WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • Tylko przestańmy mówić: ten kraj, w tym kraju, tutaj, ci ludzie. Zacznijmy mówić tak, jak Pan Bóg przykazał, jak o matce: Ojczyzno ma, moja, kochana, poraniona, więc tym bardziej kochana. Moja, to znaczy taka, którą się kocha, którą się po rękach całuje, przed którą się klęka, której się służy, której się z czcią opowiada, której się nie okrada, dla której się pracuje, dla której się cierpi i umiera, jak trzeba. To nie inni mają tak zrobić, to nie oni, tam na górze, ale my. Inaczej na nic wszystko. Na nic ta rana i na nic te ofiary. Nasza Ojczyzna mocno krwawi i ból nie ustaje w naszych sercach, ale zapewniamy pachołków Moskwy i Berlina, i tych, co służą „mamonie” – jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy. Póki pracujemy dla dobra naszej Ojczyzny. Póki kochamy i pamiętamy.

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Religia’ Category

Śladami „ukrytej stygmatyczki” s. Wandy Boniszewskiej

Posted by tadeo w dniu 9 Sierpień 2011

By jawnym stało się to, co ukryte

Każdego roku bujwidzcy parafianie spotykają się na dorocznym odpuście ku czci św. Ignacego Loyoli w kaplicy w Pryciunach. Na tegoroczny odpust, w niedzielę, 1 sierpnia, zgromadziło się ponad pół tysiąca osób przybyłych nie tylko z bujwidzkiego starostwa, ale i Wilna oraz okolicznych miejscowości.

Z inicjatywy miejscowego proboszcza ks. Ryszarda Pieciuna została zorganizowana do pryciuńskiej kaplicy piesza pielgrzymka, której jednym z celów było przypomnienie działalności i przesłania s. Wandy Boniszewskiej.

Po raz pierwszy z Bujwidz do Pryciun odbyła się piesza pielgrzymka w celu przypomnienia przesłania s. Wandy Boniszewskiej

Rozgłos kaplica w Pryciunach zdobyła w połowie lat 90., kiedy to ówczesny metropolita Wrocławia ks. kard. Henryk Gulbinowicz przyjechał, by poświęcić kaplicę, w której był ochrzczony, a którą mieszkańcy bujwidzkiego starostwa odrestaurowali po latach sowieckiego reżimu. Kolejny raz głośno o Pryciunach było już po roku 2003, kiedy to staraniem ks. Jana Pryszmonta ukazała się książka pt. „Ukryta stygmatyczka” o doświadczeniach mistycznych Wandy Boniszewskiej ze Zgromadzenia Sióstr od Aniołów. Wtedy to parafianie uświadomili sobie, jak wielki dar w postaci osoby s. Wandy otrzymała Wileńszczyzna. Do dzisiaj są świadkowie, którzy pamiętają siostrę Wandę, jej katechezy oraz przygotowania dzieci i młodzieży do sakramentów.

Mimo że nie zachował się dom, w którym mieszkały siostry w Pryciunach, pamięć o s. Wandzie jest żywa wśród starszych mieszkańców oraz przekazywana młodszym pokoleniom. To właśnie młodzi stali się pomysłodawcami tegorocznej pielgrzymki „Śladami s. Wandy Boniszewskiej. Bujwidze – Pryciuny 2010”.

„Siostrę Wandę odkryłem po przeczytaniu książki ks. Jana Pryszmonta. Swoim odkryciem tej świątobliwej zakonnicy, jej powiązaniami z Bujwidzami, podzieliłem się z parafianami podczas dorocznego odpustu w pryciuńskiej kaplicy. Obiecałem wówczas i sobie, i wiernym, że dołożę starań, aby pamięć o niej była tutaj szerzona – powiedział proboszcz parafii bujwidzkiej ks. Ryszard Pieciun. Zauważył też, że pomysł pielgrzymki „podpatrzył” u swoich parafian, którzy w ubiegłym roku prywatnie wybrali się pieszo do Pryciun.

„Niepisany” cud

Maria Chmielewska z domu Mikłaszewicz, której rodzice mieszkają w miejscowości Kamienny Most nieopodal Bujwidz, wspomina, jak to przed dwoma laty podczas odpustu ku czci św. Ignacego Loyoli usłyszała podczas kazania o s. Wandzie. „Zaczęliśmy wówczas czytać o niej książki, rozważać jej posłannictwo – wspominała Maria. – Natomiast w ubiegłym roku przyjechała do mnie w gościnę koleżanka z Polski, chora na stwardnienie rozsiane. Myślę, że to Duch Święty tak zadziałał, żeśmy z naszą rodziną wybrali się najpierw do Żwinian, gdzie mieszka po dzień dzisiejszy jedna z sióstr od aniołów Irena Kardis ze swoją siostrą, a potem z tymi starszymi paniami wybrałyśmy się do Pryciun. Taka była ta nasza pierwsza rodzinna pielgrzymka. Cieszę się, że proboszcz zorganizował pielgrzymkę na skalę parafialną”.

Pierwsza, aczkolwiek nieoficjalna, pielgrzymka miała swoją oprawę: mieszkanki z Żwinian dzieliły się wspomnieniami o s. Wandzie, była wspólna modlitwa. Natomiast córka Marii Chmielewskiej, 10-letnia Marta postanowiła, że skoro idą z pielgrzymką, więc powinni mieć plakat. Na kartkach z kalendarza wypisała wówczas „Pielgrzymka śladami s. Wandy Boniszewskiej 18 czerwca 2009. Kamienny Most – Żwiniany – Pryciuny”. Ten pierwszy plakat znajduje się obecnie w archiwum Sióstr od Aniołów w Wilnie. „Chciałabym się podzielić doświadczeniem mojej koleżanki – opowiada Maria. – Po powrocie do Warszawy, kiedy przyszła na badania, lekarka zauważyła, że zmiany w mózgu się cofnęły. Szybko też stwierdziła, że pierwotna diagnoza była prawdopodobnie błędna. Natomiast my uważamy, że być może jest to „niepisany” cud za wstawiennictwem s. Wandy”.

W zorganizowaniu pielgrzymki pomocni byli członkowie Wspólnoty Bujwidzkiej. Na zaproszenie księdza proboszcza do Bujwidz przybyły siostry ze Zgromadzenia Sióstr od Aniołów z placówek w Kalwarii Wileńskiej, w Nowej Wilejce oraz z Polski. Podczas wspólnej drogi opowiedziały o swojej pracy i działalności z młodzieżą. Prowadzony przez s. Marię zespół „Nazaret” z parafii św. Kazimierza w Nowej Wilejce zatroszczył się o oprawę muzyczną podczas nabożeństwa.

Cierpienie wpisane w prześladowanie Kościoła

Po drodze pątnicy wysłuchali również konferencji o życiu s. Wandy Boniszewskiej. Wygłosiła ją dr Irena Mikłaszewicz, która swoją pracę doktorską poświęciła badaniom polityki sowieckiej wobec Kościoła Katolickiego na Litwie. Prelekcja o życiu s. Wandy była także świadectwem osobistego doświadczenia znajomości jej rodziny z zakonnicą. „Dorastałam w cieniu s. Wandy, kiedy to słuchałam opowiadań mojej mamy o pracy siostry z dziećmi w szkole, organizowaniu adoracji i nabożeństw w pryciuńskiej kaplicy” – mówiła Irena Mikłaszewicz, zwracając uwagę, że pielgrzymka odbywa się w przededniu rocznicy złożenia ślubów wieczystych przez s. Wandę. Wydarzenie to miało miejsce 2 sierpnia 1933 roku. Mówczyni, opowiadając o życiu s. Wandy, zwróciła się do pielgrzymujących razem z dorosłymi dzieci. Podała przykład, że już w wieku 7 lat Wanda potrafiła dostrzec u siebie wady charakteru i skutecznie je zwalczać.

Dr Anna Mroczek z Ireną Kardis i jej siostrą.

Życie siostry Wandy, a szczególnie jej doświadczenia mistyczne przypadły na trudny dla Kościoła okres prześladowań przez reżim sowiecki. Zlecona przez Chrystusa misja ofiarowania swego życia za kapłanów, cierpienia za nich była niezrozumiana i nieprzyjęta przez najbliższe otoczenie siostry. Świadkowie, którzy pamiętają Wandę Boniszewską z Pryciun, mówią, że nikt nic nie wiedział o stygmatach. Wiedzieli tylko, że często chorowała.

„Mam nadzieję, że uda się to nasze dzisiejsze pielgrzymowanie przerodzić w stałą tradycję” – mówił proboszcz, dodając, że liczy też na współpracę w tym zakresie z siostrami. Owszem zanim Kościół oficjalnie nie wypowie się w sprawie objawień i doświadczeń mistycznych s. Wandy Boniszewskiej publiczny kult wśród wiernych nie jest dozwolony. Tym niemniej pozwala się na prywatne nabożeństwa za orędownictwem s. Wandy. Siostry od Aniołów prowadzą też archiwum, spisując wspomnienia świadków oraz łaski doznane za jej wstawiennictwem.

Na pielgrzymce była także siostra Elżbieta, która od 10 lat pracuje na misjach w Kamerunie. Podczas wspólnej drogi podzieliła się doświadczeniem pracy w Afryce.

Przysięga na drodze

Nim pielgrzymi dotarli do celu swojej pielgrzymiej wędrówki, przy kaplicy w Pryciunach zebrało się wielu wiernych. Mieszkanka Pryciun Józefa Sienkiewicz od lat sprząta w kaplicy. Na doroczną uroczystość przybyła z córką, przynosząc z ogrodu kwiaty, by upiększyć kaplicę na Mszę św. Zapytana o wydarzenia sprzed 60 lat, wspominała, że dobrze pamięta współpracę sióstr z miejscową ludnością. „Całe życie spędziłam w tej miejscowości, za mąż wyszłam za sąsiada, tutaj wychowaliśmy nasze dzieci… Zależy mi bardzo na odnowieniu tego zakątka, na przetrwaniu pamięci o pracy sióstr w Pryciunach” – zwierzyła się pani Józefa.

Nie mogło podczas uroczystości zabraknąć pani Ireny Kardis, mieszkanki sąsiednich Żwinian, należącej do Zgromadzenia Sióstr od Aniołów, dzielącej wraz z siostrami los wygnania do sowieckich łagrów pracy. „Swoje powołanie do zgromadzenia porównuję z powołaniem św. Pawła, które odbyło się na drodze – opowiada pani Irena. – Jako młoda dziewczyna często brałam udział w nabożeństwach organizowanych przez siostry. Szczególnie piękne były adoracje organizowane przed Wielkanocą przy grobie Jezusa przez s. Wandę. Pewnego dnia, gdy szłam do kaplicy na adorację poczułam wewnętrzne pragnienie poświęcenia się służbie Bogu. Uklękłam wówczas na drodze i przyrzekłam Jezusowi, że wstąpię do zgromadzenia”.

Grób Wandy Boniszewskiej na cmentarzu w Skolimowie (dzielnica Konstancin Jeziorna)

Ofiara i świadectwo życia

Podczas Mszy św. s. dr Anna Mroczek wygłosiła zebranym katechezę nt. życia duchowego s. Wandy Boniszewskiej. W swoim przekazie skupiła się na kilku kwestiach wynikających z przesłania zakonnicy. Po pierwsze, to ofiarowanie życia za innych. „Dzisiaj ta kwestia jest dla nas bardzo istotna, ponieważ współcześni ludzie nie zastanawiają się nad tym. Każdy raczej skupia się nad tym, by jak najwięcej zaczerpnąć korzyści dla siebie” – tłumaczyła s. Anna. Kolejna kwestia posłannictwa s. Wandy – to ofiarowanie cierpienia za kapłanów, co kontrastuje ze współczesnymi realiami. Dzisiaj, gdy jest niszczony kapłański autorytet, siostra Wanda podnosi rangę kapłaństwa. „Życie s. Wandy zachęca nas do życia w taki sposób, by inni, patrząc na nas, wiedzieli, że Bóg istnieje” – zauważyła s. Anna, porównując sytuację Wandy Boniszewskiej z ewangelią Chrystusa, gdy Jezus mówi, że tylko w swojej Ojczyźnie prorok nie jest uznany, dlatego też z powodu niedowiarstwa współziomków mało zdziałał tam znaków i cudów.

Fest „na całego”

Doroczny odpust swoją obecnością zaszczyciły również władze samorządu rejonu wileńskiego z mer Marią Rekść na czele. Obecny był przewodniczący AWPL, europoseł Waldemar Tomaszewski, poseł na Sejm RL, prezes ZPL Michał Mackiewicz oraz jego zastępca Stanisław Pieszko. Ponieważ Wileńszczyzna słynie ze staropolskiej gościnności, zatroszczono się, by fest odbył się „na całego”. Towarzystwo Miłośników Bujwidz z Mirosławem Gajewskim na czele wraz z bujwidzkim kołem ZPL, któremu przewodzi starosta gminy Marian Naruniec, zorganizowały święto. Po uroczystym nabożeństwie na uczestników święta czekał poczęstunek: pączki, kwas i kasza z kuchni polowej. Dla ochłody były stoiska z lodami, piernikami oraz cukierkami, bez których bodajże żaden odpust na Wileńszczyźnie się nie obejdzie. Najmłodszych pociągała loteria bez przegranej.

Rozpowszechniano także wydane w tym roku dzienniczki s. Wandy Boniszewskiej. Natomiast wielu z mieszkańców okolicznych miejscowości zobowiązywało się do modlitwy o oficjalne przyznanie przez Kościół przeżyć mistycznych „ukrytej stygmatyczki”.

Teresa Worobiej

Na zdjęciach: po raz pierwszy z Bujwidz do Pryciun odbyła się piesza pielgrzymka w celu przypomnienia przesłania s. Wandy Boniszewskiej; dr Anna Mroczek z Ireną Kardis i jej siostrą.
Fot. autorka

S. Wanda Boniszewska urodziła się 20 maja 1907 roku koło Nowogródka. W 1924 r. została przyjęta do Zgromadzenia Sióstr od Aniołów. W latach 1933-1950 mieszkała w Pryciunach. W tym też czasie w sposób szczególny doświadczyła męki Chrystusa. Nosiła bowiem na swoim ciele krwawiące rany, otwierające się na jej rękach, nogach i boku podczas duchowych przeżyć. Siostry w Pryciunach były obecne do roku 1950, kiedy to za ukrywanie jezuity – ks. Antoniego Ząbka zostały aresztowane i wywiezione do przymusowych obozów pracy w ZSRR. Po zwolnieniu z obozu w roku 1956 s. Wanda wróciła do Polski. Tam mieszkała do śmierci w roku 2003.

http://www.tygodnik.lt/201032/bliska2.html

Więcej:

Wanda Boniszewska – Stygmatyczka

Wspominając s. Wandę

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Religia, SYLWETKI | 1 Comment »

Konferencja pt. „św. Maksymilian Maria Kolbe – Rycerz niezłomny w służbie rodzinie”

Posted by tadeo w dniu 8 Sierpień 2011

Posted in Filmy religijne, Religia | 1 Comment »

Wanda Boniszewska – Stygmatyczka

Posted by tadeo w dniu 6 Sierpień 2011

Spektakl opowiada o Wandzie Broniszewskiej, która od 17. roku życia należała do bezhabitowego Zgromadzenia Sióstr od Aniołów. Od 1934 r. nosiła na ciele stygmaty Męki Pańskiej: między innymi rany od gwoździ na dłoniach i stopach, a na głowie od korony cierniowej, oraz ślady biczowania na plecach. Przed wojną ukrywała stygmaty. Z ich powodu po wojnie funkcjonariusze sowieckiego aparatu bezpieczeństwa prześladowali duchowną, zamykali ją w więzieniach, a potem w szpitalach psychiatrycznych i bezskutecznie próbowali leczyć.http://video.anyfiles.pl/Wanda+Boniszewska+-+Stygmatyczka/Kino+i+TV/video/54233

Grób Wandy Boniszewskiej na cmentarzu w Skolimowie (dzielnica Konstancin Jeziorna k/Warszawy)

Przeczytaj także:

Siostra Wanda Boniszewska i nawróceni oprawcy

DRUGIE NAWRÓCENIE WANDY BONISZEWSKIEJ

Cicha pośredniczka

Śladami „ukrytej stygmatyczki” s. Wandy Boniszewskiej

Wspominając s. Wandę

Życie na krzyżu W trzecią rocznicę śmierci s. Wandy Boniszewskiej

Słowa Pana Jezusa o kapłaństwie i życiu zakonnym skierowane do s. Wandy Boniszewskiej

Posted in Filmy religijne, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, POLECAM, Religia | 2 Comments »

Gdy cisza jest całym światem

Posted by tadeo w dniu 5 Sierpień 2011

Ania nie lubi dużo mówić, bo jest to dla niej uciążliwe. Kiedy spotyka się ze znajomymi, którzy również są głusi, nie mówi w ogóle. Również jeśli widzi się z osobą słyszącą, która potrafi „migać”, tylko czasami przestawia się na mówienie. To wszystko zależy od stopnia rozumienia przez tę osobę nadawanych przeze nią komunikatów w PJM – Polskim Języku Migowym. Jednak przede wszystkim to kwestia przyzwyczajenia.

Z Anią B. spotykam się późnym czerwcowym popołudniem. Nie jesteśmy jednak same – towarzyszy nam pani Marta M., tłumacz i wykładowca języka migowego z Polskiego Związku Głuchych. Będzie naszym pośrednikiem, naszym medium w rozmowie, która dla mnie byłaby zbitką głosek i sekwencją ruchów, których nie jestem w stanie pojąć.

Image

fot. Voce di Padre Pio

Świat bez dźwięków
Ania nie słyszy od urodzenia. Dla niej barierą jest świat dźwięków, który istnieje tylko w jej wyobraźni, będąc czymś na kształt wewnętrznych odgłosów, gdyż ona nie wie i nigdy nie zrozumie, co to znaczy słyszeć, więc nie ma do czego porównać swoich wrażeń. Jej świat jest bezszelestny, cichy, ale inny od ciszy, którą znają ludzie słyszący. Ania czuje na przykład towarzyszący muzyce rytm, jednak nie są to doznania, na których skupia swoją uwagę. Ważniejszą rolę bowiem spełnia zmysł wzroku i dotyku.

Rodzice Ani są osobami słyszącymi, a ona pierwszą osobą głuchą w rodzinie. Dlatego kiedy przyszła na świat ponad dwadzieścia lat temu, nie wiedzieli, co robić, jak postępować z głuchym dzieckiem, nie znali języka migowego. Od początku uczyli córkę mowy, posyłali do poradni logopedycznej. Dziewczynka odczytywała ich słowa z ruchu warg, rozumiała je, ale nie umiała odpowiedzieć. Stąd tuż przed jej piątymi urodzinami rodzice postanowili rozpocząć naukę języka migowego. Niestety w tamtych czasach literatura specjalistyczna nie była szeroko dostępna, więc potrzebną wiedzę czerpali z rozmów z osobami „ze środowiska” oraz przez obserwację.

Mówienie to ciężka praca
Mimo że Ania jako pierwszy poznała język polski, mówi: – Język migowy jest dla mnie bardziej naturalny niż mówiony, nauka mowy jest ciężką pracą. To „miganie” jest językiem ludzi głuchych, nie mowa. Bardzo trudno nauczyć się mowy bez słuchu. Podczas pierwszego treningu głosu logopeda tłumaczył mi, jak ułożyć usta, żeby wywołać poszczególne głoski: a, b, c… Dla słyszących mowa jest automatycznym sposobem wyrażania myśl, natomiast my najpierw musimy przyswoić sobie zasady odpowiedniego oddychania podczas wymowy, a dopiero potem nauczyć się wydobywać z siebie głos. Następny etap to wypowiadanie słów. Polega on na łączeniu dźwięku z desygnatem bądź etykietą, na której napisany jest wyraz. Powtarzanie słów jest monotonne i nudne, a trwa do momentu przyswojenia poprawnej wymowy nazwy danego przedmiotu.

Nauka mowy u Ani trwała bardzo długo – aż do liceum. Teraz wykorzystuje zdobyte umiejętności, co nie znaczy, że nie poznaje nowych słów, jednak ich nauka przebiega automatycznie, jak u każdego z nas.

Wyrazić siebie
– Moi rodzice znają mój głos, więc nie mają najmniejszego problemu z interpretacją tego, co mówię. Moja mowa jest może niewyraźna, ale osoby, które na co dzień mają ze mną kontakt, rozumieją mnie. Kiedy spotykam się z obcymi ludźmi, muszę się starać, by mówić wyraźnie. Jeśli chcę np. w obcym mieście zapytać, jak dojść na daną ulicę, staram się to wyraźnie powiedzieć. Przebywanie jednak ze słyszącymi i rozmowa z nimi nie stanowi dla mnie problemu. Mam koleżanki słyszące, które znają mnie od dziecka i one rozumieją mnie bez żadnych problemów. Wszystko zależy od sytuacji i osoby, z którą mam kontakt.

Ania otwarcie przyznaje jednak: – Nie lubię dużo mówić, bo jest to dla mnie uciążliwe. Kiedy spotykam się ze znajomymi, którzy również są głusi, nie mówię w ogóle. Również jeśli widzę się z osobą słyszącą, która potrafi „migać”, tylko czasami przestawiam się na mówienie. To wszystko zależy od stopnia rozumienia przez tę osobę nadawanych przeze mnie komunikatów w PJM – Polskim Języku Migowym. Jednak przede wszystkim to kwestia przyzwyczajenia – dodaje z uśmiechem.

Ania zdaje sobie sprawę, że inni głusi mają problem z mówieniem i jest to dla nich bariera nie do pokonania. Wtedy milkną. Powody są różne: naukę mowy rozpoczęli zbyt późno, są nieśmiali, wstydzą się tego, że mówią „bełkotliwie”.

– U głuchych występuje niewątpliwie bariera związana z mówieniem. Język polski jest dla nas językiem obcym, choć ja nie jestem tutaj dobrym przykładem, bo przecież nauka mowy trwała u mnie od najwcześniejszych lat. Ponieważ byłam wychowana w dwujęzyczności ani jeden, ani drugi język nie przysparza mi problemów. Uczyłam się mówić i „migać” mniej więcej w tym samym czasie, więc moja sytuacja diametralnie różni się od położenia osób, których mowa nie do końca jest zrozumiała – twierdzi Ania.

Sytuacja dla głuchego dziecka jest komfortowa, jeśli ma głuchych rodziców. Wtedy istnieje pewność, że jego pierwszym językiem będzie PJM. Natomiast w słyszących rodzinach zazwyczaj dziecko uczy się tylko mowy i zdarza się tak, że… nie poznaje języka migowego.

Marzenia i plany
Ania dzięki staraniom swoich rodziców, wsparciu wspaniałej wychowawczyni ze szkoły podstawowej, a także własnemu uporowi studiuje dziś ze słyszącymi. Jest na piątym roku Inżynierii Środowiska. Znakomicie koegzystuje z innymi studentami, choć potrzebuje tłumacza języka migowego, który towarzyszy jej na wykładach i ćwiczeniach. Nie jest to jednak dla niej nic wielkiego, a życie, jakie prowadzi, niczym nie różni się od stylu innych studentek. Chodzi na imprezy, lubi kino. Jej bariera rozmyła się wraz z pogodzeniem się z rzeczywistością, w której żyje. Jeśli w ogóle było to dla niej jakimkolwiek ograniczeniem.

Ania nie ma do nikogo żalu, że urodziła się głucha. Nigdy nikogo nie obwiniała o taki stan rzeczy – ani Boga, ani rodziców, ani nawet genetyki. Dla niej głuchota jest czymś zupełnie normalnym, nie uważa jej za kalectwo. Złości się, kiedy ktoś postrzega ją jako niepełnosprawną. Najlepszym dowodem na to jest, że w tym roku kończy studia na kierunku, na który nie dostaje się wiele słyszących osób.

Wierzy w siebie, ma swoje marzenia i plany – jak każdy z nas. Lubi podróżować, interesuje się fotografią, frapuje ją także tematyka dotycząca problemów osób niesłyszących, kultura głuchych oraz PJM – Polski Język Migowy.

Joanna Kupiec

 

„Głos Ojca Pio” [58/4/2009]

Posted in Religia, Świadectwa | Leave a Comment »

„Prawda ma znamię trwania”

Posted by tadeo w dniu 3 Sierpień 2011

Dzisiaj, 3 sierpnia, mija 110. rocznica urodzin Prymasa Tysiąclecia. Z tej okazji w warszawskiej Bazylice Archikatedralnej św. Jana Chrzciciela w Warszawie o godz. 18:30 odbędzie się nabożeństwo różańcowe, podczas którego wierni będą się modlić o dar beatyfikacji Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego.
Autor: AlicjaS, wpisał dnia 03.08.2011r.
Foto:mbsam_1419_01
 sam_1417

Wielu z nas, przychodząc do tej świątyni na niedzielną Mszę św., a także od blisko półtora już roku każdego 10 dnia miesiąca na uroczyste Msze w miesięcznice tragedii smoleńskiej, na koncerty, na cichą adorację Najśw. Sakramentu przed krucyfiksem Pana Jezusa, cudem ocalonym z pożogi wojennej, przyklęka na modlitwę przy kaplicy Kardynała Wyszyńskiego.

 sam_1434_01

 sam_1449

 sam_1422_01

Nie każdy może zauważył, że po jej prawej stronie połyskuje duża szklana kula z kolorowymi paseczkami. O to, by była zawsze pełna, dba Instytut Prymasowski Stefana Kardynała Wyszyńskiego.

Warto zanurzyć w niej rękę, wyciągnąć parę pasków i zadumać się nad słowami ks. Kardynała. To trochę jak na loterii. Ale tu każdy „los” jest pełny! Za każdym razem znajdujemy inne cenne myśli.

 dsc09194

Oto garść przykładów:

„Chodząc dziś po ulicach stolicy, pamiętajcie, że jest to miasto, w którym zginęło ponad 300 tysięcy warszawian! Najlepsza młodzież omywała swą krwią bruki tego miasta! Tak się miłuje! Nie ma miłości bez ofiary! Przez taką miłość zyskuje się prawo do ojczyzny.”

„Gdy złoto przeznacza się na armaty i broń nuklearną, gdy kadzidłem spowijają się wielcy tego świata, to dla zwykłego, szarego człowieka pozostaje tylko mirra, jako znak męki i cierpienia.”

„Nie miejmy pokusy budowania nowej Polski „w czystym polu”, lecz wznośmy ją na opoczystej przeszłości, wiążąc to, co idzie, z tym, co było.”

„Radość wewnętrzna jest najgroźniejszą bronią przeciwko szatanowi, który jest smutny „z urodzenia”.”

 sam_1423

„Świat bardziej potrzebuje naszej odwagi i męstwa wyraźnego przyznania się do Chrystusa aniżeli politykowania Ewengelią i Kościołem.”

„Krzyż jest wielką szkołą miłości i formacji ludzkiej osobowości, katedrą wychowania społecznego.”

„Duch Święty to przedziwne tchnienie życia, to jakby wiatr usłużnie przynoszący wilgoć na pustynię.”

„Jeśli kochamy tylko tak, aby za wszelką cenę zachować siebie, to chociaż byśmy się do całego świata uśmiechali, nic nam nie pomoże.”

 sam_1448

„Epoki historyczne oceniamy według sposobu obchodzenia się z człowiekiem; jak sobie poradziły z człowiekiem, i co mu dały”.

„Nic z dziejów narodu, co raz miało miejsce, wymazać się nie da”.

„Sercem nie można służyć za pieniądze, sercem służy się darmo, bezinteresownie”.

„Prawda ma znamię trwania – kłamstwo kona szybką śmiercią”.

„Im świat będzie dalej od Boga, tym bardziej będzie Boga spragniony. Im więcej będzie nasycony dobrobytem, tym bardziej będzie głodny Boga”.

„Bezmyślność, bezideowość, pustka bez wizji, młodzież bez ambicji, bez poczucia związku z potężną, jakże niekiedy bolesną, lecz zaszczytną historią, która składa się bardziej z ofiar i poświęceń aniżeli z chwały – to nie tylko tragedia osobista człowieka, ale tragedia narodu!”.

 zdjecie0843

„Kościół Chrystusowy nie jest niczyim wrogiem. Jest obrońcą ładu religijnego i moralnego w naszej ojczyźnie. Jest sprzymierzeńcem nauki chrześcijańskiej, miłości społecznej i wzajemnej służby. Taki Kościół nie ustępuje z placu, bo jest pasterski i takim pozostanie zawsze. Raczej z Chrystusem duszę swą odda za naród, niżby miał naród opuścić”.

http://solidarni2010.pl/n,750,13,prawda-ma-znamie-trwania.html

Posted in Religia | Otagowane: | Leave a Comment »

Ks. kard. Stefan Wyszyński – Zawód Prymas Polski

Posted by tadeo w dniu 3 Sierpień 2011

Wspomnienia o Prymasie Stefanie Wyszyńskim. Dzisiaj mamy 110 rocznicę urodzin Prymasa Stefana Wyszyńskiego.

http://pl.gloria.tv/?media=181712

Posted in Filmy religijne, Religia, SYLWETKI | Otagowane: | Leave a Comment »

Matka Teresa – Święta od Ciemności

Posted by tadeo w dniu 3 Sierpień 2011

Nieznana twarz ikony świętości.

W programie ukazane zostanie nieznane oblicze Matki Teresy, które ujawniają prywatne listy i notatki kobiety.

Są one świadectwem kryzysu wiary, zmęczenia fizycznego i psychicznego oraz głębokich duchowych przeżyć.

Dokument – Austria 2010

Cz. 2 – http://gloria.tv/?media=251125

Cz. 3 – http://gloria.tv/?media=251128

Cz.4 – http://gloria.tv/?media=251131

 

Gdzie jest fortuna Matki Teresy? – Błogosławione branie ponad rozdawanie:
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,1747

Christopher Hitchens – Misjonarska miłość – Matka Teresa w teorii i praktyce:
http://humanizm.free.ngo.pl/misjon.pdf

Posted in Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

(Nie)możliwa przyjaźń

Posted by tadeo w dniu 29 Lipiec 2011

Dla jednych cierpienie to argument za odrzuceniem Boga, dla innych – wyraz miłości i szczególnego wybrania.

(Nie)możliwa przyjaźń
foto. archiwalne

Dar niechciany?
Ojciec Pio stwierdził, że „im bardziej jesteśmy dotknięci cierpieniem, tym bardziej winniśmy się cieszyć, ponieważ w ogniu utrapień dusza stanie się czystym złotem, godnym tego, by zajaśnieć w pałacach niebieskich”. Stygmatyk doświadczał zarówno cierpień fizycznych, jak i duchowych, lecz wszelkie przeciwności starał się przyjmować i pokochać. Napisał: „Kocham Jezusa w cierpieniu. Kocham krzyż, dlatego że jest on na ramionach Jezusa”.

Pierwsze źródło cierpienia stanowiła dla Świętego świadomość dzielącej go od Boga przepaści. Chciał, aby jego miłość stawała się coraz doskonalsza, ale niezależnie od tych starań ciągle odczuwał powiększającą się w nim pustkę i niezaspokojone pragnienie kochania. Dopóki pielgrzymował na ziemi, owo pragnienie nie mogło zostać zaspokojone.
Choroby i ból fizyczny to kolejne przyczyny cierpień Ojca Pio. Jego ciało umierało od ran – stygmatów. Żywił nawet obawę, że z ich powodu wykrwawi się na śmierć, dlatego błagał Pana, aby zabrał zewnętrze rany, a pozostawił ból i cierpienie, które przyjmował ochoczo. Cierpienie stało się istotą jego życia: „Przeraża mnie myśl, że miałbym chociaż przez chwilę żyć bez tego przenikliwego, ale jakże miłego sercu cierpienia. Czuję, że moje ciało doznaje ucisku z powodu wielu chorób. Czuję, że nie jestem w stanie skupić się i modlić pomimo tego, że bardzo tego pragnę. Pośród męki czuję dość siły, by wypowiadać bolesne „fiat”. O słodkie rany, dlaczego, choć tak bolesne, jesteście balsamem dla duszy?”.

