WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • Tylko przestańmy mówić: ten kraj, w tym kraju, tutaj, ci ludzie. Zacznijmy mówić tak, jak Pan Bóg przykazał, jak o matce: Ojczyzno ma, moja, kochana, poraniona, więc tym bardziej kochana. Moja, to znaczy taka, którą się kocha, którą się po rękach całuje, przed którą się klęka, której się służy, której się z czcią opowiada, której się nie okrada, dla której się pracuje, dla której się cierpi i umiera, jak trzeba. To nie inni mają tak zrobić, to nie oni, tam na górze, ale my. Inaczej na nic wszystko. Na nic ta rana i na nic te ofiary. Nasza Ojczyzna mocno krwawi i ból nie ustaje w naszych sercach, ale zapewniamy pachołków Moskwy i Berlina, i tych, co służą „mamonie” – jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy. Póki pracujemy dla dobra naszej Ojczyzny. Póki kochamy i pamiętamy.

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Posts Tagged ‘Bł.M.Sopoćko’

Wspomnienia bł. ks. Michała Sopoćki(15.II)- spowiednika św. Siostry Faustyny

Posted by tadeo w dniu 31 Lipiec 2016

Białystok, 27 stycznia 1948 r.Są prawdy wiary świętej, które się niby zna i często o nich wspomina, ale się ich dobrze nie rozumie, ani też nimi nie żyje. Tak było ze mną co do prawdy Miłosierdzia Bożego. Tyle razy myślałem o tej prawdzie w medytacjach, szczególnie na rekolekcjach, tyle razy mówiłem o niej w kazaniach i powtarzałem w modlitwach liturgicznych, ale nie wnikałem w jej treść i w jej znaczenie dla życia duchowego; szczególnie nie rozumiałem, a na razie nawet nie mogłem się zgodzić, że Miłosierdzie Boże jest najwyższym przymiotem Stwórcy, Odkupiciela i Uświęciciela. Dopiero trzeba było prostej świątobliwej duszy, ściśle zjednoczonej z Bogiem, która – jak wierzę – z natchnienia Bożego powiedziała mi o tym i pobudziła do studiów, badań i rozmyślań na ten temat. Tą duszą, była śp. Siostra Faustyna (Helena) Kowalska ze Zgromadzenia Córek Matki Boskiej Miłosierdzia, która powoli osiągnęła to, że dzisiaj uważam sprawę kultu Miłosierdzia Bożego, a w szczególności ustanowienie święta Miłosierdzia Bożego w I niedzielę po Wielkanocy za jeden z głównych ce1ów swojego życia.
Siostrę Faustynę poznałem w lecie (w lipcu czy w sierpniu) 1933 roku, jako penitentkę w Zgromadzeniu Córek Matki Boskiej Miłosierdzia w Wilnie (ul. Senatorska 25), w którym wówczas byłem zwyczajnym spowiednikiem. Zwróciła ona moją uwagę na siebie niezwykłą subtelnością sumienia i ścisłym zjednoczeniem z Bogiem: przeważnie nie było materii do rozgrzeszenia, a nigdy nie obraziła Boga grzechem ciężkim. Już na początku oświadczyła mi, że zna mię o dawna z jakiegoś widzenia (por. Dzienniczek s. Faustyny, 34, 53, 263, 362), że mam być jej kierownikiem sumienia i muszę urzeczywistnić jakieś plany Boże, które mają być przez nią podane (por. Dzienniczek, 615, 1401, 699). Zlekceważyłem to jej opowiadanie i poddałem ją pewnej próbie, która spowodowała, że za pozwoleniem Przełożonej Siostra Faustyna zaczęła szukać innego spowiednika (por. Dzienniczek, 112, 272). Po jakimś czasie powróciła do mnie i oświadczyła, że zniesie wszystko, ale ode mnie już nie odejdzie (por.Dzienniczek, 144-145, 937-941). Nie mogę tu powtarzać, a raczej ujawniać, wszystkich szczegółów naszej rozmowy, która częściowo zawiera się w jejDzienniczku, pisanym przez nią z mego polecenia, albowiem zabroniłem jej po tym opowiadać o swoich przeżyciach na spowiedzi.
Poznając bliżej S. Faustynę skonstatowałem, że dary Ducha Świętego działają w niej w stanie ukrytym, ale w pewnych dość częstych chwilach występują bardziej jawnie, udzielając częściowo intuicji, która żywo ogarniała jej duszę, rozbudzała porywy miłości, wzniosłych heroicznych aktów poświęcenia i zaparcia się siebie. Szczególnie często występowało działanie daru umiejętności, rozumu i mądrości, dzięki którym S. Faustyna jasno widziała nicość rzeczy ziemskich, a ważność cierpienia i upokorzeń, poznawała prosto przymioty Boga, a najbardziej Jego nieskończone Miłosierdzie, nieraz znowuż wpatrywała się w nieprzystępną uszczęśliwiającą światłość; w tej niepojęcie uszczęśliwiającej światłości trzymała przez czas jakiś wzrok utkwiony, z której się wyłaniała postać Chrystusa w postawie idącej, błogosławiącego świat prawą ręką, a lewą podnoszącego szatę w okolicy serca; spod podniesionej szaty tryskały dwa promienie – blady i czerwony. S. Faustyna miewała takie i inne, zmysłowe i umysłowe widzenia już od kilku lat, i słyszała nadprzyrodzone słowa, ujmowane zmysłem słuchu, wyobrażeniem i umysłem.
W obawie przed złudzeniem, halucynacją i urojeniem S. Faustyny zwróciłem się do S. Przełożonej, Matki Ireny, by mię poinformowała, kto to jest S. Faustyna, jaką opinią cieszy się w Zgromadzeniu u Sióstr i Przełożonych, oraz prosiłem o zbadanie jej zdrowia psychicznego i fizycznego. Po otrzymaniu odpowiedzi pochlebnej dla niej pod każdym względem, jeszcze nadal przez czas jakiś zajmowałem stanowisko wyczekujące, częściowo niedowierzałem, zastanawiałem się, modliłem i badałem, jak również radziłem się kilku kapłanów światłych, co czynić, nie ujawniając, o co, i o kogo chodzi. A chodziło o urzeczywistnienie rzekomych stanowczych żądań Pana Jezusa, by namalować obraz, jaki S. Faustyna widuje, oraz ustanowić święto Miłosierdzia Bożego w I niedzielę po Wielkanocy.
Wreszcie, wiedziony raczej ciekawością, jaki to będzie obraz, niż wiarą w prawdziwość widzeń S. Faustyny, postanowiłem przystąpić do namalowania tego obrazu. Porozumiałem się z mieszkającym w jednym ze mną domu artystą – malarzem Eugeniuszem Kazimirowskim, który się podjął za pewną sumę malowania, oraz z S. Przełożoną, która zezwoliła S. Faustynie dwa razy na tydzień przychodzić do malarza, by wskazać, jaki to ma być ten obraz. Praca trwała kilka miesięcy, i wreszcie w czerwcu czy lipcu 1934 roku obraz był wykończony. S. Faustyna uskarżała się, że obraz nie jest taki piękny, jak ona widzi, ale Pan Jezus ją uspokoił i powiedział, że jaki jest, wystarczy (por.Dzienniczek, 313) i dodał: podaję ludziom naczynie, z którym mają przychodzić po łaski do mnie. Tym naczyniem jest ten obraz z podpisem „Jezu, ufam Tobie”(Dzienniczek, 327).
Na razie S. Faustyna nie potrafiła wytłumaczyć, co oznaczają promienie na obrazie. Po paru zaś dniach powiedziała, że Pan Jezus na modlitwie jej wytłumaczył: Promienie na tym obrazie oznaczają Krew i Wodę. Blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia duszę, a czerwony – oznacza krew, która jest życiem duszy. Tryskają one z Serca Mego, które zostało otwarte na krzyżu. Te promienie osłaniają duszę przed zagniewaniem Ojca Niebieskiego. Szczęśliwy, kto w ich cieniu żyć będzie, bo nie dosięgnie go sprawiedliwa ręka Boga… Obiecuję, że dusza, która czcić będzie ten obraz, nie zginie. Obiecuję, także już tu na ziemi zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi, a szczególnie w godzinę śmierci. Ja sam bronić jej będę, jako swej chwały… Pragnę, aby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia Bożego. Kto w tym dniu przystąpi do Sakramentu Miłości, ten dostąpi odpuszczenia wszystkich win i kar… Ludzkość nie znajdzie uspokojenia, dopóki się nie zwróci z ufnością do Miłosierdzia Bożego. Nim przyjdę jako Sędzia sprawiedliwy, przychodzę jako Król Miłosierdzia, by się nikt nie wymawiał w dniu sądu, który już nie jest daleki… (Dzienniczek, 299).
