałę odpowiedniej Osobie!
Podobna refleksja może narzucić się też wiernym uczestniczącym w Nowennie do świętego Judy Tadeusza odprawianej w każdy wtorek o godz. 17.30 przed łaskami słynącym obrazem świętego Judy Tadeusza w kościele Świętego Krzyża w Warszawie. Nieduży obraz pędzla Pii Górskiej przedstawia świętego Tadeusza w zielono-czerwonej szacie trzymającego oburącz mandylion. Jest on ustawiony w bocznej kaplicy po lewej stronie kościoła na tle znacznie od niego większego obrazu Pana Jezusa. Nabożeństwo odbywa się przed wystawionym Najświętszym Sakramentem, toteż stojąca przed obrazem monstrancja utrudnia skoncentrowanie się na postaci Świętego. Po przedstawieniu Jezusowi obecnemu w Najświętszym Sakramencie, za pośrednictwem świętego Judy Tadeusza, bieżących dziękczynień i próśb, uwaga wiernych przenosi się całkowicie na ołtarz główny, gdzie w ich intencji odprawiona zostaje Msza święta. Juda Tadeusz patrzy z boku na wiernych, których zgromadził wokół Jezusa, i wstawia się w powierzonych mu sprawach. A o tym, że taka modlitwa jest mu miła, świadczy wiele tabliczek z podziękowaniami oraz odczytywane intencje dziękczynne.
Taki właśnie jest święty Juda Tadeusz, zapomniany i ukryty Apostoł ostatnich miejsc. Nie zwraca na siebie uwagi, a kiedy próbujemy zatrzymać na nim wzrok, natychmiast kieruje nas ku Jezusowi. Skutecznie zaciera za sobą ślady. Uczy, że wobec Boga nie mają znaczenia koligacje, funkcje, sukcesy czy rozgłos, a miłość Jezusa wnosi pokój w każdą, nawet na pozór beznadziejną sytuację. Współczuje i pomaga tym, których przytłaczają problemy, czyniąc dla nich także i dziś cuda, tak jak to czynił za swego ziemskiego życia. Nade wszystko zaś zachęca nas, abyśmy my również, otwierając się na miłość Bożą, z każdym dniem nabierali rodzinnego podobieństwa do Jezusa Chrystusa.

Przeczytaj także:

Posted in Religia | Leave a Comment »

Kiedy katolików „wyłączą z synagogi”? Poruszające słowa ojca Pelanowskiego

Posted by tadeo w dniu 16 grudnia 2017

 – Nie można odróżnić zła od dobra, modlitwy od okrzyku, a konfesjonały stają się eksponatami, katolika nie odróżnisz od kogokolwiek innego, bo modli się razem z muzułmanami – mówił ojciec Pelanowski OSPPE podczas jednej z homilii. Homilia została nagrana i umieszczona na YouTube.


Kiedy katolików „wyłączą z synagogi”? Poruszające słowa ojca Pelanowskiego

źródło: youtube.com / aksorz

 

 

Ojciec Pelanowski, wygłosił homilię w kontekście mowy pożegnalnej Chrystusa, który po Zmartwychwstaniu żegna się z Apostołami, zapewniając, iż ześle im Pocieszyciela. Zapowiada też wyłączenie Apostołów z synagogi. – Chrystus mówi, że wierni zostaną wyłączeni z synagogi. Szukamy potwierdzenie tych słów także współcześnie. I przykłady tego mnożą się.

 

Ojciec Augustyn przypomniał przypadek księdza z Sardynii, któremu biskup zabronił publicznie nauczać po tym, jak przypomniał podczas jednego z kazań, iż legalizacja małżeństw homoseksualnych we Włoszech stanowi atak na rodzinę. Przywołał również skandaliczny przypadek wyrzucenia z katedry w Brukseli katolików, którzy odmawiali różaniec. Uznano bowiem, iż nie powinni oni tego robić, gdy w kościele odbywają się uroczystości „świętowania” 500-lecia reformacji. – Spacyfikowano odmawiających katolicki różaniec, by móc w katolickiej świątyni wychwalać Marcina Lutra – zaznaczył ojciec Pelanowski, pytając, kto w tych przypadkach naprawdę został wyłączony z Kościoła.

 

– Teraz możemy się zastanawiać co to za znaki: wyłączenia? – zapytał kapłan. Pelanowski w swojej homilii rozważa czy Ci, którzy opuścili „świątynię”, Kościół i założyli własne wspólnoty naprawdę mieli Ducha Świętego? – Nie każdy kto mówi „Panie, Panie” wejdzie do Królestwa Bożego – przypomniał Ewangelię duchowny. Ojciec Pelanowski, czerpiąc z ewangelisty św. Jana, zaznacza, iż Ci, którzy odeszli z Kościoła, „nigdy nie mieli Ducha Świętego”. – Jezus przez Ewangelistę św. Jana mówi, że nadeszła ostatnia godzina i antychryst nadchodzi – zaznacza duchowny. I dodaje, że natchniony apostoł pisze, iż antychryst wyjdzie spośród nas – czyli z ludzi związanych z Kościołem.

 

W tym kontekście ojciec Pelanowski przypomina, iż współcześnie wyrzuca się z kościołów „prawych katolików”, a dopuszcza się nominalnych chrześcijan, by „praktykowali dziwne, zdeprawowane liturgie”. Kaznodzieja opisuje te praktyki, zaznaczając, iż skupienie zamieniane jest na hałas, modlitwa staje się koncertem, zaś homilia to forma couchingu. Te zjawiska, jak twierdzi kapłan, to przykłady zamiany Eucharystii na „udziwnione ceremonie”. – Nie można odróżnić zła od dobra, modlitwy od okrzyku, a konfesjonały stają się eksponatami, katolika nie odróżnisz od kogokolwiek innego, bo modli się razem z muzułmanami – mówił ojciec Pelanowski.

 

Kapłan krytykuje także mówienie o chrześcijanach innych denominacji per „bracia odłączeni”. – Jak odłączeni to nie bracia, jak bracia to nie odłączeni – przypomniał z naciskiem ojciec Augustyn. – W najnowszym kodeksie prawa kanonicznego podpisanego przez Ojca Świętego Jan Pawła II jest napisane heretyk a nie brat. Coś tu się dzisiaj pomieszało – zwrócił uwagę ojciec Pelanowski.

 

– Ostatnia godzina, o której Jezus mówi w Ewangelii jest wtedy, gdy Jezus, Maryja, Józef zostaje wyrzucona i odegnania. To jest proroctwo. Taki mamy świat. Sakrament małżeństwa jest kwestionowany, przed dziećmi zamyka się drzwi antykoncepcji i aborcji, dla małżeństwa propozycją są zdrady czy rozwody nawet związki homoseksualne niektórzy proponują, by dopuścić do Komunii – zaznacza duchowny.

 

Gdzie ja pójdę do spowiedzi?

 

Augustyn Pelanowski przywołał także słowa św. Pawła o gniewie Bożym. Zaznacza, że jedynym ratunkiem człowieka, przed Bożą sprawiedliwością jest spowiedź. Podkreślił jednak wyraźnie, że niedługo trudno będzie o jakikolwiek sakrament pokuty.

 

– Gdzie ja pójdę do spowiedzi, skoro jest ona kwestionowana – pytał kaznodzieja. – To jedno jedyne miejsce, gdzie zadaje się śmierć grzechowi. Tylko co będzie jeśli ten sakrament zostanie nam zabrany? – zapytał ojciec Pelanowski nawiązując do wymienionych wcześniej przykładów.

 

Kaznodzieja podkreślił wagę sakramentu pojednania mówiąc, że „tam gdzie jest spowiedź, jest nawrócenie, ale tam gdzie nie ma spowiedzi, jest zwodzenie samego siebie”.

