WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Postaw te słoiki w ogrodzie, a nie zobaczysz ani jednego komara przez całe lato

Posted by tadeo w dniu 6 czerwca 2017

Większość z nas uwielbia lato. Nie lubimy natomiast owadów, które pojawiają się wraz jego nadejściem. Najbardziej denerwujące są oczywiście komary – gdy tylko się pojawiają, zabierają całą radość z wieczornego spaceru lub z grilla w ogrodzie.

Jak pozbyć się komarów?

Jedna z możliwości, to zakup dostępnego w sklepach sprayu na owady. Większość z nich zawiera jednak substancję chemiczną, znaną jako DEET, która może wywołać wiele problemów ze zdrowiem: od podrażnień skóry, poprzez alergie, aż do problemów z układem nerwowym. Dlatego warto skłonić się ku naturalnym rozwiązaniom.

Eukaliptus cytrynowy

Wiele badań potwierdziło, że olejek z liści eukaliptusa cytrynowego doskonale odstrasza komary.

Trawa cytrynowa

Olejek z trawy cytrynowej, dzięki swojemu mocnemu zapachowi odstrasza nie tylko komary, ale również inne latające owady.

Cytrusy

Według badań, wszelkie substancje na bazie skórek z cytrusów są bardzo efektywne w odstraszaniu komarów.

Mosquito Tasmania crop.jpg

Naturalny środek odstraszający komary

Czego będziesz potrzebować:

  • 2 słoiki
  • 10 kropel olejku z eukaliptusa cytrynowego
  • 10 kropel olejku z trawy cytrynowej
  • 1 pokrojona cytryna
  • 1 pokrojona limonka
  • 4 gałązki rozmarynu
  • Podgrzewacze

Do słoików dodaj równe ilości cytryny i limonki. Do każdego z nich włóż dwie gałązki rozmarynu. Następnie do ¾ wysokości nalej wody i dodaj 10 kropli wybranego olejku (nie mieszaj ich ze sobą). Aby zaczęły działać, po prostu zapal świeczkę.

Te odstraszające komary słoiki, to niezbędne wyposażenie w każdym ogrodzie, ganku oraz innych miejscach, gdzie będziemy spędzać letnie wieczory.

Źródło: organichealthremedies.com

Reklamy

Posted in Porady różne, Zdrowie jest najważniejsze | Leave a Comment »

W sercu Amsterdamu zieją wrota Apokalipsy

Posted by tadeo w dniu 2 czerwca 2017

WojcIech Sumliński dla Frondy: W sercu Amsterdamu zieją wrota Apokalipsy

Luiza Dołęgowska, Fronda.pl: Wspominał Pan o swoich zagranicznych podróżach i ciekawej, choć przerażającej historii, jaka przydarzyła w Panu w jednym z miast europejskich – co to za historia?

Wojciech Sumliński, pisarz, dziennikarz śledczy: W związku z książkami, które piszę, mam zaproszenia ze wszystkich tych miejsc, w których są Polacy. A Polacy, jak wiadomo, są dzisiaj wszędzie, więc nie ma chyba takiego kraju w Europie, w którym nie byłbym po kilka razy. Nie ukrywam, że są to bardzo miłe dla mnie spotkania i – powiedziałbym – spotkania twórcze, przynoszące móstwo informacji. Kreują nowe pomysły i dostarczają dużo wiedzy – bo nasi Rodacy często mieszkają w tych odwiedzanych przeze mnie krajach po kilkanaście lat. Ale – co ciekawe – w przeważającej większosci wypadków mówią, że gdyby nawet mieszkali na obczyźnie jeszcze nie wiadomo ile lat, to nigdy, przenigdy, milion razy nigdy nie przestaną być Polakami. I wielu z nich deklaruje, że chce wracać do Polski.

A jednak – chcą wracać do kraju?

Takie padają deklaracje od zdecydowanej większości moich rozmówców. Dlaczego? Opowiem to na przykładzie, jednym z wielu, który niczym w soczewce ilustruje głębie problemu. Jedna z tych moich ścieżek dziennikarskich na spotkania autorskie zaprowadziła mnie do Amsterdamu, gdzie bardzo mili gospodarze powiedzieli mi: ,,jeśli chcesz zobaczyć prawdziwy Amsterdam, to przejdziemy się po centrum. Bez słowa komentarza, bo komentarz jest zbyteczny”. No więc zaprowadzili mnie do tego centrum. Na początek do pięknej katedry – niestety nie pomnę w tej chwili, pod jakim wezwaniem – ale zapamiętałem wielki, wspaniały kilkusetletni kościół w samym sercu Amsterdamu – już odsakralniony.

Przy wejściu pierwsze zdumienie, bo u progu, przy drzwiach, widniało kilkadziesiąt skrzynek pocztowych. Pytam: „cóż to za dziwo?” – ,,To jeszcze nic, wejdź do środka” – pada odpowiedź. Wchodzimy więc do wnętrza, a tam po lewej stronie wielka restauracja, na przeciwko galeria, jakieś obrazy, kręcący się ludzie, oglądający sobie tę wystawę. Z kolei po prawej stronie, tam, gdzie kiedyś był ołtarz, teraz jest ściana, a w tej ścianie drzwi. Okazało się, że prowadzące do mieszkań powstałych w tym kościele w miejscu ołtarza. Czyli w katedrze znajdowała się restauracja, galeria i kilkadziesiąt mieszkań – wszystko, tylko nie miejsce dla Pana Boga. W Polsce, dzięki Bogu, takich obrazków nie ma i oby nigdy nie było.

Wychodzimy z tej katedry – ja w niemałym szoku – i pada propozycja, by przejść się kawałek. Nie uszliśmy stu kroków, gdy doszedł mnie dziwny zapach, niewiadomego pochodzenia. Po chwili jednak już wszystko zrozumiałem: okazało się, że w pobliżu katedry, w odlegości niespełna stu metrów, umiejscowiono trzy coffee-shopy, gdzie przebywały setki młodych ludzi, większość odurzonych, z niemym obłędem w oczach. Idziemy kawałek dalej, a tu w oknach wystawowych nagusieńskie kobiety, jak je Pan Bóg stworzył, ze wszystkich zakątków świata.

Żywe kobiety na wystawach?

Żywe kobiety, stojące w oknach wystawowych z przymocowanymi cenami w różnych częściach ciała, przeważnie w miejscach, o którym nie będę mówił. Całość dała taki obrazek: na przestrzeni stu metrów kwadratowych katedra zamieniona we wszystko, tylko nie w świątynię, trzy legalne coffee-schopy z setkami młodych narkomanów, a tuż obok formalnie działające domy publiczne z dziesiątkami kobiet, stojących jak towar w oknach wystawowych. Tak zapamiętam serce Amsterdamu. Kiedy wracałem z przemiłymi Polakami i Polkami do mieszkania, w którym przebywałem, myślałem o tym, że być może tak wygląda Apokalipsa. Kto wie – może tak właśnie wygląda zmierzch ludzkości? Dla każdego, kto widzi taki obrazek po raz pierwszy – i przyjeżdża z Polski – to musi wywoływać szok.

Zwłaszcza dla osoby wierzącej i oddanej naszym polskim tradycjom…

Na pewno. Dla mnie to był niemały wstrząs – ale przecież nie jedyny wstrząs. Gdy jeździliśmy z księdzem Stanisławem Małkowskim, przyjacielem księdza Jerzego Popiełuszki na wiele wspólnych spotkań autorskich, podobne obrazki jak te w Amsterdamie – choć może nie aż tak drastyczne – bywały normą. Widzieliśmy wiele kościołów, które zamieniano na restauracje – np. w Paryżu – czy muzea. Po iluś tam dziesiątkach tego typu wizyt trudno nie mieć przekonania, że my Polacy, mimo wszystko – mimo Tusków, Komorowskich i całej tej łobuzerii – jesteśmy wielkimi szczęściarzami.

A gdybym nie wiedział o tym wcześniej i jeszcze w to wątpił, to musiałbym przestać watpić po ostatniej wyprawie do Wielkiej Brytanii kilka miesięcy temu. Rozmawialiśmy w bardzo miłym gronie Polaków, z udziałem przemiłego małżeństwo farmaceutów, którzy od kilkunastu lat mieszkają pod Birmingham i którzy podjęli już decyzję o powrocie do Polski. Uznali, że cóż z tego że w UK wiedzie im się dobrze – pracują w zawodzie, prowadzą swoją prywatną aptekę – cóż z tego, że niczego nie brakuje im materialnie, skoro panująca na Wyspach pustynia duchowa jest dla człowieka wierzącego w Boga naprawdę trudna do zniesienia.

Moi rozmówcy opowiadali mi, jak wygląda Wielka Brytania z perspektywy ludzi, którzy prowadzą tam aptekę. Otóż setki młodych ludzi każdego miesiaca zgłaszają się po środki psychotropowe, antydepresanty, bo nie majac oparcia w rodzinie i Bogu szukaja oparcia właśnie w środkach odurzających. Trzecia „matka” czy czwarty „ojciec” (w Wielkiej Brytanii to norma) nie czują żadnej więzi z dziećmi, które pozostawiane są same sobie, kończą edukację – zresztą na żenująco niskim poziomie, tak niskim, że najsłabsi uczniowie z Polski, o ile jako tako poznają język angielski, w Wielkiej Brytanii są orłami nad orły – w wieku 16 lat – i do pracy.

W weekend dwa dni w pubie, czasem jakiś mecz, jako przerywnik – i tak tydzień za tygodniem. Z perspektywu farmaceutów wygladało to tak, że tam młodzi setkami – a wszystko to z perspektywy tyko jednej apteki – ratują się przed pustką, samotnością i poczuciem bezsensu środkami psychotropowymi. Gdy więc wracaliśmy z tych podróży z księdzem Małkowskim, rozmawialiśmy zawsze o tym, jak bardzo powinniśmy dziękować Bogu za to, że żyjemy w najlepszym kraju, w jakim tylko moglibyśmy żyć. Wracając z tych podróży, gdzie przecież zawsze Polacy podejmowali mnie – nas – niezwykle goscinnie i serdecznie, z otwartym sercem i duszą, to jednak miałem przekonanie, że wracam do kraju, który jest ostoją wiary i po prostu normalności.

Kiedy rozmawiam z Rodakami, którzy wyemigrowali za chlebem – bo to prawie zawsze jest emigracja ekonomiczna – mówią to samo. I z tych setek rozmów układa się jakiś obraz. Tu dygresja : w samej Wielkiej Brytanii byłem już sześć, siedem razy, podobnie w innych krajach europejskich, czy za Ocenanem, w Kanadzie lub Stanach Zjednoczonych, odbyłem łącznie może nawet więcej, niż setki rozmów – jest to więc naprawdę spora wiedza. I zapewniam, że w większości tych rozmów pobrzmiewała olbrzymia tęsknota za Ojczyzną i absolutne przekonanie, że naprawdę Polska to wspaniały kraj. Mimo, jak powiedziałem, Komorowskich, Tusków at consortes nie daliśmy odebrać sobie ani wiary, ani zdrowego rozsadku i z Bożą pomocą – nie damy sobie odebrać.

Czy Polska po tych podróżach i refleksjach nie wydaje się Panu czasem jak wyspa, którą otacza wiele niebezpieczeństw, ale ona jednak cały czas się temu nie poddaje?

Dokladnie tak. Na skraju tej wszechobecnej para-apokalipsy ostaliśmy się niczym jakaś wyspa. Zapamiętałem na przykład takie spotkanie w Leicester, gdzie gra – czy do niedawna grał – były piłkarz reprezentacji Polski, Marcin Wasilewski. Wchodzimy w niedzielę do kościoła, wielkiej światyni, a tam nie ma gdzie szpilki wetknąć. Dobrze ponad tysiąc Polaków. I tak na każdej Mszy Świętej. A po Mszy herbata, ciastko i długie rozmowy, do południa, a niekiedy dłużej. Poczucie wspólnoty – ogromne. I puenta – rozmawiamy w gronie wielu Polaków i padają takie słowa: „wie pan, w Polsce zdarzało się, że z Panem Bogiem nie zawsze było po drodze, ale tu, na emigracji, zrozumiałem, jak wiele znaczy dla mnie Bóg, Kościól i Polska”. I to nie były słowa jednej osoby.

Podobnych sformułowań słyszałem w Wielkiej Brytanii setki. Trzeba było wyjechać do Anglii, by zrozumieć, jak wielką wartością jest Bóg, Kościół, Ojczyzna. Na koniec moi rozmówcy dodają: ” w Anglii, nie opuszczamy ani jednej niedzielnej mszy. To najważniejszy dzień tygodnia, bo to ten moment, kiedy można spotkać się z Panem Bogiem, ale także z rodakami i mieć tu, przy kościele, namiastkę Polski.”

To bardzo ważne słowa dla tych, którzy wyjechali z Polski, bo budują jedność i poczucie więzi – na obczyźnie i w kraju, gdy słyszymy, jak Polacy tęsknią.

To są takie zapamiętane przeze mnie obrazki z tych różnych wypraw, które odbywam od lat. Gdybym je zliczył, pewnie zebrałoby się ich ponad sto – w samej Kandzie pięc razy, w Stanach – trzy, w Wielkiej Brytanii siedem, w większości innych krajow po trzy, cztery razy – jak mówiłem, sporo tych „obrazków” się nazbierało. Kto wie, może warto kiedyś to wszystko spisać w jedną książkę, bo są to i wspomnienia, i refleksje, i głębokie przemyślenia – niekiedy także tragedie – a wszystko to naprawdę opowiadane na wielkim poziomie szczerości i wzruszenia. Czasami trzeba spojrzenia z daleka, by zobaczyć, jak wielką wartością jest Polska.

To niesamowicie ważne, bo ludzie w Polsce często nie doceniają swojej rzeczywistości…

To prawda. Piotr Szlachtowicz, świetny dziennikarz polonijny z Wielkiej Brytanii opowiadał mi – bo do niego zglasza się wiele takich osób – o setkach Polaków tam mieszkającymi, którym w UK odbierano dzieci, często pod kuriozalnym pretekstem. Jak to tłumaczy Piotr i jak to tłumaczą inni? Ponoć chodzi o to, że w tym kraju, w którym zapomniano o Bogu, wartościach i po prostu o normalności, wielu autochtonów przez wiele lat nie chce mieć dzieci – bo mogą przeszkadzać w hedonistycznym trybie życia, po prostu. I niekiedy dopiero, gdy przychodzi już wiek więcej niż dojrzały, dochodzą do wniosku, że może jednak warto by jakieś tam dziecko mieć. Szkopuł w tym, że na to często jest już za późno. A Polacy jak to Polacy – na tle Anglików dbają o dzieci i o rodziny, i starają się o wychowanie w wartościach.

Według tego, co słyszałem w UK z wielu źródeł, niektóre przypadki odbierania polskich dzieci i umieszczania pod byle pretekstem w rodzinach angielskich są tak kuriozlane, że z punktu widzenia logiki wygladają wręcz, jak „działanie na zamówiewnie”. Piotr Szlachtowicz opowiadał mi polskich rodzinach, które po prostu uciekały z Anglii z dziećmi, zostawiając wszystko – z opcją, by nigdy już tam nie wrócić, ale ocalić dzieci. To bardzo szeroki i delikatny, a w polskich mediach kompletnie przemilczany temat.

Czyli urzędy w Wielkiej Brytanii też odbierane są Polakom dzieci, nie dzieje się tak tylko w Niemczech?

Tak, w Wielkiej Brytanii dzieje się tak na potęgę, to jest naprawdę poważny problem. Dużo większy, niż się wielu Rodakom mieszkającym w Polsce wydaje. Nie znam statystyk – te ma Piotr Szlachtowicz – ale wiem, że sprawa jest poważna i bynajmniej nie marginalna. Piotr ma udokumentowane historie wielu polskich rodzin, którym odebrano dzieci pod byle pretekstem i potem bardzo trudno te dzieci odzyskać. Są błyskawicznie umieszczane w brytyjskich rodzinach, gdzie tych dzieci brak i gdzie nowi „rodzice” dostają je jakby ,,na gotowe”. Trudno przejść tę drogę w drugą stronę. Skala tragedii jest naprawdę olbrzymia. To temat na długą zimową noc – podobnie zresztą, jak wiele innych historii, które słyszałem od naszych Rodaków na obczyźnie…

Dlatego zapewne wrócimy do tego tematu jeszcze niejeden raz. A na teraz – bardzo dziękuję za rozmowę.

http://www.fronda.pl/a/wojciech-sumlinski-dla-frondy-w-sercu-amsterdamu-okrylem-wrota-apokalipsy,94071.html

Posted in Wywiady | 1 Comment »

Wdowa po Michale Falzmannie ujawnia patologie państwa! „Rekordem była sprzedaż kamienicy na Hożej za 50 zł”

Posted by tadeo w dniu 11 Maj 2017

Telewizja Republika
– Istnieje starsza osoba, która nie może sobie poradzić z urzędnikami, po czym zdesperowana sprzedaje swoje roszczenia do danej kamienicy. Rekordem było sprzedanie za 50 złotych kamienicy na Hożej, przy czym pani z całkowitym alzheimerem lub demencją została doprowadzona do sądu i powiedziała, że jest zadowolona z tej sumy i sąd przyjął to – powiedziała w programie „Otwartym tekstem” Ewy Stankiewicz Izabela Brodacka-Falzmann, wdowa po inspektorze NIK, który wykrył aferę FOZZ, Michale Falzmannie.

