WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • Tylko przestańmy mówić: ten kraj, w tym kraju, tutaj, ci ludzie. Zacznijmy mówić tak, jak Pan Bóg przykazał, jak o matce: Ojczyzno ma, moja, kochana, poraniona, więc tym bardziej kochana. Moja, to znaczy taka, którą się kocha, którą się po rękach całuje, przed którą się klęka, której się służy, której się z czcią opowiada, której się nie okrada, dla której się pracuje, dla której się cierpi i umiera, jak trzeba. To nie inni mają tak zrobić, to nie oni, tam na górze, ale my. Inaczej na nic wszystko. Na nic ta rana i na nic te ofiary. Nasza Ojczyzna mocno krwawi i ból nie ustaje w naszych sercach, ale zapewniamy pachołków Moskwy i Berlina, i tych, co służą „mamonie” – jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy. Póki pracujemy dla dobra naszej Ojczyzny. Póki kochamy i pamiętamy.

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Religia’ Category

Ludzkie krzyże

Posted by tadeo w dniu 5 lutego 2012

Był człowiek, który narzekał na swoje życie. Skarżył się, że jest mu ciężko, bo mieszkanie niewygodne, za ciemne, za ciasne, że dochody za małe, że jego rówieśnicy, którzy podobne szkoły ukończyli, zarabiają daleko więcej niż on. Mówił, że innym jest łatwiej żyć, że lepiej dają sobie radę ze złymi ludźmi, z trudnymi okolicznościami, że im wszystko układa się korzystnie, a jemu jest źle i to z roku na rok coraz gorzej. Twierdził, że gdyby się urodził kilkadziesiąt lat wcześniej albo kilkadziesiąt lat później, to wtedy na pewno byłoby wszystko inaczej. Chodził wciąż smutny, skwaszony, zniechęcony.
Razu pewnego, gdy spał, śniło mu się, że ktoś go budzi. Otworzył oczy i zobaczył postać stojącą koło’jego łóżka. Chociaż nigdy Anioła nie spotkał, wiedział, że to jest Anioł. Nie czul w sobie żadnego lęku. Anioł stał nad nim, jakby czekając na jego przebudzenie. A gdy spostrzegł, że on już nie śpi, łagodnym zapraszającym ruchem dał mu znak, aby wstał:
– Wstań proszę – powiedział.
Człowiek ów, wcale tym nie zdziwiony, podniósł się z łóżka. Stanął obok tajemniczego gościa. Popatrzył pytająco na niego. A wtedy Anioł z uśmiechem powiedział:
– Pójdź, proszę, ze mną.
Człowiek spytał go nieśmiało:
– Dokąd chcesz, żebyśmy poszli?
– Zaraz zobaczysz – odpowiedział Anioł.
Podążył więc za nim. Anioł wiódł go przez jego mieszkanie, wyprowadził go na klatkę schodową i zaczął wstępować po schodach na górę. Człowiek wciąż nie wiedział, dokąd idą i co to ma wszystko znaczyć, ale nie śmiał pytać. Był tylko pewny, że to chodzi o jakąś bardzo ważną sprawę, która go bezpośrednio dotyczy. Postępował w milczeniu za Aniołem coraz bardziej ciekawy, dokąd wiedzie go ten wysłannik Boga. Szli długo po schodach, aż stanęli przed drzwiami. W pierwszej chwili nie mógł zorientować się, dokąd drzwi prowadzą, ale za moment poznał, że; to drzwi wiodące na jego strych. Anioł otworzył drzwi i weszli do wnętrza. Wtedy człowiek zobaczył, że to wcale nie jest strych jego domu. To była wielka sala, pod której ścianami stały nagromadzone krzyże – tysiące, dziesiątki tysięcy, nieprzeliczona ilość; krzyże były różne, dziwne: ogromne, małe i całkiem maleńkie, proste i ozdobne, ze złota i z drewna, malowane, heblowane, wysadzane drogimi kamieniami i całkiem zwyczajne, cięte z brzozy. Przyglądał się uważnie tym krzyżom. Każdy z nich był inny. Czasem zdawało mu się, że znalazł dwa identyczne, ale później zauważał, że tak nie jest, że różnią się pomiędzy sobą przynajmniej jakimś szczegółem.
Po chwili człowiek przełamując nieśmiałość spytał Anioła:
– Skąd tu tyle krzyży? Po co tu stoją? Do kogo należą? Usłyszał jego głos:
– To są ludzkie krzyże.
– Ludzkie krzyże? – powtórzył człowiek, niewiele z tego rozumiejąc.
– Każdy musi jakiś nieść – mówił dalej Anioł.
– Ach tak. Teraz rozumiem, dlaczego tyle tych krzyży i dlaczego każdy z nich jest inny. Ale po co przyszliśmy tutaj? Anioł o odpowiedział:
– Pan Bóg polecił mi, abym ciebie tu przyprowadził.
– Pan Bóg? – zdziwił się ów człowiek. – Dlaczego?
– Narzekasz na swój krzyż. Mówisz, że ci bardzo ciężko z nim iść. Bóg zezwolił, abyś tu przyszedł i wybrał sobie inny krzyż, jaki tylko zechcesz, i żebyś z tym nowym krzyżem szedł dalej przez życie nie narzekając.
Człowiek słuchał tego, co Anioł mówił, prawie nie wierząc swoim uszom. W końcu powiedział:
