WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Posted by tadeo w dniu 3 listopada 2015

PRAWDA JEST JEDNA I MOŻNA SIĘ KU NIEJ PRZYBLIŻAĆ, CHOCIAŻ TUTAJ NA ZIEMI NIGDY NIE POZNAMY JEJ DO KOŃCA.

ALE KIEDYŚ POZNAMY, BO OSTATECZNIE JEST NIĄ SAM BÓG.

JEDNA, JEDYNA KOMUNIA ŚWIĘTA MA WIĘKSZĄ WARTOŚĆ NIŻ WSZYSTKIE BOGACTWA ŚWIATA.

Kiedy wybije nasza ostatnia godzina, ustanie bicie naszego serca, wszystko się dla nas skończy, a więc i czas naszego zasługiwania i niezasługiwania. Takich jakimi jesteśmy, spotka nas śmierć i tacy staniemy przed Chrystusem, Sędzią. Nasze błagalne wołania, nasze łzy, nasze akty żalu, które jeszcze na ziemi zdobyłyby serce Boga, mogłyby z nas, grzeszników, uczynić – przy pomocy sakramentów – ludzi świętych; ale w owym momencie nie będą miały żadnej wartości; czas miłosierdzia minie i rozpocznie się czas sprawiedliwości – ojciec Pio.

bogciebie11

Reklamy

Posted in Kontakt, Miłosierdzie Boże, Religia, Św. Faustyna | 4 Komentarze »

Jeszcze POLSKA nie zginęła…

Posted by tadeo w dniu 26 października 2015

Wielokroć upokorzony czekałem na tą chwilę wiele lat. Osobiście bardzo się wzruszyłem… Tyle lat czekania, tyle momentów bezsilności i nieraz zniechęcenia. Warto było czekać!!!!!  Dzisiaj obudziłem się w innym – lepszym państwie.

Zwyciężyła POLSKA – ojczyzna moich marzeń.

Polska znów jest polska, Polska jest wolna, odzyskaliśmy suwerenność i wolność.  Wreszcie czuję się jak we własnym domu. 

Posted in POLECAM | 2 Komentarze »

Z dziejów obszaru gminy Zalesie

Posted by tadeo w dniu 8 Maj 2018

ZALAPC - 2018.05.08 18.36 - 001.3d

Z dziejów obszaru gminy Zalesia.pdf

Posted in Historia, Moja mała Ojczyzna, Uncategorized | Leave a Comment »

Od lęku do miłosierdzia i uwielbienia – Anna Kuraś

Posted by tadeo w dniu 29 kwietnia 2018

Wstrząsające świadectwo Anny, która z Bożego dopustu doświadczyła czym jest realna obecność złego ducha i jego nienawiść do każdego człowieka. Wszystko zmieniło się w chwili, gdy Anna uwierzyła, że tylko Jezus Chrystus jest jej Królem i Zbawicielem, a życie doczesne jest walką o życie wieczne.

Rejestracja: ks. Sławomir Kostrzewa

Posted in Świadectwa | Leave a Comment »

Wschód i Zachód a Polska – prof. Tadeusz Zieliński (1935)

Posted by tadeo w dniu 28 kwietnia 2018

APC - 2018.04.28 12.58 - 001.3d

http://www.pbc.biaman.pl/dlibra/docmetadata?id=32524&dirds=21&tab=

Posted in Historia, Książki (e-book), Polskie Kresy, Uncategorized | Leave a Comment »

Dzieje Parafii Horbów

Posted by tadeo w dniu 22 kwietnia 2018

Horbów APC - 2018.04.22 14.21 - 001.3d

http://gminazalesie.pl/horbow/images/banners/Dzieje%20Parafii%20Horbw_Romualda_Elbieta_Krzeska.pdf

Posted in Historia, Moja mała Ojczyzna, Uncategorized | Leave a Comment »

Wołyń 1943

Posted by tadeo w dniu 17 kwietnia 2018

Wstrząsające… Nieludzkie… Przerażające…
„Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary!”

Lech Makowiecki – Wołyń 1943

 

Czy pamiętasz Panie Boże
Nad Wołyniem łunę krwawą
I ten krzyk z płonącej chaty
Mordowanych przez sąsiadów.
Chyba byłeś w tamtej porze
Gdzieś po innej stronie świata,
Bo byś pewnie się zasmucił i przystanął i zapłakał…

Czy słyszałeś modłę Panie,
Oczy ojca czy pamiętasz,
Gdy hańbili córkę jego
Banderowcy jak zwierzęta…
On na drzwiach ukrzyżowany
Błagał „Zmiłuj się nad nami!”
Zlitowali się oprawcy
Skłuli oczy bagnetami…

Czy widziałeś Ojcze Święty
Patrząc z góry przez firmament
Dzieci śliczne jak aniołki
Na sztachety powbijane…
Kto je teraz poprowadzi
Na spotkanie z Tobą Boże,
One przecież takie małe
Zbłądzą same w tych przestworzach…

Czy spamiętasz Panie Świata,
Męczenników tych z Wołynia,
Umierali z myślą o Tej,
która nigdy nie zaginie.
Polska o nich zapomniała,
rozpłynęła się w oddali,
Czasem drżąca ręka starca
świeczkę jeszcze tu zapali.
Porastają chwastem zgliszcza,
groby toną w bujnej trawie,
Jutro już nie będzie komu
świeczki za Nich tu postawić

Posted in Historia, Wiersze | Leave a Comment »

Święty Andrzej Bobola

Posted by tadeo w dniu 17 kwietnia 2018

APC - 2018.04.17 15.03 - 001.3d

Pamiętamy, że 17 kwietnia 1938 roku został kanonizowany Andrzej Bobola. Polski duchowny katolicki, jezuita, misjonarz, kaznodzieja, męczennik, święty Kościoła katolickiego, autor tekstu ślubów lwowskich króla Jana Kazimierza, a przede wszystkim Patron Kresów Wschodnich.

Andrzej Bobola pochodził ze szlacheckiego rodu, osiadłego w Małopolsce, pieczętującego się herbem Leliwa. Jego ojciec Mikołaj Bobola był dzierżawcą sołectwa strachocińskiego, wchodzącego w skład dóbr królewskich. W 1606, gdy rozpoczynał studia, zginął jego kuzyn Wojciech Bobola w bitwie pod Moskwą.

W latach 1606–1611 studiował w szkole jezuickiej w Braniewie, a następnie 31 lipca 1611 wstąpił do tego zakonu i nowicjat odbył w Wilnie. Mistrzem-spowiednikiem Andrzeja Boboli w nowicjacie był ks. Wawrzyniec Bartilius – jezuita, filozof i teolog.

Śluby zakonne złożył 31 lipca 1613. W latach 1613–1616 studiował filozofię na Uniwersytecie Wileńskim; w latach 1618–1622 studiował tam również teologię, nie zdał jednak ostatniego, najważniejszego egzaminu. 12 marca 1622 otrzymał święcenia kapłańskie.

Przez rok był rektorem kościoła w Nieświeżu (1623–1624), gdzie wspólnie z księciem Albrychtem Stanisławem Radziwiłłem dążył do uroczystego uznania w ślubowaniach przez Króla Polski, Matki Bożej: Królową Polski, co zostało spełnione we Lwowie 1 kwietnia 1656. W latach 1624–1630 był kaznodzieją i spowiednikiem w kościele św. Kazimierza w Wilnie. Sprawował też funkcje rektora i doradcy prepozyta w tym kościele.

2 czerwca 1630 złożył profesję (ślubowanie) czterech ślubów zakonnych w kościele św. Kazimierza w Wilnie, po czym został superiorem (przełożonym) domu zakonnego w Bobrujsku w latach 1630–1633. Następnie pracował w Płocku (1633–1636) i (1637–1638) jako prefekt kolegium i kaznodzieja, w Warszawie jako kaznodzieja (1636–1637). Kolejne cztery lata (1638–1642) spędził w Łomży, będąc doradcą rektora, kaznodzieją i dyrektorem szkoły humanistycznej. W okresie od 1642–1646 przebywał w Pińsku i okolicach prowadząc rozwiniętą działalność ewangelizacyjną, a w latach 1646–1652 ze względów zdrowotnych przebywał w Wilnie, przy kościele św. Kazimierza, głosząc kazania i prowadząc wykłady oraz misje. Wrócił ponownie na ziemię pińską, podejmując szeroko zakrojoną ewangelizację – znany jest jako Apostoł Pińszczyzny lub Apostoł Polesia.

Jezuita Jan Łukaszewicz SJ, który osobiście znał Andrzeja Bobolę, przekazał pewne cechy jego wyglądu, stwierdzając m.in.: Andrzej był średniego wzrostu, o zwartej muskularnej i silnej budowie ciała. Twarz miał okrągłą, pełną, policzki okraszone rumieńcem, przez jasną, przyprószoną siwizną, fryzurę, z lekka przeświecała łysina. Powagi dodawała twarzy siwiejąca, nisko strzyżona broda.

Biografowie jego życia twierdzą, że po męczeńskiej, heroicznej śmierci ukazywał się on w widzeniach wielu osobom, które to potwierdziły, m.in. 16 kwietnia 1702 ks. Marcinowi Godebskiemu SJ, rektorowi kolegium jezuickiego w Pińsku, a później ukazał się również zakrystianowi podpowiadając, aby szukano jego świątobliwego ciała, pochowanego w kościelnej krypcie. Potem w 1819 dominikaninowi o. Alojzemu Korzeniowskiemu OP w Wilnie, przepowiadając w wizji zmartwychwstanie Polski.

Więcej na temat życiorysu świętego, a szczególnie jego męczeńskiej śmierci można przeczytać w źródle, z którego pochodzi powyższy tekst. Ostrzegamy jednak, że sam opis okoliczności śmierci Andrzeja Boboli jest przeznaczony jedynie do osób o bardzo mocnych nerwach. Link poniżej. Udostępnij ten post.

Źródło: http://www.rakowiecka.jezuici.pl/sanktuarium-11413/muzeum-sw-andrzeja-boboli-11438

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/aleszumm/sw-andrzej-bobola-patron-kresow-wschodnich-i-wielkiego-zwyciestwa-inicjator-powolania

Posted in Religia, Święci obok nas | Leave a Comment »

o. Wiesław Nazaruk OMI – Świadectwo – Przeżyłem śmierć, rozmawiałem z Jezusem, widziałem niebo

Posted by tadeo w dniu 14 kwietnia 2018

Zapis spotkania o. Wiesława ze wspólnotą Epifania w parafii Chrystusa Króla w Poznaniu, które odbyło się 31.01.18 r.

https://gloria.tv/video/1fxPSWxV2khi1rb7oqVE1tNnR

Posted in Religia | Leave a Comment »

Po śmierci pozostawcie nas przez dłuższą chwilę w domu i nie kremujcie naszych ciał

Posted by tadeo w dniu 12 kwietnia 2018

Maria Simma (1915-2004) to prosta mistyczka z Austrii, która miała łaskę kontaktu z duszami czyśćcowymi. Trzykrotnie usiłowała wstąpić do klasztoru, ale ze względu na stan zdrowia za każdym razem spotykała się z odmową. Od 1940 r. zaczęła mieć widzenia dusz czyśćcowych. Widzeniom tym towarzyszyły dotkliwe cierpienia fizyczne.

Teolodzy i psychiatrzy wielokrotnie badali Marię Simmę i nie dopatrzyli się śladów oszustwa czy choroby psychicznej.

W rozmowie z dziennikarzem Nickiem Eltzem opisuje ona swoje życie, doświadczenia i przekazuje przesłanie, które usłyszała od dusz w Czyśćcu ciepiących.

