WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for Grudzień 2011

Jarosław Kaczyński: „Mam nadzieję, że będzie to rok, w którym prawda w Polsce zacznie zwyciężać”

Posted by tadeo w dniu 31 grudnia 2011

Fot. PAP

 

Zdrowia, pogody ducha i aby kryzys finansowy nie był tak dokuczliwy, jak się zapowiada – takie życzenia noworoczne składają posłowie.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński oczekuje, że w nowym roku zwycięży prawda o katastrofie smoleńskiej. Poseł PiS Jacek Sasin (PiS) życzy, aby 2012 rok nie był gorszy od 2011.

Żeby apokaliptyczne zapowiedzi, że przez kryzys coś się skończy i zmieni na gorsze w naszym życiu, nie sprawdziły się. Aby nie poddawać się modom i być wiernym wartościom, które istnieją od pokoleń.

– powiedział w rozmowie z PAP.

Życzę wszystkim, by kryzys tylko nas musnął i byśmy w następnym roku nie bali się, że zabraknie czegoś na wigilijnym stole.

– dodał.

Tadeusz Iwiński (SLD) życzy przede wszystkim zdrowia.

Bo jak mówi jedno z gruzińskim przysłów: żeby było zdrowie, a resztę się kupi.

– powiedział.

Aby przyszły rok był lepszy od 2011. Żeby obawy związane z kryzysem nie zrealizowały się. Niech się realizują marzenia.

– dodał.

Anna Grodzka z Ruchu Palikota chciałaby, żeby polityka prowadzona była z myślą o każdym człowieku.

Życzę, by politycy bardziej zwracali uwagę na sprawy społeczne.

– powiedziała.

A poza tym wszystkiego dobrego na najbliższe miesiące.

– dodała.

Poseł PSL Janusz Piechociński życzy, żeby w Nowym Roku zagościło we wszystkich domach więcej dobra.

Żebyśmy się nie wstydzili pokazywać dobra, które jest w nas i wokół nas. Więcej odwagi w mówieniu prawd – nie zawsze popularnych. Więcej solidarności, życzliwości na co dzień, nie z okazji wielkich rocznic i uroczystości.

– powiedział.

Bądźmy przyjaznymi ludźmi, a wtedy nawet czas niepewności spowodowany kryzysem będzie łatwiej przebrnąć.

– przekonuje.

Poseł Andrzej Dera z Solidarnej Polski życzy Polakom na Nowy Rok „po prostu bycia ze sobą i radości”.

Stefan Niesiołowski (PO) życzy przede wszystkim zdrowia i pogody ducha.

Żeby był pogodny, nie w atmosferze kryzysu. Nie ma powodu do obaw. Polska gospodarka nie jest zagrożona ogromnym krachem.

– zapewnia.

Z kolei prezes PiS Jarosław Kaczyński, pytany przez dziennikarzy m.in. o swoje noworoczne postanowienia i oczekiwania na 2012 rok, odpowiedział:

Jeżeli chodzi o moje postanowienia, to jakoś do tej pory sobie żadnych tego rodzaju przyrzeczeń nie składałem. Jak składam, to dotrzymuję, więc składam z pewną ostrożnością.

Odnosząc się do oczekiwań, oświadczył:

Mam nadzieję, że będzie to rok, w którym prawda w Polsce zacznie zwyciężać.Prawda w najszerszym tego słowa znaczeniu, ale także prawda o wydarzeniu, które dla mnie w tej chwili jest i pewnie do końca życia będzie najważniejsze – o katastrofie smoleńskiej.

http://wpolityce.pl./wydarzenia/20710-jaroslaw-kaczynski-mam-nadzieje-ze-bedzie-to-rok-w-ktorym-prawda-w-polsce-zacznie-zwyciezac

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Prof. Zybertowicz: „Prawda zwycięża… nie bez oręża”. Trzeba rozproszone „archipelagi polskości” zamienić w silne „kontynenty polskości”

Posted by tadeo w dniu 31 grudnia 2011

 

(…) Obóz niepodległościowy w Polsce coraz lepiej rozumie, że tylko Naród oddolnie zorganizowany jest zdolny wytworzyć służące mu elity, a zarazem część dotychczasowych elit wziąć na smycz.Od czego to zależy? Od tego, na ile rosnące obywatelskie, patriotyczne zaniepokojenie, znajdujące coraz silniejszy wyraz w rosnącym „Archipelagu Polskości”, zaowocuje skutecznymi projektami konsolidacji tego właśnie archipelagu – w większe, lepiej zorganizowane kontynenty polskości. Oddolna praca organiczna już trwa. Dotleniana jest tkanka społeczna, wprowadzane są do niej takie składniki, których brakuje. Trzeba ten proces przyspieszyć, korzystając z odkryć współczesnych nauk społecznych.

Plan dla Polski
Sekwencja planu dla Polski jest następująca. Po pierwsze, należy skatalogować te liczne, tysięczne oddolne inicjatywy ludzi z patriotyzmem w sercach, którzy tworzą przybierający na sile „Archipelag Polskości”. Po drugie, istnieje potrzeba zorganizowania kongresu polskości, który wytyczy ścieżki łączenia składającego się z małych wysp i wysepek archipelagu w większe, żywotne organizmy. Po trzecie, ścieżki konsolidacji wymagają wzmocnienia przez profesjonalnie przygotowane warsztaty patriotycznego przywództwa dla osób, które już ukazały swój potencjał, tworząc (często jakby z niczego) okrzepłe już inicjatywy. Dobrym rozwiązaniem byłoby uruchomienie programu coachingu patriotycznego dla liderów o największym potencjale, który przyspieszy i sprofesjonalizuje proces konsolidacji „Archipelagu Polskości”.
Alternatywne spojrzenie na naszą rzeczywistość dojrzewa. W nas. Dzięki tym, którzy tworzą setki, tysiące oddolnych projektów z polskością w sercu.

Wsparcie dla wartości
Jak wskazał aforysta, „Prawda zwycięża… nie bez oręża”. Podobnie wartości ogólne, wspólnotowe nie potrafią przetrwać bez wsparcia. Bez wsparcia we wspólnocie właśnie. Ale co konkretnie znaczy wspólnota? To złożona sieć powiązań, organizacji, instytucji, które na poziomie i symbolicznym, i funkcjonalnym zakorzeniają wartości w interesach. Tak, w interesach. Gdy umiejętnie, nowocześnie powiążemy tradycyjne wartości polskości z rozsądnymi interesami licznych środowisk, tkanka instytucjonalna naszego społeczeństwa zmieni się i okrzepnie. Elity są dla siebie i dla innych elit wtedy, gdy naród jest słaby. Skłócony. Niepewny siebie. Ale gdy potrafi się zorganizować, wtedy trzeba się z nim liczyć.

Prof. Andrzej Zybertowicz, Archipelag polskości, „Nasz Dziennik”

Posted in Polityka i aktualności | Otagowane: | Leave a Comment »

Wojciech Cejrowski. Być Polakiem to nie wstyd!

Posted by tadeo w dniu 31 grudnia 2011

Film Stefana Buchholza.

http://gloria.tv/?media=234424

Posted in Filmy i slajdy, Polityka - video, Polityka i aktualności | Otagowane: | 1 Comment »

„Złamana Szpada” – film o Szczuce

Posted by tadeo w dniu 31 grudnia 2011

O mecenasie Stanisławie Szczuce i jego córce Kazimierze Szczuce opowieść – film reż. Krzysztofa Wojciechowskiego.

„Stanisław Szczuka, ur. 25 XI 1928 w Warszawie. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, Wydz. Prawa (1952). 1951-1955 aplikant adwokacki, 1955-1993 adwokat. Od 1956 zaangażowany w prowadzenie spraw politycznych, m.in. w 1956 w sprawę rehabilitacji członków kierownictwa Polski podziemnej skazanych w procesach stalinowskich; aresztowanych w III 1968 studentów UW i ASP; Jakuba Karpińskiego w procesie tzw. taterników; osób oskarżonych o »zakłócanie spokoju społecznego« w XII 1970; Jana Kapuścińskiego i Stefana Niesiołowskiego w procesie organizacji Ruch (za zbyt śmiałą obronę zawieszony na 3 mies. w prawie wykonywania zawodu); Wojciecha Ziembińskiego sądzonego za akcje niepodległościowe, np. wywieszanie klepsydr 11 XI; Władysława Siły-Nowickiego nieprawdziwie oskarżonego o fałszerstwo; w 1976 obrońca w procesach radomskich oraz licznych sprawach o nadużycie władzy przez funkcjonariuszy MO i prokuratury. W 1976 współautor (z Janem Olszewskim, Antonim Pajdakiem, W. Ziembińskim) Listu 14 z protestem przeciwko umieszczeniu w Konstytucji PRL zapisu o nienaruszalności sojuszu z ZSRR. Współpracownik Biura Interwencyjnego KOR.
W 1981 wystąpił do sądu o rejestrację »Solidarności Wiejskiej«.
Po 13 XII 1981 obrońca m.in. dziennikarzy biuletynów »S« w Puławach, animatorów radia »S« w Warszawie, robotników oskarżonych o kontynuowanie działalności związkowej, kolporterów niezależnych wydawnictw. W 1983 obrońca w procesie MRKS, w 1987 członków Ruchu WiP”.

Tutaj wypowiedź nieżyjącego już mecenasa Szczuki o metodach działania władz PRL wobec protestów społecznych i o KOR, warto wysłuchać:

http://www.asme.pl/130385305718622.shtml

Jakby ktoś jeszcze nie kojarzył, to niejaka Kazimiera Szczuka jest jego córką.  Cytat z wypowiedzi córeczki:
„Nienawidzą mnie, bo jestem Żydówką i feministką, zwłaszcza feministką./They hate me because I’m a feminist, I’m Jewish – mostly because I’m a feminist” –  Źródło: „New York Times”.

W rzeczywistości matka Szczuki, Janina z domu Winawer (lekarka), jest katoliczką pochodzącą z rodziny żydowskiej zasymilowanej od wielu pokoleń. /za Wiki/
I co? Taka porządna rodzina – a córeczka kompletny odlot. I miej tu, człowieku,  dzieci……..:)

Posted in Filmy i slajdy | Leave a Comment »

Bliżej – Jan Pospieszalski 29.12.2011

Posted by tadeo w dniu 31 grudnia 2011

Czy powinniśmy posyłać sześciolatki do szkoły? Czy szkoły są do tego przygotowane? Spór o obowiązek szkolny trwa od lat. Do Sejmu trafił obywatelski projekt ustawy przeciwko takiej propozycji podpisany przez niemal 400 tys. osób. Gośćmi propgramu są Karolina i Tomasz Albanowscy, posłanka PO Ewa Żmuda-Trzebiatowska i prof. Aleksander Nalaskowski.

http://www.tvp.pl/publicystyka/polityka/jan-pospieszalski-blizej/wideo/29122011/5871600

Posted in Polityka - video, Polityka i aktualności | Otagowane: | Leave a Comment »

Zamalowany świat – Elżbieta Dmoch

Posted by tadeo w dniu 30 grudnia 2011

Prywatny dramat Elżbiety Dmoch

2 plus 1 (fot. EastNews/Marek Karewicz)

2 plus 1 (fot. EastNews/Marek Karewicz)

Była jedną z najjaśniejszych polskich gwiazd lat 70. i 80. Piękna, czarująca, utalentowana, osiągnęła wraz z grupą 2 plus 1 niemal wszystko. Później los wystawił ją na ciężką próbę, po której zupełnie wycofała się z muzyki. Dziś żyje samotnie, skromnie, w zapomnieniu. Czy Elżbieta Dmoch jeszcze powróci?

Ten tekst powtarzamy w ramach The best of Onet 2011, czyli zestawienia najlepszych materiałów roku w portalu.

Biografia Elżbiety Dmoch to z jednej strony historia wyjątkowa, a z drugiej – opowieść oddająca twarde realia rządzące branżą muzyczną. Można ją sprowadzić do prostej reguły: „Artysta jest tak dobry, jak dobrze sprzedała się jego ostatnia płyta”. Albo rozwinąć w drugiej: „Artysta, który nie nagrywa, nie istnieje”. Brutalne, ale prawdziwe.

W latach 70. i na początku kolejnej dekady piosenki, które nagrała z zespołem 2 plus 1, znali niemal wszyscy – „Chodź, pomaluj mój świat”, Windą Do Nieba, „Czerwone słoneczko”, „Wstawaj, szkoda dnia”, „Hej, dogonię lato” czy „Iść w stronę słońca” to tylko garstka z przebojów, które nie schodziły z czołówek list. Ona sama była ozdobą ówczesnych okładek, programów telewizyjnych i radiowych, błyszczała towarzysko, ale przede wszystkim elektryzowała na scenie.

Elektryzujące było też jej małżeństwo z liderem, kompozytorem i gitarzystą zespołu, Januszem Krukiem. – Byli najpiękniejszą parą lat 70. – wspomina dziennikarka Maria Szabłowska, długoletnia przyjaciółka Elżbiety Dmoch. I rzeczywiście… wystarczy spojrzeć na liczne wspólne fotografie obojga. Uśmiechnięci, szczęśliwi, spełnieni, właściwie żadnych znaków, które mogłyby zdradzać, że nie wszystko w ich życiu było takie kolorowe.

Piękna nieznajoma

Zaczęło się trochę jak w baśni o Kopciuszku, poznającym na balu księcia, czy raczej króla życia, bo tak nazywano towarzysko usposobionego Kruka. Skończyło zdecydowanie mniej bajkowo, choć liczni fani Elżbiety Dmoch i grupy 2 plus 1 nadal wierzą, że ich ulubienica jeszcze na scenę wróci. Niestety, z każdym rokiem ich wiara słabnie. Bo nic przecież takiego obrotu spraw nie zapowiada.

Gdy się poznali, Elżbieta (ur. 29 września 1951 w Warszawie) miała zaledwie siedemnaście lat. Była utalentowana artystycznie, od wczesnego dzieciństwa brała lekcje śpiewu i uczęszczała do szkoły muzycznej, a od niedawna występowała z rockową grupą Nieznajomi. – Graliśmy w szkole na Grochowie na studniówce – wspomina Cezary Szlązak, długoletni członek 2 plus 1. – Janusz wypatrzył piękną wysoką dziewczynę, która wystartowała w konkursie piosenki podczas tego wieczoru.

Wtedy, w 1968 roku, nie było jeszcze 2 plus 1 – Janusz Kruk prowadził grupę Warszawskie Kuranty. Znajomi wspominają, że choć starszy o pięć lat artysta był żonaty, miał nawet córkę, natychmiast zakochał się w Eli. Bez problemu i on zawrócił jej w głowie. W konsekwencji porzucił rodzinę i równie szybko zwerbował dziewczynę do swojego zespołu, nie tylko w roli wokalistki, ale i flecistki. Ale to nie Warszawskie Kuranty miały podbić serca publiczności, także tej zagranicznej.

Same plusy

Nowa grupa, nazwana 2 plus 1, powstała w 1971 roku. W jej składzie, oprócz Dmoch i Kruka, znalazł się Andrzej Rybiński, zastąpiony później przez Andrzeja Krzysztofika, a w 1976 roku – Cezarego Szlązaka, który już wcześniej współpracował z formacją, choć nie na prawach oficjalnego członka.

Zespół bardzo szybko zdobył ogromną popularność, a jego piosenki bez przerwy grane były nie tylko w radiu, ale i telewizji. Już w 1971 roku dostał w Opolu nagrodę za utwór „Nie zmogła go kula”. Rok później wylansował swoje pierwsze duże przeboje: „Czerwone słoneczko” i „Chodź, pomaluj mój świat”. Spora w tym zasługa właśnie czaru i wdzięku Elżbiety Dmoch. Od początku budziła wielką sympatię, przyciągała wzrok, ale na szczęście potrafiła też dobrze śpiewać.

Muzyka bez limitu

Grupa wykraczała poza schemat polskiej muzyki rozrywkowej, choć ma dziś pewne miejsce w jej kanonie. Piosenki były pogodne, czasem refleksyjne, na pewno melodyjne i łatwo wpadające w ucho, z dobrymi tekstami, pisanymi przez takich autorów jak Marek Dutkiewicz, Ernest Bryll, Wojciech Młynarski czy Jonasz Kofta. Dwa plus 1 cały czas przy tym było grupą poszukującą. Trio potrafiło wzbogacić swoją muzykę o elementy symfoniczne („Wyspa dzieci”), nagrać ambitną jazzującą suitę poświeconą tragicznie zmarłemu aktorowi Zbigniewowi Cybulskiemu („Aktor”) czy inspirować się kulturą celtycką („Irlandzki tancerz”). Na początku lat 80. Elżbieta i Janusz zaczęli nawet – z powodzeniem – penetrować rejony muzyki new wave i popowo-elektronicznej („Bez limitu”).

Jak podkreśla Maria Szabłowska, Dmoch i Kruk mieli wiele szczęścia, że na siebie trafili. Ona, gdyż jej wybranek był wyjątkowo utalentowanym muzykiem i kompozytorem. A on, gdyż trafił na piękną, zdolną i muzykalną dziewczynę. – Na scenie była żywiołowa, dynamiczna. Świetnie się ubierała, lecz trudno się temu dziwić, skoro stroje szykowała jej Grażyna Hasse.

Zwei Plus Einz, czyli cyferki na eksport

Okres największej świetności zespołu, także za granicą, przypadł na lata 70. i początek 80. Elżbieta była wielką gwiazdą. – Jeśli samolot czekał na nią pół godziny, to chyba trudno nie powiedzieć, że była kochana – podkreśla Cezary Szlązak

Wraz z zespołem występowała i wydawała płyty nie tylko w Polsce. Dwa plus 1 można było zobaczyć m.in. w Berlinie Zachodnim, Związku Radzieckim, na Kubie, w Kandzie i USA. Trio wylansowało za granicą tak znane przeboje jak „Easy Come, Easy Go” i „Singapore”. – Byliśmy pierwszą kapelą, która przetarła szlak na Zachód – wspomina Szlązak. – Oprócz Marka i Vacka mieliśmy jako jedyni własną półkę w sklepach muzycznych. Trzy longplaye i kilkanaście singli oraz składanki, to było ostre wejście na rynek. Graliśmy na balach naszej wytwórni płytowej, tej samej zresztą, w której był Michał Urbaniak. Przed meczem na Stadionie Olimpijskim w Monachium pojawiała się wielka świetlna reklama ,”Zwei Plus Einz”.

Elżbieta przez ten cały czas żyła bardzo intensywnie. Ogromną rolę w tym, że nie przewróciło jej się wtedy w głowie, odegrał menedżer, Janusz Szewczyk. – Janek wszystko załatwiał – mówi Maria Szabłowska. Dzięki temu tak naprawdę nie znała tej drugiej, drapieżnej strony show-biznesu.

Dom wchodzącego gościa

Błyskawiczna kariera nie była jedynym przełomem w życiu Elżbiety. W marcu 1973 roku wzięła z Januszem ślub. Najpierw wynajmowali mieszkania, szybko jednak dorobili się dużego domu przy ul. Zdrojowej na warszawskiej Sadybie. Było to nie tylko wspaniałe miejsce do zycia, ale i warsztat pracy, połączony z prywatnym, dobrze wyposażonym studiem.

Dom obojga był wyjątkowo otwarty na gości, bardziej przypominał salon towarzysko-muzyczny, choć niekoniecznie taki, w którym bywały tylko gwiazdy. Zdarzały się wieczory, gdy przyjmowali nawet pięćdziesięciu gości!

Elżbieta, choć rozrywkowy styl życia męża, nazywanego w środowisku muzycznym królem życia, wzięła niejako z nim w pakiecie, z czasem zaczęła odczuwać coraz większe zmęczenie codziennymi imprezami i prywatkami.

Zmęczenie materiału

W drugiej połowie lat 80. popularność 2 plus 1 osłabła, podobnie jak i uczucie łączące Elżbietę z Januszem – wydany w 1989 album „Antidotum” przeszedł bez echa, w przeciwieństwie do mającego miejsce w tym samym czasie rozwodu pary. – Janusz na pewno bardzo ją kochał, dla Elżbiety zostawił żonę i dziecko. Ale w końcu spotkał inną kobietę – tłumaczy Barbara Sawicka, przyjaciółka matki artystki.

Skończyła się miłość, ale nie przyjaźń. Po sprzedaży domu na Sadybie Elżbieta zamieszkała w bloku, a Janusz rozpoczął budowę nowego domu, do którego miał zamiar wprowadzić się ze swoją trzecią żoną. Niestety, artysta miał coraz większe problemy zdrowotne – bardzo poważnie chorował na serce.

Requiem dla siebie samej

Janusz Kruk zmarł nagle, na zawał, 18 czerwca 1992 roku. – Dla Eli cały świat się skończył. Jej świat to była estrada, garderoba, wywiady, telewizja. Gdy umarł Kruk, wszystko się zawaliło – przyznaje były perkusista 2 plus 1, Wacław Laskowski. – Dla niej on był wszystkim – potwierdza Barbara Sawicka. – To była jej jedyna miłość, jedyny człowiek w jej życiu. Gdy odszedł, zaczęła chorować.

Po śmierci Janusza Elżbieta wyprowadziła się z Warszawy. Zamieszkała we wsi Gładków, usnęła się w cień i zamknęła w sobie. Przyjaciele mówili, że nie może się ze stratą pogodzić – nawet po rozwodzie w głębi duszy miała wierzyć, że Janusz do niej jeszcze wróci.

Easy Come, Easy Go

Na scenę wróciła na krótko jesienią 1998, reaktywując 2 plus 1 ze Szlązakiem i nowymi muzykami. Grupa pojawiła się między innymi na koncercie „Piknik Dwójki: Pożegnanie lata w Gnieźnie” – Była w świetnej formie, nawet jeśli nie czuła się na scenie po takiej przerwie zbyt pewnie – wspomina Maria Szabłowska. – Publiczność przyjęła ją owacyjnie, na granicy szaleństwa. Ela była tak zachwycona, że byliśmy pewni, iż ją odzyskaliśmy.

Sukces kolejnych koncertów sprawił, że Elżbieta zaczęła myśleć o nagraniu nowej płyty ze Szlązakiem. Niestety, wkrótce potem znowu wycofała się ze sceny.

Następny raz zaśpiewała publicznie dopiero 2002 roku w Łomży, gdy młodzież z tamtejszego domu kultury wykonała w hołdzie dla 2 plus 1 sztukę-hołd „Iść w stronę słońca”. Dmoch nie tylko przyjęła zaproszenie autorów i pojawiła się na premierze spektaklu, ale wykonała z nimi jedną piosenkę.

Gdzie leży prawda

W 2005 roku opinią publiczną wstrząsnął jeden z odcinków programu „Uwaga” w TVN. Cała Polska dowiedziała się wtedy, że dawna gwiazda żyje nawet nie na granicy ubóstwa, a w totalnej nędzy, w rozpadającej się wiejskiej chatce. Nie płaci rachunków, przez co wyłączno jej prąd, a nawet chodzi po śmietnikach. Nie była to jednak prawda, przynajmniej nie do końca – Dmoch nie żyła wcale w nędzy, choć jej sytuacja materialna nie była wcale dobra, choćby dlatego, że nigdy w życiu nie płaciła składek do ZUS ani nie przykładała wagi do należnych jej wykonawczych tantiem za utwory 2 plus 1…

Prawdą jednak było, że artystka miała coraz poważniejsze problemy zdrowotne, głównie natury psychicznej. – Elżbieta borykała się z chorobą psychiczną już od czasu śmierci Janusza Kruka – mówi osoba z otoczenia Dmoch, pragnąca zachować anonimowość. – Gdy się leczyła, wszystko było w porządku. Gdy je jednak odstawiała, zaczynały się kłopoty. I tak jest niestety do dziś.

Ocalę Cię

Odcinek „Uwagi” sprawił, że o Elżbiecie znów zrobiło się głośno, choć raczej nie w sposób, którego by sobie życzyła. By znaleźć spokój, przeprowadziła się do domu matki, na warszawskiej Saskiej Kępie. Pozytywnym aspektem emisji programu było to, że jej los poruszył fanów i wielu dawnych przyjaciół. Niektórzy postanowili jej pomóc. Najbardziej pomógł Jacek Skubikowski [piosenkarz, gitarzysta, kompozytor i autor tekstów, zmarły w 2007 roku – Onet.pl], dzięki któremu zaczęła w końcu otrzymywać tantiemy za dawne przeboje.

W 2008 roku zmarła matka artystki. Zrozpaczona gwiazda przeniosła się na chwilę z powrotem na wieś, ale szybko wróciła do warszawskiego domu na Saskiej Kępie. Cały czas leczyła się psychiatrycznie.

Dotyk zszarzałej bieli

Dziś Elżbieta Dmoch nadal żyje skromnie, na uboczu, na szczęście z dala od obiektywów paparazzi. Niekiedy odwiedza dawnych znajomych, utrzymuje też kontakt z rodziną. Nie udziela jednak żadnych wywiadów, gdyż, jak powiedziała trzy lata temu na zamkniętym zlocie fanów 2 plus 1, zakończyła działalność artystyczną i nie ma zamiaru do tego wracać. Można ją czasem spotkać spacerującą po ulicach Warszawy.

– Zdarza się, że ludzie ją rozpoznają, bo choć mocno się zmieniła, nadal ma w sobie coś z dawnej siebie – dodaje nam znajoma gwiazdy. – Wciąż ma świetną figurę, nosi te swoje długie piękne charakterystyczne włosy. Zazwyczaj ma na sobie białą bluzkę. Białą, choć z każdym dniem jakby coraz bardziej zszarzałą…

Widocznie taki już musi być dziś ten świat Elżbiety Dmoch, pomalowany na pewno nie jak w piosence, na żółto czy na niebiesko.

Jeden z największych przebojów 2 plus 1 

http://muzyka.onet.pl/publikacje/artykuly/zamalowany-swiat,1,4864040,wiadomosc.html

Przeczytaj także: Prywatny dramat Elżbiety Dmoch

Posted in Muzyka, Wspomnienia | Leave a Comment »

Domalewski: Przebadać badaczy! „Dzisiejsza wiadomość o badaniach OBOP słuchaczy Radia Maryja bije sporo rekordów”

Posted by tadeo w dniu 30 grudnia 2011

fot. radiomaryja.pl

Co jakiś czas przedstawia się obywatelom wyniki rozmaitych badań, rzecz prosta przygotowanych przez najwybitniejsze siły socjologiczne i statystyczne zgromadzone w naszym państwie. Żeby specjalnie nie mącić, ani też zanudzać powiem krótko – nic tylko czytać, wierzyć, ale przede wszystkim nie myśleć. Dzięki naszym wspaniałym badaczom dowiadujemy się, więc ile razy w tygodniu przeciętny Polak spożywa piwo, a ile razy wódkę, których zagranicznych Polak kocha najbardziej, których w ogóle, z kim sypia, a z kim tylko drzemie. Oczywiście najczęściej dowiadujemy się, która partia jest naszą ulubioną, a której nikt nie cierpi i preferencji nie zmieni.

Dzisiejsza wiadomość o badaniach OBOP słuchaczy Radia Maryja bije jednak sporo rekordów. Podaje się bowiem do wiadomości, że większość słuchających to radio, to lud trzymany z daleka od szkół, nie mówiąc o uczelniach. Wedle tych badaczy 19 proc. słuchaczy, to absolwenci podstawówek, 9 proc, – zawodówek, 7 proc. – szkół średnich, a tylko 6 proc. – szkół wyższych. Z tych wyliczeń wynika także, że gromadnie słuchają tego radia wyłącznie staruszkowie i staruszki, szczęśliwie nie podano, jaki procent z nich cierpi na demencję. Przeciwnicy tego radia mogliby zacierać ręce, gdyby nie pewne ale…

Otóż zupełnie niedawno podano wyniki badań zorganizowanych przez inną pracownię, które mają się do podanych przez OBOP, jak ktoś przyzwoity do Urbana, albo pewnego błazna z Biłgoraja. Oto Millward Brown SMG/KRC przedstawia, że aż 25 proc. słuchaczy rozgłośni ojca Rydzyka ma wykształcenie wyższe, 46 proc. – średnie, 16 proc. zawodowe, a tylko 12 proc. – podstawowe.

Oczywiście wiele zależy od sposobu przeprowadzania badań, ale biorąc rzecz najłagodniej i przyjmując tezę, że obie firmy badawcze się mylą, trzeba zapytać, dlaczego tak przeraźliwie? Pamiętam, jak przed kilku laty badacze uznali, że „Dziennik Polski” ma o kilka punktów mniejszą poczytność niż inna gazeta krakowska, choć sprzedawała ona o połowę mniej egzemplarzy. Oznaczać to musiało, że tamtą gazetę czytało przynajmniej kilka osób, a „Dziennik” ludzie kupowali, by go natychmiast wyrzucić do kosza. Bez czytania, to jasne.

Coś mi się wydaje, że niektóre metody badawcze wciąż trwają.

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

BLISKO, CORAZ BLIŻEJ

Posted by tadeo w dniu 30 grudnia 2011

Wielu krytyków porównywało „Blisko, coraz bliżej” z „Najdłuższą wojną nowoczesnej Europy”. Oba seriale były skonstruowane na podobnej zasadzie, oba też opowiadały o walce Polaków z niemieckim zaborcą. O ile jednak akcja „Najdłuższej wojny…” toczyła się w Wielkopolsce, o tyle fabuła „Blisko, coraz bliżej” dotyczy Śląska. Opowieść rozciąga się na lata 1863 – 1945. Jej głównymi bohaterami są przedstawiciele rodziny Pasterników, mieszkający w fikcyjnej wsi Wielowice pod Pszczyną. Protagonistą pierwszych trzech odcinków jest Franciszek Pasternik (w tej roli Franciszek Pieczka), dalsze części opowiadają o losach jego licznych dzieci i jeszcze liczniejszych wnuków. Widz śledzi ich dzieje na tle wielkich przemian i wydarzeń historycznych, wpływających na życie śląskich Polaków. Jest zatem Kulturkampf, rugi pruskie, rewolucja 1905 roku, I wojna światowa i powstania śląskie. Jednym z pragnień reżysera Zbigniewa Chmielewskiego (znany m.in. z seriali „Dyrektorzy” i „Daleko od szosy”) było możliwie wierne oddanie językowych przemian na Śląsku na przełomie XIX i XX stulecia. Z pieczołowitością ukazał więc, jak oryginalna śląska gwara stopniowo nasiąka germanizmami, aż do momentu, gdy niemiecki staje się obowiązujący w szkołach, kościołach, urzędach. Część dialogów prowadzona jest też po francusku, a to z tego powodu, że żołnierze z kontyngentu francuskiego wchodzili w skład Komisji Międzysojuszniczej, nadzorującej przebieg plebiscytu na Śląsku. W serialu celowo zabrakło zdjęć dokumentalnych. Całość jest inscenizowana. Specjalnie na potrzeby cyklu zbudowano wieś z okresu powstania styczniowego. Każdy odcinek niósł za sobą konieczność wykreowania nowej epoki – innej architektury, mody, otoczenia. By sprostać temu zadaniu poniesiono znaczne nakłady finansowe. W skompletowaniu setek kostiumów pomogła też „DEFA” – Wytwórnia Filmowa z ówczesnej NRD. Do napisania scenariusza zaangażowano Albina Siekierskiego – znanego pisarza, specjalistę od spraw Śląska. Miał on wówczas za sobą m.in. współpracę z Kazimierzem Kutzem („Paciorki jednego różańca”) oraz liczne sztuki teatralne i scenariusze, w większości związane z tematyką śląską. Pisząc scenariusz sagi o Pasternikach obficie czerpał z własnej autobiografii, a także z barwnych opowieści swych krewnych – rodowitych Ślązaków.

http://www.youtube.com/playlist?list=PLA23592A856430C96

Posted in Filmy - Polecam, Filmy i slajdy | 17 Komentarzy »

Przerażająca przemowa prezydenta Iranu…

Posted by tadeo w dniu 30 grudnia 2011

Delegaci USA tak się przestraszyli zatrważających słów Mahmouda Ahmadinejad’a, że aż uciekli z sesji ONZ!  Kto jest terrorysta i chce zawładnąć światem ?

Posted in Polityka - video, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Tragiczny pożar w Białej Podlaskiej

Posted by tadeo w dniu 30 grudnia 2011

Siedem osób, w tym dwoje dzieci, zginęło w pożarze drewnianego domu, który wybuchł w piątek kilka minut po północy w Białej Podlaskiej w woj. lubelskim. Jedna osoba została ranna. Tożsamość ofiar nie jest jeszcze znana; ciała są zwęglone. Śledztwo w sprawie pożaru wszczęła prokuratura.

Do pożaru doszło w Białej Podlaskiej / fot. Michał Trantau i Łukasz Kamiński

Do pożaru doszło w Białej Podlaskiej / fot. Michał Trantau i Łukasz Kamiński /biala24.pl

Śledztwo prowadzi ośrodek zamiejscowy lubelskiej Prokuratury Okręgowej w Białej Podlaskiej.

– Trwają oględziny na miejscu zdarzenia z udziałem prokuratora, techników kryminalistyki i biegłego z zakresu pożarnictwa – powiedziała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie Beata Syk-Jankowska.

Straż zawiadomiona została o pożarze przez policję 23 minuty po północy. – Strażacy przyjechali po siedmiu minutach. Drewniany parterowy budynek był już ogarnięty płomieniami – powiedział rzecznik komendanta wojewódzkiego straży pożarnej w Lublinie Wojciech Miciuła.

Siedem osób, w tym dwoje dzieci, poniosło śmierć. Jedną osobę – nieprzytomną 63-letnią kobietę – strażacy wynieśli z pożaru, odwieziono ją do szpitala, przebywa na oddziale intensywnej opieki medycznej. Trzy osoby samodzielnie opuściły budynek przed przybyciem strażaków.

Ciała są zwęglone

Tożsamość ofiar nie została jeszcze ustalona. – Ciała są zwęglone, nie można nawet określić płci. Cztery ofiary to prawdopodobnie rodzina, która tam mieszkała. Dzieci miały trzy i niespełna dwa lata – powiedział rzecznik policji w Białej Podlaskiej Jarosław Janicki.

– Prawdopodobnie do identyfikacji ofiar będą potrzebne badania genetyczne – dodał Janicki.

Z rozmów policjantów z osobami, które ocalały z pożaru wynika, że w domu przed pożarem odbywało się spotkanie, na którym pito alkohol. – Nie wiemy, czy to spotkanie ma jakikolwiek związek z pożarem – zaznaczył Janicki.

Dom był kontrolowany

Budynek, w którym wybuchł pożar, należy do miejskiego Zakładu Gospodarki Lokalowej Sp. z o.o. Według jego prezesa Mieczysława Ruty, dom był kontrolowany pod względem przeciwpożarowym. – Pożar nie wynikł ze stanu technicznego budynku – powiedział Ruta.

– Cała dokumentacja techniczna budynku została przekazana policji – dodał.

Jak podał Ruta, w parterowym domu z mieszkalnym poddaszem, w sześciu lokalach, mieszkało 11 osób. Mieszkania były ogrzewane piecami węglowymi.


Do pożaru doszło w Białej Podlaskiej / fot. W. Pacewicz /PAP

Prezydent Białej Podlaskiej Andrzej Czapski poinformował, że miasto udzieli pomocy tym, którzy przeżyli oraz rodzinom ofiar pożaru.

Poszkodowani dostaną pomoc

– Na pewno damy mieszkania zastępcze, na pewno damy także wsparcie materialne. Nie wiem, jaki jest status rodzinny i jakie jest pokrewieństwo osób żyjących do tych, które zginęły, bo być może należałoby również objąć opieką psychologiczną te osoby, które przeżyły – powiedział w TVN24 prezydent.

Sąsiadka ofiar: Ja po prostu spałam

Źródło: Agencja TVN/TVN24

Jak dodał, władze miasta zaapelują do mieszkańców o zachowanie umiarkowania podczas zabaw sylwestrowych.

„To dla mnie szokujące wydarzenie”

– Absolutnie będziemy upraszać o to, żeby zachować umiar w zabawach, w balach i w gromadzeniu się, w szczególności w gromadzeniu się w miejscach publicznych na zewnątrz, żeby ostentacyjnie nie manifestować tej radości związanej z Nowym Rokiem w obliczu takiego nieszczęścia, jakie mieszkańców Białej (Podlaskiej) spotkało – podkreślił Czapski.

Tragiczny pożar w Białej Podlaskiej

Źródło: Agencja TVN/TVN24

– Muszę tutaj ze smutkiem powiedzieć, że takiego wypadku, takiej liczby ofiar w jednym miejscu, w jednym zdarzeniu – a jestem czternasty rok prezydentem miasta – nie mieliśmy. Jest to dla mnie szokujące wydarzenie – powiedział.

Na miejsce pożaru udała się wojewoda lubelski Jolanta Szołno-Koguc.

Zobacz zdjęcia w serwisie biała.24.pl. Kliknij

W pożarach zginęło w sumie aż 10 osób

To nie jedyny tak tragiczny pożar, do którego doszło w ostatnich godzinach. W Bolesławcu w woj. dolnośląskim, w pożarze piwnicy w budynku jednorodzinnym zginęła jedna osoba.

Z kolei w Oświęcimiu, w woj. małopolskim, w pożarze mieszkania zginęła jedna osoba, a dwie kolejne zostały ranne.

W pożarze mieszkania w Lublinie zginęła jedna osoba, a cztery kolejne zostały ranne.

http://polskalokalna.pl/wiadomosci/lubelskie/news/tragiczny-pozar-w-bialej-podlaskiej,1740369

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Głośne aresztowanie, ciche umorzenie śledztwa ws. przyjęcia łapówki przez Czempińskiego. Kto komu wysyła sygnały?

Posted by tadeo w dniu 30 grudnia 2011

Zatrzymanie byłego szefa Urzędu Ochrony Państwa Gromosława Czempińskiego miało odsłonić jedną z największych polskich afer korupcyjnych. Wszczęte przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie śledztwo w sprawie rzekomego przyjęcia w latach 90. 2 mln dolarów łapówki zostało dziś umorzone z powodu przedawnienia. Jaki był więc prawdziwy cel zatrzymania?

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Monika Lewandowska poinformowała, że śledztwo dotyczyło

przyjęcia 2 mln dolarów łapówki w okresie 1990-1996 w związku z pełnieniem funkcji publicznej, w zamian za pomoc nieustalonej firmie przy kontrakcie na sprzęt telekomunikacyjny.

Wszczęto je w 2009 r. z zawiadomienia Petera V, nazywanego przez media „kasjerem lewicy”.

Brano pod uwagę dwie firmy

– podała Lewandowska. W śledztwie nie potwierdzono, że Czempiński podejmował w UOP współpracę z tymi firmami lub im pomagał. Prokurator podkreśliła, że podstawą umorzenia jest jednak przedawnienie karalności (w tym przypadku – po 15 latach), bo

ten powód umorzenia ma pierwszeństwo przed innymi.

Umorzenie jest prawomocne.

Lewandowska dodała, że teraz akta tego postępowania będą przesłane do katowickiej prokuratury apelacyjnej, która w listopadzie br. postawiła b. szefowi UOP zarzut korupcji przy prywatyzacji STOEN. Czempiński został wtedy zatrzymany przez CBA na polecenie prokuratury; wyszedł na wolność po wpłaceniu miliona zł kaucji. Jego adwokat złożył do sądu zażalenie na zatrzymanie jako bezzasadne.

W innym śledztwie Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach V. dostał zarzuty m.in. pomocnictwa w przywłaszczaniu oraz praniu brudnych pieniędzy lobbyście Markowi Dochnalowi. V. zatrzymało w 2008 r. Centralne Biuro Śledcze. W 2009 r. areszt zamieniono mu na 1,6 mln zł kaucji. V. w latach 70. nazywał się Piotr Filipowski. Jako 17-latek zamordował 75-letnią kobietę w celach rabunkowych. Skazano go na 25 lat więzienia. W 1979 r. miał przerwę w odbywaniu kary, a w 1983 r. w niewyjaśnionych okolicznościach dostał paszport i wyjechał do Szwajcarii. Według prasy, miał być zwerbowany przez służby specjalne PRL, które umożliwiły mu wyjazd. Podjął pracę w bankach szwajcarskich – był członkiem zarządu Coutts banku z Zurychu. Media twierdziły, że miał obsługiwać „konta polityków lewicy”.

http://wpolityce.pl./wydarzenia/20673-glosne-aresztowanie-ciche-umorzenie-sledztwa-ws-przyjecia-lapowki-przez-czempinskiego-kto-komu-wysyla-sygnaly

Posted in Afery i przekręty, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Znalezione w sieci

Posted by tadeo w dniu 30 grudnia 2011

 „Ostatnio musiałam jechać do innego miasta. I tam poszłam coś zjeść – do baru mlecznego. Ceny – niewielkie. Obok mnie, przy drugim stoliku siedziała starsza Pani. Nienagannie i czysto ubrana siedziała samotnie i czytała gazetę. Pouśmiechałyśmy się do siebie i gdy już kończyłam obiad, ta pani schyliła się do mnie i cichutko spytała: jak Pani sądzi, czy za niecałe dwa złotych mogłabym coś tu kupić do zjedzenia? Nie, odpowiedziałam, niecałe dwa złote to za mało. Ale ja więcej nie ma, odpowiedziała ta pani lekko drżącym głosem….

I takie Panie, niestety, po prostu tego „lekkiego kryzysu”, tego „trochę gorzej” nie przeżyją. Nie przeżyją bez pomocy innych ludzi, bo na rządzących to nie mają co liczyć. 

A oprócz starszych pań są jeszcze starsi panowie, rodziny z dziećmi, renciści i inwalidzi… Mnóstwo osób z dochodami ok. 500 zł na miesiąc.

Oni nie będą mieli nawet na biały serek”.

Posted in Znalezione w sieci | Leave a Comment »

Drogi Narodzie!!!

Posted by tadeo w dniu 30 grudnia 2011

image

DROGI NARODZIE!!!

Olej ich! Po prostu – tam gdzie się tylko da, działaj po swojemu, mijaj wszystkie głupie przepisy, awanturuj się i wrzeszcz! Śmiej się z władzy, rugaj urzędników i na każdym kroku przypominaj, za czyją kasę tam siedzą.

Zwołuj się i organizuj, bo to Ty, Narodzie, jesteś podmiotem i suwerenem, a nie ta banda palantów przypisująca sobie atrybuty boskiej władzy. Żądaj, a nie proś!! Bądź odpowiedzialny!

I pamiętaj, że oni boją się Ciebie dużo bardziej, niż Ty ich !

Jeszcze jedno ważne życzenie – bez względu na sytuację zachowaj, Narodzie, poczucie humoru, bowiem śmiech jest najgroźniejszą bronią w walce w tępogłową władzą.

 „Przeżyliśmy najazd szwedzki, przeżyjemy i sowiecki”. Przeżyliśmy.

Przeżyjemy i idiotyzmy europejskie i kryzysy globalne, naprawdę – tylko trzeba rozumu nie tracić i nazywać rzeczy po imieniu.

Bo podstawowa wojna właśnie tu się dziś toczy – w sferze języka i tzw. „narracji”. Dlatego czytajcie klasyków, słuchajcie babć i dziadków i niech żyje Sienkiewicz.

Jednym słowem – uszy do góry!

 Damy radę – po prostu nie mamy innego wyjścia :)

http://eska.salon24.pl/377055,europejskie-przedszkole-tuska

Posted in Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Świadkowie historii

Posted by tadeo w dniu 29 grudnia 2011

http://swiadkowiehistorii.pl/relacje.php

Posted in Wspomnienia, Świadectwa | Leave a Comment »

Pol­skie wi­gi­lie

Posted by tadeo w dniu 29 grudnia 2011

W Pol­sce Wi­gi­lia przez wie­ki by­ła dniem szcze­gól­nym, uro­czy­stym jak ma­ło któ­ry w ro­ku. Uświę­co­nym tra­dy­cją wy­ba­cza­nia so­bie wza­jem­nych ura­zów, dzie­le­niem się opłat­kiem, cza­sem spę­dza­nym ra­zem, wspól­nym śpie­wem ko­lęd, „wy­pra­wą” na Pa­ster­kę – czę­sto pie­szo, przez śnież­ne za­spy (bo i zi­my by­wa­ły tę­gie), zwy­kle ca­ły­mi ro­dzi­na­mi. Pre­zen­ty, otocz­ka ma­te­rial­na by­ły mniej waż­ne. Waż­ne by­ło za­cho­wa­nie tra­dy­cji, przy­po­mnie­nie, że tej no­cy na świat zstą­pił Bóg. 

Dziś, „po­stę­po­we” me­dia lan­su­ją wy­jaz­dy na świę­ta pod pal­my – po­ka­zu­jąc przy­kła­dy „gwiazd”, któ­re za­pew­nia­ją, że naj­lep­szą Wi­gi­lię spę­dza się na Ka­ra­ibach czy w Taj­lan­dii (a w wer­sji dla mniej za­moż­nych w Egip­cie) prze­gry­za­jąc kre­wet­ki al­bo „na zim­no” – po­pi­ja­jąc grzań­ca po ca­łym dniu sza­leństw na nar­ciar­skim sto­ku; kie­dy ze­wsząd sły­szy­my, że naj­waż­niej­sze są od­po­wied­nio eks­klu­zyw­ne pre­zen­ty, ele­ganc­ki stół (broń Bo­że z bia­łym ob­ru­sem i sia­nem pod nim – toż to ta­kie „drob­no­miesz­czań­skie”), już nikt nie mó­wi, jak świę­ty był ten wie­czór, ile trze­ba by­ło od­wa­gi, sil­nej wo­li i de­ter­mi­na­cji, że­by ob­cho­dzić Wi­gi­lię. Nikt nie mó­wi, ja­kie by­ły pol­skie wi­gi­lie. A prze­cież by­ły za­wsze – w cza­sie no­cy oku­pa­cji, w pie­kle na zie­mi urzą­dzo­nym Po­la­kom w obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych i ła­grach, gdzie za śpiew ko­lę­dy pła­ci­ło się ży­ciem, w każ­dym za­kąt­ku zie­mi, gdzie przy­szło wał­czyć pol­skim żoł­nie­rzom. Chle­bem z bra­ku opłat­ka dzie­li­li się żoł­nie­rze wy­klę­ci i więź­nio­wie ubec­kich ka­tow­ni. Po woj­nie nie raz by­wa­ło bied­nie, chłod­no i głod­no, by­wa­ły wi­gi­lie prze­pła­ka­ne – w ro­ku 1970, 1976, w sta­nie wo­jen­nym 1981 ro­ku, kie­dy roz­dzie­la­no nie raz na la­ta ca­łe ro­dzi­ny, ale za­wsze by­ły. I ni­g­dy nie cho­dzi­ło w nich o pre­zen­ty, ja­kość po­traw czy de­ko­ra­cje na sto­le. Cho­dzi­ło o coś wię­cej. 

Orzeł z bru­kwi w pie­kle na zie­mi

Oku­pa­cja nie­miec­ka i ra­dziec­ka by­ła zbrod­nią prze­ciw­ko pol­skie­mu na­ro­do­wi, zbrod­nią do dziś nie roz­li­czo­ną, za któ­rą nikt nie za­pła­cił. Ty­sią­ce ro­dzin już pod­czas pierw­szej oku­pa­cyj­nej wi­gi­lii pu­ste na­kry­cie przy sto­le zo­sta­wia­ło dla ko­goś bli­skie­go – aresz­to­wa­ne­go, za­gi­nio­ne­go al­bo za­mor­do­wa­ne­go. By­ło bied­nie – za­miast dwu­na­stu dań, czę­sto tyl­ko jed­no, na cu­dem zdo­by­tych cho­in­kach – ozdo­by wy­cię­te z ga­zet, zro­bio­ne z szy­szek le­śnych (je­śli ktoś miał bli­sko las), za­miast ko­lo­ro­wych pre­zen­tów – drew­nia­ki i su­kie­necz­ka dla lal­ki uszy­ta z gał­gan­ków a za­miast cze­ko­lad i man­da­ry­nek – ka­wa­łek chle­ba z mar­mo­la­dą. I dzie­ci by­ły prze­szczę­śli­we je­śli ten chleb z mar­mo­la­dą do­sta­ły, al­bo ta­ki przy­smak, jak ka­wa­łek cu­kru. Rzad­ko zda­rza­ły się ta­kie cu­da, jak li­to­ści­wy nie­miec­ki żoł­nierz, któ­ry od­dał ma­lu­chom swo­ją przy­dzia­ło­wą cze­ko­la­dę. Tam­tych wi­gi­lii, kie­dy do sto­łu za­sia­da­ło kil­ka ro­dzin stło­czo­nych na co dzień w jed­nej chat­ce czy miesz­ka­niu nikt z ich uczest­ni­ków ni­g­dy nie za­po­mniał. 

By­ły jed­nak miej­sce, gdzie na­wet w wi­gi­lię lu­dziom urzą­dza­no pie­kło na zie­mi. Tak jak w obo­zie kon­cen­tra­cyj­nym w Oświę­ci­miu, gdzie 24 grud­nia 1940 ro­ku podczas pierw­szej Wi­gi­lii po za­ło­że­niu obo­zu, Niem­cy usta­wi­li na pla­cu ape­lo­wym ol­brzy­mią cho­in­kę i przy­ozdo­bi­li ją ko­lo­ro­wy­mi elek­trycz­ny­mi lamp­ka­mi. Pod nią opraw­cy po­ło­ży­li… cia­ła więź­niów zmar­łych w cza­sie ape­lu oraz pod­czas pra­cy. Po­wie­dzie­li, że to „pre­zent” dla ży­ją­cych. Za­bro­ni­li na­wet śpie­wu ko­lęd. Rok póź­niej w Wi­gi­lię za­bi­li 300 ra­dziec­kich jeń­ców, któ­rzy nie mie­li na­wet si­ły iść. O 18.00 przy trza­ska­ją­cym 30stop­nio­wym mro­zie zor­ga­ni­zo­wa­li dodatkowy apel, wła­śnie „z oka­zji Wi­gi­lii” – je­go trak­cie za­mar­z­ło 42 oso­by. 

W 1942 ro­ku – zno­wu usta­wi­li cho­in­kę i zno­wu po­ło­ży­li pod nią cia­ła za­mor­do­wa­nych lu­dzi. A jed­nak – po­mi­mo strasz­li­wej gro­zy, po­mi­mo nie­ludz­kie­go gło­du, śmier­tel­ne­go zmę­cze­nia – więź­nio­wie or­ga­ni­zo­wa­li wi­gi­lie. O wie­cze­rzy nie by­ło mo­wy – opła­tek za­stę­po­wa­li chle­bem od­ję­tym od ust i od­kła­da­nym przez kil­ka dni i śpie­wa­li ko­lę­dy. Wi­told Pi­lec­ki w cza­sie swej obo­zo­wej wi­gi­lii na prze­my­co­nej do blo­ku cho­in­ce umie­ścił bia­łe­go or­ła wy­cię­te­go z bru­kwi. Z bru­kwi, którą ko­na­ją­cy z gło­du odło­ży­li, że­by zro­bić z niej pol­ski sym­bol. I tak by­ło przez ca­ły czas ist­nie­nia obo­zu. W 1944 ro­ku uda­ło się na­wet od­pra­wić tam pa­ster­kę a ko­bie­ty z obo­zu Bir­ke­nau zro­bi­ły pre­zen­ty dla dzie­ci z obo­zo­we­go szpi­ta­la – ze skraw­ków ma­te­ria­łu uszy­ły im 200 za­ba­wek. W miej­scu, gdzie by­ło lu­dzi tyl­ko nu­me­ry, każ­dą pod­pi­sa­ły imie­niem i na­zwi­skiem dziec­ka, do każ­dej wło­ży­ły „sło­dy­cze” – dwa ka­wał­ki cu­kru al­bo lan­dryn­ki. 

W so­wiec­kich ła­grach za pró­bę zor­ga­ni­zo­wa­nia Wi­gi­lii ka­ra­no kar­ce­rem, zwięk­sze­niem dzien­nych „norm” al­bo do­ło­że­niem kil­ku lat do wy­ro­ku. A jed­nak i tam Po­la­cy or­ga­ni­zo­wa­li wi­gi­lie – po ci­chut­ku, za­miast opłat­ka dzie­ląc się chle­bem za­cho­wa­nym z gło­do­wych dzien­nych ra­cji. Gu­staw Her­ling-Gru­ziń­ski wspo­mi­nał wi­gi­lię czte­rech Po­la­ków, któ­rzy do­sta­li na­wet pre­zent – pra­cu­ją­ca przy wy­rę­bie la­su ro­dacz­ka po­da­ro­wa­ła im wła­sno­ręcz­nie ha­fto­wa­ne chu­s­tecz­ki do no­sa – w ła­grze – nie­sły­cha­ny, nie­spo­ty­ka­ny luk­sus, tym więk­szy, że wy­ma­gał po­świę­ce­nia cze­goś dla więź­nia naj­cen­niej­sze­go – kil­ku go­dzin wy­po­czyn­ku. By­ła i okrut­niej­sza Wi­gi­lia – Wi­gi­lia, któ­rej Po­la­cy nie prze­ży­li. 24 grud­nia 1944 ro­ku wie­czo­rem do wsi Ih­ro­wi­ca na Po­do­lu, za­miesz­ka­łej przez Po­la­ków wtar­gnę­ło UPA i oko­licz­ni ukra­iń­scy chło­pi. Przy wi­gi­lij­nych sto­łach be­stial­sko za­mor­do­wa­li 89 oso­by. Cie­li ich sie­kie­ra­mi, pi­ła­mi do drew­na, kłu­li ba­gne­ta­mi. W pierw­szej ko­lej­no­ści zgi­nę­li Po­la­cy zna­ni z pa­trio­tycz­nej po­sta­wy oraz miej­sco­wy ksiądz – Sta­ni­sław Szcze­pan­kie­wicz, któ­ry po usły­sze­niu pierw­szych strza­łów ban­de­row­ców bi­ciem w dzwon ostrzegł miesz­kań­ców. Ukra­iń­cy je­go i je­go dwie sio­stry za­rą­ba­li sie­kie­ra­mi. Nie­licz­ni Po­la­cy, któ­rym uda­ło się uciec do la­su al­bo któ­rych schro­ni­li z na­ra­że­niem ży­cia miesz­ka­ją­cy w tej sa­mej wsi Ukra­iń­cy, w pierw­szy dzień Świąt Bo­że­go Na­ro­dze­nia, kie­dy Chur­chill za­sia­dał do świą­tecz­nej pie­cze­ni, po­grze­ba­li za­mor­do­wa­nych i opu­ści­li ro­dzin­ną wieś. Nikt ni­g­dy nie upo­mniał się tam­tą wi­gi­lij­ną krew i nikt za tę zbrod­nię nie od­po­wie­dział, cho­ciaż wszy­scy wie­dzie­li, kto nią do­wo­dził. 

Tak tam­tą Wi­gi­lię wspo­mi­nał świa­dek ukra­iń­skiej zbrod­ni – Mie­czy­sław Al­bert Krą­piec: 

W tym cza­sie z ple­ba­ni do­cho­dzi­ły do nas wy­raź­ne od­gło­sy roz­bi­ja­nych drzwi i okien. Wa­le­nie sie­kie­ra­mi prze­pla­ta­ło się z trza­skiem wy­ła­my­wa­ne­go drew­na. Po ja­kimś cza­sie usły­sze­li­śmy strasz­li­wy la­ment ko­biet od Bia­ło­wą­sów „Głą­bów”. By­ła tam bab­cia, mat­ka, trzy cór­ki i miesz­ka­ją­ca z ni­mi za­przy­jaź­nio­na na­uczy­ciel­ka z Ce­bro­wa. W cza­sie na­pa­du ucie­kły na strych za­my­ka­jąc za so­bą właz. Te­raz pa­li­ły się żyw­cem, gdyż Ukra­iń­cy pod­pa­li­li ich dom. Te­go wo­ła­nia Bo­ga i lu­dzi o po­moc opi­sać nie po­tra­fię. To był ja­kiś kosz­mar. Chwi­la­mi dłoń­mi za­ty­ka­łem uszy. Do koń­ca ży­cia nie za­po­mnę ich prze­ra­żo­nych, wręcz osza­la­łych z bó­lu krzy­ków. Ko­bie­ty te do­zna­ły pie­kła na zie­mi

Pal­ma ja­ko cho­in­ka 

Dziś do Be­tle­jem przy­jeż­dża­ją w Bo­że Na­ro­dze­nie Po­la­cy ja­ko tu­ry­ści. Żoł­nie­rze Ar­mii An­der­sa, któ­rzy wi­gi­lij­nym opłat­kiem ła­ma­li się po­śród afry­kań­skich pia­sków, któ­rzy by­li tak bli­sko miejsc opi­sa­nych w Bi­blii, od­da­li­by wszyst­ko, że­by być w kra­ju a nie pod pal­mą uda­ją­cą cho­in­kę z lamp­ka­mi z gilz od na­boi kara­bi­no­wych na­peł­nio­nych pa­li­wem i pod­pa­lo­nych i „bomb­ka­mi” – czoł­ga­mi wy­cię­ty­mi z ko­lo­ro­we­go pa­pie­ru. In­ne tu świę­ta od na­szych. Nie ma ani śnie­gu, ani cho­inek. Trud­no zresz­tą, aby Świę­ta ob­cho­dzi­li w tym sa­mym na­stro­ju do ja­kie­go przy­wy­kli­śmy w Kra­ju. Świę­ta spę­dzo­ne z da­le­ka od swych naj­bliż­szych, od swych do­mostw, od Kra­ju, nie mo­gą być dla nas tem, cze­go – daj Bo­że – za­zna­my już w przy­szłym ro­ku. Los ten dzie­lą dziś wszy­scy Po­la­cy, w Kra­ju, w Szko­cji, w To­bru­ku, w głę­biach so­wiec­kie­go Związ­ku, w obo­zach jeń­ców. Jesteśmy si­łą i prze­mo­cą bru­tal­ną roz­dzie­le­ni, i gdy dziś z bla­skiem pierw­szej gwiaz­dy za­sią­dzie­my do sto­łów wi­gi­lij­nych, to my­śli na­sze prze­mie­rzać bę­dą ty­sią­ce i ty­sią­ce ki­lo­me­trów, by po­łą­czyć się ze swo­imi.- mó­wi­li. I tyl­ko ko­lę­dy mo­gli śpie­wać po la­tach w ro­syj­skich ła­grach peł­ną pier­sią. By­ła to ich je­dy­na ra­dość. 

Tato, sły­szysz mnie?

Po woj­nie by­ło nie­wie­le le­piej. Nie cho­dzi o to, że w zruj­no­wa­nym kra­ju pa­no­wa­ła wciąż bie­da, że na wi­gi­lij­nych sto­łach nie by­ło dwu­na­stu dań, że pod­sta­wo­wym da­niem był śledź a Po­la­kom wma­wia­no, że Wi­gi­lia to prze­ży­tek, że nikt jej nie ob­cho­dzi i nie urzą­dza. Cho­dzi o at­mos­fe­rę gro­zy w Pol­sce, o to, że na­wet w ta­ki dzień mo­gli przyjść (i zda­rza­ło się, że przy­cho­dzi­li) że dla wie­lu lu­dzi niewiele się zmie­ni­ło – spę­dza­li Wi­gi­lię w ubec­kich wię­zie­niach, ukry­ci w la­sach al­bo z na­ra­że­niem ży­cia swe­go i bli­skich prze­kra­da­jąc się do ro­dzin, by cho­ciaż kil­ka chwil spę­dzic z żo­na­mi i dziec­mi al­bo uści­skac ro­dzi­ców. Ta­kie wła­śnie by­ły wi­gi­lie żoł­nie­rzy wy­klę­tych. Gdy już na­praw­dę nie mo­gli pójść do ro­dzin, gdy nie­bez­pie­czeń­stwo po­ka­za­nia się we wsi by­ło zbyt wiel­kie, oko­licz­ni go­spo­da­rze fur­man­ka­mi wie­czo­rem, gdy by­ło już ciem­no do­star­cza­li im je­dze­nie, miej­sco­wy ksiądz prze­ka­zy­wał opłat­ki i tak świę­to­wa­li Nar­dze­nie Pań­skie. Ksiądz Sta­ni­sław Sie­ra aresz­to­wa­ny ja­ko kle­ryk w li­sto­pa­dzie 1950 ro­ku za przy­na­leż­ność do So­li­da­cji Ma­ryj­nej w ubec­kim wię­zie­niu spę­dził sie­dem mie­się­cy, w tym tak­że Świę­ta Bo­że­go Na­ro­dze­nia. Po la­tach tak wspo­mi­nał ich prze­bieg: Przed Wi­gi­lią od­kła­da­li­śmy z zu­py ziem­nia­ki i mar­chew, do­da­wa­li­śmy ce­bu­lę i czo­snek, i tak po­wsta­wa­ła sa­łat­ka wi­gi­lij­na. By­ło prze­mó­wie­nie, mo­dli­twa i ży­cze­nia. Po spo­ży­ciu przy­go­to­wa­ne­go po­sił­ku za­nu­ci­li­śmy ko­lę­dę: „Ci­cha noc, świę­ta noc…”. Po chwi­li usły­sze­li­śmy śpiew ko­lęd w ca­łym wię­zie­niu. Na­gle na pla­cu An­drze­ja roz­le­gło się na­wo­ły­wa­nie chłop­ca: 

-­ Ta­to, ta­to, sły­szysz mnie? Wszy­scy wy­buch­nę­li­śmy pła­czem. Każ­de­mu przy­po­mniał się dom ro­dzin­ny. Wie­czo­rem roz­po­czę­ło się nada­wa­nie al­fa­be­tem Mor­se’a ży­czeń do są­sia­dów. Ścia­ny nie dzie­li­ły już, lecz łą­czy­ły. Pu­ka­nie „mor­sem” by­ło su­ro­wo za­bro­nio­ne i gro­zi­ło do­sta­niem się do kar­ce­ru. 

Wie­lu spę­dza­ło Wi­gi­lię sa­mot­nie – w ce­li śmier­ci, za­sta­na­wia­jąc się czy zo­ba­czą jesz­cze ra­nek, czy nie spę­dzą Pa­ster­ki już w nie­bie. I cza­sa­mi przy­cho­dzi­li. Wy­cią­ga­li z cel i roz­strze­li­wa­li. Wte­dy pu­ste miej­sce przy sto­le też nie za­wsze by­ło dla nie­spo­dzie­wa­ne­go go­ścia ale dla ko­goś dro­gie­go, o któ­rym ro­dzi­ny nic nie wie­dzia­ły. Cza­sem wy­sła­ły pacz­kę do wię­zie­nia, zo­sta­wia­ły miej­sce i by­ły my­śla­mi z oj­cem czy mę­żem, nie wie­dząc, że już nie ży­je. Wciąż by­li Po­la­cy, któ­rzy swo­ją Wi­gi­lię spę­dza­li w so­wiec­kich ła­grach, dzie­ląc się za­osz­czę­dzo­nym z gło­do­wych ra­cji chle­bem i le­piąc z nie­go szop­ki, że­by cho­ciaż przez chwi­lę po­czuć się jak kie­dyś, jak na wol­no­ści. 

Dla wie­lu ro­dzin Wi­gi­lia by­ła wspo­mnie­niem ich za­bi­tych bli­skich – ofiar po­znań­skie­go czerw­ca 1956, bun­tu ro­bot­ni­ków zma­sa­kro­wa­nych w dniach 14 – 19 grud­nia 1970 ro­ku na Wy­brze­żu, gór­ni­ków za­strze­lo­nych w sta­nie wo­jen­nym tuż przed Bo­żym Na­ro­dze­niem, tych co zgi­nę­li w „wy­pad­kach”, wpa­dli pod sa­mo­cho­dy, spa­da­li ze scho­dów al­bo to­nę­li. Wi­gi­lia by­ła dniem pa­mię­ci o nich, o któ­rych nie moż­na by­ło wal­czyc ani o któ­rych nie wol­no by­ło mó­wić. 

Klę­ka­li w śnie­gu 

W la­tach osiem­dzie­sią­tych by­ło jak za­wsze – zor­ga­ni­zo­wa­nie Wi­gi­lii wy­ma­ga­ło fan­ta­stycz­nej po­my­sło­wo­ści, tzw. „zna­jo­mo­ści” i spo­ro szczę­ścia. Po­la­cy od lat otrza­ska­ni ze zdo­by­wa­niem pod­sta­wo­wych pro­duk­tów ja­koś so­bie ra­dzi­li. By­ła jed­nak w tam­tym cza­sie Wi­gi­lia szcze­gól­na – Wi­gi­lia sta­nu wo­jen­ne­go 1981 ro­ku. Tuż przed nią zgi­nę­li lu­dzie – gór­ni­cy na Ślą­sku. Gór­ni­cy z ko­pal­ni Piast straj­ko­wa­li – świa­do­mie pod­ję­li de­cy­zję o po­zo­sta­niu pod zie­mią, gdzie ich wie­cze­rza skła­da­ła się ka­wał­ka chle­ba i ja­błek. In­ter­no­wa­ni i aresz­to­wa­ni dzie­li­li się tym, co mie­li – ka­wał­kiem chle­ba, owo­cem przy­sła­nym przez żo­nę al­bo okru­cha­mi opłat­ka, któ­rym po­sy­py­wa­li chleb. I tyl­ko ko­lę­dy na prze­kór wła­dzy, na prze­kór za­ka­zom śpie­wa­li peł­ną pier­sią. Tam­te­go wie­czo­ru na jed­ną noc zo­sta­ła znie­sio­na go­dzi­na po­li­cyj­na – tłu­my lu­dzi po­szły na Pa­ster­kę obo­jęt­nie mi­ja­jąc pa­tro­le mi­li­cji, ZO­MO i woj­ska. I tyl­ko je­den czło­wiek wziął opła­tek i po­szedł do nich, trak­to­wa­nych przez spo­łe­czeń­stwo jak wro­go­wie. W tam­tą Wi­gi­lię ksiądz Je­rzy Po­pie­łusz­ko z opłat­kiem w dło­ni po­szedł do żoł­nie­rzy pa­tro­lu­ją­cych uli­ce War­sza­wy. Jak wspo­mi­na­ła An­na Sza­niaw­ska – klę­ka­li oni w śnie­gu i pła­ka­li, że ich nie po­tę­pia, spo­wia­da­li się i prze­pra­sza­li. 

Po­tem jesz­cze raz zmie­nił się cha­rak­ter pol­skich Wi­gi­lii – ro­dzi­ny roz­dzie­la­ła przy­mu­so­wa emi­gra­cja – po­li­tycz­na al­bo ta „za chle­bem”. Nie był te­le­fo­nów, ma­ili, In­ter­ne­tu – co z te­go, że na sto­le po­ja­wił się przy­sła­ny w pacz­ce tuń­czyk i ame­ry­kań­ska cze­ko­la­da, sko­ro ro­dzi­na nie by­ła ra­zem. I jak kie­dyś by­ły ro­dzi­ny za­sia­da­ją­ce do wie­cze­rzy ty­sią­ce ki­lo­me­trów od sie­bie, ma­rzą­ce, że­by w koń­cu spę­dzić Świę­ta ra­zem. 

Oby­śmy nie za­po­mnie­li 

Dziś to wszyst­ko wy­da­je się złym snem, kosz­ma­rem w któ­ry nie chce uwie­rzyć ani o któ­rym nie chce słu­chać mło­de po­ko­le­nie. Dziś już nie­wie­le osób wspo­mi­na ra­dość, ja­ką da­wa­ło zwy­kłe by­cie ra­zem te­go dnia – bez kar­pia, po­ma­rań­czy i dwu­na­stu dań. Dziś w wio­dą­cych me­diach sły­chać na­rze­ka­nia „ce­le­bry­tów”, że przy­go­to­wa­nie Świąt jest mę­czą­ce, że Wi­gi­lia to spek­takl i naj­le­piej wy­je­chać z do­mu, spę­dzić ten czas mod­nie zry­wa­jąc z „drob­no­miesz­czań­ską” tra­dy­cją za­sia­da­nia do sto­łu za­sta­wio­ne­go po­st­ny­mi da­nia­mi i „uda­wa­nie” że czu­je się coś do zgro­ma­dzo­nych przy nim lu­dzi. Co­raz czę­ściej Po­la­kom pro­po­nu­je się wy­jaz­dy za­gra­nicz­ne, po­praw­ność po­li­tycz­na na­ka­zu­je mó­wić o „świę­tach” czy też „wa­ka­cjach zi­mo­wych” by­le tyl­ko od­rzec Bo­że Na­ro­dze­nie z je­go re­li­gij­ne­go cha­rak­te­ru. Na szczę­ście wciąż jesz­cze więk­szość Po­la­ków nie wy­obra­ża so­bie te­go je­dy­ne­go wie­czo­ru w ro­ku bez opłat­ka, sian­ka pod ob­ru­sem, po­st­nych dań i zgro­ma­dzo­nej za sto­łem ca­łej ro­dzi­ny. Wciąż je­ste­śmy go­to­wi po­ko­nać set­ki ki­lo­me­trów by­le być te­go wie­czo­ru ra­zem. I oby tak po­zo­sta­ło. Oby­śmy już ni­g­dy nie prze­ży­wa­li tak strasz­nych Wi­gi­lii jak by­ło to jesz­cze kil­ka­na­ście czy na­wet kil­ka lat te­mu. Oby­śmy pa­mię­ta­li, jak waż­ny był dla Po­la­ków ten dzień, jak wbrew wszyst­kim i wszyst­kie­mu po­tra­fi­li go czcić. I oby na za­wsze po­zo­stał dla nas jed­nym z naj­waż­niej­szych dni w ro­ku. 

Al­do­na Za­or­ska 

Źró­dło: 

http://www.​swiadkowiehistorii.​pl 

Alek­san­der Ścios „Pol­skie wi­gi­lie” http://www.​rodkanet.​com

Posted in Religia | Leave a Comment »