WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • Tylko przestańmy mówić: ten kraj, w tym kraju, tutaj, ci ludzie. Zacznijmy mówić tak, jak Pan Bóg przykazał, jak o matce: Ojczyzno ma, moja, kochana, poraniona, więc tym bardziej kochana. Moja, to znaczy taka, którą się kocha, którą się po rękach całuje, przed którą się klęka, której się służy, której się z czcią opowiada, której się nie okrada, dla której się pracuje, dla której się cierpi i umiera, jak trzeba. To nie inni mają tak zrobić, to nie oni, tam na górze, ale my. Inaczej na nic wszystko. Na nic ta rana i na nic te ofiary. Nasza Ojczyzna mocno krwawi i ból nie ustaje w naszych sercach, ale zapewniamy pachołków Moskwy i Berlina, i tych, co służą „mamonie” – jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy. Póki pracujemy dla dobra naszej Ojczyzny. Póki kochamy i pamiętamy.

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Pocztówka z Ubekistanu – Teresa Bochwic

Posted by tadeo w dniu 5 Kwiecień 2011


Czy żyliśmy w Ubekistanie? Nasza rodzina na pewno.

W latach 60., 70. i do końca 80. trochę półżartem, trochę z lękiem, mówiło się u nas w domu, że „ściany mają uszy”, wymownie przesuwając po nich wzrokiem, ściszało się głos, unikało wymieniania nazwisk, szczególnie „politycznych”, wysyłało listy za granicę na nieznane – jak się zdawało – nikomu adresy, wewnątrz prosząc o przesłanie na właściwy adres. Nie było raczej prawdziwej konspiracji, choć dość gadatliwa Mama, zaangażowana w różne przedsięwzięcia opozycyjne, jak Klub Krzywego Koła, Klub Inteligencji Katolickiej czy kontakty z „Kulturą” paryską, potrafiła w wielu sprawach zachować tajemnicę aż po grób. Jej serdeczny przyjaciel, Wojtek Ziembiński, zaprzyjaźniony opozycjonista i wytrwały niepodległościowiec, odradzał nawet rozmawianie przez telefon: „zadzwoń, umów się i dosyć” – mawiał.

Oddawało to dobrze ówczesne poczucie permanentnej opresji, którą się najczęściej raczej czuło niż dostrzegało. Choć czasem się dostrzegało to i owo. W autobusie znowu ktoś widziany dziś po raz piąty, wypytywanie przez dozorcę, akurat nagle zainteresowanego sprawami, które do tej pory obchodziły go tyle co zeszłoroczny śnieg, uchylone drzwi od sąsiadów, nienormalnie intensywny „podkład” szumów w telefonie. W większości sprawy wytłumaczalne w sposób naturalny – ot, tyle się tym zajmowaliśmy, żeby nie zwariować i nie popaść w paranoję, ale i nie zamykać całkiem oczu na rzeczywistość.

Inwigilacja

Jednakże to, co znalazłam na kilkunastu tysiącach stron, udostępnionych mi w IPN, przeszło moje najśmielsze wyobrażenia.

Były okresy, np. w okresie sprawy sądowej lub KOR-u, że śledzono każdy krok mojej Matki, nagrywano i spisywano każdą rozmowę w naszym mieszkaniu, opisywano każdy zakup i każdy wrzucony list. Nie list otrzymany, ale list wrzucony do skrzynki! „List przejęto”, „List przejęto” – piszą oficerowie SB na marginesach protokołów z obserwacji Mamy, a potem załączają fotokopie oryginału. A ileż to musiało kosztować, tylu ludzi, tyle przepisywania, fotografowania, nie było wtedy kserówek, tylko musieli robić prawdziwe fotografie na błonie celuloidowej!

