WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Tajemnicze wypadki’ Category

Były komandos GROM i twórca jednostki specjalnej AGAT płk Sławomir Berdychowski nie żyje. Był przyjacielem gen. Petelickiego… Samobójstwo?

Posted by tadeo w dniu 5 marca 2016

Fot. agat.wp.mil.pl
Fot. agat.wp.mil.pl

Płk Sławomir Berdychowski nie żyje. Choć jako oficjalną przyczynę podano samobójstwo, koledzy żołnierza nie chcą rozmawiać o szczegółach. Znajomi nie mogą uwierzyć, że taki człowiek mógł odebrać sobie życie.

Komandos miał za sobą służbę w GROM, a także mógł się poszczycić stworzeniem jednostki specjalnej AGAT. O jego śmierci poinformowała „Polska The Times”.

Informacje na temat okoliczności jego śmierci są skąpe i oszczędne. Koledzy z jednostek, w jakich pracował, nie chcą o nich mówić

— pisze Anita Czupryn.

Jako przyczynę samobójstwa część osób wskazuje problemy osobiste, a inni kłopoty zdrowotne. Jedno jest pewne – były komandos i przyjaciel gen. Sławomira Petelickiego, którego również uznano za samobójcę, nie żyje.

To była jasna gwiazda na firmamencie GROM-u. Obserwowałem go, jako dowódcę jednostki specjalnej AGAT. To był wyróżniający się osobowością żołnierz

— mówi portalowi fakt24.pl Janusz Walczak, znajomy płk Berdychowskiego.

Znajomi żołnierza są w szoku, ponieważ nic nie wskazywało, że odbierze sobie życie. Niedawno ukończył kurs generalski, co otwierało mu drogę do dalszych awansów i lepszej przyszłości. Ponadto, cały czas był w dyspozycji Inspektoratu Wojsk Specjalnych stanowiąc zaplecze kadrowe.

Postrzegany był przez nas wszystkich jako bardzo ułożony, stabilny psychicznie facet. Był oficerem jak za sanacji, dystyngowanym

— mówi portalowi „Faktu”.

gah/Polska The Times/fakt24.pl

http://wpolityce.pl/polityka/281710-byly-komandos-grom-i-tworca-jednostki-specjalnej-agat-plk-slawomir-berdychowski-nie-zyje-byl-przyjacielem-gen-petelickiego-samobojstwo?strona=2

Reklamy

Posted in Tajemnicze wypadki | Leave a Comment »

Morderstwo Krzysztofa Zalewskiego – eksperta zajmującego się katastrofą smoleńską

Posted by tadeo w dniu 3 listopada 2015

Morderstwo Krzysztofa Zalewskiego - eksperta zajmującego się katastrofą smoleńską - niezalezna.pl

foto: Marcin Pegaz/GP

Dzisiaj w Warszawie zamordowano Krzysztofa Zalewskiego, eksperta lotniczego badającego katastrofę smoleńską – dowiedział się portal Niezależna.pl.

Wczesnym popołudniem – po godzinie 14 – do siedziby wydawnictwa Magnum-X przy ulicy Grochowskiej na warszawskiej Pradze wtargnął mężczyzna, który zadał kilka ciosów nożem 46-letniemu Krzysztofowi Zalewskiemu. Mężczyzna zmarł na miejscu. 48-letni napastnik odpalił również ładunek wybuchowy. Doszło do eksplozji, ale siła rażenia nie była duża. Ranny zabójca trafił do szpitala.

Na miejscu zbrodni do późnych godzin pracowała ekipa dochodzeniowo-śledcza.

– Dlatego na razie nie udzielamy żadnych szczegółowych informacji – mówi Niezależnej.pl prokurator Renata Mazur, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga.

Według nieoficjalnych informacji sprawcą zabójstwa jest Cezary S., prezes wydawnictwa.

Krzysztof Zalewski był ekspertem lotniczym, którym wielokrotnie wypowiadał się na temat katastrofy smoleńskiej, m.in. na łamach „Gazety Polskiej”. Był również jednym z bohaterów filmu „10.04.10” Anity Gargas. Krytykował raporty komisji MAK i komisji Jerzego Millera. Był gościem zorganizowanej dwa miesiące temu Konferencji Smoleńskiej. Jako jedyny dziennikarz z branży lotniczej był też na tegorocznym zjeździe klubów „Gazety Polskiej”.

Prezentujemy przeprowadzoną w czerwcu tego roku rozmowę Anity Gargas z Krzysztofem Zalewskim

Posted in Katastrofa smoleńska, Tajemnicze wypadki | Leave a Comment »

Wprost przeciwnie, czyli – to tylko gra

Posted by tadeo w dniu 12 Maj 2015

Wprost przeciwnie, czyli – to tylko gra

Nie jestem zwolennikiem Kamila Durczoka – jest wprost przeciwnie. Choć osobiście nigdy nie poznałem tego człowieka, to jego działalność poznałem na tyle dobrze, że nigdy nie nazwałbym go dziennikarzem – przynajmniej nie w takim znaczeniu, w jakim ja rozumiem to słowo. Mam wstręt do działalności publicznej takich jak on, „dziennikarzy”,  nie szanuję Kamila Durczoka i tak zwyczajnie po ludzku nie pałam do niego sympatią. A jednak publikacja „Wprost” uruchamia we mnie wszystkie możliwe dzwonki alarmowe. Chciałem w tym miejscu szeroko uzasadnić, dlaczego tak jest, ale uświadomiłem sobie, że przecież już tekst o tym w tym miejscu popełniłem, dokładnie w dniu wybuchu tzw. „afery podsłuchowej”, gdy większość dzisiejszych krytyków Sylwestra Latkowskiego widziała w nim ucieleśnienie wszelkich dziennikarskich cnót i obrońcę wolności słowa. Zamiast więc zamęczać Czytelników nowymi- starymi argumentami, postanowiłem pójść na łatwiznę i niniejszym przypomnieć ów tekst – bo w moim przekonaniu nie tylko nic nie stracił na aktualności, ale też doskonale pasuje do ostatnich rewelacji „Wprost”.

Niniejszym cytuję:

„ Wiele osób zastanawia się nad powodami, dla których sympatyzujący z prezydentem Bronisławem Komorowskim Tygodnik „Wprost” publikuje podsłuchy z rozmów uderzających w Platformę Obywatelską.

Jak to możliwe, że taki tygodnik publikuje takie materiały? Czy jest możliwe, by „taśmy Wprost” stanowiły efekt tzw. „dziennikarskiej staranności i rzetelności”? Czy jest w tej sprawie jakieś drugie dno i kto ma na tym zyskać?

By to rozstrzygnąć, przedstawiam autentyczną historię stanowiącą zapis autentycznych wydarzeń, które opisałem w książce „Z mocy nadziei”, a które związane są pośrednio nawet z tym samym tygodnikiem….  Prezentowana tu historia wydarzyła się, gdy prezydentem Polski był jeszcze Aleksander Kwaśniewski i gdy cała Polska przygotowywała się do bezprecedensowego wydarzenia, jakim miało być przesłuchanie prezydenta na żywo, na oczach milionów widzów, przed Sejmową Komisją Śledczą.

Wnioski pozostawiam Czytelnikom.
Pułkownik służb tajnych, Aleksander L., informator kilku warszawskich dziennikarzy śledczych, a zarazem były szef kontrwywiadu w PRL, oczekiwał mnie w warszawskim hotelu Ibis.

– Jest temat. Bierzesz, albo nie. Stawiam tylko jeden warunek. Materiał musi być zwodowany najpóźniej w poniedziałek – zaczął bez zbędnych wstępów. – Jeśli nie, w poniedziałek newsa zwoduje ktoś inny.

– Nie da rady. Jest czwartek, co najmniej dzień na weryfikację…

– Metr osiemdziesiąt, dobrze zbudowany, około siedemdziesiątki, lekko siwiejący, w okularach. To będzie twoja weryfikacja. Nazywa się Kowalski. Przyniesie próbkę materiału. O jedenastej w tym samym miejscu. Jak twoja redakcja będzie zainteresowana, resztę otrzymasz o siedemnastej od mecenasa Kucińskiego.

– Od kogo?

– Od Ryszarda Kucińskiego, adwokata Marka Dochnala i naszego człowieka. Żegnam.

W oczekiwaniu na Kowalskiego (czy jak on się tam nazywał naprawdę) miałem półtorej godziny na przemyślenie całej historii. O tym, że Ryszard Kuciński, były rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie, później adwokat m.in. Marka Dochnala, dysponuje materiałami pozyskanymi od klienta, które mogą wysadzić pół sceny politycznej, słyszałem wcześniej od dwóch informatorów.

Działali razem i byli znani co najmniej kilku dziennikarzom śledczym, a część ich informacji pochodziła prosto z „Abwhery” – jak w gronie dziennikarzy śledczych nazywaliśmy Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego – oraz innych służb tajnych. Teraz te same informacje w wersji skonkretyzowanej przynosił Aleksander L. Przypadek, czy prowadzona na szeroką skalę gra, w której jakąś rolę przypisano mediom?

Kilkadziesiąt minut później do stolika podszedł mężczyzna. Twardy osobnik, który nie wyglądał na sędziwego staruszka. Przysiadł się nie czekając na zaproszenie.

– Nazywam się Kowalski.

Może i był nim, ale z pewnością nie pod tym nazwiskiem się urodził. Jednakże przywitałem się z nim tak uprzejmie, jakby naprawdę nazywał się „Kowalski”.

– Ma pan do omówienia jakąś sprawę?

Kowalski wzruszył ramionami i położył na stole zalakowaną kopertę.

– Tu nie ma nic do omawiania. Proszę to obejrzeć. Do widzenia. Wstał od stołu i ruszył do obrotowych drzwi, którymi wszedł minutę wcześniej.

Przez chwilę przyglądałem się przesyłce, po czym naderwałem jej krawędź i otworzyłem. W środku było kilka zdjęć pary prezydenckiej z Markiem Dochnalem. Wszystko było już jasne. Po drodze do redakcji „Wprost” analizowałem wagę otrzymanego materiału. Przyciskany przez media i opozycję prezydent Kwaśniewski od tygodni wił się jak piskorz zapewniając w licznych publicznych wypowiedziach, że nigdy nie miał żadnych spotkań ani relacji z Markiem Dochnalem. Za kilka dni miał stawić się przed Sejmową Komisją Śledczą, by po raz sto pierwszy – za to pierwszy raz zeznając pod przysięgą – powtórzyć to, co mówił dotychczas. Prezydent wahał się, czy wziąć udział w przesłuchaniu. Zdjęcia były dowodem, że Aleksander Kwaśniewski nie mówił prawdy.

