WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 3 stycznia, 2011

Nie budujmy dróg, róbmy wodę z mózgu – Janusz Wojciechowski

Posted by tadeo w dniu 3 stycznia 2011

Rząd pochyla sie nad nami i tez przekazuje dwie wiadomości: złą – że z powodu chwilowego braku kasy nie będzie budowy nowych bezpiecznych dróg. I dobrą – na starych i niebezpiecznych drogach będziemy mogli jeździć szybciej.

2. Gdyby rządził PiS i przekazał taki komunikat – unieważniamy przetargi i nie budujemy dróg, bo skończyła się nam kasa…
Nie pisałbym teraz bloga, tylko spieprzał przed linczem moich komentatorów.
Ale rządzi PO, więc spoko, nic się nie dzieje.

3. Telewizja przypomniała w święta „Pana Wołodyjowskiego”, a w nim scenę, gdy pan Michał zapowiada własną śmierć i każe Basi mówić – nic to…
Polacy też tak mówią – nic to… Nic to, że nie będzie dróg. Nic to, że się kasa rozlazła i że (jak napisał dziś Kuźmiuk) Minister Finansów ukrywa przed narodem prawdziwy stan finansów państwa. Nic to, że rząd podnosi podatki, nic to, że władza zamiata pod dywan kolejne afery.
Nic to! Ważne, że nie rządzi PiS i powstrzymany został Kaczyński, który chciał wszystkich pozamykać, pozabijać i pokrajać.

4. Chłopiec z plakatu, piękny dwudziestoletni, nawoływał – Nie róbmy polityki, budujmy drogi!
Już wiadomo, że dróg nie będziemy budować, jak wobec tego zaktualizować to hasło?
Nie budujmy dróg,  róbmy ludziom wodę z mózgu – to byłoby najbliższe prawdy…

PS. Podobno – ale to niesprawdzona wiadomość i na razie proszę jej nikomu nie powtarzać – rząd nie zamierza poprzestać na dopuszczeniu szybszej jazdy na złych drogach lecz ma w planie kolejne udogodnienia. Mówi się, że renciści i emeryci mają uzyskać przywilej przechodzenia ulic na czerwonym świetle….

http://januszwojciechowski.salon24.pl/262930,nie-budujmy-drog-robmy-wode-z-mozgu

Posted in Polityka i aktualności, Standardy TuskoLandii | Leave a Comment »

Sadysta z Mokotowa i Miedzeszyna mieszka na warszawskim Bródnie i kpi sobie z prawa

Posted by tadeo w dniu 3 stycznia 2011

Tadeusz M. Płużański:  Przedawniony Kędziora?

Kilka lat temu proces ubeka Jerzego Kędziory został zawieszony, ze względu na śmierć wszystkich jego ofiar. Tak, jakby nie wystarczyły dokumenty i pisemne zeznania świadków. Takie wadliwe prawo mamy dziś w Polsce. Ale zaprotestował Wacław Sikorski: ja przecież jeszcze żyję. Tylko dzięki byłemu AK-owcowi sprawa jest dziś kontynuowana. Kędziora w śledztwie tak znęcał się nad Sikorskim, że do dziś nie słyszy na jedno ucho i ma rozbitą przegrodę nosa.

W międzyczasie doszło do kuriozalnej sytuacji. Prowadzący proces Kędziory Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa (ul. Ogrodowa 51 A) uznał, że sprawa wymaga wiedzy historycznej i nie jest kompetentny, aby ją właściwie ocenić. Dlatego chciał, aby rozpatrywał ją sąd wyższej instancji (okręgowy). Ten jednak odmówił, twierdząc, że… oskarżony nie jest osobą znaną i nie budzi zainteresowania opinii publicznej. A pojedyncze artykuły w specjalistycznej prasie nie są w stanie tego zmienić. Cóż, gdyby Kędziora był celebrytą, warto byłoby się nim zająć, bo część splendoru takiej „gwiazdy” mogłaby spłynąć na sędziów i nazwisko pojawiłoby się w czołowych mediach.
Kędziora wniósł o umorzenie sprawy, ze względu na przedawnienie. Powołał się na dwa wyroki Sądu Najwyższego: w sprawie zbrodni komunistycznych z 25 maja 2010 r., i w sprawie Ireneusza Kościuka, milicjanta, który katował studenta Grzegorza Przemyka z 28 lipca 2010 r. Zarzuty wobec Kędziory – według Kędziory – miały się przedawnić 1 stycznia 1990 r.
Adwokatka Wacława Sikorskiego powołała się na IPN-owski akt oskarżenia, który czyny popełnione przez Kędziorę uznał za zbrodnię komunistyczną, będąca jednocześnie zbrodnią przeciwko ludzkości, nie ulegającą przedawnieniu.
Rozprawa była wyznaczona na 23 listopada. Sąd przełożył ją jednak, gdyż Kędziora przysłał list, że jest chory. Z zaświadczenia, wystawionego przez Szpital Kliniczny Dzieciątka Jezus wynika, że ma liszaja płaskiego, nadciśnienie tętnicze, przerost gruczołu krokowego i zaćmę początkową. Lekarz stwierdził, że Kędziora będzie mógł stawić się w sądzie po 5 grudnia. Kolejny termin wyznaczono na 20 stycznia.

„Wyrok to ja tutaj piszę”

Sprawa Kędziory została wyłączona z większego śledztwa IPN dotyczącego znęcania się przez funkcjonariuszy MBP nad Oktawianem Lechem Lipińskim i Władysławem Jedlińskim. Ustalono jednak, że pozostali „oficerowie” śledczy zmarli. Zostało po nich 15 opasłych tomów akt.
Władysława Jedlińskiego, oficera wywiadu AK, a po wojnie kierownika sieci informacyjnej IV Zarządu Głównego WiN Kędziora nie oszczędzał. Szczególnie brutalny był pierwszy, pięciomiesięczny etap śledztwa. Jedliński był nieludzko torturowany, zarówno fizycznie, jak i psychicznie, umieszczano go w karcerze, pozbawiano snu.
Wojskowy Sąd Garnizonowy w Warszawie 15 lipca 1955 r. skazał Władysława Jedlińskiego na dożywocie. 8 września 1955 r. Najwyższy Sąd Wojskowy pod przewodnictwem płk Mieczysława Widaja (jednego z najbardziej krwawych sędziów) utrzymał wyrok w mocy. Z więzienia mokotowskiego został warunkowo zwolniony w grudniu 1957 r.
Kędziora maltretował również w śledztwie żonę Jelińskiego – Henrykę, skazaną na 15 lat więzienia, i innych członków rodziny, w tym siostrzeńca – Wacława Sikorskiego, który na rozprawę przeciw Jedlińskiemu został przetransportowany z Rawicza.
Ten ostatni, też AK-owiec, dobrze zapamiętał Kędziorę: „Straszono mnie, że jeśli nie podpiszę dokumentu kończącego śledztwo, znów będę miał z nim do czynienia”. Od innego „śledzia” usłyszał: „Ty jesteś ch…, a nie oficer. Wyrok to ja tutaj piszę, dostaniesz KS”.
I faktycznie, w 1948 r. w kiblowym procesie (w celi, bez prokuratora i obrońcy) Sikorski został skazany na karę śmierci, ale Bierut ostatecznie zamienił ją na dożywocie. Gdy próbował złożyć skargę, usłyszał, że „szkaluje władze bezpieczeństwa”. W celi przebywał razem z mjr. „Zaporą”.

Chcieli uciec z więzienia

Sprawę „Zapory” – mjr. Hieronima Dekutowskiego, żołnierza Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, cichociemnego, dowódcy oddziałów partyzanckich Armii Krajowej, Delegatury Sił Zbrojnych i Zrzeszenia WiN na Lubelszczyźnie też prowadził Kędziora, razem z Eugeniuszem Chimczakiem, innym, żyjącym do dziś ubeckim sadystą. Podczas niejawnej rozprawy 3 listopada 1948 r. przed Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie Dekutowski, wraz z podkomendnymi, dostał KS. Do dziś nie znamy miejsca ich pogrzebania.
Wcześniej „Zaporczycy” próbowali uciec. Z celi dla „kaesowców”, gdzie siedziało ponad sto osób, wywiercili dziurę w suficie. Przez strych chcieli dostać się na dach jednopiętrowych zabudowań gospodarczych, a stamtąd zjechać na powiązanych prześcieradłach i zeskoczyć na chodnik ulicy Rakowieckiej. Niemal w przededniu ucieczki wsypał ich więzień kryminalny, licząc na złagodzenie wyroku.
3 grudnia 1955 r. z innego więzienia – w Sieradzu – chciał uciec Marian Gołębiewski, ale próbę udaremnili funkcjonariusze KBW. Gołębiewski – inspektor WiN (wcześniej AK i DSZ) na Zamojszczyźnie – to kolejna ofiara Kędziory. Zanim trafił na Rakowiecką, miał plan, żeby odbić stąd więźniów. 3 lutego 1947 r., w procesie I Zarządu WiN sąd wymierzył mu karę śmierci, złagodzoną następnie przez Bieruta na dożywocie. Po wyjściu na wolność w czerwcu 1956 r. miał kłopoty ze znalezieniem pracy, działał w opozycyjnej organizacji „Ruch”.
Jerzy Kędziora przesłuchiwał też wielu innych WiN-owców, np. Edwarda Bzymka-Strzałkowkiego, oficera wywiadu i kontrwywiadu Okręgu Kraków ZWZ-AK, po 1945 r. szefa Brygad Wywiadowczych DSZ-WiN (opracowywał i przekazywał Rządowi RP na Uchodźstwie miesięczne sprawozdania o sytuacji w kraju). Skazanemu na trzykrotną karę śmierci we wrześniu 1947 r. w tzw. procesie krakowskim WiN i Polskiego Stronnictwa Ludowego, złagodzono następnie wyrok do 15 lat. Z więzienia wyszedł w sierpniu 1956 r.
W tej samej sprawie Kędziora przesłuchiwał prezesa II Zarządu WiN Franciszka Niepokólczyckiego, skazanego na trzykrotny KS. Po zmianie kary na dożywocie, na wolność wypuszczono go w grudniu 1956 r.

Dużo własnej inicjatywy

Jerzy Kędziora urodził się 5 kwietnia 1925 r. w Ostrowcu Kieleckim. Jego matka, Lucyna Gajewska, była krawcową. Ojciec, Daniel, z zawodu szewc, w II Rzeczpospolitej został skazany za działalność w KPP, w czasie wojny w Związku Patriotów Polskich w Gruzji, po 1945 r. w PPR, zajmował się gospodarstwem domowym. Matka awansowała na pracownicę Wydziału ds. Kultury i Oświaty MBP. Bezpieka, sprawdzając rodzinę swojego pracownika, nie znalazła żadnych haków, prócz tego, że ojciec lubił alkohol.
W powojennej ankiecie Jerzego Kędziory czytamy, że po wrześniu 1939 r. przebywał we Lwowie, gdzie skończył trzy klasy gimnazjum, miał obywatelstwo sowieckie. W rubryce języki wpisał: rosyjski, niemiecki (dobrze), francuski (słabo). A więc erudyta.
Jak trafił do bezpieczeństwa? Służył w GL (od czerwca 1943 r., ps. Stefan) i AL (do stycznia 1945 r., ps. Francuz, ale, jak wynika z opinii świadków, zeznających dla wewnętrznych potrzeb resortu – był mało aktywny).
Współpracownikiem MBP został w lutym 1945 r., a pracownikiem w maju tego roku. Do grudnia 1947 r. „brał udział w walce z bandami i reakcyjnym podziemiem”. A tak o Kędziorze pisali przełożeni: „pochodzenia rzemieślniczego, przynależności społecznej inteligencji pracującej (…) z zawodu pracownik umysłowy [sic!!! – TMP]„. Aby jeszcze bardziej podnieść swoje „umysłowe” kwalifikacje, skończył dwuletnią Szkołę Komitetu ds. Bezpieczeństwa Publicznego. W styczniu 1951 r. zdał egzamin MBP z zajęć politycznych z wynikiem bardzo dobrym: „materiał opanowany, lotność umysłu”.
W MBP dochrapał się stanowiska kierownika sekcji śledczej i pozytywnych opinii szefa wszystkich „śledzi” Jacka Różańskiego (Józefa Goldberga), który 4 kwietnia 1953 r. pisał o Kędziorze: „jest pracownikiem samodzielnym i posiada dużo własnej inicjatywy”. Ale ober-ubek miał też uwagi: „mocno zarozumiały, posiada manię wyższości, wobec podwładnych niewyrozumiały – co ujemnie odbija się na wychowaniu podległych mu oficerów”.
W opinii z 9 września 1953 r. Różański był bardziej zadowolony ze swojego „pracownika umysłowego”: „Prowadząc śledztwo w szeregu sprawach o znaczeniu ogólnopaństwowym osiągnął poważne wyniki operacyjne i polityczne (…) wykazuje wielki wysiłek w walce ze swoimi wadami. Ostatnio wykazuje szereg pozytywnych cech, jak wzmożenie opieki nad podwładnymi, naukę własną, itd.”. Ale prócz pochwał były też kary, np. trzydniowy areszt domowy.

Nie miał właściwej drogi życiowej

Prócz pracy na Mokotowie Jerzy Kędziora należał do Grupy Specjalnej MBP – tajnej komórki, powołanej latem 1948 r., przekształconej następnie w X Departament, który zajmował się sprawami szczególnymi – „oczyszczaniem” szeregów PZPR z agentów i prowokatorów. Grupa działała w równie tajnym więzieniu bezpieki (kryptonim „Spacer”) w Miedzeszynie pod Warszawą.
Kędziora mówił: „Kiedy zostałem skierowany do Miedzeszyna, miałem 23 lata. Podczas przesłuchań używano takich metod jak: klęczenie na stołku, karcer czy wkładanie ołówka między palce. Pierwszy wypadek z ołówkiem zastosował Światło [Józef Światło, właściwie Izaak Fleischfarb, zastępca Anatola Fejgina, dyrektora X Departamentu – TMP]. (…) Słyszeliśmy w tym czasie opowiadania na temat metod stosowanych w „dwójce” i dlatego wydawało się nam, że nasze postępowanie było łagodne”.
Wkrótce jednak sielanka życia „oficera” bezpieki skończyła się. W 1955 r., na fali rozpoczynającej się „odwilży”, przełożeni wyciągnęli mu, że podczas przesłuchań ciężko pobił Wacława Dobrzyńskiego (w czasie niemieckiej okupacji oficera Sztabu Głównego AL, przed aresztowaniem naczelnika wydziału w IV Departamencie MBP), w wyniku czego Dobrzyński zmarł.
Kędziora nie czuł się winny: „Odpowiedzialnym za wprowadzenie terroru jest Romkowski [Roman Romkowski, właściwie Natan Kikiel, wiceszef bezpieki – TMP]. Zostałem zdjęty z pracy na skutek pobicia Dobrzyńskiego, który poprzednio był bity przez Romkowskiego i Różańskiego. Po 1949 roku byłem szykanowany przez Różańskiego do tego stopnia, że po usunięciu mnie z Departamentu Śledczego dostałem rozstroju nerwowego i choroby psychicznej. Do 1954 roku chodziło za mną to, że jestem wrogiem”.
Na wniosek Różańskiego, swojego wcześniejszego protektora, Kędziora został przeniesiony do Departamentu Szkolenia MBP. Pretekstem było to, że zataił przynależność do PZP [Polski Związek Powstańczy: kryptonim Armii Krajowej – TMP]. Kędziora kajał się, że nie była to przynależność, a jedynie kontakty z ludźmi PZP.
Wyrokiem z 2 stycznia 1956 r. Sąd Wojewódzki dla m. st. Warszawy skazał go na trzy lata więzienia. Popełnienie przestępstwa potwierdzono, ale „jako okoliczność łagodzącą sąd miał na uwadze, że osk. Kędziora nie miał dotychczas właściwej drogi życiowej, gdyż rozwój jego od 19 roku życia nie zawsze miał prawidłowy przebieg [czyli praca w bezpiece!!! – TMP], a ponadto (…) osk. Kędziora zrozumiał swoje błędy i śmierć Dobrzyńskiego przeżył i przeżywa jako ogromne zło, którego nie da się odwrócić”. W areszcie spędził tylko kilka miesięcy. Sprawę ostatecznie zatuszowano, ale 13 lipca 1955 r. zwolniono go z MBP.
Jerzy Kędziora, sadysta z Mokotowa i Miedzeszyna, do dziś mieszka na warszawskim Bródnie, pobierając wysoką, „resortową” emeryturę. Z dawnymi kolegami z bezpieki, których w samej stolicy żyje jeszcze co najmniej kilku, spotyka się systematycznie w siedzibie Związku Kombatantów RP (dawny ZBoWiD) w Alejach Ujazdowskich. Kilka lat temu Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych pozbawił go uprawnień, będących przecież uhonorowaniem szczególnych zasług dla Polski.
W 2004 r. Kędziora został przesłuchany przez prokuratora IPN. Żadnych śledztw ani nazwisk nie pamiętał, „przypominał sobie” dopiero po okazaniu mu dokumentów. Akt oskarżenia powstał 28 września 2009 r. Teraz czekamy na wyrok sądu wolnej Polski.

TADEUSZ M. PŁUŻAŃSKI

Publicystyka Tadeusza M. Płużańskiego na ASME

http://wirtualnapolonia.com/2010/12/27/sadysta-z-mokotowa-i-miedzeszyna-mieszka-na-warszawskim-brodnie-i-kpi-sobie-z-prawa/

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Szumnie zapowiadana jesienna ofensywa legislacyjna rządu

Posted by tadeo w dniu 3 stycznia 2011

Posted in Polityka i aktualności, Znalezione w sieci | Leave a Comment »

PO uwierzyła we własną propagandę

Posted by tadeo w dniu 3 stycznia 2011

W PJN są „intelektualnie mało pozbierani”, a Kluzik–Rostkowska to „kawiorowa socjalistka” – uważa Zyta Gilowska

≥Zyta Gilowska – ekonomistka, członek Rady Polityki Pieniężnej. Wicepremier i minister finansów w rządach Marcinkiewicza  i Kaczyńskiego. Do maja 2005 r. wiceprzewodnicząca POautor: Jerzy Dudek

≥Zyta Gilowska – ekonomistka, członek Rady Polityki Pieniężnej. Wicepremier i minister finansów w rządach Marcinkiewicza i Kaczyńskiego. Do maja 2005 r. wiceprzewodnicząca PO

Rz: Od końca marca, to było krótko przed katastrofą smoleńską, nie udzieliła pani żadnego wywiadu.

Zyta Gilowska, była wicepremier: Nie udzieliłam.

Dlaczego? Przestraszyła się pani tego, co powiedziała pani wtedy w wywiadzie dla “Rz”?

Nie. To powiem za “Panem Tadeuszem”: “O tym – że dumać na paryskim bruku, przynosząc z miasta uszy pełne stuku…”? Zmieńmy miasto i jesteśmy w domu. Musimy wyjść ze smutku, chociaż jest to czas dla strategów i poetów. Katastrofa smoleńska i wydarzenia późniejsze nie dają się zwięźle wyrazić prozą.

Jak się to ma do spotkania w ostatni piątek w Jachrance “Lech Kaczyński – pamięć i zobowiązanie”?

Ma się, ma. Trzeba się jakoś zorkiestrować.

Jarosław Kaczyński jest człowiekiem umiarkowanym, logicznym i racjonalnym

Zorkiestrować, czyli co?

Na spotkanie przyjechało mnóstwo ludzi, którzy chcą się angażować. Chodzi o to, by nie było kakafonii.

Jedną sprawą jest katastrofa smoleńska, a inną to, co pani powiedziała wtedy, w tym wywiadzie, który wywołał burzę. Co ją wywołało? To, że jak informował panią jeden z generałów, w zakładaniu PO uczestniczyły służby?

Dzisiaj to już nie są żadne rewelacje. Codziennie otrzymujemy nowe dawki. A to działalność WikiLeaks, a to rewizja traktatu lizbońskiego, a to zdumiewający stan światowych finansów. Podawane są w sposób podobny jak wyjaśnienia dotyczące katastrofy.

Łączy pani katastrofę ze stanem finansów publicznych?

Oczywiście. W przypadku Polski jedno i drugie dokumentuje słabość naszego państwa. Objawy tej słabości były liczne, mówiłam o nich wielokrotnie, np. w wywiadzie dla “Gazety Bankowej” kilka tygodni przed katastrofą smoleńską. Wywiad ten został przez redakcję zatytułowany “Polska w niebezpieczeństwie” oraz anonsowany moim zdjęciem na okładce. Czarno-białym. Ale dopiero katastrofa smoleńska skupiła wszystko w jeden koszmarny węzeł.

W tym naszym wywiadzie sprzed ośmiu miesięcy przekonywała pani, co przed tragedią smoleńską było wypowiedzią nietypową, że Lech Kaczyński jest dobrym człowiekiem i “prawdziwym mężczyzną” w polskiej polityce.

Tak uważałam. I jeszcze, dociskana przez panią o podanie innych przykładów “dobrych ludzi w polityce”, przywołałam osobę Macieja Płażyńskiego. Też ofiarę tragedii smoleńskiej. To wprost nie do wiary, jak wielkie straty ponieśliśmy w tej katastrofie. Ciarki wędrują po plecach…

Druga sprawa, która panią negatywnie zaskoczyła, to finanse publiczne?

Niestety, sprawy zbyt szybko zmierzają w złym kierunku.

Premier i minister Jacek Rostowski z jednej strony przy każdej okazji zapewniają, że Polska jest zieloną wyspą, z drugiej widać w nich, gdy to mówią, jakąś niebywałą obawę. O co tu chodzi?

Mam wrażenie, że po wygranych w 2007 r. wyborach zwycięzcy uwierzyli we własną propagandę. Polukrowali różne rachunki, także te przesyłane do Brukseli, pomylili fundamenty gospodarki z potencjałem wzrostu. Po prostu zignorowali fakty.

Czyli?

Gadali o oszczędnościach i masywnie zwiększali wydatki. Jak śpiewał niegdyś znany bard, “zabełtali nam błękit w głowie”.

Budżet się spina – twierdzi rząd. Niby wszystko jest dobrze. Nagle pojawiają się jednak nerwowe ruchy, choćby w sprawie OFE. A przecież jeszcze w sierpniu premier mówił, że tych funduszy emerytalnych rząd nie ruszy.

Już wiadomo, że się nie spina. Rząd stosuje różne sztuczki mające na celu przedstawienie obywatelom polakierowanego obrazu rzeczywistości.

Może Polacy chcą mieć tę “ciepłą wodę” w kranach, a rządzący wysyłają komunikaty ich w tym utwierdzające? Mogłabym nawet to zrozumieć, ludzie chcą mieć spokój.

Pewnie tak jest. Ucieczka od polityki to ucieczka od rzeczywistości. Nic na tym świecie nie jest równie realne jak polityka.

Jeśli o czymś się nie powie, to nie istnieje. Może tak to jest w relacjach rządzący – obywatele? I wszystko idzie w dobrym kierunku?

Nie. Akurat nasze polskie doświadczenia, nie tylko z ostatniego okresu, pokazują, że jest przeciwnie.

Czyli?

Im bardziej staramy się stłumić jakieś emocje, z tym większą siłą one wybuchają. Jak śpiewał śp. Jonasz Kofta, “bo gdy się milczy, milczy, to apetyt rośnie wilczy”. Otóż w demokratycznym państwie przytomne władze nie dopuszczają do gromadzenia się nadmiaru pary w kotle.

Co więc robią?

Wmontowują rozmaite wentyle i bezpieczniki.

I to chyba właśnie robi ekipa Tuska?

Nie. Oni usunęli wentyle, wymontowali bezpieczniki i właśnie przylutowują pokrywkę. Może zawartość kotła jest “na straty”? Ale co z ogniem pod tym kotłem? Dotychczas sam z siebie nie przygasał.

Minister Rostowski oskarża panią i rządową ekipę PiS, że wasze działania mogą być przyczyną finansowych kłopotów Polski za jakiś czas.

Minister Rostowski rządzi trzy lata i regularnie trzy razy w roku zmienia zdanie. To stało się nudne. Na przykład w marcu tego roku z trybuny sejmowej dziękował PiS za działania, które ułatwiły walkę z kryzysem.

Ostatnio mówił jednak, że obniżenie podatków było niedobre dla polskiej gospodarki, a już skandalicznym posunięciem było obniżenie składki rentowej. Pani profesor, to pani przecież zrobiła.

Ta składka została obniżona – w dwóch etapach – decyzją parlamentu. A głosowali za tym, jak jeden mąż, wszyscy posłowie PO. I mieli mnóstwo czasu, by zaproponować korekty, jeśli uważali, że są potrzebne.

A co pani na to, że rząd chce znowu zwiększyć tę składkę, na razie w części dotyczącej pracodawców?

Obniżenie składki rentowej było bardzo dobrym i skutecznym posunięciem. Podwyżka nic dobrego nie przyniesie. Stworzy jedynie iluzję wzrostu dochodów sektora finansów publicznych.

W części dotyczącej pracodawców na ok. 9 mld zł.

To chyba bardzo dużo?

Na papierze? Sporo, ale nie tak bardzo. W końcu tegoroczny poziom wydatków sektora finansów publicznych jest o 140 mld zł wyższy od wydatków w 2007 r., kiedy to rzekomo byliśmy tacy rozrzutni. Wzrost wydatków o 28 proc. w trzy lata. Rekord oszczędności.

Co z tego wynika?

Abstrakcyjnie i przykładowo, dla sfinansowania takiego wzrostu wydatków trzeba by składkę rentową podwyższyć dziesięć razy. Z obecnych 6 procent do 60 proc. Wtedy rzeczywiście nie byłoby już niczego, jak profetycznie zapowiadał kandydat na prezydenta Białegostoku.

Rozumiem. Może po prostu broni się pani przed tezą, że oprócz oczywiście kryzysu światowego, wszystkiemu jest winna pani?

Wszystkiemu? (śmiech). Za naszych rządów deficyt sektora finansów publicznych był minimalny, spłaciliśmy awansem niektóre długi przypadające na 2008 r., w momencie przekazywania władzy mieliśmy nadwyżkę budżetową, nasze długi za dwa lata były mniejsze niż długi obecnie rządzących zrobione tylko w 2008 r.

Fakt jest faktem, że po odejściu od władzy PiS szybko zaczęło się źle dziać w gospodarce.

Jeśli chcemy, to możemy się w ten sposób droczyć. Że polskich oficerów w Katyniu zamordowali Niemcy. Że prezydent kazał generałowi Błasikowi sterować tupolewem i obaj postanowili popełnić samobójstwo. Że Jarosław Kaczyński zabił Barbarę Blidę. A Zyta Gilowska zrujnowała państwo polskie. Nie umiem tak rozmawiać.

Zmieniając trochę temat. Z pani poglądami gospodarczymi byłaby pani idealną kandydatką do stowarzyszenia Polska Jest Najważniejsza.

Dlaczego pani tak sądzi?

Ma pani dość liberalne, otwarte poglądy. Można powiedzieć, że nowoczesne.

Ale ja nie wiem, jakie poglądy ma mieć to stowarzyszenie. Wiem, że Joanna Kluzik-Rostkowska jest kawiorową socjalistką, że Elżbieta Jakubiak ma naturę administratora, a Paweł Poncyljusz jest raczej liberałem. Natomiast ja mam naturę i poglądy konserwatywne.

Jak to?

Tak, konserwatywne. W sprawach gospodarczych blisko mi do ordoliberałów. A jacy są ci państwo z PJN, nie wiem.

A jak się pani dowie, to co będzie?

Nic nie będzie. Na razie odebrali PiS zdolność do blokowania zmian w konstytucji.

Ma pani raczej nowoczesny wizerunek. Pasuje pani chyba do PJN?

Pozory. Teoretycznie to w III RP pasowałam do różnych zestawień. W praktyce okazywało się, że jestem mało stadna.

Jak z pani stadnością z Jarosławem Kaczyńskim?

Jarosław Kaczyński jest strategiem. Nie wymaga stadności. Prowadzi dyskurs intelektualny.

Aha… A jak te relacje przebiegają? Intensywnie?

