WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Wiersze’ Category

Pieśń o domu.

Posted by tadeo w dniu 23 lipca 2020

Kochasz ty dom, rodzinny dom,

Co w letnią noc, skróś srebrnej mgły,

Szumem swych lip wtórzy twym snom,

A ciszą swą koi twe łzy?

Kochasz ty dom, ten stary dach,

Co prawi baśń o dawnych dniach,

Omszałych wrót rodzinny próg,

Co wita cię z cierniowych dróg?

Kochasz ty dom, rzeźwiącą woń

Skoszonych traw i płowych zbóż,

Wilgotnych olch i dzikich róż,

Co głogom kwiat wplatają w skroń?

Kochasz ty dom, ten ciemny bór,

Co szumów swych potężny śpiew

I duchów jęk, i wichrów chór

Przelewa w twą kipiącą krew?

Posted in Wiersze | Leave a Comment »

Obudź się Warszawo!

Posted by tadeo w dniu 6 czerwca 2020

Obraz może zawierać: 1 osoba, okulary i zbliżenie
Obraz może zawierać: 4 osoby, ludzie stoją i na zewnątrz

ks. Bp Józef Zawitkowski

Jest tyle sił w Narodzie
jest taka siła ludzi
niechże w nie duch Twój zstąpi
i śpiące niech pobudzi (St. Wyspiański)

Jam nie prorok.
Biskupem jestem
od pracowitych Borynów,
obywatelem Warszawy jestem
i to honorowym.
Uśpiony byłem.
Wybudziliście mnie
swoimi pacierzami.
Bóg mi język rozwiązał,
nogi od niemocy uwolnił,
więc stoję i krzyczę:
Warszawo, obudź się!
Warszawo, Ty moja Warszawo!

Nie poznaję Cię, Warszawo,
nieujarzmiona, wierna i krwawa.
O miasto moje,
moje święte Jeruzalem
Świńskie ryje rzucają
na Twe święte kamienie.

Owoce święte płaczą,
bo rzucone są na zgnojenie.
Jam chłop z chłopa,
dumny chłopów wiarą,
mądrością i siłą.
Bracia moi!
Czyście chłopski rozum stracili?
Diamentem byliście Narodu,
skarbem Świętego Kościoła.
Dlaczego przystaliście do bezbożnych?
Ten, co lekarzem był nijakim,
do chłopów przystał,
i tu parobkiem jest kiepskim
bo serce ojca by zapłakało,
gdybyś Ty orał inacy.

***

Nauczyciele Kochani!
Moja Pani Pietrzakowa,
moja profesor Trawińska,
byłyście dla mnie i panią,
i matką, bo byłem sierotą.

Pani z tajnych kompletów w Rawie,
coś uczyła za darmo,
ale za cenę swojego życia.
Tyś wiedziała, że nauczyciel
to nie zawód – to powołanie!
Powiedz to synowi.
Szkołę i dzieci każe zostawić
za tysiąc złotych na rękę.
Jaki wstyd!
Szkoło moja rodzona,
nie płacz!

O moje Siłaczki,
O moi Nauczyciele Królików,
O moje Święte Męczennice,
coście wychowały pokolenia
Świętych, Uczonych
i Mężnych Polaków.
Wołajcie ze mną
Od głupoty i bezbożnej szkoły
zachowaj nas Panie!

Warszawo!
Przecież miałaś
Collegium Nobilium,
a tak schamiałaś.
Były w historii
różne strajki szkolne:
o język, o historię, o krzyż.
Teraz w historii pokażą
organizatora
i najgłupszy strajk szkolny
o 1000 zł. na rękę.
O biedna szkoło moja!

***

Chryste królujący krzyżem
nad Warszawą
z Zygmuntowej kolumny.
Królu z mieczem, co broni Warszawy
i dobro od zła oddziela,
komuś Ty dał władzę nad Warszawą?
Roztrzaskaj glinianych idoli LGBT,
co po ludzku grzeszyć nie potrafią.
Nie wstydzisz się,
Warszawko?
Nie!
To Ty już wstydu nie masz!

***

Jezu z Warszawskiej Katedry,
ręką warszawskiego kapłana
na śmierć namaszczony
i zmartwychwstały,
powiedz nam zatrwożonym:
– Nie lękajcie się, Jam jest!

Jezu, Nazareński i Warszawski,
słyszysz jak krzyczą?
Winien jest śmierci!
Ukrzyżuj Go!
Krew Jego na nas
i na syny nasze!
I wykrzyczeliście to sobie,
i nic się nie nauczyliście,
przewrotni.
Jezu Warszawski i cudowny,
z Warszawskiej Katedry.
Poślij setnika
niech perfidnym powie:
On naprawdę był
Synem Bożym!

Poślij Pankracego
i niech powie z areopagu
w Brukseli i Warszawce:
Galilejczyku, zwyciężyłeś!
Sam powiedz, Jezu,
zburzonemu światu:
Milcz, zamilknij!
I niech stanie się cisza.

***

O niech się tak stanie
i to szybko!
Matko Boska Łaskawa,
– patronko Stolicy,
módl się o cud teraz!
Okaż, że jesteś Patronką!
Matko Boska Passawska,
broniąca Warszawy nocami,
obudź śpiące chochoły.
Loretańska na Pradze,
wzywana litaniami.
Niech Warszawa będzie
Stolicą Mądrości.
O, Jazłowiecka, co ułanów
znałaś po imieniu,
niech Warszawa będzie
piękna i czysta
jak pierwsze kochanie
Matko Szkaplerzna – na Lesznie!
Osłoń nas płaszczem przed złoczyńcami.
Matko Boska Sobieskiego,
Patronko dobrej śmierci,
od jasyrów nas uchowaj!
Tęskniąca w Powsinie,
wolność już przyszła,
więc wolnymi uczyń nas
Pocieszeń pełna na Piwnej,
pociesz nas strwożonych.
Zwycięska na Kamionku,
coś nas obroniła
przed bezbożną zarazą,
obroń i teraz!
Pieto Warszawy,
z Powązek i Palmir,
obudź wszystkich męczenników
na świadectwo bezbożnym.
A Bóg z wyschniętych kości
mocen jest wzbudzić sobie
naród doskonały.

***

Święte Sakramentki
pod gruzami kościoła,
jak święte Hostie
za Warszawę ofiarowane,
zaśpiewajcie: Przed tak
Wielkim Sakramentem,
niech uklęknie Warszawa,
ku nawróceniu.

Matko Wincento Jaroszewska,
coś powiedziała prostytutkom:
Nie wstanę z kolan
póki nie stanie się tu spokój!
Powiedz to lesbijkom i gejom:
Na kolana!
I do spowiedzi!

Księże Twardowski,
Kochany Janie od biedronki
przyjdź na Powązki
do Krzysia i Basi Baczyńskich,
niech powiedzą
warszawskim dzieciakom:
Matko Boża,
nagnij pochmurną dłoń naszą,
gdy zaczniemy walczyć miłością.

Księże Janie od mądrych dzieci,
powiedz chłopcu na Podwalu:
Synku, buty masz za duże,
chełm za wielki,
karabin za ciężki,
ale serce to ty masz, w sam raz!

Niech nauczy nas chłopczyna śpiewać:
Warszawie dzieci, idziemy w bój!
Pierzchną wtedy bezbożni.
I niech już nie depczą
przeszłości ołtarzy!
I niech obudzi się Warszawa
i niech sobie przypomni:

Piasku – pamiętasz?
Lesie – pamiętasz?
Wisło – pamiętasz?
Warszawo – pamiętasz?

Halo, halo!
Tu serce Polski!
Tu mówi Warszawa!
Pogrzebowych śpiewów zaprzestańcie!
Nam ducha starczy:
Tu zęby mamy wilcze
i czapki na bakier.
Tu z nagą piersią idziemy
na salwy armatnie.
Tu nawet dzieci walczą.

Halo, halo!
Tu mówi Prezydent Warszawy
Nadchodzi… zero, koma 3, nadchodzi.
Takiego Warszawa miała Prezydenta.
Wstydźcie się Warszawiacy!
Jak się spodliłaś, Warszawko!
A wy mówicie: Nic to!
Warszawa nierządem stoi.
Pogruchoce Was Pan Bóg,
jako ten garniec gliniany!

Królu Sobieski,
larum grają!
Przypomnij mądrej Unii Europejskiej,
że myśmy tam byli zwycięzcami.
Uważajcie, Panowie.
Historia lubi się powtarzać.
Obyście nie popadli
w nowe jasyry!

***

Rok 1920. Warszawiacy!
Pamiętajcie Cud nad Wisłą.
Eminencjo,
mówił marszałek Piłsudski:
Ja sam nie wiem, jak myśmy
tę bitwę wygrali?
Ale rozbitek spod Zambrowa
wiedział: Bo ich osłaniała
Bożyju Matier!
Warszawo pamiętaj!
Matka Boża Cię osłaniała
i osłania.
Obudź się i zobacz!

A Ksiądz Skorupka,
do Oddziałów Ochotniczych Młodzieży
wołał:
Za Boga i Ojczyznę!
Po bitwie martwe ciało księdza
leżało pośród niezebranych snopów.
Ksiądz był w komży,
z fioletową stułą,
z krzyżem do rozgrzeszenia.
Miał z tyłu roztrzaskaną głowę,
Za Boga i Ojczyznę!

Mocarni, a bezbożni w Unii Europejskiej
Słyszycie?
Od stu lat
chodzilibyście w bolszewickich kufajkach,
gdyby nie wiara
i męstwo naszych Ojców..
Nie chcecie tego pamiętać
bezbożni i mocarni.
Myśmy Was osłonili,
pamiętajcie!

Pod Kolumną Zygmunta
modlił się wtedy kardynał Aleksander Kakowski
i nuncjusz apostolski Achilles Ratti.
Wybuchy bomb spod Radzymina
zagłuszały śpiew Warszawiaków:
Od powietrza, głodu,
ognia i wojny
zachowaj nas, Panie!

Księża udzielali Warszawiakom
rozgrzeszenia, bo jutro będzie
rzeź Warszawy…

Nie będzie!
Matka Boska nas obroniła.
Warszawo, Ty moja Warszawo,
nieujarzmiona, wierna i krwawa,
pamiętaj!
Matka Boska Łaskawa,
z gniewu Bożego
połamanymi strzałami,
Ona nas obroniła!

Warszawo!
Po tzw. Wyzwoleniu,
witałaś pierwszego Prymasa,
wielkiego Syna Śląskiej Ziemi,
który pracowity Śląsk
spowinowacił z historyczną
Warszawą:
Interrex in aeternum vive!

Niestety, musiał umrzeć.
Panowie, co powiecie światu
na co ja umarłem?
Musiał umrzeć!
Tajemnicę wszyscy znają.
Pogrobowcy tamtych,
co znali tajemnicę śmierci Prymasa,
chcą teraz rządzić światem.
Bolszewicka buta!

Nil desperandum!
Obyście nie zwątpili!
Zwycięstwo przyjdzie,
a będzie to ostatnie zwycięstwo,
i będzie to zwycięstwo Maryi.
Warszawo pamiętaj i krzycz!
Ja w niebie
będę się modlił za Was
– obiecał Prymas.
Zwycięstwo już przyszło,
a Wy byliście tego świadkami.

***

Warszawo, obudź się
I wołaj jak wtedy:
Habemus Papam!
Mamy Papieża,
Kardynała świętego
Kościoła Rzymskiego,
Karola Wojtyłę z Krakowa.
Płakaliśmy z radości!
Warszawo pamiętaj!

Plac Zwycięstwa,
Krzyż, a pod krzyżem Matka
i Umiłowany Uczeń – Jan Paweł II.
Warszawo!
Byłaś wtedy aż do nieba
wyniesiona.
Byliśmy wtedy
naprawdę wolni!
Warszawo, pamiętaj!

Że też serce nie pękło.
Słuchaj Warszawko!
Słuchaj, to do Ciebie!
Niech zstąpi Duch Twój
i odnowi oblicze ziemi,
Tej ziemi!
I zstąpił.
I stało się!

Warszawo, obudź się i powiedz:
Czy to pamiętasz?
A myśmy wtedy płakali,
śpiewali i krzyczeli:
My chcemy Boga!
Przemień, o Jezu, smutny ten czas!
Polacy podali sobie ręce
i ślubowali Bogu i sobie:
Gdy będziemy wolni,
będziemy solidarni,
będziemy się szanować,
będziemy sobie pomagać,
będziemy szczęśliwi,
jak dzieci jednej Matki.

