WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • Tylko przestańmy mówić: ten kraj, w tym kraju, tutaj, ci ludzie. Zacznijmy mówić tak, jak Pan Bóg przykazał, jak o matce: Ojczyzno ma, moja, kochana, poraniona, więc tym bardziej kochana. Moja, to znaczy taka, którą się kocha, którą się po rękach całuje, przed którą się klęka, której się służy, której się z czcią opowiada, której się nie okrada, dla której się pracuje, dla której się cierpi i umiera, jak trzeba. To nie inni mają tak zrobić, to nie oni, tam na górze, ale my. Inaczej na nic wszystko. Na nic ta rana i na nic te ofiary. Nasza Ojczyzna mocno krwawi i ból nie ustaje w naszych sercach, ale zapewniamy pachołków Moskwy i Berlina, i tych, co służą „mamonie” – jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy. Póki pracujemy dla dobra naszej Ojczyzny. Póki kochamy i pamiętamy.

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Jarosław Kaczyński’ Category

O Owsiaku, „Wyborczej”, socjotechnice i autorytetach III RP. Wykład Jarosław Kaczyńskiego w Toruniu. [CAŁOŚĆ WYSTĄPIENIA]. WIDEO

Posted by tadeo w dniu 23 stycznia 2016

System autorytetów pozwolił na stworzenie czegoś, co Zbigniew Romaszewski celnie określił jako nowy światopogląd naukowy

mówił Jarosław Kaczyński podczas wystąpienia na sympozjum naukowym „Oblicza manipulacji” w WSKSiM w Toruniu.

Przemówienie prezesa PiS zatytułowane „Manipulacje w tzw. wojnie polsko-polskiej”:

Jako skromny doktor z pokorą odnoszę się do profesorów. Postawiono mi trudne zadanie, którego objęcie zajęłoby mi cały dzień. Co to jest wojna polsko-polska w tym ujęciu? To starcie o postkomunizm, o uchylenie tego wszystkiego, co postkomunizm w Polsce tworzy.

Co to jest manipulacja? To swego rodzaju działanie adresowane do człowieka lub grupy, by podjął on jakieś zachowanie. Ale cel tego działania nie jest adresatowi znany. Można przyjąć szersze określenie manipulacji – wtedy bliższe jest terminowi socjotechnika. (…)

Jeżeli tak to ująć, to trzeba zapytać o to, jakie były w Polsce, w toczonej przez 26 lat wojnie o środki manipulacji. Skoncentruję się na dwóch najważniejszych: pierwszy z nich to ośrodek komunistyczny, który wyrasta wprost z komunistycznej władzy, a drugi – dysydencki. To ośrodek złożony z ludzi, którzy byli w opozycji, ale przedtem mieli jakiś związek z komunizmem. Którzy w drugiej połowie lat 70. i 80. działali w opozycji, ale którzy przeżyli traumę pierwszego kongresu Solidarności. Trauma polegała na tym, że oni tam przegrali – zorientowali się, że w ramach procesów parademokratycznych w tak dużym ruchu oni nie mają szans. Nie zrezygnowali, by Polską rządzić.

Ośrodek komunistyczny w momencie startu miał przed sobą trudne zadanie – wyjście ze stanu okupacji wewnętrznej, bo czymże innym niż okupacją wewnętrzną był stan wojenny. To było użycie siły na masową skalę wobec polskiego społeczeństwa. (…) Chodzi o sytuację, w której udział przymusu musi zostać zredukowany. Trzeba było zlikwidować to, co jest społeczną siłą. W sferze instytucjonalnej w połowie lat 80., bo wtedy to się zaczynało, społeczeństwo dysponowało „Solidarnością”, siłą był Kościół, a poza tym swego rodzaju siłę instytucjonalną stanowiło środowisko dysydentów. Były też siły związane ze stanem świadomości, a więc było przywiązanie do Kościoła, tradycji, był patriotyzm, duma narodowa. (…)

Pierwszy rodzaj działań były o charakterze demobilizacyjnym: koncentracja uwagi społecznej na sferze zabawy. Wtedy wprowadzono do obiegu przekazy związane z życiem intymnym, seksem. To była tolerancja wobec muzyki młodzieżowej, rocka. (…) „My się nie boimy tego” – śpiewali rockmani, a młodzież odpowiadała: Jaruzelskiego! To było pewne rozładowanie.

Ale potrzebne było coś więcej, potrzebne były zadania jako organizowanie pasywnej aktywności społecznej. To z jednej strony Owsiak i jego stowarzyszenie chińskich ręczników, hasło „Uwolnić słonia”. (…) Były to operacje politycznie puste, ale stwarzały pole do aktywności. Była wreszcie pewna formuła zaproponowana tym, którzy mieli aspiracje polityczne.

Tą propozycją była klubizacja polityki – klubów, które rejestrowano, a potem nawet tolerowano – by ominąć „Solidarność”. To zespół działań w sferze społecznej, ale były i inne działania, o daleko idących skutkach. Ale były i działania, które należy ocenić pozytywnie – czyli uwolnienie w sferze gospodarczej. To działo się nie od 1988 roku, ale od 1983, a nawet 1982 roku. Stosowano to nawet dla rozładowania opozycji. Ludzie opozycji otrzymywali tego typu propozycje działalności gospodarczej, powoli zaczynał działać kodeks handlowy. (…) System komunistyczny był zawsze bardzo opresywny w sferze komunistycznej, ale pod koniec to bardzo wzrosło.

Wreszcie w ramach tej socjotechniki było konieczne jakieś porozumienie – jak się później okazało, porozumienie z grupą dysydencką. Traktowano to jako porozumienie z Solidarnością, musiały być dokonane zabiegi o charakterze językowym. Powstało pojęcie „opozycji konstruktywnej”, „Okrągłego Stołu”, który miałby sugerować rokowania między wieloma podmiotami, a nie tylko komunistów i Solidarności.

Wreszcie były wybory, gdzie tych elementów manipulacji było bardzo dużo. Manipulacyjna była ordynacja wyborcza, były przedsięwzięcia poważniejsze, ogromne dostawy towarów. Jeżdżąc wtedy po woj. elbląskim mogłem zobaczyć sklepy, w których pojawiły się towary, których wcześniej nigdy nie było w ogóle. Próbowano w ten sposób przekupić. Ta operacja się tylko po części udała. Są na sali historycy, wybitni, którzy mogą mnie skorygować. Ale jestem przekonany, że władza komunistyczna nie miała zamiaru oddać władzy, że celem było jej utrzymanie. To się nie udało, chociaż współwładza przez dłuższy czas się trzymała.

Trzeba było przejść do nowej fazy działań socjotechnicznych. Przede wszystkim dokonano perfidnego zabiegu – dokonano przesunięcia w sferze społecznej ośrodka władzy: „rządzili czerwoni, a teraz czarni”. To było łatwe, bo Kościół jest widoczny poprzez swoje gmachy, strój. (…) Ludzie to przyjmowali, mówiąc potocznym językiem – kupowali. To było wprowadzone do społecznej świadomości. Towarzyszyły temu inne przedsięwzięcia: stosunkowo delikatne wprowadzenie przekazów obyczajowych, ostry permisywizm obyczajowy i ten szerszy: „Róbta, co chceta!” Owsiaka, który zaczął w tym odgrywać bardzo poważną rolę.

Był ostry przekaz antywartości, antykultury, to był przekaz „Nie”. W pierwszych latach po 1989 przekaz „Nie” był najsilniejszym przekazem, jaki występował w przestrzeni publicznej. Był on nihilistyczny, panświnistyczny, uderzał w patriotyzm i dumę narodową. (…) Był także przekaz sentymentalny tęsknoty za dawnym systemem. Komuniści przedstawiali się jako ci, którzy walczą ze skutkami przemian transformacyjnych, a oni i ich zaplecze byli beneficjentami przemian!

Między 1993 a rokiem 2005 komuniści albo rządzili, albo mieli duży udział we władzy. Socjotechnika odniosła tutaj bardzo duży sukces. Nie ten pierwotny, który w ówczesnym kontekście był możliwy do odniesienia, ale ten wtórny, skorygowany.

Dodaj komentarz

Gorące dyskusje

Wojciech Czuchnowski opuszcza studio TVP Info w proteście wobec zmian w telewizji publicznej. Nikt nie próbuje go zatrzymać… – komentarze publikacji

Tak absurdalnego pomysłu chyba jeszcze nie było! Wałęsa chce referendum ws. dorobku rządu PiS. Ego przesłania rzeczywistość? – komentarze publikacji

Żenująca audycja. Prezydent Komorowski wygłasza tyrady i porady, a potem przyznaje: Nie dziwię, że po debacie w PE utrzymuje się ton bardzo krytyczny wobec Polski – komentarze publikacji

Wałęsa: „Tak bezczelnie kłamać, jak premier, potrafią tylko niektórzy. Będzie nas to drogo kosztowało” – komentarze publikacji

Kukiz ujawnia sms-y od Petru! Szef Nowoczesnej żąda przeprosin. Kukiz odpowiada: „Pan przecież nie przyjąłby przeprosin od ’brunatnej koszuli’” – komentarze publikacji

Urocze. „Wyborcza” na barykadach KOD. Jarosław Kurski: „Oni mają powód, by się nas bać! Tu rysuje się program ułożony przez Orbana!” – komentarze publikacji

Córka byłego ministra finansów Jacka Rostowskiego produkuje „obiektywne” reportaże o Polsce w BBC. Tak się tworzy głosy zza granicy – komentarze publikacji

Znany teolog katolicki, powołując się na św. Tomasza z Akwinu, postuluje komunię dla par jednopłciowych – komentarze publikacji

PiS o referendum w sprawie imigrantów: „wykorzystywanie tej kwestii do budowania poparcia politycznego jest niesłuszne” – komentarze publikacji

Co za tupet. Doradca Putina: Oddamy wrak, ale przyznajcie, że to była katastrofa, a nie zamach i zadbacie o pomniki naszych bohaterów! – komentarze publikacji

TYLKO U NAS. Prof. Cenckiewicz odpowiada na propozycję „debaty” w IPN i zaznacza: „Lech Wałęsa był nie tylko zarejestrowanym TW ps. „Bolek”, ale i czynnym współpracownikiem SB” – komentarze publikacji

Histeria nie idzie w parze z logiką. Czerska uderza Sorosem: „Kaczyński z Orbanem chcą wrócić do pseudodemokracji sprzed II wojny!”… I prof. Królem: „Po Kaczyńskim będzie jak po II wojnie!” – komentarze publikacji

Ryszard Petru – Rubikoń Trojański. Czy lansowany przez media i „właścicieli III RP” obrońca wielu lobby może szkalować polski rząd u obcych? – komentarze publikacji

KOD maszeruje „W obronie twojej wolności”. Kijowski zapewnia, że nie jest rewolucjonistą. ZDJĘCIA – komentarze publikacji

Platforma na (ostatniej?) prostej ku przepaści. Kopacz chce wrócić, posłowie karani finansowo za podpisy pod wnioskiem Petru, Święcicki chce odejść do Nowoczesnej… – komentarze publikacji

Trzy fundamentalne kłamstwa na temat Trybunału Konstytucyjnego. „To największe łgarstwo 2015 roku” – komentarze publikacji

Miażdżący raport resortu środowiska przykryty TVN-owską kpiną z ministra Szyszki nt. walki z gender. Co próbowano ukryć? – komentarze publikacji

Konstytucja jednak nie taka ważna? Prof. Zoll: propozycja Rzeplińskiego jest niezgodna z konstytucją, ale rozumiem go. On jest bez przerwy atakowany przez PiS – komentarze publikacji

Rodzina uchodźców z Syrii odmówiła przyjazdu do Polski. Wiedzą, że nie czekają tu na nich wysokie zasiłki? – komentarze publikacji

Brudziński o schizofrenii krytyków PiS: Przed wyborami straszono Polaków, że za PiS będzie wojna z Rosją, teraz słyszymy zarzut zbliżenia z Putinem – komentarze publikacji

Andrzej Duda po śmierci odda narządy do przeszczepu. Prezydent apeluje: Polacy, rozważcie zgodę na pobranie narządów! – komentarze publikacji

TYLKO U NAS! Jarosław Kaczyński odpowiada Andrzejowi Rzeplińskiemu: „To próba wywarcia presji przez prezesa TK. Kompromis w sprawie Trybunału może polegać na podjęciu dwóch decyzji…” – komentarze publikacji

O Owsiaku, „Wyborczej”, socjotechnice i autorytetach III RP. Wykład Jarosław Kaczyńskiego w Toruniu – komentarze publikacji

Minister Waszczykowski w europejskiej prasie prostuje kłamstwa na temat Polski i zaznacza: Demokracja w Polsce nie jest zagrożona – komentarze publikacji

Anna Kurska we „wSieci”: Wiem, jaki jest mój syn. „Powierzono mu bardzo trudny odcinek. Będzie miał wielu wrogów oprócz tych, których już ma” – komentarze publikacji

Redaktor Naczelny: Marzena Nykiel

Zespół: Łukasz Adamski, Alicja Czajkowska, Marcin Fijołek, Jacek Karnowski, Michał Karnowski, Jerzy Kubrak, Aleksander Majewski, Marta Milczarska, Agnieszka Ponikiewska, Bogusław Rąpała, Aleksandra Rybińska, Anna Sarzyńska, Sławomir Sieradzki, Marcin Wikło, Piotr Zaremba, Stanisław Żaryn.