W raportach Mamę nazywano „figurantką”, nadano jej kryptonimy „Liza” i „Ruda”, widocznie od nazwiska (Anna Rudzińska). Jako „Ruda” występuje również na podpisach na zdjęciach operacyjnych.
Figurantka zmieniła zamki

W 2000 roku, w osiem lat po śmierci Matki, robiłam w mieszkaniu na Marszałkowskiej ogromny remont. Rozmontowano starą szafę. Wyciągnęłam z dziurki w podłodze ok. 30 m kabla o niewiadomym przeznaczeniu. Dokądś prowadził. Dokąd? Był to zapewne tzw. PP – Podsłuch Pokojowy czy też Podsłuch w Pomieszczeniu. Pamiątka po PRL.

Oficerowie i obserwatorzy z SB prowadzili na ten temat obszerną korespondencję. PP założono prawdopodobnie tuż przed aresztowaniem Matki we wrześniu 1961 r., wtedy też dorobili sobie 6 kompletów kluczy do naszego mieszkania. Co pewien czas występowali na piśmie o jakieś poprawki, bo było źle słychać. Latem 1963 roku właściwie nic się nie działo w polityce. Matka już dawno wyszła z więzienia, dokąd trafiła na 10 miesięcy za próbę tłumaczenia „na zlecenie Giedroycia” dostępnej w polskich bibliotekach uniwersyteckich politologicznej książki Feliksa Grossa. Nagle pojawia się notatka oficera z prośbą o demontaż podsłuchu z powodu… remontu, podjętego przez „figurantkę”; chodziło o to, żeby go przy okazji nie zdemaskowała. Po remoncie wniosek o powtórne zamontowanie, z prośbą o wydanie „kluczy zapasowych” do naszego mieszkania. I pilny szyfrogram: klucze nie pasują, „figurantka” zmieniła zamki! Wniosek z 22.03.1963 o PP i PDF (nie wiem, co to mogło być, wtedy jeszcze nie było plików komputerowych) podpisał wicedyrektor dep. III płk T. Pełech. A częste zmiany zamków były czymś w rodzaju manii u mojej Mamy. Teraz wiem, że robiła to nie bez przyczyny. Była pewna, że ktoś wchodzi i bobruje w mieszkaniu, pewnie znajdowała dowody na to.

Poczułam się odarta kompletnie z intymności sprzed lat 40 czy 30.

Podsłuch Pokojowy i Telefoniczny znowu pojawia się w drugiej połowie lat 70., znowu zaczynają się obserwacje i ściślejsza kontrola korespondencji.

Podsłuch Telefoniczny

Taśmy gdzieś leżą albo są zniszczone; zachowały się stenogramy. Ze stenogramów SB sporządzała streszczenia rozmów. Jest tego paręset stron. W stylu: „Pani Hania dzwoni do pani Niny i pyta, czy może wpaść. Pani Nina pyta, czy tekst już jest przepisany. Pani Hania mówi, że tekst prawie gotowy i po południu zawiezie go do Stefana. Pani Nina pyta, czy angielskie fragmenty nie sprawiły jej trudności. Pani Hania mówi… Dalej rozmowa dotyczy spraw towarzyskich i kuchennych”, itd. itp. Prawdopodobnie Matka przepisywała książkę swego promotora i przyjaciela, Stefana Nowaka, późniejszego szefa Zakładu Metodologii na Wydziale Socjologii UW. No cóż, w ustroju, który potrafił uwięzić za zamiar przetłumaczenia książki, nic nie dziwi. Również nie dziwi, że w PRL nie było bezrobocia, tylko system zawalił się ekonomicznie.

Z 1965 roku zachował się zabawny stenogram – urządzam wieczorem prywatkę i sąsiedzi z dołu dzwonią co pewien czas, prosząc o przyciszenie muzyki, o trzeciej rano błagają, żeby nie tupać tak strasznie w podłogę. Wszystko czarno na białym, ktoś odsłuchał, ktoś przepisał na maszynie, ktoś potem streścił, ktoś podsumował.

