WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Miłosierdzie Boże’ Category

Ufam Tobie

Posted by tadeo w dniu 8 grudnia 2019

Film „Ufam Tobie”, nakręcony pod reżyserią Lecha Dokowicza i Macieja Bodasińskiego. Historie ludzi opowiedziane w tym filmie, to żywe dowody na ogromna moc Bożego Miłosierdzia. Ono naprawdę przemienia śmierć grzechu w zmartwychwstanie do życia

 

Posted in Filmy - Polecam, Filmy dokumentalne, Filmy religijne, Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna | Leave a Comment »

La Storta – rocznica wizji

Posted by tadeo w dniu 28 listopada 2019

W połowie listopada 1537 roku grupa założycielska Towarzystwa Jezusowego- Ignacy de Loyola, Piotr Faber i Jakub Lainez podążała do Rzymu. 

Zamierzali oddać się do pełnej dyspozycji papieża Pawła III ( 1534-1549) Życie tego papieża dalekie było od ideału ewangelicznego. Ignacy i jego towarzysze  mieli tego świadomość. 

Przed spotkaniem z Papieżem, w drodze do Rzymu, Ignacy  w La Storcie zapragnął pomodlić się w samotności.

W szczerym polu znalazł samotny kościółek, w którym doświadczył niezwykłego spotkania z Bogiem Ojcem, Synem i Duchem świętym. 

Poczuł się jak w prawdziwej, kochającej się rodzinie.

Według zachowanych relacji Bóg Ojciec pochwalił zamiary i działania Ignacego z towarzyszami, wypowiadając słowa: ,, w Rzymie będę dla was łaskawy,,. 

Bóg Ojciec powiedział też do swojego Syna Jezusa: ,, chcę abyś go wziął na swego sługę,,. Paweł III zaaprobował nowe Zgromadzenie, zwołał  Sobór  Trydencki dla naprawy Kościoła, a Zakon Towarzystwa Jezusowego walnie się do tego przyczynił.

Do dzisiaj cześć Jezuitów składa czwarty ślub – posłuszeństwa papieżowi w sprawie misji.

Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – wyrocznia Pana. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi. 

Iz 55,8-11

Doświadczenie osobowego spotkania Boga w Trójcy Przenajświętszej z kaplicy La Storta znajduje swoje odbicie  w II Tygodniu Ćwiczeń Duchownych św Ignacego  . Rekolektant w ćwiczeniu – rozważaniu o dwu sztandarach ( szatana i Chrystusa) kończy całość modlitwą-  potrójną rozmową.

Pierwsza rozmowa skierowana do Pani naszej, żeby mi zyskała u Syna i Pana swego łaskę, aby mię przyjął pod swój sztandar, najpierw w najwyższym ubóstwie duchowym; a jeśliby się to podobało Jego Boskiemu Majestatowi i chciałby mię do tego wybrać i przyjąć, to niemniej i w ubóstwie zewnętrznym.

Po drugie w znoszeniu zniewag i krzywd, abym Go w nich więcej naśladował, bylebym tylko mógł je znosić bez czyjegokolwiek grzechu i z upodobaniem Jego Boskiego Majestatu. (…)

Druga rozmowa. Prosić o to samo Syna, aby mi to uzyskał u Ojca. (…)

Trzecia rozmowa. Prosić o to samo Ojca, żeby mi tego udzielił (ĆD, 147).

 

Całe misja zbawcza Jezusa polegała na doprowadzeniu nas do Ojca. Ojciec Andrasz wzrastał jako Jezuita w szkole ćwiczeń duchownych i z czasem sam je dawał.

Szczególnie w  ,, Dzienniczku,, św. Faustyna zwarła bardzo wiele  opisów swoich rekolekcji ignacjańskich z całą ich dynamiką.

Dla swoich duchowych córek był emanacją Ojca . Przykładem ojcostwa może być poniższy cytat

Cytat z „Dzienniczka” św Faustyny nr 257

Jutro mam wyjechać do Wilna. Dziś byłam u spowiedzi u ojca Andrasza, u tego kapłana, który ma wielkiego ducha Bożego, który mi rozwiązał skrzydła do lotu, do największych wyżyn. Uspokoił mnie we wszystkim i każe mi wierzyć w Opatrzność Bożą – ufaj i idź śmiało. Po tej spowiedzi udzieliła mi się dziwna moc Boża. Ojciec kładł nacisk, abym była wierna łasce Bożej – i powiedział: Jeżeli nadal zachowasz tę prostotę i posłuszeństwo, to nic ci się złego nie stanie. Ufaj Bogu, na dobrej drodze jesteś i w dobrych rękach jesteś, w Bożych rękach.

Miał w zwyczaju  ojciec Andrasz listy i pouczenia duchowe,  skierowane do duchowych córek podpisywać: +ojciec, + ojcowski.

W przypadku św. Faustyny, bł. Anieli Salawy, bł. Klemensy Staszewskiej i s. Kaliksty Piekarczyk przyszło mu być  przy ich śmierci ziemskiej. Wszystkie te osoby i ojciec Andrasz w szkole św. Ignacego miały świadomość tej chwili.

 

W pierwszym Tygodniu Ćwiczeń Duchownych na okoliczność swojego grzechu, końca swojej ziemskiej egzystencji, rekolektant przeprowadza medytację….

 

Cytat z „Dzienniczka” św Faustyny nr 1343

Dzień trzeci. W medytacji o śmierci przygotowałam się jako na rzeczywistą śmierć; zrobiłam rachunek sumienia i przetrząsnęłam wszystkie sprawy swoje w obliczu śmierci, i dzięki łasce sprawy moje nosiły na sobie cechę celu ostatecznego, co przejęło serce moje wielką wdzięcznością ku Bogu, i postanowiłam na przyszłość jeszcze z większą wiernością służyć Bogu swemu. Jedno [jest ważne] – aby całkowicie dokonać śmierci starego człowieka, a zacząć życie nowe. Z rana przygotowałam się do przyjęcia Komunii świętej jakoby w życiu moim ostatniej i po Komunii świętej wyobraziłam sobie rzeczywistą śmierć i zmówiłam modlitwy za konających, a później za swoją duszę – Z głębokości, i wpuszczono ciało moje do grobu, i rzekłam duszy swojej: Patrz, co się stało z ciała twego, kupa błota i mnogość robactwa – oto twoje dziedzictwo.

Modlitwy związane z ojcem Andraszem kierowane są do Boga Ojca . Dlaczego ?przede wszystkim po to aby spełnić pragnienie Jezusa Chrystusa, byśmy poznali, pokochali i szczególnie uwielbiali Pierwszą Osobę Trójcy Przenajświętszej. Oczywiście do każdej poszczególnej z Osób Trójcy Przenajświętszej zwracając się z modlitwą, uwielbienie odbierają wszystkie Osoby. OJCOSTWO na dzisiejszy czas 

wymaga od nas szczególnego pogłębienia. Te słowa Boga Ojca z kaplicy La Storta – ,, W Rzymie będę dla was łaskawy,, dały poczucie bezpieczeństwa, siły do działania i zawierzenia w Opatrzność Bożą trzem młodym  kapłanom zamierzającym stworzyć nowe Zgromadzenie. Tchnienie Boga Ojca z La Storta w powołaniu do służby  Jezusowi Chrystusowi towarzyszyło i ojcu Andraszowi  w jego misji. Kaplica w La Storta znajduje się dzisiaj na przedmieściach Rzymu przy Parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa i Niepokalanego Serca Najświętszej Maryji Panny. 

Modlitwa do Boga Ojca Miłosiernego o ogłoszenie błogosławionym Sługi Bożego ojca Józefa Andrasza SJ

 

Boże, Ojcze Miłosierny!

Ty jesteś Święty i pełen Wiekuistej Chwały.

Powołujesz nas do doskonałej świętości. Powołałeś kapłanów, aby służąc Twojemu Synowi, Jezusowi Chrystusowi, mocą Ducha Świętego, prowadzili nas do Ciebie, Ojcze Niebieski.

Wyznaczyłeś ojcowską misję kapłanowi Towarzystwa Jezusowego Józefowi Andraszowi.

Wypełniając ją, stał się dla wielu dusz świetlnym znakiem na drodze do Ciebie, Ojcze.

Prosimy Cię, o Wszechmogący Boże, o dar włączenia ojca Józefa Andrasza w poczet błogosławionych Kościoła. Dopomagaj nam, abyśmy patrząc na jego ojcowską postawę otwarli się na Ciebie jako Ojca. Niech Cię poznamy, pokochamy i szczególnie uwielbiamy.

Boże Ojcze jeżeli to jest zgodne z Twoją Wolą, przez wstawiennictwo ojca Jozefa Andrasza udziel mi  Łaski ……..której tak bardzo potrzebuję.

Pragnę aby ta otrzymana Łaska przybliżyła mnie do Twojej Ojcowskiej Miłości i pozwoliła trwać w niej teraz i na wieki.

Amen

Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi świętemu …, Ojcze nasz…, Zdrowaś Maryjo…

Czesław Bogdański

 

Posted in Miłosierdzie Boże, Religia, Św. Faustyna | Leave a Comment »

Kościół WNMP w Wielogłowach- miejsce sakramentu Chrztu św. o Andrasza

Posted by tadeo w dniu 16 października 2019

16.X.1891 – Urodziny Ojca Andrasza 

APC - 2019.10.16 14.03 - 001.3d

https://wieloglowy-wiz.diecezja.tarnow.pl/#start

Józef Andrasz urodził się w Wielopolu koło Nowego Sącza 16.X.1891 roku.

W Parafii WNMP w Wielogłowach, Diecezja Tarnowska. Jako poddany monarchii austro- węgierskiej.

W rodzinie Piotra i Katarzyny z domu Bednarek.

Miał sześciu braci: Alojzego, Kazimierza; zginął w Legionach, Leona, Ignacego; zginął pod Lwowem w 1918 roku, Alfonsa, oraz trzy siostry: Helenę, Marię i Józefę.

Wychowywał się w rodzinie głęboko patriotycznej i religijnej. Mimo powszechnej biedy Józef  jak i jego rodzeństwo otrzymało dobre wykształcenie.

W 1912 roku, w wieku 52 lat zmarł mu ojciec, już wtedy mieszkali w Nowym Sączu między Rynkiem a rzeką Kamienica, przy ul. Krakowskiej 18. Dzisiaj układ miejski w tym miejscu wyglada zupełnie inaczej. 

Znamienna jest data urodzin 16.X. Jest to dzień wyboru ks.kard. Karola Wojtyłę na Papieża jak również koronacji na Króla Polski św. Jadwigi Andegaweńskiej.

Po ojcu, rodzina ojca Andrasza pochodziła z Węgier.

Dało się zauważyć że ,,święci  węgierscy,, wspomagają rozwój kultu ojca Andrasza .

Św. Jadwiga – kult ojca Andrasza wyszedł z Miejscowości Królowa Polska i Królowa Górna ( kiedyś Królowa Ruska) lokację tych miejscowości przypisuje się św. Królowej Jadwidze Andegaweńskiej. 

Św. Kinga – W Starym Sączu, kilka lat temu, przed odpustem w klasztorze klarysek przez 8 dni trwała nowenna prowadzona przez kapłana ( mającego korzenie węgierskie ) z diecezji tarnowskiej. W każdy dzień przybliżał wiernym postać ojca Andrasza rozpowszechniając modlitwę o świętość kapłanów i chwałę Bożego Miłosierdzia przez wstawiennictwo ojca Andrasza. Rozeszła się ona w około 20.000 egzemplarzy.

Św Stefan i św. Elżbieta węgierska- we wspomnienie św. Stefana w kaplicy św Elżbiety w Krynicy u sióstr Elżbietanek gdzie na przełomie II wojny światowej o. Andrasz przebywał, wystawiono na stałe obraz o. Andrasza i wznoszona jest codziennie przed Mszą św. modlitwa o jego beatyfikację.

Dzisiaj o godz. 18:00 w sercu Sądecczyzny- Bazylice św. Małgorzaty, podczas Mszy św w intencji beatyfikacji, poświęcony zostanie obraz o. Andrasza.

Będzie on na mobilnym stojaku wystawiony w bocznej kaplicy gdzie codziennie wierni trwają na modlitwie adoracyjnej  IHS w ciszy.

Posted in Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna, Święci obok nas | Leave a Comment »

Wspomnienie narodzin dla Nieba św. Faustyny- penitentki ojca Andrasza

Posted by tadeo w dniu 5 października 2019

faustyna1

5 października 1938 roku – w ostatnim dniu swego życia – siostra Faustyna powiedziała z promienną twarzą: „Dziś mnie Pan Jezus zabierze!”. Doznając wielkich boleści, poprosiła o zastrzyk uśmierzający, ale po chwili zastanowienia zrezygnowała z niego, uważając, iż Chrystus domaga się od niej tej ofiary. Po raz ostatni wyspowiadała się o godz.16:00 u ks. Andrasza i cichutko oczekiwała na śmierć.
Dzień narodzin dla Nieba Apostołki Bożego Miłosierdzia tak wspominała śp. s. Eufemia Traczyńska: 5 października w czasie kolacji był dzwonek. Wiadomo było, że Siostra Faustyna umiera. Wszystko zostawiłyśmy i, ile nas było, poszłyśmy do niej. W infirmerii był już Ksiądz Kapelan i parę sióstr. Wspólnie się pomodliliśmy. Modliliśmy się bardzo długo: odmawialiśmy modlitwy za konających, litanie i inne modlitwy. Modliliśmy się tak długo, że nawet nabożeństwo wieczorne trochę później zostało odprawione. W pewnym momencie Siostra Faustyna dała jakiś znak, że Matka Przełożona nachyliła się do niej, a ona powiedziała, że jeszcze teraz nie umrze, a jak będzie umierać, to da znać. Siostry rozeszły się. (…) Kiedy wracałam do celi, wstąpiłam do kaplicy i pomodliłam się do dusz czyśćcowych, żeby mnie obudziły jak będzie umierać Siostra Faustyna, bo bardzo chciałam być przy jej śmierci. Bałam się wprost prosić o to Matkę Przełożoną, bo nam, młodym profeskom, nie wolno było tam chodzić, by się nie zarazić gruźlicą. Siostrze Amelii pozwolono, bo już była chora na gruźlicę. Spać poszłam o zwykłej porze i zaraz zasnęłam. Naraz, ktoś mnie budzi: – „Jak Siostra chce być przy śmierci Siostry Faustyny, to niech Siostra wstaje”. Ja od razu zrozumiałam, że to pomyłka. Siostra, która przyszła obudzić s. Amelię, pomyliła cele i przyszła do mnie. Zaraz obudziłam s. Amelię, ubrałam chałat i czepek, i szybko pobiegłam do infirmerii. Po mnie przyszła s. Amelia. To było jakoś koło jedenastej w nocy. Gdy przyszłyśmy tam, Siostra Faustyna jakby lekko otworzyła oczy i trochę się uśmiechnęła, a potem skłoniła głowę i już… Siostra Amelia mówi, że już chyba nie żyje, umarła. Spojrzałam na s. Amelię, ale nic nie mówiłam, modliłyśmy się dalej. Gromnica cały czas się paliła.
Pogrzeb Siostry Faustyny odbył się w pierwszy piątek miesiąca i uroczystość Matki Bożej Różańcowej. Ojcowie Jezuici odprawili Msze św.- Władysław Wojtoń SJ odprawił Mszę św. przy głównym ołtarzu, a o. Tadeusz Chabrowski SJ przy ołtarzu Serca Jezusowego. Na pogrzebie nie był nikt z rodziny, ponieważ Siostra Faustyna nie chciała narażać ich na koszty podróży. Siostra Faustyna została pochowana w grobowcu na cmentarzu zakonnym w ogrodzie Zgromadzenia.

Posted in Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna | Leave a Comment »

Wspomnienie  błogosławionej Anieli Salawy, penitentki ojca Andrasza

Posted by tadeo w dniu 9 września 2019

09 września w zakonach franciszkańskich i Archidiecezji krakowskiej wspominana jest błogosławiona Aniela Salawa.

Znalezione obrazy dla zapytania błogosławiona Aniela Salawa

Mistyczka, krakowska służąca. Paradoks, o jej wstawiennictwo proszą studenci, pracownicy naukowi.

Aniela podobnie jak św. Faustyna, sł. Boża Rozalia Celakówna , s. Kaliksta Piekarczyk ZMBM  znała los czekający Polskę. Mimo bardzo zaawansowanych chorób ( rak żołądka, stwardnienie rozsiane) odbyła pielgrzymkę w intencji Ojczyzny na Jasną Górę.

Za Polskę, grzeszników ofiarowała swoje cierpienia i modlitwy.
Opatrzność Boża rok po święceniach kapłańskich (1920)  o. Andrasza  zetknęła go z powoli umierającą Anielą Salawą. Do końca życia jej towarzyszył, był przy jej śmierci.
Z zachowanych akt procesu beatyfikacyjnego Anieli Salawy zachowały się słowa o. Andrasza.
,, Schludnie tam było ale ubogo i mroczno. Umilały piwniczkę obrazy święte i kwiaty oraz ołtarzyk, na którym kapłan składał Najświętszy Sakrament. Zazwyczaj po krótkim powitaniu nakładaniem stułę i zaczynała się spowiedź, połączona ze sprawozdaniem duchowym z jej strony, a z mej z udzieleniem jej stosownych wskazówek.
Po absolucji- krótkie pożegnanie. Traktowałem ją jako jedną z dusz rzetelnie pobożnej.
Miała wśród naszych ojców, którzy ją spowiadali i zanosili Komunię św. opinię osoby świątobliwej, wdzięcznej, której warto pomagać. Nigdy nie doszły mnie jakieś słowa traktujące ją jako dewotkę w kiepskim słowa znaczeniu, pretensjonalną itp. Bardzo mnie zbudowała niezwykłą cierpliwością w znoszeniu długoletnich, a bardzo dokuczliwych cierpień. Rozrzewniająca była jej tęsknota za Najświętszym Sakramentem.,,
Zmarła w suterenie przy ul. Radziwiłłowskiej  w Krakowie 12.03.1922. Beatyfikowana na krakowskim Rynku przez papieża Jana Pawła II 13 sierpnia 1991 roku.
Więcej można przeczytać w dostępnej w formie audio book książce: ,, Ojciec Andrasz spowiednik świętych”  autorstwa p. Stanisławy Bogdańskiej 
Grób bł. Anieli Salawy znajduje się  w kościele oo. franciszkanów w Krakowie

Przeczytaj także:

Wspomnienie Anieli Salawy 9 września

Zobacz:

Posted in Miłosierdzie Boże, Religia, Św. Faustyna, Święci obok nas | Leave a Comment »

Kierownik duchowy Sekretarki Bożego Miłosierdzia

Posted by tadeo w dniu 15 lipca 2019

Siostra Faustyna po raz pierwszy skorzystała z jego posługi w czasie rekolekcji przed ślubami wieczystymi w kwietniu 1933 roku. Stałym kierownikiem duchowym został w ostatnich latach jej życia, które spędziła w Krakowie. W sumie o. Andrasz posługiwał Siostrze Faustynie przez ponad 2 i pół roku, a po jej śmierci zaangażował się w realizację jej posłannictwa.

 

Posted in Miłosierdzie Boże, Reportaż, Św. Faustyna, Święci obok nas | Leave a Comment »

Reportaż: Szlak miłosierdzia

Posted by tadeo w dniu 15 lipca 2019

Posted in Miłosierdzie Boże, Reportaż | Leave a Comment »

Św. Faustyna i duchowość jezuicka

Posted by tadeo w dniu 19 Maj 2019

Ojciec Andrasz jako Jezuita swoją posługę kapłańską dla penitentów, jedną z nich była siostra Faustyna, opierał na duchowej szkole założyciela Towarzystwa Jezusowego św. Ignacego de Loyola.

Artykuł amerykańskiego Jezuity, profesora teologii mistycznej na Boston Colelege Harveya Egana SJ pomoże nam zrozumieć splot i  więź doświadczeń duchowych, mistycznych siostry Faustyny mających   związek z tą wielką duchowością.

Znalezione obrazy dla zapytania św faustyna

 

Duchowość i mistyka jezuicka odegrały znaczącą rolę w życiu św. Marii Faustyny Kowalskiej. Już chociażby przez fakt, że Konstytucje Towarzystwa Jezusowego miały wpływ na kształt reguły Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, w którym żyła św. Faustyna. W Dzienniczku1 wspomina, że jej spowiednikami i kierownikami duchowymi często byli jezuici, na przykład w trakcie ośmiodniowych rekolekcji ignacjańskich. Z powodu niezwykłych okoliczności (dzięki którym została zwolniona ze swych stałych obowiązków) miała okazję odprawiać trzydziestodniowe rekolekcje ignacjańskie i „wiele w nich [otrzymała] światła Bożego” (DZ 251). Podczas innych rekolekcji ignacjańskich Jezus sam przemówił do niej słowami: „W tej medytacji mówi kapłan wyjątkowo dla ciebie” (DZ 381). Przy kilku okazjach Jezus zapewniał ją, że On sam kierował rekolekcjami ignacjańskimi (por. DZ 229, 295, 362). Rzeczywiście, kiedy przeżywała trudny okres w swoim życiu, Pan powiedział, „że codziennie wieczorem będzie przychodził i podawał [jej] punkty do jutrzejszej medytacji” (DZ 149). Przy innej jeszcze okazji Chrystus nakazał s. Faustynie, aby odprawiła rekolekcje, wyznaczył dni, kiedy miała to czynić, i sam nimi pokierował (por. DZ 1752-1753).

Wielką rolę w jej życiu odegrał ojciec Józef Andrasz SJ, spowiednik i kierownik rekolekcji, który „pierwszy raz” (DZ 141) całkowicie ją uspokoił. Tak duży wpływ na życie św. Faustyny miał jeszcze tylko ks. Michał Sopoćko. Ojciec Andrasz podczas spowiedzi pouczył ją tak wnikliwie, że doszła na modlitwie do następującego wniosku: „I od tej pory nie stawiam zapory łasce, która działa w duszy mojej” (DZ 234). Ojciec Andrasz był również redaktorem jezuickiego miesięcznika „Posłaniec Serca Jezusowego”, który bardzo mocno wzbogacał duchowość i życie mistyczne Faustyny. On także wysłuchał jej ostatniej spowiedzi. 7 października 1938 roku jezuita o. Władysław Wojton odprawił jej mszę pogrzebową w głównym ołtarzu kaplicy zakonnej, która znajduje się w Krakowie-Łagiewnikach, zaś inny jezuita o. Tadeusz Chabrowski, odprawiał mszę przy ołtarzu Najświętszego Serca Pana Jezusa, gdzie obecnie jest wizerunek Bożego Miłosierdzia.

Wpływy duchowości ignacjańskiej

Mimo jezuickich wpływów obecnych w życiu Faustyny, w samym Dzienniczku nie ma licznych odniesień do tradycyjnych źródeł ignacjańskich. Wymienione są tam tylko: szczegółowy rachunek sumienia (por. DZ 1352-1355) oraz kilka tradycyjnych medytacji ignacjańskich: „Zasada i fundament”, medytacja o celu człowieka (por. DZ 1329), grzech aniołów (por. DZ 1332), medytacja o grzechu (por. DZ 1334), medytacja o śmierci (por. DZ 1343). Faustyna również wyraźnie zwraca uwagę na ignacjańskie „trzy stopnie pokory”, kiedy mówi, że osoba nie powinna się „uniewinniać, jak nam coś zarzucają, ale cieszyć się z upokorzenia” (DZ 270, por. Ćd 167). W modlitwie Faustyny o „łaski nieobrażania Go nigdy żadnym, nawet najdrobniejszym grzeszkiem, ani nawet niedoskonałością, dobrowolnie i świadomie” (DZ 239) można usłyszeć echo ignacjańskiego drugiego stopnia pokory: „Za cenę wszystkich rzeczy stworzonych, ani gdyby mi nawet miano odebrać życie, nie brałbym pod rozwagę popełnienia jakiegoś grzechu powszedniego” (Ćd 166). Podobnie jak św. Ignacy (por. Ćd 230) Faustyna rozmyślała „o dobrodziejstwach Bożych” (DZ 1705) i podkreślała, że miłość opiera się na uczynkach, a nie na słowach (por. DZ, 392, 663). Czy na pewno można powiedzieć, że dowiedziała się o tym ze znanej ignacjańskiej „Kontemplacji [pomocnej] do uzyskania miłości” (por. Ćd 230-237)?

Najistotniejszy wkład jezuitów w duchowość i mistykę Faustyny to kształtowanie i popularyzacja nabożeństwa ku czci Najświętszego Serca Pana Jezusa, w czym Towarzystwo Jezusowe odegrało kluczową rolę. Jezuici byli żarliwymi orędownikami tego nabożeństwa. Poświęcenie Faustyny Boskiemu Miłosierdziu jest późniejszą formą nabożeństwa ku czci Najświętszego Serca Jezusa. Faustyna pisze: „Wieczorem, kiedy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szat na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi blady. W milczeniu wpatrywałam się w Pana, dusza moja była przejęta bojaźnią, ale i radością wielką. Po chwili powiedział mi Jezus: Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu, ufam Tobie. Pragnę, aby ten obraz czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie” (DZ 47). Nikt nie może zrozumieć życia Faustyny i jej misji w oderwaniu od tego prywatnego objawienia.

Znalezione obrazy dla zapytania św ignacy

Św. Faustyna a św. Ignacy

Czytając Dzienniczek s. Faustyny, znalazłem w jej duchowości i mistyce kilka punktów wspólnych z duchowością i mistyką św. Ignacego. Oczywiście badając te same zagadnienia, można by zapewne znaleźć podobieństwa pomiędzy Faustyną a innymi świętymi czy mistykami tradycji chrześcijańskiej. Z drugiej strony, nie uważam, by porównania duchowości Faustyny z duchowością św. Ignacego były arbitralne czy też bez znaczenia.

Faustyna poucza, że „cnota bez roztropności nie jest cnotą. […] Na roztropność składa się: rozwaga, rozumne zastanowienie się i mężne postanowienie. Zawsze ostateczna decyzja zależy od nas” (DZ 1106). Charakterystycznym znakiem duchowości ignacjańskiej jest „miłość dyskretna”. W ignacjańskich regułach rozeznawania duchów Ignacy twierdzi, że „właściwością ducha złego jest gryźć, zasmucać i stawiać przeszkody, niepokojąc fałszywymi racjami, aby przeszkodzić w [dalszym] postępie” (Ćd 315). Ignacy naucza, że dar rozeznawania duchów jest „wspomagany przez działanie człowieka, szczególnie przez roztropność i poznanie”. Nawet objawienia pochodzące od Boga muszą być zbadane. „Każdemu roztropnemu człowiekowi powinny zostać przedstawione argumenty, które zaspokoiłyby wiedzę opartą na rozumie”. W wielu listach Ignacy radził badać sprawy w taki sposób, aby mieć „jasność poznania”. Pochwałę dyskrecji możemy znaleźć w liście Ignacego do jezuitów studiujących w Coimbrze, w Portugalii.

Co więcej, Ignacy mówi, że człowiek „we wszystkich rzeczach duchownych uczyni postęp tylko w tak wielkiej mierze, w jakiej wyrwie się ze swej miłości własnej, ze swej woli i ze swoich własnych korzyści” (Ćd 189). Ignacy niewątpliwie pochwaliłby również Faustynę za heroiczne samowyrzeczenie, zaparcie się siebie i umartwienie, o których wielokrotnie mówi ona w Dzienniczku (por. DZ 377, 462). Faustyna modliła się do Pana: „Od młodości swojej zawsze upatrywałam woli Twojej, a poznawszy ją, starałam się ją spełnić” (DZ 1504). Uważała posłuszeństwo za jedyną cnotę, pod którą nie mógłby się podszyć diabeł. W Dzienniczku znajduje się jeden z najbardziej znaczących opisów bolesnych doświadczeń w chrześcijańskiej tradycji, które dotyczy autentycznego przeżywania posłuszeństwa. „Od dwóch lat jestem na krzyżu pomiędzy niebem a ziemią, to jest, że jestem związana ślubem posłuszeństwa, słuchać mam przełożonej jako samego Boga – a z drugiej strony Bóg daje mi sam bezpośrednio poznać swoją wolę, i dlatego jest moja męka wewnętrzna tak wielka, której nikt (312) nie pojmie i nie zrozumie tych cierpień duchowych. Lżejszym mi się wydaje oddanie życia, niż przeżyć nieraz jedną godzinę w takiej męce. Nie będę nawet wiele o tym pisać, bo to jest nie do opisania – poznawać bezpośrednio wolę Boga, a być znowuż doskonale posłuszną woli Boga pośrednio, w zastępstwie przełożonych. Dzięki Panu, że dał mi kierownika” (DZ 981). Część z doświadczeń ciemnej nocy Faustyny dotyczy posłuszeństwa pełnego poświęceń (por. DZ 24).

Św. Ignacy poprzez doświadczenia mistyczne pragnął poznać wolę Bożą, utwierdzić się w niej i realizować ją. W Ćwiczeniach duchownych pisze: „ćwiczeniami duchownymi nazywa się wszelkie sposoby przygotowania i usposobienia duszy do usunięcia wszystkich uczuć nieuporządkowanych, a po ich usunięciu – do szukania i znalezienia woli Bożej w takim uporządkowaniu swego życia, żeby służyło dla dobra i zbawienia duszy” (Ćd 1). Modlitwa: „Oby Chrystus, Bóg nasz Pan, dał nam wszystkim łaskę rozpoznawania Jego najświętszej woli i wypełniania jej całkowicie” kończy prawie większość z jego siedmiu tysięcy listów.

Kiedy Faustyna miała dwadzieścia cztery lata, przeżyła bardzo ważną wizję Chrystusa: „Nagle stanął Jezus obok mnie w szacie białej, przepasany pasem złotym i rzekł do mnie: Udzielam ci wieczystej miłości, aby czystość twoja byłą nieskalana, i na dowód, że nie będziesz nigdy doznawać pokus nieczystych – zdjął Jezus pas z siebie i przepasał nim biodra moje. Od tej chwili nie doznaję żadnych poruszeń przeciwnych cnocie ani w sercu, ani w umyśle. Zrozumiałam później, że jest to jedna z największych łask, którą mi wyprosiła Najświętsza Maryja Panna, bo o tę łaskę prosiłam Ją przez wiele lat. Od tej pory większe mam nabożeństwo do Matki Bożej” (DZ 40).

W wieku czternastu lat Ignacy został wysłany na dwór królewski, aby otrzymać podstawowe wykształcenie hiszpańskiego szlachcica i dworzanina. Tam jego życie wypełniały hulaszcza beztroska i zabawa. Kilka lat później, kiedy wracał do zdrowia po odniesieniu poważnej rany w bitwie, Ignacy miał wizję Maryi Dziewicy trzymającej Dzieciątko Jezus. Wizja ta zmieniła jego życie. „Widzenie to napełniło go na dłuższy czas nadzwyczajną pociechą i tak wielkim wstrętem do życia przeszłego, a szczególnie do grzechów cielesnych, iż zdawało mu się, że wymazane zostały z jego duszy wszystkie te obrazy i wyobrażenia, które aż do tej pory były w niej wyryte. I tak od tamtej chwili aż do sierpnia 1553 roku, kiedy te rzeczy są notowane, nigdy nie dał najmniejszego przyzwolenia na pokusy cielesne. Z tego też skutku można wnosić, że widzenie to było od Boga”2.

Tak więc oboje, Ignacy i Faustyna, otrzymali dar umiłowania czystości. Zważywszy jednak, że Faustyna „nigdy nie doświadczała żadnych ataków” przeciwko czystości, a Ignacy „nigdy nie dał najmniejszego przyzwolenia na pokusy cielesne”, wydaje się, że to Faustyna otrzymała głębszy dar czystości.

Ignacy opisuje jedno z najważniejszych wydarzeń w jego życiu w ten oto sposób: „Pewnego razu szedł, powodowany uczuciem pobożności, do kościoła, który jest odległy od Manresy trochę więcej niż o milę i – jak mi się zdaje – pod wezwaniem św. Pawła [Pustelnika]. Droga prowadziła tuż nad rzeką. I kiedy tak szedł zatopiony w swoich modlitwach, usiadł na chwilę zwrócony twarzą ku rzece, która płynęła głęboko w dole. I gdy tam tak siedział, zaczęły się otwierać oczy jego umysłu. Nie znaczy to, że oglądał jakąś wizję, ale że zrozumiał i poznał wiele rzeczy tak duchowych, jak i odnoszących się do wiary i wiedzy. A stało się to w tak wielkim świetle, że wszystko wydało mu się nowe. To, co wtedy pojął, nie da się szczegółowo wyjaśnić, choć było tego bardzo wiele. Otrzymał wtedy tak wielką jasność dla umysłu i do tego stopnia, że jeśli rozważy całe życie swoje aż do 62. roku życia i jeśli zbierze razem wszystkie pomoce otrzymane od Boga, i wszystko to, czego się nauczył, i choćby to wszystko zebrał w jedno, to i tak nie sądzi, żeby to wszystko dorównywało temu, co wtedy otrzymał w tym jednym przeżyciu”3.

To budujące doświadczenie zmieniło Ignacego w „innego człowieka”, zmieniło jego sposób myślenia. Aczkolwiek nie wizja, ale to wydarzenie, kiedy doznał pełnego oświecenia, obdarzyło go wyjątkowo mistycznym horyzontem poznania, w stosunku do którego rozumiał całą rzeczywistość. Jego intelektualna zmiana stała się nie tylko „soczewkami”, przez które spoglądał na Bożą mądrość, ale również środkiem, dzięki któremu doszedł do poznania nowych rzeczy „odnoszących się do wiary i wiedzy”. Ignacy nie był pierwszym mistykiem w tradycji chrześcijańskiej, który został obdarzony wiedzą „wlaną”, pochodzącą z natchnienia.

Bóg również i Faustynę obdarzył przejrzystością myśli i wiedzą natchnioną. Twierdzi, że rzadko miała wizje, sama również mówi: „Takich widzeń mam niewiele, ale częściej obcuję z Panem w sposób głębszy. Zmysły pozostają w uśpieniu i choć niedostrzegalnie, jednak rzeczywiście i jaśniej mi są wszystkie rzeczy, aniżeli bym je oczami widziała. Umysł poznaje w jednym momencie więcej niż przez długie lata gruntownego zastanawiania się i rozmyślania, jak co do istoty Bożej, tak samo i co do prawd objawionych, a także samo co do poznania własnej nędzy” (DZ 882).

Jeden z badaczy zajmujących się mistyką nazywał Dziennik Duchowy Ignacego „najczystszym przykładem bezpośredniego opisu mistycznego doświadczenia w historii chrześcijaństwa”. Dziennik Duchowy Ignacego przeniknięty jest modlitwą, doświadczeniem i niezwykłą trynitarną, chrystocentryczną, eucharystyczną i maryjną intuicją mistyczną. Charakterystyczną cechą pism Ignacego jest trynitarny wymiar jego duchowości i mistyki.

Mimo że Dzienniczek Faustyny ma mniej trynitarny charakter niż Ignacego, to jednak zawiera kilka istotnych fragmentów. Siostra Faustyna mówi na przykład o tym, iż została dotknięta przez Boga, że obcowała z Ojcem niebieskim i jest „pociągnięta w sam żar miłości […]. Widziałam radość Słowa Wcielonego i zostałam pogrążona w Troistości Bożej. […] Miłość ogarniała mnie tak wielka ku Ojcu niebieskiemu, że ten cały dzień nazywam nieprzerwaną ekstazą miłości” (DZ 1121). Pragnienie Faustyny, aby zatonąć w Troistości Boga (por. DZ 1304), doprowadziło ją do zjednoczenia się z Trzema Osobami (por. DZ 1129), głębszego poznania Trójcy (por. DZ 1439), do bycia „pociągniętą w łono Trójcy Przenajświętszej” i „pogrążoną […] w miłości Ojca, Syna i Ducha Świętego” (DZ 1670). Bóg czasami zwykł pouczać Faustynę odnośnie do Istoty Boskiej. Pisze: „Przypuścił mnie [Bóg] do poznania swego życia wewnętrznego. Widziałam w duchu Trzy Osoby Boskie, ale jedna ich Istota. […] Kiedy byłam złączona z jedną [Osobą Boską], to także byłam złączona z drugą i trzecią [Osobą Boską]” (DZ 911). Bóg zaślubiał Faustynę w czystym akcie wewnętrznym, pociągając ją w „sam żar miłości Bożej”, gdzie poznała „Troistość Jego i absolutną Jedność Istoty Jego” (DZ 1020). W jednym bardzo istotnym fragmencie Faustyna potwierdza, że Chrystus ogarnął ją w ścisłej łączności tak, iż serce jej zostało Mu zaślubione, dzięki czemu mogła odczuć Jego najlżejsze drgnienia, a On jej (por. DZ 1056).

Św. Ignacy zwierzył się jednemu ze swych towarzyszy – Diego Laynezowi – że po przeczytaniu żywotu wielu świętych, mimo że w rzeczywistości nie było w ich życiu czegoś więcej niż to, co zostało spisane, nie zamieniłby się z nimi tym, czego dowiedział się i zakosztował od Boga. Nie znalazłby się drugi taki człowiek, w którym Bóg w ten sposób połączyłby grzeszność z Bożą łaską. Mimo skromności Ignacego i zwięzłych opisów swoich doświadczeń mistycznych pozostaje jednym z największych świętych w historii chrześcijaństwa.

Podobne słowa możemy odnaleźć także w Dzienniczku Faustyny. Po doświadczeniu mistycznej ekstazy powiedziała: „Kiedy przyszłam do siebie, głęboki spokój zalewał duszę moją, i udzieliło się umysłowi mojemu dziwne zrozumienie wielu rzeczy, które przedtem były mi niezrozumiałe. […] Nawet z Serafinem nie chciałabym się zamieniać, jakie mi Bóg daje wewnętrzne poznanie samego siebie. […] Moja wewnętrzna łączność z Bogiem jest taka, jakiej nikt ze stworzeń pojąć nie może, a szczególnie Jego głębia miłosierdzia, która mnie ogarnia” (DZ 1048-1049). Przykładem słów Faustyny dotyczących jej wyjątkowej relacji z Bogiem jest także inny fragment z Dzienniczka: „Jest jedna tajemnica, która mnie łączy z Panem, o której nikt wiedzieć nie może, nawet aniołowie; i chociażbym chciała wypowiedzieć, nie umiem tego wypowiedzieć, a jednak tym żyję i żyć będę na wieki. Ta tajemnica wyróżnia mnie od innych dusz tu na ziemi [w] wieczności” (DZ 824).

Rany Chrystusa

Szczególnie uderzającym fragmentem modlitwy Duszo Chrystusowa – modlitwy szczególnie drogiej Ignacemu – są słowa: „w ranach swoich ukryj mnie”. Kiedy ogromne cierpienie osłabiało jej ofiarowywanie się woli Bożej, wówczas Faustyna obiecała, że ukryje siebie głęboko w otwartej ranie Serca Jezusa (por. DZ 957). Modliła się, aby Ojciec spojrzał na ofiarę jej serca, „ale przez ranę Serca Jezusowego” (DZ 239). Błagała Chrystusa tymi słowami: „O Rano Miłosierdzia, Serce Jezusa, ukryj mnie w swej głębi jako jedną kropelkę krwi własnej i nie wypuszczaj mnie z niego na wieki” (DZ 1631). Modląc się przed Najświętszym Sakramentem, pozdrawiała „pięć ran Pana Jezusa, przy każdym pozdrowieniu rany [czuła], jak strumień łaski tryska w [jej] duszę” (DZ 1337). Przy okazji uwielbiała pięć ran Chrystusa (por. DZ 988). W jednej ze swoich wizji widziała „Jezusa przybitego do krzyża, i tak, że Bóg, chcąc spojrzeć na ziemie, musiał patrzeć przez rany Jezusa. I [zrozumiała], że dla Jezusa Bóg błogosławi ziemi” (DZ 60). Jeśli człowiek uznaje ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Chrystusa jako dar Boga Ojca dla nas, może ujrzeć Ojca przez rany Jego ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Syna. Może również modlić się słowami: „Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Tobie ciało i krew, duszę i bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego, Jezusa Chrystusa, na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata”.

Największe podobieństwo Faustyny do Ignacego znaleźć można w jednej z jej modlitw będącej niejako streszczeniem wszystkiego, co dotąd zostało powiedziane. Jej więc słowami chciałbym zakończyć: „O Jezu mój, Mistrzu, […] pragnę spełnić wolę Twoją świętą; pragnę nawrócenia dusz; pragnę, aby uwielbione było miłosierdzie Twoje; pragnę, aby był przyspieszony triumf Kościoła; pragnę, aby święto Miłosierdzia było czczone na całym świecie; pragnę świętości dla kapłanów; pragnę, aby była święta w naszym Zgromadzeniu; pragnę, aby był duch wielkiej gorliwości w całym naszym Zgromadzeniu o chwałę Bożą i zbawienie dusz […]. O mój Jezu, teraz obejmuję świat cały i proszę Cię o miłosierdzie dla niego” (DZ 1581-1582).

Tłumaczył Paweł Witon SJ

Przypisy 
1. Por. Św. Faustyna Kowalska, Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej, Warszawa 1993. Dalej: DZ.
2. Św. Ignacy Loyola, Autobiografia. Opowieść Pielgrzyma, Kraków 2002, 10.
3. Tamże, 30.

Posted in Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna | Leave a Comment »

Rozmowy niedokończone: O. Józef Andrasz SJ (1891 – 1963) – życie i duchowość

Posted by tadeo w dniu 11 Maj 2019

o. Józef Augustyn SJ, rekolekcjonista, kierownik duchowy, teolog duchowości; Stanisława Bogdańska, autorka książki pt. „Ojciec Jóżef Andrasz SJ, spowiednik świętych“

Posted in Filmy religijne, Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna, Święci obok nas | Leave a Comment »

Reportaż: Kierownik duchowy Sekretarki Bożego Miłosierdzia

Posted by tadeo w dniu 11 Maj 2019

Siostra Faustyna po raz pierwszy skorzystała z jego posługi w czasie rekolekcji przed ślubami wieczystymi w kwietniu 1933 roku. Stałym kierownikiem duchowym został w ostatnich latach jej życia, które spędziła w Krakowie. W sumie o. Andrasz posługiwał Siostrze Faustynie przez ponad 2 i pół roku, a po jej śmierci zaangażował się w realizację jej posłannictwa.

Pominięcie faktu pierwszego, właściwego rozeznawania nadzwyczajnej misji św. Faustyny przez księdza Jezuitę Józefa Andrasza tworzyłoby grubą rysę na kulcie Bożego Miłosierdzia.
Łagiewnicki obraz – Jezu Ufam Tobie nie był samowolą malarską. Od początku do końca czuwał nad tym ks. Józef Andrasz SJ. Miał w ręku ,, Dzienniczek,, św. Faustyny, i za życia był jej kierownikiem duchowym wiec znał jej wizję obrazu. Miał ku tym działaniom kwalifikacje. Wcześniej ks. Andrasz był kierownikiem duchowym dla bł. Anieli Salawa, bł. Klemensy Staszewskiej, sł. Bożej matki Pauli Zofii Tajber ZDCH, sł. Bożej s. Emanueli Kalb.
Przetłumaczył wiele wybitnych dzieł religijnych z zakresu mistyki i ascetyki, Pamiętnik św. Marii Małgorzaty Alaqok , Modlitwa mistyczna, modlitwa myślna O. Maumignego SJ, Ideał duszy gorliwej Sardeau, Kontenplacje Ewangeliczne o. Prospera Baudot.
Ks. Józef Andrasz jest najczęściej wymienianym kapłanem w ,, Dzienniczku,, św. Faustyny ( 59 razy)
Za zakazem kultu Bożego Miłosierdzia stały nasze, polskie, działania ludzkie. Warto zauważyć że formy kultu który wprowadził w Łagiewnikach ( 1943) ks. Andrasz  , obraz łagiewnicki- Jezu Ufam Tobie, przetrwały ludzkie ataki,  ogłaszane konkursy i zakazy.
Dzisiaj światowym Centrum Bożego Miłosierdzia są Łagiewniki a cudami słynący obraz z Łagiewnik – Jezu Ufam Tobie jest najbardziej
znanym obrazem religijnym na świecie.

Posted in Filmy dokumentalne, Filmy religijne, Miłosierdzie Boże, Reportaż, Św. Faustyna, Święci obok nas | Leave a Comment »

Wileńska i krakowska twarz Bożego Miłosierdzia

Posted by tadeo w dniu 7 Maj 2019

Obraz wileński miał burzliwą historię, co znacznie wpłynęło na jego stan. Konserwację wykonała Edyta Hankowska-Czerwińska z Włocławka Fot. Marian Paluszkiewicz

Obraz Jezusa Miłosiernego znany jest chyba na całym świecie. W większości kościołów znajdziemy jednak nie ten wzorowany na obrazie wileńskim, ale na dużo późniejszym dziele Adolfa Hyły.

Do Krakowa ludzie mieli o wiele łatwiejszy dostęp niż do Wilna w czasach sowieckich. Często również z Polski ludzie wyjeżdżali na Zachód Europy i na inne kontynenty, przewożąc ze sobą reprodukcje obrazu Hyły. Ludzie bardzo polubili ten obraz, ale nie tylko. Można powiedzieć, że Bóg zsyłał na łaski, również przez ten obraz, mimo że nie był on tak wierny wizji s. Faustyny — opowiada „Kurierowi” s. Iwona ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego.

Pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego powstał w Wilnie w pracowni Eugeniusza Kazimirowskiego według wskazówek s. Faustyny i dzięki staraniom ks. Michała Sopoćki w 1934 r. Kapłan postarał się, by został zawieszony w kościele pw. św. Michała, którego był rektorem. Obraz wisiał tam przez cały czas wojny. Po wejściu Armii Czerwonej rozpoczął się nowy okres w dziejach Wileńszczyzny, znaczony także prześladowaniami wiary i Kościoła. W 1948 r. kościół zamknięto. Obraz uratowały dwie kobiety, członkinie sodalicji Mariańskiej.

— Zobaczyły, że w kościele pojawili się robotnicy. Drzwi były uchylone, więc weszły do środka. Udało im się nakłonić robotników, by za pewną sumę pieniędzy pozwolili im wyjąć obraz z ramy i wynieść z kościoła. Tłumaczyły, że zależy im na obrazie, ponieważ jest on ich pamiątką rodzinną — opowiada s. Iwona.

Siostra Patrycja podkreśla, że obraz wileński jest pełen głębokiej symboliki Fot. Marian Paluszkiewicz

Kilka lat obraz przeleżał na strychu zwinięty w rulon, w niezbyt dobrych warunkach. Zainteresował się nim dopiero przyjaciel ks. Sopoćki ks. Józef Grasewicz, który w 1956 r. powrócił do Wilna po kilkuletnim uwięzieniu w sowieckim obozie pracy.

— Ks. Grasewicz znalazł go w kościele pw. Ducha Świętego. Zapytał, czy może go zabrać. Proboszcz bez wahania powiedział „bierz” i tak obraz znalazł się na Białorusi, w Nowej Rudzie — wyjaśnia nam s. Faustyna ze Zgromadzenia Matki Miłosierdzia, którego ks. Grasewicz był współzałożycielem.

— Obraz był u nas do 1970 r. Zawieszony został bardzo wysoko, pod samym sufitem. Ludzie bardzo się do niego przywiązali, odmawiali koronki. Wreszcie kościół zamknięto. Władze nakazały wywieźć z niego wszystkie sprzęty. Ks. Grasewicz bardzo bał się o obraz. Chciał go przewieźć do ks. Sopoćki do Polski, ale to było zbyt niebezpieczne. Powiedział więc „Chyba Pan Jezus chce wrócić do Wilna”. Nie było to jednak łatwe. Po pierwsze dlatego, że ludzie nie chcieli go oddać. Wiedzieliśmy jednak, że grozi mu zniszczenie i trzeba go zabrać. Nasze dwie siostry — Cecylia i Benigna — weszły więc w nocy przez dach i zamieniły go na kopię — opowiada s. Faustyna.

Obraz został więc ocalony, wywieziony co prawda z Białorusi, ale nadal pozostawał na terenie Związku Sowieckiego, co sprawiało, że znacznie trudniej było rozpowszechniać wiadomości o nim.

— Ks. Sopoćko myślał o przewiezieniu obrazu na teren Polski, jednak granica między Związkiem Sowieckim a PRL była trudną do przekroczenia, zwłaszcza, gdyby ktoś chciał przewieźć tak dużą rzecz. Obraz Kazimirowskiego był więc oddzielony od Zachodniego świata o wiele bardziej niż obraz krakowski. Kontakty między Polską a krajami Europy Zachodniej były o wiele łatwiejsze, co pozwalało na łatwiejsze rozprzestrzenianie się wiadomości — wyjaśnia s. Iwona ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego.

Tymczasem o namalowanie kolejnego obrazu według wizji s. Faustyny zabiegały siostry z jej zgromadzenia. Już po śmierci świętej szukały malarza, którzy mógł namalować obraz, podobny do tego, jaki znajdował się wcześniej w kaplicy sióstr w Warszawie na Żytniej, jednak został spalony razem z domem w czasie Powstania Warszawskiego. Siostry miały do dyspozycji czarno-białe zdjęcia i opis w dzienniczku.

Siostra Iwona Fot. Marian Paluszkiewicz

— Zgłosił się Adolf Hyła. Do tych informacji, jakie przekazały mu siostry, dołożył on swoją fantazję. Malował tak, by obraz był jak najpiękniejszy. Jego pierwszy obraz przedstawiał Jezusa na tle krajobrazu łąki. Ksiądz Sopoćko, gdy zobaczył i porównał dzieło Hyły z obrazem, który nosił w sercu, był przerażony. Nie był ujęty pięknem obrazu, ale akcentował różnicami z opisem s. Faustyny — zauważa s. Iwona.

Siostry podkreślają, że obraz wileński jest jak ikona, każdy szczegół ma w nim znaczenie symboliczne i teologiczne.

— Obraz Hyły zawiera wiele z fantazji malarza. Ks. Sopoćko prosił malarza, aby zmienił obraz — przede wszystkim, jeśli chodzi o tło. Chciał również, aby ręka Jezusa była umieszczona nieco wyżej, aby jego spojrzenie było inne, by postać była dostojna. Hyła, zanim zmienił cokolwiek na obrazie, który znajduje się w Łagiewnikach, namalował ok. 200 kopii i rozesłał je po całym świecie. Ten wizerunek bardzo się ludziom podobał, był kolorowy, bardzo przyjemny. Nieznana była przecież symbolika obrazu — opowiada s. Iwona.

Obraz wileński przedstawia Jezusa na ciemnym tle, ze spojrzeniem skierowanym ku ziemi. Na pierwszym obrazie Hyły czarne tło zastąpił łagiewnicki pejzaż, a wzrok Jezusa skierowany jest na wprost. Obraz nie mieścił się jednak w ołtarzowej wnęce w Łagiewnikach, dlatego siostry zleciły artyście namalowanie duplikatu. Poświęcenie drugiego obrazu nastąpiło 16 kwietnia 1944 r., w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, dzisiaj Święto Miłosierdzia Bożego.
Obraz natychmiast zasłynął łaskami. W 1954 r. na prośbę ks. Sopoćki artysta zamalował krajobraz ciemnym tłem. Ks. Sopoćko nie był jednak zadowolony z dzieła krakowskiego malarza. Ze względu na trudności z przewiezieniem oryginalnego obrazu na teren PRL-u zabiegał o zorganizowanie konkursu na nowy obraz. Zwyciężyło dzieło Ludomira Sleńdzińskiego, jednak temu obrazowi nie udało się zastąpić znanego już dobrze obrazu z Łagiewnik.

Warto przy okazji zauważyć, że krakowski obraz nie był zwykłym zamówieniem, ale wotum wdzięczności za ocalenie rodziny malarza.

— Adolf Hyła przywiązywał wielką wagę do modlitwy w Łagiewnikach, uważał, że to wtedy ważyły się losy jego i jego bliskich, stąd też można chyba powiedzieć, że obraz tworzył z potrzeby serca. Obraz Kazimirowskiego był natomiast wyrazem posłuszeństwa, zarówno s. Faustyny jak również ks. Sopoćki i malarza — zauważa s. Partycja ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego.

Kult Miłosierdzia napotykał na przeszkody nie tylko na terenie ZSRS. Szerzenie jego było ograniczane również w samym Kościele.

— Kult Miłosierdzia Bożego rozwijał się w pewny nie do końca kontrolowany sposób. Fragmenty „Dzienniczka” siostry Faustyny były przepisywane na maszynie i szły w świat. Przy robieniu kolejnych kopii w ten sposób pojawiały się błędy. Zdarzało się np. że słowa, które w oryginale były podawane jako słowa Jezusa, w maszynopisach występowały jako słowa s. Faustyny. Co więcej — takie kopie tłumaczono na inne języki, co jeszcze bardziej zniekształcało przesłanie. Dla czytających te teksty s. Faustyna jawiła się nie jako posłuszna zakonnica, ale jako osoba, uważająca siebie za kogoś niezwykłego — wyjaśnia s. Iwona.

Kult Miłosierdzia zgodnie z przesłaniem, jaki w swoim „Dzienniczku” spisała s. Faustyna, został na pewien czas zakazany.

— Kościół podjął prawidłową decyzję, że sprawę trzeba zbadać. Zanim została zbadana, trzeba było w jakiś sposób ograniczyć kult. Notyfikacja o zakazie kultu według, jak mówiono „rzekomych objawień s. Faustyny” była ogłoszona w L’Osservatore Romano, a wcześniej list, jako poważne ostrzeżenie, był przekazany ks. Sopoćce przez kard. Wyszyńskiego. Ks. Sopoćko był proszony, by zaprzestał szerzenia kultu Miłosierdzia Bożego. Od tej pory ks. Sopoćko pisał tylko do szuflady, powołując się na Pismo Święte i na ojców Kościoła — uważa nasza rozmówczyni.

Biskupi w Polsce zdecydowali, że obrazy Jezusa Miłosiernego mogą pozostać w tych kościołach, gdzie wierni już się do nich przyzwyczaili, ale Koronka nie może być odmawiana publicznie.

Mimo że na całym świecie bardziej znany jest obraz krakowski, w domach sióstr znajdują się najczęściej wizerunki zbliżone do wileńskiego Fot. Marian Paluszkiewicz

— Dotyczyło to także naszego zgromadzenia. Siostry przez długi czas mogły się modlić nią tylko indywidualnie. Ks. Sopoćko zmarł na kilka lat przed oficjalnym zatwierdzeniem przez Kościół kultu Bożego Miłosierdzia, o jakim mówiła s. Faustyna. Kościół postępuje mądrze, ma czas, czeka, aż sprawa się wyjaśni. Ks. Sopoćko pisał zresztą w swoim dzienniku, że nie obawia się trudności, bo sama s. Faustyna mówiła, że na jakiś czas wszystko będzie zamknięte jakby w ciemnej skrzyni, a później jeszcze raz wybuchnie z nową siłą. On sam doskonale rozumiał, że ta sprawa potrzebuje oczyszczenia — dodaje s. Iwona.

S. Partycja z wykształcenia jest malarką. Do tej pory wykonała kilka mniejszych kopii obrazu Kazimirowskiego, ale przyznaje, że nie ma odwagi zająć się większą pracą.

— Dla mnie ten obraz to tajemnica. Wydaje mi się, że w jego przypadku najlepszym sposobem na rozpowszechnianie są kopie cyfrowe. Teraz technika daje ogromne możliwości, zresztą widzimy, że wileński wizerunek jest coraz bardziej rozpoznawany na całym świecie — wyjaśnia.

Według niej najważniejsza jest symbolika, jakiej pełen jest wileński obraz.

Najbardziej znanym obecnie na świecie obrazem Jezusa Miłosiernego jest obraz autorstwa Adolfa Hyły

— Spojrzenie Jezusa na obrazie Kazimirowskiego to spojrzenie z krzyża. Ważne jest także ułożenie ręki, które odpowiada wymogom przedsoborowej liturgii. W tym obrazie możemy dostrzec dwie największe tajemnice chrześcijaństwa — Mękę i Zmartwychwstanie. Dwa promienie, które w obrazie Kazimirowskiego się łączą, to symbole sakramentów: biały promień, który usprawiedliwia duszę, to symbol pokuty i pojednania. Czerwony to pokarm dla dusz, czyli symbol Eucharystii. Czarne tło również nie jest przypadkowe — jest symbolem ciemności grzechu w naszej duszy. Jezus przychodząc przynosi światło, którego źródłem na obrazie wileńskim wyraźnie jest serce Jezusa — opowiada.

Mimo że na całym świecie bardziej znany jest obraz krakowski, w domach sióstr znajdują się najczęściej wizerunki zbliżone do wileńskiego.

— Właśnie do tego obrazu, także ze względu na opinię ks. Sopoćki, przywiązane jest nasze zgromadzenie. Ten wileński obraz był otaczany jego szczególną opieką od samego początku. Właśnie on najlepiej oddaje przesłanie s. Faustyny. Zresztą Jezus wielokrotnie mówił s. Faustynie, że nie w pięknie obrazu jest siła. Ma on o wiele głębszy wymiar, który nie ogranicza się do przedstawienia postaci Jezusa — podkreśla s. Patrycja.

— I w Krakowie obraz obwieszony jest wieloma wotami, i w Wilnie ludzie otrzymują wiele łask za jego pośrednictwem. My jesteśmy przywiązani do oryginału, dlatego że powstawał właśnie tutaj według wskazówek s. Faustyny — mówi s. Iwona.

Wileńska i krakowska twarz Bożego Miłosierdzia

Posted in Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna | Leave a Comment »

Kiedy człowiek pokona lęk, dokonują się cuda

Posted by tadeo w dniu 7 Maj 2019

Miłosierdzie to jest zadanie na całe życie. Więcej – to szansa, by moje życie trwało wiecznie. Jeśli chcę, by tak było, powinienem po prostu pochylić się nad potrzebującym pomocy, którego Bóg stawia na mojej drodze – radzi s. Michaela Rak.


Kiedy Siostra zrozumiała, że słowo „miłosierdzie” zmieni Siostry życie?
Chyba zaczęło się już w dzieciństwie. Moja mama za pomoc Żydom w czasie wojny trafiła do obozu koncentracyjnego. Kiedyś, jako dziecko, zapytałam ją, czy wtedy się nie bała. Odpowiedziała: „Pamiętaj, kiedy człowiek jest w potrzebie, nie wolno się bać”. To była jedna z pierwszych lekcji tego, że potrzeba człowieka ma otwierać nas na miłosierdzie.
*Czy właśnie dlatego wybrała siostra Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego?
Na wybór mojej życiowej drogi otwierała mnie potrzeba człowieka, wydawało mi się, że najlepiej odpowiem na tę potrzebę jako misjonarka. Bardzo chciałam wyjechać do Afryki, pracować wśród potrzebujących, pochylając się nad biedą i samotnością. Życie potoczyło się jednak inaczej. W 1984 r. wstąpiłam do Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego, które nie pracowało na misjach. Wstępując doń, nie znałam go zupełnie. Ścierało się we mnie wtedy od pewnego czasu jakieś poczucie powołania z moją własną słabością i brakiem decyzji. Znałam wiele zgromadzeń, jednak nie wiedziałam, które mam wybrać. Poszłam w tej intencji na pieszą pielgrzymkę z Torunia na Jasną Górę. Po dojściu, w kaplicy modliłam się, by Maryja wskazała mi drogę. Pojawiła się wtedy we mnie taka myśl, by po prostu podejść do pierwszych sióstr, jakie spotkam po wyjściu. Tak zrobiłam. To było takie ludzkie szaleństwo. Podeszłam do pierwszych spotkanych sióstr i powiedziałam, że chcę wstąpić do ich zgromadzenia. Zapytały, czy coś o nim wiem. Oczywiście nie wiedziałam nic. Tak właśnie zostałam siostrą Jezusa Miłosiernego. To był akt wielkiego zaufania Jezusowi, a dalej to on już mnie sam poprowadził. Dziś nie mam wątpliwości, że jeszcze raz wybrałabym tak samo.

W czasie, gdy Siostra wstępowała do zgromadzenia, kult Miłosierdzia Bożego nie był ani szeroko znany, ani nawet akceptowany przez Kościół…
Tak, w pewnym momencie Kościół zakazał głoszenia Miłosierdzia Bożego według wizji s. Faustyny! W 1967 r. Dopiero dzięki Janowi Pawłowi II pod koniec lat 90. ten kult wszedł w krwiobieg Kościoła, a objawienia zostały zatwierdzone. Założyciel zgromadzenia i patron naszego hospicjum dostał wręcz zakaz głoszenia tego kultu. Był to okres wielkiego cierpienia, można powiedzieć Wielkiego Postu rozłożonego na wiele lat. W 1985 r. odchodził ze świadomością, że przesłanie, jakie przyniósł Jezus do s. Faustyny, jest niezrealizowane. Miał jednak w pamięci to, co powiedziała mu przed śmiercią – że wszystko się dokona, gdy ich już nie będzie. Tak się stało. Dziś mamy Święto Miłosierdzia, koronka jest znana na całym świecie. To przykład tego, jak wielkie rzeczy Bóg może zbudować, jeśli tylko mu zaufamy.

Co oznacza kult Bożego Miłosierdzia dla Siostry?
Miłosierdzie to jest zadanie na całe życie. Nawet więcej, to właśnie jest szansa, by moje życie trwało wiecznie. Jeśli chcę, by tak było, mam porostu zaufać Bogu i pochylić się nad potrzebującym pomocy, którego postawił na mojej drodze. Kult, o jakim Jezus mówił do s. Faustyny, ma kilka wymiarów. O Miłosierdziu można świadczyć przez modlitwę, głoszenie tej prawdy i konkretne czyny. W czasie objawień Jezus prosił s. Faustynę, by został wymalowany obraz, potem mówił o tym, że chce, by był on znany na całym świecie. Nie chodziło jednak o to, by wisiał na ścianach, by był popularną dekoracją. Chodziło mu o to, by każdy z nas, tu i teraz, był jego obrazem w świecie. Często powtarzam, że obraz Jezusa Miłosiernego ma być scenariuszem naszego życia. Nasze życie ma być taką pełnometrażową produkcją na wieczność. Na tym obrazie Jezus wchodzi do wieczernika, gdzie są apostołowie, którzy widzieli jego cuda, słuchali nauczania, a jednak zostawili go w chwili męki. Piotr wyparł się go trzy razy… Teraz siedzą zamknięci i boją się o siebie, myślą, co robić dalej, może wrócić do dawnych zajęć? Jezus jednak nie przychodzi wyjaśniać spraw, robić wyrzutów, przychodzi, by im pokazać, czym jest miłosierdzie. Pokonuje zamknięte drzwi, robi pierwszy krok i przynosi pokój. To właśnie jest przesłanie dla mnie. Mam zachowywać się tak samo wobec tych, którzy mnie zdradzili, na których się zawiodłam. My jesteśmy dziś za bardzo sprawiedliwi, a nasza sprawiedliwość często staje się odwetem. Jezus pokazuje inną drogę. Miłosierdzie to wyciągnięcie po raz kolejny ręki do kogoś, kto zawiódł moje zaufanie, danie kolejnej szansy. W ten sposób naprawdę możemy przemienić świat, choć dokonuje się to często za cenę naszego cierpienia.
W historii s. Faustyny Wilno odegrało szczególną rolę. Czy także dla Siostry jest to miasto Miłosierdzia?
Tak jak Jan Paweł II mówił o Wadowicach – tu wszystko się zaczęło – mogę jako siostra Jezusa Miłosiernego powiedzieć o Wilnie: to tu zaczęła się misja Miłosierdzia. Siostra Faustyna po raz pierwszy usłyszała wezwanie „namaluj obraz” w Płocku, ale przez trzy lata nie mogła tego zrobić. Dopiero tutaj, w Wilnie, jej misja rozwinęła się w pełni. Powstał obraz, koronka, pojawiło się przesłanie Święta Miłosierdzia, Godzina Miłosierdzia. Ziemia wileńska jest ojczyzną Miłosierdzia. Ale nie możemy patrzeć tylko w historię, wspominać s. Faustyny. Przez nasze wybory, zakorzenienie się w Bogu mamy stawać się żywym obrazem Jezusa Miłosiernego tu i teraz, w naszym codziennym życiu.
W życiu Siostry miłosierdzie ma bardzo praktyczny wymiar. Codziennie spotyka się siostra z najbardziej potrzebującymi pomocy.
Przełożeni skierowali mnie do pracy bardzo ściśle związanej z pełnieniem miłosierdzia, pochylaniem się nad potrzebującym człowiekiem, czyli do pomocy chorym. Najpierw była to misja hospicyjna w Gorzowie Wielkopolskim, później – hospicjum w Wilnie. W Gorzowie pracowałam przez wiele lat i o konieczności wyjazdu do Wilna myślałam z lękiem. Byłam w jakiś sposób blokowana przez swój egoizm, nie chciałam zostawiać tego, czemu poświęciłam dużą część życia, i znów zaczynać od zera. Na Litwie nie było hospicjum, nie było nawet takiego słowa w języku litewskim. Potrzebowałam trzech lat, żeby zaakceptować to wyzwanie, musiałam zaufać Jezusowi. W końcu zgodziłam się, był rok beatyfikacji ks. Michała Sopoćki, jego wstawiennictwu powierzyłam więc to dzieło. Po przyjeździe po raz kolejny w swoim życiu doświadczyłam tego, że kiedy człowiek pokona lęk, dzieją się cuda.

Czy był taki chory, który szczególnie pokazał Siostrze, że misji hospicyjnej warto poświęcić życie?
Dla mnie każdy chory jest znakiem, że dokonałam właściwego wyboru. W misji hospicyjnej dotykamy najważniejszych tajemnic ludzkiego życia. Każdy z naszych chorych odchodzi w wieczność z uporządkowanym tu i teraz. To dokonuje się czasem przez łzy, gesty, gdy chory nie ma już siły na słowa. Pamiętam dzień, gdy w sali hospicyjnej wzrokiem i przytuleniem pojednali się syn z ojcem, którzy wcześniej nawzajem się przeklęli. Pamiętam pacjentkę hospicyjną, która w czasie choroby przepisała swoje mieszkanie na siostrę. A gdy wyzdrowiała, okazało się, że nie ma gdzie wracać, bo jej mieszkanie zostało sprzedane, a siostra nie zamierza jej w jakikolwiek sposób wspierać. W dialogu udało nam się rozwiązać sytuację i nasza pacjentka odzyskała pieniądze. Pamiętam też urodziny w hospicjum, gdy odwiedzający chorego syna ojciec płakał, że gdy był jeszcze zdrowy, nie miał czasu na świętowanie jego urodzin; kupował prezenty, ale nie było go stać na bycie razem. Dopiero tu, w sali hospicyjnej, docenił ten dzień, przeżyli go całą rodziną. Nie mam wątpliwości, że to ma sens. Kiedyś bezdomny przyniósł nam zniszczoną płaskorzeźbę Jezusa, którą znalazł w śmietniku, i powiedział: „Wy tu przywracacie twarz człowiekowi, to i Jezusowi przywrócicie”. Czy można chcieć coś więcej? Ta misja jest ważna.
Czy w hospicjum spotyka Siostra osoby niewierzące? Czy zdarza się, że przychodzą osoby, które przeżywają jakiś bunt wobec Boga?
Takie sytuacje się pojawiają, choć ja uważam, że nigdy w życiu nie spotkałam naprawdę niewierzącego człowieka. Nawet jeśli padało „jestem niewierzący”, było to raczej stwierdzenie niemocy. Każdy człowiek gdzieś w głębi serca ma jakieś odczucie nieskończoności, czasem po prostu nie potrafi go dotknąć. W hospicjum, po doświadczeniu bliskości człowieka, dramatów związanych z chorobą, taki człowiek ma szansę na odnalezienie Tego, dzięki któremu żyje. Zdarza się, że przychodzi osoba deklarująca się jako niewierząca, a umiera już pojednana z Bogiem, jako człowiek wiary. To też jest wielkie wyzwanie dla hospicjum – umieć tak towarzyszyć pacjentowi, by on sam, w historii swojego życia, swojej rodziny odnalazł sens, doświadczył tego, że nie pojawiał się na świecie z przypadku, że jest Ktoś, kto go do życia powołał i będzie z nim w wieczności.
Teraz przed Siostrą stoi kolejne wyzwanie – budowa hospicjum dziecięcego.
Jest taka potrzeba, więc staramy się na nią odpowiedzieć. To kolejna rzecz, która opiera się na zaufaniu Bogu. Rozpoczęliśmy budowę, która kosztuje 1,3 mln euro, choć nie mamy nawet na bieżące potrzeby… Bardzo wielu ludzi nas w tym wspiera. Są tacy, którzy przekazują pieniądze, ale też tacy, którzy coś dla nas robią. Tu, w naszej siedzibie, wszędzie właściwie można zobaczyć rzeczy, które czekają na otwarcie dziecięcego oddziału. Mamy przygotowane zabawki, maskotki, od pewnej częściowo sparaliżowanej pani otrzymaliśmy kapliczki maryjne, które sama wykonała. Mamy piękne kolorowe obrazy, namalowane specjalnie do dziecięcych sal, ale to nie wszystko – Aleksander Śnieżko napisał do nich bajki! Patrząc na stan budowy, można pomyśleć, że to szaleństwo, ale ja naprawdę wierzę, że dziecięce hospicjum ruszy już jesienią. Może to szaleństwo, ale wierzę.

Fot. Marian Paluszkiewicz

Apel hospicjum: Wesprzyj nas!
Każdy może pomóc Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki. Wystarczy aktywnie zaangażować się w działalność placówki i zostać wolontariuszem albo przekazać pomoc materialną lub finansową.
Osoby pragnące wesprzeć naszą działalność lub zostać wolontariuszami hospicjum, zapraszamy do naszej siedziby przy ul. Rasų 4, LT-11350 Wilno, lub prosimy o telefon pod numer (+370 5) 219 57 62.
Ważna informacja dla kandydatów na wolontariuszy: bezpośredni kontakt z chorymi mogą mieć tylko osoby pełnoletnie!
Będziemy wdzięczni za wsparcie finansowe hospicjum poprzez przekazanie 2 proc. podatku dochodowego (na formularzu FR0512 v.2), REGON (kodas) 302837031. Można też przekazywać środki na konta:
Luminor Bank AB
Kod banku: 40100
BIC, SWIFT kod: NDEALT2X
konto w euro: LT232140030002856368
konto w dolarach: LT392140030002856371
konto w złotówkach: LT762140030002856384

Kiedy człowiek pokona lęk, dokonują się cuda

Posted in Miłosierdzie Boże | 1 Comment »

Faustyna

Posted by tadeo w dniu 19 marca 2019

 Katarzyna Woynarowska
 Niedziela Ogólnopolska 40/2016, str. 22-23

W jaki sposób ta niepozorna kobieta, zamknięta w klasztorze, mogła odcisnąć tak silne piętno na obliczu współczesnego Kościoła?

Wpatruję się w te zdjęcia, jakbym mogła dzięki temu odkryć tajemnicę jej świętości. Pierwsze – to fotografia młodej dziewczyny, zrobiona w jakiś słoneczny dzień, drugie to już zdjęcie zakonnicy – św. Siostry Faustyny. Te zdjęcia dzieli kilka lat, ale duchowo są to lata świetlne. To wiemy dziś, tajemnicą pozostaje, co zdarzyło się między tymi dwoma ujęciami. W jaki sposób ta niepozorna kobieta, zamknięta w klasztorze, mogła odcisnąć tak silne piętno na obliczu współczesnego Kościoła? W jaki sposób modlitwa, którą zapisała w swoim „Dzienniczku”, stała się jedną z najchętniej odmawianych? Jakim cudem? No właśnie…

Tajemnica Faustyny staje się tajemnicą świętości i odkrywa przed nami odrobinę Bożej metody działania. Jak mawia papież Franciszek: Bóg lubi to, co małe, niepozorne, skromne, zwyczajne. Jak Faustyna – kucharka, ogrodniczka, sprzedawczyni chleba w prowincjonalnej piekarni, furtianka, zakonnica drugiego chóru. Nikt ważny. Musiał minąć czas, by świat jej uwierzył, by drzewo w niej zasadzone przyniosło owoc.

Dwie fotografie

Trudno opisać tę twarz, pomijając fakt fatalnej jakości przedwojennej fotografii. Helena, jeszcze nie Faustyna, ma jasne niebieskie oczy i gęste włosy koloru miedzianego. Jest 1923 r. i jakaś beztroska sytuacja. Widać modną w latach przedwojennych fryzurę na hollywoodzką gwiazdę i żakiecik w kratkę. Zapamiętano, że nie zwracała szczególnej uwagi na strój, z wyjątkiem okresu, gdy chcąc zagłuszyć myśl o życiu zakonnym, ubierała się modnie i po miejsku.

Na tych niewielu zdjęciach uderza jeszcze jedna rzecz – uśmiech. Szeroki, szczery, przy takim każda twarz z miejsca robi się ładna. Podobno lubiła się śmiać i śpiewać na cały głos. To dla nas, współczesnych, ważne, żeby uzmysłowić sobie, iż święci mieli nasze cechy – skłonność do żartu, zabawy, śmiechu. Siostra Beata Piekut, świadek życia Faustyny, wspomina, że zapamiętała ją jako osobę promienną i rozradowaną. Tak zresztą zapamiętało Helenę, a potem Faustynę, wiele osób.

Na późniejszych zdjęciach zakonnych ma już rys pewnej powagi. Surowości dodaje jej welon ściśle okalający twarz. Ale na ustach błąka się lekki uśmiech, jakby przepraszający. Wydaje się szczęśliwa i promienna. Jednocześnie to spojrzenie – bardzo skupione, skoncentrowane na widzu, badawcze.

Codzienność

Helena – Faustyna znała trudy życia od dziecka. W domu rodzinnym opiekowała się rodzeństwem i zajmowała domem. Była trzecim z dziesięciorga dzieci. Zdołała ukończyć tylko 3 klasy szkoły powszechnej – ledwie pisała, i to z błędami. Potem jako nastolatka służyła w domach w Aleksandrowie Łódzkim, Łodzi i Ostrówku pod Warszawą.

Zatrudniające ją rodziny, a później i współsiostry chwaliły jej pracowitość i sumienność. Niczego nie trzeba było jej dwa razy powtarzać – zapisała jedna z zakonnic. – Mogłam zostawić cały dom pod jej opieką i być spokojna – wspomina jedna z pracodawczyń. Miała rękę do dzieci, np. u rodziny Lipszyców spod Warszawy niańczyła piątkę malców. Nie dziwi, że widziano w niej idealny materiał na żonę i matkę, że namawiano Helenę do zamążpójścia.

 Archiwum/www.zyciezakonne.pl
Helena Kowalska, rok 1923/Nieznane zdjęcie św. Faustyny z bratem Stanisławem od lat spoczywało w archiwum parafii księży marianów pw. Matki Bożej Królowej Polski w Warszawie

Lubiła się modlić. Matka wspominała o niej, że codziennie chciała chodzić do kościoła. Gdy podpisywała kiedyś umowę o pracę, Helena zażądała klauzuli, że wolno jej będzie chodzić codziennie na Mszę św., odwiedzać chorych i konających. To dość asertywne zachowanie jak na pannę służącą, która w tamtych czasach nie miała praktycznie żadnych praw. Nie ma się co dziwić, skoro Helenka jeszcze jako dziecko potrafiła udawać żebraczkę, prosić ludzi o datek, a potem zanosić wszystko proboszczowi z prośbą, by rozdał pieniądze biednym. Już jako panna dokarmiała starego chorego człowieka, mieszkającego pod schodami łódzkiej kamienicy. Były w niej jakaś nadwrażliwość, nieobojętność na biedy tego świata. O taką nadwrażliwość apeluje dziś Ojciec Święty, widząc w niej ratunek dla świata.

Mizerotka

Marzył jej się klasztor. W „Dzienniczku” napisała: „W siódmym roku życia usłyszałam pierwszy raz głos Boży w duszy”.

Dwa razy prosiła rodziców o pozwolenie na pójście za furtę. I dwa razy usłyszała odmowę. Choć byli pobożnymi ludźmi, nie stać ich było na konieczne wówczas zakonne wiano. Po drugie – nie chcieli oddawać klasztorowi swojego – jak sami mówili – „najlepszego dziecka”. Mama, strofując młodsze, wołała: „Do Heli toście nie warci stanąć!”. Może widzieli w córce opiekunkę na starość? – Mnie i bez pieniędzy Pan Jezus przyjmie! – ripostowała Helenka, rozczarowana nieustępliwością rodziców.

Trzeci raz nie zapytała. Spakowała walizkę i pojechała w ciemno do Warszawy. Nie znała miasta, nie znała ludzi. Przypadkowo spotkany ks. Jakub Dąbrowski, proboszcz stołecznego kościoła pw. św. Jakuba, pomógł nieznajomej i polecił ją zaprzyjaźnionej rodzinie Aldony i Samuela Lipszyców. Helena w każdej wolnej chwili szukała dla siebie zakonu. Praktycznie wszędzie odsyłano ją z kwitkiem. Niemal tak samo skończyłaby się wizyta w klasztorze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia przy ul. Żytniej. – Niepozorna, wiek troszkę spóźniony, dosyć wątłej kompleksji, służąca, z zawodu kucharka, a przy tym nieposiadająca nie tylko posagu, ale nawet najmniejszej wyprawki. Nic nadzwyczajnego, ot, zgłosiła się taka mizerotka, wątła, biedna, bez wyrazu, nic obiecującego – relacjonowała m. Małgorzata Gimbutt. Gdyby nie m. Michaela Moraczewska – przełożona warszawskiego domu, która zdecydowała się jednak porozmawiać z „mizerotką”, Helena szukałaby zapewne dalej.

Wejście za mur klasztorny było dla Heleny momentem przełomowym. Otrzymała imię Maria Faustyna i rozpoczęła nowe życie. „Zdawało mi się, że wstąpiłam w życie rajskie” – napisała. Jej zakonna droga to głównie Warszawa, Kraków, Wilno, Płock i, oczywiście, Łagiewniki. Wykonywała najprostsze prace, głównie fizyczne. Otoczenie nie miało pojęcia, co działo się w duszy skromnej zakonnicy, nie wiedziało o bogactwie jej życia mistycznego. Jak zwykle pracowita, posłuszna, zdyscyplinowana, rozmodlona – nie sprawiała kłopotów. Aż do zimnej lutowej nocy 1931 r.

Sfera mistyczna

Faustyna nosiła ukryte stygmaty i dar rozmaitych widzeń. Widziała cierpienia dusz czyśćcowych, oglądała niebo i piekło. Widziała cierpienia Jezusa podczas Drogi Krzyżowej. Ale nade wszystko otrzymała dar rozmawiania z Jezusem.

Miała jakieś 7 lat, gdy pierwszy raz „tego” doświadczyła. „Byłam na Nieszporach – wspominała po latach – a Pan Jezus był wystawiony w monstrancji, wtenczas po raz pierwszy udzieliła mi się miłość Boża”.

Czy próbowała mówić o tym zdarzeniu najbliższym? Matka już wcześniej dostrzegła nieustającą chęć córki do modlitwy i nawet łajała ją za zrywanie się po nocach do pacierza. Bała się, że dziecko postrada zmysły.

Gdy zdarzyło się to po raz drugi, dziewczyna była niemal dorosła, ale postawiła na nogi cały dom, krzycząc, że się pali – taka jasność biła z jej izdebki. Potem zdarzenie z Łodzi – gdy jednej z sióstr udało się wyciągnąć Helenkę na tańce. Nagle w tłumie roześmianych ludzi Helena dostrzegła obnażonego i poranionego Jezusa. Ten widok zrobił na niej piorunujące wrażenie. Udała ból głowy i uciekła. Pobiegła do łódzkiej katedry. Nie zważając na modlących się wokół ludzi, położyła się krzyżem i błagała o wskazówki, co ma dalej robić. W „Dzienniczku” zapisała, że usłyszała wtedy głos nakazujący jej jechać do Warszawy i wstąpić do zakonu.

 Grażyna Kołek/Niedziela
Łagiewniki – furta klasztorna

Życie zakonne sprawia, że jej doznania duchowe intensyfikują się. Kolejne klasztory stają się słupami milowymi na tej drodze. W Płocku rozpoczyna się jej wielka misja. W niedzielny zimowy wieczór 22 lutego 1931 r. wraca do swojej celi i widzi w niej Jezusa w białej szacie. Doznanie jest wstrząsające. Opowiada o tym spowiednikowi i przełożonej, która żąda dowodu objawień. Na klasztornych korytarzach już szepcze się o objawieniach siostry z kuchni. Niektóre nazywają Faustynę histeryczką i fanatyczką, inne mają sceptyczny stosunek, ale są i takie, które dostrzegają w tym palec Boży. Faustynę odsyła się do kapłanów, a kapłani odsyłają ją do przełożonych. Nikt nie rozstrzyga sprawy ostatecznie, co powoduje, że sama nie wie, co o tym myśleć. Podczas jednej ze spowiedzi – u jezuity o. Edmunda Eltera słyszy wreszcie to, na co czeka. Kapłan wyjaśnia, że jest na dobrej drodze, a jej obcowanie z Jezusem nie jest ani histerią, ani złudzeniem, ani marzycielstwem. Zaleca prosić Boga o kierownika duchowego. Dopiero w Wilnie spotka odpowiedniego kapłana – ks. Michała Sopoćkę. Ta znajomość ma przełomowe znaczenie. Gdy kapłan przekonuje się, że młoda zakonnica nie jest chora psychicznie, a stwierdza to lekarz specjalista, staje się dla niej – jak go sama nazwała – „kierownikiem duszy”. Zresztą Wilno to ważne miejsce: tutaj Faustyna zaczyna pisać „Dzienniczek”, tutaj powstaje – dokładnie według wskazówek zakonnicy – pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego z napisem: „Jezu, ufam Tobie”. Wreszcie w Wilnie przyszła święta słyszy słowa, które napełniają ją lękiem: „Przygotujesz świat na ostateczne przyjście moje. (…) Będziesz wypraszać z towarzyszkami swymi miłosierdzie dla siebie i świata”. Podczas jednej z wizji Jezus dyktuje zakonnicy słowa Koronki do Miłosierdzia Bożego. Więcej nawet – uczy, jak ją prawidłowo odmawiać.

Doznania mistyczne nabierają siły. Są coraz częstsze. Ksiądz Sopoćko zanotował, że czasem wyglądała, jakby wpatrywała się w jakąś jasność – „nieprzystępną, uszczęśliwiającą światłość; w tej niepojęcie uszczęśliwiającej światłości trzymała przez czas jakiś wzrok utkwiony”.

W Krakowie, dokąd została wysłana ze względu na pogarszający się stan zdrowia, kończy się przekazywanie Siostrze Faustynie prorockiej misji. Zakonnica nadal jednak pisze „Dzienniczek”, pełen już jej własnych rozważań. Motywem przewodnim są słowa Jezusa, by głosić światu Jego miłosierdzie. Wielokrotnie słyszała: „Pisz… mów światu o moim miłosierdziu, o mojej miłości”.

Powraca pytanie: jak s. Faustyna w warunkach, jakie zostały jej dane, mogła rozsławić Boże Miłosierdzie na cały świat? Nie była kaznodzieją ani misjonarzem, ani nikim znacznym. Jednych irytowała, innych szokowała, a dziś miliony ludzi codziennie odmawiają Koronkę przed obrazem „Jezu, ufam Tobie”. Siostra Elżbieta Siepak, rzecznik prasowy Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, mówi o tajemnicy i nieustającej tęsknocie człowieka za miłością. – Siostra Faustyna pokazuje światu oblicze Boga sprawiedliwego i miłosiernego. Odkrywa przed ludźmi, na czym polega miłość, i to miłość miłosierna. Pokazuje to, czego człowiek najbardziej potrzebuje – podkreśla s. Siepak.

Obraz może zawierać: 2 osoby

NIEZNANE ZDJĘCIE ŚA. FAUSTYNY Z BRATEM STANISŁAWEM I …. KTOŚ NA FOTOGRAFII MIĘDZY NIMI ….. WIDAĆ WYRAŹNIE TWARZ JEZUSA

 

http://www.niedziela.pl/artykul/127035/nd/Faustyna?fbclid=IwAR1K4AeWO_1G0Z-UO08RpLNM7Qc86ZgXmvOWUqSzPAOOJgnrC9srOF4DHJc

Posted in Miłosierdzie Boże, Religia, Św. Faustyna | Leave a Comment »

Co mówi obraz Jezusa Miłosiernego o ciemnej nocy?

Posted by tadeo w dniu 9 marca 2019

mountains-mountain-peaks-sky-sunrise-1024x724

Pustelnia

Pierwsza myśl po przebudzeniu: gdzie ja jestem? Dlaczego śpię tu sam? Gdzie są chłopaki?
Po chwili zdaję sobie sprawę, że to już nie pielgrzymka. Nie pchamy już razem wózka z obrazem. Jestem od wczoraj na pustelni braci Albertynów pod Kasprowym Wierchem. Górskie powietrze daje tu dobry, głeboki sen. Zdrzemnąłem się po obiedzie ledwo na pół godziny. Budzenie się jest jak wytaczanie się wózkiem z długiego tunelu w Apeninach.Wychodzę z kubkiem kawy na kamienny taras pustelni żeby popatrzeć na Tatry. Aksamitną ciszę pogłębia delikatny szum dochodzący zza lasu u podnóża góry. Wierzchołki drzew są nieruchome, więc to musi być szmer potoku. Ciepłe światło zachodzącego słońca ubrało Kasprowy Wierch w miękki stalowo-szary płaszcz z beżową podpinką, a poniżej przykryło zbocza kaszmirowym szalem ciemnej i miejscami żywszej zieleni. Gasnący dzień, jakby świadom zbliżającego się końca, zapragnął jeszcze wyrzucić na wielki ekran gór swoje kolory, przesunięte teraz w stronę czerwieni. Szybko zauważam w nich zmianę. Beże jakby zrudziały, a potem zaczęły czerwienieć. Zielenie też pociemniały a skalne szczeliny nabrały kontrastu i poczerniały. Na moich oczach góry zmieniały się wraz z ruchem słońca, które zachodzi tu szybciej niż na nizinach. Spojrzałem jeszcze na chmury, które jak rozwiany dym sunęły nad turniami przybierając fantastyczne kształty, szaroniebieskawe obłoki, miejscami z różową wyściółką. Jeden przypominał skorpiona z odwłokiem skierowanym w dół. Zamknąłem oczy na kilka sekund ciekaw jego przemiany. Gdy otworzyłem okazał się orłem ze skrzydłami rozpostartymi do lądowania, który zmienił się w wielbłąda o trzech garbach, a po chwili rozpłynął się i zniknął w ciemniejącym błękicie.
Brat Albert założył pustelnię w tym pięknym zakątku Tatr, bo jako wrażliwy na piękno malarz pragnął by jego bracia mogli tutaj regenerować siły do pracy w zakładanych przez niego domach dla najuboższych. W refektarzu pustelni wisi oryginalnych rozmiarów reprodukcja jego słynnego obrazu „Ecce homo”, którego nigdy nie ukończył. Stonowane rudości i gasnące czerwienie szaty Jezusa przypominają zachód słońca w Tatrach. Na głowie cierniowa korona, na szyi powrozy, w ręku trzcina. Za chwilę rozpocznie swoją ostatnią drogę, której kresem będzie śmierć na krzyżu.

Pamiętam z 90-dniowej drogi Obrazu przez sześć krajów, że Oblicze Jezusa wystawiane przez nas w każdym z nawiedzanych kościołów za każdym razem wyglądało inaczej. Natężenie i kąt padania światła, układ okien w świątyni, witraże – wszystko to wpływało na obraz, który w nowym otoczeniu dostawał za każdym razem jakby nowe życie. Inaczej wyglądał w naturalnych promieniach słońca, inny był w blasku świec, inny w świetle elektrycznym. W zależności od miejsca kolory zmieniały odcienie i tonację. Połyskliwy werniks raz dodawał wizerunkowi kontrastu, to znowu tak mocno odbijał światło, że blask przesłaniał postać Chrystusa. W tej ciągłej zmianie obrazu odkrywaliśmy jakby tajemnicę życia, którego nie można zatrzymać ani pochwycić jakimś ludzkim wyjaśnieniem. Jezus był inny niemal za każdym spojrzeniem. W Ewangeliach nie ma żadnej wzmianki na temat wyglądu nauczyciela z Nazaretu. Nie ma słowa na temat rysów twarzy, sylwetki, koloru oczu, włosów. Można się tylko domyślać, że porywając słuchaczy opowieściami o Królestwie, przemieniał się przed ludem i uczniami. Raz jaśniał, to znowu znikał w ciemności, Jego włosy złociły się w słońcu, to znowu czerniały gdy usuwał się w cień albo czerwieniły się od płomieni ogniska.

Barwny spektakl na zboczach Kasprowego Wierchu dobiegał końca. Gdzieniegdzie przebijał jeszcze fragment zieleni, ale mrok gęstniał coraz szybciej i w pewnej chwili zapadła noc.

Św. Brat Albert przeżył swoją noc ciemną gdy wstąpił do nowicjatu jezuitów. Cierpienie duszy którego wtedy doświadczył wyjaśnił mu po latach słynny karmelita św. Rafał Kalinowski, także powstaniec styczniowy, przywołując pisma św. Jan od Krzyża. Ten wielki duchowy nauczyciel karmelu wyjaśnia, że początkiem wzrostu na drodze duchowej jest noc oczyszczenia. Ten czas duchowej ciemności ma wyjaśnienie w nocy naturalnej, przed którą człowiek zawsze odczuwał lęk. Noc, która jest brakiem światła, oddziela człowieka od stworzenia, od zmysłowych doznań, pozbawia władzy zmysł wzroku, zabiera pewność. Oko, niezdolne teraz do percepcji kształtów i kolorów, jest jak unieruchomiona dusza, jak człowiek w zamknięciu, bez możliwści działania. Dopiero taka noc wprowadza człowieka w samotność oczyszczenia. Samotność oczyszczenia odsłania prawdziwy dramat człowieka, ujawnia jego słabość i iluzje samowystarczalności. Odcięty od zgiełku dnia, pozbawiony wrażeń i emocjonalnych reakcji, nie mogąc już karmić swoich głodów i pragnień – człowiek przestaje zaspokajać sam siebie i po raz pierwszy uczciwie stawia pytanie o swoją powinność wobec Boga. Pierwsza iskra światła pojawia sie na dnie otchłani. Jak zmierzyć się z tą samotnością i nie popaść w obłęd? W książce pt. „Duchowe leczenie schizofrenii” autor, znany psychiatra, stawia tezę, że nawet w ciężkich przypadkach schizofrenii, spętany niemocą jest tylko ośrodek emocji. To jest właśnie tajemnica Bożego Miłosierdzia. Tło obrazu Jezusa Miłosiernego z wizji św. Faustyny wygląda na czarne, ale to nie jest czerń! Czarny to kolor zła, chaosu, grzechu i … pustki. Kolor z którego wyłania się Jezus Miłosierny to indygo, głęboki granat. Ten kolor to jakby gęsty błękit, a więc znak, że nie istnieje taka ciemność, że nie ma takiego opuszczenia, takiej samotności i takiego cierpienia, do którego nie zstąpiłby Jezus i nie czekał tam na opuszczonego, samotnego i cierpiącego. Ta ciemność samotności oczyszczenia nie jest więc ciemnością absolutną, bo prowadzi na spotkanie światła, tej iskry, która pojawia się właśnie na samym dnie otchłani.

Zrobiło się chłodno. Reszta kawy zdążyła już ostygnąć. Na niebo wyszedł księżyc, jak strażnik obietnicy, że o świcie ciemność znowu ustąpi miejsca światłu. Światłu, które znów przywróci górom żywe kolory.

https://wlasnieniewiem.blogspot.com/2015/07/pustelnia.html?m=1

Posted in Miłosierdzie Boże | Leave a Comment »

76 rocznica uroczystego poświęcenia obrazu Jezusa Miłosiernego

Posted by tadeo w dniu 5 marca 2019

Jezu Ufam Tobie- Orginal (2)Obrazek z archiwum Kurii Generalnej Towarzystwa Jezusowego w Rzymie według oryginalnego namalowania obrazu – Jezu Ufam Tobie z Łagiewnik.

 

,, Opatrzność Boża posłużyła się mną również do zaprowadzenia nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego w nowej jego postaci, w kaplicy józefowskiej (Łagiewniki) . Pierwsze, przed świeżo namalowanym obrazem Jezusa miłosiernego, pędzla pana Adolfa Hyły.

„Odbyło się w niedzielę 07 marca 1943 roku. Uroczyste poświęcenie obrazu i po raz pierwszy śpiewana wspólnie przez całą kaplicę Litania do Miłosierdzia Bożego”. 
Tak wydarzenia sprzed 76 lat zapisał Jezuita, sądeczanin, ojciec Józef Andrasz.
——————————————-
Znamiennym jest że do dwu wielkich kultów w świętym Kościele Katolickim, Opatrzność wybrała kapłanów Towarzystwa Jezusowego.
Pierwszy kult – Najświętszego Serca Pana Jezusa wprowadził w Kościele, Francuz, św. Klaudiusz La Colombiere SJ. Drugi wielki kult- Bożego Miłosierdzia – Sądeczanin, o. Józef Andrasz SJ.

Nietuzinkowy był też malarz wspomniany powyżej przez ojca Andrasza- Adolf Hyła. Przyjeżdżał swoim motocyklem do Nowego Sącza, gdzie wcześnie się kształcił. Przeszedł formację jezuicką lecz przed święceniami rozeznał że to nie jego powołanie. Studiował historię sztuki i filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim , był uczniem wybitnego malarza Jacka Malczewskiego.
W czasie kiedy próbowano poprzez ogłoszone konkursy zdyskredytować obraz Jezu Ufam Tobie pędzla Hyły z Łagiewnik i ustalić jeden wzór. Malarz nie uległ ludzkim namiętnościom. W zachowanym liście do ojca Andrasza który rezydował wtedy na jezuickiej placówce w Zakopanem, potocznie zwanej ,, Na górce,, pisze do niego o tym konkursie, w którym nie weźmie udziału bo ,, jak z obrazem Najświętszego Serca Pana Jezusa, jest wiele różniących się przedstawień i niczemu to nie przeszkadza,,.
Opatrzność potwierdziła dobre rozumowania Hyły i nagrodziła jego spokój. Dzisiaj obraz Jezu Ufam Tobie z Łagiewnik jest najpopularniejszym wizerunkiem Zbawiciela na świecie. Łagiewniki z tym cudownym obrazem, z podpisem – Jezu Ufam Tobie są nieprzerwanie światowym centrum Bożego Miłosierdzia.
Pierwszy obraz namalowany przez Kazimirowskiego w Wilnie, po niedawnych wileńskich przenosinach, jest dostępny online i nie widać na nim podpisu – Jezu Ufam Tobie którego się domagał Pan Jezus. Jest to opisane na kartach ,,Dzienniczka,, św. Faustyny.
Obraz ,,krakowski,, – Jezu Ufam Tobie p. Adolf Hyła namalował w setkach egzemplarzy. Skąd takie zapotrzebowanie w tak krótkim czasie ?
Trzeba się wrócić do czasu sprzed wybuchu II Wojny Światowej. Wspomniany, pierwszy, wielki kult Najświętszego Serca Pana Jezusa był animowany z ramienia Kościoła na Polskę przez ojca Jozefa Andrasza jako krajowego dyrektora Apostolstwa Modlitwy. To jego Zgromadzenie zakonne- Jezuici, krzewiło ten kult. Dzięki temu wprowadzono powszechnie praktykę pierwszych piątków miesiąca, intencji modlitewnych które co miesiąc wyznacza Papież.
Jak wspomina świadek życia ojca Andrasza, siostrzeniec, dr. Jerzy Rudziński, Ojciec Andrasz był bardzo aktywny, zawsze łączył wyjazdy spotkania Ewangelizacyjne z ewentualnymi spotkaniami z rodziną. Zakładał, podgrzewał do aktywności ogniska Apostolstwa Modlitwy. W 1939 roku było ich aż 3000 w Polsce. Na czas wybuchu II Wojny Światowej wystawił milionową ,, polską armię,, osób modlących się zgodnie z obietnicami Najświętszego Serca Bożego przedstawionymi św. Małgorzacie.
Nic więc dziwnego że gdy przyszło doświadczenie, próba, modlący się kapłani i wierni doświadczyli owoców tego kultu podczas wojny i po jej zakończeniu. Ojciec Andrasz mając zakorzenienie w kulcie NSPJ w sposób naturalny wprowadzał nowy kult- Bożego Miłosierdzia który wyszedł z Najświętszego Serca Pana Jezusa w czasie przełomu II Wojny Światowej(1943r.) .

Ojciec Andrasz wykonał tym samym niedokończoną misję zmarłej w 1938 roku siostry Faustyny której był przewodnikiem duchowym. Nie zazna ludzkość spokoju, dopokąd nie zwróci się do źródła miłosierdzia Mojego. Tak w ,, Dzienniczku,, pod numerem 699 zapisała słowa Jezusa siostra Faustyna.
Dlatego kapłani , wierni Parafii w których działały ogniska Apostolstwa Modlitwy otwierali się na nowy kult. Posłaniec Serca Jezusowego którego ojciec Andrasz był naczelnym rozchodził się ogromnych nakładach, po przeczytaniu wędrował z domu do domu. Dlatego też o. Andrasz był powszechnie znany. Na ,,hasło,,- Andrasz, Boże Miłosierdzie, płynęły zamówienia na obraz Jezu Ufam Tobie malowany przez Hyłę. Najstarszą Parafią w Diecezji Tarnowskiej w której istniało ognisko Apostolstwa Modlitwy była pod sądecka Parafia Mystków ( 1874) o której w przedwojennej książce wspomina ojciec Andrasz.
Ojciec Andrasz upubliczniał fragmenty ,, Dzienniczka,, św. Faustyny w Posłańcu Serca Jezusowego, konferencjach, które głosił. W jednym z archiwalnych listów do ,, Posłańca,, młody chłopak ze Śląska prosi ojca Andrasza żeby napisał mu coś więcej o siostrze Faustynie, bo postać ta bardzo go urzekła. Nigdy nie zabrakło ojcu Andraszowi nadziei, nawet wówczas kiedy Ci którzy mieli inną koncepcję rozwoju nowego kultu swoimi działaniami zablokowali na wiele lat jego rozprzestrzenianie.
Świadczy o tym wspomnienie świadka życia o. Andrasza, wtedy seminarzysty, dzisiaj jubilata ( ponad 60 lat w Towarzystwie Jezusowym) , o Józefa Bielawskiego SJ . Kiedy nakazano im ściągać (w latach 50- tych) obrazy Jezu Ufam Tobie,  ojciec Andrasz  powiedział im – „trzeba być posłusznym, ściągajcie,  ale głęboko nie chowajcie”.
Święty Jan Paweł II którego praca w Solwayu i udział w Mszach świętych w Łagiewnikach zbiega się z pierwszymi nabożeństwami do Bożego Miłosierdzia, wprowadził ten obraz i święto do Kościoła w takich formach jak zapoczątkował to 07 marca 1943 roku ojciec Józef Andrasz.
W Niedzielę Bożego Miłosierdzia 27 kwietnia 2019 o godz. 17:30 Telewizja Trwam zamierza wyemitować premierowy film ,, Ojciec Andrasz- Świadectwo,, Nie zabraknie w nim sądeckich wątków.
Film ten rzuci nowe światło na postać Sądeczanina, o. Andrasza jak i kontekst kultu Bożego Miłosierdzia w formach przekazanych św. Faustynie przez Pana Jezusa.
Pierwszy obraz –Jezu Ufam Tobie z Łagiewnik miał w swoim tle łagiewnicki pejzaż. Ta wizja obrazu prorocko zrealizowała się początkiem drugiej dekady XXI wieku podczas peregrynacji kopi łagiewnickiej- Jezu Ufam Tobie po polskich Parafiach. To wtedy obraz ,, nabierał tła, pejzażu,,. Kiedy na specjalnym samochodzie pielgrzymował od Parafii do Parafii, na zdjęciach z tych uroczystości widać jak naturalnej wielkości Jezus ,,wychodzi z samochodu,, raz na malowniczych wzgórzach, innym razem wśród miejskiej zabudowy. Wchodził w to nasze poranione życie XXI wieku jako ,,niebiański lekarz,, .Znamiennym jest że w czasie tamtych uroczystości, w tych krajobrazach sądeckich gór i dolin narodził się kult ojca Józefa Andrasza o którym w dzienniczku św. Faustyna zapisała pod numerem 879:
„Dziś widziałam, jak ojciec Andrasz odprawiał Mszę świętą; przed podniesieniem ujrzałam maleńkiego Jezusa, który był bardzo rozradowany, z rączętami wyciągniętymi, i po chwili już nic nie widziałam. Byłam w swojej separatce i w dalszym ciągu odprawiałam dziękczynienie. Jednak później pomyślałam sobie: czemuż Dziecię Jezus było tak wesołe? Przecież nie zawsze jest tak wesołe, jak widzę. – Wtem usłyszałam te słowa wewnątrz: Bo dobrze Mi jest w sercu jego. I nie zdziwiło mnie to wcale, bo wiem, że bardzo kocha Jezusa”.

W ostatnich dniach Opatrzność przez Jezuitę- Papieża przedstawiła nam definicję pokory – ucałować dłonie osoby pokrzywdzonej.

Sądecki Pielgrzym

Posted in Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna, Święci obok nas | Leave a Comment »