WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • Tylko przestańmy mówić: ten kraj, w tym kraju, tutaj, ci ludzie. Zacznijmy mówić tak, jak Pan Bóg przykazał, jak o matce: Ojczyzno ma, moja, kochana, poraniona, więc tym bardziej kochana. Moja, to znaczy taka, którą się kocha, którą się po rękach całuje, przed którą się klęka, której się służy, której się z czcią opowiada, której się nie okrada, dla której się pracuje, dla której się cierpi i umiera, jak trzeba. To nie inni mają tak zrobić, to nie oni, tam na górze, ale my. Inaczej na nic wszystko. Na nic ta rana i na nic te ofiary. Nasza Ojczyzna mocno krwawi i ból nie ustaje w naszych sercach, ale zapewniamy pachołków Moskwy i Berlina, i tych, co służą „mamonie” – jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy. Póki pracujemy dla dobra naszej Ojczyzny. Póki kochamy i pamiętamy.

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Ojciec Pio’ Category

Św. Ojciec Pio i sakrament pojednania. Kiedy ksiądz nie może udzielić rozgrzeszenia…

Posted by tadeo w dniu 6 Październik 2016

W sakramencie spowiedzi Ojciec Pio był bardzo wymagający. Pewnego dnia Ojciec Pio nie dał rozgrzeszenia penitentowi mówiąc mu: „Jeśli pójdziesz się wyspowiadać do innego kapłana, zabierz rozgrzeszenie, które otrzymasz i idź do piekła razem z nim”. Uważał On, że sakrament pokuty jest bezczeszczony przez ludzi, którzy nie chcą zmienić swojego życia.

Błogosławieni kapłani, którzy biorą przykład ze św. Ojca Pio
i choć z bólem serca – to nie zawsze udzielają rozgrzeszenia,
ponieważ nie ulegają idei fałszywego miłosierdzia.

Św. Ojcze Pio – módl się za nami i pomóż nam dobrze przygotować się
do każdej spowiedzi świętej!

Katechizm Kościoła Katolickiego mówi: „Ci, którzy przystępują do sakramentu pokuty uzyskują przebaczenie grzechów popełnionych przeciwko Bogu, dzięki miłosierdziu Bożemu. Stają się natychmiast pojednani z Kościołem, który został urażony przez ich grzechy. Dostępują nawrócenia poprzez miłosierdzie Boże oraz trud modlitwy.”

Sakrament pojednania nazywamy sakramentem nawrócenia, ponieważ powoduje sakramentalną obecność Jezusa nawołującego do nawrócenia, jest pierwszym krokiem w powrocie do Ojca dla tych, którzy zbłądzili poprzez grzech.

Jest on nazwany sakramentem Pokuty, ponieważ uświęca indywidualnie chrześcijańskich grzeszników i jest duchowym krokiem do nawrócenia, pokuty i zadośćuczynienia.

Jest on nazwany sakramentem spowiedzi, ponieważ ujawnienie lub wyznanie grzechów kapłanowi jest zasadniczym elementem tego sakramentu. W głębokim sensie jest on również „wyznaniem” – uhonorowaniem i pochwałą – świętości Boga i jego miłosierdzia skierowanego do człowieka pełnego grzechu.

Jest on nazwany sakramentem przebaczenia, ponieważ poprzez rozgrzeszenie udzielone przez kapłana Bóg daruje pokutnikowi przebaczenie i pokój.

W ciągu dnia spowiedź była głównym zajęciem Ojca Pio. Wykonywał on swoją pracę spoglądając we wnętrze penitentów. Okłamywanie Ojca Pio podczas spowiedzi było niemożliwe. Zaglądał on w ludzkie serca. Często, kiedy grzesznicy byli nieśmiali, Ojciec Pio sam wymieniał ich grzechy podczas spowiedzi.

Ojciec Pio zapraszał wszystkich wierzących do spowiedzi przynajmniej raz na tydzień. Mówił on: „Nawet, jeśli pokój był zamknięty, po pływie tygodnia konieczne jest jego odkurzenie.”

san-pio-spowiedz

W sakramencie spowiedzi Ojciec Pio był bardzo wymagający. Nie znosił ludzi, którzy przychodzili do niego jedynie z ciekawości. Jeden z zakonników opowiadał: „Pewnego dnia Ojciec Pio nie dał rozgrzeszenia penitentowi mówiąc mu: „Jeśli pójdziesz się wyspowiadać do innego kapłana, zabierz rozgrzeszenie, które otrzymasz i idź do piekła razem z nim”. Uważał On, że sakrament pokuty jest bezczeszczony przez ludzi, którzy nie chcą zmienić swojego życia. Pozostają oni winni przed Bogiem.

Demon jest blisko ludzi, którzy przeklinają.

W hotelu St. Giovanni Rotondo odpoczynek był niemożliwy, zarówno podczas dnia jak również i w nocy, z powodu opętanej dziewczynki, która wrzeszczała siejąc strach. Matka przyprowadzała ją każdego dnia do kościoła. Miała nadzieję, że Ojciec Pio uwolni jej dziecko od złego ducha. Również w kościele jej dziecko robiło wiele hałasu. Pewnego dnia, Ojciec Pio zakończył spowiadanie kobiet, przechodził przed dzieckiem, gdy ono przerażająco wyło. Było ono trzymane przez dwóch czy trzech mężczyzn. Święty, który był zirytowany całą tą wrzawą, uderzył nogą w kierunku dziecka a następnie dosięgnął głowy dziecka i powiedział: „Przestań! Wystarczy!”

Dziecko opadło na podłogę jakby było śpiące. Ojciec Pio powiedział do lekarza, który był tam obecny, aby przyprowadził je do Michała Archanioła, na Górze Świętego Archanioła. Kiedy grupa wraz z dzieckiem osiągnęła cel przeznaczenia, weszli do groty, gdzie ukazywał się Michał Archanioł. Dziecko podźwignięto, lecz nikomu nie udało się przyprowadzić dziewczynki do ołtarza Archanioła. W trakcie wielkiego zamieszania, zakonnik wziął rękę dziecka i dotknął ołtarza. Wówczas dziewczynka opadła ponownie na ziemię z odczuciem ulgi. Po kilku minutach wstała i jak gdyby nic się nie stało zapytała swoją mamę: „Czy mogłabyś kupić mi lody?”

Po tym zdarzeniu grupa ludzi powróciła do St. Giovanni Rotundo, aby poinformować oraz podziękować Ojcu Pio. Na co Ojciec Pio powiedział do jej matki: „Powiedz swojemu mężowi, aby więcej nie przeklinał, inaczej demon powróci.”

Opuszczanie Eucharystii

Około 1950 roku młody doktor przyszedł wyspowiadać się do Ojca Pio. Wyznał swoje grzechy a następnie pozostał w milczeniu. Ojciec Pio zapytał młodego doktora czy ma jeszcze czegoś do powiedzenia, lecz doctor odpowiedział, że nie ma już nic do dodania. Wtedy Ojciec Pio powiedział do doktora: „Pomyśl czy w świąteczny dzień nie opuściłeś Mszy Świętej, ponieważ to jest grzech śmiertelny”. Nagle doctor przypomniał sobie, że opuścił niedzielne spotkanie Mszy Świętej, kilka miesięcy wcześniej.

Aborcja

Pewnego dnia, Ojciec Pellegrino spytał Ojca Pio: „Ojcze, dziś rano odmówiłeś rozgrzeszenia kobiecie, która dopuściła się aborcji. Dlaczego jesteś taki rygorystyczny w przypadku tego złego, godnego pożałowania postępku? „.

Ojciec Pio odpowiedział: „Dzień, w którym ludzie, zatroskani o ekonomiczny rozwój, z powodu cielesnych defektów lub z powodu poświęcenia się dobrom materialnym, zagubią się w horrorze aborcji, będzie najstraszniejszym dniem ludzkości. Aborcja jest nie tylko zabójstwem, lecz również samobójstwem. Czy tym ludziom, których my widzimy na krawędzi popełnienia dwóch zbrodni chcemy pokazać naszą wiarę? Czy chcemy ich bronić? „

„Dlaczego samobójstwo? ” Spytał Ojciec Pellegrino.

„Musisz zrozumieć to samobójstwo ludzkiej rasy, jeśli spojrzysz rozsądnym wzrokiem, będziesz mógł zobaczyć świat zaludniony starymi ludźmi i wyludniony z dzieci: wypalony jak pustynia.

Magia

Ojciec Pio zabraniał wszelkiej magii, spirytyzmu i uprawiania złej magii. Pewna kobieta powiedziała: „Spowiadałam się u Ojciec Pio w listopadzie 1948. Wśród wielu innych spraw powiedziałam, że jesteśmy zaniepokojeni ciotką, która czyta czasopisma dotyczące magii w naszej rodzinie. Ojciec Pio nakazującym tonem powiedział: „Natychmiast wyrzuć te materiały.”

*******
Kiedy ksiądz nie może udzielić rozgrzeszenia – nauczanie Kościoła i konkretne życiowe przykłady

Po nałożeniu pokuty przez spowiednika następuje udzielenie rozgrzeszenia. Kapłan wyciąga wtedy prawą dłoń i czyni nad penitentem znak krzyża. Wypowiada przy tym formułę rozgrzeszenia: „Bóg, Ojciec miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą przez śmierć i zmartwychwstanie Swojego Syna i zesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów, niech ci udzieli przebaczenia i pokoju przez posługę Kościoła. I ja odpuszczam tobie grzechy w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen”.
Są jednak sytuacje, kiedy ksiądz nie może udzielić rozgrzeszenia. Nie może, a nie jak się niekiedy wydaje – nie chce. Kiedy tak się dzieje?
Przykład 1
: Chłopak wyznaje grzech cudzołóstwa. Kapłan pyta, czy postanawia poprawę, a co za tym idzie, czy zamierza wyprowadzić się od swojej dziewczyny i zamieszkać z nią dopiero po ślubie. – To niemożliwe, przecież razem płacimy za mieszkanie, razem się urządziliśmy, zresztą to jest dzisiaj normalne – słyszy spowiednik. I nie może udzielić rozgrzeszenia. Bo postanowienie poprawy jest jednym z warunków rozgrzeszenia. Dlatego nie każda spowiedź może zakończyć się odpuszczeniem win.
Przykład 2: Kiedy dwoje ludzi razem mieszka, żyjąc ze sobą jak mąż z żoną i nie mają zamiaru tego zmienić, znaczy, że nie ma w nich woli postanowienia poprawy, a więc nie ma dyspozycji do udzielenia rozgrzeszenia. Podobnie jest w przypadku tzw. konkubinatu notorycznego, a więc sytuacji, w której dwoje ludzi wprawdzie ze sobą nie mieszka, ale trwale utrzymuje w czasie swój związek, naruszając szóste przykazanie. Warunkiem rozgrzeszenia jest wtedy zerwanie takiej znajomości. Rozgrzeszenie można więc otrzymać tylko wtedy, gdy szczerze postanawia się poprawę z każdego grzechu i gdy jest ona możliwa do zrealizowania.
Przykład 3. Stąd wielki problem mają ludzie żyjący w powtórnych związkach, tzw. niesakramentalnych. – Chyba, że wobec proboszcza swojej parafii podejmą zobowiązanie do życia w czystości i staną się tzw. „białym małżeństwem” – wyjaśnia pallotyn, ks. Jan Pałyga, który prowadzi duszpasterstwo par niesakramentalnych. Wielu z nich to się udaje.

