WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • Tylko przestańmy mówić: ten kraj, w tym kraju, tutaj, ci ludzie. Zacznijmy mówić tak, jak Pan Bóg przykazał, jak o matce: Ojczyzno ma, moja, kochana, poraniona, więc tym bardziej kochana. Moja, to znaczy taka, którą się kocha, którą się po rękach całuje, przed którą się klęka, której się służy, której się z czcią opowiada, której się nie okrada, dla której się pracuje, dla której się cierpi i umiera, jak trzeba. To nie inni mają tak zrobić, to nie oni, tam na górze, ale my. Inaczej na nic wszystko. Na nic ta rana i na nic te ofiary. Nasza Ojczyzna mocno krwawi i ból nie ustaje w naszych sercach, ale zapewniamy pachołków Moskwy i Berlina, i tych, co służą „mamonie” – jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy. Póki pracujemy dla dobra naszej Ojczyzny. Póki kochamy i pamiętamy.

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Religia’ Category

Już czas! – komentarze na każdy dzień adwentu

Posted by tadeo w dniu 29 Listopad 2011

Fabian Błaszkiewicz SJ – pisarz, rekolekcjonista. Ekspert w dziedzinie rozwoju osobistego, motywacji i osiągania sukcesów. Duszpasterz młodzieży, artystów i biznesmenów. Założyciel wspólnoty Magis w Nowym Sączu. Muzyk, performer, DJ.

Więcej: http://www.youtube.com/user/portalDEONpl

Posted in Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

Wiara

Posted by tadeo w dniu 28 Listopad 2011

“Wiara bez dobrych czynów 

jest jak drzewo bez owoców.

Miłość bez dobrych czynów

jest jak matka bez dzieci.

Modlitwa bez dobrych czynów

jest jak ptak bez skrzydeł.”

 

„Sensem wiary jest bezgraniczna ufność, a sensem wiedzy są dowody. Wiara jest tam, gdzie nie ma dowodów.” 

Przeczytaj więcej:  WIARA

Posted in Religia, Znalezione w sieci | Leave a Comment »

„Jaki kolejny Wielki Brat zaczyna usadawiać się u nas, w nas?” – biskup Piotr Libera

Posted by tadeo w dniu 28 Listopad 2011

Mocna i ważna homilia biskupa Libery w obronie krzyża: „Jaki kolejny Wielki Brat zaczyna usadawiać się u nas, w nas?”

Fot. Diecezja Płock

Homilia Biskupa Płockiego Piotra Libery wygłoszona 11 listopada w bazylice katedralnej w Płocku. Podajemy skrót za Portalplock.pl:

Chętnie mówi się w tych dniach o kryzysie Kościoła, o tym, że jest on rzekomo największym przegranym tegorocznych wyborów. Ale to nie Kościół, którego nawet „bramy piekieł nie przemogą”, jest przegrany! On pochyla się dzisiaj z bólem nad Polską i pyta:

Ojczyzno Umiłowana, co z Tobą się dzieje kilka miesięcy po beatyfikacji Jana Pawła II, któremu tyle obietnic jak córka ojcu składałaś w tamte dni? Czemu ci, których już biblijna Księga Mądrości tak dosadnie nazywa, zaczynają nadawać główny ton rozmowie o Tobie, wracając do wyświechtanych haseł o zdejmowaniu krzyży, o związkach partnerskich, o potrzebie zmiany prawa aborcyjnego, o rzekomym niepłaceniu podatków przez księży (przypomnę, że księża płacą zarówno podatek na państwo, jak i podatki wewnątrzkościelne), o konieczności usunięcia lekcji religii ze szkół?

Czy nie słyszeliśmy już kiedyś tych haseł? Tylko że wtedy był u nas system totalitarny, narzucony przez Wielkiego Brata ze wschodu! Co więc dzieje się dzisiaj? Jaki kolejny Wielki Brat zaczyna usadawiać się u nas, w nas? I czy to nie na tym podłożu rodzą się takie zachowania, jak te przebranego za księdza młodego płocczanina, który zadaje na Tumskiej obsceniczne pytania przechodniom, filmuje te sceny i publikuje w lokalnej Telewizji Internetowej? Co na ten temat żona tego człowieka, której przyrzekał miłość i uczciwość w płockiej farze? Co na ten temat on sam? Ktoś powie:

nie róbmy mu reklamy, machnijmy ręką, to zwykła zabawa….

Czy jednak ten ślub kościelny i związana z nim przysięga były też jedynie zabawą, spektaklem?

Czy nie ma żadnej granicy, której przekroczenie kończy się nie tylko samowykluczeniem z Kościoła, ale i z grona ludzi honoru? Czy znieważenie sutanny nie jest czymś analogicznym do znieważenia żołnierskiego munduru? Czy sutanna Księdza Skorupki spod Ossowa, zakrwawiona sutanna Jana Pawła II, sutanna Księdza Jerzego wydobyta z nurtów Wisły nie ma już żadnego głębszego znaczenia?

Czy w Polsce 2011 roku wszystkie wartości, symbole, autorytety wolno ośmieszyć, a ośmieszenie to uznawać za show, happening, reklamę? A może takie zachowania i przyzwolenie na nie stanowi część jakiejś większej całości, skoro z naszego rynku zaczynają znikać ostatnie niezależne wobec dominującego nurtu liberalnego gazety, programy telewizyjne i tygodniki? A może to wszystko wpisuje się w jakiś świadomie tworzony program dla Polski? No, bo to tak dobrze ośmieszyć, ukazać moralną słabość kraju, z którego pochodził „największy wróg” dla wielu środowisk niewiary – Błogosławiony Papież Jan Paweł Wielki? No, bo to tak wygodnie uderzyć w kraj, z którego według objawień św. Siostry Faustyny ma wyjść iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Jezusa Chrystusa!

Tak, wiem – to są mocne słowa w ustach dobrodusznego, zazwyczaj uśmiechniętego biskupa Piotra. Chcę jednak, żeby właśnie dzisiaj, 11 listopada 2011 roku, wybrzmiały one na Tumskim Wzgórzu w Płocku, jednej z najstarszych stolic naszej Ojczyzny! I żeby zostały wysłuchane!

Wierzcie mi, Kochani nie uprawiam czarnowidztwa ani „strategii podejrzeń”. Oto prosty dowód: kto z nas tak naprawdę zna historię sejmowego krzyża??

Ale nie tę tak chętnie opowiadaną przez główne media: o potykającym się i spadającym z krzesła pośle AWS podczas wieszania tego krzyża. Żeby ją dobrze zrozumieć, cofnijmy się wpierw nie do tamtej nocy z października 1997 roku, ale do pierwszej połowy XVII wieku, a więc do czasów, kiedy to (podam tylko kilka przykładów): odbywała się kanonizacja św. Kazimierza – syna króla Kazimierza Jagiellończyka; kiedy to jeden ze świetnych rodów Rzeczpospolitej rozpoczynał budowę wymownej Kalwarii, nazwanej od imienia tego rodu Zebrzydowską; kiedy to, a dokładnie 4 lipca 1610 roku, wojska hetmana polnego Stanisława Żółkiewskiego odnosiły wielkie zwycięstwo nad wielokrotnie liczniejszą armią moskiewską pod Kłuszynem; kiedy Rzeczpospolita zdobywała w 1611 roku Smoleńsk i zwyciężała w 1621 roku pod Chocimiem; kiedy w Toruniu miało miejsce Colloquium charitativum – rozmowa miłości z reformatorami – wyjątkowy w całej Europie przykład tolerancji i woli dialogu. Marszałkiem sejmu i wielkim kanclerzem Rzeczpospolitej był wtedy światły doradca królewski Jerzy Ossoliński. Towarzyszył on księciu Władysławowi, późniejszemu królowi, w wyprawie moskiewskiej; w 1633 r. odbył słynny wjazd do Rzymu dla podkreślenia związków Rzeczpospolitej, a szczególnie nowo wybranego króla Władysława IV ze Stolicą Apostolską; w roku 1645 zaś przewodniczył wspomnianemu Colloquium charitativum. Dodam, że znał także Mazowsze – często je przemierzał. W swojej młodości kilka lat pobierał nauki w sławnym kolegium jezuickim w naszym Pułtusku, a w owym poselstwie do Wiecznego Miasta miał kilku rycerzy i kanoników płockich.

To właśnie kanclerz Ossoliński, w tymże roku 1645, ze znakomitego złoża dębu i hebanu ufundował ołtarz Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Boskiej na Jasnej Górze.Na tym ołtarzu ojciec Augustyn Kordecki będzie potem sprawował Najświętszą Ofiarę, gdy Jasną Górę będą oblegać Szwedzi. Przy hebanowym ołtarzu Ossolińskiego będzie biło serce narodu, gdy Polska na 150 lat zostanie zmazana z mapy Europy przez zaborców. Przy tym ołtarzu, olśniewającym majestatyczną urodą, przez długie wieki będą się modlić tłumy pielgrzymów. Tutaj będzie klękał marszałek Józef Piłsudski i generał Józef Haller. Tu w macierzyńską niewolę Maryi będą oddawali naród prymasowie Hlond i Wyszyński. Tu swoje pielgrzymie kroki będzie kierował Błogosławiony Papież Jan Paweł Wielki.

Nie zapominajmy – do dziś ten właśnie ołtarz – ołtarz fundacji marszałka Sejmu i kanclerza wielkiego koronnego Jerzego Ossolińskiego zdobi kaplicę jasnogórską. Podczas niedawnej jego renowacji konserwatorzy wymienili fragmenty starego hebanu. Omodlone przez Papieża, królów, hetmanów, wodzów, marszałków i tłumy pielgrzymów drewno zostało jednak zachowane.

Gdy nieco później grupa posłów zwróciła się do przeora paulinów z prośbą o ofiarowanie krzyża do sali plenarnej Sejmu, tak by krzyż ten mógł tam powrócić po przeszło półwieczu nieobecności, podjęto decyzję, że do jego wykonania zostanie użyte to właśnie drewno – heban z ołtarza Kaplicy Cudownego Obrazu. Dalej wszystko toczy się już szybko: 18 października 1997 r. delegacja parlamentu odbiera krzyż z rąk ojców paulinów. Senator Ligia Urniaż-Grabowska, współpracująca w stanie wojennym z Prymasowskim Komitetem Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom, lekarka opiekująca się Barbarą Sadowską po zabójstwie jej syna Grzegorza Przemyka, obserwatorka z ramienia Episkopatu Polski podczas procesu zabójców księdza Jerzego Popiełuszki w Toruniu, przywozi krzyż z Jasnej Góry do klasztoru sióstr sakramentek na Nowym Mieście – miejsca hekatomby setek warszawiaków w czasie Powstania Warszawskiego. 19 października 1997 roku omodlony przez siostry krzyż, pani Marianna Popiełuszko, podczas rocznicowej Mszy Świętej za Ojczyznę, kładzie na płycie grobu syna męczennika, a po Mszy przekazuje z powrotem do rąk senator Urniaż-Grabowskiej. Ta przewozi go na Wiejską i 20 października, około godziny 1.00, po krótkiej modlitwie, zostaje zawieszony w Sali plenarnej Sejmu.

Oto opowieść o sejmowym krzyżu – pełna szlachetnych ludzi, dat i czynów.Wspomniałem już, jak najczęściej ją przedstawiano. Wiemy też dobrze, jak się ją chce teraz przedstawiać – jako powód strasznych cierpień rzekomo oświeconej, rzekomo całkowicie neutralnej, rzekomo prześladowanej przez klerykalną, ciemną i mesjanistyczną większość – niewierzącej mniejszości w naszym kraju. Czy jednak narracja, którą przedstawiłem, nie jest bliższa naszej polskiej historii i polskiej tożsamości? Wystarczy tylko zapytać się, gdzie była ta biedna, nieszczęśliwa mniejszość, gdy jeszcze 25 lat temu nie tylko nie wolno było wieszać krzyża w miejscach publicznych, ale praktykujący chrześcijanin nie mógł być ani oficerem w wojsku towarzysza generała Jaruzelskiego, ani pracownikiem administracji? Gdzie była, gdy tzw. „nieznani sprawcy” bili wspomnianą senator Ligię Urniaż-Grabowską, gdy potem zatrzymywali ją wraz z córką i internowali w Darłówku?

Pragnę – Umiłowani – żeby to wszystko wybrzmiało dzisiaj na Tumskim Wzgórzu w Płocku i żeby zostało usłyszane i wysłuchane, bo w gruncie rzeczy w całym tym sporze chodzi o to, na czym budujemy dzisiaj nasze niepodległe państwo.

Preambuła Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej stwierdza:

W trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny, odzyskawszy w 1989 roku możliwość suwerennego i demokratycznego stanowienia o Jej losie, my, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł, równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego – Polski, wdzięczni naszym przodkom za ich pracę, za walkę o niepodległość okupioną ogromnymi ofiarami, za kulturę zakorzenioną w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu i ogólnoludzkich wartościach, nawiązując do najlepszych tradycji Pierwszej i Drugiej Rzeczypospolitej, [….] ustanawiamy Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej[…].

Czy ci, którzy chcieliby dzisiaj zdejmować krzyż lub obok niego wieszać w sejmie symbole innych religii czy ideologii, zdają sobie sprawę, że występują przeciwko porządkowi konstytucyjnemu Rzeczpospolitej??!!

Przecież źródłem zasad zawartych w uroczystej Preambule do niej jest „kultura zakorzeniona w chrześcijańskim dziedzictwie narodu i wartościach ogólnoludzkich”, które w naszym kraju właśniekrzyż, a nie półksiężyc, nie gwiazda Dawida, nie masońska kielnia, nie młot i sierp, wyraża!

Wiemy dobrze, jak bardzo dba się o rozdział sfery religijnej i sfery państwowej w Stanach Zjednoczonych. Ale właśnie w USA, w tych dniach, Izba Reprezentantów uchwaliła rezolucję, która ma promować jako jedyne oficjalne motto Ameryki: „In God We Trust” – „W Bogu pokładamy nadzieję”. Decyzję o uznaniu słów „In God We Trust” za oficjalne motto Stanów Zjednoczonych podjął prezydent Eisenhower w 1956 roku, w okresie tzw. zimnej wojny. Był to w tamtych czasach sposób na pokazanie zasadniczej różnicy w podejściu do historii, do życia, do wartości między wolnym światem a ZSRR, nazwanym później przez prezydenta Regana „imperium zła”. Czy inaczej było w naszych polskich dziejach, gdy broniliśmy krzyża? W Polsce nowa „ideologia zła” zaczyna dzisiaj przyjmować postać walki z rzekomym katolickim fundamentalizmem. Przedstawiciele tego nurtu „z troską pochylają się” nad komunistycznymi oprawcami, szpiegami z lat PRL-u i tajnymi współpracownikami ówczesnego reżimu. Gotowi są wybaczać im bez najmniejszego aktu skruchy i zadośćuczynienia z tamtej strony, dawać im wysokie emerytury i odznaczenia. Zarazem zrobią wszystko, by zapominać pełne chwały dni naszej Ojczyzny, jak choćby te, które przed chwilą opowiedziałem; by rozmywać moralne i chrześcijańskie źródła „pierwszej Solidarności”, „skreślać” z pamięci jej prawdziwych bohaterów. Przywdziewają przy tym maskę ironii i zabawy, często, niestety, pociągającą sporą część młodzieży. W ten sposób na aksjologicznej pustce postpeerlowskiego nihilizmu z jednej strony oraz bezideowego cynizmu z drugiej  powstaje bezbożna plazma – produkt taktyki, opartej na profanacji i kpinie ze świętości.

Czuwajcie… czuwajmy…! Bo w gruncie rzeczy – powtarzam raz jeszcze – w tych zmaganiach chodzi o właściwe miejsce dla wartości, na których można kształtować państwo; którymi trzeba kierować się w służbie temu państwu, w służbie chorym i słabym, w służbie porządkowi Rzeczpospolitej w policji i w wojsku; w których można wychowywać dzieci i młodzież w rodzinie i w szkole.
Czuwajcie zatem, czuwajmy… Amen.

http://wpolityce.pl./wydarzenia/18835-mocna-i-wazna-homilia-biskupa-libery-w-obronie-krzyza-jaki-kolejny-wielki-brat-zaczyna-usadawiac-sie-u-nas-w-nas

Posted in Polityka i aktualności, Religia | Leave a Comment »

Gotowość na przyjście Pana

Posted by tadeo w dniu 27 Listopad 2011

Ciekawą rzecz powiedział mi wczoraj pewien himalaista. Pytałem go, co jest najtrudniejsze w przygotowaniach do wyprawy i co zajmuje mu najwięcej czasu. Myślałem, że odpowie: zebranie ekipy, gromadzenie pieniędzy, planowanie trasy, albo coś w tym stylu. A wiesz co mi odpowiedział? Że najtrudniejsze dla niego przed każdą wyprawą jest przygotowanie się na śmierć. Serio. Nie żartował.

Opowiadał mi o swoim pierwszym poważnym wypadku w górach. To nawet nie było w Himalajach, ale w Alpach. Odpadł od ściany i z dosyć dużej wysokości runął w dół. Kiedy połamany leżał zakopany w śniegu zaczęły przychodzić mu do głowy różne dziwne myśli. Nie martwił się tym, czy ktoś go znajdzie, jak wielkie ma obrażenia, czy będzie mógł jeszcze kiedykolwiek wrócić w góry. Był przekonany, że umrze i przyjmował to dosyć spokojnie, ale jedna myśl mąciła ten spokój. (Człowiek w niebezpieczeństwie śmierci zaczyna chyba myśleć w dosyć niespodziewany sposób). Zaczął się martwić tym, co pomyślą sobie jego najbliżsi, kiedy wejdą do jego mieszkania. Zostawił tam taki straszny bałagan – niewyjęte pranie w pralce, nieumyte, obrosłe pleśnią naczynia w zlewie (i nie tylko w zlewie), porozrzucane po całym mieszkaniu części garderoby, koty kurzu w każdym kącie podłogi. Męczyła go tylko ta myśl – ale będzie wstyd jak tam wejdą.

Uratowano go, ale niepokój, który dręczył go tam, w górach, pod śniegiem nie minął. Wręcz przeciwnie, uzmysłowił sobie, że bałagan w mieszkaniu to najmniejszy problem – większy bałagan miał w całym życiu. Niepooddawane długi, niewyznana miłość, niezaofiarowane przebaczenie i nigdy niewypowiedziane prośby o przebaczenie były znacznie gorsze, niż nieumyte naczynia w zlewie. Od czasu tego wypadku zawsze wychodząc w góry przygotowywał się na śmierć – a zatem sprzątał mieszkanie, oddawał długi, spotykał się z przyjaciółmi, wyznawał miłość swoim dziewczynom i takie tam. Nie było w tym żadnej grozy ani tym bardziej patosu. Ot, chodziło wyłącznie o to, aby w chwili śmierci nie musieć się wstydzić.

Kiedy go słuchałem miałem wrażenie, że znam skądś to, o czym opowiadał. A jeśli miałbym dziś wpuścić Chrystusa do mojego domu – czyli do mojego życia, niezapowiedzianie, jak złodzieja. Czy mógłbym to zrobić bez wstydu? Jeśli nawet byłoby w moim domu – życiu bardzo biednie, to czy nie byłoby w nim po prostu wstydliwego brudu?

Adwent jest czasem wspominania pierwszego przyjścia Syna Bożego na ten świat, przyjścia, które było Wcieleniem. Ale Adwent jest jeż czasem przygotowania na drugie przyjście Chrystusa – tym razem już w chwale i z mocą. Może trzeba przed tym przyjściem posprzątać w domu?

Z cyklu „Notatki na Adwent” – Janusz Pyda OP

Posted in Religia | Leave a Comment »

Z czego się najczęściej spowiadamy?

Posted by tadeo w dniu 24 Listopad 2011

Nasze zachowania, to przede wszystkim, wynik jednej z trzech dominujących skłonności: dumy, próżności lub zmysłowości.

Kto znalazł duchowego kierownika, skarb znalazł, bo mu treści, które znajdziemy w tym artykule będą powiedziane i wytłumaczone.
Niech Dobry Bóg wam Błogosławi.

KORZEŃ GRZECHU
Wyznając nasze grzechy, jakże często bardziej zwracamy uwagę na grzeszne fakty, niż na ich źródło. W ten sposób umacnia się w nas korzeń grzechu. Z niego rodzą się nie tylko kolejne grzechy, ale także grzeszne przyzwyczajenia, złe nawyki i wady.
Jezus przypomina, że to w sercu człowieka rodzi się grzech: „(…) Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp , wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota (Mk 7, 21-23)”.
Przeznaczmy czas na analizę naszych zachowań, z których się najczęściej spowiadamy?

Z tej analizy dowiemy się, że nasze grzeszne zachowania, to przede wszystkim, wynik jednej z trzech dominujących skłonności: dumy, próżności lub zmysłowości.

1. PYCHA – poczucie własnej wartości, zależy tylko ode mnie

Charakterystyka:
Mamy wysokie mniemanie o sobie, irytują nas ci, którzy nam zaprzeczają. Łatwo osądzamy negatywnie innych i plotkujemy. Mamy trudności w rozpoznaniu własnych słabości, grzechów i przyznaniu się, że kogoś zraniliśmy. Przez nasz upór, nie prosimy, ani nie potrzebujemy czyjegoś przebaczenia, sami również nie chcemy przebaczyć innym. Kamuflujemy własne pomyłki. Często nie jesteśmy szczerzy. Wpadamy w złość, gdy za okazaną przez nas przysługę, nikt nam nie podziękuje. Czujemy niechęć do służenia/pomagania innym. Jesteśmy niecierpliwi. Trzymamy innych na dystans, jesteśmy szorstcy w codziennych kontaktach z innymi. Myślimy, że tylko my wiemy i potrafimy coś dobrze wykonać. Nie potrzebujemy od nikogo pomocy, szorstko oceniamy wszystko z czym się nie zgadzamy. Jesteśmy uparci, pewni swojej opinii a w praktyce, pomimo, że modlimy się, uważamy, że sami możemy dokonać wielkich rzeczy.
Nie lubimy sprzeciwu. Jesteśmy rozdrażnieni, gdy sprawy ułożą się nie po naszej myśli, lub gdy nikt nie zapyta o naszą opinię, lub nie weźmie naszej opinii pod uwagę. Oczekujemy, że o wszystkich sprawach będziemy informowani. Długo nosimy w sobie urazy, nie zapominamy nawet drobnych nieporozumień. Buntujemy się, gdy coś nam się nie podoba, bądź uważamy, że jest złe. Nie przyjmujemy od nikogo, żadnych nauk. Jesteśmy samowładni, nieugięci, w pierwszej kolejności liczą się moje sprawy, pomysły. Jesteśmy obojętni na punkt widzenia, gust, potrzeby innych. Okazujemy nieprzychylność, gdy ktoś zakłóca nasze plany. Bywamy wyrachowani w relacjach z innymi ludźmi i z Bogiem. Lubimy gdy nas słuchają, uważamy, że nasze zdanie jest najważniejsze. Wszelkie zabawy, gry, rozrywkę, koncentrujemy wokół siebie. Łatwo się obrażamy, oburzamy i gniewamy. Jesteśmy pyszałkowaci i przemądrzali.

2. PRÓŻNOŚĆ – poczucie własnej wartości uzależniam od tego, co myślą i mówią o mnie inni.

Charakterystyka:
Pragniemy by nas inni zauważali, podziwiali. Dopiero, gdy ktoś doceni nasze umiejętności, będziemy uważać siebie za zdolnych, mądrych, wartościowych. Pragniemy być poważani i respektowani. Jesteśmy nieśmiali ponieważ boimy się, że nie będziemy lubiani, zaakceptowani. Po niepowodzeniach, łatwo się zniechęcamy. Jesteśmy dwulicowi, gdy pragniemy zaakceptowania nas do „grupy”. Rezygnujemy, lub wyciszamy swoje zasady, aby „dopasować się” do grupy. Z łatwością osądzamy tych, o których wiemy, że nas nie lubią, a kiedy mamy przychylną „widownię” mówimy otwarcie o wadach i błędach tych, których nie lubimy. Pragniemy „zażyłych przyjaźni.” Chcemy przynależeć do „grupy”, aby nas ceniono i uważano za popularnych. Łamiemy zaufanie. Naginamy prawdę albo kłamiemy wprost, po to, aby nas zauważono i doceniono. Zawsze mówimy o sobie i swoich osiągnięciach. Staramy się być w centrum uwagi. Jesteśmy wielce rozczarowani, gdy inni nie doceniają, nie lubią, naszych poglądów, osobowości, domu itp. Staramy się być akceptowani, nawet za cenę naginania swoich zasad. Prawdziwie boimy się być odrzuceni. Cieszymy się z czyichś niepowodzeń, a z trudnością przychodzi nam, prawdziwie cieszyć się z sukcesów innych. Jesteśmy zazdrośni a nawet zawistni.

3. ZMYSŁOWOŚĆ – poczucie własnej wartości uzależniam od tego, co czuję i od rzeczy, które posiadam.
Charakterystyka:

Nasze codzienne zajęcia/czynności, uzależniamy od naszego emocjonalnego stanu – czy mamy na coś ochotę, czy lubimy osobę, z którą mamy współpracować czy lubimy zadanie, które mamy wykonać. Unikamy odpowiedzialności, kiedy nie mamy na to ochoty. Nasze obowiązki wykonujemy w ostatniej chwili, żeby je tylko zakończyć, bez troski o doskonałość. Łatwo marnujemy czas. Kiedy nie mamy wyznaczonego terminu ukończenia jakiejś pracy, robimy tylko to, co lubimy najbardziej. Uciekamy od wszystkiego, co wymaga od nas pewnych umartwień. Na wszystko narzekamy a jeśli idzie na zmianę pogody, wszyscy o tym wiedzą, gdyż nie omieszkamy pokazać jak się czujemy.
Zawsze chcemy tego, co jest najnowsze i najbardziej aktualne. Nie lubimy niczego wyrzucać. Przywiązujemy się do rzeczy, które posiadamy. Nadmierne martwimy się o rzeczy i o pieniądze. Aby się poczuć dobrze, potrzebujemy nowych rzeczy. Sporo czasu spędzamy na zakupach.
Z łatwością w kontaktach z innymi przechodzimy od przyjaźni do niechęci. Naszym priorytetem jest potrzeba, bycia lubianym i aby inni okazywali nam swoje uczucia. Poszukujemy wygody i wszystkiego, co jest najłatwiejsze i wymaga najmniejszej ilości wysiłku z naszej strony. Jesteśmy marzycielami, budujemy „zamki na lodzie” i pragniemy być w nich w centrum uwagi. W czasie posiłków, spożywamy tylko to, co lubimy, nawet jeśli sprawimy tym komuś przykrość a pozostałą żywność trzeba będzie wyrzucić. Pragniemy wszystko zobaczyć, poznać, doświadczyć. Jesteśmy nadmiernie ciekawi. Do tego stopnia szukamy we wszystkim przyjemności, że zagrażamy czystości naszych myśli i działań.

WYBIERZ KORZEŃ GRZECHU
Jeżeli w którejś z zaproponowanej charakterystyce pychy, próżności i zmysłowości, znajdziesz kilka cech, które zgadzają się z twoim zachowaniem, to prawdopodobnie jest to właściwy korzeń grzechu. Ważne jest, aby skupić się na tym jednym obszarze, nawet jeśli grzeszysz we wszystkich trzech.
Jeśli masz trudności z określeniem, co jest twoim dominującym korzeniem grzechu, zdecyduj się na Pychę. Istotą Pychy, jest doprowadzenie do duchowej ślepoty!
Oceń siebie dokładnie, wejdź głęboko w siebie, które z przejawów głównego grzechu, są w twoim życiu najbardziej widoczne. Im wyraźniej rozpoznasz „wroga” tym szybciej go wyeliminujesz.
Wybierz przeciwstawną dla swoich wad cnotę i skoncentruj się na niej, w swojej drodze do świętości.

Oto kilka przykładów przeciwstawnych cnót.

PYCHA: pokora, prostota, wzniosłość ducha, łagodność, współczucie, uległość, służba innym, zależność od Boga poprzez modlitwę.

PRÓŻNOŚĆ: czystość intencji, szczerość, miłość do Chrystusa w bliźnich, samoakceptacja, bezinteresowność, porzucenie przywiązań do rzeczy.

ZMYSŁOWOŚĆ: z miłości do Chrystusa wewnętrzna dyscyplina, skupienie się na osobie Zbawiciela, wyrzeczenia i samozaparcie z miłości do Zbawiciela, nadzieja, ofiarność, cierpliwość, czystość.

1. Przeprowadzaj swój codzienny rachunek sumienia, przyglądając się, w jaki sposób przezwyciężałeś dzisiaj korzeń grzechu i czy praktykowałeś jemu przeciwstawne cnoty. Co wybrałeś. Czy ćwiczyłeś się w cnotach czy nie? Dlaczego nie? Co możesz zrobić, aby poprawić się jutro?

2. Niech przezwyciężenie twojego korzenia grzechu, będzie celem każdej spowiedzi. Powiedz np: „Proszę księdza, zmagam się z.., albo, moim korzeniem grzechu jest…..(pycha… próżność… zmysłowość) i oto, w jaki sposób od ostatniej spowiedzi ona się uzewnętrzniła/objawiła….

3. Spraw, aby cnoty, które praktykujesz, były w centrum twojej modlitwy i owocem duchowych rozmyślań.

4. Postaraj się każdego dnia, sprawdzić swój postęp, na drodze eliminowania korzenia grzechu i wprowadzania w ich miejsce cnót.


Za: http://www.totustuus.com/overcome.htm

Posted in Religia | Leave a Comment »

Boży zamysł o człowieku i rodzinie – prof.dr hab. Kazimierz Lubowicki

Posted by tadeo w dniu 21 Listopad 2011

Patronalne Święto Akcji Katolickiej 20.11. 2011. Legnica w Uroczystość Chrystusa Króla. Wykład O. prof.dra hab. Kazimierza Lubowickiego – Prorektora Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu „Boży zamysł o człowieku i rodzinie”

http://gloria.tv/?media=217747

Posted in Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

Wierzę?

Posted by tadeo w dniu 20 Listopad 2011

Chwyciło mnie przerażenie po obejrzeniu krótkiego dokumentu nakręconego w dniu kiedy my byliśmy na cmentarzach by postawić kwiaty, zapalić znicze – symbole… Filmu, który obrazuje rzeczywistość społeczeństwa Montevideo w Urugwaju, a został nakręcony przez naszych misjonarzy: br. Andrzeja i ks. Wojtka. Cmentarz, rozwalone płyty zamykające grobowy otwór, resztki też i trumien. Przeraża mnie ten obraz.

Przeraża mnie myśl, wątpliwość czy aby na pewno za naszymi cmentarnymi odwiedzinami kryje się wystarczająca głębia przeżyć. Przeżyć, których tam już nie ma, bo nie potrzebne im są.

Ale przeraża mnie też i krytykowanie cmentarnych odwiedzin, że to objaw polskiej wystawności, a strojenie grobów nie idzie w parze z modlitwą i listopadowym pomaganiem duszom czyśćcowym (możliwość zyskiwania odpustów zupełnych, wspólna modlitwa wypominkami).

Przeraża mnie to, że zamiast wzmacniać, tworzyć i odnajdywać zakurzoną wiarę, zajmujemy się krytykanctwem, dopasowywaniem do szablonu i osądzaniem. Bo to nie jest droga nowej ewangelizacji.

I też to, że żarliwa miłość za życia tak szybko wygasa po śmierci, nie zamieniając się w gesty pamięci. Co ją uśmierca? Niewiara w drugi odcinek życia?

Cmentarz w Montevideo (Urugwaj) w dniu… 1 listopada 2011.

http://www.radekscj.pl/wierze/

Posted in Religia | Leave a Comment »

Nasza wędrówka ku Bogu

Posted by tadeo w dniu 20 Listopad 2011

Piękne slajdy i teksty kierujące nasze myśli ku Bogu.

Nasza wędrówka ku Bogu – pdf 

Posted in Religia | Leave a Comment »

Dobre media – jutro ewengalizacji

Posted by tadeo w dniu 19 Listopad 2011

http://www.dobremedia.org/index.php?option=com_hwdvideoshare&task=frontpage&Itemid=2

Posted in Filmy - Polecam, Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

Słowo Boże na dziś

Posted by tadeo w dniu 18 Listopad 2011

Słowo Boże na dziś

Posted in Filmy religijne, Religia | 1 Comment »

Moja Rodzina – Telewizja internetowa

Posted by tadeo w dniu 15 Listopad 2011

Uprzejmie informujemy Państwa, że uruchamiamy telewizje internetową. Na początku dajemy programy z cyklu „Moja Rodzina”. Planujemy przygotowywać codzienne newsy i rozmowy z zaproszonymi gośćmi na tematy społeczne, polityczne, rodzinne i religijne. 

Prosimy o sugestie na temat zawartości programowej i ewentualne włączenie się w tworzenie tejże telewizji.

http://www.mojarodzina.org/index.php?option=com_content&view=article&id=150&Itemid=148

Posted in Filmy religijne, Małżeństwo i rodzina, Religia | Leave a Comment »

Czym jest WIARA? Czym KOŚCIÓŁ?

Posted by tadeo w dniu 15 Listopad 2011

http://gloria.tv/?media=215344

Posted in Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

Kazanie ks. Stanisława Małkowskiego wygłoszonego w dniu 11.11.2011r.

Posted by tadeo w dniu 13 Listopad 2011

Parafia pw. Najświętszej Maryi Panny na Piasku we Wrocławiu. Uroczysta Msza Święta w intencji Ojczyzny. 


Cz. 1 – http://gloria.tv/?media=214369

Cz. 2 – http://gloria.tv/?media=214876

Posted in Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

Czy istnieje piekło?

Posted by tadeo w dniu 9 Listopad 2011

   Ciekawą informację na temat polskiej religijności podał KAI 17. stycznia 1994 r. Okazuje się, że 95% Polaków wierzy w Boga, ale tylko 35% w istnienie piekła i 29% w szatana. Jest to znak wskazujący na analfabetyzm religijny znacznej części naszego społeczeństwa, a także na osłabienie żywej wiary i pogłębiający się proces degradacji moralnej. Dla porównania – według danych z 1990 r. – w USA 98% Amerykanów wierzyło w Boga ale tylko 65% przyjmowało istnienie piekła. Upadek moralności i zanik poczucia grzechu prowadzi do odrzucania, między innymi, objawionej prawdy o istnieniu piekła. Prawda o istnieniu wiecznego potępienia została przypomniana w Fatimie w słynnej wizji piekła oraz w pierwszej tajemnicy fatimskiej. Sama myśl o wiecznej karze piekła budzi u wielu ludzi silne sprzeciwy. Twierdzą oni, że wiecznego piekła nie da się pogodzić z prawdą o Bogu, który przecież zawsze kocha i zawsze przebacza.

Co mówi Pismo św. na temat piekła? 

„Bóg pragnie by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tym 2, 4). „Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia” (2 P 3, 9). Teksty te wyraźnie mówią, że Bóg kocha i pragnie zbawić wszystkich ludzi. Każdy człowiek otrzymuje szansę zbawienia. Nie ma więc ludzi przeznaczonych na potępienie. Nie można jednak zapominać, że oprócz Bożej woli zbawienia wszystkich ludzi istnieje wolna ludzka wola, która może nie przyjąć, może odrzucić zbawczą miłość Boga. Sam Pan Jezus wielokrotnie mówił, że odrzucenia Boga przez człowieka prowadzi do wiecznego potępienia, a więc bezbożnicy będą definitywnie wyłączeni z życia wiecznego i odzieleni od Chrystusa: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom” (Mt 25, 41). Wszyscy nieposłuszni woli Bożej usłyszą: „Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości” (Mt 7, 23). „Kto wierzy w Syna ma życie wieczne, kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia, lecz grozi mu gniew Boży” (J 3, 36). Odrzucenie tych wszystkich, którzy nie przyjęli zaproszenia na ucztę, jest absolutne: „Żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty” (Łk 14, 24). Wyjaśnienie przez Chrystusa przypowieści o sieci nie jest metaforą: „Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (Mt 13, 40-50). Również w listach św. Pawła znajdujemy teksty mówiące o absolutnym wyłączenia bezbożników z królestwa Bożego: „Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwieźli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego” (1 Kor 6, 9-10; por. Ga 5, 19; Ef 5, 5). W cytowanych tekstach formuły potępienia mają charakter absolutny: „nikt z tych ludzi nie skosztuje mojej uczty”; „nie zobaczy życia”; „nie posiądzie królestwa”. Z językowego punktu widzenia, najmocniejsze teksty mówiące o wieczności kar piekielnych znajdują się w Apokalipsie (14, 11 i 20, 10). Aby wyrazić nieograniczony czas trwania zostały tutaj użyte formuły „na wieki” i „na wieki wieków”. Nie może być żadnych wątpliwości, że formuły te wyrażają prawdziwą i nigdy nie kończącą się wieczność. Nikt nie może więc mieć żadnych wątpliwości, że teksty Pisma św. jednoznacznie wskazują na wieczne potępienie i wykluczają jakąkolwiek myśl o apokastazie, czyli twierdzenie, że wyłączenie bezbożników będzie tylko czasowe a ich kara się kiedyś zakończy, ponieważ się nawrócą.

Grzech przeciwko Duchowi Świętemu

O wieczności piekła dowiadujemy się również przy okazji nauczania Jezusa na temat grzechu przeciw Duchowi Świętemu. Pan Jezus mówi, że „każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu nie będzie odpuszczone… ani w tym wieku, ani w przyszłym” (Mt 12, 31n). Jan Paweł II w encyklice „Dominum et Vivificantem” n. 46 wyjaśnia, że grzech przeciwko Duchowi Świętemu polega na „odmowie przyjęcia tego zbawienia, jakie Bóg ofiaruje człowiekowi przez Ducha Świętego”. Jest to postawa całkowitego zamknięcia się człowieka na miłość Boga, postawa człowieka „który broni rzekomego prawa do trwania w złu, we wszystkich innych grzechach i który w ten sposób odrzuca odkupienie”. Jest to więc grzech nieodpuszczalny z samej swojej natury, ponieważ jest owocem radykalnego odrzucenia szansy zbawienia. Nie jest to jednorazowy grzeszny czyn, ale postawa absolutnego egoizmu czyli całkowitego zamknięcia się wolności człowieka na miłość Chrystusa. Taka postawa kształtuje się w człowieku w ciągu całego ziemskiego życia. Każdy w pełni świadomy i dobrowolny wybór zła przyczynia się do strasznych zniszczeń w człowieku. Wyrażają się one w pogłębieniu niewrażliwosci na miłość Boga i w postępującej niezdolności do miłości bliźniego. Jeżeli przez całe ziemskie życie człowiek będzie żył tak jakby Boga nie było, i radykalnie odrzucał możliwość nawrócenia się nazywając zło dobrem, a dobro złem, to wtedy realnie istniejąca siła zła, każdego grzechu, do tego stopnia może zniszczyć jego osobę, że stanie się niezdolnym do miłości, stuprocentowym egoistą, a więc takim, który kocha siebie miłością posuniętą aż do nienawiści Boga.

Co się stanie z takim człowiekiem w najważniejszym momencie jego życia, czyli w momencie śmierci? Wiemy o tym, że w momencie śmierci będzie sąd. Pan Jezus wyjaśnia na czym ten sąd będzie polegał: „A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy zbliża się do światła…” (J 3, 19-21). W momencie śmierci każdy człowiek stanie przed Chrystusem jako jedyną rzeczywistością. Nie będzie się mógł wycofać, nie będzie mógł Go ominąć, będzie musiał podjąć decyzję przyjęcia lub odrzucenia daru Jego miłości. Ci wszyscy ludzie, którzy w czasie ziemskiego życia bardziej umiłowali zło aniżeli dobro i stali się absolutnymi egoistami, w momencie śmierci znienawidzą i odrzucą miłość jaką są kochani przez Boga. Jeżeli natomiast w człowieku będzie chociażby minimalna zdolność przyjęcia daru miłości Bożej, taki człowiek będzie zbawiony, ale po okresie dojrzewania do miłości w czyśćcu (por. 1 Kor 3, 11-15). Tak – powiedziane Chrystusowi – staje się niebem, natomiast odrzucenie Chrystusa staje się piekłem. Chrystus objawia nam, że to sam człowiek skazuje siebie na potępienie, że w momencie sądu każdy otrzyma to, co będzie pragnął, a człowiek będzie pragnął zgodnie z tym, kim się stał w ciągu ziemskiego życia. Dlatego Jezus ostrzega nas: „Nie dążcie do śmierci przez swe błędne życie, nie gotujcie sobie zguby własnymi rękami” (Mdr 1,12). Ciekawa jest odpowiedź Matki Bożej na pytanie postawione jej w czasie objawień w Medjugorje: jak to jest możliwe, że kochający i miłosierny Bóg skazuje ludzi na wieczne potępienie? Niepokalana odpowiedziała, że ludzie, którzy idą na wieczne potępienie, sami wybierają trwanie w piekle, ponieważ oni ogromnie nienawidzą Boga i nie chcą być zbawieni. Obwiniają i nienawidzą Boga za wszystko. W ten sposób stają się częścią piekła. Tak więc w momencie śmierci człowiek będzie wybierał, ale będzie wybierał zgodnie ze swoimi pragnieniami, które są uzależnione od tego kim się stał w ciągu ziemskiego życia. Człowiek całkowicie zniewolony przez zło będzie pragnął tylko zła, a dobro będzie nienawidził. Człowiek, będący w grzechu przeciw Duchowi Świętemu, w swoim samouwielbieniu z całą pewnością znienawidzi i odrzuci miłość Chrystusa. Wiemy z naszego doświadczenia, że często zło wydaje się być bardziej atrakcyjne i pociągające aniżeli dobro. Wynika to z faktu naszej grzeszności i niedojrzałości do miłości. Dla narkomana czy pijaka trzeźwość nie jest pociągająca. Natomiast uzależniony od pornografii i seksu erotoman, wezwanie do samokontroli i czystości będzie traktował jako ograniczenie swojej wolności. Zło ma to do siebie, że zniewala i uzależnia emanując śmiercionośną słodycz, która niszczy to, co jest w człowieku najcenniejsze – zdolność do miłości, pogłębia egoizm, czyli zakochanie się w sobie samym jak gdyby się było dobrem ostatecznym. Takie uzurpowanie sobie boskości stwarza w człowieku postawę grzechu przeciw Duchowi Świętemu czyli rzeczywistość piekła. Taki absolutny egoista, niejako z konieczności wynikającej z prawdy kim on jest, w momencie śmierci z nienawiścią odrzuci dar Bożej Miłości. Jest to sytuacja wiecznego potępienia. Jezus Chrystus mówi jasno i jednoznacznie o realnej możliwości wiecznego potępienia nie po to aby nas straszyć, ale żeby uświadomić nam całą prawdę o ostatecznych konsekwencjach grzechów. Dlatego, jako prawdziwy Bóg stał się prawdziwym człowiekiem, aby wyprowadzić nas z piekła grzechu i śmierci i dać nam pełnię życia. Przechodzenie człowieka ze śmierci do życia nie dokonuje się w sposób magiczny, ale tylko za jego zgodą wyrażoną w pełni w dobrowolnie podjętym trudzie życia według przykazań i wymagań Ewangelii. Tylko Chrystus może uwolnić mnie od rzeczywistości piekła grzechu, ale muszę się zgodzić na to, aby w duchu wiary podporządkowywać egoistyczne korzyści mojego „ja” wymaganiom objawionej Prawdy. Im bardziej będę opierał się na sobie i żył według zasad egoizmu, tym bardziej będę staczał się i pogrążał w rzeczywistości piekła. Trzeba pamiętać, że potępienia wiecznego nie można rozumieć jako jakiejś sankcji zewnętrznej wymierzanej ludziom przez Boga. Największą karą za każdy grzech są same konsekwencje grzechu, które są znakiem i początkiem doświadczenia piekła już tutaj na ziemi. W czasie ziemskiego życia doświadczamy tragicznych skutków grzechów, które są przedsmakiem rzeczywistości piekła. Są nimi: „nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne” (Ga 5, 19-21). Popełniając grzech, człowiek odrzuca życie i miłość, a wybiera śmierć i samozniszczenie. Staje się w ten sposób niewolnikiem grzechu. Jest to absurdalna postawa prowadząca do takiego zniewolenia przez egoizm, do takiej koncentracji na sobie, że w ostateczności człowiek będzie działał przeciwko sobie samemu i będzie również innych pragnął w tę niewolę wciągnąć. Widać to szczególnie dzisiaj w Polsce, kiedy wielu ludzi będących u władzy, nienawidząc Chrystusa i chrześcijański system wartości, z niezwykłą gorliwością przez demoralizację i niszczenie autorytetu Kościoła ateizuje naród polski, a szczególnie najmłodsze pokolenie. Zniewoleni przez zło ludzie pragną zła i robią wszystko, aby również inni znaleźli się w niewoli różnych nałogów, zakłamania i nienawiści. Usunięcie Boga z życia ludzkiego zawsze rodzi poczucie bezsensu, a także szczególny rodzaj zatwardziałości w zakłamaniu polegający na tym, że zło uważa się za dobro. Postawa zatwardziałości w zakłamaniu i życia takiego jakby Boga nie było, jest szczególnym rodzajem doświadczenia obecności piekła już w czasie ziemskiego życia. Trzeba pamiętać, że większość środków masowego przekazu w Polsce, proponując styl życia bez Chrystusa i zasad moralnych, zachęca ludzi do pójścia drogą prowadzącą do zguby wiecznej. Powinniśmy zawsze pamiętać, że miłość Boża całkowicie respektuje wolność swojego stworzenia także wtedy, kiedy decyduje się ono na definitywne odrzucenie Boga. Tak więc piekło nie jest nieprzewidzianą czy niesprawiedliwą karą. Człowiek sam, wybierając grzech na swoją odpowiedzialność, idzie drogą prowadzącą do piekła. Istnieje piekło, ponieważ istnieje grzech. Piekło jest niczym innym jak grzechem chcianym jako cel, przyjętym jako ostateczne spełnienie, rozciągającym się w nieskończoność. Prawda o piekle nadaje naszemu ziemskiemu życiu niepowtarzalność i dramatyczną wyjątkowość. Przypomina nam, że jeżeli grzech, który jest największym nieszczęściem dla człowieka, bagatelizuje się i traktuje jako dobro, to wtedy wprowadza nas w rzeczywistość piekła.

ks. Mieczysław Piotrowski TChr

Publikacja za zgodą redakcji

nr 5-8/1996

Posted in Religia | 1 Comment »

Homilia ks.P.Pawlukiewicza z kościoła św.Krzyża w Warszawie – 6.11.2011

Posted by tadeo w dniu 6 Listopad 2011

Posłuchaj także:

Najstraszniejsze słowo świata – homilia ks. Piotra Pawlukiewicza – homilia radiowa z Bazyliki Św.Krzyża w Warszawie podczas mszy św. radiowej w dniu 04.11.2012 roku.

Wersja do czytania: http://swkrzyz.pl/radio_open.php?plik=23_nowy2.html

Przypowieść o dziesięciu pannach – czuwajmy, bo nie znamy dnia ani godziny.


Wówczas królestwo niebieskie będzie podobne do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z nich było głupich a pięć rozsądnych. Głupie wzięły lampy, ale nie zabrały ze sobą oliwy. Rozsądne wzięły lampy i oliwę w naczyniach. A gdy pan młody się opóźniał, ogarnęło je znużenie i wszystkie zasnęły. O północy zaś rozległo sie wołanie: „Pan młody nadchodzi! Wyjdźcie mu na spotkanie!”. Wtedy obudziły się wszystkie panny i przygotowały lampy. Głupie powiedziały do rozsądnych: „Podzielcie się z nami oliwą, bo nasze lampy gasną”. Ale rozsądne odpowiedziały: „O nie, gdyż mogłoby nie starczyć i nam i wam. Idźcie do sprzedawców i kupcie sobie”. Gdy one odeszły, przybył pan młody. Te, które były przygotowane, weszły z nim na wesele i drzwi zamknięto. Później przyszły pozostałę panny i wołały: „Panie, panie, otwórz nam!”. Lecz on im odpowiedział: „Zapewniam was, że was nie znam”.
Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny.

Ewangelia wg Św. Mateusza 25 , 1-13

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=TFsJi-JVNv8

Więcej: 

Archiwum kategorii „Ks. Piotr Pawlukiewicz”

Kazanie z 6 listopada 2011 z kościoła św. Anny 

Posted in Filmy religijne, Ks. Piotr Pawlukiewicz, POLECAM, Religia | 1 Comment »

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 481 obserwujących.