WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Religia’ Category

Kapliczki przydrożne – polska tradycja z ciekawą historią

Posted by tadeo w dniu 12 czerwca 2019

Mijając kapliczki przydrożne w Polsce pewnie nie zastanawiacie się nad tym, że jest to element krajobrazu dość charakterystyczny dla naszego kraju. Są bardzo liczne: niektóre katolickie, niektóre prawosławne. Oto kilka ciekawostek, jakie kryją polskie kapliczki.

 

Nie tylko kapliczka, ale i drogowskaz

 

Kapliczka przydrożna w Tatrach. Fot. Pixabay

 

 

Kapliczki były nie tylko miejscem modlitw. Stawiano je z przeróżnych przyczyn, czasami na przykład jako wotum dziękczynne w podzięce za łaski, z fundacji kogoś, kto te łaski otrzymał.Niektóre ręcznie wykonywali lokalni rzemieślnicy (np. z drewna), jako podziękowanie Najświętszej Panience. Jeszcze inne, często murowane, stawiano na skrzyżowaniach z wielorakich powodów: strudzony wędrowiec mógł na chwilę spocząć przy drodze, by odpocząć i się pomodlić. Przy okazji kapliczki pełniły też rolę swoistych drogowskazów.

Miejsca spotkań przy modlitwie

 

Kapliczka na Podlasiu. Fot. Pixabay

 

 

Do dziś w wielu polskich wsiach kapliczki przydrożne lub krzyże stojące przy szosie nadal pełnią swoje funkcje. Jedną z nich jest po prostu niedzielna msza, która jest tam odprawiana przez księdza, jeśli nie ma akurat w pobliżu kościoła.

To jednak zdarza się dziś coraz rzadziej. Dawniej łatwiej było, by to ksiądz, na przykład na wozie, czy na rowerze, przyjechał w dane miejsce odprawić mszę. Dziś przy powszechności samochodów, do kościoła można szybko dotrzeć nawet z oddalonych miejscowości, dlatego to parafianie muszą się przemieszczać.

Nadal jednak spotyka się inne tradycje. Przy krzyżach lub kapliczkach na niektórych wsiach święcone są wielkanocne potrawy. Czasami wierni, zwłaszcza starsze osoby, spotykają się tam podczas modlitwy, na przykład różańca odmawianego za zmarłych. Jest to więc miejsce spotkań wiernych.

Cenny zabytek

 

Kapliczka w górach. Koskowa Góra, Beskidy. Fot. Pixabay

 

 

Mieszkańcy polskich wsi zazwyczaj bardzo dbają o swoje kapliczki, a ponieważ tradycja ich stawiania jest już wiekowa, stanowią one cenne zabytki. Podobno pierwsze kapliczki na ziemiach polskich mogły pojawić się już około tysiąca lat temu u zarania chrześcijaństwa.

Najstarsze do dziś zachowane kapliczki w Polsce pochodzą z XVI i XVII w. Starsze często wykonywane były z drewna, najczęściej niezabezpieczonego w żaden sposób przed warunkami pogodowymi, więc nie przetrwały do naszych czasów.

Odkupienie za grzechy

 

Kapliczka na Warmii. Fot. Pixabay

 

 

Powiedzieliśmy już o funkcjach kapliczek, ale być może pominęliśmy najciekawszą. Często fundatorzy chcieli odkupić swoje winy lub uprosić szczególne łaski. Stawiano więc kapliczki z wyszczególnioną intencją: na przykład o zdrowie dziecka albo o obfite plony. Budowano je też w podziękowaniu za wyleczenie, z żalem za popełnione grzechy lub dla ochrony przed zarazą lub pożarem.

Co bogatsi zamawiali figury umieszczane w kapliczkach u uzdolnionych artystów. Niektórzy specjalizowali się w tworzeniu kapliczek. Można wtedy znaleźć w jednym regionie wiele kapliczek w podobnym stylu.

 

Wybór świętego miał znaczenie

Kapliczka Matki Boskiej Śnieżnej, Kacwin. Fot. Shutterstock

Najczęściej w kapliczkach stawiano figurę Maryi, która była niejako „uniwersalną” adresatką modlitw, bo spełniać miała najróżniejsze prośby. Czasami jednak rzeźbiono figury świętych, zwłaszcza wtedy, gdy intencje były bardzo konkretne.

I tak na przykład:

  • święty Florian, którego znamy jako patrona strażaków, chronił wieś lub kościół przed pożogą
  • św. Józef, opiekun Jezusa, strzegł dobra i bezpieczeństwa rodziny
  • św. Jacek miał chronić przed złodziejami
  • św. Jan Nepomucen – szczególnie skuteczny w ochronie przed wodą, miał zapobiegać powodziom, ale też strzec rolników przed suszą
  • przed chorobami zakaźnymi strzegli św. Rozalia i św. Roch
  • św. Ambroży był szczególnie przychylny dla pszczelarzy
  • św. Benon, patron rybaków, był adresatem modlitw o obfite połowy
  • św. Wawrzyniec był zaś patronem ubogim i miał zapewniać dostatek.

Kapliczki przydrożne – polska tradycja z ciekawą historią

Reklamy

Posted in Historia, Religia | Leave a Comment »

Ks. Piotr Pawlukiewicz – Jeśli nie zaczniesz oddychać Duchem Świętym, udusisz się samym sobą

Posted by tadeo w dniu 9 czerwca 2019

Posted in Ks. Piotr Pawlukiewicz, Religia | Leave a Comment »

Trzy dni ciemności. Koniec świata wg Maryi

Posted by tadeo w dniu 5 czerwca 2019

 

W objawieniach Maryjnych pojawiają się jak refren dziwne słowa o dniach ciemności – łącznie trzech.

Według Księgi Apokalipsy trzy dni ciemności stanowią zawartość jednej z siedmiu czasz, którą na ziemię wyleją aniołowie:

„A piąty wylał swą czaszę na tron Bestii i w jej królestwie nastały ciemności” (Ap 16, 10).

 

Trzy dni ciemności są najbardziej spektakularnym wydarzeniem apokaliptycznym, które dotknie całą ziemię.

Jego nadejście zwiastowało wielu mistyków i świętych: św. Hildegarda z Bingen (+1179), Sługa Boża Marie Martel (+1673), słynny jezuita o. Charles-Auguste Nectou (+1777), bł. Elizabeth Canori-Mora (+1825), bł. Marie Taigi (+1837), Palma d’0ria (+1863), bł. Marie Baourdi (+1878), mistyk Pere Lamy (+1931), bretońska stygmatyczka Julie Jahenny (+1941), św. Ojciec Pio (+1968).

Gdy identyczne proroctwo dochodzi do nas z ust ludzi żyjących w różnym czasie i gdy łączy się ono z innymi zapowiedziami, które już się wypełniły, a dodatkowo świętość owych proroków została uznana przez Kościół, trudno przejść obok tych słów ze wzruszeniem ramion.

Przywołajmy kilka zapowiedzi Czasu Mroku.

Znane jest nam już proroctwo zmarłej w 1837 r. Marie Taigi o karze, „która zostanie zesłana z Nieba”. Ta wyniesiona na ołtarze wizjonerka jako pierwsza w historii zapowiedziała nadejście trzech dni ciemności:

 

Na całą ziemię zstąpią nieprzeniknione ciemności, które będą trwały trzy dni i trzy noce. Nic nie będzie widać, a powietrze będzie przepełnione zarazą, która dotknie przede wszystkim, ale nie tylko, wrogów religii. W czasie tej ciemności nie będzie możliwe użyć jakiegokolwiek oświetlenia wymyślonego przez człowieka, tylko poświęcone świece. Kto z ciekawości otworzy okno i wyjrzy lub opuści dom, padnie martwy na miejscu. W czasie tych trzech dni ludzie winni pozostać w swych domach, odmawiać Różaniec i błagać Boga o miłosierdzie.

Wszyscy wrogowie Kościoła, znani czy nieznani, zginą podczas tej powszechnej ciemności. Wyjątkiem będzie garstka, którą Bóg wkrótce nawróci. Powietrze będzie pełne demonów, które ukażą się pod różnorodną ohydną postacią.

 

A potem Maria Taigi przybliża nam wizję po części symboliczną:

 

Po trzech dniach ciemności święci Piotr i Paweł zstąpią z Niebios, będą nauczać cały świat i wskażą nowego papieża. Wielkie światło wyjdzie z ich ciał i spocznie na kardynale, który ma zostać nowym papieżem. Wówczas chrześcijaństwo ogarnie całą ziemię. On będzie Świętym Pasterzem, wybranym przez Boga, by stawić czoła burzom. Na koniec otrzyma dar czynienia cudów, a jego imię będzie wielbione na całym świecie. Rosja, Anglia i Chiny powrócą do Kościoła.

Zdumiewające, ale podobną wizję miała kilka lat wcześniej bł. Elizabeth Canori-Mora (+1825):

Niebo będzie zasnute chmurami, tak gęstymi i ponurymi, że nie sposób będzie patrzeć na nie bez przerażenia. (…) Mściwe ramię Boga uderzy w złych ludzi, a Jego wielka moc ukarze ich pychę i zarozumiałość. Do wytępienia tych bezbożników i heretyków pragnących obalić Kościół i zburzyć jego fundamenty Bóg zatrudni potęgę piekła. (…) Niezliczone legiony demonów będą przebiegać ziemię i wykonywać rozkazy Boskiej Sprawiedliwości. (…) Nic na ziemi nie zostanie oszczędzone.

Po przerażającej karze ujrzałam niebo otwarte i św. Piotra zstępującego na ziemie; był odziany w szaty pontyfikalne i otoczony wielką liczbą aniołów, które śpiewały hymny na jego cześć i ogłaszały jego panowanie na ziemi.

Ujrzałam też św. Pawła zstępującego na ziemię. Z rozkazu Boga przemierzył ziemię i związał demony i przyprowadził przed św. Piotra, który nakazał im powrócić do piekła, skąd przybyli.

Potem zmarła w Palestynie 1878 r. siostra Maria od Jezusa Ukrzyżowanego twierdziła, że Maryja mówi jej o

„trzech dniach ciemności i unicestwieniu trzech czwartych całej ludzkości”.

 

Z kolei XIX-wieczna mistyczka Julia Jahenny z La Fraudais ogłosiła, że podczas trzech dni ciemności piekielne moce przejmą władzę nad światem.

„Kryzys pojawi się niespodziewanie. Kara dotknie wszystkich; jedna będzie następować po drugiej” – mówiła 4 stycznia 1884 roku.

 

Co ciekawe, Jahenny podaje nawet, w jakich dniach tygodnia spadnie na ziemię kara ciemności:

„Trzy dni ciemności będą w czwartek, piątek i sobotę. To dni Najświętszego Sakramentu, Krzyża i Matki Najświętszej”. Dodaje jeszcze: „To będą trzy dni bez jednej nocy”.

 

Julia Jahenny cytuje słowa Jezusa:

 

Ziemia zostanie okryta ciemnością, wtedy całe piekło wyjdzie na ziemię. Grzmoty i błyskawice sprawią, że ci, którzy nie wierzą w Boga i nie ufają mojej potędze, umrą ze strachu.

 

Widząca przekazuje konkretne wskazówki, jak ludzie wierzący winni się zachować podczas tych trzech dni. Jak zaraz się okaże, jej głos mówi dokładnie to samo, co wielu innych świętych mistyków.

W czasie trzech dni przerażających ciemności nie wolno otworzyć żadnego okna, nikt bowiem nie może zobaczyć ziemi i straszliwego koloru, jaki będzie ona miała w dniach kary. Jeśli zrobi to, natychmiast umrze. Niebo będzie płonąć, ziemia będzie pękać. W czasie trzech dni ciemności niech wszędzie płoną poświęcone świece, a żadne inne światło nie będzie zapalone. W tych przerażających ciemnościach tylko świece uczynione z pobłogosławionego wosku będą dawać światło. Jedna świeca wystarczy na czas trwania tej piekielnej nocy. W domach ludzi złych i bluźnierców te świece nie dadzą światła.

Matka Boża dodała:

 

Wszystko będzie się trząść z wyjątkiem mebli, na których będą płonąć pobłogosławione świece. Te nie będą drżeć. Zgromadźcie się wokół nich z krzyżem i świętym wizerunkiem. To oddali od was terror.

 

I znowu słowa Jezusa:

 

Nikt, kto znajdzie się poza schronieniem, nie przeżyje. Ziemia będzie się trząść, bo sąd i strach będą ogromne. Tak, będziemy wysłuchiwać modlitw twoich przyjaciół;nikt z nich nie zginie. Będą potrzebni, by rozsławiać chwałę Krzyża.

Chmury czerwone jak krew będą pędzić po niebie. Huk grzmotu będzie wstrząsał ziemią, a ponure błyskawice ogołocą niebo z pór roku. Ziemia będzie drżeć aż po fundamenty. Morze podniesie się, a ryczące fale zaleją kontynent.

 

W 1934 r. Jezus skierował do św. Faustyny Kowalskiej przesłanie o dniach ciemności. Czytamy pod nr. 85 jej Dzienniczka:

 

Napisz to: Nim przyjdę jako Sędzia sprawiedliwy, przychodzę wpierw jako Król miłosierdzia. Nim nadejdzie dzień sprawiedliwy, będzie dany ludziom znak na niebie taki. Zgaśnie wszelkie światło na niebie i będzie wielka ciemność po całej ziemi. Wtenczas ukaże się znak krzyża na niebie, a z otworów, gdzie były ręce i nogi przebite Zbawiciela, [będą] wychodziły wielkie światła, które przez jakiś czas będą oświecać ziemię. Będzie to na krótki czas przed dniem ostatecznym.

 

Czyżby dni ciemności zakończyły się przyjściem światła wychodzącego z otworów w belkach krzyża, który ukaże się na spowitym mrokiem niebie? To zupełnie nowy element Boskiego scenariusza na czas oczyszczenia.

Na początku 1950 r. Ojciec Pio napisał dwa listy mówiące o zbliżającej się karze trzech dni ciemności. Przywołują one te same tematy, co wizje i lokucje (przekazy słowne) Julii Jahenny.

 

Dobrze pozamykajcie i uszczelnijcie okna. Nie wyglądajcie na zewnątrz. Zapalcie święconą świecę, która wystarczy na wiele dni. Módlcie się na Różańcu. Czytajcie duchowe książki. Czyńcie akty przyjęcia Duchowej Komunii, a także uczynki miłości, które są nam tak potrzebne. Módlcie się z wyciągniętymi rękami lub padając na twarz, aby uratować wiele dusz. Nie wolno wam wychodzić na zewnątrz. Zaopatrzcie się w wystarczającą ilość pożywienia. Moce natury zostaną wstrząśnięte i deszcz ognia napełni ludzi przerażeniem. Miejcie odwagę! Jestem pośród was. Otoczcie opieką swoje zwierzęta podczas tych dni. Ja Jestem Stworzycielem i Opiekunem dla wszystkiego stworzenia, tak samo jak dla człowieka. Dam wam wcześniej znaki, kiedy powinniście pozostawić większą ilość jedzenia dla swoich zwierząt. Ochronie dobytek wybranych, w tym także zwierzęta, które będą później w potrzebie pożywienia. Niech nikt nie próbuje wychodzić na zewnątrz, nawet aby nakarmić swoje zwierzęta – kto będzie nieposłuszny temu słowu, zginie! Dokładnie zakryjcie okna. Moi wybrani nie powinni widzieć Mojego gniewu. Miejcie ufność we Mnie, a Ja będę waszą obroną. Wasza wiara zobowiązuje Mnie do przybycia wam z pomocą.

Godzina Mego powrotu jest bliska! Jednak okażę Miłosierdzie. Najstraszliwszą karę będzie cierpieć świadek czasów. Moi aniołowie, którzy będą egzekutorami tej pracy, stoją już w gotowości z ostrymi mieczami! Szczególnie zadbają o zniszczenie tych, którzy Mnie przedrzeźniali i nie wierzyli w Moje objawienia.

Nawałnica ognia wyleje się z chmur i rozciągnie na całą ziemię! Sztormy, grzmoty, straszliwa pogoda i trzęsienia ziemi pokryją świat na kilka dni. Nastanie nieprzerwany deszcz ognia! Wszystko rozpocznie się w bardzo zimną noc. Te wydarzenia mają udowodnić, że Bóg jest Panem wszelkiego Stworzenia. Ci, którzy pokładają we Mnie nadzieję i wierzą w Moje słowa, nie mają się czego obawiać. Nie zaprę się tych, którzy rozpowszechniają Moje przesłanie. Żadna krzywda nie spotka dusz w łasce uświęcającej i tych, które szukają obrony u Mojej Matki.

Dam wam następujące znaki i instrukcje, w ten sposób możecie być przygotowani na nadchodzące wydarzenia:

Noc będzie bardzo zimna, a wiatr zacznie przeraźliwie huczeć i wyć. Po krótkim czasie usłyszycie grzmoty. Zamknijcie wszystkie drzwi i okna i z nikim nie rozmawiajcie z zewnątrz. Padnijcie przed krzyżem, żałujcie za grzechy i błagajcie o opiekę Mojej Matki. Nie patrzcie przez okno podczas trzęsienia ziemi, ponieważ gniew Boży jest święty! (Jezus nie chce, abyśmy ujrzeli gniew Boga, gdyż musi być rozważany w strachu i trwodze. Ci, którzy nie potraktują poważnie tego polecenia, zginą na miejscu). Wiatr przyniesie ze sobą trujące gazy, które rozniosą się po całej ziemi. Każdy, kto będzie cierpiał i umrze niewinnie, stanie się męczennikiem i będzie przebywał ze Mną w Moim Królestwie.

Szatan zatriumfuje! Jednak po trzech nocach ogień i trzęsienie ziemi ustaną. Następnego dnia słońce znów wzejdzie i oświeci ziemię. Aniołowie przybędą z Nieba i przykryją ziemię duchem pokoju. Uczucie niezmierzonej wdzięczności ogarnie tych, którzy przeżyją okropne doświadczenia – bliską karę – którymi Bóg nawiedza ziemię od jej stworzenia.

Wybrałem dusze także w innych krajach, jak: Belgia, Szwajcaria czy Hiszpania, i otrzymały one to samo objawienie, aby te kraje również mogły się przygotować. Módlcie się dużo w czasie tego Świętego Roku 1950. Ta katastrofa przyjdzie na ludzkość jak przebłysk światła, w chwili, gdy wschód poranku zostanie zastąpiony ciemnościami! Od tego momentu nikomu nie wolno opuścić domu lub wyjrzeć przez okno. Ja sam przybędę pośród grzmotów i piorunów. Słabsi powinni zawierzyć się Mojemu Najświętszemu Sercu. Nastanie wielki chaos z powodu całkowitych ciemności, które okryją ziemie, i wielu, wielu zginie od przerażenia i rozpaczy.

Ci, którzy będą „walczyć” dla Mojej sprawy, otrzymają łaski z Mojego Najświętszego Serca, a pokorny płacz skruchy: „KTÓŻ JEST JAK BÓG”, będzie ratunkiem dla wielu. Jednakże niezliczona ilość spłonie na otwartych polach jak wyschnięta trawa! Bezbożni zostaną unicestwieni, aby później sprawiedliwość narodziła się na nowo. Jak tylko nadejdą całkowite ciemności, nikt nie powinien opuszczać swojego domu lub wyglądać przez okno. Ciemności będą trwały dzień i noc, kolejny dzień i kolejną noc i jeszcze jeden dzień, lecz następnej nocy gwiazdy znów wzejdą na niebie, a przy nadchodzącym dniu ponownie ujrzycie brzask słońca i będzie to CZAS WIOSNY!

W ciągu dni ciemności Moi wybrani nie powinni spać, jak uczniowie w Ogrodzie Oliwnym. Muszą się modlić nieprzerwanie, a nie zawiodę ich. Zbiorę Moich wybranych! Piekło uwierzy, że włada całą ziemią, ale Ja ją odzyskam! Czy być może myślicie, że pozwoliłbym Ojcu na zesłanie takiej kary na cały świat, jeśli ludzie odwróciliby się od swoich zbrodni dla sprawiedliwości? Ale to z powodu Mojej wielkiej miłości te cierpienia za Moim dozwoleniem zostaną zesłane na was. Wielu Mnie przeklnie, a mimo to tysiące dusz ocali się przez nie. Żadne ludzkie rozumowanie nie jest w stanie pojąć głębin Mojej Miłości!

Módlcie się! Módlcie się! Pragnę waszych modlitw.

Moja Najdroższa Matka Maryja, św. Józef, św. Elżbieta, św. Konrad, św. Michał, św. Piotr, Mała Tereska, wasi Aniołowie Stróżowie niech będą waszymi rzecznikami. Błagajcie o ich pomoc! Bądźcie dzielnymi żołnierzami Chrystusa! Gdy powróci Światłość, niech wszyscy złożą dziękczynienie Świętej Trójcy za opiekę! Zniszczenia będą ogromne! Ale Ja, wasz Bóg, oczyszczę ziemię.

Jestem z wami. Miejcie ufność!

 

Belgia, Szwajcaria, Hiszpania. Dobrze byłoby poznać również tamte apokaliptyczne głosy…

Błogosławiona Elena Aiello (+1961) słyszała 22 sierpnia 1960 r., w święto Niepokalanego Serca Maryi:

Módlcie się. Nie traćcie czasu, bo będzie za późno. Gęsta ciemność otacza bowiem ziemię, a nieprzyjaciel staje u drzwi!”.

 

W objawieniach rozpoczętych 18 czerwca 1981 r. w San Lorenzo del Escorial w Hiszpanii wizjonerka Luz Amparo Cuevas (1931-), otrzymała od Matki Bożej Bolesnej przekaz dotyczący trzech dni ciemności:

 

Bóg Ojciec ześle dwie bardzo wielkie kary. Jedna z nich to wojny, rewolucje. Inne nadejdą z Raju. Będą wielkie trzęsienia ziemi w niektórych krajach, cała Ziemia będzie pokryta ciemnością przez trzy dni, niczego nie będzie można zobaczyć, powietrzem nie będzie można oddychać, a w czasie tych dni ciemności jedyne światło dostarczać będą święte świece. Wierni muszą zostać w swoich domach, odmawiać Różaniec Święty i prosić Boga o Miłosierdzie. Kara spowoduje, że dwie trzecie ludzi zginie. Nic się nie stanie tym, którzy są z Bogiem i z Maryją Najświętszą.

 

26 grudnia 1988 r. Maryja powiedziała do Patricii Talbot:

„Jeśli ludzkość się nie nawróci, nadejdą dni ciemności zapowiedziane w Apokalipsie i przez wielu wizjonerów”. Ale Matka Boża od razu dodała pewien szczegół: „Ziemia zostanie wyrzucona z orbity na trzy dni”.

Mówi też o jakichś chemikaliach w atmosferze służących jako katalizator przy wybuchu ognia.

23 lipca 1996 r. mieszkający na przedmieściach Rochester John Larry miał wizję Jezusa ostrzegającego przed czasem trzech dni ciemności:

 

Otrzymałem cztery wizje na ten temat. Ujrzałem ogromną kometę z ognistym ogonem, która okrążając ziemię, zbliżała się coraz bardziej. I nagle ujrzałem, jak uderza w Ocean Atlantycki. Widziałem nawet to niesamowite wejście pod wodę i samo uderzenie pomarańczowego ognia w dno oceanu, co spowodowało powstanie przeogromnych fal, wyższych od najwyższych drapaczy w Nowym Jorku, jak mi to zostało pokazane w innej wizji. Zalana została cała wschodnia część USA i całe wybrzeże atlantyckie w Europie. Wstrząs spowodował przebudzenie się wielu wulkanów i wyrzucenia ławy i pary, które zmieszały się z gazami komety. Utworzony w ten sposób dym zaćmi słońce na trzy dni. Przytoczę wam teraz przekaz z 23 lipca 1996 roku. Po przyjęciu Komunii Świętej ujrzałem ogromny wulkan, z którego buchał czarny dym zasłaniający słońce. Jezus powiedział:

 

„Mój synu, w tej wizji oglądasz wybuch masywnego wulkanu, z którego wydobywa się czarny dym. Wprawdzie ujrzycie wzrost wybuchów wulkanicznych, lecz ten wybuch nastąpi dopiero, gdy kometa uderzy w Ziemię. Nastąpi ogromne zniekształcenie skorupy ziemskiej, co będzie przyczyną przebudzenia się wielu wulkanów. Złączenie się gazów i lawy wulkanicznej z gazami komety spowoduje trzy dni ciemności. Nastąpi zmiana biegunów magnetycznych i krótkotrwała zmiana orbity ziemskiej na większą. Przyciąganie słoneczne skoryguje zmianę orbity, lecz zanim to nastąpi, na Ziemi będzie zimniej. Podczas trzech dni ciemności podziemia lub jaskinie będą najlepszym schronieniem przed zimnem i unoszącą się siarką, która wypełniając powietrze, wychwytywać będzie z niego tlen. Módl się, mój ludu, i słuchaj moich pouczeń, a Ja skieruję cię, gdzie powinieneś iść, i obdarzę cię moim Chlebem Niebiańskim”.

 

Co to będzie? Czy Niebo ostrzega o skutkach wybuchu jądrowego? A może mówi o upadku jakiegoś kosmicznego bolidu, który wzbije w atmosferę tyle pyłu, że na kilka dni zapanuje na świecie nieprzenikniony mrok? Może, zgodnie z tym, o czym mówi Patricia Talbot, czas mroku rzeczywiście wiąże się z katastrofą kosmiczną?

„Jeśli ludzkość się nie nawróci – mówi wizjonerka – nadejdą dni ciemności zapowiedziane w Apokalipsie i przez wielu wizjonerów. Ziemia wypadnie z orbity na trzy dni”.

 

Dlatego Maryja każe ludziom przeczekać ten czas w swych domach, więcej – poleca zamknąć drzwi, pozasłaniać wszystkie okna i nie wyglądać na zewnątrz.

Może rację mają ci, którzy uważają, że hasło „trzy dni ciemności” brzmi jak symboliczny okres zła? Trudno się z nim zgodzić, skoro ten przerażający wątek towarzyszy wielu nadprzyrodzonym interwencjom z Nieba.

Ich kres nastąpi po interwencji Najświętszej Maryi Panny. W jednym z objawień w 1993 r- Maryja mówiła:

„Jestem świeżym powiewem w nowym dniu. Jestem światłem, posłanym, by rozproszyć ciemność”.

Tekst pochodzi z książki: Wincenty Łaszewski, „Koniec świata według Maryi”, Fundacja „Nasza Przyszłość”, 2010.

http://www.fronda.pl/a/trzy-dni-ciemnosci-koniec-swiata-wg-maryi-3,127950.html?fbclid=IwAR1_Sf0WxF62oV-ksZPA3AwqvLITD5yTyHeB2XYzb39zu2X81YZpGKJFHFU

Posted in Matka Boża, POLECAM, Religia | Leave a Comment »

Życie po życiu, wyszła z ciała i zobaczyła Jezusa, aniołów i Maryję. Śmierć kliniczna. Bóg jest żywy

Posted by tadeo w dniu 4 czerwca 2019

Jedno z najpiękniejszych świadectw jakie miałam okazję obejrzeć. Bóg zapłać.

Irmina przeżyła wypadek czołowy, po kilku dniach lekarze powiedzieli rodzinie, że będzie już umierać. Wtedy wyszła z ciała i zobaczyła ciemną krainę czyściec i drogi do piekieł. Następnie przyszedł Jezus i zabrał ją do pięknej krainy światła. Irmina dokładnie opisuje co widziała. Widziała też wydarzenia na ziemi, których nie mogła widzieć z łóżka w którym leżało jej ciało. Spotkała zmarłych rodziców chłopaka, którzy ją poprosili by wróciła na ziemię. Widziała jak lekarz z pielęgniarkami zrobili sobie imprezę na intensywnej trapi.

 

Posted in Religia, Świadectwa | Leave a Comment »

Czy zmarli przychodzą do nas w snach?

Posted by tadeo w dniu 4 czerwca 2019

Sny są zjawiskiem naturalnym. Mówią dużo, ale o nas samych. To nie jest narządzie poznania świata zewnętrznego, ale wewnętrznego. Co zatem oznacza, gdy we śnie pojawia się ktoś z naszych bliskich, naszych przodków? Ks. Sławomir Sosnowski, były egzorcysta, podkreśla, że Bóg może posłużyć się snami. I w tej perspektywie ludzie wierzący powinni analizować takie spotkania we śnie.

 

Posted in Religia | Leave a Comment »

,,Zobaczyłam piekło otwarte”. Wstrząsające wizje Rozalii Celakówny

Posted by tadeo w dniu 23 Maj 2019

„Najwięcej było potępionych za grzechy przeciw szóstemu i dziewiątemu przykazaniu, następnie za zbrodnie i nienawiść. Te trzy rodzaje grzechów w szczególny sposób były widoczne. Mąk tej kaźni nikt nie potrafi opisać. Sam widok może człowieka o śmierć przyprawić, gdyby nie był wspomagany łaską Bożą”.

,,Zobaczyłam piekło otwarte''. Wstrząsające wizje Rozalii Celakówny

„Jezu mój, niczego innego nie pragnę, tylko miłości. Chcę Cię kochać tak bardzo, jak tylko stworzenie może ukochać Boga, Ty, mój Jezu, więcej nikt! […] O nic Cię tak gorąco nie proszę, jak o to, bym Cię nigdy ani cieniem grzechu dobrowolnego nie obraziła”.

Służebnica Boża Rozalia Celakówna, której proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 1996 r., urodziła się 19 września 1901 r. we wsi Jachówka. Była najstarszym z ośmiorga dzieci Joanny i Tomasza Celaków.

UCZYŁA SIĘ MIŁOŚCI BOGA

 

Rodzice Rozalii byli gorliwymi katolikami. Chociaż ciężko pracowali na roli, to jednak dużo czasu poświęcali na religijne wychowywanie swoich dzieci. Modlili się wspólnie rano, w południe i wieczorem. Odmawiali różaniec i inne modlitwy.

Stałą ich praktyką była lektura Pisma św., żywotów świętych oraz książek i czasopism religijnych. Celakowie spowiadali się co miesiąc, a w każdą niedzielę i czasami także w tygodniu uczestniczyli we Mszy św.

Rozalia tak pisała o swoich rodzicach:

„Od najmłodszych lat mego życia wpajali w duszę mą głębokie zasady wiary świętej, miłości Boga i bliźniego. Czuwali nad mą duszą, by chronić ją od zepsucia. W domu nigdy nie widziałam złego przykładu”.

Rodzice przekazywali swoim dzieciom największy skarb, jakim jest katolicka wiara. Mała Rózia była bardzo szczęśliwa, gdy mogła przychodzić do Jezusa obecnego w tabernakulum. Mówiła Mu:

„Jezu, chcę być Twoją na zawsze, na wieki”.

W notatkach Rozalii czytamy:

„Pierwszą nauczycielką, która mię uczyła kochać Pana Jezusa, była moja Droga Matka. Ona mnie pouczała, co Pan Jezus dla nas uczynił, za co mamy Go kochać, jaką muszę być, by się Jemu podobać, itd. […]

Pobożność moich Rodziców objawiała się przede wszystkim w zachowaniu przykazań Bożych, nie była to pobożność dziwaczna, wykoślawiona, ale zdrowo i rozumnie pojmowana”.

Od swoich rodziców Rozalia uczyła się kształtować swój charakter: przezwyciężać egoizm, nabywać pokory, łagodności, zyskiwać zdolność przebaczania, bycia uprzejmą, grzeczną, gotową do służenia osobom starszym i potrzebującym pomocy, a przede wszystkim wzrastania w miłości do Boga.

1 września 1908 r. Celakówna rozpoczęła naukę w szkole podstawowej. Miała dobrą pamięć, bardzo lubiła się uczyć i była wzorem dla innych dzieci. W wieku 10 lat Rozalia przyjęła po raz pierwszy Komunię św. Jak sama stwierdziła, było to jedno z najważniejszych wydarzeń w jej życiu. Wyznała wtedy Jezusowi swoją miłość:

„Jezu mój, niczego innego nie pragnę, tylko miłości. Chcę Cię kochać tak bardzo, jak tylko stworzenie może ukochać Boga, Ty, mój Jezu, więcej nikt! […] O nic Cię tak gorąco nie proszę, jak o to, bym Cię nigdy ani cieniem grzechu dobrowolnego nie obraziła”.

Rozalia przeżyła wtedy swoje pierwsze mistyczne spotkanie z Jezusem. Pan prosił ją:

„Oddaj mi się cała, zupełnie bez zastrzeżeń, na wyłączną służbę, a będziesz bardzo szczęśliwą. Świat nigdy ci szczęścia dać nie może, lecz Ja, twój Bóg, uszczęśliwię cię. Kochaj Mnie za cały świat! Ja rozszerzę twoje serce i napełnię miłością, byś Mi mogła płacić miłością za miłość”.

Rozalia ukończyła szkołę podstawową w 1914 r. Pragnęła dalej się kształcić, ale z powodu wybuchu I wojny światowej nie było to możliwe. Pomagała więc rodzicom w pracy na roli i opiekowała się młodszym rodzeństwem.

W 1917 r. przyjęła sakrament bierzmowania. W tym czasie coraz częściej miała mistyczne przeżycia. W 1918 r. w swoim kościele parafialnym złożyła prywatny ślub czystości.

CIEMNA NOC DUCHA

 

W 1919 r. Pan Jezus wprowadził Rozalię w bolesny okres duchowego oczyszczenia – w tzw. ciemną noc ducha, która trwała sześć lat. Był to dla niej czas wielkiego duchowego cierpienia, koniecznego na drodze dojrzewania do miłości.

Rozalia doświadczała wówczas gwałtownych pokus przeciwko wierze, czystości i pokorze. Wydawało jej się, że została odrzucona przez Boga. Nawiedzały ją wszystkie możliwe pokusy, przerażające ciemności ducha, poczucie beznadziei i rozpaczy.

Kiedy atak sił zła osiągał swoje apogeum, Rozalia padała na kolana i błagała Boga o miłosierdzie. W tym niezwykle trudnym okresie nigdy nie zaniedbywała modlitwy ani pełnienia swoich obowiązków.

W 1922 r. udała się pieszo na Jasną Górę, aby wyprosić łaskę rozeznania swojej drogi życiowej. Po powrocie była pewna, że Bóg ją wzywa, aby opuściła dom rodzinny i zamieszkała w Krakowie.

W sierpniu 1924 r. Rozalia przeprowadziła się do Krakowa. Był to dla niej bardzo trudny okres. Wielokrotnie doznawała wtedy bolesnych napaści ze strony złych duchów, jak również braku zrozumienia jej duchowego stanu przez spowiedników.

Szczytem duchowych cierpień Rozalii była wizja piekła.

„Zdawało mi się – pisze – że z każdą godziną staczam się w przepaść piekielną […]. Przed mą duszą stanęły potworne grzechy i zbrodnie, które zdawały się być przeze mnie popełnione […].

Słyszałam głos: »potępiona jesteś i nic ci już nie pomoże« […]. Odczuwałam ogień piekielny na sobie, który zdawał się palić me ciało. Ryk i wycie szatanów było tak przejmujące, że żaden rozum ludzki tego nie pojmie. Gdy Bóg w ten sposób duszę krzyżuje i zostawia w ciemności – wówczas człowiek nic nie może pomóc.

Dusza ma była zawieszona między niebem, ziemią i piekłem […] zobaczyłam piekło otwarte, którego grozy nie potrafię opisać. Olbrzymia ilość szatanów masami wtrącała dusze do tej otchłani z iście szatańską radością. Jeden drugiemu jakby robił konkurencję, wprowadzając coraz więcej dusz. Męczarnie zadawali im podług grzechów.

Najwięcej było potępionych za grzechy przeciw szóstemu i dziewiątemu przykazaniu, następnie za zbrodnie i nienawiść. Te trzy rodzaje grzechów w szczególny sposób były widoczne. Mąk tej kaźni nikt nie potrafi opisać. Sam widok może człowieka o śmierć przyprawić, gdyby nie był wspomagany łaską Bożą”.

Zaraz po tym przerażającym doświadczeniu piekła dusza Rozalii została przeniesiona do nieba. Takiego uczucia miłości i szczęścia nigdy wcześniej nie doznała. Usłyszała wewnętrzny głos:

„Świętość to miłość. Ta dusza dojdzie do najwyższej doskonałości, która najgoręcej Boga ukocha”.

PRACA W SZPITALU

 

W kwietniu 1925 r. Rozalia podjęła pracę w szpitalu św. Łazarza, na oddziale chorób skórno-wenerycznych. Kiła i inne choroby weneryczne świadczą o upadku moralnym. Łamanie VI przykazania przynosi ze sobą straszne konsekwencje.

Już przed II wojną światową kardynał prymas August Hlond mówił, że w XX w. upadek moralny ludzkości stał się gorszy niż w Sodomie i Gomorze.

Grzechy nieczystości niszczą miłość, pogłębiają egoizm i dlatego zadają wielkie cierpienie Jezusowi. Dlatego Pan Jezus mówił Rozalii:

„Trzeba ofiary za Polskę, za grzeszny świat. Strasznie ranią Moje Najświętsze Serce grzechy nieczyste. Żądam ekspiacji”.

Rozalia zrozumiała, że Pan Jezus powołał ją, aby niosła Jego miłość i miłosierdzie ludziom moralnie upadłym, dotkniętym chorobami wenerycznymi.

Coraz mocniej zjednoczona z Jezusem, Celakówna z wielkim poświęceniem opiekowała się chorymi wenerycznie, zapomnianymi przez najbliższych. Chorzy ci zachowywali się ordynarnie; ich wyuzdane zachowanie i najgorsze przekleństwa były dla Rozalii niezwykle bolesnym doświadczeniem.

Pozostała tam jednak, bo wiedziała, że Pan Jezus ją do tej pracy powołał. Z wielkim poświęceniem służyła chorym. Czyniła to z miłości do Pana Jezusa obecnego w każdym cierpiącym i potrzebującym pomocy człowieku.

Podczas mistycznych spotkań Pan Jezus zapewniał Celakównę:

„Jestem zawsze z tobą i wspieram cię Moją łaską, i nadal przy tobie pozostanę; a chociaż Mnie nie widzisz jak teraz, masz Mnie widzieć oczyma duszy i w to wierzyć, bo gdybym nie był przy tobie, sama nigdy byś nie mogła się ostać w tych warunkach”.

15 grudnia 1927 r. Rozalia wstąpiła do zakonu klarysek. Szybko się jednak przekonała, że to nie jest jej powołanie. Mury klasztorne opuściła 1 marca 1928 r. Podjęła pracę w klinice okulistycznej. Była to dobrze opłacana i prestiżowa posada. Jednak sumienie nie dawało Celakównie spokoju.

Pan Jezus dał jej wyraźny znak, że ma na nowo podjąć pracę na oddziale dermatologicznym. Podczas modlitwy Rozalia w mistycznej wizji zobaczyła Pana Jezusa okrutnie biczowanego przez chore wenerycznie pacjentki.

Biły Go one bez litości po twarzy i całym ciele. Wtedy tak przemówił Pan Jezus do Rozalii:

„Moje drogie dziecko, popatrz, jak straszną boleść zadają mi grzechy nieczyste. Tu, dziecko moje, chcę cię mieć, byś Mi wynagradzała za te straszne grzechy, które tak bardzo ranią moje Serce […].

Ty, dziecko moje, będziesz bardzo cierpieć w swym życiu, by Mię pocieszać, byś się stała do Mnie podobną, i ratować masz dusze […].

Ja ci dziś odkrywam i daję poznać tajemnicę i wartość cierpienia. Cierpienie jest tak wielką łaską, że to jest trudno pojąć. Jest to większa łaska niż dar czynienia cudów. Dam ci miłość cierpienia, byś umiała cierpieć podobnie jak Ja”.

W mistycznej wizji Pan Jezus zaprowadził Rozalię „nad ogromną przepaść, pełną zgnilizny i obrzydliwości”.

„Dał mi zrozumienie – pisała dalej Celakówna – że to jest serce ludzkie skalane grzechem nieczystym. Kazał mi Pan Jezus pracować w tym miejscu w intencji tych upadłych dusz, nad ich nawróceniem, i kazał mi zapamiętać na całe życie, że moja praca i żywot w tym miejscu będą zakończone”.

Pracując na oddziale chorób wenerycznych, Rozalia musiała zmieniać chorym opatrunki, oczyszczać ich gnijące i cuchnące rany, pełnić nocne dyżury, towarzyszyć umierającym.

Mówiła, że gdyby nie nadprzyrodzona miłość bliźniego oraz świadomość, że wypełnia wolę Bożą, to za żadne pieniądze nie podjęłaby się tak wyczerpującej, okropnej pracy.

 

TROSKA O NAWRÓCENIE CHORYCH

 

Rozalia w heroiczny sposób przezwyciężała pojawiającą się w niej odrazę na widok i sposób zachowania wenerycznie chorych i z miłością, dobrocią, anielską cierpliwością pełniła swoją posługę wśród nich.

Dla chorych była bardzo delikatna i skromna, a równocześnie stanowcza. Starała się dobrocią i życzliwością zachęcić ich do porzucenia drogi grzechu i otwarcia się na Boże miłosierdzie.

Często klękała przy łóżkach pacjentów, modląc się o ich nawrócenie. Do końca towarzyszyła umierającym, modląc się, aby przez spowiedź pojednali się z Bogiem.

Mając dyżur nocny – wspomina jej znajoma – Rozalia miała trudność w nakłonieniu pewnego człowieka w średnim wieku do spowiedzi i Komunii św. przed jego zgonem.

Wtedy uklękła przy jego łóżku i zaczęła odmawiać różaniec. Po paru minutach chory zapytał:

»Co pani robi?«.

»Modlę się« – odrzekła.

»Za kogo?«.

»Za pana«.

»Za mnie? Ja wcale o to nie proszę« – zasnął.

Obudziwszy się, ponownie ujrzał ją modlącą się i zapytał:

»Czy nadal pani za mnie się modli?«.

»Tak!«.

Wtedy on się oburzył i powiedział:

»Lecz ja sobie tego nie życzę« – i ponownie zapadł w sen.

Kiedy po raz trzeci się obudził, znów ujrzał Rozalię klęczącą i zapytał:

»Czy dalej pani modli się za mnie, mimo moich przykrych słów?«.

Ona na to:

»Tak! Bo dobroć Boża jest tak wielka, że ogarnia również pana, choć pan tą dobrocią pogardza.«

Wtedy ten człowiek poprosił, by zawołała kapłana; wyspowiadał się i przyjął wiatyk św., namaszczenie olejem św. i po 2-3 godzinach zmarł nad ranem”.

Rozalia wszystko czyniła z miłości ku Jezusowi i Maryi. Pomimo tego, że miała bardzo ciężką pracę w szpitalu, to kontynuowała naukę, aby lepiej służyć chorym. Uczyła się wieczorami i nocą. Ostatni egzamin pielęgniarski zdała w 1933 r.

Już jako dyplomowana pielęgniarka z wielką charyzmą i doświadczeniem Rozalia otrzymywała dużo różnych ofert bardzo dobrej pracy. Jednak pozostała wierną swemu powołaniu posługi wśród wenerycznie chorych.

 

WEZWANIE DO INTRONIZACJI

 

Od maja 1937 r. kierownikiem duchowym Rozalii został paulin o. Zygmunt Dobrzycki. To był dla niej wyjątkowy czas mistycznych spotkań z Chrystusem oraz ściślejszego zjednoczenia się z Nim. Rozalia tak pisała o obecności Jezusa w jej życiu:

„Pan Jezus, choć w sposób niewidoczny, jest obecny w duszy. Jego obecność odczuwałam w ten sposób, jakby dwie osoby zjednoczyły się w jedną.

To zetknięcie się Jezusa z duszą jest o wiele wyższe aniżeli widzenie. Choćbym chciała opisać, to nie potrafię, bo to przechodzi mój umysł tak bardzo ograniczony i wszelkie moje pojęcie”.

Podczas rekolekcji we wrześniu 1937 r. Rozalia na nowo odkryła, jak wielkim darem jest współuczestniczenie w cierpieniu Chrystusa na krzyżu.

Przyjmując krzyż cierpienia w zjednoczeniu z Chrystusem, pragnęła uczyć się tak Go kochać, jak żaden człowiek Go nie kochał. Wtedy także poprzez mistyczkę Pan Jezus skierował wezwanie do Polski i wszystkich narodów, aby przyjęły Go za jedynego Pana i podporządkowały wszystkie dziedziny życia wymaganiom, jakie stawia Jego miłość. W imieniu całego narodu aktu tego miały dokonać wspólnie władze duchowne i świeckie.

W jednej ze swoich wizji Rozalia usłyszała:

„Jeżeli chcecie ratować świat, trzeba przeprowadzić intronizację Najświętszego Serca Jezusowego we wszystkich państwach i narodach na całym świecie. Tu i jedynie tu jest ratunek.

Które państwa i narody jej nie przyjmą i nie poddadzą się pod panowanie słodkiej miłości Jezusowej, zginą bezpowrotnie z powierzchni ziemi i już nigdy nie powstaną […]. Pamiętaj, dziecko, by sprawa tak bardzo ważna nie była przeoczona i nie poszła w zapomnienie”.

Odtąd doprowadzenie do intronizacji stało się dla Rozalii niezwykle ważnym zadaniem. Wiedziała, że do tego wzywa ją Chrystus. W tej intencji modliła się i ofiarowywała wszystkie swe trudy i cierpienia.

Kierownikiem duchowym o. Zygmunta Dobrzyckiego był generał paulinów, o. Pius Przeździecki. To właśnie on kilkakrotnie rozmawiał w sprawie intronizacji z prymasem Polski kard. Hlondem.

Kardynał chciał się jednak wpierw upewnić, czy Rozalia jest osobą wiarygodną, i dlatego nakazał, aby przeszła badania lekarskie oraz przedstawiła ich wyniki władzom kościelnym.

Mistyczka poddała się badaniom neurologicznym, które przeprowadził dr J. Horodeński. Potwierdziły one, że jest w pełni psychicznie zdrowa.

Na długo przed wybuchem II wojny światowej Celakówna przekazywała wezwania Jezusa i Maryi do nawrócenia, gdyż jego brak doprowadzi do wybuchu strasznej wojny.

Główną przyczyną wojny są bowiem grzechy rozpusty, morderstwa i nienawiść. Przed katastrofą wojny może uchronić świat tylko akt intronizacji Chrystusa.

Wypełnienie posłannictwa (1939-1944)

Rozalia otrzymywała coraz mocniejsze przynaglenia, aby dokonano aktu intronizacji. Dla tej sprawy pragnęła wszystko wycierpieć i była gotowa – jak napisała –

„umrzeć w największym opuszczeniu tak, jak nasz Jezus na krzyżu”.

Jej największym pragnieniem było, aby w Polsce dokonała się intronizacja i za tym przykładem poszły inne narody.

W strasznym czasie okupacji Polski, kiedy to w każdej chwili groziło aresztowanie, wywiezienie do obozu koncentracyjnego i śmierć, Rozalia pisała:

„mimo wszystko jestem bardzo spokojna […]. Gdybyśmy wiedzieli, jak nas Pan Jezus kocha, ani na moment nie dopuszczalibyśmy do naszych dusz trwogi i bojaźni”.

Rozalia troszczyła się przede wszystkim o to, by jak najwięcej ludzi uratować od wiecznego potępienia.

Na początku wojny zatrudniono ją w ambulatorium, gdzie pracowali niemieccy lekarze. Przytłoczona nadmiernymi obowiązkami, Celakówna była zmuszona uczyć się języka niemieckiego.

Bardzo cierpiała, że mimo szalejącej wojny ludzie się nie nawracali i dalej obrażali Boga ciężkimi grzechami. Często płakała nad losem i grzechami swojego narodu. Jej czyste serce oraz wnikliwość jej obserwacji pozwalały widzieć ogrom moralnej deprawacji społeczeństwa. W październiku 1939 r. pisała:

„Takiego upodlenia i tylu grzechów nigdy nie było w narodzie polskim, jak ostatnimi czasy”.

W swoich modlitwach Rozalia nieustannie błagała Boga o miłosierdzie dla grzeszników.

W duchu ekspiacji za ich grzechy z miłością przyjmowała wszystkie cierpienia i upokorzenia. Pan Jezus w odpowiedzi zalewał jej duszę nieopisaną radością swojej bliskości i miłości.

Na początku 1941 r. bardzo pogorszył się stan zdrowia Celakówny, ale nie rezygnowała z pracy w szpitalu. Do końca spalała się w służbie Bogu i bliźnim. Pisała:

„Dyżur nocny ma dla mnie coś niezwykle ważnego… Pan Jezus, chorzy i ja […]. Wtedy Pan Jezus w sposób szczególny zniża się do mej duszy”.

Przez swoją pracę, modlitwę i cierpienie Rozalia czyniła wszystko, by jak najszybciej nadszedł dzień intronizacji, oddania narodów pod panowanie Chrystusa Króla. Wypełniała tym samym prośbę Jezusa:

„Ja chcę niepodzielnie panować w sercach ludzkich, proś o przyspieszenie mego panowania w duszach przez intronizację”.

Cztery lata przed śmiercią Rozalia pisała do swojego spowiednika:

„Moje życie chyli się ku wieczorowi. Tak bardzo lubię zachód słońca: wtedy moja dusza więcej zatapia się w Bogu, w tym Słońcu Sprawiedliwości, i myślę o Panu, jak mam Go kochać i jak się Jemu podobać, by kiedyś moje życie kończyło się tak, jak dzień się kończy, ale dzień jasny i pogodny”.

Na początku września 1944 r. czuła się bardzo słabo. Znajoma Rozalii, która była chora na grypę, poprosiła ją o postawienie baniek. W czasie tej wizyty Celakówna mocno się przeziębiła i musiała położyć się do łóżka.

Stan jej zdrowia pogarszał się z dnia na dzień i dlatego 11 września przewieziono ją do szpitala. Chora cały czas modliła się na różańcu. Przyjęła wiatyk i sakrament namaszczenia chorych.

Rozalia Celakówna zmarła podczas snu w nocy z 12 na 13 września 1944 r.

Pochowano ją na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Pomimo wojny w pogrzebie uczestniczyło liczne grono kapłanów, sióstr zakonnych, krewnych i znajomych. Po śmierci jej prostota, dobroć serca i bezinteresowna miłość poruszyły sumienia i serca wielu osób, które ją znały.

Szybko rozeszła się wieść, że przez jej wstawiennictwo Pan Bóg udziela ludziom nadzwyczajnych łask, o które proszą. Jej proces beatyfikacyjny trwa.

Rozalia mówiła, że świętość to miłość. Poprośmy Jezusa jej słowami o ten największy dar:

„Panie Jezu, daj mi miłość, miłość, która potrafi kochać Ciebie za cały świat, kochać do szaleństwa, tak jak jeszcze na tej ziemi nie byłeś nigdy kochany. Bo ty, Jezu, potrafisz rozszerzyć moje małe serce do nieskończoności. Jesteś wszechmocny, więc uczynisz ten cud”.

Ks. Mieczysław Piotrowski

Posted in POLECAM, Religia, Święci obok nas | Leave a Comment »

7 miejsc w Polsce, w których objawiła się Maryja

Posted by tadeo w dniu 5 Maj 2019

Sanktuarium Matki Boskiej Jaworzyńskiej, Wiktorówki fot. Bartosz Makowski/REPORTER

W Polsce mamy przynajmniej siedem miejsc, w których ukazała się Maryja. Nie wszystkie objawienia są oficjalnie potwierdzone przez Watykan, ale we wszystkich kult zyskał aprobatę biskupów.

Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię

Znaczenie Matki Bożej w życiu duchowym Polaków jest tak oczywiste, że wręcz przysłowiowe. Od Bałtyku po Tatry niemal co krok spotykamy mniejsze lub większe sanktuaria maryjne, w których od wieków ludzie doznają szczególnych łask, modląc się przed cudownym obrazem lub figurą Najświętszej Panny. Warto jednak wiedzieć, że historia niektórych z tych miejsc zaczęła się nie od wizerunku, który zyskał popularność wśród wiernych, ale od ukazania się samej Maryi.W Polsce jest takich miejsc przynajmniej siedem. I choć nie wszystkie objawienia zostały oficjalnie potwierdzone przez Stolicę Apostolską, to jednak rozwijający się tam kult za każdym razem zyskiwał aprobatę miejscowego biskupa. Aprobata taka oznacza, że jeśli nawet fakt objawienia się Matki Bożej nie jest w danym wypadku pewny, to przynajmniej prawdopodobny, a towarzyszące mu wydarzenia wyraźnie wskazują na Bożą interwencję w historię konkretnych ludzi.

Zobacz miejsca objawień Maryi:

 

Objawienia w Janowie Lubelskim (koło Kraśnika)

Na początku listopada 1645 roku Wojciech Boski, bednarz ze wsi Ruda, szedł na jutrznię do kościoła w Białej. Po drodze ukazała mu się Maryja trzymająca w rękach dwie płonące świece. Towarzyszyli jej dwaj aniołowie. Prosiła, by na tym miejscu uwielbiano Boga przez Jej wstawiennictwo. Widzenie powtórzyło się jeszcze 8 grudnia. Miejscowy proboszcz początkowo potraktował relacje Wojciecha Boskiego z rezerwą. W tym samym czasie mieszkańcy Janowa postawili w miejscu objawień kapliczkę i zaczęli gromadzić się tam na modlitwę. W następnym roku dwaj rybacy łowiący nocą ryby w stawie nieopodal Rudy zobaczyli na miejscu uprzednich objawień procesję aniołów.

W tej sytuacji proboszcz zawiadomił biskupa, biskup przysłał specjalną komisję, komisja zbadała sprawę i uznała Boże działanie zalecając postawić w tym miejscu krzyż. Krzyż postawiono, a mieszkańcy Janowa mogli podziwiać bijącą od niego nadzwyczajną jasność. Niedługo potem państwo Zamoyscy ufundowali kościół i klasztor i przekazali je dominikanom. W kościele umieścili obraz Matki Bożej, który do dziś można tam podziwiać. Po kasacie zakonu w ramach represji po upadku powstania styczniowego kościołem zajęli się księża diecezjalni i tak jest do dziś.

 

Objawienia w Płonce Kościelnej (koło Białegostoku)

W Płonce najpierw był obraz. Zwróciła nań uwagę sama Maryja, która dwukrotnie prosiła, by czczono ją w tym wizerunku. Swoją prośbę przekazała córce biednej wdowy, osiemnastoletniej Katarzynie, która była służącą u miejscowej szlachty. Ukazała jej się dwa razy w roku 1673 trzymając w dłoniach krzyż i Pismo Święte. Również Katarzynie z początku nie bardzo chciano wierzyć, ale już niebawem mieszkańcy Płonki dostrzegli jasność otaczającą nocami obraz w ich parafialnym kościele.

Ponadto z ołtarza miała wydobywać się piękna woń i słychać było bicie dzwonów, choć te na kościelnej wieży trwały w bezruchu. Przy obrazie zaczęło dochodzić do uzdrowień. Wystarczyło pięć lat, by ich prawdziwość została potwierdzona dekretem biskupim, który jednocześnie zezwolił na publiczny kult tutejszego wizerunku Maryi Wniebowziętej. Podobnie jak w Janowie Maryja nie składała tu żadnych szczególnych obietnic. Prosiła tylko o modlitwę. Cuda zaczęły dziać się niejako przy okazji.

 

Objawienia w Matemblewie (Gdańsk)

Dziś Matemblewo to obrzeża Trójmiasta, a dokładniej gdańskiej dzielnicy Brętowo. W drugiej połowie XVIII wieku był to jednak środek lasu, przez który prowadziła do miasta droga z odległej o dziesięć kilometrów wioski o nazwie Matarnia. Pewnej zimowej nocy, podczas zamieci stolarz z Matarni wyruszył pieszo do Gdańska, by sprowadzić lekarza do swojej oczekującej rozwiązania żony, której stan zdrowie nagle bardzo się pogorszył. Mróz i zamieć nie pozwoliły mu dotrzeć do celu. W pewnym momencie wycieńczony wędrówką w okropnych warunkach upadł na ziemię i zamarzając ostatkiem sił modlił się o ocalenie dla żony i siebie.

Wtedy miała ukazać mu się brzemienna Pani niezwykłej urody, która powiedziała, że żona stolarza szczęśliwie urodziła już dziecko, a jemu samemu poleciła wracać do domu. Dotarł tam ostatkiem sił, przekonując się, że brzemienna Pani miała rację. Cystersi z pobliskiej Oliwy okazali się ludźmi nieco większej wiary niż proboszczowie z Janowa i Płonki i niedługo po tym, jak poznali historię stolarza ustawili w matemblewskim lesie figurę Matki Bożej. Do dziś mieszkanki Trójmiasta i okolic skutecznie upraszają tam dar poczęcia i szczęśliwego rozwiązania.

 

Objawienia w Licheniu

Najpierw Maryja ukazała się w 1813 roku rannemu w bitwie pod Lipskiem żołnierzowi Tomaszowi Kłosowskiemu. Obiecała mu wówczas ocalenie życia i powrót w rodzinne strony oraz poleciła odnaleźć swój wizerunek, jaki ujrzał podczas widzenia. Tomasz ocalał, powrócił i prośbę Matki Bożej wykonał umieszczając obraz w kapliczce na drzewie. Przy tym właśnie drzewie niecałe czterdzieści lat później Maryja ukazała się biednemu pasterzowi Mikołajowi Sikatce. Prosiła o przeniesienie wizerunku w godniejsze miejsce i wzywała do modlitwy i nawrócenia.

Mikołajowi oczywiście nie uwierzono, póki nie nadeszła zapowiedziana przez Maryję epidemia cholery. Dopiero wówczas okoliczni mieszkańcy przekonali się, że – zgodnie ze słowami Maryi przekazanymi przez Sikatkę – modlitwa przy jej cudownym wizerunku przynosi uzdrowienie i ratunek. Z powodu licznych uzdrowień biskup kaliski zdecydował o przeniesieniu obrazu do kościoła świętej Doroty w Licheniu. Dziś stoi tu największy kościół w Polsce, a sanktuarium odwiedzają rzesze pielgrzymów.

 

Objawienia na Wiktorówkach (Zakopane)

W Tatrach Maryja objawiła się Marysi Murzańskiej w 1860 roku. Kilkunastoletnia pasterka, która wypasała swoje stado na Rusinowej Polanie w poszukiwaniu zagubionych owiec zeszła do lasu należącego do Wiktorówek. Tam spotkała Piękną Panią, która obiecała jej odnalezienie owiec i prosiła o przekazanie dorosłym zachęty do nawrócenia i pokuty.

Jeden z pasterzy, któremu Marysia opowiedziała o spotkaniu z Panią przybił tu na świerku obrazek Matki Bożej. Niedługo potem wybudowano w miejscu objawienia niewielką kapliczkę. Przez pół wieku modlili się w niej jedynie drwale i pasterze. Z czasem zaczęli przybywać do Królowej Tatr również pielgrzymi. W rozbudowanej z czasem kaplicy od 1958 roku dominikanie prowadzą duszpasterstwo turystyczne.

 

Objawienia w Gietrzwałdzie Warmińskim

Już w XVI wieku w miejscowym kościele czczono obraz Matki Bożej Królowej Niebios i Pani Aniołów. Jednak prawdziwego znaczenia Gietrzwałd nabrał w 1877 roku, gdy Maryja objawiła się tutaj trzynastoletniej Justynie Szafrańskiej i dwunastoletniej Basi Samulowskiej. Najświętsza Maryja Panna Niepokalanie Poczęta – jak sama się przedstawiła – ukazywała się w Gietrzwałdzie sto sześćdziesiąt razy w ciągu trzech miesięcy. Polecała codzienną modlitwę różańcową i prosiła o wystawienie kapliczki z jej figurą oraz murowanego krzyża. Przypominała jednocześnie, że najważniejsza jest msza święta.

Istotne jest też to, że na terenie zaboru, gdzie miejscową ludność poddawano przymusowej germanizacji, Maryja rozmawiała z dziewczynkami po polsku. To prawdopodobnie zachęciło miejscowego proboszcza, by małe wizjonerki prosiły o zadawanie Maryi pytań o przyszłość ojczyzny i Kościoła. W odpowiedzi Matka Boża wskazywała na zależność między losami Polski a nawróceniem jej mieszkańców i wzywała do powierzania jej wszystkich spraw przez różaniec.

 

Objawienia na Siekierkach (Warszawa)

W maju 1943 roku na warszawskich Siekierkach Maryja miała po raz pierwszy ukazać się siedmioletniej wówczas Władzi. Objawienia trwały do roku 1945, również w czasie powstania warszawskiego, a potem powtórzyły się jeszcze dwukrotnie w 1949 roku. Maryja nie tylko wzywała tu do modlitwy, ale i sama jej uczyła. Podała małej wizjonerce tekst koronki i litanii, a nawet uczyła ją śpiewać pieśń ku swojej czci.

W szeregu powtarzających się objawień pozwoliła się poznać jako czuła Matka zatroskana o każde ze swoich dzieci, współczująca z ludzkimi nieszczęściami i obawami wśród wojennej zawieruchy. Szczególnie mocno wzywała do ufności Bogu i zawierzenia się Jej matczynej opiece. Tu także powracało wołanie o nawrócenie ludzkich serc.

7 miejsc w Polsce, w których objawiła się Maryja

Czytaj także:

Matka Boska Siekierkowska

Lourdes po polsku – Gietrzwałd

 Matka Boska Gietrzwałdzka

Posted in Matka Boża, Religia | Leave a Comment »

Tragedia templariuszy. Odkłamana historia obrońców chrześcijaństwa

Posted by tadeo w dniu 22 kwietnia 2019

Obraz przedstawiający oblężenie Akki w 1291. Autor: Dominique Papety (ok. 1840 r.)
Obraz przedstawiający oblężenie Akki w 1291. Autor: Dominique Papety (ok. 1840 r.) / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 64 4 13 14473
W 2001 r. odkryto w tajnych archiwach watykańskich tzw. pergamin z Chinon, który jest dowodem na to, że papież na sam koniec oczyścił templariuszy. Powinni więc oni zostać zrehabilitowani w oczach świata – mówi Michael Haag, badacz dziejów krzyżowców, autor książki „Tragedia templariuszy. Powstanie i upadek państw krzyżowców”.

PIOTR WŁOCZYK: Jak wyglądała Wielkanoc 1119 r. w Ziemi Świętej?

MICHAEL HAAG: To był bardzo smutny czas dla tamtejszych chrześcijan. Królestwem Jerozolimskim wstrząsnął wówczas potworny mord. Grupa 700 pielgrzymów – mężczyzn i kobiet – wyruszyła z Jerozolimy w kierunku rzeki Jordan. Ludzie ci byli kompletnie bezbronni. Niemiecki kronikarz Albert z Akwizgranu podał, że podróżowali oni „w radości i z dobrym sercem”, gdy natknęli się na wojska Fatymidów z Askalonu…

Muzułmanie nie znali litości?

Nie. Trzystu pielgrzymów zostało zamordowanych, wielu wzięto do niewoli. Ten mord przelał czarę goryczy. Król Baldwin II postanowił stworzyć „żandarmerię”, która ochraniałaby pielgrzymów.

Dlaczego nawet po odbiciu Ziemi Świętej z rąk muzułmanów te ziemie wciąż nie były bezpiecznym miejscem dla pielgrzymów?

W większości były to górzyste tereny, a siły krzyżowców były jednak stosunkowo szczupłe w stosunku do potrzeb. Najważniejsze miasta były w rękach chrześcijan, ale na prowincji mogło się zdarzyć dosłownie wszystko. Te realia dobrze opisał Saewulf z Canterbury, który w 1102 r. przybył do Ziemi Świętej. Po dotarciu do portu w Jafie (dziś część Tel Awiwu) pielgrzymi mogli się dostać do Jerozolimy tylko jednym szlakiem, wiodącym przez góry. Jak czytamy w jego relacji: „Każdy, kto wybrał ten szlak, ujrzał wiele ludzkich ciał leżących na drodze i przy niej, a niezliczone trupy były rozszarpywane przez dziką zwierzynę. Można się zastanawiać, dlaczego tak wielu chrześcijańskim zwłokom pozwalano leżeć bez pochówku, ale nie ma w tym nic zaskakującego. […] kto byłby takim głupcem, by opuścić braci i samemu kopać grób? Każdy, kto by tak postąpił, nie kopałby grobu dla bliźniego, lecz dla siebie”.

W ten sposób w Boże Narodzenie 1119 r. Hugon de Payns, francuski krzyżowiec, który brał udział w I krucjacie, wraz z ośmioma z towarzyszami złożył w bazylice Grobu Świętego śluby.

Doszło do tego na podstawie porozumienia króla Jerozolimy Baldwina II oraz tamtejszego patriarchy łacińskiego Warmunda. Zakon oficjalnie nazywał się Pauperes Commilitones Christi Templique Salomonis (Ubodzy Rycerze Chrystusa i Świątyni Salomona), ale do historii jego członkowie przeszli pod krótszą nazwą: templariusze. Ich siedziba główna mieściła się w Jerozolimie na Wzgórzu Świątynnym, które zostało przez Seldżuków zamienione w fortecę z koszarami. Stąd w nazwie zakonu znalazła się „Świątynia Salomona”.

Co wiadomo o ich początkach?

Niestety, bardzo niewiele. Kronikarze nie opisali nawet ślubowania w bazylice Grobu Świętego. Zresztą nawet nie wiadomo do końca, czy faktycznie było ich dziewięciu, czy był to tylko symbol – tę liczbę uważano bowiem za ideał. Najpewniej było ich więcej. Pierwsze lata działalności templariuszy są bardzo mgliste. Archiwa zakonu przepadły, dlatego jego historię możemy próbować odtworzyć ze źródeł pośrednich. Wiadomo, że początkowo braci nie było zbyt wielu, a ich rola ograniczała się tylko do pełnienia funkcji żandarmerii. Co ciekawe, pierwsi templariusze chcieli poświęcić się Jezusowi jako zakonnicy. Wcale nie rwali się do wojowania – to Baldwin II oraz Warmund wyznaczyli im tę misję, którą oni następnie z pokorą przyjęli.

Obraz "Zdobycie Jerozolimy przez Krzyżowców, 15 lipca 1099" Émile'a Signola
Obraz „Zdobycie Jerozolimy przez Krzyżowców, 15 lipca 1099” Émile’a Signola / Źródło: Wikimedia Commons

Templariusze chronili pielgrzymów na szlakach wiodących z portów do Jerozolimy i stamtąd m.in. nad Jordan i do Betlejem. Służyli również pielgrzymom jako przewodnicy, ponieważ doskonale znali historię tych terenów. Po drodze mieli do dyspozycji swoje ufortyfikowane posterunki, gdzie można było bezpiecznie odpocząć.

Jednak to nie dzięki roli żandarmów przeszli do historii.

Templariusze w niedługim czasie stali się obrońcami Ziemi Świętej. Pełnili tę funkcję wespół ze szpitalnikami, którzy równocześnie dbali o zdrowie pielgrzymów. Paradoksalnie im słabsze były państwa krzyżowców, tym mocniejsi stawali się templariusze. Władcy chrześcijańscy w Ziemi Świętej przekazywali templariuszom swoje zamki, powierzając im zadanie obrony granic chrześcijaństwa. Jak wiadomo, utrzymanie fortecy jest bardzo kosztowne, a kto jak kto, ale akurat templariusze mieli na to środki.

Nie mieli problemu z rekrutacją?

Absolutnie nie. Misja templariuszy była podwójnie atrakcyjna dla wielu młodych ludzi: dołączając do tego zakonu, można było zostać mnichem i rycerzem za jednym zamachem. Pamiętajmy jednak, że samych rycerzy nie było wśród templariuszy zbyt wielu: ich liczba nigdy nie przekraczała tysiąca. Myślę, że templariusza spokojnie można porównać do… pilota supernowoczesnego myśliwca. Wokół pilota, dysponującego śmiertelnie niebezpieczną maszynerią, pracuje wielu innych ludzi. To samo tyczyło się templariusza – ciężkozbrojnego rycerza, który stanowił wraz ze swoim potężnym koniem siłę trudną do powstrzymania. Średnio przypadało na niego dziewięciu ludzi. Oczywiście nie tylko rycerze walczyli w tym zakonie – na polu bitwy i na murach ich twierdz walczyło jeszcze wielu braci, którzy nie byli rycerzami.

Jak się sprawdzali na polu bitwy? Legendy o ich męstwie znajdują potwierdzenie w źródłach historycznych?

Nie ma wątpliwości, że jako wojownicy cieszyli się wielkim respektem. Przede wszystkim ze strony wrogów. Templariusze na polu bitwy pędzili jak czołgi, mieląc szeregi przeciwników, sprawiając, że wszystko szło w rozsypkę. Byli niezwykle karni – nie wolno im było zejść z pola walki dopóty, dopóki ich sztandar powiewał. Z opisów bitew wynika, że zazwyczaj stawało w nich 100–200 templariuszy, ale nawet to wystarczyło, żeby przechylić szalę zwycięstwa na rzecz chrześcijan. Muzułmanie mieli olbrzymią przewagę w ludziach i zapasach, ale nie mieli niczego tak potężnego jak templariusz na koniu.Utrzymanie zakonu musiało kosztować krocie, ale to przecież nie było problemem dla templariuszy – ich bogactwo do dziś rozpala wyobraźnię hollywoodzkich twórców.

Wyposażenie i utrzymanie jednego tylko rycerza we Francji w XII w. wymagało posiadania minimum 750 akrów ziemi (303 ha). Tymczasem utrzymanie templariusza było dużo droższe z uwagi na konieczność sprowadzania towarów z Europy – konie przywożone były właśnie stamtąd, tak samo jak duża część jedzenia.

Wspieranie templariuszy było bardzo popularne na zachodzie Europy. Dużo braciom dał patronat wpływowego Bernarda z Clairvaux, który stwierdził, że Ziemia Święta potrzebuje „zbrojnych rycerzy, a nie śpiewających i zawodzących mnichów”. W 1128 r. Hugon de Payns, pierwszy wielki mistrz zakonu, przybył z misją do Francji. Uzyskał tam od możnych duże nadania ziemskie i kosztowności. Następnie wielki mistrz wybrał się do Anglii. Tam z kolei Henryk IV obdarował templariuszy złotem i srebrem. Wtedy też powstał dom zakonny w Londynie. Nawiasem mówiąc, templariusze stali się w końcu największym dostawcą wełny w Anglii. Co ważne – zakon nie musiał się z nikim dzielić łupami wojennymi, a tych było bardzo dużo.

Można mówić bardzo wiele o ich bogactwie. Dość powiedzieć, że twierdza templariuszy w Paryżu, gdzie mieścił się główny skarbiec banku templariuszy, służyła również jako de facto skarbiec królów Francji. Z biegiem czasu templariusze stali się wręcz międzynarodową instytucją bankową.

Proszę się nie obrazić, ale to brzmi trochę jak legenda. Templariusze jako międzynarodowi bankierzy?

A jednak to prawda. Przykładowo bogaty pan feudalny, jadąc na pielgrzymkę czy krucjatę do Ziemi Świętej, nie musiał brać ze sobą złota w niebezpieczną podróż. Wystarczy, że część majątku zdeponował u templariuszy w Europie, a następnie mógł go wypłacić po przybyciu do Królestwa Jerozolimskiego. Templariusze opracowali wiarygodny system księgowy, który pozwalał na takie operacje.

Zakon był potężny i bogaty, ale sami bracia byli ubodzy. Początkowo ubierali się w odzież pochodzącą z darowizn, dlatego wyglądali jak „cały świat”. Dopiero później pojawił się ich „mundur”, czyli emblematyczna biała tunika z czerwonym krzyżem.

Wymagano od nich, aby zawsze byli przygotowani na śmierć i aby nigdy nie okazywali strachu w walce. Templariusze nie mogli używać plugawych słów, nie wolno im było przywiązywać się do rzeczy doczesnych ani spisywać testamentów.

Piękne ideały, ale praktyka często bywa zupełnie inna.

Myślę jednak, że co do zasady ci mnisi faktycznie podążali za ideałami. Wstawali o godz. 4, modlili się, zajmowali się końmi, potem jedli, ćwiczyli się we władaniu bronią, modlili się, jedli i szli spać późną nocą. Ich życie sprowadzało się do modlitwy i obrony wiary. To nie był zepsuty zakon. Co ciekawe, wszystko, co tylko mogło się kojarzyć z kobiecością, było przez zakon odrzucane. Dlatego mowy nie było o noszeniu szpiczastych butów, sznurówek, a także długich włosów. Bracia nosili za to długie brody.

Skąd się wzięła ta dziwna pieczęć zakonu: dwaj rycerze jadący na jednym koniu?

Różnie jest to tłumaczone, nie brakuje tu sensacyjnie brzmiących pomysłów, ale najpewniej było to podkreślenie tej prostoty życia.

Kto był ich największym wrogiem?

Poza muzułmanami? Najwięcej wrogów templariusze mieli w samym Kościele. Wynikało to z ich unikalnego umocowania – jedynie papież stał nad nimi. To się nie podobało wielu hierarchom, wliczając w to patriarchę Jerozolimy, który konkurował z wielkim mistrzem templariuszy o dostęp do ucha władcy Królestwa Jerozolimskiego. Templariusze byli zwolnieni z płacenia wszystkich podatków, a reszta Kościoła musiała na nich łożyć. Oczywiście nie wszystkim podobał się taki układ…

Po tym, gdy Saladyn zdobył Jerozolimę w 1187 r., stolicą chrześcijańskiego królestwa stała się Akka. Jednak 100 lat później muzułmanie zajęli również Akkę, wypierając chrześcijańskie wojska z Ziemi Świętej. Co to oznaczało dla templariuszy, poza klęską militarną?

Templariusze bronili się bohatersko w swojej fortecy nad morzem jeszcze tydzień po zdobyciu miasta przez mameluków. Ostatecznie wszyscy bracia zginęli pod gruzami twierdzy, której fundamenty podkopali muzułmanie. Upadek Ziemi Świętej oznaczał dla zakonu koniec. O ile bowiem istnienie szpitalników wciąż miało sens – mogli przecież leczyć ludzi wszędzie na świecie – o tyle upadek Ziemi Świętej był też upadkiem samych templariuszy, którzy nie zdołali spełnić swojej najważniejszej misji. Liczyli oni wprawdzie na zorganizowanie kolejnej krucjaty, ale było to nierealne. Templariusze wrócili do Europy, głównie do Francji. Szpitalnicy osiedlili się na Rodos, a następnie przenieśli na Maltę, gdzie działali aż do czasów Napoleona. Z templariuszami było jednak inaczej. Po upadku Akki ludzie zaczęli się zastanawiać: Po co właściwie potrzebni nam są teraz ci zakonnicy?

Bitwa pod Hittin na  XV-wiecznej miniaturze
Bitwa pod Hittin na XV-wiecznej miniaturze / Źródło: Wikimedia Commons

I wykorzystał to Filip IV Piękny.

Król Francji był bardzo zadłużony z powodu wojen. Jego sposobem na wychodzenie z długów było… pozbywanie się dłużników. Przed zaatakowaniem templariuszy Filip wyrzucił z Francji żydowskich i włoskich bankierów, którym był winien pieniądze.

Jednak pieniądze to tak naprawdę tylko tło upadku templariuszy. Filip tworzył wówczas Francję jako państwo narodowe i templariusze, a szerzej Kościół, byli jego ideologicznymi przeciwnikami. Był to konflikt dwóch wizji: uniwersalistycznego Kościoła, który twierdził, że stoi nad władcami, i Filipa, który widział to dokładnie odwrotnie. Templariusze wyglądali w jego oczach jak ręka papieża we Francji. Filip chciał ją odciąć, pokazując w ten sposób, kto naprawdę rządzi. 13 października 1307 r. król rozkazał aresztować każdego templariusza – nie tylko rycerzy – na terenie Francji. To były tysiące ludzi, ale nikt nie stawiał oporu. Filip następnie przejął majątek zakonu, niejako nacjonalizując templariuszy.

Król oskarżył ich m.in. o czczenie bożków, kotów i oddawanie się praktykom homoseksualnym. Zrobił z nich najgorszych heretyków. Miał jakiekolwiek podstawy, by rzucić takie oskarżenia?

Ta sprawa zszokowała cały chrześcijański świat, ponieważ templariusze mieli generalnie bardzo dobrą opinię. To prawda, że templariusze, tak jak każda elitarna formacja, mieli swoje dziwaczne obrzędy inicjacyjne. Ponoć młodzi byli zmuszani do całowania starszych w „koniec kręgosłupa”, żeby okazać im posłuszeństwo. Czy tak było? Ciężko to stwierdzić. Nawet dziś jednak słyszymy o dziwnych rytuałach inicjacyjnych np. w wojsku. Niedawno nasza prasa opisywała szokujące praktyki, do których dochodzi w brytyjskich siłach specjalnych: młodzi żołnierze muszą się rozebrać, a następnie się biją. Tak już bywa w zamkniętych społecznościach, w których wszystko opiera się na posłuszeństwie wobec starszych.

Wiadomo jednak, że coś było na rzeczy, ponieważ nawet Jacques de Molay, ostatni wielki mistrz zakonu, który potem został spalony na stosie, sam był zakłopotany dziwnymi praktykami wśród braci i nawet napisał o tym w liście do króla Francji!

Dając mu tym samym amunicję do ataku na własny zakon…

Stało się tak wbrew jego intencjom. Z pewnością dochodziło wśród templariuszy do dziwnych sytuacji, które nie kojarzyły się z ortodoksją chrześcijańską, ale trudno sobie wyobrazić, żeby faktycznie byli oni heretykami. Nie można dawać wiary zeznaniom niektórych braci, w których przyznawali się oni do wszystkiego. Torturowano ich bowiem potwornie – są relacje mówiące o opiekaniu im stóp w ogniu…

Papież Klemens V walczył zawzięcie o swoich rycerzy?

Jego sytuacja była bardzo trudna. Sam był Francuzem, jednak bał się, że król Francji wypowie mu wojnę. Klemens V chciał bronić Kościoła i templariuszy, ale Filip był potężny. Papież stał na straconej pozycji.

Jacques de Molay przyznał się do wszystkiego i miał zostać oszczędzony, ale tak się nie stało. De Molay na koniec stwierdził bowiem, że wycofuje się z zeznań, ponieważ nie mógłby żyć z takim ciężarem. Dlatego został spalony na stosie. Jednak losy templariuszy poza Francją, gdzie wielu z nich zginęło, nie potoczyły się tak źle. Przykładowo w Anglii ich majątek trafił do szpitalników, a samych zakonników nie spotkała krzywda. W Hiszpanii i Portugalii sytuacja wyglądała podobnie.

Wydawałoby się, że to koniec tej opowieści, ale przecież ta historia kompletnie niespodziewanie powróciła po 700 latach wraz z odnalezieniem pewnego dokumentu…

Przez cały ten czas wierzono, że Kościół kompletnie opuścił templariuszy. Dopiero w 2001 r. odkryto w tajnych archiwach watykańskich tzw. pergamin z Chinon, który jest dowodem na to, że papież nie wierzył w winę swoich rycerzy-zakonników i na sam koniec oczyścił templariuszy. Głowa Kościoła stwierdziła, że nie popełnili oni grzechu i nie byli winni zarzucanych im czynów. Było to jednak utrzymywane w sekrecie ze strachu przed odwetem króla Francji. Templariusze powinni więc zostać zrehabilitowani w oczach świata.

To by jednak oznaczało, że należałoby również zrehabilitować krzyżowców. Według powszechnej opinii byli oni przecież krwiożerczymi fanatykami, którzy napadli na Bogu ducha winnych muzułmanów.

Po pierwsze, większość mieszkańców tamtych ziem stanowili wówczas chrześcijanie, choć ciężko w to uwierzyć z dzisiejszej perspektywy. Krucjaty były więc przeprowadzone w obronie chrześcijaństwa. Po odbiciu z rąk muzułmanów Ziemi Świętej udało się krzyżowcom stworzyć społeczeństwo – jak na tamte czasy – dosyć otwarte. Muzułmanie generalnie mogli żyć w spokoju obok chrześcijan.

Obawiam się, że nie jest to zbyt popularny pogląd wśród dzisiejszych zachodnich intelektualistów.

To prawda. Pamiętajmy, że tragedia templariuszy to część dużo większej tragedii: upadku państw krzyżowców. Wiem, że dziś krucjaty mają fatalną prasę, ale uważam, że upadek państw krzyżowców był prawdziwą tragedią.

Chyba właśnie przekroczyliśmy granice poprawności politycznej.

Ilustracja z księgi Histoire d'Outremer Wilhelma z Tyru (XII w.), przedstawiająca scenę z życia w Outremer
Ilustracja z księgi Histoire d’Outremer Wilhelma z Tyru (XII w.), przedstawiająca scenę z życia w Outremer / Źródło: Wikimedia Commons

 

Fakty są jednak takie, że Frankowie rozwijali tamte tereny i pod ich rządami sytuacja w Outremer (na Zamorzu, jak nazywano wówczas tereny odbite przez krzyżowców) dosyć szybko uległa stabilizacji. Pielgrzymi i rolnicy byli w Królestwie Jerozolimskim niemal tak samo bezpieczni jak w Europie. Frankowie zapewnili Palestynie pokój i rozkwit przez większość XII w. Był to olbrzymi kontrast w porównaniu z poprzednim stuleciem, gdy terenami tymi rządzili muzułmanie.

Pod koniec istnienia Outremer, w miarę jak Turcy zdobywali kolejne miasta, ludność frankijska poddawana była potwornym cierpieniom. Turcy najczęściej zabijali mężczyzn, a pozostałych członków ich rodzin brali w niewolę. Kobiety, dziewczęta i chłopcy byli potem tysiącami sprzedawani na targach niewolników w Aleppo i Damaszku. Po upadku Akki muzułmanie przeorali Outremer, niszcząc chrześcijaństwo, żeby Zachód już nigdy tam nie wrócił.

Michael Haag jest angielskim historykiem i pisarzem. Specjalizuje się w historii Ziemi Świętej. W Polsce dostępna jest jego książka pt. „Tragedia templariuszy. Powstanie i upadek państw krzyżowców”.

https://superhistoria.pl/sredniowiecze/89501/2/Tragedia-templariuszy-Odklamana-historia-obroncow-chrzescijanstwa.html

Przeczytaj także:

Templariusze

Templariusze. Miłość i krew

Zakon Templariuszy – The Knights Templar Lektor PL

Przekleństwo templariuszy

Posted in Historia, Religia | Leave a Comment »

Tajemnica Trzech dni

Posted by tadeo w dniu 18 kwietnia 2019

 Oprac. Jolanta Marszałek
 Niedziela Ogólnopolska 15/2019, str. 18-19

Czy wiemy, kiedy tak naprawdę obchodzimy Triduum Paschalne? Co oznaczają gesty i symbole wykonywane w tym czasie w liturgii? Wyjaśniamy tajemnicę tych dni

Święta Paschalne rozpoczynają się Mszą Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek (tak naprawdę ta Msza należy już do piątku), a kończą drugimi Nieszporami w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego. Triduum to piątek, sobota i niedziela (a nie czwartek, piątek i sobota). Święto, choć składa się z trzech dni, a każdy z nich ma inny charakter i świętujemy go w odmienny sposób, to jednak mamy do czynienia z jedną uroczystością – jedną tajemnicą: męką, śmiercią i zmartwychwstaniem naszego Pana.

Rozpoczynająca Święte Triduum Paschalne Msza Wieczerzy Pańskiej, która jest sprawowana w czwartek wieczorem (według tradycji żydowskiej, a także kościelnej, mówiącej o tym, że dzień zaczyna się po zachodzie słońca), należy już tak naprawdę do Wielkiego Piątku.

Po Mszy Wieczerzy nie ma błogosławieństwa, nie kończymy liturgii, bo ona jest kontynuowana w Liturgii Wielkiego Piątku (zwróćmy uwagę, że liturgii w Wielki Piątek nie zaczyna się znakiem krzyża).

Podczas Liturgii Wielkiego Piątku spożywamy przeistoczone Ciało Chrystusa. Przeistoczone kiedy? Właśnie podczas Mszy Wieczerzy. Podczas obydwu liturgii czyta się tę samą Ewangelię wg św. Jana. To tak naprawdę ta sama Eucharystia.

Mandatum, czyli umycie nóg

Obrzęd charakterystyczny dla Mszy Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek jest nawiązaniem do gestu Pana Jezusa, opisanego przez św. Jana Ewangelistę: „I zaczął obmywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany” (13, 5). Obrzęd ten przypomina wszystkim sprawującym jakąkolwiek władzę w Kościele, w jaki sposób winni sprawować swój urząd – służąc i miażdżąc nieustannie swoją pychę.

Obnażenie ołtarza

Na koniec Mszy Wieczerzy Pańskiej, gdy Najświętszy Sakrament przenosi się do kaplicy przechowania, ołtarz zostaje obnażony. Nie ma obrusów, nie ma świeczników. Ten znak jest czyniony na pamiątkę obnażenia Jezusa z szat. Odbywa się on w milczeniu. Dawniej recytowano podczas tej czynności słowa psalmu: „Moje szaty dzielą między siebie i losy rzucają o moją suknię” (Ps 22,19).

Prostracja

To symboliczny gest padnięcia na twarz, rozpoczynający Liturgię Męki Pańskiej w Wielki Piątek. Biskup (lub przewodniczący liturgii) pada na twarz – jest to bardzo przejmujący znak, który odnosi nas również do momentu święceń prezbiteratu. Liturgia przypomina kapłanom, że kapłaństwo to tajemnica krzyża.

Adoracja Krzyża

Jest to kulminacyjny moment wielkopiątkowej liturgii.

Krzyż jest przysłonięty fioletową zasłoną. Adoracja Krzyża jest poprzedzona trzykrotnym wezwaniem: „Oto drzewo krzyża”, któremu towarzyszy stopniowe odsłanianie belek krzyża.

Zgodnie z tradycją Kościoła podchodzący do adoracji biskup w geście pokory ściąga ornat i buty.

Czuwanie na cześć Pana

Wszystkie obrzędy Wigilii Paschalnej odbywają się w nocy, nie wolno ich rozpocząć, zanim nie zapadnie zmrok, a należy je zakończyć przed świtem niedzieli. Charakter czuwania nawiązuje do istotnych wydarzeń w historii zbawienia, jak również jest wyrazem czujności chrześcijanina – oznacza gotowość na przyjście Pana.

Ogień

Na rozpoczęcie Liturgii Wigilii Paschalnej poza kościołem w odpowiednim miejscu przygotowuje się ognisko w celu pobłogosławienia nowego ognia. Jego płomień powinien być taki, aby rozproszyć ciemności i rozjaśnić noc. Duże znaczenie w tym obrzędzie ma zestawienie ciemności i światła, aby doświadczyć, z czego wyprowadził nas Chrystus. Światło Chrystusa wkracza w życie, aby rozproszyć ciemności. W historii zbawienia światło towarzyszy ukazywaniu się Boga (krzak gorejący, słup ognia, który prowadził Izraelitów).

Paschał

Od ogniska zapalamy świecę paschalną. To duża, bogato zdobiona woskowa świeca przygotowana na początku Wigilii Paschalnej. Wnoszona do nieoświetlonego kościoła staje się pierwszą zwiastunką Zmartwychwstania. Po wezwaniu: „światło Chrystusa” jej płomień zostaje przekazany wiernym i po chwili cała świątynia zostaje opromieniona blaskiem świec.

Na świecy umieszczone są symbole: cyfry bieżącego roku oraz pierwsza i ostatnia litera greckiego alfabetu – odnoszą się one do Chrystusa Zmartwychwstałego, który jest Panem czasu. Natomiast przez pięć „gwoździ” wspomina się zbawczy wymiar Męki Jezusa i poniesionych przez Niego ran.

Liturgia chrzcielna

Wielka Noc Zmartwychwstania jest najbardziej odpowiednim czasem do udzielania chrztu. Woda staje się symbolem obmycia z grzechu pierworodnego, co dokonuje się w chrzcie. Chrzest lub odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych stają się centrum Paschy. Po chrzcie następuje wyrzeczenie się zła i wyznanie wiary. Jest ono złączone z tajemnicą chrztu i stanowi jego integralną część. Co raz dokonało się w chrzcie, Bóg będzie powtarzał przez różne wydarzenia w całym naszym życiu.

Procesja rezurekcyjna

To uroczyste ogłoszenie zmartwychwstania Chrystusa i wezwanie całego stworzenia do udziału w Jego triumfie. Procesja może się odbyć na zakończenie Wigilii Paschalnej, w nocy z soboty na niedzielę lub o świcie w wielkanocny poranek przed tradycyjną Rezurekcją. Na czele procesji niesie się krzyż przyozdobiony czerwoną stułą lub figurę Zmartwychwstałego – oba znaki symbolizują zwycięstwo Chrystusa nad śmiercią, piekłem i szatanem.

Wykorzystano treści katechez Wspólnoty Miłości Ukrzyżowanej

http://www.niedziela.pl/artykul/142289/nd/?fbclid=IwAR2rVRRxJLCbz_fLoQMlyqiSUQDu7cKjkdpmk62cxx8KVn8sFaur6xaqKSc

Najpopularniejsze

Mężczyzna z kanistrami benzyny zatrzymany w katedrze

Kard. P. Poupard: we Francji coś się dzieje, Bóg powraca…

Katedra Notre Dame: wielkie organy cudem uniknęły…

Co z postem w Wielką Sobotę?

Czym jest Triduum Paschalne?

 2019-04-17 14:11

 salve.net

– Triduum Paschalne to punkt kulminacyjny całego roku liturgicznego. Kościół liczy w tych dniach na dojrzałość wiernych – tłumaczy ks. dr Paweł Cieślik.

Posted in Religia | Leave a Comment »

Prawdziwa historia „Egzorcyzmów Emily Rose” jest o wiele bardziej przerażająca niż film. Zobacz, jak wyglądało to naprawdę

Posted by tadeo w dniu 31 marca 2019

Filmów o egzorcyzmach i opętaniach jest bardzo dużo, jednak opowieść z 2005 roku reżyserii Scotta Derricksona jest jedną z najbardziej mrocznych produkcji tego gatunku.

Egzorcyzmy Emily Rose zostały oparte na książce Egzorcyzmy Anneliese Michel autorstwa prof. Felicitas D. Goodman. Autorka była religioznawcą i antropologiem kultury. Posiadała jedną z największych na świecie dokumentacji na temat opętań, transów i mistycznych stanów.

Goodman długo badała tajemniczą śmierć 16-letniej Niemki — Anneliese Michel. Swoje odczucia, podejrzenia i niezaprzeczalne fakty opisała w wyżej wspomnianej książce, która później posłużyła Derricksonowi do stworzenia przerażającego scenariusza.

Wiele osób wówczas twierdziło, że nastolatkę wcale nie opętały demony, a jej dziwne zachowanie było wynikiem poważnej choroby psychicznej, jednak ci, którzy byli z nią najbliżej, mają pewność, że w jej ciało weszły złe duchy. Wskazują na to pewne niepodważalne fakty, o których przeczytasz na kolejnych stronach.

Anneliese Michel urodziła się w 1952 roku i do 16 roku życia zachowywała się tak, jak większość jej rówieśników. Miała chłopaka, spotykała się ze znajomymi i wiodła normalne spokojne życie. Chciała studiować pedagogikę, jednak późniejsze wydarzenia uniemożliwiły jej to. Gdy zaczęła uczęszczać do szkoły średniej, zaobserwowano u niej silne ataki padaczki. Skierowano ją na leczenie szpitalne, jednak żadne leki i dostępne wówczas metody nie przynosiły pożądanych skutków.

Jej głęboko wierząca rodzina była załamana i chciała za wszelką cenę pomóc córce. Byli jednak bezradni. Nie mogli wytłumaczyć dziwnego zachowania Anneliese i jej mrocznych omamów. Często widziała diabelskie twarze i słyszała głosy demonów mówiące, że została potępiona. Wszyscy stwierdzili, że dziewczyna została opętana i podjęto decyzję o odprawieniu egzorcyzmów. Wówczas z nastolatką zaczęły dziać się rzeczy, które przyprawiają o gęsią skórkę.

 

Anneliese przez dwa tygodnie nic nie jadła. Piła własny mocz i żywiła się muchami oraz pająkami. Odgryzała głowy ptakom i skakała po pokoju rozebrana do naga. Świadkowie twierdzą, że przez kilka godzin potrafiła wyć i szczekać jak pies. Niektórzy porównywali ją do kozła, a nieokiełznane pokłady energii przypisywali szatańskim mocom. Niekiedy mówiła różnymi językami i nikt nie potrafił wytłumaczyć, skąd może je znać.

Ogromną agresję wywoływały u niej wszelkie dewocjonalia. Niszczyła krzyże, różańce i figurki świętych. Pluła na księży, rozlewała wodę święconą i nie mogła znieść ceremonii kościelnych. Mimo że niewiele jadła miała ogromną siłę, która była nieproporcjonalna w stosunku do jej wychudzonego ciała. Dzień i noc żyła w ciągłym pobudzeniu, a gdy jej siły się wyczerpały, potrafiła się zregenerować w niecałe dwie godziny. Niektórzy utrzymują, że była w stanie rzucić dorosłym człowiekiem.

 

W ostatnich latach życia pojawiły się na jej dłoniach i stopach stygmaty. Twierdziła, że dobrowolnie przyjęła na siebie opętanie jako pokutę za grzechy innych ludzi.

Długo nie chciano wyrazić zgody na egzorcyzmy, tłumacząc, że Anneliese potrzebuje leczenia farmakologicznego. Oficjalna zgoda nadeszła dopiero po 7 latach. Egzorcyzmy przeprowadzono jesienią 1975 roku. Odprawiał je salwatorianin Arnold Renz oraz proboszcz Ernst Alt.

Demony długo nie chciały opuścić jej ciała i wyganianie złych mocy kończyło się niepowodzeniem. 30 czerwca 1976 roku miała miejsce ostatnia próba. Anneliese poprosiła wówczas księdza Renza o rozgrzeszenie. Otrzymała je. Chwilę później zasnęła i już się nie obudziła. Miała wtedy 24 lata i ważyła zaledwie 30 kilogramów.

Na następnej stronie możesz obejrzeć nagranie z egzorcyzmów. Uwaga! Tylko dla widzów o mocnych nerwach! 

Rodzina i obecni przy niej księża utrzymują, że walczyła aż z 6 różnymi demonami w tym z Lucyferem. Na poniższym nagraniu możesz posłuchać odgłosów, które wydawała na jednym z egzorcyzmów. Uprzedzamy, że mrożą krew w żyłach!

źródło : egzorcyzmy.katolik.pl, upsocl.com,

youtube.com

Posted in Religia | Leave a Comment »

Faustyna

Posted by tadeo w dniu 19 marca 2019

 Katarzyna Woynarowska
 Niedziela Ogólnopolska 40/2016, str. 22-23

W jaki sposób ta niepozorna kobieta, zamknięta w klasztorze, mogła odcisnąć tak silne piętno na obliczu współczesnego Kościoła?

Wpatruję się w te zdjęcia, jakbym mogła dzięki temu odkryć tajemnicę jej świętości. Pierwsze – to fotografia młodej dziewczyny, zrobiona w jakiś słoneczny dzień, drugie to już zdjęcie zakonnicy – św. Siostry Faustyny. Te zdjęcia dzieli kilka lat, ale duchowo są to lata świetlne. To wiemy dziś, tajemnicą pozostaje, co zdarzyło się między tymi dwoma ujęciami. W jaki sposób ta niepozorna kobieta, zamknięta w klasztorze, mogła odcisnąć tak silne piętno na obliczu współczesnego Kościoła? W jaki sposób modlitwa, którą zapisała w swoim „Dzienniczku”, stała się jedną z najchętniej odmawianych? Jakim cudem? No właśnie…

Tajemnica Faustyny staje się tajemnicą świętości i odkrywa przed nami odrobinę Bożej metody działania. Jak mawia papież Franciszek: Bóg lubi to, co małe, niepozorne, skromne, zwyczajne. Jak Faustyna – kucharka, ogrodniczka, sprzedawczyni chleba w prowincjonalnej piekarni, furtianka, zakonnica drugiego chóru. Nikt ważny. Musiał minąć czas, by świat jej uwierzył, by drzewo w niej zasadzone przyniosło owoc.

Dwie fotografie

Trudno opisać tę twarz, pomijając fakt fatalnej jakości przedwojennej fotografii. Helena, jeszcze nie Faustyna, ma jasne niebieskie oczy i gęste włosy koloru miedzianego. Jest 1923 r. i jakaś beztroska sytuacja. Widać modną w latach przedwojennych fryzurę na hollywoodzką gwiazdę i żakiecik w kratkę. Zapamiętano, że nie zwracała szczególnej uwagi na strój, z wyjątkiem okresu, gdy chcąc zagłuszyć myśl o życiu zakonnym, ubierała się modnie i po miejsku.

Na tych niewielu zdjęciach uderza jeszcze jedna rzecz – uśmiech. Szeroki, szczery, przy takim każda twarz z miejsca robi się ładna. Podobno lubiła się śmiać i śpiewać na cały głos. To dla nas, współczesnych, ważne, żeby uzmysłowić sobie, iż święci mieli nasze cechy – skłonność do żartu, zabawy, śmiechu. Siostra Beata Piekut, świadek życia Faustyny, wspomina, że zapamiętała ją jako osobę promienną i rozradowaną. Tak zresztą zapamiętało Helenę, a potem Faustynę, wiele osób.

Na późniejszych zdjęciach zakonnych ma już rys pewnej powagi. Surowości dodaje jej welon ściśle okalający twarz. Ale na ustach błąka się lekki uśmiech, jakby przepraszający. Wydaje się szczęśliwa i promienna. Jednocześnie to spojrzenie – bardzo skupione, skoncentrowane na widzu, badawcze.

Codzienność

Helena – Faustyna znała trudy życia od dziecka. W domu rodzinnym opiekowała się rodzeństwem i zajmowała domem. Była trzecim z dziesięciorga dzieci. Zdołała ukończyć tylko 3 klasy szkoły powszechnej – ledwie pisała, i to z błędami. Potem jako nastolatka służyła w domach w Aleksandrowie Łódzkim, Łodzi i Ostrówku pod Warszawą.

Zatrudniające ją rodziny, a później i współsiostry chwaliły jej pracowitość i sumienność. Niczego nie trzeba było jej dwa razy powtarzać – zapisała jedna z zakonnic. – Mogłam zostawić cały dom pod jej opieką i być spokojna – wspomina jedna z pracodawczyń. Miała rękę do dzieci, np. u rodziny Lipszyców spod Warszawy niańczyła piątkę malców. Nie dziwi, że widziano w niej idealny materiał na żonę i matkę, że namawiano Helenę do zamążpójścia.

 Archiwum/www.zyciezakonne.pl
Helena Kowalska, rok 1923/Nieznane zdjęcie św. Faustyny z bratem Stanisławem od lat spoczywało w archiwum parafii księży marianów pw. Matki Bożej Królowej Polski w Warszawie

Lubiła się modlić. Matka wspominała o niej, że codziennie chciała chodzić do kościoła. Gdy podpisywała kiedyś umowę o pracę, Helena zażądała klauzuli, że wolno jej będzie chodzić codziennie na Mszę św., odwiedzać chorych i konających. To dość asertywne zachowanie jak na pannę służącą, która w tamtych czasach nie miała praktycznie żadnych praw. Nie ma się co dziwić, skoro Helenka jeszcze jako dziecko potrafiła udawać żebraczkę, prosić ludzi o datek, a potem zanosić wszystko proboszczowi z prośbą, by rozdał pieniądze biednym. Już jako panna dokarmiała starego chorego człowieka, mieszkającego pod schodami łódzkiej kamienicy. Były w niej jakaś nadwrażliwość, nieobojętność na biedy tego świata. O taką nadwrażliwość apeluje dziś Ojciec Święty, widząc w niej ratunek dla świata.

Mizerotka

Marzył jej się klasztor. W „Dzienniczku” napisała: „W siódmym roku życia usłyszałam pierwszy raz głos Boży w duszy”.

Dwa razy prosiła rodziców o pozwolenie na pójście za furtę. I dwa razy usłyszała odmowę. Choć byli pobożnymi ludźmi, nie stać ich było na konieczne wówczas zakonne wiano. Po drugie – nie chcieli oddawać klasztorowi swojego – jak sami mówili – „najlepszego dziecka”. Mama, strofując młodsze, wołała: „Do Heli toście nie warci stanąć!”. Może widzieli w córce opiekunkę na starość? – Mnie i bez pieniędzy Pan Jezus przyjmie! – ripostowała Helenka, rozczarowana nieustępliwością rodziców.

Trzeci raz nie zapytała. Spakowała walizkę i pojechała w ciemno do Warszawy. Nie znała miasta, nie znała ludzi. Przypadkowo spotkany ks. Jakub Dąbrowski, proboszcz stołecznego kościoła pw. św. Jakuba, pomógł nieznajomej i polecił ją zaprzyjaźnionej rodzinie Aldony i Samuela Lipszyców. Helena w każdej wolnej chwili szukała dla siebie zakonu. Praktycznie wszędzie odsyłano ją z kwitkiem. Niemal tak samo skończyłaby się wizyta w klasztorze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia przy ul. Żytniej. – Niepozorna, wiek troszkę spóźniony, dosyć wątłej kompleksji, służąca, z zawodu kucharka, a przy tym nieposiadająca nie tylko posagu, ale nawet najmniejszej wyprawki. Nic nadzwyczajnego, ot, zgłosiła się taka mizerotka, wątła, biedna, bez wyrazu, nic obiecującego – relacjonowała m. Małgorzata Gimbutt. Gdyby nie m. Michaela Moraczewska – przełożona warszawskiego domu, która zdecydowała się jednak porozmawiać z „mizerotką”, Helena szukałaby zapewne dalej.

Wejście za mur klasztorny było dla Heleny momentem przełomowym. Otrzymała imię Maria Faustyna i rozpoczęła nowe życie. „Zdawało mi się, że wstąpiłam w życie rajskie” – napisała. Jej zakonna droga to głównie Warszawa, Kraków, Wilno, Płock i, oczywiście, Łagiewniki. Wykonywała najprostsze prace, głównie fizyczne. Otoczenie nie miało pojęcia, co działo się w duszy skromnej zakonnicy, nie wiedziało o bogactwie jej życia mistycznego. Jak zwykle pracowita, posłuszna, zdyscyplinowana, rozmodlona – nie sprawiała kłopotów. Aż do zimnej lutowej nocy 1931 r.

Sfera mistyczna

Faustyna nosiła ukryte stygmaty i dar rozmaitych widzeń. Widziała cierpienia dusz czyśćcowych, oglądała niebo i piekło. Widziała cierpienia Jezusa podczas Drogi Krzyżowej. Ale nade wszystko otrzymała dar rozmawiania z Jezusem.

Miała jakieś 7 lat, gdy pierwszy raz „tego” doświadczyła. „Byłam na Nieszporach – wspominała po latach – a Pan Jezus był wystawiony w monstrancji, wtenczas po raz pierwszy udzieliła mi się miłość Boża”.

Czy próbowała mówić o tym zdarzeniu najbliższym? Matka już wcześniej dostrzegła nieustającą chęć córki do modlitwy i nawet łajała ją za zrywanie się po nocach do pacierza. Bała się, że dziecko postrada zmysły.

Gdy zdarzyło się to po raz drugi, dziewczyna była niemal dorosła, ale postawiła na nogi cały dom, krzycząc, że się pali – taka jasność biła z jej izdebki. Potem zdarzenie z Łodzi – gdy jednej z sióstr udało się wyciągnąć Helenkę na tańce. Nagle w tłumie roześmianych ludzi Helena dostrzegła obnażonego i poranionego Jezusa. Ten widok zrobił na niej piorunujące wrażenie. Udała ból głowy i uciekła. Pobiegła do łódzkiej katedry. Nie zważając na modlących się wokół ludzi, położyła się krzyżem i błagała o wskazówki, co ma dalej robić. W „Dzienniczku” zapisała, że usłyszała wtedy głos nakazujący jej jechać do Warszawy i wstąpić do zakonu.

 Grażyna Kołek/Niedziela
Łagiewniki – furta klasztorna

Życie zakonne sprawia, że jej doznania duchowe intensyfikują się. Kolejne klasztory stają się słupami milowymi na tej drodze. W Płocku rozpoczyna się jej wielka misja. W niedzielny zimowy wieczór 22 lutego 1931 r. wraca do swojej celi i widzi w niej Jezusa w białej szacie. Doznanie jest wstrząsające. Opowiada o tym spowiednikowi i przełożonej, która żąda dowodu objawień. Na klasztornych korytarzach już szepcze się o objawieniach siostry z kuchni. Niektóre nazywają Faustynę histeryczką i fanatyczką, inne mają sceptyczny stosunek, ale są i takie, które dostrzegają w tym palec Boży. Faustynę odsyła się do kapłanów, a kapłani odsyłają ją do przełożonych. Nikt nie rozstrzyga sprawy ostatecznie, co powoduje, że sama nie wie, co o tym myśleć. Podczas jednej ze spowiedzi – u jezuity o. Edmunda Eltera słyszy wreszcie to, na co czeka. Kapłan wyjaśnia, że jest na dobrej drodze, a jej obcowanie z Jezusem nie jest ani histerią, ani złudzeniem, ani marzycielstwem. Zaleca prosić Boga o kierownika duchowego. Dopiero w Wilnie spotka odpowiedniego kapłana – ks. Michała Sopoćkę. Ta znajomość ma przełomowe znaczenie. Gdy kapłan przekonuje się, że młoda zakonnica nie jest chora psychicznie, a stwierdza to lekarz specjalista, staje się dla niej – jak go sama nazwała – „kierownikiem duszy”. Zresztą Wilno to ważne miejsce: tutaj Faustyna zaczyna pisać „Dzienniczek”, tutaj powstaje – dokładnie według wskazówek zakonnicy – pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego z napisem: „Jezu, ufam Tobie”. Wreszcie w Wilnie przyszła święta słyszy słowa, które napełniają ją lękiem: „Przygotujesz świat na ostateczne przyjście moje. (…) Będziesz wypraszać z towarzyszkami swymi miłosierdzie dla siebie i świata”. Podczas jednej z wizji Jezus dyktuje zakonnicy słowa Koronki do Miłosierdzia Bożego. Więcej nawet – uczy, jak ją prawidłowo odmawiać.

Doznania mistyczne nabierają siły. Są coraz częstsze. Ksiądz Sopoćko zanotował, że czasem wyglądała, jakby wpatrywała się w jakąś jasność – „nieprzystępną, uszczęśliwiającą światłość; w tej niepojęcie uszczęśliwiającej światłości trzymała przez czas jakiś wzrok utkwiony”.

W Krakowie, dokąd została wysłana ze względu na pogarszający się stan zdrowia, kończy się przekazywanie Siostrze Faustynie prorockiej misji. Zakonnica nadal jednak pisze „Dzienniczek”, pełen już jej własnych rozważań. Motywem przewodnim są słowa Jezusa, by głosić światu Jego miłosierdzie. Wielokrotnie słyszała: „Pisz… mów światu o moim miłosierdziu, o mojej miłości”.

Powraca pytanie: jak s. Faustyna w warunkach, jakie zostały jej dane, mogła rozsławić Boże Miłosierdzie na cały świat? Nie była kaznodzieją ani misjonarzem, ani nikim znacznym. Jednych irytowała, innych szokowała, a dziś miliony ludzi codziennie odmawiają Koronkę przed obrazem „Jezu, ufam Tobie”. Siostra Elżbieta Siepak, rzecznik prasowy Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, mówi o tajemnicy i nieustającej tęsknocie człowieka za miłością. – Siostra Faustyna pokazuje światu oblicze Boga sprawiedliwego i miłosiernego. Odkrywa przed ludźmi, na czym polega miłość, i to miłość miłosierna. Pokazuje to, czego człowiek najbardziej potrzebuje – podkreśla s. Siepak.

Obraz może zawierać: 2 osoby

NIEZNANE ZDJĘCIE ŚA. FAUSTYNY Z BRATEM STANISŁAWEM I …. KTOŚ NA FOTOGRAFII MIĘDZY NIMI ….. WIDAĆ WYRAŹNIE TWARZ JEZUSA

 

http://www.niedziela.pl/artykul/127035/nd/Faustyna?fbclid=IwAR1K4AeWO_1G0Z-UO08RpLNM7Qc86ZgXmvOWUqSzPAOOJgnrC9srOF4DHJc

Posted in Miłosierdzie Boże, Religia, Św. Faustyna | Leave a Comment »

Muzeum ks. prałata Józefa Obrembskiego.

Posted by tadeo w dniu 19 marca 2019

 

Dzień Patrona czyli interaktywna wycieczka na żywo po Muzeum ks. prałata Józefa Obrembskiego.

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Religia, SYLWETKI, ZASŁUŻENI WILNIANIE | Leave a Comment »

Quis ut Deus (Któż jak Bóg)

Posted by tadeo w dniu 14 marca 2019

29 września Kościół obchodzi święto trzech Archaniołów: św. Michała (Któż jak Bóg), św. Gabriela (Bóg jest mocą), św. Rafała (Bóg uzdrawia).

O św. Michale wiele można pisać. Jest wodzem Niebieskich zastępów, tym, który podczas buntu aniołów w niebie wystąpił z okrzykiem: „Któż jak Bóg” wypowiadając tym samym wojnę Szatanowi. Jest wojownikiem. Często w ikonografii ukazywany jest jako rycerz w z zbroi, z mieczem depczący głowę Lucyfera. Św. Michał jest obdarzony przez Boga największym zaufaniem, to ten, który posiada klucze do nieba. Jest On Aniołem walczącym. Waga, którą na wielu wizerunkach trzyma w dłoni, jest symbolem sprawiedliwości, służyć ma ona do odmierzania dobrych uczynków podczas Sądu Ostatecznego.

Papież Leon XIII, na skutek przerażającej wizji demonów, napisał modlitwę do św. Michała Archanioła. Modlitwa ta miała być rozesłana do wszystkich Ordynariuszy świata i odmawiana razem z wiernymi po każdej Mszy św.
Święty Michale Archaniele, broń nas w walce. Przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź nam obroną. Niech mu rozkaże Bóg, pokornie prosimy, a Ty, Książę wojska niebieskiego, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz krążą po świecie, mocą Bożą strąć do piekła. Amen.

Po co modlić się do św. Michała Archanioła? Św. Michał jest patronem Kościoła, mierniczych, radiologów, rytowników, szermierzy, szlifierzy, złotników, żołnierzy, małych dzieci, pomaga nam także dokonywać dobrych wyborów, pomaga w wyborze drogi życiowego powołania, przyzywany jest także jako patron dobrej śmierci, jest także patronem wielu miast i miejscowości.

W akatyście do Św. Michał możemy usłyszeć: „Witaj, Ty który z bliska kontemplujesz niewymowne piękno i dobroć Boga…”. Archanioł ten uczy nas więc kontemplacji Bożego Oblicza w milczącej adoracji. Modlitwa adoracji jest modlitwą najbardziej bezinteresowną. To bezsłowne trwanie przy Panu, zapatrzenie i doświadczenie Jego miłości. Św. Michał stawia nam także pytanie o miejsce Boga w naszym życiu.

Św. Michał to potężna pomoc w codziennej walce, mówi się o Nim „tarcza w pokusach”. Powinniśmy naśladować Jego zaufanie względem Boga oraz całkowite opowiedzenie się po stronie Stwórcy, tak by nasze życie było oddawaniem chwały Bogu streszczone w słowach „Któż jak Bóg”.

„I nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł, i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło” (Ap 12, 7 – 8).

Św. Gabriel Archanioł

Jego imię oznacza „mąż Boży”, „wojownik Boży”. Spotykamy Go już w Starym Testamencie, kiedy wyjaśnia Danielowi wizję. Najbardziej znany jest jednak ze sceny Zwiastowania. Zapowiada On Maryi, że zostanie Matką Boga. (Łk, 1, 11-38) Spotykamy Go także, gdy ukazuje się Zachariaszowi, zapowiadając mu narodziny Jana Chrzciciela.

Pius XII 1 kwietnia 1951 r. ogłosił św. Gabriela patronem telegrafu, telefonu, radia i telewizji. Św. Gabriel jest ponadto czczony jako patron dyplomatów, filatelistów, posłańców i pocztowców. W tradycji chrześcijańskiej przynosi Dobrą Nowinę. Za atrybut służy mu berło, lilia, gałązka palmy lub oliwki.

Św. Rafał Archanioł

Z hebrajskiego Rafał – Rafael to „Bóg uleczył”. Nawiązuje to do opowiadania z księgi Tobiasza. Archanioł Rafał ratuje Tobiasza Młodego, przeprowadzając go do Persji, ratuje go przed pożarciem przez wielką rybę, odbiera pożyczone pieniądze, radzi wydać za żonę Tobiaszowi jego córkę, którą uzdrawia, a także uzdrawia starego Tobiasza. Ostatecznie Archanioł ujawnia się przed Tobiaszem:
“Ja jestem Rafał, jeden z siedmiu aniołów, którzy stoją w pogotowiu i wchodzą przed majestat Pański” (Tb 12,15).
Św. Rafał Archanioł jest patronem aptekarzy, chorych, lekarzy, emigrantów, pielgrzymów, podróżujących, uciekinierów, wędrowców, żeglarzy.
Jego atrybutami są: krzyż, laska pielgrzyma, niekiedy ryba i naczynie. W ujęciu bizantyjskim ukazywany jest z berłem i globem.

Imiona Archaniołów wskazują na ich misję, na ich szczególne posłannictwo, ale także na powiązanie z Bogiem. Często zapominamy o tym, że obok nas istnieją dobre duchu – Aniołowie. Zapominamy, że są naszą obroną, pocieszeniem, pomocą. Warto w święto Bożych Archaniołów wzniecić w swoim sercu płomyk kultu do tych Posłańców Bożych, prosząc by strzegli nas na drogach życia.

Modlitwa do św. Michała Archanioła

Święty Michale Archaniele, broń nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź nam obroną. Niech go Bóg poskromić raczy, pokornie prosimy, a Ty, Książę wojska niebieskiego, szatana i inne złe duchy, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, Mocą Bożą strąć do piekła. Amen.

Modlitwa do św. Rafała Archanioła

Święty Rafale Archaniele, który czuwasz przed majestatem Bożym i z polecenia Stwórcy, byłeś przewodnikiem w niebezpiecznej wędrówce Tobiasza. Czuwaj nad drogami naszego życia, ostrzegaj przed niebezpieczeństwami jakie nas zgubić mogą Ty odpędzałeś demony i uzdrawiałeś mocą Bożą. Broń nas przed uległością złu, a gdy zdrowie i życie nasze zagrożone będzie, wstawiaj się za nami u Boga, przedstawiaj nasze sprawy i bądź nam pomocny. Amen.

Modlitwa do św. Gabriela Archanioła

Święty Gabrielu Archaniele, który byłeś zawsze zwiastunem dobrej nowiny, dopomagaj nam do spokojnego przyjmowania wszelkich wieści. Byśmy nigdy nie ulegali panice, a zawsze umieli zaufać Bogu, którego łaską jesteśmy umocnieni. Przyczyniaj się także do tego, aby oznajmiana nam prawda stawała się dla nas jasna i zrozumiała, byśmy umieli przyjąć to, co Bóg w swej dobroci nam objawia. Amen.

Magdalena Maraj
Foto: http://www.slowo.redemptor.pl

APC - 2019.03.14 09.45 - 001.3d

Posted in Religia | Leave a Comment »

Jak duchowny, pustelników modlitwy uczył

Posted by tadeo w dniu 17 grudnia 2018

Tak na marginesie po dzisiejszej rekolekcji adwentowej na temat modlitwy znalazłem taki pouczający filmik: „Jak duchowny, pustelników modlitwy uczył”.

Posted in Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

UKRYTA PRAWDA O ZABÓJSTWIE KS. POPIEŁUSZKI

Posted by tadeo w dniu 20 października 2018

Ks.Popiełuszko był przez tydzień bestialsko torturowany w bunkrze przez funkcjonariuszy WSW!

Już w listopadzie 1984 r. polski anatomopatolog odkrył, że ksiądz Jerzy Popiełuszko był przez kilka dni bestialsko katowany. Tropy odkryte po roku 1990 prowadzą do nieużywanego bunkra wojskowego w Kazuniu, trzech oficerów WSW i grupy ich wspólników z warszawskiej SB.

„Tak zmasakrowanego ciała nie widziałem nigdy w życiu” – te słowa wypowiedział 2 listopada 1984 r. profesor Edmund Chróścielewski do Józefa Popiełuszki – brata księdza Jerzego. Chróścielewski – światowej sławy anatomopatolog – na prośbę Episkopatu przyjechał do Białegostoku, aby wziąć udział w oględzinach zwłok. Profesor nie został przesłuchany przed sądem w Toruniu, który wydawał wyrok na trzech esbeków oskarżonych o zabójstwo księdza. To o tyle zaskakujące, że był ważnym świadkiem w sprawie i mógłby podzielić się swoimi spostrzeżeniami popartymi fachową wiedzą. Chróścielewski (zmarł w 1998 r.) nie zdążył złożyć zeznań w śledztwie prokuratora Andrzeja Witkowskiego. O tym, co zobaczył wówczas w prosektorium w Białymstoku, opowiedział rodzinie Popiełuszków, która doskonale to zapamiętała. I wtedy zaczęły się jej wątpliwości co do tego, czy oficjalna wersja zbrodni była taka, jak przedstawiały ją władze.

Ślady tortur
Co takiego wstrząsającego zauważył profesor Chróścielewski (Jaruzelski wyrażał się o nim z pogardą „ten katolik”)? Na zdjęciach z sekcji widać zwłoki księdza potwornie zmasakrowane: liczne uszkodzenia szczęki, wyłupane oko (!), twarz tak zniszczona, że zatarły się jej rysy, nie do poznania. To dlatego rodzina kapłana i jego najbliżsi przyjaciele nabrali wątpliwości, czy to zwłoki księdza. Jacek Lipiński – hutnik z Warszawy, a prywatnie drugi kierowca Popiełuszki – zdobył dokumentację stomatologiczną. W prosektorium podważono szczękę kapłana i wtedy, po analizie zębów, zidentyfikowano go ponad wszelką wątpliwość. Gdy Lipiński rozszerzył rzędy zębów, oczom wszystkich świadków ukazała się… jama ustna pozbawiona języka. Wyglądało to tak, jakby ktoś wyrwał język księdza. Profesor Chróścielewski patrzył na to okiem fachowca i zwrócił uwagę na kilka istotnych szczegółów. Po pierwsze: liczne rany były w różnym stadium zabliźnienia, co oznaczało, że jedne zadano nawet kilka dni wcześniej przed innymi. To wskazywało, że ksiądz Jerzy był torturowany przez kilka dni. Profesor doszedł również do wniosku, że kapłan był martwy, gdy wrzucono go do wody (z relacji Grzegorza Piotrowskiego wynikało, że esbecy wyrzucili ciało księdza, gdy był ciężko pobity, ale żywy). Dla biegłego sądowego jest to proste do ustalenia m.in. po wyglądzie płuc. Gdy wrzucany jest do wody człowiek żywy, jego płuca oddychają, przez co nabierają wody. Gdy wrzucane są zwłoki, płuca już nie pracują i nie nabierają wody. Wszystkie te (i inne) spostrzeżenia doprowadziły Chróścielewskiego do wniosku, że „kapelan Solidarności” był przed swoją śmiercią brutalnie torturowany przez wiele godzin. Dowody, że tak było naprawdę, zgromadził wiele lat później prokurator Andrzej Witkowski.

Tajemnica różańca
W październiku 1984 r., gdy milicjanci i funkcjonariusze służb specjalnych szukali zaginionego księdza, kapitan Romuald S. z kontrwywiadu WSW w Toruniu znalazł jego różaniec. Przyjaciele zamordowanego kapłana potwierdzili, że różaniec należał do niego. Różaniec leżał obok mostu na Wiśle w Toruniu. Jak wykazało śledztwo prokuratora Witkowskiego, to tam przewieziono księdza Jerzego uprowadzonego w Górsku. Tam właśnie, w zaroślach pod mostem, ksiądz został pobity i przekazany innej grupie oprawców. Co działo się z nim dalej? W śledztwie zachowały się dwie ciekawe relacje. Jedną z nich złożyła kobieta, która w październiku 1984 r. leżała w szpitalu we Włocławku i zapamiętała, jak na dzień czy dwa przywieziono tam księdza Jerzego (rozpoznała go po wyrazie twarzy). Znajoma warszawska pielęgniarka opowiedziała prokuratorowi, że dwa lub trzy dni po uprowadzeniu księdza zjawił się u niej w domu milicjant i zapytał, jakich leków używa kapłan. Wszystko to wskazuje na to, że ksiądz żył jeszcze parę dni po uprowadzeniu.
Ale jest jeszcze jeden, bardzo ważny trop. To relacje sześciu funkcjonariuszy Wojskowej Służby Wewnętrznej, którzy w 1984 r. zajmowali się sprawą księdza. I to oni śledzili go po tym, jak wyjechał z Bydgoszczy. W 1990 r. dotarł do nich prokurator Andrzej Witkowski. Jeden z oficerów WSW zeznał, że ksiądz został pobity w Toruniu, w pobliżu mostu, a potem zabrany samochodem do bunkra amunicyjnego w Kazuniu. Tam aż do 25 października był bestialsko torturowany przez funkcjonariuszy WSW pod opieką KGB. Świadek, który to zeznał, podał nawet nazwiska trzech oficerów, którzy mieli torturować kapłana. To pułkownik, kapitan i major. Wszyscy żyją do dziś w Warszawie. Pobierają wysokie emerytury. Nigdy nie odpowiedzieli za tę makabryczną zbrodnię.
Wersję o Kazuniu potwierdza jeszcze jeden szczegół. Mówił o nim już w latach 80. Krzysztof Wyszkowski. Chodzi o kamienie przywiązane do nóg kapłana. Analiza geologiczna wykazała, że kamienie te mają rzadki skład minerałów, jaki spotyka się właśnie w okolicach Kazunia. To była kolejna, niezależna poszlaka prowadząca do wniosku, że właśnie w Kazuniu przebywał uprowadzony ksiądz.

Relacja jednego świadka
Jest jeszcze jeden świadek, który potwierdza tę wersję. To emerytowany oficer warszawskiej Służby Bezpieczeństwa (będę go nazywał Y). W październiku 1984 r., kiedy pracował w warszawskiej SB, wezwał go jego przełożony – pan W. (żyje do dziś i wiedzie życie szanowanego emeryta) i powiedział mu o zadaniu specjalnym, które zlecił mu osobiście sam generał Kiszczak. Pan W. miał znaleźć ludzi, którzy będą codziennie zawozić prowiant do starego bunkra w Kazuniu, gdzie ekipa WSW wykonywała „zadanie specjalne”. Dostali na ten cel nawet specjalny resortowy samochód – poloneza. Y nie pytał, bo nie miał w zwyczaju w takich sytuacjach zadawać zbędnych pytań, tym bardziej, że czasy były niespokojne, a w resorcie z podejrzeniem patrzono na tych, co zadawali pytania. W każdym razie od 20 października Y i jego koledzy – podwładni pana B. – kursowali regularnie między Warszawą a Kazuniem koło Modlina i wozili jedzenie. Y zapamiętał swój pierwszy wyjazd do Kazunia. „Na miejsce trafiliśmy bezbłędnie, ale dojechaliśmy tylko do szlabanu blokującego bezpośredni dojazd do bunkra. Dalej prowadziła droga szutrowa, po której nie wolno nam było jechać. Przy szlabanie czekał na nas człowiek mówiący z silnym rosyjskim akcentem. Człowiek ten odebrał od nas prowiant, a potem w wulgarnych słowach kazał nam odjeżdżać”. Pojechali i nie zadawali więcej pytań. Opisywany tutaj Y. był w Kazuniu kilka razy – 2, może 3. Później przyszło polecenie, żeby zaprzestać wyjazdów do Kazunia z aprowizacją. Więc Y i jego koledzy przestali jeździć. Kilka lat po transformacji ustrojowej, gdy większość oficerów SB była już na emeryturach, pan Y i pan W. spotkali się w gronie dawnych kolegów z SB. Wypili morze wódki i wtedy pan W. niechcący wrócił do tamtej historii. Opowiedział mojemu rozmówcy, że „zadanie specjalne” z 1984 r. miało dlatego tak ogromne znaczenie, bo w Kazuniu był „jakiś ksiądz związany z opozycją”, wobec którego prowadzono „działania specjalne”. Mój Y oczywiście nie pytał, bo nie miał w zwyczaju pytać, ale odpowiedź była oczywista. W październiku 1984 r. zaginął tylko jeden ksiądz katolicki, który nazywał się Jerzy Popiełuszko (wcześniej nosił imię Alfons).
Nasz Y sam o sobie mówi, że nie był grzecznym chłopcem. „Wiesz, że nie byłem aniołkiem” – mówił mi. – „Czasem trzeba było jakiegoś opozycjonistę obić, czasem dać w ryja jakiemuś gówniarzowi, czasem kogoś wywózką do lasu postraszyć, a czasem jakiegoś księdza zgnoić”. Nie był „aniołkiem” przez całe lata 80., a gdy wiatr historii wyrzucił na śmietnik Służbę Bezpieczeństwa, popracował jeszcze parę lat w policji, jak wielu jego kumpli z SB. Od wielu lat jest na emeryturze. W tym czasie uspokoił się, nikomu już nie obija mordy, politykę ma w d…, a jedyną rzeczą, której pragnie, jest święty spokój. Opisana tutaj relacja Y nie była nigdy spisana w żadnym protokole, a on sam nigdy nie został przesłuchany w związku z tą sprawą. Relacja wydaje się jednak wiarygodna. Po pierwsze dlatego, że Y zapamiętał wiele szczegółów potwierdzonych niezależnie w śledztwie prokuratora Andrzeja Witkowskiego. Po drugie: Y to człowiek z natury nieskory do konfabulacji i przeinaczeń.

warszawskagazeta.pl/…/140-bunkier-opr…

http://telewizjarepublika.pl/wideo/w-punkt-r-gromadzki-ks-stanislaw-malkowski-ukryta-prawda-o-zabojstwie-ks-popieluszki,16065.html

 

 

Posted in Religia, Uncategorized | Otagowane: | Leave a Comment »