 

– Tam gdzie zniknie sakrament spowiedzi i nie będzie kogo przekonywać o Bożej sprawiedliwości, pozostaje już czas Sądu – zaznaczył Pelanowski. Kaznodzieja podał przykład Kościoła w Niemczech, gdzie, przypomniał, niemal zniknął związek między sakramentem spowiedzi a Eucharystią. – Podobnie jest we Francji. Wszyscy biegną do Komunii, ale nikt się nie spowiada – powiedział.

 

Powołując się na słowa Jezusa z Ewangelii, kapłan przypomniał, iż Duch Święty najpierw przychodzi, by przekonać do grzechu, potem tych, którzy dali się przekonać do grzechu przekonuje On do sprawiedliwości, a kolejnym krokiem jest sąd. – Jeśli człowiek nie uzna w sobie grzechu, jeśli nie uzna, że to go zabija, to cały Kościół jest niepotrzebny. Chrystus niepotrzebnie umarł – przypomniał ojciec Pelanowski. – Dopóki Maryja i Józef chodzili po ulicach Betlejem, miasto było bezpieczne, ale gdy odegnano Świętą Rodzinę, odrzucono Prawdę, przyszedł sąd, w postaci siepaczy Heroda – zaznaczył kapłan.

 

Kościół bez Ducha?

 

Ojciec Pelanowski, powołując się na Pismo Święte, podjął tez rozważania o chwili, gdy nadejdzie Sąd Ostateczny. Tym momentem ma być usunięcie ze środka Kościoła Ducha Świętego, co przepowiada Święty Paweł. – Duch Święty działa we wnętrzu Kościoła i świata, ale może przestać działać, bo nie będzie miał jak – powiedział kaznodzieja.

 

Ojciec Pelanowski, przywołując słowa Chrystusa, mówi, że jeśli Duch Święty nie będzie miał kogo przekonywać już o grzechu i sprawiedliwości, nadejdzie wówczas Sąd Ostateczny. – Pan Bóg okaże swój gniew, gdy Duch Święty zostanie wygnany, jak Józef i Maryja z Betlejem – powiedział.

Read more: http://www.pch24.pl/kiedy-katolikow-wylacza-z-synagogi–poruszajace-slowa-ojca-pelanowskiego,56893,i.html#ixzz51Rkr5A9v

Posted in Filmy religijne, POLECAM, Religia | Leave a Comment »

Perełki Słowa

Posted by tadeo w dniu 17 listopada 2017

Krótkie rozważania ks. Tomasza Horaka do fragmentów Pisma Świętego, zamieszczane na łamach opolskiego dodatku Gościa Niedzielnego

Posted in BIBLIA, Religia | Leave a Comment »

Dlaczego Matka Boża została ogłoszona Królową Polski?

Posted by tadeo w dniu 19 października 2017

Cudowny Obraz Matki Bożej w Rokitnie

To nie Polacy wpadli na pomysł, aby obwołać Najświętszą Maryję Pannę Królową Polski. To sama Maryja osobiście poprosiła, żeby Ją tak nazywać. Stało się to w Neapolu we Włoszech, w 1608 roku. Takie przesłanie otrzymał w czasie objawienia Włoch Giulio Mancinelli, jezuita, który żył na przełomie XVI i XVII wieku. Odznaczał się on niezwykłą świętością życia, wielką czcią do Najświętszego Sakramentu i Matki Bożej, troską o dusze w czyśćcu cierpiące oraz nabożeństwem do świętych naszych rodaków – Stanisława Kostki i biskupa Stanisława. W swoich modlitwach  prosił Niepokalaną, by mu objawiła, jaki jeszcze tytuł chciałaby mieć w Litanii loretańskiej.

 

mbkp_03

Śluby króla Jana Kazimierza w katedrze lwowskiej i nadanie Maryi tytułu Królowej Polski

Prawdopodobnie miało to miejsce w klasztorze jezuitów Gesu Nuovo. W wigilię Wniebowzięcia 14 sierpnia 1608 roku, zatopiony w modlitwie Giulio zobaczył Matkę Bożą. Widział też klęczącego u stóp Maryi współbrata z nowicjatu św. Stanisława Kostkę, a przypadała wtedy jego czterdziesta rocznica śmierci. Na ten widok o. Mancinelli zawołał: „Królowo Wniebowzięta, módl się za nami”, na co Matka Boża odpowiedziała: „Dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski? Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do Mnie płoną jego synowie”. Po tych słowach o. Giulio zakrzyknął: „Królowo Polski Wniebowzięta, módl się za Polskę!”. Wówczas Maryja miłosiernie spojrzała na klęczącego przed Nią Stanisława Kostkę, potem na o. Mancinellego i powiedziała: „Jemu tę łaskę dzisiejszą zawdzięczasz, mój Giulio”. Radość niezwykła napełniła serce zakonnika po tym widzeniu. Od tej chwili modlił się: „Królowo Polski, módl się za nami” i wielokrotnie powtarzał: „Matka Boża wielkie rzeczy dla Polaków zamierza”.

O. Mancinelli o swoim widzeniu powiedział przełożonym zakonu oraz polskim jezuitom.  Pytał też współbraci, gdzie jest to królestwo, którego Matka Boża zechciała być Królową. Władze kościelne powołały komisję do zbadania objawienia. Po roku wydała ona orzeczenie – objawienie jest prawdziwe. Wówczas o. Giulio – mimo swoich 72 lat – rozpoczął pieszą pielgrzymkę do kraju, o którym mówiła Maryja. 8 maja 1610 r. przybył do Krakowa, witany przez króla Zygmunta III Wazę, biskupów i przedstawicieli wszystkich stanów. W ich asyście przekroczył próg Katedry Wawelskiej, by tam odprawić Mszę świętą. Wtedy objawienie powtórzyło się.Sprawując Najświętszą Ofiarę przy grobie św. Stanisława Biskupa, zakonnik miał kolejne objawienie. Maryja stanęła przed nim w wielkim majestacie i po raz kolejny powiedziała: „Ja jestem Królową Polski. Jestem Matką tego narodu, który jest Mi bardzo drogi, wstawiaj się więc do Mnie za nim, o pomyślność tej ziemi błagaj nieustannie, a Ja ci będę zawsze, tak jak teraz, miłosierną”.

MBLaskawa_Lwow

Poprosiła również, aby w Krakowie, na znak, że jest Królową, ustanowić widzialny symbol Jej królowania. W 1628 r. mieszkańcy Krakowa spełnili tę prośbę, zdobiąc wieżę Bazyliki Mariackiej królewską koroną. W 1666 r. – w dziesiątą rocznicę ślubów Jana Kazimierza – założono nową, większą. Z Krakowa o. Giulio Mancinelli udał się jeszcze do Lwowa, by potem powrócić do Neapolu, gdzie zmarł 14 sierpnia 1618 r. Rok wcześniej ponownie objawiła mu się Matka Boża, zapowiadając, że zabierze go do siebie.

Słowa Mancinellego wywołały w Polsce potężny odzew. W kościele w wielkopolskim Rokitnie zawisł obraz Matki Bożej z polskim orłem na piersi. Malarze masowo ten obraz kopiowali. Do dziś kilkanaście takich obrazów wisi w maryjnych sanktuariach w całej Polsce. Najsłynniejsza kopia takiego właśnie obrazu wisi w Licheniu. Królową Polski zaczęli nazywać Maryję paulini z Jasnej Góry. Już w 1642 roku paulin Dionizy Łobżyński mówił, że Maryja jest „Królową Polski, Patronką bitnego narodu, Patronką naszą, Królową Jasnogórską, Królową niebieską, Panią naszą dziedziczną”.

