WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 8 stycznia, 2011

Dlaczego m.in.nie daje na WOŚP

Posted by tadeo w dniu 8 stycznia 2011

Otóż bardzo smuci mnie nieporadność państwa, które w pewnych dziedzinach zrzuca całkowicie odpowiedzialność za wyposażenie szpitali na barki WOŚP-u. Dziś słyszałem, że zbieramy na wymianę aparatury do badania nerek, bo niestety stara, również zakupiona przez WOŚP się zepsuła bądź zużyła. Smutne jest to, że państwo musi być odciążane z datków obywateli, którzy przecież składają się na takie sprzęty podwójnie, raz poprzez podatki i składki zdrowotne a drugi raz poprzez wrzucanie do puszki . Chciałem zauważyć, że te składki zdrowotne to znaczna część naszych wypłat i w pełni rozumiem ludzi, którzy nie dają na WOŚP bo zwyczajnie ich na to nie stać. Szkoda tylko, że nasze comiesięczne daniny na zdrowie rozpływają się gdzieś, i nadal musimy stać w kilometrowych kolejkach do USG. Ileż to jest przypadków, że NFZ nie stać na zakontraktowanie badań na specjalistycznych i bardzo drogich sprzętach, które obrastają kurzem? WOŚP to wspaniała inicjatywa, ale nie może stać się substytutem systemu zdrowotnego, którym dzisiaj niejednokrotnie jest. Czas podjąć debatę nad reformami zdrowia i mam nadzieję, że kolejne wydania WOŚP-u będą to coraz bardziej uświadamiać”.
Entuzjaści WOŚP odżegnują się od Kościoła, Caritasu. Pan Owsiak z Kościołem też ma niewiele wspólnego, akcja jest całkowicie świecka. Dlatego się pytam: dlaczego te tłumy wolontariuszy gromadzą się głównie przed kościołami, czekając na ludzi idących do lub wychodzących z nich?
I ich zbieranie nie polega tylko na tym, że czekają z puszeczką aż ktoś wrzuci pieniążka, tylko nagabują biednych ludzi, zaczepiają.
Gdy opuszczałam kościół, musiałam przejść ścieżką, którą utworzyli młodzi ludzie zbierający na WOŚP. Kilka osób z prawej, kilka z lewej z wyciągniętymi puszkami, nie sposób ich ominąć, trzeba przejść pomiędzy nimi. Piękna wolność w dawaniu, człowiek w ogóle się przymuszony nie czuje. A skąd. Usłyszałam jeszcze: „Wspomoże pani Wielką Orkiestrę?”, rzuciłam tylko: „NIE” i odeszłam przeciskając się przez gąszcz puszek.
Potencjalny darczyńca WOŚP przez cały rok nie wspomaga tych, którzy są w potrzebie. Myśli sobie, że jak raz w roku da na Orkiestrę, to ma z głowy, uspokaja sumienie. Chodzi dumnie z wypiętą piersią, na której widnieje czerwone serduszko, wszyscy widzą, że to nie byle kto, ma dobre serce, troszczy się o dzieci.
A przez następne 364 dni problemy innych go nie zajmują.
O co mi chodzi. WOŚP nie przyczynia się do zbudowania trwałej wrażliwości ludzi, takiej wrażliwości, która troszczyłaby się o potrzebujących nieustannie, była gotowa do pomocy nie tylko raz w roku.
WOŚP nie wymaga wysiłku człowieka. Podejdą do niego, on wrzuci. Nie musi już sam szukać, dowiadywać się, samodzielnie decydować komu i jak mógłby pomóc.
To jest nic więcej jak usypianie sumienia. Tak myślę.
I bardzo irytuje mnie szantaż emocjonalny.
I wychodzi taki człowiek albo z serduszkiem, bo nie może odmówić szantażowi, albo z kacem moralnym, jak mógł odmówić.
Wypisz wymaluj: WOŚP.
Dlatego, NIE DAJĘ NA WOŚP.

Posted in Polityka i aktualności, WOŚP | Leave a Comment »

Alkohol, agresja, seks – tak żyją polscy emigranci?