Czy dusze wspominały pani o pogrzebach?
Maria Simma: – Przede wszystkim dusze wolą pozostać w swoich domach przez dłuższą chwilę, a nie zostać od razu przetransportowane do kostnicy. Miejsca takie jak kostnice nie sprzyjają modlitwom w intencji dusz. Dusze potrzebują modlitw, które są odmawiane jeszcze w domu, a najczęściej zarówno dusze jak i modlitwy zostają zaniedbywane, ponieważ zbyt szybko zabiera się z domu ciała. Poza tym dusze oglądają swoje własne pogrzeby. Są one w stanie powiedzieć, kto się za nie modli, a kto jest po to tylko, by się pokazać. Słyszą też co o nich mówimy. Łzy nie mają tu znaczenia, łzy są konieczne dla naszego uzdrowienia, ale nie dla nich. Pogrzeby powinny być jak najprostsze i przygotowywane z wielkim sercem i miłością.

Jakie aspekty dzisiejszych pogrzebów mogą się duszom nie podobać?
– Nie lubią , gdy mówi się o nich fałszywie, nawet, jeśli prawda nie zawsze jest atrakcyjna. Mowy pogrzebowe muszą być szczere, jeśli za ich pomocą chcemy im pomóc w przejściu do wieczności. Rodzina musi przyjąć do wiadomości i wyznać grzechy tej duszy, powierzając je w modlitwie Panu Jezusowi. Dusze nie lubią wystawnych pogrzebów.
Nie podoba im się kremacja, ani to, że ich ciała są oddawane dla celów naukowych bądź do szpitali. Rozsypywanie prochów z samolotu lub wrzucanie ich do oceanu jest śmieszne i nikomu nie przynosi żadnej korzyści, a wręcz dusze nad takim czymś boleją, ponieważ przez to żyjący najprawdopodobniej zapomną o nich, zamiast otaczać ich regularną modlitwą i uczynkami miłości.  Kościół dał pozwolenie na kremację tylko po to, by ukrócić świętokradztwa. To kolejna decyzja podyktowana polityką, bynajmniej niepomocna ani uświęcona.
Nie podoba im się nic, co nie pomaga w modlitwie, albo co zniekształca prawdę o tym kim są. Wspominanie ich przed Panem Jezusem polega właśnie na tym, by zebrać wszystkie elementy ich życia, by tworzyć całość, orędować za nimi i świadczyć dobro, że świadczenia którego nie wywiązywali się za życia zbyt sumiennie.
Przypomina mi się pewna dusza, która zawitała u mnie pewnego dnia. Pewnego popołudnia szłam akurat w stronę domu i napotkałam bardzo starą kobietę. Kobieta skierowała się w moją stronę wyglądała na smutną, zapytałam ją, dlaczego tak chodzi całkiem sama, skoro robi się późno. Powiedziała: „Nikt o mnie nie dba, nie ma dla mnie miejsca u nikogo i muszę spać na ulicy”. Zastanowiłam się po czym zaoferowałam, że mogę ją przyjąć do siebie. O razu poweselała i odparła: „Tego własnie potrzebowałam”.  I zniknęła. Później dowiedziałam się że w pewnym momencie życia ta kobieta odesłała z kwitkiem człowieka znajdującego się w prawdziwej potrzebie i przez to musiała przebywać w czyśćcu aż do dnia, gdy ktoś jej nie przygarnie do siebie. W ten sposób zadośćuczyniłam za ten grzech i został on odpokutowany. Zadośćuczynienie jest ZAWSZE konieczne, a jeśli my dobrowolnie się go nie podejmiemy. Bóg się o to zatroszczy.

Czy dusze wspominały coś jeszcze o złych praktykach pogrzebowych?
– Wybierając dom pogrzebowy najbezpieczniej jest wybrać taki, który jest związany z porządnym chrześcijańskim kościołem, najlepiej w tym,w którym zmarła modliła się za życia. To zagwarantuje że szczątki naszych bliskich nie zostaną zbezczeszczone.

Czy dusze mówiły coś, o utrzymywaniu nagrobka po pogrzebie?
– Grób powinien być skromny i pielęgnowany z miłością. Powinno się go regularnie skrapiać wodą święconą. Powinno się na nim umieszczać stale zapaloną poświęconą świecę. Dusze czyśćcowe potrzebują tych znaków i bardzo je doceniają. Odwiedziny na grobach są również mile widziane, pomagają zarówno im jak i nam, bardziej niż myślimy.

Istnieją dziś cmentarze, gdzie z powodów praktycznych płyty nagrobne są kładzione na ziemię, tak aby mogły przejeżdżać po nich kosiarki.
– To się nazywa lenistwo i brak miłości ze strony rodziny. Z tego powodu dusze muszą dłużej cierpieć niż inne. Każdy, najmniejszy gest pomaga duszom i nam również, ponieważ dusze wstawią się za nami, gdy będziemy potrzebowali ochrony i pomocy. Nawet jeśli umyjemy okna z miłości do dusz, będzie to miało dla nich duże znaczenie!

Jak długo grób powinien być pielęgnowany?
– Podobnie jak w innych kwestiach, i tu kontynuacja powinna objąć przynajmniej trzy pokolenia. Ponieważ jest w Biblii napisane, że grzechy ojców przechodzą na nas na trzy lub cztery pokolenia. W związku z tym nasze modlitwy powinny obejmować kilka pokoleń, również tych przodków, których niekoniecznie znaliśmy osobiście. Bardzo dobrze, gdy dzieci są tak wychowywane, że interesują się swoimi dziadkami i pradziadkami. W dzisiejszym społeczeństwie rodziny tak często przeprowadzają się w pogoni za lepszym pieniądzem, możliwościami lub większym domem, że może to prowadzić do dezorientacji. Czy zdajemy sobie sprawę w głębi serca, że wszyscy ludzie muszą w pewnym momencie powrócić „do domu”? Szatan rozpędza rodziny na wszystkie strony świata.

Na podstawie książki::Uwolnijcie nas stąd! O duszach czyśćcowych z Marią Simmą rozmawia Nicky Eltz”

(Autor książki chcąc szczególnie zadbać ,by wszystko w książce odpowiadało prawdzie ,zrobił trzy rzeczy: Najpierw poprosił teologów aby ją przeczytali tak krytycznie jak tylko możliwe. Żaden z nich nie zgłosił żadnej obiekcji. Następnie wziął książkę do egzorcysty słyszącym głosy i czującego fizycznie, czy w książce nic nie jest oszustwem, egzorcysta po modlitwie stwierdził że w książce nie ma nic złego. W końcu aby mieć absolutną pewność, Maria Simma dostała pozwolenie aby zapytać się dusz w czyśćcu, czy zgadzają się z całą treścią książki. Odpowiedź dusz brzmiała: „Nie mamy żadnych zastrzeżeń.”)

https://gloria.tv/article/mAFrUtzwsSPA2ZFYV1Xa1uDXc

Przeczytaj także:

MOJE PRZEŻYCIA Z DUSZAMI CZYŚĆCOWYMI – MARIA SIMMA

Ważne ostrzeżenie – Maria Simma (mp3)

Niesamowite świadectwo – o duszach czyśccowych

Posted in Religia | Leave a Comment »

Katoliczka w sądzie

Posted by tadeo w dniu 6 kwietnia 2018

Jenny Smith zostaje wezwana na świadka. Podkreśla, że nic złego nie zrobiła. Sędzia przypomina jej, że świadek tylko odpowiada na pytania. Dziewczyna dostaje tylko dwa pytania: czy nazywa się Jenny Smith i czy jest katoliczką. Na oba odpowiada twierdząco, po czym słyszy, że adwokat nie ma więcej pytań. Dziewczyna została oskarżona o bycie katoliczką. – Czy to przestępstwo? – pyta i słyszy odpowiedź, że tak. Nagle do sali wbiega obrońca dziewczyny i zaczyna wyjaśniać sprawę. Podkreśla, że połowa katolików w Ameryce nie praktykuje swojej wiary i do tej grupy należy również Jenny.

Następnie obrońca po serii kilku pytań udowadnia Jenny, że bycie chrześcijaninem to nie tylko noszenie krzyżyka na piersi, to nie tylko akceptacja tego, co wpoili rodzice, to nie przymusowy wyjazd w ramach wolontariatu. Po obejrzeniu nagrania z pewnością wielu z nas może zadać sobie podobne pytanie: czy ja naprawdę jestem katolikiem, czy tylko za takiego się uważam.

Posted in Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

Oczy Maryi żyją

Posted by tadeo w dniu 31 marca 2018

 Graziako/Niedziela

Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe, obecny na indiańskim płaszczu uplecionym z włókien agawy, od prawie pięciu wieków spędza sen z powiek zatwardziałym agnostykom i wielu naukowcom. O jego tajemnicy z Ewą Kowalewską rozmawia Bernadeta Grabowska.

BERNADETA GRABOWSKA: – Czym jest acheiropoietos?

EWA KOWALEWSKA: – Wolę sformułowanie „nerukotvornyj”, a więc dzieło niewykonane ręką ludzką. Na świecie istnieją trzy takie wizerunki, ukazujące Zbawiciela i Niepokalaną: Całun Turyński, Chusta z Manoppello oraz Tilma św. Juana Diego, na której jest cudownie „zapisany” obraz Maryi Panny. Mówi się błędnie o tych dziełach, że nie mają one autora. Tymczasem ich pochodzenie jest niezwykłe, ponadnaturalne. Wpatrując się w nie, kontemplujemy oblicze samego Boga i jego Matki. To wielka, święta tajemnica. Obcujemy bowiem z czymś, co przekracza nasze ludzkie granice pojmowania. Obraz Matki Bożej z Guadalupe został namalowany ręką Matki Bożej na słabym jakościowo płótnie – z włókien agawy – niemal pięć wieków temu i trwa nienaruszony po dziś dzień…

– Jak doszło do jego powstania?

– 9 grudnia 1531 r. Matka Boża ukazała się prostemu człowiekowi, Indianinowi Juanowi Diego. Zwróciła się do niego w jego ojczystym języku nahuatl z prośbą o wybudowanie na wzgórzu Tepeyac świątyni ku Jej czci. Juan Diego udał się z tą prośbą do biskupa Juana de Zumárragi. Ten jednak – trudno się dziwić – nie uwierzył mu, ale poprosił Juana o jakiś znak. Podczas kolejnego objawienia Madonna kazała Indianinowi wejść na szczyt wzgórza Tepeyac. Jakież było jego zdziwienie, kiedy spostrzegł morze kwiatów – róż kastylijskich, niespotykanych o tej porze roku i w tym rejonie. Przepiękna Pani poleciła Juanowi nazbierać całe ich naręcze i schować do tilmy. Ten natychmiast udał się do biskupa i w jego obecności rozwiązał swój płaszcz. Na podłogę wysypały się kastylijskie róże, a biskup i otaczający go ludzie uklękli w zachwycie. Jednak to nie kwiaty zrobiły na nich takie wrażenie.

– Na tilmie ukazał się wizerunek Maryi…

– Tak, na rozwiniętym płaszczu uwidoczniona była jakby fotografia Madonny. Wszystkim zebranym ukazał się przepiękny wizerunek Matki Bożej ubranej w różową szatę. Jej głowę przykrywał błękitny płaszcz ze złotą lamówką i gwiazdami. Maryja miała złożone ręce, a pod Jej stopami był półksiężyc. Zebrani oniemieli, oniemiał również sam Juan Diego, który nie spodziewał się, że Matka Boża wykorzyta jego stary płaszcz, aby namalować na nim samą siebie…

– Czy naprawdę możemy wierzyć w to, że historia o cudownej Tilmie z Meksyku to nie ciekawa legenda, ale rzeczywistość sprzed prawie pięciu wieków?

