WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

    A.Zybertowicz A.Świderkówna Anna German Bł.K. Emmerich Bł. KS. JERZY Bł.M.Sopoćko Dąbrowica Duża Edith Piaf Jan Pospieszalski Jarosław Marek Rymkiewicz kard.Stefan Wyszyński Kardynał H. Gulbinowicz Kijowiec Kodeń Koniuchy ks.A.Skwarczyński Ks.Tymoteusz M.Rymkiewiecz Prof.Kieżun tv media W.Cejrowski Z.Gilowska Z.Kossak Z.Krasnodębski Św.M. Kolbe Żołnierze wyklęci
  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Posted by tadeo w dniu 3 listopada 2015

KTO POSZUKUJE PRAWDY, POSZUKUJE BOGA.

PRAWDA JEST JEDNA I MOŻNA SIĘ KU NIEJ PRZYBLIŻAĆ, CHOCIAŻ TUTAJ NA ZIEMI NIGDY NIE POZNAMY JEJ DO KOŃCA.

ALE KIEDYŚ POZNAMY, BO OSTATECZNIE JEST NIĄ SAM BÓG.

JEDNA, JEDYNA KOMUNIA ŚWIĘTA MA WIĘKSZĄ WARTOŚĆ NIŻ WSZYSTKIE BOGACTWA ŚWIATA.

Kiedy wybije nasza ostatnia godzina, ustanie bicie naszego serca, wszystko się dla nas skończy, a więc i czas naszego zasługiwania i niezasługiwania. Takich jakimi jesteśmy, spotka nas śmierć i tacy staniemy przed Chrystusem, Sędzią. Nasze błagalne wołania, nasze łzy, nasze akty żalu, które jeszcze na ziemi zdobyłyby serce Boga, mogłyby z nas, grzeszników, uczynić – przy pomocy sakramentów – ludzi świętych; ale w owym momencie nie będą miały żadnej wartości; czas miłosierdzia minie i rozpocznie się czas sprawiedliwości – ojciec Pio.

bogciebie11

Posted in Kontakt, Miłosierdzie Boże, Religia, Św. Faustyna | 5 Komentarzy »

Jeszcze POLSKA nie zginęła…

Posted by tadeo w dniu 26 października 2015

Wielokroć upokorzony czekałem na tą chwilę wiele lat. Osobiście bardzo się wzruszyłem… Tyle lat czekania, tyle momentów bezsilności i nieraz zniechęcenia. Warto było czekać!!!!!  Dzisiaj obudziłem się w innym – lepszym państwie.

Zwyciężyła POLSKA – ojczyzna moich marzeń.

Polska znów jest polska, Polska jest wolna, odzyskaliśmy suwerenność i wolność.  Wreszcie czuję się jak we własnym domu. 

Posted in POLECAM | 2 Komentarze »

Czy śmierć nagła i nieprzewidziana jest sprawiedliwością, czy miłosierdziem Boga

Posted by tadeo w dniu 28 czerwca 2022

Tak Matka Maria od Krzyża mówiła przez doświadczenie duszy Marii Gabrieli o tym czy śmierć nagła i nieprzewidziana jest sprawiedliwością, czy miłosierdziem Boga.

„– Czasem sprawiedliwością, kiedy indziej zaś miłosierdziem. Gdy dusza jest bojaźliwa, a Bóg wie, że jest przygotowana i gotowa do stawienia się przed Nim, zabiera ją z tego świata śmiercią nagłą, aby jej zaoszczędzić trwogi przedśmiertnej, jakiej mogłaby doznać w ostatnim momencie. Dobry Bóg zabiera czasem dusze powodując się sprawiedliwością. Nie są wówczas stracone, lecz gdy odchodziły pozbawione ostatnich sakramentów albo przyjmując je w pośpiechu, nieprzygotowane jeszcze do odejścia, mają czyściec bardziej bolesny i dłuższy. Inne, które przebrały wprost miarę swych zbrodni i były nieczułe na wszystkie łaski Boże, zostają zabrane z tej ziemi przez dobrego Boga, by nie ściągały na siebie jeszcze większej Jego kary.

Powiedz mi, co dzieje się przy konaniu i po nim? Czy dusza znajduje się w świetle, czy w ciemnościach? W jakiej formie zostaje wydany wyrok?

– Wiesz, że ja nie przechodziłam agonii, lecz mogę ci powiedzieć, że w tym ostatnim decydującym momencie szatan rozwija całą sieć wściekłości wokół konających. Dobry Bóg, aby przysporzyć duszom więcej zasług, pozwala im przechodzić te ostatnie próby, te ostatnie walki. Dusze silne i wspaniałomyślne walczą, by mieć jeszcze piękniejsze miejsce w niebie; staczają często na końcu życia i w trwodze przedśmiertnej straszliwe walki przeciwko aniołowi ciemności (byłaś tego świadkiem), lecz wychodzą z tego zwycięsko. Dobry Bóg nie dopuści by dusza, która była Mu oddana przez całe życie, zginęła w tej ostatniej chwili. Ci, którzy kochali Najświętszą Maryję Dziewicę i modlili się do Niej przez całe życie, otrzymują od Niej dużo łask w czasie ostatnich zmagań. Tak samo dzieje się z tymi, którzy mieli nabożeństwo do świętego Józefa, do świętego Michała lub do innego świętego. Wówczas właśnie, w tak trudnym momencie, jest się szczęśliwym z posiadania orędownika przed Bogiem, o czym ci zresztą mówiłam. Niektórzy umierają spokojnie, nie doznając nic z tego, o czym powiedziałam. Dobry Bóg wszystko zaplanował, czyniąc wszystko lub dopuszczając dla dobra poszczególnych ludzi.

Jak ci opowiedzieć lub opisać, co dzieje się po zgonie? Trudno to dobrze zrozumieć, jeżeli się przez to nie przeszło. Będę ci to jednak usiłowała wytłumaczyć najlepiej jak umiem. Dusza, opuszczając ciało, czuje, że zatraca się w Bogu i jest cała Nim ogarnięta, jeśli można tak powiedzieć. Znajduje się w takiej jasności, że w mgnieniu oka widzi całe swoje życie oraz to, na co w oparciu o nie zasługuje. Mając poznanie tak jasne, sama wydaje na siebie wyrok. Dusza nie widzi Boga, lecz korzy się, porażona jakby Jego obecnością. Jeżeli jest to dusza obarczona ciężkimi winami (taką ja byłam), a więc zasługująca na czyściec, czuje się teraz tak bardzo zmiażdżona ciężarem tych win wymagających zmazania, że sama pogrąża się w czyśćcu. Wtedy dopiero rozumie się dobroć Boga oraz Jego miłość do dusz oraz to, jakim nieszczęściem jest grzech w oczach Jego Boskiego Majestatu.”

Posted in Religia | Leave a Comment »

Zofia Kossak-Szczucka (1889-1968)

Posted by tadeo w dniu 26 czerwca 2022

Zofia Kossak-Szczucka. Fot. PAP/CAF

Zofia Kossak-Szczucka. Fot. PAP/CAF

Zofia Kossak-Szczucka urodziła się 8 sierpnia 1889 roku w Kośminie na Lubelszczyźnie; według innych źródeł przyszła na świat 10 sierpnia. Była córką Tadeusza Kossaka, brata bliźniaka znanego malarza Wojciecha Kossaka.

Zgodnie z tradycją rodzinną studiowała malarstwo – w latach 1912-13 w Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie, a potem rysunek w Ecole des Beaux Arts w Genewie.

W 1917 roku wraz z pierwszym mężem Stefanem Szczuckim przeżyła na Wołyniu okres krwawych wystąpień chłopskich oraz najazd bolszewicki. Wspomnienia, które spisała z tego czasu i wydała w 1922 roku pod tytułem „Pożoga”, stanowią jej właściwy debiut literacki.

Po I wojnie światowej i śmierci pierwszego męża pisarka zamieszkała w Górkach Wielkich niedaleko Skoczowa.

Proza historyczna Kossak-Szczuckiej

Najważniejszą dziedzinę twórczości Kossak-Szczuckiej stanowi proza historyczna, zapoczątkowana powieścią „Beatum scelus” (1924) – dotyczącą historii wykradzenia obrazu Matki Bożej z kaplicy w Rzymie przez Mikołaja Sapiehę. Inny nurt prozy Kossak-Szczuckiej dotyczy dziejów i specyfiki Śląska, który był jej szczególnie bliski. W powieściach takich jak „Legnickie pole” (1930) i opowiadaniach np. „Nieznany kraj” (1932) opisywała polskie wątki historii tego regionu.

Najbardziej znanym dziełem Kossak-Szczuckiej pozostaje jednak tłumaczony na wiele języków cykl powieściowy „Krzyżowcy”.

Kossak-Szczucka wobec Żydów

Zofia Kossak-Szczucka, gorliwa katoliczka, przejęła niektóre z antysemickich uprzedzeń, częstych w wypowiedziach duchownych katolickich dwudziestolecia międzywojennego. Na przykład w 1936 roku pisała w „Prosto z mostu”: „Żydzi są dla nas istotnym i strasznym niebezpieczeństwem rosnącym z każdym dniem. Obsiedli nas jak jemioła próchniejące drzewo”. Jej wypowiedzi do dziś dnia przywoływane są w kontekście przedwojennego antysemityzmu.

Jej postawa diametralnie zmieniła się jednak w czasie okupacji, kiedy stanęła na czele Frontu Odrodzenia Polski, tajnej organizacji katolickiej.

To Zofia Kossak Szczucka jako jedna z pierwszych polskich intelektualistów dostrzegła tragizm losu polskich Żydów i stworzyła wraz z Wandą Krahelską-Filipowicz Komitet Pomocy Społecznej dla Ludności Żydowskiej, działający pod konspiracyjną nazwą Żegota.

Protest Kossak-Szczuckiej

W sierpniu 1942 roku, tuż po rozpoczęciu likwidacji warszawskiego getta, Kossak opublikowała słynny protest, w którym pisała: „W ghetcie warszawskim, za murem odcinającym od świata, kilkaset tysięcy skazańców czeka na śmierć.(…) Kto milczy w obliczu mordu – staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia – ten przyzwala. Zabieramy przeto głos my, katolicy-Polacy”. Pisarka przedstawiając dramatyczny los Żydów wezwała Polaków do zajęcia jednoznacznego stanowiska. „Protestujemy, kto z nami tego protestu nie popiera, nie jest katolikiem” – napisała.

W tej samej broszurce znalazły się jednak zdania, że Żydzi są i pozostaną wrogami Polski, że nienawidzą Polaków bardziej niż Niemców. Spowodowały one, że do Zofii Kossak-Szczuckiej przylgnęła opinia „antysemitki, która pomagała Żydom”.

Z opinią tą nie zgadza się prof. Władysław Bartoszewski. „Ona nigdy nie była antysemitką. Ona była żarliwą katoliczką, fundamentalną, bo tacy wtedy byli w Polsce katolicy przedsoborowi. Pochodziła z liberalnej, artystycznej rodziny Kossaków, uczęszczała do Szkoły Sztuk Pięknych, bratanica Wojciecha, wnuczka Juliusza. To nie było środowisko antysemitów. Miała jedną czy dwie wypowiedzi w czasie wojny, że +Żydzi są politycznymi wrogami Polaków, ale to nie oznacza, że my możemy być bierni, gdy oni giną+” – mówił Bartoszewski.

„Nieprawdziwe są także głosy łączące Zofię Kossak-Szczucką ze środowiskami przedwojennej endecji czy wręcz ONR-u. Jej mąż był polskim oficerem, przed wojną obracała się w kręgach, które nie miały nic wspólnego z zaciekłą prawicą. Owszem, publikowała niekiedy w gazetach katolickich sympatyzujących z endeckim antysemityzmem, ale bardziej była związana z powiązaną z ówczesnym rządem +Gazetą Polską+” – mówił Bartoszewski przypominając, że po śmierci Kossak-Szczuckiej w 1968 roku została ona uhonorowana tytułem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata.

Władysław Bartoszewski w latach 1942-43 pełnił rolę sekretarza pisarki, gdy pod przybranym nazwiskiem ukrywała się w Warszawie. „Używała mnie do noszenia zeszytu z notatkami, który wiecznie gubiła. Ale ja czułem się zaszczycony. Nalegała na to, żebym uczestniczył we wszystkich jej spotkaniach, a była podczas okupacji człowiekiem-instytucją. Zawdzięczam jej mnóstwo cennych znajomości. Byłem w nią zapatrzony i była dla mnie wielkim autorytetem. Była człowiekiem, dla którego Bóg i ojczyzna to nie są hasła, to jest treść codziennego postępowania, choć ona nie szastała tymi słowami na co dzień” – wspominał Bartoszewski w książce „Warto być przyzwoitym”.

Kossak-Szczucka w Auschwitz

Za swą działalność pisarka została aresztowana przez gestapo. Trafiła do Auschwitz, gdzie była więziona w latach 1943-44. Swój pobyt w hitlerowskim obozie zagłady opisała w książce „Z otchłani”. Z Oświęcimia została przewieziona na Pawiak, skąd została uwolniona dzięki niepodległościowemu podziemiu. Wzięła udział w Powstaniu Warszawskim.

