WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • Tylko przestańmy mówić: ten kraj, w tym kraju, tutaj, ci ludzie. Zacznijmy mówić tak, jak Pan Bóg przykazał, jak o matce: Ojczyzno ma, moja, kochana, poraniona, więc tym bardziej kochana. Moja, to znaczy taka, którą się kocha, którą się po rękach całuje, przed którą się klęka, której się służy, której się z czcią opowiada, której się nie okrada, dla której się pracuje, dla której się cierpi i umiera, jak trzeba. To nie inni mają tak zrobić, to nie oni, tam na górze, ale my. Inaczej na nic wszystko. Na nic ta rana i na nic te ofiary. Nasza Ojczyzna mocno krwawi i ból nie ustaje w naszych sercach, ale zapewniamy pachołków Moskwy i Berlina, i tych, co służą „mamonie” – jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy. Póki pracujemy dla dobra naszej Ojczyzny. Póki kochamy i pamiętamy.

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna’ Category

Hanka Ordonówna

Posted by tadeo w dniu 31 Sierpień 2011

Miłość Ci wszystko wybaczy Smutek zamieni Ci w śmiech.

Miłość tak pięknie tłumaczy: Zdradę i kłamstwo i grzech.

Choćbyś ją przeklął w rozpaczy, Że jest okrutna i zła,

Miłość Ci wszystko wybaczy Bo miłość, mój miły, to ja…

Maria Anna Pietruszyńska czyli Hanna Ordonówna bądź prościej Ordonka – Więcej zdjęć – tutaj

61 lat temu – 8 września 1950 roku – w Bejrucie zmarła Hanka Ordonówna, jedna z największych gwiazd przedwojennych scen kabaretowych i teatralnych. Jej prochy sprowadzono do Polski w maju 1990 roku spoczęły w Alei Zasłużonych na Powązkach. Jej szlagiery „Na pierwszy znak” czy „Miłość ci wszystko wybaczy” należą do klasyki polskiej muzyki.

Była piosenkarką, tancerką, aktorką jedną z największych gwiazd przedwojennego polskiego teatru i filmu. Urodziła się w Warszawie, w biednej rodzinie mieszczańskiej, 25 września 1902 roku. Nazywała się Maria Anna Pietruszyńska.   

Słynna Hanna Ordonówna bądź prościej Ordonka z mężem Michałem Tyszkiewiczem. Więcej zdjęć – tutaj

Swoją karierę, przypominającą baśń o Kopciuszku, zawdzięczała ambicji i pracowitości oraz zakochanemu w niej węgierskiemu aktorowi, reżyserowi i konferansjerowi Fryderykowi Jarosy’emu. Fryderyk Jarossy – konferansjer i reżyser kabaretu Qui Pro Quo – był jej pierwszą wielką miłością, ukształtował ją jako artystkę, zmienił jej image, styl i repertuar.  Dzięki niemu wyjechała do Paryża. Po powrocie z Paryża, całkowicie odmieniona, stała się czołową artystką kabaretu Qui pro quo w Warszawie (1922-1931), występowała również na wielu innych scenach w kraju i za granicą. Kiedy uznał, że zrobił z Hanki wielką gwiazdę, po prostu odszedł z jej życia.

W 1929 r. będąc gwiazdą teatru Qui Pro Quo, zaczynała śpiewać tanga i… zakochała się po raz drugi. Nie przypuszczała wtedy jeszcze, że spotkała swoją prawdziwą miłość. Jesienią tamtego roku, w teatrze zjawił się pewien młody człowiek, miał ze sobą tekst, który napisał do nieznanej nikomu „hiszpańskiej” piosenki-tanga, i zapragnął go ofiarować, wraz z płytą, swej ukochanej solistce.  Ordonce tak bardzo spodobał się zarówno tekst, jak i muzyka, że zdecydowała się włączyć piosenkę do swojego repertuaru. Utwór wykonany wspólnie z grupą wokalną „Chór Dana” odniósł wielki sukces i Ordonówna nagrała go w polskiej wersji.

Na etykiecie płyty, pod polskim tytułem „Uliczka w Barcelonie” brakuje jednak nazwisk kompozytorów muzyki i autora słów. Wydawca je pominął i w tym tkwi sedno sprawy. A tym młodym człowiekiem, który w 1929 roku ofiarował słowa piosenki naszej gwieździe, był hrabia Michał Tyszkiewicz. Z młodym hrabią pobrała się niespełna rok później i zaraz po ślubie przyjeżdżają do nieodległych od Wilna Ornian, majętności męża.