Wystarczająco. Wysoko cenię możliwość rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim. Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy twierdzą, że Jarosław Kaczyński ma trudny charakter. Moim zdaniem jest człowiekiem umiarkowanym, logicznym i racjonalnym. Zawsze tak uważałam.

To pani miała chyba jakieś wyjątkowe szczęście. Bo wszyscy ludzie, którzy współpracowali z Jarosławem Kaczyńskim, bez względu na to, czy go kochają, czy nie lubią, twierdzą, że jest to człowiek, który wzbudza strach. Którego się boją.

Nonsens. Oczywiście warto unikać krętactwa, intryg i kłamstw innych ludzi. No, ale przecież wszyscy wiedzą, że akurat Jarosław Kaczyński mówi prawdę prosto w oczy. Jako rozmówca Jarosław Kaczyński jest uważny i sympatyczny.

Ponoć się bardzo irytuje, jak ktoś chce mu radzić, a rady nie są koniecznie zgodne z tym, co myśli.

Nie mam takich doświadczeń. Myślę, że Jarosław Kaczyński nie jest osobą, która się radzi. Raczej poszukuje informacji, czasami swoje przemyślenia konsultuje.

Jakie szanse daje pani nowemu stowarzyszeniu, czyli PJN?

Nie daję szans. Są intelektualnie mało pozbierani. Tworzą zbiór zbyt zróżnicowany. Nie mają mocnego lidera. I odeszli z PiS w okolicznościach niejednoznacznych.

To znaczy?

Chyba liczyli się z tym, że sporo ludzi uzna ich za zdrajców. Odchodzili z partii w trakcie kampanii wyborczej, ba, nawet w przeddzień wyborów, w czasie tzw. ciszy wyborczej. To są przecież okoliczności zadziwiające.

Ale tak naprawdę zaczęło się chyba od wyrzucenia z partii dwóch posłanek? A Jakubiak była wierną żołnierzycą prezesa.

No tak. Była. Czas przeszły dokonany.

Jak pani, jako była wiceprzewodnicząca, ocenia sytuację w PO?

Kiedy byłam w PO, takie sytuacje jak rozmowa senatora Romana Ludwiczuka bądź dialogi, jakie prowadził Ryszard Sobiesiak z prominentnymi posłami tej partii przy okazji afery hazardowej, nie miały miejsca. Przypominały rozmowy gangsterów z filmów Martina Scorsese.

Ale czy panią to dziwi po kilku latach bycia w PO?

Tak, dziwi mnie. Nigdy nie byłam świadkiem takich rozmów, a nawet nie słyszałam o takich rozmowach. Może one gdzieś były prowadzone, ale na małą skalę. Jestem o tym przekonana.

Na małą skalę? Na Dolnym Śląsku, skąd jest senator Ludwiczak? Jaki to może mieć związek z relacjami Donalda Tuska z Grzegorzem Schetyną?

Oba te zdarzenia miały miejsce właśnie na Dolnym Śląsku, czyli w mateczniku Grzegorza Schetyny. Te rozmowy były prymitywne i wulgarne. Pytanie: ile jest tego prostactwa w PO?

Jak brzmi odpowiedź?

Nie wiem. Nie wiem, ile tego prostactwa tam jest.

Małgorzata Subotić – Rzeczpospolita.

http://www.rp.pl/artykul/577987.html

Posted in Polityka i aktualności, Wywiady | Otagowane: | Leave a Comment »

Debaty Lecha Kaczyńskiego

Posted by tadeo w dniu 3 stycznia 2011

Bronisław Komorowski  Lechowi Kaczyńskiemu. Okazuje się, ze można inaczej. Dobry znak przed świętami. Dziś wieczorem, po powrocie do domu spotkała mnie bardzo miła niespodzianka.

Poczta przyniosła sporą paczkę.  Nadawca: Kancelaria Prezydenta RP. Pomyślałem, że to kolejne świąteczne życzenia z jakimś dołączonym gadżetem. Ale nie.

W dużej kopercie dwa tomy opatrzone napisem: „Seminaria Lucieńskie”. Dwa tomy zapisów dyskusji intelektualistów, które organizował ś.p. prezydent Lech Kaczyński w Lucieniu. Seminariów, na które media nie były zapraszane, które odbywały się w zaciszu ukrytego w lasach dworku, na które Lech Kaczyński zapraszał intelektualistów, których cenił. Nie tylko tych, z którymi się zgadzał. Dbał o to, by prezentowane były różne opinie, różne światopoglądy i wrażliwości.

Przez cztery lata prezydentury Lecha Kaczyńskiego duża część mediów i polityków starała nam się przekazać obraz ówczesnego prezydenta, który tak niewiele odpowiadał rzeczywistości. O klasie intelektualnej Lecha Kaczyńskiego niech świadczy tylko dobór tematów i zestaw mówców, którzy w Lucieniu wygłaszali referaty wstępne do debat. Przytaczam je wszystkie, bo warto.

Liberalizm-komunitaryzm-konserwatyzm:  Zbigniew Rau, Zbigniew Stawrowski, Ryszard Legutko

Tożsamość europejska?:  Wojciech Sadurski, Zdzisław Krasnodębski

O wolności: Jacek Salij OP, Zbigniew Rau

Polityka historyczna: Aleksander Smolar, Dariusz Gawin

Granice demokracji czy korporacyjne przywileje?: Lech Morawski, Zbigniew Stawrowski

Czwarta władza?: Marek Zirk-Sadowski, Marek A. Cichocki

Jaka będzie Rosja?: Andrzej de Lazari, Andrzej Nowak

Czy żyjemy w posthistorycznych czasach?”:  Andrzej Mencwel, Dariusz Karłowicz

Czy Zachód istnieje? Ryszard Legutko, Andrzej Szahaj

Europejskie Niemcy czy niemiecka Europa:  Dariusz Gawin, Piotr Buras

Klasyczne źródła współczesnego świata: Maria Dzielska, Seweryn Blandzi

IV Rzeczpospolita:  Paweł Śpiewak, Andrzej Zybertowicz

Standardy obiektywizmu w polskich mediach: Ryszard Legutko, Paweł Śpiewak

O mitach historycznych i ich demitologizacji: Andrzej Chojnowski, Janusz Tazbir

Czy zmieniła się struktura społeczna?: Henryk Domański, Barbara Fedyszak-Radziejowska

Tworzenie a stosowanie prawa – granice wykładni: Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz, Marek Zirk-Sadowski

Historyzm a prezentyzm: Janusz Tazbir, Bogdan Szlachta

Czy PRL Była państwem polskim?: Tadeusz Kowalik, Zdzisław Krasnodębski

Rok 1989 – Narodziny wolności (debata historyków z okazji 20.roczny rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu):

Lech Kaczyński, Ryszard Legutko, Andrzej Paczkowski, Wojciech Roszkowski, Antoni Macierewicz, Jerzy Holzer, Andrzej Nowak, Jan Kofman, Jan Skórzyński, Andrzej Friszke, Dariusz Stola, Janusz Kurtyka, Jan Żaryn, Andrzej Grajewski, Tadeusz Krawczak, Tomasz Żukowski, Paweł Machcewicz, Andrzej Chojnowski.

Te debaty odbywały się przez cztery lata prezydentury Lecha Kaczyńskiego. W organizacji spotkań, tworzeniu pomysłów, układaniu składu gości prezydenta wspomagało środowisko „muzealników” i „Teologii Politycznej”.

Do paczki z elegancko wydanymi dwoma tomami dołączony był list podpisany piórem przez obecnego szefa Kancelarii Prezydenta. „Życzę, aby lektura publikacji stanowiła zaproszenie do refleksji nad ważnym dla Polski i Europy sprawami i wyzwaniami.  Jacek Michałowski.”

Cieszę się bardzo na tę lekturę. Piękny, choć też smutny prezent świąteczny. Wyrazy szacunku dla Jacka Michałowskiego.

http://jankepost.salon24.pl/261304,debaty-lecha-kaczynskiego

http://mezon1.salon24.pl/261301,czy-salon24-jest-juz-poza-banda

 

Posted in Historia | Leave a Comment »

BIGOS W HISTORII, CZYLI WYKŁAD KOMOROWSKIEGO

Posted by tadeo w dniu 3 stycznia 2011

Publikujemy zamieszczony w internecie wykład prezydenta RP wygłoszonego podczas wizyty w USA.

http://www.gmfus.org/livestream/poland/archivedvideo.html

Posted in Bronisław Komorowski, Filmy i slajdy, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Afery PO

Posted by tadeo w dniu 3 stycznia 2011

http://markd.pl/afery-po/

Posted in Afery i przekręty, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Partia Tuska jak opozycja – Maciej Rybiński

Posted by tadeo w dniu 3 stycznia 2011

Maciej Rybiński: Partia Tuska jak opozycjaMaciej Rybiński: Partia Tuska jak opozycja Fot. ADAM IWANSKI / Inne 

Stan permanentnego zagrożenia, w jaki wprowadzono PO, sprawił, że zamienia się ona powoli w sektę, której członkowie bardziej dbają o zachowanie ortodoksji niż zdrowego rozsądku – pisze Maciej Rybiński, publicysta „Faktu”.

Rząd ma luksusową sytuację. Platforma Obywatelska wygrała wybory. Razem z koalicjantem z PSL ma stabilną większość w Sejmie. Wielką przewagę w Senacie. Bardzo wysokie notowania w badaniach

opinii publicznej i ogromny kredyt zaufania społecznego. Cieszy się też jawnym i często bezkrytycznym poparciem większości mediów. Jest wspierana przez prawdziwe i mniemane autorytety.A mimo całej tej przewagi partia rządząca, zamiast je wykorzystywać dla dobra pospólnego, zamiast reformować państwo w spodziewanym duchu liberalnym, zachowuje się jak typowe ugrupowanie opozycyjnie. Koncentruje się na zwalczaniu przeciwników politycznych, których zgodnie z regułami takiej walki najpierw degraduje do roli wrogów publicznych, aby w końcu pozbawić ich człowieczeństwa. Jedynym ośrodkiem władzy, na który Platforma Obywatelska nie ma wpływu, jest Kancelaria Prezydenta RP i zapewne z tego powodu, a nie ekscentrycznego usposobienia posła Janusza Palikota rzucono na Lecha Kaczyńskiego cień podejrzenia o alkoholizm.

Jest coś zdumiewającego, a równocześnie niepokojącego w tym, że wszystkie działania, wszystkie zaniechania polityków PO za punkt odniesienia mają Prawo i Sprawiedliwość. Można odnieść wrażenie, że najsilniejsza partia opozycyjna jest największym problemem nie tylko dla Platformy, ale przede wszystkim dla państwa i społeczeństwa.

Słuchając wypowiedzi polityków obozu rządowego, a także sprzyjających im komentatorów, słyszy się głosy obrońców oblężonej twierdzy, którzy muszą zwierać szeregi, lać nieczystości z blanków na głowy oblegającej tłuszczy. Emocjonalny stan permanentnego zagrożenia, w jaki wprowadzono tę partię, sprawił, że Platforma zamienia się powoli w sektę, której członkowie w publicznych wystąpieniach, a także działaniach bardziej dbają o zachowanie ortodoksji niż zdrowego rozsądku.

Nie wiem, jakie są powody takiego stanu rzeczy. Być może zwycięstwo

wyborcze było jednak dla PO zaskoczeniem i partia wciąż nie jest w stanie wydobyć się z opozycyjności. Niewykluczone, że do wysadzania mostów, mimo że wojna już się skończyła, zmuszają polityków Platformy dalekosiężne cele, przede wszystkim przygotowanie gruntu pod zwycięstwo Donalda Tuska w wyborach prezydenckich. A wreszcie, że decydujący jest wpływ życzliwych środowisk, w tym medialnych, dla których najważniejszą sprawą jest usunięcie ze sceny politycznej raz na zawsze nie tylko PiS, ale także właściwego dla zwolenników tego ugrupowania sposobu myślenia. Jakkolwiek by było, rezultatem jest syndrom oblężonej twierdzy i staczanie się w sekciarstwo polityczne.Rząd powinien postępować zgodnie nie tylko z interesem własnym, ale przede wszystkim zgodnie z interesem publicznym. Tymczasem z prostego, choć groteskowego powodu, że wszelkie działania rządu za punkt odniesienia mają ciągle rząd poprzedni i ubiegłą kadencję Sejmu, członkowie gabinetu i zaplecza politycznego Donalda Tuska wszystko starają się robić odwrotnie niż poprzednicy.

Instytucje państwa, wzmacniane przez Jarosława Kaczyńskiego, są osłabiane. Ludzie ścigani przez poprzedni reżim, podejrzewani o popełnienie poważnych przestępstw są uwalniani, usprawiedliwiani, a nawet gloryfikowani. Urzędników mianowanych przez poprzednią ekipę zwalnia się tylko z tego powodu, niezależnie od ich kwalifikacji, nawet bez podejrzeń o nielojalność. Ten przymus robienia wszystkiego inaczej, na opak, ta zasada dyskontynuacji objęła nawet tak delikatny i wrażliwy obszar, jak polityka zagraniczna, w której bez potrzeby, bez żadnych warunków wstępnych i bez nadziei na wzajemność zasygnalizowano partnerom zagranicznym ustępliwość.

Dwa miesiące u władzy to może jest zbyt krótki okres, aby dokonać poważnych, niezbędnych reform. Ale to dość, aby choć poinformować społeczeństwo, w jakim kierunku te reformy będą zmierzać. Tymczasem nawet w tak fundamentalnej sprawie jak system ochrony zdrowia nie znamy nawet kierunku zmian. Bezpieczny szpital, bezpieczny pacjent to są hasła bez treści. Taki powinien być rezultat, założenia muszą być konkretne, nawet gdyby miały być odebrane jako brutalne. W ogóle tam gdzie nie chodzi o personalia, służby specjalne i wymiar sprawiedliwości, a więc obszary niedecydujące o jakości

życia Polaków w sposób rozstrzygający, mamy do czynienia głównie ze słowotwórstwem, nowomową i zawłaszczaniem pojęć. Zgodnie z zasadą, że kto ma władzę nad pojęciami, ten ma władzę nad umysłami. O koncentrowaniu się na obrazie rzeczywistości, a nie na realnych problemach świadcząwypowiedzi Donalda Tuska – odzyskamy telewizję, zrobimy porządek w „Rzeczpospolitej”.Tymczasem poza służbą zdrowia jest mnóstwo bardzo pilnych spraw, którymi rząd powinien się zajmować od początku: decentralizacją, która umożliwiłaby lepsze wykorzystaniefunduszy

unijnych; reformą systemu podatkowego; konsolidacją finansów państwa; szukaniem sposobów zapobieżenia skutkom dekoniunktury; zapobieganiu inflacji dodatkowo napędzanej podwyżkami płac; sposobami powstrzymania niekorzystnych tendencji demograficznych; zapobieganiem kryzysowi systemów emerytalnych, jaki musi nastąpić w wyniku starzenia się społeczeństwa. I tak dalej, i tak dalej.Lista jest długa. Są jeszcze na niej infrastruktura, od której zależy dalszy rozwój gospodarczy, bezpieczeństwo

energetyczne łącznie z kontrowersyjną, ale chyba nie do uniknięcia sprawą energetyki jądrowej, model szkolnictwa uwzględniający fakt, że wiedza przekazywana uczniom dezaktualizuje się obecnie w ciągu 5 lat. Słowem, rząd powinien zająć się przyszłością, a nie tkwić ciągle w przeszłości i za swoje naczelne zadanie uważać sprzątanie po PiS-ie, tak aby kamień na kamieniu nie został.Platforma Obywatelska zgromadziła gigantyczny, jak na polskie stosunki i obyczaje, kapitał zaufania społecznego. Ale jest to ten rodzaj kapitału, który szczególnie łatwo i szybko można roztrwonić. PO właśnie to robi, uwikłana w walki i potyczki całkiem już niepotrzebne, spętana dodatkowo populistycznym lękiem przed decyzjami zbyt odważnymi, więc niepopularnymi. Władza w państwie to nie jest tylko legitymacja do odwetu i negacji. To przede wszystkim mandat do działań pozytywnych.

Maciej Rybiński

Posted in Polityka i aktualności | 1 Comment »

Jak to nam się czasy zmieniły i Prezydent też…

Posted by tadeo w dniu 3 stycznia 2011

Obserwuję to, co się dzieje na naszej scenie politycznej z coraz większym niesmakiem. Jeżeli dodać do tego to, co się dzieje w piekiełku dziennikarskim i „dziennikarskim”, to jest mi coraz bardziej żal naszego kraju. Niedługo do rządzących platformersów usłyszymy to, co Igor Janke usłyszał od kolejarza: „Nie musicie w tym burdelu mieszkać”.

Uderza mnie jednak jedna rzecz, która świadczy (moim zdaniem) o tym, że weszliśmy w następny etap. Zwróćcie państwo uwagę na to, jak zmienił się po lipcowych wyborach stosunek do urzędu Prezydenta RP. Nie mówię w tym momencie o opiniach polityków, dziennikarzy, czy celebrytów wygłaszanych w mediach. Przecież wiadomo, że teraz już nie wypada pytać prezydenta o stan zdrowia. Teraz nie wypada zauważać codziennych wpadek Bronisława Komorowskiego tak, jak kiedyś Lechowi Kaczyńskiemu przypinano na całe tygodnie wpadki współpracowników. Nie o tym mówię.

Do 10 kwietna 2010 roku Prezydenta wyszydzali ludzie salonu, „warszafki„, czy jak kto woli „elyty„. Co chwila ktoś z hukiem oddawał jakiś order przyznany przez Lecha Kaczyńskiego, alby opowiadał w zagranicznych gazetach, jakiego to durnia mamy za prezydenta. Dziennikarze natrząsali się ze ś.p. Prezydenta praktycznie codziennie i w dodatku oburzali się, że Lecha Kaczyńskiego nie bawią te wyzwiska i szyderstwa.  Fotoreporterzy z różnych gazet potrafili zrobić po kilkaset zdjęć, żeby ustrzelić tę jedną fotkę: jakąś głupią minę lub karykaturalne skrzywienie. Za to zwykli ludzie, którzy mieli okazję spotkać i co ważniejsze posłuchać tego, co mówił ś.p. Lech Kaczyński autentycznie go lubili i szanowali. Prezydent mógł bez obaw i wstydu spotkać sie ze wszystkimi. Co więcej, po takim spotkaniu każdy, jak sie dzisiaj okazuje, długo nie mógł wyjść z szoku, że obraz Prezydenta kreowany przez media jest zupełnie fałszywy.

A co mamy dzisiaj? Prezydenta Komorowskiego kochają „elyty” warszawskie i krakowskie. Różnej maści celebryci prześcigają sie w opowiadaniu, jakiego mamy wspaniałego przywódcę, choć tak naprawdę, to nawet nie znają imienia aktualnego Prezydenta. Dziennikarze i pracownicy mediów potrafią z każdej, nawet najbardziej prostackiej gafy zrobić drobniutką pomyłkę. Tak sie również dziwnie składa, że zdjęcia Bronisława Komorowskiego zawsze sie udają, a te nieudane nie trafiają na czołówki. Jednak zupełnie inaczej dzieje się wśród szaraczków. Pierwsze symptomy można było zaobserwować jeszcze w lipcu, kiedy Bronisław Komorowski wywołał niepotrzebną awanturę, chcąc usunąć krzyż z Krakowskiego Przedmieścia. Potem dał plamę, ukradkiem odsłaniając tablicę pamiątkową, przy stróżówce Pałacu. Również zjazd Solidarności z okazji rocznicy Porozumień Sierpniowych, nie był dla drogiego Bronka zbyt udany. Ostatni dobitny przykład stosunku zwykłych ludzi, do nowowybranego prezydenta pokazują reakcje robotników na wystąpienia Bronisława Komorowskiego w Katowicach, Gdańsku i Gdyni.

Jak to się dzieje, że tego faceta ludzie nie szanują? Jest prezydentem dopiero kilka miesięcy, a już normalni ludzie mają go dość. Co ten gość ma w sobie, że bardziej pasuje na stanowisko sołtysa w Pikutkowie Dolnym, albo gajowego gdzieś w środku Borów Tucholskich?

http://miecios11.salon24.pl/260467,jak-to-nam-sie-czasy-zmienily-i-prezydent-tez

 

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Przekręty i wałki rządu PO o których milczą media

Posted by tadeo w dniu 3 stycznia 2011

Media w kraju wybitnie maskują przekręty obecnego rządu nagłaśniając same sukcesy, a urzędasy robią wałki i nikt im nic za to nie zrobi? Wolność i demokracja rządzi. Tym czasem wszystko po cichu drożeje, czynsze, energia, paliwo, potężnie wzrasta zadłużenie kraju i rośnie wskaźnik bezrobocia? to początek problemów w kraju, jeszcze lepsze czasy dopiero nadejdą po 2011 r, ceny pofruną do góry i przyjdzie za wszytko słono płacić . Wiele osób które podczas kampanii wyborczej dało się nabrać na popularne chwyty dobrobytu ( druga Irlandia, aby żyło się lepiej, niższe podatki?) – niebawem przekona się na kogo oddali swój głos.

O tym że jest dobrze czy nawet bardzo dobrze, możemy dowiedzieć się jedynie z telewizji tej niezależnej i zależnej. O gigantycznych wałkach i przekrętach rządowych popleczników cisza jak makiem zasiał ,wolą serwować głodne kawałki i karmić społeczeństwo J.Kaczyńskim, odciągając uwagę do poważnych problemów. O tym jak nasz rząd stara się wypełnić dane obietnice wyborcze dowiesz się z artykułu.

http://prawdaxlxpl.wordpress.com/2010/12/16/przekrety-i-walki-rzadu-po-o-ktorych-milcza-media/

Posted in Afery i przekręty, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Cejrowski o Komorowskim i Tusku

Posted by tadeo w dniu 3 stycznia 2011

Posted in Filmy i slajdy, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

O czym wiedział Michniewicz?

Posted by tadeo w dniu 3 stycznia 2011

Grzegorz Michniewicz, dyrektor generalny Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, popełnił samobójstwo w dniu powrotu z remontu w Samarze tupolewa o numerze bocznym 101

Prokuratura Generalna nie widzi potrzeby wnioskowania o sprawdzenie śledztwa dotyczącego tajemniczej śmierci wysokiego urzędnika z kancelarii premiera Grzegorza Michniewicza – informuje prokurator Maciej Kujawski. Tymczasem w śledztwie tym nie sprawdzono billingów ani nie zbadano ważnych aspektów wynikających z dostępu urzędnika do ściśle tajnych informacji.

– Sprawa ta była objęta nadzorem Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie. Na razie nie widzimy potrzeby, aby Prokuratura Generalna ją badała – informuje prokurator Kujawski.
Michniewicz, dyrektor generalny kancelarii premiera i członek rady nadzorczej Orlenu, zmarł pod koniec grudnia 2009 roku. Śledztwo w tej sprawie trwało blisko rok i zakończyło się dwa miesiące temu umorzeniem. Stwierdzono, że najbardziej prawdopodobne jest, iż Michniewicz popełnił samobójstwo. Jednak jak się okazuje, prokuratura nie zbadała kilku istotnych kwestii, takich jak billingi z ostatnich połączeń urzędnika czy uwarunkowania wynikające z tego, iż Michniewicz miał dostęp do tajnych informacji w kancelarii premiera. Nie określono także czasu jego zgonu.
– Prokurator prowadzący sprawę ocenił, iż nie jest niezbędne żądanie billingów, że nie będą miały wpływu merytorycznego na ustalenia postępowania – tłumaczy prokurator Monika Lewandowska, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie. – Prokurator zgromadził materiał dowodowy i uznał go za wystarczający – dodaje. Dlaczego nie określono czasu zgonu? – Czas zgonu nie zawsze z punktu widzenia medycznego jest możliwy do określenia, tutaj nie było to widocznie możliwe – stwierdza Lewandowska.
Zapytaliśmy prokuraturę, czy podczas śledztwa zakładano, że mogło dojść do morderstwa. – Prokurator uznał, że nie było ingerencji osób trzecich – stwierdza Lewandowska.
Jednak mecenas Bogdan Borkowski, który w sprawie Krzysztofa Olewnika ma do czynienia z wieloma tajemniczymi samobójstwami, podkreśla, że takie sprawy powinny być wnikliwie badane. – Nawet jeżeli wszystkie ślady i znaki wskazują na to, że to było samobójstwo, bezwzględnie należy zbadać, czy nie doszło do zabójstwa – podkreśla. Mecenas zwraca uwagę, że czasami się zdarza, iż miała też miejsce ingerencja osób trzecich, swoista „pomoc” przy samobójstwie, dlatego należy zbadać wszystkie okoliczności sprawy. – Nieraz są ślady na ciele, plamy opadowe itp., które wskazują na ingerencję osób trzecich – mówi. – Nawet jak nie ma takich poszlak, to należy sprawdzić billingi – podkreśla mecenas.
Prokuratura jednak tego nie zrobiła. Wiadomo, że ostatni SMS urzędnik wysłał do szefa kancelarii premiera Tomasza Arabskiego. Miał on dotyczyć sprawy innego urzędnika. Prokuratura nie zbadała także uwarunkowań zawodowych Michniewicza. Czy sprawa może mieć związek z organizacją wizyty prezydenta w Katyniu? Przełożonym urzędnika był Tomasz Arabski, który uczestniczył w ustaleniach dotyczących tragicznie zakończonego wyjazdu. W dniu domniemanego samobójstwa do Polski wrócił remontowany w rosyjskiej Samarze Tu-154M nr 101, który potem uległ katastrofie pod Smoleńskiem.
Lewandowska podkreśla, że prokurator prowadzący śledztwo badał każdy wątek istotny dla śledztwa, a sama decyzja nie została zaskarżona i się uprawomocniła. Potem sprawdzała ją także prokuratura apelacyjna.
Borkowski mówi, że gdy pojawią się nowe okoliczności, prokuratura w każdym czasie może wznowić śledztwo. Może też interweniować Prokuratura Generalna. Ale na razie się na to nie zanosi.

Zenon Baranowski

Posted in Polityka i aktualności, Tajemnicze wypadki | 1 Comment »

Rybiński: Rząd zaczął panikować

Posted by tadeo w dniu 3 stycznia 2011

Rosnący dług publiczny, demontaż systemu emerytalnego, skomplikowanie podatków – działania rządu w 2010r. podsumowuje prof. Krzysztof Rybiński

Posted in Gospodarka i Ekonomia, Wywiady | Leave a Comment »

Jaki rzecznik, taki rząd, a jakie media?

Posted by tadeo w dniu 3 stycznia 2011

Bo ta historia żyje już swoim życiem. Oto, jak spotkanie u prezydenta relacjonują media:

„Panie premierze, czy wydał pan rozkaz zamordowania mnie” – takie pytanie miała zadać Ewa Kochanowska – czytamy na czołówce portalu pewnej gazety. I taki przekaz pójdzie w świat– przekaz nieprawdziwy.

Czy Rada Etyki Mediów zareaguje?  Wątpię.

http://mampytanie.salon24.pl/258801,jaki-rzecznik-taki-rzad-a-jakie-media-czyli-cd-historii

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Od tego rządu można by było wymagać więcej!

Posted by tadeo w dniu 3 stycznia 2011

Z Markiem Zuberem, ekspertem i analitykiem ekonomicznym, rozmawia Roman Mańka.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat zmieniła się diametralnie sytuacja gospodarcza na świecie, gospodarka coraz bardziej się globalizuje. Czy uważa Pan, że Polska odnajduje się w tych warunkach, czy jest dobrym „graczem” na arenie globalnej gospodarki?