W 1945 r. została skierowana w misji Polskiego Czerwonego Krzyża do Londynu, gdzie zastał ją koniec wojny.

Powojenne losy Kossak-Szczuckiej

Kossak-Szczucka i jej drugi mąż Zygmunt Szatkowski zdecydowali się pozostać na emigracji. Para inteligentów wydzierżawiła farmę w Kornwalii, gdzie przez dziesięć lat hodowali owce. We wspomnieniach pisarki opublikowanych dopiero dwa lata temu opisy ciężkiej fizycznej pracy przeplatają się z pełnymi miłości opowieściami o zwierzętach, angielskich sąsiadach i środowisku ówczesnej polskiej emigracji w Wielkiej Brytanii.

Po powrocie do kraju w 1957 roku pisarka osiadła ponownie w Górkach Wielkich. Jako publicystka współpracowała przede wszystkim z prasą katolicką.

Grób Zofii Kossak na cmentarzu w Górkach Wielkich.

Zmarła 9 kwietnia 1968 r. w Bielsku-Białej, pochowana została na cmentarzu parafialnym w Górkach Wielkich. (PAP)

Agata Szwedowicz

https://dzieje.pl/postacie/zofia-kossak-szczucka-1889-1968

Twórczość

Spis utworów:

1922 Pożoga

1924 Beatum scelus

1926 Kłopoty Kacperka góreckiego skrzata

1926 Z miłości

1927 Wielcy i mali

1928 Złota wolność

1929 Szaleńcy Boży

1930 Legnickie Pole

1931 Dzień Dzisiejszy

1931 Ku swoim

1931 Topsy i Lupus

1932 Nieznany kraj

1933 Pątniczym szlakiem

1933 Z dziejów Śląska

1934 S.O.S.!

1934 Szukajcie przyjaciół

1936 Krzyżowcy

1936 Bursztyny

1936 Puszkarz Orbano

1937 Król trędowaty

1937 Bez oręża

1937 Skarb Śląski

1938 Gród na jeziorem

1938 Laska Jakubowa

1939 Trembowla

1939 Warna

1940-1944 konspiracyjne broszury, artykuły, ulotki, m.in. Niszczyciele, Prawdziwe oblicze Piusa XII, Nieuleczalni, Jesteś katolikiem… Jakim?…, W piekle, Pod dyktandem Berlina, Protest!, Dzisiejsze oblicze wsi: reportaż z podróży, …byłem głodny…, Sprawiedliwie

1946 Z otchłani

1948 Gość Oczekiwany

1948 Suknia Dejaniry

1948 Das Antlitz der Mutter, (Oblicze Matki, utwór wydany tylko w przekładzie niemieckim)

1951 Przymierze – w języku angielskim, 1952 w języku polskim

1952 Kielich krwi

1953 Błogosławiona wina

1955 Rok polski

1956 Dziedzictwo część I

1960 Troja północy (współautor: Zygmunt Szatkowski)

1962 Pod lipą

1963 Ognisty wóz

1963 Prometeusz i garncarz

1964 Dziedzictwo część II

1967 Dziedzictwo część III (współautor: Zygmunt Szatkowski)

Książki Zofii Kossak tłumaczono na wiele języków obcych. Jako pierwsze ukazało się wydanie angielskie Pożogi w 1927 jako The Blaze, a taki tytuł zasugerował sam Józef Conrad Korzeniowski. Powieść opublikowano również w języku francuskim, japońskim oraz węgierskim.

W 1928 roku w londyńskim wydawnictwie A. & C. Black ukazały się Kłopoty Kacperka góreckiego skrzata (The Troubles of a Gnome). Autorka napisała tę książkę dla swoich dwóch starszych synów. Opowieści o przygodach Kacperka przetłumaczyła na angielski Monica M. Gardner, a zilustrował je Charles Folkard.

W 1930 roku w Niemczech wydano Legnickie pole (Die Walstatt von Legnitz) w tłumaczeniu Otto Forst de Battaglia – wybitnego historyka literatury, eseisty oraz krytyka literackiego. Tę powieść wydano także w języku czeskim i słoweńskim.

KrzyżowcyKról trędowaty i Bez oręża to najpopularniejsze powieści historyczne Zofii Kossak. W latach trzydziestych dwudziestego wieku pierwsze polskie edycje Krzyżowców zawierały zapis: „Książka nie dla każdego”, a przedstawiony w nich portret Chrześcijan budził wiele kontrowersji przed II wojną światową. Mimo to powieści cieszyły się ogromnym uznaniem.

Bez oręża – poświęcona tragicznej krucjacie dziecięcej w XIII wieku oraz postaci św. Franciszka z Asyżu – została opublikowana w 1944 roku w USA pod tytułem Blessed Are the Meek przez wydawnictwo ROY of New York. Jego właściciel – Marian Kister, przed II wojną światową prowadził w Polsce wydawnictwo Rój, które wydawało książki Zofii Kossak.

W USA w kwietniu 1944 roku Blessed Are the Meek została wyróżniona w The Book-of-the-Month Club News i znalazła się w gronie bestsellerów. W tym samym roku The Council on Books w Wartime – amerykańska organizacja pozarządowa założona przez księgarzy, wydawców, bibliotekarzy i autorów, której głównymi celami w latach 1942-1946 była promocja książek mających wpływ na poglądy Amerykanów na temat II wojny światowej, wyjaśnianie problematyki pokojowej oraz dających wytchnienie i inspirację – wydała Blessed Are the Meek w specjalnej wojskowej edycji (The Armed Services Editions).

Trylogia Zofii Kossak ukazywała się także w wielu innych krajach pod następującymi tytułami: Angels in the Dust, O kristovu koronu, Križarska Vojska, La divina avventura (I crociati), Die Kreuzfahrer, Křižáci, The Leper King, El ocaso de los Cruzados, Novela, Den Spedalske Konge, Der aussatzige Konig, Malomocný kráľ, Beze zbraně, Saliga äro de Saktmodiga, Bem-Aventurados os Humildes, Bienaventurados sean los humildes, Konge af Jerusalem, Benis soient les humbles, Salige er de Saktmodige.

W czasie II wojny światowej Zofia Kossak koncentrowała się głównie na artykułach dla prasy podziemnej, które również ukazywały się poza granicami Polski. Jej Protest! dotyczący zagłady Żydów w części opublikowano w 1943 roku w The Black Book of Polish Jewry. W 1944 roku w Londynie wydrukowano też jedną z konspiracyjnych broszur pisarki – W piekle (In Hell – A Dokument), napisaną w 1942 roku.

Z otchłani – wspomnienia Zofii Kossak z pobytu w Auschwitz Birkenau zimą na przełomie 1943 i 1944 roku – wydano w języku polskim w 1946 roku, we włoskim jako Il campo della morte (1947) oraz francuskim – Du fond de l’abime, Seigneur (1951).

Pierwsze wydanie książki Przymierze o życiu Abrahama – którą Zofia Kossak pisała podczas pobytu w Anglii i do której zbierała materiały w Muzeum Brytyjskim – ukazało się w języku angielskim w 1951 roku w Wielkiej Brytanii, USA oraz Kanadzie pod tytułem The Covenant. Powieść po polsku pojawiła się później – bo dopiero w 1952 roku – także na Wyspach. W tym samym roku została przetłumaczona też na duński (Abraham, Terahs Søn), a w 1958 roku na niemiecki (Der Bund).

W 1948 roku w Szwajcarii wydano Das Antlitz der Mutter (Oblicze matki), książkę opisującą w skrócie historię Polski. Jej polski tekst niestety zaginął i do tej pory nie został odnaleziony.

Spośród innych utworów Zofii Kossak, które ukazały się w przekładach warto także wymienić: Szaleńcy Boży w języku słowackim (Nadšenci Boži, 1947), Suknia Dejaniry jako The Gift of Nessus w Wielkiej Brytanii (1949) oraz The Meek Shall Inherit w USA i Kanadzie (1948).

Posted in Zofia Kossak-Szczucka | Leave a Comment »

Muzeum Zofii Kossak – Szatkowskiej

Posted by tadeo w dniu 25 czerwca 2022

Muzeum Zofii Kossak-Szatkowskiej mieści się w byłym domku ogrodnika dawnego majątku Kossaków. Jest jedynym miejscem, w którym mogli zamieszkać w Górkach Wielkich, Zofia i Zygmunt Szatkowscy po powrocie z Anglii w 1957 roku. Mały domek usytuowany pomiędzy parkiem a sadem po zachodniej stronie dworu wymagał remontu i dostosowania do potrzeb pisarki, jej dzieci i wnuków, które przyjeżdżały na wakacje zza granicy. Skromny dom promieniował energią, ciepłem i życzliwością. Stare cenne meble przywiezione z Anglii pomieszane z prostymi, drewnianymi, wykonanymi przez miejscowych stolarzy stanowiły jego wyposażenie. Portrety rodzinne, książki, porcelana, pamiątki z egzotycznych miejsc czyniły go podobnym do dawnych, starych, wiejskich dworków. Latem szeroko otwarte drzwi jadalni prowadziły do ogrodu pełnego słodko pachnących, barwnych kwiatów i krzewów w stylu angielskiego cottage garden. 9 kwietnia 1968 roku umiera Zofia Kossak. Aby ocalić od zapomnienia twórczość i miejsce, w którym żyła i pracowała wielka polska powieściopisarka, Zygmunt Szatkowski utworzył w domku ogrodnika muzeum biograficzne zmarłej żony.

W 1973 roku stało się ono Oddziałem Muzeum Śląska Cieszyńskiego w Cieszynie. Wyposażenie Muzeum stanowią w większości eksponaty przekazane przez Zygmunta Szatkowskiego i jego dzieci na rzecz skarbu państwa oraz rodzinne depozyty. Stała ekspozycja Muzeum to trzy pomieszczenia oddające otoczenie i atmosferę, w której pisarka żyła i pracowała. Ekspozycje czasowe przedstawiają wybrane okresy z jej życia i działalności.

Do cennych eksponatów Muzeum należały rodzinne portrety pędzla Juliusza i Wojciecha Kossaków; niestety część została skradziona w 1993 roku i dotychczas w większości nieodnaleziona. Archiwum Muzeum zawiera bogatą korespondencję, rękopisy i inne materiały, które stanowią nieoceniony warsztat pracy badawczej. Muzeum Zofii Kossak-Szatkowskiej w Górkach Wielkich jest jedynym muzeum poświęconym osobie wywodzącej się z niepospolitego rodu Kossaków.

ul. Stary Dwór 2
43-436 Górki Wielkie
tel. 33 853 95 15
www.muzeumkossak.pl

Założył je w 1973 roku mąż pisarki – Zygmunt Szatkowski, który stał się jednocześnie pierwszym kustoszem obiektu.

Muzeum mieści się w dawnym domu ogrodnika, niedaleko ruin spalonego w 1945 roku dworu.

W domu, który był ostatnią przystanią pisarki, zgromadzono wiele pamiątek: zdjęcia rodzinne, rękopisy, maszynopisy, listy, obrazy oraz bogaty zbiór książek.

Tuż przy muzeum znajduje się niewielki park, w którym zobaczyć można ruiny spalonego dworu oraz tablicę pamiątkową poświęconą Zofii Kossak – Szatkowskiej.

Warto odwiedzić to miejsce.

Posted in Zofia Kossak-Szczucka | Leave a Comment »

Przeżyłam śmierć kliniczną

Posted by tadeo w dniu 25 czerwca 2022

Irmina przeżyła wypadek czołowy, po kilku dniach lekarze powiedzieli rodzinie, że będzie już umierać. Wtedy wyszła z ciała i zobaczyła ciemną krainę czyściec i drogi do piekieł. Następnie przyszedł Jezus i zabrał ją do pięknej krainy światła.

Irmina dokładnie opisuje co widziała. Widziała też wydarzenia na ziemi, których nie mogła widzieć z łóżka w którym leżało jej ciało.

Spotkała zmarłych rodziców chłopaka, którzy ją poprosili by wróciła na ziemię. Widziała jak lekarz z pielęgniarkami zrobili sobie imprezę na intensywnej terapii.

Posted byŚwiadectwo20 czerwca 2022

7 listopada 2015 r. zderzyłam się czołowo z jadącym z naprzeciwka samochodem. Uderzając w auto, zawołałam głośno do Pana Boga: „Panie Boże – jeśli mnie słyszysz – nie pozwól mi umrzeć, daj mi jeszcze żyć!”.

Przed wypadkiem byłam osobą wierzącą, ale powoli zaczęłam oddalać się od Boga. W pewnym okresie przestałam chodzić do kościoła i się modlić. Wpadłam w złe towarzystwo; zaczęłam zażywać narkotyki, pić alkohol i brać udział w imprezach. Zdarzał się też seks.

Od jakiegoś czasu poważnie chorowałam. Przestało mi na sobie zależeć. Robiłam wszystko, żeby siebie zniszczyć… Zagłuszałam w ten sposób mój wewnętrzny ból.

