WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • Tylko przestańmy mówić: ten kraj, w tym kraju, tutaj, ci ludzie. Zacznijmy mówić tak, jak Pan Bóg przykazał, jak o matce: Ojczyzno ma, moja, kochana, poraniona, więc tym bardziej kochana. Moja, to znaczy taka, którą się kocha, którą się po rękach całuje, przed którą się klęka, której się służy, której się z czcią opowiada, której się nie okrada, dla której się pracuje, dla której się cierpi i umiera, jak trzeba. To nie inni mają tak zrobić, to nie oni, tam na górze, ale my. Inaczej na nic wszystko. Na nic ta rana i na nic te ofiary. Nasza Ojczyzna mocno krwawi i ból nie ustaje w naszych sercach, ale zapewniamy pachołków Moskwy i Berlina, i tych, co służą „mamonie” – jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy. Póki pracujemy dla dobra naszej Ojczyzny. Póki kochamy i pamiętamy.

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Religia’ Category

Poświąteczne rozmyślania. „Dostali Państwo z pewnością, jak co roku, mnóstwo sms-owych życzeń?”

Posted by tadeo w dniu 28 Grudzień 2011

Dostali Państwo z pewnością, jak co roku, mnóstwo sms-owych życzeń? Ja też. Niektóre jeszcze przychodzą. Większość nie nadaje się nawet do cytowania – są tak infantylne i bezmyślne. Czyż nie tak?

Reszta też nie jest dużo lepsza – bo są to życzenia dosłownie przekopiowane z internetowej „biblioteki”. Czyż nie tak? Głupsze są tylko te z zajączkiem na Wielkanoc!

Mieli Państwo zapewne ( jak co roku…) małe kłopoty z wysyłaniem własnych życzeń?Ale nie żeby tam techniczne, tylko merytoryczne. Co napisać? Czy nie być zbyt dosłownym aby nikogo nie urazić, nie narzucać się może zbytnim „przywiązaniem” do religii? No i wreszcie komu wysłać? Wszystkim? Czy tym których lubimy i cenimy? A może tylko tym, co do których mamy pewność że chcą i potrafią przeżyć naprawdę duchowo Ten Czas? Ale takie zamykanie się tylko na swoich – jest przecież niechrześcijańskie…

Samemu mając dość tych rutynowych/rytualnych życzeń w rodzaju: dużo zdrowia i pomyślności ( jak by to były czyjeś imieniny?) ze świątecznego letargu obudziła mnie pewna audycja radiowa a dokładnie mail od słuchaczki wysłany do radia a informujący o tym że owa Pani postanowiła zaeksperymentować z inną w tym roku wigilią – była to wieczerza typu skandynawskiego ! Był surowy śledź i grzane wino! I wszystkim się spodobało. Za rok warto spróbować po tajsku, dorzucił prezenter… A mnie włosy stanęły dęba a potem zrobiło się głupio że kilka dni wcześniej delektując się tradycją i świątecznymi zwyczajami, sam narzekałem na pachnącego mułem karpia, do którego od lat nieco sam się zmuszam… ale raz w roku jem!

Ale zaraz potem przyszło otrzeźwienie.

– Co się takiego z  nami stało że to czego nie udało się zniszczyć podczas 50 lat PRLu, z taką łatwością odebrali nam specjaliści od PR-u, marketingu czy  innego tam tego i owego? Dlaczego tak bez refleksji oddalamy się od własnych korzeni? Dlaczego za mało w nas Ducha? Dlaczego przestaliśmy być sami dla siebie atrakcyjni?

Te rozważania przerwała usłyszana ( także w radiu) przepiękna pastorałka śpiewana przez Ewę Bem na zakończenie słynnego „Misia”. Pamiętają państwo co mówi wówczas jeden z uczestników tego „ogniska”? Jeśli nie to przypomnę ( z pamięci)  – „Tradycja to nasza historia której nie da się zmienić. To mowa naszych ojców. Zwyczaje. A to co powstaje wokół od nowa, to tylko nasza codzienność, która nas otacza”.

Więc na Nowy Rok każdemu życzę także auto otrzeźwienia.!

Portret: Krzysztof Ziemiec

Krzysztof Ziemiec

Urodzony w 1967 roku. Dziennikarz radiowy i telewizyjny. Obecnie prezenter „Wiadomości”  i autor programu „Niepokonani” w TVP1.

http://wpolityce.pl./artykuly/20522-poswiateczne-rozmyslania-dostali-panstwo-z-pewnoscia-jak-co-roku-mnostwo-sms-owych-zyczen

Posted in Porady różne, Religia | Leave a Comment »

Rafał Ziemkiewicz o świętach

Posted by tadeo w dniu 26 Grudzień 2011

Rafał Ziemkiewicz o świętach - niezalezna.pl(foto. GP)

W najnowszym subotniku Ziemkiewicza na rp.pl felietonista pisze o narodzeniu Chrystusa, chrześcijaństwie i najnowszym filmie Joanny Lichockiej pt.” Przebudzenie”, wyprodukowanym przez „Gazetę Polską”.

Boże Narodzenie to święto wiochy, oszołomstwa i obciachu. W ogóle, całe chrześcijaństwo ma taki właśnie sens – zaczyna swój felieton Ziemkiewicz.
Dalej czytamy:

Kamieniem węgielnym stał się ten właśnie kamień, którym budowniczowie wzgardzili i który odrzucili. Pan świata urodził się na zadupiu ówczesnej cywilizacji, w pogranicznym kraiku, a i tu nie w stolicy prowincji, tylko na wsi, w jakimś zapyziałym chlewie, w rodzinie słabo wykształconej i utrzymującej się z pracy fizycznej. Anioł poinformował o tych narodzinach tylko jakichś pastuchów, nie racząc się w ogóle pofatygować do środowisk opiniotwórczych. A i potem, kiedy Jezus dorósł i zaczął działalność publiczną, do samego końca nie było przy nim ani jednego intelektualisty, liczącego się działacza czy lidera biznesu, tylko zbieranina rybaków, celników i podobnej gołoty, nawet jakaś prostytutka.

Taki jest duch świętującego dziś chrześcijaństwa: ostatni będą pierwszymi. Można to różnie przekładać na pojęcia współczesne. Można na przykład tak: drugi obieg będzie pierwszym. A potem, z czasem (jak stało się niegdyś z kontestatorami „salonu warszawskiego”) w ogóle jedynym.

Tak, to oczywiście aluzja do filmu „Przebudzenie”, który podarowała nam pod choinkę Joanna Lichocka, i do wczorajszego artykułu Łukasza Warzechy. Nie będę dziś się wdawał ani w recenzję, ani w polemikę. Film jest zapisem zjawiska, którego tzw. elity nie zamierzają widzieć, a jeśli przyjmują coś do wiadomości, to tylko swój komentarz o nim. Zjawiska nie z tylko dziedziny polityki, z której je − co oczywiście stanowi podejście uprawnione − rozliczał Łukasz. Przede wszystkim, jest to zapis pewnego ludzkiego odruchu. Odruchu sprzeciwu wobec, jak to przy święcie ująć najdelikatniej, łajdactwa.

Przy betlejemskim żłóbku pewne sprawy powinny być proste. Żyjemy w kraju, w którym uczciwe reguły sporu, debaty publicznej i polityki, zostały złamane i są łamane coraz bardziej. W kraju do głębi niesprawiedliwym, rządzonym przez cwaniaków z wyrosłej na PRL nomenklatury. Rządzący szabrują tu dobra, które powinny być wspólną własnością i wspólnym pożytkiem wszystkich, a że granice rabunku zostały już osiągnięte, wysługują się za materialne korzyści obcym potęgom, wyprzedając dobrobyt przyszłych pokoleń. Społeczeństwo, zdemoralizowane i zagonione za zaspokojeniem najprostszych potrzeb, utrzymywane jest w bierności przekupstwem (nie wiedząc, że za pozory dobrobytu przyjdzie kiedyś zapłacić z lichwiarskim procentem) i kłamstwem. Media, zwłaszcza te najbardziej masowe, zmieniły się w jeden wielki seans nienawiści i pogardy pod adresem opozycji, w nieustające szczucie, judzenie, szydzenie i straszenie, które dzień po dniu łamać ma odruchy uczciwości i pogrążać rządzonych w apatycznym przekonaniu, że trzeba się pogodzić z podłą, głupią, nieudolną oraz złodziejską władzą, bo może być tylko jeszcze gorzej. Masa tzw. autorytetów kolaboruje w tym dziele, kłoni się przed rządzącym Towarzyszem Szmaciakiem „cnotę i mądrość jemu przypisując”, i jest za to wynagradzana.

W takim to pejzażu niektórzy chcą się czuć „wolnymi Polakami”, i potrafią się nimi czuć. Można ich postępowanie recenzować, oceniać jego skuteczność, ale nie można zapominać o pewnych prawdach podstawowych. Że żyjemy w morzu kłamstw, nawarstwionych jedno na drugim. Od założycielskich narracji o cwaniaczku i przekręconym agencie, z którego zrobiono wielkiego bohatera, o ludziach, którzy głęboko polskim patriotyzmem gardzili, a chcieli raczej nawracać reżim na założycielską ortodoksję, niż go obalać, z których zrobiono wzorce patriotyzmu − przez kłamstwa o udanej transformacji, w której jeśli sobie kto nie poradził, to tylko z własnej winy, aż po kłamstwo o cywilizacyjnym i historycznym sukcesie i „zielonej wyspie”; no i te najbardziej bolesne, kłamstwa o Tragedii Smoleńskiej, o „debeściakach”, pijanych generale i prezydencie naciskających na pilotów, i o fachowych, bezstronnych komisjach, które wszystko już wyjaśniły w duchu „konwencji chicagowskiej”.

A jak się żyje w morzu kłamstwa, to pewne rzeczy powinny być oczywiste. Choćby takie, że kłamstwem należy się brzydzić i nigdy się na nie, nawet milcząco, nie godzić. To kwestia nie tylko zasad, ale i smaku.

W takiej krainie, na zadupiu świata, pod rządami kolaboranta Heroda, pazernych arcykapłanów i sprzedajnych intelektualistów zwanych faryzeuszami zachciało się przyjść na świat Dziecinie. Nie wiem, dlaczego akurat w takim miejscu. Ale cieszmy się z tego wszyscy.

Rafał Ziemkiewicz rp.pl

Posted in Polityka i aktualności, Religia | Leave a Comment »

Dlaczego niektórzy nie cierpią świąt?

Posted by tadeo w dniu 25 Grudzień 2011

Święta Bożego Narodzenia wzbudzają nie tylko pozytywne emocje. Miłośnicy tych świąt dobrze wiedzą, za co kochają ten czas. Jednak można spotkać osoby, które nie cierpią świątecznej atmosfery, do których nie przemawiają symbole i gesty oraz cała tradycja tych świąt. Niektórzy nie lubią lub wręcz nienawidzą Bożego Narodzenia. Czasami mówią o tym wprost. Niekiedy wypisują swój gniew i złość na forach internetowych. Zazwyczaj zamykają się w sobie, wycofują, próbują jakoś „przetrzymać” czas świątecznych serdeczności.

Dlaczego niektórzy nie cierpią Bożego Narodzenia?

Wydaje mi się, że tych, których święta drażnią, wyprowadzają z równowagi lub wpędzają w depresję, można by podzielić na trzy grupy.

Jedną z nich tworzą ci, którzy nienawidzą świąt ze względu na ich religijny (bardzo mocno kojarzony z katolicyzmem) charakter. Do tej grupy osób należą wojujący ateiści oraz wyznawcy agresywnych sekt niechrześcijańskich. Święta kojarzą się im z Kościołem, a wiadomo, że Kościół „to samo zło”. Dlatego na forach internetowych wypisują bzdurne komentarze o tym, że jest to święto pogańskie, że nie wiadomo, kiedy urodził się Chrystus lub że w ogóle nie istniał. Drażni ich również obecność elementów religijnych w „przestrzeni publicznej”. Walczą ze wszystkimi znakami religijnymi. Czasami prowadzi to do absurdu. Na przykład w niektórych krajach Europy, w imię poprawności politycznej, nie wolno w miejscach publicznych stawiać choinek, gdyż kojarzą się z religią, zabrania się śpiewania kolęd lub organizowania odwiedzin Świętego Mikołaja.

Drugą grupę nienawidzących Bożego Narodzenia stanowią ci, których rani rodzinny wymiar tych świąt. „Nienawidzę dzielić się opłatkiem z rodziną. A potem w tej nerwowej atmosferze trzeba jeść. Od tego się robią wrzody. I dlatego właśnie nienawidzę świąt. Są dla mnie jak tortura. Co innego jakbyśmy się kochali z rodziną. A tak to lipa jest. Może dlatego nie umiem kochać?” – można przeczytać na jednym z forów internetowych. „Nienawidzę świąt i sztucznego bycia dla siebie miłym, dobrze że dziadki przyjdą na wigilię, bo chyba byśmy się pozagryzali przy stole” – zwierza się ktoś inny. Świąt nienawidzą osoby osamotnione, skonfliktowane z najbliższymi, takie, które nie mają do kogo wyciągnąć ręki z opłatkiem… To osoby głęboko przeżywające brak miłości. Święta, które są czasem miłości, obnażają tę bolesną rzeczywistość i bolą bardziej niż kiedykolwiek indziej. „Najgorsza jest wigilia. Ludzie, którzy na co dzień się nawzajem nie znoszą, nie lubią, a czasem nawet nienawidzą, siadają razem przy jednym stole, na twarze przywdziewają sztuczne uśmiechy i udają wielką miłość do wszelkiego stworzenia i siebie nawzajem. (…) Część nawet idzie nocą na Mszę czy śpiewa kolędy, ale jaki to ma sens, skoro nic nie zostaje z nauk, które niesie ze sobą narodzenie Dzieciątka?” – pisze Ala, 29 lat, urzędniczka z Opola.

Trzecią grupę nienawidzących świąt stanowią „letni katolicy”. Ci nie wiedzą, co począć z dniami, w których nie wypada nie połamać się opłatkiem, nie pójść na Pasterkę…
Tam, gdzie brakuje wiary – nawet święta stają się problemem.

Ks. dr Zbigniew Sobolewski
Autor jest sekretarzem generalnym Caritas Polska.

http://www.naszdziennik.pl

Posted in Religia | Leave a Comment »

Opowieśc wigilijna – recepta na szczęśliwe życie

Posted by tadeo w dniu 24 Grudzień 2011

23 grudnia, piątek

Od wielu lat żyję samotnie i jestem szczęśliwy. zarabianie pieniędzy i powiększanie majątku to moje powołanie. Dzięki temu czuję się spełniony.
Nie tracę czasu na brednie, takie jak Święta Bożego Narodzenia. Te święta z powodu kupowania licznych upominków jedynie wyciągają fundusze z naszej kieszeni, ani się obejrzeć, a jest się biednym jak mysz kościelna. Mój siostrzeniec Fred jest taki nierozsądny! W święta trwoni wszystkie pieniądze , a co najdziwniejsze mu to nie przeszkadza, chociaż zarabia tylko 15 szylingów tygodniowo! Bardzo irytuje mnie gwar panujący w domach i na ulicy podczas przygotowań do wigilijnej kolacji. Cenię sobie spokój oraz ciszę są to moi jedyni sojusznicy w zarabianiu pieniędzy. Tak naprawdę wszyscy inni są przeciwko mnie. Często nachodzą mnie żebracy z prośba o wspomożenie ich datkami. Według mnie są to próżniacy, którzy sami niczego nie osiągnęli! I to niby ja mam ich utrzymywać?!
Jestem już bardzo stary, lecz nie mam zamiaru spocząć na laurach. Sam pragnę uczciwie przepracować całe życie. Uważam, że należy bez reszty angażować się w pracę i być rozsądnym w rozporządzaniu pieniędzmi.

Tak właśnie spostrzegałem kiedyś życie, ta kartka z pamiętnika mówi o tym wiele. Jednak pewnej nocy to się zmieniło. Odwiedziły mnie cztery duchy. Pierwszym z nich był mój zmarły wspólnik Jakub Marley, zapowiedział on trzy pozostałe duchy. Początkowo nie wierzyłem, ale kiedy odwiedził mnie pierwszy z zapowiedzianych przez Marleya duchów, który ukazał mi moje przeszłe wigilie, zacząłem coraz bardziej wierzyć. Za jakiś czas odwiedził mnie kolejny duch, który pokazał mi teraźniejsze święta. Zobaczyłem wtedy rodzinę Boba , mojego pracownika. Pomimo, że traktowałem go okropnie, choć wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy, Bob wraz ze swoja rodzina wzniósł toast za moje zdrowie. Kolejnymi osobami, które ujrzałem byli mój siostrzeniec Fred i jego żona, oni także wznieśli toast za moje zdrowie, chociaż odrzuciłem ich zaproszenie i prezent.Kiedy odwiedził mnie ostatni duch poznałem swoją przyszłość.Widziałem swoich służących jak po mej śmierci wynoszą rzeczy z domu. Dostrzegałem też siebie leżącego w łóżku. Zobaczyłem osoby, które szanowałem , a w ich mniemaniu byłem starym kutwą. Ujrzałem swój grób, przy którym nie było nikogo. Przestraszyłem się. myślę, że to te dwa duchy teraźniejszości i przyszłości miały największy w pływ na moją przemianę. Z egoistycznego skąpca i dziwaka stałem się, który żałował każdej sekundy stałem się człowiekiem pogodnym , chcącym żyć i naprawiać wcześniej popełnione błędy.

