WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna’ Category

2 lipca 1927 r. Koronacja obrazu Panny Świętej z Ostrej Bramy w Wilnie

Posted by tadeo w dniu 1 lipca 2017

  • Pismo z prośbą o zgodę na koronację obrazu NMP Matki Miłosierdzia w Ostrej Bramie przedłożył papieżowi Piusowi XI arcybiskup wileński Romuald Jałbrzykowski z poparciem biskupa pomocniczego, Kapituły Bazyliki Metropolitalnej, kleru i wiernych. W liście podkreślano wielka liczbę łask otrzymywanych dzięki modlitwie przed obrazem. Przypomniano także o zatwierdzeniu przez Stolicę Apostolską dla Archidiecezji Wileńskiej Oficjum i własnej Mszy św. o NMP Matce Miłosierdzia w Ostrej Bramie. Odwołano się także do wydarzenia z 1920 roku, gdy papież Pius XI, wówczas Achille Ratti Nuncjusz Apostolski w Polsce, odwiedził Ostrą Bramę i odprawił tam Mszę św.

Koronacja obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej w Wilnie, 02.07.1927 /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Koronacja obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej w Wilnie, 02.07.1927
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Zezwolenie na koronację odbyło się na podstawie dekretu (podpisanego przez kardynała Antonio Vico, Prefekta Świętej Kongregacji i Obrzędów) z 9 lutego 1927 r. wydanego przez papieża Piusa XI. Przed koronacją obraz został poddany konserwacji, usunięto późnobarokową sukienkę ze srebrnych, złoconych blach.

Uroczystości koronacyjne odbyły się 2 lipca, w święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, na placu przed katedrą wileńską, gdzie przeniesiono obraz w uroczystej procesji. Obraz wyjęto z ołtarza w kaplicy i umieszczono w specjalnym feretronie, obramowaniem dla obrazu był baldachim z koroną królewską, z drugiej strony obrazu był płaszcz z wyhaftowanym orłem. W uroczystościach wzięło udział ponad 150 tys. wiernych. Obecni byli także przedstawiciele najwyższych władz państwowych z marszałkiem Józefem Piłsudskim i prezydentem Ignacym Mościckim.

Koronacji, w imieniu ojca świętego, dokonał kard. Aleksander Kakowski, arcybiskup metropolita warszawski. Na wizerunek Maryi założył złote korony, które były wotum Narodu Polskiego za odzyskanie niepodległości.

Przemówienie wygłosił sufragan wileński bp Kazimierz Michalkiewicz: „Gdy zajrzymy do starych aktów, widzimy, że tej Pani łaskawej, przed która zginali kolana wieszczowie nasi, przed którą naród cały tonął w modlitwach i pieniach pobożnych, zanosząc do jej tronu ostrobramskiego swe łzy i radości, swe bóle, troski, cierpienia i nadzieje – zawdzięczamy najrozmaitsze łaski i cuda dla tych, którzy z wiarą i ufnością w czystem sercu szukali pomocy i opieki w cudownym obrazie. Ale po co mamy szperać w aktach – idźmy raczej do samego źródła tych łask i cudów, do kaplicy ostrobramskiej, do tej żywej księgi, gdzie z sercem wezbranym wdzięcznością, czcią i uwielbieniem dla tej Matki Najświętszej Ostrobramskiej za łzy otarte, za serca ukojone, zamieszczono tysiące wotów na podziękowanie i potwierdzenie otrzymanych łask i cudów doznanych”.

Fragment mszy świętej z udziałem przedstawicieli najwyższych władz państwowych - prezydentem Ignacym Mościckim i marszałkiem Józefem Piłsudskim /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Fragment mszy świętej z udziałem przedstawicieli najwyższych władz państwowych – prezydentem Ignacym Mościckim i marszałkiem Józefem Piłsudskim
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

W trakcie uroczystości odnowiono lwowskie śluby Jana Kazimierza. A biskup Michalkiewicz wezwał by je uzupełnić o aktualne wyzwania: „Ślubujmy, że ze złem, które idzie ze Wschodu i wciska się w ogniska nasze domowe i do warsztatów pracy walczyć będziemy do ostatniej kropli krwi i zwalczać go nie ustaniemy wszędzie i zawsze. Ślubujmy, że do tego złota i do tych drogich kamieni dokładać będziemy skarby tysiąckrotnie droższe, to jest serca nasze – czyny nasze szlachetne, a życie z prawem Bożem i kościelnem zgodne”.

W trakcie uroczystości padał ulewny deszcz, mimo tego odbywały się na zewnątrz katedry. Zdecydował o tym Józef Piłsudski. Według ówczesnej anegdoty odtrącił parasol podawany przez życzliwego duchownego: „Schowaj, ksiądz ten parasol! Kiedy koronują Królową Polski – można stać na deszczu! Jestem u Matki Boskiej na ordynansach!” – rzekł Piłsudski.

AS

Czytaj więcej na http://nowahistoria.interia.pl/kartka-z-kalendarza/news-2-lipca-1927-r-koronacja-obrazu-panny-swietej-z-ostrej-bramy,nId,1450817#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

Przeczytaj także:

„Rycerz Niepokalanej” o koronacji Matki Boskiej Ostrobramskiej. Wspomnienie na zakończenie Roku Kolbiańskiego.

Posted in Matka Boża, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

Przy wileńskim wielkanocnym stole

Posted by tadeo w dniu 23 marca 2016

Za kilka dni w gronie najbliższych zasiądziemy do wielkanocnego śniadania i będziemy z lubością delektować się pysznymi potrawami, na które czekaliśmy przez okres postu, a nawet cały rok. Wszak niektóre przysmaki są szczególnie pracochłonne i nie przygotowuje się ich często. Poza tym, nie mogą przecież spowszednieć, naruszając wielowiekową tradycję, która przypisuje je wyłącznie wielkanocnemu ucztowaniu.

Czasy się zmieniają, a możliwości ludzi nie zawsze idą w parze z chęciami. Niemniej jednak to właśnie dzięki świętom do naszych dni zachowały się te dawne obyczaje, smaki i zapachy, które całe dziesięciolecia temu wypełniały domy naszych rodziców i dziadków.

Dla większości pań domu przygotowania do świętowania Wielkiej Nocy, podobnie jak i innych rocznych świąt – nie licząc mnogości rozmaitych zajęć – rozpoczynają się przeważnie od kuchni. Toteż od ich zaangażowania, pracowitości i pomysłowości zależy nie tylko to, jak będą smakowały wielkanocne potrawy, ale też to, czy dania zaskoczą nas efektownym wyglądem. Jak będzie wyglądał nie tylko stół oraz cała otoczka święta.

Wilnianka Genowefa Wołkanowska, współautorka niedawno wydanej książki kulinarnej „Smak Rosji”, nakrywanie świątecznego stołu zawsze rozpoczyna od białego obrusa i… dekoracji.

– Wielkanoc zawsze zwiastuje wiosnę. Pomijając to, że tegoroczne święta powitamy na zimowo, one zawsze kojarzą mi się z kwiatami, zielenią. W moim domu na świątecznym stole zawsze są narcyzy. Już w Wielką Sobotę przygotowuję paterę z barankiem, pisankami i owsem zasianym przed Niedzielą Palmową. A potem na stół wkraczają dekoracyjne kurczaczki, koguciki, zajączki… Lubię, kiedy stół jest kolorowy i wesoły. Tradycyjnie na moim wielkanocnym stole dominuje kolor żółty i zielony – mówi Genowefa Wołkanowska.

Symbole święta

Tradycja dekorowania świątecznego stołu, także ozdabianie w kolorowe pisanki i kwiaty domów, a nawet podwórzy, sięga zmierzchłych czasów. A każdy z pojawiających się wśród wielkanocnych potraw dodatków: baranków, zajączków, kurczaczków… mimo, iż nie zawsze uświadamiamy ich rolę, poza jedyną – estetyczną, ma symboliczne znaczenie. Kolorowe jajko – jeden z najbardziej charakterystycznych symboli, wspólny dla wielu kultur i narodów – oznaczające życie i odrodzenie, już ponad 5 tys. lat temu do Europy sprowadzili Persowie. W magiczną moc kolorowanych jaj wierzyli i wraz z nadejściem wiosny obdarowywali się nimi nawzajem starożytni Chińczycy.

Tymczasem umieszczany na wielkanocnym stole baranek ma przypomnieć zebranym przy śniadaniu biesiadnikom o najważniejszym przesłaniu Świąt Zmartwychwstania – zwycięstwie Chrystusa nad śmiercią.

Nierozłącznym „gadżetem” świąt jest także zajączek wielkanocny. Do naszych rodzimych stron przywędrował on z Niemiec, gdzie, jako symbol Wielkiej Nocy, jest znany od ponad 300 lat. Wiosną zając w poszukiwaniu pokarmu podchodzi blisko człowieka – właśnie w taki sposób tłumaczy się związek tego zwierzątka z wiosenną wielkanocną tradycją. To zabawny i wesoły zajączek ma dzieciom podkładać do koszyczka kolorowe pisanki i słodycze w prezencie świątecznym.

Według dawnego obyczaju

– Gdy stół jest wystrojony, „wkraczają” półmiski z mięsem w różnych postaciach. Ale zawsze na pierwszym miejscu musi być cielęcina. Nieważne, jaka jest cena mięsa, kawałeczek pieczeni cielęcej na naszym świątecznym stole musi się znaleźć. Cielęcinę marynuję zazwyczaj z przyprawami, dużą ilością ziół i czosnku. Zawsze też podaję pieczoną szynkę wieprzową. Jak się piecze dużą szyneczkę, to można ją zjeść na zimno, a na drugi dzień pokroić w plastry, zrobić sos i zaserwować, jako gorące danie obiadowe – doradza znana ze swych smakowitych specjałów mistrzyni. Zdolności kulinarne Genowefy Wołkanowskiej niejednokrotnie mieli okazję podziwiać pracownicy placówki dyplomatycznej RP w Wilnie, gdzie na co dzień pracuje w Instytucie Polskim, a także goście ambasady.

Na wielkanocnym stole u pani Gieni, oczywiście, nie może zabraknąć domowych wileńskich kiełbas, boczku pieczonego, pasztetu…

– Zawsze podaję gotowaną szynkę wędzoną. Jest to zwyczaj wyniesiony z domu mojej mamy. Szynkę w Wielką Sobotę długo – co najmniej przez dwie godziny – gotuję na malusieńkim ogniu z przyprawami, ziarenkami pieprzu, ziela angielskiego i liściem laurowym. Trzeba, żeby woda tylko lekko pyrkała. Do szynki dobrze jest „dorzucić” kawałek surowego boczku. Jak się gotuje razem z szynką, nabiera jej aromatu i smakuje wybornie – stwierdza kuchmistrzyni.

Chrzan – to zadanie specjalne!

Nieodłącznym elementem wielkanocnego stołu na Wileńszczyźnie jest chrzan. – Chrzan czerwony z buraczkami i biały z dodatkiem śmietanki, po jajkach i daniach mięsnych zajmuje u nas jedno z czołowych miejsc. Ale przygotowanie chrzanu jest zadaniem mego męża. Zawsze sam go wykopuje, uciera. I choć to robota bardzo płaksiwa, mąż nigdy nie dał się namówić, aby kupić gotowy chrzan w sklepie. Niestety, w tym roku, nasz chrzan jest zamarznięty, a więc będzie kupowany… – śmieje się nasza rozmówczyni.

Na świątecznym stole u państwa Genowefy i Ryszarda Wołkanowskich, przy którym zasiądzie córka Ewa z mężem Pawłem, Stanisław, brat pani domu wraz z rodziną, także mama, prawie 80-letnia Genowefa Lachowicz – nie może zabraknąć lekkich sałatek i surówek ze świeżych warzyw, które doskonale pasują do mięsa.

Według pani Genowefy, potraw wielkanocnych jest stanowczo za wiele jak na jedno święto. Dlatego, aby tradycji stało się zadość, a zdrowie nie zostało narażone na szwank poprzez przejedzenie, przezorna gospodyni niektóre specjały przygotowuje tydzień po Wielkanocy. Typowy dla staropolskiej kuchni żurek pani Genowefa tradycyjnie przygotowuje na przewodnią niedzielę. Wtedy też swoim bliskim i gościom podaje z wileńska zwaną kwaszeninę, czyli zimne nóżki. Do przyrządzenia żurku doskonale się nadaje wywar z gotowanej szynki, zakwas zaś do niego gospodyni robi sama. Prawdziwy domowy żurek z kiełbasą i jajeczkiem smakuje, że palce lizać!

Pani domu z nostalgią wspomina pieczone w rodzicielskim domu bułki drożdżowe, które z biegiem czasu ustąpiły miejsce na stole bardziej wykwintnym świątecznym wypiekom. Mazurki i ciasta – to specjalność córki pani Gieni, Ewy. Wśród deserów nie może, oczywiście, zabraknąć tradycyjnej baby wielkanocnej i sernika.

Celebrowanie święta

– Mieszkanie staramy się uporządkować do czwartku. Więc gdy się zaczyna Triduum Paschalne już mamy w domu święto i szykujemy się duchowo do Zmartwychstania Pańskiego. W czysty czwartek trzeba raniutko wstać, umyć się, żeby w ciągu całego roku być czystym, pięknym i gładkim. Od Wielkiego Czwartku czas przeznaczamy wyłącznie na przygotowanie jedzenia. Pieczemy mazurki, ciasta, przyrządzamy mięso – zaznacza pani Gienia.

Zgodnie z wiekową tradycją, śniadanie wielkanocne w wielu domach inauguruje składanie życzeń i dzielenie się jajkiem oraz poświęconą w kościele zawartością koszyczka. Według obyczaju, każdy z biesiadników powinien skosztować tego, co znalazło się w święconce, a więc: chleba, soli, jajka, wędliny, chrzanu, ciasta. A każdy z wymienionych produktów, ma symboliczny wymiar.

Celebrowanie Wielkiej Nocy rodzina naszej bohaterki rozpoczyna w kościele.

– Chodzimy do franciszkanów. Po rezurekcji wracamy do domu właściwie już nad ranem. W godzinach porannych idziemy na cmentarz do taty. Zanim wszyscy się zbierzemy przy świątecznym śniadaniu jest godzina 11. Dzielimy się święconką i składamy sobie nawzajem życzenia. Mama dziękuje Bogu, że doczekaliśmy świąt i znowu razem zebraliśmy się przy stole – powiada Genowefa Wołkanowska.

Po obfitym śniadaniu rodzina spędza czas przy kawie rozmawiając i delektując się pysznymi wypiekami. A po spotkaniu w gronie najbliższych państwo Wołkanowscy udają się do Gudel, rodzinnej miejscowości pana Ryszarda.

– Mieszkańcy Gudel zbierają się na majówce przy wspólnym zaimprowizowanym stole w lesie. Każdy przynosi, co ma. Spotykają się tu starzy znajomi, przyjaciele, sąsiedzi. Tę tradycję kultywujemy od 30 lat. Ponieważ jest wśród nas wielu muzyków, to podczas takich spotkań jest naprawdę bardzo wesoło. Wszyscy śpiewamy, bawimy się. A wieczorem rozpalamy ognisko – opowiada pani Gienia.

Każdy region kraju ma swoje tradycje kulinarne, a każdy dom – najbardziej ulubione potrawy i własny pomysł na spędzanie Świąt Wielkanocnych. Dzielenie się radością w dniu Zmartwychwstania Pańskiego – to piękna i godna naśladowania tradycja, która łączy w sobie elementy wiary i zwyczajnej nadziei, która w sercach ludzi rodzi się wraz z nadejściem wiosny.

Irena Mikulewicz

Na zdjęciu: dla pani Gieni, jak i dla większości kobiet, święta rozpoczynają się od kuchni.
Fot. archiwum

W koszyczku ze święconką:

Chleb gwarantuje dobrobyt i pomyślność, jest dla chrześcijan symbolem Ciała Chrystusa.
Jajko to znak odradzającego się życia, zwycięstwa nad śmiercią.
Sól to minerał życiodajny, dawniej wierzono w jej odstraszającą wszelkie zło moc.
Wędlina zapewnia zdrowie, płodność i dostatek. Jest znakiem, że zakończył się post.
Masło jest oznaką dobrobytu.
Ser symbolizuje przyjaźń między człowiekiem, a siłami przyrody.
Chrzan jest symbolem siły i fizycznej krzepy, wskazuje również na gorycz męki Pańskiej i śmierci, która została zwyciężona przez słodycz zmartwychwstania.
Ciasto, przede wszystkim wielkanocne baby, kołacze i mazurki weszło do święconego koszyka, jako ostatnie i jest symbolem umiejętności i doskonałości.

Genowefa Wołkanowska poleca:

SERNIK „z rosą”

Ciasto: 1/2 kostki margaryny, 2,5 szk. mąki, 1 jajko, 2 żółtka (białka na pianę), 1 szk. cukru, 2 łyżeczki proszku do pieczenia

Masa serowa: 1 kg sera („musu varške”), 2 jajka, 4 żółtka (białka na pianę), 1 szk. cukru, 1/2 szk. oleju, 2,5 szk. mleka, 1 łyżka krochmalu, 1 budyń śmietankowy

Wykonanie: Zagnieść ciasto, wykleić ciastem dno i boki brytfanny. Ubić jajka z cukrem i żółtkami. Dodać olej, mleko, budyń, krochmal, ser – ciągle miksując. Wylać na wyłożoną ciastem brytfannę, 40 min. piec w nagrzanym piekarniku (2000C). 10 min. przed wyjęciem sernika ubić pianę z 1 szk. cukru i pozostałych białek. Wyjąć brytfannę, na gorący sernik wyłożyć pianę, piec 15 min.

SZYNKA PIECZONA

Potrzebne składniki: 8-10 kg szynki z kością, 0,5 l oleju, 3 główki czosnku, majeranek, rozmaryn, oregano, bazylia, ziele angielskie, 3 garście soli, pieprz

Wykonanie: Szynkę umyć, osuszyć i dokładnie natrzeć wymieszanymi ziołami z olejem, czosnkiem oraz solą. Wstawić do piwnicy lub spiżarni na 4-5 dni. Codziennie szynkę należy przewracać, nacierając wytworzonym sokiem. Przed pieczeniem wszystkie przyprawy trzeba zeskrobać nożem, a szynkę natrzeć świeżą mieszanką ziołową (sól, pieprz, papryka, czosnek, olej). Do głębokiej brytfanki wlać wodę (ok. 6 cm), włożyć szynkę polaną olejem. Skórkę szynki nakroić w małe romby. Przykryć folią i piec w piekarniku ok. 6 godz.(1800C). Zdjąć folię i piec jeszcze godzinę.

http://www.tygodnik.lt/201313/bliska3.html

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

Katolicyzm ostoją polskości na Kresach. „To Kościół, który przetrzymał komunizm i trwa, daje siłę i moc”

Posted by tadeo w dniu 22 września 2015

Fot. M. Czutko
Fot. M. Czutko

Na Kresach być Polakiem to być katolikiem. To Kościół, który przetrzymał komunizm i trwa, daje siłę i moc – mówi „Gazecie Polskiej Codziennie” Cezary Jurkiewicz, prezes Fundacji „Kresy W Potrzebie – Polacy Polakom”.

Wszechobecna jest tęsknota za Polską. Ich tożsamość opiera się na silnej wierze w Boga i przywiązaniu do Kościoła rzymskokatolickiego. Widać to w kościele, do którego na msze i nabożeństwa przychodzą wielopokoleniowe rodziny, także dzieci i młodzież

— mówi Jurkiewicz.

Jak wskazuje, liczne polskie cmentarze na Kresach są najlepszym wyrazem tego, jak żyją tam Polacy. Są zadbane, świadczą o wciąż żywej pamięci, ale niszczeją z powodu braku środków – dot. to wielu miejsc, np. Grodna, Nowogródka czy Wołkowyska. Wszędzie rzuca się w oczy prostota i czystość, a jednocześnie brak środków finansowych – podkreśla.

Czy zdarzyło się państwu dostawać życzenia z okazji święta 3 maja lub 11 listopada? Mnie tak – były to życzenia od Polaków z Kresów

— relacjonuje „GPC” Jurkiewicz.

Fundacja, której szefuje koordynuje akcję „Paczka” na Białorusi. Polega ona na niesieniu Polakom na Kresach pomocy materialnej i nie tylko, dotąd udało się nam odwiedzić ponad 2000 rodzin w ich domach – mówi.

http://wpolityce.pl/kosciol/266074-katolicyzm-ostoja-polskosci-na-kresach-to-kosciol-ktory-przetrzymal-komunizm-i-trwa-daje-sile-i-moc

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polskie Kresy | Leave a Comment »

My ź Wilna – Józef Dylkiewicz

Posted by tadeo w dniu 4 lutego 2015

aaaaaAPC - 2015.02.04 18.30 - 001.3d

https://sites.google.com/site/opowiadaniadomowe/tomik-wiersz—my-z-wilna

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Wiersze | Leave a Comment »

Finał akcji „Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach”

Posted by tadeo w dniu 22 grudnia 2014

Wzruszający gest Pani Aleksandry rozpalił serca setek Polaków.

400 paczek z żywnością, chemią gospodarstwa domowego, odzieżą oraz książkami trafiło w sobotę 20 grudnia do Polaków mieszkających na Wileńszczyźnie. Dzięki świątecznej zbiórce zapasów żywności pt. „Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach” udało się zebrać ponad 6 ton darów w 6 tygodni. Paczki przywiezione dwoma autami ze Szczecina trafiły do Turgieli, Jaszun, Solecznik, Rakańców i Ejszyszek.

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"

Pomysł akcji zrodził się podczas XXIV Międzynarodowej Pielgrzymki Pieszej Suwałki-Wilno. W trakcie marszu do Wilna pielgrzymi spotykali na swojej drodze wielu rodaków mieszkających na Litwie, którzy częstowali wszystkich pątników, czym tylko mogli.

Wojciech Woźniak – jeden ze współorganizatorów i inicjator akcji – spotkał na swojej drodze panią Aleksandrę, która witała pielgrzymów kilkoma kanapkami oraz marchewkami z przydomowego ogrodu. Wzruszające zdjęcie, które wtedy wykonał, zainicjowało plan pomocy naszym rodakom.

