WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 26 stycznia, 2011

Polska leci na łeb na szyję – niepokojący sondaż

Posted by tadeo w dniu 26 stycznia 2011

Większość respondentów (55%) uważa, że sytuacja w naszym kraju zmierza w złym kierunku, przeważają też krytyczne opinie o sytuacji politycznej (42%) – wynika z sondażu CBOS.

Zdaniem 29% ankietowanych sytuacja w naszym kraju zmierza w dobrym kierunku. Reszta badanych miała problemy z oceną sytuacji.

W porównaniu z ubiegłym miesiącem odsetek tych, którzy uważają, że sytuacja zmierza w złym kierunku, wzrósł o 7 punktów procentowych, natomiast tych, którzy oceniają ja pozytywnie, spadł o 8 punktów. Są to głownie przedstawiciele kadry kierowniczej i specjaliści z wyższym wykształceniem, także uczniowie i studenci. Krytycznie wypowiadają się respondenci o dochodach poniżej 500 zł na osobę, a także bezrobotni. Sytuację polityczną w Polsce źle ocenia 42% respondentów – o 7 punktów procentowych więcej niż przed miesiącem. 12% twierdzi, że jest ona dobra (spadek o 2 pkt proc.). Natomiast 29% uważa ją za „ani dobrą, ani złą” (mniej o 6 pkt proc. niż przed miesiącem). Reszta nie ma zdania na ten temat

 

O sytuacji politycznej najlepiej wypowiadają się przedstawiciele kadry kierowniczej i specjaliści oraz osoby dobrze oceniające sytuację swoich gospodarstw domowych. Krytyczni są respondenci niezadowoleni ze swojej sytuacji materialnej, renciści i rolnicy.

Sytuację gospodarczą za złą uważa 36% badanych – o 7 pkt procentowych więcej niż przed miesiącem. Za dobrą uważa ją 20% (o 2 pkt. proc. mniej niż w ubiegłym miesiącu). Spadł też odsetek tych, którzy uważają, że nie jest „ani dobra, ani zła” – z 44 do 39%. Reszta nie miała na ten temat zdania.

43% ankietowanych uważa, że sytuacja ich gospodarstw domowych nie jest „ani dobra, ani zła”, 41% uważa sytuację swojego gospodarstwa za dobrą, a 16% za złą. Ponad dwie piąte badanych (44%) twierdzi, że ich i ich rodzinom żyje się dobrze, podobna grupa (43%) ocenia poziom życia swój i swoich bliskich jako średni (ani dobry, ani zły), a tylko jedna ósma (13%) – ocenia go jako zły.

Zdecydowana większość respondentów (57%) ocenia sytuację w swoim zakładzie pracy jako dobrą, 27% – za „ani dobrą, ani złą”, natomiast 14% – za złą. 2% respondentów nie miało na ten temat zdania. Jednak dwie piąte badanych (42%) uważa, że w ich miejscowości lub okolicy trudno znaleźć jakąkolwiek pracę, a jedna trzecia (34%) uważa, że można gdzieś się zatrudnić, ale trudno znaleźć pracę odpowiednią. 16% ankietowanych uważa, że w ich miejscowości nie ma szans na zatrudnienie. Żadnych problemów ze znalezieniem odpowiedniej pracy nie dostrzega jedynie trzech na stu ankietowanych.

Badanie „Aktualne problemy i wydarzenia” przeprowadzono od 5 do 12 stycznia 2011 roku na liczącej 989 osób próbie dorosłych mieszkańców Polski.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Polska-leci-na-leb-na-szyje-niepokojacy-sondaz,wid,13072935,wiadomosc.html?ticaid=1bab6

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Generał Waldemar Skrzypczak do premiera: wstrząsnąć tym towarzystwem!

Posted by tadeo w dniu 26 stycznia 2011

Premier ma możliwość powołania zespołu, który składałby się z ekspertów z BBN, NIK i innych niezależnych ośrodków, które mogłyby przeprowadzić audyt „dokonań” KlichaGen. Waldemar Skrzypczak

Bogdan Klich powinien podać się do dymisji już po katastrofie CAS-y. Od dwóch lat niewiele zrobił by zmienić procedury, sposób szkolenia wojsk, szczególnie lotniczych, a wobec osób, którymi się otaczał, są prowadzone postępowania prokuratorskie. Trzeba w końcu wstrząsnąć tym towarzystwem. Premier powinien dokonać realnego przeglądu „dokonań” ministra, powołać zespół ekspertów – mówi w wywiadzie dla Wirtualnej Polski gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych. W 2009 roku podał się do dymisji w proteście przeciwko sposobowi zarządzania siłami zbrojnymi przez MON.

Agnieszka Niesłuchowska: Czy Bogdan Klich, szef MON powinien podać się do dymisji? Wielu polityków z lewa i prawa uważa, że po katastrofie lotniczej CAS-y nie wyciągnął odpowiednich wniosków i nie przeprowadził zmian, które zapobiegłyby niemal identycznej tragedii, do której doszło 10 kwietnia, a także to, że zorganizował podwójną wizytę do Katynia. Czara goryczy się przelała?

Gen. Waldemar Skrzypczak: Myślę, że powinien podać się do dymisji już w 2008 roku, po katastrofie CAS-y, która była bardzo podobna do katastrofy tupolewa. Od dwóch lat minister Klich niewiele lub nic nie zrobił, by zmienić procedury, sposób szkolenia wojsk, szczególnie lotniczych. Skupiał się na deklaracjach i zamiarach. My to nazywamy strategią jednej doby – dziś wielkie obietnice, jutro ta sama rzeczywistość. Już wówczas premier powinien podjąć odpowiednie kroki.

Ale minister mówi, że zrobił wiele dobrego dla polskiej armii, a po wypadku CAS-y, w którym zginęła elita dowódców wojskowych, wskazał kardynalne błędy i od tamtego czasu „przykręca śrubę” w wojsku. Podkreśla, że chce dokończyć swoją misję.

– Do tej pory okazał się dobry w jednej rzeczy – destrukcji sił zbrojnych, więc nie wiem co ma do dokończenia. Rzucał hasłami – profesjonalizacja armii, naborem do Narodowych Sił Rezerwowych, które okazały się największymi klęskami resortu od lat. Premier powinien dokonać realnego przeglądu „dokonań” ministra, zapytać niezależnych ekspertów co działo się w MON w ciągu kadencji Klicha.

Donald Tusk powinien powołać grupę ekspertów, która dokonałaby takiej analizy?

– Tak. Premier ma możliwość powołania zespołu, który składałby się z ekspertów z BBN, NIK i innych niezależnych ośrodków, które mogłyby przeprowadzić audyt. To byłoby najlepsze świadectwo podsumowujące działania ministra. Myślę jednak, że premier wstrzymuje się z ewentualnymi ruchami personalnymi do momentu publikacji raportu końcowego komisji Jerzego Millera.

Marek Borowski stwierdził ostatnio, że gdyby do katastrofy lotniczej na miarę smoleńskiej doszło w czasach przedwojennych minister obrony „palnąłby sobie w czoło”. Podpisałby się pan pod tymi słowami?

– Bardzo podobało mi się to stwierdzenie, bo odwołuje się do honoru. Minister obrony powinien czuć się jak żołnierz – mieć honor.

Ale minister mówi, że on jest od tworzenia prawa, a od egzekwowania go są inne instancje – prokuratura, żandarmeria…

– Bzdura. To on dobierał sobie podwładnych m.in. i komendanta głównego żandarmerii, więc chyba wiedział na kogo stawia. Otaczał się ludźmi, którzy jak się okazało nie są kompetentni. Zmiany, których dokonał, opierały się wyłącznie na kosmetyce, zmianach personalnych, otoczył się osobami, wobec których są prowadzone postępowania prokuratorskie. Trzeba w końcu wstrząsnąć tym towarzystwem.

Gdyby pan miał wskazać następcę Klicha, to kto by to był?

– Osoba, która zna wojsko i czuje jego klimat. Armia powinna być ponadpartyjna, więc również ministerpowinien wywodzić się z kręgów specjalistycznych, a nie politycznych.

Ostatnio wyszła na jaw afera w 36. specpułku. „Wprost” ujawnił, że członek komisji badającej katastrofę smoleńską, który był pilotem specpułku, brał udział w fałszowaniu dokumentów, wyłudzaniu pieniędzy z armii. Minister o tym nie wiedział?

