WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Polskie Kresy’ Category

Najbardziej polskie miasto z czołgiem w tle

Posted by tadeo w dniu 5 listopada 2011

Widok „tanka” (czołgu) na środku Grodna od razu rzuca się w oczy. W otoczeniu trolejbusów, na środku ronda, na wysokim postumencie widnieje czołg T34. To jakby strażnik przynależności Grodna do Białorusi, której granica z Polską znajduje się zaledwie 15 km stąd.

Za czołgiem widnieje sylwetka kościoła farnego. To największy, polski kościół katolicki (starszy, XIV-wieczny tzw. kościół Witoldowy w 1961 nakazano wysadzić!). Figura Chrystusa u frontu dwóch świątynnych wież bardzo przypomina tę z kościoła Chrystusa Króla w Warszawie.

Odnowione wieże z dachem w turkusowo-zielonych kolorach nie przypominają jednak kościoła z czasów przedwojennych. W samym kościele usłyszymy na szczęście śpiewne, wschodnie „ł” i specyficzną wymowę „ę” typu: menszczyzna, pienkne etc.

Grodno, jak i inne miasta na Białorusi, nie ma rynku, wiele ważnych budynków wyburzono, ale i tak miasto najbardziej przypomina Rzeczpospolitą. Ludzie po polsku nie rozmawiają, ale go doskonale rozumieją.

Nieopodal świątyni znajduje się słynna apteka założona w 1709 roku. Można tu kupić maść z sadła niedźwiedzia i inne naturalne medykamenty.

Apteka składa się z trzech sal. Najważniejsza sala części historycznej, w poniedziałki nieczynna, to małe muzeum, gdzie można obejrzeć stare aptekarskie przyrządy, wagę, menzurki, butle i stare lekarstwa. Niestety po wejściu Grodna w skład ZSRR apteka została ograbiona z drogocennych mebli, a jej barokowy styl nie zachował się.

Notabene na Białorusi istnieją apteki państwowe i prywatne. W tych drugich ponoć za sowitą opłatą można kupić wszystko, a przyznawanie licencji na działalność dotyczącą obrotu farmaceutykami jest co najmniej podejrzane.

Kolejnymi zabytkami Grodna są Stary i Nowy Zamek. Stary Zamek powstał w XIV wieku, ale gruntownie  przebudowano go za czasów Stefana Batorego, kiedy Grodno de facto było stolicą Rzeczypospolitej. Sam zresztą Batory w tymże zamku zmarł, a w związku z podejrzeniami o jego otrucie, na zwłokach króla po raz pierwszy we wschodniej Europie przeprowadzono sekcję zwłok.

Do zamku prowadzi kamienny most, z którego w oddali można zobaczyć wysoką wieżę grodzieńskiej, jeszcze carskiej, straży pożarnej, a także żeński klasztor Bogurodzicy. Tam w czasach ZSRR znajdowało się muzeum ateizmu. Potem przeniesiono je do pobliskiego budynku, a obecnie stało się muzeum… religii.

W XVIII wieku obok Starego Zamku powstał tzw. Nowy Zamek, gdzie odbywały się sejmy Rzeczypospolitej, w tym ostatni. Król Stanisław August Poniatowski konwojowany w asyście 120 rosyjskich dragonów przybył do Grodna w 1795, gdzie podpisał abdykację, co formalnie oznaczało koniec I Rzeczpospolitej.

Zamek niestety nie jest najatrakcyjniejszym dowodem świetności dawnych czasów. Trudno szukać poważnych zabytków muzealnych o jakimś niepowtarzalnym znaczeniu. Na dodatek część budynku została okraszona symboliką radziecką.

Na ulicy Karola Marksa znajduje się wczesnobarokowy kościół Zwiastowania NMP. Swą siedzibę miały tu siostry zakonne brygidki, a potem nazaretanki. Wprawdzie zakon odzyskał budynek po mającym tu siedzibę szpitalu psychiatrycznym, ale aktualnie trwa tutaj nieustanny remont.

Na terenie dawnego przyklasztornego ogrodu, a właściwie ruin tego ogrodu, zachował się cenny XVII-wieczny drewniany lamus. Jest to budowla dwupiętrowa, na planie prostokąta, wzniesiona z masywnych, drewnianych belek, nakryta czterospadowym, gontowym dachem, która w jakiś cudowny sposób nie doznała pożaru, częstego w Grodnie.

Chata, z czoła zdobiona dwukondygnacyjną galerią arkadową zaczęła funkcjonować już w 1635. Budynek jest schowany za drzewami i nie cieszy się priorytetem ani odwiedzających, ani władz. Opuszczony niszczeje w zastraszającym tempie. Lamus zbudowany jest ponoć bez żadnego gwoździa, za pomocą drewnianych klinów, a namówiony portier pilnujący terenu, za drobną opłatą, z chęcią wszystko pokaże i oprowadzi.

Warto w Grodnie odwiedzić także jedną z najstarszych cerkwi w Europie -XII-wieczną cerkiew św. Borysa i Gleba zwaną Kolożą. Od razu rzucają się w oczy wmurowane w ściany ceramiki i mozaiki. Dużo dzbanów, tzw. głośników, czyni konstrukcję lżejszą i poprawia akustykę.

Część świątyni została dobudowana w drewnie, ponieważ w XIX wieku obsunęła się do Niemna. Z przodu budynku można odszukać pamiątkowy kamień, wspominający czasy zwycięstwa pod Grunwaldem, także Białorusinów, ufundowany za czasów poprzedniej głowy państwa (przewodniczącego parlamentu) Stanisława Szuszkiewicza.

Na mocy paktu Ribbentrop – Mołotow od 22 września 1939 Grodno pozostawało pod okupacją sowiecką do roku 1941, a jako miasto włączone do sowieckiej Białorusi w latach  1941–1944 znajdowało się pod okupacją niemiecką.

Zakończenie II wojny światowej dało możliwość powrotu Grodna do ZSRR na 47 lat. Miasto nie zostało podzielone jak Cieszyn czy Zgorzelec. Ślady walk o Grodno można odnaleźć na medalionach cmentarzy, monumentach miejskich i pamiątkowych tablicach.

Na uwagę zasługuje bogactwo nekropoli grodzieńskich. Najbardziej znana to stary cmentarz katolicki (potocznie zwany wojskowym). Są tam stare pomniki jeszcze z dawnej rozbiorowej Polski, na których dobrze widać upływ czasu i ludzkie zaniedbanie.

Na niektórych cmentarzach, szczególnie prawosławnych, krzyże są ledwie widoczne zza pokrzyw i chaszczy. Polskie oko zdziwią wygrawerowane twarze zmarłych osób.

Na cmentarzu katolickim część nekropoli zajmują groby poległych w wojnie polsko-bolszewickiej Polaków przepasane biało-czerwonymi wstążkami. Budzą one poczucie zadumy i smutku.

Gdzieś zobaczyłem napis – ranga „ułana tatarskiego” i pomnik 13-latka Tadeusza Jasińskiego. Chłopiec podczas obrony Grodna został przywiązany w charakterze żywej tarczy do radzieckiego czołgu. Skonał potem na rękach matki, która mówiła mu, że już wracają polscy, śpiewający ułani. I to wszystko działo się według interpretacji rosyjskiej „w celach ochrony obywateli Białorusi”.

Gdzieś indziej można odszukać nagrobki „wyzwolicieli” Grodna – bez symboliki chrześcijańskiej, w stylu żołnierskim, opatrzone tylko pięcioramiennymi, czerwonymi gwiazdami.

Podobną, symboliczną tablicę widziałem na budynku milicji w Woronowie. Pełną pamięci i pochwał wobec funkcjonariuszy (satrudnikaw) którzy – uwaga!- od 1940 do 1953 roku walczyli o wolność Grodzieńszczyzny. Jaka to wojna tak długo nakazywała stać na posterunku komunistycznej władzy? Wojna z polską AK-owską partyzantką, która długo nie chciała się pogodzić z utratą niepodległości.

Włodarze dbają o wizerunek Grodna. Widać tablice przodowników pracy, skwerki upstrzone klombami, a pozamiatane chodniki dają poczucie rozwoju i piękna. Stare, żeliwne kosze na śmieci, przejeżdżające, ciężarowe Ziły, a często i furmanki, nie dają jednak zapomnieć, że to wszystko blichtr.

Na moje pochwały odnośnie czystości i braku graffiti moi białoruscy przyjaciele zapytali – czy widziałem jakieś brudne, totalitarne państwo? Anorektyczki, zaburzone psychosomatycznie, dbają o porządek na biurku, ale mają zepsute zęby. Paradoks goni więc goni paradoks, a przyczyna wnioski.

Grodno jest najciekawszym miastem na Białorusi. Mińsk z pewnością nie jest turystycznym Eldorado. To nowoczesne miasto interesujące tylko z punktu widzenia jego stołecznej roli. Można tam zobaczyć Pałac Prezydencki utrzymany w architektonicznym duchu socrealizmu. Na głównym placu można oczywiście odnaleźć monumentalny pomnik Lenina.

Dumą współczesnego budownictwa jest dworzec centralny zbudowany za czasów Łukaszenki. Podobny, nowoczesny budynek to Biblioteka Narodowa, która swą kubistyczną bryłą odcina się od reszty architektury, zaś koszt budowy budynku „odcinany” był w comiesięcznej daninie z paska wypłat każdego białoruskiego bibliotekarza. W pobliżu widać wysokie dźwigi, bowiem w planach jest nowoczesne centrum handlowe Amadeusz.

Perłą Grodzieńszczyzny jest, widoczny z daleka, zespół pałacowo-zamkowy Radziwiłłów w Mirze z XV wieku. To właśnie tam Radziwiłłowie na czele z Mickiewiczowskim pierwowzorem stolnika Horeszki z Pana Tadeusza – Karolem Stanisławem „Panie Kochanku” Radziwiłłem urządzali pamiętne uczty, polowania i bale.

Sam wojewoda wileński słynął życia ponad stan – zorganizował choćby kulig… w lecie na sześciu tonach soli i inscenizację bitwy morskiej na lądzie.

Obiekt wraz z przyległym parkiem jest pieczołowicie odnowiony i robi bardzo dobre wrażenie. W pobliżu można także obejrzeć kaplicę ostatnich właścicieli zamkurodziny Światopełk-Mirskich. Ponadto w Mirze do obejrzenia jest kościół katolicki pw. św. Mikołaja i cerkiew pw. Św. Trójcy.

W założonej w 1323 przez Giedymina Lidzie można obejrzeć remontowany od lat 80., zbudowany na planie czworoboku, zamek gotycki z dwoma wieżami. Przetrwał on wiele oblężeń, ale najbardziej ucierpiał za czasów najazdów szwedzkich. To tu walczył z Rosjanami urodzony na Białorusi Tadeusz Kościuszko. Na dziedzińcu zamku wielki plac budowy, ale w wieży znajduje się już działające muzeum.

Na linii obronnej Giedymina Troki-Miedniki-Krewo-Lida znajduje się także Nowogródek, siedziba majątku Mickiewiczów. I faktycznie, znajduje się tu dworek poety z czasów młodości. Zadbanemu budynkowi towarzyszą lamus, altana i studnia.

W muzeum znajduje się kilka izb z czasów mickiewiczowskich, z małą liczbą oryginalnych rzeczy wieszcza, a z dużą liczbą pracowników, każących dokonać opłaty także za wykonywanie zdjęć. W podziemiach budynku można obejrzeć wystawę fotografii Ludmiły Sidzenko.

W Nowogródku warto także zobaczyć ruiny dwóch XIII-wiecznych wież, szczytowej i kościelnej, zamku z czasów Mendoga. O ile sama architektura zamku nie budzi w obecnym stanie zachwytu, to jego położenie na zielonym wale ziemnym, wraz z fosą, dają szansę na parę fotograficznych impresji.