Zastanawiało mnie, dlaczego mojemu informatorowi, tudzież ludziom stojącym za nim, zależało, by materiał ukazał się w poniedziałek. Rozpatrywałem najbardziej irracjonalne koncepcje, ostatecznie jednak dałem sobie spokój. Powodów mogło być tak wiele, że zastanawianie się nad nimi nie miało sensu. „Rola dziennikarza śledczego polega na zebraniu informacji prawdziwych i ważnych z punktu widzenia opinii publicznej, nie na rozważaniu motywów informatorów” – przypomniałem sobie zasadę, która legła u podstaw współpracy z z Aleksandrem L. i innymi informatorami. O ewentualnej publikacji zdjęć i tak miało zdecydować kierownictwo redakcji. Nie dziwiło mnie natomiast wcale, że adwokat Dochnala kooperował z ludźmi służb tajnych. Połączenie szantażu, pieniędzy, niekiedy groźby złamania kariery lub nawet więzienia sprawiało, że na podobną współpracę decydowało się wiele osób – niekiedy wbrew swojej woli.

W redakcji po konsultacji z Markiem Królem i Staszkiem Janeckim podjęliśmy decyzję o publikacji materiału. Jeszcze tego samego dnia pojechałem ze Staszkiem Janeckim do umiejscowionej blisko Belwederu kancelarii mecenasa Kucińskiego, z którym przed laty miałem styczność, jako rzecznikiem Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie. Z kancelarii wyjechaliśmy po godzinie dwudziestej, bogatsi o kilka zdjęć i notatniki Marka Dochnala na dokładkę.

Taki prezent ekstra.

Materiał poświęcony Aleksandrowi Kwaśniewskiemu opatrzony zdjęciami ukazał się w poniedziałkowy ranek, a już kilka godzin później przerażony prezydent zwołał konferencję prasową. Odmówił stawienia się przed Sejmową komisją Śledczą ds. PKN Orlen.

– Mógłbym tam pójść, by zaśpiewać i zatańczyć, tylko po co? – spointował. Większość mediów analizowała przyczyny panicznej reakcji prezydenta, mnie zastanawiało co innego: co by było, gdyby Aleksander Kwasniewski stanął przed Sejmową Komisja Śledczą, powtórzył pod przysięgą zapewnienia dotyczące kontaktów z Dochnalem i dopiero po tym zdjęcia ujrzałyby światło dzienne? Prezydent na oczach całej Polski popełniłby oczywiste przestępstwo. Co byłoby dalej? Impeachment? Trybunał stanu? Do tego jednak nie doszło, bo komuś zależało na wywołaniu reakcji łańcuchowej, która wprowadziła Kwaśniewskiego w przerażenie, ale de facto uratowała mu skórę.

Dlaczego rozegrano to właśnie w ten, a nie inny, sposób? Kto i po co wymyślił taki szatański, „wielopiętrowy”, plan? Nigdy nie poznałem odpowiedzi na te pytania…

Jako pointę do tej historii, dodam:

27 maja 2011 roku na stronie internetowej Samoobrony ukazały się kondolencje następującej treści:

„Odszedł nasz Kolega Mecenas Ryszard Kuciński, przyjaciel i długoletni współpracownik. Łącząc się w żalu z sercem pełnym bólu, w imieniu działaczy i sympatyków Samoobrony oraz własnym, składam Rodzinie i Bliskim wyrazy głębokiego współczucia. Żegnaj Ryszardzie – przewodniczący Andrzej Lepper”.

Mecenas Ryszard Kuciński był dla Andrzeja Leppera jedna z najbardziej zaufanych osób, na tyle bliskim, że to właśnie u niego Lepper zdeponował najbardziej tajne dokumenty i nagrania, które miały być zagrożeniem dla bardzo wpływowych, zajmujących wysokie stanowiska w państwie, osób, zaś dla Leppera stanowić swoistą polisę ubezpieczeniową. Czy Lepper wiedział u kogo deponuje dokumenty o tak gigantycznym znaczeniu? Wiadomo jedynie, że bliskim współpracownikom i jednemu z dziennikarzy deklarował, że dokumenty zostały zdeponowane w najbardziej bezpiecznym miejscu z możliwych. Tym „bezpiecznym miejscem” okazała się kancelaria adwokata, o właścicielu której wysocy rangą oficerowie służb tajnych mówili: „nasz człowiek”…

Mecenas Ryszard Kuciński zmarł pod koniec maju 2011 roku (na zawał serca), a nieco ponad dwa miesiące później w jego ślady podążył Andrzej Lepper, który według wersji oficjalnej zginął śmiercią samobójczą…

Oceniając „taśmy Wprost” warto pamiętać, że rzeczywistość III RP, to spektakl, w którym widzimy tylko to, co przedstawiają nam na scenie – właśnie jak w teatrze.

Prawdziwe życie toczy się za kurtyną…”

Koniec cytatu.

A reszta – jak pisał Hamlet – niech będzie milczeniem. Przynajmniej do 22 kwietnia…

Wojciech Sumliński

http://wojciechsumlinski.salon24.pl/632207,wprost-przeciwnie-czyli-to-tylko-gra

Posted in Tajemnicze wypadki | 2 Komentarze »

Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego

Posted by tadeo w dniu 12 Maj 2015

   Miałem chłodne i jasne przekonanie, że ONI już wiedzą, że śledztwo trwa i że jeżeli nie uczynię czegoś, i to bardzo prędko, zabawa ta może mieć tylko jeden koniec i koniec ten musi nadejść rychło. Ci, co pilnowali interesów Fundacji „Pro Civili”, wiedzieli już dokąd zmierzam i gdzie mnie mogą znaleźć. Ja z kolei wiedziałem, że to wiedzą. Miałem jedynie nadzieję, iż ONI nie są jeszcze na sto procent pewni, że wiem …  

Przełom w moim myśleniu o Fundacji „Pro Civili” nastąpił cztery dni wcześniej. Po powrocie ze spotkania z informatorem z Centralnego Biura Śledczego tu i ówdzie zasięgnąłem języka, ale bez przekonania. Miałem poważne wątpliwości, czy w ogóle warto angażować się w tę sprawę, która zwyczajnie mogła mnie przerastać i która w dodatku wyglądała na potencjalnie szalenie niebezpieczną. Mój zawód, jeżeli ktoś wykonuje go sumiennie i uczciwie, polega na ponoszeniu ryzyka, nawet na narażaniu się na niebezpieczeństwo, ale nie na tym, by grać rolę skończonego idioty o samobójczych skłonnościach. Zwłaszcza że miałem na ukończeniu pisany na zamówienie Agencji Filmowej Telewizji Polskiej scenariusz serialu telewizyjnego o tajemnicy śmierci Księdza Jerzego Popiełuszki. Po wielu miesiącach rozmów udało mi się przekonać prezesa Telewizji Polskiej, Andrzeja Urbańskiego, i dyrektora Agencji Filmowej TVP, Sławka Jóźwika, że wszystko co dotąd wmówiono opinii publicznej na temat tej zbrodni, poza miejscem i czasem uprowadzenia księdza Jerzego, jest kłamstwem – i teraz miała nastąpić pointa w postaci realizacji 10-odcinkowego serialu telewizyjnego. Prezes Andrzej Urbański liczył, że będzie to okręt flagowy TVP najbliższego sezonu… Zagłębiając się w zagadnienia związane z WSI, „Pro Civili” et consortes, siłą rzeczy ryzykowałem, że nie zdążę z napisaniem scenariusza w terminie zawartym w kontrakcie. I gdy w trzy dni później byłem już prawie zdecydowany na odstąpienie od tematu, zadzwonił telefon.

– Dziś o siedemnastej, tam, gdzie ostatnio. Nie przyjeżdżaj samochodem – głos w słuchawce zamilkł i rozmówca rozłączył się. Choć dzwonił z numeru zastrzeżonego, za pośrednictwem urządzenia zmieniającego barwę głosu, poznałem go od razu.

W kilka godzin później czekałem przy restauracji „Rusałka” na Kępie Potockiej na warszawskim Żoliborzu. Nie czekałem długo. Komisarz był punktualny. Jak zawsze.

– Chodzi o morderstwo – zaczął bez zbędnych wstępów.

– Jakie morderstwo?

– Informację otrzymałem dziś rano i nie mam jeszcze wszystkich danych, ale nie wierz w oficjalny komunikat, według którego to był wypadek.

– Wyduś z siebie, o co chodzi.

– O twojego znajomego.

– Mojego znajomego?

– Urywanie zdań i powtarzanie po dwakroć tego samego może być ciut męczące, nie uważasz?

– Uważam. Ale dość kluczenia. Mów, co się dzieje. O co chodzi z tym znajomym? Kawa na ławę.

– Oficer ABW, twój informator, jak podejrzewam, zginął dziś w nocy w wypadku samochodowym. Tylko że to nie był wypadek.

Poddałem się. Miałem ochotę położyć się na ziemi, jak hazardzista kładzie na stół ostatnia przegrana kartę. Czułem łomotanie serca, które waliło mi niczym kafar. Zapisałem sobie w pamięci, że wszelkie brednie, jakoby tlen był niezbędny do życia, należy włożyć między bajki. Ja w ogóle przestałem oddychać, bo zwyczajnie – zatkało mnie.

– Czy ten zmarły ma jakieś nazwisko? – Wydusiłem z siebie z trudem pytanie, które było beznadziejnym chwytaniem się nadziei, tam gdzie nadziei nie było. Wiedziałem bowiem dobrze, że jeśli komisarz mówi to, co mówi – to wie, co mówi. A jednak irracjonalnie do końca liczyłem, że chodzi o kogoś innego, niż mój informator. Słowa z trudem przeciskały mi się przez gardło, a wysuszone język i usta nie sprzyjały jasności wysławiania się.

Komisarz podał nazwisko – to nazwisko.