Ręka Pana dotykała go bardzo boleśnie. W listach skarżył się na obecność w swoim ciele, sięgającej od serca aż po łopatki, tajemniczej blaszki, wywołującej bardzo ostry ból. Jeżeli wspomnimy jeszcze o wątłym zdrowiu Ojca Pio, jego częstych chorobach i trwałych schorzeniach, wysokich gorączkach, licznych omdleniach czy cielesnych i duchowych wyrzeczeniach, to jasno widać, że jego życie było pełne nieustannej fizycznej i duchowej udręki.

W sercu Ojca Pio zmagały się dobro ze złem, wiara z rozpaczą. W tej walce Święty był bezustannie atakowany przez różne lęki, pokusy i zwątpienia: „Bywają chwile, kiedy atakowany jestem przez gwałtowne pokusy przeciw wierze. Jestem pewien, że moja wola się nie podda, ale moja rozpalona wyobraźnia ukazuje mi pokusy w tak barwnych kolorach, że grzech nie tylko przestaje wydawać się czymś obcym, ale nawet wydaje się przyjemnym. Dopóki będzie w naszym ciele choćby jedna kropla krwi, dopóty będzie trwała w nas walka pomiędzy dobrem a złem”.

Ta walka, niosąc ze sobą szczególny rodzaj cierpienia, prowadziła do dojrzałości w wierze: „Pokusa i cierpienie kosztują, ale oddane Panu Bogu przyczyniają się do naszego uszlachetnienia i zbawienia”.
Wydaje się, że przyczynami cierpień Ojca Pio były także jego charakter i wady. W prowadzonej przez niego korespondencji często spotykamy opisy ubolewania z powodu własnej szorstkości i gwałtowności w kontaktach z ludźmi.
Największą udrękę dla Ojca Pio stanowił jednak brak pewności co do tego, czy jego postępowanie podoba się Bogu, czy też Go obraża. Zwracając się do swego spowiednika, prosił: „Ojcze uczyń coś, aby nastał we mnie pokój, i by ustał atak ze wszystkich stron”.

Trudności
Cierpienia Ojca Pio wzmagały trudy kapłańskiej posługi – pełnionej przecież tak ofiarnie. Bywały okresy, kiedy spowiadał przez osiemnaście godzin bez przerwy, chciał bowiem jak „największą ilość dusz wyzwolić z sideł szatana i przywrócić Chrystusowi”.
Również sprawowana przez niego Eucharystia przynosiła cierpienie. Oto jedno z jego świadectw: „Stałem przy ołtarzu, odprawiając Mszę Świętą. W nękaniu mojego biednego jestestwa rywalizowały cierpienie fizyczne i ból wewnętrzny. Gdy nadeszła chwila przyjęcia Eucharystii, poczułem, że umieram. Ogarnął mnie śmiertelny smutek. Czułem, że dla mnie wszystko już się skończyło: moje życie doczesne i wieczne. Sięgnąłem kresu. Dotarłem do szczytowego momentu mojej agonii, ale tam, gdzie spodziewałem się znaleźć śmierć, znalazłem pocieszenie życia. Podczas spożywania Świętych Postaci Eucharystii przeniknęło mnie nagle światło i ujrzałem wyraźnie Matkę Najświętszą z Dzieciątkiem Jezus, którzy powiedzieli do mnie: „Bądź spokojny! Jesteśmy z tobą!”.

Ojciec Pio, podobnie jak sprawiedliwy Hiob, został poddany próbie – jako młody kapłan tuż po święceniach otrzymał trzyletni zakaz spowiadania. W tym czasie 18 razy starał się (listownie) o uchylenie tej decyzji. Późnej na dwa lata (1931-1933) pozbawiono go prawa pełnienia wszystkich funkcji kapłańskich, z wyjątkiem odprawiania Mszy Świętej bez udziału wiernych w prywatnej kaplicy klasztornej. W kapucyńskich kronikach zanotowano, że Ojciec Pio po otrzymaniu tych zakazów wzniósł ku niebu oczy pełne łez i powiedział: „Niech się dzieje wola Boża”. Zakrył potem twarz dłońmi, skłonił głowę i milczał. Pocieszenie znalazł w Jezusie ukrzyżowanym.

Niebywałe zaszczyty
Ojciec Pio odkrywał sens cierpienia, kontemplując życie Chrystusa: „Dziecię z nieba cierpiało i płakało w żłobie, abyśmy zrozumieli, czym jest cierpienie w oczach Boga – lekcją miłości i źródłem zasług, drogą do celu”. Święty wzorował się przede wszystkim na Jezusie ukrzyżowanym, który cierpiał za ludzi, aby leczyć ich słabości i pocieszać w trudnościach. Ponieważ męka Pana była drogą zbawienia, Ojciec Pio chciał nią iść, aby dostąpić nieba. Dane mu było nie tylko w Chrystusa wierzyć, ale i dla Niego cierpieć.

Poprzez trudności Jezus okazywał Ojcu Pio swoją miłość: im większe były cierpienia, tym większa zdawała się być miłość, jaką go obdarzał. Zakonnik doskonale rozumiał i akceptował taki sposób Boskiego postępowania, a nawet uznał go za zaszczyt: „Kiedy Jezusowi spodoba się włożyć na nas krzyż – gdy choroba nas powali na łoże boleści – dziękujmy Mu i uważajmy się za szczęśliwych, ponieważ On zaszczycił nas tak bardzo, pamiętając o tym, że wyższym i doskonalszym aktem miłości jest pozostawanie z Jezusem na krzyżu, niż tylko sama kontemplacja Jezusa Ukrzyżowanego”.
Pomiędzy Ojcem Pio a Chrystusem zaistniała swoista zażyłość, polegająca na wzajemnej wymianie darów. Święty ofiarował swoje cierpienie jako najlepszą cząstkę siebie. To z kolei dawało możliwość uczestnictwa w cierpieniach znoszonych przez Chrystusa – niewyobrażalnych dla zwykłego człowieka. Bywały dni, kiedy udręczenie Stygmatyka osiągało apogeum: od czwartku wieczorem do soboty rano. Wówczas Mistykowi w pełni objawiała się rzeczywistość męki Chrystusa, czemu towarzyszyły uporczywe ataki szatana chcącego zniszczyć dzieło rąk Bożych.

Dojrzałość
Trudności pojawiające się w życiu Ojca Pio kierowały jego uwagę na sprawy ważne i ostateczne. Życiowe zmagania – niczym ojcowskie napomnienia – wychowywały Ojca Pio, formowały jego charakter: prowadząc ku dojrzałości, pomogły wypracować wiele cnót, z których na szczególną uwagę zasługuje wytrwałość w znoszeniu bólu. Dla Ojca Pio stał się on sposobem na ekspiację – wynagrodzenie Bogu i ludziom za wyrządzone krzywdy. Stygmatyk modlił się swym cierpieniem.
Robert Krawiec OFMCap, więcej na http://www.glosojcapio.pl

http://kielcelive.pl/czytaj/3772/page/2

Posted in Ojciec Pio, Religia | Leave a Comment »

Ks. Małkowski komentuje…

Posted by tadeo w dniu 29 Lipiec 2011

News image

Jest legendarnym kapelanem Solidarności. Przyjaciel bł. ks. Jerzego Popiełuszki, wraz z którym znalazł się na liście niewygodnych księży, wyznaczonych do…

Jest legendarnym kapelanem Solidarności. Przyjaciel bł. ks. Jerzego Popiełuszki, wraz z którym znalazł się na liście niewygodnych księży, wyznaczonych do skrytobójczej zagłady. Za swoje poglądy wielokrotnie nękany, zatrzymywany, przesłuchiwany i poddawany rewizjom przez Służbę Bezpieczeństwa. Choć czasy PRL-u oficjalnie minęły, ks. Stanisław Małkowski nadal dla wielu środowisk jest niewygodny. Dlaczego? Bo ma odwagę mówić prawdę!Na naszym portalu rozpoczynamy cykl rozmów z tym wybitnym kapłanem, bardzo mocno zatroskanym o losy Polski. Niezwykle celne spostrzeżenia, logiczna argumentacja i przede wszystkim wielka wiara – to czyni ks. Małkowskiego wyjątkowym duchownym. Jego bezcenne komentarze i obserwacje są niewyczerpalnym źródłem niewygodnej prawdy o tym, co dzieje się w naszej Ojczyźnie.

Zachęcamy do śledzenia wypowiedzi duchownego oraz rozpowszechniania ich w Waszych mediach. Wypowiedzi ks. Stanisława Małkowskiego rejestruje red. Agnieszka Piwar, przewodnicząca Oddziału Warszawskiego KSD.

Nagranie I

- Intronizacja Chrystusa na Króla Polski!

cz.1 http://pl.gloria.tv/?media=180460    lub http://www.fronda.gliwice.pl/do_pobrania/malkowski/cz_1_INTRONIZACJA.mp3

cz.2 http://pl.gloria.tv/?media=180462 –    lub http://www.fronda.gliwice.pl/do_pobrania/malkowski/cz_2_INTRONIZACJA.mp3

- Dlaczego Bronisław Komorowski nie ma prawa przyjmować Komunii św.? – http://pl.gloria.tv/?media=180460

- Krucjata różańcowa szansą dla Naszej Ojczyzny!

Nagranie III:
– Komentarz do szykowanej ustawy o tzw. „mowie nienawiści”

Nagranie IV: – – O inicjatywie obywatelskiej dot. zmiany w ustawie o zabijaniu nienarodzonych

http://www.fronda.gliwice.pl/do_pobrania/malkowski/ABORCJA.mp3

Posłuchaj także:

Lucyfer realizuje niszczycielski plan.
Każde nienarodzone życie jest darem Boga i ma wielką wartość. Wielu polskich polityków, w tym prezydent Bronisław Komorowski, mówiąc o sobie „jestem katolikiem” pozwala jednocześnie na zabijanie najbardziej niewinnych istot. Bo jak inaczej określić uchylanie się od zmiany w ustawie, zezwalającej na mordowanie dzieci? Karanie bezbronnego człowieka ze względu na jego stan zdrowia czy poczęcie w wyniku przestępstwa – to triumf cywilizacji śmierci. Za pomocą polityków nazywających się „katolikami” Lucyfer realizuje swój niszczycielski plan!!!Lobby aborcyjne próbuje wmówić społeczeństwu, że płód to jeszcze nie człowiek. O tym jak wielkim jest to zakłamaniem opowiedziała Pani Elżbieta, o której można powiedzieć, że przeżyła własną aborcję. Jej życie przed narodzeniem było zagrożone, ponieważ rodzina naciskała na jej matkę, aby usunęła ciążę. Ona jednak nie chciała zabić swojego dziecka i postanowiła je urodzić.Pani Elżbieta podzieliła się ze mną na antenie Radia Niepokalanów swoim świadectwem. Przez lata cierpiała na tzw. syndrom ocaleńca. Polega on na tym, że osoby, których życie przed narodzeniem było rozważane – później odczuwają wielki strach. Świadectwo Pani Elżbiety jest niezbitym dowodem na to, że dziecko w łonie matki, to nie zlepek komórek, ale człowiek który żyje, czuje i cierpi.Posłuchaj: http://ksd.media.pl/sekcja-studentow/359-czonkowie-ksd-nt-dyskusji-woko-ustawy-dot-aborcji

Agnieszka Piwar, Radio Niepokalanów
Sekretarz KSD

Nagranie V:
– O Liturgii – w rycie trydenckim i w języku narodowym

Nagranie VI:
-o Radiu Maryja, okrągłym stole i o „zsyłce” ks. Małkowskiego za Wólkę Węglową

Pytanie: Tajemnicą Poliszynela jest fakt, że obecność Księdza na Wólce Węglowej jest pewnego rodzaju zsyłką, karą lub tak przynajmniej często jest to postrzegane. Księdza brat w kapłaństwie, a także towarzysz duszpasterstwa na Krakowskim Przedmieściu także szykowany jest… na Wólkę. Jak Ksiądz to postrzega?

http://komandir.wrzuta.pl/katalog/at3TAx3qhRG/filozofia_i_religia/

http://ksd.media.pl/aktualnoci-ksd/372-ks-makowski-komentuje

Przeczytaj także: Ks. Małkowski: O Intronizacji, logice, ks. Natanku i kard. Dziwiszu

 

 

Posted in Religia, SYLWETKI | Leave a Comment »

Nadzieja poddawana próbom – Jacek Salij OP

Posted by tadeo w dniu 28 Lipiec 2011

Nadzieja poddawana próbomhttp://mateusz.pl/ksiazki/js-npp/

Posted in Książki (e-book), Religia | 2 Comments »

Proboszcz ze Złotopolic

Posted by tadeo w dniu 26 Lipiec 2011

Zna go parę milionów Polaków, chociaż na żywo nigdy nie widzieli. I pewnie nie domyślają się, że gdy w „Złotopolskich” grozi palcem swoim parafianom, a Waldka goni do konfesjonału, to tylko połowicznie gra. Bo ksiądz Orzechowski jest jedynym kapłanem wśród aktorów i jedynym aktorem wśród księży.

Zobacz także:

EDITH PIAF – ks. Kazimierz Orzechowski

fot. Tomasz Gołąb   To wielka łaska, że mogę łączyć dwa powołania - mówi ks. Orzechowski

Dla znajomych aktorów po prostu Kazio, współpracował z Wajdą, Zanussim, Łukaszewiczem, Zaorskim. Przypadek księdza Orzechowskiego nie jest odosobniony. Wszak i Jan Paweł II ma w swoim życiorysie aktorskie epizody. Ale Kazimierz Orzechowski najpierw został profesjonalnym aktorem, a później – dopiero po wielu latach – kapłanem.

Osiemnaście lat grał na scenie: od krakowskiej Bagateli, po deski warszawskiego Teatru Polskiego. Lubił wszystkie swoje role: pazia u boku Niny Andrycz w „Marii Stuart”, księcia Floryzela z „Opowieści zimowej” Szekspira… Gdy od Iwo Galla zaraził się teatrem, miał zaledwie szesnaście lat. U Iwo uczyli się również Maciej Maciejewski, Renata Kossobudzka, Bronisław Pawlik. To było zaraz po wojnie. Dyplom Kazimierz Orzechowski zrobił w Łodzi, u Kazimierza Dejmka.

Był już dojrzałym aktorem, gdy poczuł, że Bóg chce, by grał także na innej scenie. To było 21 czerwca 1959 r., w kościele Sióstr Wizytek na Krakowskim Przedmieściu. Zobaczył, że ksiądz z ambony, opowiadając o św. Alojzym Gonzadze, wycelował wzrok w niego. W jednej chwili pomyślał: „Odejdę ze sceny. Pójdę za Chrystusem, jak w Ewangelii”.

Prymas Tysiąclecia zgodził się od razu, ale do seminarium nie chciano go przyjąć. Kardynał Wyszyński wysłał go na dwa lata do Gniezna. Problemów nie było. Powołanie dojrzałe i pewne, jak dwa razy dwa jest cztery. Przez kolejne cztery lata studiował w seminarium warszawskim.

Jego matka, będąc brzemienna, ciężko chorowała. Prosząc o ocalenie, ofiarowała dziecko Bogu. Gdy został aktorem, już chyba nie wierzyła, że jej ślub może się spełnić. Święcenia kapłańskie ks. Orzechowski przyjął w 1968 roku z rąk kard. Stefana Wyszyńskiego. Wzruszona matka stała w Krakowie na Mszy prymicyjnej wśród aktorów. Był tam również kardynał Karol Wojtyła.

Koledzy po fachu mówili pod nosem: ten to sobie życie ułożył. Cały czas na scenie, w dekoracji jak do najpiękniejszych oper i w dodatku wśród tłumów, które muszą go słuchać… Ale ks. Kazimierza po prostu nie sposób nie słuchać.

Rok po święceniach kardynał Wyszyński uczynił go duszpasterzem aktorów. Ks. Orzechowski chciał być księdzem dla teatru, dla aktorów, dla przyjaciół. Od piętnastu lat mieszka w Skolimowie, w Domu Aktora Weterana Scen Polskich. Wspólne Msze św., choroby, pogrzeby, spowiedzi… Jego pokój przesiąknięty jest wonią egzotycznych olejków. Od ponad 20 lat pielgrzymuje do Ziemi Świętej. Za każdym razem zatrzymuje się w starym Domu Polskim przy Via Dolorosa w Jerozolimie. Przemierza ostatnią drogę Chrystusa. Robi to także wtedy, gdy jako duszpasterz idzie do więźniów: narkomanów i zarażonych wirusem HIV.

Nawet jako kapłan nie zerwał jednak kontaktu z aktorstwem. Grał m.in. w „Człowieku z marmuru” i „Pannach z Wilka”. Występował w telenoweli „W labiryncie”. Ksiądz ze „Złotopolskich” jest sobą: księdzem-rozjemcą, ciepłym i dobrym człowiekiem. Mówi, że spowiednik nie powinien się mądrzyć; niech zaznacza, że też jest grzesznikiem. Co więcej, ksiądz Orzechowski wyznaje, że nie umie się modlić, udaje mu się to tylko wtedy, gdy cierpi.

Urodzony w Gdańsku dziesięć lat przed wybuchem wojny, najczęściej odmawia swój ulubiony psalm trzynasty: „Bóg jest moim pasterzem, nie brak mi niczego”. W pokoju przechowuje zdjęcie ulubionej artystki Edith Piaf. Nauczył się od niej mieć nadzieję wbrew wszelkiej nadziei. Do dziś pamięta ostatni jej wywiad. Jak największy mistyk mówiła o tym, że to, co dla innych jest nieszczęściem, dla niej jest największym bogactwem, jakie Bóg jej dał. Z tym skarbem odeszła do nieba.

- To wielka łaska, że mogę łączyć dwa powołania. I że wciąż jestem na dwóch wielkich scenach – mówi ks. Kazimierz Orzechowski, prawdziwy aktor i najprawdziwszy ksiądz.
foto Ks. Orzechowski występuje w popularnym serialu „Złotopolscy”

http://www.goscniedzielny.pl/artykul.php?id=1017170350&naglkat=wyszukiwanie

Zobacz także:

EDITH PIAF – ks. Kazimierz Orzechowski

Posted in Edith Piaf, Religia, SYLWETKI | Leave a Comment »

Małżeństwo i rodzina

Posted by tadeo w dniu 25 Lipiec 2011

Małżeństwo i rodzina

Posted in Małżeństwo i rodzina, Religia | Leave a Comment »

Porady Ojca Pio dla narzeczonych i małżonków

Posted by tadeo w dniu 25 Lipiec 2011

We współczesnym, mocno zliberalizowanym i zlaicyzowanym świecie życie małżeńskie coraz bardziej traci swój sakralny charakter. Przestaje być pojmowane i przeżywane jako współpraca człowieka z Bogiem, a bywa postrzegane wyłącznie w kategoriach przyjemności. Dla Ojca Pio małżeństwo było szczególnym darem Boga, co więcej, było sakramentem uświęcającym małżonków.

Narzeczeństwo oparte na Bogu
Z całych Włoch przyjeżdżało do Ojca Pio wielu młodych ludzi, którzy zamierzali się zaręczyć lub w niedługim czasie pobrać. Przedstawiali mu swoje wątpliwości i zapytania, szukając u niego wparcia i dobrej rady. Zadaniem Zakonnika z San Giovanni Rotondo stało się zatem udzielanie im pomocy duchowej. Polegała ona na uwrażliwianiu narzeczonych na trzy wymiary ich życia: wzajemną miłość, wierność chrześcijańskiemu powołaniu oraz dobre przygotowanie się do życia w rodzinie.

Znana jest historia Carla Z., który w młodości zakochał się w bardzo pięknej, lecz mało pobożnej dziewczynie. Przyszedł wówczas do Ojca Pio i podczas spowiedzi wyznał: – Ojcze, mam dziewczynę…, ale nie chodzi zbyt często do kościoła.
W odpowiedzi usłyszał: – Zostaw ją!
– Ojcze, ja ją kocham – bronił się chłopak.
– Zostaw ją dla twojego dobra!
– Ale Ojcze, czy Ojciec wie, co to znaczy kogoś kochać? – pytał dalej Carlo.
– Synu, za miłość płaci się miłością. Nie jest złem kochanie kogoś, co więcej, Jezus nas tego uczy. Znajdź sobie jakąś świętą, są jeszcze takie – brzmiało ostateczne uzasadnienie.
– Jeśli Ty mi ją przyślesz, Ojcze – wymamrotał rozczarowany młodzian.

Kiedy wrócił do domu, postanowił posłuchać rady Spowiednika. Po pewnym czasie poznał wierzącą i praktykującą dziewczynę o imieniu Licia, w której zakochał się bez reszty, a sam Ojciec Pio pobłogosławił ich małżeństwo.

Ta krótka historia uczy dwóch rzeczy. Po pierwsze, prawdziwa miłość ma swe źródło w Bogu, dlatego kto nie kocha Boga, nie będzie umiał kochać także człowieka. Po drugie, w miłości pierwszeństwo winna mieć świętość życia nad urodą.

Podobne doświadczenie spotkało pewną młodą kobietę, Marię Marchese, która przygotowywała się do zamążpójścia. Postanowiła wcześniej udać się do San Giovanni Rotondo, by poprosić Ojca Pio o radę. Gdy tylko przybyła na miejsce, natychmiast odszukała jego konfesjonał i przystąpiła do spowiedzi.

– Ojcze, mam wyjść za mąż?

Na pytanie Spowiednik odpowiedział pytaniem: – A czy on jest wierzący? Następnie popatrzył na nią ze zrozumieniem i dodał: – Powiedz mu, żeby pojechał i ożenił się z jakąś Rosjanką, a nie z tobą.

Ojciec Pio nie mógł zareagować inaczej. Dla niego małżeństwo było sakramentem, do którego nie można było się przygotowywać bez wiary w Boga, co przecież nie mogło dać pewności, że się w nim wytrwa.

By lepiej zrozumieć tę historię, warto przypomnieć jeszcze jedno wydarzenie. Tym razem do San Giovanni Rotondo przybyła młoda dziewczyna w asyście matki. Pochodziła z Trento i była zaręczona z człowiekiem, który należał do partii laickiej i deklarował się jako niewierzący. Ona również chciała wiedzieć, czy jako praktykująca katoliczka może wyjść za niego za mąż. Ojciec Pio poprosił ojca Marcellino, który był pośrednikiem kobiet, aby je zapytał: – Na czym zatem chcą oprzeć małżeństwo, jeżeli usuną Boga? Odpowiedź była jasna: należało zerwać zaręczyny.

Taka była właśnie logika Ojca Pio: bez Boga nie można budować szczęśliwego małżeństwa, którego On ma być fundamentem. Trudno bowiem tworzyć rodzinę chrześcijańską, w której jedna ze stron neguje istnienie Boga albo otwarcie Mu się sprzeciwia.

Małżeństwo przeżywane z godnością
Ojciec Pio wspierał duchowo nie tylko narzeczonych, tak także pomagał przychodzącym do niego małżonkom. Jego duszpasterstwo opierało się na obronie trzech istotnych elementów ich życia: jedności, płodności i świętości. Zabiegając o godność małżeństwa, piętnował grzechy, które ją niszczyły, szczególnie antykoncepcję, aborcję, cudzołóstwo i zdrady małżeńskie.

Pewien profesor, który spędził swe życie u boku Stygmatyka, przywołuje jedną z dyskusji, jaką miał okazję prowadzić z nim przed wieloma laty. Dotyczyła ona odpowiedzialności małżonków za udział w Bożym planie stworzenia.

– Grzechy przeciwko małżeństwu są tymi, które Bóg najtrudniej wybacza – mówił wtedy Ojciec Pio. – Wiesz dlaczego? Ponieważ Pan mógłby ciągle stwarzać mężczyzn i kobiety, tak jak Adama i Ewę. Wyrzekł się tego przywileju, dając mężczyźnie i kobiecie nakaz płodności i rozmnażania się. Ale tak jak postąpił Lucyfer, podobnie uczynili mężczyzna i kobieta, krzycząc swoje „non serviam”, nie chcemy Ci służyć, uniemożliwiając w ten sposób plan stworzenia dusz.

Wypowiedź o płodnej miłości małżonków zadziwia dojrzałością i głębią argumentacji. Ojciec Pio trafnie zauważa, że to właśnie Bóg, który stwarza i przekazuje życie, podzielił się tym darem z małżonkami, oczekując jedynie ich zgody. Co więcej, przez zrodzenie potomstwa ujawnia się stwórcza moc Boga, dzięki czemu mężczyzna i kobieta stają się czynnymi uczestnikami w dziele stworzenia. Właśnie dlatego Zakonnik będzie się sprzeciwiał wszelkim formom antykoncepcji, gdyż są one mówieniem Bogu: Nie! Nie chcę Ci służyć!

Wspomniany już profesor chciał również poznać opinię Ojca Pio na temat regulacji narodzin poprzez tzw. metodę naturalną. Usłyszał wtedy takie słowa: – Okresowa wstrzemięźliwość jest do zaakceptowania jako środek regulacji narodzin, o ile poza zgodą pomiędzy mężem i żoną istnieje poważna racja, konkretny powód jej stosowania. Jeśli prawdą jest, że „non sunt facienda mala ut veniant bona” (nie można posługiwać się złem dla osiągnięcia dobra), nie można również używać tej metody wyłącznie z racji wygody i egoizmu.

Dla Ojca Pio realizacją powołania małżonków było dążenie do stworzenia rodziny, to znaczy do odpowiedzialnego zrodzenia i wychowania potomstwa. Powstrzymywanie się od prokreacji w dni płodne było według niego do przyjęcia, ale pod pewnymi słusznymi warunkami. W tych jego wypowiedziach można odnaleźć niektóre myśli zaczerpnięte z nauczania papieskiego o rodzinie, szczególnie papieża Piusa XII. Nic dziwnego, Stygmatyk był z nim szczególnie związany. Podobne treści aplikował swoim penitentom, cytując encykliki Piusa XII w konfesjonale.

Ociec Pio bronił również z wielka mocą prawdy o nierozerwalności i świętości małżeństwa, sprzeciwiając się prawu do rozwodów. Rozpad małżeństwa i rodziny był dla niego wielką niesprawiedliwością, wyrządzającą krzywdę nie tylko dorosłym, ale przede wszystkim dzieciom. Dlatego mawiał, że „rozwód jest paszportem do piekła”. Już jako piętnastolatek napisał w szklonym wypracowaniu: „Ach, gdybym był królem! Ile pięknych rzeczy chciałbym dokonać.. Przede wszystkim zwalczałbym rozwody, tak upragnione przez wielu złych ludzi, i sprawiłbym, że sakrament małżeństwa byłby szanowany”. To młodzieńcze pragnienie będzie realizował jako roztropny i wymagający kapłan, kształtując sumienia narzeczonych i małżonków.

Ceremonia ślubu ze Stygmatykiem
Nieznana jest dokładna liczba pobłogosławionych przez Ojca Pio par małżeńskich. Wiadomo natomiast, że z wielką radością celebrował śluby, szczególnie swoich duchowych dzieci.

Podczas jednego z nich wydarzyła się zabawna sytuacja. Gdy nadszedł czas złożenia przysięgi małżeńskiej, pan młody z przejęcia nie mógł wymówić decydującego słowa: „chcę”. Wtedy Ojciec Pio odczekał znaczną chwilę, a następnie łagodnym uśmiechem próbował rozładować napięcie, by w ten sposób mu pomóc. A gdy i to nie przyniosło żadnego rezultatu, krzyknął: – Słuchaj, powiesz w końcu „chcę”, czy też sam muszę się z nią ożenić?

Na ślubie innej młodej pary, która należała do grona jego duchowych dzieci, skierował do nowożeńców słowa błogosławieństwa wyrażające jego kapłańską troskę o tworzącą się nową rodzinę: – Niech Pan was błogosławi i uczyni lżejszym brzemię rodziny. Bądźcie zawsze dobrzy. Pamiętajcie, że małżeństwo niesie ze sobą ciężkie obowiązki, które tylko łaska Boża może uczynić łatwymi. Bądźcie zawsze godni tej łaski, a Pan niech was zachowa do czwartego pokolenia.

Ojciec Pio, widząc wiele rodzinnych tragedii, dobrze wiedział, że dla niejednej pary wierność przysiędze małżeńskiej i sprostanie obowiązkom rodzicielskim było niełatwym zadaniem. Właśnie dlatego, błogosławiąc związek małżeński swoich duchowych dzieci, zachęcał je do szukania pomocy w Bogu, który dzięki swej łasce może czynić wszystko, nawet rzeczy po ludzku niemożliwe.

W okresie, w którym rodziny we Włoszech przeżywały największy kryzys (ujemny przyrost naturalny, rozwody, wolna miłość, współżycie przed ślubem, małżeństwa cywilne), życie Ojca Pio upływało na zaangażowaniu się w odnawianie małżeństwa i przywracanie mu godności.

Błażej Strzechmiński OFMCap
„Głos Ojca Pio” (nr 49/2008)

http://glosojcapio.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=796&Itemid=142

Więcej: Małżeństwo i rodzina

Posted in Małżeństwo i rodzina, Ojciec Pio, Religia | Leave a Comment »

Ks. Stanisław Małkowski – program pod prąd

Posted by tadeo w dniu 25 Lipiec 2011

http://pl.gloria.tv/?media=178856

Zobacz także:

Homilia ks. Stanisława Małkowskiego wygłoszona w kościele św. Anny w Poznaniu

Posted in Religia, SYLWETKI, Wywiady | 1 Comment »

O.Pio – niedościgniony wzór do naśladowania

Posted by tadeo w dniu 25 Lipiec 2011

W pewnym okresie o.Pio został pozbawiony prawa do sprawowania wszystkich funkcji kapłańskich z wyjątkiem odprawiania Mszy św. i to wyłącznie prywatnie w kaplicy klasztornej, bez uczestnictwa jakiekolwiek osoby. Klasztor w San Giovanni Rotondo został wyłączony spod jurysdykcji prowincjała i bezpośrednio uzależniony od generała zakonu.” Gdy O. Pio usłyszał odczytany mu tekst Dekretu powiedział: „Niech się dzieje wola Boża „. Choć inni ubolewali i narzekali na takie rozwiązanie sprawy, on widział w tym wszystkim wolę Bożą. „Jeżeli będę się buntował przeciw przełożonemu – pisał w jednym z listów o.Pio – jak mogę stanąć przed Bogiem, by prosić o jego pomoc?”.

Enrico Medi w swej refleksji podczas pogrzebu powiedział o O. Pio:
„Kiedy Kościół zażądał od niego ofiary, aby nie odprawiał Mszy (publicznie), nie odprawiał jej; kiedy zażądano od niego ofiary, aby pozostawał w ciszy i zamknięciu, pozostawał w ciszy i zamknięciu; kiedy zażądano od niego, aby przemówił, to przemówił; aby modlił się, to się modlił; aby odprawiał Mszę to odprawiał Mszę; kiedy powiedziano mu, aby umarł to umarł”.
Nie zbuntował się przeciw temu nigdy. On w Jezusie Chrystusie posłusznym Ojcu dostrzegał przykład swego posłuszeństwa. Źródłem tegoż posłuszeństwa dla Jezusa i nas wszystkich jest wola Ojca.

https://tadeuszczernik.wordpress.com/category/ojciec-pio/

Posted in Ojciec Pio, Religia, SYLWETKI | Leave a Comment »

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 426 obserwujących.