Drogi Czytelniku, a teraz pragnę udzielić Ci kilku rad byś wiódł szczęśliwe życie i nie popełnił tych samych błędów co ja. Moją pierwszą wskazówką może być na pewno ciepło rodzinne. Pamiętaj abyś na pierwszym miejscu stawiał dom i najbliższych. Nie warto piąć się po szczeblach kariery zawodowej, gdy wracając do domu nikt na ciebie nie czeka. To bardzo smutne. Wiedz także, że rodzina pozostanie na zawsze, a nawet najlepszy wspólnik może okazać się parszywcem. Pokazuj swoje szczęście poprzez bycie miłym dla innych ludzi, uśmiechaj się do nich, cieszenie się z każdej drobnostki. Po drugie nie szczędź na szczęściu innych. Jeżeli Tobie się nie powodzi, nie warto jest być zazdrosnym i przeszkadzać innym w tym szczęściu. To ty będziesz miał poczucie winy jeśli zrobisz coś głupiego. Przesłaniem mojego listu będzie na pewno to, aby pieniądze nie przesłaniały Ci całego świata tak jak mi kiedyś. Owszem można za nie dużo dostać i kupić, ale dzięki nim nie osiągniesz tego co jest najważniejsze czyli miłości, szczęścia, czy przyjaźni. Abyś był szczęśliwy pomagaj innym na miarę swoich możliwości, przy każdej możliwej okazji, Ludzie zobaczą, że masz np. pieniądze i że jesteś szczęśliwy kiedy możesz pomóc innym. Najważniejsze byś cieszył się z każdego dnia, korzystał z życia i radośnie obchodził każde święta.
Tak właśnie według mnie wygląda recepta na życie szczęśliwe.
Życzę Ci powodzenie i wytrwałości w czynieniu dobra. Mam nadzieję, że moje rady i twój upór w dążeniu do celu pozwolą osiągnąć Ci kiedyś pełnię szczęścia. Powodzenia.

Posted in POLECAM, Porady różne, Religia | Leave a Comment »

Połatani ludzie

Posted by tadeo w dniu 23 Grudzień 2011

Przyzwyczailiśmy się do widoku bezdomnych na naszych ulicach, w dworcowych korytarzach, żebrzących przy sklepach. Często przechodzimy obojętnie lub – z powodu lęku, uprzedzeń bądź niewiedzy – nie umiemy się wobec nich zachować.

Odciskamy na nich ślad własnych opinii, naznaczamy gotowymi teoriami, przyszywamy przysłowiowe łatki, zostawiamy problem za sobą, a sami pozostajemy w utartych schematach. Kierujemy się sloganami, nie dając sobie szansy, by spojrzeć głębiej, a im, by coś zmienić.

Samotność
– Najgorsza w bezdomności jest samotność. To prawdziwe przekleństwo. Człowiek jest bezradny. Nie ma przy sobie osoby, która się zatroszczy, potrzyma za rękę – mówi drżącymi wargami i powstrzymuje płacz Robert, od 9 lat bez domu. – Były przerwy, że gdzieś mieszkałem, np. w ośrodku, ale to nie dom, bo tam nie miałem nic swojego. Bezdomny jestem od rozwodu z Gabrysią. Po pięciu latach małżeństwa rozpoczęły się moje problemy z piciem, a po dziesięciu latach rozpadł się nasz związek.

 

Image
fot. Voce di Padre Pio

 

 

Robert kocha przyrodę, wędkowanie i chodzenie po górach. Interesuje się historią, kulturami starożytnego Egiptu, Asyrii i Bizancjum. Mocno wierzy w istnienie aniołów i jest pewny, że spotyka je na swojej drodze. Najbardziej lubi filozofować o miłości, relacjach między kobietą i mężczyzną, a myśli przelewa na papier. W jednym ze swoich tekstów zanotował: „Jakby Anioł przeszedł przez pokój, tak mówi się, gdy szczęście woła. A dla mnie wiersze, które piszę, są przejściem tego Anioła”.

– Największym zagrożeniem dla mnie, alkoholika, jest bycie samemu – mówi z przekonaniem. – Szukam miłości. Sypiam w zakamarkach, w krzakach, jeżdżę na gapę nocnymi autobusami, nawet jeśli mnie złapią, to i tak nie mogą mi nic zabrać, bo niczego nie posiadam na własność…

Miodowe duszpasterstwo
Pan Bóg chce nam dzisiaj powiedzieć, że nie odkryjemy Go w pełni, jeśli nie pochylimy się nad bezdomnymi. On się z nimi utożsamił – podkreśla Piotr Wardawy, kapucyn. Prowadzi w Warszawie duszpasterstwo dla bezdomnych, skupione wokół jadłodajni przy Miodowej.

– Cztery lata temu zgłosił się do nas człowiek, który już od jakiegoś czasu pomagał siostrom misjonarkom z Ojcówka, i zadeklarował, że chce udostępnić swój hotelik na rekolekcje dla bezdomnych. Pierwszy taki wyjazd siostry zorganizowały na Boże Narodzenie. Zobaczyły wówczas, że tego rodzaju spotkania powinny odbywać się częściej, i zaproponowały nam poprowadzenie jednej serii rekolekcji. Oczywiście na tym się nie skończyło. Od tamtej pory odbywają się one systematycznie. Teraz co roku (przynajmniej raz na dwa miesiące) prowadzą je kapucyni oraz zaprzyjaźnieni kapłani. Na spotkania przyjeżdża około 40 bezdomnych – opowiada brat Piotr.

– Bezdomni zaczynają wracać do Kościoła, zaczynają się spowiadać, czytać słowo Boże, rozmawiać, dzielić się swoimi doświadczeniami. Przy jadłodajni prowadzimy dla nich duszpasterstwo – tak rozumiem wszystkie nasze działania. Na cotygodniowe spotkania ze słowem Bożym przychodzi około 60 osób.

Kapucyn podkreśla, że chciałby pokazać swoim podopiecznym Kościół, w którym jest dla nich miejsce, przyjazne środowisko: – Naszym celem jest zaszczepić w nich wiarę w to, że Pan Bóg to ostatnia deska ratunku, gdyż największego problemu nie stanowi brak domu, ale samotność. Najważniejsze jest, żeby bezdomny w chwili śmierci wiedział, do kogo ma wołać.

Brakujące ogniwo
Kapucyni zorganizowali w tym roku pierwsze wędrowne rekolekcje dla bezdomnych, których głównymi bohaterami były osiołki z prywatnej hodowli Jarosława Sekuły.

– Oni w niesamowity sposób zaprzyjaźnili się z tymi zwierzętami. Osły są bardzo komunikatywne, co bezdomni szybko wyczuli. Przyjęli odpowiedzialność za prowadzenie i doglądanie zwierząt. Jeden z uczestników przyznał się, że tak się przejął zadaniem, że nawet śnił o osiołkach – wspomina brat Piotr. – Byłem zaskoczony, bo ta wyprawa nie wymagała ode mnie żadnego wysiłku organizacyjnego, wszystko samo się zgrało, oni wiedzieli doskonale, co mają robić. Mieliśmy też czas na wzajemne poznawanie się, na rozmowy, rozwiązywanie konfliktów.

Zakonnik wspomina również zeszłoroczną inicjatywę pomocy powodzianom. Z grupą 13 bezdomnych pomagali usuwać skutki powodzi. – Wtedy zobaczyłem, że ci bezdomni to grupa do zadań specjalnych. Oni naprawdę chcieli pomóc i czuli się potrzebni.

– Często wykluczamy ubogich z życia społecznego, z Kościoła z powodu nieumiejętności ich zaakceptowania, a tak naprawdę wyrzucamy skarb. Oni są brakującym ogniwem w życiu Kościoła. Bezdomni uczą mnie szacunku do człowieka i odpowiedzialności za własne czyny i słowa względem drugiego. Charakteryzuje ich pewien rodzaj przejrzystości: jak ktoś jest zły, to jest zły naprawdę i nie owija w bawełnę – zauważa kapucyn.