W pobliżu ruin znajduje się kopiec Mickiewicza usypany w latach 1924-31 za czasów prezydenta Wojciechowskiego. Choć kurhan liczy mniej metrów niż połowa krakowskiego kopca Piłsudskiego, z jego wierzchołka można podziwiać panoramę okolic Nowogródka.

http://przewodnik.onet.pl/europa/bialorus/najbardziej-polskie-miasto-z-czolgiem-w-tle,4,4877436,artykul.html

Reklamy

Posted in Podróże, Polskie Kresy | 1 Comment »

Lekcja pamięci i polskości

Posted by tadeo w dniu 3 listopada 2011

W tegorocznej akcji „Znicz” zebrano prawie dwa i pół tysiąca zniczy. Niejedną setkę świec zapalili wilnianie, odwiedzając Cmentarz na Rossie w Dniu Wszystkich Świętych – samotnie, w gronie przyjaciół czy rodziny. Jedni zaglądają na Rossę, bo mają na cmentarzu groby rodzinne, drudzy – przychodzą, by zapalić znicz na opuszczonej mogiłce czy grobie któregoś z Wielkich. Piłsudski, Lelewel, Wiwulski, Syrokomla – można wyliczać długo. Wielu więc traktuje te święta i spacer po Rossie jako okazję do rozmowy o dziejach miasta, o polskości tej ziemi, wspomina przodków. To rodzaj lekcji – pamięci i polskości.

„Jest taki dzień, że musimy tu przyjść. Jesienny dzień, polski cmentarz taki stary. Wspominamy jak to w Wilnie żyli przodkowie, profesorzy, inteligencja i bardzo to jakoś sprzyja dzisiejszemu dniu. Rossa zmienia się na lepsze. Dużo widzimy odnowionych grobów, kapliczek. Bardzo ładnie” – mówi wilnianka Irena.

„Z Polski jedna pani poprosiła, żeby odnaleźć kilka grobów i zadbać o nie, między innymi Zygmunta Rynkiewicza i Antoniego Glińskiego. Niektóre znaleźliśmy wcześniej, a grobu Glińskiego idziemy poszukać teraz” – mówi Teresa Kondratowicz, której towarzyszy liczna rodzina.

„Z okazji Wszystkich Świętych przychodzimy na Rossę każdego roku, jako przewodnik bywam na Rossie bardzo często – latem, jesienią. Cmentarz zmienia się na lepsze, na pewno. Jest sprzątany, restaurowany. I tak dobrze jest na sercu, że ta młodzież to sprząta. I wiem, że w tym roku były też szkoły litewskie, nie tylko polskie. Bo jak dotąd byliśmy sami. Cmentarz, który jest uważany za jeden najpiękniejszych w Europie, znajduje się w państwie litewskim, a jego stan obchodził jak dotąd tylko Polaków i chyba nadal tak jeszcze jest. Przecież i kwesty na Powązkach w Warszawie, i Polacy się nim opiekowali bardziej niż Litwini, no ale już pierwsze sygnały takie są, że młodzież litewska też przychodzi. Ja uważam, że to dobrze” – mówi przewodnik po Wilnie Maria Adamowicz.

Niestety, mimo starań wielu osób, przede wszystkim Społecznego Komitetu Opieki nad Starą Rossą, pracy młodzieży szkolnej, harcerzy, niecały cmentarz zdołano posprzątać. W bardziej odległych obszarach cmentarza wciąż widnieją zarośnięte trawą mogiły, pochylone krzyże, płyty nagrobne, na których nie da się już odczytać napisów.

W jednym z takich odległych zakątków Rossy spotkaliśmy Stanisławę i Stanisława Stańczyków. Dziadkowie z wnukami przyszli, by posprzątać groby rodzinne i niektóre okoliczne zapomniane mogiły. „Dziadek, mama tu pochowana, i zawsze patrzym my i dzieci, wnuki. I my tu patrzym za swoimi grobami, i ten cały rząd, bo przecież nikogo nie ma. I w latach ubiegłych wszystko było wykoszone, uprzątnięte liście, a w tym nic nie zrobione. Polacy tyle świec przywieźli, wszystko robią, nu, prawda, nawet niewygrzebane liście. Gdzie te szkoły? Władza i miasto muszą tu inwestować, bo to jest najstarszy cmentarz” – mówi oburzona Stanisława Stańczyk.

Teraz dbanie o tę najstarszą wileńską nekropolię wymaga ogromnych środków i zaangażowania, a przecież żeby popadła ona w tak opłakany stan, wystarczyło kilku dziesięcioleci… „To był 1976 rok, kiedy skończyłam szkołę, a moja koleżanka mieszkała za Rossami, ja, idąc do niej w odwiedziny, szłam przez cmentarz. To było wspaniałe – było dużo ładnych grobów. I teraz, idąc tą samą ścieżką, widzę, że nie ma tych grobów, są zniszczone. I są zniszczone właśnie w latach 70., 80. I to najbardziej boli, że to nie jest zniszczone w czasie wojny, po wojnie, ale w naszych czasach” – mówi wilnianka Barbara Gryniewicz.

„Wiele rzeczy już odeszło i nie wiem, czy nawet są w archiwach, bo nawet jak trzeba znaleźć materiał na te odnowione pomniki, to jest dość trudna praca, żeby odnaleźć jakieś dane archiwalne albo szkice i zdjęcia. I dlatego ja myślę, że z tego co mamy musimy czerpać, a Rossa jak najbardziej podkreśla polską obecność w Wilnie, i świadczy o tym, że nie jesteśmy tu przybyszami” – mówi dyrektor Gimnazjum im. Jana Pawła II w Wilnie Adam Błaszkiewicz.

Beata Bużyńska  Zdjęcia i montaż: Paweł Dąbrowski

http://www.wilnoteka.lt/pl/video/lekcja-pamieci-i-polskosci

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polskie Kresy | Leave a Comment »

ZOFIA HELWING – A WOKÓŁ KAZACHSTAŃSKI STEP…

Posted by tadeo w dniu 3 listopada 2011

Zofia Helwing, pochodzi z rodziny o tradycjach wojskowych (córka legionisty). Pani Zofia przyjechała do Wrocławia z polskich kresów (ur. w 1925 r. w Kowlu na Wołyniu), tam się urodziła i spędziła pierwsze lata dzieciństwa. W okresie wojny została zesłana na Sybir. Przeszła szlak syberyjski. Przeżyła, w przeciwieństwie do tysięcy pochowanych w ziemi bez krzyża.

Pani Zofia w kilku krótkich odsłonach dokumentalnych opowiada o doświadczeniach przywiezionych z tułaczki po sowieckiej Rosji. Są to niezwykłe opowieści, utkane z emocji i niezwykłych doświadczeń.

Zobacz także:

Zofia Helwing. Oczekiwaliśmy aż gong zadzwoni

Czy zawsze człowiek człowiekowi jest wilkiem? Na pewno nie zawsze, i to rodzi nadzieję, że kiedyś ludzie całego świata staną się przyjacielscy, wyrozumiali i tolerancyjni, wspomagający się nawzajem… ale bywają takie okresy w różnych geograficznych częściach świata, że te straszne słowa stają się prawdą zrodzoną przez wzgardę do człowieka. W tym właśnie przerażającym okresie znaleźliśmy się, pod przymusem deportacyjnym, w tej części świata, gdzie wzgarda dla człowieka i wszechobecny strach była codziennością, gdzie zapadały wyroki bez sądu a śmierć dzieliła się na natychmiastową – strzałem w tył głowy – lub rozłożoną na lata ciężkiej katorgi w łagrach, w licznych miejscach przymusowej pracy rozsianych po rozległych terenach ZSRR. Strach noszący w sobie cechy wilcze. On coś wie, ale boi się mówić, a zapytany najczęściej odpowiada, i to rozglądając się wokół … „nie znaju” – nie wiem. Odpowiada tak, gdyż nie jest pewien tego w jakim celu pytanie zostało skierowane, czy nie ma w nim ukrytej myśli. I tak utarło się powiedzenie, że wokół nas to same „nieznajki”, to znaczy ci, którzy nigdy, niczego nie wiedzą, bo tak jest bezpieczniej. Strach. Tym strachem była również ogarnięta młoda pracownica Ambasady Polski w Kujbyszewie, dokąd przybyliśmy jesienią 1942 roku, jadąc przymusowo do Azji. Zadaliśmy proste pytanie… „dlaczego”? Dlaczego nas Polaków, zwolnionych z łagrów jesienią 1941 roku na mocy układu między rządem Polski w Londynie a rządem ZSRR w Moskwie, ponownie deportuje się do Kazachstanu? Nie odpowiedziała, a proszona o umożliwienie kontaktu z Sekretarzem Ambasady, który na pewno będzie znał odpowiedź, wyjaśniła, że chwilowo jest nieobecny. W zamian za odpowiedź na pytanie dlaczego, ofiarowała nam konserwy z końskim mięsem, słodkie mleko w puszkach oraz różną odzież a nawet mundury angielskie i starała się być bardzo serdeczną i gościnną, ale nam wydawało się, że jedynym pragnieniem tej młodej osoby jest jak najszybsze pożegnanie nas i nie dopuszczenie do ponownego zapytania – dlaczego – a widoczny w jej oczach strach stawał się coraz większy. Bała się, dlaczego? Czyżby i jej groziła ponowna deportacja? Co zawisło nad Polakami? Nie znaliśmy odpowiedzi, nie dysponowaliśmy żadnymi wiadomościami ponieważ na żaden list kierowany do Ambasady nie otrzymaliśmy odpowiedzi, mimo niezbyt dużej odległości jaka nas dzieliła z Kamyszyna i sąsiadujące kołchozy z Kujbyszewem, dokąd słaliśmy listy, od momentu przyjazdu z północnego archangielskiego łagru w październiku 1941 roku. Nie zadowalała nas ta wielka darowizna, choć była wielce potrzebna, gdyż pragnęliśmy nie tylko wiadomości, lecz wsparcia duchowego, umocnienia nas w nadziei, że Polska o nas pamięta i w każdej sytuacji będzie z nami. Uzyskaliśmy natomiast odpowiedź na nie zadane pytani, ale jakże okrutną i złowieszczą, że mając kartę deportacyjną do Kazachstanu musimy jak najszybciej wykonać to polecenie, choć już nie pod bezpośrednim nadzorem NKWD, jak to było w roku 1940. I w tym momencie odczuliśmy wokół siebie niewidzialną, zaciskającą się pętlę ponownego, strasznego zniewolenia i wielkiej niepewności i to nie tylko naszej, ale tej urzędniczki z Ambasady Polski. Baliśmy się czerwonej władzy i drogi ku zbliżającej się Azji, zapisanej w naszej pamięci zesłaniami dziadów walczących o niepodległość Polski. Czelabińsk. Przesiadka. Udajemy się w kierunku Kustanaj – Karaganda.

Więcej: http://zeslaniec.pl/30/Helwing.pdf

Posted in Filmy i slajdy, Polskie Kresy, Wspomnienia | Leave a Comment »

NACJONALIZM LITEWSKI

Posted by tadeo w dniu 23 października 2011

Wróciłem z Litwy, gdzie wraz z uczestnikami Maja nad Wilią podążałem tropami Czesława Miłosza. Byliśmy w Wędziagole, gdzie na cmentarzu jest grób jego pradziadka, potem w Opitołokach (w tamtejszym kościele rodzice poety oficjalnie się zaręczyli), w Świętobrości (tutaj przyszłego noblistę ochrzczono), a wreszcie w Szetejniach, gdzie się urodził. Po drodze było jeszcze Kowno i Kiejdany, a po powrocie wiele chodzenia po Wilnie, odwiedzania miejsc szczególnych, związanych z moimi pobytami w tym mieście. Niestety przejmującym tonem tegorocznego wyjazdu był litewski nacjonalizm, który przybrał formę zjadliwą i wręcz niebezpieczną. Zespół rockowy Dyktatura śpiewa w oficjalnym radiu piosenkę o powieszeniu wszystkich Polaków, którym wybiła ostatnia godzina, co uznać można za młodzieńczy wybryk, ale wpisuje się on przecież w szereg licznych działań nam nieprzyjaznych. Na ulicach i w sklepach lepiej nie mówić po polsku, a tylko używanie języka angielskiego gwarantuje właściwe udzielenie informacji czy wskazanie jakiegoś miejsca. Już wcześniej zauważyłem, że kelnerki w restauracjach źle traktują przedstawicieli naszego narodu, a język polski wzbudza w nich agresję. Są niekulturalne, manifestują zniechęcenie, zachowują się demonstracyjnie i stale widać na ich twarzach ironiczny uśmiech. Jeśli zamawiałem coś po angielsku, byłem obsługiwany grzecznie, szybko i bez dodatkowych uwag – gdy siadaliśmy w grupie polskiej i mówiliśmy po polsku, zaczynał się spektakl niechęci i manifestacji zniechęcenia. Chyba dwa lata temu biorący udział w tejże imprezie Krzysztof Zanussi ostro objechał tak zachowujące się kelnerki i dopiero wtedy przestały nosić się jak przedstawicielki „lepszej nacji”. Tym razem nie było sensu reagować gwałtownie, bo niechęć jest tak powszechna i tak jawnie demonstrowana, że w obcym kraju mogłoby to spowodować nieobliczalne skutki.