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"
"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"

400 paczek z żywnością, chemią gospodarstwa domowego, odzieżą oraz książkami trafiło w sobotę 20 grudnia do Polaków mieszkających na Wileńszczyźnie. Dzięki świątecznej zbiórce zapasów żywności pt. „Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach” udało się zebrać ponad 6 ton darów w 6 tygodni. Paczki przywiezione dwoma autami ze Szczecina trafiły do Turgieli, Jaszun, Solecznik, Rakańców i Ejszyszek.

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"
Wsparcie dotarło m.in. do rodziny pana Jana, którego rodzina straciła cały dobytek w pożarze domu; do dzieci ze szkoły specjalnej oraz do Pani Aleksandry, dzięki której powstał pomysł pomocy rodakom na Litwie.

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"

Dary do paczek były przynoszone do siedzib Caritasu Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej oraz Katolickiego Stowarzyszenia Civitas Christiana w Szczecinie. Uruchomione zostało także specjalne konto na które wpłynęło ponad 34 000 złotych od darczyńców z Polski i z zagranicy.

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"

Wsparcie dotarło m.in. do dzieci ze szkoły specjalnej oraz do Pani Aleksandry, dzięki której powstał pomysł pomocy rodakom na Litwie.

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"

Pomysłodawcą akcji był Wojciech Woźniak, a współorganizatorami moja skromna osoba, ks. Maciej Szmuc z Caritas Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej oraz Bartłomiej Ilcewicz z Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana” w Szczecinie.

"Paczka dla Rodaka i Bohatera na Kresach"

http://wiadomosci.wp.pl/gid,17123338,kat,1329,title,Final-akcji-Paczka-dla-Rodaka-i-Bohatera-na-Kresach,galeria.html

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Pielgrzymka Suwałki - Wilno | Leave a Comment »

Kościół św. Rafała w Wilnie

Posted by tadeo w dniu 24 listopada 2014

Zamieszczone informacje pochodzą z pracy „Historia parafii św. Rafała Archanioła w Wilnie (od czasu powstania kościoła)”. Autor pracy – Krystyna Grelecka.


Wstęp

Wilno, stolica Litwy, liczy wiele zabytkowych kościołów, budynków, zamków, zameczków. Każdy z nich ma swoją indywidualną historię i gdyby miały usta opowiedziałyby nam wiele ciekawych rzeczy. My natomiast, ludzie, możemy na podstawie dokumentów, zabytków i archeologii opisać dzieje konkretnej epoki.

W końcu XVII wieku, po pożarze w Wilnie, zaczęto odbudowywać zniszczone i wznosić nowe kościoły. Dużo zabytkowych kościołów stoi do dziś. Dzieje wielu z nich już są opisane (np.: kościół św. Anny, kościół św. Janów i in.), lecz tymi mniej znanymi (np.: kościół św. Rafała, św. Filipa i Jakuba), mało, kto się interesuje i poznaje głębiej ich historię.

Specyficzne cechy baroku wileńskiego ukazują się najpierw przez kościół Św. Ducha i św. Janów. Późniejszym jest kościół św. Jakuba i Filipa z klasztorem Dominikanów (zbudowany w latach 1690 – 1737). Kościół św. Rafała Archanioła zaś, jest barokowo-rokokowy. O nim właśnie w tej pracy będzie szła mowa.

Stojący na niewielkim pagórku, otoczony drzewami i kamiennym murem, kościółek ten upadał i wznosił się w ciągu trzech wieków. W jakim celu i kto zbudował ten kościół? Czyżby w Wilnie ich było tak mało? Przecież po drugiej stronie rzeki stoi kościół św. Jakuba i Filipa. A może nie było mostu, aby przeprawić się na drugą stronę? Kościół ten interesował mnie już od dawna, gdy obchodził swoje 200-lecie w 1999 roku. Teraz mam okazję głębiej się z nim zapoznać.

Kościół ten i jego klasztor – jako budynki mają ciekawą historię, o której niewielu parafian wie. Każdy dzień, w niedzielę i święta zbierają się parafianie na nabożeństwa, wznoszą modły i śpiewy do Boga.

W swojej pracy opierałam się na interpretacji źródeł oraz metodzie krytycznej analizy źródeł. Z literatury, z której korzystałam, pisząc tę pracę, zauważyłam, że czasami informację się różnią – to dotyczy najczęściej dat budowy. Sama historia kościoła jest nieusystematyzowana. Podane są tylko ważniejsze daty i wydarzenia, które nie zawsze są oparte na faktach. Aby udokładnić swoją pracę zajrzałam do dokumentów archiwalnych. W tej małej pracy poruszam tylko zarys historyczny. Więc, można powiedzieć, ona jest nieskończona. Wiele można napisać o duszpasterzach i działalności parafii.

W pierwszym rozdziale zapoznamy się z historią powstania klasztoru i budynków przyklasztornych. O kasacie zakonu jezuitów i jak potoczyły się dalsze dzieje kościoła.

Drugi rozdział opowie nam jak powstała parafia, przeżyła najazd Napoleona i czasy caratu. Poruszymy trochę temat duszpasterzy, którzy pracowali dla dobra tej parafii, którzy byli wywiezieni lub zabici przez carat.

O cudownej figurce Jezusa pod krzyżem i dziejach cmentarza przy kościele dowiemy się w trzecim rozdziale.

Na zakończenie przypomnimy sobie, jak teraz wygląda kościół, jego okolice, do kogo należą budynki przyklasztorne oraz co w nich się znajduje. Na końcu swej pracy zamieszczam aneks, gdzie można w skrócie przeczytać chronologię wydarzeń oraz zapoznać się z obecnym stanem parafii.

Rozdział I

Geneza powstania kościoła św. Rafała Archanioła

Litwa jest katolickim krajem od końca XIV wieku. Osadzały się tu i pracowały takie zakony: franciszkański, bernardyński, dominikański i jezuicki. Ponieważ kościół św. Rafała Archanioła należał do zakonu jezuickiego, w tym paragrafie będzie mowa tylko o tym potężnym zakonie.

Na Litwę jezuici przybyli w roku 1569, na zaproszenie bpa wileńskiego Walerego Protasewicza. Zakon ten zapoczątkował Uniwersytet Wileński, wzmacniał wiarę i rozwój kultury chrześcijańskiej, troszczył się o kult św. Księcia Kazimierza.

W 1697 roku wojewoda Kazimierz Jan Sapieha daruje dzielnicę Śnipiszki jezuitom. Budowę kościoła rozpoczęto po pięciu latach, w 1702 roku. Historia podaje dwóch fundatorów: Michała Koszyca i Michała Kazimierza Radziwiłła. W opisie wizytacji kościoła z 1861 roku jest wzmianka, że „kosztem ś.p. Koszyca Ziemskiego Wileńskiego pisarza z fundamentu podniesiony w roku 1703, jak w tem wiedzieć daje portret tegoż fundatora przy Kościele znajdujący się”(obecnie tego portretu nie ma). O Michale Kazimierzu Radziwille żadnych wzmianek w wizytacji nie ma. Nad budową Kościoła czuwali o. jezuici Hiacynt Ptak i o. Jerzy Szyk.

Klasztor trzeciej probacji zaczęto budować w latach 1713-1730, budynki przyklasztorne w latach 1715 – 1739. W 1730 roku kościół został konsekrowany. Kilkadziesiąt lat później, w roku 1752, zaczęto budowę głównego ołtarza i odnowione wieże kościelne. Po takim odnowieniu kościoła, został on konsekrowany powtórnie, w roku 1764. Wzmianek o konsekracjach kościoła w latach 1730 i 1764 w żadnych dokumentach więcej nie ma.

Klasztor należał do trzeciej probacji jezuitów, którzy szykowali się do „professio” (łac. professio), tzn. do złożenia ostatnich uroczystych ślubów. Tu mieszkali bracia mający proste profesje, tzn. dziesięć lat stażu i podstawowe zakonne śluby – czystości, posłuszeństwa i ubóstwa. Oni już należeli do zakonu, lecz jeszcze przez siedem lat musieli, poprzez naukę, osiągnąć najwyższy stopień formacji. Oprócz wykładów, które były głoszone (tak jak i w nowicjacie), przez dziesięć lat, od roku 1739, przy kościele działał warsztat stolarski.

Niewielkich rozmiarów, typowo barokowy, postawiony na stromym brzegu Wilii, obok mostu, zwanego dzisiaj Zielonym, zaświecił się swoją czerwoną dachówką kościół jezuicki. Cały zespół budynków stanowił kościół, klasztor i zabudowania przyklasztorne (plebania, budynki gospodarcze). Pod wzgórzem, gdzie stał kościół, rozwidlały się dwie drogi: do Wiłkomierza (nazwanej później ulicą Wiłkomierską) i do Kalwarii (nazwanej później ulicą Kalwaryjską).

Taki jest krótki zarys powstania Kościoła św. Rafała.

Około siedemdziesięciu lat przeszło, jak powstał kościół i klasztor. W tym czasie wojna północna dotknęła również Wilno. Papież Klemens XIV w roku 1773 ogłasza kasatę jezuitów i zakon ten opuszcza klasztor i Litwę.

Rozdział II

Powstanie i dzieje parafii św. Rafała Archanioła

Po kasacie zakonu jezuitów w 1774 roku osiedla się tu zakon ojców pijarów i w roku 1791 kościół zostaje parafialnym.

Po przejęciu kościoła i klasztoru, oo. pijarze przebywają w nim około dwudziestu pięciu lat. Litwa wtedy była w składzie Imperium Rosyjskiego. Ono wydawało ustawy dla kościołów i klasztorów katolickich. Jedną z ustaw, m.in., był zakaz „mówić na ambonie, albo wydawać dzieła w materyach politycznych, a szczególnie stosuiących się do Krajowego Rządu, a zaleca się im ćwiczenie się, i doskonalenie w obowiązkach stanu, w cnotach Chrześcijańskich i w Bogomyślności”.

W roku 1799 pijarzy sprzedają klasztor dla rządu rosyjskiego, z powodu braku pieniędzy (ciekawe jest to, że dotychczas nie znaleziono dokumentów sprzedaży klasztoru). Władza carska obsadza tam swoich żołnierzy. I od tej pory brak jakichkolwiek wzmianek o pracy duszpasterskiej kościoła i klasztoru.

W roku 1812, gdy Napoleon Bonaparte wkracza ze swoim wojskiem do Wilna, kościół zostaje zamieniony na magazyn wojskowy. Wojsko francuskie zostaje wyciśnione przez Rosjan. Potem przez dłuższy czas kościół stał pusty. W tym czasie parafia była przyłączona do kościoła na przeciwległym brzegu rzeki – św. Jakuba i Filipa.

Po dwudziestu pięciu latach „nieczynności” zostaje oczyszczony, odremontowany i poświęcony 24 października 1824 roku przez sufragana Kossakowskiego. Przez siedem lat służył dla wiernych jako dom modlitwy, aż do roku 1831, gdy kościół zostaje przemieniony na koszary carskie. W tym czasie rząd rosyjski zamyka wszystkie klasztory i szkoły pijarów. Przez około dwóch lat kościół jest nieczynny i oczywiście znaczyłoby to, że czynność parafii też ustaje. Możliwe, że jakiś czas kościół nie działał, lecz całkiem niedawno podczas prac remontowych w ścianach krypty kościelnej zostały znalezione dokumenty parafialne. Wśród nich są, między innymi, księgi spisu ludności zaczynając z roku 1832-1837. W polskim języku, zapisane pięknym stylem kaligraficznym. Więc parafia św. Rafała w tym czasie dalej prowadziła swoją działalność.

Z najstarszych ksiąg spisu ludności, jakie zostały znalezione, możemy dowiedzieć się, że w 1832 roku na plebanii mieszkał i pracował ks. Kalasanty Narkiewicz w wieku 36 lat. Następnie (1833-1834 lata) funkcję administratora pełnił ks. Leon Brużewicz, a przez następne trzy lata (1835-1837) proboszczem był ks. Jerzy Kobyliński. Do tego czasu kościół należał do jurysdykcji xx. Pijarów (Dokumenty dotychczas są w kościele św. Rafała Archanioła w Wilnie).

Ogół ludności zapisanej wg ulic i domów wynosił wtedy 762 osób męskiej płci i 923 osób żeńskiej płci przystępujących do sakramentów świętych i 235 osób męskiej płci i 225 osób żeńskiej płci nieprzystępujących do sakramentów świętych, czyli dzieci. W 1837 roku notujemy wzrost liczby dorosłych osób na około 312 osób, a dzieci na 56 osób. Parafia wtedy liczyła około 2513 osób.

W krypcie Kościoła zostały znalezione i inne dokumenty i księgi: spisy ludności (w różnych językach, w jakich czasach i pod czyim panowaniem były pisane, np., 1849 r. – w języku polskim, 1898 r. i 1887-1890 lata – w języku rosyjskim), listy wychodzące i wchodzące, metryki ślubu i śmierci, dokumenty z 1917 roku w języku niemieckim. Niektóre księgi nie są dokończone. Inne nieczytelne lub porwane (Na przykład, są takie księgi spisu ludności, w których nie ma dat i wpisu, kto w plebanii pracował, a miejsca dla uwag są wycięte).

Lata te były trudne i znaczące dla wilnian i jej okolic. Powstanie listopadowe (1831 r.) spowodowało wielkie straty. Wtedy po powstaniu funkcje generała-gubernatora przejął Michaił Murawjow, zwany „wieszatielem” (pol.: kat). Dokonywano konfiskaty majątków, aresztowań i egzekucji. Wielu wybitnych uczestników powstania strącano publicznie, wielu – potajemnie. Wśród nich byli także i księża, którzy oddali życie swe za kraj i wiarę.

Jednym z takich księży był Rajmund Ziemacki, który pracował w kościele świętorafalskim.

Ks. Rajmund Ziemacki (1819-1863) był uczestnikiem obu powstań: listopadowego (1831 r.) i styczniowego (1863 r.). Rozstrzelany na placu Łukiskim za odczytanie z ambony Manifestu Rządu Narodowego. Pochowany, jak i wielu takich bohaterów w nieznanym miejscu, we wspólnych grobach (potajemnie chowano m.in. na Górze Zamkowej, na dziedzińcu ówczesnej cytadeli oraz na dziedzińcu Starego Arsenału, o obrębie twierdzy. Badania archeologiczne na dziedzińcu Starego Arsenału, prowadzone w 1988 roku odkryły zbiorową mogiłę kilkudziesięciu młodych ludzi).

W okresie międzywojennym często wmurowywano tablice pamiątkowe na fasadzie kościoła. Takim sposobem czczono pamięć męczenników zamordowanych i pochowanych w nieznanych miejscach.

Jedna z takich tablic widnieje po prawej stronie fasady kościoła św. Rafała Archanioła:

Ks. Rajmund ZIEMACKI

Urodzony w 1810 r.

Uczestnik powstania 1831 r.

Wikariusz Kośc. św. Rafała

A następnie proboszcz w Wawiórce (pow. Lida)

Kapłan bohater zginął śmiercią męczeńską

Rozstrzelany na pl. Łukiskim w Wilnie

5 czerwca 1863 r.

Podobna tablica wisi w samym kościele w prawej bocznej nawie, poświęcona ks. Stanisławowi Piotrowiczowi. Na marmurowej tablicy widnieje taki oto napis:

BOHATERSKIEMU OBROŃCY

KOŚCIOŁA I OJCZYZNY

W CZASACH NIEWOLI

KS. STANISŁAWOWI PIOTROWICZOWI

PROBOSZCZOWI PAR. ŚW. RAFAŁA

ZA JEGO CZYN 25 III 1870 R.

WOLNI RODACY

Rząd rosyjski wprowadził książki tzw. „Trebniki”, aby w czasie nabożeństw kościelnych kapłani wprowadzali język rosyjski. Ks. proboszcz St. Piotrowicz podczas nabożeństwa podarł i spalił taki „Trebnik”, za co został aresztowany i wywieziony w głąb Rosji. Tam przebył 20 lat.

Jeszcze jeden ciekawy fakt z życia kościoła z II wojny Światowej. W 1941 roku Niemcy zaatakowali Związek Radziecki. Chciano zniszczyć Zielony Most. W niedzielę, 22 czerwca 1941 roku, zaczęto bombardowanie. Bomby padały również koło kościoła św. Rafała. Jedna z nich spadła na kościół, przebiła dach, posadzkę i utkwiła w krypcie. Nie wybuchła, lecz padając zabrała życie ks. Wacława Siekierko, a ks. Jan Adamowicz stracił oko. Po paru dniach Niemcy zajęli Wilno. Jeden z lotników niemieckich, który trafił w kościół, przyszedł do świątyni i dał pieniądze na odbudowę świątyni. W dokumentach znalezionych w krypcie kościelnej jest „dziennik robót związanych z naprawą zbombardowanego wskutek działań wojennych kościoła św. Rafała w Wilnie. Ułożony dnia 16 lipca 1941 roku”.

Rozdział III

Ośrodki kultu

1. Cmentarz przy kościele

 Cmentarz należący do parafii św. Rafała Archanioła był jednym z najstarszych, zamiejskich wtedy, cmentarzy z XVI wieku. Najprawdopodobniej został założony przez parafię kościoła św. Jana. Obok był cmentarz żydowski, czynny w latach 1477-1831. Oba cmentarze oddzielała polna droga. Gdy jezuici zaczęli budowę kościoła św. Rafała, cmentarz został przejęty pod ich opiekę.

Cmentarz był położony na wyniosłym terenie, po północnej stronie brzegu rzeki Wilii, niedaleko samego kościoła. Teren ten był nazywany wówczas „Rybaki” (nazwa pochodzi od tego, że tam osiedlali się rybacy). Później nazywany „Pióromont” – od nazwiska krajczego litewskiego Pióro, który kupił tę ziemię.

Obok cmentarza stała mała kapliczka św. Teresy, która została zniszczona przez powódź w XVIII wieku. Po wybudowaniu kościoła powstała nowa kaplica pogrzebowa, już na terenie cmentarza.

W 1791 roku, gdy pod jurysdykcją pijarów kościół staje się parafialnym, cmentarz również jest przyłączony do parafii.

Podczas najścia Francuzów w 1812 roku cmentarzem nikt się nie troszczy, ponieważ parafię przyłączono do kościoła św. Jakuba i Filipa po drugiej stronie rzeki. Po zwróceniu kościoła wiernym, tylko w roku 1830 porządkuje się cmentarz, a czternaście lat później, w 1844 roku, remontuje się kaplicę. Natomiast w 1860 roku cmentarz zostaje zamknięty. Dwa razy proszono o pozwolenie generał-gubernatora o przeprowadzenia prac remontowych kaplicy na cmentarzu – w 1893 i 1897 latach. I tylko w roku 1903 uzyskano pozwolenie do naprawy kaplicy. Murowaną kapliczkę odnowił kanonik ks. Ambroży Szulc. Od 1910 roku tam odprawiano Msze święte za zmarłych.

Podczas II wojny światowej odnotowano ostatni pochówek trzech Akowców (dowódca 1 Brygady Wileńskiej AK porucznik Czesław Grombczewski PS. „Jurand”, plutonowy Franciszek Hojan ps. „Szary” i st. sierżant Maurycy Palenko ps. „Strug”, 1944 rok. A już w 1951 roku cmentarz zostaje zamknięty na zawsze i w późniejszych latach całkowicie zlikwidowany. W 1989 roku postawiono trzy krzyże metalowe na grobach ku pamięci, że kiedyś tu był cmentarz.

2. Kapliczka Jezusa pod krzyżem

Teraźniejszy teren obok kościoła różni się bardzo od stanu pierwotnego. Kiedyś z prawej strony było piękne wzgórze, na którym stała kapliczka.

Gdy zaczęto budowę kościoła, prawdopodobnie postawiono na wzgórzu figurkę św. Jana Nepomucena. Później zastąpiono ją figurką Jezusa niosącego krzyż. Na temat zamiany istnieją dwie wersje. Która z nich prawdziwa, a która jest legendą?

Legenda głosi, że niejaki snycerz Jan, który mieszkał na ulicy Kalwaryjskiej, otrzymał zamówienie odrestaurować figurkę św. Jana Nepomucena za osiem talarów bitych. Wkrótce miasto nawiedziła zaraza i ludzie zaczęli opuszczać miasto. Tak samo chciał zrobić i snycerz Jan. Lecz pewnej nocy miał widzenie i Chrystus rzekł, aby zrobił z drzewa Jego samego, jak Go widział: w szacie czerwonej krzyż dźwigający i mara w jego dom nie wejdzie. Po roku pracy figura Zbawiciela została ukończona, a jego domownicy nie ucierpieli z powodu epidemii. Lecz oo. jezuici odmówili postawienia figurki na miejsce przeznaczonej św. Janowi Nepomucenowi. W niedługim czasie pewnemu zakonnikowi w widzeniu Chrystus objawił, aby przyjęto figurkę od snycerza. Figurkę przyjęto i zapłacono tyle, ile było w umowie, lecz nie postawiono na słupie w altanie, ale w składzie rzeczy kościelnych. Znów po roku, gdy inny zakonnik był w składzie, przemówiła figurka do niego. Ten opowiedział dla przełożonego o zdarzeniu i to ostatecznie zadecydowało, by postawić na wzgórzu figurkę Chrystusa niosącego krzyż. Uczyniono to uroczyście 9 maja 1720 roku.

Data ta jest zgodna z prawdą. Z inicjatywy rektora kościoła ks. Ptaka rzeczywiście poświęcono nowy pomnik. Był on jakby początkiem dróżek kalwaryjskich, w tym czasie bardzo rozpowszechnionych. Pielgrzymki przechodziły przez most i tu przed Jezusem modliły się, odprawiano Msze święte w kościele świętorafalskim. Podczas śpiewów i modłów ludzie szli w górę 4,5 km, aby rozpocząć drogę krzyżową na pierwszej stacji Matki Bożej Bolesnej.

Wkrótce figurka zaczęła słynąć cudami. Jeden z uzdrowionych, Mateusz Pakułowicz, odrestaurował kapliczkę w końcu XIX wieku.