Na cztery łapy
Robert oprócz braku domu i pracy, alkoholizmu, samotności zmaga się obecnie z problemami zdrowotnymi – ma złamaną nogę. Ale w tym wszystkim poruszający jest jego optymizm. Śmieje się, że już wiele razy był w tarapatach, a jednak spadał jak kot na cztery łapy. Jest pewny, że to nie jego zasługa.

– Wszystko, co się dzieje w moim życiu, nie jest przypadkiem. Bóg tak układa mi ścieżkę…

– I wiesz, co jeszcze chciałbym zrobić? – pyta, chcąc podzielić się swoim marzeniem. – Pojechać do Izraela i wejść na górę Tabor. Mam przeczucie, że tam czeka na mnie Pan Bóg i chce, żebym tam wszedł. Nie wiem, co stanie się później, ale chcę tam dotrzeć.

– Bezdomność i alkoholizm to mój krzyż, ale czuję, że nie niosę go sam. On zawsze pomaga mi ten krzyż dźwigać. Pamiętam pierwszą Paschę we wspólnocie neokatechumenalnej – była prawie północ, przed porankiem Zmartwychwstania. Pomyślałem wtedy: Panie Boże, nie chcę już nieść tego krzyża, czy będziesz moim Szymonem? I usłyszałem: „Ty nie niesiesz go sam, pozwól mi Twój krzyż nieść za Ciebie”. To huczało mi w uszach jak potężny trzask. Cały czas tak to czuję. Czuję, że przy tym krzyżu jesteśmy obaj – zwierza się Robert.

Innego znaku nie będzie
Główna ulica miasta z kolorowymi butikami. Tłum ludzi. Muzyka dochodząca z klubów. Atmosfera zabawy i beztroski. Zakupy, własne sprawy, dzwoniące komórki i tysiące spraw do załatwienia. Na chodniku leży człowiek, skulony, brudny, w przemokniętym ubraniu, bezdomny. Kolejna przeszkoda na drodze czy może znak, by się zatrzymać, by odczytać coś więcej?

Agata Rajwa

„Głos Ojca Pio” [71/5/2011]


 

Image
fot. Per Olsson/Dreamstime.com

 

 

Mądrość pustelnika

Samotność, ta cisza, nie jest wcale pustką.
Ja także nie jestem z tej bajki współczesnej.
Jest ona książką, kwiatem i melodią,
myślą piękną, dążeniem wzniosłym, ideałem,
co nie pozwala być jak zwierzę dzikie,
którego żywot śladu nie zostawia…

Jest to odwieczna misja poszukiwań
całego piękna w gwiazdach rozsianego i najwyższego ideału,
w którego mocy straszliwej jest WIEDZIEĆ!
Kto skarb ów posiądzie, ten będzie bogaczem
odzianym w łachmany, śpiącym na kamieniu.

wiersz Roberta

http://glosojcapio.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=3080&Itemid=96

Posted in Ojciec Pio, Religia, Reportaż, Świadectwa | Leave a Comment »

Skąd się wzięła kolęda

Posted by tadeo w dniu 18 Grudzień 2011

Najbardziej lubiane polskie kolędy śpiewamy na melodie: poloneza, kujawiaka i oberka. Kolędę najpopularniejszą na świecie – „Cicha noc” – pierwszy raz wykonano na pasterce z akompaniamentem… gitary.

Zobacz także

Być może pieśń „Stille Nacht, heilige Nacht”, którą przetłumaczono na ponad 300 języków i narzeczy i śpiewa się ją na całym świecie, w ogóle by nie powstała. Na szczęście w alpejskiej wiosce Oberndorf niedaleko Salzburga w 1818 roku zepsuły się sfatygowane i – jak głosi legenda – ponadgryzane przez myszy organy. Żeby mimo awarii instrumentu nadać odpowiednią oprawę nocnej mszy św., tamtejszy wikary, ks. Josef Mohr sięgnął po napisany dwa lata wcześniej tekst i pokazał go organiście i nauczycielowi muzyki Franzowi Gruberowi. Ten w ciągu kilku godzin skomponował pieśń na gitarę, dwa głosy i chór. Pasterka celebrowana przez proboszcza, ks. Josefa Kesslera udała się nadzwyczajnie. Gruber grał na gitarze i śpiewał basem, a ks. Mohr wykonał partie tenorowe. Pieśń bardzo podobała się parafianom.

Jeśli wierzyć tradycji, do napisania tekstu kolędy natchnęło Josefa Mohra wezwanie, tuż przed świętami, do ubogiej parafianki, żony węglarza. Kobieta po porodzie poczuła się na tyle źle, że w nocy posłała po księdza, by ochrzcił dziecko, a ją przygotował na śmierć. Najbiedniejsza kobieta we wsi rodząca dziecko w nocy skojarzyła się księdzu z sytuacją Świętej Rodziny z Nazaretu. Zaraz po powrocie, zanim ostygły emocje, napisał tekst przyszłej kolędy.

Nie wiadomo, czy jej sława przekroczyłaby granice małej alpejskiej parafii. Na szczęście do zreperowania poniszczonych przez gryzonie mieszków organowych wezwano Karola Maurachera, organmistrza i stroiciela z Zillental. Kiedy remont był zakończony, kazał Franzowi Gruberowi zagrać coś na próbę. Ten wykonał swą ulubioną kolędę „Stille Nacht”. Zachwycony Mauracher zabrał nuty ze sobą i z tyrolskiej doliny ruszyły one w świat. Rodzina miejscowych rękawiczników zaśpiewała pieśń po raz pierwszy w Lipsku. Wkrótce grała ją już dworska orkiestra w Berlinie. Cztery lata po premierze usłyszał ją cesarz w Wiedniu. W końcu pieśń trafiła także za ocean, do USA.

Charakterystyczne dla polskiej pobożności kolędy kołysankowe zawdzięczamy,
jak się łatwo domyślić, kobietom. Zwyczaj śpiewania kolęd połączony z kołysaniem figurki Dzieciątka był kultywowany przede wszystkim w żeńskich klasztorach

Tłumaczono ją wiele razy, w sumie na ponad 300 języków i narzeczy. Powstawały coraz nowe wariacje tekstu kolędy. U nas w użyciu są dwie wersje, tzw. śląska i ogólnopolska. Ale to nie powinno dziwić, skoro tylko po łacinie pieśń ta jest wykonywana z 11 różnymi, choć podobnymi w klimacie tekstami.

Paradoks Narodzenia

Za najpopularniejszą polską kolędę uważa się śpiewaną na melodię poloneza do tekstu Franciszka Karpińskiego pieśń „Bóg się rodzi, moc truchleje”.

Czołowy poeta okresu sentymentalizmu, autor m.in. „Laury i Filona”, umieścił ją w zbiorze „Pieśni nabożnych” wydanym w 1792 roku w wydawnictwie bazylianów w Supraślu. Paradoks Bożego Narodzenia, czyli przyjście Boga na świat jako człowieka, i to w biedzie stajni betlejemskiej opisał za pomocą kilku par sprzecznych epitetów: moc – truchleje, Pan niebiosów – obnażony, ogień – krzepnie, blask – ciemnieje, ma granice – nieskończony, wzgardzony – okryty chwałą, śmiertelny – Król nad wiekami. Zwrotkę kończy nawiązujący do tekstu Janowej Ewangelii wers: a słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami.

Kolędę zamyka śpiewana chętnie do dziś zwrotka zaczynająca się od słów: „Podnieś rękę, Boże Dziecię, błogosław Ojczyznę miłą”. W czasach zaborów śpiewaną – pod presją cenzury – w wersji „Błogosław krainę miłą”.

– Warto zaznaczyć, że pieśń ta nie od razu była śpiewana na melodię poloneza – mówi prof. Remigiusz Pośpiech z Katedry Muzyki Kościelnej Wydziału Teologicznego UO. Pierwotnie miała ona melodię chorałową, z elementami kresowej dumki. Odkąd śpiewano ją na melodię poloneza, bardzo się spopularyzowała.

Miarą tej popularności jest i to, że w stanie wojennym do kolędy Karpińskiego jeden z internowanych księży dopisał zwrotkę: „Pociesz, Jezu, kraj płonący/ Zasiej w sercach prawdy ziarno/ Swoją siłę daj walczącym/ Pobłogosław »Solidarność«/ Więźniom wszystkim daj wytrwałość/ Pieczę miej nad rodzinami/ A słowo stało się Ciałem/ I mieszkało między nami”.