– Przykro mi – powiedział krótko patrząc mi prosto w oczy. Pomyślałem, że już to gdzieś niedawno słyszałem, ale tak naprawdę przestałem myśleć i czuć, bo dla mnie czas zatrzymał się w miejscu. Wysłałem na śmierć człowieka. Naturalnie nieświadomie, ale odpowiedzialność moralna spadała na mnie. Przecież to był mój i tylko mój pomysł, by poprosić go o pomoc. Rozwiałem wszelkie obiekcje, przezwyciężyłem wątpliwości i sceptycyzm, by poprosić mojego informatora o zbadanie działalności „Pro Civili”, a w najbliższych dniach zamierzałem spotkać się z nim po raz wtóry, by poprosić o odtworzenie zawartości teczki, którą utraciłem. A teraz on już nie żył. Ufał mi ślepo i zrobił, co chciałem, a teraz był martwy. Wysłałem dobrego człowieka na śmierć i nie można było tego cofnąć. Musiałem nauczyć się z tym żyć.

– Jeżeli w tej sytuacji wycofasz się, nikt nie będzie mógł miał do ciebie pretensji. – Pomyślałem, że komisarz najwyraźniej potrafi czytać w myślach.

– Czy po tym wszystkim nadal chcesz zajmować się tą sprawą?

– Bardziej, niż kiedykolwiek – odpowiedziałem, bo nagle do mnie dotarło, że klamka właśnie zapadła i że w tej sytuacji nigdy, przenigdy, milion razy nigdy nie wolno mi się wycofać. I wiedziałem też, że żadna siła nie zmusi mnie do zmiany tej decyzji.

Na dobra sprawę moje dziennikarskie śledztwo dopiero rozpoczynało się, ale po wydarzeniach ostatnich dni miałem chłodne i jasne przekonanie, że ONI już wiedzą, że śledztwo w ogóle trwa i że jeżeli nie uczynię czegoś, i to bardzo prędko, zabawa ta może mieć tylko jeden koniec i koniec ten musi nadejść rychło. Ci, co pilnowali interesów „Pro Civili”, wiedzieli już dokąd zmierzam i gdzie mnie mogą znaleźć. A ja z kolei wiedziałem, że to wiedzą. Miałem jedynie nadzieję, iż ONI nie są jeszcze na sto procent pewni, że wiem.   Wiedziałem, że nie mam jeszcze wszystkich elementów tej układanki, ale intuicyjnie czułem, że jeżeli nie zrobię czegoś szybko, to nigdy nie będą ich miał, albo będą mi kompletnie niepotrzebne. Tak, jak żadne informacje nie były już potrzebne mojemu informatorowi, który potrzebował już tylko modlitwy… Poza wszystkim wiedziałem, że nagłaśniając tę historię mam szansę zahamować działania potworów, kimkolwiek byli. Być może jedyną szansę. Przez chwilę pomyślałem, że towarzystwo wszelkiej maści potworów, jakie widziałem w filmach, byłoby mi teraz dużo milsze, niż osobników, z którymi miałem do czynienia. Jestem dużym chłopcem i nie boję się potworów. Bałem się tylko ludzi pozornie odpowiedzialnych za bezpieczeństwo polskiego państwa… Włączyłem redakcyjną nagrywarkę i wystukałem na klawiaturze numer telefonu Bronisława Komorowskiego. Po czwartym sygnale odezwał się znany mi głos marszałka Sejmu.

– Halo, kto mówi?

– Dzień dobry. Nazywam się Wojciech Sumliński, pracuję w Telewizji Polskiej dla programu „30 minut” i chciałem poprosić pana o spotkanie i o rozmowę na temat Wojskowych Służb Informacyjnych – wyrecytowałem przygotowana formułkę, na tyle ogólną i pojemną, by mogła zawierać w sobie szereg zagadnień. – Przez chwilę w słuchawce panowała głucha cisza.

– No dobrze, a w czym konkretnie mogę panu pomóc?

– W ostatnim czasie wielokrotnie publicznie wypowiadał się pan na temat Wojskowych Służb Informacyjnych. Przygotowujemy program o działalności WSI i w związku z tym chciałbym nagrać pańską wypowiedź. Bardzo zależy nam na czasie. – Znów zapadło milczenie.

– Chwileczkę… – głos w słuchawce zdradzał lekkie podenerwowanie, a może tylko tak mi się wydawało. – Sprawdzę swój terminarz. – Znów chwila milczenia.

– To może za trzy dni, we czwartek, o dwunastej, w moim gabinecie w Sejmie. Tutaj nikt nie będzie nam przeszkadzał.

– Dziękuję. Będę z ekipą telewizyjną punktualnie o dwunastej.

– Do widzenia.

– Do widzenia.

Krótko i na temat.

Umawiając się na spotkanie słowem nie wspomniałem, że będę chciał rozmawiać o „Pro Civili”. Ale też nie skłamałem: rozmowa miała dotyczyć Wojskowych Służb Informacyjnych, a wspomniana Fundacja została założona przez żołnierzy tej służby, więc awizowany temat rozmowy obejmował także i „Pro Civili”. Przynajmniej w moim przekonaniu…

Trzy dni później, gdy z kamerzystą i dźwiękowcem TVP przyjechaliśmy do Sejmu, okazało się jednak, że Bronisław Komorowski miał na ten temat zupełnie inne zdanie.

Od pierwszej chwili było widać, że marszałek nie miał ochoty na tę wizytę. Być może uznał, że odmowa przyniesie potencjalne wizerunkowe straty, a być może o wyrażeniu zgody na nasze spotkanie przesadziło jeszcze coś innego. Tak czy inaczej, przyjął nas uprzejmie, acz z wyczuwalnym dystansem.

– Dziękuję, że poświęcił nam pan czas – powiedziałem na powitanie. Podaliśmy sobie dłonie. Gospodarz otworzył drzwi do swojego gabinetu i wskazał mi miejsce w wygodnym fotelu przy stole pod oknem. – Napijecie się panowie kawy? Przywołał asystenta i poprosił o cztery kawy.

– „30 minut”… to program śledczy, prawda? – na poły stwierdził, na poły zapytał marszałek. – Prowadzicie panowie jakieś dziennikarskie śledztwo?

– Można tak to ująć …

– No dobrze, w czym mogę pomóc?

Wyjąłem notes i otworzyłem go. Operator kamery i dźwiękowiec dali znać, że możemy zaczynać…

– Na początek poproszę pana o ocenę decyzji Sejmu, który rozwiązał Wojskowe Służby Informacyjne. Był pan jedynym posłem Platformy Obywatelskiej, który głosował przeciwko rozwiązaniu WSI. Dlaczego?

– Ponieważ decyzja o rozwiązaniu tych służb była z gruntu zła i wysoce szkodliwa. Żadne państwo na świecie nie pozwoliłoby sobie na likwidację służb tajnych, przynajmniej żadne z tych, które znam. Taka likwidacja, to czysty absurd. Przypomnę tylko, że Amerykanie po II wojnie światowej przejęli niemiecką agenturę ulokowaną w Europie Wschodniej i korzystali z niej przez wiele lat, z pożytkiem dla siebie i powojennych Niemiec Zachodnich. Przejęli agenturę wrogów, bo tego wymagał interes Stanów Zjednoczonych. A co my zrobiliśmy? Zlikwidowaliśmy świetnie funkcjonujące wojskowe służby tajne, by w zamian nic nie zyskać. W moim przekonaniu ludzie, którzy podjęli taką decyzję, popełnili straszliwy błąd i powinni ponieść konsekwencje tego błędu. To niewybaczalne.

Przez kilka kolejnych minut Bronisław Komorowski szeroko wyjaśniał, jak wielka krzywda i niesprawiedliwość spotkała żołnierzy WSI, którzy dobrze służyli państwu polskiemu. Mówił długo i nawet zwięźle. Gdy skończył, zadałem mu pytania dotyczące wątku, o którym mówił.

– Panie marszałku, jeżeli były to tak dobrze działające służby kontrwywiadowcze, jak pan twierdzi, to jak wytłumaczy pan fakt, że od początku istnienia Wojskowe Służby Informacyjne nie złapały w Polsce ani jednego rosyjskiego szpiega. Może to z mojej strony mało skromne, ale przez cały okres III RP jedynymi wyrzuconymi z Polski rosyjskimi szpiegami byli dyplomaci ujawnieni w wyniku mojej publikacji w dzienniku „Życie”, a to chyba mierna rekomendacja dla WSI. Jak w tym kontekście wyjaśni pan fakt, że przez ten sam okres czasu, w którym WSI nie zlokalizowały i nie zneutralizowały ani jednego rosyjskiego szpiega, brytyjskie służby kontrwywiadowcze MI5 złapały kilkudziesięciu rosyjskich szpiegów, a niemieckie czy nawet czeskie po kilkunastu? Czy mamy wierzyć, że w Polsce rosyjskich szpiegów nie ma?

– Wojskowe Służby Informacyjne były zdecydowane zrobić wszystko, co trzeba na tym kierunku. Nie jest jednak tak, że wszystkie działania zawsze kończą się sukcesem. Nie zmienia to w niczym mojej oceny, że WSI wykonywały swoje zadania skutecznie i profesjonalnie – stwierdził spokojnie.

Rozmowa zaczynała się robić jałowa, przeszedłem więc do konkretów, czyli do tematu, dla wyjaśnienia którego naprawdę tu przyszedłem.

– Panie marszałku, czy słyszał pan o Fundacji „Pro Civili”? – zapytałem krótko.

Gospodarz wlepił we mnie wzrok, a jego usta ściągnęły się powoli.

– Umawialiśmy się na rozmowę o Wojskowych Służbach informacyjnych.

– Fundacja „Pro Civili” została założona przez żołnierzy WSI. Dlatego powtórzę pytanie: czy zna pan Fundację „Pro Civili” i czy coś pana z nią łączyło?

Przeszyły mnie szare oczy. Marszałek milczał. Miły nastrój sprzed chwili prysł, niczym mydlana bańka. W powietrzu nieomal w sposób namacalny pojawiło się napięcie.

– Panie marszałku, w takim razie następne pytanie: czy docierały do pana, jako Ministra Obrony Narodowej, informacje o specyficznej kooperacji Wojskowej Akademii Technicznej z Fundacją „Pro Civili”?

– Mam nadzieję, że pan wie, co robi? – za pytaniem czaiła się realna groźba i nie było to tylko moje odczucie, bo jak sprawdziłem później, podobnie do mnie ocenili słowa marszałka koledzy z ekipy telewizyjnej. Siląc się na spokój odparłem:

– Wiem doskonale panie marszałku. Czy odpowie pan na moje pytanie?

– Ma pan minutę na opuszczenie mojego gabinetu, a potem wezwę straż.