Po drugiej wojnie światowej wzgórze zostało usunięte pod most, aby go wygórować i odbudować (Zielony Most został zbudowany w 1536 roku. W ciągu wieków był wciąż poprawiany. Od 1700 roku most uległ całkowitej zagładzie z powodu burzy i ludzi przeprowadzano promem. Około 1969 roku zbudowano most murowany i pomalowany na kolor zielony. Most ten ulegał zagładzie przez pożar i wojny. W 1944 roku został wysadzony w powietrze. Teraźniejszy most jest żelazny). Kapliczkę z Jezusem zburzono. Dzisiaj figurka znajduje się w kościele w prawej bocznej nawie. Odrestaurowana i pomalowana cała na biało.

Zakończenie

Już zauważyliśmy, diecezja wileńska odczuwała niemałe wstrząsy na przestrzeni tych niespokojnych wieków. Kasata potężnego zakonu jezuitów, mordowanie wielkich ludzi, ciągłe niepokoje i wojny.

Ta niewielka praca ukazała, że historia Kościoła św. Rafała Archanioła jest bogata i bardzo urozmaicona. Czasami trudno jest wyobrazić, co się mogło dziać w tych czasach z klasztorem, kościołem, duszpasterzami, jego wiernymi i działalnością parafialną. Można tylko snuć domysły, opierać się na wspomnieniach ludzi starszych, lecz tego nie wystarcza na napisanie konkretnej pracy historycznej. Zabrakło wiadomości archiwalnych z okresów budowy i przekazania klasztoru oo. pijarom, brak dokumentów z okresu wojen rosyjskich i francuskiej. Można też zajrzeć do innych tekstów i bibliotek archiwalnych. Jestem pewna, że wiele będzie można napisać o dziejach parafii, jej działalności i o konkretnych osobach.

Ze znalezionych dokumentów w krypcie kościoła również można snuć domysły, że może też i w innych niespokojnych okresach dokumenty były palone lub chowane. Dlatego teraz tak trudno jest systematycznie opisać dzieje tak wspaniałego kościoła i klasztoru.

Obecnie cały teren kościelny jest przebudowany. Nie ma plebanii, która została zburzona jeszcze w 1894 roku. Zrównane wzgórze, na którym kiedyś stała kapliczka z cudowną figurką Jezusa Krzyż niosącego. Na tym miejscu teraz jest przystanek komunikacji miejskiej i ulica wiodąca przez Zielony Most na starówkę.

Figurka Jezusa Krzyż niosącego umieszczona w kościele i trudno powiedzieć, czy cuda dzieją się do dziś. Tym nie mniej nikt o nich nie mówi. I tylko starsi ludzie pamiętają, że ta figurka stała na ulicy na wzgórzu i słynęła cudami.

W byłym klasztorze teraz znajduje się obiekt „Departamentu ochrony spuścizny kulturalnej przy Ministerstwie Kultury”, który należy do państwa, a w budynkach przyklasztornych – warsztat samochodowy, garaże, kawiarnia i indywidualne firmy.

Obecnie na terenie cmentarnym stoi gmach stacji elektrycznej, budowle administracyjne, wzniesiono wieżowce instytutu estetyki, inne obiekty. Zbudowano garaże i trasy komunikacyjne i nikt się nie troszczył o to, co jest ich fundamentem. Razem z piaskiem były wywożone kości pogrzebane na cmentarzu. A przecież pochowani tam byli liczni profesorowie Uniwersytetu Wileńskiego, inni działacze kultury.

Ku pamięci żołnierzy pochowanych na tym byłym cmentarzu, został wzniesiony pomnik na cmentarzu Rossa.

Tym niemniej, jest zawsze nadzieja, że pamięć nie zaniknie o tych dziejach, bo właśnie one wzbudzają naszą wdzięczność i czujność na wszystko, co nas otacza.

Wszystkie te dzieje, które burzyły pokój w państwie, wręcz przeciwnie – wzmacniała Lud Boży. Historia dawała ludzi bohaterskich, błogosławionych, o których pamięć nie ustanie.

Aneks

Data

Główne wydarzenia

XVI wiek Odnotowano powstanie cmentarza
1697 Wojewoda Kazimierz Jan Sapieha daruje ziemię dla oo. jezuitów
1702 Rozpoczęto budowę kościoła przez Michała Koszyca i Michała Kazimierza Radziwiłła
1703 – 1740 Budowa klasztoru
1710 Wzniesiony pomnik Jezusa Krzyż niosącego
1715 – 1739 Budowa budynków przyklasztornych
1720 Poświęcenie pomnika Jezusa Krzyż niosącego
1730 Konsekracja kościoła
1739 – 1749 Przy kościele działa warsztat stolarski
1752 Budowa głównego ołtarza
1764 Kościół konsekrowany powtórnie
1773 Kasata zakonu jezuitów i przekazanie kościoła i klasztoru oo. pijarom
1791 Kościół i cmentarz zostaje parafialny
1799 oo. pijarzy sprzedają klasztor dla rządu
1812 Kościół zajety przez wojsko francuskie
1824 Kościół odremontowany i poświęcony
1830 Porządkuje się cmentarz
1831 – 1832 Kościół zamieniony na koszary carskie
1844 Odbudowano kaplicę na cmentarzu
1850 Remont Klasztoru
1857 – 1858 Zrekonstruowany klasztor
1860 Kościół wyremontowany i oddany dla wiernych
1860 Zamknięty cmentarz
1863 Ks. Rajmund Ziemacki rozstrzelany
1865 Ks. Proboszcz Jan Menutis zesłany
1870 Ks. Stanisław Piotrowicz aresztowany i wywieziony w głąb Rosji
1870 Odremontowany pomnik Jezusa Krzyż niosącego
1888 Ustanowione organy
1893 Prośba o pozwolenie przeprowadzenia prac naprawczych kaplicy na cmentarzu
1894 Zburzona plebania
1897 Powtórna prośba o pozwolenie przeprowadzenia prac naprawczych kaplicy na cmentarzu
1903 Pozwolenie do naprawy kaplicy na cmentarzu
1910 Odprawiano Msze Święte za zmarłych w kaplicy na cmentarzu
1941 Wilno bombardowane, uszkodzony Kościół
1944 Ostatni pochówek trzech Akowców
1951 Cmentarz zamknięty
1975 Kościół restaurowany przez archit. G. Lauciusa
1989 Postawiono trzy krzyże metalowe na byłym cmentarzu

Obecny stan parafii

Obecnie parafia liczy 92 tys. osób, z których 75 tys. to katolicy. Z nich zimą przychodzi do kościoła ok. 4 tys., latem ok. 3 tys. Msze Święte są odprawiane w językach polskim i litewskim. Na terenie parafii mieszkają również ludzie innych wyznań – prawosławni i Ormianie. Prawosławni mają swoją cerkiew, Ormianie także mają swój dom modlitwy.

Parafia odznacza się dość urozmaiconym i aktywnym życiem kościelnym. W parafii prowadzą działalność grupy Taize, Caritas, Żywy Różaniec (grupy polska i litewska), Neokatechumenat, chóry dorosłych i dziecięco-młodzieżowe, Anonimowi Alkoholicy, Rodzina Rodzin (grupa polska),

Legion Maryi (grupa litewska) i grupy modlitwy za kapłanów.

Na terenie parafialnym są dwie szkoły polskie i 9 szkół litewskich.


Źródła:
1. Lietuvos vienuolynai. Vadovas, 1998
2. I. Barakauskaite, Lietuvos TSR istorijos Ir kulturos paminklu savadas
3. E. Małachowicz, Wilno. Dzieje, architektura, cmentarze, Wrocław 1996
4. J. Kurczewski. Biskupstwo wileńskie, Wilno 1912
5. Kosman Marceli, Cmentarze Wilna. Toruń 1994
6. J. Surwiło, To wszystko było, jest w Wilnie, Wilno 2007
7. Przewodnik po Wilnie
8. http://lt.wikipedia.org/wiki/Vilniaus_%C5%A0v._arkangelo_Rapolo_ba%C5%BEny%C4%8Dia
9. http://vienuolynai.mch.mii.lt/V47-54/Vilnrapolo.htm
10. http://vilnius.lcn.lt/istorija/ikurimas
11. BLAN, F 273-3670, Wizyta kościoła parafialnego św. Rafała
12. BLAN, F 43-24736, Ustawy dla kościołów i klasztorów Katolickich w Imperium Rosyjskim, 1798 r.
Zdjęcia: http://vienuolynai.mch.mii.lt/V47-54/Vilnrapolo.htm

http://www.wilnopedia.lt/kosciol-sw-rafala-w-wilnie/

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

Inny Świat Danuty Szaflarskiej

Posted by tadeo w dniu 25 października 2014

A kto będzie chciał starą babę oglądać przez półtorej godziny? – tak podobno zareagowała Danuta Szaflarska na propozycję objęcia głównej roli w „Pora umierać”. Wystąpiła mając 92 lata. Film stał się wydarzeniem, a występ Szaflarskiej był bodaj jej najwybitniejszym osiągnięciem na ekranie. Wystarczyło tylko rzucić okiem na jej piękną, promieniującą dobrocią twarz, by się wzruszyć, poczuć bijący żar.

Dorota Kędzierzawska zdawała sobie sprawę z wrażenia, jakie wywołuje obecność wielkiej damy polskiego kina i teatru. Pewnie dlatego wymusiła na niej kolejne półtorej godziny. Tym razem poświęcone jej osobistym przeżyciom. Nakręciła nietypowy, poetycki dokument biograficzny. Bardziej impresję o minionym wieku i tym, co zostaje w pamięci, niż suchy, silący się na obiektywizm portret. Rzadko udzielająca wywiadów, chroniąca pieczołowicie swoją prywatność Szaflarska snuje nostalgiczne wspomnienia o raju utraconego dzieciństwa spędzonego w okolicach Piwnicznej, dziadkach góralach, epidemii tyfusu, która odebrała jej ojca, psie Makbecie paradującym po scenie w trakcie występów w wileńskim teatrze na Pohulance, dobrych Niemcach pomagających jej wrócić w czasie okupacji do Warszawy i wielu innych tragicznych oraz szczęśliwych wydarzeniach. Stara się trzymać dystans, gdy nie potrafi opanować wzruszenia, śpiewa powstańcze piosenki, żartuje, inteligentnie pointuje. Poza wsłuchiwaniem się w melodię jej głosu najbardziej fascynuje sam portret artystki subtelnie szkicowany bliskimi planami przez Arthura Reinharta.

Skromna, mądra, wspaniała osoba. I znakomity, dojrzały film.

APC - 2014.10.25 21.07 - 001.3d

http://gloria.tv/media/F2xvjtkwxC8

http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/film/1541847,1,recenzja-filmu-inny-swiat-rez-dorota-kedzierzawska.read

http://ninateka.pl/film/inny-swiat-danuty-szaflarskiej-premiera-warszawska

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, SYLWETKI | 2 komentarze »

Polegli na warcie…Tropem wileńskiej legendy września ’39

Posted by tadeo w dniu 28 września 2014

Wieńce od Ambasady RP w Wilnie, złożone 17 września 2014 roku na grobach poległych żołnierzy WP
Co roku w Wilnie, obchody agresji sowieckiej na Polskę, w dniu 17 września 1939 r., koncentrują się głównie wokół trzech mogił – na kwaterze Wojska Polskiego na Rossie. To groby żołnierzy, którzy polegli 18 września 1939 r. – kolejnego dnia agresji sowieckiej na Polskę. Zginęli, broniąc umiłowanego przez nich Wilna. Przez lata opowiadano, że żołnierze ci padli od kul sowieckich, do końca pełniąc swoją wartę honorową przy grobie marszałka Józefa Piłsudskiego. Czy była to prawda? A może tylko legenda przechowywana prze wilnian? Jedno nie ulega wątpliwości, opowieści tej słuchano ze wzruszeniem. Poruszała ona zwłaszcza gości z Macierzy.

Historia ostatniej warty przy grobie Matki i Serca Józefa Piłsudskiego na wileńskiej Rossie przekazywana z pokolenia na pokolenia, dodajmy, ustnie i po kryjomu, w Wilnie, była niczym starożytny epos, konstytuujący postawy wilnian w czasach sowieckiego zniewolenia, a także i później. Legenda ta miała krzepić i umacniać polską dumę. Uskrzydlać serca młodych i koić ból starszych.

Był rok 1989. Pamiętam ogromne zaangażowanie polskich harcerzy z Wileńszczyzny – pierwszych, prawdziwych harcerzy, jacy pojawili się na Ziemi Wileńskiej po 50. latach „sowiecji”.  Pełnili oni wówczas wartę honorową przy grobie Matki i serca marszałka Józefa Piłsudskiego w dniach 1 i 11 listopada tego pamiętnego roku. Byłam jedną ze współorganizatorek tej akcji. Przekazywaliśmy warty, oddawaliśmy harcerskie honory przy mogile tych trzech żołnierzy poległych we wrześniu 1939 roku. Było w tym coś wyjątkowego, niesamowitego i dla nas euforycznego! Historia zatoczyła koło. Oto harcerze z wileńskich hufców oddają cześć bohaterom Września 39. Dokładnie po 50 latach!

Jedna z pierwszych harcerskich gier terenowych poświęcona została właśnie wydarzeniom 17 września 1939 r. i okolicznościom tragicznej śmierci tych trzech bohaterów. Wówczas znaliśmy tylko jednego z nich. Na tablicy nagrobnej na Rossie widniała taka oto inskrypcja: Wincenty Salwiński, kapral WP, zginął 18 września 1939 roku. Tymczasem na tablicach obok były napisy: Nieznany Żołnierz WP oraz zapis daty śmierci, również: 18 września 1939 roku.

Gdy 13 grudnia 1989 roku składałam, jako pierwsza od czasów wojny harcerka (wraz z Markiem Kowalewskim, drużynowym męskiej części związku) na Górze Trzykrzyskiej przyrzeczenie harcerskie, to moi koledzy, starsi harcerze z Polski, nawiązali do historii Wincentego Salwińskiego. To było nośne i symboliczne, dla mnie szalenie ważne i przejmujące. Nosiłam te same nazwisko. Wincenty Salwiński był moim stryjecznym Dziadkiem, młodszym bratem mojego dziadka Feliksa. Wyrastałam na legendzie o warcie polskich żołnierzy, wychowywałam się w aurze tej postaci, w rodzinie o nim się mówiło, pielęgnowano pamięć o nim.

 

Tak zostało. Od kilku lat odbywają się Spotkania Rodziny Salwińskich. Organizatorami i pierwszymi uczestnikami Spotkań byli dość liczni przedstawiciele rodziny Feliksa, od paru lat grono osób się poszerza o inne gałęzie rodziny Salwińskich. Najważniejszym przesłaniem tych spotkań jest próba integracji i zżycia się najmłodszego pokolenia, przywiązania ich do wartości i tradycji rodzinnych… 13 września b. r. w Kaplicy Ostrobramskiej odbyła się msza św. m.in. w intencję 75 rocznicy śmierci kaprala Wincentego Salwińskiego, jednego z poległych obrońców Wilna we wrześniu 1939 roku.

Wincenty Salwiński urodził się w 1914 roku. W rodzinnym archiwum zachowało się kilka prywatnych dokumentów Wincentego, a na każdym wskazany jest inny dzień i miesiąc urodzenia. Jedną z bardziej prawdopodobnych dat (potwierdzonych w kościelnym archiwum) wydaje się 15 sierpnia 1914 roku… Urodził się we wsi Sokolniki nieopodal podwileńskiej Rudaminy. Do dzisiaj zachował się dom, w którym się urodził i zabudowanie gospodarcze, które w zasadzie własnoręcznie wybudował.

Miał liczne rodzeństwo. Czterech braci i trzy siostry. Jedna z sióstr zmarła w niemowlęctwie. Dwie inne siostry – Janina i Zofia –  do końca życia mieszkały obok siebie w Sokolnikach. Jeden z braci – Władysław – zginął tragicznie po wojnie, rażony piorunem, kiedy wracając do domu nieostrożnie stanął pod drzewem, by przeczekać burzę. Najmłodszy brat Wacław eksrepatriował po wojnie do Polski i zamieszkał w Juracie na Półwyspie Helskim, gdzie przez wiele lat był kierownikiem domu wypoczynkowego „Merkury“. Po jego śmierci w 2004 roku syn sprowadził prochy ojca do Wilna, gdzie złożono je na cmentarzu w Rudaminie obok rodziców i brata Władysława. Z kolei brat Józef, był zesłany na Sybir; potem szczęśliwie trafił do armii polskiej pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Przeszedł cały szlak bojowy tej kresowej armii. Bił się pod Monte Cassino. Po wojnie osiadł, jak większość z tych co nie mieli dokąd wrócić, a bili się o całość Polski, w Londynie. Nigdy już nie zobaczył swoich rodziców ani ukochanego Wilna. Przez lata jednak utrzymywał kontakty listowne. Kilkakrotnie rodzeństwo się spotykało w PRL. A w 1980 roku doszło w Londynie do bezprecedensowego spotkania Józefa z bratem Feliksem i jego synem Zenonem. Podczas każdego z tych spotkań wracano do wspomnień o Wincentym.

 

Z zachowanych dokumentów wynika, że w służbie czynnej WP. Wincenty Salwiński pozostawał co najmniej od roku 1936. Zachowało się świadectwo ukończenia przez niego szkoły podoficerskiej.

Służył w 6. Pułku Piechoty Legionów. Póżniej w elitarnym KOP-ie czyli Korpusie Ochrony Pogranicza. Wybuchła wojna. Wincenty Salwiński pełnił swoją służbę na Wileńszczyźnie. 17 września 1939 r. bolszewicy wbijają Polakom nóż w plecy. Sojusznik Hitlera wypełnił swoje zobowiązania. Uderzył na Polskę. Rozkazy naczelnego wodza Śmigłego-Rydza tymczasem nakazywały „niepodejmowanie walk z jednostkami Armii Czerwonej, a jedynie przeciwstawiania się im w obronie własnej przy ewentualnych próbach okrążania i rozbrajania oddziałów Wojska Polskiego. Marszałek Śmigły nakazywał zarazem wszystkim formacjom Wojska Polskiego wycofywanie się najkrótszymi drogami do Rumunii i na Węgry oraz do innych państw neutralnych jak Litwa i Łotwa. Do dzisiaj tamtejsza decyzja dowództwa WP budzi emocje i różne oceny historyków. „Kompletne zaskoczenie i brak rozkazów (dyrektywa marszałka Rydza-Śmigłego zaczęła docierać do poszczególnych dowództw nie wcześniej niż w nocy z 17 na 18 września, a do wielu nie dotarła wcale) zdezorientowała niejednego z polskich dowódców. Rozkazu Naczelnego Wodza nie wykonała zresztą, i to świadomie, spora część polskich sił zbrojnych znajdujących się nad polską granicą wschodnią. Dzięki temu pochód na zachód armii sowieckiej nie był pochodem triumfalnym. Wojsko Polskie nie odchodziło z Kresów bez walki“. – pisze Longin Tomaszewski w swoim monumentalnym dziele „Wileńszczyzna lat wojny i okupacji 1939 – 1945“.

Faktem jest, że dowództwo Obszaru Warownego Wilno, na czele którego stanął przybyły z Grodna płk Jarosław Okulicz–Kozaryn, początkowo szykowało obronę miasta, dostrzegając nie tyle możliwości wojskowe własnych jednostek (marnie uzbrojonych i zdecydowanie uszczuplonych w wyniku odejścia najlepszych jednostek w pierwszych dniach września na front zachodni), ile ogromną ofiarność i zaangażowanie społeczności wileńskiej. Jednak po podtrzymaniu rozkazu o niebronieniu Wilna przez gen. Józefa Konstantego Olszynę-Wilczyńskiego i po gwałtownej i bardzo dramatycznej rozmowie  płk Okulicz-Kozaryn przerwał przygotowania do obrony i wydał rozkaz ewakuacji w kierunku granicy z Republiką Litewską. Po zarządzonej ewakuacji w Wilnie pozostały tylko nieliczne pododdziały m. in: Ośrodka Zapasowego 1 Dywizji Piechoty Legionów, zapasowe pododdziały pułków ułańskich i artylerii oraz sformowany „na szybko” oddział Legii Oficerskiej pod dowództwem mjra Maksymiliana Ossowskiego. Wilnianie chcieli się jednak bronić. Młodzież szkolna i akademicka zaczęła spontanicznie organizować się w grupy samoobrony. Zorganizowano kilkanaście stanowisk obronnych, m.in. na tzw. Górce Chrystusowej na zapleczu kościoła św. Rafała. Punkty oporu zorganizowano też na przejeździe kolejowym nieopodal ul. Polskiej i w okolicy ul. Ostrobramskiej, u wylotu ul. Połockiej i na wysokości ul. Arsenalskiej. Walczono także w okolicach Mostu Zwierzynieckiego, dokładnie na wprost alei Mickiewicza. Na wzgórzu przed Rossą, w okopach (istniejących zresztą do dziś) stanowisko zajął pododdział KOP-u „Troki“, w którym służbę pełnił właśnie kapral Wincenty Salwiński. Walki o Wilno toczyły się z różnym nasileniem wieczorem 18 i w nocy 19 września 1939 r. W tych walkach zginęło kilkanaście osób, śmierć ponieśli również kapral Wincenty Salwiński oraz szeregowcy Piotr Stacirowicz i Wacław Sawicki.

Jak zginęli? To pytanie powstawało nieraz i podejmowano wiele prób zweryfikowania wydarzeń. Trwała jednak wojna, a potem nastały koszmarne sowieckie czasy, w których szukać odpowiedzi na te pytanie było niezwykle trudno. To były pierwsze ofiary niespodziewanej sowieckiej agresji, ich śmierć nie była w żaden sposób udokumentowana. Wszystkie informacje pochodzą z przekazów ustnych.

Rodzina Wincentego Salwińskiego przez cały czas próbowała dotrzeć do możliwych świadków tamtych zdarzeń. Ale relacje były bardzo rozbieżne. Bardzo szybko pojawiła się legenda, jakoby trzej polegli żołnierze zginęli, pełniąc wartę honorową na Rossie. Przed wojną faktycznie warta była pełniona przy Mauzoleum marszałka Józefa Piłsudskiego, o czym doskonale wiedzieli wilnianie. Była ona przez lata codzienną rzeczywistością Wilna, a nawet swego rodzaju atrakcją turystyczną.

Jednak, jak wynika z relacji świadków, przytaczanych w pracy Cz. Grzelaka „Wilno 1939“ oraz B. Mintowta „Ostatnia warta na Rossie“ wydanej w bydgoskim cyklu „Wileńskie Rozmaitości“, regularna żołnierska warta honorowa przy Mauzoleum na Rossie pełniona przez żołnierzy 1. DP Legionów została zdjęta już 13 września w chwili wyruszenia tej jednostki na front. Odtąd wartę przy grobie Matki i Serca Syna pełnili młodzi żołnierze z ad hoc zorganizowanego Wileńskiego Batalionu Ochotniczego, a później członkowie Związku Strzeleckiego oraz harcerze i ochotnicy z Przysposobienia Wojskowego. Z relacji bezpośrednich uczestników Kazimierza Bolińskiego, Kazimierza Juszczaka i Ryszarda Wallka wynika, że ostatnia młodzieżowa warta została zdjęta 18 września, gdy na obrzeżach Wilna pojawiły się sowieckie czołgi i rozpoczęła się nierówna walka obronna. Nikt z tej warty nie poległ.

Wcześniej jednak, zaraz po wojnie, funkcjonowały inne świadectwa. One też zostały później opisane przez Aleksandra Dawidowicza m.in. w piśmie Zarządu Krajowego Towarzystwa Przyjaciół Grodna i Wilna „Panorama Kresowa“. Wilnianin, lekarz Aleksander Dawidowicz, przywoływał własne wspomnienia, a także powoływał się na na relacje ustne swojej koleżanki klasowej Ludmiły Doroszkiewicz, która przez całe życie mieszkała nieopodal Rossy i była rzekomo świadkiem tamtejszych wydarzeń. Oto, co podawał Aleksander Dawidowicz: „Rozpoczął się masowy exodus ku granicy litewskiej administracji wileńskiej i wojska.W tej tragicznej sytuacji i masowej histerii kapral Wincenty Salwiński z dwoma kolegami, szeregowym Piotrem Stacirowiczem i Wacławem Sawickim podjęli decyzję zaciągnięcia warty przy mauzoleum marszałka Piłsudskiego na Rossie. Był to świadomy akt bohaterski. Dwaj wartownicy trzymający straż przy płycie Matki i Serca Syna zginęli na miejscu od kul sowieckich. Kapral Salwiński, zgodnie z regulaminem, przebywał w tym czasie w nieistniejącej dzisiaj, przylegającej do cmentarza legionowego, niedużej wartowni. Widząc śmierć swych kolegów, począł się cofać w kierunku torów kolejowych. Został jednakże zauważony i zastrzelony w odległości około 150 m od wartowni. Prawdopodobnie na tej relacji przez wiele lat opierała się też moja rodzina. Pamiętam, jak dziadek kilkakrotnie wspominał „Ludkę“, a mój ojciec „panią Ludę“. Myślę, że chodziło o tę samą osobę – Ludmiłę Doroszkiewicz – z relacji doktora Dawidowicza.

Wątpliwości pojawiły się w połowie lat 70. Wacław, mieszkający na Helu najmłodszy brat, z uporem szukał towarzyszy broni Wincentego. Prowadził rozlegle korespondencje. Była to dla niego sprawa bardzo ważna. Często wspominał swój proroczy sen sprzed wojny, w którym przewidział tragiczną śmierć brata Wincentego w pierwszych dniach jesieni. Wacław Salwiński odszukał świadków, którzy twierdzili, że Wincenty zginął nie jako członek warty honorowej, a na skutek strzelaniny, która wywiązała się między żołnierzami jednostki polskiej a czołgistami Armii Czerwonej. Prawdopodobnie czerwonoarmiści oddali serię wystrzałów w stronę zdemaskowanych żołnierzy, ci zaś poderwali się do biegu. Celem ucieczki pozostawała nieopodal stojąca budka wartownicza (niektórzy twierdzą że była to toaleta). Nie zdążyli jednak dobiec, dosięgły ich sowieckie kule. W latach ’90, już w Wilnie, ujawnił się kolejny świadek,  który – jak twierdził – był w okopach na Rossie razem z Wincentym Salwińskim i widział jego dramatyczną ucieczkę, a następnie śmierć. Świadek był bliskim współpracownikiem jednego z bratanków Wincentego i tylko dlatego, po wielu latach znajomości, zdecydował się na ujawnienie tej informacji. Wykluczał jednak udział własny i całej jednostki w walkach z Armią Czerwoną. Najwyraźniej była to zwyczajna bojaźń i asekuracja ówczesnego mieszkańca Związku Radzieckiego. Jakże wymuszona w tamtych czasach…

W 1993 roku w pracy Cz. Grzelaka „Wilno 1939” ukazała się relacja podporucznika rezerwy E. Gilurskiego, jednego z oficerów niepełnego batalionu KOP „Troki”, który tak oto relacjonował przebieg walki z czołgami 6 BPancernej w okolicach Cmentarza na Rossie: „Po zapadnięciu zmierzchu słychać było warkot sowieckich czołgów od strony Lipówki, zbliżających się w kierunku naszych stanowisk. Wkrótce rozpoczęło się piekło. Znaleźliśmy się pod silnym ostrzałem z różnej broni. Szczególnie denerwujące były pociski świetlne i jazgotliwe. Do północy strzały ucichły, ale słychać było silny warkot czołgów od strony centrum Wilna. A to znaczyło, że czołgi znalazły się już na tyłach naszej obrony. O świcie poszedłem na prawe skrzydło naszej obrony do mjr Sylwestra Krasowskiego. Dowódca oznajmił, że sytuacja jest krytyczna i nie ma sensu dalsze stawianie oporu, po prostu szkoda żołnierzy. Wydał rozkaz opuszczenia stanowisk i ratowania się we własnym zakresie”.

Bezsprzecznie Wincenty Salwiński zginął tuż przy Cmentarzu na Rossie, kilkaset metrów od kwatery wojskowej i mauzoleum marszałka Piłsudskiego. Tam odszukała go rodzina, brat Feliks i matka, którzy 19 września rano zostali poinformowani o śmierci syna i brata. Z ich bezpośredniej relacji wynikało, że Wincenty raczej nie zginął śmiercią natychmiastową. Był ciężko ranny i umierał w cierpieniach. Wykrwawił się. Obok jego ciała leżały zwłoki drugiego żołnierza. Trzeciego z poległych żołnierzy przywieziono tego samego dnia, ale nieco później. Dziadek utrzymywał, że ciało poległego przewieziono z okolic walk prowadzonych nieopodal Zielonego Mostu. Tu powstaje pewna sprzeczność, bo wiele innych źródeł podaje z kolei, że na Rossie zginęli wszyscy trzej żołnierze. Dotychczas nie udało się tego rozstrzygnąć, niemniej wszyscy trzej zostali pochowani na Rossie.

Jedynie na grobie Wincentego umieszczono dokładny zapis imienia i nazwiska oraz datę śmierci. Wówczas nie udało się ustalić personaliów dwóch innych żołnierzy. Dlatego na ich nagrobkach aż do lat ’90 widniał zapis: „Nieznany żołnierz WP“. Skąd się wzięły pomniki nagrobne, takie same jak innych legionistów na Rossie poległych w latach 1919–1920? W kwaterze wojskowej jeszcze z czasów ostatniej restauracji kwatery wojskowej w 1936 roku pozostawiono kilka wolnych pomników nagrobnych. W realiach wojny idealnie nadały się one do szybkiego pochówku trzech ofiar walk z czerwonoarmistami.

Jeszcze w czasie wojny część pomników legionistów została uszkodzona, mocno też ucierpiały pomniki żołnierzy września ’39. Niewykluczone, że był to wynik jakiejś specjalnej interwencji. Wiadomo, że w latach 70 pomniki nadawały się wyłącznie do natychmiastowej rozbiórki i rodzinie Wincentego bardzo zależało na uporządkowaniu nagrobków. Tym bardziej, że brat Feliks podjął starania o wyjazd do Londynu na spotkanie z bratem, który też bardzo nalegał na uporządkowanie miejsca pochówku Wincentego i posiadaniu zdjęć, o które wielokrotnie prosił rodzinę w Wilnie. Załatwienie pozwolenia na wyjazd poza szczelną granicę Związku Radzieckiego trwało kilka lat… Tyle też lat trwały próby zamiany nagrobków na Rossie…

Bracia zastanawiali się, jak lepiej to załatwić: po kryjomu czy też drogą oficjalnych pozwoleń? Ostatecznie uznano, że lepiej iść drogą oficjalną i zabiegać u władz Wilna o możliwość uporządkowania grobów. Od początku mowa była o trzech grobach. Podczas tych starań i zabiegów o uratowanie mogił i ich restauracje ważną okazała się znajomość z głównym plastykiem Wilna – Algisem Ramanauskasem, który „z urzędu” zajmował się wydawaniem podobnych zezwoleń, a był zarazem sąsiadem i znajomym jednej z córek Feliksa. On to ostatecznie podpisał i wydał zezwolenie na uporządkowanie grobów.

Na początku 1980 roku rodzina zainstalowała na Rossie trzy kamienie nagrobne, identyczne do wszystkich innych w kwaterze wojskowej. Siłą rzeczy jednak bardzo się one wyróżniały, były nowe, lśniące, z dala błyszczały nowe tablice. Nie mogły nie wzbudzać zainteresowania odwiedzających. Wydaje się, że wtedy legenda o tragicznej warcie honorowej nabrała jeszcze większej mocy.

Do dzisiaj wspominam moją, wtedy kilkunastoletniego dziecka, fascynację kolorowymi zdjęciami, które tata zabierał na wyjazd do Londynu. Oczywiście dopiero później przyszła refleksja, że były one jedynym łącznikiem miedzy dwoma braćmi walczącymi za Polskę i Wilno…

Dopiero w latach ’90, po badaniach prowadzonych na Rossie przez profesora z Wrocławia Edwarda Małachowicza, efektem których stała się monografia „Cmentarz na Rossie w Wilnie“, udało się ustalić nazwiska żołnierzy pochowanych obok Wincentego Salwińskiego. Jak podawał prof. Edward Małachowicz: „Wszystkie nazwiska zachowały się w spisie mogił z lat 1939 – 1945, sporządzonym z natury przez Aleksandra Śnieżkę“. W połowie lat 90 na zlecenie Andrzeja Przewoźnika, sekretarza generalnego Rady Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa zainstalowano tablice, które istnieją do teraz i mają takie zapisy:

Piotr Stacirewicz, szeregowy WP
Wincenty Salwiński, kapral WP
Wacław Sawicki, szeregowy WP

Legendę o pełnieniu do końca warty honorowej słyszałam niejednokrotnie. Nieraz słyszałam też pytanie, czy warto burzyć legendę, która tak wiele znaczyła dla wilnian, dla ich woli przetrwania w trudnych sowieckich czasach? Legendy tak przecież budującej i pięknej. Ale zapewne miał rację prof. Edmund Małachowicz, który w odniesieniu do tejże legendy stwierdził: „Legendy mają żywot trwalszy niż niejedno wydarzenie rzeczywiste. Prawdopodobnie i ta legenda przetrwa jeszcze, głównie wśród społeczności ziemi wileńskiej, odznaczającej się szczególną pamiętliwością“.

Pozostaje jednak niezbity fakt. Ci trzej żołnierze pełnili wartę! Może nawet ważniejszą niż im się przez lata przypisywało. Pełnili wartę do końca. Świadomie, z wyboru. Dla Polski, w imię Polski, w obronie Polski. Byli jednymi z pierwszych ofiar sowieckiej agresji, smutną zapowiedzią długich, ponurych lat sowieckiej rzeczywistości, zapowiedzią Katynia, Sybiru, łagrów i hekatomby ofiar, jakie poniosła Polska, Litwa i ta część Europy.

Tak zupełnie na koniec, ad hoc chcę przytoczyć jeszcze jedną rodzinną opowieść. Tak często przywoływaną i powielaną, że też już nie wiadomo, na ile prawdziwą, na ile zmyśloną. Otóż Wincenty Salwiński miał ulubionego psa. Zwykły wiejski pies, z lekka tylko podrasowany, bardzo zżyty ze swoim gospodarzem. Na ostatniej przepustce, kiedy Wincenty odwiedził swój  dom rodzinny w Sokolnikach pies nie odstępował go ani na krok. Długo  odprowadzał go w drodze z przepustki. W nocy z 18 na 19 września 1939 roku pies tak mocno wył, że rodzina, która jeszcze nie wiedziała, co się dzieje w Wilnie, z trwogą myślała o jakimś nadchodzącym nieszczęściu. Rano poderwała rodzinę tragiczna wiadomość. Od tej pory pies nie wziął do pyska ani kęsa strawy. Zdechł w tydzień po śmierci swojego gospodarza. Nikt nie pamięta, jak się wabił…

xxxx

Serdecznie dziękuję redakcyjnemu koledze, historykowi Michałowi Wołłejce, za pomoc merytoryczną w przygotowaniu artykułu.

Na podstawie: Longin Tomaszewski, Wileńszczyzna lat wojny i okupacji 1939 – 1945, Warszawa 2001; Edmund Małachowicz, Cmentarz na Rossie w Wilnie, Wrocław 1993; Czesław Grzelak, Wilno 1939, Warszawa 1993; Jerzy Łojek (Leopold Jerzewski), Agresja 17 września 1939, Warszawa 1990; Józef Krajewski, Wojenne dzieje Wilna 1939 – 1945. Losy Polaków, sensacje, zagadki, Warszawa 2011; praca Jędrzeja Kowalczuka pisana na konkurs historyczny, inf.wł.

Zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum rodziny Salwińskich.

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

Świadectwo

Posted by tadeo w dniu 17 sierpnia 2014

Niech Będzie Pochwalony JEZUS CHRYSTUS  witam wszystkich serdecznie, chcę podzielić się radosnym wydarzeniem. 8 lipca bieżącego roku wyjechałem z żoną na pielgrzymkę autokarową do Wilna stolicy Litwy, organizatorem był ksiądz Cezary Olzacki z parafii Bogate pod Wezwaniem Jana Ewangelisty Diecezja Płocka .Pierwszego dnia zaczęliśmy zwiedzanie od domu w którym przebywała św Faustyna Kowalska, zebraliśmy się wszyscy pielgrzymujący na niedużej świetlicy ksiądz Czarek zaproponował abyśmy się pomodlili głośno i z podniesionymi rękoma słowami JEZU UFAM TOBIE. Ja w tym czasie kiedy nasza grupa modliła się wyjąłem aparat i zrobiłem zdjęcie, kiedy powróciliśmy z pielgrzymki do domu przeniosłem zdjęcia na komputer . Ku mojemu zdziwieniu na zdjęciu ukazały się przepiękne promienie jakich niema na żadnym obrazie, po prostu zastygłem z wrażenia wraz z żoną zdecydowaliśmy pójść z tym do księdza Czarka .Kiedy ksiądz zobaczył to zdjęcie oświadczył z radością że to cud, wtedy wstąpiła w nas nadzwyczajna radość ja przez całą drogę do domu płakałem z radości ta radość trwa do dziś.Wierzę bardzo mocno że JEZUS PRZYCHODZI I WOŁA DO NAS  JA JESTEM.

W załączniku przesyłam to zdjęcie i proszę o wyrozumiałość tu nie chodzi o rozgłos czy sensacje jestem chrześcijaninem kocham JEZUSA I UFAM MU. Chcę całym sercem podzielić się tym co mnie spotkało.

Z CHRYSTUSOWYM POZDROWIENIEM  – Janusz.

Zdjęcie0053

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Św. Faustyna, Świadectwa | Leave a Comment »

XV Festiwal Piosenki Polskiej Dzieci i Młodzieży Szkolnej

Posted by tadeo w dniu 30 Maj 2014

W Domu Kultury Polskiej odbył się XV Jubileuszowy Festiwal Polskiej Piosenki Dzieci i Młodzieży Szkolnej na Litwie. Zapraszamy do zapoznanie się ze zwycięzcami.

Do tegorocznego finału przystąpiło 58 osób w pięciu kategoriach wiekowych.

Po wysłuchaniu wszystkich prezentacji festiwalowych komisja postanowiła:

Kategoria I 

I miejsce – Marzena Burzyńska Filia początkowa w Grygajciach Gimnazjum im. św. R.Kalinowskiego w Niemieżu
II miejsce – Emilia Galperman –Szkoła Średnia im.J.Lelewela w Wilnie
III miejsce Agata Masłowska – Szkoła Średnia im.Sz.Konarskiego w WIlnie

Kategoria II

I miejsce – Gabriela Baniukiewicz – Szkoła Srednia ŁAzdinai w Wilnie
II miejsce – Daniel Tylingo – Szkoła Srednia Łazdinai w Wilnie
III miejsce – Gabriela Mockute – Gimnazjum im.J.Śniadeckiego w Solecznikach

Kategoria III

I miejsce – Andrzej Stankiewicz – Progimnazjum im.Jana Pawła II w Wilnie

Dwa równorzędne drugie miejsca :

II miejsce – Małgorzata Patrycja Minkiel- Progimnazjum im.Jana Pawła II w Wilnie
II miejsce – Emilia Raczko Szkoła Srednia Łazdinai w Wilnie

Kategoria IV

I miejsce – Faustyna Zawalska – Gimnazjum im.A.Mickiewicza w Wilnie
II miejsce – Justyna Klemiato –Gimnazjum mim.J.Śniadeckiego w Solecznikach
III miejsce –Monika Rynkiewicz – Szkoła Średnia Łazdinai w Wilnie

Kategoria V

I.Karolina Grunt – Szkoła Srednia im.Wł.Syrokomli w Wilnie
II miejsce – Andrzej Iwaszko – Gimnazjum im.Jana Pawła II w Wilnie
III miejsce – Katarzyna Matuiza – Szkoła Średnia im.L.Narbutta w Koleśnikach

Nagroda GRAND PRIX – Ewa Szturo Gimnazjum im. J.I.Kraszewskiego w Wilnie

Komisja:

Barbara Kolago – przewodnicząca
Alfreda Ciechanowicz – członek
dr Asta Rauduvaite – członek

Jury bardzo dziękuje nauczycielom, instruktorom i rodzicom za pracę włożoną w przygotowanie uczestników na przeciągu całego piętnastolecia festiwali.Młodym wykonawcom dziękujemy za wspaniałe występy i życzymy dalszych sukcesów twórczych..

Jury dziękuje młodzieży z Gimnazjum im. A. Mickiewicza w Wilnie za prowadzenie i pomoc organizacyjną w XV Finału Festiwalu Polskiej Piosenki Dzieci i Młodzieży Szkolnej, oraz składa wyrazy uznania dla „Macierzy Szkolnej” na Litwie za organizację tegorocznego Festiwalu.

Do zobaczenia na kolejnym festiwalu piosenki w 2015 roku w Wilnie!

wal-polskiej-piosenki-dzieci-i-mlodziezy-szkolnej-na-litwie.d?id=64837375#ixzz33Eh8G0CQ

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Muzyka | Leave a Comment »

Józef Bujnowski. Obraz międzywojennej literatury wileńskiej

Posted by tadeo w dniu 16 kwietnia 2014

Ferment zaczyna się w Warszawie, już po uzyskaniu niepodległości i nie ma bynajmniej cech buntu. Wychodzący od 1916 roku studencki miesięcznik „Pro arte et studio”, przekształca się kolejno w „Pro arte”, po czym w 1920 roku w „Skamandra”, wreszcie w „Wiadomości Literackie” (1924) i przez niemal cały okres niepodległości „rządzi” literaturą polską, przenosząc te rządy aż na powojenną emigrację.(1) Zbuntował się ten młodopolski „Skamander”(2) tylko przeciw dawnej tematyce: nie musieli już poeci być narodowymi , ;wieszczami”, skoro rząd dusz objął prawowity Rząd Polski; woleli nie Polskę, lecz wiosnę opiewać.(3) Temu zdrowemu odruchowi nie towarzyszyły wyraźne przemiany strukturalne; było to rzeczywiście tylko „odświeżanie tematów i środków poetyckich”.(4).
Podobnie przedstawiała się sytuacja w powieści. Wybijający się na czoło młodej powieści Juliusz Kaden-Bandrowski, niezależnie od podjęcia nowego motywu: bohaterskiego eposu Legionów, utrzymanego w duchu jak najbardziej romantycznym – kontynuuje sprawę doktora Judyma i Cezarego Baryki w „Czarnych Skrzydłach” (1928-1929), przejmując początkowo nawet pewne „klisze” stylu Żeromskiego, nadającego się zresztą szczególnie do bohaterskiego eposu. Przemiana w strukturze jego powieści dokona się dopiero później i pójdzie w kierunku „zgęszczenia” i uproszczenia stylu.(5) Temu procesowi podda się cała powieść tych czasów. Będzie bardzo widoczna u Marii Dąbrowskiej, a szczyt osiągnie u Ferdynanda Goetla w powieści „Z dnia na dzień”. Będzie też próbowała nowej techniki przedstawiania wydarzeń historycznych Zofia Kossak-Szczucka(6), wszakże żadna z tych tendencji nie złamie struktury powieści tradycyjnej, jak zapoczątkują to Stanisław Ignacy Witkiewicz, Bruno Schulz, Witold Gombrowicz i poniekąd Choromański. Tutaj również będzie jeszcze rządziło prawo kontynuacji.
Podobnie z tradycyjnego tła neoromantycznego wyrastają misteria Rostworowskiego, utwory dramatyczne Szaniawskiego i komedia Morstina. Prób scenicznych Witkiewicza pozbywano się wzruszeniem ramion.
A jednak były już znaki zapowiadającego się przełomu na całym froncie literatury: w poezji, powieści i dramacie. Wraz z odzyskaniem niepodległości i obok kontynuatorskich tendencji skamandryckich wybuchnie „czerwona raca” futuryzmu; w powieść i dramat równocześnie uderzy „formista” Witkiewicz. Zacznie się długotrwała nierówna walka między nowatorstwem- a uzbrojoną w prosperujące wydawnictwa – tradycją. Do istotnego przełomu nie dojdzie przed drugą wojną. Ośrodkami fer¬mentu staną się głównie: Warszawa i Kraków.