 Jedno z ostatnich zdjęć – Ordonka z mężem Michałem Tyszkiewiczem w WILNIE na pogrzebie jej przyjaciela – poety Światopełka Karpińskiego w kwietniu 1940 r. – Więcej zdjęć – tutaj

Wilno, o czym milczą encyklopedie, było ważną kartą w życiu Hanki Ordonówny. Z tego miasta wyruszyła w ostatnią bohaterską drogę. Lecz zanim to nastąpiło, bywała tam wcześniej, grywała w wileńskich teatrach, m.in. w Wileńskiej „Lutni”. A po ślubie w 1931r. z Michałem Tyszkiewiczem mieli w Wilnie mnóstwo przyjaciół, a jednym z nich był Władysław Łukaszewicz, pseudonim sceniczny „Łukasz”. Występował jako „artysta scen wileńskich”, nie był wielką gwiazdą, tylko utalentowanym recytatorem. W Majątku Tyszkiewiczów w Ornianach na Wileńszczyźnie w 1935r. spotkała małżeństwo Natalię i Konstantego Ildefons Gałczyńskich.  W Wilnie Tyszkiewiczowie wynajmowali mieszkanie przy placu Łukiski, obok kościoła Świętego Jakuba.

Recitale – to jedna część artystycznego rozdziału Wilna Hanki Ordonówny. Hanka Bielicka, która po studiach w warszawskim PIST latem 1939 r. zawarła kontrakt z wileńską Pohulanką, wspomina te recitale dawane przez Ordonkę. Za każdym razem – nieskończona ilość bisów, niesłychany wprost aplauz, publiczność biła brawa na stojąco. Artystka aż się uginała pod wiązankami i bukietami kwiatów. Ludzie szaleli, bo te koncerty były czymś więcej, były jakby pożegnaniem z Wilnem, które nigdy już nie miało być miastem tych ludzi z przepełnionej widowni i tych, których gościła słynna scena na Pohulance. Jeszcze ważna data w ich życiu – 1 lipca 1940 r. Kościół św. Ignacego w Wilnie. Ślub Hanki Bielickiej i Jerzego Duszyńskiego. Świadkami byli państwo Tyszkiewiczowie. Weselne śniadanie miało miejsce w ich mieszkaniu przy placu Łukiskim. Wydali je dla biednych młodożeńców – ich teatralna koleżanka, Hanka Ordonówna z mężem Michałem…

Ordonka uwielbiała podróżować. Z niemal każdej wyprawy wysyłała do znajomych i przyjaciół pocztówki z serdecznymi pozdrowieniami. Dzięki temu większość jej podróży po świecie jest znakomicie udokumentowana. Na zdjęciu artystka w czasie rejsu legendarnym transatlantykiem MS Batory.

Drugi wiąże się z teatrem, konkretnie z dwoma spektaklami, które także przeszły do legendy Pohulanki. Najpierw miała miejsce premiera „Pastorałek” Leona Schillera. Określono ją mianem „manifestacji patriotyzmu – głosem powalonej ojczyzny”. Władze (wówczas jeszcze litewskie) niechętnie przyglądały się owym w nadmiarze serwowanym elementom polskim…Potem urzekającą, pełną blasku Hankę Ordonównę wilnianie ujrzeli w lekkiej, pełnej wdzięku komedii Sardou „Madame Sans-Gene”.

 Kiedy do Polski wkroczyli Niemcy, Ordonka trafiła na Pawiak, razem z pozostałymi przedstawicielami warszawskiej elity. Była katowana. W grudniu 1939 roku wypuszczono ją, wykupił ją mąż – hrabia Michał Tyszkiewicz. W pośpiechu wywiózł na Wileńszczyznę, do rodzinnego majątku w Ornianach. Ordonka nie znalazła na Wileńszczyźnie spokoju. W 1940 r. Michał Tyszkiewicz zostaje aresztowany przez NKWD. Wkrótce podobny los spotyka jego żonę.  Artystka trafiła do obozu pracy w Uzbekistanie. Z Uzbekistanu trafiła do armii Andersa, jakiś czas przebywała w Bombaju – nadal występowała, ale przede wszystkim, już od czasu łagru, opiekowała się polskimi sierotami. Kiedy wyszła z obozu w Uzbekistanie i wraz z II Korpusem Polskim, ruszyła jako opiekunka sierot na Bliski Wschód, była już bardzo chora. W obozowych warunkach odnowiła się przebyta w dzieciństwie gruźlica. Mimo to, śpiewała i tańczyła dla żołnierzy, malowała, pisała. Uratowała, wywożąc z ZSRR, kilkaset polskich dzieci z deportowanych rodzin. Kiedy w końcu gdzieś w Indiach odnalazła męża, była już tylko cieniem dawnej Hanki. Chyba tylko upór i wola życia sprawiły, że walczyła z chorobą. Przegrała tę walkę dopiero w 1950 roku.

Nieznane zdjęcie Hanki Ordonówny zrobione przed 1940r, a więc jeszcze przed aresztowaniem przez NKWD po aneksji Litwy przez ZSRR, gdzie później została wywieziona do łagru w Uzbekistanie.

Dzięki archiwum, które zostawiła(fotografie, dokumenty, listy), możemy dowiedzieć się jaka była naprawdę. Te prywatne fotografie sprawiają, że można zobaczyć w niej normalnego człowieka, normalną kobietę. Czasem szczęśliwą, jak na ślubnym zdjęciu z hrabią Michałem Tyszkiewiczem, czasem smutną – na fotosach z pogrzebu jej innego wileńskiego przyjaciela – poety i pisarza Światopełka Karpińskiego.  Są w nich modlitwy, świadectwa głębokiej religijności aktorki, są wiersze spisywane jej ręką. 

„ŻYCIE JEST PRÓBĄ WARTOŚCI CZŁOWIECZEJ”.  Taką dedykację Hanka złożyła na fotografii mężowi Michałowi  w 1943 roku, po szczęśliwych i smutnych doświadczeniach ich życia. Była osobą bardzo wrażliwą na niedolę bliźniego, znała i ceniła wartość ludzkiego serca.

Swoje wspomnienia opisała w książce „Tułacze dzieci” jako Weronika Hort. Tak oto w słowie edytorskim napisała o swej misji:
 „Chociaż w morzu nieszczęść, w jakich utonęła ludzkość, ta historia garstki tułaczych dzieci jest kroplą, nie mniej może trafi do serc tych wszystkich, którzy walczą o sprawiedliwy, miłosierny, ludzki świat”

Na swoim portrecie w owalu w 1949 roku napisała: „gdy już zabraknie łez trzeba się śmiać! „Poniżej: „Świat pomimo wszystko jest piękny!”.

Grób Hanki Ordonówny w Alei Zasłużonych na cmentarzu Powązkowskim w WarszawieWięcej zdjęć – tutaj

Na płycie nagrobnej w Bejrucie wykuty został napis: „ŚP Maria Hanna Tyszkiewiczowa Hanka Ordonówna Ur. 25 IX 1902 zm. 8 IX 1950 Tyś jest ucieczką moją od ucieśnienia zachowasz mię i piosenkami radosnego wybawienia uraczysz mię Ps. XXXII. 7.”.  Wiosną 1990 roku jej prochy wydobyto z bejruckiej mogiły. Płyty już nie było. Pewnie, podobnie jak inne, została ukradziona. 12 maja tegoż roku tysiące warszawiaków żegnało znakomitą pieśniarkę na Starych Powązkach w Warszawie. Grobowiec jest naśladownictwem już nie istniejącego nagrobka w Bejrucie. Z tą tylko różnicą, że nad nim, na ścianie katakumb znalazła się podobizna Matki Boskiej Ostrobramskiej, bo przecież z Wilna wyruszyła Ordonka w swoją w ostatnią bohaterską drogę…

2015-03-25 11.00.45aaaaa

Płyta pamiątkowa na froncie budynku Kościoła Chrystusa Miłosiernego w Białej Podlaskiej

Ps. Pseudonim sceniczny Hanka Ordon przybiera dzięki sugestii starszego kolegi z kabaretu „Qui pro Quo” Karola Hanusza na początku swej wielkiej kariery w 1922r. Dlaczego akurat tak? Okazuje się, że aktorowi na świeżo się skojarzyła przez kogoś recytowana Mickiewiczowska „Reduta Ordona”. W ten sposób się pojawiła replika nazwiska bohatera 1831 roku. Hanusz też uznał, że i imię Maria niezbyt się nadaje jako zbyt powszechne. Dla ciekawości, analogicznie w swoim czasie przyszła dyrektor „Mazowsza” z Marii stała się Mirą… „Hanka” zaś powstała z Anny – imienia, jakie zostało nadane na bierzmowaniu. Niemniej zamiast Anki Boy-Żeleński przyswoił publiczności imię Hanki. W encyklopediach zaś znajdziemy hasło: Ordonówna Hanka, Ordonka, Maria Anna Tyszkiewiczowa.

Zobacz: Taka miłość się nie zdarza, Hanka Ordonówna

http://tvnplayer.pl/programy-online/taka-milosc-sie-nie-zdarza-odcinki,14/odcinek-2,hanka-ordonowna,S02E02,536.html

Przeczytaj także: 

OPIEKUNKA „TUŁACZYCH DZIECI”

Z Wilna – w ostatnią bohaterską drogę

Tułacze dzieci.doc

http://nie-wierzcie-zegarom.blogspot.com/2012/02/hanka-ordonowna.html

http://tadeo.salon24.pl/

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, SYLWETKI, ZASŁUŻENI WILNIANIE | 9 Comments »

Stanisław Moniuszko

Posted by tadeo w dniu 31 Sierpień 2011

Kompozytor, dyrygent oper, orkiestr symfonicznych i chórów oraz pedagog. Urodzony 5 maja 1819 w majątku Ubiel k. Mińska, zmarł 4 czerwca 1872 w Warszawie.

Po krótkim okresie nauki domowej pod kierunkiem matki Elżbiety, kształcił się w grze na fortepianie od 1827 u Augusta Freyera w Warszawie, zaś od 1830 – u Dominika Stefanowicza w Mińsku. Stanisław ukończył 6 klas gimnazjum rządowego w Mińsku, skąd ojciec go zabrał, gdyż szkołę tę, dotychczas polską, przekształcono na rosyjską. W 1836 roku stryj Aleksander zabrał go do Wilna, gdzie Stanisław poznał opery Mozarta, Rossiniego i Webera. W 1837 roku wyruszył dla uzupełnienia studiów kompozytorskich do Berlina (Szkoła Główna Muzyczna w Warszawie została po powstaniu zamknięta). Tam studiował teorię muzyki, dyrygowanie, akompaniował śpiewakom, słuchał oper. Poznał młodzież berlińską głoszącą hasła epoki romantycznej. Tam wydano po raz pierwszy jego kompozycje (trzy pieśni i balladę Trzech Budrysów). Tam powstały dwa kwartety smyczkowe.

W 1840 roku wrócił do kraju i poślubił Aleksandrę Müllerównę. Osiadł w Wilnie i przyjął posadę organisty w tamtejszym kościele. Dawał lekcje muzyki. Ze względu na ciężką sytuację rodzinną zaczął pisać operetki wystawiane w Wilnie i innych miastach. Zaczął też pisać i wydawać pieśni, które z czasem drukowano jako periodyczne zbiorki. Pierwszy ukazał się w 1844 roku. Nazwano je „Śpiewnikiem Domowym”. Ogółem ukazało się 12 śpiewników, zawierających pieśni zrozumiałe, trafiające do serca i wyobraźni odbiorców, bardzo polskie. Dlatego też cieszyły się wielką popularnością. Spełniały rolę kolportera polskości, były konkretnym przykładem żywotności kultury polskiej i piękna polskiej pieśni. Odniesiony przez to wydawnictwo sukces zachęcił kompozytora do spróbowania swoich sił w muzyce operowej. Librecistę znalazł w Warszawie. Był nim Włodzimierz Wolski. Efektem ich spotkania była pierwsza dwuaktowa wersja opery Halka zwana Halką Wileńską, gdyż w Wilnie właśnie została po raz pierwszy wystawiona w 1848 roku. W tym samym roku Moniuszko wystawia Mildę – kantatę do słów Ignacego Kraszewskiego i komponuje muzykę do fragmentów Dziadów Adama Mickiewicza, dając jej tytuł Widma. W ciągu kilku następnych lat pisze kilka operetek, pieśni świeckie i kościelne. W 1858 roku po przerobieniu Halki z dwuaktowej na czteroaktową została ona wystawiona w Warszawie, gdzie zbudziła prawdziwy entuzjazm. W tym samym roku Moniuszko pisze jednoaktową operę Flis oraz zostaje Dyrektorem Opery w Warszawie. W tym okresie następuje największy rozkwit sił twórczych kompozytora. W 1860 roku wystawiono Hrabinę – trzyaktową operę stanowiącą satyrę na francuskie obyczaje polskiej arystokracji, będącą zarazem apologią polskości i patriotyzmu. W niecały rok później wystawiono jednoaktową operę Moniuszki – Verbum Nobile. Bodaj największe swoje dzieło – Straszny dwór, Moniuszko napisał pod jego wpływem powstania styczniowego. Napisał jeszcze muzykę do Sonetów krymskich Adama Mickiewicza, nieco mniej udaną operę Paria, operetkę Beata oraz szereg pieśni. Pracował także w Instytucie Muzycznym, gdzie uczył przedmiotów teoretycznych.

Stanisław Moniuszko zmarł nagle na atak serca. Pochowany został na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Jego pogrzeb stał się jedną z największych manifestacji narodowych. Trumnę na Powązki odprowadziło 100 000 osób (Warszawa wówczas liczyła 350 000 mieszkańców). Na wielkiej czerwonej płycie nagrobnej kompozytora wyryto tylko jedno słowo ”Moniuszko” bez dat urodzin i śmierci. To piękny symbol. Całą resztę powinien znać każdy Polak.

Muzyka Moniuszki zyskała szerokie uznanie w społeczeństwie polskim. Uważa się ją powszechnie za wzór muzyki słowiańskiej.

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, ZASŁUŻENI WILNIANIE | 1 Comment »

Ludomir Śledziński

Posted by tadeo w dniu 31 Sierpień 2011


Obraz Ludomira Śledzińskiego „ORATORIUM. WYJŚCIE Z WILNA” – odzwierciedla wiernie widok na Wilno z Góry Trzech Krzyży.

Ludomir Sleńdziński, Autoportret na tle Wilna, 1956 r., znajdujący się w zbiorach Galerii im. Sleńdzińskich w Białymstoku

Ludomir Śledziński (ur. w 1889r. Wilnie, zmarł w 1980r. w Krakowie) pochodził ze wspaniałego rodu wileńskich malarzy (Aleksander, Wincenty, Julitta), ludzi kochających także muzykę i poezję. W okresie międzywojennym był dziekanem Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Wileńskiego. W 1945r. wyjechał z rodziną do Krakowa i już nigdy potem nie potrafił „wpisać się” w nowe środowisko artystyczne. Ciągle tęsknił do Wilna, do czasów minionych bezpowrotnie. Obraz ten – namalowany w 1944r. – jest jednym z najpiękniejszych obrazów w jego twórczości. Często też Wilno stanowiło tło do jego portretów. W Białymstoku istnieje – powstałe w 1994r. – muzeum o charakterze kresowym pod nazwą galeria im. Śledzińskich, gdzie jest prezentowana spuścizna artystyczna i archiwum rodzinne tego rodu.

APC - 2013.02.05 17.51 - 001.3d

Obraz Jezusa Miłosiernego z 1954 roku autorstwa prof. Ludomira Sleńdzińskiego. Obraz przedstawia Zbawiciela wchodzącego przez zamknięte drzwi do Wieczernika. Jego prawa ręka błogosławi patrzącego, a lewa uchyla szatę w okolicy niewidocznego serca, skąd wychodzą dwa promienie – blady i czerwony.

http://galeriaslendzinskich.pl/index.php?id=127&c=45

http://galeriaslendzinskich.pl/index.php?id=127&c=20

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, ZASŁUŻENI WILNIANIE | Leave a Comment »

Uczniowie nie pójdą do szkoły. Będą strajkować

Posted by tadeo w dniu 30 Sierpień 2011

Uczniowie szkół polskich na Litwie i ich rodzice od najbliższego piątku, 2 września, ogłaszają strajk. Domagają się odwołania przyjętej w marcu ustawy o oświacie, która – ich zdaniem – jest dyskryminująca i uderza w polską szkołę.

„Naśladując bohaterską postawę dzieci z Wrześni w 1901 roku, ogłaszamy strajk! (…) Wyrażamy swój protest przeciwko programowi nauczania, który jest z góry narzucony wbrew normom i pojęciom, zasadom i prawom europejskim” – napisano w rozpowszechnionej dziś odezwie.

Przypomniano w niej, że pół roku temu zebrano ponad 60 tys. podpisów pod listem do przedstawicieli najwyższych władz Litwy z prośbą o nieprzyjmowanie ustawy o oświacie, ale opinia ta nie została uwzględniona. „Zostaliśmy pozbawieni głosu. Prawowite prośby i błagania rodziców zostały zignorowane. Każdy z nas poczuł się zerem we własnym kraju” – napisano w odezwie.

 

W dokumencie poinformowano też, że powstało już kilkadziesiąt społecznych komitetów strajkowych szkół polskich z Wilna i Wileńszczyzny. Autorzy nawołują do powszechnego udziału w wiecu w obronie polskiej szkoły, który odbędzie się w najbliższy piątek przed urzędem prezydenta Litwy. Wiec, którego organizatorem jest Forum Rodziców Szkół Polskich na Litwie, ma zapoczątkować strajk.

Przewodniczący Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, eurodeputowany Waldemar Tomaszewski powiedział, że „rozumie decyzję młodzieży i ich rodziców o ogłoszeniu strajku”. – Po tym, gdy ich głosy nie zostały usłyszane i wbrew ich woli została przyjęta ustawa, co jest nie do pomyślenia w XXI wieku, taka reakcja jest logiczna – oznajmił i dodał, że „jako rodzic popiera taką akcję”.

Zgodnie z przyjętą w marcu ustawą o oświacie, od 2013 roku w szkołach litewskich i szkołach mniejszości narodowych egzamin maturalny z języka litewskiego zostanie ujednolicony. Tymczasem program nauczania litewskiego w szkołach litewskich i nielitewskich różni się; w szkołach litewskich zakres literatury litewskiej jest szerszy.

Przyjęta ustawa o oświacie zakłada też, że od 1 września w szkołach mniejszości narodowych lekcje dotyczące historii i geografii Litwy oraz wiedzy o świecie w części dotyczącej Litwy mają być prowadzone w języku litewskim. W całości po litewsku będzie wykładany przedmiot o nazwie „podstawy wychowania patriotycznego”.

Litewscy Polacy twierdzą, że założenia ustawy są dyskryminujące, naruszają prawa ucznia i zasady równouprawnienia, a także, iż są początkiem końca szkoły polskiej na Litwie. W ciągu ostatnich miesięcy Polacy swój protest przeciwko przyjętym założeniom niejednokrotnie wyrażali na wiecach oraz pisali listy do przedstawicieli najwyższych władz kraju z prośbą o zachowanie dotychczasowego systemunauczania w szkołach mniejszości narodowych.

Strajk uczniów we Wrześni miał miejsce w latach 1901-1902. Był skierowany przeciwko germanizacji szkół.

http://wiadomosci.onet.pl/swiat/uczniowie-nie-pojda-do-szkoly-beda-strajkowac,1,4834445,wiadomosc.html

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

KS. PRAŁAT JÓZEF OBREMSKI – niekoronowany Kardynał Wileńszczyzny

Posted by tadeo w dniu 30 Sierpień 2011

Ks. Prałat w swoim „pałacu” w Mejszagole

 

Przyszedł na świat 19 marca 1906 roku we wsi Skarzyn Nowy na Ziemi Łomżyńskiej, w rodzinie, w której się chowało pięcioro dzieci. Józef, późniejszy kapłan, był wśród rodzeństwa najstarszy. W domu Obrembskich panowała atmosfera zgody, wzajemnej troski, szacunku do pracy. Rodzice – Justyn Wincenty Obrembski i Anna z Kołaczkowskich – byli ludźmi wyjątkowo bogobojnymi i swe dzieci od małego nauczali wiary. Udręczeni wieloletnią niewolą Ojczyzny całym sercem pragnęli dla niej wolności i ten temat był stale na ustach domowników. Ks. Józef Obrembski urodził się bowiem w czasach, gdy Rzeczypospolitej nie było na mapie Europy, ale polskość, uczucie zdrowego patriotyzmu żyły w rodzinach, silnych wiarą chrześcijańską.

Ks. Józef inaczej niż z wielkim uwielbieniem mówić o swych rodzicach nie potrafi. Za każdym razem swe wspomnienia o nich podsumowuje słowami: ,,Ojciec i Matka – to wielki dar Boży…”. Obrembscy, tzw. szlachta zagonowa, troskliwie dbali o wychowanie i wykształcenie swych dzieci. Najpierw była potajemna nauka czytania i pisania w języku ojczystym w sąsiednim folwarku, później – szkółka we wsi, wreszcie – gimnazjum w Ostrowi Mazowieckiej. Przykładem czterech starszych kolegów, którzy wyjechali do Wilna na naukę w seminarium duchownym, rok później Józef Obrembski również podąża ich śladem. W 1926 roku zdaje eksternistycznie maturę i ubiega się o przyjęcie na Wydział Teologiczny Uniwersytetu Stefana Batorego. Udaje mu się. W ciągu lat studiów pokochał Wilno, jego liczne kościoły. Wspomina dziś, że wówczas wszystkie one – ponad trzydzieści – wypełnione bywały po brzegi przez wiernych. A w Katedrze niejednokrotnie spotykał Marszałka Piłsudskiego, uczestniczył w uroczystych nabożeństwach z jego udziałem w czasie świąt narodowych: ołtarz na zewnątrz świątyni, tłumy ludzi, wojsko oddające salwy honorowe przed Ewangelią i na Podniesienie…

Jeszcze wówczas nie wiedział, że swoje życie – człowieka i kapłana – na zawsze połączy z tą ziemią, od której – zrządzeniem losu i historii – Polska odeszła. Ale pozostali tu Polacy, którym pragnął pomóc w przetrwaniu najgorszych czasów. Gorącą wiarą, słowem Bożym, którego był wiernym siewcą w ciągu całego swego życia. Siewcą uczciwym, pełnym poświęcenia. Odważnym patriotą, który dodawał sił kilku pokoleniom Polaków Wileńszczyzny, nadawał sens ich tutaj trwaniu.

Odszedł do Pana 7 czerwca 2011 roku w wieku 105 lat. – Patriarcha Wileńszczyzny, Duchowy Pasterz wielu pokoleń Polaków litewskich, których tak mocno kochał i przez których tak mocno był kochany.

Zmarł tak, jak żył – podczas modlitwy, w ciszy swego „pałacyku”, w otoczeniu najbliższych. Ostatnie tchnienie oddał przy wezwaniu wieńczącym Koronkę do Bożego Miłosierdzia: „Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny…” Odszedł na kilka dni przed 79. rocznicą święceń kapłańskich.

Grób księdza prałata Józefa Obrembskiego w Mejszagole

Przeczytaj: „Wieczne odpoczywanie racz Mu dać, Panie…”

Turgiele i ks. prałat Józef Obrembski

Ksiądz Józef Obrębski

Zobacz także:  Duszpasterz Wileńszczyzny

Wileńszczyzna żegna swego Prałata

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, ZASŁUŻENI WILNIANIE | 4 Comments »

Franciszek Smuglewicz (1745-1807)

Posted by tadeo w dniu 30 Sierpień 2011

Portret Franciszka Smuglewicza (1745-1807) – malarza i wybitnego twórcy wileńskiego klasycyzmu pędzla Józefa Peszki. Był jednym z wyróżniających się artystów, który upamiętnili przeszłość Wilna.

„Nigdy od ciebie, miasto, nie mogłem odjechać.
Długa była mila ale cofało mnie jak figurę w szachach.
Uciekałem po ziemi obracającej się coraz prędzej
A zawsze byłem tam… „
(wiersz Czesława Miłosza).

Wilno w swych dziejach ulegało wielu przemianom, na ogół gwałtownym – było burzone w czasie licznych wojen, niszczyły je pożary; zmieniano celowo jego oblicze by zatrzeć unikalny charakter miasta, a narzucić styl zaborców. Wielu jest ludzi zasłużonych dla Wilna; wspaniali twórcy – architekci, artyści, naukowcy, profesorowie. Na przykład: F. Smuglewicz, Z. Vogel., .K. Glaubitz, W. Gucewicz, Sz. Czechowicz, F. Ruszczyc, B. Bałzukiewicz, J.Bułhak, N. Orda, Cz. Miłosz, Ciurlionis, J. J. Śniadeccy. Nie sposób wymienić wszystkich. Ale kilka nazwisk powraca w każdej monografii – tych, którzy dokumentowali jego piękno i je upowszechniali; opowiadali w swoich dziełach o ranach i bliznach, o ważnych dla miasta zdarzeniach i jego codzienności. Propagowali jego niepowtarzalny urok, będący wytworem wielokulturowej barwności. Ukochali to miasto i dużą część swego życia zawodowego mu poświęcili – malując, fotografując, opisując, zbierając na jego temat materiały.
Nie wiedzielibyśmy dzisiaj, jak wyglądało Wilno niegdyś, gdyby nie ludzie, którzy uwiecznili dla nas dawne Wilno.

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, ZASŁUŻENI WILNIANIE | Leave a Comment »

XX MPP Suwałki Wilno 2010

Posted by tadeo w dniu 29 Sierpień 2011

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Pielgrzymka Suwałki - Wilno | Leave a Comment »

XX Pielgrzymka do Matki Boskiej Ostrobramskiej S-ki – Wilno 2010

Posted by tadeo w dniu 29 Sierpień 2011

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Pielgrzymka Suwałki - Wilno | Leave a Comment »

Sanktuaria w miniaturze w Częstochowie

Posted by tadeo w dniu 29 Sierpień 2011

W wyrobisku dawnego kamieniołomu w Złotej Górze w Częstochowie powstał Park Miniatur Sakralnych. Można zobaczyć 15 z 17 zaplanowanych obiektów, m.in. sanktuarium w Lourdes, Ostrą Bramę w Wilnie, Bazylikę św. Jana na Lateranie w Rzymie.

Posted in Filmy religijne, Matka Boża, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Religia | Leave a Comment »

Z Suwałk do Ostrej Bramy

Posted by tadeo w dniu 27 Sierpień 2011

(ks. Jarosław Wąsowicz SDB http://braciawasowicz.blogspot.com/)

Pielgrzymowanie jest czasem specyficznych rekolekcji. Nie odbywają się one w kościele, szkole czy specjalnie do tego powołanym ośrodku duchowości, ale w drodze. Pośród trudu pokonywania kolejnych kilometrów w skwarze słońca, ulewnym deszczu, z odciskami na zmęczonych nogach. Ale jak na ironię, te wszystkie przeciwności wcale nie odstraszają kolejnych chętnych chcących je przeżyć.

