WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna’ Category

Ksiądz Józef Aszkiełowicz

Posted by tadeo w dniu 19 marca 2019

Reklamy

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, SYLWETKI | Leave a Comment »

Muzeum ks. prałata Józefa Obrembskiego.

Posted by tadeo w dniu 19 marca 2019

 

Dzień Patrona czyli interaktywna wycieczka na żywo po Muzeum ks. prałata Józefa Obrembskiego.

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Religia, SYLWETKI, ZASŁUŻENI WILNIANIE | Leave a Comment »

Nadworna malarka Ostrobramskiej

Posted by tadeo w dniu 24 lutego 2018

Znalezione obrazy dla zapytania krepsztul anna

.

Malarka ludowa, którą nazywano „malarką nadworną Pani Ostrobramskiej” odeszła na zawsze 2007 roku. O sobie pisała: „Zapuściłam korzenie w sławnym narodzie, w posiadłości Pana i jego dziedzictwie”. Te korzenie potrafiły ukierunkować jej twórczość na służbę Bogu i temu, co ją otaczało: najbliższym osobom, przyrodzie ojczystej, pięknu, które było obok i które starała się widzieć w ludziach i świecie. Dzięki swojej twórczości i mocy ducha jest znana nie tylko na Wileńszczyźnie, w Wilnie, ale też w Polsce i szerokim świecie.

Anna Krepsztul pochodzi z rodziny nauczycielskiej. Dużo czytała, marzyła o studiach. Niestety, wszystkie plany zostały przekreślone przez ciężką chorobę. Została poddana niezwykłej próbie: doznała ponad 70 złamań kości. Po śmierci rodziców, usamodzielnieniu się rodzeństwa potrafiła dawać sobie radę z codziennym życiem dzięki umiejętnie wykonanym przez brata urządzeniom, sile ducha i opiece młodszej siostry, nauczycielki Danuty Mołoczko.

Uwięziona w wózku inwalidzkim nie oddzieliła się ścianą od świata – odwiedzało ją mnóstwo ludzi, których, pomimo swojej choroby, potrafiła podtrzymywać na duchu. Od dzieciństwa lubiła rysować i to właśnie pędzel i farby stały się jej ratunkiem przed chorobą, pasją, której się oddawała nie bacząc na cierpienie. Już jako szesnastoletnia dziewczynka wystawiała swoje obrazy. W roku 1985 przyznano jej tytuł twórczyni ludowej, a jej prace wędrują w świat: do wileńskich szkół, kościołów, do Polski, Kanady, Stanów Zjednoczonych dzięki zaangażowaniu i pomocy życzliwych ludzi, wśród których byli księża Józef Aszkiełowicz i Dariusz Stańczyk. Namalowany przez Annę Krepsztul obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej wraz z pielgrzymami z Wileńszczyzny trafił do naszego Wielkiego Rodaka Jana Pawła II. Otrzymała od Ojca Świętego własnoręcznie napisane podziękowanie wraz z błogosławieństwem. Zaś wyhaftowany przez nią obraz Matki Boskiej Bolesnej został wręczony Ojcu Świętemu podczas jego pobytu w Wilnie. Malarka, niestety, nie mogła być obecna na spotkaniu z papieżem w kościele pw. Ducha Świętego w Wilnie z powodu złamania kręgosłupa.
Dzięki sile charakteru i ducha, głębokiej wierze potrafiła wytrwać w najcięższych chwilach życia i tworzyć – zostawiła po sobie kilka tysięcy prac. O swoim malowaniu tak pisała: „Chcę zostawić po sobie dużo obrazów, niech to będzie moim pomnikiem. Pan Bóg mnie prowadził przez te nieszczęścia do malowania, żebym tę iskrę duszy przekazała ludziom”.

http://zpl.lt/2015/02/pamieci-nadwornej-malarki-pani-ostrobramskiej/

Przeczytaj także: 

Dźwig Pani Ani

Zobacz:

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, SYLWETKI, ZASŁUŻENI WILNIANIE | 1 Comment »

Ksiądz Józef Aszkielowicz

Posted by tadeo w dniu 1 stycznia 2018

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polskie Kresy | Leave a Comment »

Wigilia na Kresach

Posted by tadeo w dniu 24 grudnia 2017

 

Nazwa Wigilia pochodzi od słowa łacińskiego ,,vigilia” i oznacza czuwanie, straż nocną, wartę. W Polsce nazwa ta jest związana z 24 grudnia, z dniem poprzedzającym Boże Narodzenie. Najważniejszym momentem obchodów Bożego Narodzenia, jest postna wieczerza nazywana Wigilią lub Wilią. Wieczerza wigilijna, do której zasiadano po podzieleniu się opłatkiem, składała się zawsze z potraw postnych . Ich rodzaj oraz liczbę określa dotąd – przechodzący z pokolenia na pokolenie – obyczaj religijny i rodzinny

Polska Wigilia to jedna z naszych tradycji, dzięki której naród bez państwa przetrwał i doczekał się wolności. Wieczerza wigilijna charakterystyczne dla tego szczególnego dnia potrawy wywołują w nas wspomnienia związane z oczekiwaniem na Mikołaja i dziecięcą radością wywołaną nie tylko otrzymanymi prezentami, lecz również spotkaniem z członkami rodziny, kiedy wszyscy obecni dzielą się opłatkiem, a w domu panuje zgoda i radość.
Stół wigilijny zastawiony potrawami odzwierciedlał zwyczaje i tradycje kulinarne regionu, które często były odmienne od powszechnych wyobrażeń ograniczonych do barszczyka, uszek i karpia.
Na Kresach w dniu wigilijnym pan domu polował a gospodyni szykowała wieczerzę, aby na stole nie zabrakło :
zupy migdałowej z ryżem i rodzynkami,
a ponadto:
barszcz z uszkami albo zupa rybna z farszem lub grzybowa z łazankami,
szczupak na szaro w sosie z cytryną i rodzynkami,
okoni posypanych jajami, oblanych masłem,
szczupaka na żółto, zimnego, w całku, z szafranem i rodzynkami,
karpia całego na zimno w rumianym sosie z rodzynkami,
pasztetu z chucherek we francuskim cieście,
lina w galarecie,
karasi smażonych z czerwoną kapustą,
kremu śmietankowego,
galarety albo kisielku,
suszeniny ze śliwek,
wisien i gruszek,
zamiast chleba : strucle na migdałowym lub makowym mleku – powinny leżeć całe z jednego i drugiego końca stołu.

Na Wileńszczyźnie na stole wigilijnym nie mogło zabraknąć rolmopsów śledziowych na sposób wileński, smażonych śledzi, a uszka do barszczu były smażone, nie gotowane, podawano również grzyby w cieście, a na deser do wigilijnego kompotu pierniki, makowce i dużo bakalii z suszonymi owocami i południowymi. Pani pan domu obowiązkowo, a goście na dobrą wróżbę, musieli skosztować kiślu owsianego.

Na Kresach Lwowskich opłatek smarowano miodem, podobnie jak na Podhalu, a na zakończenie Wigilii powinien był być podany strudel ciągniony galicyjski. (Źródło)
Wspomnienia o Wigilii na Kresach na szczęście przetrwały.
Dzięki Janinie Sawickiej pochodzącej z Drohobycza, miasta znajdującego się w obwodzie lwowskim, możemy dowiedzieć się, jak spędzano Wigilię w jej domu:

„W pokoju ustawiano choinkę, na stole pod białym obrusem rozkładano siano. Po podzieleniu się opłatkiem i odmówieniu krótkiego pacierza, siadano do stołu. Na stole musiało być 12 potraw. Przy każdym nakryciu leżał jeden ząbek czosnku i dopiero po zjedzeniu czosnku, symbolu zdrowia, przystępowano do świątecznej wieczerzy – dodaje. Wszystkie potrawy musiały być postne. Tradycyjnie podawano barszcz czerwony, uszka z grzybami, zupę grzybową, pierogi ruskie i z kapustą, kapusta z grzybami, karp smażony i ryba w galarecie, gołąbki z kaszą i grzybami. Na końcu podawano lekko schłodzoną „kutię”, była to pszenica z miodem, makiem i bakaliami. – Z kutią związana jest pewna tradycja – mówi Janina Sawicka. – Najstarszy z uczestników nabierał na łyżkę kutię, wychodził do siewni (korytarz) i rzucał kutią o sufit. Jeżeli się przykleiła to wróżyło szczęście temu domowi – dodaje. Na świątecznym stole zawsze stały dwa wolne nakrycia.- Jedno nakrycie wolne dla osoby, która mogła się tego wieczoru pojawić. Takiemu przygodnemu gościowi nie można było odmówić posiłku – opowiada Janina Sawicka. – Drugie nakrycie dla bliskich, którzy już na zawsze odeszli. Każdy z uczestników kolacji, część swojej porcji wsypywał do tego talerza – kontynuuje.- Jeżeli w domu były zwierzęta, również z nimi dzielono się opłatkiem. Krążyła taka legenda, że zwierzęta w Wigilię mówią ludzkim głosem – mówi Janina Sawicka. – W tym dniu również szło się na grób zmarłych i symbolicznie dzieliło się z nimi opłatkiem, zostawiając go na grobie – dodaje. Oczywiście od domu do domu chodzili kolędnicy poprzebierani za różne postacie, począwszy od świętej rodziny, aniołków, pastuszków, królów i diabła, a skończywszy na śmierci z kosą (kostuchą)”(Źródło)

Ale bywały też Wigilie bardziej dramatyczne…
Wigilia na zesłaniu w 1941 roku
„Nie zapomnę nigdy pierwszej Wigilii Bożego Narodzenia na wygnaniu. Smutna to była wieczerza. Choinki nie było ponieważ jodły, świerki i cedry rosły tylko w tajdze, a nie na stepie, gdzie mieszkaliśmy. Brat Kazik przyniósł z pracy przydział 800 gram chleba, brat Olek dwa szczupaczki o łącznej wadze jakieś 900 gramów.

Mama podzieliła chleb równo, dla każdego po sto gramów. Był opłatkiem i wigilijnym daniem. Mama, stojąc przy stole ze łzami w oczach, przeżegnała się i smutnym głosem zaintonowała modlitwę, którą wspólnie zmówiliśmy. Życzenia złożyła wszystkim z prośbą do Boga o szczęśliwy powrót do kraju. Po modlitwie każdy z nas trzymając w ręku kawałeczek chleba podchodził do mamy, składał życzenia, życząc jej zdrowia i powrotu do Polski.

Tylko starsze rodzeństwo miedzy sobą było zgodne i nie rościło do siebie żadnych pretensji. Janek jedząc chleb zapytał mamę czy dostanie kawałek słodkiej bułki, do tej prośby przyłączyła się Marysia. Tonik natomiast wspomniał, że chciałby zjeść pralniczka, czyli słodkiego pierniczka. Mama na to odpowiedziała: „dzieci, a ja skad mam wziąć slodkie bułki i pralniczka”. (…)

Za oknem szalała zima, zamieć śnieżna, wiatr pędził śnieg, była śnieżna zadymka. Ten chleb to była cała nasza wigilijna kolacja. Byliśmy nasyceni i czuliśmy się bardzo szczęśliwi. (…) Po kolacji śpiewaliśmy kolędy i ze wzruszeniem wspominaliśmy naszą ostatnią Wigilię z dziadkami w Duniłowicach. Były ciotki, ojciec, brat Stasek, których już więcej nie widzieliśmy. Dziadkowie umarli podczas wojny, ojca i Staska zamordowali bolszewicy…” Józef Maciejewski, Żary (Źródło)

Typowe potrawy wigilijne
Zupa migdałowa to najstarsza zupa wigilijna na Kresach. Przygotowywana w bogatych domach, była symbolem dobrobytu i zamożności gospodarzy

Aleksander Jełowiecki, szlachcic z dawnych Kresów Wschodnich, wspominał: „Stoły wysłane sianem, przykryte obrusem jak śniegiem. Na stole w ogromnych srebrnych misach polewka migdałowa, na srebrnych podstawach ogromne szczupaki wysadzane przezroczystymi przysmakami, jakby drogiemi kamieniami, tam łamańce z makiem, tam kutia, dalej wykwintne łakocie i różne owoce, na środku złocisty kosz z cukrami, na koszu spoczął lecący aniołek i trzyma opłatki. Tak zastawiony stół na Wigilię czeka na gości, goście czekają na gospodarza, gospodarz czeka na pierwszą gwiazdkę”.

Przepis na zupę migdałową z 1906 roku

„1 i 1/2 litra mleka zagotować z cukrem, 1/4 funta słodkich migdałów i kilka gorzkich migdałów sparzyć, obrać z łupin, utrzeć lub umleć na miałko, włożyć w mleko. Osobno podgotować rodzenków sułtanek i wrzucić na wydaniu w zupę. Do zupy tej można dać ryż ugotowany na gęsto w mleku” – przepis Antoniny Dz. z 1906 roku. (Źródło)

Na wschodnich obszarach dawnej i obecnej Polski, w najważniejsze dni, świąteczne stoły uświetnia jedna z bardziej rytualnych i rozpoznawalnych potraw jaką jest kutia. Do jej przygotowania potrzeba pszenicy, miodu, maku i bakalii. Najlepiej popijać ją kisielem żurawinowym. Produkty, które używa się do tej potrawy mają wymiar symboliczny:

ziarno jest symbolem zmartwychwstałego życia
miód – zdrowia i dobrobytu na życie (słodkie życie)
mak symbolizuje dobrobyt w rodzinie

Przyjmuje się, że im bogatsza jest kutia (smaczniejsza i bardziej syta) tym większy urodzaj i dostatek w rodzinie. Dlatego też w Wigilię Bożego Narodzenia na stole nie powinno zabraknąć smacznej i kalorycznej kutii a każdy z członków rodziny powinien jej skosztować.  (Źródło)

Na koniec tego nietypowego „wigilijno-kulinarnego” wpisu podaję ponoć ulubioną potrawę wigilijną Adama Mickiewicza (wg „Palce lizać” z 4.04.2011 r.). Jego córka Marysia wspominała, że na Wigilię zawsze obowiązkowo był szczupak po żydowsku.
Składniki:

2-2,5 kg szczupaka
2 bułki kajzerki
3 cebule
sól, pieprz
gałka muszkatołowa
2 łyżki masła
jajko
włoszczyzna
1/2 l mleka
1/2 łyżki mąki

Oskrob, spraw i wypłucz szczupaka. Odkrój łeb (trzeba go zachować). Ściągnij bardzo ostrożnie skórę, aż do ogona – trzeba uważać, by jej nie uszkodzić. Oczyść mięso ryby z ości, przepuść przez maszynkę. Bułki namocz w mleku. Dobrze odciśnij. Sparz cebule i utrzyj na tarce. Dodaj pieprz, sól i gałkę muszkatołową. Łyżkę masła utrzyj z jajkiem. Dodaj zmielone mięso z ryby, odciśniętą bułkę i cebulę. Całość trzeba dobrze wyrobić. Farsz nałóż w skórę szczupaka, uformuj na kształt ryby, dostaw głowę. Zetrzyj włoszczyznę na tarce o dużych oczkach. Wyłóż nią dno brytfanki. Rybę ułóż w brytfance na włoszczyźnie. Podlej odrobiną wody, dodaj łyżkę masła i duś na małym ogniu około 1,5 godziny. Sos oprósz mąką, zagęść. Gotową rybę pokrój w cienkie plastry. Podawaj z sosem, w którym się dusiła.

Może ktoś z Was pokusi się o przygotowanie któregoś z przysmaków wigilijnych rodem ze wschodnich rubieży?

Źródło

https://literackiekresy.blogspot.com/2014/12/wigilia-na-kresach.html

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polskie Kresy | Leave a Comment »

2 lipca 1927 r. Koronacja obrazu Panny Świętej z Ostrej Bramy w Wilnie

Posted by tadeo w dniu 1 lipca 2017

  • Pismo z prośbą o zgodę na koronację obrazu NMP Matki Miłosierdzia w Ostrej Bramie przedłożył papieżowi Piusowi XI arcybiskup wileński Romuald Jałbrzykowski z poparciem biskupa pomocniczego, Kapituły Bazyliki Metropolitalnej, kleru i wiernych. W liście podkreślano wielka liczbę łask otrzymywanych dzięki modlitwie przed obrazem. Przypomniano także o zatwierdzeniu przez Stolicę Apostolską dla Archidiecezji Wileńskiej Oficjum i własnej Mszy św. o NMP Matce Miłosierdzia w Ostrej Bramie. Odwołano się także do wydarzenia z 1920 roku, gdy papież Pius XI, wówczas Achille Ratti Nuncjusz Apostolski w Polsce, odwiedził Ostrą Bramę i odprawił tam Mszę św.

Koronacja obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej w Wilnie, 02.07.1927 /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Koronacja obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej w Wilnie, 02.07.1927
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Zezwolenie na koronację odbyło się na podstawie dekretu (podpisanego przez kardynała Antonio Vico, Prefekta Świętej Kongregacji i Obrzędów) z 9 lutego 1927 r. wydanego przez papieża Piusa XI. Przed koronacją obraz został poddany konserwacji, usunięto późnobarokową sukienkę ze srebrnych, złoconych blach.

Uroczystości koronacyjne odbyły się 2 lipca, w święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, na placu przed katedrą wileńską, gdzie przeniesiono obraz w uroczystej procesji. Obraz wyjęto z ołtarza w kaplicy i umieszczono w specjalnym feretronie, obramowaniem dla obrazu był baldachim z koroną królewską, z drugiej strony obrazu był płaszcz z wyhaftowanym orłem. W uroczystościach wzięło udział ponad 150 tys. wiernych. Obecni byli także przedstawiciele najwyższych władz państwowych z marszałkiem Józefem Piłsudskim i prezydentem Ignacym Mościckim.

Koronacji, w imieniu ojca świętego, dokonał kard. Aleksander Kakowski, arcybiskup metropolita warszawski. Na wizerunek Maryi założył złote korony, które były wotum Narodu Polskiego za odzyskanie niepodległości.

Przemówienie wygłosił sufragan wileński bp Kazimierz Michalkiewicz: „Gdy zajrzymy do starych aktów, widzimy, że tej Pani łaskawej, przed która zginali kolana wieszczowie nasi, przed którą naród cały tonął w modlitwach i pieniach pobożnych, zanosząc do jej tronu ostrobramskiego swe łzy i radości, swe bóle, troski, cierpienia i nadzieje – zawdzięczamy najrozmaitsze łaski i cuda dla tych, którzy z wiarą i ufnością w czystem sercu szukali pomocy i opieki w cudownym obrazie. Ale po co mamy szperać w aktach – idźmy raczej do samego źródła tych łask i cudów, do kaplicy ostrobramskiej, do tej żywej księgi, gdzie z sercem wezbranym wdzięcznością, czcią i uwielbieniem dla tej Matki Najświętszej Ostrobramskiej za łzy otarte, za serca ukojone, zamieszczono tysiące wotów na podziękowanie i potwierdzenie otrzymanych łask i cudów doznanych”.

Fragment mszy świętej z udziałem przedstawicieli najwyższych władz państwowych - prezydentem Ignacym Mościckim i marszałkiem Józefem Piłsudskim /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Fragment mszy świętej z udziałem przedstawicieli najwyższych władz państwowych – prezydentem Ignacym Mościckim i marszałkiem Józefem Piłsudskim
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

W trakcie uroczystości odnowiono lwowskie śluby Jana Kazimierza. A biskup Michalkiewicz wezwał by je uzupełnić o aktualne wyzwania: „Ślubujmy, że ze złem, które idzie ze Wschodu i wciska się w ogniska nasze domowe i do warsztatów pracy walczyć będziemy do ostatniej kropli krwi i zwalczać go nie ustaniemy wszędzie i zawsze. Ślubujmy, że do tego złota i do tych drogich kamieni dokładać będziemy skarby tysiąckrotnie droższe, to jest serca nasze – czyny nasze szlachetne, a życie z prawem Bożem i kościelnem zgodne”.

W trakcie uroczystości padał ulewny deszcz, mimo tego odbywały się na zewnątrz katedry. Zdecydował o tym Józef Piłsudski. Według ówczesnej anegdoty odtrącił parasol podawany przez życzliwego duchownego: „Schowaj, ksiądz ten parasol! Kiedy koronują Królową Polski – można stać na deszczu! Jestem u Matki Boskiej na ordynansach!” – rzekł Piłsudski.

AS

Czytaj więcej na http://nowahistoria.interia.pl/kartka-z-kalendarza/news-2-lipca-1927-r-koronacja-obrazu-panny-swietej-z-ostrej-bramy,nId,1450817#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

Przeczytaj także:

„Rycerz Niepokalanej” o koronacji Matki Boskiej Ostrobramskiej. Wspomnienie na zakończenie Roku Kolbiańskiego.

Posted in Matka Boża, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

Przy wileńskim wielkanocnym stole

Posted by tadeo w dniu 23 marca 2016

Za kilka dni w gronie najbliższych zasiądziemy do wielkanocnego śniadania i będziemy z lubością delektować się pysznymi potrawami, na które czekaliśmy przez okres postu, a nawet cały rok. Wszak niektóre przysmaki są szczególnie pracochłonne i nie przygotowuje się ich często. Poza tym, nie mogą przecież spowszednieć, naruszając wielowiekową tradycję, która przypisuje je wyłącznie wielkanocnemu ucztowaniu.

Czasy się zmieniają, a możliwości ludzi nie zawsze idą w parze z chęciami. Niemniej jednak to właśnie dzięki świętom do naszych dni zachowały się te dawne obyczaje, smaki i zapachy, które całe dziesięciolecia temu wypełniały domy naszych rodziców i dziadków.

Dla większości pań domu przygotowania do świętowania Wielkiej Nocy, podobnie jak i innych rocznych świąt – nie licząc mnogości rozmaitych zajęć – rozpoczynają się przeważnie od kuchni. Toteż od ich zaangażowania, pracowitości i pomysłowości zależy nie tylko to, jak będą smakowały wielkanocne potrawy, ale też to, czy dania zaskoczą nas efektownym wyglądem. Jak będzie wyglądał nie tylko stół oraz cała otoczka święta.

Wilnianka Genowefa Wołkanowska, współautorka niedawno wydanej książki kulinarnej „Smak Rosji”, nakrywanie świątecznego stołu zawsze rozpoczyna od białego obrusa i… dekoracji.

– Wielkanoc zawsze zwiastuje wiosnę. Pomijając to, że tegoroczne święta powitamy na zimowo, one zawsze kojarzą mi się z kwiatami, zielenią. W moim domu na świątecznym stole zawsze są narcyzy. Już w Wielką Sobotę przygotowuję paterę z barankiem, pisankami i owsem zasianym przed Niedzielą Palmową. A potem na stół wkraczają dekoracyjne kurczaczki, koguciki, zajączki… Lubię, kiedy stół jest kolorowy i wesoły. Tradycyjnie na moim wielkanocnym stole dominuje kolor żółty i zielony – mówi Genowefa Wołkanowska.

Symbole święta

Tradycja dekorowania świątecznego stołu, także ozdabianie w kolorowe pisanki i kwiaty domów, a nawet podwórzy, sięga zmierzchłych czasów. A każdy z pojawiających się wśród wielkanocnych potraw dodatków: baranków, zajączków, kurczaczków… mimo, iż nie zawsze uświadamiamy ich rolę, poza jedyną – estetyczną, ma symboliczne znaczenie. Kolorowe jajko – jeden z najbardziej charakterystycznych symboli, wspólny dla wielu kultur i narodów – oznaczające życie i odrodzenie, już ponad 5 tys. lat temu do Europy sprowadzili Persowie. W magiczną moc kolorowanych jaj wierzyli i wraz z nadejściem wiosny obdarowywali się nimi nawzajem starożytni Chińczycy.

Tymczasem umieszczany na wielkanocnym stole baranek ma przypomnieć zebranym przy śniadaniu biesiadnikom o najważniejszym przesłaniu Świąt Zmartwychwstania – zwycięstwie Chrystusa nad śmiercią.

Nierozłącznym „gadżetem” świąt jest także zajączek wielkanocny. Do naszych rodzimych stron przywędrował on z Niemiec, gdzie, jako symbol Wielkiej Nocy, jest znany od ponad 300 lat. Wiosną zając w poszukiwaniu pokarmu podchodzi blisko człowieka – właśnie w taki sposób tłumaczy się związek tego zwierzątka z wiosenną wielkanocną tradycją. To zabawny i wesoły zajączek ma dzieciom podkładać do koszyczka kolorowe pisanki i słodycze w prezencie świątecznym.

Według dawnego obyczaju

– Gdy stół jest wystrojony, „wkraczają” półmiski z mięsem w różnych postaciach. Ale zawsze na pierwszym miejscu musi być cielęcina. Nieważne, jaka jest cena mięsa, kawałeczek pieczeni cielęcej na naszym świątecznym stole musi się znaleźć. Cielęcinę marynuję zazwyczaj z przyprawami, dużą ilością ziół i czosnku. Zawsze też podaję pieczoną szynkę wieprzową. Jak się piecze dużą szyneczkę, to można ją zjeść na zimno, a na drugi dzień pokroić w plastry, zrobić sos i zaserwować, jako gorące danie obiadowe – doradza znana ze swych smakowitych specjałów mistrzyni. Zdolności kulinarne Genowefy Wołkanowskiej niejednokrotnie mieli okazję podziwiać pracownicy placówki dyplomatycznej RP w Wilnie, gdzie na co dzień pracuje w Instytucie Polskim, a także goście ambasady.

Na wielkanocnym stole u pani Gieni, oczywiście, nie może zabraknąć domowych wileńskich kiełbas, boczku pieczonego, pasztetu…

– Zawsze podaję gotowaną szynkę wędzoną. Jest to zwyczaj wyniesiony z domu mojej mamy. Szynkę w Wielką Sobotę długo – co najmniej przez dwie godziny – gotuję na malusieńkim ogniu z przyprawami, ziarenkami pieprzu, ziela angielskiego i liściem laurowym. Trzeba, żeby woda tylko lekko pyrkała. Do szynki dobrze jest „dorzucić” kawałek surowego boczku. Jak się gotuje razem z szynką, nabiera jej aromatu i smakuje wybornie – stwierdza kuchmistrzyni.

Chrzan – to zadanie specjalne!

Nieodłącznym elementem wielkanocnego stołu na Wileńszczyźnie jest chrzan. – Chrzan czerwony z buraczkami i biały z dodatkiem śmietanki, po jajkach i daniach mięsnych zajmuje u nas jedno z czołowych miejsc. Ale przygotowanie chrzanu jest zadaniem mego męża. Zawsze sam go wykopuje, uciera. I choć to robota bardzo płaksiwa, mąż nigdy nie dał się namówić, aby kupić gotowy chrzan w sklepie. Niestety, w tym roku, nasz chrzan jest zamarznięty, a więc będzie kupowany… – śmieje się nasza rozmówczyni.

Na świątecznym stole u państwa Genowefy i Ryszarda Wołkanowskich, przy którym zasiądzie córka Ewa z mężem Pawłem, Stanisław, brat pani domu wraz z rodziną, także mama, prawie 80-letnia Genowefa Lachowicz – nie może zabraknąć lekkich sałatek i surówek ze świeżych warzyw, które doskonale pasują do mięsa.

Według pani Genowefy, potraw wielkanocnych jest stanowczo za wiele jak na jedno święto. Dlatego, aby tradycji stało się zadość, a zdrowie nie zostało narażone na szwank poprzez przejedzenie, przezorna gospodyni niektóre specjały przygotowuje tydzień po Wielkanocy. Typowy dla staropolskiej kuchni żurek pani Genowefa tradycyjnie przygotowuje na przewodnią niedzielę. Wtedy też swoim bliskim i gościom podaje z wileńska zwaną kwaszeninę, czyli zimne nóżki. Do przyrządzenia żurku doskonale się nadaje wywar z gotowanej szynki, zakwas zaś do niego gospodyni robi sama. Prawdziwy domowy żurek z kiełbasą i jajeczkiem smakuje, że palce lizać!

Pani domu z nostalgią wspomina pieczone w rodzicielskim domu bułki drożdżowe, które z biegiem czasu ustąpiły miejsce na stole bardziej wykwintnym świątecznym wypiekom. Mazurki i ciasta – to specjalność córki pani Gieni, Ewy. Wśród deserów nie może, oczywiście, zabraknąć tradycyjnej baby wielkanocnej i sernika.

Celebrowanie święta

– Mieszkanie staramy się uporządkować do czwartku. Więc gdy się zaczyna Triduum Paschalne już mamy w domu święto i szykujemy się duchowo do Zmartwychstania Pańskiego. W czysty czwartek trzeba raniutko wstać, umyć się, żeby w ciągu całego roku być czystym, pięknym i gładkim. Od Wielkiego Czwartku czas przeznaczamy wyłącznie na przygotowanie jedzenia. Pieczemy mazurki, ciasta, przyrządzamy mięso – zaznacza pani Gienia.

Zgodnie z wiekową tradycją, śniadanie wielkanocne w wielu domach inauguruje składanie życzeń i dzielenie się jajkiem oraz poświęconą w kościele zawartością koszyczka. Według obyczaju, każdy z biesiadników powinien skosztować tego, co znalazło się w święconce, a więc: chleba, soli, jajka, wędliny, chrzanu, ciasta. A każdy z wymienionych produktów, ma symboliczny wymiar.

Celebrowanie Wielkiej Nocy rodzina naszej bohaterki rozpoczyna w kościele.

– Chodzimy do franciszkanów. Po rezurekcji wracamy do domu właściwie już nad ranem. W godzinach porannych idziemy na cmentarz do taty. Zanim wszyscy się zbierzemy przy świątecznym śniadaniu jest godzina 11. Dzielimy się święconką i składamy sobie nawzajem życzenia. Mama dziękuje Bogu, że doczekaliśmy świąt i znowu razem zebraliśmy się przy stole – powiada Genowefa Wołkanowska.

Po obfitym śniadaniu rodzina spędza czas przy kawie rozmawiając i delektując się pysznymi wypiekami. A po spotkaniu w gronie najbliższych państwo Wołkanowscy udają się do Gudel, rodzinnej miejscowości pana Ryszarda.

– Mieszkańcy Gudel zbierają się na majówce przy wspólnym zaimprowizowanym stole w lesie. Każdy przynosi, co ma. Spotykają się tu starzy znajomi, przyjaciele, sąsiedzi. Tę tradycję kultywujemy od 30 lat. Ponieważ jest wśród nas wielu muzyków, to podczas takich spotkań jest naprawdę bardzo wesoło. Wszyscy śpiewamy, bawimy się. A wieczorem rozpalamy ognisko – opowiada pani Gienia.

Każdy region kraju ma swoje tradycje kulinarne, a każdy dom – najbardziej ulubione potrawy i własny pomysł na spędzanie Świąt Wielkanocnych. Dzielenie się radością w dniu Zmartwychwstania Pańskiego – to piękna i godna naśladowania tradycja, która łączy w sobie elementy wiary i zwyczajnej nadziei, która w sercach ludzi rodzi się wraz z nadejściem wiosny.

Irena Mikulewicz

Na zdjęciu: dla pani Gieni, jak i dla większości kobiet, święta rozpoczynają się od kuchni.
Fot. archiwum

W koszyczku ze święconką:

Chleb gwarantuje dobrobyt i pomyślność, jest dla chrześcijan symbolem Ciała Chrystusa.
Jajko to znak odradzającego się życia, zwycięstwa nad śmiercią.
Sól to minerał życiodajny, dawniej wierzono w jej odstraszającą wszelkie zło moc.
Wędlina zapewnia zdrowie, płodność i dostatek. Jest znakiem, że zakończył się post.
Masło jest oznaką dobrobytu.
Ser symbolizuje przyjaźń między człowiekiem, a siłami przyrody.
Chrzan jest symbolem siły i fizycznej krzepy, wskazuje również na gorycz męki Pańskiej i śmierci, która została zwyciężona przez słodycz zmartwychwstania.
Ciasto, przede wszystkim wielkanocne baby, kołacze i mazurki weszło do święconego koszyka, jako ostatnie i jest symbolem umiejętności i doskonałości.

Genowefa Wołkanowska poleca:

SERNIK „z rosą”

Ciasto: 1/2 kostki margaryny, 2,5 szk. mąki, 1 jajko, 2 żółtka (białka na pianę), 1 szk. cukru, 2 łyżeczki proszku do pieczenia

Masa serowa: 1 kg sera („musu varške”), 2 jajka, 4 żółtka (białka na pianę), 1 szk. cukru, 1/2 szk. oleju, 2,5 szk. mleka, 1 łyżka krochmalu, 1 budyń śmietankowy

Wykonanie: Zagnieść ciasto, wykleić ciastem dno i boki brytfanny. Ubić jajka z cukrem i żółtkami. Dodać olej, mleko, budyń, krochmal, ser – ciągle miksując. Wylać na wyłożoną ciastem brytfannę, 40 min. piec w nagrzanym piekarniku (2000C). 10 min. przed wyjęciem sernika ubić pianę z 1 szk. cukru i pozostałych białek. Wyjąć brytfannę, na gorący sernik wyłożyć pianę, piec 15 min.

SZYNKA PIECZONA

Potrzebne składniki: 8-10 kg szynki z kością, 0,5 l oleju, 3 główki czosnku, majeranek, rozmaryn, oregano, bazylia, ziele angielskie, 3 garście soli, pieprz

Wykonanie: Szynkę umyć, osuszyć i dokładnie natrzeć wymieszanymi ziołami z olejem, czosnkiem oraz solą. Wstawić do piwnicy lub spiżarni na 4-5 dni. Codziennie szynkę należy przewracać, nacierając wytworzonym sokiem. Przed pieczeniem wszystkie przyprawy trzeba zeskrobać nożem, a szynkę natrzeć świeżą mieszanką ziołową (sól, pieprz, papryka, czosnek, olej). Do głębokiej brytfanki wlać wodę (ok. 6 cm), włożyć szynkę polaną olejem. Skórkę szynki nakroić w małe romby. Przykryć folią i piec w piekarniku ok. 6 godz.(1800C). Zdjąć folię i piec jeszcze godzinę.

http://www.tygodnik.lt/201313/bliska3.html

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

Katolicyzm ostoją polskości na Kresach. „To Kościół, który przetrzymał komunizm i trwa, daje siłę i moc”

Posted by tadeo w dniu 22 września 2015

Fot. M. Czutko
Fot. M. Czutko

Na Kresach być Polakiem to być katolikiem. To Kościół, który przetrzymał komunizm i trwa, daje siłę i moc – mówi „Gazecie Polskiej Codziennie” Cezary Jurkiewicz, prezes Fundacji „Kresy W Potrzebie – Polacy Polakom”.

Wszechobecna jest tęsknota za Polską. Ich tożsamość opiera się na silnej wierze w Boga i przywiązaniu do Kościoła rzymskokatolickiego. Widać to w kościele, do którego na msze i nabożeństwa przychodzą wielopokoleniowe rodziny, także dzieci i młodzież

— mówi Jurkiewicz.

Jak wskazuje, liczne polskie cmentarze na Kresach są najlepszym wyrazem tego, jak żyją tam Polacy. Są zadbane, świadczą o wciąż żywej pamięci, ale niszczeją z powodu braku środków – dot. to wielu miejsc, np. Grodna, Nowogródka czy Wołkowyska. Wszędzie rzuca się w oczy prostota i czystość, a jednocześnie brak środków finansowych – podkreśla.

Czy zdarzyło się państwu dostawać życzenia z okazji święta 3 maja lub 11 listopada? Mnie tak – były to życzenia od Polaków z Kresów

— relacjonuje „GPC” Jurkiewicz.

Fundacja, której szefuje koordynuje akcję „Paczka” na Białorusi. Polega ona na niesieniu Polakom na Kresach pomocy materialnej i nie tylko, dotąd udało się nam odwiedzić ponad 2000 rodzin w ich domach – mówi.

http://wpolityce.pl/kosciol/266074-katolicyzm-ostoja-polskosci-na-kresach-to-kosciol-ktory-przetrzymal-komunizm-i-trwa-daje-sile-i-moc

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polskie Kresy | Leave a Comment »

My ź Wilna – Józef Dylkiewicz

Posted by tadeo w dniu 4 lutego 2015

aaaaaAPC - 2015.02.04 18.30 - 001.3d

https://sites.google.com/site/opowiadaniadomowe/tomik-wiersz—my-z-wilna

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Wiersze | Leave a Comment »

Finał akcji „Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach”

Posted by tadeo w dniu 22 grudnia 2014

Wzruszający gest Pani Aleksandry rozpalił serca setek Polaków.

400 paczek z żywnością, chemią gospodarstwa domowego, odzieżą oraz książkami trafiło w sobotę 20 grudnia do Polaków mieszkających na Wileńszczyźnie. Dzięki świątecznej zbiórce zapasów żywności pt. „Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach” udało się zebrać ponad 6 ton darów w 6 tygodni. Paczki przywiezione dwoma autami ze Szczecina trafiły do Turgieli, Jaszun, Solecznik, Rakańców i Ejszyszek.

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"

Pomysł akcji zrodził się podczas XXIV Międzynarodowej Pielgrzymki Pieszej Suwałki-Wilno. W trakcie marszu do Wilna pielgrzymi spotykali na swojej drodze wielu rodaków mieszkających na Litwie, którzy częstowali wszystkich pątników, czym tylko mogli.

Wojciech Woźniak – jeden ze współorganizatorów i inicjator akcji – spotkał na swojej drodze panią Aleksandrę, która witała pielgrzymów kilkoma kanapkami oraz marchewkami z przydomowego ogrodu. Wzruszające zdjęcie, które wtedy wykonał, zainicjowało plan pomocy naszym rodakom.

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"
"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"

400 paczek z żywnością, chemią gospodarstwa domowego, odzieżą oraz książkami trafiło w sobotę 20 grudnia do Polaków mieszkających na Wileńszczyźnie. Dzięki świątecznej zbiórce zapasów żywności pt. „Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach” udało się zebrać ponad 6 ton darów w 6 tygodni. Paczki przywiezione dwoma autami ze Szczecina trafiły do Turgieli, Jaszun, Solecznik, Rakańców i Ejszyszek.

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"
Wsparcie dotarło m.in. do rodziny pana Jana, którego rodzina straciła cały dobytek w pożarze domu; do dzieci ze szkoły specjalnej oraz do Pani Aleksandry, dzięki której powstał pomysł pomocy rodakom na Litwie.

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"

Dary do paczek były przynoszone do siedzib Caritasu Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej oraz Katolickiego Stowarzyszenia Civitas Christiana w Szczecinie. Uruchomione zostało także specjalne konto na które wpłynęło ponad 34 000 złotych od darczyńców z Polski i z zagranicy.

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"

Wsparcie dotarło m.in. do dzieci ze szkoły specjalnej oraz do Pani Aleksandry, dzięki której powstał pomysł pomocy rodakom na Litwie.

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"

Pomysłodawcą akcji był Wojciech Woźniak, a współorganizatorami moja skromna osoba, ks. Maciej Szmuc z Caritas Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej oraz Bartłomiej Ilcewicz z Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana” w Szczecinie.

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"

http://wiadomosci.wp.pl/gid,17123338,kat,1329,title,Final-akcji-Paczka-dla-Rodaka-i-Bohatera-na-Kresach,galeria.html

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Pielgrzymka Suwałki - Wilno | Leave a Comment »

Kościół św. Rafała w Wilnie

Posted by tadeo w dniu 24 listopada 2014

Zamieszczone informacje pochodzą z pracy „Historia parafii św. Rafała Archanioła w Wilnie (od czasu powstania kościoła)”. Autor pracy – Krystyna Grelecka.


Wstęp

Wilno, stolica Litwy, liczy wiele zabytkowych kościołów, budynków, zamków, zameczków. Każdy z nich ma swoją indywidualną historię i gdyby miały usta opowiedziałyby nam wiele ciekawych rzeczy. My natomiast, ludzie, możemy na podstawie dokumentów, zabytków i archeologii opisać dzieje konkretnej epoki.

W końcu XVII wieku, po pożarze w Wilnie, zaczęto odbudowywać zniszczone i wznosić nowe kościoły. Dużo zabytkowych kościołów stoi do dziś. Dzieje wielu z nich już są opisane (np.: kościół św. Anny, kościół św. Janów i in.), lecz tymi mniej znanymi (np.: kościół św. Rafała, św. Filipa i Jakuba), mało, kto się interesuje i poznaje głębiej ich historię.

Specyficzne cechy baroku wileńskiego ukazują się najpierw przez kościół Św. Ducha i św. Janów. Późniejszym jest kościół św. Jakuba i Filipa z klasztorem Dominikanów (zbudowany w latach 1690 – 1737). Kościół św. Rafała Archanioła zaś, jest barokowo-rokokowy. O nim właśnie w tej pracy będzie szła mowa.

Stojący na niewielkim pagórku, otoczony drzewami i kamiennym murem, kościółek ten upadał i wznosił się w ciągu trzech wieków. W jakim celu i kto zbudował ten kościół? Czyżby w Wilnie ich było tak mało? Przecież po drugiej stronie rzeki stoi kościół św. Jakuba i Filipa. A może nie było mostu, aby przeprawić się na drugą stronę? Kościół ten interesował mnie już od dawna, gdy obchodził swoje 200-lecie w 1999 roku. Teraz mam okazję głębiej się z nim zapoznać.

Kościół ten i jego klasztor – jako budynki mają ciekawą historię, o której niewielu parafian wie. Każdy dzień, w niedzielę i święta zbierają się parafianie na nabożeństwa, wznoszą modły i śpiewy do Boga.

W swojej pracy opierałam się na interpretacji źródeł oraz metodzie krytycznej analizy źródeł. Z literatury, z której korzystałam, pisząc tę pracę, zauważyłam, że czasami informację się różnią – to dotyczy najczęściej dat budowy. Sama historia kościoła jest nieusystematyzowana. Podane są tylko ważniejsze daty i wydarzenia, które nie zawsze są oparte na faktach. Aby udokładnić swoją pracę zajrzałam do dokumentów archiwalnych. W tej małej pracy poruszam tylko zarys historyczny. Więc, można powiedzieć, ona jest nieskończona. Wiele można napisać o duszpasterzach i działalności parafii.

W pierwszym rozdziale zapoznamy się z historią powstania klasztoru i budynków przyklasztornych. O kasacie zakonu jezuitów i jak potoczyły się dalsze dzieje kościoła.

Drugi rozdział opowie nam jak powstała parafia, przeżyła najazd Napoleona i czasy caratu. Poruszymy trochę temat duszpasterzy, którzy pracowali dla dobra tej parafii, którzy byli wywiezieni lub zabici przez carat.

O cudownej figurce Jezusa pod krzyżem i dziejach cmentarza przy kościele dowiemy się w trzecim rozdziale.

Na zakończenie przypomnimy sobie, jak teraz wygląda kościół, jego okolice, do kogo należą budynki przyklasztorne oraz co w nich się znajduje. Na końcu swej pracy zamieszczam aneks, gdzie można w skrócie przeczytać chronologię wydarzeń oraz zapoznać się z obecnym stanem parafii.

Rozdział I

Geneza powstania kościoła św. Rafała Archanioła

Litwa jest katolickim krajem od końca XIV wieku. Osadzały się tu i pracowały takie zakony: franciszkański, bernardyński, dominikański i jezuicki. Ponieważ kościół św. Rafała Archanioła należał do zakonu jezuickiego, w tym paragrafie będzie mowa tylko o tym potężnym zakonie.

Na Litwę jezuici przybyli w roku 1569, na zaproszenie bpa wileńskiego Walerego Protasewicza. Zakon ten zapoczątkował Uniwersytet Wileński, wzmacniał wiarę i rozwój kultury chrześcijańskiej, troszczył się o kult św. Księcia Kazimierza.

W 1697 roku wojewoda Kazimierz Jan Sapieha daruje dzielnicę Śnipiszki jezuitom. Budowę kościoła rozpoczęto po pięciu latach, w 1702 roku. Historia podaje dwóch fundatorów: Michała Koszyca i Michała Kazimierza Radziwiłła. W opisie wizytacji kościoła z 1861 roku jest wzmianka, że „kosztem ś.p. Koszyca Ziemskiego Wileńskiego pisarza z fundamentu podniesiony w roku 1703, jak w tem wiedzieć daje portret tegoż fundatora przy Kościele znajdujący się”(obecnie tego portretu nie ma). O Michale Kazimierzu Radziwille żadnych wzmianek w wizytacji nie ma. Nad budową Kościoła czuwali o. jezuici Hiacynt Ptak i o. Jerzy Szyk.

Klasztor trzeciej probacji zaczęto budować w latach 1713-1730, budynki przyklasztorne w latach 1715 – 1739. W 1730 roku kościół został konsekrowany. Kilkadziesiąt lat później, w roku 1752, zaczęto budowę głównego ołtarza i odnowione wieże kościelne. Po takim odnowieniu kościoła, został on konsekrowany powtórnie, w roku 1764. Wzmianek o konsekracjach kościoła w latach 1730 i 1764 w żadnych dokumentach więcej nie ma.

Klasztor należał do trzeciej probacji jezuitów, którzy szykowali się do „professio” (łac. professio), tzn. do złożenia ostatnich uroczystych ślubów. Tu mieszkali bracia mający proste profesje, tzn. dziesięć lat stażu i podstawowe zakonne śluby – czystości, posłuszeństwa i ubóstwa. Oni już należeli do zakonu, lecz jeszcze przez siedem lat musieli, poprzez naukę, osiągnąć najwyższy stopień formacji. Oprócz wykładów, które były głoszone (tak jak i w nowicjacie), przez dziesięć lat, od roku 1739, przy kościele działał warsztat stolarski.

Niewielkich rozmiarów, typowo barokowy, postawiony na stromym brzegu Wilii, obok mostu, zwanego dzisiaj Zielonym, zaświecił się swoją czerwoną dachówką kościół jezuicki. Cały zespół budynków stanowił kościół, klasztor i zabudowania przyklasztorne (plebania, budynki gospodarcze). Pod wzgórzem, gdzie stał kościół, rozwidlały się dwie drogi: do Wiłkomierza (nazwanej później ulicą Wiłkomierską) i do Kalwarii (nazwanej później ulicą Kalwaryjską).

Taki jest krótki zarys powstania Kościoła św. Rafała.

Około siedemdziesięciu lat przeszło, jak powstał kościół i klasztor. W tym czasie wojna północna dotknęła również Wilno. Papież Klemens XIV w roku 1773 ogłasza kasatę jezuitów i zakon ten opuszcza klasztor i Litwę.

Rozdział II

Powstanie i dzieje parafii św. Rafała Archanioła

Po kasacie zakonu jezuitów w 1774 roku osiedla się tu zakon ojców pijarów i w roku 1791 kościół zostaje parafialnym.

Po przejęciu kościoła i klasztoru, oo. pijarze przebywają w nim około dwudziestu pięciu lat. Litwa wtedy była w składzie Imperium Rosyjskiego. Ono wydawało ustawy dla kościołów i klasztorów katolickich. Jedną z ustaw, m.in., był zakaz „mówić na ambonie, albo wydawać dzieła w materyach politycznych, a szczególnie stosuiących się do Krajowego Rządu, a zaleca się im ćwiczenie się, i doskonalenie w obowiązkach stanu, w cnotach Chrześcijańskich i w Bogomyślności”.

W roku 1799 pijarzy sprzedają klasztor dla rządu rosyjskiego, z powodu braku pieniędzy (ciekawe jest to, że dotychczas nie znaleziono dokumentów sprzedaży klasztoru). Władza carska obsadza tam swoich żołnierzy. I od tej pory brak jakichkolwiek wzmianek o pracy duszpasterskiej kościoła i klasztoru.

W roku 1812, gdy Napoleon Bonaparte wkracza ze swoim wojskiem do Wilna, kościół zostaje zamieniony na magazyn wojskowy. Wojsko francuskie zostaje wyciśnione przez Rosjan. Potem przez dłuższy czas kościół stał pusty. W tym czasie parafia była przyłączona do kościoła na przeciwległym brzegu rzeki – św. Jakuba i Filipa.

Po dwudziestu pięciu latach „nieczynności” zostaje oczyszczony, odremontowany i poświęcony 24 października 1824 roku przez sufragana Kossakowskiego. Przez siedem lat służył dla wiernych jako dom modlitwy, aż do roku 1831, gdy kościół zostaje przemieniony na koszary carskie. W tym czasie rząd rosyjski zamyka wszystkie klasztory i szkoły pijarów. Przez około dwóch lat kościół jest nieczynny i oczywiście znaczyłoby to, że czynność parafii też ustaje. Możliwe, że jakiś czas kościół nie działał, lecz całkiem niedawno podczas prac remontowych w ścianach krypty kościelnej zostały znalezione dokumenty parafialne. Wśród nich są, między innymi, księgi spisu ludności zaczynając z roku 1832-1837. W polskim języku, zapisane pięknym stylem kaligraficznym. Więc parafia św. Rafała w tym czasie dalej prowadziła swoją działalność.

Z najstarszych ksiąg spisu ludności, jakie zostały znalezione, możemy dowiedzieć się, że w 1832 roku na plebanii mieszkał i pracował ks. Kalasanty Narkiewicz w wieku 36 lat. Następnie (1833-1834 lata) funkcję administratora pełnił ks. Leon Brużewicz, a przez następne trzy lata (1835-1837) proboszczem był ks. Jerzy Kobyliński. Do tego czasu kościół należał do jurysdykcji xx. Pijarów (Dokumenty dotychczas są w kościele św. Rafała Archanioła w Wilnie).

Ogół ludności zapisanej wg ulic i domów wynosił wtedy 762 osób męskiej płci i 923 osób żeńskiej płci przystępujących do sakramentów świętych i 235 osób męskiej płci i 225 osób żeńskiej płci nieprzystępujących do sakramentów świętych, czyli dzieci. W 1837 roku notujemy wzrost liczby dorosłych osób na około 312 osób, a dzieci na 56 osób. Parafia wtedy liczyła około 2513 osób.

W krypcie Kościoła zostały znalezione i inne dokumenty i księgi: spisy ludności (w różnych językach, w jakich czasach i pod czyim panowaniem były pisane, np., 1849 r. – w języku polskim, 1898 r. i 1887-1890 lata – w języku rosyjskim), listy wychodzące i wchodzące, metryki ślubu i śmierci, dokumenty z 1917 roku w języku niemieckim. Niektóre księgi nie są dokończone. Inne nieczytelne lub porwane (Na przykład, są takie księgi spisu ludności, w których nie ma dat i wpisu, kto w plebanii pracował, a miejsca dla uwag są wycięte).

Lata te były trudne i znaczące dla wilnian i jej okolic. Powstanie listopadowe (1831 r.) spowodowało wielkie straty. Wtedy po powstaniu funkcje generała-gubernatora przejął Michaił Murawjow, zwany „wieszatielem” (pol.: kat). Dokonywano konfiskaty majątków, aresztowań i egzekucji. Wielu wybitnych uczestników powstania strącano publicznie, wielu – potajemnie. Wśród nich byli także i księża, którzy oddali życie swe za kraj i wiarę.

Jednym z takich księży był Rajmund Ziemacki, który pracował w kościele świętorafalskim.

Ks. Rajmund Ziemacki (1819-1863) był uczestnikiem obu powstań: listopadowego (1831 r.) i styczniowego (1863 r.). Rozstrzelany na placu Łukiskim za odczytanie z ambony Manifestu Rządu Narodowego. Pochowany, jak i wielu takich bohaterów w nieznanym miejscu, we wspólnych grobach (potajemnie chowano m.in. na Górze Zamkowej, na dziedzińcu ówczesnej cytadeli oraz na dziedzińcu Starego Arsenału, o obrębie twierdzy. Badania archeologiczne na dziedzińcu Starego Arsenału, prowadzone w 1988 roku odkryły zbiorową mogiłę kilkudziesięciu młodych ludzi).

W okresie międzywojennym często wmurowywano tablice pamiątkowe na fasadzie kościoła. Takim sposobem czczono pamięć męczenników zamordowanych i pochowanych w nieznanych miejscach.

Jedna z takich tablic widnieje po prawej stronie fasady kościoła św. Rafała Archanioła:

Ks. Rajmund ZIEMACKI

Urodzony w 1810 r.

Uczestnik powstania 1831 r.

Wikariusz Kośc. św. Rafała

A następnie proboszcz w Wawiórce (pow. Lida)

Kapłan bohater zginął śmiercią męczeńską

Rozstrzelany na pl. Łukiskim w Wilnie

5 czerwca 1863 r.

Podobna tablica wisi w samym kościele w prawej bocznej nawie, poświęcona ks. Stanisławowi Piotrowiczowi. Na marmurowej tablicy widnieje taki oto napis:

BOHATERSKIEMU OBROŃCY

KOŚCIOŁA I OJCZYZNY

W CZASACH NIEWOLI

KS. STANISŁAWOWI PIOTROWICZOWI

PROBOSZCZOWI PAR. ŚW. RAFAŁA

ZA JEGO CZYN 25 III 1870 R.

WOLNI RODACY

Rząd rosyjski wprowadził książki tzw. „Trebniki”, aby w czasie nabożeństw kościelnych kapłani wprowadzali język rosyjski. Ks. proboszcz St. Piotrowicz podczas nabożeństwa podarł i spalił taki „Trebnik”, za co został aresztowany i wywieziony w głąb Rosji. Tam przebył 20 lat.

Jeszcze jeden ciekawy fakt z życia kościoła z II wojny Światowej. W 1941 roku Niemcy zaatakowali Związek Radziecki. Chciano zniszczyć Zielony Most. W niedzielę, 22 czerwca 1941 roku, zaczęto bombardowanie. Bomby padały również koło kościoła św. Rafała. Jedna z nich spadła na kościół, przebiła dach, posadzkę i utkwiła w krypcie. Nie wybuchła, lecz padając zabrała życie ks. Wacława Siekierko, a ks. Jan Adamowicz stracił oko. Po paru dniach Niemcy zajęli Wilno. Jeden z lotników niemieckich, który trafił w kościół, przyszedł do świątyni i dał pieniądze na odbudowę świątyni. W dokumentach znalezionych w krypcie kościelnej jest „dziennik robót związanych z naprawą zbombardowanego wskutek działań wojennych kościoła św. Rafała w Wilnie. Ułożony dnia 16 lipca 1941 roku”.

Rozdział III

Ośrodki kultu

1. Cmentarz przy kościele

 Cmentarz należący do parafii św. Rafała Archanioła był jednym z najstarszych, zamiejskich wtedy, cmentarzy z XVI wieku. Najprawdopodobniej został założony przez parafię kościoła św. Jana. Obok był cmentarz żydowski, czynny w latach 1477-1831. Oba cmentarze oddzielała polna droga. Gdy jezuici zaczęli budowę kościoła św. Rafała, cmentarz został przejęty pod ich opiekę.

Cmentarz był położony na wyniosłym terenie, po północnej stronie brzegu rzeki Wilii, niedaleko samego kościoła. Teren ten był nazywany wówczas „Rybaki” (nazwa pochodzi od tego, że tam osiedlali się rybacy). Później nazywany „Pióromont” – od nazwiska krajczego litewskiego Pióro, który kupił tę ziemię.

Obok cmentarza stała mała kapliczka św. Teresy, która została zniszczona przez powódź w XVIII wieku. Po wybudowaniu kościoła powstała nowa kaplica pogrzebowa, już na terenie cmentarza.

W 1791 roku, gdy pod jurysdykcją pijarów kościół staje się parafialnym, cmentarz również jest przyłączony do parafii.

Podczas najścia Francuzów w 1812 roku cmentarzem nikt się nie troszczy, ponieważ parafię przyłączono do kościoła św. Jakuba i Filipa po drugiej stronie rzeki. Po zwróceniu kościoła wiernym, tylko w roku 1830 porządkuje się cmentarz, a czternaście lat później, w 1844 roku, remontuje się kaplicę. Natomiast w 1860 roku cmentarz zostaje zamknięty. Dwa razy proszono o pozwolenie generał-gubernatora o przeprowadzenia prac remontowych kaplicy na cmentarzu – w 1893 i 1897 latach. I tylko w roku 1903 uzyskano pozwolenie do naprawy kaplicy. Murowaną kapliczkę odnowił kanonik ks. Ambroży Szulc. Od 1910 roku tam odprawiano Msze święte za zmarłych.

Podczas II wojny światowej odnotowano ostatni pochówek trzech Akowców (dowódca 1 Brygady Wileńskiej AK porucznik Czesław Grombczewski PS. „Jurand”, plutonowy Franciszek Hojan ps. „Szary” i st. sierżant Maurycy Palenko ps. „Strug”, 1944 rok. A już w 1951 roku cmentarz zostaje zamknięty na zawsze i w późniejszych latach całkowicie zlikwidowany. W 1989 roku postawiono trzy krzyże metalowe na grobach ku pamięci, że kiedyś tu był cmentarz.

2. Kapliczka Jezusa pod krzyżem

Teraźniejszy teren obok kościoła różni się bardzo od stanu pierwotnego. Kiedyś z prawej strony było piękne wzgórze, na którym stała kapliczka.

Gdy zaczęto budowę kościoła, prawdopodobnie postawiono na wzgórzu figurkę św. Jana Nepomucena. Później zastąpiono ją figurką Jezusa niosącego krzyż. Na temat zamiany istnieją dwie wersje. Która z nich prawdziwa, a która jest legendą?

Legenda głosi, że niejaki snycerz Jan, który mieszkał na ulicy Kalwaryjskiej, otrzymał zamówienie odrestaurować figurkę św. Jana Nepomucena za osiem talarów bitych. Wkrótce miasto nawiedziła zaraza i ludzie zaczęli opuszczać miasto. Tak samo chciał zrobić i snycerz Jan. Lecz pewnej nocy miał widzenie i Chrystus rzekł, aby zrobił z drzewa Jego samego, jak Go widział: w szacie czerwonej krzyż dźwigający i mara w jego dom nie wejdzie. Po roku pracy figura Zbawiciela została ukończona, a jego domownicy nie ucierpieli z powodu epidemii. Lecz oo. jezuici odmówili postawienia figurki na miejsce przeznaczonej św. Janowi Nepomucenowi. W niedługim czasie pewnemu zakonnikowi w widzeniu Chrystus objawił, aby przyjęto figurkę od snycerza. Figurkę przyjęto i zapłacono tyle, ile było w umowie, lecz nie postawiono na słupie w altanie, ale w składzie rzeczy kościelnych. Znów po roku, gdy inny zakonnik był w składzie, przemówiła figurka do niego. Ten opowiedział dla przełożonego o zdarzeniu i to ostatecznie zadecydowało, by postawić na wzgórzu figurkę Chrystusa niosącego krzyż. Uczyniono to uroczyście 9 maja 1720 roku.

Data ta jest zgodna z prawdą. Z inicjatywy rektora kościoła ks. Ptaka rzeczywiście poświęcono nowy pomnik. Był on jakby początkiem dróżek kalwaryjskich, w tym czasie bardzo rozpowszechnionych. Pielgrzymki przechodziły przez most i tu przed Jezusem modliły się, odprawiano Msze święte w kościele świętorafalskim. Podczas śpiewów i modłów ludzie szli w górę 4,5 km, aby rozpocząć drogę krzyżową na pierwszej stacji Matki Bożej Bolesnej.

Wkrótce figurka zaczęła słynąć cudami. Jeden z uzdrowionych, Mateusz Pakułowicz, odrestaurował kapliczkę w końcu XIX wieku.

Po drugiej wojnie światowej wzgórze zostało usunięte pod most, aby go wygórować i odbudować (Zielony Most został zbudowany w 1536 roku. W ciągu wieków był wciąż poprawiany. Od 1700 roku most uległ całkowitej zagładzie z powodu burzy i ludzi przeprowadzano promem. Około 1969 roku zbudowano most murowany i pomalowany na kolor zielony. Most ten ulegał zagładzie przez pożar i wojny. W 1944 roku został wysadzony w powietrze. Teraźniejszy most jest żelazny). Kapliczkę z Jezusem zburzono. Dzisiaj figurka znajduje się w kościele w prawej bocznej nawie. Odrestaurowana i pomalowana cała na biało.

Zakończenie

Już zauważyliśmy, diecezja wileńska odczuwała niemałe wstrząsy na przestrzeni tych niespokojnych wieków. Kasata potężnego zakonu jezuitów, mordowanie wielkich ludzi, ciągłe niepokoje i wojny.

Ta niewielka praca ukazała, że historia Kościoła św. Rafała Archanioła jest bogata i bardzo urozmaicona. Czasami trudno jest wyobrazić, co się mogło dziać w tych czasach z klasztorem, kościołem, duszpasterzami, jego wiernymi i działalnością parafialną. Można tylko snuć domysły, opierać się na wspomnieniach ludzi starszych, lecz tego nie wystarcza na napisanie konkretnej pracy historycznej. Zabrakło wiadomości archiwalnych z okresów budowy i przekazania klasztoru oo. pijarom, brak dokumentów z okresu wojen rosyjskich i francuskiej. Można też zajrzeć do innych tekstów i bibliotek archiwalnych. Jestem pewna, że wiele będzie można napisać o dziejach parafii, jej działalności i o konkretnych osobach.

Ze znalezionych dokumentów w krypcie kościoła również można snuć domysły, że może też i w innych niespokojnych okresach dokumenty były palone lub chowane. Dlatego teraz tak trudno jest systematycznie opisać dzieje tak wspaniałego kościoła i klasztoru.

Obecnie cały teren kościelny jest przebudowany. Nie ma plebanii, która została zburzona jeszcze w 1894 roku. Zrównane wzgórze, na którym kiedyś stała kapliczka z cudowną figurką Jezusa Krzyż niosącego. Na tym miejscu teraz jest przystanek komunikacji miejskiej i ulica wiodąca przez Zielony Most na starówkę.

Figurka Jezusa Krzyż niosącego umieszczona w kościele i trudno powiedzieć, czy cuda dzieją się do dziś. Tym nie mniej nikt o nich nie mówi. I tylko starsi ludzie pamiętają, że ta figurka stała na ulicy na wzgórzu i słynęła cudami.

W byłym klasztorze teraz znajduje się obiekt „Departamentu ochrony spuścizny kulturalnej przy Ministerstwie Kultury”, który należy do państwa, a w budynkach przyklasztornych – warsztat samochodowy, garaże, kawiarnia i indywidualne firmy.

Obecnie na terenie cmentarnym stoi gmach stacji elektrycznej, budowle administracyjne, wzniesiono wieżowce instytutu estetyki, inne obiekty. Zbudowano garaże i trasy komunikacyjne i nikt się nie troszczył o to, co jest ich fundamentem. Razem z piaskiem były wywożone kości pogrzebane na cmentarzu. A przecież pochowani tam byli liczni profesorowie Uniwersytetu Wileńskiego, inni działacze kultury.

Ku pamięci żołnierzy pochowanych na tym byłym cmentarzu, został wzniesiony pomnik na cmentarzu Rossa.

Tym niemniej, jest zawsze nadzieja, że pamięć nie zaniknie o tych dziejach, bo właśnie one wzbudzają naszą wdzięczność i czujność na wszystko, co nas otacza.

Wszystkie te dzieje, które burzyły pokój w państwie, wręcz przeciwnie – wzmacniała Lud Boży. Historia dawała ludzi bohaterskich, błogosławionych, o których pamięć nie ustanie.

Aneks

Data

Główne wydarzenia

XVI wiek Odnotowano powstanie cmentarza
1697 Wojewoda Kazimierz Jan Sapieha daruje ziemię dla oo. jezuitów
1702 Rozpoczęto budowę kościoła przez Michała Koszyca i Michała Kazimierza Radziwiłła
1703 – 1740 Budowa klasztoru
1710 Wzniesiony pomnik Jezusa Krzyż niosącego
1715 – 1739 Budowa budynków przyklasztornych
1720 Poświęcenie pomnika Jezusa Krzyż niosącego
1730 Konsekracja kościoła
1739 – 1749 Przy kościele działa warsztat stolarski
1752 Budowa głównego ołtarza
1764 Kościół konsekrowany powtórnie
1773 Kasata zakonu jezuitów i przekazanie kościoła i klasztoru oo. pijarom
1791 Kościół i cmentarz zostaje parafialny
1799 oo. pijarzy sprzedają klasztor dla rządu
1812 Kościół zajety przez wojsko francuskie
1824 Kościół odremontowany i poświęcony
1830 Porządkuje się cmentarz
1831 – 1832 Kościół zamieniony na koszary carskie
1844 Odbudowano kaplicę na cmentarzu
1850 Remont Klasztoru
1857 – 1858 Zrekonstruowany klasztor
1860 Kościół wyremontowany i oddany dla wiernych
1860 Zamknięty cmentarz
1863 Ks. Rajmund Ziemacki rozstrzelany
1865 Ks. Proboszcz Jan Menutis zesłany
1870 Ks. Stanisław Piotrowicz aresztowany i wywieziony w głąb Rosji
1870 Odremontowany pomnik Jezusa Krzyż niosącego
1888 Ustanowione organy
1893 Prośba o pozwolenie przeprowadzenia prac naprawczych kaplicy na cmentarzu
1894 Zburzona plebania
1897 Powtórna prośba o pozwolenie przeprowadzenia prac naprawczych kaplicy na cmentarzu
1903 Pozwolenie do naprawy kaplicy na cmentarzu
1910 Odprawiano Msze Święte za zmarłych w kaplicy na cmentarzu
1941 Wilno bombardowane, uszkodzony Kościół
1944 Ostatni pochówek trzech Akowców
1951 Cmentarz zamknięty
1975 Kościół restaurowany przez archit. G. Lauciusa
1989 Postawiono trzy krzyże metalowe na byłym cmentarzu

Obecny stan parafii

Obecnie parafia liczy 92 tys. osób, z których 75 tys. to katolicy. Z nich zimą przychodzi do kościoła ok. 4 tys., latem ok. 3 tys. Msze Święte są odprawiane w językach polskim i litewskim. Na terenie parafii mieszkają również ludzie innych wyznań – prawosławni i Ormianie. Prawosławni mają swoją cerkiew, Ormianie także mają swój dom modlitwy.

Parafia odznacza się dość urozmaiconym i aktywnym życiem kościelnym. W parafii prowadzą działalność grupy Taize, Caritas, Żywy Różaniec (grupy polska i litewska), Neokatechumenat, chóry dorosłych i dziecięco-młodzieżowe, Anonimowi Alkoholicy, Rodzina Rodzin (grupa polska),

Legion Maryi (grupa litewska) i grupy modlitwy za kapłanów.

Na terenie parafialnym są dwie szkoły polskie i 9 szkół litewskich.


Źródła:
1. Lietuvos vienuolynai. Vadovas, 1998
2. I. Barakauskaite, Lietuvos TSR istorijos Ir kulturos paminklu savadas
3. E. Małachowicz, Wilno. Dzieje, architektura, cmentarze, Wrocław 1996
4. J. Kurczewski. Biskupstwo wileńskie, Wilno 1912
5. Kosman Marceli, Cmentarze Wilna. Toruń 1994
6. J. Surwiło, To wszystko było, jest w Wilnie, Wilno 2007
7. Przewodnik po Wilnie
8. http://lt.wikipedia.org/wiki/Vilniaus_%C5%A0v._arkangelo_Rapolo_ba%C5%BEny%C4%8Dia
9. http://vienuolynai.mch.mii.lt/V47-54/Vilnrapolo.htm
10. http://vilnius.lcn.lt/istorija/ikurimas
11. BLAN, F 273-3670, Wizyta kościoła parafialnego św. Rafała
12. BLAN, F 43-24736, Ustawy dla kościołów i klasztorów Katolickich w Imperium Rosyjskim, 1798 r.
Zdjęcia: http://vienuolynai.mch.mii.lt/V47-54/Vilnrapolo.htm

http://www.wilnopedia.lt/kosciol-sw-rafala-w-wilnie/

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

Inny Świat Danuty Szaflarskiej

Posted by tadeo w dniu 25 października 2014

A kto będzie chciał starą babę oglądać przez półtorej godziny? – tak podobno zareagowała Danuta Szaflarska na propozycję objęcia głównej roli w „Pora umierać”. Wystąpiła mając 92 lata. Film stał się wydarzeniem, a występ Szaflarskiej był bodaj jej najwybitniejszym osiągnięciem na ekranie. Wystarczyło tylko rzucić okiem na jej piękną, promieniującą dobrocią twarz, by się wzruszyć, poczuć bijący żar.

Dorota Kędzierzawska zdawała sobie sprawę z wrażenia, jakie wywołuje obecność wielkiej damy polskiego kina i teatru. Pewnie dlatego wymusiła na niej kolejne półtorej godziny. Tym razem poświęcone jej osobistym przeżyciom. Nakręciła nietypowy, poetycki dokument biograficzny. Bardziej impresję o minionym wieku i tym, co zostaje w pamięci, niż suchy, silący się na obiektywizm portret. Rzadko udzielająca wywiadów, chroniąca pieczołowicie swoją prywatność Szaflarska snuje nostalgiczne wspomnienia o raju utraconego dzieciństwa spędzonego w okolicach Piwnicznej, dziadkach góralach, epidemii tyfusu, która odebrała jej ojca, psie Makbecie paradującym po scenie w trakcie występów w wileńskim teatrze na Pohulance, dobrych Niemcach pomagających jej wrócić w czasie okupacji do Warszawy i wielu innych tragicznych oraz szczęśliwych wydarzeniach. Stara się trzymać dystans, gdy nie potrafi opanować wzruszenia, śpiewa powstańcze piosenki, żartuje, inteligentnie pointuje. Poza wsłuchiwaniem się w melodię jej głosu najbardziej fascynuje sam portret artystki subtelnie szkicowany bliskimi planami przez Arthura Reinharta.

Skromna, mądra, wspaniała osoba. I znakomity, dojrzały film.

APC - 2014.10.25 21.07 - 001.3d

http://gloria.tv/media/F2xvjtkwxC8

http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/film/1541847,1,recenzja-filmu-inny-swiat-rez-dorota-kedzierzawska.read

http://ninateka.pl/film/inny-swiat-danuty-szaflarskiej-premiera-warszawska

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, SYLWETKI | 2 Komentarze »

Polegli na warcie…Tropem wileńskiej legendy września ’39

Posted by tadeo w dniu 28 września 2014

Wieńce od Ambasady RP w Wilnie, złożone 17 września 2014 roku na grobach poległych żołnierzy WP
Co roku w Wilnie, obchody agresji sowieckiej na Polskę, w dniu 17 września 1939 r., koncentrują się głównie wokół trzech mogił – na kwaterze Wojska Polskiego na Rossie. To groby żołnierzy, którzy polegli 18 września 1939 r. – kolejnego dnia agresji sowieckiej na Polskę. Zginęli, broniąc umiłowanego przez nich Wilna. Przez lata opowiadano, że żołnierze ci padli od kul sowieckich, do końca pełniąc swoją wartę honorową przy grobie marszałka Józefa Piłsudskiego. Czy była to prawda? A może tylko legenda przechowywana prze wilnian? Jedno nie ulega wątpliwości, opowieści tej słuchano ze wzruszeniem. Poruszała ona zwłaszcza gości z Macierzy.

Historia ostatniej warty przy grobie Matki i Serca Józefa Piłsudskiego na wileńskiej Rossie przekazywana z pokolenia na pokolenia, dodajmy, ustnie i po kryjomu, w Wilnie, była niczym starożytny epos, konstytuujący postawy wilnian w czasach sowieckiego zniewolenia, a także i później. Legenda ta miała krzepić i umacniać polską dumę. Uskrzydlać serca młodych i koić ból starszych.

Był rok 1989. Pamiętam ogromne zaangażowanie polskich harcerzy z Wileńszczyzny – pierwszych, prawdziwych harcerzy, jacy pojawili się na Ziemi Wileńskiej po 50. latach „sowiecji”.  Pełnili oni wówczas wartę honorową przy grobie Matki i serca marszałka Józefa Piłsudskiego w dniach 1 i 11 listopada tego pamiętnego roku. Byłam jedną ze współorganizatorek tej akcji. Przekazywaliśmy warty, oddawaliśmy harcerskie honory przy mogile tych trzech żołnierzy poległych we wrześniu 1939 roku. Było w tym coś wyjątkowego, niesamowitego i dla nas euforycznego! Historia zatoczyła koło. Oto harcerze z wileńskich hufców oddają cześć bohaterom Września 39. Dokładnie po 50 latach!

Jedna z pierwszych harcerskich gier terenowych poświęcona została właśnie wydarzeniom 17 września 1939 r. i okolicznościom tragicznej śmierci tych trzech bohaterów. Wówczas znaliśmy tylko jednego z nich. Na tablicy nagrobnej na Rossie widniała taka oto inskrypcja: Wincenty Salwiński, kapral WP, zginął 18 września 1939 roku. Tymczasem na tablicach obok były napisy: Nieznany Żołnierz WP oraz zapis daty śmierci, również: 18 września 1939 roku.

Gdy 13 grudnia 1989 roku składałam, jako pierwsza od czasów wojny harcerka (wraz z Markiem Kowalewskim, drużynowym męskiej części związku) na Górze Trzykrzyskiej przyrzeczenie harcerskie, to moi koledzy, starsi harcerze z Polski, nawiązali do historii Wincentego Salwińskiego. To było nośne i symboliczne, dla mnie szalenie ważne i przejmujące. Nosiłam te same nazwisko. Wincenty Salwiński był moim stryjecznym Dziadkiem, młodszym bratem mojego dziadka Feliksa. Wyrastałam na legendzie o warcie polskich żołnierzy, wychowywałam się w aurze tej postaci, w rodzinie o nim się mówiło, pielęgnowano pamięć o nim.

 

Tak zostało. Od kilku lat odbywają się Spotkania Rodziny Salwińskich. Organizatorami i pierwszymi uczestnikami Spotkań byli dość liczni przedstawiciele rodziny Feliksa, od paru lat grono osób się poszerza o inne gałęzie rodziny Salwińskich. Najważniejszym przesłaniem tych spotkań jest próba integracji i zżycia się najmłodszego pokolenia, przywiązania ich do wartości i tradycji rodzinnych… 13 września b. r. w Kaplicy Ostrobramskiej odbyła się msza św. m.in. w intencję 75 rocznicy śmierci kaprala Wincentego Salwińskiego, jednego z poległych obrońców Wilna we wrześniu 1939 roku.

Wincenty Salwiński urodził się w 1914 roku. W rodzinnym archiwum zachowało się kilka prywatnych dokumentów Wincentego, a na każdym wskazany jest inny dzień i miesiąc urodzenia. Jedną z bardziej prawdopodobnych dat (potwierdzonych w kościelnym archiwum) wydaje się 15 sierpnia 1914 roku… Urodził się we wsi Sokolniki nieopodal podwileńskiej Rudaminy. Do dzisiaj zachował się dom, w którym się urodził i zabudowanie gospodarcze, które w zasadzie własnoręcznie wybudował.

Miał liczne rodzeństwo. Czterech braci i trzy siostry. Jedna z sióstr zmarła w niemowlęctwie. Dwie inne siostry – Janina i Zofia –  do końca życia mieszkały obok siebie w Sokolnikach. Jeden z braci – Władysław – zginął tragicznie po wojnie, rażony piorunem, kiedy wracając do domu nieostrożnie stanął pod drzewem, by przeczekać burzę. Najmłodszy brat Wacław eksrepatriował po wojnie do Polski i zamieszkał w Juracie na Półwyspie Helskim, gdzie przez wiele lat był kierownikiem domu wypoczynkowego „Merkury“. Po jego śmierci w 2004 roku syn sprowadził prochy ojca do Wilna, gdzie złożono je na cmentarzu w Rudaminie obok rodziców i brata Władysława. Z kolei brat Józef, był zesłany na Sybir; potem szczęśliwie trafił do armii polskiej pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Przeszedł cały szlak bojowy tej kresowej armii. Bił się pod Monte Cassino. Po wojnie osiadł, jak większość z tych co nie mieli dokąd wrócić, a bili się o całość Polski, w Londynie. Nigdy już nie zobaczył swoich rodziców ani ukochanego Wilna. Przez lata jednak utrzymywał kontakty listowne. Kilkakrotnie rodzeństwo się spotykało w PRL. A w 1980 roku doszło w Londynie do bezprecedensowego spotkania Józefa z bratem Feliksem i jego synem Zenonem. Podczas każdego z tych spotkań wracano do wspomnień o Wincentym.

 

Z zachowanych dokumentów wynika, że w służbie czynnej WP. Wincenty Salwiński pozostawał co najmniej od roku 1936. Zachowało się świadectwo ukończenia przez niego szkoły podoficerskiej.

Służył w 6. Pułku Piechoty Legionów. Póżniej w elitarnym KOP-ie czyli Korpusie Ochrony Pogranicza. Wybuchła wojna. Wincenty Salwiński pełnił swoją służbę na Wileńszczyźnie. 17 września 1939 r. bolszewicy wbijają Polakom nóż w plecy. Sojusznik Hitlera wypełnił swoje zobowiązania. Uderzył na Polskę. Rozkazy naczelnego wodza Śmigłego-Rydza tymczasem nakazywały „niepodejmowanie walk z jednostkami Armii Czerwonej, a jedynie przeciwstawiania się im w obronie własnej przy ewentualnych próbach okrążania i rozbrajania oddziałów Wojska Polskiego. Marszałek Śmigły nakazywał zarazem wszystkim formacjom Wojska Polskiego wycofywanie się najkrótszymi drogami do Rumunii i na Węgry oraz do innych państw neutralnych jak Litwa i Łotwa. Do dzisiaj tamtejsza decyzja dowództwa WP budzi emocje i różne oceny historyków. „Kompletne zaskoczenie i brak rozkazów (dyrektywa marszałka Rydza-Śmigłego zaczęła docierać do poszczególnych dowództw nie wcześniej niż w nocy z 17 na 18 września, a do wielu nie dotarła wcale) zdezorientowała niejednego z polskich dowódców. Rozkazu Naczelnego Wodza nie wykonała zresztą, i to świadomie, spora część polskich sił zbrojnych znajdujących się nad polską granicą wschodnią. Dzięki temu pochód na zachód armii sowieckiej nie był pochodem triumfalnym. Wojsko Polskie nie odchodziło z Kresów bez walki“. – pisze Longin Tomaszewski w swoim monumentalnym dziele „Wileńszczyzna lat wojny i okupacji 1939 – 1945“.

Faktem jest, że dowództwo Obszaru Warownego Wilno, na czele którego stanął przybyły z Grodna płk Jarosław Okulicz–Kozaryn, początkowo szykowało obronę miasta, dostrzegając nie tyle możliwości wojskowe własnych jednostek (marnie uzbrojonych i zdecydowanie uszczuplonych w wyniku odejścia najlepszych jednostek w pierwszych dniach września na front zachodni), ile ogromną ofiarność i zaangażowanie społeczności wileńskiej. Jednak po podtrzymaniu rozkazu o niebronieniu Wilna przez gen. Józefa Konstantego Olszynę-Wilczyńskiego i po gwałtownej i bardzo dramatycznej rozmowie  płk Okulicz-Kozaryn przerwał przygotowania do obrony i wydał rozkaz ewakuacji w kierunku granicy z Republiką Litewską. Po zarządzonej ewakuacji w Wilnie pozostały tylko nieliczne pododdziały m. in: Ośrodka Zapasowego 1 Dywizji Piechoty Legionów, zapasowe pododdziały pułków ułańskich i artylerii oraz sformowany „na szybko” oddział Legii Oficerskiej pod dowództwem mjra Maksymiliana Ossowskiego. Wilnianie chcieli się jednak bronić. Młodzież szkolna i akademicka zaczęła spontanicznie organizować się w grupy samoobrony. Zorganizowano kilkanaście stanowisk obronnych, m.in. na tzw. Górce Chrystusowej na zapleczu kościoła św. Rafała. Punkty oporu zorganizowano też na przejeździe kolejowym nieopodal ul. Polskiej i w okolicy ul. Ostrobramskiej, u wylotu ul. Połockiej i na wysokości ul. Arsenalskiej. Walczono także w okolicach Mostu Zwierzynieckiego, dokładnie na wprost alei Mickiewicza. Na wzgórzu przed Rossą, w okopach (istniejących zresztą do dziś) stanowisko zajął pododdział KOP-u „Troki“, w którym służbę pełnił właśnie kapral Wincenty Salwiński. Walki o Wilno toczyły się z różnym nasileniem wieczorem 18 i w nocy 19 września 1939 r. W tych walkach zginęło kilkanaście osób, śmierć ponieśli również kapral Wincenty Salwiński oraz szeregowcy Piotr Stacirowicz i Wacław Sawicki.

Jak zginęli? To pytanie powstawało nieraz i podejmowano wiele prób zweryfikowania wydarzeń. Trwała jednak wojna, a potem nastały koszmarne sowieckie czasy, w których szukać odpowiedzi na te pytanie było niezwykle trudno. To były pierwsze ofiary niespodziewanej sowieckiej agresji, ich śmierć nie była w żaden sposób udokumentowana. Wszystkie informacje pochodzą z przekazów ustnych.

Rodzina Wincentego Salwińskiego przez cały czas próbowała dotrzeć do możliwych świadków tamtych zdarzeń. Ale relacje były bardzo rozbieżne. Bardzo szybko pojawiła się legenda, jakoby trzej polegli żołnierze zginęli, pełniąc wartę honorową na Rossie. Przed wojną faktycznie warta była pełniona przy Mauzoleum marszałka Józefa Piłsudskiego, o czym doskonale wiedzieli wilnianie. Była ona przez lata codzienną rzeczywistością Wilna, a nawet swego rodzaju atrakcją turystyczną.

Jednak, jak wynika z relacji świadków, przytaczanych w pracy Cz. Grzelaka „Wilno 1939“ oraz B. Mintowta „Ostatnia warta na Rossie“ wydanej w bydgoskim cyklu „Wileńskie Rozmaitości“, regularna żołnierska warta honorowa przy Mauzoleum na Rossie pełniona przez żołnierzy 1. DP Legionów została zdjęta już 13 września w chwili wyruszenia tej jednostki na front. Odtąd wartę przy grobie Matki i Serca Syna pełnili młodzi żołnierze z ad hoc zorganizowanego Wileńskiego Batalionu Ochotniczego, a później członkowie Związku Strzeleckiego oraz harcerze i ochotnicy z Przysposobienia Wojskowego. Z relacji bezpośrednich uczestników Kazimierza Bolińskiego, Kazimierza Juszczaka i Ryszarda Wallka wynika, że ostatnia młodzieżowa warta została zdjęta 18 września, gdy na obrzeżach Wilna pojawiły się sowieckie czołgi i rozpoczęła się nierówna walka obronna. Nikt z tej warty nie poległ.

Wcześniej jednak, zaraz po wojnie, funkcjonowały inne świadectwa. One też zostały później opisane przez Aleksandra Dawidowicza m.in. w piśmie Zarządu Krajowego Towarzystwa Przyjaciół Grodna i Wilna „Panorama Kresowa“. Wilnianin, lekarz Aleksander Dawidowicz, przywoływał własne wspomnienia, a także powoływał się na na relacje ustne swojej koleżanki klasowej Ludmiły Doroszkiewicz, która przez całe życie mieszkała nieopodal Rossy i była rzekomo świadkiem tamtejszych wydarzeń. Oto, co podawał Aleksander Dawidowicz: „Rozpoczął się masowy exodus ku granicy litewskiej administracji wileńskiej i wojska.W tej tragicznej sytuacji i masowej histerii kapral Wincenty Salwiński z dwoma kolegami, szeregowym Piotrem Stacirowiczem i Wacławem Sawickim podjęli decyzję zaciągnięcia warty przy mauzoleum marszałka Piłsudskiego na Rossie. Był to świadomy akt bohaterski. Dwaj wartownicy trzymający straż przy płycie Matki i Serca Syna zginęli na miejscu od kul sowieckich. Kapral Salwiński, zgodnie z regulaminem, przebywał w tym czasie w nieistniejącej dzisiaj, przylegającej do cmentarza legionowego, niedużej wartowni. Widząc śmierć swych kolegów, począł się cofać w kierunku torów kolejowych. Został jednakże zauważony i zastrzelony w odległości około 150 m od wartowni. Prawdopodobnie na tej relacji przez wiele lat opierała się też moja rodzina. Pamiętam, jak dziadek kilkakrotnie wspominał „Ludkę“, a mój ojciec „panią Ludę“. Myślę, że chodziło o tę samą osobę – Ludmiłę Doroszkiewicz – z relacji doktora Dawidowicza.

Wątpliwości pojawiły się w połowie lat 70. Wacław, mieszkający na Helu najmłodszy brat, z uporem szukał towarzyszy broni Wincentego. Prowadził rozlegle korespondencje. Była to dla niego sprawa bardzo ważna. Często wspominał swój proroczy sen sprzed wojny, w którym przewidział tragiczną śmierć brata Wincentego w pierwszych dniach jesieni. Wacław Salwiński odszukał świadków, którzy twierdzili, że Wincenty zginął nie jako członek warty honorowej, a na skutek strzelaniny, która wywiązała się między żołnierzami jednostki polskiej a czołgistami Armii Czerwonej. Prawdopodobnie czerwonoarmiści oddali serię wystrzałów w stronę zdemaskowanych żołnierzy, ci zaś poderwali się do biegu. Celem ucieczki pozostawała nieopodal stojąca budka wartownicza (niektórzy twierdzą że była to toaleta). Nie zdążyli jednak dobiec, dosięgły ich sowieckie kule. W latach ’90, już w Wilnie, ujawnił się kolejny świadek,  który – jak twierdził – był w okopach na Rossie razem z Wincentym Salwińskim i widział jego dramatyczną ucieczkę, a następnie śmierć. Świadek był bliskim współpracownikiem jednego z bratanków Wincentego i tylko dlatego, po wielu latach znajomości, zdecydował się na ujawnienie tej informacji. Wykluczał jednak udział własny i całej jednostki w walkach z Armią Czerwoną. Najwyraźniej była to zwyczajna bojaźń i asekuracja ówczesnego mieszkańca Związku Radzieckiego. Jakże wymuszona w tamtych czasach…

W 1993 roku w pracy Cz. Grzelaka „Wilno 1939” ukazała się relacja podporucznika rezerwy E. Gilurskiego, jednego z oficerów niepełnego batalionu KOP „Troki”, który tak oto relacjonował przebieg walki z czołgami 6 BPancernej w okolicach Cmentarza na Rossie: „Po zapadnięciu zmierzchu słychać było warkot sowieckich czołgów od strony Lipówki, zbliżających się w kierunku naszych stanowisk. Wkrótce rozpoczęło się piekło. Znaleźliśmy się pod silnym ostrzałem z różnej broni. Szczególnie denerwujące były pociski świetlne i jazgotliwe. Do północy strzały ucichły, ale słychać było silny warkot czołgów od strony centrum Wilna. A to znaczyło, że czołgi znalazły się już na tyłach naszej obrony. O świcie poszedłem na prawe skrzydło naszej obrony do mjr Sylwestra Krasowskiego. Dowódca oznajmił, że sytuacja jest krytyczna i nie ma sensu dalsze stawianie oporu, po prostu szkoda żołnierzy. Wydał rozkaz opuszczenia stanowisk i ratowania się we własnym zakresie”.

Bezsprzecznie Wincenty Salwiński zginął tuż przy Cmentarzu na Rossie, kilkaset metrów od kwatery wojskowej i mauzoleum marszałka Piłsudskiego. Tam odszukała go rodzina, brat Feliks i matka, którzy 19 września rano zostali poinformowani o śmierci syna i brata. Z ich bezpośredniej relacji wynikało, że Wincenty raczej nie zginął śmiercią natychmiastową. Był ciężko ranny i umierał w cierpieniach. Wykrwawił się. Obok jego ciała leżały zwłoki drugiego żołnierza. Trzeciego z poległych żołnierzy przywieziono tego samego dnia, ale nieco później. Dziadek utrzymywał, że ciało poległego przewieziono z okolic walk prowadzonych nieopodal Zielonego Mostu. Tu powstaje pewna sprzeczność, bo wiele innych źródeł podaje z kolei, że na Rossie zginęli wszyscy trzej żołnierze. Dotychczas nie udało się tego rozstrzygnąć, niemniej wszyscy trzej zostali pochowani na Rossie.

Jedynie na grobie Wincentego umieszczono dokładny zapis imienia i nazwiska oraz datę śmierci. Wówczas nie udało się ustalić personaliów dwóch innych żołnierzy. Dlatego na ich nagrobkach aż do lat ’90 widniał zapis: „Nieznany żołnierz WP“. Skąd się wzięły pomniki nagrobne, takie same jak innych legionistów na Rossie poległych w latach 1919–1920? W kwaterze wojskowej jeszcze z czasów ostatniej restauracji kwatery wojskowej w 1936 roku pozostawiono kilka wolnych pomników nagrobnych. W realiach wojny idealnie nadały się one do szybkiego pochówku trzech ofiar walk z czerwonoarmistami.

Jeszcze w czasie wojny część pomników legionistów została uszkodzona, mocno też ucierpiały pomniki żołnierzy września ’39. Niewykluczone, że był to wynik jakiejś specjalnej interwencji. Wiadomo, że w latach 70 pomniki nadawały się wyłącznie do natychmiastowej rozbiórki i rodzinie Wincentego bardzo zależało na uporządkowaniu nagrobków. Tym bardziej, że brat Feliks podjął starania o wyjazd do Londynu na spotkanie z bratem, który też bardzo nalegał na uporządkowanie miejsca pochówku Wincentego i posiadaniu zdjęć, o które wielokrotnie prosił rodzinę w Wilnie. Załatwienie pozwolenia na wyjazd poza szczelną granicę Związku Radzieckiego trwało kilka lat… Tyle też lat trwały próby zamiany nagrobków na Rossie…

Bracia zastanawiali się, jak lepiej to załatwić: po kryjomu czy też drogą oficjalnych pozwoleń? Ostatecznie uznano, że lepiej iść drogą oficjalną i zabiegać u władz Wilna o możliwość uporządkowania grobów. Od początku mowa była o trzech grobach. Podczas tych starań i zabiegów o uratowanie mogił i ich restauracje ważną okazała się znajomość z głównym plastykiem Wilna – Algisem Ramanauskasem, który „z urzędu” zajmował się wydawaniem podobnych zezwoleń, a był zarazem sąsiadem i znajomym jednej z córek Feliksa. On to ostatecznie podpisał i wydał zezwolenie na uporządkowanie grobów.

Na początku 1980 roku rodzina zainstalowała na Rossie trzy kamienie nagrobne, identyczne do wszystkich innych w kwaterze wojskowej. Siłą rzeczy jednak bardzo się one wyróżniały, były nowe, lśniące, z dala błyszczały nowe tablice. Nie mogły nie wzbudzać zainteresowania odwiedzających. Wydaje się, że wtedy legenda o tragicznej warcie honorowej nabrała jeszcze większej mocy.

Do dzisiaj wspominam moją, wtedy kilkunastoletniego dziecka, fascynację kolorowymi zdjęciami, które tata zabierał na wyjazd do Londynu. Oczywiście dopiero później przyszła refleksja, że były one jedynym łącznikiem miedzy dwoma braćmi walczącymi za Polskę i Wilno…

Dopiero w latach ’90, po badaniach prowadzonych na Rossie przez profesora z Wrocławia Edwarda Małachowicza, efektem których stała się monografia „Cmentarz na Rossie w Wilnie“, udało się ustalić nazwiska żołnierzy pochowanych obok Wincentego Salwińskiego. Jak podawał prof. Edward Małachowicz: „Wszystkie nazwiska zachowały się w spisie mogił z lat 1939 – 1945, sporządzonym z natury przez Aleksandra Śnieżkę“. W połowie lat 90 na zlecenie Andrzeja Przewoźnika, sekretarza generalnego Rady Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa zainstalowano tablice, które istnieją do teraz i mają takie zapisy:

Piotr Stacirewicz, szeregowy WP
Wincenty Salwiński, kapral WP
Wacław Sawicki, szeregowy WP

Legendę o pełnieniu do końca warty honorowej słyszałam niejednokrotnie. Nieraz słyszałam też pytanie, czy warto burzyć legendę, która tak wiele znaczyła dla wilnian, dla ich woli przetrwania w trudnych sowieckich czasach? Legendy tak przecież budującej i pięknej. Ale zapewne miał rację prof. Edmund Małachowicz, który w odniesieniu do tejże legendy stwierdził: „Legendy mają żywot trwalszy niż niejedno wydarzenie rzeczywiste. Prawdopodobnie i ta legenda przetrwa jeszcze, głównie wśród społeczności ziemi wileńskiej, odznaczającej się szczególną pamiętliwością“.

Pozostaje jednak niezbity fakt. Ci trzej żołnierze pełnili wartę! Może nawet ważniejszą niż im się przez lata przypisywało. Pełnili wartę do końca. Świadomie, z wyboru. Dla Polski, w imię Polski, w obronie Polski. Byli jednymi z pierwszych ofiar sowieckiej agresji, smutną zapowiedzią długich, ponurych lat sowieckiej rzeczywistości, zapowiedzią Katynia, Sybiru, łagrów i hekatomby ofiar, jakie poniosła Polska, Litwa i ta część Europy.

Tak zupełnie na koniec, ad hoc chcę przytoczyć jeszcze jedną rodzinną opowieść. Tak często przywoływaną i powielaną, że też już nie wiadomo, na ile prawdziwą, na ile zmyśloną. Otóż Wincenty Salwiński miał ulubionego psa. Zwykły wiejski pies, z lekka tylko podrasowany, bardzo zżyty ze swoim gospodarzem. Na ostatniej przepustce, kiedy Wincenty odwiedził swój  dom rodzinny w Sokolnikach pies nie odstępował go ani na krok. Długo  odprowadzał go w drodze z przepustki. W nocy z 18 na 19 września 1939 roku pies tak mocno wył, że rodzina, która jeszcze nie wiedziała, co się dzieje w Wilnie, z trwogą myślała o jakimś nadchodzącym nieszczęściu. Rano poderwała rodzinę tragiczna wiadomość. Od tej pory pies nie wziął do pyska ani kęsa strawy. Zdechł w tydzień po śmierci swojego gospodarza. Nikt nie pamięta, jak się wabił…

xxxx

Serdecznie dziękuję redakcyjnemu koledze, historykowi Michałowi Wołłejce, za pomoc merytoryczną w przygotowaniu artykułu.

Na podstawie: Longin Tomaszewski, Wileńszczyzna lat wojny i okupacji 1939 – 1945, Warszawa 2001; Edmund Małachowicz, Cmentarz na Rossie w Wilnie, Wrocław 1993; Czesław Grzelak, Wilno 1939, Warszawa 1993; Jerzy Łojek (Leopold Jerzewski), Agresja 17 września 1939, Warszawa 1990; Józef Krajewski, Wojenne dzieje Wilna 1939 – 1945. Losy Polaków, sensacje, zagadki, Warszawa 2011; praca Jędrzeja Kowalczuka pisana na konkurs historyczny, inf.wł.

Zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum rodziny Salwińskich.

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

Świadectwo

Posted by tadeo w dniu 17 sierpnia 2014

Niech Będzie Pochwalony JEZUS CHRYSTUS  witam wszystkich serdecznie, chcę podzielić się radosnym wydarzeniem. 8 lipca bieżącego roku wyjechałem z żoną na pielgrzymkę autokarową do Wilna stolicy Litwy, organizatorem był ksiądz Cezary Olzacki z parafii Bogate pod Wezwaniem Jana Ewangelisty Diecezja Płocka .Pierwszego dnia zaczęliśmy zwiedzanie od domu w którym przebywała św Faustyna Kowalska, zebraliśmy się wszyscy pielgrzymujący na niedużej świetlicy ksiądz Czarek zaproponował abyśmy się pomodlili głośno i z podniesionymi rękoma słowami JEZU UFAM TOBIE. Ja w tym czasie kiedy nasza grupa modliła się wyjąłem aparat i zrobiłem zdjęcie, kiedy powróciliśmy z pielgrzymki do domu przeniosłem zdjęcia na komputer . Ku mojemu zdziwieniu na zdjęciu ukazały się przepiękne promienie jakich niema na żadnym obrazie, po prostu zastygłem z wrażenia wraz z żoną zdecydowaliśmy pójść z tym do księdza Czarka .Kiedy ksiądz zobaczył to zdjęcie oświadczył z radością że to cud, wtedy wstąpiła w nas nadzwyczajna radość ja przez całą drogę do domu płakałem z radości ta radość trwa do dziś.Wierzę bardzo mocno że JEZUS PRZYCHODZI I WOŁA DO NAS  JA JESTEM.

W załączniku przesyłam to zdjęcie i proszę o wyrozumiałość tu nie chodzi o rozgłos czy sensacje jestem chrześcijaninem kocham JEZUSA I UFAM MU. Chcę całym sercem podzielić się tym co mnie spotkało.

Z CHRYSTUSOWYM POZDROWIENIEM  – Janusz.

Zdjęcie0053

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Św. Faustyna, Świadectwa | Leave a Comment »

XV Festiwal Piosenki Polskiej Dzieci i Młodzieży Szkolnej

Posted by tadeo w dniu 30 Maj 2014

W Domu Kultury Polskiej odbył się XV Jubileuszowy Festiwal Polskiej Piosenki Dzieci i Młodzieży Szkolnej na Litwie. Zapraszamy do zapoznanie się ze zwycięzcami.

Do tegorocznego finału przystąpiło 58 osób w pięciu kategoriach wiekowych.

Po wysłuchaniu wszystkich prezentacji festiwalowych komisja postanowiła:

Kategoria I 

I miejsce – Marzena Burzyńska Filia początkowa w Grygajciach Gimnazjum im. św. R.Kalinowskiego w Niemieżu
II miejsce – Emilia Galperman –Szkoła Średnia im.J.Lelewela w Wilnie
III miejsce Agata Masłowska – Szkoła Średnia im.Sz.Konarskiego w WIlnie

Kategoria II

I miejsce – Gabriela Baniukiewicz – Szkoła Srednia ŁAzdinai w Wilnie
II miejsce – Daniel Tylingo – Szkoła Srednia Łazdinai w Wilnie
III miejsce – Gabriela Mockute – Gimnazjum im.J.Śniadeckiego w Solecznikach

Kategoria III

I miejsce – Andrzej Stankiewicz – Progimnazjum im.Jana Pawła II w Wilnie

Dwa równorzędne drugie miejsca :

II miejsce – Małgorzata Patrycja Minkiel- Progimnazjum im.Jana Pawła II w Wilnie
II miejsce – Emilia Raczko Szkoła Srednia Łazdinai w Wilnie

Kategoria IV

I miejsce – Faustyna Zawalska – Gimnazjum im.A.Mickiewicza w Wilnie
II miejsce – Justyna Klemiato –Gimnazjum mim.J.Śniadeckiego w Solecznikach
III miejsce –Monika Rynkiewicz – Szkoła Średnia Łazdinai w Wilnie

Kategoria V

I.Karolina Grunt – Szkoła Srednia im.Wł.Syrokomli w Wilnie
II miejsce – Andrzej Iwaszko – Gimnazjum im.Jana Pawła II w Wilnie
III miejsce – Katarzyna Matuiza – Szkoła Średnia im.L.Narbutta w Koleśnikach

Nagroda GRAND PRIX – Ewa Szturo Gimnazjum im. J.I.Kraszewskiego w Wilnie

Komisja:

Barbara Kolago – przewodnicząca
Alfreda Ciechanowicz – członek
dr Asta Rauduvaite – członek

Jury bardzo dziękuje nauczycielom, instruktorom i rodzicom za pracę włożoną w przygotowanie uczestników na przeciągu całego piętnastolecia festiwali.Młodym wykonawcom dziękujemy za wspaniałe występy i życzymy dalszych sukcesów twórczych..

Jury dziękuje młodzieży z Gimnazjum im. A. Mickiewicza w Wilnie za prowadzenie i pomoc organizacyjną w XV Finału Festiwalu Polskiej Piosenki Dzieci i Młodzieży Szkolnej, oraz składa wyrazy uznania dla „Macierzy Szkolnej” na Litwie za organizację tegorocznego Festiwalu.

Do zobaczenia na kolejnym festiwalu piosenki w 2015 roku w Wilnie!

wal-polskiej-piosenki-dzieci-i-mlodziezy-szkolnej-na-litwie.d?id=64837375#ixzz33Eh8G0CQ

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Muzyka | Leave a Comment »