Pierwsze lata niepodległości w Wilnie
Wilno przez dłuższy okres czasu będzie jak najbardziej i pod każdym względem zachowawcze. Po ciężkich latach zaboru rosyjskiego zachłyśnie się najpierw niepodległością i tradycją. Działało teraz prawo osmozy: niektóre jednostki z tego terenu przyciągała stolica. Laureatka nagrody poetyckiej miasta Wilna z 1930 roku, Kazimiera Iłłakowiczówna, urodzona w Wilnie, studia wyższe odbywała w Krakowie i stale przebywała w Warszawie. Nikt dziś nie pamięta, że późniejszy założyciel warszawskiej grupy futurystów, autor wydanego w 1920 roku tomu pt. „Tram wpopszek ulicy” w Warszawie, Jerzy Jankowski (1887 – 1941) urodził się i kształcił początkowo w Wilnie. Wydalony z (rosyjskiego) gimnazjum, szkołę średnią ukończył w Kronsztacie; studiował prawo na uniwersytecie w Petersburgu, w Paryżu, Lipsku i Dorpacie. Przebywając w Rosji (1914-1918) niewątpliwie uległ wpływowi futuryzmu rosyjskiego. Po długotrwałej chorobie zmarł i został pochowany pod Wilnem. Debiutował w „Gazecie Wileńskiej” felietonami ogłaszanymi w 1906 roku pod pseudonimem Jerzy Szum. Cała jego działalność literacka futurystyczna związana była jednak ze stolicą. Mało też kto wie dzisiaj, że drugi wybitny futurysta, Anatol Stern, wprawdzie uro¬dzony w Warszawie, studia polonistyczne rozpoczął na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie i tutaj, już jako autor „Futuryzji” wydanych w Warszawie w 1919 roku, miał swój głośny wieczór autorski (1920),po którym został oskarżony o bluźnierstwo, aresztowany i skazany na rok twierdzy; zwolniony wreszcie po pół roku na skutek protestu pisarzy. Nie bardzo tu można było, jak stąd wynika, „wadzić się z Bogiem”. Pobyt jego w Wilnie był krótki. Wpada w nurt życia literackiego stolicy; już w latach 1921-1922 redaguje z Jarosławem Iwaszkiewiczem, czasopismo „Nowa Sztuka”, a wraz z nim ginie i pamięć o futuryzmie, tak niegościnnie przyjętym na gruncie wileńskim. Fu¬turyzm nie pasował do klimatu wileńskiego. Tutaj, w łagodniejszym wydaniu, ferment zacznie się dopiero za kilka lat, wraz z przybyciem Witolda Hulewicza, członka komitetu redakcyjnego „Zdroju”, pisma tzw. „ekspresjonistów” poznańskich. Utopi się, zresztą, w tym klimacie Hulewicz bez reszty.
Głównym centrum życia naukowego i kulturalnego Wilna i Wileńszczyzny był niewątpliwie Uniwersytet. Humanistyka będzie szczyciła się tu takimi profesorami jak Marian Zdziechow¬ski, Stanisław Pigoń, Konrad Górski, Jan Otrębski, Erwin Koschmieder, Jan Safarewicz, a nade wszystko od roku 1932 Man¬fred Kridl, twórca polskiego „strukturalizmu” w badaniach iterackich. Akt Wskrzeszenia Uniwersytetu z dn. 11 października 1919 roku głosił, że działo się to roku „setnego od tej pamiętnej chwili, kiedy Wieszcz Narodu Polskiego, Adam Mickiewicz, w tej samej Auli otrzymał dyplom ukończenia nauk”. Późniejszy profesor tego uniwersytetu, wówczas jeszcze słuchacz, Stanisław Swianiewicz, w jednodniówce akademickiej z 1922 roku „Alma Mater Vilnensis” pisał, że „Uniwersytet Wileński jest naturalnym centrem naukowym dla rozległych terenów, pomiędzy Prypecią, Dnieprem, Dźwiną a północnymi granicami obecnego Państwa Litewskiego”… „Położony w centrum Litwy historycznej, posiadający świetne tradycje, które są prawie równie drogie dla Litwina, Białorusina i Polaka, może on stać się terenem zgodnego współdziałania przedstawicieli wszystkich narodowości, nasz kraj zamieszkujących”. Inny wychowanek i późniejszy pisarz, Kazimierz Leczycki, zakreśla w tejże jednodniówce jeszcze dalsze
perspektywy: „Wszak jesteś – pisze – wyrazicielką stającej się przyszłości. Duchem niespokojnym, budzącym wśród świata spokojnych przeczucie dalekich zmian”. – Na tym obszarze, wyciętym z dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego; dominował wciąż romantyczny idealizm trzech wieszczów, a przede wszystkim, rzecz zrozumiała, kult Mickiewicza. Wychodząca ze straszliwego potopu ziemia, budząca się samorzutnie do życia po 1905 roku, oglądała się jeszcze ku kresom, gdzie Kmicic, chorąży orszański, podchodził Chowańskiego, czy ginął od strzał tatarskich „boćwinia” Podbipięta. W celi Klasztoru Bazyliańskiego odbywało się jeszcze ciągłe misterium Wielkiej Improwizacji: tam później przecież odbywały się „środy literackie”. Ulicami przechadzali się tu, po odzyskaniu niepodległości, w granatowym stroju oficerskim powstańcy z 1863 roku, których sławę, wbrew pozytywizmowi głosiła córka tej ziemi, Eliza Orzeszkowa, w „Gloria Victis”. Z tej ziemi wyszedłszy; dumał o owym powstaniu i knuł nowe, Józef Piłsudski, który niebawem miał stać się Naczelnikiem Rzeczypospolitej, wskrzesicielem Uniwersytetu Stefana Batorego, choć w międzyczasie trzeba było niemal przywdziewać płaszcz krzyżacki Konrada Wallenroda. Właściwie pozytywizm tej ziemi nie dotknął, dał miejsce od razu neoromantyzmowi, wszakże bez przybyszewszczyzny: był to bezpośredni skok z romantyzmu Mickiewicza w romantyzm Mickiewicza, którego sławo teraz z katedry Wszechnicy Batorowej głosił profesor Pigoń. W tym świetle nawet „Skamander” mógł uchodzić za wydarzenie rewolucyjne.
Ziemię tę zamieszkiwały ludy różnych wiar i języków. Jej stolica, Wilno, przez którą wiodła „najkrótsza droga znad Dniepru do Bałtyku”, gdzie handel na tej wielkiej drodze od Dniepru do ujścia Niemna nigdy nie zamierał, „tak podczas epoki kamiennej, jak brązowej, i od czasów rzymskich trwał nieprzerwanie”(7), nanosząc tu kultury różnych ludów i różne ludy – nad ziemią tą krzyżowały się różne prądy, aż związała je na pewien czas idea jagiellońska w jedną całość. Odrodzony Uniwersytet z miejsca ją podjął, usiłując nic z tego nie zmarnować. Siedząc w jego salach wykładowych, czy głównej Auli, mogło się wydawać, że ledwie temu parę chwil wyszli stąd Filomaci, pozostawiając jeszcze niedomknięte, uchylone, chwiejące się drzwi…
Ściągała tu młodzież z najdalszych rubieży okrojonej Ziemi, gdzieś aż znad Dźwiny (Dzisna, Druja, Głębokie). Rozpalał się coraz żywszy ruch kulturalny, tkwiący głęboko w miejscowej tradycji. Daleka była droga dadaizmowi, czy surrealizmowi do Wilna tonącego w jeziorach i lasach.(8) Futuryzm tu był świętokradztwem (Stern). Bardzo późno doszedł „zgrzyt” krakowskiej „Zwrotnicy”.(9) Jeszcze w najlepszym razie mogły się tu „odświeżać tematy i środki poetyckie na wzór „Skamandra”.

Kształtowanie się wileńskiego środowiska literackiego
Kiedy zajechał do Wilna, stolicy tej ziemi, w 1925 roku ekspresjonista Witold Hulewicz (pseudonim: Olwid), współzałożyciel, współpracownik, współwydawca i współredaktor „Zdroju” (od 1918 r.) i osiadł jako pracownik Polskiego Radia, zastał tu już siedzącego od 1923 roku Tadeusza Łopalewskiego, który w 1920 roku debiutował w „Gospodzie Poetów”, a w rok potem wydał już w Wilnie „Gwiazdy tańczące”, z podtytułem: „poetyki”. Publikował właśnie w „Słowie” opowiadania, później (w 1930) wydane jako „Żołnierze i kobieta”. Urodzona w Wilnie, ale przebywająca do 1921 roku poza Wilnem, Wanda Dobaczewska-Niedziałkowska, miała już za sobą publikację wierszy pt. „Wilno” (1922), oraz obrazek sceniczny „Święty Mikołaj”, wystawiony w teatrze wileńskim w 1924 roku – nie licząc wcześniej opublikowanych poezji w Poznaniu „Na chwałę słońca” (1920). Ogółowi akademickiemu i szerszej publiczności kulturalnej znany już był w tym czasie Kazimierz Leczycki, który szkołę średnią ukończył gdzieś w Mińsku i tam ogłosił dawno temu (1918) swoje „Pierwsze utwory”; studia uniwersyteckie od¬bywał w Wilnie, współredagował (z Wirskim) pismo akademickie „Hipogryf” (1920), był członkiem redakcji i autorem artykułów „Alma Mater Vilnensis” (1922 -1924) i „Dnia Akademika”. Właśnie rok temu wyjechał do Francji jako nauczyciel, by wrócić w 1927 znowu do Wilna. W tymże (1925) roku ukończył polonistykę Jerzy Wyszomirski, drukujący poprzednio utwory w „Gospodzie poetów” (1921), w „Ponowie” (1922), a w Wilnie miał już za sobą „Całopalenie” (wiersze, 1923) i „Chwilę niepokoju” (także poezje, 1924). Od roku 1922 znany tu był już także Walerian Charkiewicz, jeszcze nie eseista historyczny, ale już autor m.in. trioletów zamieszczonych w „Alma Mater Vilnensis” w 1922 roku.
Były to pierwsze kroki kształtowania się nowego środowiska literackiego w powojennym Wilnie. Od 1922 roku istniało tu założone i prowadzone przez Kazimierza Leczyckiego „Koło Nowości Literackich”. Założycielem Związku Literatów w Wilnie (1925), oraz pierwszym sekretarzem, a później prezesem, był Witold Hulewicz. Zorganizowano rychło „Środy Literackie”, jako wieczory poświęcone literaturze, odbywające się w murach Ba¬zyliańskich, tuż obok „celi Konrada” – oraz tak nazwano kwartalnik literacki. W roku 1926 pod hasłem „Wilno-Żeromskiemu” (wydawnictwo) pulsował już żywy ruch literacki. W 1927 roku wychodzi pismo „Źródła Mocy”, w którym do 1931 roku ukazują się liczne utwory wspomnianych tu (i nie wspomnianych) pisarzy. Wydział Sztuk Pięknych U.S.B. wydaje doskonały graficznie i redakcyjnie własny periodyk („Południe”). Były to początki.
W niedługim czasie można będzie dodać do wymienionych, nazwisko Eugenii Kobylińskiej-Maciejowskiej. Władysław Arci¬mowicz, poeta i norwidolog, który później miał odegrać nie małą rolę w organizowaniu młodego ruchu poetyckiego, założyciel Sekcji Twórczości Oryginalnej przy Kole Polonistów Stu¬dentów USB (1928), w tym czasie jeszcze redagował i wydawał w Święcianach pisemko „Hejnał”. Wybiją się i inni pisarze i krytycy: Józef Mackiewicz, Helena Romer-Ochenkowska, W. Piotrowicz, z najstarszej gwardii będzie pisywał jeszcze Czesław Jankowski. A chociaż powiało tu trochę duchem ekspresjonizmu poznańskiego, błyskotliwych wydarzeń literackich na modę warszawską, czy krakowską, jeszcze nie było. Przyjść miały znacznie później i to na miarę własną.
Poważną rolę w kształtowaniu się ruchu literackiego odgry¬wała prasa. Były tu trzy podstawowe pisma codzienne: „Słowo”, „Kurier Wileński” i „Dziennik Wileński”. Redaktorem „Sława”, organu konserwatystów miejscowych, był Stanisław Mackiewicz, związany z Wilnem od czasów gimnazjalnych. Rozpoczęte studia na Uniwersytecie Warszawskim zakończył w Wilnie. W roku 1922 założył swój dziennik „Słowo” na gruzach dotychczasowej „Gazety Krajowej”. Parał się także literaturą: w roku 1916 wydał w Wilnie studium literackie „Henryk Sienkiewicz”. Miał też do literatury sentyment; na łamach tego pisma ukazywały się różne odcinki literackie. Później staną się głośne artykuły Waleriana Charkiewicza, Jerzego Wyszomirskiego i innych. Sam redaktor imał się różnych tematów, ujmując rewolucyjnie monarchistyczno-konserwatywne koncepcje polityczne, na miarę i z zacięciem Stanisława Orzechawskiego, autora warcholskich pism politycznych złotego wieku. Barwna psychicznie i okazała w rozmiarach fizycznie postać „Cata” (tak podpisywał swe artykuły) niewątpliwie urozmaicała krajobraz wileński polityczny i kulturalny. Przez ufundowanie „Żagarów” stanie się później katalizatorem przemian literackich w środowisku wileńskim.
„Kuurier Wileński” został założony w roku 1923 przez dwóch posłów do Sejmu z Wileńszczyzny: Ludwika Chomińskiego i Mariana Kościałkowskiego, demokratów miejscowych. Dziennik ten był niejako kontynuacją programową dziennika „Nasz Kraj”, założonego zaraz po wypędzeniu bolszewików przez wojska polskie w kwietniu 1919 i redagowanego kolejno przez Piotra Gó¬reckiego, Ludwika Chomińskiego i Ludwika Abramowicza. Ten ostatni objął pismo w chwili ewakuacji Wilna przez wojska polskie w lipcu 1920 i, po krótkiej przerwie, zaczął go wydawać już pod administracją litewską, a potem podczas „Litwy Środkowej” pod tytułem „Gazeta Krajowa”. Wychodziła w Wilnie do lata 1922 pod redakcją kolejno: Ludwika Abramowicza, Ludwika Chomińskiego i Kazimierza Okulicza. Trudności finansowe zmusiły do zamknięcia pisma. Odrodziło się ono po rocznej przerwie pod zmienionym tytułem „Kurier Wileński” pod redakcją najpierw Józefa Batorowicza, potem Kazimierza Okulicza. „Ku¬rier Wileński” istniał aż do czerwca 1940, z krótką przerwą pierwszej okupacji sowieckiej we wrześniu i październiku 1939.
Redaktorem naczelnym był z półtoraroczną przerwą, 1926 – 1928, Kazimierz Okulicz, a po jego wyjeździe do Warszawy w 1937, Witold Staniewicz, zaś jego zastępcą Józef Święcicki. Kres istnieniu pisma położyła druga okupacja sowiecka i sowietyzacja Litwy latem 1940 r.
Kurier Wileński reprezentował poglądy miejscowych kół demokratycznych, głównie tzw. „Krajowców”. Społeczny program pisma kładł nacisk na równouprawnienie wszystkich grup naro¬dowych na ziemiach wschodnich, na odrzucenie wszelkich haseł nacjonalistycznych i antysemickich, na priorytet praw do ziemi ludności miejscowej i jej potrzeb kulturalno-narodowych.
W dziedzinie literackiej „Kurier Wileński”, jako dziennik, nie prowadził żadnej określonej linii. W szczupłym z natury rzeczy dziale literackim drukował wszystko co było na należytym po¬ziomie, nie krępując autorów ani formalnie, ani merytorycznie, respektując jedynie uczucia miejscowego społeczeństwa.
Kierownikami działu literackiego, włączając w to teatr, kino, krytykę literacką itp., byli kolejno: Helena Romer-Ochenkow¬ska, Józef Maśliński, Antoni Gołubiew, a stałymi współpracownikami m.in. Tadeusz Łopalewski, Eugenia Kobylińska, Stanisław Lorentz, Wiktor Piotrowicz, Witold Hulewicz, Leon Wołłejko, „ciótka Albinowa” (Aleksandrawiczowa), Józef Bujnowski, Teodor Bujnicki, Anatol Mikułko, Wanda Pełczvńska, Jerzy Zagórski, Stanisław Stomma i inni.
„Kurier Wileński” wydawał przez jakiś czas, jako dodatki literackie, kolejno: „Żagary”, „Piony” i „Smugę”, nie krępując redaktorów w doborze materiału.
„Dziennik Wileński` redagował współtwórca jeszcze przedwo¬jennego „Ateneum Wileńskiego”, Jan Obst, a następnie Aleksan¬der Zwierzyński, jeden z przywódców narodowej demokracji w Wilnie, wicemarszałek Sejmu. Pismo to nie odegrało większej roli w kształtowaniu się powojennego życia literackiego, chociaż i tu ukazywały się artykuły o niemałej wartości, jak np. Stanisława Cywińskiego, docenta USB o Norwidzie. Odegrał natomiast ten dziennik dość dużą rolę w uprawianiu nacjonalistycz¬nych nastrojów, przyczyniając się pośrednio do antysemickich rozruchów. Był to bastion wojującej endecji.
Jakiekolwiek były zasługi, czy grzechy tych pism, nie ulega wątpliwości, że przyczyniły się one wyraźnie do urobienia „atmosfery”, w której mógł zachodzić proces literackich przeobrażeń. Nie tolerowały one żadnej krańcowości: utrzymywały każde na swój sposób „establishment” literacki. Wszystko co nowe powstanie na marginesie ich działalności – lub w opozycji. A ostrze nowości będzie także stępione przez ich zachowawczość.
Na atmosferę literacką wpłynął też niewątpliwie teatr. Od lata 1925 roku teatr Osterwy „Reduta”, osiadł na dobre w Wilnie, chociaż od 1926 roku stał też drugą nogą w Grodnie, a w ogóle od 1924 roku objeżdżał ziemie wschodnie Rzeczypospolitej z bogatym repertuarem. Wystawiano: „Wyzwolenie”, „Wesele”, „Sędziów”, „Cyda”, „~luby Panieńskie”, „Zemstę”, „Dożywocie”, „Sułkowskiego”, „Przepióreczkę”, „Ptaka”, „Żeglarza”, „Adwokata i róże”. Pamiętny był nie mały wyczyn wystawienia pod gołym niebem „Księcia Niezłomnego”. „Reduta” działała do 1929 roku. Po jej wyjeździe z ramienia Związku Artystów Scen Polskich kolejno byli dyrektorami: Aleksander Zelwerowicz, Mieczysław Szpakiewicz i Leopold Pobóg-Kielanowski.
Zespół tych elementów: uniwersytet, szkoły, prasa, teatr a następnie stacjonujące tu wojsko – oddziaływał pobudzająco na kształtowanie się środowiska literackiego, którego początki, zarysowane już chyba od „Hipogryfu”, doprowadzą przez różne koleje do „Śród Literackich”, które w pewnym sensie będą dominowały aż do wybuchu drugiej wojny światowej. Tendencje przełomowe wystąpią dopiero w latach trzydziestych.

