WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Zofia Kossak-Szczucka’ Category

Zofia Kossak-Szczucka: Antysemitka, która ratowała Żydów

Posted by tadeo w dniu 27 kwietnia 2017

Zofia Kossak-Szczucka podczas wojny uratowała setki Żydów, a po jej zakończeniu nie chciała przyjąć ze strony komunistycznych władz uznania za swe literackie osiągnięcia. „Jestem pisarką katolicką” – mówiła o sobie z dumą.

Świat patrzy na tę zbrodnię, straszliwszą niż wszystko, co widziały dzieje, i – milczy” – pisała Zofia Kossak-Szczucka w apelu do społeczeństw Zachodu, podczas zagłady Żydów z warszawskiego getta w sierpniu 1942 roku. „Rzeź milionów bezbronnych ludzi dokonywa się wśród powszechnego złowrogiego milczenia… Tego milczenia dłużej tolerować nie można… Kto milczy w obliczu mordu – staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia – przyzwala”.

Powieściopisarka, której książki tłumaczono na wiele języków, nie chciała milczeć. Nie potrafiła w czasie wojny zajmować się tylko twórczością czy przetrwaniem własnym i swoich najbliższych. Stanęła na czele Frontu Odrodzenia Polski, tajnej organizacji katolickiej. Wkrótce zainicjowała powołanie organizacji, której celem było ratowanie i pomoc Żydom (Żegota), w której z narażeniem życia działała. Została uwięziona w Auschwitz. Siedziała na Pawiaku z wyrokiem śmierci. Po uwolnieniu walczyła w powstaniu warszawskim. Kiedy w 1957 wróciła z emigracji w Anglii do Polski, także nie była w stanie milczeć, choć intensywnie ją do tego namawiano. Kossak-Szczucka zachowywała się jednak tak, jakby nie wiedziała o co chodzi. Jakby nie znała reguł tej gry.

Towarzysze potrzebują artystów

Komunistyczne władze starały się skłonić pisarkę do tworzenia wedle narzucanych przez nie reguł. Robiono wiele, by znana ze swej religijności i bezkompromisowości pisarka przestała zawracać sobie głowę rolą sumienia katolickiego narodu. By uznała, że jej miejsce jest wśród tłumu literatów klaszczących na plenach, siedzących w pierwszych rzędach podczas akademii. Jeżeli nawet nie gorliwie wychwalających partię – jak przyszli nobliści Czesław Miłosz i Wisława Szymborska – a później z komunizmem polemizujących (jak Miłosz w „Zniewolonym umyśle”), to przynajmniej „walczących z polskim klerykalizmem”. W tej dziedzinie zasługi położyła Wisława Szymborska. „Pierwsza dama polskiej poezji” była w lutym 1953 roku sygnatariuszką (wraz m.in. ze Sławomirem Mrożkiem i Janem Błońskim) manifestu kilkudziesięciu krakowskich twórców, którego celem było zachęcenie komunistycznych władz do przyspieszenia wykonania wyroku śmierci na uwięzionych księżach kurii krakowskiej, oskarżonych o „szpiegostwo i dywersję za amerykańskie pieniądze”. Zofia Kossak-Szczucka, wywodząca się z ziemiańsko-malarskiej rodziny Kossaków, nie była w stanie zaangażować się w tego typu manifestację poddaństwa. „Wiadomo, że honor kosztuje, ale skoro się go ma, trzeba płacić”, pisała w liście do przyjaciół w roku 1963, wkrótce po awanturze, którą urządziła, gdy w prasowym sprawozdaniu jednego z posiedzeń literatów w Warszawie przypisano jej kłamliwie nie tylko obecność na nim, ale i udzielenie poparcia partii. W roku następnym podpisała protest przeciw cenzurze („List 34″ z 1964 roku).

Komuniści cały czas prowadzili wobec niej subtelną grę. Zmuszono ją do emigracji w 1945 roku, dając do wyboru: więzienie albo wyjazd. Zdecydowała się na ciężką pracę fizyczną na angielskiej farmie. Zrobiła to dla męża, Tadeusza Szatkowskiego. Ten przedwojenny oficer Wojska Polskiego po wyjściu z oflagu cierpiał na depresję. Małżonkowie z dwójką dzieci żyli na marginesie rozpolitykowanych kręgów emigracji, dzierżawiąc małe gospodarstwo i hodując owce w Kornwalii. Ktoś obdarzony talentem tej miary byłby jednak dla partii na wagę złota, jego spolegliwość byłaby uwiarygodnieniem – zawyrokowano po śmierci Stalina. Decyzja Jakuba Bermana o wypędzeniu pisarki z Polski została więc cofnięta.

Na Zachodzie jej powieści trafiały na listy bestsellerów. „Bez oręża” znalazło się na czele Book of the Month w Stanach Zjednoczonych, podczas gdy w Polsce wszystkie jej utwory objęte były cenzurą, wycofywano je z bibliotek i czytelni. Entuzjazm Polaków towarzyszący jej powrotowi do kraju był ogromny. „Przyjechała Pani w samą porę. Witają Panią ludzie, wita ziemia, wiosna w powietrzu, skowronki już przyleciały. A tu trzeba zakasać rękawy, budować na każdym kroku, taki chaos w głowach, w życiu…” – pisał w liście czytelnik Kossak-Szczuckiej z Krakowa. Listów powitalnych otrzymywała setki. A ona sama odczuwała ulgę i radość z powrotu „Zawsze byliśmy tutaj niczym Twardowski na Księżycu”, pisała w jednym z listów wysłanych jeszcze z Anglii. „Rozczarowanie nam nie grozi. Dobry czy zły – mój kraj. Bardzo dręczyła mnie świadomość, że nasze bytowanie na Trossell nie jest w niczym służbą Polsce. Teraz będziemy służyć”. „Wiadomościom” londyńskim ucinała krótko przestrogi dawane w rozmowie redakcyjnej: „Wszystko jest dobre, co jest Polską”.

Nie mogę przyjąć tej nagrody

Pisarka osiadła w podbeskidzkich Górkach Wielkich, gdzie mieszkała z rodziną przed wojną. Pochłonęły ją przyziemne sprawy. Z dworu Kossaków została tylko ruina, spalono go w 1945 roku. „Drzewa porosły jak wieże”, pisała w jednym z listów, krótko po przyjeździe. „Chciałam ucałować próg, ale gąszcz tarniny zarósł wejście”. Małżonkowie Zofia i Zygmunt zamieszkali w „domku ogrodnika” dawnego rodzinnego majątku i co rok musieli dopominać się u władz o skromny przydział węgla, który pozwalałby przetrwać zimę.

Kossak-Szczucka usiłowała walczyć z cenzurą, która ingerowała nawet w jej opowiadania dla dzieci. Nie zgodziła się na cięcia w tomie „Topsy i Lupus”. W korespondencji do przyjaciół o pierwszych wrażeniach z Polski pisała: „jesteśmy ciągle jeszcze jak pijani, przy tym zagubieni w wirze powitań. Pomyśl: dwoje starych dzikusów, którzy miesiącami nikogo nie widywali, nagle przeniesionych w kulturalne warunki i okadzanych. Można zwariować”. Nie zwariowała.

Nie przyjęła Nagrody Państwowej I stopnia przyznanej w czerwcu 1966 roku przez władzę ludową „za wybitne osiągnięcia w dziedzinie powieści historycznej”. Nagroda była nie tylko honorowym wyróżnieniem, ale wiązała się również z niemałą premią pieniężną, która pozwoliłaby bez trudu odbudować rodzinny dworek. Poza tym fakt jej przyznania czynił z niej z miejsca osobistość fetowaną na peerelowskich salonach. Po tym, co nastąpiło, musiała jednak pogodzić się z myślą, że jej twórczość pozostanie przemilczana. W odpowiedzi na pismo informujące o przyznaniu prestiżowego wyróżnienia pisała: „Nie mogę przyjąć nagrody od władz państwowych […] odnoszących się wrogo do spraw dla mnie świętych”. Nagrodę przyznano „przypadkiem” w trakcie „aresztowania” peregrynującego po Polsce w ramach Wielkiej Nowenny obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Obchody milenijne zostały zakłócone wydarzeniami „znieważającymi kult Matki Boskiej, raniąc boleśnie serca wierzących Polaków”, zaznaczyła Kossak-Szczucka. „Jestem pisarką katolicką, żywiącą cześć dla Królowej Polski”. Próbę wręczenia jej nagrody uznała za nieporozumienie. A jej książki, raz już przez władze stalinowskie wycofywane z księgarń i bibliotek, ponownie trafiły na indeks.

„Oby taką postawę wykazali się również inni katolicy, których kusi się nagrodami czy orderami” – komentował wzruszony biskup katowicki Herbert Bednorz. List Zofii Kossak do władz czytano w kościołach w całej Polsce. Gdy prymas Wyszyński odczytał list na posiedzeniu Episkopatu, sala zagrzmiała oklaskami; w gablotach przy wejściu do kościołów proboszczowie rozlepiali jego kopie.

APC - 2017.04.27 16.55 - 001.3d

„…toby Bóg tego nie żądał”

Inicjatorka Żegoty w latach okupacji wykazywała niebywałą energię i pomysłowość w organizowaniu pomocy Żydom: ukrywała ich w swoim mieszkaniu, wyszukiwała bezpieczne schronienia, przerzucała do klasztorów, wyrabiała fałszywe papiery, zapewniała wyżywienie, a nawet ubierała. Wciągała w te działania setki ludzi. Nie otrzymała jednak za życia tytułu Sprawiedliwy wśród Narodów Świata (przyznano go jej dopiero pośmiertnie w 1982 roku). Za granicą rozpowszechniano informację, że Żegota była dziełem socjalistów i demokratów.

Aresztowano ją we wrześniu 1943 roku na ulicach Warszawy, jako „frau Zofię Śliwińską”, w jej torbie znajdowały się konspiracyjne druki, ale jej prawdziwej tożsamości Niemcy nie zdołali ustalić. Trafiła na Pawiak, potem do Auschwitz-Birkenau, gdzie zachorowała na tyfus. Gdy była jeszcze zdrowa, inicjowała wspólne modlitwy, prowadziła pogadanki literackie. Zdobywała żywność i leki dla najbardziej potrzebujących. Z Oświęcimia przewieziono ją znowu na Pawiak, by poddać kolejnemu śledztwu, bo wyszła w końcu na jaw jej prawdziwa tożsamość i związki z AK. Została stamtąd wyciągnięta za ogromną sumę zebraną przez przyjaciół z podziemia. Pobyt w Oświęcimiu opisała w książce „Z otchłani”. Obrazy kaźni przeplatają się tu z rozważaniami nad siłą płynącą z wiary, nadprzyrodzoną opieką w skrajnych warunkach, mocą modlitwy bliskich, rolą Aniołów i odczuwalną tu wyraźnie obecnością szatana. Nad swoją pryczą w baraku napisała ołówkiem: „W każdej chwili mojego życia wierzę, ufam, miłuję”.

Zobaczyła to, co uchodziło uwadze takich kronikarzy obozowego życia jak Tadeusz Borowski, autor „Pożegnania z Marią”, co nie mogło zainteresować również Zofii Nałkowskiej, odwiedzającej niemiecki obóz krótko po wojnie i opisującej go w „Medalionach”, pisarzy skupionych na naturalistycznych opisach sadyzmu niemieckich oprawców i analizie upadku człowieczeństwa w warunkach zaplanowanego z matematyczną precyzją upodlenia człowieka. A ona, Polka z dworu „z niewyparzoną gębą”, nie potrafiła milczeć na temat działania Opatrzności także tutaj. Pisała: „Gdyby przeżycie lagru było ponad siły, toby Bóg tego nie żądał, bo On wie, na ile nas stać. A skoro żąda, to znaczy, że wytrzymać można… Wierzę, o Boże mój, że nic mnie nie spotka, czego byś mi od wieków nie przeznaczył, nie zasądził i do moich sił nie dostosował (…). W lagrze bardziej niż gdziekolwiek winno być tak-tak, nie-nie. Bo my musimy nie tylko to zło przyjąć i znieść, ale je zwalczyć” .

Nie zdobyła się tylko w swoich wspomnieniach na literalne przytoczenie rynsztokowego słownictwa. Nie odważyła się cytować określenia, jakim strażniczki zwracały się do kobiet. Tak po staroświecku pojmowała swoją misję „służebniczki słowa”.

Po opublikowaniu wspomnień z Auschwitz zaatakował ją Tadeusz Borowski, zarzucając pisarce grafomanię, mitomanię i lekceważenie faktów. „Z otchłani” nie mogło podobać się pisarzowi, dla którego Oświęcim był głównym argumentem na rzecz niewiary. „Fantazjuje w każdym niemal zdaniu”, pisał w recenzji „Z otchłani” – „za to jednak usilnie stara się zaopatrzyć swą relację w obfite naddatki literackie, sprawiając swą pretensjonalnością makabryczne wrażenie na przygodnym czytelniku, który przygodnie również był w obozie Auschwitz. Pomyłki autorki rozciągają się od warstwy słownej i poprzez dowolne interpretowanie faktów sięga do absurdalnych pomysłów historiozoficznych. (…) Wracając do pani Kossak, chciałbym sklasyfikować »Z otchłani« lapidarnie jako książkę złą i fałszywą, a przede wszystkim – beznadziejnie słabą literacko”.

Poznać, zrozumieć

Na emigracji Zofia Kossak napisała książkę „Oblicze matki”, przedstawiającą w skrócie historię Polski, w której pisała: „Poznać – zrozumieć oto dwa prawdziwie ludzkie i prawdziwie chrześcijańskie słowa. Wszystkie zbrodnie pochodzą od nienawiści. Nienawiść jest karmiona i utrzymywana przez wyobrażenia i uproszczone wyrazy o domniemanych właściwościach obcej wspólnoty. Poznanie burzy te wyobrażenia i pokazuje drugiego takiego, jakim jest naprawdę”. W ten sposób uzasadniała swój brak jakichkolwiek uczuć niechęci czy żalu wobec Niemców, Żydów, Ukraińców. Krótko przed śmiercią Zofia Kossak mówiła, że praca w konspiracji i pobyt w niemieckim obozie zagłady, który przetrwała dzięki modlitwie, miłości i współczuciu wobec ludzi, były darem i jej największym życiowym zwycięstwem. Tak jak kiedyś o. Maksymilian Kolbe – po wyjściu z szeregu wynędzniałych postaci w pasiakach i oświadczeniu, że chce umrzeć za współwięźnia – mógł powiedzieć z godnością zdumionym Niemcom: „Jestem księdzem katolickim!” – tak ona mogła publicznie wyznać wobec komunistów: „Jestem pisarką katolicką”.

W kilkadziesiąt lat po jej śmierci znów pojawiły się oskarżenia o antysemityzm. Padają one ze strony środowisk czyniących z pamięci o Holokauście nowy rodzaj ideologii czy wręcz religii. „Ta książka to arcydzieło nacjonalizmu”, mówiła parę lat temu o „Z otchłani” prof. Carla Tonini, historyk z Bolonii, zajmująca się historią naszego kraju i dziejami stosunków polsko-żydowskich, w jednym z wywiadów. „Charaktery więźniarek zależą od ich narodowości. Wszystkie Polki są więc bohaterkami. Dzielne, bogobojne, koleżeńskie i nigdy nietracące nadziei kobiety. Ukrainki, Niemki i Żydówki to czarne charaktery. Osobowości słabe, skłonne do niegodnych zachowań”. Tonini podkreśla w swoich publikacjach zdecydowanie, że Zofia Kossak była „antysemitką”, choć „dziwną”, jak dorzucała – bo ratującą Żydów. „Sprzeczność leży bowiem w naturze ludzkiej. Wielu biografów Kossak przedstawiało ją jako osobę perfekcyjną, niemalże świętą. Taka Kossak jest jednak płaska i nudna. Tymczasem to była osoba fascynująca. Człowiek z krwi i kości” – dodawała protekcjonalnie pani profesor. Jeśli ktoś już zostanie opieczętowany najgorszym z możliwych epitetów, można go trochę pogłaskać.

Ktoś, kto wypowiadał krytyczne słowa na temat Żydów – a Zofia Kossak czyniła to nawet w swoim Proteście, w którym walczyła o pomoc dla narodu izraelskiego w imię cywilizacji i kultury chrześcijańskiej, miłości bliźniego, w imię człowieczeństwa – z definicji nie mógł być kimś dobrym. Jego natura posiada wstydliwy sekret, ohydną plamę, które czynią go zepsutym; nie jest taki, jakim być powinien. Tak jak nie mógł być kimś „ludzkim”, zdaniem Tadeusza Borowskiego, ktoś, kto znalazł się w piekle Oświęcimia. On stawał się od razu „gorszym” człowiekiem. Jeśli udawał, że tak nie było, kłamał.

„Porządek miłości” jest odmienny i wyższy od każdego innego. Istota świętości nie zawiera się w dziedzinie politycznej, społecznej czy ekonomicznej, jak przypomina Vittorio Messori. „Jednakże działalność świętych choć wykracza poza czas i zmierza do wieczności – ma swoje skutki także w historii”.

„Spotkaliśmy się podczas powstania całkiem przypadkowo” – wspominał Zofię Kossak Władysław Bartoszewski, który był jej sekretarzem w latach 1942–1943. „Uścisnęliśmy się. Zapytałem, gdzie Witold i Anna (dzieci Zofii). Powiedziała, że na Starówce. Zrobiło mi się głupio, bo tam już była bardzo ciężka sytuacja. »A masz może jakieś wiadomości od nich?« – zapytałem. Ona odpowiedziała: »Nie, ale są pod dobrą opieką«. Głupio zapytałem: »Jak to, pod czyją?«. Odpowiedziała: »Bożą«”.

Podczas pisania artykułu korzystałam z następujących książek:

Anna Szatkowska, „Był dom… Wspomnienia”, Kraków 2002

Mirosława Pałaszewska – Zofia Kossak w latach II wojny światowej, „Niepodległość i Pamięć”, R. II, nr 3(4), 1995

Joanna Jurgała-Jureczka, Zofia Kossak, „Opowieść biograficzna”, Warszawa 2014

Zofia Kossak, „Z otchłani”, Warszawa 1958

Vittorio Messori, „Przemyśleć historię”, Kraków 2002

Władysław Bartoszewski, „Wywiad rzeka”, Warszawa, 2006

Autorka jest publicystką. Publikuje m.in. w „Arcanach”, „Powściągliwości i Pracy”, „Niedzieli”, „Źródle” i „Christianitas”. Przeprowadziła wywiad rzekę z premierem Janem Olszewskim „Prosto w oczy”. Opublikowała także książki „Patrząc na kobiety” i „Rycerze wielkiej sprawy”.

http://www.rp.pl/Plus-Minus/303239911-Zofia-Kossak-Szczucka-Antysemitka-ktora-ratowala-Zydow.html#ap-1

Reklamy

Posted in SYLWETKI, Zofia Kossak-Szczucka | Leave a Comment »

Nowe ustalenia z życia Zofii Kossak

Posted by tadeo w dniu 9 kwietnia 2017

APC - 2017.04.11 13.31 - 001.3d

Zofia Kossak-Szczucka

We wszystkich oficjalnych publikacjach podawano, że Zofia Kossak przyszła na świat w Kośminie na Lubelszczyźnie 10 sierpnia 1890 r. Nauczycielki ze Szkoły Podstawowej w miejscu urodzenia znakomitej pisarki dotarły przed laty do ksiąg parafialnych w Gołębiu i znalazły akt śmierci jej młodszego brata Stefana, w którym datę podawano według starego i nowego stylu:
„Działo się to we wsi Gołąb 18/30 września 1891 r. o godzinie czwartej po południu. Stawili się Piotr Czarniecki lat 31 i Stanisław Mierzyński lat 33, obaj właściciele majątku Osmolice, mieszkający w Osmolicach, i ogłosili, iż 16/28 września br. o godzinie czwartej nad ranem we wsi Kośmin zmarł w wieku 8 miesięcy Stefan Kossak, syn Tadeusza i jego żony Anny z domu Kisielnickiej, urodzony i mieszkający z rodzicami we wsi Kośmin, należącej do rodziców zmarłego. Po stwierdzeniu zgonu Stefana Kossaka akt ów wszystkim obecnym został odczytany i podpisany przez księdza i świadków”.
Z tego aktu wynikało, że Stefan przyszedł na świat w styczniu 1891 r. Anna Kossakowa nie mogła więc urodzić Zofii w sierpniu 1890 r. Późniejsza autorka Pożogi i Krzyżowców musiała się urodzić w innym terminie.
W księgach parafialnych w Górkach Wielkich na Śląsku Cieszyńskim zachował się akt ślubu pisarki z majorem Zygmuntem Szatkowskim. Zapisano w nim: „Zofia z Kossaków Szczucka, wdowa po śp. Stefanie Szczuckim, córka Tadeusza Kossaka, dzierżawcy dóbr w Górkach Wielkich, i Anny Kossakowej z domu Kisielnickich, urodzona 11 lipca 1899 r. w Kośminie (pow. Puławski)”. Rok 1899 został przekreślony i wpisano: 1889. Ten rok też został przekreślony. Nad nimi pozostała trzecia data: 1890. Która z nich jest prawdziwa?
Wiadomo, że pisarka mieszkała od grudnia 1935 r. w Warszawie przy ul. Ludnej 3, w lokalu 11. Udało mi się dotrzeć do warszawskich ksiąg meldunkowych z okresu międzywojennego. Przy nazwisku Szatkowska Zofia (nazwisko jej drugiego męża) podano informację o dacie urodzenia: 8 sierpnia 1889 r. Ta data wydawała się bardziej prawdopodobna.
Od kilku lat do Polski przyjeżdża wnuczka pisarki – Hanna Fenby-Taylor. Doskonale pamięta wizyty u babci w latach 60. Utarło się, że na okres wakacyjny zjeżdżały do Polski dzieci z rodzinami (córka Anna ze Szwajcarii i syn Witold z Anglii). Po śmierci pisarki w 1968 r. wizyty w Polsce były już bardzo rzadkie. Ożywienie nastąpiło dopiero w latach 90., teraz Hanna bywa nawet kilka razy w ciągu roku. W roku 2003 również wybrała się w rodzinne strony babci. Odwiedziła Kośmin. Zajechała także do Wojewódzkiego Archiwum Państwowego w Lublinie. Okazało się, ku jej wielkiej radości, że istnieje akt chrztu Zofii Kossak. Tekst ten, powstały w zaborze rosyjskim, został napisany w języku rosyjskim. Jedynie niektóre nazwiska (zaznaczone pogrubieniem) napisano po polsku:
„Działo się to we wsi Gołąb dnia dwudziestego pierwszego stycznia (drugiego lutego) tysiąc osiemset dziewięćdziesiątego roku o godzinie trzeciej po południu. Zjawił się osobiście Tadeusz Kossak (Tadeusz Kossak) lat trzydzieści trzy z rodu właścicieli majątku Kośmin, zamieszkały we wsi Kośmin, w obecności świadka Henryka Unruga lat pięćdziesiąt trzy, zamieszkałego w Rykach, a także Piotra Czarnieckiego lat trzydzieści z rodu zamieszkałego w Osmolicach, obu właścicieli, i przedstawił nam dziecko płci żeńskiej oznajmiając, że urodziło się we wsi Kośmin dnia dwudziestego dziewiątego lipca (dziesiątego sierpnia) tysiąc osiemset osiemdziesiątego dziewiątego roku o godzinie drugiej rano przez jego prawowitą małżonkę Annę z domu Kisielnicką (Anna z Kisielnickich) lat dwadzieścia sześć. Dziecku temu na chrzcie świętym nadano imiona: Zofia Anna (Zofia Anna), a chrzestnymi jego byli: Kazimierz Kisielnicki i Maria Meisner. Akt ten obwieszczono i odczytano świadkom, ojcu i podpisany przez świadków:
Tadeusz Kossak – ojciec
ks. A. (nazwisko nieczytelne)
Henryk Unrug – świadek
Piotr Czarniecki – świadek”.
Jak wynika z dokumentu, Zofia Kossak urodziła się w 1889 r.

Należy tu dodać, że w Muzeum Zofii Kossak w Górkach Wielkich znajduje się książeczka do nabożeństwa, w której od 1830 r. czynione były zapiski rodzinne. Także tam odnotowano, że „córeczka Tadeusza – Zosia urodziła się 10 sierpnia 1889 r.”.
Pani Hannie udało się rozwiązać jeszcze jedną zagadkę. Tym razem chodziło o syna pisarki z pierwszego małżeństwa – Tadeusza Szczuckiego. Rodzina była przekonana, że został on aresztowany w czasie II wojny światowej na dworcu (prawdopodobnie w Lublinie). Potem słuch o nim zaginął. Helena Barska ze Skoczowa, która przed wojną była piastunką dzieci pisarki z drugiego małżeństwa: Witolda i Anny Szatkowskich, twierdziła, że wysyłała Tadeuszowi paczki do obozu koncentracyjnego. Jakiego – nie pamiętała. Rodzina twierdziła, że Tadeusz mógł być więźniem KL Auschwitz lub Majdanek. Państwowe Muzeum w Oświęcimiu-Brzezince i Muzeum na Majdanku odpowiedziały w 1992 r., że nie posiadają żadnych dokumentów potwierdzających tę wiadomość.
Hanna Fenby-Taylor odwiedziła Muzeum w Oświęcimiu dużo później, bo przed trzema laty. I tym razem miała szczęście. Do archiwum muzealnego trafiły w tym czasie dokumenty niemieckie, przekazane z Rosji. Wśród nich znajdował się akt zgonu Tadeusza Szczuckiego. Podano w nim, że stolarz (pewniejsze było podanie Niemcom statusu robotnika) Tadeusz Szczucki, zamieszkały w Krakowie przy ul. Jasnej nr 6, urodzony 18 sierpnia 1917 r. w Nowosielicy, zmarł 17 marca 1943 r. w Auschwitz na Sepsis bei Phlegmone (zakażanie krwi, flegmonę). Czy podany powód zgonu był prawdziwy – to już inna sprawa.
Po tylu latach od zakończenia II wojny światowej kolejna zagadka została rozwiązana. Lecz Zofia Kossak do końca życia nie miała pojęcia, kiedy zmarł czy zginął jej syn.

http://www.niedziela.pl/artykul/73098/nd/Nowe-ustalenia-z-zycia-Zofii-Kossak

Posted in Zofia Kossak-Szczucka | Leave a Comment »

„Kto Jest Bierny Wobec Zła, Ten Jest Jego Współuczestnikiem” – Wspomnienie O Zofii Kossak-Szczuckiej

Posted by tadeo w dniu 22 stycznia 2017

zofia-kossak

Wybitna polska pisarka, słynąca jako autorka powieści historycznych, które doczekały się licznych zagranicznych przekładów. Ideowo związana z endecją, była współzałożycielką Tymczasowego Komitetu Pomocy Żydom, przekształconego później w „Żegotę”, uhonorowaną po latach tytułem „Sprawiedliwej wśród narodów świata”.

Zofia Kossak-Szczucka przyszła na świat 10 sierpnia 1889 roku w Kośminie (dziś województwo lubelskie). Była córką Tadeusz Kossaka (brata bliźniaka Wojciecha, słynnego malarza) i Anny Kisielnickiej -Kossakowskiej. Najmłodsze lata spędziła na Lubelszczyźnie i Wołyniu, gdzie początkowo pobierała nauki w domu, jednak w wieku siedemnastu lat przeniosła się do Warszawy, gdzie pracowała jako nauczycielka. Zgodnie z rodzinną tradycją, w 1912 udała się do Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie, gdzie studiowała malarstwo, a niedługo potem zajmowała się rysunkiem w Ecole des Beaus Arts w Genewie.

W 1915 roku poślubiła Stefana Szczuckiego i zamieszkawszy z nim w Nowosielicy na Wołyniu, wkrótce doczekała się potomstwa – narodził im się syn. Dwa lata później, gdy w Rosji szalała rewolucja bolszewicka, przyszła pisarka była świadkiem krwawych wystąpień ukraińskich chłopów na Wołyniu. Traumatyczne obrazy, towarzyszące tym wydarzeniom, zrodziły u Zofii Kossak chęć przelania wspomnień na papier, co zaowocowało wydaną w 1922 roku „Pożogą”, powszechnie uznawaną za jej literacki debiut.

Po I wojnie światowej i odzyskaniu przez Polskę niepodległości minęło jeszcze kilka lat, nim autorka wraz z synami zamieszkała u rodziców, w niewielkiej wiosce Górki Wielkie, położonej na Śląsku Cieszyńskim. Miało to miejsce w 1923 roku, krótko po tym, jak we Lwowie zmarł jej małżonek. Dwa lata później Zofia Kossak ponownie wyszła za mąż. Jej wybrankiem został oficer Wojska Polskiego, Zygmunt Szatkowski, z którym spłodziła trzeciego syna. W 1926 roku Zofię spotkała jednak tragedia w postaci śmierci pierwszego z synów, Juliusza.

W tym czasie Zofia realizowała się jako pisarka. Zasłynęła przede wszystkim pasjonującymi powieściami historycznymi. Wydany w 1924 roku „Beatum scelus” przedstawiał historię wykradzenia obrazu Matki Bożej z kaplicy w Rzymie przez Mikołaja Sapiehę. W „Legnickim polu” z 1930 roztacza przed czytelnikiem obraz średniowiecznej Polski. Co istotne, w licznych opowiadaniach Zofia Kossak poruszała tematykę Śląska, często akcentując związane z nim polskie wątki, wydarzenia i postaci. Niemniej jednak, najbardziej znanym dziełem pisarki po dzień dzisiejszy pozostaje czterotomowy cykl „Krzyżowcy”, poświęcony dziejom pierwszej wyprawy krzyżowej, wydany po raz pierwszy w 1935 roku. Dzieła Zofii Kossak doczekały się licznych przekładów na obce języki. Wydawano je w Wielkiej Brytanii, USA, Szwajcarii, Słowacji, czy Kanadzie. Niejednokrotnie stawały się one prawdziwymi bestsellerami: na przykład, powieść „Bez oręża”, przetłumaczona na język angielski jako „Blessed and the Meek”, poświęcona tragicznym dziejom krucjaty dziecięcej, została wyróżniona w prestiżowym The Book-of-the-Month Club i sprzedała w tysiącach egzemplarzy.

Za swoje literackie osiągnięcia, Zofia Kossak jeszcze przed wojną była kilkakrotnie nagradzana. W 1932 odznaczono ją nagrodą literacką województwa śląskiego. W 1936 roku otrzymała Złoty Wawrzyn Akademicki Polskiej Akademii Literatury, a rok później przyznano jej Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski.

Kiedy wybuchła II Wojna Światowa, Zofia Kossak-Szczucka opuściła dotychczasowe miejsce zamieszkania i przeniosła się do Warszawy. Tam zaangażowała się w działalność konspiracyjną i charytatywną. Wraz z grupą przyjaciół oraz księdzem Edmundem Krauze z parafii św. Krzyża utworzyła Front Odrodzenia Polski, stając na jego czele. Tajna katolicka organizacja stawiała sobie podobne cele organizacyjne, co istniejąca przed wojną Akcja Katolicka. Współpracowała z podziemną organizacją „Unia”, pisywała do periodyku „Polska Żyje”.

W historii jednak szczególną kartą zapisał się opublikowany w sierpniu 1942 roku protest. Sygnowany przez Front Odrodzenia Polski i wydany w nakładzie 5000 egzemplarzy w formie plakatu-ulotki, wyrażał zdecydowaną niezgodę środowisk katolickich wobec zagłady Żydów na terenie okupowanej Polski. Choć przed wojną Zofia Kossak związana była raczej z endecją, a o wpływie Żydów na polskie życie publiczne wielokrotnie wypowiadała się kąśliwie i w negatywnym świetle, to jako katoliczka nie mogła nie zareagować dokonujące się wokół niej zbrodnie. „Protest!” określał stanowisko polskich katolików wobec Holokaustu. Nawoływał do realizowania zasad wiary katolickiej i uniwersalnych chrześcijańskich wartości, w tym także miłości bliźniego, niezależnie od jego światopoglądu czy wyznawanej religii. Ów stosunek najlepiej wyjaśnia niniejszy fragment „Protestu!”:

„Zabieramy przeto głos my, katolicy-Polacy. Uczucia nasze względem żydów nie uległy zmianie. Nie przestajemy uważać ich za politycznych, gospodarczych i ideowych wrogów Polski. Co więcej, zdajemy sobie sprawę z tego, iż nienawidzą nas oni więcej niż Niemców, że czynią nas odpowiedzialnymi za swoje nieszczęście. Dlaczego, na jakiej podstawie – to pozostanie tajemnicą duszy żydowskiej, niemniej jest faktem nieustannie potwierdzanym. Świadomość tych uczuć jednak nie zwalnia nas z obowiązku potępienia zbrodni. Nie chcemy być Piłatami.”

Zofia Kossak krytykowała milczenie wokół Holokaustu, ciche przyzwolenie na dokonywaną przez Niemców zbrodnię. Zauważała, że podsycając u Polaków nastroje antysemickie, pragnęli oni podzielić odpowiedzialność za swoje czyny między przedstawicieli okupowanych narodów, aby – być może – ograniczyć konsekwencje, jakie mogłyby ich za to spotkać w przyszłości. Kto ulegał owemu podjudzaniu, spotykała się z radykalnym protestem i wykluczeniem ze strony pisarki i kierowanej przez nią organizacji: „Kto tego nie rozumie, kto dumną, wolną przyszłość Polski śmiałby łączyć z nikczemną radością z nieszczęścia bliźniego – nie jest przeto ani katolikiem, ani Polakiem!”.

Rok później, we wrześniu 1942 roku Zofia Kossak wespół z Wandą Krahelską powołała do istnienia Tymczasowy Komitet Pomocy Żydom, który już wkrótce przekształcono w Radę Pomocy Żydom „Żegota”. Wojna przynosi Zofii kolejne życiowe tragedie. W 1943 w niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau umiera jej drugi syn, Tadeusz Szczucki, a ona sama 27 września zostaje aresztowana przez gestapo i niespełna dwa tygodnie później wysłana do tego samego obozu. W 1944 roku przewieziono ją jednak do Warszawy, na Pawiak, gdzie została skazana przez Niemców na śmierć. Starania żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego sprawiły, że mimo to została uwolniona. Niespełna rok później pisarka wzięła czynny udział w Powstaniu Warszawskim.

Po klęsce powstania Zofia Kossak przez kilka miesięcy pozostawała w Częstochowie, gdzie powstały jej obozowe wspomnienia, zatytułowane „Z otchłani”. W 1945 roku wyjechała do Londynu, z misją Polskiego Czerwonego Krzyża, skąd nie mogła już wrócić do Polski.

W rządzonej przez komunistów Polsce wszystkie jej dzieła zostały wycofane z bibliotek i objęte cenzurą. W tym samym czasie, twórczość pisarki cieszyła się ciągle rosnącą popularnością. Książki wydane przed wojną doczekały się wielu wznowień, sprzedając się w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy, a powieść „Bez oręża” znalazła się na czele amerykańskiego Book-of-the-Month.

Do kraju pisarka mogła wrócić dopiero w 1957 roku, kiedy to osiadła ponownie w Górkach Wielkich. Pozostawała aktywną publicystką, udzielającą się przede wszystkim w prasie katolickiej. Siedem lat później była jedną z sygnatariuszy słynnego listu 34, skierowanego do premiera Józefa Cyrankiewicza, w którym pisarze protestowali przeciwko ograniczeniu swobody wypowiedzi. Jeszcze na kilka lat przed śmiercią uhonorowano ją przynależnością do Rycerskiego i Szpitalnego Zakonu św. Łazarza z Jerozolimy.

Pisarka zmarła 9 kwietnia 1968 roku i spoczęła na cmentarzu w Górkach Wielkich, gdzie wkrótce utworzono muzeum jej imienia. W 1982 roku, Instytut Bohaterów i Męczenników Holocaustu Yad Vashem w uznaniu zasług na polu pomocy Żydom uhonorował ją tytułem „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”.

http://bezkompleksow.com.pl/2016/12/05/kto-jest-bierny-wobec-zla-ten-jest-jego-wspoluczestnikiem-wspomnienie-o-zofii-kossak-szczuckiej/

Posted in Zofia Kossak-Szczucka | Leave a Comment »

Nie było śniegu, więc Witkacy malował Kossaków

Posted by tadeo w dniu 26 kwietnia 2015

Witkacy i Zofia Kossak

Witkacy i Zofia Kossak, foto: Wikimedia/CC

– Witkacy przyjechał do Górek na narty, jednak pogoda popsuła jego plany. Pojechał więc do sąsiedniego miasteczka po papier pakunkowy, na którym namalował portrety całej rodziny – opowiadała w Dwójce Joanna Jurgała-Jureczka, autorka biografii Zofii Kossak.

Los Zofii Kossak odzwierciedla doświadczenie wielu polskich twórców XX w., epoki dwóch totalitaryzmów. Materią jej powieści jest sama historia – ta dawna, sięgająca średniowiecza, oraz współczesna, najbliższa, przeżywana we własnym życiu i własnej rodziny. Dzieła Zofii Kossak, kiedyś bardzo popularne, są dziś chyba nieco zapomniane. Nie pamięta się także o samej pisarce, która zresztą mówiła: „moje książki i ja – to jedno”.

W „Sezonie na Dwójkę” postanowiliśmy przypomnieć życie i twórczość Zofii Kossak wspólnie z Joanną Jurgałą-Jureczką, autorką książki „Zofia Kossak. Opowieść biograficzna”, która była kierowniczką Muzeum Zofii Kossak w Górkach Wielkich na Śląsku Cieszyńskim. Placówka mieści się w domku ogrodnika przy dworze Kossaków, spalonym podczas wojny. Autorka biografii opowiadała m.in. o tym, jak w pokojach mieszkalnych znajdujących się na piętrze domku odnaleziono obraz Witkacego, który uznawany był za zaginiony. Przypomniała przy tym o relacjach łączących artystę z rodziną Kossaków.

– Witkacy był mężem kuzynki Zofii Kossak, Jadwigi z domu Unrug – mówiła Joanna Jurgała-Jureczka. – Trochę nie pasował do Kossaków, bywał jednak w Górkach. W 1931 r. podczas jednego ze swych pobytów zamierzał jeździć na nartach. Zmieniła się jednak pogoda, przyszedł halny i nie było śniegu. W związku z tym, że trochę się nudził, pojechał do sąsiedniego Skoczowa i kupił papier pakunkowy. Miał ze sobą pastele i przybory malarskie. Namalował portrety całej rodziny. Część obrazów zachowała się, część uważana była za zaginione. Szczęśliwie udało się odnaleźć jeden z portretów – dodała.

Opowieści o Zofii Kossak towarzyszyły archiwalne nagrania głosu samej bohaterki biografii, która wspominała m.in. o tym, że zamiłowanie do historii wyniosła z rodzinnego domu. Zapraszamy do wysłuchania całej audycji przygotowanej przez Dorotę Gacek.

http://player.polskieradio.pl/

mc/bch

http://www.polskieradio.pl/8/402/Artykul/1067802,Nie-bylo-sniegu-wiec-Witkacy-malowal-Kossakow

Czytamy w Dwójce

Danuta Stenka czyta Noce i dnie. Posłuchaj

Posted in Zofia Kossak-Szczucka | Leave a Comment »

…wierzę, ufam, miłuję

Posted by tadeo w dniu 26 kwietnia 2015

Jej prawość i odwaga były światłem dla wielu w czasie wojny, a i później, gdy poznała prawdziwe oblicze nowych rządów w Polsce. Ukazała się właśnie pierwsza powieść biograficzna o Zofii Kossak-Szczuckiej.

…wierzę, ufam, miłuję   reprodukcja henryk przondziono /gn Zofia Kossak-Szczucka. Zdjęcie z okresu międzywojennego

Zofia Kossak-Szczucka pisała 24 czerwca 1966 roku do sekretarza Komitetu Nagród Państwowych prof. Witolda Nowackiego: „…zetknęłam się osobiście, bezpośrednio, z faktami, które rozwiały żywione przeze mnie poprzednio przekonanie, że konflikt pomiędzy Kościołem a Państwem wygasa. Udowodniły one, że jest wręcz przeciwnie”. W ten sposób argumentowała swoją odmowę przyjęcia z okazji święta 22 lipca Nagrody Państwowej I stopnia „za wybitne osiągnięcia w dziedzinie powieści historycznej”. Pisarka uznała, że nie może przyjąć nagrody od władz, które nie tylko zakłócają przebieg obchodów Milenium Chrztu Polski, ale znieważają kult Matki Bożej. Zaledwie kilka dni wcześniej, 20 czerwca, pod Liksajnami na Warmii MO aresztowała peregrynującą po kraju kopię obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Nie trzeba podkreślać, jakim uwiarygodnieniem w tej sytuacji dla peerelowskiej władzy byłoby odebranie nagrody przez cenioną katolicką pisarkę, a jakim afrontem było odmówienie jej przyjęcia. „Oby taką postawę wykazali również inni katolicy, których kusi się nagrodami czy orderami” – pisał do Szczuckiej biskup katowicki Herbert Bednorz, nie przypuszczając nawet, jak wysoką nagrodą pieniężną kusiła władza. Wystarczyłaby ona na odbudowę spalonego w czasie wojny dworku Kossaków w Górkach Wielkich, co było niespełnionym marzeniem pisarki. Kopię listu Kossak-Szczuckiej do władz prymas Stefan Wyszyński odczytał na posiedzeniu episkopatu, księża wieszali w gablotach kościołów, w kazaniach stawiali pisarkę za wzór postawy katolickiej. Ona natomiast niebawem miała się przekonać, że SB coraz uważniej jej się przygląda.

Bóg i ojczyzna to nie hasła

Tę historię, która pokazuje prawość i siłę charakteru pisarki, opisała Joanna Jurgała-Jureczka w wydanej właśnie książce „Zofia Kossak”.

Nie jest to typowa biografia, ale jak dobrze oddaje podtytuł: powieść biograficzna. Napisana lekko, jest jakby muśnięciem po niezwykłym życiorysie pisarki, zostawiającym jednak niedosyt. Ale jednocześnie trudno nie zauważyć rzeczy najważniejszej: taka książka w ogóle powstała. Zofia Kossak-Szczucka, pisarka niegdyś niezwykle popularna i płodna, która wydała kilkadziesiąt powieści historycznych, a jej warsztat pisarski może być nadal wzorem dla parających się tego typu literaturą, nie miała dotąd biografii. Tymczasem jej życie było nadzwyczaj bogate. Pochodziła z rodu malarzy i artystów. Urodzona w roku 1889, była wnuczką Juliusza Kossaka, bratanicą Wojciecha, stryjeczną siostrą Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i Magdaleny Samozwaniec. Dorastała na Lubelszczyźnie i na Wołyniu, gdzie ojciec – z marnym powodzeniem – dzierżawił majątki, studiowała sztukę w Warszawie i Genewie. Na Wołyniu, już jako mężatka i matka dwóch synów, przeżyła rewolucję 1917 roku, co później opisała w debiutanckiej powieści „Pożoga”. Po śmierci pierwszego męża Stefana Szczuckiego wyszła za mąż za oficera Zygmunta Szatkowskiego, który pod koniec życia pisarki stał się współautorem jej książek. Mieszkali w Górkach Wielkich koło Skoczowa. Tu urodziła dwoje dzieci: Witolda i Annę, ale tu zmarł też jej pierworodny Julian Szczucki, a drugi syn Tadeusz zginął w czasie wojny w Auschwitz. Kossak-Szczucka swoje największe powieści historyczne, z czterotomowym dziełem „Krzyżowcy”, napisała przed wojną.

Była znana, ceniona, nagradzana. Ale jej aktywność nie zamykała się w świecie żony, matki, pisarki. Była silnie zaangażowana w losy ojczyzny w czasach dla niej najtrudniejszych. W okresie wojny działała w podziemiu, dając przykład najwyższej odwagi, heroizmu i chrześcijańskiej miłości. Władysław Bartoszewski, który w latach 1942–1943 pełnił rolę jej sekretarza, mówił, że gdyby jej nie spotkał, nie byłby tym samym człowiekiem. „Zetknięcie z Zofią Kossak (…) przekonało mnie, że mam do czynienia z człowiekiem, dla którego Bóg i ojczyzna to nie są hasła, to jest treść codziennego postępowania, choć tych haseł nie używała. (…) W wielkim stopniu dzięki niej wybierałem pewne drogi i podejmowałem pewne decyzje” – mówił kilka lat temu.

Kto nie potępia – ten przyzwala

To ona w sierpniu 1942 roku była autorką słynnego „Protestu”, sygnowanego przez podziemny Front Odrodzenia Polski, którego była przewodniczącą, a rozprowadzonego w 5000 ulotek i plakatów. W płomiennych słowach apelowała o pomoc dla Żydów, których eksterminacja przebiegała na oczach milczącego świata. „Świat patrzy na tę zbrodnię, straszliwszą niż wszystko, co widziały dzieje – i milczy. (…) Nie zabierają głosu Anglia ani Ameryka, milczy nawet wpływowe międzynarodowe żydostwo, tak dawniej wyczulone na każdą krzywdę swoich. Milczą i Polacy. (…) Ginący Żydzi otoczeni są przez samych umywających ręce Piłatów. (…) Tego milczenia dłużej tolerować nie można. (…) Jest ono nikczemne. Wobec zbrodni nie wolno pozostawać biernym. Kto milczy w obliczu mordu – staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia – ten przyzwala”. Kossak-Szczucka, która przed wojną krytykowała żydowski wpływ na życie gospodarcze Polski, teraz pisała: „Uczucia nasze względem Żydów nie uległy zmianie. Nie przestajemy uważać ich za politycznych, gospodarczych i ideowych wrogów Polski. Co więcej, zdajemy sobie sprawę z tego, iż nienawidzą nas oni więcej niż Niemców, że czynią nas odpowiedzialnymi za swoje nieszczęście. Dlaczego, na jakiej podstawie – to pozostanie tajemnicą duszy żydowskiej, niemniej jest faktem nieustannie potwierdzanym. Świadomość tych uczuć jednak nie zwalnia nas z obowiązku potępienia zbrodni. Nie chcemy być Piłatami”.

To z jej inicjatywy miesiąc później powstał Tymczasowy Komitet Pomocy Żydom im. Konrada Żegoty, przekształcony w grudniu 1942 roku w Radę Pomocy Żydom „Żegota” przy Delegacie Rządu na Kraj. Kossak-Szczucka uratowała setki Żydów: organizowała im kryjówki i fałszywe papiery, zaopatrywała w żywność, ukrywała w swoim mieszkaniu. Ale tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata otrzymała dopiero w 1982 roku. „Przez wiele lat mówiono, że »Żegotę« założyli demokraci, socjaliści, ludzie z lewicy. Do tej wizji Zofia Kossak z jej poglądami nie pasowała” – mówi historyk Carla Tonini w książce Jurgały-Jureczki. We wrześniu 1943 roku Kossak-Szczucka została zatrzymana na ulicy przez niemieckich żandarmów z torbą pełną nielegalnej prasy. Trafiła na Pawiak, a stąd do obozu w Auschwitz-Birkenau. Gestapo nie wiedziało, kim jest osoba kryjąca się pod nazwiskiem Sikorska. W obozie swoją postawą i zaangażowaniem dodawała otuchy współwięźniarkom, dla których organizowała odczyty oraz pogadanki o historii i literaturze. „Każdej chwili mego życia wierzę, ufam, miłuję” – pisała złożona przez tyfus plamisty. 12 kwietnia 1944 roku, gdy hitlerowcy dowiedzieli się, kim jest, znów przewieziono ją na Pawiak. Tu została skazana na śmierć. Dzięki akcji podjętej przez władze Państwa Podziemnego 28 lipca 1944 roku wydostała się na wolność. Pod koniec życia mówiła, że jej największym osiągnięciem była „praca w konspiracji i przebycie Oświęcimia”, z którego przeżycia opisała w niezwykle przejmującej książce „Z otchłani”.

Bardzo trudno tu żyć

Po wojnie musiała z Polski wyjechać. Taką propozycję nie do odrzucenia złożył jej Jakub Berman, członek Biura Politycznego PPR, Żyd z pochodzenia. Na Zachodzie byli jej mąż i syn, walczący w armii Andersa. Przez 12 lat prowadziła z mężem farmę w Kornwalii, ciężko pracując fizycznie. Emigracja to nie był dla niej dobry czas. „Bardzo trudno tu żyć” – pisała. Źle przyjęta przez tamtejszą Polonię, źle też o niej mówiła. Na chłodnym jej przyjęciu w Londynie zaważył oficjalny polski paszport i fałszywa informacja w emigracyjnej prasie, że była sekretarką Bieruta. Na obczyźnie, zauważa Jurgała-Jureczka, Zofia Kossak „sprawia wrażenie, że albo nie wiedziała albo nie chciała wiedzieć, na co pozwalają sobie w Polsce współpracownicy komunistów”. Utrzymywała kontakty z PAX-em (mimo iż w 1953 roku odcięła się od jego stanowiska w sprawie aresztowania prymasa Wyszyńskiego), wdzięczna za drukowanie jej książek i za przyjaźnie (głównie z Janem Dobraczyńskim). Do Polski wróciła w 1957 roku, ale jeszcze upłynęło kilka lat, zanim wreszcie dobrze poznawszy prawdziwe oblicze polskiej władzy, odcięła się od niej. 14 marca 1964 roku podpisała List 34, protestując przeciw cenzurze. Wprawdzie nie spotkały jej za to represje, ale obrany kierunek był już wyraźny. W 1966 roku odmówiła przyjęcia państwowej nagrody. Zmarła na atak serca 9 kwietnia 1968 roku. Pochowana jest w Górkach Wielkich, gdzie znajduje się jej muzeum. Prymas Wyszyński w dniu śmierci Zofii Kossak-Szczuckiej napisał: „Była rzetelną katoliczką, jeśli drukowała swoje książki w PAX-ie, to tylko dlatego, że nie było innych możliwości”.

http://gosc.pl/doc/1897950.wierze-ufam-miluje

Przeczytaj także:

Joanna Jurgała-Jureczka,  Zofia Kossak. Opowieść biograficzna

Posted in SYLWETKI, Zofia Kossak-Szczucka | Leave a Comment »

„Wszystko jest dobre, co jest Polską”

Posted by tadeo w dniu 31 października 2014

MARIA WRZESZCZ

W małej wsi Kośmin nad Wieprzem (niedaleko Dęblina, Ryk i Puław) – przyszła na świat 110 lat temu (w piątek 8 sierpnia 1890 r.) najwybitniejsza po Henryku Sienkiewiczu polska powieściopisarka historyczna i publicystka – Zofia Kossak. Dworek, w którym się urodziła (jako drugie dziecko Tadeusza Kossaka, lejtnanta kawalerii austriackiej, i Anny z Kisielnickich), zachował się. Krótki opis dworku i okolicy spotykamy w osnutej na tle wojny polsko-tureckiej za panowania króla Jana III Sobieskiego historycznej powieści Z. Kossak pt. Trembowla, wydanej w 1939 r. W kośmińskim dworze urodzili się także trzej bracia Zofii. Najstarszy z rodzeństwa – Witold utonął 18 lipca 1899 r. w rzece Wieprz. Spoczywa na cmentarzu w Rykach.

Dzieci uczyły się w domu pod kierunkiem rodziców i guwernera lub guwernantki. Korzystały z bogatej biblioteki. Zofia „wzrastała wśród książek o tematyce historycznej, przemycanych z Galicji. Fakt, że były zakazane, podnosił ich urok. Równocześnie obrazy Juliusza (Kossaka, dziadka), Wojciecha (Kossaka, stryja) dawały przeczytanym tekstom oprawę plastyczną”. Ukochanym pisarzem Zofii był Henryk Sienkiewicz. W Kośminie Kossakówna uczyła się malarstwa i rysunku. Tu również w 1906 r. napisała opowiadanie pt. Jak pedagog chorował. Tekst ten wraz z jej ilustracjami znajduje się w muzeum w Górkach Wielkich. W tymże roku zaczęła uczyć sztuki czytania i pisania okoliczne dzieci. W 1910 r. opuściła wraz z rodzicami Kośmin i osiedliła się na Wołyniu. Tam wyszła za mąż i przeżyła lata rewolucji bolszewickiej 1917-19, opisane w książce Pożoga.

Po śmierci męża zamieszkała w majątku ojca w Górkach Wielkich k. Cieszyna. Powtórnie wyszła za mąż. Lata okupacji spędziła w Warszawie, działając w konspiracji. Bohaterska „Weronika”, nieustraszona „Ciotka”, nazwana przez Jana Karskiego „najszlachetniejszym płomieniem, który był natchnieniem dla konspiracji” – trafiła do Oświęcimia. Po wojnie, zmuszona do emigracji, wyjechała do Anglii. Do kraju przyjechała w 1957 r. i osiadła w Górkach Wielkich. Zmarła 9 kwietnia 1968 r. Dwadzieścia dwa lata po śmierci Zofia Kossak wróciła do Kośmina (od wyjazdu zeń w 1910 r. chyba go nie odwiedzała, w każdym razie nic o tym nie wiadomo) jako patronka szkoły podstawowej, utworzonej po wojnie w jej rodzinnym domu.

W 1987 r. tutejsi nauczyciele, wraz z rodzicami i miejscowymi władzami, postanowili szkole nadać imię. Starsi mieszkańcy przypomnieli sobie, że mieszkali tu Kossakowie, że ich córka uczyła wiejskie dzieci. Skoro tu urodziła się i wychowała Zofia Kossak, to nikt inny patronem kośmińskiej szkoły poza nią być nie może – zapadła decyzja. Niemal w 100. rocznicę urodzin wielkiej pisarki, w dniu jej imienin – 15 maja 1990 r. – kośmińska społeczność w sposób uroczysty uczciła jej pamięć, nadając tutejszej szkole jej imię i sztandar, na którym wyhaftowano wypowiedziane przez nią po powrocie z emigracji słowa: „Wszystko jest dobre, co jest Polską”.

To podniosłe wydarzenie zaszczyciła swą obecnością mieszkająca w Szwajcarii córka Zofii Kossak – Anna Bugnon-Rosset, a 6 września tegoż roku gościem szkoły był jej syn, a wnuk pisarki – Franciszek Rosset. Cztery lata później – 12 maja 1994 r. na gmachu szkoły umieszczono pamiątkową tablicę ze słowami: „Zofii Kossak wielkiej polskiej pisarce ur. 8 sierpnia 1890 r. w Kośminie – nauczyciele, rodzice, uczniowie”. Od dziesięciu już lat w maju (w okolicach dnia imienin Zofii) uroczyście obchodzi się w szkole święto jej patronki. Składają się na nie oparte na twórczości Zofii Kossak konkursy: recytatorskie, plastyczne i literackie oraz część artystyczna odtwarzająca jakiś okres z życia pisarki i przedstawienie teatralne na podstawie wybranego utworu, najczęściej z tomu opowiadań Bursztyny czy z Kłopotów Kacperka góreckiego skrzata.

W nagrodę dzieci otrzymują książki autorki, które czytają również i ich rodzice. Ślady pamięci o Zofii Kossak są bardzo liczne w tej szkole. Po otwarciu głównych drzwi, po prawej stronie w hallu, czytamy przepiękny Dekalog Polaka pióra pani Zofii z 1941 r. Wymalowani na drzwiach bohaterowie Kacperka zapraszają do klas. W każdej z nich jest kącik poświęcony pisarce z jej zdjęciem i cytatami z jej twórczości. Całe wnętrze jest ozdobione pracami uczniów, ilustrującymi utwory patronki, dzięki którym jest tu pięknie, radośnie i kolorowo, inaczej niż w innych szkołach. Cała ta atmosfera stwarza wrażenie klimatu przyjaznego dzieciom i nauce, o co bardzo zabiega dziesięcioosobowe grono pedagogiczne, wychowujące uczniów w duchu naczelnych wartości propagowanych przez Zofię Kossak – patriotyzmu, poszanowania człowieka, jego godności, wiary, prawdy.

Dokumentuje to wzorowo prowadzona przez panią Basię Szymków – nauczycielkę języka rosyjskiego i bibliotekarkę – kronika szkoły. Kośmińscy uczniowie kilka razy byli już w Górkach Wielkich, gdzie zwiedzili muzeum Zofii Kossak, składali kwiaty na jej mogile. Utrzymują kontakty ze swoimi rówieśnikami ze szkół w Legnicy i Pierśćcu (k. Skoczowa), które także noszą imię pisarki. Dwukrotnie odbyli pielgrzymkę do sanktuarium Matki Bożej w Kodniu, by lepiej przyswoić sobie lekturę Błogosławionej winy. Na cmentarzu w Rykach odnaleźli grób Witolda, brata Zofii, i opiekują się nim.

Za sprawą Zofii Kossak mała kośmińska ojczyzna w ostatnich dziesięciu latach dużo zyskała. Zdarza się coraz częściej, że zbaczając z „królewskiego gościńca wiodącego z Lublina do Warszawy”, zaglądają tu turyści tylko po to, by zobaczyć miejsce urodzenia bliskiej im pisarki, co cieszy mieszkańców i nauczycieli. To właśnie w Kośminie 18 maja tego roku z udziałem ówczesnego ministra edukacji narodowej Mirosława Handke odbyło się przekazanie 22 gminom Lubelszczyzny gimbusów. Kośmińska społeczność ma nadzieję, że jej – licząca 81 uczniów z dwu wsi (Kośmina i Strzyżowic) – szkoła ostanie się, bo patronuje jej Zofia Kossak, nauczycielka tutejszych dzieci, orędowniczka oświaty, kultury i wychowania w duchu ogólnoludzkich i chrześcijańskich wartości.

Trwają wakacje, podczas których częściej odwiedzamy drogie naszym sercom, mniej lub bardziej znane, miejsca. Wybierając się na Lubelszczyznę, zaplanujmy króciutki postój w Kośminie. Obejrzyjmy dawny dworek Kossaków, zatrzymajmy się nad Wieprzem, który płynie jak dawniej i wyobraźmy sobie, że dawno, dawno temu po jego wodach – zgodnie z opisem Z. Kossak – „od wczesnej wiosny do jesieni sunęły tratwy, czyli ´pasy´ z drzewem, płynące Wieprzą do Wisły, Wisłą do Gdańska. Co rok wiedli je ci sami oryle. Poznawali ludzi stojących na brzegu i pokrzykiwali ku nim przyjacielsko. Na wieczór spuszczali w wodę prostopadle ciężkie pale zwane śrykami, podnosili stery, ´drygawki´, i nawoływali się rozgłośnie, a głos szedł daleko po rosie” (Trembowla).

A gdy czas pozwoli, siądźmy nad brzegiem rzeki, wyjmijmy z torby zabraną z domu piękną książkę o Zofii Kossak, napisaną przez Mirosławę Pałaszewską, a opublikowaną kilka miesięcy temu przez Wydawnictwo von Borowiecky i przeczytajmy te kilka stron poświęconych Kośminowi. Może w ten sposób przeżyte wakacyjne chwile zapadną w pamięć i serce na tyle, że po powrocie z urlopu, w jesienne i zimowe długie wieczory zachęcą nas do zagłębienia się w wielkiej literaturze Zofii Kossak – w: Krzyżowcach, Królu trędowatym, Bez oręża, Sukni Dejaniry, Roku Polskim, Przymierzu, Szaleńcach Bożych, Z otchłani czy Dziedzictwie. * * * Pani B. Szymków serdecznie dziękuję za życzliwość, pomoc oraz prawdziwą miłość do Kośmina i jego wielkiej Rodaczki.

Dekalog Polaka „…Jam jest Polska, Ojczyzna twoja, ziemia Ojców, z której wzrosłeś. Wszystko, czymś jest, po Bogu mnie zawdzięczasz

1. Nie będziesz miał ukochania ziemskiego nade mnie.

2. Nie będziesz wzywał imienia Polski dla własnej chwały, kariery albo nagrody.

3. Pamiętaj, abyś Polsce oddał bez wahania majątek, szczęście osobiste i życie.

4. Czcij Polskę, Ojczyznę Twoją, jak matkę rodzoną.

5. Z wrogami Polski walcz wytrwale do ostatniego tchu, do ostatniej kropli krwi w żyłach Twoich.

6. Walcz z własnym wygodnictwem i tchórzostwem. Pamiętaj, że tchórz nie może być Polakiem.

7. Bądź bez litości dla zdrajców imienia polskiego.

8. Zawsze i wszędzie śmiało stwierdzaj, że jesteś Polakiem.

9. Nie dopuść, by wątpiono w Polskę.

10. Nie pozwól, by ubliżano Polsce, poniżając Jej wielkość i Jej zasługę, Jej dorobek i majestat. Będziesz miłował Polskę pierwszą po Bogu miłością. Będziesz ją miłował więcej niż siebie samego”.

http://www.niedziela.pl/artykul/65140/nd/Wszystko-jest-dobre-co-jest-Polska

http://gloria.tv/media/JFoHAL8u7cA

Posted in Zofia Kossak-Szczucka | Leave a Comment »

O Zofii Kossak

Posted by tadeo w dniu 31 października 2014

Opowiada: wnuczka Anna Fenby-Taylor
Górki Wielkie 2013
Realizacja:
-Kamila Mika
-Emilia Pasoń
-Jolanta Przybysz

Posted in Zofia Kossak-Szczucka | Leave a Comment »

Zofia Kossak – na wskroś polska

Posted by tadeo w dniu 31 października 2014

Lektury, których nie może zabraknąć w Twojej biblioteczce. Książki, które fascynują i uczą.

Zofia Kossak (fot. arch. Nasz Dziennik)Zofia Kossak (fot. arch. Nasz Dziennik)

 

Zofia Kossak jest autorką ok. 40 książek, które zostały przetłumaczone na 18 języków świata, wydane w 26 krajach, w wielomilionowym nakładzie. Plasuje się więc w czołówce najbardziej płodnych, znanych i ciągle wznawianych pisarzy polskich. Ale paradoksalnie, żadne z jej dzieł nie znajduje się w kanonie lektur szkolnych, co oznacza, że Zofia Kossak praktycznie nie istnieje w świadomości młodego pokolenia. Nie tylko ona.

Twórczość Zofii Kossak jest głęboko zakorzeniona w glebie polskiej, glebie, która obejmuje ziemię, przyrodę, dzieje, Naród, wiarę, kulturę, państwowość, ród i rodzinę. Nie mamy tu więc do czynienia z kimś, kto jest tylko literatem, dla którego pisarstwo jest zawodem albo sposobem na życie, nie mówiąc już o pisarstwie na zamówienie. Pisarstwo Zofii Kossak organicznie wyrasta z żywych soków polskości i wiary. Stąd brała się jego moc i autentyzm. Stąd brała się siła i skala jego oddziaływania.

Ród artystów

Dom otwiera człowieka na życie i wartości, podstawowe i najważniejsze. Pani Zofia należała do słynnej rodziny Kossaków. Jej ojcem był Tadeusz, syn wielkiego malarza, Juliusza, a stryjem – Wojciech, równie wielki malarz. Malarstwo Kossaków dojrzewało w okresie zaborów i jak w przypadku wielu innych polskich artystów było formą protestu wobec niesprawiedliwości, jaka spotkała Polskę, ale także formą wyrazu czci i hołdu dla jej wielkości i osiągnięć. Stąd właśnie tematyka dzieł, z których wiele było arcydziełami na miarę światową, dotyczyła spraw polskich.

Pani Zofia miała początkowo również poświęcić się malarstwu, przejawiała ku temu rozliczne talenty, podjęła stosowną edukację, ale skończyło się na literaturze, a właściwie zaczęła się literatura, wielka literatura. Jej ukochanym mistrzem i wzorem był Henryk Sienkiewicz.

W swoich powieściach Zofia Kossak dotyka kluczowych dla Polski i chrześcijaństwa tematów. Operuje pięknym językiem polskim, plastycznym i żywym. Lektura jej dzieł to nie tylko sposób na wypełnianie czasu wolnego, ale wielka lekcja kultury i historii, których z różnych powodów nie znamy albo których obraz został w nas zdeformowany. W grę wchodzi tu ideologiczna i polityczna poprawność, które w formie cenzury dawniej bezpośredniej, a obecnie pośredniej, ogałacają nas z wiedzy humanistycznej odnoszącej się do chrześcijaństwa i Polski. Szacunek dla takiej wiedzy, zapał i miłość składały się na atmosferę domu rodzinnego, stąd właśnie praca nad poznaniem szczegółowych źródeł naszego dziedzictwa, by później przyoblec ją w formę literacką, traktowana była z całą powagą i wielkim poczuciem odpowiedzialności.

Dorobek Zofii Kossak obejmuje kilka grup tematycznych. Będą to dzieje Polski, ze szczególnym uwzględnieniem naszych pradziejów („Troja Północy”), Kresów („Pożoga”) i Śląska („Wielcy i mali”, „Nieznany kraj”), a także chrześcijaństwa („Krzyżowcy”, „Król trędowaty”, „Bez oręża”), czy saga rodzinna („Dziedzictwo”).

Arcypolska literatura

Twórczość Zofii Kossak, mimo tak wielkiej wartości literackiej, nie zawsze była na rękę pewnym środowiskom, które i dawniej, i dziś starają się pomniejszyć znaczenie Polski dla nas i dla świata, a także chcą zmarginalizować rolę chrześcijaństwa. Jest to twórczość bardzo wyrazista pod względem ideowym, staje więc w poprzek tendencjom depolonizacji i dechrystianizacji naszego Narodu i innych narodów chrześcijańskich. Jak dawniej odzywały się głosy lekceważenia, również w środowiskach emigracyjnych („płytki historyzm”, „naiwna hagiografia”, „parafiańszczyzna”, zob. M. Wańkowicz, „Wspomnienia o Zofii Kossak”), tak dziś stosuje się jeszcze skuteczniejszą metodę, jaką jest przemilczenie. Chodzi przede wszystkim o to, żeby Polak w ogóle nie wiedział, że taka autorka istniała i tworzyła, że jej dzieła po dziś dzień zachowały wartość i posiadają siłę formacyjną, tak potrzebną w czasach bezideowości czy ideowego zamętu. Dlatego też dzieł tych nie spotkamy już w kanonie lektur szkolnych, ponieważ zostały z całą świadomością, a więc perfidnie odebrane młodemu pokoleniu Polaków. Na szczęście dzieła te są dostępne, więc trzeba do nich wracać, zwłaszcza w kręgach rodzinnych, ale także szkolnych, tam gdzie dyrektorzy, poloniści i katecheci rozumieją, jak ważną rolę odgrywa w procesie kształcenia dobra lektura.

Młode pokolenie Polaków jest na poziomie świadomości w dalszym ciągu ofiarą tzw. walki klasowej prowadzonej przez komunistów przeciwko naszemu Narodowi. Walka klasowa oznaczała ni mniej, ni więcej odcięcie nas od korzeni, zarówno gdy chodzi o historię i kulturę, jak i o polskie rodziny i rody. To wszystko miało ulec zniszczeniu, deklasacji, zapomnieniu. Dzieło komunistów kontynuują dziś postkomuniści i wygenerowani przez nich liberałowie. Dlatego właśnie heroiczne dzieje Polski nie stanowią kulturowego uposażenia świadomości współczesnych Polaków. Jedni nie wiedzą, że w ogóle są takie dzieje, inni z góry czują do nich awersję, a nawet lekceważenie i pogardę, więc nie chcą wiedzieć, nie chcą znać. Sytuacja wydaje się wręcz patowa. A przecież trzeba ją zmienić, w imię prawdy i w imię piękna. I właśnie literatura piękna ma to do siebie, że pozwala pięknie ukazywać prawdę, co jest zachętą do lektury, by odzyskać traconą świadomość narodową i bogaty polski język. Te dobra naszej kultury są ciągle w naszym zasięgu, nikt nie zabrania nam czytania dzieł Zofii Kossak. A więc czytajmy!

Podzwonne dla Kresów

Pojawia się pytanie: od czego zacząć? Moim zdaniem, trzeba zacząć od pierwszej powieści, a właściwie pamiętnika. To „Pożoga”.

Żeby zrozumieć najnowsze dzieje Polski, musimy poznać i wczuć się w nasze tragiczne losy na Kresach dawnej Rzeczypospolitej, która nie dość że poddana rozbiorom, to na dodatek niejako dobita została przez niszczącą ideologię komunizmu, wprawioną w ruch przez specjalnie szkolonych agitatorów, którzy mieli za zadanie porazić ciemne i pozbawione hamulców moralnych i religijnych masy. Podsycano potężną falę nienawiści, której ostrze skierowane zostało głównie przeciwko polskiemu lub spolonizowanemu ziemiaństwu. Domy, dwory i pałace równano z ziemią, posuwano się do mordów, gwałtów i grabieży, ci, co ocaleli, musieli uciekać. W efekcie zniszczono wielowiekową kulturę, napuszczono na siebie narody i warstwy społeczne. Wsączono nienawiść, która wracać będzie jeszcze w przyszłości, przynosząc krwawe żniwo.

Książka ta bardzo plastycznie ukazuje skalę zniszczeń i metody działania, psychologiczne i fizyczne, subtelne i brutalne. To są nasze losy, nasze dzieje, dotyczą nie tylko ludzi z tamtych Kresów, ale każdego z nas dziś, nas, Polaków, bo przecież dziedzictwo, choć po wielokroć zabijane, nigdy nie umiera, los jednych jest losem nas wszystkich, jeśli należymy do tej wspólnoty historycznej, której na imię Polska.

Dlatego właśnie „Pożoga” jest tak wstrząsająca i tak ważna. Wprowadza nas w nasze dzieje i nasze dramaty, ale nie zostawia w próżni czy w poczuciu zupełnej bezsilności. Zofia Kossak potrafi odczytać głębsze znaczenie dziejów naszego Narodu, którego istotną częścią są nasze cierpienia i ofiary. One nie idą na darmo. Ma miejsce proces wielkiej sublimacji duchowej, któremu na imię chrześcijaństwo. To jest właśnie droga Polski. Droga zwycięska. Tak też dobitnie podkreślała w prelekcji wygłoszonej w Warszawie w roku 1938: „Pozostać wiernymi. Nie sprzeniewierzyć się Kościołowi i samym sobie. Nie zaprzeć się wielkich drogowskazów nad dziejami naszymi stojących –oto jest chrześcijańskie i ostateczne posłannictwo Polski”.

Piotr Jaroszyński

Nasz Dziennik, Środa, 26 lutego 2014 (02:05)

Przeczytaj, posłuchaj

O Zofii Kossak opowiada wnuczka Anna Fenby Taylor– Górki Wielkie, 2013

Errata do biografii. Zofia Kossak – TVP Historia, 2010

Normalne ludzkie poczucie solidarności – Dziennik Zachodni, z dnia 30.11.2008

Posted in Zofia Kossak-Szczucka | Leave a Comment »

Wierzę, ufam, miłuję

Posted by tadeo w dniu 5 stycznia 2014

Podczas pobytu w Częstochowie Zofia Kossak zwróciła się do biskupa Teodora Kubiny z propozycją, aby wznowić wydawanie katolickiego pisma „Niedziela”. Biskup powołał na stanowisko redaktora księdza Antoniego Marchewkę. Zofia Kossak współpracowała z księdzem Marchewką, a po powrocie z emigracji razem z mężem spotykała się z nim i korespondowała do końca życia. Po śmierci Zofii Kossak redaktor „Niedzieli” napisał: „Jej zasługi na polu literatury katolickiej w Polsce są nieocenione i stanowią granitowy pomnik jej twórczości”.

Ilekroć wspominano później początki pracy redakcyjnej przy wydawaniu „Niedzieli”, ksiądz Marchewka zawsze mówił o roli Zofii Kossak: Z Bożą pomocą i dużym zapałem, ale bez grosza w kieszeni rozpoczęliśmy redagowanie i wydawanie.

Ślubna fotografia Zofii i Zygmunta Szatkowskich z 1925 r.
Archiwum Muzeum Zofii Kossak-Szatkowskiej

Joanna Jurgała-Jureczka, „Dzieło jej życia. Opowieść o Zofii Kossak”.

Napis: „Każdej chwili mego życia wierzę, ufam, miłuję” – umieszczony przez Zofię Kossak nad jej oświęcimską pryczą – ujawnia postawę wiary i oddania Bogu, jakie wielka pisarka prezentowała w każdym momencie swej egzystencji. Nie zmieniły tego cierpienia, klęski i tragedie, zarówno osobiste, narodowe, jak i te uniwersalne, przypisane przez Opatrzność ludzkiej kondycji. Już u progu swojej twórczości, w „Pożodze” (1922), autorka powiedziała: „Jakkolwiek ciężkie i straszliwe mogą nam się wydawać te dzieje – Bóg tak chciał, zatem tak powinno było być (…). Wśród ruiny wartości, dusz, umysłów – trzy rzeczy tylko pozostały niewzruszone, niepokonane i nad wszystkim górujące. Z ludzkich rzeczy Odwaga i Dobroć. Rzeczą trzecią, najwyższą i ponad wszystko stojącą, pozostał przez cały czas Kościół. Gdy wszyscy nurzali się w szarym błocie, starając się niczym nie odróżnić od plugawego tła bolszewickiego, służba Pana Panów nie wahała się stwierdzić, że Bóg jest Najwyższy”.

Pośród pożogi

Udziałem pisarki był typowy trudny los, jaki przypadł Polakom XX wieku. Córka Tadeusza Kossaka (bliźniaczego brata Wojciecha), wnuczka Juliusza, przyszła na świat 10 sierpnia 1889 r. w Kośminie, rodzinnej posiadłości na Lubelszczyźnie. Po studiach w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych i w Genewie (choć potem jednak wybrała literaturę) zamieszkała na Wołyniu, gdzie jej mąż Stefan Szczucki zarządzał częścią dóbr hr. Józefa Potockiego, majątkiem Nowosielica, położonym blisko Płoskirowa. Podobny tryb życia wybrali rodzice autorki – Anna i Tadeusz Kossakowie.
Kiedy trwała I wojna światowa, a na Kresach rozlała się rewolucja, bezbronne polskie dwory stały się przedmiotem pogromów, łupiestwa zbuntowanej czerni, podburzonych chłopów, pijanych band dezerterów, petlurowców, siczowców i oddziałów bolszewickich.
Z furią rozkradano dworski inwentarz i całe mienie; rozbijano meble, niszczono księgozbiory i dzieła sztuki, palono budynki, zostawiając ruiny, a czasem i te zrównując z ziemią. Jeśli nie udało się uciec mieszkańcom, aresztowano ich lub okrutnie zabijano – używano kijów, rąbano siekierami, rozrywano na strzępy, zdzierano po kawałku skórę, hańbiono kobiety, pastwiono się także nad dziećmi. W Winnicy zamordowano 3 tys. osób w wyrafinowanych męczarniach – byli wśród nich nabijani na pal, krzyżowani, skręcani w zwoje kolczastego drutu i paleni. W miasteczkach i wioskach rządziły tzw. komitety i „kurenie śmierci”, sankcjonując każde bezprawie. Na rzecz lokalnej „wspólnoty” grabiono, co tylko się dało: „unarodowiano” pościel, sprzęty, naczynia, ubrania i żywność. Rozbijane zasobne w trunki pałacowe i dworskie piwnice utrzymywały w pijanym amoku rozpasany motłoch. Dotkliwie prześladowano duchowieństwo – księży i popów. Pustoszono kościoły i cerkwie, zabraniając odprawiania nabożeństw i udzielania sakramentów. Nie dopuszczano żadnych wiadomości z Warszawy. Budzące wielkie nadzieje i radość, formowane w tych okolicach Wojsko Polskie nie zmieniło sytuacji mieszkańców, bo wkrótce je wycofano na skutek politycznych układów, decydujących, że piękna ziemia wołyńska oraz inne pobliskie tereny, darzone miłością, uprawiane przez wiele pokoleń Polaków, pozostaną w obcych rękach. Rozpacz zapanowała ogromna.
Zofii Kossak udało się z dwojgiem malutkich dzieci, mężem i rodzicami przedostać na tereny polskie i zacząć nowe życie w Górkach Wielkich na Śląsku Cieszyńskim. W 1922 r. zmarł niespodzianie Stefan Szczucki, mąż pisarki. Po trzech latach poślubiła kpt. Zygmunta Szatkowskiego – przyjaciela rodziny, historyka wojskowości i kartografa, a na świat przyszli kolejno syn Witold i córka Anna. W 1926 r. dziesięcioletni Julek zmarł na zapalenie opon mózgowych; Tadeusz (27 lat), utalentowany rzeźbiarz, zaginął podczas II wojny światowej. Dopiero w 2001 r. krewni uzyskali dokument – „uległ ogólnemu zakażeniu” w Oświęcimiu 17 marca 1943 r. Matka nigdy nie wierzyła w jego śmierć.

Twórcza, ofiarna, niezłomna

W okresie międzywojennym ujawniła się duża aktywność społeczna, publicystyczna i literacka znanej już powszechnie autorki. Oprócz powieści historycznych, jak „Pożoga”, mająca do 1939 r. 6 wydań i kilka tłumaczeń na języki obce, „Beatum scelus”, „Trembowla”, „Złota wolność” czy wielka epopeja średniowiecznych krucjat: „Krzyżowcy”, „Król trędowaty”, „Bez oręża” (przełożone na kilkanaście języków), powstawały utwory dla dzieci i młodzieży: „Kłopoty Kacperka, góreckiego skrzata”, „Topsy i Lupus”, „Ku swoim”, „Szukajcie przyjaciół”, „Bursztyny”, „Gród nad jeziorem”; obrazek sceniczny „Na drodze” (w 2 aktach). Dom odwiedzali znakomici goście: Melchior Wańkowicz, Maria Dąbrowska, Gustaw Morcinek, Stanisław Ignacy Witkiewicz (namalował dwa portrety pani domu) czy Aleksander Kamiński, prowadzący w Górkach harcerski ośrodek szkoleniowy.
Wszechstronną działalność kulturalną oraz liczne prace o Śląsku, np. „Nieznany kraj”, „Wielcy i mali”, wyróżniono nagrodą literacką województwa śląskiego, a wielkie powieści i wszystkie dotychczasowe dokonania – Złotym Wawrzynem Polskiej Akademii Literatury i nagrodą czytelników „Wiadomości Literackich” (1936). Autorkę odznaczono Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Komandorskim Polonia Restituta, a także hiszpańskim Krzyżem Zasługi Zakonu Rycerskiego św. Łazarza I klasy. Porównywano ją z Józefem Ignacym Kraszewskim i Henrykiem Sienkiewiczem. Imponowała erudycją, znajomością realiów i faktów historycznych oraz umiejętnością stylizowania języka w duchu opisywanej epoki i w zależności od podejmowanych zagadnień.
Wojna rozdzieliła rodzinę na długo. We wrześniu 1939 r. Zygmunt Szatkowski w bitwie pod Tomaszowem Lubelskim dostał się do niemieckiej niewoli i przebywał w oflagu w Murnau k. Monachium. Syn Witold działał w Armii Krajowej, walczył w Powstaniu Warszawskim, a wywieziony do Niemiec, odnalazł potem ojca we Włoszech k. Ankony i obaj wstąpili do 2 Korpusu gen. Andersa. Córka Anna wraz z matką spędziły większość wojny w Warszawie.
Od października 1939 r. razem z Witoldem Hulewiczem Zofia Kossak współredagowała pierwsze podziemne pismo „Polska żyje” (do 1941), wydawane przez Komendę Obrońców Polski (KOP). Zamieszczała też swoje teksty w „Orlętach”, „Biuletynie Informacyjnym”, „Mieczu i Pługu” w „Znaku” i innych wydawnictwach. Z biegiem czasu stanęła – jako inicjatorka – na czele katolickiej organizacji Front Odrodzenia Polskiego (FOP), kontynuującej zadania przedwojennej Akcji Katolickiej, będąc też redaktorką jej organu prasowego „Prawda”. Poszukiwana przez gestapo, z konieczności używała różnych nazwisk, np. Zofia Śliwińska, Sokołowska, Szatkowska, Sikorska, oraz pseudonimów – „Weronika” i „Ciotka”.
W latach okupacji napisała znany obrazek sceniczny „Gość oczekiwany” i wtedy też został on wystawiony. Pouczał, że Chrystus przychodzi do każdego, lecz nie każdy pragnie Go przyjąć. „Odtrącony, powraca wielokrotnie – dowodziła. – Ludzie, którzy przyjmą Go w prostocie i bezinteresownej miłości, są przezeń obdarowani hojną, opływającą miarą, są szczęśliwsi niż mogli wymarzyć. Biada natomiast tym, którzy pragną widzieć Boga dla spodziewanych korzyści lub podporządkowania Go innemu panu”.
Warto jednocześnie wspomnieć, że u progu swej kapłańskiej drogi wymienioną sztukę, z grupą parafian pokazał na miejscowej scenie w Niegowici młody wikary – ks. Karol Wojtyła.

Wobec przemocy okupantów

W sierpniu 1942 r., wrażliwa na krzywdę i nieszczęście każdego człowieka, widząc totalną zagładę ludności żydowskiej, ogłosiła w konspiracyjnej prasie słynny „Protest”, apelując do społeczeństwa: „Kto milczy w obliczu mordu – staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia – ten przyzwala. Zabieramy przeto głos my, katolicy-Polacy”. Z grupą ludzi dobrej woli utworzyła Radę Pomocy Żydom „Żegota”, której staraniem zdobywano dokumenty, żywność, lekarstwa i kryjówki, ułatwiano ucieczkę z getta. Dzięki temu ocalono tysiące osób zagrożonych śmiercią, w tym wiele dzieci. W 1982 r. rodzina odebrała nagrodę przyznaną pośmiertnie pisarce przez Izrael: Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.
Zofia Kossak należała do stowarzyszenia „Credo”, którego członkowie ślubowali poświęcić swoje możliwości i siły dążeniu do religijnego odrodzenia Polski. Pamiętając o pozbawionych duchowej pociechy więźniach, zorganizowała systematyczne tajne dostarczanie Komunii św. na Pawiak. Po wojnie puderniczkę i medalion, służące do przenoszenia Świętych Hostii, przekazała jako wotum na Jasną Górę; można je zobaczyć w Skarbcu.
Niosąca podziemną prasę pisarka, zatrzymana przypadkowo przez patrol niemiecki w jesieni 1943 r., została pobita brutalnie na posterunku (gdzie straciła część zębów). Przebywała najpierw na Pawiaku, a następnie przez 7 miesięcy w Oświęcimiu (jako nr 64 491). Poznawszy tam tożsamość więźniarki (prawie umierającej na tyfus, ważącej 37 kg), zabrano ją do Warszawy, by wymusić oczekiwane zeznania. Gdy nie ulegała, orzeczono wyrok: rozstrzelanie. Jednak wskutek starań władz podziemnych udało się ocalić skazaną, co nastąpiło trzy dni przed wybuchem Powstania Warszawskiego. Uczestniczyła w nim w miarę możności, pisywała do powstańczej prasy, opiekowała się chorą matką. Na Powiślu w piwnicy zwalonego domu przeżyły piekło ostrzału miotaczy ognia i szalejące wokoło pożary. Udało im się przedostać do punktu Czerwonego Krzyża w kościele Sióstr Wizytek na Krakowskim Przedmieściu, następnie do Szpitala Wolskiego. Pani Anna Kossak zmarła tam 8 października 1944 r., cicho wypowiadając słowa: „Pokój… nareszcie pokój”. Dwa dni potem pisarka wyszła ze stolicy z ludnością cywilną, zabierając jedyną pamiątkę, jaką chciała ocalić – obraz Matki Bożej Częstochowskiej.
W okresie okupacji córka pisarki – Anna Szatkowska znalazła serdeczną opiekę u Sióstr Niepokalanek w Szymanowie, pośród wielu chroniących się tam dziewcząt, także pochodzenia żydowskiego; jej prawdziwe nazwisko znały jedynie przełożone. Ukończyła szkołę średnią, a pod koniec wojny zdała maturę. Uczestniczyła w Powstaniu jako sanitariuszka i łączniczka kompanii „Harcerskiej” w batalionie „Gustaw”. Była na Woli, Starówce i w Śródmieściu, przechodziła przez kanały. Cudem odnalazły się z matką w Milanówku. Z falą wysiedleńców przyjechały do Częstochowy, gdzie przebywały kilka miesięcy, mieszkając u znajomych przy ul. Berka Joselewicza i na plebanii przy kościele św. Barbary. Zofia Kossak podjęła zaraz współpracę z ks. Antonim Marchewką, redaktorem Tygodnika Katolickiego „Niedziela”, pisząc pod pseudonimem w odcinkach pierwsze rozdziały książki o Birkenau pt. „Lagier”. Szybko jednak obie z córką zostały wezwane do Warszawy przez ministra bezpieczeństwa Jakuba Bermana i zmuszone pod groźbą aresztowania do opuszczenia Polski, co nastąpiło 15 sierpnia 1945 r.
W Londynie – na skutek fałszywych doniesień prasy, inspirowanej przez peerelowskie władze, informującej, że Zofia Kossak pracowała ostatnio jako osobista sekretarka Bolesława Bieruta – emigracja przyjęła ją z niechęcią. Aby odejść od nieżyczliwych środowisk londyńskich, państwo Szatkowscy zakupili farmę – najpierw z dwoma wspólnikami – a potem prowadzili ją samodzielnie przez 10 lat. Ciekawie mówi o tym książka pt. „Wspomnienia z Kornwalii 1947-1957”, na podstawie notatek matki przygotowana do druku przez córkę Annę, jej męża i syna. W Trossell pisarka pracowała również twórczo. Powstała wtedy powieść biblijna „Przymierze” o patriarsze Abrahamie, a z tęsknoty za Ojczyzną – „Rok polski – obyczaj i wiara”, rodzaj kalendarza opisującego praktykowane w kraju w poszczególnych miesiącach zwyczaje i obrzędy. Ponadto powstał wtedy pierwszy tom „Dziedzictwa” – początek sagi rodziny Kossaków, kontynuowanej następnie w Polsce, a także wiele artykułów do prasy i tekstów dla Radia Wolna Europa.

Za tydzień – drugi tekst Marii Żmigrodzkiej poświęcony Zofii Kossak-Szatkowskiej Zofia Kossak w Częstochowie

http://www.niedziela.pl/artykul/85095/nd/Wierze-ufam-miluje

Posted in Zofia Kossak-Szczucka | 2 Komentarze »

Święty Franciszek, papież Franciszek, Zofia Kossak-Szczucka.

Posted by tadeo w dniu 31 marca 2013

Święty Franciszek, papież Franciszek, Zofia Kossak-Szczucka. Refleksja Zaremby na święta i życzenia.

Fot. PAP/EPA

Opisałem na tym portalu moją pierwszą reakcję na wybór nowego papieża. Radość szczególna dotyczyła imienia. Co prawda, ponieważ papieżem został jezuita, byłem przekonany, że chodzi świętego Franciszka Ksawerego. Ale papież szybko rozwiał moje wątpliwości, chodzi o Biedaczynę Bożego. Franciszka z Asyżu, mojego patrona od bierzmowania i ulubioną postać z czasów młodości.

„Gazeta Wyborcza” nazywa go w świątecznym numerze „świętym antyklerykałem”. I trochę tak było: Franciszek naruszał reguły rządzące XIII-wiecznym Kościołem.

Choć prawdę mówiąc, ani jako pierwszy ani jako ostatni, przecież na przykład zakony żebracze, głoszące ubóstwo i pracę, nie raz i nie dwa ważyły na sile przekazu chrześcijaństwa. Wydawały nawet papieży ze swego grona. Ale to prawda: Kościół hierarchiczny, oficjalny, miał z „niesfornością” Franciszka kłopot. I nawet po jego śmierci zmienił regułę jego zakonu na mniej surową. Bardziej licującą z ludzkimi pokusami.

A równocześnie święty Franciszek był jako założyciel zakonu owocem natchnienia papieża Innocentego III, jednego z bardziej upolitycznionych ojców Kościoła, troszczących się o jego ziemską potęgę. To on, podobno  pod wpływem swojego proroczego snu, zatwierdził jego regułę. I on rozumiał, że uwikłanej w sto pokus instytucji tacy ludzie są potrzebni.

Ta opozycja była więc faktem, ale nigdy nie stała się definitywna. Franciszek był w końcu rzecznikiem ubóstwa, ale był też rzecznikiem posłuszeństwa.

Podkreślam to dlatego, że boję się sytuacji, kiedy Franciszka z Asyżu, i również próbującego go naśladować papieża Franciszka, sprowadzi się do jakiegoś teatru, na którego końcu będzie zamiar rozbicia instytucji. W imię triumfu innych wartości, a może raczej antywartości, od których świat nie stanie się lepszy.

Muszę skądinąd przyznać, że sam miałem z postacią tamtego Franciszka na początku kłopoty. Wydawało mi się jako dziecku rzeczą wręcz nieludzką takie apelowanie do rozstania się z dobrami materialnymi. Gdyby wszyscy poszli tą drogą, nic by nie działało, nie byłoby społeczeństwa, próbowałem tłumaczyć swojemu księdzu na lekcjach religii.

To skądinąd druga twarz tego problemu. Racja tych, którzy bronili bogactwa i świeckiej siły instytucji, nawet jeśli i oni brnęli w paradoksy, bo przecież ich kościół bywał bardzo grzeszny, głęboko niechrześcijański.

Do Franciszka z Asyżu, do świętego Biedaczyny Bożego, zbliżyła mnie najbardziej Zofia Kossak-Szczucka. Tę pisarkę uważa się dziś za staroświecką. Kojarzy się ją z tęsknotą za polskimi kresami, z endeckimi poglądami i z pomocą Żydom podczas wojny.

Ja ją poznałem jako pisarkę na wskroś nowoczesną. Jej cykl, właściwie trylogia „Krzyżowcy”, którym zaczytywałem się we wczesnej młodości, odpowiadał na moje wątpliwości.

Kossak-Szczucka nie ukrywa przed czytelnikami, że za krucjatami stały także ludzkie ambicje, chciwość, okrucieństwo. Ale pokazuje również motywy wzniosłe, idealistyczne, nawet jeśli nie całkiem realistyczne. Mówi o dążeniu do Boga ludzi niedoskonałych i grzesznych. Stawia pośrednio pytanie, czy w takim świecie, jaki był, inny Kościół w ogóle by przetrwał. Kapitalna obserwacja, warta refleksji do dnia dzisiejszego.

W trzeciej części „Bez oręża” splata się kilka wątków, ale święty Franciszek, dowcipny, wręcz zabawny, a zarazem przejmujący  w wierności samemu sobie,  jest szansą na odnowę Kościoła. Ale ta odnowa nigdy nie będzie pełna, to raczej dążenie do niej.

Nie wyzbyłem się do końca wątpliwości co do zadekretowanego ubóstwa. Ale zrozumiałem w reakcji na co ją oferował światu. I dostrzegłem inne wspaniałe cechy tej postaci, ważne w każdym rozdziale historii Kościoła.

Na przykład pokora z jaką poszedł do muzułmańskiego władcy namawiając go na chwilowy kompromis z chrześcijanami. Była w tym głęboka ewangeliczna wyrozumiałość i życzliwość wobec ludzi innych kultur i religii. Ale nie było w ani jednym momencie poddania własnych wartości. Uznania, że wszyscy mają jednakową rację. Choć skądinąd o tym, że ludzie mają różne, czasem sprzeczne racje Kossak-Szczucka przypominała w swoich powieściach historycznych nie raz i nie dwa. Tego nas po prostu uczy historia.

Na święta wielkanocne życzę wszystkim, aby dotarli raz jeszcze do tych mądrych, arcychrześcijańskich książek. I wyrażam wiarę, że obecny papież podtrzyma stropy naszej świątyni własnymi plecami, tak jak zrobił to święty Franciszek w śnie Innocentego III.

http://wpolityce.pl/dzienniki/jeden-taki/50272-swiety-franciszek-papiez-franciszek-zofia-kossak-szczucka-refleksja-zaremby-na-swieta-i-zyczenia

Przeczytaj także: Krzyżowcy – Zofia Kossak

Więcej:

https://tadeuszczernik.wordpress.com/category/zofia-kossak-szczucka/

Posted in Zofia Kossak-Szczucka | Leave a Comment »

Antysemitka, która ratowała Żydów

Posted by tadeo w dniu 19 sierpnia 2012

Wielu badaczy ma tendencje do upraszczania rzeczywistości. Przez wieIe lat mówiono, że „Żegotę” założyli demokraci, socjaliści, ludzie z lewicy. Do tej wizji Zofia Kossak z jej poglądami nie pasowała. W czasie próby poglądy polityczne nie miały jednak żadnego znaczenia – mówi profesor Carla Tonini w rozmowie z Piotrem Zychowiczem. [Rzeczpospolita] 

Rz: Zofia Kossak cieszy się w Polsce wyjątkowym szacunkiem. Tymczasem pani w swojej książce – i to już w podtytule – określa ją mianem antysemitki. To może szokować.
Nie powinno. Zofia Kossak była bowiem antysemitką. Wystarczy zajrzeć do dowolnego słownika. Polskiego, francuskiego czy włoskiego. To, co pisała Kossak, mieści się w pojęciu antysemityzmu. Zarówno przed wojną, jak i w czasie wojny.

To był chyba jednak łagodny antysemityzm.
No cóż, w 1936 roku Kossak pisze tekst „Najpilniejsza sprawa”. Wyraża w nim pogląd, że konflikt Polaków z Żydami nie jest już konfliktem religijnym tylko rasowym. „Żydzi są nam tak straszliwie obcy, obcy i niemili, bo są innej rasy. Drażnią nas i rażą wszystkie ich cechy […] Toteż nazywanie sprawy żydowskiej problemem religijnym jest grzechem”. Kossak ulega wówczas fali wyraźnej radykalizacji, która pojawia się zresztą w latach 30. w wielu państwach Europy. Także we Włoszech wielu katolików zbliżyło się wówczas do skrajnych nacjonalistów.

Czy z jednego tekstu można wyciągać tak ostre wnioski?
Nie rozumiem. Czy Zofia Kossak nie wiedziała, co pisze? Nie panowała nad tym, co myśli? To prawda, że bardzo często działała pod wpływem emocji, kierowana nagłym impulsem, namiętnością. Ale była przecież bardzo znaną pisarką. Autorytetem, a nie pierwszym lepszym człowiekiem z ulicy, który nagle dostaje szału i wygraża przechodzącym Żydom. Wiedziała, że jest dla wielu ludzi wyrocznią, że jest uważnie czytana.

Później jej stanowisko uległo jednak osłabieniu.
To prawda. Duży wpływ miała na to papieska encyklika, w której potępiono wszelkie formy rasizmu. Zgadzam się, że wtedy Kossak, podobnie jak wielu innych katolików, odeszła od antysemityzmu rasowego i wróciła do tradycyjnego katolickiego antyjudaizmu. W swoim kolejnym tekście poświęconym sprawie żydowskiej Kossak pisze już, że Kościół nigdy nie nienawidził nikogo za jego pochodzenie. Że Żydzi, którzy nawrócą się na katolicyzm, są w porządku.

Przeciwstawia pani antysemityzm rasowy katolickiemu antyjudaizmowi. W Polsce występowało jeszcze trzecie zjawisko: polsko-żydowska walka ekonomiczna, rywalizacja handlowa. W światopoglądzie Zofii Kossak chyba również odgrywało ono dużą rolę.
Narodowi socjaliści także zaczęli od bojkotu żydowskich sklepów. Potem z czasem zaczęli je demolować, bić ludzi i wprowadzać antysemickie rozwiązania prawne. Aż wreszcie pojawił się pomysł, żeby się Żydów pozbyć. Fizycznie. Tak więc walka ekonomiczna, o której pan mówi, to często tylko pierwsza faza.

Ale przecież ta antysemitka – jak określa pani Zofię Kossak – nie nawoływała do mordowania Żydów, tylko do ich ratowania. A może Zofia Kossak, zakładając Żegotę, nie była już antysemitką?
Była! I to właśnie czyni ją tak intrygującą. Kossak patrzyła bowiem na to, jak Niemcy mordują Żydów i mimo to pisała, że Żydzi są wrogami narodu polskiego. Trudno to przyjąć. Na przykład: „Niemcom nie uda się wciągnąć Polaków w politykę antyżydowską, ponieważ jest to sprawa nasza, którą rozwiążemy sami”, albo „W odbudowanym wolnym domu ojczystym nie będzie miejsca i dla tych okupantów. Potrafimy uwolnić się od nich. Nie będziemy jednak nigdy uciekać się do niemieckiego systemu okrucieństw i grabieży. Walczyć jak ludzie, nie jak zbrodniarze. Precz z metodami niemieckimi”. To fragmenty artykułów z prasy podziemnej pisanych w 1940 roku.

Dwa lata później powstała słynna broszura „Protest”.
Tak i znowu ta sama sprzeczność. Z jednej strony piękne, ludzkie wezwania do ratowania Żydów, słowa potępienia dla brutalnych niemieckich metod. Już się wydaje, że Zofia Kossak się przełamie, napisze to, co Miłosz, że wszyscy jesteśmy Żydami Nowego Testamentu. Ale ona w tym samym tekście pisze: „Uczucia nasze względem Żydów nie uległy zmianie. Nie przestajemy uważać ich za politycznych, gospodarczych i ideowych wrogów Polski. Co więcej nienawidzą nas oni więcej niż Niemców… ”

Może Kossak była po prostu człowiekiem swoich czasów. Mówiła i pisała językiem epoki.
Zgoda, ale to wszystko nie tłumaczy tych słów. Również wtedy byli przecież ludzie, przedstawiciele jej pokolenia, którzy mówili na ten temat językiem, jaki dzisiaj jest w pełni do zaakceptowania. Bez cienia uprzedzeń.

„Protest” jest jednak apelem do ludzi, którzy mogliby wziąć udział w denuncjowaniu i mordowaniu Żydów. Może Zofia Kossak chciała odwieźć od tego antysemitów, mówiąc do nich ich własnym językiem.
Mimo wszystko tak pisać po prostu nie przystoi! Używanie takich argumentów przez osobę o takim autorytecie to moralna klęska. W całym tym tekście widać zresztą wyraźnie nacjonalizm Zofii Kossak. Jest zdruzgotana na samą myśl, że mogliby się znaleźć Polacy, którzy pomagaliby Niemcom. Wbrew jej wyobrażeniu, widać je wyraźnie w jej twórczości, nie każdy Polak był jednak bohaterem. A takie jest przecież oczekiwanie nacjonalisty. To było właśnie dramatem Kossak – Polacy okazali się być takim samym narodem jak każdy inny. W każdej społeczności znajdą się przecież ludzie, którzy się dostosowują. Nie wszyscy idą na barykady.

Czy właśnie dlatego tak bardzo zaangażowała się w ratowanie Żydów?
Myślę, że tak. Ona ratując fizycznie Żydów, ratowała duchowo Polaków. Ratowała ich honor. Nie wiem, co by było, gdyby wśród Polaków zabrakło ludzi pokroju Zofii Kossak.

To chyba jednak nie tylko nacjonalizm skłonił Kossak do ratowania Żydów. Pisała o imperatywie moralnym, o tym, że nie mogła patrzeć na ludzkie cierpienia.
Zofia Kossak rzeczywiście dostrzegła w Żydach ludzi. To już nie był mityczny Żyd-bolszewik czy Żyd-oszust. To było dziecko, któremu grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Dziecko, które nie ma nic wspólnego z propagowaniem bolszewizmu. Trzeba było je ratować za wszelką cenę. Doszło do tego, że narażała życie własnych dzieci, które na jej polecenie przeprowadzały żydowskie dzieci przez okupowane miasto.

A jaką rolę w jej wojennej postawie odegrał Bóg? W książce udowadnia pani, że antysemityzm Kossak był konsekwencją katolickiego antyjudaizmu. Ale czy przypadkiem ten sam katolicyzm nie skłonił jej również do ratowania Żydów?
Oczywiście to było bardzo ważne. Kossak pisała zresztą, że w pewnym sensie wszystko, co się dzieje, jest naszą winą. Nie uratowaliśmy Żydów, duchowo nawracając ich na katolicyzm, to chociaż ratujmy ich fizycznie.

To chyba postawa dość charakterystyczna dla wielu przedwojennych polskich nacjonalistów. Choćby Dobraczyński. On również nie przepadał za Żydami, a podczas wojny ratował żydowskie dzieci. W przeciwieństwie do Polski, w innych okupowanych krajach wielu nacjonalistów współpracowało zaś z Niemcami.
W dużej mierze było to właśnie zasługą religii katolickiej – która sprzeciwiała się prześladowaniom i głosiła potrzebę miłości bliźniego. Do tego dodałabym również tradycyjną antyniemieckość endecji, bardzo widoczną w publicystyce i prozie Zofii Kossak. To, co pisała podziemna prasa narodowa, sprowadzało się do hasła: „Niech ci cholerni Niemcy zostawią w spokoju naszych Żydów!”.

Hierarchia wrogów.
Niemcy znajdowali się w niej na pierwszym miejscu. Uprzedzenia wobec Żydów były nadal obecne, ale zeszły na dalszy plan.

Poza tym ten katolicki antysemityzm nie przekraczał pewnej bariery.
To prawda, gdyby ci ludzie mieli poglądy rasistowskie, gdyby byli pozbawieni tego katolickiego fundamentu ? na pewno nie kiwnęliby palcem w obronie Żydów. Nie znam żadnego rasistowskiego antysemity, który by kogokolwiek uratował.

Rewolucja nihilizmu, jaką przeprowadził Hitler, wyzuła Niemców z tego chrześcijańskiego fundamentu?
Dla większości Niemców papież, który potępił rasizm, nie był wówczas żadnym autorytetem. Nielicznych Żydów, którzy ocaleli w Niemczech, uratowali właśnie katolicy. W Polsce czy we Włoszech – choć mieliśmy inną sytuację geopolityczną (my byliśmy w Osi) – ten wątek katolicki okazał się dominujący. U nas też ratowano Żydów w klasztorach. Nasz bohater Giorgio Perlasca, który ocalił wielu Żydów w Budapeszcie, w przeszłości był wierzącym faszystą. Zresztą wielu nacjonalistów, którzy podczas wojny ratowali, po jej zakończeniu powróciło do swoich uprzedzeń.

Zaraz po wojnie ukazały się wspomnienia Kossak z pobytu w Auschwitz. Jak przedstawiła w nich Żydów?
Ta książka to arcydzieło nacjonalizmu. Charaktery więźniarek zależą od ich narodowości. Wszystkie Polki są więc bohaterkami. Dzielne, bogobojne, koleżeńskie i nigdy nietracące nadziei kobiety. Ukrainki, Niemki i Żydówki to czarne charaktery. Osobowości słabe, skłonne do niegodnych zachowań.

Kossak wymyka się z pewnych ustalonych stereotypów. W narracji historycznej osoba o nacjonalistycznych, antysemickich przekonaniach jest czarnym charakterem. W tej opowieści czarny charakter ratuje ludzi.
Sprzeczność leży bowiem w naturze ludzkiej. Wielu biografów Kossak przedstawiało ją jako osobę perfekcyjną, niemalże świętą. Taka Kossak jest jednak płaska i nudna. Tymczasem to była osoba fascynująca. Człowiek z krwi i kości.

A jakie stanowisko wobec Zofii Kossak zajęli po wojnie Żydzi?
Ogłosili ją Sprawiedliwą wśród Narodów Świata. Instytut Yad Vashem stwierdził: „Nieważne, jaką ideologię wyznawała, nieważne, co mówiła i pisała, ważne jest to, co zrobiła”. Dyskusja o Zofii Kossak w Yad Vashem trwała bardzo krótko. Nie było żadnych wątpliwości.

Zdarzało się jednak, że jej postać była kłopotliwa. Na plakacie poświęconym Żegocie w Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie, fotografia i nazwisko Kossak zostały ukryte w głębi, za plecami członków prezydium organizacji.
Niestety, wielu badaczy ma tendencje do upraszczania rzeczywistości. Wszystko musi być czarno-białe. Według schematów. Dobrzy ludzie ratują, a źli zabijają. Przez wieIe lat mówiono, że Żegotę założyli demokraci, socjaliści, ludzie z lewicy. Do tej wizji Zofia Kossak z jej poglądami nie pasowała. W czasie próby poglądy polityczne nie miały jednak żadnego znaczenia.

Prof. Carla Tonini jest włoskim historykiem. Pracuje na Uniwersytecie w Bolonii. Specjalizuje się w historii Polski, a szczególnie w dziejach relacji pomiędzy Polakami a Żydami. Jest autorką wielu artykułów i książek. Między innymi „Operacja Madagaskar. Sprawa żydowska w Polsce 1918 – 1968″ oraz – wydanej w Polsce przez Żydowski Instytut Historyczny – „Czas nienawiści i czas troski. Zofia Kossak-Szczucka antysemitka, która ratowała Żydów”.

http://hej-kto-polak.pl/wp/?p=6332

Posted in Wywiady, Zofia Kossak-Szczucka | Leave a Comment »

Zofia Kossak w Częstochowie

Posted by tadeo w dniu 24 lipca 2012

Anna Szatkowska, córka wielkiej pisarki Zofii Kossak, we wspomnieniowej książce „Był dom…”opowiada o swoim i matki pobycie w Częstochowie w ostatnim okresie wojny i krótko po jej zakończeniu.

Po upadku Powstania i wyjściu z Warszawy z ludnością cywilną 10 października 1944 r. autorka „Pożogi” szczęśliwie odnalazła się z córką, uczestniczką niedawnych walk, w Milanówku. Skorzystały z zaproszenia Zofii i Zygmunta Kamińskich – zaprzyjaźnionych z nimi od dawna, rzeźbiarki oraz profesora sztuk pięknych i rysunku na Politechnice Warszawskiej, a także artysty malarza, w okresie okupacji m.in. autora portretów Zofii, jej matki i trzynastoletniej Anny (1941). Podobnie jak tysiące osób wypędzonych ze stolicy, szukających dla siebie miejsca, czasowo zatrzymali się w Częstochowie.

Wspólnie z matką, Ewą Orlikowską – byłą studentką polonistyki, dowodzącą utworzonym przez siebie patrolem „Ewa Maria” przy kompanii „Harcerskiej” w batalionie „Gustaw”, w którym walczyła Anna Szatkowska, oraz Ewą Godlewską – Genią – jedną z łączniczek dowództwa, niemogącą wróciċ na rodzinną Pragę, zajętą przez Armię Czerwoną, postanowiły udaċ się do Częstochowy. Podróż głodnych i spragnionych pasażerów – przepełnionym towarowym pociągiem o wagonach bez okien, zatrzymującym się często, by przepuściċ niemieckie konwoje wojskowe – trwała dwa dni.

Edward i Filomena Usakiewiczowie po wypędzeniu przez Niemców ze swojego pięknego mieszkania zostali ulokowani w obskurnej kamienicy byłego częstochowskiego getta przy ul. Berka Joselewicza. Służyli teraz warszawskim rozbitkom. Ich siedziba przypominała przeludnione obozowisko, gdzie gotuje się całe gary zupy i kroi niezliczone kromki chleba dla nakarmienia wygłodniałych przybyszów. Wszyscy zwalczają wszy, których mrowie oblega głowy, ciała i odzież. Co wieczór pierze się bieliznę – bo nie ma nic na zmianę – a rano zakłada czasem jeszcze wilgotną. Po tygodniu wszy znikają. Anna codziennie przed spaniem naftą zmieszaną z olejem rycynowym naciera włosy mamy. Ogolone w obozie, osłabione przez głód i tyfus, odrastają z trudnością i wypadają masowo. Po dziesięciu dniach takiej kuracji widaċ jednak poprawę. Wodę grzeje się na elektrycznej małej kuchence, bo nie ma węgla.

Dzięki staraniom redaktora Tygodnika Katolickiego „Niedziela” ks. Antoniego Marchewki Zofia Kossak z córką i jej dwiema towarzyszkami zamieszkały na plebanii parafii św. Barbary. Pokój jest duży, bez wygód i nieogrzewany, lecz dla nich to prawdziwy luksus. Cisza, odejście od ludzkiego mrowia i bliskośċ Jasnej Góry. Umeblowanie stanowi stolik i krzesło oraz szerokie łoże bez prześcieradła i koca (śpią na nim w poprzek we cztery, wzajemnie się grzejąc). Mama przygotowuje do druku swoje wspomnienia z Birkenau. W tym celu często chodzi piechotą, na parę godzin, na drugi koniec miasta, gdzie może skorzystaċ z maszyny do pisania.

By wypełniċ czas, zachęcone przez nią dziewczęta, siedząc na łóżku, notują swoje wspomnienia z Powstania. Są jeszcze świeże i trzeba je utrwaliċ. Na nowo przeżywają niedawną przeszłośċ. Jak oceniają tamte zmagania? „Dopiero teraz zdaję sobie sprawę — pisze 17–letnia Anna — z wagi tylko co przeżytych dni, wspaniałych i szalonych, nieludzkich i nadludzkich, wielkich i strasznych. W ciągu tych kilku tygodni, wraz z naszymi przyjaciółkami z «Ewy Marii» i naszymi starszymi braċmi z «Harcerskiej», dotknęliśmy ideału życia całkowicie oddanego Słusznej Sprawie, bez wyrachowania, bez zastrzeżeń, w niezrównanej przyjaźni, przejrzystej, serdecznej i bezinteresownej – ideału wciąż niedościgłego w zwykłych, codziennych okolicznościach. I właśnie teraz (…) uświadamiam sobie w pełni, jaką szansą był udział w Powstaniu i jak większym jeszcze szczęściem jest pozostanie przy życiu i zdrowiu, unosząc na resztę dni ten cenny dar i niezapomniany bagaż doświadczeń”. Wraca jednak pytanie: „Czemu my, a nie tamte? Czemu my żyjemy, a nie oni, ci wszyscy, co tam pozostali?”.

Późna jesień, zimno, nieprzyjemne podmuchy wiatru, wycieńczenie i słabośċ nie przeszkadzały Zofii i Annie chodziċ codziennie na poranną Mszę św. przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Częstochowskiej. Zwróciły uwagę modlących się również w kaplicy dwóch nieznajomych osób – matki i córki – brakiem pończoch i odpowiedniego ubrania na tak mroźne smaganie wiatru i pierwszy śnieg. Krótka rozmowa wyjaśnia sytuację warszawianek. Wieczorem młodsza z pań dyskretnie podrzuciła im do domu paczkę z ciepłą bielizną i słodyczami. Po pewnym czasie lokatorki plebanii przenoszą się do domu dla sierot i osób starszych, gdzie warunki są lepsze. Na miejscu mają też pożyczoną maszynę do pisania, ułatwiającą pracę twórczą. Kilkudniowy pobyt w Krakowie stał się pamiętny dla Anny z powodu wizyty z matką u kard. Adama Sapiehy. Jej szacunek i podziw dla hierarchy, mającego opinię osoby nieprzystępnej, zyskała ujmująca bezpośredniośċ duchownego, bystry wzrok z błyskiem humoru, trafnośċ sądów, jak również zdecydowana wola działania dla dobra Kościoła i narodu. Także w Krakowie znajomy lekarz na prośbę Zofii usunął z jej ręki oświęcimski tatuaż–numer 64 491.

W listopadzie 1944 r. Anna – dla bezpieczeństwa, ciągle jeszcze jako Sokołowska – jedzie do Szymanowa, by przygotowaċ się do matury. Do dyspozycji jest tylko pociąg towarowy z odkrytymi wagonami. Dociera zaledwie do Piotrkowa. Po przesiadce do następnego pociągu nocna jazda kończy się w Żyrardowie. Ostatnie 20 km trzeba przejśċ piechotą. Znajomy z lat okupacji serdeczny dom Sióstr Niepokalanek stanowi teraz wielki obóz wysiedleńców, a uśmiechnięte, niestrudzone gospodynie niosą pomoc każdemu, kto jej potrzebuje. 17 stycznia 1945 r. wojska sowieckie wchodzą do Warszawy i na kolejne ziemie polskie. Jednak nauka w Szymanowie przebiega bez zakłóceń; egzamin dojrzałości odbywa się w marcu. Powrót do Częstochowy i radośċ spotkania z mamą przesłania jej poważna choroba serca. Sprawiły to – byċ może – obozowe wspomnienia byłej więźniarki podczas pracy nad książką „Z otchłani”. W kwietniu ukazują się pierwsze odcinki w „Niedzieli”.

Częstochowa po „wyzwoleniu” zmieniła swoje oblicze. Z armią sowiecką nadeszły nowe niebezpieczeństwa: napaści, rozboje, gwałty; nawet w ciągu dnia i na oczach przechodniów. Przodują w tym liczni mundurowi, a także oblegający miejscowe parki i Aleje, chodzący w piżamach ranni żołnierze rosyjscy ze szpitali usytuowanych w Śródmieściu, w kamienicach, skąd wyrzucono lokatorów. Trzeba zachowaċ ostrożnośċ i ograniczaċ przebywanie poza domem.

Anna i Genia zorganizowały potajemnie kilka zastępów harcerskich wśród dzieci uchodźców, by wypełniċ im wolny czas i odwróciċ uwagę od trudnej sytuacji życiowej. Urządzają dla nich ciekawe zbiórki. W kwietniu Zofia z córką wybrały się do Warszawy, by przenieśċ na Powązki ciało Babci, zmarłej pod koniec Powstania i pochowanej na podwórzu Szpitala Wolskiego. 8 maja 1945 r. przynosi kapitulację Niemiec i koniec wojny. Perspektywy dla Polski nie są pomyślne… Anna odwiedza Kraków i Górki, zaś pisarka w tym okresie uczestniczy w Częstochowie w licznych dyskusjach i spotkaniach z miejscową inteligencją. Patronuje temu redaktor „Niedzieli” ks. Antoni Marchewka.

W drugiej połowie czerwca Zofia Kossak otrzymuje list z Warszawy zaadresowany na jej prawdziwe nazwisko, choċ do tej pory stale używała innego. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wzywa do stolicy na rozmowę. Przebieg tej osobliwej wizyty tak relacjonuje córka pisarki: „Minister Jakub Berman przyjął Mamę uprzejmie, ale dośċ chłodno: – Proszę pani, jestem bardzo zajęty, nie mam dużo czasu, ale wezwałem panią, by spłaciċ dług. W czasie okupacji uratowała pani wiele dzieci żydowskich, więc jeżeli pani sobie życzy, mogę pani załatwiċ wyjazd za granicę. Mama oczekiwała wszystkiego, co najgorsze, ale nie takiej propozycji. Milczy zdumiona, myśli mącą się jej w głowie. Minister nalega: – Jak to? Pani się waha?… Jest to najlepsze, co mogę dla pani zrobiċ… A ja radzę pani wyjechaċ!… Ton tego ostatniego zdania był znaczący i nie pozostawiał wątpliwości co do losu czekającego Mamę, jeśli zostanie w Polsce. Konsternacja i rozterka – co odpowiedzieċ?… – Proszę pani, ja nie mam czasu na rozmowy. Jaka jest pani decyzja? – Chyba… przyjmuję propozycję… ale mam tu córkę… – To córka pojedzie z panią… A więc jak?… Czy uważa pani, że spłaciłem dług? – Tak… tak… dziękuję. Minister nagryzmolił coś pośpiesznie na karteczce: – Proszę pójśċ do mojej sekretarki, ona się wszystkim zajmie. Do widzenia pani… Jesteśmy zdruzgotane, i płaczemy. Jak to? Wyjechaċ? Teraz, gdy tyle pracy stoi przed nami? Porzuciċ przyjaciół i uciekaċ za granicę?… Wcale nie jesteśmy zdecydowane skorzystaċ z tej oferty; zaczekajmy, zostawmy sobie czas do namysłu. Pocieszamy się, jak możemy. Wiadomośċ wzbudza zdumienie i konsternację wśród krewnych i przyjaciół. Dziwna wydaje się ta niespodziewana wspaniałomyślnośċ ministra, wszechmocnej osobistości rządu komunistycznego, nieubłaganej i znienawidzonej, odpowiedzialnej za system policyjny, wprowadzony przez nowy reżim. Cała sprawa wydaje się podejrzana i tajemnicza… Dziś sądzimy, że minister uległ prośbom lub namowom swego brata, Adolfa Bermana, który uszedł z getta w 1942 r. i współpracował potem z Mamą w ramach «Żegoty». Widział jej zaangażowanie w ratowaniu Żydów i ogromne ryzyko, na jakie często się narażała. Gdy wojna się skończyła, Adolf Berman na pewno wiedział, że Mama figurowała na «czarnej liście» rządu komunistycznego, który łatwo znalazłby sposób pozbycia się jej na zawsze. Ułatwiając opuszczenie kraju, mógł jej uratowaċ życie…”.

Życzliwi radzą, by wyjeżdżaċ. Czyni to również prymas kard. August Hlond. Prof. Stanisław Kot, polityk Rządu Emigracyjnego, przebywający akurat w Warszawie, zaprasza do Londynu. Oznajmia przy tym, że polski Żyd, Marian Kister, właściciel firmy Roy (Rój) w USA, wydał właśnie w nakładzie blisko pięciuset tysięcy i w angielskim tłumaczeniu „Bez oręża”, które uznano za książkę roku. Proponuje przyjazd do Stanów i wygłoszenie serii odczytów. Jako zadatek na podróż przekazał platynowy pierścionek z brylantem. Nie bierze pod uwagę, że nie istnieją jeszcze żadne możliwości transportu cywilnego, aby wyjechaċ z Polski, i to w dodatku na drugą półkulę. Pierścionek przyda się na zakup biletów w nieznane, do czego zmusza wielką pisarkę nowa władza.

Koniecznośċ pożegnania kraju Zofia i Anna przyjmują jako wygnanie. W połowie lipca opuszczają Częstochowę, zabierając ze sobą obraz Matki Bożej Częstochowskiej, który powierzą przyjaciołom w Warszawie. Anna szlocha tak rozpaczliwie, że ludzie odwracają się na ulicy. Płacze też głośno w pociągu, na próżno pocieszana przez pasażerów. Jej ubogi ubiór stanowi prosta sukienka i ludowa zapaska, kupiona od wiejskiej kobiety na targu, która zdjęła ją z siebie. Bagaż – to ręcznie uszyty plecak z mocnego czarnego materiału – w nim przybory toaletowe, fotografie ruin Warszawy i około trzystu listów do oddania w Czerwonym Krzyżu od osób poszukujących swych bliskich. Odlot do Sztokholmu następuje 15 sierpnia 1945 r. o godz. 14 pierwszym rejsowym śmigłowcem linii szwedzkich startującym z Warszawy. Stamtąd byċ może do Londynu. „Najsmutniejszy dzień w moim życiu – zanotowała Anna. – Nawet szare niebo płacze ciepłym, letnim deszczykiem. Ja szlocham, a Mama z trudem powstrzymuje łzy. Jak mam zerwaċ z MOIM światem, ze wszystkim, do czego jestem przywiązana… Kamińscy i Genia odprowadzają nas do samego samolotu. Stojąca obok swego męża «ciotka rzeźbiarka», płacząc – szerokim, dostojnym gestem kreśli ku nam, w powietrzu wielki znak krzyża…”.

Maria Żmigrodzka

http://www.parafia.falenica.pl/index.php?pokaz=czytelnia/artykuly/artykuly03/kossak02

Pasaż Zofii Kossak-Szczuckiej - Częstochowa

   Zofia Kossak–Szczucka ma ulicę w Częstochowie

Rada Miasta Częstochowy nazwała imieniem Zofii Kossak–Szczuckiej ulicę będącą łącznikiem miedzy Aleją Najświętszej Maryi Panny a ul. Racławicką (biegnącą między budynkami Liceum im. H. Sienkiewicza oraz Kurii Metropolitalnej).

Tą decyzją Rada Miasta uczciła 40. rocznicę śmierci wielkiej polskiej pisarki.

Zofia Kossak–Szczucka (secundo voto Szatkowska), wnuczka Juliusza Kossaka, pisarka. Podczas okupacji niemieckiej organizatorka Rady Pomocy Żydom „Żegota”, uhonorowana przez państwo Izrael tytułem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata, w latach 1943–44 więziona była w obozie w Auschwitz.

Po Powstaniu Warszawskim od października 1944 do lipca 1945 r. mieszkała w Częstochowie. Organizowała w tym czasie spotkania dyskusyjne częstochowskiej inteligencji na temat przyszłości Polski powojennej. Reaktywowała wraz z ks. Antonim Marchewką wydawanie Tygodnika Katolickiego „Niedziela”, którego była współredaktorką i autorką artykułów.

W Częstochowie napisała wspomnienia z pobytu w obozie w Auschwitz („Z otchłani”, 1946). Zmuszona do wyjazdu z Polski, przez ponad 10 lat przebywała w Wielkiej Brytanii, pracując ciężko wraz z mężem Zygmuntem Szatkowskim na farmie (jej pierwszy mąż zmarł w 1922 r.). Została pozbawiona przez władze komunistyczne polskiego obywatelstwa, jej książki stały się zakazane, wycofane z bibliotek i oddane na przemiał.

Wróciła z emigracji w 1957 r. do Górek Wielkich na Śląsku Cieszyńskim, gdzie mieszkała i pracowała aż do śmierci.

Kard. Stefan Wyszyński zanotował w swoim pamiętniku z 1968 r.: „Odeszła wielka pisarka, jedna z największych po Henryku Sienkiewiczu”.

Posted in Zofia Kossak-Szczucka | Leave a Comment »

WIELCY ZAPOMNIANI – ZOFIA KOSSAK – SZCZUCKA

Posted by tadeo w dniu 24 lipca 2012

APC - 2013.05.23 19.40 - 001.3d

http://parafia-siennica.pl/index.php?pokaz=a_czytelnia/artykuly/artykuly03/kossak01

Życie pisarki, które uważała za służbę Bogu i Narodowi Polskiemu, przepojone było Ewangelią i miłością Ojczyzny. Wzorce postępowania, zgodne z wartościami katolickimi, stanowią zasadniczą cechę jej pięknych i mądrych książek, w których zawarła to wszystko, w co wierzyła i co kochała.
Urodziła się 8 sierpnia 1889 roku w Kośminie na Lubelszczyźnie.

Pochodziła z rodziny słynnych malarzy batalistów. Była córką Tadeusza Kossaka i wnuczką Juliusza. Początkową edukację odbyła w domu. W latach 1912-1913 studiowała malarstwo w Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie, a w latac  h 1913-1914 rysunek w Ecole des Beaux Arts w Genewie. W 1915 roku poślubiła Stefana Szczuckiego i zamieszkała wraz z nim w Nowosielicy na Wołyniu. W 1916 roku urodził im się syn Juliusz, a rok później drugi – Tadeusz. W latach 1917-1919 Zofia Kossak była świadkiem wydarzeń rewolucyjnych na Wołyniu. Wspomnienia, które spisała z tego czasu i wydała w 1922 roku pod tytułem „Pożoga”, stanowią jej właściwy debiut pisarski.

Zakochana w historii Polski

Mówiono o niej, że jest trzecią z wielkich autorów powieści historycznej. Zofia Kossak dzieje ojczyste ukazywała swoim czytelnikom w zbeletryzowanej formie – w książkach pisanych z wielką pasją i rozmachem – a zarazem z wnikliwością badacza. Cieszyły się one tak wielką popularnością, że pisarkę okrzyknięto szybko następczynią Kraszewskiego i Sienkiewicza. 

Twórczość Zofii Kossak, jak to właściwie zauważyła Amelia Szafrańska w książeczce „Kossak-Szatkowska”, „jest wypadkową trzech żywiołów: historycznego, patriotycznego i religijnego”. Można więc stwierdzić, że myślała i czuła poprzez historię, która dostarczała jej bogactwa wydarzeń mających wpływ na losy Narodu Polskiego.

Z nich wybierała fakty najbardziej donośne i z wielką starannością odmalowywała uczucia, charaktery, postawy i niezłomne czyny swoich bohaterów, ukazując przy tym doskonale epokę, na tle której rozgrywa się akcja danej powieści.
Pisarka, co trzeba podkreślić, starała się zawsze w swych książkach uwypuklać prawdę historyczną. Można tutaj sięgnąć choćby po „Beatum scelus” (1924 r.), powieść wydaną później pod tytułem „Błogosławiona wina”.

Opowiada ona o kradzieży obrazu Madonny Gregoriańskiej z kaplicy papieskiej na Watykanie, dokonanej przez wojewodę mińskiego Mikołaja Sapiehę. Świętokradczy czyn, którego się dopuścił, doprowadził do jego głębokiego nawrócenia oraz zaowocował wieloma cudami w Kodniu, gdzie Sapieha założył sanktuarium maryjne. Sama autorka we wstępie do „Błogosławionej winy” mówi: „Sens i piękno owej nie zmyślonej treści polega na tym, że w danym wypadku zbrodnia świętokradztwa, zbrodnia kuszenia i przyprawienia bliźniego o śmierć – nie przerodziły się w narzędzie zguby (…). A stało się tak, ponieważ winowajca okazał i dobrą wolę, i skruchę w ponoszeniu skutków winy, zaś miłosierdzie Boże dopełniło reszty”.
Inną jej książką dotyczącą historii dawnej Polski jest „Złota wolność” (1928 r.), która ukazuje losy ariańskiej rodziny Pielszów, żyjącej za panowania Zygmunta III Wazy. W tamtych czasach Polskę nękały najrozmaitsze rokosze, bunty, ale i sławiono zwycięstwa hetmanów Chodkiewicza i Żółkiewskiego. Zarówno wiara tego pierwszego w przeddzień bitwy pod Kircholmem, jak i opisane w fabule powieści dzieje nawrócenia na katolicyzm braci polskich są dla autorki wymownymi świadectwami działania Bożej Opatrzności.

Należy podkreślić, że wiara katolicka w światopoglądzie Zofii Kossak odgrywała zawsze rolę decydującą. O czym by ona nie pisała, jakich spraw Ojczyzny nie dotykała, zawsze poruszała istotne problemy i pytania dotyczące naszej wiary. Wymowa ewangeliczna jej mądrych i pięknych książek jest bezsprzeczna. Pisarka zawsze stara się wpoić w czytelnika przekonanie, że z największego upadku zawsze można powstać, a ratunku szukać trzeba w Bożej pomocy.

Doświadczenia oświęcimskie

Gdy wybuchła II wojna światowa, pisarka opuściła rodzinny majątek i zaangażowała się w ruch konspiracyjny oraz działalność charytatywną. Została współredaktorką pierwszego pisma podziemnego zatytułowanego „Polska żyje” i członkinią Frontu Odrodzenia Polski (FOP), który wyznaczył sobie zadanie „odrodzenia moralnego Polski w myśl zasad katolicyzmu”. Była także współzałożycielką Tymczasowego Komitetu Pomocy Żydom, kierowała Wydziałem Ochrony Człowieka w Społecznej Organizacji Samoobrony, przewodniczyła Unii Kobiet oraz redagowała pismo FOP-u „Prawda”.

Jest również autorką słynnego „Protestu”, opublikowanego w lipcu 1941 roku, który w imieniu katolików polskich piętnował hitlerowskie zbrodnie na Polakach i Żydach i wzywał do ich ratowania. „Ulotka ta – pisze Mirosława Pałaszewska w książce „Zofia Kossak” – miała także wpływ na ogłoszenie nagłego wniosku Rady Narodowej w sprawie masowego mordowania ludności żydowskiej w Polsce”. Za swoją działalność Zofia Kossak została po wojnie odznaczona medalem „Sprawiedliwy wśród narodów świata”.
W 1943 roku pisarka została aresztowana i osadzona w obozie koncentracyjnym w Auschwitz-Birkenau, w którym przebywała 7 miesięcy. W 1944 roku została przewieziona do Warszawy na Pawiak i skazana na śmierć. Uwolniona jednak 29 lipca 1944 roku dzięki staraniom władz podziemnych wzięła udział w Powstaniu Warszawskim. Do 1945 roku przebywała w Częstochowie, gdzie spisywała swoje wstrząsające wspomnienia obozowe, które w 1946 roku wydała w książce pt.: „Z otchłani”.

Choć w Oświęcimiu była świadkiem potwornych niemieckich zbrodni, nie ulękła się zła i nie popadła w rozpacz. Wiedziała, że wolą Bożą jest to, że przebywa w tym strasznym miejscu i starała się za wszelką cenę ochronić w sobie godność dziecka Bożego. W swoich wspomnieniach zanotowała: „Gdyby przeżycie lagru było nad siły, to by Bóg tego nie żądał, bo On wie, na ile nas stać. A skoro żąda, to znaczy, że wytrzymać można (…). Czyli, że całe zagadnienie sprowadza się do tego, czy wierzy się w Boga czy nie… (…) W lagrze bardziej niż gdziekolwiek winno być tak-tak, nie-nie. Bo my musimy nie tylko to zło przyjąć i znieść, ale je zwalczyć… (…) Bóg jest jedyną rzeczą, o której warto myśleć. (…) I ten czas w lagrze (…) nie jest ani stracony, ani bierny; może być wykorzystany dobrze lub źle (…). Bo samo życie, gdziekolwiek upływa, stanowi porę udzieloną człowiekowi dla odbycia próby, przynoszącej ostateczne zwycięstwo lub klęskę”.
Wymownym świadectwem głębokiej wiary w Boga pisarki są słowa, które wypisała nad swoją pryczą w obozie zagłady: „Każdej chwili mego życia wierzę, ufam, miłuję”.

Stale też pomagała współwięźniom, dożywiając ich w miarę swoich możliwości, czym ratowała ich życie. Organizowała również nabożeństwa, choć groziło to śmiercią. Trzeba podkreślić, że książka „Z otchłani” to niezwykłe świadectwo obrony wiary i człowieczeństwa w świecie oświęcimskiego koszmaru.

Szkoda, że dziś jest ona wciąż tak mało znana szerszemu gronu czytelników.
Pobyt w Oświęcimiu dostarczył Zofii Kossak niezbitych dowodów nieludzkiego traktowania ludzi wszelkiej nacji przez hitlerowskich bandytów. Wszystkie zbrodnie, które ci wówczas popełniali, bardzo nią wstrząsnęły. Nie chciała o nich milczeć. Już 24 maja 1944 roku, zanim jeszcze spisała swoje wspomnienia z obozu w formie książkowej, skierowała przejmujący list do prezydenta Władysława Raczkiewicza, w którym pisała m.in.: „Czy głód i udręki codziennego bytowania stanowią najcięższe strony pobytu w Birkenau? Czy na nich polega okropność systemu w lagrze? O nie. Są rzeczy gorsze. Okropność polega na całkowitym zaprzeczeniu i niszczeniu człowieczeństwa.

Haftling przybyły do lagru przestaje być człowiekiem, jest już tylko numerem, bydlęciem, niczym. Wszystko mu raczej zostanie wybaczone niż odruch godności, wstydu, szlachetnego oburzenia. Z nieporównaną konsekwencją, z właściwą sobie systematycznością Niemcy realizują swój program odczłowieczenia, poniżenia, pokonania (…). Zdrowie i życie, cześć i siły, to jeszcze nie dość dla dokonania dzieła odczłowieczenia. Trzeba jeszcze haftlingowi odebrać serce”.
Od 1945 do 1957 roku Zofia Kossak-Szczucka przebywała na przymusowej emigracji w Anglii. Po powrocie do kraju osiadła ponownie w Górkach Wielkich, gdzie dalej pisała książki i współpracowała jako publicystka głównie z prasą katolicką.

„Moje książki i ja to jedno”

W twórczości Zofii Kossak powszechne jest łączenie problematyki wiary z tematami historyczno-patriotycznymi. Można wymienić następujące jej powieści, w których jest to szczególnie widoczne: „Z miłości” (1926 r.), „Suknia Dejaniry” (1948 r.), a także opowiadania i eseje: „Bursztyny” (1936 r.), „Rok polski – obyczaj i wiara” (1955 r.).

O ponadczasowości jej dzieł decyduje mocna wiara w Boga i Bożą Opatrzność, która stanowiła dla niej silną inspirację twórczą. Swoje życiowe credo jasno wyłożyła w broszurce poświęconej beatyfikacji księdza Piotra Skargi, w której umieściła następujące słowa: „Przywykliśmy uważać świętość za pewną anormalność, może nawet chorobliwą, za nieprawdopodobny skok. Jesteśmy tak konsekwentnie nastawieni na przeciętność, że o świętości prawie wstydzimy się mówić. A przecież choć tak wielka, sprowadza się ona do rzeczy prostej: Miłować Boga i ludzi tak mocno, by to uczucie odbijało swoje piętno na każdej myśli, słowie i czynie”. Co więcej można do tego dodać? Gdyby każdy tak żył, świat byłby zupełnie inny…
W 1929 roku pisarka wydała zbiór opowiadań pt. „Szaleńcy Boży”, oparty na legendach. To właśnie w nim ukazuje ona świętych jako ludzi zwykłych, narażonych tak samo jak my na upadki i słabości, ludzi, którzy jednak bezgranicznie zaufali Stwórcy.

Zofia Kossak istotę świętości odnajduje w zbliżeniu się człowieka do Boga, które ukazuje głównie jako przeżycia wewnętrzne. Owocują one dobrocią w stosunku do bliźnich oraz wiernością nakazom Ewangelii, nawet za cenę męczeńskiej śmierci.
O przebogatej twórczości Zofii Kossak nie da się opowiedzieć w kilku zdaniach. Nie sposób także wspomnieć tutaj o jej wszystkich ważnych książkach, takich jak trylogia „Krzyżowcy”, „Przymierze”, „Dziedzictwo” czy wiele innych utworów, broszur i artykułów, za które była honorowana różnymi nagrodami.

Dodajmy, że książki Zofii Kossak tłumaczone były na wiele języków świata. Przypomnieć tu trzeba, że w 1966 roku pisarka otrzymała państwową nagrodę I stopnia za zasługi w dziedzinie powieści historycznej. Zrezygnowała z niej jednak, ponieważ dowiedziała się o zatrzymaniu przez te same władze kopii Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, który peregrynował wówczas po Polsce z okazji Roku Milenijnego. W oświadczeniu napisała: „(…) rozdźwięk między lekceważeniem przez Władze Państwowe uczuć religijnych ludności, a równoczesne przyznanie przez te same Władze nagrody literackiej pisarce katolickiej – jest tak wielki, że zdaje się być omyłką, nieporozumieniem. (…) Nie mogę przyjąć nagrody od Władz Państwowych, wprawdzie własnych, prawowitych, lecz odnoszących się wrogo do spraw dla mnie świętych”.

Poprzez ten szczególnie piękny gest solidaryzowała się ona z Prymasem Tysiąclecia ks. kard. Stefanem Wyszyńskim, który mówił o zaaresztowaniu obrazu Matki Bożej, że „tego rodzaju czyny naruszają przede wszystkim nasze prawa wierzącego Narodu”.

W 1964 roku podpisała ona słynny „List 34”, sprzeciwiający się zaostrzeniu cenzury prasowej, stwarzającej sytuację zagrażającą rozwojowi kultury narodowej.
Życie pisarki nie było usłane różami. Śmierć bliskich (męża Stefana, synów Julka i Tadeusza, rodziców), pobyt na Pawiaku i w Oświęcimiu, pobyt na emigracji i niezasłużone odwrócenie się od pisarki bardzo ją dotknęły. Jednak pomimo tych wielu doświadczeń nie traciła pogody ducha, a jej książkom nie brakowało optymistycznego przesłania.

Z wiary zawsze czerpała najwięcej sił. Dzięki niej była zawsze pełna miłości i bezinteresownej życzliwości w stosunku do innych ludzi. Maria Przyłęcka, jedna z łączniczek z czasów okupacji, tak zapamiętała Zofię Kossak: „Była jedną z najbardziej czarujących osób, jakie można sobie wyobrazić, pełna życia w stosunku do każdego człowieka (…). Wszyscy do niej lgnęli, wszyscy chcieli jej rady, wstawiennictwa, opinii i po prostu chcieli z nią być.

Była bez miary szczodra w obdarowywaniu innych o cokolwiek się do niej zwracali”.
Pisarka zmarła 9 kwietnia 1968 roku w Bielsku-Białej.Kard.

Stefan Wyszyński zanotował w swoim pamiętniku z 1968 r.: „Odeszła wielka pisarka, jedna z największych po Henryku Sienkiewiczu”.

Po śmierci małżonki jej drugi mąż, Zygmunt Szatkowski, otworzył Muzeum Zofii Kossak-Szatkowskiej w Górkach Wielkich.

Piotr Czartoryski-Sziler

 

Bibliografia :
1922 Pożoga
1924 Beatum scelus
1926 Z miłości
1926 Przygody Kacperka, góreckiego skrzata
1927 Wielcy i mali
1928 Złota wolność
1929 Szaleńcy Boży
1930 Legnickie pole
1931 Dzień dzisiejszy
1931 Topsy i Lupus
1931 Ku swoim
1932 Nieznany kraj
1933 Z dziejów Śląska
1933 Pątniczym szlakiem. Wrażenia z pielgrzymki
1934 S.O.S….!
1934 Szukajcie przyjaciół
1936 Krzyżowcy
1936 Bursztyny
1936 Puszkarz Urbano
1937 Król trędowaty
1937 Skarb śląski
1937 Bez oręża
1938 Laska Jakubowa
1938 Gród nad jeziorem
1939 Trembowla
1939 Warna
1946 Z otchłani
1948 Gość oczekiwany
1948 Suknia Dejaniry
1952 Kielich krwi
1952 Przymierze
1953 Błogosławiona wina
1955 Rok polski: obyczaj i wiara
1956, 1964,1967 Dziedzictwo (t. 1-3)
1960 Troja północy (współautor Zygmunt Szatkowski)
1962 Pod lipą
1963 Prometeusz i garncarz

piklita (04:11)

http://wesola-herbaciana-brac.blog.onet.pl/WIELCY-ZAPOMNIANI-ZOFIA-KOSSAK,2,ID260539026,n

Więcej:

https://tadeuszczernik.wordpress.com/category/zofia-kossak-szczucka/

Posted in Zofia Kossak-Szczucka | Leave a Comment »

Krzyżowcy i nie tylko

Posted by tadeo w dniu 1 Maj 2012

Praca pod redakcją Krystyny Heskiej-Kwaśniewicz i Krzysztofa Uniłowskiego gromadzi szesnaście artykułów poświęconych rozmaitym aspektom twórczości popularnej pisarki Zofii Kossak (1889–1968), która osiedliwszy się w Górkach Wielkich k. Skoczowa, związała się ze Śląskiem. Autorami rozpraw są pracownicy naukowi oraz doktoranci Uniwersytetu Śląskiego, ale także reprezentanci innych ośrodków (Uniwersytet Wrocławski, Uniwersytet Jagielloński, Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie).
Rozprawy zostały podzielone na dwie części. W pierwszej znajdziemy analizy twórczości literackiej Zofii Kossak: powieści historycznych, dzieł dokumentalno–reportażowych, prozy z elementami autobiografii, utworów inspirowanych żywotami świętych. Mowa w nich o relacji między tekstem literackim a historiografią, wyznacznikach dokumentu lub autobiografii. Podnoszone są również takie zagadnienia, jak doświadczenie kobiece w twórczości Kossak, postawa wobec cywilizacyjno–kulturowych wyzwań nowoczesności, próby modernizacji wybranych przez pisarkę konwencji literackich, zmagania z doświadczeniem obozowym. W części drugiej zebrano artykuły dotyczące ineditów, tekstów rozproszonych lub zaginionych, a także archiwum pisarki i jej biblioteki, znajdującej się w muzeum w Górkach Wielkich.

https://wydawnictwo.us.edu.pl/files/active/0/Krzy%C5%BCowcy%20-%20czw%C3%B3rka,%20spis%20tre%C5%9Bci,%20stopka,%20o%20ksi%C4%85%C5%BCce.pdf

Posted in Książki (e-book), Zofia Kossak-Szczucka | Leave a Comment »

Posted by tadeo w dniu 8 kwietnia 2012

 W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ

– powyższe słowa wypisane nad swoją obozową pryczą przez Zofię Kossak wybrałem jako motto mojego blogu. W 1943 roku pisarka została aresztowana i osadzona w obozie koncentracyjnym w Auschwitz-Birkenau, w którym przebywała 7 miesięcy. Całe życie pisarki, które uważała za służbę Bogu i Narodowi Polskiemu, przepojone było Ewangelią i miłością Ojczyzny.

Posted in Kontakt, Nieokrzesane myśli, Zofia Kossak-Szczucka | Leave a Comment »