Posted by tadeo w dniu 8 stycznia 2011

Alkohol, bijatyki, przypadkowy seks – skutek niespełnionych oczekiwań polskich emigrantów. Zagubieni, biedni, odcięci od bliskich, którzy zostali w kraju, coraz częściej stają się ofiarami emigracji. Agresja wśród Polaków pracujących za granicą, to coraz poważniejszy problem.

Alkohol, agresja, seks - tak żyją polscy emigranci?
Klamka zapadła. Decyzja o wyjeździe jest już nieodwołalna. Do walizki wrzucamy marzenia o światowym życiu, wysokich zarobkach, nieograniczonej wolności. Niestety nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem. Zdarza się, że pobyt za granicą zamienia się w koszmar. Pojawiają się kłopoty ze znalezieniem pracy. A jak się już uda z zatrudnieniem, pieniądze z tego są marne. Żeby zaoszczędzić, mieszka się kątem u znajomych lub dzieli lokum z kilkoma osobami. A przecież nie tak miało być. 

Skutki emigracji

Okazuje się, że wyszlifowany w czasie kursów angielski nie zawsze pozwala na płynną komunikację. Jeśli ma się znajomych, którzy podpowiedzą jak załatwić formalności i pomogą w znalezieniu zatrudnienia – start będzie o wiele łatwiejszy. Jeśli nie- pobyt rozpoczyna się od stresów i nieporozumień.

Sama praca, która przeważnie nie jest zgodna z aspiracjami i wykształceniem, także staje się źródłem frustracji. Zarobki, przekraczające znacznie naszą średnią krajową, imponują tylko w przelicznikach. Kiedy trzeba za nie opłacić mieszkanie, wyżywienie, pokryć bieżące wydatki, a do tego jeszcze część przekazać rodzinie – czar pryska. Młody człowiek dowiaduje się, że czeka go długi czas wyrzeczeń i nowych rozczarowań. Na codzienne kłopoty nakładają się nieporozumienia z przełożonymi, kolegami z pracy, którzy nie zawsze akceptują „nowego”, tęsknota za krajem i bliskimi, czasami choroba. 

– Człowiek, który zaczyna odczuwać paniczny lęk, strach i ogromny stres, pragnie jak najszybciej pozbyć się nieprzyjemnych objawów. Zaaplikować sobie znieczulenie. Lekiem na stres staje się alkohol – wyjaśnia psycholog Piotr Kowalczyk.

Wśród ofiar emigracji, specjaliści wymieniają również młode kobiety pozostające w kraju, gdy ich mężowie i partnerzy wyjeżdżają w poszukiwaniu szybkiego zarobku. U tych kobiet występują myśli samobójcze, anoreksja – tłumaczy psycholog – Podobne, choć może nie tak drastyczne, problemy dotyczą tysięcy polskich małżeństw, które dla ratowania domowego budżetu, decydują się na rozłąkę. Samotni mężczyźni gaszą swoje tęsknoty w alkoholu, narkotykach, zakazanych rozrywkach, a ich partnerki wpadają we frustracje, depresje i psychozy. Cierpią dorośli, a jeszcze bardziej – dzieci.

Przemoc domowa 

Polacy, którzy do pracy za granicą wyjechali z rodzinami, bardzo często odreagowują stres na swoich bliskich. Dochodzi do przemocy w domu.

– Jestem 12 lat po ślubie. Mam troje wspaniałych dzieci. Od kilku lat mieszkam wraz z rodziną za granicą. Po tym jak dzień przed sylwestrem mąż mnie pobił (a to nie był pierwszy raz) na oczach mojej 2 letniej córeczki i wygonił za drzwi, chciałam umrzeć. Zażądałam rozwodu. Mąż jednak stwierdził, że mnie kocha i nie chce się ze mną rozstać – skarży się Teresa – Jestem słaba i rozdarta. Moja teściowa powtarza, że powinnam myśleć o dzieciach, a nie o sobie i utrzymać rodzinę w komplecie….A ja … no właśnie, co ja mogę? Języka nie znam zbyt dobrze, pracy pewnie też bym nie dostała. Poza tym muszę opiekować się dziećmi.