Listy – akcja „W”

Kontrola korespondencji. W czasach, gdy nikomu nie śniło się o komputerach a na pewno o poczcie elektronicznej, listy i kartki pocztowe były powszechnym sposobem porozumiewania się, nawet w jednym mieście, bo przecież telefony prywatne także były rzadkością, czekało się na ich założenie po 10 lat. Moja babcia i ciotki niemal codziennie pisywały do siebie liściki w stylu „jak będziesz jechała, kup mi jeszcze kilo jabłek”. Kontrolowano więc dokładnie nadchodzące do na nasz adres listy. Co więcej, kontroli podlegały w niektórych okresach również listy wysyłane, zapewne nie wszystkie, przejmowano je jednak stale w okresach inwigilacji bezpośredniej Matki. Wychodziła z domu i wrzucała list do czerwonej skrzynki obok a oni go wyjmowali. W dniu aresztowania, 6 września 1961, wychodząc z domu zauważyła na półpiętrze dwóch charakterystycznych smutnych panów. Czuła, co się święci. Zeszła do kiosku, kupiła kopertę i znaczki, włożyła kalendarzyk z adresami, łakomy kąsek dla służb, i wysłała do Cioci Zosi pod Warszawą. Dziś wiem z dokumentów, że planując aresztowanie, lekkomyślnie dzień wcześniej „zdjęli” obserwację Mamy. Kalendarzyk przechował się u ciotki i nie wpadł w ręce SB.

Nic też dziwnego, że w PRL listy chodziły po 2-3 tygodnie.

Przeszłość staje w oczach. Moje karteczki gryzmolone do Mamy z wakacji, kolorowe pocztówki od Ojca, listy przyjaciół. Dowody przestępstwa Matki: „Wysłała na adres „Kultury” paryskiej notatkę biograficzną o Bruecknerze”.

Tamtego roku w Kazimierzu

Rok 1963. To rok szczególnie bogaty w zachowane materiały. Czy był jakoś szczególny? To raczej był zwykły, spokojny rok okresu tzw. małej stabilizacji gomułkowskiej.

Do Kazimierza Dolnego wyjechałam na wakacje z Mamą, braciszkiem i Babcią, potem dojechał Dziadek, wpadli na parę dni wujostwo. Kąpaliśmy się w Wiśle, chodziliśmy na dalekie spacery, robiliśmy wycieczki po okolicy. W albumie rodzinnym parę grupowych zdjęć na tle ruin, na spacerze.

Obserwację zlecił dyrektor Biura „T” MSW St. Kończewicz. Zdjęcia operacyjne, robione „z biodra” czy z półotwartej teczki. Młody wujek Bronisław Wojciechowski, na zdjęciach opisany kryptonimem „Jakub”, z kolegą „Jurkiem” niosą Mamie (na odwrocie zdjęć kryptonim „Ruda”) i Babci (kryptonim „Klara”) plecaki i tobołki na dworzec, machamy im ze staroświeckiego pociągu. Na takie wakacje trzeba było zabrać nawet pościel i garnki, gospodarze zapewniali tylko łóżka i goły stół. Babcia jak żywa, w swojej wiecznej kochanej letniej sukience z żorżety, Mama zmęczona, za rękę prowadzi braciszka. Różne ujęcia.

Jesteśmy już w Kazimierzu. Tam pogotowie w puławskiej milicji. Po paru dniach raport: przyjechał „mężczyzna w średnim wieku, szpakowaty, zabrał jedno dziecko i wyjechał”. Zdjęcie, na zdjęciu mój Ojciec, co za bałagan, też kryptonim „Jakub”. Mylili go z wujkiem? To mnie zabrał na resztę wakacji. Kolejny alarm na MO w Puławach, przyjechał kolejny szpakowaty, ale znacznie starszy mężczyzna. Ze zdjęcia ja wiem od razu, że to mój Dziadek, Bronisław Wojciechowski senior, ale milicja namęczy się parę dni, zanim to ustali.

Od czegóż jednak sąsiedzi i gospodarze letniska. Wszyscy, jak się okazuje przesłuchani, pouczeni, mieszkańcy całej dwukilometrowej trasy, którą z Dziadkami przemierzaliśmy w codziennej drodze na tzw. domowy obiad u jakiejś pani; gotowała wczasowiczom za pieniądze, a więc spekulantka, wystarczający powód do szantażowania przez SB.

Sprawdzić wszystkich

Sąsiedzi to osobny temat.

Nasi sąsiedzi warszawscy rozpracowani przez SB szczegółowo we wszystkich chyba okresach PRL. Wiem już, kto donosił, mało kto zresztą, choć pod koniec lat 50. poza dwiema osobami wszyscy z sąsiednich pięter byli zapisani jako „kontakty MSW”, cokolwiek to znaczyło. Donosił na całego TW „Jan”, częsty pseudonim, ten już regularny współpracownik, sąsiad na piętrze, z pięknego ogromnego mieszkania (nam przydzielono 31 m kw. na 4 osoby). Miał za zadanie zapisywać, kiedy Matka wychodzi i wraca do domu; musiał się zdrowo namęczyć, czatując przy wizjerze.

Jedni mieli kłopoty z bezpieką, innych prześladowano za drobny handel, „kontakty z wywiadem”, jeden miał nie taką rodzinę, kto inny kiedyś siedział. Przeważnie dawno już nie żyją. Rozrysowane piętra, mieszkania na piętrach, plany domu, plan naszej kawalerki. Około 200 stron maszynopisu obejmuje kilkaset osób. Nie tylko sąsiedzi z klatki, również z czterech klatek w podwórzu, obsługa kina, sąsiedni dom, dozorca, sklepowe. Ich małżonkowie, rodzeństwo, dzieci, rodzice, małżonkowie rodzeństwa, ich rodzice, co robią dzieci, ich małżonkowie, rodzice małżonków. Jeszcze ze dwa obroty i zarejestrowano by pół Polski.

Zapytania oficerów prowadzących sprawę do Biura „C”, czyli archiwum MSW: czy są jakieś materiały, za co dałoby się pocisnąć, pociągnąć za język?…

Wstrząsająca wiadomość z Biura „C” – jedna z sąsiadek „miała kontakty zagranicą”, co w PRL kompromitowało bezpowrotnie, ostatecznie w ZSRR niejeden siedział latami w łagrze za pocztówkę od znajomego z Belgii czy USA. Była trzy razy za granicą – raz przed wojną w jakimś Paryżu czy innym kurorcie, raz w 1958 roku w Bułgarii na urlopie i – uwaga! „w latach 1941-43 przebywała w Ravensbrueck”. Oto ci zagranica, oto ci wywczasy, kontakty przestępcze, co ona w tym Ravensbrueck robiła, z kim się niepotrzebnie dla władzy ludowej zadawała!

Maszynopisy

Setki wniosków o analizy pisma maszynowego w szczególności w okresie działania KOR (1976-1980), czy to aby nie Matka przepisywała te „wywrotowe” pisemka i teksty? Moim zdaniem przeważnie ona, choć przecież w latach 70. było wiele ofiarnych osób, przeważnie kobiet, nocami przepisujących przez 10 kalek różne teksty „samizdatowe”. Maszynę Mamy stwierdzono nie więcej niż dwa-trzy razy. Przeważnie specjaliści z Biura „T” narzekają na jakość kopii, trudność w określeniu marki maszyny, „skoku wózka”, cech charakterystycznych czcionek. Co pewien czas podsumowanie dokonań Biura „T”, analiza. Gen. brygady Władysław Pożoga przekazuje zbiorczą analizę do gen. brygady Adama Krzysztoporskiego. Mieli co robić generałowie, mieli zasługi… A w Biurze „T” może kogoś należałoby dziś odznaczyć za sabotowanie esbeckiego szaleństwa?

