WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for Grudzień 2010

PiS: Ile będzie kosztowało wstrzymanie przetargów na drogi?

Posted by tadeo w dniu 29 grudnia 2010

PiS domaga się od rządu informacji na temat skutków finansowych anulowania 45 przetargów na budowę dróg krajowych i autostrad.

Wiele kluczowych projektów zostanie wstrzymanych

Wiele kluczowych projektów zostanie wstrzymanych /RMF

W połowie grudnia br. Grabarczyk zapowiedział, że „pod nóż” mają iść m.in. duże odcinki drogi krajowej ekspresowej „siódemki” oraz drogi ekspresowej S17 i S3. Najbardziej ucierpieć ma droga ekspresowa S7, gdzie ma zostać anulowany przetarg m.in. na 40-kilometrowy odcinek na Pomorzu – z Koszwał do Kazimierzowa. W związku z oszczędnościami zabraknie środków także na odcinek pomiędzy Ostródą i Olsztynkiem, Radomiem i Skarżyskiem-Kamienną oraz Jędrzejowem i granicą woj. małopolskiego.

Nie pomogły petycje – mieszkańcy zablokowali drogę

Z Programu Budowy Dróg Krajowych na lata 2011-2015 zniknie także budowa łącznika S7 do autostrady A4 w Krakowie.

– Rząd premiera Donalda Tuska nie zbuduje w terminie ponad tysiąca kilometrów dróg krajowych i autostrad. Są to realne i konkretne straty dla kilkuset firm, które zainwestowały w dobrej wierze, przyjmując zapewnienia premiera chociażby z expose z listopada 2007 roku, że wszystkie miasta, które są organizatorami EURO 2012, będą połączone drogami szybkiego ruchu albo autostradami – oświadczył na konferencji prasowej w Sejmie szef klubu PiS Mariusz Błaszczak.

Jak podkreślił, fakt ten wpłynie także na wzrost bezrobocia w naszym kraju. – Ludzie nie będą mieli pracy, a przecież budownictwo zawsze i wszędzie jest kołem zamachowym gospodarki – zaznaczył.

– Pytanie zasadnicze, co się dzieje z pieniędzmi, skoro jest przyrost PKB? Dlaczego tak wysoki jest deficyt? Racjonalna odpowiedź jest jedna – otóż rosną wydatki. W związku z tym mówienie przez premiera Donalda Tuska o tym, że oszczędza, jest delikatnie rzecz biorąc mijaniem się z prawdą – powiedział Błaszczak.

Według PiS, straty związane z anulowaniem przetargów na inwestycje drogowe, do których została przygotowana dokumentacja techniczno-projektowa, wyniosą ok. 150 mln zł. Jak podkreślił Błaszczak, w ten sposób rząd zmarnował trzy razy więcej pieniędzy niż zaoszczędzono w wyniku ograniczenia o 50 proc. subwencji budżetowych na partie polityczne.

W ocenie wiceszefa sejmowej komisji infrastruktury Andrzeja Adamczyka (PiS), decyzja Grabarczyka o anulowaniu przetargów na kwotę ok. 5 mld zł jest „wyrzuceniem pieniędzy w błoto”.

Lokalne władze i społeczności chcą przyspieszenia budowy dróg

Jak wyjaśniał, koszt przygotowania dokumentacji projektowej, ważnej tylko trzy lata, to od 3 do 5 proc. wartości inwestycji, a szacunkowy koszt sporządzenia dokumentacji dla wybudowania 1 km autostrady wynosi ok. 1 mln zł.

– Tyle kosztuje projekt ze wszystkimi potrzebnymi dokumentami, stąd też łatwo wyliczyć, że jest to kwota ok. 150 mln zł. (…) Jeżeli lekką ręką Cezary Grabarczyk ogłasza, że unieważnia przetargi, to jednocześnie wyrzuca do kosza dokumentację techniczną przygotowaną ze środków pochodzących z budżetu państwa – zaznaczył Adamczyk.

Zapowiedział, że PiS jeszcze w środę złoży do marszałka Sejmu wniosek o przedstawienie na najbliższym posiedzeniu Sejmu (tj. 4-5 stycznia) informacji rządu nt. skutków finansowych anulowania przetargów na budowę dróg krajowych i autostrad.

Jak podkreślił, PiS będzie chciało przede wszystkim uściślić i przekazać opinii publicznej, ile tak naprawdę „marnuje się grosza publicznego” wskutek decyzji ministra Grabarczyka.

– Będziemy w trakcie debaty sejmowej domagali się informacji, ile publicznych pieniędzy zostało wyrzuconych w błoto. Mamy nadzieję, że mimo złych dotychczasowych doświadczeń rząd i minister Grabarczyk tym razem nie będą unikali odpowiedzi i zafałszowywali informacji, jak to się im do tej pory zdarzało – powiedział Adamczyk.

Konsultacje społeczne projektu Programu Budowy Dróg Krajowych na lata 2011-2015 zakończyły się w poniedziałek. To właśnie ten program zawiera listę ponad stu inwestycji, których realizacja jest przewidywana po 2013 r. Na liście są dwa odcinki autostrad – A1 od Tuszyna do Pyrzowic i A2 z Warszawy do wschodniej granicy państwa, 36 odcinków dróg ekspresowych, 42 obwodnice i 28 wzmocnienia i przebudowy.

Projekt zawiera też wykaz 30 inwestycji o wartości prawie 43 mld zł, które mogą, ale nie muszą zacząć się przed 2013 r. Wśród nich jest budowa drogi S7 w Krakowie od węzła Rybitwy do węzła Igołomska, S8 w Warszawie na odcinku Salomea-Wolica oraz fragmenty obwodnic Poznania, Łodzi czy Wałbrzycha.

Jak zapowiedział w poniedziałek Grabarczyk, decyzje dotyczące kształtu programu zapadną w styczniu. W ramach konsultacji do resortu wpłynęło kilkaset uwag, do Warszawy przyjechało też kilka delegacji z całej Polski, by złożyć na ręce ministra petycje, w których domagają się szybkiej realizacji inwestycji drogowych.

http://fakty.interia.pl/polska/news/pis-rzad-zmarnuje-150-mln-zl,1576999

Posted in Afery i przekręty, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Kataryna: Nie jestem Rokitą ani Kolendą-Zaleską

Posted by tadeo w dniu 29 grudnia 2010

Przed aferą Rywina potrafiłam bronić każdego głupstwa wyczytanego w „Gazecie”. Kiedyś na spotkaniu służbowym ktoś, kto akurat dobrze znał to środowisko, powiedział: „Nie wierzę Michnikowi za grosz”. Zapadła grobowa cisza, a ja byłam wstrząśnięta, że można popełniać takie świętokradztwo! W DZIENNIKU rozmowa z Kataryną, najbardziej tajemniczą blogerką polityczną.

ROBERT MAZUREK: Chciałby cię poznać Jarosław Kaczyński, plotkują o tobie Józef Oleksy i liderzy PO, publicyści i profesorowie. W internecie czytam „legendarna Kataryna, caryca bloga”.
KATARYNA*:Gdyby nie moja anonimowość powodująca, że zastanawiają się, czy za tym blogiem nie kryje się jakiś polityk, i gdyby nie to, że był to pierwszy blog polityczny w Polsce, to żaden Jarosław z kulawą nogą by się nim nie zainteresował.

Przesada. Gdy napisałaś, że byłaś incognito na imprezie „Salonu 24”, to poważni dziennikarze tam blogujący wzięli do rąk zdjęcia

z imprezy i rozpoczęli śledztwo.
Nie byłam na żadnej imprezie, zażartowałam sobie po prostu. A ludzie kupią wszystko.

No dobrze, zajmijmy się twoją tożsamością…
Dość długo krążyła plotka, że jestem dziennikarzem „Gazety”: Rafałem Kalukinem, ewentualnie Mikołajem Lizutem, i że „Wyborcza” później to ujawni, ośmieszając wszystkich, którzy wierzyli w to, co wypisywałam.

Były też inne plotki.
Miałam być posłanką Śledzińską-Katarasińską, dziennikarką Katarzyną Kolendą-Zaleską, dopóki ktoś nie wytropił, że kiedy pisałam bloga, ona nadawała na żywo z Rzymu…

Luizą Zalewską
To akurat był dla mnie komplement. W trzy dni wytropiła w sprawie Rywina więcej niż „Wyborcza” przez pół roku.

Ile osób wie, że ta sławna Kataryna to ty?
Parę osób wie, parę następnych się chyba domyśla, podejrzewa coś. Wie głównie rodzina, a reszta stosuje zasadę „nie pytać”.

Gdy w „Salonie

24″ dopisano cię do grona zawodowców, wywołało to gwałtowną krytykę prof. Sadurskiego i niektórych publicystów ze względu na twoją anonimowość.
Mnie zupełnie nie zależy, czy będę wśród zawodowców, czy nie. Swoją anonimowość sobie cenię i protesty prof. Sadurskiego tego nie zmienią. Nie będę się z nikim awanturowała.

Właściwie dlaczego pozostajesz anonimowa?
Głównie ze względu na pracę. Mam taką, że spotykam sięczasem

z osobami publicznymi i nie chciałabym, by mnie postrzegali przez pryzmat moich poglądów. Poza tym nie chcę nikomu utrudniać życia. Niedawno zrezygnowałam z zasiadania, społecznie, w radzie pewnej fundacji, bo dostała ona pieniądze z grantu rządowego, a nie chciałabym, by ktoś potem zarzucił: „Kataryna popierała PiS, teraz bierze od nich miliony” albo „atakowała PO, a pieniędzmi się nie brzydzi”.

To co możemy powiedzieć o tobie? Jesteś kobietą…
Po trzydziestce, mieszkam w Warszawie, na peryferiach.

Pochodzisz z południa Polski…
miasta

wojewódzkiego, nie taka znowu wieś.

Na literę R.
Czy ja to będę mogła wykreślić w autoryzacji?

Będziesz. Ale i tak tego nie uwzględnię.
Studiowałam i tam, i tu, w Warszawie, na dwóch kierunkach.

Jeździsz czarnym samochodem.
Grafitowym.

Czarnym. Wypasionym.
Zwyczajnym.

Z czego żyjesz?
Wersja, że jestem gosposią u Rokitów, nie przejdzie?

Ani nawet ta, że jesteś Rokitą.
Napisz, że nie jestem ani urzędniczką, ani bizneswoman. Nie pracuję też dla żadnej partii politycznej ani do żadnej nie należę. Raz chciałam się zapisać, ale nie odpowiedzieli na maila. To była Unia Wolności.

Jaja sobie ze mnie robisz?
Serio. Kiedy upadała Unia Wolności, to razem z przyjaciółką postanowiłyśmy ją ratować, bo tam trzeba ludzi aktywnych, którzy wierzą w Unię i tak dalej.

Długo trwałaś w wierze w UW?
Do samego końca. Mojego lub jej. A tak poważnie, to do afery Rywina, która całkowicie zmieniła moje patrzenie na świat. Wcześniej to był stan nieświadomości, do którego teraz czasami tęsknię.

Ale polityką się interesowałaś?
Nigdy. Raczej akcjami społecznymi, ekologią i byłam dość lewicowa. Nawet raz głosowałam do Senatu na Mirosławę Kątną z SLD, bo podobała mi się jej działalność na rzecz dzieci, a ja wierzyłam, że trzeba poprzeć człowieka i takie tam. Ale to wytniemy oczywiście!

Nie ma mowy.
Nie dopytuj mnie zbyt mocno, bo wiele rzeczy robiłam wówczas dość bezrefleksyjnie, nie zastanawiając się nad tym. Takie też były moje poglądy. Myślę, że byłam typowym czytelnikiem „Wyborczej”, mocno nią nasiąkniętym, produktem rozmaitych kampanii medialnych.

I afera Rywina była dla ciebie aż takim szokiem?
Tak i tego się wstydzę. Bo jak człowiek inteligentny…

W końcu członek Mensy…
…mógł być tak ślepy?! Ja po prostu wierzyłam w to, co mi mówiono, w to, co czytałam. I świat wydawał mi się prosty, nawet nie musiałam interesować się polityką, by wiedzieć, co o tym myśleć, wiedzieć, że na pewno nic złego się tam nie dzieje, więc nie ma powodu się tym wszystkim zajmować.

No to skąd ten wstrząs? Nie mogłaś żyć jak dotąd?
„Gazeta Wyborcza” tak rozkręciła temat afery Rywina, że mnie wciągnęło. A jak już zaczęłam oglądać przed komisją śledczą szefa ABW mówiącego o „biernym monitoringu” i o „neutralizowaniu poleceń premiera”, jakieś babki opowiadające o konsultowaniu ustawy na grillu z Leszkiem, te tłumy ludzi, to ręce mi opadały i oczy się ze zdumienia otwierały.

Otworzyły się?
Dzięki komisji śledczej. Bo przecież już wcześniej były raporty mówiące, że w Polsce można kupić ustawę za milion dolarów. Ale dopiero komisja obnażyła ten system. Dziś śmieję się z tego, jak wcześniej łykałam ten cały kit, choćby to, że „Wyborcza” przeprowadziła jakiekolwiek śledztwo dziennikarskie w sprawie Rywina. Ja wówczas potrafiłam bronić każdego głupstwa wyczytanego w „Gazecie”. Kiedyś na spotkaniu służbowym ktoś, kto akurat dobrze znał to środowisko, powiedział: „Nie wierzę Michnikowi za grosz”. Zapadła grobowa cisza, a ja byłam wstrząśnięta, że można popełniać takie świętokradztwo!

Szybko sama zostałaś oszołomem.
Tak, choć ogromna większość moich znajomych to przyjaciele z poprzedniego życia, którzy nadal myślą jak ja niegdyś. Kiedyś jednej z koleżanek przyznałam się, na kogo głosuję, ale pomyślała, że sobie z niej perwersyjnie żartuję. Ona nadal obraca się w środowisku, w którym wszyscy kochali Partię Demokratyczną i nie mogli zrozumieć – jak ja swego czasu – jakim cudem nie ma ona 25 procent poparcia, skoro wszyscy, których znają, popierają Frasyniuka i Geremka.

To już nie ty.
Nie, ale mam fantastycznych znajomych, z którymi można beczkę soli zjeść, a którzy jednocześnie nie mogą dopuścić do świadomości, że ktoś głosuje na prawicę.

Spotykasz się z ludźmi poznanymi w sieci?
Wiem, że niektórzy się spotykają, ale ja nie szukałam w internecie ani atrakcji towarzyskich, ani nowych znajomości. Kiedy czytam artykuł w gazecie, który mi się podoba, to też nie mam ochoty od razu umawiać się z autorem na piwo.

Ale dziennikarze czasem spotykają się ze sobą. Blogerzy nie?
Nie wiem, ja się nie spotykam. Jest coś fajnego w tym, że autorem takiego bloga może być każdy. Nie łączę bloga z życiem prywatnym, mam zupełnie innych znajomych.

Znasz się świetnie na komputerach?
Wcale. Ani nie jestem biegła w komputerach, ani nie miałam pomysłu na bloga, nic. Trochę głupio mi się do tego przyznawać, bo może potwierdzać to teorię, że mój blog jest czyjąś prowokacją i ściemą.

Jak zaczynałaś?
Na portalu Gazeta.pl czytałam forum sport i zabierałam głos w dyskusjach.

Interesujesz się rzutem oszczepem?
I pływaniem synchronicznym (śmiech). Kiedyś byłam namiętnym kibicem piłkarskim, chodziłam na Polonię. U mnie zresztą zainteresowanie piłką idzie po linii kobiecej. Moja ciotka, zakonnica, jest namiętną, po prostu namiętną fanką piłki nożnej. Do tego stopnia, że zawsze gdy są mistrzostwa świata czy Europy, to bierze sobie urlop w zakonie, by mogła spokojnie oglądać mecze.

Wróćmy do twojej inicjacji internetowej.
W okolicach mistrzostw świata w Korei i Japonii w 2002 roku zaczęłam udzielać się na forum sport. Więc potem, w czasie afery Rywina, wiedziałam już, jak wygląda forum internetowe, że są różne działy i przypadkowo zajrzałam na te poświęcone wydarzeniom.

I?
Kiedy wybuchła afera Rywina, to kilka osób na bieżąco zaczęło ją komentować. Wciągnęłam się. To było pasjonujące! Zdarzyło mi się brać urlop na niektóre przesłuchania komisji śledczej i komentować niemal na żywo.

Niemal jak czat.
Tak to wtedy funkcjonowało. I kiedy Gazeta.pl zakładała serwis

blogowy, to jeden z administratorów spytał mnie, czy nie założyłabym bloga, a że jestem mało asertywna, czego dowodem ten wywiad, to w końcu uległam.

