WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • Słowo Boże na dziś

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • Tylko przestańmy mówić: ten kraj, w tym kraju, tutaj, ci ludzie. Zacznijmy mówić tak, jak Pan Bóg przykazał, jak o matce: Ojczyzno ma, moja, kochana, poraniona, więc tym bardziej kochana. Moja, to znaczy taka, którą się kocha, którą się po rękach całuje, przed którą się klęka, której się służy, której się z czcią opowiada, której się nie okrada, dla której się pracuje, dla której się cierpi i umiera, jak trzeba. To nie inni mają tak zrobić, to nie oni, tam na górze, ale my. Inaczej na nic wszystko. Na nic ta rana i na nic te ofiary. Nasza Ojczyzna mocno krwawi i ból nie ustaje w naszych sercach, ale zapewniamy pachołków Moskwy i Berlina, i tych, co służą „mamonie” – jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy. Póki pracujemy dla dobra naszej Ojczyzny. Póki kochamy i pamiętamy.

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Posted by tadeo w dniu 21 Kwiecień 2011

PRAWDA JEST JEDNA I MOŻNA SIĘ KU NIEJ PRZYBLIŻAĆ, CHOCIAŻ TUTAJ NA ZIEMI NIGDY NIE POZNAMY JEJ DO KOŃCA.

ALE KIEDYŚ POZNAMY, BO OSTATECZNIE JEST NIĄ SAM BÓG.

JEDNA, JEDYNA KOMUNIA ŚWIĘTA MA WIĘKSZĄ WARTOŚĆ NIŻ WSZYSTKIE BOGACTWA ŚWIATA.

Kiedy wybije nasza ostatnia godzina, ustanie bicie naszego serca, wszystko się dla nas skończy, a więc i czas naszego zasługiwania i niezasługiwania. Takich jakimi jesteśmy, spotka nas śmierć i tacy staniemy przed Chrystusem, Sędzią. Nasze błagalne wołania, nasze łzy, nasze akty żalu, które jeszcze na ziemi zdobyłyby serce Boga, mogłyby z nas, grzeszników, uczynić – przy pomocy sakramentów – ludzi świętych; ale w owym momencie nie będą miały żadnej wartości; czas miłosierdzia minie i rozpocznie się czas sprawiedliwości – ojciec Pio.

bogciebie11

Posted in Kontakt, Miłosierdzie Boże, Religia, Św. Faustyna | 4 Comments »

Profesor Krzysztof Habich opowiada bajkę.

Posted by tadeo w dniu 21 Wrzesień 2014

APC - 2014.09.21 14.10 - 001.3d

http://gloria.tv/media/z2N3RJ5stBm

Bajka ukazuje mechanizmy władzy populistów i socjalistów w dzisiejszym świecie.

Posted in Kabarety i rozrywka | Leave a Comment »

Kolejny lekarz pod lupą politycznej poprawności. Prof. Talar wezwany na dywanik

Posted by tadeo w dniu 21 Wrzesień 2014

Fot. TV Trwam/ wPolityce.pl
Fot. TV Trwam/ wPolityce.pl

Prof. Jan Talar, mający w swoim lekarskim dorobku ogromne sukcesy w dziedzinie rehabilitacji i wybudzania pacjentów ze śpiączki, został wezwany do rzecznika odpowiedzialności zawodowej. Ma się wytłumaczyć z wyrażonej publicznie krytyki na temat kryteriów rozpoznawania i stwierdzania śmierci mózgowej.

Swoje stanowisko profesor zaprezentował podczas wykładu, który wygłosił na jednej zkonferencji naukowych. Miał w ten sposób rzekomo podważyć uczciwość i profesjonalizm specjalistów transplantologów, anestezjologów oraz innych lekarzy, a tym samym naraził ich na utratę zaufania społecznego.

Jak podkreśla prof. Jan Talar, w misji lekarza najważniejsza jest ochronazdrowia i życia ludzkiego, inne rzeczy schodzą na drugi plan.

Nie musiałbym takich słów głosić, gdybym nie był o tym przekonany, gdybym nie miał na to dowodów. Jeżeli co tydzień dzwonią do mnie rodziny i mówią: „Profesorze niech pan przyjmie syna, córkę, dziecko, męża, bo powiedzieli, że leczyć nie będą”, czy można takie słowa wypowiadać? Mnie można szykanować, że ja powiedziałem prawdę, ale realizować tę prawdę to jest nie ta droga. Trudno się pogodzić, ale jeżeli powiedziałem, że można ratować życie ludzkie, to będę ratował to życie ludzkie jeszcze bardzo długo

-– zaznaczył prof. Talar.

Prof. Talar od lat ratuje życie chorych w sytuacjach często uznanych przez innych lekarzy za beznadziejne. Nie zgadza się z kryteriami rozpoznawania i stwierdzania śmierci mózgowej, zawartymi w obwieszczeniu ministra zdrowia z 17 lipca 2007 roku. Swoje wątpliwości wyraził 4 października 2013 roku na konferencji naukowej Towarzystwa Anestezjologów Polskich w Poznaniu, przez co jest obecnie szykanowany.

Uważam, że moje postępowanie jest zgodne z sumieniem człowieka, lekarza i zgodne z potrzebami pacjentów

-– podkreślił prof. Jan Talar.

Czy wkraczamy już w erę oficjalnego i programowego eliminowania lekarzy, którzy chcą służyć życiu i zdrowiu pacjenta, przeciwstawiając się lobbystom?

mall / Radio Maryja

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Jezus – Lektor PL

Posted by tadeo w dniu 20 Wrzesień 2014

Posted in Filmy religijne | Leave a Comment »

Kapelan „Solidarności” świętym? Już dziś początek procesu kanonizacyjnego Jerzego Popiełuszki

Posted by tadeo w dniu 20 Wrzesień 2014

KAPELAN SOLIDARNOŚCI, JERZY POPIEŁUSZKO, POPIEŁUSZKO ŚWIĘTYM, BŁOGOSŁAWIONY KS. JERZY, PROCES KANONIZACYJNY POPIEŁUSZKI

O godzinie 11 Mszą świętą w klasztorze Sióstr Anuncjatek w miejscowości Thiais, rozpocznie się proces kanonizacyjny błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki.

Podczas procesu zostanie oceniona autentyczność cudu, który miał wydarzyć się we Francji za wstawiennictwem ks. Jerzego. Chodzi o nadprzyrodzone, niewytłumaczalne medycznie uzdrowienie Francois Audelana, 56-letniego Francuza, który chorował na rzadką odmianę białaczki.

Ks. prof. Józef Naumowicz z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, notariusz procesu kanonizacyjnego i członek Trybunału, który we Francji będzie teraz przesłuchiwał świadków tłumaczył, „że jeśli we francuskiej diecezji zostanie przeprowadzony cały proces, a następnie watykańska Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych, po kolejnych dokładnych badaniach, potwierdzi ten cud, polski kapłan męczennik będzie ogłoszony świętym”.

Na stronie Archidiecezji Warszawskiej opublikowany został specjalny komunikat dotyczący kanonizacji ks. Jerzego. Poniżej publikujemy jego treść:

Komunikat w sprawie rozpoczęcia procesu do kanonizacji o domniemanym uzdrowieniu za wstawiennictwem Błogosławionego Jerzego Popiełuszki

Referat procesów beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych Kurii Metropolitalnej Warszawskiej informuje o otwarciu procesu do kanonizacji Błogosławionego Jerzego Popiełuszki w związku z nadzwyczajnym i nagłym uzdrowieniem pana François Audelana. Proces otworzy biskup diecezji Créteil Michel Santier, w najbliższą sobotę, 20 września o godz. 11 w miasteczku Thiais, w diecezji Créteil (Paryż), w kaplicy domu generalnego Sióstr Anuncjatek.

Będzie to pierwsza sesja, podczas której zostaną zaprzysiężeni członkowie trybunału kanonizacyjnego. Uczestniczą w nim dwaj kapłani diecezji Créteil i dwaj z Archidiecezji Warszawskiej: ks. Józef Grzywaczewski i ks. Józef Naumowicz.
56-letni François Audelan, ojciec trzech córek, od 11 lat był chory na nietypową przewlekłą białaczkę szpikową. Przebywał w szpitalu im. Alberta Cheneviera. Nie pomogły stosowane wcześniej chemioterapie ani przeszczep szpiku kostnego. W listopadzie 2011 r. nastąpiło gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia, utrudniające już samodzielne chodzenie. W sierpniu 2012 r. chory znalazł w ostatnim stadium choroby, tracił przytomność. Lekarze oznajmili żonie, że nie ma dla niego ratunku, gdyż komórki rakotwórcze rozprzestrzeniły się w całym organizmie.

Dnia 14 września 2012 roku do chorego został zaproszony kapłan ks. Bernard Brien celem udzielenia mu sakramentu chorych. Kapłan nieco wcześniej nawiedził grób bł. Jerzego Popiełuszki, zapoznał się z jego życiem i skonstatował, że ma tę samą datę roku i dnia urodzin co ks. Popiełuszko. Po powrocie stał się gorliwym propagatorem kultu bł. Popiełuszki. Po udzieleniu choremu sakramentu chorych, kapłan ten wyjął obrazek błogosławionego i modlił się nad chorym, który był nieprzytomny. Gdy kapłan odszedł, chory otworzył oczy i obecną przy nim żonę zapytał: „Co się stało?”.
W ciągu kolejnych dni przeprowadzono wiele bardzo szczegółowych badań. Nie stwierdzono śladów białaczki. Chory został wypisany do domu. Wrócił do rodziny. Powrót do pełni zdrowia potwierdza wypis ze szpitala, z datą 7 grudnia 2012 r.

Po pewnym czasie o zdarzeniu tym poinformowano biskupa diecezji Créteil Michela Santiera, który jak się okazało rok wcześniej również modlił się przy grobie Bł. Jerzego Popiełuszki. W 2013 informacja o uzdrowieniu dotarła do Postulacji procesu ks. J. Popiełuszki. Po konsultacji z kard. Kazimierzem Nyczem Arcybiskupem Metropolitą Warszawski odpowiedzialnym za proces bł. J. Popiełuszki w oparciu o pozytywne parametry medyczne sprawy, dokonano konsultacji z Kongregacją Spraw Kanonizacyjnych.

Po konsultacji ks. prof. Tomasza Kaczmarka, postulatora procesu bł. Popiełuszki, biskup Michel Santier, któremu z prawa przysługuje prawo prowadzenia procesu, podjął decyzję o rozpoczęciu dochodzenia diecezjalnego o domniemanym uzdrowieniu pana François Audelana. Po wszystkich wstępnych przygotowaniach i ustaleniu, że proces będzie prowadzony wspólnie przez diecezję Créteil i Archidiecezję Warszawską, wyznaczył też datę rozpoczęcia procesu na 20 września.

Pierwsza sesja procesu do kanonizacji, która odbędzie się w najbliższą sobotę, ma charakter publiczny, z udziałem wiernych. Podczas tej sesji biskup Michel Santier, który z prawa jest przewodniczącym Trybunału, wręczy dekrety nominacyjne. Zgodnie z procedurą kanonizacyjną sam biskup jak i każdy z członków Trybunału łącznie z Postulatorem, składa przysięgę o sumiennym wypełnieniu obowiązku i zachowaniu tajemnicy.
Trybunał, który pracuje podczas sesji, najpierw przesłucha świadków zgłoszonych przez Postulatora. Następnie uzdrowiony zostanie zbadany na aktualny stan zdrowia przez dwóch mianowanych lekarzy tzw. ab inspectione. Po złożeniu ich relacji Postulator złoży dokumentację medyczną, która obok zeznań świadków jest fundamentalnym materiałem do oceny nadzwyczajnego uzdrowienia.
Zadaniem Trybunału w sprawach kanonizacyjnych jest pieczołowite zebranie całości materiału dowodowego, metodyczne przygotowanie go i przesłanie do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Proces ten, zgodnie z przepisami prawa kanonizacyjnego, prowadzony jest w tajemnicy Niedopuszczalna jest publikacja jakichkolwiek faktów czy działań. Dlatego po ogłoszeniu tego komunikatu, następny komunikat ukaże się po zakończeniu procesu w diecezji Créteil.

Prowadzenie procesu do kanonizacji jest trudnym przedsięwzięciem. Wymaga wiele wysiłku ze strony prowadzących go. Ponieważ chodzi tu o udowodnienie cudu – sprawy Bożej, Kuria Metropolitalna Warszawska apeluje do wiernych o modlitwę w intencji Biskupa i członków Trybunału oraz wszystkich ich współpracowników. Niech Bóg będzie uwielbiony w swoich świętych.

o. Gabriel Bartoszewski OFMCap.
Referent ds. Beatyfikacji i Kanonizacji Kurii Metropolitalnej Warszawskiej

ks. Przemysław Śliwiński
Rzecznik Arcybiskupa i Archidiecezji Warszawskiej


CZYTAJ TAKŻE:

„Wyrwano nam serce, lecz nie oddamy duszy”. Błogosławiony ks. Jerzy – kapelan zamordowany przez SB

http://telewizjarepublika.pl/kapelan-quotsolidarnosciquot-swietym-juz-dzis-poczatek-procesu-kanonizacyjnego-jerzego-popieluszki,11733.html

Posted in Święci obok nas | Otagowane: | Leave a Comment »

O drugim mniej znanym pakcie Ribbentrop – Mołotow, czyli jak przy dźwiękach Międzynarodówki podpisywano wyrok śmierci na polską elitę

Posted by tadeo w dniu 19 Wrzesień 2014

apok

Wyzwolicielski” marsz armii sowieckiej przez polskie Kresy, rzekomo dla obrony mniejszości narodowych, zagrożonych wojną, znaczony był od początku zbrodniami wojennymi – nigdy nie ukaranymi. Ich charakter odzwierciedla prawdziwe cele wojenne Związku Sowieckiego na terytorium zaatakowanej Polski, maskowane oświadczeniami o potrzebie wzięcia pod opiekę ludności białoruskiej i ukraińskiej, w warunkach rzekomego wewnętrznego bankructwa państwa polskiego.

Członek Rady Wojennej Frontu Ukraińskiego, Nikita Chruszczow, późniejszy sekretarz generalny KC KPZR, ganił szefa kontrwywiadu:

Jak wy pracujecie, ani jednego rozstrzelanego!

[...] Zajmująca polskie terytorium Armia Czerwona prowadziła agresywną akcję propagandową, zmierzającą do wywołania rewolucji społecznej – zgodnie z frazeologią bolszewicką. Było to w praktyce podjudzanie do zbrodni na elitach społeczeństwa polskiego, zwłaszcza na właścicielach ziemskich, osadnikach wojskowych z okresu po wojnie bolszewickiej i na oficerach wojska polskiego. Podjudzanie do zbrodni całkowicie bezkarnych, co gwarantowała robotniczo-włościańska armia sowiecka.

Dowódca Frontu Białoruskiego atakującego Polskę od północnego – wschodu, komandarm Michaił Kowalow, wydał plugawą odezwę do rzołnierzy Armii Polskiej, na poziomie moralnym porównywalnym z poziomem zastosowanej w niej ortografii i składni.

CZYTAJ WIĘCEJ: „Rzołnierze Armii Polskiej!” Gorący apel „niezwolczonej” Armii Czerwonej. „Rządzące kołe Polskie sieją narodową rużność między polakami, białorusinami i ukraińcami”

Jeszcze bardziej nienawistna i kłamliwa była odezwa dowódcy Frontu Ukraińskiego, komandarma Siemiona Timoszenki, który wzywał polskich żołnierzy:

Co pozostało wam? O co i z kim walczycie? Dla czego narażacie życie? Opór wasz jest bezskuteczny. Oficerowie pędzą was na bezsensowną rzeź. Oni nienawidzą was i wasze rodziny. To oni rozstrzelali waszych delegatów, których posłaliście z propozycją o poddaniu się. Nie wierzcie swym oficerom […]. Bijcie oficerów i generałów. Nie podporządkowujcie się rozkazom waszych oficerów. Pędźcie ich z waszej ziemi. Przechodźcie śmiało do nas, do waszych braci, do Armii Czerwonej.

W innej ulotce pisał:

Bronią, kosami, widłami i siekierami bij swoich odwiecznych wrogów – polskich panów.

Te „siekiery” sowieckiego komandira z Ukrainy przywołują na myśl siekiery z roku 1943 na Wołyniu, później na Podolu i w Małopolsce Wschodniej. Ręka inna, ale sposób myślenia ten sam. Sowieckie metody wojenne, znane od czasów rewolucji bolszewickiej, mogły mieć wpływ także na obraz wołyńskiej. To nie była tylko propaganda wojenna, stosowana w wojnach napastniczych, by złamać morale przeciwnika. To było nawoływanie do zbrodni wojennych, do dziś nie ukaranych. To była zapowiedź enkawudowskiej akcji obezhołowienia (pozbawienia głowy) polskiego społeczeństwa, poprzez eksterminację bezpośrednią (zabójstwa bez sądu) i pośrednią (więzienia, łagry, deportacje).

[...] Zasada divide et impera, tak drastycznie ukazana w ulotce Timoszenki, wzywającej polskich żołnierzy do zabijania swych dowódców, przyniosła Sowietom we wrześniu 1939 r. połowiczny sukces. Co prawda, żaden żołnierz polski nie podniósł ręki na oficera, a zawarta w ulotce informacja o rzekomym rozstrzelaniu „delegatów” była z gruntu fałszywa, to jednak na skutek celowego pozostawienia zajętych obszarów – w okresie początkowym – bez kontroli sił porządkowych, doszło do licznych zbrodni oraz aktów pospolitego bandytyzmu i grabieży, inspirowanych przez sowieckie jaczejki, piątą kolumnę Stalina na terenie Rzeczypospolitej. W wyniku tych działań ucierpiało zwłaszcza polskie ziemiaństwo i polscy osadnicy wojskowi, przy czym okrucieństwo napastniczych band przerosło nawet sceny zapamiętane z okresu rewolucji bolszewickiej i wojny polsko – bolszewickiej.

Organizatorami większości wystąpień były osoby, które wydostały się z więzień (nie tylko więźniowie polityczni, ale i kryminalni), a sytuacja rozprzężenia sprzyjała także wyrównywaniu osobistych porachunków i popełnianiu pospolitych przestępstw […], ofiarami byli najczęściej ziemianie, osadnicy wojskowi i przedstawiciele władz. W Zelowie zwolennicy władzy sowieckiej zamordowali m.in. miejscowych proboszczów: katolickiego ks. Jana Kryńskiego i prawosławnego ks. Dawida Jakobsona.

wilno

Pora, by do historii Polski wprowadzić ciągle nieznane ogółowi Polaków męczeństwo Ludwiki i Antoniego Wołkowickich, ziemian z Brzostowicy Małej na Białostocczyźnie. Komunistyczna, kryminalna banda związała ich ręce drutem kolczastym, do ust wlała wapno i żywcem zakopała.Taka była odpowiedź na nawoływania komandarmów sowieckich do walki z odwiecznymi wrogami – obszarnikami i kapitalistami. W atmosferze trwającej w pierwszych dniach okupacji [sowieckiej] niczym nie skrępowanej, a nawet podjudzanej nagonki na Polaków […] wymordowano co najmniej 200 samych tylko ziemian.

Jednak największych zbrodni dopuściły się w tym czasie regularne oddziały Armii Czerwonej. Wykorzystując jako pretekst fakt, iż Rzeczpospolita nie wypowiedziała Sowietom wojny w odpowiedzi na ich atak, nazywali wojsko polskie, podejmujące działania obronne, polskimi bandami, kierowanymi przez faszystowskie organizacje! Armia Czerwona, podobnie jak Wehrmacht, znaczyła swój szlak bojowy na ziemiach polskich długim pasmem zbrodni. Podżegały wręcz do nich odezwy i rozkazy wyższych dowództw

– podkreślał prof. Wieczorkiewicz, znawca historii stosunków polsko – rosyjskich i polsko – sowieckich.

Dodajmy, że nie były to zbrodnie wynikające z okrucieństwa poszczególnych dowódców, lecz zbrodnie zaplanowane i realizowane przez instytucje państwa sowieckiego, bowiem poszczególni wykonawcy tych zbrodni mieli świadomość tego, czego się od nich wymaga. Sowieckie sądy wojskowe karały wykroczenia, dotyczyły one jednak przede wszystkim rabunków mienia, pijaństwa i niesubordynacji, nie zaś zbrodni na bezbronnych jeńcach polskich.

[...] Największych zbrodni dokonano w Rohatynie (woj. stanisławowskie), gdzie dokonano rzezi na żołnierzach polskich i na ludności cywilnej, w Grodnie, w Nowogródku, w Sarnach, i w Tarnopolu, także w Wołkowysku, w Oszmianie, w Świsłoczy, w Mołodecznie, w Kosowie Poleskim, w Chodorowie, w Złoczowie i w Stryju. Po wkroczeniu do miasteczka czy osiedla dokonywano masowych rzezi, nie oszczędzając kobiet i dzieci. W Rohatynie rzeź taka trwała cały dzień. W świetle relacji naocznych świadków, przytaczanych m.in. przez Juliana Siedleckiego, w Grodnie wiązano polskich jeńców i ciągnięto ich czołgami po bruku. W Grodnie wymordowano 130 uczniów [harcerzy] i podchorążych, dobijano rannych i obrońców. Dwunastoletniego Tadzika Jasińskiego przywiązano do czołgu i ciągnięto po bruku. Po opanowaniu Grodna nastąpiły represje; rozstrzeliwano aresztowanych na tzw. Psiej Górze i w lasku <Sekret>. Na placu pod farą leżał wał zamordowanych. Była to reakcja na obronę miasta przez żołnierzy wojska polskiego i harcerzy oraz na poskromienie dywersyjnej akcji jaczejek komunistycznych w przeddzień sowieckiego „wyzwolenia”.

[...] Za oddziałami Armii Czerwonej posuwały się siły specjalne NKWD, dokonujące aresztowań i zbrodni na lokalnych elitach polskich, wykorzystując informacje przekazywane przez miejscowe jaczejki i organizującą się „milicję ludową”. Tę „milicję”, złożoną z sowieckich kolaborantów różnych narodowości, nielojalnych obywateli Rzeczypospolitej wysługujących się agresorowi, można porównać do Selbstschutzu w niemieckiej strefie okupacyjnej. Jedni i drudzy dopuścili się licznych zbrodni na obywatelach Rzeczypospolitej w pierwszym okresie okupacji. Selbstschutz pomagał Gestapo w przygotowaniu Sonderfandungsbuch Polen, czyli księgi poszukiwanych Polaków, przeznaczonych do „likwidacji”. NKWD uaktualniało też sowieckę „księgę poszukiwanych Polaków”, osób zasłużonych w pracy dla państwa polskiego, przygotowywana przez komunistyczne jaczejki. Wskazuje na to sprawność, z jaką sowiecka policja polityczna dokonywała aresztowań przedstawicieli polskich elit społecznych.

Wieczna przyjaźń” agresorów

Sowiecko – niemieckie „braterstwo broni”, wynikające z litery i z ducha paktu Ribbentrop – Mołotow, przyczyniło się do zwiększenia skali represji i zbrodni. W wielu wspomnieniach polskich zesłańców przypomina się, jako okoliczność wyjątkowo przygnębiającą Polaków, że w okresie do czerwca 1941 r. sowieci wyrażali się z pogardą o Polsce, a z szacunkiem o Niemcach. Nasi rodacy wielokrotnie słyszeli wyrażenie nasz drug Gitler na potwierdzenie wiecznej przyjaźni sowiecko – niemieckiej.

W literaturze podaje się, jako symboliczny przykład początku tej „przyjaźni”, uroczyste przekazanie sowietom przez Niemców twierdzy brzeskiej i miasta Brześć. Stało się to 22 września 1939 r., w obecności gen. Heinza Guderiana i kombryga Siemiona Kriwoszeina, dowódcy sowieckiej kolumny pancernej. Sowieccy i niemieccy oficerowie salutowali fladze ze sfastyką, opuszczaną z masztu i fladze z sierpem i młotem, wciąganą na maszt. Potem odbyła się wspólna defilada. Nie pisze się na ogół jednak, że razem z twierdzą Niemcy przekazali sowietom polskich jeńców wojennych. Sowieci wypuścili większość żołnierzy, zaś oficerów powieźli w głąb Związku Sowieckiego. Odnajdą się potem na listach katyńskich.

Tak to przedstawił w swej powojennej relacji młody oficer z Pomorza, Brunon Żalikowski:

Niemcy wywozili z twierdzy ciężarówkami wszystko, co się dało, z żywnością włącznie. Polscy jeńcy otrzymali nagle rozkaz, żeby się ubrać i wyjść. Pod blokiem ustawiono ich w szereg i kazano przemaszerować w inne miejsce twierdzy pod wiaty. Wokół wiaty nakreślono na piasku linię, do której wolno się zbliżać, ustawiono niemieckiego strażnika z karabinem i bagnetem. Tak stali całą noc. Rano o 6 pod twierdzę przyjechali Sowieci. Niemcy witali ich z orkiestrą. Nastąpiło uroczyste przekazanie twierdzy, razem z jeńcami. Zaczęło się od wymiany straży. Podoficerowie niemieccy rozprowadzali sowietów, a Niemców zabierali. Teraz przy dźwięku hymnów niemieckiego i sowieckiego zmieniono flagę na wieży twierdzy. Wszystko trwało około godziny. Niemców pożegnano również z orkiestrą. Pilnujący Polaków sowieta nie chciał z nimi rozmawiać. Wśród polskich jeńców byli starsi, wysocy rangą oficerowie, świetnie władający językiem rosyjskim. Wydusili w końcu ze strażnika, że rozmawiać mogą z politrukiem i gdy taki znalazł się w pobliżu, wołaniem prosili o rozmowę. Wreszcie podszedł, ale na pytanie, co z nimi zamierzają zrobić, bo przecież wojsko polskie nie prowadzi ze Związkiem Sowieckim wojny, zaczął naigrywać się z armii polskiej, że nie jest warta ani kopiejki. Co z nimi będzie, nie wiedział i odszedł. Kiedy zaczęło się ściemniać, pospiesznie wciśnięto jeńców do betonowych bunkrów w twierdzy. Służyły one do przechowywania amunicji i innego zaopatrzenia. Zamknięto ich żelaznymi drzwiami. Powietrze dochodziło tylko specjalną szczeliną, niski strop nie pozwalał na wyprostowanie się a stłoczenie na siadanie na podłodze. Nie dostali jedzenia ani picia. Przed każdym bunkrem stał żołnierz sowiecki z ręcznym karabinem maszynowym […]. Po rewizji kierowano ich szóstkami na perony do bydlęcych wagonów, które były zupełnie puste i miały okienka zakratowane drutem kolczastym. Do jednego wagonu upychano po około 60 osób bez imiennego spisu, zamykano i następny wagon upychano kolejnymi ludźmi […]. Kiedy załadowano wszystkich, pociąg ruszył. W drodze zatrzymywał się często z nieznanych powodów. Od strażnika dowiedzieli się, że jadą na Kijów. Żalikowski, razem z dwoma innymi, młodymi oficerami, uciekł z transportu, wiedziony złymi przeczuciami. Pociąg jechał do Ostaszkowa…

[...] Tajny pakt sowiecko – niemiecki, spisany nocą z 23 na 24 sierpnia 1939 r., wytyczał nowe granice w Europie, która znowu miała się stać więzieniem narodów. Zaborcy ustalili między siebie strefy interesów. Ustalili, który z nich odbierze wolność Litwinom, Estończykom, Łotyszom i Finoma, a który Serbom czy Słoweńcom. Co do Rzeczypospolitej ustalili, że uczynią to razem.

Agresja na Polskę – zarówno niemiecka, jak sowiecka – zostały przeprowadzone z zachowaniem wszelkich pozorów. Niemcy zadali sobie wiele trudu, by zaaranżować prowokację gliwicką, tak jakby casus belli był w tej sytuacji w ogóle potrzebny! Sowieci opóźniali atak do 17 września, by zachować pozory, że przychodzą na pomoc zachodniej Białorusi i zachodniej Ukrainie w sytuacji, gdy państwo polskie rzekomo rozpadło się. W rzeczywistości to nie Gdańsk czy korytarz, to nie uciskanie mniejszości były przyczyną ataku na Polskę, lecz chęć unicestwienia Rzeczypospolitej, tak jak później chęć unicestwienia bytu państwowego pozostałych narodów, których niepodległość zapisano w traktacie wersalskim. Drogą do realizacji tego celu były od początku zbrodnie wojenne na obywatelach Rzeczypospolitej Polskiej – prowadzone ze szczególną bezwzględnością i okrucieństwem, z pogwałceniem nie tylko międzynarodowych traktatów, ale i podstawowych praw człowieka.

Zbrodnie popełnione we wrześniu i październiku 1939 r. przez wojsko sowieckie oraz przez inspirowane przez sowieckich dowódców wojskowych komunistyczne jaczejki, nie służyły osiągnięciu żadnych celów wojskowych, w postaci opanowania zaatakowanego obszaru, złamania oporu etc. Nosiły znamiona ludobójstwa dokonanego ze względu na narodowość (Polacy) i pozycję społeczną (elity społeczne państwa polskiego, inteligencja, ogół ludzi wykształconych). Były kontynuacją zbrodni, popełnionych na Polakach na terenie Związku Sowieckiego, w latach 30. Realizując rozkaz najwyższych władz sowieckich z 11 sierpnia 1937 r., w którym jedynym kryterium zleconej eksterminacji była polska narodowość, dokonano wtedy zbrodni na około 100 tysiącach Polaków. Zdaniem prof. Andrzeja Nowaka, sowietologa, można tamtą zbrodnię nazwać holokaustem, niewinną ofiarą. Drugi holokaust nastąpi wraz ze zbrodniczymi deportacjami setek tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci. Zbrodnie i gwałty z jesieni 1939 r. były jego zapowiedzią.

Polacy, porzućcie nadzieję…

O nienawiści przywódców sowieckich do Polski i Polaków – będącej źródłem kolejnych zbrodni na okupowanych terenach Rzeczypospolitej – świadczy elementarny fakt, rzadko poddawany analizie czy refleksji w publikacjach historycznych. Wszak ludność narodowości polskiej – mimo licznej reprezentacji ukraińskiej, białoruskiej i żydowskiej – przeważała na zajętych obszarach naszych Kresów wschodnich, wcielonych do zachodniej Białorusi i zachodniej Ukrainy. Polaków na ziemiach wcielonych było 5,281 mln (40,02%), Ukraińców i Rusinów 4,513 mln (34,20%), Białorusinów 1,122 mln (8,5%), Żydów 1,115 mln (8,45%). Praktyka państwa sowieckiego podpowiadała w takich sytuacjach utworzenie republiki lub przynajmniej obwodu autonomicznego w obrębie Sowietów dla tak licznej reprezentacji narodowej. Sowieci jednak tego nie zrobili – w przeciwieństwie do Niemców, którzy mieli świadomość konieczności zachowania resztówki Polski w postaci tzw. Generalnego Gubernatorstwa. Co więcej, sowieci „paszportyzując” przymusowo Polaków w listopadzie 1939 r., od razu wprowadzili wobec nich element dyskryminacyjny w postaci zakazu przebywania w strefie nadgranicznej i w wielkich miastach, co należy traktować jako pierwszą zapowiedź późniejszych deportacji, de facto zbrodniczego skazania setek tysięcy ludzi na śmierć lub głód i niewyobrażalne cierpienia.

Nasz drug Gitler… Gen. Heinz Guderian (na pierwszym planie z lewej) prowadzi naradę oficerów sojuszniczych armii – Wehrmachtu i Armii Czerwonej. Ustalają szczegóły linii demarkacyjne” między agresorami na terytorium zniewolonej Polski. Źródło: Wikipedia, domena publiczna.

II pakt Ribbentrop-Mołotow

Niemiecko – sowiecki traktat o granicach i przyjaźni, podpisany w Moskwie 28 września 1939 r., nie przewidywał żadnej formy polskiej państwowości lub nawet jej namiastki, która byłaby gwarantowana przez okupantów. Precyzował natomiast granice rozbioru Polski, a właściwie korygował granice wyznaczone w tajnym protokole z 23 sierpnia 1939 r. Mówił o przyjaźni i współpracy między agresorami, którzy skwapliwie gwarantowali wzajemnie, że ich ustalenia nie mogą być kwestionowane przez inne państwa. Inaczej mówiąc, oświadczali, że wielkie międzynarodowe porozumienie, spisane po zakończeniu I wojny światowej w formie traktatu wersalskiego i innych aktów prawnych, regulujących granice państw europejskich, ich nie obowiązuje.

Tym samym Niemcy Hitlera i Związek Sowiecki Stalina brały pełną odpowiedzialność za wywołanie II wojny światowej – niezależnie od tego, jak tę rzecz interpretuje dziś nowa rosyjska „polityka historyczna”, która w swoich najbardziej absurdalnych enuncjacjach usprawiedliwia sowiecko – niemiecki alians chęcią pokrzyżowania rzekomych planów ekspansji Rzeczypospolitej Polskiej na Związek Sowiecki! Ten bezprecedensowy przejaw agresji propagandowej – środowiska definiującego się jako naukowe i związanego z państwową komisją rosyjską! – spowodowało pamiętną reakcję w postaci oświadczenia prezesa Instytutu Pamięci Narodowej Janusza Kurtyki, który stwierdził, że usiłuje się usprawiedliwić zawarcie paktu Ribbentrop – Mołotow (który raczej należałoby nazywać paktem Hitler-Stalin). Pojawiają się argumenty, że dzięki temu porozumieniu Związek Sowiecki zyskał czas na przygotowanie do wojny lub wręcz zapobiegł okupacji niektórych terenów przez Niemcy. Tezy te mają charakter ahistoryczny [...], zawierając ten układ (i wypełniając jego postanowienia do ostatnich godzin przed wybuchem wojny niemiecko – sowieckiej), Stalin liczył na realizację własnych planów [...]. Tezy te [...] po raz pierwszy w druku pojawiły się w wydanej w 1948 r. propagandowej publikacji <O fałszerzach historii>. Fragment dotyczący paktu Ribbentrop – Mołotow został naniesiony na maszynopisie odręcznie przez Stalina, podobnie jak zarzut zawarcia przez Polskę antysowieckiego sojuszu z Niemcami. Prezes IPN, przypominając te fakty, pokazał niepokojącą tożsamość obecnej „polityki historycznej”, uprawianej przez niektóre środowiska w Rosji, ze stalinowską interpretacją sowiecko – niemieckich aliansów i ich zbrodniczych efektów.

Tajny protokół sowiecko – niemiecki, podpisany przy okazji traktatu granicznego, nazywany jest słusznie II paktem Ribbentrop – Mołotow. Stanowił, że Obie strony nie będą tolerować na swych terytoriach jakiejkolwiek polskiej propagandy, która dotyczy terytoriów drugiej strony. Będą one tłumić na swych terytoriach wszelkie zaczątki takiej propagandy i informować się wzajemnie w odniesieniu do odpowiednich środków w tym celu. Ten złowieszczy zapis stał się podstawą do wzajemnejwspółpracy między policjami politycznymi obu państw, i wspólnych konferencji Gestapo z NKWD w Brześciu, Przemyślu, w Zakopanem i w Krakowie. Ta współpraca trwała aż do ataku Niemiec na Związek Sowiecki. Jej efektem były m.in. jednocześnie prowadzone od wiosny 1940 r., w obu zonach okupacyjnych, akcje eksterminacyjne wymierzone w polską inteligencję: niemiecka AB (Auserordentliche Befriedungsaktion – nadzwyczajna akcja pacyfikacyjna) i sowiecka zbrodnia katyńska.

Gustaw Hilger (drugi od prawej, w głębi), do 1941 r. radca ambasady Rzeszy w Moskwie, zapisał słowa Stalina: Jeśli Niemcy znajdą się w trudnej sytuacji, wtedy lud sowiecki pospieszy Niemcom na pomoc i nie dopuści, by zostały zaduszone… Na pierwszym planie minister (komisrz) spraw zagranicznych ZSRS Wiaczesław Mołotow.

Upiorna była sama oprawa II paktu. Ministra spraw zagranicznych Rzeszy Joachima von Ribbentropa powitały 27 września 1939 r. na moskiewskim lotnisku dźwiękiMiędzynarodówki! Dwa zbrodnicze systemy powracały do swych prawdziwych źródeł… Sensacją w latach 90. stały się odnalezione zapiski jednego ze współpracowników Ribbentropa, radcy ambasady niemieckiej w Moskwie Gustawa Hilgera. Zapisał on pod datą 28 września słowa Stalina, wypowiedzine po podpisaniu układu granicznego i tajnego protokołu: Jeśli Niemcy znajdą się w trudnej sytuacji, wtedy lud sowiecki pospieszy Niemcom na pomoc i nie dopuści, by zostały zaduszone… Związek Sowiecki pragnie widzieć silne Niemcy i nie dopuści do ich upadku!

Piotr Szubarczyk, fragment książki „Czerwona Apokalipsa”

http://niezlomni.com/?p=20525

Posted in Historia | Leave a Comment »

Tomasz Matuszewski

Posted by tadeo w dniu 18 Wrzesień 2014

Pociąg

Żyjemy tu po to, by móc porozmyślać
O wielkiej podróży, bo ona nas czeka.
Gdy pociąg nadjedzie, nie będzie wymówki,
Każdego z tej ziemi zabierze człowieka.

Co gorsza, bilety już dawno kupione,
Zagadką jest tylko godzina odjazdu.
Na pewno bilety te są w jedną stronę
I całkiem niedługa jest droga przejazdu.

By w podróż wyruszyć, spakować się trzeba.
Lecz kiedy rozpocząć, gdy rozkład nieznany?
Co zabrać ze sobą, w co włożyć swe rzeczy?
To nie jest zwyczajny wypad na Bałkany.

Czy brać kosztowności, czy może tak skromniej?
Cieplejsze czy może najlżejsze ubrania?
Czy jedną czy kilka zabierać walizek?
Naprawdę to trudne są dla nas pytania.

A co jeśli celnik popatrzy surowo
I każe wyrzucić za okno klejnoty?
Najgorzej dowiedzieć się tam na granicy,
Że te nasze skarby to zwykłe klamoty.

Tomasz Matuszewski

Szanowny Panie,

Moją uwagę zwróciła Pańska strona internetowa i informacje na niej zawarte. Jestem rodziną śp. ks. prałata Józefa Obrembskiego z Mejszagoły, o którym artykuł znajduje się na Pańskiej stronie. Jestem m.in. kompozytorem, a ostatnio napisałem kilkadziesiąt wierszy, w tym cały cykl refleksyjnych i religijnych. Pomyślałem sobie, że może Pan znać ludzi, którzy mogliby być nimi zainteresowani. Podaję więc linki:

Krótkie bio;

http://melodeus.pl/artysci/artist/tomasz-matuszewski.html

Moje wiersze:

http://melodeus.pl/wiersze.html

Kanał na Youtube:

https://www.youtube.com/channel/UC8Zud50ncKsty9jdMAVZuIg

Moje kompozycje:
http://melodeus.pl/wyszukiwanie/searchType/music/search/matuszewski.html

Bardzo proszę o przekazanie tych linków tym, którzy byliby nimi zainteresowani.

Z góry dziękuję i pozdrawiam – Tomasz Matuszewski

Tomasz Matuszewski

Zobacz także: 

KS. PRAŁAT JÓZEF OBREMSKI – niekoronowany Kardynał Wileńszczyzny

Duszpasterz Wileńszczyzny

Turgiele i ks. prałat Józef Obrembski

Wileńszczyzna żegna swego Prałata

Pociąg ŻYCIE – porównanie życia do podróży pociągiem

Posted in Wiersze | Leave a Comment »

Sowiecki najazd, gładkie frazesy i Józef Mackiewicz

Posted by tadeo w dniu 17 Wrzesień 2014

Łukasz Warzecha: Sowiecki najazd, gładkie frazesy i Józef Mackiewicz

LUC - Zrozumieć Polskę. materiały prasowe
LUC – Zrozumieć Polskę. materiały prasowe

75. rocznica napaści Sowietów na Polskę zdarza się akurat w czasie, kiedy Rosja całkiem współczesna – ta sama, która zdaniem Radosława Sikorskiego miała ostatecznie wejść na drogę demokracji wraz z przejęciem urzędu prezydenta przez Dmitrija Miedwiediewa – znów działa jako agresor. Polski rząd z tej rocznicy powinien uczynić historyczny argument za energicznymi działaniami w celu powstrzymania nowej rosyjskiej agresji, tak się jednak nie dzieje. Wręcz przeciwnie – Unia Europejska doprowadziła swoim kunktatorstwem, przy milczącej bierności Warszawy, do oddania Doniecka Moskwie. Rocznica przechodzi cicho – poza chlubnymi wyjątkami. Poniżej tekst deklaracji, podpisanej i ogłoszonej dzisiaj przez grupę eurodeputowanych z Polski i innych państw Europy Środkowej, które po 1939 r. dostały się pod sowiecką okupację.

W siedemdziesiątą piątą rocznicę sowieckiego najazdu na Polskę, którym Związek Sowiecki rozpoczął swój udział w drugiej wojnie światowej i serię agresji przeciw państwom Europy środkowej – wspólnie przypominamy współodpowiedzialność ZSSR za wywołanie wojny, za układ z Niemcami hitlerowskimi o sojuszu i agresji wobec naszych państw, za okupację naszych krajów i zbrodnie, które w jej trakcie popełniono. Przypominamy, że następstwem agresji z lat 1939-40 było zniszczenie państw bałtyckich anektowanych przez ZSSR, narzucenie po 1944 kolaboracyjnych rządów innym krajom Europy środkowej oraz najazdy oraz groźby najazdów („interwencji”) w okresie powojennym. Ubolewając nad niedostatecznym sprzeciwem państw Zachodu wobec ujarzmienia narodów Europy środkowej i wschodniej, składamy dziś hołd wszystkim, którzy oddali życie w oporze wobec sowieckiej agresji i jako jej ofiary. Wzywamy władze Unii Europejskiej i wszystkich zrzeszonych w niej państw oraz opinię publiczną jej narodów – do wypełniania obowiązku pamięci wobec walki narodów Europy środkowej i wschodniej o wolność swoją i o wolność nas wszystkich, a także do definitywnego potępienia komunizmu. Naszym wspólnym obowiązkiem, który dramatycznie aktualizuje agresja podjęta przeciw Ukrainie przez zdeklarowanych spadkobierców ZSSR, jest przeciwstawienie się próbom relatywizowania zła Związku Sowieckiego i politycznej rewitalizacji jego dziedzictwa.

CZYTAJ WIĘCEJ: Grupa europosłów przypomina Brukseli o 17 września 1939. Przeczytaj ważny list!

Ale ta smutna rocznica ma jeszcze jeden aspekt: w jej tle trwa dość zacięta dyskusja pomiędzy zwolennikami tezy, że przedwojenna Polska niemal dobrowolnie położyła głowę pod topór a tymi, których ja nazywam – przyznaję, nieco złośliwie – deterministami, a którzy twierdzą, że nic się nie dało zrobić i musiało się stać to, co się stało. W jeszcze głębszym planie tkwi gdzieś rzadko pojawiające się pytanie o to, co było konsekwencją roku 1939 – o Teheran, Jałtę i lata po 1944 r. O to, czy tak być musiało, czy to była naiwność polskich przywódców i czy lata 1944-45 możemy w jakimkolwiek sensie nazywać „wyzwoleniem”.

Pamiętam, jak ten właśnie temat poróżnił mnie swego czasu z moim znakomitym redakcyjnym kolegą Piotrem Zarembą. Piotr bronił tezy, że o ile okupacja sowiecka była faktycznie straszliwa, to niemiecka była o tyle gorsza, że zmierzała do fizycznego wyniszczenia narodu, a nie tylko jego elit, w co celowali Sowieci. Leży przede mną „Nie trzeba głośno mówić” Józefa Mackiewicza. Książka bardzo przykra dla wielbicieli naszej narodowej mitologii, bardzo nieprzyjemna, bardzo nie po linii. Książka, za którą Mackiewicza spotkała anatema w środowisku emigracyjnym. Za którą przypominano mu nie wiadomo przez kogo wydany i potem anulowany wyrok za rzekomą kolaborację z Niemcami, którego absurdalnym uzasadnieniem było kilka antykomunistycznych pamfletów Mackiewicza, opublikowanych w wydawanym pod okupacją niemiecką „Wileńskim Gońcu Codziennym”.

Jeden z bohaterów tej świetnej i arcyważnej powieści stwierdza, że o ile Niemcy niszczą naród fizycznie, to Sowieci zniszczą jego duszę. I to jest podstawowa różnica pomiędzy mną a Piotrem: ja ten wariant uważam za znacznie gorszy. I również z tego powodu patrzę z pewną przychylnością na alternatywne scenariusze historii, które zakładają, że Związek Sowiecki nie staje się sojusznikiem dwóch ówczesnych potęg ze wszystkimi tego konsekwencjami dla Polski i innych narodów Europy Środkowej i Wschodniej, ale zostaje pokonany w pierwszej fazie światowego konfliktu.

Kto może, niech przy okazji tej 75. rocznicy sięgnie po dzieło Mackiewicza. To nie tylko osobiste rozliczenie z niesłusznymi oskarżeniami, ale też pokazanie, do jakiego stopnia przywódcy państwa podziemnego, na czele z dowództwem Armii Krajowej, byli nieświadomi specyfiki systemu sowieckiego i tego, jak wygląda sowiecka okupacja.

Nie, Mackiewicz w najmniejszym nawet stopniu nie usprawiedliwia Niemców. „Nie trzeba głośno mówić” zawiera absolutnie porażający zapis niemieckiej zbrodni w Ponarach pod Wilnem, której świadkiem był przypadkowo pisarz, gdy niemieccy żołnierze, żandarmi i litewscy policjanci zmasakrowali kilkuset Żydów, przewożonych pociągiem i tak na zatracenie. W Ponarach zbrodnicze egzekucje odbywały się zresztą przez całą niemiecką okupację – zgładzono tam wielu członków polskiej wileńskiej elity. (Tu można znaleźć pierwszą, a tu drugą część dokumentu o zbrodni w Ponarach.)

Przede wszystkim zaś pokazuje, jak bezmyślna, paranoiczna i w gruncie rzeczy sprzeczna z niemieckim interesem była polityka III Rzeszy wobec narodów wschodu, które – trudno o lepsze świadectwo niż u Mackiewicza – witały niemieckie oddziały jak wyzwolicieli. Potem przychodziło straszliwe i bardzo bolesne rozczarowanie.

Mackiewicz pokazał też jednak kilka wątków, które w niewygodny sposób naruszają narodową mitologię – również tę dzisiejszą. Dlatego ten znakomity pisarz pozostał na zawsze człowiekiem niczyim, bez własnego obozu.

Mamy zatem w „Nie trzeba głośno mówić” bezkrytyczną wiarę przedstawicieli państwa podziemnego z Generalnego Gubernatorstwa w brytyjskie deklaracje i obietnice. Mamy stwierdzenie, że podziemie robiło propagandę natrętną, sztywną i niedopuszczającą wątpliwości – obowiązywała jedna linia, cenzurowana przez Londyn. Kto się wyłamywał, był z definicji podejrzany. Mamy przypomnienie licznych rozkazów i zakazów, sprowadzających się do przymusu współpracy polskiej partyzantki AK z jednostkami sowieckimi. Mamy – co być może najbardziej nieprzyjemne – przypomnienie (a Mackiewicz coś o tym wie), że paranoja Komendy Głównej zaszła tak daleko, iż od pewnego momentu każda antysowiecka wypowiedź mogła być traktowana jako dowód kolaboracji z Niemcami. Ale przecież mamy też o wiele więcej. Mamy dramatyczny obraz polsko-litewskiej wrogości, narastającej w miarę jak polskie podziemie coraz ostrzej forsuje linię współpracy z Sowietami, a podziemie litewskie w nadchodzących Sowietach widzi okupantów i morderców. Mamy nierozwiązywalny i bolesny paradoks narodów wschodu, które decydowały się na współpracę z Niemcami, dostrzegając w nich jedyną – nawet jeśli nikłą – szansę na odbudowanie choćby cząstkowej państwowości. Na marginesie „Nie trzeba głośno mówić” przewija się historia kozackiego zgrupowania, które walczyło pod niemieckim dowództwem, a pod koniec wojny poddało się Anglikom, stając obozem nad rzeką Drawą w południowej Austrii wraz z towarzyszącymi wojsku rodzinami Kozaków. Anglicy obiecali solennie, że nie wydadzą Kozaków Sowietom, po czym swoją obietnicę na zimno złamali i przekazali niemal wszystkich, z kobietami i dziećmi włącznie, na pewną śmierć. Ta wstrząsająca opowieść posłużyła Mackiewiczowi jako kanwa innej świetnej powieści – „Kontry”. Jego reportaż o brytyjskiej zbrodni w dolinie Drawy można przeczytać tutaj.

Mackiewicz pokazał coś bardzo utrudniającego życie zwolennikom gładkich i ładnych frazesów: że świat jest bardziej skomplikowany. Nie był za to ceniony. Wśród osób zwalczających go bardzo konsekwentnie, był m.in. dyrektor Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Jan Nowak-Jeziorański.

Dziś, 17 września, zamiast powtarzać frazesy, klisze i opowiadać, że „nie mieliśmy wyjścia”, lepiej może sięgnąć po któryś z tekstów znakomitego pisarza, choćby po to, żeby nabrać wątpliwości. Wątpliwości to nic złego.

Posted in Historia | Leave a Comment »

PREZYDENT – film dokumentalny

Posted by tadeo w dniu 16 Wrzesień 2014

Można mówić o tym człowieku dużo… Ale, swoje w głowie miał. Często mówił o zagrożeniu ze wschoduTo był prorok.

Jego śmierć też nie była przypadkiem. Polecam zobaczyć. Świeży filmik. Odmienia zdanie na jego temat.

Posted in Prezydent Lech Kaczyński | Leave a Comment »

Prawdziwa historia Wołodyjowskiego

Posted by tadeo w dniu 15 Wrzesień 2014

Czy Sienkiewicz ściśle trzymał się kart historii? Gdzie w Trylogii mamy do czynienia z faktami, a gdzie fantazja twórcza pisarza przenosi nas w świat legend i mitów?

Czytaj więcej: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/nic_to_baska_czyli_prawdziwe_okolicznosci_smierci_wolodyjowskiego_28685.html

Właśnie przygotowuję artykuł na temat pana Jerzego Wołodyjowskiego stolnika przemyskiego od 1668r., komendanta stanicy pogranicznej – Chreptiów 1671-1672, rotmistrza na Kamieńcu 1669-1672. Dla zainteresowanych chętnie podrzucę kilka informacji

Postać Sienkiewiczowska ma swój pierwowzór historyczny chociaż niewielką odegrała ona rolę w dziejach. Pisarz świadomie też korzystał z wiadomości o bohaterze obrony Kamieńca. Miał nawet problem, gdy dowiedział się, że historyczny pan Jerzy (nie koniecznie Jerzy Michał), urodzony około 1620r. miał już (prawdopodobnie) od 1660-61 roku żonę. Pani Krystyna z domu Jeziorkowska była albo równolatką albo starszą od Wołodyjowskiego, na dodatek była już wdową po 3 mężach. Można przypuszczać, że małżeństwo układało się im bardzo dobrze choć było bezdzietne jak poprzednie małżeństwa Krystyny.

Pan Jerzy był partyzantem- przez lata uwijał się po ziemiach kresowych i gromił na własną rękę zapuszczających się tam nieprzyjaciół, skąd miał dobrą sławę rycerską a bywało, że do tego wręcz imponujące łupy. Po swoim ożenieniu z zamożną wdową, z chudopachołka zmienił się w posesjonata a okazując się zdolnym gospodarzem u schyłku życia był człowiekiem naprawdę zamożnym i szanowanym na Podolu (ponad 20 wsi, miasteczko, dwa dwory obronne zwane zameczkami, 2 kamienice w Kamieńcu. Same dobra Jerzego, nie licząc majętności żony obejmowały ok. 13.400 ha! W majątku ruchomym- w drogich kamieniach, złocie, sprzętach kosztownych, zaprzęgach, cugach i innych miał sam Jerzy ok. 100 tys. zł.)

Hetman Sobieski miał dla niego duże uznanie – bo mimo, że stolnik nie był oficerem komputowym (nazywany był pułkownikiem, dowodził na stałe swoją prywatną chorągwią) uczynił go dowódcą Chreptiowa dając bardzo znaczną – 700 osobową załogę i znamienitych oficerów pod komendę (znanych z Sienkiewicza) oraz polecenie by oficerowie z innych komend jak Nowowiejski, zasięgali jego rady jako bardziej doświadczonego. Hetman też wyjednał mu rotmistrzostwo na Kamieńcu. Wołodyjowski najprawdopodobniej uczestniczył w wyprawie ukraińskiej Sobieskiego w 1671r. Jako komendant Chreptiowa sprawdził się doskonale- generalnie Sienkiewicz tu nie mija się z prawdą (nawet chreptiowskie wątki romansowe z powieści mają pierwowzory historyczne). Miał też Wołodyjowski poważanie i znajomości wśród Tatarów i w Turcji, dzięki czemu pomagał w wykupie jeńców, w tym pana Boskiego. Przed ostatecznym zawarciem się w Kamieńcu odbył (opisaną przez Sienkiewicza) walkę z Tatarami przeprawiającymi się koło Żwańca – padło tam kilkunastu nieprzyjaciół.

http://www.foto.retro.bielsko.pl/ukraina/kamieniec_podolski.JPG

Jako obrońca Kamieńca nie sprawdził się, bo nie mógł choć walczył dzielnie. Poszedł bronić twierdzy i stał się jednym z dowódców, bo nikt mający umiejętności, doświadczenie itd. nie chciał się podjąć obrony twierdzy tak zaniedbanej i pozostawionej samej sobie przez Rzeczpospolitą. Sobieski, generał Kątski i paru innych trzeźwo myślących i wpływowych, próbowało zorganizować obronę, zapewnić ludzi, prochy, jedzenie, sprowadzić specjalistów, ale szlachta nie dała pieniędzy, król Michał utrudniał itd. Hetman w tej sytuacji nie miał wątpliwości, że twierdza padnie. Tak dla zobrazowania podam, że powinna mieć do obrony przynajmniej 7 tys. regularnej piechoty- miała całego wojska ok. 1500 ludzi, w większości jazdy i około 500 zwerbowanej szlachty, mieszczan, chłopów- ludzi różnych nacji, różnej wiary, którzy bardzo dzielnie i z poświeceniem przez 10 dni bronili tego„orlego gniazda”. Turcy dysponowali siłą około 100 tyś. Mury waliły się i miały złe założenia, brak artylerzystów i inżynierów, gdy Turcy mieli tych po dostatkiem i to jak się ocenia najlepszych na świecie, twierdza miała armaty, które niosły na niecały kilometr, gdy tureckie na kilka kilometrów, brak żywności.

Wołodyjowski bronił dzielnie zamków i uznaje się, że podczas obrony stał się faktycznym dowódcą tych fortów, liczono się z jego zdaniem, ale nie miał on pojęcia o obronie fortyfikacji tak jak i reszta- tu trzeba było inżyniera. Próbował urządzać wycieczki na wroga, stał na murach dzień i noc, poświęcał też swoje wojsko, swoje konie, swoje pieniądze. Była sytuacja, gdy stolnik niemal sam, zmuszając do pomocy, dwóch ledwo trzymających się na nogach żołnierzy rzucił się do obrony wyłomu, który uczynili Turcy wysadzając ścianę Starego Zamku. Nie bronił jej jednak szablą, która na niewiele by się zdała, ale celnie strzelał z muszkietów (na pomoc przybiegł mu jako jeden z pierwszych starosta Potocki). Padł też podczas obrony przyjaciel i podkomendny Wołodyjowskiego- Kałuszowski – umierał na rękach swego dowódcy dziękując za służbę (motyw znany z Sienkiewicza).

W sytuacji krytycznej, gdy faktycznie nie było już szans obrony, to on potwierdził swoim autorytetem – że twierdzę trzeba poddać bo zamek padnie od podłożonych min a wtedy miasta, ludzi i Podola nic nie uratuje bo nie będzie żadnego układu. Białe chorągwie najpierw wystawiono na zamku. Wołodyjowski został jako jedyny z wyższych oficerów na tymże by zebrać wojsko i przygotować, zabezpieczyć wszystko do wypełnienia układów – pełnił swoją służbę do końca. Kiedy poselstwo polskie wracało z obozu tureckiego nastąpił wybuch prochów na zamku. Przypuszcza się, ale nie jest to pewne, że podpalił je zdesperowany Hekling (prawdopodobnie Ketling z Trylogii Sienkiewicza) – major artylerii zamkowej. Na dziedzińcu Starego Zamku oraz u wylotu mostu zginęło prawdopodobnie koło 500 ludzi (podaje się tez liczby dużo wyższe). Koło bramy zamkowej posłowie wracający od Turków w obstawie janczarów odnaleźli ciało Wołodyjowskiego – z przytoczonego wyżej przez mojego przedmówcę fragmentu Relacji pana Makowieckiego, stolnika latyczowskiego i szwagra Wołodyjowskiego dowiadujemy się jakie były ostanie chwile komendanta. Podobno Turcy dopiero na widok ciał a wśród nich dowódcy obrony (tak określano Wołodyjowskiego) uwierzyli, że wybuch nie był zaplanowany, co by groziło zerwaniem układu i dali dzień czasu na pogrzebanie ciał. Pochowano go wśród powszechnej żałości u franciszkanów gdzie wuj jego był gwardyanem a nad trumną biadały – matka, siostra, szwagierka, szwagier, i podkomendni. Biskup Lanckoronski (dość chwalebnie zachowujący się podobnie jak Potocki w czasie obrony) nazwał pierwszy Wołodyjowskiego – „naszym Hektorem”, Sobieski donosił w listach o śmierci Wołodyjowskiego, trąbiła też o tym różna korespondencja prywatna i urzędowa tamtych czasów.

Po śmierci 4 małżonka pani Krystyna Wołodyjowska, która podczas obrony Kamieńca przebywała razem z żoną starosty Potockiego (dowódcy twierdzy i dobrego znajomego Wołodyjowskiego) na Litwie, po awanturach o znaczny spadek po rycerzu, wyszła po raz czwarty za mąż za mało rycerskiego Dziewanowskiego. Tego męża jednak już nie przeżyła a on wyprawił jej pyszny pogrzeb, po czym raz jeszcze zaczęły się awantury spadkowe. Jeszcze w XIX w katedrze kamienieckiej odprawiano msze za duszę Wołodyjowskiego na co był zapis na wsi Sokół.

W XIX w. na materiały z archiwów rodzinnych Makowieckich, gdzie przechowywano pamiątki po „hektorze kamienickim” trafił historyk gawędziarz – J.A. Rolle, badacz Podola. To on ocalił pamięć o stolniku i o innych mieszkańcach Podola oraz o historii tych ziem, bo po 1917 roku niewiele dokumentów archiwów podolskich ocalało. O stolniku wspomina też w powyżej przytaczanej „Relacji Kamieńca wziętego przez Turków 1672” Makowiecki, trochę wzmianek jest też w papierach urzędowych, listach z epoki ( m.in. w: Pisma do wieku i spraw Jana III Sobieskiego, wyd. Kulczycki

Lear92 – Alicja

http://www.historycy.org/index.php?showtopic=19805

Zobacz także:

Przygody Pana Michała

Posted in Historia | Leave a Comment »

Św Faustyna i Bł ks Michał Sopoćko

Posted by tadeo w dniu 15 Wrzesień 2014

Posted in Św. Faustyna | Leave a Comment »

Jezus sam prostuje zniekształcony obraz Jego Osoby pokutujący w czasach przedsoborowych

Posted by tadeo w dniu 14 Wrzesień 2014

«Bóg jest miłością»[1 J 4, 8].

W ostatnich wiekach przedsoborowych w teologii i w kaznodziejstwie zauważalna była tendencja do przedstawiania zniekształconego obrazu Boga [trochę podobnie jak w błędach jansenizmu]. W kazaniach najczęściej bardzo mało mówiło się o wielkiej Dobroci Boga, natomiast przeakcentowywano temat kary Bożej i Sprawiedliwości Bożej. Dlatego Chrystus sam przyszedł, objawiając się św. Faustynie Kowalskiej, aby przypomnieć duchowieństwu i wiernym o Jego wielkiej Dobroci i Miłosierdziu: «Córko Moja, mów kapłanomo tym niepojętym miłosierdziu Moim»[Dzienniczek 177]. Niestety w naszych czasach posoborowych, bardzo często popada się w drugą skrajność – akcentuje się samo tylko Miłosierdzie Boże, pomijając zupełnie Sprawiedliwość Bożą. Prowadzi to do zniekształcenia prawdziwego obrazu Miłosierdzia Bożego, a co za tym idzie – do zuchwałego lekceważenia norm moralnych.Przypominał o tym św. Jan Paweł II: «Nawet w dziedzinie myśli i życia kościelnego pewne tendencje prowadzą w sposób nieuchronny do zaniku poczucia grzechu. Niektórzy, na przykład, dążą do zastąpienia przesady występującej w przeszłości inną przesadą: przechodzą od widzenia grzechu wszędzie do niedostrzegania go nigdzie; od zbytniego akcentowania lęku przed karą wieczną do głoszenia miłości Bożej, która miałaby wykluczać wszelką karę za grzech; od surowości stosowanej w celu wyprostowania błędnych sumień do pozornego poszanowania sumienia do tego stopnia, że przestaje istnieć obowiązek mówienia prawdy»[Św. Jan Paweł II, adh. apost. Reconciliatio et paenitentia 18].

Należy więc zawsze głosić całą, integralną Prawdę o Bogu – nade wszystko akcentując Jego Miłosierdzie i ukazując przede wszystkim Jego Miłość, Dobroć. Nie wolno jednak zupełnie pomijać Sprawiedliwości Bożej, która jest nieodłączna od Miłości i Miłosierdzia Bożego. Trzeba jednak Sprawiedliwość ukazywać we właściwym świetle Miłosierdzia. Nigdy też nie wolno przeakcentować i stawiać na pierwszym miejscu Sprawiedliwości Bożej. Nawet Katechizm Soboru Trydenckiego poucza, że nade wszystko należy ukazywać Miłość naszego Pana Jezusa Chrystusa (Katechizm Rzymski – wstęp, 10).Miłość jest najważniejsza. Miłość jest istotą chrześcijaństwa. Bóg jest Miłością. Nawet tzw. sprawiedliwa „kara Boża”, jest tak naprawdę wyrazem Miłości i Miłosierdzia Bożego. «Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje»[Hbr 12, 6]. Bóg nie tylko miłuje, ale jest Miłością[1 J 4, 8] i dlatego nawet Jego Sprawiedliwość jest nieodłączna od Miłości i Miłosierdzia. «Kara ukazana jest jako pewnego rodzaju pedagogia Boża, w której jednakże ostatnie słowo należy zawsze domiłosierdzia»[Św. Jan Paweł II, Katecheza - 25 lipca 2001].

Poniżej przedstawione są wybrane fragmenty z Dzienniczka św. Faustyny:

«Po odnowieniu ślubów i Komunii świętej nagle ujrzałam Pana Jezusa, który – rzekł mi łaskawie: Córko Moja, patrz w miłosierne serce Moje.Kiedy się wpatrzyłam w to Serce Najświętsze, wyszły te same promienie – jakie są w tym obrazie – jako krew i woda, i zrozumiałam, jak wielkie jest miłosierdzie Pańskie. – I znów rzekł Jezus łaskawie: Córko Moja, mów kapłanom o tym niepojętym miłosierdziu Moim. Palą Mnie płomienie miłosierdzia, chcę je wylewać na dusze, [ale] nie chcą dusze wierzyć w Moją dobroć»[177].

«O, jak bardzo Mnie rani niedowierzanie duszy. Taka dusza wyznaje, że jestem święty i sprawiedliwy, a nie wierzy, że jestem miłosierdziem, nie dowierza dobroci Mojej. I szatani wielbią sprawiedliwość Moją, ale nie wierzą w dobroć Moją»[300].

W tej chwili, kiedy piszę te słowa, usłyszałam krzyk szatana: Wszystko pisze, wszystko pisze, a przez to tyle my tracimy, nie pisz o dobroci Boga, On sprawiedliwy. Zawył z wściekłości i znikł [1338].

Wyznał mi szatan, że jestem przedmiotem jego nienawiści. – Powiedział, że: Tysiąc dusz mniej mi robi szkody aniżeli ty, kiedy mówisz o miłosierdziu wielkim Wszechmocnego. Najwięksi grzesznicy nabierają ufności i wracają do Boga, a ja – mówi duch zły – tracę wszystko, ale nadtomnie samego prześladujesz tym niezgłębionym miłosierdziem Wszechmocnego.Poznałam, jak bardzo szatan nienawidzi miłosierdzia Bożego, nie chce uznać, że Bóg jest dobry[1167]

Kiedy to piszę, słyszę zgrzyt zębami szatana, który znieść nie może miłosierdzia Bożego i trzaska przedmiotami w mej celi; lecz czuję w sobie tak wielką siłę Bożą, że nawet mnie nie obchodzi, że się złości nieprzyjaciel naszego zbawienia, ale spokojnie piszę dalej [1583]

«O, gdyby znali grzesznicy miłosierdzie Moje, nie ginęłaby ich tak wielka liczba. Mów duszom grzesznym, aby się nie bały zbliżyć do Mnie, mów o Moim wielkim miłosierdziu»[1396].

«O, jak bardzo Mnie rani niedowierzanie duszy. Taka dusza wyznaje, że jestem święty i sprawiedliwy, a nie wierzy, że jestem miłosierdziem, nie dowierza dobroci Mojej. I szatani wielbią sprawiedliwość Moją, ale nie wierzą w dobroć Moją»[300].

«Czuję dobrze, że nie kończy się posłannictwo moje ze śmiercią, ale się zacznie. O dusze wątpiące, uchylę wam zasłony nieba, aby was przekonać o dobroci Boga, abyście już więcej nie raniły niedowierzaniem najsłodszego Serca Jezusa. Bóg jest Miłością i Miłosierdziem»[281]

«W Starym Zakonie wysyłałem proroków do ludu swego z gromami. Dziś wysyłam ciebie do całej ludzkości z Moim miłosierdziem. Nie chcę karać zbolałej ludzkości, ale pragnę ją uleczyć, przytulając ją do swego miłosiernego serca. Kar używam, kiedy Mnie sami zmuszają do tego; ręka Moja niechętnie bierze za miecz sprawiedliwości; przed dniem sprawiedliwości posyłam dzień miłosierdzia»[1588].

«Córko Moja, mów światu całemu o niepojętym miłosierdziu Moim. Pragnę, aby święto Miłosierdzia, było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz,a szczególnie dla biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia Mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miłosierdzia Mojego. Która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii świętej,dostąpi zupełnego odpuszczeniawin i kar. W dniu tym otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski; niech się nie lęka zbliżyć do Mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jako szkarłat. Miłosierdzie Moje jest tak wielkie, że przez całą wieczność nie zgłębi go żaden umysł, ani ludzki, ani anielski. Wszystko, co istnieje, wyszło z wnętrzności miłosierdzia Mego. Każda dusza w stosunku do Mnie rozważać będzie przez wieczność całą miłość i miłosierdzie Moje. Święto Miłosierdzia wyszło z wnętrzności Moich, pragnę, aby uroczyście obchodzone było w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. Nie zazna ludzkość spokoju, dopokąd nie zwróci się do źródła miłosierdzia Mojego»[699].

«Niech pokładają nadzieję w miłosierdziu Moim najwięksi grzesznicy. Oni mają prawo przed innymi do ufności w przepaść miłosierdzia Mojego. Córko Moja, pisz o Moim miłosierdziu dla dusz znękanych. Rozkosz Mi sprawiają dusze, które się odwołują do Mojego miłosierdzia. Takim duszom udzielam łask ponad ich życzenia. Nie mogę karać, choćby ktoś był największym grzesznikiem, jeżeli on się odwołuje do Mej litości, ale usprawiedliwiam go w niezgłębionym i niezbadanym miłosierdziu swoim. Napisz: Nim przyjdę jako Sędzia sprawiedliwy, otwieram wpierw na oścież drzwi miłosierdzia Mojego. Kto nie chce przejść przez drzwi miłosierdzia, ten musi przejść przez drzwi sprawiedliwości Mojej»[1146].

«Córko Moja, napisz, że im większa nędza, tym większe ma prawo do miłosierdzia Mojego, a [namawiaj] wszystkie dusze do ufności w niepojętą przepaść miłosierdzia Mojego, bo pragnę je wszystkie zbawić. Zdrój miłosierdzia Mojego został otwarty na oścież włócznią na krzyżu dla wszystkich dusz – nikogo nie wyłączyłem»[1182].

«Pragnę zaufania od swych stworzeń, zachęcaj dusze do wielkiej ufności w niezgłębione miłosierdzie Moje. Niechaj się nie lęka do Mnie zbliżyć dusza słaba, grzeszna, a choćby miała więcej grzechów niż piasku na ziemi, utonie wszystko w otchłani miłosierdzia Mojego»[1059].

«Palą Mnie płomienie miłosierdzia, pragnę je wylewać na dusze ludzkie. O, jaki Mi ból sprawiają, kiedy ich przyjąć nie chcą.
– Córko Moja, czyń, co jest w twej mocy w sprawie rozszerzenia czci miłosierdzia Mojego, Ja dopełnię, czego ci nie dostawa. Powiedz zbolałej ludzkości, niech się przytuli do miłosiernego serca Mojego, a Ja ich napełnię pokojem.
– Powiedz, córko Moja, że jestem miłością i miłosierdziem samym. Kiedy dusza zbliża się do Mnie z ufnością, napełniam ją takim ogromem łaski, że sama w sobie tej łaski pomieścić nie może, ale promieniuje na inne dusze»[1074].

«Dusze, które szerzą cześć miłosierdzia Mojego, osłaniam je przez życie całe, jak czuła matka swe niemowlę, a w godzinę śmierci nie będę im Sędzią, ale miłosiernym Zbawicielem. W tej ostatniej godzinie nic dusza nie ma na swą obronę, prócz miłosierdzia Mojego; szczęśliwa dusza, która przez życie zanurzała się w zdroju miłosierdzia, bo nie dosięgnie jej sprawiedliwość»[1075].

«Serce Moje jest przepełnione miłosierdziem wielkim dla dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. Oby mogły zrozumieć, że Ja jestem dla nich Ojcem najlepszym, że dla nich wypłynęła z serca Mojego krew i woda, jako z krynicy przepełnionej miłosierdziem; dla nich mieszkam w tabernakulum jako Król miłosierdzia, pragnę obdarzać dusze łaskami, ale[one] nie chcą ich przyjąć. Przynajmniej ty przychodź do Mnie jak najczęściej i bierz te łaski, których oni przyjąć nie chcą, a tym pocieszysz serce Moje. O, jak wielką jest obojętność dusz za tyle dobroci, za tyle dowodów miłości. Serce Moje napawa się samą niewdzięcznością, zapomnieniem od dusz żyjących w świecie; na wszystko mają czas, tylko nie mają czasu na to, aby przyjść do Mnie po łaski»[367].

«Pragnę, ażeby kapłani głosili to wielkie miłosierdzie Moje względem dusz grzesznych. Niech się nie lęka zbliżyć do Mnie grzesznik. Palą Mnie płomienie miłosierdzia, chcę je wylać na dusze ludzkie»[50].

«Ile razy chcesz Mi sprawić radość, to mów światu o Moim wielkim i niezgłębionym miłosierdziu»[164].

«Córko Moja, mów kapłanom o tym niepojętym miłosierdziu Moim. Palą Mnie płomienie miłosierdzia, chcę je wylewać na dusze, [ale]nie chcą dusze wierzyć w Moją dobroć»[177].

«Wzywaj Mojego miłosierdzia dla grzeszników, pragnę ich(zbawienia»[186].

«Córko Moja, patrz w przepaść miłosierdzia Mojego i oddaj temu miłosierdziu Mojemu cześć i chwałę, a uczyń to w ten sposób: zbierz wszystkich grzeszników z całego świata i zanurz ich w przepaści miłosierdzia Mojego. Pragnę się udzielać duszom, dusz pragnę, córko Moja. W święto Moje – w święto Miłosierdzia – będziesz przebiegać świat cały i sprowadzać będziesz dusze zemdlone do źródła miłosierdzia Mojego. Ja je uleczę i wzmocnię»[206].

«Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia»[299].

«…Zachęcaj dusze, z którymi się stykasz, do ufności w nieskończone miłosierdzie Moje. O, jak bardzo kocham dusze, które Mi zupełnie zaufały – wszystko im uczynię»[294].

«Proś wiernego sługę Mojego, żeby w dniu tym powiedział światu całemu o tym wielkim miłosierdziu Moim, że kto w dniu tym przystąpi do Źródła Życia, ten dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar»[300]..

«Nie znajdzie ludzkość uspokojenia, dopokąd się nie zwróci z ufnością do miłosierdzia Mojego»[300]..

«Raduje się serce Moje tym tytułem miłosierdzia. Powiedz, że miłosierdzie jest największym przymiotem Boga. Wszystkie dzieła rąk Moich są ukoronowane miłosierdziem»[301].

«Podaję ludziom naczynie, z którym mają przychodzić po łaski do źródła miłosierdzia. Tym naczyniem jest ten obraz z podpisem: Jezu, ufam Tobie»[327].

«…Szczególnie tobie i wszystkim, którzy głosić będą o tym wielkim miłosierdziu Moim. Ja sam bronić ich będę w godzinę śmierci, jako swej chwały. I chociażby grzechy dusz czarne były jak noc, kiedy grzesznik zwraca się do miłosierdzia Mojego, oddaje Mi największą chwałę i jest zaszczytem męki Mojej. Kiedy dusza wysławia Moją dobroć, wtenczas szatan drży przed nią i ucieka na samo dno piekła»[378].

«Duszom, które uciekać się będą do Mojego miłosierdzia, i duszom, które wysławiać i głosić będą innym o Moim wielkim miłosierdziu, w godzinę śmierci postąpię z nimi według nieskończonego miłosierdzia Mojego»[379]..

«Boleje serce Moje – mówił Jezus – nad tym, że nawet dusze wybrane nie rozumieją, jak wielkim jest Moje miłosierdzie; obcowanie ich jest w pewien sposób niedowierzaniem. O, jak to bardzo rani serce Moje. Wspomnijcie na mękę Moją i jeżeli nie wierzycie słowom Moim, wierzcie przynajmniej ranom Moim»[379].

«Są dusze, które gardzą Moimi łaskami i wszelkimi dowodami Mojej miłości; nie chcą usłyszeć wołania Mojego, ale idą w przepaść piekielną. Ta utrata dusz pogrąża Mnie w smutku śmiertelnym. Tu duszy nic pomóc nie mogę, chociaż Bogiem jestem, bo ona Mną gardzi; mając wolną wolę, może Mną gardzić albo miłować Mnie. Ty, szafarko Mojego miłosierdzia, mów światu całemu o Mojej dobroci, a tym pocieszysz serce Moje»[580].

«W każdej duszy dokonywam dzieła miłosierdzia, a im większy grzesznik, tym ma większe prawa do miłosierdzia Mojego. Nad każdym dziełem rąk Moich jest utwierdzone miłosierdzie Moje. Kto ufa miłosierdziu Mojemu, nie zginie, bo wszystkie sprawy jego Moimi są, a nieprzyjaciele rozbiją się u stóp podnóżka Mojego»[723].

«O, jak wielkich łask udzielę duszom, które odmawiać będą tę koronkę; wnętrzności miłosierdzia Mego poruszone są dla odmawiających tę koronkę. Zapisz te słowa, córko Moja, mów światu o Moim miłosierdziu, niech pozna cała ludzkość niezgłębione miłosierdzie Moje»[848].

«Pragnę, aby czczono miłosierdzie Moje; daję ludzkości ostatnią deskę ratunku – to jest ucieczkę do miłosierdzia Mojego, raduje się serce Moje z święta tego»[998].

«Pragnę zaufania od swych stworzeń, zachęcaj dusze do wielkiej ufności w niezgłębione miłosierdzie Moje. Niechaj się nie lęka do Mnie zbliżyć dusza słaba, grzeszna, a choćby miała więcej grzechów niż piasku na ziemi, utonie wszystko w otchłani miłosierdzia Mojego»[1059].

«Palą Mnie płomienie miłosierdzia, pragnę je wylewać na dusze ludzkie. O, jaki Mi ból sprawiają, kiedy ich przyjąć nie chcą.
– Córko Moja, czyń, co jest w twej mocy w sprawie rozszerzenia czci miłosierdzia Mojego, Ja dopełnię, czego ci nie dostawa. Powiedz zbolałej ludzkości, niech się przytuli do miłosiernego serca Mojego, a Ja ich napełnię pokojem.
– Powiedz, córko Moja, że jestem miłością i miłosierdziem samym. Kiedy dusza zbliża się do Mnie z ufnością, napełniam ją takim ogromem łaski, że sama w sobie tej łaski pomieścić nie może, ale promieniuje na inne dusze»[1074].

«Dusze, które szerzą cześć miłosierdzia Mojego, osłaniam je przez życie całe, jak czuła matka swe niemowlę, a w godzinę śmierci nie będę im Sędzią, ale miłosiernym Zbawicielem. W tej ostatniej godzinie nic dusza nie ma na swą obronę, prócz miłosierdzia Mojego; szczęśliwa dusza, która przez życie zanurzała się w zdroju miłosierdzia, bo nie dosięgnie jej sprawiedliwość»[1075].

«Napisz: Wszystko, co istnieje, jest zawarte we wnętrznościach Mojego miłosierdzia głębiej niż niemowlę w łonie matki. Jak boleśnie rani Mnie niedowierzanie Mojej dobroci. Najboleśniej ranią Mnie grzechy nieufności»[1076].

«Apostołko Mojego miłosierdzia, głoś światu całemu o tym niezgłębionym miłosierdziu Moim; nie zniechęcaj się trudnościami, jakie napotykasz w głoszeniu Mojego miłosierdzia. Te trudności, które cię tak boleśnie dotykają, są potrzebne dla twojego uświęcenia i dla wykazania, że dzieło to Moim jest. Córko Moja, bądź pilna w zapisywaniu każdego zdania, które do ciebie mówię o Moim miłosierdziu, bo to jest dla wielkiej liczby dusz, które korzystać z tego będą»[1142].

«Córko Moja, napisz, że im większa nędza, tym większe ma prawo do miłosierdzia Mojego, a [namawiaj] wszystkie dusze do ufności w niepojętą przepaść miłosierdzia Mojego, bo pragnę je wszystkie zbawić. Zdrój miłosierdzia Mojego został otwarty na oścież włócznią na krzyżu dla wszystkich dusz – nikogo nie wyłączyłem»[1182].

«Ze wszystkich ran Moich, jak ze strumieni płynie miłosierdzie dla dusz, ale rana serca Mojego jest źródłem niezgłębionego miłosierdzia, z tego źródła tryskają wszelkie łaski dla dusz. Palą Mnie płomienie litości, pragnę je przelać na dusze ludzkie. Mów światu całemu o Moim miłosierdziu»[1190].

«Dziś sprowadź Mi ludzkość całą, a szczególnie wszystkichgrzeszników, i zanurzaj ją w morzu miłosierdzia Mojego. A tym pocieszysz Mnie w gorzkim smutku, w jaki Mnie pogrąża utrata dusz»[1210].

«…Zachęcaj dusze, z którymi się stykasz, do ufności w nieskończone miłosierdzie Moje. O, jak bardzo kocham dusze, które Mi zupełnie zaufały – wszystko im uczynię»[294].

«Sekretarko Moja, napisz, że jestem hojniejszy dla grzeszników niżeli dla sprawiedliwych. Dla nich zstąpiłem na ziemię… dla nich przelałem krew, niech się nie lękają do Mnie zbliżyć, oni najwięcej potrzebują Mojego miłosierdzia»[1275].

«O, gdyby znali grzesznicy miłosierdzie Moje, nie ginęłaby ich tak wielka liczba. Mów duszom grzesznym, aby się nie bały zbliżyć do Mnie, mów o Moim wielkim miłosierdziu»[1396].

«Napisz to dla dusz strapionych: Gdy dusza ujrzy i pozna ciężkość swych grzechów gdy się odsłoni przed jej oczyma duszy cała przepaść nędzy, w jakiej się pogrążyła, niech nie rozpacza, ale z ufnością niech się rzuci w ramiona Mojego miłosierdzia, jak dziecko w objęcia ukochanej matki.Dusze te mają pierwszeństwo do Mojego litościwego serca, one mają pierwszeństwo do Mojego miłosierdzia. Powiedz, że żadna dusza, która wzywała miłosierdzia Mojego, nie zawiodła się ani nie doznała zawstydzenia. Mam szczególne upodobanie w duszy, która zaufała dobroci Mojej.Napisz: Gdy tę koronkę przy konających odmawiać będą, stanę pomiędzy Ojcem a duszą konającą nie jako Sędzia sprawiedliwy, ale jako Zbawiciel miłosierny»[1541].

«Czuję dobrze, że nie kończy się posłannictwo moje ze śmiercią, ale się zacznie. O dusze wątpiące, uchylę wam zasłony nieba, aby was przekonać o dobroci Boga, abyście już więcej nie raniły niedowierzaniem najsłodszego Serca Jezusa. Bóg jest Miłością i Miłosierdziem»[281]

«Nieskończona dobroć Boża przy ozdobieniu świata całego w piękno, abyuprzyjemnić człowiekowi czas bytowania na ziemi.

O Boże, jak hojnie rozlane jest miłosierdzie Twoje, a wszystko to uczyniłeś dla człowieka. O, jak bardzo musisz kochać tego człowieka, kiedy Twa miłość tak czynna dla niego. O Stwórco mój i Panie, wszędzie widzę ślady Twej ręki i pieczęć Twego miłosierdzia, które otacza wszystko, co jest stworzone. O mój Stwórco najlitościwszy, pragnę Ci złożyć cześć w imieniu tych wszystkich stworzeń i tworów bezdusznych, wzywam cały wszechświat do uwielbienia miłosierdzia Twego. O, jak wielka jest dobroć Twoja, Boże»[1749].

«Wiedz, córko Moja, że serce Moje jest miłosierdziem samym. Z tego morza miłosierdzia rozlewają się łaski na świat cały. Żadna dusza, która się do Mnie zbliżyła, nie odeszła bez pociech. Wszelka nędza tonie wMoim miłosierdziu, a wszelka łaska tryska z tego źródła: zbawcza i uświęcająca. Córko Moja, pragnę, aby serce twoje było siedliskiem miłosierdzia Mojego. Pragnę, aby to miłosierdzie rozlało się na świat cały przez serce twoje. Ktokolwiek się zbliży do ciebie, niech nie odejdzie bez tej ufności w miłosierdzie Moje, której tak bardzo pragnę dla dusz. Módl się, ile możesz, za konających, wypraszaj im ufność w Moje miłosierdzie, bo oni najwięcej potrzebują ufności, a najmniej jej mają. Wiedz o tym, że łaska wiecznego zbawienia niektórych dusz w ostatniej chwili zawisła od twojej modlitwy. Ty znasz całą przepaść Mojego miłosierdzia, więc czerp z niego dla siebie, a szczególnie dla biednych grzeszników. Prędzej niebo i ziemia obróciłyby się w nicość, aniżeliby duszę ufającą nie ogarnęło miłosierdzie Moje»[1777].

«Jak bardzo pragnę zbawienia dusz. Moja najmilsza sekretarko, napisz, że pragnę przelewać swe Boskie życie w dusze ludzkie i uświęcać je, byle one zechciały przyjąć Moją łaskę. Najwięksi grzesznicy dochodziliby do wielkiej świętości, gdyby tylko zaufali Mojemu miłosierdziu. Przepełnione są wnętrzności Moje miłosierdziem i rozlane jest [ono] na wszystko, com stworzył. Moją rozkoszą jest działać w duszy ludzkiej, napełniać ją swoim miłosierdziem i usprawiedliwiać ją. Królestwo Moje na ziemi jest – życie Moje w duszy ludzkiej»[1784].

«Kiedy się zbliżasz do spowiedzi, wiedz o tym, że Ja sam w konfesjonale czekam na ciebie, zasłaniam się tylko kapłanem, lecz sam działam w duszy. Tu nędza duszy spotyka się z Bogiem miłosierdzia. Powiedz duszom, że z tego źródła miłosierdzia dusze czerpią łaski jedynie naczyniem ufności. Jeżeli ufność ich będzie wielka, hojności Mojej nie ma granic. Strumienie Mej łaski zalewają dusze pokorne. Pyszni zawsze są w ubóstwie i nędzy, gdyż łaska Moja odwraca się od nich do dusz pokornych»[1602].

«W Starym Zakonie wysyłałem proroków do ludu swego z gromami. Dziś wysyłam ciebie do całej ludzkości z Moim miłosierdziem. Nie chcę karać zbolałej ludzkości, ale pragnę ją uleczyć, przytulając ją do swego miłosiernego serca. Kar używam, kiedy Mnie sami zmuszają do tego; ręka Moja niechętnie bierze za miecz sprawiedliwości; przed dniem sprawiedliwości posyłam dzień miłosierdzia»[1588].

«Dusze dążące do doskonałości niech szczególnie uwielbiają Moje miłosierdzie, bo hojność łask, które im udzielam, płynie z miłosierdzia Mojego. Pragnę, aby te dusze odznaczały się bezgraniczną ufnością w Moje miłosierdzie. Uświęceniem takich dusz Ja sam się zajmuję, dostarczę im wszystkiego, czegokolwiek będzie potrzeba dla ich świętości. Łaski z Mojego miłosierdzia czerpie się jednym naczyniem, a nim jest – ufność. Im dusza więcej zaufa, tym więcej otrzyma. Wielką Mi są pociechą dusze o bezgranicznej ufności, bo w takie dusze przelewam wszystkie skarby swych łask. Cieszę się, że żądają wiele, bo Moim pragnieniem jest dawać wiele, i to bardzo wiele. Smucę się natomiast, jeżeli dusze żądają mało, zacieśniają swe serca»[1578].

«Powiedz duszom, aby nie stawiały tamy Mojemu miłosierdziu we własnym sercu, które tak bardzo pragnie w nich działać. Pracuje Moje miłosierdzie we wszystkich sercach, które Mu otwierają swoje drzwi; jak grzesznik, tak i sprawiedliwy potrzebuje Mojego miłosierdzia. Nawrócenie i wytrwanie jest łaską Mojego miłosierdzia»[1577].

«Wiedz, córko Moja, że pomiędzy Mną a tobą jest przepaść bezdenna, która dzieli Stwórcę od stworzenia, ale tę przepaść wyrównuje miłosierdzie Moje. Podnoszę cię do siebie, nie jakobym cię potrzebował, ale jedynie z miłosierdzia darzę cię łaską zjednoczenia»[1576].

«Miłosierdziem swoim ścigam grzeszników na wszystkich drogach ich i raduje się serce Moje, gdy oni wracają do Mnie. Zapominam o goryczach, którymi poili serce Moje, a cieszę się z ich powrotu. Powiedz grzesznikom, że żaden nie ujdzie ręki Mojej. Jeżeli uciekają przed miłosiernym sercem Moim, wpadną w sprawiedliwe ręce Moje. Powiedz grzesznikom, że zawsze czekam na nich, wsłuchuję się w tętno ich serca, kiedy uderzy dla Mnie. Napisz, że przemawiam do nich przez wyrzuty sumienia, przez niepowodzenie i cierpienia, przez burze i pioruny, przemawiam przez głos Kościoła, a jeżeli udaremnią wszystkie łaski Moje, poczynam się gniewaćna nich, zostawiając ich samym sobie i daję im, czego pragną»[1728].

«Córko Moja, nie ustawaj w głoszeniu miłosierdzia Mojego, ochłodzisz przez to serce Moje, które pała płomieniem litości dla grzeszników. Powiedz Moim kapłanom, że zatwardziali grzesznicy kruszyć się będą pod ich słowami, kiedy będą mówić o niezgłębionym miłosierdziu Moim, o litości, jaką mam dla nich w sercu swoim. Kapłanom, którzy głosić będą i wysławiać miłosierdzie Moje, dam im moc przedziwną i namaszczę ich słowa, i poruszę serca, do których przemawiać będą»[1521]

«Napisz to dla dusz strapionych: Gdy dusza ujrzy i pozna ciężkość swych grzechów gdy się odsłoni przed jej oczyma duszy cała przepaść nędzy, w jakiej się pogrążyła, niech nie rozpacza, ale z ufnością niech się rzuci w ramiona Mojego miłosierdzia, jak dziecko w objęcia ukochanej matki. Dusze te (125) mają pierwszeństwo do Mojego litościwego serca, one mają pierwszeństwo do Mojego miłosierdzia. Powiedz, że żadna dusza, która wzywała miłosierdzia Mojego, nie zawiodła się ani nie doznała zawstydzenia. Mam szczególne upodobanie w duszy, która zaufała dobroci Mojej. Napisz: Gdy tę koronkę przy konających odmawiać będą, stanę pomiędzy Ojcem a duszą konającą nie jako Sędzia sprawiedliwy, ale jako Zbawiciel miłosierny»[1541].

«Powiedz duszom, córko Moja, że daję im na obronę Swoje miłosierdzie, walczę za nich Sam jeden i znoszę sprawiedliwy gniew Ojca Swego»[1516]

«Otworzyłem swe serce jako żywe źródło miłosierdzia, niech z niego czerpią wszystkie dusze życie, niech się zbliżą do tego morza miłosierdzia z wielką ufnością. Grzesznicy dostąpią usprawiedliwienia, a sprawiedliwi w dobrym utwierdzenia. Kto pokładał ufność w miłosierdziu Moim, napełnię duszę jego w godzinę śmierci swym Bożym pokojem»[1520]

«Pisz, mów o Moim miłosierdziu. Powiedz duszom, gdzie mają szukać pociech, to jest w trybunale miłosierdzia; tam są największe cuda, które się nieustannie powtarzają. Aby zyskać ten cud, nie trzeba odprawić dalekiej pielgrzymki ani też składać jakichś zewnętrznych obrzędów, ale wystarczy przystąpić do stóp zastępcy Mojego z wiarą i powiedzieć mu nędzę swoją, a cud miłosierdzia Bożego okaże się w całej pełni. Choćby dusza była jak trup rozkładająca się i choćby po ludzku już nie było wskrzeszenia, i wszystko już stracone – nie tak jest po Bożemu, cud miłosierdzia Bożego wskrzesza tę duszę w całej pełni. O biedni, którzy nie korzystają z tego cudu miłosierdzia Bożego; na darmo będziecie wołać, ale będzie już za późno»[1448]

«Ach, jak Mnie to boli, że dusze tak mało się łączą ze Mną w Komunii świętej. Czekam na dusze, a one są dla Mnie obojętne. Kocham je tak czule i szczerze, a one Mi nie dowierzają. Chcę je obsypać łaskami – one przyjąć ich nie chcą. Obchodzą się ze Mną jak z czymś martwym, a przecież mam serce pełne miłości i miłosierdzia. Abyś poznała choć trochę Mój ból, wyobraź sobie najczulszą matkę, która kocha bardzo swe dzieci, jednak te dzieci gardzą miłością matki; rozważ jej ból, nikt jej nie pocieszy. To słaby obraz i podobieństwo Mojej miłości»[1447]

«Pragnę, ażeby kapłani głosili to wielkie miłosierdzie Moje względem dusz grzesznych. Niech się nie lęka zbliżyć do Mnie grzesznik. Palą Mnie płomienie miłosierdzia, chcę je wylać na dusze ludzkie»[50].

«Ile razy chcesz Mi sprawić radość, to mów światu o Moim wielkim i niezgłębionym miłosierdziu»[164].

«Córko Moja, mów kapłanom o tym niepojętym miłosierdziu Moim. Palą Mnie płomienie miłosierdzia, chcę je wylewać na dusze,[ale]nie chcą dusze wierzyć w Moją dobroć»[177].

«…Zachęcaj dusze, z którymi się stykasz, do ufności w nieskończone miłosierdzie Moje. O, jak bardzo kocham dusze, które Mi zupełnie zaufały – wszystko im uczynię»[294].

«Proś wiernego sługę Mojego, żeby w dniu tym powiedział światu całemu o tym wielkim miłosierdziu Moim, że kto w dniu tym przystąpi do Źródła Życia, ten dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar»[300]..

«Nie znajdzie ludzkość uspokojenia, dopokąd się nie zwróci z ufnością do miłosierdzia Mojego»[300]..

«Boleje serce Moje – mówił Jezus – nad tym, że nawet dusze wybrane nie rozumieją, jak wielkim jest Moje miłosierdzie; obcowanie ich jest w pewien sposób niedowierzaniem. O, jak to bardzo rani serce Moje. Wspomnijcie na mękę Moją i jeżeli nie wierzycie słowom Moim, wierzcie przynajmniej ranom Moim»[379].

«W każdej duszy dokonywam dzieła miłosierdzia, a im większy grzesznik, tym ma większe prawa do miłosierdzia Mojego. Nad każdym dziełem rąk Moich jest utwierdzone miłosierdzie Moje. Kto ufa miłosierdziu Mojemu, nie zginie, bo wszystkie sprawy jego Moimi są, a nieprzyjaciele rozbiją się u stóp podnóżka Mojego»[723].

«Dusze, które szerzą cześć miłosierdzia Mojego, osłaniam je przez życie całe, jak czuła matka swe niemowlę, a w godzinę śmierci nie będę im Sędzią, ale miłosiernym Zbawicielem. W tej ostatniej godzinie nic dusza nie ma na swą obronę, prócz miłosierdzia Mojego; szczęśliwa dusza, która przez życie zanurzała się w zdroju miłosierdzia, bo nie dosięgnie jej sprawiedliwość»[1075].

«Napisz: Wszystko, co istnieje, jest zawarte we wnętrznościach Mojego miłosierdzia głębiej niż niemowlę w łonie matki. Jak boleśnie rani Mnie niedowierzanie Mojej dobroci. Najboleśniej ranią Mnie grzechy nieufności»[1076].

«Apostołko Mojego miłosierdzia, głoś światu całemu o tym niezgłębionym miłosierdziu Moim; nie zniechęcaj się trudnościami, jakie napotykasz w głoszeniu Mojego miłosierdzia. Te trudności, które cię tak boleśnie dotykają, są potrzebne dla twojego uświęcenia i dla wykazania, że dzieło to Moim jest. Córko Moja, bądź pilna w zapisywaniu każdego zdania, które do ciebie mówię o Moim miłosierdziu, bo to jest dla wielkiej liczby dusz, które korzystać z tego będą»[1142].

Należy dodać przy okazji, że Chrystus przypomniał także wymagania Ewangelii dotyczące miłosierdzia względem bliźnich, w którym Bóg ma wielkie upodobanie. Oto jedynie dwa fragmenty z Dzienniczka:

«Córko Moja, jeżeli przez ciebie żądam od ludzi czci dla Mojego miłosierdzia, to ty powinnaś się pierwsza odznaczać tą ufnością w miłosierdzie Moje. Żądam od ciebie uczynków miłosierdzia, które mają wypływać z miłości ku Mnie.Miłosierdzie masz okazywać zawsze i wszędzie bliźnim, nie możesz się od tego usunąć ani wymówić, ani uniewinnić. Podaję ci trzy sposoby czynienia miłosierdzia bliźnim: pierwszy – czyn, drugi – słowo, trzeci – modlitwa; w tych trzech stopniach zawiera się pełnia miłosierdzia i jest niezbitym dowodem miłości ku Mnie.W ten sposób dusza wysławia i oddaje cześć miłosierdziu Mojemu. Tak, pierwsza niedziela po Wielkanocy jest świętem Miłosierdzia, ale musi być i czyn; i żądam czci dla Mojego miłosierdzia przez obchodzenie uroczyście tego święta i przez cześć tego obrazu, który jest namalowany. Przez obraz ten udzielę wiele łask duszom, on ma przypominać żądania Mojego miłosierdzia, bo nawet wiara najsilniejsza, nic nie pomoże bez uczynków»[742].

«Jezus w postaci ubogiego młodzieńca dziś przyszedł do furty. Wynędzniały młodzieniec, w strasznie podartym ubraniu, boso i z odkrytą głową, bardzo był zmarznięty, bo dzień był dżdżysty i chłodny. Prosił coś gorącego zjeść. Jednak [gdy] poszłam do kuchni, nic nie zastałam dla ubogich; jednak po chwili szukania znalazło się trochę zupy, którą zagrzałam i wdrobiłam trochę chleba, i podałam ubogiemu, który zjadł. W chwili, gdy odbierałam od niego kubek, dał mi poznać, że jest Panem nieba i ziemi. Gdym Go ujrzała, jako jest, znikł mi z oczu. Kiedy weszłam do mieszkania i zastanawiałam się nad tym, co zaszło przy furcie – usłyszałam te słowa w duszy: Córko Moja, doszły uszu Moich błogosławieństwa ubogich, którzy oddalając się od furty błogosławią Mi, i podobało Mi się to miłosierdzie twoje w granicach posłuszeństwa, i dlatego zszedłem z tronu, aby skosztować owocu miłosierdzia twego»[1312].

Patrz także: Bóg Ojciec sam prostuje zniekształcony obraz Jego Osoby pokutujący w umysłach katolików przedsoborowych

Posted in Miłosierdzie Boże | Leave a Comment »

Risuscito – Campo della Vita

Posted by tadeo w dniu 14 Wrzesień 2014

Posted in Muzyka religijna | Leave a Comment »

Homilia ks. prof. Waldemara Chrostowskiego – 10.09.2014

Posted by tadeo w dniu 14 Wrzesień 2014

Homilia wygłoszona w archikatedrze warszawskiej w czasie Mszy św. w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej.

Posted in Katastrofa smoleńska | Leave a Comment »

Podlasie – co zobaczyć, ile wydać, jak się poruszać

Posted by tadeo w dniu 14 Wrzesień 2014

Wczoraj wieczorem, siedząc z Piotrem na białostockim Rynku, pomyślałam o tym, że nazajutrz rano trzeba wracać. Co za tym idzie, najpóźniej pojutrze należy włączyć komputer, poodpisywać na maile, napisać nowy tekst na bloga i zabrać się za pisanie książki o Bolonii.

Byłam przerażona. Tydzień bez komputera był dla mnie jak wybawienie. Podlaskie wsie i lasy, wycieczki rowerowe i atmosfera romantyczności, i zajadanie się miejscowymi przysmakami sprawiły, że ten tydzień mógłby się ciągnąć w nieskończoność. Niby nic, a jednak wszystko czego potrzeba. I tylko pieniądze w portfelu kończyły się szybciej, niż zaplanowaliśmy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ale nie! W Warszawie daliśmy sobie buzi i każdy pojechał w swoją stronę (jesteśmy związkiem na odległość). Ledwo opuściłam Warszawę Centralną, przejrzałam co słychać w polskiej blogosferze i sama ochoczo chwyciłam się za klawiaturę.

Wiecie, co to znaczy? To znaczy, że kocham to, co robię! Po pisaniu ośmiu stron dziennie przez dwa tygodnie owszem, nienawidziłam OpenOffice’a, monitora, mailów i Social Media. Owszem, moje oczy nienawidziły mnie, a nienoszone przeze mnie na co dzień okulary stały się naturalnym elementem garderoby. Ale po tygodniu bez tego głowa pęka mi od pomysłów, a paluszki jakby same stukają.

Dosyć jednak tej prywaty. Przejdźmy do tego, co właściwe jest tematyce bloga podróżniczego. Pogadajmy o Podlasiu. O Podlasiu dla laików. Dla mnie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Niech ta notka pomoże wam w zaplanowaniu waszej własnej tygodniowej podlaskiej wycieczki. My nie wszystko zrobiliśmy dobrze. Nie zawsze byliśmy przygotowani i nie wszędzie dotarliśmy, gdzie dotrzeć było warto. Ale uczmy się na błędach innych. Pierwsza podlaska notka niech będzie sprawozdaniem, planem, radami jak się przygotować. Kolejne będą dokładniejsze, opisujące konkretne miejsca – takie po mojemu.

PRZYGOTOWANIA

Wydaje mi się, że wcale nieźle mi poszły. Korzystałam ze strony internetowej Ciekawe Podlasie, dzięki której dowiedziałam się o Krainie Otwartych Okiennic. Nabyłam niesamowity przewodnik „Polska egzotyczna” Grzegorza Rąkowskiego, który prowadzi po polskiej granicy wschodniej. Jest dość naukowy, więc nie dla każdego i nie na każdą okazję. Ale wiem, że skorzystam z niego jeszcze nie raz.

Po Podlasiu krąży mapa tras rowerowych, którą bardzo polubiłam i dużo z niej korzystaliśmy. Polecam też rowery z wypożyczalni mobilnej Perko. Dostępne np. w Budach i w Kruszynianach.

Przed wyjazdem przejrzałam też kilka blogów, które i wam polecam. Zajrzyjcie na blogi Znajkraj i Banita.

Narew - Kopia

TRASA

Fakty: Wylądowaliśmy w Białymstoku i momentalnie pojechaliśmy dalej do Trześcianki, gdzie rowerami objechaliśmy okolicę, byliśmy w Narwi, odwiedziliśmy Puchły, Ciełuszki i rzeźbiarza w Kaniukach. Po zwiedzeniu tej malowniczej Krainy Otwartych Okiennicpojechaliśmy do Hajnówki i dalej do Pasieczników Dużych, gdzie mieliśmy nocleg. Kolejnego dnia trafiliśmy do Bud i rowerami zjechaliśmy część puszczy, rezerwat pokazowy żubra, oraz Białowieżę. Rankiem z przewodnikiem weszliśmy do rezerwatu ścisłego puszczy, a potem stopowaliśmy na północ do Kruszynian. Tam rowerkami ruszyliśmy nad granicę z Białorusią i wzdłuż niej pojechaliśmy na północ do Krynek. Ostatniego dnia odwiedziliśmy Supraśl i spędziliśmy wieczór w Białymstoku.

—> zarezerwuj hotel na Podlasiu

kraina otwartych okiennic - Kopia

Plusy: Moim numerem 1 jest zdecydowanie Supraśl. Każdy kto wybiera się w te strony powinien poświęcić na niego minimum 4 godziny, a najlepiej cały dzień. Klasztor i muzeum ikon to tak zwane must.

Trzeba było zaliczyć puszczę i rezerwat ścisły. W końcu głupio być na Podlasiu, pfu – głupio być Polakiem i nie odwiedzić Puszczy Białowieskiej. Na mnie osobiście zrobiły wrażenie również wioski w Krainie Otwartych Okiennic (zwłaszcza Puchły, Ciełuszki i Kaniuki – dwie ostatnie wioski jeszcze nie na szlaku, ale sama się dziwię czemu. Są znacznie śliczniejsze niż Trześcianka).

No i słynne Kruszyniany. Pan wpuszczający do meczetu daje strawną dawkę wiedzy o polskich Tatarach, a kuchnię po prostu trzeba spróbować. W zaufaniu też powiem, że nie mogłam przestać patrzeć na piękne oczy tatarskiego chłopca, który sprzątał przystanek autobusowy, na którym czekaliśmy.

Minusy: Rezerwat pokazowy żubra to dla mnie zwykłe zoo regionalne. Serce mi się krajało patrząc na klatki żbika i rysia. Biedny wilk zachowywał się jak żebrzący o chleb kundel. No i żubronie – jak się dowiedzieliśmy dziś są sztucznie hodowane tylko po to by je badać i wsadzać za klatkę. Zoo ma oczywiście funkcję edukacyjną, ale dla mnie nie jest to wystarczający pretekst do jego istnienia.

Nasz przewodnik nazwał Krynki jednym z ładniejszych przygranicznych miasteczek. Ojej. Jeśli one są jednym z ładniejszych, to wolę nie odwiedzać tych brzydszych. Wybraliśmy się tam na wycieczkę rowerową i trochę, szkoda było dnia. Jedyne, co mnie urzekło to tamtejszy kirkut, ale to trzeba lubić odkrywać nieobecność kultury żydowskiej (cmentarz wygląda jak zwykłe chaszcze).

Niepotrzebnie też zatrzymaliśmy się w Pasiecznikach Dużych. Trzeba było szybko przejechać nieciekawą Hajnówkę i być jeden dzień dłużej w okolicach Białowieży.

Minusy to też (przede wszystkim) miejsca, których nie widzieliśmy: Tykocin, Bohoniki, zalew Siemianówka. Zabrakło mi też spływu tratwą po Narwi i jakiś kajaczków. I czasu, czasu, czasu. No ale piszę o wycieczce tygodniowej.

Optymalnie: Trasa była niezła. Zabrakło całego dnia w Białymstoku i Tykocina. Za długo bawiliśmy w okolicy Hajnówki, no i ta wycieczka do Narwi była dziwnym widzimisię ;) Podobało mi się, ale żadna z niej MUST SEE.

puszcza białowieska - Kopia

TRANSPORT

Fakty: Pojechaliśmy na Podlasie autobusem. Polski Bus zawiózł nas z Warszawy prosto do Białegostoku. Dalej przemieszczaliśmy się autobusami regionalnymi, raz zapłaciliśmy przewodnikowi by podwiózł nas do kolejnej wioski, kilkakrotnie przyszło nam złapać stopa, a lądując w upragnionej bazie wypożyczaliśmy rowery i jeździliśmy po okolicy.

Plusy: Dojazd do Białegostoku i większości miejscowości był wymarzony. Brak samochodu wymógł na nas jazdę rowerami, co zaowocowało gubieniem się w malowniczych zaułkach, wiatrem we włosach i pozytywnym bólem nóg. Każda cerkiewka, ba każda kaplica, stawała się atrakcją, a każdy zatrzymany samochód w czasie stopowania przynosił radość i dodatkowe informacje o okolicy.

Minusy: Jednak trzykrotnie mieliśmy problemy. Puchły okazały się być na końcu świata, skończyło się więc na tym, że szliśmy do nich 5 kilometrów na piechotę. Zatrzymując się w wiosce nieopodal Hajnówki, nie mając samochodu okazało się, że jesteśmy bardzo daleko.Najgorszy był jednak dojazd z Białowieży do Kruszynian. Transportem publicznym jechalibyśmy cały dzień. Stopem jakieś cztery godziny, w tym dobre 10 km zrobionych na piechotę. No i minus największy: do wielu miejsc ze względu na brak czasu nie udało się dotrzeć. Chętnie zajrzałabym w inne zakątki puszczy, do których trzeba by podjechać. Nie byliśmy w Bohonikach – bo za daleko. Ominęliśmy Tykocin i Białostockie Muzeum Wsi. Nawet nie wspomnę o atrakcjach przyrodniczych, bo na nie i z samochodem tygodnia by nie starczyło.

Optymalnie: Na tego typu objazdowy trip, gdy codziennie śpi się w innym miejscu, jednak sugerowałabym samochód, a na miejscu wzięcie często darmowych rowerów. Nie ma się wtedy uczucia, że coś się traci przez głupią komunikację publiczną.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

WYDATKI

Fakty: Wydaliśmy ok. 900 zł na osobę. Dużo? Chyba nie, biorąc pod uwagę fakt, że jadaliśmy jak królowie, a sam dojazd do Białegostoku pochłonął po 200 zł. Dwa razy wypożyczyliśmy rowery po 40 zł za dzień i skorzystaliśmy z usług przewodnika po puszczy (42 zł za godzinę + 20 zł za przyjazd po nas do Budów). Trochę też wydaliśmy w Supraślu za wejście do klasztoru i do muzeum ikon (12 zł za muzeum + co łaska na klasztor)

Plusy: Coraz częściej przekonuję się, że aby podróżować naprawdę dobrze, to trzeba wydawać pieniądze. Supraśl nie jest zwiedzony bez muzeum ikon. Białowieży nie można opuścić bez odwiedzenia rezerwatu ścisłego (wstęp tylko z przewodnikiem). Nie żałuję wydatków rowerowych i jedzeniowych – kuchnia podlaska jest atrakcją samą w sobie.

Minusy: Przesadziliśmy jednak płacąc za podwiezienie nas z Bud do Narewki (50 zł). Przez przewodnika czuję się trochę oszukana, jako że umówiliśmy się na trzy godziny, a niepostrzeżenie wycieczka trwała 4, czego sami nie zauważyliśmy i dowiedzieliśmy się o tym przy płaceniu. Być może w jakiejś restauracji przesadziliśmy z wielkością dania, szczególnie ja – można było wziąć pół porcji, więc trzeba było brać pół porcji.

Optymalnie: W sumie… było optymalnie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

PODZIĘKOWANIA

Wycieczka tak fajnie się udała, też dzięki naszym sponsorom. Będę o nich jeszcze pisać, ale już teraz serdecznie dziękuję znakomitym agroturystykom.

Raduha w Puchłach okazała się być prowadzona przez dyrektora Białowieskiego Parku Narodowego. Byłam tak strasznie zmęczona, a tak bardzo chciało się słuchać opowieści przy wieczornym winie. Mój faworyt jeśli chodzi o noclegi. Jestem niemal pewna, że tam wrócę.

Tatarska Jurta w Kruszynianach to marka sama w sobie. Pyszne jedzenie i właścicielka, która jest dobrym duchem tego miejsca. Nieschodzący jej z ust uśmiech sprawiał, że chciało się pogodnie witać dzień.

Aleksandrówka w Trześciance to piękne i swojskie powitanie nas na Podlasiu. Te grzybki i gulasz były wyborne, wieczór z właścicielami relaksujący i rodzinny, a suszące się na stole stole zioła, gruba pierzyna i mieszanka kulturowa, jaką reprezentowali sami właściciele (on prawosławny, ona katoliczka), to było właśnie to czego na Podlasiu szukałam i co spodziewałam się tu zastać.

Podobał Ci się ten tekst? Dołącz do fanów bloga na Facebooku i bierz udział w dyskusjach, konkursach, a przede wszystkim odkrywaj z nami świat.

The following two tabs change content below.

Agnieszka Ptaszyńska

pisarka podróżnicza
z wykształcenia polonistka, z zamiłowania podróżniczka, wielbicielka włoskiej kawy i dużych psów. Straszna bałaganiara w życiu i na papierze (dysortografka). Promotorka idei odpowiedzialnego podróżowania, którą stara się przekazać na blogu. Zawsze chętnie służy podróżniczą radą. Publikowała na Onecie, w Czasie Kultury i na portalach podróżniczych. A no i napisała przewodnik po Trapani :)

Posted in Podróże | Leave a Comment »

Profesor-ateista odwiedza piekło i spotyka Jezusa

Posted by tadeo w dniu 13 Wrzesień 2014

Oglądając takie materiały, na niezliczone sposoby starałem się podważać ich wiarygodność umysłem. Nie chciałem bowiem porzucać swojego życia pełnego przyjemnych grzechów. W końcu jednak ilość i jakość tych relacji skłoniły mnie do porzucenia życiowej drogi „wolność, wolność ..hulaj dusza” – i choć nie minął jeszcze miesiąc, już czuję się lepiej niż ..gdy byłem taki wolny, że każdy dzień wyglądał tak samo.
Wiem, że każdego przeraża perspektywa uwierzenia w piekło, i tak dalej – że to wszystko prawda. Jeszcze pamiętam własny strach, przed wiecznością typu „smutny film, i ty w nim grasz”. Pamiętam też, jak byłem przywiązany do swojego trybu życia, z którego nie czułem się na siłach zrezygnować.
Ale dziś wszystko to minęło, i czuję się ..jak w dawnych, najlepszych młodych latach. Porzuć grzechy chociaż na tydzień – nie ocknij się potem jak frajer, we wymiarze gdzie nie ma już czasu, tylko trwa w pętli wieczna teraźniejszość! Tam będziesz potem żałować, że szkoda ci było tygodnia – żeby przypomnieć sobie, jak czuło się życie będąc dzieckiem?

Posted in Religia | Leave a Comment »

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 386 obserwujących.