Święciłem radośnie Wasze sztandary,
piękne jak ballada Szopenowska,
bo je tkała
sama Matka Boska.

Runął mur Berliński,
zwaliły się żelazne kurtyny,
zdawało się, że przyszło zwycięstwo.
Nie!
Oj Warszawo!
Ile razy chciałem zgromadzić
Syny Twoje,
jak kokosz gromadzi pisklęta
pod skrzydła swoje,
a nie chciałaś.
Więc zostanie teraz
dom Wasz pusty!
I nie zostanie z ciebie kamienia na kamieniu!
Warszawo, Ty to widziałaś,
a pamiętasz?

Zstąpiły czarne anioły,
partie poszarpały święte sztandary.
Śmiertelnie ranny Papież,
umiera Prymas Tysiąclecia,
stan wojenny.
Koniec wolności.
Zdawało się, że wszystko diabli wzięli.

***

Nie wszystko!
Warszawo,
masz swojego Patrona
– błogosławionego Władysława z Gielniowa.
Patronie Święty!
Widzisz i nie trzęsiesz skarpą
i kościołem bernardynów?
Obudź Warszawę!
Przecież jesteś tu Patronem!
Rób coś!
Hanibal, ante portas!

Warszawa nie jest ani PiSowa
ani Platwormowa
Warszawa jest Chrystusowa!!!
Warszawa, Alejami Jerozolimskimi
do Placu Trzech Krzyży prowadzi,
a stąd już widać
Nowy Świat.

Bóg dał Warszawie proroka,
który w akademickim kościele
wołał:
Non possumus!
Dalej nie możemy!
Między ołtarzem, a kapłanem,
nie będzie siadał żaden car,
ani gej, ani lesbijka!

Księże Prymasie,
za to się siedzi w więzieniu!
Wiem,
Gdy będą Wam mówić, że Prymas
nie kocha Polski- nie wierzcie!
Kocham Polskę,
więcej niż własne serce!
Warszawo, takiego miałaś
Prymasa, co się zdarzy
raz na tysiąc lat
– Prymasa Tysiąclecia.
On nas przeprowadził
przez Morze Czerwone.
On nas
przed bezbożnymi uchował.
Dziś tak nam brak:
Wodza, Kapłana i Proroka.

Kochał Cię Prymas, Warszawo,
jako miasto nieujarzmione,
miasto wierne i krwawe.
Byłaś Prymasa
umiłowaną służebnicą,
a dzisiaj jesteś
zapłakaną niewolnicą.
Jak mi Cię żal,
Warszawo!
Ty moja dumna Pani,
dziś zachowujesz się,
jak głupia panna,
której brakło oleju.
Wiosenne LGBT !
Wy nawet grzeszyć normalnie nie potraficie
Pachniecie tylko bezwstydem!

Warszawo,
Ty zabijasz proroków,
którzy do Ciebie
są posłani.
Krew księdza Popiełuszki
woła o sprawiedliwość!
Mordercy chodzą wolni,
a ich pokrewni i powinowaci
podają sobie ręce
i mówią, że zniszczą.
Co?
Wszystko!
Czy wiesz, że
totalna opozycja,
to diabelskie zawołanie:
Non serviam!
Nikomu i nigdy!
Wszystkiemu – nie!
Diabeł tylko to umie.

Dlaczego nie macie wstydu,
obrońcy demokracji?
Mówiłaś Pani, że przekopałaś
ziemię Smoleńską i przesiałaś
gęstym sitem?
Kłamałaś i to bardzo głupio.
Nie wstydzisz się teraz?
Widzę, że nie.
W telewizji stajesz.
Nawet wstydzić się
nie umiesz.

Myślałem,
że zmądrzałeś, paniczu z fajką.
Czystym powietrzem
w puszczy oddychałeś
i na próżno.
Spłoszyłeś tylko
szlachetne ptactwo,
a zostałeś pusty jak z puszczy.

Był Pan u nas pierwszym
sekretarzem,
Ładny dom po partii zostawił Pan
szkole muzycznej.
Dziękujemy.
Nic się Pan od nas
nie nauczył,
a szkoda!
Odpocznij człowieku!

Zrobił mi Pan
bardzo smutną niespodziankę.
Postrzegałem Pana jako człowieka,
szlachetnego, mądrego i takiego, co czyta.
Z kim się Pan zadał?
Szkoda pańskiego białego garnituru.

O Paniach nic nie powiem.
Kiedyś o kobietach mówiło się:
Niewiasta – niewiele wie,
a wiedziała dużo.
Dziś słuchając Was,
Nieczcigodne Panie,
powiedziałbym Konopnicką:
Pójdź dziecię, ja Cię uczyć każę!
Nawet kłamać nie potrafisz,
słodka idiotko.

Temu Panu, co niby
za chłopa robi w koalicji
powiedziałbym
ja chłop z chłopa,
że ani doktorem, ani chłopem
być nie potrafisz, człowieku,
boś stracił chłopski rozum.
Kiepskim parobkiem tylko
w koalicji być możesz.
Wstyd przynosisz chłopom.

***

Naubliżałem niektórym,
ale nie tak,
jak Oni mnie opluwali
i ubliżali mi,
bom ksiądz.
Nadstawiałem im drugi policzek,
gdy bili mnie po mordzie
Więc powiedziałem, Panie Jezu,
nie wytrzymam!
Brakło mi cierpliwości,
muszę oddać prawym sierpowym.
I trochę mi lżej.

W państwie prawa
powinienem siedzieć w więzieniu.
Mogę posiedzieć,
ale mam 80 lat,
więc nie posiedzę,
ani nie poleżę długo.

Myślę, że siedział nie będę,
bo tylu drani, którzy gorsze
plugastwa i kłamstwa mówili,
aż cuchnący zapach ich słów
przez szkło ekranu czułem,
chodzą wolni,
jak za czasów Piłata:
A gdyby sprawa
doszła do Piłata,
my z nim pomówimy.
To się da załatwić!
Dzikie sądy!
Dzika demokracja!
O tempora, o mores!

***

Mnie człowieka wybudzonego ze śpiączki,
stać tylko na to,
bym wzywał Bożej pomocy,
bym przywołał ponadwiecznych,
bym groby wyklętych otworzył
na świadectwo bezbożnym,
i obudził Warszawę
i Polaków zadżumionych.