Dlaczego?
Opierałam się, myśląc, że blogi to coś w rodzaju pamiętników, a że ja w ogóle nie jestem wylewna, więc siebie w tym nie widziałam. Ten administrator przekonał mnie, że miałby to być blog polityczny, coś, co byłoby dalszym ciągiem moich dyskusji na forum.

Apogeum twojej aktywności blogowej to koniec rządów SLD. Rządziło PiS i Kataryna przycichła. Swoich nie atakujemy?
Nie, to wynik tego, co nakręca człowieka. Po aferze Rywina czułam się, jakbym wstała po kilkunastoletnim śnie, zobaczyła, jaki jest świat, i uwierzyła głęboko, że to się wszystko może zmienić. To intensywne blogowanie było właśnie nakręcane wiarą, że to początek jakiejś zmiany, naprawiania państwa. Dziś brzmi to strasznie naiwnie i pretensjonalnie…

Nie, wielu nas takich było.
A potem przyszło wielkie rozczarowanie PiS, Platformą, wszystkim. Mam wrażenie, że żadnego PO – PiS od początku miało nie być, każda z partii chciała rządzić sama i żadna nie miała załatwić tego, o co człowiekowi chodziło. Wiara w PO – PiS to była skrajna naiwność.

Ale za to szlachetna.
Wiesz co, szlachetnej naiwności to ja miałam po uszy, kiedy wierzyłam w Unię Wolności.

Jakie poglądy polityczne ma Kataryna?
Dziś sama nie wiem, jakie poglądy mają polskie partie, ale w 2005 roku moje poglądy powinny kierować mnie w stronę PO, a wiara w determinację – w stronę PiS, niemniej dziś przede wszystkim czuję się rozczarowana. I poniekąd znowu jestem w punkcie wyjścia, bo uznaję – jak wtedy – że jest źle, ale nie ma już we mnie tej wiary, że to się zmieni. Szansa została bezpowrotnie stracona, nadzieja prysła i już nie wróci. A my jesteśmy bandą frajerów, którzy się dali nabrać. I w takim stanie ducha trudno w sobie znaleźć entuzjazm i chęć do pisania.

Co ci przeszkadza?
Patrzę, co się porobiło z ludźmi na forach internetowych, którzy jeszcze kilka lat temu mieli te same poglądy na aferę Rywina co ja. Dziś cieszą się, że przeszukują dom Bączka, kpią z weryfikacji WSI, klaszczą Dukaczewskiemu. Platforma Obywatelska rzeczywiście dokonała cudu, bo przywróciła tym ludziom stan świadomości sprzed Rywina. Dukaczewski powinien być im wdzięczny.

Może nie tylko PO, ale i PiS swoją nieudolnością.
Może, nie chcę się spierać. Na PiS też się zawiodłam.

Podobno miałaś napisać książkę?
A skąd wiesz? Jeszcze przed wyborami 2005 roku zgłosiło się pewne wydawnictwo, by wydać w formie książki fragmenty mojego blogu poświęcone aferze Rywina. Nie byłam tym zachwycona, a w końcu pomysł upadł. A poza tym unikam dziennikarzy: raz mnie o coś podpytał TVN 24, raz radio publiczne, jakaś babka z „Przekroju” i to wszystko. Ale z nikim nie rozmawiałam, najwyżej odpowiadałam na maile.

A miałaś jakieś propozycje medialne?
Pojawiały się propozycje, żebym pisała felietony, ale jak raz już się prawie zgodziłam, to pismo padło. To nie fałszywa skromność, ale ja mam wrażenie, że nie mam zbyt wiele do powiedzenia. Nie na tyle, by brać za to pieniądze i zajmować miejsce w gazecie. Najfajniejszym działem dziennikarstwa jest…

Sport?
Nie, dziennikarstwo śledcze, czyli coś, czego prawie nie można u nas wykonywać rzetelnie. Prawdziwe poznawanie świata, wgryzanie się jest ciekawsze niż powierzchowne komentowanie. Ale to akademickie rozważania.

Dlaczego? Gdybyś ogłosiła, że podejmiesz pracę w dziale śledczym pod warunkiem, że gazeta da ci swobodę…
To nikt się nie znajdzie, naprawdę. Ale ja nie szukam pracy. Nigdy nie byłam dziennikarką, nie mam doświadczenia, a nie jestem typem człowieka, który „chciałby się sprawdzić w biznesie” jak Staszek.

Ale czasem cię korci.
No bo jak DZIENNIK… Nie wiem, może to nieeleganckie?

Wal, jakoś to zniosę.
Dziennikarze śledczy DZIENNIKA opisują taśmy Oleksego i znajdują w nich tylko tyle, że Jola zrobiła sobie lifting, a wątek, w którym on mówi o jakichś zamachach, o służbach, całkowicie pomijają i nie drążą. To nie dziwne?

Bo jak to udowodnić, gdy Oleksy zaraz się wycofuje ze swoich słów?
To trzeba było choćby poinformować o tym, co jest na taśmach.

Kataryno, do pracy, zrobisz to lepiej!
Nie, sama mam poczucie, że bycie dziennikarzem może być frustrujące, bo coś wiesz i nie możesz napisać.

Albo piszesz i nic.
Właśnie. Ale jako blogerka jestem skazana na wiadomości z trzeciej ręki. Bo najpierw jakiś polityk lub ktoś sprzedaje temat dziennikarzowi, potem on filtruje to przez swoje poglądy i interesy swojej gazety, a na końcu ja to mam komentować?! Jaki jest sens, by komentować coś, co umoczonemu do cna redaktorowi C. z pewnej gazety sprzedał jakiś oficer WSI? Mam to na poważnie analizować? Czasami więc łapię się na tym, że to nie ma sensu. Zresztą nie tylko to. Zawsze chciałam być prokuratorem i myślę, że bardzo trudno być w Polsce uczciwym prokuratorem. Tak samo służby specjalne – to nie jest zawód na Polskę.

Więc twój blog umrze?
Jeszcze mnie nie grzeb.

Pytam, bo w Ameryce blogerzy stają się potęgą.
Nie sądzę, by tak mogło być w Polsce. Politycy i mainstreamowi dziennikarze uważają, że Polakami można tak łatwo manipulować, wcisnąć im wszystko. Po co im blogerzy? By ich kontrolowali?

Czytasz blogi amerykańskie?
Nie, zupełnie mnie to nie interesuje.

A polskie?
Mam kilka ulubionych, politycznych, bo inne mnie nie ciekawią.

Zawsze tak zazdrośnie strzegłaś anonimowości?
Nie aż tak, ale miałam kilka dziwnych sytuacji. Jeden z moich adwersarzy, człowiek skądinąd stateczny, o wysokiej pozycji zawodowej, przysyłał mi bardzo nieprzyjemne maile, że mnie śledzi, że mnie odnajdzie, i rzeczywiście wpadł na mój trop.

I znana blogerka przestraszyła się świrów w internecie?
Też. Inna osoba, która mnie rozpoznała, wpadała do pracy z jakimiś dziwnymi prezentami. Nie chcę prowokować takich akcji.

Jak cię namierzyli?
Nie wiem. Ja jestem tępa komputerowo

, ale jeśli ktoś jest bystrzejszy, to pewnie potrafi kogoś wyśledzić. Poza tym jako osoba prostolinijna na początku więcej o sobie mówiłam, ktoś mógł się domyślić.

Dlaczego udzieliłaś tego wywiadu po roku namawiania?
Bo mnie podszedłeś i już nie miałam jak się wykręcić. No chwila słabości po prostu.

Co lubisz?
Kryminały. Zresztą polska polityka ma wiele z kryminału, z rozwiązywania zagadki: kto zabił. Czasem nawet dosłownie.

Źródło: Dziennik

Posted in Polityka i aktualności, Wywiady | Leave a Comment »

„Nie jestem królem malowanym, chcę panować i rządzić.”

Posted by tadeo w dniu 28 grudnia 2010

Zapamiętajcie, z dniem dzisiejszym kończy się  kariera Tuska. Widać wyraźnie zmianę linii w głównych środkach masowego przekazu, które były po jego stronie (mi.TVN 24, Onet.pl, natychmiastowe nagłośnienie afery Orlikowej) czy zmiana decyzji Prezydenta – po jednym dniu – w sprawie nowelizacji ustawy o finansach publicznych.

Pewnie wszystko zaczęło się od dnia 17 grudnia, kiedy premier Donald Tusk oświadczył, że rosyjski projekt raportu jest dla Polski nie do przyjęcia. Wyjaśnił wówczas, iż dokument nie opisuje „zakresu odpowiedzialności” Rosjan za tragedię. Prezydent pewnie mocno zbeształ za te słowa premiera, skoro od tamtej pory jest on nie widoczny w mediach.

Trudno podejrzewać, by w sprawie tej wagi prezydent popełnił kolejną z gaf dotyczącą zmiany decyzji nowelizacji ustawy.  W takim razie jest jasne, dlaczego dochodzi do takiego rozdźwięku na oczach międzynarodowej opinii publicznej między dwoma najwyższymi przedstawicielami państwa polskiego.

Dzisiaj do akcji wkracza Prezydent Komorowski   Czy będzie lepiej? Nie wiem, wiem tylko będzie inaczej, niż było. Pewnie na gruzach, przepraszam na części PO, być może ze Schetyną, SLD i PJN powstanie nowa koalicja pod kuratelą Prezydenta do najbliższych wyborów. A może przyśpieszone wybory. Takie są moje odczucia. Czas pokaże, CZY NIE MIAŁEM RACJI.

http://tadeo.salon24.pl/263204,nie-jestem-krolem-malowanym-chce-panowac-i-rzadzic

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Nie tylko radio TRWA, pan Donald też by chciał.

Posted by tadeo w dniu 28 grudnia 2010

Tekst jest przeznaczony tylko dla osób pełnoletnich, co można poznać po czerwonym kółeczku w lewym górnym rogu ekranuPrzykro mi.

Małolaty proszę o zgaszenie świateł w pokojach i czytanie pod kocem, co by zgredy nie widzieli. Dzięki.

Bo cały w tym  ambaras, żeby dwoje chciało naraz.

Po trzech latach miłosnego koszmaru, kiedy to siłą zostaliśmy zawleczeni na irlandzkie łoże,  zbliżamy się przez czołganie pełzając do ostatniego aktu politycznej,  zgodnej kopulacji, czyli rozkoszy orgazmu. Trzeba powiedzieć,  nigdy nie przypuszczałem, że doznam takich uniesień, mieszanka Kamasutry z Orwellem, tego nie wymyśliłby nawet  zasyfilony Lenin.

Nogi na pagony.

Kurde, nie miało być teraz o Wojtku generale, ale tak mi się wymskło, bo jeżeli kochać to nie indywidualnie, tak pedział pan hrabia i zaczął się ściskać  na widoku publicznym z bratnim generałem.

Na żółwia.

No!  bez tam takich świńskich skojarzeń, chodzi mi o rozwój naszego obiecanego raju. Przypomnę, że za Kaczyńskiego było marne 7% PKB per capita i pan Donald wykrzyczał na całą Polskę ( wtedy jeszcze była) ; co to za żółwie tempo, my będziemy świrować w granicach 10 a może i 12 % i ześwirowali, spadli na ok. 2% a po dopalaczach księgowych pana Vincenta osiągnęliśmy prawie trzy, koń by się uśmiał.

Na koniku hopsa, hopsa.

Ty rudy!, co się tak obleśnie oblizujesz?  nic z tych rzeczy, sprawa tyczy się „orlików” i nie tylko. Sztandarowe osiągnięcie tej ekipy, to „orliki” i wygryzione wyciągi. Okazuje się, że dziki Miro ma kolegę, co ma wyłączność na 4 centymetrową trawę, która to trawa ma całkowitą  wyłączność na pokrycie sobą osiągnięcia  życia pana Donalda, czyli wspomniane „jaszczęmbie” A co do tego mają wygryzione wyciągi? Nic, chyba tylko tyle, że pędzący królik nażre się trawy i z orlika i z wyrąbanego wyciągu, ale to już  taka natura  jednorękiego rosoła.

Spleceni w miłosnym uniesieniu, doznajemy od tyłu

kolejnych rozkoszy, nasz kochanek w prezencie ofiarowuje nam podwyżkę VAT. Krew nam coraz bardziej buzuje, wszystko co było miękkie staje się twarde. Wszystko co było blade, robi się czerwone. Wszystko co było sflaczałe, robi się dziarsko- prężne i ogromnie ruchawe.

Nadchodzi czas, ten czas, gdy wyznamy sobie miłość PO wsze czasy.

Co? chcieliby wiedzieć, czy po akcie  wyjdzimy na ulicę zakochani, by pokazać całemu światu, że Polak zakochany, to dobry Polak? No chyba, że wyjdziemy i to nie bynajmniej, by je  odśnieżać. Nadchodzący rok, będzie rokiem prysznicu. To nie pomyłka, po trzech latach leżenia w miłosnych betach, chyba już czas się odświeżyć. Zimny prysznic będzie najlepszy, ale o to już zadbali nasi kochankowie cudaczni.

Nadchodzi IV RP, przywitajmy ją wyprysznicowani.

Pojedyncze kamyki  już wylatują spod lawiny, zapiąć pasy, wracamy do Polski.

http://sevicadii.salon24.pl/263121,nie-tylko-radio-trwa-pan-donald-tez-by

Posted in Kabarety i rozrywka, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Wiem, w jakim kraju chciałabym żyć

Posted by tadeo w dniu 28 grudnia 2010

Wywiad Roberta Mazurka z naczelną TOK FM

Ewa Wanat
Związki homoseksualne powinny mieć równe prawa co heteroseksualne, łącznie z prawem do adopcji dzieci, oczywiście – mówi w rozmowie z „Rz” Ewa Wanat, naczelna TOK FM.

Rz: Ta kawiarnia to dla rozrywki czy pieniędzy?

Ewa Wanat, redaktor naczelna Radia TOK FM: Pomyślałam sobie, że aby być naprawdę niezależnym dziennikarzem, to trzeba zarabiać gdzie indziej. Na razie jakoś specjalnie nie zarabiamy, ale zawsze to przyjemnie usiąść latem na Krakowskim Przedmieściu we własnej knajpie. Nie będzie panu przeszkadzało, że coś zjem?

Postaram się dłużej zadawać pytanie, by mogła pani przełknąć. Nie rzuci pani dziennikarstwa?

Lubię to robić, mam poczucie, że to ma sens. Dla mnie to sposób, by opowiadać o świecie, by go jakoś interpretować, komentować.

Pani radio ma ambicje?

?opiniotwórcze. Oczywiście, że tak.

Jak ważna jest dla pani słuchaczy identyfikacja ideowa?

Co to znaczy?

Inni ludzie słuchają TOK FM, a inni Radia Maryja.

Rozumiem, że chce pan teraz dokonać takiego demagogicznego zrównania, że TOK FM to Radio Maryja a rebours.

To przecież oczywiste.

Nie, to nie jest oczywiste.

No dobrze, to trochę krzywdzące. Dla Radia Maryja oczywiście, ale z grubsza to porównanie jest jasne.

Zauważył pan kiedyś, by do Radia Maryja zapraszano dziennikarzy z innych mediów czy polityków z innej opcji niż PiS czy LPR?

Przyznam ze wstydem, że nie słucham Radia Maryja, ale w telewizji Trwam widziałem posłów PO od gospodarki.

A do nas przychodzą politycy wszystkich możliwych opcji i publicyści z różnych mediów.

I panuje równowaga poglądów?

Nie, wcale się nie upieram, ale w Radiu Maryja innych poglądów nie ma wcale, więc porównywanie obu tych stacji jest nie na miejscu. Rozumiem, że jest efektowne i łatwe?

Łatwe, bo prawdziwe.

Nieprawdziwe i głupie po prostu.

Bardzo pani dziękuję.

To nie pan pierwszy wymyślił, więc nie miałam zamiaru pana obrazić.

Nie twierdzę, że to wymyśliłem, bo to się narzuca.

To się narzuca określonej opcji.

?Określonej opcji?. Pani się słyszy? To ich język.

Jak pan może porównywać te radia, skoro nie słucha pan Radia Maryja?!

Pani się na jego temat nieustannie wypowiada, a też go nie słucha, to niech mnie będzie wolno raz.

Ja kiedyś słuchałam, a pan?

Dawno temu, po północy. Dzwonili ludzie i prosili o modlitwę, bo spotykały ich różne nieszczęścia. Przyznała pani, że w TOK FM nie panuje równowaga poglądów. To jakich poglądów jest więcej?

Myślę, że to radio liberalne. Mówię o takim liberalizmie, który zakłada jak najmniejszą ingerencję państwa w różne dziedziny życia, zwłaszcza w gospodarkę. Opowiadamy się po stronie praw obywatelskich, praw człowieka, wolności jednostki. W Niemczech głosowałabym na FDP, ale gdybym miała wskazać w Polsce partię, która takie poglądy prezentuje, tobym jej nie znalazła.

Ale głosuje pani?

Głosuję, choć zawsze muszę wybierać mniejsze zło. Ale mówiłam o moich poglądach, dziennikarze u nas pracujący często mają inne.

?Kiedy mieszkałam w Niemczech, niemiecki rząd też mi się nie podobał. Nie sądzę, żebym kiedykolwiek jakikolwiek mogła polubić? ? mówiła pani dwa lata temu. Znalazła pani w końcu rząd, który popiera?

Niestety, nie. Rząd Tuska nie jest moim rządem.

A jaki byłby pani?

Ja się szczegółowo nie interesuję polityką, więc nie wymienię nazwisk. Wiem, w jakim kraju chciałabym żyć. Chciałabym, by wszelkie mniejszości czuły się równie dobrze jak większość i by współistniały różne światopoglądy, a nie tylko katolicki, i to w specyficznym, narodowokatolickim wydaniu, jak teraz.

Ależ widzę tych czołowych eksponentów narodowego katolicyzmu: Palikota, Nowaka, Tuska?

Przecież Donald Tusk wziął na pokaz ślub kościelny przed wyborami 2005 roku.

Skąd pani wie, że na pokaz?

Domyślam się, że tak było. Znam to z wielu relacji.

Nawet gdyby jego katolicyzm był nieszczery, to dlaczego jest to od razu narodowy?

Panie Robercie, czy pan nie widzi, że w sprawie wychowania seksualnego w szkołach wszystkie kolejne rządy ulegają dyktatowi Kościoła? Że w sprawie in vitro biskupi wydzwaniają do polityków i zmuszają ich?

Skąd pani to wie?

Podobno tak się dzieje.

Ach, podobno? Podobno wykastrowała pani wszystkich mężczyzn w Tok FM. Podobno?

(śmiech) Wie pan, ja jestem stuprocentową heteroseksualistką i to nie byłoby w moim interesie. Ale nie zaprzeczy pan, że światopogląd katolicki jest dominujący.

Może dlatego, że większość Polaków definiuje się jako katolicy? Ale wróćmy do pani marzeń o rządzie idealnym?

Najbliższe byłyby mi rządy socjalliberałów, bo mój prywatny liberalizm nie jest tak czysty, ortodoksyjny. Państwo daje ludziom jak najwięcej swobody, nie wtrąca się w ich sprawy, ale tam, gdzie trzeba, gdzie są słabsze grupy społeczne, to je w delikatny sposób wspiera.

Jak delikatny?

Na przykład parytetami, by połowa miejsc na listach wyborczych przypadała kobietom. Chodzi mi o parytet zamknięty w jakichś ramach czasowych, żeby pomóc wyemancypować kobiety i zrezygnować z niego, gdy sytuacja stanie się bardziej normalna.

A kto uzna, że sytuacja jest już normalna?

Myślę, że można to jakoś zmierzyć. Gdy dojdziemy do momentu, w którym kobiety i mężczyźni będą równo uczestniczyli w sprawowaniu władzy i splendorach, parytet nie będzie potrzebny.

Kobiety w polityce są lepsze niż mężczyźni?

Na pewno jest ich mniej.

Jak patrzę na Julię Piterę, to trudno mi znaleźć tę nową jakość w polityce.

Pan mi podaje wyrwane z kontekstu konkretne przykłady.

Mówię o konkretach, bo inaczej to teoretyczne bajania.

To może poszukajmy innych kobiet? Może ja powinnam wejść do polityki, bo wprowadziłabym lepszą jakość? Znam się na zarządzaniu, wiem, jak rozmawiać z ludźmi, jestem konsekwentna?

Marzę, by pani weszła do polityki, ale może najpierw do niemieckiej?

Nie marzę o polityce.

Ale pani radio jest silnie identyfikowane politycznie.

Jak może być silnie identyfikowane, skoro nie ma żadnej partii, która by mi odpowiadała?

Można się identyfikować negatywnie: jestem przeciw Kościołowi, komunistom, gejom lub, tak jak wy, przeciw Kaczyńskim.

Pracuję z ludźmi, którym bliska jest moja wizja świata, i tak funkcjonuje każde radio, telewizja, gazeta. Pomijając inne rzeczy, to jest również produkt rynkowy, dla którego trzeba wybrać grupę docelową, która to kupi. Są tacy, którzy kupują ?Rzeczpospolitą?, i tacy, którzy kupują ?Gazetę Wyborczą?, są wreszcie tacy, którzy słuchają TOK FM, i ja daję im to, co ich interesuje.

Sama pani mówiła o opiniotwórczych ambicjach.

Opiniotwórczość nie polega na bezpośrednim wpływaniu na ludzi. Pytał pan o identyfikację radia ? otóż w oczywisty sposób staram się zatrudniać ludzi, z którymi się mogę porozumieć. Bo nie ze wszystkimi się dogaduję.

Z jakimś konserwatystą, powiedzmy o poglądach Tomasza Terlikowskiego?

Trudno mi sobie wyobrazić, bym mogła się z kimś takim dogadać! Choć samego red. Terlikowskiego często gościmy w radiu, to nie wyobrażam sobie, bym mogła kogoś takiego zatrudnić.

Tak bardzo pani przeszkadzają inne poglądy?

Nie, ale są imponderabilia, są podstawowe, cywilizacyjne, kulturowe różnice?

Terlikowski jest z innej cywilizacji?!

Na sto procent jest z innej cywilizacji i kultury niż ja!

A co różni te cywilizacje?

Ja mam o wiele bardziej relatywny stosunek do rzeczywistości, do świata, a Tomasz Terlikowski ma bardzo określony i precyzyjny pogląd na rzeczywistość, dużo bardziej zamknięty i dogmatyczny. Na przykład jego stosunek do homoseksualizmu, praw kobiet, aborcji jest skrajny i jednoznaczny.

Pani stosunek choćby do aborcji jest równie jednoznaczny.

Skąd pan wie? Nie pytał mnie pan.

Więc pytam.

Uważam, że kobieta z uzasadnionych powodów, choćby osobistych, ma prawo podjąć decyzję o aborcji. Nie jestem specjalistką, ale powiedzmy, że powinna być ona legalna, dopóki nie pojawią się fale mózgowe. Dla mnie zygota nie jest człowiekiem.

Czyli aborcja jest prawem kobiety?

Tak, i opieram się w tym na przesłankach naukowych, nie światopoglądowych.

To, co pani nazywa miękko relatywizmem, jest poglądem równie fundamentalistycznym jak inne.

Oczywiście, że w pewnym sensie jest poglądem, ale w żaden sposób nie fundamentalistycznym. Ja dopuszczam wielość poglądów.

Czyli nie postuluje pani eksterminacji religijnych konserwatystów?

(śmiech) Oczywiście, że nie.

Tylko nie chciałaby pani, by to oni decydowali o prawie?

Naturalnie, że nie. Chciałabym, by prawa nie stanowili ludzie opierający się na ideologii dominującej?

Tylko na pani ideologii.

Ja nie mam żadnej ideologii. To pan tak to widzi.

Owszem, a pani widzi inaczej. Trochę tolerancji dla mojego poglądu.

Tyle że ja w różnych sprawach mam różne poglądy. Na przykład jestem zwolenniczką legalizacji narkotyków. Skoro legalne są wódka i papierosy, to dlaczego inne substancje psychoaktywne nie miałyby być legalne? Bo państwo nie miałoby na nie monopolu? Niech więc obłoży marihuanę, heroinę, kokainę, amfetaminę akcyzą i po kłopocie. To nasza decyzja, czy bierzemy narkotyki czy nie. Dlaczego państwo ma za nas decydować, czym się będziemy truli: wódką czy koksem? Jak pan widzi, moich poglądów nie spaja żadna ideologia czy religia.

Spaja je światopogląd. W pani wypadku liberalny. Konserwatyści mówią, że homoseksualizm jest sprawą prywatną, a małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. To jasne i klarowne. Zupełnie jak pani pogląd, przeciwny.

Jeśli homoseksualiści nie mogą się afiszować, to heteroseksualiści również, bo inaczej byłaby to dyskryminacja. Jeśli heteroseksualiści mogą chodzić za rękę, opowiadać publicznie o wakacjach z żoną, to homoseksualiści powinni mieć podobne prawa.

A nie mają?

Niestety, nie mają.

W pani radiu nie mają z tym chyba żadnych problemów?

U mnie nie, ale w życiu publicznym tak.

Homoseksualiści powinni mieć prawo do zawierania związków partnerskich?

Oczywiście, że tak, i związki homoseksualne powinny mieć równe prawa co heteroseksualne, łącznie z prawem do adopcji dzieci, oczywiście.

To pogląd bardzo zdecydowany, klarowny?

To prawda, mam w tej sprawie bardzo zdecydowany pogląd.

Konserwatyści też mają pogląd jednoznaczny, tylko że inny. Ale ich pani nazywa dogmatykami, a siebie osobą otwartą.

A pan mnie nazywa dogmatyczką.

Dla mnie to opis, nie ocena. I nazywając kogoś liberałem czy lewicowcem, nie czynię z tego donosu obywatelskiego, jak to się działo w pani radiu.

O czym pan mówi?

O wymyślaniu innym od Towarzystwa Pisowsko-Prorządowych Redaktorów, jak mówił Tomasz Lis.

Pierwsze słyszę.

A Jacka Żakowskiego piętnującego ?reżimowych dziennikarzy? też pani nie pamięta?

A to pamiętam, to fakt.

Teraz obaj są reżimowymi dziennikarzami z Towarzystwa Platformersko-Prorządowych Redaktorów, tak jak i całe pani radio.

Już panu mówiłam, że nie przepadam za Platformą Obywatelską.

Ale traktuje ich pani zdecydowanie inaczej niż PiS.

Bo też są to jednak inni ludzie i ten rząd jest inny. I choć jako szefowa radia nie miałabym nic przeciwko temu, by rządził PiS, bo mieliśmy wtedy straszny skok słuchalności, to jako obywatel bardzo się cieszę, że już nie rządzi.

Wracamy do identyfikacji ideowej pani słuchaczy.

No dobrze, TOK FM jest radiem liberalnym, otwartym na świat.

Wy otwarci?! Niech mi się pani pozwoli wyśmiać. Jesteście ekipą świeckich bigotów.

Co to znaczy?

Że zarówno pani słuchacze, jak i widzowie ?Szkła kontaktowego? świetnie czują się w światku, w którym nikt nie burzy im dobrego samopoczucia innymi poglądami.

Środowisko prawicowych dziennikarzy też się chyba dobrze czuje w swoim towarzystwie?

A środowisko lewicowych dziennikarzy?

Pan się nie daje zaprosić do naszego radia, jak słyszałam.

To prawda?

Prawda. Nie chodzę do Superstacji i TOK FM.

Dlaczego?

Mam się przekrzykiwać z trójką oponentów?

Przesadza pan.

Tak mnie zapraszano. Poza tym nie chcę być przez was obsadzany w roli prawicowego dziennikarza.

I tak pan jest prawicowym dziennikarzem. Pisuje pan w ?Rzeczpospolitej?.

Każdy, kto tam pisuje, jest prawicowy? A to się parę osób zdziwi.

Tak samo jak pan mówi, że każdy, kto pracuje w TOK FM, jest lewicowy.

Ja to powiedziałem?

Sugeruje to pan.

Sugestia to nie mój środek retoryczny. Ja mówię wprost.

O właśnie, ?Wprost?. Ja bym u Marka Króla nie pracowała za żadne pieniądze.

On by pewnie pani za żadne nie przyjął.

A pan by u mnie pracował?

Hm, nigdy nie dostanę takiej propozycji, ale mogę powiedzieć, że tak. Pod warunkiem, że dostałbym takie same warunki jak we ?Wprost? czy ?Rzeczpospolitej?.

Czyli jakie?

Pełną niezależność.

Wszyscy ją u mnie mają. Ale każda niezależność ma swoje granice, pan też je ma.

Ma pani smutne doświadczenia.

A panu niczego nie zmieniają?

Owszem, ?Rzeczpospolita? wykropkowuje mi wulgaryzmy.

O widzi pan, już jest jakieś ograniczenie.

Z tym da się żyć. Kontynuujmy nasze międzycywilizacyjne spotkanie. Czytałem pani wpisy w blogu. Najbardziej zdumiewający był ten o wystawie.

Kiedyś na placu Wolności w Poznaniu widziałam zorganizowaną przez IPN wystawę fotografii, na której przeżyłam szok, bo zobaczyłam zdjęcie ojca mojej koleżanki.

Ten pan był oficerem UB.

I moja koleżanka o tym nie wiedziała. No i napisałam taką impresję, bo przeżyłam szok. Ja tego nie oceniłam jednoznacznie.

Dobrze, że takie wystawy się pojawiają, czy źle?

A co to w ogóle za kategoria: dobrze czy źle?

Uniwersalna, międzycywilizacyjna kategoria.

Takie wystawy to nie sposób, by wyjaśniać sprawy przeszłości. Rozumiem, że musimy się uporać z historią, ale czy najlepszym sposobem, by to zrobić, jest robienie wystaw na głównym placu miasta?

To co jest lepsze?

To chyba nie w takiej kolejności powinno się robić.

W 2000 roku była bardzo krytycznie oceniona przez ?Gazetę Wyborczą? wystawa ?Bohaterowie naszej wolności?, kilka lat temu byli ?Żołnierze niezłomni?, o tych, którzy po 1945 roku nie złożyli broni, więc przyszedł i czas na pokazanie katów, którym zresztą nigdy włos z głowy nie spadł.

Niech mi ktoś z organizatorów powie, co chciał powiedzieć. Że świat jest biało-czarny i nie ma nic pośrodku? Bo ja tak nie uważam. Zupełnie nie wiem, co tam robił ojciec mojej koleżanki. Dla mnie bardzo ważne są ludzkie motywacje. Ludzie trafiali do UB z różnych powodów. Ten facet trafił najpierw jako siedemnastolatek do milicji, to było tuż po wojnie, ta historia mogła być różna, nie tak prosta, jak nam się teraz wydaje. Zanim dojdziemy do tego, czy on stał wtedy po dobrej czy złej stronie, może minąć wiele lat.

Odważyłaby się pani mieć wątpliwości, czy stał on po dobrej czy złej stronie, gdybyśmy mówili o oprawcy z getta?

O Jezu, pan używa skrajnych przykładów! Tamten facet nie był żadnym oprawcą.

Przed chwilą mówiła pani, że zupełnie nie wie, co robił.

Ale on nikogo nie zabił! Może był zwyczajnym gryzipiórkiem?

OK, a gdyby był w tym getcie gryzipiórkiem dla SS?

A papież Benedykt XVI był w Hitlerjugend.

O matko! I kto tu jest demagogiem?

Ja wiem, że jest i dobro, i zło; i kaci, i ofiary, ale wszyscy jesteśmy zdolni do najgorszych rzeczy. I tylko od okoliczności zależy, czy jesteśmy dobrzy czy źli.

To przypadek, fatum, sprawia, że znaleźliśmy się po dobrej lub złej stronie?

Najprościej to ujmując ? tak, to jest przypadek.

Neguje pani potrzebę wychowywania dzieci. Skoro tylko przypadek decyduje, czy będą potem bohaterami czy świniami, to po co się kłopotać.

Nie chodzi mi o czysty przypadek, ale o cały splot przeróżnych okoliczności, jak wychowanie, zasady, w jakich dorastamy, czy urodziliśmy się w biednej, patologicznej rodzinie, gdzie wszyscy biją i piją, czy też w inteligenckim domu, czy żyjemy w czasie wojny czy pokoju, w Rwandzie czy Paryżu i wiele innych. To decyduje, czy jesteśmy dobrzy czy źli, i sami nie możemy tego ukształtować.

Nie możemy nikogo skazywać na więzienie, bo na pewno był biedny, z patologicznej rodziny etc.

Oczywiście, że powinniśmy, choćby po to, by odstraszać innych.

Nie ma pani poczucia osamotnienia? Pani partia w Niemczech nigdy nie wygrywa wyborów, w Polsce w ogóle takiej nie ma, za to katolickich konserwatystów pełno?

Ale na szczęście to się zmienia! Hiszpania czy Włochy też były takimi krajami, Niemcy takie były, a teraz wszystkie te kraje się zmieniły i Polska też podąża w tym kierunku. I ja się z tego cieszę. Pewnie czasem robimy dwa kroki do przodu, potem jeden do tyłu czy w bok?

Ale generalnie kierunek jest słuszny i wytycza go TOK FM!

Nie tyle wytycza, ile sekunduje.

Źródło: Rzeczpospolita

http://www.queercafe.pl/Wywiady/wiem-w-jakim-kraju-chcialabym-zyc.html

Posted in Polityka i aktualności, Wywiady | Leave a Comment »

– Sławek, opisz to, bo ja się boję – rozmowa z dr. Sławomirem Cenckiewiczem

Posted by tadeo w dniu 27 grudnia 2010

Dr Sławomir Cenckiewicz ujawnia, jak w III RP niszczy się nieprawomyślnych historyków.

Rozmowa z dr. SŁAWOMIREM CENCKIEWICZEM, historykiem, laureatem tegorocznej nagrody Czytelników w konkursie „Książka Historyczna Roku” za publikację „Anna Solidarność.” Życie i działalność Anny Walentynowicz na tle epoki (1929-2010), współautorem książki „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii”

– „Prawo równi pochyłej jest jednakie dla wszystkich. Kto na nią raz wkroczy, toczy się dalej”. Ten aforyzm Józefa Mackiewicza wybrał pan za motto swojej strony internetowej. Trochę mnie pan rozczarował. Spodziewałam się innej „złotej myśli” Mackiewicza: „Tylko prawda jest ciekawa”.

– To oczywiście jest ważna maksyma, ale nieco wyświechtana. Teraz każdy się do niej odwołuje. Natomiast sytuacja, w której znalazłem się po roku 2008 bardziej odpowiada wybranemu przeze mnie mottu.

– Dlaczego?

– Ze względu na to, że część kolegów i przyjaciół, którzy mają prywatnie identyczne poglądy jak ja, nie miała odwagi stanąć na wysokości zadania – nie miała odwagi bronić mnie, a tak naprawdę bronić sprawy. Można powiedzieć, że prawo równi pochyłej w jakimś sensie ich dosięgło. Oni są – że tak powiem, tu gdzie dzisiaj są. Nic z tego, co obiecali, że zrobią – nie uczynili. Więc jest to jak najbardziej zasadna maksyma.

– W imię prawdy zaryzykował pan. Ale liczył się z tym, że to może się tak skończyć?

– Oczywiście. Jednak nie przypuszczałem, że tak wielu kolegów „ucieknie z pola bitwy”. Że zostanę sam z tematem, który zrealizowałem.

– Za publikację ujawniającą i dokumentującą współpracę Lecha Wałesy ze Służbą Bezpieczeństwa stracił pan pracę w IPN. Nie miał pan żalu do prezesa Janusza Kurtyki, że „poświęcił” pana na ołtarzu wielkiej sprawy, bo chciał ratować Instytut.

– Zbyt mało czasu minęło od tamtych wydarzeń i od 10 kwietnia (Janusz Kurtyka zginął w katastrofie smoleńskiej – przyp. red.). Wciąż nie ma spokojnej dyskusji wokół IPN. To nie jest odpowiedni czas, by o tym mówić, ale przyjdzie taki moment. Pani pierwszej to powiem – pisałem w tamtym czasie dziennik. Kiedyś go opublikuję. Będzie w nim m.in. o politykach, którzy wtedy różne rzeczy mówili, naciskali, spotykali się z prezesem, a prezes mi to relacjonował.

– Podczas promocji książki „Anna Solidarność” w Bydgoszczy ujawnił pan kulisy związane ze znalezieniem w archiwach IPN akt dotyczących TW „Bolek” – mówił m.in. o powołaniu super tajnego zespołu, który miał zdecydować, co z nimi zrobić. Czy gdyby w 2005 r. prof. Leon Kieres ponownie został szefem IPN tej publikacji by nie było?

– To jest oczywiste. Książka „SB a Lech Wałęsa” mogła powstać dzięki odwadze Janusza Kurtyki. To był zupełnie inny człowiek, zupełnie inny prezes. Kieres uosabiał w IPN wszystkie najgorsze cechy polskiego dyskursu i życia intelektualnego III RP. Był niewolnikiem pewnych konwenansów i układów salonowych. Nie miał osobistej odwagi, żeby zmierzyć się z jakimkolwiek trudnym tematem. Przykładem sprawa o. Hejmy, którego prezes IPN, na konferencji prasowej, w skandaliczny sposób ogłosił agentem. To sytuacja bez precedensu. Nigdy nic takiego już się nie powtórzyło. Przez tę sprawę Kieres stracił szanse na bycie prezesem drugą kadencję.

– Krytycznie ocenia pan swego pierwszego szefa. Przypomnę, że za kadencji prof. Kieresa kierowana przez niego instytucja musiała zmierzyć się ze zbrodnią w Jedwabnem.

– Sprawę Jedwabnego wywołała książka Tomasza Grossa. To, co robił IPN było reakcją na tę publikację. Wydane przez Instytut dwa tomy studiów i dokumentów nie wzbudziły większych kontrowersji, poza skrajnymi stanowiskami. Największa burza była wówczas, gdy Gross głosił efekty – w cudzysłowiu – swoich badań naukowych i IPN został tym zaskoczony.

– Paweł Zyzak, autor kolejnej „nieprawomyślnej” książki o Wałęsie, w której znalazły się nieznane wątki z prywatnego życia przywódcy „S” też został wyrzucony z pracy. W jednym z wywiadów mówił, że aby utrzymać rodzinę wykładał towar w hipermarkecie. Pan ponoć nie jest całkiem prywatnym historykiem z Trójmiasta. Ktoś pana zatrudnił? Ma pan etat, może pół?

– Nie, żyję z tego, co napiszę. Przyznam, że to całkiem ciekawe doświadczenie. Podejmuję trudne tematy.Moje książki nie są finezyjnie skonstruowane, a zważywszy na ich objętość nie docierają do dużej liczby czytelników, chociaż sprzedaję po kilkadziesiąt tysięcy egzemplarzy. To jest pewien fenomen, że można z wydawania książek naukowych utrzymywać się na powierzchni… Nie ma takiej siły, która sprawi, że nie będę tego robił. Historia jest moim życiem.

– Za to „określenie się” dostał pan od publiczności zgromadzonej w bydgoskim „Węgliszku” gromkie brawa. Szczególnie za deklarację, że nie ma takiego polityka, który by pana do czegoś zmusił.

– Bo nie ma. Politycy mają to do siebie, że chcą mieć władzę nad przeszłością. Aczkolwiek muszę powiedzieć, że to, co się wydarzyło w ostatnich dwóch latach jest czymś, co nie ma precedensu. Całe zastępy polityków wypowiadały się na temat książki, której nie czytali. Pamiętam taką sytuacja – siedzę w studio telewizyjnym, a dziennikarz łączy się z premierem Tuskiem, który komentuje książkę o Wałęsie, mimo że do niej nie zajrzał, do czego się przyznał. Inny przykład – ukazuje się poza IPN-em praca magisterska…

– …Zyzaka,

– …. a minister nauki Barbara Kudrycka organizuje konferencję, na której ogłasza, że powstanie rządowa komisja dla sprawdzenia tej publikacji. Wszystko to dzieje się w kraju, w którym tysiące prac magisterskich i dyplomowych to plagiaty! W kraju, w którym nie ma żadnych instrumentów prawnych, żeby z tym walczyć. Tymczasem państwo polskie, poprzez swoich ministrów, zajmuje się konkretnymi książkami tylko dlatego, że dotyczą one ich obozu politycznego i ludzi, którzy ich wspierają. To bardzo psuje debatę. Również naukową. Od czasu książki o Wałęsie bywają konferencje naukowe, na które część historyków nie jedzie, bo są tam zaproszeni inni historycy, i na odwrót. To jest sytuacja, w której nie podajemy sobie rąk. Tak było między innymi na uroczystości wręczenia nagród w konkursie Książka Historyczna Roku. Proszę mi wierzyć, przed 2008 rokiem tego nie było.

– Reakcje niektórych historyków były zadziwiające. Wytknięto panu np. brak analizy jakiegoś ważnego dokumentu, choć de facto w książce był.

– Zarzuty sformułowane przez Andrzeja Friszke i Pawła Machcewicz były kuriozalne. Zastanawiali się między innymi, w jaki sposób dotarliśmy do niektórych źródeł. Powini cieszyć się, że jako badacze znaleźliśmy te dokumenty

– Dwa lata, które minęły od paskudnej nagonki udowodniły, że jest zapis na tych, którzy „szargają narodowe świętości”. Ktoś jednak pana zaprasza. Kto?


– Bardzo różne środowiska – od naukowych, studenckich, po sieć klubów „Gazety Polskiej”, samorządowcy, domy kultury.

– Niektórzy zapraszali, a potem odwoływali spotkania.

– Tak było w trakcie promocji książki o Wałęsie. Prezydent Opola mnie zaprosił, ale w wyniku nacisku kierownictwa Platformy Obywatelskiej odwołał spotkanie. Smutne jest to, że ataki personalne – na mnie, Gontarczyka, Pawła Zyzaka, Henryka Głębockiego, autora tekst o Kuroniu – mają służyć zastraszeniu i w jakimś sensie skrępowaniu polskiej nauki. Idzie o to, by młodzi badacze, zanim podejmą się jakiegoś zadania, parę razy zastanowili się nad tym. Powiem pani, że to działa. Niektórzy mówią: – Sławek, popieram cię, ale opisz to, bo ja się boję. Nie chcę być na pierwszej stronie gazety „wiadomej”. Nie będę tego robił ze względu na swoją sytuację życiową. Mam rodzinę, wziąłem kredyt. To jest zwycięstwo sił przeciwnych. Przejrzałem monumentalną historię „Solidarności”. Chciałem zobaczyć, czy „zakazane książki” są tam cytowane.

– I są?

– Dotychczas wyszły cztery tomy, a tylko jeden autor zacytował Pawła Zyzaka. Tak działa klasyczna autocenzura. Autor myśli, że nie wypada cytować zakazanych pozycji…

– Przerabialiśmy to w PRL.

– Prof. Andrzej Zybertowicz nazywa to strategią unieważniania prawdy. Polega ona na tym, że nie dyskutuje się merytorycznie o treści publikacji, tylko mówi o autorze – o tym, jak wygląda, drwi z nazwiska, jak było w przypadku Gontarczyka i Zyzaka, przykleja epitet „wnuczek ubeka”. Do dyskursu publicznego wprowadza się elementy, które odwracają uwagę od książek, a ich autorów czyni się osobami niewiarygodnymi. Ludzie odrzucają ich publikacje, bo nasłuchali się lub naczytali o nich tak wiele złych rzeczy. Przez niewiarygodność autora nie sięgamy po jego prace.

– To jest bardzo groźne i bardzo niebezpieczne, kiedy z powodów politycznych i koniukturalnych próbuje się zamykać usta tym, którzy ujawniają prawdę. Chciałoby się powiedzieć, że to chichot historii.

– Dotarłem do protokołów z posiedzeń Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego w sprawie zmarłego przed rokiem prof. Pawła Wieczorkiewicza. Konał na raka, o czym wszyscy wiedzieli, a mimo to panowie profesorowie i doktorzy habilitowani dywagowali nad tym, że mają do czynienia z neonazistą i że należy coś z tym zrobić. Jak umarł to w protokole znalazły się dopiski: „Usunąć”. Cóż, głupio by było pokazać dokument, w którym jest mowa, jak wykończyć faceta, gdy on już umarł. Dodam, że podstawą zajęcia się jego osobą był materiał wyemitowany przez TVN24. Napisałem o tym artykuł.

– Lech Wałęsa zapowiadał w 2008 roku, że poda panów do sądu. I co? Mają panowie proces z byłym prezydentem?

– Nigdy z nikim nie miałem żadnego procesu. Słyszałem nawet o milionie euro, które mam zapłacić. Nic takiego nie było. Żadna z gróźb, nie tylko z jego strony, nie znalazła finału w sądzie.

Rozmawiała Hanka Sowińska, hanna.sowinska@pomorska.pl, 52 326 31 33 • pomorska.pl

Dr Sławomir Cenckiewicz, historyk, autor wielu publikacji i artykułów poświęconych najnowszej historii Polski. Za książkę pt. „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” , której współautorem jest Piotr Gontarczyk, stracił pracę w IPN. Najnowszą pozycją pt. „Anna Solidarność. Życie i działalność Anny Walentynowicz
na tle epoki (1929-2010)” osiągnął sukces. Został bowiem laureatem tegorocznej edycji konkursu
„Książka Historyczna Roku”

http://wzzw.wordpress.com/2010/12/26/slawek-opisz-to-bo-ja-sie-boje/

Posted in POLECAM, Polityka i aktualności, Standardy TuskoLandii, Wywiady | Leave a Comment »

WIGILIA SAMOTNYCH

Posted by tadeo w dniu 22 grudnia 2010

Jest taki dzień, w którym gasną wszystkie spory. Jest taki dzień, w którym radość wita wszystkich. Dzień, który już każdy z nas zna od kołyski. Niebo ziemi, niebu ziemia – wszyscy wszystkim ślą życzenia. Drzewa ptakom, ptaki drzewom… Jest taki dzień, tylko jeden, raz do roku; dzień, gdy jesteśmy wszyscy razem…

Wszyscy razem? A przecież właśnie myślisz o tym, że znów będziesz sam… Właśnie w Boże Narodzenie… Właśnie w wigilię… Czy będzie ci przykro, kiedy zabłyśnie pierwsza gwiazdka? Czy wściekniesz się? Zaczniesz kląć, czy wyciągniesz z lodówki kolejną butelkę? Jasne! Wytłumaczysz się przed sobą. Powiesz, że to nie twoja wina, że jesteś sam, daleko od domu, daleko od męża, żony, dzieci… To naprawdę nie twoja wina. Jest ci ciężko, bo właśnie myślisz o nich… pamiętasz… chcesz być z nimi… tęsknisz.

Myślisz, że jesteś sam, bo mieszkasz w Ameryce, w Australii czy gdzieś w Azji. Myślisz, że jesteś sam, bo twoi najbliżsi są daleko… oni nie dostali wizy, a ty nie zaryzykowałeś, żeby pojechać do nich… Nieprędko byś wrócił.

Myślisz, że jesteś sam? Ja też myślę, że jestem sam. I chyba mamy rację… Ania też myśli, że jest sama… i Jacek… i Gienia… i Stefan… i Leszek… i Bartek… i… Ania ma w Polsce męża i trójkę dzieci… i jest sama. Jacek już dawno rzucił żonę, ale kocha córkę… i jest sam. Gienia ma już dorosłe dzieci… i wnuków… i jest sama. Stefan nigdy nie miał rodziny… jakoś nie ułożyło się… jest sam. Jeszcze jest Marcel w Paryżu… też sam, bo żona rzuciła go zanim zdążył mieć dzieci… I jest jeszcze Hans w Monachium – tak naprawdę to on jest Jasiek, ale co będzie tłumaczył „Bawarom”, że woli być Jasiek, a nie Hans. I jest Michał – sam, bo nienawidzi człowieka, ale myśli, że kocha Boga. I jeszcze jest Sandro. Żona urodziła mu syna i umarła. Czternaście lat Sandro myślał, że nie jest sam. Kilka lat temu okazało się, że był głupcem. Jeden syn nie zabezpiecza przed samotnością. Zginął tragicznie i Sandro jest sam.

Zostaw tę butelkę! Nie otwieraj lodówki, otwórz telewizor. Zobaczysz ilu jest ludzi zadowolonych z siebie. Nawet umierający z głodu ich nie ruszają.

Odstaw butelkę!

Wiesz co, wydaje mi się, że jesteśmy sami, bo trochę to lubimy. Dramat układasz. Ty i ja. A może byśmy razem gdzieś pojechali? Postaraj się uśmiechnąć, dostaniesz bilet. Usiądź wygodnie w fotelu. Możesz też na kanapie. Ciepło ci? Daj rękę i zamknij oczy. To nic, że łzy wzbierają pod powiekami… to nic. Uśmiechnij się. Pamiętasz? Byłeś kiedyś mały. I znów, łamago, rozbiłeś bombkę. Skup się! Ubierasz choinkę. Ma być piękna. Powiem ci wiersz o dzieciństwie:

W twoich snach dom był zawsze wysoki

jak ton skrzypiec,

które leżały za obrazem śniąc

o wielkim balu

Jeszcze szumią w twych uszach

łany zbóż dojrzałych

kołysząc cię do snu piosenką żołnierzy

Jeszcze pamiętać musisz pośpiech

gospodarzy i głos twojego ojca

silniejszy od burzy…

Nie warto było płakać

Dom, którego nie ma wzlata

do księżyca

jak wóz Eliasza

Podaj rękę matce tu jest droga nasza

którą pójdziemy wolno

na spotkanie czasu Zapach łąki

po uszy

i chrapanie lasu…

Mocniej ściśnij mi rękę, bo zaśniesz i wypadniesz z gry. Wróć do dzieciństwa.

Nie zostawiaj swych skarbów

któreś wyniósł z domu

Nadłamany scyzoryk

gwóźdź piórko kogucie i pamiętaj

nie zdradzaj się nigdy nikomu

że w kieszenie nabrałeś powietrza na drogę

Teraz możesz wędrować i śpiewać

do woli

głos Pietrka cię dopędzi

aż z Wierchów Sokolich

kiedy jo se krowy pasoł

tok na bakier copke nosoł

jak się krowy łozigrały

copecke mi potargały

A jaki kolor ma dzisiaj twój dom? Nie mów. To nieważne. Zwalniamy.

Opłatek

Jak trudno ruszyć się z fotela, ale przecież trzeba. Trzeba podejść do stołu i wziąć go w rękę. Taki biały i taki chudy. Biały jak ciało, ale dlaczego chudy? Łączy przecież tyle ziaren pszenicy. Powinien być brzemienny jednością.

Nie puszczaj mojej reki i nie spoglądaj w kierunku lodówki. Wystarczy jedna ręka, by się przełamać opłatkiem: ten okruch za męża… za żonę… ten za syna… za córkę… za starą matkę… za kaszlącego ojca (za dużo pali!)…

Odłóż kawałek dla mnie. Zjem później. Razem z innymi. Kiedy już wszystkie życzenia nadejdą, nawet te spóźnione – z Italii, z Polski, z Francji, Niemiec i dalekiej Australii.

Dziwne. Tak łatwo rozpuszcza się w ślinie i we łzach… Taki kruchy i delikatny, sam Bóg ukrył się pod jego postacią… Przecież to żaden chleb, żadne jedzenie…

Mario siostro Łazarza

gdy Pan wszedł do domu

zapomniałaś o piecu

nie nakryłaś stołu

bo miłość zaczyna się od niejedzenia

nieważny stał się czajnik

inaczej naciągacz

kasza jak chuda wrona, sądzona za rozpacz

czosnek jak zęby wiedźmy

z zasady nierówne

gdy Pana zobaczę

nic nie zjem padnę na pysk

jak grzech się rozpłaczę

Bulion z jajkiem

Wiesz, jak łatwo to zrobić? Kostkę bulionu rzucasz na wrzątek i gotujesz pięć minut. Potem jajko, ale samo żółtko, bo kiedy wpadnie ci choć odrobina białka, to będziesz miał białe gluty w filiżance. Przygotuj sobie raphacholin na przekąskę, bo po tym bulionie w kostkach twoja wątroba może nie przetrzymać. Kiedyś bulion podawali ciężko chorym. Robili go jednak z prawdziwej kury, takiej, co to miała dwie nogi i dwa skrzydła i owinięta w pióra spacerowała sobie po podwórzu, jedząc tylko to, co jej samej na wątrobę nie szkodziło. To było bardzo dawno. Nie ma co wspominać. Teraz przecież nie będziemy kupowali całej kury pachnącej rybą, by zrobić filiżankę bulionu. Wdzięczni jej jesteśmy za jajko, które pod przymusem zniosła.

Nie kręć nosem na ten bulion. Czy ty wiesz ilu ludzi uśmiecha się do twego ciepłego, parującego i pachnącego magi kubka? Możemy zwolnić. Pojedziemy na pierwszym biegu. Dyskretnie zaglądaj w okna domów. Oni nie chcą, by oglądać ich samotność i nędzę. Patrz, ten staruszek ma jeszcze makaron. Ale szczęściarz! Córka nie zaprosiła go na wigilię, bo ma gości. Tata się jeszcze głupio odezwie i skompromituje panią magister. Koleżanka może pomyśleć, że taka inteligentna magister ma tak prymitywnego ojca. Lepiej nie ryzykować.

Tamta babcia ma jeszcze skrzydełka od kury. Może pracowała półtora etatu i teraz ma większą rentę. Ale już dawno przestała płacić za światło. Więc wyłączyli. Dzieci rozeszły się po świecie, mąż od dziesięciu lat w grobie a ona? Trwa jeszcze. Ty mówisz, że jesteś samotny.

Pomarańcza

Wiesz, kiedy byłem dzieckiem mieszkałem w Polsce. Pomarańcze kosztowały tam 40 złotych za kilogram. To było jeszcze za Gomułki. A ile pomarańczy wchodziło na kilogram? I jak tu obdzielić kilogramem pomarańczy całą rodzinę? Umiał byś? Polskie matki umiały. Skubały te pomarańcze, skubały i wyskubały tyle części ile było potrzeba. Później same udawały, że nie lubią pomarańczy, żeby było więcej dla dzieci… Jeden z moich kolegów zwierzył mi się, że nie chce być dorosłym, bo dorośli nie lubią pomarańczy.

Nie mijajmy tego domu. Za dużo tu świateł o tej porze. Podobno w wigilię można wejść do każdego domu. Wszędzie można znaleźć wolne nakrycie. Gwarno tu. Tyle dzieci? A gdzie rodzice? To się nazywa dom dziecka, wiesz? Też mają pomarańcze. Czy pomarańcze pozwalają zapomnieć o mamie? Nie spoglądaj na lodówkę. Ich rodzice nie potrzebują lodówki – wypiją zanim zdąży się schłodzić.

Ten mały trzylatek męczy się z oporną skórką pomarańczy. Nikt mu nie pomoże. Niech się męczy! Jeżeli nie poradzi sobie z takim drobiazgiem, zginie w życiu. Starsi już zjedli. Oblizują się, siedząc na stołach i nonszalancko machają nogami. Przekrzykują się, bo kiedy tylko zamilkną, to gdzieś tam, gdzie spoczęła soczysta pomarańcza zrodzi się ten krzyk: mamo!!! Nie można dopuścić, by wydarł się z gardła.

A ty mówisz, że jesteś samotny!

Herbata

Zrób sobie herbaty. Jest naprawdę dobra. Ja także się napiję… i zapalę sobie. Jest ci smutno? Chciałbyś być ze swoimi? Wiem. Ale nie mów, że jesteś samotny.

Zamknij oczy. Nic nie jest tak szybkie jak myśl. Może cały świat już poszedł spać, a tylko my czuwamy? Choinka miga lampkami. Cicha noc, święta noc. Posiedzimy jeszcze w milczeniu. Lubię poczekać, aż skończy się dzień wigilijny i moje imieniny. Zawsze to lubiłem. Kiedy zaczynała się Pasterka, wśród nocnej ciszy, robiło mi się smutno, bo imieniny będą dopiero za rok.

Zamknij oczy i uśmiechnij się. Twój synek już śpi. Nie trzeba go budzić. Zbliż usta do spoconego czoła. Uśmiechnie się przez sen.

Nie poszedłeś na Pasterkę? Za daleko, czy wydaje ci się, że wyrosłeś z wiary dzieciństwa? A może nie wierzysz, że Dziecko może być Bogiem? Nie wierzysz, że Maleńka Miłość może zbawić świat? Naprawdę jesteś samotny.

Czuwam nad tymi, którzy nie wierzą

w mojego Syna

– mówi Madonna Ateistów –

Modlę się za tych,

którzy się nie modlą.

Gdy krwawią,

Moją modlitwą jak bandażem

owijam ich rany.

Gdy toną, rzucam im moją modlitwę

Jak pas ratunkowy.

Gdy umierają

Z mojej modlitwy czynię wezgłowie

Dla ich zmęczonej skroni.

Jesteś samotny?


WIGILIA SAMOTNYCH

Posted in Religia, Wspomnienia, Świadectwa | 2 Komentarze »

Wigilia władzy i wigilia ludu

Posted by tadeo w dniu 22 grudnia 2010

Artykuł z grudnia 2010 roku.

Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Władza zawsze wyżywi się sama, a najbiedniejszym da ochłapy! Ta zasada szczególnie sprawdza się przed świętami. Impreza opłatkowa dla urzędników, zorganizowana przez Marszałka Województwa Małopolskiego i Wojewodę miała iście królewską oprawę. Stoły uginały się pod naporem jedzenia i napitku

Obaj notable nie pomyśleli jednak o najbiedniejszych. Tym przekazano ledwie kilkadziesiąt bochenków chleba, na odbywającej się dzień wcześniej charytatywnej imprezie dla potrzebujących.

Wigilia władzy i wigilia ludu

Marszałek Sowa zajada się pysznościami

Takiego bankietu dawno już w Krakowie nie było. A wszystko za sprawą marszałka Województwa Małopolskiego Marka Sowy i wojewody Stanisława Kracika, którzy pod pretekstem corocznego Małopolskiego Spotkania Opłatkowego organizowanego w Teatrze im.Juliusza Słowackiego zgotowali swoim gościomprawdziwą fetę.

Wigilia władzy i wigilia ludu

Stoły uginały się pod naporem jedzenia i napitku

Czym raczyli się samorządowcy? Prościej byłoby wymienić, czego na tym bankiecie nie było, bo stoły na dwóch piętrach teatru zastawione były po brzegi. Nie ma się co dziwić, że zaraz po części oficjalnej, samorządowcy rzucili się do jedzenia! Uszka, pierogi, sałatki, ryby na zimno i ciepło, sery, najprzedniejsze wędliny, egzotyczne owoce, przeróżne gatunki ciast, a wszystko podane po królewsku.
Ile zapłacono z publicznych pieniędzy za tę bizantyjską imprezę? Nie wiadomo, bo Urząd Marszałkowski nie udzielił nam tej informacji. W tej uczcie uczestniczyli za to starannie dobrani przez organizatorów goście. Dla tych, którzy naprawdę cierpią niedostatek i potrzebują pomocynie znalazło się miejsca.

Ale marszałek Województwa Marek Sowa mieni się wielkim filantropem.

14. Wigilia dla Bezdomnych w Krakowie (ZDJĘCIA)

Wigilia dla Bezdomnych w Krakowie

Gdy w niedzielę, Jan Kościuszko urządził dla bezdomnych i potrzebujących Wigilię, prosząc urzędników i sponsorów o wsparcie, pan marszałek okazał serce, i raczył przysłać… trochę chleba w workach!

W zamian zaś za swój dar Sowa, miał domagać się zaanonsowania go tuż przed otwarciem imprezy. Miejmy nadzieję, że w przyszłości, Marszałek i wojewoda więcej uwagi poświęcą najbiedniejszym niż napychaniu brzuchów samorządowcom!

http://www.fakt.pl/Wigilia-wladzy-i-wigilia-ludu,artykuly,91075,1.html

Posted in Polityka i aktualności, Religia | 2 Komentarze »

Po Kolei Panowie. Zapis z dworcowego megafonu.

Posted by tadeo w dniu 22 grudnia 2010

Po Kolei Panowie. Zapis z dworcowego megafonu

Ding-dong! Pociąg do premiera Donalda Tuska wjeżdża na tor ślepy przy peronie “co z tą koleją”. Podróżnych prosimy o niezbliżanie się do premiera, bo gdy jest wkurzony, nie odpowiada za nic.

Jednocześnie informujemy, że wkurzony jest faktem, iż musi kogoś zdymisjonować w związku z chaosem na kolei, co z kolei może zostać źle odebrane przez rzesze jego fanów.

Ding-dong! Pasażerowie oczekujący na dymisję ministra Grabarczyka proszeni są o przejście na peron piąty w Katowicach, który istnieje wyłącznie w rozkładzie jazdy. Jednocześnie informujemy, że minister ostatecznie rozszyfrował skrót PJN, kończąc swoje porywające wystąpienie w Sejmie słowami “Pasażer jest najważniejszy”. Niestety, nazwisko pasażera nie padło.

Ding-dong! Dzięki śledzeniu ministra znane jest już nazwisko najważniejszego pasażera. Literuję: “te” jak “trwa”, “u” jak “ustalanie”, “es” jak “sprawców”, “ka” jak “katastrofy”. Powtarzam: trwa ustalanie sprawców katastrofy. Dla tego z podróżnych, który trafnie rozpoznał nazwisko premiera, mamy dwa jednoosobowe pociągi relacji prezes Rady Ministrów – minister infrastruktury.

Ding-dong! Premier zażądał od ministra listy nazwisk osób zajmujących kierownicze stanowiska w PKP, ze szczególnym uwzględnieniem kierowników wagonów restauracyjnych oraz sypialnych. Szef rządu chce osobiście interweniować w sprawie rozgotowanych parówek oraz brudnych jaśków.

Ding-dong! Zakończyło się spotkanie władz PKP na Dworcu Centralnym w Warszawie, które z powodu pięciostopniowego mrozu rozpoczęło się z czterogodzinnym opóźnieniem. Jak tłumaczą panowie przy kasie, pociąg ze stacji Warszawa Zachodnia wiozący przedstawicieli zachodniego myślenia o transporcie kolejowym został zablokowany przez pociąg jadący ze stacji Warszawa Wschodnia przewożący reprezentantów wschodniej szkoły kolejnictwa. Przejście z pociągu do pociągu okazało się niemożliwe z powodu tuszy jednego z wiceprezesów, któremu udało się przejeść premię przed jej otrzymaniem. Wszyscy prezesi zostali ukarani brakiem nagrody.

Ding-ding! Drezyna ze zdymisjonowanym wiceministrem infrastruktury przejedzie Centralną Magistralą Kolejową. Podróżnych prosimy o rzucanie mięsem i jajami. Ding-dong! Marszałek Schetyna wyraził przekonanie, że premier zapanuje nad trudną sytuacją. Przekonanie może ulec zmianie. Za przekonanie marszałka przepraszamy.

http://blog.rp.pl/feusette/2010/12/21/po-kolei-panowie-zapis-z-dworcowego-megafonu/

Posted in Kabarety i rozrywka, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Przekręty i wałki rządu PO o których milczą media

Posted by tadeo w dniu 21 grudnia 2010

Media w kraju wybitnie maskują przekręty obecnego rządu nagłaśniając same sukcesy, a urzędasy robią wałki i nikt im nic za to nie zrobi? Wolność i demokracja rządzi. Tym czasem wszystko po cichu drożeje, czynsze, energia, paliwo, potężnie wzrasta zadłużenie kraju i rośnie wskaźnik bezrobocia? to początek problemów w kraju, jeszcze lepsze czasy dopiero nadejdą po 2011 r, ceny pofruną do góry i przyjdzie za wszytko słono płacić . Wiele osób które podczas kampanii wyborczej dało się nabrać na popularne chwyty dobrobytu ( druga Irlandia, aby żyło się lepiej, niższe podatki?) – niebawem przekona się na kogo oddali swój głos.

O tym że jest dobrze czy nawet bardzo dobrze, możemy dowiedzieć się jedynie z telewizji tej niezależnej i zależnej. O gigantycznych wałkach i przekrętach rządowych popleczników cisza jak makiem zasiał ,wolą serwować głodne kawałki i karmić społeczeństwo J.Kaczyńskim, odciągając uwagę do poważnych problemów. O tym jak nasz rząd stara się wypełnić dane obietnice wyborcze dowiesz się z artykułu.

Przekręty rządów PO :

Sprawa nazywana mega przekrętem, polska kupuje gaz od Rosji płacąc 400 dolarów za 1000 m3, Polska sprzedała prawa do gazu łupkowego za 1% wartości za 5,63 złotego za 1000 m3. Szacuje się że straciliśmy na tym 2 biliony złotych. Sprzedaliśmy bo nie mamy obecnie technologii wydobycia. Komorowski o wydobywaniu gazu mówił ?Nie warto, bo mamy dobry kontrakt z Rosją?

– Polska umarza 1,2 miliarda złotych za transfer gazu w zamian Gazprom zmniejszy nam ceny o,1%. Ekonomiści już wyliczyli, że ten 1 jest wart max 15 mln dolarów, a my im umorzymy 1,2 miliarda zł. Winnych nie ma.

– PO zobowiązała nasz kraj do kupowania gazu od Rosji w sytuacji gdy sami możemy być w niedługim czasie potęgą gazową. Nawet niemiecka prasa pisze o kontrowersjach. Transakcja ma wartość ok. 100 miliardów dolarów. Sprawę z gazu Tusk uzgodnił z Putinem w czasie spotkania w Smoleńsku, sami rosyjscy dziennikarzy byli zdziwieni.

– Państwo przeznaczyło 113 milionów złotych na reklamę matematyki ale tych reklam nie zobaczycie w TVP tylko TV4 która w 90% należy do Solorza i w 10% do ITI

– Prywatyzacja gdańskiej ?Energii?. Firma przyniosła w 2009r 900mln zysku. Rząd PO chce ją sprzedać za 4,9mld. Czyli nabywcy wydatek zwróci się po 5 latach, spółkę chce kupić Kulczyk Investments.

– Pierwsza decyzja Tuska i NBP, 182 mln.euro w błoto

– PO zmniejsza składkę przekazywaną z OFE do ZUS, ekonomiści już twierdzą, ze w przyszłości może nam zabraknąć na emerytury! przeczytajcie art. ?Rząd szykuje bombę emerytalną?

– Eureko zostało zwolnione z podatku od 4 miliardów złotych dywidendy.

– Upadek Stoczni. Rząd niezgodnie z prawem faworyzował w przetargu handlarza bronią z Kataru. Wynajął firmie PR do przygotowania upadku stoczni od strony medialnej w czasie gdy sam Tusk dawał jeszcze nadzieje stoczniowcom. UE odrzuciła rządowe plany naprawy stoczni bo rząd ich samodzielnie nie napisał a zlecił Ukraińcom. Polecam artykuł ?Ustawa ułożona pod przekręt?

– Zlikwidowanie polskiej większości w spółce EuRoPol Gaz w porozumieniu z Gazpromem.

– ITI dostaje 456 mln od miasta Warszawy. To najwyższa subwencja sportowa w historii stołecznego samorządu. Ekonomiści zgodnie podkreślają, że państwo na tym traci a drużyna piłkarska wchodzi niedługo na giełdę. Subwencja tylko podniosła jej wartość za która zostanie sprzedana. Wcześniej ITI była jednym ze sponsorów kampanii wyborczej HGW.

– Spółce J&S w której zarządzie zasiada Jacek Dubois, pełnomocnik prawny Platformy Obywatelskiej zmniejszono karę o pół miliarda złotych! Ale to nie wszystko, PO wynajmuje jego kancelarie do obrony swoich ludzi. Ostatnio zasłyną obrona Beaty Sawickiej której bronił za darmo i nawet pożyczył jej 300tyś na kaucję. Dodatkowo kancelaria dostała bez przetargu kontrakt na 600tys zł za pomoc prawną przy budowie stadionu.

– MSWiA pozbyła się resortowego osiedla na warszawskich Kabatach za 10% wartości. To kupił? Swoi, mieszkania służbowe wykupili współpracownicy G.Schetyny z ministerstwa w tym. K.Bondyrak i W.Brochowicz

– Hanna Gronkiewicz-Waltz buduje oczyszczalnie ścieków za 564 mln euro, najdroższą na świecie. To o 265 mln euro drożej niż w najtańszej ofercie. Ta sama firma buduje identyczna oczyszczalnię w Turcji za 108 mln euro. Podobna oczyszczalnia została wybudowana w Budapeszcie za 250mln. euro.

– Mirosław Drzewiecki, czyli słynny „Miro” lobbował za 50 krotnym zmniejszeniem podatku dla pól golfowych. Jan Wejchert, współwłaściciel ?grupy ITI?, telewizji ?TVN? i ?Wejchert Golf Club? nie będzie teraz musiał zapłacić 700 tys. zł a niespełna 13 tys. podatku.

– Karpiniuk: Wybierzecie kandydata PO będą pieniądze na szpital!

– Grupa Eskadra, agencja reklamowa, która była zaangażowana w kampanię wyborczą Platformy Obywatelskiej dostaje zlecenia z rządu. W większości bez przetargu

– Norbert Wojnarowski PO jest jest prywatnie udziałowcem firmy handlującej długami szpitali i wspólnie z żoną ma 48% udziałów w firmie Progres. Zgłosił ustawę w której wierzyciele mogą przejąć szpital za długi.

– NFZ zabrał 80 tyś. obłożnie chorych na domowe pielęgniarki.

– Wielka dziura w ZUS, brak pieniędzy na bieżące wypłaty. Deficyt funduszy ubezpieczeniowych w zeszłym roku przekroczył 9 mld zł. Trzeba było powiadamiać UE. prof. Stanisław Gomułka z BBC twierdzi, ze to wina rządu.

– Europejska Agencja do spraw Leków odrzuca wszystkie argumenty resortu zdrowia, który nie chce kupić szczepionek na nową grypę. A Ewę Kopacz nazywa populistką. Lobbysta firm farmaceutycznych zasiadła w ławach sejmowych podczas debaty o szczepionkach.

– Mirosław Sekuła z PO umorzył długi a następnie sprzedał hutę Zabrze za 750tyś zł. Biznesmen który kupił hutę zaraz sprzedał zarabiając kilkaset razy więcej.

– Resort finansów przygotowuje rewolucyjne zmiany w opłatach za samochody. Najwięcej zapłacą kierowcy jeżdżący motoryzacyjnymi starociami: 3 tys. zł za auto sprzed 1992 r. Właściciele pojazdów, których wiek nie przekracza 9 lat, zapłacą około 500 zł

– Ministrowie naciskali na Urząd Skarbowy aby nie egzekwował 900 milionów zł podatku od Rafinerii Trzebinia której szef zamieszany jest w nielegalny handel i oszukiwanie fiskusa. CBA i prokuratura bada sprawę.

– Narodowy Fundusz Zdrowia zakazał leczenia chemioterapia niestandardową tym szpitalom, w których nie pracują wojewódzcy konsultanci ds. onkologii.liczba placówek w których można uzyskać pomoc gwałtownie się zmniejszyła. Zaprzestanie Leczenia oznacza progresję choroby a to oznacza odmowę NFZ na kontynuacje leczenia.

– Ministerstwo rolnictwa blokowało inwestycje IKEI za 380mln euro jak się później okazało do inwestycji jednak doszło. Minister nie chciał oddać ugorów pod fabrykę nazywając je cenne rolniczo.

– Kolejna restrykcja, aby dostać becikowe matka musi przedstawić dokument, że od 10 tygodnia ciąży jest pod opieka ginekologa. Nie przewidziano tylko, że niektóre kobiety miesiączkują będąc w ciąży lub nie chcą na siłę iść do lekarza.

– Jeśli ktoś płacił w czasie swojego życia częściowo KRUS i ZUS to jeśli będzie chciał np. dostać emeryturę z KRUS to składki wpłacone za ZUS przepadają.

– Ministerstwo Zdrowia zakazuje sklepom zielarsko-medycznym sprzedaży kolejnych podstawowych produktów leczniczych, a to grozi ich likwidacją ? alarmuje Urszula Jarosz z Izby Zielarskiej.

– Od początku rządów koalicji PO-PSL zatrudnienie w administracji wzrosło o 10 procent ? pisze ?Rzeczpospolita?wynagrodzenia dla urzędników doszły do kwoty 25 miliardów złotych.

– Rząd sprzedaje akcje PZU po zaniżonej cenie, kupujący od razu zyskują 231%

– Obecny minister MSWiA Jerzy Miler bez przetargu wybrał system informatyczny za 4 miliony

– Sikorski kupił 76 foteli po 10tys każdy

– Nieoczekiwane odwołanie przez premiera Przemysława Guły z funkcji szefa Rządowego Centrum Bezpieczeństwa wywołało lawinę rezygnacji. W geście protestu z pracy odeszło 10 osób, w tym wszyscy eksperci z kluczowego wydziału analiz zagrożeń.

-Bruksela zarzuca Polsce, że nie wdrożyła dyrektywy przeciwpowodziowej i mamy co mamy.

– Afera Kudryckiej ? kontrola na UJ w związku z jedną pracą magisterską

– Donald i Grzechu grali w piłkę zamiast głosować. Tego dnia głosowano nad emeryturami dla policjantów

– Ponad 300 naukowców napisało ?List w obronie rozumu? do Minister Jolanty Fedak

– Umorzenie śledztwa Kulczyk ? Ałganow

– Powstała czarna lista działaczy polonijnych którzy krytykują rząd.

– Cofnięcie nakazy aresztowania dla Ryszarda Krauze bo sam się zgłosił, odmówił złożenia zeznań, z powrotem wrócił zagranicę

– Siłowe usuniecie ludzi z KDT

– Podręczniki do polskiej historii tylko te uzgodnione z Niemcami i Rosją.

– Ministerstwo Edukacji chciało aby z jedynkami można było przejść do następnej klasy? nauczyciele w szoku.

– Zespół Elektrowni Wodnych Niedzica ? łup wyborczy Platformy Obywatelskiej. Działacze partii Tuska wzięli wszystkie kluczowe stanowiska w państwowej spółce.

– Ryszard Makowski satyryk z kabaretu OTTO stracił pracę w domu kultury bo naśmiewał się z PO

– Należące do Skarbu Państwa spółki węglowe oraz koncern PKN Orlen finansowały działalność fundacji Instytut Studiów Strategicznych żony Bogdana Klicha.

– Agencja reklamowa Lowe GGK należąca do koncernu, z którym do początku lutego związany był poseł PO Andrzej Halicki, wygrała przetarg na przeprowadzenie kampanii reklamowej dla rządowej agencji.

– ?Chłopcy Drzewieckiego? ze spółki PL.2012 dali sobie premię, 110 tysięcy 846 złotych netto dla każdego członka zarządu.

– Senator Jan Olechaza za ponad 30 metrowe pomieszczenie płaci gminie niecałe dwieście złotych miesięcznie. Co najmniej pięć razy mniej niż przeciętna cena rynkowa,

– Miliony złotych na nagrody, 8 z 17 ministerstw wypłaciło już ponad 30 milionów zł nagród za 2009r.

– Tuska na jego mecze wożą trzy rządowe limuzyny.

– Komisja ?Przyjazne Państwo? zgłosiła projekt ustawy tzw. ?Szczypiorkowej?, w myśl której można by wsadzić do więzienia babcię handlującą na ulicy szczypiorkiem ? ustalił Wprost24. To nie żart.

– Senatorowie PO chcą walczyć z szarą strefą wśród rolników, którzy sprzedają własne sery, dżemy czy wędliny i nie płacą od tego podatków.

– Przekazy dnia aby politycy wiedzieli co mówić.

– Posłanka PO Krystyna Skowrońska głosowała na 4 ręce, ale nie ma afery. Gdy zrobili to politycy SLD skończyło się na odebraniu immunitetów.

– Prezydent Szczecina Piotr Krzystka PO, pozwał do sądu internautów którzy go krytykowali. Teraz pozna ich tożsamość. Komentarze to finał afery mieszkaniowej w którą Krzystek był uwikłany (wyrok sądowy zmusił go do oddania 170-metrowego mieszkania komunalnego, które w 2000 r. bezprawnie otrzymał, a potem za grosze wykupił na własność). W zawiadomieniu do prokuratury cytował wpisy: „kompletny gamoń”, „zakłamany drań i oszust”, „łgarz” czy „nędzny złodziejaszek”.

– Maciej Grabowski doradzał zarówno Platformie, jak i doradzał i pracował dla Casinos Poland Sobiesiaka, największej sieci kasyn w Polsce. Grabowski jest jednym z najbardziej zaufanych ludzi PO, współtwórcą jej sukcesów w wyborach. To on przygotował Donalda Tuska przed ostatnimi wyborami do wygranej debaty telewizyjnej z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim.

– Ministerstwo Sportu zorganizowało szkolenie dla samorządowców ws. Euro w? hotelu Marriott za 691zl za noc. Oprócz drogich noclegów i posiłków podatnicy ufundowali im salę fitness, basen i saunę. W zawiadomieniu o warsztatach przestrzegano ich uczestników, by ?podczas pakowania podróżnych bagaży? nie zapomnieli slipek. Impreza kosztowała 29 800 a polegała na wysłuchaniu konferencji na której wystąpiła pro-gejowska organizacja.

– Miasto Warszawa hojnie wspiera duże imprezy. Dali dotacje 600tys zł na dofinansowanie koncertu AC/DC, 1,4 miliona na turniej tenisowy.

– Miasto Warszawa wydało prawie 440tyś zł na szkolenia pracowników ratusza z języka angielskiego. Bez przetargu bo urzędnicy zajmują się powodzią i nie mieli na to czasu.

– Miasto Warszawa za sponsorowało spotkanie „integracyjno-rekreacyjne” dla pracowników Metra Warszawskiego i ich rodzin za 200tyś. Firma która je organizowała dostała zlecenie bez przetargu.

– Druga afera pompowania kół. Pierwsza miała miejsce przed rządami PO, wtedy G.Schetyna zapisywał do partii fikcyjnych ludzi i nieboszczyków. Teraz jak PO rządzi znowu robią jaja, politycy PO za jednym zamachem chcieli zapisać do partii 4,5 tys. fikcyjnych członków! Próbę ostatecznie udaremniły władze Platformy. Najwięcej dusz było w Krakowie, Katarzyna Matusik-Lipiec i Łukasz Gibała chcieli zapisać 700 osób. W Gorzowie Wielkopolskim (szefową regionu jest posłanka Bożenna Bukiewicz), doszło do próby dopisania 500 fikcyjnych członków.

– Składka zdrowotna pójdzie w górę w zamian za ulgę podatkową na prywatną polisę medyczną ? ujawnia ?Dziennik Gazeta Prawna? A mówili obniżymy podatki a polisa ma wzrosnąć do 12%. Czy ta prywatna polisa medyczna nie jest początkiem prywatyzacji medycyny?

– Nowe podatki od gazu, prądu i paliwa pod płaszczykiem ochrony środowiska. Adam Ambrozik z Konfederacji Pracodawców Polskich mówi wprost: rząd chce wprowadzić tylnymi drzwiami kolejne daniny

– PO i PSL wstrzymało się od głosu w sprawie debaty o krzyżach co dało pole do popisu zwolennikom usuwania krzyży ze szkół.

– Szef Szpitala Psychiatrycznego w Żurawicy wygrał w sądzie z Kopacz za niepłacenie za zabiegi. Duża część szpitali myśli nad tym samym. Po przekroczeniu limitu NFZ już nie płaci szpitalom za wykonane zabiegi, które nie ratują życia a pacjenci przychodzą. Szpital w Wolsztynie (Wielkopolska) odwołał ponad 150 operacji ponieważ nie było pewne czy ratują życie.

– Pisarze, tłumacze, redaktorzy, wydawcy i bibliotekarze ? ok. dwustu osób podpisało się pod listem otwartym do premiera Donalda Tuska protestującym przeciwko likwidacji bibliotek w małych miejscowościach. Minister Hall chce likwidować biblioteki ponieważ nie przynoszą zysku.

– Minister zdrowia zmieniło listę leków dostępnych dla punktów aptecznych. Inne leki może sprzedawać apteka w mieście a inne apteka na wsi.

– Rząd PO-PSL przekroczył wszystkie granice, za wyjazdy urzędników za granice płacimy 1 miliard zł. Nasi urzędnicy upodobali sobie kraje egzotyczne na wyjazdy na szkolenia. Nepal, Korea południowa, Wietnam, tam wyjeżdżają urzędnicy z ministerstwa pracy mimo że takie same szkolenia odbywają się w Europie. Ministerstwo Kultury upodobało sobie Senegal, Togo,i Kubę a celem wyjazdu jest? ochrona polskich zabytków i dóbr kultury. Tak ogromne sumy przeznaczane na zagraniczne wyjazdy dowodzą całkowitej nieodpowiedzialności polskich urzędników w gospodarowaniu publicznymi pieniędzmi ? mówi Andrzej Sadowski, ekonomista z Centrum im. Adama Smitha. Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa ma 516 służbowych aut, ZUS ponad 300 aut. We wszystkich ministerstwach jest ponad 100tyś służbowych telefonów.

– Po raz pierwszy Polska dopłaciła do budżetu Unii, i to 1,5 miliarda. fachowcy z PO-PSL nie wykonali nawet swojego budżetu, pozyskali mniej o 20 miliardów.

– PO, Zbigniew Chlebowski po aferze zabunkrował się w domu na dwa miesiące ale sam sobie napisał usprawiedliwienie i dostał 25tyś poborów z czasu gdy nie pracował.

– Wojewoda PO nie dopuścił do usunięcia pomniku wdzięczności dla armii czerwonej w Legnicy.

– Polityk PO ?W życiu tak już jest, że nie raz planujemy różne rzeczy, a potem natrafiamy na trudności. Dzieciom to nie zaszkodzi (zabranie z domu) nauczy je odporności na podobne problemy w przyszłości?

– Lobbyści z TESCO napisali sobie ustawę w ramach przyjaznego państwa Palikota

– Lobbyści z stowarzyszenia „Bez Dioksyn” napisali sobie projekt nowelizacji ustawy w ramach komisji Palikota.

– Komandosi GROM grali w piłkę z Tuskiem. To niewyobrażalny skandal ? ocenił w Radiu ZET Jerzy Szmajdziński z SLD

– Ministerstwo Środowiska płaciło za sponsorowane artykuły Gazecie Wyborczej. Kosztowało to 61,22 tyś zł. W sumie były to dwa artykuły za 47,8 tys i wyświetlenie na stronie gazety za 13,42 tys. zł.

– Warszawa nie lepsza, HGW daje kontrakt Agorze na 220 tys, mowa nie została opublikowana w Księdze Zamówień Publicznych

– Polska odnotowuje wielka porażkę w UE w czasie gdy Sikorski nie wiedział czy kandyduje na szefa NATO. Chodzi o projekt kształtu służb zewnętrznych UE (EEAS) w której nie be dzie miejsca dla Polaków.

– Senator PO z Wrocławia wynajął pomieszczenie biurowe od magistratu za 300zł gdzie za taka cenę trudno znaleźć studentowi mieszkanie i to w nie najlepszym miejscu. A senator wynajął pomieszczenie na biur w atrakcyjnym miejscu w którym stawka za m2 to min. 50zł

– Afera z PARP, pieniądze nie dostali najlepsi a pierwsi z listy.

– Bronisław Komorowski żądał od byłej szefowej Kancelarii Sejmu przekazywania sprawozdań o wizytach u posłów. Nie ugięła się, więc straciła stanowisko. Ceniona przez posłów wszystkich partii politycznych, Fidelus-Ninkiewicz pracowała w Kancelarii Sejmu 11 lat.

– Bocheńskie starostwo płaciło agencji reklamowej ?Wenecja? za poprawienie wizerunku urzędy, właścicielem agencji jest żona Andrzeja Wyrobca, obecnego skarbnika Platformy Obywatelskiej

– Premier zamiast głosować o dodatku do emerytur grał w piłkę. PO i PSL przegłosowali brak dodatku.

– Pijani ludzie Komorowskiego nad grobem Anny Walentynowicz

Na Damiana Raczkowskiego (szef podlaskiej PO) głosowało więcej osób niż było wyborców. Skandal.

– Naciski na prokuratorów aby oskarżali poprzednia ekipę za czasów PIS ?To mnie za to przeniosą do Gołdapi lub Suwałk? za to, ze prokurator nie chciał oskarżyć Ziobry,

– Odwołano szefową Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie za brak postępów i nie wszczynanie sprawy ?łapówkarskiej? przeciwko Kamińskiemu

– Czuma mianował na prokuratora krajowego Edwarda Zalewskiego, SBeka który szantażem wymuszał współpracę z bezpieką.Trzeci minister sprawiedliwości zanim powołał nowego prokuratora generalnego to obsadził na stanowiskach nowych prokuratorów ludzi Edwarda Zalewskiego.

– W sprawie Olewnika trzech morderców i strażnik więzienny popełniają samobójstwo.

– Samobójstwo popełnia dyrektor generalny Kancelarii Premiera Grzegorz Michniewicz, w trakcie badania przez prokuraturę ewentualnego przecieku z kancelarii premiera ws. afery hazardowej.

– Samobójstwo popełnia ?Iwan? świadek ws. zabójstwa Papały. Media piszą, że bał się o rodzinę.

– Samobójstwo przez głodówkę Rumuna zatrzymanego Claudiu Crulica zatrzymanego za domniemana kradzież, po śmierci znajduje się świadek który dał mu alibi.

– Prokuratura wszczyna postępowania dyscyplinarne dla prokuratorów krytykujących swoich przełożonych. Zarzuty usłyszała Małgorzata Bednarek prezes stowarzyszenia ?Ad Vocem?. Obwinionym jest też prokurator Jarosław Duś. Przed sejmową komisją śledczą powiedział, że jest szykanowany przez swoich przełożonych. Zaś mediom ujawnił, że nie pozwolono mu przesłuchać Stefana Niesiołowskiego z PO. Kłopoty ma też słupski prokurator Marcin Natkaniec, który chciał stawiać zarzuty lokalnemu wójtowi

– Warszawski prokurator zaproponował kobiecie seks w zamian za umorzenie sprawy. Przyłapano go, gdy w swoim gabinecie stał rozebrany do slipów i zamierzał odbyć stosunek ze sklepową złodziejką. Mimo że od tych zdarzeń minęło półtora miesiąca Konrad P. nadal nie ma postawionych zarzutów!!!

– 178 aptekarzy wytoczy proces ministerstwu zdrowia. Chodzi o przepisy pełne wad które mogą świadczyć o niekompetencji urzędników.

– Rodziny ofiar żołnierzy z Afganistanu prowadzą własne śledztwa w sprawie śmierci ich członów rodzin. Robią tak ponieważ wykryli, ze wojsko kręci wałki nt. ich śmierci. Opowiastki wojskowych nie zgadzają się z sekcja zwłok. Jest też wątek w którym ludzie Bogdana Klicha wysłał chorążego aby dowodził oficerami ponieważ chorąży bez doświadczenia nie będzie negował wskazówek dowództwa.

– UE skazała nas na karę 31 799 euro za każdy dzień zwłoki w poprawieniu ustawy regulującej hazard

-Ministerstwo Sprawiedliwości odkryło nieprawidłowości w ochronie tajnych danych w kilku prokuraturach. Zamiast sprawdzić pozostałe, kontrole zawieszono, a kontrolerów wyrzucono z pracy ustalił Dziennik Gazeta Prawna. Szefem resortu był wtedy Zbigniew Ćwiąkalski.

źródła:

http://nwomedia.pl/

http://biznes.onet.pl/

http://astral-projection.blog.onet.pl/

http://miziaforum.wordpress.com

Nadesłane: Rafał

http://prawdaxlxpl.wordpress.com/2010/12/16/przekrety-i-walki-rzadu-po-o-ktorych-milcza-media/

Posted in Afery i przekręty, Gospodarka i Ekonomia, Polityka i aktualności | 1 Comment »

65 LAT WYZWOLENIA AUSCHWITZ – 25.02.2010

Posted by tadeo w dniu 19 grudnia 2010

 

65 lecie wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego uroczyście obchodzono na terenie obozu zagłady Żydów Auschwitz – Birkenau. Prezydent Obama w swoim orędziu zwrócił uwagę tylko na jedną grupę ofiar, Żydów. Polacy, Rosjanie i inne grupy ofiar zostały sprowadzone do roli obserwatorów, czasami w miarę możliwości pomagającym żydowskim ofiarom. W niniejszym odcinku zwracamy uwagę na błędy merytoryczne w takim rozumowaniu. Najwybitniejsi historycy podkreślają, że plan hitlerowców dotyczył eliminacji wszystkich sąsiednich państw, ze szczególnym zwróceniem uwagi na Polaków.
Obozy koncentracyjne miały odegrać w realizacji tego planu rolę podobną do tej, która została zrealizowana w stosunku do Żydów. Trudno obecnie dociec ile Polaków tak naprawdę zginęło w Auschwitz. Raport rotmistrza Pileckiego z 1945 roku podaje 5 milionów ofiar. Tak więc, jeśli byłaby to prawda to Żydzie nie mogli stanowić większości i zaistniałaby możliwość, że zginęło tam o wiele więcej Polaków niż nam się to podaje.
Problem ten jest o wiele poważniejszy niż można byłoby przypuszczać, bowiem rewizjoniści niemieccy i żydowscy dążą do zmarginalizowania Polaków jako ofiar II wojny światowej. Celem tej polityki jest, jak się można domyślac, przejęcie naszego kraju i jego zasobów naturalnych a także eliminacja naszego narodu. Pierwsze objawy realizacji tego planu obserwujemy już dziś.

 

Posted in Filmy i slajdy, Historia | Leave a Comment »

Wywiad. Macierewicz o wolcie premiera ws. Smoleńska

Posted by tadeo w dniu 19 grudnia 2010

Opina publiczna z dużym zaskoczeniem przyjęła zmianę stanowiska premiera Tuska w sprawie smoleńskiego śledztwa. Przez miesiące słyszeliśmy, że wszystko jest w porządku, odrzucane były poważne sygnały alarmowe jak list dysydentów rosyjskich ostrzegający, że Polska robi błąd powierzając dochodzenie państwu rosyjskiemu. Później podobnie lekceważono traktowanie wraku jak kupy śmieci. A teraz nagle szef rządu stwierdza: „projekt raportu jest nie do przyjęcia”. Jak pan to rozumie?

Antoni Macierewicz (poseł PiS, szef Zespołu Parlamentarnego monitorującego dochodzenie prawdy ws. Smoleńska): To wynik wielu czynników, przede wszystkim strachu. Pan Tusk zdał sobie sprawę, zwłaszcza po deklaracjach amerykańskich kongresmenów i senatorów, po wysłuchaniu publicznym w Parlamencie Europejskim, po deklaracji pana Landsbergisa, po wystąpieniu przewodniczącego parlamentu Europejskiego pana Jerzego Buzka uznającego iż polska opinia publiczna powinna naciskać na wyjaśnienie nieprawidłowości w śledztwie, po działaniach rodzin ofiar tragedii, po efektach pracy Zespołu parlamentarnego, że wszystkich tych nieprawidłowości, matactw i fałszerstw nie da się ukryć. Że one są oczywiste i nie można przejść nad nimi do porządku dziennego.

Wcześniej już zorientował się w tym prokurator generalny pan Andrzej Seremet, który po miesiącu zreflektował się i napisał protest przeciw wycofaniu przez Rosjan protokołów zeznań kontrolerów z wieży w Smoleńsku. Chociaż miesiąc temu prokuratura wyraziła zgodę na wycofanie tych zeznań, ale pan Seremet zorientował się, że jest to nie do utrzymania. Do tego samego wniosku musiał dojść pan Tusk.

Drugi ważny czynnik to próba ucieczki przez nieuchronnym i wyraźnym dążeniem Rosjan do przerzucenia całej odpowiedzialności za tragedię na Polskę, w tym także na rząd pana Tuska. Bo taki jest wydźwięk projektu raportu MAK – że winni są Polacy, Polska, polscy piloci i polskie procedury. W tej sytuacji pan Tusk próbuje zabezpieczyć się przed nieuchronnością wynikającej stąd kompromitacji. Znalazł się w podobnej sytuacji jak Jaruzelski kiedy nadciągała pierestrojka. Putin mówi mu to samo co Gorbaczow Jaruzelskiemu: „radź sobie sam. Nie będzie naszej interwencji. My ciebie już ratować nie będziemy”. A przecież przez osiem miesięcy Tusk zasłaniał się Putinem. A teraz Putin mówi: „To twoja sprawa. Według nas wszystko było winą Polaków, Rosja nie jest winna w żaden sposób”.

A przecież wiadomo, że ta diagnoza, to stanowisko rosyjskie oparte jest na fałszach, które możliwe były tylko dlatego, że Tusk się na nie zgadzał i je aprobował. Więc chce się teraz od nich odciąć.

Czy to w ogóle da się logicznie wytłumaczyć? Przecież w tak skomplikowanej procedurze fałszywy wniosek nie pojawia się z dnia na dzień, ale jest możliwy dzięki wcześniejszym błędom, oszustwom, zaniedbaniom.

Chcę podkreślić, że pan Tusk zna prawdę, zna rzeczywisty przebieg wydarzeń już od przełomu kwietnia i maja. On wie, co naprawdę się wydarzyło. Dysponował raportem zrobionym w oparciu między innymi o skrzynkę parametrów lotu. A taka skrzynka notuje, odzwierciedla każdy najdrobniejszy ruch każdej części mechanizmu TU 154 M. Daje pełen obraz wydarzeń. Na tej podstawie zrobiono analizę, którą pan Tusk otrzymał. I wiem, że ją zna.

http://wpolityce.pl/view/5124/Nasz_wywiad__Macierewicz_o_wolcie_premiera_ws__Smolenska___Tusk_zdaje_sobie_sprawe__ze_ta_zabawa_sie_konczy___Rysuje_Krauze.hml

 

Posted in Polityka i aktualności, Wywiady | Leave a Comment »

DO RED. J. JANKOWSKIEJ I RED. K. LESKIEGO.

Posted by tadeo w dniu 18 grudnia 2010

Przez kilkanaście lat emigracji nie wracałam za bardzo do moich doświadczeń ze stanu wojennego. Nie uważałam tego co robiłam i tego co mnie w konsekwencji spotkało za coś wyjatkowego. Gdy przyszedł list z Polski z redakcji Encyklopedii Solidarności proszący mnie o opisanie swoich doświadczeń – odmówiłam. Moje nazwisko nie figuruje tam do tej pory. Nie chciałam uprawiać kombatanctwa. Nie cierpiałam na syndrom ofiary. Wychodziłam z założenia, że zrobiłam to co należało zrobić, że moralnie nie było innego wyjścia. Każde pokolenie musiało coś dla tej Polski zrobić. Moje pokolenie również. Jednak po artykule ks. Bonieckiego pierwszy raz zareagowałam. Zaczęłam bowiem z przerażeniem zauważać, że delikatnie mówiąc, akcenty polityczne i moralne zaczęto rozkładać w sposób dla mnie co najmniej niezrozumiały. W wysłanym liście, na który oczywiście nie otrzymałam odpowiedzi, zapytałam, że jeżeli ów działacz przedstawiony był jako bohater to gdzie w takim razie mieści się moja postawa i wielu moich przyjaciół z podziemia, którzy bez względu na okoliczności nie poszli na współpracę.

Aby nie pisać w tym miejscu odyseji opowiem krótko. Byłam pracownikiem NSZZ Dolnego Ślaska. Przez przypadek uniknęłam aresztowania owej pamięnej nocy 13 grudnia. Następnego dnia rano byłam już na strajku okupacyjnym w Pa-Fa-Wagu i stamtąd  po pacyfikacji zawieziona zostałam do więzienia na Kleczkach a następnie do ośrodka odosobnienia w Gołdapi. Taki los spotkalo wielu z nas. Ja jednak, wbrew temu co mówił wtedy Jerzy Urban, byłam w ciąży. W więzieniu mimo moich protestów prześwietlano mnie starym więziennym aparatem roengenowskim bez osłony. Prześwietlano nas wszystkie aby stwierdzić czy nie mamy gruźlicy jak i pobierano krew by sprawdzić czy nie jesteśmy nosicielami chorób wenerycznych. Z Gołdapi zwolniono mnie po paru miesiącach na interwencję Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Wielokrotnie w więzieniu na Kleczkach podczas przesłuchań próbowano mnie zmusić do współpracy. Obiecywano pieniądze i mieszkanie (byłam wtedy jeszcze studentką i mieszkałam na stancji). Po zwolnieniu nie rezygnowano z nacisków. Przeszukania w domu, ciagłe zabieranie na przesłuchania. Cyniczne i okrutnie wykorzywanio moj stan aby wymusić współpracę i zdradzić przyjaciół. Próbowano mnie zgwałcić. Po przesłuchaniu w ósmym miesiącu ciąży z gmachu SB odwieziono mnie na sygnale do szpitala. Przy porodzie cudem uniknęłam śmierci. Gdy dziecko się urodziło okazało się, że prześwietlenia dokonano w najgorszym momencie ciąży – wtedy gdy kształtował się centralny układ nerwowy. Dziecko urodziło się z mózgiem na szyji, sercem po prawej stronie, rozszczepieniem podniebienia, było niewidome. Po dwóch tygodniach dziecko zmarło. Był to jednak według funkcjonariuszy SB najlepszy czas aby próbować wymusić współpracę. Na daremnie. Mimo ciężkiego stanu nie chciałam przebywać w szpitalu. Wyszłam na własne żądanie. Szybko miałam wizytę funkcjonariuszy. Ledwo stałam na nogach a rzucono mnie o ścianę. Dwóch rosłych bydlaków przez zaciśnięte zęby wycedziło słowa, które zapamietałam na zawsze: „Ty k****o, jak tylko piśniesz o tym co się z dzieckiem stało, jak tylko powiedzą o tym w Radio Wolna Europa to tak cię załatwimy, że już żadnego dziecka w życiu nie donosisz”.  Nadal jednak przez następnych parę lat, do czasu wyjazdu, prowadziłam działalność w podziemiu.

To wszystko uświadomiło mi, że niezależnie od tego jak bym wtedy postąpiła musiałabym żyć z wyrzutami sumienia. Gdybym na samym poczatku poszła na współpracę moje dziecko by żyło. Gdybym zdradziła to do konca życia musiałabym żyć z piętnem zdrajcy.

Pierwszy raz powiedziałam o tym publicznie po powrocie do Polski. Mimo tylu lat mówienie o tym sprawia mi ból i robię to niechętnie. Powiedziałam jednak o tym w wywiadzie telewizyjnym, i piszę o tym teraz nijako z obowiązku. Przez ten krótki okres po moim powrocie widzę bowiem jak fałszowana jest historia Solidarności i stanu wojennego, ludzi zwiazanych z opozycją. I chociaż to nic nie zmieni zdecydowałam się mówić aby jakieś świadectwo się zachowało. Dla tych historyków, którzy w przyszłości będą analizować ten dramatyczny dla Polski okres. Po transmisji wywiadu ze mną wpadłam w depresję po tym jak przeczytałam komentarze internautów. Były odrażające. Oskarżano mnie o branie pieniędzy z ich podatów jako odszkodowanie „za działalność” chociaż nigdy o żadne odszkodowanie nie występowałam. Odżegnywano mnie od czci i wiary szydząc z opozycyjnej działalności.

Nie tylko mnie. Z narastającym zdziwieniem i zgorszeniem śledziłam działania i wypowiedzi wymierzone przeciwko lustracji. Coraz więcej nazwisk z co najmniej dziwnym rodowodem widzę w polityce na wyeksponowanych stanowiskach. I jakkolwiek rozumiem Panią Pani Janino, że zrezygnowała Pani z pracy w zespole opiniującym kandydatów do odznaczeń za działalność opozycyjną w stanie wojennym, napawa mnie to smutkiem. Przeglądałam bowiem listę odznaczeń i z przykrością zobaczyłam, że nie ma tam wielu nazwisk, które powinny tam być. Że odznaczenia były w dużej mierze przyznawane według pewnego  klucza raczej określającego sympatie polityczne niz rzeczywiste zasługi. Zmianę zauważyłam dopiero przy nominacjach za czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Ale z drugiej strony Pani Janino może to i dobrze, że Pani zrezygnowała. Te odznaczenia straciły już swoją wagę, swoją wartość gdyż za dużo ludzi, którzy na nie nie zasługiwali nosi je na swoich piersiach. I ma Pani chyba rację. Nikt na Pani rezygnację nie zwróci uwagi. Odetchną tylko z ulgą, że Pani tam nie będzie.

Patrzę z niesmakiem na poczynania obecnej prezydentury, ludzi nominowanych do kancelarii prezydenckiej, świadomą i według mnie cyniczną nobilitację generała Jaruzelskiego, zachowania, jak te w stosunku do ks. Żarskiego, które są raczej działaniami namiestnika niż prezydenta wolnej Polski.  Dlatego więc ja również po 29 latach sprzeciwiam się powrotowi i rehabilitacji antywartości, które przeczą demokracji. I sprzeciwiam się działaniom Bronisława Komorowskiego, na którego prezydenturze długim cieniem kładzie się kontunuowanie tradycji Polski Ludowej. Tej niechlubnej tradycji, z którą walczyłam i która na zawsze naznaczyła tak moje życie jak i życie wielu z moich rodaków. I w tym samym czasie wiem, że ten protest niczego nie zmieni. Niezależnie od tego jednak uważam, że powinien on mieć miejsce gdyż milczenie oznaczałoby zgodę na obecny stan rzeczy.

http://dlugodystansowiec.salon24.pl/

Posted in Historia, Polityka i aktualności, Wspomnienia, Świadectwa | Leave a Comment »

Miliony rubli na operację przykrywania dowodów

Posted by tadeo w dniu 16 grudnia 2010

Gdyby nie postawa prezydenta Polski w 2008 roku, Rosja zajęłaby całą Gruzję. To Lech Kaczyński wstrzymał ofensywę Moskwy.

Z prof. Andriejem Iłłarionowem, byłym doradcą prezydenta Rosji Władimira Putina, pracownikiem waszyngtońskiego Instytutu Katona, rozmawia Piotr Falkowski
Dlaczego zdecydował się Pan zostać współpracownikiem zespołu parlamentarnego utworzonego w polskim Sejmie w celu badania okoliczności katastrofy smoleńskiej?
– Polski rząd zrezygnował z przejęcia tego śledztwa. To – jak mówią Amerykanie – gorzej niż przestępstwo, to błąd. Ale prędzej czy później dowiemy się prawdy i o tej tragedii. Tak jak to się stało z masakrą w Katyniu. Myślę, że międzynarodowe śledztwo byłoby pomocne. Powiem więcej, w obecnej sytuacji jest ono wręcz niezbędne. Nie znam innych dochodzeń w sprawach katastrof lotniczych, przeprowadzanych przez MAK, ale to dotyczące tragedii smoleńskiej dzieli ocean od standardów Zachodu. Porównajmy je choćby z tym po zamachu bombowym nad Lockerbie, które Brytyjczycy prowadzili przy udziale Amerykanów.
Pozwolę sobie odwołać się do niedawnych przecieków z WikiLeaks. Jest tam bardzo wyraźnie opisana rola i znaczenie prezydenta Lecha Kaczyńskiego podczas wojny rosyjsko-gruzińskiej. Nie ma wątpliwości, że to jego determinacja, a szczególnie wizyta z grupą innych prezydentów w Tbilisi, zatrzymała rosyjską ofensywę. Niejako zmusiła Busha i Sarkozy´ego do działania. Gdyby nie Lech Kaczyński, Rosja zajęłaby całą Gruzję. O tym trzeba pamiętać.

Co w śledztwie smoleńskim budzi Pana największe wątpliwości?
– Chciałbym zaznaczyć bardzo jasno, że jest wiele pytań, mnóstwo sprzecznych świadectw, mnóstwo brakujących dowodów. Chcąc być uczciwym i w zgodzie z własnym sumieniem, nie możemy powiedzieć, że znamy odpowiedź na pytanie, co naprawdę stało się 10 kwietnia w pobliżu Smoleńska. Ale to, co wiemy już z całą pewnością, to fakt, że przynajmniej od 10 kwietnia do dziś trwa operacja „przykrywania” prowadzona przez rosyjskie władze. Niszczenie i ukrywanie dowodów, rozpowszechnianie fałszywych informacji, odwracanie uwagi obserwatorów i śledczych od rzeczywistych problemów i skupianie się na sprawach pomniejszych albo zupełnie fikcyjnych, próby ukrywania osób zaangażowanych w wydarzenie, a wprowadzanie w ich miejsce fałszywych świadków, jak na przykład liczne postacie o imieniu Wołodia, będące podobno autorami pewnego filmu krążącego w internecie – to zapewne niepełna lista działań, w które musiano zaangażować setki, jeśli nie tysiące ludzi, w tym najwyższych urzędników państwowych, władze lotnicze z MAK na czele. Wiedząc o tej niewiarygodnej, rozbudowanej i kosztownej operacji, każdy poważny i obiektywny obserwator musi zadać pytanie, w czyim interesie jest ona prowadzona i kto może za nią stać. Jedyna możliwa odpowiedź jest następująca: rosyjski rząd.

O czym to, Pana zdaniem, świadczy?
– To niewiarygodna tragedia i dla polskiego, i dla rosyjskiego narodu, coś, czego nie znajdziemy w całej historii. Żeby przywódca sąsiedniego kraju wraz z bardzo wysokimi urzędnikami zostali zabici razem i jednocześnie. Nawet w czasach wojen, gdy ginie wielu ludzi, nigdy nic podobnego się nie wydarzyło. Właśnie z powodu zupełnej wyjątkowości tego przypadku nikt nie powinien być bardziej zainteresowany w możliwie obiektywnym i wnikliwym dochodzeniu niż władze rosyjskie. Nawet bardziej niż władze polskie ze względu na możliwe podejrzenie, że po stronie rosyjskiej i rosyjskiego rządu coś było nie tak. Aby oczyścić swoje nazwiska i ich reputację, nikomu tak jak im nie powinno zależeć na tym, aby to śledztwo prowadzić tak dokładnie, rzetelnie, otwarcie i przejrzyście, jak to możliwe i z udziałem najlepszych specjalistów z całego świata. Tak by nikt nie miał nawet cienia wątpliwości. Ale jest zupełnie inaczej.

Czy jest w tym jakiś sygnał dla światowej opinii?
– To pewna demonstracja. Niemal jawnie odbywa się niszczenie dowodów, w tym wraku samolotu, produkowanie fałszywych dowodów, ukrywanie nagrań, fałszywe teorie w sprawie przebiegu lądowania, elementów technicznych, pracy kontrolerów lotu, warunków pogodowych, roli innych samolotów itd. Nie wiem, co myślą o tym światowi przywódcy, ale wystarczy popatrzeć na polski rząd. Niemal natychmiast po katastrofie doszło do zbliżenia polityków polskich i rosyjskich. Niezależnie od tego, czy ktoś to zaplanował, wygląda na to, że rządzący obecnie Polską są bardzo szczęśliwi z powodu tego, co się stało. I z powodu tego zbliżenia z Rosją. Pojawia się zatem pytanie. Czy żeby mieć dobre relacje z Rosją, potrzebna jest śmierć całej grupy przywódców, choćby w katastrofie lotniczej? To przesłanie, ta lekcja, nawet jeśli nie jest przedmiotem publicznej dyskusji, to jest bacznie obserwowana i brana pod uwagę przez wielu światowych liderów, szczególnie z tej części Europy. Może nie dotyczy to Baracka Obamy, którego bezpieczeństwo jest przedmiotem troski na nadzwyczajnym i zupełnie wyjątkowym poziomie, ale w państwach bałtyckich, w Polsce, Europie Środkowej, na południowym Kaukazie każdy polityk wiele razy pomyśli, jak się powinien zachować, aby mieć dobre relacje z nieprzewidywalnym sąsiadem. Nawet jeżeli żaden z nich nie będzie wierzył, że rząd Rosji ma coś wspólnego z katastrofą, a przynajmniej nie przyzna tego publicznie, to na pewno pomyśli sobie, że jeżeli te relacje się pogorszą, to nikt nie wie, co się może stać.

Znamy przypadki wielu tajemniczych zgonów w samej Rosji…
– Jest bardzo długa lista polityków rosyjskich, którzy myśleli o ubieganiu się o najwyższy urząd w państwie, a skończyli bardzo źle. Galina Starowojtowa, jedna z prominentnych działaczek opozycji demokratycznej, była brana pod uwagę jako kandydatka na urząd prezydenta. Została zastrzelona w listopadzie 1998 roku. Siergiej Juszenkow, polityk liberalno-demokratyczny, został zastrzelony w kwietniu 2003 roku. Aleksandr Lebiedź, popularny generał, kandydat na prezydenta, który w 1996 roku otrzymał prawie 15 proc. głosów, zginął w katastrofie śmigłowca w kwietniu 2002 roku. Inny generał, Lieb Rochlin, podobno został zastrzelony przez żonę w lipcu 1998 roku. Generał Giennadij Troszew, będący bardzo daleko od demokratycznego i liberalnego obozu, ale popularny wśród żołnierzy na północnym Kaukazie. Miał spór z ministrem obrony. Zginął w katastrofie lotniczej we wrześniu 2008 roku. Doliczmy do tego Wiktora Juszczenkę z sąsiedniej Ukrainy, który został otruty i tylko cudem przeżył. A Wjaczesław Czornowił, czołowy kandydat na prezydenta Ukrainy w 1999 roku, zginął w bardzo podejrzanym wypadku samochodowym w marcu 1999 roku. Śledztwo przeprowadzone za prezydentury Juszczenki wykazało, że to agenci rosyjskiego FSB „rozwiązali” problem Czornowiła. Są jeszcze prezydenci Czeczenii: Dżochar Dudajew, Zelimchan Jandarbijew i Asłan Maschadow – wszyscy zabici. Długa lista ludzi, którzy byli dość popularni, mieli wysokie ambicje polityczne i skończyli tak, jak skończyli. Każdy lider polityczny tej części Europy, patrząc na tę listę podejrzanych i niewyjaśnionych zgonów, zastanowi się nad swoją polityką i nad tym, jak uniknąć jej nieprzewidywalnych konsekwencji.

Fraza o pojednaniu polsko-rosyjskim zrobiła po katastrofie smoleńskiej zawrotną karierę. W jakich kategoriach powinniśmy oceniać relacje polsko-rosyjskie?
– Dobre i stabilne rosyjsko-polskie relacje należy budować na trwałej podstawie zaufania pomiędzy narodami. A zaufanie można osiągnąć tylko wtedy, gdy sprawy będące problemem we wzajemnych stosunkach zostaną jasno postawione, otwarcie przedyskutowane, przeanalizowane i rozpoznane przez obie strony. Podejrzenia albo brak dostępu do informacji tylko temu szkodzą. Konieczna jest otwarta i uczciwa dyskusja o wszystkich problemach z publicznym nazwaniem błędów, pomyłek i przestępstw popełnianych przez różnych ludzi z obu stron podczas długiej historii stosunków naszych państw i narodów.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20101216&typ=po&id=po01.txt

Posted in Polityka i aktualności, Wywiady | Leave a Comment »

Przepis na władzę

Posted by tadeo w dniu 7 grudnia 2010

Jako pierwszy podaję najnowszy przepis na danie zwane władzą (my na Kaszubach mówimy z kaszubska  „waadza”).  Potrawa co prawda sama w sobie jest dość znaną, ale wykonaniu miejscowym ma niezwykle oryginalną formę i treść pokarmową. Warto spróbować, choćby po to, żeby nie ciągnąć się w ogonie trendu europejskiego. Oto przepis kaszubskiego dziadka.

Weź trzy świeże i tłuste biznesmeny (mogą być słodkowodne), wyciągnij im słomę z butów i zamocz w mętnej wodzie. Jednego zasuszonego inteligenta ze starego portfela otrząśnij starannie ze skrupułów, opłucz z przesądów i pokrój na dzwonka. Dzwonka moczyć wraz z biznesmenami, aż się dobrze przegryzą. Ostatnią ćwierć inteligenta pamiętaj sobie odłożyć do dekoracji gotowego dania. Uwaga: nie wylewaj wody po inteligencie – przyda się do sosu. Na publicznym targowisku wybierz cztery dorodne autorytety moralne bez głów, ale głęboko zakorzenione. Wytrzep z kurzu, obficie posmaruj szmalcem, zanurz w esencji z polityki miłości, żeby skruszały. Uwaga: nie zapomnij oddzielić od kręgosłupów moralnych. Kręgosłupy odłóż do wiadra.

Do tego należy zakupić dwa tuziny pospolitych politykierów, obecnie można je nabyć na pęczki w każdym supermarkecie. Wybierz i odłóż na bok ze trzy sztuki z najdłuższymi jęzorami – razem z ćwiercią inteligenta posłużą do udekorowania całości. Politykiery spraw według wypróbowanej recepty: drobno posiekaj charaktery i wytnij sumienia, tuszki układaj na osobnym półmisku. Sumienia odłóż do wiadra.

Następnie zmieszaj odrobinę splendoru, szczyptę koneksji i posyp nieco konsumpcyjnej pozłoty na drobno posiekane charaktery. Dodaj konfitury i dobrze wymieszaj. Tak przygotowaną pastą pokryj tuszki politykierów i odstaw na razie w chłodne miejsce. Najlepiej do lodowni. Teraz weź pokaźną przygarść drobnych płotek, zamieszaj im w głowach, wydrenuj móżdżki. Fileciki z drobnych płotek utłucz na miazgę. Móżdżki odłóż do wiadra.

Sos przygotowuje się na ziemi kaszubskiej w sposób tradycyjny. Do wiadra, w którym masz już odłożone kręgosłupy autorytetów, sumienia politykierów oraz móżdżki drobnych płotek, wlej popłuczyny po inteligencie. To wszystko należy teraz poszatkować w szatkownicy i utrzeć w pralko-ucieraczko-wyżymaczce uniwersalnej. Urządzenie to jest już powszechnie dostępne w sieci handlowej BiznesMedia AGD. Ucierać należy tak długo, aż otrzymamy jednolitą ciemną masę z dużą ilością ubitej piany na wierzchu. Na ostatku należy przyprawić sos cykorią i zagęścić papką medialną. Autorytety wyciągnij z esencji, gdy już są dostatecznie skruszałe – łatwo to poznać, bo zmieniają wtedy kolor z czerwonego na śnieżnobiały. Esencję wylej do wiadra.

Teraz należy przygotować specjalny półmisek – duże trójkątne korytko (naczynie powszechnie używane na wsi kaszubskiej). Na samym dnie wysmarowanym miazgą z drobnych płotek układaj tuszki politykierów pokryte dokładnie pastą, a na przemian kładź dzwonka z inteligenta. W następnej warstwie, w trzech kątach korytka umieść politykiery ozdobne w takiej konfiguracji, żeby im pyszczki wystawały na zewnątrz, a jęzory zwisały fantazyjnie z każdego rogu korytka. Trzy dobrze wymoczone biznesmeny kładź wzdłuż krawędzi korytka w ten sposób, żeby piły sobie nawzajem z dzióbków z politykierami. Wolne powierzchnie obłóż autorytetami zakonserwowanymi w marynacie. Na samym szczycie potrawy postaw dekoracyjną ćwiartkę inteligenta, jako alegorię przyszłości. Wszystkie szczeliny obficie wypełnij sosem z pianą. Całość należy zapiec w gorącej atmosferze zgody narodowej.

Potrawa zwana władzą gotowa do skonsumowania. Na koniec jeszcze tylko umywasz ręce. Danie świetnie się komponuje smakowo z burakami lub fasolką Głupi Jaś. Przed spożyciem należy się przygotować psychicznie – sumienia, kręgosłupy i móżdżki odkładamy do wiadra.

http://seaman.salon24.pl/257311,przepis-na-wladze

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »