WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • Tylko przestańmy mówić: ten kraj, w tym kraju, tutaj, ci ludzie. Zacznijmy mówić tak, jak Pan Bóg przykazał, jak o matce: Ojczyzno ma, moja, kochana, poraniona, więc tym bardziej kochana. Moja, to znaczy taka, którą się kocha, którą się po rękach całuje, przed którą się klęka, której się służy, której się z czcią opowiada, której się nie okrada, dla której się pracuje, dla której się cierpi i umiera, jak trzeba. To nie inni mają tak zrobić, to nie oni, tam na górze, ale my. Inaczej na nic wszystko. Na nic ta rana i na nic te ofiary. Nasza Ojczyzna mocno krwawi i ból nie ustaje w naszych sercach, ale zapewniamy pachołków Moskwy i Berlina, i tych, co służą „mamonie” – jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy. Póki pracujemy dla dobra naszej Ojczyzny. Póki kochamy i pamiętamy.

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Religia’ Category

Słowo Boże na dziś

Posted by tadeo w dniu 18 Listopad 2011

Słowo Boże na dziś

Posted in Filmy religijne, Religia | 1 Comment »

Moja Rodzina – Telewizja internetowa

Posted by tadeo w dniu 15 Listopad 2011

Uprzejmie informujemy Państwa, że uruchamiamy telewizje internetową. Na początku dajemy programy z cyklu „Moja Rodzina”. Planujemy przygotowywać codzienne newsy i rozmowy z zaproszonymi gośćmi na tematy społeczne, polityczne, rodzinne i religijne. 

Prosimy o sugestie na temat zawartości programowej i ewentualne włączenie się w tworzenie tejże telewizji.

http://www.mojarodzina.org/index.php?option=com_content&view=article&id=150&Itemid=148

Posted in Filmy religijne, Małżeństwo i rodzina, Religia | Leave a Comment »

Czym jest WIARA? Czym KOŚCIÓŁ?

Posted by tadeo w dniu 15 Listopad 2011

http://gloria.tv/?media=215344

Posted in Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

Kazanie ks. Stanisława Małkowskiego wygłoszonego w dniu 11.11.2011r.

Posted by tadeo w dniu 13 Listopad 2011

Parafia pw. Najświętszej Maryi Panny na Piasku we Wrocławiu. Uroczysta Msza Święta w intencji Ojczyzny. 


Cz. 1 – http://gloria.tv/?media=214369

Cz. 2 – http://gloria.tv/?media=214876

Posted in Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

Czy istnieje piekło?

Posted by tadeo w dniu 9 Listopad 2011

   Ciekawą informację na temat polskiej religijności podał KAI 17. stycznia 1994 r. Okazuje się, że 95% Polaków wierzy w Boga, ale tylko 35% w istnienie piekła i 29% w szatana. Jest to znak wskazujący na analfabetyzm religijny znacznej części naszego społeczeństwa, a także na osłabienie żywej wiary i pogłębiający się proces degradacji moralnej. Dla porównania – według danych z 1990 r. – w USA 98% Amerykanów wierzyło w Boga ale tylko 65% przyjmowało istnienie piekła. Upadek moralności i zanik poczucia grzechu prowadzi do odrzucania, między innymi, objawionej prawdy o istnieniu piekła. Prawda o istnieniu wiecznego potępienia została przypomniana w Fatimie w słynnej wizji piekła oraz w pierwszej tajemnicy fatimskiej. Sama myśl o wiecznej karze piekła budzi u wielu ludzi silne sprzeciwy. Twierdzą oni, że wiecznego piekła nie da się pogodzić z prawdą o Bogu, który przecież zawsze kocha i zawsze przebacza.

Co mówi Pismo św. na temat piekła? 

„Bóg pragnie by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tym 2, 4). „Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia” (2 P 3, 9). Teksty te wyraźnie mówią, że Bóg kocha i pragnie zbawić wszystkich ludzi. Każdy człowiek otrzymuje szansę zbawienia. Nie ma więc ludzi przeznaczonych na potępienie. Nie można jednak zapominać, że oprócz Bożej woli zbawienia wszystkich ludzi istnieje wolna ludzka wola, która może nie przyjąć, może odrzucić zbawczą miłość Boga. Sam Pan Jezus wielokrotnie mówił, że odrzucenia Boga przez człowieka prowadzi do wiecznego potępienia, a więc bezbożnicy będą definitywnie wyłączeni z życia wiecznego i odzieleni od Chrystusa: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom” (Mt 25, 41). Wszyscy nieposłuszni woli Bożej usłyszą: „Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości” (Mt 7, 23). „Kto wierzy w Syna ma życie wieczne, kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia, lecz grozi mu gniew Boży” (J 3, 36). Odrzucenie tych wszystkich, którzy nie przyjęli zaproszenia na ucztę, jest absolutne: „Żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty” (Łk 14, 24). Wyjaśnienie przez Chrystusa przypowieści o sieci nie jest metaforą: „Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (Mt 13, 40-50). Również w listach św. Pawła znajdujemy teksty mówiące o absolutnym wyłączenia bezbożników z królestwa Bożego: „Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwieźli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego” (1 Kor 6, 9-10; por. Ga 5, 19; Ef 5, 5). W cytowanych tekstach formuły potępienia mają charakter absolutny: „nikt z tych ludzi nie skosztuje mojej uczty”; „nie zobaczy życia”; „nie posiądzie królestwa”. Z językowego punktu widzenia, najmocniejsze teksty mówiące o wieczności kar piekielnych znajdują się w Apokalipsie (14, 11 i 20, 10). Aby wyrazić nieograniczony czas trwania zostały tutaj użyte formuły „na wieki” i „na wieki wieków”. Nie może być żadnych wątpliwości, że formuły te wyrażają prawdziwą i nigdy nie kończącą się wieczność. Nikt nie może więc mieć żadnych wątpliwości, że teksty Pisma św. jednoznacznie wskazują na wieczne potępienie i wykluczają jakąkolwiek myśl o apokastazie, czyli twierdzenie, że wyłączenie bezbożników będzie tylko czasowe a ich kara się kiedyś zakończy, ponieważ się nawrócą.

Grzech przeciwko Duchowi Świętemu

O wieczności piekła dowiadujemy się również przy okazji nauczania Jezusa na temat grzechu przeciw Duchowi Świętemu. Pan Jezus mówi, że „każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu nie będzie odpuszczone… ani w tym wieku, ani w przyszłym” (Mt 12, 31n). Jan Paweł II w encyklice „Dominum et Vivificantem” n. 46 wyjaśnia, że grzech przeciwko Duchowi Świętemu polega na „odmowie przyjęcia tego zbawienia, jakie Bóg ofiaruje człowiekowi przez Ducha Świętego”. Jest to postawa całkowitego zamknięcia się człowieka na miłość Boga, postawa człowieka „który broni rzekomego prawa do trwania w złu, we wszystkich innych grzechach i który w ten sposób odrzuca odkupienie”. Jest to więc grzech nieodpuszczalny z samej swojej natury, ponieważ jest owocem radykalnego odrzucenia szansy zbawienia. Nie jest to jednorazowy grzeszny czyn, ale postawa absolutnego egoizmu czyli całkowitego zamknięcia się wolności człowieka na miłość Chrystusa. Taka postawa kształtuje się w człowieku w ciągu całego ziemskiego życia. Każdy w pełni świadomy i dobrowolny wybór zła przyczynia się do strasznych zniszczeń w człowieku. Wyrażają się one w pogłębieniu niewrażliwosci na miłość Boga i w postępującej niezdolności do miłości bliźniego. Jeżeli przez całe ziemskie życie człowiek będzie żył tak jakby Boga nie było, i radykalnie odrzucał możliwość nawrócenia się nazywając zło dobrem, a dobro złem, to wtedy realnie istniejąca siła zła, każdego grzechu, do tego stopnia może zniszczyć jego osobę, że stanie się niezdolnym do miłości, stuprocentowym egoistą, a więc takim, który kocha siebie miłością posuniętą aż do nienawiści Boga.

Co się stanie z takim człowiekiem w najważniejszym momencie jego życia, czyli w momencie śmierci? Wiemy o tym, że w momencie śmierci będzie sąd. Pan Jezus wyjaśnia na czym ten sąd będzie polegał: „A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy zbliża się do światła…” (J 3, 19-21). W momencie śmierci każdy człowiek stanie przed Chrystusem jako jedyną rzeczywistością. Nie będzie się mógł wycofać, nie będzie mógł Go ominąć, będzie musiał podjąć decyzję przyjęcia lub odrzucenia daru Jego miłości. Ci wszyscy ludzie, którzy w czasie ziemskiego życia bardziej umiłowali zło aniżeli dobro i stali się absolutnymi egoistami, w momencie śmierci znienawidzą i odrzucą miłość jaką są kochani przez Boga. Jeżeli natomiast w człowieku będzie chociażby minimalna zdolność przyjęcia daru miłości Bożej, taki człowiek będzie zbawiony, ale po okresie dojrzewania do miłości w czyśćcu (por. 1 Kor 3, 11-15). Tak – powiedziane Chrystusowi – staje się niebem, natomiast odrzucenie Chrystusa staje się piekłem. Chrystus objawia nam, że to sam człowiek skazuje siebie na potępienie, że w momencie sądu każdy otrzyma to, co będzie pragnął, a człowiek będzie pragnął zgodnie z tym, kim się stał w ciągu ziemskiego życia. Dlatego Jezus ostrzega nas: „Nie dążcie do śmierci przez swe błędne życie, nie gotujcie sobie zguby własnymi rękami” (Mdr 1,12). Ciekawa jest odpowiedź Matki Bożej na pytanie postawione jej w czasie objawień w Medjugorje: jak to jest możliwe, że kochający i miłosierny Bóg skazuje ludzi na wieczne potępienie? Niepokalana odpowiedziała, że ludzie, którzy idą na wieczne potępienie, sami wybierają trwanie w piekle, ponieważ oni ogromnie nienawidzą Boga i nie chcą być zbawieni. Obwiniają i nienawidzą Boga za wszystko. W ten sposób stają się częścią piekła. Tak więc w momencie śmierci człowiek będzie wybierał, ale będzie wybierał zgodnie ze swoimi pragnieniami, które są uzależnione od tego kim się stał w ciągu ziemskiego życia. Człowiek całkowicie zniewolony przez zło będzie pragnął tylko zła, a dobro będzie nienawidził. Człowiek, będący w grzechu przeciw Duchowi Świętemu, w swoim samouwielbieniu z całą pewnością znienawidzi i odrzuci miłość Chrystusa. Wiemy z naszego doświadczenia, że często zło wydaje się być bardziej atrakcyjne i pociągające aniżeli dobro. Wynika to z faktu naszej grzeszności i niedojrzałości do miłości. Dla narkomana czy pijaka trzeźwość nie jest pociągająca. Natomiast uzależniony od pornografii i seksu erotoman, wezwanie do samokontroli i czystości będzie traktował jako ograniczenie swojej wolności. Zło ma to do siebie, że zniewala i uzależnia emanując śmiercionośną słodycz, która niszczy to, co jest w człowieku najcenniejsze – zdolność do miłości, pogłębia egoizm, czyli zakochanie się w sobie samym jak gdyby się było dobrem ostatecznym. Takie uzurpowanie sobie boskości stwarza w człowieku postawę grzechu przeciw Duchowi Świętemu czyli rzeczywistość piekła. Taki absolutny egoista, niejako z konieczności wynikającej z prawdy kim on jest, w momencie śmierci z nienawiścią odrzuci dar Bożej Miłości. Jest to sytuacja wiecznego potępienia. Jezus Chrystus mówi jasno i jednoznacznie o realnej możliwości wiecznego potępienia nie po to aby nas straszyć, ale żeby uświadomić nam całą prawdę o ostatecznych konsekwencjach grzechów. Dlatego, jako prawdziwy Bóg stał się prawdziwym człowiekiem, aby wyprowadzić nas z piekła grzechu i śmierci i dać nam pełnię życia. Przechodzenie człowieka ze śmierci do życia nie dokonuje się w sposób magiczny, ale tylko za jego zgodą wyrażoną w pełni w dobrowolnie podjętym trudzie życia według przykazań i wymagań Ewangelii. Tylko Chrystus może uwolnić mnie od rzeczywistości piekła grzechu, ale muszę się zgodzić na to, aby w duchu wiary podporządkowywać egoistyczne korzyści mojego „ja” wymaganiom objawionej Prawdy. Im bardziej będę opierał się na sobie i żył według zasad egoizmu, tym bardziej będę staczał się i pogrążał w rzeczywistości piekła. Trzeba pamiętać, że potępienia wiecznego nie można rozumieć jako jakiejś sankcji zewnętrznej wymierzanej ludziom przez Boga. Największą karą za każdy grzech są same konsekwencje grzechu, które są znakiem i początkiem doświadczenia piekła już tutaj na ziemi. W czasie ziemskiego życia doświadczamy tragicznych skutków grzechów, które są przedsmakiem rzeczywistości piekła. Są nimi: „nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne” (Ga 5, 19-21). Popełniając grzech, człowiek odrzuca życie i miłość, a wybiera śmierć i samozniszczenie. Staje się w ten sposób niewolnikiem grzechu. Jest to absurdalna postawa prowadząca do takiego zniewolenia przez egoizm, do takiej koncentracji na sobie, że w ostateczności człowiek będzie działał przeciwko sobie samemu i będzie również innych pragnął w tę niewolę wciągnąć. Widać to szczególnie dzisiaj w Polsce, kiedy wielu ludzi będących u władzy, nienawidząc Chrystusa i chrześcijański system wartości, z niezwykłą gorliwością przez demoralizację i niszczenie autorytetu Kościoła ateizuje naród polski, a szczególnie najmłodsze pokolenie. Zniewoleni przez zło ludzie pragną zła i robią wszystko, aby również inni znaleźli się w niewoli różnych nałogów, zakłamania i nienawiści. Usunięcie Boga z życia ludzkiego zawsze rodzi poczucie bezsensu, a także szczególny rodzaj zatwardziałości w zakłamaniu polegający na tym, że zło uważa się za dobro. Postawa zatwardziałości w zakłamaniu i życia takiego jakby Boga nie było, jest szczególnym rodzajem doświadczenia obecności piekła już w czasie ziemskiego życia. Trzeba pamiętać, że większość środków masowego przekazu w Polsce, proponując styl życia bez Chrystusa i zasad moralnych, zachęca ludzi do pójścia drogą prowadzącą do zguby wiecznej. Powinniśmy zawsze pamiętać, że miłość Boża całkowicie respektuje wolność swojego stworzenia także wtedy, kiedy decyduje się ono na definitywne odrzucenie Boga. Tak więc piekło nie jest nieprzewidzianą czy niesprawiedliwą karą. Człowiek sam, wybierając grzech na swoją odpowiedzialność, idzie drogą prowadzącą do piekła. Istnieje piekło, ponieważ istnieje grzech. Piekło jest niczym innym jak grzechem chcianym jako cel, przyjętym jako ostateczne spełnienie, rozciągającym się w nieskończoność. Prawda o piekle nadaje naszemu ziemskiemu życiu niepowtarzalność i dramatyczną wyjątkowość. Przypomina nam, że jeżeli grzech, który jest największym nieszczęściem dla człowieka, bagatelizuje się i traktuje jako dobro, to wtedy wprowadza nas w rzeczywistość piekła.

ks. Mieczysław Piotrowski TChr

Publikacja za zgodą redakcji

nr 5-8/1996

Posted in Religia | 1 Comment »

Homilia ks.P.Pawlukiewicza z kościoła św.Krzyża w Warszawie – 6.11.2011

Posted by tadeo w dniu 6 Listopad 2011

Posłuchaj także:

Najstraszniejsze słowo świata – homilia ks. Piotra Pawlukiewicza – homilia radiowa z Bazyliki Św.Krzyża w Warszawie podczas mszy św. radiowej w dniu 04.11.2012 roku.

Wersja do czytania: http://swkrzyz.pl/radio_open.php?plik=23_nowy2.html

Przypowieść o dziesięciu pannach – czuwajmy, bo nie znamy dnia ani godziny.


Wówczas królestwo niebieskie będzie podobne do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z nich było głupich a pięć rozsądnych. Głupie wzięły lampy, ale nie zabrały ze sobą oliwy. Rozsądne wzięły lampy i oliwę w naczyniach. A gdy pan młody się opóźniał, ogarnęło je znużenie i wszystkie zasnęły. O północy zaś rozległo sie wołanie: „Pan młody nadchodzi! Wyjdźcie mu na spotkanie!”. Wtedy obudziły się wszystkie panny i przygotowały lampy. Głupie powiedziały do rozsądnych: „Podzielcie się z nami oliwą, bo nasze lampy gasną”. Ale rozsądne odpowiedziały: „O nie, gdyż mogłoby nie starczyć i nam i wam. Idźcie do sprzedawców i kupcie sobie”. Gdy one odeszły, przybył pan młody. Te, które były przygotowane, weszły z nim na wesele i drzwi zamknięto. Później przyszły pozostałę panny i wołały: „Panie, panie, otwórz nam!”. Lecz on im odpowiedział: „Zapewniam was, że was nie znam”.
Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny.

Ewangelia wg Św. Mateusza 25 , 1-13

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=TFsJi-JVNv8

Więcej: 

Archiwum kategorii „Ks. Piotr Pawlukiewicz”

Kazanie z 6 listopada 2011 z kościoła św. Anny 

Posted in Filmy religijne, Ks. Piotr Pawlukiewicz, POLECAM, Religia | 1 Comment »

Zatrzymaj się na chwilę – rozważanie

Posted by tadeo w dniu 4 Listopad 2011

Tak mało mówi się dzisiaj o życiu wiecznym, o rzeczach ostatecznych, a przecież warto zastanowić się nad tym, dokąd ta droga życia prowadzi. To jest pytanie człowieka myślącego, miłującego, odpowiedzialnego za życie.

 

Miesiąc listopad rozpoczyna się uroczystością Wszystkich Świętych. Wychodzimy na spotkanie szczęśliwych ludzi, którzy zakończyli drogę swojego życia spotkaniem z Bogiem. Miłość jest ich życiem wiecznym. 2 listopada Kościół, nasza Matka, prowadzi swoje dzieci na spotkanie dusz w czyśćcu cierpiących. Chociaż już są zbawione, podlegają jeszcze prawu oczyszczenia z tego, co przeszkadza w pełnym zjednoczeniu się z Bogiem. Pomagamy im poprzez naszą wstawienniczą modlitwę. Każdy kapłan w tym dniu może odprawić trzy Msze święte, które niczym wodospad Bożego miłosierdzia obmywają oczekujące dusze.
W listopadzie, gdy opadają liście z drzew, zamiera życie w ogrodach i dni są krótsze, ogarnia nas melancholia i dziwna tęsknota. Widzimy, że przemija postać świata. Samo życie uczy nas umierania. Zapamiętałem napis na pomniku Cmentarza Bródnowskiego w Warszawie: „Tym, kim wy jesteście, myśmy byli. Tym, kim my jesteśmy, wy będziecie”.

Nie umiem mówić o śmierci

Mój Boże, czy ja wiem, co to znaczy umrzeć? Mam przed sobą życie, ale również świadomość, że kiedyś się ono skończy. O śmierci innych mogę opowiedzieć, napisać artykuł, o swojej nie ułożę ani jednego zdania. Jedynie o śmierci klinicznej, którą przeżyłem 27 marca 1980 r., bo to doświadczenie noszę w sobie. Czy jednak jestem przygotowany na śmierć?
Modlę się o łaskę dobrej śmierci, o dar spotkania z Bogiem, ze świętymi, z moimi rodzicami, braćmi i siostrami, znajomymi. Przecież miłość się nie kończy. Jest ciągle obecna.
Od kilku już lat nawet na pogrzebach nie umiem mówić o śmierci. Opowiadam o życiu wiecznym, o Bogu. Pomocą jest dla mnie Biblia, Księga Żywych. Przypominam sobie i słuchaczom słowa Nauczyciela i Dobrego Pasterza: „Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę (…), przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem” (J 14, 1-3).
W tak bardzo trudnych i bolesnych chwilach, gdy odchodzą bliskie nam osoby, gdy rodzice patrzą na umierające dziecko – trzeba oprzeć zbolałą głowę i struchlałe serce na skale Bożego Słowa, na Jego Sercu, które mówi: „Kocham cię”, „Jestem z tobą”. Bo czy jest inne prawdziwe pocieszenie? Ja wiem, że w ostatniej chwili ziemskiego życia przyjdzie po mnie Pan Jezus, a nie śmierć. Jeżeli Chrystus jest naszym „życiem, prawdą, drogą” na ziemi, to dokąd ta droga nas zaprowadzi, jeśli nie do domu Ojca?
Chociaż niekiedy chodziliśmy po różnych bezdrożach, gubiliśmy ślady Bożej obecności, nie przestawaliśmy szukać prawdy o nas samych, o swoim życiu. To nieustanne nawracanie się, poszukiwanie, wynagradzanie za złe uczynki, tęsknota za prawdziwym życiem doprowadzą nas do Boga. Przypomnijmy słowa, jakimi 22 października 1978 r. rozpoczął swój błogosławiony pontyfikat Jan Paweł II: „Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi! (…) Nie lękajcie! Chrystus wie, «co jest w człowieku»”. A gdy dobiegały końca dni jego życia na ziemi, prosił: „Pozwólcie mi odejść do domu Ojca”.

Całkiem niezła perspektywa

Często również ludziom wierzącym towarzyszy cień zwątpienia. Wydaje się im, że śmierć jest końcem wszystkiego, że to straszna chwila.
W świecie współczesnym widać z jednej strony przerost działania, szybkości, siły, nowości, wydarzeń, produkcji oraz tworzenie przez opinię publiczną nowych obietnic raju na ziemi, zapowiadających: „oto program świata”. Z drugiej zaś obserwujemy niepokój, lęk człowieka przed jutrem, przemoc. Człowiek biegnie jak ślepy olbrzym. Sam zagubiony, innych sprowadza na manowce. Buduje życie na miałkich piaskach duchowej pustyni. Głosi wolność od wszystkich i od wszystkiego: „Myślmy i żyjmy tak, jakby Boga nie było”; „Używajmy póki czas, bo za sto lat nie będzie nas”.
Listopadowe zamyślenia pomagają nam sprawdzić, jaki kierunek obrało nasze życie. Warto zatrzymać się na chwilę i zapytać siebie: kto i co wpływa na moje decyzje? Co uważam za najważniejsze w życiu? Ku czemu skierowana jest moja miłość? Co najbardziej leży mi na sercu? Czego szczególnie pragnie moja dusza?
Brak równowagi w życiu człowieka, zwłaszcza wierzącego, spowodowany jest odrzuceniem myśli o życiu wiecznym, utratą wiary w życie, które ma nastąpić po naszej śmierci fizycznej. Ta niewiara gasi prawdziwe światło, „które oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi” (J 1, 9), niszczy nadzieję, prowadzi do rozpaczy.
Wieczność nie jest pomniejszeniem naszego życia doczesnego. Jeżeli to przyszłe stanowi pełnię szczęśliwego przeznaczenia, to jak wielkie znaczenie ma nasza wędrówka przez tę ziemię. Jak ważny będzie egzamin każdego z nas i naszych bliskich, gdy Chrystus, Nauczyciel i Pasterz naszych dni, przyjdzie jako sędzia. Miłosierny Ojciec nie jest zainteresowany potępieniem człowieka, ale jego zbawieniem. „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16). Na końcu wszyscy będziemy sądzeni z miłości. „Zaprawdę, powiadam wam: wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40) – powiedział Chrystus.
Wizja życia wiecznego ma największe znaczenie w porządku wszystkich rzeczy i spraw ziemskich. Jest światłem. Nadaje sens naszym dniom powszednim. Życie wieczne rozpoczęło się dla nas w momencie poczęcia w łonie matki. Chwila naszej śmierci będzie narodzeniem dla nieba.

Różaniecks. Feliks Folejewski SAC

http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,311,zatrzymaj-sie-na-chwile-rozwazanie.html

ZOBACZ TAKŻE:

 

 

Posted in Religia | Leave a Comment »

O duszach, ciele i czyśćcu

Posted by tadeo w dniu 2 Listopad 2011

Jacek Bolewski SJ

 

Popularne nazwy dzisiejszego dnia są niejasne, mylące… Warto sobie zdać z tego sprawę, bo niby wiemy, o co w nich chodzi, ale chyba nie do końca.

Nie wystarczy mówić o Święcie Zmarłych, ponieważ tak można by określić również Uroczystość Wszystkich Świętych. W tym ostatnim wypadku wspominamy Zmarłych, o których ufamy, że już są Świętymi. Różnią się oni od Świętych oficjalnie uznanych przez Kościół – w aktach kanonizacji czy wcześniej beatyfikacji. Imienne uznanie i ogłoszenie Zmarłych jako Świętych sprawia, że możemy wierzyć w ich przebywanie w niebie z tą samą pewnością wiary, z jaką wierzymy także w „jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół”.
Ale nadzieja sięga dalej niż wiara: pozwala nam uznać wiele osób spośród naszych bliskich Zmarłych za Świętych, czyli przebywających po śmierci blisko Boga – w niebie. Możemy w nich widzieć swoich osobistych, „prywatnych” Świętych, którzy nie tylko są wzorem dla naszego życia, ale także pomagają nam przybliżać się do Boga, gdy łączymy się z nimi w naszej modlitwie. Skoro zatem Święto Zmarłych obejmuje także Świętych spośród naszych bliskich, to czym jeszcze wyróżniają się Zmarli, których dzisiaj wspominamy?
Próbowała to wyrazić tradycja, mówiąca o Dniu Zadusznym, ale ta nazwa nie wyjaśnia sprawy, tylko sama wymaga wyjaśnień. Dlaczego nagle, zamiast mówić o Zmarłych czy Świętych, a więc o ludzkich osobach, ograniczamy się do „dusz” i do życia „zadusznego”? To wskazuje, że nie chodzi tutaj o końcowy los tych, którzy od nas odeszli i są świętymi w niebie, tylko że raczej uwaga skupia się na stanie pośrednim, wymagającym dodatkowego przejścia po stronie Zmarłych.
I to jest głębszy i pierwotny sens wprowadzenia w Kościele Dnia Zadusznego. Wspominamy tu Zmarłych, którzy jeszcze nie do końca są Świętymi, bo potrzebują oczyszczenia po życiu, jakie prowadzili na ziemi. Dzięki wierze w obcowanie świętych możemy im w tym pomóc naszą modlitwą. Ponadto, wiele z tego, co przeżywamy w naszym obecnym życiu, ma służyć właśnie oczyszczeniu i wzrastaniu miłości. Jeśli przyjmujemy te okazje, różne trudne doświadczenia życiowe, to coraz bardziej dojrzewamy już obecnie. Ale gdy się przed tym bronimy, potrzebne będzie oczyszczenie w przejściu przez śmierć. W tym sensie można powiedzieć, że święci to ci ludzie, którzy poddają się oczyszczeniu Bożej miłości przez całe swe życie; dlatego w śmierci przechodzą „prosto” do nieba…
Dzień Zaduszny przypomina, że po śmierci może być potrzebne oczyszczenie, czyściec – jako stan pośredni w drodze do nieba, czyli pełnej wspólnoty bosko-ludzkiej – w Jezusie Chrystusie, który jest w niebie jako wcielony Syn Boży. W tej niebieskiej wspólnocie Wszystkich Świętych nie wystarczyłoby mówić o „duszach”, bo przecież jest to wspólnota ze Zmartwychwstałym, Osobą żyjącą cieleśnie. Również inni Święci, którzy należą do tej niebieskiej wspólnoty, uczestniczą w niej nie tylko jako „dusze”, ale jako żywe, cielesne osoby. Wiara Kościoła wyznaje to wyraźnie o Maryi, która już obecnie żyje w niebie „ciałem i duszą”. Dogmat nie tylko nie mówi, że Matka Jezusa jest pod tym względem wyjątkiem, ale nie mógłby tak twierdzić, skoro samo Pismo Święte poświadcza, że w nowej wspólnocie ze Zmartwychwstałym mają już obecnie udział inni Święci (zob. Mt 27,52n.). Nic nie stoi na przeszkodzie, by w ten sposób myśleć o Wszystkich Świętych.
A jednak, przeszkodą są ciągle nasze wyobrażenia o nowej cielesności, jaką Zmarli czy Święci posiadają. Wyobrażamy sobie, że nowa cielesność po śmierci będzie możliwa dopiero po stanie „pośrednim”, w którym dusza jest oddzielona od ciała tak długo, jak długo zwłoki pozostają w grobie. Te wyobrażenia są obecne także w Piśmie Świętym, można by się więc upierać, że nadal obowiązują. Po części jest to również wpływ dualistycznej filozofii greckiej (Platon, Plotyn) lub gnozy, która „prawdziwy” pierwiastek człowieczeństwa upatrywała wyłącznie w duszy.
Ważniejsze jest jednak zauważenie – zarówno w Starym, jak i w Nowym Testamencie – głębszego nurtu w spojrzeniu na życie z Bogiem, na ziemi i w niebie. Doświadczenie śmierci nie oznacza tutaj oddzielenia duszy od ciała, które jako zwłoki obracające się w proch musiałoby oczekiwać na przyszłe zmartwychwstanie. Śmierć oznacza raczej powrót „do przodków”, a stopniowo wiara Izraela rozpoznaje, że ci przodkowie nie przebywają jako „proch” ukryty w ziemi czy „cienie” w szeolu, tylko trwają we wspólnocie z Bogiem, do której On sam zaprosił ich – na zawsze. Znamienne, że właśnie do tego głębszego spojrzenia nawiązał Jezus, gdy jako dowód na zmartwychwstanie przywołał najważniejszych Przodków – Abrahama, Izaaka i Jakuba – żyjących w Bogu (zob. Łk 20,37n.).
Zamiast oddzielać duszę i ciało, czy to za życia, czy po śmierci, także św. Paweł uczy nas innego spojrzenia. Gdy przeciwstawia on życie „według ciała” i życie „według Ducha” (zob. Ga 5,16-25), wtedy ma zawsze na myśli całego człowieka, z duszą i ciałem. A zatem postępowanie „według Ducha”, na którym Apostołowi zależy, znaczy życie całego człowieka pod wpływem działającego w nim, w jego duchu i ciele, Bożego Ducha. Natomiast postępowanie „według ciała” pozostaje w sprzeczności z Duchem Świętym, i jeśli nawet oznacza grzechy popełniane cieleśnie, to przecież grzechy pochodzą z ludzkiego ducha, jego samowoli… Dlatego chrześcijańskie „życie duchowe” nie jest oderwane od ciała, tylko włącza je w życie poddane działaniu Ducha Świętego.
To przeciwstawienie dwóch rodzajów życia na ziemi ma swoje konsekwencje na przyszłość i wieczność. Jeden rodzaj prowadzi do śmierci, drugi – do pełni życia. Paweł wyraża to w inny jeszcze sposób, gdy tak opisuje zmagania, które trzeba przejść: „Dlatego to nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień” (2Kor 4,16).
Mówiąc o człowieku wewnętrznym, Apostoł nie myśli tylko o „duchowym” wnętrzu ludzkim albo o „duszy”, ale chodzi mu o pełnego człowieka, duchowo-cielesnego, różnego od „zewnętrznego” człowieka, skoro w odróżnieniu od niego nie „niszczeje”, czyli nie podlega śmierci, lecz „odnawia” się – w życiu, które zawdzięcza Jezusowi. Właśnie ten wewnętrzny człowiek – odnawiający się już obecnie w duszy i nowej cielesności – dopełni się w przejściu śmierci. Będzie on żył już po śmierci – po ewentualnym oczyszczeniu – w zmartwychwstałym Chrystusie w swej nowej cielesności, choć zwłoki człowieka zewnętrznego pozostaną w grobie jako „prochy”, dla których nie ma miejsca w nowej rzeczywistości zmartwychwstania.
Nie trzeba dodawać, że w tym teologicznym świetle nie ma istotnej różnicy między zwłokami grzebanymi w ziemi a prochem, którym prędzej (przez kremację) czy później (w sposób naturalny) się stają. Człowiek zewnętrzny jest przeznaczony tak czy owak do tego, by stał się prochem, i nie on – proch! – ma „kiedyś” zmartwychwstać, tylko udział w tej tajemnicy ma już obecnie w nas żyjący człowiek wewnętrzny. Żyje on dzięki Duchowi Jezusa, którego przyjmujemy na chrzcie świętym. Dlatego myśląc o pełni życia w Bogu, po śmierci, mamy się skupiać na życiu według Ducha, by we wspólnocie z Nim rozwijał się nasz obecny „człowiek wewnętrzny”. Spojrzenie wiary nie skupia się na tym, co kryje grób, ale na nowym życiu, które objawia Zmartwychwstały. Także do nas – do naszego człowieka wewnętrznego – stosują się słowa skierowane do uczniów Jezusa: „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma go tutaj; zmartwychwstał” (Łk 24,5n.).

Posted in Religia | 2 Comments »

Szept Ojczyzny

Posted by tadeo w dniu 31 Październik 2011

 

1 i 2 listopada – niezwykłe dni pełne wiernej pamięci. 1 listopada – dzień Wszystkich Świętych! To więź zbawionych w niebiosach z nami żyjącymi na ziemi. Pochodzą ze wszystkich ras, narodów, wszystkich epok i stanów. Są wśród nich mędrcy i władcy, pastuszkowie i rycerze. Zofia Kossak-Szczucka w swoim „Roku Polskim” napisała: „Gdziekolwiek rośnie wiecznie zieleniejące drzewo wiary, rodzą się święci. Kościół przechowuje ich imiona niby perły i wyjmuje je ze skarbca, by wstawić w złoto ołtarzy. W dniu 1 listopada oddajemy im cześć, wielbiąc wszystkich świętych. Święci są opiekunami i orędownikami kraju, miłują swoje strony i swych rodaków. Ich zasługi, wstawiennictwo świętych tworzy baldachim opiekuńczy rozpostarty nad ziemią ojczystą”.


2 listopada – Zaduszki

W dniu Wszystkich Świętych Kościół pochyla się z pamięcią nad duszami tryumfującymi w niebiesiech. Dzień Zaduszny poświęcamy duszom cierpiącym. Wszystkim im ofiarowujemy wspomnienia i modlitwy. Tradycje obchodów tych dni są tak sędziwe jak sama ludzkość. Już w Starym Testamencie czytamy, że sporządzano spisy zmarłych, aby się za nich modlić. Święty Odylon, opat z Cluny, już w roku 998 ustalił, że 1 listopada we wszystkich klasztorach benedyktyńskich będzie trwał Dzień Zaduszny.
Co roku my – jałmużnicy pamięci – stajemy wiernie w cieniu powązkowskich drzew z puszkami, do których zawsze największy dar składają najbiedniejsi. Oni nigdy mnie nie omijają. We wstrząsającym testamencie, jaki zostawił nam członek ostatniego Rządu Narodowego Powstania Styczniowego, zanim zginął u boku Romualda Traugutta na Cytadeli, są słowa: „Umarli nie wołani nie przychodzą, trzeba ich kochać i obcować z nimi – a wtedy Oni wiele powiedzą!”. W dniu Wszystkich Świętych słuchamy tego, co do nas mówią, słuchamy owego „szeptu Ojczyzny” – jak napisał Żeromski.
W te dni wspominamy tych, na których mogiłach pomodlić się nie możemy, bo ich nie ma!

„Boże Wszechmogący! Pozwól modlić się dzieciom na grobach naszych”
Nie mają mogiły rodzice Adama Mickiewicza – adwokat nowogródzki i powstaniec kościuszkowski Mikołaj Rymwid-Mickiewicz i jego żona Barbara. Ich najstarszy syn – potem bohater Powstania Listopadowego – Franciszek – napisał: „Nie z bogactwa, nie z urzędów, dygnitarskich tytułów, ale z cnót własnych słynęli, ze zgodnego małżeństwa, z miłości ku bliźnim, z litości ku biednym, z religii bez bigoterii, ze szczerości, prawdy, staropolskiej gościnności, roztropności, porządnego wychowania dziatek”.
Szczęśliwe lata dzieciństwa, które Adam Mickiewicz w swych ostatnich lirykach nazwie „sielskie – anielskie” to Nowogródek – dziś na Białorusi. Uroczy dworek pełen gwaru dzieci, matczynej miłości i opieki ojca. Władysław Mickiewicz – wnuk Barbary i Mikołaja, syn Adama, napisał serdecznie: „Przykładne pożycie Mikołaja i Barbary wpajało ich dzieciom nieograniczoną ufność i wspomnienie tej spójni duchowej stało się dla Adama osłodą najcięższych chwil jego wygnańczego żywota”. A córka autora „Pana Tadeusza” – Misia, pisze, że gdy ojciec wracał do wspomnień domu rodzinnego, „nie widziałam nigdy u niego uśmiechu tak szczerego (…), gdy matkę wspominał, którą bardzo kochał”.

Kiedyż nam Pan Bóg wrócić z wędrówki dozwoli
I znowu dom zamieszkać na ojczystej roli…

Nigdy już nie zamieszkał na roli ojczystej, ale wrócił tu strofami swego genialnego dzieła, gdzie jest tyle wątków z kraju lat dziecinnych, „co zawsze zostanie święty i czysty jak pierwsze kochanie”.
Ojciec Mikołaj zmarł w roku 1812. Matka Barbara 9 października roku 1820. Mickiewicz napisał: „Dowiaduję się o śmierci mojej matki (…) Była to cała osłoda, cała pociecha. Nie mogłem jej nic pomóc, alem się nadzieją cieszył, że kiedyś może pomyślny los mój i jej będzie szczęściem. Sny te uleciały z dymem”.
Barbara i Mikołaj Mickiewiczowie pochowani byli na cmentarzu na stoku wzgórza nieopodal nowogródzkiej fary. Ich mogiła od dawna nie istnieje. W Roku Mickiewiczowskim 1998 postanowiliśmy uczcić tablicami pamięci Franciszka Mickiewicza – bohatera odznaczonego Srebrnym Krzyżem Virtuti Militari za obronę Warszawy w 1831 roku, spoczywającego w Wielkopolsce, w miejscowości Rożnowo, gdzie dokonał żywota 13 listopada 1862 roku. Dzięki pomocy wojewody wielkopolskiego harcmistrza Macieja Musiała piękna tablica została wmurowana, a szkoła w Rożnowie otrzymała imię Franciszka Mickiewicza.
Prezes Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie” dr Tadeusz Samborski zadeklarował ufundowanie tablicy rodzicom Mickiewicza w farze nowogródzkiej o treści następującej:

Panie Boże Wszechmogący! Zlituj się nad
Ojczyzną naszą i nad nami, a rodzinie naszej
pozwól modlić się w kościołach miast naszych
i wiosek naszych, a dzieciom na grobach naszych.
(Adam Mickiewicz: „Księgi Narodu i Pielgrzymstwa Polskiego”)

śp.
Barbara
z Majewskich Mickiewiczowa
(1767 – 9 X 1820)

Mikołaj Rymwid-Mickiewicz
(1765 – 16 V 1812)
adwokat nowogródzki,
powstaniec kościuszkowski

RODZICE ADAMA
MICKIEWICZA

Rodem z ziemi nowogródzkiej, jej powierzyli swe prochy w nieznanej dziś mogile cmentarza Ojców Dominikanów w Nowogródku. W tej świątyni udzielono sakramentu chrztu ich pięciu synom. Największy z nich, autor „Pana Tadeusza”, powiedział: „Moje działania idą z gruntu, na którym wyrośliśmy w domu rodzicielskim”.
Niestety, nie było zgody na zawieszenie tablicy. Mamy nadzieję, że może teraz pojawi się szansa na godne uczczenie pamięci rodzicieli największego poety polskiego.

„Cieniom ich pokój wieczny”
Nie mają mogiły rodzice Stefana Żeromskiego. Wizerunek matki – Józefy z Katerlów, utrwalił w sylwetkach kobiet – matek czułych i wiernych. Dzielna matka Cezarego Baryki z „Przedwiośnia” to przecież właśnie ona. W czasach warszawskiej nędzy napisał w „Dzienniku”: „Nieprzebranym bogactwem wydaje mi się marzenie, że mam jeszcze matkę, że ona nie pomaga mi, nie ratuje, ale pisze: „Mój synu, bądź wytrwały, pracuj, nie zginaj się nigdy””. W nędzy, głodzie, opuszczeniu powie: „Gdyby mi los dawał sławę, zawołałbym – daj mi moją matkę!”. A gdy los da mu sławę, będzie podpisywał swe książki pseudonimem wziętym od matczynego nazwiska panieńskiego – Józef Katerla. Tak wydał dramat „Róża”, którego bohater mówi: „Matko moja! Ziemio polska!”.
Ojciec pisarza – Wincenty Żeromski, jeden z uczestników Powstania Styczniowego, zasłużył na taki portret w „Dzienniku” syna: „Mój najukochańszy Tatuś! Najboleśniejszy wypadek, najstraszliwsze nieszczęście wywoływało przelotną zaledwie łzę, a potem już się uśmiechał! To moc, to hart, to bohaterstwo ducha! Oto charakter ojca mojego! I dobroć, dobroć…”.
W „Ludziach bezdomnych” jest wstrząsająca scena, kiedy Joasia próbuje odnaleźć mogiłę swoich rodziców na świętokrzyskim cmentarzyku. To przeżycia samego Stefana Żeromskiego, który na próżno szukał mogiły ukochanych rodziców na cmentarzyku w Leszczynach. Znakomita znawczyni życia i twórczości Stefana Żeromskiego, wieloletnia kierowniczka Muzeum Lat Szkolnych Żeromskiego w Kielcach – Kazimiera Zapałowa, odnalazła w archiwach kościelnych rewelacyjne materiały dotyczące inicjatywy wmurowania tablicy poświęconej rodzicom Żeromskiego w mur cmentarza w Leszczynach. Piękną marmurową płytę ufundowała już w roku 1926 Oktawia Żeromska – pierwsza żona pisarza, pierwowzór Joasi z „Ludzi bezdomnych”. O zezwolenie na wmurowanie płyty ubiegała się w diecezji kieleckiej siostra pisarza – Bolesława z Żeromskich Endrychowa. Niestety, nie udało się jej tego dokonać. Wybuchła wojna, tablica przepadła. Ale na szczęście w liście Bolesi – najmłodszej siostry Stefana Żeromskiego, zachował się piękny tekst. I oto we wrześniu 2010 roku, dzięki inicjatywie dwóch wspaniałych ludzi – Włodzimierza Korony, wójta gminy Masłów, i Tomasza Laty, kierownika szkoły im. Stefana Żeromskiego, w Górach Świętokrzyskich zawisła piękna tablica na honorowym miejscu na cmentarzu w Leszczynach. Złote litery głoszą: „Rodzicom wielkiego pisarza/ których prochy/ w ojczystej ziemi świętokrzyskiej/ na cmentarzu leszczyńskim spoczęły/ ś.p. Franciszka Józefa z Katerlów Wincentowa Sariusz Żeromska/ ur. w Boczkowicach dn. 29 stycznia 1833/ zmarła w Ciekotach dn. 15 sierpnia 1879/ oraz ś.p. Wincenty Sariusz Żeromski/ uczestnik powstania 1863 r./ ur. w Lasochowie dn. 29 marca 1819 r./ zmarł w Ciekotach dn. 23 września 1883/ cieniom ich pokój wieczny/ zasłudze narodowej cześć potomnych”.

„Ratujmy ten grób!”
Nie ma mogiły matka Jana Kasprowicza. Cudowna, prosta chłopka, której syn, wyszedłszy z najuboższej chaty na Kujawach, poświęcił wiele słów miłości. Oto dramatyczna wyprawa matki niosącej ciężko chorego Janka w mglisty, wietrzny dzień do kościoła. Józefa z Kloftów Kasprowiczowa ofiarowała swego synka – jak Barbara Mickiewiczowa – Ostrobramskiej Madonnie. Od matki uczył się Jan wiary, tej najprostszej „jak krzyż postawiony pomiędzy dwoma płaczącymi wierzbami”, tej wiary, która raduje serce w kolędach i która przyprawia nas o bicie serca we wspaniałym hymnie „Święty Boże, Święty mocny”, który pojawi się w arcydziełach hymnicznych Jana Kasprowicza. Matczyne godzinki staną się motywem hymnu „Salve Regina”. W autobiograficznym poemacie o Wojtku Skibie Jan Kasprowicz „całował dłonie ojczyska ze łzami i matce ściskał nogi drżącymi rękami”. W sonetach „Z więzienia” napisał: „O matko moja! Wierz mi/ nic nie uczynię, abym nie śmiał oczu podnieść ku twoim oczom/ ale wiem o tym, ty znasz moje serce!”. Ostatni raz zobaczyła matka syna wiosną 1910 roku. Zbiegła się cała wieś Szymborze, by powitać krajana, jednego z najsławniejszych już wówczas ludzi w Polsce. Dożyła jego wielkiego sukcesu. Umarła w sylwestra 1914 roku. Na świecie szalała wojna. Syn nie mógł dotrzeć przez fronty na pogrzeb matki. A my na próżno szukaliśmy jej mogiły na inowrocławskim cmentarzu. Na szczęście udało się 11 grudnia 1990 roku wmurować tablicę pamięci w ścianę kaplicy cmentarnej Inowrocławia. Kiedy Jan Kasprowicz będzie kreślił swe ostatnie strofy tomiku „Mój świat”, już na wpół bezwładną ręką – ona jeszcze raz pochyli się nad swoim chorym dzieckiem, by je pocieszyć „księżycem, słońcem, lasem, szumem rzeki”. Wiersz nosi tytuł „Matka”.
Matka autora „Trylogii” Stefania z Cieciszowskich Sienkiewiczowa ma mogiłę na cmentarzu w Okrzei na Podlasiu. Płyta nagrobna jest w stanie katastrofalnym. Rozsypująca się i z błędami. Profesor Lech Ludorowski – prezes Towarzystwa Sienkiewiczowskiego i niestrudzony wielki ambasador Sienkiewiczowskiej sławy i chwały, rozpoczął kilka lat temu wielką akcję, by uratować tę mogiłę i postawić na niej godny pomnik. W jego przesłaniu czytamy: „Pochyleni w smutnej zadumie nad zaniedbaną, samotną, coraz bardziej niszczejącą, pokrytą pleśnią brzydoty mogiłą śp. Stefanii z Cieciszowskich Sienkiewiczowej, matki twórcy „Quo vadis?”, wołamy: Ratujmy ten grób, tę wyjątkową narodową pamiątkę przed całkowitą zagładą i godnie uczcijmy miejsce jej wiecznego odpoczywania!”. Jest piękny projekt pomnika z postacią kobiecą i chłopięcą pochyloną nad książką. Na pomniku mają znaleźć się epitafia matki i rodzeństwa Sienkiewiczów, których mogiły rozsiane są po Polsce albo – jak najstarszego syna Kazimierza, bohatera Powstania Styczniowego – nie istnieją. Aprobatę dla naszej akcji, by uczcić pamięć matki największego prozaika polskiego, wyraził łaskawie ksiądz Prymas Józef Kowalczyk. Nie tracimy nadziei, że nadejdzie taki dzień pamięci zmarłych, kiedy na cmentarzu w Okrzei stać będzie pomnik ku czci Stefanii z Cieciszowskich Sienkiewiczowej, której „twarz anielska” pojawia się w dziełach genialnego syna.

„Jej trumna i serce moje”
Był piękny i mądry projekt, by powstał album prezentujący cztery wielkie polskie nekropolie: warszawskie Powązki, krakowskie Rakowice, lwowski Łyczaków i wileńską Rossę. Niestety – album nie powstał. Ale dzięki temu pomysłowi dane mi było przeprowadzić ważne i cenne badania w Wilnie. Jest tam płyta zawsze zasypana po prostu kwiatami. Płonie zniczami i światłami – uniesiona wysoko u wnijścia na cmentarz. To tutaj 1 czerwca 1935 roku przywieziono matkę Marszałka Józefa Piłsudskiego. W tej samej metalowej trumnie, która zamykała ciało syna, gdy go zabierano z Belwederu na Wawel. 12 maja roku 1936 złożono jej u stóp, pod czarny granit – serce syna. Prosił o to: „Chcę, żeby jej trumna i serce moje leżało tam, gdzie leżą moi kochani chłopcy, którzy pomogli mi zdobyć Wilno”. Jak szare skrzydła otaczają tę mogiłę Matki i Serca Syna nagrobki jego „chłopców”. Zginęli, walcząc o Wilno z Armią Czerwoną kwietniową Wielkanocą 1919 roku. Powiedział im Komendant: „W imieniu Ojczyzny, która was na obronę swych kresów wysłała, dziękuję wam za waszą pracę, za wasze żołnierskie trudy”. Po drugiej stronie szosy, pod pomnikiem zwieńczonym pikami ułańskimi spoczywają ci, którym położono epitafium: „Wybawcom swoim – Wilno!”.
Maria z Billewiczów Piłsudska pozostawiła taką pamięć synowi: „Nieprzejednana patriotka od najwcześniejszych lat starała się rozwinąć w nas samodzielność myśli i podniecała uczucia godności osobistej. Gdy jestem w rozterce, gdy wszyscy są przeciw mnie – wtedy pytam siebie, jakby matka kazała mi w tym wypadku postąpić?”.
Apeluję do ambasady polskiej w Wilnie, by zbierano szarfy z dziesiątków wieńców składanych na mogile Matki i Serca Syna – by można je było przekazać do Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku jako dowody wiernej i wdzięcznej pamięci rodaków dla bohatera, któremu Polska zawdzięcza niepodległość.

„…i słyszysz szept Ojczyzny”
Kiedy stoję na Powązkach w słońcu czy deszczu, w gronie szlachetnie żebrzących, przypominam sobie zawsze słowa mego umiłowanego pisarza – Stefana Żeromskiego, który jako młody student warszawski zapisał takie oto wspomnienie w „Dzienniku” 18 maja roku 1888: „Byliśmy na Powązkach. Na grobie „Pięciu poległych” nie ma nawet kwiatka. Asfalt popękał – a w pośrodku kępa trawy i chwastu. Obok nas mała dziewczynka słuchała wykładu staruszka – dziadzi, co to za jedni owi „polegli”. Dulce et decorum est pro patria mori…
Tyle lat – i nie zapomniano im miłości ku matce, bo oni przekonali rodaków, że ją kochali: umarli za nią. Mijasz groby generałów, magnatów, sławnych, wielkich, bogatych – a nad grobem pięciu nieznanych gorzko i cicho płaczesz i słyszysz szept Ojczyzny, powiewem wiatru odmawiającej pacierz na wieczny spoczynek tym za dobrą matkę poległym”.
27 lutego 1861 roku wedle relacji pamiętnikarzy „z zamku wypadli kozacy, nacierając i rozpędzając nahajkami (…) nadeszła piechota, oficer zakomenderował: pal!”. Tak właśnie padło tych pięciu poległych podczas demonstracji przed Powstaniem Styczniowym. Dzisiaj na grobie pięciu poległych stoi krzyż, jakże symbolicznie przeniesiony z mogiły-symbolu prezydenta Stefana Starzyńskiego, który grobu nie ma.
I znów słyszymy tutaj szept Ojczyzny. A w ten szept wplatają się głosy żywe tych, którzy przybywają tutaj tłumnie z ognikiem wierności dla spoczywających tu rodaków – bo „Słodko i chwalebnie jest umierać za Ojczyznę”. Tak umarli ci, których nazwiska widnieją na wielkiej wstędze pamięci, jaka owija ścianę kościoła Karola Boromeusza. Przenikają się tu wszystkie epoki. Pułkownik Jan Kiliński obok łączniczki Krysi Wituskiej, zamordowanej przez Niemców w Moabicie, skąd pisała do matki, cytując piosenkę o Orlętach Lwowskich: „Tylko mi ciebie, mamo, tylko mi Polski żal”. Jest też trzynastoletni Romek Strzałkowski, który zginął w Poznańskim Czerwcu ´56, usiłując uratować padający sztandar, któremu tablicę wmurowali polscy harcerze już w roku 1986. I jest tam jedna tablica, która ewokuje w mojej pamięci wyjątkowo wzruszające chwile. To tablica Waleriana Łukasińskiego, przed którą zawsze składaliśmy kwiaty pod przewodnictwem nieodżałowanej pamięci Stanisława Mikkego – zastępcy Andrzeja Przewoźnika. Obydwaj zginęli pod Smoleńskiem. Major Walerian Łukasiński – przywódca i twórca Towarzystwa Patriotycznego, aresztowany jesienią 1822 roku, 31 lat spędził w moskiewskim lochu podziemnym, odcięty całkowicie od świata i ludzi. Jego Cesarska Mość odmawiał mu przez wszystkie lata szansy na uwolnienie. W kazamatach moskiewskich, po 40 latach więzienia, Walerian Łukasiński napisał wstrząsający pamiętnik – świadectwo niebywałej chrześcijańskiej szlachetności. „Nie przestając kochać nad wszystko moją Ojczyznę, ja nie mogę nienawidzić żadnego narodu” – wyznał. Dzięki Stanisławowi Mikkemu ma Walerian Łukasiński tablice po polsku i po rosyjsku na murach twierdzy w Szlisselburgu, gdzie przesiedział w więzieniu pół wieku. W testamencie napisał: „Moje ostatnie tchnienie będzie poświęcone mojej Ojczyźnie i ostatnia modlitwa za jej pomyślność i za pomyślność tych, którzy ją wspierali i jej służyli, i którzy zostali jej wiernymi w nieszczęściu i dzielili z nią cierpienia. Co się tyczy umarłych: Wieczna im pamięć na tym i wiekuista na tamtym świecie”. W „Modlitwie”, którą zamknął swój pamiętnik Walerian Łukasiński, napisał: „Boże wielki! Uzbrojeni ufnością w Tobie my nie boimy się rad i chęci naszych prześladowców, z których jedni chcą nam wydrzeć religię ojców naszych, a drudzy zetrzeć nas z powierzchni ziemi. (…) Jeśli będzie wola Twoja, to podniesiesz z prochu wybawiciela, dasz mu mądrość i potęgę i on uzbrojony pójdzie w Imię Twoje”.
Spotykamy się na Powązkach w dzień Wszystkich Świętych i w Dzień Zaduszny i jest to wielkie optymistyczne Braterstwo Pamięci. Otula nas miłość tych, którzy żyli przed nami. Siłę daje nam świadomość ich heroizmu i męstwa. Zarzucamy ku ich czci kotwicę pamięci, bo jak powiedział Sienkiewicz: „Pamięć o umarłych odradza żywych”.

Barbara Wachowicz, pisarka

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20111031&typ=my&id=my07.txt

Posted in Religia | Leave a Comment »

Radość świętości

Posted by tadeo w dniu 31 Październik 2011

Uroczystość Wszystkich Świętych to szczególny dzień chwały. Dlatego na pierwszy plan nie wysuwa się pamięci o zmarłych, bo nie jest to święto zmarłych, lecz świętych.   Tego dnia mamy możność przypomnienia sobie, kim naprawdę jesteśmy i kim być powinniśmy. Pierwsi chrześcijanie wprost nazywali się świętymi – dla nas często jest to sformułowanie „z kosmosu”, utopia, która nam zupełnie nie pasuje do rzeczywistości. Boimy się mierzyć wysoko, ponieważ wydaje się nam, że wtedy zagrożone będzie nasze wyobrażenie wolności, że Bóg, ku któremu się zwrócimy, coś nam odbierze z ziemskiego szczęścia. Ze spuszczoną głową zadowalamy się refleksami światła, choć jego prawdziwy blask jest na wyciągnięcie ręki. Cierpimy, nie wiedząc, że ratunek jest tak blisko…
Najbliższe dni to także okazja, aby przypomnieć sobie, czym jest tajemnica świętych obcowania. Ma ona dwa znaczenia: „współudział w rzeczach świętych” oraz „łączność między świętymi”, pomiędzy tymi, którzy po śmierci poddawani są oczyszczeniu (przebywając w czyśćcu) lub którzy są już zbawieni i uczestniczą w chwale Boga.

ks. Paweł Siedlanowski

Posted in Religia | Leave a Comment »

Spowszednienie cierpienia

Posted by tadeo w dniu 25 Październik 2011

„Umiera jeden Steve Jobs i płacze cały świat. Umierają miliony i nikogo to nie obchodzi. Społeczeństwo w którym żyjemy jest nienormalne”. Demagogia?

Wszyscy doskonale pamiętamy co się działo na całym świecie po ogłoszeniu informacji o śmierci Steve’a Jobsa. Nad jego odejściem ubolewali najbardziej wpływowi ludzie – prezesi potężnych firm, prezydenci i premierzy. Ze wszystkich stron docierały do nas informacje o tym, jak fani „jabłuszek” oddawali cześć zmarłemu – w samych Chinach założono prawie 35 milionów mikroblogów, poświęconych współtwórcy firmy Apple.
Jobs, Jan Paweł II i demagogia
Kilka dni później, jeden z użytkowników Facebooka, umieścił na swoim profilu grafikę, która była dość mocnym komentarzem do tego co się w tym czasie działo. Z jednej strony widać na niej zdjęcie Jobsa i napis: „Jedna osoba umiera i płacze 100 milionów”. Z drugiej strony zdjęcie ekstremalnie wygłodzonych afrykańskich dzieci i napis: „Milion umiera i nikt nie płacze”. Całość opatrzona krótkim podsumowaniem: „Społeczeństwo w którym żyjemy jest nienormalne”.
Pod spodem widniał apel: „Jeśli się z tym zgadzasz, udostępnij to na swoim profilu”. Do tej pory zrobiło tak ponad 70 tysięcy osób. Ponieważ stwierdziłem, że również zgadzam się z przesłaniem autora grafiki, ja także zamieściłem ją na swojej stronie na Facebooku. Jeden z moich znajomych napisał, że uważa, iż jest to demagogia i dodatkowo stwierdził, że widział coś bardzo podobnego po śmierci Jana Pawła II (co w podtekście było sugestią, że Jobsa nie lubię i dlatego się zgadzam z przesłaniem grafiki, ale jeśli byłby na niej Papież zamiast zmarłego szefa Apple, to jako katolik, zapewne bym się oburzył).
„Nic nie możemy zrobić”
Czy próbę zwrócenia uwagi na realny problem można nazywać demagogią? Czy nie jest prawdą, że potrafimy wylewać łzy i okazywać rozpacz w sytuacjach nadzwyczajnych, takich jak śmierć kogoś wielkiego, a słysząc codziennie informacje o ludziach umierających z głodu na całym świecie albo o masowych zabójstwach dzieci nienarodzonych , potrafimy pozostać niewzruszeni? Przecież to co się działo wokół śmierci Jobsa nie jest wyjątkiem. Wydaje mi się, że nie jest też obrazą powiedzenie, że to samo dotyczyło śmierci błogosławionego Jana Pawła. Czy nie było tak, że po Jego odejściu cała Polska płakała, jednoczyła się i obiecywała poprawę, by po krótkim czasie wrócić do codzienności i o wszystkim zapomnieć? Wydaje mi się, że Papież nie miałby nic przeciwko „wykorzystaniu” Jego wizerunku w celu pokazania nam prawdy o nas.


Może faktycznie jest tak, że śmierć i w ogóle cierpienie nam trochę spowszedniało? Emocjonują nas tragiczne newsy i informacje o spektakularnych katastrofach, a wydarzenia równie przerażające, ale dziejące się „cały czas” i nie będące tak bardzo nagłośnione przez media już nas nie ruszają. Czy ktoś z nas, robi na co dzień coś, co mogłoby zapobiec tym wszystkim bezsensownym wydarzeniom? A może takie pytania też uznajemy już za demagogię, bo przecież „nic nie możemy zrobić”?
Pisząc to wszystko, nie mam na celu rozdzierania szat i oskarżania „zdemoralizowanego świata”. Te pytania są skierowane do nas – katolików żyjących w Polsce. Bo to od nas, od naszych codziennych reakcji, na to co się dzieje w naszym kraju, w naszym najbliższym otoczeniu, zależy jak będzie wyglądał świat. Przecież cierpiących osób wcale nie trzeba szukać na innych kontynentach, wystarczy rozejrzeć się dookoła siebie – poszukać potrzebujących w swojej dzielnicy, czy parafii. Tylko czy nam się w ogóle chce to robić? Przecież wygodniej jest tego wszystkiego nie widzieć i ewentualnie raz na jakiś czas ubolewać nad „bezdusznością ludzkości” albo rzucić w Wielkim Poście 50 złotych do puszki „na biednych” i uważać, że pomoc potrzebującym mamy już „odfajkowaną”.

http://www.deon.pl/wiadomosci/komentarze-opinie/art,242,spowszednienie-cierpienia.html

Posted in Polityka i aktualności, Religia | Leave a Comment »

Lamus przeszkadza w seksie. „Szaleńcza walka z symbolem chrześcijaństwa doszła do Polski”

Posted by tadeo w dniu 17 Październik 2011

PAP

Szaleńcza walka z symbolem chrześcijaństwa doszła do Polski. Dlaczego oni tak bardzo boją się krzyża i go nienawidzą? W gruncie rzeczy to proste. Chodzi o seks, hedonizm, kasę, kult młodości. Lamus i trupek na zbitych kijkach musi więc zniknąć z pola widzenia. By nie patrzył i nie tykał czegoś co zwie się niepopularnie  sumieniem. 

Wyobraźcie sobie Państwo imprezę, na której baluje kilku kumpli. Idą do klubu ze striptizem. Zajmują prywatną salę dla VIP-ów. Na szklanym stole obok wyszukanych trunków, drogich smartphonów i skórzanych portfeli leży rozsypany biały proszek, który jeden z panów wciąga  przez zwinięty banknot. Drugi bierze stuzłotówkę i podpala nią sobie cygaro. Do pokoju wchodzi parę „suczek”, które mają umilić panom wieczór. Jeden bierze „mięsko” na stole z białym proszkiem, drugi prowadzi inną do łazienki, zaś kolejny zabawia się ze swoją „zdobyczą”  na oczach reszty japiszonów.  Jednak wśród nich siedzi  jeden, który odmawia dziewczyny i proszku. Na dodatek  mówi nieśmiało, że branie narkotyków jest niedobre dla zdrowia,  zdradzanie żony, która usypia właśnie dziecko w domu jest nieuczciwe, zaś stuzłotowy banknot może uratować jakiemuś głodnemu bliźniemu  życie.  Może więc warto cygaro podpalić zwykłą zapalniczką. Maruda nie domaga się zakończenia imprezy. On tylko mówi, że koledzy nie muszą pewnych rzeczy robić. Wskazuje inne drogi.

Czy taki maruda zostanie zaproszony jeszcze kiedykolwiek na imprezę przez swoich kumpli? Raczej nie. Ba, nie zostanie zaproszony nawet wtedy gdy obieca, że nie będzie się już odzywał. Swoją facjatą i niedostosowaniem się do „klimatu” będzie „przypominał”. A pamięć nie zawsze jest dobra. Pamięć czasami  leży zbyt blisko czegoś takiego co zwie się sumienie.  Po co komu żywy wyrzut sumienia, który przypomina o tym co jest dobre a co złe. „Co ten lamus myśli, że jest lepszy ode mnie?  Bo nie bzyka na boku? Za kogo ten świętoszek się ma?”  Takie właśnie padają pytania w głowie, gdy pojawia się jakiś typek mówiący, że nie wszystko wolno. W normalnym przypadku oczywiście opinia lamusa nie powinna robić na nikim wrażenia. Jednak jesteśmy tak dziwnie skonstruowani, że ten „dziwny stan” wychodzi spod gruzu, którym go zakopaliśmy. I kłuję w najmniej spodziewanym momencie.  Wówczas robimy wszytko by go zagłuszyć.

Matki, które dokonały aborcji stają się feministkami i nawzajem przekonują siebie, że nie zabiły człowieka a tylko „usunęły zlepek komórek” oraz wykorzystały prawo do własnego brzucha. Faceci, którzy pchają swojego penisa we wszystko co się rusza i jest pełnoletnią samicą, ględzą przy piwie, że przecież każdy zdradza i potrzebuje skoku w bok. Kto tego nie robi jest frajerem i nie zna życia. „Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”. Nic dziwnego więc ,że powstaje tyle klubów wsparcia dla tych, którzy zagłuszają to coś czego według antyteistów nie ma. Można się od tych klubów uzależnić jak Norton w „Fight Clubie”.  I wszystko by było OK, gdyby gdzieś nie stał jakiś Morfeusz z tabletką wyrywającą z Matrixa, w który sami się wpędziliśmy.  Po co go tolerować?  Nie lepiej jak Cypher kazać sobie wymazać pamięć by nie znać Prawdy?  Czy nie lepiej żyłoby się bohaterowi „Vanilla Sky”, gdyby nie powiedziano mu o fikcji, w której brał udział? Czy nie byłby szczęśliwszy mieszkaniec sztucznego miasta w „The Truman Show” nie mając świadomości w czym bierze udział?  Impreza trwałaby w najlepsze. Jednak zawsze gdzieś pojawi się jakiś pieprzony lamus, który przypomni o tej cholernej żonie w domu i żałosnych biedaków, którzy potrzebują tej stówy, którą podpalam sobie dla szpanu cygaro.  Zawsze gdzieś znajdzie się jakiś bezczelny lamus, który pokaże, że istnieje coś innego niż powierzchowny świat, który widzimy naszymi oczami.  Dlatego trzeba tego lamusa zniesławić, wyszydzić, ośmieszyć i zrobić z niego wariata. „Żryjcie to gówno”- mówi autorytet mediów. A co zrobić z trupim lamusem na dwóch kijkach?

Nie lubiliśmy lamusów na naszym imprezach z wódą, trawką i panienkami. Nie lubiliśmy tego ględzenia o zasadach moralnych i nie krzywdzeniu bliźniego. Nie zapraszaliśmy więc go  na imprezy. Jednak pojawiał się na korytarzach,  przyłaził jak staliśmy w grupie. Trzeba go było odseparować totalnie. Jednak siedział w tej samej sali i gapił się prosto w kark. Mam przecież prawo do nie czucia tego wzroku?! Mam prawo do tego by się na mnie  bezczelnie nie gapił?!  I jeszcze ten przeklęty krzyż na ścianie. Z jakiej racji ma przypominać mi o tym co lamus mówił. Mam prawo do jego nieobecności. Przeszkadza mi jego widok! To państwo jest laickie a straszy mnie ten trupek na drewnie, w którego nie wierzę. I mimo tego, że nic dla mnie nie znaczy to go nie chcę widzieć. Przeszkadza. A dlaczego mi przeszkadza skoro w niego nie wierzę?  Bo mam taki kaprys, który jest podbudowany ideologią zwaną laicyzmem, a państwo neutralne światopoglądowo ma zrobić wyjątek popierając moją ideologię? To też. Ale przede wszystkim dlatego, że w głębi serca wierzę i wiem, że coś tam jest. Moje pytania o początek świata nie znajdują odpowiedzi. Moje pytania o sprawy niewytłumaczalne przez naukę jak uzdrowienia i opętania, pozostają bez odpowiedzi. To nauka wszystkiego nie wyjaśnia?  Serio?

Krzyż przeszkadza hedonistom. Krzyż przypomina, że oprócz zabawy istnieje coś takiego jak choroba, smutek, żal , ale również nadzieja, bezgraniczna miłość i poświęcenie. Krzyż przypomina, że seks łączy się z odpowiedzialnością, której nie można wyskrobać i spuścić w kiblu. Krzyż przypomina, że biznes nie istnieje bez etyki, a bliźniego nie wolno wyzyskiwać i oszukiwać.  Krzyż przypomina, że pełnię człowieczeństwa osiągamy w relacji z drugim człowiekiem i nie kończy się ona, gdy staje się on niedołężny i męczący dla „współczesnego człowieka”.  Krzyż jest lamusem, którego trzeba wywalić do krypty i podziemia. Żeby nie gapił się, żeby nie wkurzał.  Dlatego musi zniknąć ze ścian i miejsc publicznych.

Łukasz Adamski
Fronda.pl

Portret: Łukasz Adamski

Łukasz Adamski

Teolog, dziennikarz, publicysta. Redaktor kwartalnika i portalu Fronda. Współpracował z nieistniejącym już tygodnikiem Ozon. Publikował w Gazecie Polskiej, Polsce „The Times”, Opcji na prawo, Gościu Niedzielnym, Uważam Rze. Współpracował z Polskim Radiem Olsztyn, w którym prowadził autorską audycję „Kontrowersyjny salon” oraz  „ Z archiwum IPN”.  Obecnie jest też redaktorem naczelnym portalu Debata. Autor książki „Wojna Światów w popkulturze”.

http://wpolityce.pl./artykuly/16553-lamus-przeszkadza-w-seksie-szalencza-walka-z-symbolem-chrzescijanstwa-doszla-do-polski

Posted in Religia | 2 Comments »

Twarzą w twarz z demonem

Posted by tadeo w dniu 16 Październik 2011

http://spoti.pl/dokument/3657/twarza-w-twarz-z-demonem

Zobacz także: Dowody na istnienie Boga, diabła, nieba, piekła i czyśćca

Posted in Religia | Leave a Comment »

Ks. Piotr Pawlukiewicz – Katechizm Poręczny (MP3)

Posted by tadeo w dniu 11 Październik 2011

https://skydrive.live.com/?cid=2BDBD0A8B54A35A6&id=2BDBD0A8B54A35A6%2142981

Audycja Katechizm Poręczny emitowana jest w Radiu Plus Warszawa w każdą niedzielę. Audycje archiwalne dostępne są także w internecie na serwerze Radia Plus Warszawa pod adresem:

 http://warszawa.radioplus.pl/Program/Pasmo-wspolne/KATECHIZM-PORECZNY/
Zapraszam również na archiwalne wybrane tematy z rego cyklu:

Archiwalne wybrane fragmenty katechizmu poręcznego

http://chomikuj.pl/paolozzz/Katechizm+por*c4*99czny+-+ks.+Pawlukiewicz

Więcej:  Archiwum kategorii „Ks. Piotr Pawlukiewicz

Posted in Ks. Piotr Pawlukiewicz, Religia | 5 Comments »

Niewidzialni wrogowie

Posted by tadeo w dniu 2 Październik 2011

Ludzie nie wierzą w istnienie piekła, bo jest to dla nich łatwiejsze. Ale też ukrywanie swojego działania wobec ludzi leży w interesie złego ducha i jest jednym ze skuteczniejszych jego działań.

Z księdzem Marianem Rajchelem, egzorcystą diecezji przemyskiej i psychologiem, rozmawia Robert Krawiec OFMCap.

Tabu w Kościele

– Podobno wielu księży nie wierzy w istnienie złego ducha i w opętanie?
Przytoczę słowa złego ducha usłyszane podczas przeprowadzania egzorcyzmu: „Bo wielu księży myśli, że ja jestem tylko w piekle”. Nie, zły duch jest tam, gdzie ludzie go wpuszczą.

– W wielu diecezjach, seminariach w Polsce i na świecie nie mówi się o piekle, złym duchu i opętaniach. Dlaczego?
Również zadaję sobie to pytanie. Był to temat tabu. W Kościele egzorcyzmy stały się jakby sprawą wstydliwą, II Sobór Watykański ją ominął. Uważam, że doświadczenia egzorcystów powinno się zebrać i włączyć do nauki teologii i ascezy, czyli wierności na co dzień Panu Bogu. Powinniśmy się uczyć, jak rozpoznać wroga, przewidzieć, kiedy i w jaki sposób zły duch zaatakuje. W ten sposób łatwiej będzie nam się przed nim bronić.

Image

fot. Vnlit/Dreamstime

 

– W większości ludzie także nie wierzą w istnienie piekła i działanie diabła…
W 1972 roku papież Paweł VI powiedział, że zły duch rządzi światem, że wtargnął w historię za pozwoleniem ludzi. Po tej wypowiedzi świat był oburzony, a media opluwały papieża, grzmiąc: Jak w XX wieku można mówić o szatanie! Ale w tym samym czasie w wielu państwach rejestrowano kościoły satanistów, kościół Lucyfera. Tak wygląda nasza cywilizacja: oficjalnie mówi się co innego, a w praktyce jest co innego.

Ludzie nie wierzą w istnienie piekła, bo jest to dla nich łatwiejsze, a ukrywanie swojego działania wobec ludzi leży w interesie złego ducha, stanowiąc zarazem jedną ze skuteczniejszych jego akcji.

– Czy musimy wierzyć w istnienie diabła, aby się zbawić i być w Kościele? Nigdy przecież nie stwierdzono dogmatu o istnieniu złych duchów. Dlaczego?
Bo nigdy w Kościele nie było z tą prawdą problemów. Kościół nigdy nie wątpił w istnienie i szkodliwe działanie złego ducha. Biblia wyraźnie stwierdza, kto skusił pierwszych rodziców do grzechu, kto kusił Pana Jezusa. Tu nie ma wątpliwości! Pytanie dotyczy konieczności uwierzenia. Mamy obowiązek wierzyć w prawdy wiary, choć nie wszystkie zostały zdogmatyzowane. Trzeba wierzyć zarówno w istnienie aniołów, jak i złych duchów. Bez tej wiary nie da się być w Kościele.

Egzorcyści

– Słysząc o szatanie, ludzie boją się i myślą: „Jeśli zostawię złego ducha w spokoju, to i on zostawi mnie, a jeśli będę z nim walczył, to on mnie zaatakuje”. Czy boi się ksiądz diabła?
Oczywiście, że się go boję! I nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Chciałbym go mocą Bożą wyrzucać z ludzi jak najczęściej. Nie ma co ryzykować. Czy jest taki człowiek, który się go nie boi?! To wielki błąd, jeśli ktokolwiek udaje, że jest mocniejszy od złego ducha.

– Czy zły duch uprzykrza życie i utrudnia posługę również egzorcyście?
Świeży przykład może być? Wczoraj o godzinie 23.54, po modlitwie nad opętaną dziewczyną, dostałem bardzo „miły” SMS (zachowałem wiadomość w poczcie, jakby ktoś nie wierzył): „Pożałujesz tego, marny klecho, dotknij mnie jeszcze raz tymi wyświęconymi łapami i swoimi zabawkami, a cię zabiję! Dość już tego, dość, dość, dość… Dość mówię!”. Aż się z tego ucieszyłem. Dlaczego? Bo niekiedy się wydaje, że nasze modlitwy nic nie znaczą, a gdy zły duch się wścieka, to znaczy, że mocno ucierpiał i jest porządnie trafiony.

Inny SMS był taki: „Zdechniesz za to, co zrobiłeś, nie boję się Pani Niebieskiej ani ciebie z tymi zabawkami”. Znowu kłamstwo w wydaniu złego ducha: „nie boję się”, a równocześnie „zdechniesz za to, co zrobiłeś”. Można wyczuć, z kim ma się do czynienia!

Módlcie się za egzorcystów, gdyż nie wolno nam popełnić żadnego błędu, bo wtedy rzeczywiście zły duch może się zemścić.

– Arcybiskup Emmanuel Milingo był egzorcystą w Afryce i we Włoszech. Jednak wystąpił z Kościoła.
A dlaczego Judasz odszedł od Pana Jezusa?…

– bo człowiek jest wolny…
…tylko u Pana Boga jest wolny! U złego ducha jest zniewolony! Bóg nigdy nie zmusza człowieka, tylko składa propozycje: „Jeśli chcesz, to pójdź za mną”. Pan Bóg namawia, podaje argumenty, podsuwa projekty, ale nigdy nie zmusza. A działanie i opętanie złego ducha polega na przymusie, wzięciu człowieka we władanie, zniewoleniu go i degradacji.

– Czy ze złym duchem można rozmawiać?

Spotkałem egzorcystów, którzy przyjmowali jak objawienie wszystko, co zły duch im powiedział. Uważam, że tego robić nie wolno, gdyż zły duch to ojciec kłamstwa. On, nawet przymuszony rozkazem wyznania jakiejś prawdy, dorzuci jeszcze jakiegoś śmiecia. Kiedyś zapytałem złego ducha: „Co zrobić, żebyś z tej osoby wyszedł?”. „Odmówić «Ojcze nasz» po francusku” – usłyszałem odpowiedź. I dwie osoby z zespołu egzorcystów odmówiły modlitwę po francusku! Mówiłem im, że tego nie trzeba robić, lecz one się pomodliły, co oczywiście nic nie pomogło.

Niekiedy sam zły duch rozpoznaje nasze myśli. Pewnego razu zastanawiałem się, czy osoba jest opętana, dręczona, czy tylko udaje. I w myślach rozkazywałem złemu duchowi: „Jeśli jesteś w tej osobie, to w Imię Jezusa powiedz, jakie jest twoje imię”. Po chwili ciszy zły duch objawił się w tej osobie. „Chcesz znać moje imię? Powiem ci” – przemówił.

Czasem trzeba rozkazywać złemu duchowi, by podał imię, to pomaga przy uwolnieniu.

– Czytałem, że w Polsce jest około sześćdziesięciu księży egzorcystów i każdego dnia mają co robić. Co znaczy dla księdza być egzorcystą?

Przyznam się, że dla mnie posługa egzorcysty jest teologią praktyczną, której w seminarium nie było. Dzięki niej wiele douczyłem się o Bogu, o człowieku i złym duchu. To nie jest tylko problem dręczeń. Ile satanizmu jest w naszym życiu społecznym, narodowym, a nawet kulturalnym. Ile kłamstw, obłudy, podpuszczania…

Bardziej rozumiem, że Chrystus przyszedł nas wybawić od potwornego zła. Zbawiciel aż taką wielką cenę za nas zapłacił. Gdyby był to drobiazg, Bóg wysłałby anioła. Jezus sam przyszedł jako człowiek, by pokazać nam sposób życia w prawdzie i świętości oraz unaocznić niebezpieczeństwa grożące człowiekowi. To dają mi egzorcyzmy.

Z drugiej strony posługa ta pokazuje mi, że ludzie często nie wiedzą, co w życiu czynią. Nie wiedzieli, bo skazali niewinnego Chrystusa i jeszcze z Niego szydzili. Nie wierzyli, że jest Bogiem i mieli silnego kusiciela. Ludzie opętani i dręczeni na początku dziwią się mojej życzliwości, bo uważają się za odsuniętych, potępionych, napiętnowanych, a tymczasem spotykają się z radością, miłością i słowami: „Dobrze, dziecko Boże, że wracasz”. My, egzorcyści, cieszymy się każdym dobrem i martwimy każdym ustępstwem na rzecz zła. To pogłębia duszpasterską więź z przychodzącymi do nas ludźmi. Niedawno pewna pani powiedziała: „Ja tak bardzo bałam się przyjechać do księdza”. Później pozbyła się tego strachu.

– Zastanawiam się, dlaczego jeden egzorcyzm nie wystarczy, lecz trzeba go powtarzać.

Kiedyś dziewczyna zdiagnozowana jako opętana zachowywała się na egzorcyzmie spokojnie, cicho, tylko delikatnie drżąc. Za drugim razem było tak samo, czyli bez większych objawów opętania. Wówczas wziąłem ją na bok i zapytałem, co robi w trakcie egzorcyzmu – czy odnawia pakt z szatanem. Kiwnęła głową, że tak: aby nie było objawów, w tym czasie ona ponownie oddawała się złemu duchowi. Na co taki egzorcyzm? Na nic! Nigdy modlitwa nie działa wbrew woli człowieka.

U osób, które nie chcą być uwolnione, zło wraca. Jeśli zaś człowiek wytrwa na egzorcyzmie – niekiedy całe miesiące – to wyjdzie spod wpływu złego ducha.

– Czy zdarza się, że egzorcyzm w jakimś przypadku nie skutkuje?

Niestety, może tak być. Mamy jako egzorcyści świadomość, że nie wszystko może się udać. Zdarza się, że na skutek działania złego ducha nie dochodzi do egzorcyzmu. W pewnym przypadku szatan tak bał się egzorcyzmu, że doprowadził do samobójstwa młodego chłopaka, zanim udało mu się ze mną spotkać. Jak opowiadali później jego koledzy, którzy wieźli go do mnie, chłopak nie wysiadł normalnie z samochodu, ale coś go wydarło przez okienko w drzwiach, i od razu pobiegł do Sanu odebrać sobie życie.

– Czy można egzorcyzmować kogoś wbrew jego woli?

Nie. Egzorcyzm to nie czary, wymaga zaangażowania opętanego, konieczna jest jego chęć poprawy i powrotu do Boga. On sam musi walczyć o uwolnienie od złego ducha. Jeżeli tego nie robi, modlitwa egzorcysty nic nie pomoże. Opętanie to stopniowa degradacja, a egzorcyzm jest procesem powrotu do Boga.

– Ile egzorcyzmów ksiądz przeprowadził?

Nie wiem, bo ich nie liczę. Trochę by się tego uzbierało. Kiedyś w jednym miesiącu miałem sto dwadzieścia spotkań (wiele zakończonych egzorcyzmowaniem).

– Czy miał ksiądz jakiś widowiskowy egzorcyzm?

Wszystkie egzorcyzmy takie są… Kiedyś modliliśmy się nad chłopakiem, maturzystą. Objawy opętania wystąpiły w szkole. Młodzież natychmiast szukała księdza. Pytałem ich, jak poznali, że potrzebna jest pomoc egzorcysty, przecież mogli zadzwonić po psychologa czy psychiatrę? Chłopcy powiedzieli: „Bo ten szczupły chłopak miał taką siłę, żeśmy w czterech nie mogli mu dać rady”, a dziewczyny stwierdziły: „Bo takim wzrokiem na nas patrzył, jakby chciał nas wszystkich w klasie pozabijać”. Odbył się pierwszy egzorcyzm, podczas którego chłopak krzyczał: „Ja wam tego nie daruję!”, a po chwili ciszy spokojne powiedział: „Macie szczęście, że On tu jest i Ona!” (zły duch bardzo niechętnie wypowiada imiona Jezusa i Maryi; jego słowa znaczyły, że wspiera nas Pan Jezus i Maryja). Czego więcej potrzeba! To był najkrótszy egzorcyzm w mojej karierze, dwa razy spotkaliśmy się na modlitwie i spokój. Czy to nie jest widowiskowe?

Metody złego ducha

– W jaki sposób zły duch wpływa na ludzi?

Szatan działa na dwa sposoby: zwyczajnie kusi do złego lub działa w sposób nadzwyczajny, czyli stosuje dręczenia i opętania.

– Zły duch manifestuje, że kogoś opętał, czy też jak najdłużej się ukrywa?

Dziwne zachowanie siedmioletniej dziewczynki zaniepokoiło rodziców – podejrzewali, że została opętana, ale po modlitwie nie było objawów. Kiedy zdejmowałem stułę i odkładałem krzyż po modlitwie nad jej krewną, po której też nie było objawów opętania, nagle usłyszałem: „Bo ja się mogę ukryć”. Dla mnie była to nauka, aby nigdy nie być łatwowiernym; jak po pierwszych modlitwach działanie złego ducha się nie ujawniło, to wcale nie oznacza, że człowiek jest wolny.

Zły duch może się ukryć i chętnie to robi, ale gdy zostanie „namierzony”, wówczas nie ma interesu w ukrywaniu się. Może najwyżej udawać, że już wyszedł, co też jest niebezpieczne.

– Czy opętanym można zostać bezwiednie, bez własnej woli?

Tak, można nim stać się bez własnej winy. Może to sprawić czyjaś wina. Najmłodsze opętane dziecko, z którym miałem do czynienia, miało dwa i pół roku! Po wysłuchaniu opowieści jego rodziców i własnej obserwacji nietypowych wrzasków nie miałem wątpliwości, że chodzi o opętanie. Było ono spowodowane obciążeniami pokoleniowymi.

– Co jest celem działania złego ducha?

Kiedyś upadłe duchy odrzuciły Pana Boga i od tamtej pory prowadzą niszczycielską walkę z ludźmi. Chcą zdobyć nasze dusze na wieczność pod swoje okrutne panowanie w piekle. Robią zatem wszystko, by doprowadzić nas do zatracenia, moralnej i fizycznej degradacji.

Zły duch stara się sięgnąć do duszy – dostęp do niej wiedzie przez grzech ciężki. Natomiast bezpośrednio może opanować nasze ciało: podczas dręczenia człowiek często jest jak sparaliżowany, nie może ruszyć ręką ani nogą, nie potrafi wypowiedzieć słowa. Wolne pozostają tylko myśli. W myślach trzeba się modlić: Maryjo, ratuj! Jezu, ratuj! Po takiej modlitwie ataki i dręczenia złego ducha po jakimś czasie ustąpią.

– Można skutecznie powstrzymać negatywne działanie złego ducha?

„Zło dobrem zwyciężaj!” Jeśli grzech odrywa nas od Boga i oddaje pod panowanie złego ducha, to nasze wyzwolenie i bezpieczeństwo polega na zjednoczeniu się ze Stwórcą. Człowiek będący blisko Boga może cierpieć, ale nie będzie to cierpienie, które wywoła bunt przeciwko Stwórcy. Ludzie uwolnieni z opętania szybko pogłębiają wiarę, codziennie uczestniczą w Eucharystii i mają wewnętrzne wyczucie dobra i zła. Niekiedy świadomie i ofiarnie znoszą skutki grzechów bliskich z rodziny.

– Czy przebywanie w sekcie satanistycznej zawsze kończy się opętaniem?

Oczywiście, że tak! Wejście do sekty satanistycznej oznacza oddanie duszy szatanowi. To nie może się skończyć inaczej, jak opętaniem. Osobie, która świadomie weszła w satanizm i oddała się złemu duchowi, będzie bardzo trudno wyjść z sekty, z tego paktu.

– Gdzie udają się złe duchy po wypędzeniu ich z osób opętanych?

Oby do piekła! Ja zawsze modlę się, aby wróciły tam, skąd przyszły. Zawsze pod krzyż je odsyłam, bo wiem, że Pan Jezus wskaże, gdzie jest ich miejsce.

Jednak przypomnijmy sobie scenę z Ewangelii, kiedy złe duchy prosiły Chrystusa: „Pozwól nam wejść w świnie”, co znaczy, że one w tym miejscu pozostały. Dlaczego Jezus im na to pozwolił? Ponieważ mieszkańcy miasteczka, gdy zobaczyli, co się stało, prosili Go, aby odszedł z jego granic – bardziej chcieli być ze złymi duchami niż z Panem Jezusem. Dlatego Chrystus nie wyrzucił złych duchów do piekła, bo to było wbrew woli tamtych ludzi.

Po egzorcyzmie upadli aniołowie odchodzą do piekła, ale mogą też pozostać, aby kusić kolejnych ludzi.

Modlimy się, aby złe duchy już nikogo nie kusiły, aby Pan Bóg usunął je ze świata i wyrzucił do piekła raz na zawsze.

Opętanie

– Słyszałem, że osoby opętane przy pierwszym kontakcie są uśmiechnięte i miłe, ale później wpadają w trans i mają siłę kilku dorosłych ludzi…

Może tak być. Objawy występują przed modlitwą egzorcyzmu i po niej. Bywa, że ktoś już na powitanie mnie opluje (raz na przywitanie opętana dziewczyna nawet mnie pogryzła). Niekiedy od razu widać wściekłość. Czasami dopiero podczas egzorcyzmu manifestuje się obecność złego ducha albo po kilku modlitwach. Każdy zły duch ma swoje imię. Poznanie go, a później wypowiedzenie podczas egzorcyzmu jest dla diabła ogromnym ciosem. Dla niego opuszczenie zdobyczy jest porażką, odczuwa to jako powtórne skazanie na potępienie.

– Ile procent zgłaszających się przypadków to faktyczne opętania?

Tych mocno opętanych nie jest wielu, bo około pięć procent wszystkich zgłaszających się do mnie osób. Natomiast olbrzymia większość przypadków to dręczenia, różne problemy psychiczne, małżeńskie, rodzinne, wychowawcze, niepowodzenia życiowe, nieszczęścia – takie rozmaitości.

– Jak odróżnić opętanie od choroby psychicznej?

Najtrudniejszy przypadek mamy wtedy, gdy jednocześnie występuje opętanie i choroba psychiczna. Jeśli mamy do czynienia tylko z chorobą psychiczną, to stosunkowo łatwo ją rozpoznać. Niedawno pewna chora osoba znalazła adresy wszystkich egzorcystów w Polsce, skserowała swoje dane i wysłała do nas siedem stron maszynopisu, w którym jednoznacznie stwierdziła, że jest to jedno z największych opętań w ostatnim stuleciu; wymieniła, ilu ma w sobie nieczystych duchów i prosiła, aby ją ratować. Po kilku miesiącach napisała, że to wstyd dla polskich egzorcystów, że nikt jej nie odpowiedział. Każdy egzorcysta łatwo się zorientował, że jest to choroba psychiczna. Opętany nie wie, co się z nim dzieje.

Kiedyś zatelefonowała do mnie z drugiego końca diecezji pielęgniarka: „Proszę księdza, mam pacjenta, wydaje się, że jest opętany”. Potem poprosiła go do telefonu. Chłopak powiedział, jak ma na imię i jeszcze jedno zdanie. Po czym jak nie ryknie do słuchawki, aż mi ciarki przeszły po plecach. Od razu powiedziałem, żeby przyjechali do mnie na egzorcyzmy. Wtedy nie miałem żadnych wątpliwości co do opętania.

Czasami trudno jest rozeznać, więc trzeba zadać pytania dotyczące przeszłości, żeby dowiedzieć się, co mogło spowodować wejście w krąg działania złego ducha.

Nie przypominam sobie, aby jakiś psychiatra odesłał kogoś do egzorcysty, natomiast każdy egzorcysta odesłał wiele osób do psychiatry – kapłan egzorcysta jest specjalistą tylko od sfery duchowej i świata nadprzyrodzonego. Niestety, psychiatrzy często błędnie uważają, że posiadają całą wiedzę o człowieku. Gdy słyszą o wizjach, twierdzą, że to schizofrenia. Gdy widzą pacjenta rzucającego się z wielką siłą, diagnozują, że to tylko padaczka.

Pewna dziewczyna odczuwająca silne dręczenia, chodziła do psychologa, który zabronił jej kontaktować się ze mną. Po roku dziewczyna przyszła rozbita psychicznie i duchowo do tego stopnia, że nie chciała żyć i stwierdziła, że jest ateistką.

W przypadku dręczeń i opętań potrzeba większej współpracy między lekarzami i egzorcystami. Niektórzy chorzy psychicznie poza chorobą mają dodatkowy problem natury duchowej. Jest w nich coś jeszcze, co nie daje im spokoju – zły duch.

– Nauka nie działa na złego ducha? Medycyna przegrywa z opętaniem?

Czy jest pigułka na złego ducha? Długi kontakt ze złem musi się odbić na człowieku, dlatego niekiedy i psychikę potrzeba wzmocnić. To jest tylko podprowadzenie do egzorcyzmu. Nawet naukowiec może zostać opętany. Na złego ducha działa tylko modlitwa! Uwolnienie od zła dokonuje się tylko przy pomocy Kościoła, każdy egzorcyzm to modlitwa w imieniu Kościoła.

Medycyna przynależy do innej sfery życia. Jeśli ktoś leczy się psychiatrycznie, zawsze mu mówię, że najpierw należy dokończyć leczenie, a dopiero później przyjść do mnie na modlitwę. Nigdy egzorcysta nie może powiedzieć do chorego psychicznie, żeby nie brał leków, bo to byłaby pycha i zarozumiałość.

Walka ze złym duchem

– Wielu ludzi bagatelizuje znaczenie wróżek, treningów umysłu, zajęć, na których można nauczyć się wyzwalania energii. Dlaczego wróżby, seanse spirytystyczne, astrologia, amulety i sekty okultystyczne nam szkodzą?

Ponieważ jest to inicjacja kontaktu ze złym duchem. Skąd wróżka wie o pewnych sprawach? Przecież karty są dla każdego człowieka takie same. Ona wie, bo ma udział w tajemnej wiedzy złego ducha, a to jest odwrotność charyzmatu proroctwa w Kościele. Pan Bóg dawał i daje ludziom dar przepowiadania i poznania przyszłości, na przykład na modlitwach o uzdrowienie. Diabeł też daje poznanie przyszłości do złego udziału. Więc wróżka musi mieć potężny kontakt, umowę ze złym duchem, jeśli mówi prawdę o naszym życiu. Takie wróżki są najgroźniejsze, bo gdy któraś plecie głupoty, to tylko uczy się wróżyć. Często podczas egzorcyzmów słyszymy, jak zły duch oddane mu wróżki nazywa „moje siostrzyczki”! To też coś mówi!

Seanse spirytystyczne polegają na wywoływaniu duchów. To nie dziadek czy babcia wychodzą z czyśćca na przepustkę, bo się dzieci bawią, ale zły duch odpowiada, który zna wywoływane zmarłe osoby i intencje dzieci, bo one wcześniej o tym mówią. Taki kontakt ze złym duchem negatywnie odbije się na człowieku nawet po dziesięciu czy dwudziestu latach. Osoby dręczone czy opętane zawsze pytamy w wywiadzie przed egzorcyzmem, czy nie było w dzieciństwie takich zabaw. Niestety, dzisiaj seanse spirytystyczne to dość modna praktyka wśród studentów. Nasza przyszła elita tak się zabawia! A raz otwarta furtka jest bardzo trudna do zamknięcia.

Często w sektach okultystycznych prosi się o pomoc przewodników duchowych, których przedstawia się jako istoty opiekuńcze. W rzeczywistości jest to kontakt ze złym duchem! Adeptów pyta się: „Czy wyrzekają się przeszłości?”. Jesteśmy przyzwyczajeni, że w sakramencie pokuty wyrzekamy się grzesznej przeszłości. A im chodzi o przeszłość katolicką, aby w ten sposób została odrzucona cała nasza duchowa obrona i kontakt z Panem Bogiem. Po złożeniu takiego przyrzeczenia, bardzo trudno później wyjść z sekty. Ten, kto uczestniczy w takich praktykach, sam wystawia się na nadzwyczajne działanie Złego.

– Czy złego ducha trzeba zwalczać, czy go lekceważyć?

Nigdy nie lekceważyć! Wroga się nie lekceważy. Kto tak czyni, ten przegrywa walkę. Trzeba wiedzieć, że diabeł jest niebezpieczny. Należy z nim walczyć, ale nie samemu, tylko mocą Bożą. Do najważniejszych środków zapobiegawczych należą: życie w stanie łaski Bożej, wierność modlitwie i zamknięcie drogi złemu duchowi, czyli trzymanie się z dala od wszelkich form okultyzmu. Życie w łasce uświęcającej oznacza brak grzechów ciężkich. Jeśli jednak się przydarzą, trzeba natychmiast skorzystać z sakramentu spowiedzi. W sprawach duchowych ważne jest, aby odciąć się od korzeni zła. Jeśli zdarzy się złe słowo, natychmiast trzeba zniwelować je dobrym, wyrażając skruchę: „Jezu, ufam Tobie! Jezu, kocham Ciebie!”. Pomaga też woda święcona, olej i sól egzorcyzmowana.

– W kilku modlitewnikach spotkałem modlitwy – egzorcyzmy. Można wypowiadać egzorcyzmy nad sobą samym i innymi osobami?

Sami z siebie nie mamy nad złym duchem żadnej mocy. Możemy tylko powiedzieć: „W imię Jezusa Chrystusa idź precz ode mnie!”. Tylko rodzice mogą wypowiadać nad małymi dziećmi takie modlitwy – związek dzieci z rodzicami jest tu bardzo istotny. Nie radzę czynić tego wobec innych osób. Lepiej powiedzieć: „Panie Boże, Ty to zrób”. W niektórych modlitewnikach zatwierdzonych przez Kościół bez wcześniejszej konsultacji z księżmi egzorcystami proponuje się takie modlitwy dla wszystkich. A szkoda.

Dlaczego Bóg zezwala na zło

– Dlaczego Bóg pozwala na kuszenie człowieka i dopuszcza cierpienie?

To odwieczna pretensja do Pana Boga. A On dał wyraźne przykazanie: „nie będziesz korzystał z owoców tego drzewa”, co znaczy, że zakazał pewnych czynów. Człowiek dał się wciągnąć w bunt przeciwko Bogu.

Jeśli ktoś przez swoje złe czyny oddał siebie szatanowi, to zły duch uważa go za swoją własność. Jego potomstwo też. W magii jest specjalny rytuał, podczas którego otrzymuje się szczególną moc od złego ducha w zamian za ofiarowanie swojej duszy i potomstwa do któregoś pokolenia. Nie znaczy to, że ludzie ci są z góry przeznaczeni do piekła. W życiu takie osoby będą o wiele częściej atakowane, mając o wiele mniejsze szanse na pokonanie pokus. Pan Bóg o tym wie i przygotowuje dla tych ludzi większą łaskę. Tylko czy oni zechcą z niej skorzystać?…

Trzeba mieć poczucie odpowiedzialności, bo żyjemy nie tylko dla siebie, ale także dla innych.

– Czy złemu duchowi zostały wyznaczone granice działania i szkodzenia ludziom?

Granice złu wyznaczamy my. Gdyby nie było grzechów na ziemi, zły duch nie miałby żadnej mocy nad nami. Ile złych duchów wyzwalamy swoimi grzechami ciężkimi, by działały na ziemi?

– Dlaczego diabeł nie przebywa w piekle, gdzie jest jego miejsce, tylko w świecie, by kusić ludzi?

„Nie wyrzucaj mnie. Dłużej tu nie mogę wytrzymać” – kiedyś mówił do mnie zły duch podczas egzorcyzmów. „No to się wynoś z tej osoby w imię Jezusa” – rozkazuję mu. „Gdzie ja pójdę?”. „Idź tam, skądżeś przyszedł”. „Ale tam jest jeszcze gorzej” – odpowiada mi.

Szkodzenie człowiekowi przynosi tylko pewną ulgę złym duchom, bo nie mają z tego żadnego pożytku ani zasług. Nazywamy to diabelską złośliwością. Diabły cieszą się, kiedy człowiek się martwi i narażony jest na niebezpieczeństwo. Cieszą się też, że dokuczyły Panu Bogu, który nas kocha jak własne dzieci i tyle zainwestował w nasze zbawienie. Odczuwają satysfakcję, że znienawidzonych przez siebie ludzi gnębią, bo sami, potępieni, do Boga wrócić już nie mogą, a my możemy zająć ich miejsce w niebie. I to stanowi przedmiot ich zazdrości: szatan zazdrości człowiekowi jego pozycji, obietnicy nieba i tego, że jest kochany przez Boga.

Są takie przypuszczenia, że jeśli zły duch da się wyrzucić z człowieka i wróci do swojego miejsca w piekle, to będzie tam gnębiony jeszcze bardziej przez innych potępionych. W piekle nie ma przyjaźni i miłości pomiędzy diabłami. Sataniści mylą się, uważając, że będą przyjaciółmi szatana. W piekle nie ma przyjaciół i solidarności, tam jest tylko wzajemna nienawiść.

– Czasami ludzie pytają, czy diabeł może się nawrócić i zbawić? Czy jest on zdolny do uczynienia jakiegoś dobra?

Nie! Proszę się nie łudzić. Zły duch swoją wolną wolę już tak ustawił przeciwko Panu Bogu, że nikt tego nie zmieni. Stwórca mógłby przywrócić mu ją przy użyciu siły, ale tego nie robi. Nikt tak nie szanuje naszej wolnej woli, jak Pan Bóg.

„Głos Ojca Pio” [70/4/2011]


ImageKsiądz prałat Marian Rajchel (ur. w 1937 roku) jest jednym z egzorcystów archidiecezji przemyskiej. Wykładał psychologię w Wyższym Seminarium Duchownym w Przemyślu i w Gródku Jagiellońskim na Ukrainie. Od ponad trzydziestu lat pracuje w Jarosławiu, gdzie przez dwadzieścia dwa lata był proboszczem parafii NMP Królowej Polski. Dał się tam poznać jako znakomity organizator: zainicjował wykłady biblijne, poradnictwo rodzinne, kuchnię dla bezdomnych im. Brata Alberta, świetlicę dla dzieci z rodzin patologicznych, spotkania dla osób starszych, niepełnosprawnych i Anonimowych Alkoholików. Rozpoczął też ewangelizację przez media – zorganizował pierwszą w archidiecezji przemyskiej katolicką rozgłośnię radiową „Ave Maria”. Za zasługi dla miasta Jarosławia otrzymał Złotą Odznakę oraz Nagrodę Zarządu Województwa Podkarpackiego.

http://glosojcapio.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2897&Itemid=96

Posted in Religia, Wywiady | Leave a Comment »

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 454 obserwujących.