Obraz ten był nowej nieco treści i dlatego nie mogłem go zawiesić w kościele bez pozwolenia Arcybiskupa, którego wstydziłem się o to prosić, a tym bardziej opowiadać o pochodzeniu tego obrazu. Dlatego umieściłem go w korytarzu ciemnym obok kościoła Św. Michała (w klasztorze ss. Bernardynek), którego wówczas zostałem mianowany rektorem. O trudnościach pobytu przy tym kościele przepowiedziała mi S. Faustyna i rzeczywiście wypadki niezwykłe rozwijały się dość szybko (por Dzienniczek, 86, 90, 597).
S. Faustyna żądała, bym obraz za wszelką cenę umieścił w kościele, ale ja nie spieszyłem, wreszcie w Wielkim Tygodniu 1935 roku oświadczyła mi, że Pan Jezus żąda bym obraz umieścił na trzy dni w Ostrej Bramie, gdzie będzietriduum na zakończenie jubileuszu Odkupienia, które ma być w dniu projektowanego święta w Niedzielę Białą (por Dzienniczek, 89). Wkrótce dowiedziałem się, że będzie owe triduum, na które Ks. Proboszcz ostrobramski, kan. St. Zawadzki prosił mię, bym wygłosił kazanie. Zgodziłem się pod warunkiem umieszczenia owego obrazu, jako dekoracji w oknie krużganku, gdzie on wyglądał imponująco i zwracał uwagę wszystkich bardziej, niż obraz Matki Boskiej. Po nabożeństwie obraz został umieszczony na starym miejscu w ukryciu, i pozostawał tam jeszcze dwa lata.
Dopiero 1 kwietnia 1937 roku prosiłem Jego Ekscelencję Arcybiskupa Metropolitę Wileńskiego o pozwolenie na zawieszenie tego obrazu w kościele Św. Michała, którego jeszcze wówczas byłem rektorem. J.E. Arcybiskup Metropolita powiedział, że o tym nie chce sam decydować, a poleci obejrzeć ten obraz komisji, którą zorganizuje Ks. kan. Adam Sawicki, Kanclerz Kurii Metropolitalnej. Kanclerz kazał na dzień 2 kwietnia wystawić obraz w zakrystii kościoła Św. Michała, gdyż nie wiedział, o której godzinie nastąpi jego oglądanie. Będąc zajęty pracą w Seminarium Duchownym i Uniwersytecie, nie byłem obecny przy oglądaniu obrazu i nie wiem, w jakim składzie była owa komisja.
Dnia 3 kwietnia 1937 r. J.E. Arcybiskup Metropolita Wileński powiadomił mię, że ma już dokładne informacje o tym obrazie i zezwala na poświęcenie i zawieszenie go w kościele z zastrzeżeniem, by nie zawieszać w ołtarzu i nie mówić nikomu o jego pochodzeniu. Obraz tegoż dnia został poświęcony i zawieszony obok wielkiego ołtarza po stronie lekcji, skąd parokrotnie brano go do parafii Św. Franciszka (po Bernardyńskiej) na procesję Bożego Ciała do urządzanych ołtarzy. 28 grudnia 1940 roku ss. Bernardynki przeniosły go w inne miejsce, przy tym obraz został nieco uszkodzony, a w 1942 roku, gdy one zostały aresztowane przez władze niemieckie, obraz wrócił na dawne miejsce obok wielkiego ołtarza, gdzie pozostaje dotychczas, otaczany wielką czci, wiernych i ozdabiany licznymi wotami (obraz Jezusa Miłosiernego wisiał w kościele Św. Michała w Wilnie do 1951 r. W 1948 r. kościół zamknięto. W latach 1951-1956 obraz był ukryty i przechowany w prywatnym mieszkaniu. W latach 1956-1985 przebywał w kościele w Nowej Rudzie k. Grodna. W 1985 r. obraz powrócił do Wilna, do kościoła Świętego Ducha. Umieszczono go na bocznym filarze, dopasowując do wielkości miejsca. Na prośbę proboszcza, Ks. Aleksandra Kaszkiewicza (obecnego biskupa grodzieńskiego), na obrazie umieszczono napis: Jezu, ufam Tobie! Papież Jan Paweł II modlił się przed obrazem Pana Jezusa Miłosiernego dnia 5 września 1993 r., podczas pielgrzymki na Litwę. W przemówieniu nazwał ten obraz Świętym Wizerunkiem. Obecnie obraz znajduje się w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Wilnie (dawny kościół Świętej Trójcy).
W parę dni po triduum w Ostrej Bramie S. Faustyna opowiedziała mi swoje przeżycia w czasie tej uroczystości, które są szczegółowo opisane w jejDzienniczku (417). Następnie 12 maja widziała w duchu konającego Marszałka J. Piłsudskiego i opowiadała o strasznych jego cierpieniach (por Dzienniczek, 425). Pan Jezus miał jej to pokazać i powiedzieć: Patrz, czym kończy się wielkość tego świata. Widziała następnie sąd nad nim, a gdy zapytałem, czym on się skończył, odpowiedziała: Zdaje się Miłosierdzie Boże za przyczyną Matki Boskiej zwyciężyło.
Wkrótce rozpoczęły się przepowiedziane przez S. Faustynę wielkie trudności (w związku z pobytem moim przy kościele Św. Michała), które wciąż się potęgowały, a wreszcie doszły do kulminacyjnego punktu w styczniu 1936 roku (por Dzienniczek, 596). O tych trudnościach prawie nikomu nie mówiłem, aż dopiero w dniu krytycznym prosiłem S. Faustynę o modlitwę. Ku wielkiemu memu zdziwieniu, w jednym tymże samym dniu wszystkie trudności prysły, jak bańka mydlana. Zaś S. Faustyna opowiedziała, że przyjęła moje cierpienia na siebie i tego dnia doznała ich tyle, jak nigdy w życiu. Gdy następnie w kaplicy prosiła Pana Jezusa o pomoc, usłyszała słowa: Sama podjęłaś się cierpieć za niego, teraz się wzdrygasz? Dopuściłem na cię tylko część jego cierpień. Tu z całą dokładnością opowiedziała mi przyczynę moich trudności, które podobno zostały jej zakomunikowane w sposób nadprzyrodzony. Dokładność ta była bardzo uderzająca, tym bardziej, że o szczegółach sama w żaden sposób wiedzieć nie mogła. Podobnych wypadków było kilka (por Dzienniczek, 90, 422, 1272).
W połowie kwietnia 1936 roku S. Faustyna z rozporządzenia Przełożonej Generalnej wyjechała do Walendowa, a następnie do Krakowa. Ja zaś poważniej zastanowiłem się nad ideą Miłosierdzia Bożego (por Dzienniczek, 762, 1390) i zacząłem szukać u Ojców Kościoła potwierdzenie tego, że ono jest największym przymiotem Boga, jak mówiła S. Faustyna, bo u nowszych teologów nic na ten temat nie znalazłem. Z wielką radością spotkałem podobne wyrażenia u Św. Fulgencjusza, u Św. Ildefonsa, a już najwięcej u Św. Tomasza, u Św. Augustyna, który komentując Psalmy obszernie się rozwodził nad Miłosierdziem Bożym, nazywając je najwyższym przymiotem Boga.
Wówczas już nie miałem wątpliwości poważnych, co do nadprzyrodzoności objawień S. Faustyny i zacząłem od czasu do czasu umieszczać artykuły na temat Miłosierdzia Bożego w czasopismach teologicznych, uzasadniając rozumowo i liturgicznie potrzebę święta Miłosierdzia Bożego w I niedzielę po Wielkanocy, a w czerwcu 1936 roku wydałem w Wilnie pierwszą broszuręMiłosierdzie Boże z obrazkiem Najmiłosierniejszego Chrystusa na okładce (porDzienniczek, 711, 911, 1081). Tę pierwszą publikację posłałem przede wszystkim JJ.EE. Biskupom, zebranym na konferencji Episkopatu w Częstochowie, ale od żadnego z nich nie otrzymałem odpowiedzi. W roku następnym 1937 wydałem w Poznaniu drugą broszurę pod tytułemMiłosierdzie Boże w liturgii, której recenzję znalazłem w kilku teologicznych czasopismach na ogół bardzo przychylną. Umieściłem również kilka artykułów w dziennikach wileńskich, ale nigdzie nie ujawniałem, że S. Faustyna była tącausa movens.
W roku 1937 w sierpniu odwiedziłem S. Faustynę w Łagiewnikach i znalazłem w jej Dzienniczku Nowennę o Miłosierdziu Bożym (por Dzienniczek, 1209-1229), która się mi bardzo podobała. Na pytanie, skąd ją ma, odpowiedziała, że podyktował jej tę modlitwę sam Pan Jezus. Już przedtem ponoć Pan Jezus nauczył ją Koronki do tegoż Miłosierdzia (por Dzienniczek, 476) i innych modlitw, które postanowiłem opublikować. Na podstawie niektórych wyrażeń, zawartych w tych modlitwach, ułożyłem litanię o Miłosierdziu Bożym, którą wraz z Koronką i Nowenną, oddałem p. Cebulskiemu (Kraków ul. Szewska 22) celem uzyskania imprimatur w Kurii Krakowskiej i wydrukowania z obrazkiem Miłosierdzia Bożego na okładce. Kuria Krakowska udzieliła imprimatur za № 67l, a w październiku ukazała się owa nowenna z koronką, i litanią na półkach księgarskich (por Dzienniczek, 1254-1255).