„Rolą państwa jest tworzenie elit”

– Trzeba zlikwidować kryminogenne przepisy, wymiar sprawiedliwości, który współpracuje z przestępcami. Bardzo ważny jest mechanizm doboru elit – była teoria Pareto, że nowa elita, lepsza wypiera starą. Niestety, nawet wg Pareto ta lepsza była bardziej bezwzględna i lepsza organizacyjnie. Bardzo możliwe, że to dotyczy krążenia elit w gangach, natomiast w żadnej mierze nie jest to państwowotwórcze. Tak się stało, że kolejne elity były coraz gorsze – w ciągu 8 lat rządów PO afera goniła aferę, to drobni złodziejaszkowie, bo trudno to inaczej nazwać. Rolą państwa jest tworzenie elit, ale mechanizmy wyłaniania tych elit były całkiem zablokowane. Były różne koncepcje, np. nieżyjący już profesor Przystawa forsował jednomandatowe okręgi wyborcze jako formę dopuszczenia świeżej krwi do polityki, ale nie chcę dyskutować o zasadności tej koncepcji. Była to rozpaczliwa próba wymiany elit, spontanicznej, która działaby się niejako sama. Nie można wskazać palcem i powiedzieć: ty będziesz elitą – powiedziała Izabela Brodacka-Falzmann, wdowa po inspektorze NIK, Michale Falzmannie.

„Rekordem była sprzedaż kamienicy za 50 złotych”

– Dużo rzeczy dzieje się w Polsce dobrych. Mam pewne idee fixe, co należałoby do końca załatwić. Bardzo dużą wiedzę mam na temat rabunku nieruchomości przez zorganizowane gangi powiązane z władzami Warszawy. Są dwa mechanizmy za to odpowiedzialne. Pierwsze to handel roszczeniami – istnieje starsza osoba, która nie może sobie poradzić z urzędnikami, po czym zdesperowana sprzedaje swoje roszczenia do danej kamienicy. Rekordem było sprzedanie za 50 złotych kamienicy na Hożej, przy czym pani z całkowitym alzheimerem lub demencją została doprowadzona do sądu i powiedziała, że jest zadowolona z tej sumy i sąd przyjął to – mówiła Brodacka-Falzmann.

– To wiąże się z potwornym problemem lokatorów, wyrzucanych na bruk, ale w obawie o to, by dalej się nic nie toczyło, sprzedaje się nabywcy w dobrej wierze. Nabywca w dobrej wierze jest chroniony w Polsce przez zasadę rękojmi zaufania do ksiąg wieczystych. To działa w ten sposób, gdyby ktoś ukradł państwa dowód osobisty i sprzedał państwa mieszkanie, to nabywca w dobrej wierze, który kupił je, eksmituje państwa i w drodze procesu cywilnego będą państwo mogli dochodzić swoich strat od tego oszusta, który siedzi w więzieniu i nie odda ani grosza. W tym momencie na radykalne cięcia jest za późno – ten nowotwór tak splótł się, że może to zagrażać organom państwa. Jest metoda medyczna głodzenia nowotworu – odcina się naczynia krwionośne, które żywią nowotwór. Należy odciąć te mechanizmy prawne, które prowadzą do przestępstw na taką skalę, trzeba zlikwidować handel roszczeniami – proponowała wdowa po Michale Falzmannie. – Druga to rękojmia zaufania do ksiąg wieczystych, która chroni nabywców w dobrej wierze. Nabywca w tzw. dobrej wierze kupując tanio nieruchomość doskonale wie, że ona jest ukradziona. To dotyczy nieruchomości. Oszust sprzeda mieszkanie, a chroniony jest nabywca w dobrej wierze – dodała.

– Istnieje starsza osoba, która nie może sobie poradzić z urzędnikami, po czym zdesperowana sprzedaje swoje roszczenia do danej kamienicy. Rekordem było sprzedanie za 50 złotych kamienicy na Hożej, przy czym pani z całkowitym alzheimerem lub demencją została doprowadzona do sądu i powiedziała, że jest zadowolona z tej sumy i sąd przyjął to – powiedziała w programie „Otwartym tekstem” Ewy Stankiewicz Izabela Brodacka-Falzmann, wdowa po inspektorze NIK, który wykrył aferę FOZZ, Michale Falzmannie.

http://telewizjarepublika.pl/wdowa-po-michale-falzmannie-ujawnia-patologie-panstwa-rekordem-byla-sprzedaz-kamienicy-na-hozej-za-50-zl-strona-2,48392.html

Posted in Afery i przekręty | Leave a Comment »

Syn Beaty Szydło przyjął święcenia diakonatu

Posted by tadeo w dniu 11 Maj 2017

 

 

Tymoteusz Szydło

Syn Beaty Szydło przyjął święcenia diakonatu 8 maja 2016 „Wierny sługa słowa Bożego to jest pierwsze określenie waszego urzędu diakońskiego. Wypełniajcie tę misję wiernie i gorliwe. Przede wszystkim jednak według rozeznania Bożych zamiarów, cały czas w jedności z Kościołem, z biskupem, z miejscowym pasterzem parafii, a przede wszystkim z Bogiem, który was posyła i przygotowuje wam miejsca i czas, i ludzi, do których idziecie” – mówił w katedrze św. Mikołaja w Bielsko-Białej biskup Roman Pindel kandydatom do święceń diakonatu, którzy stawili się w liczbie 12.

Syn Beaty Szydło asystuje do mszy

Nie byłoby w tym wydarzeniu nic budzącego powszechne zainteresowanie społeczeństwa, gdyby nie personalia jednego z wspomnianych wyżej alumnów. Mianowicie wśród dwunastu znalazł się Tymoteusz Szydło – syn Beaty Szydło. W katedrze pojawiły się rodziny oraz przyjaciele alumnów, a wśród nich także premier polskiego rządu ze swym mężem Edwardem. Wydarzenie wzbudziło z tego właśnie powodu nadzwyczajne zainteresowanie lokalnej społeczności, która tłumnie zgromadziła się w miejscu święceń. (http://namzalezy.pl/)

Posted in Religia | Leave a Comment »

Demony zazdrości i aborcji – ks. Piotr Glas

Posted by tadeo w dniu 8 Maj 2017

APCeeee - 2017.05.08 16.58 - 001.3d

https://gloria.tv/video/izxhGtxkksWT3gMym9uuXEAAG

Posted in Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

PRZYCHODZĘ Z NIEBA

Posted by tadeo w dniu 8 Maj 2017

APCbb - 2017.05.08 09.23 - 001.3d

https://drive.google.com/file/d/0B7onrtG5YIBcLTBHdDNKcGd1TVU/view

APCccc - 2017.05.08 09.37 - 001.3d

Posted in Matka Boża | Leave a Comment »

Opętanie nie jest jakimś spektakularnym widowiskiem – ks. Piotr Glas

Posted by tadeo w dniu 7 Maj 2017

APCaaa - 2017.05.07 22.53 - 001.3d

https://gloria.tv/video/24DtqfFpRJH31eVWzzmKHzRbL

Posted in Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

W Polsce zapłonął ogień. Rozmowa z ks. Piotrem Glasem.

Posted by tadeo w dniu 7 Maj 2017

„Po tylu latach pracy za granicą, gdy dziś, u progu 2017 roku, patrzę na to, co dzieje się na świecie, słowa, że Polska jest narodem wybranym, nabierają innego wymiaru. Coraz bardziej widzę, że nasza Ojczyzna stała się bastionem prawdziwej wiary chrześcijańskiej. Także prawdziwa pobożność maryjna, tak głęboko zakorzeniona, powoduje, że Polska jest tym miejscem, z którego wyjdzie iskra, gdzie Pan Bóg zacznie budować coś nowego na świecie. Europa dzisiaj to nowy Babilon. Potrzeba nam czytać Apokalipsę, bo tam to wszystko jest opisane. To, co panuje na Zachodzie, to pogaństwo i postchrześcijaństwo. Tych ludzi nic już nie rusza, nawet jak cud się wydarzy, to oni sobie to wytłumaczą.”

https://www.vicona.pl/single-post/2016/12/31/W-Polsce-zap%C5%82on%C4%85%C5%82-ogie%C5%84

http://www.jezusuzdrawia.pl/ks-piotr-glas-egzorcysta/http://www.jezusuzdrawia.pl/ks-piotr-glas-egzorcysta/

https://gloria.tv/video/rgGdxfnKd9ba1Ehr4hQKoUhS3

Posted in Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

Egzorcysta – Próbowałem ratować swoje małżeństwo u psychologa, a tymczasem …

Posted by tadeo w dniu 27 kwietnia 2017

Październik 2015 r. miał być wyjątkowym miesiącem dla mojej małżonki i dla mnie. Dokładnie 3 lata temu powiedzieliśmy sobie sakramentalne „Tak”. Dziś stoimy naprzeciw siebie w gmachu budynku, gdzie „władzę” sprawuje ślepa Temida.
Oboje walczymy o sprawiedliwość, przy czym dla każdego z nas słowo to ma zupełnie inne znaczenie. Z jednej strony pojawia się ucieczka, porzucenie, zapomnienie, nowe „lepsze” życie, z drugiej: nadzieja, miłość, wierność…

APC - 2017.04.27 19.49 - 001.3d

https://gloria.tv/video/dWBUWzRzhEqS38iMwG8Qg8YMv

Posted in Małżeństwo i rodzina | Leave a Comment »

Ks. Piotr Pawlukiewicz

Posted by tadeo w dniu 27 kwietnia 2017

https://stacja7.pl/kategoria/ks-piotr-pawlukiewicz/

Posted in Ks. Piotr Pawlukiewicz | Leave a Comment »

Zofia Kossak-Szczucka: Antysemitka, która ratowała Żydów

Posted by tadeo w dniu 27 kwietnia 2017

Zofia Kossak-Szczucka podczas wojny uratowała setki Żydów, a po jej zakończeniu nie chciała przyjąć ze strony komunistycznych władz uznania za swe literackie osiągnięcia. „Jestem pisarką katolicką” – mówiła o sobie z dumą.

Świat patrzy na tę zbrodnię, straszliwszą niż wszystko, co widziały dzieje, i – milczy” – pisała Zofia Kossak-Szczucka w apelu do społeczeństw Zachodu, podczas zagłady Żydów z warszawskiego getta w sierpniu 1942 roku. „Rzeź milionów bezbronnych ludzi dokonywa się wśród powszechnego złowrogiego milczenia… Tego milczenia dłużej tolerować nie można… Kto milczy w obliczu mordu – staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia – przyzwala”.

Powieściopisarka, której książki tłumaczono na wiele języków, nie chciała milczeć. Nie potrafiła w czasie wojny zajmować się tylko twórczością czy przetrwaniem własnym i swoich najbliższych. Stanęła na czele Frontu Odrodzenia Polski, tajnej organizacji katolickiej. Wkrótce zainicjowała powołanie organizacji, której celem było ratowanie i pomoc Żydom (Żegota), w której z narażeniem życia działała. Została uwięziona w Auschwitz. Siedziała na Pawiaku z wyrokiem śmierci. Po uwolnieniu walczyła w powstaniu warszawskim. Kiedy w 1957 wróciła z emigracji w Anglii do Polski, także nie była w stanie milczeć, choć intensywnie ją do tego namawiano. Kossak-Szczucka zachowywała się jednak tak, jakby nie wiedziała o co chodzi. Jakby nie znała reguł tej gry.

Towarzysze potrzebują artystów

Komunistyczne władze starały się skłonić pisarkę do tworzenia wedle narzucanych przez nie reguł. Robiono wiele, by znana ze swej religijności i bezkompromisowości pisarka przestała zawracać sobie głowę rolą sumienia katolickiego narodu. By uznała, że jej miejsce jest wśród tłumu literatów klaszczących na plenach, siedzących w pierwszych rzędach podczas akademii. Jeżeli nawet nie gorliwie wychwalających partię – jak przyszli nobliści Czesław Miłosz i Wisława Szymborska – a później z komunizmem polemizujących (jak Miłosz w „Zniewolonym umyśle”), to przynajmniej „walczących z polskim klerykalizmem”. W tej dziedzinie zasługi położyła Wisława Szymborska. „Pierwsza dama polskiej poezji” była w lutym 1953 roku sygnatariuszką (wraz m.in. ze Sławomirem Mrożkiem i Janem Błońskim) manifestu kilkudziesięciu krakowskich twórców, którego celem było zachęcenie komunistycznych władz do przyspieszenia wykonania wyroku śmierci na uwięzionych księżach kurii krakowskiej, oskarżonych o „szpiegostwo i dywersję za amerykańskie pieniądze”. Zofia Kossak-Szczucka, wywodząca się z ziemiańsko-malarskiej rodziny Kossaków, nie była w stanie zaangażować się w tego typu manifestację poddaństwa. „Wiadomo, że honor kosztuje, ale skoro się go ma, trzeba płacić”, pisała w liście do przyjaciół w roku 1963, wkrótce po awanturze, którą urządziła, gdy w prasowym sprawozdaniu jednego z posiedzeń literatów w Warszawie przypisano jej kłamliwie nie tylko obecność na nim, ale i udzielenie poparcia partii. W roku następnym podpisała protest przeciw cenzurze („List 34″ z 1964 roku).

Komuniści cały czas prowadzili wobec niej subtelną grę. Zmuszono ją do emigracji w 1945 roku, dając do wyboru: więzienie albo wyjazd. Zdecydowała się na ciężką pracę fizyczną na angielskiej farmie. Zrobiła to dla męża, Tadeusza Szatkowskiego. Ten przedwojenny oficer Wojska Polskiego po wyjściu z oflagu cierpiał na depresję. Małżonkowie z dwójką dzieci żyli na marginesie rozpolitykowanych kręgów emigracji, dzierżawiąc małe gospodarstwo i hodując owce w Kornwalii. Ktoś obdarzony talentem tej miary byłby jednak dla partii na wagę złota, jego spolegliwość byłaby uwiarygodnieniem – zawyrokowano po śmierci Stalina. Decyzja Jakuba Bermana o wypędzeniu pisarki z Polski została więc cofnięta.

Na Zachodzie jej powieści trafiały na listy bestsellerów. „Bez oręża” znalazło się na czele Book of the Month w Stanach Zjednoczonych, podczas gdy w Polsce wszystkie jej utwory objęte były cenzurą, wycofywano je z bibliotek i czytelni. Entuzjazm Polaków towarzyszący jej powrotowi do kraju był ogromny. „Przyjechała Pani w samą porę. Witają Panią ludzie, wita ziemia, wiosna w powietrzu, skowronki już przyleciały. A tu trzeba zakasać rękawy, budować na każdym kroku, taki chaos w głowach, w życiu…” – pisał w liście czytelnik Kossak-Szczuckiej z Krakowa. Listów powitalnych otrzymywała setki. A ona sama odczuwała ulgę i radość z powrotu „Zawsze byliśmy tutaj niczym Twardowski na Księżycu”, pisała w jednym z listów wysłanych jeszcze z Anglii. „Rozczarowanie nam nie grozi. Dobry czy zły – mój kraj. Bardzo dręczyła mnie świadomość, że nasze bytowanie na Trossell nie jest w niczym służbą Polsce. Teraz będziemy służyć”. „Wiadomościom” londyńskim ucinała krótko przestrogi dawane w rozmowie redakcyjnej: „Wszystko jest dobre, co jest Polską”.

Nie mogę przyjąć tej nagrody

Pisarka osiadła w podbeskidzkich Górkach Wielkich, gdzie mieszkała z rodziną przed wojną. Pochłonęły ją przyziemne sprawy. Z dworu Kossaków została tylko ruina, spalono go w 1945 roku. „Drzewa porosły jak wieże”, pisała w jednym z listów, krótko po przyjeździe. „Chciałam ucałować próg, ale gąszcz tarniny zarósł wejście”. Małżonkowie Zofia i Zygmunt zamieszkali w „domku ogrodnika” dawnego rodzinnego majątku i co rok musieli dopominać się u władz o skromny przydział węgla, który pozwalałby przetrwać zimę.

Kossak-Szczucka usiłowała walczyć z cenzurą, która ingerowała nawet w jej opowiadania dla dzieci. Nie zgodziła się na cięcia w tomie „Topsy i Lupus”. W korespondencji do przyjaciół o pierwszych wrażeniach z Polski pisała: „jesteśmy ciągle jeszcze jak pijani, przy tym zagubieni w wirze powitań. Pomyśl: dwoje starych dzikusów, którzy miesiącami nikogo nie widywali, nagle przeniesionych w kulturalne warunki i okadzanych. Można zwariować”. Nie zwariowała.

Nie przyjęła Nagrody Państwowej I stopnia przyznanej w czerwcu 1966 roku przez władzę ludową „za wybitne osiągnięcia w dziedzinie powieści historycznej”. Nagroda była nie tylko honorowym wyróżnieniem, ale wiązała się również z niemałą premią pieniężną, która pozwoliłaby bez trudu odbudować rodzinny dworek. Poza tym fakt jej przyznania czynił z niej z miejsca osobistość fetowaną na peerelowskich salonach. Po tym, co nastąpiło, musiała jednak pogodzić się z myślą, że jej twórczość pozostanie przemilczana. W odpowiedzi na pismo informujące o przyznaniu prestiżowego wyróżnienia pisała: „Nie mogę przyjąć nagrody od władz państwowych […] odnoszących się wrogo do spraw dla mnie świętych”. Nagrodę przyznano „przypadkiem” w trakcie „aresztowania” peregrynującego po Polsce w ramach Wielkiej Nowenny obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Obchody milenijne zostały zakłócone wydarzeniami „znieważającymi kult Matki Boskiej, raniąc boleśnie serca wierzących Polaków”, zaznaczyła Kossak-Szczucka. „Jestem pisarką katolicką, żywiącą cześć dla Królowej Polski”. Próbę wręczenia jej nagrody uznała za nieporozumienie. A jej książki, raz już przez władze stalinowskie wycofywane z księgarń i bibliotek, ponownie trafiły na indeks.

„Oby taką postawę wykazali się również inni katolicy, których kusi się nagrodami czy orderami” – komentował wzruszony biskup katowicki Herbert Bednorz. List Zofii Kossak do władz czytano w kościołach w całej Polsce. Gdy prymas Wyszyński odczytał list na posiedzeniu Episkopatu, sala zagrzmiała oklaskami; w gablotach przy wejściu do kościołów proboszczowie rozlepiali jego kopie.

APC - 2017.04.27 16.55 - 001.3d

„…toby Bóg tego nie żądał”

Inicjatorka Żegoty w latach okupacji wykazywała niebywałą energię i pomysłowość w organizowaniu pomocy Żydom: ukrywała ich w swoim mieszkaniu, wyszukiwała bezpieczne schronienia, przerzucała do klasztorów, wyrabiała fałszywe papiery, zapewniała wyżywienie, a nawet ubierała. Wciągała w te działania setki ludzi. Nie otrzymała jednak za życia tytułu Sprawiedliwy wśród Narodów Świata (przyznano go jej dopiero pośmiertnie w 1982 roku). Za granicą rozpowszechniano informację, że Żegota była dziełem socjalistów i demokratów.

Aresztowano ją we wrześniu 1943 roku na ulicach Warszawy, jako „frau Zofię Śliwińską”, w jej torbie znajdowały się konspiracyjne druki, ale jej prawdziwej tożsamości Niemcy nie zdołali ustalić. Trafiła na Pawiak, potem do Auschwitz-Birkenau, gdzie zachorowała na tyfus. Gdy była jeszcze zdrowa, inicjowała wspólne modlitwy, prowadziła pogadanki literackie. Zdobywała żywność i leki dla najbardziej potrzebujących. Z Oświęcimia przewieziono ją znowu na Pawiak, by poddać kolejnemu śledztwu, bo wyszła w końcu na jaw jej prawdziwa tożsamość i związki z AK. Została stamtąd wyciągnięta za ogromną sumę zebraną przez przyjaciół z podziemia. Pobyt w Oświęcimiu opisała w książce „Z otchłani”. Obrazy kaźni przeplatają się tu z rozważaniami nad siłą płynącą z wiary, nadprzyrodzoną opieką w skrajnych warunkach, mocą modlitwy bliskich, rolą Aniołów i odczuwalną tu wyraźnie obecnością szatana. Nad swoją pryczą w baraku napisała ołówkiem: „W każdej chwili mojego życia wierzę, ufam, miłuję”.

Zobaczyła to, co uchodziło uwadze takich kronikarzy obozowego życia jak Tadeusz Borowski, autor „Pożegnania z Marią”, co nie mogło zainteresować również Zofii Nałkowskiej, odwiedzającej niemiecki obóz krótko po wojnie i opisującej go w „Medalionach”, pisarzy skupionych na naturalistycznych opisach sadyzmu niemieckich oprawców i analizie upadku człowieczeństwa w warunkach zaplanowanego z matematyczną precyzją upodlenia człowieka. A ona, Polka z dworu „z niewyparzoną gębą”, nie potrafiła milczeć na temat działania Opatrzności także tutaj. Pisała: „Gdyby przeżycie lagru było ponad siły, toby Bóg tego nie żądał, bo On wie, na ile nas stać. A skoro żąda, to znaczy, że wytrzymać można… Wierzę, o Boże mój, że nic mnie nie spotka, czego byś mi od wieków nie przeznaczył, nie zasądził i do moich sił nie dostosował (…). W lagrze bardziej niż gdziekolwiek winno być tak-tak, nie-nie. Bo my musimy nie tylko to zło przyjąć i znieść, ale je zwalczyć” .

Nie zdobyła się tylko w swoich wspomnieniach na literalne przytoczenie rynsztokowego słownictwa. Nie odważyła się cytować określenia, jakim strażniczki zwracały się do kobiet. Tak po staroświecku pojmowała swoją misję „służebniczki słowa”.

Po opublikowaniu wspomnień z Auschwitz zaatakował ją Tadeusz Borowski, zarzucając pisarce grafomanię, mitomanię i lekceważenie faktów. „Z otchłani” nie mogło podobać się pisarzowi, dla którego Oświęcim był głównym argumentem na rzecz niewiary. „Fantazjuje w każdym niemal zdaniu”, pisał w recenzji „Z otchłani” – „za to jednak usilnie stara się zaopatrzyć swą relację w obfite naddatki literackie, sprawiając swą pretensjonalnością makabryczne wrażenie na przygodnym czytelniku, który przygodnie również był w obozie Auschwitz. Pomyłki autorki rozciągają się od warstwy słownej i poprzez dowolne interpretowanie faktów sięga do absurdalnych pomysłów historiozoficznych. (…) Wracając do pani Kossak, chciałbym sklasyfikować »Z otchłani« lapidarnie jako książkę złą i fałszywą, a przede wszystkim – beznadziejnie słabą literacko”.

Poznać, zrozumieć

Na emigracji Zofia Kossak napisała książkę „Oblicze matki”, przedstawiającą w skrócie historię Polski, w której pisała: „Poznać – zrozumieć oto dwa prawdziwie ludzkie i prawdziwie chrześcijańskie słowa. Wszystkie zbrodnie pochodzą od nienawiści. Nienawiść jest karmiona i utrzymywana przez wyobrażenia i uproszczone wyrazy o domniemanych właściwościach obcej wspólnoty. Poznanie burzy te wyobrażenia i pokazuje drugiego takiego, jakim jest naprawdę”. W ten sposób uzasadniała swój brak jakichkolwiek uczuć niechęci czy żalu wobec Niemców, Żydów, Ukraińców. Krótko przed śmiercią Zofia Kossak mówiła, że praca w konspiracji i pobyt w niemieckim obozie zagłady, który przetrwała dzięki modlitwie, miłości i współczuciu wobec ludzi, były darem i jej największym życiowym zwycięstwem. Tak jak kiedyś o. Maksymilian Kolbe – po wyjściu z szeregu wynędzniałych postaci w pasiakach i oświadczeniu, że chce umrzeć za współwięźnia – mógł powiedzieć z godnością zdumionym Niemcom: „Jestem księdzem katolickim!” – tak ona mogła publicznie wyznać wobec komunistów: „Jestem pisarką katolicką”.

W kilkadziesiąt lat po jej śmierci znów pojawiły się oskarżenia o antysemityzm. Padają one ze strony środowisk czyniących z pamięci o Holokauście nowy rodzaj ideologii czy wręcz religii. „Ta książka to arcydzieło nacjonalizmu”, mówiła parę lat temu o „Z otchłani” prof. Carla Tonini, historyk z Bolonii, zajmująca się historią naszego kraju i dziejami stosunków polsko-żydowskich, w jednym z wywiadów. „Charaktery więźniarek zależą od ich narodowości. Wszystkie Polki są więc bohaterkami. Dzielne, bogobojne, koleżeńskie i nigdy nietracące nadziei kobiety. Ukrainki, Niemki i Żydówki to czarne charaktery. Osobowości słabe, skłonne do niegodnych zachowań”. Tonini podkreśla w swoich publikacjach zdecydowanie, że Zofia Kossak była „antysemitką”, choć „dziwną”, jak dorzucała – bo ratującą Żydów. „Sprzeczność leży bowiem w naturze ludzkiej. Wielu biografów Kossak przedstawiało ją jako osobę perfekcyjną, niemalże świętą. Taka Kossak jest jednak płaska i nudna. Tymczasem to była osoba fascynująca. Człowiek z krwi i kości” – dodawała protekcjonalnie pani profesor. Jeśli ktoś już zostanie opieczętowany najgorszym z możliwych epitetów, można go trochę pogłaskać.

Ktoś, kto wypowiadał krytyczne słowa na temat Żydów – a Zofia Kossak czyniła to nawet w swoim Proteście, w którym walczyła o pomoc dla narodu izraelskiego w imię cywilizacji i kultury chrześcijańskiej, miłości bliźniego, w imię człowieczeństwa – z definicji nie mógł być kimś dobrym. Jego natura posiada wstydliwy sekret, ohydną plamę, które czynią go zepsutym; nie jest taki, jakim być powinien. Tak jak nie mógł być kimś „ludzkim”, zdaniem Tadeusza Borowskiego, ktoś, kto znalazł się w piekle Oświęcimia. On stawał się od razu „gorszym” człowiekiem. Jeśli udawał, że tak nie było, kłamał.

„Porządek miłości” jest odmienny i wyższy od każdego innego. Istota świętości nie zawiera się w dziedzinie politycznej, społecznej czy ekonomicznej, jak przypomina Vittorio Messori. „Jednakże działalność świętych choć wykracza poza czas i zmierza do wieczności – ma swoje skutki także w historii”.

„Spotkaliśmy się podczas powstania całkiem przypadkowo” – wspominał Zofię Kossak Władysław Bartoszewski, który był jej sekretarzem w latach 1942–1943. „Uścisnęliśmy się. Zapytałem, gdzie Witold i Anna (dzieci Zofii). Powiedziała, że na Starówce. Zrobiło mi się głupio, bo tam już była bardzo ciężka sytuacja. »A masz może jakieś wiadomości od nich?« – zapytałem. Ona odpowiedziała: »Nie, ale są pod dobrą opieką«. Głupio zapytałem: »Jak to, pod czyją?«. Odpowiedziała: »Bożą«”.

Podczas pisania artykułu korzystałam z następujących książek:

Anna Szatkowska, „Był dom… Wspomnienia”, Kraków 2002

Mirosława Pałaszewska – Zofia Kossak w latach II wojny światowej, „Niepodległość i Pamięć”, R. II, nr 3(4), 1995

Joanna Jurgała-Jureczka, Zofia Kossak, „Opowieść biograficzna”, Warszawa 2014

Zofia Kossak, „Z otchłani”, Warszawa 1958

Vittorio Messori, „Przemyśleć historię”, Kraków 2002

Władysław Bartoszewski, „Wywiad rzeka”, Warszawa, 2006

Autorka jest publicystką. Publikuje m.in. w „Arcanach”, „Powściągliwości i Pracy”, „Niedzieli”, „Źródle” i „Christianitas”. Przeprowadziła wywiad rzekę z premierem Janem Olszewskim „Prosto w oczy”. Opublikowała także książki „Patrząc na kobiety” i „Rycerze wielkiej sprawy”.

http://www.rp.pl/Plus-Minus/303239911-Zofia-Kossak-Szczucka-Antysemitka-ktora-ratowala-Zydow.html#ap-1

Posted in SYLWETKI, Zofia Kossak-Szczucka | Leave a Comment »

Obraz Jezu Ufam Tobie – ściągajcie, ale głęboko nie chowajcie

Posted by tadeo w dniu 22 kwietnia 2017

zdjęcie

Mijają 74 lata od pierwszych, stałych, nabożeństw w Kościele do Bożego Miłosierdzia według form jakie przekazała wizjonerka, siostra Faustyna Kowalska.
Przekaz otrzymała od Pana Jezusa co mocą swojego autorytetu Kościół Katolicki zatwierdził.
Nabożeństwo zapoczątkował Jezuita, ojciec Józef Andrasz, wychował się  w Nowym Sączu. Znamiennym  jest że do przeprowadzenia wizjonerów i wprowadzenia dwu tak ważnych i wielkich kultów w Kościele – Najświętszego Serca Pana Jezusa i Bożego Miłosierdzia Opatrzność wybrała kapłanów Towarzystwa Jezusowego.
Z Najświętszym Sercem Pana Jezusa związany był św. o Klaudiusz la Colombiere SJ a z Bożym Miłosierdziem, wspomniany o. Józef Andrasz SJ .
Wzorem swojego Mistrza- Pana Jezusa wykonali oni swoją pracę na chwałę Boga Ojca i odsunęli się w cień.

Obraz Jezusa Miłosiernego – Jezu Ufam Tobie z Łagiewnik którego powstanie nadzorował ojciec Andrasz jest dzisiaj najpopularniejszym wizerunkiem Zbawiciela na świecie. Namalował go studiujący teologię w Nowym Sączu niedoszły jezuita Adolf Hyła. Jak dopatruje się autor biografii ojca Józefa Andrasza, o. prof Stanisław Cieślak SJ to że Adolf Hyła przeszedł całą formację jezuicką nie poszło na marne, być może jako malarz bardziej przysłużył się Bogu. Hyła wykazał  się dużą powściągliwością w czasie niezdrowej rywalizacji – który obraz lepszy. Nie wziął udziału w konkursach na ,,nowy obraz”. Czas pokazał że te działania były ich działaniami i pomysłodawcom konkursu nie przyniosły zamierzonych efektów. W jednym z listów w prosty sposób nie pozbawiony szerokiej wiedzy teologicznej, Hyła pisze,  że z obrazami Jezu Ufam Tobie sprawa się ma podobnie jak z obrazami Najświętszego Serca Pana Jezusa, jest ich wiele wersji i niczemu to nie przeszkadza.
Ma to potwierdzenie w ,, Dzienniczku” św. Faustyny  pod numerem 313 Pan Jezus tak jej rzekł- ,,nie w piękności farby, ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce Mojej”.
Adolf Hyła jest też autorem autorem obrazu Promieniującej Duszy Jezusa  który malował według wizji sł. Bożej m. Pauli Tajber ZDCH według jej wizji namalował obraz  Matki Bożej Niepokalanej- Matki Ciała Mistycznego. Widać że formacja, osoby które spotykał, środowisko w jakim żył, tworzył,  predestynowało aby jego prace trafiały w dobre miejsca.
Opatrzność  zadecydowała że to obraz Hyły z Łagiewnik, który wykonał za darmo, i wszelkie jego wersje są dzisiaj tak powszechne.

Można się  w tym obrazie dopatrzeć wielu proroczych wizji. Pierwsza,  to sposób w który Pan Jezus błogosławi z tego obrazu. Obraz powstał w 1943 roku, zarzucana wtedy w obrazie ,,niepoprawność” z wysokim uniesieniem  ręki Pana Jezusa do błogosławieństwa,  stała się po Soborze Watykańskim ( lata 60-te XX wieku ) normą błogosławieństwa kapłana. Drugą rzeczą mającą znamiona proroctwa jest pejzaż wokół postaci Zbawiciela. Tak w oryginale wyglądał obraz łagiewnicki i jego kopie które w ilości kilkuset sztuk trafiły w krótkim czasie w różne miejsca na świecie.
Ojciec Andrasz prowadząc duchowo kilka dusz mających wizje mistyczne, poznał  je dobrze będąc ich  spowiednikiem i kierownikiem duchowym. Wizje te dotyczyły wojny, stanu obecnego duszy narodu, przyszłych losów Polski. To w nim pracowało, dojrzewało. Przekazał malarzowi te troski  Zbawiciela o nas, nasze niewdzieczności, potrzeby. Ojciec Andrasz widział Jezusa jako boskiego lekarza, w białej albie która jest też jakby kitlem lekarskim. Jezus wchodził jeszcze niżej, głębiej w to nasze poranione życie, zbolały świat i uzdrawia wszystko.
Takie przedstawienie Pana Jezusa z pejzażem w tle spełniło się w Diecezji Tarnowskiej podczas niedawnej peregrynacji kopii obrazu Jezu Ufam Tobie z Łagiewnik. Obraz od 2013 roku trafił do 460 Parafii oraz szpitali, kaplic.  Na specjalnym samochodzie obraz Jezusa miłosiernego ,,nabierał pejzażu” – w jeden dzień był na wzgórzach podsądeckiego Mystkowa, innym razem w pobliskiej dolinie Królówki, jeszcze innym czasie, nieco dalej, pośród  postindustrialnej zabudowy  Tarnowa.
Wchodził, na ile potrafiliśmy Go wpuścić, w tę naszą codzienność drugiej dekady XXI wieku.
To podczas jednej z męskich, nocnych Adoracji IHS, w tamtych dniach, przyszła łaska Boża i rozpoczął się prywatny kult ojca Józefa Andrasza SJ który trwa i rozwija się.