– Jest wiele argumentów, które wskazują na to, że wizerunek Matki Bożej to obraz nieuczyniony ludzką ręką. Jednym z nich jest ten, że pomimo licznych naukowych badań nie można określić, jaką techniką obraz został wykonany, jakich barwników użyto przy jego powstaniu. Co więcej, zdjęcie w podczerwieni wykazało brak śladów pędzla, a sam wizerunek wskazuje bardziej na technikę wykonania zdjęcia polaroidem… Potwierdził to m.in. laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii – Richard Kuhn, który ustalił, że nie ma na obrazie śladu ani farb organicznych, ani mineralnych. Na uwagę zasługuje również niebywała trwałość materiału. Płaszcz utkany z liści agawy wytrzymuje nie więcej niż 20-30 lat. Tymczasem niemalże w 500 lat po „różanym cudzie” tkanina z wizerunkiem Madonny pozostaje tak mocna, jak tamtego grudniowego dnia.

– To nie jedyne cudowne znaki ukryte w wizerunku Matki Bożej z Guadalupe…

– Obraz Matki Bożej z Guadalupe zawiera znacznie więcej ukrytych symboli i znaków, które przybliżają nas do Bożej Tajemnicy. Jesteśmy niczym Jan, który nawiedził grób po zmartwychwstaniu Chrystusa – „ujrzał i uwierzył” (J 20, 8). Podobnie i my, kontemplując ikonę Madonny z Meksyku, przyjmujemy wiarą, ale i rozumem prawdę o Boskim pochodzeniu obrazu.

– Trudno się oprzeć wrażeniu, że Bóg przychodzi z pomocą naszej wierze, która często potrzebuje wzmocnienia…

– Bóg zawsze wychodzi naprzeciw człowiekowi. Daje wiele możliwości „spotkania”. W wizerunku Morenity z Guadalupe jednym z bardziej fascynujących elementów są oczy Matki Bożej. Otóż przy pomocy silnie powiększającego szkła możemy zauważyć w źrenicach Madonny rzecz niebywałą – wizerunek brodatego mężczyzny, podobnego do tego z najstarszych wizerunków Juana Diego. Podobny obraz odnaleziono w drugiej źrenicy Matki Bożej. Podczas badania oftalmoskopem okazało się, że światło skierowane na źrenicę Madonny reaguje refleksem, dając wrażenie wklęsłej rzeźby. Takie zjawisko nie zostało zaobserwowane na żadnym innym obrazie świata. Oznacza to, że oczy Matki Bożej z Guadalupe załamują światło dokładnie tak, jak ludzkie, żywe oczy. Co więcej, dr José Aste Tönsmann, który poświęcił badaniu oczu Matki Bożej z Guadalupe połowę swojego życia, odkrył zadziwiające zjawisko. Otóż przy powiększeniu na źrenicach Madonny widoczna jest dokładnie scena z 12 grudnia 1531 r., kiedy na tilmie pojawił się wizerunek. Widać 13 osób, jak gdyby zastygłych w bezruchu – Indianina siedzącego ze skrzyżowanymi nogami, biskupa Zumárragę, jego tłumacza Gonzaleza, Juana Diego z otwartą tilmą, czarnoskórą dziewczynę i indiańską rodzinę. Oczy Maryi żyją.

– Jak my, katolicy, powinniśmy traktować ten obraz?

– Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe jest jednym z najbardziej znanych na całym świecie. Bez wątpienia nie jest on zwykłym wizerunkiem religijnym. Jest ikoną, niosącą ze sobą konkretny przekaz ewangelicznych treści. Maryja ukazana jest jako „Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12,1). Świetliste promienie widoczne na ikonie to typowy krąg spotykany w ikonach, zwany mandorlą. Wiele mówi również symbolika kolorów – niebieski oznacza nieśmiertelność i wieczność mieszkańców nieba, różowy oznacza Bożą miłość i męczeństwo za wiarę. Królewskość Niewiasty wyraża się w pięknym, złotym oblamowaniu płaszcza. Wizerunek Madonny z Guadalupe to otwarta księga, pełna znaków i symboli… Im bardziej się w nie zagłębiamy, tym większe zdziwienie wobec dzieł Bożych pojawia się w naszym sercu.

– Dlaczego Maryja wybrała na miejsce swoich objawień w tamtym czasie Meksyk?

– Kiedy Maryja objawiła się Juanowi Diego, był to trudny czas ewangelizacji Meksyku. Do momentu inwazji konkwistadorów Aztekowie oddawali cześć różnym pogańskim bóstwom, pośród nich Quetzalcoatlowi w postaci węża. Ich przekonanie o potrzebie oddawania czci bożkom było wyjątkowo silne. Wierzono, że trzeba ich karmić krwią i sercami ludzkich ofiar. Oblicza się, że rocznie Aztekowie składali ok. 50 tys. ofiar z ludzi. Święta Panienka z Guadalupe miała prosić Juana Diego, aby nadał Jej wizerunkowi tytuł „Guadalupe”. Tymczasem „Guadalupe” jest przekręconym przez Hiszpanów słowem „Coatlallope”, które w nahuatl znaczy „Ta, która depcze głowę węża”. Indianie spostrzegli, że Maryja nie jest jakąś „zwykłą boginią”. Zrozumieli, że jest silniejsza od czczonych przez nich bóstw. Odczytując symbolikę obrazu z Guadalupe zgodnie z azteckim kodeksem, a więc dokumentem, który za pomocą obrazków miał przekazać najważniejsze prawdy Azteków, możemy być zaskoczeni ogromem indiańskich symboli zawartych w wizerunku. Dzięki temu Indianie rozpoznali w Maryi swoją największą Królową. W ciągu zaledwie 6 lat po objawieniach aż 8 mln Indian przyjęło chrzest. Dało to początek ewangelizacji całej Ameryki Łacińskiej. to był prawdziwy cud Matki Bożej, Jej wielkie zwycięstwo. Jan Paweł II nazywał Maryję z Guadalupe Gwiazdą Ewangelizacji.

– Dlaczego Morenitę z Guadalupe nazywa się patronką życia poczętego?

– Obraz Matki Bożej z Guadalupe jest szczególnie bliski wszystkim broniącym ludzkiego życia. Na swoim cudownym autoportrecie Matka Boża przedstawiła się w stanie błogosławionym. W samym centrum wizerunku, na łonie Maryi jest widoczny czteropłatkowy kwiat, przez Meksykanów nazywany Nahui Olin – Kwiatem Słońca. To symbol pełni i nowego życia. Ten niezwykły kwiat, umieszczony na łonie Maryi, z całą pewnością oznacza, że była Ona brzemienna. Dodatkowo Niepokalana ma czarną szarfę na talii, która symbolizuje stan odmienny.

– Jakie było przesłanie Matki Bożej z Guadalupe, co Maryja chce nam powiedzieć dzisiaj?

– Maryja na przestrzeni wieków ukazywała się zawsze najbiedniejszym, odrzuconym. W Lourdes – biednej, niewykształconej Bernadetcie Soubirous, w Fatimie – trojgu portugalskim pastuszkom: Łucji, Hiacyncie i Franciszkowi, w Gietrzwałdzie – dwóm dziewczynkom: Justynce i Barbarze z warmińskiej wsi. Również w Meksyku przychodzi do prostego człowieka – Juana Diego, który sercem ufa Bogu jak dziecko. Przesłanie Matki Bożej zazwyczaj jest podobne. Maryja prosi o modlitwę, o nawrócenie.

– O co dzisiaj prosi Matka Boża z Guadalupe?

– Matka Boża tak jak kiedyś, również i dziś przychodzi bronić tych najbardziej wykluczonych, bezbronnych – nienarodzonych. Maryja prosi nas o poszanowanie każdego ludzkiego życia, które jest najcenniejszym darem Boga – jest ono święte i nienaruszalne.

http://niedziela.pl/artykul/113085/nd/Oczy-Maryi-zyja

https://video.wp.pl/i,oczy-matki-bozej-z-guadalupe-pixel,mid,1662154,cid,4051,klip.html?ticaid=61b06b

Posted in Matka Boża | Leave a Comment »

Franciszek – zapomniany Papież

Posted by tadeo w dniu 30 marca 2018

Zapytano kiedyś naszego umiłowanego świętego Jana Pawła II o najważniejsze zdanie z Pisma Świętego, odpowiedział- ,, poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8:31, 32).
13 marca minęło  5 lat pontyfikatu papieża Franciszka. Dla wielu najważniejszym i najbardziej pocieszającym zdaniem  tego Papieża było to z wywiadu dla TV meksykańskiej  że jego pontyfikat będzie trwał 4, 5 lat.
Dodał że może się mylić…..
————
Historia Kościoła, papiestwa, jest pełna chwały, zawirowań, były i są wpisane w tę historię bunty, upadki i powroty.
W ostatnich dziesięcioleciach bardzo chętnie i dużo w naszym  Kościele jest przywołań z nauk św. Jana Pawła II, sporo z Benedykta XVI.  Od pięciu  lat, początku pontyfikatu Franciszka, poza modlitwą Eucharystyczną, intencjami modlitewnymi na dany miesiąc nie słychać za bardzo przywoływań do nauczania aktualnego Papieża.
Zastawiające z tego powodu, na ile Kościół jest powszechny a na ile Polski ?

Franciszek zgorszył niektórych na początek pontyfikatu mówiąc do wszystkich- dzień dobry ! Zamieszkał  w skromnym Domu św. Marty, jeździ małym kompaktowym samochodem. Daje świadectwo że nie jest wyznawcą marki porsche , nie jest wyznawcą  papiestwa, jest wyznawcą  Jezusa Chrystusa. Taka postawa Jezuitów ( bo do tego Zgromadzenia należy obecny Papież) -świadczyć sobą, sprawdziła się i dała nowe życie Kościołowi na Soborze Trydenckim w początkach działalności Towarzystwa Jezusowego .

Gdyby zadać sobie trochę trudu, wejść w historię reformacji Lutra , zobaczyć co robili wtedy Jezuici, łatwiej by było zrozumieć  postawę i działanie Franciszka.
To działania ojców Jezuitów, świadectwo życia,  powstrzymały reformację Lutra.
Niemcy w 90 % były zreformowane przez Lutra. Podobne proporcje były w Austrii.To Jezuita św. Piotr Faber SJ i jego współbracia Jezuici, szli  pokornie od miasta do miasta niemieckiego, rozmawiali z biskupem i jego kapłanami, zakładali uczelnie i konwenty jezuickie . Najzacieklejsi  przeciwnicy stawali się ich przyjaciółmi, wstępowali  do Towarzystwa Jezusowego. Następcą, kontynuatorem misji kontreformacji św. Piotra Fabera SJ  został przyjęty przez niego do Zgromadzenia, z pochodzenia Holender, św. Piotr Kanizy SJ ( przyjął do Towarzystwa Jezusowego naszego św. Stasia Kostkę) To Piotr Kanizy stworzył  pierwszy Katechizm Kościoła Katolickiego odpowiadając na szereg podobnych publikacji Luteran śmiało korzystających z wynalezienia druku.
Dzięki podobnemu usposobieniu,  duszy- anioła, jak jego poprzednik św. Piotr Faber przeciągnął z  powrotem do Świętego Kościoła Katolickiego rzesze Niemców.
Jezuitom towarzyszyła jedność, brak jedności w obozie Lutra powodowała powroty do Świętego Kościoła Katolickiego.
Dzisiaj Niemcy liczą tylko 27 %  Luteran różnych denominacji. Austria jest w 70 % katolicka.
Dlatego Papież- Jezuita  jak najbardziej ma historyczny mandat, wie co robi, do czego zmierza  dialogujac z Protestantami. Tymi osobistymi relacjami, spotkaniami może przywrócić jedność Kościoła. Pamiętajmy że Franciszek NIGDY nie odżegnał się od prymatu Piotra, nie obiecał jedności bez prymatu Biskupa Rzymu.
Ci co ,, rzucają kamieniami,, w stronę innowierców , czy w ten sposób zjednają do powrotu pod prymat Biskupa Rzymu  kogokolwiek ?

Śmiejemy się że Żydzi doszli do absurdu z 613 przykazaniami zapominając że odpowiednikiem w naszej religii jest  1752 kanonów Prawa Kanonicznego.
Pomimo tej ilości ,,przykazań,, mówi się nam że jest  problem z interpretacją Encykliki  Amoris Laetitia.
Przyzwyczajeni do starego, słyszymy petycje  do Papieża o taki ,,taksometr,, ,, do tej Encykliki a wydaje się że wystarczy aby kapłan był święty i współpracujący z Bożą łaską. Taki da sobie radę bez ,,taksometru,, nie wyrządzi szkody duchowej sobie, Kościołowi i osobom powierzonym jego pieczy duchowej.
Od ponad 30 lat z Medziugorje płyną nawoływania do modlitwy o świętość kapłanów.
Wielu świeckich podjęło to wezwanie. Pasterze wielu Diecezji cenią te inicjatywy, powołują  kapłanów którzy opiekuje się tymi oddolnymi ruchami modlitewnymi.
Warto spojrzeć skąd bierze się ,,radykalizm,, Franciszka. Swoje źródło ma w duchowości Ignacjańskiej. Franciszek jak każdy Jezuita zakotwiczony jest w tej duchowości.
Dewiza Jezuitów Ad maiorem Dei gloriam (skrót AMDG) –znaczy „na większą chwałę Bożą”. Jest to
hasło programowe powiązane ze stałą formacją- Ćwiczeniami Duchownymi
sformułowanymi przez ojca założyciela św. Ignacego Loyola.
„Człowiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją. Inne zaś rzeczy na obliczu ziemi są stworzone dla człowieka i aby mu pomagały do osiągnięcia celu, dla którego jest on stworzony. Z tego wynika, że człowiek ma korzystać z nich w całej tej mierze, w jakiej mu one pomagają do jego celu, a znów w całej tej mierze winien się od nich uwalniać, w jakiej mu są przeszkodą do tegoż celu. I dlatego trzeba nam stać się ludźmi obojętnymi (nie robiącymi różnicy) w stosunku do wszystkich rzeczy stworzonych, w tym wszystkim, co podlega wolności naszej woli, a nie jest jej zakazane (lub nakazane), tak byśmy z naszej strony nie pragnęli więcej zdrowia niż choroby, bogactwa (więcej) niż ubóstwa, zaszczytów (więcej) niż wzgardy, życia długiego (więcej) niż krótkiego, i podobnie we wszystkich innych rzeczach. Natomiast trzeba pragnąć i wybierać jedynie to, co nam więcej pomaga do celu, dla którego jesteśmy stworzeni” (CD 23).

Ćwiczenia  Duchowne to trudna, rozłożona na lata,  dynamiczna, często bardzo bolesna dla własnego ego droga.  Opiera się ona  na ascezie jezuickiej,radykalnym nawróceniu, wyzbywaniu się nieuprządkowanych przywiązań i współpracy z Bogiem.
Tego czego ludzie szukają dzisiaj w religiach, duchowościach wschodu, wszystko mogą znaleźć  w duchowości ignacjańskiej . Z tym że zamiast nirwany –  ,, rozpłynięcia się w  nicości,,  w duchowości ignacjańskiej mogą osiągnąć stan zjednoczenia z Żyjącym, Miłosiernym, Jedynym Bogiem.
Modlitwa końcowa Ćwiczeń Duchownych według św. Ignacego pięknie to ilustruje.
Zabierz Panie i przyjmij
całą wolność moją,
pamięć moją i rozum,
i wolę mą całą.
Wszystko, co mam i posiadam.
Ty mi to wszystko dałeś,
Tobie to, Panie, oddaję.
Twoje jest wszystko,
rozporządzaj tym w pełni
wedle swej woli.
Daj mi jedynie miłość Twą i łaskę,
a to mi wystarczy.
Amen.
św. Ignacy Loyola,
Ćwiczenia Duchowe, 234

U Franciszka widać miłość i łaskę. Przed każdą medytacją  ignacjańską  wybranym fragmentem z Pisma Świętego zawsze występuje modlitwa przygotowawcza którą można pokrótce  ztreścić ,, abym na wszystko co mnie otacza patrzył oczami Boga ,,
Dopuszczanie dyskusji na trudne tematy w Kościele, spotkania z ludźmi innych poglądów, religii, to jest ,, patrzenie oczyma Boga,,.
Bóg nikogo i niczego nie unika. Tak wiele dopuszcza, nie pozbawia wolnej woli, wolności.
Dzisiejszy bojkot Papieża Franciszka wynika ze strasznego zniewolenia lękiem.
Lęk przed spotkaniem, rozmową na trudne tematy. Lęk może doprowadzić do takiego nawarstwienia problemów że wszystko pęknie, rozleciał się nieodwołalnie. Stanięcie w prawdzie, nazwanie problemu, da podstawę do jego rozwiązania. Nakreśli kierunek.
Lęk wynika z braku uświęcania w rodzinie, pogańskiego widzenia religii i Boga, uwikłania w życie światowe.

Istanieje  opinia że na  rekolekcje ignacjańskie  idzie się  za karę, za duże występki.
Gdyby z tej duchowści zaczęli korzystać  lokalni  liderzy  wspólnot parafialnych wnieśli by nową jakość do swoich wspólnot. Wyzbyli by się lęku ,, co ludzie powiedzą,, i zaczęli by działać jak Bóg chce.
Przykładem mogą być rekolekcje  Jezuity ojca Józefa Augustyna SJ o Adoracji  jako źródle wyzwolenia z poczucia winy i poczucia krzywdy.  Na tych dwu instrumentach, poczuciu krzywdy i poczuciu winy potrafi szatan wspaniale grać. Zwłaszcza w Polsce od wieków przeżartej plagą alkoholową.
Z poczucia winy, krzywdy możemy mieć skrzywienie religijne. Staramy się, jak poganie, przekupić bóstwo. Papież Franciszek podczas jednej z homili opisał taką postawę – ” zamknięte drzwi do kościoła i klucz w kieszeni. Sam nie wchodzę i innym nie pozwalam wejść. Zasłaniam wejście swoim ciałem”
W Polsce, w wielu miejscach,  tam gdzie miały miejsce nadużycia w Kościele,  atakowane, odczłowieczane są ofiary a sprawcę jak czarownika broni się i wybiela. Sądzi się  że takim działaniem  zyska się przychylność  bóstwa i uniknie klątwy ,, czarownika ,,. Przebaczenia, przeprosiny kierowane są w pustkę. Odczłowieczone, pokrzywdzone osoby nie liczą się w tych układach, pozostają zepchnięte na margines. Z kim byłby, po której stronie stanąłby dzisiaj Jezus ?

Czym się różni pogaństwo od Chrześcijaństwa i jaka winna być nasza postawa  pięknie wyjaśnia książka ,, ABC Chrześcijaństwa ,, śp. o. Alfreda Cholewińskiego SJ Prymas Polski powiedział ostatnio że Kościół zmienia podejście od stanu dyskretności do stanu transparentności w sprawach nadużyć. Pracujący w tych obszarach  Jezuita, ojciec Żak, mówił wielokrotnie że organizacje i osoby broniące życia są odpowiedzialne również za pomoc pokrzywdzonym i walkę z nadużyciami w Kościele.
Gdyby osoby broniące życia wzięły jak to się mówi ,,całe dobrodziejstwo inwentarza,, to pewnie dawno mielibyśmy uchwaloną pełną ochronę życia nienarodzonych. Tak zajmując się tylko jednym fragmentem, obroną życia, pozostałe zostawiają  diabłu dają mu siłę i grzęźniemy  w miejscu.
Postawa Franciszka porządkującego te sprawy w Kościele ustrzegła i  ustrzeże  nie jednego od piekła.
Porządkuje  się i nasza Najjaśniejsza Rzeczpospolita Polska, towarzyszy temu wielki opór. Podobieństwo tych procesów ukazuje Biblia w historii Izraelitów. Izraelici stali się narodem WOLNYM kiedy przyjęli Prawo ( Dekalog) jako własne i Szabat czyli wolny dzień. Widać w Polsce jak jesteśmy jeszcze zniewoleni , jaki mamy ,, Egipt w głowach,, buntując się przeciw wolnej niedzieli i tworzeniu własnego systemu prawnego.
Nauczeni jesteśmy traktować Dekalog jako 10 zakazów taki ,,niewolniczy taryfikator,,. Do tego sprowadza się często nasza duchowość czy coś już jest grzechem czy jeszcze nie. Więcej pytań, refleksji nie mamy. Dekalog jest czymś więcej, jest najwyższym dobrem,  Prawem które jeżeli przez głowę wejdzie do serca da wolność myślenia,  wyborów. Zawsze będą to wybory dobre. Lepiej będzie się z nimi żyło.
Widzimy grzech i zniewolenie nazizmem u Niemców, bo myśmy go rzeczywiście ,,nie praktykowali,,ale zupełnie nie widzimy naszego zniewolenia komunizmem w który strukturowo byliśmy uwikłani. Nie wyrzekliśmy się demona komunizmu, wyparliśmy go, usprawiedliwając że gdzie indziej było gorzej, kto inny był gorszy. Demon rozmiękczał nas w tamtych czasach że u nas socjalizm nie komunizm. Można  być dobrym katolikiem i dobrym partyjniakiem.
Z takiego rozmiękczenia, lęku przed prawdą  stworzono  czarne legendy o Jezuitach.
Dalej powielana jest komunistyczna fałszywka o pochówku w letargu ks. Piotra Skargi którego proces beatyfikacyjny nabrał dużego tempa.
Tworzy się nowe legendy o kwestionowaniu istnienia szatana przez Generała Jezuitów, a Papieża wielu lekko nazywa heretykiem.
Jedząc ,, Papieski chleb,, życzy się mu śmierci. Tym bardziej bolesna rzecz że podobnie jak za czasów Lutra to zgorszenie nie wychodzi od świeckich.
Dlatego trzeba się mocno modlić o jedność z Biskupem Rzymu i świętość kapłanów.
Największy prezent kapłanowi można sprawić zakładając za niego modlitwę
,, Margaretkę,,.Potrzeba  chętnych 7 osób do tej modlitwy. Poniżej link jak to zrobić w praktyce
http://www.apostolatmargaretka.pl/utworz-margaretke/

Zmienia się świat, zmienia się Kościół. Kiedyś samobójców chowano na nie święconej ziemi, piętno takiej śmierci przechodziło na dzieci.
To się w Kościele zmieniło. Otwarty został nowy, prawdziwy front Bożego Miłosierdzia w praktyce dotyczący rodziny, związków.
W pierwszej mierze od świeckich zależy czy rodzina przetrwa.
Ufać trzeba wypowiedzi  św. Jana Pawła II ,, poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8:31, 32).

Sądecki Pielgrzym

http://sadeczanin.info/blogosfera/sadecki-pielgrzym

Posted in Uncategorized | Leave a Comment »

„Wino truskawkowe”

Posted by tadeo w dniu 13 marca 2018

Film Dariusza Jabłońskiego na podstawie „Opowieści galicyjskich” Andrzeja Stasiuka zachwyca prostotą i szczerością wyrazu. To opowieść o codzienności opisanej językiem detalu. Oglądam go już chyba 10 raz i ciągle nie mam dosyć.

Miłość, śmierć i wino truskawkowe

Wspaniałość! Magia i prawa małego, sennego miasteczka. Edit Piaf śpiewa z kasety, a miejscowa piękność Lubica nie daje spać połowie tej zabitej deskami mieściny i tańczy tak, że to wrażenie w połączeniu z winem działa jak narkotyk.
Policjant Andrzej nie chodzi w mundurze. Probosz pije wino truskawkowe z komendantem policji, zaś czas się wlecze w rytmie zmieniających się pór roku.
Jest miłość, zazdrość, są duchy, jest pokuta.
Postpegeerowska rzeczywistość pod piórem Stasiuka który jest także współautorem scenariusza i w ujęciu kamery Tomasza Michałowskiego zmienia się w miejsce magiczne i jednocześnie bliskie ziemi (bieda, pijaństwo), ale i odrealnione, jakby poza czasem.
To nie jest film o wielkiej miłości, chociaż miłość Andrzeja i namiętnej Lubicy jest w nim obecna. To też nie jest komedia, chociaż bohaterowie mówią śmieszne rzeczy i dzieją się w nim śmieszne rzeczy.
Jak również to nie jest kryminał czy horror, chociaż główny bohater docieka, kto zabił Lubicę i pyta się o to ducha…. I w końcu to nie film obyczajowy, chociaż prowincja urzeka tu swoimi kolorami,nastrojem i nie jest to też film muzyczny, chociaż namiętna Lubica tańcem wyraża swoją tęsknotę za prawdziwą miłością i także nie jest to film o duchach, chociaż duch prowadzi pogawędki z policjantem Andrzejem.
Kieliszek „Wina truskawkowego” wprowadza nas w pełen magii świat prawdziwego środka Europy.
Gdy film się kończy jest nam żal że to już jest naprawdę….koniec filmu.

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/652/wino-truskawkowe

Przeczytaj także:

Jak Jaśliska wypadły w filmie „Wino truskawkowe”

https://www.cda.pl/video/1454066bb

https://www.cda.pl/video/544544f8

 

Posted in Filmy - Polecam, Filmy i slajdy | Leave a Comment »

ORĘDZIE DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO

Posted by tadeo w dniu 12 marca 2018

 

 

Parę dni temu w jednym z warszawskich kościołów wpadła mi w oko książka „Wezwanie do miłości” w przekładzie Tadeusz Niewiadomskiego wydawnictwa Michalineum.  Po zajrzeniu do środka od razu zdecydowałem się ją kupić. Co zdecydowało o tym? Otóż na początku na zaraz na drugiej stronie czytam takie słowa: „Świat nie zna miłosierdzia mego Serca. Chcę się tobą posłużyć, aby je dać poznać. Chcę byś była apostołką mej dobroci i miłosierdzia”.

Były to słowa Pana Jezusa przekazane za pośrednictwem hiszpańskiej zakonnicy ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa (Sacre Coeur) we Francji – siostry Józefy Menéndez. Zaznaczam że ta książka ma imprimatur Metropolitalnej Kurii Warszawskiej, a pierwsze wydanie w 1938 roku uzyskało imprimatur Kardynała kardynała Eugenio Pacelli, późniejszego Papieża Piusa XII.

Wezwanie do miłości czyli Orędzie Boskiego Serca Jezusowego do świata pisała siostra Józefa Menendez bezpośrednio pod dyktando Jezusa Chrystusa i jest ono – jak się przekonałem – jasne i zrozumiałe dla wszystkich. Z takim olbrzymim bogactwem słów współcześnie objaśniających jeszcze głębiej życie Pana Jezusa na ziemi, Jego drogę cierpienia i krzyża wynikające z Jego nieskończonej Miłości do wszystkich ludzi na całym świecie pochodzących bezpośrednio od Pana Jezusa od dawno nie czytałem. Główny wątek przebijający ze słów przekazanych siostrze Menendez przez Jezusa Chrystusa jest Jego nieograniczona dobroć wyrażająca się w trzech słowach: MIŁOŚĆ, MIŁOSIERDZIE i PRZEBACZENIE (str 54).

Mnie jako czciciela Miłosierdzia Bożego te słowa były bardzo bliskie i od razu skojarzyły się z przesłaniem naszej świętej siostry Faustyny Kowalskiej.  Zacząłem się zastanawiać – może niepotrzebnie – dlaczego Jezus przekazał najpierw swoje orędzie o swoim nieskończonej Miłości i Miłosierdziu dla siostry Józefy (przypomnę że objawienia siostrze Józefie Menendez były 8 lat przed objawieniami siostrze Faustynie).

Na stronie 58 „Wezwania do miłości” czytamy: „..Na to, by świat mógł poznać moją dobroć, potrzebuję apostołów, którzy by mu objawili moje Serce, sami je najpierw poznając…, bo czyż można uczyć tego, czego się samemu nie zna?…Pragnę stworzyć ligę miłości wśród dusz mi poświęconych, w tym celu, by uczyły i głosiły aż do krańców świata moje MIŁOSIERDZIE i MOJA MIŁOŚĆ… Bóg, który pragnie królować poprzez miłość, zwraca się do swych dusz Wybranych, zwłaszcza z tego narodu. Prosił je (dusze poświęcone) o wynagrodzenie najpierw w tym celu, by uzyskać przebaczenie, lecz i dlatego, by wyjednać nowe łaski na ten naród, który pierwszy , powtarzam to raz jeszcze, poznał moje Serce i rozpowszechniał nabożeństwo do niego”.

Znalezione obrazy dla zapytania Małgorzatę Marię Alacoque

 

 

Bez wątpienia chodzi w powyższych słowach Jezus miał na myśli Francję i św. Małgorzatę Marię Alacoque  –  żyjącą w XVII wieku – francuskiej zakonnicy kanonizowanej w 1920 roku – dokładnie 3 lata wcześniej od tego orędzia przekazanego siostrze Józefie Menendez.

Św. Małgorzata Alacoque znana jest przede wszystkim z nabożeństw:  pierwszych piątków w miesiącu do Najświętszego Serca Pana Jezusa oraz święta dla uczczenia Jego Serca przypadający w pierwszy piątek po oktawie Bożego Ciała Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Czyż nie widać wyraźnie w tych słowach związku pomiędzy nabożeństwem do Najświętszego Serca Pana Jezusa  a nabożeństwem do Bożego Miłosierdzia przekazanej św. Siostrze Faustynie Kowalskiej? Oba nabożeństwa łączy „Płonące Serce Pana Jezusa” – płonące miłością i miłosierdziem dla nas wszystkich a przede wszystkim dla zatwardziałych grzeszników.

Pan Jezus Chrystus w objawieniach siostry Małgorzaty zachęca ją do rozpowszechniania i krzewienia czci Bożego Serca i podkreśla że jest to „ostatnim wysiłkiem Jego Miłości i będzie dla ludzi jedynym ratunkiem w tych ostatnich czasach”

Ale wracając do pytania, dlaczego orędzie do Bożego Miłosierdzia przekazane siostrze Józefie Menendez nie zostało ostatecznie rozpowszechnione na całym świecie? Przecież Wielkie orędzie Miłosierdzia Bozego przyszło na świat przez św. Faustynę. Obecnie  prawie wszyscy znamy jedynie wersję św. Faustyny Kowalskiej – polskiej zakonnicy ze Zgromadzenia sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. A orędzie Miłosierdzia Bożego przekazane przez Pana Jezusa siostrze Józefie Menendez tylko pod nieco inną nazwą jest znane niewielkiej grupie osób. Przecież oba orędzia są podobne, wręcz tożsame.

 

Znalezione obrazy dla zapytania ORĘDZIE DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO - obrazy

 

Nie nam jest dane sądzić Bożą tajemnicę, ale po ludzku patrząc na współczesną Francję można widzieć Bożą logikę. Obecna Francja jest znana przede wszystkim jako główny ośrodek wolnomularstwa (masonerii) – organizacji zwalczającej Kościół katolicki, pustych kościołów i braku nowych powołań. Parę dni temu misjonarz – ojciec rekolekcjonista w jednym z warszawskich kościołów powiedział, że był w jednej z francuskich diecezji katolickich, gdzie tylko on jeden musiał służyć jednocześnie w 17 parafiach, a zdarza się, że jeden ksiądz (z braku nowych powołań) przypada tam i na 30 parafii. Ostatnio pojawił się także problem cudzoziemców – sześć milionów muzułmanów narzuca w tej chwili Francji swoją kulturę i swoją religię.

Nie będę roztrząsał dalej tej sprawy, bo mogę wpaść w pułapkę zastawioną przez szatana związaną z pychą i wyniosłością, jakby Bóg wybrał nasz kraj – Polskę . Nawet jeżeli to prawda to musimy to przyjąć w pokorze jako wyzwanie i zadanie do jeszcze większego szerzenia czci Bożego Miłosierdzia w kraju i poza jej granicami – jako wielki obowiązek nas wszystkich. A słowa Pana Jezusa, Polskę szczególnie umiłowałem, a jeśli posłuszna będzie mojej woli, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście moje” (Dz. 1732) pozostaje nam jedynie tą iskrę w pokorze tylko rozniecać.

Obecnie, po kanonizacji s. Faustyny, po ustanowieniu w całym Kościele święta Bożego Miłosierdzia, widząc „cud” dalszej obecności Jana Pawła II w życiu naszej Ojczyzny, należy stwierdzić, że „iskra” z Łagiewnik jest już jak strumień światła przypominający światu o tym, że trzeba przyjąć orędzie o Bożym miłosierdziu, czyli nawrócić się do Boga, przemieniać świat tak, by stawał się bardziej ludzki i Boży.

Ps.  Pisane w 2003 roku

Przeczytaj także:

ORĘDZIE BOSKIEGO SERCA JEZUSOWEGO DLA ŚWIATA – s.Józefa Menendez

Wezwanie do miłości

S. Józefa Menendez

DROGA KRZYŻOWA wg wizji siostry Józefy Menendez

Sługa Boża Józefa Menendez – Wizja piekła

Archive for the ‘Miłosierdzie Boże’ Category

Posted in Jan Paweł II, Miłosierdzie Boże, Religia, Św. Faustyna | 1 Comment »

Prokurator wezwał na świadka staruszkę i zadał jej pytanie. Odpowiedź zawstydziła całą salę

Posted by tadeo w dniu 9 marca 2018

Miała pomysł na interes

Miała pomysł na interes (Zdjęcie ilustracyjne KenanTekin/Pixabay)

Staruszka wprawiła w osłupienie prokuratora, adwokata, a nawet sędziego. Takich podpowiedzi nikt się nie spodziewał.

Lubicie dobre żarty? My je uwielbiamy. Na dobry początek dnia mamy więc dla was kapitalny żart, który sprawi, że wasz dzień będzie lepszy.

Poniższa historia wydarzyła się w jednym z tych małych miasteczek, gdzie wszyscy się znają. Podczas rozprawy sądowej, prokurator wezwał pierwszego świadka – pewną staruszkę.

– Pani Nowakowska, zna mnie pani? – spytał.- Oczywiście! Znam pana, od kiedy był pan dzieckiem i szczerze mówiąc, jestem zawiedziona, co z pana wyrosło. Kłamie pan, zdradza żonę, manipuluje pan ludźmi i obgaduje ich za plecami. Myśli pan, że jest taka grubą rybą, a tak naprawdę jest pan tylko płotką. Krótko mówiąc: tak, znam pana.

Niezwykle.plNiezwykle.pl sad

Prokuratora aż zamurowało. Nie wiedząc, co ma teraz zrobić, wskazał na adwokata i spytał:

– A czy zna pani tego człowieka?

– Oczywiście, znam pana Szymańskiego od kiedy był brzdącem. Jest leniwy, zajadły i ma problem z alkoholem. Jego kancelaria ma fatalną reputację. No i nie zapominajmy, że zdradził partnerkę z trzema różnymi kobietami – w tym z pańską żoną! Tak, znam go dobrze.

Adwokat był cały czerwony na twarzy, wyglądał, jakby zaraz miał dostać zawału. Sędzia poprosił obu mężczyzn do siebie. Kiedy podeszli, nachylił się i wyszeptał:

– Jeśli któryś z was spyta ją, czy mnie zna, to przysięgam, że skażę was na dożywocie!

http://buzz.gazeta.pl/buzz/7,161251,23116392,prokurator-wezwal-na-swiadka-staruszke-i-zadal-jej-pytanie.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Buzz

Posted in Znalezione w sieci | Leave a Comment »

Łopienka – dzieje cerkwi i kultu cudownego obrazu Matki Bożej Łopieńskiej

Posted by tadeo w dniu 3 marca 2018

Zachowane źródła historyczne dostarczają nam cennych informacji o cerkwi, jej uposażeniu, dzwonnicy, kaplicy i kapliczkach przydrożnych, założeniu kalwaryjskim, cudownym źródełku, plebani, proboszczach tego miejsca, cmentarzu, organizacjach cerkiewnych, itp.

Znalezione obrazy dla zapytania Ikona Matki Boskiej Łopienka

 

 Matka Boska Łopieńska (fot. Archiwum ZKPK w Krośnie)

Z inwentarza cerkwi sporządzonego w 1756 r. wiemy, iż cerkiew piękna i ozdobna ze trzema wierzchami jeszcze nowa miała we wnętrzu „ołtarz wielki Najświętszej Panny Bolesnej” (…) Na boku lewym obraz Matki Najświętszej łaskami i cudami słynący, koronę srebrną na Matce Najświętszej i drugą na Panu Jezusie (…) Jej opis w inwentarzu mówi wyraźnie, iż „miała dwoje drzwi, jedne główne okute żelazem zamykane były na klucz, drugie z zakrystii zamykane od wewnątrz.”

Dzisiejsza murowana cerkiew nigdy nie miała zakrystii i od początku ma troje drzwi. A zatem cudowny obraz był już zapewne wcześniej w cerkwi drewnianej.

Łopienka ołtarz

Łopienka ołtarz Łopienka – prowizoryczny ołtarz z kopią cudownej ikony Matki Boskiej, 2003
foto: P. Szechyński

Akta kolejnej wizytacji z 1761 r. mówią, iż „cerkiew łopieńska Ś. Parascewy przez tamtejszych parafian z dawna ufundowana, teraz z dochodów od przychodzących ludzi restaurowana w Kollacyi Wm Pana Karsznickiego Podkomorzego Halickiego”.

Niektórzy badacze wysuwają hipotezę, iż obecna cerkiew murowana o typowej XIX w. bryle zaczerpniętej z wzorów austriackich mogła powstać w początku XIX w. (w latach 20 lub 30-tych) z inicjatywy miejscowego proboszcza ks. Andrzeja Ławrowskiego, proboszcza w Łopience w l. 1811 – 1857. Kapłan ten pochodził z bogatej rodziny, posiadał dobre wykształcenie, był dziekanem baligrodzkim i twórcą okazałej biblioteki dekanalnej.

Łopienka - wnętrze cerkwi

Łopienka – wnętrze cerkwi Łopienka – wnętrze cerkwi, 2003
foto: P. Szechyński

Mapa katastralna z 1852 r. potwierdza istnienie cerkwi łopieńskiej w jej obecnym zarysie. Przeprowadzone prace remontowe w ostatnich latach, podczas których odkryto, iż babiniec ma cieńsze ściany i lichsze mury, a pod nimi pochówki. Powstał więc później od nawy. Odkryto również w nawie cerkwi dwie krypty, w prezbiterium jedną, o pod absydą piwniczkę głębokości 2 m. Można zatem przyjąć okres powstania cerkwi murowanej na lata 20 – 30 – te XIX wieku.

Akta wizytacji dekanalnej w 26 IX 1906 r. dokonanej przez ks. Kipriana Ilnickiego Jasiennickiego mówią, iż „dwa ołtarze boczne, które groziły upadkiem rozebrano podczas remontu przed wizytacją tj. 1906 r.”

Łopienka - figura Chrystusa bieszczadzkiego

Łopienka – figura Chrystusa bieszczadzkiego Łopienka – figura Chrystusa bieszczadzkiego we wnetrzu cerkwi
foto: P. Szechyński

W 1926 r. E. Chwalewik w swojej pracy „Zbiory polskie” napisał, że „Cerkiew w Łopience posiada stare obrazy i kosztowności ze złota i srebra, złożone tu jako wota przez okoliczną szlachtę”.

W latach międzywojennych cerkiew w Łopience nie miała ikonostasu. Był w niej tylko ołtarz główny z cudownym obrazem Matki Bożej. Postać Matki Bożej ozdobiona była koroną ze srebra i srebrną sukienka.
Po dwóch stronach ołtarza stały ławki lokatorskie, a po lewej stronie prostokątna ambona zawieszona na belkach wystających ze ściany. W nawie przy ławkach dla wiernych stały chorągwie procesyjne. Sufit pomalowany w gwiazdki zdobiły dwa zwisające żyrandole (pajaki) duży i mały, a na ścianach cekwi znajdowały się dwa epitafia z czarnego marmuru poświęcone ks. Andrzejowi Ławrowskiemu (1786 – 1857) i jego żonie Antoninie z Nowosielskich (1793 – 1845).

Łopienka - kaplica grobowa

Łopienka – kaplica grobowa Łopienka – kaplica grobowa, 2003
foto: P. Szechyński

W latach trzydziestych majstrowie – Żydzi z Baligrodu – przykryli dach cerkwi blachą i założyli rynny. Przy pracach tych pomagali im mieszkańcy wsi i dzieci, aby było taniej. Budynek świątyni został solidnie zabezpieczony przed niszczeniem.

Do dziś jednak nie udało mi się ustalić kiedy i w jaki sposób cudowna ikona Matki Bożej z Dzieciątkiem przybyła do Łopienki. Z opracowań Jej dotyczących wiemy, iż otoczona kultem ikona była we wsi już w 1756 r. Kult ten rósł w wieku XVIII, XIX i XX, a zachowane relacje pamiętnikarskie, literackie i informacje źródłowe potwierdzają ogromną popularność odpustów w Łopience.

Zrekonstruowana dzwonnica

Zrekonstruowana dzwonnica Zrekonstruowana dzwonnica, 2008
foto: P. Szechyński

Przez ponad 200 lat przybywały na nie wielotysięczne tłumy pątników i pielgrzymów obu obrządków chrześcijańskich (łacińskiego i unickiego) odległych stron Polski, Węgier i Rusi, a w okresie zaborów z całej niemal Galicji i Węgier. Cudowny obraz Matki Bożej Łopieńskiej przyciągał wówczas Polaków z okolic Rzeszowa, Ślązaków od Andrychowa, Słowaków i Węgrów od Użgorodu i Sniny, a kramarzy Żydów aż z Krakowa i wielu innych miast Galicji, a później południowej Polski.

Łopienka była wówczas jednym z najważniejszych sanktuariów maryjnych w diecezji przemyskiej i wraz z Kalwarią Pacławską oraz Starą Wsią pod Brzozowem należała do najliczniej odwiedzanych miejsc odpustowych. Stanowiła też wtedy centrum kultu maryjnego na całe zachodnie Bieszczady.

Zrekonstruowana dzwonnica

Zrekonstruowana dzwonnica Zrekonstruowana dzwonnica, 2013
foto: P. Szechyński

Odpusty w Łopience odbywały się wówczas 3 razy w roku: wiosną 16 maja w święto Wniebowstąpienia Pana Jezusa, w porze letniej – 13 sierpnia w święto Wniebowzięcia NMP (liczni pielgrzymi mogli spać wówczas pod gołym niebem) i jesienią 21 września w święto Narodzenia Matki Bożej.

Pasjonujący dziś opis takiego odpustu zamieścił Zygmunt Kaczkowski w „Mężu Szalonym”.

Tłumy odpustowego ludu w Łopience mieściły się we wsi, która położona jest pomiędzy bardzo wysokimi górami i tylko jak wąska wstęga, z chat wieśniaczych spleciona, ciągnie się wzdłuż górskiego potoku. Lud tam zgromadzony nie miał się gdzie rozszerzyć i ugrupować, przedstawiał on widok bardzo malowniczy. Więc zaraz pod cerkwią murowaną, która starymi otoczona drzewy wraz z obszernym dziedzińcem i księżymi zabudowaniami, stoi na wyniosłym pagórku i stąd od południa, jakby umyślnie od ręki robionym tarasem otoczoną się być wydaje, przy wszystkich drogach i ścieżkach porozsiadały się baby przekupki z różnego rodzaju naczyniami, garnkami, rynkami, malowanymi łyżkami, sitkami, skopcami i innym podobnym towarem.

Dalej Żyd z solą, obsadziwszy się żółtymi solówkami, z których jedne już były próżne i bebechami napchane, a inne jeszcze białymi głowami dość bezczelnie świeciły, bo brzuchy już dawno miały przez szachrajstwo wybrane, wabił chłopów przechodnich, zachwalając im sprawiedliwość miary nad miarę i doskonałość warzonki.

Wnętrze cerkwi w Łopience

Wnętrze cerkwi w Łopience Wnętrze cerkwi w Łopience, 2017
foto: P. Szechyński

Dalej młody chłopak od Beskidu, smukły jak sosna i piękny jak statua marmurowa, w długich jasnych włosach, opadających na okrągłe, brunatną guńką osłonione ramiona, w małym, czarnym, okrągłym kapeluszu, w skórzanych, do lekkiej nogi przysznurowanych sandałach, stoi nad stosem drewnianych fujarek, na płachcie rozścielonej złozonych, i na jednej fujarce smutne przygrywając piosenki i w co rzewniejsze rozkwilajac się tony, wabi chłopów do kupna…
Góral gra nieprzerwanie, a echo, odbijając się dwukrotnie w dwóch przeciwległych lasach, powtarza każdej zwrotki ostatnie tony i dodając im z oddalenia pewnego uroku i powagi, pomaga do zachęcenia młodzieży.

Trochę dalej nad samym już potokiem porozlewały się różnego rodzaju szatry, namioty i budki, w których czerwoni na twarzy szynkarze i wymowni Żydzi sprzedają gorzałkę i piwo. Przy nich, jako nierozerwalny przyjaciel gorzałki, szewc, ów pijak koronny, rozłożył sklep z butami czarnymi i czerwonymi dla niewiast i dziewek. Dalej drugi gorzałczny towarzysz, tytuń, na węgierskiej zrodzony ziemi, przez bakuniarzy wniesiony, rozsypał na kilkunastu płachtach pokotem i ciemnobrunatnymi błyszczący liśćmi.

Cmentarz w Łopience

Cmentarz w Łopience Cmentarz w Łopience, jedyny zachowany częściowo nagrobek, 2017
foto: P. Szechyński

Niżej, po obydwu stronach potoku, gęsto kładkami przerzuconego, poustawiano budy drewniane, w których na stołach i deskach na poprzek poukładanych, żydowscy kupcy od Krakowa i Białej z bawełnianymi towarami, z dymkami, suknami i innym łokciowym towarem, Ślązacy z płótnami, obrusami i cętkowatymi, pstrymi tkaninami, Węgrzy z bławatkami, jedwabiami i olejkami, inni Żydzi z bakalią, z korzeniami i południowymi owocami, cukiernicy z cukrami, arakami i przyprawną gorzałką, złotnicy z kielichami cerkiewnymi, pierścionkami, oprawami do karabel, szpinkami, czapnicy i kuśnierze z rogatywkami, bobrowymi czapkami dla księży, a lisimi dla ekonomów, z odnowami do futer i całymi baranami, rozciągnęły się długim, podwójnym szeregiem, a mieszcząc pomiędzy siebie małe kramiki z nićmi, igłami, guzikami i innym błyszczącym rupieciem, ostatniego kresu wioski sięgają, nad którym, nad tymże samym potokiem, tylko w cokolwiek obszerniejszym miejscu, bieleje maleńki dwór Pod Lipami.

Siwy szlachcic zgarbiony, w popielatym kontuszu i białej rogatywce, sunie bokiem opierając się na trzcinie o gałce złoconej, a tuż przy nim, ale w tył o pół kroku, pleban ritus graeci i mówi coś do szlachcica z uszanowaniem, bo za nimi pachołek garbi się pod lamami i jedwabiami, które szlachcic zakupił na ornaty do zakrystii cerkiewnej jako votum, które uczynił w czasie swej niedawnej choroby.

Na pniu powalonym i jednym końcem walającym się w bystrym potoku, w lisiej czapce, choć w lecie i w szaraczkowym kubraku siedzi leśniczy, a pobereźnik stoi przy nim i trzyma pęk lisich i zajęczych skórek, które dwaj Żydkowie, stojący przy nim oglądając przyganiają im to włos krótki, to barwę niepiękną, to plisze, jednak godzą, kupują i rachując pieniądze na dłoń myśliwego, rzetelnie płacą.

Cerkiew Łopienka

Cerkiew Łopienka Łopienka, cerkiew
foto: P. Szechyński

Dalej Cygan z niedźwiedziem, na łańcuchu trzymanym i na dwóch łapach idącym, posuwa się pomału, przygrywając piskliwym głosem na popękanej fujarce, do której to muzyki opalona i w brudne płachty owinięta Cyganka, w takt wybija na małym bębenku. Hurma dzieci pyzatych biegnie za niedźwiedziem, niecierpliwiąc się na tę chwilę, kiedy zacznie tańcować. Mołodycie suną za Cyganką z nieśmiałością i z dala, bo ona w interaktach komedii przecudne rzeczy powiada, zgadując zarówno przeszłość rumieniącą twarze młodych, jak i przyszłość podnoszącą ich serca jakąś słodką nadzieją.

Dalej jeszcze za nimi stoi dzierżawczyni dwóch wiosek z dwiema rumianymi córkami, a podczas kiedy córeczki zagapiają się za niedźwiedziem, mamunia im perswaduje, że nie przystoi córkom szlacheckim oglądać się za tak pospolitą komedią, wyprawianą przez dzikie bestie i Cygany.

Łopienka - cerkiew

Łopienka – cerkiew Łopienka – wnętrze cerkwi, rok 2010
foto: P. Szechyński

Pomiędzy to wszystko snuje się lud różnych ubiorów i różnego rodzaju; snują się także jeszcze olejkarze węgierscy z drewnianymi pudłami na pasach skórzanych zawieszonymi na sobie, a napełnionymi różnej wielkości flaszeczkami; snują się szarlatani dziwacznie poubierani i kazawszy swoim chłopcom ciągnąć za sobą wózek napakowany z czubem, z którego to pakunku wyglądają różnego rodzaju słoje, słoiki i jaszczyki, wywołują w głos dobroć i skuteczność swoich driakwi i spirytusów na różne choroby i dolegliwości.

Snują się także pielgrzymi, z miejsc dalekich powracający pustelnicy z eremów swoich na miejsce odpustu, przybyli dziadowie i żebracy różnego wieku, którzy to idąc o kulach, to czołgając się po ziemi, to przysiadając na wynioślejszych miejscach, pokazują przechodzącym swoje członki opuchnięte i skaleczone wrzaskliwym jękiem stają się zwrócić na siebie ich uwagę.

A kiedy po górach po obu stronach wioski widać jakby rozsiane kupki spoczywających pod namiotami lub pod drzewami, a wąskimi drożynami i ścieżkami z gór się spuszczającymi wysuwają się jeszcze całe wstęgi nowo przybywających podróżnych – to nad doliną wznosi się gwar tak mocny i tak pomieszany, że słuchającemu go z daleka musi przyjść na myśl dawna opowieść o pomieszaniu języków w Babelu.

Na dziedzińcu cerkiewnym znowu inne zajęły mnie rzeczy. A to najpierw ów wielki tłum ludzi, jednych wchodzących na nabożeństwo, a drugich już wychodzących, dalej innych pełzających na kolanach naokoło kościoła, innych leżących krzyżem na środku drogi i proszących jęczącym głosem, aby po nich deptano.

Pod starymi drzewami, otaczającymi dom Boży, o kilka kroków jeden od drugiego, siedzieli księża spowiednicy i mając każdy przed sobą stoliczek drewniany, na który odchodzący od spowiedzi po groszu rzucali, w jednej ręce trzymając stułę i zasłaniając nią usta spowiadających się, drugą ręką naciskających się odganiali.

W końcu dziedzińca cokolwiek większy tłum ludzi cisnął się mocniej i stanął kołem. W tym kole leżał człowiek na ziemi i jęcząc przeraźliwie wił się na różne sposoby. Nad nim stał kapłan świecki czy zakonnik jakiś z kropidłem, kropił co chwila leżącego na ziemi i wymawiał przy tym jakieś niezrozumiałe słowa. Im więcej ksiądz kropił, tym głośniej i niezrozumialej krzyczał i tym boleśniej wił się ów leżący na ziemi, a gdy mnie to zadziwiło i zapytałem: co to było? odpowiedział mnie ojciec: że leżący na ziemi jest to człowiek opętany przez diabła, a kropiący ksiądz egzorcysta.

Łopienka - cerkiew

Łopienka – cerkiew Łopienka – wnętrze cerkwi, rok 2010
foto: P. Szechyński

Przed drzwiami cerkwi po obydwóch stronach stały dwa wielkie stoły, za którymi siedzieli dwaj wikariusze i z pomocą diaków czy innych sługusów odbierali od naciskających się do nich pobożnych różne na mszę świętą ofiary. Lud cisnął się do nich z taką gwałtownością, że aż się wywracali niektórzy i suknie darli na sobie, a który się docisnął rzucał prędko co miał, czy kilka groszy, czy kawał płótna, czy chleba kilka bochenków, czy masła osełkę, co służalec odbierał, księdzu zaś powiadał swoje nazwisko i intencję, co znowu ksiądz do rejestru zaciągał.

Lubo to jeszcze wtenczas było blisko trzy godzin do południa, za każdym stołem wielkie już kupy leżały tych ofiar, a spore skrzynki niemal już napełnione były pieniędzmi; do czego i my atrybucja przystąpiliśmy także do jednego z tych stołów i ofiarowaliśmy każdy z nas po dukacie na mszę święta, powiadając: Za pomordowane dusze na Ukrainie.

Łopienka - cerkiew

Łopienka – cerkiew Łopienka – wnętrze cerkwi, rok 2012
foto: P. Szechyński

Tego pobożnego aktu dopełniwszy, szliśmy do cerkwi. Ale ścisk wchodzących i wychodzących był tak gęsty, a drzwi wchodowe tak wąskie, że ani podobieństwa nie było się choć do drzwi docisnąć. .. Odstąpiliśmy od kościoła, a ojciec rzecze do mnie: Nie masz sposobu. Jest to jedno miejsce, gdzie tałatajstwo równym jest urodzonym, jakoż trzeba mu przyznać, że umie tej równości używać. Zmówny pacierz choć na dziedzińcu… I tak się stało. Przed obrazem Matki Najświętszej, wystawionym pod drzewem na dziedzińcu, uklęknąwszy, odmówiliśmy pacierz, a ofiarowawszy serca nasze za ową krew niewinnie wylaną przez hajdamaków, szliśmy do dworu w gościnę.

W czasie odpustów pielgrzymi korzystali z wody leczniczej cudownego źródła położonego między cerkwią a nowym cmentarzem. Woda z niego pomagała na choroby oczu. Nad źródełkiem stała murowana kapliczka z wnęką, w której umieszczony był obrazek Matki Bożej. Podczas odpustów odprawiano również nabożeństwo przy źródełku. Drugie takie źródło zwane cudownym znajdowało się przy drodze na przełęcz Hyrcza (dziś rosną tam sosny), a woda z niego pomagać miała również na oparzenia.

Łopienka - cerkiew

Łopienka – cerkiew Łopienka – wnętrze cerkwi, rok 2012
foto: P. Szechyński

Tradycja odpustów w Łopience utrzymała się nawet jeszcze a latach okupacji. Po 1941 r. przy drodze prowadzącej do cerkwi w stronę przełęczy Hyrcza ustawiono 13 krzyży drewnianych, które tworzyły małą kalwarię. Ostatni z nich stał przy granicy z Tyskową. W czasie odpustów, trzy razy do roku, odprawiano tu drogę krzyżową. Ostatni odpust w Łopience odbył się w 1943 r. W 1944 r. przechodził już tędy front i nie było takiej możliwości.

Po II wojnie światowej, deportacjach i tzw. zawirowaniach historii I odpust w Łopience I mógł się odbyć dopiero w 2000 r. w wolnej już Polsce. Było to wydarzenie bez precedensu i odbiło się dużym echem w wielu środowiskach inteligenckich. Proboszczem w Cisnej został ks. Piotr Bartnik, człowiek bardzo mocno związany emocjonalnie z Bieszczadami i ich bolesną niekiedy przeszłością, mający wielki dar jednoczenia ludzi dla dzieł Bożych.

Duży wysiłek w przywrócenie tradycji wniosło wiele osób, m.in. Pan Zbigniew Kaszuba umiejący pozyskać ludzi dobrej woli do bezinteresownych prac w celu zachowaniem dziedzictwa kulturowego Łopienki i jej otoczenia, czy Pani Denisiuk z Cisnej, artysta malarz ofiarująca cerkwi w Łopience znakomitą kopię cudownej ikony Matki Bożej.

Łopienka - cerkiew zimą

Łopienka – cerkiew zimą Łopienka – cerkiew zimą, rok 2012
foto: P. Szechyński

III odpust w 2002r. zgromadził dużą liczbę katolików z całej okolicy, turystów, przewodników turystycznych, ratowników GOPR, a TV Kraków relacjonowała jego przebieg. Mszę Świętą celebrowali wspólnie kapłani obrządku łacińskiego ks. Władysław Dubiel, wikariusz z Wołkowyi, ks. Piotr Bartnik, proboszcz z Górzanki, ks, Stanisław Szczepański, emerytowany proboszcz z Wołkowyi oraz duchowni obrządku bizantyjsko-ukraińskiego: ks. Arcybiskup Jan Martyniuk z 2 duchownymi: ks. Andrzejem Żurawiem, proboszczem z Komańczy i ks. Mironem Michaliszynem rodem z Kulasznego. Homilię wygłosił ks. Arcybiskup Jan Martyniak apelując o miłość wzajemną i dobroć. Było to piękne spotkanie ekumeniczne jednoczące wszystkich obecnych na modlitwie wspólnie zanoszonej do Stwórcy.

IV odpust w Łopience odbył się 5 X 2003 r. Mszę Świętą odpustową celebrował ks. Stanisław Szczepański, w latach 1970 – 2002 proboszcz w Wołkowyi, obchodzący jubileusz 50-lecia kapłaństwa z ks. Piotrem Bartnikiem, proboszczem parafii Górzanka, który na odpust przybył pieszo przez góry wraz z grupą pielgrzymów. Sakramentu pojednania udzielał ks. Eugeniusz Suszek, misjonarz z USA. W czasie trwania Eucharystii dotarł spóźniony ks. Miron Michaliszyn, kapłan obrządku bizantyjsko-ukraińskiego, który po mszy świętej poprosił o głos i w swoim głośnym wystąpieniu poddał krytyce niektórych kapłanów obrządku łacińskiego wywołując niesmaczną atmosferę i oburzenie starszych ludzi, którzy zaczęli wychodzić ze świątyni ze słowami „szowinista”. Klimat pojednania polsko-ukraińskiego stworzony przed rokiem w homilii i wspólnej modlitwie przez Ks. Arcybiskupa Jana Martyniaka został zakłócony.

16 IX 2004r. cerkiew w Łopience w ramach wizytacji kanonicznej parafii Górzanka odwiedził ks. Arcybiskup Józef Michalik, ordynariusz archidiecezji przemyskiej i Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski w towarzystwie dziekana dekanatu solińskiego ks. Wojciecha Szlachty, sekretarza osobistego ks. Witolda Ostafińskiego oraz proboszcza Parafii Rz. Kat. w Górzance ks. Piotra Bartnika.

V Odpust w Łopience w pierwszą niedzielę 3 X 2004 r. ściągnął tradycyjnie ludzi gór, przewodników turystycznych, ratowników GOPR, leśników, licznych gości wypoczywających w Bieszczadach i mieszkańców regionu. Mszy Św. przewodniczył O. Stanisław Glista, OFM Conv. gwardian klasztoru OO Franciszkanów w Sanoku. Koncelebransami byli: Eugeniusz Suszek, misjonarz z USA i ks. Mirosław Michaliszyn z Krakowa. Sakramentu pojednania udzielali: ks. Ks. Piotr Bartnik – proboszcz Parafii Rz. Kat. w Górzance przybyły pieszo z pielgrzymką z Górzanki przez Radziejową i ks. prałat Stanisław Szczepański, emerytowany proboszcz i dziekan z Wołkowyi, mieszkający w Rajskiem. Po Mszy Św. koncertowali „Trapiści” z Podkowy Leśnej. Uroczystość filmowały stacje lokalnej telewizji.

VI Odpust w Łopience w 2 X 2005 r. miał już nieco inny charakter. Kustosz tego uroczego miejsca ks. Piotr Bartnik wprowadził w miejsce dawnych koncertów tym razem wymiar duchowy. Mszę Świętą z modlitwą o uzdrowienie celebrował Ks. Marek Wasąg – archidiecezjalny duszpasterz akademicki z Jarosławia w asyście ks. Piotra Bartnika i ks. Witolda Pobiedzińskiego OFM wikariusza z Sanoka, a także wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym z Pruchnika. Sakramentu pojednania udzielał ks. Stanisław Szczepański z Rajskiego. Podczas modlitwy o uzdrowienie prowadzonej przez Ks. Marka Wasąga bezpośrednio po Mszy Świętej przed wystawionym Najświętszym Sakramentem Wszechmogący Bóg objawił swoją chwałę obdarzając wiele osób łaską uzdrowienia i uwolnienia. Na wielu osobach po raz pierwszy uczestniczących w takiej uroczystości używanie charyzmatów Ducha Świętego i doświadczenie Bożej Miłości wywarło duże wrażenie umacniając ich wiarę. Uroczystość filmowała TV Rzeszów.

Świątynię przygotowywali do odpustów i pomagali w liturgii: harcerze ze Szczepu ZHP „Kresy” z Przeworska z drużynową mgr Agnieszką Bernacką, Józefa Gwardzińska z Buka i kościelny Eugeniusz Suchan z Cisnej.

Cerkiew w Łopience, lato 2017

Cerkiew w Łopience, lato 2017 Cerkiew w Łopience, lato 2017

cerkiew w Łopience
foto: P. Szechyńskicerkiew w Łopience Cerkiew w Łopience, jesień 2013

cerkiew w Łopience
foto: P. Szechyńskicerkiew w Łopience Cerkiew w Łopience, jesień 2013
foto: P. Szechyński

Poeta Jan Szelc z Sanoka wzruszony do głębi napisał nowy wiersz o Łopience:

Co roku w Łopience

Co roku słońce
przez okna cerkwi
rozjaśnia ukłonem
twarz Madonny

która ikoną
łączy dwa krzyże

Co roku jesień
z pielgrzymką do Niej
spłaca złotem długi
i choć dzwonnica
jeszcze milczy

serce Matki
bije

Lud pomny
Jej cudów
z celebrą kapłanów
przynosi prośby
a Chrystus Bieszczadzki
orzechy laskowe
w torbie podróżnej
od Korbani

On dźwigał grzechy
obu narodów
w cierniach tarniny

i nam Odpust
w Maryi

Łopienka, 02.10.2005r.

Ks. Piotr Bartnik, proboszcz bieszczadzkich parafii w Dwerniku, w Cisnej, a od 3 lat w Górzance z uwagi na swój autentyzm w kapłaństwie, znakomitą znajomość bolesnej historii tych stron i umiejętność łączenia wyznawców obu obrządków chrześcijańskich wpisuje swoją służbą duszpasterską nową tradycję kulturową w tym miejscu. Dzięki jego postawie i serdeczności w każdą wakacyjną niedzielę turyści odwiedzający nasz region mogą spotkać się z Chrystusem w Eucharystii w cerkwi łopieńskiej ofiarując swoją modlitwę dawnym mieszkańcom tej górskiej doliny i osobom zaangażowanym w jej ponowne ożywienie.

Bożej Opatrzności dającej inspiracją twórczą wielu entuzjastom tej górskiej krainy i Łopienki zawdzięczamy to miejsce i klimat Cieszymy się widząc na własne oczy znaki i cuda Boga Wszechmogącego, który posługując się ludźmi – jednoczy nas w różnorodności kulturowej i religijnej na wspólnej modlitwie i radosnym obcowaniu z sobą.

Po tym nas rozpoznawać będą inni, że jesteśmy chrześcijanami, uczniami Jezusa, jeśli się będziemy wzajemnie miłowali. Miłość jest największym charyzmatem i daje nam wstęp do nieba. Nagrodą za miłość jest zbawienie. Nasze życie nie kończy się tu na ziemi. Dusza ludzka jest nieśmiertelna. Jezus Chrystus nie zostawił nas sierotami. Dał nam Ducha Świętego, abyśmy mogli wytrwać w miłości. Bóg jest miłością. Drogi bracie, droga siostro! Jeśli chcesz żyć wiecznie – miłuj bliźniego. W tym życiu liczy się tylko miłość. Przypomina nam o tym św. Augustyn i Ewangelia Jezusa Chrystusa.

Stanisław Orłowski

Literatura:

1. Bieszczady. Słownik historyczno-krajoznawczy. Cz. 2 Gmina Cisna pod red. Stanisława Krycińskiego. Towarzystwo Karpackie, Warszawa 1996 s. 234 – 271.
1. Jerzy Kitowski (prof. dr hab.), Przemiany struktur społeczno-gospodarczych obszarów przygranicznych, Przewodnik wycieczkowy, Rzeszów 1995 s. 80 – 84.
2. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, Warszawa 1880 – 1885.
3. J. Bigo, Najnowszy skorowidz wszystkich miejscowości z przysiółkami w Królestwie Galicji, Wielkiem Księstwie Krakowskiem i Księstwie Bukowiskiem z uwzględnieniem wszelkich dotąd zaszłych zmian terytorialnych kraju, Lwów 1904 i 1914.
4. Skorowidz miejscowości Rzeczypospolitej Polskiej, t. 13: woj. lwowskie, Warszawa 1924.
5. Zygmunt Kaczkowski, „Mąż szalony”, Wybór pism Zygmunta Kaczkowskiego, t. 1, Warszawa 1900, nakładem Gebethnera i Wolfa, s. 10 – 22.
6. Adam Fastnacht, Słownik historyczno-geograficzny ziemi sanockiej w średniowieczu, cz. 2 (J – N), Brzozów – Wzdów – Rzeszów 1998 s. 129.
7. Tenże, Osadnictwo Ziemi Sanockiej w latach 1340 – 1650, Wrocław 1962.
8. Józef Półćwiartek, Zniszczenia ostatniego najazdu tatarskiego tatarskiego 1672r. na obszarze ziemi sanockiej, Rocznik Historyczno-Archiwalny 1994, T. VII – VIII s. 17 – 42.
9. Eugeniusz Misiło, Akcja „Wisła”. Dokumenty. Archiwum Ukraińskie, Warszawa 1993.
10. Łopienka. Ocalić historię i współtworzyć nową.
11. Starostwo Powiatowe Leskie. WAP w Rzeszowie, Oddział w Sanoku, Wysiedlanie cudzoziemców 1945 – 1947. Zespół 64, sygn. 80, 96, 97, 99, 100.
12. Tamże, Akta Gminy Cisna 1944 – 1954, sygn. 32
13. Relacje Pana Kazimierza Budzińskiego, urodzonego w 1921 r. w Tyskowej (lat 82), wywodzącego się ze szlachty zagrodowej, zamieszkałego w Stężnicy nr 82. Jako Polak nie był objęty wysiedleniem.
14. Relacje małżeństwa Katarzyny Babicz (1925 r.) i Michała Babicza (1925 r.) lat 78, pochodzących z Łopienki, a zamieszkałych w Cisnej już od 1940 r., gdzie mieszkają do dziś w długiej łemkowskiej chacie przy wjeździe do wsi od strony Leska.
15. Relacje ks. Piotra Bartnika, proboszcza Parafii Rzymskokatolickiej w Górzance opiekującego się cerkwią w Łopience.

Remont cerkwi w Łopience
Ratowaniem ocalałej cerkwi pierwotnie zajął się Olgierd Łotoczko (historyk sztuki, konserwator zabytków powiatu bieszczadzkiego w latach 60. XX w.), który w 1972 r. oczyścił i wzmocnił mury świątyni pokrywając je betonową opaską. Nieco wcześniej przygotował kontrowersyjny projekt budowy wioski skansenowskiej, który zakładał m.in. przeniesienie do Łopienki trzech cerkwi, kilku chałup, kuźni i spichlerza. Projekt, mimo że nagrodzony przez Ministerstwo Kultury i Sztuki, nie został dopuszczony do realizacji w wyniku sprzeciwu lokalnych władz. Kilka lat później, w roku 1976, O. Łotoczko zginął tragicznie w górach Afganistanu.

Od 1983 r. ratowaniem zabytku zajął się społecznie Zbigniew Kaszuba i zgromadzeni wokół niego wolontariusze. Najpierw wykonano zabezpieczenie i rekonstrukcję murów, w 1992 r. odtworzono więźbę dachową z zachowaniem dawnego wyglądu, rok później cerkiew pokryto blachą, a w latach 1994-1995 umieszczono drzwi i okna oraz wylano betonową posadzkę i wykonano strop. Kolejne lata to m.in. remont kaplicy grobowej oraz rekonstrukcja drewnianej dzwonnicy (Kryciński, 2007). Od 1997 r. opieki nad cerkwią podjęło się Towarzystwo Karpackie. W kolejnych latach kilkakrotnie organizowano akcje sprzedaży cegiełek – ze zgromadzonych środków udało się sfinansować część prac przy tynkowaniu budowli, rekonstrukcji dzwonnicy i położeniu kamiennej posadzki (zniszczona wkrótce po ułożeniu przez zamalowanie jej nieznaną substancją).

Od roku 2012 cerkiew wraz z działką znalazła się w posiadaniu Towarzystwa Karpackiego na zasadzie umowy użyczenia nieruchomości.

Obecnie w Łopience znajduje się znakowana ścieżka spacerowa wokół dawnej wsi. Oznakowane jest również dojście do cmentarza, który znajduje się ok. 200 m od cerkwi, na prawo od widocznej figury MB umieszczonej na drzewie. Na cmentarzu zachował się jeden przewrócony nagrobek, na nim leży kamienny krzyż. Drugi z nagrobków został niedawno roztrzaskany przez spadające drzewo. Liczne ślady mogił ziemnych.

P. Szechyński

Zobacz także:

Legenda o cudownym obrazie Matki Bożej Łopieńskiej

Łopienka – dzieje wsi na przestrzeni wieków

Chrystus Bieszczadzki w Łopience

Łopienka przełomu lat 70 i 80

VI odpust w Łopience; 01.10.2006

VII odpust w Łopience; 07.10.2007

VII odpust w Łopience; 07.10.2007; relacja 2

cerkiew w Łopience

cerkiew w Łopience Cerkiew w Łopience, jesień 2014
foto: P. Szechyński

http://www.twojebieszczady.net/sor/lopinka2.php

Posted in Matka Boża | Leave a Comment »