WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Miłosierdzie Boże’ Category

Obraz Jezu Ufam Tobie – ściągajcie, ale głęboko nie chowajcie

Posted by tadeo w dniu 22 kwietnia 2017

zdjęcie

Mijają 74 lata od pierwszych, stałych, nabożeństw w Kościele do Bożego Miłosierdzia według form jakie przekazała wizjonerka, siostra Faustyna Kowalska.
Przekaz otrzymała od Pana Jezusa co mocą swojego autorytetu Kościół Katolicki zatwierdził.
Nabożeństwo zapoczątkował Jezuita, ojciec Józef Andrasz, wychował się  w Nowym Sączu. Znamiennym  jest że do przeprowadzenia wizjonerów i wprowadzenia dwu tak ważnych i wielkich kultów w Kościele – Najświętszego Serca Pana Jezusa i Bożego Miłosierdzia Opatrzność wybrała kapłanów Towarzystwa Jezusowego.
Z Najświętszym Sercem Pana Jezusa związany był św. o Klaudiusz la Colombiere SJ a z Bożym Miłosierdziem, wspomniany o. Józef Andrasz SJ .
Wzorem swojego Mistrza- Pana Jezusa wykonali oni swoją pracę na chwałę Boga Ojca i odsunęli się w cień.

Obraz Jezusa Miłosiernego – Jezu Ufam Tobie z Łagiewnik którego powstanie nadzorował ojciec Andrasz jest dzisiaj najpopularniejszym wizerunkiem Zbawiciela na świecie. Namalował go studiujący teologię w Nowym Sączu niedoszły jezuita Adolf Hyła. Jak dopatruje się autor biografii ojca Józefa Andrasza, o. prof Stanisław Cieślak SJ to że Adolf Hyła przeszedł całą formację jezuicką nie poszło na marne, być może jako malarz bardziej przysłużył się Bogu. Hyła wykazał  się dużą powściągliwością w czasie niezdrowej rywalizacji – który obraz lepszy. Nie wziął udziału w konkursach na ,,nowy obraz”. Czas pokazał że te działania były ich działaniami i pomysłodawcom konkursu nie przyniosły zamierzonych efektów. W jednym z listów w prosty sposób nie pozbawiony szerokiej wiedzy teologicznej, Hyła pisze,  że z obrazami Jezu Ufam Tobie sprawa się ma podobnie jak z obrazami Najświętszego Serca Pana Jezusa, jest ich wiele wersji i niczemu to nie przeszkadza.
Ma to potwierdzenie w ,, Dzienniczku” św. Faustyny  pod numerem 313 Pan Jezus tak jej rzekł- ,,nie w piękności farby, ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce Mojej”.
Adolf Hyła jest też autorem autorem obrazu Promieniującej Duszy Jezusa  który malował według wizji sł. Bożej m. Pauli Tajber ZDCH według jej wizji namalował obraz  Matki Bożej Niepokalanej- Matki Ciała Mistycznego. Widać że formacja, osoby które spotykał, środowisko w jakim żył, tworzył,  predestynowało aby jego prace trafiały w dobre miejsca.
Opatrzność  zadecydowała że to obraz Hyły z Łagiewnik, który wykonał za darmo, i wszelkie jego wersje są dzisiaj tak powszechne.

Można się  w tym obrazie dopatrzeć wielu proroczych wizji. Pierwsza,  to sposób w który Pan Jezus błogosławi z tego obrazu. Obraz powstał w 1943 roku, zarzucana wtedy w obrazie ,,niepoprawność” z wysokim uniesieniem  ręki Pana Jezusa do błogosławieństwa,  stała się po Soborze Watykańskim ( lata 60-te XX wieku ) normą błogosławieństwa kapłana. Drugą rzeczą mającą znamiona proroctwa jest pejzaż wokół postaci Zbawiciela. Tak w oryginale wyglądał obraz łagiewnicki i jego kopie które w ilości kilkuset sztuk trafiły w krótkim czasie w różne miejsca na świecie.
Ojciec Andrasz prowadząc duchowo kilka dusz mających wizje mistyczne, poznał  je dobrze będąc ich  spowiednikiem i kierownikiem duchowym. Wizje te dotyczyły wojny, stanu obecnego duszy narodu, przyszłych losów Polski. To w nim pracowało, dojrzewało. Przekazał malarzowi te troski  Zbawiciela o nas, nasze niewdzieczności, potrzeby. Ojciec Andrasz widział Jezusa jako boskiego lekarza, w białej albie która jest też jakby kitlem lekarskim. Jezus wchodził jeszcze niżej, głębiej w to nasze poranione życie, zbolały świat i uzdrawia wszystko.
Takie przedstawienie Pana Jezusa z pejzażem w tle spełniło się w Diecezji Tarnowskiej podczas niedawnej peregrynacji kopii obrazu Jezu Ufam Tobie z Łagiewnik. Obraz od 2013 roku trafił do 460 Parafii oraz szpitali, kaplic.  Na specjalnym samochodzie obraz Jezusa miłosiernego ,,nabierał pejzażu” – w jeden dzień był na wzgórzach podsądeckiego Mystkowa, innym razem w pobliskiej dolinie Królówki, jeszcze innym czasie, nieco dalej, pośród  postindustrialnej zabudowy  Tarnowa.
Wchodził, na ile potrafiliśmy Go wpuścić, w tę naszą codzienność drugiej dekady XXI wieku.
To podczas jednej z męskich, nocnych Adoracji IHS, w tamtych dniach, przyszła łaska Boża i rozpoczął się prywatny kult ojca Józefa Andrasza SJ który trwa i rozwija się.

Wizja obrazu Jezusa Miłosiernego jaką zaczął propagować  ojciec  Andrasz w latach 40- tych XX wieku a może bardziej skala – kilkaset sztuk, rozpowszechnionych wizerunków łagiewnickich nie wzbudziła entuzjazmu osób duchownych mających inne zamysły co do rozwoju kultu Bożego Miłosierdzia.  Skąd takie tempo rozwoju kultu wychodzącego z ośrodka Łagiewnickiego ?
Ojciec Andrasz przed wybuchem II wojny wystawił 750 000 ,,Armię” modlących się osób. Były to osoby należące do Ognisk Apostolstwa Modlitwy animowanego przez Jezuitów. Najstarsze ognisko w Diecezji Tarnowskiej, skąd pochodził Andrasz, powstało w Parafii Mystków w roku 1874. Jest to niczemu nie zasłużoną Bożą łaską że tylko na terenie będącej pod zaborami Galicji mogli działać Jezuici z kultem Bożego Serca. Stąd dzisiaj ta pobożność na południu Polski. W innych regionach obecnej Polski Jezuici mieli zakaz. Ryzykując życiem przenikali Jezuici na Podlasie, byli przemycani nocami z wioski do wioski. Jak wynika z ich zapisków często byli pierwszymi kapłanami od 20 lat udzielając Sakramentu Chrztu św. przywożonym na furmankach z odległych okolic. Ojciec Andrasz był Krajowym Dyrektorem Apostolstwa Modlitwy czyli jak prosto w jednej tłumaczy w jednej z publikacji ,,idę się zapisać do Serca Jezusowego” . Aby stworzyć taką ,,Armię” modlących  biskupi, proboszczowie musieli mieć zaufanie, czuć wartość tej jezuickiej inicjatywy. Wchodzili w to ze swoimi Parafianami i praktykowali pobożność związaną z obietnicami Najświętszego Serca Pana Jezusa objawionymi św. M.Małgorzacie Alacoque. Widzieli owoce tego kultu  po zakończonej wojnie, mimo strat wśród duchowieństwa i wiernych w krótkim czasie na hasło ,,Andrasz” otwierały się drzwi kościołów na nowy obraz, nowy kult. Ojciec Andrasz sprawdził  się jako cenzor, pisarz, opiniodawca w nowym kulcie Najświętszej Duszy Chrystusa i wielu innych kluczowych sprawach teologicznych u swojego biskupa krakowskiego ks.kard. Sapiehy. Miał i jego poparcie w rozwijającym się kulcie Bożego Miłosierdzia. Kardynał pozytywnie  opiniował list do Papieża Piusa XII z prośbą o ustanowienie nowego, specjalnego  święta – Bożego Miłosierdzia.

Polska przechodząc z pod terroru faszystowskiego pod komunistyczny, jedynie  metodami konspiracyjnymi mogła docierać do ludzi z orędziem Bożego Miłosierdzia. Zaraz po wojnie o. Andrasz zadbał aby Przełożona wysłała współsiostry Faustyny z konkretnymi pytaniami, napiśmie, do miejsc i świadków życia świątobliwej  siostry która zmarła w 1938 roku w Krakowie.
Radio watykańskie (prowadzone przez Jezuitów)  wyemitowało audycję o siostrze Faustynie i przekazanym jej orędziu Bożego Miłosierdzia przez Pana Jezusa. W 1947 roku ukazała się książka ,,Miłosierdzie Boże ufamy Tobie” pióra o. Andrasza. Dalej wszelkie publikacje religijne były ,,wycinane” przez komunistów. Niewiele publikacji wyszło i przetrwało do naszych czasów.
Zachowało się trochę materiałów w Archiwum Kurii Generalnej Towarzystwa Jezusowego w Rzymie. Trafiły  tam różne materiały z początków kultu związane z Bożym Miłosierdziem z tzw. Wolnego świata. Trafiły  do ,,teczki”, ojca Andrasza gdyż z nim archiwiści kojarzyli ten nowy kult. Z tego archiwum pochodzi piękne  świadectwo działania Bożego Miłosierdzia. Opublikowano je w wychodzącym zaraz po wojnie, na emigracji ,,Narodowcu”.

,,Jedna z kurierek warszawskich przewoziła podczas ostatniej wojny w tramwaju plik gazet i ważnych dokumentów w zwykłej otwartej torbie. Do zatrzymującego się na przystanku tramwaju weszli nagle gestapowcy. Rozpoczęła się rewizja. Przekonana o rychłym aresztowaniu, zaskoczona dziewczyna upuściła niebezpieczny  bagaż na ziemię. Wysypały się druki, między nimi szeroko kolportowana w czasie konspiracji broszura religijna z rzucającym się w oczy
tytułem ,,Jezu, ufam Tobie !”.
Stojący przed kurierką żołnierz obrócił się do niej plecami, pozwolił zebrać bibułę i szepnął po cichu: ,,I ja Mu ufam!”. Michalina Niewiadomska, tak nazywała się bohaterka walczącej Warszawy, przyznała po tym że ocalenie swoje i osób dla których przewoziła materiały zawdzięcza tylko Bożemu Miłosierdziu.

Działania duchownych zablokowały jednak pięknie rozwijający się kult Bożego Miłosierdzia na wiele lat.
Ojciec Andrasz chociaż nie doczekał (zmarł w 1963 r.) beatyfikacji św. Faustyny i ustanowienia święta Bożego Miłosierdzia to czuł że to się stanie. Świadczy o tym wspomnienie świadka życia o. Andrasza, wtedy seminarzysty, dzisiaj jubilata ( 60 lat w Towarzystwie Jezusowym) , o Józefa Bielawskiego SJ .
Kiedy nakazano im ściągać ( w latach 50- tych)  obrazy Jezu Ufam Tobie,  ojciec Andrasz  powiedział im- ,,trzeba być posłusznym, ściągajcie,  ale głęboko nie chowajcie”.

Sądecki Pielgrzym

Posted in Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna | Leave a Comment »

Trzy filary chrześcijańskiego życia

Posted by tadeo w dniu 5 marca 2017

Wiara, nadzieja i miłość

apc-2017-03-05-10-52-001-3d

Wiara, nadzieja i miłość stanowią rdzeń chrześcijańskiego życia. Bez nich chrześcijaństwo jest martwe. Dlatego też sprawą zupełnie podstawową dla chrześcijanina jest autentyczne ich odkrycie. Nie wystarczy, że posiadamy te cnoty jako dane nam w sakramencie chrztu, ale trzeba, by były w nas żywe na co dzień, by nas kształtowały i wprowadzały w coraz większą zaży­łość z Tym Który Jest.

Posted in Miłosierdzie Boże, Religia | Leave a Comment »

Dziś rocznica objawienia dotyczącego obrazu „Jezu, ufam Tobie”

Posted by tadeo w dniu 22 lutego 2017

 

Dokładnie 86 lat temu, 22 lutego 1931 r., w celi płockiego klasztoru św. Faustyna miała objawienie, podczas którego Pan Jezus nakazał jej wymalowanie obrazu z napisem „Jezu, ufam Tobie”.

„Wieczorem, kiedy byłam w celi – pisała św. Faustyna w swym »Dzienniczku« – ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi blady. (…) Po chwili powiedział mi Jezus: wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu ufam Tobie. Pragnę, aby obraz ten czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie.” (Dz 47)

„Obiecuję – mówił dalej Pan Jezus – że dusza, która czcić będzie ten obraz, nie zginie. Obiecuję także, już tu na ziemi zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi, a szczególnie w godzinę śmierci. Ja Sam bronić ją będę jako Swej chwały.” (Dz 48)

Podczas modlitwy św. Faustyna usłyszała wewnętrzny głos, tłumaczący symbolikę obrazu: „Te dwa promienie oznaczają Krew i Wodę – blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia dusze; czerwony promień oznacza Krew, która jest życiem duszy. Te dwa promienie wyszły z wnętrzności Miłosierdzia Mojego wówczas, kiedy konające Serce Moje zostało włócznią otwarte na krzyżu. Te promienie osłaniają dusze przed zagniewaniem Ojca Mojego. Szczęśliwy, kto w ich cieniu żyć będzie, bo nie dosięgnie go sprawiedliwa ręka Boga.” (Dz. 299)

Św. Faustyna nie czuła się na siłach, by samodzielnie namalować obraz. Dzieło to zostało więc zlecone malarzowi Eugeniuszowi Kazimirowskiemu. Jego obraz powstał w 1934 r. w Wilnie. Mistyczka nie była zadowolona z efektu. „W pewnej chwili – zanotowała – kiedy byłam u tego malarza, który maluje ten obraz i zobaczyłam, że nie jest tak piękny, jakim jest Jezus – zasmuciłam się tym bardzo, jednak ukryłam to w sercu głęboko. (…) Udałam się do kaplicy i napłakałam się bardzo. Rzekłam do Pana: kto Cię wymaluje tak pięknym, jakim jesteś? – Wtem usłyszałam takie słowa: nie w piękności farby, ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce Mojej”  (Dz 313).

Obraz "Jezu, ufam Tobnie" pędzla Adofa Hyły w krakowskim sanktuarium w Łagiewnikach

Obraz „Jezu, ufam Tobie” pędzla Adofa Hyły w krakowskim sanktuarium w Łagiewnikach

Większą popularność od obrazu Kazimirowskiego zyskała inna wersja tego samego wizerunku, pędzla krakowskiego profesora Adolfa Hyły. Obraz ten powstał już po śmierci św. Faustyny, w 1943 r. Nieco później został podarowany klasztorowi w Łagiewnikach. Upowszechnił się wraz z kultem Bożego Miłosierdzia i jest chyba obecnie najpopularniejszym w świecie przedstawieniem Jezusa Zmartwychwstałego.

W 1997 r. w Łagiewnikach Jan Paweł II powiedział: „Każdy może tu przyjść, spojrzeć na ten obraz miłosiernego Chrystusa, na Jego Serce promieniujące łaskami, i w głębi duszy usłyszeć to, co słyszała święta: »Nie lękaj się niczego, Ja jestem zawsze z Tobą«. A jeśli szczerym sercem odpowie: »Jezu, ufam Tobie!«, znajdzie ukojenie wszelkich niepokojów i lęków”.

„Podaję ludziom naczynie – mówił Pan Jezus św. Faustynie – z którym mają przychodzić po łaski do źródła miłosierdzia; tym naczyniem jest obraz z podpisem: Jezu, ufam Tobie. (Dz.327). Przez obraz ten udzielę wiele łask duszom, on ma przypominać żądania Mojego Miłosierdzia, bo nawet wiara najsilniejsza nic nie pomoże bez uczynków” – powiedział Pan Jezus, upominając się o pełnienie dzieł miłosierdzia na trzy sposoby: czynem, słowem i modlitwą. (Dz.742)

„Palą Mnie płomienie miłosierdzia, pragnę je wylewać na dusze ludzkie. O jaki Mi ból sprawiają, kiedy ich przyjąć nie chcą. Córko Moja, czyń co jest w twej mocy w sprawie rozszerzenia czci miłosierdzia Mojego, Ja dopełnię, czego ci nie dostawa. Powiedz zbolałej ludzkości, niech się przytuli do miłosiernego Serca Mojego, a Ja ich napełnię pokojem. Powiedz, córko Moja, że jestem miłością i miłosierdziem samym. Kiedy dusza zbliża się do Mnie z ufnością napełniam ją takim ogromem łaski, że sama w sobie tej łaski pomieścić nie może, ale promieniuje na inne dusze. Dusze, które szerzą cześć miłosierdzia Mojego, osłaniam przez całe życie, jak czuła matka swe niemowlę, a w godzinę śmierci nie będę im Sędzią, ale miłosiernym Zbawicielem. W tej ostatniej godzinie nic dusza nie ma na swą obronę, prócz miłosierdzia Mojego, szczęśliwa dusza, która przez życie zanurzała się w zdroju Miłosierdzia, bo nie dosięgnie jej sprawiedliwość. Napisz – wszystko, co istnieje, jest zawarte we wnętrznościach Mojego miłosierdzia głębiej niż niemowlę w łonie matki. Jak boleśnie rani Mnie niedowierzanie Mojej dobroci. Najboleśniej ranią Mnie grzechy nieufności – skarżył się Jezus.” (Dz.1074)

„Nie znajdzie ludzkość uspokojenia, dopokąd się nie zwróci z ufnością do Miłosierdzia Mojego – podkreślił.” (Dz.300)

Czytaj także:

Dziś nawiedź sanktuarium

Oto naczynie!

Czy Płock pamięta?

Jezus przyszedł na Stary Rynek

„Wieczorem, kiedy byłam w celi…”

http://gosc.pl/doc/3711874.Dzis-rocznica-objawienia-dotyczacego-obrazu-Jezu-ufam-Tobie

Posted in Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna | Leave a Comment »

Modlitwa o beatyfikację o. Andrasza w Zaporożu

Posted by tadeo w dniu 20 lutego 2017

     Sanktuarium Boga Ojca Miłosiernego w Zaporożu znajduje się na terenie Ukrainy w Diecezji Charkowsko- Zaporowskiej objętej wojną.
Papież Franciszek podobnie jak w kilku miejscach świata objętych wojną pozostawił tam Bramę Miłosierdzia .
     Nie skończyło się na tym duchowym geście. Papież przeznaczył 6 mln euro na pomoc dla ofiar tego konfliktu zbrojnego. Odpowiedzialnym za realizacje tego projektu pomocy uczynił budowniczego Sanktuarium Boga Ojca Miłosiernego ks. Bp Jana Sobiło.
     Pomoc trafia bezpośrednio do potrzebujących niezależnie od wyznania . Dzieje się tak dzięki dobrej, wieloletniej, współpracy ks. Bp Jana z Prawosławnymi, Protestantami i Grekokatolikami z tamtych terenów.

     W szczególną cześć w tym Sanktuarium dla Pierwszej Osoby Trójcy Przenajświętszej, Boga Ojca Miłosiernego wpisuje się Jezuita ojciec Józef Andrasz. Ruś była przez jakiś czas ostoją dla Towarzystwa Jezusowego w ciężkich dniach kasaty Zakonu. Ojciec Andrasz posługiwał duszpastersko w kościele Piotra i Pawła we Lwowie przed wybuchem II wojny światowej. Prowadził tam Sodalicję dla Panów, pełnił też funkcję kapelana wojskowego.
      Wcześniej, jak wielu ówczesnych kleryków jezuickich pobierał naukę w Bąkowicach pod Chyrowem. Są to tereny obecnej Ukrainy.
Dla wielu wiernych o. Andrasz był ojcem duchowym. Miał w zwyczaju podpisywać do nich listy + ojciec, + ojcowski. Jawi się w dzisiejszym czasie jako wzór ojcostwa, kapłaństwa. Modlą się wierni z kapłanami w tym Sanktuarium o jego beatyfikację i potrzebne łaski.

      Przez wstawiennictwo o. Andrasza ks. Biskup Jan modlił się o łaskę zjednoczenia pod berłem Boga Ojca wszystkich podzielonych Kościołów na Ukrainie.

   Ojciec Andrasz którego rodzina wywodziła się z Węgier, studiował za granicą, pracował na terenach zamieszkałych przez różne nacje, tłumaczył literaturę z obcych języków może być dobrym patronem zjednoczenia Kościoła i ludzi zwaśnionych wojną. Jego dwu braci poległo na wojnie.

Przeczytaj także:

O. Józef Andrasz SJ: (nie)zapomniany spowiednik św. Faustyny

Ojciec Andrasz spowiednik świętych

ks. Józef Andrasz SJ – kierownik duchowy Świętej Faustyny w Krakowie.

Rozwija się kult ojca Andrasza

Posted in Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna, Święci obok nas | Leave a Comment »

Ostatnie wezwanie – film o św. Siostrze Faustynie

Posted by tadeo w dniu 5 stycznia 2017

Posted in Filmy - Polecam, Filmy religijne, Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna | Leave a Comment »

Modlitwa Koronką do Bożego Miłosierdzia

Posted by tadeo w dniu 4 stycznia 2017

W Godzinie Miłosierdzia Bożego – Godzina 15.00 – Modlitwa Koronką do Bożego Miłosierdzie. Źródło: Tv Trwam.

Posted in Kabarety i rozrywka, Miłosierdzie Boże | Leave a Comment »

125. rocznica urodzin o. Józefa Andrasza SJ w Królowej Górnej

Posted by tadeo w dniu 11 października 2016

 

16 października br. z okazji 125. rocznicy urodzin ks. Józefa Andrasza SJ, krakowskiego kierownika duchowego św. Siostry Faustyny, w kościele parafialnym w Królowej Górnej (dekanat Nowy Sącz – Wschód) przed Mszą Świętą o 10.30 po raz pierwszy zostanie wykonany utwór „Ad maiorem Dei gloriam”. Tytuł jest łacińską dewizą Towarzystwa Jezusowego i znaczy: „Na większą chwałę Bożą”.

Utwór na podstawie „Litanii do o. Józefa Andrasza” skomponował Jakub Kubicki, muzyk i kompozytor z Zakopanego. Ojciec Józef Andrasz patronuje osobom modlącym się za kapłanów i róży rodziców modlącej się za swoje dzieci. W podsądeckich parafiach rozwija się jego prywatny kult. Są to rodzinne strony wielkiego apostoła kultu Serca Bożego i Miłosierdzia Bożego.

125. rocznica urodzin o. Józefa Andrasza SJ w Królowej Górnej

Posted in Miłosierdzie Boże, Religia, Święci obok nas | Leave a Comment »

Wspomnienia bł. ks. Michała Sopoćki(15.II)- spowiednika św. Siostry Faustyny

Posted by tadeo w dniu 31 lipca 2016

Białystok, 27 stycznia 1948 r.Są prawdy wiary świętej, które się niby zna i często o nich wspomina, ale się ich dobrze nie rozumie, ani też nimi nie żyje. Tak było ze mną co do prawdy Miłosierdzia Bożego. Tyle razy myślałem o tej prawdzie w medytacjach, szczególnie na rekolekcjach, tyle razy mówiłem o niej w kazaniach i powtarzałem w modlitwach liturgicznych, ale nie wnikałem w jej treść i w jej znaczenie dla życia duchowego; szczególnie nie rozumiałem, a na razie nawet nie mogłem się zgodzić, że Miłosierdzie Boże jest najwyższym przymiotem Stwórcy, Odkupiciela i Uświęciciela. Dopiero trzeba było prostej świątobliwej duszy, ściśle zjednoczonej z Bogiem, która – jak wierzę – z natchnienia Bożego powiedziała mi o tym i pobudziła do studiów, badań i rozmyślań na ten temat. Tą duszą, była śp. Siostra Faustyna (Helena) Kowalska ze Zgromadzenia Córek Matki Boskiej Miłosierdzia, która powoli osiągnęła to, że dzisiaj uważam sprawę kultu Miłosierdzia Bożego, a w szczególności ustanowienie święta Miłosierdzia Bożego w I niedzielę po Wielkanocy za jeden z głównych ce1ów swojego życia.
Siostrę Faustynę poznałem w lecie (w lipcu czy w sierpniu) 1933 roku, jako penitentkę w Zgromadzeniu Córek Matki Boskiej Miłosierdzia w Wilnie (ul. Senatorska 25), w którym wówczas byłem zwyczajnym spowiednikiem. Zwróciła ona moją uwagę na siebie niezwykłą subtelnością sumienia i ścisłym zjednoczeniem z Bogiem: przeważnie nie było materii do rozgrzeszenia, a nigdy nie obraziła Boga grzechem ciężkim. Już na początku oświadczyła mi, że zna mię o dawna z jakiegoś widzenia (por. Dzienniczek s. Faustyny, 34, 53, 263, 362), że mam być jej kierownikiem sumienia i muszę urzeczywistnić jakieś plany Boże, które mają być przez nią podane (por. Dzienniczek, 615, 1401, 699). Zlekceważyłem to jej opowiadanie i poddałem ją pewnej próbie, która spowodowała, że za pozwoleniem Przełożonej Siostra Faustyna zaczęła szukać innego spowiednika (por. Dzienniczek, 112, 272). Po jakimś czasie powróciła do mnie i oświadczyła, że zniesie wszystko, ale ode mnie już nie odejdzie (por.Dzienniczek, 144-145, 937-941). Nie mogę tu powtarzać, a raczej ujawniać, wszystkich szczegółów naszej rozmowy, która częściowo zawiera się w jejDzienniczku, pisanym przez nią z mego polecenia, albowiem zabroniłem jej po tym opowiadać o swoich przeżyciach na spowiedzi.
Poznając bliżej S. Faustynę skonstatowałem, że dary Ducha Świętego działają w niej w stanie ukrytym, ale w pewnych dość częstych chwilach występują bardziej jawnie, udzielając częściowo intuicji, która żywo ogarniała jej duszę, rozbudzała porywy miłości, wzniosłych heroicznych aktów poświęcenia i zaparcia się siebie. Szczególnie często występowało działanie daru umiejętności, rozumu i mądrości, dzięki którym S. Faustyna jasno widziała nicość rzeczy ziemskich, a ważność cierpienia i upokorzeń, poznawała prosto przymioty Boga, a najbardziej Jego nieskończone Miłosierdzie, nieraz znowuż wpatrywała się w nieprzystępną uszczęśliwiającą światłość; w tej niepojęcie uszczęśliwiającej światłości trzymała przez czas jakiś wzrok utkwiony, z której się wyłaniała postać Chrystusa w postawie idącej, błogosławiącego świat prawą ręką, a lewą podnoszącego szatę w okolicy serca; spod podniesionej szaty tryskały dwa promienie – blady i czerwony. S. Faustyna miewała takie i inne, zmysłowe i umysłowe widzenia już od kilku lat, i słyszała nadprzyrodzone słowa, ujmowane zmysłem słuchu, wyobrażeniem i umysłem.
W obawie przed złudzeniem, halucynacją i urojeniem S. Faustyny zwróciłem się do S. Przełożonej, Matki Ireny, by mię poinformowała, kto to jest S. Faustyna, jaką opinią cieszy się w Zgromadzeniu u Sióstr i Przełożonych, oraz prosiłem o zbadanie jej zdrowia psychicznego i fizycznego. Po otrzymaniu odpowiedzi pochlebnej dla niej pod każdym względem, jeszcze nadal przez czas jakiś zajmowałem stanowisko wyczekujące, częściowo niedowierzałem, zastanawiałem się, modliłem i badałem, jak również radziłem się kilku kapłanów światłych, co czynić, nie ujawniając, o co, i o kogo chodzi. A chodziło o urzeczywistnienie rzekomych stanowczych żądań Pana Jezusa, by namalować obraz, jaki S. Faustyna widuje, oraz ustanowić święto Miłosierdzia Bożego w I niedzielę po Wielkanocy.
Wreszcie, wiedziony raczej ciekawością, jaki to będzie obraz, niż wiarą w prawdziwość widzeń S. Faustyny, postanowiłem przystąpić do namalowania tego obrazu. Porozumiałem się z mieszkającym w jednym ze mną domu artystą – malarzem Eugeniuszem Kazimirowskim, który się podjął za pewną sumę malowania, oraz z S. Przełożoną, która zezwoliła S. Faustynie dwa razy na tydzień przychodzić do malarza, by wskazać, jaki to ma być ten obraz. Praca trwała kilka miesięcy, i wreszcie w czerwcu czy lipcu 1934 roku obraz był wykończony. S. Faustyna uskarżała się, że obraz nie jest taki piękny, jak ona widzi, ale Pan Jezus ją uspokoił i powiedział, że jaki jest, wystarczy (por.Dzienniczek, 313) i dodał: podaję ludziom naczynie, z którym mają przychodzić po łaski do mnie. Tym naczyniem jest ten obraz z podpisem „Jezu, ufam Tobie”(Dzienniczek, 327).
Na razie S. Faustyna nie potrafiła wytłumaczyć, co oznaczają promienie na obrazie. Po paru zaś dniach powiedziała, że Pan Jezus na modlitwie jej wytłumaczył: Promienie na tym obrazie oznaczają Krew i Wodę. Blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia duszę, a czerwony – oznacza krew, która jest życiem duszy. Tryskają one z Serca Mego, które zostało otwarte na krzyżu. Te promienie osłaniają duszę przed zagniewaniem Ojca Niebieskiego. Szczęśliwy, kto w ich cieniu żyć będzie, bo nie dosięgnie go sprawiedliwa ręka Boga… Obiecuję, że dusza, która czcić będzie ten obraz, nie zginie. Obiecuję, także już tu na ziemi zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi, a szczególnie w godzinę śmierci. Ja sam bronić jej będę, jako swej chwały… Pragnę, aby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia Bożego. Kto w tym dniu przystąpi do Sakramentu Miłości, ten dostąpi odpuszczenia wszystkich win i kar… Ludzkość nie znajdzie uspokojenia, dopóki się nie zwróci z ufnością do Miłosierdzia Bożego. Nim przyjdę jako Sędzia sprawiedliwy, przychodzę jako Król Miłosierdzia, by się nikt nie wymawiał w dniu sądu, który już nie jest daleki… (Dzienniczek, 299).
Obraz ten był nowej nieco treści i dlatego nie mogłem go zawiesić w kościele bez pozwolenia Arcybiskupa, którego wstydziłem się o to prosić, a tym bardziej opowiadać o pochodzeniu tego obrazu. Dlatego umieściłem go w korytarzu ciemnym obok kościoła Św. Michała (w klasztorze ss. Bernardynek), którego wówczas zostałem mianowany rektorem. O trudnościach pobytu przy tym kościele przepowiedziała mi S. Faustyna i rzeczywiście wypadki niezwykłe rozwijały się dość szybko (por Dzienniczek, 86, 90, 597).
S. Faustyna żądała, bym obraz za wszelką cenę umieścił w kościele, ale ja nie spieszyłem, wreszcie w Wielkim Tygodniu 1935 roku oświadczyła mi, że Pan Jezus żąda bym obraz umieścił na trzy dni w Ostrej Bramie, gdzie będzietriduum na zakończenie jubileuszu Odkupienia, które ma być w dniu projektowanego święta w Niedzielę Białą (por Dzienniczek, 89). Wkrótce dowiedziałem się, że będzie owe triduum, na które Ks. Proboszcz ostrobramski, kan. St. Zawadzki prosił mię, bym wygłosił kazanie. Zgodziłem się pod warunkiem umieszczenia owego obrazu, jako dekoracji w oknie krużganku, gdzie on wyglądał imponująco i zwracał uwagę wszystkich bardziej, niż obraz Matki Boskiej. Po nabożeństwie obraz został umieszczony na starym miejscu w ukryciu, i pozostawał tam jeszcze dwa lata.
Dopiero 1 kwietnia 1937 roku prosiłem Jego Ekscelencję Arcybiskupa Metropolitę Wileńskiego o pozwolenie na zawieszenie tego obrazu w kościele Św. Michała, którego jeszcze wówczas byłem rektorem. J.E. Arcybiskup Metropolita powiedział, że o tym nie chce sam decydować, a poleci obejrzeć ten obraz komisji, którą zorganizuje Ks. kan. Adam Sawicki, Kanclerz Kurii Metropolitalnej. Kanclerz kazał na dzień 2 kwietnia wystawić obraz w zakrystii kościoła Św. Michała, gdyż nie wiedział, o której godzinie nastąpi jego oglądanie. Będąc zajęty pracą w Seminarium Duchownym i Uniwersytecie, nie byłem obecny przy oglądaniu obrazu i nie wiem, w jakim składzie była owa komisja.
Dnia 3 kwietnia 1937 r. J.E. Arcybiskup Metropolita Wileński powiadomił mię, że ma już dokładne informacje o tym obrazie i zezwala na poświęcenie i zawieszenie go w kościele z zastrzeżeniem, by nie zawieszać w ołtarzu i nie mówić nikomu o jego pochodzeniu. Obraz tegoż dnia został poświęcony i zawieszony obok wielkiego ołtarza po stronie lekcji, skąd parokrotnie brano go do parafii Św. Franciszka (po Bernardyńskiej) na procesję Bożego Ciała do urządzanych ołtarzy. 28 grudnia 1940 roku ss. Bernardynki przeniosły go w inne miejsce, przy tym obraz został nieco uszkodzony, a w 1942 roku, gdy one zostały aresztowane przez władze niemieckie, obraz wrócił na dawne miejsce obok wielkiego ołtarza, gdzie pozostaje dotychczas, otaczany wielką czci, wiernych i ozdabiany licznymi wotami (obraz Jezusa Miłosiernego wisiał w kościele Św. Michała w Wilnie do 1951 r. W 1948 r. kościół zamknięto. W latach 1951-1956 obraz był ukryty i przechowany w prywatnym mieszkaniu. W latach 1956-1985 przebywał w kościele w Nowej Rudzie k. Grodna. W 1985 r. obraz powrócił do Wilna, do kościoła Świętego Ducha. Umieszczono go na bocznym filarze, dopasowując do wielkości miejsca. Na prośbę proboszcza, Ks. Aleksandra Kaszkiewicza (obecnego biskupa grodzieńskiego), na obrazie umieszczono napis: Jezu, ufam Tobie! Papież Jan Paweł II modlił się przed obrazem Pana Jezusa Miłosiernego dnia 5 września 1993 r., podczas pielgrzymki na Litwę. W przemówieniu nazwał ten obraz Świętym Wizerunkiem. Obecnie obraz znajduje się w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Wilnie (dawny kościół Świętej Trójcy).
W parę dni po triduum w Ostrej Bramie S. Faustyna opowiedziała mi swoje przeżycia w czasie tej uroczystości, które są szczegółowo opisane w jejDzienniczku (417). Następnie 12 maja widziała w duchu konającego Marszałka J. Piłsudskiego i opowiadała o strasznych jego cierpieniach (por Dzienniczek, 425). Pan Jezus miał jej to pokazać i powiedzieć: Patrz, czym kończy się wielkość tego świata. Widziała następnie sąd nad nim, a gdy zapytałem, czym on się skończył, odpowiedziała: Zdaje się Miłosierdzie Boże za przyczyną Matki Boskiej zwyciężyło.
Wkrótce rozpoczęły się przepowiedziane przez S. Faustynę wielkie trudności (w związku z pobytem moim przy kościele Św. Michała), które wciąż się potęgowały, a wreszcie doszły do kulminacyjnego punktu w styczniu 1936 roku (por Dzienniczek, 596). O tych trudnościach prawie nikomu nie mówiłem, aż dopiero w dniu krytycznym prosiłem S. Faustynę o modlitwę. Ku wielkiemu memu zdziwieniu, w jednym tymże samym dniu wszystkie trudności prysły, jak bańka mydlana. Zaś S. Faustyna opowiedziała, że przyjęła moje cierpienia na siebie i tego dnia doznała ich tyle, jak nigdy w życiu. Gdy następnie w kaplicy prosiła Pana Jezusa o pomoc, usłyszała słowa: Sama podjęłaś się cierpieć za niego, teraz się wzdrygasz? Dopuściłem na cię tylko część jego cierpień. Tu z całą dokładnością opowiedziała mi przyczynę moich trudności, które podobno zostały jej zakomunikowane w sposób nadprzyrodzony. Dokładność ta była bardzo uderzająca, tym bardziej, że o szczegółach sama w żaden sposób wiedzieć nie mogła. Podobnych wypadków było kilka (por Dzienniczek, 90, 422, 1272).
W połowie kwietnia 1936 roku S. Faustyna z rozporządzenia Przełożonej Generalnej wyjechała do Walendowa, a następnie do Krakowa. Ja zaś poważniej zastanowiłem się nad ideą Miłosierdzia Bożego (por Dzienniczek, 762, 1390) i zacząłem szukać u Ojców Kościoła potwierdzenie tego, że ono jest największym przymiotem Boga, jak mówiła S. Faustyna, bo u nowszych teologów nic na ten temat nie znalazłem. Z wielką radością spotkałem podobne wyrażenia u Św. Fulgencjusza, u Św. Ildefonsa, a już najwięcej u Św. Tomasza, u Św. Augustyna, który komentując Psalmy obszernie się rozwodził nad Miłosierdziem Bożym, nazywając je najwyższym przymiotem Boga.
Wówczas już nie miałem wątpliwości poważnych, co do nadprzyrodzoności objawień S. Faustyny i zacząłem od czasu do czasu umieszczać artykuły na temat Miłosierdzia Bożego w czasopismach teologicznych, uzasadniając rozumowo i liturgicznie potrzebę święta Miłosierdzia Bożego w I niedzielę po Wielkanocy, a w czerwcu 1936 roku wydałem w Wilnie pierwszą broszuręMiłosierdzie Boże z obrazkiem Najmiłosierniejszego Chrystusa na okładce (porDzienniczek, 711, 911, 1081). Tę pierwszą publikację posłałem przede wszystkim JJ.EE. Biskupom, zebranym na konferencji Episkopatu w Częstochowie, ale od żadnego z nich nie otrzymałem odpowiedzi. W roku następnym 1937 wydałem w Poznaniu drugą broszurę pod tytułemMiłosierdzie Boże w liturgii, której recenzję znalazłem w kilku teologicznych czasopismach na ogół bardzo przychylną. Umieściłem również kilka artykułów w dziennikach wileńskich, ale nigdzie nie ujawniałem, że S. Faustyna była tącausa movens.
W roku 1937 w sierpniu odwiedziłem S. Faustynę w Łagiewnikach i znalazłem w jej Dzienniczku Nowennę o Miłosierdziu Bożym (por Dzienniczek, 1209-1229), która się mi bardzo podobała. Na pytanie, skąd ją ma, odpowiedziała, że podyktował jej tę modlitwę sam Pan Jezus. Już przedtem ponoć Pan Jezus nauczył ją Koronki do tegoż Miłosierdzia (por Dzienniczek, 476) i innych modlitw, które postanowiłem opublikować. Na podstawie niektórych wyrażeń, zawartych w tych modlitwach, ułożyłem litanię o Miłosierdziu Bożym, którą wraz z Koronką i Nowenną, oddałem p. Cebulskiemu (Kraków ul. Szewska 22) celem uzyskania imprimatur w Kurii Krakowskiej i wydrukowania z obrazkiem Miłosierdzia Bożego na okładce. Kuria Krakowska udzieliła imprimatur za № 67l, a w październiku ukazała się owa nowenna z koronką, i litanią na półkach księgarskich (por Dzienniczek, 1254-1255).


W roku 1939 sprowadziłem pewną ilość tych obrazków i nowenn do Wilna, a po wybuchu wojny i wkroczeniu wojsk ZSRR (19 września 1939) prosiłem J.E. Arcybiskupa Metropolitę Wileńskiego o pozwolenie na ich kolportaż z informacją o pochodzeniu przedstawionego na tych koronkach obrazu, na co uzyskałem ustną zgodę. Wówczas rozpocząłem szerzyć prywatny kult tego obrazu oraz ułożone przez Siostrę Faustynę i zaaprobowane w Krakowie modlitwy. Po wyczerpaniu nakładu krakowskiego zmuszony byłem powielać owe modlitwy na maszynie, a gdy nie mogłem nadążyć wobec wielkiego zapotrzebowania, prosiłem Wileńską Kurię Metropolitalną o pozwolenie na przedruk z dodaniem na pierwszej stronicy wyjaśnień co do treści obrazu i uzyskałem ją z podpisem cenzora Ks. prał. Leona Żebrowskiego z dnia 6 listopada 1940 r. oraz J.E. Biskupa Sufragana Kazimierza Michalkiewicza i Notariusza Kurii Ks. J. Ostrejki z dnia 7 listopada 1940 r. za № 35.
Zaznaczam, że nie wiedziałem, czy i kto podpisze imprimatur, i w tej sprawie nie porozumiewałem się z J.E. Biskupem Sufraganem, który w parę tygodni po tym zmarł. Ks. prałat Żebrowski poczynił, jako cenzor, pewne poprawki stylistyczne w tekście wydania krakowskiego, lecz ogół wiernych wolał pozostawić ten tekst bez zmiany. Toteż za zgodą Cenzora zwróciłem się do Kurii powtórnie (już po śmierci J.E. Biskupa Sufragana) z prośbą, o aprobatę tych modlitw bez poprawek. Ks. Notariusz – J. Ostrejko zaniósł podanie do Metropolity, który przez tegoż Notariusza powiedział bym korzystał z aprobaty, podpisanej przez śp. Biskupa Sufragana, co też i uczyniłem. Rozwiodłem się nad tą okolicznością dlatego, że potem zaczęto mówić (w sferach oficjalnych), iż uzyskałem tę aprobatę jakimś podstępem.
Jeszcze w Wilnie S. Faustyna opowiadała, że ma przynaglenie, by wystąpić ze Zgromadzenia Matki Boskiej Miłosierdzia celem założenia nowego zgromadzenia zakonnego (por Dzienniczek, 435). Uważałem to przynaglenie za pokusę i radziłem nie traktować tego poważnie. Po tym w listach z Krakowa wciąż pisała o tym przynagleniu i wreszcie uzyskała pozwolenie swego nowego spowiednika i przełożonej generalnej na wystąpienie pod warunkiem, że ja na to się zgodzę. Obawiałem się brać tego na swą odpowiedzialność i odpisałem, że zgodziłbym się tylko wówczas, jeżeli spowiednik krakowski i przełożona generalna nie tylko pozwolą, ale każą wystąpić. Takiego rozkazu S. Faustyna nie uzyskała i dlatego uspokoiła się i pozostała w swoim Zgromadzeniu do śmierci (por Dzienniczek, 750-751, 1115 1401). W roku 1938 przybyłem do Krakowa na Zjazd Zakładów Teologicznych w połowie września i znalazłem S. Faustynę w Szpitalu Zakaźnym na Prądniku, już zaopatrzoną na śmierć.
Odwiedzałem ją w ciągu tygodnia i między innymi rozmawiałem na temat tego zgromadzenia, które ona chciała założyć, a teraz umiera, zaznaczając, że to było złudzeniem, jak również może złudzeniem były i wszystkie inne rzeczy, o których ona mówiła. S. Faustyna obiecała na ten temat rozmawiać z Panem Jezusem na modlitwie. Dnia następnego odprawiłem Mszę Św. na intencję S. Faustyny, w czasie której przyszła mi myśl, że tak, jak ona nie potrafiła namalować tego obrazu, a tylko wskazała, nie potrafiłaby i założyć nowego zgromadzenia, a tylko dała ramowe wskazówki; przynaglenia zaś oznaczają, konieczność w nadchodzących strasznych czasach tego nowego zgromadzenia. Gdy następnie przybyłem do szpitala i zapytałem, czy ma coś do powiedzenia w tej sprawie, odpowiedziała, że nie potrzebuje nic mówić, bo już mię Pan Jezus w czasie Mszy Św. oświecił.
Następnie dodała, że mam głównie się starać o święto Miłosierdzia Bożego w I niedzielę po Wielkanocy, że nowym zgromadzeniem mam się zbyt nie zajmować, że po pewnych znakach poznam, kto i co ma w tej sprawie czynić, że w kazaniu, które tego dnia wygłosiłem przez radio, nie było zupełnie czystej intencji (rzeczywiście tak było), że mam głównie o nią się w całej tej sprawie starać; że widzi, jak w małej drewnianej kapliczce, w nocy przyjmuję śluby od pierwszych sześciu kandydatek do tego zgromadzenia (por Dzienniczek, 613); że prędko ona umrze; i że już wszystko, co miała do powiedzenia i napisania załatwiła.
Jeszcze przedtem opisała mi wygląd kościółka i domu pierwszego zgromadzenia oraz ubolewała nad losem Polski, którą bardzo kochała, i za którą często się modliła. Idąc za radą Św. Jana od Krzyża, zawsze prawie opowiadania S. Faustyny traktowałem obojętnie i nie pytałem o szczegóły. W tym wypadku również nie zapytałem, jaki to los ma spotkać Polskę, że ona tak ubolewa? Sama zaś mi tego nie powiedziała, tylko westchnąwszy zakryła twarz od zgrozy obrazu, który prawdopodobnie wówczas widziała.
Wszystko prawie, co przepowiedziała w sprawie tego zgromadzenia najdokładniej się spełniło. I gdy w Wilnie w 16 listopada roku 1944 przyjmowałem w nocy śluby prywatne pierwszych sześciu kandydatek w drewnianej kaplicy ss. Karmelitanek (por Dzienniczek, 613), albo gdy w trzy lata później przybyłem do pierwszego domu tego zgromadzenia w Myśliborzu, byłem zdumiony uderzającym podobieństwem tego, co mi mówiła śp. S. Faustyna.
Przepowiedziała również dość szczegółowo trudności i nawet prześladowania, jakie mię spotkają w związku z szerzeniem kultu Miłosierdzia Bożego i staraniem o ustanowienie święta tej nazwy w Niedzielę Przewodnią. Łatwiej było znieść to wszystko w przeświadczeniu, że taka była w całej tej sprawie wola Boża od początku (por Dzienniczek, 90).
Przepowiedziała mi śmierć swoją 26 września, że za 10 dni umrze, a 5 października umarła. Z braku czasu na pogrzeb przyjechać nie mogłem.
Co sądzić o Siostrze Faustynie i jej objawieniach? Pod względem naturalnego usposobienia była to osoba zupełnie zrównoważona bez cienia psychoneurozy lub histerii. Naturalność i prostota cechowała jej obcowanie zarówno z siostrami w Zgromadzeniu, jak z osobami obcymi. Nie było w niej żadnej sztuczności i teatralności, żadnej wymuszoności, ani chęci zwracania uwagi na siebie. Przeciwnie, starała się niczym nie wyróżniać od innych, a o swych przeżyciach wewnętrznych nikomu nie mówiła oprócz spowiednika i przełożonych. Uczuciowość jej była normalna, ujęta w karby woli, nie ujawniająca się łatwo w odmiennych nastrojach i wzruszeniach. Nie ulegała żadnej depresji psychicznej, ani zdenerwowaniu w niepowodzeniach, które znosiła spokojnie z poddaniem się woli Bożej.
Pod względem umysłowym była roztropna i odznaczała się zdrowym sądem o rzeczach, chociaż nie miała prawie żadnego wykształcenia: zaledwie umiała pisać z błędami i czytać. Udzielała trafnych rad swoim współtowarzyszkom, gdy się do niej zwracały, a parokrotnie sam dla próby podsunąłem jej pewne wątpliwości, które rozstrzygnęła bardzo trafnie. Wyobraźnia jej była bogata, ale nie egzaltowana. Często nie potrafiła sama odróżnić działania swej wyobraźni od działania nadprzyrodzonego, szczególnie gdy chodziło o wspomnienia z przeszłości. Gdy jednak zwróciłem jej na to uwagę i kazałem podkreślić wDzienniczku tylko to, o czym może przysiąc, że na pewno nie jest wytworem jej wyobraźni, sporo z swoich dawnych wspomnień opuściła.
Pod względem moralnym była zupełnie szczera bez najmniejszej przesady i cienia kłamstwa: zawsze mówiła prawdę, chociaż czasami to sprawiało jej przykrość. W roku 1934, w lecie, przez kilka tygodni byłem nieobecny, a S. Faustyna nie zwierzała się innym spowiednikom z swoich przeżyć. Po powrocie dowiedziałem się, że ona spaliła swój Dzienniczek w następujących okolicznościach: ponoć zjawił się jej anioł i kazał wrzucić go do pieca, mówiąc:Głupstwo piszesz i narażasz tylko siebie i innych na wielkie przykrości. Cóż ty masz z tego miłosierdzia? Po co czas tracisz na pisanie jakichś urojeń! Spal to wszystko, a będziesz spokojniejsza i szczęśliwsza! itp. S. Faustyna nie miała kogo się poradzić, i gdy widzenie się powtórzyło, spełniła polecenie rzekomego anioła. Po tym zorientowała się, że postąpiła źle. Opowiedziała mi wszystko i spełniła polecenie odpisania wszystkiego na nowo.
Pod względem cnót nadprzyrodzonych czyniła wyraźny postęp. Wprawdzie od początku widziałem w niej ugruntowaną i wypróbowaną cnotę czystości, pokory, gorliwości, posłuszeństwa, ubóstwa oraz miłości Boga i bliźniego, ale można było łatwo skonstatować stałe stopniowe ich wzrastanie, szczególnie pod koniec życia potęgowanie się miłości Boga, którą ujawniała w swych wierszach. Dziś nie pamiętam dokładnie ich treści, ale ogólnie przypominam swój zachwyt co do treści (nie co do formy), gdy w roku 1938 je odczytywałem.
Raz widziałem S. Faustynę w ekstazie. Było to 2 września 1938 roku, gdy ją odwiedzałem w szpitalu na Prądniku i pożegnałem ją, by odjechać do Wilna. Odszedłszy kilkadziesiąt kroków, przypomniałem, że przyniosłem jej kilkadziesiąt egzemplarzy wydanych w Krakowie, a ułożonych przez nią modlitw (nowenna, litania i koronka) o Miłosierdziu Bożym. Wróciłem natychmiast, by je wręczyć. Gdy otworzyłem drzwi do separatki, w której się ona znajdowała, ujrzałem ją zatopioną w modlitwie w postawie siedzącej, ale prawie unoszącej się nad łóżkiem. Wzrok jej był utkwiony w jakiś przedmiot niewidzialny, źrenice nieco rozszerzone, na razie nie zwróciła uwagi na moje wejście, a ja nie chciałem jej przeszkadzać i zamierzałem się cofnąć; wkrótce jednak ona przyszła do siebie, spostrzegła mnie i przeprosiła, że nie słyszała mego pukania do drzwi ani wejścia. Wręczyłem jej owe modlitwy i pożegnałem, a ona powiedziała: Do zobaczenia się w niebie! Gdy następnie 26 września odwiedziłem ją po raz ostatni w Łagiewnikach, nie chciała ze mną już rozmawiać, a może raczej nie mogła, mówiąc: zajęta jestem obcowaniem z Ojcem Niebieskim, rzeczywiście robiła wrażenie nadziemskiej istoty. Wówczas już nie miałem najmniejszej wątpliwości, że to, co się znajduje w jejDzienniczku o Komunii św., udzielanej w szpitalu przez Anioła, odpowiada rzeczywistości.
Co się tyczy przedmiotu objawień S. Faustyny, nie ma w nim nic, co by się sprzeciwiało wierze albo dobrym obyczajom, lub dotyczyło opinii spornych między teologami. Przeciwnie, wszystko zmierza do lepszego poznania i ukochania Boga.
Obraz jest wykonany artystycznie i stanowi cenny dorobek w religijnej sztuce współczesnej (Protokół Komisji w sprawie oceny i konserwacji obrazu Najmiłosierniejszego Zbawiciela w kościele Św. Michała w Wilnie z dnia 27 maja 1941 r. podpisany przez rzeczoznawców: prof. historii sztuki dr M. Morelowskiego, prof. dogmatyki Ks. dr L. Puciatę, i konserwatora Ks. dr P. Śledziewskiego).
Kult Miłosierdzia Bożego (prywatny w formie nowenny, koronki i litanii) i publiczny (w formie projektowanego święta) nie tylko w niczym nie sprzeciwia się dogmatom ani liturgii, ale zmierza do wyjaśnienia prawd wiary świętej i poglądowego przedstawienia tego, co dotychczas w liturgii było tylko w zawiązku, do uwypuklenia i przedstawienia światu całemu tego, o czym obszernie pisali Ojcowie Kościoła, co miał na myśli Autor liturgii, a czego dziś domaga się wielka nędza ludzka. Intuicję prostej zakonnicy, zaledwie umiejącej katechizm, w rzeczach tak subtelnych, tak trafnych i odpowiadających psychologii dzisiejszego społeczeństwa, inaczej nie da się wytłumaczyć jak tylko nadprzyrodzonym działaniem i oświeceniem.
Niejeden teolog po długich studiach nie potrafiłby nawet w przybliżeniu rozwiązać trudności tych tak trafnie i łatwo, jak to uczyniła S. Faustyna. Wprawdzie do nadprzyrodzonego działania w duszy S. Faustyny nieraz dołączało się działanie jej ludzkiej dość żywej wyobraźni, wskutek czego pewne rzeczy zostały przez nią nieświadomie nieco przeinaczone, ale to się zdarzało u wszystkich ludzi tego rodzaju, jak świadczą ich życiorysy, np. Św. Brygidy, Katarzyny Emmerich, Marii de Agreda, Joanny d’Arc itp. Tym da się wytłumaczyć niezgodność opisu S. Faustyny o jej przyjęciu do klasztoru z zeznaniami Przewielebnej Matki Generalnej Michaeli Moraczewskiej, a może jeszcze i inne podobne wyrażenia jej w Dzienniczku. Zresztą to są wypadki dawne, o których mogły obie strony zapomnieć, albo nieco zmienić – wypadki, które do istoty rzeczy nie należą.
Skutki objawień S. Faustyny zarówno w jej duszy, jak również w duszach innych ludzi przeszły wszelkie oczekiwania. O ile z początku S. Faustyna nieco się trwożyła, obawiała się możliwości wykonania poleceń i uchylała się od nich, o tyle stopniowo się uspokajała i doszła do stanu zupełnego bezpieczeństwa, pewności i wewnętrznej głębokiej radości: stawała się coraz bardziej pokorna i posłuszna, coraz bardziej zjednoczona z Bogiem i cierpliwa, zgadzając się najzupełniej i we wszystkim z Jego wolą. Chyba nie trzeba rozwodzić się nad skutkami tych objawień w duszach innych ludzi, którzy się o tym objawieniu dowiedzieli, gdyż fakty za siebie mówią najlepiej. Liczne wota (około 150) przy obrazie Najmiłosierniejszego Zbawiciela w Wilnie i wielu innych miastach dostatecznie świadczą o łaskach, udzielanych czcicielom Miłosierdzia Bożego zarówno w kraju jak i za granicą. Ze wszystkich stron nadchodzą wiadomości o przedziwnych wysłuchaniach Miłosierdzia Bożego nieraz wyraźnie cudownych.
Reasumując powyższe, moglibyśmy łatwo wyprowadzić wniosek; ale ponieważ ostateczna decyzja w tej sprawie zależy od nieomylnej instytucji w Kościele, dlatego z całą uległością poddajemy się jej i najspokojniej wyroku oczekujemy.
Białystok, 27 stycznia 1948 r.-bł.ks.M.Sopoćko

Posted in Miłosierdzie Boże, Religia, Św. Faustyna, Święci obok nas | Otagowane: | Leave a Comment »

Miłosierny czyn

Posted by tadeo w dniu 16 czerwca 2016

Spod pióra Ks. Proboszcza Jerzego Karbownika w Roku Miłosierdzia

Podaję ci trzy sposoby czynienia miłosierdzia bliźnim: pierwszy – czyn (Dz. 742). Wydaje się, że kolejność sposobów świadczenia miłosierdzia podana przez Jezusa nie jest przypadkowa. Święta Faustyna potwierdza to, bo żyjąc tym pouczeniem Jezusa, napisała: „Sam mi każesz się ćwiczyć w trzech stopniach miłosierdzia. Pierwsze – uczynek miłosierny, jakiegokolwiek on będzie rodzaju” (Dz. 163). Siostra Faustyna mówi tu nawet nie o sposobach, ale o stopniach świadczenia miłosierdzia, a pierwszym z nich, czyli podstawowym, jest właśnie czyn miłosierdzia, który dokonuje się w bezpośrednim spotkaniu z drugim człowiekiem i wymaga pełnego zaangażowania, poświęcenia, nierzadko wyrzeczenia i ofiary, aby przyjść z pomocą w konkretnej potrzebie bliźniego.

W „Dzienniczku” św. Faustyny można znaleźć sporo wypowiedzi Jezusa, które dotyczą czynów miłosierdzia, oraz wiele przykładów takiego postępowania w życiu samej św. Faustyny. Jezus ukazywał jej, czym w swej istocie jest chrześcijańskie miłosierdzie, jak wielką wartość ma w oczach Boga i jak wielkim bogactwem jest dla każdego człowieka. „Jeżeli dusza nie czyni miłosierdzia w jakikolwiek sposób, nie dostąpi miłosierdzia Mojego w dzień sądu, a gdyby dusze umiały gromadzić sobie skarby wieczne – nie byłyby sądzone, uprzedzając sądy Moje miłosierdziem” (Dz. 1317). Radził, by swoje dobre czyny łączyła z Jego czynami, a wtenczas będą miały moc przed Bogiem (por. Dz. 531). Jezus przypominał swojej „Sekretarce”, że świadczenie miłosierdzia jest obowiązkiem ewangelicznym i dotyczy każdego chrześcijanina: „Miłosierdzie Moje powinna odzwierciedlić w sobie każda dusza, a szczególnie dusza zakonna. Serce Moje jest przepełnione litością i miłosierdziem dla wszystkich. Serce Mojej oblubienicy musi być podobne do serca Mojego, musi z jej serca tryskać zdrój miłosierdzia Mojego dla dusz, inaczej nie przyznam się do niej (Dz. 1148).

Miłosierdzie trzeba okazywać bliźnim zawsze i wszędzie, nie można się od tego usunąć ani wymówić, ani uniewinnić (por. Dz. 742), bo nawet najsilniejsza wiara nic nie pomoże bez uczynków (Dz. 742). Pouczał Siostrę Faustynę, by nie zwracała uwagi na to, jak kto postępuje, ale by była miłosierna dla wszystkich, podobna do Niego właśnie przez miłość i miłosierdzie” (Dz. 1446). Miłosierdzie – uczył – ma obejmować wszystkich ludzi, którzy są w jakiejkolwiek potrzebie, bez wyjątku, bez względu na pochodzenie, rasę, kulturę czy jakiekolwiek inne uwarunkowania. „Bądź zawsze miłosierna – mówił Jezus do Siostry Faustyny – jako Ja miłosierny jestem. Kochaj wszystkich z miłości ku Mnie, choćby największych wrogów, aby się mogło w całej pełni odbić w sercu twoim miłosierdzie Moje” (Dz. 1695). Szczególną uwagę Jezus zwracał na intencję, pobudkę, motyw świadczenia dobra: „Żądam od ciebie uczynków miłosierdzia, które mają wypływać z miłości ku Mnie” (Dz. 742). Pouczał więc, że w chrześcijańskim miłosierdziu nie chodzi o jakiekolwiek dobro świadczone drugiemu człowiekowi, które można czynić z różnych powodów, np. humanitarnych, dla spokoju własnego sumienia, uznania społecznego…, ale o takie dobro, które jest spełniane z miłości do Boga. „Wiedz o tym – powtarzał jej wiele razy – że cokolwiek dobrego uczynisz jakiejkolwiek duszy, przyjmuję jakobyś Mnie samemu to uczyniła” (Dz. 1768). W tej pedagogii Jezusa widać jedność przykazania miłości Boga i bliźniego. Miłosierdzie świadczone w taki sposób bliźnim jest zarazem aktem miłości Boga.

Słowa Jezusa dotyczące spojrzenia na miłosierdzie często były wypowiadane w konkretnych sytuacjach. Oto jeden z wielu przykładów, jakie Siostra Faustyna zapisała na kartach swego „Dzienniczka”. Gdy leżała w szpitalu, a lekarz zabronił jej wychodzenia do kaplicy, modliła się w swej separatce. Na dzwonek z sąsiedniej separatki wstała i poszła, by usłużyć choremu. Kie­dy wróciłam do swej separatki – zapisała – nagle ujrzałam Pana Jezusa, który mi rzekł: „Córko Moja, większą Mi sprawiłaś ra­dość oddając Mi tę usługę, aniżelibyś długo się modliła”. – Odpowiedziałam: „Przecież nie Tobie, o mój Jezu, usłużyłam, ale te­mu choremu”. – I odpowiedział mi Pan: „Tak, córko Moja, cokolwiek czynisz bliźniemu – Mnie czynisz” (Dz. 1029).

Wspaniałą lekcję poglądową otrzymała, gdy pracowała na furcie klasztornej w Krakowie-Łagiewnikach. Pewnego dnia przyszedł do niej ubogi młodzieniec, boso, w strasznie podartym ubraniu, drżący z zimna i prosił o ciepły posiłek. Siostra Faustyna pobiegła do kuchni i przyniosła trochę zupy z chlebem i coś ciepłego do picia. Gdy po skończonym posiłku odbierała od niego naczynia, zobaczyła, że tym młodzieńcem jest sam Jezus, który jej powiedział: Córko Moja, doszły uszu Moich bło­gosławieństwa ubogich, którzy oddalając się od furty błogosła­wią Mi, i podobało Mi się to miłosierdzie twoje w granicach po­słuszeństwa, i dlatego zszedłem z tronu, aby skosztować owocu miłosierdzia twego (Dz. 1312). Siostra Faustyna była wspaniałą uczennicą. Wszystkie rady, wskazówki, pouczenia Jezusa nie tyko zapamiętała i zapisała ale przede wszystkim stosowała w życiu. Uczę się być do­brą od Jezusa – pisała – od Tego, który jest dobrocią samą, abym mogła być nazwaną córką Ojca Niebieskiego (Dz. 669).

Codziennie realizowała postanowienia, które czyniła na rekolekcjach, a dotyczyły one przede wszystkim świadczenia dobra bliźnim, wśród których żyła. Najmilsze odpocznienie moje – wyznała – w usługach i usłużności dla sióstr; zapominać o sobie, a myśleć o tym, ażeby siostrom robić przyjemność (Dz. 504). Odkryła piękno i wartość poświęcenia, ofiary w służbie drugiemu człowiekowi w potrzebie, dlatego czuła się szczęśliwa, czyniąc dobrze wszystkim. Wiedziała, że właśnie z małych cegiełek powstaje wielki gmach świętości (Dz. 112) i że rzeczy małe, ale spełniane z miłości, stają się wielkie przed Bogiem, bo nabierają wartości właśnie przez miłość (Dz. 303). Ja obserwując siebie i tych, z którymi jestem bliżej – wyznała Siostra Faustyna – po­znałam, jak wielki wpływ wywieram na inne dusze – nie przez jakieś heroiczne czyny, bo te są same z siebie uderzające, ale przez tak drobne, jak poruszenie ręki, spojrzenie i wiele innych rzeczy, których nie wymieniam, a jednak działają i odbijają się w innych duszach, co sama spostrzegłam (Dz. 1475).

Naśladując Jezusa Miłosiernego i odpowiadając na Jego zaproszenie, Siostra Faustyna złożyła także swoje życie w ofierze za grzeszników, szczególnie tych, którzy stracili nadzieję w miłosierdzie Boże i którym zagrażała utrata zbawienia (Dz. 309). To najwyższy akt miłosierdzia, bo nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za bliźnich. Ojciec Święty Jan Paweł II w encyklice Dives in misericordia napisał, że człowiek nie tylko doświadcza miłosierdzia Boga, ale jest wezwany do tego, aby sam czynił miłosierdzie drugim: Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią (Mt 5,7). W tych słowach – zaznaczył – Kościół znajduje wezwanie do czynu i stara się czynić miłosierdzie (DiM 14). Jest ono – zdaniem papieża – nie tylko jednorazowym prze­łomem duchowym, ale całym stylem życia, istotną właściwością i chrześcijańskiego powołania (DiM 14). Kształtuje ono nie tylko życie człowieka, chrześcijanina, ale także społeczeństwa we wszystkich wymiarach, gdyż – jak zaznacza papież – sama sprawiedliwość nie wystarczy, by w świece budować cywilizację miłości.

http://www.ostrobramska.pl/docs/22_2016.pdf

Posted in Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna | Leave a Comment »

Przewodnik Męczenników

Posted by tadeo w dniu 27 kwietnia 2016

W Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu (plac św. Józefa 7) odbędą się 29 kwietnia br. ogólnopolskie uroczystości z okazji Dnia Męczeństwa Duchowieństwa Polskiego. Decyzją Konferencji Episkopatu Polski będzie to kontynuacja dziękczynienia księży byłych więźniów KL Dachau za cud ocalenia za wstawiennictwem św. Józefa. Uroczystej Mszy św. będzie przewodniczył abp Henryk Muszyński – prymas Polski senior. Podczas Eucharystii nastąpi wprowadzenie do kaliskiej bazyliki relikwii bł. ks. Stefana Wincentego Frelichowskiego – męczennika Obozu w Dachau.

Warto na tę okoliczność wspomnieć, przywołać postać innego Józefa …   Sługi Bożego ojca Józefa Andrasza SJ ( spowiednika św. Faustyny okresu krakowskiego )który we wrześniu 1939 roku z powodu choroby uniknął aresztowania w Kolegium o. Jezuitów przy Kopernika w Krakowie i nie trafił do Dachau.

Opatrzność miała dla niego misję do wypełnienia . Misją tą było podobnie jak w przypadku bł. Ks. Michała Sopoćki wprowadzenie w czyn zadań które dał ludzkości Pan Jezus przez siostrę Faustynę . Te nowe formy objawienie Bożego Miłosierdzia siostrze Faustynie wymagały konkretów. Ojciec Andrasz wprowadził je – stałe nabożeństwo do Bożego Miłosierdzia, święto Bożego Miłosierdzia w I niedzielę po Wielkanocy i wystawił obraz Jezusa Miłosiernego do publicznej czci. Miało  to miejsce w Łagiewnikach w 1943 roku.
Po raz drugi ciężka operacja i długa rekonwalescencja w Krynicy u Nazaretanek uchroniły go przed Sowietami . Jak wspomina jego siostrzeniec doktor Jerzy Rudziński wczesnym latem 1945 roku jego ojciec – żołnierz AK na Wileńszczyźnie , podczas półrocznego więzienia NKWD w Wilnie był wielokrotnie przesłuchiwany, przepytywany   o ,, manacha,, ( rus)  – zakonnika z Krakowa, czyli ojca Andrasza.
Ojciec Józefa Andrasz redaktor naczelny ,, Posłańca Serca Jezusowego,, przed wybuchem II wojny światowej porównywał formy poświęcenia Sercu Pana Jezusa z podobnymi formami w ,, bolszewik,, nie o mieszkając nazwać komu się tam poświęcają. Dlatego nie mógł być obojętny Sowietom rozkładając na czynniki pierwsze ( jak pisał)  ich ,, zboczenia serca i duszy,,
Jak to się żargonowo mówi ,, wiedział gdzie boli,, dlatego heroicznie ponowił przedwojenne działania na rzecz  poświęcenia Polski Najświętszemu Sercu Pana Jezusa w ówczesnej ciemnej nocy stalinizmu.  Do tego  tego Aktu doszło !  Prymas Tysiąclecia Kardynał Stefan Wyszyński wraz z całym Kościołem poświęcił Polskę Najświętszemu Sercu Pana Jezusa.

W latach 1940- 1943 ojciec Andrasz prowadził duchowo Matkę Klemensę Staszewską OSU ( Urszulanka Uni Rzymskiej ).

To kolejna Boża osoba prowadzona przez niego. Tu czytaj o innych:

https://sadeczanin.info/kościół-i-religia/sądecki-spowiednik-świętych-narodzony-dla-nieba
Urodzona w roku 1890 była rówieśnicą ojca Józefa.
Postać piękna. Mając kilkanaście lat traci podczas I wojny światowej po koleji obydwoje rodziców. Poświęca się wychowaniu jedynaściorga rodzeństwa. Jednocześnie uczy się, zostaje nauczycielką . Po ,, odchowaniu,, rodzeństwa w wieku 30 lat wraz z dwoma rodzonymi siostrami wstępuje do Urszulanek.

W czasie II wojny pełni funkcję Matki Przełożonej Placówki Urszulanek w Rokicinach Podchalanskich.

Blisko granicy, Urszulanki udzielały pomocy dzieciom , Żydom, emisariuszom . Nie mogło to ujść uwadze Gestapo. Po pierwszej wizycie ostrzegawczej następnych
ostrzeżeń już nie było…..
26 stycznia 1943 roku wpadli do Domu Urszulanek Gestapowcy. Pozwolili tylko Matce Klemensie odmówić ,, Pod Twoją Obronę,, w domowej kaplicy.
Po areszcie w Zakopanem, Monetelupich w Krakowie trafia do Oświęcimia.
Tam wycieńczona zapada na tyfus i kończy życie.

Prowadzony na polecenie ojca Andrasza Dziennik Duchowy Matki Klemensy nie trafił w ręce Niemców. Jezuita dokonywał w nim wpisów – uwag pomocnych  w rozwoju duchowym
zakonnicy.
W grudniu 1942 roku odbyła Ona ostatnie  rekolekcje. Początkiem 1943 roku pisze siostra Klemensa o ciemnościach, oschłościach duchowych.
Po krótkich uwagach ojca Andrasza następuje ostatni jego wpis w dniu aresztowania Matki Klemensy przez Gestapo.

,, Kiedy paliłam papiery z grzechami, modliłem się : Jak ogień pochłania te papiery, tak niech Miłosierdzie Boże doszczętnie pochłonie Twoje grzechy- a w duszy Twej niech wznieci potężny płomień miłości pokornej, wdzięcznej i ofiarnej- a potem najradośniejszej .

  Życzę , byś Duszo Droga jak najlepiej skorzystała z doświadczenia ( kogo Pan miłuje , tego biczuje ) i jak najrychlej do Swoich wróciła. ,,
Papież Jan Paweł II dokonał w Warszawie 13 czerwca 1999 roku beatyfikacji 108 polskich męczenników z czasów II wojny światowej. Każda z tych osób wykazała się niezwykłym heroizmem wiary: mamy w tym gronie biskupów – pasterzy, którzy woleli zginąć, aniżeli zostawić swoją owczarnię; siostry i księży ratujących Żydów; teściową, która oddała swe życie za synową w ciąży; zakonnika, który za posiadanie różańca a potem odmowę sprofanowania go został zmasakrowany i utopiony w kloace; księży i alumnów dzielących się w obozie koncentracyjnym jedyną kromką chleba ze współwięźniami; duchownego, który zginął za to, że nie wydał Gestapo komunistów.
Była wśród 108 beatyfikowanych męczenników błogosławiona Maria Klemensa Staszewska od Jezusa Ukrzyżowanego . Na drodze do chwały ołtarzy postawiła jej Opatrzność Sądeczanina- ojca Józefa Andrasza SJ.
Podobnie jak jego patron i patron przywołanych na początku kaliskich  uroczystości- św. Józef , wykonał powierzoną przez Bożą Opatrzność misję i usunął się w cień.
image

image.jpeg

Sądecki Pielgrzym

Pozdrawiam

Czesław Bogdański

Posted in Miłosierdzie Boże, Religia | Leave a Comment »

Przemysłowo-Pracodawcze promieniowanie Jezusem

Posted by tadeo w dniu 21 kwietnia 2016

Autor

Kiedy sklep był już zaopatrzony w produkty żywnościowe i inne potrzebne dla miejscowej ludności rzeczy – dnia 10 października (1931 r.) przyjechał Przew. Ojciec Andrasz TJ rano ze Mszą świętą, którą odprawił w intencji uproszenia błogosławieństwa Bożego na rozpoczęci pracy w Odgałęzieniu Przemysłowo-Pracodawczym.

Odgałęzienie Przemysłowo-Pracodawcze…wyobraźmy sobie hipermarket z obsługą osób konsekrowanych. Trudno uznać to za żart, ponieważ takie były plany młodych „konsekrowanych wizjonerów”. Plany ich albo wizje, proroczo się już wypełniły i wypełniają. Może w ten plan wpisana jest nie jedna osoba z naszego Duszpasterstwa Przedsiębiorców i Pracodawców TALENT?


„Konsekrowani Wizjonerzy”

Założycielka Zgromadzenia Najświętszej Duszy Chrystusa Pana – Paula Zofia Tajber i kierownik duchowy stowarzyszenia – jezuita ojciec Józef Andrasz, byli rówieśnikami.

Zofia Tajber, córka przemysłowca Rudolfa Tajbera, urodziła się w 1890 roku w Białej Podlaskiej, gdzie jej ojciec wraz z p. Rabbe założył tartak i fabrykę kopyt szewskich. Była muzykiem wysokiej klasy i wysokimi kwalifikacjami. W roku 1920, tracąc wszystko na wschodzie, przedarła się cudem z rewolucyjnej Rosji do Krakowa. Z niesamowitymi trudami, bez środków materialnych za zgodą Księcia Kardynała Sapiehy tworzy Stowarzyszenie religijne poświęcone czci Najświętszej Duszy Chrystusa Pana. Już sama nazwa sugeruje słusznie mistyczny charyzmat, co mylnie kojarzy nam się często z jakimś „bujaniem w obłokach”. Prawdziwie mistycy bardzo twardo stąpają po ziemi. Nie mając zaplecza bogatych krewnych czy Kościoła, Zofia Tajber sama ze współtowarzyszkami wypracowywała rękoma chleb powszedni. Zaczeło się w latach 20-tych we wsi Biały Prądnik, obecnie dzielnica Krakowa. Poniżej fragment kroniki Zgromadzenia:

Dnia 10 X 1931 r.
Poświęcenie pierwszego sklepu Stowarzyszenia

Kiedy sklep był już zaopatrzony w produkty żywnościowe i inne potrzebne dla miejscowej ludności rzeczy – dnia 10 października (1931 r.) przyjechał Przew. Ojciec Andrasz TJ rano ze Mszą świętą, którą odprawił w intencji uproszenia błogosławieństwa Bożego na rozpoczęci pracy w Odgałęzieniu Przemysłowo-Pracodawczym. Po Mszy świętej Przew. O. Andrasz jako Kierownik Stowarzyszenia naszego, dokonał ceremonii poświęcenia i otwarcia sklepu.

Kierowniczką sklepu – jak już wspomniałam – została s. Maria Sławińska, do pomocy jej s. Benedykta Popielarz.

Po dokonaniu ceremonii poświęcenia Siostra Kierowniczka ze swoją pomocnicą zaraz objęły swój urząd za ladą. A Ksiądz Kierownik na zapoczątkowanie – stanąwszy przed ladą, jako pierwszy klient − kupił dla wszystkich Sióstr cukierków. I zaraz zaczęła się praca, klienci już czekali – zadowoleni, że u Sióstr na miejscu będą kupować.

Charakter tego (na początku stowarzyszenia religijnego) można naszkicować posiłkując się konferencjami ks. prof. Jana Żelaznego dla naszego Duszpasterstwa Talent. Pamiętamy jego prelekcje o chrześcijanach Bliskiego Wschodu. Chrześcijanie z tych miejsc nie mają, jak często my w Europie, rozdwojenia (inne zasady w kościele, w rozmowie z księdzem, a inne zasady w biznesie, w rozmowie z kolegami). Na Bliskim Wschodzie świadczą swoją postawą o Chrystusie jednakowo w Kościele i życiu zawodowym, społecznym. Jest to ten sam tok postępowania, myślenia, rozmowy. Dlatego w pierwszych stuleciach po Chrystusie dotarli z Jego nauką na Daleki Wschód. Miejscowi chętnie przyjmowali Jezusa, bo parząc na Jego wyznawców – kupców chrześcijańskich chcieli być tacy, jak oni.

Paula Zofia Tajber patrząc na tatę-przemysłowca, ucząc się od niego, wykorzystała odziedziczone i wypraktykowane talenty. Idąc za głosem powołania, tworzyła nowe zgromadzenie zakonne. Stała się prawdziwą Matką dla napływających dziewcząt, zaszczepiając w nich szczególną cześć dla Pana Jezusa Boga-Człowieka i Jego Najświętszej Duszy. M. Paula Tajber podkreślała, że Jezus zamieszkuje głębię naszych dusz, przenikając je swoją Najśw. Duszą. Ta prawda przekłada się na naszą pracę, stosunki z innymi ludźmi. Nie było to wtedy proste, aby często przyjmować Komunię świętą. W 1933 roku Matka Założycielka oczyma duszy widziała całe zastępy dusz ludzkich, którym post eucharystyczny uniemożliwiał łączenie się sakramentalne z Bogiem-Człowiekiem. Post eucharystyczny zgodnie z przepisami obowiązywał od północy. Czuła wewnętrzne ponaglenia, aby upominać się o złagodzenie tej praktyki. Napełniona światłem Bożym powiedziała, że przyjdzie czas i będzie łagodniej, tak jak w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Żywe też wtedy były herezje jansenizmu, mówiące, że człowiek nie może zbyt często komunikowć. W tekście „Zarzuty przeciw zbyt częstej Komuni świętej” ojciec Józef Andrasz rozprawił się z tą herezją, pisząc że pod pozorami dobra – naszą niegodnością, grzesznością, kryje się tak naprawdę fałszywa pokora, lenistwo i umiłowanie życia światowego.

Widać choćby z tego tekstu zdroworozsądkowe podejście również ojca Andrasza do życia. Pełnił on  już ważne funkcje w Towarzystwie Jezusowym (redaktor naczelny Posłańca Serca Jezusowego, Dyrektor Krajowy Apostolstwa Modlitwy). Był on także troskliwym opiekunem i doradcą tworzącego się Stowarzyszenia ku czci Najsw. Duszy Chrystusa Pana i wielką pomocą dla Założycielki. Interesował się Stowarzyszeniem nie tylko od strony jego duchowości, ale także organizacji i potrzeb materialnych.

O. Andrasz, rozmawiając z Siostrami, okazywał wiele życzliwości dla sprawy i całego Stowarzyszenia. Polecał, by starały się utrzymać dobrego ducha, szczególnie w sklepach, by nie czyniły nadużyć i zachowywały się godnie do swojego stanu, żeby odgałęzienie przemysłowo–pracodawcze mogło zostać zatwierdzone przez Kościół.

Kościół w tych czasach nie zgadzał się bowiem na handel prowadzony przez zakony ze względu na możliwość nadużyć. Nowa inicjatywa, dzięki której handel i pracownie usługowe prowadzone przez Stowarzyszenie miały być okazją do ewangelizacji otoczenia oraz do propagowania uczciwego, prowadzonego według zasad chrześcijańskich handlu, a zarazem przyczynkiem do innego spojrzenia tego rodzaju działalność.

Uczestnictwo nasze w różnych inicjatywach Duszpasterstwa Talent przenosi się w praktyczny wymiar naszych działań, jak we fragmencie kroniki…

Dnia 12 VII 1944 r.

Dzisiaj Matka Założycielka widział się z Księdzem Kierownikiem Ks. Trockim. Rozmawiała o różnych sprawach dotyczących Sióstr i wyboru Zastępczyni nowej, a też o Odg. Przemysłowo-Pracodawczym, którego zaczątkiem są już sklepy. One po części spełniają funkcje swoją, bo i pracy szukają niektórym osobom znanym lub informują, zatrudniają osoby świeckie po domach szyciem lub przyjmowaniem ich wyrobów własnych. Przy tym mają wielki wpływ na ludzi i mogą apostołować.

Ksiądz Kierownik zachęcał Matkę Założycielkę, żeby to Odgałęzienie dobrze postawić. Na ten temat – mówił, że rozmawiał z O. Andraszem J. TJ. Powtórzył rozmowę z Ojcem: m.in. powiedział Ks. Kierownik do Ojca Andrasza, że Stowarzyszenie nie musi się przekształcić w Zakon. Ten wówczas jak opowiadał Ksiądz K. – zatrwożył się i przeraził, mówiąc do Księdza, że zawsze był zdania, że Stowarzyszenie musi się w końcu przekształcić w Zakon.

Praca z zaangażowaniem, modlitwą, często cierpieniem przyniosła owoc…

Stowarzyszenie, a potem Zgromadzenie ku czci Duszy Jezusa, miało w założeniach 7 Odgałęzień, a posród nich Przemysłowo-Pracodawcze. W pierwszych konstytucjach Zgromadzenia zostały one wyrażone jako 7 celów pracy sióstr:

31 X 1949 r.

Potem poszłyśmy do Ojca Andrasza pochwalić się, że mamy Konstytucje zatwierdzone. Ojciec Andrasz oglądał Konstytucje i pierwsze – rzucił okiem, czy sklepy są umieszczone i 7-em Odgałęzień.

Matka Założycielka powiedziała, że Ksiądz Rektor Baron Józef wysunął z Konstytucji ten artykuł jako niezgodny z prawem kanonicznym. Natomiast Odgałęzień są umieszczone cele. Każdego Odgałęzienia jeden główny cel. Tak że jest 7-em celów skupionych w Konstytucjach.

Uradował się Ojciec zatwierdzeniem i pobłogosławił, oraz życzył rozwoju Zgromadzenia na cały świat.

Jezuita ojciec Józef Andrasz to postać wybitna, wielowymiarowa. Krzewiciel kultu Najświętszego Serca Pana Jezusa, Najświętszej Duszy Chrystusa, apostoł Bożego Miłosierdzia. Biegle władał łaciną, greką jak i żywymi językami niemieckim i francuskim. W utworzonej przez niego w Towarzystwie Jezusowym Bibliotece Życia Wewnętrznego tłumaczył i wydawał perły literatury ascetycznej i mistycznej, jak choćby „Pamiętnik św. Małgorzaty Alacoqoe”. Po 123 latach zaborów, kiedy Polska „była w proszku”, wydawano i czytano taką literaturę. Ona kształtowała duchowo Polaków tamtych czasów. Takie pole jego pracy oraz współpraca z Bożą łaską sprawiły, że wypełnił Boży plan dla wielu osób, które stały się błogosławionymi i jak Faustyna – świętą Kościoła Katolickiego. Widać w nim duże podobieństwo do patrona św. Józefa. Wypełnił misję i pozostał w cieniu.

W Nadzwyczajnym Roku Miłosierdzia Opatrzność „otwiera nam okienka” na ojca Andrasza. Znany przez niewielu jako kierownik duchowy św. Faustyny, przez ponad 2,5 roku w okresie krakowskim. Jest najczęściej przywoływanym kapłanem w jej „Dzienniczku” (59 razy). Trudno sobie wyobrazić ŚDM w Krakowie, gdyby on nie wprowadził stałego nabożeństwa do Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach (marzec 1943 r.) i nie wystawił do publicznego kultu obrazu „Jezu Ufam Tobie” w tymże miejscu. Obraz powstał według jego koncepcji i jest najbardziej znanym obrazem Jezusa Miłosiernego na świecie. On wprowadził w Łagiewnikach święto Bożego Miłosierdzia obchodzone w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. Ojciec Józef Andrasz był również spowiednikiem i kierownikiem duchowym dla bł. Anieli Salawa, bł. s. Klemensy Staszewskiej OSU.

Z Sądecczyzny, skąd pochodził ten znamienity Jezuita, wyszedł niedawno prywatny kult i szerzy się. Ma on charakter trwały. Prowincjał Jezuitów Ojciec Jakub Kołacz powziął decyzję o wszczęciu procesu beatyfikacyjnego ojca Jozefa Andrasza. Warto w naszych potrzebach przywoływać jego wstawiennictwa → modlitwy do o. Andrasza

O łaskach uzyskanych za jego przyczyną proszę wysyłać informacje na maila w/w strony. Świadectwa otrzymanych łask potrzebne będą w procesie beatyfikacyjnym.

Piękną postacią, prowadzoną duchowo przez niego była siostra Kaliksta Piekarczyk (ze Zgromadzenia s. Faustyny), która złożyła ofiarę z życia za uratowanie Krakowa. Poniżej fragment z jej wizji dotyczącej powstania nowego Zgromadzenia.

Dnia 26 XII 1949 r.

Pominęłam to, że dwa dni po zmienionym ubiorze, a więc 22 XII była Matka wraz z S. Urszulą u Ojca Andrasza, starego Przyjaciela Zgromadzenia. Kładł na sumienie Matce Założycielce, aby nie pozostawiła na uboczu działu sklepów, ale w całej doniosłości przedstawiła, jak to ma w planie. Szkoda by było, bo bardzo pożyteczny dział – mówił Ojciec Andrasz. Polecał gorąco, by się Matka Założycielka modliła o powstanie Zakonu Męskiego. Takie rzeczy trzeba wymodlić, wytęsknić – mówił.

Potem opowiedział jeden szczegół świątobliwej zakonnicy S. Kaliksty Magdalenki, dotyczący naszego Zgromadzenia. Opowiada Ksiądz Andrasz, iż jej polecał modlitwom nasze Zgromadzenie, któremu groziła likwidacja przez J. E. Księcia Kardynała Sapiehę, na prośbę duchownych. Ponieważ S. Kaliksta była gorliwa o chwałę Bożą, modliła się według życzenia – mówił – polecała P. Bogu Zgromadzenie, a wtedy jeszcze Stowarzyszenie, składała ofiarki z cierpień. Pewnego razu podczas modlitwy ujrzała P. Jezusa na krzyżu z głową pochyloną na dół. U stóp Jego klęczała zakonnica w ubraniu skromnym, podobnym do Marianek. Pan Jezus do niej rzekł: „Tak będą wyglądały Siostry Najświętszej Duszy Chrystusa Pana. Zdziwiona, lecz i rozradowana rzekła: jednak będą Siostrami!… Jeszcze jedna sprawa więcej do moich ofiarek. Według opinii O. Andrasza nie wiadomo która świątobliwsza, bo i S. Faustyna miła Bogu dusza i ta, która świątobliwie zakończyła żywot.

Ojciec Józef Andrasz był człowiekiem przewlekle schorowanym. Zmarł w wigilię święta Ofiarowania Pańskiego 1963 roku. Kilka miesięcy po nim zmarła matka założycielka Zgromadzenia Najświętszej duszy Chrystusa Pana Paula Zofia Tajber.

Zgromadzenie istnieje do dzisiaj. Jej duchowa córka, siostra Bogna Młynarz ZDCh – doktor duchowości, końcem kwietnia może nam pomóc wprowadzić w życie ich charyzmat – Promieniowanie Jezusem. Odbędzie się to w ramach rekolekcji, w znanym wielu uczestników spotkań Talentu miejscu – „Leśnej Polanie” w Krynicy Zdroju. Są jeszcze wolne miejsca, poniżej link.

REKOLEKCJE WEEKENDOWE PROMIENIOWAĆ JEZUSEM

Końcowy fragment kroniki Zgromadzenia niech będzie dla nas zachętą (jak głosi definicja Nowej Ewangelizacji), aby wyjść ze stanu permanentnego zakonserwowania w Kościele do permanentnej misji. Czego i sobie i Państwu na zbliżającą się Niedzielę Miłosierdzia życzę.

Dnia 29 lipca 1953 r.

Przyjechał dawny Kierownik, z początków rozwoju Stowarzyszenia naszego a zarazem przyjaciel Ks. Józef Andrasz. Chciał przeprowadzić przyjęcie do Apostolstwa modlitwy, gdyż o to był swego czasu proszony, lecz że odbywały się rekolekcje Sióstr, nie mógł tego uczynić. Porozmawiał tylko z Matką Założycielką, zapoznał się z Czcig. Księdzem Anastazym Kaczmarkiem obecnym rekolektantem, a zarazem Apostołem bycia P. Jezusa w duszach ludzkich i Duszy Chrystusowej. Wciąż jeździ po kościołach z rekolekcjami, misjami i głosi nauki na ten temat. Zarówno gdy naszym Siostrom daje rekolekcje, nie ma nauki, w której by nie wytłumaczył i nie pokazywał, jaka ma być czcicielka Duszy Chrystusowej, w której Jezus żyje.

Przy podwieczorku Czcig. Ksiądz Andrasz opowiadał Przew. Księdzu Anastazemu, iż jeżdżąc po Zgromadzeniach, wypytywał jakie cele ma poszczególne Zgromadzenie. Zauważył, że wszystkie prawie to samo: żłóbki, sierocińce, domy starców, szpitale. Tymczasem Zgromadzenie Boskiej Duszy tyle mieści bogactwa: ma 7 Odgałęzień: I Odgałęzienie Kontemplacyjne, II Kontemplacyjne Misyjne, III Odgałęzienie Misyjne dla nawracania pogan, IV. Odgałęzienie Misyjne w kraju, V Odgałęzienie Dobroczynno – Miłosierne, VI Odgałęzienie Wychowawcze, VII Odgałęzienie Przemysłowo-Pracodawcze. Tyle różnorodnej pracy, a wszystkim kieruje wspaniały duch, by budować Ciało Mistyczne Chrystusa, którego członkami jest każda poszczególna dusza, na którą zapatrywać się trzeba z punktu widzenia, iż P. Jezus żyje. Wspaniały kult Duszy Chrystusowej wskazuje, iż dbać będzie Zgromadzenie o każdą duszę ludzką, której wartość przez kult się podniesie.

Opowiadał jak J. E. pytał się: to co robić?…Trzeba pomóc, odpowiadał Ojciec Andrasz.

Lecz jak – pytał J. E. Kardynał Sapieha. Tu zwrócił się Ojciec Andrasz do Ojca Anastazego, prosząc aby pomagał w rozszerzaniu Sprawy, pomagał Jej, jeszcze taki młody jest…Takim podniosłym głosem mówił, zdając tę Sprawę, którą pierwszy sam miał, iż miało się wrażenie, że to jakiś patriarcha przekazuje sutemu synowi posłannictwo wielkie…

Dużo opowiadał o początkach Zgromadzenia i wiele innych rzeczy, których tu już opisywać nie będę.

Ojciec Anastazy już i tak, pełen Ducha Bożego głosił nauki i rekolekcje na temat Duszy Chrystusowej i współżycia P. Jezusa żyjącego w duszy. Gdy ksiądz Andrasz jeszcze jedną iskrę wlał w serce Jego miłości, Ojciec Anastazy cały zapłonął pragnieniem posunięcia tej Sprawy. Radził przeto, aby i Matka Założycielka sama tę Sprawę podała przez E. J. Księdza Prymasa do Ojca Świętego, gdyż to w Rzymie może być przyjęte tylko ze samego źródła, a później wszędzie będzie się wśród ludzi rozszerzać na całą potęgę.

Zachęcał Siostry, aby pierwsze pionierki dały przykład jak żyć P. Jezusem. Bo gdy ta Sprawa się rozejdzie, to każdy zechce mieć wzór tego życia.


Dziękuję Zgromadzeniu Najświętszej Duszy Chrystusa Pana za udostępnienie materiałów z Kronik prowadzonych przez siostry tego Zgromadzenia – Agnieszkę, Marię i Urszulę.

Więcej informacji można uzyskać na stronie: www.duszajezusa.pl

Posted in Miłosierdzie Boże, Religia, Św. Faustyna, Święci obok nas | Leave a Comment »

Apostoł łaski – repotraż

Posted by tadeo w dniu 2 kwietnia 2016

„Choćby dusza była jak trup rozkładająca się i choćby po ludzku już nie było wskrzeszenia, i wszystko już stracone – nie tak jest po Bożemu, cud miłosierdzia Bożego wskrzesza tę duszę w całej pełni” (Dz 1448).

W Roku Świętym Miłosierdzia – a szczególnie przed Niedzielą Miłosierdzia – warto zapoznać się z świadectwem życia o. Józefa Andrasza, jezuity, kierownika duchowego m.in. s. Kaliksty Piekarczyk, bł. Anieli Salawy, Sługi Bożej Matki Pauli Zofii Tajber, czy św. s. Faustyny Kowalskiej. O. Józef Andrasz dla każdego może stać się pomocnikiem w owocnym przeżyciu sakramentu spowiedzi świętej. Sumiennie współpracował z Łaską Bożą, co zaowocowało wielością rad obecnych w prowadzonej przez niego bibliotece życia wewnętrznego, w której wiele pozycji poświęcił sakramentowi pojednania. W reportażu ks. prof. Janusz Królikowski przedstawia wybrane aspekty posługi kapłańskiej o. Józefa Andrasza w kontekście sakramentu spowiedzi świętej.

 

Posted in Filmy religijne, Miłosierdzie Boże | Leave a Comment »

Święto Miłosierdzia

Posted by tadeo w dniu 31 marca 2016

 

Przeczytaj:

Święto Miłosierdzia Bożego

Posted in Miłosierdzie Boże, Uncategorized | Leave a Comment »

Bóg bogaty w Miłosierdzie

Posted by tadeo w dniu 31 marca 2016

12705586_546385545543605_6851588311638763892_n

 

 

Miłość wypędza z duszy bojaźń. Odkąd umiłowałam Boga całą istotą swoją, całą mocą swego serca, od tej chwili ustąpiła bojaźń, i chociażby mi nie wiem już jak mówiono o Jego sprawiedliwości, to nie lękam się Go wcale, bo poznałam Go dobrze: Bóg jest Miłość, a Duch Jego – jest spokój
(Dz. 589)

 

 

 

Posted in Miłosierdzie Boże, Religia, Św. Faustyna | Leave a Comment »

,,Apostoł Łaski,, nowy film o spowiedniku świętych

Posted by tadeo w dniu 30 marca 2016

thumb
O. Józef Andrasz SJ może dołączyć do tak zacnego grona jak św. o. Pio czy św. Leopold czyli świętych spowiedników. Chociaż w jego przypadku sytuacja jest jakby odwrócona – to on spowiadał świętych a jego proces beatyfikacyjny jeszcze się nie rozpoczął. Jak jego patron – św. Józef, wykonał misję i pozostał w cieniu, chociaż jest najczęściej wspominanym kapłanem ( 59 razy ) w ,, Dzienniczku,, św. Faustyny.

Telewizja Trwam w piątek 01 kwietnia o godz. 17:30 ( powtórka 00:30) wyemituje nowy film ,, Apostoł Łaski,, film traktuje o Sakramencie Pojednania w kontekście posługi ojca Józefa Andrasza.
Był on spowiednikiem i kierownikiem duchowym dla św. Faustyny , bł. Anieli Salawy, bł. S. Klemensy Staszewskiej OSU , założycielki zgromadzenia Najświętszej Duszy Chrystusa Pana sł. Bożej Pauli Zofi Tajber jak i dla s. Kaliksty Piekarczyk ZMBM która ofiarowała się jako żagiew za uratowanie Krakowa w czasie II wojny Światowej .

Warto polecić film tym którzy nie zdobyli się jeszcze na wielkanocną spowiedź. Film może być dla nich takim duchowym ,, Last minute,,.

> Z Panem Bogiem !

> Czesław Bogdański

Posted in Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna, Święci obok nas | Leave a Comment »