WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • Słowo Boże na dziś

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • Tylko przestańmy mówić: ten kraj, w tym kraju, tutaj, ci ludzie. Zacznijmy mówić tak, jak Pan Bóg przykazał, jak o matce: Ojczyzno ma, moja, kochana, poraniona, więc tym bardziej kochana. Moja, to znaczy taka, którą się kocha, którą się po rękach całuje, przed którą się klęka, której się służy, której się z czcią opowiada, której się nie okrada, dla której się pracuje, dla której się cierpi i umiera, jak trzeba. To nie inni mają tak zrobić, to nie oni, tam na górze, ale my. Inaczej na nic wszystko. Na nic ta rana i na nic te ofiary. Nasza Ojczyzna mocno krwawi i ból nie ustaje w naszych sercach, ale zapewniamy pachołków Moskwy i Berlina, i tych, co służą „mamonie” – jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy. Póki pracujemy dla dobra naszej Ojczyzny. Póki kochamy i pamiętamy.

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Posted by tadeo w dniu 21 Kwiecień 2011

PRAWDA JEST JEDNA I MOŻNA SIĘ KU NIEJ PRZYBLIŻAĆ, CHOCIAŻ TUTAJ NA ZIEMI NIGDY NIE POZNAMY JEJ DO KOŃCA.

ALE KIEDYŚ POZNAMY, BO OSTATECZNIE JEST NIĄ SAM BÓG.

JEDNA, JEDYNA KOMUNIA ŚWIĘTA MA WIĘKSZĄ WARTOŚĆ NIŻ WSZYSTKIE BOGACTWA ŚWIATA.

Kiedy wybije nasza ostatnia godzina, ustanie bicie naszego serca, wszystko się dla nas skończy, a więc i czas naszego zasługiwania i niezasługiwania. Takich jakimi jesteśmy, spotka nas śmierć i tacy staniemy przed Chrystusem, Sędzią. Nasze błagalne wołania, nasze łzy, nasze akty żalu, które jeszcze na ziemi zdobyłyby serce Boga, mogłyby z nas, grzeszników, uczynić – przy pomocy sakramentów – ludzi świętych; ale w owym momencie nie będą miały żadnej wartości; czas miłosierdzia minie i rozpocznie się czas sprawiedliwości – ojciec Pio.

bogciebie11

Posted in Kontakt, Miłosierdzie Boże, Religia, Św. Faustyna | 4 Comments »

Naukowiec z Polskiej Akademii Nauk jednoznacznie: Głosy nieważne są efektem oszustwa

Posted by tadeo w dniu 27 Listopad 2014

Uważam, że znaczna część głosów, na których są dwa krzyżyki, jest wynikiem oszustwa, a nie nieumiejętności głosowania – mówi prof. Kazimierz Rzążewski z Polskiej Akademii Nauk, współautor książki „Każdy głos się liczy”, w rozmowie z Dorotą Łomicką.

Każdy głos ma znaczenie? Nawet nieważny?
Oczywiście, nawet głos nieważny o czymś świadczy, ale problem jest gdzie indziej. Nigdy nie dowiemy się bowiem bardzo istotnej rzeczy, mianowicie tego, ile spośród głosów nieważnych zostało unieważnionych dlatego, że oddano pustką kartkę, a ile z powodu zaznaczenia dwóch krzyżyków. Nowe prawo wyborcze, obowiązujące od 2011 r., nie przewiduje udzielenia nam takich informacji.

Co to oznacza w praktyce?
Moim zdaniem znaczna część głosów, na których są dwa krzyżyki, jest wynikiem oszustwa i nie jest to brak umiejętności głosowania czy nieprzemyślany wybór, tylko świadome działanie komisji wyborczych. Oczywiście jest jakiś procent ludzi, którzy nie radzą sobie z głosowaniem, ale wyniki analiz prof. Przemysława Śleszyńskiego (PAN), dotyczących właśnie tych dwóch krzyżyków z kolejnych wyborów w 2002, 2006 i 2010 r., są uderzające. Widać tam wyraźnie, że jest pewna bardzo określona geografia, są miejsca, w których masowo oddaje się głosy nieważne – nie jest przecież tak, że na Mazowszu naprawdę ludzie są głupsi niż na Lubelszczyźnie.

Co należy zmienić?
Można oczywiście uczyć ludzi głosować, ale moim zdaniem należałoby przede wszystkim uruchomić potężne siły społeczne, zmierzające do tego, by dobrze kontrolować proces zliczania głosów. W każdej komisji powinna być spora liczba mężów zaufania, którzy patrzyliby na ręce komisji. Tego niestety nie ma.

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Kaczyński, jak dotąd, idealnie rozgrywa bitwę wokół sfałszowanych wyborów

Posted by tadeo w dniu 26 Listopad 2014

„…Nie ma żadnego przypadku w tym, że KAŻDY, kto krzyknie o sfałszowanych wyborach natychmiast jest sprowadzany na ziemię poprzez rozmaite zabiegi, z dyscyplinowaniem na czele. Trzeba oddać propagandystom, że prostackim odwróceniem kociego ogona doszli do jakże przewrotnej myśli, która brzmi: „Mówienie o sfałszowanych wyborach jest zagrożeniem dla demokracji”. Prawda, że „finezyjne”, już nie fałszowanie wyborów zagraża demokracji, ale mówienie o fałszowaniu wyborów.

Do dyscyplinowania dochodzi niezawodny argument: „pokaż dowody”. Naturalnie twarde dowody zawsze są w posiadaniu tych, którzy oszukują, fałszują i czynią jeszcze gorsze rzeczy, pozostając bezkarnymi. Demaskujący oszustwa są skazani na procesy poszlakowe. W każdym razie wystarczą te dwie mantry, żeby przy pomocy masowego przekazu zabić każdą racjonalną analizę. Z jednej strony dyscyplinujące szyderstwo prowadzące do wykluczenia, z drugiej odwołanie do dowodów, których w żaden sposób uzyskać się nie da. Kiedy zatem przychodzi taki moment, że ludzie mówią dość? Wtedy, gdy oszuści mówiąc językiem młodzieżowym „przeginają pałę”. Wspomniany „filantrop” z Czerniakowa żyłby sobie spokojnie do końca świata i jeden dzień dłużej, gdyby nie przegiął pały. PSL i PO dopóki brało łyżeczką mogło się śmiać w twarz „spiskowcom” doszukującym się fałszerstw. Przyszedł jednak dzień, że fałszerze zatracili poczucie miary, ale też motywowani strachem przed zdemaskowaniem przekroczyli granicę bezczelności w ogłupianiu ludzi. No i co teraz?

Ano jedni krzyczą, żeby natychmiast otwierać oczy zaślepionym, wywracać śmietniki i tłuc szyby. Prawdę mówiąc chętnie bym się wyładował w taki albo jeszcze bardziej dynamiczny sposób na paru kanciarzach, ale znacznie bardziej podoba mi się to, co zrobił Kaczyński. Nie wiem ile w tym strategii, a ile przypadku, w każdym razie Kaczor przejął technikę propagandystów i zaczął gotować żabę na wolnym ogniu. Najpierw na chłodno powiedział o nieścisłościach i wypaczeniu wyników, czym przekonał nie tylko przekonanych, ale wciągnął sporę grupę ze środka, potem podgrzał wodę.

Pierwszym efektem był „zwerbowany” Miler, który pociągnął kawałek elektoratu za sobą. 35% nie wierzących w rzetelność wyborów to jest wynik, który musi przerażać władzę, a raz zasiane ziarno wątpliwości zacznie kiełkować w głowach, w jednych szybciej w innych wolniej. Gdy przeszedł odpowiedni moment Kaczyński doprowadził do wrzenia, mówiąc wprost o fałszerstwach i bardzo dobrze zrobił, ponieważ w pewnej chwili należy odmienić role. Od teraz oszuści muszą się tłumaczyć, że nie oszukali…”

http://kontrowersje.net/kaczy_ski_jak_dot_d_idealnie_rozgrywa_bitw_wok_sfa_szowanych_wybor_w

Przeczytaj także:

Marek Citko został radnym. „Sumienie podpowiadało mi PiS”

Posted in Uncategorized | Leave a Comment »

Maria Wilczańska – skandaliczne praktyki w komisjach wyborczych

Posted by tadeo w dniu 25 Listopad 2014

Maria Wilczańska, mąż zaufania w ramienia PiS w jednej z komisji w Lublinie opowie o karygodnych praktykach i mechanizmach manipulacji, które miały miejsce podczas wyborów oraz samego liczenia głosów. Uwagi te zostały opublikowane również na portalu niezalezna.pl

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Naukowcy apelują do prezydenta ws. wyborów. „Stoimy na czerwonej linii, której nie wolno nam przekraczać”

Posted by tadeo w dniu 25 Listopad 2014

TELEWIZJA REPUBLIKA
Naukowcy z kilku uczelni wystosowali list otwarty skierowany do Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego ws. wyborów samorządowych. Apelują m.in. o zbadanie nieprawidłowości wyborczych oraz nowelizację Kodeksu Wyborczego.

Treść apelu:

My, niżej podpisani pracownicy nauki, pragniemy w trosce o dobro Państwa Polskiego i jego autorytet oraz wizerunek na arenie międzynarodowej, wyrazić nasze głębokie zaniepokojenie w związku z wydarzeniami związanymi z wyborami samorządowymi w 2014 roku.

Nasze zaniepokojenie odnosi się zarówno do sposobu przeprowadzenia wyborów, jak i reakcji władz państwowych oraz części środków społecznego przekazu na oburzenie części społeczeństwa polskiego domagającej się większej transparencji i społecznej kontroli nad przebiegiem wyborów. Skala nieprawidłowości, organizacyjnego chaosu i dezinformacji w wykonaniu Państwowej Komisji Wyborczej i podległych jej sędziów-komisarzy, zatrważa nie tylko wnikliwych obserwatorów polskiego życia politycznego. Niemożność sprawnego podliczenia głosów i przekazania wyników wyborów opinii publicznej, kompromitujące błędy w liczeniu głosów na wszystkich szczeblach komisji wyborczych, duże rozbieżności nieważnych głosów rzędu kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu procent, zwłaszcza między sąsiadującymi ze sobą okręgami wyborczymi, a także sprzeczne komunikaty wydawane przez komisarzy wyborczych – to wszystko każe postawić pytanie o kompetencje właściwych służb oraz nadzór nad ich działalnością.

Z drugiej strony, niepokoi nas reakcja ze strony części przedstawicieli Państwa Polskiego, którzy otwarcie bagatelizują oraz lekceważą głosy sprzeciwu wobec wspomnianych wyżej przejawów nierzetelności, a może i nieuczciwości. Jednoznaczne deklaracje ze strony osób piastujących wysokie funkcje państwowe, że w wyborach samorządowych nie doszło do złamania prawa na skalę uzasadniającą protest wyborców, nie powinny mieć miejsca z dwóch względów. Po pierwsze, tego typu kwestie powinny rozstrzygać niezależne sądy i to im powinno się umożliwić wykonywanie obowiązków w tym zakresie poprzez niewywieranie presji politycznej. Po drugie, obywatele mają pełne prawo do wyrażania swoich opinii, nawet gdyby okazało się, że są one niesłuszne. Oskarżanie protestujących środowisk o próbę destabilizacji państwa, jest de facto formułowaniem zakazu jakiejkolwiek otwartej debaty publicznej.

W tym kontekście nie sposób pominąć roli środków społecznego przekazu, które nazbyt często – w poczuciu źle rozumianej odpowiedzialności za stabilność Państwa – autoryzują nieudolność aparatu państwowego. W efekcie opinia społeczna zyskuje niepełny lub nieprawdziwy obraz sytuacji, zaś decydenci warunki do dalszego psucia państwa. Z pewnością nie służy to budowaniu i umacnianiu demokracji.

Przyzwolenie na „bylejakość” w organizacji wyborów, ale przede wszystkim piętnowanie postaw obywatelskich z pozycji władz państwowych, będzie powodować dalszą erozję wspólnoty obywatelskiej, będzie pogłębiać podziały społeczne, a także sprzyjać radykalizacji nastrojów. Nie ma mowy o demokracji, jeśli wybory nie będą przeprowadzane w uczciwy sposób, ale także gdy odmawia się części społeczeństwa prawa recenzowania ewidentnych naruszeń Kodeksu Wyborczego oraz kwestionowania wyników wyborów w sytuacji, gdy błędy w procedowaniu są oczywiste i nie wymagają nawet oceny ze strony sądu (vide: oficjalne obwieszczanie zwycięstwa kogoś, kto nawet nie kandydował w wyborach; zwiększanie liczby miejsc w sejmikach wojewódzkich, itd.!).

Stoimy na „czerwonej linii”, której nie wolno nam przekraczać. Jeśli to uczynimy, jedną decyzją możemy zaprzepaścić 25 lat transformacji ustrojowej. Dlatego apelujemy do Prezydenta RP i parlamentarzystów o: po pierwsze – dialog społeczny, z którego nie będzie wykluczać się przeciwników i rywali politycznych niezależnie od ich ideologicznej proweniencji (jest to apel zarówno do rządzących, jak i do opozycji); po drugie – o niewywieranie nacisku na niezawisłe sądy, które rozstrzygać będą niebawem skargi wyborcze; po trzecie – o niezwłoczne podjęcie prac nad nowelizacją Kodeksu Wyborczego, którego celem będzie pełna transparentność procesów wyborczych, zabezpieczenie ich przebiegu oraz procesu liczenia głosów.

Apelujemy także do środowiska akademickiego, w szczególności politologicznego i prawniczego, by wspólnie podjąć wysiłek badawczy mający na celu identyfikację najważniejszych błędów w zakresie procedur i przepisów wyborczych oraz opracowania projektów stosownych rozwiązań, umożliwiających sprawne i uczciwe przeprowadzenie wyborów w Polsce. Wiemy, że nasze środowisko jest podzielone politycznie. Jednakowoż wierzymy w to, że mając na względzie dobro Rzeczypospolitej, jesteśmy w stanie podjąć wspólne działanie, szanując wyniki wyborów, o ile będą  one przeprowadzone w uczciwy i zgodny z demokratycznymi standardami sposób.

Apelujemy też do studentów, by w poczuciu odpowiedzialności za los Rzeczypospolitej nie pozostawali obojętni wobec problemów państwa, w którym się urodzili, w którym studiują i z którym (mamy nadzieję) wiążą swoją przyszłość. Wielokrotnie to właśnie studenci motywowali nas, naukowców, do wyraźnego opowiedzenia się, dokonania jednoznacznego wyboru. Historia Polski jest w wielu miejscach i okresach historią naruszania miru domowego względnie sytych i zasiedziałych, przez tych, którzy czasem nie mają odpowiedniej wiedzy, lecz wierzą w ideały…

Warszawa, dnia 24 listopada 2014 r.

Dotychczas podpisali:

prof. dr hab. Radosław Zenderowski

dr Agnieszka Łukasik-Turecka

dr hab. Andrzej Szeptycki

prof. dr hab. Andrzej Piasecki

prof. dr hab. Antoni Dudek

dr Piotr Zakrzewski

dr Olga Kotowska-Wójcik

dr Małgorzata Sikora-Gaca

dr hab. Paweł Kaczorowski

dr hab. Rafał Łętocha

dr hab. Jarosław Macała, prof. UZ

dr Joanna Dobrowolska-Polak

dr Piotr W. Zawadzki

prof. dr hab. Andrzej Piasecki

dr Radosław Domke

dr Jan Muś

dr hab. Andrzej Gąsowski, prof. UKSW

dr Bronisław Bombała

dr hab. Joachim Osiński, prof. SGH

dr Sławomir Sadowski

dr Krzysztof Koźbiał

prof. dr hab. Stanisław Żerko

dr Marcin Rachwał

mgr Piotr Prokop

dr Piotr Bajda

mgr Mateusz Seroka 

mk

http://telewizjarepublika.pl/naukowcy-apeluja-do-prezydenta-ws-wyborow-stoimy-na-czerwonej-linii-ktorej-nie-wolno-nam-przekraczac,14255.html

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Adwent

Posted by tadeo w dniu 25 Listopad 2014

Palące się świece
Adwent (z łac. „adventus” – przyjście, przybycie) to czas radosnego oczekiwania na spotkanie z Panem.  Kościół zachęca do udziału w rekolekcjach i roratach. W nowej wersji przykazań kościelnych nie ma już zapisu o zakazie zabaw hucznych podczas adwentu, bo nie jest on czasem pokuty.

Adwent składa się z dwóch odrębnych okresów:
1. czasu, w którym kierujemy nasze serca ku oczekiwaniu powtórnego przyjścia Jezusa w chwale na końcu czasów (okres od początku Adwentu do 16 grudnia włącznie);
2. czasu bezpośredniego przygotowania do uroczystości Narodzenia Pańskiego, w której wspominamy pierwsze przyjście Chrystusa na ziemię.

Zwornikiem wszystkich tekstów liturgii adwentowej obydwu części jest czytanie ciągłe księgi proroka Izajasza. Czytanie to obrazuje tęsknotę za wyczekiwanym Mesjaszem.

Teksty liturgiczne Adwentu ukazują postacie Starego i Nowego Testamentu, przez których życie i działalność Bóg zapowiadał i przygotowywał świat na przyjście Jego Syna, m.in. Maryję, Jana Chrzciciela, Izajasza.

Niedziela Różowa
III Niedziela Adwentu nazywana jest Niedzielą Różową lub – z łaciny – Niedzielą GAUDETE. Nazwa ta pochodzi od słów antyfony na wejście: „Gaudete in Domino” (Radujcie się w Panu). Szaty liturgiczne mogą być – wyjątkowo – koloru różowego, a nie, jak w pozostałe niedziele Adwentu, fioletowe. Teksty liturgii tej niedzieli przepełnione są radością z zapowiadanego przyjścia Chrystusa i odkupienia, jakie przynosi. Warto pamiętać, że oprócz Niedzieli Gaudete szat liturgicznych w kolorze różowym używa się jeszcze tylko raz, w Niedzielę LAETARE, czyli IV Niedzielę Wielkiego Postu.

Roraty

W czasie całego Adwentu, poza niedzielami i uroczystością Niepokalanego Poczęcia NMP (8 grudnia), odprawiane są Roraty. Są to Msze Święte ku czci Najświętszej Maryi Panny, odprawiane wczesnym rankiem. Ich nazwa pochodzi od łacińskich słów pieśni „Rorate caeli desuper” (Spuśćcie rosę, niebiosa), często śpiewanej na ich początku.

W czasie Rorat przy ołtarzu znajduje się dodatkowa, ozdobna świeca, która symbolizuje obecność Maryi. Eucharystia rozpoczyna się przy zgaszonych światłach; zapalają się je dopiero podczas uroczystego hymnu „Chwała na wysokości Bogu”. Jest to jeden z nielicznych przypadków w roku liturgicznym, kiedy hymn ten śpiewa się każdego dnia.
Najstarsze ślady Rorat w polskiej tradycji pochodzą z XII w. W XVI w. były powszechnie znane w całym kraju.

Od IX w. dla drugiej części Adwentu charakterystyczne są tzw. antyfony „o”, ponieważ wszystkie rozpoczynają się właśnie od tej litery: „O Sapientia”, ”O Adonai”, „O Radix jeske”, „O Clavis David”, „O Orient”, „O Rex gentium”, „O emanuel”. Tak uszeregował je Amalariusz z Metzu (+ 850). Oparte są na obrazach i symbolach biblijnych. Antyfony te w tłumaczeniu polskim stanowią siedem kolejnych zwrotek dawno śpiewanej pieśni „Mądrości, która z ust Bożych wypływasz”. Ich treść obrazuje tęsknotę Izraelitów za Mesjaszem. Stosowane były pierwotnie jako antyfony do „Magnificat” w Liturgii Godzin. W odnowionej liturgii zachowały swoje tradycyjne miejsce. Ponadto włączone zostały do Mszy Świętej jako wersety aklamacji przed Ewangelią.

Historia
Pierwsze ślady obchodzenia Adwentu spotykamy w IV wieku między innymi w liturgii galijskiej i hiszpańskiej. Z pewnością Adwent nie istniał zanim zaistniała stała data świąt Narodzenia Pańskiego. Została ona wyznaczona dopiero w II połowie IV wieku. W Hiszpanii pierwsze wzmianki o przygotowaniu do obchodu Narodzenia Pańskiego (choć nie jest ono określane mianem Adwentu) pochodzą z roku 380. Kanon 4 synodu w Saragossie, który odbył się w tym roku, poleca wiernym, aby od 17 grudnia do Epifanii (6 stycznia) gorliwie gromadzili się w kościele, nie opuszczając ani jednego dnia. Adwent miał tam charakter pokutny i ascetyczny (post, abstynencja, skupienie), co wspomina św. Hilary (+ 367).

W V wieku w Galii biskup Tours, Perpetuus, wprowadził obowiązek postu w poniedziałki, środy i piątki w ciągu trzech tygodni od dnia św. Marcina (11 listopada) do Narodzenia Pańskiego. W Rzymie okres przygotowania do Narodzenia Pańskiego został wprowadzony dopiero w drugiej połowie VI wieku. Adwent miał tu charakter liturgicznego przygotowania na radosne święta Narodzenia Pańskiego, ze śpiewem „Alleluja, Te Deum laudamus”, z odpowiednim doborem czytań i formularzy, bez praktyk pokutnych. W Sakramentarzu z Werony znajduje się 37 formuł modlitw na dni postu dziesiątego miesiąca.
Od czasów św. Grzegorza Wielkiego (590-604) Adwent w Rzymie obejmował już 4 tygodnie. Był to czas bezpośredniego, liturgicznego przygotowania na obchód pamiątki historycznego przyjścia Chrystusa. Na początku IX wieku Adwent nabiera także charakteru eschatologicznego – staje się czasem przygotowania na ostateczne przyjście Chrystusa.

W wyniku połączenia tradycji gallikańskiej i rzymskiej ukształtował się Adwent, jaki przeżywamy do dziś – liturgicznie rzymski, a ascetycznie gallikański (kolor fioletowy, bez „Gloria” i „Te Deum”). Formę tę rozpowszechniały klasztory benedyktyńskie i cysterskie. W XIII wieku znana ona była już w całym Kościele, do czego przyczyniły się nowe zakony, zwłaszcza franciszkanie.

oprac. mm/red.

Zobacz też:
Adwent z Ojcem Pio 

Posted in Religia | Leave a Comment »

Jak psu kość. Sitwa rządowo-celebrycko-medialna trzęsie się ze strachu

Posted by tadeo w dniu 25 Listopad 2014

Fot. Platforma.Org
Fot. Platforma.Org

Sitwa rządowo-celebrycko-medialna trzęsie się ze strachu. Na ratunek wzywani są najbardziej skompromitowani byli politycy jak np. Janusz Palikot i politycy ciężko dotknięci sklerozą maniakalną, jak Stefan Niesiołowski.

Częściej niż zwykle wypowiada się Władysław Frasyniuk, ozdoba Okrągłego Stołu, a wszyscy trzej straszą PiS -em i powrotem IV Rzeczpospolitej. Jednak najbardziej spodobał mi się wywód wychowanka Polski Ludowej, psychologa pozytywnego, Janusza Czapińskiego, który rosnącą nieufność młodego pokolenia do Platformy Obywatelskiej zrzuca na karb jego słabej pamięci o straszliwych zbrodniach, jakich dopuściło się Prawo i Sprawiedliwość z Jarosławem Kaczyńskim na czele.

Czapiński ostrzega: „pisowska plama się rozlewa”, a to dlatego, że młode pokolenie nie pamięta IV RP ,” nie poczuło jej na własnej skórze”. A czego to mianowicie młode pokolenie nie poczuło na własnej skórze? Dekomunizacji i dezubekizacji, likwidacji WSIdziałającej na pasku Kremla? Gdyby poczuło, to przebaczyłoby Platformie Obywatelskiej wszystkie afery, oszustwa, ucieczkę na zmywak, katastrofalny stan służby zdrowia i wyprzedaż majątku narodowego. Dużo większym nieszczęściem według „elyt” była niecna próba zerwania z komunistyczną przeszłością, czego nie pochwalał obecny prezydent Bronisław Komorowski. Stąd przerażenie w szeregach resortowych dzieci, resortowych tatusiów i resortowych dziadków na samą myśl o dojściu PiS do władzy. Ale młodzi ludzie czemuś tego nie rozumieją.

Młodzież ma ich w nosie i nie obchodzi jej, jakie straty poniosła III RP wskutek pozbawienia bandy komuchów ich stanowisk i apanaży. Młodzież żyje tu i teraz i śledzi, przede wszystkim dzięki internetowi, wszystkie poczynania władzy i przekonuje się każdego dnia, jak bardzo rząd jest oderwany od społeczeństwa, a zwłaszcza od młodego pokolenia. Ono, to nowe pokolenie nie jest takie głupie jak pokolenie jego rodziców, którzy nabrali się na Zieloną Wyspę. A bardzo wielu z nich czerpiąc doświadczenia z czasów Polski Ludowej uwierzyło, że trzeba trzymać z władzą, bo władza daje. Ale i odbiera, co młodzież „odczuła na własnej skórze” profesorze Czapiński. Dziwi się tej dzisiejszej młodzieży Jerzy Stuhr, który wraz ze swoim potomkiem Maciejem wyprodukowali satyrę na Polaków, tych spod znaku ciemnogrodu.Film jest tak wybitny, że młodzież woli go nie oglądać, żeby przypadkiem nie umrzeć ze śmiechu. Stuhry nie rozumieją młodzieży, bo tkwią w epoce, w której kariery robi się dzięki władzy i jej wsparciu, również, a właściwie przede wszystkim, finansowym. Tacy twórcy będą chwalić każdą władzę, która nagradza pochlebców.

Czasy pogardy dobiegają końca. Młodzi ludzie domagają się szacunku dla ich wysiłku na rzecz poprawy sytuacji materialnej i jakichś perspektyw zawodowych, na razie jest to perspektywa bezrobocia i jak osiągną 67 lat, emerytura, która przy emeryturkach byłych bezpieczniaków i funkcjonariuszy PZPR będzie jałmużną rzuconą im jak psu kość, bo na budę nie ma co liczyć. Zapowiadają to wybitni ekonomiści, w tym zwolennicy PO. IV RP zawdzięcza młodzież Muzeum Powstania Warszawskiego, dzięki któremu pielęgnuje szacunek dla bohaterów narodowych, dla wartości, które obecne elity próbują zepchnąć w niepamięć, obrzydzić i opluć. Jeżdżą za granicę, znają języki obce i porównują dobrobyt i praworządność z żałosnym stanem swego państwa. Z internetu dowiadują się, że według badań australijskiej Walk FreeFoundation, Polska zajmuje pierwsze miejsce w Unii Europejskiej w ilościnowoczesnych niewolników, pracujących na zarobki nie pokrywające podstawowych potrzeb, do tego trzeba dodać przymusową pracę, handel ludźmi, prostytucję itd.itp.

To z tego powodu PO powinna się wstydzić przed zagranicą, a nie z powodu protestu mieszkańców jakiejś dziury przeciwko nadaniu placowi zabaw imienia Kubusia Puchatka, bo nie nosi majteczek. Choć rozumiem, że tymi majteczkami telewizornie usiłują zagłuszyć ogólnokrajowy szok wywołany skandalem z wyborami samorządowymi. Nie ma się co dziwić, że ta niespotykana w demokratycznym kraju afera budzi gniew młodych wyborców i jeśli wyjdą na ulice, to dlatego, że odebrano im prawo głosu.

Posted in Felietony, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Byłam członkiem komisji wyborczej

Posted by tadeo w dniu 25 Listopad 2014

TELEWIZJA REPUBLIKA
Jest 5.55 rano, niedziela 16 listopada 2014 r., spotykamy się w umówionym miejscu, żeby rozpocząć przygotowania do otwarcia lokalu wyborczego. Wszyscy w znakomitych humorach, z lekką złośliwością ciesząc się, że trafiliśmy do malutkiego obwodu i szybko uporamy się z przeliczeniem głosów, podczas gdy w wielu miejscach zapewne potrwa to do nocy.

Około 6.15 cała nasza siódemka, lekko zaspana, rozkleja przywiezione przez Straż Miejską ulotki informacyjne, stempluje przeliczone już karty do głosowania i przygotowuje urnę. I oto pojawia się pierwszy problem… Próbuję wytłumaczyć pozostałym członkom komisji, że należy zakleić wlot do urny wyborczej, żeby, do godz. 7.00, nikt przypadkiem nie miał do niej dostępu. Do momentu rozpoczęcia głosowania siedzimy w innym pokoju, niż ten przeznaczony dla wyborców, nie mamy więc kontroli nad tym, co tam się dzieje. Napotykam na opór większości: „po co?” – pytają, „przecież nikt tam nie wejdzie” – tłumaczą, jakby naklejenie kawałka papieru i postawienie kilku pieczątek było zadaniem nad wyraz trudnym. Mój upór skutkuje, urna zostaje zaklejona, a moje sumienie uspokojone.

O 7.00 dzielimy się na dwie grupy, ponieważ nie ma sensu, w tak małej komisji, żeby każdy z nas siedział tam cały dzień. Zostają cztery osoby, ja wraz z pozostałymi dwoma członkami komisji udajemy się do domu, żeby o 14.00 ponownie pojawić się w lokalu wyborczym.

Przeliczamy niewydane karty. Ich liczba mnie niepokoi…

Gdy o 13.50 przybywam na miejsce zastaję komisję w świetnych humorach, żartują, śmieją się, popijają kawę. Informują mnie, że głosowanie przebiega spokojnie, a do momentu mojego przyjścia zagłosowały 22 osoby. Tak mała ilość nie jest zaskakująca, biorąc pod uwagę fakt, że uprawnionych do głosowania jest zaledwie 67 wyborców. Przejmuję pałeczkę i zasiadam za stolikiem, na którym leżą spokojnie cztery stosiki kart. Pozostałe godziny mijają leniwie, w głosowaniu bierze udział jeszcze 19 osób i o 21.00, już w pełnym składzie, zamykamy lokal wyborczy.

Moje prośby o pokazanie nieważnych głosów spotykają się z niechęcią

Najpierw przeliczamy niewydane karty. Ich liczba mnie niepokoi, ponieważ wydaje mi się, że z jednej kupki ubyło ich za dużo, ale pozostali, w tym przewodnicząca, zdają się tym nie przejmować i, nie reagując na moje wątpliwości, rozpoczynają wyścig. Tak, można to nazwać wyścigiem, bo wyraźnie zależało im, żeby uporać się z zadaniem szybciej niż pozostałe komisje. W biegu rozkładamy głosy, a moje prośby o pokazanie mi tych nieważnych, żebym mogła również je zweryfikować, spotykają się z niechęcią, jakbym traciła czas na nieistotne kwestie. Przewodnicząca szybko wypełnia papierowy protokół i wraz z obsługą informatyczną siada do komputera.

Czekamy, czekamy, czekamy…

Jest 21.30, wszyscy cierpliwie czekamy, aż uda się zakończyć wypełnianie protokołów elektronicznych. Czekamy, czekamy… System myśli, zawiesza się, nie pozwala na wydrukowanie, prosi o ponowne podanie elektronicznego podpisu, po czym odrzuca go. Po wielu próbach, około 23.00, udaje się wysłać protokoły. Przewodnicząca i jej zastępca jadą do urzędu, żeby zdać karty niezbędne materiały, my cierpliwie czekamy na miejscu, aż dadzą nam znać, że możemy się rozejść.

Nie wiem, co by było, gdyby zabrakło mnie w tej komisji

Niestety, protokoły są źle wypełnione i musimy ponownie wykonać całą pracę. Okazuje się, że jedna z osób w komisji pomyłkowo wydała o 7 kart do głosowania za dużo. Moim naturalnym odruchem jest, aby zgłosić to do odpowiednich organów i zapytać o procedurę. Jednak tylko ja mam taki odruch. Pozostali chcą kombinować, myślą, co zrobić, żeby oszczędzić sobie nieprzyjemności. Stanowczo protestuję, mówiąc, że nie podpiszę się pod sfałszowanym protokołem i tym samym zmuszam ich do prawidłowych działań. Nie wiem, co by było, gdyby zabrakło mnie w tej komisji…

W tym miejscu zaczyna się horror wszystkich komisji wyborczych w kraju. Lekko po północy system w ogóle nie chce już współpracować. Odrzuca wpisywane treści, nie pozwala na wydrukowanie protokołów. Do nikogo decyzyjnego nie można się dodzwonić, nikt nie potrafi nam pomóc, bo wszyscy tkwią w takim samym impasie.

Wydrukować trzeba cztery protokoły, nam udaje się to tylko z trzema, jeden, wypełniony ręcznie, około 1.00  wieziemy do urzędu. Tam każą nam czekać. U nich system również nie działa. Z wyrozumiałością dla urzędników, którzy w niczym nie zawinili, siadamy na krzesłach w korytarzu i cierpliwie czekamy na rozwiązanie.

„PKW nie przyzna się, bo wówczas by się skompromitowała”

„Komisja nie może się rozejść dopóki nie zakończy pracy. Państwo oddali część protokołów w formie papierowej, a to dla PKW jest jedynie brudnopis” – informuje nas koordynator wyborów w moim mieście, po trzech godzinach spędzonych na korytarzowym krześle. „Nie wiem, kiedy system zadziała” – stwierdza. Pytam ją zatem: „Przecież w przypadku awarii sytemu mieliśmy przejść na licznie ręczne?  Takie zapowiedzi powstały przed wyborami”. Odpowiedź: „Tak, ale tylko w przypadku, kiedy PKW przyzna, że system nie działa, a do tej pory tego oficjalnie nie zrobiła… I nie zrobi, bo wówczas skompromitowałaby się” – słyszę od urzędniczki.  Bardzo zmęczeni patrzymy na zegarki. Jest 4.00 nad ranem. Za nami tworzy się kolejka, ponieważ pozostałe komisje również chcą uzyskać jakieś wskazówki, zdać prawidłowo wypełnione protokoły z dawno już przeliczonymi głosami…

„Pani X śpi i nie życzy sobie, żeby ją budzić przed 6.30”

O 5.00 podchodzę do urzędniczki, z którą rozmawiałam wcześniej i proponuję, żeby członkowie naszej komisji poczekali, aż system zadziała już w domach. Można nas telefonicznie zwołać, żeby uzyskać podpis. Wszystko (karty, głosy i inne materiały) zdaliśmy już wcześniej w urzędzie, jedyne, czego zabrakło to podpisy pod jednym protokołem, który wisiał w zawieszeniu i nikt nie potrafił powiedzieć, kiedy się odwiesi. Urzędniczka informuje mnie, że „to niemożliwe”.

Po wielu prośbach, około 5.30 w końcu zgadza się zadzwonić do głównodowodzącej na całe województwo i poprosić ją o decyzję w naszej sprawie. Dzwoni na komórkę raz, siedem razy, dziesięć razy – nic, żadnego odzewu. Dzwoni do jej asystenta: „Pani X śpi i nie życzy sobie, żeby ją budzić przed 6.30” – słyszy w słuchawce. Jedyne słowo, które nasuwa mi się na myśl to „SKANDAL!”. System się wali, urzędnicy zmagają się z rozzłoszczonymi członkami komisji, którzy są już na nogach 24 godziny, bez odpoczynku, a Szanowna Pani sobie smacznie śpi, mając w poważaniu swoje obowiązki.

Bo, co to za państwo, które nie potrafi nawet przeprowadzić wyborów?

Siedzimy na krzesłach w urzędzie. Jest 7.30 rano, dzieci dziarsko maszerują do szkół, mieszkańcy miasta do pracy. Podchodzi do nas zadowolony pan informatyk i mówi, że system się „już” odwiesił i możemy podpisać protokół.

Nasza komisja miała do przeliczenia 41 głosów. Zakończyliśmy swoją pracę o 21.30. Gdyby wszystko funkcjonowało normalnie bylibyśmy w domach najpóźniej o 22.30. Gdy wychodziliśmy z urzędu o 8.00 rano, jednogłośnie stwierdziliśmy, że to nasza ostatnia przygoda w komisji wyborczej.  Nikt z nas nie miał też wątpliwości, że przeżyliśmy jedną z największych kompromitacji naszego państwa. Bo, co to za państwo, które nie potrafi nawet przeprowadzić wyborów?

Małgorzata Gagajek, ap

http://telewizjarepublika.pl/bylam-czlonkiem-komisji-wyborczej,14184.html#.VHIXdVNhSCo.facebook

Zobacz:

Przeczytaj także:

Kandydat z Płońska otrzymał 80 proc. nieważnych głosów

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Cząstka Podlasia

Posted by tadeo w dniu 24 Listopad 2014

Dokumentalna podróż po wschodnich zakątkach Polski.

Posted in Moja mała Ojczyzna | Leave a Comment »

Znalezione w sieci

Posted by tadeo w dniu 24 Listopad 2014

Niestety, bezczelność ludzi – w tym autora notki – którzy twierdzą, że wszystko z tymi wyborami było ok nie zna granic. Widocznie takie ich zadanie – pleść na okrągło idiotyzmy.

1. Statystyka jest nauką, jest mierzalna, jest weryfikowalna. Dowody są ścisłe i niepodważalne.

2. Jeżeli odchylenie rezultatu badań statystycznych exit poll od wyników wyborów ujawnionych po tygodniu, po gigantycznym bałaganie, odbiega od wszelkich norm światowych, od wszelkich norm historycznych to znaczy, że mieliśmy do czynienia ze zdarzeniem nadzwyczajnym. Z czymś podobnym do pojawienia się kosmitów na Ziemi. Z czymś, czego nikt nie potrafi racjonalnie ogarnąć.

3. Skoro zaszedł taki przypadek – tzn. że w III RP wylądowali kosmici i nic się nie zgadza z naszą dotychczasową wiedzą o rzeczywistości, o matematyce i o nauce – należy sprawę dokładnie zbadać. Podjęto takie badanie? Podadzą przyczyny lądowania kosmitów w państwie Prezydenta Komorowskiego?

Na razie wygląda to tak – wynik wyborów samorządowych 2014 wypaczony jest z absolutną pewnością. Bez cienia wątpliwości.
Wynik wyborów jest na 99% wynikiem świadomego fałszerstwa. Zbyt wiele poszlak na to wskazuje.
Cała akcja była przygotowywana od kilku lat. By tego dowieść, wystarczy przywołać konkretne fakty i liczby.

Zadaniowanym trollom radziłbym, żeby przestali się ośmieszać. Nie wszyscy – na szczęście – są absolwentami wydziałów humanistycznych.

http://prawnikopolityce.salon24.pl/617730,niewazne-glosy-w-wyborach-do-sejmikow#comment_9668472

Posted in Znalezione w sieci | Leave a Comment »

Wykładnia PO wobec wyników wyborów

Posted by tadeo w dniu 24 Listopad 2014

Rys. BoZenka

Niestety, bezczelność ludzi – w tym autora notki – którzy twierdzą, że wszystko z tymi wyborami było ok nie zna granic. Widocznie takie ich zadanie – pleść na okrągło idiotyzmy.

1. Statystyka jest nauką, jest mierzalna, jest weryfikowalna. Dowody są ścisłe i niepodważalne.

2. Jeżeli odchylenie rezultatu badań statystycznych exit poll od wyników wyborów ujawnionych po tygodniu, po gigantycznym bałaganie, odbiega od wszelkich norm światowych, od wszelkich norm historycznych to znaczy, że mieliśmy do czynienia ze zdarzeniem nadzwyczajnym. Z czymś podobnym do pojawienia się kosmitów na Ziemi. Z czymś, czego nikt nie potrafi racjonalnie ogarnąć.

3. Skoro zaszedł taki przypadek – tzn. że w III RP wylądowali kosmici i nic się nie zgadza z naszą dotychczasową wiedzą o rzeczywistości, o matematyce i o nauce – należy sprawę dokładnie zbadać. Podjęto takie badanie? Podadzą przyczyny lądowania kosmitów w państwie Prezydenta Komorowskiego?

Na razie wygląda to tak – wynik wyborów samorządowych 2014 wypaczony jest z absolutną pewnością. Bez cienia wątpliwości.
Wynik wyborów jest na 99% wynikiem świadomego fałszerstwa. Zbyt wiele poszlak na to wskazuje.
Cała akcja była przygotowywana od kilku lat. By tego dowieść, wystarczy przywołać konkretne fakty i liczby.

Zadaniowanym trollom radziłbym, żeby przestali się ośmieszać. Nie wszyscy – na szczęście – są absolwentami wydziałów humanistycznych.

http://prawnikopolityce.salon24.pl/617730,niewazne-glosy-w-wyborach-do-sejmikow#comment_9668472

Posted in Kabarety i rozrywka | Leave a Comment »

Pomarańczowy alert. To się sypnie. Wcześniej lub później, nie miejcie złudzeń panie i panowie

Posted by tadeo w dniu 24 Listopad 2014

PAP/Paweł Supernak
PAP/Paweł Supernak

Obok tego co stało się z ostatnimi wyborami w Polsce nie sposób przejść obojętnie. A zwłaszcza nie może obok tego przejść obojętnie nikt, kto zajmował się przez lata promowaniem demokracji na wschodzie, wspomaganiem opozycji i wolnego słowa na Białorusi, Ukrainie, w Rosji. O ile oczywiście chce mieć jeszcze trochę szacunku dla samego siebie.

NIE WIEM, czy podczas tych wyborów w Polsce fałszowano głosowanie, czy nie, a jeśli tak, to na jaką skalę, ale wiem, że liczba plag i anomalii, jakie ujawniły się podczas procedury wyborczej, nakazuje jej szczegółowe sprawdzenie, a także podjęcie kroków, by nic takiego nie mogło wydarzyć się na przyszłość.

Jeśli dwie główne, legalne partie opozycyjne, stojące na drastycznie przeciwległych biegunach politycznych, oświadczają wspólnie, że mają wątpliwości co do prawidłowości przeprowadzonych wyborów, to nie pora żeby się wytrząsać nad egzotycznymi „koalicjami”. Taka sytuacja jest w państwie demokratycznym powodemogłoszenia obywatelskiego „pomarańczowego alertu”. Niezależnie od tego, którą partie się lubi i na kogo się głosuje. Jeżeli do tego prawie 1/3 respondentów, w badaniu opinii publicznej, wyraża przekonanie, że wybory były sfałszowane – to choćby ta opinia była najzupełniej mylna, w interesie przyszłości demokracji w Polsce – wybory należy sprawdzić.

**Nie mogę nie reagować we własnym kraju na sytuację, na którą jak słusznie mówił niedawno Paweł Kowal, musiałabym zareagować, jako obserwator, w każdym innym państwie. Nie jest tak, że jesteśmy pierwszym państwem na świecie, które przeprowadza wybory i nie wiadomo jak to robić. W tych sprawach obowiązują od lat sprawdzone międzynarodowe standardy.

Przyjrzyjmy się naszej obecnej sytuacji:

Wyniki ogłaszane są w tydzień po wyborach i jeszcze podczasogłaszania dochodzi do pomyłek

W międzyczasie, przez blisko tydzień nie jest jasne kto i gdzie pilnował głosów. Jest natomiast oczywiste, że różne komisje wielokrotnie przerywały pracę (co według międzynarodowych standardów jest zagrożeniem procesu wyborczego)

Od nocy powyborczej wiadomo, że coś złego dzieje się z systemem informatycznym, do którego mają być przekazywane wyniki z komisji obwodowych, że nie dość, iż się zawiesza, ale brak temu systemowi podstawowych zabezpieczeń. Tymczasem ten system nadal jest używany. Wyniki z protokołów były do niego wpisywane podobno ręcznie. Czy wszystkie? Czy niektóre nie były przesyłane przez sieć? A jak były zliczane dalej? Kto zagwarantuje, że system zliczania był szczelny?

W wyborach okazuje się, że w głosowaniu do sejmików wojewódzkich blisko 18% głosów w skali kraju było nieważnych. Blisko 1/5! Co więcej w niektórych komisjach to oznacza i 40% głosów nieważnych. Procent nieważnych przekracza wszystko, co widzieliśmy w wyborach samorządowych do tej pory. A trzeba tu dodać, że naukowcy badający geografię wyborczą, zwracali już uwagę na problem endemicznej epidemii nieważnych głosów w województwie mazowieckim, w wyborach poprzednich.

Jednocześnie, podane wyniki drastycznie, i znów, w sposób dotychczas nigdy niespotykany, odbiegają od wyników exit pollu. I nie chodzi tu o jakikolwiek sondaż preferencji wyborczych, ale o przeprowadzany wedle specjalnych rygorów exit poll. Jedna z partii ma wyniki blisko 7% wyższe niż w badaniu, zaś wszystkie pozostałe nieco niższe. Przy czym największa rozbieżność na niekorzyść dotyczy największej partii opozycyjnej!

Są bardzo liczne sygnały o drobnych nieprawidłowościach wyborczych – gdzieś brakowało karty w książeczce wyborczej z kandydatami jakiegoś komitetu, gdzieś nie policzono kilku głosów ewidentnie oddanych na kandydata, albo w komisji wyższego szczebla wpisano liczbę głosów mniejszą niż policzono w komisji niższego szczebla. Itd.

Każde z tych opisanych zjawisk pojedynczo jest niepokojące, ale można by je próbować bagatelizować. Wszystkie razem – świadczą o tym, że w Polsce coś złego dzieje się z wyborami. Trzeba to po pierwsze sprawdzić, poprzez przeprowadzenie weryfikacji przynajmniej w miejscach, które budzą najwięcej podejrzeń ze względu na liczbę głosów nieważnych, łącznie ze zbadaniem kart do głosowania, a po drugie dokonać na przyszłość zasadniczej sanacji systemu wyborczego.

Wybory to źrenica demokracji. Nie ma nic ważniejszego w tym systemie niż procedura, która zapewnia, że każda władza może zostać pokojowo zmieniona. Lekceważenie zastrzeżeń w tej sprawie, zakrzykiwanie wątpliwości, to pierwszy krok w kierunku niszczenia demokracji. Jak ja mam powiedzieć kolegom Ukraińcom, Białorusinom, Mołdawianom, że demokracja jest wspaniała, jak mamy pomagać przy wyborach Tunezyjczykom czy Gruzinom, kiedy w naszym własnym kraju nie można się doprosić ponownego przeliczenia i komisyjnego sprawdzenia głosów w przypadku tak drastycznym, jaki opisałam powyżej? Czy taka demokracja może uczyć kogokolwiek czegokolwiek? Nie raz i nie dwa dyskutowałam z tymi, którzy twierdzili, że Polsce jest „Białoruś”. Nawet złościłam się na nich. Bo miałam przeświadczenie, że ile by nasz system nie miał wad i niedoróbek, ile straszliwych wad nie mieliby ludzie, to te sytuacje nie mają po prostu żadnego porównania. Po raz pierwszy od 25 lat pomyślałam, ze to jednak nie jest takie proste. Bo najpierw 18% głosów nieważnych… potem 25%… najpierw zatrzymywanie przez policję dziennikarzy relacjonujących protest w PKW, a potem usuwanie za pomocą policji męża zaufania, albo dziennikarza, który zauważy nieprawidłowości, bo „się awanturuje i zakłóca prace Komisji”. Jak się wejdzie na śliską równię pochyłą – to się zjeżdża.

Przerażają mnie głosy tych, skądinąd przyzwoitych i wydawałoby się rozsądnych ludzi, którzy usiłują bagatelizować poważny problem, przed którym stoimy – jak trzy buddyjskie małpki, które nie widzą, nie słyszą i nie mówią nic złego. Jeśli można ludzi doprowadzić do takiego poziomu zaczadzenia abstrakcyjną, ale za to obsesyjną, polityczną nienawiścią, że nie widzą, nie słyszą i nie łączą ze sobą najoczywistszych faktów, w sprawie tak podstawowej dla przyszłości Kraju, to jest naprawdę źle.

I nie dość, że część naszych elit nie widzi realnego problemu. Nawet nie można go im jasno pokazać. Przecież nie ma żadnych szans, by uwierzyli mężom zaufania partii, którą nauczono ich ślepo nienawidzić. Nawet założywszy, że dzialiby oni supersprawnie (czego akurat o tych wyborach nie da się powiedzieć).

Niestety w Polsce nie ma obecnie prawnej możliwości, by organizować w wyborach obywatelski monitoring ich przebiegu. Polski Kodeks Wyborczy, dokument przegadany i niespójny, wprowadzany w końcu 2010 r trybem „na chybcika”, po odleżeniu się w sejmie, jako projekt poselski od połowy 2008 r, nie przewiduje w ogóle instytucji obserwatora wyborczego. Na Ukrainie nasi bracia mogli obserwować swoje ostatnie wybory także poprzez przedstawicieli organizacji społecznych, a nie partii, a my nie możemy. Teraz koledzy  z Ukrainy zaoferowali mi swoją pomoc i swoje doświadczenie w organizowaniu obywatelskiego monitorowania procedur wyborczych…

Kodeks w swojej ostatecznej wersji zlikwidował też, obecną poprzednio w ordynacji wyborczej, konieczność podawania przyczyny nieważności głosów unieważnionych. Teraz już nie dowiemy się z protokołów, czy głosy były niewypełnione, czy przekreślone, czy miały kilka krzyżyków postawionych… Mówić i pisać można wszystko.

Nie mam pojęcia do czego mają zamiar doprowadzić w najbliższym czasie ci, którzy mówią, że nic się nie stało i że właściwie nie ma sprawy (ot po prostu mala przykrość– trochę bałaganu) . Zapewne mają nadzieję, że wszystko rozejdzie się po kościach. Nie wiem też co się teraz stanie dalej w informacyjnej kakofonii i ogólnym chaosie. Ale Polska to nie Rosja. To nie Białoruś. Nawet jeśli doprowadzi się do zwyrodnienia podstawowego mechanizmu zmiany politycznej, jakim są uczciwe, demokratyczne wybory – zabetonowanie układu władzy „na zawsze” nie przejdzie. To się sypnie. Wcześniej lub później, nie miejcie złudzeń panie i panowie.

————————————————————————————————-

W najnowszym numerze tygodnika „wSieci”: Raport specjalny tygodnika na temat skandalu w Państwowej Komisji Wyborczej.

Nowy numer „wSieci” dostępny również w formie e – wydania.

Więcej informacji na: http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Jak matka wyleczyła syna z „lemingozy”

Posted by tadeo w dniu 24 Listopad 2014

Apel do rodziców – dowidziałam się miesiąc temu, że syn (19 lat – cały czas na rodziców garnuszku) oznajmił dumnie, że będzie głosował na Platformę Obywatelską (…) – tak zaczyna się historia, w której matka opowiada o tym, jak wpłynęła na zmianę poglądów swego syna.

Krótka historia została opowiedziana w komentarzu pod piątkowym felietonem Rafała Ziemkiewicza pt. „Trup w urnie”, zamieszczonym na portalu interia.pl. Opisane jest w niej to, jak matka pokazała głosującemu na PO synowi na czym polega system stworzony przez tę partię.

Komentarz zatroskanej o poglądy syna matki robi furorę w internecie.

Posted in Kabarety i rozrywka | Leave a Comment »

Kościół św. Rafała w Wilnie

Posted by tadeo w dniu 24 Listopad 2014

Zamieszczone informacje pochodzą z pracy „Historia parafii św. Rafała Archanioła w Wilnie (od czasu powstania kościoła)”. Autor pracy – Krystyna Grelecka.


Wstęp

Wilno, stolica Litwy, liczy wiele zabytkowych kościołów, budynków, zamków, zameczków. Każdy z nich ma swoją indywidualną historię i gdyby miały usta opowiedziałyby nam wiele ciekawych rzeczy. My natomiast, ludzie, możemy na podstawie dokumentów, zabytków i archeologii opisać dzieje konkretnej epoki.

W końcu XVII wieku, po pożarze w Wilnie, zaczęto odbudowywać zniszczone i wznosić nowe kościoły. Dużo zabytkowych kościołów stoi do dziś. Dzieje wielu z nich już są opisane (np.: kościół św. Anny, kościół św. Janów i in.), lecz tymi mniej znanymi (np.: kościół św. Rafała, św. Filipa i Jakuba), mało, kto się interesuje i poznaje głębiej ich historię.

Specyficzne cechy baroku wileńskiego ukazują się najpierw przez kościół Św. Ducha i św. Janów. Późniejszym jest kościół św. Jakuba i Filipa z klasztorem Dominikanów (zbudowany w latach 1690 – 1737). Kościół św. Rafała Archanioła zaś, jest barokowo-rokokowy. O nim właśnie w tej pracy będzie szła mowa.

Stojący na niewielkim pagórku, otoczony drzewami i kamiennym murem, kościółek ten upadał i wznosił się w ciągu trzech wieków. W jakim celu i kto zbudował ten kościół? Czyżby w Wilnie ich było tak mało? Przecież po drugiej stronie rzeki stoi kościół św. Jakuba i Filipa. A może nie było mostu, aby przeprawić się na drugą stronę? Kościół ten interesował mnie już od dawna, gdy obchodził swoje 200-lecie w 1999 roku. Teraz mam okazję głębiej się z nim zapoznać.

Kościół ten i jego klasztor – jako budynki mają ciekawą historię, o której niewielu parafian wie. Każdy dzień, w niedzielę i święta zbierają się parafianie na nabożeństwa, wznoszą modły i śpiewy do Boga.

W swojej pracy opierałam się na interpretacji źródeł oraz metodzie krytycznej analizy źródeł. Z literatury, z której korzystałam, pisząc tę pracę, zauważyłam, że czasami informację się różnią – to dotyczy najczęściej dat budowy. Sama historia kościoła jest nieusystematyzowana. Podane są tylko ważniejsze daty i wydarzenia, które nie zawsze są oparte na faktach. Aby udokładnić swoją pracę zajrzałam do dokumentów archiwalnych. W tej małej pracy poruszam tylko zarys historyczny. Więc, można powiedzieć, ona jest nieskończona. Wiele można napisać o duszpasterzach i działalności parafii.

W pierwszym rozdziale zapoznamy się z historią powstania klasztoru i budynków przyklasztornych. O kasacie zakonu jezuitów i jak potoczyły się dalsze dzieje kościoła.

Drugi rozdział opowie nam jak powstała parafia, przeżyła najazd Napoleona i czasy caratu. Poruszymy trochę temat duszpasterzy, którzy pracowali dla dobra tej parafii, którzy byli wywiezieni lub zabici przez carat.

O cudownej figurce Jezusa pod krzyżem i dziejach cmentarza przy kościele dowiemy się w trzecim rozdziale.

Na zakończenie przypomnimy sobie, jak teraz wygląda kościół, jego okolice, do kogo należą budynki przyklasztorne oraz co w nich się znajduje. Na końcu swej pracy zamieszczam aneks, gdzie można w skrócie przeczytać chronologię wydarzeń oraz zapoznać się z obecnym stanem parafii.

Rozdział I

Geneza powstania kościoła św. Rafała Archanioła

Litwa jest katolickim krajem od końca XIV wieku. Osadzały się tu i pracowały takie zakony: franciszkański, bernardyński, dominikański i jezuicki. Ponieważ kościół św. Rafała Archanioła należał do zakonu jezuickiego, w tym paragrafie będzie mowa tylko o tym potężnym zakonie.

Na Litwę jezuici przybyli w roku 1569, na zaproszenie bpa wileńskiego Walerego Protasewicza. Zakon ten zapoczątkował Uniwersytet Wileński, wzmacniał wiarę i rozwój kultury chrześcijańskiej, troszczył się o kult św. Księcia Kazimierza.

W 1697 roku wojewoda Kazimierz Jan Sapieha daruje dzielnicę Śnipiszki jezuitom. Budowę kościoła rozpoczęto po pięciu latach, w 1702 roku. Historia podaje dwóch fundatorów: Michała Koszyca i Michała Kazimierza Radziwiłła. W opisie wizytacji kościoła z 1861 roku jest wzmianka, że „kosztem ś.p. Koszyca Ziemskiego Wileńskiego pisarza z fundamentu podniesiony w roku 1703, jak w tem wiedzieć daje portret tegoż fundatora przy Kościele znajdujący się”(obecnie tego portretu nie ma). O Michale Kazimierzu Radziwille żadnych wzmianek w wizytacji nie ma. Nad budową Kościoła czuwali o. jezuici Hiacynt Ptak i o. Jerzy Szyk.

Klasztor trzeciej probacji zaczęto budować w latach 1713-1730, budynki przyklasztorne w latach 1715 – 1739. W 1730 roku kościół został konsekrowany. Kilkadziesiąt lat później, w roku 1752, zaczęto budowę głównego ołtarza i odnowione wieże kościelne. Po takim odnowieniu kościoła, został on konsekrowany powtórnie, w roku 1764. Wzmianek o konsekracjach kościoła w latach 1730 i 1764 w żadnych dokumentach więcej nie ma.

Klasztor należał do trzeciej probacji jezuitów, którzy szykowali się do „professio” (łac. professio), tzn. do złożenia ostatnich uroczystych ślubów. Tu mieszkali bracia mający proste profesje, tzn. dziesięć lat stażu i podstawowe zakonne śluby – czystości, posłuszeństwa i ubóstwa. Oni już należeli do zakonu, lecz jeszcze przez siedem lat musieli, poprzez naukę, osiągnąć najwyższy stopień formacji. Oprócz wykładów, które były głoszone (tak jak i w nowicjacie), przez dziesięć lat, od roku 1739, przy kościele działał warsztat stolarski.

Niewielkich rozmiarów, typowo barokowy, postawiony na stromym brzegu Wilii, obok mostu, zwanego dzisiaj Zielonym, zaświecił się swoją czerwoną dachówką kościół jezuicki. Cały zespół budynków stanowił kościół, klasztor i zabudowania przyklasztorne (plebania, budynki gospodarcze). Pod wzgórzem, gdzie stał kościół, rozwidlały się dwie drogi: do Wiłkomierza (nazwanej później ulicą Wiłkomierską) i do Kalwarii (nazwanej później ulicą Kalwaryjską).

Taki jest krótki zarys powstania Kościoła św. Rafała.

Około siedemdziesięciu lat przeszło, jak powstał kościół i klasztor. W tym czasie wojna północna dotknęła również Wilno. Papież Klemens XIV w roku 1773 ogłasza kasatę jezuitów i zakon ten opuszcza klasztor i Litwę.

Rozdział II

Powstanie i dzieje parafii św. Rafała Archanioła

Po kasacie zakonu jezuitów w 1774 roku osiedla się tu zakon ojców pijarów i w roku 1791 kościół zostaje parafialnym.

Po przejęciu kościoła i klasztoru, oo. pijarze przebywają w nim około dwudziestu pięciu lat. Litwa wtedy była w składzie Imperium Rosyjskiego. Ono wydawało ustawy dla kościołów i klasztorów katolickich. Jedną z ustaw, m.in., był zakaz „mówić na ambonie, albo wydawać dzieła w materyach politycznych, a szczególnie stosuiących się do Krajowego Rządu, a zaleca się im ćwiczenie się, i doskonalenie w obowiązkach stanu, w cnotach Chrześcijańskich i w Bogomyślności”.

W roku 1799 pijarzy sprzedają klasztor dla rządu rosyjskiego, z powodu braku pieniędzy (ciekawe jest to, że dotychczas nie znaleziono dokumentów sprzedaży klasztoru). Władza carska obsadza tam swoich żołnierzy. I od tej pory brak jakichkolwiek wzmianek o pracy duszpasterskiej kościoła i klasztoru.

W roku 1812, gdy Napoleon Bonaparte wkracza ze swoim wojskiem do Wilna, kościół zostaje zamieniony na magazyn wojskowy. Wojsko francuskie zostaje wyciśnione przez Rosjan. Potem przez dłuższy czas kościół stał pusty. W tym czasie parafia była przyłączona do kościoła na przeciwległym brzegu rzeki – św. Jakuba i Filipa.

Po dwudziestu pięciu latach „nieczynności” zostaje oczyszczony, odremontowany i poświęcony 24 października 1824 roku przez sufragana Kossakowskiego. Przez siedem lat służył dla wiernych jako dom modlitwy, aż do roku 1831, gdy kościół zostaje przemieniony na koszary carskie. W tym czasie rząd rosyjski zamyka wszystkie klasztory i szkoły pijarów. Przez około dwóch lat kościół jest nieczynny i oczywiście znaczyłoby to, że czynność parafii też ustaje. Możliwe, że jakiś czas kościół nie działał, lecz całkiem niedawno podczas prac remontowych w ścianach krypty kościelnej zostały znalezione dokumenty parafialne. Wśród nich są, między innymi, księgi spisu ludności zaczynając z roku 1832-1837. W polskim języku, zapisane pięknym stylem kaligraficznym. Więc parafia św. Rafała w tym czasie dalej prowadziła swoją działalność.

Z najstarszych ksiąg spisu ludności, jakie zostały znalezione, możemy dowiedzieć się, że w 1832 roku na plebanii mieszkał i pracował ks. Kalasanty Narkiewicz w wieku 36 lat. Następnie (1833-1834 lata) funkcję administratora pełnił ks. Leon Brużewicz, a przez następne trzy lata (1835-1837) proboszczem był ks. Jerzy Kobyliński. Do tego czasu kościół należał do jurysdykcji xx. Pijarów (Dokumenty dotychczas są w kościele św. Rafała Archanioła w Wilnie).

Ogół ludności zapisanej wg ulic i domów wynosił wtedy 762 osób męskiej płci i 923 osób żeńskiej płci przystępujących do sakramentów świętych i 235 osób męskiej płci i 225 osób żeńskiej płci nieprzystępujących do sakramentów świętych, czyli dzieci. W 1837 roku notujemy wzrost liczby dorosłych osób na około 312 osób, a dzieci na 56 osób. Parafia wtedy liczyła około 2513 osób.

W krypcie Kościoła zostały znalezione i inne dokumenty i księgi: spisy ludności (w różnych językach, w jakich czasach i pod czyim panowaniem były pisane, np., 1849 r. – w języku polskim, 1898 r. i 1887-1890 lata – w języku rosyjskim), listy wychodzące i wchodzące, metryki ślubu i śmierci, dokumenty z 1917 roku w języku niemieckim. Niektóre księgi nie są dokończone. Inne nieczytelne lub porwane (Na przykład, są takie księgi spisu ludności, w których nie ma dat i wpisu, kto w plebanii pracował, a miejsca dla uwag są wycięte).

Lata te były trudne i znaczące dla wilnian i jej okolic. Powstanie listopadowe (1831 r.) spowodowało wielkie straty. Wtedy po powstaniu funkcje generała-gubernatora przejął Michaił Murawjow, zwany „wieszatielem” (pol.: kat). Dokonywano konfiskaty majątków, aresztowań i egzekucji. Wielu wybitnych uczestników powstania strącano publicznie, wielu – potajemnie. Wśród nich byli także i księża, którzy oddali życie swe za kraj i wiarę.

Jednym z takich księży był Rajmund Ziemacki, który pracował w kościele świętorafalskim.

Ks. Rajmund Ziemacki (1819-1863) był uczestnikiem obu powstań: listopadowego (1831 r.) i styczniowego (1863 r.). Rozstrzelany na placu Łukiskim za odczytanie z ambony Manifestu Rządu Narodowego. Pochowany, jak i wielu takich bohaterów w nieznanym miejscu, we wspólnych grobach (potajemnie chowano m.in. na Górze Zamkowej, na dziedzińcu ówczesnej cytadeli oraz na dziedzińcu Starego Arsenału, o obrębie twierdzy. Badania archeologiczne na dziedzińcu Starego Arsenału, prowadzone w 1988 roku odkryły zbiorową mogiłę kilkudziesięciu młodych ludzi).

W okresie międzywojennym często wmurowywano tablice pamiątkowe na fasadzie kościoła. Takim sposobem czczono pamięć męczenników zamordowanych i pochowanych w nieznanych miejscach.

Jedna z takich tablic widnieje po prawej stronie fasady kościoła św. Rafała Archanioła:

Ks. Rajmund ZIEMACKI

Urodzony w 1810 r.

Uczestnik powstania 1831 r.

Wikariusz Kośc. św. Rafała

A następnie proboszcz w Wawiórce (pow. Lida)

Kapłan bohater zginął śmiercią męczeńską

Rozstrzelany na pl. Łukiskim w Wilnie

5 czerwca 1863 r.

Podobna tablica wisi w samym kościele w prawej bocznej nawie, poświęcona ks. Stanisławowi Piotrowiczowi. Na marmurowej tablicy widnieje taki oto napis:

BOHATERSKIEMU OBROŃCY

KOŚCIOŁA I OJCZYZNY

W CZASACH NIEWOLI

KS. STANISŁAWOWI PIOTROWICZOWI

PROBOSZCZOWI PAR. ŚW. RAFAŁA

ZA JEGO CZYN 25 III 1870 R.

WOLNI RODACY

Rząd rosyjski wprowadził książki tzw. „Trebniki”, aby w czasie nabożeństw kościelnych kapłani wprowadzali język rosyjski. Ks. proboszcz St. Piotrowicz podczas nabożeństwa podarł i spalił taki „Trebnik”, za co został aresztowany i wywieziony w głąb Rosji. Tam przebył 20 lat.

Jeszcze jeden ciekawy fakt z życia kościoła z II wojny Światowej. W 1941 roku Niemcy zaatakowali Związek Radziecki. Chciano zniszczyć Zielony Most. W niedzielę, 22 czerwca 1941 roku, zaczęto bombardowanie. Bomby padały również koło kościoła św. Rafała. Jedna z nich spadła na kościół, przebiła dach, posadzkę i utkwiła w krypcie. Nie wybuchła, lecz padając zabrała życie ks. Wacława Siekierko, a ks. Jan Adamowicz stracił oko. Po paru dniach Niemcy zajęli Wilno. Jeden z lotników niemieckich, który trafił w kościół, przyszedł do świątyni i dał pieniądze na odbudowę świątyni. W dokumentach znalezionych w krypcie kościelnej jest „dziennik robót związanych z naprawą zbombardowanego wskutek działań wojennych kościoła św. Rafała w Wilnie. Ułożony dnia 16 lipca 1941 roku”.

Rozdział III

Ośrodki kultu

1. Cmentarz przy kościele

 Cmentarz należący do parafii św. Rafała Archanioła był jednym z najstarszych, zamiejskich wtedy, cmentarzy z XVI wieku. Najprawdopodobniej został założony przez parafię kościoła św. Jana. Obok był cmentarz żydowski, czynny w latach 1477-1831. Oba cmentarze oddzielała polna droga. Gdy jezuici zaczęli budowę kościoła św. Rafała, cmentarz został przejęty pod ich opiekę.

Cmentarz był położony na wyniosłym terenie, po północnej stronie brzegu rzeki Wilii, niedaleko samego kościoła. Teren ten był nazywany wówczas „Rybaki” (nazwa pochodzi od tego, że tam osiedlali się rybacy). Później nazywany „Pióromont” – od nazwiska krajczego litewskiego Pióro, który kupił tę ziemię.

Obok cmentarza stała mała kapliczka św. Teresy, która została zniszczona przez powódź w XVIII wieku. Po wybudowaniu kościoła powstała nowa kaplica pogrzebowa, już na terenie cmentarza.

W 1791 roku, gdy pod jurysdykcją pijarów kościół staje się parafialnym, cmentarz również jest przyłączony do parafii.

Podczas najścia Francuzów w 1812 roku cmentarzem nikt się nie troszczy, ponieważ parafię przyłączono do kościoła św. Jakuba i Filipa po drugiej stronie rzeki. Po zwróceniu kościoła wiernym, tylko w roku 1830 porządkuje się cmentarz, a czternaście lat później, w 1844 roku, remontuje się kaplicę. Natomiast w 1860 roku cmentarz zostaje zamknięty. Dwa razy proszono o pozwolenie generał-gubernatora o przeprowadzenia prac remontowych kaplicy na cmentarzu – w 1893 i 1897 latach. I tylko w roku 1903 uzyskano pozwolenie do naprawy kaplicy. Murowaną kapliczkę odnowił kanonik ks. Ambroży Szulc. Od 1910 roku tam odprawiano Msze święte za zmarłych.

Podczas II wojny światowej odnotowano ostatni pochówek trzech Akowców (dowódca 1 Brygady Wileńskiej AK porucznik Czesław Grombczewski PS. „Jurand”, plutonowy Franciszek Hojan ps. „Szary” i st. sierżant Maurycy Palenko ps. „Strug”, 1944 rok. A już w 1951 roku cmentarz zostaje zamknięty na zawsze i w późniejszych latach całkowicie zlikwidowany. W 1989 roku postawiono trzy krzyże metalowe na grobach ku pamięci, że kiedyś tu był cmentarz.

2. Kapliczka Jezusa pod krzyżem

Teraźniejszy teren obok kościoła różni się bardzo od stanu pierwotnego. Kiedyś z prawej strony było piękne wzgórze, na którym stała kapliczka.

Gdy zaczęto budowę kościoła, prawdopodobnie postawiono na wzgórzu figurkę św. Jana Nepomucena. Później zastąpiono ją figurką Jezusa niosącego krzyż. Na temat zamiany istnieją dwie wersje. Która z nich prawdziwa, a która jest legendą?

Legenda głosi, że niejaki snycerz Jan, który mieszkał na ulicy Kalwaryjskiej, otrzymał zamówienie odrestaurować figurkę św. Jana Nepomucena za osiem talarów bitych. Wkrótce miasto nawiedziła zaraza i ludzie zaczęli opuszczać miasto. Tak samo chciał zrobić i snycerz Jan. Lecz pewnej nocy miał widzenie i Chrystus rzekł, aby zrobił z drzewa Jego samego, jak Go widział: w szacie czerwonej krzyż dźwigający i mara w jego dom nie wejdzie. Po roku pracy figura Zbawiciela została ukończona, a jego domownicy nie ucierpieli z powodu epidemii. Lecz oo. jezuici odmówili postawienia figurki na miejsce przeznaczonej św. Janowi Nepomucenowi. W niedługim czasie pewnemu zakonnikowi w widzeniu Chrystus objawił, aby przyjęto figurkę od snycerza. Figurkę przyjęto i zapłacono tyle, ile było w umowie, lecz nie postawiono na słupie w altanie, ale w składzie rzeczy kościelnych. Znów po roku, gdy inny zakonnik był w składzie, przemówiła figurka do niego. Ten opowiedział dla przełożonego o zdarzeniu i to ostatecznie zadecydowało, by postawić na wzgórzu figurkę Chrystusa niosącego krzyż. Uczyniono to uroczyście 9 maja 1720 roku.

Data ta jest zgodna z prawdą. Z inicjatywy rektora kościoła ks. Ptaka rzeczywiście poświęcono nowy pomnik. Był on jakby początkiem dróżek kalwaryjskich, w tym czasie bardzo rozpowszechnionych. Pielgrzymki przechodziły przez most i tu przed Jezusem modliły się, odprawiano Msze święte w kościele świętorafalskim. Podczas śpiewów i modłów ludzie szli w górę 4,5 km, aby rozpocząć drogę krzyżową na pierwszej stacji Matki Bożej Bolesnej.

Wkrótce figurka zaczęła słynąć cudami. Jeden z uzdrowionych, Mateusz Pakułowicz, odrestaurował kapliczkę w końcu XIX wieku.

Po drugiej wojnie światowej wzgórze zostało usunięte pod most, aby go wygórować i odbudować (Zielony Most został zbudowany w 1536 roku. W ciągu wieków był wciąż poprawiany. Od 1700 roku most uległ całkowitej zagładzie z powodu burzy i ludzi przeprowadzano promem. Około 1969 roku zbudowano most murowany i pomalowany na kolor zielony. Most ten ulegał zagładzie przez pożar i wojny. W 1944 roku został wysadzony w powietrze. Teraźniejszy most jest żelazny). Kapliczkę z Jezusem zburzono. Dzisiaj figurka znajduje się w kościele w prawej bocznej nawie. Odrestaurowana i pomalowana cała na biało.

Zakończenie

Już zauważyliśmy, diecezja wileńska odczuwała niemałe wstrząsy na przestrzeni tych niespokojnych wieków. Kasata potężnego zakonu jezuitów, mordowanie wielkich ludzi, ciągłe niepokoje i wojny.

Ta niewielka praca ukazała, że historia Kościoła św. Rafała Archanioła jest bogata i bardzo urozmaicona. Czasami trudno jest wyobrazić, co się mogło dziać w tych czasach z klasztorem, kościołem, duszpasterzami, jego wiernymi i działalnością parafialną. Można tylko snuć domysły, opierać się na wspomnieniach ludzi starszych, lecz tego nie wystarcza na napisanie konkretnej pracy historycznej. Zabrakło wiadomości archiwalnych z okresów budowy i przekazania klasztoru oo. pijarom, brak dokumentów z okresu wojen rosyjskich i francuskiej. Można też zajrzeć do innych tekstów i bibliotek archiwalnych. Jestem pewna, że wiele będzie można napisać o dziejach parafii, jej działalności i o konkretnych osobach.

Ze znalezionych dokumentów w krypcie kościoła również można snuć domysły, że może też i w innych niespokojnych okresach dokumenty były palone lub chowane. Dlatego teraz tak trudno jest systematycznie opisać dzieje tak wspaniałego kościoła i klasztoru.

Obecnie cały teren kościelny jest przebudowany. Nie ma plebanii, która została zburzona jeszcze w 1894 roku. Zrównane wzgórze, na którym kiedyś stała kapliczka z cudowną figurką Jezusa Krzyż niosącego. Na tym miejscu teraz jest przystanek komunikacji miejskiej i ulica wiodąca przez Zielony Most na starówkę.

Figurka Jezusa Krzyż niosącego umieszczona w kościele i trudno powiedzieć, czy cuda dzieją się do dziś. Tym nie mniej nikt o nich nie mówi. I tylko starsi ludzie pamiętają, że ta figurka stała na ulicy na wzgórzu i słynęła cudami.

W byłym klasztorze teraz znajduje się obiekt „Departamentu ochrony spuścizny kulturalnej przy Ministerstwie Kultury”, który należy do państwa, a w budynkach przyklasztornych – warsztat samochodowy, garaże, kawiarnia i indywidualne firmy.

Obecnie na terenie cmentarnym stoi gmach stacji elektrycznej, budowle administracyjne, wzniesiono wieżowce instytutu estetyki, inne obiekty. Zbudowano garaże i trasy komunikacyjne i nikt się nie troszczył o to, co jest ich fundamentem. Razem z piaskiem były wywożone kości pogrzebane na cmentarzu. A przecież pochowani tam byli liczni profesorowie Uniwersytetu Wileńskiego, inni działacze kultury.

Ku pamięci żołnierzy pochowanych na tym byłym cmentarzu, został wzniesiony pomnik na cmentarzu Rossa.

Tym niemniej, jest zawsze nadzieja, że pamięć nie zaniknie o tych dziejach, bo właśnie one wzbudzają naszą wdzięczność i czujność na wszystko, co nas otacza.

Wszystkie te dzieje, które burzyły pokój w państwie, wręcz przeciwnie – wzmacniała Lud Boży. Historia dawała ludzi bohaterskich, błogosławionych, o których pamięć nie ustanie.

Aneks

Data

Główne wydarzenia

XVI wiek Odnotowano powstanie cmentarza
1697 Wojewoda Kazimierz Jan Sapieha daruje ziemię dla oo. jezuitów
1702 Rozpoczęto budowę kościoła przez Michała Koszyca i Michała Kazimierza Radziwiłła
1703 – 1740 Budowa klasztoru
1710 Wzniesiony pomnik Jezusa Krzyż niosącego
1715 – 1739 Budowa budynków przyklasztornych
1720 Poświęcenie pomnika Jezusa Krzyż niosącego
1730 Konsekracja kościoła
1739 – 1749 Przy kościele działa warsztat stolarski
1752 Budowa głównego ołtarza
1764 Kościół konsekrowany powtórnie
1773 Kasata zakonu jezuitów i przekazanie kościoła i klasztoru oo. pijarom
1791 Kościół i cmentarz zostaje parafialny
1799 oo. pijarzy sprzedają klasztor dla rządu
1812 Kościół zajety przez wojsko francuskie
1824 Kościół odremontowany i poświęcony
1830 Porządkuje się cmentarz
1831 – 1832 Kościół zamieniony na koszary carskie
1844 Odbudowano kaplicę na cmentarzu
1850 Remont Klasztoru
1857 – 1858 Zrekonstruowany klasztor
1860 Kościół wyremontowany i oddany dla wiernych
1860 Zamknięty cmentarz
1863 Ks. Rajmund Ziemacki rozstrzelany
1865 Ks. Proboszcz Jan Menutis zesłany
1870 Ks. Stanisław Piotrowicz aresztowany i wywieziony w głąb Rosji
1870 Odremontowany pomnik Jezusa Krzyż niosącego
1888 Ustanowione organy
1893 Prośba o pozwolenie przeprowadzenia prac naprawczych kaplicy na cmentarzu
1894 Zburzona plebania
1897 Powtórna prośba o pozwolenie przeprowadzenia prac naprawczych kaplicy na cmentarzu
1903 Pozwolenie do naprawy kaplicy na cmentarzu
1910 Odprawiano Msze Święte za zmarłych w kaplicy na cmentarzu
1941 Wilno bombardowane, uszkodzony Kościół
1944 Ostatni pochówek trzech Akowców
1951 Cmentarz zamknięty
1975 Kościół restaurowany przez archit. G. Lauciusa
1989 Postawiono trzy krzyże metalowe na byłym cmentarzu

Obecny stan parafii

Obecnie parafia liczy 92 tys. osób, z których 75 tys. to katolicy. Z nich zimą przychodzi do kościoła ok. 4 tys., latem ok. 3 tys. Msze Święte są odprawiane w językach polskim i litewskim. Na terenie parafii mieszkają również ludzie innych wyznań – prawosławni i Ormianie. Prawosławni mają swoją cerkiew, Ormianie także mają swój dom modlitwy.

Parafia odznacza się dość urozmaiconym i aktywnym życiem kościelnym. W parafii prowadzą działalność grupy Taize, Caritas, Żywy Różaniec (grupy polska i litewska), Neokatechumenat, chóry dorosłych i dziecięco-młodzieżowe, Anonimowi Alkoholicy, Rodzina Rodzin (grupa polska),

Legion Maryi (grupa litewska) i grupy modlitwy za kapłanów.

Na terenie parafialnym są dwie szkoły polskie i 9 szkół litewskich.


Źródła:
1. Lietuvos vienuolynai. Vadovas, 1998
2. I. Barakauskaite, Lietuvos TSR istorijos Ir kulturos paminklu savadas
3. E. Małachowicz, Wilno. Dzieje, architektura, cmentarze, Wrocław 1996
4. J. Kurczewski. Biskupstwo wileńskie, Wilno 1912
5. Kosman Marceli, Cmentarze Wilna. Toruń 1994
6. J. Surwiło, To wszystko było, jest w Wilnie, Wilno 2007
7. Przewodnik po Wilnie
8. http://lt.wikipedia.org/wiki/Vilniaus_%C5%A0v._arkangelo_Rapolo_ba%C5%BEny%C4%8Dia
9. http://vienuolynai.mch.mii.lt/V47-54/Vilnrapolo.htm
10. http://vilnius.lcn.lt/istorija/ikurimas
11. BLAN, F 273-3670, Wizyta kościoła parafialnego św. Rafała
12. BLAN, F 43-24736, Ustawy dla kościołów i klasztorów Katolickich w Imperium Rosyjskim, 1798 r.
Zdjęcia: http://vienuolynai.mch.mii.lt/V47-54/Vilnrapolo.htm

http://www.wilnopedia.lt/kosciol-sw-rafala-w-wilnie/

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

Ważna analiza Piotra Andrzejewskiego. Sędzia Trybunału Stanu o wyborach, PKW i zatrzymaniach dziennikarzy

Posted by tadeo w dniu 23 Listopad 2014

fot. PAP/Marcin Obara
fot. PAP/Marcin Obara

Stopień naruszenia prawa obywateli państwa polskiego do rzetelnego funkcjonowania organów państwa w procesie wyborczym, zarówno w komisjach, jak i w Państwowej Komisji Wyborczej budzi powszechny sprzeciw. Dlatego protesty są uzasadnione (aczkolwiek ich forma może budzić zastrzeżenia).

Ale zakres tych naruszeń uzasadnia niejednokrotnie obywatelskie nieposłuszeństwo. Jest to protest, który ma służyć reakcji natychmiastowej wszystkich organów państwa, łącznie z naczelnymi, dla przywrócenia stanu równowagi funkcjonowania państwa prawa. Niezależnie od odwoływania się do orzeczeń sądów istniejący stan, powodujący niezadowolenie społeczne, nie może nie spotkać się z pilną reakcją w zakresie legislacji, w zakresie ingerencji w uprawnienia PKW, póki ona istnieje.

Niezależnie od orzeczeń sądowych konieczne jest natychmiastowe upoważnieniePKW w trybie ustawowym, jeżeli ma ona nie zdyskredytować swoich wartości, swojego istnienia, do zarządzenia w toku procesu wyborczego powtórzenia nie tylko liczenia głosów, ale samego głosowania tam gdzie dochodziło do dorzucania głosów do urn, tam gdzie należycie nie zabezpieczono głosów, tam gdzie istnieje przekłamanie, bądź nie ma sporządzonych protokołów i tam gdzie ilość głosów nieważnych przekracza określony pułap (ustawodawca powinien go określić na poziomie 5-10 proc., wszędzie gdzie jest większy dochodzi niewątpliwie do domniemania, że wyborca został wprowadzony w błąd).

Dzisiaj możemy mówić  o naruszeniu w Polsce zasady suwerenności narodu przez zawinioną manipulację głosami wyborców. Uzasadnione jest społeczne, powszechne obywatelskie nieposłuszeństwo w tej sytuacji i należy usprawiedliwić różne formy protestu, bo stan zapaści państwa polskiego będzie jednocześnie rzutował na rację stanu i sytuację międzynarodową. Nie ma dzisiaj obywateli, którzy nie chcieliby żeby państwo polskie funkcjonowało dobrze, i to obywateli ponad podziałami politycznymi. Dzisiaj jest konieczna w tym zakresie aktywność i jest ona uzasadniona.

Panaceum na zaistniałą sytuację powinny być: kontrola przez mężów zaufania, niezależny obieg informacji z procesu wyborczego, jak to było w przypadku wyborów 4 czerwca 1989 r., korekta w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości, wnioskowanie ponownych przeliczeń głosów, porównywanie ilości kartwydanych i oddanych oraz wnioskowanie powtórki wyborów w okręgach gdzie stwierdzono naruszenia.

Widzę konieczność wymiany składów wyborczych tam, gdzie stwierdzono nieprawidłowości, bądź tam gdzie stwierdzono niekompetencje lub zaniedbania, a także wnioskowanie prokuratorskich postępowań wyjaśniających w sprawie nierzetelnego przebiegu procesu wyborczego, sumowania jego wyników, naruszeń bądź zaniechań w zakresie ochrony przekazywania dokumentacji wyborczej.

Konieczna jest weryfikacja instruktorów przygotowujących członków komisji wyborczych w zakresie pełnienia ich funkcji w wyborach. Uzyskałem informacje od członka jednej z warszawskich komisji wyborczych w poprzednich wyborach, że nadzorujący przebieg wyborów radził tak sporządzić protokół, by nieprawidłowości i pomyłki nie znalazły w nim odzwierciedlenia, a w razie konieczności ponownie przeliczyć głosy, „aby wszystko się zgadzało”. Towarzyszy nam tolerancja w zakresie krycia nieprawidłowości w procesie wyborczym i to sieje spustoszenie w ocenie wiarygodności wyników wyborów. Tego typu przykłady podważają autorytet funkcjonowania demokracji w III RP.

Piotr Ł. J. Andrzejewski – adwokat, sędzia Trybunału Stanu

Artykuł pochodzi ze strony Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

http://wpolityce.pl/polityka/223225-wazna-analiza-piotra-andrzejewskiego-sedzia-trybunalu-stanu-o-wyborach-pkw-i-zatrzymaniach-dziennikarzy

Zobacz także:

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

NIE lękaj Się

Posted by tadeo w dniu 23 Listopad 2014

APC - 2014.11.23 15.58 - 001.3d

http://gloria.tv/media/PAHQRWxokpJ

http://www.cda.pl/video/56412b5/Rytual-2011-Lektor-PL

Zobacz także:

Objawienia Maryi w Soufanieh – http://gloria.tv/media/Mu55zr67gGg

Posted in Filmy - Polecam, Filmy religijne | 1 Comment »

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 384 obserwujących.