WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘POLECAM’ Category

Trzy dni ciemności. Koniec świata wg Maryi

Posted by tadeo w dniu 5 czerwca 2019

 

W objawieniach Maryjnych pojawiają się jak refren dziwne słowa o dniach ciemności – łącznie trzech.

Według Księgi Apokalipsy trzy dni ciemności stanowią zawartość jednej z siedmiu czasz, którą na ziemię wyleją aniołowie:

„A piąty wylał swą czaszę na tron Bestii i w jej królestwie nastały ciemności” (Ap 16, 10).

 

Trzy dni ciemności są najbardziej spektakularnym wydarzeniem apokaliptycznym, które dotknie całą ziemię.

Jego nadejście zwiastowało wielu mistyków i świętych: św. Hildegarda z Bingen (+1179), Sługa Boża Marie Martel (+1673), słynny jezuita o. Charles-Auguste Nectou (+1777), bł. Elizabeth Canori-Mora (+1825), bł. Marie Taigi (+1837), Palma d’0ria (+1863), bł. Marie Baourdi (+1878), mistyk Pere Lamy (+1931), bretońska stygmatyczka Julie Jahenny (+1941), św. Ojciec Pio (+1968).

Gdy identyczne proroctwo dochodzi do nas z ust ludzi żyjących w różnym czasie i gdy łączy się ono z innymi zapowiedziami, które już się wypełniły, a dodatkowo świętość owych proroków została uznana przez Kościół, trudno przejść obok tych słów ze wzruszeniem ramion.

Przywołajmy kilka zapowiedzi Czasu Mroku.

Znane jest nam już proroctwo zmarłej w 1837 r. Marie Taigi o karze, „która zostanie zesłana z Nieba”. Ta wyniesiona na ołtarze wizjonerka jako pierwsza w historii zapowiedziała nadejście trzech dni ciemności:

 

Na całą ziemię zstąpią nieprzeniknione ciemności, które będą trwały trzy dni i trzy noce. Nic nie będzie widać, a powietrze będzie przepełnione zarazą, która dotknie przede wszystkim, ale nie tylko, wrogów religii. W czasie tej ciemności nie będzie możliwe użyć jakiegokolwiek oświetlenia wymyślonego przez człowieka, tylko poświęcone świece. Kto z ciekawości otworzy okno i wyjrzy lub opuści dom, padnie martwy na miejscu. W czasie tych trzech dni ludzie winni pozostać w swych domach, odmawiać Różaniec i błagać Boga o miłosierdzie.

Wszyscy wrogowie Kościoła, znani czy nieznani, zginą podczas tej powszechnej ciemności. Wyjątkiem będzie garstka, którą Bóg wkrótce nawróci. Powietrze będzie pełne demonów, które ukażą się pod różnorodną ohydną postacią.

 

A potem Maria Taigi przybliża nam wizję po części symboliczną:

 

Po trzech dniach ciemności święci Piotr i Paweł zstąpią z Niebios, będą nauczać cały świat i wskażą nowego papieża. Wielkie światło wyjdzie z ich ciał i spocznie na kardynale, który ma zostać nowym papieżem. Wówczas chrześcijaństwo ogarnie całą ziemię. On będzie Świętym Pasterzem, wybranym przez Boga, by stawić czoła burzom. Na koniec otrzyma dar czynienia cudów, a jego imię będzie wielbione na całym świecie. Rosja, Anglia i Chiny powrócą do Kościoła.

Zdumiewające, ale podobną wizję miała kilka lat wcześniej bł. Elizabeth Canori-Mora (+1825):

Niebo będzie zasnute chmurami, tak gęstymi i ponurymi, że nie sposób będzie patrzeć na nie bez przerażenia. (…) Mściwe ramię Boga uderzy w złych ludzi, a Jego wielka moc ukarze ich pychę i zarozumiałość. Do wytępienia tych bezbożników i heretyków pragnących obalić Kościół i zburzyć jego fundamenty Bóg zatrudni potęgę piekła. (…) Niezliczone legiony demonów będą przebiegać ziemię i wykonywać rozkazy Boskiej Sprawiedliwości. (…) Nic na ziemi nie zostanie oszczędzone.

Po przerażającej karze ujrzałam niebo otwarte i św. Piotra zstępującego na ziemie; był odziany w szaty pontyfikalne i otoczony wielką liczbą aniołów, które śpiewały hymny na jego cześć i ogłaszały jego panowanie na ziemi.

Ujrzałam też św. Pawła zstępującego na ziemię. Z rozkazu Boga przemierzył ziemię i związał demony i przyprowadził przed św. Piotra, który nakazał im powrócić do piekła, skąd przybyli.

Potem zmarła w Palestynie 1878 r. siostra Maria od Jezusa Ukrzyżowanego twierdziła, że Maryja mówi jej o

„trzech dniach ciemności i unicestwieniu trzech czwartych całej ludzkości”.

 

Z kolei XIX-wieczna mistyczka Julia Jahenny z La Fraudais ogłosiła, że podczas trzech dni ciemności piekielne moce przejmą władzę nad światem.

„Kryzys pojawi się niespodziewanie. Kara dotknie wszystkich; jedna będzie następować po drugiej” – mówiła 4 stycznia 1884 roku.

 

Co ciekawe, Jahenny podaje nawet, w jakich dniach tygodnia spadnie na ziemię kara ciemności:

„Trzy dni ciemności będą w czwartek, piątek i sobotę. To dni Najświętszego Sakramentu, Krzyża i Matki Najświętszej”. Dodaje jeszcze: „To będą trzy dni bez jednej nocy”.

 

Julia Jahenny cytuje słowa Jezusa:

 

Ziemia zostanie okryta ciemnością, wtedy całe piekło wyjdzie na ziemię. Grzmoty i błyskawice sprawią, że ci, którzy nie wierzą w Boga i nie ufają mojej potędze, umrą ze strachu.

 

Widząca przekazuje konkretne wskazówki, jak ludzie wierzący winni się zachować podczas tych trzech dni. Jak zaraz się okaże, jej głos mówi dokładnie to samo, co wielu innych świętych mistyków.

W czasie trzech dni przerażających ciemności nie wolno otworzyć żadnego okna, nikt bowiem nie może zobaczyć ziemi i straszliwego koloru, jaki będzie ona miała w dniach kary. Jeśli zrobi to, natychmiast umrze. Niebo będzie płonąć, ziemia będzie pękać. W czasie trzech dni ciemności niech wszędzie płoną poświęcone świece, a żadne inne światło nie będzie zapalone. W tych przerażających ciemnościach tylko świece uczynione z pobłogosławionego wosku będą dawać światło. Jedna świeca wystarczy na czas trwania tej piekielnej nocy. W domach ludzi złych i bluźnierców te świece nie dadzą światła.

Matka Boża dodała:

 

Wszystko będzie się trząść z wyjątkiem mebli, na których będą płonąć pobłogosławione świece. Te nie będą drżeć. Zgromadźcie się wokół nich z krzyżem i świętym wizerunkiem. To oddali od was terror.

 

I znowu słowa Jezusa:

 

Nikt, kto znajdzie się poza schronieniem, nie przeżyje. Ziemia będzie się trząść, bo sąd i strach będą ogromne. Tak, będziemy wysłuchiwać modlitw twoich przyjaciół;nikt z nich nie zginie. Będą potrzebni, by rozsławiać chwałę Krzyża.

Chmury czerwone jak krew będą pędzić po niebie. Huk grzmotu będzie wstrząsał ziemią, a ponure błyskawice ogołocą niebo z pór roku. Ziemia będzie drżeć aż po fundamenty. Morze podniesie się, a ryczące fale zaleją kontynent.

 

W 1934 r. Jezus skierował do św. Faustyny Kowalskiej przesłanie o dniach ciemności. Czytamy pod nr. 85 jej Dzienniczka:

 

Napisz to: Nim przyjdę jako Sędzia sprawiedliwy, przychodzę wpierw jako Król miłosierdzia. Nim nadejdzie dzień sprawiedliwy, będzie dany ludziom znak na niebie taki. Zgaśnie wszelkie światło na niebie i będzie wielka ciemność po całej ziemi. Wtenczas ukaże się znak krzyża na niebie, a z otworów, gdzie były ręce i nogi przebite Zbawiciela, [będą] wychodziły wielkie światła, które przez jakiś czas będą oświecać ziemię. Będzie to na krótki czas przed dniem ostatecznym.

 

Czyżby dni ciemności zakończyły się przyjściem światła wychodzącego z otworów w belkach krzyża, który ukaże się na spowitym mrokiem niebie? To zupełnie nowy element Boskiego scenariusza na czas oczyszczenia.

Na początku 1950 r. Ojciec Pio napisał dwa listy mówiące o zbliżającej się karze trzech dni ciemności. Przywołują one te same tematy, co wizje i lokucje (przekazy słowne) Julii Jahenny.

 

Dobrze pozamykajcie i uszczelnijcie okna. Nie wyglądajcie na zewnątrz. Zapalcie święconą świecę, która wystarczy na wiele dni. Módlcie się na Różańcu. Czytajcie duchowe książki. Czyńcie akty przyjęcia Duchowej Komunii, a także uczynki miłości, które są nam tak potrzebne. Módlcie się z wyciągniętymi rękami lub padając na twarz, aby uratować wiele dusz. Nie wolno wam wychodzić na zewnątrz. Zaopatrzcie się w wystarczającą ilość pożywienia. Moce natury zostaną wstrząśnięte i deszcz ognia napełni ludzi przerażeniem. Miejcie odwagę! Jestem pośród was. Otoczcie opieką swoje zwierzęta podczas tych dni. Ja Jestem Stworzycielem i Opiekunem dla wszystkiego stworzenia, tak samo jak dla człowieka. Dam wam wcześniej znaki, kiedy powinniście pozostawić większą ilość jedzenia dla swoich zwierząt. Ochronie dobytek wybranych, w tym także zwierzęta, które będą później w potrzebie pożywienia. Niech nikt nie próbuje wychodzić na zewnątrz, nawet aby nakarmić swoje zwierzęta – kto będzie nieposłuszny temu słowu, zginie! Dokładnie zakryjcie okna. Moi wybrani nie powinni widzieć Mojego gniewu. Miejcie ufność we Mnie, a Ja będę waszą obroną. Wasza wiara zobowiązuje Mnie do przybycia wam z pomocą.

Godzina Mego powrotu jest bliska! Jednak okażę Miłosierdzie. Najstraszliwszą karę będzie cierpieć świadek czasów. Moi aniołowie, którzy będą egzekutorami tej pracy, stoją już w gotowości z ostrymi mieczami! Szczególnie zadbają o zniszczenie tych, którzy Mnie przedrzeźniali i nie wierzyli w Moje objawienia.

Nawałnica ognia wyleje się z chmur i rozciągnie na całą ziemię! Sztormy, grzmoty, straszliwa pogoda i trzęsienia ziemi pokryją świat na kilka dni. Nastanie nieprzerwany deszcz ognia! Wszystko rozpocznie się w bardzo zimną noc. Te wydarzenia mają udowodnić, że Bóg jest Panem wszelkiego Stworzenia. Ci, którzy pokładają we Mnie nadzieję i wierzą w Moje słowa, nie mają się czego obawiać. Nie zaprę się tych, którzy rozpowszechniają Moje przesłanie. Żadna krzywda nie spotka dusz w łasce uświęcającej i tych, które szukają obrony u Mojej Matki.

Dam wam następujące znaki i instrukcje, w ten sposób możecie być przygotowani na nadchodzące wydarzenia:

Noc będzie bardzo zimna, a wiatr zacznie przeraźliwie huczeć i wyć. Po krótkim czasie usłyszycie grzmoty. Zamknijcie wszystkie drzwi i okna i z nikim nie rozmawiajcie z zewnątrz. Padnijcie przed krzyżem, żałujcie za grzechy i błagajcie o opiekę Mojej Matki. Nie patrzcie przez okno podczas trzęsienia ziemi, ponieważ gniew Boży jest święty! (Jezus nie chce, abyśmy ujrzeli gniew Boga, gdyż musi być rozważany w strachu i trwodze. Ci, którzy nie potraktują poważnie tego polecenia, zginą na miejscu). Wiatr przyniesie ze sobą trujące gazy, które rozniosą się po całej ziemi. Każdy, kto będzie cierpiał i umrze niewinnie, stanie się męczennikiem i będzie przebywał ze Mną w Moim Królestwie.

Szatan zatriumfuje! Jednak po trzech nocach ogień i trzęsienie ziemi ustaną. Następnego dnia słońce znów wzejdzie i oświeci ziemię. Aniołowie przybędą z Nieba i przykryją ziemię duchem pokoju. Uczucie niezmierzonej wdzięczności ogarnie tych, którzy przeżyją okropne doświadczenia – bliską karę – którymi Bóg nawiedza ziemię od jej stworzenia.

Wybrałem dusze także w innych krajach, jak: Belgia, Szwajcaria czy Hiszpania, i otrzymały one to samo objawienie, aby te kraje również mogły się przygotować. Módlcie się dużo w czasie tego Świętego Roku 1950. Ta katastrofa przyjdzie na ludzkość jak przebłysk światła, w chwili, gdy wschód poranku zostanie zastąpiony ciemnościami! Od tego momentu nikomu nie wolno opuścić domu lub wyjrzeć przez okno. Ja sam przybędę pośród grzmotów i piorunów. Słabsi powinni zawierzyć się Mojemu Najświętszemu Sercu. Nastanie wielki chaos z powodu całkowitych ciemności, które okryją ziemie, i wielu, wielu zginie od przerażenia i rozpaczy.

Ci, którzy będą „walczyć” dla Mojej sprawy, otrzymają łaski z Mojego Najświętszego Serca, a pokorny płacz skruchy: „KTÓŻ JEST JAK BÓG”, będzie ratunkiem dla wielu. Jednakże niezliczona ilość spłonie na otwartych polach jak wyschnięta trawa! Bezbożni zostaną unicestwieni, aby później sprawiedliwość narodziła się na nowo. Jak tylko nadejdą całkowite ciemności, nikt nie powinien opuszczać swojego domu lub wyglądać przez okno. Ciemności będą trwały dzień i noc, kolejny dzień i kolejną noc i jeszcze jeden dzień, lecz następnej nocy gwiazdy znów wzejdą na niebie, a przy nadchodzącym dniu ponownie ujrzycie brzask słońca i będzie to CZAS WIOSNY!

W ciągu dni ciemności Moi wybrani nie powinni spać, jak uczniowie w Ogrodzie Oliwnym. Muszą się modlić nieprzerwanie, a nie zawiodę ich. Zbiorę Moich wybranych! Piekło uwierzy, że włada całą ziemią, ale Ja ją odzyskam! Czy być może myślicie, że pozwoliłbym Ojcu na zesłanie takiej kary na cały świat, jeśli ludzie odwróciliby się od swoich zbrodni dla sprawiedliwości? Ale to z powodu Mojej wielkiej miłości te cierpienia za Moim dozwoleniem zostaną zesłane na was. Wielu Mnie przeklnie, a mimo to tysiące dusz ocali się przez nie. Żadne ludzkie rozumowanie nie jest w stanie pojąć głębin Mojej Miłości!

Módlcie się! Módlcie się! Pragnę waszych modlitw.

