WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • Tylko przestańmy mówić: ten kraj, w tym kraju, tutaj, ci ludzie. Zacznijmy mówić tak, jak Pan Bóg przykazał, jak o matce: Ojczyzno ma, moja, kochana, poraniona, więc tym bardziej kochana. Moja, to znaczy taka, którą się kocha, którą się po rękach całuje, przed którą się klęka, której się służy, której się z czcią opowiada, której się nie okrada, dla której się pracuje, dla której się cierpi i umiera, jak trzeba. To nie inni mają tak zrobić, to nie oni, tam na górze, ale my. Inaczej na nic wszystko. Na nic ta rana i na nic te ofiary. Nasza Ojczyzna mocno krwawi i ból nie ustaje w naszych sercach, ale zapewniamy pachołków Moskwy i Berlina, i tych, co służą „mamonie” – jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy. Póki pracujemy dla dobra naszej Ojczyzny. Póki kochamy i pamiętamy.

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Posted by tadeo w dniu 3 Listopad 2015

PRAWDA JEST JEDNA I MOŻNA SIĘ KU NIEJ PRZYBLIŻAĆ, CHOCIAŻ TUTAJ NA ZIEMI NIGDY NIE POZNAMY JEJ DO KOŃCA.

ALE KIEDYŚ POZNAMY, BO OSTATECZNIE JEST NIĄ SAM BÓG.

JEDNA, JEDYNA KOMUNIA ŚWIĘTA MA WIĘKSZĄ WARTOŚĆ NIŻ WSZYSTKIE BOGACTWA ŚWIATA.

Kiedy wybije nasza ostatnia godzina, ustanie bicie naszego serca, wszystko się dla nas skończy, a więc i czas naszego zasługiwania i niezasługiwania. Takich jakimi jesteśmy, spotka nas śmierć i tacy staniemy przed Chrystusem, Sędzią. Nasze błagalne wołania, nasze łzy, nasze akty żalu, które jeszcze na ziemi zdobyłyby serce Boga, mogłyby z nas, grzeszników, uczynić – przy pomocy sakramentów – ludzi świętych; ale w owym momencie nie będą miały żadnej wartości; czas miłosierdzia minie i rozpocznie się czas sprawiedliwości – ojciec Pio.

bogciebie11

Posted in Kontakt, Miłosierdzie Boże, Religia, Św. Faustyna | 4 Comments »

Jeszcze POLSKA nie zginęła…

Posted by tadeo w dniu 26 Październik 2015

Wielokroć upokorzony czekałem na tą chwilę wiele lat. Osobiście bardzo się wzruszyłem… Tyle lat czekania, tyle momentów bezsilności i nieraz zniechęcenia. Warto było czekać!!!!!  Dzisiaj obudziłem się w innym – lepszym państwie.

Zwyciężyła POLSKA – ojczyzna moich marzeń.

Polska znów jest polska, Polska jest wolna, odzyskaliśmy suwerenność i wolność.  Wreszcie czuję się jak we własnym domu. 

Posted in POLECAM | 2 Comments »

Dziś rocznica objawienia dotyczącego obrazu „Jezu, ufam Tobie”

Posted by tadeo w dniu 22 Luty 2017

 

Dokładnie 86 lat temu, 22 lutego 1931 r., w celi płockiego klasztoru św. Faustyna miała objawienie, podczas którego Pan Jezus nakazał jej wymalowanie obrazu z napisem „Jezu, ufam Tobie”.

„Wieczorem, kiedy byłam w celi – pisała św. Faustyna w swym »Dzienniczku« – ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi blady. (…) Po chwili powiedział mi Jezus: wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu ufam Tobie. Pragnę, aby obraz ten czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie.” (Dz 47)

„Obiecuję – mówił dalej Pan Jezus – że dusza, która czcić będzie ten obraz, nie zginie. Obiecuję także, już tu na ziemi zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi, a szczególnie w godzinę śmierci. Ja Sam bronić ją będę jako Swej chwały.” (Dz 48)

Podczas modlitwy św. Faustyna usłyszała wewnętrzny głos, tłumaczący symbolikę obrazu: „Te dwa promienie oznaczają Krew i Wodę – blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia dusze; czerwony promień oznacza Krew, która jest życiem duszy. Te dwa promienie wyszły z wnętrzności Miłosierdzia Mojego wówczas, kiedy konające Serce Moje zostało włócznią otwarte na krzyżu. Te promienie osłaniają dusze przed zagniewaniem Ojca Mojego. Szczęśliwy, kto w ich cieniu żyć będzie, bo nie dosięgnie go sprawiedliwa ręka Boga.” (Dz. 299)

Św. Faustyna nie czuła się na siłach, by samodzielnie namalować obraz. Dzieło to zostało więc zlecone malarzowi Eugeniuszowi Kazimirowskiemu. Jego obraz powstał w 1934 r. w Wilnie. Mistyczka nie była zadowolona z efektu. „W pewnej chwili – zanotowała – kiedy byłam u tego malarza, który maluje ten obraz i zobaczyłam, że nie jest tak piękny, jakim jest Jezus – zasmuciłam się tym bardzo, jednak ukryłam to w sercu głęboko. (…) Udałam się do kaplicy i napłakałam się bardzo. Rzekłam do Pana: kto Cię wymaluje tak pięknym, jakim jesteś? – Wtem usłyszałam takie słowa: nie w piękności farby, ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce Mojej”  (Dz 313).

Obraz "Jezu, ufam Tobnie" pędzla Adofa Hyły w krakowskim sanktuarium w Łagiewnikach

Obraz „Jezu, ufam Tobie” pędzla Adofa Hyły w krakowskim sanktuarium w Łagiewnikach

Większą popularność od obrazu Kazimirowskiego zyskała inna wersja tego samego wizerunku, pędzla krakowskiego profesora Adolfa Hyły. Obraz ten powstał już po śmierci św. Faustyny, w 1943 r. Nieco później został podarowany klasztorowi w Łagiewnikach. Upowszechnił się wraz z kultem Bożego Miłosierdzia i jest chyba obecnie najpopularniejszym w świecie przedstawieniem Jezusa Zmartwychwstałego.

W 1997 r. w Łagiewnikach Jan Paweł II powiedział: „Każdy może tu przyjść, spojrzeć na ten obraz miłosiernego Chrystusa, na Jego Serce promieniujące łaskami, i w głębi duszy usłyszeć to, co słyszała święta: »Nie lękaj się niczego, Ja jestem zawsze z Tobą«. A jeśli szczerym sercem odpowie: »Jezu, ufam Tobie!«, znajdzie ukojenie wszelkich niepokojów i lęków”.

„Podaję ludziom naczynie – mówił Pan Jezus św. Faustynie – z którym mają przychodzić po łaski do źródła miłosierdzia; tym naczyniem jest obraz z podpisem: Jezu, ufam Tobie. (Dz.327). Przez obraz ten udzielę wiele łask duszom, on ma przypominać żądania Mojego Miłosierdzia, bo nawet wiara najsilniejsza nic nie pomoże bez uczynków” – powiedział Pan Jezus, upominając się o pełnienie dzieł miłosierdzia na trzy sposoby: czynem, słowem i modlitwą. (Dz.742)

„Palą Mnie płomienie miłosierdzia, pragnę je wylewać na dusze ludzkie. O jaki Mi ból sprawiają, kiedy ich przyjąć nie chcą. Córko Moja, czyń co jest w twej mocy w sprawie rozszerzenia czci miłosierdzia Mojego, Ja dopełnię, czego ci nie dostawa. Powiedz zbolałej ludzkości, niech się przytuli do miłosiernego Serca Mojego, a Ja ich napełnię pokojem. Powiedz, córko Moja, że jestem miłością i miłosierdziem samym. Kiedy dusza zbliża się do Mnie z ufnością napełniam ją takim ogromem łaski, że sama w sobie tej łaski pomieścić nie może, ale promieniuje na inne dusze. Dusze, które szerzą cześć miłosierdzia Mojego, osłaniam przez całe życie, jak czuła matka swe niemowlę, a w godzinę śmierci nie będę im Sędzią, ale miłosiernym Zbawicielem. W tej ostatniej godzinie nic dusza nie ma na swą obronę, prócz miłosierdzia Mojego, szczęśliwa dusza, która przez życie zanurzała się w zdroju Miłosierdzia, bo nie dosięgnie jej sprawiedliwość. Napisz – wszystko, co istnieje, jest zawarte we wnętrznościach Mojego miłosierdzia głębiej niż niemowlę w łonie matki. Jak boleśnie rani Mnie niedowierzanie Mojej dobroci. Najboleśniej ranią Mnie grzechy nieufności – skarżył się Jezus.” (Dz.1074)

„Nie znajdzie ludzkość uspokojenia, dopokąd się nie zwróci z ufnością do Miłosierdzia Mojego – podkreślił.” (Dz.300)

Czytaj także:

Dziś nawiedź sanktuarium

Oto naczynie!

Czy Płock pamięta?

Jezus przyszedł na Stary Rynek

„Wieczorem, kiedy byłam w celi…”

http://gosc.pl/doc/3711874.Dzis-rocznica-objawienia-dotyczacego-obrazu-Jezu-ufam-Tobie

Posted in Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna | Leave a Comment »

„Najważniejsze, aby na Twoim pogrzebie ludzie nie musieli kłamać”

Posted by tadeo w dniu 20 Luty 2017

  0c51ea7016036e7f2daaab102da27177750000

Przed rozpoczęciem uroczystości

Wróciłem właśnie z pogrzeby Heleny Kmieć i chciałem przelać na „elektroniczny papier” swoje przemyśleniami z dnia dzisiejszego.

Przez jakiś czas śpiewaliśmy razem w Akademickim Zespole Muzycznym Politechniki Ślaskiej, z tym, że widząc jej twarz na zdjęciu w końcu stycznia tego roku, nie potrafiłem sobie jej skojarzyć. Jednak niektórzy moi koledzy i koleżanki mięli szansę poznali ją, działając razem w Duszpasterstwie Akademickim czy w scholi przy kościele Św. Michała w Gliwicach. I może to jest najważniejsze w tym momencie, bo gdyby jej oni nie poznali, to być może bym nie śpiewał na jej pogrzebie.

Co się działo dzisiaj, można było zobaczyć, czy to w Telewizji Trwam, czy w TVP 1. Była też ekipa z TVN24, ale o niej za chwilę. Przyjechaliśmy na do Libiąża ok. godziny 13, aby prześpiewać utwory na oprawą mszy pogrzebowej. O 14:30 rozpoczął się Różaniec, a o 15 rozpoczęła się Msza św, która trwała do około 17. Obrzędy pogrzebowe na cmentarzu trwały do około 17:45.

Z punktu widzenia, z którego robiłem zdjęcia nie było widać, ilu ludzi było uczestnikami obrzędów pogrzebowych, ilu ludzi chciało pożegnać się z Heleną. W drodze na cmentarz wydawało mi się, że było ich kilkuset. Więcej niż tysiąc? Nie wiem.

Równolegle sporo pytań rodziło mi się w głowie. Zahaczały o wiele spraw, np. o to, z jakiej strony człowiek najbardziej pozostaje w ludzkiej pamięci. Jak na to wszystko wpływa to, co robimy, mówimy, pomagamy innym, modlimy się i zwyczajnie myślimy o sobie i o innych (co czasami widać na twarzy)? Jak wiele pozostaje po człowieku, gdy kończy się jego żywot? Może dlatego, że jadąc wczoraj na wjeździe do Rybnika widziałem bilbord z napisem (mniej więcej takim): „Najważniejsze, aby na Twoim pogrzebie ludzie nie musieli kłamać”

Inne szły ku temu, jak bardzo dobro pozostaje niewidoczne i niedocenione za życia i wybija się ono na pierwszy plan, gdy ktoś tak tragicznie ginie. Tragicznie ginie, gdy kocha to, co robi, gdy kocha tych, którym pomaga?

Ze swoich doświadczeń z tego bloga wynika, że ludzie będący różnorakimi wolontariuszami, w większości traktują swoje zajęcie jak coś zwykłego i normalnego, ale przy tym tak bliskiemu sercu, że trudno ich było namawiać do tego, żeby odpowiedzieli na kilka (wydawałoby się prostych) pytań. Tak chyba też było z Heleną, bo ze słów czy to wypowiedzianych w czasie dzisiejszej Mszy, czy świadectw innych ludzi o niej (w tym moich znajomych). Wydawała się być zwykłym człowiekiem, pełnym pasji do śpiewania i pomagania innym i przez to ewangelizująca swoje środowisko. Takim jakich wielu jeździ na misje. Z resztą ten wyjazd na misję miał być chyba jednym z kolejnych…

Miało być o ekipie z TVN 24. Spodziewałem się po nich niezbyt dobrych odruchów, ale zachowywali się w właściwie, przynajmniej na chórze. Co ciekawe pani z tego duetu (być może było ich więcej, ale wiedziałem tylko ta dwójkę) nagrywała wypowiedzi tylko kapłanów i siostry zakonnej o Helenie. Nie nagrywała audio, kiedy przemawiała dyrekcja szkoły, do której chodziła Helena.

Jako pointe dam myśl, która gdzieś chodziła mi po głowie od wczorajszego dnia: Heleno, I ty zostaniesz błogosławioną… jeśli Bóg tego będzie pragnąć i patronką wolontariatu misyjnego. Chciałbym tutaj napisać o Tobie po beatyfikacji, jeśli będzie mi to dane. I najważniejsze: chciałbym Cię spotkać w Niebie:)

http://ksiegahonoru.salon24.pl/757874,i-ty-zostaniesz-blogoslawiona

Przeczytaj także:

Iskra Helenki

Posted in Reportaż, SYLWETKI | Leave a Comment »

Iskra Helenki

Posted by tadeo w dniu 20 Luty 2017

Helena Kmieć miała wiele talentów. Rozpoczęła studia na kierunku Inżynieria chemiczna w języku angielskim. Ukończyła szkołę muzyczną. Była również stewardesą. Angażowała się w wiele duszpasterstw młodzieżowych. Każdy mógł na niej polegać. Na początku 2017 roku została zamordowana w Boliwii podczas wyjazdu w ramach wolontariatu misyjnego.

 

http://www.radiomaryja.pl/multimedia/iskra-helenki/

Przeczytaj także:

„Najważniejsze, aby na Twoim pogrzebie ludzie nie musieli kłamać”

Posted in Reportaż, SYLWETKI | Leave a Comment »

Modlitwa o beatyfikację o. Andrasza w Zaporożu

Posted by tadeo w dniu 20 Luty 2017

     Sanktuarium Boga Ojca Miłosiernego w Zaporożu znajduje się na terenie Ukrainy w Diecezji Charkowsko- Zaporowskiej objętej wojną.
Papież Franciszek podobnie jak w kilku miejscach świata objętych wojną pozostawił tam Bramę Miłosierdzia .
     Nie skończyło się na tym duchowym geście. Papież przeznaczył 6 mln euro na pomoc dla ofiar tego konfliktu zbrojnego. Odpowiedzialnym za realizacje tego projektu pomocy uczynił budowniczego Sanktuarium Boga Ojca Miłosiernego ks. Bp Jana Sobiło.
     Pomoc trafia bezpośrednio do potrzebujących niezależnie od wyznania . Dzieje się tak dzięki dobrej, wieloletniej, współpracy ks. Bp Jana z Prawosławnymi, Protestantami i Grekokatolikami z tamtych terenów.

     W szczególną cześć w tym Sanktuarium dla Pierwszej Osoby Trójcy Przenajświętszej, Boga Ojca Miłosiernego wpisuje się Jezuita ojciec Józef Andrasz. Ruś była przez jakiś czas ostoją dla Towarzystwa Jezusowego w ciężkich dniach kasaty Zakonu. Ojciec Andrasz posługiwał duszpastersko w kościele Piotra i Pawła we Lwowie przed wybuchem II wojny światowej. Prowadził tam Sodalicję dla Panów, pełnił też funkcję kapelana wojskowego.
      Wcześniej, jak wielu ówczesnych kleryków jezuickich pobierał naukę w Bąkowicach pod Chyrowem. Są to tereny obecnej Ukrainy.
Dla wielu wiernych o. Andrasz był ojcem duchowym. Miał w zwyczaju podpisywać do nich listy + ojciec, + ojcowski. Jawi się w dzisiejszym czasie jako wzór ojcostwa, kapłaństwa. Modlą się wierni z kapłanami w tym Sanktuarium o jego beatyfikację i potrzebne łaski.

      Przez wstawiennictwo o. Andrasza ks. Biskup Jan modlił się o łaskę zjednoczenia pod berłem Boga Ojca wszystkich podzielonych Kościołów na Ukrainie.

   Ojciec Andrasz którego rodzina wywodziła się z Węgier, studiował za granicą, pracował na terenach zamieszkałych przez różne nacje, tłumaczył literaturę z obcych języków może być dobrym patronem zjednoczenia Kościoła i ludzi zwaśnionych wojną. Jego dwu braci poległo na wojnie.

Przeczytaj także:

O. Józef Andrasz SJ: (nie)zapomniany spowiednik św. Faustyny

Ojciec Andrasz spowiednik świętych

ks. Józef Andrasz SJ – kierownik duchowy Świętej Faustyny w Krakowie.

Rozwija się kult ojca Andrasza

Posted in Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna, Święci obok nas | Leave a Comment »

Ja Panią skądś znam!

Posted by tadeo w dniu 19 Luty 2017

Znalezione obrazy dla zapytania szaflarska

Danuta Szaflarska jest fenomenem na skalę światową. Najpierw osiągnęła niebywałą popularność, grając w filmach „Zakazane piosenki” i „Skarb”. Potem reżyserzy przestali ją obsadzać w głównych rolach. A po dziewięćdziesiątce znów błyszczy na ekranie jak czystej wody brylant

Mimo 94 lat Danuta Szaflarska nie jest żadną staruszką i nikomu nawet nie przyszłoby do głowy tak ją nazwać, chociaż opowiada, że pamięta początki kina i pierwsze filmy braci Lumiere. 155 cm wzrostu, wciąż młode oczy, ujmujący uśmiech, a chód tak zamaszysty, że czasem trudno za nią nadążyć. Tylko z pozoru wydaje się, że jest delikatna i krucha. Po tacie z rodu górali spod Nowego Sącza, przez pierwsze 10 lat mieszkająca we wsi Kosarzyska (dziś część Piwnicznej-Zdroju), ma w sobie twardość i odporność ludzi z tamtych stron.

Kiedy mimo zawrotnej kariery, którą właśnie robiła, film odwrócił się do niej plecami, nie opuściła rąk, tylko jak zwykle grała w teatrze. Namiętnie i dużo. Bo teatr, z którym związana jest od 70 lat, do dziś oznacza dla niej życie. — Jeśli skończę grać, to pewnie długo nie pożyję. Jak się wykonuje zawód, który się kocha, to jest się szczęśliwym — zapewnia. I pomyśleć, że chciała być lekarzem!

 

Za piękni na socrealizm

Ludzie uwielbiali ją za rolę Halinki w nakręconych w 1946 r. „Zakazanych piosenkach” i płakali wraz z nią, bo szczególnie chwytała za serce scena, gdy Halinka, dowiedziawszy się o śmierci narzeczonego, ze łzami w oczach zapewnia: — Ja nie płaczę, ja śpiewam. I płacząc, śpiewa: „Tę piosenkę, tę jedyną, śpiewam dla ciebie, dziewczyno”.

W tym filmie grała siostrę Jerzego Duszyńskiego. W „Skarbie” — jego żonę. Stanowili z Duszyńskim parę jak z amerykańskiego romansu. Ona przypominała wyglądem diwę w stylu Rity Hayworth, jego nazywali polskim Clarkiem Gable’em. Amantki i amanci — to w dobie siermiężnego socrealizmu nie było dla aktora dobre emploi. Nie nadawali się na bohaterów mieszających wapno na budowie ani do roli traktorzystów. — Dlaczego Pani potem nie grała w filmach, była Pani przeciw ustrojowi? — zapytała Szaflarską młoda dziennikarka na konferencji prasowej. — Nie — odpowiedziała aktorka. — Role się po prostu nie trafiały. I przypomniała sytuację, jak w latach 50. któryś z reżyserów zaprosił ją do filmu, którego akcja rozgrywała się na budowie:

— Ubrali mnie w kufajkę, chustkę i gumiaki, ale kiedy pojawiłam się na planie, cała ekipa filmowa na mój widok zaczęła pękać ze śmiechu.

Tak skończyła się wtedy filmowa kariera Szaflarskiej i Duszyńskiego. Urodą nie pasowali do wzoru proletariackich herosów. Ale widzowie ich pamiętali i kochali.

Hanka Bielicka, żona Jerzego Duszyńskiego, opowiadała, że po filmie „Skarb” ludzie postrzegali Szaflarską i Duszyńskiego jako autentyczne małżeństwo. Trudno im było zrozumieć, że były to tylko filmowe role. Stanowili piękną parę. — Kiedyś szłam z mężem pod rękę i na ulicy zaczęły mnie napastować jakieś kobiety, wołając: — Nie masz wstydu. Odczep się od męża Szaflarskiej! — wspominała ze śmiechem Bielicka.

Zresztą trzymali się we trójkę. Razem zdawali do szkoły aktorskiej w Warszawie, razem mieli potem przystąpić do egzaminu poprawkowego, którego — jak się okazało — nigdy naprawdę nie musieli zdawać. A po ukończeniu w 1939 r. szkoły razem zdecydowali się na wyjazd do Wilna, gdzie w teatrze na Pohulance zagrali w dwóch sezonach w 19 premierach. Szaflarska wróciła do Warszawy dopiero w 1941 r., po wkroczeniu Niemców do Wilna.

 

Posłaniec to nie łączniczka

W 1941 r. grała w teatrze podziemnym w „Elektrze” i w „Jak wam się podoba” Szekspira. To były wielkie sztuki i wielkie role. Ale ona chciała być użyteczna inaczej. Zamierzała zostać sanitariuszką w AK, bo przecież kiedyś miała iść na medycynę. Ale wtedy Bohdan Korzeniowski — delegat rządu londyńskiego na kraj ds. kultury nie pozwolił. — Powiedział, że w swoim czasie będę wiedziała, co mam robić, i że się artystów nie posyła na pierwszą linię frontu — mówi Szaflarska.

Zapewne gdyby po śmierci ojca matkę było stać na sfinansowanie jej studiów medycznych, zostałaby lekarzem. Matka jednak wysłała ją do Wyższej Szkoły Handlowej w Krakowie, po której łatwiej było o pracę. Gdyby nie zachorowała na tyfus, pewnie skończyłaby WSH, lecz przez chorobę przerwała naukę na drugim roku. Potem już była szkoła teatralna w Warszawie i pierwsze zetknięcie ze stolicą, w której Szaflarska zakochała się od pierwszego wejrzenia i na zabój.

Powstanie Warszawskie to była walka o każdy kamień miasta. Już jej miasta, bo do dziś zauroczona Warszawą mieszka w samym jej sercu — na Starówce. Podczas Powstania była — jak podkreśla — posłańcem, nie łączniczką — takim powstańczym listonoszem, który zawiadamiał, kto się miał gdzie stawić i z kim spotkać. — Przeżyliśmy 63 dni na pierwszej linii frontu. Gdy się ma zadanie i cel, to się nie myśli, że można zginąć — mówi. A miała dla kogo żyć: maleńka córeczka, mąż, matka.

Przeżyli. Potem przeszła z rodziną przez obóz w Pruszkowie. Widziała, że z pięknej Warszawy, tego Paryża Północy, zostały tylko gruzy. Po wojnie pracowała w Starym Teatrze w Krakowie, potem w Łodzi, aż wreszcie związała się z teatrami warszawskimi: Współczesnym, Dramatycznym i Narodowym, gdzie występuje do dziś.

 

Jeszcze nie wieczór

Nie można powiedzieć, że po „Skarbie” film kompletnie zapomniał o Szaflarskiej. To byłoby niesprawiedliwe. Od lat 60. trochę grała, nie były to jednak role główne, na miarę jej talentu. Zagrała m.in. w „Pożegnaniu z Marią”, „Domu bez okien”, „Korczaku”, „Przedwiośniu”, „Żółtym szaliku”.

Ale rolę główną, wspaniałą, napisaną specjalnie dla niej przez młodą reżyserkę Dorotę Kędzierzawską, zagrała w filmie „Pora umierać” w 2006 r. Rolę fantastyczną, za którą otrzymała nagrodę na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. W tym czarno-białym filmie o starej kobiecie, mieszkającej w starym domu, pokazała cały swój kunszt. Właściwie grają tu tylko ona i pies. Gdy stara matka przypadkowo dowiaduje się, że jedyny syn zamierza bez jej wiedzy sprzedać dom i wysiedlić ją z tego miejsca, przeżywa szok. — Mój Boże, może to wszystko nie tak, źle żyłam. Może to wszystko moja wina — mówi z przejęciem. Przez cały czas nie można oderwać od Szaflarskiej wzroku. Jest wspaniała.

Potem — rola w filmie o starych aktorach Jacka Bławuta „Jeszcze nie wieczór”, a ostatnio — w „Janosiku”, którego premiera odbyła się w rodzinnych stronach aktorki w Nowym Sączu. Charakterystyczny błysk w oku, młodzieńczość twarzy zostały Szaflarskiej do dziś. Można zrozumieć, dlaczego Jan Nowicki nazywa ją Fenomenem.

Lubi przyjeżdżać do Kosarzysk. W miejscu dzieciństwa lubi spędzać czas o każdej porze roku. Zwłaszcza gdy kwitną głogi. W Piwnicznej-Zdroju są dumni ze swojej krajanki. Pewnego dnia, gdy siedziała na tarasie kawiarenki, wpatrując się w migocący Poprad, podszedł do niej młody człowiek. Przyglądał się jej. — Ja Panią skądś znam — stwierdził. Uśmiechnięta czekała, co jeszcze powie. Długo myślał: — Pani jest pisarką! — oznajmił, a ludzie na tarasie ryknęli śmiechem.

 

Uratował mi życie

Wątek jej spotkań z ks. Jerzym Popiełuszką i roli, jaką odegrał w jej życiu, jest mało znany. Nie lubi opowiadać o osobistych sprawach. Wyjątek uczyniła dla dziennikarek z Piwnicznej i miesięcznika „Znad Popradu”. Opowiada, jak przyjaźniła się z ks. Jerzym. Zjawiła się w kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu, gdy były odprawiane Msze św. za Ojczyznę. Przyznała się księdzu, że przychodzi z przyczyn politycznych, bo jest niewierząca, ale może czytać teksty. Kiedyś zapytał ją, czy może się wyspowiadać. Zapytała: — Tylko jak po 40 latach? Wtedy ks. Jerzy stwierdził: — Hurtem łatwiej. Szaflarska twierdzi, że spowiedź była piękna, podobnie jak pokuta. Zawsze gdy przechodziła koło pustego kościoła, miała tam wstępować na chwilę. — To było moje nawrócenie — przyznaje. Całą rodziną zaprzyjaźnili się z ks. Jerzym. Dawał ślub jej córce, ochrzcił wnuka.

Dwukrotnie ks. Popiełuszko przyjeżdżał do Kosarzysk odpocząć w jej domku. Raz z ks. Liniewskim, misjonarzem z Wybrzeża Kości Słoniowej, chodzili po górach, palili ogniska. Bardzo mu się tu podobało. Raz w kościele w Kosarzyskach odprawił nabożeństwo. Pytał, czy może przyjechać na Boże Narodzenie. Ale nie przyjechał. W październiku go zamordowali.

Szaflarska twierdzi, że ks. Jerzy dwa razy uratował jej życie. Raz — kiedy miała zawał i leżała na stole operacyjnym. Gdy sytuacja zaczęła się komplikować, dostała bólu zamostkowego, a ciśnienie dramatycznie spadało, poprosiła: — Jerzy, pomóż mi, ratuj.

I ratunek przyszedł. — Na salę wszedł lekarz z innego piętra i podał mi lek w aerozolu, którego szpital jeszcze wówczas nie miał, a on miał. Stan się wyrównał, chirurg mógł dokończyć operację. Pytałam później tego lekarza, dlaczego to zrobił, dlaczego zszedł z drugiego piętra i przyszedł na salę. Powiedział: „Nie wiem dlaczego, nikt mnie nie wołał, zszedłem” — opowiada aktorka.

Za drugim razem ks. Jerzy przyszedł jej z pomocą, gdy napadło ją trzech opryszków. Dusili. Mówi, że cudem uniknęła śmierci. Czuła wówczas obecność kogoś przy sobie i było jej z tym dobrze. Doznała wtedy nieziemskiego szczęścia, niezwykłego. — Kiedy w pełni to sobie uświadomiłam, ten ktoś zaczął się oddalać. Wiem, że to był ks. Jerzy. Nikogo nie widziałam, ale czułam tę obecność — wyznaje Szaflarska.

Zawsze gdy wsiada do samolotu, prosi ks. Jerzego: — Przyślij mi aniołki, niech podtrzymują skrzydła, byśmy nie spadli. Uważa też, że te wszystkie role, jakie ostatnio sypnął jej los, to też jego zasługa, bo ks. Jerzy jej pomaga.

— Jeśli nawet Kościół nie ogłosi go świętym, dla mnie zawsze będzie święty. Jestem pewna, że to on uratował mi życie. Nie mogę tego udowodnić, ale ja to wiem.

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZS/niedziela200951-szaflarska.html

Ps. Danuta Szaflarska zmarła dzisiaj 19 lutego 2017 roku. Aktorka miała 102 lata.

Przeczytaj także:

Danuta Szaflarska

Inny Świat Danuty Szaflarskiej

Wywiad z Danutą Szaflarską

 

Posted in SYLWETKI, ZASŁUŻENI WILNIANIE, Świadectwa | Leave a Comment »

Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie.

Posted by tadeo w dniu 15 Luty 2017

Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko — Albert Einstein

Posted in Znalezione w sieci | Leave a Comment »

Ks. Orzechowski. Miałem dwie miłości: Edith Piaf i św. Tereskę

Posted by tadeo w dniu 14 Luty 2017

Ks. Orzechowski. Miałem dwie miłości: Edith Piaf i św. Tereskę

Do seminarium nie chciano go przyjąć. Bo skoro gra w filmach, to za dwa miesiące może wywinąć jakiś numer. A grał przez 15 lat, i to u boku największych sław. Mówi, że jest chyba jedynym w Europie aktorem, który został księdzem, a będąc księdzem nadal uprawiał swój zawód.

Na początku będzie Kraków. Tu bowiem znajdziemy aktorskie początki księdza Kazimierza Orzechowskiego. W mieście, które zawsze uwielbiał i uwielbia. – W mojej rodzinie był Iwo Gall, wielka postać związana z Redutą Osterwy. A ja jestem Gallów powinowaty. To było zaraz po wojnie. Ile ja wtedy miałem lat? Szesnaście. Poszedłem do Iwa w Krakowie, na Warszawską, i zaraziłem się teatrem. Tak, że chciał zostać aktorem. reklama Takim, o których Wyspiański pisał w „Studium o Hamlecie”: „To nie są błazny, chociaż błaznów miano, oklaskiem darząc, w oczy im rzucano, lecz ludzie, których na to powołano, by biorąc na się maskę i udanie, głosili prawdy wiecznej przykazanie”.

Zadebiutował w „Wiśniowym sadzie” w teatrze Wybrzeże. -A, takie tam statystowanie – bagatelizował ksiądz Kazimierz, kiedy siedzieliśmy u niego w Domu Aktora w Skolimowie. -Moje prawdziwe role przyszły dopiero w Krakowie: w Teatrze Młodego Widza i w Starym Teatrze. Grałem m.in. w „Opowieści zimowej” – księcia Floryzela, jedną z moich ulubionych ról, w „Świętej Joannie”, w „Antygonie” czy w „Cydzie” obok Danuty Michałowskiej, Leszka Herdegena, a reżyserował to Roman Zawistowski. Później przeniósł się do Teatru Polskiego, do Warszawy. I od razu zagrał Pazia w „Marii Stuart” obok wielkiej Niny Andrycz. – Pięć lat umierałem otruty na scenie u stóp Niny. A ona, co wieczór, chwytała mnie za kolana, huśtała i krzyczała z rozpaczy: „Paziu, dziecko ty moje”. A premier Cyrankiewicz, jej ówczesny mąż, mówił: Przeczytałem całego Słowackiego, ale nigdzie nie przeczytałem, że Maria Stuart ma łapać za uda swego Pazia” – uśmiechał się.

Chodziliśmy z księdzem Kazimierzem korytarzami Domu Aktora. Wspominał, opowiadał mi o aktorskiej pasji, przyjaźniach, o swej miłości artystycznej do Edith Piaf, Marleny Dietrich, Ireny Eichlerówny. Był ksiądz bardzo przystojny, pewnie dziewczyny się w księdzu kochały? – spytałam w pewnym momencie. Odpowiedział z uśmiechem: – Podobno. Z powodu urody dostawałem role amancików. A mnie ciągnęło do ról charakterystycznych. Amant to nudne indywiduum, nie ma co grać. Papierowa postać. Był zaprzyjaźniony z wieloma aktorami. Z Wołłejką, Dmochowskim, z Niną Andrycz do końca ich dni. – Pamiętam jak spacerowaliśmy z Niną po sopockim molo – jeszcze była premierową. A potem podbiegali do mnie różni ludzie i mówili: „Proszę księdza, tu jest taka prośba o mieszkanie dla syna, o wyjazd. Niech ksiądz to wręczy pani Andrycz”. I wręczał. A ona przekazywała premierowi.

Miał też innych wspaniałych kolegów: Władka Hańczę, a przede wszystkim Staszka Jasiukiewicza. Można powiedzieć, że był jego mistrzem aktorskim. -A jako człowiek głęboko wierzący, doprowadził mnie do Pana Boga – wspomina. – Najpierw do kościoła Sióstr Wizytek. Był czerwiec 1959 roku, msza. Stanąłem na górze, przy organach. Na ambonie w kształcie łodzi stoi ksiądz. Mówi kazanie i w pewnym momencie widzę, że jego palec zmierza w moją stronę wraz ze słowami: „Ty też zostawisz wszystko i pójdziesz za Chrystusem”. I stało się. Początkowo nie chcieli go przyjąć do seminarium, sądząc, że skoro aktor to pewnie szybko przejdzie mu myśl o kapłaństwie i wyleci. Zgodził się prymas Wyszyński. I dzięki prymasowi Kazimierz Orzechowski dostał w efekcie bardzo charakterystyczną rolę do zagrania, rolę życia. I to w momencie, kiedy miał zacząć próby „Kandyda”. – Ale Bóg chciał inaczej. Czułem, że dalej będę związany z artystami. I tak się stało, od razu zostałem kapelanem aktorów.

Wcześniej, 9 czerwca 1968 roku przyjąłem święcenia kapłańskie w archikatedrze warszawskiej z rąk prymasa Wyszyńskiego. Było nas dwudziestu jeden chłopa. Tego samego roku odprawiłem mszę prymicyjną w Krakowie, w obecności kardynała Wojtyły, mojej matki i aktorów. Widzisz, drogie dziecko, jak ten Kraków wciąż się przewija w moim życiu? Z artystami ma cały czas kontakt. Jest pensjonariuszem Domu Aktora w Skolimowie, był jego kapelanem. Codziennie o 16 odprawiał mszę świętą i przygotowywał kazania. To nie takie proste – twierdzi -żeby się nie powtarzać. :-Choć tu prawie wszyscy jesteśmy głusi i nawet gdybym zamiast kazania policzył do trzydziestu, to i tak bym usłyszał: Kaziu, jak pięknie powiedziałeś… Tak opowiadał mi ksiądz Kazimierz, gdy siedzieliśmy w kaplicy i tam właśnie, pierwszy i zapewne ostatni raz w życiu, prowadziłam wywiad. U stóp krucyfiksu. – Tu będę mówił tylko prawdę, nie ośmielę się kłamać – żartował.

Od ponad czterdziestu lat Kazimierz Orzechowski jest księdzem i aktorem . Choć teraz już nie gra, bo sił brak, to zagrał role drugoplanowe, jak sam podkreśla, w kilkudziesięciu filmach. Któż nie pamięta jego roli księdza w serialu „Złotopolscy”, w „Pannach z Wilka” – ta została dopisana przez Jarosława Iwaszkiewicza specjalnie dla niego na zamówienie reżysera Andrzeja Wajdy. A przecież był jeszcze „Dom”, „W labiryncie”, „Człowiek z żelaza” i ostatni „Jeszcze nie wieczór” Jacka Bławuta o pensjonariuszach Domu Aktora Weterana w Skolimowie. Pierwszym filmem księdza Kazimierza, jeszcze „w cywilu”, były „Spotkania” według Iwaszkiewicza. -Zagrałem tam dużą rolę Janka u boku Wieńczysława Glińskiego, Emila Karewicza. Po latach, kiedy Iwaszkiewicz umierał w szpitalu, byłem go wyspowiadać. Wtedy powiedziałem mu, że jako aktor grałem w jego pierwszym filmie, a teraz, jako ksiądz gram w ostatnim – dostałem rolę w „Pannach z Wilka”.

Ksiądz Kazimierz miał swoich przewodników duchowych, np. księdza Twardowskiego. Odwiedzał go u wizytek i słuchał wierszy. To był specjalista od poezji. Drugim był ksiądz Bozowski – ten z kolei specjalista od chuliganów. Miał wyraźne powołanie od Boga do nawracania chuliganów. Szedł gdzieś ulicą i oni go zaczepiali, albo on ich. Ksiądz Kazimierz jest od lat zafascynowany Edith Piaf. Nazywa ją Magdaleną XX wieku. I potrafi o Piaf nie tylko wspaniale opowiadać, ale też, już będąc księdzem, zrobił o niej monodram, z którym jeździł po Polsce.: -Piaf nieustannie podkreślała, że nigdy nie wolno wpadać w rozpacz. Wspominam ją, bo to jest moja artystyczna miłość. Kiedyś widziałem z nią wywiad w telewizji. Ostatni, którego udzieliła przed śmiercią. Na zakończenie dziennikarz zapytał: „Czy pani nie zwątpiła w Boga po tylu nieszczęściach, które na panią zesłał?”. A ona powiedziała: „Bóg nieszczęść nie zsyła. Przecież to jest Miłość”. Takie rzeczy mówią wielcy mistycy. W jednym z wywiadów ksiądz Kazimierz powiedział, że: „Pan Bóg lubi ludzi bezczelnych”. Spytałam – jak to należy rozumieć? Odpowiedział: Śmiałych, z tupetem.

Takich, którzy potrafią uderzyć pięścią w stół, tupnąć i krzyknąć, jak święta Teresa: „Coś Ty mi za wstyd zrobił, jak mogłeś mnie tak urządzić Panie Jezu? Nie dość, że się nie utopiłam to taki szkandał mi uczyniłeś”. A Pan Jezus Teresie mówi: „Nie dziw się, ja tak postępuję z moimi przyjaciółmi”. A ona na to: „To też się nie dziw, że masz ich tak mało”. Takie oto rozmowy z Panem Bogiem prowadziła wielka Teresa Hiszpańska Ahumada, reformatorka Karmelu. Taki jęzor miała. Cudowne, prawda? I tak też trzeba rozmawiać z Panem Bogiem. Kiedy pytałam księdza Kazimierza, czy nie żal było mu zostawiać teatr, film, światła reflektorów, uwielbienie widzów, odpowiedział: -Teraz kocham teatr w inny sposób. Rok po święceniach kardynał Wyszyński uczynił mnie duszpasterzem aktorów. Wspólne msze, choroby, pogrzeby i cierpienia. Gdy byłem po operacji nowotworu i jeszcze dwa lata ciężko chorowałem, aktorzy przychodzili do mnie na rozmowę, na spowiedź.

Pewnego razu zapukał człowiek, który wyrządził mnie i mojej matce największą krzywdę w życiu: „Czy mnie wyspowiadasz?”. A ja wtedy odpowiedziałem: „Zostałem kapłanem tylko dla jednej osoby- dla ciebie”. Warto więc było tę sutannę ubrać i święcenia przyjąć. Kiedy spytałam ks. Kazimierza, czy jest człowiekiem szczęśliwym, odpowiedział:- Pan Bóg sprawił, że tak. Może też dlatego, że moim przewodnikiem w życiu stały się słowa Psalmu XXIII: „Pan jest moim Pasterzem, nie brak mi niczego”. Tak, to mój Psalm. Każdy ma w życiu jakiś swój psalm. Trzeba go tylko umieć odczytać. Ksiądz Kazimierz Orzechowski pokazuje srebrny pierścień, który czasem nosi na palcu. Na nim wyryte są po hebrajsku pierwsze słowa tego psalmu. *** Kazimierz Orzechowski (ur. 3 marca 1929 w Gdańsku) duchowny, aktor. Absolwent PWST w Łodzi (1952). Święcenia kapłańskie przyjął 9 czerwca 1968 roku. Prowadził rozliczne pielgrzymki do Ziemi Świętej i Rzymu. W latach 1994-2009 pełnił funkcję kapelana Domu Aktora w Skolimowie. Od 1 listopada 2009 roku – rezydent w Domu Aktora. Jest jednym z bohaterów książki „Siła codzienności” oraz filmu dokumentalnego o sobie „Doświadczenie miłości”

Czytaj więcej: http://www.dziennikpolski24.pl/artykul/9204830,ks-orzechowski-mialem-dwie-milosci-edith-piaf-i-sw-tereske,id,t.html

Przeczytaj także:

Kapłan i aktor

Posłuchaj – POLECAM:

Monodram ks.Kazimierza Orzechowskiego o Edith Piaf

Ks. K.Orzechowski opowiada o Edith Piaf

Posted in Uncategorized | Leave a Comment »

Dzień Polaka- Narodowe święto Argentyny

Posted by tadeo w dniu 14 Luty 2017

apc-2017-02-14-20-08-001-3d

Jest tylko jedno miejsce na świecie, gdzie co roku obchodzi się Dzień Polaka. Jest to oficjalne święto narodowe Argentyny, ustanowione przez rząd  na cześć nas – Polaków. Dlaczego? Bo Polacy są odważni, pracowici i ciekawi. Zawsze mieli odwagę, żeby szukać swojego miejsca na ziemi i lepszego życia. Wielu z nich wyemigrowało do Ameryki Południowej.

Znalezione obrazy dla zapytania kiedy jest święto dzień polaka w argentynie - obrazy

Colonia Polaca w Sierra de Cordoba

„Día del Colono Polaco” – Dzień Polskiego Osadnika – ustanowiony w 1995 r., obchodzony jest  8 czerwca jako święto narodowe. Upamiętnia przybycie pierwszych Polaków do Argentyny na początku czerwca 1897 roku. Z tej okazji w Buenos Aires, pod auspicjami Ambasady Polski, Związku Polaków, organizacji: la Asociación Cultural Argentino Polaca oraz la Fundación Argentina, odbywa się tydzień imprez kulturalnych poświęconych Polsce i Polakom. Z czego wynika tak głęboki szacunek do Polaków?

Pojedynczy Polacy przybywali na tereny obecnej Argentyny już w pierwszej połowie XIX wieku. To właśnie w połowie XIX wieku zaczynają pojawiać się pierwsze polskie nazwiska, które następnie wielokrotnie przekręcane i zaadaptowane do fonetyki języka hiszpańskiego przetrwały do dzisiaj, nawet w rodzinach, które nie pamiętają swoich polskich korzeni.

http://violettapl.blogspot.com/2014/06/dzien-polaka-w-argentynie.html

 

Posted in Znalezione w sieci | Leave a Comment »

Abp Hoser- ,,Cztery godziny od śmierci,, – ,, to znaczy że jeszcze mam coś ważnego do wykonania

Posted by tadeo w dniu 12 Luty 2017

Arcybiskup Henryk Hoser zwrócił się do wiernych z diecezji warszawsko – praskiej z okazji Światowego Dnia Chorych. Biskup wyznał, że według lekarzy miesiąc temu „był cztery godziny od śmierci”. Abp Hoser podziękował lekarzom, którzy się nim opiekowali. -Jeżeli mi Pan Bóg zdrowie zwróci, to znaczy, że jeszcze mam coś ważnego do wykonania – stwierdził duchowny.

 

 

Opatrzność nie kazała długo czekać  ks. Arcybiskup Henrykowi  na odpowiedź co ma ważnego do wykonania.
Parę godzin po tym orędziu dowiedział się o swej nominacji przez Papieża na specjalnego wysłannika do Medziugorje.

Jak pewnie wiemy, po mimo zakończeniu pracy (2010-2014) specjalnej komisji Watykanu  ks. Kard Ruiniego d/ s Medjugorje i komunikacie Papieża ( 07.06.2015) że niebawem zostanie obwieszczone stanowisko, nic takiego nie nastąpiło.
Poprzedni rzecznik Watykanu o. Federico Lombardii SJ w lipcu 2016 powiedział o roboczej koncepcji mianowania w Medjugorje specjalnego przedstawiciela Stolicy Apostolskiej. Od tego czasu jest to pierwsza, konkretna decyzja Watykanu,  co do wypracowania nowego stanowiska w/ s Medjugorje. Zwłaszcza że rocznie przybywa tam ponad 2,5 mln ludzi. Trzeba nam dziękczynienia  za to  że Kościół hierarchiczny czyni działania aby oczyścić i uporządkować sprawy fenomenu medziugorskiego a dobrym sprawom nadać pieczęć Kościoła.

Polska i jej synowie zyskują na znaczeniu, budzą zaufanie. Prezydent Chorwacji
powierzyła parę dni temu listy uwierzytelniające Sekretarzowi Stanu prof. Krzysztofowi Marii Szczerskiemu do  zaproszenie Prezydenta Trumpa na lipcowy szczyt
Międzymorza .
Papież mianuje lekarza, misjonarza- zakonnika ks.abp Henryka Hosera którego ojciec i dziadek zginęli w powstaniu warszawskim specjalnym wysłannikiem do Medjugorje.
Patriarcha Wszechrusi apeluje w Dumie o zaprzestanie aborcji i stworzenie programu wspierającego dzietność, rodziny ( 500+ ?)

 

Posted in Filmy religijne, POLECAM, Religia | Leave a Comment »

Polska całkowicie się wali

Posted by tadeo w dniu 10 Luty 2017

Znalezione obrazy dla zapytania obrazy - Polska się wali

Nie można uwierzyć w to, że nawet niektórzy wytrawni dziennikarze TVN czy „Gazety Wyborczej” nie zauważyli prawdziwego powodu przyjazdu Pani Kanclerz Angeli Merkel do Polski. Dali się zwieźć ohydnej i durnej propagandzie pisowskiej, że Niemcy potrzebują teraz Polski. Niemcy nikogo nie potrzebują, to bzdura. Merkel przyjechała do Polski ze zwykłej litości dla Kaczyńskiego i z sentymentu do kraju, z którego pochodzi jeden z najwybitniejszych Polaków nowego stulecia Donald Tusk. Zresztą Berlin i tak wyrzucił już nas na totalny aut (out), chyba nawet do trzeciej a nie do drugiej prędkości w Europie. Przytomnie to zauważył Grzegorz Schetyna, który dostrzegł całkowicie opuszczoną Beatę Szydło na Malcie. Jakie to było żałosne, ale i smutne zarazem, i aczkolwiek. PiS niszczy Polskę na niespotykaną skalę, a to co mówią słynni amerykańscy aktorzy o naszym kraju jest wręcz przerażające: „seksistowska junta” , „faszystowska prowincja”, „Kołtunowo Europy”.  Tak to niestety wygląda, dlatego nasi wybitni aktorzy, jak choćby Krystyna Janda, muszą w Hollywood spuszczać nisko głowy ze wstydu, mają nawet długie migreny. Przez rok zniszczono relacje Polski ze wszystkim krajami: z Francją, z Niemcami, Rosją, Ukrainą, Czechami, Szwecją, Wielką Brytanią i nawet z  Jamajką. W kraju szaleje drożyzna, smog, głupota i prostactwo.

Dali tym biedakom i niedorajdom po 500 złotych na kolejne ich tam dziecko, żeby leżeli albo siedzieli na plaży i żarli frytki z rybą. Obsmarowani na twarzach tym starym tłuszczem z frytek, z tymi małymi pisowskimi oczkami zajadają się  nad tym brudnym i zimnym Bałtykiem, i sądzą, że są już w Europie. No i do tego taka załamka w Ameryce. Niestety, Platforma tu zawodzi. Nie powiedzą otwarcie, że Trump zagraża demokracji na całym świecie, że to kolejny, po Kaczyńskim, dyktator o faszystowskich zapędach, tylko tak bąkają niemrawo do tej kamery. Jedna Paulina Młynarska odważyła się na jakiś sensowny list do żony Trumpa, tej modelki Melanii, ale to za mało. Śmieją się z tej Polski na całym świecie, a już było przecież całkiem nieźle, prawie przez całe osiem lat czuliśmy, że nas doceniają, że zaczynamy się jakoś porządnie ubierać i jeść tiramisu. To wszystko jest teraz niszczone. Zamiast zadbanej fryzury, na głowach znowu króluje moher, który nienawidzi Europy i do tego ten polski „płytki,  niedouczony i fanatyczny katolicyzm”, jak trafnie go nazwał wielki Jerzy Stuhr.

Sądy niszczone, Trybunał zniszczony, gospodarka zdycha, wszędzie CBA tropi fałszywe faktury, armii już nie ma, zostali sami Misiewicze, a teraz chcą nam jeszcze rozwalić Warszawę, przyłączając jakieś grajdoły i dziury zabite dechą z pisowską tłuszczą w tle, która – a jakże by inaczej – chciałaby sobie od razu zamieszkać w Alei Róż. Tak się to poprzewracało w głowach, odkąd zabrano się za niszczenie europejskich elit, mądrości takich profesorów jak Balcerowicz Leszek. Jedna kobieta zmarła w lesie, a oni już mówią o zbrodni, o mafii warszawskiej, o złodziejskiej aferze reprywatyzacyjnej. Jeśli nawet jeden adwokat był pazerny, to przecież cała reszta palestry jest dumą Europy na czele z prof. Rzeplińskim. Szczują, szczują, atakują nawet sędziowskie rodziny podrzucając im elektroniczne gadżety. A tak poza tym, to cała wina spada na Lecha Kaczyńskiego, on wziął do siebie zgraję dorobkiewiczów, z którymi później musiała się męczyć Hanna Gronkiewicz – Waltz.

A teraz chcą jeszcze jakieś gminy dołączyć, żeby kołtuneria zanieczyściła liberalną i europejską stolicę. Ręce opadają, a już ten ich bunt w sprawie Tuska jest kompromitacją największą. Wszędzie chwalony, wszędzie znany, z każdym jest „na ju”, nawet bardziej niż Rysiek Petru (też fajny), a ci mu tu szykują więzienie, nową Berezę, do której wsadzano kwiat polskich komunistów. Nie ma przesady w tym, że każdy minister z PRL-u był lepszy od takiego Waszczykowskiego, mądry jest ten Piotr Misiłło z .N, on zrobi jeszcze karierę.  Ale na razie trzeba przerwać ten marazm, to czcze gadanie. Owszem, elity nie mogą biegać jak durne po ulicach, ale jak tylko ustąpi mróz, to PiS się ostatecznie skompromituje i skończy. Żałośni prostacy z 19.30.,  niedouczeni w obyciu i jedzeniu, zapatrzeni w małego dyktatorka, którego wiatr historii zdmuchnie już za miesiąc. Nadchodzi Wasz koniec!

   Tak działa, dzień w dzień, propaganda „Faktów” TVN na wyborców Platformy i Nowoczesnej. Sprawdzone.

http://benevolus.salon24.pl/755307,polska-calkowicie-sie-wali

Posted in Felietony, POLECAM | Leave a Comment »

Zespół pałacowo-parkowy Radziwiłłów w Białej Podlaskiej

Posted by tadeo w dniu 9 Luty 2017

apc-2017-02-09-13-13-001-3d

http://www.polska-z-powietrza.pl/zabytki-z-powietrza-drona/zespol-palacowo-parkowy-radziwillow-w-bialej-podlaskiej,p5314219

Posted in Moja mała Ojczyzna | Leave a Comment »

Piszczac z lotu ptaka

Posted by tadeo w dniu 9 Luty 2017

 

apc-2017-02-09-13-09-001-3d

 

http://www.polska-z-powietrza.pl/wsie-z-powietrza-drona/piszczac-z-lotu-ptaka,p15712430

Posted in Moja mała Ojczyzna | Leave a Comment »

Znalezione w sieci

Posted by tadeo w dniu 3 Luty 2017

„Popatrzcie na tych trutni z PO. Nie dosyć ze sami nic dla Polaków nie zrobili to jeszcze próbują uniemożliwić PIS-owi zrobienie czegoś dobrego dla nas. Toż gołym okiem widać jakie to szkodniki. Pozdrawiam wszystkich patriotów tych z lewa ze środka i z prawa- pamiętajcie Ludzie nie dzieła się na lewaków prawicowców i liberałów tylko na uczciwych (nazywanych przez złodziei głupcami) i na złodziei – którzy lubią jak się o nich mówi – zaradni i nowocześni”.

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/polska/news-aleksandra-jakubowska-w-rmf-pis-w-wielu-sprawach-ma-racje,nId,2347376#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Posted in Znalezione w sieci | Leave a Comment »

Msza święta o beatyfikację o. Józefa Andrasza.

Posted by tadeo w dniu 31 Styczeń 2017

1 lutego mija 54. rocznica śmierci jezuity o. Józefa Andrasza, spowiednika św. Faustyny Kowalskiej. Tego dnia w jezuickim kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Nowym Sączu zostanie odprawiona Msza święta o jego beatyfikację.

plakat-kosciol-kolejowy

Nastąpi też pierwsze wykonanie utworu ku czci o. Andrasza. Po Mszy promotorka kultu, Stanisława Bogdańska, wygłosi konferencję o zakonniku.

Podczas Mszy o godz. 18 zostanie wykonany utwór „Ad maiorem Dei gloriam” („Na większą chwałę Boga” – dewiza jezuitów), do którego muzykę napisali Maciej Cisło i Jakub Hubicki. Utwór wykona organista Tomasz Wolak. Transmisja Mszy na stronie: radio.kolejowa.pl

O. Józef Andrasz (1891-1963) zajmował się kierownictwem duchowym św. Faustyny w nowicjacie i pod koniec jej życia – w sumie dwa i pół roku. Jak wiadomo z „Dzienniczka”, to właśnie on upewnił św. Faustynę na początku jej duchowej drogi, że zadanie przekazane jej przez Pana Jezusa jest prawdziwe i że powinna je wypełnić. Jest najczęściej wymienianym kapłanem (59 razy) w zapiskach Apostołki Bożego Miłosierdzia.

W 1943 r. zainicjował w Łagiewnikach publiczne nabożeństwa ku czci Bożego Miłosierdzia i poświęcił obraz Jezusa Miłosiernego. Napisał też pierwszą (nieukończoną) biografię św. Faustyny. Był cenionym rekolekcjonistą i spowiednikiem, tłumaczył i wydawał książki, był duszpasterzem kilku katolickich organizacji. Na Sądecczyźnie, skąd pochodził (urodził się w Wielopolu k. Nowego Sącza) od kilku lat rozwija się jego kult.

O Andrasz miał w zwyczaju swoje listy do penitentów podpisywać „+ ojciec”, „+ ojcowski” . Jawi  się on jako patron czcicieli pierwszej Osoby Trójcy Przenajświętszej – Boga Ojca Miłosiernego. To do Boga Ojca  zwracamy się w koronce do Bożego Miłosierdzia.

Ojciec Andrasz był gorącym propagatorem tej modlitwy z racji towarzyszenia siostrze Faustynie w jej duchowej drodze. Po jej śmierci zadbał, aby zebrać w miejscu źycia i pracy siostry Faustyny wspomnienia po przyszłej świętej. Zostały udokumentowane i okazały  się bezcenne  po wielu latach,  kiedy ruszył jej proces beatyfikacyjny.

Podobnie jak jego  patron – św. Józef doprowadził do chwały ołtarzy kilka osób a sam pozostał w cieniu.

Opatrzność Boża wynagrodziła  jego trud i cierpienia związane z krzewieniem kultu Bożego Miłosierdzia w formach przekazanych przez P. Jezusa  św. Faustynie – Łagiewniki stały się Światowym Centrum Bożego Miłosierdzia a obraz z Łagiewnik- Jezu Ufam Tobie którego powstanie nadzorował jest najbardziej rozpowszechnionym i czczonym na świecie.

Ojciec Jozef Andrasz SJ staje się  wzorem cichej, pokornej pracy kapłana i patronem osób, które modlą się o świętość  kapłanów. Cały czas powstają ,,Margaretki”, kręgi modlitewne za kapłanów przez wstawiennictwo ojca Andrasza.

Sądecki Pielgrzym

Posted in Święci obok nas | Leave a Comment »

Ks. Jan Twardowski)

Posted by tadeo w dniu 30 Styczeń 2017

„W życiu musi być dobrze i niedobrze. Bo jak jest tylko dobrze,
to jest niedobrze.”

15672549_1327740253954745_7364196481215275702_n

Posted in Porady różne, Religia | Leave a Comment »