Autorzy: Piotr Cywiński, Krzysztof Feusette, Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, Krystyna Grzybowska, Jerzy Jachowicz, Stanisław Janecki, Grzegorz Górny, Dorota Łosiewicz, Maja Narbutt, Maciej Pawlicki, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Wiktor Świetlik, Łukasz Warzecha.

https://accounts.google.com/o/oauth2/postmessageRelay?parent=http%3A%2F%2Fwpolityce.pl#rpctoken=230363904&forcesecure=1

Posted in Jarosław Kaczyński, Polityka - video, Polityka i aktualności, Wywiady | Leave a Comment »

O co toczy się spór w Polsce? – wywiad z Jarosławem Kaczyńskim

Posted by tadeo w dniu 5 stycznia 2016

Większość naszych mediów jest w rękach niemieckich – to musi mieć wpływ na ich postawę. Natomiast w wypadku innych mediów jest to obrona przywilejów systemu, w którym te media mogły funkcjonować oraz wywierać bardzo duży wpływ na życie publiczne. Dobra zmiana, o której mówimy, ten wpływ ograniczy, sprowadzi do właściwych wymiarów. Pewne niewielkie środowiska, które – gdyby polska historia wyglądała inaczej – w ogóle nie mogłyby w Polsce odegrać żadnej roli, która jest skutkiem wojny i komunizmu – mówi Jarosław Kaczyński.



Z Jarosławem Kaczyńskim, prezesem PiS, rozmawia o. Dariusz Drążek CSsR

O co toczy się dzisiaj spór w Polsce i jakie są strony tego sporu?

– Spór w Polsce toczy się, można powiedzieć, o dwie sprawy. Sprawa pierwsza, która troszkę umyka uwadze opinii publicznej, a także komentatorów, to spór o to, czy Polska ma być państwem demokratycznym czy korporacyjnym. Bo spór o Trybunał Konstytucyjny to w wielkiej mierze właśnie spór o to, czy w Polsce mechanizmy demokratyczne, a więc te związane z wyborami, są rozstrzygające dla kształtu życia publicznego, czy też jest to jeden z istotnych, ale nie najważniejszy i decydujący mechanizm, bo władza jest – w gruncie rzeczy – w ręku korporacji. Korporacji, które tworzą aparat państwowy. Aparat państwowy nie jest czymś uzależnionym od mechanizmu demokratycznego, tylko ma bardzo daleko idący zakres autonomii, który rolę mechanizmu demokratycznego zasadniczo ogranicza. Taką koncepcję państwa swego czasu sformułował w przemówieniu w Sejmie – mówiąc o aferze Amber Gold – Donald Tusk. Tak to wprost zostało wyłożone. To jest taka głęboka istota sporu, o której się teraz nie mówi. Jeżeli chodzi o sprawy bliższe, to chodzi o to, czy będą mogły być realizowane te wszystkie przedsięwzięcia, które składają się na dobrą zmianę, o której mówimy, czy też nie będą mogły być realizowane. Jestem głęboko przekonany, że Trybunał, po tym zamachu z czerwca 2015 roku, miał być tym punktem, swego rodzaju bastionem, o który rozbijały się wszelkiego rodzaju nasze próby zmiany. Mówię nie tylko o zmianach np. w wymiarze sprawiedliwości czy w mediach, ale chodzi także o takie zmiany, jak 500 złotych na dziecko. Tutaj też bez trudu średniej klasy prawnik mógłby sobie wymyśleć, w jaki sposób Trybunał mógłby uniemożliwić tę zmianę – przez odpowiednie orzeczenie, przedstawiając do tego siebie jako ten, który chce dać więcej. Tylko że to „więcej” jest już niemożliwe, nierealizowalne. Mówiąc krótko, tutaj są dwie sprawy. Jedna to zablokowanie tej dobrej zmiany, zablokowanie zmiany, która ma nadać naszemu życiu społecznemu inny, dużo bardziej sprawiedliwy, uczciwy i jednocześnie efektywny kształt, a z drugiej strony jest to spór o to, jak ma wyglądać polskie państwo – czy w Polsce demokratycznej ma być rzeczywiście czymś realnym, decydującym o kształcie naszego życia, czy też ma być tylko jednym z mechanizmów kształtowania tego życia – i to wcale nie mechanizmem najważniejszym.

Czy mamy dziś do czynienia z „medialnym zamachem stanu” przeciwko wybranym władzom Rzeczypospolitej? Czy to przypomina, Pana zdaniem, np. XVIII wiek, gdzie ten Trybunał, o którym Pan mówi, miałby pełnić taką klasyczną rolę liberum veto wobec wszelkich poczynań władzy? Premier Jan Olszewski mówi: „Wątpię, że ten spór zostanie w Polsce wyciszony, bo jest środowisko, które traci przywileje”.

– Tak, bo ta naprawa, o której mówimy, ta „dobra zmiana”, to m.in. pozbawienie pewnych środowisk przywilejów, doprowadzenie do tego, że w Polsce równość obywatelska stałaby się czymś dużo bardziej realnym niż w tej chwili. Ona w tej chwili jest zapisem konstytucyjnym, w gruncie rzeczy martwym. Oczywiście można odwoływać się tutaj do liberum veto, ale przypomnijmy sobie także inne aspekty sprawy. Trybunał Konstytucyjny nie wykonuje w gruncie rzeczy swoich obowiązków. 200 spraw jest niezałatwionych, 100 spraw, gdzie było orzeczenie TK, nie zostało wykonane, a Trybunał w tej sprawie milczy. Ma wręcz niebywale wolne tempo pracy. Ludzie mający uposażenie na poziomie prezydenta Rzeczypospolitej – mówiąc uczciwie – bardzo niewiele robią. Porównanie z niemieckim trybunałem, gdzie ta wydajność w przeliczeniu na jednego posła jest przeszło dwanaście razy większa, jest miażdżące. W związku z tym ta ustawa, która jest dziś przedmiotem sporu, ma doprowadzić do tego, żeby po pierwsze, Trybunał nadrobił zaległości i później nie wdawał się w bieżące polityczne spory, tylko po prostu załatwiał sprawy rzeczywiście. Trzeba, żeby w Polsce pilnowano tego, by ustawodawstwo, a także akty normatywne niższego rzędu były zgodne z Konstytucją. Ten aspekt naprawy Trybunału – i w istocie swego rodzaju umocnienie Trybunału w jego właściwej roli – jest zupełnie niedostrzegany, bo obok tego mamy rzeczywiście ten bunt korporacji. Dzisiaj mamy pismo od pani pierwszej prezes Sądu Najwyższego wzywające do tego, żeby zupełnie bezprawnie rozpatrywać sprawę tej ustawy. To już jest swego rodzaju rokosz. Tutaj mamy do czynienia z taką sytuacją, gdzie nawiązywanie do różnego rodzaju złych tradycji I RP jest jak najbardziej uzasadnione. Przy czym ta władza, która ma być najbardziej zrównoważona, najbardziej zdystansowana, właśnie się w to angażuje. To musi być powstrzymane.

Prezes Rzepliński zapowiada na 12 stycznia, że Trybunał zbada zgodność z Konstytucją uchwał Sejmu o wyborze nowych sędziów i jak najszybciej (a więc też poza kolejnością, poza przepisami znowelizowanej ustawy o TK) zbada zgodność z Konstytucją ustawy o Trybunale Konstytucyjnym – w składzie, który sam wybierze. Nie będzie to raczej 13 sędziów, co zakłada ustawa. Jak traktować takie wypowiedzi prezesa Trybunału Konstytucyjnego?

– To jest w gruncie rzeczy wypowiedź, która oznacza właśnie nic innego, jak rokosz wobec porządku w państwie. Trybunał rzeczywiście porównując – bo tak to można określić – ustawy z Konstytucją, podlega Konstytucji. Ale w sprawach organizacji Trybunału i w sprawach proceduralnych decyduje ustawa i o tym jest bezpośrednio mowa w Konstytucji. Ta ustawa jest taką ustawą wykonawczą wobec Konstytucji. Jest pewien zespół ustaw, które właśnie tego rodzaju rolę pełnią, są jakby wskazane w Konstytucji. Uchwalenie wynika z Konstytucji w sposób zupełnie bezpośredni. Tutaj to, że Trybunał podlega takiej ustawie, jest poza jakąkolwiek wątpliwością. Ogłoszenie, że się temu nie podlega, jest po prostu odrzuceniem tej roli, która jest przypisywana Trybunałowi Konstytucyjnemu i sędziom Trybunału Konstytucyjnego. Ja osobiście traktowałbym to jako rezygnację z funkcji sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Jeżeli ktoś przychodzi do jakiejś pracy i na wstępie ogłasza, że reguły tej pracy go nie obowiązują, to jest to równoznaczne z tym, że z tej pracy rezygnuje. Tak bym to traktował.

Ale jak to stwierdzić, Panie Prezesie? Jest art. 190 Konstytucji, który mówi: „organizacje TK oraz tryb postępowania przed Trybunałem określa ustawa”. Wydaje się z wypowiedzi medialnych, że ta ustawa prezesa Rzeplińskiego nie obowiązuje. Odwołuje się do innego artykułu, o tym, że sędziowie podlegają wyłącznie Konstytucji. Czy państwo polskie ma możliwości stwierdzenia tego rokoszu i zrobienia czegoś z rokoszanami?

– Ma takie możliwości poprzez stworzenie odpowiedniej ustawy, np. takiej, która by uznała, że tego typu postępowanie prezesa i innych sędziów oznacza, iż zrezygnowali z funkcji. Niezależnie od tego, że sędzia orzekając o zgodności z Konstytucją ustaw, musi podlegać Konstytucji, gdyż nie byłby w stanie wykonywać swojej funkcji, to jednak w tej sprawie podlega ustawie. To jest bardzo wyraźnie zaznaczone w Konstytucji, nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Wszelkiego rodzaju wyśmiewanie, które można znaleźć na łamach gazet, m.in. „Gazety Wyborczej”, opiera się na tym, że zakładają, iż przeciętny czytelnik nie wie, w jaki sposób interpretuje się prawo. Argumenty, że coś zostało napisane wprost, są rozstrzygające, zapomina się o konieczności robienia wykładni systemowej. Mamy do czynienia z rokoszem i musi być on powstrzymany. Zobaczymy, jaka będzie postawa innych sędziów TK, jak to będzie wyglądało. Jest oczywiste, że przedsięwzięcia, o których mówi prof. Rzepliński, mają charakter prywatny. Orzeczenie sądu będzie wyrażeniem zdania przez określoną liczbę prawników, ale nie będzie miało żadnego znaczenia prawnego.

Środowiska zagraniczne, Komisja Europejska, przewodniczący Parlamentu Europejskiego – tych głosów było już sporo, Martin Schulz mówił nawet o zamachu stanu. Czy Polacy wobec nawału antypolskich opinii nie ulegną kompleksowi, który przez 25 lat był wsączany, że europejskość to coś lepszego niż polskość? Skoro z zagranicy tak mówią, to coś w tym musi być.

– Na pewno są ludzie, którzy myślą w ten sposób, ale wierzę, że więcej jest tych, którzy myślą inaczej, a ta liczba jeszcze się zwiększy. Obywatele coraz bardziej rozumieją, że żadna „europejskość” nas nie zbawi. Europejskość w gruncie rzeczy oznacza polskość. Europa składa się z różniących się od siebie narodów, które dopiero wspólnie tworzą jakąś jakość. Polska, broniąc demokracji, a nie korporacji, broniąc wolności religii, która na zachodzie Europy jest dzisiaj bardzo zagrożona, a w wielu miejscach jej nie ma, czy broniąc wolności słowa – stając w obronie tego, chronimy to, co w europejskiej tradycji jest najlepsze. Jesteśmy dziś ostoją prawdziwej Europy.

Dlaczego media w Polsce nie oburzają się na słowa antypolskie płynące z mediów niemieckich, prominentnych polityków brukselskich, tylko się nimi ekscytują i nagłaśniają w formie poparcia?

– Po pierwsze, są tu istotne kwestie własnościowe. Większość naszych mediów jest w rękach niemieckich – to musi mieć wpływ na ich postawę. Natomiast w wypadku innych mediów jest to obrona przywilejów systemu, w którym te media mogły funkcjonować oraz wywierać bardzo duży wpływ na życie publiczne. Dobra zmiana, o której mówimy, ten wpływ ograniczy, sprowadzi do właściwych wymiarów. Pewne niewielkie środowiska, które – gdyby polska historia wyglądała inaczej – w ogóle nie mogłyby w Polsce odegrać żadnej roli, która jest skutkiem wojny i komunizmu. Gdyby nie to podporządkowanie, w Polsce byłyby pewnie tylko mało ważnym i nieszanowanym marginesem.

– Oczywiście, może powstać opór, ale jesteśmy przekonani, że wielu pracowników radia i telewizji publicznych oczekuje na zmiany. Myślę, że jesteśmy w stanie je przeprowadzić. W Polsce istnieje prawo do demonstracji i nie zamierzamy go podważać. Ci, którzy wcześniej rządzili, wielokrotnie łamali reguły demokracji, np. wysyłali ABW do młodego człowieka, który zajmował się stroną internetową o prezydencie, blokowali – także i mi – dostęp do dużych sal. Fatalnie było w parlamencie. Dzisiaj mówi się o „czołganiach” w parlamencie – ktoś użył takiego sformułowania Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej Ryszarda Petru. Względniejszy i bardziej uprzejmy wobec ludzi z opozycji jest marszałek Kuchciński. Pozwala im często na to, co nazywa się obstrukcją parlamentarną. Ja go w żadnym razie nie krytykuję. Uważam, że powinien robić tak, jak robi, ale to jest ogromna różnica. Sam miałem wielokrotnie wyłączany mikrofon. Jako przywódca właściwie jedynej partii opozycyjnej byłem wypędzany z mównicy przez marszałka. Marszałkowie tacy jak pan Komorowski byli gotowi tolerować wszystko, łącznie z obrażaniem kobiet. Pamiętam, jak wyszedłem na mównicę po to, żeby apelować do niego, by chociaż na to nie pozwalał. W żaden sposób nie zareagował. Nie mówiąc już oczywiście o tym, co działo się na sali. Obrażanie – w pierwszej kolejności poseł Niesiołowski, który obrażał niemal każdego naszego mówcę. I wtedy wszystko było w porządku. Marzę o tym, że któregoś dnia w jakiejś audycji telewizyjnej pokaże się fragmenty tych obrad, które są teraz, i tych, które były wcześniej. Jest ogromna różnica. Teraz jest to bardziej demokratyczne i kulturalne.

Panie Premierze, są głosy, że działają Państwo za szybko. Gdyby Pan zechciał wytłumaczyć Polakom, dlaczego tak szybko. Dlaczego taki proces legislacyjny, Trybunał, 6-latki, media, podatek bankowy? Może moglibyście wolniej, nie otwierając tylu frontów? Zadarcie ze środowiskiem prawniczym, dziennikarskim, bankowym, z zagranicznym kapitałem w postaci hipermarketów – to są bardzo niebezpieczne fronty.

– Gdybyśmy działali wolno, to by nam to zarzucano. Po prostu pewne zmiany chcemy przeprowadzić, żeby stworzyć pewną nową jakość w życiu publicznym i jednocześnie pójść do przodu. Mamy wielkie plany społeczne i gospodarcze i musi być czas, żeby je realizować. Jakkolwiek byśmy tych zmian nie przeprowadzali, bylibyśmy przedmiotem ataku i te fronty byłyby otwarte. To jest tylko kwestia obrony interesów i przywilejów. W sytuacji w Polsce – po tych 8 latach rządów PO – na samym podatku VAT straciliśmy prawdopodobnie ponad 100 mld zł – mam nadzieję, że będzie to przedmiotem badań komisji śledczej – i nikt na to w gruncie rzeczy nie reagował, jeżeli chodzi o władzę. Nie wprowadzono żadnej kontrakcji, chociaż w różnych krajach tego rodzaju reakcje były przeprowadzane i wykazywały duży stopień skuteczności. Krótko mówiąc, mamy tutaj do czynienia z sytuacją, w której pewna bardzo niewielka grupa czynników wewnętrznych i zewnętrznych – bo też grupy z zewnątrz na tym korzystały – broni sytuacji dla nich bardzo wygodnej, a bardzo niedobrej dla Polski i Polaków.

Niektórzy mówią, że program „500+” nic nie da dla poprawy demografii i polskich rodzin, bo PiS więcej zabierze niż da, np. poprzez podatek bankowy, bo banki sobie odbiją to na klientach, i podatek od hipermarketów, bo obcy kapitał odbije sobie to na robiących zakupy Polakach.

– Konkurencja pomiędzy bankami i hipermarketami jest tak ostra, że one sobie nie mogą tego odbić. Te podatki nie są duże, więc to jest tylko i wyłącznie zwykłe straszenie. Jak ktoś chce coś komuś zabrać, to zawsze jest tysiąc różnych argumentów, żeby tego nie robić. Tak samo, jak chce się coś dać społeczeństwu, a w szczególności tej biedniejszej części społeczeństwa, to zawsze jest to tysiąc argumentów. Ten sposób myślenia my zdecydowanie odrzucamy. Można opodatkować bardzo wysokie zyski i nie ma to nic wspólnego z różnymi zagrożeniami. Zawsze znajdą się tacy, którzy powiedzą, że i tak nam się opłaca nie podwyższyć ceny, bo będziemy wtedy konkurencyjni wobec innych czy nawet wyeliminujemy ich z rynku. I to jest normalny, pozytywny mechanizm rynkowy. Powtarzam – na tych rynkach jest potężna konkurencja. Gdyby miało dochodzić do tworzenia jakichś umów, to oczywiście są odpowiednie organy państwa, żeby na to reagować.

Kto jest dzisiaj największą opozycją Prawa i Sprawiedliwości?

– Nie mam zamiaru ustawiać kolejności. Różni się starają, ale w gruncie rzeczy to jest kwestia po prostu establishmentu. Establishment dzisiaj stawia zdecydowanie na pana Petru, który występuje w telewizji publicznej przez 6 godzin, a w tym samym okresie pokazywano prezydenta Polski przez 14 minut. To jest pokaz tego, o co w gruncie rzeczy chodzi, bo Platforma jest tak bardzo tym, co robiła, obciążona, że osoby, które w establishmencie myślą i analizują sytuację oraz podejmują działania, uważają, że to nie jest już właściwy obrońca ich interesów. Ale zobaczymy, jak dalej to będzie wyglądało, bo formacja pana Petru jest formacją na „cienkim lodzie”, która bardzo łatwo może utonąć.

Jakie są prognozy lidera obozu rządzącego na 2016 r.?

– Sądzę, że wśród różnego rodzaju oporu będziemy realizować nasz program, i że ten program będzie przynosił Polsce efekty. Zarówno w skali ogólnej, jak i dla poszczególnych grup społecznych. Chciałbym państwu powiedzieć, że ilość pieniędzy, która będzie płynęła na wieś z programu „500+”, będzie większa niż to, co płynie z dopłat do rolnictwa. Naprawdę sytuacja się poprawi. Jeśli ktoś uważa, że 4-osobowa biedna rodzina, która będzie otrzymywała 2 tys. zł miesięcznie, na tym nie skorzysta i jej możliwości się nie poprawią, to kompletnie nie zna życia. Nawet w tych zamożniejszych rodzinach te 500 zł przy dwójce dzieci też ułatwi życie. Wierzę w to, że Polacy wydadzą te pieniądze racjonalnie. Wielu przed dopłatami – zanim te dopłaty na wieś się pojawiły – uważało, że one nie będą dobrze przez polską wieś wykorzystane, a okazało się, że były bardzo racjonalnie spożytkowane. Bardzo podniósł się poziom tzw. skolaryzacji. Ci najbiedniejsi, którzy przedtem nie mieli na to, żeby ich dzieci mogły chodzić do szkół średnich, te pieniądze zyskali, dzięki czemu te dzieci zaczęły chodzić do szkół. Takich przykładów było więcej. Polacy są – w ogromnej większości, bo jest przecież zróżnicowanie – Narodem racjonalnym, który wie, co robić z pieniędzmi. Chociaż mogą się zdarzyć patologie, to generalnie rzecz biorąc, to poprawi sytuację polskich rodzin – tych średnio zamożnych i tych, którzy żyją niemal w nędzy. Tam, gdzie tych pieniędzy już naprawdę bardzo brakuje, to tę nędzę zmieni w sytuację ciągle jeszcze słabą, ale jednak dużo lepszą. Uważam, że to jest bardzo dobre posunięcie, które wynika z potrzeby narodowej, związanej z groźbą depopulacji Polski, ale także ze zwykłej przyzwoitości.

„Nasz Dziennik”

http://www.kresy.pl/publicystyka,wywiady?zobacz/o-co-toczy-sie-spor-w-polsce-wywiad-z-jaroslawem-kaczynskim

Posted in Jarosław Kaczyński, POLECAM, Polityka i aktualności, Wywiady | Leave a Comment »

Jarosław Kaczyński: „Tak, lubię żarty. Lubię też czasem ludzi wkręcać”. Jedyny tak osobisty wywiad z liderem PiS

Posted by tadeo w dniu 26 listopada 2015

Jarosław Kaczyński, "Viva!" kwiecień 2013

Fot. SZYMON SZCZEŚNIAK / LAF AM
Jarosław Kaczyński i jego PiS są niekwestionowanymi zwycięzcami wczorajszych wyborów parlamentarnych. Polityk musi dziś czuć wielki triumf, bo w kwietniu 2013 roku tak mówił „Vivie!”: „Polityki nie rzucę, bo to moje życie. Natomiast chcę dojść do władzy, ale nie przejściowej, tylko na dłużej, żeby można było Polskę solidnie zmienić. Powiedzmy, władza na osiem lat. Chciałbym w ciągu tych ośmiu lat być kimś, kto ma wpływ na sprawy kraju”. 

Polityka niezmiennie jest całym życiem lidera PiS, a bardzo niewiele wiadomo o jego życiu osobistym. Wyjątek zrobił dla „Vivy!” i opowiedział Krystynie Pytlakowskiej o tak prywatnych sprawach, jak śmierć matki, brata, o przyjaciołach, swoich pasjach i marzeniach. Dziennikarka o ten wywiad starała się kilka miesięcy, bo nie jest łatwo zrobić z Kaczyńskim rozmowę dla pism lifestyle’owych, bo on w ogóle nie mówi o życiu prywatnym. – Ale ja byłam uparta! I zaufał mi. Może dlatego, choć mieliśmy rozmawiać 1,5 godziny, dyskutowaliśmy drugie tyle – Pytlakowska wspomina dla viva.pl.

 

Jaki był w rozmowie? – Był szczery, co ja bardzo cenię. Objawiał duże poczucie humoru, był też nostalgiczny i co najważniejsze: miał do siebie dystans i nie obrażał się za żadne pytanie. Bałam się tego wywiadu, a okazało się niesłusznie. Bo polityk nie tylko jest bardzo inteligentny i rozmawia się z nim fantastycznie, ale jest też bardzo szarmancki wobec kobiet – ocenia i zdradza, że na spotkaniu „przekupiła” go winogronami, bo wiedziała od jego mamy, jak bardzo je lubi.

 

Nigdy wcześniej Jarosław Kaczyński, ani nigdy potem nie otworzył się tak bardzo…

 

– Wraca Pan do domu i, jak zawsze, wchodzi na górę, żeby zameldować się mamie, której już nie ma?

To trudne pytanie. Proszę się nie nastawiać na głębokie celebryckie zwierzenia, bo celebrytą nie jestem. Śmierć mamy ostatecznie zakończyła pewien okres w moim życiu. Jest to dla mnie tak straszny cios, że nie umiem nawet mówić na ten temat. Wiedziałem, że mama jest ciężko chora. Sądziłem, że będzie jednak żyła dłużej. Ale śmierć przyszła niespodziewanie…

 

– Śmierć zawsze przychodzi niespodziewanie.

Różnie to bywa, niektórzy ludzie chorują bardzo ciężko i wiadomo mniej więcej, kiedy muszą odejść. Ale mama nie była w tej ostatniej fazie choroby, pewnie mogłaby jeszcze jakiś czas żyć.

 

– Czy taka strata zmienia człowieka? Czy Pana zmieniła?

Na pewno, tylko że ja zawsze żyłem w dwóch rytmach – prywatnym, dość ograniczonym, i służbowym. Ten drugi podlega przejściowym zakłóceniom, natomiast pierwszy, wraz z odejściem Leszka i kilku bliskich mi osób, a teraz z odejściem mamy, zmienił się radykalnie. I ta zmiana jest dla mnie bardzo, ale to bardzo trudna.

 

– Jak takie przejścia wpływają na ludzi: łagodniejemy, pokorniejemy, myślimy o własnym odchodzeniu?

Mogę mówić tylko za siebie – jest mi po prostu bardzo smutno. Coś dla mnie bardzo ważnego, drogiego skończyło się i wiem, że już nie wróci. Ale mam tyle do zrobienia, że te myśli mnie nie paraliżują. Wiem też, że czasu nie mam już tak dużo. Mniej więcej od pięćdziesiątki zdawałem sobie sprawę, że młodość, nawet ta najszerzej pojęta, minęła. I trudno. Trzeba się z tym pogodzić. To w tym pokoju przeżywałem 50. urodziny. Przyszło nawet sporo ludzi, chociaż wtedy byłem na politycznym dnie. Ale było miło, kwiaty, prezenty. Do dzisiaj jestem im wdzięczny, że nie zapomnieli. Jednak poważną granicę w moim życiu stanowiła czterdziestka. Był rok 1989, upadł komunizm, a ja kończyłem 40 lat. Pomyślałem sobie wtedy: „Holender, nie mógł ten upadek zdarzyć się trochę wcześniej?”. Nad pięćdziesiątką już się tak nie zastanawiałem. Nad sześćdziesiątką też nie. Pojechałem wtedy na Hel do mamy, która dochodziła tam do siebie po ostrym ataku choroby, i w dodatku złamała rękę. Zastałem ją jednak w nie najgorszej formie, co mnie bardzo pocieszyło. Spędziłem z nią cały dzień, a następnego musiałem już jechać do Zielonej Góry. Wspominam ten czas jako złoty – mama żyła, Leszek żył.

 

Jarosław Kaczyński,

•Fot. SZYMON SZCZEŚNIAK / LAF AM

 

– O tym, że byliśmy szczęśliwi, dowiadujemy się dopiero później.

Rzeczywiście, dopiero, gdy wraca się do wspomnień. Wtedy planowaliśmy z bratem większą uroczystość na naszą 60. rocznicę. Chcieliśmy zaprosić szersze grono znajomych, myśleliśmy też o wyprawieniu wspólnych urodzin z pewnym biskupem, który też kończył 60 lat. Dzisiaj on jest arcybiskupem w Watykanie, Leszek nie żyje, mama odeszła…

 

– Nie mogę sobie nawet wyobrazić, jak to jest stracić bliźniaka. Wielu ludzi popadłoby w depresję, żyło wspomnieniami, a nie codziennością.

Obawiam się, że gdybym miał do czynienia tylko z takim codziennym życiem, mogłoby być różnie. Ale mam do czynienia też z polityką, ze sprawami kraju, Polski. Nie mogę się załamywać. A jednak zawsze wraca takie pytanie: Co by Leszek zrobił, co by mi doradził, o co mógłby być na mnie zły?

 

– Jak teraz Pan żyje?

Tak, jak żyłem. To, co pani o mnie czyta, radzę brać w cudzysłów. Jest dom, chociaż nie ma w nim mamy, wychodzę rano, wracam wieczorem, tak jak dawniej. Inaczej było tylko w soboty i niedziele, jeśli były wolne. Był czas na rozmowy, na wiele rzeczy. Teraz tego już nie ma.

 

– Rozmawiał Pan z mamą o polityce?

Bardzo często rozmawiałem, bo mama domagała się ode mnie sprawozdań politycznych i często się na mnie o różne sprawy gniewała. Szczególnie o ostre oceny dotyczące różnych historycznych determinacji tego, co się dzieje.

 

– Mówiła mi, że wolałaby, żeby Pan się nie zajmował polityką.

Pewnie by wolała, chociaż tak naprawdę tego nie wiem. Ostatnio bardzo się denerwowała i bez żadnej wątpliwości jej śmierć przyśpieszyła też katastrofa smoleńska. Mama w rok po niej, gdy urządzono niebywałą kampanię przeciw obchodom rocznicy, dostała ze zdenerwowania wylewu. Jego skutkiem był w 20 miesięcy później atak padaczki. Szpital, jakieś szpitalne zakażenie i w efekcie śmierć. Gdyby nie było Smoleńska, mama by dzisiaj żyła. Tego jestem pewien. Dlatego ta sprawa jest dla mnie jeszcze bardziej bolesna.
– Odeszła, zostawiając Panu jakieś wskazówki na przyszłość, czy kazała tylko zabrać książki ze szpitala, o czym wspomniał Pan na pogrzebie?

Mama w dniu swoich 86. urodzin, 31 grudnia, zdała sobie sprawę, że jest z nią bardzo źle. Powiedziała mi, że nie boi się śmierci. To był ostatni dzień, kiedy jeszcze mogłem z nią normalnie porozmawiać. Martwiła się o mnie, co będzie, jak umrze. Przyniosłem jej wtedy urodzinowy prezent – pierścionek. Ucieszyła się, zawsze lubiła ładne przedmioty. Była wzruszona tym prezentem. Powiedziała mi wtedy też po raz pierwszy coś, co wydawało mi się zawsze oczywiste, ale mama unikała takich ogólnych stwierdzeń; powiedziała, że ona i jej pokolenie nie miało szczęścia: „Popatrz, wojna, później komunizm, byliśmy strasznym rocznikiem”.

 

Jarosław Kaczyński,

•Fot. SZYMON SZCZEŚNIAK / LAF AM

 

– Wraca Pan do pustego domu. Czy ktoś się Panem teraz opiekuje?

Ja naprawdę nie potrzebuję opieki, ale panie, które pomagały mamie, pomagają dzisiaj mnie. To sytuacja przejściowa, ale dziś mogę powiedzieć, że mam komfort. A poza tym umiem różne rzeczy robić sam, ugotować coś sobie.

 

– Trudno uwierzyć. Mężczyźni zwykle potrafią tylko usmażyć jajecznicę.

A ja w latach 70. gotowałem nawet obiady, sobie, a czasem też i rodzicom. Mama była jednak z nich niezadowolona, bo sama bardzo dobrze gotowała. Odmawiała więc jedzenia moich. A dziś, cóż, łatwo przybieram na wadze, więc staram się nie przejadać. Podczas ostatnich wydarzeń bardzo schudłem, ostatni raz byłem tak szczupły 20 lat temu.

 

– Jako kobieta oświadczam, że bardzo Pan wyprzystojniał.

Miło mi to słyszeć. Natomiast chcę powiedzieć, że jestem przyzwyczajony, żeby sam się sobą zajmować. Nie mówię tu o praniu czy prasowaniu koszul, bo w tym nie jestem najlepszy. Największe kłopoty mam z papierami, których zawsze jest za dużo. To potężne archiwum. Poza tym robię masę notatek.

 

– Sam Pan pisze sobie przemówienia, czy ktoś to robi za Pana?

Przemówienia na ogół wygłaszam z głowy, co najwyżej zapisuję tezy do nich.

 

– Wraca Pan wieczorem, robi sobie herbatę i odbiera telefony?

Nie przepadam za rozmowami przez telefon, nieczęsto korzystam z komórki. Parzę herbatę, którą piję bez cukru, lubię wypić ją w kuchni. A potem siadam, czytam i piszę różne rzeczy.

 

– Kolejną książkę?

Książka jest już napisana. Teraz będę ją redagował. Chciałem ją napisać. Natomiast mam do napisania też mnóstwo innych rzeczy – od małych notatek po większe. Mam całe szuflady rękopisów.

 

– Pisze Pan ręcznie?

Tak, mam w domu laptop, no też iPad, ale najlepiej myśli mi się z piórem w ręku. Leszek zawsze mówił: „Trzymaj gdzieś te swoje papiery, może na emeryturze się do czegoś przydadzą”. Tak przy okazji, moje, jak mi się wydaje, najlepsze referaty z dawnych lat zostały zawieruszone, gdy dałem je jednemu z kolegów do wydania. Stara historia, ale do dziś o niej pamiętam.

 

– Komputer dla wielu ludzi pełni rolę przyjaciela. Zwłaszcza samotników. Nie czuje się Pan samotny?

Wiadomo, że człowiek, który stracił najbliższych, nie czuje się dobrze, ale jest wiele osób bardzo życzliwie do mnie nastawionych i nie jest prawdą, że nie mam się do kogo odezwać. A po śmierci mamy mój dom był pełen ludzi. Chorowałem, musiałem leżeć – zapalenie płuc – i w domu ciągle ktoś był. Przyjechała Marta z dziećmi, Basia (Skrzypek, dyrektorka biura Jarosława Kaczyńskiego – przyp. red.) przyjeżdżała. Kuzyn Janek spędzał u mnie dużo czasu.

 

– Ma Pan przyjaciół, na których może liczyć w każdej sytuacji? Takie osoby z lat dawnych i wczesnej młodości?

Są tacy, których znam od dzieciństwa, chociaż te bliskie związki, niestety, w ciągu ostatnich 20 lat osłabły. Jedna z takich koleżanek, której rodzice przyjaźnili się z moimi, dzwoniła niedawno z kondolencjami. Niektóre moje przyjaźnie rozpadły się w latach 80., bo znaleźliśmy się po różnych stronach politycznej barykady. A ja w polityce opozycyjnej bliskich znajomości nie zawierałem. Poza tym dla przyjaciół trzeba mieć czas. A kiedy zakładałem partię polityczną, zaczął się taki młyn, że gdy zjawiałem się w domu przed 22, mama była zdumiona. Pamiętam, że marzyłem, by móc w soboty o 23.30 posłuchać w radio audycji muzycznej z udziałem orkiestr, które bardzo lubiłem.

 

– Tego czasu to Pan właściwie nadal nie ma? Tak trudno było umówić się na ten wywiad.

Ale wtedy nie miałem go w ogóle. Stąd moja sympatia do jazdy samochodem, bo to był jedyny moment, kiedy odpoczywałem. Jeździłem wtedy bardzo dużo, zasadą były co najmniej dwie wyprawy w Polskę w ciągu tygodnia.

 

– I takie życie podobało się Panu?

Było ciężkie, ale to poznawanie Polski jak najlepiej wspominam. Pierwszy raz objeżdżałem Polskę jako działacz Biura Interwencyjnego KOR w latach 70. To była Polska biedna, często bardzo biedna, nierzadko trafiałem do środowisk kryminalnych, zatłoczone pociągi, autobusy PKS-u, nie tylko zatłoczone, ale, szczególnie na wschodzie, jeżdżące niezależnie od rozkładu jazdy, brudne dworce, nocne poczekalnie z dziwnymi ludźmi. Po 1989 wyglądało to zupełnie inaczej. Na spotkania przychodziły tłumy. Było często wielkie napięcie. Nie zapomnę opowiadań o głodnych dzieciach, gniewu bezrobotnych. I naprawdę nie sądziłem, że po przeszło 20 latach znów będziemy to mieli. W Polsce przeszło dwa razy bogatszej, ale straszliwie niesprawiedliwie skonstruowanej. Skądinąd wielkie powodzenie miałem z różnych względów.

 

– U kobiet?

Z tym różnie bywało, ale na spotkaniach – wielka frekwencja. Myślę, że trochę wynikało to z ciekawości, by spotkać człowieka opisywanego jako „arcyłotr”.

 

– Sądziłam, że Pan dopiero ostatnio tak „spotworniał”.

Nie, nie, już wtedy byłem monstrum straszliwym. Oskarżano mnie, że jestem człowiekiem skorumpowanym, bardzo bogatym i nawet członkowie mojej partii pisali do mnie listy o duże pożyczki, na przykład w związku ze ślubem córki. A jak zrobiliśmy konferencję antykorupcyjną, okrzyknięto nas złodziejami. Jakiś Kaczyński w Białymstoku miał bank czy coś takiego, uchodziłem więc za właściciela banku. Lubię zwierzęta, twierdzono więc, że mam rzeźnię.

 

– A tak naprawdę?

Tak naprawdę to dopiero kiedy zostałem redaktorem naczelnym „Tygodnika Solidarność”, miałem jakieś stałe przyzwoite pieniądze. Przedtem, nawet jako senator, tylko cieniutką dietę (później je znacznie podwyższono). A jeszcze przedtem zupełnie nic. Kiedy podziemie przestało przekazywać niewielkie, ale jakoś wystarczające na skromne życie środki. Nie miałem nawet garnituru, rodzice na emeryturze. Ale jakoś to przetrwałem, na parówkach z wody. I mogę uczciwie powiedzieć, że pieniądze nie są warunkiem szczęścia. Ten czas między Okrągłym Stołem a mianowaniem na naczelnego „TySola” był bardzo biedny, ale i bardzo szczęśliwy. Ale nie powiem, kiedy mi się poprawiło, to było mi jeszcze lepiej. Ale przede wszystkim miałem stałą pracę, no i tworzyliśmy coś od podstaw.

 

Jarosław Kaczyński,

•Fot. SZYMON SZCZEŚNIAK / LAF AM

– Podobno teraz ma Pan długi?

Mam, sporą sumę, ale jakoś dam sobie radę. Zawsze musiałem sobie radzić.

 

– I ma Pan gierkowską meblościankę?

Nie gierkowską, to bajki. Długi pozostały mi po chorobie mamy i oczywiście jakoś je spłacę. Ale wracając do moich kontaktów towarzyskich, nigdy nie były rozbudowane. Nie byłem tak towarzyski, jak Leszek. Chociaż są oczywiście nasi wspólni przyjaciele, z którymi po dziś dzień jestem w serdecznych stosunkach. Tak jak zresztą z wieloma osobami. Pytała mnie pani o samotność – samotny nie jestem.

 

– Ma Pan też rodzinę. Bratanicę Martę. Ojcuje jej Pan?

Staram się Marcie pomagać, wspierać ją na różne sposoby, także radą. Niemal codziennie rozmawiamy przez telefon, chcę wiedzieć, co robi, doradzam jej, namawiam do różnych rzeczy.

 

– Do czego Pan ją namawia?

Nie ukrywam, że namawiam ją do aktywności publicznej, bo uważam, że ma do tego predyspozycje. Ale ona ciągle się nie może zdecydować. Ma jedną cechę, którą odziedziczyła i po swojej mamie, i po swojej babci, czyli mojej mamie – ogromne zaangażowanie w wychowanie dzieci. Leszek zawsze bardzo chciał, żeby zrobiła doktorat, i jako profesor prawa mógłby pewnie jej w tym pomóc. Nie chodzi o protekcję, ale o merytoryczny nadzór. Ja prawem przestałem się zajmować już parę dziesięcioleci temu, nie mam więc takich możliwości. Ale bardzo bym się cieszył, gdyby się za to wzięła.

 

– Marta bliższa jest Panu niż kiedyś?

Jest mi bardzo bliska i naprawdę chciałbym jej nieba przychylić.

 

– Ma Pan też dwie wnuczki…

Są bardzo żywe, szczególnie Martyna. Zastanawiałem się, jak to będzie, jeśli będą u mnie w domu. Ale dzisiaj mogę szczerze powiedzieć, że z żalem patrzyłem, jak wyjeżdżają. Ja już wtedy dochodziłem do siebie, nie musiałem leżeć. Myślę dzisiaj, że wakacje z nimi, w jakimś leśnym domu, byłyby naprawdę miłe. Znajoma ma ładnie położony dom na wsi, pagórkowate tereny, łąki, jeziora. Byłoby gdzie chodzić, popływać łodzią. To grzeczne dziewczynki. Były u mnie kilka dni, mieszkały z Martą na górze i nie stwarzały żadnych problemów. Marta dba o nasze relacje, ma zwyczaj przysyłać mi zdjęcia córek i od niedawna pieska. Przechowuję wypracowania Ewy z angielskiego. A pieska – Mimi też poznałem osobiście, był tutaj.

 

– A jak zachowywała się wtedy ulubiona kotka Pana mamy – Fiona?

Patrzyła na Mimi podejrzliwie, parę razy próbowała zapolować, wyraźnie nie wiedziała, czy to kot, pies, czy może duża mysz, ale generalnie wielkiej awantury nie było. A dzieci? No cóż, może trochę późno chodzą spać. Ja w dzieciństwie o ósmej musiałem już być w łóżku.

 

– A czytał Pan pod kołdrą z latarką?

Nie, bo mama zawsze czytała nam przy kolacji, nawet kiedy już dawno sami umieliśmy to robić.

 

Lech i Jarosław Kaczyńscy w wieku 5 lat z matką Jadwigą Kaczyńską

•Fot. Archiwum rodzinne

Lech i Jarosław Kaczyńscy w wieku 5 lat z matką, Jadwigą Kaczyńską, Warszawa 1954

 

– A czy w ogóle ma Pan czas na książki, poza ich pisaniem?

Muszę czytać i prasę, i książki. Mam odłożony taki stosik do przeczytania w wolnej chwili. Dziś jest to „Triumf człowieka pospolitego” Legutki, „Spotkałam kiedyś prawdziwego hipstera” Maryny Miklaszewskiej i „A zabawa trwała w najlepsze” Ridinga. No i Besançon i jego książka o Rosji – szalenie interesująca. Są jeszcze polityczne lektury obowiązkowe – wywiad rzeka z Millerem i ze Święczkowskim. Też muszę na to znaleźć czas. Szczególnie lektura opowieści Millera – demokraty, obrońcy wolności – będzie pewnie wciągająca.

 

– Poczucie humoru Pana na szczęście na opuszcza?

Tak, lubię żarty. Lubię też czasem ludzi „wkręcać”. Szczególnie na absurdalne pytania odpowiadać absurdalnie, na przykład kiedy mnie pytają, czy chcę wojny z Rosją. Ale nie będę cytował tych odpowiedzi, bo nie wszyscy mają takie poczucie humoru. Ale skądinąd nasz stosunek do Rosji to ciekawy problem. Ludzie złej woli, opowiadający absurdy o tej wojnie, korzystają z tego, że część naszego narodu nie otrząsnęła się z ciężkich historycznych doświadczeń. Rosja jest od nas silniejsza, ale to nie oznacza, że nie można z nią mieć partnerskich stosunków. Trzeba być tylko pewniejszym siebie.

 

– Ma Pan wizję siebie w ciągu najbliższych 10, 20 lat? Rzuci Pan politykę?

Polityki nie rzucę, bo to moje życie. Natomiast chcę dojść do władzy, ale nie przejściowej, tylko na dłużej, żeby można było Polskę solidnie zmienić. Powiedzmy, władza na osiem lat. Wiem, ile udało się zmienić przez 16 miesięcy mojego premierowania, chociaż w rządzie byli ludzie z różnych opcji. Chciałbym w ciągu tych ośmiu lat być kimś, kto ma wpływ na sprawy kraju. Jeżeli będę żył oczywiście, ale 72 lata to jak na polityka nie jest dużo.

 

– Nie myśli Pan o takim etapie, kiedy polityka będzie już poza Panem?

Myślę czasami i planuję, że przeczytam wtedy mnóstwo różnych pozycji, na które teraz brakuje mi czasu. Jak choćby Dorotę Masłowską, podobno bardzo się pisarsko wyrobiła. Obejrzę filmy, które zawsze chciałem zobaczyć.

 

– A nie myśli Pan czasem, że ta ukochana polityka wszystko Panu zabrała? Nie ożenił się Pan, nie ma Pan dzieci.

Ależ ja nic dla polityki nie poświęciłem, nigdy nie chciałem żyć inaczej. A znaczenie dzieci zacząłem doceniać dopiero teraz, jako potrzebę narodową. Kiedy myślę o sobie i moim świecie, to głównie o tym, jaka powinna być Polska, a czasem jaki ja powinienem być.

 

– A jaki powinien Pan być?

No, wspaniały, pod każdym względem dalece przewyższający to, co jest.

 

– Taki metr dziewięćdziesiąt?

W życiu niski wzrost przeszkadza, ale średni zupełnie by mi wystarczył.

 

Rozmawiała Krystyna Pytlakowska

 

Lech i Jarosław Kaczyńscy z matką Jadwigą Kaczyńską, rok 2008

•Fot. Archiwum rodzinne

Lech i Jarosław Kaczyńscy z matką, Jadwigą Kaczyńską, 2008 rok

http://party.pl/viva/jaroslaw-kaczynski-polityki-nie-rzuce-bo-to-moje-zycie-jedyny-osobisty-wywiad-93632-r1//?mobilizer=94099bba5169594ac0740c29a5b75f90

Posted in Jarosław Kaczyński, Wywiady | Leave a Comment »

Ostatnia prosta kampanii PiS. Jarosław Kaczyński na konwencji: „Idąc do władzy, musimy pamiętać o zasadach!” Jakich? Sprawdź! [PEŁNE PRZEMÓWIENIE]

Posted by tadeo w dniu 22 października 2015

fot. wPolityce.pl
fot. wPolityce.pl

Ostatnia prosta kampanii Prawa i Sprawiedliwości to między innymi konwencja tej partii w Warszawie, w miejscu, w którym swoją ostatnią konwencję – jeszcze w kampanii wyborczej – miał Andrzej Duda. W warszawskiej hali zgromadziło się kilkuset sympatyków PiS, a konwencja rozpoczęła się od przemówienia szefa PiS.

Pełne przemówienie Jarosława Kaczyńskiego:

Kończy się kampania wyborcza, przed nami najważniejszy moment. Potrzeba jeszcze wiele wysiłku, jeszcze nie odnieśliśmy zwycięstwa. Ale czas już myśleć o tym, co po zwycięstwie. Przedstawialiśmy tutaj nasze programy – one są ważne, bardzo ważne. Ale chciałbym przypomnieć jeszcze jedną prawdę: bardzo ważna jest postawa władzy, jej moralność.

Dlatego dzisiaj chciałbym tu, w imieniu państwa – mam nadzieję, że jako szef PiS mam do tego prawo, chciałbym powiedzieć o kilku zasadach, które powinny być przestrzegane. Po pierwsze – uczciwość. Ta rozumiana w sposób najprostszy. Do władzy nie idzie się po pieniądze! Kto chce swoją pozycję polityczną spieniężać, ten musi odejść. A jeżeli złamał prawo, musi ponieść odpowiedzialność.

Po drugie – musimy odrzucać od siebie wszelkiego rodzaju lobbystyczne naciski. Musimy pamiętać, że lobbing, w tym ten nielegalny, jest przekleństwem naszego życia publicznego. Musimy informować o każdym takim akcie władze Sejmu, rządowe. Nie może być zgody na wpływy lobby i przedsiębiorstw, jakkolwiek by się one nazywały.

Po trzecie – to może trudne, co powiem – pracowitość. Każdy ma prawo do wytchnienia i rozrywki, ale czas naszych rządów to musi być czas pracy ludzi władzy. Polska niech się bawi i raduje, ale ludzie władzy muszą pracować! Wreszcie przesłanka merytoryczna – bardzo ważna – musimy powoływać ludzi na stanowiska zgodnie z kompetencjami. To jest najważniejsze. Dlatego musimy pamiętać, że nasze nominacje będą nominacjami „na próbę” – każdy, kto się okazuje niekompetentny, może zostać odwołany. To także sprawa otwarcia na tych wszystkich, którzy chcą nas merytorycznie wesprzeć. Musimy doceniać i doceniamy ogromny rezerwuar, jaki jest w PiS i w partiach sojuszniczych. Będziemy go szanować, ale musimy być otwarci także na innych.

Kolejna zasada – musimy być drużyną i musimy wiedzieć, że każdy jest na odcinku, gdzie może być przydatny. Że takie miejsca mogą się zmieniać, że drużyna musi być wewnętrznie lojalna i pracować dla jednego celu. Musimy odrzucić ambicjonerstwo i egoizm. Musimy pamiętać, że każdy tam, gdzie się nadaje – pracuje dla wspólnego celu. Ambicje musimy odłożyć. Wreszcie musimy także odłożyć, a to dla niektórych z nas może być trudne, poczucie, które prowadzi ku odwetowi i zemście. Te emocje mogą być w wypadku niektórych uzasadnione, bo został ciężko skrzywdzone. Musimy o tym zapomnieć – będziemy egzekwować prawo, będziemy dążyć do prawdy, ale o odwecie i zemście nie może być mowy! Jeden z drugim, a nie jeden przeciw drugiemu – to musi być nasza zasada, ona będzie trudna, ale musimy jej przestrzegać!

Dopiero wtedy, gdy przyjmiemy te zasady, będziemy mogli powiedzieć: pożytków naszych zapomniawszy, służymy ojczyźnie! PiS powstało nie dla siebie, powstało dla Polski! Jeśli chcemy, by to zwycięstwo było dla Polski silnej i sprawiedliwej, i nowoczesnej, to powtarzam – musimy te zasady traktować jako fundament i podstawę, choć wiem, że są trudne!

Tylko wtedy to będzie prawdziwe zwycięstwo. Dziś jest dzień, który nakazuje wszystkim pracować tam, gdzie są potrzebni. Ja muszę jechać do Radomia, Siedlec, Białegostoku, będę kończyć przy granicy w Polańczyku. Musimy walczyć do końca o każdy głos, musimy zwyciężyć!

Na koniec Kaczyński zacytował słowa modlitwy za Ojczyznę autorstwa ks. Piotra Skargi.

maf

Posted in Jarosław Kaczyński, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Znienawidzony kurdupel z wiecznie rozwiązaną sznurówką

Posted by tadeo w dniu 18 października 2015

Po długim milczeniu Jarosław Kaczyński zabrał głos w ważnej dla Polski sprawie imigrantów.

I co?

W post-komuszych mediach powiało grozą i psy się rozwyły. Komentują, judzą, podszczypują, obrażają, knują, opluwają…

Więc coś Wam przypomnę – rozszczekane kundle.

Pamiętacie jeszcze ileż to razy cynicy z Gazety Wyborczej bili go niżej pasa, a sędziowie udawali, że tego nie widzą. Zaś sprzedajni fotoreporterzy zrobili mu tysiące szpetnych fotek.

Ileż nieczystych ciosów musiał przyjąć Prezes.

Na korpus – od brutalnie faulujących dziennikarskich hien: Olejnik, Kolendy-Zaleskiej, Lisa, Żakowskiego, Wołka, Szostkiewicza, Kuczyńskiego i nieustannie go punktujących jadowitą kpiną „satyryków” Szkła Kontaktowego.

Ile bolesnych ciosów dostał na wątrobę – od sprzedajnych lizusów z tytułami profesora: Kuźniara, Markowskiego, Krzemińskiego, Czapińskiego, Śpiewaka, Nałęcza et consortes, którzy go przedstawiali ludziom, jako ludojada pożerającego na śniadanie niemowlęta..

Ileż trafień na szczękę zaliczył – od politycznych rzezimieszków: Palikota, Sławka Nowaka, Radka Sikorskiego, Grupińskiego, Olszewskiego…

No i ta straszliwa seria brudnych ciosów, jaką dostał w splot słoneczny od tandemu do mokrej roboty Miller – Anodina.

Bili bezlitośnie. A gdy się tylko zachwiał, z loży różowego salonu rozlegało się zdziczałe wycie: Złam mu szczenę!!! Wal go w potylicę!!! Wybij zęby!!! No bij!!! Zabij!!! Dorżnij!!! A że ludzi nietrudno podpuścić, rozpalona widownia wyła razem z nimi.

A, gdy prezes schodził po walce do szatni, pluli na niego w przejściu obłąkany z nienawiści Niesioł i toksyczna Janka Paradowska wylewając mu na głowę hektolitry pomyj i fekaliów.

A nazajutrz Gazeta Wyborcza wybijała tłustą czcionką nagłówki: „Już nigdy nie wróci na deski”. „Kaczyński na zawsze skończony”.

A ten znienawidzony przez post-komunistów „kurdupel z wiecznie rozwiązaną sznurówką” odradzał się za każdym razem jak Feniks z popiołów. Odnowiony, rześki, gotowy do walki o Polskę.

Jak to możliwe??? Głowią się ci, co go zdawało się mieli na widelcu, którzy już tyle razy witali się z gąską, a gdy na Polskę spadła tragedia smoleńska zacierali ręce, że tym razem już się nie podniesie.

Otóż odpowiedź jest prosta.

Choć rozumiem, że można Kaczyńskiego nie lubić, to nie sposób zaprzeczyć, że pan Prezes posiada ów nadprzyrodzony polityczny instynkt, który go czyni czującym wolę narodu mężem stanu.

Wisi Wam warga?

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki, ten sam, który PIS wielokrotnie konstruktywnie krytykował)

Post Scriptum
Z góry zapowiadam, że nie będę odpowiadał na komentarze internautów (internauty?) piszących (piszącego?) pod nickami: JW. cdn; tolens; felek, tarantoga, andzia; terenia; NASZ-HENRY; markop; danuta; angela … et consortes, a póki, co przesyłam rzeczonym trollom okolicznościową piosenkę:https://www.youtube.com/watch?v=EdmZYu9Lths

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

http://naszeblogi.pl/57280-znienawidzony-kurdupel-z-wiecznie-rozwiazana-sznurowka

Posted in Felietony, Jarosław Kaczyński | Leave a Comment »

Mocne przemówienie! Jarosław Kaczyński w Sejmie o imigrantach

Posted by tadeo w dniu 16 września 2015

Jarosław Kaczyński w Sejmie: „Czy rząd ma prawo pod obcym naciskiem i bez woli narodu podejmować decyzje, które mogą mieć negatywny wpływ na nasze życie?” WIDEO I TREŚĆ PRZEMÓWIENIA

PAP/Bartłmiej ZBorowsi
PAP/Bartłmiej ZBorowsi

Mamy prawo bronić się przed akcją dyfamacyjną, którą prowadzą wrogowie Polski, ludzie oszalały z nienawiści do naszego kraju. Nieczynienie tego jest nie tylko hańbą i skandalem, nie tylko wstydem, ale i błędem politycznym

mówił Jarosław Kaczyński, który zabrał głos w imieniu PiS w sejmowej dyskusji ws. imigrantów.

Prezes Prawa i Sprawiedliwości przemawiał z mównicy sejmowej po przedstawicielach rządu i Platformy Obywatelskiej. Przypomnijmy – jako pierwsza mówiła premier Ewa Kopacz, która w swoim wystąpieniu zaatakowała opozycję.

CZYTAJ WIĘCEJ: Sejm: debata o imigrantach. Ewa Kopacz: Nie straszcie Polaków! „Jeśli odwracamy się od tych, którzy potrzebują pomocy, to moralnie i mentalnie wypisujemy się z UE!”

Poniżej pełne przemówienie Jarosława Kaczyńskiego:

Pani Marszałek, Wysoka Izbo, nie ukrywam, że znalazłem się w trudnej sytuacji, bo wypowiedzi, które tutaj uważnie wysłuchałem są cokolwiek sprzeczne. Z jednej strony deklaracje pani premier, a także pana przewodniczącego z filozofii politycznej, a z drugiej strony zapowiedzi budowy twierdzy Europa i twierdzy Polska. Nie wiem, jak to ze sobą pogodzić, ale dobrze by było, gdyby sam obóz rządzący wiedział, o co w gruncie rzeczy chodzi.

Tak naprawdę ważne jest pytanie: czy, mianowicie, rząd ma prawo pod obcym naciskiem, zewnętrznym naciskiem i bez wyraźnie wyrażonej woli narodu podejmować decyzje, które z wysokim stopniem prawdopodobieństwa mogą mieć negatywny wpływ na nasze życie, codzienność, przestrzeń publiczną, na naszą realną sferę wolności. Wreszcie, co tutaj podnoszono, na nasze bezpieczeństwo. Chcę powiedzieć jasno: PiS uważa, że rząd nie ma prawda do podejmowania takiej decyzji.

Co więcej, uważa, że podejmowanie tego typu decyzji bez wyraźnej zgody społeczeństwa jest łamaniem konstytucji, łamaniem zasady suwerenności narodu i praw obywatelskich. Nie ma tutaj naszej zgody. Nie chodzi tutaj o przyjęcie tej czy innej liczby cudzoziemców. Chodzi o to, że istnieje poważne niebezpieczeństwo, że zostanie uruchomiony proces, który będzie wyglądał tak: najpierw liczba cudzoziemców gwałtownie się zwiększa, później nie przestrzegają oni naszego prawa i obyczajów, a później narzucają swoją wrażliwość i swoje wymogi w przestrzeni publicznej w różnych dziedzinach życia. I to w sposób bardzo agresywny i gwałtowny. Jeśli ktoś mówi, że to nieprawda, to niech się rozejrzy po Europie. Niech spojrzy na Szwecję, na 54 strefy, gdzie obowiązuje szariat. Obawy przed wywieszaniem flagi szwedzkiej na szkołach, bo jest tam krzyż. Szwedzkim uczennicom nie wolno chodzić w krótkich strojach, bo to się nie podoba.

Co się dzieje we Włoszech? Pozajmowane kościoły, traktowane jako toalety. We Francji? Nieustanna awantura, szariat, patrole pilnujące przestrzegania szariatu. (…) Czy chcecie państwo, żeby to pojawiło się także w Polsce? Żebyśmy przestali być gospodarzami w swoim kraju? Polacy tego nie chcą i nie chce tego Prawo i Sprawiedliwość!

Ale mimo jednoznacznego stanowiska naszej formacji politycznej, sądzę, że warto rozważyć argumenty – także filozoficzne – o których mówił przew. Grupiński. Można w sposób radykalny traktować zasadę współrodzajowości wszystkich ludzi. Tylko w ramach tej zasady, w żadnym razie, nie da się uzasadnić tego, że jednym się pomaga, a drugim nie. Musimy się wtedy otworzyć totalnie – i to nie tylko na tych, którzy cierpią z powodu wojny. Ok. miliarda osób cierpi z powodu głodu – przyjmijmy ich! (…) Takie są tego konsekwencje. Przyjmijmy do każdej zamożnej rodziny biednych, którzy są w naszym kraju. Takie są konsekwencje tej zasady, jeśli się w ogóle myśli i rozumie coś z filozofii politycznej.

W tej sytuacji musimy szukać zasady innej, która moderowałaby taki radykalizm. Taka zasada istnieje – to porządek miłosierdzia. W ramach tej zasady najpierw są najbliżsi, potem naród, potem inni. Czy z tej zasady wynika, że nie powinniśmy pomagać? Nie! Ale metodą bezpieczną, finansową. Tutaj była mowa, że brakuje 2,8 mld dolarów do utrzymania obozów, z których mamy wielki wypływ ludzi do Europy. Weźmy na siebie tę część zobowiązania, którą mamy z powodu udziału naszego PKB. To będzie rzeczywista solidarność i droga do rozwiązania tego problemu. Ale jednocześnie, jeżeli patrzymy na ten problem, to trzeba zdecydowanie odróżnić uchodźców, którzy uciekają przed wojną od imigrantów ekonomicznych. A kto stworzył magnes społeczny przyciągania imigrantów? Niemcy. I tutaj Orban miał rację – to ich problem, nie nasz. My możemy pomóc uchodźcom, ale w sposób bezpieczny dla Polaków.

Pada też argument kolonializmu – Polska nie brała w tym udziału. Drugi argument – polityka USA i niektórych państw Zachodu na Bliskim Wschodzie. Polska w tym nie uczestniczyła. Jest argument inny – Juncker go podnosił, to argument odwołujący się do emigracji Polaków. Wielu Polaków wyemigrowało – i w latach poprzednich, i w poprzednim wieku. Czy Polacy emigrując, narzucali w tych miejscach swoje reguły? Czy kogoś terroryzowali? Nie! Ciężko pracowali, często z nadmierną pokorą. Chociaż byli tacy, którzy w XIX wieku walczyli za naszą i waszą wolność, to ta walka tworzy zobowiązania wobec nas, a nie odwrotnie.

Wreszcie jest ten argument, który jest podnoszony – UE nam płaci. To są środki europejskie. Za co nam płaci? Za to, że oddajemy dużym, najsilniejszym państwom europejskim bardzo znaczną część możliwości decydowania o naszych sprawach. Uzyskują potężną moc ingerencji. Nie dostajemy tego za darmo, bardzo tanio kupują to od nas. Dlatego nie mamy powodów do wyrzutów sumienia. Natomiast mamy powody do tego, by bronić naszej suwerenności, by przeciwstawiać się niesłychanym wypowiedziom polityków europejskich z panem Schulzem na czele. Mamy prawo bronić się przed akcją dyfamacyjną, którą prowadzą wrogowie Polski, ludzie oszalały z nienawiści do naszego kraju. Nieczynienie tego jest nie tylko hańbą i skandalem, nie tylko wstydem, ale i błędem politycznym.

CZYTAJWNIEŻ; Furia Kopacz w Sejmie po wystąpieniu Kaczyńskiego: „To pierwsza zapowiedź wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej!”

CZYTAJ WNIEŻ: Kaczyński odpowiada Kopacz: „Tego rodzaju retoryka, tego rodzaju modus opreandi jest stosowana od wielu lat i nie przynosi już efektów”

Zobacz wideo:

http://wpolityce.pl/polityka/265532-jaroslaw-kaczynski-na-debacie-w-sejmie-czy-rzad-ma-prawo-pod-obcym-naciskiem-i-bez-woli-narodu-podejmowac-decyzje-ktore-moga-miec-negatywny-wplyw-na-nasze-zycie-calosc-przemowienia

http://kontrowersje.net/dlaczego_kaczy_ski_zdecydowa_si_na_genialne_wyst_pienie_w_sejmie

Posted in Jarosław Kaczyński, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Dziękujemy, Drogi Panie Jarosławie

Posted by tadeo w dniu 7 sierpnia 2015

Dziękujemy, Drogi Panie Jarosławie - niezalezna.pl

foto: GP

Dzień zaprzysiężenia prezydenta Andrzeja Dudy to z pewnością najpiękniejszy dzień w życiorysie politycznym Jarosława Kaczyńskiego. Stało się to, o czym on myślał i czego pragnął.

Czy pamięta pani wiersz, jaki napisałem po zamachu smoleńskim 10 kwietnia „Do Jarosława Kaczyńskiego”? Było tam takie zakończenie: „I jest tak, że Pan musi coś zrobić w tej sprawie / Niech się Pan trzyma – Drogi Panie Jarosławie”. I Jarosław Kaczyński coś w tej sprawie zrobił. Nie dla mnie ani dla pani, ale zrobił coś dla nas wszystkich, zrobił to dla Polski. Andrzej Duda wygrał wybory. Plan polityczny Jarosława Kaczyńskiego stał się rzeczywistością. Teraz coś się mu od nas należy – musimy mu podziękować. To jest jego wielki tryumf, wielkie zwycięstwo. To jest też wielki tryumf naszych marzeń o niepodległej Polsce. Dziękujemy, Drogi Panie Jarosławie. Zrobił Pan dla nas coś wspaniałego. Czekamy na coś jeszcze – 

Notowała Joanna Lichocka

„Tak trudno jest zrozumieć dlaczego. Dlaczego Pan Bóg dopuścił do takiego zła, do tak koszmarnej zbrodni jaka miała miejsce w Smoleńsku. Taka ofiara nie mogła nie wydać owoców, dostaliśmy za Prezydenta ucznia śp.L.Kaczyńskiego i on nas podniesie z kolan.”

http://niezalezna.pl/69740-dziekujemy-drogi-panie-jaroslawie

Posted in Jarosław Kaczyński | Leave a Comment »

Niesamowita opowieść o braciach Kaczyńskich i Andrzeju Dudzie !

Posted by tadeo w dniu 28 czerwca 2015

Posted in Jarosław Kaczyński, Prezydent Andrzej Duda, Prezydent Lech Kaczyński | Leave a Comment »

Różana nawałnica w Warszawie. Coś naturalnego i pożądanego w demokracji. Mieli podpalić Polskę, a co naprawdę działo się w stolicy?

Posted by tadeo w dniu 13 grudnia 2014

PAP/Radek Pietruszka
PAP/Radek Pietruszka

Mieli podpalić Polskę, spróbować zdobyć władzę poprzez „wyjście na ulicę”, a w wersji minimum wszcząć burdy i wykrzyczeć „nienawistne hasła”. Tak przynajmniej wyglądał główny przekaz i powszechne oczekiwania wobec marszu, który 13 grudnia przeszedł ulicami Warszawy.Relacjonowaliśmy go szeroko na wPolityce.pl, odsyłam do artykułu.

Szedłem w tym marszu i muszę przyznać, że demonstracja zorganizowana przezPrawo i Sprawiedliwość nie spełniła żadnego z powyższych oczekiwań. Ogromne morze flag, niezwykle spokojny pochód i twardo wykrzyczane „nie” wobec działań rząduPlatformy i PSL.

Warto jednak zwrócić uwagę na kilka aspektów tej demonstracji.

Frekwencja. Jeszcze kilka dni temu w luźnej rozmowie ze znajomymi spieraliśmy się, czy organizowanie marszu w miesiąc po wyborach jest dobrym pomysłem. Oburzenie wszak stopniało, a wpadka frekwencyjna byłaby dotkliwą porażką całej opozycji. Sobotniej demonstracji nie będzie się dało jednak sprowadzić do krótkiej relacji o garstce frustratów, która przeszła niezauważona, gdzieś na marginesie polskiego życia społecznego.

Perspektywa olbrzymiego, niekończącego się tłumu, naprawdę robiła wrażenie, uczestników należy liczyć w dziesiątkach tysięcy. 40 tys.? 50 tys.? Stawiałbym nawynik w tych granicach, choć organizatorzy podawali jeszcze wyższe dane.Namiastkę skali marszu mogą państwo zobaczyć na zdjęciach, gdy pochód sięga od Placu Trzech Krzyży niemal do pomnika Piłsudskiego. Z drugiej jednak strony skala manifestacji nie przebiła pułapu, gdzie moglibyśmy mówić o jakimś poważnym tąpnięciu. Kaczyński nie zebrał 300 tys., czy pół miliona ludzi, co byłoby już nie sygnałem, ale gigantycznym potwierdzeniem, że oburzenie i emocje społeczne są po jego stronie. Kilkadziesiąt tysięcy, które pojawiło się w Warszawie, to wynik rewelacyjny, ale tylko jeśli patrzeć na możliwości. „Powszechnego ruszenia” stworzyć się nie udało; inna rzecz, czy w ogóle była taka możliwość.

Co ważne, marsz obył się bez prowokacji i incydentów, dzięki którym można byłoby „sprzedać” całą inicjatywę jako awanturę albo po prostu jatkę. To tym bardziej istotne, że scenariusz powtarza się każdego roku podczas demonstracji narodowców 11 listopada. W sobotę było zupełnie inaczej. Straż marszu była całkiem nieźle zorganizowana, wśród tłumu zabrakło poszukiwaczy „bardziej gorących emocji”, nie było nawet kontrowersyjnych transparentów, a i policja, co trzeba przyznać, zachowywała się należycie. Porządku przed KPRM pilnowały w większości policjantki, obyło się bez prowokacji czy nawet złośliwości. Nawiasem mówiąc – funkcjonariusze byli przygotowani na dużo więcej, bo teren oddalonej o ładnych kilkaset metrów ambasady rosyjskiej był szczelnie ogrodzony metalowymi barierkami. Na szczęście okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Na działania policji cieniem rzuca się jedynie zachowanie tych funkcjonariuszy, którzy na 100-150 km przed Warszawą zatrzymywali autokary jadące na marsz. Będziemy to jeszcze wyjaśniać, na razie tylko sygnalizuję sprawę.

Tylko raz w trakcie marszu zrobiło się naprawdę głośno: pod Kancelarią Prezesa Rady Ministrów. Tuż pod oknami miejsca pracy Ewy Kopacz rozległy się hałaśliwe gwizdy, a tłum wykrzyczał, co myśli o nadużyciach przy ostatnich wyborach samorządowych. Jeśli jednak spojrzeć na tę trzygodzinną manifestację w całości, to ciężko o choćby jeden obrazek, który mógłby „zagotować” widzów czy czytelników. Było naprawdę godnie. Jeden z użytkowników Twittera (‏@marcinek__sz) celnie zauważył, że to chyba jedna z niewielu manifestacji, gdzie uczestnicy byli spokojniejsi od liderów, choć i ci – może poza Joachimem Brudzińskim „prowadzącym” pikietę niczym spiker – zachowywali się bardzo łagodnie.

Egzaminu, co piszę z przykrością, nie zdali za to ci biskupi, którzy najpierw wsparli marsz, a następnie wycofali się z komitetu poparcia. Obiecałem sobie, że poświęcę tej sprawie tylko krótki akapit, bo nie chciałbym, żeby kwestia hierarchów przesłoniła całą ideę demonstracji. Trzeba sobie jednak wyraźnie powiedzieć, że zachowali się niekonsekwentnie, narażając swój autorytet i siejąc zamęt w głowach wiernych. Wyglądało to tak, jak gdyby ugięli się pod presją, tylko czyją? Mediów, władzy hierarchicznej, rządzących? Pytanie pozostaje otwarte. Być może kiedyś poznamy odpowiedź.

Podsumowując, 13 grudnia przyniósł Warszawie i Polsce coś najnormalniejszego w demokracji: legalną i pokojową manifestację opozycji i ludzi, którzy domagają się zmian. Powiem więcej, to rzecz nie tylko jak najbardziej naturalna, ale również pożądana, bo w demokracji przejawem obywatelskiego zaangażowania nie zawsze jest tylko kartka wyborcza, zwłaszcza jeśli jest tak postrzępiona jak ostatnio. Od najmłodszych lat wkuwa się młodym ludziom do głów, by angażowali się w inicjatywy społeczne, by wyrażali swój protest, by reagowali na to, co się dzieje w kraju. Tym bardziej nie rozumiem swoistej nagonki, jaka dokonywała się (i dokonywać będzie, nie mam co do tego wątpliwości) wobec uczestników marszu. To żadne podpalenie Polski, to po prostu sól demokracji. Nie dajmy sobie wmówić, że jest inaczej.

Przed dzisiejszym marszem oprócz powtarzanej jak mantra frazie o podpaleniu Polski, przestrzegano też przed huraganem Aleksandrą, który miał przejść przez Europę. Aleksandra do Warszawy – jak na razie – nie dotarła w sposób, który byłby wyraźnie odczuwalny. Ale huragan był. Różany, bo liczba kwiatów trzymanych w rękach manifestujących robiła naprawdę duże wrażenie. Zapewne nie wystarczy to, by zdmuchnąć obecnie rządzących, to o wiele bardziej skomplikowany proces.

Ale sygnał został dany. „Policzyliśmy się”. Tylko tyle, ale i aż tyle.

http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/225809-rozana-nawalnica-w-warszawie-cos-naturalnego-i-pozadanego-w-demokracji-mieli-podpalic-polske-a-co-naprawde-dzialo-sie-w-stolicy-relacja

CZYTAJ TAKŻE:

Urban w spódnicy. Ewa Kopacz sugerując, że Kaczyński podpisał lojalkę, skutecznie zachęciła mnie do udziału w marszu 13/12

Jarosław Kaczyński: „Te wybory zostały sfałszowane! Przeciwko tym, którzy o tym mówią jest kampania medialna: w stylu Urbana i z udziałem Urbana!” CAŁE PRZEMÓWIENIE

Posted in Jarosław Kaczyński, Polityka - video, Polityka i aktualności | 1 Comment »

Kaczyński, jak dotąd, idealnie rozgrywa bitwę wokół sfałszowanych wyborów

Posted by tadeo w dniu 26 listopada 2014

„…Nie ma żadnego przypadku w tym, że KAŻDY, kto krzyknie o sfałszowanych wyborach natychmiast jest sprowadzany na ziemię poprzez rozmaite zabiegi, z dyscyplinowaniem na czele. Trzeba oddać propagandystom, że prostackim odwróceniem kociego ogona doszli do jakże przewrotnej myśli, która brzmi: „Mówienie o sfałszowanych wyborach jest zagrożeniem dla demokracji”. Prawda, że „finezyjne”, już nie fałszowanie wyborów zagraża demokracji, ale mówienie o fałszowaniu wyborów.

Do dyscyplinowania dochodzi niezawodny argument: „pokaż dowody”. Naturalnie twarde dowody zawsze są w posiadaniu tych, którzy oszukują, fałszują i czynią jeszcze gorsze rzeczy, pozostając bezkarnymi. Demaskujący oszustwa są skazani na procesy poszlakowe. W każdym razie wystarczą te dwie mantry, żeby przy pomocy masowego przekazu zabić każdą racjonalną analizę. Z jednej strony dyscyplinujące szyderstwo prowadzące do wykluczenia, z drugiej odwołanie do dowodów, których w żaden sposób uzyskać się nie da. Kiedy zatem przychodzi taki moment, że ludzie mówią dość? Wtedy, gdy oszuści mówiąc językiem młodzieżowym „przeginają pałę”. Wspomniany „filantrop” z Czerniakowa żyłby sobie spokojnie do końca świata i jeden dzień dłużej, gdyby nie przegiął pały. PSL i PO dopóki brało łyżeczką mogło się śmiać w twarz „spiskowcom” doszukującym się fałszerstw. Przyszedł jednak dzień, że fałszerze zatracili poczucie miary, ale też motywowani strachem przed zdemaskowaniem przekroczyli granicę bezczelności w ogłupianiu ludzi. No i co teraz?

Ano jedni krzyczą, żeby natychmiast otwierać oczy zaślepionym, wywracać śmietniki i tłuc szyby. Prawdę mówiąc chętnie bym się wyładował w taki albo jeszcze bardziej dynamiczny sposób na paru kanciarzach, ale znacznie bardziej podoba mi się to, co zrobił Kaczyński. Nie wiem ile w tym strategii, a ile przypadku, w każdym razie Kaczor przejął technikę propagandystów i zaczął gotować żabę na wolnym ogniu. Najpierw na chłodno powiedział o nieścisłościach i wypaczeniu wyników, czym przekonał nie tylko przekonanych, ale wciągnął sporę grupę ze środka, potem podgrzał wodę.

Pierwszym efektem był „zwerbowany” Miler, który pociągnął kawałek elektoratu za sobą. 35% nie wierzących w rzetelność wyborów to jest wynik, który musi przerażać władzę, a raz zasiane ziarno wątpliwości zacznie kiełkować w głowach, w jednych szybciej w innych wolniej. Gdy przeszedł odpowiedni moment Kaczyński doprowadził do wrzenia, mówiąc wprost o fałszerstwach i bardzo dobrze zrobił, ponieważ w pewnej chwili należy odmienić role. Od teraz oszuści muszą się tłumaczyć, że nie oszukali…”

http://kontrowersje.net/kaczy_ski_jak_dot_d_idealnie_rozgrywa_bitw_wok_sfa_szowanych_wybor_w

Przeczytaj także:

Marek Citko został radnym. „Sumienie podpowiadało mi PiS”

Posted in Jarosław Kaczyński | Leave a Comment »

Posted by tadeo w dniu 14 listopada 2014

 

W Skarżysku-Kamiennej jest Miejskie Centrum Kultury, którego remont pochłonął 37 mln zł. W sąsiednich Kielcach za coś ponad 30 mln zł wybudowano cała nowiutką Halę Targów Kielce – nowoczesną i na skalę międzynarodową. Zdjęcia MCKu dla porównania:

http://mck.skarzysko.pl/component/option,com_ponygallery/Itemid,89/func,viewcategory/catid,31/

Zdjęcia Hali Targów Kielce:

http://www.targikielce.pl/index.html?k=main&s=news&news=365

PS. Mam gazetę w domu, gdzie jasno stwierdzono, że remont MCKu kosztował ponad 30 mln a teraz gazety podają, że tylko 16 :xD Chyba ktoś się przeraził konsekwencji. W mieście już było CBA – ale w sprawie lodowiska a nie MCKu:xD

Pozdrawiam i zapraszam na https://www.facebook.com/NewsWEAK

Posted in Jarosław Kaczyński | Leave a Comment »

Jarosław Kaczyński przemawia w Kijowie

Posted by tadeo w dniu 2 grudnia 2013

Posted in Jarosław Kaczyński, Polityka - video | Leave a Comment »

Jarosław Kaczyński w Kijowie: „Ukraina znów się budzi! Liczę na to, że nasze dwa narody będą razem, razem w Europie!”

Posted by tadeo w dniu 1 grudnia 2013

fot. twitter

To ogromny wiec. Sądzę, że było ok. 250 tys. osób, a nawet pół miliona. To potężny wiec i to bardzo pocieszające – ten nagły zwrot w polityce ukraińskiej w stronę inną niż UE został bardzo szybko zastopowany przez społeczny wybuch

– mówił prezes Prawa i Sprawiedliwości w krótkiej rozmowie z TVP Info po tym, jak przemawiał do demonstrantów.

CZYTAJ TAKŻE: „Ukraina to Europa!”, „Precz z bandą!” Ponad sto tysięcy osób manifestuje na rzecz integracji z UE

Jarosław Kaczyński dodał, że Ukraińcom próbuje się zabrać marzenia o wspólnej Europie. Jak relacjonowała reporterka TVP, słowa prezesa PiS były przyjmowane z ogromnym entuzjazmem demonstrantów, którzy krzyczeli „Polska!”.

Krótko mówiąc, Ukraińcy mówią „nie” i robią to w sposób zdecydowany i odważny. Próba zastraszenia się nie udała, patrzę na to z optymizmem i radością. Ukraina się znów budzi, znów powstaje i bardzo liczę na to, że nasze dwa narody będą razem w UE. Z ogromną radością patrzę na pozytywne gesty wobec Polski. Mamy szansę stworzyć coś naprawdę bardzo ważnego i pozytywnego, co chciał zrobić mój brat. Tu nie chodzi o polityki jagiellońskie, ale o to, by nasza część Europy dużo znaczyła! Trzeba się cieszyć z tego, że się coś zmieniło

– ocenił lider polskiej opozycji.

Po czym dodał z humorem, odpowiadając na pytanie o wielu liderów ukraińskiej opozycji:

Ilu było liderów polskiej prawicy w latach 90., no ilu? A został jeden

– mówił Kaczyński.

lw, TVP Info

http://wpolityce.pl/wydarzenia/68501-jaroslaw-kaczynski-w-kijowie-ukraina-znow-sie-budzi-licze-na-to-ze-nasze-dwa-narody-beda-razem-razem-w-europie

Zobacz więcej:

Szturm Placu w Kijowie – wersja bez cenzury

Posted in Jarosław Kaczyński, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Jarosław Kaczyński: Nie można pozwolić, by wielka afera korupcyjna dot. ludzi władzy została przykryta przez niewiele znaczącą rekonstrukcję rządu

Posted by tadeo w dniu 20 listopada 2013

Fot. wPolityce.pl/tvn24

Mówi się rekonstrukcji, która nie ma większego znaczenia, a znika temat bardzo istotny – chodzi o wielką korupcję

– mówił prezes Prawa i Sprawiedliwości na krótkim spotkaniu z dziennikarzami.

Jarosław Kaczyński miał na myśli wczorajsze działania CBA, które zatrzymało 18 osób związanych z rządzącymi, m.in. wiceprezesa GUS oraz wysokiego przedstawiciela MSZ.

CZYTAJ WIĘCEJ: CBA: „To największa afera łapówkarska w historii Polski!”. Korupcja objęła MSZ, MSWiA, GUS i wiele publicznych przetargów. Rywin się chowa?

Rzecznik CBA stwierdził, że to największa afera po 1989 roku. Rzecz dotyczy prawie wszystkich ministerstw, a więc jest także pytanie dotyczące bezpieczeństwa państwa, a także danych obywateli, bo przecież chodzi o systemy informatyczne

– przekonywał Kaczyński.

Prezes Prawa i Sprawiedliwości zaapelował, by dyskusje związane z rekonstrukcją rządu nie przykryły sprawy afery korupcyjnej:

W gruncie rzeczy wszystko wygląda tak, jakby się nic nie stało. Stało się coś bardzo poważnego i będziemy się domagać, by na trwającym posiedzeniu Sejmu ta sprawa została podjęta. Aby zarówno premier, jak i szef CBA, a także prokurator generalny złożyli odpowiednią informację

– tłumaczył.

Zdaniem prezesa PiS trzeba patrzeć władzy na ręce w tej sprawie:

Chcemy, by to było posiedzenie jawne, a gdyby okazało się, że tam są elementy, których nie można ujawnić, to możemy się zgodzić na tajne. Nie można się zgodzić, by wielka afera korupcyjna, która dotyczy sfery władzy, była non est

– zakończył Jarosław Kaczyński.

A rzecznik PiS Adam Hofman dodawał, mówiąc do obecnych dziennikarzy:

Chcemy, by ta afera nie zniknęła z telewizji, nie znalazła się na 3. czy 4. miejscu, to od państwa zależy jakość demokracji. Chcemy, by ta afera nie zniknęła przy rozmowach o rekonstrukcji rządu

– powiedział.

CZYTAJ TAKŻE: Największa afera korupcyjna w historii Polski przykryta „praśnięciem kijem w jabłonkę” premiera Tuska. Co największe media uznały za ważniejsze od akcji CBA?

svl

http://wpolityce.pl/wydarzenia/67546-jaroslaw-kaczynski-nie-mozna-pozwolic-by-wielka-afera-korupcyjna-dot-ludzi-wladzy-zostala-przykryta-przez-niewiele-znaczaca-rekonstrukcje-rzadu

Przeczytaj także:

Prof. Staniszkis o rekonstrukcji: „Zmiana jest fatalna, ale niczego lepszego po Donaldzie Tusku się nie spodziewałam”. NASZ WYWIAD

Aż 17 osób odmówiło premierowi Tuskowi wejścia do rządu, psując plan rekonstrukcji. Podepnie się więc pod akcję antykorupcyjną, która może go jednak zniszczyć

Posted in Afery i przekręty, Jarosław Kaczyński, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Kaczyński odpowiada na atak Tuska: „Mali, bardzo przestraszeni utratą władzy ludzie chwytają się bardzo różnych metod. Premier to mały kłamczuszek”

Posted by tadeo w dniu 4 września 2013

Fot. PAP/Grzegorz Momot

 

Jarosław Kaczyński po rozmowie z Igorem Jankem pojawił się na konferencji prasowej, gdzie odpowiadał na pytania zgromadzonych dziennikarzy. Najwięcej pytań dotyczyło decyzji premiera Tuska w sprawie przeniesienia części środków z OFE do ZUS:

Zmiany zaproponowane przez rząd mają zadanie ratownicze z punktu widzenia finansów publicznych, bo zmieniają zadłużenie kraju. Premier określił wczoraj, że nie ma kryzysu – stąd to wszystko jest dziwne. Są też inne mankamenty tego projektu. My od dawna krytykujemy OFE – należałem do tych nielicznych posłów, którzy głosowali przeciwko temu. Sam zamysł, żeby coś z tym zrobić jest rozsądny, ale jeśli decyzje mają podejmować obywatele, to okres musi być nieco dłuższy, a przede wszystkim – jest to w naszym programie – musi być poprzedzone kampanią informacyjną. Obywatele muszą wiedzieć, w jakiej sprawie decydują. Większość z nich naprawdę nie orientuje się w istocie przedsięwzięcia, którym jest OFE

– przekonywał prezes PiS.

I dodawał, że za pomysłami rządu powinna iść duża kampania informacyjna:

Bez tego to będzie zabieg, który ma wyłącznie cele doraźne, związane z sytuacją, do której ten rząd doprowadził. (…) Od dawna proponowaliśmy, by decyzje jeszcze raz podjęli decyzje. Za tymi decyzjami mają iść pieniądze. A tu podjęto decyzję mechaniczną. Ogromna większość Polaków gdy się zorientuje, w co została wciągnięta, to ogromna część przejdzie do ZUS-u. Ale to musi być załatwiony w sposób przyzwoity wobec obywateli

– stwierdził.

Kaczyński raz jeszcze odniósł się też do słów premiera Tuska o „końcu kryzysu”:

To kryzys, którego zakończenie można uznać wtedy, gdy posłowie przestaną dostawać nieustanne prośby o załatwienie pracy. To setki listów i maili

– mówił.

Dziennikarze pytali również o słowa prezesa PiS z wywiadu dla „Rz”, gdzie część przedsiębiorców określił mianem spadkobierców dawnego systemu.

CZYTAJ WIĘCEJ: Kaczyński: chcemy mieć większość konstytucyjną. „Najlepiej byłoby, aby wybory prezydenckie wygrał nasz kandydat prof. Gliński”

Fakty są faktami – nie sądzę, żeby dobrą metodą budowania życia publicznego było niemówienie o faktach. Rzeczywiście jest tak, jak mówiłem – ci ludzie są w mniejszości w dzisiejszym biznesie, ale blokują drogę innym: także młodym. Chcemy w Polsce stworzyć wielki ruch, który był na przełomie lat 80. i 90. Ale jest on niemożliwy bez przełamania pewnych barier. (…) Z punktu widzenia przyszłości Polski, to jest całkowicie nieuzasadnione

– mówił prezes PiS.

Pytano także o ocenę środowiska skupionego wokół Bronisława Komorowskiego:

Można zapytać, skąd jest gen. Koziej, Dukaczewski, skąd prof. Nałęcz? Z opozycji czy PZPR-u? Był w życiu prezydenta Komorowskiego moment, gdy był w opozycji – szanuję to, ale tym najbardziej dziwią jego decyzje personalne

– odparł Kaczyński.

Konferencja zakończyła się odpowiedzią prezesa PiS na ostry atak Donalda Tuska, który zarzucił Kaczyńskiemu sojusz z środowiskami neonazistowskimi.

CZYTAJ WIĘCEJ: Donald Tusk mówi o swojej przyszłości: „Nie mam parcia, że muszę być koniecznie premierem.” I ostro atakuje Jarosława Kaczyńskiego: „To on jest patronem tych, którzy kompromitują Polskę!”

Mali, bardzo przestraszeni ludzie chwytają się bardzo różnych metod. Mało, bardzo przestraszony utratą władzy Tusk chwyta się różnych metod. To mały kłamczuszek, tyle mogę powiedzieć

– mówił.

 

svl

http://wpolityce.pl/wydarzenia/61779-kaczynski-odpowiada-na-atak-tuska-mali-bardzo-przestraszeni-utrata-wladzy-ludzie-chwytaja-sie-bardzo-roznych-metod-premier-to-maly-klamczuszek

Posted in Jarosław Kaczyński | Leave a Comment »