Moja Najdroższa Matka Maryja, św. Józef, św. Elżbieta, św. Konrad, św. Michał, św. Piotr, Mała Tereska, wasi Aniołowie Stróżowie niech będą waszymi rzecznikami. Błagajcie o ich pomoc! Bądźcie dzielnymi żołnierzami Chrystusa! Gdy powróci Światłość, niech wszyscy złożą dziękczynienie Świętej Trójcy za opiekę! Zniszczenia będą ogromne! Ale Ja, wasz Bóg, oczyszczę ziemię.

Jestem z wami. Miejcie ufność!

 

Belgia, Szwajcaria, Hiszpania. Dobrze byłoby poznać również tamte apokaliptyczne głosy…

Błogosławiona Elena Aiello (+1961) słyszała 22 sierpnia 1960 r., w święto Niepokalanego Serca Maryi:

Módlcie się. Nie traćcie czasu, bo będzie za późno. Gęsta ciemność otacza bowiem ziemię, a nieprzyjaciel staje u drzwi!”.

 

W objawieniach rozpoczętych 18 czerwca 1981 r. w San Lorenzo del Escorial w Hiszpanii wizjonerka Luz Amparo Cuevas (1931-), otrzymała od Matki Bożej Bolesnej przekaz dotyczący trzech dni ciemności:

 

Bóg Ojciec ześle dwie bardzo wielkie kary. Jedna z nich to wojny, rewolucje. Inne nadejdą z Raju. Będą wielkie trzęsienia ziemi w niektórych krajach, cała Ziemia będzie pokryta ciemnością przez trzy dni, niczego nie będzie można zobaczyć, powietrzem nie będzie można oddychać, a w czasie tych dni ciemności jedyne światło dostarczać będą święte świece. Wierni muszą zostać w swoich domach, odmawiać Różaniec Święty i prosić Boga o Miłosierdzie. Kara spowoduje, że dwie trzecie ludzi zginie. Nic się nie stanie tym, którzy są z Bogiem i z Maryją Najświętszą.

 

26 grudnia 1988 r. Maryja powiedziała do Patricii Talbot:

„Jeśli ludzkość się nie nawróci, nadejdą dni ciemności zapowiedziane w Apokalipsie i przez wielu wizjonerów”. Ale Matka Boża od razu dodała pewien szczegół: „Ziemia zostanie wyrzucona z orbity na trzy dni”.

Mówi też o jakichś chemikaliach w atmosferze służących jako katalizator przy wybuchu ognia.

23 lipca 1996 r. mieszkający na przedmieściach Rochester John Larry miał wizję Jezusa ostrzegającego przed czasem trzech dni ciemności:

 

Otrzymałem cztery wizje na ten temat. Ujrzałem ogromną kometę z ognistym ogonem, która okrążając ziemię, zbliżała się coraz bardziej. I nagle ujrzałem, jak uderza w Ocean Atlantycki. Widziałem nawet to niesamowite wejście pod wodę i samo uderzenie pomarańczowego ognia w dno oceanu, co spowodowało powstanie przeogromnych fal, wyższych od najwyższych drapaczy w Nowym Jorku, jak mi to zostało pokazane w innej wizji. Zalana została cała wschodnia część USA i całe wybrzeże atlantyckie w Europie. Wstrząs spowodował przebudzenie się wielu wulkanów i wyrzucenia ławy i pary, które zmieszały się z gazami komety. Utworzony w ten sposób dym zaćmi słońce na trzy dni. Przytoczę wam teraz przekaz z 23 lipca 1996 roku. Po przyjęciu Komunii Świętej ujrzałem ogromny wulkan, z którego buchał czarny dym zasłaniający słońce. Jezus powiedział:

 

„Mój synu, w tej wizji oglądasz wybuch masywnego wulkanu, z którego wydobywa się czarny dym. Wprawdzie ujrzycie wzrost wybuchów wulkanicznych, lecz ten wybuch nastąpi dopiero, gdy kometa uderzy w Ziemię. Nastąpi ogromne zniekształcenie skorupy ziemskiej, co będzie przyczyną przebudzenia się wielu wulkanów. Złączenie się gazów i lawy wulkanicznej z gazami komety spowoduje trzy dni ciemności. Nastąpi zmiana biegunów magnetycznych i krótkotrwała zmiana orbity ziemskiej na większą. Przyciąganie słoneczne skoryguje zmianę orbity, lecz zanim to nastąpi, na Ziemi będzie zimniej. Podczas trzech dni ciemności podziemia lub jaskinie będą najlepszym schronieniem przed zimnem i unoszącą się siarką, która wypełniając powietrze, wychwytywać będzie z niego tlen. Módl się, mój ludu, i słuchaj moich pouczeń, a Ja skieruję cię, gdzie powinieneś iść, i obdarzę cię moim Chlebem Niebiańskim”.

 

Co to będzie? Czy Niebo ostrzega o skutkach wybuchu jądrowego? A może mówi o upadku jakiegoś kosmicznego bolidu, który wzbije w atmosferę tyle pyłu, że na kilka dni zapanuje na świecie nieprzenikniony mrok? Może, zgodnie z tym, o czym mówi Patricia Talbot, czas mroku rzeczywiście wiąże się z katastrofą kosmiczną?

„Jeśli ludzkość się nie nawróci – mówi wizjonerka – nadejdą dni ciemności zapowiedziane w Apokalipsie i przez wielu wizjonerów. Ziemia wypadnie z orbity na trzy dni”.

 

Dlatego Maryja każe ludziom przeczekać ten czas w swych domach, więcej – poleca zamknąć drzwi, pozasłaniać wszystkie okna i nie wyglądać na zewnątrz.

Może rację mają ci, którzy uważają, że hasło „trzy dni ciemności” brzmi jak symboliczny okres zła? Trudno się z nim zgodzić, skoro ten przerażający wątek towarzyszy wielu nadprzyrodzonym interwencjom z Nieba.

Ich kres nastąpi po interwencji Najświętszej Maryi Panny. W jednym z objawień w 1993 r- Maryja mówiła:

„Jestem świeżym powiewem w nowym dniu. Jestem światłem, posłanym, by rozproszyć ciemność”.

Tekst pochodzi z książki: Wincenty Łaszewski, „Koniec świata według Maryi”, Fundacja „Nasza Przyszłość”, 2010.

http://www.fronda.pl/a/trzy-dni-ciemnosci-koniec-swiata-wg-maryi-3,127950.html?fbclid=IwAR1_Sf0WxF62oV-ksZPA3AwqvLITD5yTyHeB2XYzb39zu2X81YZpGKJFHFU

Reklamy

Posted in Matka Boża, POLECAM, Religia | Leave a Comment »

,,Zobaczyłam piekło otwarte”. Wstrząsające wizje Rozalii Celakówny

Posted by tadeo w dniu 23 Maj 2019

„Najwięcej było potępionych za grzechy przeciw szóstemu i dziewiątemu przykazaniu, następnie za zbrodnie i nienawiść. Te trzy rodzaje grzechów w szczególny sposób były widoczne. Mąk tej kaźni nikt nie potrafi opisać. Sam widok może człowieka o śmierć przyprawić, gdyby nie był wspomagany łaską Bożą”.

,,Zobaczyłam piekło otwarte''. Wstrząsające wizje Rozalii Celakówny

„Jezu mój, niczego innego nie pragnę, tylko miłości. Chcę Cię kochać tak bardzo, jak tylko stworzenie może ukochać Boga, Ty, mój Jezu, więcej nikt! […] O nic Cię tak gorąco nie proszę, jak o to, bym Cię nigdy ani cieniem grzechu dobrowolnego nie obraziła”.

Służebnica Boża Rozalia Celakówna, której proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 1996 r., urodziła się 19 września 1901 r. we wsi Jachówka. Była najstarszym z ośmiorga dzieci Joanny i Tomasza Celaków.

UCZYŁA SIĘ MIŁOŚCI BOGA

 

Rodzice Rozalii byli gorliwymi katolikami. Chociaż ciężko pracowali na roli, to jednak dużo czasu poświęcali na religijne wychowywanie swoich dzieci. Modlili się wspólnie rano, w południe i wieczorem. Odmawiali różaniec i inne modlitwy.

Stałą ich praktyką była lektura Pisma św., żywotów świętych oraz książek i czasopism religijnych. Celakowie spowiadali się co miesiąc, a w każdą niedzielę i czasami także w tygodniu uczestniczyli we Mszy św.

Rozalia tak pisała o swoich rodzicach:

„Od najmłodszych lat mego życia wpajali w duszę mą głębokie zasady wiary świętej, miłości Boga i bliźniego. Czuwali nad mą duszą, by chronić ją od zepsucia. W domu nigdy nie widziałam złego przykładu”.

Rodzice przekazywali swoim dzieciom największy skarb, jakim jest katolicka wiara. Mała Rózia była bardzo szczęśliwa, gdy mogła przychodzić do Jezusa obecnego w tabernakulum. Mówiła Mu:

„Jezu, chcę być Twoją na zawsze, na wieki”.

W notatkach Rozalii czytamy:

„Pierwszą nauczycielką, która mię uczyła kochać Pana Jezusa, była moja Droga Matka. Ona mnie pouczała, co Pan Jezus dla nas uczynił, za co mamy Go kochać, jaką muszę być, by się Jemu podobać, itd. […]

Pobożność moich Rodziców objawiała się przede wszystkim w zachowaniu przykazań Bożych, nie była to pobożność dziwaczna, wykoślawiona, ale zdrowo i rozumnie pojmowana”.

Od swoich rodziców Rozalia uczyła się kształtować swój charakter: przezwyciężać egoizm, nabywać pokory, łagodności, zyskiwać zdolność przebaczania, bycia uprzejmą, grzeczną, gotową do służenia osobom starszym i potrzebującym pomocy, a przede wszystkim wzrastania w miłości do Boga.

1 września 1908 r. Celakówna rozpoczęła naukę w szkole podstawowej. Miała dobrą pamięć, bardzo lubiła się uczyć i była wzorem dla innych dzieci. W wieku 10 lat Rozalia przyjęła po raz pierwszy Komunię św. Jak sama stwierdziła, było to jedno z najważniejszych wydarzeń w jej życiu. Wyznała wtedy Jezusowi swoją miłość:

„Jezu mój, niczego innego nie pragnę, tylko miłości. Chcę Cię kochać tak bardzo, jak tylko stworzenie może ukochać Boga, Ty, mój Jezu, więcej nikt! […] O nic Cię tak gorąco nie proszę, jak o to, bym Cię nigdy ani cieniem grzechu dobrowolnego nie obraziła”.

Rozalia przeżyła wtedy swoje pierwsze mistyczne spotkanie z Jezusem. Pan prosił ją:

„Oddaj mi się cała, zupełnie bez zastrzeżeń, na wyłączną służbę, a będziesz bardzo szczęśliwą. Świat nigdy ci szczęścia dać nie może, lecz Ja, twój Bóg, uszczęśliwię cię. Kochaj Mnie za cały świat! Ja rozszerzę twoje serce i napełnię miłością, byś Mi mogła płacić miłością za miłość”.

Rozalia ukończyła szkołę podstawową w 1914 r. Pragnęła dalej się kształcić, ale z powodu wybuchu I wojny światowej nie było to możliwe. Pomagała więc rodzicom w pracy na roli i opiekowała się młodszym rodzeństwem.

W 1917 r. przyjęła sakrament bierzmowania. W tym czasie coraz częściej miała mistyczne przeżycia. W 1918 r. w swoim kościele parafialnym złożyła prywatny ślub czystości.

CIEMNA NOC DUCHA

 

W 1919 r. Pan Jezus wprowadził Rozalię w bolesny okres duchowego oczyszczenia – w tzw. ciemną noc ducha, która trwała sześć lat. Był to dla niej czas wielkiego duchowego cierpienia, koniecznego na drodze dojrzewania do miłości.

Rozalia doświadczała wówczas gwałtownych pokus przeciwko wierze, czystości i pokorze. Wydawało jej się, że została odrzucona przez Boga. Nawiedzały ją wszystkie możliwe pokusy, przerażające ciemności ducha, poczucie beznadziei i rozpaczy.

Kiedy atak sił zła osiągał swoje apogeum, Rozalia padała na kolana i błagała Boga o miłosierdzie. W tym niezwykle trudnym okresie nigdy nie zaniedbywała modlitwy ani pełnienia swoich obowiązków.

W 1922 r. udała się pieszo na Jasną Górę, aby wyprosić łaskę rozeznania swojej drogi życiowej. Po powrocie była pewna, że Bóg ją wzywa, aby opuściła dom rodzinny i zamieszkała w Krakowie.

W sierpniu 1924 r. Rozalia przeprowadziła się do Krakowa. Był to dla niej bardzo trudny okres. Wielokrotnie doznawała wtedy bolesnych napaści ze strony złych duchów, jak również braku zrozumienia jej duchowego stanu przez spowiedników.

Szczytem duchowych cierpień Rozalii była wizja piekła.

„Zdawało mi się – pisze – że z każdą godziną staczam się w przepaść piekielną […]. Przed mą duszą stanęły potworne grzechy i zbrodnie, które zdawały się być przeze mnie popełnione […].

Słyszałam głos: »potępiona jesteś i nic ci już nie pomoże« […]. Odczuwałam ogień piekielny na sobie, który zdawał się palić me ciało. Ryk i wycie szatanów było tak przejmujące, że żaden rozum ludzki tego nie pojmie. Gdy Bóg w ten sposób duszę krzyżuje i zostawia w ciemności – wówczas człowiek nic nie może pomóc.

Dusza ma była zawieszona między niebem, ziemią i piekłem […] zobaczyłam piekło otwarte, którego grozy nie potrafię opisać. Olbrzymia ilość szatanów masami wtrącała dusze do tej otchłani z iście szatańską radością. Jeden drugiemu jakby robił konkurencję, wprowadzając coraz więcej dusz. Męczarnie zadawali im podług grzechów.

Najwięcej było potępionych za grzechy przeciw szóstemu i dziewiątemu przykazaniu, następnie za zbrodnie i nienawiść. Te trzy rodzaje grzechów w szczególny sposób były widoczne. Mąk tej kaźni nikt nie potrafi opisać. Sam widok może człowieka o śmierć przyprawić, gdyby nie był wspomagany łaską Bożą”.

Zaraz po tym przerażającym doświadczeniu piekła dusza Rozalii została przeniesiona do nieba. Takiego uczucia miłości i szczęścia nigdy wcześniej nie doznała. Usłyszała wewnętrzny głos:

„Świętość to miłość. Ta dusza dojdzie do najwyższej doskonałości, która najgoręcej Boga ukocha”.

PRACA W SZPITALU

 

W kwietniu 1925 r. Rozalia podjęła pracę w szpitalu św. Łazarza, na oddziale chorób skórno-wenerycznych. Kiła i inne choroby weneryczne świadczą o upadku moralnym. Łamanie VI przykazania przynosi ze sobą straszne konsekwencje.

Już przed II wojną światową kardynał prymas August Hlond mówił, że w XX w. upadek moralny ludzkości stał się gorszy niż w Sodomie i Gomorze.

Grzechy nieczystości niszczą miłość, pogłębiają egoizm i dlatego zadają wielkie cierpienie Jezusowi. Dlatego Pan Jezus mówił Rozalii:

„Trzeba ofiary za Polskę, za grzeszny świat. Strasznie ranią Moje Najświętsze Serce grzechy nieczyste. Żądam ekspiacji”.

Rozalia zrozumiała, że Pan Jezus powołał ją, aby niosła Jego miłość i miłosierdzie ludziom moralnie upadłym, dotkniętym chorobami wenerycznymi.