– Czyż to jest możliwe, żeby Wielki Bóg chciał się zajmować takim człowiekiem jak ja?
– Pan Bóg naprawdę przysłał mnie do ciebie – potwierdził Anioł.
– Będę mógł wybrać krzyż taki, jaki tylko zechcę? – spytał wciąż jeszcze nieufny.
– Tak. Naprawdę – powtórzył Anioł jego słowa. – Możesz wybrać l taki krzyż, jaki tylko zechcesz.
– I będę mógł z nim iść przez całe życie? – pytał człowiek, chcąc się upewnić.
– Tak. Będziesz mógł iść z nim, jeżeli tylko zechcesz, przez całe Twoje życie – Odpowiedział mu Anioł.
Człowiek wiedział już, który krzyż wybierze. Piękny, złoty krzyż przyciągał jego wzrok od pierwszej chwili. Pomyślał: „Wreszcie będę miał wspaniałe życie”. Spytał nieśmiało Anioła wskazując na ten krzyż:
– Czy mogę go wziąć? Anioł skinął głową:
– Tak.
Uradowany człowiek podbiegł do upatrzonego krzyża, objął go mocno, aby go włożyć na swoje ramiona, ale nadaremnie. Nie potrafił go nawet, ruszyć. Krzyż był bardzo ciężki. Mimo to człowiek nie chciał z niego zrezygnować. Wytężył wszystkie siły. Nic nie pomogło. Krzyż nawet nie drgnął. Zaskoczony tym i rozczarowany powiedział do Anioła:
– Za ciężki.
– Spróbuj znaleźć inny, który będzie lepszy dla ciebie – powiedział spokojnie Anioł. Człowiek rozejrzał się po sali i skierował w stronę innego krzyża, również złotego, choć nie tak dużego, który też wcześniej już spostrzegł. Krzyż ten był wysadzany wspaniałymi kamieniami, ozdobiony wyszukanym ornamentem. Podszedł do niego, z trudem położył go sobie na ramiona. Zrobił z nim parę kroków i przekonał się, że niestety ten też jest za ciężki, a poza tym dokuczliwie gniotą go w ramiona te wspaniałe ozdoby i drogie kamienie, które go tak zachwycały. Odezwał się trochę do siebie, trochę do Anioła:
– Jest niemożliwe, żebym mógł z nim iść dłuższy czas.
– Znajdziesz na pewno krzyż bardziej dla ciebie odpowiedni. Tylko nie zniechęcaj się – pocieszył go Anioł.
Człowiek rozglądnął się w poszukiwaniu i po chwili podszedł do krzyża też złotego, który był o wiele mniejszy. Faktycznie, był on również o wiele lżejszy, ale za krótki. Gdy ułożył go sobie na ramionach i zaczął z nim iść, krzyż ten tłukł go po nogach i plątał mu krok. Odłożył go na miejsce. Wziął inny krzyż, ale ten mu też nie odpowiadał. Potem spróbował nieśćinny i znowu inny. Coraz bardziej nerwowo, już nie chodził, ale biegał po tej ogromnej sali szukając krzyża dla siebie. Czas płynął, a on wybierał i wybierał bez końca. Wciąż nie mógł znaleźć krzyża, z którego byłby zadowolony. Bo były za długie albo za krótkie, za ciężkie, albo zbyt uciskały go ozdoby, albo po prostu nie podobały mu się w kształcie lub kolorze. Już zdawało mu się, że nie zdecyduje się na żaden, że nie znajdzie dla siebie .odpowiedniego. Przyszło mu nawet do głowy, że może przez zapomnienie czy przeoczenie nie zrobiono stosownego krzyża dla niego. I gdy był na skraju rozpaczy, że będzie musiał wziąć krzyż jaki bądź, pierwszy lepszy, wtedy wreszcie znalazł taki, który był odpowiedni dla niego. Wszystko mu się w nim podobało: i ciężar, i długość, kolor, ozdoby. Wszystko było takie, jak chciał. Był świetny, najlepszy. Uszczęśliwiony podszedł z tym krzyżem do Anioła i powiedział:
– Znalazłem.
– Cieszę się, że znalazłeś – odrzekł Anioł.
Człowiek ów, jakby z obawy, by mu tego krzyża nie odebrano, powtórzył:
– Tak, ten mi odpowiada. Proszę de, pozwól mi z tym krzyżem iść przez całe życie. Anioł uśmiechnął się tajemniczo:
– Dobrze a potem dodał – A czy ty wiesz, że to jest twój krzyż? Człowiek patrzył z niepokojem na Anioła nie rozumiejąc, o co chodzi. Wreszcie zapytał:
– Nie wiem, o czym mówisz? Wtedy Anioł powiedział mu wyraźnie:
– Ten krzyż, który znalazłeś, to jest twój krzyż. To jest ten sam, który od początku życia niesiesz na swoich ramionach.

ks. M. Maliński

Posted in Religia | Leave a Comment »

Jak odnaleźć sens życia? – s. prof. Zofia. J. Zdybicka (KUL)

Posted by tadeo w dniu 5 lutego 2012

Jak odnaleźć sens życia? – wykład wygłoszony w Stowarzyszeniu Fides et Ratio w Krakowie przez Siostrę Prof. Zofię J. Zdybicką – podczas II konferencji poświęconej dziełu O. prof. M. A. Krąpca pt.:”Człowiek otwarty na Boga, świat i Ojczyznę”. Kraków 2009.
Realizacja: Stanisław Papież.
Montaż: Robert.
Stowarzyszenie Fides et Ratio w Krakowie.

Posted in Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

Modlitwa o cud

Posted by tadeo w dniu 15 stycznia 2012

Modlitwa o cud. pps

Posted in Filmy i slajdy, Religia | Leave a Comment »

Czy żyjemy w świecie Harrego Pottera

Posted by tadeo w dniu 15 stycznia 2012

Niestety tak gdyż ta książka zwiodła miliony dzieci i młodzieży
wprowadzając w pokusy diabelskie praktyk okultystycznych New Age.

http://gloria.tv/?media=243881

Posted in Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

O.Augustyn Pelanowski-Błędy są potrzebne

Posted by tadeo w dniu 12 stycznia 2012

Posted in Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

Spotkanie z egzorcystą- ks. Piotr Glas

Posted by tadeo w dniu 12 stycznia 2012

Konferencja ks. Piotra Glasa, egzorcysty pracującego w Anglii, o pracy księży egzorcystów i o egzorcyzmach, o wpływie szatana na współczesny świat i ludzi. Rejestracja video: 29 lipca 2011 rok, rekolekcje Ruchu Czystych Serc, Gródek nad Dunajcem. Realizacja: ks. Sławomir Kostrzewa http://www.rcs.org.pl http://www.milujciesie.org.pl

Posted in Filmy i slajdy, Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

Opętanie – o. Marek Dettlaff

Posted by tadeo w dniu 12 stycznia 2012

O tym, czym jest opętanie, opowiada o. Marek Dettlaff OFM Conv egzorcysta.

Posted in Filmy i slajdy, Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

Wzrastanie w swietosci o. Fabian Blaszkiewicz

Posted by tadeo w dniu 9 stycznia 2012

http://www.duszpasterstwotalent.pl/mp3-fabian-blaszkiewicz/

Posted in Religia | 1 Comment »

Byt a prawda, dobro i piękno. Problematyka zła i wartości

Posted by tadeo w dniu 9 stycznia 2012

Wstęp do Metafizyki – z największym polskim filozofem O. prof. Mieczysławem Albertem Krąpcem – rozmawia ks. prof. Andrzej Maryniarczyk SDB 
za: Fundacja Lubelska Szkoła Filozofii Chrześcijańskiej.

Posted in Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

Czego boi sie szatan

Posted by tadeo w dniu 3 stycznia 2012

Rozmowy z niektórymi egzorcystami.

Diabeł – opętanie przez złego.

Program stara się przedstawić opis złego ducha, jego pochodzenie i występowanie w świecie, od czasu kuszenia Adama i Ewy w raju, po współczesność. Najlepsi specjaliści w tej tematyce mówią o jego mocy i taktyce, celach i ograniczeniach. Opisują, jak szatan działa przez pokusy, dręczenie, porażenie, omotanie i opętanie. Widzowie dowiedzą się, kim są jego ulubione ofiary, poznają jego przewrotność oraz przekonają się, kto może wpaść w jego sidła. Dokument przedstawia świat spirytyzmu, tarot, astrologię, satanizm i inne formy okultyzmu.

 

Przeczytaj także: ZARYS KATOLICKIEJ DEMONOLOGII

Posted in Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

Gdzie Jest Twoje Serce – dr Bohumir Żiwczak ”Znajdź ponownie swoje serce ”.

Posted by tadeo w dniu 1 stycznia 2012

Konferencje dla mężczyzn „Znajdź ponownie swoje serce” 18-20 listopada 2011 http://mezczyzni.net

cz. 1 –  Gdzie Jest Twoje Serce – http://gloria.tv/?media=233497

cz. 2 – Czy Bóg ma Serce – http://gloria.tv/?media=233561

cz.3 – Żyć w wolności cz.1  – http://gloria.tv/?media=233578

cz.4 – Żyć w wolności cz.2 – http://gloria.tv/?media=233507

Konferencje dla mężczyzn: „Znajdź ponownie swoje serce” 18-20 listopada 2011. Weekend dla mężczyzn poprowadził dr Bohumir Żiwczak. Dorastał w czasach reżimu komunistycznego na Słowacji, potajemnie praktykując swoją wiarę katolicką jako nastolatek. Gdy komunizm upadł w 1989 r. Bohusz i jego żona Alena rozpoczęli pracę jako liderzy świeccy, przyczyniając się do budowania „Rzeki Życia” – wspólnoty misyjnej. Współpracuje z redemptorystami i silną siecią wspólnot w byłych krajach komunistycznych w których przeprowadzał misje parafialne, szkoły ewangelizacji, głosił Ewangelię na całej Słowacji, Polsce, Łotwie, Litwie, Rumunii, Kazachstanie.
Bohusz służy jako koordynator krajowy Renewal Ministeries dla Kazachstanu, a także uczy duchowości na Katolickim Uniwersytecie w Rużomberoku jako członek Departamentu Misji Bohus i jego żona mieszkają w Podolińcu wraz z czworgiem dzieci.
http://mezczyzni.net

Posted in Filmy religijne, Religia | Leave a Comment »

Pol­skie wi­gi­lie

Posted by tadeo w dniu 29 grudnia 2011

W Pol­sce Wi­gi­lia przez wie­ki by­ła dniem szcze­gól­nym, uro­czy­stym jak ma­ło któ­ry w ro­ku. Uświę­co­nym tra­dy­cją wy­ba­cza­nia so­bie wza­jem­nych ura­zów, dzie­le­niem się opłat­kiem, cza­sem spę­dza­nym ra­zem, wspól­nym śpie­wem ko­lęd, „wy­pra­wą” na Pa­ster­kę – czę­sto pie­szo, przez śnież­ne za­spy (bo i zi­my by­wa­ły tę­gie), zwy­kle ca­ły­mi ro­dzi­na­mi. Pre­zen­ty, otocz­ka ma­te­rial­na by­ły mniej waż­ne. Waż­ne by­ło za­cho­wa­nie tra­dy­cji, przy­po­mnie­nie, że tej no­cy na świat zstą­pił Bóg. 

Dziś, „po­stę­po­we” me­dia lan­su­ją wy­jaz­dy na świę­ta pod pal­my – po­ka­zu­jąc przy­kła­dy „gwiazd”, któ­re za­pew­nia­ją, że naj­lep­szą Wi­gi­lię spę­dza się na Ka­ra­ibach czy w Taj­lan­dii (a w wer­sji dla mniej za­moż­nych w Egip­cie) prze­gry­za­jąc kre­wet­ki al­bo „na zim­no” – po­pi­ja­jąc grzań­ca po ca­łym dniu sza­leństw na nar­ciar­skim sto­ku; kie­dy ze­wsząd sły­szy­my, że naj­waż­niej­sze są od­po­wied­nio eks­klu­zyw­ne pre­zen­ty, ele­ganc­ki stół (broń Bo­że z bia­łym ob­ru­sem i sia­nem pod nim – toż to ta­kie „drob­no­miesz­czań­skie”), już nikt nie mó­wi, jak świę­ty był ten wie­czór, ile trze­ba by­ło od­wa­gi, sil­nej wo­li i de­ter­mi­na­cji, że­by ob­cho­dzić Wi­gi­lię. Nikt nie mó­wi, ja­kie by­ły pol­skie wi­gi­lie. A prze­cież by­ły za­wsze – w cza­sie no­cy oku­pa­cji, w pie­kle na zie­mi urzą­dzo­nym Po­la­kom w obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych i ła­grach, gdzie za śpiew ko­lę­dy pła­ci­ło się ży­ciem, w każ­dym za­kąt­ku zie­mi, gdzie przy­szło wał­czyć pol­skim żoł­nie­rzom. Chle­bem z bra­ku opłat­ka dzie­li­li się żoł­nie­rze wy­klę­ci i więź­nio­wie ubec­kich ka­tow­ni. Po woj­nie nie raz by­wa­ło bied­nie, chłod­no i głod­no, by­wa­ły wi­gi­lie prze­pła­ka­ne – w ro­ku 1970, 1976, w sta­nie wo­jen­nym 1981 ro­ku, kie­dy roz­dzie­la­no nie raz na la­ta ca­łe ro­dzi­ny, ale za­wsze by­ły. I ni­g­dy nie cho­dzi­ło w nich o pre­zen­ty, ja­kość po­traw czy de­ko­ra­cje na sto­le. Cho­dzi­ło o coś wię­cej. 

Orzeł z bru­kwi w pie­kle na zie­mi

Oku­pa­cja nie­miec­ka i ra­dziec­ka by­ła zbrod­nią prze­ciw­ko pol­skie­mu na­ro­do­wi, zbrod­nią do dziś nie roz­li­czo­ną, za któ­rą nikt nie za­pła­cił. Ty­sią­ce ro­dzin już pod­czas pierw­szej oku­pa­cyj­nej wi­gi­lii pu­ste na­kry­cie przy sto­le zo­sta­wia­ło dla ko­goś bli­skie­go – aresz­to­wa­ne­go, za­gi­nio­ne­go al­bo za­mor­do­wa­ne­go. By­ło bied­nie – za­miast dwu­na­stu dań, czę­sto tyl­ko jed­no, na cu­dem zdo­by­tych cho­in­kach – ozdo­by wy­cię­te z ga­zet, zro­bio­ne z szy­szek le­śnych (je­śli ktoś miał bli­sko las), za­miast ko­lo­ro­wych pre­zen­tów – drew­nia­ki i su­kie­necz­ka dla lal­ki uszy­ta z gał­gan­ków a za­miast cze­ko­lad i man­da­ry­nek – ka­wa­łek chle­ba z mar­mo­la­dą. I dzie­ci by­ły prze­szczę­śli­we je­śli ten chleb z mar­mo­la­dą do­sta­ły, al­bo ta­ki przy­smak, jak ka­wa­łek cu­kru. Rzad­ko zda­rza­ły się ta­kie cu­da, jak li­to­ści­wy nie­miec­ki żoł­nierz, któ­ry od­dał ma­lu­chom swo­ją przy­dzia­ło­wą cze­ko­la­dę. Tam­tych wi­gi­lii, kie­dy do sto­łu za­sia­da­ło kil­ka ro­dzin stło­czo­nych na co dzień w jed­nej chat­ce czy miesz­ka­niu nikt z ich uczest­ni­ków ni­g­dy nie za­po­mniał. 

By­ły jed­nak miej­sce, gdzie na­wet w wi­gi­lię lu­dziom urzą­dza­no pie­kło na zie­mi. Tak jak w obo­zie kon­cen­tra­cyj­nym w Oświę­ci­miu, gdzie 24 grud­nia 1940 ro­ku podczas pierw­szej Wi­gi­lii po za­ło­że­niu obo­zu, Niem­cy usta­wi­li na pla­cu ape­lo­wym ol­brzy­mią cho­in­kę i przy­ozdo­bi­li ją ko­lo­ro­wy­mi elek­trycz­ny­mi lamp­ka­mi. Pod nią opraw­cy po­ło­ży­li… cia­ła więź­niów zmar­łych w cza­sie ape­lu oraz pod­czas pra­cy. Po­wie­dzie­li, że to „pre­zent” dla ży­ją­cych. Za­bro­ni­li na­wet śpie­wu ko­lęd. Rok póź­niej w Wi­gi­lię za­bi­li 300 ra­dziec­kich jeń­ców, któ­rzy nie mie­li na­wet si­ły iść. O 18.00 przy trza­ska­ją­cym 30stop­nio­wym mro­zie zor­ga­ni­zo­wa­li dodatkowy apel, wła­śnie „z oka­zji Wi­gi­lii” – je­go trak­cie za­mar­z­ło 42 oso­by. 

W 1942 ro­ku – zno­wu usta­wi­li cho­in­kę i zno­wu po­ło­ży­li pod nią cia­ła za­mor­do­wa­nych lu­dzi. A jed­nak – po­mi­mo strasz­li­wej gro­zy, po­mi­mo nie­ludz­kie­go gło­du, śmier­tel­ne­go zmę­cze­nia – więź­nio­wie or­ga­ni­zo­wa­li wi­gi­lie. O wie­cze­rzy nie by­ło mo­wy – opła­tek za­stę­po­wa­li chle­bem od­ję­tym od ust i od­kła­da­nym przez kil­ka dni i śpie­wa­li ko­lę­dy. Wi­told Pi­lec­ki w cza­sie swej obo­zo­wej wi­gi­lii na prze­my­co­nej do blo­ku cho­in­ce umie­ścił bia­łe­go or­ła wy­cię­te­go z bru­kwi. Z bru­kwi, którą ko­na­ją­cy z gło­du odło­ży­li, że­by zro­bić z niej pol­ski sym­bol. I tak by­ło przez ca­ły czas ist­nie­nia obo­zu. W 1944 ro­ku uda­ło się na­wet od­pra­wić tam pa­ster­kę a ko­bie­ty z obo­zu Bir­ke­nau zro­bi­ły pre­zen­ty dla dzie­ci z obo­zo­we­go szpi­ta­la – ze skraw­ków ma­te­ria­łu uszy­ły im 200 za­ba­wek. W miej­scu, gdzie by­ło lu­dzi tyl­ko nu­me­ry, każ­dą pod­pi­sa­ły imie­niem i na­zwi­skiem dziec­ka, do każ­dej wło­ży­ły „sło­dy­cze” – dwa ka­wał­ki cu­kru al­bo lan­dryn­ki. 

W so­wiec­kich ła­grach za pró­bę zor­ga­ni­zo­wa­nia Wi­gi­lii ka­ra­no kar­ce­rem, zwięk­sze­niem dzien­nych „norm” al­bo do­ło­że­niem kil­ku lat do wy­ro­ku. A jed­nak i tam Po­la­cy or­ga­ni­zo­wa­li wi­gi­lie – po ci­chut­ku, za­miast opłat­ka dzie­ląc się chle­bem za­cho­wa­nym z gło­do­wych dzien­nych ra­cji. Gu­staw Her­ling-Gru­ziń­ski wspo­mi­nał wi­gi­lię czte­rech Po­la­ków, któ­rzy do­sta­li na­wet pre­zent – pra­cu­ją­ca przy wy­rę­bie la­su ro­dacz­ka po­da­ro­wa­ła im wła­sno­ręcz­nie ha­fto­wa­ne chu­s­tecz­ki do no­sa – w ła­grze – nie­sły­cha­ny, nie­spo­ty­ka­ny luk­sus, tym więk­szy, że wy­ma­gał po­świę­ce­nia cze­goś dla więź­nia naj­cen­niej­sze­go – kil­ku go­dzin wy­po­czyn­ku. By­ła i okrut­niej­sza Wi­gi­lia – Wi­gi­lia, któ­rej Po­la­cy nie prze­ży­li. 24 grud­nia 1944 ro­ku wie­czo­rem do wsi Ih­ro­wi­ca na Po­do­lu, za­miesz­ka­łej przez Po­la­ków wtar­gnę­ło UPA i oko­licz­ni ukra­iń­scy chło­pi. Przy wi­gi­lij­nych sto­łach be­stial­sko za­mor­do­wa­li 89 oso­by. Cie­li ich sie­kie­ra­mi, pi­ła­mi do drew­na, kłu­li ba­gne­ta­mi. W pierw­szej ko­lej­no­ści zgi­nę­li Po­la­cy zna­ni z pa­trio­tycz­nej po­sta­wy oraz miej­sco­wy ksiądz – Sta­ni­sław Szcze­pan­kie­wicz, któ­ry po usły­sze­niu pierw­szych strza­łów ban­de­row­ców bi­ciem w dzwon ostrzegł miesz­kań­ców. Ukra­iń­cy je­go i je­go dwie sio­stry za­rą­ba­li sie­kie­ra­mi. Nie­licz­ni Po­la­cy, któ­rym uda­ło się uciec do la­su al­bo któ­rych schro­ni­li z na­ra­że­niem ży­cia miesz­ka­ją­cy w tej sa­mej wsi Ukra­iń­cy, w pierw­szy dzień Świąt Bo­że­go Na­ro­dze­nia, kie­dy Chur­chill za­sia­dał do świą­tecz­nej pie­cze­ni, po­grze­ba­li za­mor­do­wa­nych i opu­ści­li ro­dzin­ną wieś. Nikt ni­g­dy nie upo­mniał się tam­tą wi­gi­lij­ną krew i nikt za tę zbrod­nię nie od­po­wie­dział, cho­ciaż wszy­scy wie­dzie­li, kto nią do­wo­dził. 

Tak tam­tą Wi­gi­lię wspo­mi­nał świa­dek ukra­iń­skiej zbrod­ni – Mie­czy­sław Al­bert Krą­piec: 

W tym cza­sie z ple­ba­ni do­cho­dzi­ły do nas wy­raź­ne od­gło­sy roz­bi­ja­nych drzwi i okien. Wa­le­nie sie­kie­ra­mi prze­pla­ta­ło się z trza­skiem wy­ła­my­wa­ne­go drew­na. Po ja­kimś cza­sie usły­sze­li­śmy strasz­li­wy la­ment ko­biet od Bia­ło­wą­sów „Głą­bów”. By­ła tam bab­cia, mat­ka, trzy cór­ki i miesz­ka­ją­ca z ni­mi za­przy­jaź­nio­na na­uczy­ciel­ka z Ce­bro­wa. W cza­sie na­pa­du ucie­kły na strych za­my­ka­jąc za so­bą właz. Te­raz pa­li­ły się żyw­cem, gdyż Ukra­iń­cy pod­pa­li­li ich dom. Te­go wo­ła­nia Bo­ga i lu­dzi o po­moc opi­sać nie po­tra­fię. To był ja­kiś kosz­mar. Chwi­la­mi dłoń­mi za­ty­ka­łem uszy. Do koń­ca ży­cia nie za­po­mnę ich prze­ra­żo­nych, wręcz osza­la­łych z bó­lu krzy­ków. Ko­bie­ty te do­zna­ły pie­kła na zie­mi

Pal­ma ja­ko cho­in­ka 

Dziś do Be­tle­jem przy­jeż­dża­ją w Bo­że Na­ro­dze­nie Po­la­cy ja­ko tu­ry­ści. Żoł­nie­rze Ar­mii An­der­sa, któ­rzy wi­gi­lij­nym opłat­kiem ła­ma­li się po­śród afry­kań­skich pia­sków, któ­rzy by­li tak bli­sko miejsc opi­sa­nych w Bi­blii, od­da­li­by wszyst­ko, że­by być w kra­ju a nie pod pal­mą uda­ją­cą cho­in­kę z lamp­ka­mi z gilz od na­boi kara­bi­no­wych na­peł­nio­nych pa­li­wem i pod­pa­lo­nych i „bomb­ka­mi” – czoł­ga­mi wy­cię­ty­mi z ko­lo­ro­we­go pa­pie­ru. In­ne tu świę­ta od na­szych. Nie ma ani śnie­gu, ani cho­inek. Trud­no zresz­tą, aby Świę­ta ob­cho­dzi­li w tym sa­mym na­stro­ju do ja­kie­go przy­wy­kli­śmy w Kra­ju. Świę­ta spę­dzo­ne z da­le­ka od swych naj­bliż­szych, od swych do­mostw, od Kra­ju, nie mo­gą być dla nas tem, cze­go – daj Bo­że – za­zna­my już w przy­szłym ro­ku. Los ten dzie­lą dziś wszy­scy Po­la­cy, w Kra­ju, w Szko­cji, w To­bru­ku, w głę­biach so­wiec­kie­go Związ­ku, w obo­zach jeń­ców. Jesteśmy si­łą i prze­mo­cą bru­tal­ną roz­dzie­le­ni, i gdy dziś z bla­skiem pierw­szej gwiaz­dy za­sią­dzie­my do sto­łów wi­gi­lij­nych, to my­śli na­sze prze­mie­rzać bę­dą ty­sią­ce i ty­sią­ce ki­lo­me­trów, by po­łą­czyć się ze swo­imi.- mó­wi­li. I tyl­ko ko­lę­dy mo­gli śpie­wać po la­tach w ro­syj­skich ła­grach peł­ną pier­sią. By­ła to ich je­dy­na ra­dość. 

Tato, sły­szysz mnie?

Po woj­nie by­ło nie­wie­le le­piej. Nie cho­dzi o to, że w zruj­no­wa­nym kra­ju pa­no­wa­ła wciąż bie­da, że na wi­gi­lij­nych sto­łach nie by­ło dwu­na­stu dań, że pod­sta­wo­wym da­niem był śledź a Po­la­kom wma­wia­no, że Wi­gi­lia to prze­ży­tek, że nikt jej nie ob­cho­dzi i nie urzą­dza. Cho­dzi o at­mos­fe­rę gro­zy w Pol­sce, o to, że na­wet w ta­ki dzień mo­gli przyjść (i zda­rza­ło się, że przy­cho­dzi­li) że dla wie­lu lu­dzi niewiele się zmie­ni­ło – spę­dza­li Wi­gi­lię w ubec­kich wię­zie­niach, ukry­ci w la­sach al­bo z na­ra­że­niem ży­cia swe­go i bli­skich prze­kra­da­jąc się do ro­dzin, by cho­ciaż kil­ka chwil spę­dzic z żo­na­mi i dziec­mi al­bo uści­skac ro­dzi­ców. Ta­kie wła­śnie by­ły wi­gi­lie żoł­nie­rzy wy­klę­tych. Gdy już na­praw­dę nie mo­gli pójść do ro­dzin, gdy nie­bez­pie­czeń­stwo po­ka­za­nia się we wsi by­ło zbyt wiel­kie, oko­licz­ni go­spo­da­rze fur­man­ka­mi wie­czo­rem, gdy by­ło już ciem­no do­star­cza­li im je­dze­nie, miej­sco­wy ksiądz prze­ka­zy­wał opłat­ki i tak świę­to­wa­li Nar­dze­nie Pań­skie. Ksiądz Sta­ni­sław Sie­ra aresz­to­wa­ny ja­ko kle­ryk w li­sto­pa­dzie 1950 ro­ku za przy­na­leż­ność do So­li­da­cji Ma­ryj­nej w ubec­kim wię­zie­niu spę­dził sie­dem mie­się­cy, w tym tak­że Świę­ta Bo­że­go Na­ro­dze­nia. Po la­tach tak wspo­mi­nał ich prze­bieg: Przed Wi­gi­lią od­kła­da­li­śmy z zu­py ziem­nia­ki i mar­chew, do­da­wa­li­śmy ce­bu­lę i czo­snek, i tak po­wsta­wa­ła sa­łat­ka wi­gi­lij­na. By­ło prze­mó­wie­nie, mo­dli­twa i ży­cze­nia. Po spo­ży­ciu przy­go­to­wa­ne­go po­sił­ku za­nu­ci­li­śmy ko­lę­dę: „Ci­cha noc, świę­ta noc…”. Po chwi­li usły­sze­li­śmy śpiew ko­lęd w ca­łym wię­zie­niu. Na­gle na pla­cu An­drze­ja roz­le­gło się na­wo­ły­wa­nie chłop­ca: 

-­ Ta­to, ta­to, sły­szysz mnie? Wszy­scy wy­buch­nę­li­śmy pła­czem. Każ­de­mu przy­po­mniał się dom ro­dzin­ny. Wie­czo­rem roz­po­czę­ło się nada­wa­nie al­fa­be­tem Mor­se’a ży­czeń do są­sia­dów. Ścia­ny nie dzie­li­ły już, lecz łą­czy­ły. Pu­ka­nie „mor­sem” by­ło su­ro­wo za­bro­nio­ne i gro­zi­ło do­sta­niem się do kar­ce­ru. 

Wie­lu spę­dza­ło Wi­gi­lię sa­mot­nie – w ce­li śmier­ci, za­sta­na­wia­jąc się czy zo­ba­czą jesz­cze ra­nek, czy nie spę­dzą Pa­ster­ki już w nie­bie. I cza­sa­mi przy­cho­dzi­li. Wy­cią­ga­li z cel i roz­strze­li­wa­li. Wte­dy pu­ste miej­sce przy sto­le też nie za­wsze by­ło dla nie­spo­dzie­wa­ne­go go­ścia ale dla ko­goś dro­gie­go, o któ­rym ro­dzi­ny nic nie wie­dzia­ły. Cza­sem wy­sła­ły pacz­kę do wię­zie­nia, zo­sta­wia­ły miej­sce i by­ły my­śla­mi z oj­cem czy mę­żem, nie wie­dząc, że już nie ży­je. Wciąż by­li Po­la­cy, któ­rzy swo­ją Wi­gi­lię spę­dza­li w so­wiec­kich ła­grach, dzie­ląc się za­osz­czę­dzo­nym z gło­do­wych ra­cji chle­bem i le­piąc z nie­go szop­ki, że­by cho­ciaż przez chwi­lę po­czuć się jak kie­dyś, jak na wol­no­ści. 

Dla wie­lu ro­dzin Wi­gi­lia by­ła wspo­mnie­niem ich za­bi­tych bli­skich – ofiar po­znań­skie­go czerw­ca 1956, bun­tu ro­bot­ni­ków zma­sa­kro­wa­nych w dniach 14 – 19 grud­nia 1970 ro­ku na Wy­brze­żu, gór­ni­ków za­strze­lo­nych w sta­nie wo­jen­nym tuż przed Bo­żym Na­ro­dze­niem, tych co zgi­nę­li w „wy­pad­kach”, wpa­dli pod sa­mo­cho­dy, spa­da­li ze scho­dów al­bo to­nę­li. Wi­gi­lia by­ła dniem pa­mię­ci o nich, o któ­rych nie moż­na by­ło wal­czyc ani o któ­rych nie wol­no by­ło mó­wić. 

Klę­ka­li w śnie­gu 

W la­tach osiem­dzie­sią­tych by­ło jak za­wsze – zor­ga­ni­zo­wa­nie Wi­gi­lii wy­ma­ga­ło fan­ta­stycz­nej po­my­sło­wo­ści, tzw. „zna­jo­mo­ści” i spo­ro szczę­ścia. Po­la­cy od lat otrza­ska­ni ze zdo­by­wa­niem pod­sta­wo­wych pro­duk­tów ja­koś so­bie ra­dzi­li. By­ła jed­nak w tam­tym cza­sie Wi­gi­lia szcze­gól­na – Wi­gi­lia sta­nu wo­jen­ne­go 1981 ro­ku. Tuż przed nią zgi­nę­li lu­dzie – gór­ni­cy na Ślą­sku. Gór­ni­cy z ko­pal­ni Piast straj­ko­wa­li – świa­do­mie pod­ję­li de­cy­zję o po­zo­sta­niu pod zie­mią, gdzie ich wie­cze­rza skła­da­ła się ka­wał­ka chle­ba i ja­błek. In­ter­no­wa­ni i aresz­to­wa­ni dzie­li­li się tym, co mie­li – ka­wał­kiem chle­ba, owo­cem przy­sła­nym przez żo­nę al­bo okru­cha­mi opłat­ka, któ­rym po­sy­py­wa­li chleb. I tyl­ko ko­lę­dy na prze­kór wła­dzy, na prze­kór za­ka­zom śpie­wa­li peł­ną pier­sią. Tam­te­go wie­czo­ru na jed­ną noc zo­sta­ła znie­sio­na go­dzi­na po­li­cyj­na – tłu­my lu­dzi po­szły na Pa­ster­kę obo­jęt­nie mi­ja­jąc pa­tro­le mi­li­cji, ZO­MO i woj­ska. I tyl­ko je­den czło­wiek wziął opła­tek i po­szedł do nich, trak­to­wa­nych przez spo­łe­czeń­stwo jak wro­go­wie. W tam­tą Wi­gi­lię ksiądz Je­rzy Po­pie­łusz­ko z opłat­kiem w dło­ni po­szedł do żoł­nie­rzy pa­tro­lu­ją­cych uli­ce War­sza­wy. Jak wspo­mi­na­ła An­na Sza­niaw­ska – klę­ka­li oni w śnie­gu i pła­ka­li, że ich nie po­tę­pia, spo­wia­da­li się i prze­pra­sza­li. 

Po­tem jesz­cze raz zmie­nił się cha­rak­ter pol­skich Wi­gi­lii – ro­dzi­ny roz­dzie­la­ła przy­mu­so­wa emi­gra­cja – po­li­tycz­na al­bo ta „za chle­bem”. Nie był te­le­fo­nów, ma­ili, In­ter­ne­tu – co z te­go, że na sto­le po­ja­wił się przy­sła­ny w pacz­ce tuń­czyk i ame­ry­kań­ska cze­ko­la­da, sko­ro ro­dzi­na nie by­ła ra­zem. I jak kie­dyś by­ły ro­dzi­ny za­sia­da­ją­ce do wie­cze­rzy ty­sią­ce ki­lo­me­trów od sie­bie, ma­rzą­ce, że­by w koń­cu spę­dzić Świę­ta ra­zem. 

Oby­śmy nie za­po­mnie­li 

Dziś to wszyst­ko wy­da­je się złym snem, kosz­ma­rem w któ­ry nie chce uwie­rzyć ani o któ­rym nie chce słu­chać mło­de po­ko­le­nie. Dziś już nie­wie­le osób wspo­mi­na ra­dość, ja­ką da­wa­ło zwy­kłe by­cie ra­zem te­go dnia – bez kar­pia, po­ma­rań­czy i dwu­na­stu dań. Dziś w wio­dą­cych me­diach sły­chać na­rze­ka­nia „ce­le­bry­tów”, że przy­go­to­wa­nie Świąt jest mę­czą­ce, że Wi­gi­lia to spek­takl i naj­le­piej wy­je­chać z do­mu, spę­dzić ten czas mod­nie zry­wa­jąc z „drob­no­miesz­czań­ską” tra­dy­cją za­sia­da­nia do sto­łu za­sta­wio­ne­go po­st­ny­mi da­nia­mi i „uda­wa­nie” że czu­je się coś do zgro­ma­dzo­nych przy nim lu­dzi. Co­raz czę­ściej Po­la­kom pro­po­nu­je się wy­jaz­dy za­gra­nicz­ne, po­praw­ność po­li­tycz­na na­ka­zu­je mó­wić o „świę­tach” czy też „wa­ka­cjach zi­mo­wych” by­le tyl­ko od­rzec Bo­że Na­ro­dze­nie z je­go re­li­gij­ne­go cha­rak­te­ru. Na szczę­ście wciąż jesz­cze więk­szość Po­la­ków nie wy­obra­ża so­bie te­go je­dy­ne­go wie­czo­ru w ro­ku bez opłat­ka, sian­ka pod ob­ru­sem, po­st­nych dań i zgro­ma­dzo­nej za sto­łem ca­łej ro­dzi­ny. Wciąż je­ste­śmy go­to­wi po­ko­nać set­ki ki­lo­me­trów by­le być te­go wie­czo­ru ra­zem. I oby tak po­zo­sta­ło. Oby­śmy już ni­g­dy nie prze­ży­wa­li tak strasz­nych Wi­gi­lii jak by­ło to jesz­cze kil­ka­na­ście czy na­wet kil­ka lat te­mu. Oby­śmy pa­mię­ta­li, jak waż­ny był dla Po­la­ków ten dzień, jak wbrew wszyst­kim i wszyst­kie­mu po­tra­fi­li go czcić. I oby na za­wsze po­zo­stał dla nas jed­nym z naj­waż­niej­szych dni w ro­ku. 

Al­do­na Za­or­ska 

Źró­dło: 

http://www.​swiadkowiehistorii.​pl 

Alek­san­der Ścios „Pol­skie wi­gi­lie” http://www.​rodkanet.​com

Posted in Religia | Leave a Comment »

Litza (Robert Friedrich) mówi o krzyżu, którego się nie wstydzi

Posted by tadeo w dniu 28 grudnia 2011

Posted in Nie wstydzę się JEZUSA, Religia, Wywiady | Leave a Comment »

Radosław Pazura – Nie wstydźmy się Jezusa

Posted by tadeo w dniu 28 grudnia 2011

„Mogę śmiało powiedzieć, że nie wstydzę się Jezusa, wręcz przeciwnie, jestem dumny, że wierzę w Niego i tak naprawdę to On daje mi siłę”.

Posted in Nie wstydzę się JEZUSA, Religia | 3 komentarze »

WIARA – NADZIEJA – MIŁOŚĆ

Posted by tadeo w dniu 28 grudnia 2011


W zakamarkach mojej duszy

Tam na spodzie leży   W I A R A .

Żaden kilof  jej nie skruszy

Nikt nie wydrze tego  Skarbu.

                      NADZIEJA   mi  świeci  codziennie.

                      Z  nią , przez  nią   żyję.

                      To  Ona  pomaga   niezmiennie

                       Otwiera   mi  drzwi   gdzie    M I Ł O Ś Ć.

Czy   wierzysz  TY   w MIŁOŚĆ  ?

WIERZĘ,    WIERZĘ  ,WIERZĘ

MIŁOŚĆ     mnie stworzyła

Dała  wszystko  sama.

MIŁOŚĆ   Zbawiła

  Umocniła w  wierze.

MIŁOŚĆ   mnie

  Prowadzi

 Umacnia 

I   Działam….

 

                                                                                   Anna Kenig-Kacperska         

                                                                          Warszawa-Człuchów.1986-1999r.

                                                                                                 Tryptyk  zebrany

Posted in Religia, Wiersze | Leave a Comment »