W 1656 roku król Jan Kazimierz w lwowskiej katedrze uroczyście uznał Matkę Bożą za Królową Polski. Stało się to w czasie potopu, już po zwycięskiej obronie Jasnej Góry przed Szwedami. Jednak to nie Jan Kazimierz wymyślił, że Polskę należy oddać Maryi. Ten pomysł dojrzewał już wcześniej przez prawie pół wieku. A przekazał go Polakom włoski ksiądz, prawie zupełnie dzisiaj zapomniany w Polsce.

http://sanctus.pl/index.php?module=aktualnosci&id=2494

Posted in Matka Boża, Polskie Kresy, Religia | Leave a Comment »

126 rocznica urodzin ojca Józefa Andrasza SI

Posted by tadeo w dniu 17 października 2017

andreAPC - 2017.10.17 00.08 - 001.3d
Swego czasu Czesław Miłosz pisał, że w Polsce nie może narodzić się żaden mistyk, ponieważ nie ma u nas takiej tradycji. Mistycy mogli się pojawić się tylko tam, gdzie istniała kulturowa gleba sprzyjająca tego typu duchowości, jak np. mistyka reńska w Niemczech czy karmelitańska w Hiszpanii. W Polsce natomiast z jej ludową, powierzchowną pobożnością – twierdził Miłosz – nie jest możliwe pojawienie się głębokiej refleksji duchowej.
Osoby św. Faustyny, bł.Anieli Salawy, sł. Bożej m. Pauli Zofii Tajber ZDCH, czy siostry Kaliksty Piekarczyk ZMBM zmieniły ten stereotyp. Wszystkie były prowadzone duchowo przez Jezuitę, ojca Józefa Andrasza SI. Zachowały się duchowe dzienniki tych konsekrowanych Polek.
Ostatnio kapłan z młodego, chorwackiego Zgromadzenia Adoracji NSPJ i NSM studiując prywatne objawienia ( uznane przez Kościół)  z przełomu XIX i XX wieku zauważył że mimo podobnego przekazu jak dla siostry Faustyny, żadne z nich nie rozeszło się po świecie tak szeroko jak jej.
Tajemnicy skuteczności orędzia przekazanego św. Faustynie dopatruje się we współpracy kierowników duchowych bł. Ks. Michała Sopćki i ojca Józefa Andasza SI  z Bożą wolą.
Siostra Elżbieta Siepak ZMBM, współsiostra św. Faustyny, w jednej z konferencji powiedziała słowa że ojciec Andrasz nie miał nic swojego. Miał wszystko u Boga.
Czytając fragment z zapisków  s. Benigny Consalty jednej z ,, mniejszych sekretarek Bożego Miłosierdzia,, są tam fragmenty przekazane jej przez dusze zakonne z piekła i czyśćca.
Każda z tych dusz miała dużo, dużo swojego.
Tylko święty kapłan może doprowadzić dusze do świętości.

Cytat z „Dzienniczka” nr 712

(146) + Dziś ujrzałam ojca Andrasza w postawie klęczącej zatopionego w modlitwie i nagle stanął Jezus przy nim i wyciągnął obie ręce nad głową jego – i rzekł do mnie: On cię przeprowadzi, nie lękaj się.

Wszystkim życzę aby na takich spowiedników trafiali

Sądecki Pielgrzym

Posted in Miłosierdzie Boże, Religia, Święci obok nas | Leave a Comment »

Modlitwa różańcowa a pranie czyjegoś sumienia

Posted by tadeo w dniu 9 października 2017

 

Znaleziony obraz

Zawitaj, Królowo Różańca świętego,
jedyna nadziejo człowieka grzesznego! 

(popularna pieśń Maryjna)

 

25 września przypada wspomnienie św. Władysława z Gielniowa, patrona Warszawy. W piątek 25 września 1953 roku, podczas wieczornego nabożeństwa w kościele św. Anny poświęconego temu świętemu, kardynał ks. Stefan Wyszyński mówił: „ Kościół będzie wiecznie żądać prawdy i wolności . Może dlatego Kościół ma tylu wrogów , bo chrześcijaństwo  będzie zawsze wzywało do oporu , do walki z każdym zakłamaniem”.  Wiernych pożegnał słowami  „ Mówcie różaniec. Znacie obraz Michała Anioła Sąd Ostateczny. Anioł Boży wyciąga człowieka z przepaści na różańcu. Mówcie za mnie różaniec”.

Po nabożeństwie Prymas udał się do siedziby arcybiskupów warszawskich przy ul. Miodowej. W tym samym czasie, o godzinie 21: 45, pojawili się tam funkcjonariusze Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, którzy przekazali kard. Wyszyńskiemu decyzję rządu usuwającą go z miasta i zakazującą wykonywania posługi duszpasterskiej. Prymas nie podpisał dokumentu i oświadczył, że całą sytuację uznaje za gwałt.  Swych nieproszonych gości zapewnił, że nie rezygnuje z pełnionych funkcji kościelnych, a za jego usunięcie odpowiadają ci, którzy wydali taki rozkaz. Jak można przeczytać w dokumentach MBP (obecnie w archiwum IPN), Prymasa nie wyprowadzono w kajdankach „ze względu na wiek i godność”. Jedna z sióstr zakonnych pracujących w siedzibie Prymasa chciała przekazać mu walizkę z osobistymi rzeczami, ale Prymas odpowiedział, że niezbędne rzeczy zabrał: „Mam brewiarz i różaniec”.

Wspomniany przez Prymasa obraz Michała Anioła, to jeden z fresków zdobiących kaplicę dedykowaną Najświętszej Maryi Pannie, której budowę rozpoczął w roku 1473 Papież Sykstus IV. To od jego imienia przyjęło się nazywać tę kaplicę „Sykstyńską”. Zamierzeniem Papieża Sykstusa VI było stworzenie ośrodka papieskiego ceremoniału, miejsca służącego różnym oficjalnym zgromadzeniom: uroczystym konsystorzom, podczas których podejmowano kluczowe decyzje, a w szczególności konklawe, podczas którego kardynałowie wybierają Następcę św. Piotra.

Dekorację kaplicy Sykstus IV zlecił najznakomitszym artystom XV wieku. Freski ilustrujące sceny z życia Mojżesza i Chrystusa namalowali: Sandro Botticelli (1445-1510), Cosimo Rosselli (1439-1507), Pietro Perugino (1448-1523), Pinturicchio (1454-1513), Domenico Ghirlandaio (1449-1494). Na pierwotnym sklepieniu Piermatteo d’Amelia wymalował usiany złotymi gwiazdami firmament. Pietro Perugino przedstawił w Kaplicy Sykstyńskiej scenę przekazania kluczy św. Piotrowi. Oto Chrystus wybiera Piotra – Skałę, Opokę, na której zbuduje Kościół. Przekazuje mu dwa klucze, mówiąc: „I tobie dam klucze królestwa niebieskiego, cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi będzie rozwiązane w niebie” (Mt 16, 19). Klucz złoty otwiera bramy rajskie, a srebrny je zamyka – oznacza to, iż Piotr i jego następcy otrzymali pełnię wszelkich duchowych pełnomocnictw, zwłaszcza władzę odpuszczania grzechów i kar za nie.

Na zlecenie Papieża Juliusza II od roku 1508 w kaplicy pracuje Michał Anioł, który jest autorem fresków sklepienia przedstawiających sceny z Księgi Rodzaju oraz monumentalnej realizacji „Sądu Ostatecznego”, wykonanego w latach 1536-1541 na zlecenie Papieża Klemensa VII. To własnie ten fresk – artystyczną wizję najważniejszych prawd chrześcijaństwa, mają przed oczami wybierający Papieża kardynałowie. Namalowany w latach reformacji, kiedy w Kościele protestanckim zakwestionowano rolę Matki Najświętszej w dziele zbawczym Chrystusa, a także macierzyńską opiekę Maryi w codziennym życiu chrześcijan, obraz przynosi odpowiedź na pytanie o teologiczny charakter modlitwy różańcowej.