Coraz mocniej zjednoczona z Jezusem, Celakówna z wielkim poświęceniem opiekowała się chorymi wenerycznie, zapomnianymi przez najbliższych. Chorzy ci zachowywali się ordynarnie; ich wyuzdane zachowanie i najgorsze przekleństwa były dla Rozalii niezwykle bolesnym doświadczeniem.

Pozostała tam jednak, bo wiedziała, że Pan Jezus ją do tej pracy powołał. Z wielkim poświęceniem służyła chorym. Czyniła to z miłości do Pana Jezusa obecnego w każdym cierpiącym i potrzebującym pomocy człowieku.

Podczas mistycznych spotkań Pan Jezus zapewniał Celakównę:

„Jestem zawsze z tobą i wspieram cię Moją łaską, i nadal przy tobie pozostanę; a chociaż Mnie nie widzisz jak teraz, masz Mnie widzieć oczyma duszy i w to wierzyć, bo gdybym nie był przy tobie, sama nigdy byś nie mogła się ostać w tych warunkach”.

15 grudnia 1927 r. Rozalia wstąpiła do zakonu klarysek. Szybko się jednak przekonała, że to nie jest jej powołanie. Mury klasztorne opuściła 1 marca 1928 r. Podjęła pracę w klinice okulistycznej. Była to dobrze opłacana i prestiżowa posada. Jednak sumienie nie dawało Celakównie spokoju.

Pan Jezus dał jej wyraźny znak, że ma na nowo podjąć pracę na oddziale dermatologicznym. Podczas modlitwy Rozalia w mistycznej wizji zobaczyła Pana Jezusa okrutnie biczowanego przez chore wenerycznie pacjentki.

Biły Go one bez litości po twarzy i całym ciele. Wtedy tak przemówił Pan Jezus do Rozalii:

„Moje drogie dziecko, popatrz, jak straszną boleść zadają mi grzechy nieczyste. Tu, dziecko moje, chcę cię mieć, byś Mi wynagradzała za te straszne grzechy, które tak bardzo ranią moje Serce […].

Ty, dziecko moje, będziesz bardzo cierpieć w swym życiu, by Mię pocieszać, byś się stała do Mnie podobną, i ratować masz dusze […].

Ja ci dziś odkrywam i daję poznać tajemnicę i wartość cierpienia. Cierpienie jest tak wielką łaską, że to jest trudno pojąć. Jest to większa łaska niż dar czynienia cudów. Dam ci miłość cierpienia, byś umiała cierpieć podobnie jak Ja”.

W mistycznej wizji Pan Jezus zaprowadził Rozalię „nad ogromną przepaść, pełną zgnilizny i obrzydliwości”.

„Dał mi zrozumienie – pisała dalej Celakówna – że to jest serce ludzkie skalane grzechem nieczystym. Kazał mi Pan Jezus pracować w tym miejscu w intencji tych upadłych dusz, nad ich nawróceniem, i kazał mi zapamiętać na całe życie, że moja praca i żywot w tym miejscu będą zakończone”.

Pracując na oddziale chorób wenerycznych, Rozalia musiała zmieniać chorym opatrunki, oczyszczać ich gnijące i cuchnące rany, pełnić nocne dyżury, towarzyszyć umierającym.

Mówiła, że gdyby nie nadprzyrodzona miłość bliźniego oraz świadomość, że wypełnia wolę Bożą, to za żadne pieniądze nie podjęłaby się tak wyczerpującej, okropnej pracy.

 

TROSKA O NAWRÓCENIE CHORYCH

 

Rozalia w heroiczny sposób przezwyciężała pojawiającą się w niej odrazę na widok i sposób zachowania wenerycznie chorych i z miłością, dobrocią, anielską cierpliwością pełniła swoją posługę wśród nich.

Dla chorych była bardzo delikatna i skromna, a równocześnie stanowcza. Starała się dobrocią i życzliwością zachęcić ich do porzucenia drogi grzechu i otwarcia się na Boże miłosierdzie.

Często klękała przy łóżkach pacjentów, modląc się o ich nawrócenie. Do końca towarzyszyła umierającym, modląc się, aby przez spowiedź pojednali się z Bogiem.

Mając dyżur nocny – wspomina jej znajoma – Rozalia miała trudność w nakłonieniu pewnego człowieka w średnim wieku do spowiedzi i Komunii św. przed jego zgonem.

Wtedy uklękła przy jego łóżku i zaczęła odmawiać różaniec. Po paru minutach chory zapytał:

»Co pani robi?«.

»Modlę się« – odrzekła.

»Za kogo?«.

»Za pana«.

»Za mnie? Ja wcale o to nie proszę« – zasnął.

Obudziwszy się, ponownie ujrzał ją modlącą się i zapytał:

»Czy nadal pani za mnie się modli?«.

»Tak!«.

Wtedy on się oburzył i powiedział:

»Lecz ja sobie tego nie życzę« – i ponownie zapadł w sen.

Kiedy po raz trzeci się obudził, znów ujrzał Rozalię klęczącą i zapytał:

»Czy dalej pani modli się za mnie, mimo moich przykrych słów?«.

Ona na to:

»Tak! Bo dobroć Boża jest tak wielka, że ogarnia również pana, choć pan tą dobrocią pogardza.«

Wtedy ten człowiek poprosił, by zawołała kapłana; wyspowiadał się i przyjął wiatyk św., namaszczenie olejem św. i po 2-3 godzinach zmarł nad ranem”.

Rozalia wszystko czyniła z miłości ku Jezusowi i Maryi. Pomimo tego, że miała bardzo ciężką pracę w szpitalu, to kontynuowała naukę, aby lepiej służyć chorym. Uczyła się wieczorami i nocą. Ostatni egzamin pielęgniarski zdała w 1933 r.

Już jako dyplomowana pielęgniarka z wielką charyzmą i doświadczeniem Rozalia otrzymywała dużo różnych ofert bardzo dobrej pracy. Jednak pozostała wierną swemu powołaniu posługi wśród wenerycznie chorych.

 

WEZWANIE DO INTRONIZACJI

 

Od maja 1937 r. kierownikiem duchowym Rozalii został paulin o. Zygmunt Dobrzycki. To był dla niej wyjątkowy czas mistycznych spotkań z Chrystusem oraz ściślejszego zjednoczenia się z Nim. Rozalia tak pisała o obecności Jezusa w jej życiu:

„Pan Jezus, choć w sposób niewidoczny, jest obecny w duszy. Jego obecność odczuwałam w ten sposób, jakby dwie osoby zjednoczyły się w jedną.

To zetknięcie się Jezusa z duszą jest o wiele wyższe aniżeli widzenie. Choćbym chciała opisać, to nie potrafię, bo to przechodzi mój umysł tak bardzo ograniczony i wszelkie moje pojęcie”.

Podczas rekolekcji we wrześniu 1937 r. Rozalia na nowo odkryła, jak wielkim darem jest współuczestniczenie w cierpieniu Chrystusa na krzyżu.

Przyjmując krzyż cierpienia w zjednoczeniu z Chrystusem, pragnęła uczyć się tak Go kochać, jak żaden człowiek Go nie kochał. Wtedy także poprzez mistyczkę Pan Jezus skierował wezwanie do Polski i wszystkich narodów, aby przyjęły Go za jedynego Pana i podporządkowały wszystkie dziedziny życia wymaganiom, jakie stawia Jego miłość. W imieniu całego narodu aktu tego miały dokonać wspólnie władze duchowne i świeckie.

W jednej ze swoich wizji Rozalia usłyszała:

„Jeżeli chcecie ratować świat, trzeba przeprowadzić intronizację Najświętszego Serca Jezusowego we wszystkich państwach i narodach na całym świecie. Tu i jedynie tu jest ratunek.

Które państwa i narody jej nie przyjmą i nie poddadzą się pod panowanie słodkiej miłości Jezusowej, zginą bezpowrotnie z powierzchni ziemi i już nigdy nie powstaną […]. Pamiętaj, dziecko, by sprawa tak bardzo ważna nie była przeoczona i nie poszła w zapomnienie”.

Odtąd doprowadzenie do intronizacji stało się dla Rozalii niezwykle ważnym zadaniem. Wiedziała, że do tego wzywa ją Chrystus. W tej intencji modliła się i ofiarowywała wszystkie swe trudy i cierpienia.

Kierownikiem duchowym o. Zygmunta Dobrzyckiego był generał paulinów, o. Pius Przeździecki. To właśnie on kilkakrotnie rozmawiał w sprawie intronizacji z prymasem Polski kard. Hlondem.

Kardynał chciał się jednak wpierw upewnić, czy Rozalia jest osobą wiarygodną, i dlatego nakazał, aby przeszła badania lekarskie oraz przedstawiła ich wyniki władzom kościelnym.

Mistyczka poddała się badaniom neurologicznym, które przeprowadził dr J. Horodeński. Potwierdziły one, że jest w pełni psychicznie zdrowa.

Na długo przed wybuchem II wojny światowej Celakówna przekazywała wezwania Jezusa i Maryi do nawrócenia, gdyż jego brak doprowadzi do wybuchu strasznej wojny.

Główną przyczyną wojny są bowiem grzechy rozpusty, morderstwa i nienawiść. Przed katastrofą wojny może uchronić świat tylko akt intronizacji Chrystusa.

Wypełnienie posłannictwa (1939-1944)

Rozalia otrzymywała coraz mocniejsze przynaglenia, aby dokonano aktu intronizacji. Dla tej sprawy pragnęła wszystko wycierpieć i była gotowa – jak napisała –

„umrzeć w największym opuszczeniu tak, jak nasz Jezus na krzyżu”.

Jej największym pragnieniem było, aby w Polsce dokonała się intronizacja i za tym przykładem poszły inne narody.

W strasznym czasie okupacji Polski, kiedy to w każdej chwili groziło aresztowanie, wywiezienie do obozu koncentracyjnego i śmierć, Rozalia pisała:

„mimo wszystko jestem bardzo spokojna […]. Gdybyśmy wiedzieli, jak nas Pan Jezus kocha, ani na moment nie dopuszczalibyśmy do naszych dusz trwogi i bojaźni”.

Rozalia troszczyła się przede wszystkim o to, by jak najwięcej ludzi uratować od wiecznego potępienia.

Na początku wojny zatrudniono ją w ambulatorium, gdzie pracowali niemieccy lekarze. Przytłoczona nadmiernymi obowiązkami, Celakówna była zmuszona uczyć się języka niemieckiego.

Bardzo cierpiała, że mimo szalejącej wojny ludzie się nie nawracali i dalej obrażali Boga ciężkimi grzechami. Często płakała nad losem i grzechami swojego narodu. Jej czyste serce oraz wnikliwość jej obserwacji pozwalały widzieć ogrom moralnej deprawacji społeczeństwa. W październiku 1939 r. pisała:

„Takiego upodlenia i tylu grzechów nigdy nie było w narodzie polskim, jak ostatnimi czasy”.

W swoich modlitwach Rozalia nieustannie błagała Boga o miłosierdzie dla grzeszników.

W duchu ekspiacji za ich grzechy z miłością przyjmowała wszystkie cierpienia i upokorzenia. Pan Jezus w odpowiedzi zalewał jej duszę nieopisaną radością swojej bliskości i miłości.

Na początku 1941 r. bardzo pogorszył się stan zdrowia Celakówny, ale nie rezygnowała z pracy w szpitalu. Do końca spalała się w służbie Bogu i bliźnim. Pisała:

„Dyżur nocny ma dla mnie coś niezwykle ważnego… Pan Jezus, chorzy i ja […]. Wtedy Pan Jezus w sposób szczególny zniża się do mej duszy”.

Przez swoją pracę, modlitwę i cierpienie Rozalia czyniła wszystko, by jak najszybciej nadszedł dzień intronizacji, oddania narodów pod panowanie Chrystusa Króla. Wypełniała tym samym prośbę Jezusa:

„Ja chcę niepodzielnie panować w sercach ludzkich, proś o przyspieszenie mego panowania w duszach przez intronizację”.

Cztery lata przed śmiercią Rozalia pisała do swojego spowiednika:

„Moje życie chyli się ku wieczorowi. Tak bardzo lubię zachód słońca: wtedy moja dusza więcej zatapia się w Bogu, w tym Słońcu Sprawiedliwości, i myślę o Panu, jak mam Go kochać i jak się Jemu podobać, by kiedyś moje życie kończyło się tak, jak dzień się kończy, ale dzień jasny i pogodny”.

Na początku września 1944 r. czuła się bardzo słabo. Znajoma Rozalii, która była chora na grypę, poprosiła ją o postawienie baniek. W czasie tej wizyty Celakówna mocno się przeziębiła i musiała położyć się do łóżka.

Stan jej zdrowia pogarszał się z dnia na dzień i dlatego 11 września przewieziono ją do szpitala. Chora cały czas modliła się na różańcu. Przyjęła wiatyk i sakrament namaszczenia chorych.

Rozalia Celakówna zmarła podczas snu w nocy z 12 na 13 września 1944 r.

Pochowano ją na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Pomimo wojny w pogrzebie uczestniczyło liczne grono kapłanów, sióstr zakonnych, krewnych i znajomych. Po śmierci jej prostota, dobroć serca i bezinteresowna miłość poruszyły sumienia i serca wielu osób, które ją znały.

Szybko rozeszła się wieść, że przez jej wstawiennictwo Pan Bóg udziela ludziom nadzwyczajnych łask, o które proszą. Jej proces beatyfikacyjny trwa.

Rozalia mówiła, że świętość to miłość. Poprośmy Jezusa jej słowami o ten największy dar:

„Panie Jezu, daj mi miłość, miłość, która potrafi kochać Ciebie za cały świat, kochać do szaleństwa, tak jak jeszcze na tej ziemi nie byłeś nigdy kochany. Bo ty, Jezu, potrafisz rozszerzyć moje małe serce do nieskończoności. Jesteś wszechmocny, więc uczynisz ten cud”.

Ks. Mieczysław Piotrowski

Posted in POLECAM, Religia, Święci obok nas | Leave a Comment »

Przez czerwoną granicę

Posted by tadeo w dniu 21 grudnia 2018

Film „Przez czerwoną granicę” powstał w 2012 r., a jego współproducentami byli – Fundacja Joachima Lelewela i Towarzystwo Miłośników Historii Wojskowości Kalina Krasnaja. Opowiada o deportacjach Polaków z Ukrainy do Kazachstanu w 1936 r. Osnuty jest na motywach powieści Piotra Kościńskiego „Przez czerwony step”. Powstał społecznie, niemal bez sponsorów.

 

Posted in Filmy - Polecam, Filmy dokumentalne, Filmy i slajdy, POLECAM, Polskie Kresy, Reportaż | 1 Comment »

Kiedy katolików „wyłączą z synagogi”? Poruszające słowa ojca Pelanowskiego

Posted by tadeo w dniu 16 grudnia 2017

 – Nie można odróżnić zła od dobra, modlitwy od okrzyku, a konfesjonały stają się eksponatami, katolika nie odróżnisz od kogokolwiek innego, bo modli się razem z muzułmanami – mówił ojciec Pelanowski OSPPE podczas jednej z homilii. Homilia została nagrana i umieszczona na YouTube.


Kiedy katolików „wyłączą z synagogi”? Poruszające słowa ojca Pelanowskiego

źródło: youtube.com / aksorz

 

 

Ojciec Pelanowski, wygłosił homilię w kontekście mowy pożegnalnej Chrystusa, który po Zmartwychwstaniu żegna się z Apostołami, zapewniając, iż ześle im Pocieszyciela. Zapowiada też wyłączenie Apostołów z synagogi. – Chrystus mówi, że wierni zostaną wyłączeni z synagogi. Szukamy potwierdzenie tych słów także współcześnie. I przykłady tego mnożą się.

 

Ojciec Augustyn przypomniał przypadek księdza z Sardynii, któremu biskup zabronił publicznie nauczać po tym, jak przypomniał podczas jednego z kazań, iż legalizacja małżeństw homoseksualnych we Włoszech stanowi atak na rodzinę. Przywołał również skandaliczny przypadek wyrzucenia z katedry w Brukseli katolików, którzy odmawiali różaniec. Uznano bowiem, iż nie powinni oni tego robić, gdy w kościele odbywają się uroczystości „świętowania” 500-lecia reformacji. – Spacyfikowano odmawiających katolicki różaniec, by móc w katolickiej świątyni wychwalać Marcina Lutra – zaznaczył ojciec Pelanowski, pytając, kto w tych przypadkach naprawdę został wyłączony z Kościoła.

 

– Teraz możemy się zastanawiać co to za znaki: wyłączenia? – zapytał kapłan. Pelanowski w swojej homilii rozważa czy Ci, którzy opuścili „świątynię”, Kościół i założyli własne wspólnoty naprawdę mieli Ducha Świętego? – Nie każdy kto mówi „Panie, Panie” wejdzie do Królestwa Bożego – przypomniał Ewangelię duchowny. Ojciec Pelanowski, czerpiąc z ewangelisty św. Jana, zaznacza, iż Ci, którzy odeszli z Kościoła, „nigdy nie mieli Ducha Świętego”. – Jezus przez Ewangelistę św. Jana mówi, że nadeszła ostatnia godzina i antychryst nadchodzi – zaznacza duchowny. I dodaje, że natchniony apostoł pisze, iż antychryst wyjdzie spośród nas – czyli z ludzi związanych z Kościołem.

 

W tym kontekście ojciec Pelanowski przypomina, iż współcześnie wyrzuca się z kościołów „prawych katolików”, a dopuszcza się nominalnych chrześcijan, by „praktykowali dziwne, zdeprawowane liturgie”. Kaznodzieja opisuje te praktyki, zaznaczając, iż skupienie zamieniane jest na hałas, modlitwa staje się koncertem, zaś homilia to forma couchingu. Te zjawiska, jak twierdzi kapłan, to przykłady zamiany Eucharystii na „udziwnione ceremonie”. – Nie można odróżnić zła od dobra, modlitwy od okrzyku, a konfesjonały stają się eksponatami, katolika nie odróżnisz od kogokolwiek innego, bo modli się razem z muzułmanami – mówił ojciec Pelanowski.

 

Kapłan krytykuje także mówienie o chrześcijanach innych denominacji per „bracia odłączeni”. – Jak odłączeni to nie bracia, jak bracia to nie odłączeni – przypomniał z naciskiem ojciec Augustyn. – W najnowszym kodeksie prawa kanonicznego podpisanego przez Ojca Świętego Jan Pawła II jest napisane heretyk a nie brat. Coś tu się dzisiaj pomieszało – zwrócił uwagę ojciec Pelanowski.

 

– Ostatnia godzina, o której Jezus mówi w Ewangelii jest wtedy, gdy Jezus, Maryja, Józef zostaje wyrzucona i odegnania. To jest proroctwo. Taki mamy świat. Sakrament małżeństwa jest kwestionowany, przed dziećmi zamyka się drzwi antykoncepcji i aborcji, dla małżeństwa propozycją są zdrady czy rozwody nawet związki homoseksualne niektórzy proponują, by dopuścić do Komunii – zaznacza duchowny.

 

Gdzie ja pójdę do spowiedzi?

 

Augustyn Pelanowski przywołał także słowa św. Pawła o gniewie Bożym. Zaznacza, że jedynym ratunkiem człowieka, przed Bożą sprawiedliwością jest spowiedź. Podkreślił jednak wyraźnie, że niedługo trudno będzie o jakikolwiek sakrament pokuty.

 

– Gdzie ja pójdę do spowiedzi, skoro jest ona kwestionowana – pytał kaznodzieja. – To jedno jedyne miejsce, gdzie zadaje się śmierć grzechowi. Tylko co będzie jeśli ten sakrament zostanie nam zabrany? – zapytał ojciec Pelanowski nawiązując do wymienionych wcześniej przykładów.

 

Kaznodzieja podkreślił wagę sakramentu pojednania mówiąc, że „tam gdzie jest spowiedź, jest nawrócenie, ale tam gdzie nie ma spowiedzi, jest zwodzenie samego siebie”.

 

– Tam gdzie zniknie sakrament spowiedzi i nie będzie kogo przekonywać o Bożej sprawiedliwości, pozostaje już czas Sądu – zaznaczył Pelanowski. Kaznodzieja podał przykład Kościoła w Niemczech, gdzie, przypomniał, niemal zniknął związek między sakramentem spowiedzi a Eucharystią. – Podobnie jest we Francji. Wszyscy biegną do Komunii, ale nikt się nie spowiada – powiedział.

 

Powołując się na słowa Jezusa z Ewangelii, kapłan przypomniał, iż Duch Święty najpierw przychodzi, by przekonać do grzechu, potem tych, którzy dali się przekonać do grzechu przekonuje On do sprawiedliwości, a kolejnym krokiem jest sąd. – Jeśli człowiek nie uzna w sobie grzechu, jeśli nie uzna, że to go zabija, to cały Kościół jest niepotrzebny. Chrystus niepotrzebnie umarł – przypomniał ojciec Pelanowski. – Dopóki Maryja i Józef chodzili po ulicach Betlejem, miasto było bezpieczne, ale gdy odegnano Świętą Rodzinę, odrzucono Prawdę, przyszedł sąd, w postaci siepaczy Heroda – zaznaczył kapłan.

 

Kościół bez Ducha?

 

Ojciec Pelanowski, powołując się na Pismo Święte, podjął tez rozważania o chwili, gdy nadejdzie Sąd Ostateczny. Tym momentem ma być usunięcie ze środka Kościoła Ducha Świętego, co przepowiada Święty Paweł. – Duch Święty działa we wnętrzu Kościoła i świata, ale może przestać działać, bo nie będzie miał jak – powiedział kaznodzieja.

 

Ojciec Pelanowski, przywołując słowa Chrystusa, mówi, że jeśli Duch Święty nie będzie miał kogo przekonywać już o grzechu i sprawiedliwości, nadejdzie wówczas Sąd Ostateczny. – Pan Bóg okaże swój gniew, gdy Duch Święty zostanie wygnany, jak Józef i Maryja z Betlejem – powiedział.

Read more: http://www.pch24.pl/kiedy-katolikow-wylacza-z-synagogi–poruszajace-slowa-ojca-pelanowskiego,56893,i.html#ixzz51Rkr5A9v

Posted in Filmy religijne, POLECAM, Religia | Leave a Comment »

SYRIA RWIE SIĘ DO ŻYCIA

Posted by tadeo w dniu 9 grudnia 2017

Agent Watykanu w podróży po kraju zbombardowanym przez dżihadystów

Z ADAMEM BUJAKIEM
rozmawia Jolanta Sosnowska

 

APC - 2017.12.09 08.39 - 001.3d

Jolanta Sosnowska: Miesiąc temu wróciłeś z Syrii, można powiedzieć z wojny syryjskiej, gdyż od 2011 r. nieprzerwanie toczą się w tym kraju zacięte walki na różnych obszarach; trudno już zewnętrznemu obserwatorowi rozeznać się, kto z kim się bije, faktem natomiast jest, że szczególnie zawzięcie mordowani są tam chrześcijanie. Byłeś również w Aleppo, będącym niejako symbolem tej wojny, które leży ok. 50 km na południe od granicy z Turcją. To drugie co do wielkości miasto tego kraju po Damaszku, a jego historia liczy 4 tysiące lat. Twoja podróż w te rejony obarczona była wielkim ryzykiem, ale chyba nie przypuszczałeś, że już sam wjazd do Syrii będzie dla Ciebie nie lada trudnością?

Adam Bujak: Absolutnie nie zdawałem sobie sprawy z tego, że figuruję na liście tamtejszych służb specjalnych jako… agent Watykanu, a więc osoba bardzo niebezpieczna. Byłem razem z ekipą Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie i wszyscy pozostali członkowie delegacji na czele z ks. prof. Waldemarem Cisłą przeszli kontrolę graniczną bez problemów, tylko ja podpadłem. Gdyby nie interwencja lokalnego biskupa, nie zostałbym przepuszczony.

Dodajmy, że były to siły rządowe, a prezydent Baszszar al-Asad raczej sprzyja chrześcijanom.

Jechaliśmy z Bejrutu do syryjskiej granicy w kolumnie aut, byłem w trzecim aucie z biskupem. Na granicy miejscowy duchowny pertraktował z naczelnikiem służby granicznej, który zwracał się do mnie per Foto Adam Budżak. Zażądał w końcu napisania przeze mnie oświadczenia. Ale jak ja mam napisać oświadczenie po arabsku? Zrobił to w moim imieniu miejscowy ksiądz i potem odczytał publicznie, że w trakcie mego pobytu w Syrii nie będę kontaktował się z żadnym syryjskim dziennikarzem ani nie udzielę żadnych wywiadów. Zapisy na moje nazwisko w syryjskiej bezpiece odnoszą się prawdopodobnie do czasów, kiedy podróżowałem tam wraz z Ojcem Świętym Janem Pawłem II. Powiedział mi o tym później maronicki biskup Antoine Chbeir z Tartus. Nie wiem, co dokładnie przeciwko mnie napisali jeszcze w 2001 r., kiedy w maju trwała papieska pielgrzymka, ale chyba zaznaczyli, że mam dożywotni zakaz fotografowania. Sprawdzanie mnie jako agenta – telefonowanie z Damaszkiem itp. – trwało w niesamowitym upale półtorej godziny. Potem byłem cały czas obserwowany, fotografowany i podobno chroniony.

Ale mimo to jednak fotografowałeś, przywiozłeś przecież kilka tysięcy zdjęć z tej niebezpiecznej podróży.

No a jakże inaczej, po to tam przecież pojechałem. Ale nie afiszowałem się z aparatem tam, gdzie było szczególnie niebezpiecznie. Również na granicy syryjsko-libańskiej miałem aparat schowany głęboko. Po przekroczeniu granicy jadąc przez pustynię, szybko natknęliśmy się na patrol rządowych wojsk; wąsaty Arab zapytał mnie, otworzywszy gwałtownie drzwi samochodu: You liked Syria? Odpowiedziałem natychmiast: very liked. Podobnie odpowiedziałem na pytanie o prezydenta Asada – i drzwi auta się zatrzasnęły. Gdybym tego nie zrobił, przekopaliby bagaże i zabraliby wszystkie materiały.

A jak było z przemieszczaniem się po Syrii?

Drogi prowadzą tam głównie przez pustynię; jechaliśmy kilkaset kilometrów i mniej więcej co 10 km zatrzymywały nas kontrole. Żołnierze z karabinami wyłazili z zapyziałych blaszanych bud, w których musiał panować potworny gorąc (na zewnątrz było prawie 40°C) . Żeby jechać dalej, trzeba było dawać „prezenty”. Nigdzie się bez tego nie przemieścisz. Poza tym, gdyby nie wieźli nas tamtejsi księża albo biskupi, nie byłoby żadnych szans na przemieszczanie się. Chciałem sfotografować tych żołnierzy, ale powiedziano mi, abym nawet się nie ważył, bo zaczną do nas strzelać.

Gdzie w Syrii nocowaliście?

W klasztorach, i to w bardzo przyzwoitych warunkach. Tam Kościół naprawdę żyje, mimo wojny nikt z księży ani sióstr czy braci zakonnych stamtąd nie uciekł. Myślałem, że zobaczę w świątyniach kilka staruszek i to wszystko, tymczasem – nic podobnego. Kościół w Syrii jest prężny, odważny, wspaniały.

Jak widać, wcale nie tęsknią tam za zachodnioeuropejskim rajem obiecywanym uchodźcom, za tułaczką do Niemiec…

Wszędzie słyszałem – my kochamy Syrię, chcemy żyć w Syrii. Nie potrzeba nam nigdzie wyjeżdżać, chcemy tylko mieć tu pokój. Nic więcej.

Jakie chrześcijaństwo i jakich chrześcijan spotkałeś w Syrii po szesnastu latach od ostatniej Twej tam bytności?

Istniejące tam niemal od dwóch tysięcy lat chrześcijaństwo jest nadzwyczajne, a chrześcijanie silni w swej wierze, piękni i niezłomni. Np. maronicka katedra w Aleppo, dziś otoczona ruinami, była podczas Mszy św. pełna ludzi, w tym także młodzieży i dzieci. Byli oni radośni i pełni ufności, mimo tragedii, która spotkała ich miasto i ich ojczyznę. Tam jest imponujący, żyjący Kościół – dzięki ludziom, których przepełnia gorąca wiara. Byłem zachwycony tym, co zobaczyłem w Aleppo i w maronickiej katedrze, i w katolickim kościele ojców Franciszkanów, i gdzie indziej. Na każdym kroku widać ślady działalności wyznawców Jezusa, nawet wśród ruin, co starałem się ukazać na zdjęciach. Biskup Antoine Chbeir wspomniał wiernym podczas Mszy św., że jestem fotografem z Polski i że miałem problemy na granicy. Po Eucharystii ludzie podchodzili do mnie i kreślili mi na czole znak krzyża, ściskali i dziękowali, że do nich przyjechałem z dalekiej Polski, która chce im pomagać, a nie porywać stamtąd młodych ludzi. Niebywałe zupełnie przeżycia. Wiele razy podczas pobytu w Syrii po prostu uroniłem łzę. Niech Europa, nie tylko Zachodnia, uczy się wiary od Syrii. Niezbitym tego dowodem są zdjęcia, które tam zrobiłem.

Jak dziś wygląda Aleppo, to nabrzmiałe historią miasto, którego początki sięgają co najmniej 1800 r. p.n.e.? Miasto, w którym na fortecznym wzgórzu odpoczywał Abraham podczas swej wędrówki z Ur do Kanaanu. Miasto o starożytnych zabytkach wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, z których większość została w 2014 r. przez islamistów całkowicie zniszczona lub poważnie uszkodzona.

To prawda, Aleppo – jedno z najstarszych miast w tamtym regionie i w ogóle na świecie, ma strategiczne położenie między Morzem Śródziemnym a Eufratem i w 2006 r. zostało nazwane „Stolicą kultury islamskiej”. Chrześcijanie stanowili tam ostatnio ok. 20% mieszkańców. Od lata 2012 do grudnia 2016 r. miasto znajdowało się w ogniu strasznych walk, do których używano samolotów bojowych i helikopterów, wyrzutni rakietowych i pojazdów opancerzonych. Aleppo było systematycznie niszczone, a ludność mordowana, dlatego tak wielu mieszkańców podjęło ucieczkę, przeważnie gdzieś do krewnych w głąb kraju, nie do Europy. Dopiero od 22 grudnia 2016 r. Aleppo jest kontrolowane przez syryjskie oddziały rządowe i powoli zaczyna wracać tu normalność, której warunkiem wszakże jest stały pokój. Teraz w atmosferze ogromnej nadziei trwa mozolne odgruzowywanie i odbudowywanie.

