WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Wierzcie lub nie, Użyj mrożonych cytryn i pożegnaj się z cukrzycą, nowotworami, otyłością!

Posted by tadeo w dniu 17 września 2017

Cytryny są jednymi z najlepszych owoców na świecie, głównie ze względu na niezliczone ilości korzyści zdrowotnych, unikalny smak oraz zapach. Wykorzystywane są do przeróżnych potraw!

Cytryny rewelacyjnie nadają się do detoksykacji ciała, nie używamy soków, gdyż wtedy tracą wiele właściwości leczniczych oraz znaczącą część potencjału leczniczego.

Zamiast wyciska z niej soki, zdecydowanie lepszym rozwiązaniem będzie ich zamrożenie! Skórka z cytryny wzmacnia system odpornościowy oraz oferuje wiele właściwości zdrowotnych, np. reguluje cholesterol, zapobiega nowotworom, zwalcza infekcje bakteryjne oraz niszczy pasożyty i robaki.

Oto, korzyści zdrowotne tego cudownego owocu:

  • zapobiega astmie
  • zwalcza zaparcia
  • detoksykuje nerki oraz wątrobę
  • wzmacnia układ immunologiczny
  • reguluje wysokie ciśnienie krwi
  • leczy depresję i stres
  • zwalcza nowotwory

Sok cytrynowy jest bogaty w witaminę C, a jej skórka jest skuteczna w eliminowaniu toksyn z organizmu. Badania dowodzą, że skórka z cytryny posiada od 5 do 10 razy więcej witamin niż środkowa część tego owocu.

Kilka lat temu naukowcy zbadali wpływ cytryny na nowotwory! Odkryli, że ten owoc eliminuje złośliwe komórki w kilku typach raka, w tym raka płuc, piersi oraz okrężnicy.

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że cytryny ukierunkowują się tylko i wyłącznie na komórki nowotworowe i nie wpływają na zdrowe jak w przypadku chemioterapii.

Według dr Marilyn Glenville, dietetyka i ekspert w dziedzinie zdrowia kobiet, skórki z różnych owoców mogą zwiększyć system odpornościowy oraz wspierają ogólne zdrowie. Twierdzi również, że koktajle są o wiele zdrowsze niż soki, ponieważ zawierają także inne części owoców, w tym skórki.

Koktajle cytrynowe mają bardzo gorzki smak, więc opcja zamrożenia ich jest doskonałym rozwiązaniem!

Jak najlepiej zamrozić cytryny, aby bez problemów można było je spożywać razem z skórką:

Użyj ocet jabłkowy do mycia i dezynfekcji cytryn. Następnie opłucz je i zostaw do wyschnięcia. Następnie, umieść w zamrażarce aż do następnego ranka, a następnie zetrzyj całe owoce wraz ze skórką, miąższem i nasionami.

Zamrożone cytryny można dodawać do różnych potraw, koktajli, herbat, wypieków, deserów i zup.

Koniecznie udostępnij ten artykuł u siebie na Facebooku! Wielu Twoich znajomych na pewno będzie zadowolonych z tak ważnych informacji!

ŹRÓDŁO: HEALTHYFOODHOUSE.COM

http://te-mysli.pl/wierzcie-lub-nie-uzyj-mrozonych-cytryn-i-pozegnaj-sie-z-cukrzyca-nowotworami-otyloscia.html

Reklamy

Posted in Zdrowie jest najważniejsze | Leave a Comment »

Ostatnie wezwanie – film o św. Siostrze Faustynie

Posted by tadeo w dniu 13 września 2017

Posted in Filmy religijne, Św. Faustyna | 1 Comment »

UROCZYSTOŚĆ KORONACJI OBRAZU MATKI BOŻEJ – KRÓLOWEJ RODZIN W CHORZELOWIE

Posted by tadeo w dniu 10 września 2017

 

http://www.korso.pl/assets/wysiwig/images/DSC_0371.JPG

Posted in Matka Boża | Leave a Comment »

Anna Walentynowicz na niedzielę

Posted by tadeo w dniu 3 września 2017

 

Znalezione obrazy dla zapytania Anna Walentynowicz

Poznałem panią Anie Walentynowicz na przełomie 1980/ 81r.  w Gdańsku. Jako student łódzkiej filmówki, razem z kolegą, postanowiliśmy nakręcić film o pani Ani.  Już nie pamiętam, dlaczego miałby to być film o niej, a nie powiedzmy o Wałęsie. Tym bardziej,  że  Wałęsa był już  wtedy postacią heroiczna.  Pomnikową,  ale  mimo wszystko , pani Ania była jakoś tak bardziej ludzka. A także dostępna, prywatnie dostępna, a to ważne, gdy chce się zrobić dokument,  nie tyle polityczny co osobisty.  Pani Ania i Wałęsa byli prostymi robotnikami,  i właśnie to było w tej sytuacji niesamowite.  Tak naprawdę, był to pierwszy wielki bunt antysystemowy, kierowy przez konkretnych robotników. Znanych z  imienia i nazwiska.  Co prawda w roku 1956, autorytet  wśród robotnik zyskał Gożdzik z Żerania, ale mimo wszystko nie miało to takiej wagi, jak w latach 80-tych. Tak mi się przynajmniej wydaje. W tamtych czasach,  gdzie klasą przewodnią  była klasa robotnicza, fakt, że na  Polskę Ludową podnieśli rękę robotnicy, był elementem znaczącym.  Może nawet rozstrzygającym. Nie KOR, nie inteligencja warszawska, ale właśnie bunt robotnika był punktem zwrotnym tamtych czasów.

Napisałem, że pani Ania była prostym robotnikiem, ale to nie prawda,      pani Ania była suwnicową.  W wielkiej hali stoczni, i jeżeli ktoś myśli,  że obsługiwanie takiej suwnicy to kaszka z mlekiem, to jest w błędzie.  Pani Ania rozpoczęła prace w latach pięćdziesiątych, w Stoczni Gdańskiej, na stanowisku spawacza.  Nie była to praca łatwa, a wręcz piekielnie trudna, szczególnie dla kobiety.  Trzeba była zimą, a latem, w upale, przez kilka godzin leżeć miedzy poszyciami statku i tam spawać.  O pani Ani pisały wtedy gazety, jako o przodowniku pracy.  Jej zdjęcie wisiało w zakładowej gablotce.  Nie była może tak rozpoznawalna, jak powiedzmy – Pstrowski, ale swoją normę 270% wyrabiała,  ku chwale Ludowej ojczyzny. Należała także do ZMP.  Czyli takiego polskiego Komsomołu. Wysłano ją w nagrodę na zlot do Berlina, ostrzegając, że będą do niej podchodzili imperialiści.  Więc  powinna chodzić  w  grupie,  nigdy sama.  Pani  Ania starała się w chodzić w grupie i jak najmniej rozmawiać z imperialistami, ale mimo  wszystko z panią Anią były same problemy. Miał także  problemy dyrektor Stoczni  i  musiał panie  Anie wyrzucić  ze stoczni. Miał Wałęsa, więc szkodził jej jak tylko mógł. Nawet po śmierci, nie leżała spokojniutko w grobie, w jakim powinna leżeć.  Bo ktoś  w Moskwie pomylił trumny.               A w   jej ciele znaleziono nity Tu-154,  co prowokuje do kolejnych pytań.   Ale tak to już  jest z pewnymi ludźmi.  Za życia i po śmierci. Same problemy.

Pani Ania miała małe mieszkanko. Może nie na Mariensztacie, tak                jak o tym śpiewali w piosence, ale na ulicy Grunwaldzkiej.  W Gdańsku – Wrzeszcz.  Miała malutki pokój z kuchnią. Może 50 m2, nie więcej. Pamiętam, że na ścianie wisiało coś w rodzaju tableau, w fornirowanej gablocie z szybą.  Miała tam zgromadzone pamiątkowe zdjęcia, jakieś przedmioty, sentymentalne bibeloty. Były tam także zdjęcia zmarłego męża.  Chciałem coś więcej dowiedzieć się o jej mężu – Kaziu., ale pani  Ania nie była zbyt wylewna w tej sprawie.  Nie chciała opowiadać o swoim prywatnym życiu, o bardzo trudnym dzieciństwie na Wołyniu, to  zbyt ją  bolało, a ja nie naciskałem. Zresztą,  to były  wtedy takie czasy, że nie liczyły się sprawy prywatne a  Solidarność.  I  to, że kobieta ma dziecko z jednym mężczyzną, a  wychodzi  za mąż  za innego, to naprawdę sprawa drugorzędna.  A może nie,  właśnie pierwszorzędna, ale ja  nie dopytałem, Może  to i  lepiej. Pewne sprawy lepiej  zostawić  ledwie co zarysowane.

 

W kuchni jak to w kuchni, jakaś malutka lodóweczka, stolik nakryty ceratą, tandetną, ale wtedy ludzie tak mieli. Taką ceratę naciągano na stół, podwijano pod blat stołu i wciskano pineski. Tylko tyle.  Z tym, że na tym       „ stoliczku nakryj się” leżały dwa worki z listami. Bo już wtedy było tak, że pani Ania dostawała listy z całego świata.  Prosiła nas abyśmy jej tłumaczyli te listy, nam to kiepsko wychodziło, bo kartki i listy były dosłownie z całego świata. Wiec tylko wymienialiśmy kraje adresatów – Belgia. Francja.  Argentyna.  Australia, a pani Ania kiwała głową jakby była nauczycielką geografii, a my jej uczniakami.  Już wtedy pani Ania była znana na całym świecie, na równi z Wałęsą. Tylko potem, jakoś tak się porobiło, że o pani Ani świat zapomniał, a o Wałęsie nie.  Co prawa  pani Ania była wykształconą suwnicową, a Wałęsa  tylko zwykłym ładowaczem akumulatorów, a jednak to on, stał się przywódcą Solidarności, a nie pani Ania.  Co prawda przez jakiś czas mówiono o niej – matka Solidarności – ale nie minęło kilka lat, i o matce zapomniano.

W łazience pani Ani leżała maszynka do golenia. Zdziwiłem się, ponieważ pani Ania mieszkała sama, ale co się okazało? Tą maszynkę zostawił Kuroń, kiedy przyjeżdżał do stoczni, i u pani Ani może waletował, a może tylko tu się golił. W każdym razie, zapytałem się, czy mogę ogolić się tą maszynką Kuronia.  Ponieważ chciałbym otrzeć się o historie.  Pani Ania zgodziła się z pobłażliwym uśmieszkiem, a ja  goląc się zaciąłem policzek.  Do krwi.  Do jednej  kropli krwi. Ale może tak mi się teraz wydaje. Nad interpretuje. Dodaje. Moją krew do innej krwi. Nawet w ten dziecinny sposób. Ta maszynka jednak  jest ważna, nie jako gadżet.  ale dowód na grę polityczną, jaka wtedy się toczyła, lecz ja – wtedy – absolutnie nie zdawałem sobie z tego sprawy.. Chciałem mieć wypowiedzi pani Ani, tak zwane setki, naturalne, i najlepiej gdyby pani Ania, przed kamerą, miała łzy w oczach. Patrzyłem się na świat bardziej emocjonalnie, powierzchownie, nie rozumiałem wielkiej polityki.  Lecz co tu dużo mówić, nawet dziś, mało co z tego świata rozumiem.

Chociaż dziś  już raczej wiadomo, że za kulisami strajków w Stoczni Gdańskiej stały jakieś siły, które nawet dziś trudno zdefiniować.  Prawdopodobnie komuś zależało na strajku w okresie letnim. Tylko socjalnym. Kiełbasianym.  Sterowalnym.   Ale niestety, historia ma swoja własną dynamikę.  Często wybuchową.  I ogień i dym nie leci tam, gdzie sobie wyobrażają  podpalacze historii.  Panią Anie najpierw wyrzucono z pracy, potem przywrócono, a potem jeszcze raz wyrzucono, jakby chciano, aby w jej obronie zastrajkowali robotnicy. Członkowie WZZ, czyli Wolnych Związków Zawodowych, do których należał Gwiazda i jego żona, a także pani Ania, wstrzymywali się przed strajkiem. Borusewicz, natomiast parł do strajku.  I to w jak najszybszym terminie.  I tak oto zaczyna się 14 sierpnia 1980 rok.  Miało być więcej kiełbasy, tylko kiełbasy, a okazało się, że wprosiliśmy się na  wystawny solidarnościowy  obiad. Pytanie tylko czy dla każdego?

Wracając do pani Ani. Mojej ukochanej  Proletariuszki.  Schlondorff robiąc między innymi o niej  film pt. „ Strajk” ‘ ukazał ją, jako  analfabetkę, w rzeczywistości  ukończyła  4 klasy, a w papierach miała ukończoną podstawówkę,  bo inaczej nie zapisałaby się na kurs spawacza.  A może mimo wszystko, na ten kurs by ją przyjęli, sam nie wiem. Może pani Ania nieco „ podrasowałą” swoje wykształcenie, bo przecież lepiej ukończyć         7 klas niż 4 klasy. To oczywiste, ale to, co pani Ania miała, czego nie można nauczyć się w najmądrzejszej szkole świata, to dziwna, a raczej trudna osobowość . Która – przyznaje – nieco mnie drażniła. Dziś byśmy uczenie powiedzieli o niej – była nonkonformistką.  To fajnie tak się pisze. Czy opisuje ten typ osobowości w podręcznikach  dla  psychologów, ale w rzeczywistości, taka osoba drażni, wkurza, bo, gdy my chcemy osiąść na laurach,  a przynajmniej posłuchać przeboju „ słodkiego miłego życia” to taka osoba wciąż marudzi, narzeka, czegoś w życiu chce.  A taką osobą była pani Ania. Gdy ludzie na wybrzeżu powoli zapominali o robotnikach poległych na wybrzeżu, w latach -70.   Pani Ania suwnicowa o wykształceniu pod podstawowym, a raczej  ponad  podstawowym, konstruowała własne znicze  i woziła na groby zabitych stoczniowców.          I robiła to sama z siebie. Z potrzeby jakiej jej  podpowiadało serce. Napisałem „ konstruowała’  a to dlatego, że te znicze robiła sposobem domowym, może nawet na tej tandetnej ceratce. Topiła parafinę, wlewała do pojemniczków. Tylko nie wiem, dlatego?  Pewnie te znicze były zbyt drogie?  Nie pamiętam … w każdym razie, kiedy SB- ecja złapała panią Anie z kilkoma metrami knota, to zaraz odwieziono ją na komendę.  Za tego knota.  Za te kilka metrów, a raczej metr czy dwa, bo ile potrzeba knota,     aby „ skonstruować” 100 zniczy.  Dziś, gdy słyszę wypowiedzi „ obrońców demokracji” a na dodatek tych starych, zasłużonych dla PRLu „ obrońców demokracji”, że dzisiejsza władza, to faszystowska władza, a także tych młodych ludzi krzyczących, „ precz z dyktaturą” ,  to natychmiast przypomina mi się ten knot.  Te metr czy dwa.  Ta suka ubecka i pani Ania   w celi za knota.

Knot, ciekawe słowo, ma też swoje synonimy.  Knot, to też brzdąc, gówniarz, dzieciak. Dzieciak – knot.  Takim knotem, wtedy ja byłem. Pierwsze kroki w życiu politycznym.  Coś z tego rozumiałem, a jeszcze więcej nie rozumiałem.  Otarłem się, a może tylko skaleczyłem…

Ta jedna kropla krwi. I  światełko z tego znicza. Coś  oświetla, w półmroku snują się jakieś cienie, ale zaraz także ich nie będzie.

https://www.salon24.pl/u/24-24/806233,anna-walentynowicz-na-niedziele,2

Posted in SYLWETKI, Znalezione w sieci | Leave a Comment »

Fenomenalny polski jasnowidz

Posted by tadeo w dniu 3 września 2017

Znalezione obrazy dla zapytania Stefan Ossowiecki

Do mojej redakcji, w której pracowałem w Polsce, przychodził pan Jerzy Jacyna, fascynujący, kulturalny człowiek. Kiedyś mój przyjaciel, zastępca redaktora naczelnego, twórca głośnych książek “S-F”, popularyzator wiedzy, prezes Polskiego Towarzystwa Parapsychologicznego, Krzysztof Boruń, oznajmił mi, że udało mu się skłonić – nie bez pewnych oporów zresztą – pana Jacynę, żeby opublikował swoje wspomnienia o bliskim kuzynie, inżynierze Stefanie Ossowieckim, głośnym jasnowidzu w okresie istnienia Polski międzywojennej. “Ależ to będzie typowy samograj i podniesie nam nakład o kilkadziesiąt tysięcy, jeśli cenzura pozwoli” – piał z zachwytu. Cenzura jednak była “twarda” i nie pozwoliła. Ale ludzie i tak kserowali ostatnie strony naszego tygodnika, dzięki czemu znowu powróciła w glorii postać wyjątkowego człowieka, który tak dużo wiedział o przyszłości.