Dziś nikt już jednoznacznie nie rozstrzygnie, czy polonez, który stał się melodią kolędy, a przypisywany jest chętnie Karolowi Kurpińskiemu, ma swoje korzenie w polonezie koronacyjnym królów polskich, w XVIII-wiecznej pastorałce czy może we wcześniejszej pieśni o Bożym Narodzeniu: „W żłobie leży, któż pobieży”. Ta popularna kolęda wyszła spod pióra autora mającego znaczące miejsce w polskiej literaturze, ks. Piotra Skargi, kaznodziei na dworze króla Zygmunta III Wazy. Jej za melodię posłużył polonez tańczony na dworze króla Władysława IV. Autorem pięknej pieśni „Mizerna cicha” jest znany poeta Teofil Lenartowicz. Polskie kolędy powstawały w szczególnych okolicznościach. Znana, choć smutna w brzmieniu kolęda „Nie było miejsca dla Ciebie” została napisana w obozie koncentracyjnym w Gusen.

Już aniołowie śpiewali

– Nie ma wątpliwości, że śpiewanie należy od początku do tradycji związanej z Bożym Narodzeniem – uważa Remigiusz Pośpiech. – Zgodnie z Ewangelią św. Łukasza pasterze biegną do betlejemskiej szopki, by zobaczyć Dzieciątko, przynagleni śpiewem aniołów, a wracając, wielbią Boga, także śpiewem.

Nie od razu do pieśni o Bożym Narodzeniu przylgnęła nazwa kolędy. Pierwotnie nazywano tak pieśni towarzyszące składaniu życzeń noworocznych. Dopiero w XVIII wieku utrwaliło się pojęcie kolędy na określenie pieśni świątecznej, a kolejne sto lat później podział na kolędy, czyli śpiewy wykonywane w kościele, towarzyszące mszy św. i ludowe, domowe, często luźniejsze w charakterze, pastorałki wykonywane przez amatorów, kolędników. Przyczynił się do tego Michał Marcin Mioduszewski, wydając w połowie XIX wieku śpiewnik „Kolęd i pastorałek”.

– Symbolicznie ten podział utrwalił się także w obrazach Bożego Narodzenia i na kartkach świątecznych – zauważa prof. Pośpiech. – Aniołowie wyobrażani są ze zwojami nut i szlachetnymi instrumentami, np. skrzypcami w ręku. Pasterze grają z pamięci na fujarkach, gęślach, dudach itp. Dziś podział na kolędy i pastorałki się zatarł, bo też większość pastorałek wypadła z powszechnej świadomości, a i kolęd częściej słuchamy, niż je śpiewamy.

Kolędy bez Dzieciątka

Pierwsze kolędy w Europie – w Polsce, w Niemczech i Czechach – były przekładami kościelnych hymnów łacińskich i pojawiły się już pod koniec średniowiecza, w wieku XV. Najstarsza polska kolęda, zanotowana w 1424 roku, autorstwa magistra praskiego Szczekny i spowiednika królowej Jadwigi, nosiła tytuł „Zdrow bądź Krolu Anielski”. Dziś nie jest już w naszych kościołach śpiewana, a i na płytach z muzyką religijną niełatwo ją znaleźć. Wyparły ją późniejsze utwory, bliższe współczesnej wrażliwości, przede wszystkim barokowe, śpiewane na melodię tańców polskich. To ciekawe, że średniowieczne pieśni wielkanocne zostały w tradycji do dziś, repertuar kolędowy zmieniał się znacznie szybciej.

Prof. Pośpiech podkreśla, że w kolędzie średniowiecznej nie ma jeszcze mowy o Dzieciątku. Zwykle „importowane” do nas z łaciny przez Czechy śpiewy, oddają cześć Chrystusowi Królowi i Zbawcy. Nie spotkamy w nich tak lubianych przez nas dzisiaj sentymentalnych wzruszeń związanych z szopką i pasterzami. W podobnym tonie utrzymana jest także XVIII-wieczna i popularna do dziś kolęda „Tryumfy Króla Niebieskiego”. Spotykamy w niej już wprawdzie pasterzy, ale chwałę odbiera tu „Bóg na wysokości”, nie Jezus – Dziecko. I jeszcze jedna ciekawostka. We wczesnych kolędach często pojawia się zawołanie Alleluja – nawiązujący do kultury żydowskiej okrzyk radości (wysławiajcie Jahwe). Później stanie się ono typowe niemal wyłącznie dla pieśni o Zmartwychwstaniu.

Kołysanki z klasztoru

Kolędy o Dzieciątku, tak lubiane, szczególnie przez dzieci, zawdzięczamy przede wszystkim św. Franciszkowi z Asyżu. Ustawił on jako pierwszy szopkę z Dzieciątkiem w kościele w Greccio, zapoczątkował tym samym zwyczaj odgrywania rozmaitych misteriów i jasełek na Jego cześć, słowem zmienił on – w XIII wieku – bożonarodzeniową wrażliwość Europejczyków.
– Takie wyobrażenie Boga, w postaci bezbronnego Dziecka, stało się ludziom zwyczajnie bliższe – zauważa Remigiusz Pośpiech. – Bóg Zbawiciel był obecny w świadomości wierzących przez cały rok. Boże Narodzenie wyróżniało się eksponowaniem Jezusa – Dziecka. Już w XVI wieku pojawia się w Polsce „piosnka na dzień Narodzenia Pańskiego” ze słowami: „Nużmy dziatki zaśpiewajmy z weselem”, adresowana wprost do dzieci. Do takiej poetyki nawiązują też późniejsze kolędy, śpiewane do dziś: „Dzieciątko się narodziło” czy „Przystąpmy do szopy, uściskajmy stopy”.

Charakterystyczne dla polskiej pobożności kolędy kołysankowe zawdzięczamy, jak się łatwo domyślić, kobietom. Zwyczaj śpiewania kolęd połączony z kołysaniem figurki Dzieciątka był kultywowany przede wszystkim w żeńskich klasztorach – klarysek, benedyktynek itp. Najwyraźniej w siostrach ożywały macierzyńskie uczucia. Stąd w kolędach tych obecna jest nie tylko Matka Boża, ale też są one utrzymane w poetyce kołysanki. Taki właśnie charakter mają kolędy „Lulajże Jezuniu”, „Gdy śliczna Panna”, „Śliczna Panienka Jezusa zrodziła” itp. Ich melodie nierzadko pochodziły z prawdziwych kołysanek śpiewanych przez mamy dzieciom.

W kolędach nie może też zabraknąć obrazu betlejemskiej nocy i motywu pasterzy śpiewających „Gloria in excelsis Deo”. Są one obecne zarówno w najstarszych, a śpiewanych do dziś XVII-wiecznych kolędach „Przybieżeli do Betlejem”, „Anioł pasterzom mówił”, jak i w nowszych – „Wśród nocnej ciszy” i „Bracia, patrzcie jeno”.

Na narodową nutę

– W okresie baroku zwłaszcza do pastorałek przeniknęły miejscowe realia. Pasterze przybierają swojskie imiona: Stach, Grześ, Maciek, Bartek i grają na ludowych instrumentach: organkach, fujarkach, dudach, rogu – dodaje Remigiusz Pośpiech. – Poezja utworów typu „Kapela generalna tak wokalistów, jako i instrumentalistów przez pastuszków bethlemskich praktykowana” nie była wysokiego lotu. Te utwory były już tak zeświecczone, wyprane z treści bożonarodzeniowych, że synody zaczęły ich zakazywać, nawet jeśli powstawały one w środowiskach zakonnych. Słowem i bez supermarketów Boże Narodzenie się sekularyzowało.

O ile barokowe pastorałki przenoszą realia Bożego Narodzenia do swojskiej przestrzeni, kolędy nadają betlejemskim wydarzeniom narodową oprawę muzyczną.

– Na melodię poloneza śpiewamy m.in. wspomnianą już kolędę „Bóg się rodzi”, „Dzisiaj w Betlejem”, „Bracia patrzcie jeno” – mówi prof. Pośpiech. Wzorzec melodyczno-rytmiczny mazura związany jest z pieśniami typu „W żłobie leży”, „Ach ubogi żłobie”, „Z narodzenia Pana”. W klimacie kujawiaka utrzymane są kolędy: „Pasterze mili, coście widzieli”, „Jezus malusieńki”, „A cóż z tą Dzieciną”. „Hej w dzień narodzenia” można śmiało zaśpiewać jako skocznego oberka. Oczywiście, kolędy nigdy nie były tańczone, za to w czasach niewoli wyznaczały pewien kanon narodowego stylu w muzyce. Gdyby ktoś chciał dopisać do kolędy zwrotkę o tym, że razem z Chrystusem rodzi się Polska, toby go cenzor powstrzymał, ale zabronić śpiewania poloneza czy mazura nie mógł. Nic dziwnego, że te „taneczne” kolędy do dziś są najbardziej popularne.

Posted in Religia | Leave a Comment »

W Ogrodzie Boga – Amy Steedman

Posted by tadeo w dniu 18 Grudzień 2011

W Ogrodzie Boga. Fascynujące opowieści o świętych Steedman 

Czytaj więcej z tej książki:

Święta Urszula

Święty Benedykt

Święty Krzysztof

Święta Katarzyna ze Sieny

Święty Augustyn z Hippony

Święta Cecylia

Święty Idzi

Święty Mikołaj

Święta Wiara

Święci Kosma i Damian

Oglądaj ilustracje z tej książki:

W Ogrodzie Boga – galeria

http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/rodzinadzieciimlodziez/32-dzieciarnia/3389-wita-katarzyna-ze-sieny

Posted in Książki (e-book), Religia, Święci obok nas | Leave a Comment »

Bł. Honorat Koźmiński

Posted by tadeo w dniu 15 Grudzień 2011

 

Honorat Koźmiński urodził się w Białej Podlaskiej 16 X 1829 r. jako syn Stefana i Aleksandry z Kahlów. Rodzice nadali mu  – zgodnie z ówczesnym zwyczajem – cztery imiona: Florentyn, Wacław, Jan, Stefan. W domu wołano go drugim imieniem – Wacław. Natomiast imię Honorat otrzymał w zakonie kapucyńskim.

Wychowany w   duchu religijnym, w okresie szkoły średniej w Płocku zachwiał się w wierze.W czasie studiów w Warszawie posądzony o udział w spisku w 1846 r. został aresztowany przez policję carską. W celi więziennej X pawilonu Cytadeli przebył ciężką chorobę tyfusu i głębokie doświadczenie wewnętrzne. Sam napisał o tym, że „Jezus przyszedł do mnie  do celi więziennej i łagodnie do wiary doprowadził”.

W 1848 r. wstąpił do Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów. Profesję zakonną złożył 21 XII 1849 r., a święcenia  kapłańskie przyjął 27 XII 1852 r. Od pierwszych lat kapłaństwa przyświecała mu idea, aby można ludziom dać poznać miłość Boża.

W 1864 r., gdy władze carskie skasowały klasztory, O. Honorat razem ze swymi współbraćmi został wywieziony do klasztoru w Zakroczymiu i tam poddany rozmaitym represjom. W tej niezwykle trudnej sytuacji zaufał całkowicie Bożej Opatrzności mówiąc do współbraci, którym władze carskie proponowały emigracje: Tu nas Pan Bóg chce mieć, a wiec tu pracować będziemy.

W drugiej połowie XIX w. Kościół w Polsce bardzo był prześladowany przez rządy carskie. Biskupi i kapłani byli ograniczeni w swej działalności, a zakonnicy i zakonnice przez kasatę rozproszeni. O. Honorat u Boga szukał sposobu podtrzymania Kościoła i pomocy swoim prześladowanym rodakom. Każdego dnia wiele godzin poświęcał na adorację Najśw. Sakramentu i rozważanie Ewangelii. Zrozumiał, że podobnie jak dotychczas winien poświęcać się pracy w konfesjonale, by formować ludzi duchowo.

W tajemnicy ukrycia Boga przed światem, w ukrytym życiu Jezusa i Maryi w Nazarecie odnalazł wzór i pomysł dla nowej formy zakonnego życia ukrytego. Gorliwych penitentów i penitentki, objawiających powołanie zakonne i chętnych wyjechać za granicę, gdyż nowicjaty w kraju były zamknięte, zachęcał do pozostania. Formował z nich wspólnoty oparte o poszczególne grupy stanowe czy zawodowe.

W ten sposób na ziemiach polskich O. Honorat zapoczątkował nową formę zakonnego życia ukrytego – bez habitu i bez odznak zewnętrznych. W latach 1855-1895 O. Honorat w Zakroczymiu, a od 1892 r. w Nowym Mieście nad Pilicą założył 26 wspólnot religijnych, z których uformowały się liczne zgromadzenia zakonne. Obecnie jest ich 16, w tym 3 habitowe, 13 bezhabitowych, a wśród nich 1 męskie i 12 żeńskich.

Ojciec Honorat przez swoją działalność zakonotwórczą wydatnie przyczynił się do podtrzymania obecności Kościoła na ziemiach polskich pod zaborem rosyjskim. Pod koniec XIX w. honorackie zgromadzenia liczyły około 10 tyś. braci i sióstr, młodych ludzi, mężczyzn i kobiet żyjących ideałami ewangelicznymi w swoim środowisku.

Wiele czasu poświęcił też Bł. Honorat w klasztornym odosobnieniu pracy pisarskiej. Tworzył dzieła o charakterze ascetycznym, które dopomagały ludziom do pogłębiania życia religijnego i codziennej pobożności. Pozbawiony słuchu i cierpiący fizycznie resztę lat spędził na modlitwie i kontemplacji. Odszedł do Pana w powszechnej opinii świętości 16 XII 1916 r. w Nowym Mieście nad Pilicą.

Posted in Filmy religijne, Religia, Święci obok nas | Leave a Comment »

Kościół św. Mikołaja w Mirze

Posted by tadeo w dniu 12 Grudzień 2011

W mojej parafii rekolekcje adwentowe w tym roku prowadzi ks. Aleksander ur. na Grodzieńszczyźnie, aktualnie  proboszcz w parafii św. Mikołaja w Mirze na Białorusi koło Nowogródka. Kapłan wielkiej otwartości i „lekkiego języka”.

ks. Aleksander Sewastianowicz

Ks. Aleksander urodził się na Białorusi. Ukończył Wyższe Seminarium Duchowne we Wrocławiu w 2000 roku. Pracował na różnych placówkach duszpasterskich na wschodzie Europy, m.in. w Moskwie. Od kilku miesięcy mieszka w Mirze na Białorusi. Jest tam zabytkowy kościół, który od czasów wojny nie posiadał stałego proboszcza i potrzebuje renowacji.

Ks. Oleg pozyskuje środki materialne głosząc rekolekcje i szukając sponsorów w Polsce oraz na zachodzie Europy. W naszej parafii dał się poznać jako kapłan wielkiej otwartości i „lekkiego języka”. Posługując się przykładami ze swojego życia, wskazywał na potęgę wiary i potrzebę zapraszania Boga do swojego życia. Problemy człowieka często mają swoje źródło w braku przebaczenia i trwania w grzechu. Stąd też otwarcie się na Boże przebaczenie, modlitwa prostymi słowami i zaufanie Bożemu miłosierdziu, może przynieść wręcz cudowne rozwiązania.

Serdecznie dziękujemy ks. Aleksandrowi za obecność wśród nas i podzielenie się swoją wiarą. Mamy nadzieję na kolejne spotkania w naszej parafii.

Poniżej zostawiamy wizytówkę ks. Aleksandra. W jego imieniu dziękujemy za wszelkie datki, które przysłużą się do renowacji kościoła św. Mikołaja w Mirze.

Mir. Kościół św. Mikołaja.

Zobacz także:

Posted in Polskie Kresy, Religia | 2 Comments »

Roman Kluska – Jak być szczęśliwym i osiągnąć sukces

Posted by tadeo w dniu 11 Grudzień 2011

Posłuchaj teraz

Dnia 1 grudnia br. w auli PWSW w Przemyślu, odbyło się spotkanie z Romanem Kluską. Polski przedsiębiorca, twórca i były prezes giełdowej spółki Optimus SA, producent kas fiskalnych,twórcą wydawnictwa i księgarni wysyłkowej „Prodoks”, portalu Onet.pl. Laureat Nagrody Kisiela 2003 za „walkę z bezprawiem aparatu państwowego”, tegoroczny laureat nagrody im. bp. Romana Andrzejewskiego za zasługi dla rolnictwa i rozwoju terenów pozamiejskich. W ostatnich latach ufundował kilka ośrodków formacyjno-rekolekcyjnych, domów spokojnej starości a największym chyba darem jest w znacznej mierze sponsorowana budowa sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie. Obecnie poświęcił się promocji hodowli owiec oraz zdrowej żywności sprzedawanej przez niego pod marką „Prawdziwe Jedzenie”. Tematem wykładu były słowa: „Jak być szczęśliwym i osiągnąć sukces„. Pan Roman na przykładzie własnej historii życia ukazał jak znikome stają się nieraz być wielkie ludzkie plany jeśli w tym wszystkim brakuje Boga. Osobiste doświadczenie cierpienia i zarazem Bożej miłości uczyniły go szczęśliwym człowiekiem. Spotkanie skierowane było przede wszystkim do studentów PWSW i uczniów przemyskich szkół średnich Roman Kluska – PWSW – wykład  24,14 MB – posłuchaj wykładu

Organizatorem wykładu było KSM parafii Przemyśl Błonie i ks. Ł. Pałacki. Przed wykładem p. Roman Kluska udzielił wywiadu Radiu FARA Roman Kluska – PWSW – wywiad  3,7 MB –  posłuchaj wywiadu

Posted in Religia, Wywiady | Leave a Comment »

Co ma święty do imienia?

Posted by tadeo w dniu 11 Grudzień 2011

     Oskar czy Michał? Marysia czy Emma? Kwestia wyboru pojawia się jeszcze przed narodzeniem dziecka. Czy rodzice szukając dla niego imienia myślą o jego świętych patronach?

     Imię jest zwykle charakterystycznym określeniem podmiotowości człowieka. Nadanie imienia to zarazem nadanie tożsamości – podkreśla ks. dr Józef Górzyń-ski, liturgista, proboszcz parafii Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny na warszawskim Wrzecionie. – Jesteśmy powołani do relacji osobowych z Panem Bogiem, dlatego mamy tożsamość.

Jak przypomina Katechizm Kościoła Katolickiego, „podczas chrztu imię Pańskie uświęca człowieka i chrześcijanin otrzymuje swoje imię w Kościele. Może to być imię świętego, to znaczy ucznia Chrystusa, którego życie było przykładną wiernością swemu Panu” (2156). Dlatego ważne jest, aby rodzice wybierali dla swoich dzieci imiona świętych lub błogosławionych.

– Nadanie imienia patrona oznacza, że przyjmuje się jego postawy i cnoty jako wzór do naśladowania. Powoływanie się na świętych jest potrzebne i wskazane. Patron staje się także orędownikiem naszych spraw, przez jego wstawiennictwo możemy się przecież modlić – zaznacza ks. Górzyński.

Zdarza się, że małżeństwa, które modlą się za przyczyną konkretnego świętego o dar potcynstwa, potem na jego cześć nadają imię swojemu dziecku. Przykładem jest Jerzy Elczyk z Warszawy. – Moi rodzice poznali się na pierwszej pielgrzymce pieszej z parafii św. Stanisława Kostki do Okopów, miejsca urodzenia ks. Jerzego Popiełuszki. Wzięli ślub w kwietniu, „niedaleko” imienin ks. Popiełuszki. Potem prosili przez jego wstawiennictwo o dziecko. Obiecali, że jeśli urodzi się syn, nadadzą mu imię Jerzy – zdradza. – A ja teraz jestem dumny, że moim patronem jest bł. ks. Popiełuszko.

Z Kodeksu Prawa Kanonicznego wynika, że „rodzice, chrzestni i proboszcz powinni troszczyć się, by nie nadawać imienia obcego duchowi chrześcijańskiemu” (KPK, kan. 855). W Polsce dość często nadawane są imiona słowiańskie, które stanowią cząstkę narodowej tradycji, jednak warto uzupełnić je drugim imieniem świętego.

– Trzeba sobie też uświadomić, że jeśli nadajemy imiona np. Marcin Krzysztof, to nie mówmy do tej osoby Krzysztof, bo powstaje zamieszanie, zmieniamy tożsamość – mówi ks. Górzyński.

BÓG WZYWA PO IMIENIU

Poprzez nadanie imienia człowiek staje się jedyny i niepowtarzalny dla Boga, o czym wielokrotnie przypomina Pismo Święte. Księga Izajasza mówi: „Nie lękaj się, bo cię wykupiłem, wezwałem cię po imieniu, tyś moim”, a w Ewangelii św. Jana czytamy: „owce słuchają jego głosu, wola on swoje owce po imieniu i wyprowadza je”. Nadanie przez Boga imienia człowiekowi oznacza także w Biblii wejście na nową drogę życia. Wybrani przez Pana otrzymują konkretne zadania. Abram zostaje Abrahamem, Jakub – Izraelem, Szymon staje się Piotrem, a Szaweł – Pawłem. Na starożytnym Wschodzie imię odgrywało rolę najważniejszą. Co nie miało imienia (nazwy), nie istniało.

Dziś imiona biblijne są wybierane przez rodziców jakby rzadziej. A szkoda, bo przecież niosą w sobie głębokie przesłanie.

– Nasi rodzice, wybrali dla nas, ośmiorga dzieci, imiona biblijne i imiona świętych: Julię, Oswalda, Sarę, Teresę, Izaaka, Ruth oraz Eliasza. Ja mam na imię Samuel, bo Oswald modli! się o mnie tak gorliwie, jak Anna prosiła o Samuela. Nie żałujemy swoich imion, uważamy je za wielki dar. I staramy podążać się drogą naszych patronów – opowiada Samuel Pereira, dziennikarz.

– Imię jest zewnętrzną szatą, która towarzyszy człowiekowi przez całe jego życie, dlatego ważne jest, by rodzice nie kierowali się jedynje modą – stwierdza Krzysztof Gołębiowski, dziennikarz KAI, znawca tematu i autor dwutomowej pracy „Poznaj swego patrona. Co oznacza twoje imię”.

– Chrześcijanin chce sięgać po wzorce. W nadawaniu imion jest głębszy sens. Możemy kierować się upodobaniami, nazywając zabawkę czy zwierzątko, ale niekoniecznie wybierając imię dla dziecka – stwierdza ks. Górzyński.

– Trzeba dbać, żeby imię nie tylko podobało się rodzicom w danej chwili, ale też żeby pamiętali, jak dziecko będzie się z nim czuło w przyszłości – dodaje Krzysztof Gołębiowski.

MODA I UPRZEDZENIA

W 2010 roku najczęściej w Polsce wybieranymi imionami dla dziewczynek były: Julia, Maja, Zuzanna, Lena, Wiktoria, Amelia, Oliwią, Aleksandra, Natalia i Zofia. Najpopularniejsze imiona chłopców to: Jakub, Szymon, Kacper, Filip, Michał, Mateusz, Bartosz, Wojciech, Adam, Wiktor.

– W tej chwili jest renesans imion klasycznych. Ale niestety, od czasu do czasu rodzice wybierają imiona, które niosą ze sobą niewiele treści – mówi ks. Górzyński.

– Przeważa moda, czasami trudna do wytłumaczenia. Na przykład w czasie mojej młodości rzadko pojawiały się Katarzyny – wspomina Krzysztof Gołębiowski. – Potem, kiedy moje pokolenie zaczęło zakładać swoje rodziny, jakieś 30 lat temu, wiele dziewczynek otrzymało imię Kasia. Dlaczego – trudno stwierdzić.

Po wyborze kard. Karola Wojtyły na papieża wielu chłopców zostało Karolami, Janami, Pawłami, a dziewczynek – Karolinami. To zjawisko było łatwe do wytłumaczenia. Bywa jednak i tak, że rodzice wybierają dane imię dlatego, że spodobał im się bohater filmowy czy serialowy. Tak było ćwierć wieku temu, gdy po emisji telenoweli „Niewolnica Isaura” kilkadziesiąt dziewczynek w Polsce zostało Izaurami, a nawet Żanuariami. Być może nie jest też przypadkiem, że początek wieloletniej już mody na Jakubów i Julie zbiegł się w czasie z nowym podówczas serialem „Na dobre i na złe”.

– Pamiętam, że pewien ojciec chciał nadać swojemu dziecku imię Gagari-nek, na cześć kosmonauty – opowiada red. Gołębiewski. – Owszem, powinniśmy szukać imion dość oryginalnych, ale na pierwszym miejscu musimy kierować się zdrowym rozsądkiem. I na pewno nie jest wskazane, aby przy wyborze na priorytetowym miejscu stała przemijająca moda na serial. W dodatku często z telewizji biorą się imiona obco brzmiące. – Nie ma konieczności, aby dziewczynka miała na imię Inez, skoro istnieje polski odpowiednik: Agnieszka. Trzeba też pamiętać, że imiona żeńskie, w przeciwieństwie do męskich, poza paroma wyjątkami, powinny kończyć się na „a”.

– Wiele ładnych imion przepada, bo panuje swego rodzaju zmowa milczenia wokół nich. Rzadko np. pojawia się Augustyn, Barnaba czy Ignacy, a szkoda, bo przecież nosili je potężni święci – dodaje Krzysztof Gołębiowski. Zaznacza od razu, że rodzice niechętnie sięgają do imion wywołujących pejoratywne skojarzenia. Rzadko można spotkać Adolfa, bo imię ewidentnie kojarzy się z Hitlerem. A przecież na przełomie XII i XIII wieku żył św. Adolf z Westfalii, słynący z dobroczynności i pobożności, w XIX wieku zaś żył bł. Adolf Kolping, którego Jan Paweł II nazwał „wzorem współodpowiedzialności za uzdrowienie świata”.

– Za sprawą literatury francuskiej pejoratywnego znaczenia nabrało imię Alfons. Szkoda, bo przecież jest św. Alfons Maria de Liguori, doktor Kościoła, żyjący na przełomie XVII i XVIII wieku, a także św. Alfons Rodriguez – przypomina autor imionnika. Również bł. ks. Jerzy Popiełuszko na chrzcie otrzymał imię Alfons.

Wbrew pozorom, nieczęsto pojawia się wśród nowonarodzonych Józef. Każdy, kto modli się przez wstawiennictwo św. Józefa, wie, jak skutecznym jest patronem. Czyżby rodzice uprzedzili się do tego imienia?

– Dobrze by było, gdyby rodzice wiedzieli, co znaczy dane imię. Pewnie wtedy częściej wybieraliby imiona mniej znane, ale piękne i z przesłaniem – mówi red. Gołębiowski.

KIEDY IMIENINY?

– W czasie Soboru Watykańskiego II został zmieniony kalendarz liturgiczny. Zmieniły się daty wspomnień poszczególnych patronów – opowiada ks. Górzyński. – Na przykład wspomnienie św. Stanisława Kostki z 13 listopada zostało przeniesione na 18 września. Część osób pozostała konsekwentnie przy dacie listopadowej, część przeniosła się na wrzesień. Większość Grzegorzów obchodzi swoje imieniny tradycyjnie w marcu, a nie we wrześniu, na kiedy przeniesiono wspomnienie ich patrona. I to zamieszanie trwa.

Tradycyjnie w naszej kulturze imieniny są częściej obchodzone niż urodziny. Dlaczego? – Imieniny są symbolem narodzenia do życia niebiańskiego, a nie ziemskiego – mówi ks. Górzyński – dlatego tak istotne jest głębokie zrozumienie sensu nadawania imion.

Ewelina Steczkowska

Tekst pochodzi z Tygodnika

30 października 2011

Posted in Religia | Leave a Comment »

Zamordował 48 tys. dzieci, teraz broni życia.

Posted by tadeo w dniu 10 Grudzień 2011

Historia Stojana Adasevica, byłego abortera, który pod wpływem św. Tomasza z Akwinu, zaprzestał wykonywania aborcji i stał się działaczem na rzecz ochrony życia nienarodzonych.

Więcej informacji:Zobaczył ludzi, których zabił

Posted in Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

Radosnych Świąt Bożego Narodzenia

Posted by tadeo w dniu 9 Grudzień 2011

Życzę Ci, abyś odnalazł-a czym i na kogo jest ten czas oczekiwania i aby odkrywanie tego Wielkiego Daru było drogowskazem w codziennym dniu twojego życia.

Merry Christmas.pps

Adwentowe świece

WIGILIA SAMOTNYCH

Przeczytaj także: Wigilia władzy i wigilia ludu

Posted in Polityka i aktualności, Religia | 2 Comments »

Nadzieja

Posted by tadeo w dniu 6 Grudzień 2011

Może masz w głowie myśli
bardziej szalone niż ja.
Może masz skrzydła, których
by Tobie pozazdrościł ptak.
Może masz serce całe •♥•
ze szlachetnego szkła.
Może masz kogoś, a może
właśnie kogoś Ci brak…
Nie płacz, nie płacz, o nie…
•♥•
Może masz oczy, w których
nie gościł dotąd strach.
Może masz w sobie niechęć
do wojny i brudnych spraw.
Może masz litość, a może
uczuć już w Tobie brak…
Może masz wszystko,
lecz nie masz tego co mam ja…
•♥•
Nie ma nikt takiej nadziei jak ja.
Nie ma nikt takiej wiary w ludzi
i cały ten świat.
Nie ma nikt tylu zmarnowanych lat.
Nie ma nikt, bo któż to
wszystko mieć by chciał…
Tylko ja, tylko ja…

Posted in Religia, Wiersze | Leave a Comment »

Święta Barbara

Posted by tadeo w dniu 4 Grudzień 2011

święta Barbara

Wszyscy wiemy, że jest patronką górników.

Według legendy Barbara była nadzwyczajnej urody córką bogatego poganina Dioskura — wysokiego urzędnika z Heliopolis w Bitynii (leżącej w północnej części Azji Mniejszej).

Barbara przyjęła chrzest, złożyła ślub czystości.

Gdy ojciec dowiedział się o tym stał się prześladowcą córki. Zamknął ją w wieży, głodził i oskarżył ją.

Gdy zapadł wyrok skazujący, sam uciął jej głowę.

Jako datę jej męczeńskiej śmierci podaje się rok 305 lub 306.

W kościele była czczona bardzo wcześnie, głównie jako patronka od nagłej śmierci.

Jej kult przeniknął do Polski prawdopodobnie z Francji, najpierw na Dolny a potem na Górny Śląsk.

Już w II połowie XIII wieku spotykamy na Dolnym Śląsku co najmniej trzy kościoły pod jej wezwaniem.

Na Górnym Śląsku jednym z pierwszych tego rodzaju obiektów sakralnych jest modrzewiowy kościołek świętej Barbary w Jodłownikach koło Rybnika, który powstał w 1422 roku.

W 1747 roku zostało potwierdzone przez papieża istnienie w Tarnowskich Górach bractwa dla uprawiania czci świętej Barbary. Jego członkami byli górnicy.

W czasie tego stulecia kult świętej rozszerzył się na cały górniczy obszar górnośląski. Św. Barbarę uważano już nie tylko za wybawicielkę od nagłej śmierci, ale także za patronkę górników.

Zobacz film : Święta Barbara – lektor PL

Po kilku miesiącach prac konserwatorskich można już podziwiać ołtarz św. Barbary – jeden z najcenniejszych ołtarzy gotyckich w Bazylice Mariackiej w Gdańsku (przeczytaj historię obrazu)

MODLITWA

O święta Barbaro, zlituj się nade mną,
Żebym się nie został pod tą ziemią ciemną.
Żona by płakała, dzieci by płakały,
Boby ojca swego więcej nie widziały
(utwór ludowy z pracy S. Ciszewskiego)

O prawdziwie wymiernych korzyściach płynących z nabożnego stosunku do Patronki doskonale wiedzą górnicy, którym święta Barbara daje poczucie bezpieczeństwa nie tylko w czasie pracy, ale również podczas powrotnej drogi do domu.

Bezgraniczne zaufanie przerodziło się w przekonanie o jej fizycznej obecności. Co więcej, Święta jest tam, gdzie górnicy.

Z mieczem i wiatykiem w dłoniach przechadza się górnośląskimi ścieżkami.
Kiedy zachodzi taka potrzeba, święta Barbara schodzi nawet do kopalnianych podziemi, by pomóc, ostrzec przed niebezpieczeństwem tąpnięcia, zawalenia się stropu, a kiedy już dojdzie do tragedii, zapewnić górnikowi szczęśliwą śmierć i zaopatrzyć go wiatykiem.

W wielu kopalniach znajdują się kaplice pod wezwaniem świętej Barbary lub umieszczano jej wizerunek w cechowni. Przy obrazie lub figurze świętej zapalano świece i modlono się przed pracą.
Modlitwę i pieśni zaczynał jeden spośród najstarszych w braci górniczej.

                           

Modlitwa

Święta Barbórko, panno i męczenniczko nasza,
Proś za nas, módl się za nas.
Do Jezusa Pana przyczyniaj się za nas,
Aby nam raczył odpuścić wszystkie nasze złości,
A potem nas przyjął do wieczności. Amen.

Święta Barbaro

Święta Barbaro Patronko Górników
w Twe ręce złożyli swój los dziadkowie
a dzisiaj o Twoją opiekę proszą
synowie tej ziemi nasi Ojcowie

To Oni przodków pracowitych wzorem
w trudzie i znoju byt wykuwali
i czarnym węglem skarbem śląskiej ziemi
życie i zdrowie Ojczyźnie oddali

Otocz opieką Tę brać górniczą
nigdy nie zostaw samemu sobie
bądź ich ucieczką i zawsze wspieraj
w nieszczęściu pracy bólu chorobie

A kiedy przyjdzie ostatnia godzina
nie pozwól by lud Ten tak wierny Tobie
odszedł w zaświaty bez Twojej świty
wszak On Barbaro zawierzył Tobie.

Przeczytaj takżeO kulcie św. Barbary

4 grudnia – wspomnienie św. Barbary, dziewicy i męczennicy. Tajemniczy krucyfiks u św. Barbary

Posted in Religia, Święci obok nas | 1 Comment »