Warto w tym miejscu dodać pewną polską ciekawostkę. Otóż w 1849 r. w Aleppo, które wówczas należało do Turcji, był internowany gen. Józef Bem, który schronił się tu po upadku powstania na Węgrzech. Później sfinansował i uruchomił w mieście fabrykę saletry; dostarczał ją rządowi tureckiemu. W uznaniu zasług został mianowany generałem tureckiej armii. W listopadzie 1850 r. Bem zachorował na malarię azjatycką, na którą zmarł w Aleppo w nocy 10 grudnia.

Chętnie bym sprawdził, czy są jeszcze, czy ocalały w Aleppo ślady bytności bohaterskiego polskiego generała, jednak nie mogłem nigdzie samodzielnie się poruszać, bo po pierwsze cały czas mieliśmy przy sobie rządowych „aniołów stróżów”, a po drugie, 80 proc. dzielnic zostało zamienionych w ruinę.

W jaki zatem sposób mogłeś się w miarę swobodnie przemieszczać z miejsca na miejsce? Przecież tam wszyscy żyją nadal w stałym zagrożeniu życia…

Bez tamtejszego Kościoła nic byśmy nie zrobili, niczego nie mógłbym zobaczyć ani udokumentować. Z Kościołem władze rządowe, w przeciwieństwie do islamistów, się liczą. Z polskiej strony nad całością wyprawy czuwał nieoceniony i niestrudzony ks. prof. Waldemar Cisło, szef polskiej sekcji Pomocy Kościołowi w Potrzebie, dla którego był to któryś z rzędu wyjazd z konkretną pomocą. Widać, jak bardzo jest tam kochany i jak bardzo wyczekiwany.
Jedno mogę powiedzieć – Syria rwie się do życia. Ludzie, gdzie tylko mogą, uprzątają ruiny i próbują w dawnych swych domach egzystować – nawet jeśli na razie w bardzo prymitywnych warunkach. Uchodźcy, których wojna pozbawiła dorobku życia, też powoli wracają. Śpią w zrujnowanych domach na jakichś siennikach, barłogach, wygospodarowują sobie maleńką przestrzeń do życia i próbują dźwigać się na nowo. Całymi rodzinami. Sprzyja im na szczęście ciepły, słoneczny klimat. Dostrzegałem ogromne kontrasty – na jednym skrawku enklawa, gdzie wydaje się, że ludzie żyją normalnie, a już 50 m dalej ruiny, kamienna pustynia, straszny obraz przebytej tragedii.

Trasa, którą przebyłeś w Syrii, wiodła do Aleppo przez miasta Tartus, Homs i Jabrud. Homs to trzecie co do wielkości miasto w Syrii. Znajdują się tu m.in. ruiny słynnej średniowiecznej twierdzy z czasu wojen krzyżowych, kościół św. Eliasza, ruiny cytadeli oraz syryjsko-ortodoksyjna katedra Najświętszej Marii Panny, wzniesiona na fundamentach świątyni z 50 r. po narodzinach Chrystusa; przechowywana jest tu niezwykła relikwia: pas, który należał do Matki Bożej. W 2012 r. świątynia została podczas walk zbombardowana. Warto może dodać, że podczas II wojny światowej w Homs była formowana i stacjonowała Samodzielna Brygada Strzelców Karpackich.

W Homs niesamowite wprost wrażenie zrobił na mnie pewien ocalały dom pośrodku morza kamiennych ruin. W siedzibie tamtejszego biskupa, w której nocowaliśmy, wisiał zaś wstrząsający do głębi krucyfiks – Chrystus na krzyżu z przestrzelonym korpusem i odstrzelonymi, wiszącymi oddzielnie rękoma. Obok jezuickiego kompleksu stała katedra maronicka, w którą walnął pocisk. Bomba wpadła przez kopułę, zabijając biskupa. Gdy przyjechaliśmy, katedra była już w środku uprzątnięta z gruzu i można już było odprawić Mszę św. Jeszcze niedawno to miejsce okupowały wojska ISIS. Strzelali do wszelkich wizerunków Chrystusa lub Matki Bożej, najpierw w oczy, a potem w resztę twarzy, żeby ją zmasakrować. Sfotografowałem np. figurę Matki Bożej, która ma tylko szyję i korpus. Dżihadyści z upodobaniem strzelali do twarzy świętych na ikonach oraz ścinali głowy figurom świętych.

Byłeś też krótko w Tartus, którego biskup Antoine Chbeir przebywał w czerwcu w Polsce, organizując pomoc dla swoich syryjskich podopiecznych.

Biskup Antoine Chbeir starał się ze wszystkich sił odwdzięczyć Polakom za otrzymywaną od nich pomoc. W mieście portowym Tartus, w północno-zachodniej Syrii, także fotografowałem ślady chrześcijaństwa sprzed wielu wieków. Np. dawny warowny kościół Naszej Pani z Tortosy zbudowany na początku XIII w. przez krzyżowców, gdzie romańszczyzna pięknie łączy się z gotykiem – ocalał przed bombardowaniami. Był częścią twierdzy, która od XII w. stanowiła główną warownię templariuszy w Ziemi Świętej, a dziś jest tam muzeum.

W Jabrud, gdzie przez jakiś czas w 2014 r. panowało ISIS, tydzień przez wyparciem z miasta dżihadystów widziano świetlistą postać Matki Bożej, która unosiła się nad kościołem pod Jej wezwaniem. Wyglądała dokładnie tak, jak przedstawiała Ją figura Matki Bożej Pokoju zniszczona przez barbarzyńców z ISIS. Na pamiątkę tego cudownego wydarzenia postawiono przed tą świątynią wielką kopię zbombardowanej figury.

Tak, widziałem tę ogromną statuę Maryi, chyba dziesięciometrową, która stanowi swoisty symbol niezłomnej wiary mieszkańców tego miasta. Ludzie w Jabrud opowiadają o wielu innych cudach, np. o tym, że przez 12 godzin po opanowaniu miasta przez ISIS z figury Maryi płynęły łzy. W tym mieście, leżącym ok. 80 km na południowy wschód od Damaszku, zafascynowała mnie też prastara odbudowana katedra, przekształcona ok. 40 r. po narodzinach Chrystusa z pogańskiej świątyni Jowisza. Katedra bardzo ucierpiała na przełomie września i października 2013 r. podczas ostrzeliwania i bombardowania dzielnicy chrześcijańskiej przez dżihadystów. W Jabrud jest też niezwykle cenny, należący do grekokatolików kościół Konstantyna i św. Heleny z ikonostasem z III w. i starorzymskimi kolumnami. Tam islamiści strzelali do fresku przedstawiającego stojących pod krzyżem patronów świątyni. W ostatni dzień bezpieka puściła nas także do Starego Miasta. Bardzo chciałem sfotografować słynną twierdzę, przynajmniej z zewnątrz, ale się nie udało, nie pozwolili. Z fortecznej góry rozpościerał się widok na wstrząsające ruiny – wszystko totalnie rozwalone… Tam, gdzie wcześniej była piękna dzielnica obsadzona palmami, dziś sterczą makabryczne kikuty rozerwanych na strzępy budynków i drzew.

 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.

Posted in Felietony, POLECAM | Leave a Comment »

Abp Hoser- ,,Cztery godziny od śmierci,, – ,, to znaczy że jeszcze mam coś ważnego do wykonania

Posted by tadeo w dniu 12 lutego 2017

Arcybiskup Henryk Hoser zwrócił się do wiernych z diecezji warszawsko – praskiej z okazji Światowego Dnia Chorych. Biskup wyznał, że według lekarzy miesiąc temu „był cztery godziny od śmierci”. Abp Hoser podziękował lekarzom, którzy się nim opiekowali. -Jeżeli mi Pan Bóg zdrowie zwróci, to znaczy, że jeszcze mam coś ważnego do wykonania – stwierdził duchowny.

 

 

Opatrzność nie kazała długo czekać  ks. Arcybiskup Henrykowi  na odpowiedź co ma ważnego do wykonania.
Parę godzin po tym orędziu dowiedział się o swej nominacji przez Papieża na specjalnego wysłannika do Medziugorje.

Jak pewnie wiemy, po mimo zakończeniu pracy (2010-2014) specjalnej komisji Watykanu  ks. Kard Ruiniego d/ s Medjugorje i komunikacie Papieża ( 07.06.2015) że niebawem zostanie obwieszczone stanowisko, nic takiego nie nastąpiło.
Poprzedni rzecznik Watykanu o. Federico Lombardii SJ w lipcu 2016 powiedział o roboczej koncepcji mianowania w Medjugorje specjalnego przedstawiciela Stolicy Apostolskiej. Od tego czasu jest to pierwsza, konkretna decyzja Watykanu,  co do wypracowania nowego stanowiska w/ s Medjugorje. Zwłaszcza że rocznie przybywa tam ponad 2,5 mln ludzi. Trzeba nam dziękczynienia  za to  że Kościół hierarchiczny czyni działania aby oczyścić i uporządkować sprawy fenomenu medziugorskiego a dobrym sprawom nadać pieczęć Kościoła.

Polska i jej synowie zyskują na znaczeniu, budzą zaufanie. Prezydent Chorwacji
powierzyła parę dni temu listy uwierzytelniające Sekretarzowi Stanu prof. Krzysztofowi Marii Szczerskiemu do  zaproszenie Prezydenta Trumpa na lipcowy szczyt
Międzymorza .
Papież mianuje lekarza, misjonarza- zakonnika ks.abp Henryka Hosera którego ojciec i dziadek zginęli w powstaniu warszawskim specjalnym wysłannikiem do Medjugorje.
Patriarcha Wszechrusi apeluje w Dumie o zaprzestanie aborcji i stworzenie programu wspierającego dzietność, rodziny ( 500+ ?)

 

Posted in Filmy religijne, POLECAM, Religia | Leave a Comment »

Polska całkowicie się wali

Posted by tadeo w dniu 10 lutego 2017

Znalezione obrazy dla zapytania obrazy - Polska się wali

Nie można uwierzyć w to, że nawet niektórzy wytrawni dziennikarze TVN czy „Gazety Wyborczej” nie zauważyli prawdziwego powodu przyjazdu Pani Kanclerz Angeli Merkel do Polski. Dali się zwieźć ohydnej i durnej propagandzie pisowskiej, że Niemcy potrzebują teraz Polski. Niemcy nikogo nie potrzebują, to bzdura. Merkel przyjechała do Polski ze zwykłej litości dla Kaczyńskiego i z sentymentu do kraju, z którego pochodzi jeden z najwybitniejszych Polaków nowego stulecia Donald Tusk. Zresztą Berlin i tak wyrzucił już nas na totalny aut (out), chyba nawet do trzeciej a nie do drugiej prędkości w Europie. Przytomnie to zauważył Grzegorz Schetyna, który dostrzegł całkowicie opuszczoną Beatę Szydło na Malcie. Jakie to było żałosne, ale i smutne zarazem, i aczkolwiek. PiS niszczy Polskę na niespotykaną skalę, a to co mówią słynni amerykańscy aktorzy o naszym kraju jest wręcz przerażające: „seksistowska junta” , „faszystowska prowincja”, „Kołtunowo Europy”.  Tak to niestety wygląda, dlatego nasi wybitni aktorzy, jak choćby Krystyna Janda, muszą w Hollywood spuszczać nisko głowy ze wstydu, mają nawet długie migreny. Przez rok zniszczono relacje Polski ze wszystkim krajami: z Francją, z Niemcami, Rosją, Ukrainą, Czechami, Szwecją, Wielką Brytanią i nawet z  Jamajką. W kraju szaleje drożyzna, smog, głupota i prostactwo.

Dali tym biedakom i niedorajdom po 500 złotych na kolejne ich tam dziecko, żeby leżeli albo siedzieli na plaży i żarli frytki z rybą. Obsmarowani na twarzach tym starym tłuszczem z frytek, z tymi małymi pisowskimi oczkami zajadają się  nad tym brudnym i zimnym Bałtykiem, i sądzą, że są już w Europie. No i do tego taka załamka w Ameryce. Niestety, Platforma tu zawodzi. Nie powiedzą otwarcie, że Trump zagraża demokracji na całym świecie, że to kolejny, po Kaczyńskim, dyktator o faszystowskich zapędach, tylko tak bąkają niemrawo do tej kamery. Jedna Paulina Młynarska odważyła się na jakiś sensowny list do żony Trumpa, tej modelki Melanii, ale to za mało. Śmieją się z tej Polski na całym świecie, a już było przecież całkiem nieźle, prawie przez całe osiem lat czuliśmy, że nas doceniają, że zaczynamy się jakoś porządnie ubierać i jeść tiramisu. To wszystko jest teraz niszczone. Zamiast zadbanej fryzury, na głowach znowu króluje moher, który nienawidzi Europy i do tego ten polski „płytki,  niedouczony i fanatyczny katolicyzm”, jak trafnie go nazwał wielki Jerzy Stuhr.

Sądy niszczone, Trybunał zniszczony, gospodarka zdycha, wszędzie CBA tropi fałszywe faktury, armii już nie ma, zostali sami Misiewicze, a teraz chcą nam jeszcze rozwalić Warszawę, przyłączając jakieś grajdoły i dziury zabite dechą z pisowską tłuszczą w tle, która – a jakże by inaczej – chciałaby sobie od razu zamieszkać w Alei Róż. Tak się to poprzewracało w głowach, odkąd zabrano się za niszczenie europejskich elit, mądrości takich profesorów jak Balcerowicz Leszek. Jedna kobieta zmarła w lesie, a oni już mówią o zbrodni, o mafii warszawskiej, o złodziejskiej aferze reprywatyzacyjnej. Jeśli nawet jeden adwokat był pazerny, to przecież cała reszta palestry jest dumą Europy na czele z prof. Rzeplińskim. Szczują, szczują, atakują nawet sędziowskie rodziny podrzucając im elektroniczne gadżety. A tak poza tym, to cała wina spada na Lecha Kaczyńskiego, on wziął do siebie zgraję dorobkiewiczów, z którymi później musiała się męczyć Hanna Gronkiewicz – Waltz.

A teraz chcą jeszcze jakieś gminy dołączyć, żeby kołtuneria zanieczyściła liberalną i europejską stolicę. Ręce opadają, a już ten ich bunt w sprawie Tuska jest kompromitacją największą. Wszędzie chwalony, wszędzie znany, z każdym jest „na ju”, nawet bardziej niż Rysiek Petru (też fajny), a ci mu tu szykują więzienie, nową Berezę, do której wsadzano kwiat polskich komunistów. Nie ma przesady w tym, że każdy minister z PRL-u był lepszy od takiego Waszczykowskiego, mądry jest ten Piotr Misiłło z .N, on zrobi jeszcze karierę.  Ale na razie trzeba przerwać ten marazm, to czcze gadanie. Owszem, elity nie mogą biegać jak durne po ulicach, ale jak tylko ustąpi mróz, to PiS się ostatecznie skompromituje i skończy. Żałośni prostacy z 19.30.,  niedouczeni w obyciu i jedzeniu, zapatrzeni w małego dyktatorka, którego wiatr historii zdmuchnie już za miesiąc. Nadchodzi Wasz koniec!

   Tak działa, dzień w dzień, propaganda „Faktów” TVN na wyborców Platformy i Nowoczesnej. Sprawdzone.

http://benevolus.salon24.pl/755307,polska-calkowicie-sie-wali

Posted in Felietony, POLECAM | Leave a Comment »

Znalezione w sieci

Posted by tadeo w dniu 24 stycznia 2017

Zdjęcie użytkownika Pamiętaj Słowa Matki.

Posted in Nieokrzesane myśli, POLECAM, Znalezione w sieci | Możliwość komentowania Znalezione w sieci została wyłączona

Zniechęcenie…

Posted by tadeo w dniu 11 października 2016

 Trwa wojna z Bogiem ( powiedziałbym „totalna” , gdybym nie brzydził się słowa ).

Każdego dnia w mediach roi się od komunikatów z frontu.
A front przebiega przez serca i nikt już nie wie, w swym pierwszym wrażeniu, kto jest kim i po czyjej stronie stoi : Boga czy szatana?

Trwa zaciekła codzienna wojna, w której ot choćby :
– Powołani do chronienia i leczenia zabiegają o zabijanie swych pacjentów. 

– Matki szaleją o bezkarne mordowanie własnych dzieci.

– Powołani do kształcenia wojują o możliwość niedokształcania i deprawację podopiecznych.

– Powołani do służenia walczą o zniesienie swego „niewolnictwa”.

– Kobiety chcą być mężczyznami, mężczyźni kobietami…

Niekończąca się lista obrzydliwości.
Przy czym zwieść nas tu może każda zewnętrzność. Ta lukrowana, ta chropawa i „niezaangażowana”. Ostatnia może nawet najbardziej.

Szaleństwo?! Zapewne.
Aliści jest w nim metoda i to „ z najwyższej półki” :

Boga zastąpić sobą.
Nasze „JA!” – ma odtąd panować nad światem w miejsce „Pana w Trójcy Świętej Jedynego”.

Mrówka przeciw Niewyobrażalnemu!?
Wystarczy przecież „nie wierzyć”, by „odwrócić porządek tego świata”. ( Naiwni, jakby niewiara zmieniała istotę rzeczy :)
Że rozregulować zegarek łatwo byle młotkiem, a znacznie trudniej go nim naprawić, cóż z tego? „Po nas choćby potop”…

Że żałosne to takie, aż pisać się nie chce?
Któż dzwon proroczy słyszy, dokąd mu zdrowie dopisuje, w brzuszku ma pełno, „u podbrzusza furczy”, a pieniążkami „szef’ obsypuje w podzięce za bluźnierstwa ?

I co z tego, że rok temu, wielkim wspólnym wysiłkiem, zatrzymało się Kraj nad przepaścią…?

http://naszeblogi.pl/63917-zniechecenie

Obrazek użytkownika Ryszard Sziler

Wszystkie wpisy blogera

http://sziler.pl/

http://www.facebook.com/

https://www.facebook.com/Ikony…

Posted in Felietony, POLECAM, Religia | 1 Comment »

Przewidział wojny, Holokaust i Jana Pawła II. Według jego wizji wkrótce staniemy się potęgą!

Posted by tadeo w dniu 31 Maj 2016

Jego sławy nie można równać z popularnością Nostradamusa czy świętego Malachiasza, ale pod względem skuteczności oraz szczegółowości swoich wizji bił wielu wieszczów na głowę. Ludwik Rocca był franciszkaninem, a swoje objawienia zaczął ujawniać dopiero pod koniec ziemskiego żywota. Wiele z tych niezwykłych obrazów dotyczyło Polski.

Przewidział wojny, Holokaust i Jana Pawła II. Według jego wizji wkrótce staniemy się potęgą!

Przewidział wojny, Holokaust i Jana Pawła II. Według jego wizji wkrótce staniemy się potęgą!

Wszystko zaczęło się po tym, gdy jako 92-letni starzec odwiedził Ziemię Świętą. Tuż po tym ważnym w swoim życiu wydarzeniu jego towarzysze zauważyli, że Ludwik stał się apatyczny. Stan ten trwał sześć tygodni. Potem franciszkanin wyraził dość zaskakującą prośbę – chciał, aby dniem i nocą towarzyszyło mu dwóch zakonników. Zadaniem współbraci miało być zapisywanie każdej wypowiedzi, która padała z jego ust. Jak sam bowiem twierdził, Bóg przemawiał za jego pośrednictwem, obwieszczając przyszłe wydarzenia. Zajście to miało miejsce w roku 1849, zaledwie tydzień przed śmiercią Rocci.

Jednym z wielkich historycznych wydarzeń, które w stu procentach pokryło się z wizją franciszkanina, był wybuch I wojny światowej. Rocca zapowiedział, iż 65 lat po jego śmierci, czyli w roku 1914, rozpocznie się, ogromna zawierucha wojenna, niosąca śmierć na Półwyspie Bałkańskim, gdzie dojdzie do zamachu i zabójstwa jednego z członków rodziny panującej, wywodzącej się z linii Habsburgów. Zakonnik opowiadał o wszystkich tych wydarzeniach ze szczegółami. Większość z jego zapowiedzi zrealizowała się w najmniejszym nawet ułamku.

Jeszcze bardziej szczegółowo opowiedział brat Ludwik o tym, co się stanie dokładnie 90 lat po jego śmierci. II wojnę światową zapowiedział jako kolejne przerażające wydarzenie, które w krótkim czasie doświadczy ludzkość. I tutaj czas, na jaki przypaść miały owe zajścia, pokrył się w pełni z treścią zapowiedzi – tak, jak to widział duchowny, wojna, której zasięg objął ludzi na całej niemal Ziemi, wybuchła ponownie w 1939 r. Według słów przepowiedni, konflikt ten miał być straszny, a areną jego działań miał stać się cały świat.

W swojej przepowiedni brat Ludwik zapowiedział pojawienie się samolotów i czołgów, które w wizji przybrały postać żelaznych ptaków i smoków, a które to właśnie podczas II wojny światowej po raz pierwszy miały zostać w większości wykorzystane. Przepowiedział również pojawienie się Hitlera, którego nazwał wodzem-szaleńcem, związanym z antychrystem. Ów obłąkaniec miał doprowadzić Niemcy do klęski i poniżenia. Za swojego życia Rocca zapowiedział też inne wydarzenia związane z II wojną światową, a mianowicie porażkę państw Osi oraz zmianę frontu przez Sowietów i przystąpienie do aliantów. Franciszkanin przewidział również liczbę ofiar Holokaustu. Według jego wizji, śmierć miało ponieść 5 milionów Żydów. Doskonale wiedział też, w jaki sposób wojna się zakończy – założył bowiem, że ten rozdział w historii ludzkości zostanie zamknięty poprzez zrzucenie bomb nuklearnych na dwa japońskie miasta: Hiroszimę i Nagasaki. Treść tej wizji brzmiała następująco: „Nad Krajem Kwitnącej Wiśni chmura ogniem ziejąca obróci w gruzy południe i środek wyspy”.

Wizje franciszkanina były niezwykle interesujące szczególnie z naszego punktu widzenia. W wielu swoich przepowiedniach często wspominał on bowiem o naszym kraju i wydarzeniach, jakie mają się w nim rozegrać. Do dziś olbrzymie wrażenie na komentatorach jego proroctw robi zapowiedź wyboru papieża z Polski. Zgodnie z jego słowami, dając światu głowę Kościoła, która wywodzi się z Kraju nad Wisłą, Bóg miał wywyższyć Naród Polski. W czasach, kiedy wizja została spisana, wywołała ogromne niedowierzanie. Wcześniej, przez wieki, ten dostojny tytuł dzierżyli bowiem przede wszystkim duchowni narodowości włoskiej.„Najwyżej wyniesie Pan Bóg Polaków, gdyż dadzą światu wielkiego Papieża” – cytuje treść przepowiedni profesor Tomasz Szarota, który wizjom zakonnika poświęcił jeden ze swoich artykułów. Naukowiec przyznał, że z zainteresowaniem zapoznał się z treścią przepowiedni, kiedy przypadkowo natrafił na nią, kiedy poszukiwał materiałów do swojej nowej książki. Ta dotycząca papieża z Polski podważyła wtedy – w jego opinii – wartość treści całego proroctwa. Jak się okazało, niesłusznie.

Według przepowiedni brata Ludwika, Polska, stać się miała jednym z potężniejszych krajów w Europie, a pod jej zwierzchnictwem miały się zjednoczyć kraje słowiańskie. Zjednoczeni Słowianie mieli wspólnymi siłami wypędzić Turków z Europy. Co ciekawe, Polska ma ostatecznie odzyskać swojego króla, który będzie wywodził się z dawnego rodu książęcego. Zakonnik wyjawił też, że nasz kraj stanie się tak ważny, że języka polskiego będą nauczać na uczelniach całego świata.„Pod hegemonią Polski połączą się Słowianie i utworzą zachodnio-słowiańskie państwo-mocarstwo Europy, którego granicami będą: Odra, Nysa, Adriatyk, Morze Czarne, Dniepr, Dźwina i Bałtyk. Polska zawsze zostanie. Wielki mąż Ameryki roztoczy nad nią przemożną opieką, pod którą w wielkiej szczęśliwości królować będzie” – brzmi cytowana przez naukowca treść przepowiedni. Jak stwierdził historyk, właśnie ze względu na wizję, zgodnie z którą Polska ma się stać potęgą, a należy przecież pamiętać, że naszego kraju nie było wówczas na mapach, przepowiednie Ludwika Rocci stawały się wielokrotnie w przeszłości obiektem drwin.

Spośród fascynujących i jakże trafnych – dziś już można tak powiedzieć – przepowiedni brata znajdują się także te, które założyły koniec wielkiej potęgi kolonizacyjnej Anglii czy rozpad wielkiej Rosji, która podzieli się na mniejsze części.Co nas może czekać w przyszłości? Marny los, jak wynika z przepowiedni, czeka Włochy, której piękne miasta zostaną zrujnowane. Nie można też wykluczyć, bazując na wizjach duchownego, że Watykan przestanie być siedzibą papieża, który „będzie uciekał po zwłokach kardynałów”. Źle ma się też dziać w Anglii, która zostanie podbita przez Irlandię i Szkocję. Do zjednoczenia ma dojść natomiast na Półwyspie Iberyjskim, gdzie zunifikować mają się Portugalia i Hiszpania.

Przeczytaj także: 

Ludovic Rocca – Fransiszkanin z Góry Synaj

Posted in POLECAM, Religia | 7 Komentarzy »

Wałęsa i niepokój

Posted by tadeo w dniu 19 lutego 2016

Uśmiechnięty Jarosław Kaczyński podnosi do góry dłoń z wystawionym go góry kciukiem.

Jazgot jest zupełnie niebywały, a ja się do niego dołączam i jeszcze dolewam oliwy do ognia w tym moim małym, lokalnym zakresie. Moja opinia o Wałęsie nie zmieniła się nagle teraz – ona ewoluowała od głębokiego uwielbienia w 1980 roku do smutnego rozczarowania na początku lat 2000 gdy Wałęsie kompletnie odbiło, gdy zrozumiał, że już prezydentem nie będzie nigdy.

W listopadzie 1980 udało nam się (organizacji NZS Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych, której byłem przewodniczącym) zorganizować na naszym wydziale spotkanie z Lechem Wałęsą, który przez moment był w Warszawie. Do możliwości zorganizowania tego spotkania bardzo przyczynił się Gregory Popielarz, który pochodził z Gdańska i miał tam swoje wejścia i kontakty. Przybycie Wałęsy do Sali im. Czarneckiego na WDINP na Krakowskim Przedmieściu było wydarzeniem niezwykłym, niebywałym i na tyle niespodziewanym i załatwionym w ostatnim momencie, że sala nawet nie była pełna. Wałęsa się urwał na dwie godziny z jakichś spotkań i przyszedł do nas, studentów, by nam opowiedzieć o Solidarności i o tym, co się dzieje w Gdańsku.

Siadł przy biurku wykładowcy, na podeście, ja siadłem obok niego, i zaczął opowiadać, a ja zbierałem pytania, które ludzie pisali na kartkach, i je segregowałem. Za mną siedział ochroniarz Wałęsy, nie pamiętam jak się nazywał.

Gdy Wałęsa skończył opowiadanie zacząłem mu podawać kartki z pytaniami, a on zaczął odpowiadać. Ale nie odpowiadał na każde pytanie. Widziałem – ale byłem jedynym, który to widział, bo siedziałem obok niego – że Wałęsa niektóre pytania odrzuca. Zrobiło to na mnie piorunujące wrażenie. Nabrałem do niego wówczas nadzwyczajnego, ogromnego szacunku, bo wywnioskowałem z tego, że Wałęsa jest rzadkim okazem człowieka, który rozumie, że nie wie wszystkiego, więc nie próbuje gadać bez sensu, tylko stara się odpowiadać na pytania takie, na które zna odpowiedź.

A potem Wałęsa sobie poszedł. Następnego dnia w gazecie pisali, że podczas rozmów z rządem Wałęsa nagle zniknął nie wiadomo gdzie na dwie godziny, po czym wrócił w studenckiej czapce na głowie… Ja pozostałem z moim poczuciem najwyższego uznania, wręcz uwielbienia dla przywódcy Solidarności. Poczucie to nie opuszczało mnie przez dobrych parę lat, aż do początku lat 90. Nie byłem jedynym – Wałęsa i Jan Paweł II byli wówczas odbierani przez wszystkich jako dwie najważniejsze w Polsce osoby, i odbierani byli jako tacy NA RÓWNI!

Lata 80 i 90 spędziłem we Francji. Nie miałem wielu kontaktów z bieżącymi sprawami w Polsce, ale pamiętam, że głosowałem na Wałęsę w konsulacie w Strasbourgu.

Zobaczyłem go w jakimś wydaniu Wiadomości w telewizji, gdy przyjechałem do Polski na wakacje, jak przyjmował jakiegoś gościa w Belwederze. I pamiętam, że doznałem wówczas pierwszego szoku. To nie był ten sam człowiek, którego pamiętałem sprzed lat. W tej krótkiej migawce zachował się tak, że przyszło mi do głowy wtedy porównanie, które opowiadałem ludziom wokół siebie w Polsce i we Francji:

Różnica między prezydentem Francji, Francois Mitterandem, a prezydentem Polski Lechem Wałęsą jest taka, że jak się patrzy na Mitteranda, to się widzi prezydenta i męża stanu, nawet jak się nie jest jego zwolennikiem, a jak się patrzy na Lecha Wałęsę, to się widzi elektryka, nawet jakby się chciało zobaczyć prezydenta…

To było dla mnie strasznie przykre, bo był to trudny do przetrawienia dysonans.
A potem była wizyta mojego Taty u Wałęsy, w Belwederze na śniadaniu. Tata był prezesem PKO BP. Było to akurat w momencie, gdy byłem w Warszawie, na urlopie. Poszedł i po paru godzinach wrócił zdruzgotany. Po długiej rozmowie na temat finansów państwa, do której pan prezydent się najwyraźniej przygotował, nastąpił kubeł zimnej wody. Otóż mój Ojciec tłumaczył, że pomysł stu milionów dla każdego nie jest dobry, że może to zachwiać finansami państwa, a pan Prezydent pytał mądrze o różne rzeczy, najwyraźniej słuchał, po czym, na koniec, zapytał mojego Ojca:

– Panie prezesie, a może mi pan powiedzieć gdzie pan drukował te wasze bony oszczędnościowe, bo one są takie ładne, a ja chciałbym te sto milionów wydać też na takim ładnym papierze…

Potem były przegrane wybory. Wszyscy pamiętają „podawanie nogi”, ale pewnie wiele osób nie wie skąd ta noga się wzięła. Ja wiem od osoby bliskiej Wałęsie, której nazwiska oczywiście nie podam, ale która tam z nim wtedy była na miejscu. Otóż podobno Wałęsa był absolutnie i doskonale przygotowany do debaty z Kwaśniewskim i właściwie nie było szans, by poległ. Ale poza przygotowaniem merytorycznym były jeszcze sprawy pozamerytoryczne. Oba sztaby dograły wszystkie detale spotkania w najdrobniejszych szczegółach. Wszystko było zapięte na ostatni guzik. Między innymi było ustalone bardzo wyraźnie i jednoznacznie, że obaj panowie NIE BĘDĄ sobie ręki podawali. To była podobno baza wszystkiego, coś, co do czego oba sztaby zgodziły się bez wahania. No i któryś z doradców Kwaśniewskiego miał naprawdę doskonały pomysł, by zdestabilizować Wałęsę tą próbą podania ręki – jak widać doskonale to zadziałało!

Myślę, że ta historia nosi znamiona prawdy. Doskonały chwyt psychologiczny, jak się nieco zastanowić, to taka debata jest źródłem tak niesamowitego stresu dla kandydata, że każdy, najdrobniejszy nawet element może być źródłem katastrofy. Jednak prawdziwy mąż stanu potrafiłby się odnaleźć w takiej sytuacji… nawet więcej powiem – każdy naprawdę KULTURALNY człowiek potrafiłby się odnaleźć…

A potem już było coraz gorzej i gorzej. Nie głosowałem w tych kolejnych wyborach – nie chciało mi się jeździć do konsulatu dla Wałęsy (bo przecież na komucha-kłamczucha bym nie głosował).

Nie miałem nigdy poczucia wstydu, że TAKI KTOŚ jest naszym prezydentem. To, kto jest prezydentem nie ma żadnego związku z jakimś charakterem narodowym czy innymi cechami, nieprawdą jest nawet, że mamy takiego prezydenta, na jakiego sobie zasłużyliśmy. Mamy takich przedstawicieli, na jakich głosowaliśmy, a głosowaliśmy na nich, bo tak kazały nam media. Kazały wprost lub nie wprost, kazały, bo na przykład plakat z kandydatem był ładniejszy od plakatu z kontrkandydatem. W przypadku „podawania nogi” też zapewne media mogły uratować sytuację, gdyby chciały, wyjaśniając całą sytuację…

Obraz odpowiedzialnego Wałęsy z 1980 roku znikł już z mojej pamięci. Jest teraz ten żałosny obraz, który widzimy wszyscy dziś, który trwa od wielu, wielu lat. Smutne to. Dla mnie jest to przestroga, by nie ufać żadnemu politykowi.

Teraz już tylko mi szkoda. Przydałby się nam wszystkim człowiek, który by nas mógł zjednoczyć, jak jednoczył nas Jan Paweł II. Wałęsa MÓGŁ kimś takim być.

Jednak nie o tym miałem napisać, tylko o tym, o co w tym całym jazgocie chodzi. Bo wrzask się podniósł niesamowity, i mamy dziś nawet zatwardziałych wyborców SLD, którzy bronić chcą „honoru Wałęsy” co jest już wyjątkowo kuriozalne.

Warto mieć świadomość, że tu wcale nie chodzi o Wałęsę. Dla środowisk okrągłostołowych, czyli dla tzw. „salonu” Wałęsa jest tylko narzędziem. Przypomnijcie sobie, jak Wyborcza i Michnik pluli na niego gdy była taka potrzeba.

Cała ta afera, ten wrzask, ten jazgot jest spowodowany najgorszym niebezpieczeństwem jakie może sobie salon wyobrazić, to znaczy koniecznością przyznania racji środowiskom przeciwnym układowi, a konkretnie Kaczyńskiemu. To jest dla salonu wizja Apokalipsy, końca ich świata. Ostateczne udowodnienie tego kim i jaki był Wałęsa nie tyle burzy jakąś michnikową konstrukcję, co przyznaje rację Kaczyńskiemu i PiSowi, a na to salon pozwolić nie chce. I dlatego mamy ten jazgot, te idiotyczne memy, to pójście w zaparte. I dlatego przyłącza się do tego również elektorat SLD, który powinien teoretycznie zachować jak najdalej idący dystans.

Niezwykły jest ten nagły, błyskawiczny i totalny sukces Kaczyńskiego. Jeśli jeszcze dodatkowo okaże się, że nagle uda się wyjaśnić katastrofę smoleńską, to zacznę się niepokoić…

http://pietrasiewicz.salon24.pl/697388,walesa-i-niepokoj

Posted in Felietony, Historia, POLECAM | 1 Comment »

Prof. Kieżun – Posłuchajcie ze zrozumieniem…

Posted by tadeo w dniu 18 stycznia 2016

Zobacz także:

Prof. Kieżun: Mamy strukturę państwa kolonialnego

Patologia transformacji, czyli IV rozbiór Polski – Witold Kieżun

Odzyskać banki dla polskiej gospodarki – rozmowa z prof. dr. hab. Witoldem Kieżuniem.

Prof. Kieżun w rozmowie z „wSieci”: „Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że kryje się plan osłabienia Polski, by przestała przeszkadzać wielkim sąsiadom”

„Struktura gospodarki jest strukturą neokolonialną. Musimy się nastawić na kupowanie tego, co polskie”. NASZ WYWIAD z prof. Witoldem Kieżunem

 

Posted in Gospodarka i Ekonomia, POLECAM, Polityka - video, Polityka i aktualności | Otagowane: | Leave a Comment »

Polska – czarna owca Europy

Posted by tadeo w dniu 14 stycznia 2016

Trwa atak na Polskę– bez precedensu we współczesnej historii Europy – tylko dlatego że nowy rząd postanowił zmienić zasady gry i zadbać o interesy własnego kraju. Jak zwykle w takiej sytuacji jednym chórem odezwali się ci, którzy najwięcej mogą na tym stracić. Na wyższych szczeblach zachowywana jest powściągliwość, chyba że znajdzie się jakiś lewacki oszołm – Schulz, Oettinger czy Timmermans. Łatwiej jest wypuścić zgraję ujadających dziennikarzy na smyczy, których Polsce nie brak – Kim, Lis, Wielowieyska, Paradowska, Kraśko i Gugała – ten ostatnio wykazał się znajomością historii III Rzeszy i kategorycznie stwierdził, że Niemcy byli ofiarami II WW, bo stracili duże połacie własnego kraju i poświęcili więcej ludzkich ofiar niż Polska i ZSRR razem wzięte. Trudno jest dyskutować z logiką idioty, lepiej skupić się na bardziej przemyślanych andronach…

 

Jeśli red Wielowieyska, red Lis i cała plejada red-aktorów telewizyjnych, radiowych, a także tych sepleniących, jakających się i bez aparycji – produkujących się na łamach komercjalnej prasy – mają rację, że PiS to samo zło i drugie wcielenie diabła, a reakcja Zachodu, to wyraz makiawelicznej troski o stan demokracji w naszym  państwie, to ja jestem KOD, tyle że pojutrze. Tym samym daję sobie nieco czasu, by zaprenumerować Washington Post, Wall Street Journal i Berliner Zeitung, bo nie Gazetę Wyborczą, która jest zbyt stronnicza. Dzięki nim i ich korespondentom – prosto z oblężonej Warszawy – będę na bieżąco z wydarzeniami na ulicach, gdzie prym wiedzie partia Nowoczesna, która – według sondaży – jest prawdziwym reperezentantem ludu, a KOD jego tubą. Według ich wersji, jak to kategorycznie stwierdził red Lis, Polska to czarna owca Europy.

 

Na szczęście, istnieje druga wersja wydarzeń. Jeśli red-aktorzy mają rację, tyle że dali się zwieść, bo intencje naszych zachodnich sprzymierzeńców nie są wynikiem troski o stan demokracji, ale dbałością o własny interes  i obawą o jego utratę, to w tej sytuacji, świadomie, czy też nie, medialni i polityczni krzykacze okazują się obrońcami obcego biznesu. Za tą wersją przemawiają wysokie apanaże i manipulacja faktami. Tu trzeba byłoby odnieść się do faktów i niuansów językowych, czego przeciętny odbiorca nie łapie, bo nie ma na to czasu i siły umysłu, by wyjść z labiryntu medialnego matactwa.. Dzięki temu red-aktorzy mogą pozwolić sobie na wszelkie przekłamania bez obawy o konsekwencje. Jakby tego nie rozbierać, to czarna owca pozostaje czarną owcą…

 

I tu dochodzę do trzeciej wersji, tej pisowskiej, która uznaje, że czarna owca to media, post-komunistyczne partie polityczne manipulujące pospólstwem i środowiska czerpiące z tego stanu duże zyski. Ta owca przez długie lata żerowała w trudzie i znoju, by zapewnić sobie wszelkie beneficja kosztem prostego ludu, a tu nagle lud doszedł do władzy i stwierdza, że podział dóbr nie jest sprawiedliwy i ogłosił nowe rozdanie. Padł domek z kart i podniósł się rejwach, bo chcą by było tak, jak było, a lud na to mówi: Takiego wała! Nic poza kolejnością! Każdemu według rachunku sumienia.

 

Nikt tego jeszcze nie powiedział, ale ja śmiem twierdzić, że na naszych oczach rozpoczęło się powstanie przeciwko skorumpowanej klasie politycznej, ekonomicznemu wasalstwu,  niszczeniu tradycji kulturowych i religijnych. Reakcja rodzimych demokratów i UE jest tego dowodem. Stąd tak mocne słowa padające z ust znanych autorytetów i taka szybka reakcja Komisji Europejskiej, by ugasić pożar w zarodku…

 

„Silni, zwarci i gotowi” staje się tej sytuacji niemal nakazem, by nie dać się sprowokować demonstracjami KOD-u i jątrzącymi oświadczeniami lidera PO – Schetyny. Robić swoje, słuchać skąd wiatr wieje, ale kosy trzymać w zagrodzie…

http://jan.przygoda.salon24.pl/691499,polska-czarna-owca-europy

Posted in Felietony, POLECAM, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

O co toczy się spór w Polsce? – wywiad z Jarosławem Kaczyńskim

Posted by tadeo w dniu 5 stycznia 2016

Większość naszych mediów jest w rękach niemieckich – to musi mieć wpływ na ich postawę. Natomiast w wypadku innych mediów jest to obrona przywilejów systemu, w którym te media mogły funkcjonować oraz wywierać bardzo duży wpływ na życie publiczne. Dobra zmiana, o której mówimy, ten wpływ ograniczy, sprowadzi do właściwych wymiarów. Pewne niewielkie środowiska, które – gdyby polska historia wyglądała inaczej – w ogóle nie mogłyby w Polsce odegrać żadnej roli, która jest skutkiem wojny i komunizmu – mówi Jarosław Kaczyński.



Z Jarosławem Kaczyńskim, prezesem PiS, rozmawia o. Dariusz Drążek CSsR

O co toczy się dzisiaj spór w Polsce i jakie są strony tego sporu?

– Spór w Polsce toczy się, można powiedzieć, o dwie sprawy. Sprawa pierwsza, która troszkę umyka uwadze opinii publicznej, a także komentatorów, to spór o to, czy Polska ma być państwem demokratycznym czy korporacyjnym. Bo spór o Trybunał Konstytucyjny to w wielkiej mierze właśnie spór o to, czy w Polsce mechanizmy demokratyczne, a więc te związane z wyborami, są rozstrzygające dla kształtu życia publicznego, czy też jest to jeden z istotnych, ale nie najważniejszy i decydujący mechanizm, bo władza jest – w gruncie rzeczy – w ręku korporacji. Korporacji, które tworzą aparat państwowy. Aparat państwowy nie jest czymś uzależnionym od mechanizmu demokratycznego, tylko ma bardzo daleko idący zakres autonomii, który rolę mechanizmu demokratycznego zasadniczo ogranicza. Taką koncepcję państwa swego czasu sformułował w przemówieniu w Sejmie – mówiąc o aferze Amber Gold – Donald Tusk. Tak to wprost zostało wyłożone. To jest taka głęboka istota sporu, o której się teraz nie mówi. Jeżeli chodzi o sprawy bliższe, to chodzi o to, czy będą mogły być realizowane te wszystkie przedsięwzięcia, które składają się na dobrą zmianę, o której mówimy, czy też nie będą mogły być realizowane. Jestem głęboko przekonany, że Trybunał, po tym zamachu z czerwca 2015 roku, miał być tym punktem, swego rodzaju bastionem, o który rozbijały się wszelkiego rodzaju nasze próby zmiany. Mówię nie tylko o zmianach np. w wymiarze sprawiedliwości czy w mediach, ale chodzi także o takie zmiany, jak 500 złotych na dziecko. Tutaj też bez trudu średniej klasy prawnik mógłby sobie wymyśleć, w jaki sposób Trybunał mógłby uniemożliwić tę zmianę – przez odpowiednie orzeczenie, przedstawiając do tego siebie jako ten, który chce dać więcej. Tylko że to „więcej” jest już niemożliwe, nierealizowalne. Mówiąc krótko, tutaj są dwie sprawy. Jedna to zablokowanie tej dobrej zmiany, zablokowanie zmiany, która ma nadać naszemu życiu społecznemu inny, dużo bardziej sprawiedliwy, uczciwy i jednocześnie efektywny kształt, a z drugiej strony jest to spór o to, jak ma wyglądać polskie państwo – czy w Polsce demokratycznej ma być rzeczywiście czymś realnym, decydującym o kształcie naszego życia, czy też ma być tylko jednym z mechanizmów kształtowania tego życia – i to wcale nie mechanizmem najważniejszym.

Czy mamy dziś do czynienia z „medialnym zamachem stanu” przeciwko wybranym władzom Rzeczypospolitej? Czy to przypomina, Pana zdaniem, np. XVIII wiek, gdzie ten Trybunał, o którym Pan mówi, miałby pełnić taką klasyczną rolę liberum veto wobec wszelkich poczynań władzy? Premier Jan Olszewski mówi: „Wątpię, że ten spór zostanie w Polsce wyciszony, bo jest środowisko, które traci przywileje”.

– Tak, bo ta naprawa, o której mówimy, ta „dobra zmiana”, to m.in. pozbawienie pewnych środowisk przywilejów, doprowadzenie do tego, że w Polsce równość obywatelska stałaby się czymś dużo bardziej realnym niż w tej chwili. Ona w tej chwili jest zapisem konstytucyjnym, w gruncie rzeczy martwym. Oczywiście można odwoływać się tutaj do liberum veto, ale przypomnijmy sobie także inne aspekty sprawy. Trybunał Konstytucyjny nie wykonuje w gruncie rzeczy swoich obowiązków. 200 spraw jest niezałatwionych, 100 spraw, gdzie było orzeczenie TK, nie zostało wykonane, a Trybunał w tej sprawie milczy. Ma wręcz niebywale wolne tempo pracy. Ludzie mający uposażenie na poziomie prezydenta Rzeczypospolitej – mówiąc uczciwie – bardzo niewiele robią. Porównanie z niemieckim trybunałem, gdzie ta wydajność w przeliczeniu na jednego posła jest przeszło dwanaście razy większa, jest miażdżące. W związku z tym ta ustawa, która jest dziś przedmiotem sporu, ma doprowadzić do tego, żeby po pierwsze, Trybunał nadrobił zaległości i później nie wdawał się w bieżące polityczne spory, tylko po prostu załatwiał sprawy rzeczywiście. Trzeba, żeby w Polsce pilnowano tego, by ustawodawstwo, a także akty normatywne niższego rzędu były zgodne z Konstytucją. Ten aspekt naprawy Trybunału – i w istocie swego rodzaju umocnienie Trybunału w jego właściwej roli – jest zupełnie niedostrzegany, bo obok tego mamy rzeczywiście ten bunt korporacji. Dzisiaj mamy pismo od pani pierwszej prezes Sądu Najwyższego wzywające do tego, żeby zupełnie bezprawnie rozpatrywać sprawę tej ustawy. To już jest swego rodzaju rokosz. Tutaj mamy do czynienia z taką sytuacją, gdzie nawiązywanie do różnego rodzaju złych tradycji I RP jest jak najbardziej uzasadnione. Przy czym ta władza, która ma być najbardziej zrównoważona, najbardziej zdystansowana, właśnie się w to angażuje. To musi być powstrzymane.

Prezes Rzepliński zapowiada na 12 stycznia, że Trybunał zbada zgodność z Konstytucją uchwał Sejmu o wyborze nowych sędziów i jak najszybciej (a więc też poza kolejnością, poza przepisami znowelizowanej ustawy o TK) zbada zgodność z Konstytucją ustawy o Trybunale Konstytucyjnym – w składzie, który sam wybierze. Nie będzie to raczej 13 sędziów, co zakłada ustawa. Jak traktować takie wypowiedzi prezesa Trybunału Konstytucyjnego?

– To jest w gruncie rzeczy wypowiedź, która oznacza właśnie nic innego, jak rokosz wobec porządku w państwie. Trybunał rzeczywiście porównując – bo tak to można określić – ustawy z Konstytucją, podlega Konstytucji. Ale w sprawach organizacji Trybunału i w sprawach proceduralnych decyduje ustawa i o tym jest bezpośrednio mowa w Konstytucji. Ta ustawa jest taką ustawą wykonawczą wobec Konstytucji. Jest pewien zespół ustaw, które właśnie tego rodzaju rolę pełnią, są jakby wskazane w Konstytucji. Uchwalenie wynika z Konstytucji w sposób zupełnie bezpośredni. Tutaj to, że Trybunał podlega takiej ustawie, jest poza jakąkolwiek wątpliwością. Ogłoszenie, że się temu nie podlega, jest po prostu odrzuceniem tej roli, która jest przypisywana Trybunałowi Konstytucyjnemu i sędziom Trybunału Konstytucyjnego. Ja osobiście traktowałbym to jako rezygnację z funkcji sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Jeżeli ktoś przychodzi do jakiejś pracy i na wstępie ogłasza, że reguły tej pracy go nie obowiązują, to jest to równoznaczne z tym, że z tej pracy rezygnuje. Tak bym to traktował.

Ale jak to stwierdzić, Panie Prezesie? Jest art. 190 Konstytucji, który mówi: „organizacje TK oraz tryb postępowania przed Trybunałem określa ustawa”. Wydaje się z wypowiedzi medialnych, że ta ustawa prezesa Rzeplińskiego nie obowiązuje. Odwołuje się do innego artykułu, o tym, że sędziowie podlegają wyłącznie Konstytucji. Czy państwo polskie ma możliwości stwierdzenia tego rokoszu i zrobienia czegoś z rokoszanami?

– Ma takie możliwości poprzez stworzenie odpowiedniej ustawy, np. takiej, która by uznała, że tego typu postępowanie prezesa i innych sędziów oznacza, iż zrezygnowali z funkcji. Niezależnie od tego, że sędzia orzekając o zgodności z Konstytucją ustaw, musi podlegać Konstytucji, gdyż nie byłby w stanie wykonywać swojej funkcji, to jednak w tej sprawie podlega ustawie. To jest bardzo wyraźnie zaznaczone w Konstytucji, nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Wszelkiego rodzaju wyśmiewanie, które można znaleźć na łamach gazet, m.in. „Gazety Wyborczej”, opiera się na tym, że zakładają, iż przeciętny czytelnik nie wie, w jaki sposób interpretuje się prawo. Argumenty, że coś zostało napisane wprost, są rozstrzygające, zapomina się o konieczności robienia wykładni systemowej. Mamy do czynienia z rokoszem i musi być on powstrzymany. Zobaczymy, jaka będzie postawa innych sędziów TK, jak to będzie wyglądało. Jest oczywiste, że przedsięwzięcia, o których mówi prof. Rzepliński, mają charakter prywatny. Orzeczenie sądu będzie wyrażeniem zdania przez określoną liczbę prawników, ale nie będzie miało żadnego znaczenia prawnego.

Środowiska zagraniczne, Komisja Europejska, przewodniczący Parlamentu Europejskiego – tych głosów było już sporo, Martin Schulz mówił nawet o zamachu stanu. Czy Polacy wobec nawału antypolskich opinii nie ulegną kompleksowi, który przez 25 lat był wsączany, że europejskość to coś lepszego niż polskość? Skoro z zagranicy tak mówią, to coś w tym musi być.

– Na pewno są ludzie, którzy myślą w ten sposób, ale wierzę, że więcej jest tych, którzy myślą inaczej, a ta liczba jeszcze się zwiększy. Obywatele coraz bardziej rozumieją, że żadna „europejskość” nas nie zbawi. Europejskość w gruncie rzeczy oznacza polskość. Europa składa się z różniących się od siebie narodów, które dopiero wspólnie tworzą jakąś jakość. Polska, broniąc demokracji, a nie korporacji, broniąc wolności religii, która na zachodzie Europy jest dzisiaj bardzo zagrożona, a w wielu miejscach jej nie ma, czy broniąc wolności słowa – stając w obronie tego, chronimy to, co w europejskiej tradycji jest najlepsze. Jesteśmy dziś ostoją prawdziwej Europy.

Dlaczego media w Polsce nie oburzają się na słowa antypolskie płynące z mediów niemieckich, prominentnych polityków brukselskich, tylko się nimi ekscytują i nagłaśniają w formie poparcia?

– Po pierwsze, są tu istotne kwestie własnościowe. Większość naszych mediów jest w rękach niemieckich – to musi mieć wpływ na ich postawę. Natomiast w wypadku innych mediów jest to obrona przywilejów systemu, w którym te media mogły funkcjonować oraz wywierać bardzo duży wpływ na życie publiczne. Dobra zmiana, o której mówimy, ten wpływ ograniczy, sprowadzi do właściwych wymiarów. Pewne niewielkie środowiska, które – gdyby polska historia wyglądała inaczej – w ogóle nie mogłyby w Polsce odegrać żadnej roli, która jest skutkiem wojny i komunizmu. Gdyby nie to podporządkowanie, w Polsce byłyby pewnie tylko mało ważnym i nieszanowanym marginesem.

– Oczywiście, może powstać opór, ale jesteśmy przekonani, że wielu pracowników radia i telewizji publicznych oczekuje na zmiany. Myślę, że jesteśmy w stanie je przeprowadzić. W Polsce istnieje prawo do demonstracji i nie zamierzamy go podważać. Ci, którzy wcześniej rządzili, wielokrotnie łamali reguły demokracji, np. wysyłali ABW do młodego człowieka, który zajmował się stroną internetową o prezydencie, blokowali – także i mi – dostęp do dużych sal. Fatalnie było w parlamencie. Dzisiaj mówi się o „czołganiach” w parlamencie – ktoś użył takiego sformułowania Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej Ryszarda Petru. Względniejszy i bardziej uprzejmy wobec ludzi z opozycji jest marszałek Kuchciński. Pozwala im często na to, co nazywa się obstrukcją parlamentarną. Ja go w żadnym razie nie krytykuję. Uważam, że powinien robić tak, jak robi, ale to jest ogromna różnica. Sam miałem wielokrotnie wyłączany mikrofon. Jako przywódca właściwie jedynej partii opozycyjnej byłem wypędzany z mównicy przez marszałka. Marszałkowie tacy jak pan Komorowski byli gotowi tolerować wszystko, łącznie z obrażaniem kobiet. Pamiętam, jak wyszedłem na mównicę po to, żeby apelować do niego, by chociaż na to nie pozwalał. W żaden sposób nie zareagował. Nie mówiąc już oczywiście o tym, co działo się na sali. Obrażanie – w pierwszej kolejności poseł Niesiołowski, który obrażał niemal każdego naszego mówcę. I wtedy wszystko było w porządku. Marzę o tym, że któregoś dnia w jakiejś audycji telewizyjnej pokaże się fragmenty tych obrad, które są teraz, i tych, które były wcześniej. Jest ogromna różnica. Teraz jest to bardziej demokratyczne i kulturalne.

Panie Premierze, są głosy, że działają Państwo za szybko. Gdyby Pan zechciał wytłumaczyć Polakom, dlaczego tak szybko. Dlaczego taki proces legislacyjny, Trybunał, 6-latki, media, podatek bankowy? Może moglibyście wolniej, nie otwierając tylu frontów? Zadarcie ze środowiskiem prawniczym, dziennikarskim, bankowym, z zagranicznym kapitałem w postaci hipermarketów – to są bardzo niebezpieczne fronty.

– Gdybyśmy działali wolno, to by nam to zarzucano. Po prostu pewne zmiany chcemy przeprowadzić, żeby stworzyć pewną nową jakość w życiu publicznym i jednocześnie pójść do przodu. Mamy wielkie plany społeczne i gospodarcze i musi być czas, żeby je realizować. Jakkolwiek byśmy tych zmian nie przeprowadzali, bylibyśmy przedmiotem ataku i te fronty byłyby otwarte. To jest tylko kwestia obrony interesów i przywilejów. W sytuacji w Polsce – po tych 8 latach rządów PO – na samym podatku VAT straciliśmy prawdopodobnie ponad 100 mld zł – mam nadzieję, że będzie to przedmiotem badań komisji śledczej – i nikt na to w gruncie rzeczy nie reagował, jeżeli chodzi o władzę. Nie wprowadzono żadnej kontrakcji, chociaż w różnych krajach tego rodzaju reakcje były przeprowadzane i wykazywały duży stopień skuteczności. Krótko mówiąc, mamy tutaj do czynienia z sytuacją, w której pewna bardzo niewielka grupa czynników wewnętrznych i zewnętrznych – bo też grupy z zewnątrz na tym korzystały – broni sytuacji dla nich bardzo wygodnej, a bardzo niedobrej dla Polski i Polaków.

Niektórzy mówią, że program „500+” nic nie da dla poprawy demografii i polskich rodzin, bo PiS więcej zabierze niż da, np. poprzez podatek bankowy, bo banki sobie odbiją to na klientach, i podatek od hipermarketów, bo obcy kapitał odbije sobie to na robiących zakupy Polakach.

– Konkurencja pomiędzy bankami i hipermarketami jest tak ostra, że one sobie nie mogą tego odbić. Te podatki nie są duże, więc to jest tylko i wyłącznie zwykłe straszenie. Jak ktoś chce coś komuś zabrać, to zawsze jest tysiąc różnych argumentów, żeby tego nie robić. Tak samo, jak chce się coś dać społeczeństwu, a w szczególności tej biedniejszej części społeczeństwa, to zawsze jest to tysiąc argumentów. Ten sposób myślenia my zdecydowanie odrzucamy. Można opodatkować bardzo wysokie zyski i nie ma to nic wspólnego z różnymi zagrożeniami. Zawsze znajdą się tacy, którzy powiedzą, że i tak nam się opłaca nie podwyższyć ceny, bo będziemy wtedy konkurencyjni wobec innych czy nawet wyeliminujemy ich z rynku. I to jest normalny, pozytywny mechanizm rynkowy. Powtarzam – na tych rynkach jest potężna konkurencja. Gdyby miało dochodzić do tworzenia jakichś umów, to oczywiście są odpowiednie organy państwa, żeby na to reagować.

Kto jest dzisiaj największą opozycją Prawa i Sprawiedliwości?

– Nie mam zamiaru ustawiać kolejności. Różni się starają, ale w gruncie rzeczy to jest kwestia po prostu establishmentu. Establishment dzisiaj stawia zdecydowanie na pana Petru, który występuje w telewizji publicznej przez 6 godzin, a w tym samym okresie pokazywano prezydenta Polski przez 14 minut. To jest pokaz tego, o co w gruncie rzeczy chodzi, bo Platforma jest tak bardzo tym, co robiła, obciążona, że osoby, które w establishmencie myślą i analizują sytuację oraz podejmują działania, uważają, że to nie jest już właściwy obrońca ich interesów. Ale zobaczymy, jak dalej to będzie wyglądało, bo formacja pana Petru jest formacją na „cienkim lodzie”, która bardzo łatwo może utonąć.

Jakie są prognozy lidera obozu rządzącego na 2016 r.?

– Sądzę, że wśród różnego rodzaju oporu będziemy realizować nasz program, i że ten program będzie przynosił Polsce efekty. Zarówno w skali ogólnej, jak i dla poszczególnych grup społecznych. Chciałbym państwu powiedzieć, że ilość pieniędzy, która będzie płynęła na wieś z programu „500+”, będzie większa niż to, co płynie z dopłat do rolnictwa. Naprawdę sytuacja się poprawi. Jeśli ktoś uważa, że 4-osobowa biedna rodzina, która będzie otrzymywała 2 tys. zł miesięcznie, na tym nie skorzysta i jej możliwości się nie poprawią, to kompletnie nie zna życia. Nawet w tych zamożniejszych rodzinach te 500 zł przy dwójce dzieci też ułatwi życie. Wierzę w to, że Polacy wydadzą te pieniądze racjonalnie. Wielu przed dopłatami – zanim te dopłaty na wieś się pojawiły – uważało, że one nie będą dobrze przez polską wieś wykorzystane, a okazało się, że były bardzo racjonalnie spożytkowane. Bardzo podniósł się poziom tzw. skolaryzacji. Ci najbiedniejsi, którzy przedtem nie mieli na to, żeby ich dzieci mogły chodzić do szkół średnich, te pieniądze zyskali, dzięki czemu te dzieci zaczęły chodzić do szkół. Takich przykładów było więcej. Polacy są – w ogromnej większości, bo jest przecież zróżnicowanie – Narodem racjonalnym, który wie, co robić z pieniędzmi. Chociaż mogą się zdarzyć patologie, to generalnie rzecz biorąc, to poprawi sytuację polskich rodzin – tych średnio zamożnych i tych, którzy żyją niemal w nędzy. Tam, gdzie tych pieniędzy już naprawdę bardzo brakuje, to tę nędzę zmieni w sytuację ciągle jeszcze słabą, ale jednak dużo lepszą. Uważam, że to jest bardzo dobre posunięcie, które wynika z potrzeby narodowej, związanej z groźbą depopulacji Polski, ale także ze zwykłej przyzwoitości.

„Nasz Dziennik”

http://www.kresy.pl/publicystyka,wywiady?zobacz/o-co-toczy-sie-spor-w-polsce-wywiad-z-jaroslawem-kaczynskim

Posted in Jarosław Kaczyński, POLECAM, Polityka i aktualności, Wywiady | Leave a Comment »

O walce duchowej – ks. Piotr Glas, egzorcysta

Posted by tadeo w dniu 16 grudnia 2015

Współczesny człowiek świadomie odrzucił Boga i na Jego miejsce postawił siebie. Życie w grzechu staje się normą dla wielu ludzi. Chrześcijanie muszą dziś podjąć trud podwójnej walki o zachowanie swojej tożsamości i wiary – przekonuje ks. Piotr Glas w nauce skierowanej do uczestników adwentowych rekolekcji Ruchu Czystych Serc. Rejestracja: ks. Sławomir Kostrzewa

Warto obejrzeć… film warty polecenia innym.

Posted in Filmy religijne, POLECAM, Religia | Leave a Comment »