Obudźcie się, póki jeszcze czas,
bo z tej nienawistnej sytuacji,
żaden Anioł z nieba,
ani żaden mąż stanu,
nas nie uratuje.

Uratować nas może
tylko kataklizm,
bo taki świat zgniły bezbożnością
i zmurszały nienawiścią,
zginąć musi!
Pogruchoce Was Pan Bóg
jako ten garniec!
Owo jest
demokracyja Wasza!

O, nie daj Boże,
ale wtedy reszta ocalonych
przeprosi Boga i siebie nawzajem.
I przypomną sobie ocaleni,
że jednego mamy Ojca w niebie,
a Matką jest nam Ziemia miła,
my zaś, braćmi jesteśmy.

Ale zanim co,
będę targował się z Bogiem,
jak Abraham:
A jeśli w tej Warszawie
będzie czterdziestu sprawiedliwych,
ocalisz to miasto?
Tak!
Panie, miej cierpliwość,
a jeśli będzie tylko dziesięciu wierzących
ocalisz Warszawę?
Tak.
Nie znalazłeś nawet dziesięciu?
Więc stanie się Sodoma i Gomora.
Ja nie straszę.
Takie są Dzieje grzechu.

Ale ja jestem chłop
i będę się wadził z Bogiem dalej:
Panie, wiem, że ten Naród
jest kłótliwy, zawistny i niewdzięczny.
Dałeś nam wodę ze skały,
mannę z nieba na co dzień,
przepiórki na święta,
ziemię, dom i wolność
dałeś nam na zawsze,
a oni zbudowali tęczę LGBT
na Placu Zbawiciela.
Profani!

Zapałałeś gniewem, o Panie,
chciałeś wyniszczyć ten Naród,
a ja sługa Służebnicy,
błagam:
Ocal nas Panie!
Boże Piastów, Jagiellonów,
Sobieskich, Kościuszków.
Niech nie mówią w Brukseli:
Oto ich Bóg,
który wyprowadził ich z niewoli,
aby ich wytracić w drodze do wolności.

Ocal ich, Panie!
A jeśli trzeba, to raczej zabij mnie!
Ich ocal!
Od Mojżesza to umiem.

Uspokójcie się, Polacy, Bracia,
jeśli jeszcze trochę myślenia i sumienia
w Was ostało.
Zieloni!
Nie wygłupiajcie się!
Bronicie żabek w Rospudzie,
a dzieci w Warszawie zabijają,
a Wy nic?
Zabójcami jesteście zielonymi.
Więc ani Rospuda, ani Warszawa
nie są Wasze
i żabki w Rospudzie
i dzieciątko w Twoim brzuchu
do Boga należą.
Brońcie życia!

I po co tyle krzyku, Panowie!
Trzeba najpierw do Komunii Świętej,
potem do Unii Europejskiej
Warszawo, bądź sercem Europy!
Bądź oazą wolności,
Syreną Warszawską,
matką Uczonych i Świętych
stolicą – miast Królową,
zawsze wierną i nieujarzmioną.

To niech się tak szybko stanie!
Spraw to, Panie.
Amen.

Posted in Ks.Tymoteusz, Wiersze | Leave a Comment »

Zapada zmrok

Posted by tadeo w dniu 31 Maj 2020

ZAPADA. ZMROK, już Świat Ukołysany,
Znów jeden dzień odfrunął nam jak ptak,
Panience Swej Piosenkę na Dobranoc
Zaśpiewać chcę w ostatnią chwilę Dnia

I chociaż wnet ostatnie światła zgasną
Opieka Twa rozproszy nocy mrok,
Uśpionym wsiom, ukołysanym miastom
Panienko daj szczęśliwą, dobrą Noc…….

 

 

Posted in Religia, Wiersze | Leave a Comment »

SKLEP KRÓLESTWA BOŻEGO

Posted by tadeo w dniu 18 marca 2020

SKLEP KRÓLESTWA BOŻEGO
Spacerkiem przez miasto wąziutką ulicą,
idę, gdzie światełka w noc się jeszcze świecą.
Widzę szyld na sklepie „Królestwa Bożego”
– małe drzwi otwarte są tu dla każdego.
Wchodzę więc do środka, zobaczyć co mają,
i za jaką cenę towar tam sprzedają.

Widząc mnie przy wejściu, Anioł wręcza siatkę,
ogromną, z jedwabiu, ozdobioną w kratkę.
„Mamy tutaj wszystko, co w życiu potrzeba!
Skarby te przybyły wprost z samego nieba.
Nie przeocz niczego, co znajdziesz w tym sklepie,
im więcej nabierzesz, tym lepiej dla Ciebie”.

Biorę wpierw „CIERPLIWOŚĆ” – chcę ją mieć w zapasie,
skoro mi przypadło żyć w tym trudnym czasie.
Na drugim regale są stosy „MIŁOŚCI”.
Tego mi potrzeba na moje słabości –
w oczach czasem siedzi choroba zazdrości
i nienawiść także dręczy moje kości.

„MIŁOŚĆ” jest pomocna , ciepła i łagodna
i w codziennym życiu nigdy niezawodna.
Obok buteleczka niebiańskiej „MĄDROŚCI”
– ona mi pomoże rozwiązać trudności.
W życiu już spotkałem góry naiwności,
niewiele widziałem prawdziwej mądrości.

W sklepie nie ma wagi, nie widzę też miary!
Obiema rękami biorę z kosza „WIARY”.
Ona jest konieczna w duchowej słabości,
pomaga pokonać wszystkie wątpliwości.
Moja siatka pełna, lśni jak pierścień złoty,
serce się otwiera widząc te klejnoty!

Chcę teraz zapłacić, proszę o rachunek.
A Anioł rzecze: „Idź w drogę, to jest podarunek!”
Tuż przed wyjściem widzę świetlaną „NADZIEJĘ”,
obok „POKÓJ”, „RADOŚĆ „- dusza mi się śmieje.
Wkładam te klejnoty do swojej kieszeni –
teraz moje życie na lepsze się zmieni!

„Może coś zapłacę, oddam Panu memu?”
„Chrystus już zapłacił dawno, dawno temu.”
Dziękuję Ci Boże z głębi serca mego
za cudowny sklep ten – Królestwa Bożego.
O srebrze, o złocie już teraz nie marzę.
Nawet życie wieczne można dostać w darze!

Autor anonimowy

http://serafin.over-blog.fr/2018/01/sklep-krolestwa-bozego.html

Posted in Wiersze | Leave a Comment »

Słoneczne chwile

Posted by tadeo w dniu 1 stycznia 2020

…Tęskno mi Boże do świata,
Tamtego prostego sprzed lat…

Piękna i wzruszająca tęsknota za minionym światem.

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i na zewnątrz

Tęskno mi Boże do świata,
Tamtego prostego sprzed lat.
Gdzie brat kochał brata,
A ludzie mieli mniej wad.

Gdzie telewizor był czarno-biały,
A w sklepach było niewiele.
Dzieci się tam uśmiechały,
Ludzie żyli jak przyjaciele.


Ulice życiem tętniły,
A owoc miał słodki smak.
Człowiek każdy był miły,
Tego świata jest mi brak.


Prądu w domu nie było,
Lecz żyć się jakoś dało.
Spokojniej się wtedy żyło,
Dziś ciągle wszystkiego mało.


Dziś człowiek swe życie traci,
W pośpiechu i pocie czoła.
I choć się w końcu wzbogaci,
To i tak mało mu woła.


I umrze życia nie znając,
Bo tylko dążył do celu.
Rodzinę swą zostawiając,
By mieć więcej w portfelu.


Kiedyś ludzie też pracowali,
Ale najważniejsza była rodzina.
O przyszłość tak się nie bali,
Dzisiejszy świat to kpina.


Jest wszystko co się zamarzy,
O nic walczyć nie trzeba.
Trudno o dobrych lekarzy,
Nie zjesz pysznego chleba.


Nie ma dobrej muzyki,
Tej co ludzi rozbawia.
Świat jest pełen krytyki,
Radości ludzi pozbawia.


Tęskno mi Boże do świata,
Tamtego prostego sprzed lat.
Dziś brat zabija brata,
I ludzie są pełni wad.

Zielińska-Krogulska Kamila

Posted in Wiersze | Leave a Comment »

CHLEB

Posted by tadeo w dniu 27 czerwca 2019

Obraz może zawierać: 1 osoba, siedzi

Pierwszy znak krzyża nożem zrobiony,
Dopiero potem był podzielony.
Ta kromka chleba to coś świętego,
Kto nie był głodny nie pozna tego.


Gdy pod dostatkiem go ludzie mają,
I do śmietników go wyrzucają.
Pomyśl co robisz, możesz żałować,
Bo kiedyś będzie Ci Go brakować.


Pomyśl o ludziach co by zrobili,
Z jakim szacunkiem by Go tulili.
Ci co są głodni i Go nie mają,
Tej jednej kromki w koszach szukają.


Pomyśl o ludziach co umierali,
Za kromkę chleba życie oddali.
Pomyśl o matce co ból Ją zżera,
Kiedy jej dziecko z głodu umiera.


Pomyśl o pracy, pomyśl o trudzie,
Byś nie był głodny, pracują ludzie.
Czy Ty szanujesz ten pot na czole?
Ręce zmęczone przez ciężką role?


Na koniec pomyśl co Ci zostało,
Dla Ciebie dużo, dla innych mało.
Dla Ciebie tylko kawałek chleba,
Dla Innych szczęście – jak dotknąć nieba.


Trzymasz Go w ręce. Co zrobisz teraz?
Ty Go wyrzucisz, a Ktoś umiera.
Ty trzymasz życie właśnie w tej chwili,
A inni tylko by zazdrościli…

Posted in Wiersze | Leave a Comment »

Poezja wielkiego patrioty Adama Asnyka : „Do młodych”, „Miejcie nadzieje”

Posted by tadeo w dniu 2 czerwca 2019

https://www.youtube.com/watch?v=DynwtiwDfJs

image

Obraz Jacka Malczewskiego, Adam Asnyk z muza.1894/7

   Wiersz powstał w 1880 r. Każde zdanie jest w nim bezcenne :”Szukajcie PRAWDY jasnego PŁOMIENIA….” Nie ulegajcie, nie zgadzajcie się na kłamstwa, półprawdy i przemilczenia. Tak jest. Tak należy robić.

Ci młodzi, którzy się wtedy urodzili, zapewne walczyli z bolszewikami w 1920 r i mieli szanse doświadczyć i zrozumieć głębokie przesłanie tych strof.

Jedno zdanie z tego wiersza stale przychodziło mi na myśl przed chwila, ale nie wiedziałam, kto to napisał i kiedy. Od czego są jednak Google?

Takie niezwykle natchnienie w ten dzień „po” emocjach wyborczych…Skąd? Właśnie wcześniej słuchałam, co o wyborach mówi Ojciec dyrektor Radia Maryja.  Słychać ulgę w glosie i apel, by trwać i być aktywnym.

Słowa- Adam Asnyk, „Miejcie nadzieje…”

Myślę, ze siły niszczycielskie zniszczyły swoje własne  szanse, tak im zależało, by zdobyć rząd dusz i zaprowadzić nowy porządek świata. Nie ich świata. Podkuliły ogony, odeszły lizać rany i obmyślać odwet.W to, ze wrócą, nikt rozsądny nie wątpi. „Pycha przed upadkiem kroczy”. Kroczyli w Gdańsku…. z kroczem na transparentach.  Dokąd zaszli? Kroczyli i przekroczyli pewne granice…

Adam Asnyk, jak czytam w wiki, to syn Powstańca Listopadowego , zesłańca na Sybir, który osiadł po zesłaniu w Kaliszu. Sam poeta Adam Asnyk był członkiem Rządu Narodowego w Powstaniu Styczniowym .Wybitnie wykształcony na Zachodzie, osiadł w Krakowie, gdzie był radnym miejskim, a potem posłem do parlamentu. Tak bardzo na czasie jawi się i poezja i postać tego poety, który zostawił i nam ten wiersz pod rozwagę.

https://literat.ug.edu.pl/asnyk/080.htm

https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Adam_Asnyk

Trafiłam tez na nieznany wiersz A. Słonimskiego pt.” Polska”.Świetny mógłby być jako tekst piosenki.

http://wiersze.doktorzy.pl/polska2.htm

https://www.salon24.pl/u/daani/959262,sliczny-wiersz-adama-asnyka-na-czasie-pt-do-mlodych?fbclid=IwAR2AXq9PnFeOEpRCZ69WfvNSSm-qIaRIJYQpJ86JyjleFbP9Sl5W0kqP5DU

Zobacz także:

Posted in Wiersze | Leave a Comment »

Zawierzam Maryi

Posted by tadeo w dniu 13 marca 2019

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie stoją i w budynku

Wyszła ze swej chatki
Wspierać polskie dziatki.
Zdzierała kolana
I prosiła Pana:

Błagam Cię z ufnością,
Obdarz kraj miłością,
Niech uniknie sporów,
Parodii wyborów,


Niech ludzie pojmują
Jaki los zgotują,
Gdy do edukacji
W ramach złej atrakcji


Wprowadzą szkolenie
Z jakiejś masturbacji.
Boże, ratuj, błagam!
Znów przed Tobą padam. 


Chroń te małe szkraby!
Słuchaj starej baby.
Kiedy byłam mała
Mama mnie chowała,


Że pamiętać trzeba
Ważność kromki chleba.
Że jest chłop, niewiasta.
Taki układ, basta!


Że gdy rośnie brzuszek,
W nim siedzi okruszek.
Tak nazywał tata
Słodko mego brata.


Stara jestem, ale
Wiem to doskonale,
Że modlitwa z wiarą,
Z serca pełną parą


Może świat przemienić.
Nie ma się co lenić.
Proszę więc w tej chwili:
Rozgrom pedofili,


Daj dzieciństwo dziatkom,
Rozum też ich matkom,
Ojcom trzeźwość, wierność,
Nie społeczną bierność


Uczul też lekarzy,
Niech z nich każdy zważy
Skąd się życie bierze.
Że od Ciebie, szczerze!


Politykom za to,
Boże Ojcze, Tato,
Zabierz chęci karier
I łamanie barier.


Serce wstaw im nowe.
Niech się pukną w głowę,
Jeśli dla pieniędzy
Świat zostawią w nędzy.


Jeśli dla poklasku
Pozbawią się blasku.
Wiem, że jeszcze trochę
I zostanę prochem.


Zanim to się stanie,
Proszę, drogi Panie,
Zważ na Msze, ofiary,
Na doznane kary,


Bohaterów także
Co zginęli w łagrze
Gułagu, Workucie,
Stoczni, Nowej Hucie,


Ofiary z Katynia,
Smoleńska, Wołynia
Wyklętych Żołnierzy,
Z których każdy wierzył,


Że kiedyś, w przyszłości
W Ojczyźnie zagości
Wolność i braterstwo,
A nie kumoterstwo.


Że pamięć przetrwała.
Wielkiej Polsce Chwała!
Niech i święci z Nieba
Pomogą, bo trzeba.


Święty Kazimierzu,
I Ty, nasz Papieżu,
Pokorna dziewczyno –
siostro Faustyno,


Kostko Stanisławie,
Ratujcie w tej sprawie.
Ty Maksymilianie
Wstaw się. Słuchaj Panie.


I na końcu, błagam,
Choć ledwo domagam,
Podnieś Polskę z kolan
Jak mnie teraz, wołam!

Autor: Izabela Potęga

(Jedząc przed chwilą placki ziemniaczane, zachciało mi się napisać wierszyk. Co prawda to mój drugi (trzeci?) w życiu, a pierwszy był w podstawówce, ale w akompaniamencie pysznych placków autorstwa Mamy, jakoś mi się miło rymowało)

Posted in Wiersze | Leave a Comment »

A JAK UMARŁ PAN BOGATY

Posted by tadeo w dniu 17 stycznia 2019

 

 

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba

A jak umarł Pan bogaty
To mu nieśli wieńce, kwiaty
Order dali mu po śmierci
By mu złocił się na piersi

A jak umarł chłop z fabryki
Nie płakali, bo był nikim
Odszkodowań nie ma wtedy
Trumnę trzeba brać na kredyt

A jak padło dziecko z głodu
Nie ruszyło to narodu
Dalej po bogaczu kwilił
Taki to był nastrój chwili

Po bogactwie cień zostaje
I choć śmierć nasz grosz wydaje
Nie kupimy skrawka nieba
Na niego zasłużyć trzeba.

Posted in Wiersze | 3 Komentarze »

Wołyń 1943

Posted by tadeo w dniu 17 kwietnia 2018

Wstrząsające… Nieludzkie… Przerażające…
„Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary!”

Lech Makowiecki – Wołyń 1943

 

Czy pamiętasz Panie Boże
Nad Wołyniem łunę krwawą
I ten krzyk z płonącej chaty
Mordowanych przez sąsiadów.
Chyba byłeś w tamtej porze
Gdzieś po innej stronie świata,
Bo byś pewnie się zasmucił i przystanął i zapłakał…

Czy słyszałeś modłę Panie,
Oczy ojca czy pamiętasz,
Gdy hańbili córkę jego
Banderowcy jak zwierzęta…
On na drzwiach ukrzyżowany
Błagał „Zmiłuj się nad nami!”
Zlitowali się oprawcy
Skłuli oczy bagnetami…

Czy widziałeś Ojcze Święty
Patrząc z góry przez firmament
Dzieci śliczne jak aniołki
Na sztachety powbijane…
Kto je teraz poprowadzi
Na spotkanie z Tobą Boże,
One przecież takie małe
Zbłądzą same w tych przestworzach…

Czy spamiętasz Panie Świata,
Męczenników tych z Wołynia,
Umierali z myślą o Tej,
która nigdy nie zaginie.
Polska o nich zapomniała,
rozpłynęła się w oddali,
Czasem drżąca ręka starca
świeczkę jeszcze tu zapali.
Porastają chwastem zgliszcza,
groby toną w bujnej trawie,
Jutro już nie będzie komu
świeczki za Nich tu postawić

Posted in Historia, Wiersze | Leave a Comment »

Sercem pisane – Walentyna Dubaniewicz

Posted by tadeo w dniu 19 grudnia 2017

Walentyna Dubaniewicz z Kaliłowa pisze wiersze od 50 lat. Historia Walentyny Dubaniewicz pokazuje, że na spełnianie marzeń nigdy nie jest za późno.

APC - 2017.12.19 20.08 - 001.3d

Dawne wiejskie wesele

Kiedy się córka za mąż wydawała,

matka jej wyprawę godną dać musiała.

Grubą pierzynę, poduszki puchowe

i jeszcze mały jasiek pod głowę.

Darcie pierza, zwane pierzakami,

odbywało się długimi zimowymi wieczorami.

Schodziły się sąsiadki, kumy i dziewczyny,

omawiano najpierw z całej wsi nowiny.

Potem śpiewano piosenki ludowe,

w gwarze upływały wieczory zimowe.

Gospodyni kolację sutą szykowała,

po pracy skończonej wszystkich częstowała.

Tak pracę z rozrywką pięknie połączyli,

wszyscy we wsi zgodnie jak w rodzinie żyli.

W przeddzień wesela korowaj pieczono,

wszystkie sąsiadki do tego proszono.

Starościna dobrze ciasto wymiesiła,

a reszta kobiet ozdoby robiła.

Jaką fantazję każda z kobiet miała,

taką ozdobę w rękach wyrabiała.

Gdy ciasto do formy już było włożone,

tymi ozdobami było ustrojone.

Cały ten wieczór był ośpiewany

w intencji korowaja, żeby był udany.

Panna młoda koleżanki swoje zaprosiła

i tak zwany panieński wieczór urządziła.

Było mierzenie sukni, welonu strojenie,

było też śpiewanie i było wróżenie.

Z włókien lnianych kulki dziewczyny zrobiły,

potem je wszystkie razem podpaliły.

Której kulka najwyżej do góry wzleciała,

ta się szybciej za mąż wydać miała.

I piosenki różne śpiewały dziewczęta,

których dzisiaj prawie nikt już nie pamięta.

O tym chłopaku, o tej dziewczynie,

co pasła wołki na bukowinie.

O jabłoneczce, co zakwitała,

potem jabłuszka czerwone miała.

O Kasi, co na Jasia z wojenki czekała,

i białe mu róże ofiarować chciała.

Były skoczne, żałosne – jak życie wieśniacze,

czasem śmieje się radośnie, czasem rzewnie płacze.

Korowaj piękny, radości wiele,

pewnie udane będzie wesele.

Nazajutrz rano z wielką paradą,

wszyscy ochoczo wozami jadą.

Siedzenia wygodne, pięknie wyścielone,

konie w kolorowe wstążki ustrojone.

Druhenki śpiewały i grały kapele,

wszyscy wyszli na drogę zobaczyć wesele.

Starsza druhna dzieciom cukierki rzucała,

dzieciarnia je z ziemi radośnie zbierała.

Gdy młodzi z kościoła od ślubu wracali,

rodzice ich chlebem i solą witali.

Starszy drużba po korowaj do stodoły śpieszył,

swoim sprytem i humorem wszystkich gości śmieszył.

Niósł bochen z paradą, ręce trzymał w górze

i tanecznym krokiem przemierzał podwórze.

Korowaj z honorami został przyniesiony,

bo na ważną chwilę przecież przeznaczony.

Gdy już wszyscy goście tu podochodzili,

ów korowaj smaczny równo dzielili.

Orkiestra pięknie chmiela zagrała,

a starsza druhna do tańca brała

tych gości, którzy mieli ochotę

wrzucić w koszyczek ze cztery złote.

Wszyscy się bawili, wesoło śpiewali,

to młodemu to młodej łatki przypinali.

Nikt się nie obrażał ani nikt nie gniewał,

bo na dobrym weselu każdy się wyśpiewał.

A przy tych przyśpiewkach było śmiechu wiele.

Tak się odbywało to wiejskie wesele.

Dzisiaj na świecie wszystko się zmienia,

a z dawnych czasów – tylko wspomnienia,

które tu w skrócie są opisane

i ku pamięci naszej podane.

Walentyna Dubaniewicz, „Sercem pisane”, Wydawnictwo Gminy Biała Podlaska – „Malwa”, Biała Podlaska 2012.

Polecam lekturę całości tomiku!

Walentyna Dubaniewicz – Sercem pisane

Miały zostać w szufladzie, a zostały wydane. Tomik „Sercem pisane”, to debiut Walentyny Dubaniewicz, która pisze wiersze od pięćdziesięciu lat. Głęboka wiara, umiłowanie przyrody i miłość do ojczyzny wypełniają proste, ale poruszające wersety jej liryki.

Zaczęła pisać w latach 60-tych. – Swój pierwszy wiersz popełniłam w dwudziestolecie wysiedlenia Kaliłowa. W mojej pamięci zapisała się ta tragedia i obóz jeniecki „Frontstalag 307”, do którego trafi ł ojciec. Musiałam z siebie wyrzucić te wspomnienia – przyznaje pani Walentyna. Okupanci wysiedlili całą wieś.

Mała Wala tułała się z rodziną po Polsce, w końcu powrócili do domu ojca. Po wyzwoleniu rodzina znowu wyjechała za chlebem. – Na Zachodzie nie czułam się swojsko, ciągnęło mnie na Podlasie. Dlatego wraz z mężem powróciliśmy do naszego uroczyska, Pieńków Wozareckich, leżących kilometr od Kaliłowa – dodaje pisarka. Sędziwa poetka ubolewa, że przez pogoń za pracą nie miała szansy na zdobycie gruntownego wykształcenia. – Kiedy synowie poszli do szkoły, zajęłam się domem, ale czegoś mi brakowało. Udzielałam się w komitecie rodzicielskim. Wspólnie z uczniami przygotowywałam przedstawienia teatralne. Jakiś zmysł twórczy we mnie tkwił. Zaczęłam pisać okolicznościowe wierszyki imieninowe, rocznicowe, dla nauczycieli. Wtedy ludzie naśmiewali się, że jestem „wierszokletka” – przyznaje pani Walentyna. Jednak kiedy podczas uroczystości zakończenia roku szkolnego zebrani usłyszeli wiersz pani Dubaniewicz, wszyscy płakali ze wzruszenia. Autorka tomiku nigdy nie przypuszczała że jej utwory zostaną wydrukowane. Dopiero znajomy introligator namówił ją do tego, jak mawia, „przestępstwa”. – Noszę w sobie wiele historii. Pisanie mnie odpręża, to pasja. A pierwszym recenzentem wierszy jest mąż – dodaje. Mieszkanka Kaliłowa jest częstym gościem w okolicznych szkołach, gdzie opowiada dzieciom dzieje ich małej podlaskiej ojczyzny. – Jak mam temat to piszę. Zacznę wieczorem, skończę rano. Musi mi się w głowie „nawinąć” i wersy same się układają. Przy łóżku zawsze trzymam kartkę i długopis, tak na wypadek – opowiada nasza rozmówczyni. Obok utworów opisujących piękno przyrody znalazły się zapiski o błogosławionym Papieżu Janie Pawle II. Pani Walentyna twierdzi, że po tragedii smoleńskiej poczuła wewnętrzny impuls, by napisać wiersz. – Po prostu musiałam, tak powstał utwór „Katyń”. Przeszłość pani Walentyny obfituje w ciekawe doświadczenia. – Przed laty byłam radną gminną i na każdą sesję przygotowywałam interpelację pisaną wierszem – wspomina. Przypadek pani Walentyny pokazuje, że na spełnianie marzeń nigdy nie jest za późno. Radość i satysfakcja nie znają metryki.

