WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Moja mała Ojczyzna’ Category

Zespół pałacowo-parkowy Radziwiłłów w Białej Podlaskiej

Posted by tadeo w dniu 9 lutego 2017

apc-2017-02-09-13-13-001-3d

http://www.polska-z-powietrza.pl/zabytki-z-powietrza-drona/zespol-palacowo-parkowy-radziwillow-w-bialej-podlaskiej,p5314219

Reklamy

Posted in Moja mała Ojczyzna | Leave a Comment »

Piszczac z lotu ptaka

Posted by tadeo w dniu 9 lutego 2017

 

apc-2017-02-09-13-09-001-3d

 

http://www.polska-z-powietrza.pl/wsie-z-powietrza-drona/piszczac-z-lotu-ptaka,p15712430

Posted in Moja mała Ojczyzna | Leave a Comment »

Bogusław Kaczyński (1942-2016)

Posted by tadeo w dniu 7 grudnia 2016

 

apc-2016-12-07-19-24-001-3d

Honorowy Obywatel Białej Podlaskiej, zmarł 21 stycznia 2016 r. w wieku 73 lat. Informację o jego śmierci podał Tadeusz Deszkiewicz, doradca Prezydenta Rzeczpospolitej. W prasie opublikowano kondolencje, które złożył bliskim Zmarłego Prezydent RP Andrzej Duda: Odszedł wybitny popularyzator opery i operetki, znawca muzyki klasycznej i jej niestrudzony orędownik. W mojej pamięci pozostanie Jego niepowtarzalny styl oraz głęboka wiedza, którą przekazywał z wyjątkową finezją. Prezydent A. Duda nie mógł wziąć udziału w uroczystościach pogrzebowych, wystosowując specjalny list, który odczytał pracownik Kancelarii Prezydenta: Nieczęsto pojawiają się ludzie tak bardzo rozmiłowani w sztuce, że ich uczucie udziela się innym, dodaje sił w osobistych poszukiwaniach tego, co szlachetne, autentyczne, wartościowe. […] Rozległa wiedza, profesjonalizm, ogromne zaangażowanie w wykonywaną pracę, nieskazitelna polszczyzna, silna osobowość oraz talenty urodzonego dziennikarza telewizyjnego – wszystko to służyło Zmarłemu w realizacji tego, co uważał za swoje posłannictwo, a nawet sens życia. Pragnął, by radość słuchania dobrej muzyki oraz dumę z dokonań polskich artystów mogło dzielić z nim jak najwięcej jego rodaków. Stan zdrowia Bogusława Kaczyńskiego uległ pogorszeniu pod koniec 2015 r. Wówczas doznał kolejnego udaru i trafił do szpitala. Krytyk muzyczny ostatni rok życia spędził w szpitalu na rehabilitacjach. Wszystko przez wcześniejszy udar, którego doznał w 2007 r., po którym miał sparaliżowaną połowę ciała i problemy z mówieniem. Dzięki długiej rehabilitacji, sile charakteru i hartowi ducha, udało mu się jednak powrócić do sprawności.

 

Bogusław Kaczyński urodził się 2 V 1942 r. w Białej Podlaskiej. Wychował się w domu przy ul. Pocztowej. Ojciec Jan, był przed wojną pracownikiem PWS, oddelegowanym do pracy z Warszawy. Udzielał się społecznie, był jednym z założycieli i pierwszym prezesem zarządu Chóru Męskiego „Echo Podlasia” (1927 do 1945 r.). Podczas wojny był w konspiracji akowskiej. Po wojnie Jan Kaczyński śpiewał basem w chórze PSS „Społem”. W „Skali”, w dawnym Domu Strażaka im. Marszałka Józefa Piłsudskiego, w 1945 r. mały Boguś mając niespełna cztery lata, debiutował jako muzyk wykonując na pianinie melodię „Jaś mi z jarmarku przywiózł pierścionek”. Bogusław Kaczyński mieszkając już w Warszawie, z sentymentem wspominał wypoczynek z rodziną w nadbużańskich Serpelicach. Edukację rozpoczął w rodzinnej miejscowości, był absolwentem I Liceum Ogólnokształcącego im. Józefa Ignacego Kraszewskiego w Białej Podlaskiej (matura w 1959 r.)  Z nauczycieli „Kraszaka” najczęściej wspominał Franciszka Zdanowskiego oraz Lucynę Jóźwik, Anielę Walewską i Henrykę Szudejko. O swoim mieście nigdy nie zapomniał i chętnie przyjeżdżał na spotkania organizowane przez Koło Bialczan.

Prezes Marek Światłowski dom państwa Kaczyńskich odwiedzał jako dziecko, towarzysząc swemu dziadkowi Wincentemu Światłowskiemu, zasłużonemu promotorowi śpiewu i muzyki w Białej. W latach 60. XX w. akompaniował chórowi PSS „Społem” oraz zespołowi teatralnemu. Janusz Denisiuk, kolega jeszcze z czasów przedszkolnych, wspomniał, że podczas występów w „Kraszaku” artystów opery czy operetki, był organizowany quiz wiedzy o muzyce poważnej, a do odpowiedzi najszybciej zgłaszał się Boguś i najczęściej jako jedyny z uczniów znał dobrą odpowiedź. Studiował w Akademii Muzycznej w Warszawie w klasie fortepianu u prof. Pawła Lewieckiego i prof. Marii Wiłkomirskiej oraz na Wydziale Teorii Muzyki pod kierunkiem prof. Stefana Śledzińskiego i prof. Witolda Rudzińskiego. Wspominał potem, że na początku studiów był traktowany jak „Janko Muzykant” z prowincjonalnego Podlasia.

 

Przebywał na wielomiesięcznym stypendium Fundacji Kościuszkowskiej w Nowym Jorku oraz stypendium Uniwersytetu Columbia w USA. Potem ukończył studia doktoranckie w warszawskiej Akademii Muzycznej. Jego żoną była malarka Jadwiga Maria Jarosiewicz, z którą rozwiódł się po pięciu latach małżeństwa. Dziennikarz, publicysta i krytyk muzyczny, popularyzator opery, operetki i muzyki poważnej, teoretyk muzyki, twórca telewizyjny, animator kultury, prezenter i autor wielu programów w TVP, wieloletnią działalność dziennikarską i prezenterską poświęcił muzyce klasycznej i operze. Autor licznych felietonów i recenzji, m.in. w czasopismach: „Teatr”, „Ruch Muzyczny”, „Kultura”, audycji radiowych i telewizyjnych, m.in. „Operowe qui pro quo” (1974-1978), „Zaczarowany świat operetki” (1979-1981), Kaczyński był twórcą znanego w świecie Festiwalu Muzyki w Łańcucie, którym kierował w latach 1980-1990. Od 1982 r. był dyrektorem Europejskiego Festiwalu im. J. Kiepury w Krynicy.

W 1991 r. założył Fundację im. Bogusława Kaczyńskiego – „Orfeo”. Fundacja miała na celu duchowe i materialne wspomaganie twórców, wspieranie kultury narodowej, promocję sztuki wśród dzieci i młodzieży oraz pomoc w realizacji ambitnych inicjatyw artystycznych. W latach 1993-1996 był prorektorem ds. artystycznych Akademii Muzycznej w Warszawie. W latach 1994-1998 pełnił funkcję Dyrektora Naczelnego i Artystycznego Teatru Muzycznego „Roma” w Warszawie. Prowadził w kraju i za granicą wykłady z dziedziny historii muzyki i sztuki operowej. Był autorem serii płytowej „Bogusław Kaczyński – Złota Kolekcja”. Prowadził transmisje telewizyjne najważniejszych wydarzeń muzycznych w kraju i za granicą, m.in.: Konkurs Chopinowski, Konkurs im. Henryka Wieniawskiego, koncerty Luciano Pavarottiego, Placido Domingo, jubileusz Filharmonii Narodowej, festiwal w Opolu, Koncerty Noworoczne z Wiednia, konkursy Eurowizji. Udzielał również wielu konsultacji muzycznych do filmów i spektakli, niekiedy występując jako aktor. 14 III 2007 r. doznał udaru mózgu, po intensywnej rehabilitacji większość dolegliwości ustąpiła.