Pod znakiem „Śród Literackich”
Wito1d Hulewicz (1895-1941) przed przybyciem do Wilna miał już za sobą tom poezji („Płomień w garści”, Poznań, 1921), a już po przybyciu opublikował dwa dalsze w Warszawie („Sonety instrumentalne”, 1928, i „Lament królewski”, 1929). Zupełnie już będzie ogarnięty atmosferą wileńską w tomie wydanym w 1931 roku w Wilnie, „Miasto pod chmurami”. Pisywał w „Alma Mater Vilnensi” (1927), w „Kurierze Wileńskim” (1927 -1929, 1933), w „Słowie” (1924-25, 1929-32, 1934), w ,.Środach Literackich” (1925). Redagował przez pewien czas w duchu regionalnym „Tygodnik Wileński” (1925-1926), pisywał w „Źródłach Mocy”, a w roku 1927 za całokształt twórczości otrzymał nagrodę literacką miasta Wilna. Ten niecodzienny przybysz na zawsze został związany z Wilnem. Rozstrzelany w Palmirach pod Warszawą w 1941 roku, pozostał w pamięci Wilnian jako człowiek oddany sztuce i głęboko zrośnięty z młodopolską tradycją pisarską, choć z racji udziału w jej bocznej linii, w ekspresjonizmie, przynależał już do pewnego rodzaju literackiego fermentu, który na gruncie wileńskim nie znalazł warunków do przerostu.
Od poezji też zaczynał Tadeusz Łopalewski, urodzony w 1900 roku, („Majowce”, 1921; wspomniane już „Gwiazdy tańczące” 1921, „Piękna podróż” 1928). Twórczość jego jest wielokierunkowa. Pisze liczne opowiadania, wydane w tomie w 1929 roku jako „Rozmowa w drodze”, zawierającym szereg opowiadań po¬przednio drukowanch w „Kurierze Wileńskim”, oraz w tomie „Żołnierze i kobieta”, w którym umieszcza kilka opowiadań po¬przednio drukowanych w „Słowie” i „Kurierze Warszawskim” (1927-1929). Powieści wydaje już to w Warszawie („Podwójny cień” 1927, „Prowincjusze” 1933), już to w Poznaniu („Prawo przyjaźni”, 1937), już to w Wilnie („Nierozsądny kochanek”, 1930) – jest to już raczej sprawa polityki wydawniczej, gdyż siedzi w Wilnie i coraz bardziej zrasta się z jego życiem. W roku 1927 wystawia w Wilnie „Betleem Ostrobramskie” (wydane tamże w 1928 r.). W roku następnym idzie na scenę „Rycerz z La Manczy” (wydany w 1929), w roku 1931. komedia „Aurelciu nie r6b tego!”, następnie sztuka „Czerwona limuzyna” (wystawiona w Wilnie 1933 r.), choć trzy odsłony sceniczne pt. „Strzelec Zawada” będą 1939 roku wystawione w Warszawie. Pisze różne szkice („Czarownice Literackie”, Warszawa 1933; „Batory na ziemiach dawnego W. Księstwa Litewskiego”, Wil¬no 1934; „Między Niemnem a Dźwiną. Ziemia Wileńska i Nowvogrodzka”, 1938). W roku 1936 wraca raz jeszcze do poezji („Kabała”). Redagował „Środy Literackie” (1935 -1937), był członkiem Komitetu Redakcyjnego „Źródeł Mocy” (1927-1928), doradcą teatralnym (1933), od 1929 członkiem Zarządu Oddziału Wileńskiego Związku Zawodowego Literatów. Zajmował się krytyką literacką (m.in. „Uwagi nad współczesnym stanem literatury polskiej”, „Kurier Wileński”, 1926, nr 198; recenzje poezji: „STO – Sekcja Twórczości Oryginalnej przy Kole Polonistów USB” w tymże Kurierze nr 83, 1928). Przekłada „Dawne wiersze ruskie” (Wilno, 1933; wydane później jako „Byliny”). Współredaguje „Wilno i Ziemię Wileńską” (1930). W roku 1936 został przyozdobiony Srebrnym Wawrzynem Akademii Literatury. W roku 1940 pracował w Komitecie Pomocy Uchodźcom w Wilnie. Po wojnie pisze dalej, głównie powieści („Obok zagłady”, 1948, „Kroniki Polskie”, cykl powieściowy 1952-1956: „Czasy dobre i złe”, 1966, „Serca i broń” i inne), a także nawraca do twórczości dramatycznej („Romans z ojczyzną”, sceny dramatyczne, wystawione w Warszawie w 1948 roku).
Kazimierz Leczycki (1894-1941) był duchem dość niespokojnym, łączącym publicystykę, dziennikarstwo z literaturą i podróżnictwem, jeżeli do podróżnictwa zaliczyć jego dwuletni pobyt we Francji (1924-1927), czy podróż do Argentyny i krajów innych Ameryki Południowej (1935-1936), z której nadsyłał korespondencje do prasy („Gazeta Polska”). Był stałym współpracownikiem „Słowa” (1922 -1932), współredaktorem „Hipogryfu” i „Alma Mater Vilnensis” (1922 -1924), redaktorem „Włóczęgi” (1932-1936). Poza esejami o charakterze społecz¬nym („Armia twórcza”, Wilno 1920, „Nowa idea wieku”: za¬gadnienie armii pracy, Wilno 1921; „Trzecia Polska”, Wilno, 1924), pisze nowele („Brat z tamtej strony”, Wilno 1923; „No¬wele”, Wilno, 1939), powieści („Państewko”, Warszawa 1928; „Dwudziesty”, publikowana w „Słowie”, 1931), oraz utwory dramatyczne („Sztuba”, wystawiona w Wilnie w 1931 roku; „Pan Poseł i Julia”, ze współudziałem Józefa Mackiewicza, wystawiony w Wilnie, także w 1931 roku; „Manekin zazdrości”, wystawiony w Warszawie w 1933 r. i „Dzieje wolności” w 1936 r. w Wilnie). Pierwsze jego utwory dały obrazy z okresu pobytu autora w Mińsku („Państewko”) oraz sprawy tragedii wynikających z linii granicznej traktatu ryskiego („Brat z tamtej strony”). „Sztuba” – grana w całej Polsce – podnosiła zagadnienie młodzieży i nauczycieli w szkole średniej. Cała właściwie jego twórczość miała wyraźne zabarwienie społeczne. Zmarł w Kazachstanie, na zesłaniu, w 1941 roku.
Wiceprezes Związku Literatów Polskich w Wilnie, laureatka nagrody im. Filomatów (1935), Wanda Dobaczewska-Niedziałkowska, urodzona 1892 r. w Wilnie, również pisała poezje („Na chwałę słońca” 1920, „Wilno Tryptyk”, 1926; „Nasza dola”, Wilno, 1932), powieści („Kamienica za Ostrą Bramą”, Wilno, 1928; „Zwycięstwo Józefa Żołędzia”, Wilno, 1934 i 1938; „Tam gdzie się serca palą”, Warszawa, 1938), obrazki sceniczne („Święty Mikołaj”, wystawiony w Wilnie, 1924; „Kupała. Noc Świętojańska”, Wilno, 1935; „Kot w butach”, bajka z oprawą muzyczną) i nowele („Miniatura i inne nowele”, Wilno, 1928).
Wiele było w jej twórczości materiału poświęconego Ziemi Wileńskiej. Mówi o tym szereg szkiców („Wilno i Wileńszczyzna w latach 1914-1920″, 1934; „Dzieje kultury wileńskiej pomiędzy dwoma powstaniami”, Wilno, 1937; „Wileńszczyzna i Nowogródczyzna w latach 1920-1937″). Dominowały motywy patriotyczne i społeczne („Co to jest ojczyzna?”, 1920, „Rycerki polskie”, 1920; „Emma Jeleńska-Dmochowska, strażniczka kresowa”, wespół z L. Życką, Wilno, 1932). W latach 1940-1945 była więziona w obozie koncentracyjnym w Ravensbruck. Po wyjściu z obozu napisała reportaż pt. „.Kobiety z Ravensbriick” (1946), później zajęła się pisaniem szeregu utworów scenicznych dla teatru lalek („Święty Mikołaj w Toruniu”, „Lis Rudzielec”, „Zimowa bajka”, „Osiem lalek i jeden Miś” itp.).
Eugenia Kobylińska -Maciejowska (ur. 1894) łączyła długoletnią pracę nauczycielską z pracą literacką. W 1939 roku została odznaczona Srebrnym Wawrzynem Polskiej Akademii Literatury. Poza wspomnianym już „erotykiem nadmorskim” („Utopiona lalka”, Wilno, 1929), wydaje kilka zbiorów poezji („Druskieniki”, 1930; „Błękitne piłki”, 1931, „Opowieści świerkowe” ( wspomnienia z Jaszun) Wilno, 1936; „Moja matka”, poezje, Wilno 1937; „Stare kamienie śpiewają”, Wilno, 1939), opowieść w ośmiu rozdziałach („Kłopoty pani Niuśki”, Wilno, 1932), pamiętniki („Świat w szkole”, Wilno, 1933; „Pamiętnik nauczycielki”, Wilno, 1936), powieści („Złote schody”, publikowane w „Kurierze Wileńskim” 1933, osobno w 1934; „Niespodzianki małżeństwa”, zamieszczone w „Słowie” 1934, osobno w 1937; „Wielki Tydzień”, powieść współczesna, wydana w Poznaniu, 1939), oraz powieści dla młodzieży („Rysiek z Belmontu, Poznań, 1939). Wokół „Wielkiego Tygodnia” było nieco sensacji: powieść ta została nagrodzona na konkursie jubileuszowym Księgarni św. Wojciecha w Wilnie, następnie skonfiskowana, po czym znów konfiskatę uchylono. Po wojnie zamieszkała w Gdańsku i była nawet radną Wojewódzkiej Rady Narodowej. Pracowała czynnie społecznie w różnych instytucjach. Napisała jeszcze jedną powieść dla młodzieży („Jak lb odkryła Nowy Ląd”, 1948). W okresie swej wileńskiej twórczości miała pochlebne recenzje (St. Cywiński, T. Łopalewski, H. Romer-Ochenkowska, L. Piwiński a nawet J. Kaden-Bandrowski), choć Jerzy Wyszomirski ostrzegał przed „Niebezpieczeństwem adoracji” („Słowo”, 1936), a niejaki S. J. w „Echu Tygodnia” (1930, nr 14) pisał o „odpustowych rymach”.
Jerzy Wyszomirski już w 1919 roku otrzymał nagrodę za wiersze na konkursie Ministerstwa Kultury i Sztuki. Najpierw współpracował z „Gospodą Poetów” (1921) i „Ponową” (1922). Po ukończeniu polonistyki na USB (1925) był nauczycielem w wileńskich szkołach średnich i stale współpracował ze „Słowem” jako felietonista, jak również z „Wiadomościami Literackimi”, „Sygnałami”, „Kurierem Powszechnym”. W „Słowie” przez pewien czas redagował odcinek literacki „W niszy”. Podczas okupacji był w Warszawie lektorem języka rosyjskiego na tajnym uniwersytecie (gimnazjum ukończył w Mohilowie) i współpraco¬wał z konspiracyjnym czasopismem „Demakrata” (1943-1944). Po wojnie zamieszkał w Łodzi. Zmarł w 1955 roku. – Pierwsze jego utwory poetyckie („Całopalenie”, Wilno, 1923; „Chwile nie¬pokoju”, Wilno, 1924; „Niewczesne”, Wilno, 1930), choć zabarwione nieco samoironią, wyrastały wyraźnie z tła neoromantycznego. Wyszomirski rozumiał pewną niewspółczesność swojej poezji, przerzucał się do powieści („Trud prawdy”, „Słowo”, 1936), a nawet sztuki scenicznej („Eureka”, 1939), o której tylko wiemy z informacji autora. Głównie jednak wybijał się jako felietonista i krytyk literacki. Prace jego są rozproszone po różnych czasopismach. Jako redaktor „W niszy” dobierał materiał oryginalny i zachęcał do współpracy pisarzy zupełnie przeciwnej orientacji politycznej, jeśli widział w ich utworach literacką wartość.
O Walerianie Charkiewiczu, (ur. 1890 r. w Wilnie) redaktorze miesięcznika „Źródła Mocy”, nie ma nawet wzmianki w „Słowniku Pisarzy Polskich”(10), choć wymienia się kilkadziesiąt jego artykułów zamieszczonych głównie w „Słowie”, gdzie pisywał felietony i recenzje, m.in. w kolumnie „Ex libris”. Była tu już mowa o jego studenckich trioletach (w „Alma Mater” 1922). W roku 1924 opublikował zbiorek poezji pt. „Kwiaty na łące”. (Wilno). Cykl jego artykułów historycznych z lat 1933-1934 w związku z odkopaniem w Katedrze Wileńskiej zwłok Aleksandra Jagiellończyka, który zmarł w Lidzie – i Barbary Radziwiłłówny – był wielkim wydarzeniem, przypominającym niemal pogrzeb Kazimierza Wielkiego(11). Oddał się głównie szkicom historycznym i recenzjom. Rozmiłowany w Wilnie i jego przeszłości rozpoczął od pracy poświęconej Placydowi Jankowskiemu („Życie i twórczość”, 1928), zajął się unią kościołów („Zmierzch unii kościelnej na Litwie i Białorusi”, „U grobu unii kościelnej”, 1929), oraz innymi wydarzeniami historycznymi („Scypion ruski, Konstanty Iwanawicz Książę Ostrogski” (1929), „Żyrowice – łask krynice” (1929), „Studia o Mistrzu Andrzeju i Matce Mokrynie”, (1935) i in. Wraz z Józefem Mackiewiczem i Jerzym Wyszomirskim napisał także powieść kryminalną pod pseudonimem Felicji Romanowskiej, (1933). Był długoletnim członkiem Zarządu Związku Literatów w Wilnie. Barwne obrazy z przeszłości wileńskiej przewiózł na obczyznę, wywieziony do Rosji, później przebywający na Środkowym Wschodzie, gdzie zamieścił kilka artykułów w „Sitwie”, wydawnictwie 5 Wileń¬skiej Brygady Żubrów, oraz w „Wileńszczyźnie”, wydanej na środkowym Wschodzie, pod redakcją Eugeniusza Królikowskiego. Zmarł w Londynie w 1950 roku i został pochowany na Acton Cemetery.
Brat Stanisława, Józef Mackiewicz, stawiał przed wojną właściwie pierwsze kroki pisarskie i był znany głównie z artykułów i powieści – reportażu pt. „Bunt rojstów”, Wilno, 1938. Był poza tym współautorem wspomnianej wyżej powieści kryminalnej. Jego aktywność dziennikarska w latach 1939/40 w Wil¬nie, nawiązująca do historycznej koncepcji Wielkiego Księstwa Litewskiego, budziła ostrą reakcję, zrozumiałą w czasach klęski i niewoli. Zarówno swoją linią ideologiczną, jak i o wiele bogatszą twórczość przeniósł na emigrację („Droga do nikąd”, 1955, „Karierowicz”, 1956, „Kontra” 1957, „Lewa wolna”; 1965, jak również dokumentarna książka o Katyniu). Są to już sprawy o wiele późniejsze. W omawianym okresie rozwijał swój talent raczej w cieniu i przy pomocy publikacyjnej swego głośnego brata.
W kręgu tego środowiska pozostawała Zofia z Czaplickich Bohdanowiczowa, ur. w 1898 r. w Warszawie. Pierwsze jej utwory były drukowane w „Wieku Nowym” we Lwowie. Poprzez studia na Wydziale Humanistycznym USB (1919-1920) i małżeństwo zrosła się z Wilnem, czego dowodem była jej powieść „Droga do Daugiel”, nagrodzona w 1938 roku na konkursie jubileuszowym Drukarni i Księgarni św. Wojciecha w Wilnie. Drugim jej utworem była opowieść wileńska, pt. „Wschodni Wiatr” (1938). Po wybuchu wojny przebywała w Rumunii i Algierze, od 1943 roku w Anglii. Na emigracji napisała „Szopkę penrhoską (1950), „Historię o Maciusiu i lokomotywie” (1952), „Podróż Maciusia” (1952), opowiadania dla dzieci, oraz wiersze wybrane pt. „Ziemia miłości” (Londyn, 1954). Zmarła w 1965 roku w Toronto.
Pisywał tu jeszcze (w „Kurierze Wileńskim” i w „Słowie” ) znany przed wojną, były redaktar „Kuriera Litewskiego” (1905), liryk, eseista, autor kilku prac krajoznawczo – historycznych (m.in. „Powiat Oszmiański”), Czesław Jankowski, zmarły w 1929 roku. Z tegoż pokolenia Helena Romer-Ochenkowska pisywała recenzje literackie nie pozbawione wigoru, oraz nowele wykorzystujące gwarę wileńską pt. „Nasi ludzie”, publikowane w „Kurierze Wileńskim”. Pisywał tam również bajkopisarz, Benedykt Hertz, a „Pogaduszki oszmiańskie” Wołłejki były nie lada ozdobą tego pisma. W „Dzienniku Wileńskim” zamieszczała recenzje (głównie teatralne) Wanda Stanisławska (pod pseudonimem A. Pilawa). W tymże piśmie uprawiała krytykę literacką Ludwika Życka. Zarówno w „Kurierze Wileńskim” jak i w „Słowie” pisywał recenzje Wiktor Piotrowicz. No i trwała wciąż tu pamięć o „Dewajtisie” Marii Rodziewiczówny, urodzonej w 1863, zmarłej w 1944. A oderwanej fizycznie od Wilna, a z nim duchowo zrośniętej, Kazimierze Iłłakowiczównie w 1930 roku miasto ufundowało nagrodę literacką.
Ale już zbliżał się rok najostrzejszego fermentu – jeśli nie przełomu – rok ukazania się „Żagarów” i „Smugi”.

Intermezzo wileńskie
Redaktor święciańskiego „Hejnału”, Władysław Arcimowicz, (ur. 1900 r.) studiujący polonistykę na Uniwersytecie Wileńskim, zakłada w 1928 roku Sekcję Twórczości Oryginalnej przy Kole Polonistów Studentów USB, tak zwane później STO. W tymże roku pod auspicjami STO ukazują się wiersze Władysława Arcimowicza, Kazimierza Hałaburdy i Teodora Bujnickiego. W roku 1929 STO wydaje następny zbiór wierszy. Są to poezje Teodora Bujnickiego, Kazimierza Hałaburdy, Anny Kompiel¬skiej i W. Korabiewicza. Były to pierwsze kroki, prowadzące ku daleko idącym przemianom w literackim świecie wileńskim, choć jest to jeszcze twórczość jak najbardziej układna i wyraźnie tradycyjna. Promotor młodego ruchu, Arcimowicz, zajmował się Adamem Marcinkowskim (jako krytykiem literackim), „Assuntą” Norwida (1933, praca doktorska), konfliktem Norwida z krytyką (1935). Pisał także o „Wielkim Księstwie Litewskim” za czasów Stanisława Augusta (1938). Pisywał w „Dzienniku Wileńskim” (1928-31, 1933) i w „Słowie” (1924, 1930-1931), a także w „Środach Literackich” (1935). Był redaktorem naczelnym katolickiego pisma „Pax” (1934). Zajmował się krytyką litera¬cką. Nadawał się – mimo powiązań z młodszą grupą pisarzy początkujących – do wciągnięcia w środowisko pokolenia „Śród Literackich” i posiedzeń w celi Konrada. Był fenomenem przejściowym.
W tym czasie echa fermentów i przemian literackich ogólnopolskich kołatały już do bram Wilna, a przede wszystkim do Wszechnicy Batorowej, serca ówczesnego Wilna.

Fermenty i rewolucje literackie
W procesach zachodzących w ówczesnej literaturze polskiej należy odróżnić fermenty kontynuatorskie i przemiany prawdzi¬wie rewolucyjne, przy czym nie należy identyfikować tendencji rewolucyjnych strukturalnych z tendencjami rewolucyjnymi społecznymi, choć niekiedy szły one w parze oddziałując na siebie wzajemnie. Prawdziwie rewolucyjna poezja Władysława Bro¬niewskiego trzymała się jak najbardziej klasycznej struktury. Nie odchylił się od niej w gruncie rzeczy później Józaf Łobodowski. Wyłamał się częściowo Marian Czuchnowski, by później do niej wrócić. Najmniej radykalny Julian Przyboś poszedł najdalej w teorii i praktyce poetyckiej. Ale nie wyprzedzajmy wypadków.
Do niewątpliwie kontynuatorskich fermentów należała grupa „Zdroju”, (1917-1922) teoretycznie wyznająca ekspresjonizm jako przekroczenie progu symbolizmu(12), w rzeczywistości jak najbardziej legalna odnoga neoromantyzmu, praktycznie najzupełniej młodopolska. Interesuje nas głównie dlatego, że z niej właśnie wyszedł Witold Hulewicz, działający później na gruncie wileńskim. Rzeczywistym redaktorem „Zdroju” do lata 1918 roku był przecież Stanisław Przybyszewski, (były redaktor „Życia”), autor słynnego „Confiteor”(13). Obok dominujących młodych (bracia Hulewiczawie, Stanisław Kubicki, Adam Bederski) pisywali tu jeszcze Wacław Berent, Jan Kasprowicz, Edward Porębowicz, Jan Lorentowicz. Najdalej w przeobrażeniu strukturalnym sięgnął w tej grupie Adam Bederski.
Podobnież było z grupą „Skafandra”. Główni pisarze później¬szego „Skamandra” i „Wiadomości Literackich” (Julian Tuwim, Kazimierz Wierzyński, Antoni Słonimski, Jarosław Iwaszkiewicz) publikowali początkowo swoje utwory w „Zdroju”.
Inna znów grupa, „Czartak”, (1922-1929) była w gruncie rzeczy zespołem regionalnym, związanym z Beskidem. Różnice wynikały z terenu: program ich był antyurbanistyczny, idealizował przyrodę, a na jej tle przeżycia mistyczno-religijne. W koncepcjach swych poeci tej grupy (Emil Zegadłowicz, Janina Brzosto¬wska i inni) byli tak samo ekspresjonistami, jak pisarze „Zdroju”, czy „Skamandra”; chcieli głosić „nową formę poetycką swojskiego wyrazu przez pieśń wszechludzką i kosmiczną”. W praktyce odskoczyli nieco od neoromantyków oryginalnością języka i metaforyki.
O swym „elektryzmie” wyraźnie mówiła grupa poetów „Reflektora” (1924-1925), którzy – jak Skamandryci – pisali: „nie reprezentujemy jakiegoś określonego stanowiska – jesteśmy świadomymi eklektykami”. W gruncie rzeczy stanowisko jakieś zajęli; za punkt wyjścia chcieli brać „psychikę współczesnego człowieka, żyjącego w mieście, pośród nowoczesnej techniki i w nowym układzie społeczno-politycznym”. Nie miało to jednak większego wpływu na strukturę ich utworów.
Program postępowo-rewolucyjny społecznie głosiły wyraźnie dwa ośrodki: warszawska „Kwadryga” (1926-1931) wołała o sztukę „dla mas” i „wierne odbicie rzeczywistości”, oraz grupa powieściopisarzy, „Przedmieścia”, głosząca „nowe metody obser¬wacji artystycznej”, ale „przez skupienie uwagi na elementach życia proletariackiego w Polsce”.
Wszystkie te grupy w gruncie rzeczy nie odrywały się od tradycyjnych metod pisarskich, kładły tylko nacisk na takie czy inne elementy tematyczne. Na środowisko wileńskie oddziaływały w pewnym stopniu ekspresjonistyczne spokrewnienia Witolda Hulewicza – niemniej też skamandrycki „witalizm”. Takie są jeszcze pierwsze tony poezji wydanej pod firmą STO.
Rewolucję tematyczną i strukturalną ogłosił dopiero futuryzm, który wespół z poetyckim i malarskim formizmem, dał początek długotrwałemu ruchowi poetyckiemu, przekształconemu później w Awangardę. Bój toczył się poza murami Wilna, jeśli nie liczyć futurystycznego epizodu Sterna z 1920 roku, rychło zapomnia¬nego. W 1922 roku wychodzi dopiero pierwszy numer „Alma Mater Vilnensis”, a od „Żagarów” dzieli jeszcze dobrych 9 lat. Tymczasem już od 1917 roku działa futuryzm krakowski (Bruno Jasieński, Tytus Czyżewski, Stanisław Młodożeniec), a od 1918 warszawski (Anatol Stern, Aleksander Wat), a także od 1917 roku krakowski formizm (Leon Chwistek, Tytus Czyżewski, Konrad Winkler, Stanisław Ignacy Witkiewicz). Intensywność ich działania osłabnie dopiero gdzieś około 1924 roku, gdy odbierze im przywództwo Awangarda. W międzyczasie jednak nastąpi atak nie tylko na metafizykę, symbolizm, ekspresjonizm, cały neoromantyzm, ale także na logikę i gramatykę, w imię „dowolności form gramatycznych, ortografii i przestankowania”(14). Zaczynała się trząść w posadach budowa tradycyjnego wiersza i języka. Formizm głosił prymat formy, niezależność artysty od rzeczywistości zewnętrznej (zerwanie z naturalizmem) i deformację. Jeżeli tego rodzaju burzycielskie hasła docierały do murów USB, to musiały szybko zawracać, wyświęcone słowem pro¬fesora Pigonia, głoszącego pięknie piękno poezji wieszczów.
Rosła tymczasem „Awangarda” krakowska zgrupowana wokół „Zwrotnicy” (1922-1927) i „Linii” (1931-1933). Zgrupowani tu poeci (Tadeusz Peiper, Julian Przyboś, Adam Ważyk, Jan Brzękowski, Jalu Kurek) wystąpili przeciw sztuce Młodej Polski i grupie poetów „Skafandra”. Głosili „pseudonimowanie uczuć”, nową metaforę, łączącą elementy bardzo odległe, nowy język poetycki, odrywany od semantycznego podłoża, racjonalistyczną konstrukcję sztuki. Związany z tym był urbanizm („miasto, masa, maszyna”) i w niektórych wypadkach radykalizm społecz¬ny, jako materiał tematyczny.

Przemiany w środowisku wileńskim
W czasie, kiedy „Zwrotnica” kończy swój okres burzy i naporu – czyli swój żywot – a właściwie jeszcze w rok potem ukazują się w Wilnie poezje „Pod Arkadami”, jako wydawnictwoo STO (1928) wspomnianych wyżej autorów(15). Filozoficzna zaduma wierszy Arcimowicza, trochę piszącego „pod Norwida”, witalizm Kazimierza Hałaburdy (był więziony jaka działacz narodowy i zmarł w Rosji), pełne łagodnej śpiewności, rytmicznego i rymowego porządku i o zupełnie przykładnym języku wiersze Teodora Bujnickiego, nie zapowiadały żadnej rewolucji – tak samo jak i tom wydany w rok później (1929). W roku 1931 ukazuje się krakowska „Linia”, jako kontynuacja „Zwrotnicy” – i w tym samym roku pojawiają się „Żagary” pod mecenatem Stanisława Mackiewicza, przy „Słowie”. Niosły one swój literacki program, in statu nascendi (Józef Maśliński, Jerzy Zagórski, Stefan Jędrychowski), ale program był programem, a twórczość szła ciągle starym torem, z którego wyłamywał się nieco Zagórski, a w którym prym wiódł Teodor Bujnicki, zawsze nieco trubadur spod „Arkad”. Rozgłosu nabrały „Żagary” nie dzięki programowi poetyckiemu, ani dzięki poetyckiej innowacji; wyniósł je skandal. Pod skrzydłami najbardziej konserwatywnego pisma wylęgła się komunistyczna kukułka; tak przynajmniej rozumiał przerażony pobożny ogół. Niemal o to oskarżył je w swym artykule później sam mecenas.
Był to czas niespokojny nawet w Wilnie. W akademickim Bratniaku toczy się walka o władzę, z jednej strony dobrze już tam obwarowana endecja – z drugiej żywioły postępowe i radykalne. Przywódcą młodzieży postępowej staje się Henryk Dembiński, oscylujący między katolickim „Odrodzeniem” (od¬bywały się tam „agapy”), Kołami Naukowymi, Legionem Młodych i lewicą akademicką, zgrupowaną w Związku Polskiej Młodzieży Demokratycznej, Związku Polskiej Młodzieży Socjalistycznej i zakonspirowanymi działaczami komunistycznymi(16).
Obok zapalonego trybuna, doskonałego oratora, Henryka Dembińskiego, działał posługując się młotkową, logiczną i zimną argumentacją, Stefan Jędrychowski. Obaj nie literaci, obaj obdarze¬ni oratorskim talentem, podporządkowali sobie jedną z grup literackich, wywodzącą się z STO (Teodor Bujnicki, Jerzy Zagórski, Czesław Miłosz – później Józef Maśliński, Jerzy Putrament), z czego właśnie powstały „Żagary”. Zagadnienia polityczno-społeczne z miejsca wybiły się na czoło (artykuł: „Defilada umarłych bogów” i inne). Ale są już powiązania i z „Linią”; zamieszczają tam swoje utwory i artykuły Teodor Bujnicki, Józef Maśliński, Czesław Miłosz, Jerzy Zagórski, Powoli zaczyna oddziaływać swym teoretycznym ładunkiem stara (już) „Zwrotnica”. „Zaczynaliśmy wtedy (1931) – pisze Miłosz – ulegać wpływom grupy krakowskiej, najmniej Bujnicki, najwięcej nowy nabytek pisma, Józef Maśliński, z Lidy. W Krakowie interesował nas nie tyle Peiper, co Brzękowski, Czuchnowski, Przyboś”.(17) Był to już niemały skok w nowość. Jednakże ¬jak dalej wyznaje Miłosz – „nasza mafia w Sekcji (STO) tj. zwolenników nowej poezji ceniła tylko Bujnickiego, względy mając dla poetki Haneczki Kompielskiej (później żona Robespierra), a przy innych nazwiskach wydymając pogardliwie wargi”. Kto zaś był mistrzem Bujnickiego? Miłosz wskazuje na… Wierzyńskiego, Słonimskiego, Tuwima: poetów „Skamandra”.
To pogardliwe wydymanie warg niektórych członków STO, jednokierunkowość literacka, podejrzana pobożność (ks. Walerian Meysztowicz okrzyknął Dembińskiego „kapelanem Komsomołu”), odrodzeniowa, żeniona z marksizmem, spowodowała secesję innej grupy z Sekcji Twórczości Oryginalnej, grupy mniej głośnej, która obwarowawszy się zasadą, że zajmować się będzie wyłącznie sztuką, odizolowała się na pewien czas w „Klubie Błękitnych” od walk studenckich, zajmując się pośpiesznie francuskim nadrealizmem, którego rzecznikiem był poeta i romanista Mikołaj Pansiewicz (w czasie studiów popełnił samobójstwo). Organem prasowym Klubu stała się „Smuga”, wydawana początkowo przy „Kurierze Wileńskim”. Redaktorem był Anatol Mikułko, najbardziej awangardowe wiersze pisywał prawnik, Wacław Dawidowicz (losy jego późniejsze nie są znane), oryginalne próby prezentował Mieczysław Kotlicki. Zespół liczył kilku „anasewiczów” (Panasewicz, Apanasewicz, Pansiewicz), miał jednego Kochanowskiego (i to Jana), jednego poetę białoruskiego (Bolesław Klepacki). Jeden z „anasewiczów` ` zamęczał zespól oktawami pisanymi pod Słowackiego, Kochanowski nosił w zanadrzu zbiór sonetów o Wilnie (jaka szkoda, jeśli zaginęły; były robione dobrze, pod Mickiewicza). W tym barwnym i rozwichrzonym zespole nie brakowało i kibiców, takich jak prawnik, biegły w prawie rzymskim, Antoni Snarski, czy doskonały recytator, polonista, późniejszy prezes Koła Polonistów Studentów USB, Aleksander Kuczyński. Dalsze losy Klubu i „Smugi” przesądziło wejście w zespół Władysława Głuchowskiego (rozstrzelany przez Gestapo), który świeżo ukończył historię na uniwersytecie poznańskim i dostał wykłady w którymś z gimnazjów wileńskich. Doskonały mówca, niezłe pióro, acz nie literackie, długoletni działacz Związku Młodzieży Demokratycznej (ZPMD) w Poznaniu, wykorzystał dominowanie nastrojów poli¬tyczno-społecznych w zespole. W niedługim czasie Klub niemal w całości wszedł w skład wileńskiego ZPMD, a „Smuga” stała się prawie organem Związku, jako już pismo społeczno-literackie. Stosunkowo nieliczny Klub Błękitnych przemienił się w silny zespół o lewicowym, syndykalistycznym nastawieniu polityczno-społecznym, zaprzyjaźniony ze Związkiem Polskiej Młodzieży Socjalistycznej, a głównie z Leszkiem Raabe, który studiował prawo. Prócz drukowanej „Smugi”, co miesiąc i częściej odbywały się wieczory społeczno-literackie pod nazwą „Żywa Smuga” w cukierni Rudnickiego. Dotychczasowy prezes Klubu Błękitnych i jego organizator(18) schodził w cień, by później zupełnie oderwać się od ruchu politycznego i poświęcić się wyłącznie literaturze. A nawet zamieszczał przez pewien czas utwory poetyckie „W niszy”, odcinku literackim „Słowa”, redagowanym przez Jerzego Wyszomirskiego. Obok Głuchowskiego wybijali się w nowym zespole Nimek Sergialis (zmarł), Stanisław Klukowski (zamordowany w Katyniu), Wojciech Pogorzelski (student medycyny), Piotr Piotrowski („pan Piotr Piotrowski przystojny prawnik, Pińsk, Piłsudskiego 55″). Prezesem Związku był przez dłuższy czas Mieczysław Kotlicki (po wojnie przebywa w Nowej Zelandii).
W większości publikacji tyczących się ruchu awangardowego w Wilnie majoryzowano grupę głośną z procesów, z uwagi na komunistyczne powiązania. W roku 1966 ukazał się pierwszy artykuł, precyzujący dokładniej nie tyle historię grup literackich, ile wspomnianych wyżej wydawnictw. Autor tego artykułu wyróżnia trzy „fazy rozwojowe” Żagarów: pierwsza od jesieni 1931 roku do maja 1932; jest to okres, w którym wydano 8 numerów przy „Słowie” (Teodor Bujnicki, Henryk Dembiński, Antoni Gołubiew, Stefan Jędrychowski. Czesław Miłosz, Jerzy Zagórski). Drugą fazą było wydawanie „Pionów” przy „Kurierze Wileńskim”, już w szerszym zespole, od maja 1932 r. do listopada 1933 r. „Faza ostatnia – pisze autor tego artykułu była fuzją dwu zespołów, dawnej grupy „Żagarów” – z drugim niejako garniturem tej grupy – który równolegle do „Pionów” wydawał miesięcznik „Smugę”. Po połączeniu obu pism i zespołów zachowano nazwę „Żagarów”, ale w numeracji pisma uwzględniono 8 numerów „Smugi` `, czyli ostatni jaki się ukazał numer „Żagarów ” nosił liczbę 24/25 (podwójny) (19). Informacja ta jest dość ścisła, z tym, że redakcję nowych „Żagarów” objął dotychczasowy redaktor „Smugi”, Anatol Mikułko. Afiliacja tego rodzaju była możliwa głownie ze względu na zbliżoną postawę społeczną. W programach literackich różnic zbyt wielkich nie było; ciążenie „Żagarów” ku krakowskiej „Linii” (Maśliński) zbiegło się ze stanowiskiem „Klubu Błękitnych”, że każde dzieło sztuki winno mieć odrębną i tylko sobie właściwą formę(20). Pad tym względem było to w obu wypadkach przeciwstawienie się poezji tradycyjnej.
Dorobek literacki tzw. (słusznie, czy niesłusznie) „Awangardy Wileńskiej” w sumie był dość znaczny. Teodor Bujnicki wydał „Po omacku” (1933) i „W połowie drogi” (1937), nie licząc utworów publikowanych w czasopismach. Podobnież dwa tomy wydał Czesław Miłosz: „Poemat o czasie zastygłym” (1933) i „Trzy zimy” (1936). Jerzy Zagórski opublikował trzy zbiory, „Ostrze mostu” (1933), „Przyjście wroga” (1934) i „Wyprawy” (1937), w czym najbardziej „awangardowe” było „Ostrze mo¬stu”. Jerzy Putrament, dynamiczny młodzieniec, robiący poli¬tyczną woltę z laską w pogromach żydowskich, z mieczykiem obwiepolskim na zielonej wstążeczce w klapie marynarki i z deklem korporanckim na głowie, aż po kontakty z partią komu¬nistyczną, też pisał wówczas poezje, wydane w dwóch tomach: „Wczoraj powrót” (1935) i „Droga leśna” (1938). Nie zapowiadał się wówczas jako powieściopisarz, znany dzisiaj, chociaż jego rozprawka o noweli była dość interesująca(21). Z artykułów w „Żagarach” nie było jeszcze widać powieściopisarskiego pióra Antoniego Gołubiewa. Anatol Mikułko wydał „Wiosła pogubione” (1939), Aleksander Rymkiewicz poemat pt. „Tropiciel” (1936). Piszący te słowa opublikował dwa zbiory wierszy: „Pęk¬nięty tor” (1937) i „Pięścią w twarz – Kwiatami pod nogi” (1939).
Problemy literackie młodego Wilna zostały właściwie zagłuszone głośną sprawą politycznego procesu. Zagadnienia polityczne dochodziły w tym czasie niewątpliwie nie tylko do głosu, ale i do punktu wrzenia. Rozruchy antysemickie zmieniały ciche miasto o starych jagiellońskich tradycjach, tak pięknie podnie¬sionych przez Uniwersytet, w twierdzę nacjonalistycznej regresji. Nic tedy dziwnego, że jako kontrakcja wystąpił społeczny radykalizm. Wybuch wojny był zarówno kresem tych wstrząsów, jak i kamieniem probierczym. Różni działacze i pisarze znaleźli się po różnych stronach barykady. Tragiczna i niesławna śmierć spotkała Teodora Bujnickiego. Zagadkowa decyzja Dembińskiego nie skorzystania z możliwości ucieczki do Rosji, jak to uczynili z własnym pożytkiem inni (Putrament, Jędrychowski) oddała go w ręce Gestapo. Niektórzy piastują wysokie godności w Polsce Ludowej. Niektórzy pozostali na emigracji.

Krytyczna Szkoła Wileńska
Niedostrzegalna w rozgwarze literacko-społecznym, choć podskórnie z nim związana, toczyła się w salach wykładowych i w seminarium polonistycznym, walka o nową metodę badań literackich. Po odejściu z USB prof. Pigonia, dotychczasowego „Króla Ducha” polonistyki wileńskiej, nie rozlegało się już dźwięczne, w miarę kwieciste i duchem romantycznym owiane słowo o literaturze, jeśli nie liczyć efektownych w akcentowaniu i pełnych gestykulacji wykładów docenta Stanisława Cywińskiego o Norwidzie. Profesor Konrad Górski w swych wykładach o literaturze staropolskiej i seminariach zachowywał umiar analitycznego filologa, a jego teoretyczne rozważania, zebrane później w pracy „Poezja jako wyraz” (Toruń, 1946) były inte¬resujące, ale nie światoburcze. Zupełnie inaczej wyglądało wystąpienie prof. Manfreda Kridla, który w 1932 roku objął katedrę historii literatury polskiej na Uniwersytecie Wileńskim. Budował on, podjęty po Kazimierzu Wóycickim, system badań literackich, który dzisiaj można by nazwać „strukturalizmem”, a który tradycjonaliści nazywali formalizmem, gdyż położenie nacisku na analizę elementów artystycznych i kompozycję literacką dzieła identyfikowano z zajmowaniem się tzw. „formą”. Tego właśnie podziału, na treść i formę, Kridl nie uznawał. Szereg jego prac, dociekania seminaryjne, publikacje uczniów i zwolenników nowej metody, pozwalają mówić o tym ruchu jako o „Wileńskiej Szkole Krytycznej”(22). Prof. Kridl zmarł po wojnie w Stanach Zjednoczonych, zmuszony u schyłku życia na zamówienie społeczne „wykonać” podręcznik literatury polskiej, wbrew swej metodzie(23). W owym jednak czasie wywołał nie tylko w Wilnie, lecz w całej Polsce, szeroką polemikę literacką, w rezultacie której psychologiczno-ideologiczna interpretacja dzieła literackiego została poważnie podkopana. Taka postawa badawcza była wyrównaniem linii frontowej, jaka przebiegała między estetyczną i ideologiczną interpretacją dzieła sztuki. Wilno w tym wypadku wyprzedziło inne ośrodki uniwersyteckie.

Uwagi końcowe
Wybuch wojny zastał Wilno w sytuacji miasta, nad którym przeszła burza niepokojów i walk ideologicznych ikulturalnych. Generacja „awangardy” opuściła Uniwersytet, albo wracała tam już w innym charakterze.
Niedawna przeszłość świadczyła o dynamizmie tego ośrodka, promieniującego nie tylko na Ziemię Wileńską, ale wywierającego wpływ na kształtowanie się nauki (zwłaszcza w literaturze) i literatury ogólnopolskiej, gdyż niezwykle bacznie przyglądano się temu, co się w środowisku wileńskim działo. Literatura niewątpliwie dała się wyprzedzić Awangardzie Krakowskiej, niemniej poczyniła znaczny krok naprzód. Późniejszy udział poetów i pisarzy, wywodzących się ze środowiska wileńskiego, w twórczości krajowej i emigracyjnej zaznaczył się bardzo wyraźnie.
Po 1939 roku przewalały się nad Wilnem wojska sowieckie, rządy i nierządy szaulisów litewskich, znów na przemian sowiecka i niemiecka okupacja, wreszcie wgniecenie całej Litwy wraz z Wilnem w Związek Republik Sowieckich położyło kres wszelkim fermentom i przemianom. Ale i w tych dziejach Wilno odegrało jeszcze niemałą rolę przez zorganizowaną akcję podziemną i walki AK o wyzwolenie miasta i Ziemi Wileńskiej. Znów ukazywały się tu pisma, teraz podziemne, a na ich łamach nawet poezja „awangardowa”, służąca teraz innej walce (24). Nim to się stało, jeszcze u schyłku poprzedniej „epoki”, debiutował tu Jan Huszcza z Dzisny, doczepiony niejako do „Żagarów”, tomem „Ballada o podróżnych” (Wilno, 1938). Stąd wyszedł debiutujący już w 1941 roku (w „Prawdzie Wileńskiej”) Tymoteusz Karpowicz, urodzony w powiecie wileńskim. Tutaj ukończył gimnazjum (1938) i stawiał pierwsze kroki w prasie wileńskiej („Przechadzki po Wilnie”) i w radio wileńskim po¬wieściopisarz Eugeniusz Paukszta. Tutaj zmarł w czasie okupacji (1 maja 1940 r.) poeta Światopełk – Karpiński, a jego ostatni wiersz był zamieszczony w kończącym swój żywot „Kurierze Wileńskim”. Do końca wojny przebywał w Wilnie Leon Lech Beynar (Paweł Jasienica), który ukończył w 1932 r. historię na USB i był nauczycielem historii w Grodnie, a od 1937 r. speakerem radiowym w Wilnie, gdzie potem jako członek ZWZ i AK redagował tajne pismo „Pobudkę”. Historia niewątpliwie do tych spraw będzie jeszcze nieraz nawracać. A i w historii literatury polskiej pozostanie na zawsze pamięć tych czasów i twórczości obu generacji literackich, spod znaku „Śród Literackich” i „Żagarów”.

Przypisy:
1) Wznowione w marcu 1940 r. w Paryżu jako „Wiadomości Polskie”, przeniesione do Anglii, zlikwidowane w 1944, od 1946 wychodzą jako „Wiadomości”, ciągle pod redakcją M. Grydzewskiego, który zmarł w 1970 r. Od 1989 redaguje Michał Chmielawiec.
2) Por. St. Wyspiański w „Akropolis”, „Skamander połyska, wiślaną świetląc się falą”.
3) Jan Lechoń: „A wiosną niechaj wiosnę, nie Polskę zobaczę”. „Herostnates”, ze zbioru „Karmazynowy poemat”, Warszawa 1920 r.
4) M. A. Mazanawski. „Obraz literatury polskiej”, uzupełniony przez Stefana Papee, Warszawa, 1947. Str. 687..
5) W powieści „Jedwabny węzeł”. Por. „Juliusz Kaden-Bandrowski, ostatnie lata życia i twórczości na podstawie listów i relacji”, „Wiadomościi” Londyn, 1965, nr 37/38. – Autor tego szkicu.
8) Charakterystyczne ukazywanie tych samych wydarzeń w dwóch różnych układach: racjonalistycznym i irracjonalnym. Tak jest w ,,Krzy¬żowcach”.
7) Mieczysław Limanowski, „Najstarsze Wilno”, w pracy zbiorowej „Wilno i Ziemia Wileńska”, t. I. 1930 r.
8) W „Klubie Błękitnych” był w 1930 roku referat Mikołaja Pansiewicza o surrealizmie francuskim i dadaizmie.
9) Kontakty były nawiązane dopiero w 1931 roku z „Linią”.
10) „Słownik Współczesnych Pisarzy Polskich”, Instytut Badań Literackich, Warszawa, 1983.
11) Stanisława Wyspiańskiego rapsod „Kazimierz Wielki” związany z odnalezieniem szczątków króla i ponownym pogrzebem.
12) Mówi o tym Jerzy Hulewicz w „Brzasku Epoki”, tom I, Poznań, 1920 r. str. 5.
13) „Zycie”, 1899 r.
14) Por. „Przemiany we współczesnej poezji polskiej”, Zeszyty naukowe Wydz. Humanis. Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie. 1968.
Autor tego szkicu.
15) STO – „Sekcja Twórczości Oryginalnej Koła Polonistów Studentów Uniwersy6etu Stefana Batorego w Wilnie”.
16) Mówi o tym m.in. Jerzy Putrament w „Pół wieku”, Warszawa, 1962.
17) „Kultura”, nr. 9. (83). „Robespierrem” nazywano Jędrychowskiego.
18) Autor tego szkicu.
19) „Znak”, nr. 1,39/140, 1966.
20) Na tym założeniu była oparta racja bytu „Kiubu Błękitnych”.Było to załażenie niemal statutowe. Dopiero w 1934 roku powie tak
sam Przyboś [w recenzji, „O poezji integralnej”: „Wyznaję determinizm formy. Wierzę, że każde przeżycie, każdy temat domaga się koniecznie jednej niepowtarzalnej i dla siebie tylko właściwej budowy”]. Było to jedna z najistotniejszych powiązań z „Awangardą” krakowską.
21) „Struktura nowel Prusa” Wilno, 1938, w wydaw. „Z zagadnień poetyki”, nr. 2.
22) Ważniejsze: „Krytyka i krytycy”, Warszawa, 1923; „Przełom w metodyce badań literackich”, „Przegląd Współczesny”, 1933, t. 45, str.
145-162; „Podstawy nauki o literaturze”, 1935 w wyd. zb. „Zjazd Nauk. im. I. Kraszewskiego we Lwowie…”, Księga referatów, z. 2.; „Wstęp do badań nad dziełem literackim”, Wilno, 1936, w wyd. zb. „Z zagadnień poetyki”, nr. 1.
23) „Literatura polska na Ue rozwoju kultury”, Nowy York, 1945, W liście do autora tego szkicu pisał: „…byłem zmuszony pisać bez materiałów i wbrew własnej metodzie…”
24) W czasopiśmie podziemnym, „Polska w Walce” publikował swoje utwory autor tego szkicu. M.in. wiersz „Szuje”.

Dr Józef Bujnowski, profesor literatury polskiej na Polskim I Uniwersytecie w Londynie (PUNO). Obecnie jako „visiting professor” wykłada na Wydziale Slawistyki Uniwersytetu w Amsterdamie. Urodzony w 1910 roku na Wileńszczyźnie, gimnazjum w Dziśnie, studia uniwersyteckie w Wilnie. Jako uczeń prof. Manfreda Kridla jest jedynym przedstawicielem tzw. „Wileńskiej Szkoły Krytycznej”. Autor prac o kompozycji dzieł dramatycznych Wyspiańskiego, „Wyspiański spętany” w wyd. zbiorowym „Wyspiański żywy”, Londyn, 1957; O krytyce literackiej i artystycznej na obczyźnie w „Literatura Polska na obczyźnie” tom I, 1964. Z badań o najnowszej poezji polskiej – fragment w „Die Welt der Slaven”, większa całość – jako Zeszyt Naukowy PUNO. Autor kilkunastu zbiorów poezji.

Na podstawie: Pamiętnik Wileński. Polska Fundacja Kulturalna. Londyn, 1972.

http://www.pogon.lt/biblioteka-wilenska/311-jozef-bujnowski-obraz-miedzywojennej-literatury-wilenskiej.html

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | 1 Comment »

KORZENIE – ks. Jerzy Lech Kontkowski

Posted by tadeo w dniu 18 marca 2014

APC - 2014.03.18 18.50 - 001.3d

http://www.mtg-malopolska.org.pl/images/skany/kontkowski/J_L_kontkowski_Korzenie.pdf

Posted in Książki (e-book), Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Wspomnienia | Leave a Comment »

Historia Republiki Pawłowskiej

Posted by tadeo w dniu 5 lutego 2014

APC - 2014.02.05 20.17 - 001.3d

Dziennikarka Aurelija Arlauskienė, dyrektor Szkoły Średniej im. P. K. Brzostowskiego w Turgielach Łucja Jurgielewicz i dr nauk humanistycznych Ramunė Šmigelskytė-Stukienė są autorkami książki „Povilas Ksaveras Bžostovskis – Paulavos Respublika” („Paweł Ksawery Brzostowski – Republika Pawłowska”). Jest to pierwsza tak obszerna publikacja w języku litewskim na ten temat. Prezentacja wydania odbyła się w Ratuszu wileńskim.

Pomysł napisania książki, poświęconej założonej w 1769 roku przez ks. kanonika Pawła Ksawerego Brzostowskiego Republice Pawłowskiej zrodził się kilka lat temu. W ramach odbywających się co roku, we wrześniu, Europejskich Dni Dziedzictwa, w Turgielskiej Szkole Średniej im. P. K. Brzostowskiego zorganizowana została konferencja, podczas której dyrektor szkoły, Łucja Jurgielewicz miała odczyt na temat reform wprowadzonych w XVIII wieku przez P. K. Brzostowskiego, właściciela majątku Pawłowo koło Turgiel.

Dzieje republiki samorządowej, która istniała ponad dwa stulecia temu na terenie obecnego rejonu solecznickiego, nie są powszechnie znane na Litwie. W podręcznikach szkolnych jest zaledwie krótka notka na temat dokonań Pawła Ksawerego Brzostowskiego. Zafascynowana tematem dziennikarka Aurelija Arlauskienė zachęciła Łucję Jurgielewicz do wspólnej pracy nad książką. Do współpracy zaprosiła również badaczkę historii Wielkiego Księstwa Litewskiego XVIII wieku dr Ramunė Šmigelskytė-Stukienė.

Książka „Povilas Ksaveras Bžostovskis – Paulavos Respublika” składa się z kilku części. Dr Ramunė Šmigelskytė-Stukienė przedstawiła epokę i kontekst historyczny. Aurelija Arlauskienė i Łucja Jurgielewicz napisały rozdział poświęcony Pawłowi Ksaweremu Brzostowskiemu i jego działalności. Kolejny rozdział jest poświęcony dziejom Pawłowa od upadku insurekcji kościuszkowskiej aż do współczesności.

Wydanie jest bogato ilustrowane zdjęciami, faksymilami dokumentów archiwalnych. W książce wykorzystane zostały informacje zgromadzone w muzeum krajoznawczym, od 1964 roku działającym w Szkole Średniej im. P.K. Brzostowskiego w Turgielach, jak również wcześniejsze prace polskich historyków, między innymi prof. Juliana Bartysia.

W 2014 roku przypada 275. rocznica urodzin Pawła Ksawerego Brzostowskiego oraz 245. rocznica powołania Republiki Pawłowskiej. „Pawłowo to nie tylko historia, to również doświadczenie, które możne być niezwykle cenne dla Litwy XXI wieku. Czy zdołamy czegoś się z tej historii nauczyć, zależy tylko od nas samych” – napisały autorki książki poświęconej Republice Pawłowskiej i jej twórcy, ks. Pawłowi Ksaweremu Brzostowskiemu.

Zdjęcia: Jan Wierbiel, Artur Kalczewski, Valentin Ryčkov
Montaż: Artur Kalczewski

http://www.wilnoteka.lt/pl/tresc/historia-republiki-pawlowskiej-po-raz-pierwszy-po-litewsku

Posted in Historia, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

Od Dubinek i Glinciszek…

Posted by tadeo w dniu 5 lutego 2014

APC - 2014.02.05 20.05 - 001.3d
… zachowaj nas Panie! Gdyby kiedyś tworzono polsko-litewską litanię (np. Litanię Wileńską), to takie błaganie z pewnością musiałoby się w niej znaleźć. Aby uchronić przed zapomnieniem te dwie nazwy podwileńskich wsi, które – gdy padają razem – oznaczają jedno: Szczyt Wzajemnej Nienawiści. I zezwierzęcenia. Dno, od którego niegdyś Polacy i Litwini już się odbili. Czasem wydaje się, że dziś ponownie ku niemu opadają.

„Wileńszczyzna na Zaduszki – taki skrótowy „przewodnik” dla pielgrzymów pamięci i tropicieli martyrologii – wypracowała w minionym dwudziestoleciu Ambasada RP w Wilnie, i chwała jej za to. Nie bez udziału mieszkańców Wileńszczyzny oczywiście, bo lista miejsc, które 1 Listopada odwiedzają polscy dyplomaci, by oddać hołd poległym i pomordowanym, z roku na rok się wydłuża i ogranicza się już chyba jedynie możliwościami kadrowo-logistycznymi polskiej placówki. Mimo to co chwilę słychać utyskiwania, że a to tu, a to tam ambasada wieńca nie złożyła, a przecież taki zasłużony dla polskości akowiec czy inny legionista leży…

Przez dwadzieścia lat wolności odkrywano wciąż nowe, nieznane mogiły, ekshumowano i stawiano pomniki, o których wcześniej przez pół wieku chroniący pamięć mogli tylko pomarzyć. Właśnie dzięki nim – tym, którzy pamiętali i pielęgnowali te miejsca (tu, na Wileńszczyźnie) i tym, co po latach sumiennie nadrabiali zaległości (polscy dyplomaci, Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Narodu Polskiego, prywatni fundatorzy) – litania miejsc polskiej pamięci na ziemi wileńskiej staje się coraz bardziej imponująca. A znawcy twierdzą, że zrobiono tylko niezbędne minimum, wiele do zrobienia pozostaje. Tylko czy nie zabraknie tego impetu i zacięcia, którego po pół wieku niewoli starczyło na dwie dekady działań? Czy nie zabraknie pasjonujących się, tropiących i konsekwentnie utrwalających coraz szybciej odchodzącą i coraz bardziej zawodną Pamięć?

Rossa i Cmentarz Bernardyński, Antokol i Ponary – to już sanktuaria narodowe, ale… dziś chyba jeszcze bardziej puste niż przed dziesięcioma, dwudziestoma laty. A może akurat ja tak trafiam na te nekropolie, że kilka, najwyżej kilkanaście osób snuje się wśród ruin dwukrotnej śmierci – tej ludzkiej, i tej pomnikowej. Nie mówię oczywiście o akcjach – wówczas młodzież się uwija, tu liście zbierze, tam znicz postawi, gdzieś od wichru ich roboty jakiś kolejny krzyż spadnie, ale – młode pokolenie pamięta! Kto jak nie my! W Zaduszki po południu udałem się na Cmentarz Kalwaryjski, a potem na Rossę – wrażenie piorunujące. Dopiero w tym zestawieniu można zrozumieć nekropolię żyjącą i umierającą. W dolince Kalwarii – feeria świateł, mnóstwo zniczy i kwiatów, grupki ludzi przeciskających się między coraz bardziej okazałymi grobami, a przecież 2 Listopada – dzień pracy. Na Rossie – kępki świateł, gdzie jeszcze ktoś ma jakąś rodzinę, gdzie indziej – haszcze po kolana, wśród nich kikuty pomników i makabryczna cisza, rozbita przecinającą miasto śmierci drogą. No tak, bo Cmentarz Kalwaryjski wciąż żywy, żaden tam pomnik narodowy. To ktoś i akowcom (tym spod Krawczun), mijając ich kwaterę, świecę zapali. Podobnie w Kolonii Wileńskiej (akowcy od „Ostrej Bramy”), w Górnych Ponarach (równie fatalna dla powstańców bitwa 1831 roku).

Ale to Wilno. Być może gdzieś dalej od centrum jest lepiej? Skorbuciany (stolica VII Brygady AK), Niemenczyn, Mejszagoła – to przecież do dziś ostoje polskości, podobnie jak Ejszyszki czy Koleśniki, Butrymańce czy Soleczniki. Toż tam chyba wszystko co polskie tonie w zniczach. Czyżbym się mylił? Troki, Święciany – nie jestem pewien, a może wręcz odwrotnie – tam, gdzie bardziej rozproszona polskość cofa się pod naporem litewskości, odruch pamięci narodowej jest silniejszy i głębszy, bardziej naturalny?

W takich Szyrwintach – symbolu zwycięstwa litewskiego oręża nad podstępnym Żeligowskim – nawet krzyże polskim żołnierzom postawili Litwini, do tego jeszcze przed wojną… A w Święcianach „wypeckali legionistów”, jak mówią miejscowi, i to przed tygodniem. Ale szybko zmyli. To jak z napisami „Pilsudski=Hitler”, co się czasem pojawiają na murku za Mauzoleum Matki i Serca Syna. W Oranach (o rany, kto tak „przechrzcił” Warenę?!) groby polskich żołnierzy przeszkadzały chyba najbardziej, bo w centrum miasteczka, przy kościele. Tak oko gryzły, że przeniesiono je na cmentarz, pod płot, a pomnikową kolumnę – wywalili, tak po prostu. Podobno groziła zawaleniem, choć zdrowa była jak rydz. Pamiętamy tę wrzawę sprzed kilku lat: sam Varėnos meras obiecał odbudować, bił się w piersi do kamery. Ksiądz, co to w trosce o wiernych i wszystko co polskie, kolumnę „wykarczował” (porządny miała fundament!), powiesił się potem, widać nie z tej strony groźby mu się widziały. Natomiast dzieło jego żyje: kolumny nie odstawiono do dziś. Ponoć dopominają się i miejscowi Polacy, i dyplomatycznymi kanałami próbowano – dobrze, litewskie władze są jak zwykle „za uregulowaniem” sprawy. Pod warunkiem, że w Berżnikach, tuż za polsko-litewską granicą, gdzie spoczywają żołnierze litewscy, Polacy usuną tablice i pomniki, godzące (ich zdaniem) w litewską dumę narodową. Gdzie Orany, gdzie Berżniki, a mają coś wspólnego. Via Ponary. A kto chce zobaczyć kolumnę, jaka w Oranach już chyba nie stanie, niech idzie na Nową Rossę, tam jeszcze idientyczna stoi, dzieląc Polaków i Litwinów, co by się po śmierci nie pobili. Gwoli ścisłości: orła, który się z kolumny zrywał do lotu, już od dawna nie ma, ale na jego powrót także trudno liczyć…

Ołtarzem tej polskiej Drogi Krzyżowej po Wileńszczyźnie są jednak, moim zdaniem, Glinciszki i Dubinki. Miejsca, które uczniowie szkół polskich i litewskich muszą odwiedzać programowo, jak młodzież z Izraela – Oświęcim. Każda wojna obfituje w zbrodnie, które muszą żyć w pamięci jak przestroga, by się nie powtórzyły. Miejsca symptomatyczne, gdzie dwa bratnie narody, jednakowoż dręczone przez zmieniających się okupantów, ledwie zasmakowawszy wolności, rzuciły się sobie do gardeł. A przecież przeciw sobie nie walczyły. Zbrodnia nie ma narodowości, ale narodowość bywa powodem zbrodni, gdy puszczają nerwy kulturowe i cywilizacyjne.

Ktoś powie: Nie narody, ale dwie zgraje, zezwierzęcone wojną, dwie wrogie formacje, sięgające po terror w walce o racje narodowe i państwowe. Ktoś powie: Na Ukrainie, na Wołyniu, to wówczas było powszedniością, takie czasy były. Na szczęście mord w Glinciszkach i odwet w Dubinkach pozostają przypadkiem wyjątkowym w polsko-litewskich relacjach, bo nawet bratobójcze walki w latach 1919-1920 i 1943-1944 miały charakter wojny domowej, a nie narodowej eksterminacji. Jednak zbyt często słyszę ostatnio w mediach o Dubinkach, i wyjątkowo rzadko przy tym wspomina się Glinciszki, a to oznacza, że pamięcią, jak i historią, wciąż ktoś próbuje rządzić. Czyn „Łupaszki” został jednak potępiony zarówno wówczas, przez dowództwo AK, jak i przez całą powojenną historiografię polską. Ze strony litewskiej także wymsknie się czasem jakieś uderzenie w piersi – zwykle za Ponary, za pogrom kowieński Czerwca 1941 r. (w garażu Lietūkio), ale Glitiškės (Glinciszki po litewsku) – to już dla wtajemniczonych, akt desperacji policji, zirytowanej bezczelnością „polskich band”. Podobnie irytował Litwinów order, którym prezydent RP w 2007 r. pośmiertnie odznaczył pogromcę Dubinek, ale postać Zygmunta Szendzielarza na Litwie wcale nie jest znana – Polak, zbrodniarz i już. Że dla Polaków bohater? Wiadomo, skoro bił Litwinów… Przed i po 23 czerwca 1944 r. „Łupaszka” dla Litwy nie istnieje.

Od niedawna, z powodów rodzinnych, zacząłem często bywać w Dubinkach na Zaduszki. Zawsze zatrzymuję się na chwilę przy płycie „pomordowanych przez AK”, gdzie zwykle jest już wieniec z biało-czerwoną wstęgą i wiele zniczy. Swój zapalam jednak dwa kroki dalej, przy grobie Anny Górskiej i jej czternastoletniego synka Witolda – rocznik 1930, a wtedy, jak wiadomo, cała Litwa hucznie obchodziła 600-lecie niedoszłej koronacji i śmierci Wielkiego Księcia. Być może tak „litewskie” imię (wobec tak polskiego nazwiska) w intencji rodziców miało zapewnić mu lepszą przyszłość, wszak widzieli, co się wówczas na Litwie wobec Polaków działo? Anna Górska… Polka, jakich już coraz mniej do dziś mieszka w Dubinkach i okolicach. Tragiczny symbol przypadkowych ofiar narodowych porachunków. Ofiara złego wywiadu AK, który ustalał listę atakowanych domów, czy też gospodyni, u której zakwaterowano litewskiego policjanta? Wszak do niektórych chat po prostu wrzucano granaty… A może ofiara litewskiej akcji osadniczej, gdy przed wojną wzdłuż „linii demarkacyjnej” z Polską osadzano „pewnych” Litwinów – żołnierzy, policjantów i innych, by zdepolonizować ten teren?

Pisząc o Dubinkach i Glinciszkach, samoistnie przypominają mi się Koniuchy – jedna z kilku wsi spacyfikowanych przez partyzantkę żydowsko-sowiecką. Co prawda, w przypadku komunistycznego podziemia podobno nie warto analizować narodowości, bo to ani Polakom, ani Litwinom chwały nie przysporzy, ale faktem jest, że dominowali wśród nich uciekinierzy z getta i cudem uratowani z Ponar. Może to tłumaczy bezwzględność, z jaką spalono Koniuchy – wieś w zasadzie polską, ale leżącą na pograniczu etnicznym, toteż litewscy historycy zawsze przypominają szereg litewsko brzmiących nazwisk na krzyżu, który postawił w tym miejscu nie jakiś litewski departament, a Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Narodu Polskiego. Zresztą Koniuchy to tylko najbardziej znana wieś wśród tych, co to wspierając AK, nie chciały się dzielić żywnością z Sowietami, zorganizowały nawet zbrojną samoobronę, ale to, jak widać, tylko rozwścieczyło oddziały Henocha Zimana. A propos: Genrikas Zimanas – po wojnie „wybitny” litewski działacz komunistyczny, redaktor „Tiesy”, profesor i deputowany Rady Najwyższej… Co ciekawe, Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko”, urodzony 12 marca 1910 r. w Galicji, Henryk Ziman, urodzony 12 maja tegoż 1910 r. na Suwalszczyźnie – dwa jakże typowe dla XX w. życiorysy!

A skoro zacząłem od przewodnika po polskiej Drodze Krzyżowej Wileńszczyzny, to kończąc, chciałbym prosić Ambasadę RP w Wilnie o wciągnięcie na tę listę jeszcze jednego miejsca – Tuskulanum. To, że składa wieńce w odległych Dubiczach, ale już nie przy krzyżu na Łukiszkach (na przeciwko siedziby polskiego radcy handlowego!), gdzie wieszano najwybitniejszych uczestników powstania styczniowego – ma chyba jakieś uzasadnienie, choć także nie rozumiem. Ale skoro oddajemy hołd pomordowanym przez hitlerowców i ich litewskich kolaborantów w Ponarach, to dlaczego na podobny hołd nie zasłużyły tysiące Polaków Wileńszczyzny (i nie tylko), pomordowanych przez Sowietów? Tych zamęczonych na Łukiszkach (czy to w podziemiach KGB, czy też w więzieniu) grzebano po kryjomu, w większości właśnie na terenie dawnego majątku w Tuskulanach. Obok siebie spoczęli tam i hitlerowcy, i akowcy, i litewscy „szaulisi” (w tym „ponarscy”), i bandyci, i antykomuniści. Miejsce niejednoznaczne, mimo to może jednak przydałby się jeszcze jeden symboliczny wieniec dla pewnej równowagi owej historycznej pamięci?

Od Dubinek i Glinciszek – zachowaj nas, Panie!
Od Ponar i Tuskulan – zachowaj, nas Panie!

Zdjęcia: Jan Wierbiel
Montaż: Paweł Dąbrowski

Posted in Historia, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

70. rocznica pacyfikacji wsi Koniuchy

Posted by tadeo w dniu 5 lutego 2014

Krzyż w Koniuchach (rejon solecznicki), fot. wilnoteka.lt
29 stycznia minęła 70. rocznica pacyfikacji wsi Koniuchy, leżącej w odległości 10 km od Solecznik, na skraju Puszczy Rudnickiej. 29 stycznia 1944 r. partyzanci sowieccy zamordowali kilkudziesięciu mieszkańców wsi, nie oszczędzając nawet małych dzieci, spalili domy. W niedzielę, 2 lutego, w Koniuchach zorganizowany zostanie apel pamięci pomordowanych mieszkańców Koniuch.

Koniuchy były dużą wsią, liczącą około 60 zabudowań i ponad 300 mieszkańców. Miejscowość leżała na skraju Puszczy Rudnickiej, w której znajdowały się bazy partyzantów sowieckich. Partyzanci w czasie powtarzających się napadów na wieś rabowali jej mieszkańcom żywność, odzież, bydło. W Koniuchach utworzono więc oddział samoobrony, który skutecznie uniemożliwiał partyzantom dalszy rabunek.

W nocy z 28 na 29 stycznia 1944 r. grupa partyzantów sowieckich otoczyła wieś. Atak trwał około 2 godzin. Pochodniami podpalano słomiane dachy domów, do wybudzonych, uciekających mieszkańców strzelano na oślep. W wyniku ataku zginęło około 40 osób, kilkanaście zostało rannych. Część ofiar spłonęła w swych domach, część zginęła od strzału z broni palnej. Wśród ofiar byli mężczyźni, kobiety i małe dzieci. Spalono większość zabudowań, ocalało tylko kilka domów.

Według ustaleń Instytutu Pamięci Narodowej, atak na Koniuchy przeprowadziła licząca 120-150 osób grupa partyzantów sowieckich pochodzących z różnych oddziałów stacjonujących w Puszczy Rudnickiej, takich jak „Śmierć Okupantowi”, „Śmierć faszyzmowi”, „Piorun”, „Margirio”, Oddział im. Adama Mickiewicza. Oddziały te były wielonarodowościowe. Należeli do nich m. in. partyzanci żydowscy, uciekinierzy z gett w Kownie i Wilnie.

O tym, co się wydarzyło w Koniuchach, w okresie sowieckim milczano. Dopiero w 60. rocznicę pacyfikacji wsi, staraniem Solecznickiego Oddziału Związku Polaków na Litwie, dzięki Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa ustawiony został krzyż, na którym umieszczono 38 nazwisk ofiar tragedii.

 
Śledztwo w sprawie pacyfikacji wsi Koniuchy prowadzone przez Instytut Pamięci Narodowej toczy się już prawie 13 lat. Dotąd nikt ze sprawców mordu na cywilnych mieszkańcach wsi nie został ukarany.

2 lutego o 12.30 w Koniuchach, przy Krzyżu Pamięci Pomordowanych, odbędzie się apel ku czci pomordowanych 70 lat temu mieszkańców. Tego samego dnia o 13.30 w kościele pw. św. Michała Archanioła w Butrymańcach zostanie odprawiona msza święta.

Na podstawie: ipn.gov.pl, fronda.pl, inf.wł.

Posted in Historia, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Otagowane: | 1 Comment »