http://www.tygodnikpodlaski.pl/archiwum/polwieczna-pasja-walentyny-pnews-2126.html

Walentyna Dubaniewicz – Sercem pisane

 

Posted in Wiersze | Leave a Comment »

Marzenia 

Posted by tadeo w dniu 6 listopada 2017

W nas się rodzą, mieszkają z myślami
Gdy my rośniemy, rosną marzenia
Choć ciągle je zmieniamy sami
Jedno jest stałe, chęć ich spełnienia

Dziecku wystarczy jakaś zabawka
Lecz gdy młodość zaszumi w żyłach
Mimo że męczy nastrojów huśtawka
Świat szturmem zdobywać jesteśmy na siłach

Aż przyjdzie miłość, i razem wszędzie…
I nowy rozdział marzeń się tworzy
A potem myślisz: „jakoś to będzie…”
Gdy cząstka Ciebie w kołysce gaworzy

Marzenia ustają, przychodzą troski
Liczy się zdrowie, praca, Rodzina
Czasami wzywasz ratunek boski
A czasem słońce świecić zaczyna

W końcu po latach, gdy rosną wnuki
Możesz ponownie wrócić do marzeń
Życie Ci dało ciężkie nauki
Chcesz rzeczy prostych, nie szukasz wrażeń

Ucieszy przyjaciel ze szkolnej ławy
Pożółkłe zdjęcie w starym albumie
A czasem nawet łyk dobrej kawy
Lub pies, który tylko Ciebie rozumie

Aż kres przyjdzie w życiu Twym zdarzeń
Znów innych zmęczysz humorów huśtawką
Przyćmiony umysł jest pusty od marzeń
Znów się ucieszysz dziecinną zabawką

Tak się zamyka koło życia
Dziecka i starca podobne spojrzenia
A tyle jeszcze gór do zdobycia
Więc póki możesz, spełniaj marzenia

z tomiku”Jego śladem” Jacek Daniluk

Przeczytaj także:

RÓŻANIEC

STAROŚĆ 

 

 

Posted in Wiersze | 2 Komentarze »

Żeby było proszę państwa tak jak było

Posted by tadeo w dniu 1 stycznia 2016

Nikt lepiej nie uzasadnił „obrony demokracji”, niż Agnieszka Holland, która przemówiła tak: Kochani, jesteśmy tu po to, żeby było tak jak było.
Tego się nie da skomentować prozą…

Żeby było proszę państwa tak jak było

Wiersz ten powstał z inspiracji pani Holland
Której słowo całą prawdę nam odkryło
Że są po to te protesty w państwie Poland
Żeby było proszę państwa tak jak było.

Brać garściami zamówienia i dotacje
Tu kontrakcik, tam zlecenie się trafiło
Ośmiorniczki jeść i kawior na kolację
Żeby było proszę państwa tak jak było.

Na posadach by państwowych się uwłaszczyć
Wziąć odprawę siedem baniek, że aż miło
Za granicą w pas się kłaniać oraz płaszczyć
Żeby było proszę państwa tak jak było.

By ustawę można było kupić w Sejmie
Na cmentarzu żeby coś się załatwiło
Wiara prosi i domaga się uprzejmie
Żeby było proszę państwa tak jak było.

Demokracji dzielnie broni Gross Jan Tomasz
On też pragnie, żeby nic się nie zmieniło
Gdy oczernić trzeba Polskę, zawsze go masz
Żeby było proszę państwa tak jak było.

Jest, a jakże i przemawia Lis na żywo
Protestuje, żeby mu się nie skończyło
W telewizji wypasione sute żniwo
Żeby było proszę państwa tak jak było.

Protestuje jak należy Urban Jerzy
Przyznam szczerze, że mnie wcale nie zdziwiło
Larum grają więc z pomocą i on bieży
Żeby było proszę państwa tak jak było.

Ale naród jednak rozum ma nielichy
I w wyborach zdecydował głosów siłą
By odsunąć towarzystwo to od michy
I nie będzie proszę państwa tak jak było.

Posted in Wiersze | Leave a Comment »

Modlitwa Ułana Jazłowieckiego

Posted by tadeo w dniu 3 listopada 2015

Szczęście i spokój daj tej ziemi, Pani,
Co krwią spłynęła wśród wojen, pożogi.
Do Cię swe modły zanosim ułani,
Odwróć, ach odwróć, o odwróć los srogi
I by radosna była, jako uśmiech dziecka,
Spraw to, Najświętsza Panno Jazłowiecka.

Spraw, by zasiadła sławna i potężna
Między narody, królując wspaniale
By się rozeszła sława jej oręża
Spraw to, o Pani, spraw to ku swej chwale,
By zło jak nawała rozprysło turecka
Spraw to, Najświętsza panno Jazłowiecka.

By pod Jej rządów wspaniałym ramieniem
Zakwitły miłość i spokój jak w niebie.
Daj, by ułana ostatnim westchnieniem
Było móc polec, polec w Jej potrzebie!
Aby Jej strzała nie tknęła zdradziecka
Spraw to Najświętsza Panno Jazłowiecka.

Por. Władysław Nowacki / 1926 r.

Posted in Matka Boża, Wiersze | Leave a Comment »

Rota

Posted by tadeo w dniu 21 września 2015

APC - 2015.09.21 18.18 - 001.3d

Posted in Wiersze | Leave a Comment »