Mocne słowa, żadnego owijania w bawełnę. Ktoś tu wyraźnie tracił nerwy, a przecież nawet na jotę nie zbliżyliśmy się do konkretów. Marszałek wymienił porozumiewawcze spojrzenie ze swoim współpracownikiem, który opuścił gabinet, nie potrafiłem jednak odczytać sensu tego spojrzenia.

– Dlaczego nie chce pan ze mną rozmawiać? Przyszedłem do pana w imieniu opinii publicznej, która ma prawo wiedzieć…

– Pół minuty…

Gospodarz podwinął rękaw marynarki i ostentacyjnie spoglądał na zegarek.

– Chciałbym zadać tylko kilka pytań…

Marszałek zignorował moje słowa. Wstał zza biurka, obszedł gabinet, podszedł do drzwi i otworzył je szeroko.

– Wyjdzie pan sam, czy ma panu pomóc straż?

– Panie marszałku… – podjąłem desperacką próbę przeprowadzenia rozmowy, ale gospodarza już nie było.

– Dziękuję, że poświęcił mi pan swój czas. To była bardzo interesująca i pouczająca rozmowa – rzuciłem do wychodzącego marszałka, ale nie wiem, czy mnie usłyszał.

Wraz z kolegami z ekipy telewizyjnej zostaliśmy w gabinecie sami. Nie zdążyliśmy się nawet spakować, gdy w drzwiach stanęli sejmowi strażnicy…

Gdy wracaliśmy do telewizji myślałem o tym, że mam o jednego wroga więcej. Nie niepokoiło mnie to jednak. Byłem chłodno świadomy faktu, że właśnie przekroczyłem Rubikon, ale uważałem, że po prostu staram się rzetelnie wykonywać swoją pracę, która często bywała mało przyjemna, zarówno dla mnie, jak i dla moich rozmówców. W tamtym czasie wierzyłem jeszcze w jej sens, a może nawet w misję.

Myślałem o tym, że udało mi się zaskoczyć mojego rozmówcę, ale – musiałem to przyznać – on także zaskoczył mnie. Nie spodziewał się takich pytań, a i ja nie spodziewałem się aż takiej reakcji. „Wrócę do tej rozmowy i następnym razem nie dam się tak spławić” – obiecałem sobie. Czy mogłem wtedy przypuszczać, że następnego razu nie będzie ?

Wojciech Sumliński

http://wojciechsumlinski.salon24.pl/643656,niebezpieczne-zwiazki-bronislawa-komorowskiego,3

Przeczytaj także:

Wprost przeciwnie, czyli – to tylko gra

Posted in Bronisław Komorowski, Tajemnicze wypadki | 1 Comment »

Żaryn: Matematyczny dowód na „seryjnego samobójcę”?

Posted by tadeo w dniu 29 listopada 2014

tajeniczezgonySXC

„Prezentowane zestawienia tajemniczych, a powiązanych ze sobą zgonów nie dają się łatwo zbyć”.

Kolejna ofiara seryjnego samobójcy – to niezwykle często powtarzane hasło przy okazji tajemniczych zgonów. Słyszy się je szczególnie przy okazji śmierci osób niewygodnych czy groźnych dla wpływowych środowisk III RP. Coraz powszechniejsza staje się w Polsce teza, że za szeregiem śmierci stoją znani głównie z czasów PRL-u „nieznani sprawcy”.

W Polsce podobne stwierdzenia zderzają się jednak zawsze z oskarżeniami o oszołomstwo czy spiskowość, jednak prezentowane w internecie zestawienia tajemniczych zgonów nie dają się tak łatwo zbyć.

W serwisie Pokazywarka zestawiono kilka samobójczych serii. Okazuje się, że historia III RP naznaczona jest samobójczymi ciągami – tajemniczymi zgonami, dotyczącymi jednego wątku czy tematu.

Wśród przykładów pokazanych na stronie warto zacytować:

Seria Olewnika, związana z porwanym i zamordowanym w 2003 roku biznesmenem z Płocka, Krzysztofem Olewnikiem.

W tej sprawie „samobójstwo” popełnili:

– Wojciech Franiewski (zm. 19.06.2007) – śmierć w więzieniu, zabójca Krzysztofa Olewnika

– Sławomir Kościuk (zm. 04.04.2008) – śmierć w więzieniu, zabójca Krzysztofa Olewnika

– Robert Pazik (zm. 19.01.2009) – śmierć w więzieniu, zabójca Krzysztofa Olewnika

– Mariusz K. (zm. 13.07.2009) – samobójstwo, strażnik który w czerwcu 2007 roku pełnił dyżur w olsztyńskim więzieniu, gdy Franiewski powiesił się w celi.

Zgodnie z oficjalnymi przekazami te wszystkie zgony to typowe samobójstwa. Sprawy zostały umorzone.

Podobną listę wymienia się przy okazji zabójstwa Marka Papały, byłego szefa Policji.

W serii Papały wymienia się śmierć:

– Artur Zirajewski ps. Iwan (zm. 03.01.2010) – płatny morderca, jeden z głównych świadków w sprawie zabójstwa komendanta głównego policji Marka Papały.

– Jeremiasz Barański – powiązany z gangiem pruszkowskim przestępca, zamieszany w zabójstwo Papały, „samobójstwo” w celi.

– Ireneusz Sekuła – minister i znany poseł na Sejm – samobójstwo, 3-krotnie strzelił siebie w brzuch 29.04.2000 r. człowiek związany z Pershingiem i mafią.

Kolejna seria, zdaje się najbardziej przejmująca, seria Falzmanna. Michał Falzzman, inspektor NIK-u, który nagłośnił aferę FOZZ został zdaje się zamordowany. Wiele wskazuje, że został on otruty, w ramach zemsty za nagłośnienie rabunkowych patologii w Funduszu. Jego śmierć otworzyła następną serię zgonów.

W związku z FOZZem zmarli:

– Jacek Sz.- oskarżony w sprawie FOZZ – umarł w 1993r.

– Walerian Pańko – Prezes NIK i szef Felzmanna – zginął wkrótce po nim w tajemniczym wypadku samochodowym 7.10.1991 r. (z jego sejfu zniknęły ważne dokumenty w sprawie FOZZ).

– Policjanci przybyli jako pierwsi na miejsce przypadku Pański. Oficjalnie utonęli kilka miesięcy później podczas weekendowego wypoczynku.

– Kierowca W. Pańsko został… skazany na więzienie i wkrótce… również zmarł.

Podobne serie zgonów dotyczą m.in. śmierci Andrzeja Leppera, sprawy Smoleńska, pokazując, że podobne problemy występują również zupełnie współcześnie.

Te zestawienia wskazują jednoznacznie, że w Polsce dzieją się rzeczy zaskakujące. Nagłe, tajemnicze zgony i ich nagromadzenie w konkretnych sprawach rodzą podejrzenia. Wydaje się, że jest nieprawdopodobne, by w tych sprawach występowało nagromadzenie samobójstw. A jeśli tak, powstaje pytanie, co stoi za powiązanymi ze sobą zgonami.

Można w przybliżeniu obliczyć prawdopodobieństwo, że jakaś osoba się zabije. W Polsce w 2013 roku miało miejsce 6097 samobójczych śmierci. A zatem ryzyko, że ktoś się zabije wynosi mniej więcej jak 1:6333 (38 mln Polaków/6 tys. samobójstw). Prawdopodobieństwo, że cztery powiązane ze sobą osoby się zabiją wynosi zatem jak 1:160856254258321. Wydaje się, że jest to zaskakująco mało prawdopodobne.

Widząc te wyniki nie sposób nie spytać: czy to matematyczny dowód na istnienie „seryjnego samobójcy”? A może jest jakieś inne wytłumaczenie?

Stanisław Żaryn

Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/publicystyka/opinie/zaryn-matematyczny-dowod-na-seryjnego-samobojce,12343101715#ixzz3KTmvCIaW

Posted in Tajemnicze wypadki | Leave a Comment »

Lista śmierci krąży w polskim internecie. Kto na niej jest?

Posted by tadeo w dniu 25 sierpnia 2014

06db57a01ebd9c14e6a2c0adbfdf8aac 1

Tajemnicze zgony, niewyjaśnione wypadki, zagadkowe samobójstwa. To lista mniej lub bardziej tajemniczych śmierci polskich żołnierzy, urzędników, polityków, dziennikarzy, naukowców i innych osób publicznych. Większość z nich usiłowała rozwikłać afery, które uważane są za największe przekręty w historii III RP. Zestawienie to powstało w oparciu o listę śmierci krążącą w sieci i popularną na serwisie wykop.pl

http://www.fakt.pl/lista-smierci-krazy-w-internecie-samobojstwa-dziwne-,artykuly,447931,1,1,1.html?utm_source=Interakcja

Posted in Tajemnicze wypadki | Leave a Comment »

Niedokończone śledztwo: Tajemnica Marka Karpia. Czy w dzisiejszej Polsce istnieją sekrety, za które się umiera?

Posted by tadeo w dniu 9 września 2013

Fot. wSieci

 

Niedokończone śledztwo: Czy w dzisiejszej Polsce są sekrety, za które się umiera? Chyba tak. Przynajmniej od września 2004 roku

– pisze na łamach tygodnika „wSieci” Witold Gadowski, opisując historię Marka Karpia, założyciela Ośrodka Studiów Wschodnich.

Dziennikarz śledczy dzieli się z Czytelnikami tym, co ustalił, poszukując i tropiąc losy Karpia, jego zagadkowej śmierci oraz śledztwa w tej sprawie.

Pomysł założenia Ośrodka Studiów Wschodnich, placówki eksperckiej, która będzie dostarczała polskim władzom rzetelnej wiedzy o tym, co dzieje się na Wschodzie, ze szczególnym uwzględnieniem Litwy, Białorusi i Ukrainy, narodził się w głowie Marka Karpia jeszcze w czasach, gdy tuż po studiach pracował w Wielkiej Brytanii i spotkał tam wybitnego sowietologa Stanisława Swianiewicza. Karp inspirował się także doświadczeniami przedwojennego Instytutu Zachodniego. (…) Działania kierowanego przez niego Ośrodka często były lekceważone przez polskich polityków, nie uchodziły jednak uwadze rosyjskich służb i polityków. OSW nie był jednak placówką wywiadowczą, ciągle zachowywał swój ekspercki charakter. Fachowe i oszczędne w słowach analizy OSW szły na czterdzieści najważniejszych w kraju biurek. Dostawali je najważniejsi ludzie w państwie. Tu kończyła się rola Ośrodka, a zaczynała polityka

– pisze Gadowski.

Dziennikarz opisuje związki Marka Karpia z firmą Mirosława Ciełuszeckiego oraz to, jak od czasu przejęcia władzy przez postkomunistów spod znaku Sojuszu Lewicy Demokratycznej rządzący robili wiele, by pozbawić Karpia pozycji i utrudnić działanie OSW.

Obszernie cytuje też żonę bohatera artykułu:

Pewnego dnia odwiedził nas były korespondent PAP w Moskwie Zdzisław Raczyński. W pewnej chwili usłyszałam strzęp ich rozmowy. Raczyński mówił: „Jak zrezygnujesz z kierowania OSW, to nie będziesz miał sprawy”. To nie był przychylny nam człowiek. Marek kilkakrotnie go pytał: „Kto cię przysłał?!”. Odpowiedź nie padła

– relacjonuje Anna Karp.

Gadowski odsłania również kulisy śmierci Karpia i opisuje, jak było prowadzone śledztwo w tej sprawie:

Jadący prawym pasem szosy tir z białoruską rejestracją nagle zjechał na lewy pas i uderzył w stojącego na poboczu opla. Ten popchnięty przez tir wpadł pod nadjeżdżający z przeciwnej strony polski paszowóz. Samochód został zmiażdżony. (…) Śledztwo w sprawie wypadku policja przeprowadziła wyjątkowo niechlujnie. Już po trwającym niespełna godzinę wstępnym przesłuchaniu zwolniony został białoruski kierowca Siergiej Zhuk – sprawca tego wypadku. Natychmiast zniknął, ksero jego dokumentów sporządzone przez policję okazało się mało czytelne. Kiedy pod białoruski adres kierowcy dotarli polscy śledczy, okazało się, że już tam nie mieszka. Nie ustalono późniejszego miejsca jego pobytu. W białoruskiej firmie Rising, dla której pracował, poinformowano, że został zwolniony tuż po wypadku. Białoruskiego kierowcy nigdy więcej nie udało się przesłuchać

– czytamy na łamach tygodnika.

W jaki sposób było prowadzone śledztwo? Jak z obietnic ustalenia przyczyn śmierci Karpia wywiązywali się kolejni ministrowie spraw wewnętrznych, z Krzysztofem Kozłowskim i Bartłomiejem Sienkiewiczem na czele? Czy Karp mógł być agentem UOP? Co Marek Karp wiedział o rosyjskiej agenturze w Polsce?

O tych i wielu innych szczegółach można przeczytać w tygodniku „wSieci”! Polecamy!

svl

 

Zainteresował Cię artykuł? 

Posted in Tajemnicze wypadki | Leave a Comment »

Jesteśmy krajem mafii

Posted by tadeo w dniu 14 sierpnia 2013

Słowa Artura Balazsa to bomba z dwóch powodów. Po pierwsze Balazs podaje kilka nowych w sprawie śmierci Andrzeja Leppera. Po drugie, może jeszcze ważniejsze, potwierdza stare.

Przypomnijmy: tuż po śmierci Andrzeja Leppera redaktor naczelny Gazety Polskiej Tomasz Sakiewicz informował, że na kilka miesięcy przed śmiercią Lepper zgłosił się do niego z informacjami na temat przecieku w aferze gruntowej. Były minister rolnictwa podał nazwisko winnego tego przecieku.

Dziś portal wpolityce.pl opublikował wywiad z ArturemBalazsem, politykiem dobrze znającym rodzinę Lepperów. Według niegoLepper „nosił się z zamiarem ujawnienia pewnych rzeczy związanych z upadkiem rządu PiS. Chciał ujawnić pewne kulisy, rolę pewnych ludzi, fakty, które zmieniłyby powszechnie przyjęty obraz tych wydarzeń”.

Słowa Balazsa i Sakiewicza brzmią zgodnie – wskazują na to, że powodem śmierci Leppera była afera gruntowa.

Jest jeszcze wersja prokuratury, według której Lepper targnął się na swoje życie bez niczyjej pomocy i inspiracji. To równie przekonujące, jak samobójstwo zabójców Krzysztofa Olewnika i motyw rabunkowy zamordowania generała Papały. Od początku ta wersja brzmiała naiwnie, a stanie się jeszcze mniej prawdopodobna, jeśli potwierdzą się informacje Balazsa o dziwacznym zachowaniu policji w dniu śmierci szefa Samoobrony.

W ciągu ostatnich dni widzieliśmy uniewinnienie podejrzanych o zabicie generała policji i próbę zamachu na szefa CBA, teraz dochodzą nowe fakty w sprawie śmierci byłego wicepremiera rządu RP. Nie trzeba sięgać do sprawy Olewnika, by zobaczyć, że Polska jest bezradna wobec mafii. Mówiąc o mafii nie mam na myśli kilku dresiarzy spod Warszawy, tylko rzeczywistą mafię, powiązaną ze służbami specjalnymi i wrośniętą w struktury państwa. Ta mafia działa prawie zupełnie jawnie. I pozostaje bezkarna.

http://umysl.salon24.pl/527085,jestesmy-krajem-mafii

Przeczytaj także: Sensacyjne informacje o śmierci Andrzeja Leppera musi wyjaśnić prokuratura. „Przed śmiercią działo się z nim i wokół niego coś niezmiernie dziwnego”

Posted in Standardy TuskoLandii, Tajemnicze wypadki | Leave a Comment »

W III RP trup ściele się gęsto wieszają się nawet młode dziewczyny

Posted by tadeo w dniu 9 stycznia 2013

Młoda, ładna kobieta popełnia samobójstwo. Nie musiała emigrować żeby przyzwoicie zarabiać, nie miała dzieci, których nie mogła by nakarmić, którym nie miała by za co opłacić czesnego, wyjazdu na kolonie, korepetycji…Doradzała wielkiemu koncernowi energetycznemu.

Co się stało? Ile jeszcze trupów trzeba, aby odsunąć Platformę i Tuska od władzy?

Enea – afera większa od Amber Gold

Na korytarzach sejmowych i w mediach aż huczy, że dymisja szefa agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego może być związana „z aferą większą niż amber gold”, w którą są zamieszani wysocy przedstawiciele władz. W tym kontekście stale powraca nazwa potężnego koncernu energetycznego Enea i jego tajemniczych transakcji z poprzednich trzech lat.

Spółka jest notowana na giełdzie, a rynek wycenia ją na ponad 7 mld zł. Jest ona jednym z trzech najważniejszych graczy na polskim rynku energetycznym. Ponad 51 akcji należy do skarbu państwa. Enea jest zaangażowana w projekty związane z budową polskiej elektrowni jądrowej oraz wydobyciem gazu łupkowego.

Firmą doradczą Enei była od 2010 r. kancelaria prawna CMS Cameron McKenna, w której pracowała prawniczka Dominika Uberman. Związała się ona prywatnie z prezesem Enei Maciejem Owczarkiem, a latem ub.r. została jego żoną.Według doniesień medialnych w czasie romansu kancelaria prawna, w której pracowała, dostawała intratne zlecenia od Enei. Potem zlecenia zaczęła dostawać nawet sama prawniczka. Sprawa nabrała rozgłosu, bo włączyły się w nią związki zawodowe firmy, które są w ostrym konflikcie z zarządem.

W kwietniu 2012 r. wpłynęło do poznańskiej prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa prezesa firmy. Kontrakty Enei zaczęła badać ABW.Doniesienie ws. Enei trafiło także do Najwyższej Izby Kontroli. Zbigniew Matwiej, kierownik wydziału prasowego NIK‑u, powiedział „Codziennej”: „NIK na bieżąco interesuje się tym, co dzieje się w spółce Enea i zapewne nasi kontrolerzy zajmą się działalnością tej spółki”.

We wrześniu 2012 r. Enea podpisała gigantyczny kontrakt na budowę nowego bloku energetycznego w Kozienicach. Zaraz potem prezes Maciej Owczarek nagle podał się do dymisji. Miesiąc później Dominikę Uberman znaleziono martwą.
Wczoraj „Rzeczpospolita”, powołując się na swoich informatorów w ABW, podała, że za sprawą dymisji szefa Agencji mogą się kryć dwie sprawy, w których przewijają się nazwiska ludzi władzy. Chodzi o podejrzenie nieprawidłowości w Enei przy przetargu na budowę Informatycznego Systemu Obsługi Klientów i przy instalacji inteligentnych liczników prądu. Według informatorów tego zbliżonego do rządu dziennika „spekuluje się o jeszcze jednej grubej sprawie, w którą są zamieszane osoby z Platformy, a której ponoć ABW nie chciała ukręcić głowy”.

Enea – afera większa od Amber Gold - niezalezna.pl

http://1zdaniem.salon24.pl/477883,iii-rp-trup-sciele-sie-gesto-wieszaja-sie-nawet-mlode-dziewczyny

Przeczytaj także: 

Seryjny samobójca w natarciu? Prokurator z Prokuratury Generalnej Marek A. został znaleziony martwy w swoim mieszkaniu

Więcej: https://tadeuszczernik.wordpress.com/category/tajemnicze-wypadki/

Posted in Standardy TuskoLandii, Tajemnicze wypadki | 1 Comment »

Seryjny samobójca w natarciu? Prokurator z Prokuratury Generalnej Marek A. został znaleziony martwy w swoim mieszkaniu

Posted by tadeo w dniu 9 stycznia 2013

Prokuratura Generalna informuje, że Marek A. od pewnego czasu cierpiał na poważną chorobę. Prawdopodobnie popełnił samobójstwo, o czym ma świadczyć pozostawiony list pożegnalny.

Postępowanie prowadzi prokuratura w Garwolinie. Jak twierdzi rzecznik  Prokuratury Okręgowej w Siedlcach Krystyna Gołąbek, wszystko wskazuje na to że prokurator popełnił samobójstwo, lecz śledczy nie wykluczają udziału osób trzecich.

Prokurator pracował na stanowisku zastępcy dyrektora departamentu postępowania sądowego Prokuratury Generalnej.

mall / interia, niezalezna.pl

http://wpolityce.pl/wydarzenia/44387-seryjny-samobojca-w-natarciu-prokurator-z-prokuratury-generalnej-marek-a-zostal-znaleziony-martwy-w-swoim-mieszkaniu

Przeczytaj także:

III RP trup ściele się gęsto wieszają się nawet młode dziewczyny

I znów przed chwilą tajemnicza śmierć. Kiedy to się skończy?

Prokurator z Prokuratury Generalnej w Garwolinie

Więcej: https://tadeuszczernik.wordpress.com/category/tajemnicze-wypadki/

Posted in Standardy TuskoLandii, Tajemnicze wypadki | 1 Comment »

Znalezione w sieci

Posted by tadeo w dniu 25 grudnia 2012

Z ostatniej chwili: kilka minut temu doszła do nas smutna wiadomość – kucharz, który przyrządzał kebab dla ŚP Pana Prezydenta przypadkowo obciął sobie głowę w kuchni tępym nożem. Sprawa nosi znamiona nieszczęśliwego wypadku. Wykluczony jest jakikolwiek udział osób trzecich i czwartych.

Za ten nieszczęśliwy wypadek odpowiadają naciski kucharza, który widziany był w kuchni i zapewne zalecał zjedzenie posiłku oraz zacietrzewienie prezydenta, małostkowego klauna, który chciał zjeść kebab za wszelką cenę, nie zważając na niebezpieczeństwa. To jest cecha psychopatów.

Posted in Kabarety i rozrywka, Tajemnicze wypadki, Znalezione w sieci | Leave a Comment »

18 zabójstw seryjnego samobójcy

Posted by tadeo w dniu 28 listopada 2012

Posted in Tajemnicze wypadki | Leave a Comment »

Strach

Posted by tadeo w dniu 8 listopada 2012

"Krzyk" Edvard Munch

„Krzyk” Edvard Munch

Zadzwoniło dzisiaj do mnie kilku znajomych i krewniaków.

Każdy z telefonów był mniej więcej do siebie podobny. Najpierw zadawano mi pełne niepokoju pytanie, co sądzę o kolejnym samobójstwie osoby posiadającej wiedzę o katastrofie smoleńskiej. A kiedy odpowiadałem, że czarno to widzę padały niezmiennie słowa: Krzysztof, ja się zaczynam bać tego państwa”.

Gdy chodziłem do podstawówki, rządził jeszcze Bolesław Bierut. Szkołę średnią kończyłem pod rządami Władysława Gomułki. Studiowałem w okresie rządów Edwarda Gierka. Potem były strajki, „Solidarność”, stan wojenny, no i przyszła wolność.

Długo dziś nad tym wszystkim myślałem.

I ze zdumieniem stwierdzam, że w tamtych mrocznych i burzliwych czasach, ludzie paradoksalnie bali się mniej niż teraz, kiedy nas Pan Bóg pokarał „wolnością”.

Ale życie mnie również nauczyło, że im bardziej ludzie się boją, tym bliżej punktu krytycznego, kiedy bać się przestają.

Krzysztof Pasierbiewicz
(nauczyciel akademicki)
Post Scriptum
Oto kilka konkretów z Internetu:
Samobójstwo” popełnił gen. Sławomir Petelicki, twórca GROM, który (UWAGA) ujawnił wywiadzie dla WPROST24.PL KTÓRY WPROST PO JAKIMŚ CZASIE USUNĄŁ, że zaraz po katastrofie do polityków PO rozsyłane były wiadomości SMS z instrukcją, w jaki sposób mają się wypowiadać na temat katastrofy w  Smoleńsku. Petelicki oświadczył w mediach, że takiego SMS-a otrzymał od jednego z polityków Platformy, a autorami wiadomości były najważniejsze osoby w PO. Brzmiał on tak: „Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił”.
TO JEST KOLEJNA OSOBA ZWIĄZANA ZE ŚLEDZTWEM SMOLEŃSKIM, KTÓRA POPEŁNIŁA SAMOBÓJSTWO. Generał miał sobie strzelić w głowę kilka razy.
1. Grzegorz Michniewicz, dyrektor Kancelarii Premiera Tuska „powiesił się” na kablu od odkurzacza (!). Zginął 23 grudnia 2009 r. (czyli po ustaleniu wizyt w Smoleńsku przez Tuska i Putina).  Było to w dniu, kiedy do Polski po remoncie z szeregiem usterek powrócił Tu-154M. Ten sam, który kilka miesięcy później rozbił się pod Smoleńskiem. Osoba mająca najwyższy status dostępu do informacji tajnych.
2. Eugeniusz Wróbel – 15 października 2010 r. w Zalewie Rybnickim znaleziono jego poćwiartowane zwłoki. Były wicedyrektor transportu, spec od komputerowych systemów sterowania lotami, nawigacji satelitarnych zdążył wypowiedzieć wiele krytycznych opinii na temat upadku Tupolewa. Jego syn został oskarżony o morderstwo – błyskawicznie został uznany za niepoczytalnego i odizolowany w psychiatryku (żona Wróbla nota bene jest psychiatrą i przez ponad 20 lat nie zauważyła złego stanu psychicznego swojego dziecka). Pokój, w którym miał dokonać zbrodni, nie zawierał żadnych śladów świadczących o ćwiartowaniu piłą. Trudno wyobrazić sobie szaleńca, osobę niepoczytalną, tnącą piłą własnego ojca, która następnie z pietyzmem doprowadza pokój do czystości.
3. Stefan Zielonka – wojskowy szyfrant w wywiadzie, miał dostęp do najbardziej tajnych danych będących w posiadaniu polskiego rządu. Fachowiec, który szkolił innych, jeden z najlepszych w kraju. W kwietniu 2010 wyłowiono jego ciało z Wisły. Rok wcześniej Zielonka oficjalnie zaginął. Ciało było w stanie rozkładu, dokumenty zaś przy nim idealnie zachowane.
4. bp Mieczysław Cieślar -„zginął w wypadku samochodowym” dokładnie 18 kwietnia 2010 r., miał być następcą Adama Pilcha, który zginął w Smoleńsku.
5. Krzysztof Knyż – operator Faktów, był jednym z pierwszych reporterów, któremu udało się znaleźć na miejscu wypadku, zanim rosyjskie siły specjalne zmusiły ich do opuszczenia terenu. Miał za zadanie sfilmować podchodzenie do lądowania Tupolewa na lotnisku w Smoleńsku. 2 czerwca 2010 . zmarł w Moskwie na sepsę (według oficjalnej wersji). Jednak zachodnia prasa pisała, że został zamordowany we własnym mieszkaniu.
6. Marek Dulinicz – wybitny polski archeolog, szef grupy archeologicznej, która miała jechać do Smoleńska, 6 czerwca 2010 „zginął w wypadku samochodowym”.
7. Dariusz Szpineta – ekspert lotniczy, krytykował śledztwo smoleńskie. W grudniu 2011 wyjechał ze z 13-osobową grupą znajomych na urlop do Indii, miał powiesić się w hotelowej łazience. Miał 39 lat. Nie żyje tak wiele osób mocno zaangażowanych w sprawę Smoleńska. A MEDIA TO PRZEMILCZAŁY. Te same media, które przez tydzień informowały, że dowódca polskiej policji Papała został zamordowany przez złodziei samochodów a nie mafię i że przez kilkanaście lat żadnej prokuraturze nie przyszło na myśl, by rozpatrywać sprawę jego zabójstwa w tym kontekście.

Patrz również: – „Nawet za komuny” – http://salonowcy.salon24.pl/317116,nawet-za-komuny

Posted in Tajemnicze wypadki | 2 Komentarze »

Znalezione w sieci

Posted by tadeo w dniu 7 listopada 2012

Prof.Urbanowicz 61 lat zmarł w dwa dni po opublikowaniu raportu o tym,że,serwery PKW znajdowały się na terenie Rosji i były obsługiwane przez rosyjskich informatyków. Czy do was to dociera? Wstępne wyniki wyborów szły do Rosji, były filtrowane i wracały do Polski. Na opinii lemingów mi nie zależy chodzi mi o opinie normalnych ludzi. Państwowa Komisja Wyborcza sama przyznała teraz, że korzystała z rosyjskich serwerów podczas ostatnich wyborów.  Jak to oceniacie ludzie,  Polacy?.   DOŁÓŻCIE DO TEGO ZMARŁEGO NAGLE PARĘ DNI TEMU PROFESORA WIECZORKIEWICZA,  KTÓRY NAPISAŁ RAPORT NA TEMAT MOŻLIWOŚCI SFAŁSZOWANIA WYBORÓW W POLSCE !!! . TO ON ODKRYŁ.  ŻE PAŃSTWOWA KOMISJA WYBORCZA KORZYSTAŁA Z SERWERÓW ROSYJSKICH PRZY PRZESYŁANIU GŁOSÓW !!!.   PODOBNO ZMARŁ NA SERCE …DZIWNE ŻE 3 DNI PO UPUBLICZNIENIU RAPORTU … PEWNIE SIĘ TO NIE UKAŻE. ALE BĘDĘ PISAŁ NA WSZYSTKICH PORTALACH AŻ DO SKUTKU !;  zgony związane z katastrofą smoleńską:

1. Daniel Podrzycki,  zginał w wypadku samochodowym; przed wyborami w 2005 r.

2. Marek Karp, zginął w wyniku obrażeń spow. wypadkiem samochodowym, drogę zajechało mu auto o białoruskich numerach.

3. Marian Goliński, zginął w wypadku drogowym, zjechał na drugi tor wprost na tira o rosyjskich rejestracjach.

4. Grzegorz Michniewicz, doradca premiera i Arabskiego. Powiesił się na kablu od odkurzacza (!!!)

5. Eugeniusz Wróbel, ;zamordowany przez chorego psychicznie syna (którego żona nota bene jest psychiatrą i przez ponad 20 lat nie zauważyła złego stanu psychicznego swojego dziecka. SIC!)

6. Stefan Zielonka, utopiony, dokumenty które miał przy sobie natomiast cudem ocalały.

7. bp Mieczysław Cieślar zginął w wypadku samochodowym; dokładnie 18.04.2010 r, miał być następcą Adama Pilcha, który zginął w Smoleńsku.

8. Krzysztof Knyż, operator Faktów, pokazał na żywo w TVNie wraz z W. Batorem jak TU 154 ląduje w całości. Potem ślad po operatorze zaginął.

9. Marek Dulinicz, szef grupy archeologicznej ze Smoleńska; zginął w wypadku samochodowym.

10. Dariusz Ratajczak, dr historii, skazany za kłamstwo oświęcimskie, jego rozkładające się ciało znalezione w samochodzie. Miesiąc po katastrofie w Smoleńsku. Ostatnie siedem osób zginęło; 1-4 miesiące po katastrofie w Smoleńsku i były w tę sprawę mocno zaangażowane. Ciekawe, kogo teraz dosięgną macki POlskiej sprawiedliwości. PRZESTAŃCIE PATRZEĆ, ZACZNIJCIE WIDZIEĆ!!!