Grzechy zastrzeżone

Wśród grzechów są i takie, których nie może odpuścić każdy ksiądz. Należy do nich m.in. formalne odstępstwo od wiary, aborcja, pobicie lub zabójstwo biskupa, usiłowanie odprawienia Mszy św. lub udzielenia rozgrzeszenia przez osobę, która nie ma ważnych święceń, próba zawarcia małżeństwa przez księdza lub osobę zakonną, przynależność do stowarzyszeń walczących z Kościołem.
Są również grzechy, których nie może odpuścić żaden kapłan i żaden biskup, zastrzeżone Stolicy Apostolskiej. To najcięższe przestępstwa, jakznieważenie Najświętszego Sakramentu, pobicie (ewentualnie zabicie) papieża czy zdrada tajemnicy spowiedzi. Trzeba też pamiętać, że grzech aborcji pociąga za sobą karę ekskomuniki. Znaczy to, że zarówno kobieta, która zabiła własne dziecko, jak mężczyzna, który w tym współuczestniczył: (np. namawiał, dał pieniądze) oraz lekarz wykonujący tzw. „zabieg”, niejako automatycznie objęci zostają ekskomuniką, czyli wykluczeniem ze wspólnotyKościoła. I kiedy ktoś taki przystępuje do spowiedzi, najpierw trzeba z niego zdjąć karę ekskomuniki, a dopiero potem można udzielić rozgrzeszenia. Mogą to jednak uczynić tylko biskupi albo wyznaczeni przez nich kapłani (w niektórych diecezjach są to wyłącznie proboszczowie, w innych księża powyżej trzech lat kapłaństwa albo rekolekcjoniści czy księża pracujący w kurii). Takie ograniczenia, jak twierdzą księża, wprowadzone są dlatego, że grzech aborcji jest jedną z największych win. – Jeszcze większą, niż zabójstwo człowieka dorosłego, bo dorosły może się bronić, a nie narodzone dziecko jest całkowicie bezbronne, nie ma żadnej możliwości ucieczki – mówi ks. dr Andrzej Kowalski, specjalista prawa kanonicznego. – Nie jest to jednak wina powodująca utratę zbawienia. Jeżeli człowiek się szczerze nawróci, zawsze Bóg mu odpuszcza.

https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2016/10/05/sw-ojciec-pio-i-sakrament-pojednania-kiedy-ksiadz-nie-moze-udzielic-rozgrzeszenia/

Posted in Ojciec Pio | Leave a Comment »

DZIŚ Święto Ojca PIO

Posted by tadeo w dniu 23 Wrzesień 2016

 

Zwykle w jego osobie, popularyzowanej w mediach, podkresla się nadzwyczajne zjawiska, które towarzyszyły jego życiu: stygmaty, ataki diabła, nadzwyczajna wiedza.
Mniej znane są jego inne, bardziej prozaiczne, zwyczajne i egzystencjalne cierpienia oraz doświadczenia. A w tym właśnie może być dla nas właściwym przykładem.
Od dzieciństwa nękały go choroby i cierpienia fizyczne. Potem cierpienia duchowe i moralne.
Jedną z NAJWAŻNIEJSZYCH przyczyn CIERPIEŃ DUCHOWYCH I MORALNYCH o. Pio, było długotrwałe prześladowanie ze strony LUDZI KOŚCIOŁA. I to na najwyżyszym szczeblu Władzy!!

To tak, jakby mieć piekło we własnym domu, albo i gorzej. Jeśli zdanie Kościoła, utożsamia się zbytnio i przedwcześnie z osądem Boga, z Jego Wolą – to jest to skazanie na duchowe, prawie, że realne piekło. To było jego NAJWIĘKSZE CIERPIENIE.

PRZEŚLADOWANIE I FAŁSZYWE OSKARŻENIA

Osoby nieuznające cudów, jakich doświadczał ojciec Pio, wskazali kilka przyczyn, które miałyby je wyjaśniać. Wśród nich znajduje się choroba psychiczna, niemoralne podejście do kobiet, niewłaściwe wykorzystanie funduszy oraz oszustwo – twierdzą, że stygmaty były wykonywane fenolem po to tylko, by zyskać sławę.

Historyk Sergio Luzzatto i inni, zarówno wierzący, jak i niewierzący, oskarżali ojca Pio o fałszowanie stygmatów. Teoria Luzzatto mówi, że ojciec Pio używał fenolu, by samookaleczać się. Ta teoria jest oparta na dokumencie znalezionym w Watykańskich archiwach – zeznaniu Marii De Vito, aptekarki z San Giovanni Rotondo, od której ojciec Pio wziął 4 gramy fenolu. Według zeznania De Vito, ojciec Pio prosił ją, by zachowała to w tajemnicy, mówiąc, że fenol był potrzebny do sterylizacji igieł. Podczas procesu beatyfikacyjnego ten dokument został przebadany i odrzucony przez Kościół katolicki. Jeden z komentatorów wyraził przekonanie, że Kościół prawdopodobnie oddalił ten zarzut, gdyż jeden ze świadków zeznał, że fenol rzeczywiście został wykorzystany do sterylizacji: „W owym czasie szalała hiszpanka i chorzy chłopcy potrzebowali zastrzyków. Z powodu braku lekarzy, ojcowie Paolino i Pio podawali zastrzyki, używając fenolu, jako czynnika sterylizującego.

Woń świętości ojca Pio, unosząca się dookoła niego, miała być rezultatem samowydzielającej się wody kolońskiej.
Agostino Gemelli, zakonnik, lekarz i psycholog, założyciel Uniwersytetu Katolickiego Najświętszego Serca Jezusa w Mediolanie, wnioskował, że ojciec Pio był „ignorantem i samookaleczającym się psychopatą, który wykorzystuje ludzką łatwowierność”
W związku z kontrowersjami, jakie budził ojciec Pio, prowadzone były liczne dochodzenia. Plan polegający na tym, by przenieść go do innego klasztoru został wycofany z obawy lokalnych zamieszek. Kolejny plan – mający mieć identyczny skutek – został wstrzymany, gdy prawie doszło do zamieszek.
W roku 1923 zakazano mu uczyć nastoletnich chłopców w szkole przyległej do klasztoru, ponieważ był oskarżany o to, że jest „szkodliwym Sokratesem, który może podburzać delikatne dusze chłopców”.
Ojciec Pio był oskarżany o wykroczenia przeciwko wszystkim ślubom zakonnym: ubóstwu, czystości i posłuszeństwu.

W latach 1924–1931 Stolica Apostolska wydawała różne oświadczenia, w których zaprzeczała, że wydarzenia z życia ojca Pio miały mieć swoje źródło w Bogu. W pewnym okresie ojcu Pio zabroniono publicznego wykonywania posługi kapłańskiej, słuchania Spowiedzi i odprawiania Mszy świętej.

POWOLNE USTĄPIENIE PRZEŚLADOWAŃ I ZMIANA OSĄDU, POMIMO WAHAŃ

Od roku 1933 wydarzenia zaczęły zmieniać swój bieg. Papież Pius XI rozkazał Stolicy Apostolskiej zdjąć z ojca Pio zakaz publicznego odprawiania mszy świętej. Papież tak uzasadnił swoją decyzję: „Nie byłem źle nastawiony do ojca Pio, lecz byłem źle poinformowany”. W roku 1934, Pius XI zezwolił ojcu Pio na słuchanie spowiedzi. Ojciec Pio dostał również pozwolenie na nauczanie, pomimo że nigdy nie odebrano mu do tego uprawnień. Papież Pius XII, który został wybrany na papieża w roku 1939, zachęcał wiernych do odwiedzania ojca Pio. Papież Jan XXIII (1958-1963) nie opowiadał się za poglądem swych poprzedników. W roku 1960 napisał on o „ogromnym oszustwie” ojca Pio. Jego następca, papież Paweł VI, jednakże, w połowie lat sześćdziesiątych, zdecydowanie oddalił wszystkie oskarżenia przeciwko ojcu Pio.

PRZEWODNIK DUCHOWY – RADY NA KAŻDY DZIEŃ

Ojciec Pio został w końcu przewodnikiem duchowym prowadzącym wielu ludzi. Uważał ich za swoje córki i synów. Jako przewodnik duchowy wskazywał na pięć zasad wzrostu duchowego: cotygodniową spowiedź, codzienne przyjmowanie Komunii Świętej, duchowe czytanie, medytację i rachunek sumienia. Porównywał cotygodniową spowiedź do cotygodniowego sprzątania pokoju. Zalecał, aby dwa razy dziennie odbywać medytację i robić rachunek sumienia: raz rano – jako przygotowanie, by zmierzyć się z trudnościami dnia i raz wieczorem – jako spojrzenie w świetle łaski na przeżyty dzień. Na pytanie, jak praktycznie stosować wiedzę teologiczną, często odpowiadał swym znanym powiedzeniem: „Módl się, wierz i nie martw się”. Nauczał wiernych, by we wszystkim rozpoznawali Boga i pragnęli ponad wszystko pełnić wolę Bożą.

[oprac. AP]

Posted in Ojciec Pio | Leave a Comment »

Pięć rad Ojca Pio, byś był zbawiony

Posted by tadeo w dniu 27 Sierpień 2016

Pięć rad Ojca Pio, byś był zbawiony

Nie trzeba wiele, aby wieść życie naprawdę pobożne.

Wystarczy wyakcentować w życiu duchowym pewne zasady i wprowadzić je w czyn.

Pierwsza rada
– to zdanie św. Pawła Apostoła: Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra (Rz 8,28). To prawda, że Bóg potrafi nawet zło przemienić w dobro, ale pod warunkiem, że człowiek będzie Mu oddany bez żadnych zastrzeżeń. A więc także i grzechy, od których nie zawsze cię Bóg zachowa, On w swej Opatrzności potrafi obrócić w dobro, jeśli Mu będziesz służył. I tak, gdyby król Dawid nie popełnił grzechu, to chyba nigdy by się nie zdobył na tak wielką pokorę. Także i Magdalena nie miłowałaby tak gorąco Jezusa, gdyby nie zostały jej przebaczone liczne grzechy. A Jezus nie przebaczyłby jej, gdyby ich nie popełniła.

Rozważaj więc wielkie Boże miłosierdzie – ono przemienia nasze nędze w dzieło swojej dobroci i łaskawości. Ono z naszej złości i jadu nieprawości potrafi wysączyć zbawcze soki dla naszych dusz. Czyż więc On nie potrafi tego uczynić z naszych utrapień, trosk i doświadczeń? I dlatego nie trzeba dręczyć się utrapieniami, jakiekolwiek by one nie były, a tylko starać się z całego serca kochać Boga, a wszystko wyjdzie na dobre. Nawet nie trzeba za dużo przemyśliwać nad tym, co z tego będzie, kiedy to będzie i jakie to dobro będzie. Jeśli Bóg kładzie ci na oczy błoto niewiedzy, to nie po to, by pozbawić cię wzroku, ale byś lepiej widział i by cię uczynić wspaniałym, godnym miłości i podziwu wobec aniołów. Może Bóg chce, byś upadł, jak ongiś to uczynił ze św. Pawłem, który spadł z konia?

Nie trać więc nadziei i odwagi z tego powodu, że upadasz, ale uczyń wielki akt pokory, ożywiając i odnawiając nadzieję. Tracić otuchę i niecierpliwić się po upadku — to sztuczka i zasadzka nieprzyjaciela, to oddanie mu broni i pozwolenie mu na odniesienie zwycięstwa. A więc nie czyń nigdy tego, gdyż łaska Pana zawsze jest gotowa, by cię podźwignąć.

Druga rada
Niech ona będzie wyryta w twej duszy: Bóg jest naszym Ojcem. Czy jest więc sens bać się takiego Ojca, który powiedział i zapewnił nas, że bez Jego woli i Opatrzności nawet włos z głowy nam nie spadnie? Jest to naprawdę wspaniałe, że będąc dziećmi takiego Ojca, mamy i powinniśmy spełniać kolejne zadanie: kochać Go i służyć Mu! Wypełniaj więc swoje obowiązki i nie martw się o nic więcej. Zobaczysz, że gdy tak będziesz układał swoje życie, to Jezus sam zatroszczy się o ciebie. „Myśl o Mnie, a ja będę myślał o tobie” — powiedział kiedyś Jezus do św. Katarzyny ze Sieny. A Mędrzec powiada: „Ojcze Odwieczny, Twoja Opatrzność rządzi wszystkim” (por. Mdr 14, 3).

Trzecia rada
Trzeba zachowywać to, o czym nauczał Boski Mistrz, gdy mówił do swoich uczniów: „Czy brak wam było czego?” (Łk 22, 35). Warto dobrze się nad tym tekstem zastanowić i rozważyć go. Bez pieniędzy, bez obuwia, bez ubrania – tylko w jednej tunice posłał Jezus swych uczniów w świat. I potem mówił do nich: „Czy brak wam było czego, kiedy was posyłałem bez trzosa, bez torby i bez sandałów?” (Łk 22, 35). A oni odpowiedzieli, że niczego im nie brakowało. Dlatego i tobie to samo powiadam, że kiedy ogarnia cię zmęczenie i zniechęcenie, i nie odczuwasz żadnej ufności względem Boga, to czy ten trud powalił cię kiedy? Odpowiesz mi z pewnością, że nie. I dlatego pragnę dodać: czemu więc nie starasz się ochoczym sercem pokonać przeciwności? Jeśli cię Bóg nie opuścił w przeszłości, to jakże mógłby cię opuścić w przyszłości? Przecież w przyszłości będziesz do Niego należał bardziej, niż w przeszłości. Nie trzeba więc trwożyć się tym, co w przyszłości ma się stać w świecie. Może ono (zło) w ogóle nie przyjdzie? A choćby przyszło, to Bóg da ci siły do wytrzymania i zniesienia go. Boski Mistrz polecił św. Piotrowi, by szedł po falach morskich. Św. Piotr uląkł się, gdy zawiał wiatr i zaczął tonąć. A Boski Mistrz podał mu rękę i rzekł z wyrzutem: „Małej wiary, czemu zwątpiłeś?” (Mt 14, 31). Jeśli Bóg każe nam chodzić po wzburzonych falach, to nie trzeba wątpić, nie trzeba się lękać. Bóg jest z tobą, a ty miej odwagę, a cieszyć się będziesz wolnością.

Czwarta rada
Czwarta rada dotyczy wieczności. Dla dzieci Bożych bardzo małe znaczenie ma to krótkie życie, które przemija, gdyż przez wieczność będziemy żyli w chwale Bożej. Zastanów się więc, czy idziesz właściwą drogą do wieczności, czy już stawiasz swoją stopę na tej drodze. Oby w tym kierunku szły twoje nogi i byś był szczęśliwy, bo nie ma znaczenia życie w tym przemijającym i niespokojnym świecie.

Piąta rada
Chciałbym, aby ona na zawsze była w twoim umyśle wyryta. Jej treścią są słowa z listu św. Pawła do Galatów: „Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa” (6,14). Zachowaj w sercu Jezusa Ukrzyżowanego, a wszystkie krzyże świata wydadzą się tobie różami. Kolce korony cierniowej Zbawiciela, które raniły Jego głowę i ranią także naszą, nie spowodują w żaden sposób innych ran.

Dopóki będzie choćby jedna kropelka krwi w naszym ciele, dopóty będzie trwała walka między dobrem a złem. Próby, jakim cię poddaje i jakimi cię doświadcza Pan, są wyróżniającym znakiem Jego szczególnego umiłowania i jakby drogocenną perłą dla twej duszy. Te wszystkie trudności przeminą bardzo szybko, jak przemija zima, a po niej nastaje wiosna. Także i po naszym życiu doczesnym, które tak szybko przemija, nastanie niekończąca się wiosna, która będzie tym bogatsza i piękniejsza, im więcej było nawałnic i burz.

http://www.fronda.pl/a/piec-rad-ojca-pio-bys-byl-zbawiony,77267.html

Posted in Ojciec Pio, Religia | Leave a Comment »

Pięć rad ojca Pio do tego, byś był pobożny!

Posted by tadeo w dniu 30 Wrzesień 2015

Pięć rad ojca Pio do tego, byś był pobożny!

Nie trzeba wiele, aby wieść życie naprawdę pobożne.

Wystarczy wyakcentować w życiu duchowym pewne zasady i wprowadzić je w czyn.

Pierwsza rada

– to zdanie św. Pawła Apostoła: Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra (Rz 8,28). To prawda, że Bóg potrafi nawet zło przemienić w dobro, ale pod warunkiem, że człowiek będzie Mu oddany bez żadnych zastrzeżeń. A więc także i grzechy, od których nie zawsze cię Bóg zachowa, On w swej Opatrzności potrafi obrócić w dobro, jeśli Mu będziesz służył. I tak, gdyby król Dawid nie popełnił grzechu, to chyba nigdy by się nie zdobył na tak wielką pokorę. Także i Magdalena nie miłowałaby tak gorąco Jezusa, gdyby nie zostały jej przebaczone liczne grzechy. A Jezus nie przebaczyłby jej, gdyby ich nie popełniła.

Rozważaj więc wielkie Boże miłosierdzie – ono przemienia nasze nędze w dzieło swojej dobroci i łaskawości. Ono z naszej złości i jadu nieprawości potrafi wysączyć zbawcze soki dla naszych dusz. Czyż więc On nie potrafi tego uczynić z naszych utrapień, trosk i doświadczeń? I dlatego nie trzeba dręczyć się utrapieniami, jakiekolwiek by one nie były, a tylko starać się z całego serca kochać Boga, a wszystko wyjdzie na dobre. Nawet nie trzeba za dużo przemyśliwać nad tym, co z tego będzie, kiedy to będzie i jakie to dobro będzie. Jeśli Bóg kładzie ci na oczy błoto niewiedzy, to nie po to, by pozbawić cię wzroku, ale byś lepiej widział i by cię uczynić wspaniałym, godnym miłości i podziwu wobec aniołów. Może Bóg chce, byś upadł, jak ongiś to uczynił ze św. Pawłem, który spadł z konia?

Nie trać więc nadziei i odwagi z tego powodu, że upadasz, ale uczyń wielki akt pokory, ożywiając i odnawiając nadzieję. Tracić otuchę i niecierpliwić się po upadku — to sztuczka i zasadzka nieprzyjaciela, to oddanie mu broni i pozwolenie mu na odniesienie zwycięstwa. A więc nie czyń nigdy tego, gdyż łaska Pana zawsze jest gotowa, by cię podźwignąć.

Druga rada

Niech ona będzie wyryta w twej duszy: Bóg jest naszym Ojcem. Czy jest więc sens bać się takiego Ojca, który powiedział i zapewnił nas, że bez Jego woli i Opatrzności nawet włos z głowy nam nie spadnie? Jest to naprawdę wspaniałe, że będąc dziećmi takiego Ojca, mamy i powinniśmy spełniać kolejne zadanie: kochać Go i służyć Mu! Wypełniaj więc swoje obowiązki i nie martw się o nic więcej. Zobaczysz, że gdy tak będziesz układał swoje życie, to Jezus sam zatroszczy się o ciebie. „Myśl o Mnie, a ja będę myślał o tobie” — powiedział kiedyś Jezus do św. Katarzyny ze Sieny. A Mędrzec powiada: „Ojcze Odwieczny, Twoja Opatrzność rządzi wszystkim” (por. Mdr 14, 3).

Trzecia rada

Trzeba zachowywać to, o czym nauczał Boski Mistrz, gdy mówił do swoich uczniów: „Czy brak wam było czego?” (Łk 22, 35). Warto dobrze się nad tym tekstem

zastanowić i rozważyć go. Bez pieniędzy, bez obuwia, bez ubrania – tylko w jednej tunice posłał Jezus swych uczniów w świat. I potem mówił do nich: „Czy brak wam było czego, kiedy was posyłałem bez trzosa, bez torby i bez sandałów?” (Łk 22, 35). A oni odpowiedzieli, że niczego im nie brakowało. Dlatego i tobie to samo powiadam, że kiedy ogarnia cię zmęczenie i zniechęcenie, i nie odczuwasz żadnej ufności względem Boga, to czy ten trud powalił cię kiedy? Odpowiesz mi z pewnością, że nie. I dlatego pragnę dodać: czemu więc nie starasz się ochoczym sercem pokonać przeciwności? Jeśli cię Bóg nie opuścił w przeszłości, to jakże mógłby cię opuścić w przyszłości? Przecież w przyszłości będziesz do Niego należał bardziej, niż w przeszłości. Nie trzeba więc trwożyć się tym, co w przyszłości ma się stać w świecie. Może ono (zło) w ogóle nie przyjdzie? A choćby przyszło, to Bóg da ci siły do wytrzymania i zniesienia go. Boski Mistrz polecił św. Piotrowi, by szedł po falach morskich. Św. Piotr uląkł się, gdy zawiał wiatr i zaczął tonąć. A Boski Mistrz podał mu rękę i rzekł z wyrzutem: „Małej wiary, czemu zwątpiłeś?” (Mt 14, 31). Jeśli Bóg każe nam chodzić po wzburzonych falach, to nie trzeba wątpić, nie trzeba się lękać. Bóg jest z tobą, a ty miej odwagę, a cieszyć się będziesz wolnością.

Czwarta rada

Czwarta rada dotyczy wieczności. Dla dzieci Bożych bardzo małe znaczenie ma to krótkie życie, które przemija, gdyż przez wieczność będziemy żyli w chwale Bożej. Zastanów się więc, czy idziesz właściwą drogą do wieczności, czy już stawiasz swoją stopę na tej drodze. Oby w tym kierunku szły twoje nogi i byś był szczęśliwy, bo nie ma znaczenia życie w tym przemijającym i niespokojnym świecie.

Piąta rada

Chciałbym, aby ona na zawsze była w twoim umyśle wyryta. Jej treścią są słowa z listu św. Pawła do Galatów: „Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa” (6,14). Zachowaj w sercu Jezusa Ukrzyżowanego, a wszystkie krzyże świata wydadzą się tobie różami. Kolce korony cierniowej Zbawiciela, które raniły Jego głowę i ranią także naszą, nie spowodują w żaden sposób innych ran.

Dopóki będzie choćby jedna kropelka krwi w naszym ciele, dopóty będzie trwała walka między dobrem a złem. Próby, jakim cię poddaje i jakimi cię doświadcza Pan, są wyróżniającym znakiem Jego szczególnego umiłowania i jakby drogocenną perłą dla twej duszy. Te wszystkie trudności przeminą bardzo szybko, jak przemija zima, a po niej nastaje wiosna. Także i po naszym życiu doczesnym, które tak szybko przemija, nastanie niekończąca się wiosna, która będzie tym bogatsza i piękniejsza, im więcej było nawałnic i burz.

Ojciec Pio

http://www.fronda.pl/a/piec-rad-ojca-pio-do-tego-bys-byl-pobozny,57594.html

Posted in Ojciec Pio | Leave a Comment »

ŚWIĘTY Z PIETRELCINY

Posted by tadeo w dniu 9 Czerwiec 2015


ŚWIĘTY Z PIETRELCINY

„Pietra” to kamień, „pucina” – mała
Tu się zaczęła historia cała

Liczne rodzeństwo w biedzie wzrastało
  Skromny posiłek, bo lirów mało

Okres młodości to biedne lata
Małe miasteczko, z kamienia chata

Praca, modlitwa, tak dnie mijały
Dwie owce w „stadzie” majątek cały

Pasał je w polu z dala od miasta
W takich warunkach ojciec Pio wzrastał

Na chrzcie Franciszek mu imię dano
I w szkolnych latach tak nań wołano

Piętnaście latek gdy miał Franciszek
Do kapucynów wówczas się pisze

Tu do kapłaństwa droga się ściele
Posty, modlitwy, wyrzeczeń wiele

Czternasty sierpnia, pierwsza Msza Święta
Tu w Pietrelcinie, któż nie pamięta

Całe miasteczko, ludność zebrana
Z młodym kapłanem wielbiły Pana

W tysiąc dziewięćset czternastym roku
Zbliża się wojna, już krok po kroku

Pada monarchia i wielkie trony
Porządek świata jest zagrożony

Ojciec Pio modły do Boga wznosi
By miał w opiece narody, prosi

W czasie rozmyślań nad męką Pana
Na jego dłoniach jawi się rana

Krwawią też stopy z boku krew sączy
Swoje cierpienia z Jezusem łączy

Ból był tak wielki, nie do zniesienia
To rzecz realna, nie przywidzenia

Chce uczestniczyć w Jezusa męce
Gdy jego ciało w bólu udręce

Bóg go naznaczył jak o to prosił
Odtąd na ciele stygmaty nosił

Liczne też cuda czynił w pokorze
Nie własną mocą lecz w imię boże

Uzdrawiał chorych, bardzo cierpiących
Poprawy zdrowia oczekujących

Miał dar szczególny gdyż w jednym czasie
W dwóch różnych miejscach pojawiał się

Po latach świętym został nazwany
Wszak wspólnie cierpiał z Jezusem rany

J. Józef. 23. 08 2013

http://poezja120.pl.tl/%26%23346%3BWI%26%23280%3BTY-Z-PIETRELCINY.htm

Posted in Ojciec Pio, Wiersze | Leave a Comment »

Ojciec Pio dokument oryginalny film 1960 rok

Posted by tadeo w dniu 5 Kwiecień 2015

APC - 2015.04.05 11.40 - 001.3d

http://gloria.tv/media/KUYtchwB583

Posted in Filmy dokumentalne, Filmy religijne, Ojciec Pio | Leave a Comment »

Porady Ojca Pio dla narzeczonych i małżonków

Posted by tadeo w dniu 5 Marzec 2015

We współczesnym, mocno zliberalizowanym i zlaicyzowanym świecie życie małżeńskie coraz bardziej traci swój sakralny charakter. Przestaje być pojmowane i przeżywane jako współpraca człowieka z Bogiem, a bywa postrzegane wyłącznie w kategoriach przyjemności. Dla Ojca Pio małżeństwo było szczególnym darem Boga, co więcej, było sakramentem uświęcającym małżonków.

Narzeczeństwo oparte na Bogu

Z całych Włoch przyjeżdżało do Ojca Pio wielu młodych ludzi, którzy zamierzali się zaręczyć lub w niedługim czasie pobrać. Przedstawiali mu swoje wątpliwości i zapytania, szukając u niego wparcia i dobrej rady. Zadaniem Zakonnika z San Giovanni Rotondo stało się zatem udzielanie im pomocy duchowej. Polegała ona na uwrażliwianiu narzeczonych na trzy wymiary ich życia: wzajemną miłość, wierność chrześcijańskiemu powołaniu oraz dobre przygotowanie się do życia w rodzinie.

Znana jest historia Carla Z., który w młodości zakochał się w bardzo pięknej, lecz mało pobożnej dziewczynie. Przyszedł wówczas do Ojca Pio i podczas spowiedzi wyznał: – Ojcze, mam dziewczynę…, ale nie chodzi zbyt często do kościoła.
W odpowiedzi usłyszał: – Zostaw ją!
– Ojcze, ja ją kocham – bronił się chłopak.
– Zostaw ją dla twojego dobra!
– Ale Ojcze, czy Ojciec wie, co to znaczy kogoś kochać? – pytał dalej Carlo.
– Synu, za miłość płaci się miłością. Nie jest złem kochanie kogoś, co więcej, Jezus nas tego uczy. Znajdź sobie jakąś świętą, są jeszcze takie – brzmiało ostateczne uzasadnienie.
– Jeśli Ty mi ją przyślesz, Ojcze – wymamrotał rozczarowany młodzian.

Kiedy wrócił do domu, postanowił posłuchać rady Spowiednika. Po pewnym czasie poznał wierzącą i praktykującą dziewczynę o imieniu Licia, w której zakochał się bez reszty, a sam Ojciec Pio pobłogosławił ich małżeństwo.

Ta krótka historia uczy dwóch rzeczy. Po pierwsze, prawdziwa miłość ma swe źródło w Bogu, dlatego kto nie kocha Boga, nie będzie umiał kochać także człowieka. Po drugie, w miłości pierwszeństwo winna mieć świętość życia nad urodą.

Podobne doświadczenie spotkało pewną młodą kobietę, Marię Marchese, która przygotowywała się do zamążpójścia. Postanowiła wcześniej udać się do San Giovanni Rotondo, by poprosić Ojca Pio o radę. Gdy tylko przybyła na miejsce, natychmiast odszukała jego konfesjonał i przystąpiła do spowiedzi.

– Ojcze, mam wyjść za mąż?

Na pytanie Spowiednik odpowiedział pytaniem: – A czy on jest wierzący? Następnie popatrzył na nią ze zrozumieniem i dodał: – Powiedz mu, żeby pojechał i ożenił się z jakąś Rosjanką, a nie z tobą.

Ojciec Pio nie mógł zareagować inaczej. Dla niego małżeństwo było sakramentem, do którego nie można było się przygotowywać bez wiary w Boga, co przecież nie mogło dać pewności, że się w nim wytrwa.

By lepiej zrozumieć tę historię, warto przypomnieć jeszcze jedno wydarzenie. Tym razem do San Giovanni Rotondo przybyła młoda dziewczyna w asyście matki. Pochodziła z Trento i była zaręczona z człowiekiem, który należał do partii laickiej i deklarował się jako niewierzący. Ona również chciała wiedzieć, czy jako praktykująca katoliczka może wyjść za niego za mąż. Ojciec Pio poprosił ojca Marcellino, który był pośrednikiem kobiet, aby je zapytał: – Na czym zatem chcą oprzeć małżeństwo, jeżeli usuną Boga? Odpowiedź była jasna: należało zerwać zaręczyny.

Taka była właśnie logika Ojca Pio: bez Boga nie można budować szczęśliwego małżeństwa, którego On ma być fundamentem. Trudno bowiem tworzyć rodzinę chrześcijańską, w której jedna ze stron neguje istnienie Boga albo otwarcie Mu się sprzeciwia.

Małżeństwo przeżywane z godnością


Ojciec Pio wspierał duchowo nie tylko narzeczonych, tak także pomagał przychodzącym do niego małżonkom. Jego duszpasterstwo opierało się na obronie trzech istotnych elementów ich życia: jedności, płodności i świętości. Zabiegając o godność małżeństwa, piętnował grzechy, które ją niszczyły, szczególnie antykoncepcję, aborcję, cudzołóstwo i zdrady małżeńskie.

Pewien profesor, który spędził swe życie u boku Stygmatyka, przywołuje jedną z dyskusji, jaką miał okazję prowadzić z nim przed wieloma laty. Dotyczyła ona odpowiedzialności małżonków za udział w Bożym planie stworzenia.

– Grzechy przeciwko małżeństwu są tymi, które Bóg najtrudniej wybacza – mówił wtedy Ojciec Pio. – Wiesz dlaczego? Ponieważ Pan mógłby ciągle stwarzać mężczyzn i kobiety, tak jak Adama i Ewę. Wyrzekł się tego przywileju, dając mężczyźnie i kobiecie nakaz płodności i rozmnażania się. Ale tak jak postąpił Lucyfer, podobnie uczynili mężczyzna i kobieta, krzycząc swoje „non serviam”, nie chcemy Ci służyć, uniemożliwiając w ten sposób plan stworzenia dusz.

Wypowiedź o płodnej miłości małżonków zadziwia dojrzałością i głębią argumentacji. Ojciec Pio trafnie zauważa, że to właśnie Bóg, który stwarza i przekazuje życie, podzielił się tym darem z małżonkami, oczekując jedynie ich zgody. Co więcej, przez zrodzenie potomstwa ujawnia się stwórcza moc Boga, dzięki czemu mężczyzna i kobieta stają się czynnymi uczestnikami w dziele stworzenia. Właśnie dlatego Zakonnik będzie się sprzeciwiał wszelkim formom antykoncepcji, gdyż są one mówieniem Bogu: Nie! Nie chcę Ci służyć!

Wspomniany już profesor chciał również poznać opinię Ojca Pio na temat regulacji narodzin poprzez tzw. metodę naturalną. Usłyszał wtedy takie słowa: – Okresowa wstrzemięźliwość jest do zaakceptowania jako środek regulacji narodzin, o ile poza zgodą pomiędzy mężem i żoną istnieje poważna racja, konkretny powód jej stosowania. Jeśli prawdą jest, że „non sunt facienda mala ut veniant bona” (nie można posługiwać się złem dla osiągnięcia dobra), nie można również używać tej metody wyłącznie z racji wygody i egoizmu.

Dla Ojca Pio realizacją powołania małżonków było dążenie do stworzenia rodziny, to znaczy do odpowiedzialnego zrodzenia i wychowania potomstwa. Powstrzymywanie się od prokreacji w dni płodne było według niego do przyjęcia, ale pod pewnymi słusznymi warunkami. W tych jego wypowiedziach można odnaleźć niektóre myśli zaczerpnięte z nauczania papieskiego o rodzinie, szczególnie papieża Piusa XII. Nic dziwnego, Stygmatyk był z nim szczególnie związany. Podobne treści aplikował swoim penitentom, cytując encykliki Piusa XII w konfesjonale.

Ociec Pio bronił również z wielka mocą prawdy o nierozerwalności i świętości małżeństwa, sprzeciwiając się prawu do rozwodów. Rozpad małżeństwa i rodziny był dla niego wielką niesprawiedliwością, wyrządzającą krzywdę nie tylko dorosłym, ale przede wszystkim dzieciom. Dlatego mawiał, że „rozwód jest paszportem do piekła”. Już jako piętnastolatek napisał w szklonym wypracowaniu: „Ach, gdybym był królem! Ile pięknych rzeczy chciałbym dokonać.. Przede wszystkim zwalczałbym rozwody, tak upragnione przez wielu złych ludzi, i sprawiłbym, że sakrament małżeństwa byłby szanowany”. To młodzieńcze pragnienie będzie realizował jako roztropny i wymagający kapłan, kształtując sumienia narzeczonych i małżonków.

Ceremonia ślubu ze Stygmatykiem

Nieznana jest dokładna liczba pobłogosławionych przez Ojca Pio par małżeńskich. Wiadomo natomiast, że z wielką radością celebrował śluby, szczególnie swoich duchowych dzieci.

Podczas jednego z nich wydarzyła się zabawna sytuacja. Gdy nadszedł czas złożenia przysięgi małżeńskiej, pan młody z przejęcia nie mógł wymówić decydującego słowa: „chcę”. Wtedy Ojciec Pio odczekał znaczną chwilę, a następnie łagodnym uśmiechem próbował rozładować napięcie, by w ten sposób mu pomóc. A gdy i to nie przyniosło żadnego rezultatu, krzyknął: – Słuchaj, powiesz w końcu „chcę”, czy też sam muszę się z nią ożenić?

Na ślubie innej młodej pary, która należała do grona jego duchowych dzieci, skierował do nowożeńców słowa błogosławieństwa wyrażające jego kapłańską troskę o tworzącą się nową rodzinę: – Niech Pan was błogosławi i uczyni lżejszym brzemię rodziny. Bądźcie zawsze dobrzy. Pamiętajcie, że małżeństwo niesie ze sobą ciężkie obowiązki, które tylko łaska Boża może uczynić łatwymi. Bądźcie zawsze godni tej łaski, a Pan niech was zachowa do czwartego pokolenia.

Ojciec Pio, widząc wiele rodzinnych tragedii, dobrze wiedział, że dla niejednej pary wierność przysiędze małżeńskiej i sprostanie obowiązkom rodzicielskim było niełatwym zadaniem. Właśnie dlatego, błogosławiąc związek małżeński swoich duchowych dzieci, zachęcał je do szukania pomocy w Bogu, który dzięki swej łasce może czynić wszystko, nawet rzeczy po ludzku niemożliwe.

W okresie, w którym rodziny we Włoszech przeżywały największy kryzys (ujemny przyrost naturalny, rozwody, wolna miłość, współżycie przed ślubem, małżeństwa cywilne), życie Ojca Pio upływało na zaangażowaniu się w odnawianie małżeństwa i przywracanie mu godności.

Błażej Strzechmiński OFMCap
„Głos Ojca Pio” (nr 49/2008)

http://glosojcapio.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=796&Itemid=142

Posted in Małżeństwo i rodzina, Ojciec Pio | Leave a Comment »

Ojciec Pio Pamiętamy

Posted by tadeo w dniu 27 Styczeń 2015

W rocznicę beatyfikacji

https://i2.wp.com/krolowapolski.kalisz.pl/files/Ojciec_PIO_050.jpg

„Po konsekracji i podniesieniu na jego twarzy widać było coś niezwykłego. Ludzie mówili: — Wygląda jak Jezus!”. Te słowa jednego ze świadków Mszy Świętej sprawowanej przez Ojca Pio wyrażają najgłębszą prawdę o nim jako kapłanie.Jak „Padre Pio” przeżywał Eucharystię? W jaki sposób za jej pośrednictwem apostołował?

Ojciec Pio — Franciszek Forgione — poświęcił się Bogu już jako mały chłopiec. Tak wspominał to wydarzenie: „Miałem wtedy pięć, może sześć lat. Wtedy nad wielkim ołtarzem ukazało mi się Serce Pana Jezusa i uczyniło znak, bym się zbliżył do ołtarza. Jezus położył rękę na mej głowie, pragnąc w ten sposób potwierdzić, że podoba Mu się to moje postanowienie ofiarowania się i poświęcenia Jemu…”.

Misterium miłości

Na prymicyjnym obrazku Ojciec Pio wypisał słowa, które stały się programem jego kapłańskiego życia: „Jezu, tchnienie mego życia, oto drżący unoszę Cię do góry w misterium miłości. Obym wraz z Tobą był dla świata Drogą, Prawdą i Życiem, a dla Ciebie był świętym kapłanem, doskonałą ofiarą”. Przez ponad 58 lat, codziennie, podczas Eucharystii łączył się duchowo z Chrystusem Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym. Ostatnią Najświętszą Ofiarę sprawował 22 września 1968 roku – dzień przed swoją śmiercią.

Powołanie Ojca Pio realizowało się przede wszystkim przez sprawowanie Eucharystii oraz przez sakrament pojednania i kierownictwo duchowe. W Eucharystii doświadczał – jak sam wyznał — „całej Kalwarii”
.
Ołtarz i konfesjonał

Odprawiana przez Ojca Pio o czwartej lub piątej rano — Msza Święta wpłynęła na rozkład autobusów i godziny otwarcia hoteli w San Giovanni Rotondo. Jego sakramentalna posługa przyciągała tysiące wiernych. Ludzie już od 2.30 oczekiwali w kościele. Nawiedzając to miejsce w 1987 roku, Jan Paweł II mówił w homilii poświęconej Ojcu Pio: „Czyż ołtarz i konfesjonał nie były dwoma biegunami jego życia?” Gdy przybył do San Giovanni Rotondo w roku 1974, wspominał: „Mam jeszcze przed oczyma jego postać, jego obecność, jego słowa; widzę, jak odprawiał Mszę św. przy bocznym ołtarzu, a następnie ten konfesjonał, dokąd udawał się, aby spowiadać… ”.

Charyzmatyczny spowiednik odmawiał często rozgrzeszenia penitentom, którzy wyznawali, iż zaniedbywali Mszę św. niedzielną. Bolał nad ich niefrasobliwością. Otrzymywali rozgrzeszenie tylko wtedy, kiedy naprawdę żałowali. W ten sposób Ojciec Pio uczył, że każda Najświętsza Ofiara ma bezgraniczną wartość.

Msza Ojca Pio

Taki tytuł nosił artykuł pewnego świeckiego dziennikarza, który w 1929 roku przelał na papier odczucia, jakie wzbudziła w nim Eucharystia sprawowana przez słynnego Kapucyna. Pisał: „Wszyscy ci, którzy byli ze mną w małym kościele Matki Bożej Łaskawej, w modlitwie towarzyszyli mu we wchodzeniu na Kalwarię i pozostawali u stóp krzyża, na nowo utwierdzając się w wierze i nadziei. (…) Wiele cudów Opatrzności przekazał Ojciec Pio ludzkim duszom i ciałom (…), ale ze wszystkich — dla mnie — cud Mszy Świętej jest największy”.

Inny świadek „Mszy Ojca Pio”, kapucyn, tak wyraził posłannictwo swego współbrata: „Tajemnica Męki była dlań stosowną, wydawał się zrodzony właśnie dla celebracji. Gdy wznosił kielich i patenę, rękawy opadały nieco i ukazywały odsłonięte rany rąk. Na nich skupiał się wzruszony wzrok obecnych i wszyscy nagle czuli się ubodzy i mizerni, zdumieni wobec tego ofiarowania (…) W czasie Komunii tłum wstrzymywał oddech. Bóg ukrzyżowany łączył się z ubogim bratem (…). Zdawało się, że ta Msza jednała dusze, pozwalała zapomnieć zło, dawała odczuć radość z bycia braćmi i pielgrzymami…”.

Miejsce przeistoczenia

Eucharystia, nieskończenie owocna jako źródło łask dla samego Ojca Pio, była również skuteczna dla tych, którzy byli jej świadkami. Jeden z nich stwierdził, że kiedy Ojciec odprawiał Mszę św., „nie można się było zmęczyć patrzeniem na niego”. W kościele była całkowita cisza. Ludzie, wpatrzeni w skupieniu oblicze kapłana, kontemplowali dokonujące się na ołtarzu tajemnice. Do San Giovanni Rotondo przybywali nie tylko katolicy, ale również zagorzali ateiści, ciekawscy, niewierzący. Podczas Eucharystii sprawowanej przez Ojca Pio wielu z nich wracało do wiary.

Maria Winowska, opisując kilkakrotnie przeżytą „Mszę Ojca Pio”, pyta: „…czyż Msza nie jest dla każdego z nas miejscem przeistoczenia, w którym nasze biedne cierpienie, przejęte przez Chrystusa, osiąga cenę wieczności? (…) To, co się odbywa przy ołtarzu, przemawia wprost do duszy. Jest jakiś tajny związek między nią a księdzem zatopionym w Bogu. (…) I to mi się wydaje jedną z przyczyn nadzwyczajnej władzy Padre Pio nad wszystkimi, którzy się doń zbliżają. Jak woda za dotknięciem różdżkarza, tak za jego przyczyną tryska żywe źródło skryte w pustyni oschłej rutyny. W zetknięciu z nim dusze utwierdzają się w chrześcijaństwie…”.

----Zapraszam do polubienia strony----

W rocznicę beatyfikacji
„Po konsekracji i podniesieniu na jego twarzy widać było coś niezwykłego. Ludzie mówili: — Wygląda jak Jezus!”. Te słowa jednego ze świadków Mszy Świętej sprawowanej przez Ojca Pio wyrażają najgłębszą prawdę o nim jako kapłanie.Jak „Padre Pio” przeżywał Eucharystię? W jaki sposób za jej pośrednictwem apostołował?

Ojciec Pio — Franciszek Forgione — poświęcił się Bogu już jako mały chłopiec. Tak wspominał to wydarzenie: „Miałem wtedy pięć, może sześć lat. Wtedy nad wielkim ołtarzem ukazało mi się Serce Pana Jezusa i uczyniło znak, bym się zbliżył do ołtarza. Jezus położył rękę na mej głowie, pragnąc w ten sposób potwierdzić, że podoba Mu się to moje postanowienie ofiarowania się i poświęcenia Jemu...”.

Misterium miłości
Na prymicyjnym obrazku Ojciec Pio wypisał słowa, które stały się programem jego kapłańskiego życia: „Jezu, tchnienie mego życia, oto drżący unoszę Cię do góry w misterium miłości. Obym wraz z Tobą był dla świata Drogą, Prawdą i Życiem, a dla Ciebie był świętym kapłanem, doskonałą ofiarą”. Przez ponad 58 lat, codziennie, podczas Eucharystii łączył się duchowo z Chrystusem Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym. Ostatnią Najświętszą Ofiarę sprawował 22 września 1968 roku - dzień przed swoją śmiercią.

Powołanie Ojca Pio realizowało się przede wszystkim przez sprawowanie Eucharystii oraz przez sakrament pojednania i kierownictwo duchowe. W Eucharystii doświadczał - jak sam wyznał — „całej Kalwarii”
.
Ołtarz i konfesjonał
Odprawiana przez Ojca Pio o czwartej lub piątej rano — Msza Święta wpłynęła na rozkład autobusów i godziny otwarcia hoteli w San Giovanni Rotondo. Jego sakramentalna posługa przyciągała tysiące wiernych. Ludzie już od 2.30 oczekiwali w kościele. Nawiedzając to miejsce w 1987 roku, Jan Paweł II mówił w homilii poświęconej Ojcu Pio: „Czyż ołtarz i konfesjonał nie były dwoma biegunami jego życia?” Gdy przybył do San Giovanni Rotondo w roku 1974, wspominał: „Mam jeszcze przed oczyma jego postać, jego obecność, jego słowa; widzę, jak odprawiał Mszę św. przy bocznym ołtarzu, a następnie ten konfesjonał, dokąd udawał się, aby spowiadać... ”.

Charyzmatyczny spowiednik odmawiał często rozgrzeszenia penitentom, którzy wyznawali, iż zaniedbywali Mszę św. niedzielną. Bolał nad ich niefrasobliwością. Otrzymywali rozgrzeszenie tylko wtedy, kiedy naprawdę żałowali. W ten sposób Ojciec Pio uczył, że każda Najświętsza Ofiara ma bezgraniczną wartość.

Msza Ojca Pio
Taki tytuł nosił artykuł pewnego świeckiego dziennikarza, który w 1929 roku przelał na papier odczucia, jakie wzbudziła w nim Eucharystia sprawowana przez słynnego Kapucyna. Pisał: „Wszyscy ci, którzy byli ze mną w małym kościele Matki Bożej Łaskawej, w modlitwie towarzyszyli mu we wchodzeniu na Kalwarię i pozostawali u stóp krzyża, na nowo utwierdzając się w wierze i nadziei. (...) Wiele cudów Opatrzności przekazał Ojciec Pio ludzkim duszom i ciałom (...), ale ze wszystkich — dla mnie — cud Mszy Świętej jest największy”.

Inny świadek „Mszy Ojca Pio”, kapucyn, tak wyraził posłannictwo swego współbrata: „Tajemnica Męki była dlań stosowną, wydawał się zrodzony właśnie dla celebracji. Gdy wznosił kielich i patenę, rękawy opadały nieco i ukazywały odsłonięte rany rąk. Na nich skupiał się wzruszony wzrok obecnych i wszyscy nagle czuli się ubodzy i mizerni, zdumieni wobec tego ofiarowania (...) W czasie Komunii tłum wstrzymywał oddech. Bóg ukrzyżowany łączył się z ubogim bratem (...). Zdawało się, że ta Msza jednała dusze, pozwalała zapomnieć zło, dawała odczuć radość z bycia braćmi i pielgrzymami...”.

Miejsce przeistoczenia
Eucharystia, nieskończenie owocna jako źródło łask dla samego Ojca Pio, była również skuteczna dla tych, którzy byli jej świadkami. Jeden z nich stwierdził, że kiedy Ojciec odprawiał Mszę św., „nie można się było zmęczyć patrzeniem na niego”. W kościele była całkowita cisza. Ludzie, wpatrzeni w skupieniu oblicze kapłana, kontemplowali dokonujące się na ołtarzu tajemnice. Do San Giovanni Rotondo przybywali nie tylko katolicy, ale również zagorzali ateiści, ciekawscy, niewierzący. Podczas Eucharystii sprawowanej przez Ojca Pio wielu z nich wracało do wiary.

Maria Winowska, opisując kilkakrotnie przeżytą „Mszę Ojca Pio”, pyta: „...czyż Msza nie jest dla każdego z nas miejscem przeistoczenia, w którym nasze biedne cierpienie, przejęte przez Chrystusa, osiąga cenę wieczności? (...) To, co się odbywa przy ołtarzu, przemawia wprost do duszy. Jest jakiś tajny związek między nią a księdzem zatopionym w Bogu. (...) I to mi się wydaje jedną z przyczyn nadzwyczajnej władzy Padre Pio nad wszystkimi, którzy się doń zbliżają. Jak woda za dotknięciem różdżkarza, tak za jego przyczyną tryska żywe źródło skryte w pustyni oschłej rutyny. W zetknięciu z nim dusze utwierdzają się w chrześcijaństwie...”.

Posted in Ojciec Pio | Leave a Comment »

Radość jest obowiązkiem każdego prawdziwego chrześcijanina, katolika!

Posted by tadeo w dniu 26 Wrzesień 2014

Posted in Ojciec Pio, Religia | Leave a Comment »

Ojciec Pio, dziecko z Pietrelciny

Posted by tadeo w dniu 24 Wrzesień 2014

Agnieszka Bugała

[Fot. GRAZIAKO/Niedziela]

– Francesco! Francesco! – głos Marii Giuseppy odbijał się od niskich kamiennych domków przy ul. Vico Storto Valle w Pietrelcinie. Ale chłopca nigdzie nie było widać, mały urwis znów gdzieś przepadł. Może jest w kościele albo na pastwisku w Piana Romana? A tu kabaczki stygną i ciecierzyca na stole. W całym domu pachnie peperonatą. – Francesco!

Włoskie małżeństwo – rodzice Ojca Pio

Maria Giuseppa De Nunzio i Grazio Forgione pobrali się 8 czerwca 1881 r. w Pietrelcinie. W powietrzu czuć już było zapach letniej suszy i upałów. Wieczory wydłużały się. Panna młoda pochodziła z rodziny zamożnej, pan młody – z dużo skromniejszej. Miłość, która im się zdarzyła, zniwelowała tę różnicę. Żadne z nich nie potrafiło ani czytać, ani pisać. Oboje szanowali religijne obyczaje. Giuseppa pościła w środy, piątki i soboty. Małżonkowie lubili się kłócić. Grazio często podnosił głos na dzieci, a Giuseppa stawała w ich obronie. Sprzeczki wywoływały też „nadprogramowe”, zdaniem męża, wydatki żony. Nie byli zamożni. Uprawiali trochę drzew oliwnych i owocowych. Mieli małą winnicę, która rodziła winogrona, a w pobliżu domu rosło drzewo figowe. Dom rodziny Forgione słynął z gościnności, Giuseppa nikogo nie wypuściła bez kolacji. Grazio ciężko pracował. Gdy po latach syn Francesco zapragnął być księdzem, ojciec, by sprostać wydatkom na edukację, wyjechał za chlebem do Ameryki. Kapłaństwo syna napawało go dumą. Wiele lat później, już w San Giovanni Rotondo, Grazio chciał ucałować rękę syna. Ojciec Pio jednak od razu ją cofnął, mówiąc, że nigdy w życiu się na to nie zgodzi, że to dzieci całują ręce rodziców, a nie rodzice – syna. „Ale ja nie chcę całować ręki syna, tylko rękę kapłana” – odpowiedział Grazio Forgione, rolnik z Pietrelciny.

Małżonkowie doczekali się dziewięciorga dzieci.

Narodziny Świętego

Maj 1887 r. był szczególnie gorący. Pracy w polu było tak dużo, że Giuseppa, mimo zaawansowanej ciąży, pomagała mężowi. Pewnego dnia nagle przerwała pracę i oznajmiła, że nadszedł czas porodu. Ciężkim krokiem ruszyła w stronę domu. Grazio miał dołączyć, gdy tylko zrobi coś pilnego. Ale nie zdążył! Francesco, późniejszy Ojciec Pio, urodził się w środę 25 maja o godz. 17.00 przy ul. Vico Storto Valle 27. Imię nadano mu ku czci św. Franciszka di Paola, kalabryjskiego świętego, szczególnie czczonego na południu Włoch. Był czwartym dzieckiem małżonków. Akuszerka – Grazia Formichelli mówiła, że „mały będzie wielkim i szczęśliwym człowiekiem, bo urodził się owinięty w biały welon”. Ochrzczono go następnego dnia rano w kościółku Matki Bożej Anielskiej.

Płacz i potwory

Mały Francesco płakał całymi dniami i nocami, doprowadzając rodzinę i sąsiadów do szaleństwa. Którejś nocy krewki Grazio nie wytrzymał i z furią rzucił owinięte w pieluszki dziecko na łóżko. Krzyczał przy tym, że to „mały diabeł mu się urodził, a nie chrześcijanin!”. Maluch przetoczył się przez łóżko i spadł. Giuseppa załamywała ręce, sądząc, że mąż zabił syna. Jednak chłopcu nic się nie stało. Co ciekawe: od tej pory przestał płakać. Wiele lat później Ojciec Pio wyjaśniał, że od początku, od najwcześniejszego dzieciństwa, atakowały go złe duchy. „Kiedy mama gasiła światło, pojawiało się wokół mnie mnóstwo potworów i wtedy płakałem” – mówił.

Wybrany, ale zwyczajny

Francesco rósł i zaskakiwał swoich rodziców. W wieku pięciu lat ofiarował się św. Franciszkowi z Asyżu. Wkrótce potem, podczas jednego ze swych wybuchów miłości, ofiarował siebie całego Jezusowi. Chłopiec zobaczył Jezusa, który przywołał go ręką. Francesco podszedł i poczuł, jak ręka Jezusa spoczywa na jego głowie. To był gest uznania i przyjęcia ofiarowania. W późniejszych rozmowach tłumaczył, że nikomu o tym nie mówił, bo wydawało mu się to zupełnie naturalne, że inni ludzie też widzą Jezusa i Maryję. „A ty nie widzisz Matki Bożej?” – spytał kiedyś o. Agostina.

Wszyscy biografowie Ojca Pio są zgodni, że wybranie go na ucznia Jezusa miało miejsce w bardzo wczesnym dzieciństwie i wtedy też zaczęło się przygotowywanie do szczególnej misji w Kościele. Mimo nadzwyczajnych darów Francesco pozostawał zwyczajnym chłopcem. Był radykalny w obronie wiary, ale jednocześnie niezwykle pokorny i uczynny. Zwykle trzymał się trochę z boku, jednak miał wielu kolegów, z którymi wspinał się na drzewa i spał w szałasie. Był ciekawy świata i płatał figle. Kiedyś wuj wysłał go do sklepu po cygaro i pudełko zapałek. W drodze powrotnej Francesco zapalił i zaciągnął się. „Ziemia zakołysała się, a żołądek zmienił miejsce. Od tamtej pory mur wyrósł między mną a paleniem” – opowiadał, śmiejąc się, po latach.

Szatan boi się Różańca

Francesco lubił samotność. Jego rówieśnicy z Pietrelciny wspominali po latach, że codziennie rano i wieczorem szedł do kościoła, żeby odwiedzić Jezusa i Matkę Bożą. Gdy kościół był zamknięty, siadał na kamieniu. Zakrystian Michele, którego nazywano Peruto, zgodził się nawet na zamykanie Francesca w kościele. Ustalili godziny, w jakich miał go wpuszczać, i była to ich tajemnica, nic nikomu nie mówili. Francesco modlił się bez przerwy. Wciąż widziano go z koronką różańca, zarówno gdy pasł owce na pastwisku, jak i w drodze na lekcje. Od początku dostrzegał, że ataki złych duchów ustępują przed modlitwą różańcową. Doświadczany przez demony, wypracowywał metody walki oparte na Różańcu. „Podaj mi broń – mówił wiele lat później do współbrata – jest w kieszeni habitu. – Ale tu jest tylko różaniec – padła odpowiedź. – Tak, to jest moja broń, będę strzelał do szatana”.

Trudny syn

W domu sypiał na ziemi, na kamieniu zamiast na poduszce. Mama często ukradkiem ocierała łzy, gdy przygotowywała mu wygodne łóżko, a on i tak wybierał klepisko. Ale był nieprzejednany. Gdy zaczął się biczować łańcuchem, wyjaśnił zdumionej i przerażonej matce, że „musi to robić tak długo, aż jego plecy spłyną krwią, bo tak biczowano Jezusa”. Giuseppa nie była wykształcona, ale w głębi matczynego serca, mimo przerażenia i nierozumienia działań syna – rozważała to, co działo się w ich domu, i milkła, przedkładając obowiązki wobec Boga nad bóle matczyne. Oddalała się ze łzami w oczach i nasłuchiwała miarowych uderzeń łańcucha dochodzących z małej izdebki syna.

Gdy w 1959 r. zapytano Ojca Pio o jego mamę, najpierw zamilkł, a potem powiedział, że „jej wielkość wypływała całkowicie i wyłącznie ze wspaniałości jej duszy”.

Chory żołądek lubi peperonatę!

Któregoś lata w czasie żniw Francesco znów zachorował. Lekarz – Giacinto Antonio po raz kolejny ostrzegł rodzinę, że ta choroba może być śmiertelna. Najpierw pojawiła się gorączka, potem straszny ból jelit. Przez 40 dni chłopiec nie przyjmował żadnych pokarmów oprócz odrobiny mleka. Ale trwały żniwa, brakowało rąk do pracy. Mama nie mogła siedzieć przy łóżku chłopca, zostawiała go więc pod opieką starszego brata Michele. Któregoś dnia przygotowała na obiad peperonatę. Zapach rozchodził się po całym domu, gdy w wielkim rondlu dusiły się warzywa. Wychodząc w pole, Giuseppa zabrała sporą część potrawy dla pracujących, a resztę zostawiła domownikom. Francesco błagał brata, aby przyniósł mu choć odrobinę. Gdy Michele wyszedł z domu, Francesco wyskoczył z łóżka i dojadł resztę ostrej potrawy, która „paliła w żołądku i we wszystkich wnętrznościach” – jak opowiadał po latach. Zabójczą porcję Francesco popił butelką mleka. Po trwającej miesiąc diecie musiała to być dla żołądka spora niespodzianka! Po tym epizodzie chłopiec od razu wyzdrowiał, wprawiając wszystkich w osłupienie. Tak się działo przez resztę jego życia: często zapadał na zdrowiu, lekarstwa nie pomagały i zazwyczaj choroba nagle ustępowała.

Teologia z kuchni

Przez 15 lat Francesco mieszkał w Pietrelcinie. Potem przyjeżdżał tam jako kleryk i kapłan. Atmosfera rodzinnego domu, prostota życia rodziców, zmagania z codziennością i ciężka praca pozostawiły w nim trwałe ślady. Nie był łatwym dzieckiem, ale rodzicom, mimo braku wykształcenia, nie brakło odwagi i mądrości w wychowywaniu go. Na swój sposób towarzyszyli mu we wszystkim. Nawet wybór zgromadzenia omawiany był na szczeblu tej licznej rodziny. A on, Francesco, późniejszy Ojciec Pio, niezwykle obdarowany Święty Kościoła, podglądał ich prace, modlitwy, sprzeczki i troskę. Czerpał z tych obrazów dzieciństwa w dojrzałym życiu. „Dlaczego zło jest na świecie? – pytał kiedyś retorycznie. – Słuchaj dobrze: Jest mama, która haftuje. Jej dziecko siedzące poniżej na małym stołeczku przygląda się jej pracy, ale widzi haft z odwrotnej strony. Widzi węzełki haftu i poplątane nitki. Mówi: «Mamo, dlaczego taka niewyraźna jest twoja praca?». Wówczas mama zniża płótno i pokazuje właściwą stronę haftu. Każdy kolor jest na swoim miejscu, a różne nitki są ułożone w harmonijną całość. Otóż to! My widzimy lewą stronę haftu. Siedzimy na niskim stołku”.

Artykuł powstał na podstawie książek: G. F. Majka OFMCap, „Życie Ojca Pio”; L. Peroni, „Ojciec Pio. Pełna biografia w 40. rocznicę śmierci”; E. Augustyn, „Pietrelcina”.

http://www.niedziela.pl/artykul/114289/nd/Ojciec-Pio-dziecko-z-Pietrelciny

Posted in Ojciec Pio | Leave a Comment »

Nie bał się ich piękna

Posted by tadeo w dniu 22 Wrzesień 2014

Ojciec Pio umiał postępować z kobietami: nie bał się ich piękna, ale obawiał się o piękno ich duszy. Choć wystawiany przez niektóre z nich na próbę, sam nie próbował wyrządzić im żadnej krzywdy.

Osoba włoskiego kapłana i stygmatyka, Ojca Pio z Pietrelciny, do dziś rodzi żywe zainteresowanie massmediów. Rzadko dotyczy ono świętości jego życia, częściej natomiast pomówień i sfabrykowanych na potrzeby konkretnych środowisk skandali. Wystarczy przypomnieć choćby sensacyjną wiadomość sprzed kilku miesięcy o fałszowaniu stygmatów przez Zakonnika. Gazety rozpisywały się o tym, jak to Ojciec Pio miał wcierać w swoje dłonie, stopy i bok fenol, dostarczany przez niejaką Marię De Vito, w celu wywołania efektu podobnego do stygmatów. Natomiast kiedy przed kilkoma tygodniami w San Giovanni Rotondo ekshumowano jego doczesne szczątki, uwaga dziennikarzy skupiła się na nieoficjalnej pogłosce mówiącej o przeniesieniu relikwii Stygmatyka z krypty w kościele Matki Bożej Łaskawej do nowej bazyliki i o protestach wiernych, którzy założyli samozwańczy komitet obrony Ojca Pio, twierdząc, że naruszenie relikwii będzie równoznaczne ze świętokradztwem.

Podobne zainteresowanie ze strony dziennikarzy towarzyszyło Ojcu Pio jeszcze za jego życia. Wśród wielu kwestii relacje Zakonnika do kobiet lub raczej z kobietami budziły ich największą ciekawość. Jakie były efekty ich poszukiwań?

Franciszkańska tercjarka – Raffaelina Cerase
Pisząc o relacji Ojca Pio do kobiet, trudno nie zauważyć, że dzięki swej bezpośredniości, swoistej delikatności i wrażliwości na ich duchowe potrzeby, ten włoski kapucyn przerósł swoją epokę. Choć w konfesjonale był surowy i szorstki, to w kierownictwie duchowym przeciwnie – łagodny i wyrozumiały. Kiedy osoby duchowne jego czasów, a tym bardziej zakonnicy, odnosili się do kobiet z wielkim dystansem, podejrzliwością, a nierzadko i wrogością, on ze swoją wymagającą miłością próbował budować nadprzyrodzoną więź uczuciową z kobietami, które spontanicznie odnajdywały w nim ojca i powiernika swych duchowych, a także przyziemnych rozterek. Nie brakowało też takich, którzy z mieszanymi uczuciami przyglądali się jego duszpasterskim metodom. On jednak ucinał krótko wszelkie dyskusje, odpowiadając: „Czy myślicie, że mam serce z kamienia? Kocham dusze tak samo jak Bóg”.

Można zaryzykować stwierdzenie, że Ojciec Pio posiadał znajomość kobiecej natury, w której odkrywał upodobanie piękna i potrzebę poczucia bezpieczeństwa. Ta znajomość rzeczy była szczególnie przydatna w kierownictwie duchowym niewiast. Przykładem może być znajomość z Raffaeliną Cerase z Foggii.

Jeszcze przed przybyciem do San Giovanni Rotondo Ojciec Pio za zgodą swych przełożonych podjął się kierownictwa duchowego tej franciszkańskiej tercjarki. Jego posługa polegała na duchowych rozmowach i wymianie korespondencji. Przebywając w kapucyńskim klasztorze w Foggii od 17 lutego do 27 lipca 1916 roku, złożony tajemniczą chorobą połączoną z hipotermią i wyczerpany duchową walką, sam doświadczał trudnej do zniesienia nocy ducha. W tym czasie Raffaelina Cerase, również obarczona cierpieniem duchowym i fizycznym, oczekiwała na jego pomoc. Bezbłędnie odczytując jej intencje i stan ducha, Ojciec Pio nie tylko z wielkim zaangażowaniem towarzyszył jej w cierpieniu, udzielając stosownych duchowych porad, ale z ojcowską miłością wziął je na siebie, prosząc ją równocześnie o modlitwę za siebie, by Bóg skrócił czas jego boleści.

To wzajemne duchowe wspieranie zakończyło się w nieoczekiwany sposób: 25 marca 1916 roku zmarła Raffaelina Cerase, ofiarując swe życie w intencji swego kierownika. Ojciec Pio zaś 28 lipca 1916 roku przybył do San Giovanni Rotondo, by przez ponad pięćdziesiąt lat ratować życie wiary u osób sobie powierzonych.

To jego pierwsze takie doświadczenie z kobietą – którą po jej śmierci nazwał „orędowniczką przed tronem Najwyższego” – wyraźnie pokazuje, że zabiegając o jej duchowy postęp, pomagał jej w świętości życia odnaleźć prawdziwe Piękno, a uczestnicząc w jej cierpieniu, sprzyjał budowaniu poczucia bezpieczeństwa.

Penitentki i córki duchowe
Kiedy Ojciec Pio na stałe osiadł w kapucyńskim klasztorze na górze Gargano, wokół niego zaczęły się spontanicznie gromadzić pobożne niewiasty poszukujące duchowej asystencji, a nierzadko prostych życiowych porad. Do pierwszych duchowych córek Zakonnika należały: Raffaelina Russo, Lucia Fiorentino i jej siostra Giovanna, Ventrella Vittorina, Elena Filomena, Nina Campanile, Maria i Antonietta Pompillo, Filomena Fili i Assunta di Tommaso. Również relacje z tymi kobietami nie były pozbawione nadprzyrodzonego charakteru uczuciowej więzi, choć nacechowanej powściągliwą serdecznością. Ojciec Pio żywo i szczerze uczestniczył w ich duchowych i życiowych wydarzeniach, o czym zaświadcza Nina Campanile, kiedy pisze: „W kierownictwie duchowym Ojciec Pio nie ograniczał się jedynie do słuchania o sprawach dotyczących pobożnych praktyk, lecz wchodził we wszystkie szczegóły dnia, w całe życie naszej rodziny…”. Jej opinię potwierdza także Raffaelina Russo: „Ojciec Pio był bardzo zadowolony, mogąc mówić nam o sprawach duszy, o kierownictwie duchowym, a prócz tego o naszych krewnych, o naszej pracy, o małym sklepiku przez nas prowadzonym, właściwie o przebiegu całego naszego wewnętrznego i zewnętrznego życia, dokładnie tak jak ojciec rodziny zajmuje się wszystkim, aby całość zmierzała ku lepszemu”.

Bycie ojcem zatroskanym o każdy wymiar życia jego duchowych córek najlepiej obrazuje charakter relacji, które go łączyły z tymi kobietami.

Wraz z upływam czasu i rozgłosem, jaki przyniosła mu nie tylko fama świętości, ale i wszechobecna prasa, grono kobiet gromadzących się przy Ojcu Pio powiększało się, rodząc równocześnie podejrzenia i spekulacje co do charakteru i motywów tych kontaktów Zakonnika z płcią piękną.

Jak niegdyś Jezusa, tak wówczas Stygmatyka z góry Gargano otaczała prawie nieustannie grupa kobiet. Nie wszystkie jednak szukały duchowej pomocy, dlatego styl kierowania duszami podczas spowiedzi u Ojca Pio musiał ulegać zmianom. Z wielkim wyczuciem, ale i odpowiedzialnością dostosowywał się do osobistych potrzeb penitentek: dla jednych miał słodycz, dla drugich surowe słowo. Prowadziło to naturalnie do wybuchów zazdrości, których owocem były najczęściej anonimy następującej treści: „Ojciec Pio kocha się w tej” lub „Ojciec Pio otacza zbytnimi względami tamtą”. Takim pomówieniom wtórowała oczywiście prasa, w której żądni sensacji dziennikarze rozpisywali się o kobietach walczących na parasole o pierwsze miejsca w kościele, o podsłuchiwaniu przez nie spowiedzi pod pozorem pilnowania porządku i rozpowiadaniu plotek zbudowanych na informacjach wyniesionych z konfesjonału, a także o uruchomionej przez nie sprzedaży „rezerwacji” na spowiedź u Ojca Pio.

Do tych skandalizujących informacji podawanych przez prasę dołączyły się podejrzenia współbraci. Otóż pewien kapucyn – o którym można by rzec, że był opętany istną manią na tle moralności swych współbraci – „zatroskany” o zbawienie Ojca Pio, postanowił przeprowadzić na własną rękę dochodzenie w związku z ewentualnymi grzesznymi znajomościami Zakonnika, posługując się przy tym wahadełkiem. Jego podejrzenia podsyciła siostra Lucia, zakonnica z Foggii, która podczas spowiedzi wyznała, że w nocnym widzeniu „ujrzała” Ojca Pio na krawędzi piekła z powodu grzechu rozpusty. Wtedy postanowił działać. Zaczął od modlitw, a następnie poprzez egzorcyzm posunął się aż do zainstalowania podsłuchu w postaci magnetofonów i mikrofonów. I tak, broniąc rzekomo moralności życia zakonnego, stał się przyczyną kolejnego skandalu, którego ofiarą padł niewinnie posądzony Ojciec Pio.

Takie doniesienia słusznie budziły zainteresowanie Świętego Oficjum, które wielokrotnie przysyłało swych wizytatorów do San Giovanni Rotondo i wprowadzało często zbyt surowe restrykcje wobec niesprawiedliwie podejrzewanego Zakonnika.

Ojciec Pio na tak stawiane zarzuty reagował bardzo spokojnie, mając świadomość, że są one nieprawdziwe. Jednej ze swoich duchowych córek, Marii Grazii Massie, która ubolewała nad jego trudną sytuacją, oświadczył: „Moja córko, wiem o wszystkim! Ale czy to ważne, że obrzucano moją biedną osobę błotem za życia, a potem obrzucać będą po śmierci? Mnie wystarczy ratować dusze i to konkretne dusze”.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że Ojciec Pio zawsze podkreślał wartość dziewictwa i czystości, która była dla niego „miłością świętą i upragnioną”. Twierdził, że „jeśli ci, którzy sercem zaślubili się Bogu, nie kochają swej czystości, są czyści tylko na pozór”. On kochał czystość, bo umiłował Boga i strzegł jej wiernie. Ta autentycznie przeżywana miłość do Boga nie pozwalała mu na braki w miłości bliźniego, zwłaszcza gdy była nim kobieta. Jako mistyk i realista miał świadomość, że sama miłość nie wystarczy, by ustrzec ślubowanej czystości, do tego bowiem konieczna jest czujność. Stróżem jego czystej miłości było więc czuwające serce.

Amerykańska prezbiterianka – Mary Pyle
Nie wszystkie kobiety przyjeżdżające do San Giovanni Rotondo odznaczały się niezdrową dewocją lub prowokowaniem skandali. Były wśród nich także takie, które przyprowadziło pragnienie odnalezienia sensu życia. Należała do nich trzydziestopięcioletnia Amerykanka z Nowego Jorku, Mary Pyle. Wychowana w bogatej rodzinie prezbiteriańskiej, wiele podróżowała, wiodąc przy tym światowe życie. Punktem zwrotnym w jej życiu stało się uczestnictwo we Mszy Świętej sprawowanej przez Ojca Pio. Owocem tego sakramentalnego spotkania było jej nawrócenie. Wkrótce przyjęła chrzest i stała się katoliczką. Na jednej z pierwszych wizyt u Zakonnika, podczas której położył dłonie na jej głowie, usłyszała słowa: „Moja córko, nie podróżuj już więcej, tu pozostań!”.

Tak też się stało. Zamieszkała w San Giovanni Rotondo w pobliżu kapucyńskiego klasztoru i zajęła się prowadzeniem kościelnego chóru dla dziewcząt. Wspierała finansowo budowę kościoła i klasztoru kapucynów w Pietrelcinie (co przepowiedział jej dużo wcześniej jej charyzmatyczny kierownik duchowy). Jej dom stał się także schronieniem dla rodziców Ojca Pio przybywających w odwiedziny do syna, a także miejscem ich śmierci.

Doświadczenie wiary i miłość do Jezusa w Eucharystii połączyły niezwykłym węzłem duchowej przyjaźni i wzajemnego szacunku włoskiego kapucyna z amerykańską prezbiterianką. Tych dwoje, niczym św. Franciszek i św. Klara, żyjąc obok siebie, na swój sposób realizowało powołanie do świętości: Ojciec Pio pełniąc posługę kapłana, a Mary Pyle – franciszkańskiej tercjarki. Ich drogi przecięły się w San Giovanni Rotondo i tutaj dobiegło kresu ich ziemskie życie. Obydwoje umarli w opinii świętości, zakochani w Bogu i wierni Kościołowi.

Sponsorka – Barbara Ward
Nowa znajomość Ojca Pio, tym razem z angielską dziennikarką publikującą w prestiżowym czasopiśmie „The Economist”, Barbarą Ward, zaowocowała szczególną „wymianą darów”. Dziennikarka przyjechała do San Giovanni Rotondo, aby prosić o nawrócenie swego narzeczonego, Lorda Jacksona. Zajmował on wysokie stanowisko w UNRA, instytucji finansowanej przez rząd Stanów Zjednoczonych, powołanej do niesienia pomocy w odbudowie zrujnowanej przez wojnę Europie.

Zakonnik w tym czasie poszukiwał środków finansowych potrzebnych do zakończenia budowy Domu Ulgi w Cierpieniu. Narzeczeni postanowili zaangażować się w ten projekt. Ich reakcja była tak spontaniczna i natychmiastowa, że wkrótce pozyskali sumę czterystu milionów ówczesnych lirów, z których aż sto pięćdziesiąt milionów zagarnął włoski rząd. Mimo to budowa szpitala została ukończona, a Lord Jackson stał się praktykującym katolikiem. Pragnienie kochającej kobiety zostało spełnione.

Ojciec Pio umiał postępować z kobietami: nie bał się ich piękna, ale obawiał się o piękno ich duszy. Nie był dla nich surowym i wymagającym nauczycielem wiary, ale miłującym ojcem, wiernym swym zasadom. Choć wystawiany przez niektóre z nich na próbę, sam nie próbował wyrządzić im żadnej krzywdy. Można rzec, że kochał kobiety, lecz sercem czystym i uważnym. Warto dziś nauczyć się takiej pedagogii postępowania wobec kobiet, by później nie wzdychać z ironicznym przekąsem: Ach, te kobiety!

Błażej Strzechmiński OFMCap
„Głos Ojca Pio” (nr 52/2008)

http://glosojcapio.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1173&Itemid=94

Posted in Ojciec Pio | Leave a Comment »

Myśli Św. Ojca Pio na miesiąc lipiec

Posted by tadeo w dniu 1 Lipiec 2014

14. Gdzie nie ma posłuszeństwa, tam nie ma cnoty. Gdzie nie ma cnoty, tam nie ma dobra, nie ma miłości, a gdzie nie ma miłości, tam nie ma Boga, a bez Boga nie idzie się do nieba. Wszystkie te cnoty tworzą jakby drabinę, a jeśli zabraknie w niej choćby jednego szczebla, to się spada. (O.Pio)

18. Nie mogę znieść krytyki i złego mówienia braci. Prawdą jest, że czasem bawią mnie docinki skierowane pod ich adresem, ale obmowa przyprawia mnie o mdłości. Mamy tak wiele błędów do krytykowania w nas samych! Po CÓŻ więc gubić się w występowaniu przeciw bliźnim? A my z powodu braku miłości podcinamy korzeń drzewa życia, narażając je na uschnięcie.

19. Miłość jest królową cnót. Jak perły złączone są nitką, tak cnoty połączone są miłością. Jeśli zerwie się nitka, to perły rozsypią się, tak też giną cnoty, jeśli słabnie miłość.

20. Miłość jest miarą, według której Pan będzie sądził nas wszystkich.

30. Bóg, aby nas pociągnąć do siebie, obdarza nas bardzo wieloma łaskami i wówczas myślimy, że już palcem dotykamy nieba. Nie wiemy natomiast, że do wzrostu potrzebujemy suchego chleba: krzyży, poniżenia, prób, doświadczeń, przeciwności.(O.Pio)

https://tadeuszczernik.wordpress.com/2012/05/31/mysli-sw-ojca-pio-na-caly-rok/

Posted in Ojciec Pio, Religia | Leave a Comment »

Ojciec Padre Pio Święty Zakonnik. Życie Jego pełne Cudów!

Posted by tadeo w dniu 11 Styczeń 2014

APC - 2014.01.11 20.46 - 001.3d

http://gloria.tv/?media=554161

Posted in Filmy religijne, Ojciec Pio | Leave a Comment »

Ojciec Pio – 50 lat róż i cierni (lektor pl)

Posted by tadeo w dniu 17 Październik 2013

Kapucyn, pierwszy stygmatyzowany kapłan w historii Kościoła, będzie prawdopodobnie uznany wkrótce za jednego z największych świętych naszego wieku. Przykładnie posłuszny, olbrzym wiary, pokorny w każdym doświadczeniu, cierpiał nieprzerwanie przez 50 lat, tak w swym ciele jak i w duchu, cierpienia Męki Chrystusa. Ponieważ nigdy nie odmawiał niczego Boskiemu Zbawicielowi, został obdarzony w zamian wspaniałymi i licznymi charyzmatami.

Posted in Filmy religijne, Ojciec Pio | Leave a Comment »

Nie bójcie się, to jestem ja, ojciec Pio

Posted by tadeo w dniu 23 Wrzesień 2013

Przewodnik KatolickiMagdalena Guziak-Nowak / Przewodnik Katolicki

Według o. Pio, święty jest grzesznikiem, który nie zgadza się na to, żeby nim pozostać. Każdego dnia mówi: „pomyliłem się i nie będę więcej popełniał tego błędu”. Powtarza to do końca swojego życia – z o. Marciano Morra OFMCap, kapucynem i świadkiem życia św. o. Pio oraz z Leandro Cascavilla – lekarzem w Domu Ulgi w Cierpieniu w San Giovanni Rotondo i wicedyrektorem generalnym Grup Modlitwy Ojca Pio

Magdalena Guziak-Nowak: To dla mnie zaszczyt siedzieć z Ojcem przy jednym stole. Nie co dzień zdarza się spotykać świadka życia świętego człowieka.

O. Marciano Morra: – Dziękuję, ale prawdziwy zaszczyt to mnie spotkał. I ja, i św. o. Pio przebyliśmy tę samą drogę. On był kapucynem i ja jestem kapucynem. Przeżywaliśmy ten sam charyzmat, byliśmy braćmi w tej samej wspólnocie w San Giovanni Rotondo. Mieszkałem razem z nim i tak jak my teraz siedzimy – jadłem przy tym samym stole.

Miał ulubioną potrawę?

Jadał bardzo mało. Brał zawsze troszkę makaronu, warzyw, mięsa, a potem ten talerz przekazywał bratu, który siedział obok. Często podczas posiłków byłem jego sąsiadem, więc padało na mnie. O. Pio mówił: „Weź i jedz, bo musisz jeszcze urosnąć”. Ale jak widać niewiele to dało (śmiech).

Jak o. Pio był postrzegany przez swoich współbraci za życia? Czy już wtedy był otoczony aureolą świętości?

To zależy, komu zadałaby pani to pytanie. Bo ocena człowieka zawsze zależy od stanu ducha tego, który ją wystawia. Już tłumaczę, o co chodzi.

O.  Pio był normalny i bardzo ludzki, ale czasami wybuchał i nie szczędził innym napomnień. Patrząc z boku ktoś mógłby zapytać, co to za święty, który na wszystkich krzyczy? Jednak mimo swojej impulsywności, przebywanie w towarzystwie o. Pio było wielką przyjemnością. Potrafił podtrzymywać rozmowę. Był kontaktowy, miły.

Bardziej towarzyski czy samotnik?

Taki i taki. Kiedy musiał się modlić, robił to intensywnie. Ale kiedy miał być z braćmi, nie stronił od ludzi. Nie lubił zamykać się w pokoju i przebywać sam ze sobą. Chętnie uczestniczył w tzw. rekreacji. To czas, kiedy bracia przebywają wspólnie, mogą zjeść ciasteczko i owoce, wypić coca-colę. W naszej prowincji był zwyczaj, że bardziej uroczyste rekreacje mieliśmy dziesięć dni przed Wielkim Postem. W takiej sytuacji o. Pio nigdy nie mówił, że musi iść do kościoła. Przeciwnie – lubił zabawę i żarty.

W tamtych czasach bardzo popularna we Włoszech była gra w kulki. Rzucało się małymi kulkami tak, aby upadły jak najbliżej największej z nich. O. Pio, gdy patrzył na grających braci, zawsze komuś kibicował. Albo mówił do któregoś kapucyna: Posuń się, kiepsko ci idzie”. Brał od niego kulki i sam rzucał.

Opowiem jeszcze jedną historyjkę. Widziałem to na własne oczy. Na tarasie naszego klasztoru odbywało się święto – imieniny jednego z lekarzy. Jubilat częstował gości różnymi smakołykami. Po poczęstunku jeden z nich zapytał, gdzie postawić puste butelki po piwie. „W kącie na ziemi” – ktoś odpowiedział. „Ale zaraz przyjdzie gwardian, powie, że popiliśmy i zostawiliśmy tylko puste butelki”. „No to weźmy butelki i zrzućmy je z tarasu na ziemię” – dorzucił kolejny. „A jeśli jakiś brat dostanie w głowę, to dobrze, będzie jednego mniej”.

Wszystko to było małą prowokacją. Często w obecności o. Pio żartowano i czekano na jego reakcję. Święty przysłuchiwał się tej wymianie zdań. Potem podniósł się i podszedł do balustrady tarasu. Zobaczył przechadzającego się o. Rafała, postawnego przełożonego klasztoru. Odwrócił się do gości i krzyknął: „Idzie właśnie o. Rafał. Jeśli teraz rzucicie butelką i traficie go w głowę – biedna ta butelka”.

Nie spodziewałam się. Myśląc o o. Pio miałam w głowie obraz człowieka, który nigdy nie odpoczywał, tylko ciągle klęczał.

To wizja świętości, którą można określić „święty-nadęty”. Czy może pani coś zanotować?

Oczywiście.

Podam pani definicję świętego według o. Pio. Święty jest grzesznikiem, który nie zgadza się na to, żeby nim pozostać. Każdego dnia mówi: „pomyliłem się i nie będę więcej popełniał tego błędu”. Powtarza to do końca swojego życia.

To bardzo ważne, bo zwykle nie zdajemy sobie sprawy, że święty jest zwyczajnym człowiekiem, ze swoim trudnym charakterem i wadami. Nie jest aniołem. Popełniamy ten błąd, gdy patrzymy na ludzi wyniesionych na ołtarze, ale i na ludzi Kościoła np. kapłanów. Wymagamy, żeby byli idealni, a to po prostu niemożliwe.

„Nie zabiegał o sławę, a jednak popularności mogą mu pozazdrościć największe gwiazdy rocka. Doczekał się gazety, którą kupuje 150 tys. Włochów, a nawet własnej telewizji. Jego grób szturmuje 8 mln osób rocznie” – to z kapucyńskiej strony www. Dlaczego, jak to możliwe?

To jest tajemnica o. Pio. On wcale nie chciał rumoru i huku wokół swojej skromnej osoby.

Miał tylko jedną myśl – ratować dusze. Wszystko inne go denerwowało i mu przeszkadzało. Nie lubił zbiegowisk. Ale gdy gromadził się wokół niego tłum, ze sławami, prezydentami i innymi „ważnymi” na czele, nie uciekał. Czuł natomiast, że spoczywa na nim ogromna odpowiedzialność.

Pewnego dnia wraz z grupą braci znajdował się na pierwszym piętrze przy okienku, które wychodziło na plac pełen ludzi. Było oczywiste, że wszyscy przyszli po to, by zobaczyć się z o. Pio. Brat Ambroży powiedział do świętego: „Zobacz, ojcze, jak wielki tłum do ciebie przyszedł”, ale w jego słowach była ironia i sugestia, że kapucyn dba o próżne oklaski. Wtedy o. Pio, nie spoglądając na tłum, pokazał mu swoje dłonie, a na nich stygmaty zasłonięte półrękawiczkami. Powiedział tylko: „Zobacz tutaj, jak wielką odpowiedzialność mam przed Bogiem”.

Matka Teresa z Kalkuty została ogłoszona świętą wcześniej niż o. Pio, a Jan Paweł II został beatyfikowany już po 7 latach. Dlaczego proces beatyfikacyjny o. Pio nie rozpoczął się od razu po jego śmierci?

Wielu naukowców i dostojników kościelnych było przeciwnych rozpoczynaniu procesu beatyfikacyjnego. Zablokował go papież Paweł VI, mimo że prywatnie był przyjacielem o. Pio. Pamiętajmy, że święty wywoływał wiele kontrowersji już za życia. Pytano, jak to możliwe, żeby ogłosić świętym kogoś, kto był nerwusem i krzyczał na swoich współbraci. Zapomniano o tym, o czym mówił sam o. Pio – że święty jest grzesznikiem, który nie zgadza się na to, żeby nim pozostać.

Pan opiekuje się Grupami Modlitwy Ojca Pio. Jedną z ich najważniejszych intencji jest modlitwa za Kościół i o nawrócenie grzeszników. Dlaczego?

Leandro Cascavilla: To dziedzictwo o. Pio. Święty chciał, żeby grupy wspierały go swoją modlitwą. To z modlitwy miały wyrastać inne dzieła jak np. Dom Ulgi w Cierpieniu w San Giovanni Rotondo.

Dlaczego o. Pio chciał założyć właśnie szpital?

To dzieło zrodziło się w jego kapłańskim i franciszkańskim sercu. Bo kiedy mówi się o. Pio trzeba pójść do źródła, czyli do św. Franciszka. Pierwszy szpital dedykowany świętemu z Asyżu udało mu się otworzyć w latach 20. Chciał pomagać chorym i ubogim. To była fundamentalna, podstawowa inspiracja. Kierował się prostą intuicją – powtarzał, że w chorej osobie jest Chrystus, który cierpi, w ubogiej – Chrystus, który potrzebuje pomocy. Natomiast w chorym i ubogim Chrystus mieszka „podwójnie”.

Gdy zaczynał budowę, nie miał nic. Ale nagle zaczęły spływać ofiary od ludzi z całego świata. W 1956 r. zainaugurowano działalność Domu Ulgi w Cierpieniu, w którym mam zaszczyt pracować. Szpital miał być jak świątynia wiedzy i wiary. Bo jeśli w chorym jest Chrystus, to dom dla chorych ma być świątynią.

O. Marciano Morra: – A czy ja mogę jeszcze coś dodać?

Proszę.

Bo wizerunek o. Pio jest dość posępny, a nie chciałbym, by jego czciciele myśleli, że był on mrukowaty. Pewnego dnia przechodził korytarzem, w którym czekało na niego wielu ludzi, m.in. malarz, który wykonał jego portret. Obraz nie za bardzo mu się udał – twarz o. Pio przypominała rozbójnika. Kapucyn, wiedząc dobrze, że to jego podobizna, zapytał artystę: „Co to za brat, którego namalowałeś?”. „To jest ojciec. Chciałbym prosić o dedykację i podpis na tym obrazie” – odpowiedział malarz. „Dajcie mi pióro” – rzekł święty. I napisał: „Nie bójcie się, to jestem ja, o. Pio”.

RENZO ALLEGRI – CUDA OJCA PIO.pdf

Pierwsza publikacja spośród wszystkich dotyczących Ojca Pio, która próbuje wyjść poza opis wstrząsających perypetii życiowych słynnego Kapucyna, by przeanalizować nadprzyrodzony wymiar jego życia. Autor przedstawia cuda, jakimi było wypełnione życie Ojca Pio, przytaczając dziesiątki opowieści i relacji naocznych świadków. Stygmaty i jednoczesne zjawiania się w różnych miejscach, przepowiadanie przyszłości, zdolność odczytywania myśli i grzechów, rozmowy ze zmarłymi i wreszcie niezliczone uzdrowienia – to zjawiska, których nauka nie potrafiła i nie potrafi do dziś wyjaśnić, a które składają się na fascynującą, tajemniczą postać „Świętego z Pietrelciny”.

>>Chcę przeczytać tę książkę<<

http://www.deon.pl/religia/swiety-patron-dnia/art,256,nie-bojcie-sie-to-jestem-ja-ojciec-pio.html

Posted in Książki (e-book), Ojciec Pio, Religia | Leave a Comment »