Potłuczone zdjęcia nagrobne na Rosie

Jest tak mało tych Litwinów i prawdę powiedziawszy prawie każdy z nich ma jakąś domieszkę krwi – a to polskiej, a to rosyjskiej lub białoruskiej, innym razem z krajów bałtyckich lub dalekich części dawnego Sojuza. Oni nie mają z czego żyć, szerzy się u nich bezrobocie, wielu młodych ludzi wyjechało za granicę, staruszki żebrzą na ulicach, ale prawie wszyscy noszą się butnie i dumnie – najlepiej widać to u młodych ludzi, którzy wychowali się w wyzwolonej Litwie i słuchali piosenek zespołów takich jak Dyktatura, a pewnie też i opowieści o polskim najeźdźcy generale Żeligowskim, o polskiej okupacji, polskich morderstwach itd. Niestety niektórzy Polacy, mieszkający tam od samego urodzenia także zaczynają grać w tym samym spektaklu – poeta Aleksander Śnieżko czyta w Muzeum Mickiewicza, w Zaułku Bernardyńskim butny wiersz kierowany do polskich polityków, który łatwo może być podchwycony przez litewskich nacjonalistów. Choć poeta jest mizerny, produkujący na kopy piosenki i rymowanki, to jednak jego słowa mogą przynieść opłakane skutki. W Wilnie i Kownie nie znajdziemy polskich nazw ulic, tablic informujących o kierunku jazdy czy o umiejscowieniu urzędów, tak jak w malutkim kraiku afrykańskim wszystko jest tutaj w języku narodowym, który przez setki lat był ledwie szczątkowym dialektem. Nawet na dworcach kolejowych brakuje informacji w języku angielskim, niemieckim czy francuskim – wszędzie tylko ten jakże trudny do zrozumienia litewski. Ale są jeszcze haniebniejsze sprawy – jak przy każdej wizycie w Wilnie, idę na Rosę i widzę, że jakaś bojówka przeszła przez cały cmentarz i młotkiem albo jakimś innym ciężkim narzędziem porąbała zdjęcia na polskich nagrobkach – litewskie groby są nienaruszone, do pomnika bohatera narodowego Mikalojusa Konstantinasa Čiurlionisa prowadzą nowe, wyremontowane schody, a tuż obok widać liczne efekty działalności rewizjonistycznej. Jedyne ślady obecności, jedyne zachowane wizerunki wielu zmarłych Polaków zostały zbezczeszczone. Ciekawe jak by się czuli Litwini, gdyby Polacy mieszkający w Wilnie potłukli nagrobek ich narodowego poety?

Podczas okupacji nazistowskiej i sowieckiej nie dochodziło do takich aktów wrogości, nie atakowano polskich grobów przez dwieście lat wspólnej historii i dopiero teraz, gdy Litwa zyskała niepodległość, niszczy się wielkie dziedzictwo kulturowe. Źle to wszystko wygląda i zapewne skończy się całkowitą dewastacją setek tysięcy polskich grobów na Litwie, choć przyznajmy od razu, że w Polsce taki los spotkał też kiedyś nagrobki żydowskie, poniemieckie i ewangelickie. Teraz kolej przyszła na Litwę, gdzie niszczy się pomniki należące do innych narodowości, a na monumentach umieszcza się litewskie obwieszczenia – jakże komiczne jest to informowanie po litewsku, że pomnik przy kościele św. Anny ukazuje Adomasa Mickieviciusa… Przestaliby ci Litwini się wreszcie wydurniać, wzięliby się do roboty, bo dostali w spadku po polskich czasach ogromne dziedzictwo kulturowe, które jest ich wielką wartością i znakiem burzliwych dziejów. Oni wszakże wolą stawiać w Wilnie jakieś ogromne szklane beczki, jakieś tandetne wysokościowce, czym szybko niszczą barokowy wystrój miasta i tworzą jakieś wschodnioeuropejskie dziwadło. Żadnej ważnej funkcji nie może sprawować Polak, a interpelacje poselskie przedstawicieli mniejszości załatwiane są odmownie, przegłosowywane przez nacjonalistów. Chodzę po Wilnie i w pewnym momencie staję przy grupie zachodnich turystów, którym litewska przewodniczka opowiada po angielsku o polskiej okupacji i polskich zbrodniach na Litwie. Gdy mówię do niej przy tych ludziach, że są to nacjonalistyczne pierdoły, natychmiast oddala się z całą grupą i dalej tokuje o tym samym. Może dlatego takie utrudnione jest wejście do podziemia w katedrze wileńskiej, gdzie znajdują się odnowione trumny Barbary Radziwiłłówny, Aleksandra Jagiellończyka oraz Elżbiety Habsburżanki. Pochowany tam był też Olbracht Gasztołd (ojciec Stanisława, pierwszego męża Barbary Radziwiłłówny), złożono tam też serce Władysława IV Wazy. Ale to przecież polska – nie litewska – historia, więc wejścia do podziemi bronią specjalne zakazy i tylko zaprzyjaźnieni przewodnicy, mówiący świetnie po litewsku, wydobywają klucze i wprowadzają tam niewielkie grupy. W niedzielę msza, w której uczestniczy wielu Polaków, odprawiana jest po litewsku i nawet na tablicach w katedrze Jan Paweł II nazywa się popiežius Jonas Pauilius II. Dodajmy do tego jeszcze zniszczenie Celi Konrada, bo jacyś litewscy biznesmeni urządzili w dawnym budynku klasztornym hotel, a dla Polaczków przygotowali malutki budyneczek, w który zrekonstruowali tandetnie celę więzienną Mickiewicza. Hotel oczywiście szybko splajtował, a nowa cela, mająca przynosić wielkie zyski, świeci pustkami i jest nowy powód by nienawidzić Polaków. Dobrze, że w gronie zaprzyjaźnionych poetów, pisarzy, malarzy i Polonusów wileńskich można było odgrodzić się od nacjonalistycznych występów, spędzić czas na łonie przyrody w Szetejniach i w Kiejdanach, pochodzić nad Niemnem w Kownie i nad Wilią w Wilnie.

http://lebioda.wordpress.com/2011/06/17/nacjonalizm-litewski/

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polskie Kresy | 1 Comment »

Moje Wilno – film dokumenalny Aliny Czeniakowskiej

Posted by tadeo w dniu 21 października 2011

Scenariusz, realizacja, komentarz: Alina Czerniakowska
zdjęcia: Henryk Kucharski, Grzegorz Torzecki
montaż: Hanna Kłoskowska
Opis
Jakiż Polak nie zna nazwisk związanych z Wilnem – Józefa Piłsudskiego, Jana Chodkiewicza, Adama Mickiewicza, Piotra Skargi, Juliusza Słowackiego, czy Józefa Mackiewicza. Film pozwala przypomnieć współczesnemu widzowi to wszystko na co składało się przedwojenne Wilno – wielonarodowość i wielokulturowość, zabytki i wielkie postacie wileńskiego życia. Czas, który przeminął wraz z I okupacją sowiecką.

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polskie Kresy | 1 Comment »

KRESY PAMIĘCI – Wilno

Posted by tadeo w dniu 14 października 2011

Matka Boża Ostrobramska – Ryszard Sziler

WILNO

 

 To jedno ze szczególnych miejsc porzuconych przez naszą zbiorową pamięć i poniekąd naszą wyobraźnię . Miejsc, od których odwracamy się plecami już od blisko siedemdziesięciu lat.

Tam w perspektywie oddalenia, ponad naszym zapomnieniem nieodmiennie od wieków , jakby na przekór historii, góruje Ostra Brama , ze Złotą Panną pochyloną w serdecznym zamyśleniu nad nami wszystkimi i szczególnie nad swoim miastem.

To w tym miejscu Mater Misericordiae, jak na obrazie Piotra Stachiewicza „ Modlitwa pielgrzyma” wsłuchuje się bez odrazy w nasze odwieczne prośby. Tuli nas do siebie i oddaje swemu Synowi.

Ciągle Ta sama…Ta, do której zwracał się ,nie tak dawno zresztą ,wielki poeta polski zapomniany dziś przez nas prawie tak samo jak i Wilno :

 Maryjo, Bogarodzico,

Matko cierpiących nędzarzy,

Co nad Jagiełłów stolicą

W bramie stanęłaś na straży!

Spojrzyj na tłumy skruszone,

Co klęczą u stóp tej bramy:

Matko! Pod Twoją obronę

Z pokorą się uciekamy…

Człowiek , który to napisał leży teraz w cmentarnej ziemi Rossy i nadal modli się za nas pozostawionymi przez siebie strofami, których, dodajmy, nikt już prawie nie chce czytać . Co , powiedzmy sobie szczerze, bierze się stąd, że szkoła polska od lat uporczywie nie chce pamiętać o Ludwiku Kondratowiczu – Syrokomli.

Okazuje się , że po czasie wielkiego wynarodowienia Polaków, można zapomnieć prawie o wszystkim, w tym nawet o znaczeniu Wilna dla naszej kultury, nie sposób jednak zapomnieć o Pani Ostrobramskiej, zawsze w jakiś sposób obecnej w polskiej świadomości.

Bo Ją to przede wszystkim zabrali w swoich sercach, uważając za największy swój skarb, tułający się od 1945 roku wilnianie i przekazali go nam w rozlicznych kopiach, na przekór wszystkiemu, co się wydarzało .

O Wilnie pisano przez całe wieki, właściwie od chwili jego powstania.

Zachwycano się jego położeniem i zabytkami. Ze wzruszeniem wspominano znaczących dla Polski ludzi z nim związanych , jak też i wydarzenia historyczne, których było świadkiem. Ślady tych poczynań można znaleźć wszędzie od literatury pięknej po publicystykę . Od chociażby „Wilna” Jerzego Remera w znaczącej serii „Cudów Polski”, po resztki tych działań przedstawionych chociażby w „Małym leksykonie wileńskiej Rossy” prezentowanym przez Wydawnictwo Polskie w Wilnie w 1998 roku, więc każdy może po nie sięgnąć.

Rzecz jednak nie w ilości wydawnictw , a w zainteresowaniu tematem. W tym, że dla współczesnego Polaka, a dla młodzieży szczególnie, wychowanej bez mocnego poczucia przynależności historycznej i jedności ze światem swoich dziadków, Wilno staje się coraz bardziej miejscem egzotycznym, takim jak Lwów ,Grodno czy Łuck. W najlepszym wypadku jednym z pojęć kwitowanych słowami : „Coś tam może i było, ale się skończyło.”

Otóż niekoniecznie, bo przeszłość albo jest w nas, albo nie ma jej wcale.

Naszą tragedią jest teraz to, że poza obecnymi granicami Polski pozostały ważne, jeśli nie największe, polskie osiągnięcia w dziedzinie kultury. Przez wieki bowiem z różnych powodów inwestowaliśmy w rozwój ziem, które leżały na peryferiach kraju. Tu więc pozostały resztki naszej rzeczywistej wielkości, którą koniecznie należy przypominać pro publico bono.

Jej wyznacznikiem są dzisiaj najczęściej tylko zabytki architektury, a to dlatego, że one najdłużej opierają się destrukcyjnej działalności czasu i ludzkiej niegodziwości.

Zniknęło więc wszystko to co ulotne, a rzeczywiście ważne, niestety łącznie z ludźmi; a pozostała pamięć zamknięta w kamieniu. Trochę podobna do malowanego kiedyś akropolu w Atenach, szarego dziś, choć być może szlachetniejszego przez tę właśnie szarość.

Wędrując więc teraz po Wilnie i wyzbywając się niepotrzebnej raczej nostalgii ; bo nie o to tu przecież chodzi do kogo miasto należy , ale co zawiera – zachwyćmy się pięknem, które nasi przodkowie potrafili stworzyć lub inicjować i które, jak chociażby znane nam na co dzień zabytki Krakowa, świadczą dobitnie o naszej przynależności do rodziny wielkich twórców kultury europejskiej. Czego jakby szczególnie ostatnio oduczono naszą młodzież.

Wiec chlubą miasta są głównie kościoły. Tak jak i w całej Polsce. To one znaczą nasze ślady po wszystkich miejscach ziemi. Są też naturalnie na Podolu, Wołyniu , w Koronie i na Litwie. Głównie te siedemnastowieczne , kiedyśmy uwierzyli wreszcie w swoją szczególną wartość, zanim ją zabrał zaraz wiek następny.

Opowiedzmy tu o nich trochę, choć naszym celem nie jest tworzenia tutaj bedekera po Wilnie . W oczy rzuca się głównie barok ( kierunek, który tak mocno odcisnął się w polskiej kulturze, że mimo ciągłego pomniejszania jego roli, trudno ją sobie bez niego wyobrazić ) , więc Katedra, a w niej kaplica św. Kazimierza (C.Tencalla), dekoracja stiukatorska P.Perti`ego, freski Danckersa de Rij i Palloniego „ Otwarcie trumny św. Kazimierza” i „Wskrzeszenie dziewczynki”, a także popiersie biskupa Jerzego Tyszkiewicza.

Następnie kościół Bernardynek z nagrobkiem Krzysztofa Sapiehy.

Potem kościół św. Piotra i Pawła na Antokolu z amboną a także ołtarzami głównym i ołtarzem w transepcie oraz unikatowymi dekoracjami stiukowymi : figuralną P.Perti`ego i ornamentalną J.Galli`ego. Wreszcie kościół św. Teresy według projektu Tencalla no i – Ostra Brama w resztce murów, które kiedyś broniły wrogom dostępu do miasta.

Że miejsce miało z dawna swój niepowtarzalny klimat wynika po części z ujmującego serce krajobrazu . Jedynego i niepowtarzalnego, który zapełnialiśmy przez wieki, tak jak całe Kresy, naszymi marzeniami . Mniej lub bardziej mądrymi.

Trzy góry sterczą nad miastem : pierwsza najniższa, okrągła u podstawy, szpiczasta u szczytu, to Zamkowa, z tą Gedyminową basztą i szczątkami murów( którą teraz uważa się za symbol Republiki Litewskiej – ( R.Sz. ) 

Druga, oddzielona od niej wąskim korytem Wilejki, wyższa, dość stroma, u góry rozległa i płaska, to Trzykrzyska, zwana tak od trzech krzyży, które tam od wieków stawiano na pamiątkę trzech Franciszkanów, których pogańscy Litwini na tej górze do trzech krzyży przywiązali i zrzucili do Wilejki/…/Trzecia góra , mniejsza znowu nazywa się Bekieszową od Bekiesza przyjaciela króla Stefana Batorego – pisano kiedyś.

 

Wilno było sercem Litwy i Mekką Korony .

Przykładem choćby album zdjęć ( 1858 – 1915 ) Stanisława Filiberta , gdzie czytamy :

„ Wilno przełomu XIX i XX wieku było miastem o atmosferze dworu ziemiańskiego. Ton nadawała mu drobna szlachta i wywodząca się z tej warstwy miejska inteligencja…”

 

Ziemianie przez cały wiek poprzedni tutaj się zbierali, kiedy musieli z jakiś powodów porzucić swe siedlisko.

To tu kwitła kultura, którą chciała zabić Rosja. Raz wreszcie i na zawsze, żeby nie drażniła…

Pamiętacie Państwo tę niegdyś popularną podmiejską piosenkę lwowską z lat trzydziestych ubiegłego wieku? Tą , która wiele tłumaczy, chociażby w tej strofie : ” On jest ś Wilna – szyk bon ton„…Cóż, no tak właśnie do niedawna było…

A teraz, co można ważnego powiedzieć o Mieście ?

Chyba to, że po prostu – jest jeszcze. Bliskie chociaż odległe ? Dziwne lecz domowe. Takie samo ja Kraków tylko w obcej ziemi …

Wsłuchajmy się w echa dawnych zachwyceń, które więcej powiedzą niż najnowszy przewodnik, jaki można przecież zawsze przeczytać :

 „ Rozrzucone nad brzegami Wilji i Wilejki wśród wyniosłych wzgórz posiada Wilno najpiękniejsze położenie z wszystkich wielkich miast polskich, a zarazem tak wiele zabytków architektury, że czynią one z Wilna prawdziwe muzeum. W harmonijnym skojarzeniu pierwiastków piękna przyrody i sztuki leży niezwykły urok miasta. Lesiste wzgórza, strzeliste wieże i majestatyczne kopuły kościołów ( w liczbie 43 ), parowy i wąwozy obok labiryntu zaułków i ulic starego miasta, pnących się po zboczach wzgórz, oraz koloryt czerwieni dachów, tonących w zieleni ogrodów – oto elementy składające się na swoisty charakter grodu Jagiellonów”

Podaje Encyklopedia Powszechna Gutenberga z 1932 roku. Ten urokliwy klimat, możemy dziś odnaleźć może tylko już w Sandomierzu i Kazimierzu Dolnym.

O tym że nas Wilno pamięta, krzyczą tu kamienie.

Każdy kamień, to pamięć; a oto chyba najważniejszy zbudowany z niego pomnik : kościół św. Anny wzniesiony na jednym z zakoli Wilenki w latach 1495 – 1500.

O kościółku św. Anny nie ma co mówić, każdy wie, że to cacko tak misterne, jakby było relikwiarzem robionym ze złota, a nie budynkiem z cegieł; każdy słyszał, że Napoleon żałował, że go na ręku nie mógł przewieźć do Paryża, każdy widział ( dziś zapytalibyśmy, czy aby naprawdę wie , czy naprawdę widział ? – ( R.Sz. ) na rysunkach i rycinach jego prześliczne okno i te gałązki i włókna ceglane, które je otaczają , rozchodzą się, łączą znowu; w kamieniu nie widzi się piękniejszych gotyckich koronek , w cegle chyba nic równego nie ma na całym świecie. Jest to bujność i elegancja i fantazja kwiecistego gotyku, ale też utrzymana w mierze, tak daleka od hiszpańskiego zbytku i przeładowania, albo od zbytecznej manierowanej cienkości i delikatności, że nic bardziej harmonijnego, nic doskonalszego być nie może. I czemu ta doskonałość nie stała się wzorem , typem, czemu podług niej nie wyrobił się osobny styl gotycki polski ? – pisze i pyta St. Tarnowski we wspomnieniach „Z wakacji” wydanych w Krakowie w 1888 roku.

Polskość była tu, i jest jeszcze, choć biedna i pogardzana przez Polskę po 1945 roku.

Ale ona trwa nadal mimo straszliwych represji sowietów i niechęci Litwinów. Żeby to rozumieć trzeba pamiętać, że przecież według spisu ludności , który władze polskie przeprowadziły w 1919 roku na 128476 mieszkańców Wilno zamieszkiwało: Polaków 56,09 %, Żydów 36,2 %, Rosjan 3,15%, Litwinów 2,26%, Białorusinów 1,38 %, innych 0,92%. Tak było też i wcześniej.

A potem Polaków wywieziono na nieludzką katorgę, a miasto programowo zapomniano.

Chociaż przecież :

Wilno słynęło posiadaniem w katedrze grobu św. Kazimierza, królewicza polskiego, wnuka Jagiełły, obrazem cudownym Matki Bożej Ostrobramskiej i akademią jezuicką, z której utworzono potem za Śniadeckich i kuratorii księcia Adama Czartoryskiego znakomity uniwersytet. W Wilnie zasiadał trybunał Wielkiego Księstwa Litewskiego.– co zauważa Zygmunt Gloger w „Geografii historycznej ziem dawnej Polski”.

 

Kościół św. Jana! Dawny uniwersytecki, ten sam co z małego Jagiełłowego przebudował i powiększył Batory; ten sam przy którym osadził Jezuitów; ten sam gdzie mieszkał rządził i kazał Skarga./…/ Te mury , które go otaczają to Uniwersytet Wileński,/…/ może najbardziej wzruszający z wileńskich pomników. Więc to tu ? Tu Czacki i książę Adam, tu Śniadeccy i Grodek i Borowski, tu Gołuchowski i ten uczeń tyle od mistrzów większy (!) tu na tym dziedzińcu może młodzież litewska przyglądała się ciekawie po raz pierwszy „ koronnemu Lelewelowi”, kiedy do niej zajechał. Tu po tych gankach i korytarzach wołali ludzie jedni na drugich niezapomnianymi imionami Zana, Czeczota, Domejki, Odyńca. Tu i Euzebiusz Słowacki i doktor B`ecu i ta ciemna szkolna sala, którą wspomina ich syn i pasierb. I tu nade wszystko Mickiewicz. Tu kolebka polskiej poezji, dla niej nie ma miejsca pamiętniejszego, świętszego niż to! – pisze znów Tarnowski .

Powinniśmy to pamiętać, prawda ?

W końcu , albo jesteśmy spadkobiercami Wielkiej Polski, albo prawie nas nie ma.

Chodzi tu, podkreślmy z całą mocą, nie o restytucję granic, a o przywrócenie pamięci, o co jeśli nie zaniedbamy, to przyszłe pokolenia mogą nam tego zaniedbania nie darować.

Więc znów, choć tylko myślą, wędrujmy za Niemen…, niech się nas nie wstydzą nasi pradziadowie .

Niech naszą pamięć prowadzi obwieszczający zmartwychwstanie wysmukły anioł, z grobu Izy Salmonowiczówny, ten który dobrze wie, gdzie leży serce Marszałka Piłsudskiego i jego matki, i wskaże je nam, bo my przecież nie całkiem już to wiemy. Pomyślmy też, może przez moment, jak daleko nam do tych harcerzy, którzy do końca swego młodego życia trwali przy tym grobie , aż je zgasiły kule sowieckich żołdaków…

Ryszard Sziler

http://lubczasopismo.salon24.pl/polskieKresy/post/327760,kresy-pamieci-2-wilno

Zobacz także:

KRESY PAMIĘCI – Wilno i Lwów

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polskie Kresy | 6 Komentarzy »

Po obu stronach granicy. Dzieci z chlewu

Posted by tadeo w dniu 2 października 2011

Mowa o szerokim pasie ziemi, gdzie Polska graniczy z obwodem Kaliningradzkim, Litwa, Bialorusia i Ukraina. Na tych ziemiach, zarowno po polskiej, jak i wschodniej stronie panuje bodaj najwieksza bieda, jaka spotkalam podczas moich podrozy – bieda zarowno materialna, jak i moralna. Ofiara tej patologii spolecznej padaja przede wszystkim dzieci.

Dzieci ulicy, to rzecz powszednia. Zebrza, bo nie maja co jesc, kradna, gdzie sie tylko da, aby zaspokoic swoje potrzeby, narkotyzuja sie, aby na godzin pare zapomniec o tragicznej rzeczywistosci i wlasnym okaleczeniu. Spia w ciemnych katach bram, w zaulkach ulic, w ruinach starych domow, na opustoszalych skwerach, zima zas na klatkach schodowych, w kanalach, tulac sie do kanalizacyjnych rur ogrzewczych, na wysypiskach smieci w wielkich metalowych kontenerach, gdzie mozna zagrzebujac sie gleboko w smietnisku znalezc schronienie przed mrozem.

– Wracalem kiedys wieczorem do kosciola z odwiedzin u parafian, a tu widze, kontener na smieci sie rusza – opowiada ksiadz Stanislaw z obwodu kaliningradzkiego. – Myslalem, ze to szczury. Zdjalem pokrywe, zeby je laska przepedzic, patrze, a tu dwie pary dzieciecych oczu wpatruja sie we mnie z przerazeniem.

Ktos opowiadal mi o dziecku zyjacym wsrod stada miejskich pol-dzikich psow. W zimowe noce, zbite w jedna gromade psy, ogrzewaly sie nawzajem cieplem wlasnych cial; wsrod nich spal chlopiec.

W nieprzebytych jeszcze do dzis litewskich lasach znaleziono kilka lat temu – a raczej, zlapano – dziecko, ktore przez pol roku zylo tam samotnie, porzucone przez matke, zywiac sie roslinami, owadami, spijajac rose z lisci drzew. Naukowcy powiedzieli, ze cos takiego zdarza sie raz na kilka milionow, ze dziecko w tych warunkach potrafi przetrwac: “musi byc bardzo inteligentne i obdarzone prawie zwierzecym instynktem samozachowawczym”. Spotkalam i badalam to dziecko, gdy mialo juz 5 lat; mieszkalo juz wtedy w litewskim sierocincu (“Wiadomosci”, 30 kwiecien, 2004; “Gazeta”, 24-26 pazdziernik, 2003). Probowano pozniej dojsc, kto jest matka dziewczynki. Zidentyfikowano na koniec jakas kobiete, alkoholiczke i narkomanke, ktora przyznala sie, ze juz troje dzieci pozostawila bez opieki.

Jednak nie jest latwo pomoc tym dzieciom, gdy probuje sie je wprowadzic w tzw. cywilizowany swiat. Trudno nam czynic to z Kanady, co zrozumiale, chociaz zbieramy pieniadze na leczenie chorych dzieci, ale trudno tez ludziom dobrej woli tam, na miejscu. Wspaniala role spelniaja tu polskie siostry zakonne z roznych zgromadzen. Ale i im nie przychodzi to latwo.

Czesto dzieci, jesli zdrowe i od lat juz przywykle do radzenia sobie na ulicy, nie chca zaakceptowac wejscie do naszej cywilizacji. – Po co dbac o higiene, myc rece przed posilkiem, po co czyscic zeby, uczyc sie pisac, czytac, modlic…Kradziez staje sie przygoda, narkotyki i alkochol zaczynaja byc koniecznoscia. Kiedys, jeden z takich chlopcow, juz pozornie przystosowany do zycia w sierocincu, powiedzial do mnie:

– Pamietam, jak umieral moj dziadek. Umierajac blogoslawil mnie i oddawal w opieke Matce Przenajswietrzej… Moja babcia juz wtedy nie zyla… No i co z tego? Zlitowal sie ktos nade mna?! Nie zlitowal. Przeczekam tu zime i na wiosne pojde sobie… fajnie jest miec swoje pieniadze; jak gdzies jest trafi okazja.

Adaptacja dzieci jest trudna. A nawet, jesli sie udaje, czesto odzywajace sie stare kontakty psuja wszystko, co siostry zbudowaly z takim trudem. Pamietam w Mamonowie, malej miejscowosci pod Kaliningradem, gdzie polskie siostry z zakonu sw. Katarzyny zalozyly sierociniec dla dzieci ulicy, zamieszkala dziewczynka, ktora przez lata dlugie rodzice wykorzystywali do zaopatrywania ich w alkochol i narkotyki zmuszajac dziecko do ulicznej prostytucji. Zaczelo sie, gdy mala miala zaledwie kilka lat. Bito ja, gdy odmawiala wyjscia na ulice. Bito, gdy chowala sie w smietnikach, gdzie ojciec zawsze ja odnalazl.

Gdy wreszcie matka po pijanemu zabila ojca i sama znalazla sie w wiezieniu, dziecko wziely do siebie siostry z Mamonowa. Dziewczynka miala wtedy 9 lat. Byla milczaca, spokojna, nie plakala. Predko dostosowala sie do wymagan nowego domu. Wkrotce swoim przykladem stala sie wzorem dla innych dzieci. Pomagala siostrom, zajmowala sie mlodszymi dziecmi, z ktorymi byly klopoty, potrafila do nich przemowic i wytlumaczyc. Byla tylko “troche inna” – nie umiala sie razem z rowiesnikami beztrosko bawic, nie umiala sie smiac. Wszystko bylo w porzadku, dopoki matka nie napisala do niej z wiezienia: “Nie mam za co kupic farby do wlosow i lakieru do paznokci. Zarob, kup i przyslij mi do wiezienia.” Dziewczynka miala juz wtedy 13 lat. Jakze ma utrzymac rownowage psychiczna przy bombardowaniu jej takimi listami? A siostry zakonne musza jej listy przekazywac, bo takie sa przepisy – “nie wolno utrudniac kontaktow matki z dzieckiem”. Nazywa sie to resocjalizacja matki w wiezieniu.

Tereny przygraniczne – to przewaznie tereny po-PGR-owskie i po-kolchozowe. Dzis wielkie, panstwowe, czy kolchozowe gospodarstwa rolne juz nie istnieja. W wiekszosci pozostaly w tych miejscach jedynie rozwalajace sie zabudowania i ugory. Ludzie powyjezdzali, pojedyncze osoby tylko zostaly i probuja przy domach cos zasadzic albo pracuja w pobliskim miescie dojezdzajac autobusem. Rolnictwo i ogrodownictwo w ogromnej czesci upadlo.

– To jest wlasnie grzech Gorbaczowa – mowia dawni mieszkancy lub sasiedzi z miasta – za szybko chcial wprowadzic kapitalizm. Nikt sie przez lata nie zajal ani tymi ludzmi, ani ziemia. Dopiero teraz gdzieniegdzie zaczyna sie cos dziac. – Rzeczywiscie, z samochodu widc ciagnace sie kilometrami nieuzytki.

Chodze po wsi ukrainskiej i pytam, w ktorych chatach mieszkaja najbiedniejsi. Ludzie mowia o biedzie, wskazuja mi chaty.

– Najbiedniejsi przewaznie sa tam, gdzie nie ma studni w obejsciu – mowia. – Musza chodzic po wode na droge, studnie budowali tylko bogatsi gospodarze i tak juz zostalo.

Nie zawsze mam szczescie, szukajac tych najbardziej potrzebujacych. Trzeba byc ostroznym. Odwiedzam chaty z ksiedzem z pobliskiego kosciola, on zna tych ludzi, od lat wsrod nich pracuje.

– Od czasu, gdy pozwolono odprawiac tu nabozenstwa i oddano kosciol – opowiada – Pzed tym trzeba bylo cichaczem, w prywatnych mieszkaniach…

Maly ogrodek, a w nim same chwasty. Mieszka tu stara kobieta i jej niedorozwiniety, dorosly juz syn. Ksiadz informuje mnie, ze odwiedza tych ludzi regularnie i przynosi zywnosc, “bo inaczej umarliby z glodu”. Pytam, dlaczego nie zasadzili niczego w ogrodku.

– A co by zasadzic? – odpowiada kobieta pytaniem na pytanie.
– Na przyklad pomidory – mowie – syn by skopal ziemie, razem byscie posadzili pomidory, kartofle, marchew…Byloby przynajmniej latem co jesc.
– Co by tam belo, pani – macha niedbale reka stara kobieta odziana w podarte brudne lachy – syn je niespelna, sama pani widzi, gdzie on by tam kopol! Narobilby sie ino i co z tego? Kartofle by stonka zjodla, pomidory tyz, nie warto probowac. On zreszta nie zdatny do kopania… jo tyz nie przywyklo do robienia w ziemi…
– A do czego zescie przywykli? – pytam uparcie.
– On krowy ganiol na pastwisko, jo doila. Sowchoz tu bel z bydlem. Cale zycie tak zeszlo, nic inszego sie nie robilo. Kazdy miol swoje do roboty.

To nie byl odosobniony przypadek bezradnosci; moze ktos powie – takze lenistwa. W tej samej wsi spotkalam rowniez innych Polakow, ktorzy ze swojego ogrodka potrafili czerpac zyski. Potrafili schludnie utrzymac mieszkanie, hodowac drob, zbudowac nawet wlasna obore.

Patologii spolecznej jest masa. Ujemne skutki najbardziej dotykaja dzieci. Rola polskich siostr zakonnych w opiece nad nimi nie da sie z niczym porownac. Jest to cicha, mrowcza, pelna poswiecenia praca – poswiecenia bez rozglosu, bez oczekiwania na pochwaly, bez orderow, bez artykulow w prasie. Ludzie patrza na te prace, jak na rzecz zwykla. Ocieram sie o te siostry wracajace z “wycieczki” po zaulkach miasta z gromada obdartych, glodnych dzieci. Niektore znalazly w opuszczonych chalupach.

– Teraz to jeszcze nic – mowi jedna z siostr – zawsze ktos podrzuci cos do zjedzenia. Ale przyjdzie zima i mroz; dzieci nie napala pod kuchnia, bo nie bedzie czym.

– To tylko siostry – odpowiada przewodnik na pytanie ktoregos z zainteresowanych turystow, ktorzy do Kaliningradu (dawny Krolewiec) przyjechali ogladac nieliczne ocalale zabytki miasta. – Wracaja do siebie ze znalezionymi dziecmi.

“Tylko siostry…” – mysle – nieznane swiete, nie oczekujace nagrod, nie spodziewajace sie uslyszec slow uznania, podziwu, pochwaly. Wykonuja swa prace w poczuciu spelnianego obowiazku. Nawet do glowy im nie przychodzi, ze to cos nadzwyczajnego, niecodziennego w dzisiejszej rzeczywistosci. Jakze bym chciala, zebysmy my, tu w Toronto, mogli sie nad tym zastanowic.

Nie przez przypadek po polskiej stronie siostry zakladaja swe osrodki w poblizu granicy. W ten sposob mozna probowac pomoc w pracy tym zakonom, ktore sa juz po tamtej stronie. Z Wasilkowa przewozona jest pomoc do siostr w Grodnie na Bialorusi, zajmujacych sie bezdomnymi i dziecmi ulicy. Osrodek siostr w Braniewie sle pomoc do siostr w Mamonowie w Obwodzie Kaliningradzkim. Jesli ma sie watpliwosci, czy pomoc dotrze do Grodna lub Mamonowa, przeslac mozna paczke do Wasilkowa lub Braniewa, a potem zadzwonic tylko i sprawdzic, czy juz doszla i czy udalo sie przewiezc rzeczy przez granice.

Z Braniewem kontakty nawiazalismy zaraz po mojej bytnosci w sierocincu w Mamonowie. Do Mamonowa przez granice trudno mi sie bylo przedostac. Zatrzymano mnie na granicy i przetrzymywano przez dlugie godziny z niklymi szansami na rychle uwolnienie: moj paszport wydany w Polskim Konsulacie w Toronto uznano za “podejrzany”. Od tego czasu kontaktujemy sie z Mamonowem jedynie poprzez siostry z Braniewa.

Ale w Braniewie tez jest bieda, chociaz to polska strona. W ogromnym ubostwie zyje wiekszosc wielodzietnych rodzin tego przygranicznego miasta i okolic; bezrobocie na terenach po-PGR-owskich jest ogromne. Siostry dziekuja za kazda wyslana paczke z odzieza.

Braniewo, to jeszcze nie wszystko. Obok Braniewa jest Bisztynek – zaklad dla ludzi w znacznym stopniu uposledzonych. Wiekszosc to dzieci i mlodziez. Nikt tu nie przychodzi w odwiedziny. Nasz przyjazd byl czyms niecodziennym. Wiele pacjentow jest lezacych, zanieczyszczajacych sie, bez slownego kontaktu z otoczeniem. Ale przeciez tacy ludzie tez zyja na naszej planecie, chociaz o nich nie myslimy. Siostry pracuja przy nich, karmia ich, myja, wywoza na spacer, sadzaja pod drzewami, otulaja, mowia do nich, spelniaja najczarniejsze konieczne poslugi.

I wlasnie Bisztynek zapadl w mojej pamieci rownie gleboko, jak dwuletni chory chlopiec znaleziony przeze mnie kilka lat temu pod Kijowem na Ukrainie, albo ksiadz z glebokimi ranami na nogach, ktory z narazeniem zycia pelnil przez lata swa pasterska sluzbe wsrod Polakow na Bialorusi zanim za te “przewiny” dostal sie do radzieckich wiezien i lagrow, a potem – po powrocie do swoich parafian – dlugo jeszcze chodzil na tych nogach nie potrafiac rozstac sie z ludzmi i ziemia, z ktorej wyrosl.

Tutaj w Bisztynku, przy granicy z Kaliningradem, znaleziono w chlewie dzieci. Przez lata zyly razem ze swiniami.

Dziewiecioro ich bylo – opowiada siostra Barbara – czterech chlopcow i piec dziewczynek, wszystkie karlowate. Zabudowania gospodarskie, razem z mieszkalnymi, byly tam w ruinie. Do nastepnych PGR-owskich osiedli, rowniez opuszczonych, bylo dziesiatki kilometrow odleglosci. Wydawalo sie, ze nikt od dawna tam nie bywal, a jednak… Ktos zadzwonil na policje, moze turysta walesajacy sie latem po okolicy, moze sasiad szukajacy towarzystwa. Ktos zadzwonil i powiedzial, ze tam w chlewie sa chyba nie tylko swinie. Tam sa wsrod tych swin… takze dzieci.

– Potem odkryto, ze w zabudowaniach mieszkala kobieta – alkoholiczka i narkomanka. Ile z urodzonych dzieci umarlo, ile sie z tymi swiniami “wychowalo”, nikt tego nie wie. Kobieta nie pamietala, ile razy rodzila… moze zreszta kobiet bylo wiecej, tego tez nikt nie dojdzie.

– Wszystkie dziewczynki przywieziono wtedy do nas – mowi dalej siostra. – Chlopcow odstawiono do analogicznego zakladu prowadzonego przez zakonnikow, tu niedaleko. – Staralysmy sie, aby to rodzenstwo moglo sie ze soba widywac, ale nikle byly uczuciowe wiezi rodzinne wsrod tych dzieci, za wyjatkiem blizniaczek. Te dzieci nie zyly dlugo. Dzisiaj zyje juz tylko trojka. Gdy je przywieziono, Tereska miala przypuszczalnie okolo 10 lat. Kiedy zmarla jej siostra blizniaczka, myslalysmy, ze Terska z rozpaczy odejdzie razem z nia. Chodzila kolo niej, dotykala, glaskala, poklepywala, potem szturchala, szarpala, ciagnela za reke, probowala podniesc … Nie mogla zrozumiec smierci.

Patrze na Tereske, w jej niebieskie jak niezapominajki oczy i robi mi sie przykro. Ilez to dziecko musialo przezyc, nikt sie nigdy nie dowie.

– Zadne z tych dzieci nigdy nie nauczylo sie mowic – ciagnie swa relacje siostra – Trudno bylo im takze nauczyc sie jesc lyzka i widelcem, a nawet jesc trzymajac chleb w reku. Jeszcze dzis, choc uplynelo od tego czasu juz szereg lat, najchetniej jadlyby buzia wprost z talerza. Ale Tereska jest bardzo posluszna, czego nie mozna powiedziec o jej mlodszej siostrze, z ktora mamy mase klopotow; ktos musi stale przy niej byc, zeby czegos nie zpsocila. Teresce wystarczy powiedziec raz. Zmartwienie jest tylko, ze choruje na serce, jak one wszystkie

Tereska pije duzymi halstami herbate z kubka i zaczyna sie krztusic. Siostra Barbara ja uspakaja: “Nie tak duzo, po trochu”. Nogi Tereski kiwaja sie wysoko nad podloga, gdy siedzi na krzesle. Nic nie mowi, rozglada sie ciekawie po pokoju. Zastanawiam sie, czym moglabym jej sprawic przyjemnosc. Juz wiem – zostal duzy misio, ktorym bawily sie dzieci z Litwy, gdy mialam je tu w leczeniu. Przynosze go i podaje Teresce. Blekitne oczy Tereski rozjasnia na chwile radosc. Wyciaga rece, bierze misia, ale za chwile nie wie, co ma z nim zrobic.

– Misia sie przytula – mowie, bo nic innego nie przychodzi mi do glowy, co moglabym powiedziec. – Tereska przyglada mi sie przez chwile, probujac najwidoczniej zrozumiec. Nagle chwyta misia w ramiona i tuli do siebie. Jej buzia promienieje.

– No podziekuj pani – prosi siostra. Tereska milczy. – No, powiedz dziekuje. – Tereska probuje wydobyc z siebie jakis dzwiek. Nie latwo to przychodzi. Cos w rodzaju cichego pomruku wychodzi wreszcie z jej ust.

Teraz, gdy to pisze, staje mi przed oczyma obraz Tereski z misiem w ramionach i jej oczy tak niebieskie, jak tylko mozna sobie wyobrazic najbardziej przejrzysty blekit nieba. I pamietam mysl, ktora przemknela wtedy przez moj umys: przeciez tego dziecka matka nigdy nie przygarnela do serca.

Dr Jadwiga Wojtczak

Expatria zacheca wszystkich Panstwa do skladania donacji na rzecz pomocy dzieciom najbardziej pokrzywdzinym przez los (haslo: “Tereska”). Za kazda, nawet najmniejsza kwote bedziemy wdzieczni. Przypominamy, ze Expatria wydaje pokwitowania zwalniajace z podatku.

http://expatria.pl/index.php?stsid=48&kid=4

Przeczytaj także: 

U przyjaciół w Bogdanowie

Przez Litwę, Białoruś, Rosję i Ukrainę

List z Bogdanowa

Sierociniec Siostry Leokadii

VII Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński – reportaż

W obwodzie żytomierskim

Po obu stronach granicy. Dzieci z chlewu

W hołdzie pomordowanym polskim oficerom

Chrystus Brachiłowski

Cmentarz w Lidzie

Leczenie dzieci chorych na gruźlice – Szpital w Otwocku

Sieroctwo społeczne

Pomóżmy dzieciom z Mołdawii

Nasi Darczyńcy

Posted in Podróże, Polskie Kresy, Reportaż | Leave a Comment »

Kościół Matki Boskiej Ostrobramskiej we Lwowie.

Posted by tadeo w dniu 26 września 2011

Kościół Matki Boskiej Ostrobramskiej we Lwowie.

Kościół Matki Boskiej Ostrobramskiej we Lwowie został wzniesiony w 1934 roku na przedmieściu Łyczakowskim ufundowany przez społeczeństwo Lwowa w podzięce Matce Boskiej za opiekę nad Lwowem w czasie walk o miasto w latach 1918 -1920. Poprzez nazwę kościoła taką, a nie inną, chciano zaznaczyć, że Lwów i Wilno to dwa kresowe miasta stojące na straży Rzeczpospolitej, broniące wiary katolickiej i polskości. Stanął w miejscu dokładnie tam, gdzie od strony wschodniej padł pierwszy granat bolszewicki wystrzelony na Lwów w 1920 r. Inicjatorem wzniesienia świątyni był metropolita lwowski abp Dr Bolesław Twardowski.

We frontonie głównego portalu świątyni, w jego części środkowej, na wysokości drugiej kondygnacji, wbudowana została otwarta kaplica, obramowana kamiennymi kolumnami.

 W kaplicy umieszczono obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej, wykonany przez T. J. Pieczonkę z Krakowa.

Był kościołem garnizonowym szczególnie ukochanego przez Lwowiaków 14 pułku Ułanów Jazłowieckich.  Stojący na wzgórzu pozwalał wychodzącym z kościoła zachwycać się wspaniałą panoramą miasta.
Zarządzany był przez księży Salezjan.

Po wkroczeniu Sowietów do Lwowa i usunięciu księży Salezjanów z kościoła M.B.Ostrobramskiej, świątynię zamieniono na magazyn, otoczono drutami; przed kościołem ustawiono na topornym cokole sowiecki czołg w charakterze pomnika.
W latach 90-tych zwrócony Salezjanom wschodniego obrządku, obecnie służy jako grecko-katolicka cerkiew Opieki Przenajświętszej Bogurodzicy (Pokrowy).

Z 41 kościołów rzymsko-katolickich we Lwowie w okresie międzywojennym czynnych jest obecnie tylko 3: Katedra łacińska z cudownym obrazem Matki Boskiej Łaskawej, przed którym składał swe śluby król polski Jan Kazimierz, kościół św. Antoniego na Łyczakowie  oraz mały kościółek p.w Niepokalanego Poczęcia N.M.Panny na Zamarstynowie.

Więcej: Kościół Matki Boskiej Ostrobramskiej na Łyczakowie – Aleksander Medyński

Przeczytaj także:  

Matka Boża Ostrobramska – Królową Świata i POLSKI

Posted in Matka Boża, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polskie Kresy | 3 Komentarze »

OBRAZY MATKI BOŻEJ PRZYWIEZIONE PO II WOJNIE ŚWIATOWEJ Z KRESÓW WSCHODNICH

Posted by tadeo w dniu 26 września 2011

Na mocy układów z Jałty i Poczdamu po zakończeniu II Wojny Światowej zostały wytyczone w Europie nowe granice wielu państw. Polska utraciła prawie połowę przedwojennego terytorium – czyli Kresy Wschodnie, zyskała dużo mniej – czyli Ziemie Zachodnie i Północne. Przesunięcie Polski „na zachód” zostało połączone z przemieszczeniem wielu milionów ludzi. Sowieci bardzo szybko wcielali postanowienia jałtańskie w czyn i choć działania wojenne jeszcze trwały, tuż za frontem posuwały się rzesze bezdomnych, tzw. „repatriantów”, którzy mieli zająć zniszczone tereny Ziem Odzyskanych. Na Wschodzie pozostawili zagospodarowane przez wieki wsie i miasta, gdzie w ciągu 600 lat polskiej obecności były tworzone i gromadzone nieprzebrane skarby materialne i kulturalne.

MATKA BOŻA OSTROBRAMSKA

Wyjeżdżając z rodzinnych stron wychodźcy mieli prawo wziąć tylko najkonieczniejsze przedmioty, pomocne w przeżyciu długotrwałej podróży w nieznane. Transportowano ich towarowymi pociągami, przeważnie w odkrytych wagonach. Wyjeżdżano zwykle całymi rodzinami lub parafiami, aby w nowych miejscach osiedlić się wspólnie.

Oprócz przynaglania ze strony władz sowieckich impulsem do szybkiego opuszczenia Kresów były potworne mordy dokonywane przez Ukraińców, którzy przeprowadzali czystkę etniczną. Na przestrzeniach zamieszkanych w ciągu długich wieków przez ludność wielu religii, kultur i jeżyków zapanowała istna apokalipsa.

Matka Boża Zwycięska z Mariampola na Podolu (obecnie we Wrocławiu)

I zadziwia, że w tych dramatycznych okolicznościach społeczność polska opuszczająca strony rodzinne zabrała nie tylko najkonieczniejsze rzeczy osobiste, ale mimo zakazów, często z narażeniem życia wywiozła też z kresowych świątyń wiele cennych przedmiotów kultu religijnego: święte obrazy, krzyże, relikwiarze, ratując je tym samym przed pewną zagładą. Wierzono też w opiekuńczą moc cudownych ikon, pamiętano, że stanowią one często pamiątki historyczne. Przed ołtarzami kresowych świątyń bowiem wodzowie i królowie niegdyś się modlili i składali sztandary pokonanych nieprzyjaciół Ojczyzny. Przedmioty kultu ratowali wywożąc z Kresów biskupi i kapłani, zakonnicy i ludzie świeccy, pragnąc utrzymać tym samym choć symboliczną więź z rodzinną ziemią. Troska o korzenie, o zachowanie ciągłości pokoleń, to motywy działań ówczesnych wychodźców.

Matka Boska Berdyczowska (kopia w Jaworzu koło Bielska Białej)

Opuszczane przez Polaków kościoły ulegały dewastacji. Miejscowa ludność prawosławna i niestety grekokatolicka dążyła do zatarcia śladów polskości i katolicyzmu. Celowo były niszczone wiec zabytkowe wnętrza; palono, rąbano ołtarze, rzeźby, obrazy bez względu na ich wartość artystyczną. Budynki sakralne zamieniono na sale kinowe, muzea ateizmu lub składy materiałów budowlanych. Należy więc żałować, że Polacy opuszczający Kresy mogli uratować tylko znikomą liczbę bezcennych skarbów sakralnych i pamiątek narodowych.

Dziś, ponad 50 lat po zakończeniu wojny, nie jest jeszcze w pełni znana lokalizacja ocalonych przedmiotów. Przyczyniła się do tego cenzura, która nie pozwalała mówić o Lwowie czy Wilnie, Wołyniu czy Podolu. Przez długie lata kresowe tematy stanowiły tabu. Wyrosły więc pokolenia Polaków, które zagadnień Utraconej Ziemi nie znają. Obecnie, po zniesieniu cenzury, ukazują się nieliczne publikacje poświęcone pojedynczym zabytkom lub ich zespołom znajdującym się w niektórych diecezjach. Są to artykuły w czasopismach, foldery lub druki zwarte. Brak jednak nadal ujęcia całościowego, z tej racji więc podjęłam poszukiwania rozproszonych po całej Polsce przywiezionych z kresowych świątyń przedmiotów kultu. Badania te są trudne, a wyniki jeszcze niepełne, lecz pozwalają na pierwsze uogólnienia.

Ustaliłam lokalizację 200 przedmiotów kultu, z tego 50% znajduje się na Śląsku Górnym i Dolnym. Drugie wielkie skupisko utworzyło się na południu kraju, ponadto w województwach warszawskim i gdańskim. Tymi pamiątkami został więc wyznaczony wielki szlak wygnańczy i określona geografia osadnictwa „repatriantów” na ziemiach Polski pojałtańskiej.

 Matka Boża Pięknej Miłości z Łopienki (obecnie Polańczyk)

Według dotychczasowych obliczeń zabytki kresowe znajdują się w 41 miastach i w 63 wsiach. Można wiec wnioskować, że chłopi polscy uratowali ich więcej, a w swej głębokiej wierze szukali wsparcia u Boga w dniach ciężkich doświadczeń wygnania z ojcowizny.

Znaczna liczba przedmiotów kultu religijnego znalazła się we Wrocławiu (13), Warszawie (8) i w Gdańsku (6), czyli tam, gdzie były największe zniszczenia. Zrujnowane świątynie wchłonęły je szybko, były one zalążkiem wyposażenia odbudowywanych obiektów. Kraków stanowił główną bazę dla wychodźców, z tego powodu znajduje się tam 18 kresowych zabytków.

Z dotychczasowych ustaleń wynika, że przywieziono sakralne pamiątki z 92 kresowych miast i wsi.

W omawianym zbiorze przedmiotów kultu na pierwszy plan wysuwa się wielka grupa zabytków maryjnych – 143 obrazy i rzeźby. Z kultem Pana Jezusa wiąże się 19 zabytków, z kultem Świętych Pańskich 28 obrazów, reszta to relikwiarze, krucyfiksy czy drobne przedmioty, do których się modlono.

Tak znacząca przewaga obrazów i rzeźb związanych z Matką Bożą może świadczyć o maryjnych cechach religijności polskiej. W Niej widziano niezawodną Orędowniczkę i Opiekunkę w czasach rzezi, pogromów i zsyłek na Kresach. Ona także towarzyszyła wiernym czcicielom w tułaczce.

Zbiór 143 obrazów i rzeźb maryjnych jest bardzo zróżnicowany. Są to koronowane, obite srebrną szatą ogólnie czczone wizerunki, jak i mało dotychczas znane, ale bliskie sercom wygnańców wyobrażenia Madonny.

Zabytki te pochodzą z rozmaitych epok. Noszą cechy gotyku, renesansu, baroku, rokoka lub stylów późniejszych. Ich układ ikonograficzny, symbolika zostały podyktowane nie tylko wymogami sztuki, ale też względami religijnymi. Jako nośniki idei podlegały określonym rygorom.

Od początku chrześcijaństwa trwał spór wśród teologów czy matka Boża była jedynie Matką Jezusa jako człowieka, czy Matką Boga-Człowieka.

Spór ten rozstrzygnął w 431 roku Sobór w Efezie. Przyjęto wówczas dla Niej tytuł THEOTOKOS. Uznano tym samym, że jest Matką Boga, a nie tylko Jezusa-postaci historycznej. Ten ścisły związek Matki i Syna sławi najbardziej rozpowszechniony typ ikony zwany HODEGETRIA, przedstawiający Bogurodzicę z Dzieciątkiem na ręce. Matka wskazuje na Syna, Syn na Matkę. Ikony poczęto tworzyć na Wschodzie od VI w. W Polsce najlepiej oddaje ten typ obraz Matki Boskiej Częstochowskiej.

 MATKA BOŻA ZBARASKA (obecnie w Prałkowcach k/Przemyśla)

 W zespole obrazów przywiezionych z kresowych świątyń jest znaczna liczba takich właśnie ujęć. Wśród nich najstarszą kopię przywieziono ze Zbaraża (XVI w.), jest w Przemyślu, z kościoła ormiańskiego ze Stanisławowa (XVII w.), odbiera cześć w Gdańsku, z Biłki Szlacheckiej (XVII w.), jest w Grodźcu na Opolszczyźnie, tę z Łopatynia (XVIII w. płaczącą) czczoną w Wójcicach, z Sokala jest w Krakowie, a ze Złoczowa (XIX w.) w Tarnowie (por. Powiernik Rodzin 10 (1998) nr 4).

Drugi wzorzec dla twórczości artystycznej, polecany przez synody w XVII wieku oprócz Matki Boskiej Częstochowskiej, stanowił obraz Matki Boskiej Śnieżnej znajdujący się w Rzymie. Ponieważ w 1571 roku papież Pius V oddał Jej pod opiekę losy bitwy pod Lepanto, w której Liga Święta pokonała Turków, kopie obrazu rozpowszechniły się też u nas, ze względu na ciągłe zagrożenie tureckie, zwłaszcza na Kresach.

Matka Boża Latyczowska (obecnie w Lublinie)

Matka Boska z Latyczowa znajduje się obecnie w Lublinie (XVI w), kopie Matki Bożej Berdyczowskiej są w Warszawie i w Łodzi. Z Kochawiny przybyła do Gliwic, od oo. Jezuitów ze Lwowa do Wrocławia, w Wabienicach jest ze Złotego Potoku na Podolu (XVII w.).

Obrazy wzorowane na ikonie Jasnogórskiej oraz na wizerunkach Matki Bożej Śnieżnej, stanowiące wspólnie grupę zwaną HODEGETRIA, powstały w pracowniach malarskich Częstochowy, Krakowa i Lwowa. Różnią się między sobą szczegółami, nie zawsze są zaznaczone blizny na twarzy Madonny Częstochowskiej, różne mają akcesoria: berło, różaniec, kwiat. Matka trzyma Dziecko na prawej albo lewej ręce. Rozmaitość ujęć stanowi specyfikę polską, ale generalnie kanon, hieratyczność postaci zostają zachowane. W całości zbioru maryjnych obrazów kresowych jest to grupa najliczniejsza.

Matka Boska z kościoła ormianskiego w Łyścu k/Stanisłowawa (obecnie w Gliwicach)

Ze względu na układ ikonograficzny można wyróżnić 10 grup wizerunków. Na obrazach przedstawiających Matkę Bożą Miłującą Dzieciątko obejmuje szyję Maryi i przytula do jej twarzy policzek- to ELEUSA. Najpiękniejszy wizerunek przywieziono do Wrocławia z Mariampola, król Sobieski był z Nią pod Wiedniem. W Chełmie Lubelskim jest z Mielnicy na Wołyniu (XVI- XVII), kopia Matki Bożej Poczajowskiej z Krystonopola znajduje się u o.o. Bazylianów w Warszawie. Piękna Madonna z Dzieciątkiem, prawdopodobnie pędzla Stanisława Wyspiańskiego, przywieziona z kościoła Marii Magdaleny ze Lwowa trafiła do Muzeum Archidiecezji Częstochowskiej.

Jedna z grup przedstawia Matkę Bożą Tronującą. Do nie należą m. inn. Madonna z Bołszowca z XVII w. znajdująca się obecnie w Gdańsku. jest to piękna kopia obrazu Matki Bożej pod Jabłonią z pracowni Łukasza Cranacha Starszego. Zwrócona do modlących profilem słucha ich próśb, Dzieciątko stoi na Jej kolanach. W Poznaniu jest matka Boża Różańcowa od o.o. Dominikanów z Tarnopola, w Warszawie z Żółkwi (XVI w). Matka Boża bez Dzieciątka to wizerunki grupy kolejnej. Należą do nie przede wszystkim liczne kopie obrazów Matki Boskiej Ostrobramskiej przywiezione głównie z Wilna i ze Lwowa, gdzie jako wotum wystawiono Jej kościół w okresie międzywojennym z wdzięczności za odzyskanie niepodległości. Lwowskiemu obrazowi zrobiono we Wrocławiu replikę ołtarza, wileńskiemu replikę Ostrej Bramy. Z Otyni przywieziono obraz przedstawiający Wniebowzięcie Matki Boskiej, a zrujnowany kościół został przebudowany przez repatriantów na wzór otyckiego.

Figurka Pani Jazłowieckiej (obecnie w Szymanowie w pow. sochaczewskim gm.Teresin)

Szczególnie piękne są wizerunki Matki Bożej adorowanej. Przykładem może być przywieziony ze Lwowa do Lubaczowa obraz Matki Boskiej Łaskawej, przed którym niegdyś składał pamiętne śluby Jan Kazimierz. Koronowany obraz Matki Boskiej Świętomichalskiej, uważany przez 50 lat za zaginiony, zawieszono ostatnio w katedrze wileńskiej. Madonnę adorującą Dzieciątko ukazał artysta na obrazie przywiezionym z Biłki Szlacheckiej pod Lwowem do Grodźca na Opolszczyźnie. Tylko 5 figur Maryi przybyło z Kresów, m. inn. ze Lwowa od o.o.. Dominikanów Matka Boska Jackowa, która jest w Krakowie, z Jazłowca czczona w Szymanowie i lwowski posąg Madonny z Dzieciątkiem koronowany w 1995 roku w Twardogórze.

OBRAZ MATKI BOŻEJ POCIESZENIA z SOKALA  (obecnie w Hrubieszowie)

Odrębną grupę stanowią wizerunki Matki Boskiej Bolesnej. Są to przede wszystkim liczne ikony Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, na których przedstawiono narzędzia męki Pana Jezusa wokół postaci Maryi i Dzieciątka: ze Lwowa jest w Krakowie, drugi w Kaliszu, a ze Stanisławowa w Polanicy Zdroju. Inne ujęcia przywieziono z Monasterzyk do Bogdanowic pod Opolem, a z wołyńskiego Niewirkowa do Świątnik. Przedstawienie Świętej Rodziny reprezentują obrazy: Ucieczka do Egiptu z Biłki Szlacheckiej, czy Pokłon Pasterzy z Oleska obecnie w Sędziszowie. Podział zgromadzonego przeze mnie materiału na grupy tematyczne pozwala stwierdzić, że dzięki ofiarności repatriantów zostały uratowane skarby kultury wielkiej wartości. Umożliwia też porównanie z zasobami ogólnopolskimi wizerunków maryjnych, które również podzielił na grupy Wincenty Zalewski w swoim dziele Sanktuaria polskie (1988).Dalsze poszukiwania kresowych wizerunków pozwolą zapewne na uszczegółowienie wniosków.

Obraz Matki Boskiej Zwycięskiej z Lwowa – obecnie w kościele św. Mikołaja w Gdańsku

Walorami przywiezionych zabytków są ich wiek oraz wystrój. Jako przykłady można podać pochodzącą z XIII w. figurę Matki Boskiej Jackowej, ikonę Matki Boskiej Zwycięskiej z XIVw, która jest obecnie w Gdańsku, odbierającą cześć w Lubaczowie Matkę Boską Łaskawą z XVI w. przywiezioną z Klewania do Skwierzyny Madonnę z XVII w. zabytkowy obraz z Rzęsny Polskiej czczony w Kondratowej z XVIII w.,statuę Pani Jazłowieckiej powstałą w XIX stuleciu. Omawiane przedmioty kultu noszą cechy różnych stylów i wskazują, jak w poszczególnych epokach kształtował się rozwój religijności maryjnej. Wystrój przywiezionych obrazów, bogate nieraz szaty i liczne wota są również zabytkami sztuki. Srebrne blachy okrywające ,święte postacie są pięknymi grawerowane, zdobne drogimi kamieniami. Ale niektóre wizerunki noszą ,lady rabunku. Odnawiane przez wiernych, nie zawsze mają wartość.

 Matka Boża Łaskawa z kościoła ormiańskiego w Stanisławowa (obecnie w Gdańsku)

Srebrna pozłacana sukienka z XVIII w. zdobi obraz Matki Bożej Łaskawej z ormiańskiego kościoła w Stanisławowie, znajdujący się w Gdańsku, drewniana sukienka okrywa kopię Matki Bożej Berdyczowskiej w Jaworzu. Obraz z Rawy Ruskiej przywieziony do Lubyczy ma korony i różaniec z pereł. Srebrna szata i 100 zabytkowych wot to ozdoby Madonny Śniatyńskiej. Matka Boża z Nawarii, która jest w Urazie ma sukienkę z tektury, bo srebrna została skonfiskowana w czasach austriackich.

Szczególnym wyróżnieniem cudownych wizerunków jest koronacja. W Polsce pierwsza uroczystość koronacyjna odbyła się w 1717 roku w Częstochowie. Również w zespole wizerunków maryjnych związanych z Kresami są Madonny koronowane i to w rozmaitych okresach historycznych. Na Kresach Rzeczypospolitej Obojga Narodów w latach 1718-1772 wymienić należy obrazy z następujących miejscowości w kolejności koronacji: Troki 1718, Sokal 1724, Podkamień 1727, Żyrowice 1730, Łuck 1749, Wilno (M.B. Świętomichalska)1750, Lwów 1751, Berdyczów 1756, Białynicze 1761- łącznie 9 wizerunków. W okresie zaborów w latach 1773-1918 były to: Poczajów 1773, Lwów (M.B.Łaskawa)1776, Bołszowice 1777, Łatyczów 1779, Międzyrzecz Ostrowski 1779, Szydłów na Żmudzi 1786, Lwów (M.B. Pocieszenia) 1905, Kudryńce 1909, Kochawina 1912- łącznie 9 obrazów.

Różańcowa Pani Żółkiewska (obecnie w Warszawa – Służew).

W II Rzeczypospolitej, w latach 1918-1939 trzeba wymienić: Rudki 1921, Wilno -Ostra Brama 1927, Żółkiew 1929, Stanisławów (M.B. Ormiańska) 1937, Jazłowiec 1939 – łącznie 5 zabytków kultu. Po II wojnie do 1995 ukoronowane obrazy kresowe: z Dobromila, który jest w Jodłówce 1075, z Łopatynia, obecnie w Wójcicach (1986), z Łyśca przywieziony do Gliwic (M.B Ormiańska 1989), z Mariampola obecnie we Wrocławiu (1989). ze Lwowa czczony w Kaliszu (M.B. Nieustającej Pomocy 1991), w Białymstoku 1995 (kopia M.B. Ostrobramskiej ), z Tarkowa (1991) przywieziona do Łukawca i lwowska figura Matki Bożej, która jest w Twardogórze (1995)- łącznie 8 obrazów. Jeśli się zważy, że w obrzędzie koronacji wyraża się szczególna cześć wybranych wizerunków, na podkreślenie zasługuje ciągłość tego kultu w dziejach Polski i jej Kresów. Łącznie wyróżniono 31 kresowych wizerunków, co stanowi około 18 % wszystkich koronowanych maryjnych przedmiotów kultu w Polsce w ciągu prawie 300 lat.

 Obraz Madonny w Międzyrzeczu Ostrogskim

Jak z badań wynika 10 koronowanych obrazów Madonny pozostało poza obecnymi granicami Kraju, w tym 4 na Litwie: w Trokach, Szydłowie i 2 w Wilnie, 4 na Ukrainie: w Łęcku, Berdyczowie, w Międzyrzeczu Ostrogskim i w Poczajowie, 2 na Białorusi: w Białyniczach i w Żyrowicach. Rozmaity jest ich los: wiszą w kościołach katolickich, 3 w cerkwiach prawosławnych, Matka Boska Białynicka po 1924 roku znalazła się w muzeum, Łucka spłonęła (1925). Pełnią one nadal ważne funkcje kultowe, świadczą też o polskim tam władaniu przez wiele wieków. Repatrianci przywieźli kopie tych obrazów: Żyrowicka jest w Białowieży, Berdyczowska w Jaworzu i w Łodzi, Poczajowska w Warszawie. Wiszą w kościołach, a wizerunki Matki Bożej Ostrobramskiej w każdym niemal domu polskim.

Matka Boża Bieszczadzka z Rudek k/Lwowa (obecnie w Jasieniu k.Ustrzyk Dolnych)

Madonny kresowe mają rozmaite imiona, które podkreślają życzliwość dla modlącego się człowieka, a więc: Matka Boska Pocieszenia, Łaskawa, Nieustającej Pomocy, a przywiezioną z Bołszowca zwać można Cierpliwie Słuchającą. Imiona zależą też od akceroriów zdobiących obrazy: Szkaplerzna, Różańcowa, z Różą. Ale są też nazwy nowe. Lwowska Madonna z kościoła OO. Jezuitów stała się we Wrocławiu Patronką Robotników i Solidarności, przywieziona z Biłki Szlacheckiej do Grodźca to Opiekunka Sybiraków. U Jej stóp gromadzą się podczas ogólnopolskich zjazdów. Jej obraz wyhaftowano na sztandarach sybirackich obok Częstochowskiej i Ostrobramskiej.

Przywiezione z Kresów obrazy gwarantują ciągłość kultu. Mimo zniszczenia dawnych kościołów i parafii, a także dokumentacji są nieraz jednym śladem ich istnienia na Utraconej Ziemi. Dawni parafianie tworzą różnego typu struktury normalne, np. Związek Potoczan. To jest fenomen, skupienie się dawnych i nowych wiernych wokół cudownego wizerunku przywiezionego niegdyś z Kresów. Funkcje integracyjne zaznaczają się zwłaszcza w dniach odpustów i pielgrzymek. Obecnie, gdy już można jeździć na Wschód, usiłują dawni parafianie odbudować zniszczone tam kościoły, dbają o ich wyposażenie, przywożą kopie cudownych obrazów. Odnawiają cmentarze gdzie są groby przodków.

Znalezione obrazy dla zapytania OBRAZU MATKI BOŻEJ NIEUSTAJĄCEJ POMOCY z Lwowa

Matka Boża Nieustającej Pomocy u Sióstr Karmelitanek Bosych we Lwowie (obecnie w Kaliszu)

Wokół kresowych wizerunków powstały nowe sanktuaria i wydawnictwa. Przypomniano dawne pieśni , obyczaje, obrzędy. Ogromne nieszczęścia, które kresowa ludność przeżyła podczas wojny i wygnania ze stron rodzinnych sprawiły, że ich religijność cechuje w wielu przypadkach ludowe widzenie świata, gdy zatarta została granica między sacrum a profanum i płynne jest przejście między światem realnym oraz niematerialnym. Obydwa światy przenikają się wzajemnie. Odbija się to zwłaszcza w licznych opowieściach, legendach. Oprócz dawnych, przywiezionych z Kresów, powstają nowe. Np. w dni powodzi w dolinie Odry, gęsto zamieszkanej przez ludność kresową, wierni gromadzili się w kościołach wokół świętych wizerunków, wspólnie modlono się. Widziano, jak Matka Boża Zatrzymywała fale, chmury, deszcz. Wierzono, że chroniła domy.

Matka Boża Bołszowiecka (obecnie w Gdańsku)

W Polsce jest obecnie około 500 cudownych obrazów maryjnych. Kresowe wizerunki stanowią ponad 28 %. W dziele uratowania ich wielką zasługę mają wygnańcy z Utraconej Ziemi. Należy tylko żałować, że to co przywieźli, stanowi znikomą- cząstkę zaginionych bezpowrotnie skarbów.

Prof. Maria Pawłowiczowa

http://www.humanfamilies.com/Powiernik/98/nr1098.htm#ob http://www.humanfamilies.com/Powiernik/98/nr1198.htm#obra

Przeczytaj:

Święte wizerunki Wschodu i Zachodu z kolekcji o.P. Ferko OCD

Wygnane i odnalezione

Skarby z Kresów

Madonny Kresowe w świątyniach Warszawy

Jazłowiecka Biała Pani

Obraz Matki Bożej Ostrobramskiej

Zobacz także: 

Sanktuarium Pierwszej Rzeczypospolitej

Posted in Historia, Matka Boża, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polskie Kresy | 19 Komentarzy »

Zabili nas w Wigilię – mord UPA w Ihrowicy

Posted by tadeo w dniu 25 września 2011

Ksiądz Stanisław Szczepankiewicz, proboszcz parafii Ihrowica, został zamordowany ciosami siekiery w Wigilię 1944 roku. Gdy banderowcy wyrąbywali drzwi na plebanię, do końca dzwonił sygnaturką, co uratowało życie wielu jego parafianom.

http://www.dlapolski.pl/12/29/zabili-nas-w-wigilie-mord-upa-w-ihrowicy/

Zobacz także: Zapomnij o Kresach

Posted in Historia, Polskie Kresy | 1 Comment »

CF Ukrainski Rapsod TRAILER 1 1080 2D STEREO SUBTITLES

Posted by tadeo w dniu 25 września 2011

Posted in Polskie Kresy | 2 Komentarze »

Lwów. Tak tańczy młodzież na Rynku we Lwowie

Posted by tadeo w dniu 25 września 2011

lwówAPC - 2017.10.18 20.45 - 001.3d

https://gloria.tv/video/Utj2xsbiwU7d3KFJS341sWfUe

Posted in Muzyka, Podróże, Polskie Kresy | Leave a Comment »

Tak tańczy młodzież na Rynku we Lwowie

Posted by tadeo w dniu 24 września 2011

Posted in Polskie Kresy | Leave a Comment »

Warszawskie nazwiska kresowe

Posted by tadeo w dniu 18 września 2011

http://instytut.ovh.org/publika/war-nazw-kresowe.pdf

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polskie Kresy | Leave a Comment »

72. rocznica agresji sowieckiej na Polskę

Posted by tadeo w dniu 17 września 2011

Wojska sowieckie przekraczają polską granicę, fot. videofact.com

Dzisiaj, 17 września, przypada kolejna rocznica sowieckiej agresji na Polskę. 72 lata temu, w niedzielę o świcie, Polskę, zmagającą się z napaścią niemiecką, niespodziewanie zaatakowały wojska sowieckie. W myśl założeń paktu Ribbentrop-Mołotow państwo polskie podzielono pomiędzy Niemcy a Związek Radziecki. Rozpoczął się IV rozbiór Polski.

Jak powiedział „Wilnotece” prezes Wileńskiego Klubu Kombatantów Armii Krajowej Wacław Pacyno, stołeczne obchody 72. rocznicy agresji sowieckiej ograniczą się do złożenia wieńców i oddania hołdu trzem członkom warty honorowej przy Mauzoleum Marszałka Józefa Piłsudskiego na wileńskiej Rossie, którzy zginęli od kul. wkraczających do Wilna sowietów.

Podczas uroczystości, które rozpoczną się w sobotnie południe przy Grobie Matki i Serca Syna, minutą ciszy zostaną uczczeni trzej żołnierze Wojska Polskiego: Piotr Stacirowicz, Wincenty Salwiński i Wacław Sawicki. Według wilnian starszego pokolenia zostali oni zastrzeleni 18 września 1939 roku przez wkraczających do Wilna żołnierzy sowieckich.

Tymczasem zdaniem prof. dr. hab. Czesława Grzelaka, polskiego historyka zajmującego się wydarzeniami września 1939 roku, bohaterska śmierć żołnierzy polskich mija się z prawdą historyczną i jest niczym innym jak tylko miejską legendą. Nie zmienia to jednak faktu, że ciągle żywa pamięć o wydarzeniach września 1939 roku powinna zostać zachowana.

Cześć poległym Bohaterom!

Posted in Historia, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polityka i aktualności, Polskie Kresy | Leave a Comment »