W centralnym miejscu znajduje się postać Chrystusa zbawiającego tych, którzy są po Jego prawej stronie, i potępiającego tych, którzy znaleźli się z Jego lewej strony. Wokół gromadzą się święci.

W ich pierwszym kręgu łatwo rozpoznać Andrzeja (na lewo od Maryi z krzyżem w kształcie litery X) czy Piotra (z prawej strony z kluczem). Przy nogach Jezusa siedzą na chmurach Wawrzyniec (z rusztem) i Bartłomiej (z nożem i zdartą skórą). Powyżej w półokrągłych zwieńczeniach malowidła aniołowie niosą narzędzia Męki Pańskiej: krzyż, koronę cierniową, kolumnę, przy której był biczowany…

Inni aniołowie, poniżej, oznajmiają trąbami, że nadszedł czas sądu i odczytują imiona zbawionych i skazanych na potępienie. Ci pierwsi są unoszeni do nieba z lewej strony obrazu. Na samym dole powstają dopiero z grobów. Z prawej strony grzesznicy są strącani do piekła. Dusze zbawionych wolno wznoszą się ku niebu, potępieni – opadają w dół, do piekła.

W tej wielkiej scenie sądu ważne miejsce przypada osobie Maryi, stojącej obok Chrystusa. W dolnej partii fresku – tam, gdzie powstają zmarli wstępujący na niebiosa, Michał Anioł namalował postać, która na sznurze różańca wciąga dwóch innych zmartwychwstałych. Dusze przerażonych, potępionych grzeszników porywane są do piekieł. Widać w tym wyraźną apologię różańca jako modlitwy otwierającej drogę do nieba, niosącej ocalenie i zapewniającej udział w owocach Odkupienia przez pośrednictwo Maryi, Matki Pana.

Wizja Michała anioła jest zbieżna ze słowami św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, który mówił o obietnicy Maryi, która „szybko wyprowadzi z czyśćca te dusze, które z pobożnością odmawiały Różaniec„. Do dzisiaj w polskich zwyczajach funeralnych przetrwało wkładanie różańca do rąk zmarłym. Wiele epitafiów i tablic nagrobnych przedstawia zmarłych z różańcem, oplecionym na przegubach rąk.

Zdaniem księdza Twardowskiego, „różaniec jest modlitwą łatwą i trudną, jasną i tajemniczą. Czasem mnie zastanawia to, że Święty Dominik wprowadził modlitwę różańcową w walce z albigensami (katarami), a więc w walce z błędami ludzkiego rozumu. Błędom ludzkiego rozumu przeciwstawił nie modlitwę intelektualną, ale modlitwę wyobraźni i serca — bo Różaniec budzi wyobraźnię i serce. […]

Kościół ma tylu wielkich uczonych i profesorów, tyle akademii, a jednocześnie w walce ze wszystkimi błędami naszego rozumu, który za szybko chce wszystko wytłumaczyć, tak bardzo poleca tę najprostszą modlitwę wyobraźni i serca.”

W ubiegłą sobotę, w święto Matki Bożej Różańcowej w 320 kościołach na terenie 22 diecezji na obrzeżach Polski wierni modlili się o pokój dla kraju i całego świata. Akcję zorganizowała fundacja „Solo Dios Basta”, która powstała w 2015 r. z inicjatywy grupy świeckich ewangelizatorów, rekolekcjonistów i filmowców. Chodziło w niej o to, aby na granicach Polski czy w punktach znajdujących się w pobliżu granic, odbywała się w tym samym czasie modlitwa różańcowa.

Wierni uczestniczyli we mszy o godz. 11 i adoracji Najświętszego Sakramentu, a później udali się na modlitwę różańcową do setek punktów modlitewnych na granicy. Ten szczególny dzień, kiedy staniemy na granicach naszego państwa, jest wyjątkowym czasem, kiedy modlimy się za naszą ojczyznę, ale ten Różaniec przenika nasze granice, obejmuje całą Europę. Nasz kontynent musi powrócić do korzeni chrześcijańskich – mówił abp Marek Jędraszewski w homilii wygłoszonej podczas uroczystej Mszy św. w kościele Świętego Krzyża, będącego jednym z kościołów stacyjnych w archidiecezji krakowskiej w ramach akcji „Różaniec do Granic”.

Organizatorzy akcji „Różaniec do Granic” szacują, ze w modlitwach uczestniczyło około miliona osób. Okazało się jednak, że fanatycznym zwolennikom postępu i demokracji, z gatunku „Młodzi wykształceni z wielkich miast” przeszkadza nawet modlitwa. Świadczą o tym wpisy na portalach internetowych:

Ośmieszania chrześcijaństwa na masowa skalę. Traktują religię jako narzędzie utrzymywania zacofania w polskim zaścianku – napisał Krzysztof Luft – To symbol polskiego KK. Odgrodzonego od świata, zadufanego w sobie, zamkniętego na innych – zaprzeczenie katolicyzmu.

Różaniec do granic absurdu. Polska AD 2017 – to opinia Renaty Grochal, niegdyś żurnalistki w gazecie Ojca Nadredaktora, obecnie piszącej w Newsweeku.

W GW redaktor Kośmiński przytacza opinie podane ponoć przez BBC, że „Różaniec do Granic” to „kontrowersyjna modlitwa na polskich granicach” i, że jest to swoisty spisek Kościoła i polskiego rządu przeciwko migrantom.

Do tego artykułu w GW nawiązuje wpis na FB suspendowanego księdza Lemańskiego:

„Poszli przyzywać Imienia bożego, wzywać orędownictwa Matki Jezusa przeciw… uchodźcom, szukającym pomocy, schronienia, dachu nad głową. Gdy papież Franciszek poprosił o przygotowanie w ich parafiach domu dla jednej choćby rodziny uchodźców – udawali że nie słyszą. Gdy ostatnio prosił, by modlili się za tych biednych ludzi, to w katolickiej Polsce można było te rozmodlone kościoły policzyć na palcach”

Moją szczególną odrazę wzbudza nagonka zorganizowana na portalach społecznościowych na Cezarego Pazurę. Aktor w krótkim spocie opowiadał o mocy modlitwy różańcowej. Wszystko ma swoje granice. Państwa mają granice. Wolność nawet ma swoje granice. Tylko miłość nie ma granic. I o miłość zawsze się modlę na moim ukochanym drewnianym różańcu – zachęcał do wsparcia akcji Cezary Pazura. Został zwyzywany od „fanatycznego katola”, „pajaca”, „obłudnika” przez osobników pobierających wykształcenie teologiczne z Gazety Wyborczej. Będąc osobą rozwiedzioną aktor Cezary Pazura nie ma prawa nie tylko namawiać ludzi do modlitwy, ale wręcz nie powinien brać różańca do ręki – wynika z wpisów tych praczy cudzych sumień.

Pracze zapomnieli, że Kościół  jest zgromadzeniem grzeszników. Odsyłam ich do lektury Pisma św.:

Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: “Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?” Mówili to, wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: “Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”. I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się, rzekł do niej: “Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?” A ona odrzekła: “Nikt, Panie!” Rzekł do niej Jezus: “I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz”. (J 8,1-11).