– Myślę, że wiedział, ale skupiał się na dbaniu o swój wizerunek, a nie o armię.

Wiele rzeczy istotnych dla wojska, w tym to, co ja wielokrotnie podnosiłem jako dowódca, lekceważono. Słuchano doradców, którzy wprowadzili wiele zamieszania. Przykładem jest wiceminister Czesław PiątasGen. Waldemar Skrzypczak

Wiele rzeczy istotnych dla wojska, w tym to, co ja wielokrotnie podnosiłem jako dowódca, lekceważono. Słuchano doradców, którzy wprowadzili wiele zamieszania. Przykładem jest wiceminister Czesław Piątas, współautor ustawy pragmatycznej z 2004 roku, która zakłóciła funkcjonowanie armii, naruszyła jej fundamenty. Minister słuchał go jak wyroczni i się przejechał.

A gdzie był wówczas premier?

– Premier nigdy nie miał nic wspólnego z wojskiem, nie ma doradców ds. wojskowości, zawierzył ministrowi Klichowi, który systematycznie wprowadzał go w błąd. Klich tyle razy naraził premiera na krytykę, co żaden inny minister w historii III RP.

Minister twierdzi, że przyjmując propozycję objęcia resortu nie miał łatwego chleba, bo w wojsku od lat było wiele zaniedbań.

– To prawda, od 1989 roku, gdy zaczęła się głęboka redukcja armii, systematycznie zmniejszano środki na szkolenie, obniżano wymagania względem żołnierzy a – jeśli chodzi o pilotów – zmniejszono kryteria związane z minimalną ilością wylatanych godzin. To przełożyło się na złe nawyki, odbiło na kunszcie wojskowych. Ale Klich nie jest bez winy – przecież wybrał na swojego zastępcę Czesława Piątasa, który od 2000 roku – momentu objęcia urzędu szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego przez osiem lat prowadził do rozkładu armii, wojsko do dziś liże po nim rany. Klich jednak korzystał z jego doradztwa, bo relacje towarzyskie, intrygi jego dworu były ważniejsze niż merytoryczna wiedza.

Gen. Lech Majewski, który zastąpił zmarłego w katastrofie smoleńskiej gen. Błasika, zapowiedział wielkie zmiany w 36. specpułku – nowe procedury, wyższe zarobki dla kadry, kolejny pilot szkolony do latania na Tu-154. Wierzy pan, że będzie to duży krok do przodu?

– Niech gen. Majewski nie mówi o podwyżkach, bo to nie leży w kompetencjach dowódcy.

Rok temu, gdy minister Klich odwiedzał żołnierzy w Afganistanie, zapowiadał, że każdemu żołnierzowi podwyższy wynagrodzenie o sto złotych. Po wyborach temat ucichłGen. Waldemar Skrzypczak

Rok temu, gdy minister Klich odwiedzał żołnierzy w Afganistanie, zapowiadał, że każdemu żołnierzowi podwyższy wynagrodzenie o sto złotych. Po wyborach temat ucichł, dlatego nie wierzę, że teraz wzrosną zarobki w specpułku. Aby znalazły się pieniądze, trzeba zrobić cięcia w rozrośniętej biurokracji wojskowej. Etatów jest za dużo, bo wojska trzymają się pijawki. Natomiast cieszę się ze szkolenia na symulatorach faktycznie powróciły. To jedyny wymierny skutek smoleńskiej katastrofy.

Minister Klich mówi, że decyzja o zaprzestaniu latania na symulatorach w Rosji zapadła za ministra Szczygły.

– Ale to za jego rządów doszło do katastrofy CAS-y, więc powinien wówczas przywrócić ćwiczenia. Nie zrobił tego, co świadczy o tym, jak pobieżnie potraktował wnioski wypływające z katastrofy. W rejsowych liniach lotniczych na całym świecie takie ćwiczenia są obowiązkowe. Rozmawiałem ze szwedzkim pilotem cywilnym, który lata na boeingach i wiem, że dwa razy w roku musi zdać egzamin na symulatorze. A u nas? Bez komentarza.

Wróćmy jednak do Bogdana Klicha. Minister twierdzi, że już po katastrofie CAS-y chciał pociągnąć do odpowiedzialności generała Błasika, ówczesnego dowódcę Sił Powietrznych. To jednak – jak twierdzi – nie było możliwe, bo sprzeciwiał się temu Lech Kaczyński, zwierzchnik sił zbrojnych. 

– To prawda, coś w tym jest, wiele ich łączyło. Z drugiej jednak strony gdy doszło do katastrofy pod Mirosławcem generał Błasik dowodził siłami powietrznymi zaledwie dwa miesiące. Obarczanie go wówczas odpowiedzialnością nie miało zatem uzasadnienia.

Ale rodziny ofiar CAS-y mówiły, że generał wywierał naciski, by nie wypowiadały się w mediach i  nie domagały się wyjaśnień ws. katastrofy.
– Nie jest chyba wielką tajemnica, ze relacje między rodzinami ofiar CAS-y a gen. Błasikiem nie były poprawne. Rozmawiałem z niektórymi bliskimi ofiar i wiem, że te rodziny do dziś czują się zawiedzione i mają żal do gen. Błasika.

Rodziny walczą o odszkodowanie za naruszenie dóbr osobistych – domagają się od MONłącznie 29 mln. Co pan na to?

– Mają do tego prawo, ale

Trzeba się zastanowić, czy roszczenia są uzasadnione i czy kwota jest racjonalna. Każdy żołnierz wstępujący do armii musi mieć świadomość, że może stracić życie, więc rodziny również powinny mieć to na względzieGen. Waldemar Skrzypczak

trzeba się zastanowić, czy roszczenia są uzasadnione i czy kwota jest racjonalna. Każdy żołnierz wstępujący do armii musi mieć świadomość, że może stracić życie, więc rodziny również powinny mieć to na względzie.

Czy atmosfera, która panowała w kokpicie 10 kwietnia, wchodzenie generała Błasika do kabiny pilotów, to wyjątek, czy norma?

– To była norma, załogi Jaków były obyte z obecnością dowódców w kabinie. Nie było jednak procedur, które by to regulowały. Zresztą to nie jedyna zła tradycja. Gdyby lot odbył się zgodnie z planem, nie byłoby chaosu i presji. Wszystkie loty VIP-owskie były opóźnione, pasażerowie się spóźniali, więc presja nie wynikała z tego, że gen. Błasik stał w kabinie, ale że nie było czasu. Odkąd pamiętam piloci klęli, że muszą czekać, przesuwać wyloty i ponownie uzyskiwać na nie zgody. Prawda jest taka, że VIP-y miały czas na wszystko, a piloci musieli nadrabiać stresem. Myślę, że teraz trzeba się skupić na szkoleniach pilotów w trudnych warunkach lub odstąpić od kierowania VIP-ów na lotniska, które nie spełniają podstawowych wymogów bezpieczeństwa.

Czyli gen. Błasik nie wywierał presji na pilotów? Kapitan Protasiuk nie miał w pamięci sytuacji w Gruzji?

– Jego obecność jakąś presję mogła wywołać, ale nie sądzę, by wydał bezpośrednią dyspozycję do lądowania. Faktem jest, że piloci komentowali jego obecność na pokładzie. Ze stenogramów wynika, że rozmawiali o jego planach zawodowych, więc musiało to na nich oddziaływać. Do tego dochodzi casus generała. Sam przerabiałem to wielokrotnie. Gdy mnie nie było artyleria wykonywała zadania na piątkę. W mojej obecności, wszystko brało w łeb. Tak już jest, że obecność generała wywołuje u podwładnych problemy natury psychicznej.

Jak pan odebrał informację o alkoholu w krwi gen Błasika. Za sprawą MAK w świat poszła informacja, że nietrzeźwy dowódca naciskał na pilotów. Jak pan to odebrał?

– Ta informacja wprowadziła zamieszanie i zrobiła z generała pijaka. Był pasażerem, więc jeśli ujawniono taką informację,

Powinno się poinformować czy inni pasażerowie również mieli we krwi alkoholGen. Waldemar Skrzypczak

powinno się podać czy inni pasażerowie również mieli we krwi alkohol. Gdyby się okazało, że tak, okazałoby się, że pewnie stewardessy częstowały ich kieliszkiem alkoholu. Jeśli badania wykazły, że jako jedyny spożył alkohol, można by spekulować dlaczego. Znałem go i nigdy nie posądziłbym go, że jest osobą pijącą alkohol.

Czy ta informacja zaszkodziła wizerunkowi naszych dowódców?

– Wojsko polskie ma dobrą opinię na świecie i rosyjscy politycy nie są w stanie tego zmienić. Wiele razy udowodniliśmy, że jesteśmy świetnymi uczestnikami misji, doskonale wypadaliśmy we wspólnych ćwiczeniach, więc nie można dramatyzować. Uważam jednak, że należy odbudować zaufanie w wojsku do tego co się robi i zaufanie w polskim społeczeństwie, bo ludzie kochają wojsko.

Podczas prezentacji raportu końcowego nt. katastrofy smoleńskiej MAK nie podjął tematu ewentualnej winy rosyjskich kontrolerów lotu. Z kolei komisja Millera opublikowała fragmenty rozmów na wieży. Wynika z nich, że atmosfera na wieży była bardzo nerwowa już podczas lądowania Jaka-40 i Iła-76. Przeklinali: „Job twoju mać, o k…, ale jaja” i „Trzeba Polakom powiedzieć, że nie mają po co startować”. Co pan na to?

– Myślę, że Rosjanie liczyli na łut szczęścia, bo wiele razy go mieli. Gdyby jednak wcześniej podali Tupolewowi informację o pogodzie, do katastrofy by nie doszło. Pamiętajmy jednak, że Rosjanie mają inną mentalność. Czasami wykonują zadania w warunkach, w których inni piloci by się tego nie podjęli.

Rosjanie potrafią latać nawet na drzwiach od stodołyGen. Waldemar Skrzypczak

Oni potrafią latać nawet na drzwiach od stodoły. Wiem, co mówię, bo latałem z nimi wielokrotnie m.in. w Afryce i wiem, że potrafią latać w warunkach poniżej skrajnych. Skoro pochwalili załogę Jaka-40, który cudem wylądował, może myśleli, że Tu-154 się uda.

A jak pan ocenia fakt, że z Tupolewem kontaktuje płk Nikołaj Krasnokutski, który nie powinien tego robić. Pułkownik Klich wielokrotnie mówił, że na wieży też były naciski, kontaktowano się z Moskwą.

– Jeśli ląduje prezydent, najważniejsza osoba w Polsce, trudno, by Moskwa o tym nie wiedziała. Na pewno była informowana o wszystkim, co się dzieje, bo cały pobyt był monitorowany. Nie sądzę jednak by spiskowali, wykluczam wszelkie teorie zamachu.

Od początku w Polsce pojawiały się rozbieżności na temat klasyfikacji lotu prezydenckiego Tupolewa. Pułkownik Klich uważał, że lot był wojskowy, minister Miller, że cywilny. MAK uznał oficjalnie, że międzynarodowy, z czego wniosek, że jedynymi odpowiedzialnymi za start i lądowanie była polska załoga. 

– Według mnie lot był wojskowy, bo przecież samolot, załoga, lotnisko i procedury były wojskowe. Jedynie pasażerowie byli cywilni. Rząd upierał się by uznać lot za cywilny, by odepchnąć odpowiedzialność MON, bo spadałaby ona również na rząd, ale tu już wchodzi polityka.

Rozmawiała Agnieszka Niesłuchowska, Wirtualna Polska

 

Posted in Polityka i aktualności, Wywiady | Leave a Comment »

Plan totalnej wyprzedaży – Mariusz Bober

Posted by tadeo w dniu 26 stycznia 2011

Strategia prywatyzacyjna rządu Donalda Tuska prowadzi prostą drogą do katastrofy gospodarczej.
Największe polskie firmy, których akcje Skarb Państwa chce sprzedać w 2011 r.

Banki, kopalnie, nieruchomości, sanatoria, a nawet udziały w firmach znajdujących się na… liście spółek strategicznych dla państwa, będących perłami polskiej gospodarki, jak Grupa Lotos, PGE czy Tauron – wszystko na sprzedaż. Oczywiście, najlepiej jak najszybciej i za jak najwyższą cenę. Komu – mniejsza o to. Cel jest jasny – wyciśnięcie 15 mld zł jeszcze w bieżącym roku.

Ministerstwo Skarbu Państwa chce spieniężyć udziały w prawie 340 firmach z większościowym lub całkowitym udziałem państwa. – To nie jest plan prywatyzacji, tylko wyprzedaży majątku! Wszystko na łatanie dziury budżetowej, powstałej przede wszystkim dlatego, że rząd zatrudnił kilkadziesiąt tysięcy nowych urzędników bardzo dobrze opłacanych – mówi wprost poseł PiS Andrzej Jaworski, członek sejmowej Komisji Skarbu Państwa.

Strategiczna jest tylko cena
Pod młotek mają pójść m.in. akcje Lotosu, Polskiej Grupy Energetycznej i Tauronu, choć znajdują się na liście spółek strategicznych dla państwa. Sprzedaż tych firm jest sprzeczna z oficjalnymi dokumentami rządu, z „Planem prywatyzacji na lata 2008-2011”, który zawiera zapis, że „nie jest planowana dalsza prywatyzacja PKN Orlen SA oraz Grupy Lotos SA”. Nagle jednak okazało się, że potrzeba zapełnienia dziury budżetowej jest ważniejsza nawet od bezpieczeństwa państwa.
Czemu tak istotne jest utrzymanie Lotosu w rękach Skarbu Państwa? – Kontrola tej firmy oraz PERN Przyjaźń i OLPP [Operator Logistyczny Paliw Płynnych – red.] gwarantuje, że w Polsce, ale także w Europie Środkowej, zostanie utrzymany konkurencyjny rynek paliw, a Polacy nie będą na stacjach benzynowych przepłacać tak jak obecnie za gaz ziemny – mówi Przemysław Wipler, prezes Fundacji Republikańskiej, były szef Zespołu ds. Dywersyfikacji Dostaw Nośników Energii w Ministerstwie Gospodarki w rządzie Prawa i Sprawiedliwości. Zachowanie przez państwo kontroli nad Lotosem uznawane jest za najważniejsze zabezpieczenie przed wrogim przejęciem Polskiego Koncernu Naftowego Orlen.
Prezes Fundacji Republikańskiej zwraca uwagę, że sprzedaż Lotosu byłaby tym bardziej groźna, że władze Orlenu rozważają sprzedaż rafinerii w Możejkach na Litwie. Jej kupnem, podobnie jak nabyciem Lotosu, zainteresowane są rosyjskie firmy naftowe. Wiele wskazuje na to, że obecne władze popierają takie plany. – To znamienne, że na kolację, którą dla prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa [podczas jego ostatniej wizyty w Polsce – red.] wydał prezydent Bronisław Komorowski, zaproszono także prezesa Lotosu. Widać, że odbyło się to na życzenie gości rosyjskich – zwraca uwagę Andrzej Jaworski.
Przejęcie kontroli przez Rosjan nad Lotosem i rafinerią w Możejkach, a w perspektywie nad całym rynkiem naszego regionu, sprowadziłoby nasze bezpieczeństwo energetyczne niemal do poziomu Białorusi (Gazprom kontroluje 50 proc. akcji Biełtransgazu, białoruskiego monopolisty gazowego). W dodatku ostatecznie tę „prywatyzację” i tak sfinansowaliby… głównie Polacy. – Efektem tych działań będzie to, że benzyna na stacjach będzie kosztowała nie 5, ale nawet ok. 6 zł, i to przez wiele lat! – ostrzega Przemysław Wipler. Najwyższa Izba Kontroli powinna sprawdzić, czy minister Skarbu Państwa nie działa wbrew przepisom i na szkodę polskich obywateli, zgadzając się na sprzedaż akcji Lotosu.

MSP nas sprzeda?
Na liście do sprzedaży są też firmy ważne dla szerzej rozumianego bezpieczeństwa kraju. Chodzi zwłaszcza o firmy elektroenergetyczne, takie jak: PGE, Tauron, Enea i Energa. Mimo sprzeciwu Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów rząd forsuje pomysł przejęcia przez PGE Energi, ale po pierwsze, nie jest jasne, czy ta transakcja dojdzie do skutku, a po drugie, Skarb Państwa chce sprzedać również część akcji samej PGE.
Jednak już sama Enea może zostać w całości przejęta przez francuską państwową firmę EdF, której MSP przyznało wyłączność na negocjacje. Eksperci wskazują, że sprzedaż Enei jest nieuzasadniona ekonomicznie. – Energetyka nie poddaje się mechanizmom konkurencyjnym i dlatego jej sprzedaż powoduje wzrost cen, czego przykładem są Wielka Brytania i Węgry – ostrzega Paweł Szałamacha prezes Instytutu Sobieskiego, były wiceminister skarbu w rządzie PiS.
W Europie trzy czwarte krajów utrzymuje kontrolę nad firmami energetycznymi, czego przykładem są takie firmy, jak niemiecki RWE, szwedzki Vattenfall oraz francuskie EdF czy GdF, które… przejmują albo zamierzają przejąć udziały w polskich firmach energetycznych. Paweł Szałamacha od dawna zwraca uwagę, że zamiast prywatyzować, państwu opłaca się stymulować rozwój firm energetycznych. Wskazuje, że np. rozpoczęty w okresie rządów PiS, w latach 2006-2007, Program Kompleksowego Rozwoju Technologicznego (obecnie nazywa się 10+) Lotosu pozwala na zwiększenie zarówno konkurencyjności firmy, jej wydajności, jak i przychodów ze sprzedaży, a co za tym idzie – także wpływów z tytułu podatków do budżetu państwa i samorządów. – Sprzedaż tej firmy co do zasady, a tym bardziej w obecnym momencie, to niekompetentne reprezentowanie interesów Skarbu Państwa – podsumowuje były wiceminister skarbu.
Wszystko to dzieje się na krótko przed uwolnieniem cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych. – Sprzedawanie firm energetycznych w takim momencie jest działaniem na niekorzyść sprzedającego, czyli Skarbu Państwa – mówi wprost Przemysław Wipler. Oddawanie firm, które w praktyce mają pozycję monopolisty, przed uwolnieniem cen energii oznacza rezygnację z pewnych i dużych zysków. Taki rodzaj prywatyzacji to w praktyce sprzedaż nie wyeksploatowanej infrastruktury tych firm, ale rynku, możliwości „wydojenia” większych pieniędzy od klientów. Wiadomo, że wzrost cen energii przełoży się również na podniesienie cen towarów i usług, ponieważ jest kosztem ich produkcji. To zaś może dodatkowo pogorszyć konkurencyjność naszego eksportu.
Przykład funkcjonowania „sprywatyzowanej” Telekomunikacji Polskiej pokazuje dobitnie, że inwestorom kupującym monopolistów zależy na szybkim i maksymalnym realizowaniu zysków, a nie modernizacji infrastruktury. Trudno spodziewać się, by było inaczej w przypadku infrastruktury elektroenergetycznej, która wymaga w Polsce całkowitej przebudowy, a w wielu miejscach budowy od podstaw, tym bardziej że takie inwestycje są niezwykle kosztowne.

Przyczółki w sektorze finansowym niepotrzebne?
MSP może również stracić resztki wpływów w sektorze finansowym w Polsce – zagraniczny sektor bankowy opanował w Polsce już ponad 86 proc. aktywów bankowych – poprzez sprzedaż kolejnych pakietów akcji Grupy PZU, PKO BP SA oraz banku BGŻ. To właśnie tam resort ministra Aleksandra Grada chce pozyskać najwięcej pieniędzy. Mimo to MSP liczy, że utrzyma wpływ na dwie pierwsze instytucje poprzez zachowanie władztwa korporacyjnego. Według nieoficjalnych informacji Skarb Państwa chce zachować pakiet 25 akcji obu firm, a resztę sprzedać na giełdzie. Władze liczą, że w ten sposób, dysponując największym – w porównaniu z innymi udziałowcami – pakietem akcji – zachowają kontrolę nad spółkami, a jednocześnie zasilą budżet pieniędzmi ze sprzedaży akcji.
Eksperci sceptycznie oceniają te pomysły. – Pozostawienie 25 akcji firmy nie daje gwarancji zachowania wpływu Skarbu Państwa na działalność banku ani jakiejkolwiek innej instytucji – zauważa prof. Andrzej Kaźmierczak, członek Rady Polityki Pieniężnej, ekspert w dziedzinie ekonomii i bankowości oraz wykładowca w Szkole Głównej Handlowej. Poza tym podejście rządu jest naiwne, bo akcje obu firm obracane na giełdzie mogą kiedyś zostać skupione przez jeden podmiot.
Ważne są także skutki finansowe forsowanej prywatyzacji, które pokazują, jak krótkowzroczne jest spojrzenie obecnego rządu. Bowiem właśnie spółki SP są sporym źródłem dochodów państwa. Nawet w tym roku MSP planuje pozyskać z tytułu dywidend z tych form 3,3 mld złotych. Tymczasem z tzw. prywatyzacji chce uzyskać 15 mld złotych. – W ten sposób rząd podcina gałąź, na której siedzi – podkreśla prof. Kaźmierczak.

Zarządy nie dla pracowników
Prywatyzacja przez giełdę to najprawdopodobniej również przykład rządowej strategii unikania zarzutu o totalną wyprzedaż resztek majątku narodowego, bo akcje państwowych firm mogą nabyć wszyscy. Tyle że nie oznacza to, iż Polacy, którzy zdecydowaliby się nabyć akcje spółek, będą mieli wpływ na podejmowane w nich decyzje oraz na ich wartość. – To takie „dawanie łapówki” obywatelom na pocieszenie, dokonywane od czasu do czasu przez władze przy okazji prywatyzacji niektórych przedsiębiorstw, aby także Polacy ucieszyli się, że mogli trochę na tym zarobić – kwituje krótko Przemysław Wipler.
MSP w trakcie procesu tzw. prywatyzacji niechętnie traktuje też inne inicjatywy zwykłych obywateli, którzy chcieliby sami stać się właścicielami prywatyzowanych spółek. W ten sposób odrzuciło ofertę spółki pracowniczej Chemia Puławy kupna 50,67 proc. akcji Zakładów Azotowych Puławy. Z kolei ta firma złożyła ofertę na zakup akcji innej dużej polskiej firmy – Zakładów Chemicznych Police. Jednak MSP uznało, że wszystkie złożone oferty na zakup tych podmiotów były niekorzystne.
Prywatyzacja pracownicza nie jest jakimś ewenementem w Polsce. Jak wynika z danych Najwyższej Izby Kontroli, w latach 2000-2007 prywatyzacja zakończyła się sprzedaniem 185 przedsiębiorstw spółkom pracowniczym.
Pracownicy, a zwłaszcza NSZZ „Solidarność”, mają też zastrzeżenia co do części zapisów rządowego projektu ustawy o zasadach wykonywania niektórych uprawnień Skarbu Państwa. Rząd planuje bowiem pozbawić pracowników możliwości zasiadania w radach nadzorczych lub zarządach dużych firm i wpływu na podejmowane w swoich przedsiębiorstwach decyzje. – A przecież to jest norma w wielu krajach europejskich – przypomina poseł Andrzej Jaworski. To pokazuje, że rząd realizuje plan prywatyzacji na warunkach dyktowanych przez wielki kapitał.

Zostanie zbrojeniówka?
W tym roku MSP chce też zakończyć sprzedaż resztek spółek i udziałów w firmach sektora zbrojeniowego, w tym Huty Stalowa Wola. Jej cywilna część ma zostać sprzedana chińskiej firmie z branży maszynowej Guangxi LiuGong Machinery. Według nieoficjalnych informacji część wojskową HSW rząd chce połączyć z państwową Grupą Bumar, konsolidując w ten sposób sektor zbrojeniowy. Grupa prawdopodobnie przejmie także mniejsze, należące do SP spółki tej branży.
Przekazywanie akcji części firm innym skomercjalizowanym spółkom SP, które chcą rozwijać działalność w tej samej branży, to jeden ze sposobów, który pomógłby zachować w polskich rękach choć resztki naszego majątku. Jednak Skarb Państwa rzadko korzysta z takich rozwiązań. Większość firm jest sprzedawana inwestorom tzw. branżowym, a część ma być sprywatyzowana przez giełdę.
MSP chce też dokończyć sprzedaż firm sektora komunikacyjnego (głównie PKS-y) oraz przetwórstwa rolno-spożywczego, sanatoriów i firm budownictwa drogowego. Skutkiem prywatyzacji będzie likwidacja holdingów: Nafty Polskiej SA, Holdingu Farmaceutycznego SA, Chemii Polskiej sp. z o.o. (46,38 proc. akcji SP) i Międzynarodowej Korporacji Gwarancyjnej sp. z o.o. (33,21 proc. akcji SP). Spółki wchodzące w ich skład zostały już sprzedane bądź przejęte przez większe firmy.

Nie Irlandia, ale Grecja
Strategia prywatyzacyjna rządu pokazuje, że nie dość, że nie spełnił on swoich zapowiedzi utrzymania kontroli państwa nad sektorem elektroenergetycznym i paliwowym, to jeszcze prowadzi kraj prostą drogą do katastrofy gospodarczej. W efekcie zamiast być zieloną wyspą na europejskiej mapie kryzysu (obiecana Polakom Irlandia ma już podobne problemy), zmierzamy do sytuacji Grecji i Węgier.
– Obecnie, w dobie światowego kryzysu, nikt nie dokonuje prywatyzacji, mówi się raczej o nacjonalizacji. W Grecji naciski w tej sprawie odbierane są wręcz jak szantaż i próba przejęcia majątku tego kraju za jego długi, które zresztą są oceniane jako zastawiona na nich pułapka – wskazuje prof. Artur Śliwiński, pracownik naukowy Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych im. Jana Pawła II w Zielonej Górze.
Na podobieństwa sytuacji Polski do Węgier zwraca z kolei uwagę Przemysław Wipler. Blisko 10-letnie rządy socjalistów i liberałów przywiodły ten kraj na skraj bankructwa. Socjaliści sprzedali energetykę, co doprowadziło do wzrostu cen energii i przyczyniło się do kryzysu. Dopiero gdy Węgrzy odczuli to na własnej skórze, masowo poparli prawicową partię Fidesz i program reform jej szefa Viktora Orbana. Czy Polacy też będą czekać, aż obecny rząd doprowadzi nasz kraj do stanu Węgier i Grecji?

Mariusz Bober

http://www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=109868

 

Posted in Gospodarka i Ekonomia, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

OFE – największy przekręt XX-lecia

Posted by tadeo w dniu 26 stycznia 2011

Rząd Jerzego Buzka postanowił zreformować ubezpieczenia społeczne, wprowadzając rozwiązania nie znane dotąd w naszym kraju: obowiązkowe składki ściągane z zarobków ludzi pracujących i przeznaczane na emerytury miały zostać uzupełnione przez dodatkowe wpłaty własne obywateli. Wprowadzone zostały, słynne już trzy filary. Wysokość emerytury wynikającej z I filaru (obejmującego wszystkie osoby, które w momencie rozpoczęcia reformy nie przekroczyły 50 lat) uzależniono od stażu pracy i wysokości zarobków każdego pracującego.. II filar opiera się na Otwartych Funduszach Emerytalnych, tworzonych przez Powszechne Towarzystwa Emerytalne . Składka wynosi 20 proc. składki nie wpłacanej do I filaru, zbierana jest na indywidualnych kontach emerytalnych i inwestowana na rynku finansowym. III filar przeznaczony jest dla osób, które chcą ubezpieczyć się dodatkowo, np. w towarzystwach ubezpieczeniowych lub pracowniczych programach emerytalnych.
SKUTKI
Są znane, odkąd rozpoczęło się wypłacanie emerytur z II filaru. Towarzystwa emerytalne spekulując na giełdach straciły miliony złotych przyszłych emerytów. Przegranych pieniędzy nie da się już odzyskać, a żadne towarzystwo emerytalne nie zostało pociągnięte do odpowiedzialności.

Jeśli powinna powstać jakaś komisja śledcza dla dobra kraju i milionów Polaków to niewątpliwie komisja śledcza ds. Otwartych Funduszy Emerytalnych. Dwunastu milionom polskich emerytów – członkom OFE – dziewięć lat temu wciśnięto poprzez gazety i ekrany telewizji kota w worku…

Wielu uwierzyło, że na stare lata niczym dzisiejsi emeryci z Niemiec czy Szwecji będą wygrzewać kości na słonecznych plażach Florydy, Majorki. Tymczasem zapowiada się, że będziemy mieli powtórkę ze skandalu w stylu powszechnych świadectw udziałowych NFI. Skala rozczarowań i oburzenia, jaka niewątpliwie nadejdzie może zmieść każdy rząd i koalicję, a zbliża się błyskawicznie. Już na początku kwietnia 2009 r. pierwsi beneficjenci nieprzemyślanej i szkodliwej reformy ubezpieczeniowej z 1999 r. zgłoszą sie po emeryturę, a raczej wyrok skazujący ich na nędzę i wykluczenie.

Ubezpieczeniowy cud?

Trzy tysiące kobiet, które jako pierwsze uzyskają emerytury z II Filaru na głodowym poziomie stanowiącym realnie 900 zł – 1000 zł na rękę wywoła prawdziwe tsunami. Kończy się komfort PTE i OFE polegający wyłącznie na przyjmowaniu pieniędzy od emerytów poprzez budżet państwa w skali 20 – 30 mld zł rocznie (2–3 mld zł miesięcznie) i kasowaniu prowizji rzędu 700 mln – 1 mld zł rocznie. Wygląda na to, że stopy zastąpienia (czyli stosunek pierwszej emerytury do ostatniej pensji) dla osób z niskim wynagrodzeniem będą oscylowały pomiędzy 50 – 75 proc., podczas gdy w krajach OECD, gdzie takiej „cudownej” reformy nie przeprowadzono wynosi 83 proc., a w Polsce przed „cudem ubezpieczeniowym” wynosił 96 proc.

Łatwo policzyć, że kobieta która zarabia obecnie 1500 – 2000 zł otrzyma na rękę od 900 do 1500 zł. Nic dziwnego, że z analiz OECD wynika, że wdrożony w Polsce z takimi fanfarami system emerytalny w ramach tzw. czterech reform Buzka – Balcerowicza może prowadzić do zagrożenia ubóstwem osób o niskich zarobkach. A takich w Polsce jest najwięcej.

Kłamano od początku

Błędy i kłamstwa leżały u podstaw tej reformy. Media, licząc na wpływy z reklam, skutecznie zablokowały krytyków tych rozwiązań. Działania wielu OFE rozpoczęto od oszukańczych praktyk inwestycyjnych, wszystkie miały świetne wyniki, często sztucznie zawyżone, nadzór był jak zwykle wyrozumiały i pobłażliwy, z krótkim epizodem staranności za czasów prezesury Cezarego Mecha. Wysokie wskaźniki zyskowności w OFE były wynikiem po części dziwnej inżynierii finansowej. Skutecznie ukrywano straty na konkretnych operacjach często powtarzanych wielokrotnie. Sprzedawano papiery po cenach niższych od rynkowych, kupowano natomiast po cenach wyższych od rynkowych. Ponieważ napływały nowe mld zł z ZUS, w papierach się zgadzało (w 2008 r. OFE otrzymają 33 mld zł z budżetu państwa via ZUS, co miesiąc od 2 – 3 mld zł z naszych składek).

Emerytalne niewolnictwo

Prowizje pobierane przez OFE były i są nadal gigantyczne – 7 proc. od wartości składek za sam fakt ich napływu. Wyobraźmy sobie minę klienta banku, który zakładając lokatę bankową na 30 lat miałby zapłacić za to 7 proc. Do tego dochodzą opłaty za zarządzanie, rocznie ok. 0,6 proc. wartości aktywów, które urosły dziś do ok. 134 mld zł, a w 2009r będzie to ok. 180 mld zł.

Do tego opłaty za zmianę przymusowego wcielenia do któregoś z OFE. Co to ma wspólnego z nowoczesną gospodarką wolnorynkową? To czyste niewolnictwo.

Czyje koszty, czyje zyski…

OFE mogą lokować do 40 proc. środków w akcje na GPW, na czym ostatnio w styczniu straciły blisko 6 mld zł pieniędzy emerytów i nie wiadomo czy to koniec. Podczas gdy klienci TFI stracili na giełdzie 11 mld zł, w styczniu 2008 r. mogli rzucić się do panicznej ucieczki, tu nawet zejść z pokładu emerytalnego „Titanica” nie ma możliwości.

Około 60 proc. pieniędzy OFE lokują w państwowe obligacje. To blisko 90 mld zł, z których rząd i budżet dotują ZUS, emerytury i podwyżki w sferze budżetowej. Polski emeryt finansuje zatem podwyżki dla lekarzy, którzy często gęsto nie chcą go przyjąć w państwowej przychodni, bo akurat strajkują. Jeśli do tego dołożymy bałagan ustawodawczy, brak systemów informatycznych w ZUS-ie, brak jasnych zasad wypłat i dziedziczenia środków to 12 mln Polaków ma się czym martwić. OFE puchną jak pączki.

W 2006 r. zebrały 590 mln zł zysku netto, w 2007 r. około 700 mln zł. Aż 1,53 mld zł kosztowały nas usługi OFE tylko w 2007 r., podobnie będzie w kolejnych latach. Pamiętajmy, że co roku na emerytury przechodzi blisko 100 tys. Polaków. Gigantycznie rozbudowano biurokrację emerytalną. Przed reformą emerytalną płatnicy składek składali ok.18 mln dokumentów rocznie, a po reformie już 260 mln rocznie.

Ubodzy emeryci

Za grzech pierworodny tak szkodliwej reformy emerytalnej ponoszą winę rząd Jerzego Buzka, którego partia znów jest dziś u władzy, oraz twórcy tej reformy m.in. prof. Marek Góra, który dziś doradza rządowym gremiom. W ostatnich dniach odtrąbiono kolejny cud emerytalny rządu Donalda Tuska. Poinformowano, że za 30 lat polski emeryt otrzyma 5500 zł emerytury. Problem w tym, że dotyczy to wyłącznie dzisiejszego 30-latka, a realna wartość tych pieniędzy za 30 lat to obecnie 1800 zł. Podobnie dzisiejsi 50-latkowie przy pensji 3000 zł dostaną emeryturę 1697 zł (dla kobiet) o realnej wartości 1056 zł i 2648 zł (dla mężczyzn), czyli realnie na stan teraźniejszy 1531 zł.

Co z kontrolą?

OFE proponują, by mogły inwestować za granicą docelowo nawet 30 proc. aktywów, choć dotychczas nie wykorzystywały nawet dozwolonego 5-proc. pułapu, bo w Polsce łatwo i dobrze się zarabiało. Trzeba się zastanowić, czy to nie jest droga do wyprowadzenia oszczędności emerytów za granicę. W wyniku spadków na GPW majątek OFE skurczył się przez ostatnie 12 miesięcy o około 16 mld zł. Tylko w styczniu aktywa zmniejszyły się o 6 mld zł.

Co by było, gdyby OFE zainwestowały w pożyczki subprime za Oceanem? Kto wówczas wyrównałby straty polskim emerytom?

http://obserwator-emerytalny.salon24.pl/272643,te-okropne-ofe-czyli-odpowiadam#comment_3883002

Posted in Afery i przekręty, Gospodarka i Ekonomia, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Kampania nienawiści trwa. Życzenie śmierci II

Posted by tadeo w dniu 26 stycznia 2011

Trwa kampania nienawiści skierowana przeciwko PiS i Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Oto zacytowane przez Rzeczpospolitą wypowiedzi tych co nazywają siebie ludźmi. Ja ich raczej tak nie nazywam. Do zwierząt też ich nie zaliczę, bo nie chcę zwierząt obrażać. To zwyrodnialcy.

 

…”Impotent, samobójca, radykał znajdujący się między śmiesznością a szaleństwem – tak przyszłość Jarosława Kaczyńskiego widzą politycy lewicy i znani lewicowo-liberalni dziennikarze. Należący do Jerzego Urbana tygodnik „NIE” poprosił ich o odpowiedź na pytanie: „Jak skończy Jarosław Kaczyński?”.

Odpowiedzi ponad 20 osób pismo publikuje na swojej pierwszej stronie. Niektóre są bulwersujące.

Byli posłowie Platformy Obywatelskiej Janusz Palikot i Kazimierz Kutz zgodnie twierdzą, że Jarosław Kaczyński „popełni samobójstwo”. „Skończy w jakimś obłąkaniu” – przewiduje były premier Józef Oleksy.

Wtóruje mu poseł Jan Widacki (Demokratyczne Koło Poselskie SD): „Są dwie możliwości. Pierwsza to ta, że przejmie władzę. Druga, że nie wytrzyma napięcia i trafi jako pacjent tam, gdzie już od dawna będzie Macierewicz. Pierwsza też będzie końcem, bo również trafi do szpitala, ale niestety później”.

Nie brakuje też odwołań do katastrofy smoleńskiej i Lecha Kaczyńskiego. „Skończy tak jak jego brat na Wawelu. Będzie leżał ze szwagierką, bratem i nogą w generalskim mundurze, o której wspomniał niedawno” – mówi lewicowy publicysta Piotr Gadzinowski, były poseł SLD.

Publicysta „Krytyki Politycznej” Jaś Kapela przewiduje, że Kaczyński na krótko dojdzie do władzy i zginie, lecąc na miejsce katastrofy smoleńskiej, by złożyć tam wieńce.

Robert Biedroń z Kampanii przeciw Homofobii odpowiada: „Kaczyński nie kończy. Podobno jest już seksualnym impotentem”.”

źródło:http://www.rp.pl/artykul/599883_-Skonczy-jak-brat-.html

 

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Tusk Schetynę, czy Schetyna Tuska ?

Posted by tadeo w dniu 26 stycznia 2011

W ostatnich tygodniach rząd próbował  ekspresowo przeprowadzić przez Sejm projekt Ustawy o zasadach wykonywania niektórych uprawnień Skarbu Państwa.

Po przeforsowaniu tych pomysłów rady nadzorcze najważniejszych firm z udziałem Skarbu Państwa powoływały by dziesięcioosobowy komitet nominacyjny.
Obecnie  członków rad wybiera w konkursach minister skarbu. Komitet byłby organem niezależnym od rządu, ale powoływanym przez niego na pięć lat i …  nieodwoływalnym.
To pomysł doradcy premiera  Krzysztofa Bieleckiego.
Ludzie premiera z Trójmiasta chcą zagwarantować sobie intratne finansowo stanowiska w spółkach Skarbu Państwa – twierdzą nie tylko politycy opozycji, ale też koalicyjnego PSL.
Stawka w tej grze  jest ogromna. Chodzi o niemal 300 dobrze opłacanych posad. W radach nadzorczych dużych spółek zasiada z reguły od 7 do 9 osób. I to właśnie one powołują członków zarządów. To kolejny łakomy kąsek. Z reguły jest to od 3 do 7 intratnych stanowisk. 

źródło: Money.pl
Prowadzona pod hasłami odpolitycznienia państwowych spółek walka o wpływ na obsadę kluczowych stanowisk w największych firmach ma w tle jeszcze jeden istotny aspekt finansowy. To w znakomitej większości dobrze radzące sobie firmy, osiągające co roku miliardowe zyski. Usytuowanie w tych firmach „swoich” ludzi bez możliwości ich odwołania tworzy swoisty klan ekonomiczno – biznesowy. W polskich warunkach takie rozwiązanie daje spory handicap ludziom Platformy Obywatelskiej, którzy gwarantują tej partii nie tylko przychylność i sympatię…
Żródło: money.pl
Okazuje się jednak, że marszałek Sejmu  Grzegorz Schetyna zablokował prace nad ustawą. Nie jest tajemnicą, że Schetyna nie przepada za Bieleckim, ani nie odnosi się zbytnio entuzjastycznie do „gdańskiego” otoczenia Tuska.
Projekt ustawy w sejmie pilotuje wszakże inny poseł z Wybrzeża, Tadeusz Aziewicz, który powołał nawet specjalną podkomisję i  mianował się jej przewodniczącym. Jego celem było jak najszybsze przeforsowanie zmian.
Widać wyraznie, że w PO zaczyna się walka o podział majątku. Myślę, że najwyższa pora by się zacząć temu baczniej przyglądać.
To chyba w naszym interesie, czyż nie tak ?
Według stanu na 15 stycznia 2011 r. Skarb Państwa ma udziały w 916 spółkach, w tym 632 prowadzących działalność i 284podmiotach znajdujących się w stanie likwidacji, upadłości lub nieprowadzących działalności. W gronie 632 spółek czynnych prowadzących działalność: 

 

Posted in Gospodarka i Ekonomia, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Ekonomiści nie zostawiają suchej nitki na rządzie

Posted by tadeo w dniu 26 stycznia 2011

Wirtualna Polska | 25.01.2011 | 09:11

Ekonomiści nie zostawiają suchej nitki na rządzie
Rządowe propozycje zmiany w funduszach emerytalnych wywołały burzę wśród ekonomistów. Oliwy do ognia dolała wtorkowa wypowiedź Michała Boniego o tym, że rząd owszem zakłada likwidację przywilejów emerytalnych i zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, ale w perspektywie 15-20 lat.
– To nie są realne założenia – mówi WP Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha. – Bo to nie jest perspektywa, w której ten rząd będzie rządził – dodaje. 

Jego zdaniem górę nad istotnymi dla kraju sprawami biorą wciąż doraźne interesy polityczne. – Rząd Donalda Tuska przyjął strategię: za wszelką ceną przetrwać do wyborów, a potem się zobaczy – mówi.

Również i prof. Leszek Balcerowicz odnosi się sceptycznie do proponowanych zmian. – Kontynuacja reform jest lepszym rozwiązaniem niż wariant, który przyjął rzad – mówi Balcerowicz.

Podkreśla iż tempo wzrostu w Polsce jest niższe, bo niski jest poziom inwestycjikrajowych, a ten z kolei dlatego, iż niski jest poziom oszczędności krajowych. Zauważa, iż rzad tymi propozycjami spowoduje, że oszczędności będą mniejsze.

Ekonomiści wytykają ekipie Donalda Tuska wprost, że zamiata pod dywan problemy i nie chce zająć się palącym problemem rosnącego długu publicznego.

– Propozycje rządu, jeśli zostaną zrealizowane, zmniejszą deficyt budżetowy oraz przyrost otwartego długu publicznego w najbliższych latach. Natomiast zwiększą, tzw. dług ukryty, bo pojawią się nowe zobowiązania w ZUS – wskazuje prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Center Club.

Na ten sam problem zwraca uwagę Janusz Jankowiak, ekonomista Polskiej Rady Biznesu. Tyle że jego wypowiedź dla „Rzeczpospolitej” brzmi o wiele ostrzej. – Zdumiewa mnie z jaką uporczywością rząd przekonuje, że zmiany w OFE będą korzystne dla finansów państwa, budżetu, podatników i emerytów. Żadne z tych zapewnień nie jest prawdziwe – podkreśla. – To właśnie deficyt ZUS stanowi problem i inne przedstawianie sprawy jest kolosalnym manipulowaniem opinią publiczną – podkreśla.

Zdumiewa mnie z jaką uporczywością rząd przekonuje, że zmiany w OFE będą korzystne dla finansów państwa, budżetu, podatników i emerytów. Żadne z tych zapewnień nie jest prawdziwe.Janusz Jankowiak, Polska Rada Biznesu

Eksperci PKPP Lewiatan patrzą na problem jeszcze szerzej. Ich zdaniem trwałe i tak znaczące zmniejszenie składki do funduszy emerytalnych ograniczy poziom oszczędności i inwestycji, a tym samym osłabi tempo wzrostu gospodarczego, co spowoduje, że w przyszłości płace będą rosły wolniej, a emerytury będą niższe.

Coraz uważniej zaczyna się nam się przyglądać świat. Zdaniem agencji ratingowej Standard&Poor’s bez dalszej konsolidacji fiskalnej i reform strukturalnych polski dług publiczny wzrośnie w 2050 r. do 199 proc. PKB, a ocena wiarygodności kredytowej naszego kraju poleci na łeb na szyję.

Dla porównania, dług publiczny w relacji do PKB Grecji wzrósł pod koniec 2010 roku do poziomu 130 proc. PKB.

(Źródło: MFW)

„Spodziewamy się stopniowego i umiarkowanego pogorszenia dynamiki długu w krótkiej i średniej perspektywie. Jednak prognozujemy także ostre pogorszenie wzrostu gospodarczego pod koniec horyzontu naszej prognozy. Wysokie tempo wzrostu będzie trudne do utrzymania, gdyż gospodarka stanie się bardziej złożona, a siła robocza będzie się kurczyć” – napisano w raporcie.

„Przy takich założeniach, do 2035 r. nasz rating dla Polski na poziomie A- byłby pod rosnącą presją. Do 2035 r. spodziewamy się, że wskaźniki fiskalne Polski pogorszą się do tego stopnia, że byłby bardziej odpowiednie dla państw z obecnym ratingiem BBB. Stanie się tak dlatego, że potencjalne pogorszenie sytuacji fiskalnej przeważy nad prognozowaną poprawą PKB per capita” – dodali analitycy S&P.

Add a comment to this post

Posted in Gospodarka i Ekonomia, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Zbierano haki na córkę zmarłego generała?

Posted by tadeo w dniu 26 stycznia 2011

Izabela Kacprzak,Piotr Nisztor

MON szukało kompromitujących faktów z życia części rodzin lotników, którzy zginęli w katastrofie CASY – mówią nasi informatorzy

gen. Andrzej Andrzejewski, który zginął w katastrofie CASY, był dowódcą 1. Brygady Lotnictwa Taktycznego  w Świdwinie (fot. Wojtek Tołyż)

gen. Andrzej Andrzejewski, który zginął w katastrofie CASY, był dowódcą 1. Brygady Lotnictwa Taktycznego w Świdwinie (fot. Wojtek Tołyż)

Klaudyna Andrzejewska  w 2009 roku w programie TVN „Teraz my” (fot. Wojciech Kurczewski)

Klaudyna Andrzejewska w 2009 roku w programie TVN „Teraz my” (fot. Wojciech Kurczewski)

W niedzielę minęła trzecia rocznica katastrofy w Mirosławcu (Zachodniopomorskie). Zginęło w niej 20 wojskowych: czteroosobowa załoga i 16 oficerów. Maszyną lecieli z Warszawy uczestnicy konferencji Bezpieczeństwa Lotów Lotnictwa Sił Zbrojnych RP.

Wśród ofiar był gen. Andrzej Andrzejewski, dowódca 1. Brygady Lotnictwa Taktycznego w Świdwinie (Zachodniopomorskie).

Szefem Sił Powietrznych był wtedy gen. Andrzej Błasik, który zginął w katastrofie smoleńskiej.

„Rz” dotarła do osób, które ujawniają działania podejmowane wobec rodzin ofiar wypadku CASY. Chodziło o zmuszenie ich do milczenia. Nie tylko zbierano kompromitujące ich materiały, ale także zastanawiano się nad ich publikacją w tabloidach.

Prośby i groźby?

O naciskach w tej sprawie zrobiło się głośno na początku 2009 r. Rodzina gen. Andrzejewskiego publicznie zaczęła oskarżać MON o brak pomocy i przedłużanie decyzji o przyznaniu mieszkania służbowego.

26 stycznia 2009 r. córka generała Klaudyna Andrzejewska wystąpiła w programie „Teraz my” w TVN. Twierdziła, że wbrew obietnicom danym jej matce resort nie stworzył możliwości przeniesienia się ze Świdwina w inny region kraju.

Córka zarzuciła też gen. Błasikowi, że osobiście dzwonił do jej matki Małgorzaty Andrzejewskiej, by w związku z rocznicą nie ujawniała żadnych informacji o katastrofie CASY. Przedstawić się miał jako „przyjaciel Andrzeja”. Według Klaudyny Andrzejewskiej to były naciski.

O groźbach mówił z kolei brat pilota CASY Andrzej Smyczyński, który kwestionował wyniki ustaleń dotyczących okoliczności wypadku. Anonimowy mężczyzna radził mu, by nie interesował się przyczynami wypadku.

Państwowa komisja, która badała okoliczności katastrofy, stwierdziła, że jej powodem było nieświadome doprowadzenie przez załogę do nadmiernego przechylenia samolotu. Wskazano też m.in. na niewłaściwy dobór załogi, małe doświadczenie pilotów oraz niesprawny system nawigacyjny ILS na lotnisku w Mirosławcu.

„Poznań będzie dla nich za mały…”

We wrześniu 2009 r. Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Poznaniu umorzyła śledztwo w sprawie rzekomych nacisków i gróźb na Andrzejewską i Smyczyńskiego. Powód? Niewykrycie sprawców.

Świadkowie, do których dotarła „Rz”, twierdzą, że próbowano zdyskredytować wizerunek tych rodzin, które krytykowały MON i Siły Powietrzne. Informacje te potwierdza e-mail pochodzący z resortu obrony.

1 lutego 2009 r. dziennikarz RMF FM Marek Smółka przesłał kilka pytań do płk. Wiesława Grzegorzewskiego, oddelegowanego z Sił Powietrznych do MON (w tym czasie był jeszcze rzecznikiem Sił Powietrznych, ale przygotowywał się już do objęcia funkcji zastępcy dyrektora Departamentu Prasowo-Informacyjnego resortu). Dziennikarz pytał m.in., w jakim celu gen. Błasik telefonował do wdowy po gen. Andrzejewskim, jaki był przebieg tej rozmowy, czy prawdą jest, że rodzina zmarłego generała nie otrzymała zapowiadanej przez Dowództwo Sił Powietrznych i kierownictwo MON pomocy, a także czy gen. Błasik rozważa oddanie się do dyspozycji szefa MON.

W reakcji na te pytania Grzegorzewski przesłał tego samego dnia wieczorem e-maila do gen. Krzysztofa Załęskiego, ówczesnego zastępcy dowódcy Sił Powietrznych.

„Panie Generale, po weekendowych konsultacjach doradzam zwekslowanie RMFu” – napisał Grzegorzewski. – „Powiemy, że prawnik zasugerował niewypowiadanie się. Możemy wywołać temat na cały tydzień. Nie da się Dowódcy dać na wyłączność, bo i tak za chwilę zbiegną się wszyscy i robotę będzie miał rzecznik. A poza tym nie wiem, czy za to, że pluli tak na niego jesteśmy im coś winni… Temat wygasł. Wypowiedział się minister ON. A nie sądzę, by mieli nowe fakty w sprawie. No chyba, że WAM (Wojskowa Agencja Mieszkaniowa – red.) nie podpisze aktu notarialnego z Andrzejewską. Swoją drogą można by wysłać tam dobrze poinformowanych dziennikarzy »Superaka« lub »Faktu«, niech je wezmą na języki. Wtedy Poznań (tam mieszka Klaudyna Andrzejewska – red.) będzie dla nich za mały… Choć zachowują się tak, że gdyby na nich pluł, to powiedzą, że deszcz pada…”

Wojskowe mieszkanie

Z treści e-maila wynika więc, że MON próbował szukać sposobów, aby uciszyć rodzinę Andrzejewskich. Jednym z pomysłów miało być zainspirowanie negatywnej publikacji na temat rodziny w tabloidach.

Według informatorów „Rz” w tym celu departament prasowo-informacyjny resortu zbierał wszelkie informacje nie tylko o zakresie udzielonej pomocy, ale także te dotyczące prywatnego życia Klaudyny Andrzejewskiej i jej relacji partnerskich. „Rz” zna te ustalenia, ale ze względu na dobro córki gen. Andrzejewskiego nie ujawnia ich. – Informacje te pochodziły najprawdopodobniej od kogoś z rodzinnego Połczyna- Zdroju – mówi nasz informator.

Kto mógł je zbierać? – Wystarczyło dobrze rozpytać lokalne środowisko wojskowe. Ludzie o takich rzeczach plotkują. Takie rzeczy omawiało się na spotkaniach w MON – dodaje drugi z rozmówców.

Klaudyna Andrzejewska, której pokazujemy e-maila napisanego przez Grzegorzewskiego, jest zszokowana. W rozmowie z „Rz” przyznaje, że nie słyszała, aby MON i Dowództwo Sił Powietrznych interesowało się jej życiem prywatnym. Przypomina sobie jednak sytuację, która mogła na to wskazywać.

– Przed programem „Teraz my” zadzwonił do mnie jego wydawca i zapytał, czy to prawda, że mam konflikt z matką, która rzekomo chce się mnie wyrzec – opowiada. Jak mówi, wydawca obawiał się, że żona zmarłego generała może zdementować słowa córki np. w wywiadzie prasowym.

Córka generała potwierdza również, że próbowano grać sprawą mieszkania. Mówią o tym także nasi rozmówcy. – Rozmawiałem o tym z gen. Błasikiem, że publiczne wystąpienia pań Andrzejewskich były powodem przeciągania pozytywnej decyzji – twierdzi jeden z informatorów. Dowody? Małgorzata i jej młodsza córka Patrycja Andrzejewskie po katastrofie starały się o przyznanie prawa do mieszkania. MON dał je im dopiero 9 lipca 2010 r. Z kolei minister Bogdan Klich prawo wykupu lokalu na własność podpisał 20 stycznia 2011 r., tuż przed trzecią rocznicą wypadku.

Pazerność rodzin według MON

Oprócz zbierania niewygodnych faktów z życia prywatnego rodziny gen. Andrzejewskiego rozważano pomysł pokazania ich w mediach jako pazernych na pieniądze.

– Publikacje w tabloidach miały opisywać głównie otrzymane świadczenia finansowe. Zapomogi, świadczenia odszkodowawcze i renty dawały łącznie pokaźną kwotę. Do tego dochodziły starania o wykupienie mieszkania, stypendia socjalne, pomoc psychologiczna. Przesłanie publikacji miało być proste – tłumaczy informator „Rz”. – Oto rodzina Andrzejewskich otrzymała od MON ogromne pieniądze, mieszkanie, rentę, opiekę psychologiczną, czyli wszelką możliwą pomoc, a jest niewdzięczna i nadal pazerna na pieniądze – podkreśla.

Kto konkretnie był pomysłodawcą tej „polityki informowania”? Nie wiadomo. – Temat musiał być omawiany szeroko – ocenia jeden z informatorów. Dodaje, że w sprawę konfrontacji gen. Błasika z Klaudyną Andrzejewską w TVN osobiście był zaangażowany gen. Czesław Piątas, wiceszef MON. Do samego programu „przygotowywał” gen. Błasika płk Grzegorzewski. W DPI pierwsze skrzypce grał wtedy Robert Rochowicz, ówczesny rzecznik ministra Klicha.

W e-mailu płk. Grzegorzewskiego do gen. Załęskiego pada też sformułowanie „weekendowe konsultacje”. Co może oznaczać? Drugi informator: – Zwyczajem było, że kierownictwo DPI zbierało się na burzach mózgów i rozgryzało różne tematy. Pomiędzy DPI a gabinetem politycznym MON zawsze była forma rywalizacji.

Zastraszony brat

Obaj informatorzy „Rz” wskazują, że rozmowy w Dowództwie Sił Powietrznych dotyczyły także Andrzeja Smyczyńskiego, brata pilota CASY, prawnika z wykształcenia. Próbowano ustalić m.in., z kim może konsultować swoje działania.

Gen. Błasik chciał uzyskać z Krakowa, ze środowiska wojskowego, więcej informacji na jego temat. – Nie wiedziałem o tym – mówi „Rz” zaskoczony Smyczyński. Podkreśla, że trzykrotnie grożono mu śmiercią.

– Zawsze chodziło o milczenie na temat Mirosławca – przyznaje. I opowiada: – Najpierw na ulicy podeszło do mnie dwóch mężczyzn i grozili mi. Potem siostra mieszkająca w Szwecji dostała e-maila, że „znowu będą kogoś opłakiwać”. Dostałem też na telefon stacjonarny esemesa z groźbami. Poza tym sądzę, że byłem obserwowany. To była świadoma i dobrze zorganizowana akcja. Przypuszczam, że musiał ją prowadzić ktoś z wojska, kto zna prawdziwą przyczynę katastrofy w Mirosławcu. Miałem poczucie, że wiedzą o mnie wszystko – dodaje brat pilota.

Płk Grzegorzewski był rzecznikiem dowódcy Sił Powietrznych od września 2006 do lutego 2009 r. Potem trafił do MON. 19 grudnia 2010 r. minister Klich odwołał go ze stanowiska dyrektora Departamentu Prasowo-Informacyjnego resortu. Powód? To stanowisko zostało przeznaczone dla cywila.

Grzegorzewski pytany o e-maila i politykę informacyjną wobec m.in. córki gen. Andrzejewskiego odpowiada krótko: – Nie komentuję sprawy.

Z kolei gen. Załęski w rozmowie z „Rz” twierdzi, że e-maila do Grzegorzewskiego nie pamięta. – Zresztą rzecznik prasowy nie był w moim pionie i ja go nie nadzorowałem – podkreśla. Zaprzecza, aby zbierano haki na któregokolwiek z członków rodzin ofiar katastrofy CASY.

Podobne stanowisko przesłał do „Rz” resort obrony: „MON nie interesuje się, z oczywistych względów, prywatnym życiem rodziny zmarłego”.

Rzeczpospolita

http://www.rp.pl/artykul/2,599371_Zbierano-haki-na-corke-zmarlego-generala-.html

Posted in Polityka i aktualności, Standardy TuskoLandii | Leave a Comment »