Marek Zuber, Foto PAP Andrzej Wiktor

Oczywiście możemy mówić różne złe rzeczy o naszej gospodarce: o różnych wpadkach, problemach, których nie rozwiązaliśmy albo rozwiązaliśmy je źle, ale – ja myślę – że nie powinniśmy wpadać w taką, w taki sposób przedstawiania tej rzeczywistości w Polsce, bo po prostu świat nas dzisiaj inaczej ocenia i uważam, że z tego powinniśmy się cieszyć. A jesteśmy dzisiaj jednym z najszybciej rozwijających się krajów Unii Europejskiej: faktem jest, że Unii Europejskiej, która jest w kryzysie, faktem jest, że mamy szybki wzrost gospodarczy, ale jednak poziom PKB na mieszkańca i zamożność Polski są dużo mniejsze niż tych najbogatszych krajów Unii Europejskiej – oczywiście, ale mimo wszystko to w Polsce w 2009 r. nie było recesji, to właśnie my dzisiaj osiągamy tempo wzrostu ponad 4 proc., z czego – jak powiedziałem – powinniśmy się cieszyć i powinniśmy być dumni.

Ja myślę, że weszliśmy do UE znacznie lepiej niż oceniała duża część ekonomistów, analityków, także polityków, nie mieliśmy prawie żadnych poważnych problemów z konkurencją na wspólnym rynku, a nasze przedsiębiorstwa zdały ten egzamin w sposób fantastyczny. Mało tego, okazało się, że jesteśmy bardzo ciekawym miejscem, żeby w Polsce prowadzić działalność.

To wynika z rozmaitych przyczyn: z naszego położenia, z tego, że przynajmniej na początku integracji z Unią byliśmy dużym rynkiem zbytu dla produktów wytwarzanych przez zachodnie koncerny, ale także z tego, że Polacy potrafią tanio i bardzo dobrze produkować. A dzisiaj zdecydowana większość inwestorów zagranicznych to firmy, które produkują w Polsce, aby sprzedawać wytworzone u nas towary dalej, a nie plasować się na wewnętrznym rynku. To też świadczy o niesamowitej drodze, którą przeszliśmy od początku lat 90., ale również o naszej pozycji nie tylko w Unii Europejskiej, ale także na świecie.

Myślisz o własnym mieszkaniu? » Sprawdź ofertę kredytów

Natomiast warto też powiedzieć o tym, co się nie udało: myślę, że moglibyśmy znacznie dalej się przesunąć, gdybyśmy potrafili przede wszystkim zreformować jeszcze bardziej finanse publiczne i zwłaszcza otoczenie gospodarcze, czyli wszystko to, co związane jest z prowadzeniem działalności gospodarczej: infrastrukturę, drogi, połączenia kolejowe, infrastrukturę informatyczną, ale także otoczenie w sensie na przykład stanu prawnego.

To co nam się nie udaje, to w czym jesteśmy w drugiej połowie krajów na świecie, a często pod koniec różnego rodzaju rankingów, to są ułatwienia dla przedsiębiorców, to są te rzeczy, które związane są z prowadzeniem działalności, a najbardziej kompromitujące jest to, że jesteśmy na szarym końcu krajów, w których łatwo jest prowadzić inwestycje – tu powinniśmy się uderzyć w piersi i bardzo żałować, że nie udało się stworzyć lepszych warunków, że w Polsce te przepisy są totalnie skomplikowane, są niejednoznaczne, jest ich bardzo dużo, jest kilkadziesiąt różnego rodzaju podatków i parapodatków, a administracja państwowa działa często nie na rzecz przedsiębiorców, ale stara się im przeszkadzać – dotyczy to również inwestorów zagranicznych; to jest to, co nam najbardziej przeszkodziło: czyli właśnie to otoczenie, niemożność zreformowania tego otoczenia, i właśnie stan finansów publicznych.

Był Pan doradcą ekonomicznym premiera Kazimierza Marcinkiewicza, jest Pan ekspertem na bieżąco analizującym życie gospodarcze; może więc Pan z tej perspektywy oceniać działania poszczególnych rządów: czy nie uważa Pan, że rząd Donalda Tuska zbyt pasywnie, kunktatorsko podchodzi do gospodarki, nie reformuje sfery finansów publicznych?

Oczywiście, że tak! Zachowuje się nad wyraz pasywnie, zbyt pasywnie, jeżeli ocenimy skutki działań. Jeżeli będziemy się zastanawiali: dlaczego tak się dzieje, to oczywiście tych powodów jest wiele – kilka argumentów rzeczywiście można by uznać za zasadne, dotyczących jakichś działań, określonych inicjatyw: fakt, że rząd ten działał w okresie kryzysu – krótko mówiąc, premier Tusk ma niesamowitego pecha, że przyszło mu sprawować władzę właśnie w takich czasach – ale muszę powiedzieć, że ten rząd i minister finansów pod względem reakcji na kryzys, szczególnie w pierwszym okresie, zdali egzamin i że te pierwsze miesiące pozwoliły nam „kupić” sobie zaufanie inwestorów zagranicznych i w ogóle wszystkich tych, którzy w Polsce działają: tą stanowczością dotyczącą przede wszystkim nie psucia budżetu. To jest wielka wartość!

Potem było już gorzej, szczególnie jeżeli chodzi o program antykryzysowy, który myślę – tak naprawdę – niestety się nie udał: jest to przede wszystkim program wspierania, finansowania firm przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Na pewno części rzeczy nie można zrobić albo trudniej było zrobić z tego powodu, że Platforma Obywatelska nie rządzi samodzielnie, że jest jednak koalicja i na wszystkie zmiany – choćby w kwestii zabezpieczenia emerytalnego rolników – PSL się nie zgodzi. Częściowo można tłumaczyć brak reform też tym, że przez pewien okres prezydent był nieprzychylny niektórym działaniom tego rządu.

Dziś już tego argumentu nie ma…

Właśnie – dzisiaj już tego argumentu nie ma, dzisiaj jedynym argumentem hamującym reformy, który (jeżeli możemy tak powiedzieć) jest argumentem sensownym, są zbliżające się wybory parlamentarne. Oczywiście jako ekonomista nie mogę się na to zgadzać, ale jako człowiek interesujący się polityką rozumiem, że podjęcie radykalnych działań dzisiaj byłoby swoistym „samobójstwem” czy mogłoby być „samobójstwem”.
Jednak wielcy mężowie stanu mieli to do siebie, że podejmowali reformy w najtrudniejszych warunkach.

Oczywiście, jeżeli pyta Pan, czy chciałbym, żeby rząd Donalda Tuska 1 stycznia 2011 r. wprowadził coś na kształt wielkiej reformy finansów w Polsce, to odpowiadam: tak – chciałbym tego; natomiast jestem realistą i wiem, że trudno jest podjąć taką decyzję. Natomiast myślę, że największym zaniechaniem tego rządu przez te trzy lata jest bardzo, bardzo – powiedziałbym – skromny dorobek w kwestii reformy otoczenia gospodarki, w kwestii porządkowania przepisów prawnych, uproszczenia ustaw o VAT, PIT, CIT – nie mówię tutaj o zmianie stawek, ale o uproszczeniu przepisów, które dotyczą funkcjonowania właśnie gospodarki. Nie mamy w dalszym ciągu istotnych ułatwień dotyczących dokonywania inwestycji, budowania różnego rodzaju obiektów w Polsce – to są zaniechania, których nie można tłumaczyć kryzysem, złym stanem finansów publicznych, brakiem środków, to są niestety problemy strukturalne, które też trudno pokonać.

Mamy tutaj niesamowity opór materii, jeżeli można tak powiedzieć, ale od tego rządu można byłoby wymagać zdecydowanie większych działań i sama działalność Komisji Przyjazne Państwo nie wystarczy, tym bardziej, że dorobek tej Komisji – zupełnie obiektywnie – nie jest specjalnie „rzucający na kolana”, wiele, znacznie więcej można było zrobić.

Muszę zapytać o dług publiczny. a właściwie o tempo jego przyrostu i jego strukturalną proweniencję. Dynamika eskalacji tego zjawiska powoduje, że rząd będzie musiał sięgnąć po rygoryzm monetarny albo zaostrzyć politykę fiskalną, co w przyszłości może negatywnie odbić się na wzroście gospodarczym.

Rozumiem, że politycy mają swoje prawa, ale ostatnie dwa lata są dość – powiedziałbym – mało spójne, jeżeli chodzi o wypowiedzi dotyczące pewnych rzeczy, dziejących się w Polsce. Z jednej strony przedstawiciele rządu czy szerzej, klasy politycznej mówią, że błędem było obniżenie podatków i składki rentowej. Mówią, że dramatem jest to, że samorządy w Polsce się zadłużają i w zasadzie samorządy są głównym winowajcą tego, że tak szybko narasta dług publiczny. Z drugiej strony musimy jasno powiedzieć – to, że nie ma w Polsce recesji, zawdzięczamy: po pierwsze temu, że Polacy kupują, a po drugie temu, że mamy wydatki infrastrukturalne, a trzecim elementem jest oczywiście wzrost eksportu. Ale te dwa pierwsze powody są zdecydowanie najważniejsze.

A dlaczego Polacy kupują? Dlatego że się nie przestraszyli kryzysu, ale także dlatego, że na skutek obniżenia składki rentowej i podatków w ich „kieszeniach” zostało kilkanaście miliardów złotych, które mogli wydać na konsumpcję.

Dlaczego mamy wydatki infrastrukturalne? Dlatego że w 80 proc. te wydatki dokonywane są przez samorządy i oczywiście w znacznej mierze współfinansowane ze środków unijnych, ale tą drugą część finansowania j muszą dostarczyć jednostki samorządowe, a jedyną szansą na zrealizowanie tych inwestycji, dostarczanie tych środków jest zapożyczanie się.

Jeżeli więc mówimy o tym, że to źle, że obniżyliśmy podatki, składkę rentową, że to źle, że samorządy się zadłużają, to nie cieszmy się jednocześnie z tego, że byliśmy „zieloną wyspą”, chociaż boję się używać tego sformułowania patrząc na to, co stało się w Irlandii. Bo dzięki temu właśnie tą „zieloną wyspą” byliśmy i mieliśmy wzrost gospodarczy, i nie jesteśmy dzisiaj krajem w recesji. Dzięki temu też obecnie osiągamy ponad czteroprocentowe tempo wzrostu.

Co do samego długo publicznego: oczywiście, aktualnie to jest największe wyzwanie dla Polski. Absolutnie nie zgadzam się z tą tezą – którą część ekonomistów dzisiaj stawia – że stajemy „na krawędzi” i tygodnie czy miesiące dzielą nas od postrzegania Polski w podobny sposób, jak Grecji czy Irlandii, czyli mówiąc krótko: w zasadzie jesteśmy krajem, który już jest na „równi pochyłej” i za chwilę to wszystko dramatycznie się może zakończyć. Tak źle nie jest!

Jednak prawdą jest, że jeżeli w najbliższych latach dług publiczny będzie narastał w takim tempie, jak w ciągu ostatniego roku, to jest ponad 120 mld zł dla kraju, który ma ok. 1 bln 400 mld PKB, czyli 8 proc. (mniej więcej), o tyle wzrósł dług publiczny w ciągu ostatniego roku – to oczywiście w perspektywie dwóch, trzech, czterech lat taki scenariusz: grecki czy irlandzki nam grozi.

Co konkretnie powinien zrobić rząd, żeby zahamować tempo przyrostu tego długu?

Jeszcze chwilkę, jeśli mogę… To tym gorzej wygląda – takie szybkie tempo przyrastania tego długu, szczególnie w stosunku do PKB – że PKB rośnie dzisiaj w Polsce w tempie jednym z najszybszych w Europie i że większość krajów Unii Europejskiej, szczególnie strefy euro, także tych najbogatszych, rozpoczyna bardzo poważną walkę ze swoimi deficytami budżetowymi, tym samym długami publicznymi. Jeżeli my nie zaczniemy tych działań, to za trzy lata będziemy na samym końcu Europy pod względem porządkowania finansów publicznych; więc musimy to zrobić, bo rzeczywiście grożą nam bardzo poważne konsekwencje – na szczęście dopiero za trzy, cztery lata, jeszcze nie teraz.

A co musimy zrobić? Teoretycznie są dwie możliwości…, a właściwie to trzy możliwości.

Pierwsza możliwość: obniżamy wydatki – to jest absolutnie najważniejsze wyzwanie. Jak te wydatki możemy obniżać? Oczywiście porządkując np. dystrybucję środków, które idą do różnych grup społecznych. To są trudne decyzje, bo to są decyzje zabrania komuś pieniędzy, ale obiektywnie możemy powiedzieć, że wiele pieniędzy w Polsce trafia dzisiaj nie tam, gdzie powinno: jako przykład możemy podać refundację leków – zrozumiałe jest, że taka państwowa refundacja jest konieczna wtedy, kiedy mamy do czynienia z biednymi rodzinami, które mają stosunkowo niski poziom dochodów, ale dlaczego „ktoś” ma dopłacać do „aspiryny”, kupowanej przez osobę zarabiającą 15 tys. zł miesięcznie – tego nie rozumiem. Takich przykładów oczywiście możemy przywołać bardzo wiele.

Drugi problem sprowadza się do kwestii, że Polska jest dzisiaj krajem ludzi uprzywilejowanych: w Polsce duża część osób szybciej przechodzi na emerytury, korzysta z rozmaitych ulg podatkowych, ma większe możliwości wpisywania w koszty swojej działalności – jakichś elementów wynikających z prowadzonej działalności, itd. To jest olbrzymia część społeczeństwa – część osób w ogóle nie płaci podatków. Musimy rozpocząć działania zmierzające do tego, żeby to uporządkować!

W ramach tego mamy także oddzielny, ogromny temat – to jest zabezpieczenie emerytalne. Rozumiem, że nie możemy zrównać składki ZUS i KRUS w ciągu jednego roku – to by było zabójcze dla dużej części rolników w Polsce – ale uważam, że powinniśmy rozpocząć proces zrównywania tych składek. To może potrwać nawet kilkanaście lat, ale powinno się już zacząć, żebyśmy wiedzieli, że w dającej się przewidzieć przyszłości będzie to realizowane.

Jest Pan zwolennikiem reformy KRUS-u?

I KRUS-u, i ZUS-u. Mamy otwarte fundusze emerytalne… Tak na marginesie – jestem zdecydowanym przeciwnikiem tego, co rząd chce zrobić z OFE, czyli zablokować wpłaty na okres dwóch lat – nie mam żadnej pewności, że to potrwa tylko dwa lata. Jestem także absolutnym zwolennikiem reformy KRUS-u – tylko jeszcze raz powtarzam: nie chodzi o to, żeby w ciągu roku zrównać składkę KRUS ze składką ZUS, co jest zabójcze dla rolników i duża część rolników tego po prostu nie wytrzyma – zostanie biedakami, nie będzie w stanie obsługiwać takich potężnych, dodatkowych obciążeń. Natomiast z całą pewnością mamy dużą grupę rolników, którzy dzisiaj są przedsiębiorcami rolnymi, osiągającymi bardzo duże dochody i te osoby powinny płacić znacznie większe ubezpieczenie niż płacą obecnie.

Jeśli nie ZUS, to co?

Raport specjalny Bankier.pl
Skąd wziąć na emeryturę? Nie licz na wypłatę z ZUS. Sprawdź, jak sam możesz zabezpieczyć swoją przyszłość.

A po drugie powinniśmy powoli rozpocząć właśnie ten proces wyrównywania stawek – wieloletni, ale jednak on powinien się zacząć. Ten proces musi funkcjonować żebyśmy wiedzieli, w jakim kierunku idziemy.

I kolejny element, to jest problem długości efektywności pracy, czyli kwestia wieku przejścia na emeryturę. Jestem po pierwsze zwolennikiem wyrównania wieku emerytalnego i po drugie niestety wydłużenia tego wieku, przynajmniej o dwa lata. To są trendy obserwowane aktualnie w Europie, trendy, które mają wielu przeciwników (wiemy, co się działo we Francji – wtedy, kiedy rząd chciał tylko o dwa lata wydłużyć stosunkowo niski wiek emerytalny), ale nie ma wyjścia! W dzisiejszej sytuacji starzejących się społeczeństw nie ma innej możliwości. Tym bardziej, że my coraz dłużej jesteśmy aktywni zawodowo: żyjemy coraz dłużej, coraz dłużej – na szczęście – lepiej się czujemy. Myślę, że to są tendencje, które są zupełnie normalne.

Gdyby 1 stycznia 2011 r. zadzwonił do Pana premier Donald Tusk, zaprosił Pana na spotkanie i powiedział: „Panie Zuber proszę mi doradzić, co mamy robić jeżeli chodzi o polską gospodarkę”, to co by mu Pan odpowiedział?

No cóż… pewnie nie zadzwoni.

Ale hipotetycznie?

Z uwagi na trudną sytuację finansów publicznych – jeżeli mówimy o gospodarce i intensyfikacji rozwoju: to, co możemy zrobić stosunkowo szybko, chociaż niełatwo i stosunkowo najmniejszym kosztem, to jest poprawa prawnego elementu otoczenia gospodarczego – likwidacja jak największej liczby licencji, koncesji, zezwoleń, pozwoleń, czyli tego typu ułatwienia. To się nie udało (żeby nie oskarżać jednego rządu: to się nie udało żadnemu rządowi w ostatnich latach, pamiętajmy, że każdy mówił, każdy próbował, nikt nie zrealizował), więc myślę, że od tego bym zaczął bardzo mocno, bo myślę, że te działania – także z punktu widzenia politycznego – nie byłyby dla rządu niebezpieczne. Mówię oczywiście o wyborach parlamentarnych, które mamy pod koniec przyszłego roku.

I drugi szalenie istotny element to budowanie planu walki z narastającym długiem publicznym – planu pewnie nie do pokazania społeczeństwu przed wyborami (tutaj niestety trzeba być bardzo praktycznym, mówił Pan o spotkaniu z premierem, który jest przede wszystkim politykiem), ale taki plan trzeba mieć i przy ewentualnym zwycięstwie w następnych wyborach zacząć go realizować. To nie będzie plan, z którego wszystkie grupy społeczne będą się cieszyć; to nie będzie plan, który w krótkim okresie zadowoli wszystkich; ale to jest plan, który w długim okresie – ten długi okres, to może być zaledwie trzy, cztery lata – spowoduje, że Polska będzie jeszcze lepiej postrzegana i da sobie szansę na jeszcze szybszy wzrost gospodarczy.

A zatem jeśli uda go się wprowadzić od razu po wyborach, to ten rząd, który go wprowadzi, ma szansę zyskać, ma szansę skonsumować efekty zmian, które sam wprowadzi. I dlatego 1 stycznia zachęcałbym premiera do tego, żeby taki plan już powstał, żeby odpowiednie ustawy już zostały przygotowane, żeby po wyborach rozpocząć wprowadzanie tych wszystkich zmian i zrealizować je w ciągu kilku miesięcy, a nie roku czy dwóch lat, po to żeby zdążyć doczekać konsekwencji tych pozytywnych zmian i wierzę, że w takiej sytuacji rząd, który wprowadzi te zmiany, ma szanse wygrać jeszcze następne wybory.

Dziękuję za rozmowę.

Posted in Gospodarka i Ekonomia, Polityka i aktualności, Wywiady | Leave a Comment »