WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘POLECAM’ Category

Kiedy katolików „wyłączą z synagogi”? Poruszające słowa ojca Pelanowskiego

Posted by tadeo w dniu 16 grudnia 2017

 – Nie można odróżnić zła od dobra, modlitwy od okrzyku, a konfesjonały stają się eksponatami, katolika nie odróżnisz od kogokolwiek innego, bo modli się razem z muzułmanami – mówił ojciec Pelanowski OSPPE podczas jednej z homilii. Homilia została nagrana i umieszczona na YouTube.


Kiedy katolików „wyłączą z synagogi”? Poruszające słowa ojca Pelanowskiego

źródło: youtube.com / aksorz

 

 

Ojciec Pelanowski, wygłosił homilię w kontekście mowy pożegnalnej Chrystusa, który po Zmartwychwstaniu żegna się z Apostołami, zapewniając, iż ześle im Pocieszyciela. Zapowiada też wyłączenie Apostołów z synagogi. – Chrystus mówi, że wierni zostaną wyłączeni z synagogi. Szukamy potwierdzenie tych słów także współcześnie. I przykłady tego mnożą się.

 

Ojciec Augustyn przypomniał przypadek księdza z Sardynii, któremu biskup zabronił publicznie nauczać po tym, jak przypomniał podczas jednego z kazań, iż legalizacja małżeństw homoseksualnych we Włoszech stanowi atak na rodzinę. Przywołał również skandaliczny przypadek wyrzucenia z katedry w Brukseli katolików, którzy odmawiali różaniec. Uznano bowiem, iż nie powinni oni tego robić, gdy w kościele odbywają się uroczystości „świętowania” 500-lecia reformacji. – Spacyfikowano odmawiających katolicki różaniec, by móc w katolickiej świątyni wychwalać Marcina Lutra – zaznaczył ojciec Pelanowski, pytając, kto w tych przypadkach naprawdę został wyłączony z Kościoła.

 

– Teraz możemy się zastanawiać co to za znaki: wyłączenia? – zapytał kapłan. Pelanowski w swojej homilii rozważa czy Ci, którzy opuścili „świątynię”, Kościół i założyli własne wspólnoty naprawdę mieli Ducha Świętego? – Nie każdy kto mówi „Panie, Panie” wejdzie do Królestwa Bożego – przypomniał Ewangelię duchowny. Ojciec Pelanowski, czerpiąc z ewangelisty św. Jana, zaznacza, iż Ci, którzy odeszli z Kościoła, „nigdy nie mieli Ducha Świętego”. – Jezus przez Ewangelistę św. Jana mówi, że nadeszła ostatnia godzina i antychryst nadchodzi – zaznacza duchowny. I dodaje, że natchniony apostoł pisze, iż antychryst wyjdzie spośród nas – czyli z ludzi związanych z Kościołem.

 

W tym kontekście ojciec Pelanowski przypomina, iż współcześnie wyrzuca się z kościołów „prawych katolików”, a dopuszcza się nominalnych chrześcijan, by „praktykowali dziwne, zdeprawowane liturgie”. Kaznodzieja opisuje te praktyki, zaznaczając, iż skupienie zamieniane jest na hałas, modlitwa staje się koncertem, zaś homilia to forma couchingu. Te zjawiska, jak twierdzi kapłan, to przykłady zamiany Eucharystii na „udziwnione ceremonie”. – Nie można odróżnić zła od dobra, modlitwy od okrzyku, a konfesjonały stają się eksponatami, katolika nie odróżnisz od kogokolwiek innego, bo modli się razem z muzułmanami – mówił ojciec Pelanowski.

 

Kapłan krytykuje także mówienie o chrześcijanach innych denominacji per „bracia odłączeni”. – Jak odłączeni to nie bracia, jak bracia to nie odłączeni – przypomniał z naciskiem ojciec Augustyn. – W najnowszym kodeksie prawa kanonicznego podpisanego przez Ojca Świętego Jan Pawła II jest napisane heretyk a nie brat. Coś tu się dzisiaj pomieszało – zwrócił uwagę ojciec Pelanowski.

 

– Ostatnia godzina, o której Jezus mówi w Ewangelii jest wtedy, gdy Jezus, Maryja, Józef zostaje wyrzucona i odegnania. To jest proroctwo. Taki mamy świat. Sakrament małżeństwa jest kwestionowany, przed dziećmi zamyka się drzwi antykoncepcji i aborcji, dla małżeństwa propozycją są zdrady czy rozwody nawet związki homoseksualne niektórzy proponują, by dopuścić do Komunii – zaznacza duchowny.

 

Gdzie ja pójdę do spowiedzi?

 

Augustyn Pelanowski przywołał także słowa św. Pawła o gniewie Bożym. Zaznacza, że jedynym ratunkiem człowieka, przed Bożą sprawiedliwością jest spowiedź. Podkreślił jednak wyraźnie, że niedługo trudno będzie o jakikolwiek sakrament pokuty.

 

– Gdzie ja pójdę do spowiedzi, skoro jest ona kwestionowana – pytał kaznodzieja. – To jedno jedyne miejsce, gdzie zadaje się śmierć grzechowi. Tylko co będzie jeśli ten sakrament zostanie nam zabrany? – zapytał ojciec Pelanowski nawiązując do wymienionych wcześniej przykładów.

 

Kaznodzieja podkreślił wagę sakramentu pojednania mówiąc, że „tam gdzie jest spowiedź, jest nawrócenie, ale tam gdzie nie ma spowiedzi, jest zwodzenie samego siebie”.

 

– Tam gdzie zniknie sakrament spowiedzi i nie będzie kogo przekonywać o Bożej sprawiedliwości, pozostaje już czas Sądu – zaznaczył Pelanowski. Kaznodzieja podał przykład Kościoła w Niemczech, gdzie, przypomniał, niemal zniknął związek między sakramentem spowiedzi a Eucharystią. – Podobnie jest we Francji. Wszyscy biegną do Komunii, ale nikt się nie spowiada – powiedział.

 

Powołując się na słowa Jezusa z Ewangelii, kapłan przypomniał, iż Duch Święty najpierw przychodzi, by przekonać do grzechu, potem tych, którzy dali się przekonać do grzechu przekonuje On do sprawiedliwości, a kolejnym krokiem jest sąd. – Jeśli człowiek nie uzna w sobie grzechu, jeśli nie uzna, że to go zabija, to cały Kościół jest niepotrzebny. Chrystus niepotrzebnie umarł – przypomniał ojciec Pelanowski. – Dopóki Maryja i Józef chodzili po ulicach Betlejem, miasto było bezpieczne, ale gdy odegnano Świętą Rodzinę, odrzucono Prawdę, przyszedł sąd, w postaci siepaczy Heroda – zaznaczył kapłan.

 

Kościół bez Ducha?

 

Ojciec Pelanowski, powołując się na Pismo Święte, podjął tez rozważania o chwili, gdy nadejdzie Sąd Ostateczny. Tym momentem ma być usunięcie ze środka Kościoła Ducha Świętego, co przepowiada Święty Paweł. – Duch Święty działa we wnętrzu Kościoła i świata, ale może przestać działać, bo nie będzie miał jak – powiedział kaznodzieja.

 

Ojciec Pelanowski, przywołując słowa Chrystusa, mówi, że jeśli Duch Święty nie będzie miał kogo przekonywać już o grzechu i sprawiedliwości, nadejdzie wówczas Sąd Ostateczny. – Pan Bóg okaże swój gniew, gdy Duch Święty zostanie wygnany, jak Józef i Maryja z Betlejem – powiedział.

Read more: http://www.pch24.pl/kiedy-katolikow-wylacza-z-synagogi–poruszajace-slowa-ojca-pelanowskiego,56893,i.html#ixzz51Rkr5A9v

Reklamy

Posted in Filmy religijne, POLECAM, Religia | Leave a Comment »

SYRIA RWIE SIĘ DO ŻYCIA

Posted by tadeo w dniu 9 grudnia 2017

Agent Watykanu w podróży po kraju zbombardowanym przez dżihadystów

Z ADAMEM BUJAKIEM
rozmawia Jolanta Sosnowska

 

APC - 2017.12.09 08.39 - 001.3d

Jolanta Sosnowska: Miesiąc temu wróciłeś z Syrii, można powiedzieć z wojny syryjskiej, gdyż od 2011 r. nieprzerwanie toczą się w tym kraju zacięte walki na różnych obszarach; trudno już zewnętrznemu obserwatorowi rozeznać się, kto z kim się bije, faktem natomiast jest, że szczególnie zawzięcie mordowani są tam chrześcijanie. Byłeś również w Aleppo, będącym niejako symbolem tej wojny, które leży ok. 50 km na południe od granicy z Turcją. To drugie co do wielkości miasto tego kraju po Damaszku, a jego historia liczy 4 tysiące lat. Twoja podróż w te rejony obarczona była wielkim ryzykiem, ale chyba nie przypuszczałeś, że już sam wjazd do Syrii będzie dla Ciebie nie lada trudnością?

Adam Bujak: Absolutnie nie zdawałem sobie sprawy z tego, że figuruję na liście tamtejszych służb specjalnych jako… agent Watykanu, a więc osoba bardzo niebezpieczna. Byłem razem z ekipą Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie i wszyscy pozostali członkowie delegacji na czele z ks. prof. Waldemarem Cisłą przeszli kontrolę graniczną bez problemów, tylko ja podpadłem. Gdyby nie interwencja lokalnego biskupa, nie zostałbym przepuszczony.

Dodajmy, że były to siły rządowe, a prezydent Baszszar al-Asad raczej sprzyja chrześcijanom.

Jechaliśmy z Bejrutu do syryjskiej granicy w kolumnie aut, byłem w trzecim aucie z biskupem. Na granicy miejscowy duchowny pertraktował z naczelnikiem służby granicznej, który zwracał się do mnie per Foto Adam Budżak. Zażądał w końcu napisania przeze mnie oświadczenia. Ale jak ja mam napisać oświadczenie po arabsku? Zrobił to w moim imieniu miejscowy ksiądz i potem odczytał publicznie, że w trakcie mego pobytu w Syrii nie będę kontaktował się z żadnym syryjskim dziennikarzem ani nie udzielę żadnych wywiadów. Zapisy na moje nazwisko w syryjskiej bezpiece odnoszą się prawdopodobnie do czasów, kiedy podróżowałem tam wraz z Ojcem Świętym Janem Pawłem II. Powiedział mi o tym później maronicki biskup Antoine Chbeir z Tartus. Nie wiem, co dokładnie przeciwko mnie napisali jeszcze w 2001 r., kiedy w maju trwała papieska pielgrzymka, ale chyba zaznaczyli, że mam dożywotni zakaz fotografowania. Sprawdzanie mnie jako agenta – telefonowanie z Damaszkiem itp. – trwało w niesamowitym upale półtorej godziny. Potem byłem cały czas obserwowany, fotografowany i podobno chroniony.

Ale mimo to jednak fotografowałeś, przywiozłeś przecież kilka tysięcy zdjęć z tej niebezpiecznej podróży.

No a jakże inaczej, po to tam przecież pojechałem. Ale nie afiszowałem się z aparatem tam, gdzie było szczególnie niebezpiecznie. Również na granicy syryjsko-libańskiej miałem aparat schowany głęboko. Po przekroczeniu granicy jadąc przez pustynię, szybko natknęliśmy się na patrol rządowych wojsk; wąsaty Arab zapytał mnie, otworzywszy gwałtownie drzwi samochodu: You liked Syria? Odpowiedziałem natychmiast: very liked. Podobnie odpowiedziałem na pytanie o prezydenta Asada – i drzwi auta się zatrzasnęły. Gdybym tego nie zrobił, przekopaliby bagaże i zabraliby wszystkie materiały.

A jak było z przemieszczaniem się po Syrii?

Drogi prowadzą tam głównie przez pustynię; jechaliśmy kilkaset kilometrów i mniej więcej co 10 km zatrzymywały nas kontrole. Żołnierze z karabinami wyłazili z zapyziałych blaszanych bud, w których musiał panować potworny gorąc (na zewnątrz było prawie 40°C) . Żeby jechać dalej, trzeba było dawać „prezenty”. Nigdzie się bez tego nie przemieścisz. Poza tym, gdyby nie wieźli nas tamtejsi księża albo biskupi, nie byłoby żadnych szans na przemieszczanie się. Chciałem sfotografować tych żołnierzy, ale powiedziano mi, abym nawet się nie ważył, bo zaczną do nas strzelać.

Gdzie w Syrii nocowaliście?

W klasztorach, i to w bardzo przyzwoitych warunkach. Tam Kościół naprawdę żyje, mimo wojny nikt z księży ani sióstr czy braci zakonnych stamtąd nie uciekł. Myślałem, że zobaczę w świątyniach kilka staruszek i to wszystko, tymczasem – nic podobnego. Kościół w Syrii jest prężny, odważny, wspaniały.

Jak widać, wcale nie tęsknią tam za zachodnioeuropejskim rajem obiecywanym uchodźcom, za tułaczką do Niemiec…

Wszędzie słyszałem – my kochamy Syrię, chcemy żyć w Syrii. Nie potrzeba nam nigdzie wyjeżdżać, chcemy tylko mieć tu pokój. Nic więcej.

Jakie chrześcijaństwo i jakich chrześcijan spotkałeś w Syrii po szesnastu latach od ostatniej Twej tam bytności?

Istniejące tam niemal od dwóch tysięcy lat chrześcijaństwo jest nadzwyczajne, a chrześcijanie silni w swej wierze, piękni i niezłomni. Np. maronicka katedra w Aleppo, dziś otoczona ruinami, była podczas Mszy św. pełna ludzi, w tym także młodzieży i dzieci. Byli oni radośni i pełni ufności, mimo tragedii, która spotkała ich miasto i ich ojczyznę. Tam jest imponujący, żyjący Kościół – dzięki ludziom, których przepełnia gorąca wiara. Byłem zachwycony tym, co zobaczyłem w Aleppo i w maronickiej katedrze, i w katolickim kościele ojców Franciszkanów, i gdzie indziej. Na każdym kroku widać ślady działalności wyznawców Jezusa, nawet wśród ruin, co starałem się ukazać na zdjęciach. Biskup Antoine Chbeir wspomniał wiernym podczas Mszy św., że jestem fotografem z Polski i że miałem problemy na granicy. Po Eucharystii ludzie podchodzili do mnie i kreślili mi na czole znak krzyża, ściskali i dziękowali, że do nich przyjechałem z dalekiej Polski, która chce im pomagać, a nie porywać stamtąd młodych ludzi. Niebywałe zupełnie przeżycia. Wiele razy podczas pobytu w Syrii po prostu uroniłem łzę. Niech Europa, nie tylko Zachodnia, uczy się wiary od Syrii. Niezbitym tego dowodem są zdjęcia, które tam zrobiłem.

Jak dziś wygląda Aleppo, to nabrzmiałe historią miasto, którego początki sięgają co najmniej 1800 r. p.n.e.? Miasto, w którym na fortecznym wzgórzu odpoczywał Abraham podczas swej wędrówki z Ur do Kanaanu. Miasto o starożytnych zabytkach wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, z których większość została w 2014 r. przez islamistów całkowicie zniszczona lub poważnie uszkodzona.

To prawda, Aleppo – jedno z najstarszych miast w tamtym regionie i w ogóle na świecie, ma strategiczne położenie między Morzem Śródziemnym a Eufratem i w 2006 r. zostało nazwane „Stolicą kultury islamskiej”. Chrześcijanie stanowili tam ostatnio ok. 20% mieszkańców. Od lata 2012 do grudnia 2016 r. miasto znajdowało się w ogniu strasznych walk, do których używano samolotów bojowych i helikopterów, wyrzutni rakietowych i pojazdów opancerzonych. Aleppo było systematycznie niszczone, a ludność mordowana, dlatego tak wielu mieszkańców podjęło ucieczkę, przeważnie gdzieś do krewnych w głąb kraju, nie do Europy. Dopiero od 22 grudnia 2016 r. Aleppo jest kontrolowane przez syryjskie oddziały rządowe i powoli zaczyna wracać tu normalność, której warunkiem wszakże jest stały pokój. Teraz w atmosferze ogromnej nadziei trwa mozolne odgruzowywanie i odbudowywanie.

Warto w tym miejscu dodać pewną polską ciekawostkę. Otóż w 1849 r. w Aleppo, które wówczas należało do Turcji, był internowany gen. Józef Bem, który schronił się tu po upadku powstania na Węgrzech. Później sfinansował i uruchomił w mieście fabrykę saletry; dostarczał ją rządowi tureckiemu. W uznaniu zasług został mianowany generałem tureckiej armii. W listopadzie 1850 r. Bem zachorował na malarię azjatycką, na którą zmarł w Aleppo w nocy 10 grudnia.

Chętnie bym sprawdził, czy są jeszcze, czy ocalały w Aleppo ślady bytności bohaterskiego polskiego generała, jednak nie mogłem nigdzie samodzielnie się poruszać, bo po pierwsze cały czas mieliśmy przy sobie rządowych „aniołów stróżów”, a po drugie, 80 proc. dzielnic zostało zamienionych w ruinę.

W jaki zatem sposób mogłeś się w miarę swobodnie przemieszczać z miejsca na miejsce? Przecież tam wszyscy żyją nadal w stałym zagrożeniu życia…

Bez tamtejszego Kościoła nic byśmy nie zrobili, niczego nie mógłbym zobaczyć ani udokumentować. Z Kościołem władze rządowe, w przeciwieństwie do islamistów, się liczą. Z polskiej strony nad całością wyprawy czuwał nieoceniony i niestrudzony ks. prof. Waldemar Cisło, szef polskiej sekcji Pomocy Kościołowi w Potrzebie, dla którego był to któryś z rzędu wyjazd z konkretną pomocą. Widać, jak bardzo jest tam kochany i jak bardzo wyczekiwany.
Jedno mogę powiedzieć – Syria rwie się do życia. Ludzie, gdzie tylko mogą, uprzątają ruiny i próbują w dawnych swych domach egzystować – nawet jeśli na razie w bardzo prymitywnych warunkach. Uchodźcy, których wojna pozbawiła dorobku życia, też powoli wracają. Śpią w zrujnowanych domach na jakichś siennikach, barłogach, wygospodarowują sobie maleńką przestrzeń do życia i próbują dźwigać się na nowo. Całymi rodzinami. Sprzyja im na szczęście ciepły, słoneczny klimat. Dostrzegałem ogromne kontrasty – na jednym skrawku enklawa, gdzie wydaje się, że ludzie żyją normalnie, a już 50 m dalej ruiny, kamienna pustynia, straszny obraz przebytej tragedii.

Trasa, którą przebyłeś w Syrii, wiodła do Aleppo przez miasta Tartus, Homs i Jabrud. Homs to trzecie co do wielkości miasto w Syrii. Znajdują się tu m.in. ruiny słynnej średniowiecznej twierdzy z czasu wojen krzyżowych, kościół św. Eliasza, ruiny cytadeli oraz syryjsko-ortodoksyjna katedra Najświętszej Marii Panny, wzniesiona na fundamentach świątyni z 50 r. po narodzinach Chrystusa; przechowywana jest tu niezwykła relikwia: pas, który należał do Matki Bożej. W 2012 r. świątynia została podczas walk zbombardowana. Warto może dodać, że podczas II wojny światowej w Homs była formowana i stacjonowała Samodzielna Brygada Strzelców Karpackich.

W Homs niesamowite wprost wrażenie zrobił na mnie pewien ocalały dom pośrodku morza kamiennych ruin. W siedzibie tamtejszego biskupa, w której nocowaliśmy, wisiał zaś wstrząsający do głębi krucyfiks – Chrystus na krzyżu z przestrzelonym korpusem i odstrzelonymi, wiszącymi oddzielnie rękoma. Obok jezuickiego kompleksu stała katedra maronicka, w którą walnął pocisk. Bomba wpadła przez kopułę, zabijając biskupa. Gdy przyjechaliśmy, katedra była już w środku uprzątnięta z gruzu i można już było odprawić Mszę św. Jeszcze niedawno to miejsce okupowały wojska ISIS. Strzelali do wszelkich wizerunków Chrystusa lub Matki Bożej, najpierw w oczy, a potem w resztę twarzy, żeby ją zmasakrować. Sfotografowałem np. figurę Matki Bożej, która ma tylko szyję i korpus. Dżihadyści z upodobaniem strzelali do twarzy świętych na ikonach oraz ścinali głowy figurom świętych.

Byłeś też krótko w Tartus, którego biskup Antoine Chbeir przebywał w czerwcu w Polsce, organizując pomoc dla swoich syryjskich podopiecznych.

Biskup Antoine Chbeir starał się ze wszystkich sił odwdzięczyć Polakom za otrzymywaną od nich pomoc. W mieście portowym Tartus, w północno-zachodniej Syrii, także fotografowałem ślady chrześcijaństwa sprzed wielu wieków. Np. dawny warowny kościół Naszej Pani z Tortosy zbudowany na początku XIII w. przez krzyżowców, gdzie romańszczyzna pięknie łączy się z gotykiem – ocalał przed bombardowaniami. Był częścią twierdzy, która od XII w. stanowiła główną warownię templariuszy w Ziemi Świętej, a dziś jest tam muzeum.

W Jabrud, gdzie przez jakiś czas w 2014 r. panowało ISIS, tydzień przez wyparciem z miasta dżihadystów widziano świetlistą postać Matki Bożej, która unosiła się nad kościołem pod Jej wezwaniem. Wyglądała dokładnie tak, jak przedstawiała Ją figura Matki Bożej Pokoju zniszczona przez barbarzyńców z ISIS. Na pamiątkę tego cudownego wydarzenia postawiono przed tą świątynią wielką kopię zbombardowanej figury.

Tak, widziałem tę ogromną statuę Maryi, chyba dziesięciometrową, która stanowi swoisty symbol niezłomnej wiary mieszkańców tego miasta. Ludzie w Jabrud opowiadają o wielu innych cudach, np. o tym, że przez 12 godzin po opanowaniu miasta przez ISIS z figury Maryi płynęły łzy. W tym mieście, leżącym ok. 80 km na południowy wschód od Damaszku, zafascynowała mnie też prastara odbudowana katedra, przekształcona ok. 40 r. po narodzinach Chrystusa z pogańskiej świątyni Jowisza. Katedra bardzo ucierpiała na przełomie września i października 2013 r. podczas ostrzeliwania i bombardowania dzielnicy chrześcijańskiej przez dżihadystów. W Jabrud jest też niezwykle cenny, należący do grekokatolików kościół Konstantyna i św. Heleny z ikonostasem z III w. i starorzymskimi kolumnami. Tam islamiści strzelali do fresku przedstawiającego stojących pod krzyżem patronów świątyni. W ostatni dzień bezpieka puściła nas także do Starego Miasta. Bardzo chciałem sfotografować słynną twierdzę, przynajmniej z zewnątrz, ale się nie udało, nie pozwolili. Z fortecznej góry rozpościerał się widok na wstrząsające ruiny – wszystko totalnie rozwalone… Tam, gdzie wcześniej była piękna dzielnica obsadzona palmami, dziś sterczą makabryczne kikuty rozerwanych na strzępy budynków i drzew.