Każdego tygodnia, w piątek, pan Jacyna przynosił nam kolejny odcinek swej opowieści o sławnym w całej Europie kuzynie, dzięki czemu byliśmy pierwszymi odbiorcami i entuzjastami jego wspomnień o polskim jasnowidzu. Aż po półtora roku, w pewien pochmurny, późnojesienny piątek, pan Jacyna oznajmił nam z powagą i napięciem w głosie, że przyniósł już ostatni odcinek, gdyż teraz sporządza… testament!

Zaczęliśmy z niedowierzaniem gorąco zaprzeczać temu oświadczeniu, a on na to: Nie zmyślam nic, wiem wszystko od Stefka! Otóż kiedyś powiedział mi, że znajdę się w “smudze cienia”, kiedy zacznę spisywań wspomnienia o nim i radzi mi się przygotować, bo od chwili napisania ostatniego odcinka pozostanie mi jeszcze tylko tydzień życia”.

No i co powiecie? Okazało się, że w następny tydzień, na przejściu dla pieszych, pan Jacyna został potrącony przez ciężarówkę i umarł w karetce pogotowia w drodze do szpitala na Solcu.

I jak tu nie wierzyć w przeznaczenie?
Twierdzę, a mój sąd nie jest pozbawiony racjonalnego podejścia, że tzw. umiejętności i predyspozycje są w cywilizacji ludzkiej rozdawane nierównomiernie i ciągle “falują”. Raz można je znaleźć w danej epoce przydzielone prawie “na pęczki”, innym razem – mizerota, błoga intelektualna sytość i średnia pełzająca tuż przy ziemi; po poprzedniej epoce erupcji talentów ludzkich – posucha, pełny zastój i stagnacja umysłowa.

Taka też jest sytuacja w parapsychologii i jej zasadniczej części – prekognicji, czyli odczytywaniu przyszłości i niezwykle trafnymi i bardzo czytelnymi odniesieniami, które dopiero “rozumie” ludzkość, kiedy te wydarzenia spełnią się co do joty w bliższej czy dalszej przyszłości. Ludzie “jutra” zastanawiają się wówczas nad tym, skąd ci z “wczoraj” wiedzieli o tym, co dopiero miało się spełnić. Zwykle ten stan zwie się syndromem Juliusza Verne’a, jednego z wielkich twórców, wówczas kiedy je pisał – “powieści fantastycznych” – które wkrótce znajdowały swe odniesienia w realnym świecie przyszłości.

Kiedyś prof. Kazimierz Manczarski, znakomity psycholog polski, udzielając mi wywiadu, stwierdził, iż tylko 20 proc. badanych przez niego przypadków jasnowidzenia daje się klasyfikować jako prawdziwe jasnowidzenie, tzn. “proroctwo z przeszłości” potwierdzone w teraźniejszości, a na moje pytanie, czy fenomen jasnowidzenia istnieje, odpowiedział: “Tak, oczywiście, że istnieje! Na razie jednak nie daje się go sklasyfikować naukowo ani zmierzyć i zważyć empirycznie. Tu na nic zda się mędrca szkiełko i rozum, bowiem wkraczamy w nieznane rewiry ludzkich możliwości. I może raczej pomoże człowiekowi kabała, czy inny katalizator czytania jak z otwartej księgi przyszłości w dniu dzisiejszym”.

Czemu akurat ci, a nie inni mają niesamowite wręcz możliwości trafnego odczytywania nie tylko indywidualnych losów, ale też losów całych narodów, ba, nawet całej ludzkości? Czyżby było to czytanie z “czasów równoległych” lub ich “zapętlenia”? Czyżby dostatecznie jasne widzenie “niewidocznych” dla przeciętnego człowieka związków przyczynowo-skutkowych panujących w świecie, możliwość przeprowadzenia trafnej analizy wydarzeń. Może tak, a może jeszcze inaczej.

Jedno jest pewne. W czasach historycznych “przesileń”, gdy nadchodzi nowa jakościowo epoka, rewolucja naukowo-techniczna i powstają całkowicie różne od powszechnie obowiązujących trendy w kulturze, w obyczajach lub w życiu moralno-etycznym, nie mówiąc już o samej polityce, którą św. Augustyn nazwał wielką ladacznicą, rodzą się na owej “stycznej” obu epok – odchodzącej i przychodzącej – geniusze nauki, wynalazcy, mistrzowie pióra i pędzla, odkrywcy, słowem: ludzie niepowszedni. Rodzą się także ci, którzy “wiedzą wszystko”, prawidłowo odczytując odległą, a już przez to samo niejasną przyszłość. Jeden ze znakomitych pisarzy francuskich, Andre Gide, stwierdził krótko: “Przyszłości nie można zaplanować’’. No dobrze, a co sądzić trzeba o jej odczytaniu? Inaczej mówiąc: jak tu nie wierzyć Nostradamusowi, skoro tyle jego proroctw spełniło się dokładnie. Jak tu nie wierzyć w trafne odczytywanie przeznaczenia, skoro mamy i inne przykłady owej “siły ducha” potrafiącej przeniknąć zasłonę czasu i dostrzec to, co dopiero ma się wydarzyć

Do dzisiaj nie wiadomo,jak oni to robili
W poprzednich artykułach o Nostradamusie i Edgarze Cayce, dwóch uznanych jasnowidzach rozmaitych czasów, publikowanych w “Dzienniku Związkowym” stwierdziłem, że – doskonale zorientowani w swoich możliwościach parapsychologicznych, w diagnozowaniu chorób i stawianiu dość odległych hipotez naukowych, czy w przewidywaniu wydarzeń, które dopiero nastąpić miały – podnosili, że dysponują darem Bożym, który i dla nich nie jest dostatecznie jasny. Po prostu – mają go i pragną wykorzystać dla dobra ludzi, a nie dla własnych korzyści. Nieprzypadkowo mówiłem też powyżej o osobliwej wręcz zbieżności pojawienia się jasnowidzów z okresu przełomów epok. Teraz dodam, że istniała również zbieżność ich biografii. Sam zostałem tym faktem zadziwiony i – przypuszczam – że to samo spotka zapewne wielu moich czytelników.

W Europie niekwestionowanym ‘‘prorokiem i wieszczem” na przełomie wieku XIX i XX był nasz rodak, inżynier Stefan Ossowiecki. Urodził się on w 1887 roku, a został zamordowany przez hitlerowców w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego, prawdopodobnie 5 albo 6 sierpnia 1944 roku, jak powszechnie sądzi się, gdyż nie chciał zdradzić im tajemnicy zakończenia II wojny światowej (w tym celu został zaaresztowany przez gestapo pod koniec lutego tego roku i przetrzymywany w słynnej jego katowni przy Alei Róż w Warszawie).

Zaś Edgar Cayce, Amerykanin, o którym pisałem chyba w marcu ub. r. urodził się w 1887 roku, a zmarł w 1945 roku. Cóż za nieprawdopodobna zbieżność dat. Ale wzmacnia ją jeszcze wypowiedź Cayce’a odnotowana w jego sławnych “readings”, z której wynika jasno, iż wiedział wszystko o swoim polskim “konkurencie”, nazywając go nawet “duchowym bliźniakiem”. W każdym razie wiedział, że data ich śmierci pokryje się ze sobą wzajemnie: “Pana Ossowieckiego przeżyję o kilka miesięcy. Wkrótce po jego śmierci, okrutnej śmierci poniesionej z rąk gestapowskich siepaczy, bo będzie torturowany podczas śledztwa na Gestapo, o czym wie i z czym godzi się, i ja umrę, o stokroć lżej niż mój duchowy przyjaciel, w kilka miesięcy po nim”.

No bo i niby skąd miał wiedzieć, sławny i uznany, jasnowidz z Virginia Beach o swoim europejskim koledze? Pytanie pozostawiam bez odpowiedzi, gdyż po prostu nie mieści się ono w “racjonalnej głowie”. I to od czasów, kiedy ujrzałem akurat ten readings, jako nieopracowany jeszcze (zatem i nie skomentowany) “odczyt” ostatnich snów amerykańskiego ezoteryka z roku 1944 (okres czerwiec-lipiec), na krótko przed śmiercią Ossowieckiego. By zrozumieć sytuację: okupowana Polska odcięta była od wolnego świata kordonem wojsk niemieckich i hitlerowskiego Gestapo, który uszczelnił się jeszcze bardziej po wybuchu Powstania Warszawskiego. Żadna zatem informacja na temat losów jakiegoś tam inżyniera Stefana Ossowieckiego, a cóż dopiero mówić – na temat wielu tysięcy, ba, milionów obywateli polskich, nie mogła przedostać się na Zachód tak szybko, jak byśmy sobie tego życzyli. Tymczasem Cayce wiedział wcześniej.

Chyba zatem chodziło o inną formę przekazu niż przy pomocy fali radiowej, formę telepatyczną lub działającą na zasadach duchowej penetracji obszarów czasu przyszłego, czyli tego, co dopiero zdarzyć się musiało i odczytane zostało prekognicyjnie. Przez coś, co zapisane było w Księdze Przeznaczenia. Bez udziału umysłu, woli, pamięci czy doświadczenia.

W każdym razie wiedziałem już o tym w roku 1987, kiedy to w Instytucie Badań Parapsychologicznych im. Edgara Cayce jeden z oprowadzających mnie pracowników zagadnął, czy wiem cokolwiek o polskim jasnowidzu, inżynierze Ossowieckim. Wiedziałem akurat sporo, a wiedzę swoją czerpałem właśnie ze wspomnień pana Jacyny i z opublikowanej akurat książki Krzysztofa Borunia i Katarzyny Boruń-Jagodzińskiej: “Ossowiecki – zagadki jasnowidzenia”. Na takie dictum pokazano mi owe “readings” Cayce’a związane ze Stefanem Ossowieckim, a ja z kolei przekazałem telefon i adres Krzysztofa Borunia. Najprawdopodobniej nawiązano z nim kontakt, bo wspominał mi o tym przy naszym kolejnym spotkaniu, ale czy ten kontakt z Instytutem rozwinął się szerzej – po prostu nie wiem.

Tak czy inaczej, obaj uznani jasnowidze stosowali nieco inne metody “wglądu” w przeszłość i przyszłość. Edgar Cayce, o czym napisałem już w artykule poświęconym jemu, swe przepowiednie wygłaszał we śnie sonambulicznym i odpowiadał tylko na zadane mu pytania, będąc jakby mimowolnym obserwatorem postawionego przed nim problemu, co spowodowało, iż powszechnie nazywano go “śpiącym prorokiem”. Dodatkowo, nad czym prowadzone są obszerne badania, w zgoła inny sposób formułował swe sądy i prognozy niż jego codzienna ‘‘prosta” rozmowa na jawie (czemu się dziwić nie można, gdyż swoją edukację ukończył na poziomie szkoły średniej i nie mógł uzupełnić swojej wiedzy ogólnej – specjalistycznym językiem technicznym czy lekarskim, a jednak w ten sposób się wypowiadał, zadziwiając np. słownictwem sejsmologicznym czy symbolami chemicznymi). Pytany wielokrotnie o te czy inne dziedziny wiedzy ludzkiej, zawsze znajdywał właściwe i pełne odpowiedzi, zupełnie tak, jakby coś lub ktoś “podpowiadał” mu we śnie, co takiego ma odpowiedzieć pytającemu. Zupełnie inaczej rzecz miała się ze Stefanem Ossowieckim. On nie musiał “śnić”, żeby krystalizować swe sądy czy prognozy.

Uczeń szamana
Stefan Ossowiecki urodził się w dobrze sytuowanej rodzinie polskiego przemysłowca osiadłego w Rosji i prowadzącego swe interesy zarówno w Rosji, jak i na obszarze zaborowym – w b. Królestwie Polskim i w b. Księstwie Poznańskim (Cesarstwo Rosyjskie i Niemieckie). Pozycja zawodowa i finansowa ojca umożliwiła Stefanowi ukończenie Szkoły Inżynierskiej w Petersburgu i Instytutu Technologii we Frankfurcie nad Menem. Po śmierci ojca, już w okresie trwania I wojny światowej, objął po nim fabrykę, zyskując zamówienia rządowe ponowione natychmiast po rewolucji lutowej, potwierdzone przez rząd Kiereńskiego. W tym krótkim przecież okresie czasu zdołał ugruntować nie tylko pozycję towarzyską w Moskwie i Petersburgu, ale również posiadał dostęp do wszystkich źródeł wiedzy i nauki.

Niestety, nadeszła rewolucja październikowa, która “zmiotła” ledwie rodzącą się burżuazyjną republikę. Komuniści zaprowadzili nowe “porządki” w imieniu ludu. Padł ich ofiarą również “pomieszczik”, fabrykant i właściciel, któremu skonfiskowano majątek z dnia na dzień, Stefan Ossowiecki, którego następnie osadzili w areszcie i w długoletnim więzieniu za to, że wyzyskiwał naród rosyjski i następnie… deportowali do Polski jako “wroga ludu” (wówczas władzom sowieckiej Rosji zależało na opinii w świecie i przedstawianiu się jako władza bardziej “ludzka”, niż w kapitalistycznych republikach demokratycznych, bo później, prąc na zachód, “zapomniała” o swoich zobowiązaniach).

Ossowiecki wygnany więc z Rosji, z jedną walizką w ręku, znalazł się w Polsce. Na szczęście tutaj znajdowała się filia jego fabryki, a zdolny, prężny i z kontaktami (zwłaszcza w Niemczech) przemysłowiec wkrótce odbudował swą pozycję. Ale przede wszystkim dlatego, że ludzie zaczęli mówić o nim z pewnego rodzaju uwielbieniem, graniczącym z postrachem. Ossowiecki okazał się być jasnowidzem.

Nieprzypadkowo porównałem dwóch najsławniejszych jasnowidzów naszej epoki: Edgara Cayce i Stefana Ossowieckiego. Urodzili się tego samego roku i zmarli w niemalże tym samym czasie – u końca II wojny światowej, kiedy świat oddychał wprawdzie powiewami wolności, ale jeszcze z trudem, stłamaszony i zeszpecony wojną, w jaką wepchnął go brunatny, czarny i czerwony faszyzm. Stefan Ossowiecki był jedną z ofiar tego powszechnego starcia, Edgar Cayce – sławny w całej Ameryce – łożył, w miarę sił i możliwości, dość zresztą szczupłych, na potrzeby obronne kraju, spotykał się podobno z prezydentem Rooseveltem, prorokując, że wojna skończy się pogromem Niemiec i Japonii. Obaj nienawidzili wojny. Byli ludźmi dobrymi i pogodnego serca. Obaj pomagali ludziom, nie żądając krociowych honorariów…

Wielka sława inżyniera Ossowieckiego rosła z dnia na dzień, zwłaszcza wtedy, gdy kilkakrotnie jego eksperymenty parapsychologiczne kończyły się sukcesami na oczach obserwatorów. Coraz chętniej widziano go na “salonach” wierzchołka warszawskich elit. Również dlatego, że był czarującym i zabawnym kompanem, a przy tym, nakłaniany przez kręgi nowych przyjaciół, potrafił czynić ich doznania zajmującymi i pouczającymi.

W Rosji przedrewolucyjnej Stefan wiódł życie raczej typowe dla przedstawicieli swojej klasy: najpierw surowy rygor szkolny, później Korpus Kadetów, studia inżynierskie w Petersburgu i we Frankfurcie nad Menem, na koniec praktyka w zakładach chemicznych ojca, Jana, a po jego śmierci objęcie kierownictwa tychże w 1915 roku. I wszystko byłoby zwyczajne i naturalne, aż do rewolucji październikowej, nawet to co nazywało się losem “pomieszczików” w Rosji sowieckiej, gdyby nie to, że pierwsze objawy paranormalnych zdolności, przede wszystkim telekinezę, odkrył Ossowiecki u siebie podczas pobytu w Korpusie Kadetów. Najprawdopodobniej na tym by się skończyło, czyli na etapie “sztuczek”, gdyby nie przypadkowe spotkanie z jasnowidzem z Homla, Wróblem, żydowskim cadykiem.

