WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • Tylko przestańmy mówić: ten kraj, w tym kraju, tutaj, ci ludzie. Zacznijmy mówić tak, jak Pan Bóg przykazał, jak o matce: Ojczyzno ma, moja, kochana, poraniona, więc tym bardziej kochana. Moja, to znaczy taka, którą się kocha, którą się po rękach całuje, przed którą się klęka, której się służy, której się z czcią opowiada, której się nie okrada, dla której się pracuje, dla której się cierpi i umiera, jak trzeba. To nie inni mają tak zrobić, to nie oni, tam na górze, ale my. Inaczej na nic wszystko. Na nic ta rana i na nic te ofiary. Nasza Ojczyzna mocno krwawi i ból nie ustaje w naszych sercach, ale zapewniamy pachołków Moskwy i Berlina, i tych, co służą „mamonie” – jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy. Póki pracujemy dla dobra naszej Ojczyzny. Póki kochamy i pamiętamy.

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Afery i przekręty’ Category

Fiskus wykończył mu firmę wartą miliony. Po pomoc idzie do prezydenta

Posted by tadeo w dniu 5 Luty 2015

Stanisław Kujawa założył swoją firmę w 1991 r.

Stanisław Kujawa założył swoją firmę w 1991 r. Fot. http://www.facebook.com/SprawaKujawy

Trwające przeszło cztery lata kontrole skarbówki, sądowe batalie, bankructwo firmy i straty liczone w setkach milionów złotych, czyli polski przedsiębiorca kontra państwowa biurokracja. Pierwszy mówi: – To mafijno-rządowy spisek. A drudzy: – Na wszystko mamy dowody.

Historia zaczęła się w listopadzie 2010 roku, gdy Stanisław Kujawa – właściciel działającej od 1991 r. i zajmującej się handlem artykułami RTV, AGD i IT firmy Nexa z Zamościa – zorientował się w nieprawidłowościach, jakich miał dopuszczać się w jego firmie m.in. dyrektor handlowy. Chodziło o uczestnictwo w karuzeli podatkowej i wyłudzanie zwrotu podatku VAT. Odkrył m.in. dowody na przeprowadzenie szeregu transakcji, które odbywały się zwykle według tego samego schematu. I tak na przykład – Nexa jednego dnia finalizowała transakcję sprzedaży towaru z firmą zarejestrowaną zagranicą a następnego dnia taką samą partię odkupowała od polskiej firmy.

Karuzela podatkowa to sieć najczęściej kilku lub kilkunastu podmiotów tworzących pozory legalnych transakcji handlowych, których celem jest nie płacenie VAT należnego lub wyłudzenie zwrotu VAT naliczonego. Poszczególne podmioty zaangażowane w daną karuzelę dokonują do kilkuset transakcji zakupu towaru o wartości przekraczającej często kilkadziesiąt tysięcy złotych, z reguły od tego samego kontrahenta, i natychmiastowej odsprzedaży kolejnemu podmiotowi.

Źródło: ksiegowosc.infor.pl Czytaj więcej

Kara w nagrodę
Kujawa, chcąc działać zgodnie z prawem, złożył w Urzędzie Skarbowym korektę deklaracji VAT na kwotę 1,5 mln złotych a o całej sprawie powiadomił organy ścigania. Efekt? Wraz z początkiem 2011 roku w jego firmie rozpoczęły Urząd Skarbowy i Urząd Kontroli Skarbowej. Fiskus zajął konta Nexy i sporą część jej majątku. W sumie skonfiskowano ponad 31 mln złotych. Pracę straciło przeszło 100 pracowników.

Kontrole trwają nieprzerwanie już cztery lata. Jak przekonuje sam przedsiębiorca, w tym czasie nie wykazano ani jednej nieprawidłowości. Mimo to urzędnicy zablokowali m.in. zwrot 33 mln złotych, jaki firma miała otrzymać z tytułu nadpłaconego podatku VAT. – (…) to doprowadziło zbudowaną przeze mnie od podstaw firmę Nexa do upadku. Musiałem zwolnić wszystkich 184 pracowników, roczne przychody z 330 mln zł spadły do zera – to jeden z wpisów, jakie na swoim profilu na Facebooku umieścił przedsiębiorca.

Jego firma, z powodu kłopotów finansowych, w połowie 2013 roku zawiesiła działalność.

Wyrok sądu nie robi wrażenia
Sam Kujawa, o przewlekłych kontrolach urzędniczych poinformował sąd. A ten przyznał mu rację stwierdzając, że działania lubelskiego fiskusa odbywały się z rażącym naruszeniem prawa. Mowa o wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Lublinie z 17 czerwca 2014 roku, w którym stwierdzono, że w przypadku kontroli w firmie Kujawy doszło do rażącego naruszenia prawa. Sąd zobowiązał także dyrektora Urzędu Kontroli Skarbowej w Lublinie, Tomasza Maruszewskiego, do wydania rozstrzygnięć w sprawie kontroli w Nexie.

Wyrok ten jednak nie podlega wykonaniu, bo – jak usłyszeliśmy w Ministerstwie Finansów – została w tej sprawie złożona skarga kasacyjna do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Jak to możliwe?
– Z naszej strony jest już tylko bezsilność i rozpacz – mówi Cezary Kazimierczak, prezes Związku Pracodawców i Przedsiębiorców. – Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, ale to wygląda tak, jakby pan Kujawa po prostu wszedł w drogę jakimś grupom przestępczym powiązanym z urzędnikami.

– Bo proszę zwrócić uwagę, że on zgłosił w urzędzie przestępstwo, jakiego dopuścił się jego dyrektor, ale kontrola nie przyszła do tego dyrektora tylko do niego – dodaje Kazimierczak. – Szacunki mówią, że działanie firmy-słupa przynosi rządowemu budżetowi straty w wysokości ok. 1,2 mln zł miesięcznie. A oni pozwolili temu słupowi działać jeszcze przez dziewięć miesięcy. Zamiast nim, zajęli się uczciwym przedsiębiorcą, który został w to wmieszany bez swojej wiedzy.

I dalej wyjaśnia, że w sprawie Kujawy ZPiP interweniował już m.in. w Prokuraturze Generalnej, Ministerstwie Finansów czy Gospodarki. – Zewsząd dostajemy jakieś pokrętne, mętne odpowiedzi – mówi.

– I co w tych odpowiedziach jest?

– Pani Agnieszka Królikowska, Generalny Inspektor Kontroli Skarbowej, napisała nam na przykład, że sprawę przekazuje do tego samego Urzędu Kontroli Skarbowej, którego działanie skłoniło nas do tego, by w ogóle do niej pisać. Gdzie tu jest logika?

W sprawie, również bezskutecznie, interweniował też m.in. poseł Marek Poznański.

Co mówi ministerstwo?
– Dyrektor UKS w Lublinie prowadzi wobec Centrum Handlowego „NEXA” Sp. z o.o. postępowania kontrolne za okres 2009-2013 – informuje rzecznik prasowa ministerstwa finansów, Wiesława Dróżdż. – Niektóre z tych postępowań zostały już zakończone wydaniem decyzji.

Mowa o pięciu postępowaniach, których decyzje zostały spółce dostarczone w dniach 8-19.01 2015 r. – Szczegółowych informacji na temat ustaleń dokonanych w postępowaniach kontrolnych nie możemy przekazać ze względu na obowiązującą nas tajemnicą skarbową – dodaje Dróżdż.

Rzeczniczka potwierdza jednocześnie, że władze Nexy czterokrotnie zwracały się do Generalnego Inspektora Kontroli Skarbowej ze skargami na przewlekłe kontrole Urzędu Kontroli Skarbowej oraz, że Kujawa złożył wniosek o wyłączenie tego organu od udziału w postępowaniu kontrolnym. – Jednak z uwagi na brak ustawowych przesłanek do takiego wyłączenia, Generalny Inspektor Kontroli Skarbowej odmówił, uznając złożone ponaglenia za niezasadne – wyjaśnia.

„Jak trzeba, pójdę do prezydenta”
Przedsiębiorca jednak nie zamierza się poddać. – Jestem odporny. Przez dziewięć lat działałem w warszawskiej opozycji i od tego czasu się nie zmieniłem. Jestem uczciwy i firmę prowadziłem uczciwie. Nie dam zszargać swojego nazwiska – mówił niedawno na łamach serwisu biztok.pl. A w poniedziałek opublikował na Facebooku apel do… prezydenta Bronisława Komorowskiego.

– Przygotowałem ten apel (…) gdyż czuję się bezsilny. Razem z Prezydentem byliśmy internowani 13 grudnia 1981 roku w więzieniu w Białołęce. Wspólnie walczyliśmy o Polskę wolną, demokratyczną, będącą państwem prawa. Przez ostatnie cztery lata dobitnie przekonałem się, jak wciąż bezradna może być jednostka wobec aparatu urzędniczego, nawet mając po swojej stronie decyzje niezawisłych sądów – pisze na społecznościowym portalu Kujawa. W apelu prosi o przeniesienie swojej sprawy do innego urzędu skarbowego.

Naczelnik Urzędu Skarbowego w Lublinie, Anna Ilnicka oraz Dyrektor Urzędu Kontroli Skarbowej, Tomasz Maruszewski, jak na razie nie zostali pociągnięci do żadnej odpowiedzialności w tej sprawie.

http://natemat.pl/130807,fiskus-wykonczyl-mu-firme-warta-miliony-o-pomoc-idzie-do-prezydenta

Posted in Afery i przekręty | Leave a Comment »

Szef RCL Maciej Berek bawi się w berka – „dorwał” i zwolnił pracownika, który napisał notatkę, że ustawa o rajach podatkowych była pilna

Posted by tadeo w dniu 29 Listopad 2014

fot. rcl.gov.pl: Maciej Berek
fot. rcl.gov.pl: Maciej Berek

Prezes Rządowego Centrum Legislacyjnego wiedział jednak, że ustawa o rajach podatkowych była pilna? Zachowała się notatka służbowa jego podwładnego, który o tym informował. Podwładny ten… stracił potem pracę.

Według doniesień medialnych nieopublikowanie ustawy przez RCL z końcem września naraziło budżet państwa na straty rzędu trzech miliardów złotych.

CZYTAJ WIĘCEJ: Prokuratura bada sprawę nieopublikowania na czas prawa ukrócającego transfer pieniędzy do rajów podatkowych. Efekt: strata 3 mld złotych

Anna Raciniewska na portalu „mpolska24.pl” opublikowała notatkę służbową sporządzoną dla prezesa RCL przez Grzegorza Paczowskiego. Paczowski informuje w niej, że ustawa podpisana przez prezydenta, która trafiła do RC: 17 września była oznaczona jako pilna.

Do tej pory szef RCL – Maciej Berek, dobry znajomy z boiska byłego premiera Donalda Tuska tłumaczy, że o pilności ustawy nie było mowy.

Kluczowy był w tym przypadku brak komunikacji między RCL a MinisterstwemFinansów. My nie mieliśmy informacji o krytycznej dacie publikacji. Ministerstwo nie wiedziało, jakiej daty publikacji może się spodziewać

— powiedział  w wywiadzie dla „Dziennika Gazeta Prawna” 15 października

CZYTAJ WIĘCEJ: Kto odpowie za 3 mld zł „we mgle”ustawy o rajach podatkowych? Berek wskazuje na MF

Tymczasem na notatce Paczowskiego widnieje data – 9 października. Nie wiadomo, czy do notatki dotarli już kontrolerzy NIK, którzy weszli do RCL po bulwersujących doniesieniach prasowych.

Sprawa, choć w innym kontekście, trafiła za to do Sądu Pracy. Berek zwolnił bowiem Paczowskiego – autora notatki – za „utratę zaufania”. Były, wieloletnipracownik RCL poczuł się pokrzywdzony i złożył pozew do sądu.

Slaw/ „mpolska24.pl”

http://wpolityce.pl/gospodarka/223938-szef-rcl-maciej-berek-bawi-sie-w-berka-dorwal-i-zwolnil-pracownika-ktory-napisal-notatke-ze-ustawa-o-rajach-podatkowych-byla-pilna

Posted in Afery i przekręty | Leave a Comment »

Nie do wiary! Piorunująca relacja z włamania do systemu PKW: wprowadzono nowego kandydata na burmistrza. I dodano go do II tury wyborów!

Posted by tadeo w dniu 19 Listopad 2014

PAP/Marcin Bielecki
PAP/Marcin Bielecki

Kolejną część szokujących i poruszających informacji na temat działania systemu informatycznego wykorzystywanego przez Państwową Komisję Wyborczą ujawnił dr Witold Sokała, politolog z uniwersytetu w Kielcach.

CZYTAJ WIĘCEJ: SZOK! Każdy może wejść w kalkulator wyborczy, dokonać zmian i przesłać protokół do centralnej komisji! ZOBACZ WIDEO!

Z relacji politologa okazuje się, że włamanie do systemu PKW nie wymaga szczególnych umiejętności.

Hakerzy pokażą wszystko, także te super zabezpieczone systemy. Ale w wyborach PKW mogą mieszać studenci informatycy albo średnio rozgarnięci gimnazjaliści-pasjonaci. Paru moich znajomych wczoraj sprawdziło to w praktyce – rzeczywiście można zrobić taką rzecz, jak dodać nowego kandydata na burmistrza i wprowadzić go do drugiej tury

— opowiadał politolog w rozmowie z tvn24.

Jak podkreślił, jego znajomi i studenci skasowali swoją aktywność, dzięki czemu zamieszanie w systemie PKW nie stało się jeszcze większe.

Istnieje jednak poważne podejrzenie, że nie każdy był tak miły i sympatyczny dla PKW. To, co jest w systemie wyborczym PKW, jest skrajnie niewiarygodne!

— podkreślał dr Sokała.

W jego opinii powtórzenie wyborów nie jest jednak konieczne – trzeba przede wszystkim policzyć jeszcze raz głosy „na papierze”.

To oznacza coś, co nie powinno się zdarzać w demokratycznym państwie. Jedyne wiarygodne wyniki to te policzone ręcznie, na podstawie papierowych protokołów, a nie systemu informatycznego zamówionego przez PKW. (…) Nowe wybory byłyby fatalnym pomysłem, spowodowałyby jeszcze większe rozczarowanie. Powiedzmy sobie szczerze, ich przygotowanie w tak krótkim czasie nie dałoby możliwości uniknięcia problemów

— oceniał.

I dodawał:

W tym systemie nie ma co dalej naprawiać, ale wyrzucić do kosza i zalać betonem! Trzeba to stworzyć od nowa – ale nie za 500 tys., bo za takie pieniądze nie da się tego zrobić. A państwo polskie wyrzuca większe pieniądze – portal dla bezdomnych za czterdzieści kilka milionów jest tego najlepszym przykładem

— nie krył oburzenia.

Świętej pamięci Zdzisław Ambroziak komentując siatkarskie mecze krzyczał po fenomenalnej akcji „Nie do – wia – ry!”. Tak się nam jakoś przypomniało, patrząc na to, co wyrabia się z systemem PKW

CZYTAJ WIĘCEJ:

Ale kosmos! Znamy kolejne kulisy „liczenia” głosów: Karty wyborcze w otwartych workach, urny bez plomb i olbrzymi bałagan!

Cud nad urną czy kabaret? Wyścig o fotel prezydenta Szczecina wygrał… kandydat, którego nie było na kartach do głosowania!

Afera z PKW jak afera Rywina? A może Polacy jeszcze mocniej odwrócą się od polityki?

http://wpolityce.pl/polityka/222640-nie-do-wiary-piorunujaca-relacja-z-wlamania-do-systemu-pkw-wprowadzono-nowego-kandydata-na-burmistrza-i-dodano-go-do-ii-tury-wyborow

Posted in Afery i przekręty, Polityka i aktualności | 2 Comments »

Szpital w cenie kawalerki: czy za 135 tys. zł sprzedano radnym PO lecznicę w Mysłowicach?! A mówiła Sawicka…

Posted by tadeo w dniu 13 Październik 2014

fot. wpolityce.pl/"Fakt"
fot. wpolityce.pl/”Fakt”

Czy można kupić szpital „w promocji”, za cenę skromnej kawalerki?!

Jak donosi „Fakt”,  szpital miejski w Mysłowicach został sprzedany za… 135 tys. zł! Szczęśliwymi nabywcami placówki – która w tym roku na świadczenia zdrowotne z NFZ ma zagwarantowane 7 mln zł i liczy na dotację z Norwegii – zostali Jolanta Charchuła z Platformy, szefowa komisji zdrowia w radzie miasta oraz Kajetan Gornig – gliwicki radny PO.

Interes miał być możliwy, dzięki swoistej „promocji”.

Szpital w Mysłowicach jeszcze do niedawno był miejską spółką wartą 4,5 mln zł. Jeden udział kosztował 500 zł. Dużo, nikt nie wziąłby zadłużonego szpitala za taką cenę. Spokojnie od czego są miejscowi radni? Chcąc sprywatyzować lecznicę na siłę, ustalili, że udział w spółce będzie kosztował… 15 zł. Czyli promocja! Komisja Polityki Społecznej i z Zdrowia w Mysłwoicach, której akurat szefuje radna… Charchuła przyklepała sprawę

– opisuje „Fakt”

Gazeta podkreśla, że to to już druga placówka medyczna na Śląsku, która „wpadła w ręce platformianego duetu z Mysłowickiego Konsorcjum Medycznego”.

Charchuła i Gornig zasiadają już w zarządzie przychodni kolejowej w Katowicach. Mają łeb do interesów. A kompani z PO trochę pomagają

– pisze „Fakt”.

I zauważa:

Wypisz, wymaluj – realizacja testamentu Beaty Sawickiej, b. posłanki PO, która zapowiadała, że „biznes na służbie zdrowia będzie robiony”.

Do sprawy mysłowickiego szpitala ostro odniosła się – podczas debaty nad wotum nieufności dla ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza – Anna Zalewska z PiS.

Dilerzy z Platformy grasują po Polsce. Mówię o macherach, którzy za 135 tys. zł kupili szpital wart 4,5 mln zł

mówiła oburzona poseł.

Radny Gornig zaprzecza informacjom przekazanym przez „Fakt”.

Po pierwsze zakup nie dotyczył nieruchomości, ale zbycia udziałów w spółce. Sama nieruchomość pozostała własnością miasta. Nie jest prawdą też podawana przez gazetę cena. Szpital był zadłużony na 2,8 mln złotych i tę kwotę także należy uwzględnić

– stwierdził w rozmowie z portalem 24gliwice.pl.

Przy zakupie, jak zapewnił, konsorcjum zobowiązało się do spłaty zadłużenia placówki – został w tej sprawie sporządzony akt notarialny, a w razie niewykonania zobowiązania, nowemu właścicielowi grożą kary umowne.

http://wpolityce.pl/polityka/183906-szpital-w-cenie-kawalerki-czy-za-135-tys-zl-sprzedano-radnym-po-lecznice-w-myslowicach-a-mowila-sawicka

Posted in Afery i przekręty | Leave a Comment »

Poland’s Watergate Scandal – Max Kolonko MaxTV

Posted by tadeo w dniu 24 Czerwiec 2014

Afera podsłuchowa, Rewolucja w Europie i JKM, Bauman broni skazanych we Wrocławiu, Kogo wysłać w kosmos i dlaczego nie było otwarcia WORLDCUP w TVP
PETYCJA O DYMISJE TUSKA -https://secure.avaaz.org/pl/petition/…

Posted in Afery i przekręty, Polityka - video, Standardy TuskoLandii | Leave a Comment »

PÓŁ PORCJI MAZURKA. „Ch.., dupa i kamieni kupa” – podsumował siedmioletnie rządy Platformy minister Sienkiewicz

Posted by tadeo w dniu 14 Czerwiec 2014

KPRM
KPRM

Uczciwie powiedziawszy nie trzeba ideologicznego zacietrzewienia by się z panem ministrem zgodzić. Co prawda zgrabny bon mot o kupie kamieni, sempiternie i genitaliach opisywać miał tylko jeden ze sztandarowych projektów rządu Tuska, ale w końcu to ten sam minister spraw wewnętrznych mówi, że „państwo polskie praktycznie nie istnieje”. I tu również nie wypada się z nim nie zgodzić, w końcu kto zna lepiej stan państwa niż jeden z ważniejszych ministrów, przez lata zausznik premiera?

CZYTAJ WIĘCEJ: Taśmy prawdy, które zatopią rząd?! Niejasne interesy szefa MSW, prezesa NBP i ministrów Tuska. Sienkiewicz: „Państwo polskie istnieje tylko teoretycznie”

Na myśl przychodzą oczywiście taśmy węgierskie sprzed lat i słowa premiera Gyurcsány’ego, że okłamywali obywateli. Tamte taśmy zmiotły rząd. Teraz jednak nie spodziewam się rozruchów na ulicach. A i efekty skandalu mogą się okazać mniejsze niż dziś myślimy.

Dwa są powody, dla których rząd Tuska to przetrwa:

1. Ruszy medialna osłona.

„Premier się wściekł” – usłyszymy – iż tak łatwo można podsłuchać ministrów czy szefaCBA. To skandal – wrzasną politycy koalicji i usłużni, odznaczani funkcjonariuszemedialni. Tak na marginesie, będą oczywiście mieli rację, ale to jednak sprawa trzeciorzędna.

Medialne natarcie będzie więc dwojakie: z jednej strony bagatelizowanie taśm („Ludzie przy obiedzie i winku różne rzeczy plotą”), z drugiej skierowanie ataku na nagrywających, nie na nagranych. Innymi słowy, nieważne co mówili, skandal, że wpadli.

Nie wierzycie? Oglądajcie „Fakty”, czytajcie „Wyborczą”, poseł Sobieniowski czuwa.

2. PiS ruszy z pomocą.

Nie chciałbym mieć racji, ale legendarna zgrabność PiS-u w rozgrywaniu takich historii pozwala przewidywać, że i tym razem wyciągną wobec rządu pomocną dłoń. Jak? Nie wiem, ale oni potrafią. Może przeszarżują, może skupią się na detalach, może zbyt ochoczo rzucą się do mediów, słowem, zrobią coś, co pozwoli akolitom PO na przedstawienie tego jak kolejnej odsłony sporu PiS – PO.

A jak będzie naprawdę? Przekonamy się w ciągu najbliższych dni. Chyba niezbytszybko, w końcu najpierw premier musi zamówić sondaże, żeby wiedzieć co myśli.

CZYTAJ TAKŻE:

Taśmy prawdy, które zatopią rząd?! Niejasne interesy szefa MSW, prezesaNBP i ministrów Tuska. Sienkiewicz: „Państwo polskie istnieje tylko teoretycznie”

„Taśmy prawdy” to materiał, który powinna wyjaśnić komisja śledcza wymierzona w rząd Tuska. A przy okazji ostateczne potwierdzenie najgorszych recenzji, jakie wystawiano III RP

Posted in Afery i przekręty, Polityka i aktualności, Standardy TuskoLandii | Leave a Comment »

Taśmy prawdy, które zatopią rząd?! Niejasne interesy szefa MSW, prezesa NBP i ministrów Tuska. Sienkiewicz: „Państwo polskie istnieje tylko teoretycznie”

Posted by tadeo w dniu 14 Czerwiec 2014

http://www.youtube.com/watch?v=7GVXPc5LP9w
fot. sxc.hu

http://gloria.tv/?media=623986

http://youtu.be/7GVXPc5LP9w

Państwo istnieje teoretycznie

— to nie krytyczna opinia jednego z krytycznych wobec rządu publicystów, ale cytaty z… Bartłomieja Sienkiewicza – od 2013 roku ministra spraw wewnętrznych i koordynatora służb specjalnych w rządzie Donalda Tuska. Skandaliczne taśmy z licznymi nagraniami ma opublikować tygodnik „Wprost”.

Na razie obszerne fragmenty rozmów publikuje internetowy serwis „Rzeczpospolitej”. Chodzi o nagrania dwóch spotkań. W pierwszym uczestniczy szef NBP Marek Belka i minister Bartłomiej Sienkiewicz.

Sienkiewicz załatwia polityczny deal z Belką. Chce, aby NBP pomógł w finansowaniu deficytu budżetowego i tym samym wsparł Platformę w trudnych wyborczych latach

— czytamy w tygodniku.

Nagranie miało powstać w lipcu 2013 roku, a rozmowy odbyły się w restauracji na warszawskim Mokotowie. Motywacją „dealu” ma być niepozwolenie na to, by Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory. Belka chce w zamian dymisji Jacka Rostowskiego i nowelizacji ustawy o banku centralnym.

Szef MSW ma wyśmiewać w nagraniu pomysły premiera Tuska. Drwi z budowanych orlików i pomysłu Polskich Instytucji Rozwojowych (ma o nich się wyrażać słowami „ch…, dupa i kamieni kupa”). Belka ma też stwierdzić podczas rozmowy, że ostrzegał premiera przed Amber Gold.

Druga rozmowa dotyczy ministra transportu Sławomira Nowaka i Andrzeja Parafianowicza, byłego wiceministra finansów. Były minister transportu żali się na działania prokuratury w tej sprawie. Nowak ma żalić się Parafianowiczowi, że skarbówka „trzepie jego żonę”

Tygodnik twierdzi, że takich nagrań jest znacznie więcej m.in. szefa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego z Janem Kulczykiem czy Elżbiety Bieńkowskiej z szefemCBA Pawłem Wojtunikiem.

Sprawie będziemy się przyglądać.

lw

http://wpolityce.pl/polityka/200599-tasmy-prawdy-ktore-zatopia-rzad-niejasne-interesy-szefa-msw-prezesa-nbp-i-ministrow-tuska-sienkiewicz-panstwo-polskie-istnieje-tylko-teoretycznie

Słuchaj – rozmowa Sienkiewicza z Belką

Przeczytaj także:

Jan Pospieszalski dla wPolityce.pl: „Dzięki tym nagraniom zobaczyliśmy obrzydliwą stronę III RP. Tych ludzi trzeba wyrzucić za burtę polityki!”

. „Ch.., dupa i kamieni kupa” – podsumował siedmioletnie rządy Platformy minister Sienkiewicz.

„Taśmy prawdy” to materiał, który powinna wyjaśnić komisja śledcza wymierzona w rząd Tuska. A przy okazji ostateczne potwierdzenie najgorszych recenzji, jakie wystawiano III RP

Posted in Afery i przekręty, Polityka i aktualności, Standardy TuskoLandii | 1 Comment »

Nieczysty biznes

Posted by tadeo w dniu 26 Styczeń 2014

WPROST Numer: 47/2007 (1300)Jak rodzina Hanny Gronkiewicz-Waltz sprzedawała pożydowską kamienicę w centrum Warszawy

Rodzina Hanny Gronkiewicz-Waltz w lutym 2007 r. zarobiła parę milionów złotych na sprzedaży prywatnej spółce pożydowskiej kamienicy przy ul. Noakowskiego 16 w Warszawie. Waltzowie i ich krewni odziedziczyli większość udziałów w tej nieruchomości po Romanie Kępskim, wuju męża prezydent stolicy. I odzyskali ją od stołecznej gminy w ekspresowym jak na tutejsze warunki tempie.

Sęk w tym, że Kępski nabył udziały w kamienicy, jak wynika z akt policji II RP i peerelowskiej milicji, od szajki oszustów, najprawdopodobniej tzw. szmalcowników. Oszuści bezprawnie przywłaszczyli ją sobie podczas wojny, gdy zginęli albo uciekli jej żydowscy właściciele. Mimo potwierdzających tę wersję dowodów urzędnicy stołecznego ratusza już w III RP dali wiarę fałszywkom wystawionym pół wieku wcześniej przez sprytnych złodziei i w październiku 2006 r. przekazali nieruchomość m.in. Waltzom.

Interes z oszustami
Właścicielami wybudowanego w 1910 r. budynku przy ul. Noakowskiego 16 byli Szlama Oppenheim, Pessa Regirerowa, Artur P. Regirer i Hirsz Freudenberg. Tuż po wojnie jako ich rzekomy pełnomocnik z prawem do swobodnego dysponowania kamienicą objawił się jednak Leon Kalinowski. Do spółki z dwoma kompanami, Leszkiem Wiśniewskim i Janem Wierzbickim, sfałszował zarówno pełnomocnictwo (antydatowane na 30 sierpnia 1939 r.), jak i wiele aktów notarialnych i odpisów z nich. Liczył na bezkarność, bo żydowscy właściciele kamienicy zginęli podczas wojny, a archiwa notariusza, który rzekomo sporządził owe pełnomocnictwo, spłonęły podczas bombardowania.
W grudniu 1945 r. Kalinowski za „szacunkowy milion złotych” sprzedał trzy czwarte kamienicy Romanowi Kępskiemu i jedną czwartą Zygmuntowi Szczechowiczowi. Wtedy okazało się, że żona i spadkobierczyni Szlamy Oppenheima, Maria, przeżyła wojnę i rozpoczęła w 1946 r. starania o zwrot należących do jej rodziny kamienic (w tym tej przy ul. Noakowskiego 16). Wpisała swoje roszczenia do księgi wieczystej nieruchomości. Wkrótce Kalinowskiego, Wiśniewskiego i Wierzbickiego aresztowano za fałszowanie dokumentów (w maju 1950 r. zostali prawomocnie skazani; potem Kalinowski za kolejne oszustwa trafił znów – tym razem na kilkanaście lat – do więzienia).
Co prawda, sąd grodzki w lipcu 1947 r. oddalił wniosek adwokata Marii Oppenheim o wykreślenie Kępskiego i Szczechowicza z księgi wieczystej, ale to orzeczenie zostało zaskarżone. Adwokat poprosił o zawieszenie postępowania do czasu zakończenia procesu karnego Kalinowskiego i jego szajki. Jak wynika z pisma prezydium warszawskiej Rady Narodowej do Wydziału Gospodarki Mieszkaniowej i Terenów z 1 sierpnia 1952 r., toczyła się wtedy sprawa o uznanie za nieważne sprzedaży przez nich kamienic przy ul. Noakowskiego 10, 12 i 16. Została ona zawieszona dlatego, że na mocy tzw. dekretów bierutowskich najpierw stołeczna gmina, a potem skarb państwa przejęły wspomniane nieruchomości. Roman Kępski odwołał się od decyzji nacjonalizującej nieruchomość do Ministerstwa Gospodarki Komunalnej, ale 7 listopada 1953 r. resort podtrzymał decyzję prezydium warszawskiej Rady Narodowej (RN) o przejęciu kamienicy i gruntu pod nią.

Szybka ścieżka
Kępski, który w 1997 r. wszczął w Urzędzie Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast starania o odzyskanie kamienicy przy ul. Noakowskiego 16, o wątpliwościach dotyczących jej prawowitych spadkobierców powinien wiedzieć, gdyż był uczestnikiem kilku postępowań, w których podważano legalność sprzedaży tej nieruchomości w 1945 r. Powinni o tym wiedzieć również warszawscy urzędnicy. Tymczasem w ciągu sześciu lat Kępski, a później jego spadkobiercy uzyskali trzy decyzje niezbędne do odzyskania kamienicy (w tym kluczową decyzję Samorządowego Kolegium Odwoławczego). – To ekspresowe tempo. Zwykle tego typu sprawy trwają w Warszawie około 10 lat, a na końcową formalność, czyli decyzję prezydenta miasta czeka się trzy – pięć lat – komentuje Mirosław Szypowski, prezes Polskiej Unii Właścicieli Nieruchomości. Szypowski dziwi się, że SKO, które w wypadku innych osób starających się odzyskać zabrane przez komunę nieruchomości zwykle czepia się najdrobniejszych szczegółów, w ogóle uznało Romana Kępskiego za stronę w postępowaniu, choć z dokumentów wynikało, że tytuł jego własności był oprotestowany, a postępowanie w sprawie unieważnienia zakupu przez niego kamienicy zawieszono tylko z uwagi na przejęcie jej w 1952 r. przez skarb państwa. Co ciekawe, na spowolnienie tempa odzyskiwania kamienicy nie wpłynęła śmierć Kępskiego w 1999 r. Trzy lata później sąd stwierdził ustawowe nabycie spadku po nim przez żonę, brata, dwie siostrzenice i siostrzeńca. Wskutek śmierci części tych osób w następnych latach udziały w kamienicy przy ul. Noakowskiego 16 przechodziły na kolejnych spadkobierców. Udziały Haliny Kępskiej, żony Romana, po jej śmierci w październiku 2002 r. odziedziczyła m.in. najbliższa rodzina obecnej prezydent Warszawy: siostrzeńcy zmarłej – Janusz Waltz i Andrzej Waltz (mąż Hanny Gronkiewicz-Waltz), jej siostrzenica Barbara Machej oraz Dominika Waltz. Tylko Janusz, Andrzej i Dominika odziedziczyli w sumie prawie 29 proc. udziałów w kamienicy.

Andrzej WA LTZ
Sprawa kamienicy przy ul. Noakowskiego 16 jest mi znana od 2002 r., czyli od momentu śmierci Haliny Kępskiej, mojej ciotki (siostry mojej matki). Wówczas powziąłem informację o toczących się postępowaniach dotyczących zwrotu nieruchomości, wszczętych na wniosek Romana Kępskiego. W masie spadkowej po jego żonie znalazły się prawa do wskazanej kamienicy jako część spadku odziedziczonego przez nią po mężu Romanie Kępskim, który był jednym ze współwłaścicieli kamienicy. Od tego momentu sprawą zajmowali się w moim imieniu adwokaci ze względu na to, że prawa spadkowe do tej nieruchomości miało kilkanaście osób z różnych rodzin. Badali oni zgodność dokumentów i decyzji administracyjnych, a nie historię kamienicy. Pan Roman Kępski do końca życia starał się o zwrot swojej własności i sprawy z tym związane były jeszcze za jego życia mocno zaawansowane. Wiele lat trwało sprawdzanie prawidłowości wszystkich dokumentów. Ostateczna decyzja o zwrocie tej nieruchomości została podjęta w okresie, gdy prezydentem Warszawy był Lech Kaczyński. Fizyczne przekazanie spadkobiercom kamienicy aktem notarialnym zostało dokonane w czasie, gdy komisarzem Warszawy był Kazimierz Marcinkiewicz. Dla wszystkichspadkobierców czy organów administracji publicznej (wojewody mazowieckiego, prezesa Urzędu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast), jak i samorządowej (SKO w Warszawie, prezydenta Warszawy), uczestniczących procesie decyzyjnym, było oczywiste, że dokumenty dotyczące tej nieruchomości są w porządku i nie budzą wątpliwości. Wszystkie formalności związane z jej przekazaniem spadkobiercom zostały zakończone, zanim moja żona objęła funkcję prezydenta Warszawy. Zbycie tej kamienicy nastąpiło w wyniku wspólnego aktu notarialnego, podpisanego przez kilkunastu spadkobierców z kilku rodzin. Być może historia kamienicy i inne szczegóły są lepiej znane bezpośrednim spadkobiercom poprzednich właścicieli.

Posted in Afery i przekręty | 1 Comment »

Znalezione w sieci

Posted by tadeo w dniu 6 Grudzień 2013

Były szef Centrum Projektów Informatycznych w MSWiA Andrzej M. na swoim blogu pochwalił się miłością do cygar. Zainteresowało się tym CBA. Okazało się, że koneser… wziął 5 mln łapówek – informuje Fakt.pl Pracownik MSWiA wyliczał na blogu cygara, których palenie sprawia mu największą przyjemność: Cohiba Behike (cena za sztukę to 160 zł), Esplendidos (140 zł za sztukę), Siglo VI (125 zł za jedno) czy San Cristobal de la Habana, których pudełko zawierające 25 sztuk kosztuje bagatela 1200 zł!). Z treści wpisu na blogu wynikało, że Andrzej M. jest kolekcjonerem drogich cygar, a także ich koneserem – jak sam podkreślał – „od kilku lat”. Dawni koledzy Andrzeja M. z policji – jako funkcjonariusze CBA pracujący nad sprawą przetargów informatycznych – uznali, że z urzędniczej pensji nie byłoby go stać na taką ekstrawagancję. Ustalili, że wziął aż 5 mln zł łapówek. Warto tu może przypomnieć, że niemal 100 tys. złotych w ciągu trzech lat, Platforma Obywatelska wydała w ekskluzywnym salonie z winami i cygarami. Były to publiczne pieniądze.

Posted in Afery i przekręty, Standardy TuskoLandii, Znalezione w sieci | Leave a Comment »

Jarosław Kaczyński: Nie można pozwolić, by wielka afera korupcyjna dot. ludzi władzy została przykryta przez niewiele znaczącą rekonstrukcję rządu

Posted by tadeo w dniu 20 Listopad 2013

Fot. wPolityce.pl/tvn24

Mówi się rekonstrukcji, która nie ma większego znaczenia, a znika temat bardzo istotny – chodzi o wielką korupcję

- mówił prezes Prawa i Sprawiedliwości na krótkim spotkaniu z dziennikarzami.

Jarosław Kaczyński miał na myśli wczorajsze działania CBA, które zatrzymało 18 osób związanych z rządzącymi, m.in. wiceprezesa GUS oraz wysokiego przedstawiciela MSZ.

CZYTAJ WIĘCEJ: CBA: „To największa afera łapówkarska w historii Polski!”. Korupcja objęła MSZ, MSWiA, GUS i wiele publicznych przetargów. Rywin się chowa?

Rzecznik CBA stwierdził, że to największa afera po 1989 roku. Rzecz dotyczy prawie wszystkich ministerstw, a więc jest także pytanie dotyczące bezpieczeństwa państwa, a także danych obywateli, bo przecież chodzi o systemy informatyczne

– przekonywał Kaczyński.

Prezes Prawa i Sprawiedliwości zaapelował, by dyskusje związane z rekonstrukcją rządu nie przykryły sprawy afery korupcyjnej:

W gruncie rzeczy wszystko wygląda tak, jakby się nic nie stało. Stało się coś bardzo poważnego i będziemy się domagać, by na trwającym posiedzeniu Sejmu ta sprawa została podjęta. Aby zarówno premier, jak i szef CBA, a także prokurator generalny złożyli odpowiednią informację

– tłumaczył.

Zdaniem prezesa PiS trzeba patrzeć władzy na ręce w tej sprawie:

Chcemy, by to było posiedzenie jawne, a gdyby okazało się, że tam są elementy, których nie można ujawnić, to możemy się zgodzić na tajne. Nie można się zgodzić, by wielka afera korupcyjna, która dotyczy sfery władzy, była non est

– zakończył Jarosław Kaczyński.

A rzecznik PiS Adam Hofman dodawał, mówiąc do obecnych dziennikarzy:

Chcemy, by ta afera nie zniknęła z telewizji, nie znalazła się na 3. czy 4. miejscu, to od państwa zależy jakość demokracji. Chcemy, by ta afera nie zniknęła przy rozmowach o rekonstrukcji rządu

– powiedział.

CZYTAJ TAKŻE: Największa afera korupcyjna w historii Polski przykryta „praśnięciem kijem w jabłonkę” premiera Tuska. Co największe media uznały za ważniejsze od akcji CBA?

svl

http://wpolityce.pl/wydarzenia/67546-jaroslaw-kaczynski-nie-mozna-pozwolic-by-wielka-afera-korupcyjna-dot-ludzi-wladzy-zostala-przykryta-przez-niewiele-znaczaca-rekonstrukcje-rzadu

Przeczytaj także:

Prof. Staniszkis o rekonstrukcji: „Zmiana jest fatalna, ale niczego lepszego po Donaldzie Tusku się nie spodziewałam”. NASZ WYWIAD

Aż 17 osób odmówiło premierowi Tuskowi wejścia do rządu, psując plan rekonstrukcji. Podepnie się więc pod akcję antykorupcyjną, która może go jednak zniszczyć

Posted in Afery i przekręty, Jarosław Kaczyński, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

U nas wszystko jest droższe 3-4 krotnie w stosunku do pierwotnego kosztorysu z powodu powszechnej korupcji.

Posted by tadeo w dniu 14 Listopad 2013

Prawie 5 mln zł wart jest szalet, który warszawiakom zafundował stołeczny Ratusz.

fot. materiały prasowe

Ma gest nasza władza. Stołeczna władza. Co prawda, nie ma pieniędzy na przedszkola, czy chociażby na komunikację miejską – za te luksusy mieszkańcy Warszawy sami muszą słono płacić – ale na mega toaletę nad Wisłą znalazły się miliony złotych. Dokładnie – 4,6 mln zł. Tyle stołeczny Ratusz wyda ostatecznie na tzw. Sanitariat nad Wisłą, który powstaje tuż obok Stadionu Narodowego – informuje „Super Express”. To blisko 4 razy więcej niż początkowo, „skromnie” planowano (1,2 mln zł).

Dlaczego tak drogo?! Czy ten szalet jest z mahoniu?

– pytał ostatnio urzędników szef klubu PiS w Radzie Warszawy Maciej Wąsik.

Nie. Z modrzewia syberyjskiego (a nie powinien być z brzozy smoleńskiej – cholernie twarda! – przypis autora)

– z kamienną twarzą odpowiadał mu wiceprezydent Warszawy Michał Olszewski.

Szef opozycji w Radzie Miasta zarzucał miejskim włodarzom, że ten ekskluzywny szalet miał być zresztą gotowy już rok temu, a nie można z niego korzystać do dziś. Wiceprezydent zapewniał, że budowa WC „z bajerami” właśnie się zakończyła i trwają odbiory techniczne. Pierwsi użytkownicy mają skorzystać z szaletu już na wiosnę przyszłego roku.

Okazuje się jednak, że zamiast wartej milion zł toalety, którą wymyślili stołeczni urzędnicy, chcąc ulżyć plażowiczom i spacerowiczom przechadzającym się nad Wisłą, ostatecznie powstał sanitariat z… gastronomią i wypożyczalnią leżaków. Uznali oni, że koszt utrzymania samego szaletu byłby jednak zbyt duży, a dzięki dodatkowym funkcjom budynek ma zarabiać na siebie. Urzędnicy wierzą, że w ten sposób inwestycja w ciągu kilku lat zwróci się miastu.

Gigantyczna cena Sanitariatu nad Wisłą jest wynikiem nie tylko nowych funkcjonalności i wykorzystania drewna modrzewiowego, ale także niezwykłą konstrukcją. Otóż ten najdroższy w Warszawie, a może nawet w Polsce szalet, choć zbudowany na terenie zalewowym Wisły ma przetrwać powódź stulecia.

Dlatego  parter z przebieralniami, szatniami i prysznicami będzie demontowany w razie zalania. A do szaletu ma prowadzić coś w rodzaju… zwodzonego pomostu dostosowanego dla niepełnosprawnych – schody, które ważą blisko tonę, da się podwyższyć w razie podniesienia poziomu wody w Wiśle

– czytamy w „Super Expresie”.

No cóż, można sobie wyobrazić, że wypad do Szaletu nad Wisłą, będzie nie lada atrakcją, nie tylko dla warszawiaków. Ratusz powinien już teraz pomyśleć o jakimś niebanalnym, za parę milionów zł parkingu, albo co najmniej o odnodze metra prowadzącej do toalety na palach…

kim, „Super Express”

http://wpolityce.pl/wydarzenia/67055-prawie-5-mln-wart-jest-szalet-ktory-warszawiakom-zafundowal-stoleczny-ratusz

Ps. Nasz stadion narodowy kosztował pond 2 mld. złotych, gdy identyczny Rumuni wybudowali , po przeliczeniu na złotówki, za 700 mln. To sie nazywa Biznes ? To jest czysta korupcja i nadużycia, a prokuratura i CBA nie biorą się za to ?

Przeczytaj także: 

Nasze najdroższe autostrady

Jak radny PO zarabiał na budowie Stadionu Narodowego. „Bez przetargu, w trybie negocjacji”.

Rząd jako wydmuszka

Szambo warszawskie

Smarowanie dróg: prezesi firm budowlanych pompowali łapówkami b. dyrektora GDDKiA. Proceder zapisany na taśmach. Miru z Rychem wysiadają …

Polskie autostrady są najdroższe?

Opowieść podwykonawcy

Zobacz: WODOGRZMOTY TUSKA czyli Niagara na Narodowym

Posted in Afery i przekręty | Leave a Comment »

Szambo warszawskie

Posted by tadeo w dniu 3 Wrzesień 2013

Przed chwilą przeczytałem, że stołeczny Ratusz zarządzany przez Hannę Gronkiewicz-Waltz zamierza przez referendum wydać mniej pieniądzy przeznaczonych na drogi.  Chciało by się powiedzieć kilka słów niecenzuralnych, jak to miewa w zwyczaju mój przyjaciel widząc  nieopacznie tą osobę. Przypomnę przy okazji jedną chyba z największych afer Ratusza – jedną z wielu zamiecione pod dywan dzięki usłużnym mediom – budowę oczyszczalni ścieków Czajka.  Jest to kolejna najdroższa wybudowana „rzecz” na świecie? Nigdzie nie ma tak drogiej oczyszczalni, kolejny przekręt PO poszedł…

Hanna Gronkiewicz-Waltz zbudowała najdroższą na świecie oczyszczalnię ścieków.

Hanna Gronkiewicz-Waltz, Fot. Piotr Halicki/Onet.

„Gdy 25 września 2007 r. warszawskie Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji ogłosiło wyniki przetargu na budowę oczyszczalni ścieków Czajka, okazało się, że wybrano ofertę Warbudu kosztującą 564 mln euro. To o 265 mln euro drożej niż w najtańszej ofercie, rzekomo nie do zaakceptowania z uwagi na błędy proceduralne. Zwycięska oferta przekraczała o 244 mln euro szacunkowy koszt budowy, który wynikał z analiz przeprowadzonych przez niezależnych ekspertów na zlecenie MPWiK. Jest to także projekt najdroższej oczyszczalni ścieków na świecie.
– Wybraliśmy najlepszego, a nie najtańszego oferenta – tłumaczyła prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Jak jest w rzeczywistości? „Wprost” przeprowadził dziennikarskie śledztwo, z którego wynika, że przetargowi towarzyszyły dziwne okoliczności. Rachunek za – w najlepszym wypadku – niefrasobliwość urzędników Warszawy i pracowników MPWiK zapłacą mieszkańcy stolicy w postaci wyższych rachunków za wodę. Przy koszcie budowy oczyszczalni ścieków wynoszącym ponad 200 mln euro zakładano, że w najbliższych czterech latach woda zdrożeje trzykrotnie – do 16 zł za m³. Przy wzroście kosztów budowy do 600 mln euro, rachunki za wodę warszawiaków mogą wzrosnąć pięć, sześć razy.

Szybki przetarg

Oczyszczalnia ścieków wielkości Czajki to gratka dla największych na świecie firm budowlanych. Obiekty porównywalnej wielkości buduje się rzadko. Dlaczego zatem w przetargu na budowę warszawskiej oczyszczalni nie wzięła udziału większość największych budowlanych koncernów świata? Jak ustalił „Wprost”, stało się tak na skutek działań MPWiK, które zniechęcały światowych potentatów do startu.
Pierwszy przetarg na budowę ogłoszono we wrześniu 2006 r. Rzecznik MPWiK stwierdził wówczas, że nie ma pojęcia, dlaczego nikt się nie zgłosił. Tymczasem firmy zainteresowane przetargiem wysyłały do MPWiK listy, w których zwracały uwagę, że termin na składanie ofert jest zbyt krótki. Na przykład niemiecki Hochtief szacował, że przygotowanie takiej oferty musi zająć sześć miesięcy, i właśnie z tego powodu nie wziął udziału w przetargu. – Jeżeli termin składania ofert zostałby wydłużony, to w przetargu mogłoby wziąć udział nawet dziesięć firm – mówi „Wprost” Włodzimierz Glamkowski, prezes Biprowod Warszawa. Firma ta, w konsorcjum z Hochtiefem, miała brać udział w przetargu.
Już w grudniu 2006 r. urzędnicy MPWiK ogłosili kolejny przetarg na budowę Czajki i skrócili termin składania ofert do niecałych 10 tygodni, co znów zniechęciło większość potencjalnych oferentów. Zgłosiły się tylko dwa konsorcja, które zażądały ponaddwukrotnie wyższej stawki, niż wynikało z szacunków MPWiK. Były to Budimex Dromex (firma należy do hiszpańskiego Ferrovialu) razem z m.in. Hydrobudową i PBG, które zażyczyły sobie 766 mln euro, oraz konsorcjum na czele z Warbudem (własność francuskiego koncernu Vinci), który złożył ofertę na 853 mln euro. Przetarg unieważniono ze względu na zbyt wysokie ceny.

Rozmowy niedokończone

Dlaczego dwie niezależne od siebie i formalnie konkurujące z sobą firmy złożyły oferty, które są zbliżone do siebie i ponaddwukrotnie droższe od szacunków niezależnych ekspertów? Według naszych informatorów, szefostwo Warbudu spotkało się z władzami Budimeksu w celu ustalenia wspólnej taktyki w przetargu na budowę Czajki. W rozmowie z „Wprost” Jerzy Werle, dyrektor generalny Warbudu, potwierdził, że do spotkania doszło, ale, jego zdaniem, firmy nie zawarły porozumienia. Co ciekawe, informacje o rozmowach na temat Czajki z Warbudem zdecydowanie zdementowali przedstawiciele Budimeksu.
W trzecim przetargu na budowę Czajki (termin składania ofert wynosił prawie 13 tygodni) Budimex złożył ofertę niespełniającą głównego warunku przetargu, którym było zbudowanie oczyszczalni do 2010 r. Firma stwierdziła, że może zbudować ją do 2013 r. Dlaczego Budimex wydał kilkaset tysięcy złotych (tyle szacunkowo kosztuje przygotowanie oferty w takim przetargu) na złożenie oferty, która nie miała nawet szans na to, żeby zostać rozpatrzona? Na złożeniu nieważnej oferty przez Budimex skorzystał na pewno Warbud. Jego oferta, która dotychczas uchodziła za absurdalnie drogą, o 80 proc. droższą od wyceny dokonanej na zlecenie MPWiK, nagle stała się tą tańszą z dwóch propozycji złożonych przez dwie największe firmy stające do przetargu. Dzięki temu szefowie MPWiK i władze Warszawy mogą tłumaczyć, że eksperci się pomylili.

Tani, czyli zły

Konkurencji Budimeksu z Warbudem przeszkodziło w trzecim przetargu konsorcjum Sistem Yapi ze Stambułu, EMIT z Mediolanu i Bateg z Berlina. Firmy podały cenę prawie dwukrotnie niższą (299 mln euro) niż pozostałe dwie spółki (Budimex – 609 mln euro, a Warbud – 564 mln euro), niższą nawet od szacunków ekspertów (320 mln euro). To uwiarygodniło wersję, że to eksperci mają rację, a Warbud z Budimeksem po prostu próbują naciągnąć podatników na prawie miliard złotych dodatkowych kosztów. – Przy cenie, którą podaliśmy, zarobilibyśmy na budowie Czajki 15 proc. wartości inwestycji. Moglibyśmy jeszcze obniżyć marżę, gdyby była większa konkurencja. Na przykład na tego typu projektach w Bułgarii i Rumunii zarabiamy tylko 6-7 proc. – mówi „Wprost” Giuseppe Rodelli, dyrektor generalny Sistem Yapi. Rodelli potwierdza, że tempo składania oferty narzucone przez MPWiK było obłędne, ale jego firma podjęła ryzyko i stworzyła ofertę w wymaganym terminie.
Wydawałoby się, że MPWiK będzie zachwycone, że zgłosiła się firma oferująca niską cenę. Tymczasem oferta konsorcjum Yapi została przez MPWiK zdyskwalifikowana ze względu na błędy. Nie wnikając w to, czy było to słuszne, czy nie, warto zauważyć, że firma zadeklarowała, iż jest skłonna poprawić wszystko to, do czego MPWiK ma zastrzeżenia, nie zmieniając ceny. Oferta Sistem Yapi pozostała bez odpowiedzi. Najbardziej zastanawiające jest to, że polscy politycy i urzędnicy, których zadaniem jest nadzorowanie przetargu nie reagują na sygnały mogące świadczyć o nieprawidłowościach. Alarm próbował podnosić poseł PiS Paweł Poncyliusz, ale jego starania prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz skwitowała słowami, że „lobuje na rzecz firmy, która przegrała w przetargu”.

Lekceważący stosunek Hanny Gronkiewicz-Waltz do osób sygnalizujących możliwość nieprawidłowości jest o tyle dziwny, że przy podobnych inwestycjach w innych krajach UE dochodziło już do wypadków korupcji. Na przykład 18 lipca 2001 r. włoski sąd skazał Alaina Maetza, menedżera w firmie Veolia (firmy, której spółka-córka Veolia Water Systems w konsorcjum z Warbudem wygrała przetarg na budowę Czajki) na rok i osiem miesięcy więzienia za przekupstwo szefa rady miejskiej Mediolanu, który miał w zamian za łapówkę wybrać jego firmę w przetargu na budowę oczyszczalni ścieków w Mediolanie. Mimo że przetarg był ustawiany, żadna z firm nie odważyła się zaproponować ceny powyżej szacunków zatrudnionego przez miasto eksperta, tak jak to się zdarzyło w Polsce.”

„Jerzy Werle

Dyrektor generalny Warbudu SA, firmy, która wygrała przetarg na budowę oczyszczalni ścieków Czajka w Warszawie Nasza oferta jako jedyna nie zawierała błędów i spełniała wszystkie warunki przetargu. Ostateczna cena, którą zaoferowaliśmy, została policzona rzetelnie, z uwzględnieniem ryzyka i zagrożeń. Do nich należy zaliczyć szacunkowy wzrost cen materiałów, w szczególności cen kruszyw i stali, oraz stale rosnące koszty pracy. Prowadząc tak ogromną inwestycję, musimy zapewnić sobie kadrę techniczną i pracowników fizycznych o najlepszych kwalifikacjach. A za wiedzę, kompetencje i doświadczenie trzeba dobrze zapłacić. Na cenę miała także wpływ bardzo nowoczesna technologia, którą zaproponowaliśmy. Technologia, która w pełni odpowiada wymaganiom technologicznym i ekologicznym narzuconym przez zamawiającego.

Pięć razy taniej

W kwietniu 2007 r. firma WTE (ta sama, która w konsorcjum z Warbudem wygrała przetarg na budowę Czajki) wygrała w Turcji przetarg na budowę w Stambule oczyszczalni o zbliżonej charakterystyce do Czajki. Wybuduje ją za 108 mln euro, czyli ponad pięć razy taniej niż w Warszawie. Podobna do Czajki oczyszczalnia ścieków w Mediolanie cztery lata temu została wybudowana za 160 mln euro.

Fałszywy raport

MPWiK przygotowało własną analizę, która ma wykazać, że oferta Warbudu jest konkurencyjna. Aby udowodnić swoją tezę, pracownicy MPWiK podali nieprawdziwe dane. Poinformowali na przykład, że oczyszczalnia ścieków w Budapeszcie kosztowała 400 mln euro, chociaż w rzeczywistości kosztowała ona 290 mln euro, z czego na budowę przypadało 250 mln euro, a reszta to koszt zarządzania oczyszczalnią przez cztery lata. MPWiK twierdzi, że tę pomykę sprostowało w materiale przekazanym do Sądu Okregowego 3 grudnia 2007 r. Fałszywe dane, podane przez MPWiK, wykorzystano jednak w uzasadnieniu do odrzucenia protestu wobec wyniku przetargu złożonego przez firmę Sistem Yapi. Jak by tego było mało, do porównań w wypadku Warbudu użyto kwoty netto (czyli bez doliczonego VAT), podczas gdy wartość wszystkich pozostałych inwestycji podana jest jako kwota brutto.” (Znalezione w „Wprost”

Artykuł z 2008 roku – http://www.wprost.pl/ar/121441/Szambo-warszawskie/?pg=2

Posted in Afery i przekręty, Standardy TuskoLandii | 1 Comment »

Polskie autostrady są najdroższe?

Posted by tadeo w dniu 17 Lipiec 2013

Autostrada A2Autostrada A2Foto:

Unia Eu­ro­pej­ska wzię­ła pod lupę nasze au­to­stra­dy – do­no­si „Rzecz­po­spo­li­ta”. Urzęd­ni­cy za­rzu­ca­ją nam mar­no­traw­stwo bruk­sel­skich fun­du­szy. Za­rzu­ty są po­waż­ne, GDD­KiA je od­pie­ra.

Po­nie­dział­ko­wy ra­port Eu­ro­pej­skie­go Try­bu­na­łu Ob­ra­chun­ko­we­go nie zo­sta­wia na na­szych urzęd­ni­kach su­chej nitki. Spraw­dzo­no in­we­sty­cje re­ali­zo­wa­ne przez kraje, które otrzy­ma­ły naj­wię­cej unij­nych pie­nię­dzy na trans­port – czy­ta­my w „Rzecz­po­spo­li­tej”.

UE wzię­ła pod lupę czte­ry kraje: Gre­cję, Hisz­pa­nię, Niem­cy i Pol­skę. Oka­za­ła się, że kosz­ty bu­do­wy au­to­stra­dy naj­wyż­sze są w Pol­sce. Naj­tań­szym kra­jem oka­za­ły się Niem­cy, po­mi­mo naj­droż­szej siły ro­bo­czej.

Dla przy­kła­du: metr bie­żą­cy ba­rie­ry bez­pie­czeń­stwa w Pol­sce jest o 40 proc. droż­szy, niż w Niem­czech, a metr sze­ścien­ny be­to­nu jest droż­szy w Pol­sce o 18 proc. – po­da­je „Rzecz­po­spo­li­ta”.

Zda­niem Eu­ro­pej­skie­go Try­bu­na­łu Ob­ra­chun­ko­we­go w Pol­sce nie­po­trzeb­nie bu­du­je się au­to­stra­dy. W więk­szo­ści przy­pad­ków wy­star­czy­ły­by drogi eks­pre­so­we.

GDD­KiA nie czuje się winna. Zda­niem Dy­rek­cji ra­port tyczy się lat przed 2008 ro­kiem, a obec­na sy­tu­acja jest o wiele lep­sza.

http://moto.onet.pl/aktualnosci/polskie-autostrady-sa-najdrozsze/fqje6

Posted in Afery i przekręty, Gospodarka i Ekonomia, Standardy TuskoLandii | 2 Comments »

Białostocki układ zamknięty. Poznaj przerażającą historię Mirosława Ciełuszeckiego, przedsiębiorcy zniszczonego przez system III RP. WIDEO!

Posted by tadeo w dniu 15 Czerwiec 2013

Fot. wPolityce.pl

 

Nie uważam za normalną sytuację, gdy państwo napada mnie w domu i aresztuje, fałszując zarzuty. Nie uważam za normalną sytuację, gdy państwo niszczy przedsiębiorców, którzy dają zatrudnienie dla setek i tysięcy ludzi, gdy toleruje działania prokuratorów, którzy fałszują dowody, wprowadzają do procesu fałszywych biegłych. I nie uważam za naturalne, gdy państwo za to nie karze tych ludzi. Nadal – po 12 latach! – trwają poszukiwania dowodów pod tezy podstawione przez prokuraturę. Nie znaleziono dowodów przez 12 lat, dlatego, że ich nie ma

– mówi w specjalnej rozmowie dla portalu wPolityce.pl Mirosław Ciełuszecki, białostocki przedsiębiorca i były właściciel firmy Farm Agro Plant S.A.

W kilkunastominutowej rozmowie opisuje historię swojej firmy oraz tego, w jaki sposób zadziałał swoisty „układ zamknięty” – bardzo podobny do tego, który został zobrazowany w filmie pod tym samym tytułem. Ciełuszecki opowiada, że do Polski wrócił ze Stanów Zjednoczonych, namówiony zresztą przez samego Lecha Wałęsa w trakcie jednego ze spotkań w Chicago.

Wtedy na fali tych powrotów wróciło nas dużo. Wracaliśmy z pieniędzmi, z gotówką, którą tu inwestowaliśmy. Założyłem biznes, który polegał na wymianie handlowej ze wschodem. (…) Zostaliśmy przyjęci do światowej organizacji zrzeszającej firmy branży nawozowej i byliśmy tam jedyną firmą prywatną z Polski. Nasza działalność nie ograniczała się tylko do rynku krajowego

– opisuje przedsiębiorca, tłumacząc, że jego firma zyskiwała uznanie i nawiązywała kontakty z firmami m.in. ze Szwajcarii i Szwecji. Pewnego dnia wszystko się jednak zmieniło.

W kwietniu 2002 r. zostałem aresztowany pod zarzutem działania na szkodę firmy. O szóstej rano przyjeżdża jakaś ekipa funkcjonariuszy, którzy przeprowadzają atak na dom, w którym mieszkałem. Zostałem zatrzymany, skuty i zawieziony do Białegostoku na policyjny „dołek”, gdzie dopiero na drugi dzień dowiedziałem się, że jestem aresztowany i postawiono mi zarzuty, o których już pisała prasa. Dopiero gdy wszystkie gazety o tym pisały, to zostałem poinformowany przez prokuratora, że zostałem aresztowany. Wynikało z nich, że w pewnym momencie oszalałem i nagle zacząłem okradać sam siebie

– mówi Ciełuszecki.

Podkreśla, że jego tłumaczenia nie zostały przyjmowane za wiarygodne. Z czasem zorientował się, że chodzi o coś innego niż rzekome nieprawidłowości w jego spółce.

Wskazałem na szereg nieprawidłowości w stawianych zarzutach, wskazałem na to, gdzie są dowody, które o tym świadczą. Ale nie zauważałem wtedy, że ta sprawa ma drugie dno i nie chodzi o to, by szukać prawdy i merytorycznie wyjaśniać zarzuty. Chodziło o zniszczenie mnie i mojej firmy. To było skutecznie robione od razu na starcie. Później skierowano wniosek o areszt tymczasowy. W ten sposób sąd – nie wgłębiając się w to, co mówiłem na swoją obronę – zarządził areszt na 3 miesiące, który został przedłużony

– opisuje przedsiębiorca.

Po wyjściu z aresztu okazało się, że… będzie musiał do niego wrócić. A wszystko to z powodu analiz biegłego, który nie miał stosownych uprawnień!

Dosłownie na tydzień przed zakończeniem procesu, zostałem zaaresztowany na schodach sądu – po raz drugi. Okazało się, że są kolejne sfabrykowane zarzuty, na podstawie opinii zamówionej przez prokuraturę, a wydanej przez Jana Maksymiuka, który okazał się oszustem. Ten biegły został pozbawiony uprawnień, nie mógł się posługiwać funkcją biegłego sądowego. Oszukał Skarb Państwa, wyłudził ponad 10 tys. złotych, a jednocześnie składał fałszywe zeznania i pisał nieprawdziwą opinię. (…) Okazało się, że prokuratura uznała, że nie będzie śledztwa w tym zakresie, bo nie będą robić śledztwa przeciwko sobie… Okazuje się, że nie trzeba mieć uprawnień, aby być biegłym

– mówi Ciełuszecki.

Firmę nawozową spotkał podobny los, co spółkę opisaną w „Układzie zamkniętym”:

Firma w chwili obecnej już nie istnieje. Zatrudnialiśmy bezpośrednio i pośredni ok. 1000 pracowników, dawaliśmy pracę głównie w tym rejonie, gdzie było duże bezrobocie. Następnym krokiem była działalność syndyka, który sprzedał firmę

– irytuje się przedsiębiorca.

I opisuje bardzo interesującą – a momentami wręcz groźną – działalność prokuratorów zamieszanych w całą sprawę, jak również problemy Marka Karpia.

Inicjatywę w prokuraturze wykazywał prokurator Sławomir Luks i jego podwładny prokurator Andrzej Bura. Nie jest tajemnicą, że obaj prokuratorzy doprowadzili do jakichś dziwnych matactw w oskarżeniu Marka Karpia. Dlatego, że są potwierdzenia, zeznania i dowody, których nie jestem dysponentem, które wskazują, że Marek Karp był przesłuchiwany i szantażowany przez prokuratora Luksa, gdzie z kolei w aktach sądowych występuje prokuratur Bura. Jest to dziwna sytuacja, którą prokuratura próbuje zamiatać pod dywan i chować

– ocenia przedsiębiorca.

Prokuratorzy, o których wspomina Ciełuszecki, awansowali do Prokuratury Apelacyjnej. Jeden z nich został nawet jej szefem. O ile Ciełuszecki utracił firmę, o tyle Karp – w niewyjaśnionych do końca okolicznościach – zginął.

Przez długie lata współpracowaliśmy z Karpiem oskarżeni i razem zasiadaliśmy na ławie oskarżonych. W momencie, kiedy rozpoczął się proces sądowy, doszło do tragicznego wypadku samochodowego, gdzie ktoś potrącił samochód, w którym jechał Marek Karp. Ten wypadek nigdy nie został dokładnie wyjaśniony. Kolejną dziwną sytuacją było to, że po miesiącu – gdy Marek wracał do zdrowia – doszło do tragicznej śmierci. W momencie gdy czuł się dobrze, nagle przyszła wiadomość, że nie żyje…

– opisuje przedsiębiorca.

Przypomina również, że w obronę Karpia mieli zaangażować się jego przyjaciele, a obecnie bardzo wysoko postawieni urzędnicy państwowi: Jacek Cichocki oraz Paweł Graś:

Graś i Cichocki byli przyjaciółmi Karpia. Deklarowali oficjalnie to, że zrobią wszystko, by wyjaśnić przyczyny tej tragedii, do której doszło. Miałem na uwadze, że wyjaśni się też sytuacja dotycząca skandalicznych zarzutów i procesem, który uknuła prokuratura w Białymstoku. Nigdy Paweł Graś nie podjął próby wyjaśnienia tej skandalicznej sytuacji. Z kolei Jacek Cichocki był świadkiem w procesie w Bielsku Podlaskim, zeznawał jako świadek, ale cóż z tego, skoro jego zeznania zostały przez sędziego uznane za niewiarygodne. Zostaliśmy – ja bezpośrednio, Marek pośrednio – na trzy lata więzienia

– mówi.

I puentuje:

Jeżeli ktoś wie, że przeciwko niemu są fabrykowane dowody, to mogę poradzić, by walczył do końca. Musimy napiętnować tych, którzy robią szkodę dla polskiej gospodarki, polskich przedsiębiorców i pracowników. Należy ich napiętnować, upublicznić i ukarać. Marzę o Polsce szczęśliwej, o miejscu, gdzie nikt nie jest pod fałszywymi zarzutami wsadzany do aresztów i więzień.

Szczegóły sprawy Mirosława Ciełuszeckiego można poznać na jego stronie internetowej: cieluszecki.pl, polecamy.

CZYTAJ TAKŻE: Kluska otrzymał ponad 100 tys. złotych kary za wycięcie dwóch drzew. Wyświechtane słowo „układ” wciąż dobrze opisuje polską rzeczywistość

ZOBACZ CAŁOŚĆ NAGRANIA:

maf

http://wpolityce.pl/wydarzenia/55877-bialostocki-uklad-zamkniety-poznaj-przerazajaca-historie-miroslawa-cieluszeckiego-przedsiebiorcy-zniszczonego-przez-system-iii-rp-wideo

Posted in Afery i przekręty | Leave a Comment »

Afera Żelazo

Posted by tadeo w dniu 25 Maj 2013

To afera, jaka wybuchła po ujawnieniu tajnej akcji I Departamentu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Akcja Żelazo prowadzona była w latach 70-tych XX wieku w Zachodniej Europie. Polegała na przeniknięciu do przestępczych struktur i poprzez przestępczą działalność (napady rabunkowe, kradzieże a nawet morderstwa) zdobywanie pieniędzy, złota i dzieł sztuki. Finansowano nimi działalność wywiadu PRL. Część profitów trafiła do rąk oficerów zaangażowanych w akcję i nadzorujących ją z kraju. Szefem I Departamentu był w tamtym czasie generał Mieczysław Milewski.
W jednej z takich akcji zginął francuski policjant. Z „Żelazem” związani byli trzej bracia Janosze: Jan, Mieczysław i Kazimierz, którzy prowadzili przestępczą działalność w zamian za zapewnienie bezkarności w PRL oraz udział w zrabowanych łupach.
Akcja „Żelazo” wyszła na jaw w połowie lat 80-tych.
Ze zrabowanych na zlecenie MSW 200 kg złota bracia Janoszowie dostali 40 kg. Resztę ukradli złodziejom zasłużeni towarzysze z PZPR. Osłodą miała być gwarancja bezkarności. Kiedy 19 kwietnia 1984 r. do centrali bezpieki przy ul. Rakowieckiej w Warszawie zgłosił się międzynarodowy gangster Mieczysław Janosz, po prostu zażądał wypełnienia kontraktu. Powołał się na swoje związki z Departamentem I (wywiadem) MSW i zażądał wypuszczenia aresztowanego bandyty, swojego brata Kazimierza. Groził ujawnieniem informacji na temat swoich przestępczych powiązań z członkami kierownictwa MSW i KC PZPR. Taki był początek jednej z największych afer kryminalnych PRL, określanej potem mianem afery „Żelazo”.

W cz.2 Adam Michnik ps. „Truten”  dzięki wstawiennictwu wywiadu sowieckiego uniknął nieprzyjemności ze strony polskiego MSW (Bracia Jonaszowie). Polecam !!!!

 

Posted in Afery i przekręty, Filmy - Polecam, Filmy dokumentalne | Leave a Comment »

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 418 obserwujących.