Był pracoholikiem, mimo choroby nie zwolnił. W sierpniu 2007 r. ponownie kierował festiwalem w Krynicy. Napisał ponad 20 książek, m.in.: Dzikie orchidee (1985), Kretowisko (wyd. Art. B Press 1991) i Wielka sława to żart (wyd. BGW 1992) oraz album Fryderyk Chopin. Geniusz muzyczny (2010) – były bestsellerami wydawniczymi i uhonorowane zostały nagrodami literackimi. Inne publikacje B. Kaczyńskiego: Ucieczki do Karyntii. Rzecz o A. Bergu i jego operach (1987), Xenia Grey: księżna Chicago (1993), Krynicki benefis (2000), Symfonia w dolinie słońca (album wydany w Niemczech), Teatr Kaczyńskiego – Roma, Jak samotny szeryf, Koń na biegunach, Smak sławy, Kiepura (2011). Był autorem licznych spektakli. Występował na estradach niemal całego świata oraz w radiu i telewizji. W 1967 r. pierwszy raz zaproszony został do poprowadzenia w telewizji programu muzycznego i od tej chwili regularnie prowadził programy telewizyjne, estradowe i największe międzynarodowe gale.

apc-2016-12-07-19-20-001-3d

Specjalne sukcesy i dowody uznania międzynarodowej krytyki przyniosły mu prezentacje monodramu o Janie Kiepurze i Marcie Eggerth (ponad 1000 przedstawień na 3 kontynentach), wykłady z dziedziny historii muzyki i sztuki operowej oraz galowe wieczory z cyklu „Bogusław Kaczyński przedstawia”. Jego tournée wiodło przez cztery kontynenty: od Pekinu, Ułan Bator i Moskwy poprzez Wiedeń, Rzym, Florencję, Neapol, Mediolan, Genewę, Paryż, Londyn, Sztokholm, Berlin, Monachium, Pragę, Budapeszt, Madryt, Istambuł, Hawanę, Nowy Jork, Chicago, Boston, Miami do Toronto, Montrealu, Edmonton i Vancouver. Otrzymał liczne nagrody i odznaczenia. B. Kaczyński był ulubieńcem publiczności, gwiazdorem Telewizji Polskiej, zdobywcą trzech Wiktorów i Superwiktora oraz trzech Złotych Ekranów. W wyniku plebiscytu „Polityki” – Koniec wieku, zaliczony został do grona dziesięciu największych osobowości telewizyjnych XX stulecia. Podczas gali z okazji 50. TVP otrzymał statuetkę i tytuł Gwiazdy Telewizji Polskiej (2002 r.). W 2006 r. uhonorowany został prestiżową nagrodą Piękniejsza Polska oraz tytułem Mistrz Mowy Polskiej (2006). Był laureatem nagrody Ministra Kultury i Sztuki (2003); zdobywcą tytułów Mężczyzna Roku i Pisarz Roku, kawalerem Orderu Uśmiechu (1995) i Komandorii Orderu Odrodzenia Polski (1999). Był Honorowym Obywatelem Lipna, Krynicy Zdrój (2002) i Łańcuta (2003). Został uhonorowany innymi wyróżnieniami: „Lider Promocji Kultury Polskiej” (1996), „Honorowy Białostocczanin Roku”, statuetki i tytułu „Gwiazda Telewizji Polskiej”. Otrzymał godność „Wybitnej Osobistości Pracy Organicznej” oraz Złoty Medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis (2011). Bogusław Kaczyński został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski (2016). Miał swoją publiczność, która kochała jego opowieści o muzyce. Dzięki niemu, wiele osób sięgnęło po płytę z muzyką poważną, poszło na koncert czy do opery. W swoich programach przypominał występy wielkich gwiazd opery i operetki, a także promował młodych artystów. Nie zapominał o najmłodszych. Do nich adresował swój cykl programów „Bogusław Kaczyński zaprasza dzieci”. Dziś jego „wychowankowie” regularnie odwiedzają opery i filharmonie. Każdą wizytę w mieście swego urodzenia i młodości nazywał „ sentymentalną podróżą w czasie”. Honorowym Obywatelem rodzinnego miasta Białej Podlaskiej jest od roku 2008, a Honorowym Członkiem Koła Bialczan od 2005 r., był uczestnikiem Zjazdu Szkół Bialskich w 1968 i 1978 r.

Podczas uroczystości wręczenia Honorowego Obywatelstwa, wspomniał: „pozostał mi ogromny sentyment do mojego rodzinnego miasta. Szczycę się tym, że tu się urodziłem, gdzie rozwinąłem swoją pasje do muzyki. Dziś już jest ona innym miastem, niż w czasach mojego dzieciństwa”. W odbudowanej „Skali”, miejsca dziecięcego debiutu małego Bogusia, Księgarnia Marii i Marka Światłowskich zorganizowała w 2010 r. promocję książki „Koń na biegunach”. „Moim największym sukcesem w życiu jest to, że udało mi się zrealizować moje dziecięce marzenia. Chciałem być artystą, chciałem być sławny, chciałem, aby świat leżał u moich stóp – a to wszystko dzięki muzyce” – mówił o sobie Kaczyński. Było to, jak się okazało ostatnie spotkanie B. Kaczyńskiego z mieszkańcami rodzinnego miasta. Potem rodzinne miasto kilka razy odwiedził prywatnie. W Warszawie 28 I 2016 r. odbyła się ceremonia pogrzebowa Bogusława Kaczyńskiego, najbardziej znanego w Polsce popularyzatora muzyki klasycznej. Msza święta żałobna była sprawowana w kościele św. Karola Boromeusza przy ulicy Powązkowskiej. W trakcie uroczystości w świątyni, wybitny polski tenor – Witold Matulka zaśpiewał Ave Maria. Po jej zakończeniu, urnę z prochami złożono na warszawskich Starych Powązkach w Alei Zasłużonych. Honorowego Obywatela Białej Podlaskiej pochowano nieopodal grobu legendarnego śpiewaka – Jana Kiepury, który fascynował Zmarłego przez całe życie. Pogrzeb odbył się z asystą wojskową. Nad grobem zabrzmiała salwa honorowa. Artyści Teatru „Roma” zaśpiewali arię „Wielka sława to żart…” z ulubionej przez B. Kaczyńskiego operetki „Baron cygański” Johanna Straussa (syna).

W ostatniej drodze sławnemu dziennikarzowi muzycznemu towarzyszyli m.in. wicepremier i minister kultury prof. Piotr Gliński, Marek Barbasiewicz, Olgierd Łukaszewicz, Zbigniew Niemczycki z żoną, Iwo Orłowski, Małgorzata Potocka oraz Barbara Wachowicz (autorka wstępu do książki Wielka sława to żart). Minister P. Gliński, żegnając wielkiego Bialczanina, powiedział: posiadał klasę, elegancję i styl, nie tolerował bylejakości i braku profesjonalizmu. Był prawdziwym wzorcem polskiej inteligencji. Chcę podziękować, że był z nami, by zaszczepiać w nas miłość do muzyki. Dziękuję mu w imieniu rządu. Nie zapomnimy pana zasług. Do zobaczenia na niebiańskich koncertach. List Prezydenta RP kończył się jakże wymownym cytatem: Myślę, że ostatnie pożegnanie Bogusława Kaczyńskiego jest okazją, by przypomnieć tę wzniosłą, norwidowską frazę: Bo piękno na to jest, by zachwycało / Do pracy – praca, by się zmartwychwstało.

W pożegnaniu Honorowego Obywatela, uczestniczyła delegacja władz miasta na czele z prezydentem Dariuszem Stefaniukiem i zastępcą – Adamem Chodzińskim. Honorowego Członka Koła Bialczan żegnała delegacja Stowarzyszenia z prezesem zarządu Markiem Światłowskim.  W pogrzebie uczestniczyła też delegacja I Liceum Ogólnokształcącego im. J.I. Kraszewskiego, którego B. Kaczyński był absolwentem. Wśród żegnających wybitnego Bialczanina nie zabrakło byłego prezydenta Białej Podlaskiej Andrzeja Czapskiego, to z jego inicjatywy B. Kaczyński został obdarzony tytułem Honorowego Obywatela grodu nad Krzną. W ostatniej drodze popularyzatora muzyki klasycznej uczestniczył Zdzisław Komarowski, absolwent „Kraszaka”, obecnie mieszkający w USA oraz znany artysta malarz Maciej Falkiewicz. Ze Zmarłym łączyła go długa znajomość, jeszcze z czasów studenckich, obaj mieszkali w słynnej „Dziekance”, akademiku szkół artystycznych w Warszawie. Potem podczas pobytu w rodzinnym mieście, B. Kaczyński bywał gościem w Klubie Jeździeckim na Białce, który prowadził malarz, miłośnik hippiki. Z inicjatywy doktora Jana Hałabudy i Koła Bialczan w kościele św. Antoniego w Białej Podlaskiej 26 II 2016 r. odprawiono Mszę św. w intencji zmarłego B. Kaczyńskiego. 2 maja 2016 r. Bialskiemu Centrum Kultury nadano imię Bogusława Kaczyńskiego. Miasto upamiętniło w ten sposób jednego z najwybitniejszych bialczan w swojej historii. Polska kultura straciła wyjątkową osobowość. Requiescat in pace!

SZCZEPAN KALINOWSKI Koło Bialczan Biała Podlaska

http://bbc.mbp.org.pl/Content/10056/rocznik%202015.pdf

Posted in Moja mała Ojczyzna, SYLWETKI | Leave a Comment »

LIST DO OJCA

Posted by tadeo w dniu 29 października 2016

apc-2016-10-29-12-58-001-3d

Autor: Aleksander Dmitryjuk

„Cały czas prosiłeś mnie ojcze, żeby opisać twoją historię. Gdzie mieszkałeś, gdzie się urodziłeś, i dlaczego znalazłeś się na niemieckiej ziemi. Czym zawiniłeś dla kraju, w którym się urodziłeś, którego broniłeś i który kochałeś. Jak mówiłeś, był to twój kraj i twoja ojczyzna. Innego kraju nie znałeś i innego nie miałeś. Miejscowość, w której urodziłeś się, wyrosłeś i założyłeś rodzinę nazywała się Okczyn. Mieszkańcy nazywali ją po swojemu Ukczyn. Nie była to wielka miejscowość, mieszkało w niej około dwustu rodzin. Wyłącznie byli to małorolni rolnicy. Był jeden nauczyciel, dwóch kowali ze swojska zwanych duwydy. Jeden był pochodzenia żydowskiego, jego pobratymiec prowadził sklep, w którym było wszystko. Miejscowość twoja była położona nad Bugiem w powiecie bialskim.

Niedaleko twojej miejscowości było prywatne miasteczko zwane Kodeń. Kiedyś jego właścicielem byli Sapiehowie. Prawa miejskie Kodeń utracił za udział w powstaniu styczniowym. Taka sama była miejscowość Piszczac. Też utraciła prawa miejskie za to samo co Kodeń. Odbywały się w tej miejscowości jarmarki. Zabierałeś mnie tam ze sobą. Wokół twej miejscowości były wsie zwane Dokudów, Łomazy, Rososz, Lipinki, Dąbrowica Mała, Dąbrowica Wielka, Wyczółki, Olszanki zwane też Olszawinka, Sławatyczne, Kuzawka zwana Korżawynką, Kopytów, Kostomłoty, Połoski, Zabłocie, Maciaszówka, Jabłeczna zwany też Jabłoczyn, Hanna, Dołhobrody, Choroszczynka, Międzyleś, Krzywa Wólka zwana przez miejscowych Krywowólka, Dobryń, Małaszewicze, Leniuszki, Bołotków. O tych miejscowościach najczęściej opowiadałeś. Znałeś je i lubiłeś.

Wychowywał ciebie twój starszy brat Jan z matką. Ojciec twój zmarł, kiedy byłeś małym chłopcem i nie pamiętałeś go. Jak opowiadałeś brat miał ciężką rękę, ale do czasu. Obydwaj bardzo lubiliście się. Przekonywałeś, że nazwiska i imiona w tych stronach ojczyzny nie miały żadnego znaczenia. Wszyscy byliście obywatelami państwa, w którym mieszkały wasze rodziny. Nigdy też nie było żadnej dyskusji na tematy religijne w twojej miejscowości. Wyznanie każdego mieszkańca było jego sprawą i każdy to potrafił uszanować i szanował. Bardzo lubiłeś czytać Biblię. Oczywiście, że czytałeś tylko po polsku. Innej szkoły nie kończyłeś. W twojej wsi mieszkali obywatele różnych wyznań. Byli wyznania katolickiego, prawosławnego, byli też judaiści, ewangelicy, baptyści oraz jehowi. Chociaż ja mało pamiętam, a ty ojcze o tym nigdy nie mówiłeś, żeby z tego powodu były jakieś dyskusje.

W miejscowości rodzinnej, mieszkałeś do 1947 roku. Wtedy w Akcji Wisła z całą rodziną wysiedlili ciebie na Ziemie Odzyskane, jednak wszyscy mówili, że zostali wywiezieni do Germanii, a dosłownie: na nymećku zemlu. W twojej miejscowości, w której się urodziłeś, było Ci najlepiej. Wieś była położona na zakolu Bugu. Miałeś tam gospodarstwo rolne. Jak na tamte warunki wcale nie takie małe. Siedem hektarów. Oprócz tego byłeś rybakiem amatorem, dzierżawiłeś wody Bugu! Twojej ukochanej rzeki. Mogłeś o niej Opowiadać bez przerwy. Dzierżawiłeś odcinek od Kodnia do jedynego kościoła unickiego w Polsce, a miejscowość nazywała się Kostomłoty. Razem miałeś w dzierżawie około dwudziestu kilometrów rzeki. O swojej rzece wiedziałeś wszystko. Pięknie opowiadałeś gdzie mają tarło szczupaki i jak je można złapać. Łowiłeś siecią drgawką. Byłeś też świetnym wędkarzem. Ja nigdy nie potrafię tej sztuki posiąść. Opowiadałeś, gdzie mają swoje miejsca okonie, jazie, cyrty, sumy, bolenie i wiele innych ryb, których nazw już nie pamiętam. Zabierałeś mnie na łowienie małych ryb przybrzeżnych, zwanych pospolicie kiełbiami. Łowiło się je uderzeniem szlahą. Po ledwie przymarzniętym lodzie przy brzegu. Ryby były ogłuszane i zbierało się je do wiadra. Podobnie łowiono większe ryby gdy Bug był zamarznięty. Uderzało się wielki młotem, który zrobiony był z mocnego drewna. Zimą łowiło się też ryby ościeniem, ale nie było to powszechne. Rozpoczynaliście łowienie od załadowania swoich łodzi zwanych czownami na wóz konny i wieźliście te łodzie w górę rzeki. Po spuszczeniu swoich kryp na wodę, wkładaliście do nich wiosła i sieci.

Ryby przeważnie łowiłeś nocą, z kolegą, który miał na imię Wasyl. Wiem, że mieszkał bezpośrednio nad Bugiem. Jednak podstawowym twoim zajęciem była uprawa ziemi. Uprawiałeś ją koniem, który był u ciebie zawsze duży i zdrowy. Lubiłeś mieć piękne konie. Opowiadałeś, że kiedy mieszkałeś jeszcze ze swoją mamą i bratem, gdy już dorastałeś, to kupiłeś, sobie parcelę w środku wsi. Przyrzekłeś, że jak się ożenisz to się pobudujesz. Słowa dotrzymałeś. Ożeniłeś się szóstego marca 1932 roku. Żoną twoją została Zofia. Razem przeżyliście 66 lat. Nikt o tym nie pamiętał oprócz twoich dzieci. W swoim kochanym Okczynie po ślubie zacząłeś się budować. Zaczęły się rodzić dzieci. Pierwszych dwoję zmarło, ja byłem twoim trzecim synem. Potem urodził się jeszcze brat i siostra. Jak pamiętam odbywałeś służbę wojskową w Białej Podlaskiej. Odwiedziłem ciebie z mamą, byłem z tobą na stołówce. Więcej nie pamiętam, byłem za mały. Potem byłeś jeszcze wiele razy powoływany na ćwiczenia.

W 1939 roku wojowanie skończyłeś pod Fordonem, dużo twoich kolegów nie przeżyło. Zginęli ód karabinów niemieckich. Ty miałeś szczęście. Wróciłeś do domu. Pracy miałeś co niemiara. Kończyłeś budowę domu. Wprowadziliśmy się do niego w 1941 roku. W styczniu 1942 urodziła się naszą siostra Wiera. Otrzymała imię Wiary, którą zawsze miałeś. Nigdy w nic się nie angażowałeś, interesowałeś się tylko wiadomościami. Ostrzegałeś Wszystkich swoich znajomych, żeby do niczego się nie mieszali. Wielu nie posłuchało. W naszej wsi pojawili się Niemcy. Można było z nimi porozumieć się po polsku, bo byli to Ślązacy. Granica została wyznaczona na Bugu. Obrabiałeś swoją ziemię i wróciłeś do łowienia ryb. Oczywiście połowem musiałeś dzielić się z Niemcami. Granica, jak każda, była miejscem do nielegalnego przekraczania. Bardzo szybko wszyscy dowiedzieli się, że pomóc mogą tylko rybacy. Jak słyszałem z podsłuchiwanych rozmów, zaczęliście przewozić ludzi przez granicę, za Bug. Woziliście Żydów i wszystkich tych, co bali się Niemców. W drodze powrotnej zabieraliście tych, którzy bali się komunistów. Przewóz nie był łatwy i bezpieczny, szpicli było pełno po obu stronach granicy. Zaczęli odwiedzać nasz dom Niemcy z wachy, która była pobudowana na krzyżówce dróg Kodeń – Terespol i Kostomłoty – Kopytów. Jednak z wachmistrzami łatwo było poradzić, ale trzeba było stale mieć przygotowane szpek i masło.

Miałeś przyrzeczenie od ludzi, których przewoziłeś, że po zakończeniu wojny odezwą się do ciebie. Jednak nigdy to nie miało miejsca. Przynajmniej ja nic o tym nie wiem. Przewożenie i przeprowadzanie lub wskazanie drogi na drugą stronę granicy zawsze odbywało się między Okczynem i Kodniem. Od strony Polski pilnowali granicy Niemcy, a po drugiej stronie Bugu bolszewicy. Wtedy mówiono też Ruskie. Opowiadałeś, że pewnego razu stałeś na czatach, a twój kolega Wasyl przewoził Żydów za Bug, i stało się nieszczęście. Po wysadzeniu uciekinierów na drugim brzegu dopadli ich Ruskie. Wasyl zdążył odbić od brzegu, ale wtedy zaczęli do niego strzelać. Został trafiony. Miał na tyle sprytu, że po postrzeleniu położył się od razu na dno czowna i to go uratowało. Strażnicy przestali strzelać i zaczęli krzyczeć: pierewozczik ubit. Ranny zaczął dryfować z biegiem rzeki. Wtedy złapałeś łódź i przyciągnąłeś ją do brzegu. Pobiegłeś do jego domu po pomoc. Wziąłeś konia z furmanką i razem z żoną Wasyla pojechaliście po rannego. Był potrzebny lekarz. Pojechałeś po niego do Kodnia. Odbywało się to w całkowitej tajemnicy. Leczenie trwało dwa miesiące. Wasyl zaczął uczyć się chodzić, ponieważ miał przestrzelone płuca i uszkodzoną wątrobę. Zawiesiliście wszelką pomoc w przewożeniu ludzi łodziami.

Miałeś więcej czasu na prowadzenie swojej gospodarki. Uprawiałeś żyto, owies, jęczmień, czasem grykę, siałeś też len i konopie. Wykorzystywane do szycia worków, prześcieradeł, chodników i innych rzeczy. Uprawiałeś też ziemniaki. Było to w tym czasie podstawowe wyżywienie nasze i wszystkich mieszkańców Okczyna i okolic. Okres wojny u nas liczył się od 1 września 1939 roku do lipca 1944 roku. Po wkroczeniu Niemców od razu zostały wyznaczone kontyngenty od każdego gospodarstwa. Należało oddać wyznaczoną ilość zboża, mięsa I wełny. Od każdej krowy był limit mleka do zlewni. Posiadała ona centryfugę, przez którą przepuszczało się mleko. Okupant zabierał śmietanę, a chude mleko, zwane odciągiem, zabierało się do domu. Za mleko dostarczone w ramach kontyngentu żadnej zapłaty się nie otrzymywało. W naszej wsi było kilku gospodarzy bogatszych, jednak większość gospodarstw była biedna.

Szczególnie było biednie na przednówku, ale ludzie jakoś dawali sobie radę. Niemcy rozpoczęli wydawanie dowodów osobistych, zwane kenkartami. Każdy musiał podać z jakim symbolem chciał mieć kenkartę. Z literą „P”, znaczyło że przyznawał się do pochodzenia polskiego, z „U” do pochodzenia ukraińskiego. Były też wydawane kenkarty bez żadnej litery. Właśnie my taką otrzymaliśmy. Kenkarty nie znaczyły wcale, że ktoś należy do danej narodowości. Ludzie zaczęli kombinować, jaka może przynieść więcej korzyści. Jednak kenkarty nie można było wymienić. Warunki do życia były bardzo trudne… Niemcy zaczęli poszukiwać ludzi młodych do pracy na kolei… Wtedy zgłosiło się też wielu młodych ludzi na stacjach Terespol, Chotyłów i Biała Podlaska. Na kolei pracowali jako szczpszcziki, inaczej manewrowi. Do pracy byli w ogóle nie przygotowani. Niektórzy widzieli kolej pierwszy raz, toteż w niedługim czasie zaczęły się śmiertelne wypadki tych przypadkowych „kolejarzy”.

Jednak w domach tych, którzy pracowali zaczęło się poprawiać życie codzienne. Młodzi pracownicy zaczęli przynosić pieniądze oraz cukier, sól, herbatę, a później i inne towary, które nawet sprzedawali. Opowiadali, że była to zapłata w naturze za wykonywaną pracę. Ale gdy po jakimś czasie przywieźli I do domu jednego z przestrzeloną głową. Wtedy wydało się, że przynoszony towar nie zawsze był zapłatą za wykonaną pracę. Pracownicy ci po prostu podkradali wszelkie przewożone  towary. Wypadki postrzeleń zaczęły się powtarzać i minęła chęć pracy na kolei. Ponadto Niemcy sprowadzili swoich kolejarzy. Zaczęli przygotowywać się do wojny z Rosją. Niemieckich wojsk coraz więcej zaczęło się zbierać w naszej wsi. Pewnego dnia Niemcy ruszyli od drogi Terespol – Kodeń. W Okczynie przekroczyli rzekę. Rozpoczęła się wojna ze Związkiem Radzieckim.

Nie wszystko jednak szło Niemcom dobrze. Ciągle było słychać strzały z armat, okazało się, że broni się Brześć, od którego nasza wieś była położona około dwunastu kilometrów. Na przekroczenie Bugu wojska niemieckie zbudowały poza naszą wsią, w kierunku Kostomłot, most pontonowy. Po przekroczeniu rzeki Niemcy rozebrali go. Załadowali na samochody i powieźli za sobą. Na Bugu dalej obowiązywała granica, me wolno jej było przekraczać. Kiedy twój kolega Wasyl wyzdrowiał, zaczęliście znów łowić ryby, ale trzeba było dzielić się z Niemcami. Trochę sprzedawaliście i sobie trochę zostawało, ale było coraz trudniej dogadywać się z Niemcami. Ostatecznie zaprzestaliście łowienia ryb. Ponownie zaczęli zgłaszać się uciekinierzy z dwóch stron granicy, żeby ich przewozie Każda taka wyprawa była bardzo niebezpieczna. W razie wpadki była tylko jedna kara, kara śmierci przez rozstrzelanie. W nowych warunkach ludzie musieli dawać sobie radę.

Niemcy potrzebowali ludzi do pracy. Oczywiście praca była bezpłatna, ale zawsze można było dostać trochę jedzenia. Ludzie utrzymywali się przede wszystkim z uprawy ziemi i hodowli małych ilości zwierząt. Można było hodować jedną i krowę i jałówkę, jak mówili miejscowi jałoszkę. Gdy bydle urosło trzeba było oddać okupantowi, do uboju. W roku 1942 miałem siedem lat Poszedłem do szkoły w Okczynie, do pierwszej klasy. Uczyła nas pani z Kostomłot. Była córką popa. Nauka rozpoczęła się w języku polskim. Podczas roku szkolnego wprowadzono język niemiecki. Tłumaczono, że tak trzeba. Nasza nauczycielka przestała uczyć. Zaczął nas uczyć jej ojciec, który umiał język niemiecki. Nazywaliśmy go batiuszka. Język polski też znał i uczył nas w tym języku.

Drugą klasę też rozpocząłem w Okczynie, ale wtedy nauka odbywała się w języku ukraińskim. Potem aż do roku 1944 nauki już nie było. Wydawało się, że życie mieszkańców odbywa się normalnie, ale ludzie jakby na coś czekali. Pewnego dnia Niemcy opuścili naszą wieś, a wachę w Kostomłotach podpalili. Potem przez Okczyn zaczęli przejeżdżać różni bardzo bogaci ludzie. Byli to mieszkańcy ZSRR, którzy uciekali przed wojskiem rosyjskim. Ponieważ nasz dom był nowy, duży i ładny, większość uciekających wybierała go sobie na kwaterę. Oczywiście nikt nie pytał się czy można, był czas wojny i lepiej było nie sprzeciwiać w niczym. Przez naszą wieś i nasz dom przewinęło się bardzo dużo obcych ludzi różnych narodowości. Podam tylko te, które zapamiętałem lub była o nich mowa. Uciekali Ingusze, Osetyńcy, Ormianie, Kazachowie, Kabardyńcy. Pamiętam, że Kabardyńcy byli bardzo bogaci, mieli piękne czarne konie, ubrani w szerokie szuby noszone na ramionach zapinane na jeden guzik pod szyją. Mieli ze sobą służbę.

Nie rozmawiali w ogóle z naszymi, odpowiadała tylko służba. Twierdzili, że muszą uciekać przed czerwonoarmiejcami, bo czeka ich śmierć. Jak się można było domyśleć z rozmowy z nimi, współpracowali z Niemcami. Po jakimś czasie wkroczyli do naszej wsi żołnierze sowieccy, zwani przez nas Rosjanami. Było to w lipcu 1944 roku. Ludzie mówili, że pierwsza linia frontu składa się z więźniów i każde naruszenie regulaminu przez tych żołnierzy było mocno karane Na następny dzień poszli dalej w kierunku Kopytowa, oddalonego od naszej miejscowości około trzech kilometrów. Po przejściu pierwszej linii frontu wojsk rosyjskich, do naszej wsi zaczęły przybywać tak zwane tyły. Wieźli, jak mówili miejscowi, „furaż” dla armii. Po wjechaniu do naszej miejscowości wielu samochodów towarowych, w nocy przyszła bardzo duża ulewa. Wiejska droga zamieniła się w maź błotną, żadne transporty nie mogły wyjechać na bity trakt Kodeń – Terespol. Sprowadzono do pomocy duże traktory, zwane stalińcami, ale nie na wiele to się zdało. Wtedy przyprowadzono do naszej wsi bardzo wielkie woły. Nigdy takich nie widziałem. Do każdego samochodu zakładano po dwa woły i wyciągano na drogę bitą do Terespola Woły miały jarzma założone na szyję, a do jarzma był przymocowany drąg dębowy z hakiem, który mocowano do samochodów. My jako dzieci to wszystko mogliśmy oglądać z oddali.

Po niecałym tygodniu zaczęły wracać do nas rosyjskie wojska. Okazało się, że są to ranni żołnierze. Wieziono ich na furmankach wyściełanych słomą. Wśród rannych byli też żołnierze niemieccy. Rannych przewożono za Bug, bardzo dużymi krypami. Znawcy nazywali je amfibiami. Gdy front oddalał się dalej na zachód przez naszą miejscowość rannych już więcej nie przewozili. W naszej wsi w czasie wojny zginął tylko jeden młody chłopak… Zginął od kuli snajpera, trafiony w nos tuż poniżej czoła. Żył jeszcze całą dobę, wszyscy go oglądali. Pomóc nie mógł nikt. Front oddalał się coraz dalej. Zycie powoli zaczęło wracać do normy. Zaczęto orać, siać i przygotowywać się do przetrwania zimy. Po odejściu wojsk na zachód wszyscy cieszyli się, że wojna już się skończyła. Naprawdę skończyła się dopiero w 1945 roku, ale dla nas wtedy, jak nie było żadnego wojska. Do naszej wsi zaczęli przyjeżdżać emisariusze i namawiać ludzi do wyjazdu do Rosji. Niewielu dało się namówić.

Wyjechała jednak twoja siostra z rodziną. Wyjechała też siostra mamy. Wyjechali w grudniu 1944 roku. Co tam przeszli można wiele opowiadać. Najciekawsze było to, że emisariusze już wtedy mówili, że kto nie wyjedzie do Rosji, to będzie wywieziony na ziemie poniemieckie. Oczywiście, że nikt im nie wierzył. Jednak życie potwierdziło ich przepowiednie. Swoją ziemię kochałeś najbardziej, i ojczyznę Polskę też kochałeś, innej nie miałeś i nie znałeś. Mieszkałeś ty i twoi rodzice od zawsze na tej ziemi i w tej ojczyźnie. Opowiadałeś, że służyłeś w wojsku. Było to w Białej Podlaskiej, chyba w 34. pułku piechoty, dokładnie nie pamiętam. Brałeś też udział w defiladzie na Kresach w Łucku. Uczestniczyłeś jako żołnierz w obstawie pogrzebu Marszałka Piłsudskiego w Warszawie. Jako porządkowy przy pilnowaniu ładu.

Opowiadałeś, że tyki ludzi, ile było na tym pogrzebie, nie widziałeś nigdy. Byłeś też zmobilizowany w roku 1939 i brałeś udział w wojnie obronnej twego kraju. Otrzymałeś za udział w tej wojnie uprawnienia kombatanckie. Miałeś też wiele innych odznaczeń polskich. Skończyła się wojna, którą Niemcy przegrali sromotnie. Na twojej ziemi nikomu nie trzeba było tłumaczyć, kto tę wojnę wygrał. Rozumieli to wszyscy, że Związek Radziecki. Nazywano ich Rosjanami, nigdy nie było obraźliwych przezwisk „Sowieci”. Rosyjscy żołnierze to byli bardzo młodzi chłopcy. Widzieliście, jak uciekali przed Niemcami i jak gnali Niemców na zachód. Przede wszystkim widzieliście, jak wieźli ich rannych i zabitych przez naszą wieś do Rosji. Jeszcze żywym pomagaliście w miarę swych możliwości i umiejętności. Ci żołnierze bardzo się z tego cieszyli.

Bodajże zimą odbywały się wybory, z których pamiętam hasła: 3 razy tak i 5 razy nie. Prawie wszyscy mieszkańcy brali udział w tych wyborach, które odbywały się w Kodniu. Byłem razem z tobą na wyborach. Przed wyborami były ciągle dyskusje. Zdecydowanie wszyscy byli za głosowaniem „trzy razy tak”. Tak przynajmniej ja to odebrałem, słuchając dyskusji między tobą i sąsiadami. Przed wejściem do budynku stało kilka osób. Byli wszyscy ubrani odświętnie i mieli buty oficerki oraz spodnie galife – jak je nazywano. Rozdawali jakieś kartki, a ty powiedziałeś: „jest napisane, żeby nie głosować trzy razy tak”. Ludzie mówili różne rzeczy na temat wyborów, ale wiedzieli, że wygra „trzy razy tak”. Nikt nie chciał trzeciej wojny, a była o tym mowa. Opowiadałeś, że drogę Terespol – Kodeń i dalej, aż do Włodawy i do Chełma pobudowano za cara Piotra I Wielkiego, który jechał przez twoją wieś. Opowiadałeś, że mówił tobie o tym teść, który służył w wojsku carskim, jako kapral. Czy jest to prawda nie wiem, ale spotkałem się z takimi opracowaniami w wydaniach książkowych.

Opowiadałeś też, że bardzo dawno temu przez naszą wieś przechodziło wojsko Bolesława Chrobrego w pogoni za jakimiś napastnikami, którzy przekraczali Bug, brali po tej stronie łupy i uciekali z powrotem. Zabierali też jeńców, których później sprzedawali turczynom, jak mówili ludzie, w jasyr. Opowieści przekazywane przez ludzi z pokolenia na pokolenie głosiły, że był to wódz wojów zwany w miejscowym języku Hrabry. Wiele razy pytałem później dziadka, jak to było z tym Hrabrym. Wtedy dziadek opowiedział, że kiedy służył w wojsku carskim, to słyszał opowiadanie o wodzu Polan, który nazywał się po ichniemu Chrobry i że przyszedł ze swoim wojskiem do naszej wsi bronić mieszkańców tej ziemi przed napadami Połowców i Tatarów. Mieszkańcy zaprowadzili Chrobrego nad Bug i pokazali miejsce, którędy rabusie przeprawiali się. Po drugiej stronie rzeki stało pełno gapiów, którzy najpierw się tylko przyglądali, a gdy zorientowali się, kto to jest, zaczęli wznosić wrogie okrzyki pod adresem władcy i jego drużyny.

Szczególnie naigrywali się ze wzrostu i tuszy władcy. Przyrzekali, że jak go dopadną, to utoczą z niego sadła. Chrobry bardzo się zdenerwował i rzucił się wpław przez rzekę na psubratów, a za nim cała jego drużyna. Tamci jednak nie czekali, tylko uciekli. Pogonił ich Bolesław aż do Brześcia i go zdobył. Ustanowił w Brześciu swój gród obronny. Po osiemnastu latach w roku 1038, wskutek podboju ziemia, twoja razem z Brześciem przechodzi pod panowanie Jarosława Wielkiego, księcia kijowskiego. Ten zabrał stąd gromady niewolników spośród miejscowej ludności, których osadził aż pod Kijowem. Na terenach zdobytych osiedlił sprowadzonych z Rusi. Chyba twoich protoplastów. Jest to historyczne wytłumaczenie rozmieszczenia ludności ruskiej wzdłuż rzeki Bug, a więc jesteście napływową ludnością na te ziemie.

Pokój tej ziemi trwał krótko, bo w roku 1071 Bolesław II Śmiały zdobywa ziemię Brzeską i twoją dla Polski. Trwało to niedługo i ziemia znów trafia pod panowanie książąt ruskich, z linii pińsko – turowskiej. Czy tak było naprawdę, nie wiem, ale wiele razy słyszałem to opowiadanie. Znałeś swoją rzekę Bug, lubiłeś opowiadać o niej. Wiedziałeś o niej wszystko, gdzie jest każde zakole, gdzie jakie rosną trawy, jakie krzaki, gdzie były kępy, a gdzie nie było żadnego porostu. W twych opowiadaniach każdy odcinek miał swoją nazwę. Wymienię tylko te, które zapamiętałem: „Wodokaczka”, „Załuhom”, „Za jasnyskamy”, „Za Mychalom”, „Za Pyczoruju”. Opowiadałeś też o Brześciu i Terespolu, gdzie odbywały się targi, na które jeździłeś z różnym towarem na sprzedaż. Do Brześcia było czternaście, a do Terespola dwanaście kilometrów. Twoje życie trwało na tej ziemi do 1947 roku, kiedy rozpoczęła się Akcja Wisła. Nie jestem pisarzem, mogę napisać tylko to, co ty mnie ojcze opowiedziałeś i to, co już sam widziałem. Należy się tym ludziom deportowanym na niemieckie ziemie, później nazwane jako Ziemie Odzyskane.

Akcja Wisła to było wysiedlenie obywateli polskich nazywanych Ukraińcami. Zawsze podkreślałeś, ze lojalnych obywateli polskich. Byliście przed wygnaniem ze swoich domostw podzieleni na trzy kategorie. Kategoria A – można było osiedlać jedną rodzinę w jednym powiecie. Kategoria B – można było osiedlać jedną rodzinę na gminę. Kategoria C – można było osiedlić do trzech rodzin w nakazanym miejscu. Ty ojcze, jak mówiłeś, otrzymałeś kategorię G. Z twojej ziemi zostało deportowanych na ziemie niemieckie siedemdziesiąt osiem rodzin. Wszyscy zostawili w swojej wsi zabudowania i ziemię… Odebrano od nich 498,27 ha. Podczas trwania Akcji Wisła zastosowano do nich najbardziej zbrodnicze prawo sprawiedliwości. Odpowiedzialność zbiorową. Na terenie miejscowości Okczyn, skąd ich wygnano, nigdy nie było żadnej bandy, nigdy ci obywatele lojalni wobec Polski nie występowali przeciw państwu polskiemu.

Nienawiść do was na waszej ziemi trwa do dzisiaj. Nie możecie liczyć na żadną pomóc, gdy stała się wam krzywda w czasie Akcji Wisła. Największym waszym osiągnięciem z tej akcji jest to, że żyjecie. Zginęło was dużo w obozie śmierci w Jaworznie. Wysyłano tam was z Akcji Wisła za byłe co, bez żadnego sądu i wyroku. Wysyłano profilaktycznie, żeby się wykazać. Jako niewinni ludzie, ponoć byliście niezdyscyplinowani i krnąbrni, nieposłuszni. Była wśród was największa umieralność, też z waszej winy, bo jedliście surowe, brudne ziemniaki, które przebieraliście dla „panów”. To, że robiliście to z głodu, oprawcom nie trafiało do przekonania. Ci, którzy mieli więcej szczęścia i zostali dostarczeni do nowego miejsca zakwaterowania, które im wskazano, nie mieli żadnego wyboru, zostali zrzuceni na środek podwórza i zostawieni. Tak wegetowaliście po dwa tygodnie lub dłużej, bo albo budynki były bez drzwi i okien, albo były tak zniszczone, że strach było do nich wejść. Do każdego zabudowania lub budynku musiało się wprowadzać do dziesięciu osób do jednego pokoju.

Tak było w Parysie koło Korsz. Chyba wszyscy stamtąd już uciekli. W innych miejscach nakazanych do osiedlenia, na przykład w powiecie nidzickim, trzem waszym rodzinom nakazano osiedlić się w miejscowości Sadek, gdzie budynki były całkowicie zdewastowane. W każdym pomieszczeniu był kał po szabrownikach, którzy rabowali dzień i noc wszystko, co było pod ręką. Nie można było się bronić, jedynie prosić, to była szansa na przeżycie. Po dwóch latach Sadek włączono do poligonu wojskowego. Wygnano was stamtąd i nakazano przenieść się do autochtonów, których miano wysiedlić do Niemiec. Autochtonów nie wysiedlono, wam nakazano opuścić ich gospodarstwa. Jako Ukraińcy z Akcji Wisła, nie mieliście żadnych praw do dochodzenia naprawienia wyrządzonych krzywd ani wtedy, ani teraz. Ludzka natura jest taka, żeby zawsze gnębić i zabijać słabszego. Słabszemu wmawia się, że był bandytą, rabusiem, udzielał pomocy UPA i OUN, że był winien morderstwa Polaków na Wołyniu w latach 1942 i 1943. Chociaż to nieprawda, to jednak nikomu to nie przeszkadza, ta opinia trwa do dziś i nikt nie chce tego zmienić.

Spotkałem takiego historyka Prusa, twierdził że społeczeństwo, którego jesteście obywatelami, od zawsze potępia was i nienawidzi. Boże! Jak on nienawidzi Ukraińców tylko za to, że was tak nazywają. Jest też czarna owca wśród was, a nazywa się Poliszczuk, któremu za szkalowanie własnej nacji nadano tytuł doktora. Pisarze ci oskarżają was za mordowanie Polaków, za powstanie OUN i UPA, za współprace z bolszewikami i hitlerowcami, za ochranianie Żydów, za to wszystko, co spotkało Polaków od Austriaków i Węgrów, Czechów i Słowaków, Niemców i komunistów. A przede wszystkim za wyimaginowane krzywdy doznane od Ukraińców. Przez sześćset lat należeliście do Polski razem z ziemią, na której mieszkaliście od zawsze. Przez wieki byliście traktowani jak niewolnicy, zwracano się do was pańskim tytułem „ty chamie”. Innej nazwy nie używano, nie mieliście żadnych praw, każdy szaraczek i gołota, ekonom, zarządca mógł was zabić, nie ponosząc za to żadnej kary. Korzystali z tego często i bezkarnie. Nikt o tym nie napisał, dopiero zaczynają to opisywać cudzoziemcy. Wprowadzili też „pany” sobie prawo do nocy poślubnej. Tak na tych ziemiach było.

Gdy ciemiężenie było nie do wytrzymania, ludzie zaczęli się bronić. Wtedy najeźdźcy zaczęli do pomocy szkolić hajdamaków. Ponieważ hajdamacy byli z miejscowych, to wkrótce wystąpili przeciw tyranom. Utrzymanie tych ziem i niewolników w ryzach zaczęło przerastać możliwości najeźdźców i kolonistów. Właściciele ziemscy i latyfundyści wymyślili, żeby dostać pomoc od carskich wojsk. Oczywiście, że carat na to przystał. Jedynym pocieszeniem dla tych niewolników było to, że rosyjscy wyrobnicy pod caratem mieli jeszcze gorzej. Carat żądał potwierdzenia prawnego pobytu na tych ziemiach. Wtedy Sejm Rzeczypospolitej uchwalił pierwszy rozbiór Polski. Jeszcze przed rozbiorem tubylcom odebrali religię. Wszelką inteligencję nawrócono na katolicyzm.

Dla plebsu nadano Unię Brzeską, pobudowano 13 kościołów, a prawosławnych pozbawiono praw obywatelskich i ludzkich. Razem z kozakami carskimi gnębiono miejscowych niemiłosiernie. Do ich duchowego  gnębienia sprowadzono jezuitów. Do stałego grabienia tych ludzi sprowadzono żydowskich handlarzy i sklepikarzy, a tubylec mógł kupować tylko w ich sklepach. Z biedy ludzie zaczęli się zadłużać, pijaństwo było powszechne. Wszyscy niezależni pisarze twierdzą, że lata 1942-1943 musiały na tej ziemi nastąpić. Była to ziemia Polska, mieszkali na niej obywatele Polski. Stała się wielka tragedia, rozpętała się i barbarzyńska wojna domowa. Była to wojna sąsiedzka, bez żadnego szacunku dla swych pobratymców. Nastał amok mordowania bez szacunku dla sąsiada, kolegi, brata, a nawet matki czy ojca, wreszcie własnych dzieci.

Oczywiście, że najlepiej znaleźć winowajcę wojny domowej. Znaleziono Ukraińców. Na tych ziemiach takowych nie było, bo nie było państwa ukraińskiego nigdy przedtem, mieszkali tylko obywatele polscy. Bardzo trudno jest przypisać morderstwo Polakowi, katolikowi, lepiej brzmi – mordowali Ukraińcy. Oczywiście, że pisarze przez małe „p” twierdzą, że istnieją wojny sprawiedliwe. Wojen sprawiedliwych nie ma, każda wojna jest wojną barbarzyńską, nie istnieją żadne normy etyczne i moralne. Gorzej, wojna zawsze polega na tym, że mocniejszy bije słabszego i są pomocnicy. Tak było i jest do dzisiaj. Po drugiej wojnie światowej Polska została przesunięta na zachód, straciła swoje trzy czwarte terytorium, od nowej granicy na Bugu. Winni wszystkiemu byli oczywiście Ukraińcy, należało się z nimi rozprawić ostatecznie.

Po drugiej stronie granicy totalną wojnę z Ukraińcami prowadził Stalin, zginęło ich, jak podają historycy, około osiem milionów. Więc pomocnik do bicia słabszych postanowił rozprawić się z milionem ocalałych po tej stronie granicy. Przeniesiono metody walki z Ukraińcami z Wołynia na tereny Bieszczad, województwa lubelskiego, rzeszowskiego i krakowskiego. Dla zmniejszenia potworności zmieniono nazwę na Akcja Wisła. Metody pozostawiono te same – grabież, mord i gwałty. Na koniec zafundowano wam wywózkę na byłe ziemie niemieckie, uprzednio całkowicie ograbione. Po II wojnie światowej, jak podają statystyki, w Polsce pozostało od miliona do miliona dwustu tysięcy Ukraińców. Około sześćset pięćdziesiąt tysięcy wywieziono pod przymusem do Związku Radzieckiego, około sto czterdzieści tysięcy pognano na byłe ziemie niemieckie. Gdzie jest reszta? Ziemie wschodniej Polski, skąd deportowano jej mieszkańców, całkowicie zdziczały, stały się buszem. Podam tylko jeden przykład, kto tego dokonał. Spotkałem taką opinię o mieszkańcach tej ziemi: „do kościoła wchodzili unici, a wychodzili Polakami, serce się radowało”. To, że przez takich „twórców Polaków” Polska straciła trzy czwarte swego terytorium, świadczy że dla tego „twórcy” myślenie było całkowicie obce. Ta „twórcza” myśl pokutuje w większości narodu do dziś.”

Autor jest synem żołnierza Wojska Podlaskiego, odznaczonego za wojnę obronną 1939 roku. Urodził się w Okczynie. Wysiedlony razem z rodzicami w ramach Akcji Wisła. Absolwent Technikum Kolejowego w Olsztynie. Studiował na kierunku związanym z transportem kolejowym. Przez 40 lat pracownik Śląskiej Dyrekcji Okręgowej PKP. Obecnie na emeryturze.

Źródło: Tygodnik „Słowo Podlasia” 2007 r.

List do ojca

Posted in Historia, Moja mała Ojczyzna | Leave a Comment »

Urlop na Podlasiu. Idyllic Eastern Poland

Posted by tadeo w dniu 20 sierpnia 2016

Zdjęcia do filmu zostały zebrane w czasie urlopu we Wschodniej Polsce w sierpniu 2016. Głównie na Podlasiu. Woj. Podlaskie a także Mazowieckie i Lubelskie. To najbardziej zróżnicowany kulturowo i wybitnie atrakcyjny przyrodniczo rejon Polski. Historia Polaków, Żydów, Muzułmanów, Rosjan, Litwinów, Białorusinów przeplata się tu w aromatycznym leśno – bagiennym sosie.

 

 

Posted in Moja mała Ojczyzna | Leave a Comment »

Brudna licytacja w Janowie Podlaskim? Ringmeni obsługujący klientów są związani z byłym prezesem stadniny

Posted by tadeo w dniu 20 sierpnia 2016

fot. Fratria/wPolityce.pl
fot. Fratria/wPolityce.pl

Portal tvp.info wyjaśnia kulisy licytacji klaczy Emiry podczas aukcji Pride of Poland w Janowie Podlaskim. Ringmeni obsługujący kupujących są związani z Markiem Trelą. Kupującą z kolei była Szwedka, znajoma byłego prezesa stadniny, z którym siedziała podczas aukcji przy stoliku.

Podczas aukcji Pride of Poland zorganizowanej w Janowie Podlaskim w ramach Dni Konia Arabskiego wiele emocji wzbudziła licytacja klaczy Emiry. Doszło do zamieszania, gdy najpierw podano informację o sprzedaży konia za 550 tys. euro, by po chwili powtórzyć aukcję i klacz ostatecznie sprzedano za 225 tys. euro.

Portal tvp.info wyjaśnia kulisy całego zdarzenia i opowiada o słabej komunikacji pomiędzy aukcjonerem a ringmenami, którzy zbierali podczas aukcji oferty od kupców.

Obsługujący kupców podczas ostatniej aukcji Andrzej Pietruszyński, jego syn i Dariusz Zalewski zostali wskazani przez Annę Stafaniuk, głównego hodowcę z Janowa Podlaskiego, która awansowała na to stanowisko za prezesury Marka Treli. Pietruszyński obsługiwał stolik, przy którym siedzieli Trela i Szwedka, która zakupiła klacz Emirę.

Marek Trela to odwołany w lutym 2016 r. prezes stadniny w Janowie Podlaskim. Po kontroli CBA okazało się, że poniosła ona straty na 18 mln zł. Gdy Trela obejmował stanowisko w 2000 r., ogłoszono przetarg na prowadzenie corocznych aukcji koni arabskich, który wygrała warszawska firma Polturf. Agenci CBA ustalili, zarabiała ona na Pride of Poland i pobierała prowizję od każdego sprzedanego konia w wysokości 10 proc., a potem 12 proc. Umowę z nią rozwiązano po zmianie kierownictwa stadniny.

Pietruszyński, związany ze stadniną od wielu lat, jest dobrym przyjacielem Treli. Był aukcjonerem podczas pierwszej edycji Pride of Poland w 2001 roku. Wtedy też po raz pierwszy aukcję poprowadził Greg Knowles z USA.

Okazuje się, że przed felerną aukcją wiceprezes stadniny Mateusz Leniewicz-Jaworski chciał usilnie przeprowadzić próbę generalną.

Chciałem zobaczyć, czy ringmeni będą zgrani z aukcjonerem

— mówił. Jednak prezes stadniny prof. Sławomir Pietrzak odmówił, usprawiedliwiając to brakiem czasu.

Dodatkowo aukcjonerowi z USA pomagał Michał Romanowski, zastępca wiceprzewodniczącego Polskiego Klubu Wyścigów Konnych, którego członkiem jest także Trela.

Okazuje się, że ringmeni z aukcjonerem nie mogli się porozumieć w trakcie aukcji.

Podczas licytacji Emiry moja klientka, którą obsługiwałem, powiedziała „pas” przy 350 tys. euro. Słyszałem, jak Greg mówił kolejne kwoty, dodając „with me”. Oznacza to, że on widział kogoś, kto faktycznie musiał te pieniądze dawać za Emirę

— opowiadał Pietruszyński.

Wydawało się, że aukcja dobiła do 550 tys. euro, ale okazało się, że nie ma kupca. Portal tvp.info podaje, że w mailu napisanym przez Knowlesa, w którym opisał przebieg licytacji klaczy, znajduje się informacja, że to Michał Romanowski, jego pomocnik, przekazał tak wysoką sumę. Potem nie potrafił wskazać zgłaszającego się kupca.

To jakiś nonsens. Niby dlaczego miałem to robić

— mówił Romanowski w rozmowie z portalem tvp.info.

Nie zbierałem na tej aukcji żadnych ofert

— dodał.

Wiceprezes stadniny, który spotkał się z ringmenami po licytacji, usłyszał, od nich, że nie było zainteresowania Emirą. Na dostępnych nagraniach widać jednak, że przekazują aukcjonerowi ceny od klientów.

Licytację klaczy Emira powtórzono i ostatecznie zakupiła ją Anna Mattson, która siedziała razem z Trelą przy stoliku.

Dołożyłem się do tej transakcji w tym sensie, że Anna była na łączu telefonicznym z kupującymi i zerwało im połączenie. Zadzwonili na mój telefon, a ja przekazałem jej aparat. Taka była moja rola

— opowiedział Trela.

Przyjaciele poprosili mnie o pomoc przy kupnie dwóch koni, co też wykonałem, dokładając parę złotych do utargu aukcyjnego, m. in. tych droższych [koni]

— powiedział w rozmowie z AIP były prezes stadniny w Janowie.

Ta aukcja była… brakuje mi słów! Po wszystkim rozpłakałam się

— skomentowała całą sytuację Anette Mattsson ze Szwecji, która z pomocą Treli wylicytowała Emirę.

ak/tvp.info

http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/305376-brudna-licytacja-w-janowie-podlaskim-ringmeni-obslugujacy-klientow-sa-zwiazani-z-bylym-prezesem-stadniny-podaje-portal-tvpinfo?strona=2

Przeczytaj także:

Moja relacja z Dni Konia Arabskiego

Posted in Gospodarka i Ekonomia, Moja mała Ojczyzna | Leave a Comment »

Garnizon Biała Podlaska podczas wojny obronnej w 1939 roku

Posted by tadeo w dniu 6 grudnia 2015

http://www.rasil.home.pl/rrh_3_2005/09_pawel_borek.pdf

APC - 2015.12.06 15.53 - 001.3d

http://www.rasil.home.pl/rrh_3_2005/09_pawel_borek.pdf

Posted in Historia, Moja mała Ojczyzna | Leave a Comment »

27 listopada 1923 r. Powstała Podlaska Wytwórnia Samolotów

Posted by tadeo w dniu 27 listopada 2015

  •  Podlaska Wytwórnia Samolotów była jednym z najważniejszych lotniczych zakładów produkcyjnych w II Rzeczpospolitej. W 1929 roku powstał tam pierwszy w Polsce – tunel aerodynamiczny.
Podlaska Wytwórnia Samolotów /Ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego
Podlaska Wytwórnia Samolotów
/Ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

Umiejscowiona na terenie starego browaru w Białej Podlaskiej wytwórnia została założona przez ziemianina Stanisława hrabiego Rosenwertha-Różyczkę i inżyniera Witolda Rumbowicza. 27 listopada 1923 roku Podlaska Wytwórnia Samolotów została wpisana do rejestru spółek w Warszawskim Sądzie Okręgowym.

Warto zwrócić uwagę, że założyciele fabryki nie bez powodu wybrali bogate w dobrej jakości drewno Podlasie na miejsce zakładu. W tamtych czasach drewno było bowiem podstawowym budulcem samolotów.

Rozbudowano również browar w którym mieściła się fabryka. Obok istniejącego już wcześniej  niewielkiego lotniska z czasów I wojny światowej, Podlaska Wytwórnia Samolotów wzbogaciła się o szereg budynków, m.in. biuro konstrukcyjne, warsztat mechaniczny, halę montażową czy nawet przyzakładowy hotel.

Jeden z najważniejszych obiektów powstał w 1929 roku, kiedy to na terenie Podlaskiej Wytwórni Samolotów powstał – pierwszy w Polsce – tunel aerodynamiczny.

Zakład początkowo produkował samoloty na podstawie zagranicznych licencji (m.in. francuskie Potezy czy czechosłowackie Avie).

Od 1925 roku Podlaska Wytwórnia Samolotów realizowała własne projekty konstrukcyjne. Były o m.in. samolot myśliwski PWS-10, samoloty szkolno-treningowe PWS-12, PWS-14, biorący udział w kampanii wrześniowej roku 1939 PWS-16, PWS-26 czy szybowiec PWS-101. Na tym ostatnim pilot Tadeusz Góra pobił rekord lotu szybowcowego, za co w 1939 roku otrzymał Medal Lilienthala – najwyższe szybowcowe odznaczenie przyznawane przez Międzynarodową Federację Lotniczą (FAI).
W sumie Podlaska Wytwórnia Samolotów do 1939 roku wyprodukowała 1537 samolotów oraz kilkadziesiąt szybowców. W zakładach pracował nawet 900 osób.

Z powodu kłopotów finansowych w 1932 roku udziały w fabryce zostały przejęte przez państwo, co wpisywało się w ówczesną politykę II rzeczpospolitej upaństwawiania zakładów zbrojeniowych i lotniczych.

Kres działalności Podlaskiej Wytwórni Samolotów nastąpił 4 września 1939 roku, kiedy to w wyniku niemieckiego bombardowania zniszczeniu uległo około 70 procent zabudowań fabryki. Dzieło unicestwienia dokończyli Sowieci, którzy rozkradli pozostałości zakładowe.

(arwr)

http://nowahistoria.interia.pl/kartka-z-kalendarza/news-27-listopada-1923-r-powstala-podlaska-wytwornia-samolotow,nId,1928853

Czytaj więcej na http://nowahistoria.interia.pl/kartka-z-kalendarza/news-27-listopada-1923-r-powstala-podlaska-wytwornia-samolotow,nId,1928853#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Posted in Moja mała Ojczyzna | Leave a Comment »

Bogusław Kaczyńskido Ewy Kopacz: Proszę nie straszyć, bo my się Pani słów nie boimy

Posted by tadeo w dniu 19 listopada 2015

 

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Moja mała Ojczyzna, Uncategorized, Znalezione w sieci | 2 Komentarze »

Wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Białej Podlaskiej

Posted by tadeo w dniu 11 listopada 2015

 

Posted in Moja mała Ojczyzna, Prezydent Andrzej Duda | Leave a Comment »

Prezydent Duda w Białej Podlaskiej: „Wierzę głęboko, że będę mógł wraz z tym rządem przyczynić się do naprawy Rzeczypospolitej”

Posted by tadeo w dniu 11 listopada 2015

Przeczytaj także:

Wspólne śpiewanie pieśni patriotycznych z prezydentem. Andrzej Duda odwiedził Białą Podlaską

Posted in Moja mała Ojczyzna, Prezydent Andrzej Duda | Leave a Comment »

Echo Studzianki nr 25

Posted by tadeo w dniu 3 listopada 2015

APC - 2015.11.03 15.37 - 001.3d

Ukazał się 25 numer kwartalnika „Echo Studzianki”. Jest to jedno z niewielu prawnie zarejestrowanych czasopism wydawanych przez organizacje pozarządowe w naszym regionie. W swoich założeniach skupia się na odkrywanie i popularyzowaniu historii miejscowości Studzianka. Jej dzieje są niesamowicie interesujące. Licząca dziś 430 mieszkańców Studzianka jest zupełnie inną miejscowością niż tą sprzed I czy II wojny światowej. Bardzo dużo w około się zmienia. Jedynie ocalałe fotografie i wspomnienia pozwalają powrócić w dawne czasy.
Odkrywanie historii naszej miejscowości co roku przynosi zaskakujące rezultaty. Na przykład  poszukiwania genealogiczne pozwalają zauważyć jak zmieniały się nazwiska osób zamieszkujących Studziankę w XIX i XX wieku. Liczne migracje mieszkańców naszego regionu  w dużej mierze spowodowały nabywanie ziemi w Studziance przez osoby przyjezdne, które osiedliły się tutaj na stałe. Natomiast dzięki dokumentom zachowanym w archiwach oraz w rękach prywatnych możemy mówić o licznych rodzinach zamieszkujących Studziankę od kilkuset lat.  Wciąż dowiadujemy się o kolejnych sławnych osobach pochodzących ze Studzianki, o których dziś mało kto pamięta. Niebawem napiszemy więcej o wywodzących się z naszej miejscowości postaciach, które na stałe zapisały się na kartach historii. To właśnie przeszłość Studzianki stanowi o tym, że ta dawna tatarska osada od lat jest rozpoznawalna i promowana przez liczne media nie tylko w regionie, ale i w całym kraju.
W najnowszym jubileuszowym numerze prezentujemy wspomnienia Pana Eugeniusza Zelenta, nauczyciela w szkole podstawowej w Studziance w latach 1956-1962.
Na łamach numeru „ES” prezentujemy też obszerne sprawozdanie z tegorocznego spotkania z kulturą tatarską i regionalną w Studziance. Piszemy również o wakacyjnych spływach kajakowych rzeką Zielawą, Podsumowujemy też akcję „Wakacje z łukiem”. Przedsięwzięcie zakończyło się VII Tatarskim Turniejem Łuczniczym.
Ponadto przedstawiamy przegląd najważniejszych inicjatyw i aktywności mieszkańców Studzianki w trzecim kwartale 2015 roku. Poza tym jak zawsze znajdą Państwo stałe rubryki dowcipy, kącik poetycki i Studzianka w Starej fotografii. Serdeczne podziękowania dla Małgorzaty Maksymiuk, Anita Kukawska​ Kukawskiej, Wiesławy Kobrzyńskiej i Joanny Wędy​ za wkład w przygotowanie niniejszego numeru. Życzę przyjemnej lektury – Łukasz Węda.

http://www.studzianka.pl/Echo25.pdf

Posted in Czasopisma, Moja mała Ojczyzna | Leave a Comment »

Zarys ludoznawczy Część VI: Właściwości gwarowe

Posted by tadeo w dniu 3 listopada 2015

http://nadbuhom.pl/art_2145.html

Posted in Moja mała Ojczyzna | Leave a Comment »

Kościeniewicze (Kościkiewicze)

Posted by tadeo w dniu 3 listopada 2015

Kościkiewicze

Opis:

W XVII wieku Lew Sapieha nabył wójtostwo królewskie Ortel ze wsiami Lubenka, Kościenków (później Kościeniewicze ) i Kniaziami ( Koszoły ). Nazwa „Kościeniewicze” pochodzi od sformułowania „koście nie wiadomo czyje”;, co znajduje uzasadnienie w pamiątkowym kurhanie usypanym po I wojnie światowej ze szczątków bohaterskich polskich żołnierzy, poległych podczas I wojny światowej.

W 1761 r. należały Kościeniewicze do Stefana Rusieckiego. Potem właścicielem był Ignacy Oziembłowski, następnie jego córka Aniela, która wyszła za mąż za Marcina Chociszewskiego. W 1783 r. wieś jest własnością Kunegundy z Józefowiczów i Józefa Bielaka.

W 1795 r. syn Józefa Salomon Bielak otrzymał połowę majątku Kościeniewicze. Resztę majątku odłączono na rzecz probostwa (65 włók). W 1829 r. Bielak wydzierżawią majątek Mariannie z Jeziorkowskich Wykowskiej. W 1842 r. wydziela z północy części swego majątku nowy folwark i nazywa go Nowa Wieś, albo Zagościniec (274 morgi). W 1872 r. majątek zostaje sprzedany Janowi Ługowskiemu szlachcicowi z Tucznej.

W 1878 r. gmina Kościeniewicze liczyła 3.113 mieszkańców i 13. 927 morgów ziemi. Gmina ta obejmowała wioski: Bokinka Królewska, Dąbrowica Duża i Mała, Janówka, Kościeniewicze, Mańkowice, Ortel Królewski, Wiski, Wyczółki, Wólka Kościeniewicka i Zagościniec. W ostatnich latach XIX w. działalność polityczną prowadził Stefan Bielak, syn Macieja, ur. w Kościeniewiczach w 1868 r. Zajmował się kolportażem nielegalnej pracy m.in. Robotnika) współpracował z Józefem Piłsudskim. W 1897 r. Rosjanie wywieźli go w głąb Rosji, gdzie umarł. Na pamięć zasługuje także Karol Raczyński, który w okresie prześladowań po powstaniu styczniowym udzielał schronienia księdzu katolickiemu, aby pod osłoną nocy mógł odprawiać Mszę Świętą i udzielać Sakramentów prześladowanym mieszkańcom wsi Kościeniewicz i okolic.

Parafia Kościeniewicze.

Kościółek Unicki ( 1673 -1682 ) w Kościeniewiczach został ufundowany przez Annę z Szujskich Rusiecką, dziedziczkę Kościeniewicz. Była to cerkiew p.w. św. Eliasza. W 1872 r. cerkiew została zamknięta i pozostawiona bez opieki. Po 1918 r. była kościołem filialnym parafii Piszczac. W 1922r cerkiew została wyświęcona na kościół, parafia Kościeniewicze została erygowana ponownie w 1930 r. przez biskupa podlaskiego Henryka Przeździeckiego.

Zagościniec.

W 1867 r. Kajetan Sadowski, właściciel majątku w Zalutyniu, wydał za mąż córkę Emilię za Jana Ługowskiego, szlachcica z Tucznej. Swemu zięciowi pomógł odkupić od Macieja Bielaka, za 5.850 rubli, leżący obecnie w granicach Kościeniewicz folwark Zagościniec.

Drewniany dwór wzniesiono w 1870 r. Na wschód od dworu znajdowała się część gospodarcza: czworak, wozownia, stajnia, obora, spichrz, stodoła i budynek inwentarski.
Przed frontem dworu urządzono eliptyczny podjazd obsadzony drzewami. Za dworem rozciągał się sad.

Na początku lat 1970 całe gospodarstwo przejęła Barbara Wroczyńska, która usiłuje przywrócić założeniu, przynajmniej częściowo, charakter, jaki posiadało ono w czasach jej pradziadów.

Dziękuję Piotrowi Buczyńskiemu za pomoc w opracowaniu tematu.

Posted in Historia, Moja mała Ojczyzna | Leave a Comment »

Bug odsłonił historyczny most

Posted by tadeo w dniu 21 sierpnia 2015

Utrzymujący się bardzo niski poziom w rzekach ma też swoje dobre strony. Na rzece Bug odsłonięty został historyczny most, prowadzący z Krzemienia do Grannego. Są to pozostałości po kamienno drewnianej budowli. Do odkrytej spod wody budowli, przyjeżdżają tłumy mieszkańców naszego powiatu.

Według danych historyków, most może pochodzić nawet z czasów średniowiecznych. Za czasów Jagiellonów był przeprawą łączącą Królestwo Polskie z Wielkim Księstwem Litewskim. Z całą pewnością można powiedzieć, że przeprawą tą przejeżdżał król Stanisław August Poniatowski, który przebywał w Sokołowie Podlaskim.

Przeprawa przez rzekę Bug pomiędzy Krzemieniem, a Grannem była wykorzystywana również przez wojska Napoleona. Znany był szlak prowadzący przez obecny powiat sokołowski od strony Węgrowa, przez Sokołów, Sabnie, Stasin w kierunku Krzemienia i Grannego.

W okolicach dawnej przeprawy, mieliśmy również jedną z ostatnich bitew w obronie Konstytucji 3 Maja. W dniu 24 lipca 1792 roku doszło do bitwy wojsk polsko–litewskich z wojskami rosyjskimi. Wtedy po stronie polskiej walczyły dwa oddziały 10 Regimentu Koronnego (Działyńczycy) oraz 200 kawalerzystów. Bitwa trwała dwie godziny i zakończyła się wycofaniem wojsk polsko-litewskich w kierunku Węgrowa.

Warto zobaczyć to historyczne miejsce i przenieść się o kilkaset lat wstecz, by wyobrazić sobie wszystkie wydarzenia, które działy się tak blisko nas.

Posted in Moja mała Ojczyzna | Leave a Comment »