WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for Styczeń 2012

Anna Fotyga: kto ma informację, ten ma władzę. „Jesteśmy oszukiwani, dezinformowani, pozbawiani informacji”

Posted by tadeo w dniu 31 stycznia 2012

PAP/Radek Pietruszka

Kto ma informację, ten ma władzę.

Czy sądzicie Państwo, że

władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu,

jak zapisano w  art. 4 ust. 1 ustawy zasadniczej z 2 kwietnia 1997 r.? Wszystko wskazuje na to, że angażując się w negocjacje polskiej obecności w unii fiskalnej państw członkowskich UE, premier Donald Tusk  postanowił zastosować raczej znaną od wieków  mądrość zawartą w tytule niniejszego felietonu. Jesteśmy społeczeństwem oszukiwanym, dezinformowanym, a w nielicznych , „lepszych” przypadkach –  pozbawianym przez rządzących informacji o sprawach kluczowych dla naszej przyszłości.  Taki właśnie charakter miała  wieczorna konferencja prasowa, którą szef rządu odbył w Brukseli po zwołanym na 30 stycznia br.  nieformalnym szczycie UE. Wzywany wielokrotnie przez opozycję do przedstawienia informacji o polskim stanowisku w Sejmie przed posiedzeniem Rady Europejskiej, Donald Tusk zdecydował się poświęcić posłom zaledwie kilka zdawkowych zdań.

W ironicznym tonie przekonywał, że przecież od dawna już wszystko wiadomo: są zatwardziali przeciwnicy paktu fiskalnego, jego również zatwardziali zwolennicy i on, czyli uosobienie rozwagi i umiarkowania. Tę kpinę stosował już w czasie, gdy znany był list Hermana van Rompuy zapraszający na posiedzenie Rady, a także oficjalna notatka źródłowa Sekretariatu Generalnego, zawierająca opis merytorycznej agendy spotkania. Na angielskojęzycznych stronach portalu consilium.eu opublikowano wyniki prac i uzgodnień poprzedzających nieformalne spotkanie głów państw i szefów rządów UE. Dowiedzieliśmy się, że podczas dzisiejszego szczytu omawiano dwa ważne dokumenty legislacyjne: obejmujący wszystkie państwa członkowskie UE traktat o Europejskim Mechanizmie Stabilizacyjnym oraz umowę wzajemną wiążącą 25 państw (prócz Wlk. Brytanii i Czech),  tzw. pakt fiskalny. Nie jest jasne, co zawiera każdy z traktatów.

Słuchając konferencji prasowej premiera zastanawiałam się, czy zorientował się, czy poinformowano go o tym, że są dwie umowy. Z satysfakcją stwierdził, jakby strofując opozycję, że w pakcie fiskalnym nie ma  ani słowa o osławionej pożyczce dla MFW.  To prawda. To traktat o EMS zawiera postanowienia o „refinansowaniu instytucji”. Dlaczego ukrywa się przed Polakami fakt uzgodnienia w trybie międzyrządowego spotkania ministerialnego 27 państw członkowskich pod kierownictwem Jeana-Claude Junckera nowego traktatu UE? Dlaczego milczą o tym media i przedstawiciele rządu? Wiadomo, że tydzień temu osiągnięto porozumienie w sprawie trybu głosowania EMS- jest to większość kwalifikowana. Czy to oznacza, że porzucono myśl o tak krytykowanej przeze mnie metodzie „odwróconej większości”. Nigdzie nie znalazłam odpowiedzi na to pytanie.

Jesteśmy oszukiwani, dezinformowani, pozbawiani informacji.

Pakt fiskalny zawiera niewiele postanowień nowych. Czy wcielając go do wewnętrznego systemu prawnego przyjmiemy na siebie wszystkie zobowiązania strefy euro, które ustalono w kilkunastu przyjętych ostatnio, odnoszących się do niej  aktach prawa wtórnego?  Przywileje już znamy – okazjonalne miejsce przy stole na szczytach strefy euro. Premier cieszył się, że będą się odbywały natychmiast po szczytach UE. Moim zdaniem oznacza to realny podział Unii. To wówczas, po szczytach zapadać będą prawdziwe decyzje. I nikt nie będzie ich musiał już zatwierdzać.

Przewodnicząca Komisji Sejmu ds. Unii Europejskiej obiecała posłom informację rządu „w jakimś czasie po szczycie”. Zgodnie z dotychczasową praktyką rząd będzie mówił to, co zechce, posłowie nie będą mogli dopytać. W przypadku sporu merytorycznego między posłem-profesorem prawa międzynarodowego i ekspertem z tytułem magistra, rządząca koalicja stwierdzi, że mamy do czynienia z „rozbieżnymi opiniami prawników”, a pani przewodnicząca temu pierwszemu odbierze głos.

Jesteśmy oszukiwani, dezinformowani, pozbawiani informacji.

Jeśli rząd i Kancelaria Sejmu uważają, że akt prawny UE nie jest kontrowersyjny i nie ma powodu, żeby Komisja nad nim debatowała, zapoznając się ze stanowiskiem rządu, zgłaszając uwagi – umieszcza go na tzw. liście A. Wówczas „przechodzi” bez dyskusji. Respektowanym do tej pory obyczajem było przenoszenie dokumentu na listę B (do omówienia) w przypadku wątpliwości zgłaszanych przez któregokolwiek z posłów. Zgłosiłam ostatnio potrzebę omówienia, pomimo preferencji Kancelarii, dokumentu zawierającego program „ uprzywilejowanego przedsiębiorcy UE” w relacjach z USA. Moje wątpliwości wzbudził fakt, że polscy przedsiębiorcy nie mają możliwości podróżowania do Stanów w ruchu bezwizowym. Taki program unijny jest więc dyskryminacją Polski w dziedzinie konkurencyjności gospodarczej. Ten argument przedstawiłam w formie pisemnej i ustnej. Nie znalazł uznania prezydium, w głosowaniu odrzucono mój wniosek.

Historia z umową ACTA, omawianą w poprzedniej kadencji Sejmu, nie nauczyła moich szanownych adwersarzy ostrożności. Nadal ważne jest sprawne „przepychanie” inicjatyw rządu.

Premier Jarosław Kaczyński miał rację. Cztery lata temu spotkało nas nieszczęście. Dodam – dwa lata temu otrzymaliśmy cios. Spisujemy jednak czyny i rozmowy, jesteśmy w tym konsekwentni.

Posted in Gospodarka i Ekonomia, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Irena Jarocka

Posted by tadeo w dniu 31 stycznia 2012

Na zdjęciu archiwalnym z dnia 27.06.2009. piosenkarka Irena Jarocka podczas koncertu Jubileuszu 100-lecia Opery Leśnej na festiwalu TopTrendy w Sopocie. Irena Jarocka zmarła 21 stycznia 2012 roku w Warszawie, po walce z ciężką chorobą. Miała 66 lat. (fot.PAP/Barbara Ostrowska)

21 stycznia 2012 roku zmarła w Warszawie piosenkarka Irena Jarocka. Miała 66 lat.

Jarocka ciężko chorowała. Zmarła w jednym z warszawskich szpitali – poinformowała PAP menedżerka artystki Agnieszka Pasternak.

Debiutowała w 1968 r. na festiwalu w Sopocie. Jej pierwszym przebojem była piosenka „Gondolierzy znad Wisły”. Przez lata spopularyzowała tak znane utwory jak: „Motylem jestem”, „Kocha się raz”, „Odpływają kawiarenki”, „Wymyśliłam Cię”, „Beatlemania story”. Zagrała także w filmie „Motylem jestem czyli romans czterdziestolatka” i sztuce Mrożka „Piękny widok”.

„Bóg nigdy nas nie opuszcza, ciągle jest przy nas. Musimy tylko chcieć Go słyszeć i wierzyć, że nie jesteśmy sami”. O swojej rodzinie, wierze i modlitwie oraz kolędowaniu Irena Jarocka mówiła w Radiu Watykańskim.

Posłuchaj archiwalnej rozmowy ks. Józefa Polaka SJ, nadanej 6 stycznia 2005 r.

http://www.deon.pl/szablony/deon/flash/niftyplayer-long.swf?file=/download/gfx/deon/pl/defaultaktualnosci/42/11550/1/jarocka11.mp3&as=0

Irena Jarocka była laureatką wielu prestiżowych nagród na światowych festiwalach piosenki. Była laureatką plebiscytów prasowych i radiowych na najpopularniejszą piosenkarkę roku. Nagrała wiele płyt, ostatnie z nich to „Małe rzeczy” wydane w 2008 r. i „Ponieważ znów są Święta” w 2010 r.

Od 1990 roku mieszkała w USA, ale w ostatnich latach wróciła do Polski.

W piątek 27 stycznia o godz. 13 na Starych Powązkach w Warszawie odbył się pogrzeb Ireny Jarockiej. Więcej:
http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/pogrzeb-ireny-jarockiej-wideo-zdjecia-tak-rodzina-i-fani-zegnali-gwiazde-polskiej-piosenki_224300.html

A kiedy już przyjdzie czas,  pełne po brzegi są kawiarenki.  Pod okna ich, pełne gwiazd,  gdzieś w zakamarki  wielkich miast ciągnie nas. I kto to widział, by iść za tęczowy most nim pogasną ostanie światła kawiarenek. Gwiazd,…

Posted in SYLWETKI | Leave a Comment »

GARABANDAL cały film Objawienia Maryjne w San Sebastian de GARABANDAL polski lektor PL

Posted by tadeo w dniu 31 stycznia 2012

 http://gloria.tv/?media=251114

GARABANDAL – mało znane w POLSCE objawienia Najświętszej Maryi Panny. W latach 1961 do 1965 MARYJA ukazywała się bardzo wiele razy czterem (10-11 letnim na początku objawień) dziewczynkom w małej górskiej wiosce San Sebastian de GARABANDAL w północno-wschodniej Hiszpanii w Górach Kantabryjskich. Do chwili obecnej Święta Kongregacja nie wydala oficjalnego orzeczenia na temat tych wydarzeń. Jedna z dziewczynek – Conchita Gonzalez zna datę wielkiego Cudu, którą ma trzymać w ukryciu i wyjawić światu na 8 dni przed Nim:
-Conchita wie o Cudzie od października 1961
-Dziewica powiedziała o nim najpierw jej samej, następnie ona przekazała to pozostałym osobom;
-będzie miał miejsce w czwartek (dzień eucharystyczny), o 8:30 wieczorem i potrwa ok. 15 min.;
-tego dnia będzie jakieś wydarzenie w Kościele i następnie w tym samym dniu dokona się cud;
-ona ogłosi datę Cudu osiem dni wcześniej;
-oprócz tych, którzy będą przebywać w wiosce Garabandal i jej okolicach, papież zobaczy Cud tam, gdzie będzie się znajdował i również ojciec Pio (aby to zrozumieć należy przeczytać wyjaśnienie w uzupełnieniach do polskiego wydania książki, w szczególności Dodatek 1; Garabandal i dzisiejsi święci). Dziewica nie określiła który papież ;
-chorzy, którzy przybędą zostaną uzdrowieni, grzesznicy się nawrócą; Dziewica powiedziała, że „oni również są Jej dziećmi”

Posted in Filmy religijne | Leave a Comment »

Król Dawid

Posted by tadeo w dniu 30 stycznia 2012

cz.1 – http://gloria.tv/?media=250632

cz.2 – http://gloria.tv/?media=250659

Posted in Filmy religijne | Leave a Comment »

Ks. Pawlukiewicz o ojcu Klimuszko

Posted by tadeo w dniu 30 stycznia 2012

Fragment audycji w Radiu Plus Warszawa(dawniej Radio Józef) z dnia 8 sierpnia 2010 roku.

cz.1 – http://gloria.tv/?media=250600

cz.2 – http://gloria.tv/?media=250659

Posted in Ks. Piotr Pawlukiewicz | Leave a Comment »

GĄSIOROWSKI Wacław – KRÓLOBÓJCY

Posted by tadeo w dniu 30 stycznia 2012

Królobójcy

GĄSIOROWSKI Wacław – KRÓLOBÓJCY.DOC

Posted in Książki (e-book) | Leave a Comment »

SZWADRONY ŚMIERCI

Posted by tadeo w dniu 30 stycznia 2012

POLSKI SZWADRON ŚMIERCI

Czy w Polsce istnieją  szwadrony śmierci?

Jawne zabójstwa   znanych polityków i osób związanych z mordami, brak wyjaśnień prowadzonych śledztw, powiązane z opiniami niektórych historyków wskazują, że istnieje takie zagrożenie. Atak na pracowników biura poselskiego Prawa i Sprawiedliwości w Łodzi zakończony śmiercią Marka Rosiaka i poważnymi obrażeniami ciała Pawła Kowalskiego posła do Parlamentu Europejskiego z użyciem przez zbrodniarza paralizatora był zaplanowaną zbrodnią wykonaną w sposób profesjonalny. Do dzisiaj nie wyjaśniono sprawy zabójstwa Stanisława Pyjasa przez śmiertelne pobicie, czy Krzysztofa Olewnika, w konsekwencji przerzucając winę na rodzinę zamordowanego, „samobójstwo” Andrzeja Leppera, morderstwo Marka Papały, czy „samobójstwa” więzienne sprawców porwania Krzysztofa Olewnika, nie wyłączając „katastrofy” smoleńskiej, z matactwami komisji Jerzego Millera i osławionej generalissimus Tatiany Anodiny, świadczą o istnieniu takich zagrożeń w powiązaniu ze służbami rosyjskimi.

Jeszcze wcześniej zamordowany został premier rządu PRL Piotr Jaroszewicz, ksiądz Stefan Niedzielak, kapelan Armii Krajowej i WIN, współzałożyciel Rodziny Katyńskiej.

Ks. Stefan Niedzielak był inicjatorem wzniesienia krzyża katyńskiego na cmentarzu powązkowskim (31 lipca 1981 roku), który to pomnik SB jeszcze tej samej nocy zniszczyła. Za swoją działalność niepodległościową był nieustannie nękany i szykanowany, otrzymywał listy i telefony z pogróżkami, bezpieka wielokrotnie podejmowała próby zastraszenia go, pobicia czy porwania. Zginął zamordowany (prawdopodobnie ciosem karate) przez „nieznanych sprawców” w swojej plebanii na Powązkach w nocy z 19 na 20 stycznia 1989 roku.

Był współpracownikiem Delegatury Rządu na Kraj, dzięki czemu wcześnie poznał raport komisji Czerwonego Krzyża o zbrodni katyńskiej.
Uczestniczył w powstaniu warszawskim. Był kurierem przewożącym zaszyfrowane komunikaty z Warszawy do Krakowa dla ks. abp. Adama Sapiehy. Latem 1944 przewiózł do Krakowa tzw. depozyt katyński, czyli dowody z przeprowadzonej przez Niemców ekshumacji grobów w Katyniu.

W latach 80 wraz z Wojciechem Ziembińskim zaczął tworzyć Sanktuarium Poległych i Pomordowanych na Wschodzie. Został kapelanem Rodzin Katyńskich i upominał się o ujawnienie prawdy katyńskiej. Wspierał repatriantów z Rosji i Kazachstanu, organizował wysyłkę książek do Polaków żyjących w krajach dawnego Związku Radzieckiego.

W Zakładzie Medycyny Sądowej Akademii Medycznej stwierdzono szereg zewnętrznych obrażeń w okolicy twarzy i głowy oraz złamanie kręgosłupa szyjnego, mimo to ówczesne ministerstwo spraw wewnętrznych wykluczało morderstwo. Sprawę śmierci kapłana umorzono 2 października 1990 roku, przyjmując wersję o śmiertelnym upadku z fotela. O zabójstwo podejrzewano SB. Jan Olszewski w swoich pracach sugerował udział KGB w morderstwie.

W czasie obrad Okrągłego Stołu mecenas Władysław Siła-Nowicki poprosił o uczczenie zamordowanych kapłanów: Stefana Niedzielaka i Stanisława Suchowolca minutą ciszy. Telewizja Polska usunęła ten moment z transmisji na antenie ogólnopolskiej.

Z akt sprawy zabójstwa ks. Stefana Niedzielaka w niejasnych okolicznościach zniknęły materiały zabezpieczone podczas sekcji zwłok i ślady zabezpieczone na miejscu zbrodni.
30 stycznia 1989 roku ciało zamordowanego wikarego Stanisława Suchowolca odnaleziono w jego mieszkaniu na plebanii. Sekcja zwłok wykazała, że zgon nastąpił pomiędzy 2 a 4 w nocy, na skutek zatrucia tlenkiem węgla, spowodowanego pożarem niesprawnego pieca. Prokuratura uznała, że pies księdza również zatruł się czadem. Dochodzenie zakończyło się po kilku miesiącach umorzeniem z powodu braku znamion wskazujących na udział osób trzecich w zainicjowaniu pożaru.
W 1992 rozpoczęto w tej sprawie nowe śledztwo. Gospodyni parafii na Dojlidach zeznała, że w nocy z 29/30 stycznia 1989 widziała na plebanii 3 nieznane osoby: dwóch mężczyzn i kobietę. Słyszała ich przyciszone szepty i rozmowy. Około północy jako ostatnia widziała księdza żywego. Z ekspertyzy przeprowadzonej przez biegłych sądowych wynika, że w drewnianej podłodze wybito dziurę, przez którą od strony piwnicy wlano łatwopalną substancję. Jeden ze strażaków w śledztwie zeznał, że w lewym dolnym rogu szyby okiennej widać było dziurę powstałą wskutek uderzenia ciężkim przedmiotem. Biegli weterynarze, zapoznając się ze zdjęciami z miejsca zbrodni, zauważyli, że z pyska psa ciekła krew. Ich zdaniem oznaczało to, że zwierzę zostało zatrute lub zabite. Białostocka prokuratura ogłosiła we wrześniu 1992, że przyczyną pożaru w mieszkaniu, a w konsekwencji powodem śmierci księdza Stanisława Suchowolca, było podpalenie. W sierpniu 1993 roku z powodu nieustalenia sprawców postępowanie umorzono[3].
Zleceniodawców zbrodni popełnionej na bł. księdzu Jerzym Popiełuszce nie odnaleziono, ale media cytują z satysfakcją wypowiedzi Wojciecha Jaruzelskiego :
„Konsekwentnie należy przestrzegać zasady kija i marchewki, co Kościołowi i duchowieństwu powinno się opłacać, co zaś nie. ”  Wzmóc działania wobec ks. Jerzego Popiełuszki. Ks. Popiełuszko nie powinien się wtrącać do działań partii i rządu”.
Tego, czego nie może powiedzieć związany tajemnicą śledztwa prokurator Andrzej Witkowski, ujawnia ks. Stanisław Małkowski, współpracownik i przyjaciel księdza Jerzego Popiełuszki, w PRL-u kapelan „Solidarności”, uczestnik strajku w Stoczni Gdańskiej: – Wersję przedstawioną na procesie toruńskim odbieram jako próbę obrony ze strony Kiszczaka i Jaruzelskiego – chcieli odsunąć od siebie jakiekolwiek podejrzenia, że są odpowiedzialni za zamordowanie księdza Jerzego, zrzucając winę na gen. Mirosława Milewskiego. Nie mam wątpliwości, że winni śmierci ks. Popiełuszki są właśnie Kiszczak i Jaruzelski. Wiem, że ekipa esbeków, która porwała księdza, była śledzona przez inną ekipę. Mieliśmy zatem do czynienia ze zbrodnią wielopiętrową. Poza tym ciekawa, symboliczna jest zbieżność dat. 19 października Kiszczak obchodził urodziny i być może Piotrowski porywając księdza Jerzego, chciał zrobić swojemu przełożonemu prezent. Zatem prawdę już znamy, trzeba jeszcze wyjaśnić wszystkie okoliczności. A więc np. to, czy Kiszczak i Jaruzelski działali w powiązaniu z towarzyszami radzieckimi? ( Tadeusz M. Płużański).
Jan Olszewski od 20 lat jest przekonany, że mocodawców mordu trzeba szukać w Moskwie: „W moim przekonaniu nikt tutaj, zwłaszcza w MSW, nie odważyłby się zrobić czegokolwiek w sprawie ks. Jerzego co najmniej bez konsultacji, jak nie bez zaleceń stamtąd”.
Nie udało się zamordować Jarosława Kaczyńskiego, nie poleciał do Smoleńska. Bardzo szybko po tym usiłowano go zamordować strzelając do jego samochodu. Ślady kul w samochodzie odkrył nowy nabywca auta.
Byłego premiera PRL Piotra Jaroszewicza i działających w opozycji księży mogli zamordować ci sami funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa. Tajne komando miało „licencje na zabijanie” osób zagrażającym komunistycznym władzom. To były trzy osoby – kobieta o krótkich jasnych włosach i dwóch mężczyzn, w tym jeden o posturze atlety. Tak zapamiętał ich człowiek, który rankiem 1 września 1992 roku spacerował z psem w Aninie. Świadek widział jak te trzy osoby wybiegły z willi byłego premiera PRL Piotra Jaroszewicza. W noc poprzedzającą to wydarzenie Jaroszewicz i jego żon a Alicja Solska zostali zamordowani. Solską zastrzelono w łazience, a jej męża przed zabiciem  wiele godzin torturowano celem uzyskania dokumentów kompromitujących polityków. Takie same rysopisy podał kierowca autobusu komunikacji miejskiej w Warszawie, który składał zeznania w sprawie zamordowania ks. Stefana Niedzielaka proboszcza parafii na Powązkach. Zapamiętał, że przed północą 20 stycznia 1989 roku na przystanku przy cmentarzu wysiedli dwaj mężczyźni i kobieta i poszli w stronę plebanii. Następnego ranka znaleziono tam zwłoki księdza.
Dwóch mężczyzn i kobietę o jasnych włosach zapamiętała Marianna K. gospodyni plebanii na Dojlidach  w Białymstoku. Według niej byli oni w budynku, w którym mieszkali księża, w nocy z 29 na 30 stycznia 1989 roku. Tej nocy w niewyjaśnionych okolicznościach zginął ksiądz Stanisław Suchowolec, kapelan białostockiej „Solidarności”.
Wiele śladów wskazuje na to, że istnieje „komando do mokrej roboty”, które już zabijało na polecenie najważniejszych  polityków PRL – uważa Piotr Łysakowski, historyk  z Instytutu Pamięci Narodowej,  dr nauk humanistycznych, historyk, specjalista historii Niemiec i stosunków polsko – niemiecko – rosyjskich, który badał  okoliczności śmierci wspomnianych księży. W III RP komando pojawiało się również wówczas, gdy trzeba było przeszkodzić w rozwikłaniu zagadek  zbrodni popełnionych przez peerelowską bezpiekę.
Zeznania świadków pozwalają postawić hipotezę, że za opisanymi wcześniej zabójstwami stała ta sama grupa trzech osób. Dodatkowym dowodem  wiążącym zabójstwo ks. Niedzielaka ze sprawą Jaroszewiczów są zabezpieczone na miejscach popełnionych zbrodni identyczne odciski palców. Przez kilkanaście lat śledczy byli bezradni, nie wiedzieli do kogo należą. Jesienią  2004 roku do prokuratorów IPN prowadzących sprawę zgłosił się świadek, który wskazał  jednego ze sprawców morderstwa na ks. Niedzielaku . Kilkanaście dni później policjant  pracujący w grupie śledczej IPN metodami operacyjnymi zdobył odciski palców wskazanej przez świadka osoby i porównał je z odciskami zabezpieczonymi w mieszkaniu ks. Niedzielaka. Były identyczne.
Zidentyfikowanym przez świadka sprawcą jest R. w 2004 roku nadkomisarz warszawskiej policji. To wysoki, postawny, atletycznie zbudowany mężczyzna. Ma pierwszy dan w karate, interesuje się bronią i świetnie strzela. W 1998 roku został przyjęty do Stołecznego Urzędu Spraw Wewnętrznych, gdzie zajmował się sprawami kryminalnymi. Z roczną przerwą pełnił służbę, aż do kwietnia 2005 roku. Przez większość czasu zajmował się zwalczaniem przestępczości zorganizowanej i aktów terroru kryminalnego. 15 lipca 1999 roku prezydent RP Aleksander Kwaśniewski – na wniosek Ministerstwa Spraw Wewnętrznych – odznaczył go Brązowym Krzyżem Zasługi za „zasługi w ratowaniu życia ludzkiego”.

Sprawę śmierci ks. Stefana Niedzielaka umorzono, przyjmując , że zabił się upadając wraz  z fotelem na podłogę, tymczasem fotel znaleziono stojący, a nie leżący na podłodze. Eksperyment procesowy przeprowadzony 16 marca 1989 roku przez specjalistów kryminalistyki wykluczył by człowiek o wadze kapłana mógł w ten sposób upaść z fotela. Wykazał ponadto, że obrażenia karku powstałe w wyniku uderzenia o podłogę po upadku z tej wysokości byłyby znacznie mniejsze. Bezpośrednią przyczyną zgonu księdza miało być kilka urazów karku (każdy z nich był śmiertelny!!!). Kapłana znaleziono leżącego na brzuchu. Gdyby potraktować poważnie wersję z 1989 roku trzeba przyjąć, że sędziwy ksiądz celowo wywrócił fotel w którym siedział, zmarł wskutek silnego uderzenia o podłogę, a następnie – już martwy – wstał, przeszedł przez pokój, postawił leżący fotel i położył się na brzuchu.

Hipotezę o komandzie zabójców i roli R. w sprawie potwierdzają również akta operacyjne SB zachowane w zbiorze zastrzeżonym IPN. Wśród nich jest dokumentacja ( pokwitowanie odbioru samochodu  i rachunek za hotel) delegacji służbowej do Białegostoku, którą 28-29 stycznia 1989 roku odbył R. Na tych dokumentach nie zachowały się nazwiska towarzyszących mu osób, ale jest nazwa popularnego w Białymstoku hotelu C. W tym hotelu w latach 80 MSW utrzymywało lokal konspiracyjny. Zawsze nocowali w nim oficerowie SB, którzy przyjeżdżali z innych miast. W zeznaniach złożonych po 1992roku i zawartych w VIII tajnym tomie śledztwa kilku byłych oficerów białostockiej SB   sugerowało, że ks. Suchowolca  zabiła specjalna grupa egzekucyjna, która przyjechała z Warszawy.

Zabicie księży związanych z „Solidarnością” miało przestraszyć co bardziej radykalnych opozycjonistów. Zabójstwa te były czytelnym sygnałem, że komuniści nie dopuszczą aby na czele opozycji stali ich radykalni przeciwnicy. W 1989 roku komuniści oddali władzę, ale nie zostali rozliczeni ze swoich zbrodni. Cztery lata później otworzyło to postkomunistycznej lewicy drogę do sięgnięcia po władzę w wolnych wyborach.

Charakterystyczne są kłamstwa i matactwa o przyczynach śmierci. Nie tylko kłamie komisja Millera , czy MAK, kłamią również polscy politycy i niektórzy profesorowie medycyny. Przed laty słynne kłamstwo medyczno-sądowe, sfałszowanie protokołu sekcji zwłok Stanisława Pyjasa  sporządził prof. Zdzisław Marek – etatowy esbecki ekspert sadowy. Dzisiaj po kłamstwach smoleńskich polityka lek. med. Ewy Kopacz działającej wspólnie i w porozumieniu z Donaldem Tuskiem pojawia się nowy skandal z sekcjami zwłok  osób poległych w Smoleńsku. Nagle bez powodu przeniesienie ciała ministra Zbigniewa Wassermana z krakowskiego Zakładu Medycyny Sądowej do zakładu wrocławskiego jest kolejnym łajdactwem. Krakowski Zakład Medycyny Sądowej posiada najnowocześniejszy sprzęt badawczy i 200 lat tradycji. Dlaczego Wrocław? Bo tam jest prof. Barbara Świątek, która zdobyła już odpowiednią renomę stojąc na czele zespołu, który wydał orzeczenie w sprawie śmierci Stanisława Pyjasa, wkluczające jakoby został zamordowany. Prof. Barbara Światek kontynuuje  orzecznictwa w stylu prof. Zdzisława Marka.
W rosyjskiej opinii z sekcji zwłok Zbigniewa Wassermanna były błędy, nie podają one jednak w wątpliwość głównych wniosków tej opinii – to jedna z konkluzji ekspertyzy dokonanej przez polskich biegłych, którą ujawniła Naczelna Prokuratura Wojskowa.

Aleksander Szumański
Źródła:
Leszek Szymowski „Zakazana historia”.
Aleksander Szumański „Kurier” Chicago

http://aleszum.salon24.pl/386523,szwadrony-smierci

Posted in Tajemnicze wypadki | Leave a Comment »

Dowód na kłamstwo MAK, być może dowód na manipulacje zapisami czarnych skrzynek

Posted by tadeo w dniu 30 stycznia 2012

Choć analizy trwają, dla wiedzy czytających można już zarysować najnowsze fakty, które z jednej strony udowodniają ponad wszelką wątpliwość, że raport komisji MAK zawiera zakłamania dotyczące używanej przez kontrolera ze Smoleńska ścieżki zniżania, a z drugiej są prawdopodobnym dowodem, że przekazana jedna z kilku kopii nagrań rozmów z kokpitu (czarna skrzynka zwana CVR – Cockpit Voice Recorder) została zmanipulowana aby ukryć kłamstwo MAK w jej raporcie końcowym.

Kłamstwo to zostało odkryte i opisane w grudniu 2010 roku przez ekspertów komisji Millera.

1.    ROSYJSKA PRÓBA UKRYCIA BŁĘDNEGO NAPROWADZANIA

Rosjanie starając się ukryć błąd rosyjskich kontrolerów skłamali jakoby kontroler sprowadzał samolot ścieżką 3⁰10 zamiast obowiązującej i przekazanej polskiej stronie w dokumentach, ścieżki 2⁰40.

Strona 66 „Uwagi Rzeczypospolitej Polskiej do projektu Raportu końcowego komisji MAK z badania wypadku samolotu Tu-154m nr boczny 101″

Więcej: 

http://wpolityce.pl./artykuly/22298-dowod-na-klamstwo-mak-byc-moze-dowod-na-manipulacje-zapisami-czarnych-skrzynek

Posted in Katastrofa smoleńska | Leave a Comment »

Nie masz pracy? Dzwoń do premiera

Posted by tadeo w dniu 28 stycznia 2012

Nie masz pracy? Dzwoń do premiera

Drukuj AAA2012-01-25 (09:04)

To nieprawda, że w Polsce nie ma pracy. Jest grupa zawodowa, w której zatrudnienie powiększa się niemal z dnia na dzień. To urzędnicy. W ciągu ostatnich czterech lat przybyło ich aż 75 tysięcy, co oznacza, że władza zatrudniała średnio 70 biurokratów dziennie. Jeśli nie możesz znaleźć pracy, zadzwoń i powiedz o tym premierowi – może znajdzie coś także dla ciebie! Administracja rządowa i samorządowa spuchła do niespotykanych dotychczas rozmiarów. W 2012 roku liczba tych urzędników przekroczyła 500 tysięcy. Tylko w ciągu ostatnich czterech lat urzędnicze posady otrzymało 75 tysięcy osób.

Jednym z haseł, dzięki którym rząd Donalda Tuska (55 l.) doszedł do władzy, była walka z biurokracją i cięcie wydatków na urzędy. Tymczasem według twardych danych GUS tylko w latach 2007-2010 w Polsce liczba zatrudnionych w administracji publicznej urzędników wzrosła o 60 tys. I dalej rośnie.

Najchętniej zatrudniają samorządy – tutaj ciepłe posadki znalazło 41 tys. osób. Administracja centralna zatrudniła 8 tysięcy osób, pozostałe 11 tys. to włączeni w struktury sektora publicznego pracownicy Agencji

Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. – W administracji centralnej liczba nowych urzędników wzrosła o 8 tysięcy osób. Było to konieczne, aby uruchomić środki unijne – tłumaczył Jacek Rostowski (61 l.), minister finansów.

W 2011 roku do tej armii dołączyło kolejne 15 tysięcy rekrutów. A to tylko ostrożne szacunki profesora Krzysztofa Rybińskiego. – Więcej urzędników, to więcej wydatków z kasy, którą wpłacają do budżetu podatnicy. Tempo zatrudniania w administracji jest bardzo szybkie i chyba żadne inne państwo w Europie nie jest w stanie nas w tym wyprzedzić – komentował Rybiński.

Posada w administracji to dobra fucha, średnie zarobki urzędnika Służby Cywilnej to 4 tysiące miesięcznie, do tego dochodzą nagrody, premie i przywileje. Tylko w ciągu jednego roku na nagrody w Służbie Cywilnej wydano 600 milionów złotych.

75 tys. – tylu urzędników przybyło w latach 2007-2011

600 mln zł – tyle wypłacono nagród dla urzędników Służby Cywilnej w ciągu roku

500 tys. – tyle liczy urzędnicza armia w Polsce

4174 zł – średnie zarobki urzędnika Służby Cywilnej

10% – o tyle premier chciał „odchudzić” państwową administrację

A numer do premiera to (22) 694 74 21

Polecamy wydanie internetowe Fakt.pl:
Groza! Czy hakerzy teraz ogołocą nasze konta? Sprawdź, co się może stać

Posted in Polityka i aktualności, Standardy TuskoLandii | Leave a Comment »

[ACTA] WIADOMOSC OD ANONYMOUS DO PREMIERA TUSKA! 24012012

Posted by tadeo w dniu 28 stycznia 2012

Posted in Polityka - video, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Ks. Jerzy Popiełuszko – Wierność

Posted by tadeo w dniu 27 stycznia 2012

Film o bł. ks. Jerzym Popiełuszce, męczenniku.

http://gloria.tv/?media=249631

Posted in Filmy religijne, Święci obok nas | Leave a Comment »

Hitler – PO podpisuje ACTA

Posted by tadeo w dniu 27 stycznia 2012

Upadek Parodia PO podpisuje ACTA

NIE dla ACTA
pokazczie innym jak w Polsce PO
podejmuje decyzje – jestescie traktowani jak barany do glosowania – oraz dojenia podatkami i innymi „darowiznami” na rzecz „grupy trzymajacej wladze”.

wrzuccie to na Youtube, Kwejka , Demotywatory, Bebzola
Facebooka Twittera share -ujcie ile sie da
zciagnij z http://vimeo.com/35713581

skopiujcie na swoje kanaly zanim zamkna ten pls

Boja sie was – tego nie da sie juz zamiesc pod dywan

WAKE UP – MYSL SAMODZIELNIE

Posted in Kabarety i rozrywka | Leave a Comment »

Św. Teresa z Lisieux

Posted by tadeo w dniu 27 stycznia 2012

Życie św. Teresy od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, zwana też Mała TeresaMały Kwiatek; właśc.Marie Françoise Thérèse Martin.

Posted in Filmy religijne, Święci obok nas | Leave a Comment »

Prawda synowej o Violetcie Villas

Posted by tadeo w dniu 27 stycznia 2012

Violetta Villas – myślała, że wszystkiemu podoła

Porównywano ją do rajskiego ptaka, a jej głos nazywano „głosem ery atomowej”. Życie Villas było drogą, której początek przypominał bajkowy sen, a koniec tragiczny upadek. Gwiazda skrywała wiele sekretów, które znali wyłącznie jej najbliżsi. Wśród nich pozostawała zawsze Małgorzata Gospodarek, synowa artystki. To ona, specjalnie dla „Gali”, zgodziła się opowiedzieć całą prawdę o wielkiej polskiej diwie.

Gala: Pamięta Pani ten pierwszy moment, kiedy zobaczyła Violettę Villas?Małgorzata Gospodarek: 

Nie zapomnę tego nigdy. To było w 1973, miałam wtedy 17 lat. Violetta mieszkała w Magdalence, ale spotkałyśmy się na Powiślu – w mieszkaniu na ulicy Solec, w którym urzędował Krzysiek. Komunizm, czyli szarość, ponurość, jakiś smutek. Wszyscy byli tacy sami. A nagle zajechał na podwórko biały mercedes i wysiadła gwiazda. To robiło niebywałe wrażenie. Wjechała na trzecie piętro i dziarskim krokiem weszła do mieszkania. Podała mi rękę, ale w ogóle ze mną nie rozmawiała. Zaczęła załatwiać jakieś sprawy z Krzyśkiem. Zajęło to 15 minut – i odjechała.Czym Panią ujął Krzysztof, syn artystki?Intrygujący, zastanawiający. Wiedziałam, że jest synem Violetty. Ale on był jakiś wewnętrznie smutny, czuło się, że w życiu jest sam. Ja też byłam sama. Moi oboje rodzice już nie żyli. Krzysztof nie uskarżał się na nic, ale jego wnętrze wiele mówiło komuś, kto chciał słuchać. Violetta była wtedy wielką gwiazdą. Wzbudzała sensację – legenda Ameryki szła za nią. Andrzej Wajda robił wtedy „Ziemię obiecaną”. Miała wystąpić w roli Zuckerowej, którą później zagrała Kalina Jędrusik. Dostała tę propozycję od samego Wajdy. Powiem tylko, że już jechała z Krzyśkiem do Łodzi na plan zdjęciowy, ale nie dojechali.

Małgorzata Gospodarek i Krzysztof Gospodarek / fot. East News

Czy między pierwszym spotkaniem z Violettą w 1973 roku a małżeństwem z jej synem siedem lat potem ona jakoś wkraczała w Pani życie?

Wkrótce po naszym spotkaniu mieszkanie na Powiślu sprzedano i Krzysiek przeniósł się do Magdalenki. Wtedy zaczęłam tam bywać.

Jaki był wtedy ten dom w Magdalence?

Był dla mnie bajką. Przesiąknięty indywidualnością mamy. Jej obecność była wszędzie widoczna, jej zdjęcia wisiały na wszystkich ścianach. Piętro było tylko dla Violetty – a tam tzw. komplet Adama: komplet stołowy, bufet, sypialnia w tym samym stylu, w kolorze écru. A do tego biały dywan i wielkie lustro, trójskrzydłowe. Byłam zafascynowana nią i tym domem.

Jaka ona była wtedy dla Pani?

Potrafiła być cudowna, wylewna, ciepła, spontaniczna. Niebywale bajkowa. Była hojna we wszystkim, nie tylko w podejściu do ludzi. I bardzo bezpośrednia.

W jaki sposób zwracała się do Pani?

Kiedy miała naprawdę dobry humor, to „dziołcha”, po śląsku. Innym razem „Małgosia” albo po prostu na ty. Świetnie nam się rozmawiało – mogłyśmy tak siedzieć do rana. To, że trzeba się rano wziąć do roboty, było dla niej zupełnie nieważne. Ona nie liczyła czasu, nie planowała, były np. obiady nad ranem. Jednym słowem zero porządku codziennego życia. Jak na jakiś czas wpadłam w tę bajkę tak wyizolowana z rzeczywistości, to potem bardzo ciężko było mi wrócić do normalnego życia. Krzysiek przy swojej matce odlatywał od normalności. Był na to skazany. Nauczyciele z liceum Batorego przyjeżdżali zapytać, dlaczego nie przychodzi do szkoły. Z nauką nie miał kłopotów, tylko z dotarciem do szkoły, ale nigdy nie opowiadał, co się dzieje, jak wygląda jego codzienność. Życie przy Violetcie miało swoje prawa: trzeba było żyć jak ona, towarzyszyć jej bez ustanku. Chociaż ona tez zaczęła się od towarzystwa w końcu izolować. To się rozpoczęło jeszcze w latach 70.: pojawiły się bardzo zmienne stany nastrojów, często absolutnie nie do zniesienia. Violetta nie potrafiła sobie poradzić z życiem. Próbowała tutaj przenieść marzenia z Ameryki, zarazić ludzi Ameryką – ale nie umiała, wyśmiewano się z niej. A na dodatek była strasznie nieporadna w kontaktach z innymi. To ją wykończyło – ją i naszą rodzinę. Od tego zaczęło się wszystko: choroba, mania prześladowcza.

Była jakaś konkretna historia, która rozpoczęła tę lawinę?

Wszystko zaczęło się po powrocie z Las Vegas do Polski. Pojawili się „smutni panowie”. Mama nie miała pojęcia, z kim ma do czynienia. Zaczęli ją nachodzić, a ona opowiadała im różne rzeczy – w dobrej wierze – np. że ma bogatego narzeczonego w Las Vegas. Nazywał się Major Riddle. Zwariował na jej punkcie. A ona potrafiła walnąć go w łysy łeb, powiedzieć, że jest głupi, umie tylko liczyć pieniądze i że w ogóle nie zna się na tym, co w życiu jest najważniejsze. On mógł sobie kupić praktycznie każdą kobietę. A Violetta była wtedy naprawdę piękna, zmysłowa i absolutnie go nie chciała. Wywiad za wszelką cenę chciał mieć kontakt na Riddle’a przez Violettę, wiedzieli, że on chce się z nią ożenić. Myśleli, że Violetta też chce i tylko udaje, że jest inaczej, żeby się ich pozbyć. W końcu zaczęli ją zastraszać, a ona zaczęła się bać. Tak zaczęła się mania prześladowcza, jej choroba.

Jak Pani sobie radziła z tym wykreowanym przez Violettę światem?

Po naszym ślubie wróciliśmy do mojego mieszkania na Tamce. W 1982 roku, w grudniu, urodził się nasz syn Maciej. Jeździliśmy wtedy do Magdalenki bardzo często. W ogóle początek lat 80. to okres dobry: mój mąż pracuje nad psychiką mamy, żeby wyszła do ludzi, spędzają ze sobą bardzo dużo czasu. Wcześniej, druga połowa lat 70., to było piekło, rzeczy straszne, niewyobrażalne. Nie da się tego opisać. Wszyscy stawali się w jej oczach wrogami, każdy był podejrzany, nawet Krzysiek. Zawsze kochała zwierzęta, ale wtedy nie było w jej życiu żadnego człowieka – tylko zwierzęta. Była osaczona.Czy ona się wtedy leczyła?Nie leczyła się, kompletnie. W ogóle nikt tego tematu nie dotykał. To był straszny dramat mojego męża.

To prawda, że brała narkotyki?

Niestety, brała różne rzeczy – żeby sobie poradzić ze sobą, ze strachem, z codziennym życiem. I się uzależniła.

Dzięki narkotykom SB miała na nią kolejnego haka.

Dostawała narkotyki z różnych źródeł. Ale potem, w latach 80., powoli zaczęła wychodzić z piekła. Częściowo dzięki mojemu mężowi, ale głównie dzięki samej sobie. Wiem, że to nie do uwierzenia, ale naprawdę tak było. Wróciła do teatru Syrena, zaczęła się znowu rozkręcać. Niestety, pieniądze w przypadku człowieka uzależnionego bywają wrogiem. Pojawiła się wtedy osoba, która zniszczyła tę rodzinę do końca, czyli tzw. opiekunka Violetty. Nie chcę o niej mówić, nie jest godna, żeby o niej mówić. Odegrała bardzo złą rolę. Violetta zaczynała być chora. A ona w niej tę chorobę podsycała.

Jak to jest możliwe, że ta kobieta zdołała ją całkowicie ubezwłasnowolnić?

W bardzo prosty sposób. Mój mąż walczył po kolei ze wszystkim: z uzależnieniem, z tym, żeby zwierzęta nie zrujnowały całego domu, o to, żeby pracowała. A tamta podsuwała wszystkie pokusy, z niczym nie walczyła. Na zasadzie: im gorzej, tym lepiej. Myśmy nawet nie zdawali sobie sprawy z tego, co ona robi. Potem było za późno na cokolwiek. Ubezwłasnowolniła ją. Wytłumaczyła jej, że nie jest pomocą do psów, że jest gosposią. Potem, że jest przyjaciółką, potem, że menedżerką. A na końcu, że jest córką. Proste: Violetta to był człowiek uzależniony, wystraszony, chory, zamknięty. A ona ją izolowała od całego świata.

Aby coś zrobić, musieliby Państwo zrezygnować z własnego życia i zająć się tylko Violettą.

Tak było parę razy. Mój mąż miał poczucie, że tylko on może ją uratować, i ratował ją. Ona tego nie doceniała, a on płacił swoim życiem. Przeżył piekło. Ja powiedziałam w końcu: „Dość. W końcu wszyscy popełnimy zbiorowe samobójstwo”. Matka odrzucała mojego męża tysiące razy. Widział, że jest chora, ale jak wyszła do niego tak zwana opiekunka i powiedziała, że matka nie chce go widzieć i ma się wynosić, a obok niego stał nasz nastoletni syn, wnuk Violetty, to już było za wiele. Ale być może coś dałoby się naprawić, gdyby ta osoba nie spakowała Violetty i nie przeniosła jej znienacka do Lewina Kłodzkiego. Jak powiedział nasz wieloletni przyjaciel: ‚Otworzyła dla niej tam sanatorium śmierci”. Całą rodzinę odizolowała od niej. Violettę widywali tylko ci, którzy „opiekunce” nie zagrażali i płacili za widzenia.

Ciągle mówiono, że w jej domu dzieje się coś strasznego… 

Mój mąż złożył doniesienie do prokuratury, później szwagier Violetty. Opisywali dokładnie, co się tam dzieje. Przyjaciele starali się pomóc. I to nic nie dawało. Violetta była ponad 500 km od nas, nad niczym nie było kontroli. Nie wiedzieliśmy nawet, że umarła. Zadzwoniła moja synowa i zapytała, czy oglądamy telewizję. Nie oglądaliśmy. Włączyłam telewizor – i ugięły się pode mną nogi, byliśmy kompletnie nieprzygotowani na tę śmierć.

Trudno wręcz uwierzyć, że na początku lat 80. wszystko wracało do normy.

W latach 80. nie było już pieniędzy, nie było po nich nawet śladu. Ale było super. Violetta wracała do świata. Czekała na nas, wychodziła do furtki, machała, żegnała nas, gdy wyjeżdżaliśmy, interesowała się naszym dzieckiem.

Śpiewała mu?

Nie, ale oglądała z nim filmy do rana. Jakieś horrory. Wszystko, co robiła, było wariackie: gniewała się po wariacku, cieszyła się po wariacku. Zachowywała się, jakby wszystko miało nadzwyczajne znaczenie: nawet kształt czajnika. Hodowała kury, kaczki. Obserwowała je w nocy. Siedziała boso, roztargana, i opowiadała potem o tych kaczkach: ta jest jak księżniczka, a ta jak królowa etc. Podobnie z psami – jednego porównywała do generała Franco, innego do Mussoliniego. Ona była po prostu dzieckiem. Bywała też rozsądna, potrafiła trafnie oceniać ludzi. Miała poczucie humoru. Dla niej najważniejsze, pierwsze pytanie brzmiało: „Z jakiego pan/pani jest znaku zodiaku?”. Zadała to pytanie jednemu reżyserowi. On powiedział, że jest Lew, a ona na to: „A ja jestem tygrysicą”. Była tą tygrysicą. A przede wszystkim była prawdziwa. To była jej recepta na ten sukces, ta prawdziwość. W Stanach jej powiedzieli, że ona jest tak naturalna i tak w tym fantastyczna, że po prostu musi być sobą, nic więcej. „Nie daj sobie nikomu wmówić, że jesteś inna” – powtarzali. Potem coś się przestawiło i to, co było w niej naturalne, stało się karykaturalne.

Wtrącała się w Waszą miłość?

Była bardzo zazdrosna o Krzyśka. Ale nie wtrącała się, nie była taką typową teściową. Po prostu chciała, żeby syn był przy niej. Życie Violetty biegło od euforycznego, wspaniałego snu do tragicznego upadku. Jak było źle, to chciała, żeby z nią szedł na dno, jak było dobrze, chciała, żeby się z nią cieszył. Nie rozumiała, że życie takie nie jest, że każdy musi żyć na własny rachunek. Wydawało się mamie, że wszystkiemu podoła. Nie podołała.

Posted in Wywiady | Leave a Comment »

„Nagość rządu Tuska kłuje nawet w oczy gawiedzi. Jeśli ten rząd przetrwa rok 2012, to będę niepomiernie zdziwiony”

Posted by tadeo w dniu 27 stycznia 2012

PAP / M. Zakrzewski

Wygląda na to, że wiosna zaczęła się nam w styczniu. Lawina wisiała już od wielu miesięcy, wystarczyła więc bezczelna próba oszustwa związana z chrapką na dobranie się do internetu i szydło wylazło z worka. Młodzi ludzie ruszyli na ulice kilkunastu miast.

Jeszcze nie mają własnego programu, jeszcze nie do końca widzą co się dzieje, ale instynktownie zrozumieli, że ktoś nieładnie bawi się ich przyszłością.

Mail od Andrzeja, mojego starego znajomego:

(…) mój 18 – letni syn zraził się do Tuska, gdy ten walczył z kibicami, wtedy jednak jego koledzy w większości go wyszydzali. Teraz wszyscy spotkali się na manifestacji przeciwko ACTA w Krakowie. Przepraszali go, mówili mu że teraz zrozumieli, że modna PO w istocie jest bandą kłamców i hipokrytów. Donald T. nawet nie wie jak ma przechlapane w młodym pokoleniu…

Rozpaczliwe i w swojej rozpaczliwości żałosne wysiłki TVN i jej sióstr, zmierzające do tego, aby zohydzić młodych manifestantów, aby rosnący ruch sprzeciwu przykryć kolejnymi wymysłami z kuchni Ostachowicza, nie zdały się na nic. Nagość rządu Tuska, jego ideowa bezkształtność kłuje nawet w oczy gawiedzi.

Rząd Donalda Tuska, chcąc wsadzić łapy w to, co o nim w wolnej przestrzeni piszemy my – zdroworozsądkowi konserwatyści, ludzie którzy z przerażeniem spoglądają na rozkład państwa – wylał dziecko z kąpielą.

A to dopiero pierwszy miesiąc roku.

Jeśli ten rząd przetrwa rok 2012, to będę niepomiernie zdziwiony. Gabinet Tuska i jego bezpośrednie zaplecze od wielu miesięcy goni w piętkę, dotychczas jednak nie było tego tak jaskrawo widać.

Brak koncepcji, brak jakiejkolwiek etycznej i ideowej spójności, brak wizji najbliższej nawet przyszłości – to wszystko, prędzej niż później, musi przynieść żałosne efekty.

Kolorowe wizje roztaczane z telewizora tak drastycznie kontrastują z groźną codziennością, że myślącym ludziom nikt już nie musi odkrywać głupawych reguł postesbeckiej propagandy.

Słaby rząd, beznadziejna intelektualnie koalicja, ale z drugiej strony słaba opozycja – wydawało się, że ten chocholi, w swoim realnym wymiarze, układ będzie trwał jeszcze wiele miesięcy, a pożytki z niego czerpać będzie zarówno PO jak i  zadekowana w PiS-ie frakcja rentierów.

Wyrosło jednak nowe pokolenie, młodzi ludzie, którzy myślą po swojemu i po swojemu usiłują wyrazić niezadowolenie.

Tak jak beznadziejnie mają dziś młodzi, dawno nie miało żadne pokolenie. Brak ważnych idei, które mogliby odziedziczyć po rodzicach, brak perspektyw rozwoju, wypychanie na przymusową, ekonomiczną emigrację. Sytuacja nie do pozazdroszczenia.

Protest przeciwko ACTA, to w istocie wotum nieufności dla gnuśnego rządu, który stał się zakładnikiem zalatującego ideową padliną komunizmu, salonu. To wotum nieufności dla rządu i wspierających go samozwańczych elit, które nie mają żadnego pomysłu na realną politykę. To także bodaj ostatnie ostrzeżenie dla instytucjonalnej opozycji.

Młodzi Polacy nie chcą być jedynie przedmiotem cynicznego piaru.

Tchórzliwe próby wycofania się z machinacji w sprawie ACTA niczego już nie zmienią.

Młodzi nie maja pracy, nie mogą zyskać kredytów, traktuje się ich jak niewolników – tu żadne „szkła kontaktowe” nie pomogą.

Rośnie zatem nowa siła, nowy głos w narodowym sporze. To wszystko może skończyć się szybką emeryturą dla dotychczasowych mocarzy polskiej sceny politycznej – Tuska i Kaczyńskiego (o reszcie nie wspominam, bo są jak masa tabullettae).

Nie wiem czy to dobrze czy źle, ale chyba ku temu idzie.

Do gry wchodzi młode pokolenie: nie zdemoralizowane młodzieżówki partyjnych pieczeniarzy tylko prawdziwi ludzie – studenci, bezrobotni, nowa fala związkowców „Solidarności”.

Niemal codziennie rozmawiam z moimi studentami, są dojrzali i poważni, nie obchodzą ich propagandowe hucpy – „Mediatory” uznają za igrzyska dla lizusów liczących, że w ten sposób, po znajomości, załatwią sobie pracę trzeciego pomagiera w TVN.

Studenci, przyszli dziennikarze, często nie podzielają moich poglądów, zarzucają mi sarkazm i frustrację, chcą jednak zmiany i jak zauważył jeden z nich –

trzeba wreszcie otworzyć w tym burdelu okno!

Młodzi wkurzeni, pokazaliście w ostatnich dniach swoja siłę, zorganizowani możecie przewrócić całą tą, rzekomo na dziesiątki lat zabetonowaną scenę – jeśli jednak mogę wam coś radzić, to przypomnę sprytną formułę Jacka Kuronia – nie palcie komitetów (tak jak w Poznaniu) zakładajcie swoje!

Skoro my, szpetni czterdziestoletni, nie urządziliśmy właściwie waszego świata, to bierzcie sprawy w swoje ręce, tylko czasem posłuchajcie tych, którzy kilka przewrotów już w życiu widzieli.

Oni najbardziej boją się takiej właśnie mikstury. Młodej siły, wspieranej przez doświadczenie, doświadczenie, któremu jeszcze coś się chce.

Powodzenia – Przecz z ACTA i actariuszami!

Portret: Witold Gadowski

Witold Gadowski

Reporter, autor filmów dokumentalnych, miłośnik kawy i Bałkanów. Badacz afer i terrorystów. Wraz z Przemysławem Wojciechowskim wydał książkę „Tragarze śmierci” ujawniającą nieznane ślady znanych terrorystów („Carlosa”, Abu Dauda, RAF).

http://wpolityce.pl./artykuly/22218-nagosc-rzadu-tuska-kluje-nawet-w-oczy-gawiedzi-jesli-ten-rzad-przetrwa-rok-2012-to-bede-niepomiernie-zdziwiony

Przeczytaj także:

Samotność naszego szczerego przywódcy

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »