WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 11 czerwca, 2012

Znalezione w sieci

Posted by tadeo w dniu 11 czerwca 2012

Dziennikarze mają nakręcić scenkę na budowie. Majster, oczywiście, uprzedzony o „niezapowiedzianej wizycie”. Robota hula! Oszołomiony dziennikarz zatrzymuje jednego z robotników i pyta go, dlaczego już po raz kolejny przebiega z pustą taczką?
Robol się wytrzeszcza, ale brnie w zaparte:
– Panie! Taki zapieprz, że nie ma kiedy taczki załadować.

Posted in Kabarety i rozrywka | Leave a Comment »

Ks. Adam Skwarczyński – List do Kapłanów (o bliskim krwawym prześladowaniu Kościoła)

Posted by tadeo w dniu 11 czerwca 2012

DO MOICH WSPÓŁBRACI KAPŁANÓW

Niedawno w rozmowie telefonicznej z proboszczem pewnej parafii nie umiałem powstrzymać się od wtrącenia – lekko, mimochodem – zdania: „Moja dusza przygotowuje się do odlotu z tego świata, i to już w najbliższych miesiącach”. Po chwili ciszy słuchawka zapytała: „Czy Ksiądz źle się czuje?” „Ależ skąd, jestem w pełni sił i aktywności!” Słuchawka zamilkła ze zdumienia, ale przy najbliższej okazji przemówiła… z ambony, na wszystkich Mszach, ogłaszając mnie (imiennie) fałszywym prorokiem (i nie tylko).

Po takim doświadczeniu powinienem chyba schować, jak struś, głowę w piasek, żeby z dzioba więcej pary nie wypuścić, ale… nie potrafię! Bez względu na to, jaką reakcję wywoła niniejszy mój list, czuję się w obowiązku go napisać, i to właśnie dzisiaj, w czwartek 10 maja 2012 roku, a więc w dniu kapłańskim. Takie otrzymałem natchnienie i nie mogę mu się przeciwstawić ani sprzeniewierzyć. Najbliższa przyszłość pokaże, na ile ten list był potrzebny…

Przybliżony (powieściowy) opis mojej śmierci stanowi ostatni rozdział książki „Wejdź do radości”, zaś w aneksie do tej książki znajduje się rozdział, który może zainteresować któregoś z Księży: „List ks. Jerzego do ks. Stanisława” (o ucieczce z miast, s. 238). Kto zna te rozdziały, łatwiej mu będzie zrozumieć to co piszę w tej chwili. Nie zdziwi się też, jeśli wspomnę teraz o zdarzeniu, które pominąłem w swojej powieści.

Pisząc ją pod pseudonimem, próbowałem uchodzić za człowieka świeckiego – „pana Ivana Novotnego” – nieuchwytnego w Polsce, co mi się po części powiodło. Wyjaśniwszy i porzuciwszy już swój pseudonim (zob. moje teksty internetowe), w tej chwili mogę ubrać się w sutannę i… uciekać do pobliskiego lasu! W nim – oczywiście „w nocnych widzeniach” – ukrywałem się całymi dniami, a pod osłoną nocy mogłem przychodzić do domu, gdyż trwało straszliwe prześladowanie Kościoła – to właśnie, które pociągnie za sobą moją śmierć. Obecnie przygotowuję się do niej, żyjąc z Panem Jezusem w „ciemnicy” – w swojej kaplicy – i licząc dni, które dzielą mnie od mojej Golgoty.

To nie powieść, nie fantazjowanie, moi Bracia, lecz… rzeczywistość, która zbliża się milowymi krokami do Kościoła na całym świecie. Dopiero teraz, pod koniec życia, rozumiem, po co pokazał mi Bóg te wydarzenia (coś więcej: pozwolił je głęboko przeżywać!) już tak dawno temu: bym mógł przekazać je innym. Zwłaszcza te, w których mogłem tylko w „wizjach” na ziemi uczestniczyć, gdyż ostatnie z nich będę oglądać już „z Drugiego Brzegu”. Chociaż wielu rozmówców próbowałem przekonywać, że „ja tego doczekam, bo widziałem, a dotychczas wszystkie wizje potwierdziły się w szczegółach” – teraz muszę się z tego wycofać: Bóg przyjął moją ofiarę i pragnie, by wkrótce mojeFiat zakończyło mą ziemską wędrówkę. Jeśli to się nie potwierdzi, gotów jestem przyznać się publicznie, że byłem fałszywym prorokiem!

Wracam do prześladowania Kościoła. Pozornie nic w tej chwili na nie nie wskazuje, a ludzkie plany i kalkulacje „na następne pokolenia” zalewają nas ze wszystkich stron i usypiają naszą czujność. Jest jednak to prześladowanie bardzo blisko, zaledwie o kilka chwil od nas, i to tak straszliwe, że w ogóle trudno o nim pisać. Na szczęście niezbyt długie (widziałem, że wiosna je zakończy), lecz ze względu na swoją intensywność i skalę będzie bardzo trudne do przeżycia. Główne jego ostrze będzie skierowane przeciwko księżom i osobom konsekrowanym, choć męczeństwo stanie się udziałem także wielu świeckich, zgodnie z piekielną zasadą: im kto bliżej Boga, tym większy wróg!

Jak do niego dojdzie, pisałem w internetowych listach, ale jeszcze powtórzę (n.b. pisałem jako świadek, gdyż ok. 30 lat temu Bóg pozwolił mi to przeżyć). Jakby „zapalnikiem”, wyzwalającym prześladowanie, będzie niestety ogólnoświatowy ogromny cud Bożego Miłosierdzia: ukazanie się Chrystusa „na obłokach, z wielką mocą i majestatem”, w otoczeniu aniołów, a za chwilę Jego sąd szczegółowy nad każdym mieszkańcem ziemi, nazywany w objawieniach „Ostrzeżeniem”. Dlaczego „niestety”? Gdyż nawet tak wstrząsające objawienie się Boga i ukazanie każdemu jego przeszłości, ale także miejsca, na które sobie swoim życiem zasłużył gdyby umarł, niektórych nie nawróci! Wprost przeciwnie: zaprzedani szatanowi, ulegną oni zbiorowemu opętaniu do n-tej potęgi i z diabelską furią rzucą się na nawróconych i nawracających się, pokornych i rozmodlonych, stających w kilometrowych kolejkach do spowiedzi z całego życia. Boży ludzie nie będą w stanie się bronić, nawet gdyby mieli armaty i czołgi, gdyż poznane Boże tajemnice zwrócą ich bardzo mocno ku światu wewnętrznemu, a odizolują od wielu ziemskich trosk.

To właśnie będzie ten najtrudniejszy rok, w którym – jak stwierdził w Fuldzie Jan Paweł II – „Kościół oczyści się we krwi męczenników”. Czy wtedy od nas, duszpasterzy, nie będzie Chrystus wymagał heroizmu? Czy w obecnym, względnie spokojnym i dostatnim życiu, jesteśmy zdolni na Jego oczekiwania odpowiedzieć? I to już w tej chwili, a nie za ileś lat?

Jeżeli mój list któryś z Braci zechce potraktować poważnie, zachęcam go do następujących przemyśleń:

1. Warto zaopatrzyć się w różne rzeczy, oferowane przez sklepy z naszej branży, z winem mszalnym na pierwszym miejscu. Hostii za dużo na zapas nie nakupimy (chyba że je zamrozimy, chociaż nie zawsze będzie prąd w sieci), ale mając białą mąkę, jakoś sami sobie poradzimy, gdy zawiodą piekarnie. Sataniści zaatakują klasztory, z piekącymi hostie włącznie. W związku z tym mój postulat (choćby miał się rozlec chichot prześmiewców!): spróbujmy zmobilizować znajomych posiadających broń, np. myśliwych, do wzięcia pod opiekę klasztorów. Przecież będą one jak wielkie nieruchome tarcze, wystawione na ataki satanistów.

2. Podobnymi „tarczami” będą sanktuaria, „sól w oku” dla piekła i jego ludzi, więc i o nich warto pomyśleć. W normalnym kościele łatwo ukryć Pana Jezusa, szaty i naczynia liturgiczne, i ratować się ucieczką, jednak nie w sanktuariach.

3. Ksiądz Brzóska ukrywał się przez długi czas u rolnika między dwiema ściankami, a wychodził tylko w nocy. Ci z nas, których Bóg powołuje nie do męczeństwa, lecz do potajemnego duszpasterstwa, mogliby pomyśleć o kilku miejscach schronienia, jak też zaopatrzyć je we wszystko, co jest konieczne do celebracji Mszy świętej.

4. Nasi wierni nie są, na ogół, przygotowani na te chwile, może z wyjątkiem dusz-ofiar (czy żertw ofiarnych, jak ich określa ks. Natanek), a więc tych, którzy złożyli Bogu samych siebie w ofierze za nawrócenie grzeszników. Do tych ludzi kierowałem od lat swoje książki, a ostatnio internetowe apele, i cieszę się, że rozrastają się ich szeregi. Dobrze by było, gdyby pasterze szli na czele owiec, a nie za nimi – i temu poświęcę chwilę uwagi.

A. W ostatnich spokojnych chwilach warto mobilizować wszystkich, gdzie i kiedy to tylko możliwe, do jak najpotężniejszej modlitwy o nawrócenie jak największej liczby grzeszników. Niebo czeka na te modlitwy, ale w pewnym momencie powie: DOŚĆ! Gdyby więc ktoś chciał nawet czuwać w nocy, warto otworzyć mu kościół lub kaplicę. Co jeszcze w tej materii „warto”, wiedzą Księża sami, a jeśli nie wiedzą, niech wsłuchają się w głos swoich podopiecznych oraz w natchnienia, im samym przychodzące. „Pozbierajmy wszystkie okruszyny” modlitw!

B. Oprócz „żaru modlitwy” może Duch Święty wzbudzić w niektórych sercach „żar męczeństwa”, na który powinniśmy zareagować we właściwy sposób, a więc w duchu Listu 1 P 4,12: radować się nim, a nie dziwić, a tym bardziej nie strofować doświadczających go! Niech nasza „słuchawka” będzie dostrojona do takich dźwięków – i w telefonie, i na spotkaniach, i w konfesjonale – żebyśmy nie reagowali na nie na sposób mojego współbrata! Oby nikt z nas nie krzyżował Bożych planów, odsyłając bliźniego do psychiatry z tego powodu, że nagle Duch Boży uniósł go tak wysoko ponad naturę, że Boży zew okazuje się o wiele silniejszy niż naturalne instynkty! Piszę to jako świadek, i wiem co piszę. Gdyby taka chwila trwała dłużej, moje życie na ziemi stałoby się niemożliwe. Dotyczy to zarówno pragnienia natychmiastowej śmierci dla Boga i dla bliźnich, jak i tęsknoty za Niebem, albo takich porywów radości na myśl o bliskiej śmierci, że natura człowieka słania się pod nimi jak kłosy w czasie burzy. I co by było, gdyby taki Boży wybraniec – a może być ich wielu! – usłyszał od nas słowa przykre lub lekceważące?

Może nas ktoś z płaczem pytać: ten „żar” mnie porywa, ale co mam zrobić z naturalnym lękiem o moich bliskich? Oto jedna z odpowiedzi: Bóg ich kocha milion razy bardziej od ciebie, a poza tym jest wszechmocny, więc potrafi zatroszczyć się o ich szczęście, nie martw się! A poza tym oczyszczony świat będzie wkrótce tak piękny, że nie miej o nic obawy – wszyscy będą jak jedna kochająca się rodzina.

Ktoś inny złożył Bogu siebie w ofierze „całopalnej”, ale szatan wzbudza w nim lęk przed śmiercią i zatruwa mu życie. Pyta, czy może się wycofać… Oczywiście że może, i to w każdej chwili – uspokójmy go – bez żadnego grzechu, gdyż Bóg nie może od nas wymagać tego co nas przerasta, a poza tym przyjmuje tylko to, co ze szczerego serca Mu ofiarujemy. Jednak zróbmy krok naprzód i użyjmy np. takich argumentów:

– męczennicy otrzymują specjalną łaskę, coś jak modlitewną ekstazę, która łagodzi ich ból i strach, a nawet je likwiduje (zob. np. żywot św. Perpetui i Felicyty, poranionych przez dziką krowę na arenie cyrkowej);

– Bóg ma 1000 sposobów na to, by zatroszczyć się o ciebie, swoje dziecko, i w takiej chwili krzywdy nie pozwoli ci zrobić – stąd często męczennicy szli na śmierć jak na wesele;

– ogromną łaską jest obecność przy nas w godzinie śmierci Matki Najświętszej; jeżeli Ją prosisz o modlitwę i przyjście w tej godzinie, i to przez całe życie z Różańcem w ręku, jak możesz wątpić w Jej pomoc? (piszę to jako świadek – widziałem rolę Maryi wobec mojej duszy tak w momencie śmierci, jak i w „locie” prosto przed Tron Boży);

– boisz się krótkiego cierpienia przy śmierci, które może cię w jednej chwili uwolnić od wszelkich kar pokutnych, a nie boisz się o wiele sroższego i dłuższego – może wieloletniego – w czyśćcu? Tamto czyśćcowe jest prawdziwym męczeństwem w porównaniu z maleńkim bólem, jaki przychodzi znieść na ziemi! Święta Krystyna, zwana „Cudowną”, poznawszy mękę czyśćca i zapragnąwszy uwalniać od niej dusze, np. rzucała się w ogień, stała tygodniami w lodowej przerębli, doświadczała łamania kości – a wszystko to wydawało jej się niczym w porównaniu z tamtymi mękami!

– „Choćby twoje grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją”, i to natychmiast, w jednej chwili męczeństwa. Jest tak m.in. dlatego, że Bóg-Człowiek ma szczególną litość dla tych, których ludzie skrzywdzili – chce im to wynagrodzić i jakby „głaszcze rany” ich ciała, łagodzi ból, a przy tym nie zwraca uwagi na rany ich duszy, które mogą być ohydne! Tak na pewno postąpił nawet z najbiedniejszymi duszami w prezydenckim samolocie podczas zamachu…

C. Idźmy z wielką miłością do chorych, pogrążonych w różnorakich cierpieniach, i czyńmy z nich dusze-ofiary, zachęcając do ofiarowania cierpień za konających lub za mających wkrótce umrzeć, a żyjących w grzechu ciężkim. Jakiego doznawałem nieraz wstrząsu, gdy od obłożnie chorych słyszałem, że nigdy im żaden ksiądz o tym nie mówił, nawet gdy latami co miesiąc ich odwiedzali!

Świadczy to tylko o tym, że księża sami nie żyją tym duchem: łatwo im składać w Ofierze Jezusa Ojcu w Duchu Świętym, ale z tą Ofiarą nie łaczą własnej – ze swojego życia, ciała i krwi; spożywają swego Pana, ale Jemu nie pozwalają siebie „spożyć”; dają ludowi Tego, który „dobrowolnie wydał się na mękę”, ale sami dla Niego nie chcą niczego wycierpieć; gdy „przypadkiem” dopadnie ich cierpienie, uciekają od niego jak od nawiększego nieszczęścia, więc jak od nich ma Jezus oczekiwać, że choćby najmniejsze podejmą i ofiarują Mu dobrowolnie?

Głosząc pewnego razu rekolekcje dla księży w tym właśnie duchu, uświadamiając im konieczność połączenia w ramach ich powołania obu rodzajów kapłaństwa: tego ze święceń i powszechnego – napotkałem na opór z ich strony, a nawet bunt (kilku wyjechało). „Wystarczy, że nasz sakrament ma swoją skuteczność ex opere operato – powiedzieli – a opus operantis się nie liczy, ty go przeakcentowujesz!” Bardzo się mylili, gdyż właśnie z tego drugiego będziemy przez Boga osądzeni, a nauka Jezusa w tym względzie nie pozostawia najmniejszych wątpliwości. Najmniejsza ofiarka, złożona Bogu sercem, z miłości, ma w Jego oczach o wiele większą wartość, niż dziesięć złożonych pod przymusem, bo uniknąć ich się nie da. A poza tym – co to za miłość bez ofiar…? Dostatecznie dużo napisałem na ten temat w I tomie swojej książki W Szkole Krzyża i do niej odsyłam.

Mój list jest jak zielony owoc, któremu zabrakło czasu na dojrzewanie – powstał dzisiaj w ciągu krótkiego czasu, i niech takim pozostanie. Zakończę go parafrazą słów Pana Jezusa, często przez nas powtarzanych, zwłaszcza w święta i wspomnienia męczenników: „Nikt nie ma większej miłości niż ten, kto życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” oraz za nieprzyjaciół, którzy – dzięki jego ofierze – staną się na wieki jego przyjaciółmi. Mam na myśli tych, którzy wkrótce staną się moimi zabójcami, a których twarze widziałem na swoim pogrzebie. Włączeni są w moją ofiarę, do której mają się przyczynić, a także w moją modlitwę, którą od lat za nich zanoszę. Wierzę, że spotkamy się w Wiecznej Chwale, jak Szczepan z Szawłem, gdyż… wierzę jednocześnie, że nikt nie ma większej możliwości wyproszenia komuś u Boga łask, niż ofiara swoim prześladowcom.

Duchu Święty – Duchu tej liturgicznej Pięćdziesiątnicy, którą teraz w Kościele przeżywamy, ale i tej Nowej – Pięćdziesiątnicy, która przetworzy, uduchowi i uświęci wkrótce cały świat, czyniąc go wielkim wieczernikiem – błagam Cię, przez pośrednictwo Twej Najświętszej Oblubienicy Maryi: ogarnij umysły i serca moich Współbraci Kapłanów i posłuż się nimi według Twoich planów. Amen.

ks. Adam Skwarczyński

https://zenobiusz.wordpress.com/2012/05/11/ks-adam-skwarczynski-list-do-kaplanow-o-bliskim-krwawym-przesladowaniu-kosciola/

Posted in Religia | Otagowane: | 2 Komentarze »

Fragment książki „Nasz Papież”

Posted by tadeo w dniu 11 czerwca 2012

W gorące popołudnie, 30 kwietnia 2000 roku do Domu św. Marty  w Watykanie wchodziło wielu utytułowanych gości. Zostali zaproszeni na uroczysty obiad w okazji kanonizacji siostry Faustyny Kowalskiej. Kilka godzin wcześniej na Placu Świętego Piotra papież Jan Paweł II oficjalnie potwierdził świętość zakonnicy, która w licznych objawieniach otrzymała od Jezusa misję głoszenia orędzia o Bożym Miłosierdziu.

Obiad dobiegał już końca, gdy krakowski arcybiskup, kardynał Franciszek Macharski wstał, aby podziękować papieżowi za kanonizację. Jeszcze nie przebrzmiały oklaski po przemówieniu następcy papieża w Krakowie, gdy zabrał głos Ojciec Święty:

„Dzisiaj odprawiając tę kanonizację przypomniałem sobie lata wojenne. Pięć lat właściwie wychowywałem się do kapłaństwa w zasięgu Łagiewnik. A było to tak, że pracowałem w Solvayu, to znaczy w Borku Fałęckim, i codziennie przechodziłem do pracy przez Łagiewniki. Wiele razy wstępowałem do tego kościółka-kaplicy, który dziś staje się wielkim światowym sanktuarium.”

Papież przyznał, że w tym czasie bardzo mało jeszcze wiedział o siostrze Faustynie. Z pewnością zaś nawet nie przypuszczał, że to właśnie on zacznie i skończy jej proces kanonizacyjny.

Ale się boi

Koniec lata 1964

Siostra Beata Piekut skręciła w Franciszkańską i stanęła przed Kurią Arcybiskupią. Właściwie nie miała ochoty na to spotkanie, ale nie było wyjścia – kilka dni temu zadzwoniła do niej przełożona z poleceniem nawiązania kontaktu z arcybiskupem Krakowa. Od 1959 roku obowiązywał zakaz Stolicy Apostolskiej w sprawie rozpowszechniania kultu Miłosierdzia Bożego w formach przekazanych przez siostrę Faustynę. Zakonnica zmarła w krakowskim klasztorze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia na rok przed wojną. Jej „Dzienniczek”, w którym opisywała objawienia Jezusa Miłosiernego był bardzo popularny w czasie okupacji. Przepisywano go w dziesiątkach egzemplarzy. Tłumaczono też na inne języki. Nie uniknięto przy tym błędów. Niepoprawne wersje „Dzienniczka” trafiły do Watykanu, który na tej podstawie wydał tzw. interdykt. Teraz, gdy w Rzymie trwał Sobór Watykański II siostry postanowiły skorzystać z możliwości i zorientować się, jakie byłyby możliwości zniesienia zakazu i rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego siostry Faustyny. 

Siostra Beata z napięciem czekała na spotkanie z arcybiskupem. Nie wiedziała wiele o całej sprawie, a już zupełnie nie miała doświadczenia w tego rodzaju rozmowach. Czuła się trochę jak przed wizytą u dentysty – gdyby ktoś przyszedł i powiedział jej, że wizyta nie może się odbyć byłaby w siódmym niebie.   Po kilkunastu minutach jednak została poproszona do pokoju arcybiskupa

– Pochwalony Jezus Chrystus – przywitała się

–Na wieki wieków amen, z czym siostra przychodzi – zapytał Wojtyła

– Jestem tu z polecenia matki przełożonej. Chodzi o beatyfikację  siostry Faustyny….

– A tak, z Łagiewnik…..

–  Tak właśnie. Ksiądz Arcybiskup jeździ teraz regularnie do Rzymu i chciałyśmy prosić o zbadanie sprawy siostry. 

– Chętnie się tym zajmę, ale muszę znać więcej szczegółów

– Ja…….nie bardzo je znam Ekscelencjo – siostra była naprawdę zakłopotana

– Czego nie wiemy, zawsze możemy się nauczyć – uśmiech Wojtyły dodał siostrze otuchy – Proszę przygotować krótki życiorys naszej kandydatki na ołtarze i to, co siostrom udało się do tej pory zrobić. I proszę przyjść jak najszybciej, bo niedługo wyjeżdżam.

Wkrótce siostra ponownie pojawiła się u arcybiskupa. Minę miała niewyraźną, bo sama musiała opracować wszystkie papiery nie znając zupełnie ani sprawy, ani wymogów postępowania procesowego. Wojtyła pochylił się nad papierami:

– Z tym pojadę do Rzymu – powiedział.

–Ekscelencjo, tu nie ma podpisu Matki Generalnej. Nie było jej w domu. Może wezmę to pismo i przyjadę z podpisem.

– Jak się boi, jak się boi – uśmiech nie znikał z twarzy  arcybiskupa – Nie oddam siostrze pisma, bo jutro jadę do Rzymu. Niech siostra będzie spokojna. I z siostry pismem załatwię wszystko, co będę mógł.

 

Bierzemy się do roboty!

Trzy miesiące później Wojtyła wrócił do Krakowa

–Mam dla was radosną wiadomość – oświadczył siostrom – nie tylko mi pozwolono rozpocząć proces informacyjny siostry Faustyny, ale nakazano mi go rozpocząć. Musimy szybko brać się do roboty!

Następnego dnia siostra Beata znowu złożyła wizytę na Franciszkańskiej. 

–Bezpośredni nadzór nad sprawą beatyfikacyjną zleciłem księdzu biskupowi Groblickiemu – powiedział arcybiskup Wojtyła – ja niestety nie będę miał czasu prowadzić wszystkiego osobiście, ale proszę mnie informować o postępie pracy. Siostra dalej będzie prowadzić tę sprawę? – zapytał na koniec.

–Chyba nie, ja też nie mam czasu, jestem ekonomką generalną – odpowiedziała siostra Beata

– A co zdaniem siostry jest ważniejsze? Do tej sprawy musi być jedna siostra, albo nawet i dwie, bo pracy będzie dużo, bardzo dużo.

Kilka miesięcy później siostra Beata otrzymała oficjalną nominację i  rozpoczęły się przygotowania do rozpoczęcia procesu. Samemu arcybiskupowi bardzo zależało na czasie. Gdy 21 sierpnia 1965 roku spowiednik siostry Faustyny, ksiądz Michał Sopocko zapytał go o proces, arcybiskup odpowiedział: „Ta sprawa jest pierwsza u mnie, może rozpoczniemy jeszcze w tym roku”. 

I tak też się stało. Karol Wojtyła sam chciał uczestniczyć w uroczystości, ale nie było to możliwe – musiał być na ostatniej sesji soboru. 

– Ja mógłbym rozpocząć w grudniu, a może nawet w styczniu – powiedział siostrze Beacie –Czy to dobrze będzie tak odkładać? A jak coś wejdzie w drogę? Lepiej rozpocznijmy od razu! Dam mandatum księdzu biskupowi Groblickiemu i jak będziecie uważali, tak róbcie – czekajcie lub rozpoczynajcie.
Rozpoczęli, gdy arcybiskup był w Rzymie.

Z Krakowa do Rzymu – Faustyna przeciera szlak

20 listopada 1967

Tego dnia w kaplicy Domu Arcybiskupów Krakowskich było wyjątkowo dużo ludzi. „Obecność obowiązkowa” – napisał siostra Beata na zaproszeniach wysłanych do osób, które miały przyjść na zakończenie procesu diecezjalnego siostry Faustyny. W ciągu dwóch lat udało się zgromadzić wszystkie potrzebne akta i dziś arcybiskup Wojtyła, którego kilka miesięcy wcześniej Paweł VI mianował kardynałem miał zakończyć proces. Teraz wszystkie dokumenty mogły być przesłane do Rzymu. 

Siostra Beata z pewnym niepokojem zerkała na zegarek. Byli już wszyscy – oprócz notariusza. Czas mijał a on się nie pojawiał.

–Siostro, proszę zadzwonić do przełożonych księdza notariusza i poprosić, żeby przyjechał – powiedział kardynał siostrze Beacie.

–Już dzwonię Eminencjo – odpowiedziała siostra dziwiąc się w duchu skąd ten człowiek ma tyle cierpliwości i dobrego humoru.

–Może byśmy zakończyli bez notariusza – zasugerował jeden z gości.

–Nie, nie, wszystko musi być zgodnie z prawem, a w świetle przepisów jego obecność jest nieodzowna – odpowiedział kardynał.

Upłynęło sporo czasu zanim notariusz pojawił się na Franciszkańskiej.  Arcybiskup nie zganił go ani słowem i przystąpił do zakończenia sprawy. Nic już nie stało na przeszkodzie i akta sprawy mogły pojechać do Rzymu. Nie oznaczało to jednak końca pracy w Krakowie. Po pewnym czasie z Watykanu nadeszła prośba o dosłanie opinii Teologa na temat pism Faustyny. Siostra Beata ponownie pojawiła się na Franciszkańskiej

–Proszę się skontaktować z księdzem Różyckim i poprosić go, żeby przyspieszył swoją pracę – powiedział Wojtyła. Ksiądz profesor Ignacy Różyczki był znakomitym profesorem teologi i wieloletnim współlokatorem księdza Karola w domu przy ul. Kanoniczej.

–Eminencjo, może będzie lepiej jak sam Ksiądz Kardynał go poprosi – siostra wiedziała, że księża nie są zbyt skłonni słuchać się skromnych zakonnic.

–Nie, nie, siostra to zrobi. Ja jestem jego uczniem, on mnie potraktuje jak żaka – odpowiedział Wojtyła.

Ale nie zawsze był tak potulny wobec swojego profesora. 

–Eminencjo, mam kłopot – zwierzała się kardynałowi Wojtyle siostra Beata – Ksiądz profesor chce, aby przynieść mu do domu rękopis „Dzienniczka”, – Co mam robić?

–Proszę powiedzieć, że ja siostrze tego zabroniłem. Jeśli Ksiądz Profesor chce coś sprawdzić, to niech się pofatyguje do Łagiewnik i u was, na miejscu sobie sprawdzi. A siostrze stanowczo zabraniam kiedykolwiek wynosić te zapiski, nawet za próg klasztoru. Nie wolno siostrze tego robić.

Zakaz brzmiał surowo, a w ustach łagodnego zazwyczaj kardynał nawet ostro. Ale już za chwilę na jego twarzy znowu pojawił się uśmiech:

– Będzie siostra jechała tramwajem, tramwaj się wykolei i dzienniczek zginie. I siostra zginie, ale to nic, bo siostra pójdzie do nieba, a dzienniczek nie może zginąć. 

Niech siostra się za mnie modli

Kwiecień 1978 roku

Prefekt Kongregacji Doktryny Wiary, kard. Franjo Seper spojrzał na papier, który położył przed nim jego sekretarz. 

–Długo to trwało, ale już wreszcie się udało – pomyślał. Już prawie dwadzieścia lat obowiązywał zakaz rozpowszechniania kultu Miłosierdzi Bożego w formach przekazanych przez siostrę Faustynę. Teraz kardynał miał złożyć swój podpis na odwołaniu zakazu. Seper raz jeszcze przeczytał dokument: „Św. Kongregacja mając na uwadze przedstawione liczne dokumenty oryginalne, nie znane w 1959 r. i uwzględniając opinię licznych Biskupów polskich oświadcza, że zakazy zawarte w ( … ) Notyfikacji nie są już wiążące.” 

Kilka miesięcy później świat obiegła wiadomość o śmierci Pawła VI. Jego następcą został Jan Paweł I. 

Pod koniec września siostra Beata pojechała do Ołtarzewa pod Warszawą, gdzie księża palotyni organizowali sesję naukową o siostrze Faustynie. Koniec sesji przewidziany był w Łagiewnikach. Tam 5 października – w czterdziestą rocznicę śmierci zakonnicy – Mszę miał odprawić kardynał Karol Wojtyła. „Tymczasem, w drugim dniu sympozjum – wspomina siostra Beata – otrzymaliśmy wiadomość o śmierci papieża Jana Pawła I. Ogarnięta smutkiem po nagłej stracie Ojca Świętego, martwiłam się podwójnie, myśląc o celebrze Mszy św. Ks. Kardynała w dniu 5 października. Pojechałam zatem z Ołtarzewa do Warszawy, by wziąć udział w nabożeństwie żałobnym i jednocześnie porozumieć się z Księdzem Kardynałem. Po Mszy św. przecisnęłam się przez tłumy wiernych do zakrystii.”
Kardynał widząc siostrę, zaraz do niej podszedł:

– Prosiłem ks. Biskupa Smoleńskiego, by mnie zastąpił w nabożeństwie w Łagiewnikach. 

– Dziękuję, Eminencjo, to ja już pójdę

– A kiedy siostra wraca do Krakowa?

– Jest jeszcze nocny pociąg.

– Nie, pociągiem siostra nie pojedzie. Mój samochód jest w Warszawie. Zaraz tu będzie kierowca, on zawiezie siostrę

–Ależ Eminencjo, tyle kłopotu………

–Niech siostra już nic nie mówi. Samochód stoi przy kościele. Proszę tam iść i poczekać na kierowcę – siostra już chciała odejść, ale kardynał jeszcze ją zatrzymał – I jeszcze jedno. Niech siostra się za mnie modli, proszę się dużo modlić.

Z powrotem w Łagiewnikach

7 czerwca 1997

Dwa tysiące osób zebrało się na placu przed klasztorem sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Łagiewnikach. Czekali na papieża. Był już późny wieczór, gdy wśród pielgrzymów rozeszła się wiadomość: „Jan Paweł II już wylądował w Borku Fałęckim i jedzie do nas”. 

Przed kaplicą stały wychowanki prowadzonego przez siostry zakładu dla trudnych dziewcząt. Były to dziewczyny z trudnych środowisk, nierzadko przygarnięte tu wprost z ulicy. 

Nie wiedziały czy z bliska zobaczą papieża, który większość czasu miał spędzić w kaplicy, przy relikwiach beatyfikowanej w 1993 roku siostry Faustyny. Gdy Ojciec Święty znalazł się już w środku koordynator pielgrzymki,  biskup Jan Chrapek zbliżył się do dziewcząt.

– Która by chciała podejść do papieża – zapytał.

– Wszystkie – odpowiedziały dziewczyny.

Biskup wskazał drogę i zaprowadził je ze sobą.

– Ależ księże biskupie, to wbrew przepisom – funkcjonariuszka Biura Ochrony Rządu była zbulwersowana.

– Proszę się nie martwić, to naprawdę osoby godne zaufania – odrzekł biskup. 

Po pewnym czasie dziewczęta powróciły do swojego sektora. 

–Dziękuję, księże biskupie – powiedziała jedna z nich – Ja już nigdy nie wyjdę na ulicę. Dotykając tej białej szaty naprawdę wiele zrozumiałam.

„Każdy może tu przyjść, spojrzeć na ten obraz miłosiernego Chrystusa, na Jego Serce promieniujące, i w głębi duszy usłyszeć to, co słyszała Błogosławiona: „Nie lękaj się niczego, Ja jestem zawsze z tobą”– mówił owego wieczoru Ojciec  Święty

– A jeżeli szczerym sercem odpowie: „Jezu, ufam Tobie!”, znajdzie ukojenie wszelkich niepokojów i lęków.”

Prawie dwadzieścia lat musiał czekać papież na powrót do miejsca, w którym miał modlić się 5 października 1978 roku.

Po raz kolejny był tu, choć w trochę inny sposób, 30 kwietnia roku 2000. Tego dnia dzięki telemostowi między Watykanem a Krakowem uroczystości kanonizacyjne siostry Faustyny odbywały się równocześnie w obu tych miejscach. 

Spełniła się przepowiednia Faustyny z 23 marca 1937 roku:

„Nagle zalała mnie obecność Boża i ujrzałam się naraz w Rzymie w kaplicy Ojca Świętego i równocześnie byłam w kaplicy naszej, a uroczystość Ojca Świętego i całego Kościoła była ściśle złączona z naszą kaplicą i w szczególny sposób z naszym Zgromadzeniem, i równocześnie wzięłam udział w uroczystości w Rzymie i u nas.

Ponieważ uroczystość ta była tak ściśle złączona z Rzymem, że chociaż piszę, nie mogę rozróżnić, ale tak jak jest, czyli jak widziałam.” 

Kilka godzin później, kończąc improwizowane przemówienie na zakończenie obiadu w Rzymie Jan Paweł II powiedział.

„Siostra Faustyna nas zgromadziła na kanonizacji, a także na tym obiedzie po kanonizacji. Dziękujemy Jej za jedno i za drugie. Nigdy nie była zbyt zamożna, a raczej po prostu była biedna. Nigdy by się na taki obiad nie zdobyła. Proszę, co Opatrzność Boża potrafi zrobić z ludźmi, którzy Jej zaufają. Bóg zapłać!»”

http://www.pawelzuchniewicz.pl/fragmenty-ksiazek/fragment-ksiazki-nasz-papiez

Więcej: 

http://www.pawelzuchniewicz.pl/fragmenty-ksiazek/

Posted in Jan Paweł II, Książki (e-book) | Leave a Comment »

Ks. Adam Skwarczyński „Czy zakołysze się ziemia” – Ks. Adam Skwarczyński

Posted by tadeo w dniu 11 czerwca 2012

W obronie Wiary i Tradycji – http://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/

Cz.1

Cz.2

http://gloria.tv/?media=299504

O tym Dzieciątku Jezus ks. Adam opowiada 

Słowo ks. Adama Skwarczyńskiego we Mszy św. za Margaretki i Przyjaciół 17 grudnia 2011

     “Dlatego o tym mówię, bo to w tej chwili jest rzecz, która wydaje mi się najważniejsza. Pan Jezus jakby sam to potwierdza. Oto zdjęcie Pana Jezusa. Na razie mogłem je wydrukować w kolorze czarno białym i krwawe łzy, płynące z oczu Jezusa, zaznaczyłem kropkami na czerwono. Od 24 października ubiegłego roku, a więc niewiele ponad rok, figurka Dzieciątka Jezus (taka jaką czci się w Betlejem) została wystawiona do publicznej czci we włoskim mieście Cava de Tirreni w prowincji Salerno, gdyż od października 2010 roku płacze krwawymi łzami.
Figurkę przywiózł z pielgrzymki do Ziemi Świętej pewien franciszkanin. Zmęczony podróżą, nie rozpakowując bagaży, położył się spać. Rano budzi go delikatny głos: „Otwórz mnie – duszę się!” Otworzył pudełko i zobaczył, że figurka płacze krwawymi łzami. Pokazał ją swojemu biskupowi, który akurat tego dnia przebywał w klasztorze. Figurkę zabrano do badania. Okazało się, że jest to ludzka krew, tej samej grupy co na Całunie Turyńskim. Po roku biskup pozwolił oddać ją do uczczenia wiernym.
Tyle różnych bzdurnych wiadomości dociera do nas, a taka wiadomość do kogo dotarła? Nadchodzi uroczystość Bożego Narodzenia. Zapamiętajmy sobie to zdjęcie, gdyż myślę, że w ten sposób Pan Jezus mówi do nas, do nas wszystkich. Mówi łzami, gdy nie chcą słuchać Jego słów”.

Przeczytaj także: 

Ksiądz Adam Skwarczyński (Ivan Novotny, ksiądz Jerzy Nemo) – LIST DO „ZIEMSKICH ANIOŁÓW KRAWĘDZI”

Iskra z Polski ~`Ks.Adam Skwarczyński

TAJEMNICA TRZECIEJ TAJEMNICY FATIMSKIEJ (ks. Adam Skwarczyński)

Ks. Adam Skwarczyński – List do Kapłanów (o bliskim krwawym prześladowaniu Kościoła)

Homilia ks. Adama Skwarczyńskiego 28 marca 2012

Blog – Adam Człowiek

Zobacz:

Widziałem Nowy Świat – ks. Adam Skwarczyński

Wywiad z ks. A.Skwarczyńskim

Posted in Filmy religijne, Religia | Otagowane: | 2 Komentarze »