 

Troje przyjaciół

Doniesienie. Przekazuje TW „Jan” (ale to inny „Jan”), spisane w lokalu operacyjnym „Balaton” 11 stycznia 1965:

>>Dnia 2 stycznia 1965 r. miała miejsce kolacja proszona u Hanny [wł. Anny – przyp. TB] Rudzińskiej z tym, że goście przynosili alkohol a gospodyni przygotowała jedynie jedzenie. Na kolację proszeni byli poza mną: J.[an] Olszewski, A.[dam] Podgórecki, A.[niela] Steinsbergowa, J.[an] J.[ózef] Lipski, Maruta Lipska, Marta Miklaszewska, Zygmunt Skórzyński, żona Skórzyńskiego [Zofia – przyp. TB], Paweł Jasienica, J.[anusz] Szpotański.

[Aniela] Steinsbergowa opowiadała o szopce politycznej telewizji „Szopka Wielokropka”, zauważyła, że zakończenie „Szopki” zostało puszczone jedynie przez nieuwagę cenzury, gdyż scena: Gomułka wśród ministrów i słowa: „Już dosyć szopki tej” może mieć podwójne i metaforyczne znaczenie.<<

„Jana” IPN nie zidentyfikował, zbyt wielu TW o tym pseudonimie działało w tym czasie. Ale dla mnie jego postać jest oczywista. Wielki – zdawało się – przyjaciel mojej Matki, człowiek, który w latach 60. obdarzał ją na codzień wielką uczynnością i serdecznością, z akt wyłania się obraz osoby bardzo interesownej. Zawoził mojego brata na wakacje pod Koluszki, woził lekarstwa do Babci i ciasto od Babci. W tym samym czasie w donosach uświadamiał SB o naszych intymnych sprawach rodzinnych, unosił się nad niesłychaną ponoć brzydotą mojej Matki i snuł freudowskie rozważania na temat jej działalności, ujawniał plany kontaktów z przyjaciółmi i rodziną z zagranicy, bredził o „rasowych” przyczynach ucieczki mojego Ojca z Matką z Wilna w 1942 roku. Jako jedna z nielicznych osób z otoczenia dostawał paszport zagraniczny. Wszystkie prośby mojej Matki – o zaproszenie do Francji dla mnie, o przesłanie wiadomości do Feliksa Grossa, za którego książkę siedziała, a który w przeciwieństwie do Giedroycia interesował się jej losem po procesie – natychmiast przekazywał SB.

Pamięć „Jana” była wprost zadziwiająca, wziąwszy pod uwagę, że nie dysponował magnetofonem (nie było jeszcze małych kasetowców). Czasem jednak nie dawał rady.

>>Nie podaję w tym miejscu kto mówił, bo rozmowa miała taki charakter, że brali w niej udział wszyscy – poza [Adamem] Podgóreckim (który w ogóle nie odezwał się przez cały wieczór) i poza [Martą] Miklaszewską, [poza] żoną [Zygmunta] Skórzyńskiego i Rudzińską. (…) Po kolacji [Janusz] Szpotański śpiewał swoje arie. Były wśród nich nowe arie o silniejszych akcentach politycznych. Jest rzeczą niemożliwą zapamiętanie i powtórzenie wszystkich ponieważ odśpiewanie ich wszystkich zajmuje więcej niż 1 i ½ godziny. Załączam arię o „amorku” (Hannie Rudzińskiej).<<

„Jan” także urządzał kolacje.

„Dnia 6 stycznia 1965 r. miała miejsce kolacja u mnie. Udział wzięli: J[oanna]. Munkowa, adw. J. Turski, T. Kozanecki, Sylwester Zawadzki, W. Stankiewicz, E. Hołoń, J.[an]Strzelecki – z UW. (…) Przyjęcie kosztowało 1200 zł, stronę gospodarczą przyjęcia urządziła (…) Munkowa.” I tym razem szczegółowo doniósł, co kto z jego gości mówił, co kto sądzi, co prorokuje, z czego się śmieje (cytat ze słów jednego z gości: „Będzie robota dla MSW”).