Większość spraw przemocy w rodzinie wychodzi na jaw przypadkowo. Dramaty rozgrywają się w czterech ścianach, bo brakuje polskich organizacji, które można prosić o pomoc. Bariera językowa nie pozwala na swobodne wypowiedzi, a nie wszyscy chcą korzystać z pomocy tłumaczy. Wielu uważa to za krępujące. Wstydzą się opowiadać o swoich problemach osobie trzeciej.
Osoby, które szukają pomocy w polonijnych instytucjach, na ogół jednak rezygnują ze złożenia doniesienia na policji lub wycofują je, kiedy sprawa jest w toku. Boją się, że oprawca nie zostanie skazany i będzie próbował się odegrać, albo że opieka społeczna odbierze dzieci.

Emigracja to ciężki kawałek chleba

Niektórzy mają szczęście. Świadkami przemocy w ich domach stają się znajomi, którzy o zdarzeniu powiadamiają policję.
– Zupełnie przypadkiem byłam świadkiem sytuacji, gdy mąż tłukł żonę. Zupełnie nie wiedziałam jak mam się zachować. Bałam się nawet oddychać – opowiada Wanda Tarkowska, na Wyspach od 4 lat – Człowiek zupełnie głupieje w sytuacji, gdy facet ciągnie kobietę za włosy po dywanie i kopie gdzie popadnie. Nawet nie pamiętam jak udało mi się wywalić go z mieszkania i zadzwonić po policję. Dopiero potem dowiedziałam się, że nie był to pierwszy raz. Moja znajoma była bita regularnie, jednak nigdy nie poprosiła o pomoc.

Specjalny raport o problemach polskich rodzin jeszcze w zeszłym roku zamówiła rada miejska szkockiego Edynburga – donosi Rzeczpospolita – Jego autorzy proponują dla rodzin z problemami m.in. indywidualną terapię, powołanie grupy wsparcia, porady przez Internet czy stworzenie świetlicy środowiskowej. Takie raporty poświęcone problemom mniejszości to na Wyspach rzadkość.

– Emigracja to ciężki chleb. Jedni dają sobie z radę, a drudzy pakują się w niezłą kabałę. Ludzie zmieniają się nie do poznania. Kiedyś cisi, nieśmiali teraz bywają agresywni i aspołeczni. Trzeba być ze stali żeby to znieść – komentuje Anna Węgrzynowska, która niedawno wróciła do kraju – Miałam tego wszystkiego dosyć!

 

Posted in Podróże, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

O narodzie, który nie spełnił oczekiwań

Posted by tadeo w dniu 8 stycznia 2011

Czytając teksty takie jak artykuł prof. Zbigniewa Krasnodębskiego w Rzeczpospolitej, mam ochotę udać się na emigrację wewnętrzną, bo wygląda na to, że życie publiczne w tym kraju nie tylko ma coraz mniej wspólnego z racjonalnością ale też rozwija się w bardzo niepokojącym kierunku.

Na początku Krasnodębski ubolewa, że nie palnął sobie w łeb żaden urzędnik ani funkcjonariusz odpowiedzialny za bezpieczeństwo prezydenta, ani nawet nie podał się do dymisji. I tu pełna zgoda. Fakt, że do tej pory nie pożegnał się ze stanowiskiem minister obrony narodowej jest skandalem i dowodem, że w Polsce mechanizmy odpowiedzialności politycznej nie działają w sposób prawidłowy. Wobec tak wielkiej katastrofy, uderzającej w same podstawy istnienia państwa, oczekiwałbym lecących głów wszystkich odpowiedzialnych za: nieprzestrzeganie procedur w lotnictwie wojskowym, wadliwy system szkolenia pilotów, złe funkcjonowanie centrum operacji powietrznych, winnych zaniedbań w organizacji podróży polityków. Tego nie widzimy i boję się, że nie zobaczymy.