Wizja obrazu Jezusa Miłosiernego jaką zaczął propagować  ojciec  Andrasz w latach 40- tych XX wieku a może bardziej skala – kilkaset sztuk, rozpowszechnionych wizerunków łagiewnickich nie wzbudziła entuzjazmu osób duchownych mających inne zamysły co do rozwoju kultu Bożego Miłosierdzia.  Skąd takie tempo rozwoju kultu wychodzącego z ośrodka Łagiewnickiego ?
Ojciec Andrasz przed wybuchem II wojny wystawił 750 000 ,,Armię” modlących się osób. Były to osoby należące do Ognisk Apostolstwa Modlitwy animowanego przez Jezuitów. Najstarsze ognisko w Diecezji Tarnowskiej, skąd pochodził Andrasz, powstało w Parafii Mystków w roku 1874. Jest to niczemu nie zasłużoną Bożą łaską że tylko na terenie będącej pod zaborami Galicji mogli działać Jezuici z kultem Bożego Serca. Stąd dzisiaj ta pobożność na południu Polski. W innych regionach obecnej Polski Jezuici mieli zakaz. Ryzykując życiem przenikali Jezuici na Podlasie, byli przemycani nocami z wioski do wioski. Jak wynika z ich zapisków często byli pierwszymi kapłanami od 20 lat udzielając Sakramentu Chrztu św. przywożonym na furmankach z odległych okolic. Ojciec Andrasz był Krajowym Dyrektorem Apostolstwa Modlitwy czyli jak prosto w jednej tłumaczy w jednej z publikacji ,,idę się zapisać do Serca Jezusowego” . Aby stworzyć taką ,,Armię” modlących  biskupi, proboszczowie musieli mieć zaufanie, czuć wartość tej jezuickiej inicjatywy. Wchodzili w to ze swoimi Parafianami i praktykowali pobożność związaną z obietnicami Najświętszego Serca Pana Jezusa objawionymi św. M.Małgorzacie Alacoque. Widzieli owoce tego kultu  po zakończonej wojnie, mimo strat wśród duchowieństwa i wiernych w krótkim czasie na hasło ,,Andrasz” otwierały się drzwi kościołów na nowy obraz, nowy kult. Ojciec Andrasz sprawdził  się jako cenzor, pisarz, opiniodawca w nowym kulcie Najświętszej Duszy Chrystusa i wielu innych kluczowych sprawach teologicznych u swojego biskupa krakowskiego ks.kard. Sapiehy. Miał i jego poparcie w rozwijającym się kulcie Bożego Miłosierdzia. Kardynał pozytywnie  opiniował list do Papieża Piusa XII z prośbą o ustanowienie nowego, specjalnego  święta – Bożego Miłosierdzia.

Polska przechodząc z pod terroru faszystowskiego pod komunistyczny, jedynie  metodami konspiracyjnymi mogła docierać do ludzi z orędziem Bożego Miłosierdzia. Zaraz po wojnie o. Andrasz zadbał aby Przełożona wysłała współsiostry Faustyny z konkretnymi pytaniami, napiśmie, do miejsc i świadków życia świątobliwej  siostry która zmarła w 1938 roku w Krakowie.
Radio watykańskie (prowadzone przez Jezuitów)  wyemitowało audycję o siostrze Faustynie i przekazanym jej orędziu Bożego Miłosierdzia przez Pana Jezusa. W 1947 roku ukazała się książka ,,Miłosierdzie Boże ufamy Tobie” pióra o. Andrasza. Dalej wszelkie publikacje religijne były ,,wycinane” przez komunistów. Niewiele publikacji wyszło i przetrwało do naszych czasów.
Zachowało się trochę materiałów w Archiwum Kurii Generalnej Towarzystwa Jezusowego w Rzymie. Trafiły  tam różne materiały z początków kultu związane z Bożym Miłosierdziem z tzw. Wolnego świata. Trafiły  do ,,teczki”, ojca Andrasza gdyż z nim archiwiści kojarzyli ten nowy kult. Z tego archiwum pochodzi piękne  świadectwo działania Bożego Miłosierdzia. Opublikowano je w wychodzącym zaraz po wojnie, na emigracji ,,Narodowcu”.

,,Jedna z kurierek warszawskich przewoziła podczas ostatniej wojny w tramwaju plik gazet i ważnych dokumentów w zwykłej otwartej torbie. Do zatrzymującego się na przystanku tramwaju weszli nagle gestapowcy. Rozpoczęła się rewizja. Przekonana o rychłym aresztowaniu, zaskoczona dziewczyna upuściła niebezpieczny  bagaż na ziemię. Wysypały się druki, między nimi szeroko kolportowana w czasie konspiracji broszura religijna z rzucającym się w oczy
tytułem ,,Jezu, ufam Tobie !”.
Stojący przed kurierką żołnierz obrócił się do niej plecami, pozwolił zebrać bibułę i szepnął po cichu: ,,I ja Mu ufam!”. Michalina Niewiadomska, tak nazywała się bohaterka walczącej Warszawy, przyznała po tym że ocalenie swoje i osób dla których przewoziła materiały zawdzięcza tylko Bożemu Miłosierdziu.

Działania duchownych zablokowały jednak pięknie rozwijający się kult Bożego Miłosierdzia na wiele lat.
Ojciec Andrasz chociaż nie doczekał (zmarł w 1963 r.) beatyfikacji św. Faustyny i ustanowienia święta Bożego Miłosierdzia to czuł że to się stanie. Świadczy o tym wspomnienie świadka życia o. Andrasza, wtedy seminarzysty, dzisiaj jubilata ( 60 lat w Towarzystwie Jezusowym) , o Józefa Bielawskiego SJ .
Kiedy nakazano im ściągać ( w latach 50- tych)  obrazy Jezu Ufam Tobie,  ojciec Andrasz  powiedział im- ,,trzeba być posłusznym, ściągajcie,  ale głęboko nie chowajcie”.

Sądecki Pielgrzym

Posted in Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna | Leave a Comment »

Bóg nie umarł część 2 2016 Lektor PL

Posted by tadeo w dniu 20 kwietnia 2017

Czy osoba wierząca może lub wręcz powinna ukrywać swoją wiarę w obliczu niewierzących?

Gdy nauczycielka historii chce otwarcie mówić o Jezusie w swojej klasie, staje za to przed sądem, co może kosztować ją karierę, o której zawsze marzyła.

APC - 2017.04.20 20.11 - 001.3d

http://bogtube.pl/bog-nie-umarl-czesc-2-2016-lektor-pl_f756131aa.html

Posted in Uncategorized | 1 Comment »

,,W Smoleńsku doszło do eksplozji ładunku termobarycznego?”.

Posted by tadeo w dniu 11 kwietnia 2017

Możliwość wystąpienia eksplozji została potraktowana całkiem realnie. (…) Najbardziej prawdopodobną przyczyną eksplozji był ładunek termobaryczny inicjujący silną falę uderzeniową, która wyrzucała na zewnątrz fotele i ciała ofiar. Czy tak właśnie stało się w Smoleńsku?

– takim pytanie zakończyło się spotkanie podkomisji do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej.

Najważniejsze wnioski:

jeszcze przed przelotem nad brzozą rozpoczęła się destrukcja lewego skrzydła Tu-154M […] Prawdopodobnym powodem jest seria awarii, która zaczęła się ok. 2,5 km od lotniska, a została zarejestrowana na pokładzie tupolewa. Polska czarna skrzynka odnotowała awarię pierwszej instalacji hydraulicznej. Być może były to skutki gwałtownego rozszczelnienia się pierwszej skrzynki hydraulicznej […] Wiele wskazuje na to, że zadbano, by zdezorientować pilotów co do przelotu nad radiolatarnią. Radiowysokościomierz, którego sygnał alarmowy miał być nastawiony na 100 metrów wysokości odezwał się na wysokości 65 metrów, a automatyczny radiokompas (…) po katastrofie został znaleziony z ustawieniami uniemożliwiającymi odbiór sygnału

 

http://niezlomni.com/smolensku-doszlo-eksplozji-ladunku-termobarycznego-oto-nagranie-ktore-przedstawila-komisja-antoniego-macierewicza-wideo/

Posted in Katastrofa smoleńska | Leave a Comment »

Nowe ustalenia z życia Zofii Kossak

Posted by tadeo w dniu 9 kwietnia 2017

APC - 2017.04.11 13.31 - 001.3d

Zofia Kossak-Szczucka

We wszystkich oficjalnych publikacjach podawano, że Zofia Kossak przyszła na świat w Kośminie na Lubelszczyźnie 10 sierpnia 1890 r. Nauczycielki ze Szkoły Podstawowej w miejscu urodzenia znakomitej pisarki dotarły przed laty do ksiąg parafialnych w Gołębiu i znalazły akt śmierci jej młodszego brata Stefana, w którym datę podawano według starego i nowego stylu:
„Działo się to we wsi Gołąb 18/30 września 1891 r. o godzinie czwartej po południu. Stawili się Piotr Czarniecki lat 31 i Stanisław Mierzyński lat 33, obaj właściciele majątku Osmolice, mieszkający w Osmolicach, i ogłosili, iż 16/28 września br. o godzinie czwartej nad ranem we wsi Kośmin zmarł w wieku 8 miesięcy Stefan Kossak, syn Tadeusza i jego żony Anny z domu Kisielnickiej, urodzony i mieszkający z rodzicami we wsi Kośmin, należącej do rodziców zmarłego. Po stwierdzeniu zgonu Stefana Kossaka akt ów wszystkim obecnym został odczytany i podpisany przez księdza i świadków”.
Z tego aktu wynikało, że Stefan przyszedł na świat w styczniu 1891 r. Anna Kossakowa nie mogła więc urodzić Zofii w sierpniu 1890 r. Późniejsza autorka Pożogi i Krzyżowców musiała się urodzić w innym terminie.
W księgach parafialnych w Górkach Wielkich na Śląsku Cieszyńskim zachował się akt ślubu pisarki z majorem Zygmuntem Szatkowskim. Zapisano w nim: „Zofia z Kossaków Szczucka, wdowa po śp. Stefanie Szczuckim, córka Tadeusza Kossaka, dzierżawcy dóbr w Górkach Wielkich, i Anny Kossakowej z domu Kisielnickich, urodzona 11 lipca 1899 r. w Kośminie (pow. Puławski)”. Rok 1899 został przekreślony i wpisano: 1889. Ten rok też został przekreślony. Nad nimi pozostała trzecia data: 1890. Która z nich jest prawdziwa?
Wiadomo, że pisarka mieszkała od grudnia 1935 r. w Warszawie przy ul. Ludnej 3, w lokalu 11. Udało mi się dotrzeć do warszawskich ksiąg meldunkowych z okresu międzywojennego. Przy nazwisku Szatkowska Zofia (nazwisko jej drugiego męża) podano informację o dacie urodzenia: 8 sierpnia 1889 r. Ta data wydawała się bardziej prawdopodobna.
Od kilku lat do Polski przyjeżdża wnuczka pisarki – Hanna Fenby-Taylor. Doskonale pamięta wizyty u babci w latach 60. Utarło się, że na okres wakacyjny zjeżdżały do Polski dzieci z rodzinami (córka Anna ze Szwajcarii i syn Witold z Anglii). Po śmierci pisarki w 1968 r. wizyty w Polsce były już bardzo rzadkie. Ożywienie nastąpiło dopiero w latach 90., teraz Hanna bywa nawet kilka razy w ciągu roku. W roku 2003 również wybrała się w rodzinne strony babci. Odwiedziła Kośmin. Zajechała także do Wojewódzkiego Archiwum Państwowego w Lublinie. Okazało się, ku jej wielkiej radości, że istnieje akt chrztu Zofii Kossak. Tekst ten, powstały w zaborze rosyjskim, został napisany w języku rosyjskim. Jedynie niektóre nazwiska (zaznaczone pogrubieniem) napisano po polsku:
„Działo się to we wsi Gołąb dnia dwudziestego pierwszego stycznia (drugiego lutego) tysiąc osiemset dziewięćdziesiątego roku o godzinie trzeciej po południu. Zjawił się osobiście Tadeusz Kossak (Tadeusz Kossak) lat trzydzieści trzy z rodu właścicieli majątku Kośmin, zamieszkały we wsi Kośmin, w obecności świadka Henryka Unruga lat pięćdziesiąt trzy, zamieszkałego w Rykach, a także Piotra Czarnieckiego lat trzydzieści z rodu zamieszkałego w Osmolicach, obu właścicieli, i przedstawił nam dziecko płci żeńskiej oznajmiając, że urodziło się we wsi Kośmin dnia dwudziestego dziewiątego lipca (dziesiątego sierpnia) tysiąc osiemset osiemdziesiątego dziewiątego roku o godzinie drugiej rano przez jego prawowitą małżonkę Annę z domu Kisielnicką (Anna z Kisielnickich) lat dwadzieścia sześć. Dziecku temu na chrzcie świętym nadano imiona: Zofia Anna (Zofia Anna), a chrzestnymi jego byli: Kazimierz Kisielnicki i Maria Meisner. Akt ten obwieszczono i odczytano świadkom, ojcu i podpisany przez świadków:
Tadeusz Kossak – ojciec
ks. A. (nazwisko nieczytelne)
Henryk Unrug – świadek
Piotr Czarniecki – świadek”.
Jak wynika z dokumentu, Zofia Kossak urodziła się w 1889 r.

Należy tu dodać, że w Muzeum Zofii Kossak w Górkach Wielkich znajduje się książeczka do nabożeństwa, w której od 1830 r. czynione były zapiski rodzinne. Także tam odnotowano, że „córeczka Tadeusza – Zosia urodziła się 10 sierpnia 1889 r.”.
Pani Hannie udało się rozwiązać jeszcze jedną zagadkę. Tym razem chodziło o syna pisarki z pierwszego małżeństwa – Tadeusza Szczuckiego. Rodzina była przekonana, że został on aresztowany w czasie II wojny światowej na dworcu (prawdopodobnie w Lublinie). Potem słuch o nim zaginął. Helena Barska ze Skoczowa, która przed wojną była piastunką dzieci pisarki z drugiego małżeństwa: Witolda i Anny Szatkowskich, twierdziła, że wysyłała Tadeuszowi paczki do obozu koncentracyjnego. Jakiego – nie pamiętała. Rodzina twierdziła, że Tadeusz mógł być więźniem KL Auschwitz lub Majdanek. Państwowe Muzeum w Oświęcimiu-Brzezince i Muzeum na Majdanku odpowiedziały w 1992 r., że nie posiadają żadnych dokumentów potwierdzających tę wiadomość.
Hanna Fenby-Taylor odwiedziła Muzeum w Oświęcimiu dużo później, bo przed trzema laty. I tym razem miała szczęście. Do archiwum muzealnego trafiły w tym czasie dokumenty niemieckie, przekazane z Rosji. Wśród nich znajdował się akt zgonu Tadeusza Szczuckiego. Podano w nim, że stolarz (pewniejsze było podanie Niemcom statusu robotnika) Tadeusz Szczucki, zamieszkały w Krakowie przy ul. Jasnej nr 6, urodzony 18 sierpnia 1917 r. w Nowosielicy, zmarł 17 marca 1943 r. w Auschwitz na Sepsis bei Phlegmone (zakażanie krwi, flegmonę). Czy podany powód zgonu był prawdziwy – to już inna sprawa.
Po tylu latach od zakończenia II wojny światowej kolejna zagadka została rozwiązana. Lecz Zofia Kossak do końca życia nie miała pojęcia, kiedy zmarł czy zginął jej syn.

http://www.niedziela.pl/artykul/73098/nd/Nowe-ustalenia-z-zycia-Zofii-Kossak

Posted in Zofia Kossak-Szczucka | Leave a Comment »