WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • Tylko przestańmy mówić: ten kraj, w tym kraju, tutaj, ci ludzie. Zacznijmy mówić tak, jak Pan Bóg przykazał, jak o matce: Ojczyzno ma, moja, kochana, poraniona, więc tym bardziej kochana. Moja, to znaczy taka, którą się kocha, którą się po rękach całuje, przed którą się klęka, której się służy, której się z czcią opowiada, której się nie okrada, dla której się pracuje, dla której się cierpi i umiera, jak trzeba. To nie inni mają tak zrobić, to nie oni, tam na górze, ale my. Inaczej na nic wszystko. Na nic ta rana i na nic te ofiary. Nasza Ojczyzna mocno krwawi i ból nie ustaje w naszych sercach, ale zapewniamy pachołków Moskwy i Berlina, i tych, co służą „mamonie” – jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy. Póki pracujemy dla dobra naszej Ojczyzny. Póki kochamy i pamiętamy.

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Posts Tagged ‘Koniuchy’

Koniuchy – Hollywood wie lepiej. Realia drugowojenne na Nowogródczyźnie wg Zwicka.

Posted by tadeo w dniu 8 lutego 2014

APC - 2014.02.08 16.38 - 001.3d

OpórShoah stał się końcem cywilizacji żydowskiej na ziemiach Rzeczypospolitej, które w 1941 roku były podzielone pomiędzy Związek Sowiecki i III Rzeszę Niemiecką. Za sprawą rewolucji narodowosocjalistycznej, a wcześniej porządków bolszewickich zniknął świat sztetlów. Nieliczni, jak Tewje Bielski i jego bracia, uratowali się z piekła Holocaustu. Za ogromną cenę, jaką przyszło im za to zapłacić. Wyparcie się własnej wiary, kolaboracja z sowieckimi najeźdźcami, a w konsekwencji terror i mordy, zwiastujące powojenne porządki Smiersza i NKWD. Nie dowiemy się tego z najnowszego filmu Edwarda Zwicka – „Opór”. W Hollywood powstała superprodukcja o przygodach żydowskich partyzantów Bielskich, z których Tewjego zagra odtwórca roli Jamesa Bonda – Daniel Craig.

Jednak z filmu „Opór” widzowie nie dowiedzą się, że oddział Bielskiego poza uratowaniem wielu Żydów, współodpowiedzialny był za śmierć ponad kilkudziesięciu Polaków (od 38 do 130). Działania braci Bielskich wpisują się w klimat konfliktów na tle narodowościowym i politycznym, których mnóstwo zdarzało się na Kresach Wschodnich: Wileńszczyźnie, Nowogródczyźnie, Polesiu czy Wołyniu. „Bękart Wersalu” – II Rzeczpospolita była państwem wielonarodowościowym, co potwierdzał ostatni przed wojną spis z 1931 r. Polacy stanowili 65% mieszkańców, Ukraińcy 16%, Żydzi 9,8%, a Białorusini 6,1%. Jednak rejonach wiejskich proporcje te diametralnie się zmieniały na korzyść lub niekorzyść Polaków. Mimo uprzedzeń i zatargów, wszystkie narodowości żyły obok siebie dość zgodnie od pokoleń w swych ojcowiznach – ojczyznach. Sytuację zmieniły szokujące i nie poznane do dziś czasy Shoah.

Dla partyzantow i uciekinierow do lasu najwiekszą plaga na terenach lesno-jeziornych i podmoklych byly muszki i muchy_Trzeba bylo zabezpieczac sie przed nimi bardziej niz przed przeciwnikiemPo przetoczeniu się frontu wschodniego w głąb Rosji rozpoczęły się na jego zapleczu rządy niemieckie, realizujące bezlitosne metody rewolucji narodowosocjalistycznej. Naziści zrazili do siebie Untermenschów, którzy w czerwcu 1941 r. entuzjastycznie witali Ostheer, a później masowo wstępowali do szeregów formacji kolaboracyjnych. Komuniści postawili na terror, wymierzony w Niemców, którzy z kolei represjonowali niewinną ludność cywilną. Wpisywało się to w makiaweliczną grę, zakładającą wykorzystanie zawiedzionych nadziei ekssowieckich obywateli, którzy wybierali los niewolników w socjalistycznym raju zamiast pogardy i kaźni z rąk niemieckich okupantów. Dość wcześnie pojawiły się nieliczne i słabo uzbrojone sowieckie oddziały partyzanckie, częstokroć tworzone przez czerwono armijnych maruderów, ale nie przejawiały większej aktywności. Litewski Sztab Ruchu Partyzanckiego (Lietuvos partizaninio judejimo tabas) z siedzibą w Moskwie, kierowany przez znanego działacza komunistycznego Antanasa Sniečkusa rozpoczął działalność dopiero 26 listopada 1942 na terenie Litwy. Sytuacja zmieniła się w drugiej połowie 1943 r. wraz z finiszem Endlösung na wschodzie. Wówczas do lasów trafiło kilkuset Żydów, którzy byli uciekinierami z getta kowieńskiego. To oni stanowili większość w najbardziej znanych sowieckich oddziałach partyzanckich, takich jak „Wpieriod” („Naprzód”), „Borba” („Walka”) czy „Smiert’ okupantam” („Śmierć okupantom”) do końca niemieckiej, narodowosocjalistycznej okupacji.

Bandenjagdkommando, czyli oddział zwalczania partryzantki, podczas akcji nad brzegiem jezioraMoskwa powierzała dowodzenie oddziałami partyzanckimi ludziom lojalnym, przerzucanym na Litwę „po linii NKWD”. Przygotowywaniem kierownictwa guerrilli zajmował się Zarząd Zadań Specjalnych przy NKWD (przemianowany na Specjalny Zarząd II NKWD, a w lutym 1942 roku w Niezależny Zarząd IV NKWD do Zadań Specjalnych i Wojny Partyzanckiej), na czele którego stał Paweł Sudopłatow. A zadania specjalne to nic innego jak: wywiad na terenie okupacji niemieckiej, organizowanie i prowadzenie partyzantki oraz sieci agentów, przeprowadzaniem tajnych operacji dezinformujących wroga. Jednym z sukcesów Sudopłatowa i jego Zarządu IV NKWD było reaktywowanie sabotażu i partyzantki na Nowogródczyźnie za sprawą wyszkolonego Konstantina Rodionowa ps. Smirnow. To on dowodząc oddziałem „Smiert’ okupantam” walnie przyczynił się do tragicznego losu wsi Koniuchy, wydając rozkaz swoim żydowskim podkomendnym czyli m. in. Bielskiemu.

Do obozow lesnych mozna sie bylo dostac tylko brzegiem jeziora, a i to nie zawsze_Czesto las po prostu do wody_Czasami konieczne bylo ulozenie wlasnej drogi z pni drzewRozbudowa sowieckiej partyzantki na Nowogródczyźnie nie przyczyniła się do wzrostu jej aktywności. Brak wyszkolenia wojskowego, nieliczna broń, licha dyscyplina i rozpowszechniona demoralizacja uniemożliwiały podjęcie poważniejszych działań przeciwko Niemcom. Dokumenty „moskiewskiego” Litewskiego Sztabu Partyzanckiego, potwierdzają że większość sowieckich oddziałów partyzanckich wykonała po kilka akcji bojowych o nieznacznym znaczeniu wojskowym. Ich faktycznym zadaniem była legitymizacja komunistycznej władzy pod nieobecność NKWD. Ważna była gromadzenie danych wywiadowczych i list proskrypcyjnych polskich i litewskich działaczy niepodległościowych oraz zwalczanie „antysowieckiego elementu” przez likwidację fizyczną lub donos na Gestapo. Partyzanci sowieccy wyolbrzymiali „wyczyny bojowe” w oficjalnej sprawozdawczości już w czasie wojny, co znakomicie ukazał Sergiusz Piasecki w „Zapiskach oficera Armii Czerwonej”. Liczba potyczek i bitew z okupantem zaczęła lawinowo rosnąć w powojennych monografiach i wspomnieniach. Rodzi to pytania o faktyczną rolę partyzantki „antyfaszystowskiej” (określanej tak w Rosji i na Zachodzie) i przemilczanie powiązań z NKWD.

Grupa partyzantow z portretem Asaela BielskiegoDla ofiar Shoah ucieczka do lasu była praktycznie jedyną szansą na ocalenie życia. Brak środków utrzymania (poza oszczędnościami) wymuszał na ukrywających się Żydach mniej lub bardziej wymuszone zaopatrywanie się u ludności wiejskiej. Zubożały rejon Puszczy Rudnickiej musiał oddawać obowiązkowe kontyngenty, utrzymywać polską partyzantkę niepodległościową oraz mieszkańców. Nie powinno nikogo dziwić, brak entuzjazmu, gdy pojawiła się konieczność utrzymywania grup żydowskich ocaleńców z Shoah. Zdobycie broni i utworzenie większych grup partyzanckich na zalesionych obszarach, dzięki NKWD-owskiej pomocy dawało szanse na przetrwanie i pozyskiwanie zaopatrzenia. Zresztą instrukcje przysyłane z Moskwy nakazywały „zaopatrywanie się w lokalnych organizacjach komsomolskich”, a wobec braku takich, dyrektywy te dawały wolną rękę w rabunku miejscowej ludności. Konflikt ideologiczny pomiędzy nazistami i komunistami pociągał za sobą implikacje w postaci diabelskiego kręgu w którym znaleźli się Polacy, Litwini (Bałtowie), Białorusini i Żydzi.

Jedynie Sowieci korzystali w pełni z determinacji żydowskich ochotników, którzy wzmacniali komunistyczne szeregi, jedyne chętne do współpracy z uciekinierami z gett. Żydzi rzadko pełnili kierowali partyzantami, co pozostawało domeną agentów NKWD. Ale obecność Żydów była widoczna, czego dowodem politruk w oddziale „Smiert’ okupantam” – lejtnant Hersz Smolar, co mogło intensyfikować stereotyp o żydokomunie.

preparations to anti partisanSowieccy i żydowscy partyzanci nie poczuwali się związków emocjonalnych z polską, białoruską czy litewską ludnością Puszczy Rudzkiej. Chłopów traktowali brutalnie, czego dowodem „akcje zaopatrzeniowe” wobec miejscowej ludności można znaleźć dziesiątki relacji złożonych przez ich uczestników. Jeden z nich Jakow Rumowicz wspominał: „Grupy rabusiów i tyle, którzy brali od kogo popadnie. Jedzenie, dziecięce ubranie, pościel, łyżki, widelce, kosztowności […] U nas prawie połowa to Żydzi byli, ale co to za partyzanci? Grabili tylko i gwałcili”. Podobne wieści znajdziemy u Anatola Wertheima, szefa sztabu „Oddziału nr 106 Iwienieckiego Centrum Rejonowego” Szolema Zorina: „Z powodu pijaństwa wydarzały się w oddziałach nieodwracalne tragedie – zbrojne konflikty, strzelaniny… „. Jednak sowiecka partyzantka nie ograniczała się do konfiskat towarów potrzebnych do przeżycia w umiarkowanych ilościach, aby starczyło dla miejscowych.

Zydowscy partyzanci z grupy Tewje Bielskiego, sprawcy masakry w NalibokachJedną z wielu doświadczanych wsi były Koniuchy, leżące w przedwojennym powiecie Lida. Od wiosny 1943 roku coraz częściej wieś doświadczała Sowietów z Puszczy Rudnickiej. Początkowo partyzanci mieli najgorsze stosunki z miejscowymi, ale problem pojawił się z coraz częstszych i tragiczniejszych w skutkach „odwiedzinach”. Bezkarność „braci leśnej” prowadziła do pospolitego bandytyzmu – gdyż Sowieci rabowali odzież damską i zimową, biżuterię, wartościowe przedmioty, pieniądze oraz wódkę. Chłopi w coraz trudniejszej sytuacji zaczęli się organizować w samoobrony za niemieckim przyzwoleniem. Dzięki łatwemu dostępowi do broni doszło do rychłego konflikt z partyzantami sowieckimi. Samoobrona, kierowana przez Władysława Woronisa, uzbrojona w mniej więcej 20 sztuk broni (karabiny, dubeltówki i pistolety), czuwała nocami nad bezpieczeństwem mieszkańców Koniuchów i odstraszała sowieckich maruderów, wyruszających na nocne wypady aprowizacyjne.

Tewje Bielski dowodca zydowskiego oddzialu, który wspolnie z sowiecka partyzantka dokonal masakry mieszkancow NalibokowSowieci traktowali obronne postawy chłopów jako przejaw buntu, który poważnie zagrażał wpływom komunistycznej konspiracji utożsamianej w władzą sowiecką. Zapadła decyzja o ataku na Koniuchy, by rozbić tamtejszą „samoobronę”, a innym niepokornym wsiom, także stawiającym opór, dać nauczkę:

– „Sztab brygady zdecydował zrównać Koniuchy z ziemią, aby dać przykład innym. Pewnego wieczoru 120 najlepszych partyzantów ze wszystkich obozów, uzbrojonych w najlepszą broń, wyruszyło w stronę tej wsi. Między nimi było około 50 Żydów, którymi dowodzi Jakow (Jakub) Prenner. O północy dotarli w okolicę wioski i zajęli pozycje wyjściowe. Mieli rozkaz, aby nie darować nikomu życia. Nawet bydło i nierogacizna miały być wybite, a wszelka własność spalona” – napisał Chaim Lazar we wspomnieniach.

Podobnie inne powojenne wspomnienia i opracowania wydawane na Zachodzie oraz Izraelu opisują mord w Koniuchach jako poważną bitwę z Niemcami i siłami kolaborującymi z nazistami:

– „We wsi Koniuchy, jakieś 30 kilometrów od bazy partyzanckiej, usadowił się niemiecki garnizon. Faszyści ścigali partyzantów; zastawiali na nich zasadzki na drogach. Kilka zgrupowań partyzanckich, a w tym »Śmierć okupantom« otrzymało więc rozkaz zniszczenia tej placówki bandytów. Na początku rozkazano Niemcom wstrzymać ich działalność i oddać broń. Gdy odmówili, ludowi mściciele zdecydowali działać według prawa: »Jeśli wróg się nie podda, wroga trzeba wyeliminować«. (…) Niemcy zajmowali kilka domów i otworzyli ogień kulami dum-dum ze swojej broni maszynowej. Trzeba było szturmować każdy dom. Zastosowano kule zapalające, granaty ręczne oraz race świetlne, aby eksterminować Niemców” – napisał jeden z kombatantów o nazwisku Gelpern

Uciekinierzy czy partyzanci_zolnierz Bandenjagdkommando sprawdza zatrzymanychInni partyzanci nie kamuflowali, że zaatakowano nie „niemiecki garnizon”, tylko cywilną wioskę, pisząc: „półnadzy ludzie skakali przez okna, próbując uciekać, ale nikt nie wymknął się z okrążenia. Niektórzy skakali wprost do rzeki, ale ich też zastrzelono”.

