WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • Tylko przestańmy mówić: ten kraj, w tym kraju, tutaj, ci ludzie. Zacznijmy mówić tak, jak Pan Bóg przykazał, jak o matce: Ojczyzno ma, moja, kochana, poraniona, więc tym bardziej kochana. Moja, to znaczy taka, którą się kocha, którą się po rękach całuje, przed którą się klęka, której się służy, której się z czcią opowiada, której się nie okrada, dla której się pracuje, dla której się cierpi i umiera, jak trzeba. To nie inni mają tak zrobić, to nie oni, tam na górze, ale my. Inaczej na nic wszystko. Na nic ta rana i na nic te ofiary. Nasza Ojczyzna mocno krwawi i ból nie ustaje w naszych sercach, ale zapewniamy pachołków Moskwy i Berlina, i tych, co służą „mamonie” – jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy. Póki pracujemy dla dobra naszej Ojczyzny. Póki kochamy i pamiętamy.

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Religia’ Category

Matka Teresa – Święta od Ciemności

Posted by tadeo w dniu 3 Sierpień 2011

Nieznana twarz ikony świętości.

W programie ukazane zostanie nieznane oblicze Matki Teresy, które ujawniają prywatne listy i notatki kobiety.

Są one świadectwem kryzysu wiary, zmęczenia fizycznego i psychicznego oraz głębokich duchowych przeżyć.

Dokument – Austria 2010

Cz. 2 – http://gloria.tv/?media=251125

Cz. 3 – http://gloria.tv/?media=251128

Cz.4 – http://gloria.tv/?media=251131

 

Gdzie jest fortuna Matki Teresy? – Błogosławione branie ponad rozdawanie:
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,1747

Christopher Hitchens – Misjonarska miłość – Matka Teresa w teorii i praktyce:
http://humanizm.free.ngo.pl/misjon.pdf

Posted in Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

(Nie)możliwa przyjaźń

Posted by tadeo w dniu 29 Lipiec 2011

Dla jednych cierpienie to argument za odrzuceniem Boga, dla innych – wyraz miłości i szczególnego wybrania.

(Nie)możliwa przyjaźń
foto. archiwalne

Dar niechciany?
Ojciec Pio stwierdził, że „im bardziej jesteśmy dotknięci cierpieniem, tym bardziej winniśmy się cieszyć, ponieważ w ogniu utrapień dusza stanie się czystym złotem, godnym tego, by zajaśnieć w pałacach niebieskich”. Stygmatyk doświadczał zarówno cierpień fizycznych, jak i duchowych, lecz wszelkie przeciwności starał się przyjmować i pokochać. Napisał: „Kocham Jezusa w cierpieniu. Kocham krzyż, dlatego że jest on na ramionach Jezusa”.

Pierwsze źródło cierpienia stanowiła dla Świętego świadomość dzielącej go od Boga przepaści. Chciał, aby jego miłość stawała się coraz doskonalsza, ale niezależnie od tych starań ciągle odczuwał powiększającą się w nim pustkę i niezaspokojone pragnienie kochania. Dopóki pielgrzymował na ziemi, owo pragnienie nie mogło zostać zaspokojone.
Choroby i ból fizyczny to kolejne przyczyny cierpień Ojca Pio. Jego ciało umierało od ran – stygmatów. Żywił nawet obawę, że z ich powodu wykrwawi się na śmierć, dlatego błagał Pana, aby zabrał zewnętrze rany, a pozostawił ból i cierpienie, które przyjmował ochoczo. Cierpienie stało się istotą jego życia: „Przeraża mnie myśl, że miałbym chociaż przez chwilę żyć bez tego przenikliwego, ale jakże miłego sercu cierpienia. Czuję, że moje ciało doznaje ucisku z powodu wielu chorób. Czuję, że nie jestem w stanie skupić się i modlić pomimo tego, że bardzo tego pragnę. Pośród męki czuję dość siły, by wypowiadać bolesne „fiat”. O słodkie rany, dlaczego, choć tak bolesne, jesteście balsamem dla duszy?”.

Ręka Pana dotykała go bardzo boleśnie. W listach skarżył się na obecność w swoim ciele, sięgającej od serca aż po łopatki, tajemniczej blaszki, wywołującej bardzo ostry ból. Jeżeli wspomnimy jeszcze o wątłym zdrowiu Ojca Pio, jego częstych chorobach i trwałych schorzeniach, wysokich gorączkach, licznych omdleniach czy cielesnych i duchowych wyrzeczeniach, to jasno widać, że jego życie było pełne nieustannej fizycznej i duchowej udręki.

W sercu Ojca Pio zmagały się dobro ze złem, wiara z rozpaczą. W tej walce Święty był bezustannie atakowany przez różne lęki, pokusy i zwątpienia: „Bywają chwile, kiedy atakowany jestem przez gwałtowne pokusy przeciw wierze. Jestem pewien, że moja wola się nie podda, ale moja rozpalona wyobraźnia ukazuje mi pokusy w tak barwnych kolorach, że grzech nie tylko przestaje wydawać się czymś obcym, ale nawet wydaje się przyjemnym. Dopóki będzie w naszym ciele choćby jedna kropla krwi, dopóty będzie trwała w nas walka pomiędzy dobrem a złem”.

Ta walka, niosąc ze sobą szczególny rodzaj cierpienia, prowadziła do dojrzałości w wierze: „Pokusa i cierpienie kosztują, ale oddane Panu Bogu przyczyniają się do naszego uszlachetnienia i zbawienia”.
Wydaje się, że przyczynami cierpień Ojca Pio były także jego charakter i wady. W prowadzonej przez niego korespondencji często spotykamy opisy ubolewania z powodu własnej szorstkości i gwałtowności w kontaktach z ludźmi.
Największą udrękę dla Ojca Pio stanowił jednak brak pewności co do tego, czy jego postępowanie podoba się Bogu, czy też Go obraża. Zwracając się do swego spowiednika, prosił: „Ojcze uczyń coś, aby nastał we mnie pokój, i by ustał atak ze wszystkich stron”.

Trudności
Cierpienia Ojca Pio wzmagały trudy kapłańskiej posługi – pełnionej przecież tak ofiarnie. Bywały okresy, kiedy spowiadał przez osiemnaście godzin bez przerwy, chciał bowiem jak „największą ilość dusz wyzwolić z sideł szatana i przywrócić Chrystusowi”.
Również sprawowana przez niego Eucharystia przynosiła cierpienie. Oto jedno z jego świadectw: „Stałem przy ołtarzu, odprawiając Mszę Świętą. W nękaniu mojego biednego jestestwa rywalizowały cierpienie fizyczne i ból wewnętrzny. Gdy nadeszła chwila przyjęcia Eucharystii, poczułem, że umieram. Ogarnął mnie śmiertelny smutek. Czułem, że dla mnie wszystko już się skończyło: moje życie doczesne i wieczne. Sięgnąłem kresu. Dotarłem do szczytowego momentu mojej agonii, ale tam, gdzie spodziewałem się znaleźć śmierć, znalazłem pocieszenie życia. Podczas spożywania Świętych Postaci Eucharystii przeniknęło mnie nagle światło i ujrzałem wyraźnie Matkę Najświętszą z Dzieciątkiem Jezus, którzy powiedzieli do mnie: „Bądź spokojny! Jesteśmy z tobą!”.

Ojciec Pio, podobnie jak sprawiedliwy Hiob, został poddany próbie – jako młody kapłan tuż po święceniach otrzymał trzyletni zakaz spowiadania. W tym czasie 18 razy starał się (listownie) o uchylenie tej decyzji. Późnej na dwa lata (1931-1933) pozbawiono go prawa pełnienia wszystkich funkcji kapłańskich, z wyjątkiem odprawiania Mszy Świętej bez udziału wiernych w prywatnej kaplicy klasztornej. W kapucyńskich kronikach zanotowano, że Ojciec Pio po otrzymaniu tych zakazów wzniósł ku niebu oczy pełne łez i powiedział: „Niech się dzieje wola Boża”. Zakrył potem twarz dłońmi, skłonił głowę i milczał. Pocieszenie znalazł w Jezusie ukrzyżowanym.

Niebywałe zaszczyty
Ojciec Pio odkrywał sens cierpienia, kontemplując życie Chrystusa: „Dziecię z nieba cierpiało i płakało w żłobie, abyśmy zrozumieli, czym jest cierpienie w oczach Boga – lekcją miłości i źródłem zasług, drogą do celu”. Święty wzorował się przede wszystkim na Jezusie ukrzyżowanym, który cierpiał za ludzi, aby leczyć ich słabości i pocieszać w trudnościach. Ponieważ męka Pana była drogą zbawienia, Ojciec Pio chciał nią iść, aby dostąpić nieba. Dane mu było nie tylko w Chrystusa wierzyć, ale i dla Niego cierpieć.

Poprzez trudności Jezus okazywał Ojcu Pio swoją miłość: im większe były cierpienia, tym większa zdawała się być miłość, jaką go obdarzał. Zakonnik doskonale rozumiał i akceptował taki sposób Boskiego postępowania, a nawet uznał go za zaszczyt: „Kiedy Jezusowi spodoba się włożyć na nas krzyż – gdy choroba nas powali na łoże boleści – dziękujmy Mu i uważajmy się za szczęśliwych, ponieważ On zaszczycił nas tak bardzo, pamiętając o tym, że wyższym i doskonalszym aktem miłości jest pozostawanie z Jezusem na krzyżu, niż tylko sama kontemplacja Jezusa Ukrzyżowanego”.
Pomiędzy Ojcem Pio a Chrystusem zaistniała swoista zażyłość, polegająca na wzajemnej wymianie darów. Święty ofiarował swoje cierpienie jako najlepszą cząstkę siebie. To z kolei dawało możliwość uczestnictwa w cierpieniach znoszonych przez Chrystusa – niewyobrażalnych dla zwykłego człowieka. Bywały dni, kiedy udręczenie Stygmatyka osiągało apogeum: od czwartku wieczorem do soboty rano. Wówczas Mistykowi w pełni objawiała się rzeczywistość męki Chrystusa, czemu towarzyszyły uporczywe ataki szatana chcącego zniszczyć dzieło rąk Bożych.

Dojrzałość
Trudności pojawiające się w życiu Ojca Pio kierowały jego uwagę na sprawy ważne i ostateczne. Życiowe zmagania – niczym ojcowskie napomnienia – wychowywały Ojca Pio, formowały jego charakter: prowadząc ku dojrzałości, pomogły wypracować wiele cnót, z których na szczególną uwagę zasługuje wytrwałość w znoszeniu bólu. Dla Ojca Pio stał się on sposobem na ekspiację – wynagrodzenie Bogu i ludziom za wyrządzone krzywdy. Stygmatyk modlił się swym cierpieniem.
Robert Krawiec OFMCap, więcej na http://www.glosojcapio.pl

http://kielcelive.pl/czytaj/3772/page/2

Posted in Ojciec Pio, Religia | Leave a Comment »

Ks. Małkowski komentuje…

Posted by tadeo w dniu 29 Lipiec 2011

News image

Jest legendarnym kapelanem Solidarności. Przyjaciel bł. ks. Jerzego Popiełuszki, wraz z którym znalazł się na liście niewygodnych księży, wyznaczonych do…

Jest legendarnym kapelanem Solidarności. Przyjaciel bł. ks. Jerzego Popiełuszki, wraz z którym znalazł się na liście niewygodnych księży, wyznaczonych do skrytobójczej zagłady. Za swoje poglądy wielokrotnie nękany, zatrzymywany, przesłuchiwany i poddawany rewizjom przez Służbę Bezpieczeństwa. Choć czasy PRL-u oficjalnie minęły, ks. Stanisław Małkowski nadal dla wielu środowisk jest niewygodny. Dlaczego? Bo ma odwagę mówić prawdę!Na naszym portalu rozpoczynamy cykl rozmów z tym wybitnym kapłanem, bardzo mocno zatroskanym o losy Polski. Niezwykle celne spostrzeżenia, logiczna argumentacja i przede wszystkim wielka wiara – to czyni ks. Małkowskiego wyjątkowym duchownym. Jego bezcenne komentarze i obserwacje są niewyczerpalnym źródłem niewygodnej prawdy o tym, co dzieje się w naszej Ojczyźnie.

Zachęcamy do śledzenia wypowiedzi duchownego oraz rozpowszechniania ich w Waszych mediach. Wypowiedzi ks. Stanisława Małkowskiego rejestruje red. Agnieszka Piwar, przewodnicząca Oddziału Warszawskiego KSD.

Nagranie I

- Intronizacja Chrystusa na Króla Polski!

cz.1 http://pl.gloria.tv/?media=180460    lub http://www.fronda.gliwice.pl/do_pobrania/malkowski/cz_1_INTRONIZACJA.mp3

cz.2 http://pl.gloria.tv/?media=180462 –    lub http://www.fronda.gliwice.pl/do_pobrania/malkowski/cz_2_INTRONIZACJA.mp3

- Dlaczego Bronisław Komorowski nie ma prawa przyjmować Komunii św.? – http://pl.gloria.tv/?media=180460

- Krucjata różańcowa szansą dla Naszej Ojczyzny!

Nagranie III:
– Komentarz do szykowanej ustawy o tzw. „mowie nienawiści”

Nagranie IV: – – O inicjatywie obywatelskiej dot. zmiany w ustawie o zabijaniu nienarodzonych

http://www.fronda.gliwice.pl/do_pobrania/malkowski/ABORCJA.mp3

Posłuchaj także:

Lucyfer realizuje niszczycielski plan.
Każde nienarodzone życie jest darem Boga i ma wielką wartość. Wielu polskich polityków, w tym prezydent Bronisław Komorowski, mówiąc o sobie „jestem katolikiem” pozwala jednocześnie na zabijanie najbardziej niewinnych istot. Bo jak inaczej określić uchylanie się od zmiany w ustawie, zezwalającej na mordowanie dzieci? Karanie bezbronnego człowieka ze względu na jego stan zdrowia czy poczęcie w wyniku przestępstwa – to triumf cywilizacji śmierci. Za pomocą polityków nazywających się „katolikami” Lucyfer realizuje swój niszczycielski plan!!!Lobby aborcyjne próbuje wmówić społeczeństwu, że płód to jeszcze nie człowiek. O tym jak wielkim jest to zakłamaniem opowiedziała Pani Elżbieta, o której można powiedzieć, że przeżyła własną aborcję. Jej życie przed narodzeniem było zagrożone, ponieważ rodzina naciskała na jej matkę, aby usunęła ciążę. Ona jednak nie chciała zabić swojego dziecka i postanowiła je urodzić.Pani Elżbieta podzieliła się ze mną na antenie Radia Niepokalanów swoim świadectwem. Przez lata cierpiała na tzw. syndrom ocaleńca. Polega on na tym, że osoby, których życie przed narodzeniem było rozważane – później odczuwają wielki strach. Świadectwo Pani Elżbiety jest niezbitym dowodem na to, że dziecko w łonie matki, to nie zlepek komórek, ale człowiek który żyje, czuje i cierpi.Posłuchaj: http://ksd.media.pl/sekcja-studentow/359-czonkowie-ksd-nt-dyskusji-woko-ustawy-dot-aborcji

Agnieszka Piwar, Radio Niepokalanów
Sekretarz KSD

Nagranie V:
– O Liturgii – w rycie trydenckim i w języku narodowym

Nagranie VI:
-o Radiu Maryja, okrągłym stole i o „zsyłce” ks. Małkowskiego za Wólkę Węglową

Pytanie: Tajemnicą Poliszynela jest fakt, że obecność Księdza na Wólce Węglowej jest pewnego rodzaju zsyłką, karą lub tak przynajmniej często jest to postrzegane. Księdza brat w kapłaństwie, a także towarzysz duszpasterstwa na Krakowskim Przedmieściu także szykowany jest… na Wólkę. Jak Ksiądz to postrzega?

http://komandir.wrzuta.pl/katalog/at3TAx3qhRG/filozofia_i_religia/

http://ksd.media.pl/aktualnoci-ksd/372-ks-makowski-komentuje

Przeczytaj także: Ks. Małkowski: O Intronizacji, logice, ks. Natanku i kard. Dziwiszu

 

 

Posted in Religia, SYLWETKI | Leave a Comment »

Nadzieja poddawana próbom – Jacek Salij OP

Posted by tadeo w dniu 28 Lipiec 2011

Nadzieja poddawana próbomhttp://mateusz.pl/ksiazki/js-npp/

Posted in Książki (e-book), Religia | 2 Comments »

Proboszcz ze Złotopolic

Posted by tadeo w dniu 26 Lipiec 2011

Zna go parę milionów Polaków, chociaż na żywo nigdy nie widzieli. I pewnie nie domyślają się, że gdy w „Złotopolskich” grozi palcem swoim parafianom, a Waldka goni do konfesjonału, to tylko połowicznie gra. Bo ksiądz Orzechowski jest jedynym kapłanem wśród aktorów i jedynym aktorem wśród księży.

Zobacz także:

EDITH PIAF – ks. Kazimierz Orzechowski

fot. Tomasz Gołąb   To wielka łaska, że mogę łączyć dwa powołania - mówi ks. Orzechowski

Dla znajomych aktorów po prostu Kazio, współpracował z Wajdą, Zanussim, Łukaszewiczem, Zaorskim. Przypadek księdza Orzechowskiego nie jest odosobniony. Wszak i Jan Paweł II ma w swoim życiorysie aktorskie epizody. Ale Kazimierz Orzechowski najpierw został profesjonalnym aktorem, a później – dopiero po wielu latach – kapłanem.

Osiemnaście lat grał na scenie: od krakowskiej Bagateli, po deski warszawskiego Teatru Polskiego. Lubił wszystkie swoje role: pazia u boku Niny Andrycz w „Marii Stuart”, księcia Floryzela z „Opowieści zimowej” Szekspira… Gdy od Iwo Galla zaraził się teatrem, miał zaledwie szesnaście lat. U Iwo uczyli się również Maciej Maciejewski, Renata Kossobudzka, Bronisław Pawlik. To było zaraz po wojnie. Dyplom Kazimierz Orzechowski zrobił w Łodzi, u Kazimierza Dejmka.

Był już dojrzałym aktorem, gdy poczuł, że Bóg chce, by grał także na innej scenie. To było 21 czerwca 1959 r., w kościele Sióstr Wizytek na Krakowskim Przedmieściu. Zobaczył, że ksiądz z ambony, opowiadając o św. Alojzym Gonzadze, wycelował wzrok w niego. W jednej chwili pomyślał: „Odejdę ze sceny. Pójdę za Chrystusem, jak w Ewangelii”.

Prymas Tysiąclecia zgodził się od razu, ale do seminarium nie chciano go przyjąć. Kardynał Wyszyński wysłał go na dwa lata do Gniezna. Problemów nie było. Powołanie dojrzałe i pewne, jak dwa razy dwa jest cztery. Przez kolejne cztery lata studiował w seminarium warszawskim.

Jego matka, będąc brzemienna, ciężko chorowała. Prosząc o ocalenie, ofiarowała dziecko Bogu. Gdy został aktorem, już chyba nie wierzyła, że jej ślub może się spełnić. Święcenia kapłańskie ks. Orzechowski przyjął w 1968 roku z rąk kard. Stefana Wyszyńskiego. Wzruszona matka stała w Krakowie na Mszy prymicyjnej wśród aktorów. Był tam również kardynał Karol Wojtyła.

Koledzy po fachu mówili pod nosem: ten to sobie życie ułożył. Cały czas na scenie, w dekoracji jak do najpiękniejszych oper i w dodatku wśród tłumów, które muszą go słuchać… Ale ks. Kazimierza po prostu nie sposób nie słuchać.

Rok po święceniach kardynał Wyszyński uczynił go duszpasterzem aktorów. Ks. Orzechowski chciał być księdzem dla teatru, dla aktorów, dla przyjaciół. Od piętnastu lat mieszka w Skolimowie, w Domu Aktora Weterana Scen Polskich. Wspólne Msze św., choroby, pogrzeby, spowiedzi… Jego pokój przesiąknięty jest wonią egzotycznych olejków. Od ponad 20 lat pielgrzymuje do Ziemi Świętej. Za każdym razem zatrzymuje się w starym Domu Polskim przy Via Dolorosa w Jerozolimie. Przemierza ostatnią drogę Chrystusa. Robi to także wtedy, gdy jako duszpasterz idzie do więźniów: narkomanów i zarażonych wirusem HIV.

Nawet jako kapłan nie zerwał jednak kontaktu z aktorstwem. Grał m.in. w „Człowieku z marmuru” i „Pannach z Wilka”. Występował w telenoweli „W labiryncie”. Ksiądz ze „Złotopolskich” jest sobą: księdzem-rozjemcą, ciepłym i dobrym człowiekiem. Mówi, że spowiednik nie powinien się mądrzyć; niech zaznacza, że też jest grzesznikiem. Co więcej, ksiądz Orzechowski wyznaje, że nie umie się modlić, udaje mu się to tylko wtedy, gdy cierpi.

Urodzony w Gdańsku dziesięć lat przed wybuchem wojny, najczęściej odmawia swój ulubiony psalm trzynasty: „Bóg jest moim pasterzem, nie brak mi niczego”. W pokoju przechowuje zdjęcie ulubionej artystki Edith Piaf. Nauczył się od niej mieć nadzieję wbrew wszelkiej nadziei. Do dziś pamięta ostatni jej wywiad. Jak największy mistyk mówiła o tym, że to, co dla innych jest nieszczęściem, dla niej jest największym bogactwem, jakie Bóg jej dał. Z tym skarbem odeszła do nieba.

- To wielka łaska, że mogę łączyć dwa powołania. I że wciąż jestem na dwóch wielkich scenach – mówi ks. Kazimierz Orzechowski, prawdziwy aktor i najprawdziwszy ksiądz.
foto Ks. Orzechowski występuje w popularnym serialu „Złotopolscy”

http://www.goscniedzielny.pl/artykul.php?id=1017170350&naglkat=wyszukiwanie

Zobacz także:

EDITH PIAF – ks. Kazimierz Orzechowski

Posted in Edith Piaf, Religia, SYLWETKI | Leave a Comment »

Małżeństwo i rodzina

Posted by tadeo w dniu 25 Lipiec 2011

Małżeństwo i rodzina

Posted in Małżeństwo i rodzina, Religia | Leave a Comment »

Porady Ojca Pio dla narzeczonych i małżonków

Posted by tadeo w dniu 25 Lipiec 2011

We współczesnym, mocno zliberalizowanym i zlaicyzowanym świecie życie małżeńskie coraz bardziej traci swój sakralny charakter. Przestaje być pojmowane i przeżywane jako współpraca człowieka z Bogiem, a bywa postrzegane wyłącznie w kategoriach przyjemności. Dla Ojca Pio małżeństwo było szczególnym darem Boga, co więcej, było sakramentem uświęcającym małżonków.

Narzeczeństwo oparte na Bogu
Z całych Włoch przyjeżdżało do Ojca Pio wielu młodych ludzi, którzy zamierzali się zaręczyć lub w niedługim czasie pobrać. Przedstawiali mu swoje wątpliwości i zapytania, szukając u niego wparcia i dobrej rady. Zadaniem Zakonnika z San Giovanni Rotondo stało się zatem udzielanie im pomocy duchowej. Polegała ona na uwrażliwianiu narzeczonych na trzy wymiary ich życia: wzajemną miłość, wierność chrześcijańskiemu powołaniu oraz dobre przygotowanie się do życia w rodzinie.

Znana jest historia Carla Z., który w młodości zakochał się w bardzo pięknej, lecz mało pobożnej dziewczynie. Przyszedł wówczas do Ojca Pio i podczas spowiedzi wyznał: – Ojcze, mam dziewczynę…, ale nie chodzi zbyt często do kościoła.
W odpowiedzi usłyszał: – Zostaw ją!
– Ojcze, ja ją kocham – bronił się chłopak.
– Zostaw ją dla twojego dobra!
– Ale Ojcze, czy Ojciec wie, co to znaczy kogoś kochać? – pytał dalej Carlo.
– Synu, za miłość płaci się miłością. Nie jest złem kochanie kogoś, co więcej, Jezus nas tego uczy. Znajdź sobie jakąś świętą, są jeszcze takie – brzmiało ostateczne uzasadnienie.
– Jeśli Ty mi ją przyślesz, Ojcze – wymamrotał rozczarowany młodzian.

Kiedy wrócił do domu, postanowił posłuchać rady Spowiednika. Po pewnym czasie poznał wierzącą i praktykującą dziewczynę o imieniu Licia, w której zakochał się bez reszty, a sam Ojciec Pio pobłogosławił ich małżeństwo.

Ta krótka historia uczy dwóch rzeczy. Po pierwsze, prawdziwa miłość ma swe źródło w Bogu, dlatego kto nie kocha Boga, nie będzie umiał kochać także człowieka. Po drugie, w miłości pierwszeństwo winna mieć świętość życia nad urodą.

Podobne doświadczenie spotkało pewną młodą kobietę, Marię Marchese, która przygotowywała się do zamążpójścia. Postanowiła wcześniej udać się do San Giovanni Rotondo, by poprosić Ojca Pio o radę. Gdy tylko przybyła na miejsce, natychmiast odszukała jego konfesjonał i przystąpiła do spowiedzi.

– Ojcze, mam wyjść za mąż?

Na pytanie Spowiednik odpowiedział pytaniem: – A czy on jest wierzący? Następnie popatrzył na nią ze zrozumieniem i dodał: – Powiedz mu, żeby pojechał i ożenił się z jakąś Rosjanką, a nie z tobą.

Ojciec Pio nie mógł zareagować inaczej. Dla niego małżeństwo było sakramentem, do którego nie można było się przygotowywać bez wiary w Boga, co przecież nie mogło dać pewności, że się w nim wytrwa.

By lepiej zrozumieć tę historię, warto przypomnieć jeszcze jedno wydarzenie. Tym razem do San Giovanni Rotondo przybyła młoda dziewczyna w asyście matki. Pochodziła z Trento i była zaręczona z człowiekiem, który należał do partii laickiej i deklarował się jako niewierzący. Ona również chciała wiedzieć, czy jako praktykująca katoliczka może wyjść za niego za mąż. Ojciec Pio poprosił ojca Marcellino, który był pośrednikiem kobiet, aby je zapytał: – Na czym zatem chcą oprzeć małżeństwo, jeżeli usuną Boga? Odpowiedź była jasna: należało zerwać zaręczyny.

Taka była właśnie logika Ojca Pio: bez Boga nie można budować szczęśliwego małżeństwa, którego On ma być fundamentem. Trudno bowiem tworzyć rodzinę chrześcijańską, w której jedna ze stron neguje istnienie Boga albo otwarcie Mu się sprzeciwia.

Małżeństwo przeżywane z godnością
Ojciec Pio wspierał duchowo nie tylko narzeczonych, tak także pomagał przychodzącym do niego małżonkom. Jego duszpasterstwo opierało się na obronie trzech istotnych elementów ich życia: jedności, płodności i świętości. Zabiegając o godność małżeństwa, piętnował grzechy, które ją niszczyły, szczególnie antykoncepcję, aborcję, cudzołóstwo i zdrady małżeńskie.

Pewien profesor, który spędził swe życie u boku Stygmatyka, przywołuje jedną z dyskusji, jaką miał okazję prowadzić z nim przed wieloma laty. Dotyczyła ona odpowiedzialności małżonków za udział w Bożym planie stworzenia.

– Grzechy przeciwko małżeństwu są tymi, które Bóg najtrudniej wybacza – mówił wtedy Ojciec Pio. – Wiesz dlaczego? Ponieważ Pan mógłby ciągle stwarzać mężczyzn i kobiety, tak jak Adama i Ewę. Wyrzekł się tego przywileju, dając mężczyźnie i kobiecie nakaz płodności i rozmnażania się. Ale tak jak postąpił Lucyfer, podobnie uczynili mężczyzna i kobieta, krzycząc swoje „non serviam”, nie chcemy Ci służyć, uniemożliwiając w ten sposób plan stworzenia dusz.

Wypowiedź o płodnej miłości małżonków zadziwia dojrzałością i głębią argumentacji. Ojciec Pio trafnie zauważa, że to właśnie Bóg, który stwarza i przekazuje życie, podzielił się tym darem z małżonkami, oczekując jedynie ich zgody. Co więcej, przez zrodzenie potomstwa ujawnia się stwórcza moc Boga, dzięki czemu mężczyzna i kobieta stają się czynnymi uczestnikami w dziele stworzenia. Właśnie dlatego Zakonnik będzie się sprzeciwiał wszelkim formom antykoncepcji, gdyż są one mówieniem Bogu: Nie! Nie chcę Ci służyć!

Wspomniany już profesor chciał również poznać opinię Ojca Pio na temat regulacji narodzin poprzez tzw. metodę naturalną. Usłyszał wtedy takie słowa: – Okresowa wstrzemięźliwość jest do zaakceptowania jako środek regulacji narodzin, o ile poza zgodą pomiędzy mężem i żoną istnieje poważna racja, konkretny powód jej stosowania. Jeśli prawdą jest, że „non sunt facienda mala ut veniant bona” (nie można posługiwać się złem dla osiągnięcia dobra), nie można również używać tej metody wyłącznie z racji wygody i egoizmu.

Dla Ojca Pio realizacją powołania małżonków było dążenie do stworzenia rodziny, to znaczy do odpowiedzialnego zrodzenia i wychowania potomstwa. Powstrzymywanie się od prokreacji w dni płodne było według niego do przyjęcia, ale pod pewnymi słusznymi warunkami. W tych jego wypowiedziach można odnaleźć niektóre myśli zaczerpnięte z nauczania papieskiego o rodzinie, szczególnie papieża Piusa XII. Nic dziwnego, Stygmatyk był z nim szczególnie związany. Podobne treści aplikował swoim penitentom, cytując encykliki Piusa XII w konfesjonale.

Ociec Pio bronił również z wielka mocą prawdy o nierozerwalności i świętości małżeństwa, sprzeciwiając się prawu do rozwodów. Rozpad małżeństwa i rodziny był dla niego wielką niesprawiedliwością, wyrządzającą krzywdę nie tylko dorosłym, ale przede wszystkim dzieciom. Dlatego mawiał, że „rozwód jest paszportem do piekła”. Już jako piętnastolatek napisał w szklonym wypracowaniu: „Ach, gdybym był królem! Ile pięknych rzeczy chciałbym dokonać.. Przede wszystkim zwalczałbym rozwody, tak upragnione przez wielu złych ludzi, i sprawiłbym, że sakrament małżeństwa byłby szanowany”. To młodzieńcze pragnienie będzie realizował jako roztropny i wymagający kapłan, kształtując sumienia narzeczonych i małżonków.

Ceremonia ślubu ze Stygmatykiem
Nieznana jest dokładna liczba pobłogosławionych przez Ojca Pio par małżeńskich. Wiadomo natomiast, że z wielką radością celebrował śluby, szczególnie swoich duchowych dzieci.

Podczas jednego z nich wydarzyła się zabawna sytuacja. Gdy nadszedł czas złożenia przysięgi małżeńskiej, pan młody z przejęcia nie mógł wymówić decydującego słowa: „chcę”. Wtedy Ojciec Pio odczekał znaczną chwilę, a następnie łagodnym uśmiechem próbował rozładować napięcie, by w ten sposób mu pomóc. A gdy i to nie przyniosło żadnego rezultatu, krzyknął: – Słuchaj, powiesz w końcu „chcę”, czy też sam muszę się z nią ożenić?

Na ślubie innej młodej pary, która należała do grona jego duchowych dzieci, skierował do nowożeńców słowa błogosławieństwa wyrażające jego kapłańską troskę o tworzącą się nową rodzinę: – Niech Pan was błogosławi i uczyni lżejszym brzemię rodziny. Bądźcie zawsze dobrzy. Pamiętajcie, że małżeństwo niesie ze sobą ciężkie obowiązki, które tylko łaska Boża może uczynić łatwymi. Bądźcie zawsze godni tej łaski, a Pan niech was zachowa do czwartego pokolenia.

Ojciec Pio, widząc wiele rodzinnych tragedii, dobrze wiedział, że dla niejednej pary wierność przysiędze małżeńskiej i sprostanie obowiązkom rodzicielskim było niełatwym zadaniem. Właśnie dlatego, błogosławiąc związek małżeński swoich duchowych dzieci, zachęcał je do szukania pomocy w Bogu, który dzięki swej łasce może czynić wszystko, nawet rzeczy po ludzku niemożliwe.

W okresie, w którym rodziny we Włoszech przeżywały największy kryzys (ujemny przyrost naturalny, rozwody, wolna miłość, współżycie przed ślubem, małżeństwa cywilne), życie Ojca Pio upływało na zaangażowaniu się w odnawianie małżeństwa i przywracanie mu godności.

Błażej Strzechmiński OFMCap
„Głos Ojca Pio” (nr 49/2008)

http://glosojcapio.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=796&Itemid=142

Więcej: Małżeństwo i rodzina

Posted in Małżeństwo i rodzina, Ojciec Pio, Religia | Leave a Comment »

Ks. Stanisław Małkowski – program pod prąd

Posted by tadeo w dniu 25 Lipiec 2011

http://pl.gloria.tv/?media=178856

Zobacz także:

Homilia ks. Stanisława Małkowskiego wygłoszona w kościele św. Anny w Poznaniu

Posted in Religia, SYLWETKI, Wywiady | 1 Comment »

O.Pio – niedościgniony wzór do naśladowania

Posted by tadeo w dniu 25 Lipiec 2011

W pewnym okresie o.Pio został pozbawiony prawa do sprawowania wszystkich funkcji kapłańskich z wyjątkiem odprawiania Mszy św. i to wyłącznie prywatnie w kaplicy klasztornej, bez uczestnictwa jakiekolwiek osoby. Klasztor w San Giovanni Rotondo został wyłączony spod jurysdykcji prowincjała i bezpośrednio uzależniony od generała zakonu.” Gdy O. Pio usłyszał odczytany mu tekst Dekretu powiedział: „Niech się dzieje wola Boża „. Choć inni ubolewali i narzekali na takie rozwiązanie sprawy, on widział w tym wszystkim wolę Bożą. „Jeżeli będę się buntował przeciw przełożonemu – pisał w jednym z listów o.Pio – jak mogę stanąć przed Bogiem, by prosić o jego pomoc?”.

Enrico Medi w swej refleksji podczas pogrzebu powiedział o O. Pio:
„Kiedy Kościół zażądał od niego ofiary, aby nie odprawiał Mszy (publicznie), nie odprawiał jej; kiedy zażądano od niego ofiary, aby pozostawał w ciszy i zamknięciu, pozostawał w ciszy i zamknięciu; kiedy zażądano od niego, aby przemówił, to przemówił; aby modlił się, to się modlił; aby odprawiał Mszę to odprawiał Mszę; kiedy powiedziano mu, aby umarł to umarł”.
Nie zbuntował się przeciw temu nigdy. On w Jezusie Chrystusie posłusznym Ojcu dostrzegał przykład swego posłuszeństwa. Źródłem tegoż posłuszeństwa dla Jezusa i nas wszystkich jest wola Ojca.

https://tadeuszczernik.wordpress.com/category/ojciec-pio/

Posted in Ojciec Pio, Religia, SYLWETKI | Leave a Comment »

Homilia ks. Stanisława Małkowskiego wygłoszona w kościele św. Anny w Poznaniu

Posted by tadeo w dniu 24 Lipiec 2011

http://pl.gloria.tv/?media=178831

Zobacz także: 

Ks. Stanisław Małkowski – program pod prąd

Ks. Stanisław Małkowski – nagroda TV Niezależnej (2010)

Posted in Filmy religijne, Religia | 1 Comment »

III Tajemnica Fatimska ujawniona czy nie ujawniona? – ks. Adam Lenik

Posted by tadeo w dniu 24 Lipiec 2011

Wykład Ks. Adama Lenika w Stowarzyszeniu Fides et Ratio w Krakowie 18 czerwca 2011.
http://www.fides-et-ratio.pl

Posted in Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

Warto przypomnieć zasługi ks. Sowy dla Platformy Obywatelskiej

Posted by tadeo w dniu 23 Lipiec 2011

Dyrektor kanału Religia.tv udzielił niedawno wywiadu słynnej już gazetce partyjnej Platformy Obywatelskiej „POgłos”(nr 01/39, styczeń 2011 r.), w której podzielił się swoją opinią na temat partii rządzącej oraz opozycji. Jednoznaczna diagnoza polityczna przeplata się tu z refleksją natury moralnej:

Jestem od wielu lat pod wrażeniem stylu polityki w wykonaniu premiera Tuska. To właśnie on pokazał, że nie będzie tolerował wśród członków PO i współpracowników zachowań wątpliwych moralnie, nawet jeśli nie mają znamion prawnych nadużyć. Poradził sobie z największą bolączką polskiej polityki – z kolesiostwem, z »mordo ty moja«, z partykularnymi interesami politycznej grupy”.

Wysokie poparcie społeczne Platformy ks. Sowa kwituje stwierdzeniem: „To nie wynika jedynie z moralności, wynika też ze skuteczności rządzenia – a to także może być wartością etyczną”Dalej przekonuje, że dzięki rządom Donalda Tuska wielu ludziom żyje się zdecydowanie lepiej, ponieważ daje im poczucie bezpieczeństwa, jest przewidywalny i nie stosuje języka nienawiści.A Platforma Obywatelska mieszcząca w sobie ludzi o poglądach Jarosława Gowina i Janusza Palikota jest dowodem na różnorodność i wewnętrzny pluralizm, jaki powinien cechować dojrzałe partie polityczne w systemie demokratycznym.

PiS zaś jest – zdaniem duchownego – partią, która została sprowadzona do poziomu sekty, skupiając się wokół swojego nieomylnego lidera:

„Powiem szczerze, że ja się obawiam takich ugrupowań politycznych, w których panuje wiara w nieomylność lidera.(…) Struktura sekty w polityce jest zawsze zawężeniem, okopaniem się, które jest dobre tylko co najwyżej na czas wojny. W czasach pokoju i budowania to jest fatalne”

Więcej: Warto przypomnieć zasługi ks. Sowy dla Platformy ObywatelskiejTo naprawdę robi wrażenie…

Ks. Kazimierz Sowa: „Jestem od wielu lat pod wrażeniem stylu polityki w wykonaniu premiera Tuska”

Posted in Religia | 1 Comment »

ZDRADZASZ ŻONĘ I BÓG JEST BARDZO ZŁY NA CIEBIE

Posted by tadeo w dniu 23 Lipiec 2011

Pewien człowiek miał opinię dobrego katolika, był zawsze podziwiany i szanowany przez wszystkich którzy go znali. Ale naprawdę żył w grzechu. Zaniedbał swoją żonę, a później swoją samotność rekompensował związkiem z inną kobietą. Pewnego razu poszedł do spowiedzi do Ojca Pio. Aby się usprawiedliwić, zaczął mówić o duchowym kryzysie. Nie zdawał sobie sprawy, że spotkał się z niezwykłym spowiednikiem.

Ojciec Pio nagle powstał i krzyknął: „Jaki duchowy kryzys? Zdradzasz żonę i Bóg jest bardzo zły na ciebie. Idź stąd!”.

Więcej tutaj:  OJCIEC PIO

Posted in Ojciec Pio, Religia | Leave a Comment »

„Krakowska opoka – kardynał Adam Sapieha.” 60 lat temu zmarł Książe Niezłomny Kościoła

Posted by tadeo w dniu 23 Lipiec 2011

Panowie spokojnie

KS. JÓZEF MARECKI, FILIP MUSIAŁ, IPN KRAKÓW

KRAKOWSKA OPOKA – KARDYNAŁ ADAM SAPIEHA

za: Biuletyn IPN, nr. 10/2008

W rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, w listopadzie 1919 r. krakowski biskup Adam Stefan Sapieha mówił do wiernych:

„chwila obecna dana [jest] nam przez Boga po to, aby w niej budować gmach Ojczyzny naszej. Zmarnować nam tej chwili nie wolno, jesteśmy za nią przed Bogiem odpowiedzialni. Wyrzec się nam trzeba siebie, a ofiarą z osobistych interesów kłaść podwaliny pod państwowość polską”.

Późniejszy kardynał nie przeczuwał wtedy, że za dwadzieścia lat przyjdzie mu bronić gmachu Ojczyzny przed III Rzeszą i Sowietami, a za ćwierć wieku przed komunistami obejmującymi władzę w Polsce z woli Stalina. Komuniści, przejmujący władzę na terenach zajmowanych przez Armię Czerwoną byli zbyt słabi, by jednocześnie niszczyć wszystkie elementy niepodległej polskiej państwowości, struktury kościelnej i wspólnoty społecznej.

Dlatego, tak w Polsce, jak i w innych krajach późniejszego bloku  wschodniego, zdecydowali się na taktykę stopniowego likwidowania niezależności podbijanych państw i społeczeństw. Za największe zagrożenie dla instalowanej – słabej i nie cieszącej się poparciem społecznym władzy komunistycznej w Polsce – uznano legalne struktury Polskiego Państwa Podziemnego oraz, w przeważającej części wywodzące się z niego, niepodległościowe oddziały zbrojne. Przyjęcie takiej optyki spowodowało, że komuniści początkowo na dalszy plan odsunęli walkę z religią. Mimo to, od początku, przy użyciu sił własnych i wydatnym wsparciu sowieckich patronów zbierali informacje o duchownych, którzy mieli stać się głównym celem ataku dopiero po ostatecznym stłumieniu zbrojnego i politycznego oporu.

Wielki Jałmużnik

Bezpieka rozpoczęła gromadzenie informacji o miejscach kultu, silnych ośrodkach katolickich, wyróżniających się kapłanach. Na tak konstruowanej mapie coraz wyraźniej zaznaczał się Kraków. Miasto i region od początku były bardzo nieprzychylne uzurpatorskiej władzy. W maju 1946 r. szef – oskarżającej w sprawach politycznych – Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Krakowie, Oskar Karliner podsumowywał tę sytuację: „województwo krakowskie określiłbym jako jedno z konserwatywniejszych środowisk w kraju. Składają się na to czynniki rożne, a w szczególności konserwatywny charakter centrum wojewódzkiego Krakowa, z zakorzenionymi tradycjami austriackiego bogoojczyźniaństwa, silnymi wpływami kleru, a wreszcie konserwatyzmem wyższych uczelni, gdzie w skład senatów wchodzą indywidualności profesorskie o wyraźnie reakcyjnych poglądach […] tradycja Wierzchosławic, kolebki Polskiego Stronnictwa Ludowego, wpływa na nastroje chłopskie, zwłaszcza we wschodniej i północnej części województwa w kierunku sprzyjania mas chłopskich nastrojom opozycyjnym w stosunku do obecnej polskiej rzeczywistości”.

Szczególny niepokój budził u komunistów arcybiskup, a od 1946 r. kardynał, Adam Stefan Sapieha – cieszący się w polskim Kościele ogromnym autorytetem. Wobec nieobecności w kraju prymasa kard. Augusta Hlonda, w latach II wojny światowej kard. Sapieha był faktycznym przywódcą Kościoła w okupowanej Polsce. Pozycja sędziwego metropolity w Episkopacie Polski była dla komunistów równie groźna, jak jego popularność wśród wiernych. Rządy nad krakowską diecezją kard. Sapieha objął jeszcze w okresie zaborów w 1911 r. W czasach monarchii austro-węgierskiej diecezja krakowska była mało znacząca i terytorialnie niewielka. W wolnej Polsce, po podpisaniu konkordatu w 1925 r. i zmianach administracyjnych w Kościele, podniesiona została do rangi metropolii, otrzymując jako sufraganie biskupstwa tarnowskie, częstochowskie i katowickie. Przez kilkadziesiąt lat rządów nad diecezją kard. Sapieha dał się poznać wiernym jako niestrudzony opiekun potrzebujących, dla którego działalność charytatywna i pomoc najuboższym stanowiły jeden z filarów kapłańskiej posługi. W Krakowie znane były historie z jego wcześniejszego kapłańskiego życia, jak choćby ta o Jazłowcu, którego nie opuścił w czasie epidemii cholery, ale pozostał ze swymi parafianami organizując akcję pomocy. Pamiętano utworzony przez niego w czasie I wojny światowej Krakowski Biskupi Komitet dla Dotkniętych Klęską Wojny – nazywany, ze względu na arystokratyczne pochodzenie ówczesnego biskupa, Książęco-Biskupim Komitetem.  Nie zapomniano wsparcia jakiego udzielał „Caritasowi”, zapomóg przeznaczanych dla najbiedniejszych. Ze względu na te działania nadano mu przydomek „Wielki Jałmużnik”.

Książę Niezłomny

Wydaje się jednak, że dla komunistów bardziej niepokojące było to, że krakowianie swego metropolitę nazywali także „Księciem Niezłomnym”. Ta nieugiętość sędziwego kardynała komplikowała antykościelne działania partii i będącej jej narzędziem bezpieki. Silny charakter krakowskiego hierarchy dawał o sobie znać wielokrotnie. W krakowskich domach powtarzano prawdziwe i zmyślone historie, mające świadczyć o nieugiętości i zdecydowaniu ks. Sapiehy. Szerokim echem odbiło się odrzucenie przez abp. Sapiehę, w dniu urodzin Hitlera, zaproszenia do generalnego gubernatora Hansa Franka. Do apokryficznych historii zaliczyć należy z kolei tę, mówiącą o przyjęciu Hansa Franka w pałacu biskupim chlebem i wodą (według innej wersji chlebem i marmoladą z brukwi), co arcybiskup miał poprzeć stwierdzeniem, że częstuje generalnego gubernatora tym, co dzięki władzy III Rzeszy, gości najczęściej na polskich stołach. Opowieść ta, podnosząca w czasie okupacji na duchu, oddawała przekonanie wiernych, że metropolita w ich obronie nie cofnie się przed niczym i nie ulęknie się nikogo. To, że Hans Frank nigdy nie przekroczył progu krakowskiego pałacu biskupiego, dla powtarzających tę historię nie miało większego znaczenia.

Komuniści wiedzieli, że zapanowanie nad krakowskim, a w znacznej mierze także nad polskim, Kościołem nie będzie możliwe bez pokonania lub skompromitowania Sapiehy. Bardzo szybko przekonali się także, że duchowni krakowskiej diecezji, wychowankowie metropolity, czując jego wsparcie, bardzo zdecydowanie piętnowali kolejne decyzje władz komunistycznych uderzające w katolików. Głośno protestowali przeciw łamaniu wolności wyznania, a po powstaniu tzw. ruchu księży patriotów – sterowanego przez komunistów środowiska duchownych lojalnych wobec władzy – w większości zdecydowanie odcięli się od współbraci w kapłaństwie angażujących się w tę formę afirmacji totalitarnego reżimu.

Przeciw dyktaturze

Od pierwszych dni po wkroczeniu Armii Czerwonej abp Sapieha zachowywał dystans wobec reżimu instalowanego przez Sowietów w Polsce. W lipcu 1945 r. w liście pasterskim skierowanym do wiernych pisał m.in.:

„Złym jest, gdy przesadzamy, zmyślamy wypadki czy sądy o innych, gdy używamy słów, podsuwając pod ich brzmienie znaczenie niezgodne z prawdą. A ileż to przykładów tego moglibyśmy przytoczyć w dzisiejszych pismach czy wygłoszonych przemowach. Nie dziw więc, że niedowierzanie jest dziś tak powszechne, że rodzą się plotki często bardzo szkodliwe. Ileż to jednak prostodusznych łapie się na te sidła. Tak powszechne zakłamanie jest groźną chorobą naszych czasów i prowadzi do skrzywienia życia społecznego”.

Świadom zagrożeń przestrzegał nie tylko wiernych, ale także kapłanów. Uczulał ich, by nie poddawali się manipulacji przez współbraci, którzy – z różnych względów – wspomagali komunistyczną dyktaturę. Nie wahał się także ostro wypowiadać swych sądów wobec prymasa kard. Hlonda. W czasie spotkania hierarchów w Krakowie w listopadzie 1947 r. na nalegania prymasa, by duchowni diecezji krakowskiej ograniczyli w swych wypowiedziach wątki antykomunistyczne, miał odpowiedzieć:

„że nie będzie udawał innego niż jest nastawiony wewnętrznie, walki nie chce, ale na żadne uległości nie pójdzie, nie ustąpiłem Niemcom, tym bardziej nie ustąpię teraz […]”.

Postawę taką prezentował również wobec podległych sobie duchownych. Jak relacjonował informator „Żagielowski” – jeden ze współpracowników bezpieki – w czasie zebrania księży proboszczów, rektorów i administratorów parafii krakowskich:

„pierwszy zabrał głos sam ks. kardynał Sapieha. Ku zdziwieniu wszystkich zebranych zaraz na początku wpadł w ogromny gniew, począł karcić wszystkich proboszczów, że nie pracują, że są tchórze, nie mają nic odwagi, że będzie ich usuwał z probostw, a będzie dawał młodszych księży […], że chcą się dopasować do dzisiejszych stosunków […].

Dla komunistycznych władz taka postawa, wspierająca kapłanów broniących swych wiernych przed reżimem i mobilizująca niezdecydowanych do przeciwstawiania się opresywności państwa była niezwykle niewygodna. Wyjątkowo dotkliwa była jednak aktywność kard. Sapiehy w podejmowaniu interpelacji skierowanych do najwyższych władz. Krakowski metropolita był bowiem inicjatorem i współautorem wielu pism, listów, memoriałów wysyłanych przez Episkopat Polski do Bolesława Bieruta.

W obronie jedności

Jednocześnie metropolita obserwował rozwój sytuacji w bloku wschodnim. Miał świadomość tego, że dla komunistów jest postacią wielce niewygodną. Wydaje się, że poczucie to wzrosło po śmierci kard. Hlonda, po którym prymasem Polski został – liczący 47 lat (najmłodszy wówczas w polskim episkopacie) biskup lubelski – Stefan Wyszyński. Przyszły „Prymas Tysiąclecia” dopiero miał udowodnić, że jest jednym z najwybitniejszych hierarchów Kościoła katolickiego XX w. Uznający niekwestionowany prymat abp. Wyszyńskiego, krakowski kardynał – choć już sędziwy i schorowany – służył mu radą i pomocą. Jednocześnie wydaje się, że uznawał, iż jego rola jako jedynego w Polsce kardynała, a zarazem jednego z najstarszych hierarchów w episkopacie, ponownie – i wbrew jego woli – wzrosła. Dostrzegał działania komunistów w skali europejskiej, mocno przeżył skazanie na dożywotnie więzienie prymasa Węgier kard. Jozsefa Mindszenty’ego. Widząc nasilające się represje uznawał, że istnieje realne zagrożenie jego aresztowania. W marcu 1950 r. sporządził oświadczenie:

„w razie gdybym był aresztowany stanowczo niniejszym ogłaszam, że wszelkie moje tam złożone wypowiedzi, prośby i przyznania się są nieprawdziwe.  Nawet, gdy one byłyby wygłaszane wobec świadków, podpisane, nie są one wolne i nie przyjmuję [ich] za swoje”.

Napisanie oświadczenia było prawdopodobnie reakcją na pierwsze w Polsce „ludowej” aresztowanie biskupa – w lutym 1950 r. nałożono bowiem areszt domowy na bp. Kazimierza Kowalskiego12, ordynariusza diecezji chełmińskiej, któremu zarzucono łamanie komunistycznego dekretu „O ochronie wolności sumienia i wyznania”. Wydarzenia te nie wpłynęły jednak na postawę kard. Sapiehy. Nadal zdecydowanie przeciwstawiał się polityce komunistycznych władz. Podejmował aktywne działania w kierunku utrzymania jedności Kościoła – sprzeciwiając się działalności ruchu księży patriotów. Na początku 1951 r. wydał komunikat skierowany do duchownych wspierających komunistyczną dyktaturę. Pisał w nim m.in.:

„komisje Księży przy ZBoWiD13 wbrew celom i zadaniom tej organizacji, występują w działalności swojej niejednokrotnie ku zgorszeniu wiernych, przeciwko Kościołowi, podkopując jedność i karność kościelną, siejąc niezgodę między kapłanami, przeciwstawiając kapłanów Biskupom, co więcej, godząc w uwłaczający sposób w samego Namiestnika Chrystusowego Ojca Św[iętego]”. Nie wahał się także upominać w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego o aresztowanych księży. W co najmniej kilku wypadkach jego interwencje spowodowały ich wcześniejsze zwolnienie z aresztu śledczego. W październiku 1950 r. skutecznie interweniował w sprawie księdza Kazimierza Buzały15, a w lutym 1951 r. ks. Stanisława Słonki.

Działalność metropolity wstrzymało w maju 1951 r. nagłe pogorszenie stanu zdrowia. Zmarł 23 lipca tego roku. Komuniści przyjęli z ulgą śmierć kardynała. Nie wiedzieli jeszcze, że w kolejnych latach przyjdzie im zmierzyć się z równie zdecydowanymi włodarzami diecezji: abp. Eugeniuszem Baziakiem, bp. Franciszkiem Jopem i wychowankami kard. Sapiehy: kard. Karolem Wojtyłą i kard. Franciszkiem Macharskim.

Bezpieka przeciw metropolicie

Inwigilację Kościoła krakowskiego funkcjonariusze tutejszego Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego rozpoczęli już w 1945 r. Początkowo jednak represjonowano jedynie tych duchownych, którzy byli związani z podziemiem niepodległościowym – a więc głównie kapelanów AK czy NSZ, choć już w tym czasie pozyskiwano np. listy pasterskie czy dokumenty kurialne skierowane do parafii. Systematyczną inwigilację krakowskiej kurii, a co się z tym wiązało, kard. Sapiehy, bezpieka krakowska rozpoczęła dopiero w lutym 1946 r. Założono wówczas sprawę obiektową o krypt. „Zeus”, w ramach której inwigilowano krakowską kurię metropolitalną.

W pierwszych latach powojennych działania WUBP w Krakowie w odniesieniu do Kościoła katolickiego koncentrowały się na dwóch sferach – represji oraz profilaktyce. W wypadku kard. Sapiehy, ze względu na jego pozycję i popularność, represje były początkowo wykluczone. Starano się zatem realizować funkcję profilaktyczną, to znaczy śledzić wszelką aktywność metropolity i zdobywać z wyprzedzeniem informacje o działaniach, które miał zamiar podjąć, a zarazem o radach i wskazaniach jakie przekazywał duchownym archidiecezji.

Podsłuchiwano kurialne telefony, kontrolowano korespondencję nadsyłaną do metropolity, werbowano agenturę spośród osób mających bezpośredni kontakt z kardynałem. Bezspornie, w pierwszych latach powojennych najbardziej aktywnymi, a zarazem szkodliwymi dla krakowskiego Kościoła byli agenci „Janka” i „Paweł” – jak dotąd nie zidentyfikowani. Na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych ogromne znaczenie dla funkcjonariuszy WUBP i projektowanych przez nich działań nabierały donosy – również jeszcze nie zidentyfikowanego – informatora ukrywającego się pod ps. „Kot”. Te trzy osoby, w rożnym czasie dostarczały bezpiece szczegółowych informacji dotyczących sytuacji w krakowskiej kurii i działań metropolity.

Jednocześnie bezpieka starała się zdobywać z wielu źródeł dane dotyczące każdego publicznego wystąpienia kardynała. Gromadzone informacje wykorzystywano do działań wyprzedzających, a odpowiednie analizy bezpieka przekazywała partii komunistycznej – najpierw odpowiednim instancjom PPR, później PZPR – by ta mogła odpowiednio planować kolejne posunięcia polityki antywyznaniowej.

Rola, jaką odgrywał kard. Sapieha w Kościele krakowskim sprawiała, że jego nazwisko pojawiało się bezustannie w planach bezpieki, a donosy o jego działalności składała znacząca część konfidentów UB, działających przeciw Kościołowi. Streszczenia kolejnych wystąpień, przemówień, kazań, informacje o wizytacjach, bierzmowaniach itp., w których brał udział metropolita spływały do WUBP niemal codziennie. Pozwalało to jednak wyłącznie na monitorowanie jego działań i wysyłanie ostrzegawczych sygnałów do partii związanych z jego planami.

Zabić legendę

Śmierć kardynała Sapiehy przyjęta została przez funkcjonariuszy UB z jednej strony z ulgą, z drugiej zaś z zaniepokojeniem. Już w czasie choroby metropolity zyskiwano niemal codzienne raporty o jego stanie zdrowia przekazywane m.in. przez informatora „Kot”. Jednocześnie bezpieka starała się monitorować sytuację w kurii i dociec – poprzez sieć agenturalną – kto ma szansę zastąpić kard. Sapiehę i objąć władzę w archidiecezji. Już po śmierci metropolity informator „Dyrektor”21 raportował bezpiece:

„okazało się, że abp Baziak ma nominację z Rzymu objęcia po śmierci Sapiehy administratury diecezji krakowskiej, lecz nie jest on mianowany Ordynariuszem, gdyż nie zrzekł się jeszcze ordynariatu diecezji lwowskiej”.

Jednocześnie bezpieka zaktywizowała sieć agenturalną wszystkich pionów WUBP, by na bieżąco orientować się w nastrojach społecznych i z wyprzedzeniem uzyskać informacje o ewentualnych niepokojach związanych ze śmiercią metropolity. W obawie przed tłumem wiernych, którzy mieli uczestniczyć w pogrzebie kard. Sapiehy, zmobilizowano gigantyczną liczbę funkcjonariuszy UB i MO – w odwodzie trzymając wojskowe jednostki KBW. Akcja zabezpieczenia pogrzebu była jednym z największych – jeśli nie największym – przedsięwzięciem WUBP w tym czasie.

Komunistyczne władze partyjno-państwowe, na rowni z funkcjonariuszami MBP, zdawały sobie sprawę, że walka z Kościołem krakowskim mogła zakończyć się sukcesem jedynie po zniszczeniu legendy „Księcia Niezłomnego”. Dlatego swoistym epilogiem do działań aparatu represji przeciw kard. Sapiesze stał się tzw. proces kurii krakowskiej, przygotowany jesienią i zimą 1952 r., a przeprowadzony w styczniu następnego roku. Propagandowa oprawa procesu, w którym sądzono działaczy niepodległościowych współpracujących z polskim wychodźstwem politycznym oraz duchownych z krakowskiej kurii niepowiązanych z działalnością konspiracyjną, została skonstruowana tak, by skompromitować zmarłego kard. Sapiehę. W propagandowych wystąpieniach na sali sądowej, na łamach gazet, w radiu zarzucano krakowskiemu metropolicie działania na szkodę Polski i Kościoła, oskarżano o szpiegostwo, gromadzenie dóbr materialnych, broni, przygotowywanie buntu przeciwko „ludowemu” państwu.

Dla spotęgowania terroru z diecezji wygnano następcę kard. Sapiehy – metropolitę lwowskiego, metropolitę nominata krakowskiego – abp. Eugeniusza Baziaka. Choć proces kurii krakowskiej był przedsięwzięciem udanym operacyjnie i propagandowo w sferze kompromitacji przynajmniej części duchowieństwa zaangażowanego w działalność niepodległościową, fiasko poniosły próby zniesławienia kard. Sapiehy. Tzw. proces kurii krakowskiej stał się ostatnim akcentem działań operacyjnych przeciw krakowskiemu „Księciu Niezłomnemu”, który okazał się dla bezpieki groźny także po śmierci.

Adam Stefan Sapieha (1867–1951),

książę siewierski, kapłan archidiecezji lwowskiej, kardynał, arcybiskup metropolita krakowski. Studiował prawo w Krakowie i Wiedniu oraz teologię w Innsbrucku. W 1893 r. przyjął święcenia kapłańskie. W latach 1894–1895 był duszpasterzem w Jazłowcu, a później na Górnym Śląsku. Następnie kontynuował studia prawnicze w Papieskim Uniwersytecie Laterańskim w Rzymie, gdzie w 1896 r. uzyskał tytuł doktorski. Jednocześnie studiował dyplomację w Papieskiej Akademii Szlacheckiej. Pełnił następnie posługę duszpasterską we Lwowie. W 1905 r. powrócił do Rzymu, gdzie uzyskując tytuł szambelana papieskiego był „rzecznikiem” Kościoła katolickiego na ziemiach polskich. W 1911 r. uzyskał sakrę biskupią i został ordynariuszem diecezji krakowskiej. Po ustanowieniu w Krakowie metropolii, w 1925 r. został podniesiony do godności arcybiskupa metropolity krakowskiego. W 1946 r. został włączony do kolegium kardynalskiego.  W 1915 r. powołał Krakowski Biskupi Komitet dla Dotkniętych Klęską Wojny. W latach 1922–1923 był senatorem RP z listy Chrześcijańskiego Związku Jedności Narodowej, w czasie II wojny światowej uczestniczył w powołaniu Rady Głównej Opiekuńczej.

http://wpolityce.pl./view/15421/_Krakowska_opoka___kardynal_Adam_Sapieha___60_lat_temu_zmarl_Ksiaze_Niezlomny_Kosciola_.html

Posted in Historia, Religia, SYLWETKI | Leave a Comment »

Jan Paweł II i Prymas Stefan Kardynał Wyszyński

Posted by tadeo w dniu 23 Lipiec 2011

28.05.2011’30-rocznica śmierci Prymasa Tysiąclecia…

https://vimeo.com/23155005

http://pl.gloria.tv/?media=159958

Posted in Filmy religijne, Jan Paweł II, Religia, SYLWETKI | Otagowane: | Leave a Comment »

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 417 obserwujących.