Z doniesienia wynikały zadania postawione TW przez oficera prowadzącego:

„Zadanie. W toku spotkania omówiłem z „Janem” prowadzenie dalszej obserwacji rozwoju sytuacji w środowisku b. czł. KKK [Klubu Krzywego Koła], lansowanych poglądów politycznych i ewent. przedsięwzięć w odniesieniu do kształtowanej polityki partii i rządu. Zaleciłem „Janowi” zwrócenie wnikliwszej uwagi na podejmowane kroki i postępowanie J.J. Lipskiego. St. Oficer Oper, Wydz.III /-/ ppor. Krzysztof Majchrowski.” Majchrowski, wieloletni dyrektor w MSW, dochrapał się w wolnej Polsce szarży gen. brygady; w 2000 roku popełnił samobójstwo.

II

Halinkę, którą pamiętam z dzieciństwa jako prześliczną kobietę o cudownie długich, polakierowanych na czerwono paznokciach, przedwcześnie zmarłą w 1959 roku, Mama latami wspominała z tęsknotą. Halinka, o której Mama wiedziała, że była oficerem bezpieki, ale ufała, że po 1956 roku ma już to za sobą, przekonywana przez nią, że w latach stalinowskich nic nie wiedziała o zbrodniach, Halinka więc z każdego spotkania w naszym domu pisała raport.

III

„Zastosować kombinację operacyjną w celu kompromitacji i skłócenia i izolowania figurantki w środowiskach opozycyjnych. M.in. przesłać do kilku kontaktów figurantki anonimy powiadamiające je o rzekomej współpracy Rudzińskiej z SB.” Plan napisze i wykona ppor. B. Niedziński, zadecydowano 20 lutego 1976. Podobny tekst powtarza się w ciągu lat kilkakrotnie. M.in. w styczniu 1976, gdy Matka podpisała z trzema osobami petycję do sejmu przeciwko zmianom w konstytucji PRL (kierownicza rola PZPR i przyjaźń z ZSRR).

Zacytowany tekst powstał konkretnie w październiku 1976 roku, zaraz po powołaniu KOR-u; znowu wnioskowano o założenie u nas znowu Podsłuchu Pokojowego (PP). Czy TW „R” pojawił się już wówczas w naszym domu? Nie, raczej nieco później, gdy wiosną 1977 powstał Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela (ROPCiO).

Więc trzeci przyjaciel, TW „R”, również serdeczny i uczynny, pojawił się w późnych latach 70. Żeby nie było wątpliwości – nie był to nikt z otaczających Matkę polityków, opozycjonistów, pisarzy, socjologów, dziennikarzy, artystów. Współpracował ponad 10 lat. To nie byle TW, oficerowie słuchali uważnie jego rad, a on określał w dużej mierze ich strategię postępowania i „neutralizowania” Matki.

Jednocześnie wielokrotnie ofiarnie jej pomógł w ważnych życiowych sprawach, przed śmiercią naprawdę się nią zajmował; Matka i Stefan Nowak wprost go kochali jako przyjaciela i mieli podstawy sądzić, że wzajemnie. Można powiedzieć, że im bardziej „neutralizował”, tym ofiarniej pomagał. Paręset stron raportów, często „tajnych specjalnego znaczenia” opisuje, jak planował i doradzał, jak „neutralizować” Matkę w związku z jej działalnością w środowiskach narodowych i niepodległościowych, z tzw. „Hazardzistami” (ROPCiO). Jej współpraca z KOR czy lewicowym Lipskim mu nie przeszkadzała. Co go skłoniło do współpracy? Wrażliwość lewicowa? Zalęknienie widmem „polskiego nacjonalizmu”?

Sama nie mogę w to uwierzyć.

A moja Matka? No cóż, sama sobie winna. Zachciało się jej wolnej Polski.

Ten tekst ukazał się w dodatku „Plus Minus” do „Rzeczpospolitej z 18-19.09.2010

IPN nie ujawnił mi do tej pory nazwisk TW

http://tbochwic.salon24.pl/231139,pocztowka-z-ubekistanu

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: