WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

    A.Zybertowicz A.Świderkówna Anna German Bł.K. Emmerich Bł. KS. JERZY Bł.M.Sopoćko Dąbrowica Duża Edith Piaf Jan Pospieszalski Jarosław Marek Rymkiewicz kard.Stefan Wyszyński Kardynał H. Gulbinowicz Kijowiec Kodeń Koniuchy ks.A.Skwarczyński Ks.Tymoteusz M.Rymkiewiecz Prof.Kieżun tv media W.Cejrowski Z.Gilowska Z.Kossak Z.Krasnodębski Św.M. Kolbe Żołnierze wyklęci
  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna’ Category

„Umrę tutaj, umrę z pewnością. Nikt nawet nie będzie wiedział, kim jestem”. Historia Hanki Ordonówny

Posted by tadeo w dniu 12 sierpnia 2021

Mężczyźni kochali się w niej, a kobiety chciały być jak ona. Mezalians i romanse tylko windowały jej status jednej z największych gwiazd dwudziestolecia międzywojennego. Historię „Ordonki” przybliża Katarzyna Droga w książce „Hanka. Pierwsza powieść o Ordonównie”.

"Umrę tutaj, umrę z pewnością. Nikt nawet nie będzie wiedział, kim jestem". Historia Hanki Ordonówny

Znikał powoli swąd spalenizny miasta bombardowanego i obleganego.

Cisza też się rozpierzchła, zastąpił ją miarowy, nienawistny, rytmiczny stukot niemieckich butów. Do Warszawy wkraczało wrogie wojsko okupanta. Kto mógł, uciekał na wschód, ale lwia część warszawiaków została. Patrzyli z bólem na rozbrajanie polskiego wojska – długą kolumnę żołnierzy, którzy podchodzili po dwóch do niemieckiego patrolu i zrzucali na ziemię swoje karabiny. Ten wąż pokonanych, odchodzących jako jeńcy bez broni był bolesnym symbolem upadku miasta. Niemcy zajmowali budynki, wieszali na murach swastyki, zamieniali polskie napisy na niemieckie. Byli wszędzie, tworzyli urzędy, rozsiadali się w kawiarniach, wzięli miasto we władanie. Nikt by nie przewidział, że może się to odbywać tak szybko i prosto: dozorca dostaje nakaz ewakuacji, lokatorzy czy właściciele – nieważne, mają opuścić mieszkania w kamienicy w kilka godzin, na Pięknej czy Szucha, na Marszałkowskiej, wszędzie, gdzie chcą teraz osiąść nowi, niemieccy panowie. Prawem starym jak świat, prawem silniejszego.

Hanka z Elą musiały przenieść się z mieszkania Tyszkiewiczów do lichej dziury na Smolnej. Jurek i Stefa Jurandotowie dostali nakaz ewakuacji z mieszkania na Poznańskiej, przenieśli się gdzieś na Złotą. Złe wieści krążyły po mieście. Powiadano, że prezydent Starzyński aresztowany. Gestapo pojawiało się w drzwiach wielu poważanych warszawiaków. Pukanie do drzwi przestało być zapowiedzią miłej wizyty przyjaciół, wywoływało dreszcz lęku. Zarządzono godzinę policyjną, ruszyły aresztowania i łapanki. Niemcy zaczęli tworzyć getto, Polacy siatkę konspiracji. 

Okupacja niosła niespodzianki. Oto przystojny Igo Sym już na drugi dzień po wkroczeniu Niemców spacerował po Warszawie w mundurze oficera SS i namawiał kolegów z teatru do zaakceptowania nowej władzy. Niemcy także będą potrzebowali teatrów i kabaretów, to naród kulturalny, zaskakująco dobrze zorientowany w środowisku polskich aktorów, należy tylko współpracować. Niemcy rzeczywiście wiele wiedzieli, znali dorobek i repertuar artystów. Szukali Krukowskiego i Sempolińskiego za żarty o swoim wodzu, ale i Lopek, i Ludwik zapadli się pod ziemię. Grupa starych znajomych, Mira, Stefcia Górska, Fryc natknęli się na Igo Syma na Krakowskim Przedmieściu, przywitał się, zagadał, lecz Jarossy nie podał mu ręki. Stefania spuściła oczy.  

– Żydzi – rzucił pogardliwie Igo Sym – strzeżcie się teraz .

Minęło kilka dni, zanim Igo Sym wybrał się do Hanki. Pragnął namówić ją na śpiewanie dla Niemców w nowej kawiarni na Marszałkowskiej. Otworzyła mu ochoczo, lecz na widok munduru pobladła i cofnęła się w geście obrony. 

– Nie bądź głupia, Hanka – przekonywał ją – teraz trzeba przetrwać, żyć. Hitler dziś opanował Europę, jutro opanuje świat. Kto nie z nimi, zginie.

– Igo, jesteś jednym z nich?

Roześmiał się z jej naiwności, z tego zdziwienia. Od lat szpiegował dla Niemców, jeszcze kiedy razem zdobywali szczyty popularności po filmie Szpieg w masce, w którym paradoksalnie ona grała tytułowego szpiega, a on patriotę. Życie to nie film. 

– Hanka – powtarzał gorąco, przysuwał się coraz bliżej. Pochylił się do jej ust. Chciał wreszcie poczuć zwycięstwo nad jej arystokratycznym mężem, zatuszować upokorzenie, którego zaznał, gdy nie zgodziła się odejść od Michała. Mieć dla siebie i podać na tacy Niemcom piękną polską gwiazdę, to byłoby coś! – Będziemy razem grać, jak kiedyś, będziesz bezpieczna, Hanka!

Ostry ból przerwał jego słowa. Uderzyła go w twarz z całą mocą damskiej ręki. 

– Wynoś się – powiedziała krótko. – Wynoś się, skurwysynu.

Wyszedł z dłonią przy policzku i pragnieniem zemsty w duszy. Hanka siedziała w kuchni odurzona i oniemiała. Ela przyniosła jej słabą herbatę z cukrem, położyła na chwilę dłoń na jasnej głowie siostrzenicy i nie powiedziała ani słowa. Widziała przed południem sympatycznego Jurka Jurandota z żółtą gwiazdą na ramieniu. Ukłonił się jej uprzejmie i usiłował zbyć śmiechem swoje stygmaty. „Żyjemy, pani Elu, tyle że już dostaliśmy z żoną nakaz przeprowadzki do getta. Stefcia zdrowa, a Fryca aresztowali, ale zwiał Szkopom i gdzieś się ukrywa. Proszę uściskać Hankę. I niech ucieka – szepnął – niech koniecznie ucieka na Litwę”. Nie zdążyła. Gestapo zastukało do drzwi rankiem następnego dnia. Aresztowano ją bez podawania przyczyn.  

Hanka uściskała Elżbietę, zawiązała chustkę na głowie, zsuwając ją mocno na prawą skroń, narzuciła sweter i poszła za Niemcami na Szucha. Po drodze, by odsunąć lęk, który mrowiem przebiegał jej plecy, nuciła sobie ulubiony fragment swojej Piosenki o zagubionym sercu: „Święty Antoni, Święty Antoni, serce zgubiłam pod miedzą”, bo ów święty zawsze jej sprzyjał. Usiłowała przypomnieć sobie modlitwę, ale przychodziły jej do głowy tylko własne szlagiery. I ten jeden motyw z Barona cygańskiego, słynna aria Sandora, plątał się po jej głowie: „Wielka sława to żart, książę błazna jest wart”. Roześmiała się, ile racji miał stary Strauss. Kto wiedział to lepiej niż ona, przed chwilą dziecko szczęścia, gwiazda estrady, ulubienica Warszawy w drogich futrach i mgiełce francuskich perfum. 

Niemcy związali jej ręce z tyłu, popychali kolbą karabinu, a potem siedziała upokorzona na krzesełku przed eleganckim esesmanem o idealnie wypielęgnowanych dłoniach. Pytał o coś, coraz bardziej agresywnie, ale nie słuchała. Była kompletnie bezbronna, po raz pierwszy w życiu odczuła taką przemoc, siłę, która mogła drugiego człowieka unicestwić, zamienić w miazgę. Patrzyła przed siebie i zaciskała usta. Nagle uderzył ją w twarz, policzek przeszył ból, sina pręga natychmiast zaczęła nabrzmiewać. Poczuła, jak jej stara blizna pulsuje, metaliczny smak krwi rozlał się w ustach. 

Esesman o coś pytał, ale nawet gdyby rozumiała, nie umiałaby odpowiedzieć. W głowie tłukły się jej wciąż te same słowa: „Wielka sława to żart! Wielka sława to żart!”. Gdzie były teraz jej auta, suknie, bransolety, kapelusze, kolczyki, stosy kwiatów rzucane na scenę? I gdzie był Michał?

– Mąsz graf von Tyszkiewicz aresztowany – monotonnym głosem informował ją oficer. – Fryderyk Jarossy aresztowany. Pore? Porembcki aresztowany. To pani znajomi? Gdzie jest Krukowski? Gdzie ukrywa się Ludwik Semplinsky?

Straciła przytomność i osunęła się na ziemię. Kiedy przebudziła się w celi, współwięźniarka wycierała jej twarz i tłumaczyła cicho, że nie trzeba wierzyć w to, co mówią, bo kłamią, chcą złamać przesłuchiwanych. Nie poznała jednak w spuchniętej twarzy zmizerowanej kobiety słynnej hrabiny, pięknej aktorki, Hanki Ordonówny. 

*** 

Tymczasem Michał nie tylko nie został aresztowany, lecz po kilku dniach pobytu w obozie jenieckim wyszedł na wolność. Uratowało go to, że jako właściciel Ornian był obecnie obywatelem neutralnej Litwy. Powrócił do Wilna, gdzie zastał list od Eli o aresztowaniu żony, także o udziale w tym Igo Syma. Hrabia zaklął cicho, zmiął w rękach papier, zapalił papierosa. Wracać w tej chwili do Warszawy? Bez sensu, zresztą miał tu, na Litwie, ważną misję, o której nikt nie powinien się dowiedzieć.  

Wyobraził sobie delikatną Hankę w zimnej celi, z jej chorobą płuc, słabym zdrowiem i wrażliwą naturą. Ogarnęły go lęk i poczucie winy. Obiecał jej kiedyś, że cokolwiek się stanie, będzie przy niej. Czemu nie kazał jej wyjechać jeszcze w sierpniu? Siłą należało ją wywieźć! Też niemożliwe, na Hankę nie było siły. Kto mógł pomóc, kto teraz, w tych strasznych czasach mógł pomóc Tyszkiewiczom? Przebiegał myślą krewnych i starych znajomych rodziny. Wszyscy byli teraz wrogami Hitlera. Nagle wspomnienie sympatycznej twarzy Stefana, z pasją opowiadającego o swoich autach, pokrzepiło go. Żona Stefana, księżniczka Leuchtenberg, była bliską krewną włoskiej królowej, żony panującego Emanuela, sojusznika Niemców.

Stefan wciąż był w Wilnie, pomagał wielu uchodźcom. Hrabia Michał sięgnął po telefon. Fryderyk Jarossy rzeczywiście został aresztowany i rzeczywiście brawurowo zwiał Niemcom. Pomogły mu w tym jego twardy charakter i fantazja, które nie opuszczały go w więzieniu. Celę dzielił z prezydentem Starzyńskim, więc czuł się zaszczycony – tak głosił wszem wobec, i zarażał swoim optymizmem innych więźniów. Czas pomiędzy przesłuchaniami konferansjer i prezydent zajmowali sobie dysputami na temat tego, co to dalej będzie. Prezydent nie miał złudzeń, był przybity klęską Warszawy, przeczuwał długą, czarną noc okupacji i swój rychły koniec. Jarossy przeciwnie – twierdził, że jest tu tylko na chwilę i że szwabstwo w Polsce też będzie tylko na chwilę. Opowiadał o swoich żołnierskich przygodach podczas oblężenia Warszawy, bawił towarzysza niedoli dowcipami, a łzy śmiechu przy opowieści o ratowaniu brzydkich bab były chyba ostatnimi w życiu prezydenta Starzyńskiego. Z przesłuchań jednak wracał Fryderyk coraz bardziej poirytowany. Niemcy go nie bili, zachowywali się nawet uprzejmie, bo posiadał paszport austriacki, i nade wszystko pragnęli, by włożył niemiecki mundur. 

Słynny Jarossy, ulubieniec Warszawy, jako volksdeutsch – jakiż to byłby moralny triumf nad tym krnąbrnym miastem! A gdyby tak opowiedział się po ich stronie? Co mu zależało, nie był Polakiem, w ogóle był nie wiadomo kim, a niemiecki był jego rodzimym językiem.  

Odmawiał. Zaczęli używać gróźb, nazywać go węgierskim Żydem. Nie miał w sobie semickiej krwi, ale nie zaprzeczał. „W tych czasach być Żydem to zaszczyt” – powiedział bezczelnie do oficera SS. Dowiedział się, że przewiozą go na Pawiak, na śmierć. Zaczął grać na zwłokę, oznajmił, że się zastanawia, prosi o kontakt z rodziną w Austrii. Ubolewał nad zmianą warunków bytowych, on, wytworny arbiter elegancji, teraz bez wanny, bez lustra i brzytwy, by móc się ogolić. I to w czyich rękach? Niemieckich, pedantycznych! Wstyd, panowie zwycięzcy! Przynieśli mu papierosy. 

– Nie proszę o czystą bieliznę ani kosmetyki – marudził – ale zarosłem jak dziad. Kto jak kto, aryjski oficer powinien rozumieć potrzebę fryzjera. Nawet jeśli idę na śmierć… albo tym bardziej.

Oficer rozumiał. Chciał uchodzić za wielkodusznego i cywilizowanego, więc zgodził się, by po drodze na Pawiak wstąpić do salonu fryzjerskiego w Hotelu Europejskim. Z eskortą oczywiście. Tyle tylko, że Fryc znał ten hotel jak własną kieszeń. Potrzebował trzech minut, by u fryzjera zmylić eskortę, znaleźć się w labiryntach piwnic, biec, ile sił, przez salę bilardową, składy win, tajne przejścia, dopóki okrzyki „halt, halt!” nie ucichły. Zniknął w czeluściach podziemi. Dopiero kiedy oparł się wreszcie o jakiś mur budynku na Powiślu, zdyszany, zmęczony, czujny jak ścigane zwierzę, zastanowił się, gdzie iść.  

Nie wiedział, co z Zosią Terné, czy ją zwolniono, czy jest w swoim mieszkaniu, ale nawet jeśli tak było, mogli ją obserwować. Przez chwilę pomyślał o Hance, ale też pewnie była śledzona. Nie zamierzał uciekać z Warszawy, bo tu znalazł swój dom, nawet jeśli tym domem bywał głównie teatr. Fryc może i mówił od dziecka po niemiecku, ale tęsknił i kochał po polsku, tak zwierzył się kiedyś kolegom.  

Nagle uśmiechnął się sam do siebie, bo przyszła mu do głowy pewna myśl. Jeśli gdzieś nie będą go szukać, to u porzuconej kochanki. Poczekał do zmroku, a pod osłoną nocy udał się do domu Stefci Górskiej. Otrzymał pomoc, jedzenie i pomysł na ciąg dalszy, bo rodzice Stefci byli w kontakcie z Jurandotami. Fryderyk odetchnął, przetransportował się do Jerzego i Stefanii. Wyrzuceni z Poznańskiej, siedzieli teraz w małym mieszkaniu przy Złotej. Fryderyk poszedł pod wskazany adres, lecz wiedział doskonale, że w tych czasach zwykłe pukanie do drzwi budzi w ludziach dreszcz grozy. Chciał, żeby otworzono mu z uśmiechem, wystukał więc rytm znanej wszystkim tancerkom przygrywki, towarzyszącej próbom. Powtórzył. Drzwi poruszyły się, wyjrzała zza nich zaciekawiona żona Jurandota, Stefania Grodzieńska. Przyłożyła ręce do ust, by nie krzyknąć. Fryderyk stał, swobodnie oparty o ścianę, z nonszalancką miną i uśmiechał się triumfalnie. Stefania rzuciła się na szyję swojego dyrektora, wciągnęła go szybko do środka.

– Herbaty, szarpio afrykanskie – poprosił Fryc, bo bardzo był spragniony. – A jak masz gdzieś jakiegoś papierosa, to wybaczę ci wszystkie wpadki w Cyruliku.

„Szarpio”, tak nazywał ją jeszcze w teatrze, niby kpiąco, ale lubiła ten przydomek, chociaż nigdy nie dowiedziała się, czemu afrykańskie.

Fryc zachwycił się polskim słowem „szarpany” i tak sobie przerobił „szarpaną aktorkę” na „szarpio”. Nie zdążyła zagotować wody, kiedy wszedł jej mąż. Uściskali się serdecznie. Fryderyk zmarszczył brwi na widok żółtej gwiazdy Dawida. 

– Takie czasy – rzekł dziarsko Jurandot. – Jak widzisz, siedzimy na walizkach, mamy nakaz przeprowadzki do getta. – Pójdę z wami – powiedział Fryderyk. – Do getta? – szepnęła Stefa. – Nie jesteś Żydem! – Cicho, szarpio afrykanskie – odrzekł karcąco – jestem taki sam jak wy. Bez zadzierania nosa! Idę z wami, powiedziałem.

Po uściskach okraszonych łzami słuchał opowieści o losach kolegów. Nie wiedział o aresztowaniu Ordonki, wiadomość uderzyła go jak nowy cios. Jurandotowie opowiadali straszne rzeczy: Niemcy rozstrzelali Starzyńskiego w nieznanym miejscu, nikt nie wiedział, gdzie i w jakiej zbiorowej mogile poniewiera się ciało prezydenta Warszawy. Jerzy szepnął, że miasto nie zapomni Starzyńskiego i nigdy się nie podda, nie pogodzi się z okupacją. Powstawała siatka Armii Krajowej. Jurandot popatrzył na Fryderyka pytająco. Fryc skinął głową, bez cienia wątpliwości włączał się w walkę o swoją wybraną ojczyznę. Zaczął, jak to on, od walki słowem i humorem. Na początek, znikając z Jurandotami w odmętach warszawskiego getta, rzucił w świat dowcipną rymowankę: „Choćby i z najlepszą mapą, nie odnajdzie mnie gestapo”. Warszawiacy z rozkoszą przekazywali ją z ust do ust. 

*** 

Hanka, zgnębiona w więzieniu, nie wiedziała o tym wszystkim. Przesłuchiwano ją codziennie, wychudła, a po nocach w zimnie zaczęła znów pokasływać. „Umrę tutaj, umrę z pewnością” – szeptała zdrętwiałymi wargami. „Nikt nawet nie będzie wiedział, kim jestem”.  

Mijały kolejne dni, zlewały się w jedną ciemną noc. Hanka zwijała się w kłębek, niepewna, ile z tego, co mówią jej o aresztowaniach przyjaciół, jest prawdą. Pewnego dnia dostała gryps od współwięźniów: „Kochamy cię, Hanka, trzymaj się”. Nabrała nowych sił. Poznali ją, przynajmniej nie umrze jako anonimowa kobieta, ktoś może doniesie jej mężowi. 

Nie wiedziała, że Michał porusza niebo i ziemię, a przede wszystkim dwór królestwa włoskiego, by wydobyć ją z Pawiaka. Nawet jeśli niebo i ziemia nie zdziałały wiele, dwór i owszem. Oto pewnego dnia oficer SS w Warszawie otrzymał telefon z samego Berlina, nakazujący zwolnić przetrzymywaną hrabinę Tyszkiewicz. Powiadano, że rozkaz wydał sam Hitler, a interweniował u niego włoski książę Emanuel, powinowaty grafa Michała.  

Oficer stał na baczność, przyjmując telefoniczny rozkaz, a Hanka tego samego dnia wyszła na wolność. Dotarła piechotą do domu, gdzie ciotka Ela ze łzami w oczach zapakowała ją do łóżka i poszła szukać w mieście odrobiny mleka, lekarstw i pożywnego jedzenia. Michał Tyszkiewicz przebywał w Wilnie i nastawał na natychmiastowy wyjazd żony na Litwę, tym bardziej że Orniany prosperowały dobrze po owocnym lecie.  

Elżbieta odpisywała, że Hanka ruszy natychmiast, gdy nabierze sił i ozdrowieje, bo wycieńczona w więzieniu, przechodziła silne zapalenie oskrzeli. Choroba osłabiła ją tak bardzo, że lekarz zabronił podróży. 

Dopiero w marcu czterdziestego roku udało się jej wyjechać z okupowanego miasta. Wychudzona, ale już silniejsza wyruszyła wreszcie pociągiem na Litwę, bez zapowiedzi, bez telegramów, bo nastały czasy, w których lepiej było nikomu nie opowiadać o swoich planach.  

Dotarła do Wilna. Miasto wydało się jej spokojne, jeszcze nietknięte smagnięciem wojny jak Warszawa. Zapadał zmrok, gdy dotarła do willi Tyszkiewiczów przy placu Łukiskim. Przyjaźnie skrzypnęły drzwi, szwajcar ukłonił się i uśmiechnął, gdy powiedziała, że wejdzie bez zapowiedzi. Cicho stąpała po znajomych schodach, poczciwy jamnik Fred wstał tylko i zamachał ogonem przyjaźnie, nawet nie zaszczekał. Michał siedział w gabinecie, pochylony nad jakimiś papierami. Nie poznał jej w pierwszej chwili, lecz już w następnej tulił płaczącą bezgłośnie, tulił i sam łykał łzy. Była krucha jak ptak, lekka, gdy niósł ją po schodach i wołał służbę, by szybko szykować na kolację rosół i pierogi. I na rano samochód do podróży. 

– W Ornianach – mówił – szybko dojdziesz do siebie, Hanko. Tam jeszcze nie dotarła wojna, mamy zapasów w bród. W Ornianach. już wiosnę trochę widać, zaraz Weronka napali w kominku, w twojej sypialni. Hanka! No nie płacz, jesteś w domu, Hanka!

Nie chciała płakać, zresztą po co, była szczęśliwa w jego ramionach. A jednak napięcie narastające od wielu tygodni widać pękło i zanosiła się łzami, jakby miały oczyścić duszę ze złych wspomnień. Mąż przytulał ją, całował włosy i bliznę na skroni, i chociaż przeczuwał, że wojna wtargnie i na Litwę, miał nadzieję, że to koniec ich nieszczęść. Mylił się. 

Katarzyna Droga. Redaktorka, dziennikarka, pisarka. Jest absolwentką filologii polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. W przeszłości nauczycielka języka polskiego, założycielka wydawnictwa edukacyjnego. Była redaktor naczelna czasopism dla młodzieży ( Cogito, Victor, Junior ) i psychologicznego magazynu SENS. Obecnie autorka powieści biograficznych i sag rodzinnych, współpracuje dziennikarsko z magazynami Sens i Twój Styl. Podlasianka, ( urodzona w 1965 w Zambrowie), po dwudziestu latach życia w stolicy powróciła na rodzinne Podlasie.

https://weekend.gazeta.pl/weekend/7,177343,24840588,umre-tutaj-umre-z-pewnoscia-nikt-nawet-nie-bedzie-wiedzial.html

Posted in Historia, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, SYLWETKI, ZASŁUŻENI WILNIANIE | Leave a Comment »

Wspólnota Miłosierdzia Bożego

Posted by tadeo w dniu 27 czerwca 2021

Posted in Miłosierdzie Boże, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Reportaż | Leave a Comment »

Kurier do Mejszagoły Kazimiera Paradowska

Posted by tadeo w dniu 15 października 2020

Przeczytaj także:

Kazimiera Paradowska ― Wspomnienia z lat okupacji niemieckiej i sowieckiej

Kazia z Wilna – Piotr Szubarczyk

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Wspomnienia | Leave a Comment »

Hanka Ordonówna: serce na dłoni

Posted by tadeo w dniu 8 września 2020

Zachwycała na scenie, czarowała przed kamerą. Była jednak nie tylko wybitną artystką, ale i kobietą, która w skrajnie trudnych warunkach niosła pomoc potrzebującym. 8 września mija 70. rocznica śmierci Hanki Ordonówny.

Hanka Ordonówna w 1925 r.

Hanka Ordonówna w 1925 r. – Narodowe Archiwum Cyfrowe

  • Pochodziła z ubogiej robotniczej rodziny – dzięki szczęśliwemu zrządzeniu losu została dostrzeżona w tłumie nastolatek przez wpływowego artystę, który postanowił pokierować jej karierą
  • Szybko zdobyła sławę, dawała koncerty na całym świecie, występowała na rozmaitych scenach i w końcu trafiła przed kamery
  • Nie mogła znaleźć szczęścia w miłości; nawet gdy wyszła za mąż, nie czuła się usatysfakcjonowana i wciąż plotkowano o jej licznych romansach
  • Podczas wojny za działalność patriotyczną trafiła na Pawiak, później wywieziono ją do Uzbekistanu, gdzie podupadła na zdrowiu

Jej zawodowe osiągnięcia wzbudzały zazdrość koleżanek, kolejne romanse elektryzowały prasę, podobnie jak droga, którą musiała przebyć, by dostać się na szczyt. Z prawdziwym nazwiskiem – Maria Anna Pietruszyńska – pożegnała się, ulegając namowom bardziej doświadczonych znajomych z branży. Od tamtej pory znana była jako Hanka Ordonówna (pseudonim zainspirowany został utworem „Reduta Ordona”) czy też, po prostu, Ordonka.Wystawa prywatnego archiwum Hanki Ordonówny

Wystawa prywatnego archiwum Hanki Ordonówny – Andrzej Grygiel / PAP

Sceniczne odkrycie

Urodziła się, według oficjalnych źródeł, blisko sto dwadzieścia lat temu, 25 września 1902 r. w Warszawie – choć niektórzy biografowie podają w wątpliwość zarówno datę, jak i miejsce. „Te największe sławy bardzo niechętnie ujawniały swoje prawdziwe pochodzenie, a w przypadku Ordonki nawet wiek był specjalnie zaniżony. Pierwsze publiczne wzmianki, że Hanka prawdopodobnie pochodzi z Lublina, z ubogiej żydowskiej rodziny, znalazły się w książce Józefa Łobodowskiego. Jaka jest prawda, nie wiadomo”, mówiła w „Kurierze Lubelskim” Grażyna Jakimowicz.

Początki kariery to splot szczęśliwych zbiegów okoliczności, o których dziewczyna z ubogiej robotniczej rodziny nawet nie marzyła. Zgodnie z życzeniem ojca zaczęła uczęszczać do szkoły baletowej, potem, w gronie innych aspirujących młodych artystek, tańczyła na scenie – gdzie dostrzegł ją Fryderyk Jarosy, najpierw popularny konferansjer, później reżyser, założyciel wielu kabaretów i dyrektor teatralny. Został jej życiowym partnerem i nauczycielem, szlifował talent swojej podopiecznej, pomagał wybrać repertuar, czuwając nad jej artystycznym rozwojem; to dzięki niemu na młodziutką dziewczynę zwrócili uwagę widzowie i krytycy.

Nawet jeśli spektakl okazywał się klapą, o samej aktorce rzadko kiedy mówiło się coś złego. „Szkoda talentu subtelnej pieśniarki na tą ogromną budę cyrkową”, pisał na przykład Boy-Żeleński w recenzji „Gwiazdy areny”. Sukcesy odnosiła w prestiżowym kabarecie Qui pro Quo. Śpiewane przez nią piosenki – jak „Miłość ci wszystko wybaczy” z filmu „Szpieg w masce”, w którym zgrała – z miejsca stawały się przebojami, jeździła na trasy koncertowe po całym świecie, ciesząc się niesłabnącą popularnością. „Podczas koncertów wypełniała sama cały wieczór i każdym wyjściem na scenę stwarzając nową postać: tragiczną lub wzruszająco śmieszną. Bogactwo jej inwencji było niewyczerpane, skala możliwości – nieograniczona”, zachwycał się Stanisław Julicki w Radiu Wolna Europa.

Hanka Ordonówna w Wiedniu w 1929 r. (Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Hanka Ordonówna w Wiedniu w 1929 r. (Narodowe Archiwum Cyfrowe) – Narodowe Archiwum Cyfrowe

Miłość ci wszystko wybaczy

Związek z Jarosym miał przykre zakończenie – rozstali się, gdy Ordonówna przyłapała ukochanego z tancerką Stefanią Górską. Po innym miłosnym zawodzie została jej blizna na skroni, gdy aktorka, porzucona przez Janusza Sarneckiego, postanowiła strzelić sobie w głowę z pistoletu. W miarę jak stawała się sławna, grono wielbicieli stale rosło – wśród nich był hrabia Michał Tyszkiewicz, który nie tylko obsypywał aktorkę kwiatami, ale i zaczął pisać dla niej teksty piosenek (w tym „Uliczka w Barcelonie”). Ordonówna wkrótce odwzajemniła uczucie i zgodziła się na ślub, zaznaczając, że nie ma zamiaru rezygnować z kariery. Tyszkiewicz naturalnie nie miał żadnych obiekcji; sekretna ceremonia odbyła się w marcu 1931 r.

Przystojny hrabia okazał się mężem cierpliwym i – jak twierdzono – aż nazbyt wyrozumiałym. Cierpliwie przymykał oko na wybryki żony, wybaczał jej romanse (choćby ten z aktorem Juliuszem Osterwą, który nazwał aktorkę „najczarowniejszą istotą na świecie”) – i to właśnie on ruszył z odsieczą, gdy po wybuchu wojny Ordonówna wpadła w prawdziwe kłopoty.https://pulsembed.eu/p2em/Hhvsbcyot8/

Za głośny sprzeciw wobec wyświetlania w Warszawie niemieckiego filmu propagandowego aktorka trafiła na Pawiak – gdyby nie interwencja Tyszkiewicza, który wykorzystał wszystkie swoje wpływy, ta historia mogłaby mieć znacznie bardziej tragiczne zakończenie. Dopiął jednak swego, wyciągnął żonę z więzienia i umieścił bezpiecznie w swojej posiadłości pod Wilnem (gdzie artystka chętnie dawała patriotyczne przedstawienia).

Niedługo potem sam znalazł się za kratami, oskarżony przez NKWD o szpiegostwo i kontakty z Rządem RP na obczyźnie. Ordonówna próbowała uratować męża; gdy przenoszono go do kolejnych placówek, jechała zaraz za nim, interweniowała u władz, ale wszystko na próżno. Tak trafiła do Moskwy, a później, gdy odmówiła udziału w radzieckich przedstawieniach, wylądowała w pociągu wiozącym zesłańców do Uzbekistanu.

Hanka Ordonówna w 1937 r. (Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Hanka Ordonówna w 1937 r. (Narodowe Archiwum Cyfrowe) – Narodowe Archiwum Cyfrowe

Aktorska misja

„Czy chory, czy zdrowy, musiał iść co dzień do roboty – pisała. – Mieszkaliśmy po osiemnaście osób w jednej izbie bez szyb i nieopalanej. Spaliśmy na gołej ziemi i robactwo nas strasznie żarło”. Zmuszona do ciężkiej pracy fizycznej, bez słowa skargi znosiła ciężkie warunki – ale wreszcie jej organizm odmówił posłuszeństwa. Znów zapadła na gruźlicę (z którą zmagała się już w młodości) i trafiła do prowizorycznego szpitala, gdzie, dzięki wstawiennictwu lekarki, spędziła kilka tygodni. Tam doczekała amnestii. Nie wróciła jednak do kraju. Ignorując stale pogarszający się stan zdrowia, została w Taszkiencie, by pomagać Polakom na obczyźnie; przede wszystkim zaś dzieciom, sierotom, które tułały się po świecie, pozbawione jakiejkolwiek opieki. „Tragiczna gromada wyciągnęła się w długi pochód. Parami – parami szło nieszczęście z chorobą, głód z wszami – do autobusów, ledwo wlokąc nogami… Halo, halo, czyż nie widzicie, że w tych autobusach jadą najnieszczęśliwsze na świecie dzieci, dzieci więźniowie, dzieci wykolejeńcy, dzieci sieroty, dzieci starcy”, wspominała. Zapewniała im posiłki i umieszczała w bezpiecznych schronieniach. Potem, pod pseudonimem Weronika Hort, opisze ich tragiczne losy w książce „Tułacze dzieci”.

Szukając wsparcia w Aszchabadzie, ze zdziwieniem odkryła, że szefem polskiej placówki opieki społecznej jest sam Tyszkiewicz, którego z takim uporem poszukiwała. Dzięki jego pomocy zdołała przetransportować dzieci do Indii, pod skrzydła Czerwonego Krzyża. Dopiero wtedy, gdy upewniła się, że jej podopiecznym nic nie grozi, zgodziła się wyjechać z mężem do Teheranu, a następnie do Palestyny i skupić się na swoim zdrowiu. Gdy tylko poczuła się lepiej, z zapałem wróciła do pełnienia „artystycznej misji”, dawała występy na prowizorycznych scenach, w warunkach polowych, by podtrzymywać morale polskich żołnierzy.

Po przeprowadzce do Bejrutu znów zaczęła chorować, a lekarze martwili się, że tym razem aktorce nie uda się odzyskać sił. Ale ona nie zamierzała się poddawać. Pisała, malowała, śpiewała, pełna nadziei, że uda się jej jeszcze wrócić do kraju. Tuż przed śmiercią podpisała swój portret słowami: „Gdy już zabraknie łez, trzeba się śmiać! A świat jest pomimo wszystko piękny!”.

Zmarła siedemdziesiąt lat temu, 8 września 1950 r. Czterdzieści lat później jej trumnę sprowadzono do Polski; prochy artystki spoczęły na warszawskich Starych Powązkach.

https://www.onet.pl/film/onetfilm/hanka-ordonowna-serce-na-dloni/d4eblsz,681c1dfa

Przeczytaj także:

Miłość ci wszystko wybaczy – Hanka Ordonówna i Michał Tyszkiewicz

Hanka Ordonówna – tragiczny los gwiazdy o wielkim sercu – w 65. r. śmierci

Hanka Ordonówna

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polskie Kresy, SYLWETKI | Leave a Comment »

KRESY – film dokumentalny

Posted by tadeo w dniu 13 kwietnia 2020

Film ten jest pięknym dopełnieniem cyklu kresowych artykułów, które od lat ukazują się na łamach „Gazety Lubuskiej”. Obraz jest naprawdę dziełem naszych Czytelników. To oni występują w tym dokumencie, ale przede wszystkim to ich opowieści złożyły się na jego scenariusz. „KRESY” to film, który upamiętnia tragedię ludzi oddzielonych od korzeni, upokorzonych i zmuszonych do opuszczenia swoich domów. Ten film jest hołdem dla nich i ich bliskich, którzy stracili życie w tym strasznym czasie i na zawsze pozostali na Kresach Wschodnich. Autorami scenariusza są Dariusz Chajewski i Witold Głowacki, reżyserem Rafał Bryll.

Kresy – film dokumentalny

 

Posted in Filmy - Polecam, Filmy dokumentalne, Filmy i slajdy, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polskie Kresy | Leave a Comment »

Ksiądz Józef Aszkiełowicz

Posted by tadeo w dniu 19 marca 2019

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, SYLWETKI | Leave a Comment »

Muzeum ks. prałata Józefa Obrembskiego.

Posted by tadeo w dniu 19 marca 2019

 

Dzień Patrona czyli interaktywna wycieczka na żywo po Muzeum ks. prałata Józefa Obrembskiego.

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Religia, SYLWETKI, ZASŁUŻENI WILNIANIE | Leave a Comment »

Nadworna malarka Ostrobramskiej

Posted by tadeo w dniu 24 lutego 2018

Znalezione obrazy dla zapytania krepsztul anna

.

Malarka ludowa, którą nazywano „malarką nadworną Pani Ostrobramskiej” odeszła na zawsze 2007 roku. O sobie pisała: „Zapuściłam korzenie w sławnym narodzie, w posiadłości Pana i jego dziedzictwie”. Te korzenie potrafiły ukierunkować jej twórczość na służbę Bogu i temu, co ją otaczało: najbliższym osobom, przyrodzie ojczystej, pięknu, które było obok i które starała się widzieć w ludziach i świecie. Dzięki swojej twórczości i mocy ducha jest znana nie tylko na Wileńszczyźnie, w Wilnie, ale też w Polsce i szerokim świecie.

Anna Krepsztul pochodzi z rodziny nauczycielskiej. Dużo czytała, marzyła o studiach. Niestety, wszystkie plany zostały przekreślone przez ciężką chorobę. Została poddana niezwykłej próbie: doznała ponad 70 złamań kości. Po śmierci rodziców, usamodzielnieniu się rodzeństwa potrafiła dawać sobie radę z codziennym życiem dzięki umiejętnie wykonanym przez brata urządzeniom, sile ducha i opiece młodszej siostry, nauczycielki Danuty Mołoczko.

Uwięziona w wózku inwalidzkim nie oddzieliła się ścianą od świata – odwiedzało ją mnóstwo ludzi, których, pomimo swojej choroby, potrafiła podtrzymywać na duchu. Od dzieciństwa lubiła rysować i to właśnie pędzel i farby stały się jej ratunkiem przed chorobą, pasją, której się oddawała nie bacząc na cierpienie. Już jako szesnastoletnia dziewczynka wystawiała swoje obrazy. W roku 1985 przyznano jej tytuł twórczyni ludowej, a jej prace wędrują w świat: do wileńskich szkół, kościołów, do Polski, Kanady, Stanów Zjednoczonych dzięki zaangażowaniu i pomocy życzliwych ludzi, wśród których byli księża Józef Aszkiełowicz i Dariusz Stańczyk. Namalowany przez Annę Krepsztul obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej wraz z pielgrzymami z Wileńszczyzny trafił do naszego Wielkiego Rodaka Jana Pawła II. Otrzymała od Ojca Świętego własnoręcznie napisane podziękowanie wraz z błogosławieństwem. Zaś wyhaftowany przez nią obraz Matki Boskiej Bolesnej został wręczony Ojcu Świętemu podczas jego pobytu w Wilnie. Malarka, niestety, nie mogła być obecna na spotkaniu z papieżem w kościele pw. Ducha Świętego w Wilnie z powodu złamania kręgosłupa.
Dzięki sile charakteru i ducha, głębokiej wierze potrafiła wytrwać w najcięższych chwilach życia i tworzyć – zostawiła po sobie kilka tysięcy prac. O swoim malowaniu tak pisała: „Chcę zostawić po sobie dużo obrazów, niech to będzie moim pomnikiem. Pan Bóg mnie prowadził przez te nieszczęścia do malowania, żebym tę iskrę duszy przekazała ludziom”.

http://zpl.lt/2015/02/pamieci-nadwornej-malarki-pani-ostrobramskiej/

Przeczytaj także: 

Dźwig Pani Ani

Zobacz:

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, SYLWETKI, ZASŁUŻENI WILNIANIE | 1 Comment »

Ksiądz Józef Aszkielowicz

Posted by tadeo w dniu 1 stycznia 2018

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polskie Kresy | Leave a Comment »

Wigilia na Kresach

Posted by tadeo w dniu 24 grudnia 2017

 

Nazwa Wigilia pochodzi od słowa łacińskiego ,,vigilia” i oznacza czuwanie, straż nocną, wartę. W Polsce nazwa ta jest związana z 24 grudnia, z dniem poprzedzającym Boże Narodzenie. Najważniejszym momentem obchodów Bożego Narodzenia, jest postna wieczerza nazywana Wigilią lub Wilią. Wieczerza wigilijna, do której zasiadano po podzieleniu się opłatkiem, składała się zawsze z potraw postnych . Ich rodzaj oraz liczbę określa dotąd – przechodzący z pokolenia na pokolenie – obyczaj religijny i rodzinny

Polska Wigilia to jedna z naszych tradycji, dzięki której naród bez państwa przetrwał i doczekał się wolności. Wieczerza wigilijna charakterystyczne dla tego szczególnego dnia potrawy wywołują w nas wspomnienia związane z oczekiwaniem na Mikołaja i dziecięcą radością wywołaną nie tylko otrzymanymi prezentami, lecz również spotkaniem z członkami rodziny, kiedy wszyscy obecni dzielą się opłatkiem, a w domu panuje zgoda i radość.
Stół wigilijny zastawiony potrawami odzwierciedlał zwyczaje i tradycje kulinarne regionu, które często były odmienne od powszechnych wyobrażeń ograniczonych do barszczyka, uszek i karpia.
Na Kresach w dniu wigilijnym pan domu polował a gospodyni szykowała wieczerzę, aby na stole nie zabrakło :
zupy migdałowej z ryżem i rodzynkami,
a ponadto:
barszcz z uszkami albo zupa rybna z farszem lub grzybowa z łazankami,
szczupak na szaro w sosie z cytryną i rodzynkami,
okoni posypanych jajami, oblanych masłem,
szczupaka na żółto, zimnego, w całku, z szafranem i rodzynkami,
karpia całego na zimno w rumianym sosie z rodzynkami,
pasztetu z chucherek we francuskim cieście,
lina w galarecie,
karasi smażonych z czerwoną kapustą,
kremu śmietankowego,
galarety albo kisielku,
suszeniny ze śliwek,
wisien i gruszek,
zamiast chleba : strucle na migdałowym lub makowym mleku – powinny leżeć całe z jednego i drugiego końca stołu.

Na Wileńszczyźnie na stole wigilijnym nie mogło zabraknąć rolmopsów śledziowych na sposób wileński, smażonych śledzi, a uszka do barszczu były smażone, nie gotowane, podawano również grzyby w cieście, a na deser do wigilijnego kompotu pierniki, makowce i dużo bakalii z suszonymi owocami i południowymi. Pani pan domu obowiązkowo, a goście na dobrą wróżbę, musieli skosztować kiślu owsianego.

Na Kresach Lwowskich opłatek smarowano miodem, podobnie jak na Podhalu, a na zakończenie Wigilii powinien był być podany strudel ciągniony galicyjski. (Źródło)
Wspomnienia o Wigilii na Kresach na szczęście przetrwały.
Dzięki Janinie Sawickiej pochodzącej z Drohobycza, miasta znajdującego się w obwodzie lwowskim, możemy dowiedzieć się, jak spędzano Wigilię w jej domu:

„W pokoju ustawiano choinkę, na stole pod białym obrusem rozkładano siano. Po podzieleniu się opłatkiem i odmówieniu krótkiego pacierza, siadano do stołu. Na stole musiało być 12 potraw. Przy każdym nakryciu leżał jeden ząbek czosnku i dopiero po zjedzeniu czosnku, symbolu zdrowia, przystępowano do świątecznej wieczerzy – dodaje. Wszystkie potrawy musiały być postne. Tradycyjnie podawano barszcz czerwony, uszka z grzybami, zupę grzybową, pierogi ruskie i z kapustą, kapusta z grzybami, karp smażony i ryba w galarecie, gołąbki z kaszą i grzybami. Na końcu podawano lekko schłodzoną „kutię”, była to pszenica z miodem, makiem i bakaliami. – Z kutią związana jest pewna tradycja – mówi Janina Sawicka. – Najstarszy z uczestników nabierał na łyżkę kutię, wychodził do siewni (korytarz) i rzucał kutią o sufit. Jeżeli się przykleiła to wróżyło szczęście temu domowi – dodaje. Na świątecznym stole zawsze stały dwa wolne nakrycia.- Jedno nakrycie wolne dla osoby, która mogła się tego wieczoru pojawić. Takiemu przygodnemu gościowi nie można było odmówić posiłku – opowiada Janina Sawicka. – Drugie nakrycie dla bliskich, którzy już na zawsze odeszli. Każdy z uczestników kolacji, część swojej porcji wsypywał do tego talerza – kontynuuje.- Jeżeli w domu były zwierzęta, również z nimi dzielono się opłatkiem. Krążyła taka legenda, że zwierzęta w Wigilię mówią ludzkim głosem – mówi Janina Sawicka. – W tym dniu również szło się na grób zmarłych i symbolicznie dzieliło się z nimi opłatkiem, zostawiając go na grobie – dodaje. Oczywiście od domu do domu chodzili kolędnicy poprzebierani za różne postacie, począwszy od świętej rodziny, aniołków, pastuszków, królów i diabła, a skończywszy na śmierci z kosą (kostuchą)”(Źródło)

Ale bywały też Wigilie bardziej dramatyczne…
Wigilia na zesłaniu w 1941 roku
„Nie zapomnę nigdy pierwszej Wigilii Bożego Narodzenia na wygnaniu. Smutna to była wieczerza. Choinki nie było ponieważ jodły, świerki i cedry rosły tylko w tajdze, a nie na stepie, gdzie mieszkaliśmy. Brat Kazik przyniósł z pracy przydział 800 gram chleba, brat Olek dwa szczupaczki o łącznej wadze jakieś 900 gramów.

Mama podzieliła chleb równo, dla każdego po sto gramów. Był opłatkiem i wigilijnym daniem. Mama, stojąc przy stole ze łzami w oczach, przeżegnała się i smutnym głosem zaintonowała modlitwę, którą wspólnie zmówiliśmy. Życzenia złożyła wszystkim z prośbą do Boga o szczęśliwy powrót do kraju. Po modlitwie każdy z nas trzymając w ręku kawałeczek chleba podchodził do mamy, składał życzenia, życząc jej zdrowia i powrotu do Polski.

Tylko starsze rodzeństwo miedzy sobą było zgodne i nie rościło do siebie żadnych pretensji. Janek jedząc chleb zapytał mamę czy dostanie kawałek słodkiej bułki, do tej prośby przyłączyła się Marysia. Tonik natomiast wspomniał, że chciałby zjeść pralniczka, czyli słodkiego pierniczka. Mama na to odpowiedziała: „dzieci, a ja skad mam wziąć slodkie bułki i pralniczka”. (…)

Za oknem szalała zima, zamieć śnieżna, wiatr pędził śnieg, była śnieżna zadymka. Ten chleb to była cała nasza wigilijna kolacja. Byliśmy nasyceni i czuliśmy się bardzo szczęśliwi. (…) Po kolacji śpiewaliśmy kolędy i ze wzruszeniem wspominaliśmy naszą ostatnią Wigilię z dziadkami w Duniłowicach. Były ciotki, ojciec, brat Stasek, których już więcej nie widzieliśmy. Dziadkowie umarli podczas wojny, ojca i Staska zamordowali bolszewicy…” Józef Maciejewski, Żary (Źródło)

Typowe potrawy wigilijne
Zupa migdałowa to najstarsza zupa wigilijna na Kresach. Przygotowywana w bogatych domach, była symbolem dobrobytu i zamożności gospodarzy

Aleksander Jełowiecki, szlachcic z dawnych Kresów Wschodnich, wspominał: „Stoły wysłane sianem, przykryte obrusem jak śniegiem. Na stole w ogromnych srebrnych misach polewka migdałowa, na srebrnych podstawach ogromne szczupaki wysadzane przezroczystymi przysmakami, jakby drogiemi kamieniami, tam łamańce z makiem, tam kutia, dalej wykwintne łakocie i różne owoce, na środku złocisty kosz z cukrami, na koszu spoczął lecący aniołek i trzyma opłatki. Tak zastawiony stół na Wigilię czeka na gości, goście czekają na gospodarza, gospodarz czeka na pierwszą gwiazdkę”.

Przepis na zupę migdałową z 1906 roku

„1 i 1/2 litra mleka zagotować z cukrem, 1/4 funta słodkich migdałów i kilka gorzkich migdałów sparzyć, obrać z łupin, utrzeć lub umleć na miałko, włożyć w mleko. Osobno podgotować rodzenków sułtanek i wrzucić na wydaniu w zupę. Do zupy tej można dać ryż ugotowany na gęsto w mleku” – przepis Antoniny Dz. z 1906 roku. (Źródło)

Na wschodnich obszarach dawnej i obecnej Polski, w najważniejsze dni, świąteczne stoły uświetnia jedna z bardziej rytualnych i rozpoznawalnych potraw jaką jest kutia. Do jej przygotowania potrzeba pszenicy, miodu, maku i bakalii. Najlepiej popijać ją kisielem żurawinowym. Produkty, które używa się do tej potrawy mają wymiar symboliczny:

ziarno jest symbolem zmartwychwstałego życia
miód – zdrowia i dobrobytu na życie (słodkie życie)
mak symbolizuje dobrobyt w rodzinie

Przyjmuje się, że im bogatsza jest kutia (smaczniejsza i bardziej syta) tym większy urodzaj i dostatek w rodzinie. Dlatego też w Wigilię Bożego Narodzenia na stole nie powinno zabraknąć smacznej i kalorycznej kutii a każdy z członków rodziny powinien jej skosztować.  (Źródło)

Na koniec tego nietypowego „wigilijno-kulinarnego” wpisu podaję ponoć ulubioną potrawę wigilijną Adama Mickiewicza (wg „Palce lizać” z 4.04.2011 r.). Jego córka Marysia wspominała, że na Wigilię zawsze obowiązkowo był szczupak po żydowsku.
Składniki:

2-2,5 kg szczupaka
2 bułki kajzerki
3 cebule
sól, pieprz
gałka muszkatołowa
2 łyżki masła
jajko
włoszczyzna
1/2 l mleka
1/2 łyżki mąki

Oskrob, spraw i wypłucz szczupaka. Odkrój łeb (trzeba go zachować). Ściągnij bardzo ostrożnie skórę, aż do ogona – trzeba uważać, by jej nie uszkodzić. Oczyść mięso ryby z ości, przepuść przez maszynkę. Bułki namocz w mleku. Dobrze odciśnij. Sparz cebule i utrzyj na tarce. Dodaj pieprz, sól i gałkę muszkatołową. Łyżkę masła utrzyj z jajkiem. Dodaj zmielone mięso z ryby, odciśniętą bułkę i cebulę. Całość trzeba dobrze wyrobić. Farsz nałóż w skórę szczupaka, uformuj na kształt ryby, dostaw głowę. Zetrzyj włoszczyznę na tarce o dużych oczkach. Wyłóż nią dno brytfanki. Rybę ułóż w brytfance na włoszczyźnie. Podlej odrobiną wody, dodaj łyżkę masła i duś na małym ogniu około 1,5 godziny. Sos oprósz mąką, zagęść. Gotową rybę pokrój w cienkie plastry. Podawaj z sosem, w którym się dusiła.

Może ktoś z Was pokusi się o przygotowanie któregoś z przysmaków wigilijnych rodem ze wschodnich rubieży?

Źródło

https://literackiekresy.blogspot.com/2014/12/wigilia-na-kresach.html

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polskie Kresy | Leave a Comment »

2 lipca 1927 r. Koronacja obrazu Panny Świętej z Ostrej Bramy w Wilnie

Posted by tadeo w dniu 1 lipca 2017

  • Pismo z prośbą o zgodę na koronację obrazu NMP Matki Miłosierdzia w Ostrej Bramie przedłożył papieżowi Piusowi XI arcybiskup wileński Romuald Jałbrzykowski z poparciem biskupa pomocniczego, Kapituły Bazyliki Metropolitalnej, kleru i wiernych. W liście podkreślano wielka liczbę łask otrzymywanych dzięki modlitwie przed obrazem. Przypomniano także o zatwierdzeniu przez Stolicę Apostolską dla Archidiecezji Wileńskiej Oficjum i własnej Mszy św. o NMP Matce Miłosierdzia w Ostrej Bramie. Odwołano się także do wydarzenia z 1920 roku, gdy papież Pius XI, wówczas Achille Ratti Nuncjusz Apostolski w Polsce, odwiedził Ostrą Bramę i odprawił tam Mszę św.

Koronacja obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej w Wilnie, 02.07.1927 /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Koronacja obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej w Wilnie, 02.07.1927
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Zezwolenie na koronację odbyło się na podstawie dekretu (podpisanego przez kardynała Antonio Vico, Prefekta Świętej Kongregacji i Obrzędów) z 9 lutego 1927 r. wydanego przez papieża Piusa XI. Przed koronacją obraz został poddany konserwacji, usunięto późnobarokową sukienkę ze srebrnych, złoconych blach.

Uroczystości koronacyjne odbyły się 2 lipca, w święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, na placu przed katedrą wileńską, gdzie przeniesiono obraz w uroczystej procesji. Obraz wyjęto z ołtarza w kaplicy i umieszczono w specjalnym feretronie, obramowaniem dla obrazu był baldachim z koroną królewską, z drugiej strony obrazu był płaszcz z wyhaftowanym orłem. W uroczystościach wzięło udział ponad 150 tys. wiernych. Obecni byli także przedstawiciele najwyższych władz państwowych z marszałkiem Józefem Piłsudskim i prezydentem Ignacym Mościckim.

Koronacji, w imieniu ojca świętego, dokonał kard. Aleksander Kakowski, arcybiskup metropolita warszawski. Na wizerunek Maryi założył złote korony, które były wotum Narodu Polskiego za odzyskanie niepodległości.

Przemówienie wygłosił sufragan wileński bp Kazimierz Michalkiewicz: „Gdy zajrzymy do starych aktów, widzimy, że tej Pani łaskawej, przed która zginali kolana wieszczowie nasi, przed którą naród cały tonął w modlitwach i pieniach pobożnych, zanosząc do jej tronu ostrobramskiego swe łzy i radości, swe bóle, troski, cierpienia i nadzieje – zawdzięczamy najrozmaitsze łaski i cuda dla tych, którzy z wiarą i ufnością w czystem sercu szukali pomocy i opieki w cudownym obrazie. Ale po co mamy szperać w aktach – idźmy raczej do samego źródła tych łask i cudów, do kaplicy ostrobramskiej, do tej żywej księgi, gdzie z sercem wezbranym wdzięcznością, czcią i uwielbieniem dla tej Matki Najświętszej Ostrobramskiej za łzy otarte, za serca ukojone, zamieszczono tysiące wotów na podziękowanie i potwierdzenie otrzymanych łask i cudów doznanych”.

Fragment mszy świętej z udziałem przedstawicieli najwyższych władz państwowych - prezydentem Ignacym Mościckim i marszałkiem Józefem Piłsudskim /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Fragment mszy świętej z udziałem przedstawicieli najwyższych władz państwowych – prezydentem Ignacym Mościckim i marszałkiem Józefem Piłsudskim
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

W trakcie uroczystości odnowiono lwowskie śluby Jana Kazimierza. A biskup Michalkiewicz wezwał by je uzupełnić o aktualne wyzwania: „Ślubujmy, że ze złem, które idzie ze Wschodu i wciska się w ogniska nasze domowe i do warsztatów pracy walczyć będziemy do ostatniej kropli krwi i zwalczać go nie ustaniemy wszędzie i zawsze. Ślubujmy, że do tego złota i do tych drogich kamieni dokładać będziemy skarby tysiąckrotnie droższe, to jest serca nasze – czyny nasze szlachetne, a życie z prawem Bożem i kościelnem zgodne”.

W trakcie uroczystości padał ulewny deszcz, mimo tego odbywały się na zewnątrz katedry. Zdecydował o tym Józef Piłsudski. Według ówczesnej anegdoty odtrącił parasol podawany przez życzliwego duchownego: „Schowaj, ksiądz ten parasol! Kiedy koronują Królową Polski – można stać na deszczu! Jestem u Matki Boskiej na ordynansach!” – rzekł Piłsudski.

AS

Czytaj więcej na http://nowahistoria.interia.pl/kartka-z-kalendarza/news-2-lipca-1927-r-koronacja-obrazu-panny-swietej-z-ostrej-bramy,nId,1450817#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

Przeczytaj także:

„Rycerz Niepokalanej” o koronacji Matki Boskiej Ostrobramskiej. Wspomnienie na zakończenie Roku Kolbiańskiego.

Posted in Matka Boża, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

Przy wileńskim wielkanocnym stole

Posted by tadeo w dniu 23 marca 2016

Za kilka dni w gronie najbliższych zasiądziemy do wielkanocnego śniadania i będziemy z lubością delektować się pysznymi potrawami, na które czekaliśmy przez okres postu, a nawet cały rok. Wszak niektóre przysmaki są szczególnie pracochłonne i nie przygotowuje się ich często. Poza tym, nie mogą przecież spowszednieć, naruszając wielowiekową tradycję, która przypisuje je wyłącznie wielkanocnemu ucztowaniu.

Czasy się zmieniają, a możliwości ludzi nie zawsze idą w parze z chęciami. Niemniej jednak to właśnie dzięki świętom do naszych dni zachowały się te dawne obyczaje, smaki i zapachy, które całe dziesięciolecia temu wypełniały domy naszych rodziców i dziadków.

Dla większości pań domu przygotowania do świętowania Wielkiej Nocy, podobnie jak i innych rocznych świąt – nie licząc mnogości rozmaitych zajęć – rozpoczynają się przeważnie od kuchni. Toteż od ich zaangażowania, pracowitości i pomysłowości zależy nie tylko to, jak będą smakowały wielkanocne potrawy, ale też to, czy dania zaskoczą nas efektownym wyglądem. Jak będzie wyglądał nie tylko stół oraz cała otoczka święta.

Wilnianka Genowefa Wołkanowska, współautorka niedawno wydanej książki kulinarnej „Smak Rosji”, nakrywanie świątecznego stołu zawsze rozpoczyna od białego obrusa i… dekoracji.

– Wielkanoc zawsze zwiastuje wiosnę. Pomijając to, że tegoroczne święta powitamy na zimowo, one zawsze kojarzą mi się z kwiatami, zielenią. W moim domu na świątecznym stole zawsze są narcyzy. Już w Wielką Sobotę przygotowuję paterę z barankiem, pisankami i owsem zasianym przed Niedzielą Palmową. A potem na stół wkraczają dekoracyjne kurczaczki, koguciki, zajączki… Lubię, kiedy stół jest kolorowy i wesoły. Tradycyjnie na moim wielkanocnym stole dominuje kolor żółty i zielony – mówi Genowefa Wołkanowska.

Symbole święta

Tradycja dekorowania świątecznego stołu, także ozdabianie w kolorowe pisanki i kwiaty domów, a nawet podwórzy, sięga zmierzchłych czasów. A każdy z pojawiających się wśród wielkanocnych potraw dodatków: baranków, zajączków, kurczaczków… mimo, iż nie zawsze uświadamiamy ich rolę, poza jedyną – estetyczną, ma symboliczne znaczenie. Kolorowe jajko – jeden z najbardziej charakterystycznych symboli, wspólny dla wielu kultur i narodów – oznaczające życie i odrodzenie, już ponad 5 tys. lat temu do Europy sprowadzili Persowie. W magiczną moc kolorowanych jaj wierzyli i wraz z nadejściem wiosny obdarowywali się nimi nawzajem starożytni Chińczycy.

Tymczasem umieszczany na wielkanocnym stole baranek ma przypomnieć zebranym przy śniadaniu biesiadnikom o najważniejszym przesłaniu Świąt Zmartwychwstania – zwycięstwie Chrystusa nad śmiercią.

Nierozłącznym „gadżetem” świąt jest także zajączek wielkanocny. Do naszych rodzimych stron przywędrował on z Niemiec, gdzie, jako symbol Wielkiej Nocy, jest znany od ponad 300 lat. Wiosną zając w poszukiwaniu pokarmu podchodzi blisko człowieka – właśnie w taki sposób tłumaczy się związek tego zwierzątka z wiosenną wielkanocną tradycją. To zabawny i wesoły zajączek ma dzieciom podkładać do koszyczka kolorowe pisanki i słodycze w prezencie świątecznym.

Według dawnego obyczaju

– Gdy stół jest wystrojony, „wkraczają” półmiski z mięsem w różnych postaciach. Ale zawsze na pierwszym miejscu musi być cielęcina. Nieważne, jaka jest cena mięsa, kawałeczek pieczeni cielęcej na naszym świątecznym stole musi się znaleźć. Cielęcinę marynuję zazwyczaj z przyprawami, dużą ilością ziół i czosnku. Zawsze też podaję pieczoną szynkę wieprzową. Jak się piecze dużą szyneczkę, to można ją zjeść na zimno, a na drugi dzień pokroić w plastry, zrobić sos i zaserwować, jako gorące danie obiadowe – doradza znana ze swych smakowitych specjałów mistrzyni. Zdolności kulinarne Genowefy Wołkanowskiej niejednokrotnie mieli okazję podziwiać pracownicy placówki dyplomatycznej RP w Wilnie, gdzie na co dzień pracuje w Instytucie Polskim, a także goście ambasady.

Na wielkanocnym stole u pani Gieni, oczywiście, nie może zabraknąć domowych wileńskich kiełbas, boczku pieczonego, pasztetu…

– Zawsze podaję gotowaną szynkę wędzoną. Jest to zwyczaj wyniesiony z domu mojej mamy. Szynkę w Wielką Sobotę długo – co najmniej przez dwie godziny – gotuję na malusieńkim ogniu z przyprawami, ziarenkami pieprzu, ziela angielskiego i liściem laurowym. Trzeba, żeby woda tylko lekko pyrkała. Do szynki dobrze jest „dorzucić” kawałek surowego boczku. Jak się gotuje razem z szynką, nabiera jej aromatu i smakuje wybornie – stwierdza kuchmistrzyni.

Chrzan – to zadanie specjalne!

Nieodłącznym elementem wielkanocnego stołu na Wileńszczyźnie jest chrzan. – Chrzan czerwony z buraczkami i biały z dodatkiem śmietanki, po jajkach i daniach mięsnych zajmuje u nas jedno z czołowych miejsc. Ale przygotowanie chrzanu jest zadaniem mego męża. Zawsze sam go wykopuje, uciera. I choć to robota bardzo płaksiwa, mąż nigdy nie dał się namówić, aby kupić gotowy chrzan w sklepie. Niestety, w tym roku, nasz chrzan jest zamarznięty, a więc będzie kupowany… – śmieje się nasza rozmówczyni.

Na świątecznym stole u państwa Genowefy i Ryszarda Wołkanowskich, przy którym zasiądzie córka Ewa z mężem Pawłem, Stanisław, brat pani domu wraz z rodziną, także mama, prawie 80-letnia Genowefa Lachowicz – nie może zabraknąć lekkich sałatek i surówek ze świeżych warzyw, które doskonale pasują do mięsa.

Według pani Genowefy, potraw wielkanocnych jest stanowczo za wiele jak na jedno święto. Dlatego, aby tradycji stało się zadość, a zdrowie nie zostało narażone na szwank poprzez przejedzenie, przezorna gospodyni niektóre specjały przygotowuje tydzień po Wielkanocy. Typowy dla staropolskiej kuchni żurek pani Genowefa tradycyjnie przygotowuje na przewodnią niedzielę. Wtedy też swoim bliskim i gościom podaje z wileńska zwaną kwaszeninę, czyli zimne nóżki. Do przyrządzenia żurku doskonale się nadaje wywar z gotowanej szynki, zakwas zaś do niego gospodyni robi sama. Prawdziwy domowy żurek z kiełbasą i jajeczkiem smakuje, że palce lizać!

Pani domu z nostalgią wspomina pieczone w rodzicielskim domu bułki drożdżowe, które z biegiem czasu ustąpiły miejsce na stole bardziej wykwintnym świątecznym wypiekom. Mazurki i ciasta – to specjalność córki pani Gieni, Ewy. Wśród deserów nie może, oczywiście, zabraknąć tradycyjnej baby wielkanocnej i sernika.

Celebrowanie święta

– Mieszkanie staramy się uporządkować do czwartku. Więc gdy się zaczyna Triduum Paschalne już mamy w domu święto i szykujemy się duchowo do Zmartwychstania Pańskiego. W czysty czwartek trzeba raniutko wstać, umyć się, żeby w ciągu całego roku być czystym, pięknym i gładkim. Od Wielkiego Czwartku czas przeznaczamy wyłącznie na przygotowanie jedzenia. Pieczemy mazurki, ciasta, przyrządzamy mięso – zaznacza pani Gienia.

Zgodnie z wiekową tradycją, śniadanie wielkanocne w wielu domach inauguruje składanie życzeń i dzielenie się jajkiem oraz poświęconą w kościele zawartością koszyczka. Według obyczaju, każdy z biesiadników powinien skosztować tego, co znalazło się w święconce, a więc: chleba, soli, jajka, wędliny, chrzanu, ciasta. A każdy z wymienionych produktów, ma symboliczny wymiar.

Celebrowanie Wielkiej Nocy rodzina naszej bohaterki rozpoczyna w kościele.

– Chodzimy do franciszkanów. Po rezurekcji wracamy do domu właściwie już nad ranem. W godzinach porannych idziemy na cmentarz do taty. Zanim wszyscy się zbierzemy przy świątecznym śniadaniu jest godzina 11. Dzielimy się święconką i składamy sobie nawzajem życzenia. Mama dziękuje Bogu, że doczekaliśmy świąt i znowu razem zebraliśmy się przy stole – powiada Genowefa Wołkanowska.

Po obfitym śniadaniu rodzina spędza czas przy kawie rozmawiając i delektując się pysznymi wypiekami. A po spotkaniu w gronie najbliższych państwo Wołkanowscy udają się do Gudel, rodzinnej miejscowości pana Ryszarda.

– Mieszkańcy Gudel zbierają się na majówce przy wspólnym zaimprowizowanym stole w lesie. Każdy przynosi, co ma. Spotykają się tu starzy znajomi, przyjaciele, sąsiedzi. Tę tradycję kultywujemy od 30 lat. Ponieważ jest wśród nas wielu muzyków, to podczas takich spotkań jest naprawdę bardzo wesoło. Wszyscy śpiewamy, bawimy się. A wieczorem rozpalamy ognisko – opowiada pani Gienia.

Każdy region kraju ma swoje tradycje kulinarne, a każdy dom – najbardziej ulubione potrawy i własny pomysł na spędzanie Świąt Wielkanocnych. Dzielenie się radością w dniu Zmartwychwstania Pańskiego – to piękna i godna naśladowania tradycja, która łączy w sobie elementy wiary i zwyczajnej nadziei, która w sercach ludzi rodzi się wraz z nadejściem wiosny.

Irena Mikulewicz

Na zdjęciu: dla pani Gieni, jak i dla większości kobiet, święta rozpoczynają się od kuchni.
Fot. archiwum

W koszyczku ze święconką:

Chleb gwarantuje dobrobyt i pomyślność, jest dla chrześcijan symbolem Ciała Chrystusa.
Jajko to znak odradzającego się życia, zwycięstwa nad śmiercią.
Sól to minerał życiodajny, dawniej wierzono w jej odstraszającą wszelkie zło moc.
Wędlina zapewnia zdrowie, płodność i dostatek. Jest znakiem, że zakończył się post.
Masło jest oznaką dobrobytu.
Ser symbolizuje przyjaźń między człowiekiem, a siłami przyrody.
Chrzan jest symbolem siły i fizycznej krzepy, wskazuje również na gorycz męki Pańskiej i śmierci, która została zwyciężona przez słodycz zmartwychwstania.
Ciasto, przede wszystkim wielkanocne baby, kołacze i mazurki weszło do święconego koszyka, jako ostatnie i jest symbolem umiejętności i doskonałości.

Genowefa Wołkanowska poleca:

SERNIK „z rosą”

Ciasto: 1/2 kostki margaryny, 2,5 szk. mąki, 1 jajko, 2 żółtka (białka na pianę), 1 szk. cukru, 2 łyżeczki proszku do pieczenia

Masa serowa: 1 kg sera („musu varške”), 2 jajka, 4 żółtka (białka na pianę), 1 szk. cukru, 1/2 szk. oleju, 2,5 szk. mleka, 1 łyżka krochmalu, 1 budyń śmietankowy

Wykonanie: Zagnieść ciasto, wykleić ciastem dno i boki brytfanny. Ubić jajka z cukrem i żółtkami. Dodać olej, mleko, budyń, krochmal, ser – ciągle miksując. Wylać na wyłożoną ciastem brytfannę, 40 min. piec w nagrzanym piekarniku (2000C). 10 min. przed wyjęciem sernika ubić pianę z 1 szk. cukru i pozostałych białek. Wyjąć brytfannę, na gorący sernik wyłożyć pianę, piec 15 min.

SZYNKA PIECZONA

Potrzebne składniki: 8-10 kg szynki z kością, 0,5 l oleju, 3 główki czosnku, majeranek, rozmaryn, oregano, bazylia, ziele angielskie, 3 garście soli, pieprz

Wykonanie: Szynkę umyć, osuszyć i dokładnie natrzeć wymieszanymi ziołami z olejem, czosnkiem oraz solą. Wstawić do piwnicy lub spiżarni na 4-5 dni. Codziennie szynkę należy przewracać, nacierając wytworzonym sokiem. Przed pieczeniem wszystkie przyprawy trzeba zeskrobać nożem, a szynkę natrzeć świeżą mieszanką ziołową (sól, pieprz, papryka, czosnek, olej). Do głębokiej brytfanki wlać wodę (ok. 6 cm), włożyć szynkę polaną olejem. Skórkę szynki nakroić w małe romby. Przykryć folią i piec w piekarniku ok. 6 godz.(1800C). Zdjąć folię i piec jeszcze godzinę.

http://www.tygodnik.lt/201313/bliska3.html

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

Katolicyzm ostoją polskości na Kresach. „To Kościół, który przetrzymał komunizm i trwa, daje siłę i moc”

Posted by tadeo w dniu 22 września 2015

Fot. M. Czutko
Fot. M. Czutko

Na Kresach być Polakiem to być katolikiem. To Kościół, który przetrzymał komunizm i trwa, daje siłę i moc – mówi „Gazecie Polskiej Codziennie” Cezary Jurkiewicz, prezes Fundacji „Kresy W Potrzebie – Polacy Polakom”.

Wszechobecna jest tęsknota za Polską. Ich tożsamość opiera się na silnej wierze w Boga i przywiązaniu do Kościoła rzymskokatolickiego. Widać to w kościele, do którego na msze i nabożeństwa przychodzą wielopokoleniowe rodziny, także dzieci i młodzież

— mówi Jurkiewicz.

Jak wskazuje, liczne polskie cmentarze na Kresach są najlepszym wyrazem tego, jak żyją tam Polacy. Są zadbane, świadczą o wciąż żywej pamięci, ale niszczeją z powodu braku środków – dot. to wielu miejsc, np. Grodna, Nowogródka czy Wołkowyska. Wszędzie rzuca się w oczy prostota i czystość, a jednocześnie brak środków finansowych – podkreśla.

Czy zdarzyło się państwu dostawać życzenia z okazji święta 3 maja lub 11 listopada? Mnie tak – były to życzenia od Polaków z Kresów

— relacjonuje „GPC” Jurkiewicz.

Fundacja, której szefuje koordynuje akcję „Paczka” na Białorusi. Polega ona na niesieniu Polakom na Kresach pomocy materialnej i nie tylko, dotąd udało się nam odwiedzić ponad 2000 rodzin w ich domach – mówi.

http://wpolityce.pl/kosciol/266074-katolicyzm-ostoja-polskosci-na-kresach-to-kosciol-ktory-przetrzymal-komunizm-i-trwa-daje-sile-i-moc

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polskie Kresy | Leave a Comment »

My ź Wilna – Józef Dylkiewicz

Posted by tadeo w dniu 4 lutego 2015

aaaaaAPC - 2015.02.04 18.30 - 001.3d

https://sites.google.com/site/opowiadaniadomowe/tomik-wiersz—my-z-wilna

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Wiersze | Leave a Comment »

Finał akcji „Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach”

Posted by tadeo w dniu 22 grudnia 2014

Wzruszający gest Pani Aleksandry rozpalił serca setek Polaków.

400 paczek z żywnością, chemią gospodarstwa domowego, odzieżą oraz książkami trafiło w sobotę 20 grudnia do Polaków mieszkających na Wileńszczyźnie. Dzięki świątecznej zbiórce zapasów żywności pt. „Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach” udało się zebrać ponad 6 ton darów w 6 tygodni. Paczki przywiezione dwoma autami ze Szczecina trafiły do Turgieli, Jaszun, Solecznik, Rakańców i Ejszyszek.

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"

Pomysł akcji zrodził się podczas XXIV Międzynarodowej Pielgrzymki Pieszej Suwałki-Wilno. W trakcie marszu do Wilna pielgrzymi spotykali na swojej drodze wielu rodaków mieszkających na Litwie, którzy częstowali wszystkich pątników, czym tylko mogli.

Wojciech Woźniak – jeden ze współorganizatorów i inicjator akcji – spotkał na swojej drodze panią Aleksandrę, która witała pielgrzymów kilkoma kanapkami oraz marchewkami z przydomowego ogrodu. Wzruszające zdjęcie, które wtedy wykonał, zainicjowało plan pomocy naszym rodakom.

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"
"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"

400 paczek z żywnością, chemią gospodarstwa domowego, odzieżą oraz książkami trafiło w sobotę 20 grudnia do Polaków mieszkających na Wileńszczyźnie. Dzięki świątecznej zbiórce zapasów żywności pt. „Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach” udało się zebrać ponad 6 ton darów w 6 tygodni. Paczki przywiezione dwoma autami ze Szczecina trafiły do Turgieli, Jaszun, Solecznik, Rakańców i Ejszyszek.

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"
Wsparcie dotarło m.in. do rodziny pana Jana, którego rodzina straciła cały dobytek w pożarze domu; do dzieci ze szkoły specjalnej oraz do Pani Aleksandry, dzięki której powstał pomysł pomocy rodakom na Litwie.

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"

Dary do paczek były przynoszone do siedzib Caritasu Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej oraz Katolickiego Stowarzyszenia Civitas Christiana w Szczecinie. Uruchomione zostało także specjalne konto na które wpłynęło ponad 34 000 złotych od darczyńców z Polski i z zagranicy.

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"

Wsparcie dotarło m.in. do dzieci ze szkoły specjalnej oraz do Pani Aleksandry, dzięki której powstał pomysł pomocy rodakom na Litwie.

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"

Pomysłodawcą akcji był Wojciech Woźniak, a współorganizatorami moja skromna osoba, ks. Maciej Szmuc z Caritas Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej oraz Bartłomiej Ilcewicz z Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana” w Szczecinie.

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"

http://wiadomosci.wp.pl/gid,17123338,kat,1329,title,Final-akcji-Paczka-dla-Rodaka-i-Bohatera-na-Kresach,galeria.html

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Pielgrzymka Suwałki - Wilno | Leave a Comment »