 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.

Posted in Felietony, POLECAM | Leave a Comment »

Abp Hoser- ,,Cztery godziny od śmierci,, – ,, to znaczy że jeszcze mam coś ważnego do wykonania

Posted by tadeo w dniu 12 lutego 2017

Arcybiskup Henryk Hoser zwrócił się do wiernych z diecezji warszawsko – praskiej z okazji Światowego Dnia Chorych. Biskup wyznał, że według lekarzy miesiąc temu „był cztery godziny od śmierci”. Abp Hoser podziękował lekarzom, którzy się nim opiekowali. -Jeżeli mi Pan Bóg zdrowie zwróci, to znaczy, że jeszcze mam coś ważnego do wykonania – stwierdził duchowny.

 

 

Opatrzność nie kazała długo czekać  ks. Arcybiskup Henrykowi  na odpowiedź co ma ważnego do wykonania.
Parę godzin po tym orędziu dowiedział się o swej nominacji przez Papieża na specjalnego wysłannika do Medziugorje.

Jak pewnie wiemy, po mimo zakończeniu pracy (2010-2014) specjalnej komisji Watykanu  ks. Kard Ruiniego d/ s Medjugorje i komunikacie Papieża ( 07.06.2015) że niebawem zostanie obwieszczone stanowisko, nic takiego nie nastąpiło.
Poprzedni rzecznik Watykanu o. Federico Lombardii SJ w lipcu 2016 powiedział o roboczej koncepcji mianowania w Medjugorje specjalnego przedstawiciela Stolicy Apostolskiej. Od tego czasu jest to pierwsza, konkretna decyzja Watykanu,  co do wypracowania nowego stanowiska w/ s Medjugorje. Zwłaszcza że rocznie przybywa tam ponad 2,5 mln ludzi. Trzeba nam dziękczynienia  za to  że Kościół hierarchiczny czyni działania aby oczyścić i uporządkować sprawy fenomenu medziugorskiego a dobrym sprawom nadać pieczęć Kościoła.

Polska i jej synowie zyskują na znaczeniu, budzą zaufanie. Prezydent Chorwacji
powierzyła parę dni temu listy uwierzytelniające Sekretarzowi Stanu prof. Krzysztofowi Marii Szczerskiemu do  zaproszenie Prezydenta Trumpa na lipcowy szczyt
Międzymorza .
Papież mianuje lekarza, misjonarza- zakonnika ks.abp Henryka Hosera którego ojciec i dziadek zginęli w powstaniu warszawskim specjalnym wysłannikiem do Medjugorje.
Patriarcha Wszechrusi apeluje w Dumie o zaprzestanie aborcji i stworzenie programu wspierającego dzietność, rodziny ( 500+ ?)

 

Posted in Filmy religijne, POLECAM, Religia | Leave a Comment »

Polska całkowicie się wali

Posted by tadeo w dniu 10 lutego 2017

Znalezione obrazy dla zapytania obrazy - Polska się wali

Nie można uwierzyć w to, że nawet niektórzy wytrawni dziennikarze TVN czy „Gazety Wyborczej” nie zauważyli prawdziwego powodu przyjazdu Pani Kanclerz Angeli Merkel do Polski. Dali się zwieźć ohydnej i durnej propagandzie pisowskiej, że Niemcy potrzebują teraz Polski. Niemcy nikogo nie potrzebują, to bzdura. Merkel przyjechała do Polski ze zwykłej litości dla Kaczyńskiego i z sentymentu do kraju, z którego pochodzi jeden z najwybitniejszych Polaków nowego stulecia Donald Tusk. Zresztą Berlin i tak wyrzucił już nas na totalny aut (out), chyba nawet do trzeciej a nie do drugiej prędkości w Europie. Przytomnie to zauważył Grzegorz Schetyna, który dostrzegł całkowicie opuszczoną Beatę Szydło na Malcie. Jakie to było żałosne, ale i smutne zarazem, i aczkolwiek. PiS niszczy Polskę na niespotykaną skalę, a to co mówią słynni amerykańscy aktorzy o naszym kraju jest wręcz przerażające: „seksistowska junta” , „faszystowska prowincja”, „Kołtunowo Europy”.  Tak to niestety wygląda, dlatego nasi wybitni aktorzy, jak choćby Krystyna Janda, muszą w Hollywood spuszczać nisko głowy ze wstydu, mają nawet długie migreny. Przez rok zniszczono relacje Polski ze wszystkim krajami: z Francją, z Niemcami, Rosją, Ukrainą, Czechami, Szwecją, Wielką Brytanią i nawet z  Jamajką. W kraju szaleje drożyzna, smog, głupota i prostactwo.

Dali tym biedakom i niedorajdom po 500 złotych na kolejne ich tam dziecko, żeby leżeli albo siedzieli na plaży i żarli frytki z rybą. Obsmarowani na twarzach tym starym tłuszczem z frytek, z tymi małymi pisowskimi oczkami zajadają się  nad tym brudnym i zimnym Bałtykiem, i sądzą, że są już w Europie. No i do tego taka załamka w Ameryce. Niestety, Platforma tu zawodzi. Nie powiedzą otwarcie, że Trump zagraża demokracji na całym świecie, że to kolejny, po Kaczyńskim, dyktator o faszystowskich zapędach, tylko tak bąkają niemrawo do tej kamery. Jedna Paulina Młynarska odważyła się na jakiś sensowny list do żony Trumpa, tej modelki Melanii, ale to za mało. Śmieją się z tej Polski na całym świecie, a już było przecież całkiem nieźle, prawie przez całe osiem lat czuliśmy, że nas doceniają, że zaczynamy się jakoś porządnie ubierać i jeść tiramisu. To wszystko jest teraz niszczone. Zamiast zadbanej fryzury, na głowach znowu króluje moher, który nienawidzi Europy i do tego ten polski „płytki,  niedouczony i fanatyczny katolicyzm”, jak trafnie go nazwał wielki Jerzy Stuhr.

Sądy niszczone, Trybunał zniszczony, gospodarka zdycha, wszędzie CBA tropi fałszywe faktury, armii już nie ma, zostali sami Misiewicze, a teraz chcą nam jeszcze rozwalić Warszawę, przyłączając jakieś grajdoły i dziury zabite dechą z pisowską tłuszczą w tle, która – a jakże by inaczej – chciałaby sobie od razu zamieszkać w Alei Róż. Tak się to poprzewracało w głowach, odkąd zabrano się za niszczenie europejskich elit, mądrości takich profesorów jak Balcerowicz Leszek. Jedna kobieta zmarła w lesie, a oni już mówią o zbrodni, o mafii warszawskiej, o złodziejskiej aferze reprywatyzacyjnej. Jeśli nawet jeden adwokat był pazerny, to przecież cała reszta palestry jest dumą Europy na czele z prof. Rzeplińskim. Szczują, szczują, atakują nawet sędziowskie rodziny podrzucając im elektroniczne gadżety. A tak poza tym, to cała wina spada na Lecha Kaczyńskiego, on wziął do siebie zgraję dorobkiewiczów, z którymi później musiała się męczyć Hanna Gronkiewicz – Waltz.

A teraz chcą jeszcze jakieś gminy dołączyć, żeby kołtuneria zanieczyściła liberalną i europejską stolicę. Ręce opadają, a już ten ich bunt w sprawie Tuska jest kompromitacją największą. Wszędzie chwalony, wszędzie znany, z każdym jest „na ju”, nawet bardziej niż Rysiek Petru (też fajny), a ci mu tu szykują więzienie, nową Berezę, do której wsadzano kwiat polskich komunistów. Nie ma przesady w tym, że każdy minister z PRL-u był lepszy od takiego Waszczykowskiego, mądry jest ten Piotr Misiłło z .N, on zrobi jeszcze karierę.  Ale na razie trzeba przerwać ten marazm, to czcze gadanie. Owszem, elity nie mogą biegać jak durne po ulicach, ale jak tylko ustąpi mróz, to PiS się ostatecznie skompromituje i skończy. Żałośni prostacy z 19.30.,  niedouczeni w obyciu i jedzeniu, zapatrzeni w małego dyktatorka, którego wiatr historii zdmuchnie już za miesiąc. Nadchodzi Wasz koniec!

   Tak działa, dzień w dzień, propaganda „Faktów” TVN na wyborców Platformy i Nowoczesnej. Sprawdzone.

http://benevolus.salon24.pl/755307,polska-calkowicie-sie-wali

Posted in Felietony, POLECAM | Leave a Comment »

Znalezione w sieci

Posted by tadeo w dniu 24 stycznia 2017

Zdjęcie użytkownika Pamiętaj Słowa Matki.

Posted in Nieokrzesane myśli, POLECAM, Znalezione w sieci | Możliwość komentowania Znalezione w sieci została wyłączona

Zniechęcenie…

Posted by tadeo w dniu 11 października 2016

 Trwa wojna z Bogiem ( powiedziałbym „totalna” , gdybym nie brzydził się słowa ).

Każdego dnia w mediach roi się od komunikatów z frontu.
A front przebiega przez serca i nikt już nie wie, w swym pierwszym wrażeniu, kto jest kim i po czyjej stronie stoi : Boga czy szatana?

Trwa zaciekła codzienna wojna, w której ot choćby :
– Powołani do chronienia i leczenia zabiegają o zabijanie swych pacjentów. 

– Matki szaleją o bezkarne mordowanie własnych dzieci.

– Powołani do kształcenia wojują o możliwość niedokształcania i deprawację podopiecznych.

– Powołani do służenia walczą o zniesienie swego „niewolnictwa”.

– Kobiety chcą być mężczyznami, mężczyźni kobietami…

Niekończąca się lista obrzydliwości.
Przy czym zwieść nas tu może każda zewnętrzność. Ta lukrowana, ta chropawa i „niezaangażowana”. Ostatnia może nawet najbardziej.

Szaleństwo?! Zapewne.
Aliści jest w nim metoda i to „ z najwyższej półki” :

Boga zastąpić sobą.
Nasze „JA!” – ma odtąd panować nad światem w miejsce „Pana w Trójcy Świętej Jedynego”.

Mrówka przeciw Niewyobrażalnemu!?
Wystarczy przecież „nie wierzyć”, by „odwrócić porządek tego świata”. ( Naiwni, jakby niewiara zmieniała istotę rzeczy :)
Że rozregulować zegarek łatwo byle młotkiem, a znacznie trudniej go nim naprawić, cóż z tego? „Po nas choćby potop”…

Że żałosne to takie, aż pisać się nie chce?
Któż dzwon proroczy słyszy, dokąd mu zdrowie dopisuje, w brzuszku ma pełno, „u podbrzusza furczy”, a pieniążkami „szef’ obsypuje w podzięce za bluźnierstwa ?

I co z tego, że rok temu, wielkim wspólnym wysiłkiem, zatrzymało się Kraj nad przepaścią…?

http://naszeblogi.pl/63917-zniechecenie

Obrazek użytkownika Ryszard Sziler

Wszystkie wpisy blogera

http://sziler.pl/

http://www.facebook.com/

https://www.facebook.com/Ikony…

Posted in Felietony, POLECAM, Religia | 1 Comment »

Przewidział wojny, Holokaust i Jana Pawła II. Według jego wizji wkrótce staniemy się potęgą!