Przeczytaj także:

Strach – Zaczynam się bać tego państwa!

Posted in Tajemnicze wypadki, Znalezione w sieci | 1 Comment »

Lepper, Petelicki, Muś… „Ich bliscy nie wierzą w samobójstwa”

Posted by tadeo w dniu 7 listopada 2012

zobacz galerię

fot. WP.PL / Łukasz Szełemej

opinie

 

Andrzej Lepper planował nowe interesy z Białorusią i dbał o cudem wracającego do zdrowia syna. Gen. Petelicki sprowadzał do Polski amerykańską wywiadownię gospodarczą, zachowywał też wesoły nastrój w czasie imprez z kolegami. Remigiusz Muś (technik JAK-a) wierzył, że znajdzie dobrą pracę w sektorze cywilnym, poza tym był młody, miał kochającą żonę a podstawy egzystencji zapewniała wojskowa emerytura. Żaden z nich nie pozostawił listu pożegnalnego, ani nie leczył się psychiatrycznie, za to wszyscy z nich byli umówieni wkrótce po dniu śmierci na spotkania ze znajomymi lub kontrahentami. Ich bliscy nie wierzą w samobójstwa – pisze w felietonie przesłanym do Wirtualnej Polski Kazimierz Turaliński. 

Historia współczesnego świata i statystyka nie znają drugiego takiego przypadku jak polska seria samobójstw oraz śmiertelnych wypadków przedstawicieli jednej tylko strony sceny politycznej i świadków kluczowych śledztw. Zdarzały się za to identyczne serie zabójstw, np. we Włoszech podczas tzw. drugiej wielkiej wojny mafijnej klanów sycylijskich, albo w Związku Radzieckim w latach czystek NKWD. Wtedy też masowo ginęli politycy, urzędnicy państwowi i świadkowie, ale sprawy te, z uwagi na zazwyczaj dużą ilość ran postrzałowych, można było zaklasyfikować według mniej kontrowersyjnego kryterium.

Obecnie zamiast pragmatycznych komunikatów prasowych prokuratury słyszymy raczej nacechowane emocjami stanowisko polityczne, oparte nie na wiedzy naukowej (medycynie sądowej, kryminalistyce, kryminologii i suicydologii), lecz na wiedzy chodnikowej, zgodnie z którą pierwsze wrażenie nie kłamie, samobójstw nigdy się nie pozoruje, a ustalenie po czasie przebiegu wydarzeń jest dziecinnie proste. Nie, nie jest. I powie to każdy uczciwy „prorok” i „pies”. A później doda, że tak naprawdę klasyfikacja zgonu jako samobójstwo to często pójście po najlżejszej linii oporu, byle statystyka zamkniętych spraw się zgadzała a koszty śledztwa były minimalne.

Gdy do ofiar się nie strzela, niekiedy trudno zauważyć przestępstwo

Im więcej rutyny w działaniach organów ścigania, tym łatwiejsze reżyserowanie zbrodni na neutralne prawnokarne zdarzeniaKazimierz Turaliński

Każdego roku w Polsce skuteczną próbę samobójczą podejmuje cztery tysiące osób, z czego ponad 75 proc. wybiera śmierć przez powieszenie. W ponad połowie przypadków organa ścigania nie ustalają stanu świadomości zmarłego, tj. czy był on w chwili śmierci trzeźwy, pod wpływem alkoholu, substancji psychotropowych, albo innych środków wpływających na świadomość. Nie są bowiem zainteresowane zgłębianiem tego typu spraw, a ich jak najszybszym umorzeniem. Nie jest to tajemnicą ani w półświatku przestępczym, ani wśród funkcjonariuszy.

Dawniej, gdy przestępcami byli zwykle kiepsko wykształceni „chuligani”, ewentualne pozorowanie przez nich śmiertelnych wypadków przyjmowało karykaturalne kształty, jak np. obmycie i zaklejenie rany po pchnięciu nożem, a następnie przekonywanie lekarzy pogotowia, że zmarły miał zawał. Tamte czasy odeszły do lamusa, podobnie jak strzelaniny na warszawskich ulicach.

Dzisiaj profesjonaliści czytają, chociażby świetną „Kryminalistykę”; prof. Hołysta. Wiedzą, jakie ślady zostawia się na miejscu zdarzenia i jak technik policyjny będzie je zabezpieczał, a prokurator interpretował. Liczba zabójstw w statystyce spada – w 2000 roku odnotowano ich 1158, a w 2011 tylko 684. Gdy do ofiar się nie strzela, niekiedy trudno zauważyć przestępstwo.

Im więcej rutyny w działaniach organów ścigania, tym łatwiejsze reżyserowanie zbrodni na neutralne prawnokarne zdarzenia. Zarówno te powody, jak i stosunkowo prosty mechanizm śmierci przez powieszenie, czynią potencjalnie możliwym upozorowanie samobójstwa, czemu w przypadku osób znanych i „niepopularnych” sprzyja konformistyczne nastawienie prokuratorów oraz kształtujące opinię publiczną, ale zarazem niemerytoryczne, media.

Każdy człowiek w przynajmniej jednej materii życia jest niespełniony

Remigiusz Muś (technik JAK-a) wierzył, że znajdzie dobrą pracę w sektorze cywilnym, poza tym był młody, miał kochającą żonę a podstawy egzystencji zapewniała wojskowa emeryturaKazimierz Turaliński

W pierwszej kolejności wskazać trzeba nazbyt przeceniany motyw rzekomego samobójstwa. Wciąż słyszymy, że zmarły był chory, miał długi, rozstał się z małżonkiem. W oczach laika może to być dostatecznym wyjaśnieniem, jednak wcale nim nie jest.

Każdy człowiek w przynajmniej jednej materii życia jest niespełniony. Grono szczęśliwców wiodących absolutnie udaną egzystencję oscyluje w granicach błędu statystycznego. Wystąpienie powyższych okoliczności nie uprawnia więc do automatycznego potwierdzenia targnięcia samobójczego, gdyż tym kryterium można by objąć 99 proc. ofiar wszelkich zabójstw, wypadków, a nawet osób czytających niniejsze słowa.

Symptomem takim mogą być natomiast schorzenia psychiatryczne (np. depresja endogenna), odizolowanie od społeczeństwa oraz wcześniejsze, nieudane próby samobójcze, a także jawne obnoszenie się z zamiarem samobójczym. Około 75 proc. sprawców takiego czynu nie kryje się ze swoimi planami, żegna się z bliskimi, rozdaje swe sprzęty, ewentualnie sporządza listy pożegnalne.

Według przecieków z bieżących śledztw o tle politycznym nic takiego nie miało miejsca w żadnym z bulwersujących przypadków. Andrzej Lepper planował nowe interesy z Białorusią i dbał o cudem wracającego do zdrowia syna. Gen. Petelicki sprowadzał do Polski amerykańską wywiadownię gospodarczą, zachowywał też wesoły nastrój w czasie imprez z kolegami. Remigiusz Muś (technik JAK-a) wierzył, że znajdzie dobrą pracę w sektorze cywilnym, poza tym był młody, miał kochającą żonę a podstawy egzystencji zapewniała wojskowa emerytura. Żaden z nich nie pozostawił listu pożegnalnego, ani nie leczył się psychiatrycznie, za to wszyscy z nich byli umówieni wkrótce po dniu śmierci na spotkania ze znajomymi lub kontrahentami. Ich bliscy nie wierzą w samobójstwa.

Po otwarciu zwłok lekarz nie znajduje karteczki z napisem „zabiłem się”

 Drugim grzechem mediów i polityków pozostaje nieroztropna, nazbyt sensacyjna interpretacja komunikatów prokuratury. Często usłyszeć możemy, że sekcja zwłok potwierdziła samobójstwo. Nic takiego technicznie nie jest możliwe. Po otwarciu zwłok lekarz nie znajduje karteczki z napisem „zabiłem się”.

Nigdy więc nie należy utożsamiać wyników sekcji z wynikiem śledztwa, co polskie media czynią nagminnie. W ostatnich głośnych sprawach sekcje jedynie nie wykluczyły samobójstwKazimierz Turaliński

W żadnym zakresie, żaden poważny lekarz sądowy nie odważy się kategorycznie napisać, że na pewno doszło do samobójstwa, gdyż to ustalić można dopiero na podstawie wszechstronnej analizy materiału dowodowego. A już szczególnie trudne jest wydanie takich opinii w przypadku powieszeń. Publikacje z zakresu medycyny sądowej często pouczają, iż dla rozstrzygnięcia, czy śmierć miała wtedy samobójczy charakter, czy też wynikała ze zbrodniczego działania, decydujące znaczenie ma nie autopsja, lecz dokładne oględziny miejsca znalezienia zwłok, przebiegu i miejsca zaczepienia pętli, sposobu wiązania węzła i oględziny ciała.

Także odnalezienie ran nie zawsze jest dowodem zbrodni, gdyż te mogły powstać w innych okolicznościach, np. jako konsekwencja drgawek przedśmiertnych, a ich brak nie wyklucza zabójstwa. Ujawnienie śladów nie po ciosach, a po chwytach obezwładniających założonych prawidłowo i bez uszkodzenia kości, bywa często niemożliwe. Kurtka, marynarka lub bluza wykluczą nawet powstanie powierzchownych zadrapań.

Gdy więc patomorfolog nic podejrzanego nie znajdzie, w protokole zamieści standardowy zapis, że nic nie sprzeciwia się przyjęciu poglądu o targnięciu samobójczym. I ni mniej, ni więcej, będzie to właśnie znaczyło, że brak dowodów przeciwnych, ale zupełne wykluczenie nigdy nie będzie z tego poziomu możliwe.

Lekarz weryfikuje mechanizm śmierci i szuka ewentualnych atypowych dla okoliczności zgonu śladów. Tymi mogą być np. plamy opadowe na plecach w przypadku powieszenia pionowego. Wtedy, choć patomechanizm będzie typowy dla powieszenia (zamknięcie naczyń krwionośnych spowodowane uciskiem sznura), to stwierdzone zostaną ślady wskazujące na udział osób trzecich w zdarzeniu i raczej wykluczające samobójstwo. Nigdy więc nie należy utożsamiać wyników sekcji z wynikiem śledztwa, co polskie media czynią nagminnie. W ostatnich głośnych sprawach sekcje jedynie nie wykluczyły samobójstw.