W roku 1939 sprowadziłem pewną ilość tych obrazków i nowenn do Wilna, a po wybuchu wojny i wkroczeniu wojsk ZSRR (19 września 1939) prosiłem J.E. Arcybiskupa Metropolitę Wileńskiego o pozwolenie na ich kolportaż z informacją o pochodzeniu przedstawionego na tych koronkach obrazu, na co uzyskałem ustną zgodę. Wówczas rozpocząłem szerzyć prywatny kult tego obrazu oraz ułożone przez Siostrę Faustynę i zaaprobowane w Krakowie modlitwy. Po wyczerpaniu nakładu krakowskiego zmuszony byłem powielać owe modlitwy na maszynie, a gdy nie mogłem nadążyć wobec wielkiego zapotrzebowania, prosiłem Wileńską Kurię Metropolitalną o pozwolenie na przedruk z dodaniem na pierwszej stronicy wyjaśnień co do treści obrazu i uzyskałem ją z podpisem cenzora Ks. prał. Leona Żebrowskiego z dnia 6 listopada 1940 r. oraz J.E. Biskupa Sufragana Kazimierza Michalkiewicza i Notariusza Kurii Ks. J. Ostrejki z dnia 7 listopada 1940 r. za № 35.
Zaznaczam, że nie wiedziałem, czy i kto podpisze imprimatur, i w tej sprawie nie porozumiewałem się z J.E. Biskupem Sufraganem, który w parę tygodni po tym zmarł. Ks. prałat Żebrowski poczynił, jako cenzor, pewne poprawki stylistyczne w tekście wydania krakowskiego, lecz ogół wiernych wolał pozostawić ten tekst bez zmiany. Toteż za zgodą Cenzora zwróciłem się do Kurii powtórnie (już po śmierci J.E. Biskupa Sufragana) z prośbą, o aprobatę tych modlitw bez poprawek. Ks. Notariusz – J. Ostrejko zaniósł podanie do Metropolity, który przez tegoż Notariusza powiedział bym korzystał z aprobaty, podpisanej przez śp. Biskupa Sufragana, co też i uczyniłem. Rozwiodłem się nad tą okolicznością dlatego, że potem zaczęto mówić (w sferach oficjalnych), iż uzyskałem tę aprobatę jakimś podstępem.
Jeszcze w Wilnie S. Faustyna opowiadała, że ma przynaglenie, by wystąpić ze Zgromadzenia Matki Boskiej Miłosierdzia celem założenia nowego zgromadzenia zakonnego (por Dzienniczek, 435). Uważałem to przynaglenie za pokusę i radziłem nie traktować tego poważnie. Po tym w listach z Krakowa wciąż pisała o tym przynagleniu i wreszcie uzyskała pozwolenie swego nowego spowiednika i przełożonej generalnej na wystąpienie pod warunkiem, że ja na to się zgodzę. Obawiałem się brać tego na swą odpowiedzialność i odpisałem, że zgodziłbym się tylko wówczas, jeżeli spowiednik krakowski i przełożona generalna nie tylko pozwolą, ale każą wystąpić. Takiego rozkazu S. Faustyna nie uzyskała i dlatego uspokoiła się i pozostała w swoim Zgromadzeniu do śmierci (por Dzienniczek, 750-751, 1115 1401). W roku 1938 przybyłem do Krakowa na Zjazd Zakładów Teologicznych w połowie września i znalazłem S. Faustynę w Szpitalu Zakaźnym na Prądniku, już zaopatrzoną na śmierć.
Odwiedzałem ją w ciągu tygodnia i między innymi rozmawiałem na temat tego zgromadzenia, które ona chciała założyć, a teraz umiera, zaznaczając, że to było złudzeniem, jak również może złudzeniem były i wszystkie inne rzeczy, o których ona mówiła. S. Faustyna obiecała na ten temat rozmawiać z Panem Jezusem na modlitwie. Dnia następnego odprawiłem Mszę Św. na intencję S. Faustyny, w czasie której przyszła mi myśl, że tak, jak ona nie potrafiła namalować tego obrazu, a tylko wskazała, nie potrafiłaby i założyć nowego zgromadzenia, a tylko dała ramowe wskazówki; przynaglenia zaś oznaczają, konieczność w nadchodzących strasznych czasach tego nowego zgromadzenia. Gdy następnie przybyłem do szpitala i zapytałem, czy ma coś do powiedzenia w tej sprawie, odpowiedziała, że nie potrzebuje nic mówić, bo już mię Pan Jezus w czasie Mszy Św. oświecił.
Następnie dodała, że mam głównie się starać o święto Miłosierdzia Bożego w I niedzielę po Wielkanocy, że nowym zgromadzeniem mam się zbyt nie zajmować, że po pewnych znakach poznam, kto i co ma w tej sprawie czynić, że w kazaniu, które tego dnia wygłosiłem przez radio, nie było zupełnie czystej intencji (rzeczywiście tak było), że mam głównie o nią się w całej tej sprawie starać; że widzi, jak w małej drewnianej kapliczce, w nocy przyjmuję śluby od pierwszych sześciu kandydatek do tego zgromadzenia (por Dzienniczek, 613); że prędko ona umrze; i że już wszystko, co miała do powiedzenia i napisania załatwiła.
Jeszcze przedtem opisała mi wygląd kościółka i domu pierwszego zgromadzenia oraz ubolewała nad losem Polski, którą bardzo kochała, i za którą często się modliła. Idąc za radą Św. Jana od Krzyża, zawsze prawie opowiadania S. Faustyny traktowałem obojętnie i nie pytałem o szczegóły. W tym wypadku również nie zapytałem, jaki to los ma spotkać Polskę, że ona tak ubolewa? Sama zaś mi tego nie powiedziała, tylko westchnąwszy zakryła twarz od zgrozy obrazu, który prawdopodobnie wówczas widziała.
Wszystko prawie, co przepowiedziała w sprawie tego zgromadzenia najdokładniej się spełniło. I gdy w Wilnie w 16 listopada roku 1944 przyjmowałem w nocy śluby prywatne pierwszych sześciu kandydatek w drewnianej kaplicy ss. Karmelitanek (por Dzienniczek, 613), albo gdy w trzy lata później przybyłem do pierwszego domu tego zgromadzenia w Myśliborzu, byłem zdumiony uderzającym podobieństwem tego, co mi mówiła śp. S. Faustyna.
Przepowiedziała również dość szczegółowo trudności i nawet prześladowania, jakie mię spotkają w związku z szerzeniem kultu Miłosierdzia Bożego i staraniem o ustanowienie święta tej nazwy w Niedzielę Przewodnią. Łatwiej było znieść to wszystko w przeświadczeniu, że taka była w całej tej sprawie wola Boża od początku (por Dzienniczek, 90).
Przepowiedziała mi śmierć swoją 26 września, że za 10 dni umrze, a 5 października umarła. Z braku czasu na pogrzeb przyjechać nie mogłem.
Co sądzić o Siostrze Faustynie i jej objawieniach? Pod względem naturalnego usposobienia była to osoba zupełnie zrównoważona bez cienia psychoneurozy lub histerii. Naturalność i prostota cechowała jej obcowanie zarówno z siostrami w Zgromadzeniu, jak z osobami obcymi. Nie było w niej żadnej sztuczności i teatralności, żadnej wymuszoności, ani chęci zwracania uwagi na siebie. Przeciwnie, starała się niczym nie wyróżniać od innych, a o swych przeżyciach wewnętrznych nikomu nie mówiła oprócz spowiednika i przełożonych. Uczuciowość jej była normalna, ujęta w karby woli, nie ujawniająca się łatwo w odmiennych nastrojach i wzruszeniach. Nie ulegała żadnej depresji psychicznej, ani zdenerwowaniu w niepowodzeniach, które znosiła spokojnie z poddaniem się woli Bożej.
Pod względem umysłowym była roztropna i odznaczała się zdrowym sądem o rzeczach, chociaż nie miała prawie żadnego wykształcenia: zaledwie umiała pisać z błędami i czytać. Udzielała trafnych rad swoim współtowarzyszkom, gdy się do niej zwracały, a parokrotnie sam dla próby podsunąłem jej pewne wątpliwości, które rozstrzygnęła bardzo trafnie. Wyobraźnia jej była bogata, ale nie egzaltowana. Często nie potrafiła sama odróżnić działania swej wyobraźni od działania nadprzyrodzonego, szczególnie gdy chodziło o wspomnienia z przeszłości. Gdy jednak zwróciłem jej na to uwagę i kazałem podkreślić wDzienniczku tylko to, o czym może przysiąc, że na pewno nie jest wytworem jej wyobraźni, sporo z swoich dawnych wspomnień opuściła.
Pod względem moralnym była zupełnie szczera bez najmniejszej przesady i cienia kłamstwa: zawsze mówiła prawdę, chociaż czasami to sprawiało jej przykrość. W roku 1934, w lecie, przez kilka tygodni byłem nieobecny, a S. Faustyna nie zwierzała się innym spowiednikom z swoich przeżyć. Po powrocie dowiedziałem się, że ona spaliła swój Dzienniczek w następujących okolicznościach: ponoć zjawił się jej anioł i kazał wrzucić go do pieca, mówiąc:Głupstwo piszesz i narażasz tylko siebie i innych na wielkie przykrości. Cóż ty masz z tego miłosierdzia? Po co czas tracisz na pisanie jakichś urojeń! Spal to wszystko, a będziesz spokojniejsza i szczęśliwsza! itp. S. Faustyna nie miała kogo się poradzić, i gdy widzenie się powtórzyło, spełniła polecenie rzekomego anioła. Po tym zorientowała się, że postąpiła źle. Opowiedziała mi wszystko i spełniła polecenie odpisania wszystkiego na nowo.
Pod względem cnót nadprzyrodzonych czyniła wyraźny postęp. Wprawdzie od początku widziałem w niej ugruntowaną i wypróbowaną cnotę czystości, pokory, gorliwości, posłuszeństwa, ubóstwa oraz miłości Boga i bliźniego, ale można było łatwo skonstatować stałe stopniowe ich wzrastanie, szczególnie pod koniec życia potęgowanie się miłości Boga, którą ujawniała w swych wierszach. Dziś nie pamiętam dokładnie ich treści, ale ogólnie przypominam swój zachwyt co do treści (nie co do formy), gdy w roku 1938 je odczytywałem.
Raz widziałem S. Faustynę w ekstazie. Było to 2 września 1938 roku, gdy ją odwiedzałem w szpitalu na Prądniku i pożegnałem ją, by odjechać do Wilna. Odszedłszy kilkadziesiąt kroków, przypomniałem, że przyniosłem jej kilkadziesiąt egzemplarzy wydanych w Krakowie, a ułożonych przez nią modlitw (nowenna, litania i koronka) o Miłosierdziu Bożym. Wróciłem natychmiast, by je wręczyć. Gdy otworzyłem drzwi do separatki, w której się ona znajdowała, ujrzałem ją zatopioną w modlitwie w postawie siedzącej, ale prawie unoszącej się nad łóżkiem. Wzrok jej był utkwiony w jakiś przedmiot niewidzialny, źrenice nieco rozszerzone, na razie nie zwróciła uwagi na moje wejście, a ja nie chciałem jej przeszkadzać i zamierzałem się cofnąć; wkrótce jednak ona przyszła do siebie, spostrzegła mnie i przeprosiła, że nie słyszała mego pukania do drzwi ani wejścia. Wręczyłem jej owe modlitwy i pożegnałem, a ona powiedziała: Do zobaczenia się w niebie! Gdy następnie 26 września odwiedziłem ją po raz ostatni w Łagiewnikach, nie chciała ze mną już rozmawiać, a może raczej nie mogła, mówiąc: zajęta jestem obcowaniem z Ojcem Niebieskim, rzeczywiście robiła wrażenie nadziemskiej istoty. Wówczas już nie miałem najmniejszej wątpliwości, że to, co się znajduje w jejDzienniczku o Komunii św., udzielanej w szpitalu przez Anioła, odpowiada rzeczywistości.
Co się tyczy przedmiotu objawień S. Faustyny, nie ma w nim nic, co by się sprzeciwiało wierze albo dobrym obyczajom, lub dotyczyło opinii spornych między teologami. Przeciwnie, wszystko zmierza do lepszego poznania i ukochania Boga.
Obraz jest wykonany artystycznie i stanowi cenny dorobek w religijnej sztuce współczesnej (Protokół Komisji w sprawie oceny i konserwacji obrazu Najmiłosierniejszego Zbawiciela w kościele Św. Michała w Wilnie z dnia 27 maja 1941 r. podpisany przez rzeczoznawców: prof. historii sztuki dr M. Morelowskiego, prof. dogmatyki Ks. dr L. Puciatę, i konserwatora Ks. dr P. Śledziewskiego).
Kult Miłosierdzia Bożego (prywatny w formie nowenny, koronki i litanii) i publiczny (w formie projektowanego święta) nie tylko w niczym nie sprzeciwia się dogmatom ani liturgii, ale zmierza do wyjaśnienia prawd wiary świętej i poglądowego przedstawienia tego, co dotychczas w liturgii było tylko w zawiązku, do uwypuklenia i przedstawienia światu całemu tego, o czym obszernie pisali Ojcowie Kościoła, co miał na myśli Autor liturgii, a czego dziś domaga się wielka nędza ludzka. Intuicję prostej zakonnicy, zaledwie umiejącej katechizm, w rzeczach tak subtelnych, tak trafnych i odpowiadających psychologii dzisiejszego społeczeństwa, inaczej nie da się wytłumaczyć jak tylko nadprzyrodzonym działaniem i oświeceniem.
Niejeden teolog po długich studiach nie potrafiłby nawet w przybliżeniu rozwiązać trudności tych tak trafnie i łatwo, jak to uczyniła S. Faustyna. Wprawdzie do nadprzyrodzonego działania w duszy S. Faustyny nieraz dołączało się działanie jej ludzkiej dość żywej wyobraźni, wskutek czego pewne rzeczy zostały przez nią nieświadomie nieco przeinaczone, ale to się zdarzało u wszystkich ludzi tego rodzaju, jak świadczą ich życiorysy, np. Św. Brygidy, Katarzyny Emmerich, Marii de Agreda, Joanny d’Arc itp. Tym da się wytłumaczyć niezgodność opisu S. Faustyny o jej przyjęciu do klasztoru z zeznaniami Przewielebnej Matki Generalnej Michaeli Moraczewskiej, a może jeszcze i inne podobne wyrażenia jej w Dzienniczku. Zresztą to są wypadki dawne, o których mogły obie strony zapomnieć, albo nieco zmienić – wypadki, które do istoty rzeczy nie należą.
Skutki objawień S. Faustyny zarówno w jej duszy, jak również w duszach innych ludzi przeszły wszelkie oczekiwania. O ile z początku S. Faustyna nieco się trwożyła, obawiała się możliwości wykonania poleceń i uchylała się od nich, o tyle stopniowo się uspokajała i doszła do stanu zupełnego bezpieczeństwa, pewności i wewnętrznej głębokiej radości: stawała się coraz bardziej pokorna i posłuszna, coraz bardziej zjednoczona z Bogiem i cierpliwa, zgadzając się najzupełniej i we wszystkim z Jego wolą. Chyba nie trzeba rozwodzić się nad skutkami tych objawień w duszach innych ludzi, którzy się o tym objawieniu dowiedzieli, gdyż fakty za siebie mówią najlepiej. Liczne wota (około 150) przy obrazie Najmiłosierniejszego Zbawiciela w Wilnie i wielu innych miastach dostatecznie świadczą o łaskach, udzielanych czcicielom Miłosierdzia Bożego zarówno w kraju jak i za granicą. Ze wszystkich stron nadchodzą wiadomości o przedziwnych wysłuchaniach Miłosierdzia Bożego nieraz wyraźnie cudownych.
Reasumując powyższe, moglibyśmy łatwo wyprowadzić wniosek; ale ponieważ ostateczna decyzja w tej sprawie zależy od nieomylnej instytucji w Kościele, dlatego z całą uległością poddajemy się jej i najspokojniej wyroku oczekujemy.
Białystok, 27 stycznia 1948 r.-bł.ks.M.Sopoćko