Na zakończenie jeszcze raz przytoczę słowa Prymasa Tysiąclecia, które nie straciły aktualności:

„Gdy dzisiaj nie znajdujemy rady wobec różnych przeciwności, zostaje jedno: mieć w kieszeni różaniec i modlić się za tych, którzy nam przyczyniają tyle udręki we własnej Ojczyźnie. Módlmy się za tych ludzi. Przeklinanie nic nie pomoże. Powtarzanie sobie różnych plotek czy dowcipów politycznych też nic nie da. Ale modlitwa może pomóc. Ona zdolna jest oświecić umysły, poprawić wolę ludzką”.

https://www.salon24.pl/u/nanofiber/814427,modlitwa-rozancowa-a-pranie-czyjegos-sumienia

Posted in Matka Boża, Religia | Leave a Comment »

Medjugorje – tajemnica, której dna nie widać – rozmowa KAI z abp. Henrykiem Hoserem

Posted by tadeo w dniu 22 sierpnia 2017

2017-08-18 22:46
Alina Petrowa-asilewicz, Marcin Przeciszewski / Warszawa

– W Medjugoriu wszystko zmierza w dobrym kierunku – ocenia abp Henryk Hoser, badający jako delegat Stolicy Apostolskiej sytuację duszpasterską w tym niezwykłym miejscu, do którego przybywa rocznie 2,5 mln pielgrzymów.

Abp Hoser pozytywnie ocenia pracę duszpasterską oraz jej owoce. Natomiast pytany o możliwość uznania objawień, odpowiada: „Wszystko wskazuje na to, że objawienia będą uznane, być może jeszcze w tym roku. Nie zapominajmy, że Kongregacja Nauki Wiary przekazała całą dokumentację dotyczącą objawień do Sekretariatu Stanu, który teraz nad tym pracuje”.

Alina Petrowa-Wasilewicz, Marcin Przeciszewski,KAI: „Zyskanie dogłębnej wiedzy na temat sytuacji w Medjugorju” – to była misja Księdza Arcybiskupa, zlecona przez Stolicę Apostolską. W wiosce, w której od 1981 r. trwają domniemane objawienia Matki Bożej, przebywał Ksiądz Arcybiskup na przełomie marca i kwietnia, a obecnie przygotowuje raport dla Stolicy Apostolskiej. Jakie są wnioski?

Abp Henryk Hoser: Sądzę, że dogłębna wiedza o wydarzeniach w Medjugorju nie jest możliwa, dlatego, że wnikamy w tajemnicę Boga i tajemnicę człowieka. A to są tajemnice, których dna nie widać. Do tego można podejść fenomenologicznie i ocenić sytuację możliwie szeroko i możliwie głęboko, ale to nigdy nie będzie wyczerpujące. Dokonują się tam rzeczy duchowe, bardzo często zaskakujące i głębokie, ale tylko Pan Bóg wie, co znajduje się w sercu człowieka.

W sumie, w Bośni i Hercegowinie przebywałem dwa tygodnie, gdyż poza Medjugorje odwiedziłem Sarajewo i nuncjusza apostolskiego abp. Luigi Pezzuto oraz spotkałem się ze wszystkimi biskupami tego kraju. A wracając spotkałem się z kard. Christophem Schoenbornem w Wiedniu.

KAI: Co najbardziej uderzyło Księdza Arcybiskupa podczas pobytu w Medjugorju?

– Znając kilka innych miejsc objawień Matki Bożej na świecie oraz miejsc pielgrzymkowych takich jak Fatima, Lourdes, Lisieux i Częstochowa, dostrzegam silną specyfikę Medjugorja. Wyraża się ona m. in. w ogromnej dynamice wzrostu tego miejsca i jednocześnie niezwykłą kreatywność dzieł, które tam powstają. Tego nie ma w innych miejscach.

KAI: Jak można opisać atmosferę Medjugorja, duchowość?

– Za pomocą kilku prostych słów: Modlitwa, cisza, skupienie, Eucharystia, adoracja, post, sakrament pojednania. To są mocne strony tego miejsca. Ludzie, z którymi się rozmawia, zauważają przede wszystkim nadzwyczajną atmosferę skupienia. I milczenia. Na wszystkich formacjach wymagane jest milczenie. Bardzo rozwinięte są nabożeństwa adoracyjne. Oczywiście, jest kult maryjny, ale jest on w swej istocie chrystocentryczny. Obecne są wszystkie klasyczne nabożeństwa: Droga Krzyżowa, Różaniec – idąc od Podbrdo, gdzie miały miejsce objawienia aż do Kriżevacu. Cała ta topografia jest naturalnym zapleczem tego miejsca. Są wzruszające momenty, gdy ludzie, nawet bardzo leciwi, wchodzą na kolanach po kamieniach na wzgórze objawień. Kamienie są już trochę wypolerowane.

Specyfiką miejsca jest też wyeliminowanie elementów turystycznych. Franciszkanie są bardzo uwrażliwieni na tym punkcie. Jest to czysto pielgrzymkowe miejsce, nikt nie przyjeżdża, żeby zaspokoić ciekawość.

Jest i aspekt komercyjny, ale na dość wysokim poziomie, np. księgarnia z bardzo pięknymi dewocjonaliami, wytwarzanymi na miejscu. Ale dominują skupienie i adoracja. Paleta propozycji dla pielgrzymów jest bardzo bogata, codziennie są dwie katechezy dla pielgrzymów. Wszyscy pozostają pod rzetelną opieką duszpasterską.

KAI: Kiedy patrzy się na przybywających ludzi, na pielgrzymów, jakie sprawiają wrażenie?

– Wszyscy są bardzo radośni. Gdy ich spotykałem, cieszyli się, byli bardzo otwarci. I są tam przedstawiciele wszystkich pokoleń, nie ma dominacji konkretnych grup wiekowych. Młodzi pomagają starszym, np. młodzi członkowie Cenacolo wnoszą na swoistych „sediach gestatoriach” niepełnosprawnych na Podbrdo. Nie jest wysoko, ale trzeba iść po kamieniach. Czy na Kriżevać, który ma znaczną wysokość. To ciężka robota.

KAI: Jaką pomoc duszpasterską otrzymują pielgrzymi, na jakie posługi sakramentalne i duchowe mogą liczyć? Jaką formację otrzymują?

– Rdzeniem, tak jak i w innych ośrodkach pielgrzymkowych, jest modlitwa, liturgia i nawiedzanie tych miejsc, gdzie według przekazu, dokonywały się objawienia. W każdy piątek jest Droga Krzyżowa na górę Kriżevac.

Zaś liturgia w kościele w Medjugorju jest ułożona w cyklu tygodniowym. Każdego dnia jest poranna Msza św., po południu odmawiany jest Różaniec. Blok wieczorny rozpoczyna konferencja albo wspólna modlitwa. O 18-tej jest główna Msza św., a po niej modlitwa dziękczynienia o uzdrowienie. Dzień wieńczy adoracja Najświętszego Sakramentu. W piątki adorowany jest krzyż. W ten sposób Msza św. i Chrystus są zawsze w centrum wydarzeń.

Są też masowe wydarzenia, na przykład festiwal młodych. Odbywa się on w lipcu i bierze w nim udział 50-70 tys. młodych z całego świata. A skoro nie mieszczą się w kościele, to za kościołem został wybudowany ogromny, płaski amfiteatr z polowym ołtarzem pod dachem. Jest tam kilka tysięcy miejsc na składanych krzesełkach. Infrastruktura jest więc zapewniona, choć niedostateczna, a franciszkanie nie mają pozwoleń na rozbudowanie tego, co jest.