Ale, o ile zrozumiałem, największym problemem profesora jest fakt, że po katastrofie smoleńskiej nic się w Polsce nie zmieniło w sensie bardziej ogólnym. Jak będzie więc w 2011 roku? Najprawdopodobniej będzie tak, jak dotychczas. Nic się nie zmieni. To, co zaczęło się Palikotem i „postpolityką” rządzących, skończyło się całkowitą postkolonialną inercją polityczną Polaków, ich abdykacją jako suwerena Rzeczypospolitej. Lenistwo Donalda Tuska i jego umiejętność zagadywania rzeczywistości uruchomiły lenistwo zbiorowe i potok słów, które potrafią zagłuszyć nawet tak prosty i jasny komunikat, jak „na kursie, na ścieżce”.

Jak na człowieka wykształconego przystało, Krasnodębski znakomicie posługuje się przenośnią i insynuacją, by przemycić treści, których nie wypada mu wyrąbać prosto z mostu. O co bowiem chodzi w ostatnim zdaniu z powyższego cytatu? Przecież to wyraźna sugestia, iż to Rosjanie spowodowali katastrofę (spiskowo nastawiona część czytelników w tym momencie myśli „zamach”, ale załóżmy, że profesorowi chodzi zaledwie o błąd obsługi naziemnej w Smoleńsku). Furda, że pierwszą przyczyną katastrowy była niezgodna z procedurami decyzja kapitana Tupolewa o rozpoczęciu procedury lądowania, mimo niespełnienia wymaganych minimów. Oczywiście, mogło mu się udać wylądować, tak jak zapewne kilka razy wcześniej, ale nie powinien był w ogóle próbować. Te wszystkie koncepcje o zamachu, którymi żyją pewne środowiska, na przykład Salon 24, mają pewną zasadniczą wadę: obsługa naziemna zniechęcała do lądowania, parametry widoczności nie były spełnione, na podstawie dostępnych załodze informacji nie wolno było lądować. Cały spisek oparty na założeniu, że kapitan prezydenckiego samolotu dopuści się niesubordynacji? Przykro mi, ale ja tego nie kupuję.

Może traktuję Krasnodębskiego zbyt poważnie, w końcu parę akapitów dalej niedwuznacznie sugeruje możliwość dokonania zamachu na Jarosława Kaczyńskiego a la Litwienienko, co nosi znamiona łagodnej paranoi.

Po katastrofie smoleńskiej Krasnodębski oczekiwał od Polaków „czynu”, zmiany. Ale właściwie dlaczego? Co miałoby się stać? Naród mający poczucie godności powinien po 10 kwietnia przytłaczającą większością odesłać ten rząd w polityczny niebyt, a premiera postawić przed Trybunałem Stanu.

A więc nie dość, że rosyjski spisek, to jeszcze z udziałem premiera rządu Rzeczpospolitej. Szkoda, że Krasnodębski nie podaje artykułu Konstytucji, który Tusk złamał, nie musielibyśmy być skazani na domysły.

W dalszym ciągu profesorskich wywodów dowiadujemy się, że dzisiejsza Polska wygląda jak Peerel za Gierka, „Fakty” i „Wiadomości” są dzisiejszym odpowiednikiem Dziennika Telewizyjnego, a Polacy są ubezwłasnowolnieni przez media i rządową propagandę. I to chyba mnie wkurza najbardziej. Może młodzi nie pamiętają, ale ja pamiętam bardzo dobrze Peerel, i jak ktoś mówi, że dzisiaj jest tak samo, jak wtedy, to najwyraźniej nie ma kontaktu z rzeczywistością.

Pan profesor Krasnodębski, obraził się na naród. Że jest nieświadomy politycznie, leniwy i tolerujący „lenistwo” premiera, przejawiający „postkolonialną inercję polityczną”, jego elity kulturowe „popadły w paroksyzm bezkrytycznego rusofilstwa”, a Polacy abdykowali jako suweren Rzeczpospolitej. Mocne słowa, obraźliwe epitety. Tyle, że przekaz sprowadza się do potępiania wszystkiego w czambuł, bo nie rządzą nasi.

Skąd ten żal? Część polityków PiS-u i przeciwników Platformy Obywatelskiej dokonała błędnej oceny rzeczywistości po 10 kwietnia. Projekcja ich emocji zafałszowała obraz społeczeństwa. Wydawało im się, że masowe poruszenie społeczne wywołane katastrofą, to wzbierający protest przeciw rządzącym, że rozpoczyna się kolejny Sierpień ’80. A to było tylko ludzkie współczucie ofiarom niespodziewanej tragedii i ich rodzinom oraz publiczna manifestacja przywiązania do państwa w niepewnej sytuacji, kiedy zachwiały się jego fundamenty. Polacy pokazali, że państwo jest dla nich ważne i bliskie, że jest to ich państwo.

Jeżeli ktoś wtedy prawidłowo odczytał społeczne emocje, to był to sztab wyborczy Jarosława Kaczyńskiego podczas ostatniej kampanii wyborczej, co wyraźnie pokazał nadspodziewanie dobry jego wynik. Postawili na rozsądny łagodny przekaz, spróbowali odciąć się od negatywnych skojarzeń, jakie przykleiły się do PiS-u i przekonać, że teraz będą politykę traktować poważnie i z godnością. Gdyby nie psychika Prezesa i szepcący mu do ucha działacze rozgrywający swoje walki frakcyjne, dzisiaj PiS byłby liczącą się siła polityczną, przygotowującą się do przejęcia władzy z rąk zużywającej się w przyśpieszonym tempie, jadącej na propagandzie, koalicji. A tak powoli zamienia się w klub frustratów, którzy mają pretensję do wszystkich wokoło, sami zaś uważają się za jedynych sprawiedliwych.

Póki w Polsce są wolne wybory i nikt nikomu nie broni głoszenia poglądów i opinii, narzekanie na medialny monopol i insynuowanie możliwych siłowych rozwiązań, jakie rzekomo rządzący planują dla utrzymania władzy jest śmieszne. Najwyraźniej Polacy zwyczajnie nie chcą takiej narracji i takich polityków, jakie ma w ofercie PiS. Mają prawo nie chcieć. Priorytety wyborców, ich wizja tego kraju i sposobu jego funkcjonowania są jak widać inne. Wiele z nich mi osobiście się nie podoba, ale niepoważne jest głoszenie tez, że naród nie dotrzymuje jakichś tam standardów. Naród cały czas jest suwerenem, on wyznacza standardy. Bywały takie przykłady w historii (naszej również), że naród na własne życzenie wkraczał na ścieżkę samozagłady. Można przeciw temu protestować, można krzyczeć, przekonywać i argumentować. Jeśli jednak polityk obraża się na naród, mówiąc, że nie jest on zdolny do suwerennego decydowania o swoim losie, pobrzmiewa mi w tym sugestia, że ktoś musi wziąć sprawy w swoje ręce i zdecydować za naród. Mamy w naszej historii politycznej Piłsudskiego, ale mamy także Jaruzelskiego, a dyktatorami byli także Franco i Pinochet. Wolałbym, żeby nikt nie rozważał takiego kierunku, nawet teoretycznie.

http://leonardo.salon24.pl/265658,o-narodzie-ktory-nie-spelnil-oczekiwan

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

2011. Początek nowej epoki – Zdzisław Krasnodebski

Posted by tadeo w dniu 8 stycznia 2011

Polacy uznali, że status peryferyjnego kraju Zachodu zupełnie ich zadowala, a warstwa rządząca pojęła, że tylko jego utrzymanie gwarantuje jej dominację w kraju i lukratywne posady za granicą – pisze filozof społeczny

Zdzisław KrasnodębskiPrognozy mają to do siebie, że się najczęściej nie sprawdzają. Kto pod koniec roku 2009 mógł przewidzieć, że rok następny to będzie rok, w którym zginą prezydent Lech Kaczyński, jego małżonka, ministrowie, generałowie i inne czołowe osobistości? I że najważniejszym skutkiem tej katastrofy będzie zacieśnienie przyjaźni polsko-rosyjskiej? 

Że nikt z odpowiedzialnych za bezpieczeństwo prezydenta i państwa nie tylko nie palnie sobie w łeb, jak by to uczynił oficer pokroju tych, którzy spoczywają w Katyniu, ale nawet nikomu nie przyjdzie do głowy by, choćby dla zachowania pozorów, podać się do dymisji?

Że elity kulturowe popadną w paroksyzm bezkrytycznego rusofilstwa (zapominając o losie Rosjan walczących w swym kraju o te same wartości i wolności, o które kiedyś walczyło w Polsce pokolenie „Solidarności”), że aktor o twarzy, która wydaje się nasączona alkoholem, będzie odczytywał patetyczne apele, a w telewizorach będziemy mogli słuchać o pełnych współczucia oczach prezydenta Putina?

Łatwiej już byłoby przewidzieć powodzie i zimowe przerwy w dostawie prądu, chaos na kolei, walkę z dopalaczami zastępującą kastrację pedofilów, „ofensywę legislacyjną”, „ofensywę dyplomatyczną” i inne liczne ofensywy. A także to, że premier ogłosi, że nie będzie kandydował w wyborach prezydenckich, by kontynuować „rozpoczęte” reformy, by po tychże wyborach ogłosić, że żadne głębsze zamiany nie są potrzebne, bo trzeba się skoncentrować na tym, co „tu i teraz”.

Z winy opozycji…

Jak będzie więc w 2011 roku? Najprawdopodobniej będzie tak, jak dotychczas. Nic się nie zmieni. To, co zaczęło się Palikotem i „postpolityką” rządzących, skończyło się całkowitą postkolonialną inercją polityczną Polaków, ich abdykacją jako suwerena Rzeczypospolitej. Lenistwo Donalda Tuska i jego umiejętność zagadywania rzeczywistości uruchomiły lenistwo zbiorowe i potok słów, które potrafią zagłuszyć nawet tak prosty i jasny komunikat, jak „na kursie, na ścieżce”.

Polacy nie mają złudzeń co do jakości rządów Platformy, ale też zupełnie im one wystarczają, mimo że jej nieudolność i bezczynność sprawiają, iż czasami ciepła woda w kranie siąpi tylko cienką strużką. Dlatego pozwalają jej na wszystkie kłamstwa i kłamstewka – o przesiewaniu ziemi na lotnisku pod Smoleńskiem, o obietnicy zakopania głębiej rury gazociągu północnego, o sukcesach w polityce europejskiej itd.

Wiedzą przecież, iż wszelkie „reformy” dotkną ich najbardziej, że bogaci będą się starali złupić biednych, by ocalić swoje dochody. A tak samemu można coś niecoś uszczknąć – dopóki się da. Tusk ma więc przed sobą równie długą przyszłość jak Łukaszenko czy Putin – i nie musi nawet sięgać po ich metody. Wystarczyło zwolnienie paru dziennikarzy, by „zachować różnorodność opinii”.

W przyszłym roku nadal będziemy skazani na tych samych medialnych polityków i te same niewiarygodnie nudne programy telewizyjne typu „plotkarnia”, udające publicystykę polityczną. Codziennie będą tam międlić cytaty z Jarosława Kaczyńskiego, dociekając, czy powoduje nim cynizm czy szaleństwo. Nadal będziemy się dowiadywać, co powiedział ten lub tamten polityk o innym polityku, ale nie o tym, co się dzieje na świecie, i słusznie, ponieważ nic nie mamy w tym świecie – ani tym bardziej temu światu – do powiedzenia. Na pewno nie zabraknie materiałów na drugą, niepoświęconą Jarosławowi Kaczyńskiemu, część „Faktów” i „Wiadomości”, bo zimą ludzie nadal będą zamarzali, na wiosnę przyjdzie powódź, a może nawet dwie, latem Polacy będą się topili, szukając ochłody w gliniankach i nieuregulowanych rzekach, jesienią truli grzybami, a zimą znowu zamarzali. To prawo natury, tak jak to, że woda się zbiera, potem spływa do morza, a śnieg leży tam, gdzie pada. Nie zabraknie też dzieci potrzebujących protezy, nowej wątroby lub przejechanych w czasie kuligu.

Dzień w dzień, wieczór w wieczór będziemy mogli się upajać tymi informacjami. A wytrawni analitycy będą pisać dwie trzecie tekstu o tym, jak marna jest opozycja, i jedną trzecią o tym, że rząd nic nie robi z winy tak marnej opozycji. I może zachowają swoje redakcyjne posady.

Nic nie pobudzi Polaków

Po wygranych wyborach PO dokona zapewne kolejnych cięć, żeby nieco poprawić stan finansów publicznych, co wywoła anemiczne protesty. Koniunktura w Niemczech pociągnie polską gospodarkę, bo przecież mercedesy nie mogą jeździć bez klamek i wycieraczek. A w razie czego czeka na Polaków wiele miejsc pracy w gastronomii, w domach starców, hotelarstwie i na plantacjach szparagów – w przyszłym roku otworzy się przecież niemiecki rynek pracy.

Premier będzie ogłaszał swe kolejne pomysły i „ofensywy” i odwoływał je w następnym miesiącu, jeśli wszyscy ich tymczasem już nie zapomną, a promieniejący samozadowoleniem Bronisław Komorowski będzie zabawiał nas gawędami o bigosie i polowaniu.

„Gazeta Wyborcza” nadal będzie się zajmowała reformowaniem Kościoła, tylko w dziale „Arka Noego” częściej będziemy mogli czytać intelektualistę Palikota, którego funkcje w mediach elektronicznych będą w lepszym stylu spełniać politycy ugrupowania Polska Była Najważniejsza. Być może nawet uda się im w małej liczbie ponownie wejść do parlamentu.

Wbrew marzeniom tych, którzy nazbyt wierzą medialnym przekazom, PiS utrzyma swój stan posiadania i niewiele się zmieni, bo żadna zmiana PiS niczego w Polsce zmienić nie jest w stanie. A jeśliby Jarosław Kaczyński zginął w wypadku samochodowym lub zatruł się rtęcią, co przydarzyło się ostatnio w Berlinie rosyjskim emigrantom, niedoceniającym modernizacyjnych wysiłków podejmowanych w Rosji, w mediach jego rola przypadnie Zbigniewowi Ziobrze lub innemu tego typu politykowi nadającemu się do straszenia strasznego mieszczaństwa III RP, zwanego przez Adama Michnika beneficjentami rewolucji. Dlaczego jest to wariant najbardziej prawdopodobny?

Jeśli po takiej katastrofie jak smoleńska nic się nie stało, to trudno sobie wyobrazić, co mogłoby pobudzić Polaków, i to nie do płaczu, tylko do czynu. Cokolwiek byśmy powiedzieli o kampanii z tamburynami i kowbojskimi kapeluszami, zmiana nie nastąpiła, bo Polacy jej nie chcieli. Naród mający poczucie godności powinien po 10 kwietnia przytłaczającą większością odesłać ten rząd w polityczny niebyt, a premiera postawić przed Trybunałem Stanu.

Złudne marzenia

Oczywiście politycznej stagnacji będzie towarzyszyć formowanie się ruchu protestu świadomych politycznie Polaków. Obóz rządzący będzie próbował ograniczyć jego wpływy mniej lub bardziej cywilnymi metodami. W najmłodszym pokoleniu obudzi się może poczucie narodowej godności i honoru. Kiedyś stworzy ono nową „Solidarność”. Podobieństwo do lat 70. staje się coraz bardziej widoczne.

Mniej prawdopodobnym wariantem jest to, że w 2011 dojdzie jednak do przesilenia. Czysto polityczne motywy nie są jednak wystarczające, by to nastąpiło. Musiałaby wybuchnąć tykająca od dawna bomba finansowa, czego nikomu nie życzę. Wówczas załamanie władzy będzie gwałtowne, a miłość do PO zamieni się w nienawiść.

W sytuacji zagrożenia władza może sięgnąć po środki twardej represji, ale w trudnej sytuacji zawsze będzie mogła liczyć na wsparcie Unii i naszego zachodniego sąsiada. Bo skoro zgodzono się wesprzeć Grecję i Irlandię, czego nie zrobi się dla podtrzymania władzy premiera uznawanego niemal za swojaka? Tylko dalszy rozpad strefy euro i kryzys polityczny w Unii mogłyby udaremnić skuteczną akcję ratunkową, która jeszcze bardziej ograniczy suwerenność Rzeczypospolitej.

Inne warianty wydają się jeszcze mniej realistyczne. Marzenia, że coś się zmieni poprzez zwykłe działania polityczne, że trzeba tylko sformułować lepszy program – jakby kogoś w Polsce interesowały programy – że wystarczy lepiej wypaść w telewizji, zaskarbić sobie względy prowadzących redaktorów, by przekonać do siebie wyborców, są złudne. Być może polski biznes zagrożony w swoich interesach sypnie groszem i wesprze nowe polityczne ugrupowanie, licząc na wykreowanie nowej, świeżej i biznesowo jeszcze bardziej spolegliwej Platformy, ale będzie to czyste marnotrawstwo. I całe szczęście, bo jeszcze jednej Platformy na pewno byśmy nie przeżyli.

Mimo to rok 2011 będzie początkiem nowej epoki. Coraz wyraźniej widać bowiem, że wraz ze śmiercią Lecha Kaczyńskiego skończył się projekt budowy silnej Rzeczypospolitej. Na początku XXI wieku postawiliśmy sobie pytanie, czy Polska chce pozostać tylko krajem peryferyjnym Zachodu po tym, gdy w ostatnim dziesięcioleciu XX wieku przestała być obrzeżem sowieckiego imperium.

Wschód nad Wisłą

Pod koniec dekady Polacy uznali, że status peryferyjnego kraju Zachodu zupełnie ich zadowala, a warstwa rządząca – politycznie, gospodarczo i kulturowo – pojęła, że tylko jego utrzymanie gwarantuje jej dominację w kraju i lukratywne posady za granicą oferowane przez państwa europejskiego centrum. W 2010 roku okazało się, że pozostanie peryferiami Zachodu oznacza także zgodę na to, by Wschód znowu pojawił się nad Wisłą, a w roku 2011 będzie go jeszcze więcej – w Polsce i w nas samych.

http://www.rp.pl/artykul/9133,588382-Krasnodebski–2011–Poczatek-nowej-epoki.html

Autor jest profesorem Uniwersytetu w Bremie i Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie oraz współpracownikiem „Rzeczpospolitej

Posted in Polityka i aktualności | Otagowane: | Leave a Comment »

Znalezione w sieci

Posted by tadeo w dniu 8 stycznia 2011

Wypowiedź Prezydent Hanny Gronkiewicz Waltz w TVN-ie na pytanie o Pragę Północ (w tej dzielnicy radni dzielnicy wybrali burmistrza o całkowicie innych poglądach politycznych niż Pani Prezydent)):

„Nie może być tak, że radni też decydują, tylko i wyłącznie, bo byśmy wtedy troszkę wykpili demokrację”

Inna wypowiedź złotoustej Pani Prezydent również dla TVN::

„Sesję nadzwyczajną zwołuje się  po to, aby uzyskać pewną informację, a nie po to żeby wybrać zarząd”

(wyjaśniam – w statucie dzielnicy Pragi Północ i w przepisach prawnych nie jest nigdzie napisane, czego może, a czego nie może dotyczyć sesja nadzwyczajna).

Dla niezorientowanych Praga Północ to jedna dzielnic miasta Warszawy (najbardziej pogańskiego w Polsce i bardzo mało roztropnego miasta (czytaj najgłupszego), gdzie jej mieszkańcy w ostatnich wyborach do Rady Miasta  st. Warszawy wybrali  większość radnych należących do układu mafijnego-korupcyjno-złodziejskiego (czytaj do PO).

Posted in Polityka i aktualności, Standardy TuskoLandii, Znalezione w sieci | Leave a Comment »

Grzegorz Braun – Jak my to widzimy

Posted by tadeo w dniu 8 stycznia 2011

Grzegorz Braun w programie „Jak my to widzimy – z daleka widać lepiej” z dnia 12.12.2010 r.

Posted in Filmy i slajdy, Polityka i aktualności | Leave a Comment »