WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Polskie Kresy’ Category

„Kresy” – film dokumentalny

Posted by tadeo w dniu 27 stycznia 2020

„Kresy” są drugim fabularyzowanym filmem dokumentalnym, który wyprodukowała „Gazeta Lubuska”. Rok temu odbyła się premiera dokumentu „Wydarzenia Zielonogórskie 1960. Bitwa o Dom Katolicki”.

Film ten jest pięknym dopełnieniem cyklu kresowych artykułów, które od lat ukazują się na łamach „Gazety Lubuskiej”. Obraz jest naprawdę dziełem naszych Czytelników. To oni występują w tym dokumencie, ale przede wszystkim to ich opowieści złożyły się na jego scenariusz. „KRESY” to film, który upamiętnia tragedię ludzi oddzielonych od korzeni, upokorzonych i zmuszonych do opuszczenia swoich domów. Ten film jest hołdem dla nich i ich bliskich, którzy stracili życie w tym strasznym czasie i na zawsze pozostali na Kresach Wschodnich. Autorami scenariusza są Dariusz Chajewski i Witold Głowacki, reżyserem Rafał Bryll.

 

Przeczytaj także:

Kresy. Ostatni świadkowie.

Posted in Filmy dokumentalne, Historia, Polskie Kresy | Leave a Comment »

OCALENI OD ZAPOMNIENIA: MAGDALENA DZIERŻAK

Posted by tadeo w dniu 26 stycznia 2020

 

W rubryce «Ocaleni od zapomnienia» niejednokrotnie opisywaliśmy sytuację, w której znaleźli się miejscowi Polacy po ustanowieniu władzy radzieckiej na Wołyniu w 1939 r. Bardzo trudne położenie mieli wówczas «służący kultów religijnych», jak nazywali ich przedstawiciele nowej władzy, w tym zakonnicy. Większość mnichów z katolickich klasztorów na Wołyniu pochodziła z centralnych regionów Polski oraz z Galicji. Poprzez swoją działalność wzmacniali Kościół katolicki na Kresach Wschodnich, co było jednym z ważnych kierunków polityki polskiego rządu w tym regionie. Po przyjściu ateistycznych władz radzieckich ich obecność w zachodnich obwodach USRR była niepożądana, ponieważ traktowano ją jako agitację antyradziecką.

Władze radzieckie niszczyły nie tylko katolickie klasztory i kościoły. Kirchy i synagogi zamieniały na gospodarcze i administracyjne budynki wpisując je w ewidencjach jako porzucone. Do takich zaliczono też Klasztor Sióstr Dominikanek w Annowoli w powiecie kostopolskim. Z powodu braku środków na funkcjonowanie klasztoru zakonnice próbowały powrócić do swoich rodzin, niejednokrotnie nielegalnie przekraczając granicę radziecko-niemiecką. Nie mogły uczynić tego legalnie, gdyż władze radzieckie nie dawały na to pozwolenia.

Zakonnica Magdalena Dzierżak, która próbowała wrócić do rodziny mieszkającej na terenie okupowanym przez Niemcy, została aresztowana właśnie podczas nielegalnego przekroczenia granicy.

Magdalena Dzierżak urodziła się w 1899 r. we wsi Chmielnik (obecnie województwo podkarpackie) w rodzinie miejscowych chłopów. Jej ojciec Wojciech posiadał 5 ha ziemi. Zmarł w 1927 r. Matka Magdaleny zmarła w 1930 r. W aktach archiwalnych nie zachowały się o niej inne informacje. Bracia Paweł (ur. w 1890 r.) i Stefan (ur. w 1897 r.) mieszkali w Chmielniku.

W 1914 r. Magdalena ukończyła siedem klas szkoły powszechnej. W 1916 r. zapisała się na kurs krawiecki. Już po dwóch miesiącach samodzielnie zaczęła pracować w swoim zawodzie. W 1921 r., jak wynika z akt śledztwa, postanowiła poświęcić się służbie Bogu i przybyła do Klasztoru Dominikanek w Wielowsi w powiecie tarnobrzeskim (Wielowieś to obecnie osiedle w Tarnobrzegu w województwie podkarpackim), gdzie przebywała do 1939 r. Według innych danych do 1929 r. Magdalena przebywała w klasztorze w Mielżynie (obecnie województwo wielkopolskie).

W czerwcu 1939 r. skierowano ją do Klasztoru Sióstr Dominikanek w Annowoli w powiecie kostopolskim na Wołyniu. Tu zastała ją II wojna światowa i sowiecka aneksja wschodnich województw RP.

Na początku lutego 1940 r. władze radzieckie postanowiły urządzić w budynku klasztornym w Annowoli radę wiejską i szkołę. Pozostawszy bez dachu nad głową Magdalena postanowiła wrócić do swojej rodziny, która wówczas mieszkała na terenie Generalnego Gubernatorstwa.

Została aresztowana 25 czerwca 1940 r. Oskarżono ją o to, że próbując opuścić tereny ZSRR miała na celu przekazanie wywiadowi niemieckiemu ważnych informacji szpiegowskich. Zarzuty były absurdalne: Magdalenę Dzierżak oskarżano o to, że jadąc na Wołyń w czerwcu 1939 r. jakoby nielegalnie przekroczyła granicę między Niemcami a ZSRR. Według śledczych pracowała dla wywiadu niemieckiego. Zakonnica nie przyznała się do winy i próbowała wyjaśnić funkcjonariuszom NKWD, że w czerwcu 1939 r. nie przekraczała żadnej granicy, ponieważ powiat kostopolski, do którego przybyła, znajdował się na terenie należącym do II Rzeczypospolitej. Czyli poruszała się po terenie jednego państwa.

Dzierzak 1

Przypuszczamy, że o losie Magdaleny Dzierżak zadecydowało jednak przede wszystkim to, że była katolicką zakonnicą. Decyzją Kolegium Specjalnego NKWD ZSRR z dnia 27 września 1940 r. Magdalena Dzierżak została uznana za «element społecznie niebezpieczny» i skazana z art. 80 КК USRR (nielegalne przekroczenie granicy) na pięć lat obozów pracy licząc od 25 czerwca 1940 r. Według dokumentów przechowywanych w archiwum karę odbywała w obozie «Sybłag».

Dzierzak 2

Dzierzak 3

Szukając dodatkowych informacji o Magdalenie Dzierżak trafiliśmy na artykuł Wojciecha Grzelaka «Płomień pośród lodu» opublikowany na stronie «Kuriera Galicyjskiego». Według autora siostra Brygida, a właśnie takie imię zakonne wybrała Magdalena Dzierżak, trafiła na Sybir w czerwcu 1940 r. (przypominamy, że decyzja Kolegium Specjalnego NKWD ZSRR o skazaniu Magdaleny Dzierżak zapadła 27 września 1940 r.). Wojciech Grzelak informuje, że siostra Brygida przebywała na zesłaniu w syberyjskim mieście Ojrot Tura (obecnie Gornoałtajsk). Ze względu na słaby stan zdrowia pracowała w szwalni, a nie przy spławie drewna, jak inne wywiezione na Sybir zakonnice. W domu, w którym zamieszkała, zesłańcy gromadzili się na modlitwę. W 1946 r. władze podjęły decyzję o repatriacji polskich zesłańców z Ojrot Tura. W czerwcu tego roku ciężko chora Magdalena Dzierżak razem z innymi zesłańcami wyruszyła pociągiem z Bijska do Polski. Miesiąc później pociąg z repatriantami przybył do Rawy Ruskiej, gdzie w czasie zmiany wagonów siostra Brygida zmarła. Została pochowana w Zamościu.

Według postanowienia Prokuratury Obwodu Rówieńskiego z dnia 31 sierpnia 1989 r. Magdalena Dzierżak została zrehabilitowana.

Dzierzak 4

Tetiana SAMSONIUK

P. S.: Materiały rubryki «Ocaleni od zapomnienia» zostały opracowane przez Tetianę Samsoniuk na podstawie akt radzieckich organów ścigania, przechowywanych w Państwowym Archiwum Obwodu Rówieńskiego, w zbiorach Zarządu KGB Ukraińskiej SRR w Obwodzie Rówieńskim (1919–1957) oraz w Archiwum Zarządu Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Będziemy wdzięczni, jeżeli odezwą się Czytelnicy, krewni lub bliscy bohaterów naszej rubryki, którzy posiadają o nich dodatkowe informacje.

CZYTAJ TAKŻE:

OCALENI OD ZAPOMNIENIA: STANISŁAW OSTROWSKI

OCALENI OD ZAPOMNIENIA: JAN KRÓL

OCALENI OD ZAPOMNIENIA: ALFRED AUSOBSKI

OCALENI OD ZAPOMNIENIA: FELIKS SĘCZKOWSKI

OCALENI OD ZAPOMNIENIA: JULIAN KRÓL

OCALENI OD ZAPOMNIENIA: MICHAŁ MICKIEWICZ

OCALENI OD ZAPOMNIENIA: STANISŁAW CAŁA

OCALENI OD ZAPOMNIENIA: JAN JUCZEWSKI

OCALENI OD ZAPOMNIENIA: JEWLAMPIJ HRYHORJEW

OCALENI OD ZAPOMNIENIA: WALERIAN ŚLIWIŃSKI

OCALENI OD ZAPOMNIENIA: NINA OSSOWSKA

OCALENI OD ZAPOMNIENIA: OLIMPIUSZ MAZUR

OCALENI OD ZAPOMNIENIA: MECHEL GLASS

http://www.monitor-press.com/pl/2-pol/artyku-y/8125-24919.html

Posted in Historia, Polskie Kresy, Wspomnienia, Świadectwa | Leave a Comment »

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: Przednówek i wołyńska bieda

Posted by tadeo w dniu 26 stycznia 2020

Jeden z bliskich mojemu sercu świaszczenników opowiadał mi
ciekawą historię, która wydarzyła się naprawdę.

A było to tak.

Huta 20 04

Tu kiedyś była wieś Seidlisko. Fot. Janusz Horoszkiewicz.

Po wymianie kilku listów przyjechał do niego Polak z Kanady, kiedyś mieszkający blisko Huty Stepańskiej. Chciał przed śmiercią zobaczyć miejsca ze swojego dzieciństwa. W drodze opowiadał, jak wyglądała jego ojczysta chata.
Stara, wisząca furtka, studnia, a przy niej koryto, w chacie wielki piec, a przy nim ławka, na której zawsze siedział dziadek. Jechali i jechali, aż dojechali. Przedwojenne doły na drodze gruntowej zamienione zostały na «wilcze doły» w asfalcie.
Lasy takie same, łąki i pola również. Wszystko dokładnie poznawał, każdy zakręt. Mówił, gdzie skręcić i gdzie się zatrzymać. O dziwo dom stoi, niespalony, a za nim stodoła ta sama. Stara furtka jakby też identyczna. Weszli na podwórko, zobaczyli studnię i koryto. Ruszyli do chaty, a w niej wielki piec i dziadek siedzący na ławce. Kiedy wracali, przybysz powiedział: «Panie Boże, dzięki Ci, żeś mnie stąd zabrał, bo bym na tej ławce do
śmierci przesiedział».
Kiedy świaszczennik skończył, wtedy ja opowiedziałem mu swoją historię. Jak to napisał do mnie wnuk gospodarza z Wyrki. W liście było o wielkim i bogatym gospodarstwie dziadka, nowych budynkach, pięknych koniach i bryczce.
Zaciekawiony opowieścią, zapytałem śp. Władysławę Onuchowską, ur. w 1925 r.: «Jakie to było gospodarstwo, słyszałem, że bardzo bogate?»
«Tam koza słomę z dachu na wiosnę jadła, bo nie mieli jej co dać» – odpowiedziała.
Nieurodzajna ziemia, zacofane rolnictwo, wielkie odległości od miast powodowały powszechną biedę. Ziemia na północnym Wołyniu wydawała nędzny plon. Nieurodzajna «popielica» to słowo często używane przy opisach pól, na niej nic nie rosło. Jedynie hodowla oparta na wypasach dawała jakikolwiek przychód, ale i łąk brakowało. Jak ktoś wyhodował świnie czy miał nadmiar mleka, to nie było tego komu sprzedać.
Żyd zanim kupił cielę, siedem razy przychodził go oglądać, aż gospodarz zmuszony potrzebami obniżał cenę. Kraj podnosił się z zacofania zaborów, ale mógł liczyć jedynie na własne siły.
Zanim otwarto kamieniołom w Janowej Dolinie, uruchomiono młyny, tartaki, wiejskie mleczarnie, sanatorium «Słone Błoto», pocztę, szkołę, sklepy itp., życie nie oferowało nic, tylko samą biedę.
W okolicach Bożego Narodzenia czuć już było objawy niedostatku. Biedni, wcześniej pracujący u zamożniejszych gospodarzy, zjadali zapłatę.
Skoro świt w okresie «kolędy» dzieci wyruszały po domach, aby śpiewaniem zarobić kilka groszy.

Huta 20 03

Chutor na Wołyniu. Fot. S. Mataszewski.

 

Wiele z nich musiało szybko wracać do domu, by mama uzbierane przez nich grosiki mogła dać dla innych przychodzących kolędników.

Naród Wołyński żyjący w wielkiej pobożności przyjmował też z należnym szacunkiem kolędującego księdza. Była to cała ceremonia, wtedy już było widać, u kogo jest bogactwo, a u kogo nędza. Pod dom zajeżdżały sanie: na jednych ksiądz z ministrantami, a na następnych kościelny zbierający o arę. Zwyczajowo dawano żyto, kościelny licząc garnce (3,3 l.) zapisywał o ary. Tak jak w sklepie, żeby ukryć niedostatek pieniędzy
zwracano się do sprzedawcy słowami «proszę ćwierć funta cukru» (brzmiało to lepiej niż 10 dekagramów), tak o arowane zboże liczono na pół czetwiertyka (4 garnce) lub pół ośmina (16 garncy). Niejednokrotnie ksiądz wydawał polecenie, aby odwiedzanemu gospodarzowi zostawić czetwiertyk zboża. Nie wróżyło to niczego dobrego, a zima jeszcze długo miała trwać.

Nadchodząca po kilku miesiącach wiosna niosła nadzieję, roztopy studziły jednak radość. Nie można było nigdzie się ruszyć, na huciańskich równinach rozpościerało się morze wody, która nie mogła wsiąknąć w zmrożoną ziemię. Trwało to tygodniami.
Jak zgodnie oceniają świadkowie, przynajmniej co piąte gospodarstwo cierpiało biedę.
W maju z reguły zaczynało im brakować zboża na chleb. Dla krów też nie starczało pokarmu, łamano w lesie gałęzie grabowe i karmiono młodymi liśćmi głodne zwierzęta. Dochodziło do kradzieży zboża z komór, w okolicy praktykowano podkopy pod podwaliną. Psy spod bud zamykano jako wartowników w komorach.

Rozpoczynała się wędrówka głodnych za jedzeniem. Najpierw nie wiadomo skąd przychodzili żebracy, otrzymywali po kawałku chleba, kubku mleka albo wyjątkowo cienki pasek słoniny. To było wszystko, na co mogli liczyć. Odpoczywali i szli dalej. Torba na kiju, przewieszona przez plecy, nigdy nie była napełniona, podarte przez psy portki dopełniały obrazu biedy. Potem po prośbie, z grupy cierpiących niedostatek, wyruszały miejscowe wdowy. Ich majątkiem była gromada dzieci, dług u Żyda i sekwestrator na
karku. Brakowało wdowom wszystkiego, ale prosiły co najwyżej o zboże na odrobek. Gospodarze nie odmawiali, wiedzieli, że będą mieli tanią siłę roboczą na ten rok i następny. Doraźne pożyczki sąsiedzkie były na porządku dziennym, z tym że kobiety pożyczały chleb i produkty potrzebne do obiadu, a mężczyźni resztę. Nigdy też kobieta nie pożyczała pieniędzy, nawet nie przyszłoby im to do głowy, tak jak i konia do pracy czy piły do lasu.
Całkiem biednemu jednak nie chciano pożyczać, bo z czego odda. Biedak ratował się ja mógł: dla ścielenia pod zwierzętami ściągano słomę z budynków, zaczynając rozbiórkę dachu od przybudówek. Dzieci wysyłane były po żar z pieca, aby rozpalić pod kuchnią.
Do Dawidowiczów z Tchorów przychodził «po prośbie» syn sąsiadki Jadwigi Cybulskiej, Franek.Mówił: «Ciotko, mama prosiła rosołu z ogórków». Dawidowiczowa dokładała ogórka, a nawet dwa.
Jutro pójdzie do drugiej «ciotki», a pojutrze przyjdzie po kapustę: «Jak Wam, ciotko, zbywa, to mama kapusty prosi, i jak macie, to łyżkę masła jeszcze dajcie do zasmażki i troszkę mąki». Kiedy przychodził czas, to szli całą rodziną pomagać w pole, odrabiać «rosół» i kapustę.
Jadwiga była wdową po Brusile. Na wspólnym wiejskim wygonie, gdzie pasiono krowy,
wybudowali sobie budkę, nie chatkę. Miała braci Zygmunta i Andrzeja, ale oni też byli biedni, nie mogli nic pomóc. Kiedy szła po ludziach pomagać w wykopkach, ci przyjmowali ją do pomocy z litości. Jako zapłatę otrzymywała ziemniaki, których nie miała gdzie trzymać, układała je więc pod łóżkiem. Po śmierci męża wyszła za Cybulskiego, a może i nie mieli ślubu, na pewno jednak mieli córkę Rozalię. Przy ich budce nie było nawet kozy.

Huta 20 02

Dzieci z Wołynia.

 

Na Tchorach jeszcze w latach dwudziestych XX wieku znajdowała się ostatnia zamieszkała kurna chata. Należała do wdowy Franciszki Kownackiej i ośmiorga jej dzieci. Ognisko w środku chaty palone w palenisku zastępowało kuchnię do gotowania i piec do grzania. Wszędzie pełno było czarnej sadzy, a wnętrze miało zapach wędzarni. Syn Karola Dawidowicza Dionizy czuł sympatię do córki wdowy, Feliksy, spotykali się w sekrecie. Jego matka Petronela ani myślała z takiej biednej rodziny brać synową. Wydawało jej się, że wybiła Dionizemu romans z głowy.
Ten jednak mamy nie słuchał i polazł z panną na gonty pełne sadzy, pod strzechą. Jednego niedzielnego poranka wszystkich obudził krzyk matki: «Duchu przenajświętszy, Boże, gdzieś ty chodził?!» Domownicy poderwani z łóżek zobaczyli czarnego czorta w białych poduszkach.
Dionizy nocą po randce cicho wsunął się do łóżka czarny od sadzy. Miłość skończyła się nagle i bez dyskusji. Kownaccy wybudowali w końcu piec z kominem, ale chata nie zmieniła kształtu, a życie niewiele różniło się od wcześniejszego.
Kiedy przyszli sowieci, brat Feliksy, Władysław, doniósł na Dionizego, że naśmiewa się z władzy radzieckiej, za co ten został skazany na osiem lat zesłania.

Ludność wszelkimi sposobami dążyła do poprawy swej egzystencji i bytu. Powoli najczarniejsza bieda odchodziła. Pojawiły się pierwsze domy kryte gontami i blachą, coraz częściej gospodarze na niedzielne msze przyjeżdżali «wasążkami», a nawet bryczkami, ubrani w garnitury, a ich żony w modne sukienki. Jadący wyprzedzali idących na mszę boso, którzy u Konstantego Skrzybalskiego przy studni płukali nogi i zakładali buty, przed wejściem do kościoła.
Wspomniany na wstępie wnuk rozmawiał ze swoim dziadkiem. Ja też zapytałem mojego Taty Szczepana, jak wyglądał kościół w Hucie Stepańskiej, a On mi odpowiedział: «Nie pamiętam, byłem tylko jeden raz, bo nie miałem butów do kościoła». Dziadek nie należał do biednych gospodarzy, to jak żyli biedacy?

Huta 20 01Wiosna na polach. Zdjęcie udostępnione autorowi przez śp. Feliksa Trusiewicza

Tekst i zdjęcia: Janusz HOROSZKIEWICZ
Na zdjęciach:

1. Tu kiedyś była wieś Seidlisko. Fot. Janusz Horoszkiewicz.

2. Chutor na Wołyniu. Fot. S. Mataszewski.

3. Dzieci z Wołynia.

Przedwojenne zdjęcia

http://www.monitor-press.com/pl/2-pol/artyku-y/8125-24919.html/

Czytaj także:

CZYTAJ TAKŻE:

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: GAJOWY I KOCHANKA

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: CYGANIE I WIELKA UCZTA W HUCIE STEPAŃSKIEJ

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: HRABIA WORCELL – WŁAŚCICIEL STEPANIA

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: ŻYDZI – NASI ODWIECZNI SĄSIEDZI

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WOJNA Z BOLSZEWIKAMI

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: KOŚCIÓŁ W KAZIMIERCE

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: WYJAZDY ZA WIELKĄ WODĘ

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: KOLONIE W OKOLICY HUTY STEPAŃSKIEJ

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: CARSCY DEZERTERZY

HUCIAŃSKIE OPOWIEŚCI: PIOSENKA O PIĘKNEJ HELENIE

Zobacz także:

Posted in Polskie Kresy | Leave a Comment »

Polskie miejscowości na Ukrainie i w Mołdawii.

Posted by tadeo w dniu 26 stycznia 2020

1. Mieszkańcy mówiący w 90% w języku polskim: Strzelczyska i Łanowice koło Sambora. Niedaleko Mościska.

2. Aleksandrówka nieopodal Kamieńca Podolskiego,

3. Biłka Szlachecka – wieś polska, koło Lwowa,

4. Biełka – osada, powiat nowogradwołyński, gmina kurneńska

5. Adamówka, Adamowska Huta (Józefówka) – powiat               nowogradwołyński, gmina Kurne

6. Ziatyniec: wieś, powiat nowogradwołyński, gmina Rochaczów – https://kuriergalicyjski.com/rozmaitosci/2500-kres-kresw-wyludniaj-si-polskie-wsie-na-woyniu

7. Styrcza, najbardziej polska wieś w Mołdawii – https://podrozujacarodzina.pl/styrcza-polska-wies-w-moldawii/

8. Perełką wśród polskich śladów w północnej Mołdawii jest Tîrnova [rum. wym. Tarnowa także Bielce

9. Wieś Słoboda Raszkowo (dawne Księdzowo)

10. Wsie Obwodu Lwowskiego: Sielec, Biłka Krolewska, Podhorce, Kłodno Wielkie, Czernica, Kukizow, Rychcice, Matkow, Stulsko, Sasow, Laszki Murowane (Polish)

<Proszę o dalsze uzupełnianie listy tych miejscowości>

Posted in Polskie Kresy | Leave a Comment »

Nie wolno o niej zapomnieć! Powieści Marii Rodziewiczówny tętnią polskością i powinny wrócić do kanonu lektur.

Posted by tadeo w dniu 8 listopada 2019

Posted in POLECAM, Polskie Kresy, SYLWETKI, Wspomnienia | Leave a Comment »

Tak dziewczynka przeżyła Wołyń – wstrząsające wspomnienia po latach.

Posted by tadeo w dniu 9 sierpnia 2019

Tak dziewczynka przeżyła Wołyń – wstrząsające wspomnienia po latach. ,,Upadłam. Jeden z banderowców chwycił mnie za skórę na plecach, tak jak się łapie kota…”

Napisano już wiele słów na ten temat i ja, jako żywy świadek, chcę się podzielić z wszystkimi zainteresowanymi swoją tragedią.

Urodziłam się 16 grudnia 1936 roku w miejscowości Hurby, gmina Buderarz, powiat Zdołbunów, województwo Wołyń. Z domu nazywam się Ostaszewska, córka Jana i Marii (z domu Zielińskiej).

Byłam zbyt mała, aby się bronić i zbyt duża, żeby zapomnieć tragiczny dzień 2 czerwca 1943 roku. Wieczorem tego krytycznego dnia, mama całą piątkę dzieci przygotowywała do snu. Byliśmy w samych koszulkach (dla porządku podaję imiona i wiek mojego rodzeństwa: najstarszy brat, Marcel – 12 lat, siostra Lodzia – 10 lat, Irena – 6,5 roku, siostra Stasia – 4 lata, brat Tadzio – 1,5 roku).

Mieszkaliśmy dość daleko od innych gospodarstw i tego dnia ktoś nas powiadomił, że wiele domów pali się i że banderowcy napadli na Hurby. Wtedy ojciec zdecydował, aby mama z dziećmi uciekła do pobliskiego lasu. Tak też się stało. Marcel wziął na plecy Stasię, Mama najmłodsze z dzieci na ręce, ja zaś trzymając się sukienki Mamy i Lodzia – uciekałyśmy. Dołączyło do nas wielu sąsiadów, wszyscy biegli w kierunku lasu. Ojciec został w domu, aby wynieść cenniejsze rzeczy i trochę żywności.

Rozpoczęła się rzeź. Banderowcy uderzali na oślep siekierami i nożami kogo dopadli. Kilku z nich nadjechało na koniach i tratując w poszukiwaniu ofiar zboże – mordowali znalezionych. Kilku banderowców podbiegło do mojej mamy i jeden z nich uderzył ją w głowę siekierą. Mama upadła i wypuściła z rąk brata Tadzia, a ja z przerażenia krzyczałam. Na całym polu był ogromny wrzask i lament, ludzie błagali swoich oprawców o darowanie życia, no bo przecież ich znali. Oprawcy byli jednak bezwzględni. Mama czołgając się, przygarnęła do siebie płaczącego Tadzia i zakrwawionemu dała pierś.

Po niedługiej chwili banderowcy ponownie dobiegli do mojej Mamy i podcięli jej gardło. Jeszcze żyła kiedy zdarli z niej szaty i poodcinali piersi. Ja leżałam przytulona do ziemi, chyba ze strachu nawet nie oddychałam. Mama i Tadzio strasznie się męczyli, Mama powyrywała sobie długie włosy z głowy, była strasznie zmieniona, bałam się jej, prosiła o wodę. Jak trochę się uspokoiło pobiegłam na nasz ogród i na listku kapusty przyniosłam trochę wody, ale nie podałam bo już nie jęczała i bałam się jej. W pewnym momencie zobaczyłam straszny ogień i wycie zwierząt, to paliły się nasze zabudowania, bydło i konie chodziły po ogrodzie, a trzoda i drób paliły się razem z budynkami.

Przerażona przesiedziałam do rana przy zwłokach Mamy i brata. Zobaczyłam też inne trupy, bardzo się bałam, było mi zimno, byłam tylko w koszulce. Rano postanowiłam pójść do swojej cioci – Marii Terlickiej – myśląc w swej naiwności, że to tylko nas spotkało takie nieszczęście. Jej budynek, nowy, murowany, kryty blachą stał niezniszczony. Na podwórku było dużo koni, ale kiedy usłyszałam głośne rozmowy po ukraińsku uciekłam stamtąd do mojej koleżanki, Stasi Materkowskiej. Jej budynek, nowy, też nie był spalony, a na podwórku także zobaczyłam dużo koni. Weszłam na ganek i chciałam wejść do mieszkania, gdy nagle usłyszałam pijackie krzyki, a jeden z Ukraińców krzyknął: mała Laszka! Strylaj! Wybiegłam do dobrze znanego mi ogródka i weszłam w krzak jaśminu. Siedziałam cichutko i obserwowałam, jak pijani banderowcy wybiegli na podwórko. Nie szukali mnie, powsiadali na konie i ze śpiewem odjechali.

Długo siedziałam w tym krzaku, płakałam i bawiłam się lalką, gałgankową, którą zabrałam ze sobą. Było bardzo gorące południe co zmusiło mnie, by wyjść szukać wody i ludzi. Bałam się wracać do domu, którego już nie było. Wyszłam na drogę i w pewnym momencie zauważyła mnie moja ciocia, Helena Ostaszewska, która zaopiekowała się płaczącym dzieckiem. Opowiedziałam jej, co przeżyłam przez ostatnią noc.

Powoli ze zboża i innych kryjówek zaczęli wychodzić mieszkańcy Hurbów. Znalazła się moja siostra Lodzia, która też została przygarnięta przez ciocię. Stojąc w grupie zauważyliśmy, że z lasu biegnie jakiś mężczyzna. Zaczęliśmy się chować – każdy myślał, że to banderowiec – a to był mój Ojciec. Opowiedział, jak całą noc uciekał przed banderowcami. Uciekł z płonącego domu przez okno i ukrył się pod jakimś mostkiem w lesie. Bardzo rozpaczał na miejscu kaźni Mamy i brata, niedaleko leżał nieżywy brat Marcel i ciężko ranna siostra Stasia. Miała ona dwie dziury w głowie oraz dwie, kłute nożem, dziury w brzuchu. Było widać jelita, jęczała i wołała Mamusię. Pozostali mieszkańcy Hurbów zaczęli grzebać zwłoki najbliższych w miejscu ich śmierci. Ojciec pogrzebał Mamę, dwóch braci i sąsiada w naszym ogrodzie. Mężczyźni połapali swoje konie, było tez kilka wozów i bryczek, które się nie spaliły i zaczęliśmy się szykować do ucieczki, do Mizocza. Na naszym dużym wozie jechał Ojciec, Lodzia, opatulona ranna Stasia, oraz sąsiadka Wasylkowska z dziećmi. Wyjechało kilka furmanek w godzinach wczesnego popołudnia. Ojciec ciągle nas uspokajał, abyśmy nie płakały bo w lesie mogą być banderowcy.

Po przebyciu przez nas kilku kilometrów, leśną drogę zastąpili banderowcy krzycząc: „Siuda jidut Lachy”. Padły strzały, Tatuś krzyknął abyśmy uciekały, lecz sam nie mógł zejść z wozu, był chyba ranny. Wszyscy rozbiegli się po lesie, ja też usiłowałam biec za siostrą Lodzią i innymi ludźmi, ciągle płacząc i potykając się o gałęzie, które były zbyt duże (a może ja byłam zbyt mała), aby podołać w przerażeniu walce o ocalenie. Zgubiłam uciekających ale w zasięgu moich oczu były wozy z końmi, do których zbiegli się banderowcy, i ja pobiegłam do Tatusia i widziałam, jak go strasznie bili, a ja stałam przy krzaku i niemiłosiernie krzyczałam.

Widziałam jak naszej sąsiadce Wasylkowskiej odrąbywali na pieńku głowę. Mój krzyk był tak przerażający, że jeden z banderowców podbiegł do mnie i z rozmachem wbił mi nóż troszeczkę poniżej gardła, a ja dalej krzyczałam i ze strachu nie mogłam się ruszyć z miejsca.

Banderowcy byli zajęci mężczyznami i dobytkiem, krzyczeli po imieniu do Ojca, Ojciec też po imieniu błagał Iwana, aby darował mu życie. Ja też znałam tego Iwana, bo ciągle przychodził do naszego Tatusia jako przyjaciel. Ojca bili po głowie i twarzy, zdarli z niego ubranie, a kiedy mnie po raz drugi ujrzeli, postanowili skończyć ze mną raniąc prawą dłoń nożem i przebijając ją na wylot, a lewą rękę raniąc przed łokciem dwa razy.

Upadłam. Jeden z banderowców chwycił mnie za skórę na plecach, tak jak się łapie kota, i tyle ile miał w garści odciął nożem, potem jeszcze dwa razy ugodził mnie nożem w łopatki i wrzucił w ogromny kopiec mrówek. Chyba straciłam przytomność, jak się ocknęłam był dzień, bardzo byłam obolała, a mrówki tak mnie pogryzły, że byłam bardzo opuchnięta a mrówki były w buzi, w nosie i w tych okropnych ranach. Wyczołgałam się z tego mrowiska, chciało mi się pić. Czołgając się zrywałam zielone jeszcze jagody i tak doczołgałam się do drogi i z przerażeniem zobaczyłam obdartego ze skóry, przywiązanego do drzewa człowieka, a to był mój Ojciec. Odrąbana, i leżąca obok głowa sąsiadki Wasylkowskiej pokryta była mrówkami. Po jakimś czasie usłyszałam nadjeżdżające furmanki, bałam się, ale nie miałam siły aby się ukryć. Leżałam przy drodze. Pamiętam jak podniósł mnie żołnierz (niemiecki) a ja prosiłam, żeby mnie nie zabijał. Coś mówił, ale nie rozumiałam. Po chwili zobaczyłam przy mnie mojego wujka Aleksandra Warnawskiego, który tłumaczył Niemcom, że mnie zna, bo wcześniej poznali na drzewie mojego Ojca. Niemcy zaopiekowali się mną układając na wozie i pojąc bardzo słodką kawą, której smak będę pamiętać zawsze. Opowiadano mi, że mieszkańcy którzy się uratowali, uciekli do Mizocza i po trzech dniach wraz z wojskiem niemieckim, postanowili pojechać do Hurby aby zobaczyć co tam się stało.

Tak więc się okazało, że przeleżałam w lesie trzy doby. Na miejscu w Hurbach odnalazła się moja siostra Lodzia, której udało się uciec z lasu. Muszę dodać, że nikt nie zabierał pomordowanych, nie było jak i nie było czasu. Niemcy wyznaczyli bardzo mało czasu na pobyt w naszej wiosce w obawie przed banderowcami. Zwłoki wielu mieszkańców Hurbów były przez Ukrainców ponownie wygrzebane i porozrzucane po polach i ogrodach. Wujek Aleksander Warnawski był mężem siostry mojego Ojca. Mnie i siostrę Lodzię wzięli na wychowanie, ja trafiłam do niemieckiego szpitala w Mizoczu. Długo się leczyłam, rany bardzo ropiały. Mam siedem blizn na ciele, które z biegiem lat przestały mi przeszkadzać, jednak okaleczona psychika daje mi znać o sobie przez całe życie. Po wyjściu za mąż zamieszkałam na Dolnym Śląsku i mieszkam tu od 1958 roku.

Pisząc te trudne dla mnie słowa chcę, aby dotarły do wszystkich. Nie chcę aby zapomniano o tym, co wyrabiali pozbawieni sumienia rizuni ukraińscy, którzy w niewyobrażalnym bestialstwie przewyższyli stokroć GESTAPO i NKWD. Tamci to były organizacje państwowe powołane do niszczenia przeciwników, a banderowcy, którzy dziś mówią, że walczyli z Niemcami i Sowietami, w tchórzowski sposób „wojowali” z Bogu ducha winną ludnością cywilną, to jest ze mną – żywym świadkiem, 6,5-letnią dziewczynką, którą znali i znali jej ojca i całą rodzinę. Tylko bandyci i tchórze walczą z dziećmi i kobietami! Tylko zboczeńcy rozpruwają brzuchy i obcinają piersi, a oni w swoich szkołach w Polsce uczą dzieci ukraińskie, że to byli bohaterowie.

Być może, gdyby tak nie kłamali, to byłyby inne stosunki z Ukraińcami, a tak to nie wiem, czy usłyszę proste, ale okazuje się za trudne dla nich słowo: Przepraszam!

Irena Gajowczyk / źródło: ,,Głos Kresowian” – nr 11, maj-czerwiec 2003.

https://niezlomni.com/dziewczynka-przezyla-wolyn-wstrzasajace-wspomnienia-latach-upadlam-jeden-banderowcow-chwycil-skore-plecach-sie-lapie-kota/?fbclid=IwAR0mnR0_fRGYoqAAkGZvaHdZdvnA_piENfKjWcZt4lCoAYx-lGhO6-m3Blc

Posted in Historia, Polskie Kresy | Leave a Comment »

Wzruszające słowa i przesłanie 93 letniej Polki z Kresów – Głos pokolenia które odchodzi…

Posted by tadeo w dniu 28 lipca 2019

W Jampolu spotkaliśmy 93 letnią Bronisławę Radziejewską, która wzruszającymi słowami opowiedziała o losach Polaków w dalekich Kresach (Operacja Polska), tym samym przekazała ważne przesłanie dla Polaków w ojczyźnie.  Niebawem nie będzie z nami  tego najwspanialszego pokolenia Polaków, słowa naszej Rodaczki koniecznie trzeba wysłuchać.

 

Zobacz także:

Wschód: Polacy na Kamczatce – Zobacz jak żyją Polacy w Rosji

Posted in Polskie Kresy | Leave a Comment »

ZŁĄCZYĆ SIĘ Z NARODEM – WZRUSZAJĄCA OPOWIEŚĆ O POLSKICH REPATRIANTACH

Posted by tadeo w dniu 22 czerwca 2019

http://polonia.tvp.pl/sess/tvplayer.php?object_id=35470142&autoplay=true

https://gloria.tv/video/1CpE6CcX7p7fBwBhGqH7784Vh

Posted in Filmy - Polecam, Filmy dokumentalne, Filmy i slajdy, Polskie Kresy | Leave a Comment »

Dzieci tułacze

Posted by tadeo w dniu 1 czerwca 2019

Wstrząsająca opowieść o losach polskich dzieci wywożonych przez Sowietów w czasie II wojny światowej do łagrów Syberii

 

 

 

 

Posted in Filmy - Polecam, Filmy dokumentalne, Polskie Kresy | Leave a Comment »

Polacy na Syberii 03 Oddech tajgi

Posted by tadeo w dniu 8 stycznia 2019

Nie wszyscy Polacy, którzy docierali na Syberię, zostali tam zesłani. Niektórzy chłopi i robotnicy emigrowali dobrowolnie. DOKUMENT ukazuje losy tych, którzy w połowie XIX wieku w poszukiwaniu lepszych warunków życia wyruszyli na Syberię z Dolnego Śląska, Radomskiego, Lubelskiego, Siedleckiego. W filmie ich potomkowie opowiadają, jak ich rodziny rozpoczynały życie na syberyjskich pustkowiach. Mieszkańcy Biełostoku, Serofanowki czy Połozowa do dzisiaj prowadzą założone przed pradziadków gospodarstwa i modlą sę w katolickich kościołach.

 

 

Zobacz także:

Posted in Filmy dokumentalne, Polskie Kresy | Leave a Comment »

Białoruś – jak tam jest naprawdę?

Posted by tadeo w dniu 8 stycznia 2019

Posted in Filmy dokumentalne, Historia, Polskie Kresy | Leave a Comment »

Nasze Kresy kochane

Posted by tadeo w dniu 8 stycznia 2019

Posted in Filmy - Polecam, Filmy dokumentalne, Filmy i slajdy, Polskie Kresy | Leave a Comment »

Przez czerwoną granicę

Posted by tadeo w dniu 21 grudnia 2018

Film „Przez czerwoną granicę” powstał w 2012 r., a jego współproducentami byli – Fundacja Joachima Lelewela i Towarzystwo Miłośników Historii Wojskowości Kalina Krasnaja. Opowiada o deportacjach Polaków z Ukrainy do Kazachstanu w 1936 r. Osnuty jest na motywach powieści Piotra Kościńskiego „Przez czerwony step”. Powstał społecznie, niemal bez sponsorów.

 

Posted in Filmy - Polecam, Filmy dokumentalne, Filmy i slajdy, POLECAM, Polskie Kresy, Reportaż | 1 Comment »

W obronie Lwowa i Wschodnich Kresów

Posted by tadeo w dniu 2 listopada 2018

W OBRONIE LWOWA I WSCHODNICH KRESÓW . POLEGLI OD 1-GO LISTOPADA 1918 DO 30 CZERWCA 1919

 

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

https://www.sbc.org.pl/dlibra/show-content/publication/edition/4544?id=4544&fbclid=IwAR11FjR28Ss5_8Tfcr-sWsBfwsE70OOskxBquE6QyZuJLbE2Lef0ZSIskCM

Posted in Historia, Polskie Kresy | Leave a Comment »

Wschód i Zachód a Polska – prof. Tadeusz Zieliński (1935)

Posted by tadeo w dniu 28 kwietnia 2018

APC - 2018.04.28 12.58 - 001.3d

http://www.pbc.biaman.pl/dlibra/docmetadata?id=32524&dirds=21&tab=

Posted in Historia, Książki (e-book), Polskie Kresy, Uncategorized | Leave a Comment »