Posted by tadeo w dniu 31 Maj 2016

Jego sławy nie można równać z popularnością Nostradamusa czy świętego Malachiasza, ale pod względem skuteczności oraz szczegółowości swoich wizji bił wielu wieszczów na głowę. Ludwik Rocca był franciszkaninem, a swoje objawienia zaczął ujawniać dopiero pod koniec ziemskiego żywota. Wiele z tych niezwykłych obrazów dotyczyło Polski.

Przewidział wojny, Holokaust i Jana Pawła II. Według jego wizji wkrótce staniemy się potęgą!

Przewidział wojny, Holokaust i Jana Pawła II. Według jego wizji wkrótce staniemy się potęgą!

Wszystko zaczęło się po tym, gdy jako 92-letni starzec odwiedził Ziemię Świętą. Tuż po tym ważnym w swoim życiu wydarzeniu jego towarzysze zauważyli, że Ludwik stał się apatyczny. Stan ten trwał sześć tygodni. Potem franciszkanin wyraził dość zaskakującą prośbę – chciał, aby dniem i nocą towarzyszyło mu dwóch zakonników. Zadaniem współbraci miało być zapisywanie każdej wypowiedzi, która padała z jego ust. Jak sam bowiem twierdził, Bóg przemawiał za jego pośrednictwem, obwieszczając przyszłe wydarzenia. Zajście to miało miejsce w roku 1849, zaledwie tydzień przed śmiercią Rocci.

Jednym z wielkich historycznych wydarzeń, które w stu procentach pokryło się z wizją franciszkanina, był wybuch I wojny światowej. Rocca zapowiedział, iż 65 lat po jego śmierci, czyli w roku 1914, rozpocznie się, ogromna zawierucha wojenna, niosąca śmierć na Półwyspie Bałkańskim, gdzie dojdzie do zamachu i zabójstwa jednego z członków rodziny panującej, wywodzącej się z linii Habsburgów. Zakonnik opowiadał o wszystkich tych wydarzeniach ze szczegółami. Większość z jego zapowiedzi zrealizowała się w najmniejszym nawet ułamku.

Jeszcze bardziej szczegółowo opowiedział brat Ludwik o tym, co się stanie dokładnie 90 lat po jego śmierci. II wojnę światową zapowiedział jako kolejne przerażające wydarzenie, które w krótkim czasie doświadczy ludzkość. I tutaj czas, na jaki przypaść miały owe zajścia, pokrył się w pełni z treścią zapowiedzi – tak, jak to widział duchowny, wojna, której zasięg objął ludzi na całej niemal Ziemi, wybuchła ponownie w 1939 r. Według słów przepowiedni, konflikt ten miał być straszny, a areną jego działań miał stać się cały świat.

W swojej przepowiedni brat Ludwik zapowiedział pojawienie się samolotów i czołgów, które w wizji przybrały postać żelaznych ptaków i smoków, a które to właśnie podczas II wojny światowej po raz pierwszy miały zostać w większości wykorzystane. Przepowiedział również pojawienie się Hitlera, którego nazwał wodzem-szaleńcem, związanym z antychrystem. Ów obłąkaniec miał doprowadzić Niemcy do klęski i poniżenia. Za swojego życia Rocca zapowiedział też inne wydarzenia związane z II wojną światową, a mianowicie porażkę państw Osi oraz zmianę frontu przez Sowietów i przystąpienie do aliantów. Franciszkanin przewidział również liczbę ofiar Holokaustu. Według jego wizji, śmierć miało ponieść 5 milionów Żydów. Doskonale wiedział też, w jaki sposób wojna się zakończy – założył bowiem, że ten rozdział w historii ludzkości zostanie zamknięty poprzez zrzucenie bomb nuklearnych na dwa japońskie miasta: Hiroszimę i Nagasaki. Treść tej wizji brzmiała następująco: „Nad Krajem Kwitnącej Wiśni chmura ogniem ziejąca obróci w gruzy południe i środek wyspy”.

Wizje franciszkanina były niezwykle interesujące szczególnie z naszego punktu widzenia. W wielu swoich przepowiedniach często wspominał on bowiem o naszym kraju i wydarzeniach, jakie mają się w nim rozegrać. Do dziś olbrzymie wrażenie na komentatorach jego proroctw robi zapowiedź wyboru papieża z Polski. Zgodnie z jego słowami, dając światu głowę Kościoła, która wywodzi się z Kraju nad Wisłą, Bóg miał wywyższyć Naród Polski. W czasach, kiedy wizja została spisana, wywołała ogromne niedowierzanie. Wcześniej, przez wieki, ten dostojny tytuł dzierżyli bowiem przede wszystkim duchowni narodowości włoskiej.„Najwyżej wyniesie Pan Bóg Polaków, gdyż dadzą światu wielkiego Papieża” – cytuje treść przepowiedni profesor Tomasz Szarota, który wizjom zakonnika poświęcił jeden ze swoich artykułów. Naukowiec przyznał, że z zainteresowaniem zapoznał się z treścią przepowiedni, kiedy przypadkowo natrafił na nią, kiedy poszukiwał materiałów do swojej nowej książki. Ta dotycząca papieża z Polski podważyła wtedy – w jego opinii – wartość treści całego proroctwa. Jak się okazało, niesłusznie.

Według przepowiedni brata Ludwika, Polska, stać się miała jednym z potężniejszych krajów w Europie, a pod jej zwierzchnictwem miały się zjednoczyć kraje słowiańskie. Zjednoczeni Słowianie mieli wspólnymi siłami wypędzić Turków z Europy. Co ciekawe, Polska ma ostatecznie odzyskać swojego króla, który będzie wywodził się z dawnego rodu książęcego. Zakonnik wyjawił też, że nasz kraj stanie się tak ważny, że języka polskiego będą nauczać na uczelniach całego świata.„Pod hegemonią Polski połączą się Słowianie i utworzą zachodnio-słowiańskie państwo-mocarstwo Europy, którego granicami będą: Odra, Nysa, Adriatyk, Morze Czarne, Dniepr, Dźwina i Bałtyk. Polska zawsze zostanie. Wielki mąż Ameryki roztoczy nad nią przemożną opieką, pod którą w wielkiej szczęśliwości królować będzie” – brzmi cytowana przez naukowca treść przepowiedni. Jak stwierdził historyk, właśnie ze względu na wizję, zgodnie z którą Polska ma się stać potęgą, a należy przecież pamiętać, że naszego kraju nie było wówczas na mapach, przepowiednie Ludwika Rocci stawały się wielokrotnie w przeszłości obiektem drwin.

Spośród fascynujących i jakże trafnych – dziś już można tak powiedzieć – przepowiedni brata znajdują się także te, które założyły koniec wielkiej potęgi kolonizacyjnej Anglii czy rozpad wielkiej Rosji, która podzieli się na mniejsze części.Co nas może czekać w przyszłości? Marny los, jak wynika z przepowiedni, czeka Włochy, której piękne miasta zostaną zrujnowane. Nie można też wykluczyć, bazując na wizjach duchownego, że Watykan przestanie być siedzibą papieża, który „będzie uciekał po zwłokach kardynałów”. Źle ma się też dziać w Anglii, która zostanie podbita przez Irlandię i Szkocję. Do zjednoczenia ma dojść natomiast na Półwyspie Iberyjskim, gdzie zunifikować mają się Portugalia i Hiszpania.

Przeczytaj także: 

Ludovic Rocca – Fransiszkanin z Góry Synaj

Posted in POLECAM, Religia | 7 Komentarzy »

Wałęsa i niepokój

Posted by tadeo w dniu 19 lutego 2016

Uśmiechnięty Jarosław Kaczyński podnosi do góry dłoń z wystawionym go góry kciukiem.

Jazgot jest zupełnie niebywały, a ja się do niego dołączam i jeszcze dolewam oliwy do ognia w tym moim małym, lokalnym zakresie. Moja opinia o Wałęsie nie zmieniła się nagle teraz – ona ewoluowała od głębokiego uwielbienia w 1980 roku do smutnego rozczarowania na początku lat 2000 gdy Wałęsie kompletnie odbiło, gdy zrozumiał, że już prezydentem nie będzie nigdy.

W listopadzie 1980 udało nam się (organizacji NZS Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych, której byłem przewodniczącym) zorganizować na naszym wydziale spotkanie z Lechem Wałęsą, który przez moment był w Warszawie. Do możliwości zorganizowania tego spotkania bardzo przyczynił się Gregory Popielarz, który pochodził z Gdańska i miał tam swoje wejścia i kontakty. Przybycie Wałęsy do Sali im. Czarneckiego na WDINP na Krakowskim Przedmieściu było wydarzeniem niezwykłym, niebywałym i na tyle niespodziewanym i załatwionym w ostatnim momencie, że sala nawet nie była pełna. Wałęsa się urwał na dwie godziny z jakichś spotkań i przyszedł do nas, studentów, by nam opowiedzieć o Solidarności i o tym, co się dzieje w Gdańsku.

Siadł przy biurku wykładowcy, na podeście, ja siadłem obok niego, i zaczął opowiadać, a ja zbierałem pytania, które ludzie pisali na kartkach, i je segregowałem. Za mną siedział ochroniarz Wałęsy, nie pamiętam jak się nazywał.

Gdy Wałęsa skończył opowiadanie zacząłem mu podawać kartki z pytaniami, a on zaczął odpowiadać. Ale nie odpowiadał na każde pytanie. Widziałem – ale byłem jedynym, który to widział, bo siedziałem obok niego – że Wałęsa niektóre pytania odrzuca. Zrobiło to na mnie piorunujące wrażenie. Nabrałem do niego wówczas nadzwyczajnego, ogromnego szacunku, bo wywnioskowałem z tego, że Wałęsa jest rzadkim okazem człowieka, który rozumie, że nie wie wszystkiego, więc nie próbuje gadać bez sensu, tylko stara się odpowiadać na pytania takie, na które zna odpowiedź.

A potem Wałęsa sobie poszedł. Następnego dnia w gazecie pisali, że podczas rozmów z rządem Wałęsa nagle zniknął nie wiadomo gdzie na dwie godziny, po czym wrócił w studenckiej czapce na głowie… Ja pozostałem z moim poczuciem najwyższego uznania, wręcz uwielbienia dla przywódcy Solidarności. Poczucie to nie opuszczało mnie przez dobrych parę lat, aż do początku lat 90. Nie byłem jedynym – Wałęsa i Jan Paweł II byli wówczas odbierani przez wszystkich jako dwie najważniejsze w Polsce osoby, i odbierani byli jako tacy NA RÓWNI!

Lata 80 i 90 spędziłem we Francji. Nie miałem wielu kontaktów z bieżącymi sprawami w Polsce, ale pamiętam, że głosowałem na Wałęsę w konsulacie w Strasbourgu.

Zobaczyłem go w jakimś wydaniu Wiadomości w telewizji, gdy przyjechałem do Polski na wakacje, jak przyjmował jakiegoś gościa w Belwederze. I pamiętam, że doznałem wówczas pierwszego szoku. To nie był ten sam człowiek, którego pamiętałem sprzed lat. W tej krótkiej migawce zachował się tak, że przyszło mi do głowy wtedy porównanie, które opowiadałem ludziom wokół siebie w Polsce i we Francji:

Różnica między prezydentem Francji, Francois Mitterandem, a prezydentem Polski Lechem Wałęsą jest taka, że jak się patrzy na Mitteranda, to się widzi prezydenta i męża stanu, nawet jak się nie jest jego zwolennikiem, a jak się patrzy na Lecha Wałęsę, to się widzi elektryka, nawet jakby się chciało zobaczyć prezydenta…

To było dla mnie strasznie przykre, bo był to trudny do przetrawienia dysonans.
A potem była wizyta mojego Taty u Wałęsy, w Belwederze na śniadaniu. Tata był prezesem PKO BP. Było to akurat w momencie, gdy byłem w Warszawie, na urlopie. Poszedł i po paru godzinach wrócił zdruzgotany. Po długiej rozmowie na temat finansów państwa, do której pan prezydent się najwyraźniej przygotował, nastąpił kubeł zimnej wody. Otóż mój Ojciec tłumaczył, że pomysł stu milionów dla każdego nie jest dobry, że może to zachwiać finansami państwa, a pan Prezydent pytał mądrze o różne rzeczy, najwyraźniej słuchał, po czym, na koniec, zapytał mojego Ojca:

– Panie prezesie, a może mi pan powiedzieć gdzie pan drukował te wasze bony oszczędnościowe, bo one są takie ładne, a ja chciałbym te sto milionów wydać też na takim ładnym papierze…

Potem były przegrane wybory. Wszyscy pamiętają „podawanie nogi”, ale pewnie wiele osób nie wie skąd ta noga się wzięła. Ja wiem od osoby bliskiej Wałęsie, której nazwiska oczywiście nie podam, ale która tam z nim wtedy była na miejscu. Otóż podobno Wałęsa był absolutnie i doskonale przygotowany do debaty z Kwaśniewskim i właściwie nie było szans, by poległ. Ale poza przygotowaniem merytorycznym były jeszcze sprawy pozamerytoryczne. Oba sztaby dograły wszystkie detale spotkania w najdrobniejszych szczegółach. Wszystko było zapięte na ostatni guzik. Między innymi było ustalone bardzo wyraźnie i jednoznacznie, że obaj panowie NIE BĘDĄ sobie ręki podawali. To była podobno baza wszystkiego, coś, co do czego oba sztaby zgodziły się bez wahania. No i któryś z doradców Kwaśniewskiego miał naprawdę doskonały pomysł, by zdestabilizować Wałęsę tą próbą podania ręki – jak widać doskonale to zadziałało!

Myślę, że ta historia nosi znamiona prawdy. Doskonały chwyt psychologiczny, jak się nieco zastanowić, to taka debata jest źródłem tak niesamowitego stresu dla kandydata, że każdy, najdrobniejszy nawet element może być źródłem katastrofy. Jednak prawdziwy mąż stanu potrafiłby się odnaleźć w takiej sytuacji… nawet więcej powiem – każdy naprawdę KULTURALNY człowiek potrafiłby się odnaleźć…

A potem już było coraz gorzej i gorzej. Nie głosowałem w tych kolejnych wyborach – nie chciało mi się jeździć do konsulatu dla Wałęsy (bo przecież na komucha-kłamczucha bym nie głosował).

Nie miałem nigdy poczucia wstydu, że TAKI KTOŚ jest naszym prezydentem. To, kto jest prezydentem nie ma żadnego związku z jakimś charakterem narodowym czy innymi cechami, nieprawdą jest nawet, że mamy takiego prezydenta, na jakiego sobie zasłużyliśmy. Mamy takich przedstawicieli, na jakich głosowaliśmy, a głosowaliśmy na nich, bo tak kazały nam media. Kazały wprost lub nie wprost, kazały, bo na przykład plakat z kandydatem był ładniejszy od plakatu z kontrkandydatem. W przypadku „podawania nogi” też zapewne media mogły uratować sytuację, gdyby chciały, wyjaśniając całą sytuację…

Obraz odpowiedzialnego Wałęsy z 1980 roku znikł już z mojej pamięci. Jest teraz ten żałosny obraz, który widzimy wszyscy dziś, który trwa od wielu, wielu lat. Smutne to. Dla mnie jest to przestroga, by nie ufać żadnemu politykowi.

Teraz już tylko mi szkoda. Przydałby się nam wszystkim człowiek, który by nas mógł zjednoczyć, jak jednoczył nas Jan Paweł II. Wałęsa MÓGŁ kimś takim być.

Jednak nie o tym miałem napisać, tylko o tym, o co w tym całym jazgocie chodzi. Bo wrzask się podniósł niesamowity, i mamy dziś nawet zatwardziałych wyborców SLD, którzy bronić chcą „honoru Wałęsy” co jest już wyjątkowo kuriozalne.

Warto mieć świadomość, że tu wcale nie chodzi o Wałęsę. Dla środowisk okrągłostołowych, czyli dla tzw. „salonu” Wałęsa jest tylko narzędziem. Przypomnijcie sobie, jak Wyborcza i Michnik pluli na niego gdy była taka potrzeba.

Cała ta afera, ten wrzask, ten jazgot jest spowodowany najgorszym niebezpieczeństwem jakie może sobie salon wyobrazić, to znaczy koniecznością przyznania racji środowiskom przeciwnym układowi, a konkretnie Kaczyńskiemu. To jest dla salonu wizja Apokalipsy, końca ich świata. Ostateczne udowodnienie tego kim i jaki był Wałęsa nie tyle burzy jakąś michnikową konstrukcję, co przyznaje rację Kaczyńskiemu i PiSowi, a na to salon pozwolić nie chce. I dlatego mamy ten jazgot, te idiotyczne memy, to pójście w zaparte. I dlatego przyłącza się do tego również elektorat SLD, który powinien teoretycznie zachować jak najdalej idący dystans.

Niezwykły jest ten nagły, błyskawiczny i totalny sukces Kaczyńskiego. Jeśli jeszcze dodatkowo okaże się, że nagle uda się wyjaśnić katastrofę smoleńską, to zacznę się niepokoić…

http://pietrasiewicz.salon24.pl/697388,walesa-i-niepokoj

Posted in Felietony, Historia, POLECAM | 1 Comment »

Prof. Kieżun – Posłuchajcie ze zrozumieniem…

Posted by tadeo w dniu 18 stycznia 2016

Zobacz także:

Prof. Kieżun: Mamy strukturę państwa kolonialnego

Patologia transformacji, czyli IV rozbiór Polski – Witold Kieżun

Odzyskać banki dla polskiej gospodarki – rozmowa z prof. dr. hab. Witoldem Kieżuniem.

Prof. Kieżun w rozmowie z „wSieci”: „Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że kryje się plan osłabienia Polski, by przestała przeszkadzać wielkim sąsiadom”

„Struktura gospodarki jest strukturą neokolonialną. Musimy się nastawić na kupowanie tego, co polskie”. NASZ WYWIAD z prof. Witoldem Kieżunem

 

Posted in Gospodarka i Ekonomia, POLECAM, Polityka - video, Polityka i aktualności | Otagowane: | Leave a Comment »

Polska – czarna owca Europy

Posted by tadeo w dniu 14 stycznia 2016

Trwa atak na Polskę– bez precedensu we współczesnej historii Europy – tylko dlatego że nowy rząd postanowił zmienić zasady gry i zadbać o interesy własnego kraju. Jak zwykle w takiej sytuacji jednym chórem odezwali się ci, którzy najwięcej mogą na tym stracić. Na wyższych szczeblach zachowywana jest powściągliwość, chyba że znajdzie się jakiś lewacki oszołm – Schulz, Oettinger czy Timmermans. Łatwiej jest wypuścić zgraję ujadających dziennikarzy na smyczy, których Polsce nie brak – Kim, Lis, Wielowieyska, Paradowska, Kraśko i Gugała – ten ostatnio wykazał się znajomością historii III Rzeszy i kategorycznie stwierdził, że Niemcy byli ofiarami II WW, bo stracili duże połacie własnego kraju i poświęcili więcej ludzkich ofiar niż Polska i ZSRR razem wzięte. Trudno jest dyskutować z logiką idioty, lepiej skupić się na bardziej przemyślanych andronach…

 

Jeśli red Wielowieyska, red Lis i cała plejada red-aktorów telewizyjnych, radiowych, a także tych sepleniących, jakających się i bez aparycji – produkujących się na łamach komercjalnej prasy – mają rację, że PiS to samo zło i drugie wcielenie diabła, a reakcja Zachodu, to wyraz makiawelicznej troski o stan demokracji w naszym  państwie, to ja jestem KOD, tyle że pojutrze. Tym samym daję sobie nieco czasu, by zaprenumerować Washington Post, Wall Street Journal i Berliner Zeitung, bo nie Gazetę Wyborczą, która jest zbyt stronnicza. Dzięki nim i ich korespondentom – prosto z oblężonej Warszawy – będę na bieżąco z wydarzeniami na ulicach, gdzie prym wiedzie partia Nowoczesna, która – według sondaży – jest prawdziwym reperezentantem ludu, a KOD jego tubą. Według ich wersji, jak to kategorycznie stwierdził red Lis, Polska to czarna owca Europy.

 

Na szczęście, istnieje druga wersja wydarzeń. Jeśli red-aktorzy mają rację, tyle że dali się zwieść, bo intencje naszych zachodnich sprzymierzeńców nie są wynikiem troski o stan demokracji, ale dbałością o własny interes  i obawą o jego utratę, to w tej sytuacji, świadomie, czy też nie, medialni i polityczni krzykacze okazują się obrońcami obcego biznesu. Za tą wersją przemawiają wysokie apanaże i manipulacja faktami. Tu trzeba byłoby odnieść się do faktów i niuansów językowych, czego przeciętny odbiorca nie łapie, bo nie ma na to czasu i siły umysłu, by wyjść z labiryntu medialnego matactwa.. Dzięki temu red-aktorzy mogą pozwolić sobie na wszelkie przekłamania bez obawy o konsekwencje. Jakby tego nie rozbierać, to czarna owca pozostaje czarną owcą…

 

I tu dochodzę do trzeciej wersji, tej pisowskiej, która uznaje, że czarna owca to media, post-komunistyczne partie polityczne manipulujące pospólstwem i środowiska czerpiące z tego stanu duże zyski. Ta owca przez długie lata żerowała w trudzie i znoju, by zapewnić sobie wszelkie beneficja kosztem prostego ludu, a tu nagle lud doszedł do władzy i stwierdza, że podział dóbr nie jest sprawiedliwy i ogłosił nowe rozdanie. Padł domek z kart i podniósł się rejwach, bo chcą by było tak, jak było, a lud na to mówi: Takiego wała! Nic poza kolejnością! Każdemu według rachunku sumienia.

 

Nikt tego jeszcze nie powiedział, ale ja śmiem twierdzić, że na naszych oczach rozpoczęło się powstanie przeciwko skorumpowanej klasie politycznej, ekonomicznemu wasalstwu,  niszczeniu tradycji kulturowych i religijnych. Reakcja rodzimych demokratów i UE jest tego dowodem. Stąd tak mocne słowa padające z ust znanych autorytetów i taka szybka reakcja Komisji Europejskiej, by ugasić pożar w zarodku…

 

„Silni, zwarci i gotowi” staje się tej sytuacji niemal nakazem, by nie dać się sprowokować demonstracjami KOD-u i jątrzącymi oświadczeniami lidera PO – Schetyny. Robić swoje, słuchać skąd wiatr wieje, ale kosy trzymać w zagrodzie…

http://jan.przygoda.salon24.pl/691499,polska-czarna-owca-europy

Posted in Felietony, POLECAM, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

O co toczy się spór w Polsce? – wywiad z Jarosławem Kaczyńskim

Posted by tadeo w dniu 5 stycznia 2016

Większość naszych mediów jest w rękach niemieckich – to musi mieć wpływ na ich postawę. Natomiast w wypadku innych mediów jest to obrona przywilejów systemu, w którym te media mogły funkcjonować oraz wywierać bardzo duży wpływ na życie publiczne. Dobra zmiana, o której mówimy, ten wpływ ograniczy, sprowadzi do właściwych wymiarów. Pewne niewielkie środowiska, które – gdyby polska historia wyglądała inaczej – w ogóle nie mogłyby w Polsce odegrać żadnej roli, która jest skutkiem wojny i komunizmu – mówi Jarosław Kaczyński.



Z Jarosławem Kaczyńskim, prezesem PiS, rozmawia o. Dariusz Drążek CSsR

O co toczy się dzisiaj spór w Polsce i jakie są strony tego sporu?

– Spór w Polsce toczy się, można powiedzieć, o dwie sprawy. Sprawa pierwsza, która troszkę umyka uwadze opinii publicznej, a także komentatorów, to spór o to, czy Polska ma być państwem demokratycznym czy korporacyjnym. Bo spór o Trybunał Konstytucyjny to w wielkiej mierze właśnie spór o to, czy w Polsce mechanizmy demokratyczne, a więc te związane z wyborami, są rozstrzygające dla kształtu życia publicznego, czy też jest to jeden z istotnych, ale nie najważniejszy i decydujący mechanizm, bo władza jest – w gruncie rzeczy – w ręku korporacji. Korporacji, które tworzą aparat państwowy. Aparat państwowy nie jest czymś uzależnionym od mechanizmu demokratycznego, tylko ma bardzo daleko idący zakres autonomii, który rolę mechanizmu demokratycznego zasadniczo ogranicza. Taką koncepcję państwa swego czasu sformułował w przemówieniu w Sejmie – mówiąc o aferze Amber Gold – Donald Tusk. Tak to wprost zostało wyłożone. To jest taka głęboka istota sporu, o której się teraz nie mówi. Jeżeli chodzi o sprawy bliższe, to chodzi o to, czy będą mogły być realizowane te wszystkie przedsięwzięcia, które składają się na dobrą zmianę, o której mówimy, czy też nie będą mogły być realizowane. Jestem głęboko przekonany, że Trybunał, po tym zamachu z czerwca 2015 roku, miał być tym punktem, swego rodzaju bastionem, o który rozbijały się wszelkiego rodzaju nasze próby zmiany. Mówię nie tylko o zmianach np. w wymiarze sprawiedliwości czy w mediach, ale chodzi także o takie zmiany, jak 500 złotych na dziecko. Tutaj też bez trudu średniej klasy prawnik mógłby sobie wymyśleć, w jaki sposób Trybunał mógłby uniemożliwić tę zmianę – przez odpowiednie orzeczenie, przedstawiając do tego siebie jako ten, który chce dać więcej. Tylko że to „więcej” jest już niemożliwe, nierealizowalne. Mówiąc krótko, tutaj są dwie sprawy. Jedna to zablokowanie tej dobrej zmiany, zablokowanie zmiany, która ma nadać naszemu życiu społecznemu inny, dużo bardziej sprawiedliwy, uczciwy i jednocześnie efektywny kształt, a z drugiej strony jest to spór o to, jak ma wyglądać polskie państwo – czy w Polsce demokratycznej ma być rzeczywiście czymś realnym, decydującym o kształcie naszego życia, czy też ma być tylko jednym z mechanizmów kształtowania tego życia – i to wcale nie mechanizmem najważniejszym.

Czy mamy dziś do czynienia z „medialnym zamachem stanu” przeciwko wybranym władzom Rzeczypospolitej? Czy to przypomina, Pana zdaniem, np. XVIII wiek, gdzie ten Trybunał, o którym Pan mówi, miałby pełnić taką klasyczną rolę liberum veto wobec wszelkich poczynań władzy? Premier Jan Olszewski mówi: „Wątpię, że ten spór zostanie w Polsce wyciszony, bo jest środowisko, które traci przywileje”.

– Tak, bo ta naprawa, o której mówimy, ta „dobra zmiana”, to m.in. pozbawienie pewnych środowisk przywilejów, doprowadzenie do tego, że w Polsce równość obywatelska stałaby się czymś dużo bardziej realnym niż w tej chwili. Ona w tej chwili jest zapisem konstytucyjnym, w gruncie rzeczy martwym. Oczywiście można odwoływać się tutaj do liberum veto, ale przypomnijmy sobie także inne aspekty sprawy. Trybunał Konstytucyjny nie wykonuje w gruncie rzeczy swoich obowiązków. 200 spraw jest niezałatwionych, 100 spraw, gdzie było orzeczenie TK, nie zostało wykonane, a Trybunał w tej sprawie milczy. Ma wręcz niebywale wolne tempo pracy. Ludzie mający uposażenie na poziomie prezydenta Rzeczypospolitej – mówiąc uczciwie – bardzo niewiele robią. Porównanie z niemieckim trybunałem, gdzie ta wydajność w przeliczeniu na jednego posła jest przeszło dwanaście razy większa, jest miażdżące. W związku z tym ta ustawa, która jest dziś przedmiotem sporu, ma doprowadzić do tego, żeby po pierwsze, Trybunał nadrobił zaległości i później nie wdawał się w bieżące polityczne spory, tylko po prostu załatwiał sprawy rzeczywiście. Trzeba, żeby w Polsce pilnowano tego, by ustawodawstwo, a także akty normatywne niższego rzędu były zgodne z Konstytucją. Ten aspekt naprawy Trybunału – i w istocie swego rodzaju umocnienie Trybunału w jego właściwej roli – jest zupełnie niedostrzegany, bo obok tego mamy rzeczywiście ten bunt korporacji. Dzisiaj mamy pismo od pani pierwszej prezes Sądu Najwyższego wzywające do tego, żeby zupełnie bezprawnie rozpatrywać sprawę tej ustawy. To już jest swego rodzaju rokosz. Tutaj mamy do czynienia z taką sytuacją, gdzie nawiązywanie do różnego rodzaju złych tradycji I RP jest jak najbardziej uzasadnione. Przy czym ta władza, która ma być najbardziej zrównoważona, najbardziej zdystansowana, właśnie się w to angażuje. To musi być powstrzymane.

Prezes Rzepliński zapowiada na 12 stycznia, że Trybunał zbada zgodność z Konstytucją uchwał Sejmu o wyborze nowych sędziów i jak najszybciej (a więc też poza kolejnością, poza przepisami znowelizowanej ustawy o TK) zbada zgodność z Konstytucją ustawy o Trybunale Konstytucyjnym – w składzie, który sam wybierze. Nie będzie to raczej 13 sędziów, co zakłada ustawa. Jak traktować takie wypowiedzi prezesa Trybunału Konstytucyjnego?

– To jest w gruncie rzeczy wypowiedź, która oznacza właśnie nic innego, jak rokosz wobec porządku w państwie. Trybunał rzeczywiście porównując – bo tak to można określić – ustawy z Konstytucją, podlega Konstytucji. Ale w sprawach organizacji Trybunału i w sprawach proceduralnych decyduje ustawa i o tym jest bezpośrednio mowa w Konstytucji. Ta ustawa jest taką ustawą wykonawczą wobec Konstytucji. Jest pewien zespół ustaw, które właśnie tego rodzaju rolę pełnią, są jakby wskazane w Konstytucji. Uchwalenie wynika z Konstytucji w sposób zupełnie bezpośredni. Tutaj to, że Trybunał podlega takiej ustawie, jest poza jakąkolwiek wątpliwością. Ogłoszenie, że się temu nie podlega, jest po prostu odrzuceniem tej roli, która jest przypisywana Trybunałowi Konstytucyjnemu i sędziom Trybunału Konstytucyjnego. Ja osobiście traktowałbym to jako rezygnację z funkcji sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Jeżeli ktoś przychodzi do jakiejś pracy i na wstępie ogłasza, że reguły tej pracy go nie obowiązują, to jest to równoznaczne z tym, że z tej pracy rezygnuje. Tak bym to traktował.

Ale jak to stwierdzić, Panie Prezesie? Jest art. 190 Konstytucji, który mówi: „organizacje TK oraz tryb postępowania przed Trybunałem określa ustawa”. Wydaje się z wypowiedzi medialnych, że ta ustawa prezesa Rzeplińskiego nie obowiązuje. Odwołuje się do innego artykułu, o tym, że sędziowie podlegają wyłącznie Konstytucji. Czy państwo polskie ma możliwości stwierdzenia tego rokoszu i zrobienia czegoś z rokoszanami?

– Ma takie możliwości poprzez stworzenie odpowiedniej ustawy, np. takiej, która by uznała, że tego typu postępowanie prezesa i innych sędziów oznacza, iż zrezygnowali z funkcji. Niezależnie od tego, że sędzia orzekając o zgodności z Konstytucją ustaw, musi podlegać Konstytucji, gdyż nie byłby w stanie wykonywać swojej funkcji, to jednak w tej sprawie podlega ustawie. To jest bardzo wyraźnie zaznaczone w Konstytucji, nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Wszelkiego rodzaju wyśmiewanie, które można znaleźć na łamach gazet, m.in. „Gazety Wyborczej”, opiera się na tym, że zakładają, iż przeciętny czytelnik nie wie, w jaki sposób interpretuje się prawo. Argumenty, że coś zostało napisane wprost, są rozstrzygające, zapomina się o konieczności robienia wykładni systemowej. Mamy do czynienia z rokoszem i musi być on powstrzymany. Zobaczymy, jaka będzie postawa innych sędziów TK, jak to będzie wyglądało. Jest oczywiste, że przedsięwzięcia, o których mówi prof. Rzepliński, mają charakter prywatny. Orzeczenie sądu będzie wyrażeniem zdania przez określoną liczbę prawników, ale nie będzie miało żadnego znaczenia prawnego.

Środowiska zagraniczne, Komisja Europejska, przewodniczący Parlamentu Europejskiego – tych głosów było już sporo, Martin Schulz mówił nawet o zamachu stanu. Czy Polacy wobec nawału antypolskich opinii nie ulegną kompleksowi, który przez 25 lat był wsączany, że europejskość to coś lepszego niż polskość? Skoro z zagranicy tak mówią, to coś w tym musi być.

– Na pewno są ludzie, którzy myślą w ten sposób, ale wierzę, że więcej jest tych, którzy myślą inaczej, a ta liczba jeszcze się zwiększy. Obywatele coraz bardziej rozumieją, że żadna „europejskość” nas nie zbawi. Europejskość w gruncie rzeczy oznacza polskość. Europa składa się z różniących się od siebie narodów, które dopiero wspólnie tworzą jakąś jakość. Polska, broniąc demokracji, a nie korporacji, broniąc wolności religii, która na zachodzie Europy jest dzisiaj bardzo zagrożona, a w wielu miejscach jej nie ma, czy broniąc wolności słowa – stając w obronie tego, chronimy to, co w europejskiej tradycji jest najlepsze. Jesteśmy dziś ostoją prawdziwej Europy.

Dlaczego media w Polsce nie oburzają się na słowa antypolskie płynące z mediów niemieckich, prominentnych polityków brukselskich, tylko się nimi ekscytują i nagłaśniają w formie poparcia?

– Po pierwsze, są tu istotne kwestie własnościowe. Większość naszych mediów jest w rękach niemieckich – to musi mieć wpływ na ich postawę. Natomiast w wypadku innych mediów jest to obrona przywilejów systemu, w którym te media mogły funkcjonować oraz wywierać bardzo duży wpływ na życie publiczne. Dobra zmiana, o której mówimy, ten wpływ ograniczy, sprowadzi do właściwych wymiarów. Pewne niewielkie środowiska, które – gdyby polska historia wyglądała inaczej – w ogóle nie mogłyby w Polsce odegrać żadnej roli, która jest skutkiem wojny i komunizmu. Gdyby nie to podporządkowanie, w Polsce byłyby pewnie tylko mało ważnym i nieszanowanym marginesem.

– Oczywiście, może powstać opór, ale jesteśmy przekonani, że wielu pracowników radia i telewizji publicznych oczekuje na zmiany. Myślę, że jesteśmy w stanie je przeprowadzić. W Polsce istnieje prawo do demonstracji i nie zamierzamy go podważać. Ci, którzy wcześniej rządzili, wielokrotnie łamali reguły demokracji, np. wysyłali ABW do młodego człowieka, który zajmował się stroną internetową o prezydencie, blokowali – także i mi – dostęp do dużych sal. Fatalnie było w parlamencie. Dzisiaj mówi się o „czołganiach” w parlamencie – ktoś użył takiego sformułowania Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej Ryszarda Petru. Względniejszy i bardziej uprzejmy wobec ludzi z opozycji jest marszałek Kuchciński. Pozwala im często na to, co nazywa się obstrukcją parlamentarną. Ja go w żadnym razie nie krytykuję. Uważam, że powinien robić tak, jak robi, ale to jest ogromna różnica. Sam miałem wielokrotnie wyłączany mikrofon. Jako przywódca właściwie jedynej partii opozycyjnej byłem wypędzany z mównicy przez marszałka. Marszałkowie tacy jak pan Komorowski byli gotowi tolerować wszystko, łącznie z obrażaniem kobiet. Pamiętam, jak wyszedłem na mównicę po to, żeby apelować do niego, by chociaż na to nie pozwalał. W żaden sposób nie zareagował. Nie mówiąc już oczywiście o tym, co działo się na sali. Obrażanie – w pierwszej kolejności poseł Niesiołowski, który obrażał niemal każdego naszego mówcę. I wtedy wszystko było w porządku. Marzę o tym, że któregoś dnia w jakiejś audycji telewizyjnej pokaże się fragmenty tych obrad, które są teraz, i tych, które były wcześniej. Jest ogromna różnica. Teraz jest to bardziej demokratyczne i kulturalne.

Panie Premierze, są głosy, że działają Państwo za szybko. Gdyby Pan zechciał wytłumaczyć Polakom, dlaczego tak szybko. Dlaczego taki proces legislacyjny, Trybunał, 6-latki, media, podatek bankowy? Może moglibyście wolniej, nie otwierając tylu frontów? Zadarcie ze środowiskiem prawniczym, dziennikarskim, bankowym, z zagranicznym kapitałem w postaci hipermarketów – to są bardzo niebezpieczne fronty.

– Gdybyśmy działali wolno, to by nam to zarzucano. Po prostu pewne zmiany chcemy przeprowadzić, żeby stworzyć pewną nową jakość w życiu publicznym i jednocześnie pójść do przodu. Mamy wielkie plany społeczne i gospodarcze i musi być czas, żeby je realizować. Jakkolwiek byśmy tych zmian nie przeprowadzali, bylibyśmy przedmiotem ataku i te fronty byłyby otwarte. To jest tylko kwestia obrony interesów i przywilejów. W sytuacji w Polsce – po tych 8 latach rządów PO – na samym podatku VAT straciliśmy prawdopodobnie ponad 100 mld zł – mam nadzieję, że będzie to przedmiotem badań komisji śledczej – i nikt na to w gruncie rzeczy nie reagował, jeżeli chodzi o władzę. Nie wprowadzono żadnej kontrakcji, chociaż w różnych krajach tego rodzaju reakcje były przeprowadzane i wykazywały duży stopień skuteczności. Krótko mówiąc, mamy tutaj do czynienia z sytuacją, w której pewna bardzo niewielka grupa czynników wewnętrznych i zewnętrznych – bo też grupy z zewnątrz na tym korzystały – broni sytuacji dla nich bardzo wygodnej, a bardzo niedobrej dla Polski i Polaków.

Niektórzy mówią, że program „500+” nic nie da dla poprawy demografii i polskich rodzin, bo PiS więcej zabierze niż da, np. poprzez podatek bankowy, bo banki sobie odbiją to na klientach, i podatek od hipermarketów, bo obcy kapitał odbije sobie to na robiących zakupy Polakach.

– Konkurencja pomiędzy bankami i hipermarketami jest tak ostra, że one sobie nie mogą tego odbić. Te podatki nie są duże, więc to jest tylko i wyłącznie zwykłe straszenie. Jak ktoś chce coś komuś zabrać, to zawsze jest tysiąc różnych argumentów, żeby tego nie robić. Tak samo, jak chce się coś dać społeczeństwu, a w szczególności tej biedniejszej części społeczeństwa, to zawsze jest to tysiąc argumentów. Ten sposób myślenia my zdecydowanie odrzucamy. Można opodatkować bardzo wysokie zyski i nie ma to nic wspólnego z różnymi zagrożeniami. Zawsze znajdą się tacy, którzy powiedzą, że i tak nam się opłaca nie podwyższyć ceny, bo będziemy wtedy konkurencyjni wobec innych czy nawet wyeliminujemy ich z rynku. I to jest normalny, pozytywny mechanizm rynkowy. Powtarzam – na tych rynkach jest potężna konkurencja. Gdyby miało dochodzić do tworzenia jakichś umów, to oczywiście są odpowiednie organy państwa, żeby na to reagować.

Kto jest dzisiaj największą opozycją Prawa i Sprawiedliwości?

– Nie mam zamiaru ustawiać kolejności. Różni się starają, ale w gruncie rzeczy to jest kwestia po prostu establishmentu. Establishment dzisiaj stawia zdecydowanie na pana Petru, który występuje w telewizji publicznej przez 6 godzin, a w tym samym okresie pokazywano prezydenta Polski przez 14 minut. To jest pokaz tego, o co w gruncie rzeczy chodzi, bo Platforma jest tak bardzo tym, co robiła, obciążona, że osoby, które w establishmencie myślą i analizują sytuację oraz podejmują działania, uważają, że to nie jest już właściwy obrońca ich interesów. Ale zobaczymy, jak dalej to będzie wyglądało, bo formacja pana Petru jest formacją na „cienkim lodzie”, która bardzo łatwo może utonąć.

Jakie są prognozy lidera obozu rządzącego na 2016 r.?

– Sądzę, że wśród różnego rodzaju oporu będziemy realizować nasz program, i że ten program będzie przynosił Polsce efekty. Zarówno w skali ogólnej, jak i dla poszczególnych grup społecznych. Chciałbym państwu powiedzieć, że ilość pieniędzy, która będzie płynęła na wieś z programu „500+”, będzie większa niż to, co płynie z dopłat do rolnictwa. Naprawdę sytuacja się poprawi. Jeśli ktoś uważa, że 4-osobowa biedna rodzina, która będzie otrzymywała 2 tys. zł miesięcznie, na tym nie skorzysta i jej możliwości się nie poprawią, to kompletnie nie zna życia. Nawet w tych zamożniejszych rodzinach te 500 zł przy dwójce dzieci też ułatwi życie. Wierzę w to, że Polacy wydadzą te pieniądze racjonalnie. Wielu przed dopłatami – zanim te dopłaty na wieś się pojawiły – uważało, że one nie będą dobrze przez polską wieś wykorzystane, a okazało się, że były bardzo racjonalnie spożytkowane. Bardzo podniósł się poziom tzw. skolaryzacji. Ci najbiedniejsi, którzy przedtem nie mieli na to, żeby ich dzieci mogły chodzić do szkół średnich, te pieniądze zyskali, dzięki czemu te dzieci zaczęły chodzić do szkół. Takich przykładów było więcej. Polacy są – w ogromnej większości, bo jest przecież zróżnicowanie – Narodem racjonalnym, który wie, co robić z pieniędzmi. Chociaż mogą się zdarzyć patologie, to generalnie rzecz biorąc, to poprawi sytuację polskich rodzin – tych średnio zamożnych i tych, którzy żyją niemal w nędzy. Tam, gdzie tych pieniędzy już naprawdę bardzo brakuje, to tę nędzę zmieni w sytuację ciągle jeszcze słabą, ale jednak dużo lepszą. Uważam, że to jest bardzo dobre posunięcie, które wynika z potrzeby narodowej, związanej z groźbą depopulacji Polski, ale także ze zwykłej przyzwoitości.

„Nasz Dziennik”

http://www.kresy.pl/publicystyka,wywiady?zobacz/o-co-toczy-sie-spor-w-polsce-wywiad-z-jaroslawem-kaczynskim

Posted in Jarosław Kaczyński, POLECAM, Polityka i aktualności, Wywiady | Leave a Comment »

O walce duchowej – ks. Piotr Glas, egzorcysta

Posted by tadeo w dniu 16 grudnia 2015

Współczesny człowiek świadomie odrzucił Boga i na Jego miejsce postawił siebie. Życie w grzechu staje się normą dla wielu ludzi. Chrześcijanie muszą dziś podjąć trud podwójnej walki o zachowanie swojej tożsamości i wiary – przekonuje ks. Piotr Glas w nauce skierowanej do uczestników adwentowych rekolekcji Ruchu Czystych Serc. Rejestracja: ks. Sławomir Kostrzewa

Warto obejrzeć… film warty polecenia innym.

Posted in Filmy religijne, POLECAM, Religia | Leave a Comment »

Spór o Trybunał jak bilans otwarcia

Posted by tadeo w dniu 11 grudnia 2015

…Spór o trybunał to przede wszystkim pytanie o wartość prawa. I nieważne czy mówimy o prawie karnym, cywilnym, administracyjnym czy jakimkolwiek innym. To kryzys celu całego założenia – lub  jego interpretacji.

Maciek Dobrowolski siedzi 3 lata w areszcie mimo braku jakiegokolwiek dowodu o winie – wszystko zgodnie z prawem. Jan Bury o winie którego może się przekonać każdy kto sobie po prostu włączy nagranie jego głosu w internecie – odpowiada z wolnej stopy. Wszystko zgodnie z prawem.  Mariusz Kamiński za wykrycie milionowych łapówek za odrolnienie gruntów dostaje 3 lata bez zawieszenia – wszystko zgodnie z prawem. Gangsterzy z mafii pruszkowskiej zostają zwolnieni do domu – zgodnie z prawem. Upośledzony umysłowo facet za kradzież batonika o wartości 1 złotego  trafia do „paki” a procesy o defraudacje i wyciek milionów złotych z publicznej kasy toczą się tak długo i przy tylu zmianach składów aż kończą je przedawnienia. Rzecz jasna zgodnie z prawem. Człowiek który sobie dobudował do swojego domu na własnej działce ganek dwa na dwa metry bez pozwolenia na budowę dostaje kilkadziesiąt tysięcy kary za samowolę budowlaną – zgodnie z prawem.  Człowiek który sprowadzi publiczną spółkę na krawędź wielomilionowego bankructwa dostaje odprawę kilkaset tysięcy złotych – zgodnie z prawem.

Polska cierpi dziś na chroniczny zespół dysfunkcji prawa i spór o wybór sędziów trybunału wpisał w cały niezwykle bolesny problem. Jaki jest sens prawa które ma usprawiedliwić procedurę zdominowania Trybunału Konstytucyjnego przez jedno środowisko polityczne? Jaki jest sens i cel prawa jeśli czołowi polscy prawnicy nie widzą w nim narzędzia do równowagi światopoglądowej w Trybunale Konstytucyjnym? Czy to tylko kwestia procedury? Procedury jak widać służą dowolnym celom – prawo powinno te cele wyznaczać.

Awantura o trybunał lada moment przestanie już kogokolwiek interesować – państwo się nie zawali, po ulicach nie będą grasować bandy w brunatnych koszulach a Polska nie zostanie otoczona drutem kolczastym. Ale doprawdy trudno dziś o bardziej wyrazisty bilans otwarcia stanu państwa w jakim zastały nas kolejne wybory parlamentarne.

http://waw75.salon24.pl/685278,spor-o-trybunal-jak-bilans-otwarcia,2

Posted in Felietony, POLECAM | Leave a Comment »

BEZROZUMNE OSZOŁOMIENIE SALONU [Tomasz Samołyk]

Posted by tadeo w dniu 30 listopada 2015

Powstanie nowego rządu wywołało nową kategorię zachowań mediów, „autorytetów” i ich wiernych odbiorców. Można je porównać do stanu emocjonalnego paranoicznego i zaborczego kochanka, który po wielu latach związku, dostał spektakularnego kosza. Zakochany nie jest w stanie się z tym pogodzić. Jego wściekłość przeradza się w oszołomienie, przez co nie tylko tworzy alternatywną rzeczywistość, ale z desperacją każe w nią wszystkim uwierzyć.

Doskonale rozumiem ten stan otępienia. Trudno mu się dziwić, łatwo zdiagnozować, lecz absolutnie nie można się na niego godzić. Po wielu latach obserwowania dyskursu publicznego, wiemy doskonale, że wszystkie chwyty stały się dozwolone. Nie można oburzać się na to, że uczestnicy życia publicznego osadzeni są w centrum ścierających się środowisk politycznych, kulturowych i medialnych. Zawsze będziemy mieli do czynienia ze skrajnymi opiniami – zarówno po stronie rządowej jak i opozycyjnej. Nie oczekujmy jakiejś zbawczej utopii, która wywoła stan powszechnego obiektywizmu, jednej i właściwej prawdy oraz rzetelności wyzbytej jakichkolwiek emocji.

Jednak to, co dzieje się od czasów wyborów i zaprzysiężenia rządu Beaty Szydło jest zjawiskiem przełomowym. Jest przejawem choroby, która zniekształca, demoralizuje i intelektualnie nas upadla. Abstrahując od poglądów politycznych, wybryki „salonu” obrażają inteligencję przeciętnego Polaka, którego traktuje się jak element bezmyślnego motłochu. Uważa się, że można powiedzieć mu już wszystko i z pozycji ex cathedra oznajmiać zasady funkcjonowania świata: niezależnie od faktów, opinii i rzeczywistego przebiegu zdarzeń. Charakterystyczne odwoływanie się do terminów skrajnych, kwantyfikatorów, świadczy nie tylko o bezmyślności, ale przede wszystkim o jawnej pogardzie dla nas, „maluczkich”.

Nie wiem jak Państwo czują się w Rzeczpospolitej totalitarnej, w której demokracja przestała istnieć, a zamach stanu stał się faktem już historycznym. Taka bowiem diagnoza wypływa z ust „autorytetów” moralnych oraz etatowych dziennikarzy, broniących minionego „stanu rzeczy”. Hiperbola, pustosłowie i skandale rodem z tabloidu. Godząc się na taką progresję wydarzeń, za dwa tygodnie dowiemy się, że Prawo i Sprawiedliwość dokonało aktu terroru, gwałtu, a może nawet ludobójstwa.

Według powszechnej narracji przegłosowanie przez koalicję Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego obsadzenia pięciu miejsc w Trybunale Konstytucyjnym, wbrew przepisowej kadencji sędziów i wbrew procedurom, nie było aktem bezprawia czy chociażby złamania dobrych obyczajów. Było sytuacją wartą przemilczenia i zagłuszenia jakimś ważniejszym dla Rzeczpospolitej wydarzeniem – chociażby wypadkiem samochodowym pod Szczekocinami czy nowym biustem jakiejś celebrytki. Natomiast unieważnienie tego wyboru oraz przywrócenie stanu pierwotnego przez Prawo i Sprawiedliwość – na podstawie udzielonej legitymacji wyborczej – jest aktem zamachu stanu, zamachu na demokrację i zaczątkiem totalitaryzmu.

APC - 2015.11.30 15.45 - 001.3d

Na czele pochodu w obronie w wolności i sprzeciwu wobec tego totalitaryzmu, stanął pewien niewysoki Pan, rzecznik prasowy Rady Ministrów w latach 1981–1989. Jerzy U. w jednym zdaniu ogłosił koniec demokracji, po czym dodał, iż sam „był w systemie, który chciał zwiększać polską autonomię w systemie socjalistycznym”. Wtórował mu Tomasz Lis, który rzucał hasła o „końcu wolności”, „komuchach z PiS”, „powrocie komuny”, „zalegalizowaniu dyktatury PiS-u”, a samego Jarosława Kaczyńskiego nazwał Ajatollahem Kaczafim i „kieszonkowym dyktatorkiem”. Redaktor rozbawił publikę do łez, gdy ogłosił, że w Warszawie wkrótce będzie Majdan (i to nie ten, który był partnerem Dody).

Salon milczał błogo i nie zająknął się, gdy radni Platformy Obywatelskiej zażądali odwołania spektaklu „Śmierć i Dziewczyna” oraz oficjalnym stanowiskiem zagrozili obcięciem samorządowej dotacji dla Teatru Polskiego. Jednak gdy Minister Kultury Piotr Gliński, na podstawie noty zapowiadającej spektakl, iż ma on treść pornograficzną i zawiera pełen akt seksualny, który wykonają za Państwa i moje pieniądze aktorzy porno z zagranicy, zażądał wyjaśnień od Marszałka Dolnośląskiego, mieliśmy do czynienia z sytuacją zgoła odmienną. Wówczas był to przejaw jawnej cenzury prewencyjnej i ogólnopolskiego skandalu. „Autorytet” Zbigniew Hołdys od razu mianował Jarosława Kaczyńskiego „wychowankiem komunizmu”, a samo działanie Ministra Glińskiego zrównał ze zdjęciem spektaklu „Dziady” w reżyserii Kazimierza Dejmka, granego w warszawskim Teatrze Narodowym w 1968 roku. Chciałbym, żeby był to tylko przejaw jego historycznej ignorancji.

Pasmu dysproporcji jednak ciągle nie było końca. Niegdyś oburzający bojkot posłów PiS i wyjście z głosowania, zakończone demonstracją przed Kancelarią Premiera, spotkało się z medialnym naparzaniem. Jednak w obliczu identycznego zachowania posłów PO i Nowoczesnej, którzy na znak protestu wyszli z sali w trakcie głosowania przeciw zmianom w ustawie o Trybunale Konstytucyjnym, poznaliśmy ich jako demokratycznych herosów, którzy w spektakularnym akcie obywatelskim pokazali jak to jest niezłomnym być.

20-latek, który został doradcą Antoniego Macierewicza w Ministerstwie Obrony Narodowej to również była rzecz oburzająca, godna obelg i salw śmiechu – w przeciwieństwie do zatrudnienia 21-latka przez Ministra PO Mateusza Szczurka czy 23-letnią Dobrawę Morzyńska, która została szefem gabinetu ministra. Nie wspominając o etacie 20-letniego Adama Malczaka, który został doradcą Ministra Spraw Wewnętrznych w rządzie Platformy Obywatelskiej.

Te jawne dysproporcje nie stoją jednak na przeszkodzie, by „autorytety” dzieliły się z nami swoim otępiałym wróżbiarstwem o nadchodzącym państwie etnicznie jednorodnym czy egzaminach na „dobrych” dziennikarzy. Wyssane z palca tezy i alternatywna rzeczywistość są tak wszechobecne, że domagam się, by dla pełnej groteski i dobrej zabawy, jeszcze bardziej zwiększyć ich natężenie.

W Polsce podobno czyta się Konstytucję w kawiarniach. Odbywają się protesty w imię obrony demokracji. Obrażane są „uczucia europejskie”. Monika Olejnik pyta czy Kaczyński odwoła święta Bożego Narodzenia i czy Sejm podejmie uchwałę o unieważnieniu wyboru opozycji. Jarosław Kuźniar twierdzi, że Beata Szydło wyprowadziła sztandar Europy. Opozycja przypina te sztandary do ław Sejmu i błaga Polaków o wpinanie gwieździstej flagi w klapy. Roman Giertych domaga się unieważnienia wyborów przez Sąd Najwyższy. Osoby kultury dzielą się fałszywymi linkami o tym, że Prezydent RP Andrzej Duda powiedział, iż kobieta powinna być „cicha, pokorna i posłuszna, wtedy będzie jej lepiej”, po czym na podstawie tak spreparowanych linków, nie wysilając się na najmniejsze zweryfikowanie tej informacji, nazywają Prezydenta „idiotą” i odmawiają mu szacunku.

Świadectwo polskim dziennikarzom wystawia fakt, iż w kontekście ostatniej wizyty Prezydenta Andrzeja Dudy w Chinach, komunistyczne media były od nich bardziej rzetelne . Nie jestem w stanie zrozumieć tego, dlaczego wizyta Prezydenta europejskiego państwa w światowym mocarstwie była dla Chińczyków większym wydarzeniem niż dla nas. Nie byliśmy w stanie obejrzeć takich lub takich obrazków, które rzecz jasna nie są politycznie znaczące i stanowią tylko o wyrażeniu sympatii. Złośliwie jednak „prognozuję” wstecz, iż gdyby takie przyjęcie zorganizowane zostało na cześć poprzednich dysydentów, media nie przestałyby piać z zachwytu, zrównując to wydarzenie z największymi sukcesami Adama Małysza, czy wyborem Karola Wojtyły na tron Piotrowy.

W całej tej konstatacji nie chodzi o opowiadanie się po jednej stronie określonej opcji politycznej. Chodzi o to, byśmy stanęli po stronie rozumu, rzetelności i nie ulegali wszechogarniającemu stanowi bezrozumnego oszołomienia. Sprzeciwianie się otępiałemu „Danse macabre” salonu nie jest już kwestią poglądów czy sympatii politycznych. To wypowiedzenie sprzeciwu wobec traktowania Polaków jak idiotów – bezmyślnie kroczących jednostek, którym można sprzedać już każde hasło i każdą nawet najgłupszą, tabloidową diagnozę.

 https://www.facebook.com/tomaszsamolyk/posts/937500526287548

Posted in Felietony, POLECAM | 1 Comment »

Ewa Dałkowska, Paweł Piekarczyk – Wieczornica Za Niepodległość i Solidarność 2012

Posted by tadeo w dniu 30 listopada 2015

12 grudnia 2012 r. w 31. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w Katedrze Warszawsko-Praskiej odbyła się wieczornica „Za Niepodległość i Solidarność”.
W części artystycznej wystąpili m.in. Ewa Dałkowska, Paweł Piekarczyk i Jerzy Zelnik.
Organizatorami spotkania byli: Stowarzyszenie „13 grudnia”, Fundacja „Odpowiedzialność Obywatelska”, NSZZ „Solidarność” Region Mazowsze oraz Proboszcz Parafii Katedralnej św. Michała Archanioła i św. Floriana Męczennika w Warszawie.
Relacja:
http://www.blogpress.pl/node/15349

 

Posted in POLECAM, Polityka - video | Leave a Comment »