Posted in Miłosierdzie Boże, Religia, Św. Faustyna, Święci obok nas | Otagowane: | Leave a Comment »

Św Faustyna i Bł ks Michał Sopoćko

Posted by tadeo w dniu 21 Kwiecień 2015

Posted in Filmy religijne, Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna | Otagowane: | Leave a Comment »

Śladami bł. ks. Michała Sopoćki.

Posted by tadeo w dniu 21 Kwiecień 2015

Dzień 1https://www.youtube.com/watch?v=ISHE1FBOzTA

Dzień 2https://www.youtube.com/watch?v=KgscjVoPcD4

Dzień 3https://www.youtube.com/watch?v=IOesI3-TCyg

Dzień 4https://www.youtube.com/watch?v=sj93x4n3Hr4

Dzień 5https://www.youtube.com/watch?v=X2kl738KCUE

Dzień 6https://www.youtube.com/watch?v=1ZWqPE4ibB4

Dzień 7https://www.youtube.com/watch?v=NXWRcWj8aeU

Dzień 8https://www.youtube.com/watch?v=y_bZp4g_pkQ

Posted in Miłosierdzie Boże | Otagowane: | Leave a Comment »

Wspomnienie o św. Faustynie- nagranie archiwalne rozmowa z ks Sopoćko – mp3

Posted by tadeo w dniu 27 Wrzesień 2014

ramki-obrazc3b3w-2010-11-29-12-38-08-rdd

http://gloria.tv/media/UeHy68kc8nP

Posłuchaj także: Życiorys Św. Faustyny

ramki-obrazc3b3w-2010-11-29-12-38-08-rdd

http://gloria.tv/media/77qzGxcC7xc

Posted in Św. Faustyna | Otagowane: | Leave a Comment »

Michał Sopoćko. Spowiednik siostry Faustyny

Posted by tadeo w dniu 7 Październik 2013

 

„W 1933 roku poznałem siostrę Faustynę Kowalską, która od razu powiedziała, że zna mię od dawna i że mam być jej kierownikiem oraz ogłosić światu o Miłosierdziu Bożym”. Słowa te padły podczas pierwszego spotkania i musiały zaskoczyć ks. Michała Sopoćkę. Od tej pory jego życie – naukowca i duszpasterza – gruntownie się zmieniło.

Student, wykładowca, przewodnik duchowy

Michał Sopoćko urodził się 11 listopada 1888 roku na Wileńszczyźnie. W 1910 roku wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Wilnie, gdzie otrzymał święcenia kapłańskie i skierowanie do pracy w parafii w Taboryszkach. Następnie studiował na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, Uniwersytecie Warszawskim i w Państwowym Instytucie Pedagogicznym w Warszawie. Po uzyskaniu doktoratu oraz habilitacji z teologii moralnej rozpoczął pracę jako wykładowca teologii pastoralnej na Wydziale Teologicznym USB oraz w Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Wilnie. Podczas studiów pełnił funkcję kapelana Wojska Polskiego w Warszawie i w Wilnie, a po ich ukończeniu został ojcem duchownym w seminarium wileńskim i spowiednikiem żeńskich zgromadzeń zakonnych w Wilnie. Otrzymał zatem świetne przygotowanie akademickie, przede wszystkim teologiczne, a także zdobył doświadczenie pedagogiczne i duszpasterskie.

Tak życie księdza Sopoćki wyglądało na rok przed przyjazdem do Wilna s. Faustyny Kowalskiej. Spotkanie z nią sprawiło bowiem, że i tak już niezwykle pracowite życie, jakie do tej pory wiódł, jeszcze bardziej przyspieszyło.

Spotkanie z s. Faustyną

Do spotkania z s. Faustyną doszło w 1933 roku, chociaż ona poznała go kilka lat wcześniej w widzeniu w Warszawie i w Krakowie. Tak – krótko, po męsku – ks. Sopoćko odnotował je w swoim dzienniku: „W 1933 roku poznałem siostrę Faustynę, która od razu powiedziała, że zna mię od dawna i że mam być jej kierownikiem oraz ogłosić światu o Miłosierdziu Bożym”. Słowa te musiały go zaskoczyć i przytłoczyć ogromem zadania, podczas gdy dla niej była to jedna z najszczęśliwszych chwil w życiu: oto ujrzała tego, który według obietnicy będzie dla niej widzialną i niezawodną pomocą. Może warto tu wyjaśnić, że kiedy s. Faustyna poznała swoją przyszłą misję, czuła się jej niegodna i nieprzygotowana do jej wypełnienia, ale skoro Pan Jezus nalegał, zaczęła Go prosić o pomoc. Później odkryła, że zanim poprosiła o tę pomoc, On już ją przygotowywał, za co gorąco Mu potem dziękowała.

Początek znajomości nie przebiegał wcale gładko, bowiem ks. Sopoćko uzależnił swoją zgodę od spełnienia dwóch warunków: siostra ma poddać się badaniom lekarskim oraz dokładnie opisać swoje życie, ze szczególnym uwzględnieniem otrzymanych wizji, natchnień oraz przeżyć duchowych. Te wymagania, jak się wydaje, nie zaskoczyły jej specjalnie, gdyż napisała: „Spowiednik […] musi nieraz doświadczyć, musi próbować, musi ćwiczyć, musi poznać, czy ma do czynienia ze słomą, czy z żelazem, czy z czystym złotem. Każda z tych trzech dusz potrzebuje odrębnego ćwiczenia. Musi i to koniecznie spowiednik wyrobić sobie o każdej sąd jasny, aby wiedział, co ona może udźwignąć w pewnych chwilach, okolicznościach i wypadkach” (Dz. 112). Spowiednik zaś podszedł do sprawy sumiennie i naukowo. Nie dowierzał wszystkiemu, badał, sprawdzał, konfrontował swoje opinie z osobami godnymi zaufania. Tak nabrał pewności, że nie ma do czynienia z rozhisteryzowaną dewotką, ale rzeczywiście chodzi o dzieło Boże. Niedługo potem s. Faustyna napisała, że „pod jego kierownictwem szybko dusza moja postępowała w miłości Bożej…” (Dz. 144) i „dziękowała Panu Bogu za dar mądrego, wykształconego i doświadczonego spowiednika”, choć dziwiła się także, „że jest mało kapłanów, którzy umieją w duszę wlać moc i odwagę i siły, że dusza nie męcząc się, idzie zawsze naprzód” (Dz. 937).

Obraz Jezusa Miłosiernego

Po tym etapie wzajemnego poznawania się nadeszło pierwsze poważne zadanie: namalowanie obrazu Jezusa Miłosiernego według wizji z 1931 roku. Siostra znów próbowała się usprawiedliwiać, że nie jest w stanie podołać temu zadaniu, jakby Boski Zleceniodawca sam tego nie wiedział najlepiej. Jednak „szczęśliwy zbieg okoliczności” sprawił, że sąsiadem księdza okazał się malarz, Eugeniusz Kazimirowski. I tak trzy lata po wizji w Płocku powstawał obraz malowany według instrukcji siostry, w „produkcji” którego brał udział nawet jej spowiednik: malarz chciał bowiem zobaczyć, jak najlepiej oddać postawę Jezusa, a także jak ułożą się Jego szaty (za obraz, a więc i za pozowanie do niego, spowiednik musiał zapłacić z własnych funduszy). Kiedy siostra utyskiwała, że Pan Jezus nie jest tak piękny, jakim Go widziała, usłyszała, że „nie w piękności farby ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce Mojej”.

Kiedy obraz był gotowy (lato 1934 roku), nadeszło następne zadanie: „Pragnę, aby ten obraz czczono najpierw w waszej kaplicy i na całym świecie”. Tu pojawił się problem: Kościół jest bardzo wstrzemięźliwy w udzielaniu zgody na umieszczanie w miejscach kultu publicznego obrazów zawierających nowe treści religijne. Gdy zaś chodzi o sam obraz, to najpierw zdobił on mieszkanie spowiednika, a potem został zawieszony w ciemnym korytarzu za klauzurą u bernardynek mieszkających przy kościele św. Michała. Nie było to optymalne rozwiązanie, ale od czego są „szczęśliwe przypadki”. Tak się złożyło, że w 1935 roku trwał Jubileusz 1900-lecia Odkupienia Świata, a w Wilnie uroczystości końcowe odbywały się w Ostrej Bramie pod koniec oktawy Wielkanocy. Kiedy proboszcz sanktuarium zwrócił się z prośbą do ks. Sopoćki, aby ten wygłosił okolicznościowe kazanie, otrzymał odpowiedź pozytywną, ale pod warunkiem, że ilustracją do kazania o miłosierdziu Bożym będzie obraz Kazimirowskiego. Wizerunek został wystawiony w szczytowym oknie krużganku, z lewej strony Ostrej Bramy i udekorowany girlandami zieleni ułożonymi przez s. Faustynę.

Jeszcze raz wystawiono go w tym samym roku podczas procesji Bożego Ciała, ale dopiero w roku 1937 ks. Sopoćko zwrócił się oficjalnie do metropolity wileńskiego, abpa Romualda Jałbrzykowskiego, aby wydał zgodę na umieszczenie obrazu w kościele św. Michała na stałe. Uzyskał ją błyskawicznie już po dwóch dniach, a ponieważ było to w przeddzień Niedzieli Przewodniej, nic nie stało na przeszkodzie, aby następnego dnia dokonać uroczystego poświęcenia obrazu. Owa zgoda została jednak obwarowana dwoma ograniczeniami: obraz nie może być wystawiony w ołtarzu głównym i nie wolno informować wiernych o jego genezie ani o objawieniach s. Faustyny.

Początki kultu Miłosierdzia Bożego

Wiemy z „Dzienniczka”, że tych przeciwności i cierpień było na tyle dużo, że nawet s. Faustyna śmiała upomnieć się o swego spowiednika u Pana Jezusa, wyrzucając Mu, że utrudnia mu wykonanie dzieła, które sam przecież zaleca. Otrzymała wówczas odpowiedź: „Tak postępuję z nim, na świadectwo, że dzieło to Moim jest. Powiedz mu, niech się nie lęka niczego, wzrok Mój jest zwrócony dzień i noc na niego. Tyle koron będzie w koronie jego, ile dusz się zbawi przez dzieło to. Nie za pomyślność pracy, ale za cierpienie nagradzam” (Dz. 90).

Zresztą siostra rozumiała, że im większe dzieło, tym bardziej Szatan się mu sprzeciwia, bo więcej traci! Kiedy pewnego razu prosiła Pana, by przeniósł na nią cierpienia, które miały spotkać ks. Sopoćkę, a następnie płakała, że jest ich tak dużo, otrzymała wyjaśnienie, że to „dla potrójnej korony, która mu jest przeznaczona: dziewictwa, kapłaństwa i męczeństwa” (Dz. 596).

Te niezwykłe sploty okoliczności (nie licząc rozmów z s. Faustyną) nie tylko utwierdziły ks. Sopoćkę co do źródła objawień wizjonerki, ale musiały doprowadzić go do przekonania, że dokonuje się szczególny podział „ról”: siostra otrzymuje przesłania, a on jest ich realizatorem. Tak było w przypadku obrazu „Jezu, ufam Tobie” i w sprawie wystawienia go do publicznej czci. Podobnie miała się sprawa z przygotowaniem wiernych i… duchowieństwa (przede wszystkim hierarchii) do zaakceptowania nowych form kultu Bożego Miłosierdzia. Ksiądz Sopoćko wiedział od s. Faustyny, że życzeniem Pana Jezusa jest, aby nowe nabożeństwo objęło cały świat: boski Mistrz sam podyktował słowa „koronki” i pouczył, jak należy ją odmawiać.

Choć ks. Sopoćko „od zawsze” był czcicielem tego „najbardziej zachwycającego przymiotu Bożego”, trzeba było poświęcić jeszcze wiele czasu i trudu, aby wypełniła się wola Boża. Nie żałował zatem ani jednego, ani drugiego (ani swoich skromnych pieniędzy): głosił kazania, pisał artykuły, drukował reprodukcje obrazu, układał modlitwy według wskazówek s. Faustyny, a gdy i tego było za mało, ogłosił drukiem książeczkę „Miłosierdzie Boże” (Wilno, 1936) z podtytułem „Studium teologiczno-praktyczne”. Jak się wydaje, w ten sposób sam chciał pogłębić refleksję nad prawdą o Bożym Miłosierdziu, przygotować do niej lud Boży, a także zwrócić uwagę hierarchów Kościoła na potrzebę uwypuklenia tego aspektu Stwórcy, który pomimo swojej obecności w Kościele od samych jego początków, nie był wystarczająco „doceniony”. Chociaż w książeczce ani razu nie padło imię s. Faustyny, niemniej jednak we wnioskach praktycznych kończących rozważania autora sformułowano postulat wprowadzenia odrębnego święta i powołania ludzi, którzy podjęliby dzieło rozkrzewiania kultu Miłosierdzia Bożego.

Kilka lat później, już po wybuchu II wojny światowej, a więc i po śmierci s. Faustyny, ks. Sopoćko napisał po łacinie traktat teologiczny „De Misericordia Dei deque eiusdem festo instituendo” („O Miłosierdziu Bożym oraz o konieczności ustanowienia jego święta”), który wydał, jak zwykle, własnym sumptem. Ponownie do tematu Miłosierdzia Bożego powrócił w swoim głównym czterotomowym dziele pt. „Miłosierdzie Boże w dziełach Jego”, rozpoczętym w latach wojny, ale wydanym między 1959 a 1967 rokiem, w którym przedstawił podstawy doktrynalne tego kultu, konieczne do zaakceptowania go przez miarodajne władze kościelne.

Zakaz szerzenia kultu Bożego Miłosierdzia

W trosce o własną wolność, a może nie tylko, ks. Sopoćko musiał w 1947 roku opuścić Wilno i wyjechać do Białegostoku, gdzie włączył się w pracę dydaktyczną i wychowawczą tamtejszego Seminarium Duchownego. Nie porzucił też trudu dalszego krzewienia apostolstwa Miłosierdzia Bożego i zwracał się z petycjami do prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego i biskupów o przedkładanie w Stolicy Apostolskiej prośby o ustanowienie odpowiadającego mu święta. Biblijną i teologiczną naukę o Miłosierdziu Bożym uzasadniające potrzebę tych działań starał się przedstawić w swoich opracowaniach, zaś w 1954 roku doprowadził do konkursu na obraz wyrażający (zgodnie z wymogami teologicznymi i artystycznymi) propagowaną ideę. Komisja Główna Episkopatu zatwierdziła obraz wykonany przez rektora Politechniki Krakowskiej, Ludomira Ślendzińskiego, nie został on jednak rozpowszechniony.

Wprowadzenie nowych form kultu Miłosierdzia Bożego do liturgii Kościoła – jak już wcześniej zasygnalizowano – napotykało na różne trudności, czemu trudno się dziwić, ale zasadniczy cios padł ze strony Kongregacji Świętego Oficjum w marcu 1959 roku, gdy kult Miłosierdzia Bożego był już znany w całej Polsce, a obraz „Jezu, ufam Tobie” czczony przez niezliczoną rzeszę wiernych. Kongregacja w swojej notyfikacji nakazała powstrzymanie się od szerzenia kultu w formach propagowanych przez s. Faustynę, a głoszonych drukiem przez ks. Sopoćkę, ale pozostawiła lokalnym biskupom swobodę decyzji co do usuwania obrazów, które zostały już wystawione do publicznego kultu. Jeden z nakazów odnosił się personalnie do ks. Sopoćki, który miał zaprzestać propagowania objawienia s. Faustyny oraz proponowanego w nich nabożeństwa.

Ksiądz Sopoćko przyjął z bólem i pokorą ów zakaz, ale się nie załamał. Siostra Faustyna uprzedzała go już wiele lat wcześniej, że „gdyby nawet orzeczenie Kościoła w tej sprawie zapadło negatywne, «nie można ustawać»”. Choćby brakło już sił fizycznych i moralnych «nie ustawać»”. W omawianej notyfikacji dostrzegł pozytywny aspekt sprawy: należy wykorzystać czas na gruntowne opracowanie teologicznych podstaw nowego kultu, co później stało się dziełem jego życia (mowa tu o „Miłosierdziu Bożym w dziełach Jego”). Rozumiał też, że dzięki tej koniecznej zwłoce (bo już dawno uwierzył, że jest to dzieło Boże) również inni teologowie będą pracowali nad biblijnym, teologicznym i liturgicznym zgłębieniem dzieła Miłosierdzia, przez co sam kult dozna oczyszczenia z wszelkich ewentualnych niepotrzebnych naleciałości. I nie pomylił się w swoich rachubach, chociaż nie doczekał się odwołania starej i wydania w 1978 roku nowej notyfikacji (ponoć nie bez osobistego zaangażowania ks. kard. Karola Wojtyły).

Powołanie nowego zgromadzenia zakonnego

Początkowo s. Faustyna rozumiała, że to do niej należy zadanie powołania nowego zgromadzenia, którego misją byłoby szerzenie kultu Miłosierdzia Bożego. Co więcej, chciała je realizować. Kiedy jednak rozmawiała z przełożonymi o swoim wyjściu ze zgromadzenia, ci nie dawali na to zgody (s. Faustyna była już wówczas w Krakowie). Z biegiem czasu siostra, która dobiegała ostatnich miesięcy swego życia, widziała coraz wyraźniej, że to nie ona będzie założycielką nowego zgromadzenia, ale nie miała cienia wątpliwości co do jego powstania, bo taka jest wola Boża, której całkowicie się poddawała.

Ksiądz Sopoćko zawczasu zaczął pisać listy formacyjne dla nowego zgromadzenia, a także zredagował – według przemyśleń i propozycji s. Faustyny – jego konstytucję. Dwa lata po śmierci wizjonerki, w 1940 roku zgłosiła się pierwsza kandydatka do nowego zgromadzenia, a wkrótce dołączyły do niej kolejne. Tak powstało Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego, posiadające swoje placówki w siedmiu miejscowościach w Polsce i za granicą (nawet w Ziemi Świętej).

Ksiądz Sopoćko do końca swego życia utrzymywał bardzo bliski kontakt z siostrami (z jego założycielkami znał się już od czasów wojny, gdyż były zaangażowane w jego konspiracyjną działalność wydawniczą). Zmarł w dniu imienin s. Faustyny, 15 lutego 1975 roku w Białymstoku (uroczystościom pogrzebowym przewodniczył jego wychowanek z wileńskiego seminarium, późniejszy kard. Henryk Gulbinowicz). Został beatyfikowany 28 września 2008 roku w Białymstoku. Jego wspomnienie Kościół obchodzi 15 lutego, w dniu jego narodzin dla Nieba.

Jerzy W. Sokołowski
„Głos Ojca Pio” [56/2/2009]
http://glosojcapio.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=3494&Itemid=96

Posted in Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna | Otagowane: | Leave a Comment »

Ks. Michał Sopoćko. Białostocki znak Boga (2008)

Posted by tadeo w dniu 28 Grudzień 2012

Białystok, miasto Miłosierdzia, wiele zawdzięcza słudze Bożemu ks. Michałowi Sopoćce. Istnieje przeświadczenie, że to dzięki jego wstawiennictwu Białystok ocalał z katastrofy chemicznej.  Blisko 24 lat temu  (LINK TUTAJ) przez miasto przejeżdżały wagony z ciekłym chlorem. Wykoleiły się one nieopodal kaplicy, przy której mieszkał, sprawował Najświętszą Ofiarę i gdzie narodził się dla nieba ks. Sopoćko. Widmo śmierci zawisło nad okolicą. Gdyby nie udało się podnieść wagonów i chlor by wyciekł, zginęłoby życie biologiczne w promieniu 60 kilometrów. Dzięki dobremu Bogu szczęśliwie udało się uniknąć katastrofy. Śmiercionośny pociąg odjechał. Jako wotum wdzięczności za ocalenie miasta, za torami wzniesiono kościół pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego. Przeniesiono też doczesne szczątki ks. Michała z cmentarza do nowo wybudowanej świątyni.

APC - 2012.12.28 20.29 - 001.3d

http://gloria.tv/?media=377222

Przeczytaj także:

Białystok Miasto Miłosierdzia

Posted in Filmy religijne | Otagowane: | 1 Comment »

Bł. Michał Sopoćko – miłosierny kapłan

Posted by tadeo w dniu 23 Kwiecień 2012

Marek Wójtowicz SJ

Pan Bóg przygotowuje i wybiera odpowiednich ludzi do wypełnienia ważnych misji. Na swojej kapłańskiej drodze, podczas wypełniania posługi spowiednika w Zgromadzeniu Matki Bożej Miłosierdzia, ks. Michał spotkał siostrę Faustynę Kowalską, której objawiał się Pan Jezus. Mistyczka znalazła w świątobliwym kapłanie wiernego pomocnika w szerzeniu kultu Bożego Miłosierdzia w Wilnie, a następnie w Krakowie. Nigdy jej nie zawiódł, zawsze potrafił, dzięki Duchowi Świętemu, udzielić takiej rady, która przywracała pokój serca miotanej wątpliwościami zakonnicy.

Michał Sopoćko urodził się 1 listopada 1888 roku w Juszewszczyźnie w powiecie oszumiańskim (dzisiaj Białoruś). Jego rodzina należała do zubożałej szlachty zachowującej tradycje religijne i patriotyczne. Od dzieciństwa Michał pragnął zostać księdzem. Rozpoczął seminarium w Wilnie w 1910 roku. Święcenia kapłańskie przyjął 15 czerwca 1914 roku; były nieco przyśpieszone z obawy przed wcieleniem go do armii rosyjskiej. Od dnia święceń prowadził zapiski duchowe. Być może dlatego poradził później Siostrze Faustynie, by i ona pisałaDzienniczek.
Ksiądz Michał Sopoćko przeżył wiele biedy w swoim życiu, dlatego był bardzo wrażliwy na braki, jakich doświadczali mieszkańcy jego pierwszej parafii w Taboryszkach. Gorliwie ich katechizował, założył dla nich bibliotekę i przyczynił się do powstania kilku szkół podstawowych w całej okolicy. Skierowano go następnie na specjalistyczne studia teologiczne na powstającym właśnie Uniwersytecie Warszawskim, których jednak nie rozpoczął z powodu wybuchu wojny z bolszewikami w 1920 roku. Został kapelanem w wojsku i podczas działań wojennych zachorował na tyfus. Wyjechał na kurację do Zakopanego i po jej zakończeniu studiował teologię i pedagogikę na UW. Po zakończeniu studiów w 1924 roku biskup wileński Matulewicz poprosił go, by powrócił do Wilna. Tam zajął się pracą duszpasterską wśród różnych stowarzyszeń młodzieży katolickiej, a od 1928 roku rozpoczął także wykłady z teologii pastoralnej na Uniwersytecie Wileńskim. W seminarium był ojcem duchownym kleryków. Był też spowiednikiem sióstr zakonnych. Ze św. Siostrą Faustyną zetknął się w konfesjonale. Po kilku spowiedziach i poddaniu jej próbie pokory, uznał wiarygodność prywatnych objawień. Nie dziwiło go powoływanie się przez zakonnicę na wizję Jezusa, bo sam się wiele modlił i serdecznie rozmawiał z Panem.
Ksiądz Michał przez całe późniejsze życie pozostawał w cieniu znanej na całym świecie mistyczki. Trzeba wszakże stwierdzić, że bez jego mądrej pomocy, objawienia skromnej zakonnicy pozostałyby w ukryciu. To on ośmielał Siostrę Faustynę, by wprowadzać w życie życzenie Pana Jezusa, aby mówić o Bożym Miłosierdziu i ukazywać Boga pełnego litości względem grzeszników. Ksiądz Michał zabiegał o stosowne zezwolenia władz kościelnych na druk tekstu koronki do Miłosierdzia Bożego. On też znalazł malarza, by namalował obraz „Jezu ufam tobie” według wskazań Siostry Faustyny. W sprawie ustanowienia w całym Kościele Uroczystości Bożego Miłosierdzia osobiście udał się do Rzymu.
Rady, jakich udzielał ks. Michał św. Siostrze Faustynie były proste i bardzo przydatne; uciszały burze, które gwałtownie zaciemniały jej udręczonego ducha. W Dzienniczku mistyczki z Łagiewnik można przeczytać szereg pochwał pod adresem spowiednika i kierownika duchowego. „O Jezu mój, Ty widzisz, jak wielką mam wdzięczność dla ks. Sopoćki,który tak daleko posunął dzieło Twoje. Ta dusza, tak pokorna, umiała wytrzymać wszystkie burze i nie zniechęciła się przeciwnościami, ale wiernie odpowiedziała wezwaniu Bożemu” (Dzienniczek, n. 1586).
Ksiądz Michał posiadał szeroką wiedzę teologiczną na temat doświadczeń mistycznych. Nieustannie ją pogłębiał, dlatego mógł skutecznie pomagać św. Siostrze Faustynie. Zachęcał też zakonnicę mieszkającą w ostatnich latach życia w Krakowie, by korzystała na miejscu z rad doświadczonego spowiednika, jezuity ojca Andrasza. Po II wojnie światowej ks. Michał przeniósł się do Białegostoku. Tam również prowadził wykłady w seminarium i opiekował się ludźmi biednymi. Pisał też artykuły na temat Bożego Miłosierdzia. Podkreślał m. in., że „Głosić Ewangelię to nie znaczy mówić, że ludzie mają się nawrócić, ale że Bóg jest dobry dla grzeszników”.
W 1959 roku ks. Michał otrzymał zakaz szerzenia kultu Bożego Miłosierdzia, przekazany z Rzymu na ręce kard. Stefana Wyszyńskiego. Zaczęły się dla ks. Michała lata pełne niezrozumienia i nieufności ze strony władz kościelnych. Publikował teologiczne rozprawy o Bożym Miłosierdziu w Piśmie Świętym i w nauce Ojców Kościoła. O siostrze Faustynie musiał jednak do końca życia milczeć. Bóg przeprowadził go przez „noc ciemną” w trudnej szkole ufności gdy się nic nie rozumie. To była droga oczyszczenia, którą podobnie jak wielkiej mistyczka, musiał przejść. Dzięki mężnemu wytrwaniu w próbie cierpienia i ciemności, by tym większym światłem mógł wybuchnąć kult Bożego Miłosierdzia, by objąć cały świat. Ks. Michał Sopoćko odszedł do Pana 15 lutego 1975 roku. Został beatyfikowany 28 września 2008 roku w Białymstoku.

Przeczytaj także: 

MIŁOSIERDZIE BOGA W DZIEŁACH JEGO – KS. DR PROF. MICHAŁ SOPOĆKO

ROZWAŻANIA O MIŁOSIERDZIU BOŻYM ks Michał Sopoćko.

Posłuchaj:

Posłuchaj ks. Michała Sopoćko

Posted in Miłosierdzie Boże, Święci obok nas | Otagowane: | 1 Comment »

Św. Faustyna i Bł. ks. Michał Sopoćko

Posted by tadeo w dniu 28 Listopad 2011

Posted in Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna | Otagowane: | Leave a Comment »

Św Faustyna i Bł ks Michał Sopoćko

Posted by tadeo w dniu 18 Listopad 2011

Posted in Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna | Otagowane: | Leave a Comment »

Posłuchaj ks. Michała Sopoćko

Posted by tadeo w dniu 4 Maj 2011

Posłuchaj ks. Michała Sopoćko – mp3

Przeczytaj także: MIŁOSIERDZIE BOGA W DZIEŁACH JEGO – KS. DR PROF. MICHAŁ SOPOĆKO

Posted in Miłosierdzie Boże, Religia | Otagowane: | 3 Comments »

ROZWAŻANIA O MIŁOSIERDZIU BOŻYM ks Michał Sopoćko.

Posted by tadeo w dniu 31 Marzec 2011

XXXII ROZWAŻAŃ O MIŁOSIERDZIU BOŻYM
opracowane na podstawie publikacji ks. dr Michała Sopoćki
(wybór tekstów s. Teresa Szałkowska, Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego)

Rozważanie I – POKÓJ A MIŁOSIERDZIE BOŻE
Rozważanie II – O OBOWIĄZKU MIŁOSIERDZIA WZGLĘDEM BLIŹNICH
Rozważanie III – O KORZYŚCIACH Z CNOTY MIŁOSIERDZIA
Rozważanie IV – MIŁOSIERDZIE BOŻE A MIŁOSIERDZIE LUDZKIE
Rozważanie V – O WARUNKACH UCZYNKÓW MIŁOSIERDZIA
Rozważanie VI – O POBUDKACH DO CNOTY MIŁOSIERDZIA
Rozważanie VII – O UCZYNKACH MIŁOSIERDZIA WZGLĘDEM CIAŁA
Rozważanie VIII – O UCZYNKACH MIŁOSIERDZIA WZGLĘDEM DUSZY
Rozważanie IX – O WDZIĘCZNOŚCI ZA MIŁOSIERDZIE BOŻE
Rozważanie X – O WDZIĘCZNOŚCI ZA MIŁOSIERDZIE BOŻE – cz. II
Rozważanie XI – MIŁOŚĆ JAKO DAŃ WDZIĘCZNOŚCI ZA MIŁOSIERDZIE BOŻE
Rozważanie XII – MIŁOŚĆ JAKO DAŃ WDZIĘCZNOŚCI ZA MIŁOSIERDZIE BOŻE – cz. II
Rozważanie XIII – PAMIĘĆ O OBECNOŚCI BOŻEJ JAKO WDZIĘCZNOŚĆ ZA MIŁOSIERDZIE BOŻE
Rozważanie XIV – MIŁOSIERNA OPATRZNOŚĆ BOGA
Rozważanie XV – MIŁOSIERDZIE BOŻE W NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENCIE
Rozważanie XVI – MIŁOSIERDZIE BOŻE W NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENCIE – cz. II
Rozważanie XVII – CZEMU JESZCZE BOJAŹLIWI JESTEŚMY?
Rozważanie XVIII – POTRZEBA UFNOŚCI
Rozważanie XIX – SKUTKI UFNOŚCI
Rozważanie XX – W JAKI SPOSÓB UTWIERDZIĆ SIĘ W STAŁEJ UFNOŚCI BOGU
Rozważanie XXI – DROGI ZMARTWYCHWSTANIA
Rozważanie XXII – MATKA MIŁOSIERDZIA POBUDKĄ UFNOŚCI
Rozważanie XXIII – MODLITWA DROGĄ DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO
Rozważanie XXIV – POTRZEBA MODLITWY
Rozważanie XXV – O DUCHU WIARY
Rozważanie XXVI – O RADOŚCI
Rozważanie XXVII – O SPOWIEDZI
Rozważanie XXVIII – O STAŁEJ SKRUSZE ZA GRZECHY
Rozważanie XXIX – O POKUSACH
Rozważanie XXX – DOBRY PASTERZ
Rozważanie XXXI – MIŁOSIERDZIE BOŻE WYPŁYWAJĄCE Z RAN CHRYSTUSOWYCH
Rozważanie XXXII (dodatkowe) – OZIĘBŁOŚĆ

http://www.faustyna.eu/rozwazania1_pl.htm

Posted in Książki (e-book), Miłosierdzie Boże, Religia | Otagowane: | 1 Comment »

MIŁOSIERDZIE BOGA W DZIEŁACH JEGO – KS. DR PROF. MICHAŁ SOPOĆKO

Posted by tadeo w dniu 31 Marzec 2011

W latach 1959-1967 opublikowana była w Londynie i Paryżu czterotomowa praca ks. Michała Sopoćki pt. Miłosierdzie Boga w dziełach Jego (t. I, Londyn 1959; t. II, Rzym-Paryż-Londyn 1962; t. III, Rzym-Paryż-Londyn 1962; t. IV, Paryż 1967). Upłynęło już kilkadziesiąt lat od tego czasu i nie jest ona dziś zasadniczo dostępna, także w bibliotekach.

Współczesny rozwój kultu Miłosierdzia Bożego, oczekiwana beatyfikacja Autora oraz jego ogromny wkład w apostolstwo Miłosierdzia Bożego w naszych czasach stwarzają przekonywujące racje do ponownego wydania tej pracy. Tym bardziej jeszcze, że jest ona w zasadniczych rysach zwieńczeniem nauczania ks. Sopoćki o miłosierdziu Bożym, potrzebie i istocie kultu oraz przede wszystkim jest szeroko rozbudowaną własną refleksją Autora nad tajemnicą miłosierdzia Bożego ujawniającą się, jak wyraża to tytuł, w „dziełach Jego”, czyli Bożych dziełach w historii zbawienia.

Ostatni aspekt wyróżnia tę pracę pośród innych licznych publikacji ks. Sopoćki poświęconych prawdzie i kultowi Miłosierdzia Bożego. Nadaje też jej charakter swoistej medytacji nad dziełami Bożego miłosierdzia, łączonej nieraz z bardzo osobistymi inwokacjami Autora do tegoż miłosierdzia, przeradzającymi się niejednokrotnie w modlitwę. Uderza bogactwo tekstów Pisma Świętego, przedstawiających objawianie się miłosierdzia Bożego, a ich rozważanie jeszcze bardziej podkreśla wspomniany charakter dzieła. Może więc posłużyć ono – jest to jeszcze jeden motyw do publikacji, oraz świadoma sugestia redakcji – jako pomoc w osobistym zamyśleniu nad tajemnicą Bożego miłosierdzia, w jego poznaniu, w odkrywaniu dzieł Bożego miłosierdzia nie tylko w dziełach Bożych, ogarniających świat i ludzkość, ale i w życiu każdego człowieka, co samo z siebie skłaniać winno także do uwielbieniu Boga w Jego miłosierdziu i naśladowania Go w nim.

Ksiądz Sopoćko w pierwszym tomie swego dzieła, po wstępnym wyjaśnieniu czym jest miłosierdzie Boże oraz wskazaniu, że najpełniej wyraziło się ono w Tajemnicy Wcielenia i Odkupienia, przedstawił ujawnianie się tegoż miłosierdzia w życiu, nauczaniu i czynach Jezusa Chrystusa.

Tom drugi poświęcił ukazaniu miłosierdzia Bożego w Tajemnicy Odkupienia. W oparciu o biblijny opis Męki, Śmierci, Zmartwychwstania i Wniebowstąpienia Jezusa, w rozważaniach obejmujących poszczególne etapy i sceny misterium odkupienia, wyakcentował działanie w nim tegoż miłosierdzia.

W tomie trzecim z kolei ukazał obecność i działanie miłosierdzia Bożego w tajemnicy Kościoła, jako że zawarte w nim łaski sakramentalne, odpusty, charyzmaty, dary i owoce Ducha Świętego są źródłami, z których miłosierdzie to nieustannie wypływa. Te trzy tomy rozważań w zamyśle Autora miały – przyjmując inną perspektywę – służyć przedstawieniu kolejno: miłosierdzia Boga Ojca, które ujawnione zostało przez naukę i przykład Jego Syna Jezusa Chrystusa; miłosierdzia Syna Bożego, który przyjął mękę i śmierć za grzechy ludzkości, a owoce Odkupienia pozostawił w ustanowionym przez siebie Kościele; miłosierdzia Ducha Świętego, który zstąpił na Kościół, kieruje nim i nieprzerwanie obdarza wiernych łaskami. Wskazane trzy pierwsze tomy dzieła ujawniają jego, nakreślony powyżej, charakter refleksyjno-medytacyjny.

Natomiast tom czwarty, wydany w kilka lat później, z podtytułem: „O uroczystość Najmiłosierniejszego Zbawiciela” odbiega wyraźnie w swej specyfice i sposobie redakcji od poprzednich. Ksiądz Sopoćko poświęcił go, zgodnie z podtytułem, sprawie kultu Miłosierdzia Bożego, jego wartości i potrzeby oraz dodatkowo jeszcze ukazaniu znaczenia prawdy miłosierdzia Bożego w formacji chrześcijańskiej i duszpasterstwie. Zamierzony przez Autora cel wpłynął na treść tomu i sposób jego opracowania.

Nie pojawiło się już ujęcie charakterystyczne dla pierwszych trzech tomów, a przedstawiona została stosowna w tym wypadku argumentacja, uzasadnianie, wykazywanie i wyjaśnianie właściwe dla naukowego wykładu. Jako, że w zamyśle redakcyjnym niniejszego wydania – po części już wzmiankowanym – chodzi nie tylko o przybliżenie czytelnikom nauczania ks. Sopoćki o miłosierdziu Bożym, ale bardziej o poddanie treści do osobistej refleksji i medytacji nad tajemnicą miłosierdzia Bożego, drukowane są zasadniczo pierwsze trzy tomy dzieła.

Z czwartego tomu wyjęte zostały jedynie dwa rozdziały, zbliżone swym charakterem do specyfiki wybranych tomów. – Rozdział pierwszy, poświęcony ukazaniu prawdy miłosierdzia Bożego, konieczności ufności w to miłosierdzie oraz potrzeby uwielbienia Boga w nim. Dołączony on jest do pierwszego tomu niniejszego wydania, na jego początku, jako – jak się wydaje – dostosowujące się do całości wprowadzenie. – I rozdział czwarty, poświęcony Matce Bożej, Matce Miłosierdzia. Ten z kolei umieszczony jest na końcu trzeciego tomu jako zwieńczenie całości poprzez swoistą inwokację do Maryi, Pośredniczki łask, w tym łask Bożego miłosierdzia.

ks. Henryk Ciereszko

http://sopocko.pl/ksiazki/16-milosierdzie-boga-w-dzielach-jego/

http://www.milosierdzie.info.pl/upload/MBWDJ_1.pdf

http://www.milosierdzie.info.pl/upload/MBWDJ_2.pdf

http://www.milosierdzie.info.pl/upload/MBWDJ_3.pdf

http://www.milosierdzie.info.pl/upload/MBWDJ_4.pdf

Posłuchaj ks. Michała Sopoćko

Posted in Książki (e-book), Miłosierdzie Boże, SYLWETKI, Święci obok nas | Otagowane: | 3 Comments »