Ale oprócz tego w Medjugorju bardzo silny akcent jest położony na formację chrześcijańską – poprzez różne formy katechezy, rekolekcji czy seminariów. Już dwadzieścia dwa razy, co roku, są organizowane seminaria, które gromadzą po kilkaset osób z kilkudziesięciu krajów. Organizują je franciszkanie. Odbywają się w wybudowanym przez nich ośrodku rekolekcyjnym Domus Pacis, a jeśli grupy są większe, do ich dyspozycji jest budynek nazwany Aulą Jana Pawła II. Mieści kilkaset osób, składa się z kilku modułów, dzięki czemu zależnie od potrzeb może być dłuższy lub krótszy.

Znakomicie zorganizowane są tłumaczenia. Jest specjalna sala, w domu Radia Medjugorje znajduje się 18 kabin do tłumaczenia na różne języki. Jedna z nich jest na język polski. Każdy tłumacz ma przed sobą ekran, na który transmitowane są uroczystości z kościoła czy innych miejsc na terenie Medjugorja. Wszędzie zainstalowane są kamery. Każdy język tłumaczony nadawany jest na innych częstotliwościach, co pielgrzymi mogą odbierać choćby na swoich komórkach.

KAI: Zwykły pielgrzym, który tam przyjedzie, może brać udział w seminariach?

– Tak. Jest to standardowy element programu. Seminaria nakierowane są na pogłębienie wiary pielgrzymów. Są też seminaria dla przewodników grup, które przyjeżdżają do Medjugorja. Chodzi o to, aby ci, którzy oprowadzają innych, sami wzrastali duchowo, tak aby pielgrzymi otrzymywali prawidłową formację. Organizowane są też seminaria wyspecjalizowane, np. dla księży. Kapłani z całego świata przyjeżdżają w początkach lipca na tygodniowy pobyt. Na jego program składa się m. in. nawiedzanie miejsc pielgrzymkowych, uczestnictwo w liturgii, tematyczne konferencje. Są też seminaria dla małżeństw i rodzin oraz dla przedstawicieli zawodów medycznych. Od dwóch – trzech lat organizowane są seminaria dla osób zainteresowanych problematyką pro life. Odrębne seminaria przeznaczone są dla ludzi poranionych, takich, którzy przeżyli dramatyczną sytuację lub sami zrobili coś złego i potrzeba im uzdrowienia.

KAI: Jaka jest geografia pielgrzymek przybywających do Medjugorja?

– Najliczniejsze grupy pochodzą z Włoch i z Polski. W tej chwili liczba pielgrzymów z tych krajów jest porównywalna. A ponadto przybywający pochodzą z osiemdziesięciu krajów: Ameryki Północnej i Południowej, Australii i Nowej Zelandii, Filipin. Przybywają z całego świata. Jest bardzo wielu pielgrzymów z Korei Południowej.

Trzeba pamiętać, że Medjugorje ma swoją sieć światową. Ma bardzo liczne ośrodki, tzw. Centra Pokoju, w Hiszpanii, Niemczech, Ameryce Południowej. W Polsce taki ośrodek znajduje się w Piotrkowie Trybunalskim. Wydaje po polsku biuletyn, wszystkie ośrodki prowadzą strony internetowe. Są też obecni w mediach społecznościowych, na Facebooku, Twitterze, Instagramie, itd.

KAI: Kustoszami sanktuarium są franciszkanie…

– Medjugorje nie jest sanktuarium, taki status nie został mu dotąd przyznany. Jest to parafia, od wieków powierzona opiece franciszkanów. Jest tam dwunastu ojców, nie jest to duży zespół, ale bardzo dobrze pracują. Podziwiam ich zaangażowanie. We wspólnocie zakonnej jest bardzo dobra atmosfera. Oprócz franciszkanów w obsłudze pielgrzymów pomagają mieszkający tam na stałe księża rezydencjalni: Włoch, Polak z diecezji warmińskiej oraz dominikanin języka angielskiego. W sumie niewielka ekipa. Ponadto posiłkują się księżmi, którzy tam przyjeżdżają.

Warto zwrócić uwagę, że franciszkanie koncentrują się na posłudze duchowej a nie zapewniają np. bazy noclegowej dla pielgrzymów. Oprócz Domus Pacis nie prowadzą hoteli, bo miejscowi sami te hotele budują. Podobnie jest w Licheniu czy w Lourdes, które jest drugim miastem hotelowym we Francji, po Paryżu. Autokary stoją we wszystkich uliczkach, są też restauracje, sklepy z dewocjonaliami.

KAI: Księże Arcybiskupie, co jest największym fenomenem w Medjugorju, poza oczywiście domniemanymi objawieniami?

– Fenomenem Medjugorja są spowiedzi. Po bokach kościoła pw. św. Jakuba są dwa długie, specjalnie wybudowane pawilony, w których jest pięćdziesiąt konfesjonałów. Są one zadaszone, nie przeszkadza więc skwar czy deszcz. Ludzie stoją w długich kolejkach i mają możliwość odbyć spowiedź w kilkunastu językach.

Rozmawiałem ze spowiednikami, pracującymi na miejscu. Mówili, że wystarczy posłuchać spowiedzi przez godzinę, żeby być świadkiem rzeczywistych nawróceń. Bardzo wiele jest głębokich spowiedzi, które są spowiedziami generalnymi. Często ktoś się spowiada po kilkudziesięciu latach, bo go łaska tak silnie dotknęła. Wystarczy jedna godzina.

KAI: Kto spowiada?

– Głównie franciszkanie, ale korzystają też z posługi księży, którzy przyjeżdżają z grupami pielgrzymów. Księża ci muszą się zarejestrować w biurze pielgrzymkowym, okazać ważny celebret i dopiero wtedy dostają identyfikator, który ich upoważnia do czynności liturgicznych, również do słuchania spowiedzi.

KAI: Inną specyfiką Medjugorja są liczne dzieła miłosierdzia…

– Oprócz wymiaru formacyjnego, kolejny, bardzo rozwinięty w Medjugorju zakres działań, to wymiar charytatywny. Przez lata działał tu wielkiej klasy charyzmatyk, franciszkanin, ojciec Slavko Barbarić. To był wulkan energii, który nakręcał wszystkie inicjatywy, które dziś istnieją. Po kilkunastu latach działalności, zmarł nagle na Kriżevacu w roku 2000. Stworzył m. in. Wioskę Maryi, złożoną z całej kolonii domów. W tych domach mieszkają sieroty biologiczne lub społeczne, dzieci nieprzystosowane, z problemami. Do ich przedszkola przychodzą także dzieci z wioski i okolic. Stali mieszkańcy mieszkają w „gniazdach”, z dwójką dorosłych opiekunów – wolontariuszy. Są wśród nich m. in. siostry franciszkanki. „Gniazda” te są umeblowane jak normalne mieszkania, a grupy są niewielkie, liczą około osiem osób. To zapewnia rodzinną atmosferę. Dzieci mają opiekę medyczną, stomatologiczną, gdyż przy wiosce funkcjonują gabinety lekarskie czy psychologiczne.

Drugim takim miejscem jest Dom Ojca Miłosiernego, nawiązujący w swej nazwie do przypowieści o Synu Marnotrawnym. Mieszkają tam mężczyźni po przejściach – narkomani, byli więźniowie, alkoholicy, uzależnieni. Żyją według benedyktyńskiej reguły „Ora et labora” – uczą się modlić i pracować. Są tam rozmaite atelier, gdzie wykonują dewocjonalia. Obserwowałem wytatuowanego mężczyznę, który małym świderkiem robił dziurki w paciorkach różańca.

Dom Ojca Miłosiernego ma też fermę i ogrody, gdzie ci mężczyźni pracują, co ma duże znaczenie dla ich terapii. Na fermie są świnie, bo „pensjonariusze” mają pamiętać o losie syna marnotrawnego, który, gdy odszedł od Ojca, wylądował wśród świń. Zresztą stało się to dlań bezpośrednim motywem nawrócenia. Ośrodek prowadzi franciszkanin, któremu pomagają zrehabilitowani mężczyźni. Mają oni takiego „nosa”, że żaden były oszust czy narkoman ich nie nabierze.