Niestety, nie ma ani o tym człowieku, ani też o jego wpływie na Ossowieckiego żadnych danych biograficznych. Nawet pan Jacyna, bliski przecież kuzyn Ossowieckiego, miał tylko jakieś nieskładane strzępki, urywki relacji pochodzące od samego stefana. Twierdził, że ów Wróbel miał “wielki” wpływ na jego kuzyna i praktycznie nauczył go wielu ćwiczeń duchowego dojrzewania, relaksacji i koncentracji. Jest jeszcze coś, co powiedział mu sam Ossowiecki: otóż Wróbel nosił oficjalny tytuł cadyka żydowskiej gminy, czyli mędrca i proroka, na co wśród Żydów trzeba było sobie zasłużyć. “O wiele łatwiej zostać rabbim, niż cadykiem, a przecież nie był to zwyczajny cadyk, lecz – podróżując do krajów Dalekiego wschodu – miał kontakty z tybetańskimi lamami i z całą pewnością odebrał tytuł wtajemniczonego w Lhose w Tybecie”. część swej wiedzy przekazał Ossowieckiemu, który ją szybko przyswoił, a nawet wzbogacił o nieznane nawet Wróblowi ćwiczenia ducha, umysłu i ciała. Nie jest wykluczone, że jego wielki hart i odporność na niepowodzenia życiowe, których kwintensencją były prześladowania komunistów zawdzięcza doświadczeniom wyniesionym z sowieckiego więzienia i zesłania na przymusowe roboty, z których dopiero wybronił go fakt, iż nie był obywatelem rosyjskim. Wróbel najprawdopodobniej zginął w pożodze wojny domowej, zadenuncjowany przez “rewolucyjnych pobratymców”, tym razem występujących jako czekiści.
Tak czy inaczej, Ossowiecki – jak już powyżej powiedziałem – zrobił szybką i olśniewającą karierę w Polsce, działając nie tylko w przemyśle i handlu, ale obok tego zdobywając olbrzymie wzięcie i wpływy dzięki swym umiejętnościom jasnowidza.

Był powszechnie uznawany za fenomena, którego uzdolnienia były wielokrotnie badane (tak jak i uzdolnienia Cayce’a) przez całe rzesze uczonych nie tylko polskich, lecz i z całej Europy. Eksperymentowano przy jego współudziale i prowadzono liczne doświadczenia, które jedynie potwierdzały jego talenty i predyspozycje psychiczne. Niektóre z nich nawet jeszcze ujawniały jego nieograniczone możliwości paranormalne, których jednak – jak się zdaje – nie rozwijał systematycznie, np. czytania listów w zamkniętych kopertach, czy telekinezy, uważając je jedynie za “zabawę towarzyską”. Był przy tym niezwykle zadowolony, jeśli mu coś “nie wyszło”, gdyż mawiał, że “czuje się wreszcie jak przeciętny człowiek, a nie jak kukła do pokazywania gawiedzi”. Niestety, mylił się bardzo rzadko, co zjednywało mu szacunek i lęk prawie zabobonny.

Dość powiedzieć, że w tzw. algebrze zdarzeń odczyt przyszłości w granicach 35-40 jej spełnienia uznawany jest za bardzo dobrą prognozę. Tymczasem Ossowiecki mylił się tylko w 1/4 przypadków, a jakby “zniechęcony” do przyszłości i wydarzeń, które miały dopiero nastąpić, raczej nie odpowiadał na nękające go pytania: “Mistrzu, czego mamy oczekiwać jutro i pojutrze?” Wolał odtwarzać wydarzenia z przeszłości np. będące wówczas na ustach wszystkich odkrycia i wykopaliska z nadgoplańskiego Biskupina, które nazywał “życiem codziennym prastarych Słowian”, albo sceny z życia Mikołaja Kopernika. Mówił zresztą fascynująco, plastycznie i ciekawie, ale słuchający go byli raczej zawiedzeni jego opowieściami, bo przecież – co zrozumiałe – interesowała ich przyszłość, a nie archeologiczna przeszłość!

Prawdę powiedziawszy, prognozy Ossowieckiego były “bez pudła”, a niektóre z nich tylko nabierają rumieńców w dzisiejszych czasach. Przepowiedział on nie tylko zmierzch doktryn totalitarnych: faszyzmu i komunizmu, lecz także określoną globalizację Europy i świata, upadek ery ideologii, rozwój technik manipulacji człowiekiem, a jednocześnie ostateczny triumf Ducha i Samoświadomości cywilizacji ludzkiej. Będzie to, jego zdaniem, nowa era, która przyniesie wreszcie pokój ogólnoświatowy i eksplorację kosmosu.

Najlepiej udokumentowane są doświadczenia, jakie Ossowiecki przeprowadzał z rozpoznawaniem napisów i rysunków, które przedstawiano mu w zamkniętych kopertach lub nawet metalowych pojemnikach. Wielokrotnie sporządzano przy tym protokoły podpisane przez świadków. Nie ma żadnych wątpliwości co do wiarygodności osób i “odczytów” jasnowidza. Zdarzyło się nawet, że potrafił odczytać zawartość klisz fotograficznych, które jeszcze nie były wywołane. Nie można przy tym mówić o jakimkolwiek wręcz przypadku, bowiem – na zasadzie rachunku prawdopodobieństwa – odgadywanie nie wchodziło tu w rachubę. Zabawny i bardzo przy tym efektowny przykład tu opisanych możliwości Ossowieckiego stanowiło opisanie… zawartości portmonetki pewnej damy i udowodnienie jej, że zawartość jest właśnie taka, jak ją “zobaczył”, podczas gdy kobieta twierdziła, że jest inna. W związku z czym jasnowidz odtworzył całą jej drogę i w jaki sposób posługiwała się nią podczas zakupów w rezultacie uznano, że dama zostawiła monetę dwuzłotówkową jako “tipa” w kawiarence, w której się umówiła z pewnym młodym człowiekiem. Zapłacił on rachunek, ale nie zostawił pieniędzy za usługę, w związku z czym jego towarzyszka odruchowo sięgnęła do portmonetki i położyła ową srebrną monetę na talerzyku. Akurat jej brakowało w portmonetce!
Odpowiedzialny
i… niesamowity
Te wszystkie wyczyny traktował jako “zabawę” na towarzyskich spotkaniach i herbatkach. Ale o wiele poważniej traktował inne sprawy. Miał nadzwyczajny, nie waham się tak to ująć, talent w odnajdywaniu osób i rzeczy zaginionych. Te umiejętności nazywano w owych czasach psychometrią, a więc czymś co było zdolnością wyczuwania śladów pozostawionych przez osobowość ludzką (jego psychikę) w materii martwej. Aby jednak wizja psychometryczna była udana, jasnowidz musiał posiadać kontakt dotykowy z rzeczą, przedmiotem, na którym znajdowały się owe identyfikacyjne “ślady”. Niekiedy te zdolności telepatyczne wykorzystywano w toczących się śledztwach policyjnych związanych z morderstwami i zaginięciami ludzi w katastrofach.

Znany jest przypadek zaginięcia znanego adwokata, który to opisał śledczy, Piotr Bachrach. Zapytany przez niego Ossowiecki, jaki jest los poszukiwanego, odpowiedział, iż adwokat żyje, został porwany dla okupu, ale już wkrótce powróci, bowiem bandyci przerażeni rozwojem wypadków, zdecydowali zwrócić mu wolność pod warunkiem nieujawnienia ich przed organami ścigania. Wszystko to, co powiedział jasnowidz okazało się prawdą! Innym przykładem – niezwykle nagłośnionym w ówczesnej prasie europejskiej – okazało się odnalezienie zaginionego testamentu znanego francuskiego bankiera Rodszylda poszukiwanego przez jego spadkobierców.

Jasnowidz testament rzeczywiście odszukał, ale nagrody za swą usługę nie przyjął i choć nie przelewało mu się wówczas (wkrótce po powrocie z Rosji), stwierdził, iż jest inżynierem z zawodu, a nie poszukiwaczem zaginionych testamentów za nagrodą. “Jeśli chciałbym pobierać za dane mi zdolności jakieś pieniądze – utracę je bezpowrotnie, z czego – być może – cieszyłbym się, ale teraz jestem własnością publiczną i muszę służyć ludziom czy mnie się to podoba, czy też nie!”

Nie inaczej postępował także Cayce. Wiódł on spokojne, ciche, małomiasteczkowe życie. Mawiał, że mu wystarczą pieniądze, jakie uzyskuje z prowadzenia zakładu fotograficznego, i że najmilszą dla niego nagrodą jest wdzięczność odczytywana w ludzkich oczach, a o wiele większą satysfakcję sprawia mu koszyk jajek przyniesiony przez okolicznego farmera, niż gruby plik banknotów wciskany mu do ręki przez bogacza. Podobnie postępował jego duchowy polski odpowiednik.

Obchodził się z ludźmi niezwykle delikatnie. Niekiedy milczał albo dawał wymijające odpowiedzi, jeśli prawda mogłaby zdruzgotać człowieka psychicznie. Widoczne to było zwłaszcza podczas okupacji, kiedy ludzie najmocniej poszukiwali nadziei, łudząc się co do tego, że ich najbliżsi wrócą do domu z wojny, z obozów koncentracyjnych, z sowieckich łagrów, z katowni gestapo i enkawude. Ponieważ wiedział o wielu losach ludzkich ze swych jasnowidczych wizji, więc obciążało go to bardzo psychicznie, gdy nie ujawniał pytającym go całej prawdy. Zresztą, jakby przeczuwając czekające go zadania i to, że tak wielu ludzi będzie potrzebowało jego pomocy, nie wyjechał z Polski, chociaż mógł, we wrześniu 1939 roku. Podpisał tym samym wyrok śmierci, gdyż wcześniej oznajmił, że zginie torturowany przez hitlerowców. Znał swój los i godził się nań, bo – jak powiedział swojemu kuzynowi – nie sposób ujść przeznaczeniu – “nawet w drewnianym kościele jedna cegła spadnie na głowę człowieka i zabije go na miejscu”.

Każdy z nich, Edgar Cayce i Stefan Ossowiecki, inaczej wykorzystywali swe talenty i uzdolnienia. Cayce uzyskiwał swe zdolności w snach, których i tak nie pamiętał po przebudzeniu. Gdyby nie niezwykła cierpliwość i sumienność jego sekretarki, pewnie nie pozostałby ani jeden z “zapisów” w archiwach. Ossowiecki, pytany jak on to robi, odpowiadał enigmatycznie: śnię na jawie. “Od pierwszej chwili tego dziwnego transu przestaję rozumować i możliwie najintensywniej koncentruję się na istocie sprawy. Cały swój wysiłek psychiczny i wszystkie siły fizyczne skupiam na odczuwaniu duchowych dyferencjacji, aż – po pewnym czasie – wiem już wszystko, co chciałem wiedzieć’’.

Jasnowidz polski był obecny stale – fizycznie i duchowo – wśród ludzi, odpowiadał świadomie na zadane mu pytania, ale jednocześnie był “gdzie indziej”, w innym stanie i wymiarze.

Jowialny, dobrotliwy, szarmancki i urokliwy, nieco zwalisty z powodu pewnej nieruchawości, a przy tym lubiący dobrze i obficie zjeść, co – jak powiadał – jest konieczne dla jego samopoczucia i energii, odchodził w “świat ducha”, z którego czerpał swoją wiedzę.

Taki też tytuł dał swej książce: “Świat mojego ducha”, którą chciał odpowiedzieć na pytania i wątpliwości czytelników. Twierdzi w niej, że każdy – tylko po odpowiednich ćwiczeniach – może osiągnąć stan podobny do jego stanu. Ale ludzie – na szczęście! – nie chcą korzystać z tej możliwości. Poza tym jest prawie przekonany, że posiadłszy tę wiedzę, nie osiągną nic wielkiego, poza cierpieniem swej świadomości i jestestwa. Będą żyli z okrutną świadomością, że “przegrywają” swój los, bo coby nie wybrali i tak będzie złym egzystencjonalnie wyborem. “Lepiej nie wiedzieć!” – konkluduje swój sąd polski ezoteryk.

“Była już druga w nocy, gdy odprowadziłem mego gościa do jego pokoju – brzmi relacja z końca sierpnia 1939 roku o Ossowieckim, spisana przez Juliusza T. Dybowskiego. – W bibliotece usiedliśmy na chwilę i zapaliliśmy cygara. Stefan puścił kilka kłębów dymu, nagle zasłonił oczy ręką, ale dostrzegłem, że po twarzy spływają mu łzy.
– Mistrzu, co się stało, na Boga? – spytałem.
Ossowiecki blady i spięty spojrzał mi w oczy.
– Nieszczęście… Jesteśmy w przededniu wojny i już tylko dzielą nas od niej dni…
– Przecież pan mówił przed chwilą nam co innego…
– A cóż mogłem powiedzieć? – odparł inżynier. – Był u mnie pół roku temu marszałek Rydz-Śmigły i powiedziałem mu dokładnie to samo, co powiedziałem marszałkowi Piłsudskiemu w 1934 roku, kiedy podpisywaliśmy z Niemcami traktakt o nieagresji. Jeden i drugi wziął ode mnie przyrzeczenie, że nikomu o tym publicznie nic nie powiem.
– Jak daleko dojdą Niemcy? – zapytałem.
– Cała Polska zajęta, gruzy, krew, mord! Idą dalej w głąb Rosji. Daleko, daleko…
– Do Uralu?
Ossowiecki zastanowił się przez chwilę:
– Do Kaukazu. Państwa Osi przegrają wojnę. Niemcy i Japonia będą okupowane, Włochy wyzwolone. Zwycięzcy, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Rosja, spotkają się na konferencji i spowodują nowy ład w Europie…
– A co z Polską?
– Będzie i Polska! Ale za jaką cenę… Najpierw będą nią władali komuniści, a później szubrawcy i świnie! Na koniec powstanie jeszcze większa niż teraz. Tego ani ty, ani ja nie doczekamy… Dopiero wnukowie… Warto jednak wiedzieć, że tak się stanie’.

Relacja zastanawiająca i dotycząca spraw niezwykłej wagi dla Polaków. Może więc warto to wiedzieć i wierzyć?

Leszek A. Lechowicz

Posted in Uncategorized, Znalezione w sieci | Leave a Comment »

Medjugorje – tajemnica, której dna nie widać – rozmowa KAI z abp. Henrykiem Hoserem

Posted by tadeo w dniu 22 sierpnia 2017

2017-08-18 22:46
Alina Petrowa-asilewicz, Marcin Przeciszewski / Warszawa

– W Medjugoriu wszystko zmierza w dobrym kierunku – ocenia abp Henryk Hoser, badający jako delegat Stolicy Apostolskiej sytuację duszpasterską w tym niezwykłym miejscu, do którego przybywa rocznie 2,5 mln pielgrzymów.

Abp Hoser pozytywnie ocenia pracę duszpasterską oraz jej owoce. Natomiast pytany o możliwość uznania objawień, odpowiada: „Wszystko wskazuje na to, że objawienia będą uznane, być może jeszcze w tym roku. Nie zapominajmy, że Kongregacja Nauki Wiary przekazała całą dokumentację dotyczącą objawień do Sekretariatu Stanu, który teraz nad tym pracuje”.

Alina Petrowa-Wasilewicz, Marcin Przeciszewski,KAI: „Zyskanie dogłębnej wiedzy na temat sytuacji w Medjugorju” – to była misja Księdza Arcybiskupa, zlecona przez Stolicę Apostolską. W wiosce, w której od 1981 r. trwają domniemane objawienia Matki Bożej, przebywał Ksiądz Arcybiskup na przełomie marca i kwietnia, a obecnie przygotowuje raport dla Stolicy Apostolskiej. Jakie są wnioski?

Abp Henryk Hoser: Sądzę, że dogłębna wiedza o wydarzeniach w Medjugorju nie jest możliwa, dlatego, że wnikamy w tajemnicę Boga i tajemnicę człowieka. A to są tajemnice, których dna nie widać. Do tego można podejść fenomenologicznie i ocenić sytuację możliwie szeroko i możliwie głęboko, ale to nigdy nie będzie wyczerpujące. Dokonują się tam rzeczy duchowe, bardzo często zaskakujące i głębokie, ale tylko Pan Bóg wie, co znajduje się w sercu człowieka.

W sumie, w Bośni i Hercegowinie przebywałem dwa tygodnie, gdyż poza Medjugorje odwiedziłem Sarajewo i nuncjusza apostolskiego abp. Luigi Pezzuto oraz spotkałem się ze wszystkimi biskupami tego kraju. A wracając spotkałem się z kard. Christophem Schoenbornem w Wiedniu.

KAI: Co najbardziej uderzyło Księdza Arcybiskupa podczas pobytu w Medjugorju?

– Znając kilka innych miejsc objawień Matki Bożej na świecie oraz miejsc pielgrzymkowych takich jak Fatima, Lourdes, Lisieux i Częstochowa, dostrzegam silną specyfikę Medjugorja. Wyraża się ona m. in. w ogromnej dynamice wzrostu tego miejsca i jednocześnie niezwykłą kreatywność dzieł, które tam powstają. Tego nie ma w innych miejscach.

KAI: Jak można opisać atmosferę Medjugorja, duchowość?

– Za pomocą kilku prostych słów: Modlitwa, cisza, skupienie, Eucharystia, adoracja, post, sakrament pojednania. To są mocne strony tego miejsca. Ludzie, z którymi się rozmawia, zauważają przede wszystkim nadzwyczajną atmosferę skupienia. I milczenia. Na wszystkich formacjach wymagane jest milczenie. Bardzo rozwinięte są nabożeństwa adoracyjne. Oczywiście, jest kult maryjny, ale jest on w swej istocie chrystocentryczny. Obecne są wszystkie klasyczne nabożeństwa: Droga Krzyżowa, Różaniec – idąc od Podbrdo, gdzie miały miejsce objawienia aż do Kriżevacu. Cała ta topografia jest naturalnym zapleczem tego miejsca. Są wzruszające momenty, gdy ludzie, nawet bardzo leciwi, wchodzą na kolanach po kamieniach na wzgórze objawień. Kamienie są już trochę wypolerowane.

Specyfiką miejsca jest też wyeliminowanie elementów turystycznych. Franciszkanie są bardzo uwrażliwieni na tym punkcie. Jest to czysto pielgrzymkowe miejsce, nikt nie przyjeżdża, żeby zaspokoić ciekawość.

Jest i aspekt komercyjny, ale na dość wysokim poziomie, np. księgarnia z bardzo pięknymi dewocjonaliami, wytwarzanymi na miejscu. Ale dominują skupienie i adoracja. Paleta propozycji dla pielgrzymów jest bardzo bogata, codziennie są dwie katechezy dla pielgrzymów. Wszyscy pozostają pod rzetelną opieką duszpasterską.

KAI: Kiedy patrzy się na przybywających ludzi, na pielgrzymów, jakie sprawiają wrażenie?

– Wszyscy są bardzo radośni. Gdy ich spotykałem, cieszyli się, byli bardzo otwarci. I są tam przedstawiciele wszystkich pokoleń, nie ma dominacji konkretnych grup wiekowych. Młodzi pomagają starszym, np. młodzi członkowie Cenacolo wnoszą na swoistych „sediach gestatoriach” niepełnosprawnych na Podbrdo. Nie jest wysoko, ale trzeba iść po kamieniach. Czy na Kriżevać, który ma znaczną wysokość. To ciężka robota.

KAI: Jaką pomoc duszpasterską otrzymują pielgrzymi, na jakie posługi sakramentalne i duchowe mogą liczyć? Jaką formację otrzymują?

– Rdzeniem, tak jak i w innych ośrodkach pielgrzymkowych, jest modlitwa, liturgia i nawiedzanie tych miejsc, gdzie według przekazu, dokonywały się objawienia. W każdy piątek jest Droga Krzyżowa na górę Kriżevac.

Zaś liturgia w kościele w Medjugorju jest ułożona w cyklu tygodniowym. Każdego dnia jest poranna Msza św., po południu odmawiany jest Różaniec. Blok wieczorny rozpoczyna konferencja albo wspólna modlitwa. O 18-tej jest główna Msza św., a po niej modlitwa dziękczynienia o uzdrowienie. Dzień wieńczy adoracja Najświętszego Sakramentu. W piątki adorowany jest krzyż. W ten sposób Msza św. i Chrystus są zawsze w centrum wydarzeń.

Są też masowe wydarzenia, na przykład festiwal młodych. Odbywa się on w lipcu i bierze w nim udział 50-70 tys. młodych z całego świata. A skoro nie mieszczą się w kościele, to za kościołem został wybudowany ogromny, płaski amfiteatr z polowym ołtarzem pod dachem. Jest tam kilka tysięcy miejsc na składanych krzesełkach. Infrastruktura jest więc zapewniona, choć niedostateczna, a franciszkanie nie mają pozwoleń na rozbudowanie tego, co jest.

Ale oprócz tego w Medjugorju bardzo silny akcent jest położony na formację chrześcijańską – poprzez różne formy katechezy, rekolekcji czy seminariów. Już dwadzieścia dwa razy, co roku, są organizowane seminaria, które gromadzą po kilkaset osób z kilkudziesięciu krajów. Organizują je franciszkanie. Odbywają się w wybudowanym przez nich ośrodku rekolekcyjnym Domus Pacis, a jeśli grupy są większe, do ich dyspozycji jest budynek nazwany Aulą Jana Pawła II. Mieści kilkaset osób, składa się z kilku modułów, dzięki czemu zależnie od potrzeb może być dłuższy lub krótszy.

Znakomicie zorganizowane są tłumaczenia. Jest specjalna sala, w domu Radia Medjugorje znajduje się 18 kabin do tłumaczenia na różne języki. Jedna z nich jest na język polski. Każdy tłumacz ma przed sobą ekran, na który transmitowane są uroczystości z kościoła czy innych miejsc na terenie Medjugorja. Wszędzie zainstalowane są kamery. Każdy język tłumaczony nadawany jest na innych częstotliwościach, co pielgrzymi mogą odbierać choćby na swoich komórkach.

KAI: Zwykły pielgrzym, który tam przyjedzie, może brać udział w seminariach?

– Tak. Jest to standardowy element programu. Seminaria nakierowane są na pogłębienie wiary pielgrzymów. Są też seminaria dla przewodników grup, które przyjeżdżają do Medjugorja. Chodzi o to, aby ci, którzy oprowadzają innych, sami wzrastali duchowo, tak aby pielgrzymi otrzymywali prawidłową formację. Organizowane są też seminaria wyspecjalizowane, np. dla księży. Kapłani z całego świata przyjeżdżają w początkach lipca na tygodniowy pobyt. Na jego program składa się m. in. nawiedzanie miejsc pielgrzymkowych, uczestnictwo w liturgii, tematyczne konferencje. Są też seminaria dla małżeństw i rodzin oraz dla przedstawicieli zawodów medycznych. Od dwóch – trzech lat organizowane są seminaria dla osób zainteresowanych problematyką pro life. Odrębne seminaria przeznaczone są dla ludzi poranionych, takich, którzy przeżyli dramatyczną sytuację lub sami zrobili coś złego i potrzeba im uzdrowienia.

KAI: Jaka jest geografia pielgrzymek przybywających do Medjugorja?

– Najliczniejsze grupy pochodzą z Włoch i z Polski. W tej chwili liczba pielgrzymów z tych krajów jest porównywalna. A ponadto przybywający pochodzą z osiemdziesięciu krajów: Ameryki Północnej i Południowej, Australii i Nowej Zelandii, Filipin. Przybywają z całego świata. Jest bardzo wielu pielgrzymów z Korei Południowej.

Trzeba pamiętać, że Medjugorje ma swoją sieć światową. Ma bardzo liczne ośrodki, tzw. Centra Pokoju, w Hiszpanii, Niemczech, Ameryce Południowej. W Polsce taki ośrodek znajduje się w Piotrkowie Trybunalskim. Wydaje po polsku biuletyn, wszystkie ośrodki prowadzą strony internetowe. Są też obecni w mediach społecznościowych, na Facebooku, Twitterze, Instagramie, itd.

KAI: Kustoszami sanktuarium są franciszkanie…

– Medjugorje nie jest sanktuarium, taki status nie został mu dotąd przyznany. Jest to parafia, od wieków powierzona opiece franciszkanów. Jest tam dwunastu ojców, nie jest to duży zespół, ale bardzo dobrze pracują. Podziwiam ich zaangażowanie. We wspólnocie zakonnej jest bardzo dobra atmosfera. Oprócz franciszkanów w obsłudze pielgrzymów pomagają mieszkający tam na stałe księża rezydencjalni: Włoch, Polak z diecezji warmińskiej oraz dominikanin języka angielskiego. W sumie niewielka ekipa. Ponadto posiłkują się księżmi, którzy tam przyjeżdżają.

Warto zwrócić uwagę, że franciszkanie koncentrują się na posłudze duchowej a nie zapewniają np. bazy noclegowej dla pielgrzymów. Oprócz Domus Pacis nie prowadzą hoteli, bo miejscowi sami te hotele budują. Podobnie jest w Licheniu czy w Lourdes, które jest drugim miastem hotelowym we Francji, po Paryżu. Autokary stoją we wszystkich uliczkach, są też restauracje, sklepy z dewocjonaliami.

KAI: Księże Arcybiskupie, co jest największym fenomenem w Medjugorju, poza oczywiście domniemanymi objawieniami?

– Fenomenem Medjugorja są spowiedzi. Po bokach kościoła pw. św. Jakuba są dwa długie, specjalnie wybudowane pawilony, w których jest pięćdziesiąt konfesjonałów. Są one zadaszone, nie przeszkadza więc skwar czy deszcz. Ludzie stoją w długich kolejkach i mają możliwość odbyć spowiedź w kilkunastu językach.

Rozmawiałem ze spowiednikami, pracującymi na miejscu. Mówili, że wystarczy posłuchać spowiedzi przez godzinę, żeby być świadkiem rzeczywistych nawróceń. Bardzo wiele jest głębokich spowiedzi, które są spowiedziami generalnymi. Często ktoś się spowiada po kilkudziesięciu latach, bo go łaska tak silnie dotknęła. Wystarczy jedna godzina.

KAI: Kto spowiada?

– Głównie franciszkanie, ale korzystają też z posługi księży, którzy przyjeżdżają z grupami pielgrzymów. Księża ci muszą się zarejestrować w biurze pielgrzymkowym, okazać ważny celebret i dopiero wtedy dostają identyfikator, który ich upoważnia do czynności liturgicznych, również do słuchania spowiedzi.

KAI: Inną specyfiką Medjugorja są liczne dzieła miłosierdzia…

– Oprócz wymiaru formacyjnego, kolejny, bardzo rozwinięty w Medjugorju zakres działań, to wymiar charytatywny. Przez lata działał tu wielkiej klasy charyzmatyk, franciszkanin, ojciec Slavko Barbarić. To był wulkan energii, który nakręcał wszystkie inicjatywy, które dziś istnieją. Po kilkunastu latach działalności, zmarł nagle na Kriżevacu w roku 2000. Stworzył m. in. Wioskę Maryi, złożoną z całej kolonii domów. W tych domach mieszkają sieroty biologiczne lub społeczne, dzieci nieprzystosowane, z problemami. Do ich przedszkola przychodzą także dzieci z wioski i okolic. Stali mieszkańcy mieszkają w „gniazdach”, z dwójką dorosłych opiekunów – wolontariuszy. Są wśród nich m. in. siostry franciszkanki. „Gniazda” te są umeblowane jak normalne mieszkania, a grupy są niewielkie, liczą około osiem osób. To zapewnia rodzinną atmosferę. Dzieci mają opiekę medyczną, stomatologiczną, gdyż przy wiosce funkcjonują gabinety lekarskie czy psychologiczne.

Drugim takim miejscem jest Dom Ojca Miłosiernego, nawiązujący w swej nazwie do przypowieści o Synu Marnotrawnym. Mieszkają tam mężczyźni po przejściach – narkomani, byli więźniowie, alkoholicy, uzależnieni. Żyją według benedyktyńskiej reguły „Ora et labora” – uczą się modlić i pracować. Są tam rozmaite atelier, gdzie wykonują dewocjonalia. Obserwowałem wytatuowanego mężczyznę, który małym świderkiem robił dziurki w paciorkach różańca.

Dom Ojca Miłosiernego ma też fermę i ogrody, gdzie ci mężczyźni pracują, co ma duże znaczenie dla ich terapii. Na fermie są świnie, bo „pensjonariusze” mają pamiętać o losie syna marnotrawnego, który, gdy odszedł od Ojca, wylądował wśród świń. Zresztą stało się to dlań bezpośrednim motywem nawrócenia. Ośrodek prowadzi franciszkanin, któremu pomagają zrehabilitowani mężczyźni. Mają oni takiego „nosa”, że żaden były oszust czy narkoman ich nie nabierze.

Jest też Dom Matki Kryspiny dla samotnych matek z dziećmi i kobiet w ciąży. Mieszkanki mogą tam przebywać do czasu usamodzielnienia się.

Te ośrodki charytatywne są dojrzałym owocem wiary w tym miejscu. W innych wielkich centrach pielgrzymkowych takich dzieł nie ma na podobną skalę. Jest kilka w Lourdes – ale dla chorych na krótkie pobyty. Nie ma natomiast ośrodków, w których mieszkańcy przebywaliby na stałe bądź przez długi czas.

KAI: W Medjugorju rodzą się też wspólnoty duchowe.

– Jak grzyby po deszczu. Wiele z nich przybywa z zewnątrz i się tam implantuje, na przykład włoskie Cenacolo, które opiekuje się młodymi ludźmi po przejściach. Przedziwne zjawisko, bo wytatuowani skeanheadzi zachowują się jak ministranci. Podczas liturgii tańczą, śpiewają, są bardzo zaangażowani, nie nudzą się.

Jest francuska Wspólnota Błogosławieństw. Ma skład międzynarodowy: Włoszka, Francuzka, Austriaczka, ze dwanaście osób. Mają piękny dom, dwie kaplice. Działają w wymiarze międzynarodowym, jedna z sióstr pisze książki, wydawane na całym świecie.

W sumie jest tam około trzydziestu grup i wspólnot. Nie byłem w stanie do wszystkich dotrzeć. Wśród nich są całkiem nowe, które w Medjugorju zaczęły się wykluwać. Jedna z nich ma nastawienie ekumeniczne, zorientowane na Wschód, na Ukrainę. Na jej czele stoi Ukrainka, katoliczka obrządku łacińskiego. Szukają i rozeznają swoją drogę. Odbyłem rozmowy ze wszystkimi przełożonymi wspólnot, u których gościłem.

KAI: A jak prezentuje się w Medjugorju sprawa uzdrowień?

– Jest tam codzienna modlitwa o uzdrowienia. To nic nadzwyczajnego, o to modlimy się w każdej parafii. W Medjugorju uzdrowienia mają miejsce. A ich dokumentacja przechowywana jest w profesjonalnie prowadzonym miejscowym archiwum. Zbierana jest tam dokumentacja medyczna każdego przypadku. Podobnie jak w Lourdes czy innych sanktuariach o dłuższej tradycji.

KAI: Jeżeli wspomnieć słowa Pana Jezusa: „Po owocach i poznacie”, wniosek co do fenomenu Medjugoria może być tylko jeden?

– Jest tam bardzo budująca atmosfera duchowa. I wciąż powstają nowe inicjatywy, na przykład coroczny Marsz Pokoju, który rozpoczął się w czasie wojny na Bałkanach w latach dziewięćdziesiątych. Idą jedenaście kilometrów z miejscowości Humak, gdzie też jest klasztor franciszkański, do Medjugorja. Modlą się w intencji pokoju i chcą przekazać tę modlitwę całemu światu. Matka Boża objawiła się widzącym jako Królowa Pokoju. A zaczął się ten marsz w czasie, gdy trwała wojna. Wówczas o. Barbarić zaopiekował się sierotami wojennymi.

KAI: Ksiądz Arcybiskup podkreśla zdecydowany chrystocentryzm, wokół którego skoncentrowane są działania duszpasterskie w Medjugorju. Mówi, że nie ma problemów z ortodoksją, są natomiast napięcia i trudne relacje franciszkanów z miejscowym biskupem.

– Owszem, są pewne problemy natury kanoniczno-administracyjnej, ale – moim zdaniem – są one do rozwiązania. Natomiast nie zajmowałem się badaniem treści objawień, bo nie jest to moja rola. Ale mogłem się zorientować, że w zasadzie nie ma błędów doktrynalnych w ich treści. Co prawda zarzuca się, że widzący nieraz dziwnie się wyrażają. Ale przecież są to ludzie, którzy nie mają formacji teologicznej, więc wyrażają się tak, jak czują i potrafią.

KAI: Patrząc na objawienia maryjne w innych miejscach świata zauważymy, że podobnie jak tu, nikt z wizjonerów nie miał wykształcenia teologicznego, Bernadetta z Lourdes nie potrafiła nawet pisać, dzieci z Fatimy – Hiacynta, Łucja i Franciszek też nie.

– Łucja otrzymała dopiero później solidną formację z zakonie. Mogła publikować, i podobnie jak ci z Medjugorja, miała objawienia przez całe życie. Widzący z Medjugorja też mają do dziś objawienia, obliczono, że dotychczas było ich w sumie 40 tysięcy. Moim zdaniem nie jest to jakaś istotna przeszkoda.

A kiedy rozmawiałem z widzącymi, uderzyło mnie, że są to ludzie bardzo zrównoważeni. Widziałem się z czterema z nich. To są panie, które podczas pierwszych objawień w 1981 r. były nastolatkami, a dziś mają wnuki. Wszyscy założyli rodziny. Zresztą wątek dotyczący rodziny w tych objawieniach jest bardzo silny. Niektórzy zarzucają widzącym, że nie zostali księżmi czy zakonnicami, jak np. Łucja Santos. Ale świat zmienił się od tego czasu a zakon nie jest jedyną drogą do realizacji chrześcijańskiego powołania. Ludzie ci żyją w świecie i poszli drogą sakramentu małżeństwa. Bardzo dobrze, gdyż mogą pokazać piękno życia rodzinnego, które w dzisiejszym świecie jest bardzo zagrożone.

KAI: Medjugorje to z jednej strony – jak podkreśla Ksiądz Arcybiskup – miejsce bardzo płodne duchowo, o dobrej atmosferze skupienia i adoracji, gdzie nie da się stwierdzić błędów doktrynalnych czy innych odchyleń. A z drugiej strony mamy tam bardzo trudne relacje z biskupem miejsca, Ratko Perićem. Czy to nie paradoks?

– Znana jest pozycja biskupa Perića, która jest negatywna. Od czasu rozpoczęcia objawień mamy już kolejnego ordynariusza. Pierwszy, za którego posługi zaczęły się objawienia, bp Pavel Žanić, który zmarł w 2003 r., uważał, że jest to oszustwo. Obecny jest kontynuatorem tej postawy. Twierdzi, że objawienia te nie mają charakteru nadprzyrodzonego.

Tymczasem w objawieniach z Medjugorja Matka Boża nie proponuje nic innego, niż to, o co Kościół apeluje w Wielkim Poście. A jest to post, modlitwa i jałmużna. W Medjugorju praktykowany jest post w środę i piątek (o chlebie i wodzie), toczy się nieustanna modlitwa, a jeśli chodzi o jałmużnę, powstały tu liczne dzieła społeczne.

Prowadzone są też tygodniowe rekolekcje „o chlebie i wodzie”. Ich uczestnicy trzy razy dziennie dostają chleb i wodę. Chleb jedzą bardzo powoli, posiłek trwa około godziny. Długo trzymają chleb w ustach, chodzi o to, by dobrze zapamiętać jego smak.

KAI: A jak biskup Perić odnosi się do owoców duszpasterskich, czy one go nie przekonują?

– Jest to sytuacja analogiczna do niektórych innych objawień maryjnych, np. tych z Ile-Bouchard we Francji w 1947 r. Nie zostały one uznane, ale jednocześnie został dopuszczony kult. Kult maryjny nie musi istnieć w powiązaniu z objawieniami.

A tym bardziej kult ten jest zrozumiały w Medjugorju, gdzie Matka Boża przedstawia się jako Królowa Pokoju. To nic nowego ani niepokojącego. Jest to jedno z wezwań z Litanii Loretańskiej. Na całym świecie jest mnóstwo parafii pod tym wezwaniem. A znany polski artysta Mariusz Drapikowski robi ołtarze dla sanktuariów Matki Bożej Królowej Pokoju w Betlejem, Kazachstanie, Jamusukro, Kibeho.

A jeśli spojrzymy na sanktuarium w Kibeho, to analogia z Medjugorje jest wyraźna. Najpierw miejscowy biskup J.B. Gahamanyi zezwolił tam na kult, a dopiero później kontynuował badania prawdziwości objawień. Jestem przekonany, że jakiekolwiek zakazy kultu czy przyjazdów do Medjugorja nie znajdą uzasadnienia.

Dlatego podczas niedzielnej Mszy w Medjugorju, jaką odprawiłem dla wiernych, powiedziałem, że ten kult trzeba rozwijać. Nie ma przecież żadnych przeszkód doktrynalnych ani kanonicznych, by czcić Matkę Bożą w dowolnym miejscu na świecie.

KAI: A czy możliwe jest uznanie prawdziwości tych objawień przez Stolicę Apostolską, jeśli biskup miejsca uważa je za nieprawdziwe?

– Jest to możliwe. Słyszałem, że watykańska komisja, która pracowała pod przewodnictwem kard. Camilo Ruiniego orzekła, że pierwszych siedem objawień jest prawdziwych, choć nie zostało to dotąd oficjalnie opublikowane. Na temat późniejszych się nie wypowiadała, gdyż wychodziła z założenia, że trzeba zobaczyć jakie będą ich skutki.

KAI: Padały zarzuty, że objawienia w Medjugorje są zbyt liczne, że Matka Boża jest zbyt gadatliwa?

– Można przywołać św. Faustynę, która codziennie rozmawiała z Panem Jezusem przez wiele lat. Nie powinna to być istotna przeszkoda. Oczywiście, trzeba być wrażliwym na każdy aspekt, także na możliwość zaburzeń psychicznych oraz uważać na postawę „nawiedzenia”. Jednak widzący zostali gruntownie przebadani przez gremia wybitnych specjalistów, psychiatrów i psychologów. Nie stwierdzono patologii. Była to zdrowa młodzież ze zdrowych rodzin.

Do dziś wszyscy oni żyją w małżeństwach i żadne się nie rozpadło. Żaden z widzących nie przeszedł kryzysu wiary. Jakov Czolo, najmłodszy z nich, który miał wtedy dziesięć lat, i bardzo tam rozwija duchowość Medjugorja. Prowadzi akcję ”Ręce Maryi”, rodzaj Caritas parafialnej, bo ponoć Matka Boża mu powiedziała, że winniśmy być „Jej rękoma” w stosunku do biednych i potrzebujących.

KAI: A może powodem postawy biskupa są zaszłości historyczne, gdyż całe Bałkany były kiedyś franciszkańskie, co generowało konflikty z hierarchią?

– Była trudna faza, kiedy franciszkanie musieli oddawać diecezjom swoje prowadzona przez stulecia parafie. A ludzie się z tym nie zgadzali, gdyż franciszkanie byli tam od wieków i przeżyli najtrudniejsze czasy tureckie. W Bośni jest pięć parafii, o które diecezje toczą spór z franciszkanami. Ale dziś przeważa postawa dialogu i toczą się rozmowy między biskupami a franciszkanami.

KAI: Jakie wnioski wyciąga Ksiądz Arcybiskup w swym raporcie dla Stolicy Apostolskiej, czy uchyli rąbka tajemnicy?

– Mogę powiedzieć tylko, że wnioski są pozytywne. Zresztą Ojciec Święty już w samolocie, wracając z Fatimy, wypowiedział się na temat Medjugorja, a teraz wysłał tam kard. Simoniego z Albanii i poprosił, aby głosił tam dobre słowo.

Sądzę, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Zresztą moja misja nie miała na celu zamknięcia Medjugorja, ale ocenę, czy prowadzone tam duszpasterstwo jest właściwe, zgodne z doktryną i nauczaniem Kościoła, skuteczne i dobrze zorganizowane. We wnioskach stwierdzam, że tak jest. Od strony duszpasterskiej moja ocena jest bardzo pozytywna. Zatem prowadzone obecnie działania duszpasterskie, porządek liturgiczny oraz konferencje, powinny być kontynuowane.

KAI: A czy Ksiądz Arcybiskup proponuje jakieś udoskonalenia, reformy?

– Dużo jest do zrobienia w sferze infrastruktury, w sferze prawnej i administracyjnej. Musi powstać np. wspólny plan przestrzenny, gdyż wszystko co tam stoi, zostało zbudowane nieco chaotycznie. Dla bezpieczeństwa cały teren powinien być ogrodzony, gdyż jest co prawda brama, ale od tyłu ogrodzenia nie ma, choć jest straż mundurowa, która eliminuje tych, którzy przyjeżdżają w innych celach niż pobożne.

KAI: A czy po raporcie Księdza Arcybiskupa możliwa jest zmiana stanowiska, odnośnie do organizacji pielgrzymek przez Kościół, co obecnie jest zakazane?

– Można pielgrzymować. Natomiast nie można było organizować oficjalnych pielgrzymek z udziałem biskupów, itd. Ale nie jest to już aktualne. Przecież było tam czterech kardynałów, wielu biskupów i tysiące kapłanów, którzy towarzyszą wiernym. Sytuacja na dziś jest taka, że pielgrzymek nie powinny organizować oficjalne struktury Kościoła, diecezje bądź parafie. Mogą jednak przyjeżdżać grupy wiernych wraz z księdzem.

Zresztą tego ruchu nic nie powstrzyma i nie należy go powstrzymywać, bo wyrastają zeń dobre owoce. Jest to jedno z najbardziej żywych miejsc modlitwy i nawróceń w Europie – o zdrowej duchowości.

KAI: Czy raport Księdza Arcybiskupa może przyczynić się do uznania objawień?

– Bezpośrednio nie, gdyż dotyczy czegoś innego. Wszystko wskazuje na to, że objawienia będą uznane, być może jeszcze w tym roku. Nie zapominajmy, że Kongregacja Nauki Wiary przekazała całą dokumentację dotyczącą objawień do Sekretariatu Stanu, który teraz nad tym pracuje.

Konkretnie rzecz biorąc, sądzę, że możliwe jest uznanie autentyczności pierwszych objawień, tak jak to zaproponowała komisja kard. Ruiniego. Zresztą trudno o inny wyrok, gdyż trudno wierzyć, aby sześcioro widzących kłamało przez 36 lat. To, co mówią, jest spójne. Nie ma wśród nich ludzi nawiedzonych czy zaburzonych psychicznie. Potężnym argumentem za autentycznością objawień jest wierność doktrynie Kościoła.

Jeżeli objawienia, a przynajmniej siedem pierwszych, zostanie uznanych, będzie to ogromny bodziec rozwojowy dla Medjugorja.

KAI: Ksiądz Arcybiskup swoim diecezjanom rekomendowałby wyjazd do Medjugorja?

– Jak najbardziej. Mówiłbym, że jest to pielgrzymka duchowej przemiany, nawrócenia i umocnienia wiary – gdyż wszystkie te elementy tam się realizują.

KAI: Dziękujemy za rozmowę.

http://niedziela.pl/artykul/30635/Medjugorje—tajemnica-ktorej-dna-nie

Posted in Matka Boża, Religia, Wywiady | Leave a Comment »

Sok z marchwi to POTĘŻNA broń w walce o zdrowie!!!

Posted by tadeo w dniu 3 sierpnia 2017

Oto kilka cudownych właściwości soku z marchwi:

Zmniejsza ryzyko zachorowania na nowotwór

Sok z marchwi to POTĘŻNA broń w walce o zdrowie!!!

Beta-karoten zawarty w marchwi zabezpiecza przed rakiem. Wiele badań wykazało, że witamina A, wytwarzana z karotenu, rozbija wolne rodniki, które mogą powodować uszkodzenia komórek, co w efekcie może doprowadzić do rozwoju nowotworu. Szczególnie przydatne przy profilaktyce raka piersi i skóry.

Zapobiega starzeniu się

Wysoka zawartość beta-karotenu, który przez nasze organizmy zamieniany jest na witaminę A, spowalnia proces starzenia się i zapobiega degradacji komórek. Witamina A sprzyja produkcji kolagenu w skórze, dzięki czemu poprawia jej elastyczność. To także silny antyutleniacz, który pomaga zwalczać uszkodzenia skóry wywołane wolnymi rodnikami.

Poprawia trawienie

Kolejnym pozytywnym aspektem działania soku marchwiowego jest stabilizowanie układu trawiennego. Marchew stanowi ponadto doskonałe źródło błonnika, minerałów i enzymów wspomagających trawienie i zapobiegających rozwojowi wrzodów żołądka.

Zmniejsza ryzyko zachorowania na nowotwórBeta-karoten zawarty w marchwi zabezpiecza przed rakiem. Wiele badań wykazało, że witamina A, wytwarzana z karotenu, rozbija wolne rodniki, które mogą powodować uszkodzenia komórek, co w efekcie może doprowadzić do rozwoju nowotworu. Szczególnie przydatne przy profilaktyce raka piersi i skóry.

Oczyszcza wątrobę

Jednym z cudownych efektów regularnego, codziennego picia soku z marchwi jest także to, że wspiera on wątrobę w procesie oczyszczania organizmu z substancji toksycznych. Wysokie dawki witaminy A produkowanej z soku, doprowadzą do redukcji otłuszczenia wątroby, co z kolei poprawi jej funkcjonowanie. Pij zatem sok tak często jak to możliwe, aby poziom witaminy A w organizmie był zawsze wysoki.

Poprawia funkcjonowanie mięśni

Sok marchwiowy stanowi bogate źródło potasu, dzięki któremu poprawia się działanie naszych mięśni. Potas zapobiega skurczom, oraz wspomaga prawidłowe działanie systemu nerwowego, więc może być niezwykle korzystnym rozwiązaniem problemu niewydolności mięśniowych i transportu ważnych substancji odżywczych zapobiegających spazmom.

Wspomaga system odpornościowy

Duża szklanka soku marchwiowego dostarczy organizmowi około 35% dziennej dawki witaminy C, której potrzebujesz aby wzmocnić odporność na choroby. Bez witaminy C organizm nie zwalczy infekcji i zakażeń, co przełoży się na wyższą skłonność do łapania przeziębień i innych dolegliwości.

http://www.fronda.pl/a/sok-z-marchwi-to-potezna-bron-w-walce-o-zdrowie,93206.html

Posted in Zdrowie jest najważniejsze | Leave a Comment »

Tragedia znanej polskiej piosenkarki. W przeszłości zdecydowała się na…

Posted by tadeo w dniu 2 sierpnia 2017

Piosenkarka Katarzyna Sobczyk zmarła 28 lipca 2010 r. w hospicjum na Ursynowie. Ostatnio pojawiła się dotąd nieopublikowana rozmowa z nią. Życzyła sobie by jej słowa zostały opublikowane dokładnie 7 lat po jej śmierci. Z wywiadu możemy dowiedzieć się o tragedii jaka spotkała ją w młodości.

W rozmowie przed śmiercią Sobczyk wyznała tragiczną tajemnicę ze swojej przeszłości:

Zabiłam. Miałam wtedy 18 lat. Byłam w ciąży, z saksofonistą. Bardzo go kochałam i on mnie wtedy też kochał.  Powiedział: fajnie, będziemy mieli dziecko. Niczym się nie przejmuj, tylko jeszcze zaśpiewaj w Opolu. Zaśpiewałam i za tę piosenkę: „Nie wiem, sama nie wiem, czy to warto kochać ciebie”. Dostałam nagrodę. 1965 rok. A potem on zaprowadził mnie do lekarza i usunęliśmy tę ciążę. Byłam w takiej rozpaczy, płakałam dzień i noc, gorączkowałam, umierałam prawie. Ale Bóg pozwolił mi przeżyć. Kiedy przyznałam się mamie, powiedziała: córcia, co ty zrobiłaś, przecież ja bym ci to dziecko wychowała, pomogłabym ci. Ale było za późno. Wiesz, że ten dzieciaczek śni mi się? Wyciąga rączki: mama, mama. Budzę się na poduszce mokrej od łez. – powiedziała Sobczyk.

Jedyne, co mogłam wtedy zrobić, to zerwać z tym chłopakiem. Nie chciałam na nikogo patrzeć. Moja wielka miłość mi minęła.  Została krzywda. Nie mogłam z nim być, bo on nie chciał dziecka – stwierdziła piosenkarka.

Katarzyna Sobczyk odchodziła pojednana z Bogiem, świadoma kresu swych dni mówiła:

W tym raju więc oddychasz z ulgą. Wszystko cię cieszy, wszystkie grzechy masz odpuszczone. Nic cię nie boli. I spotykasz znajomych, spotykasz Boga. Tak bardzo się cieszę, że go mam. Spotykasz facetów, których najbardziej kochałaś. Już nie tęsknisz. Ja nawet nie wiem, czy ten raj jest wysoko, czy tutaj, obok, na ziemi. Nieważne. Ani nie wiem, jak szybko tam trafię. Czuję, że zanim uzyskam wybaczenie, minie dużo czasu.

http://malydziennik.pl/tragedia-znanej-polskiej-piosenkarki-w-przeszlosci-zdecydowala-sie-na,6834.html

Posted in Wspomnienia, Świadectwa | Leave a Comment »

Matka Boska Berdyczowska – ozdoba Ukrainy, Wołynia i Podola

Posted by tadeo w dniu 29 lipca 2017

fifth_29

W Berdyczowie było jedno z trzech, największych, obok Częstochowy i Ostrej Bramy, sanktuariów maryjnych na terenach dawnej RP.

Matka Boża Berdyczowska nazywana była Królową i Ozdobą Stepów Ukrainy, Wzgórzy Podola i Wołyńskich lasów.

 

BerdAPC - 2017.07.29 19.30 - 001.3d

W posiadaniu rodu Tyszkiewiczów od dawna znajdował się cudowny obraz Matki Boskiej, malowany na płótnie naklejonym na cyprysową deskę i będący wierną kopią rzymskiego wizerunku Matki Boskiej Śnieżnej. W XVII w. obraz należał do wojewody kijowskiego Janusza Tyszkiewicza, który w 1630 r. ufundował w Berdyczowie jako wotum kościół i klasztor karmelitów.

Powstanie wizerunku przypisuje się pewnej legendzie. Janusz Tyszkiewicz, wojewoda kijowski w 1626 r. przebywał w tureckiej niewoli. We śnie zobaczył nieznanych mu zakonników, wstawiających się za jego uwolnieniem. Otrzymał też wtedy zalecenie ufundowania dla Matki Bożej świątyni i klasztoru i uczynienia go niezdobytą fortecą. Wydobywszy się cudownie z niewoli, wojewoda chciał wypełnić złożoną obietnicę. Będąc w Lublinie zobaczył Karmelitów Bosych. Poznał w nich zakonników ze swojego snu. Dla nich ufundował w Berdyczowie w latach 1634-1642 kościół i klasztor. Do świątyni ofiarował kopię obrazu Matki Bożej Śnieżnej, która od dawna znajdowała się w domu Tyszkiewiczów.

maryjaWP_20170712_12_01_27_Pro

W części dolnej świątyni umieścił podobiznę Madonny – tyleż piękną, co głęboko czczoną. Wkrótce obraz zasłynął cudami do tego stopnia, że Berdyczów stał się znany w okolicy. Otoczona niesłabnącym kultem ikona, określana przez ówczesnych kaznodziejów i poetów jako „Ozdoba Berdyczowa”, „Ozdoba Ukrainy, Wołynia i Podola” bądź „Obrona polskiej Korony od granic ukraińskich”, przechodziła burzliwe, nieraz dramatyczne dzieje, co nie wpłynęło bynajmniej na liczbę „cudownych łask”, notowanych w skrupulatnie prowadzonym Summaryuszu.

Madonna Berdyczowska koronowana była trzykrotnie. Złote korony wieńczące skronie Maryi i Dzieciątka padły bowiem łupem złodziei. Drugi raz koronacji dokonano 16 lipca 1756 r. wizerunek uroczyście ukoronowano ufundowanymi przez papieża Benedykta XIV szczerozłotymi koronami, ozdobionymi dziesięcioma szmaragdami dokładnie sto lat po pierwszej koronacji. Po kolejnej kradzieży nowe korony przesłał papież Pius IX.
Z początkiem minionego stulecia kościół w Berdyczowie poddano gruntownej renowacji. W 1917 r. przejęli go ojcowie jezuici, zaś rok później karmelici. Kiedy zmarł ostatni z braci w 1926 r., władze bolszewickie zamieniły dolny kościół na kino. W kościele górnym urządziły muzeum ateizmu. Obraz Madonny pokazywali jako religijny przeżytek. Sam obraz istniał do 1941 r., kiedy to zaginął po pożarze świątyni berdyczowskiej. Od tego czasu los obrazu pozostaje nieznany.

APC - 2017.07.29 20.09 - 001.3d

 

Nowy obraz Madonny został namalowany w 1991 r. na jednolitej płycie z wodoodpornej prasowanej sklejki o wymiarach 143 x 93 cm w kształcie prostokąta. Na płytę naklejone zostało płótno podobrazia. Po zagruntowaniu płótna wykonana została techniką olejno-żywiczną kompozycja Madonny w typie hodegetrii, na wzór Matki Bożej śnieżnej. Opis formalno-kolorystyczny kompozycji jak w oryginale. Nowy obraz różni się od swego wzoru strukturą materialną, wymiarami i skalą wartości zabytku XVI wieku. Artystka nie trzymała się niewolniczo oryginału. Dokonała udanej trawestacji tła obrazu, wzbogacając je figuralnymi kompozycjami aniołów wokół głowy Madonny i Dzieciątka Jezus oraz umieszczając w zwieńczeniu oko Opatrzności Bożej w trójkącie.

Przeczytaj także:

KORONACJA NOWEGO OBRAZU MATKI BOSKIEJ SZKAPLERZNEJ W BERDYCZOWIE NA UKRAINIE

 

Posted in Matka Boża, Polskie Kresy | Leave a Comment »

„PISZ NA BERDYCZÓW”

Posted by tadeo w dniu 29 lipca 2017

Biskup łucki, Witalij Skomarowski, tłumaczy, skąd się wzięło powiedzenie „Pisz pan na Berdyczów”… Biskup wie, co mówi, bo urodził się właśnie w Berdyczowie.

Przeczytaj cały tekst: Biskup wyjaśnia: Pisz pan na Berdyczów – Kresy http://kresy.wm.pl/250164,Biskup-wyjasnia-Pisz-pan-na-Berdyczow.html#ixzz4oDsa0l5i

Berd APC - 2017.07.29 14.16 - 001.3d

W drugiej połowie XVIII wieku, Radziwiłłowie wystarali się u króla Stanisława Augusta Poniatowskiego o przywilej dla Berdyczowa zezwalający na organizowanie w nim niezwykłej liczby dziesięciu jarmarków rocznie. Między innymi dlatego Berdyczów stał się prawdziwym centrum handlu dalekosiężnego – jednym z najważniejszych między Ukrainą a Koroną. Zjeżdżali się do Berdyczowa regularnie kupcy z najróżniejszych stron Europy. Z tego czasu pochodzi właśnie kupieckie zawołanie … pisz do mnie na Berdyczów – jako że był to w życiu wędrownych kupców jedyny adres, gdzie było pewne, że w przeciągu 2-3 miesięcy na pewno się zjawią. Stąd poste restante Berdyczowa pełniła ważną rolę w przebiegu informacji handlowej. Dziś znaczenie tego zawołania zmieniło swój sens, często bywa używane w sytuacjach, w których jedna osoba chce „spławić” drugą.

Przeczytaj cały tekst: Biskup wyjaśnia: Pisz pan na Berdyczów – Kresy http://kresy.wm.pl/250164,Biskup-wyjasnia-Pisz-pan-na-Berdy…

 

Posted in Polskie Kresy, Znalezione w sieci | Leave a Comment »

Dobre prognozy z proroctwami dla Polski

Posted by tadeo w dniu 22 lipca 2017

APC - 2017.07.22 12.30 - 001.3d
Wiosenne przymrozki obiniżyły plony w tym roku. Zaczęło się od drogich i w niewielkich ilościach truskawek. Obecny czas,  zwany jest sezonem ogórkowym. Tyczy się to telewizji i… Polityki. Następuje tu pewna odwrotność. Ogórków niewiele i drogo, więc trudno nazwać że sezon jest. Polityka, telewizja nie wychamowuje jak to drzewiej w letnim sezonie ogórkowym bywało. Czy słabe plony ogórka mają w tym roku wpływ na politykę która ma nam wypełnić ,, żniwa ogórkowe,, ?
Mimo wielkich emocji słyszymy i potwierdzają się dane o niskim bezrobociu, dobrych prognozach w gospodarce.
Do prognoz dołączyć można…proroctwa. Autorzy tych poniższych proroctw  nie są osobami zwichrowanymi psychicznie lecz ludźmi godnymi czci, uznanymi w Kościele i w swoich społecznościach, w swoim czasie.
Mając niewielki wpływ na życie polityczno- gospodarcze w Polsce pozostaje nam trzymać kciuki na paciorkach i przesuwać za pomyślność Ojczyzny.
Na podstawie książki W. Łaszewski, Proroctwo o Polsce – obietnica i krew, Szczecinek 2010.
  • Św. ojciec Pio:
„Całej ludzkości grozi niebezpieczeństwo. Niebo czekało długo i ostrzegało, ale ludzie się tym nie przejmują. Gdy będzie za późno, wyłoni się duży głaz z nocnej mgły. Nocą nagle, bez wypowiedzenia, rozpocznie się wojna. Z południa przylecą czarne i szare ptaki z taką potęgą, że zmienią widok nieba i ziemi. Czołgi będą miażdżyć domy z ludźmi, z których zwisać będą martwe, zwęglone twarze. Wskutek powodzi znikną wsie i miasta. Kto spojrzy w kierunku zniszczeń wojennych, umrze, bo jego serce nie wytrzyma tak straszliwych widoków. W jedną noc zginie więcej ludzi niż podczas ostatnich dwóch wojen światowych.”
Dalej autor pisze: „Odnosi się wrażenie, że wszystkie złe sygnały przesyłane dziś na ziemię ze świata nadprzyrodzonego nie dotyczą Polski „.
  • Ojciec Andrzej Klimuszko:
„Przez Europę przejdzie fala wojen i kataklizmów, tylko nad Polską nie widzę krwi i zniszczeń, lecz promienne blaski przyszłości” 
 
  • Błogosławiony Bronisław Markiewicz, w sztuce „Bój bezkrwawy”:
„Pokój wam, słudzy i służebnice Pańscy! Ponieważ Pan najwyższy was więcej umiłował aniżeli inne narody, dopuścił na was ten ucisk, abyście oczyściwszy się z waszych grzechów stali się wzorem dla innych narodów i ludów, które niebawem odbiorą karę sroższą od waszej . Oto już stoją zbrojne miliony wojsk z bronią w ręku, straszliwie morderczą. Wojna będzie powszechna na całej kuli ziemskiej i tak krwawa, iż naród położony na południu Polski wyginie wśród niej zupełnie. Groza jej będzie tak wielka, że wielu ze strachu postrada rozum. Za nią przyjdą następstwa jej: głód, mór na bydło i dwie zarazy na ludzi, które więcej ludzi pochłoną aniżeli sama wojna. Ujrzycie zgliszcza, gruzy naokół i tysiące dzieci opuszczonych, wołających chleba. W końcu wojna stanie się religijna. Walczyć będą dwa przeciwne obozy: obóz ludzi wierzących w Boga i obóz niewierzących w Niego. Nastąpi wreszcie powszechne bankructwo i nędza, jakiej świat nigdy nie widział, do tego stopnia, że wojna sama ustanie z braku środków i sił. Zwycięzcy i zwyciężeni znajdą się w równej niedoli i wtedy niewierni uznają, że Bóg rządzi światem i nawrócą się, a pomiędzy nimi wielu żydów. Wojnę powszechną poprzedzą wynalazki zdumiewające i straszliwe zbrodnie popełniane na całym świecie. Wy, Polacy, przez niniejszy ucisk oczyszczeni i miłością wspólną silni, nie tylko będziecie się wzajem wspomagali, nadto poniesiecie ratunek innym narodom i ludom, nawet wam niegdyś wrogim. I tym sposobem wprowadzicie dotąd niewidzialne braterstwo ludów, Bóg wyleje na was wielkie łaski i dary, wzbudzi między wami ludzi świętych i mądrych i wielkich mistrzów, którzy zajmą zaszczytne stanowiska na kuli ziemskiej. Języka waszego będą się uczyć w uczelniach na całym świecie. Cześć Maryi i Najśw. Sakramentu zakwitnie w całym narodzie polskim. Szczególnie przez Polaków Austria podniesie się i stanie się federacją ludów. A potem na wzór Austrii ukształtują się inne państwa. Najwyżej zaś Pan Bóg was wyniesie, kiedy dacie światu wielkiego papieża. Ufajcie przeto w Panu, bo dobry jest, miłosierny i nieskończenie sprawiedliwy. On pokornych podwyższa i daje im łaskę, a pysznych poniża i odrzuca na wieki. Szukajcie przede wszystkim Królestwa niebieskiego, dóbr duchowych, które trwają na wieki, bo co nie trwa na wieki, nie jest dobrem prawdziwym. Tym sposobem zapełnicie niebo, a na tej ziemi znajdziecie szczęście, jakiego świat dać nie może. Polacy, Bóg żąda od was nie walki, jaką staczali najlepsi przodkowie wasi na polach bitew w chwilach stanowczych, ale bojowania cichego, pokornego i znojnego na każdy dzień, szczególnie przeciw nieprzyjaciołom waszych dusz; żąda od was walki w duchu Chrystusowym i w duchu Jego świętych. On chce od was, abyście każdy na swoim stanowisku wiedli przede wszystkim na każdy dzień b ó j  b e z k r w a w y.  Tylko pod tym warunkiem dostaniecie się do nieba, a w dodatku zajmiecie już na tej ziemi świetne stanowisko pomiędzy narodami. Pokój wam!”
  • Kardynał Augustyn Hlond:
„Polska nie zwycięży bronią, ale modlitwą, pokutą, wielką miłością bliźniego i Różańcem. Trzeba ufać i modlić się. Jedyną broń, której Polska używając odniesie zwycięstwo – jest Różaniec. On tylko uratuje Polskę od tych strasznych chwil, jakimi może narody będą karane za swą niewierność względem Boga. Polska będzie pierwsza, która dozna opieki Matki Bożej. Maryja obroni świat od zagłady zupełnej. Całym sercem wszyscy niech się zwracają z prośbą do Matki Najświętszej o pomoc i opiekę pod Jej płaszczem. Nastąpi wielki tryumf Serca Matki Bożej, po którym dopiero zakróluje Zbawiciel nad światem przez Polskę.”
„Nowa Polska będzie dostojna, mocna, wielka, a nawet atrakcyjna i przewodząca właśnie przez to, że szczerzej niż kiedykolwiek i konsekwentniej niż inni oprze swe życie i swą politykę na zasadach Chrystusowych.”
Jesteśmy świadkami zaciętej walki między państwem Bożym a państwem szatana. Wprawdzie walka ta stale się toczy bez zawieszenia broni, walka najdłuższa i najpowszechniejsza, dziś jednak na oczach naszych toczy się ona tak zawzięcie jak nigdy. Z jednej strony odbywa się zdobywczy pochód Królestwa Chrystusowego, z drugiej zaś strony ciąży nad światem łapa szatana, tak zachłannie i perfidnie, jak to jeszcze nigdy nie bywało. Nowoczesne pogaństwo, opętane jakby kultem demona, odrzuciło wszelkie idee moralne, wymazało pojęcie człowieczeństwa. Upaja się wizją społeczeństwa, w którym już nie rozbrzmiewa imię Boże, a w którym pojęcie religii i moralności chrześcijańskiej są wytępione bezpowrotnie. Wynik tej rozgrywki pomiędzy państwem Bożym a państwem szatana nie nastręcza wątpliwości. Kościół ma zapewnione zwycięstwo: Bramy piekielne go nie przemogą. Chodzi tylko o to, by każdy człowiek rzucił na szalę tego zwycięstwa zasługę swego moralnego czynu. Od nas zależy, by godzinę triumfu przyspieszyć. Każdy z nas w tym boju ma wyznaczone stanowisko. Kto na swoim posterunku nie daje z siebie wszystkiego, jest zdrajcą sprawy Bożej i naraża na niebezpieczeństwo innych. Kto zaś z tej walki z wygodnictwa się usuwa, jest dezerterem z szeregów oficerskich Chrystusa.”
  • Sługa Boży Kardynał Stefan Wyszyński:
„W Ojczyźnie naszej dopełnia się szczególne misterium, którego znaczenia może jeszcze w pełni nie rozumiemy (…) Tej tajemnicy nie zdołamy przeniknąć! …są to tajemnice Boże.”
  • Ojciec Czesław Klimuszko:
” Polska będzie źródłem nowego prawa na świecie, zostanie tak uhonorowana wysoko, jak żaden kraj w Europie (…). Polsce będą się kłaniać narody Europy. Widzę mapę Europy, widzę orła polskiego w koronie. Polska jaśnieje jak  słońce i blask ten pada naokoło. Do nas będą przyjeżdżać inni, aby żyć tutaj i szczycić się tym.”
” Jeśli chodzi o nasz naród, to mogę nadmienić, że gdybym miał żyć jeszcze pięćdziesiąt lat i miał do wyboru stały pobyt w dowolnym kraju na świecie, wybrałbym bez wahania Polskę, pomimo jej nieszczęśliwego położenia geograficznego. Nad Polską bowiem nie widzę ciężkich chmur, lecz promienne blaski przyszłości.”
  • Św. Malachiasz (1128 rok):
” Polska, powstając majestatycznie jak feniks z popiołów, mężnie zrzuci pęta niewoli i stanie się jednym z mocartsw w Europie.”
  • Matka Najświętsza do Giulio Mancinelliego (1608 rok):
” Dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski? Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do Mnie płoną jego synowie.”
„Ja jestem Królową Polski. Jestem Matką tego Narodu, który jest mi bardzo drogi, więc wstawiaj się do Mnie za nim i o pomyślność tej ziemi błagaj Mnie nieustannie, a Ja będę ci zawsze, tak jak teraz, miłosierną.”
  • LODOVIC ROCCA, franciszkanin, prorok:
„Polska powstanie wolna i będzie jednym z najpotężniejszych mocarstw w Europie. Pod hegemonią Polski Słowianie połączą się i utworzą własne katolicko-Słowiańskie mocarstwo Europy, którego granicami będą: Odra, Nysa, Adriatyk, Bałtyk, Morze Czarne, Dniepr i Dźwina. Wspólnie wypędzą Turków z Europy. Z Konstantynopola zniknie Półksiężyc, a zapanuje z powrotem Krzyż. Przy końcu wojny europejskiej czarny lud przyjdzie Polsce z pomocą, w czasie gdy liście z drzew opadać zaczną. Z gruzów i popiołów powstanie Polska i dojdzie wreszcie do porządku i spokoju w sprawach wewnętrznych. Będzie mieć swojego króla z prastarego rodu książęcego, krwi słowiańskiej, o wielkim umyśle i duchu, a języka polskiego uczyć się będą na wszystkich uczelniach świata. Wielu zdrajców zostanie wygnanych z granic Polski. Najwyżej Bóg wyniesie Polaków, gdy dadzą światu wielkiego papieża. Polska zawrze wieczną przyjaźń z Turcją, która po wieki zachowana będzie.”
  • Siostra Łucja, wizjonerka z Fatimy:
” Naród polski przejdzie drogę odrodzenia. Po raz pierwszy odczyta i zrealizuje prawdziwe cele ludzkości. Od niego zależeć będzie przyszłość Europy (…). W Polsce rozpocznie się odrodzenie świata przez ustrój, który wytworzy nowe prawa.”
  • Niemiecka stygmatyczka Teresa Neumann:
„Wy, Polacy macie do nas, Niemców, żal, bośmy was skrzywdzili. Macie rację. Ale przez to wyście już wszystko odpokutowali. Na nas, Niemców, przyjdzie jeszcze pokuta.Wy możecie czuć się spokojni (…). Za wami wstawia się Czarna Madonna, która będzie chodzić po ziemiach polskich. Wam się już nic złego nie stanie.”
„W języku polskim będą głoszone najmądrzejsze prawa i najsprawiedliwsze ustawy.”
  • Ksiądz Luciano Guerra, rektor sanktuarium w Fatimie, zapowiedział, że Polskę czeka czas katakumb. Zapewniał jednak, że atak ten tylko umiocni Kościół i oczyści go.
  • Matka Boża Bolesna do Mikołaja Sikatki w objawieniach licheńskich (1850 rok):
„Ku zdumieniu wszystkich narodów świata z Polski wyjdzie nadzieja udręczonej ludzkości.
Wtedy poruszą się wszystkie serca radością, jakiej nie było przez tysiąc lat. Jeśli naród polski się poprawi, będzie pocieszony, ocalony i wywyższony.”
  • Biskup Cieplak (1888 rok):
„Anioł na gwiazdy pokazał i rzecze:
Patrz, to wszechświata pisane są losy
I ręką Bożą rzucone w kolei tak,
Jak Bóg ułożył losy człowiecze.
A tej, o którąś się modlił i płakał,
Ojczyźnie twojej, Bóg wyznaczył dzieje.
Lecz patrz, już dla niej lepsze jutro dnieje,
Niedługo będzie jęczeć pod przemocą.
Gdy od tej chwili ćwierć wieku przeminie,
Świat się pożogą zrumieni i rzeka krwi się przeleje,
A z łun tych pożarów Polska wyjdzie wolna
Mąż ją wywiedzie, pomazaniec Boży,
Na straży ziem tych swe serce położy.
Lecz odrzuć radość i módl się w pokorze,
Ciężko doświadczą was wyroki Boże.
Nim się następne ćwierćwiecze przechyli
Wilk z krwawą paszczą, wiecznie mordu głodny,
Co się pod znakiem krzyża zawsze chowa
Krzyż splugawiony znów weźmie za godło,
Pocznie narody pożerać dokoła.
Krwawe swe ślepia ku wschodowi zwróci
Zastęp pancerny na kształt chmury ptactwa
Całą potęgę na kraj twój rzuci.
A drugi niedźwiedź zdradziecki, co młotem kościoły wali,
Który prawo Boże wokół depta, nóż wam w plecy wrazi.
Próżno dobywać będziecie oręża,
Na ten raz w walce on zwycięża!
Lecz zginie własnym jadem zatruty.
Wicher z południa zawieje na państwa,
Runie najeźdzca i przemoc tyrańska!
Wilk z krwawą paszczą, zewsząd osaczony
Choć wszystkim groził, dokoła ściśnięty,
Próżno się miotać będzie jak szalony –
W bitwie nad rzeką w pień będzie wycięty!
Niedźwiedź, co dotąd zżerał własne dzieci
Krwią się zachłyśnie własną i upadnie.
Ten niby „olbrzym” przed karłem z północy
Drugi cios straszny z południa otrzyma,
A smok ze wschodu dobije olbrzyma.
Wszechmocny Pan Bóg kartę dziejów zmieni.
W stolicy Pańskiej tajne dokumenta
Ze 113 papież wyjmie szafy,
W Rzymie się pocznie odrodzenie świata.
Bóg wstrząśnie ziemią, powalą się domy.
Gdy zacznie mijać strasznie sroga zima,
Od Boga danym będzie znak widomy.
Od gór i stepów idzie wybawienie.
Pokój się Boży ustali w Warszawie,
Wielka w przymierzach, bogactwie i sławie
Polska ku morzom granicami sięgnie.
Dla tych co cierpią, przyjdzie dzień wesela,
Dla tych co wątpią, dzień sądu i kary.
Tak mówił Anioł i uleciał w gwiazdy
A jam się ocknął na swoim klęczniku
I jeszczem słyszał jak mówił z daleka:
Niech się twój naród burzy nie ulęknie,
Gdy Bogu ufa to w gromach nie pęknie.
Ręka go Boża przywiedzie wśród nocy
I zanim nadejdą dni lata gorące,
W proch zetrze wrogów i wynijdzie słońce.”
Na koniec zapomniany, pierwszy kierownik duchowy i spowiednik św. Faustyny,ojciec Józef Andrasz,  w książce ,, Poświęć się sercu Bożemu ,, z 1948 roku.
W twardych epokach to, co mało wartościowe, załamuje się, a nieraz zupełnie ginie. Natomiast te organizmy, które Opatrzność zasiała ziarna na przyszły rozwój, pod huraganem cierpień może kurczą się, ale równocześnie nabierają prężności i mocy.
Czy organizm Narodu naszego można zaliczyć do tych, które mimo podwójnego huraganu obu wojen nie załamał się ? Czy wobec tego możemy słusznie liczyć na to, że Opatrzność zasiała w organizm Narodu Polskiego ziarna przyszłości i że w planach swoich liczy na nas ?
Na pierwsze pytanie możemy – mimo wszystkich niedostatków naszych- odpowiedzieć, że nie daliśmy się złamać. Dźwignęliśmy się szybko po huraganie wojny światowej. Dżwignęliśmy się szybko po huraganie wojny światowej. Dźwigary się również i po okrutnym huraganie wojny wszechświatowej, wprawdzie nieco wolniej, bo nam wytoczono tyle krwi
– przeszło sześć milionów poległych i zakatowanych
– bo nas tak straszliwe wróg zrabował i zniszczył, bo warunki powojenne są dziś znacznie trudniejsze niż po tamtej wojnie. Ale mimo wszystko dźwigamy się i żyje w nas krzepka nadzieja.
Czy wobec tego uzasadnione są nasze rachuby, że Opatrzność, kierująca dziejami narodów, rzuciła w nasz organizm nadwątlony wprawdzie, ale bynajmniej nie złamany, nowe ziarna rokujące dla niego mocny rozwój w przyszłości ? Czy w planach Bożych stanowimy pozycję ważniejszą i czy Bóg liczy na nas, że się z niej wywiążemy?
   Odpowiedź na to pytanie o wiele trudniejsza niż na pierwsze. Najpierw dlatego, że sięga w mroczną przyszłość. Po wtóre i dla tej racji, że Opatrzność Boża planów swoich nie prezentuje każdemu. Wiele jest atoli oznak- nie tu miejsce o nich mówić- które nas ośmielają do pozornego i ufnego stwierdzenia , że istotnie tak jest.
Warto wzmocnić ofiarowane modlitwy za Ojczyznę. Jak ?
Pomocą może służyć wezwanie do postu o chlebie i wodzie płynące z Medziugorje.
Post, jeżeli jesteśmy zdrowi,  może dać nam wytchnienie w trwającym udręczeniu. Niektóre duchy tylko postem możemy pokonać.
Pięknie symbiozę postu i modlitwy opisał św. Ewagriusz z Pontu w ,, Nauce o 8 logismoi,,
„Wygodne zaś życie pogrąża umysł w otchłani. Modlitwa poszczącego, [to] młody orzeł unoszący się w górę, a [modlitwa] hulającego, obciążona przez sytość, opada w dół. Umysł poszczącego jest błyszczącą gwiazdą na jasnym niebie, zaś umysł hulającego pozostaje ciemny jak noc bezksiężycowa. Obłok mgły zasłania słoneczne promienie, a ciężkie trawienie pokarmów zaciemnia umysł. Zabrudzone zwierciadło nie oddaje wyraźnie padającego nań kształtu, a otępiałe sytością myślenie nie przyjmie poznania Boga”
Dobrych wakacji !
Sądecki Pielgrzym
image.jpeg

Wysłane z iPada

Posted in Religia | Leave a Comment »

 Kult Matki Boskiej – koronacja

Posted by tadeo w dniu 2 lipca 2017

      Z Mielca do Krywicz z Chorzelowa do Gnadenthal.

Znalezione obrazy dla zapytania obraz matki boskiej dzikowskiej

Bóg w swojej miłości zostawił Nam miejsca gdzie nie tylko są słynne z objawień, ale też są miejsca gdzie Bóg w cudowny sposób działa. Miejscem takim jest miasto Mielec i wieś Chorzelów. Bardzo ciekawa jest misyjna historia tego miejsca. W Mielcu na początku XVIII w. były dwa rody: Mieleckich i Morsztynów. Mieleccy opiekowali się kościołem św. Mateusza, ( obecnie jest to Bazylika Mniejsza) natomiast Morsztynowie nie mieli swojego kościoła do opieki, postanowili ufundować kościół i klasztor dla Trynitarzy. Uczyniła to wojewodzina inflancka Helena z Potockich Morsztynowa w latach1739 – 1759. Kościół i klasztor był przy trakcie sandomierskim za cmentarzem parafialnym – obecnie ul. Sienkiewicza 42 (salon łazienek a obok duże głazy z fundamentów tegoż kościoła). Kościół poświęcił w 1760 r. bp krakowski Kajetan Sołtyk. W roku 1763 wystawili nowy wielki ołtarz. W nim ksiądz Stanisław Oborski przedsięwziął wystawić statuę Pana Jezusa Nazareńskiego. Napisał do generalnego prokuratora w Rzymie, aby tam ją wyrobiono, a po wyrobieniu poproszono papieża Klemensa XIV by ją poświęcił. Ojciec Święty poświęcił ją w roku 1765 a do kościoła mieleckiego w wielkim ołtarzu została ustawiona 25 lipca 1769r .Po wprowadzeniu tego świętego wizerunku do Mielca wiele cudów doznawał lud do niego się modlący przez co w całym województwie zasłynął jako cudowny Pan Jezus Mielecki. Ale nie trwało to długo cesarz austriacki Józef II, który w swoich państwach pokasował wiele klasztorów skasował tez zakon Trynitarzy mieleckich w 1782 r. Pobożni mieleccy Trynitarze wzięli ze sobą Pana Jezusa i udali się do swojego klasztoru, do Wilna. Tam figura Pana Jezusa już była. Mielecką figurę przechowywali w skarbcu. W 1798 roku na prośbę księdza Michała Jezierskiego Pan Jezus Mielecki został przewieziony do Krywicz i w sierpniu w uroczystej procesji tam w wielkim ołtarzu wstawiony. A ze i w tym miejscu spodobało się Bogu lud swój cudownymi łaskami uszczęśliwiać do dzisiejszego dnia odbiera należną cześć.
Oto, co mówią sami Krywiczanie;
Leżeliśmy krzyżem na ziemi, gdy nam chciano rozburzyć naszą świątynie. Suknie Pan Jezus ma od Pani z Anglii, która ofiarowała za to że przetrwała Syberię. Wiemy ze figurę Pana Jezusa wlekli po kocich łbach przez miasto dla zniesławienia w Afryce.

Trochę o historii Zakonu Trynitarzy

Wojny krzyżowe były podejmowane z pobożnych pobudek w XI w., by wyzwolić Ziemię Świętą z rąk niewierzących. Wtedy chrześcijanie ponosili klęski i byli brani do niewoli. Zakon Trynitarzy powstał w 1193 r. po to, by dokonywać wykupu chrześcijan z rąk pogan. Do Polski przybyli Trynitarze na prośbę króla Jana III Sobieskiego po zwycięstwie pod Wiedniem. Maurowie /dzisiejsze Maroko/ nie tylko brali do niewoli ludzi, ale także święte rzeźby. W 1681 r. dla kpin ciągnęli przez miasto Meknes na północy Afryki figurę Pana Jezusa. Panu Jezusowi odleciały ręce i nogi a poganie kazali sobie zapłacić za nią tyle ile waży-złotem. Trynitarze uznali, że skoro są od wykupu niewolników to, dlaczego nie mogą wykupić sprofanowanego, zbeszczeszczonego Pana Jezusa? Stał się cud. Gdy wrzucono na wagę jedną monetę złotą, ta już przeważyła. Trynitarze po odnowieniu tej figury przewieźli ją do Hiszpanii i ustawili ją w ołtarzu kościoła trynitarskiego w Madrycie. I do tej chwili ona tam jest i odbiera cześć. Trynitarze postanowili także, że w każdym klasztorze trynitarskim będzie figura Pana Jezusa wykupionego – JEZUS NAZAREŃSKI WYKUPIONY.

Cudowny obraz Matki Boskiej Dzikowskiej

Znalezione obrazy dla zapytania obraz matki boskiej dzikowskiej

Wieś Chorzelów po raz pierwszy wzmiankowana jest w kronikach w roku 1326. Wieś od około 1470 r. stała się własnością rodu Mieleckich, w XVII wieku przeszła w posiadanie Morsztynów, będących wyznania kalwińskiego, by ostatecznie trafić w ręce hrabiów Tarnowskich, roku, 1814 którzy posiadali tutaj majątek do końca II wojny światowej.
Rodzina Tarnowskich przywiozła z sobą Obraz Matki Boskiej Dzikowskiej (bliższe pochodzenie i autorstwo tego obrazu nie jest znane, gdyż nie ma na ten temat żadnych źródeł pisanych). Według legendy, którą przytacza F. Kotula obraz dodarł ze Wschodu w połowie XVIII wieku. Czyżby to była cudowna zamiana za skasowanie Zakonu Trynitarzy w Mielcu przez cesarza austriackiego Józefa II tego nie wiemy. Obraz przedstawia Świętą Rodzinę w czasie ucieczki do Egiptu, namalowany został olejno na płótnie o wymiarach 66 x 88 cm prawdopodobnie w czasach renesansu. Szczególną uwagę zwraca postać Bogurodzicy trzymającej na prawym ramieniu Dziecię Jezus. Madonna ubrana w czerwoną suknię i granatowo-szmaragdowy płaszcz a Jej głowę okrywa ciemnozielona chusta. Twarz Maryi jest piękna i zamyślona. Dzieciątko okryte jest białą szatą ozdobioną dwoma jasnobrązowymi pasami. W prawej rączce trzyma dwie czerwone wisienki, a lewą podaje Matce dwie róże: białą i czerwoną. Wokół głów świętych postaci widnieją aureole i promienie. Obok Maryi za Jej prawym ramieniem stoi św. Józef. Przed Świętą Rodziną znajduje się stół, na którym są przedstawione motywy ikonograficzne Eucharystii: kłosy zboża, kiście winogron oraz jabłka i ptaki. W dolnej części obrazu znajduje się napis:
Dzikim Ptakom i Zwierzętom Bóg pokarmy daje
Dla dzikich się grzeszników sam pokarmem staje
Tak świętego Bankietu w Dzikowskim Obrazie
 Józef pilnuje z Panną nie podległą skazie
Obraz został umieszczony w kościele chorzelowskim w bocznym barokowym ołtarzu, ale gdy w 1908 roku bp. L. Wałęga konsekrował nowy, neogotycki kościół, wtedy stary, drewniany kościółek rozebrano i obraz o którym mowa , został przeniesiony do przydrożnej kapliczki, którą ufundowali Piotr i Katarzyna Kuroniowie, jako wyraz pogodzenia się z wolą Bożą po śmierci ich pięciorga dzieci.
Odnalezienie obrazu i wielki powrót do świątyni
Powtórnie został odkryty przypadkowo przez ks. proboszcza Jerzego Grabca 11 listopada 1975r. Był bardzo zniszczony, podarty i okropnie zabrudzony. Poddany konserwacji okazał się dziełem najwyższej klasy. Obok wartości artystycznej, urzeka on jakąś nieziemską siłą kontemplacji, świętości i miłości.
8 września 1978 roku ordynariusz tarnowski bp. Jerzy Ablewicz w asyście 65 kapłanów dokonał uroczystej jej intronizacji w głównym ołtarzu świątyni parafialnej. – Był to moment niezapomniany, gdy tysiące wiernych padło na kolana przed odsłaniającym się obrazem, wyśpiewując swej Niebieskiej Matce, całą miłość wiernych serc. Dla Nas parafian ma to jeszcze jedno znaczenie, gdy ks. Karol Wojtyła wykładał na KUL-u od roku 1954 z Krakowa do Lublina jeździł pociągiem mijając Chorzelów widział nasz Kościół robił wówczas znak krzyża, a wybór kardynała Karola Wojtyły na papieża przypadł w październiku 1978 roku znowu rodzi się pytanie czy to tylko przypadek.
Złota Księga, znajdująca się w kancelarii parafialnej, zawiera skreślone osobiście ręką Jana Pawła II następujące słowa ,,Z serdecznym błogosławieństwem” Jan Paweł pp II, Rzym 10 kwietnia 1979r , widnieje też błogosławieństwo Prymasa Tysiąclecia ks. Kardynała Stefana Wyszyńskiego i ks. bpa Jerzego Ablewicza ordynariusza diecezji tarnowskiej.
Kopia Obrazu Matki Bożej z Chorzelowa znajduje się też na Watykanie jest to dar ks. J. Grabca dla papieża Jana Pawła II.