Zupełnie inaczej o tej pacyfikacji mówią dokumenty Polskiego Państwa Podziemnego:

– „W ostatnich dniach stycznia [1944 r.] wieś Koniuchy została otoczona przez bandę żydowsko-bolszewicką w sile około 2 tys. Po otoczeniu wieś podpalono. Do uciekających mieszkańców strzelano. Ujętych, tak dorosłych, jak i dzieci żywcem rzucano do ognia. Wynik: 34 zabitych, 14 rannych, ilości osób spalonych żywcem nie ustalono. Z 50 budynków pozostało tylko cztery. Powodem był fakt, że wieś była częściowo uzbrojona przez Litwinów i do czasu opisanego wypadku opierała się grabieżom”.

Pogrzebem ofiar spośród mieszkańców Koniuchów zajęli się litewscy policjanci z posterunku w Rakiszkach. Ocaleńcy przeżyli dramatyczną zimę 1944 roku w ucieczce z miejsca kaźni bliskich lub w naprędce wykopanych ziemiankach. Po wojnie wielu z nich zdecydowało się repatriację do Polski i dalej. Nieszczęśnicy, którzy pozostali nad Wisłą, błyskawicznie trafili na listy proskrypcyjne NKWD za „zwalczanie partyzantów Wojny Ojczyźnianej” jako członkowie „samoobrony” i zostali aresztowani w 1947 roku. Po jednodniowej farsie procesu sadowego bez szans na obrońcę, sąd nawet nie przesłuchał ich. Wyrokiem proletariackiej sprawiedliwości zostali skazani na 10 lat Gułagu i konfiskatę mienia.

Po pacyfikacji Koniuchów sowieccy partyzanci przesłali depeszę o skutecznej akcji przeciwko wrogom. Zaś pół roku później na tereny Nowogródczyzny wkroczyła Armia Czerwona. KomandirKonstantin Rodionow ps. „Smirnow” został po wojnie funkcjonariuszem partyjnej nomenklatury na Litwie, a inni weterani komunistycznej guerrilli trafili do milicji, wojska. Tak było z Icchakiem Aradem, eksprezesem izraelskiego Holocaust Memorial Authority w Yad Vashem. Najpierw uczestniczył w rajdzie na wieś Girdenai w 1944 roku. Akcja miała charakter odwetowy za brak aprowizacji jego oddziału przez litewskich chłopów, a po wojnie wybrał służbę w NKWD. Traktował to jako powód do własnej chwały i dalsze prowadzenie walki z „faszystowskimi wrogami”, którzy ulegli „burżuazyjnemu wirusowi nacjonalizmu” byli więc „nazistami i kolaborantami”.

Czarno-biała wersja wydarzeń i wydatnie wyolbrzymiony heroizm działalności partyzantów żydowskich na Kresach Wschodnich należy do mitów zakorzenionych głęboko w wojennej spuściźnie Żydów. To wręcz jeden z mitów założycielskich Eretz Israel. Po 64 latach od zbrodni w Koniuchach, podejrzani o to nadal triumfują w blasku glorii jako bohaterscy konspiratorzy. Nawet nie wypierają się swoich postępków, przypominając je we własnych wspomnieniach. Tymczasem ofiary zostają nieśmiale przypominane po pięćdziesięciu latach prześladowań. Dopiero niedawno IPN podjął śledztwo, co jest minimum zainteresowania ze strony władz polskich.

Materiały powiązane:

Posted in Gospodarka i Ekonomia, Historia | Otagowane: | 1 Comment »

70. rocznica pacyfikacji wsi Koniuchy

Posted by tadeo w dniu 5 lutego 2014

Krzyż w Koniuchach (rejon solecznicki), fot. wilnoteka.lt
29 stycznia minęła 70. rocznica pacyfikacji wsi Koniuchy, leżącej w odległości 10 km od Solecznik, na skraju Puszczy Rudnickiej. 29 stycznia 1944 r. partyzanci sowieccy zamordowali kilkudziesięciu mieszkańców wsi, nie oszczędzając nawet małych dzieci, spalili domy. W niedzielę, 2 lutego, w Koniuchach zorganizowany zostanie apel pamięci pomordowanych mieszkańców Koniuch.

Koniuchy były dużą wsią, liczącą około 60 zabudowań i ponad 300 mieszkańców. Miejscowość leżała na skraju Puszczy Rudnickiej, w której znajdowały się bazy partyzantów sowieckich. Partyzanci w czasie powtarzających się napadów na wieś rabowali jej mieszkańcom żywność, odzież, bydło. W Koniuchach utworzono więc oddział samoobrony, który skutecznie uniemożliwiał partyzantom dalszy rabunek.

W nocy z 28 na 29 stycznia 1944 r. grupa partyzantów sowieckich otoczyła wieś. Atak trwał około 2 godzin. Pochodniami podpalano słomiane dachy domów, do wybudzonych, uciekających mieszkańców strzelano na oślep. W wyniku ataku zginęło około 40 osób, kilkanaście zostało rannych. Część ofiar spłonęła w swych domach, część zginęła od strzału z broni palnej. Wśród ofiar byli mężczyźni, kobiety i małe dzieci. Spalono większość zabudowań, ocalało tylko kilka domów.

Według ustaleń Instytutu Pamięci Narodowej, atak na Koniuchy przeprowadziła licząca 120-150 osób grupa partyzantów sowieckich pochodzących z różnych oddziałów stacjonujących w Puszczy Rudnickiej, takich jak „Śmierć Okupantowi”, „Śmierć faszyzmowi”, „Piorun”, „Margirio”, Oddział im. Adama Mickiewicza. Oddziały te były wielonarodowościowe. Należeli do nich m. in. partyzanci żydowscy, uciekinierzy z gett w Kownie i Wilnie.

O tym, co się wydarzyło w Koniuchach, w okresie sowieckim milczano. Dopiero w 60. rocznicę pacyfikacji wsi, staraniem Solecznickiego Oddziału Związku Polaków na Litwie, dzięki Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa ustawiony został krzyż, na którym umieszczono 38 nazwisk ofiar tragedii.

 
Śledztwo w sprawie pacyfikacji wsi Koniuchy prowadzone przez Instytut Pamięci Narodowej toczy się już prawie 13 lat. Dotąd nikt ze sprawców mordu na cywilnych mieszkańcach wsi nie został ukarany.

2 lutego o 12.30 w Koniuchach, przy Krzyżu Pamięci Pomordowanych, odbędzie się apel ku czci pomordowanych 70 lat temu mieszkańców. Tego samego dnia o 13.30 w kościele pw. św. Michała Archanioła w Butrymańcach zostanie odprawiona msza święta.

Na podstawie: ipn.gov.pl, fronda.pl, inf.wł.

Posted in Historia, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Otagowane: | 1 Comment »

Masakra w Koniuchach – Czesław Malewski

Posted by tadeo w dniu 27 lipca 2012

12 lutego 2001 r. Zarząd Główny Kongresu Polonii Kanadyjskiej zwrócił się do prof. Leona Kieresa – prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, prof. Witolda Kuleszy – dyrektora Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu oraz Instytutu Pamięci Narodowej w celu rozpoczęcia badań i dochodzeń nad jednym z licznych masowych mordów ludności cywilnej popełnionym na Kresach Wschodnich. Mord popełniony w 1944r. na mieszkańcach wsi Koniuchy (rej. solecznicki) przez partyzantów sowieckich

Przedstawiamy Czytelnikom relację tych wydarzeń opublikowanych w Polsce, a także udokładnioną i uzupełnioną informacją zdobytą w rozmowie z żyjącymi świadkami ze wsi Koniuchy 2 marca br. Temat ten, ze zrozumiałych względów, był zakazany za czasów sowieckich, ale niestety i dzisiaj w publikacjach na Litwie nie wspomina się o dokonanej zbrodni.

Polscy historycy potwierdzają radziecką zbrodnię w Koniuchach

A. Suckiel: „…ranną Woronisową dobili kamieniem.”

22 lutego b.r. szef pionu śledczego Instytutu Pamięci Narodowej prof. Witold Kulesza zapowiedział, że IPN zajmie się zbrodnią w Koniuchach, historyk Kazimierz Krajewski, który zajmuje się historią Nowogródczyzny w czasie II wojny światowej powiedział, że zbrodnia w Koniuchach jest znana polskim historykom.

„Wieś została zaatakowana przez partyzantkę sowiecką i spacyfikowana: całkowicie spalona, a cała ludność, bez względu na wiek i płeć – wymordowana” – powiedział Krajewski. Dodał, że oceny co do liczby ofiar są rozbieżne: polskie relacje mówią o trzydziestu kilku ofiarach, natomiast uczestnicy napaści w swych wspomnieniach, publikowanych także na Zachodzie, podają liczbę ponad 300 zabitych. Wyjaśnił, że wieś ta, leżąca na skraju Puszczy Rudnickiej, była stale nachodzona przez „czerwoną partyzantkę”. „W pewnym momencie, w celu przeciwdziałania tym ciągłym grabieżom i napaściom, zorganizowano tam samoobronę – pod egidą administracji litewskiej i przy wykorzystaniu kilku starych karabinów. Za to sowiecka partyzantka ukarała wieś”.

Krajewski potwierdził, że w napaści uczestniczył oddział partyzantki żydowskiej, który wchodził w skład zgrupowania radzieckiego.(PAP)

Relacja wydarzeń z Warszawy

24 lutego 2001 r. Nasz Dziennik w wydaniu sobotnio – niedzielnym opublikował duży artykuł Moniki Rotulskiej p.t. „Zginęli, bo byli Polakami” , który drukujemy w skrócie.

Kongres Polonii Kanadyjskiej wystąpił do Instytutu Pamięci Narodowej o wszczęcie śledztwa w sprawie wymordowania przez żydowski oddział partyzancki podporządkowany Centralnemu Sztabowi Partyzanckiemu w Moskwie mieszkańców wioski Koniuchy na Nowogródczyźnie. Tragedia miała miejsce prawdopodobnie w kwietniu (historycy nie są zgodni co do dokładnej daty) 1944 r. Większość ofiar stanowiły kobiety i dzieci. Wśród ludności polskiej zamieszkałej na tych terenach pamięć o tragedii przetrwała do dziś.

Moja matka pamięta tę tragedię, także inne starsze kobiety nie zapomniały tego straszliwego mordu – mówi Teresa Mielko z parafii Bieniakonie, do której należą także Koniuchy (obecnie na Białorusi). Ona sama urodziła się już po wojnie. Pamięta także mogiły pomordowanych w Koniuchach na miejscowym cmentarzu. Dziś są one bardzo zaniedbane, „bo wiadomo, rodzin już nie ma”.

A. Gikiewicz: ” … okrążyli całą wieś i wszystkich po kolei mordowali.”

Władza sowiecka ze zrozumiałych względów wolała ukryć tę sprawę. Zupełnie inaczej potraktowali mord w Koniuchach jego sprawcy mieszkający po wojnie w USA i Izraelu. Chaim Lazar w książce „Destruction and Resistance”, wydanej w Nowym Jorku w 1985 r., pisał: „Sztab brygady zdecydował zrównać Koniuchy z ziemią, aby dać przykład innym. Pewnego wieczoru 120 najlepszych partyzantów ze wszystkich obozów, uzbrojonych w najlepszą broń, wyruszyło w stronę tej wsi. Między nimi było około 50 Żydów, którymi dowodził Jaakow Prenner. Mieli rozkaz, aby nie darować nikomu życia. Nawet bydło i nierogacizna miały być wybite. (…) Wieś okrążono z trzech stron. Z czwartej strony była rzeka, a jedyny most był w rękach partyzantów. Partyzanci palili domy, stajnie, magazyny, gęsto ostrzeliwując siedliska ludzkie. (…) Półnadzy chłopi wyskakiwali przez okna i usiłowali uciekać. Ale zewsząd czekały ich śmiertelne pociski. Wielu z nich wskoczyło do rzeki, aby przepłynąć na drugą stronę, ale tam też spotkał ich taki sam los. Zadanie wykonano w krótkim czasie. Sześćdziesiąt gospodarstw chłopskich, w których mieszkało około 300 osób, zniszczono. Nie uratował się nikt”.(…)

Kongres przywołał m.in. opublikowane relacje i wspomnienia sprawców zbrodni z wiosny 1944 r. na mieszkańcach wsi Koniuchy. Relacje o zbrodni znalazły się w książce Richa Cohena „Mściciele”, wydanej w Nowym Jorku w 2000 r.: „Koniuchy były wioską o zakurzonych drogach i osiadłych w ziemi, nie pomalowanych domach. (…) Partyzanci Rosjanie, Litwini i Żydzi zaatakowali Koniuchy od strony pól, a słońce świeciło im w plecy. Odezwał się ogień z wież strażniczych. Partyzanci odpowiedzieli ogniem. Chłopi uciekli do swych domów.

Partyzanci wrzucili granaty na dachy, a w domach wystrzeliły płomienie. Chłopi wybiegali drzwiami i biegli drogą. Partyzanci ich gonili, strzelając do mężczyzn, kobiet i dzieci. Większość chłopów biegło w stronę niemieckiego garnizonu, a więc przez cmentarz na skraju miasta. Komandir partyzantów przewidział to i dlatego nakazał kilku swoim ludziom schować się przy grobach. Gdy ci partyzanci otworzyli ogień, chłopi zawrócili i wpadli w ręce żołnierzy, którzy ścigali ich z drugiej strony. Setki chłopów zginęło złapanych w ogień krzyżowy?.

Według autorów listu, potwierdzenie mordu w Koniuchach można znaleźć także w dzienniku partyzantów żydowskich pt. „Operations Diary of a Jewish Partisan Unit in Rudniki Forest”. Podano tam, że napad miał miejsce w styczniu 1944 r. i wzięli w nim udział partyzanci z oddziałów Jacoba Prennera „Śmierć faszystom” i Shmuela Kaplinsky”ego „Ku zwycięstwu” tzw. Litewskiej Brygady.

… i informacja z Koniuch

Krzyż na wiejskim cmentarzu w Koniuchach

W 1939 r. Koniuchy były wielką wsią, w 85 domach mieszkało ponad 300 mieszkańców, z których duża część przed rozpoczęciem wojny zamieszkała w kolonii.

Świadkowie tych wydarzeń: Anna Suckiel (ur. 1929), Stanisława Woronis ( ur. 1919 r.), Antoni Gikiewicz ( ur. 1926 r.), Stanisław Wojtkiewicz (ur. 1929 r.) dobrze pamiętają wydarzenia z ostatniej wojny a szczególnie 29 stycznia 1944 roku.

W okresie okupacji niemieckiej, według słów świadków, częstymi nocnymi „gośćmi” we wsi byli sowieccy partyzanci, którzy rabowali od mieszkańców wszystko od ubrania i wyżywienia zaczynając. Po jednej z takich „odwiedzin” mieszkaniec Koniuch Woronis wraz z sąsiadami zorganizował samoobronę, mającą strzec dobytek przed rabusiami (najbliższy posterunek policji litewskiej i niemieckiej był w Rakliszkach, Bieniakoniach, Bołcienikach).

St. Woronisowa: ” … kogo tylko sowieci znaleźli w krzakach czy w jamie – zabijali.”

O świcie 29 stycznia usłyszeli strzały ze wszystkich stron i zobaczyli ogień palących się zabudowań. Wyskoczyli z domu, zobaczyli partyzantów sowieckich mordujących ich sąsiadów, podpaląjących domy wraz z pozostającymi tam rannymi i dziećmi.

Udało im się uciec lub schować i pozostać przy życiu, jak mówią, dzięki Opatrzności Bożej.

Zginęło na miejscu 45 osób, 12 zostało rannych, z których część zmarła w szpitalu w Bieniakoniach. Wśród zamordowanych byli dorośli i dzieci z rodzin: Parwickich, Tubiniów, Marcinkiewiczów, Woronisów, Bobinów, Wojsznisów, Wandalewiczów, Łaszakiewiczów, Pilżysów, Wojtkiewiczów, Molisów, Jankowskich.

St. Wojtkiewicz: „… nie oszczędzali nawet kobiet w ciąży.”

Spłonęła prawie cała wieś z dobytkiem wielu pokoleń. Zostały z 85 tylko 4 domy rodzin: Aleksandrowiczów, Wandalewiczów, Radzikowskich, Łaszakiewiczów. Pozostali przy życiu mieszkańcy zmuszeni byli szukać przytułku u swoich rodzin w innych miejscowościach lub szybko budować ziemianki.

Pochować zamordowanych na wiejskim cmentarzyku pomogli wojskowi Litwini, którzy stacjonowali w Rakliszkach ( 6 km od Koniuchów). Był to najbliższy posterunek niemiecko – litewski.

Dom Aleksandrowicza – milczący świadek tragedii
29 stycznia 1944 roku.

Wraz z przyjściem nowej władzy ” koniuchowscy bandyci”, jak ich nazywali Sowieci, też nie zaznali spokojnego życia. Rodziny Aleksandrowiczów i Wasiukajciów powędrowały na Sybir, a inni w niepewności oczekiwali na swój los, jeszcze inni zostawiając ojcowiznę i groby rodzinne zmuszeni byli wyjechać do Polski lub jak Leon Tubiń do dalekiej Kanady.

Wszyscy rozmówcy podkreślali, że istnieje potrzeba zachowania pamięci o niewinnie pomordowanych mieszkańcach Koniuch ( jeszcze istnieje możliwość udokumentowania listy ofiar) i mają nadzieję, że władze samorządowe, władze republiki oraz Macierz, chociaż po wielu latach milczenia, oddadzą należyty hołd poległym.

Od redakcji: tragiczna śmierć poszczególnej osoby stanowi niepowetowaną stratę. A cóż dopiero, gdy chodzi o masowy mord. Dlatego chyląc głowy wobec niewinnie pomordowanych należy przyznać, iż jest to naszą wspólną winą, że miejsce tej tragedii i pochówku ofiar nie zostało jak dotychczas upamiętnione. Zróbmy to więc dziś w uszanowaniu ich przedwczesnej męczeńskiej śmierci i ku przestrodze potomnych – aby nigdy i nigdzie więcej podobna tragedia nie mogła się powtórzyć, a każda inicjatywa społeczna zmierzająca w tym kierunku zyska poparcie naszej redakcji.

Fot. Waldemar Dowejko

Wina ich była w tym,
że walczyli o godność ludzką

Puszcza Rudnicka podczas okupacji hitlerowskiej zaroiła się od oddziałów partyzanckich. Stała się domem, w którym znaleźli schronienie przedstawiciele różnych narodowości i orientacji politycznych.

” … w Puszczy znajdowało się w tym czasie około 2000 ludności żydowskiej, mniej więcej 200 uzbrojonych partyzantów (głównie Białorusini i Rosjanie) oraz 20 minierów-zrzutków, których głównym zadaniem była dywersja na ważnym szlaku kolejowym Grodno – Wilno. Na całym zaś jej obszarze leżało ledwie kilka nędznych wiosek, które bardzo niewiele mogły świadczyć na rzecz tak dużej ilości ludzi”.1)

W tych warunkach dochodzi do konfliktów oraz tragedii.

Tadeusz Truszkowski ps. „Sztremer” dowódca V batalionu 77 p.p. AK w swoich wspomnieniach pisze:” … warunki naszej egzystencji były skomplikowane; oto równocześnie mobilizowałem z siatki konspiracyjnej 2. Kompanię; do siatki tej należała między innymi wieś Koniuchy, leżąca na skraju Puszczy Rudnickiej. Część chłopców z tej wsi znalazła się w szeregach kompanii. W tym samym również czasie pomiędzy mieszkańcami Koniuch, a jakimś oddziałem partyzantów radzieckich w Puszczy Rudnickiej powstał konflikt” 2).

Partyzanci sowieccy z Puszczy Rudnickiej grabili i nękali okoliczną polską ludność. Wsie te były biedne, bo mające liche piaszczyste grunta, na których niewiele wschodziło. Z trudem mogli wykarmić rodziny, a tu jeszcze części „goście”. Codzień mieszkańców Koniuch drążył niepokój o los dnia jutrzejszego i w tym celu została zorganizowana samoobrona. Organizatorami przeciwstawiania się rabunkom byli: Józef Bobin, Władysław Woronis, Jan Kodzis*.

Propaganda sowiecka przedstawiała ludzi z samoobrony jako zdrajców, kolaborantów, których trzeba ukarać. „Wina” tych osób była w tym, że walczyli o godność ludzką i bronili się przed sowieckimi rabusiami.

W sowieckiej broszurce propagandowej pt. „Pirčiupiai” czytamy:”… w niektórych miejscowościach Puszczy Rudnickiej – Čebotariai, Daržininkai, Dargužiai, Učkuronis, Kaniukai i Kruminiai – okupantom udało się stwożyć oddziały „samoobrony” z miejscowych nacjonalistów i elementów kułackich. Zawdzięczając partyzanckiej pracy rozjaśniającej wśród miejscowej ludności w niektórych wsiach, jak np. w Dargużiaj, ” członkowie samoobrony” rozbroili się i oddali broń partyzantom, a w drugich, gdzie agitacja nie dała rezultatów ( w Daržininkai, Kaniukai ), partyzanci rozpędzili siłą te oddziały. Grupy samoobrony przestały istnieć”.3)

Rzeczywistość była inna. Partyzanci sowieccy wczesnym sobotnim rankiem napadli na bezbronną wieś, którą spalili mordując niewinnych ludzi.

29 stycznia 1944 roku zginęli:

1. Bandalewicz Stanisław ok. 45 lat
2.Bandalewicz Józef 54 lata .
3. Bandalewiczowa Stefania ok. 48 lat
4. Bandalewicz Mieczysław 9 lat
5. Bandalewicz Zygmunt 8 lat
6. Bobin Antoni ok. 20 lat
7.Bobinowa Wiktoria
ok.45 lat
8. Bobin Józef ok. 50 lat
9. Bobin Marian 16 lat
10.Bobinówna Jadwiga
ok. 10 lat
11.Bogdan Edward ok. 35 lat
12.Jankowska Stanisława
13.Jankowski Stanisław
14.Łaszakiewicz Józefa
15.Łaszakiewiczówna Genowefa
16.Łaszakiewiczówna Janina
17.Łaszakiewiczówna Anna
18.Marcinkiewicz Wincenty ok. 63 lat
19.Marcinkiewiczowa N.
(sparaliżowana, spaliła się)
20.Molis Stanisław ok. 30 lat
21.Molisowa N. ok. 30 lat
22.Molisówna N. ok. 1,5 roku
23.Pilżys Kazimierz
24.Pilżysowa N.
25.Pilżysówna Gienia
26.Pilżysówna Teresa
27.Parwicka Urszula ok. 50 lat
28.Parwicki Józef lat 25
29.Rouba Michał
30.Tubin Iwaśka (?)ok. 45 lat
31.Tubin Jan ok. 30 lat
32.Tubinówna Marysia
lat około 4
33.Wojsznis Ignacy ok. 35 lat
34.Wojtkiewicz Zofia ok. 40 lat
35.Woronisowa Anna 40 lat
36.Woronis Marian 15 lat
37.Woronisówna Walentyna 20 lat
38. Ściepura N. – krawiec z miejscowości Mikonty.

W sprawozdaniu policji litewskiej za okres z 26 stycznia do 1 lutego 1944 r. zanotowano:

” 29 stycznia około 200 bandytów rosyjskich napadło na wieś Koniuchy i całkowicie ją zniszczyło. Zginęło 36 osób i 14 zostało ciężko rannych. Mieszkańcy tej wsi kilkakrotnie sprzeciwili się zbrojnie bandytom. W odwecie zniszczyli wioskę” 4)

W innej relacji policji litewskiej przedstawiono wydarzenia następująco:” Podpalili wieś. Z 40 gospodarstw spaliło się 39 zabudowań i 1 łaźnia, 50 krów, 16 koni, 50 świń, 100 owiec, 400 kur i inny majątek. W walce ciężko ranili policjanta Juozasa Baronisa**, a policjanta z pomocniczego oddziału policji Juozasa Bobinasa** zabili. Zabili 35 osób cywilnych, 13 raniono z nich 10 ciężko”.5)

Dziennik pt. „Goniec codzienny”, ukazujący się w Wilnie w okresie okupacji hitlerowskiej, nie odnotował na swych łamach tragicznych wydarzeń w Koniuchach.

Czesław Malewski

http://www.naszawitryna.pl/jedwabne_25.html

http://www.naszawitryna.pl/jedwabne_26.html

Zobacz: 

Zobacz film, który przedstawia naocznego świadka tragedii w Koniuchach – Annę Suckiel, która nigdy nie zapomni wydarzeń tej tragicznej nocy. Anna Suckiel z domu Bobinówna w 1944 roku miała ukończonych 15 lat. Dom jej rodziców znajdował się na skraju wsi, toteż jako pierwszy trafił pod ostrzał partyzantów.

Przeczytaj także: 

Nie tylko Koniuchy…

W pamięć o pomordowanych w Koniuchach

Posted in Historia, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Wspomnienia | Otagowane: | 2 komentarze »

Koniuchy

Posted by tadeo w dniu 2 maja 2011

W tym roku po raz pierwszy w historii Pielgrzymki Pieszej z Suwałk do Wilna pielgrzymi mogli złożyć hołd i pomodlić na grobach pomordowanych mieszkańców wsi Koniuchy.  Film przedstawia naocznego świadka tych wydarzeń (jako kilkunastoletnia dziewczynka cudem przeżyła tą gehennę)  oraz okolicznościowe uroczystości, jakie odbyły się w środę 21 lipca 2010 w trakcie pielgrzymki na trasie Ejszyszek do Solecznik.


Wieś Koniuchy była dużą, polską wsią skraju Puszczy Rudnickiej, liczyła ok. 60 zabudowań i ponad 300-tu mieszkańców. Podczas II wojny światowej 29 stycznia 1944 r. dowodzony przez Jaakowa Prennera oddział partyzantów sowieckich, złożony z ukrywających się Żydów dokonał mordu ponad 100 mieszkańców Koniuch. Od 5-tej rano przez  1,5-2 godziny pochodniami podpalano słomiane dachy domów a do wybudzonych, uciekających mieszkańców strzelano na oślep.  Część ofiar spłonęła w swych domach, część zginęła od strzału z broni palnej. Wśród ofiar byli mężczyźni, kobiety i małe dzieci. Masakra wszystkich mieszkańców wioski – z kobietami i dziećmi miała być „karą” za zorganizowanie przez polskich chłopów oddziału samoobrony, chroniącego wygłodzoną wieś przed ciągłym rekwizycjami żywności.

Posted in Filmy - Polecam, Filmy i slajdy, Historia, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Pielgrzymka Suwałki - Wilno | Otagowane: | 3 komentarze »

Nie tylko Koniuchy…

Posted by tadeo w dniu 30 marca 2011

„Oczyścimy wszystkie nasze rejony z tego paskudnego [polskiego] śmiecia” (z meldunku komisarza brygady im. Woroszyłowa płk. Fiodora Markowa do szefa Centralnego Sztabu Ruchu Partyzanckiego Pantalejmona Ponomarenki – 15 X 1943 r.)

Kazimierz Krajewski



67 lat temu, 29 stycznia 1944 r., sowiecka partyzantka spacyfikowała wioskę Koniuchy (pow. Lida, woj. nowogródzkie), położoną na południowo-wschodnim skraju Puszczy Rudnickiej. Dziś nazwa tej miejscowości, oprócz Naliboków, stała się symbolem martyrologii mieszkańców polskich przedwojennych Kresów. Wydawało się, że przez lata tragedia w Koniuchach znana była tylko wąskiemu gronu kresowiaków. Nic bardziej błędnego – okazało się bowiem, że uczestnicy zbrodni, Żydzi służący w partyzantce sowieckiej, opisali ją w licznych wspomnieniach i pamiętnikach, publikowanych w USA lub w Izraelu. Niedostępność tej „literatury historycznej” sprawiała, iż nie mieliśmy pojęcia, że bolszewiccy mordercy z czerwoną gwiazdą na czapkach przedstawili masakrę cywilnej ludności jako „operację bojową”, z udziału w której są wręcz dumni. Przypomnijmy, jak doszło do zagłady tej kresowej wioski.
Sowiecka partyzantka na polskich Kresach, choć bardzo liczna, była tworem obcym. Składała się z Rosjan i przedstawicieli różnych narodów Związku Sowieckiego, którzy nie zdołali uciec wraz z Armią Czerwoną w 1941 r., tzw. okrążeńców i wastoczników (ludzi nasłanych podczas pierwwszej okupacji sowieckiej ze Wschodu). Zasilali ją także dezerterzy z niemieckich rosyjskojęzycznych formacji kolaboranckich oraz spadochroniarze i uczestnicy grup rajdowych przechodzących ze Wschodu, z głębi Białoruskiej SRS. Partyzantka sowiecka realizowała na polskich Kresach sowieckie cele polityczne, przy nader ograniczonej akcji antyniemieckiej. Jej działalność była swego rodzaju przedłużeniem działań sowieckich organów bezpieczeństwa, była ukierunkowana na przygotowanie Kresów do ponownej okupacji – tym razem już trwałej aneksji. Początkowo bolszewicy maskowali swą antypolską działalność, jednak w drugiej połowie 1943 r. (po zerwaniu stosunków dyplomatycznych z rządem polskim na emigracji), na wyraźny rozkaz najwyższych władz politycznych ZSRS, podjęli jawną walkę z Armią Krajową oraz akcje represyjne wobec całej społeczności polskiej. Według niepełnych danych sowiecka partyzantka tylko w woj. nowogródzkim zamordowała około dwóch tysięcy osób podejrzanych o sprzyjanie Armii Krajowej. Kolejnych kilka tysięcy znalazło się na listach SOE – tzw. socjalno opastnowo elementu (społecznie niepożądanego elementu), sporządzanych przez wywiad czerwonej partyzantki w celu dokonania aresztowań po ponownym wejściu armii sowieckiej.

Czerwona partyzantka

Miejscowych w sowieckiej partyzantce było bardzo mało, jako że lata 1939-1941 ukazały ludności prawdziwe oblicze „czerwonego raju”. Wyjątkiem byli Żydzi chroniący się przed zagładą z rąk Niemców. Opowiedziawszy się po stronie okupanta sowieckiego i współpracując z nim, zbudowali mur pomiędzy sobą a polskimi i białoruskimi sąsiadami. Wbrew twierdzeniom niektórych publicystów i historyków nie tworzyli oni żadnej odrębnej, samodzielnej żydowskiej partyzantki, lecz stanowili integralną część partyzantki sowieckiej – z dowództwem wyznaczanym przez Rosjan, komisarzami, agendami NKWD, komórkami partii komunistycznej i Komsomołu. Grupy żydowskie nie miały praktycznie poważniejszej wartości bojowej. W ramach brygad i oddziałów sowieckich Żydzi wykonywali zazwyczaj zadania pomocnicze – m.in. polegające na zdobywaniu i gromadzeniu zaopatrzenia. Ich stosunek do ludności miejscowej był dokładnie taki sam jak stosunek całej partyzantki sowieckiej – pełni pogardy i agresji traktowali ją jak mieszkańców terytorium podbitego i wrogiego. Stale obecni podczas wypraw aprowizacyjnych – stanowiących w rzeczywistości brutalne rabunki, gorliwie wysługujący się swym sowieckim protektorom jako przewodnicy i opiniodawcy w stosunku do ludności, w uzasadniony sposób potwierdzali stereotyp „żydokomuny”.
W Puszczy Rudnickiej prócz paruset rosyjskich „okrążeńców” i spadochroniarzy podstawowy zrąb czerwonej partyzantki stanowili Żydzi (ich liczebność była tu szacowana na blisko 2 tys. osób przebywających w leśnych obozowiskach). Okolice puszczy były słabo zaludnione, wioski bardzo ubogie. Wyżywienie kilku tysięcy bolszewików przebywających w Puszczy Rudnickiej spadło na barki mieszkańców – zabiedzonych wojną, okupacją i niemieckimi kontyngentami. Czerwoni – Rosjanie i Żydzi, nie liczyli się z ludnością miejscową. Podczas wypraw rekwizycyjnych rabowano dosłownie wszystko, nie tylko inwentarz, żywność i ubrania, przedmioty wartościowe – obrączki, zegarki, ale nawet firanki i ubranka dziecięce (wszystko, co można było zamienić na wódkę). Owe „rekwizycje” odbywały się w atmosferze terroru, chłopów bito, poniżano, dochodziło do gwałtów na kobietach. Stawiających opór Rosjanie i Żydzi mordowali na miejscu. Czerwoni partyzanci określali owe wyprawy nader charakterystycznie – „bambioszki” (chodziło o to, by chłopów „rozbombić” – rozgrabić). Początkowo miejscowi cierpliwie znosili ekscesy bolszewickie, traktowali je jako stan przejściowy. Niekiedy interweniowały oddziały AK – nie zawsze jednak znajdowały się w pobliżu – musiały być w nieustannym ruchu, operowały na rozległych terenach, stale tropione przez Niemców. Chłopi często byli zdani na własne siły. W takiej to sytuacji znajdowali się także mieszkańcy wioski Koniuchy.

Liczby spalonych żywcem nie ustalono

W drugiej połowie 1943 r. chłopi z Koniuchów po raz pierwszy dali odpór czerwonym bandytom – po raz pierwszy dwaj mieszkańcy chwycili za siekiery i przepędzili grupkę przybyłą na „bambioszkę”. Miejscowy wójt zwrócił się z prośbą o pomoc do litewskiej administracji (wieś znajdowała się na terenie włączonym do Komisariatu Litwy). Litwini odmówili jednak pomocy i nie wydali zgody na zorganizowanie lokalnej samoobrony („samoachowy”). Wiedzieli, że na terenie sąsiedniego Komisariatu Białorusi ta organizacja przechodziła często pod kontrolę polskiej AK i zaopatrywała ją w broń i amunicję. Należy odnotować, iż niektóre źródła podają, że ostatecznie lokalne władze litewskie przekazały wsi kilka starych karabinów. Jakkolwiek by nie było, nie zmieniło to w zasadniczy sposób położenia mieszkańców. Chłopi, zdani na własne siły, zorganizowali obronę. Zaczęli pełnić nocne warty, stworzyli system alarmowy. Działania te były skuteczne tylko w przypadku mniejszych grupek bolszewickich – mieszkańcy byli bowiem niemal bezbronni. Ich „arsenał” to kilkanaście starych strzelb oraz tzw. obrzynów, zardzewiałych karabinów i pistoletów z ograniczonym zapasem amunicji. Kilka razy oddane na oślep, w nocnych ciemnościach strzały przepędzały jednak amatorów „bambioszek”. Koniuchy nie były jedyną wioską, której mieszkańcy sami zorganizowali się w obronie życia i mienia. Podobne samoobrony powstały w kilku wsiach na obrzeżu Puszczy Rudnickiej. W innych powołano konspiracyjne placówki Armii Krajowej, również chroniące ludnośc przed nieproszonymi nocnymi „gośćmi”.
Dowództwo czerwonej partyzantki w Puszczy Rudnickiej potraktowało tę sytuację jako jawny bunt przeciwko „władzy sowieckiej”. Koniuchy zostały wybrane do wymierzenia „kary”, która miała zastraszyć innych. 29 stycznia 1944 r. wieś została zaatakowana przez bolszewików z oddziału „Smiert´ okupantam” (śmierć okupantom) dowodzonego przez Konstantego Rodionowa „Smirnowa”. Tak przebieg wydarzeń opisuje jeden z meldunków struktur Polskiego Państwa Podziemnego:
„W ostatnich dniach stycznia [1944 r.] wieś Koniuchy została otoczona przez bandę żydowsko-bolszewicką w sile około 2 tys[ięcy] [zawyżone]. Po otoczeniu wieś podpalono. Do uciekających mieszkańców strzelano. Ujętych, tak dorosłych, jak i dzieci, żywcem rzucano do ognia. Wynik: 34 zabitych, 14 rannych, ilości osób spalonych żywcem nie ustalono. Z 50 budynków pozostało tylko 4”.
Dowództwo sowieckiej partyzantki z Puszczy Rudnickiej potraktowało „akcję” w Koniuchach jako olbrzymi sukces i wysłało do Moskwy triumfalny meldunek.

Wszystkich zastrzelono

Masakra wsi, jak już wspomniano, została opisana przez licznych pamiętnikarzy żydowskich. Osiągnęli oni szczyty zakłamania i absurdu. Na przykład żydowski partyzant Gelpern opisał pacyfikację Koniuchów jako… uderzenie na niemiecki garnizon, który po zaciętej walce został zniszczony (we wsi nie było nie tylko ani jednego Niemca, ale nawet litewskiego policjanta)!
Z kolei Chaim Lazar potwierdzał pacyfikacyjny charakter „operacji”, ale przedstawił Koniuchy jako ufortyfikowaną twierdzę bronioną przez silną, świetnie uzbrojoną załogę. Świadomie kłamał także na temat przyczyn „akcji” bolszewików. Napisał m.in.:
„(…) Od pewnego czasu wiedziano, że wieś Koniuchy jest gniazdem band i centrum antypartyzanckich intryg. Jej mieszkańcy znani z niegodziwości organizowali okoliczną ludność, rozprowadzając broń uzyskaną od Niemców i prowadząc akcję przeciw partyzantom. Wieś była dobrze ufortyfikowana, każdy dom miał pozycję strategiczną i okopany był rowami obronnymi. Po obu stronach były wieżyczki obserwacyjne. Właśnie to miejsce wybrano, aby przeprowadzić akcję zastraszającą. Pewnego wieczoru 120 najlepszych partyzantów uzbrojonych w najlepszą broń ruszyło ku wsi. Było pomiędzy nimi 50 Żydów pod dowództwem Yakowa Prennera. O północy znaleźli się w sąsiedztwie wsi. Rozkazano nie zostawiać przy życiu nikogo, łącznie z inwentarzem, a zabudowania spalić. Zaraz po północy we wsi redukowano liczbę wart, ponieważ sądzono, że partyzanci nie zaatakują tak późno – nie zdążyliby wrócić do lasu przed świtem. Nie wyobrażano sobie, że partyzanci mogliby wrócić do lasu za dnia jako zwycięzcy.
Tuż przed świtem wieś została otoczona. (…) Przygotowanymi zawczasu pochodniami partyzanci zapalili domy i zabudowania. Słychać było huk eksplozji z wielu domów. Półnadzy ludzie skakali z okien próbując uciekać – tych dosięgły kule. Wielu skoczyło do rzeki, tych też zastrzelono. Akcja zakończyła się wkrótce. 60 domów zostało zniszczonych, z 300 mieszkańców nie uratował się nikt (…)”.
Ocaleni mieszkańcy Koniuchów, pozbawieni środków do życia, ulegli rozproszeniu. Władze sowieckie tropiły ich przez długie lata jako „polskich faszystów” i „współpracowników niemieckiego okupanta”.

Kresy w ogniu

Miejscowości takich jak Koniuchy było na ziemi Mickiewicza wiele. 24 kwietnia 1943 r. sowiecka brygada im. Żukowa spaliła część miasteczka Derewno w pow. Stołpce (zniszczeniu uległy 92 domy). 8 maja 1943 Brygada im. Stalina spacyfikowała miasteczko Naliboki, mordując 129 zamieszkałych tam Polaków („operacja” odbyła się z udziałem czerwonej grupy żydowskiej). Wczesną jesienią 1943 r., po zlikwidowaniu oddziału AK ppor. Antoniego Burzyńskiego „Kmicica” (zabito 80 akowców), bolszewicy podczas „oczyszczania” terenu zamordowali kilkudziesięciu chłopów należących do siatki terenowej AK lub podejrzanych o jej wspieranie. Podobnie było po zlikwidowaniu Batalionu Stołpeckiego AK w grudniu 1943 r. – zabito kilkadziesiąt osób spośród mieszkańców puszczańskich wiosek (i znów „czerwoni” Żydzi w akcji). 26 lutego 1944 r. sowiecka brygada „Wpieriod” i oddział im. Czapajewa uderzyły na polskie wsie: Izabelin, Kaczewo, Babińsk i Ługomowicze; miejscowości te zostały spalone, zginęło kilkudziesięciu mieszkańców (w obronie pacyfikowanych osad wystąpiły placówki AK, które stoczyły krwawą walkę z bolszewikami). 5 marca 1944 r. pododdziały sowieckiej Brygady im. Kirowa (m.in. oddział im. Ordżonikidze – znów Żydzi) spacyfikowały chutory i osady w rejonie Dokudowa, których mieszkańcy zostali oskarżeni o sprzyjanie polskiej partyzantce (zginęło 47 osób, głównie z rodzin, których synowie służyli w AK). W nocy z 8 na 9 kwietnia 1944 r. bolszewicy zniszczyli polską wieś Szczepki w pow. Stołpce (spalono żywcem kilkudziesięciu mieszkańców). Wieśniacy podejrzani o związek z polskim ruchem niepodległościowym ginęli z rąk Sowietów także w Kulu i Kulczycach (pow. Stołpce). 14 maja 1944 r. podczas napadu na oddziały AK, kwaterujące w miejscowości Kamień (pow. Stołpce), oddziały sowieckie spaliły 80 proc. wspomnianej miejscowości i wymordowały ponad 20 mieszkańców (w czasie obrony 21 żołnierzy 78. pp AK zostało zabitych, wielu odniosło rany). 13 czerwca 1944 r. sowieckie brygady partyzanckie spacyfikowały położone nad Niemnem białoruskie wioski – Kupisk Lubczański, Kupisk Pierwszy i Kupisk Kazionny. „Operację” przeprowadzono pod pretekstem rozprawy z dziesięcioosobowym punktem białoruskiej samoachowy (samoobrony) ochraniającym most, spalono blisko 500 gospodarstw i zabito nieustaloną liczbę mieszkańców (do białoruskich wieśniaków, w tym kobiet i dzieci – bolszewicy strzelali jak do kaczek).
Tę listę zbrodni można by długo mnożyć. Powinniśmy pamiętać o naszych poległych – zwłaszcza teraz, gdy przeróżne „autorytety” próbują sprawić, byśmy zapomnieli, kto w tamtych latach był bohaterem walki o Polskę, a kto zdrajcą i zbrodniarzem.

Autor jest pracownikiem Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Warszawie.

Zobacz także:

Koniuchy

 

Posted in Historia, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Otagowane: | 1 Comment »