Pozbawienie świadomości w finezyjny sposób

W praktyce nie jest możliwe zabójstwo świadomego, sprawnego człowieka przez powieszenie bez pozostawienia widocznych obrażeń defensywnych na jego ciele. Ofiara zawsze walczy, broni się. Jedyny wyjątek to pozbawienie świadomości w finezyjny sposób.

Rozpylenie środka obezwładniającego w zamkniętym pomieszczeniu, a właśnie w takich miejscach zmarli Andrzej Lepper i technik JAK-a, uniemożliwiłoby swobodne reżyserowanie okoliczności śmierci. Stąd teorie te są mało prawdopodobne.Kazimierz Turaliński

Popularną w ostatnich latach metodą jest tzw. pigułka gwałtu GHB, czyli kwas gamma-hydroksymasłowy. Osoba której podano tą substancję traci kontrolę nad ciałem, nie jest zdolna do stawiania oporu. Po upływie 8 godzin narkotyk nie jest już wykrywalny w osoczu, a po 12 godzinach w moczu. Po śmierci organizmu synteza GHB nadal występuje, lecz katabolizm ulega zwolnieniu. Według niektórych źródeł przy skrajnie korzystnych warunkach możliwe jest wykrycie intoksynacji do 72 godzin, lecz z uwagi na zachodzące procesy pośmiertne zazwyczaj już po kilku będzie to znacznie utrudnione. Zwłaszcza, że GHB powstaje, podobnie jak alkohol, także endogenicznie.

Podobne efekty oszałamiające zapewniają środki anestezjologiczne, np. stosowana dawniej w medycynie, a obecnie głównie w weterynarii, ketamina. Inne substancje, których nazw nie należy zbytnio upubliczniać, podlegają pełnemu rozpadowi niezwłocznie po zatrzymaniu krążenia, w związku z czym ich wykrycie jest niemal natychmiast niemożliwe. Ale to ślepe uliczki. Jeśli ostatnie głośne samobójstwa zostałyby upozorowane, to niemal na pewno nie użyto żadnego z tych środków.

Podanie narkotyku lub leku wymaga bezpośredniego kontaktu ze środowiskiem ofiary, co w przypadku np. zatrucia produktów spożywczych utrudnia kontrolę czasu, w którym dojdzie do pozbawienia świadomości. Dokonanie iniekcji pozostawia widoczny ślad po nakłuciu, a tym samym również eliminuje dyskrecję. Rozpylenie środka obezwładniającego w zamkniętym pomieszczeniu, a właśnie w takich miejscach zmarli Andrzej Lepper i technik JAK-a, uniemożliwiłoby swobodne reżyserowanie okoliczności śmierci. Stąd teorie te są mało prawdopodobne.

Identyczny brak śladów i przytomności ofiary zapewnić może jednak wprawnie wykonane duszenie (shime-waza) w postaci ucisku ramieniem i przedramieniem na tętnice szyjne. Nie dochodzi wówczas do uszkodzenia chrząstki tarczowatej ani innych części krtani. Jest to jeden z podstawowych chwytów judo i jujitsu, uczony też podczas kursu samoobrony w każdej służbie mundurowej. W ciągu kilku sekund pozbawia przytomności uniemożliwiając powstanie obrażeń defensywnych, a szeroki obszar ucisku nie powoduje dostrzegalnego naruszenia tkanek szyjnych i pozostaje w pełni zgodny z mechanizmem późniejszej śmierci.

Wbrew obiegowym opiniom, zgon przez powieszenie nie wynika z odcięcia dopływu powietrza do płuc, a zazwyczaj właśnie z zamknięcia tętnic szyjnych i kręgowych, czyli zablokowania dopływu krwi do mózgu. Ostre niedotlenienie powoduje wtedy w ciągu kilku sekund utratę świadomości, lecz sama śmierć następuje dużo później. Badania uszkodzeń mózgu potwierdzą naturalne dla powieszenia zmiany, a oględziny ciała nie ujawnią żadnych śladów walki. Jak widać, wcale nie potrzeba do tego żadnych wymyślnych technik z arsenału Jamesa Bonda. Jedynie obezwładnienie tym sposobem komandosa, którym był gen. Petelicki, pozostawało niemożliwe. On zginął od kuli.

Brak śladów walki na ciele ofiary również nie może więc wykluczyć udziału osób trzecich, zwłaszcza, gdy brak wskazanych wcześniej bezpośrednich symptomów wskazujących na zagrożenie samobójstwem, a zarazem zmarły miał podstawy by obawiać się o życie. Eksperci ds. kryminalistyki i medycyny sądowej powinni wreszcie głośno powiedzieć, że w takich przypadkach ustalenie przebiegu wydarzeń nie może być oparte tylko o te, nadmiernie eksponowane na potrzeby mediów a faktycznie z powodu ewolucji przestępczości już od lat mało użyteczne, czynności procesowe.

Zbrodnia doskonała

Jeśli hipotetyczny sprawca miał doświadczenie w zakresie czynności dochodzeniowo-śledczych, dysponował wiedzą z zakresu medycyny sądowej i kryminalistyki, a także był sprawny fizycznie, znalezienie dowodów zabójstwa jest niemal niemożliwe.

W sytuacji, w której umierają po kolei wicepremier, szef jednostki specjalnej GROM, a następnie kluczowy świadek w sprawie śmierci prezydenta oraz całego sztabu Wojska Polskiego, opóźnianie o parę dni działań, z uwagi na weekend, potraktować należy jako niedorzecznośćKazimierz Turaliński

Stąd świadomość wielu policjantów i prokuratorów, że wśród rutynowo umorzonych w ich karierach setek spraw samobójstw, co najmniej w kilku przypadkach miała miejscezbrodnia doskonała. Zabójcy Krzysztofa Olewnika i strażnik więzienny ich pilnujący, powiązani z zabójstwem gen. Papały Baranina i Sasza, członkowie struktur tzw. mafii paliwowej, dyrektor kancelarii premiera Grzegorz Michniewicz (śmierć w noc powrotu Tupolewa z rosyjskiej Samary) i wielu innych… Ich „samobójstwa potwierdziła sekcja zwłok”.

Opisane pokrótce czynniki mogące niesłusznie wskazywać targnięcie samobójcze, wykluczają wyciąganie szybkich wniosków na podstawie samego protokołu sekcji zwłok, czy nawet oględzin miejsca zdarzenia. Każdą sprawę rozpatrywać należy indywidualnie i z wielką pokorą podchodzić do wyciąganych wniosków. Tego w działaniach polskiej prokuratury absolutnie nie widać.

Również ograniczone możliwości wykrycia sprawstwa profesjonalisty w żadnym zakresie nie mogą tłumaczyć rutynowego zaniechania zabezpieczenia dowodów na potrzeby badań toksykologicznych. Zwłaszcza, że próbki krwi pobrać może w sytuacji awaryjnej (a taką były zgony wicepremiera, twórcy GROM-u i świadka katastrofy smoleńskiej) lekarz pogotowia stwierdzający zgon.

W przypadku ostatnich samobójstw mieliśmy do czynienia z niemal natychmiastowym odnalezieniem zwłok, a w przypadku śmierci nagłych zazwyczaj zachowują one pełną płynność krwi. Jej zabezpieczenie i niezwłoczne przekazanie do laboratorium nie stanowiło żadnego problemu. Istotne jest jedynie odnotowanie do protokołu, a najlepiej i udokumentowanie fotograficzne, miejsca dokonania iniekcji, by nakłucie nie zostało później błędnie zidentyfikowane jako ślad przestępstwa.

Poza pigułką gwałtu, czas jest kluczowy dla identyfikacji spożytego alkoholu, jeszcze przed wytworzeniem w procesie fermentacji alkoholu endogennego, a także chociażby ulegającego szybkiemu rozpadowi wyciągu z pewnej powszechnie dostępnej w Polsce rośliny ozdobnej, której podanie pozoruje naturalny atak serca.

Współcześni przestępcy nie korzystają już z trucizn pokroju wiecznotrwałego arszeniku, więc późniejsze podjęcie czynności jest faktycznie stratą czasu i pieniędzy podatnika. Pamiętać też należy, że w przypadku wykrycia zupełnie innego patomechanizmu śmierci, np. niewidocznych gołym okiem obrażeń wewnętrznych, opóźniona w priorytetowych sprawach sekcja umożliwia sprawcy spokojne opuszczenie terytorium Polski.

Kolejną kwestią pozostaje zupełne zaniechanie prewencji. Informowanie środowisk przestępczych o przyjmowaniu a priori domniemania samobójstwa i praktykowaniu wolnych sobót świadczy o znacznym ograniczeniu zrozumienia prawideł kryminologicznych przez rodzime organa ścigania. Dlaczego ktoś wręcza do rąk niebezpiecznych ludzi gotowe recepty na bezpieczną zbrodnię?

W sytuacji, w której umierają po kolei wicepremier, szef jednostki specjalnej GROM, a następnie kluczowy świadek w sprawie śmierci prezydenta oraz całego sztabu Wojska Polskiego, opóźnianie o parę dni działań, z uwagi na weekend, potraktować należy jako niedorzeczność. Nawet w przypadku śmierci osoby nikomu nieznanej w sobotnią noc, na miejsce zdarzenia przybywa prokurator i Policja. Nie ma żadnego powodu, dla którego w europejskiej metropolii, jaką jest Warszawa, nie miałby im towarzyszyć pozostający na taką ewentualność pod telefonem jeden, dyżurny patomorfolog.

Warto pomyśleć o tym na przyszłość, gdyż nic nie zapowiada końca czarnej serii nagłych i nieoczekiwanych zgonów. Zwłaszcza, przy tak intensywnej reklamie indolencji naszych śledczych.

Dla Wirtualnej Polski, Kazimierz Turaliński

Kazimierz Turaliński – doktorant nauk prawnych, politolog, specjalista ds. bezpieczeństwa. Autor opracowań książkowych dotyczących służb specjalnych oraz przestępczości zorganizowanej. Od 2001 roku pracuje w komercyjnym sektorze wywiadu gospodarczego i politycznego, w tym przy organizacji usług detektywistycznych, ochroniarskich i prawnych na terenie państw dawnego Bloku Wschodniego.

http://wiadomosci.wp.pl/page,4,title,Lepper-Petelicki-Mus-Ich-bliscy-nie-wierza-w-samobojstwa,wid,15067652,wiadomosc.html

Posted in Tajemnicze wypadki | Leave a Comment »