W tym też czasie zaczęłam się interesować czarną magią, wywoływałam duchy i chodziłam do wróżek. To wszystko otworzyło drzwi złemu duchowi… Tkwiłam w grzechach i miałam myśli samobójcze.

Dwa tygodnie przed wypadkiem chciałam się zabić. Miałam też przeczucie, że dojdzie do tego fatalnego zdarzenia…

7 listopada 2015 r. jechałam na koncert, który – o czym nie wiedziałam – miał być prowadzony przez satanistyczną sektę. W drodze zderzyłam się czołowo z jadącym z naprzeciwka samochodem.

Uderzając w auto, zawołałam głośno do Pana Boga: „Panie Boże – jeśli mnie słyszysz – nie pozwól mi umrzeć, daj mi jeszcze żyć!”.

Bóg mnie wysłuchał. Wiem, że był też przy mnie wtedy mój Anioł Stróż, który powiedział do mnie: „Nie martw się – wszystko będzie dobrze”.

Śmierć kliniczna

Nastąpiła reanimacja. W ciężkim stanie przewieziono mnie do szpitala. Leżałam tam w śpiączce na oddziale intensywnej terapii. Miałam uraz wielonarządowy, ostrą niewydolność oddechową oraz wiele skomplikowanych złamań. Wszystkie moje funkcje życiowe były wyłączone. Nie byłam w stanie ani samodzielnie oddychać, ani samodzielnie pompować krwi. Funkcje te podtrzymywała specjalna aparatura.

Widziałam jednak wszystko, co się wokół mnie działo. Nie mogłam się poruszyć, ale doświadczyłam czegoś, co jest typowe dla osób, które przeżyły śmierć kliniczną: wyszłam z mojego ciała i z góry obserwowałam, jak lekarze mnie operowali.

Powiedziałam do Pana Boga: „Boże, jak to możliwe, że widzę siebie i lekarzy?”.

Nagle znalazłam się w miejscu, w którym było szaro i zimno. Odczuwałam ból i cierpienie, które cały czas mi towarzyszyły. Byłam samotna, czułam jednak obecność złych duchów. Przychodziły one w wielkiej liczbie, biły mnie i dręczyły. Szarpały mnie i chciały mnie ze sobą zabrać. Ja im jednak mówiłam, iż nie oddam im siebie i że należę do Boga.

One zaś mi na to odpowiadały: „Jesteś grzeszna, Pan Bóg cię nie chce!”.

Demony wiedziały, że jestem bezbronna. Doświadczałam wtedy od nich bardzo wielkiego cierpienia. Cały czas jednak im powtarzałam, że moja dusza należy do Pana Boga i że nigdy – choćby mnie tak dalej biły i szarpały – im jej nie oddam.

Kiedy demony mnie atakowały, zaczęłam odmawiać modlitwę Pod Twoją obronę. Wówczas przyszła do mnie Matka Boża. Maryja miała na sobie biało-niebieskie szaty. Twarz Jej była przepiękna.

W Jej Osobie było tyle miłości jak u nikogo innego. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam takiego ogromu miłości, spokoju oraz wewnętrznej radości. Matka Boża jednym gestem ręki odpędziła wszystkie demony, które, przeraźliwe bluźniąc, momentalnie uciekły. W tym momencie doznałam wielkiego pokoju.

Będąc w stanie śmierci klinicznej, nie miałam poczucia czasu. Po atakach demonów i obronie przez Matkę Bożą znalazłam się w całkowitej ciemności. Nagle jednak w tym zupełnym mroku pojawiło się tajemnicze światło. Nie było ono rażące i nie oślepiało, ale niosło ze sobą miłość. Był to tak wielki ogrom miłości, że nic z tego, czego wcześniej doświadczyłam, nie mogło się z nim równać.

W tym tunelu światła ujrzałam postać, która się do mnie zbliżała. Nie szła, ale jakby płynęła. Spojrzałam i z niedowierzaniem zobaczyłam Osobę odzianą w szaty i noszącą sandały. Pomyślałam: „To przecież Pan Jezus!”.

W pierwszej chwili nie dowierzałam. On jednak uśmiechnął się do mnie. Pamiętam Jego wielką dobroć i radość – tak wielką, że mnie wręcz przygniatała.

Jezus podszedł do mnie i powiedział: „Zaufaj Mi!”. Ja Mu na to odparłam: „Panie Jezu, nie jestem godna, żeby na Ciebie spojrzeć”. On zaś mi odpowiedział: „Spójrz na mnie! Irmina – jesteś dobrym człowiekiem. Każdy się jakoś pogubił, ale Ja wiem, że ty jesteś dobra. Zawsze odmawiałaś modlitwy swoimi słowami. Ja cię słyszałem”. Wówczas się rozpłakałam, a On rzekł do mnie: „Podaj Mi dłoń! Zaufaj Mi – wszystko będzie dobrze!”. Podałam więc Jezusowi dłoń i w tym samym momencie zabrał mnie ze sobą.

Razem płynęliśmy przez jakiś rodzaj ciemnego tunelu. Nagle ujrzałam przerażającą rzeczywistość piekła. Wyglądało ono jak okrągły krater wulkanu, z którego wydobywała się lawa, żar oraz straszne krzyki, jęki i nienawiść. Demony usiłowały mnie tam jeszcze ściągnąć. Same jednak wpadły do piekła, ja zaś z Jezusem bezpiecznie przeszłam na drugą stronę.

Ujrzałam wówczas zachwycającą swoim pięknem krainę. Czegoś takiego jeszcze nigdy w życiu nie widziałam! Nie mam słów, aby wyrazić to, jak tam jest pięknie i cudownie! W niebie jest pełnia szczęścia, wolności i miłości. Mówiłam sobie: „Zostanę tutaj. Tu jest tak cudownie!”.

Pan Jezus uświadomił mi, że istnieje niebo oraz czyściec, gdzie ludzie cierpią z powodu konsekwencji swoich grzechów i dojrzewają do nieba, oraz że istnieje przerażająca rzeczywistość wiecznego piekła.

Kiedy leżałam w śpiączce, lekarze wezwali moją rodzinę i przekazali jej informację, iż jestem w stanie krytycznym i że mają się ze mną pożegnać, ponieważ umieram i nie dożyję do rana…

Powrót na ziemię

Choć leżałam w szpitalu we Wrocławiu, to na wieść o moim stanie przyjechał do mnie z Poznania mój były chłopak, którego zostawiłam, zanim zeszłam na złą drogę.

Modlił się on za mnie, czuwając przy mnie całymi dniami. Jego rodzice zmarli na raka. Chłopak ten, płacząc, prosił mnie, żebym też nie umarła. Postanowił pójść do kościoła, żeby się pomodlić, ale świątynia, z racji nocnej pory, była już zamknięta. Stanął zatem przy figurce Maryi i zaczął wołać do Pana Boga i do Matki Bożej, aby mi przekazali, że mam do niego wrócić, gdyż on mnie potrzebuje… Zaczął też prosić swoich nieżyjących już rodziców, by także mi powiedzieli, że mam do niego wrócić.

Będąc w stanie śmierci klinicznej, widziałam to jego wołanie. Bardzo dobrze pamiętałam mamę tego chłopaka. Byłam przy niej, gdy umierała. Na jej prośbę poprzysięgłam, że po jej śmierci będę się opiekowała jej synem i że nigdy go nie opuszczę. Obietnicy tej jednak nie dotrzymałam…

I nagle, pozostając w stanie śmierci klinicznej, spostrzegłam z dala rodziców mojego byłego chłopaka! Podeszli do mnie i mnie przytulili. Mama tego chłopaka powiedziała do mnie: „Irmino, pamiętasz, co mi obiecałaś? Nie chcesz teraz wrócić na ziemię?”. Ja zaś odrzekłam, że nie. Oni jednak nalegali: „Prosimy cię – wróć!”.

W końcu, cała zapłakana, zgodziłam się na mój powrót na ziemię. Żegnając się ze mną, rodzice mojej byłej sympatii powiedzieli: „Pamiętaj – jak będziesz rozmawiać z naszym synem, to przekaż mu, że choć już razem z nim nie żyjemy, to zawsze przy nim jesteśmy i bardzo go kochamy”.

Zapłakana zwróciłam się więc do Jezusa z pytaniem: „Czy mogę wrócić na ziemię?”. Pan Jezus odrzekł mi na to: „Dobrze. Wiedz jednak, że po powrocie na ziemię będziesz bardzo cierpieć. Będziesz miała bardzo dużo operacji. Zobaczysz, jacy są ludzie wokół ciebie. Zobaczysz, na kogo będziesz mogła liczyć. Czy jesteś na to gotowa?”. Odpowiedziałam: „Tak – jestem na to gotowa”. Jezus rzekł wtedy: „Dobrze. Obiecaj mi w takim razie, że będziesz głosiła, że Ja jestem prawdziwy, że niebo istnieje naprawdę, że istnieje czyściec i że piekło też istnieje, choć wielu ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy. Módl się do Mnie nadal swoimi słowami – tak jak to do tej pory czyniłaś”. Obiecałam Mu, że tak zrobię.

Wtedy Pan Jezus zadał mi jeszcze trzy razy pytanie: „Czy na pewno chcesz wrócić?”. Jak tylko po raz trzeci odpowiedziałam na nie twierdząco, momentalnie poczułam się chora.

W tej samej chwili, w której moja rodzina zaczęła się ze mną żegnać, ja, leżąc na intensywnej terapii, zaczęłam poruszać palcami. Aparatura medyczna zaczęła wysyłać sygnały o powrocie moich funkcji życiowych.

Ksiądz, który nazajutrz po moim wybudzeniu się udzielił mi sakramentu namaszczenia chorych, powiedział, że nigdy nie zapomni tej chwili. Kiedy mnie zobaczył, od razu wiedział, że coś się wydarzyło. Moja rozpromieniona twarz i niezwykły uśmiech, gdy opowiadałam o Panu Jezusie, wywarły na tym kapłanie wielkie wrażenie.

Gdy się wybudziłam ze śpiączki, zaczęłam opowiadać mojej rodzinie o spotkaniu z Panem Jezusem oraz o wszystkim, czego doświadczyłam. W czasie śpiączki byłam zaintubowana. Po moim wybudzeniu się lekarze byli ostrożni – nie wiedzieli, czy od razu mój organizm samodzielnie podejmie wszystkie życiowe funkcje, dlatego najpierw odłączono ode mnie aparaturę, a dopiero potem mnie rozintubowano. Okazało się wówczas, że mogę całkowicie sama funkcjonować! Lekarze nie mogli wprost wyjść ze zdziwienia. To był prawdziwy cud!

Przez pierwsze dwa tygodnie nic nie widziałam. Potem odzyskałam wzrok, ale miałam powiększone oko. Okazało się, że doznałam udaru niedokrwiennego móżdżku. Miałam wykonaną tomografię komputerową głowy, ale bez kontrastu.

Mój były chłopak zobaczył jednak, że coś jest nie tak i że moje oko dziwnie wygląda. Personel medyczny uznał, że nie zachowuję się normalnie i nie dawał wiary moim „przedziwnym” opowieściom o tym, że spotkałam Maryję i Jezusa oraz że widziałam niebo, czyściec i piekło. Myślano, że postradałam zmysły. Przypięto mnie więc pasami do łóżka!

Udar jednak u mnie postępował. Mój były chłopak udał się wówczas do neurologa i powiedział, że coś jest ze mną nie tak. Powtórzono więc tomografię mojej głowy, tym razem z kontrastem. Po wykonaniu tego badania okazało się, że brakowało dosłownie kilku milimetrów, bym miała przerwane kręgi szyjne. W każdym momencie mogłam umrzeć…

Wszyscy zaczęli się więc za mnie modlić. Ja jednak byłam dobrej myśli. Doszłam do przekonania, iż skoro raz już Pan Bóg uratował mnie od śmierci, to cały czas nade mną czuwa i teraz też nie pozwoli mi umrzeć. Podawane mi leki jednak nie pomagały. Miałam bardzo zniszczone komórki.

Tymczasem udar całkowicie się u mnie cofnął! Moje oko znów wyglądało naturalnie, mogłam z powrotem normalnie mówić i poruszać ręką. Wszystko wróciło do normy. Kiedy się ma udar móżdżku, zaburzony jest wtedy zmysł równowagi i nie można stać. U mnie nie ma tego problemu!

Wiedziałam, że Pan Bóg ze wszystkiego mnie uzdrowi. Tak się dzieje do dzisiaj. Przez cztery i pół roku od wypadku przeszłam 32 operacje oraz długą rehabilitację. Wierzyłam jednak, że w końcu stanę na nogi. Wiedziałam, że Pan Bóg tego chce i po dziewięciu miesiącach ciężkiej rehabilitacji tak się właśnie stało. Dość szybko też stałam się samodzielna.

Za każdą, najmniejszą nawet, czynność, którą mogę teraz samodzielnie wykonywać, nauczyłam się Bogu dziękować. Od czasu wypadku nie mogłam jednak normalnie chodzić ani tym bardziej klęczeć. Chcąc jednak wypełnić obietnicę daną Matce Bożej, którą złożyłam przed Nią w niebie, udałam się na Jasną Górę, by przed cudownym wizerunkiem Maryi żarliwie podziękować za Jej wstawiennictwo.

Kiedy o kulach obeszłam ołtarz cudownego obrazu, nagle poczułam, że te podpory nie są mi już potrzebne. W tegoroczne Święta Zmartwychwstania Pańskiego Pan Bóg mnie uzdrowił i mogę już normalnie chodzić oraz klęczeć!

Znak dla niedowiarka!

Niektóre osoby nie dawały wiary mojemu świadectwu. Ja jednak w czasie śmierci klinicznej widziałam z nieba wszystko, co się wokół mnie działo. Pewien lekarz był dla mnie bardzo niemiły. Ja zaś, będąc w śpiączce, widziałam, jak on w sobotę, wraz z pielęgniarkami, urządził sobie w ich pokoju alkoholową libację. Widziałam dokładnie, co popijali.

Kiedy ów lekarz po moim wybudzeniu się podszedł do mnie, zaczął mnie atakować słowami: „Ty kłamiesz! Przestań mówić o Panu Jezusie. Ty jesteś nienormalna!”. Ja zaś prosiłam go wtedy: „Proszę, niech mnie pan odepnie z tych pasów. Ja naprawdę widziałam Pana Jezusa!”.

Lekarz ten jednak kontynuował swoje obraźliwe uwagi pod moim adresem i był dla mnie tak bardzo niemiły, że w końcu wyjawiłam mu prawdę o tym, co widziałam, gdy leżałam na oddziale intensywnej terapii. Powiedziałam mu: „Panie doktorze, ja wiem, co pan robił w sobotę wieczorem. Pamięta pan, jak upijał się pan razem z pielęgniarkami? Za chwilę będzie obchód. Jeśli nie odepnie mnie pan z tych pasów i nadal będzie pan bluźnił na Pana Jezusa, to jak przyjdzie ordynator, wyjawię mu, co pan robił w sobotę…”.

Lekarz wtedy zbladł. Odpowiedział mi szybko: „Proszę cię, nie mów nic nikomu na mój temat. Ja już ci teraz wierzę! Odepnę cię z tych pasów i już nigdy więcej nie powiem nic złego o Panu Jezusie!”. Niebawem przyszedł ordynator i ze zdziwieniem pyta: „Dlaczego odpięliście Irminę z pasów?”. A pan doktor na to: „Już nie trzeba! Z nią jest wszystko w porządku!”. Od tego momentu lekarz ten zupełnie się zmienił. Uwierzył w Pana Jezusa. Przychodził potem do mnie i chętnie ze mną rozmawiał, zadając mi wiele pytań.

Nowe życie i głoszenie słowa Bożego

Odkąd wróciłam do życia na ziemi, staram się spełnić obietnicę daną Panu Bogu. Dużo o Nim opowiadam, mimo iż ludzie na mnie źle patrzą lub się ze mnie wyśmiewają. Nigdy nie tracę wiary; modlę się za tych ludzi. Zawsze będę głosiła, że Pan Jezus jest cały czas z nami, obecny w sakramentach pokuty i Eucharystii, i że pragnie działać w naszym życiu, tak jak w moim życiu cudownie zadziałał.

Po tym przeżyciu całkowicie zerwałam ze złym towarzystwem i zaczęłam głosić słowo Boże – najpierw w szpitalach, gdzie po wypadku spędziłam wiele miesięcy. Spotkałam tam dużo osób, które były niewierzące lub załamane. Pan Bóg mnie do nich posłał, bym ich podnosiła na duchu. Dobrze ich rozumiałam: z wysportowanej dziewczyny sama bowiem stałam się niepełnosprawna.

Pod wpływem głoszonego przeze mnie świadectwa wiele osób się nawróciło. Znam przypadki, że osoby po 30 latach poszły do spowiedzi i Komunii św.!

Modlę się, by wszyscy ludzie pragnęli Pana Jezusa. Jednak żeby mógł On do nas przyjść, najpierw trzeba Go do naszego życia zaprosić. Mamy bowiem wolną wolę. Pan Jezus patrzy na nas i płacze, gdy popadamy w grzechy, ale nic nie może uczynić, póki się do Niego nie zwrócimy. Dopóki Go nie zawołamy, On do nas nie przyjdzie.

Ja Go zawołałam w momencie wypadku i On mnie wysłuchał. Proszę wszystkich ludzi, którzy tracą nadzieję i nie wierzą, żeby uwierzyli, że Pan Jezus jest naprawdę żywy i że On tak bardzo nas pragnie i kocha – wszystkich na równi, niezależnie od statusu społecznego.

Proszę, żebyśmy Go zaprosili do swego życia, abyśmy przez grzechy nie otwierali drzwi Złemu, byśmy powstawali z każdego ciężkiego grzechu, przystępując do sakramentu pokuty, byśmy starali się uczestniczyć w codziennej Eucharystii, znajdowali czas na adorację Najświętszego Sakramentu oraz na modlitwę różańcową – abyśmy na modlitwie rozmawiali z Panem Bogiem jak z najlepszym Przyjacielem, który nas zawsze wysłuchuje.

Gdy patrzę wstecz, widzę wyraźnie, że Pan Bóg wszystko dla mnie zaplanował. Najpierw cierpliwie czekał na moje nawrócenie, potem dopuścił ten wypadek samochodowy. Gdyby nie to tak trudne dla mnie wydarzenie, to nie wiem, jak dalej potoczyłoby się moje życie. Z pewnością podążyłabym za życiem „światowym”. Możliwe, że skończyłabym tragicznie.

Wypadek ten stał się dla mnie błogosławieństwem. Dzięki niemu przeżyłam głębokie nawrócenie. Po „tamtej stronie” spotkałam Jezusa i Maryję, ale i przerażającą rzeczywistość piekła i złych duchów. Wiem, że niebo, czyściec i piekło naprawdę istnieją!

Irmina

Spisał i oprac. Jan Gaspars

https://milujciesie.pl/przezylam-smierc-kliniczna.html?fbclid=IwAR0MJSuRESVCt0qAK2w2cOO3LlVAAlb3sZ3D87v2vrEa7RDhBNMUwriAzIM

Posted in Świadectwa | Leave a Comment »

„BÓG”

Posted by tadeo w dniu 16 czerwca 2022

Posted in Filmy - Polecam, Filmy religijne | Leave a Comment »

Nieznane cuda Ojca Pio

Posted by tadeo w dniu 16 czerwca 2022

Ten święty daje konkretne znaki swej obecności wśród ludzi. Są nimi wymodlone łaski i cuda, które dzieją się na naszych oczach.

Niedziela Ogólnopolska 18/2022, str. 68-69

 Ireneusz Korpyś

Dla wielu osób stygmatyk z Pietrelciny jest najskuteczniejszym świętym. Lista łask otrzymanych za jego przyczyną i cudów, które dzieją się z jego udziałem, nieustannie się powiększa, a za każdym z takich niezwykłych wydarzeń stoją konkretni ludzie. Bracia kapucyni wysłuchali wielu osób, które dawały świadectwa działania Ojca Pio. Brat Roman Rusek, który jako krajowy koordynator Grup Modlitwy Ojca Pio codziennie spotyka się z czcicielami zakonnika z Pietrelciny, opowiada nam o cudach wymodlonych za pośrednictwem tego świętego.

Oni nie mieli prawa się narodzić

Gdy wsłuchamy się w świadectwa osób uzdrowionych za wstawiennictwem Ojca Pio, naszą uwagę przykują wypowiedzi bezpłodnych par. – Znam kilkanaście przypadków świadectw matek, które w San Giovanni Rotondo wymodliły dzieci za wstawiennictwem Ojca Pio. Podczas mojego ostatniego pobytu w tym miejscu poznałem małżeństwo, które dało świadectwo swojego osobistego cudu. Przez wiele lat starali się o dziecko, ale bezskutecznie. Żaden z lekarzy, z którymi się konsultowali, nie dawał im złudzeń – badania lekarskie wykazały, że ich pragnienie potomstwa było niemożliwe do spełnienia. Pewnego razu pojechali na pielgrzymkę do San Giovanni Rotondo, aby tam, w miejscu tak szczególnym dla Ojca Pio, modlić się o dar potomstwa. Ich prośby zostały wysłuchane, teraz cieszą się z bliźniąt. To małżeństwo wierzy, że dzieci, które z medycznego punktu widzenia nie miały prawa się narodzić, są darem wymodlonym dzięki Ojcu Pio – mówi br. Rusek. Podobnych historii jest więcej, jak choćby świadectwo pewnego małżeństwa spod Żywca. – Bezpłodna para po wielu latach starań o potomstwo zaczęła tracić nadzieję na to, że kiedykolwiek będzie mogła tulić swoje dziecko. Lata mijały, aż kiedyś udali się do San Giovanni Rotondo. Gdy wyruszali na pielgrzymkę do tego miejsca, poprosili mnie o modlitwę. Powiedzieli: „Ojcze, pomódl się za nas, odpraw Mszę św. w naszej intencji”. Teraz cieszą się z synka – wspomina br. Rusek.

Nie ma prawa widzieć

Ojciec Pio jest świętym, który naprawdę pomaga. Sami wierni, gdy doświadczą jego działania, pragną wyrazić mu wdzięczność. – Otrzymałem kiedyś zaproszenie do powstającej na warszawskim Żeraniu parafii, dokąd miałem przyjechać z relikwiami Ojca Pio – mówi br. Rusek. – Wkrótce po tym zaproszeniu zadzwonił do mnie proboszcz z prośbą, abym przyjechał wcześniej, już za tydzień. Przez swój napięty terminarz nie mogłem sprostać jego prośbie, dlatego grzecznie odmówiłem, ale proboszcz był nieugięty. „Ojcze, wszyscy cię prosimy, cała parafia, a szczególnie jedna rodzina. Daję ci do telefonu mamę dziecka, która opowie ci, dlaczego musisz wcześniej do nas przyjechać” – powiedział. Po chwili usłyszałem w słuchawce poruszający głos kobiety, która zaczęła mi opowiadać swoją historię. „Ojcze, mamy wielkie pragnienie, abyś jako duchowy współbrat Ojca Pio ochrzcił nasze dziecko, bo właśnie Ojcu Pio zawdzięczamy bardzo dużo” – wyznała. „W 2019 r. przyszło na świat nasze dziecko. Urodziło się niewidome. Lekarze mówili, że nigdy nie będzie widzieć. Nie pogodziłam się z tą diagnozą. Pojechałam do San Giovanni Rotondo, by modlić się u Ojca Pio, bo wierzę w jego wstawiennictwo. I rzeczywiście, po powrocie do kraju mój syn zaczął się inaczej zachowywać, jakby wyciągał ręce do osób, które do niego podchodziły. Zabraliśmy go do lekarza. Po zbadaniu dziecka usłyszałam: «Rozkładam ręce, nie umiem tego wytłumaczyć, pani dziecko widzi, a nie ma prawa widzieć»” – opowiedziała mi ta kobieta. Po wysłuchaniu jej świadectwa zrobiłem wszystko, żeby zmienić mój grafik, by przyjechać do tej parafii i ochrzcić dziecko – wyznaje br. Rusek.

Przypadków przywrócenia wzroku dzięki wstawiennictwu Ojca Pio jest zdecydowanie więcej. Jedną z takich historii zbadał Roberto Allegri, włoski dziennikarz i autor książek o Ojcu Pio. – Rozmawiałem z p. Michele Placentino z San Giovanni Rotondo. W 1949 r. Ojciec Pio wyprosił uzdrowienie jego teścia, który był ofiarą wybuchu miny podczas prac przy kościele Santa Maria delle Grazie. Teść, który nazywał się Giovanni, stracił oboje oczu: jedno zostało zmiażdżone, a drugie zupełnie się rozpadło, został tylko pusty oczodół. Ojciec Pio pojawił się, kiedy tamten był w szpitalu, i dotknął jego twarzy. Przez resztę życia Giovanni dobrze widział okiem, którego przecież nie było! – mówi Allegri. Wiele innych nieznanych cudów autor opisuje w książce Po śmierci będzie o mnie głośniej niż za życia. Cuda świętego Ojca Pio.

Bez szans

Brat Rusek przytacza świadectwo, którego wysłuchał w 2017 r. w Rudzie Śląskiej od starszego mężczyzny modlącego się przed relikwiami Ojca Pio. Chory na raka w 1994 r. trafił do szpitala z niemal zerowymi szansami na przeżycie. Wyznał zakonnikowi: – Leżałem w szpitalu, praktycznie już umierając. Czuwała przy mnie żona, gdy nagle poczułem intensywny zapach kwiatów, którego nigdy nie doświadczyłem. Zapytałem żonę, czy rozpuściła perfumy, ale zaprzeczyła. Zapach czułem tylko ja. W tym dniu choroba całkowicie się cofnęła, a ja żyję odtąd już ponad 20 lat. Jestem przekonany, że Ojciec Pio uratował mi życie, bym mógł godnie żyć. Od tego czasu codziennie jestem na Mszy św.

Zmienił moje życie

Za sprawą Ojca Pio następują uzdrowienia fizyczne, ale najpiękniejsze łaski to te, które zmieniają ludzi duchowo. Jedno z takich wydarzeń z rozrzewnieniem wspomina br. Rusek. Miało ono miejsce w pewnym szczecińskim kościele, gdzie kapucyni przybyli ze szczególną relikwią – habitem, który miał na sobie Ojciec Pio w czasie otrzymania stygmatów. Gdy wierni pogrążeni byli w modlitwie, do br. Ruska podszedł człowiek i powiedział: – Ojcze, jestem strasznym grzesznikiem. Po tym, co się stało, czuję, że jestem jednym z najgorszych ludzi na świecie. Ojcze, ja wiem, że było otwarte przede mną piekło. Czułem, że nie ma dla mnie ratunku. Moje życie religijne to ruina. Od kilkunastu lat nie przychodzę do kościoła. Gdy usłyszałem, że u nas w mieście będzie habit Ojca Pio, coś we mnie pękło. Od paru dni nie mogę spać, odczułem potrzebę przyjścia do kościoła. Modlę się już drugą noc, nie chcę już dłużej żyć tak, jak żyłem, chcę wynagrodzić Panu Bogu wszystkie grzechy, wszystkie świństwa, które zrobiłem. Czuję, że Ojciec Pio tak mną kieruje, że już nie chcę robić nic złego. Po tych słowach przystąpił do generalnej spowiedzi. Teraz żyje uczciwie – mówi br. Rusek.

Ojciec Pio często mawiał, że jest tylko „bratem, który się modli”. Wydaje się, że do dziś kontynuuje tę misję, modli się, prosząc Boga o łaski dla nas. ?

https://www.niedziela.pl/artykul/159177/nd/Nieznane-cuda-Ojca-Pio?fbclid=IwAR1gv7BJb7yhYGTxUdSsmmIq6pqrGljrCvrzqQEPBzXHoDXjTWqTpIBKSW8

Posted in Ojciec Pio | Leave a Comment »

Była współpracowniczką ks. Pawlukiewicza. „Takiego człowieka spotyka się raz w życiu” [wywiad]

Posted by tadeo w dniu 2 czerwca 2022

Ewa Wiśniewska i ks. Piotr Pawlukiewicz

fot. arch. prywatne Ewy Wiśniewskiej

Katarzyna Szkarpetowska – 02.06.22

– Żartowałam nieraz, że gdybym spotkała księdza o pierwszej w nocy na warszawskiej Pradze, to zapewne bym uciekła. W praktyce to był człowiek o gołębim sercu – wspomina Ewa Wiśniewska, wieloletnia współpracowniczka ks. Piotra Pawlukiewicza.

Kapłaństwo ks. Piotra było wielkim darem dla niego samego i dla Kościoła.Dziś 37. rocznica jego święceń kapłańskich.

Katarzyna Szkarpetowska: Ile lat temu poznała pani księdza Piotra?

Ewa Wiśniewska: Z księdzem Piotrem pierwszy raz spotkałam się w 2010 roku, w wakacje. Mieszkałam wtedy w Biłgoraju na Lubelszczyźnie i któregoś lipcowego, upalnego dnia wybrałam się do Warszawy, żeby z nim porozmawiać.

Co sprawiło, że poprosiła pani księdza o rozmowę?

To był czas intensywnych zmian w moim życiu. Planowałam przeprowadzkę do Warszawy, za chwilę, bo w październiku, miałam rozpocząć studia… Pomyślałam, że zapytam księdza o to, czy mogłabym od czasu do czasu do niego wpaść i porozmawiać. Nie jechałam na to spotkanie z jakimiś szczególnymi pytaniami dotyczącymi wiary, one pojawiły się później.  Chodziło o wsparcie. Potrzebowałam mocnego znaku, którego w razie czego będę mogła się przytrzymać. Który będzie dla mnie pewnym punktem odniesienia, latarnią w tej wielkiej Warszawie.

Ksiądz Pawlukiewicz – zawsze dla ludzi

Ksiądz okazał się tą latarnią?

Zdecydowanie tak, tym bardziej, że problemy – nie tylko te związane z wiarą, ale życiowe –  pojawiły się szybko. Powiedzieć, że wiele mu zawdzięczam, to nic nie powiedzieć. Takiego człowieka jak on spotyka się raz w ciągu całego życia, a i tak nie wszyscy mają to szczęście. To nie był ksiądz, który mając przed sobą człowieka, spieszył się. A przynajmniej nie chciał tego robić. Z otwartością wsłuchiwał się w to, co mówi druga osoba. Nie przechodził też od razu do tematów trudnych, zawsze starał się rozluźnić atmosferę. Jak sam mówił, niekiedy wierni przychodzili do niego z bolesnymi sprawami, a gdy coś boli, to czasem warto najpierw zrobić znieczulenie. Był bardzo mądry pod tym względem.

Czasami sprawiał wrażenie osoby chłodnej, niedostępnej – ze względu na swoją posturę, wzrost, przenikliwy wzrok… Śmiałam się nieraz, że gdybym spotkała księdza o pierwszej w nocy na warszawskiej Pradze, to zapewne bym uciekła. W praktyce to był człowiek o gołębim sercu.

Po każdym spotkaniu, po każdej rozmowie z nim miałam wrażenie, że przez ten czas byłam w innym świecie – lepszym, takim, w którym pierwsze skrzypce grają miłość, prawda, pokora. Tylko w przypadku księdza Piotra miałam takie poczucie i m.in. dlatego teraz tak bardzo mi go brakuje.

Wielu ludzi myśli, że ksiądz Piotr, tak znany i zapracowany, był osobą, z którą trudno było umówić się na spotkanie. A ksiądz tego czasu na spotkania face to face nie szczędził. Sama miałam przyjemność kilkakrotnie przekonać się o tym.

To prawda. W tygodniu ksiądz przeznaczał aż trzy popołudnia na takie indywidualne rozmowy – to były poniedziałki, soboty i niedziele. Podziwiałam go za to, że był w tym postanowieniu aż tak konsekwentny. Nawet jeżeli zmieniał mu się plan, np. musiał gdzieś wyjechać, to jednak starał się układać grafik w taki sposób, żeby mieć czas na indywidualne spotkania z ludźmi.

Przez wiele lat współpracowała pani z księdzem Piotrem. Jak ta współpraca przebiegała?

To była czysta przyjemność. Jeżeli chodzi o organizowanie konferencji i innych wydarzeń z  udziałem księdza, to one, że tak powiem, organizowały się same. Ksiądz kiedyś powiedział: „Ewa, jestem spokojny, gdy wiem, że to ty zajmujesz się organizacją. Wszystkiego dopatrzysz, o wszystko zadbasz”. Myślę, że powiedział te słowa, ponieważ chciał sprawić mi przyjemność. W praktyce wyglądało to tak, że ludzie bardzo chętnie przychodzili na konferencje i rekolekcje, które głosił. Wystarczyło zamieścić plakat w kilku miejscach, a potem wieść niosła się sama. 

Natomiast jeżeli chodzi o współpracę na innym polu, mam na myśli prowadzenie serwisów, projektu „Kazania inne niż wszystkie” (powstał w 2014 roku) oraz „Dopóki walczysz…” (serwis powstał około 2017 roku), to tutaj trzeba już było księdza czasami mobilizować, to znaczy dzwonić, dopytywać, jakie ma plany na najbliższy czas. Myślę, że oprócz osobowości, jaką miał, wynikało to ze wspomnianej wcześniej pokory.

Przez dziesięć lat ksiądz Piotr był pani stałym kierownikiem duchowym.

Tak. I według mnie był bardzo dobrym kierownikiem duchowym. Potrafił pochwalić za dobre rzeczy, wytknąć te złe. Pokazywał, że Pan Bóg jest wymagający, ale też miłosierny. Nie akcentował jednego obrazu Boga – tylko tego, który karze, albo tylko tego, który z przymrużeniem oka patrzy na nasze przewinienia. Starał się, żeby ten obraz był pełny, prawdziwy. Ostatnio natknęłam się na jego konferencję, w której podkreślał, że Kościół od wieków mówi o Bożym miłosierdziu, a my wciąż w nie powątpiewamy. „A przecież nie mamy nabożeństwa do pięści Pana Jezusa, tylko nabożeństwo do Serca Pana Jezusa” – mówił.

Pamiętam, jak kiedyś przyszłam do księdza i oznajmiłam mu, że postanowiłam zostać wolontariuszką w hospicjum. Byłam przekonana, że pochwali mój pomysł, powie: świetnie!, ale on zareagował dokładnie odwrotnie. Spojrzał na mnie tym swoim przenikliwym wzrokiem i spokojnie powiedział: „Ewa, może najpierw zajęłabyś się swoimi problemami, a dopiero później problemami innych”. Byłam w szoku, ponieważ ksiądz sam mówił, że dobrym lekarstwem na własne kłopoty jest pomoc drugiemu człowiekowi, przekierowanie uwagi na czyjeś sprawy. Dziś oczywiście jestem mu za tamte słowa bardzo wdzięczna, było w nich wiele mądrości, ale wtedy wbiły mnie w fotel. Zresztą jeszcze kilka razy tak zrobił.

My rozpaczamy, a ksiądz Piotr jest w lepszym świecie

Ksiądz mówił, że „świat jest chory na dwie choroby – wczoraj i jutro”. Jednocześnie chętnie wracał do tego, co było dawniej. Jutrem też się zajmował, chociażby w kontekście wieczności.

Tak, przywoływał tu słowa s. Emmanuel z Medjugorie. Mówiąc o tych dwóch chorobach, ksiądz miał na myśli – w przypadku choroby „wczoraj” – nierozpamiętywanie przeszłości, niewracanie do niej w takim negatywnym kontekście: dawniej byłem fajny, a dziś jestem beznadziejny; kiedyś moje życie zapowiadało się ciekawie, a dziś czuję się nim rozczarowany. I podobnie w przypadku choroby, którą nazywał „chorobą jutra” – chodziło mu o nieodkładanie spraw, które trzeba załatwić dzisiaj, także o nieprojektowanie w głowie czarnych scenariuszy.

Mówił, że jeśli chcemy coś zrobić – chociażby pojednać się z kimś – to najlepszy czas, by tego dokonać, jest teraz. Nie za rok, nie za miesiąc, nawet nie za tydzień, bo nie wiadomo, czy starczy nam czasu.

Pamiętam, jak opowiadał kiedyś o dzieciach w wesołych miasteczku, które wsiadły do samochodzików i… tu kogoś uderzyły, tam skręciły, tam jeszcze chciały, ale… okazało się, że już nie pojeżdżą, bo ten na siatce wyłączył prąd.

„Jesteśmy jak te dzieci” – mówił. „Myślimy, że to przełożymy, z tamtym jeszcze zaczekamy i w pewnym momencie okazuje się, że Ten na górze wyłączył prąd”.

Ksiądz odszedł po cichu, pokornie.

Kiedyś powiedział, że chciałby odejść z tego świata jak jego ukochana babcia – spokojnie, we śnie. I tak się stało. Myślę, że księdzu Piotrowi to się po prostu należało – za to, jakim był człowiekiem. Za to, jak kochał, jak wiele dobra uczynił innym ludziom.

Jego pogrzeb odbył się w dniu największych obostrzeń sanitarnych – w czasie, kiedy w kościele mogło być jedynie pięć osób. Jeszcze dzień wcześniej mogło być ich więcej. Ja to bardzo jednoznacznie odebrałam – właśnie jako świadectwo pokory. Mocne przypieczętowanie tego, o czym przez lata mówił.

Co pani czuje, gdy wraca myślami do wspomnień związanych z księdzem Piotrem?

Wzruszenie, tęsknotę. Pamiętam, że gdy spotkaliśmy się po raz ostatni, ksiądz mnie pobłogosławił. Błogosławić drugiego człowieka znaczy życzyć mu wszystkiego co najlepsze, chcieć jego dobra. I ja przez te wszystkie lata miałam głębokie poczucie, że ksiądz Piotr chce mojego dobra. Gdy zmarł, było mi niewyobrażalnie przykro. Nie byłam gotowa na jego śmierć. Po jakimś czasie jednak zdałam sobie sprawę, że my tutaj, na ziemi, rozpaczamy, a ksiądz jest już w piękniejszym świecie.

Ksiądz zawsze mnie wspierał. Po jego śmierci umówiłam się z nim, że forma wsparcia przechodzi na wyższy level, powiedziałam: „OK, zmieniamy zasady, teraz ksiądz pomaga mi z tamtej strony”.

