WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Książki (e-book)’ Category

Kronika Polska – Wincenty Kadłubek

Posted by tadeo w dniu 11 czerwca 2020

kadłubekAPC - 2020.06.11 17.06 - 001.3d

Click to access kad%E5%82ubek%20wincenty%20-%20kronika%20polska.pdf

Posted in Historia, Książki (e-book) | Leave a Comment »

DŻUMA, czyli lektura obowiązkowa na czasy… koronawirusa

Posted by tadeo w dniu 21 marca 2020

 

   Dżuma – Camus Albert pdf

Posted in Książki (e-book) | Leave a Comment »

Quis ut Deus („Któż jak Bóg”)

Posted by tadeo w dniu 22 lutego 2020

Mówi się, że największym zwycięstwem szatana dzisiaj jest przekonanie ludzi, że on nie istnieje. Tymczasem w Polsce i na całym świecie biskupi powołują coraz więcej egzorcystów. Strzeżmy się fałszywych proroków, dla których Kościół jest tylko kolejną instytucją charytatywną. Strzeżmy się tych wszystkich, którzy mówią nam że nie ma Boga, nie ma świętych i aniołów, a nasza przyszłość zapisana jest w gwiazdach.

Rzeczywistość duchowa istnieje i jest tak bogata, że przez całą wieczność będziemy ją poznawać w niebie. Niech naszym przewodnikiem przez to życie będzie święty Michał Archanioł, któremu poświęcone jest to opracowanie. 

Quis Ut Deus! św. Michał Archanioł

ebook_michal_archaniol

Posted in Książki (e-book), POLECAM, Religia | Leave a Comment »

Wędrówka Pielgrzyma – John Bunyan

Posted by tadeo w dniu 10 października 2019

Książka Johna Bunyana „Wędrówka Pielgrzyma”, uznana za klasyczne działo literatury chrześcijańskiej, jest opowieścią o duchowych przeżyciach człowieka, który w pewnym momencie swojego życia pod wpływem Słowa Bożego doznaje przebudzenia własnego sumienia. Postanawia wyruszyć w niełatwą podróż w poszukiwaniu ratunku i wiecznego zbawienia. Przez Ciasną Bramę wkracza na niełatwą ścieżkę życia, na której walczy z wieloma przeciwnościami losu, ale wytrwale je pokonuje, by ostatecznie dotrzeć do bram Nowego Jeruzalem.

Z tego względu XVII-wieczne dzieło stało się swego czasu najpoczytniejszą powieścią chrześcijańską w Anglii, a następnie zdobyła wielką popularność na całym świecie. Ciągle nie tracąc na aktualności, ukazała się w ponad stu językach i często jest wznawiana.

Nagrania audio mp3 – Wędrówka pielgrzyma John Bunyan

PDF cz. 1 – http://tab.org.pl/wp-content/uploads/2015/04/John-Bunyan-Wedrowka-pielgrzyma_cz.1.pdf

PDF cz.2 – http://tab.org.pl/wp-content/uploads/2015/04/John-Bunyan-Wedrowka-pielgrzyma_cz.2.pdf

Posted in Filmy - Polecam, Filmy i slajdy, Filmy religijne, Książki (e-book), Religia | Leave a Comment »

Zapiski oficera armii czerwonej – Sergiusz Piasecki

Posted by tadeo w dniu 5 Maj 2019

Satyra ta jest opisem polskiej rzeczywistości na Kresach, widzianej oczami „wyzwolicieli”. Sergiusz Piasecki w humorystycznej formie pokazał zderzenie się dwóch różnych światopoglądów. Pierwsze wydanie cieszyło się wielką popularnością na emigracji. Opinie czytelników zebrane w bibliotekach i czytelniach na obczyźnie bardzo korzystnie oceniały styl i język tej książki jako najlepszej po Kochanku Wielkiej Niedźwiedzicy. Sposób myślenia i zachowania krasnoarmiejców według opinii czytelników ściśle odpowiadał „wzorom” zapamiętanym przez mieszkańców kresów wschodnich RP z ich spotkań z nimi w okresie wojny. Akcja książki odzwierciedla także polską tragedię – tak ludzką jak i kultury – pod zmieniającymi się okupacjami, na tle których ten czerwony „bohater”, zmieniał kolor zależnie od sytuacji, co znacznie mu ułatwił jego zmechanizowany system myślenia i brak wysubtelnionych uczuć.

 

 

Sergiusz Piasecki – Zapiski Oficera Armii Czerwonej – PDF

Satyra ta jest opisem polskiej rzeczywistości na Kresach, widzianej oczami „wyzwolicieli”. Sergiusz Piasecki w humorystycznej formie pokazał zderzenie się dwóch różnych światopoglądów. Pierwsze wydanie cieszyło się wielką popularnością na emigracji. Opinie czytelników zebrane w bibliotekach i czytelniach na obczyźnie bardzo korzystnie oceniały styl i język tej książki jako najlepszej po Kochanku Wielkiej Niedźwiedzicy. Sposób myślenia i zachowania krasnoarmiejców według opinii czytelników ściśle odpowiadał „wzorom” zapamiętanym przez mieszkańców kresów wschodnich RP z ich spotkań z nimi w okresie wojny. Akcja książki odzwierciedla także polską tragedię – tak ludzką jak i kultury – pod zmieniającymi się okupacjami, na tle których ten czerwony „bohater”, zmieniał kolor zależnie od sytuacji, co znacznie mu ułatwił jego zmechanizowany system myślenia i brak wysubtelnionych uczuć.

 

 

Posted in Książki (e-book), Wspomnienia | Leave a Comment »

Wschód i Zachód a Polska – prof. Tadeusz Zieliński (1935)

Posted by tadeo w dniu 28 kwietnia 2018

APC - 2018.04.28 12.58 - 001.3d

http://www.pbc.biaman.pl/dlibra/docmetadata?id=32524&dirds=21&tab=

Posted in Historia, Książki (e-book), Polskie Kresy, Uncategorized | Leave a Comment »

Lachowie i Lechici

Posted by tadeo w dniu 26 lutego 2018

Najwcześniejsza stosowana nazwa naszego kraju to Sclavinia(ziemia słowian) albo Wenden(ziemia winidów, czyli rzymskie określenie słowian).

Nazwa Polonia nie pochodzi od słowa pole, ponieważ w takim przypadku nasz kraj nazywał by się Opolonia czyli kraj nad polami. Nazwa Polognælub Polegnæ wywodzi się od słowa Lechia lub Legnæ, co wskazuje na to że podobnie jak w przypadku polskich Po-morzaPo-łabiaPo-Lesia także i tu zastosowano taki proces jako Po-Legna lub Po-Lachia  (od której wzięło się określenie Polachów, które potem przeszło w Polaków) czyli potomków Lecha/Lacha. Dlatego najbardziej prawidłowym i pierwotnym określeniem dla zjednoczonych plemion polskich była by Lechia lub Lachia.
Autor: Kristof Bonaparte

Powyższy tekst jest świetnym wstępem przed przeczytaniem książki Karola Potkańskiego z 1897 roku o pochodzeniu nazwy Polski, oraz prześledzenia określenia Lechia, Lęchy które pojawia się raz po raz na naszych stronach lub wielu innych. Autor jednak pomija powyższy zbieg lingwistyczny, a uważam że jest ważny w określeniu pochodzenia nazwy Polska. Jednak ja zapraszam do przeczytania książki o pochodzeniu naszej alternatywnej nazwy w serwisie POLONA.pl (kliknij w obrazek)

Kraków : Akademia Umiejętności, 1897 (Kraków : Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego). – Potkański, Karol (1861-1907)

 

[miniatura]

https://polona.pl/item/lachowie-i-lechici,MTA2MTU1NDE/6/#info:metadata

Posted in Historia, Książki (e-book), Uncategorized | Leave a Comment »

Moje Telechany – Bogdan Mielnik

Posted by tadeo w dniu 17 października 2014

APC - 2014.10.17 14.41 - 001.3d

http://polesie.org/wp-content/uploads/2014/03/Mielnik_Moje_Telechany_komp.pdf

Przeczytaj także:

„Pamiętanie” Ludmiły Jakobson z Telechan

Posted in Książki (e-book), Polskie Kresy | 1 Comment »

Władysław St. Reymont – Z ziemi chełmskiej

Posted by tadeo w dniu 23 września 2014

http://poetica.freehost.pl/zziemichelmskie.pdf

Posted in Książki (e-book) | Leave a Comment »

Przedsoborowe książki religijne -Biblia, Pismo Św., Katechizmy, Modlitewniki

Posted by tadeo w dniu 9 lipca 2014

APC - 2014.07.09 20.43 - 001.3d

https://drive.google.com/folderview?id=0B_7YmVRssSeXVDVZV0I3OHp2Nnc&usp=sharing

Posted in Książki (e-book), Religia | Leave a Comment »

Rzeczpospolita Obojga Narodów – Paweł Jasienica – e-book

Posted by tadeo w dniu 16 czerwca 2014

APC - 2014.06.16 20.27 - 001.3d

Paweł Jasienica. Rzeczpospolita Obojga Narodów. Audiobook Pl. Całość. Cz. 1

Posted in Historia, Książki (e-book) | Leave a Comment »

Siostra Faustyna. Biografia świętej. Moje refleksje po przeczytaniu książki E. Czaczkowskiej.

Posted by tadeo w dniu 17 kwietnia 2014

Click to access siostra-faustyna-biografia-c4bac5a1wic3a4e284a2tej.pdf

Właśnie jestem pod koniec lektury biografii jednej z najpopularniejszych obecnie świętych Kościoła Katolickiego- siostry Faustyny Kowalskiej. Muszę przyznać, że książka napisana jest w interesujący sposób. Pisząc ją, autorka opierała sięna „Dzienniczku” św. Faustyny, jak też na relacjach osób, które ją znały. Mnogość różnych szczegółów nie męczy, ale wspaniale komponuje się ze sobą pomagając naświetlić kontekst historyczno-społeczny, w którym żyła ta sławna zakonnica. Jaki jednak obraz Faustyny Kowalskiej wyłania się z książki , mającej w założeniu być „biografią świętej?”

PRZYTŁACZAJĄCE CIERPIENIE

Gdybym miała krótko podsumować życie św. Faustyny przedstawione w książce Czaczkowskiej zrobiłabym to za pomocą trzech słów: „cierpienie”, „ofiara”,„upokorzenia”

Cierpienie, cierpienie i jeszcze raz cierpienie odmieniane przez wszystkie przypadki. I to już od początku życia. Helena Kowalska przyszła naświat i wychowywała się w ubogiej rodzinie. Bieda była tam tak wielka, że troje dzieci dzieliło jedną sukienkę, w której na zmianę chodziły do kościoła. Z tego powodu mała Helenka nie mogła w każdą niedzielę uczestniczyć we Mszy św. Rodzice św. Faustyny najwyraźniej nie wiedzieli co to jest odpowiedzialne planowanie rodziny. No cóż, był to dopiero początek XX wieku. Dlaczego jednak Helenka nie mogła pójść do kościoła w ubraniu, które nosiła na co dzień po domu? Czy Bóg ocenia wygląd zewnętrzny, czy serce człowieka? Czy odrzuca człowieka, który staje przed Nim w łachmanach, bo nic lepszego nie ma? A może jej rodzice po prostu wstydzili sięprzed ludźmi? Bali się plotek i obmowy? Ojciec i matka Helenki nie potrafili również obdarzyć swoich dzieci bezwarunkową miłością. Kochali je niejednakowo i w zamian za posłuszeństwo. Helenka doradziła swojemu rodzeństwu, które dokuczało jej z tego powodu, że ma„łaskę u tatusia i mamusi”, żeby były posłuszne, jeśli chcą, żeby je ojciec tak samo kochał. Ciekawe jest słowo „łaska”użyte w kontekście miłości rodziców. W dalszej części biografii będzie jeszcze dużo o łaskach. Tym razem o „szczególnych Bożych łaskach”, które otrzymała Faustyna, a których nie otrzymali inni. Zazdrosne o rodzicielskie „łaski” rodzeństwo będzie miało paralelę w zazdrosnych o Boże łaski siostrach również dokuczających Faustynie z tego powodu. „Pewna siostra ustawicznie mnie prześladuje jedynie z tego powodu, że Bóg ze mną tak ściśle obcuje”- napisała w „Dzienniczku”

WYBRANIE

Marianna Kowalska- matka św. Faustyny powie o niej, że była „wybrana i najlepsza z dzieci”. „Wybranie”,„doskonalsze życie”, „szczególne łaski” – cała książka jest pełna takich elitarystycznych określeń. Życie zakonne nazwane jest kilkakrotnie „życiem doskonalszym”. Nie wiem czy to określenie pochodzi od św. Faustyny, czy E. Czaczkowskiej, niemniej jednak bez wątpienia istniało i nadal istnieje w świadomości wielu katolików. Nie było jednak łatwo w ówczesnych czasach, a przynajmniej niektórym nie było łatwo uzyskać wstęp do tego „życia doskonalszego”. Faustynie odmawiano przyjęcia w wielu klasztorach z powodu ubóstwa i braku wykształcenia. Dla przełożonych zakonu Matki Bożej Miłosierdzia, do którego przyszła święta ostatecznie trafiła, najważniejszy zdawał się być wygląd zewnętrzny i pierwsze wrażenie jakie robiła kandydatka. To przypomina mi współczesne poszukiwanie pracy przez młodych ludzi i rozmowy kwalifikacyjne. Niestety, były też i takie bariery, których nie dało siępokonać. Siostry Matki Bożej Miłosierdzia zajmowały się pomocą upadłym moralnie dziewczętom. Przebywały one w prowadzonych przez zakonnice zakładach przez kilka lat, a niektóre nawet przez całe życie. Nie mogły jednak same wstąpić do zakonu i dotyczyło to nie tylko dziewcząt z „grzeszną przeszłością” ale również sierot czy pochodzących z niepełnych rodzin. Bez względu na to, czy zmieniły swoje niewłaściwe zachowanie, skaza na ich przeszłości na zawsze zamykała im możliwość prowadzenia „doskonalszegożycia” i zostania „oblubienicami Chrystusa”. Ot, nie były do tego wystarczająco czyste rytualnie.

A propos czystości rytualnej i nie tylko rytualnej, E. Czaczkowska przytacza pewną wypowiedź zakonnicy-Faustyny zapisaną w dzienniczku w związku z jej przyjazdem do rodzinnego Głogowca: „Wiele mnie jeszcze kosztowało to, że musiałam całować dzieci. Znajome przychodziły z dziećmi i prosiły, żebym je brała choć na jedną chwilę na rękę i pocałowała. Mieli to za wielką łaskę, a dla mnie była sposobność do ćwiczenia się w cnocie, bo niejedno było dosyć brudne, ale żeby sięprzełamać i nie okazać wstrętu, to takie brudne dziecko pocałowałam dwa razy (…) miałam wiele sposobności do ćwiczenia się w cnocie.” Smutno mi, kiedy czytam te słowa. Jak mogła tak pisać osoba, która sama doświadczyła tyle niesprawiedliwości, odrzucenia i wzgardy? Zastanawiam się, co czuły te dzieci, kiedy po latach byćmoże przeczytały „Dzienniczek” i te słowa? Czy tak ma wyglądać miłosierdzie, o którym tyle mówi Faustyna? Czy na tym polega miłosierdzie Boże? Czy Jezus także tak strasznie walczył ze sobą i przełamywał się, zanim umył nogi uczniom lub zasiadł do stołu z celnikami i grzesznikami? Jeśli wierzyć słowom Pisma św., chyba nie. „Bo On nie wzgardził ani się nie brzydził nędząbiedaka” woła Psalmista. (Ps. 22) A księga Mądrości zapewnia, że Bóg miłuje wszystkie stworzenia i nie brzydzi się niczym co uczynił. (Mdr. 11; 24)

OBRAZ BOGA WG ŚW. FAUSTYNY

Pozostańmy jeszcze przy obrazie Boga jaki niesie przesłanie siostry Faustyny przybliżone w książce E. Czaczkowskiej. Niestety, przynajmniej dla mnie, nie jest to obraz zbyt zachęcający. Bóg św. Faustyny bezustannie żąda, rozkazuje, zsyła przeciwności uniemożliwiające wykonanie Jego żądań a potem ma pretensje, że się tych żądań nie wykonało i grozi strasznymi konsekwencjami. („opuszczę cię..”, „będziesz odpowiedzialna za dusze”). Nie jest zbyt skory do pocieszania. Kiedy Faustyna płacze i skarży się przed Jezusem z powodu jakiejś doznanej niesprawiedliwości, ten odpowiada: „Córko moja, czemuż płaczesz, przecież sama ofiarowałaś się na to cierpienie” Nie mogę uwierzyć, żeby Ten, który doświadczył wszystkiego na nasze podobieństwo i współczuje nam w naszych słabościach (por Hbr. 4; 15) mógł w ten sposób odpowiedzieć cierpiącemu człowiekowi. Przecież On sam, jak czytamy w liście do Hebrajczyków: „głośnym wołaniem i płaczem za dni ciała swego zanosił gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci” Co Bóg Ojciec odpowiedział na te wołania Jezusa? Czy także powiedział Mu: „Synu mój, czemuż płaczesz, przecież sam ofiarowałeś się na to cierpienie”? Odpowiedzi proponuję poszukać w Łk. 22; 43. Na początku swojej drogi w zakonie św. Faustyna pragnęła z niego wystąpić, ponieważ nie spełniał on jej oczekiwań. Pragnęła ona znaleźć się w klasztorze bardziej kontemplacyjnym, gdzie miałaby więcej czasu na modlitwę. Nie wystąpiła jednak, ponieważ ukazała jej się poraniona twarz Jezusa , który powiedział, że odejście Faustyny z zakonu sprawi mu wielkie cierpienie. Jak dla mnie, jest to zwykły szantaż emocjonalny. Bóg św. Faustyny żąda natychmiastowego, absolutnego posłuszeństwa i gniewa się jeśli mu takowe nie jest okazywane. Tymczasem Bóg Biblii pozwala z Sobą dyskutować, wyrazić wątpliwości. Mojżesz długo z Nim dyskutował zanim zgodził się wypełnić swoją misję, prorok Jonasz w ogóle zrobił coś przeciwnego niż Pan mu polecił, a potem zdecydowanie wyraził wobec Niego swój gniew z powodu Jego miłosierdzia okazanego mieszkańcom Niniwy. Żadnego z nich Bóg nie przestał kochać. Nie groził im karami, nie szantażował emocjonalnie, ale cierpliwie tłumaczył i przekonywał. Ale pewnie dla tego, że to byli „Żydzi wiarołomni”, nie to co super doskonali, święci, prawdziwie wybrani chrześcijanie doskonale posłuszni, z niezachwianym spokojem i opanowaniem stający wobec wszelkich cierpień, doskonale wierzący i nie pozwalający sobie na żadne wątpliwości. Oczywiście, doskonałe wypełnianie Bożej woli i bezgraniczne zaufanie wobec Pana powinno być największym pragnieniem i największą ambicją każdego Jego dziecka. Niemniej jednak, On raczej przynęca człowieka i mówi do jego serca niż żąda i rozkazuje. Nie mówi: „Rób tak jak każę i nie dyskutuj”, chociaż ma do tego pełne prawo. Słucha, kiedy wyrażamy wobec Niego nasze wątpliwości i obawy, a nawet bunt i niezadowolenie. W tym właśnie wyraża się wielkość Jego miłosierdzia. NA CZYM POLEGA WIELKOŚĆ ŚW. FAUSTYNY
Siostra Faustyna pisała niejednokrotnie w Dzienniczku, że będzie świętą na ołtarzach, niedługo przed śmiercią powiedziała jednej z sióstr, że Bóg chce ją wywyższyć i uczynić świętą. Nie wiem dlaczego tak pisała i mówiła. Mogło być tak, że polecił jej to robić objawiający się jej Jezus lub kierownik duchowy. Tego E. Czaczkowska w swojej książce nie wyjaśnia. Niemniej jednak, św. Piotrowi Apostołowi, Jezus również powiedział, że chce go wywyższyć. Powiedział,mu, że jest skałą, na której On zbuduje swój Kościół. Obiecał, że razem z pozostałymi Apostołami zasiądzie na tronie i będzie sądzić plemiona Izraela. Do kanonu Pisma Św. weszły 2 listy św. Piotra. Nie przypominam sobie, że żeby w którymś z nich czynił jakąś aluzję do tych obietnic. Św. Faustyna znana jest najbardziej ze swoich objawień.Wielu ludzi postrzega objawienia jako dowód szczególnego wybrania przez Boga i szczególnej z Nim więzi. Wyjątkowośćtej więzi podkreśla hermetyczny język jakim posługuje się autorka opisując „przeżycia mistyczne” słynnej zakonnicy. Jest on pełen takich tajemniczo brzmiących zwrotów jak „kontemplacja wlana” czy „oczyszczenie zmysłów”. Sama jednak Faustyna ich nie używa. Swoje przeżycia opisuje prosto. Jednym z nich była wizja Jezusa, jaką miała nad jeziorem Kiekrz. W tej wizji Jezus stanął obok niej (a nie na przeciwko) co również miało być, jak sugeruje Czaczkowska,znakiem wysokiego stopnia zażyłości z Bogiem. Jednak, w rzeczywistości, On tak samo stoi obok każdego człowieka. Nie tylko „stoi obok”, ale „ogarnia nas zewsząd i kładzie na nas swą rękę”(por Ps.139), jest „w nas” a my „w Nim”. A że Go nie widzimy? „Błogosławieni, którzy nie widzielia uwierzyli”. Czaczkowska opisuje również, że Faustyna rozmawiała z Bogiem jak dziecko z Ojcem, jak z przyjacielem.Jednak taką relację z Panem może i powinien mieć każdy wierzący. Po to właśnie Jezus umarł za nas i zasłona przybytku rozdarła się, abyśmy my, grzeszni ludzie mogli zbliżyć się do Boga. Ostatecznie, jednak o świętości człowieka nie decydują objawienia i przeżycia mistyczne, ale heroiczność cnót.Czaczkowska uwypukla przede wszystkim dwie z nich: heroiczne milczenie i posłuszeństwo.Niewątpliwie powściągliwość w mowie i ważenie słów jest dobrą cechą, ale nie można doprowadzać jej do ekstremum. W książce opisana jest taka scena, że kiedy w czasie rekolekcji pewna siostra chciała porozmawiać ze św. Faustyną, ta dawała jej znaki, że nie przerwie milczenia. Wtedy owa siostra nazwała ją „dziwadłem”. Czy jednak ta siostra nie miała trochę racji? Wyobrażam sobie jak musiała się czuć, kiedy Faustyna nie odezwała się do niej. A przecież zamiast się nie odzywać mogła tak pokierować rozmową, żeby zeszła na tematy duchowe. Wtedy zbudowały by się obie. Również, kiedy czytam o tym jak św. Faustyna traktowała posłuszeństwo zakonne naprawdę nie wiem czy mnie to bardziej śmieszy czy szokuje. Np. pewnego razu zapytała dwie konwersujące ze sobą zakonnice, czy mają pozwolenie na rozmowę. Oczywiście, rozumiem, że chciała jak najlepiej wypełnić regułę zakonną, ale moim zdaniem jest to podejście zbyt legalistyczne. To oczywiste, że każdy zakon ma swoją regułę, która go wyróżnia, jednak czy po to „umarliśmy dla prawa” (Rz.7; 4) żeby poddawać się nowym prawom w postaci reguł zakonnych?

Proszę nie myśleć, że moje krytyczne spojrzenie na życie siostry Faustyny ma na celu negację jej świętości. Skoro Kościół ogłosił ją świętą, to niewątpliwie niąjest. Jednakże, Helena Kowalska żyła w określonej epoce, w której w określony sposób pojmowano ideał świętości. Przedstawienie współczesnemu czytelnikowi takiego ideału zamiast go zainspirować może tylko zniechęcić i doprowadzić do wniosku, że świętość jest nieosiągalna dla przeciętnych ludzi. Osobiście, podziwiam w św. Faustynie wiele rzeczy, których pani Czaczkowska raczej nie uwypukliła. Pierwsza rzecz to zaradność. Helena Kowalska już jako nastolatka opuściła rodzinną wieś, by pracować w większym Aleksandrowie, a potem w jeszcze większej Łodzi. Następnie, czując powołanie dożycia zakonnego, wbrew sprzeciwom rodziców, pojechała do Warszawy. Pomimo młodego wieku, braku konkretnych kwalifikacji i tego, że mogła liczyć tylko na siebie,świetnie radziła sobie w dużych miastach. Sama szukała pracy i pracowała sumiennie. Oczywiście oprócz zaradności widać w tym wielkie zaufanie do Boga. Jak już wspomniałam, św. Faustyna była osobą bardzo pracowitą i sumienną. W zakonie powierzano jej wiele różnych zajęć. Faustyna podejmowała nowe wyzwania i starała się przezwyciężać trudności. W końcu stała się bardzo dobrą i cenionąkucharką, czyli: nie zakopała swoich talentów. Podoba mi się również to, że św. Faustyna miała odwagę by upominać niewłaściwie zachowujące się siostry, nawet jeśli w zakonie zajmowały wyższą pozycję niż ona. Kiedy pod koniec swojegożycia myślała o założeniu nowego zakonu planowała, że w nim: „pomiędzy sobą (siostry) nie będą dzielić się na żadne chóry ani na żadne matki i mateczki, ani na wielebne, ani przewielebne, wszystkie będą sobie równe, chociażby je różniło pochodzenie bardzo wielkie” Jest to piękna i głęboko ewangeliczna myśl. Dostrzegam w niej pewien rodzaj „buntu” i świętego „nieposłuszeństwa” wobec uświęconego tradycją ówczesnego pojmowania życia zakonnego. Szkoda, że Faustyna nie poszła dalej i nie zasugerowała, żeby ten zakon przyjmowałtakże kobiety „z grzeszną przeszłością”

MIŁOSIERDZIE BOŻE

Na koniec pragnę odnieść się do przesłania miłosierdzia Bożego propagowanego przez św. Faustynę. Czaczkowska z jednej strony pisze, że nauka o Bożym miłosierdziu zawsze była obecna w Kościele, z drugiej strony wydaje sięprzedstawiać św. Faustynę, jako kogoś, kto dokonał przełomowego odkrycia w tej kwestii. Niewątpliwie, Faustyna ma rację, że powinniśmy ufać miłosierdziu Zbawiciela i sami czynić miłosierdzie wobec innych. Jednak do zaproponowanych przez nią form kultu miłosierdzia Bożego odnoszę się z rezerwą. Szczególnie niepokoi mnie przekonanie, że jeśli będzie się odmawiać określoną modlitwę(koronkę) o określonej godzinie, otrzyma się szczególne łaski i dostąpi wysłuchania próśb. To wszystko można równie dobrze mieć bez koronki do miłosierdzia Bożego. W Ewangelii Jezus wielokrotnie daje obietnicę, że jeśli modlimy się o coś w Jego imieniu, zostaniemy wysłuchani, nieważne o której i nie ważne jakich słów użyjemy. Poza tym, jak już starałam się przedstawić to powyżej, obraz Boga przedstawiony w „Dzienniczku” niezbyt przekonuje mnie co do Jego miłosierdzia. Na czym miałoby polegać to miłosierdzie? Na ocaleniu człowieka przed ogniem piekielnym? Bóg, którego znam z kart Pisma Świętego jest o wiele większy. Nie okazuje swoim dzieciom miłości w zamian za posłuszeństwo. To nie syn marnotrawny zazdrościł starszemu bratu, że „ma więcejłaski” u Ojca, ale na odwrót. Bóg bierze sobie za oblubienicę i małżonkę (tzn. powołuje do bliskiej więzi z Sobą) nie czystą dziewicę, ale nierządnicę i nie przestaje jej kochać pomimo zdrady i niewierności (por. ks. Ozeasza). Szkoda,że w zakonie do którego należała św. Faustyna nie przykładano zbyt wielkiej wagi do lektury Pisma Św. Pozostaje jednak mieć nadzieję, że jej objawienia, w których przypomniała ona prawdę o Bożym miłosierdziu zachęcą wiernych do jej zgłębiania u źródła, czyli w samym Słowie Bożym.

Wszystkie cytaty za: Ewa K. Czaczkowska „Siostra Faustyna. Biografia świętej.”Znak, 2012

Siostra Faustyna. Biografia świętej. Moje refleksje po przeczytaniu książki E. Czaczkowskiej.

http://pytaniaabigail.blogspot.com/2014/04/siostra-faustyna-biografia-swietej-moje_2.html

Posted in Książki (e-book), Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna | Leave a Comment »

KORZENIE – ks. Jerzy Lech Kontkowski

Posted by tadeo w dniu 18 marca 2014

APC - 2014.03.18 18.50 - 001.3d

http://www.mtg-malopolska.org.pl/images/skany/kontkowski/J_L_kontkowski_Korzenie.pdf

Posted in Książki (e-book), Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Wspomnienia | Leave a Comment »

SKRADZIONA TOŻSAMOŚĆ – EUGENIUSZ KOŚCIESZA

Posted by tadeo w dniu 11 stycznia 2014

Państwo Polskie jest wspólnym dobrem wszystkich obywateli.
Wskrzeszone walką i ofiarą najlepszych swoich synów ma być przekazywane w spadku dziejowym z pokolenia na pokolenie.
Każde pokolenie obowiązane jest wysiłkiem własnym wzmóc siłę i powagę Państwa.
Za spełnienie tego obowiązku odpowiada przed potomnością swoim honorem i swoim imieniem

From: kosciesza_e@poczta.onet.pl

To: afery@poczta.fm

Sent: Friday, March 14, 2008 3:22 PM

Subject: O prawdę

Szanowni Państwo,

Będąc pełen podziwu dla treści waszej strony internetowej ,chciałbym połączyć się w tych wysiłkach na rzecz uświadomienia i podłączyć się o ile możliwe do jej zawartości . Pragnę tu zwrócić uwagę na moje opracowanie ,, Ojczyźnie ?skradziona tożsamość?? , dotyczące kluczowych w najnowszej historii Polski ,a zarazem nieobecnych w polskojęzycznej propagandzie jak i edukacji zagadnień. Mam nadzieję ,że po zapoznaniu się z treścią tego opracowania uznacie, że warto odnieść internetowy link do niego na waszej stronie?http://republika.pl/skradziona_tozsamosc_edycjaii

Umożliwiło by to sporej części Polaków zapoznanie się z zakazanymi nadal na wzór PRL zagadnieniami . Dałoby to m.in. zrozumienie dlaczego Polacy , zmuszeni do bycia poza krajem nie posiadają należnych obywatelowi polskiemu praw.

Podjęte w niniejszym opracowaniu tematy zebrane razem jednoznacznie obnażają antypolski charakter państwowości występującej pod szyldem ,,III RP??. Owej państwowości, która ubierając się w polską symbolikę ? godło , hymn, barwy narodowe polskiej przedwojennej państwowości- instytucjonalnie , personalnie , ustawowo pozostaje w swej ciągłości PRL-em.

 To akurat , że po 50 latach armia sowiecka wycofała się z terenów Polski jałtańskiej (tak jak wycofała się z trenów Litwy , tzw. Białorusi czy Ukrainy ) nie zmienia faktu ,że sowieckie służby specjalne nadal mają nieformalną władzę w tych wszystkich krajach.

 W przypadku Polski wywodząca się z PRL samozwańcza ,,elita?? z swoim wykastrowanym do 1989r oficjalnym rodowodem kryje swoje bolszewickie pochodzenie za parawanem ,,Ustawy o ochronie danych osobowych??. Nie przypadkiem też ma głęboką amnezję w poruszonych w opracowaniu zagadnieniach , przede wszystkim w temacie prawomocnej Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z 23 kwietnia 1935r!

 Tylko przywrócenie jej funkcjonowania (do czego odnosi się niniejsze opracowanie) spowoduje ,że wszyscy Polacy mieszkający w Kraju , za granicą i pozostający nadal na sowieckim zesłaniu staną się wreszcie pełnoprawnymi obywatelami tego wreszcie prawdziwego Państwa Polskiego. Tym samym samozwańczą bolszewicko ?mafijną nomenklaturę PRL /,,III RP?? czekać będzie należne tej szumowinie rozliczenie na podstawie polskiego Kodeksu Karnego z 1932 r , i nie będzie to się działo wobec post komunistycznych sądów ,, III RP??. Funkcjonariuszy tychże ostatnich ,także po przywróceniu prawdziwej państwowości polskiej będzie czekało rozliczenie za kolaborację z okupantem , kagiebowską mafią w okresie PRL/ ,,III RP?? oraz targowicką politykę wcielania Polski do Eurorzeszy.

 Licząc na Państwa wsparcie w temacie przywrócenia dla świadomości ogółowi Polaków tych kluczowych dla prawdziwie niepodległej Polski zagadnień

Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów na rzecz ujawniania Prawdy niezależnie od decyzji w tymtemacie

Eugeniusz Kościesza

plik pdf do pobrania

…tak więc przedstawiamy –

OJCZYŹNIE SKRADZIONA TOŻSAMOŚĆ EUGENIUSZ KOŚCIESZA

SPIS TREŚCI

CZ I. ,, BIAŁE PLAMY NAJNOWSZYCH DZIEJÓW POLSKI.

Wstęp

A. ODRODZENIE PAŃSTWA POLSKIEGO

1. Sprawa polska na tle sytuacji międzynarodowej na początku XX w.

2. Polskie inicjatywy na rzecz odzyskania własnej państwowości do 1918r.

3.Wojna wyzwoleńcza i odzyskanie własnej państwowości 1918-21r .
– Ogłoszenie niepodległości Polski

– Walki wyzwoleńcze w zaborze austriackim

– Sprawa Śląska Cieszyńskiego (Zaolzia)

-Zrzucenie jarzma niemieckiej niewoli

4. Wojna z Rosją Sowiecką 1919-1920r.

B. NIEPODLEGŁOŚĆ

5.Rozwój ustroju państwowego Rzeczypospolitej Polskiej
6 Dwie ,,lewice? w Polsce

7.Polityka zagraniczna Rzeczypospolitej Polskiej.

8. Polska w przededniu wojny o zachowanie niepodległości

C. II WOJNA ŚWIATOWA – NAJAZD, IV ROZBIÓR POLSKI – kontra LEGALNE WŁADZE R.P. i FORMACJE W.P.

9. Działania wojenne Polski i Niemiec 1-17 IX 1939r.
10. Napaść ZSRS na Polskę- IV rozbiór Polski.
11. Polska pod sowiecką okupacją 1939-1941r.
12. Władze Rzeczypospolitej Polskiej na obczyźnie 1939 -1945.
13. Polskie Siły Zbrojne poza krajem.
– I Korpus Polski
– Polskie Siły Powietrzne i Polska Marynarka Wojenna
-II Korpus Polski
14. Polskie Państwo Podziemne 1939-45r.
15.Polskie siły zbrojne w okupowanym kraju: Armia Krajowa.

D. POWSTANIE LIPCOWE
– Samotna walka zdradzonej Polski 1944-1963r.

16.Zmowy w Moskwie, Teheranie i Jałcie-piąty rozbiór Polski.

17. Operacja,, Burza.

18. ,E cui facit, qui prodest! – Powstanie w Warszawie i unicestwienie stolicy Polski.

19. Wcielenie Polski Wschodniej do Związku Sowieckiego.

20. Aparat utrwalania sowieckiej okupacji w Polsce Zachodniej.
– Polskojęzyczne formacje Armii Czerwonej: ,,Ludowe Wojsko Polskie”

– Polskojęzyczne formacje NKWD: PPR,AL.,MBP,.KBW ,MO

Ludobójstwo pod przykrywką ,,prawa – aparat sądowo -prokuratorski PRL

21 . Naród w samoobronie -wojna partyzancka z sowieckim okupantem 1944-1963r.

E. POD SOWIECKĄ OKUPACJĄ 1944-1992r

22. Eksterminacja ludności polskiej na obszarach zagrabionych przez ZSRS do 1991r.

23. Rodowód polityczny PRL: sukcesor paktu Ribbentrop- Mołotow.

24. Krypto- rasizm jako istota systemu politycznego PRL.

-Eksterminacje polskiej lewicy w PRL.

Likwidacja Polskiej Partii Socjalistycznej przez sowiecki aparat PRL

-Pucz wojskowy na robotniczym ruchu związkowym w grudniu 1881r.

26. Rasizm religijny
– Zwalczanie polskiego Kościoła i religii chrześcijańskiej przez bolszewicki reżym PRL.

27. Polityka wywłaszczenia polskiej wsi przez system PRL/ ,,III R.P.”

28. Rasizm ekonomiczny- ,,POLITYKA GOSPODARCZA” – sowieckiej kasty rządzącej PRLem

F .,,Władzy raz wziętej nie oddamy nigdy” – Ciąg dalszy PRL pod szyldem ,,III RP”

29. Geneza tzw. ,,transformacji ustrojowej 1989r.

30. Władze Rzeczypospolitej Polskiej 1945- 1992r.

31. Kanty ,,okrągłego stołu”

32. L. Wałęsa, A. Kwaśniewski: Prezydenci R.P. czy PRL?

33.Wykastrowana demokracja systemem politycznym ,,III RP”.

34. Mafijno – lichwiarski ustrój gospodarczy ,,III RP”.

35. Sądowo-prokuratorski parawan bolszewickiej ośmiornicy.

36. ,,Władzy raz wziętej nie oddamy nigdy” -,,III RP” państwem policyjnym! .

37.Unia Europejska zagrożeniem podstaw materialnych egzystencji Polaków.

38.Rzesza europejska zagrożeniem dla dalszego bytu Polski.

Cz.II ZŁODZIEJE POLSKIEJ TOŻSAMOŚCI

39.Metodyka ograbiania Polaków z narodowej tożsamości 1939-2007

40.Raz jeszcze o rodowodzie sprawców kradzieży

41. ,, ICH” droga do Europy zawsze wiodła po ,,trupie Polski”

Cz. III PODSUMOWANIE :JEŻELI NIE DO UNII TO?

42. System władzy w Polsce w świetle prawomocnej Konstytucji R.P. z 1935r i ciśgłości reguł prawa międzynarodowego.

43. ,,Bez ostatniego rozdziału…

Cz. V. ZAŁĄCZNIKI Z TREŚCI KLUCZOWYCH DOKUMENTÓW HISTORII NAJNOWSZEJ

Program P.P.S. F.R.

Istota demokracji na podstawie wyjątków z ,,Objaśnień programu PPS”.

Wyjątki z kodeksu karnego Niepodległej Polski z 1932r.

Wyjątki ordynacji wyborczej do Sejmu z 1935r

– Treść układu Ribbentrop – Mołotow z przebiegiem linii rozdziału stref wpływów.

Prawdziwy przebieg tzw. ,,linii Curzona”

układ polsko-brytyjski o wzajemnej pomocy z 25 sierpnia 1939

treść Karty Atlantyckiej

,,Umowa repatriacyjna” z 2 VII 1945- wyjątki .

,,Ustawa o ochronie danych osobowych” – wyjątki.


BIBLIOGRAFIA

– Bibliografia wg tytułów dozwolonych do wydawania na obszarze kraju.

-Bibliografia wg. tytułów ustawowo błąd – nieoficjalnie zakazanych do wydawania i kolportażu w kraju

Eugeniusz Kościesza

http://www.angelfire.com/empire2/kosciesza/SKRADZIONA_TOZSAMOSC.htm

Posted in Historia, Książki (e-book), POLECAM | Leave a Comment »

Życie w czasach dyktatury

Posted by tadeo w dniu 22 grudnia 2013

Na po­czą­tek tro­chę sta­ty­sty­ki. Bia­ło­ruś jest 87. kra­jem świa­ta pod wzglę­dem licz­by miesz­kań­ców. We­dług Na­ro­do­we­go Ko­mi­te­tu Sta­ty­stycz­ne­go RB 1 stycz­nia 2013 r. Bia­ło­ru­si­nów było 9 mln 464 tys. . Co cie­ka­we, więk­szość to ko­bie­ty: na 1000 męż­czyzn na Bia­ło­ru­si przy­pa­da­ją 1152 ko­bie­ty. Inna spra­wa, że licz­ba lud­no­ści na Bia­ło­ru­si cią­gle spada. W 1994 r., kiedy Alak­sandr Łu­ka­szen­ka zo­stał wy­bra­ny na pre­zy­den­ta, Bia­ło­ruś li­czy­ła 10 mln 243 tys. miesz­kań­ców, w ciągu pra­wie 20 lat ta licz­ba spa­dła nie­mal o mi­lion.

Alaksandr Łukaszenka, fot. AFPAlaksandr Łukaszenka, fot. AFPFoto: AFP

Od 1996 r. bia­ło­ru­ska go­spo­dar­ka no­tu­je stały wzrost pro­duk­tu kra­jo­we­go brut­to. Naj­więk­szy wzrost od­no­to­wa­no w 1997 r. — 11,9%, a naj­mniej­szy w 2009 r. — 0,2%. Sy­tu­acja jest do tego stop­nia zdu­mie­wa­ją­ca i nie­po­dob­na do resz­ty świa­to­wych go­spo­da­rek, że mówi się o fe­no­me­nie bia­ło­ru­skie­go wzro­stu go­spo­dar­cze­go. Tak, bia­ło­ru­ska go­spo­dar­ka kwi­tła nawet w cza­sach kry­zy­su go­spo­dar­cze­go w 2011 r., kiedy to w kan­to­rach nie było do­la­rów, a skle­py świe­ci­ły pust­ka­mi. Takie re­we­la­cje są jed­nym z po­wo­dów, dla któ­rych Mię­dzy­na­ro­do­wy Fun­dusz Wa­lu­to­wy po­dej­rze­wa Bia­ło­ruś o fał­szo­wa­nie sta­ty­styk do­ty­czą­cych wzro­stu go­spo­dar­cze­go.

Bia­ło­ru­si­ni są naj­więk­szy­mi w świe­cie ama­to­ra­mi ziem­nia­ków. Ziem­nia­ki są w tym kraju na­zy­wa­ne „dru­gim chle­bem”, co sym­bo­li­zu­je ich zna­cze­nie w bia­ło­ru­skiej kuch­ni. Sta­ty­stycz­ny Bia­ło­ru­sin rocz­nie zjada ok. 850 kg ziem­nia­ków, co daje temu na­ro­do­wi pierw­sze miej­sce na świe­cie pod wzglę­dem spo­ży­cia tych wa­rzyw . W Miń­sku ziem­niak ma nawet swój po­mnik.

Bia­ło­ruś zaj­mu­je pierw­sze miej­sce na świe­cie, je­że­li cho­dzi o licz­bę wizyt u le­ka­rza, jaka przy­pa­da rocz­nie na jed­ne­go miesz­kań­ca kraju. W ciągu roku sta­ty­stycz­ny Bia­ło­ru­sin od­wie­dza le­ka­rza co naj­mniej 11,6 raza .

W ciągu ostat­nich pię­ciu lat we­dług da­nych Świa­to­wej Or­ga­ni­za­cji Zdro­wia (ang. World He­alth Or­ga­ni­za­tion, skrót: WHO) Bia­ło­ruś znaj­do­wa­ła się w ści­słej czo­łów­ce kra­jów ba­da­nych pod kątem licz­by sa­mo­bójstw na 100 tys. miesz­kań­ców. We­dług ofi­cjal­nych sta­ty­styk w 2012 r. 1949 Bia­ło­ru­si­nów do­bro­wol­nie po­że­gna­ło się z ży­ciem. Dla po­rów­na­nia: w tym samym cza­sie w wy­pad­kach dro­go­wych zgi­nę­ło 1312 osób .

Bia­ło­ruś jest kra­jem ludzi pi­ją­cych. We­dług WHO w 2012 r. sta­ty­stycz­ny Bia­ło­ru­sin wypił ponad 12 l czy­ste­go spi­ry­tu­su. Pro­ble­my z nad­uży­wa­niem al­ko­ho­lu ma co dzie­sią­ty miesz­ka­niec Bia­ło­ru­si, w tym ponad 193 tys. Bia­ło­ru­si­nów jest uzna­wa­nych za al­ko­ho­li­ków . Sy­tu­acja wciąż się po­gar­sza — w ciągu ostat­nich pię­ciu lat sprze­daż al­ko­ho­lu na Bia­ło­ru­si wzro­sła o ponad 40%.

Dział ONZ ds. nar­ko­ty­ków i prze­stęp­czo­ści (ang. Uni­ted Na­tions Of­fi­ce on Drugs and Crime) oce­nił, że Mińsk jest dru­gim pod wzglę­dem braku bez­pie­czeń­stwa eu­ro­pej­skim mia­stem. Na 100 tys. miesz­kań­ców w 2012 r. przy­pa­da­ło tu 5,7 mor­derstw .

Bia­ło­ruś to je­dy­ne pań­stwo w Eu­ro­pie, gdzie nadal jest sto­so­wa­na kara śmier­ci. Bia­ło­ru­ski Ko­deks karny uwzględ­nia 14 ro­dza­jów prze­stępstw, za które prze­wi­dzia­na jest naj­wyż­sza kara; są to m.​in.: mor­der­stwo z pre­me­dy­ta­cją, lu­do­bój­stwo, zdra­da pań­stwa po­wią­za­na z do­ko­na­niem mor­der­stwa, ter­ro­ryzm. Kara śmier­ci wy­ko­ny­wa­na jest po­przez roz­strze­la­nie. Ska­za­niec do­sta­je strzał w tył głowy. Sta­ty­sty­ki do­ty­czą­ce wy­ko­ny­wa­nia kar śmier­ci przez wiele lat po­zo­sta­wa­ły ta­jem­ni­cą pań­stwo­wą. Tylko w 2012 r. bia­ło­ru­skie Mi­ni­ster­stwo Spra­wie­dli­wo­ści ujaw­ni­ło, że w la­tach 1990 – 2011 orze­czo­no 326 wy­ro­ków kary śmier­ci , które się upra­wo­moc­ni­ły. Alak­sandr Łu­ka­szen­ka tylko raz sko­rzy­stał z prawa łaski, resz­tę wy­ro­ków wy­ko­na­no.

We­dług mię­dzy­na­ro­do­wej or­ga­ni­za­cji ICPS (ang. In­ter­na­tio­nal Cen­tre for Pri­son Stu­dies) w 2007 r. Bia­ło­ruś była dru­gim kra­jem na świe­cie, je­że­li cho­dzi o licz­bę więź­niów przy­pa­da­ją­cych na 100 tys. oby­wa­te­li. Ta licz­ba wy­no­si­ła 456 i w ciągu na­stęp­nych pię­ciu lat stale ma­la­ła. Obec­nie Bia­ło­ruś zaj­mu­je 17. miej­sce na świe­cie, z 438 więź­nia­mi na 100 tys. oby­wa­te­li. We­dług upu­blicz­nio­nych przez bia­ło­ru­skie MSW da­nych na sty­czeń 2013 r. karę po­zba­wie­nia wol­no­ści w bia­ło­ru­skich wię­zie­niach od­sia­dy­wa­ło ok. 38 tys. ludzi. Jed­nak obroń­cy praw czło­wie­ka kwe­stio­nu­ją te dane, twier­dząc, że są za­ni­ża­ne przez bia­ło­ru­skie wła­dze, i uwa­ża­ją, że na 100 tys. oby­wa­te­li przy­pa­da na Bia­ło­ru­si ok. 600 więź­niów.

W 2007 r. Bia­ło­ru­si­ni po­peł­ni­li 2,7 mln wy­kro­czeń . Ozna­cza to, że nie­mal co trze­ci Bia­ło­ru­sin zo­stał po­cią­gnię­ty do od­po­wie­dzial­no­ści ad­mi­ni­stra­cyj­nej. Nie tyle świad­czy to o skłon­no­ści Bia­ło­ru­si­nów do na­ru­sza­nia prze­pi­sów, ile o nad­zwy­czaj­nej ak­tyw­no­ści or­ga­nów kon­tro­lu­ją­cych oraz su­ro­wo­ści bia­ło­ru­skie­go prawa.

W 2012 r. na Bia­ło­ru­si uro­dzi­ło się 114 999 dzie­ci, w tym samym okre­sie wy­ko­na­no ok. 27 tys. abor­cji . W ciągu ostat­nich 20 lat w tym kraju do­szło do ponad 2,5 mln abor­cji . Po­ło­wa Bia­ło­ru­si­nek de­kla­ru­je, że co naj­mniej raz w swoim życiu zde­cy­do­wa­ła się usu­nąć ciążę.

Z in­ter­ne­tu ko­rzy­sta 6,3 mln Bia­ło­ru­si­nów . Na 100 ro­dzin­nych go­spo­darstw przy­pa­da: 59 kom­pu­te­rów, 154 ko­lo­ro­we te­le­wi­zo­ry i 134 lo­dów­ki .

Bia­ło­ruś tra­dy­cyj­nie na­le­ży do świa­to­wej czo­łów­ki kra­jów han­dlu­ją­cych bro­nią. We­dług ra­por­tu Sztok­holm­skie­go In­sty­tu­tu Badań nad Pro­ble­ma­mi Po­ko­ju (ang. Stoc­kholm In­ter­na­tio­nal Peace Re­se­ach In­sti­tu­te, skrót: SIPRI) w 2012 r. kraj ten zaj­mo­wał 20. miej­sce na świe­cie pod wzglę­dem ilo­ści eks­por­to­wa­nej broni, wy­prze­dza­jąc takie pań­stwa, jak np.: Au­stria, Tur­cja, Au­stra­lia czyPol­ska .

Część tych da­nych nie jest kwe­stio­no­wa­na przez wła­dze (np. in­for­ma­cje do­ty­czą­ce licz­by sa­mo­bójstw czy nad­uży­wa­nia al­ko­ho­lu), inne budzą sprze­ciw apa­ra­tu pań­stwo­we­go (np. licz­ba za­bójstw — co cie­ka­we, w tym przy­pad­ku ONZ pod­kre­śla, że skła­da­jąc swój ra­port o bez­pie­czeń­stwie na świe­cie, ko­rzy­sta­ła z ofi­cjal­nych sta­ty­styk bia­ło­ru­skie­go MSW), jesz­cze inne są przed­mio­tem dumy władz (wzrost PKB). Jed­nak te licz­by, jak w przy­pad­ku każ­dej sta­ty­sty­ki, nie od­zwier­cie­dla­ją tego, czym jest życie co­dzien­ne na Bia­ło­ru­si.

Or­ga­ni­za­cja New Eco­no­mics Fo­un­da­tion, która wy­li­cza tzw. świa­to­wy in­deks szczę­ścia, w 2012 r. umie­ści­ła Bia­ło­ruś na 103. miej­scu wśród 151 kra­jów. Jak więc widać, szczę­ścia Bia­ło­ru­si­ni nie mają w nad­mia­rze. In­deks ob­li­cza­ny przez NEF nie do­ty­czy tylko sy­tu­acji go­spo­dar­czej — zgod­nie z ran­kin­giem np. miesz­kań­cy Ko­sta­ry­ki są bar­dziej szczę­śli­wi od oby­wa­te­li USA.

Jak więc wy­glą­da życie co­dzien­ne na Bia­ło­ru­si? Co myślą o swoim kraju sami Bia­ło­ru­si­ni? Czy są szczę­śli­wi? Jak to czę­sto bywa, na te py­ta­nia nie ma uni­wer­sal­nych od­po­wie­dzi, a każdy Bia­ło­ru­sin ma wła­sną.

Na­uczy­ciel: trzy razy gło­so­wa­łem na Łu­ka­szen­kę

— Mnie się na Bia­ło­ru­si po­do­ba. Ni­g­dzie nie chcę wy­jeż­dżać — An­drej pa­trzy mi pro­sto w oczy, jakby cze­ka­jąc na re­ak­cję. — Dyk­ta­tu­ra, dyk­ta­tu­ra… Sam trzy razy gło­so­wa­łem na Łu­ka­szen­kę, więc o wła­dzy mówię „moja wła­dza” — oznaj­mia dum­nie.

Ma 34 lata i pra­cu­je jako na­uczy­ciel wy­cho­wa­nia fi­zycz­ne­go w jed­nej z gro­dzień­skich szkół. Za­ra­bia 3,5 mln bia­ło­ru­skich rubli, co sta­no­wi rów­no­war­tość 400 do­la­rów. Jego żona jest in­ży­nie­rem w pań­stwo­wej te­le­wi­zji, do­sta­je 4 mln, czyli ok. 460 do­la­rów. Razem mają 7,5 mln. Nie­zbyt dużo. Z tego co mie­siąc muszą za­pła­cić ok. 200 tys. za miesz­ka­nie (ogrze­wa­nie, woda, prąd itd.). Na­stęp­ne 100 tys. to ra­chun­ki za te­le­fo­ny, w tym dwa ko­mór­ko­we. Zo­sta­je więc 7 mln. — Na życie nam star­cza, cza­sem coś jesz­cze za­osz­czę­dzi­my — mówi An­drej.

Razem z ro­dzi­ną miesz­ka w dwu­po­ko­jo­wym miesz­ka­niu, które mie­ści się na dzie­wią­tym pię­trze bloku po­ło­żo­ne­go na obrze­żach Grod­na. Ze swo­jej pen­sji oczy­wi­ście nie dałby rady go kupić, na szczę­ście po­mo­gli mu ro­dzi­ce. Miesz­ka­nie jest skrom­ne, ale za­dba­ne. Mają te­le­wi­zor, kom­pu­ter… Sa­mo­cho­du nie mają i na razie nie pla­nu­ją go ku­po­wać. An­drej oce­nia, że jest śred­nio za­moż­ny. — Chcia­ło­by się wię­cej za­ra­biać, bo pie­nię­dzy za­wsze bra­ku­je, ale naj­waż­niej­sze jest, by nie było go­rzej — mówi krót­ko.

W 1994 r., kiedy Alak­sandr Łu­ka­szen­ka zo­stał pre­zy­den­tem Bia­ło­ru­si, An­drej miał 15 lat, więc nie mógł jesz­cze gło­so­wać. — Ale za to wtedy na Łu­ka­szen­kę gło­so­wa­ła moja matka. Pa­mię­tam, że sza­le­nie jej im­po­no­wał — opo­wia­da.

Matka An­dre­ja sa­mot­nie wy­cho­wy­wa­ła syna, a dziś jest już na eme­ry­tu­rze. W 1994 r. pra­co­wa­ła jako in­spek­tor po­dat­ko­wy. Do dzi­siaj jest pełna uwiel­bie­nia dla Alak­san­dra Łu­ka­szen­ki. — Myślę, że za­szcze­pi­ła swoje po­glą­dy mnie. Mam ta­kie­go ko­le­gę, który miesz­kał nie­da­le­ko od mo­je­go ro­dzin­ne­go domu. Uczy­li­śmy się w tej samej kla­sie. Jego też wy­cho­wy­wa­ła tylko matka. Przy­jaź­ni­li­śmy się. Do­ra­sta­li­śmy razem, ale on zu­peł­nie ina­czej oce­nia sy­tu­ację w kraju. Dla niego Za­chód to ab­so­lut­ne dobro, a Łu­ka­szen­ka to ab­so­lut­ne zło. Cie­ka­we, że tak samo myśli jego matka. Tak więc być może wszyst­ko da się spro­wa­dzić do wy­cho­wa­nia? — za­sta­na­wia się An­drej.

Szef nie­za­leż­ne­go ośrod­ka so­cjo­lo­gicz­ne­go NI­SE­PI, dr Aleh Ma­na­jeu, tak opi­su­je tra­dy­cyj­ny elek­to­rat Łu­ka­szen­ki: — Od po­cząt­ku rzą­dów Łu­ka­szen­ki zde­cy­do­wa­nie po­pie­ra­ły go niż­sze war­stwy spo­łe­czeń­stwa, o słab­szej edu­ka­cji, miesz­kań­cy wsi, eme­ry­ci o ni­skich do­cho­dach… A mło­dzi, z bia­ły­mi zę­ba­mi i dłu­gi­mi no­ga­mi, ma­ją­cy wyż­sze do­cho­dy, zna­ją­cy ję­zy­ki obce, na­le­że­li do jego prze­ciw­ni­ków. Tak rze­czy­wi­ście było, ale to się zmie­nia. Teraz już nie ma tak wy­raź­ne­go po­dzia­łu. Da się za­uwa­żyć za­leż­ność mię­dzy wy­kształ­ce­niem a po­li­tycz­ny­mi pre­fe­ren­cja­mi: le­piej wy­kształ­ce­ni nie po­pie­ra­ją Łu­ka­szen­ki. Ale wśród zwo­len­ni­ków Łu­ka­szen­ki po­ja­wi­ła się także spora grupa urzęd­ni­ków, przed­się­bior­ców, tych, któ­rzy się do­ro­bi­li i za­wdzię­cza­ją swoje po­ło­że­nie ma­te­rial­ne obec­nej sy­tu­acji po­li­tycz­nej. To są lu­dzie z do­brym wy­kształ­ce­niem, o wy­so­kich do­cho­dach.

An­drej nie jest więc ty­po­wym przed­sta­wi­cie­lem twar­de­go elek­to­ra­tu Alak­san­dra Łu­ka­szen­ki. Nie na­le­ży do post­so­wiec­kie­go „ciem­no­gro­du” tę­sk­nią­ce­go za cza­sa­mi ko­mu­ni­zmu, nie miesz­ka na wsi. Ma wyż­sze wy­kształ­ce­nie, zwie­dził świat, zna ję­zy­ki obce — fran­cu­ski i pol­ski. Ale jed­no­cze­śnie nie jest urzęd­ni­kiem pań­stwo­wym, nie otrzy­mu­je ja­kichś szcze­gól­nych pro­fi­tów od re­żi­mu. Wie­lo­krot­nie był za gra­ni­cą, wi­dział więc, co od­róż­nia Bia­ło­ruś od Pol­ski czy Fran­cji. Ko­rzy­sta z in­ter­ne­tu, oglą­da pol­ską te­le­wi­zję, a mimo to gło­su­je na Łu­ka­szen­kę i po­do­ba­ją mu się bia­ło­ru­skie po­rząd­ki.

Co go prze­ko­nu­je do Łu­ka­szen­ki? — Za­zwy­czaj po­rów­nu­je się Bia­ło­ruś do Pol­ski czy Litwy. No wiesz, tu, w Grod­nie, nie­mal każdy był w Bia­łym­sto­ku… Wy­glą­da to tak: jadą do su­per­mar­ke­tu i są za­chwy­ce­ni. Cała ta ich „Eu­ro­pa” spro­wa­dza się do Bia­łe­go­sto­ku albo nawet do su­per­mar­ke­tu Tesco. Ja byłem we Fran­cji, w Niem­czech, ale też w Rosji i na Ukra­inie. I to daje mi per­spek­ty­wę. Można stra­cić to, co się ma. Spójrz­cie na Rosję. Drogi roz­wa­lo­ne, ko­rup­cja, bez­ro­bo­cie… A u nas? Po­rzą­dek, mia­sta czy­ste, drogi ładne… Czyja to za­słu­ga? Oczy­wi­ście Łu­ka­szen­ki. Nie po­zwo­lił kra­jo­wi sto­czyć się w bagno. Za­pro­wa­dził po­rzą­dek. Bez krwi… Tak, u nas nie jest tak do­brze jak na Za­cho­dzie. Nie je­ste­śmy tacy za­moż­ni. Wi­dzia­łem na wła­sne oczy, jak jest na Za­cho­dzie. Ale skąd pew­ność, że nie może się nagle stać tak źle jak na Ukra­inie? Mor­do­bi­cie w par­la­men­cie — czy tak ma wy­glą­dać de­mo­kra­cja? Dla­te­go uwa­żam, że naj­więk­sze osią­gnię­cie Łu­ka­szen­ki to sta­bi­li­za­cja — mówi An­drej.

Sta­bi­li­za­cja — oto jedno z ulu­bio­nych haseł bia­ło­ru­skiej pro­pa­gan­dy. Sta­bi­li­za­cja we­dług bia­ło­ru­skich służb ide­olo­gicz­nych to naj­więk­sza za­słu­ga pre­zy­den­ta Łu­ka­szen­ki. To po­rzą­dek, pew­ność jutra, spo­kój spo­łecz­ny. Bez re­wo­lu­cji, bez pro­te­stów ulicz­nych… Sta­bi­li­za­cja jest wtedy, kiedy z wia­do­mo­ści te­le­wi­zyj­nych czło­wiek do­wia­du­je się o sa­mych suk­ce­sach wła­dzy, o mą­drych de­cy­zjach pre­zy­den­ta. Pro­ble­my? Te mają są­sie­dzi. W Pol­sce ga­lo­pu­je bez­ro­bo­cie, we Fran­cji wy­bu­cha­ją walki ulicz­ne i palą się sa­mo­cho­dy, gdzieś są ulewy, trzę­sie­nia ziemi i hu­ra­ga­ny… Na Bia­ło­ru­si zaś jest sta­bi­li­za­cja — czyli spo­kój i pew­ność lep­sze­go jutra.

Bia­ło­ru­ska sta­bi­li­za­cja ma jed­nak ze­wnętrz­nych i we­wnętrz­nych wro­gów. Tych, któ­rym — jak twier­dzą bia­ło­ru­scy pro­pa­gan­dy­ści — nie po­do­ba się bia­ło­ru­ski spo­kój. Wro­giem ze­wnętrz­nym numer jeden od lat jest Za­chód. Wróg we­wnętrz­ny to opo­zy­cja, prze­ciw­ni­cy re­żi­mu, któ­rzy przez KGB są na­zy­wa­ni „ele­men­ta­mi de­sta­bi­li­zu­ją­cy­mi”. An­dre­ja to cał­kiem prze­ko­nu­je: — Weźmy 19 grud­nia . Prze­cież to nie było w po­rząd­ku, że opo­zy­cja nisz­czy­ła bu­dy­nek rządu. Rzu­ca­li ka­mie­nia­mi, wy­bi­ja­li szyby… Gdyby to się zda­rzy­ło w War­sza­wie, są­dzisz, że po­li­cja by nie re­ago­wa­ła? — pyta.

— My­ślisz, że w War­sza­wie opo­zy­cyj­ni kan­dy­da­ci też by po­szli do wię­zie­nia? — od­po­wia­dam py­ta­niem.

— No tak, areszt kan­dy­da­tów opo­zy­cji to prze­sa­da. Ale prze­cież nie jest tak, że przy­pad­ko­wy czło­wiek tra­fia za kraty. Oni wal­czy­li o wła­dzę. Po­win­ni być przy­go­to­wa­ni na kon­se­kwen­cje. Bar­dziej współ­czu­ję temu, kto przez przy­pa­dek tra­fił za kraty, niż temu, kto wal­czył o wła­dzę i prze­grał — de­kla­ru­je.

An­drej nie ukry­wa, że bia­ło­ru­ska opo­zy­cja mu się nie po­do­ba. — Oni wszy­scy są utrzy­my­wa­ni przez Za­chód. Nie chcę, by moim pań­stwem kie­ro­wał czło­wiek za­leż­ny od ko­go­kol­wiek z ze­wnątrz — mówi.

Mimo ta­kie­go po­dej­ścia An­drej wcale nie jest bez­kry­tycz­nie na­sta­wio­ny do bia­ło­ru­skiej rze­czy­wi­sto­ści. Do­strze­ga jej wady. — Dużo się robi na pokaz. Na przy­kład u nas w szko­le. Wszy­scy drżą przed ku­ra­to­rium. Robią wszyst­ko, by za­do­wo­lić prze­ło­żo­nych. Waż­niej­sze od nauki staje się za­mia­ta­nie ulicy, ja­kieś pa­pier­ko­wo-biu­ro­kra­tycz­ne spra­wy. Po­rzą­dek ma też swoją ciem­ną stro­nę — wszech­wła­dzę urzęd­ni­ka. Nigdy nie zda­rzy­ło mi się jesz­cze zo­stać ofia­rą tego sys­te­mu, ale do­sko­na­le zdaję sobie spra­wę, że jak każdy je­stem bez­bron­ny wobec wła­dzy. Nie­daw­no wy­rzu­co­no z uni­wer­sy­te­tu pro­fe­so­ra tylko za to, że wydał książ­kę w Pol­sce. To jest chore — skar­ży się.

Widzi, że na Bia­ło­ru­si jest za dużo „po­rząd­ku”, że wła­dza zbyt mocno kon­tro­lu­je spo­łe­czeń­stwo. — W la­tach dzie­więć­dzie­sią­tych to było po­trzeb­ne, ale teraz to już jest zby­tecz­ne. Teraz le­piej by było nie przy­krę­cać cały czas śruby, ale dać lu­do­wi tro­chę wię­cej wol­no­ści, by było mniej stra­chu — mówi.

Jed­nak An­drej uważa, że dziś Łu­ka­szen­ka, po­dob­nie jak w la­tach 90., ma za sobą więk­szość bia­ło­ru­skie­go spo­łe­czeń­stwa, że lu­dzie go nadal lubią i sza­nu­ją. We­dług An­dre­ja Łu­ka­szen­ka już się przy­zwy­cza­ił do swego wi­ze­run­ku Baćki i rze­czy­wi­ście dba o in­te­re­sy pro­stych Bia­ło­ru­si­nów. Dla­te­go dzi­siej­szej Bia­ło­ru­si nie można na­zy­wać dyk­ta­tu­rą. — Jak jest w dyk­ta­tu­rze? Dyk­ta­tor kie­ru­je się wła­snym in­te­re­sem i nie dba o ludzi. A Łu­ka­szen­ka taki nie jest. Robi dużo dla zwy­kłych oby­wa­te­li — mówi.

We­dług niego w ciągu wszyst­kich lat swo­ich rzą­dów Łu­ka­szen­ka, po­dej­mu­jąc de­cy­zje, za­wsze zwra­cał uwagę na na­stro­je ludzi. — Na przy­kład ja lubię jeź­dzić na ryby i przez ostat­nie lata wszę­dzie po­wsta­ją tak zwane płat­ne je­zio­ra — żeby móc na nich łowić ryby, trze­ba za­pła­cić. Oczy­wi­ście ludzi to obu­rza, w końcu jesz­cze nie­daw­no nie trze­ba było nic pła­cić. I wiesz, nie tak dawno Łu­ka­szen­ka opo­wie­dział się za ogra­ni­cze­niem licz­by płat­nych je­zior. Tym samym za­re­ago­wał na ludz­kie nie­za­do­wo­le­nie — uważa An­drej.

Mój roz­mów­ca nie miał nigdy żad­nych pro­ble­mów z mi­li­cją czy ze służ­ba­mi spe­cjal­ny­mi. Dla­te­go jest pe­wien, że każdy uczci­wy Bia­ło­ru­sin, który nie an­ga­żu­je się w po­li­ty­kę i nie draż­ni wła­dzy, może spać spo­koj­nie. Przy­zna­je, że Bia­ło­ruś nie jest de­mo­kra­cją w za­chod­nim ro­zu­mie­niu tego słowa, a re­la­cje na linii oby­wa­tel – wła­dza bar­dzo się róż­nią od tego, co wi­dział na Za­cho­dzie. — Ale ta wła­dza od­po­wia­da na­szej men­tal­no­ści. Weźmy taki przy­kład: idę na biwak z ucznia­mi. I je­że­li bym im dał wolną rękę, byłby al­ko­hol, by­ły­by za­ba­wy do rana i nie wia­do­mo, czym by się to wszyst­ko skoń­czy­ło. Dla­te­go muszę trzy­mać ich w ry­zach. I mimo że wpro­wa­dzam dys­cy­pli­nę, która im się nie po­do­ba, to za­wsze chęt­nie cho­dzą ze mną. Tak samo jest z Łu­ka­szen­ką. On po­tra­fi utrzy­mać po­rzą­dek. Ale je­że­li dać spo­łe­czeń­stwu wol­ność, to za chwi­lę będą pro­ble­my. Więc lu­dzie ro­zu­mie­ją, że po­trzeb­ne jest ogra­ni­cze­nie wol­no­ści — mówi An­drej.

Takie po­dej­ście do rze­czy­wi­sto­ści An­drej na­zy­wa „re­ali­zmem”. Przy­zna­je zresz­tą, że mógł­by za­gło­so­wać na kogoś in­ne­go niż Łu­ka­szen­ka: — Cho­dzi o to, że po­rząd­ku już mamy pod do­stat­kiem. Wszyst­ko jest za­pię­te na ostat­ni guzik. Przy­da­ło­by się dać lu­dziom wię­cej wol­no­ści. Na pewno jed­nak nie będę gło­so­wał na opo­zy­cję, bo oni wszyst­ko widzą w czar­nych ko­lo­rach. Wszyst­ko jest źle, wszyst­ko jest złe, wszyst­ko trze­ba znisz­czyć… Na kogo mógł­bym za­gło­so­wać? Na przy­kład na Si­dor­skie­go . Spodo­bał mi się. Albo na kogoś in­ne­go z ekipy Łu­ka­szen­ki — wy­zna­je.

(…)

Eme­ryt­ka: żyję dzię­ki ogro­do­wi

Pię­cio­pię­tro­wy dom przy ulicy Kar­by­sze­wa w Grod­nie znaj­du­je się tuż na­prze­ciw­ko szta­bu armii i jest na­zy­wa­ny woj­sko­wym. Ale to nie są­siedz­two prze­są­dzi­ło o ta­kiej na­zwie bu­dyn­ku. Pod ko­niec lat 70. XX w., kiedy zo­stał wy­bu­do­wa­ny, miesz­ka­nia do­sta­wa­ły tu wła­śnie ro­dzi­ny ofi­ce­rów. Czter­dzie­ści lat póź­niej sporą część miesz­kań­ców sta­no­wią eme­ry­to­wa­ni ofi­ce­ro­wie, więc okre­śle­nie „woj­sko­wy” nadal jest ak­tu­al­ne.

Pani Iryna miesz­ka na trze­cim pię­trze w skrom­nym dwu­po­ko­jo­wym miesz­ka­niu. Ma 66 lat i jest eme­ryt­ką. W cza­sach ZSRR pra­co­wa­ła jako ma­szy­nist­ka w szta­bie armii, a jej mąż był ofi­ce­rem, dla­te­go miesz­ka wła­śnie w woj­sko­wym domu. — Wtedy ży­li­śmy, jak nam się wy­da­wa­ło, nor­mal­nie. O ni­czym prze­cież nie wie­dzie­li­śmy. Ani o de­mo­kra­cji, ani o nie­pod­le­gło­ści, ani o do­bro­by­cie — wspo­mi­na swoje życie w Związ­ku Ra­dziec­kim.

Z mężem pani Iryna dawno się ro­ze­szła, po roz­pa­dzie ZSRR nad­szedł też ko­niec jej woj­sko­wej ka­rie­ry.

— Kiedy pra­co­wa­łam w woj­sku, dużo za­ra­bia­łam. Do­sta­wa­łam tyle samo co moje ko­le­żan­ki, które miały wyż­sze wy­kształ­ce­nie i pra­co­wa­ły w cy­wi­lu. I wtedy nie po­szłam na stu­dia. Póź­niej tego ża­ło­wa­łam, ale co zro­bić, czas minął — mówi.

Po woj­sku, po­dob­nie jak ty­sią­ce by­łych ofi­ce­rów i żoł­nie­rzy, mu­sia­ła na nowo szu­kać sobie miej­sca w życiu. Pra­co­wa­ła na róż­nych sta­no­wi­skach: była ma­szy­nist­ką, se­kre­tar­ką, na­uczy­ła się ob­słu­gi­wać kom­pu­ter… I w ten spo­sób do­trwa­ła do eme­ry­tu­ry.

Jed­nak życie bia­ło­ru­skie­go eme­ry­ta wcale nie jest łatwe. — Moja eme­ry­tu­ra to pół­to­ra mi­lio­na rubli. Z tego około trzy­sta ty­się­cy co mie­siąc idzie na opła­tę miesz­ka­nia oraz na te­le­fon — opo­wia­da pani Iryna.

Pół­to­ra mi­lio­na bia­ło­ru­skich rubli to mniej niż 200 do­la­rów. Po wnie­sie­niu opłat za miesz­ka­nie i te­le­fon po­zo­sta­je 1,2 mln. Wszyst­ko idzie na je­dze­nie i leki. — Żyć jest cięż­ko. Bar­dzo cięż­ko. Za takie pie­nią­dze nie da się nor­mal­nie żyć — skar­ży się pani Iryna.

Ko­bie­ta jest zmu­szo­na oszczę­dzać. Ku­pu­je tylko naj­tań­sze pro­duk­ty.

— Pa­mię­tam, jak w cza­sach ZSRR w skle­pach ni­cze­go nie było. Stały tylko ki­szo­ne ogór­ki i naj­tań­sza ryba — kilka. Wtedy przed świę­ta­mi przy­wo­żo­no kieł­ba­sę i sta­li­śmy w ko­lej­kach. Kieł­ba­sa sa­la­mi to był strasz­nie de­fi­cy­to­wy towar, więc można było kupić je­dy­nie po dwie­ście gra­mów na osobę. Teraz jest ina­czej. W skle­pach można kupić wszyst­ko, ale nie mam na to pie­nię­dzy — mówi.

Kieł­ba­sę, je­że­li w ogóle ku­pu­je, to naj­tań­szą. O sa­la­mi może je­dy­nie po­ma­rzyć. Jak wiąże ko­niec z koń­cem? Po­zwa­la jej na to upra­wa ogro­du, który leży w pod­gro­dzień­skiej wsi Ży­tom­la, gdzie się uro­dzi­ła. — Ziem­nia­ki, ogór­ki, po­mi­do­ry, ka­pu­sta… To wszyst­ko sama ho­du­ję — mówi dum­nie. I do­da­je: — Oprócz tego syn mi po­ma­ga.

Syn pani Iryny od kilku lat miesz­ka w Pol­sce. Pra­cu­je i re­gu­lar­nie przy­sy­ła jej pie­nią­dze i dro­gie leki. — Mło­dzież wy­jeż­dża z Bia­ło­ru­si. Weźmy nasz dom: na każ­dej klat­ce są ro­dzi­ny, z któ­rych dzie­ci wy­je­cha­ły za gra­ni­cę: do Ame­ry­ki, Fran­cji, Rosji albo Pol­ski. I wszy­scy muszą po­ma­gać ro­dzi­com, któ­rzy tu po­zo­sta­li. Dzię­ki temu jakoś ży­je­my — opo­wia­da.

Jej słowa po­twier­dza­ją ofi­cjal­ne sta­ty­sty­ki. We­dług Na­ro­do­we­go Banku Re­pu­bli­ki Bia­ło­ru­si Bia­ło­ru­si­ni, któ­rzy wy­je­cha­li za gra­ni­cę w ce­lach za­rob­ko­wych, tylko w 2012 r. wy­sła­li do kraju 913,1 mln do­la­rów. Dla po­rów­na­nia w przed­kry­zy­so­wym 2010 r. wy­sła­no ok. 500 mln do­la­rów. Zda­niem ana­li­ty­ków z NBRB gwał­tow­ny wzrost sum wy­sy­ła­nych na Bia­ło­ruś od­zwier­cie­dla zma­so­wa­ne wy­jaz­dy Bia­ło­ru­si­nów do pracy za gra­ni­cę. Ten pro­ces roz­po­czął się w 2011 r. i był spo­wo­do­wa­ny kry­zy­sem .

Jak każdy star­szy czło­wiek, pani Iryna cho­ru­je i czę­sto od­wie­dza le­ka­rza. Skarg na służ­bę zdro­wia ma więc bar­dzo dużo. — Mówią, że u nas le­cze­nie jest bez­płat­ne. A gdzie tam! Prze­cież kiedy idziesz do szpi­ta­la, to leki czy za­strzy­ki mu­sisz sobie sam ku­po­wać. A skąd ja będę miała na nie pie­nią­dze, skoro wszyst­ko jest cho­ler­nie dro­gie?! Ostat­nio bo­la­ło mnie gar­dło, po­szłam do przy­chod­ni, jeden raz opa­trzy­li, a potem le­karz mi oznaj­mia: „Wię­cej leków nie mam, musi pani pójść do ap­te­ki, sama kupić i z le­kiem przyjść na za­bieg”. Po­szłam do ap­te­ki i oka­za­ło się, że ten lek kosz­tu­je 51 ty­się­cy rubli. Więc oczy­wi­ście go nie ku­pi­łam… I jak tu się le­czyć? — obu­rza się pani Iryna.

Bia­ło­ruś się sta­rze­je. We­dług bia­ło­ru­skie­go Mi­ni­ster­stwa Pracy i Opie­ki So­cjal­nej 1 stycz­nia 2013 r. na Bia­ło­ru­si było 2,5 mln eme­ry­tów, czyli ponad 27% ogól­nej licz­by lud­no­ści . Eme­ry­ci od dawna są po­strze­ga­ni jako po­tęż­na siła po­li­tycz­na. Kie­dyś star­sze osoby tę­sk­nią­ce za cza­sa­mi ZSRR były w więk­szo­ści za Alak­san­drem Łu­ka­szen­ką. Dzi­siaj jest już róż­nie.

Pani Iryna chęt­nie roz­ma­wia o po­li­ty­ce: — Czy­tam charter97.​org, prze­glą­dam rów­nież wi­try­ny in­ter­ne­to­we bia­ło­ru­skiej i ro­syj­skiej sta­cji Radio Swa­bo­da. Dzię­ki temu wiem, co się na­praw­dę dzie­je w kraju. Prze­cież w te­le­wi­zji opo­wia­da­ją tylko bajki, a je­że­li chcesz się cze­goś praw­dzi­we­go do­wie­dzieć, to jest in­ter­net — mówi pani Iryna, która co­dzien­nie ko­rzy­sta z kom­pu­te­ra (zo­sta­wił go jej syn).

Pani Iryna nigdy nie gło­so­wa­ła na Alak­san­dra Łu­ka­szen­kę i tym się różni od są­sia­dów z woj­sko­we­go domu. — W 1994 roku w trak­cie kam­pa­nii wy­bor­czej więk­szość miesz­kań­ców na­sze­go domu była za Łu­ka­szen­ką. Nie­któ­rzy nawet byli człon­ka­mi jego szta­bu wy­bor­cze­go, zbie­ra­li na niego pod­pi­sy — wspo­mi­na pani Iryna.

Łu­ka­szen­ka, od­wo­łu­ją­cy się do so­wiec­kich tra­dy­cji, z wy­raź­ną an­ty­za­chod­nią re­to­ry­ką, obie­cu­ją­cy, że od­bu­du­je so­wiec­kie im­pe­rium — taki kan­dy­dat był w śro­do­wi­sku woj­sko­wych i by­łych woj­sko­wych nad­zwy­czaj po­pu­lar­ny. Ale 19 lat póź­niej już nie można mówić ani o mi­ło­ści, ani nawet o ja­kimś szcze­gól­nym sza­cun­ku. — Mój są­siad, eme­ry­to­wa­ny major, był wręcz fa­na­tycz­nym zwo­len­ni­kiem Łu­ka­szen­ki. A teraz co? Tra­fił do szpi­ta­la, za leki pła­cić trze­ba, wszyst­kie ceny idą w górę… Więc już wy­zy­wa Łu­ka­szen­kę od dyk­ta­to­rów, mówi, że do­pro­wa­dził kraj do ruiny. Nagle przej­rzał na oczy — śmie­je się pani Iryna.

Jed­nak mimo wy­czu­wal­nej zmia­ny na­stro­jów spo­łecz­nych moja roz­mów­czy­ni wcale nie jest opty­mist­ką, je­że­li cho­dzi o szyb­kie zmia­ny na Bia­ło­ru­si. Jej zda­niem Alak­sandr Łu­ka­szen­ka jesz­cze długo bę­dzie rzą­dził.

— Bia­ło­ru­si­ni są strasz­nie po­dzie­le­ni. Nie ma so­li­dar­no­ści, każdy trosz­czy się tylko o sie­bie i pil­nu­je tylko wła­snych in­te­re­sów, a po­dzie­lo­nym na­ro­dem łatwo rzą­dzić. Li­twi­ni czy nawet Ukra­iń­cy mają po­czu­cie wspól­no­ty na­ro­do­wej, mają swój język, a my za­wsze chcie­li­śmy być Ro­sja­na­mi. Teraz niby już nie chce­my nimi być, ale nie wiemy, co to zna­czy być Bia­ło­ru­si­na­mi. Bia­ło­ru­si­ni nie znają swo­jej hi­sto­rii, nie znają swego ję­zy­ka… Nie ma wspól­nej idei, która by łą­czy­ła spo­łe­czeń­stwo. Dla­te­go po­ja­wił się Łu­ka­szen­ka i dla­te­go tak długo rzą­dzi — tłu­ma­czy pani Iryna.

Mówi też o stra­chu, który zmu­sza ludzi, by sie­dzie­li cicho i nie wy­chy­la­li się. Jej pro­gno­za dla Bia­ło­ru­si to Alak­sandr Łu­ka­szen­ka jesz­cze przez co naj­mniej na­ście lat.

— Szczę­ście? Jak jest ro­dzi­na, jak w niej wszyst­ko do­brze, to jest szczę­ście. Ja miesz­kam sa­mot­nie, cięż­ko jest. Je­dy­ne moje szczę­ście to syn, to, że u niego wszyst­ko jest w po­rząd­ku, że mi po­ma­ga, że jest do­brym czło­wie­kiem — mówi na po­że­gna­nie.

Opo­zy­cjo­ni­sta: jest jak w Ma­trik­sie

Był nie­zli­czo­ną ilość razy za­trzy­my­wa­ny przez bia­ło­ru­skie służ­by spe­cjal­ne, czte­ry razy sie­dział w aresz­cie, miał kilka re­wi­zji w domu, wsz­czę­tą spra­wę karną, wie­lo­krot­nie sły­szał po­gróż­ki… Mak­sim jest ak­ty­wi­stą opo­zy­cyj­nej par­tii BNF. O ta­kich jak on mówi się „par­tyj­na pie­cho­ta”. Wiel­kich sta­no­wisk nigdy nie zaj­mo­wał, trze­ci, czwar­ty sze­reg. Ale to wła­śnie tacy jak on roz­rzu­ca­ją ulot­ki, pi­kie­tu­ją, są nie­za­leż­ny­mi ob­ser­wa­to­ra­mi w cza­sie wy­bo­rów. Są siłą każ­dej or­ga­ni­za­cji. Mak­sim — przy­ja­cie­le mówią do niego „Maks” — ma 29 lat. Ukoń­czył hi­sto­rię na gro­dzień­skim uni­wer­sy­te­cie. Od lat nie ma sta­łej pracy i na życie za­ra­bia do­ryw­czo, po­dej­mu­jąc się róż­nych zajęć. Raz robi re­mon­ty w miesz­ka­niach, innym razem pra­cu­je na bu­do­wie, jesz­cze innym razem jest jed­nym z me­ne­dże­rów w fir­mie re­kla­mo­wej… Jed­nak na stałą po­rząd­ną pracę nie ma szans. Jest opo­zy­cjo­ni­stą. Na Bia­ło­ru­si to nie­mal wyrok.

— Znacz­na część ludzi nawet nie zdaje sobie spra­wy z tego, jakie zwy­cza­je obo­wią­zu­ją w pań­stwie, w któ­rym żyją. To jest jak w Ma­trik­sie, kiedy Mor­fe­usz pro­po­nu­je Neo: mo­żesz wziąć nie­bie­ską pi­guł­kę i wszyst­ko, o czym roz­ma­wia­my, po­zo­sta­nie tylko snem, albo wy­brać czer­wo­ną pi­guł­kę i zo­ba­czyć, jak na­praw­dę wy­glą­da życie. U nas żad­nych pi­gu­łek przyj­mo­wać nie trze­ba, wy­star­czy za­an­ga­żo­wać się w dzia­łal­ność opo­zy­cyj­ną i na­tych­miast zo­ba­czysz, w ja­kiej rze­czy­wi­sto­ści ży­jesz i jak na­praw­dę wy­glą­da twoje pań­stwo — mówi Maks.

Dla Maksa wszyst­ko się za­czę­ło w 2001 r. Był na pierw­szym roku stu­diów. Po szko­le po­szedł na hi­sto­rię. W kraju zbli­ża­ły się wy­bo­ry pre­zy­denc­kie. Alak­sandr Łu­ka­szen­ka wal­czył o re­elek­cję. Opo­zy­cja była za­in­spi­ro­wa­na przy­kła­dem Ser­bii, gdzie Slo­bo­dan Miloš ević, nie­zmien­nie rzą­dzą­cy kra­jem przez 11 lat, wła­śnie zo­stał zmie­cio­ny w wy­ni­ku po­ko­jo­wej re­wo­lu­cji. Maks był jed­nym z tych, któ­rzy wie­rzy­li, że już wkrót­ce tak samo sta­nie się na Bia­ło­ru­si.

— Wtedy było dużo roz­po­li­ty­ko­wa­nej mło­dzie­ży. W mojej gru­pie na uni­wer­sy­te­cie na 30 osób aż 25 za­pi­sa­ło się, by pra­co­wać przy wy­bo­rach jako nie­za­leż­ni ob­ser­wa­to­rzy. Wy­da­wa­ło się, że jesz­cze trosz­kę i zrzu­ci­my Łukę . Takie były wśród nas na­stro­je i mój ko­le­ga, który wcze­śniej miał kon­tak­ty z BNF-em, za­pro­po­no­wał, bym się zgło­sił do Mło­de­go Fron­tu — wspo­mi­na.

Młody Front to była mło­dzie­żów­ka naj­więk­szej wtedy opo­zy­cyj­nej par­tii — BNF-u. Jej pro­gram można by spro­wa­dzić do po­pu­lar­ne­go wśród stu­denc­kiej mło­dzie­ży hasła: Bie­ła­ruś w Ew­ro­pu, Łu­ka­szen­ka w żopu (z biał. Bia­ło­ruś do Eu­ro­py, Łu­ka­szen­ka do dupy). Wła­śnie wtedy Maks za­czął mówić po bia­ło­ru­sku, za­czął być świa­do­my tego, że jest Bia­ło­ru­si­nem.

— Kie­dyś jak grała Rosja, to my­śla­łem, że to nasi. A potem za­czę­ło się to zmie­niać. Czy­ta­łem ga­ze­tę „Pa­ho­nia” . Obraz rze­czy­wi­sto­ści, jaki się stam­tąd wy­ła­niał, był dla mnie cał­kiem prze­ko­nu­ją­cy. Do tego do­szła moja fa­scy­na­cja hi­sto­rią. Tak przy­sze­dłem do bia­ło­ru­sko­ści — wspo­mi­na.

W tym cza­sie Bia­ło­ruś rzą­dzo­na twar­dą ręką Alak­san­dra Łu­ka­szen­ki coraz bar­dziej od­da­la­ła się od Eu­ro­py, dła­wio­no wol­ność, tę­pio­no język bia­ło­ru­ski.

— Do­sze­dłem do wnio­sku, że trze­ba wal­czyć o to, żeby Bia­ło­ruś w końcu stała się nor­mal­nym eu­ro­pej­skim pań­stwem — mówi Maks.

Ro­dzi­na nie po­dzie­la­ła jego po­glą­dów. Matka pra­co­wa­ła na kie­row­ni­czym sta­no­wi­sku w wiel­kiej fa­bry­ce pań­stwo­wej, oj­ciec miał wła­sny nie­wiel­ki biz­nes. Oni byli za Łu­ka­szen­ką. Opo­zy­cja im się nie po­do­ba­ła, a dzia­łal­ność po­li­tycz­na syna przy­pra­wia­ła ich o ból głowy. Była też głów­nym po­wo­dem nie­koń­czą­cych się awan­tur. Ale Maksa już nie dało się za­trzy­mać. Rzu­cił się w wir dzia­łal­no­ści po­li­tycz­nej. Spo­tka­nia, roz­rzu­ca­nie ulo­tek, pi­kie­ty, na­lep­ki, agi­ta­cja… — Była ad­re­na­li­na. Był też strach, zwłasz­cza na po­cząt­ku, pierw­sze za­trzy­ma­nia, pierw­sze ze­tknię­cie się z mi­li­cją… Ale było w tym dużo za­ba­wy. Mia­łem takie dziw­ne wra­że­nie, że wszyst­ko to tylko gra — wspo­mi­na.

Wia­do­mo było, że na wie­czór wy­bor­czy 9 wrze­śnia 2001 r. opo­zy­cja przy­go­to­wu­je wiel­ką akcję pro­te­sta­cyj­ną w Miń­sku. Miało być tak samo jak w Ser­bii. Maks był jed­nym z tych, któ­rzy mieli za­miar je­chać do Miń­ska, by oba­lić Łu­ka­szen­kę. — Ro­dzi­ce spa­ni­ko­wa­li. Oj­ciec pro­po­no­wał, że mi da sto do­la­rów, je­że­li nie po­ja­dę do Miń­ska. Wtedy to była po­tęż­na kasa, wię­cej niż mie­sięcz­na wy­pła­ta, ale od­mó­wi­łem. Po­wie­dzia­łem, że po­ja­dę — mówi Maks.

Jed­nak do Miń­ska i tak nie tra­fił.

W cza­sie wy­bo­rów pre­zy­denc­kich w 2001 r. kon­ku­ren­tem Łu­ka­szen­ki był wspól­ny kan­dy­dat opo­zy­cji Uła­dzi­mir Han­cza­ryk, lider naj­więk­szej cen­tra­li związ­ko­wej Fe­de­ra­cja Związ­ków Za­wo­do­wych Bia­ło­ru­si. Maks był nie­za­leż­nym ob­ser­wa­to­rem wy­bo­rów wy­zna­czo­nym przez opo­zy­cję i pra­co­wał w jed­nym z wiej­skich punk­tów wy­bor­czych, cały dzień spę­dził więc we wsi Mu­ro­wa­na. Wi­dział, jak zdy­scy­pli­no­wa­ny wiej­ski elek­to­rat szedł do urny, by oddać swój głos na Baćkę.

— Kiedy póź­nym wie­czo­rem ko­or­dy­na­tor ob­ser­wa­to­rów za­bie­rał mnie sa­mo­cho­dem, już było wia­do­mo, że w Miń­sku nie udało się ze­brać tłu­mów, że jest po­raż­ka, że nadal bę­dzie rzą­dził Łu­ka­szen­ka — opo­wia­da.

Opo­zy­cja zo­sta­ła zno­kau­to­wa­na. „To było ele­ganc­kie, nie­sa­mo­wi­te i pięk­ne zwy­cię­stwo” — chwa­lił się wtedy Alak­sandr Łu­ka­szen­ka . We­dług ofi­cjal­nych wy­ni­ków wy­bo­rów do­stał ponad 75% gło­sów, a lider opo­zy­cji Uła­dzi­mir Han­cza­ryk 15,6%. Jed­nak nie te licz­by ogło­szo­ne przez prze­wod­ni­czą­cą Cen­tral­nej Ko­mi­sji Wy­bor­czej Bia­ło­ru­si Li­dzi­ję Jar­mo­szy­nę były przy­czy­ną de­mo­ra­li­za­cji. Nikt w opo­zy­cji prze­cież się nie spo­dzie­wał, że wy­bo­ry będą uczci­we. Prze­ciw­ni­cy Łu­ka­szen­ki sta­wia­li na po­wy­bor­czy pro­test. Akcja pro­te­sta­cyj­na w Miń­sku miała się stać za­ląż­kiem oporu, miała po­cią­gnąć za sobą cały kraj i zmieść Łu­ka­szen­kę. Jed­nak za­miast setek ty­się­cy na cen­tral­ny plac sto­li­cy wy­szło nie­wie­le ponad 5 tys. Bia­ło­ru­si­nów. Była to to­tal­na po­raż­ka i upo­ko­rze­nie.

— Dzie­sią­ty wrze­śnia to był po­nie­dzia­łek. Więc po­sze­dłem na za­ję­cia. Wcho­dzę na salę, sie­dzi tam cały nasz rok. Idę wzdłuż rzę­dów, a wszy­scy się na mnie gapią. Byłem już znany jako zwo­len­nik opo­zy­cji. „No i co, Maks, jak tam re­wo­lu­cja?” — py­ta­li mnie drwią­co. Śmia­li się. Ci, któ­rzy byli za Łu­ka­szen­ką, mó­wi­li do mnie: „Chodź dziś na piwo! Wy­pi­je­my za Baćkę!”. Ci, któ­rzy gło­so­wa­li na opo­zy­cję, mil­cze­li. Wtedy było mi bar­dzo trud­no — wspo­mi­na Maks.

Opty­mi­stycz­ny na­strój, który sprzy­jał opo­zy­cji w trak­cie kam­pa­nii, po wy­bo­rach ulot­nił się. Na­de­szła szara co­dzien­ność. W opo­zy­cji to­czy­ły się walki per­so­nal­ne. Li­de­rzy ob­rzu­ca­li się wy­zwi­ska­mi, oskar­ża­jąc się wza­jem­nie o nie­udol­ność i spo­wo­do­wa­nie prze­gra­nej… Na do­da­tek Łu­ka­szen­ka za­czął przy­ci­skać opo­zy­cję. W Grod­nie za­mknię­to ga­ze­tę „Pa­ho­nia” i wy­to­czo­no pro­ces karny jej dzien­ni­ka­rzom. Roz­po­czę­ła się też pre­sja na stu­den­tów. W Miń­sku ak­ty­wi­stów mło­dzie­żo­wych or­ga­ni­za­cji, w tym Mło­de­go Fron­tu, wy­rzu­ca­no ze stu­diów, par­tyj­ni ak­ty­wi­ści tra­ci­li pracę.

— Dużo z tych, z któ­ry­mi przy­sze­dłem do opo­zy­cji, po­sta­no­wi­ło odejść, usu­nąć się. Bo tak było bez­piecz­niej, bo nie wy­gra­li­śmy. Ja się za­cho­wa­łem ina­czej. Po­sze­dłem na ca­łość — mówi Maks.

We­dług niego jest tak, że każdy czło­wiek może coś do­bre­go zro­bić dla spo­łe­czeń­stwa. Ktoś bu­du­je domy, ktoś leczy ludzi, ktoś inny pisze książ­ki, a on uznał, że jego po­wo­ła­niem jest walka. — Chcę zmie­nić kraj, chcę, by Bia­ło­ruś w końcu stała się nor­mal­nym eu­ro­pej­skim kra­jem. Uwa­żam, że to jest to dobro, które mogę przy­nieść spo­łe­czeń­stwu — mówi.

Ro­dzi­ce, któ­rzy mieli cichą na­dzie­ję, że po wy­bo­rach syn się ustat­ku­je i uspo­koi, teraz czuli się coraz bar­dziej roz­cza­ro­wa­ni. Ko­le­dzy Maksa chcie­li robić ka­rie­rę, za­ra­biać pie­nią­dze czy w końcu wy­je­chać za gra­ni­cę, a ich syn miał w gło­wie tylko walkę o de­mo­kra­cję. — Nie wie­dzie­li, jak mnie po­wstrzy­mać. Awan­tu­ry były cały czas. To przez to swoje życie uło­ży­łem tak: rano wy­cho­dzi­łem z domu, gdy oni jesz­cze spali, a wra­ca­łem bar­dzo późno, gdy już spali. Nie­mal nie spo­ty­ka­li­śmy się — wspo­mi­na Maks.

Cały wolny czas spę­dzał w biu­rze BNF-u. Ta or­ga­ni­za­cja stała się jego ży­ciem. Krąg jego przy­ja­ciół skur­czył się do ludzi z opo­zy­cji. — Żyłem w opo­zy­cyj­nym get­cie. Przez cały czas roz­ma­wia­łem po bia­ło­ru­sku i tak się do tego przy­zwy­cza­iłem, że cza­sem, kiedy je­cha­łem tro­lej­bu­sem czy w innym miej­scu pu­blicz­nym, dzi­wi­łem się, że lu­dzie do­oko­ła roz­ma­wia­ją po ro­syj­sku — mówi.

W tym cza­sie matka Maksa zo­sta­ła wi­ce­dy­rek­tor­ką Gro­dzień­skiej Fa­bry­ki Czę­ści Sa­mo­cho­do­wych. Zaj­mo­wa­ła się m.​in. pracą ide­olo­gicz­ną. Miała wy­cho­wy­wać w duchu po­słu­szeń­stwa wobec wła­dzy i re­spek­tu dla Alak­san­dra Łu­ka­szen­ki ty­sią­ce pra­cow­ni­ków, a nie po­tra­fi­ła wy­cho­wać wła­sne­go syna. Sy­tu­acja sta­wa­ła się nie­zręcz­na. — Zbie­rał się apa­rat ide­olo­gicz­ny na na­ra­dy z udzia­łem gu­ber­na­to­ra, a w tym samym cza­sie na ja­kiejś akcji pro­te­sta­cyj­nej ko­lej­ny raz za­trzy­my­wa­ła mnie mi­li­cja. Matce było głu­pio. Ale ja z kolei byłem bez­li­to­sny. Uwa­ża­łem, że nie ma co robić ka­rie­ry. No bo co to zna­czy ka­rie­ra w dyk­ta­tu­rze? Osta­tecz­nie to i tak spro­wa­dza się do ukła­da­nia listy tych, któ­rych trze­ba aresz­to­wać. Nie chcia­łem, by moja matka miała z tym coś wspól­ne­go. No i rze­czy­wi­ście, w końcu stra­ci­ła to sta­no­wi­sko. Myślę, że moja dzia­łal­ność opo­zy­cyj­na była jedną z przy­czyn, dla któ­rych tak się stało — mówi Maks.

Maks po­dob­nie jak cała opo­zy­cja cze­kał na ko­lej­ne wy­bo­ry pre­zy­denc­kie, które miały do­pro­wa­dzić do zmia­ny wła­dzy. Jed­nak eu­fo­rii 2001 r. już nie dało się po­wtó­rzyć. Była na­dzie­ja i chęć, by zro­bić wszyst­ko jak na­le­ży. A dalej już — bę­dzie, jak Pan Bóg za­de­cy­du­je! BNF i Młody Front po­pie­ra­li w trak­cie wy­bo­rów 2006 r. Alak­san­dra Mi­lin­kie­wi­cza. Dla Maksa to był szcze­gól­ny kan­dy­dat, gdyż Mi­lin­kie­wicz po­cho­dził z Grod­na. Dla­te­go ak­tyw­nie włą­czył się w kam­pa­nię wy­bor­czą. Zbie­rał pod­pi­sy po­trzeb­ne, by za­re­je­stro­wać Mi­lin­kie­wi­cza jako kan­dy­da­ta na pre­zy­den­ta, stał w pi­kie­tach, roz­rzu­cał ulot­ki… Tuż przed wy­bo­ra­mi pre­zy­denc­ki­mi po raz pierw­szy tra­fił do wię­zie­nia.

— Wpro­wa­dzo­no już w życie tak zwane pre­wen­cyj­ne za­trzy­ma­nia. To zna­czy KGB uło­ży­ło listę osób, które miały zo­stać wtrą­co­ne do aresz­tu przed dniem gło­so­wa­nia. Byłem na tej li­ście — opo­wia­da.

Pew­ne­go wie­czo­ru matka po­pro­si­ła Maksa, by sko­czył po coś do skle­pu. Wy­szedł i tego dnia już nie wró­cił do domu. Po­dob­nie jak setki in­nych opo­zy­cjo­ni­stów zo­stał za­trzy­ma­ny przez mi­li­cję i oskar­żo­ny o prze­kli­na­nie w miej­scu pu­blicz­nym. Wyrok: sie­dem dni po­zba­wie­nia wol­no­ści. Na Bia­ło­ru­si toczy się kam­pa­nia wy­bor­cza, opo­zy­cja przy­go­to­wu­je się do pro­te­stów, jest pełna mo­bi­li­za­cja… A Maks sie­dzi w wię­zie­niu. — Sie­dzia­łem nie­mal przez cały czas w po­je­dyn­czej celi. Mia­łem więc oka­zję, by się po­waż­nie za­sta­no­wić nad swoim ży­ciem, nad sen­sem walki, nad sy­tu­acją, w któ­rej się zna­la­złem. Prze­pro­wa­dzić bi­lans — opo­wia­da.

Nie były to we­so­łe myśli. Po stu­diach, bez szans na stałą pracę… Ro­dzi­ce coraz star­si, prze­cież za jakiś czas trze­ba bę­dzie im po­ma­gać. Ko­le­dzy, z któ­ry­mi za­czy­nał opo­zy­cyj­ną dzia­łal­ność, już się ustat­ko­wa­li, po­rzu­ci­li po­li­ty­kę. Jeden pra­co­wał jako na­uczy­ciel, inny miał wła­sny biz­nes. Jeden z przy­ja­ciół, z któ­rym w 2001 r. mieli robić re­wo­lu­cję, teraz był w MSW i bro­nił wła­dzy Alak­san­dra Łu­ka­szen­ki. A co z nim? Nadal wal­czy. I wciąż prze­gry­wa.

Wy­bo­ry pre­zy­denc­kie 2006 r. znowu prze­gra­ła opo­zy­cja. Li­dzi­ja Jar­mo­szy­na ko­lej­ny raz ogło­si­ła zwy­cię­stwo Łu­ka­szen­ki. Jed­nak tym razem na cen­tral­ny plac Miń­ska na apel Alak­san­dra Mi­lin­kie­wi­cza wy­szło ty­sią­ce ludzi. Było mia­stecz­ko na­mio­to­we, za­lą­żek oporu, które po trzech dniach zo­sta­ło bru­tal­nie roz­pę­dzo­ne przez spec­naz. Po wy­bo­rach znów wró­ci­ła szara co­dzien­ność. A do tego Ma­trix Łu­ka­szen­ki — in­wi­gi­la­cja, cią­głe za­trzy­ma­nia, nie­moż­li­wość pro­wa­dze­nia nor­mal­nej dzia­łal­no­ści po­li­tycz­nej, dys­kre­dy­ta­cja i oplu­wa­nie opo­zy­cji w re­żi­mo­wych me­diach.

— Chcia­łem wy­je­chać, nawet wy­je­cha­łem. Do­sta­łem sty­pen­dium w Pol­sce. Mo­głem zo­stać, ale tę­sk­no­ta za oj­czy­zną wzię­ła górę. Więc wró­ci­łem — mówi.

Ostat­nio zaj­mo­wał się re­kla­mą w in­ter­ne­cie: — To było cie­ka­we do­świad­cze­nie. Firma roz­pra­co­wu­je stra­te­gię re­kla­mo­wą ja­kie­goś pro­duk­tu i jej pra­cow­ni­cy na dwie zmia­ny piszą ko­men­ta­rze wy­chwa­la­ją­ce ten pro­dukt na róż­nych fo­rach in­ter­ne­to­wych i w me­diach spo­łecz­no­ścio­wych — opo­wia­da Maks.

Przed wy­bo­ra­mi par­la­men­tar­ny­mi do firmy przy­szła mi­li­cja i skon­fi­sko­wa­ła wszyst­kie kom­pu­te­ry. Za­pew­ne uzna­li, że kil­ka­na­ście osób, które za­wo­do­wo pro­wa­dzą re­kla­mę w in­ter­ne­cie, może być za­gro­że­niem dla za­pla­no­wa­ne­go przez wła­dze prze­bie­gu kam­pa­nii wy­bor­czej, zwłasz­cza że wśród nich jest Maks, do­brze już znany bia­ło­ru­skim służ­bom spe­cjal­nym.

Mimo lat po­nie­wier­ki, cią­głych prze­gra­nych i wy­raź­ne­go kry­zy­su w opo­zy­cji Maks wcale nie stra­cił na­dziei. — Dziś zna­leźć zwo­len­ni­ka Łu­ka­szen­ki wcale nie jest łatwo. W trak­cie wszyst­kich tych lat pracy na bu­do­wach, ro­bie­nia re­mon­tów i tak dalej wy­sze­dłem z opo­zy­cyj­ne­go getta. Mia­łem kon­takt z tak zwa­ny­mi zwy­kły­mi ludź­mi. Oni wcale nie prze­pa­da­ją za Łu­ka­szen­ką. Nie lubią go, są nim zmę­cze­ni. Pro­blem w tym, że my, czyli opo­zy­cja, nie zdo­ła­li­śmy stwo­rzyć ja­kiejś po­zy­tyw­nej pro­po­zy­cji dla nich i prze­bić się do spo­łe­czeń­stwa — uważa Maks.

Ma na to kilka przy­kła­dów. Kie­dyś po wyj­ściu z domu, w przeded­niu jed­nej z ulicz­nych akcji or­ga­ni­zo­wa­nych przez opo­zy­cję, zo­stał po­tur­bo­wa­ny przez tzw. nie­zna­nych spraw­ców. — Gro­zi­li mi, że jeśli pójdę na akcję, to obe­rwę. Byli ubra­ni po cy­wil­ne­mu, ale nie mia­łem wąt­pli­wo­ści, kto to jest. No i po paru la­tach spo­tka­łem jed­ne­go z nich na meczu ho­ke­jo­wym. Wcze­śniej słu­żył w woj­skach we­wnętrz­nych, póź­niej się zwol­nił i za­czął za­ra­biać na życie, ro­biąc re­mon­ty miesz­kań. Po­wie­dział mi: „Wiesz, wtedy to ty mia­łeś rację” — opo­wia­da Maks.

By ro­dzi­ce Maksa przej­rze­li na oczy, po­trzeb­ny był kry­zys go­spo­dar­czy. Wio­sną 2011 r. go­spo­dar­ka gwał­tow­nie się za­ła­ma­ła. Wła­dze mu­sia­ły zde­wa­lu­ować bia­ło­ru­skie­go rubla — w re­zul­ta­cie kurs do­la­ra wzrósł o 187%, a in­fla­cja w ciągu roku się­gnę­ła ponad 100%. Dla bia­ło­ru­skie­go spo­łe­czeń­stwa to było szo­kiem.

— Mó­wi­łem ro­dzi­com, że to wkrót­ce runie, że przed wy­bo­ra­mi pre­zy­denc­ki­mi wła­dze w ce­lach po­li­tycz­nych zwięk­sza­ły pen­sje, do­dru­ko­wy­wa­ły pie­nią­dze. I fak­tycz­nie, to była fi­nan­so­wa pi­ra­mi­da. Kiedy moja pro­gno­za się spraw­dzi­ła, zro­bi­ło to na nich wra­że­nie. Dziś jak więk­szość spo­łe­czeń­stwa są zmę­cze­ni tym, że ceny rosną, a po­ziom życia spada — mówi.

A Maks? Maks nadal co wto­rek cho­dzi na par­tyj­ne ze­bra­nia, nadal jest wier­nym „żoł­nie­rzem par­tii”. Czy jest szczę­śli­wy? — Ja mało do szczę­ścia po­trze­bu­ję. Jest sło­necz­ny dzień, wczo­raj nasi wy­gra­li w ho­ke­ja z Łotwą. Więc je­stem szczę­śli­wy. Łukę albo zrzu­ci­my, albo wcze­śniej czy póź­niej sam wy­kor­ku­je. Wszyst­ko bę­dzie do­brze! — mówi.

(…)

DJ: trze­ba się do­sto­so­wać

Z Saszą spo­ty­ka­my się w nie­wiel­kim klu­bie Kuba, który mie­ści się przy jed­nej z wą­skich uli­czek sta­rej czę­ści Grod­na. Mimo ide­olo­gicz­nej nazwy wła­ści­cie­le klubu ra­czej z przy­mru­że­niem oka trak­tu­ją ku­bań­ską re­wo­lu­cję. Ścia­ny lo­ka­lu zdobi m.​in. sty­li­zo­wa­na na Che Gu­eva­rę Mysz­ka Miki. Są tu ser­wet­ki z czer­wo­ną gwiaz­dą, a to­a­le­ta jest ob­le­pio­na ta­pe­ta­mi z hisz­pań­sko­ję­zycz­nych gazet, gdzie m.​in. widać zdję­cie dum­ne­go Fi­de­la. Jest więc re­wo­lu­cyj­nie, ale to nie jest re­wo­lu­cja na serio.

Kiedy razem wcho­dzi­my do klubu, Sasza po kolei wita się nie­mal z wszyst­ki­mi klien­ta­mi, któ­rzy w to go­rą­ce po­po­łu­dnie sączą w Kubie chłod­ne piwo. Sasza to po­pu­lar­ny DJ, więc dla by­wal­ców gro­dzień­skich klu­bów jest je­że­li nie gwiaz­dą, to przy­naj­mniej kimś zna­nym.

Ma 24 lata, ka­rie­rę mu­zycz­ną roz­po­czął, mając 17 lat. — Odkąd pa­mię­tam, in­te­re­so­wa­ła mnie mu­zy­ka. Cho­dzi­łem do klu­bów, słu­cha­łem. Po­zna­łem kilku DJ-ów. Po­my­śla­łem, że też chcę to robić co oni. Więc sprze­da­łem sys­tem aku­stycz­ny, na który wcze­śniej zbie­ra­łem, ko­mór­kę, po­mo­gli mi ro­dzi­ce i ku­pi­łem sprzęt po­trzeb­ny do mik­so­wa­nia mu­zy­ki — przy­wieź­li mi go z Pol­ski. Kosz­to­wał około 700 do­la­rów. To kupa pie­nię­dzy dla sie­dem­na­sto­lat­ka. Ale bar­dzo tego chcia­łem. No i za­czą­łem za­ba­wę — wspo­mi­na.

Ta de­cy­zja prze­są­dzi­ła o jego dal­szych lo­sach. Na po­cząt­ku ca­ły­mi dnia­mi grał w domu, mik­so­wał mu­zy­kę, łą­czył rytmy… Po roku jako DJ pra­co­wał już w swoim pierw­szym klu­bie. Po sze­ściu la­tach jest zna­nym w Grod­nie DJ-em i żyje z mu­zy­ki. Gra co wie­czór w noc­nym klu­bie Al­fa­cen­tau­ra. Jego dzień (a wła­ści­wie noc) pracy za­czy­na się o 22 i trwa cza­sem do szó­stej nad ranem. Je­że­li klien­tów jest mało, klub można za­mknąć wcze­śniej.

Al­fa­cen­tau­ra to de­mo­kra­tycz­ny klub. Okre­śle­nie „de­mo­kra­tycz­ny” nie ma nic wspól­ne­go z po­li­ty­ką, zna­czy tyle, że ceny w klu­bie są nie­wy­so­kie. Klien­ci lo­ka­lu to prze­waż­nie mło­dzież. — Od 18 do 28 lat. Zda­rza się, że przy­cho­dzi ktoś star­szy, ale prze­waż­nie bawi się u nas sama mło­dzież — mówi Sasza.

Dla­te­go ceny w po­rów­na­niu z in­ny­mi miej­sca­mi są niż­sze. Jed­nak cho­dze­nie do klu­bów nie na­le­ży do ta­nich roz­ry­wek. Wej­ściów­ka, dwa kok­taj­le, no i po­wrót do domu tak­sów­ką (w nocy nie kur­su­ją środ­ki miej­skie­go trans­por­tu) — tym samym noc spę­dzo­na w Al­fa­cen­tau­rze kosz­tu­je ok. 150 tys. – 200 tys. bia­ło­ru­skich rubli (to ja­kieś 20 do­la­rów). Dla mło­de­go czło­wie­ka jest to spory wy­da­tek.

— Skąd biorą pie­nią­dze? Wia­do­mo, od ro­dzi­ców. Jed­nak teraz jest kru­cho. Po 2011 roku lu­dzie za­czę­li mniej za­ra­biać. Jest kry­zys, więc oszczę­dza­ją. Pierw­sze, z czego re­zy­gnu­ją, to roz­ryw­ka — opo­wia­da Sasza.

Dużo spo­śród tych, któ­rzy wcze­śniej byli sta­ły­mi klu­bo­wi­cza­mi, teraz znik­nę­ło. Nie­któ­rzy cho­dzą do klubu raz na mie­siąc, jesz­cze inni wcze­śniej pili whi­skey, a teraz prze­szli na wódkę. Klub mniej za­ra­bia, Sasza też od­po­wied­nio mniej do­sta­je. Cóż, po­dob­ny­mi re­gu­ła­mi rzą­dzi się każdy biz­nes. Jed­nak o ile na Za­cho­dzie jest duża kon­ku­ren­cja w dzie­dzi­nie roz­ryw­ki, nocne kluby za­cie­kle wal­czą o pu­blicz­ność i prze­ści­ga­ją się w po­my­słach, które mają przy­cią­gnąć klien­tów, o tyle na Bia­ło­ru­si, ow­szem, kon­ku­ren­cja też bywa, jed­nak to wcale nie ona jest głów­ną przy­czy­ną bólu głowy bia­ło­ru­skiej bran­ży roz­ryw­ko­wej.

— W Grod­nie jest czte­ry, pięć klu­bów, które za­pra­sza­ją DJ-ów. DJ-ów jest dużo. Mówi się tak: na każ­dej klat­ce jest facet, który się uważa za DJ-a. Ale za­wo­do­wo zaj­mu­je się tym, po­wiedz­my, ze dwa­dzie­ścia osób — opo­wia­da Sasza.

Dla­te­go kon­ku­ren­cja wcale nie jest naj­więk­szym pro­ble­mem bia­ło­ru­skie­go świa­ta roz­ryw­ki. Tu się wal­czy z in­ny­mi de­mo­na­mi. Naj­bar­dziej nie­przy­jem­ny jest stały kon­takt z biu­ro­kra­cją. — To jest u nas po­rą­ba­ne. Na przy­kład po gra­niu ja­kieś pa­pier­ki mu­sisz po­wy­peł­niać. Na Za­cho­dzie czy w Rosji jest tak: za­gra­łeś, do­sta­łeś za­ro­bio­ną kasę i po spra­wie. U nas zda­rza się, że mu­sisz sie­dzieć jesz­cze jakiś czas w klu­bie, gdyż je­steś pra­cow­ni­kiem, mu­sisz spę­dzić tu okre­ślo­ny czas pracy. Są też inne dziw­ne rze­czy. Na przy­kład kie­dyś wła­dza wpro­wa­dzi­ła obo­wią­zek, że 75 pro­cent mu­zy­ki gra­nej w klu­bie musi sta­no­wić twór­czość bia­ło­ru­skich wy­ko­naw­ców. A to prze­cież ob­ciach. Ja to za­wsze igno­ro­wa­łem. Nigdy tego nie spraw­dzo­no, ale gdyby przy­szli z kon­tro­lą, to byłby pro­blem — mówi Sasza.

Albo jesz­cze jeden ko­mu­ni­stycz­ny wy­mysł. Pro­gram, który bę­dziesz grał, trze­ba wcze­śniej za­twier­dzić w miej­sco­wym dzia­le ide­olo­gii. To urzęd­ni­cy mają za­de­cy­do­wać, czy roz­po­wszech­nia­ne przez ar­ty­stów tre­ści na­da­ją się do pu­blicz­ne­go od­twa­rza­nia, czy nie są one szko­dli­we dla bia­ło­ru­skie­go spo­łe­czeń­stwa. A prze­cież DJ w dużej mie­rze im­pro­wi­zu­je, mie­sza­jąc różne pio­sen­ki, style i rytmy, więc nawet tego sa­me­go utwo­ru Sasza nigdy nie zagra dwa razy tak samo. Jak więc ma uzgad­niać treść pro­gra­mu z urzęd­ni­ka­mi?

— Coś tam im pi­sa­łem, po pro­stu po to, by się od­cze­pi­li, a gra­łem dalej jak dotąd, czyli pełna im­pro­wi­za­cja. Jakoś nikt z nich nigdy się tym nie za­in­te­re­so­wał, wi­docz­nie też trak­to­wa­li to jako for­mal­ność — wy­zna­je.

Od po­li­ty­ki Sasza trzy­ma się da­le­ko. Na Bia­ło­ru­si każdy wie, że po­li­ty­ka ozna­cza pro­ble­my. A Sasza woli uni­kać pro­ble­mów. — Są ze­spo­ły, któ­rych utwo­rów nie warto wy­ko­rzy­sty­wać. Na przy­kład Lapis Tru­biec­koj. Dużo jest róż­nych ogra­ni­czeń. Jed­nak po­dział nie jest wy­raź­ny. Jest duża szara stre­fa, która mie­ści się po­mię­dzy „można” i „nie można”. Wła­śnie w tej sza­rej stre­fie jest też to, co się dzie­je w noc­nym klu­bie — tłu­ma­czy.

Nocny klub to prze­cież nie tylko mu­zy­ka, to także al­ko­hol, no i seks. Al­fa­cen­tau­ra nie jest wy­jąt­kiem. Dziew­czy­ny w krót­kich spód­nicz­kach, mło­dzi lu­dzie otę­pie­ni al­ko­ho­lem, gło­śna mu­zy­ka. Czę­sto at­mos­fe­ra jest jesz­cze bar­dziej pod­grze­wa­na przez spe­cjal­nie wy­na­ję­te przez klub strip­ti­zer­ki. Cza­sem aż trud­no uwie­rzyć, że to wszyst­ko od­by­wa się na Bia­ło­ru­si, gdzie rzą­dzi au­to­ry­tar­ny reżim, który ma kon­ser­wa­tyw­ne po­dej­ście do spraw oby­cza­jo­wych.

— Wstęp do klubu jest tylko dla osób peł­no­let­nich. Więc wszy­scy są do­ro­śli. Na Za­cho­dzie czy w Rosji już ni­ko­go nie zdzi­wi za­pro­sze­nie strip­ti­zer­ki. U nas też się to robi. Cza­sem. Ale wiemy, że to się może źle skoń­czyć dla klubu — mówi Sasza.

W in­ter­ne­cie można zna­leźć dzie­siąt­ki zdjęć z gro­dzień­skich klu­bów z za­wo­do­wy­mi bądź ama­tor­ski­mi strip­ti­zer­ka­mi. Ro­ze­bra­ne, po­le­wa­ją­ce się pianą, wcią­ga­ją­ce w tę za­ba­wę roz­luź­nio­ną al­ko­ho­lem pu­blicz­ność…

— Rze­czy­wi­ście tak jest. Pro­blem po­ja­wia się tylko wtedy, kiedy ktoś z urzęd­ni­ków zwró­ci na to uwagę. Jed­nak do­pó­ki ich to nie ob­cho­dzi, wszyst­ko jest OK — twier­dzi Sasza.

Jako przy­kład opo­wia­da hi­sto­rię wy­stę­pu w Miń­sku gwiaz­dy porno — przy­je­cha­ła Katya Sam­bu­ca. Dwu­dzie­sto­dwu­let­nia kró­lo­wa ro­syj­skie­go porno miała w 2011 r. wy­stęp w Miń­sku, w klu­bie Broad­way. Katya po­ka­za­ła Bia­ło­ru­si­nom wszyst­ko, czego się można spo­dzie­wać po ak­tor­ce porno. Wy­stę­po­wa­ła solo i z ko­le­żan­ką, dziew­czy­ny miały wi­bra­to­ry… I cho­ciaż cały Mińsk był ob­le­pio­ny re­kla­ma­mi „kon­cer­tu” Sam­bu­ki, nikt z bia­ło­ru­skich urzęd­ni­ków w żaden spo­sób na to nie za­re­ago­wał i nie za­bro­nił tego wy­stę­pu. W końcu wszyst­ko od­by­wa­ło się w noc­nym klu­bie…

— Katya Sam­bu­ca wy­stą­pi­ła, dużo było potem o tym w pra­sie, no i do­pie­ro wtedy za­uwa­ży­li to urzęd­ni­cy… A je­że­li oni coś za­uwa­ża­ją, to wia­do­mo, że nic do­bre­go z tego nie wy­nik­nie. Klub za­mknię­to. To był ko­niec tego biz­ne­su — mówi Sasza.

Ta hi­sto­ria we­dług niego do­brze po­ka­zu­je sto­su­nek wła­dzy do tego, co się dzie­je w noc­nych klu­bach. Nie zwra­ca się na to uwagi do czasu, aż in­for­ma­cja po­ja­wi się gdzieś w pra­sie. No i wtedy do­pie­ro na­stę­pu­je re­ak­cja.

— To jest ja­kieś koł­tuń­stwo. Dwu­li­co­wość. Pa­mię­tam przy­pa­dek, że na jed­nym z afi­szy re­kla­mu­ją­cych kon­cert DJ-ów w na­szym klu­bie zna­la­zła się mo­del­ka w stro­ju ką­pie­lo­wym. Kiedy mie­li­śmy wy­wie­sić te nie­win­ne w sumie afi­sze, w mie­ście wy­bu­chła strasz­na awan­tu­ra. Sta­nę­ło na tym, że miej­skie wła­dze za­bro­ni­ły roz­wie­szać ten pla­kat, jako de­pra­wu­ją­cy bia­ło­ru­ską mło­dzież — opo­wia­da Sasza.

Wła­dza chce więc de­cy­do­wać, gdzie masz cho­dzić, ja­kiej mu­zy­ki słu­chać, co oglą­dać… Takie za­cho­wa­nie de­ner­wu­je Saszę, ale jego sto­su­nek do władz można po­rów­nać do sto­sun­ku, jaki się ma do złej po­go­dy. Nie po­do­ba się, ow­szem, ale zmie­nić tego nie można, zo­sta­je tylko prze­cze­kać.

— Każdy ma wybór. Do­sto­so­wać się, wal­czyć albo wy­je­chać. Wal­czyć chce nie­wie­lu. Bo za to może cię spo­tkać wię­zie­nie. Co to jest wię­zie­nie, każdy ro­zu­mie i nikt tam nie chce iść. Więc wy­je­chać? Tak, nie­któ­rzy się na to de­cy­du­ją. Ale weźmy mnie. Mógł­bym wy­je­chać na Za­chód, ale kim bym tam był? Za­mia­tał­bym ulice w Ho­lan­dii. Ow­szem, za­ra­biał­bym wię­cej niż tu, ale prze­cież ja nie chcę za­mia­tać ulic, chcę być DJ-em! Dla­te­go zo­sta­ję, ale przez to muszę się do­sto­so­wać do tego, co tu się od­by­wa — tłu­ma­czy.

Sasza nie wie­rzy w moż­li­wość szyb­kich zmian na Bia­ło­ru­si: — Rzą­dzą nami men­tal­ni So­wie­ci, ale kie­dyś to się zmie­ni. Prze­cież oni wszy­scy po pro­stu po­umie­ra­ją, a mło­dzież jest już inna… Ale nie­ste­ty nie bę­dzie to za mo­je­go życia — smut­nie stwier­dza. I do­da­je: — Jesz­cze kiedy uczy­łem się w szko­le, za­pi­sa­no mnie do BRSM-u . Niby było to do­bro­wol­ne, ale każdy wie­dział, że jeśli się nie za­pi­sze, to bę­dzie miał same pro­ble­my. Więc byłem w BRSM-ie. Ga­nia­no nas na różne wiece, da­wa­no flagi czer­wo­no-zie­lo­ne, ka­za­no gło­sić hasła „Za Bia­ło­ruś”. Mam do dzi­siaj na to wszyst­ko aler­gię.

Czy jest szczę­śli­wy? — Tak, mimo wszyst­ko tak. Zaj­mu­ję się tym, co lubię, przy tym do­brze się bawię, a gdy­bym chciał zro­bić show moich ma­rzeń, to mogę zor­ga­ni­zo­wać za­mknię­tą im­pre­zę, tylko dla swo­ich, gdzie wszyst­ko bę­dzie tak, jak ja chcę — od­po­wia­da.

Okładka książkiOkładka książkiFoto: Materiały prasowe
  • Nakładem wydawnictwa Helion, w marce Editio ukazała się długo oczekiwana książka „System Białoruś” Andrzeja Poczobuta – dziennikarza, publicysty i blogera, a także działacza mniejszości polskiej na Białorusi. Powyższy fragment publikujemy dzięki uprzejmości wydawnictwa.
Autor:

Andrzej Poczobut

Posted in Historia, Książki (e-book) | Leave a Comment »