Historia Kultu Matki Boskiej Gnadenthalskiej

Opiekunki Rodzin

Obraz Matki Boskiej Gnadenthalskiej jest kopią obrazu Matki Bożej Dzikowskiej (z Dzikowa), która z kolei była kopią wizerunku Pani Chorzelowskiej (z Chorzelowa k/Mielca woj. Podkarpackie Maryja w Obrazie tym czczona jest pośród Świętej Rodziny z Nazaretu. Kopia gnadenthalska została namalowana w 1979 roku przez artystę malarza Waleriana Kasprzyka z Bochni. Lipowe ramy zostały wykonane w 1986 roku przez artystę ludowego Szenszola z Mielca.
Obraz został poświęcony w Kaplicy Metropolity Krakowskiego przez samego Papieża Jana Pawła II w czasie Jego pierwszej wizyty do Polski, 9 czerwca 1979 roku.
Wizerunek Świętej Rodziny przywiózł do Szwajcarii 18.11.1984 roku Ks. Jerzy Grabiec. Przez pierwszy miesiąc Obraz znajdował się na plebani w Neuhausen k/Schafhausen, potem od stycznia do lipca 1985 roku, w Seminarium Duchownym w Luzernie, a następnie w prywatnym mieszkaniu Ks. Jerzego Grabca w Luzernie. Odprawiane były przed nim Msze Święte.
Bardzo ważnym momentem było przeniesienie Obrazu 1 sierpnia 1985 roku do Gnadenthal, gdzie znalazł swe stałe miejsce w kościele poklasztornym p.w. św. Justy. Początkowo przechowywano go w zakrystii, skąd wystawiany był na bocznym ołtarzu kościoła we wszystkie niedziele i święta na Msze Święte dla Polaków.
3 maja 1987 roku, w liturgicznej intronizacji do kościoła, Obraz zostal ofiarowany publicznie na wieczne czasy Polonii szwajcarskiej, co potem zostało potwierdzone odpowiednim dokumentem z dnia 23 stycznia 2001.
Po długich staraniach, w początku kwietnia roku 2001 Obraz zawisł na stałe na jednej ze ścian gnadenthalskiego kościoła. Fakt ten, po duchowych przygotowaniach wspólnoty polskiej, został uczczony uroczystą Intronizacją dnia 10 czerwca roku 2001 w obecności oficjalnych przedstawicieli szwajcarskich reprezentujących Zespół Medyczny w Gnadenthal, na terenie, którego mieści się kościół. Był to przede wszystkim akt duchowej intronizacji Matki Bożej i Chrystusa Pana do serc i do rodzin.
Od dnia uroczystej Intronizacji we wszystkie niedziele i większe święta Maryja, jako Matka Boska Gnadenthalska Opiekunka Rodzin, jest czczona i upraszana o wstawiennictwo u Boga w specjalnym Nabożeństwie Gnadenthalskim przed Najświętszym Sakramentem.
W roku 2000 po raz pierwszy zorganizowano doroczną Ogólnoszwajcarską Pielgrzymkę Rodzin do Gnadenthal. Pielgrzymka ma miejsce regularnie w drugą niedzielę września. Jej celem jest zawierzenie Bogu wszystkich rodzin, w uroczystym Akcie Oddania, przez wstawiennictwo Gnadenthalskiej Opiekunki Rodzin.
Co roku, w czwartą niedzielę maja, w rocznicę Intronizacji, Ośrodek Duszpasterski Gnadenthal obchodzi swój „odpust”, kiedy to uroczyście odnawia się Akt Oddania rodzin opiece Matki Boskiej Gnadenthalskiej.
Wokół Obrazu Świętej Rodziny skupia się w Gnadenthal życie duchowe Polaków, przyjeżdżających do tego „sanktuarium” ze wszystkich stron Szwajcarii. Odprawia się tutaj regularnie Msze Święte, Adoracje Najświętszego Sakramentu, Nabożeństwa Gnadenthalskie, nabożeństwa różańcowe i inne (zgodnie z okresem liturgicznym. Organizowane są także rekolekcje, katechezy w różnych kategoriach wiekowych, okolicznościowe spotkania modlitewne oraz wspólnotowy Opłatek.
Ciekawostką godną zauważenia jest fakt, iż przez okres jednego roku wydawany był w Gnadenthal polski miesięcznik „Nasza Rodzina z Gnadenthal”, którego nowoczesną kontynuacją jest strona internetowa Ośrodka Duszpasterskiego.
Gnadenthalska Opiekunka Rodzin czczona jest przez Polaków i Szwajcarów w specjalnie ułożonym Nabożeństwie Gnadenthalskim (wersja polska i niemiecka), oraz Pieśnią Gnadenthalską. W szerzeniu i ożywianiu kultu maryjnego i ruchu pielgrzymkowego w tym miejscu pomaga też rozpowszechnianie dużych kopii Obrazu Świętej Rodziny z Gnadenthal, małych obrazków z tekstem polskim i niemieckim Aktu Oddania, jak również dwujęzycznych książeczek z Nabożeństwem Gnadenthalskim.
Szczególna obecność Matki Bożej w tym miejscu, szczera modlitwa i rodzinna atmosfera sprawiają, że w Gnadenthal obserwuje się ciągły przyrost pielgrzymów z całej Szwajcarii i z Polski.

Dalszy rozwój kultu

Znalezione obrazy dla zapytania Obraz Matki Boskiej Chorzelowskiej

 Obraz Matki Boskiej Chorzelowskiej znajduje się niemal w każdym domu w parafii Chorzelów i w okolicy. Kopie tego obrazu znajdują się w domach wielu Polaków mieszkających w USA, Kanadzie, Republice Południowej Afryki, Wielkiej Brytanii, Białorusi, Ukrainie, Hiszpanii, Włoszech a nawet w Kazachstanie.
Objawów kultu Obrazu jest bardzo wiele, pęcznieją segregatory gromadzące prośby i podziękowania składane u stóp Matki Najświętszej. Złożono wiele votum w podzięce za otrzymane łaski, tu można by wiele napisać. Kustosz Sanktuarium jest w posiadaniu wielu dokumentów stwierdzających fakty uzdrowień, których nie można po ludzku wytłumaczyć. W czasie listopadowej Pielgrzymki Rolników Ekologicznych 2006 roku na Jasnej Górze Matka Boska Chorzelowska – Królowa Rodzin została Patronką Rolników Ekologicznego Bożego Rolnictwa (rolników gospodarujących w zgodzie z prawami Matki Ziemi z nauką błogosławionego Jana Pawła II i sługi Bożego Kardynała Stefana Wyszyńskiego a także zgodnie z duchem św. Franciszka –patrona ekologów).
W 2008 roku nasz kościół parafialny został podniesiony do rangi Sanktuarium Matki Boskiej Królowej Rodzin. A rok później włączony do Jasnogórskiej Rodziny Różańcowej rozpoczynając w ten sposób nowy etap współpracy między Sanktuarium na Jasnej Górze a Sanktuarium w Chorzelowie.
9 września 2017 roku o godzinie 11.00 odbędzie się podniosła uroczystość koronacji łaskami słynącego Obrazu Matki Boskiej Chorzelowskiej – Królowej Rodzin. – Data zaplanowanej koronacji, 9 września 2017 roku, zbiega się z dwoma innymi ważnymi. 7 września 8 lat temu kościół chorzelowski został ogłoszony sanktuarium, a 8 września 1978 roku odbyła się intronizacja w ołtarzu głównym obrazu naszej Matki Bożej Królowej Rodzin
Korony, które parafia przygotowała nie zostały po prostu zamówione, nie zostały też kupione z gotowych wzorów u złotnika, ale zostały w sensie absolutnie dosłownym podarowane przez ludzi. – Zostały wykonane z części wotów, które ludzie ciągle przynosili i przynoszą, aby wyrazić Matce Bożej swoją wdzięczność. Korony są w podarowane przez ludzi, to oni koronują Maryję w swoich sercach, czynią Ją królową własnego życia, a Kościół ów rozwijający się dynamicznie kult potwierdza nakładając na skronie Maryi i Jezusa korony – tłumaczy ks. Andrzej Rams, kustosz sanktuarium.
Korony dla Matki Boskiej Chorzelowskiej poświęcił papiez Franciszek I na Jasnej Górze podczas Światowych Dni Młodzieży 28 lipca 2016 roku .
                                                                         ZBIGNIEW KURAŚ

Posted in Matka Boża | Leave a Comment »

2 lipca 1927 r. Koronacja obrazu Panny Świętej z Ostrej Bramy w Wilnie

Posted by tadeo w dniu 1 lipca 2017

  • Pismo z prośbą o zgodę na koronację obrazu NMP Matki Miłosierdzia w Ostrej Bramie przedłożył papieżowi Piusowi XI arcybiskup wileński Romuald Jałbrzykowski z poparciem biskupa pomocniczego, Kapituły Bazyliki Metropolitalnej, kleru i wiernych. W liście podkreślano wielka liczbę łask otrzymywanych dzięki modlitwie przed obrazem. Przypomniano także o zatwierdzeniu przez Stolicę Apostolską dla Archidiecezji Wileńskiej Oficjum i własnej Mszy św. o NMP Matce Miłosierdzia w Ostrej Bramie. Odwołano się także do wydarzenia z 1920 roku, gdy papież Pius XI, wówczas Achille Ratti Nuncjusz Apostolski w Polsce, odwiedził Ostrą Bramę i odprawił tam Mszę św.

Koronacja obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej w Wilnie, 02.07.1927 /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Koronacja obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej w Wilnie, 02.07.1927
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

Zezwolenie na koronację odbyło się na podstawie dekretu (podpisanego przez kardynała Antonio Vico, Prefekta Świętej Kongregacji i Obrzędów) z 9 lutego 1927 r. wydanego przez papieża Piusa XI. Przed koronacją obraz został poddany konserwacji, usunięto późnobarokową sukienkę ze srebrnych, złoconych blach.

Uroczystości koronacyjne odbyły się 2 lipca, w święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, na placu przed katedrą wileńską, gdzie przeniesiono obraz w uroczystej procesji. Obraz wyjęto z ołtarza w kaplicy i umieszczono w specjalnym feretronie, obramowaniem dla obrazu był baldachim z koroną królewską, z drugiej strony obrazu był płaszcz z wyhaftowanym orłem. W uroczystościach wzięło udział ponad 150 tys. wiernych. Obecni byli także przedstawiciele najwyższych władz państwowych z marszałkiem Józefem Piłsudskim i prezydentem Ignacym Mościckim.

Koronacji, w imieniu ojca świętego, dokonał kard. Aleksander Kakowski, arcybiskup metropolita warszawski. Na wizerunek Maryi założył złote korony, które były wotum Narodu Polskiego za odzyskanie niepodległości.

Przemówienie wygłosił sufragan wileński bp Kazimierz Michalkiewicz: „Gdy zajrzymy do starych aktów, widzimy, że tej Pani łaskawej, przed która zginali kolana wieszczowie nasi, przed którą naród cały tonął w modlitwach i pieniach pobożnych, zanosząc do jej tronu ostrobramskiego swe łzy i radości, swe bóle, troski, cierpienia i nadzieje – zawdzięczamy najrozmaitsze łaski i cuda dla tych, którzy z wiarą i ufnością w czystem sercu szukali pomocy i opieki w cudownym obrazie. Ale po co mamy szperać w aktach – idźmy raczej do samego źródła tych łask i cudów, do kaplicy ostrobramskiej, do tej żywej księgi, gdzie z sercem wezbranym wdzięcznością, czcią i uwielbieniem dla tej Matki Najświętszej Ostrobramskiej za łzy otarte, za serca ukojone, zamieszczono tysiące wotów na podziękowanie i potwierdzenie otrzymanych łask i cudów doznanych”.

Fragment mszy świętej z udziałem przedstawicieli najwyższych władz państwowych - prezydentem Ignacym Mościckim i marszałkiem Józefem Piłsudskim /Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego
Fragment mszy świętej z udziałem przedstawicieli najwyższych władz państwowych – prezydentem Ignacym Mościckim i marszałkiem Józefem Piłsudskim
/Z archiwum Narodowego Archiwum Cyfrowego

W trakcie uroczystości odnowiono lwowskie śluby Jana Kazimierza. A biskup Michalkiewicz wezwał by je uzupełnić o aktualne wyzwania: „Ślubujmy, że ze złem, które idzie ze Wschodu i wciska się w ogniska nasze domowe i do warsztatów pracy walczyć będziemy do ostatniej kropli krwi i zwalczać go nie ustaniemy wszędzie i zawsze. Ślubujmy, że do tego złota i do tych drogich kamieni dokładać będziemy skarby tysiąckrotnie droższe, to jest serca nasze – czyny nasze szlachetne, a życie z prawem Bożem i kościelnem zgodne”.

W trakcie uroczystości padał ulewny deszcz, mimo tego odbywały się na zewnątrz katedry. Zdecydował o tym Józef Piłsudski. Według ówczesnej anegdoty odtrącił parasol podawany przez życzliwego duchownego: „Schowaj, ksiądz ten parasol! Kiedy koronują Królową Polski – można stać na deszczu! Jestem u Matki Boskiej na ordynansach!” – rzekł Piłsudski.

AS

Czytaj więcej na http://nowahistoria.interia.pl/kartka-z-kalendarza/news-2-lipca-1927-r-koronacja-obrazu-panny-swietej-z-ostrej-bramy,nId,1450817#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

Przeczytaj także:

„Rycerz Niepokalanej” o koronacji Matki Boskiej Ostrobramskiej. Wspomnienie na zakończenie Roku Kolbiańskiego.

Posted in Matka Boża, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

Św.Ojciec Pio

Posted by tadeo w dniu 9 czerwca 2017

Posted in Ojciec Pio | Leave a Comment »

Tajemnicze wypadki i samobójstwa.

Posted by tadeo w dniu 8 czerwca 2017

Tematem programu „Nie da się ukryć” na antenie TVP Info były do dziś niewyjaśnione i tajemnicze samobójstwa oraz wypadki. Jedną ze spraw, które omawiano w programie była śmierć Remigiusza Musia. Sprawa była głośna, bo pogrążał on w swoich zeznaniach rosyjskich kontrolerów lotu, którzy 10 kwietnia 2010 roku naprowadzali w Smoleńsku polskiego tupolewa.

 

Posted in Uncategorized | Leave a Comment »