*Ewa Wiśniewska – propagatorka myśli i nauczania ks. Piotra Pawlukiewicza. Przez wiele lat współpracowała z księdzem, organizując konferencje i inne wydarzenia z jego udziałem. Pomysłodawczyni oraz twórczyni projektów internetowych poświęconych osobie ks. Piotra – projektu „Kazania inne niż wszystkie” oraz serwisu „Dopóki walczysz”. Prawniczka, wykładowczyni, doktorantka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

CZARNY HUMOR

Czytaj także:Przyjaciel wspomina ks. Pawlukiewicza: pokłóciliśmy się o to, czy ksiądz powinien tańczyć z kobietą…

PAWLUKIEWICZ, SŁOWA Z KTÓRYMI WAS ZOSTAWIAM

Czytaj także:Rekolekcje do przeżycia na własnej kanapie? Teksty ks. Piotra Pawlukiewicza!

ŚWIATŁO

Czytaj także: Ks. Pawlukiewicz: Zastanawiałeś się kiedyś, jak widzi cię Bóg?

Posted in Ks. Piotr Pawlukiewicz | Leave a Comment »

Ks. Robert Skrzypczak: Oto twarz Antychrysta! Nie daj się zwieść!

Posted by tadeo w dniu 2 czerwca 2022

Kim jest antychryst? Czy potrafimy odczytać znaki czasów zwiastujące jego przybycie? A może jest on już wśród nas? Ksiądz Robert Skrzypczak, w najnowszej książce „Między Chrystusem a Antychrystem”, dogłębnie analizuje liczne teksty mistyków i świętych Kościoła, proroków i anty-proroków, i zarysowuje przed nami wyjątkowy portret „uśmiechniętego truciciela”, który zrobi wszystko, by odciągnąć ludzi od Boga.

Teologiczna wymowa Antychrysta w Apokalipsie św. Jana jest skojarzona z symbolem elementu płynnego. Bestie, jedna po drugiej, wyłaniają się z morza. Płynność stała się kluczem hermeneutycznym opisu obecnego postmodernistycznego świata. Obecnie dokonuje się nieunikniony proces zmian modeli kulturowych, struktur i zachowań społecznych, które powodują, że styl życia, relacje, organizacje, system produkcji, wartości i środki komunikacji mają już niewiele wspólnego z ich odpowiednikami z przeszłości. Dzisiejsze społeczeństwo jest płynne, a dokładniej ‒ rozlane. Zmierza w kierunku zindywidualizowania podmiotów i rozwodnienia istoty.

ZAŚLEPIENI

Płyny, w odróżnieniu od ciał stałych, nie zachowują swojej formy, ale przyjmują kształt naczyń, do których trafiają, zawsze gotowe się zmienić w zależności od wpływu otoczenia. Właśnie te tymczasowe wpływy powodują, że ich postać pozostaje taką tylko przez chwilę. To, co do niedawna uznawane było za coś stałego i solidnego, na naszych oczach ulega rozpuszczeniu. Nie ma już tego, kto prowadzi i kto daje się prowadzić. Wszystko w życiu staje się grą hazardową. Jeśli liczy się na jakąś rekompensatę, należy po nią sięgnąć natychmiast. Cokolwiek może zaoferować mi życie, niech da mi to tu i od razu, w jednej chwili. Kto wie, co może zdarzyć się jutro? Odwlekanie nagrody straciło swój powab. Ludzie są dziś samotni i niejako skazani na samych siebie. Łatwo nimi zarządzać, łatwo ich zagospodarować, wyposażyć w kod kreskowy i PESEL, poddać szczepieniom, odwrócić ich uwagę od nieba i życia wiecznego, a skoncentrować na doraźnej korzyści. Poczucie pustki jest przenikliwe. Łączy się z niecierpliwą tęsknotą – nie wiadomo, za kim lub za czym.

Moce Antychrysta mają związek z płynnością i powietrzem, wymiarem morskim i przestrzennym. Siły morskie i powietrzne są najtrudniejsze do opanowania. Moce Antychrysta stamtąd atakują oparty o skałę bastion stabilności, jakim jest Kościół. Przestają mieć znaczenie słowa wyryte na tablicach kamiennych, wielkie osobowości i materia sakramentu. Zwiększa się siła nośników morskich i powietrznych: fal, bitów, trendów. Informacja i finanse – oto potęga Antychrysta. Kościół po raz pierwszy staje wobec prawdziwej jego natury. Wcześniej był atakowany przez ziemskie, wymierne władze, które usiłowały go przegnać z jakiegoś terytorium lub pozbawić wpływu. Zostawiliśmy za plecami krwawe totalitaryzmy, które zrodziły wielu męczenników, świadków wiary. Krew męczenników okazała się posiewem chrześcijan. Względem tych jawnych, buntowniczych, prometejskich sił Kościół spełnił rolę katechonu. Teraz nadeszła epoka Epimeteusza – „wstecz myślącego”. To jeden z tytanów z mitologii greckiej. Mimo ostrzeżeń ze strony swego brata Prometeusza poślubił Pandorę. Za jej namową otworzył puszkę, sprowadzając na ludzkość potworne nieszczęścia.

NOWY HUMANIZM ANTYCHRYSTA

Antychryst ma twarz pojednawczą, jest „uśmiechniętym trucicielem”. Wnosi do Kościoła wiele humanistycznych wartości i organizuje akcje dobroczynne, lecz jednocześnie czyni wszystko, by samym sobą zakryć prawdziwego Chrystusa. Pod jego wpływem Kościół traci swą wyjątkową oryginalność: przestaje głosić kerygmat o Ukrzyżowanym, wstaje z kolan, ignoruje Najświętszy Sakrament, za to angażuje się chętnie w walkę z nierównościami, cierpieniem, zanieczyszczeniem środowiska i efektem cieplarnianym. Mówi o powszechnym braterstwie mieszkańców matki Ziemi oraz angażuje swe siły w powszechny projekt edukacyjny, nowy humanizm. Chrystus przestaje być Alfą i Omegą. O ile jeszcze jest wzmiankowany, służy raczej za pretekst do zajęcia się innymi tematami. Im bardziej Kościół pozwoli wypłukać z siebie nadprzyrodzoną substancję, tym mniej będzie w stanie sprostać powinności bycia „znakiem sprzeciwu” wobec dotkniętego globalną duchową obojętnością świata. Antychryst przenika Kościół, by go pozbawić mocy katechonu, siły powstrzymania ukazania się człowieka nieprawości. Cywilizacja Antychrysta narasta. Dzięki nowym możliwościom technologicznym ludzie stają się silniejsi, ale wcale nie lepsi. Nic tak nie niszczy człowieka, jak wzrost jego mocy, która nie idzie w parze ze wzrostem dobroci.

Jednak nasz Pan Jezus Chrystus wielkiego niegodziwca „zgładzi tchnieniem swoich ust” [2 Tes 2, 8]. W tym względzie potrzebujemy ścisłej współpracy ze świętymi oraz wielkiego błagania o nowych ludzi, którzy nauczyli się iść pod prąd, którzy swą uległą i pokorną ufnością okazywaną Zmartwychwstałemu są w stanie stawić opór mrocznym obszarom naszego świata i Kościoła.

W Kościele istnieją dwa elementy nie do pogodzenia, a zarazem nierozdzielne: tymczasowość i wieczność, ekonomia i eschatologia. Gdy w chrześcijańskim działaniu, myśleniu, aspiracjach eschatologia przygasa, element tymczasowości i światowości nie tylko bierze górę, ale wręcz wszędzie boleśnie się panoszy. Kościół w imię swego nadprzyrodzonego powołania i przeznaczenia musi nieustannie wyrzekać się „światowości”. Odwracać się od sondaży i ekspertów, a zwracać twarz ku świętości. O wszystkim rozstrzygnie to, czy w naszym myśleniu i działaniu dążyć będziemy do bycia szczęśliwymi mieszkańcami Ziemi, czy też odkupionymi w Chrystusie obywatelami nieba. Wysiłek polega na czujności, by nie zgubić tego bezcennego azymutu.

Papież Jan Paweł II niejednokrotnie powtarzał, że „Kościół dzisiejszy nie potrzebuje nowych reformatorów. Kościół potrzebuje nowych świętych”. Kluczową kwestią dla Kościoła uwikłanego w globalny kryzys duchowy ludzkości zdaje się to, czy są w nim święci gotowi dokonać czegoś nowego i żywego. Inaczej, bez owego radykalnego wezwania do świętości, „Kościół odzwierciedli ducha epoki”.

https://www.fronda.pl/a/Ks-Robert-Skrzypczak-Oto-twarz-Antychrysta-Nie-daj-sie-zwiesc,200260.html?fbclid=IwAR1-izCO6TCdw9gXHcummNzL8h8IT2sgu-G1mpmhnk2s6uQSmwV-K3jZn6o

Posted in Religia | 1 Comment »

Była przy śmierci kilku tysięcy osób. Czym jest miłosierdzie? Rozmowa z s. Michaelą Rak

Posted by tadeo w dniu 31 Maj 2022

O najważniejszych sprawach życia, w najnowszym odcinku swojego wideo bloga Tomasz Samołyk rozmawia z siostrą Michaelą Rak, która prowadzi jedyne na Litwie hospicjum.

 2022-05-31 09:20

 Red.

[ TEMATY ]

duchowość

W wywiadzie youtuber pyta s. Michaelę m.in. o to jak kochać trudnych ludzi, czy miłosierni są naiwni, o życiu po śmierci, a także czym właściwie jest miłosierdzie.

– To jedna z tych rozmów na moim kanale, która porusza najważniejsze sprawy na świecie, a które to sprawy chyba nie są zbyt pociągające dzisiaj. Bardzo dużo o Bożym Miłosierdziu, o tym jak kochać „trudnych” ludzi, co znaczy Miłość, która jest ofiarą oraz jak usłyszeć głos Boga. Osobiście to jedna z najważniejszych dla mnie rozmów. Przed Wami niesamowita i wyjątkowa… siostra Michaela Rak. Dobrego odbioru i miejcie się jak najlepiej – napisał na swoim profilu Tomasz Samołyk.

https://www.niedziela.pl/artykul/81254/Byla-przy-smierci-kilku-tysiecy-osob-Czym?fbclid=IwAR3N-IYtPIREbFdBX5hFQgtYrVECxlaI9spodhwAUJrJo6BP3yZT7Wdm6Zc

Posted in Religia, Wywiady, Świadectwa | Leave a Comment »

Ksiądz podczas ślubu: Jeśli tego nie potrafisz, nie wychodź za mąż, nie żeń się

Posted by tadeo w dniu 30 Maj 2022

Para młoda słucha słów księdza podczas ceremonii ślubnej

Bogdan Sonjachnyj | Shutterstock

Tak, to były zaskakujące słowa! Bonus: oto 4 równie zaskakujące elementy, które powinny się pojawić w każdej homilii na mszy ślubnej.

Małżeństwo nie ma ostatnio zbyt dobrej passy w mediach, począwszy od relacji o rozpadzie związku Johnny’ego Deppa i Amber Heard, a skończywszy na rozwodzie znanego pisarza religijnego Roda Drehera.

Nie mam kompetencji do zdiagnozowania tych małżeństw, jednak ks. Hughes Sundeme jednym swoim stwierdzeniem dał możliwe antidotum na 90% problemów małżeńskich: „Jeśli nie potrafisz przebaczać, nie wychodź za mąż lub nie żeń się”. Te słowa wypowiedział kapłan asystujący przy ślubie mojej córki. „Kiedy słyszysz, że ludzie świętują 30, 40, 50 lat wspólnego życia, to wiedz, że oni świętują przebaczenie”.

Młodzi ludzie zawierają sakrament małżeństwa

Czytaj także:„To nie ksiądz udzielał wam ślubu”. Kto więc może udzielić sakramentu małżeństwa?

Ks. Sundeme pochodzi z Ghany, ale na razie przebywa w Kansas, posługując w kilku parafiach. Kapłan podzielił się jedną z najmądrzejszych rad, jakie kiedykolwiek słyszałem w homilii podczas mszy ślubnej. Uważam, że każda homilia ślubna powinna ją uwzględniać.

1BÓL W MAŁŻEŃSTWIE? TAK MA BYĆ

Kiedy kapłan wypowiedział zdanie „Małżeństwo to posługa obrażonych”, ludzie w ławkach zaśmiali się niepewnie. Kaznodzieja dodał więc: „Bóg daje nam małżeństwo, abyśmy się obrażali nawzajem i nawzajem sobie przebaczali”.

Przyswojenie sobie tej wiedzy zajęło mi 30 lat, ale to absolutna prawda. Wady i usterki w małżeństwie nie są niefortunną, okazjonalną przeszkodą na drodze do prawdziwego celu małżeństwa, którym jest pokój i harmonia; one są celem małżeństwa. Nasze wady i błędy niszczą egoizm drugiej osoby i zmuszają nas do uczenia się, jak kochać w sposób, w jaki robi to Jezus: poświęcając się dla niedoskonałych ludzi.

Jak powiedział kapłan, „w małżeństwie będziecie doświadczać nieporozumień, kłótni, różnicy zdań, zranionych uczuć i być może ostrych słów. Te różnice mogą albo zepsuć czy podkopać waszą miłość, albo ją wzmocnić i pogłębić. Jeśli szybko się pogodzicie i szybko uleczycie rany, wasza miłość wzniesie się na nowy poziom, a wasza radość będzie wzrastać”.  

DO RODZICÓW MŁODEJ PARY: WASZA ROLA W ŻYCIU MAŁŻEŃSTWA JEST MNIEJSZA NIŻ WAM SIĘ WYDAJE

Kaznodzieja wskazał: „Słowo do rodziców – mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę i łączy się ze swoją żoną. Nie trzymajcie swoich dzieci kurczowo za rękę. Możecie służyć radą, ale nie mieszajcie się w ich życie” – zakończył poważnie.

Właśnie tak. Jestem dozgonnie wdzięczny za rady, których chętnie udzielali moi rodzice i teściowie. Ale jeszcze bardziej jestem wdzięczny za rady, których nie udzielali. Moi rodzice, nauczyciele w szkole publicznej, prawdopodobnie wątpili w skuteczność uczenia się w domu, jednak nie powiedzieli tego na głos.

Mój teść, ekspert podatkowy, udzielał bardzo pomocnych rad, ale nigdy nie nalegał ani nie przeszkadzał mi w moim „naturalnym planowaniu finansów rodzinnych”.

Wszyscy znamy przykłady tego, jak rady rodziców przynoszą odwrotne skutki: od dzielenia się przemyśleniami na temat zmieniania pieluch, przez standardy porządku, po sposób gotowania ziemniaków.

panna młody w ciąży stoi z panem młodym

Czytaj także:Ślub w ciąży: argumenty za i przeciw. A może ślub razem z chrztem dziecka?

WY, ZEBRANI NA MSZY ŚLUBNEJ: WASZA ROLA W MAŁŻEŃSTWIE MŁODYCH JEST WIĘKSZA NIŻ WAM SIĘ WYDAJE

„Słowo do nas wszystkich: obyśmy naszą obecnością pomagali im wzrastać, a nie niszczyli. Zdarza się, że niszczymy małżeństwa ludzi przez złe świadectwo i obmowy. Mówimy: Spójrzcie na niego – jest żonaty, a co wyprawia”.

Ludzie są doskonale przystosowani do życia we wspólnocie. Naśladują to, co widzą wokół siebie. Jeśli rówieśnicy wywierają na nas pozytywną presję, stajemy się lepsi. Jeśli natomiast zewsząd płynie negatywna presja, stajemy się gorsi.

Nasza własna wierność przysiędze małżeńskiej pomaga tym, którzy wierni nie są. Nasza niewierność rani nie tylko naszą własną rodzinę. Jak widzimy w mediach, małżeństwo jest rzeczą publiczną; rozwód także.

KSIĄDZ POWIEDZIAŁ MŁODEJ PARZE, ŻE JEZUS POSYŁA ICH NICZYM SWOICH UCZNIÓW

„Kiedy Jezus posyłał apostołów, aby głosili dobrą nowinę, wysyłał ich dwójkami. Wy także jesteście posłani w dwójkę w sakramencie małżeństwa, aby głosić Ewangelię i świadczyć własnym życiem”.

Podoba mi się ten sposób myślenia o moim własnym małżeństwie: we dwoje wyruszamy w nieznaną przyszłość, maleńcy w zderzeniu z wielkim światem, lecz potężni dzięki Chrystusowi działającemu w sakramencie.

ślub cywilny

Czytaj także:Zakonnik zaproszony na ślub cywilny. Powinien iść? W habicie? Jak się zachować „po katolicku”?

Posted in Religia, Znalezione w sieci | Leave a Comment »

Najbardziej okrutne męczeństwo – św. Andrzej Bobola SJ

Posted by tadeo w dniu 19 Maj 2022

Najbardziej okrutne męczeństwo – św. Andrzej Bobola SJ
Św. Andrzej Bobola SJ

Nazywano go „duszochwatem”*, bo miał wiele sukcesów apostolskich. Inni wołali za nim na ulicach: „czarodziej, katolicki ksiądz, jezuicki pies, papista, Polak!”. Św. Andrzej Bobola SJ zmarł w okrutnych mękach. Patrząc na jego męczeństwo widzimy, jak niewiarygodnych rzeczy może dokonać człowiek zaślepiony nienawiścią.

Andrzej Bobola urodził się w Strachocinie koło Sanoka, w 1591 roku. Z jezuitami zetknął się już w szkole w Braniewie, gdzie pobierał nauki. Mając dwadzieścia lat wstąpił do nowicjatu jezuitów. Studium filozofii i teologii odbył w Wilnie. 12 marca 1622 r. przyjął święcenia kapłańskie.

Okrutne męczeństwo patrona Polski

Miał porywczy charakter, pracował usilnie nad tym, by opanować ‘zbyt impulsywny temperament’. Był szczery, miał wielkie plany, bystry umysł i cieszył się dobrym zdrowiem.

Ponad dwadzieścia lat pracował w różnych placówkach jezuickich w ówczesnej Polsce. Był kaznodzieją i opiekunem Sodalicji Mariańskiej w Wilnie. Przez trzy lata był przełożonym wspólnoty w Bobrujsku na Białorusi. Pracował potem w Płocku, Warszawie, Łomży i Wilnie.

Modlitwa Jana Pawła II o pogodzenie wrogów

Bobola był przede wszystkim kaznodzieją. Miał także zdolności organizacyjne oraz był zręcznym administratorem i nauczycielem. Wolał publiczne wystąpienia niż osobiste rozmowy duszpasterskie.

Czasy, w których żył św. Andrzej były burzliwe. Terytorium Polski było największe w historii, ale było mało spójne. Problemem politycznym był system monarchii elekcyjnej. Polska była bardzo zróżnicowana etnicznie i religijnie. Było to powodem wielu napięć i wybuchających co rusz wojen. Jedna z takich dopadła Andrzeja Bobolę.

Męczeństwo św. Andrzeja Boboli SJ - www.swietyandrzejbobola.pl

Męczeństwo św. Andrzeja Boboli SJ – http://www.swietyandrzejbobola.pl„

W 1643 roku został posłany do Pińska, leżącego dzisiaj na Białorusi”, gdzie na trzynaście tysięcy ludzi było czterdziestu katolików. Książe Radziwiłł zbudował szkołę i kościół, gdzie Bobola został mianowany rektorem i prefektem. Po kilku latach miasteczko zmieniło oblicze. Bobola podupadł na zdrowiu i w 1646 zaczął się leczyć. Dwa lata później, Kozacy napadli na Pińsk i zniszczyli miasto. Także kolegium jezuitów zostało zdewastowane. Bobola powrócił do Pińska w 1652 roku, żeby wszystko odbudować.

Zaczął głosić kazania nie tylko w mieście, ale i po okolicznych miejscowościach. Nawracał wielu prawosławnych na katolicyzm i to dało mu przydomek ‘duszochwata’.

Od północnego-zachodu Polski rozpoczął się potop szwedzki. Rosjanie najechali północny-wschód i zdobyli Wilno. Kozacy zaatakowali Pińsk i okolice.

Modlitwa na sytuacje bez wyjścia

„16 maja 1657 roku docierają do Janowa. Ktoś doniósł na Bobolę. Szukają go i zatrzymują. Obnażają go, przywiązują do drzewa i bija nahajami tak brutalnie, że pracujący w pobliżu chłopi uciekają z pól… Wiążą mu nogi i przywiązują do dwóch koni, które powloką go do wioski…

Kozacy, którzy go aresztowali, chcieli dokonać czegoś oryginalnego i wymyślili, co następuje: na ciele wyryli mu symbole kapłańskie. Chwycili go za jedną nogę i zawlekli do pustej rzeźni. Położyli na stole i zamknęli drzwi. Znaleźli głownie, którymi opalano zabite prosięta, powiesili go za nogi i opalili całe ciało…”

Po okrutnej kaźni, resztkami sił Andrzej Bobola wyszeptał: „Moi drodzy synowie, co robicie? Niech Bóg będzie z wami. Panie, niech się dzieje Twoja wola. Jezu, Maryjo, w Wasze ręce powierzam moją duszę”.

Św. Andrzej Bobola – męczennik i patron

Na koniec kaci wyrwali mu język, a on stracił przytomność i po godzinie umarł.

Watykańska Kongregacja Rytów określiła, że jego męczeństwo było najbardziej okrutne z dotychczas znanych.

* Na podstawie: Ignacio Echániz SJ, Męka i Chwała, Żywa Historia Jezuitów, Wydawnictwo WAM, Księża Jezuici, Kraków 2014.

Zdjęcie autora: Paweł Kosiński SJ

Autor: Paweł Kosiński SJ

DEON.PL

Wcześniej duszpasterz akademicki w Opolu; duszpasterz polonijny i twórca Jezuickiego Ośrodka Milenijnego w Chicago; współpracownik L’Osservatore Romano, Studia Inigo, Posłańca Serca Jezusa i Radia Deon oraz Koordynator Modlitwy w drodze i jezuici.pl;

Zobacz inne artykuły autora

Trzy proroctwa świętego Andrzeja Boboli

Czytaj więcej na https://kobieta.interia.pl/zycie-i-styl/news-trzy-proroctwa-swietego-andrzeja-boboli,nId,6032776#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

Posted in Św. Andrzej Bobola, Święci obok nas | Leave a Comment »

Ks. Falvo. Co Szatan robi z człowiekiem? PRZECZYTAJ!

Posted by tadeo w dniu 25 kwietnia 2022

Ks. Falvo. Co Szatan robi z człowiekiem? PRZECZYTAJ! - zdjęcie

ks serafino falvo

mocni w duchu

jezuici

szatan

walka ze złem

Chciałbym poruszyć bardzo trudny problem, który dotyczy zarówno Europy jak i Ameryki. W obu tych regionach coraz powszechniejsze jest zjawisko pojawiania się sekt: satanistycznych, świadków Jehowy, sekt wywodzących się z religii wschodu (np. buddyzmu) oraz innych religii, które nie akceptują w Jezusie Boga i egzystują poza Prawdą. Powszechny staje się również ateizm, już nie filozoficzny, ale praktyczny. Ludzie żyją dziś pieniądzem i seksem, które stały się „bogami” dnia dzisiejszego.

Istnieją także organizacje, które za cel stawiają sobie szkalowanie Kościoła katolickiego. Także w samym Kościele daje się zauważyć znaczną obojętność wobec spraw wiary. Zbyt dużo mówi się w nim o problemach socjalnych, za to coraz częściej pomijany jest problem grzechu oraz jego przyczyn. Poznałem także pewnego kapłana, który nie wierzy w istnienie złego ducha, widać więc, że nawet niektórzy księża negują istnienie diabła. Ale jeśli znamy Ewangelię, wiemy, że szatan istnieje naprawdę – Ewangelia mówi o nim aż 55 razy. Święty Jan nazywa szatana tym, który od początku jest zabójcą, zaś w Pierwszym Liście św. Piotra został on określony lwem ryczącym, kłamcą, kusicielem, tym, który sprzeciwia się Bogu. Zły to „bóg tego świata”, oskarżyciel braci, Apokalipsa natomiast mówi o nim jako o Bestii.

Chciałbym powiedzieć kilka słów na temat szatana, aby otworzyć oczy tym, którzy w niego nie wierzą. Zobaczmy, co czyni zły duch w Ludzie Bożym oraz jakie są jego sposoby działania i cele.

TECHNIKI SZATANA

Szatan posługuje się pewnymi „narzędziami”, a są to: kłamstwo, hipokryzja, oszczerstwo, gniew, zemsta, zazdrość, jak również grzech ciężki. Ten, kto żyje w takim grzechu, jest we władaniu złego ducha. Albo znajdujemy się w łasce Bożej, albo znajdujemy się po stronie grzechu, ale gdy trwamy w grzechu – panuje nad nami duch zły. Jak więc możemy walczyć z szatanem? Jedynie poprzez życie w łasce Bożej, ponieważ trwając w niej nosimy w sobie niebo, gdy zaś tkwimy w grzechu, panuje w nas pustka. Aby jej uniknąć, powinniśmy karmić się Słowem Bożym – Biblią. Jest to księga natchniona przez Ducha Świętego, jej słowa są słowami Ducha Świętego.

Zapraszam was więc do czytana Słowa Bożego, szczególnie Nowego Testamentu: czterech Ewangelii, Dziejów Apostolskich, Listów św. Pawła i Apokalipsy. Musimy ubrać się w zbroję Bożą. Jezus powiedział: „Ja daję wam moc, aby zwyciężyć wszelkie dzieła złego, i nikt nie może uczynić wam nic złego” (por. Mk 16,17-18). Święty Paweł mówi, że nie walczymy przeciwko krwi i ciału (czyli człowiekowi), ale przeciwko złym duchom. Aby zwyciężyć złego, powinniśmy wzywać imienia „Jezus”. Kiedy wypowiadamy głośno imię Jezusa – zły duch ucieka, bo nie może znieść brzmienia imienia Jezusa.

MOC MODLITWY

Jestem egzorcystą. Pewnego razu, podczas egzorcyzmu powiedziałem: „W imię Jezusa Chrystusa nakazuję ci, zły duchu, odejdź precz!”. Szatan jednak odpowiedział: „Jeżeli nie przestaniesz wzywać tego imienia, zabiję cię”. Zacząłem więc mówić: „Jezu, Jezu, Jezu” i tamten… uciekł! Tak więc, wzywajcie imienia Jezus, jeżeli coś wam się w życiu nie układa, jeśli w waszym domu panuje kryzysowa sytuacja – pamiętajcie, że jest to atak złego, który chce was nastraszyć.

Aby wypędzić go, używajcie przede wszystkim charyzmatów, tych, które otrzymaliście przy chrzcie. Jednym z nich jest charyzmat uwolnienia. Różni się on od egzorcyzmu. Egzorcyzmu mogą dokonywać tylko niektórzy kapłani, a modlitwą o uwolnienie możecie modlić się wszyscy i wszędzie: w domu, w pracy, w drodze. W modlitwie tej mówimy: W imię Jezusa nakazuję wszystkim złym duchom, aby odeszły precz od mojej pracy, od mojego domu, od mojego samochodu, z miejsca, w którym jestem. Tę moc mamy od Jezusa. On powiedział: w imię moje złe duchy będą wyrzucać (Mk 15,17). Nie mówcie: „Panie, Panie…”, ale: „Jezu, Jezu…”, bo to imię przegania wszelkie lęki i strach.

Pamiętajcie również, aby nie przesadzać i nie mówić o złym duchu zbyt często, bo w ten sposób rozsławiamy jego imię. Musimy zawsze jednak być świadomi, że on istnieje.

ANTYMORALNOŚĆ SZATANA

Szatan ma również swoją własną „moralność”, jest nią: niesprawiedliwość, wykorzystanie, kradzież, zemsta, niemoralność – np. cudzołóstwo, które stało się obecnie powszechne i wręcz modne. Dziś niektórzy się żenią, a po kilku miesiącach rozwodzą, znajdując innego partnera – to jest właśnie cudzołóstwo. Pamiętajcie, że małżeństwo jest święte i nic nie może go przerwać.

Inną formą cudzołóstwa jest nieczystość. Dotyczy ona par, które nie są związane węzłem małżeńskim, ale żyją razem i czynią to, co jest dozwolone tylko w małżeństwie. Wszechobecna staje się również pornografia.

Inne grzechy inspirowane przez szatana to: czynny homoseksualizm, zażywanie narkotyków, negatywne myślenie i nieustanne roztrząsanie problemów… To smutne, ale grzech staje się dla wielu rzeczą normalną również dlatego, iż niektórzy kapłani przestali o nim mówić.

Zły duch ma dostęp do człowieka poprzez nienawiść, magię, spirytyzm, okultyzm, wiarę w gusła. Często zdarza się, iż problemy związane ze złym duchem przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Jeżeli ktoś z naszych przodków zajmował się okultyzmem, skutki tego grzechu możemy odczuwać także i my. Pewne miejsca, np.: domu, sklepy, biura – mogą znajdować się pod wpływem złego. W tych miejscach w zadziwiający sposób króluje grzech.

UWOLNIENIE

Przypominam sobie pewną historię z czasów, gdy pełniłem posługę kapelańską w Marynarce. Gościliśmy wtedy na Wyspach Dziewiczych. Zostałem poproszony o pobłogosławienie pewnego domu, ponieważ właścicielom bardzo trudno było go sprzedać. Kiedy wszedłem do niego, poczułem szatańską opresję i straszny odór. Podjąłem się więc egzorcyzmu. Powiedziałem: „Złe duchy – jakiegokolwiek rodzaju, w jakiejkolwiek liczbie tu jesteście – w przechwalebne imię Jezusa nakazuję wam, abyście odeszły stąd precz”. Po chwili w domu tym można już było swobodnie oddychać, a po kilku dniach został sprzedany.

Ponieważ zły duch może przejąć we władanie miejsca, również w waszych domach módlcie się o uwolnienie. Mówcie rano i wieczorem: “W imię Jezusa nakazuję złym duchom, aby odeszły z mojego domu i od mojej rodziny”. Powtarzajcie często te słowa, szczególnie wtedy, kiedy wasze życie się nie układa lub pojawiają się nieuleczalne choroby.

Działanie złego ducha może przejawiać się również w opętaniu wewnętrznym. Polega to na zawarciu paktu ze złem. Miałem do czynienia z uwolnieniem takich osób, które zawarły pakt z demonem. Powiedziały mu wtedy: „Powierzam ci swoją duszę, jeżeli pozwolisz mi pojąć za żonę tę kobietę” (lub: „Jeżeli będę posiadał daną rzecz”). Znałem pewnego człowieka, który zawarł pakt z diabłem w zamian za poślubienie kogoś i za posiadanie pieniędzy. Szatan rzeczywiście dał mu wszystko, o co prosił. Kilka dni po ślubie jednak rozeszli się, a człowiek ten stracił wszystkie pieniądze.

Na pewno słyszeliście też o czarnych mszach, odprawianych przez sekty satanistyczne. Zaproszenie na takie msze bardzo często rozpoczyna się od obietnicy rzeczy materialnych. Kiedy usłyszycie takie zaproszenie – uważajcie! Szatan jest zawsze żywy i nie śpi nawet w nocy. Pamiętajcie jednak o mocy, która została wam udzielona w sakramencie chrztu. Ta moc pozwala wypędzać złe duchy. Może wam w tym również pomóc woda święcona lub poświęcone przedmioty. Jeśli np. powiesicie obraz Matki Bożej na ścianie przy waszym łóżku, możecie być pewni, że demon nie będzie mógł znieść jego widoku. Kilka razy szatan powiedział: „Nie mogę na Nią patrzeć, bo Ona mnie przepędza i zgniata mi głowę”. Pamiętajmy o tej mocy!

Dzięki niej możemy także uwalniać z choroby i od złego. Osoba, której chcemy pomóc, musi przyjąć sakrament pokuty i Eucharystii, oraz wybaczyć nieprzyjaciołom. Musi odciąć się od swoich przodków, jeżeli zdaje sobie sprawę z tego, iż ktoś z rodziny zajmował się okultyzmem, ponieważ demon po śmierci takiego człowieka przechodzi na jego dzieci. Ponadto sami musimy odciąć się od zła, które w nas tkwi. Pamiętajmy jednak, że nie wolno nam myśleć, iż w każdej sprawie kryje się szatan…

Musimy mieć odwagę powiedzieć duchowi złemu: precz, i odesłać go daleko od naszych rzeczy i z naszych domów. Nie bójcie się – szatan już przegrał, jego siła rodzi się z naszego lęku. Jeżeli go poniżamy i odrzucamy precz, wtedy ucieka od nas. Mamy być ponad wszelkimi wpływami złego, więc nie bójcie się.

OZNAKI OBECNOŚCI DUCHA ZŁEGO 

Jeżeli ktoś zaczyna nienawidzić swoich rodziców, zaczyna przeklinać, to znaczy, że znalazł się pod wpływem złego ducha, który go niepokoi. Rodzice mają moc, aby w imię Jezusa wypędzić precz złego ducha z domu i od swego dziecka. Pamiętajcie, aby używać często imienia Jezusa, ponieważ tylko Jezus usuwa lęk. Wszyscy jesteśmy cenni w oczach Bożych, a im lepiej i pobożniej dana osoba stara się żyć, tym bardziej szatan będzie ją niepokoić. Ale mamy do dyspozycji Bożą moc, mamy imię Jezusa, mamy Eucharystię, Ducha Świętego i Słowo Boże! Kiedy odprawiam egzorcyzm, używam Biblii – kładę ją na głowie osoby uciemiężonej przez szatana. Zaledwie jednak ją tam położę, osoba ta zaczyna krzyczeć: „Weź ode mnie ten ciężar, bo mnie przygniata!”. To naprawdę jest Słowo Boże, a nie książka… Zabierzcie więc Słowo Boże do tych domów, w których nie ma zgody, gdzie jest dużo nerwów i chorób. Spacerując po pokojach czytajcie Słowo Boże, a szatan ucieknie.

Pewna mama poprosiła mnie o modlitwę w intencji swojej córki, której od pewnego czasu nie mogła poznać: córka przeklinała, rzucała się po ziemi – jakby była inną osobą. Rozpoznałem złego ducha, więc powiedziałem do niego: „Zostaw to stworzenie Boże, nakazuję ci to w imię Jezusa”. Odpowiedział mi: „Nie mogę pójść, ponieważ mój szef mnie przysłał tutaj i mogę wyjść z niej dopiero wtedy, kiedy ją zabiję”. Powiedziałem: „Nikogo nie zabijesz, jeszcze raz nakazuję ci iść precz”. Kiedy dziewczyna obudziła się, zapytałem: „Ktoś chciał cię zabić, bo został nasłany na ciebie zły duch, który miał to zrobić”. Ona odpowiedziała: „Zrozumiałam, że to pewna dziewczyna, która chce mi zabrać mojego narzeczonego”. Okazało się, że tamta poszła do człowieka zajmującego się magią, który sprawił to zło, zapewniając, że chłopak nigdy nie poślubi swej narzeczonej. Jednak po tym egzorcyzmie dziewczyna bez przeszkód wyszła za swojego ukochanego… 

JEZUS ZWYCIĘŻYŁ!

Szatan istnieje i czyni swoje dzieła, aby przeszkadzać dzieciom Bożym. Jednak nie lękajcie się, św. Paweł mówi: Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? (Rz 8,31). Przypominam sobie pewne spotkanie charyzmatyczne w Turynie, na którym gościło 25 tys. ludzi. Mówiło się tam o szatanie, ponieważ w Turynie jest bardzo wiele osób zajmujących się magią. Powiedziałem do obecnych: „Jeżeli jeden z was, charyzmatyków, jest przepełniony Duchem Świętym, może wyrzucić precz z Turynu tysiące demonów!”. Teraz zaś mówię wam: Nie bójcie się i nie lękajcie się. Jeżeli będziecie używali imienia Jezusa i uczestniczyli w sakramentach, zły nie może wam nic złego uczynić. Jezus już zwyciężył szatana na krzyżu! Alleluja!

ks. Serafino Falvo

Konferencja wygłoszona podczas sesji „Jezus zwyciężył!”

https://www.fronda.pl/a/ks-falvo-co-szatan-robi-z-czlowiekiem-przeczytaj,176780.html?fbclid=IwAR1ER0DT3xoAefyFnMI-HdYS18yfvcsC7zJZ_PdFvAve9XEpj-HFlyDTRdA

Posted in Religia | Leave a Comment »

W szukaniu Miłosierdzia – Grażyna Korwek

Posted by tadeo w dniu 24 kwietnia 2022

Jeżeli szukacie Miłosierdzia Bożego

Udajcie się do kościółka małego,

Który na Poleskiej się znajduje

I na wiernych oczekuje.

Tam się siostry codziennie zbierają

O piętnastej godzinie upraszają

O Miłosierdzie dla Ludu Bożego,

Który ucieka się do Niego.

Ty też możesz tam podążyć

i siostrami się pomodlić

O dar Ducha, zdrowie, łaski

I oddalić złość, niesnaski.

Miłosierna Pani nasza

Przez bram wrota nas uprasza,

By zaufać i zawierzyć

W to co spotka nas, uwierzyć.

Miłość Boga jest tak wielka

I niech nikt się jej nie lęka

Tylko skłoni się niziutko

I odbierze dar – cichutko.

Z tomiku „Droga Miłości” – Grażyna Korwek

Posted in Wiersze | Leave a Comment »

ODDANIE – Grażyna Korwek

Posted by tadeo w dniu 23 kwietnia 2022

Przeszłam w swym życiu ciężkim niejedno,

Ja nie rozpaczam – ja godzę się,

Bo przez cierpienie w tym całe sedno

Do mego Pana przybliżam się.

Nie radościami lecz cierpieniami

Mogę odkupić grzechy swe,

Gdy jestem chora ciało nie zdoła

To do Krwi Pana uciekam się.

Ja zaufałem Mu bezgranicznie

Ja Bogu oddałem życie swe,

On jest jedyną moją miłością

Wiem, ze spotkamy kiedyś się.

Z tomiku „Droga Miłości” – Grażyna Korwek

Posted in Wiersze | Leave a Comment »

POWOŁANY (CALLED) 2022 – FILM NA CZASY OSTATECZNE

Posted by tadeo w dniu 20 kwietnia 2022

Świetny film dający wiele odpowiedzi na trudne pytania. „Powołany” to pierwszy tego typu dokument fabularyzowany przedstawiający wizytę księdza w domu zamożnej rodziny. Podczas rozmowy kapłan opowiada 7 spektakularnych oraz prawdziwych historii przemian wśród ludzi. Ich różnorodność sprawia, że każdy widz odnajdzie w którejś opowieści cząstkę siebie. Reżyserami obrazu są Jan Sobierajski i Andrzej Kocuba. Film ma za zadanie odmienić spojrzenie na Eucharystię i uświadomić, jak ważna jest obecność Boga w naszym życiu. Wzruszające świadectwa. POLECAM!

Posted in Filmy dokumentalne, Filmy religijne | Leave a Comment »