Jest też Dom Matki Kryspiny dla samotnych matek z dziećmi i kobiet w ciąży. Mieszkanki mogą tam przebywać do czasu usamodzielnienia się.

Te ośrodki charytatywne są dojrzałym owocem wiary w tym miejscu. W innych wielkich centrach pielgrzymkowych takich dzieł nie ma na podobną skalę. Jest kilka w Lourdes – ale dla chorych na krótkie pobyty. Nie ma natomiast ośrodków, w których mieszkańcy przebywaliby na stałe bądź przez długi czas.

KAI: W Medjugorju rodzą się też wspólnoty duchowe.

– Jak grzyby po deszczu. Wiele z nich przybywa z zewnątrz i się tam implantuje, na przykład włoskie Cenacolo, które opiekuje się młodymi ludźmi po przejściach. Przedziwne zjawisko, bo wytatuowani skeanheadzi zachowują się jak ministranci. Podczas liturgii tańczą, śpiewają, są bardzo zaangażowani, nie nudzą się.

Jest francuska Wspólnota Błogosławieństw. Ma skład międzynarodowy: Włoszka, Francuzka, Austriaczka, ze dwanaście osób. Mają piękny dom, dwie kaplice. Działają w wymiarze międzynarodowym, jedna z sióstr pisze książki, wydawane na całym świecie.

W sumie jest tam około trzydziestu grup i wspólnot. Nie byłem w stanie do wszystkich dotrzeć. Wśród nich są całkiem nowe, które w Medjugorju zaczęły się wykluwać. Jedna z nich ma nastawienie ekumeniczne, zorientowane na Wschód, na Ukrainę. Na jej czele stoi Ukrainka, katoliczka obrządku łacińskiego. Szukają i rozeznają swoją drogę. Odbyłem rozmowy ze wszystkimi przełożonymi wspólnot, u których gościłem.

KAI: A jak prezentuje się w Medjugorju sprawa uzdrowień?

– Jest tam codzienna modlitwa o uzdrowienia. To nic nadzwyczajnego, o to modlimy się w każdej parafii. W Medjugorju uzdrowienia mają miejsce. A ich dokumentacja przechowywana jest w profesjonalnie prowadzonym miejscowym archiwum. Zbierana jest tam dokumentacja medyczna każdego przypadku. Podobnie jak w Lourdes czy innych sanktuariach o dłuższej tradycji.

KAI: Jeżeli wspomnieć słowa Pana Jezusa: „Po owocach i poznacie”, wniosek co do fenomenu Medjugoria może być tylko jeden?

– Jest tam bardzo budująca atmosfera duchowa. I wciąż powstają nowe inicjatywy, na przykład coroczny Marsz Pokoju, który rozpoczął się w czasie wojny na Bałkanach w latach dziewięćdziesiątych. Idą jedenaście kilometrów z miejscowości Humak, gdzie też jest klasztor franciszkański, do Medjugorja. Modlą się w intencji pokoju i chcą przekazać tę modlitwę całemu światu. Matka Boża objawiła się widzącym jako Królowa Pokoju. A zaczął się ten marsz w czasie, gdy trwała wojna. Wówczas o. Barbarić zaopiekował się sierotami wojennymi.

KAI: Ksiądz Arcybiskup podkreśla zdecydowany chrystocentryzm, wokół którego skoncentrowane są działania duszpasterskie w Medjugorju. Mówi, że nie ma problemów z ortodoksją, są natomiast napięcia i trudne relacje franciszkanów z miejscowym biskupem.

– Owszem, są pewne problemy natury kanoniczno-administracyjnej, ale – moim zdaniem – są one do rozwiązania. Natomiast nie zajmowałem się badaniem treści objawień, bo nie jest to moja rola. Ale mogłem się zorientować, że w zasadzie nie ma błędów doktrynalnych w ich treści. Co prawda zarzuca się, że widzący nieraz dziwnie się wyrażają. Ale przecież są to ludzie, którzy nie mają formacji teologicznej, więc wyrażają się tak, jak czują i potrafią.

KAI: Patrząc na objawienia maryjne w innych miejscach świata zauważymy, że podobnie jak tu, nikt z wizjonerów nie miał wykształcenia teologicznego, Bernadetta z Lourdes nie potrafiła nawet pisać, dzieci z Fatimy – Hiacynta, Łucja i Franciszek też nie.

– Łucja otrzymała dopiero później solidną formację z zakonie. Mogła publikować, i podobnie jak ci z Medjugorja, miała objawienia przez całe życie. Widzący z Medjugorja też mają do dziś objawienia, obliczono, że dotychczas było ich w sumie 40 tysięcy. Moim zdaniem nie jest to jakaś istotna przeszkoda.

A kiedy rozmawiałem z widzącymi, uderzyło mnie, że są to ludzie bardzo zrównoważeni. Widziałem się z czterema z nich. To są panie, które podczas pierwszych objawień w 1981 r. były nastolatkami, a dziś mają wnuki. Wszyscy założyli rodziny. Zresztą wątek dotyczący rodziny w tych objawieniach jest bardzo silny. Niektórzy zarzucają widzącym, że nie zostali księżmi czy zakonnicami, jak np. Łucja Santos. Ale świat zmienił się od tego czasu a zakon nie jest jedyną drogą do realizacji chrześcijańskiego powołania. Ludzie ci żyją w świecie i poszli drogą sakramentu małżeństwa. Bardzo dobrze, gdyż mogą pokazać piękno życia rodzinnego, które w dzisiejszym świecie jest bardzo zagrożone.

KAI: Medjugorje to z jednej strony – jak podkreśla Ksiądz Arcybiskup – miejsce bardzo płodne duchowo, o dobrej atmosferze skupienia i adoracji, gdzie nie da się stwierdzić błędów doktrynalnych czy innych odchyleń. A z drugiej strony mamy tam bardzo trudne relacje z biskupem miejsca, Ratko Perićem. Czy to nie paradoks?

– Znana jest pozycja biskupa Perića, która jest negatywna. Od czasu rozpoczęcia objawień mamy już kolejnego ordynariusza. Pierwszy, za którego posługi zaczęły się objawienia, bp Pavel Žanić, który zmarł w 2003 r., uważał, że jest to oszustwo. Obecny jest kontynuatorem tej postawy. Twierdzi, że objawienia te nie mają charakteru nadprzyrodzonego.

Tymczasem w objawieniach z Medjugorja Matka Boża nie proponuje nic innego, niż to, o co Kościół apeluje w Wielkim Poście. A jest to post, modlitwa i jałmużna. W Medjugorju praktykowany jest post w środę i piątek (o chlebie i wodzie), toczy się nieustanna modlitwa, a jeśli chodzi o jałmużnę, powstały tu liczne dzieła społeczne.

Prowadzone są też tygodniowe rekolekcje „o chlebie i wodzie”. Ich uczestnicy trzy razy dziennie dostają chleb i wodę. Chleb jedzą bardzo powoli, posiłek trwa około godziny. Długo trzymają chleb w ustach, chodzi o to, by dobrze zapamiętać jego smak.

KAI: A jak biskup Perić odnosi się do owoców duszpasterskich, czy one go nie przekonują?

– Jest to sytuacja analogiczna do niektórych innych objawień maryjnych, np. tych z Ile-Bouchard we Francji w 1947 r. Nie zostały one uznane, ale jednocześnie został dopuszczony kult. Kult maryjny nie musi istnieć w powiązaniu z objawieniami.

A tym bardziej kult ten jest zrozumiały w Medjugorju, gdzie Matka Boża przedstawia się jako Królowa Pokoju. To nic nowego ani niepokojącego. Jest to jedno z wezwań z Litanii Loretańskiej. Na całym świecie jest mnóstwo parafii pod tym wezwaniem. A znany polski artysta Mariusz Drapikowski robi ołtarze dla sanktuariów Matki Bożej Królowej Pokoju w Betlejem, Kazachstanie, Jamusukro, Kibeho.

A jeśli spojrzymy na sanktuarium w Kibeho, to analogia z Medjugorje jest wyraźna. Najpierw miejscowy biskup J.B. Gahamanyi zezwolił tam na kult, a dopiero później kontynuował badania prawdziwości objawień. Jestem przekonany, że jakiekolwiek zakazy kultu czy przyjazdów do Medjugorja nie znajdą uzasadnienia.

Dlatego podczas niedzielnej Mszy w Medjugorju, jaką odprawiłem dla wiernych, powiedziałem, że ten kult trzeba rozwijać. Nie ma przecież żadnych przeszkód doktrynalnych ani kanonicznych, by czcić Matkę Bożą w dowolnym miejscu na świecie.

KAI: A czy możliwe jest uznanie prawdziwości tych objawień przez Stolicę Apostolską, jeśli biskup miejsca uważa je za nieprawdziwe?

– Jest to możliwe. Słyszałem, że watykańska komisja, która pracowała pod przewodnictwem kard. Camilo Ruiniego orzekła, że pierwszych siedem objawień jest prawdziwych, choć nie zostało to dotąd oficjalnie opublikowane. Na temat późniejszych się nie wypowiadała, gdyż wychodziła z założenia, że trzeba zobaczyć jakie będą ich skutki.

KAI: Padały zarzuty, że objawienia w Medjugorje są zbyt liczne, że Matka Boża jest zbyt gadatliwa?

– Można przywołać św. Faustynę, która codziennie rozmawiała z Panem Jezusem przez wiele lat. Nie powinna to być istotna przeszkoda. Oczywiście, trzeba być wrażliwym na każdy aspekt, także na możliwość zaburzeń psychicznych oraz uważać na postawę „nawiedzenia”. Jednak widzący zostali gruntownie przebadani przez gremia wybitnych specjalistów, psychiatrów i psychologów. Nie stwierdzono patologii. Była to zdrowa młodzież ze zdrowych rodzin.

Do dziś wszyscy oni żyją w małżeństwach i żadne się nie rozpadło. Żaden z widzących nie przeszedł kryzysu wiary. Jakov Czolo, najmłodszy z nich, który miał wtedy dziesięć lat, i bardzo tam rozwija duchowość Medjugorja. Prowadzi akcję ”Ręce Maryi”, rodzaj Caritas parafialnej, bo ponoć Matka Boża mu powiedziała, że winniśmy być „Jej rękoma” w stosunku do biednych i potrzebujących.

KAI: A może powodem postawy biskupa są zaszłości historyczne, gdyż całe Bałkany były kiedyś franciszkańskie, co generowało konflikty z hierarchią?

– Była trudna faza, kiedy franciszkanie musieli oddawać diecezjom swoje prowadzona przez stulecia parafie. A ludzie się z tym nie zgadzali, gdyż franciszkanie byli tam od wieków i przeżyli najtrudniejsze czasy tureckie. W Bośni jest pięć parafii, o które diecezje toczą spór z franciszkanami. Ale dziś przeważa postawa dialogu i toczą się rozmowy między biskupami a franciszkanami.

KAI: Jakie wnioski wyciąga Ksiądz Arcybiskup w swym raporcie dla Stolicy Apostolskiej, czy uchyli rąbka tajemnicy?

– Mogę powiedzieć tylko, że wnioski są pozytywne. Zresztą Ojciec Święty już w samolocie, wracając z Fatimy, wypowiedział się na temat Medjugorja, a teraz wysłał tam kard. Simoniego z Albanii i poprosił, aby głosił tam dobre słowo.

Sądzę, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Zresztą moja misja nie miała na celu zamknięcia Medjugorja, ale ocenę, czy prowadzone tam duszpasterstwo jest właściwe, zgodne z doktryną i nauczaniem Kościoła, skuteczne i dobrze zorganizowane. We wnioskach stwierdzam, że tak jest. Od strony duszpasterskiej moja ocena jest bardzo pozytywna. Zatem prowadzone obecnie działania duszpasterskie, porządek liturgiczny oraz konferencje, powinny być kontynuowane.

KAI: A czy Ksiądz Arcybiskup proponuje jakieś udoskonalenia, reformy?

– Dużo jest do zrobienia w sferze infrastruktury, w sferze prawnej i administracyjnej. Musi powstać np. wspólny plan przestrzenny, gdyż wszystko co tam stoi, zostało zbudowane nieco chaotycznie. Dla bezpieczeństwa cały teren powinien być ogrodzony, gdyż jest co prawda brama, ale od tyłu ogrodzenia nie ma, choć jest straż mundurowa, która eliminuje tych, którzy przyjeżdżają w innych celach niż pobożne.

KAI: A czy po raporcie Księdza Arcybiskupa możliwa jest zmiana stanowiska, odnośnie do organizacji pielgrzymek przez Kościół, co obecnie jest zakazane?

– Można pielgrzymować. Natomiast nie można było organizować oficjalnych pielgrzymek z udziałem biskupów, itd. Ale nie jest to już aktualne. Przecież było tam czterech kardynałów, wielu biskupów i tysiące kapłanów, którzy towarzyszą wiernym. Sytuacja na dziś jest taka, że pielgrzymek nie powinny organizować oficjalne struktury Kościoła, diecezje bądź parafie. Mogą jednak przyjeżdżać grupy wiernych wraz z księdzem.

Zresztą tego ruchu nic nie powstrzyma i nie należy go powstrzymywać, bo wyrastają zeń dobre owoce. Jest to jedno z najbardziej żywych miejsc modlitwy i nawróceń w Europie – o zdrowej duchowości.

KAI: Czy raport Księdza Arcybiskupa może przyczynić się do uznania objawień?

– Bezpośrednio nie, gdyż dotyczy czegoś innego. Wszystko wskazuje na to, że objawienia będą uznane, być może jeszcze w tym roku. Nie zapominajmy, że Kongregacja Nauki Wiary przekazała całą dokumentację dotyczącą objawień do Sekretariatu Stanu, który teraz nad tym pracuje.

Konkretnie rzecz biorąc, sądzę, że możliwe jest uznanie autentyczności pierwszych objawień, tak jak to zaproponowała komisja kard. Ruiniego. Zresztą trudno o inny wyrok, gdyż trudno wierzyć, aby sześcioro widzących kłamało przez 36 lat. To, co mówią, jest spójne. Nie ma wśród nich ludzi nawiedzonych czy zaburzonych psychicznie. Potężnym argumentem za autentycznością objawień jest wierność doktrynie Kościoła.

Jeżeli objawienia, a przynajmniej siedem pierwszych, zostanie uznanych, będzie to ogromny bodziec rozwojowy dla Medjugorja.

KAI: Ksiądz Arcybiskup swoim diecezjanom rekomendowałby wyjazd do Medjugorja?

– Jak najbardziej. Mówiłbym, że jest to pielgrzymka duchowej przemiany, nawrócenia i umocnienia wiary – gdyż wszystkie te elementy tam się realizują.

KAI: Dziękujemy za rozmowę.

http://niedziela.pl/artykul/30635/Medjugorje—tajemnica-ktorej-dna-nie

Posted in Matka Boża, Religia, Wywiady | Leave a Comment »