W Polsce pielgrzymowanie do sanktuariów maryjnych jest bardzo popularne wśród młodzieży. Wszelkie statystyki pokazują, że młodzi stanowią ok. 70 % wszystkich uczestników. Najbardziej popularne są letnie pielgrzymki na Jasną Górę. Wyruszają prawie z każdej diecezji, a niektóre mają nawet kilku wiekową tradycję. Od 21 lat pątnicy z Polski mają także możliwość wędrowania do Matki Bożej Miłosierdzia w wileńskiej Ostrej Bramie. W tym roku odbywała się ona pod hasłem: „Żyć w komunii z Bogiem”.
Odnaleźć na szlaku Chrystusa

Jak mocnym doświadczeniem religijnym jest piesza pielgrzymka wiedzą dobrze ci, którzy chociaż raz się na nią wybrali. Pozostali są w zasadzie skazani na nieudolne próby zrelacjonowania piórem tego, co dokonuje się w sercach pielgrzymów. A zawsze dzieje się wiele. Kto chciał, mógł na pewno podczas wędrowania do Ostrej Bramy na nowo odnaleźć Chrystusa. A Bóg dawał się poznać niezwykle obficie: w codziennej eucharystii, w modlitwie, w dobrych ludziach spotkanych na trasie i w miejscach noclegowych, w braterskiej atmosferze wśród uczestników, w wygłoszonych konferencjach, w sakramencie pojednania, w pięknie przyrody ziemi wileńskiej. Wydaje się, że większość dobrze wykorzystała ten czas łaski dany przez Boga.

Uczestnicy pielgrzymki

W każdej pielgrzymkowej grupie (a jest ich osiem) spotkamy pątników dosłownie ze wszystkich stron Polski. Maryja z Ostrej Bramy gromadzi swoje dzieci, tak jak śpiewamy w pieśni: „od Bałtyku po gór szczyty”. Fakt ten wprowadza w pielgrzymkową wspólnotę piękny koloryt barwnych postaci, ludzi w różnym wieku, „oryginałów”. Ciekawe stają się rozmowy na szlaku: a jak tam u was jest…. Zawiązują się przyjaźnie ludzi z różnych zakątków świata. Bo w pielgrzymce uczestniczą także od lat Ukraińcy, Litwini, Niemcy, Słowacy, czasem Włosi, Anglicy czy Amerykanie.
Chociaż pielgrzymkę organizują salezjanie, swoje grupy mają tu także księża diecezjalni i pallotyni. W tym roku po raz drugi grupę czerwoną prowadzili franciszkanie. Ma ona na tej pielgrzymce swoja legendę. Przez 18 lat bez przerwy animował ją ks. Stanisław Szulc z Wyszkowa. Przez lata pątnicy pod jego duchowym przewodnictwem modlili się o beatyfikację ks. Jerzego Popiełuszki, kard. Stefana Wyszyńskiego, kard. Augusta Hlonda. Organizowali patriotyczne modlitwy na pielgrzymkowym szlaku. Dzisiaj grupa ma już trochę inny charakter, ale pielęgnowanie patriotycznych wartości na wileńskiej pielgrzymce przetrwało.

Chwała Bohaterom – przystanek Koniuchy

Na pielgrzymkowym szlaku znajduje się jedno miejsce, w którym pątnicy w sposób szczególny oddają cześć polskim bohaterom kresowych stanic. W drodze do Solecznik pielgrzymka zatrzymuje się we wsi Koniuchy, która leży na skraju Puszczy Rudnickiej. Na jej mieszkańcach sowiecka partyzantka w nocy z 28 na 29 stycznia 1944 r. dokonała zbrodni ludobójstwa. Otoczono wieś i ok. godz. 5 rano partyzanci przystąpili do ataku. Trwał on do dwóch godzin. W wiosce rozgrały się dantejskie sceny. Napastnicy podpalali pochodniami słomiane dachy domów, zaś do wybudzonych, uciekających mieszkańców strzelano na oślep. Jak ustaliło śledztwo IPN-u, w wyniku akcji sowietów zginęło co najmniej 38 osób, kilkanaście zostało rannych. Część ofiar spłonęła w swych domach, część zginęła od strzału z broni palnej. Wśród ofiar byli mężczyźni, kobiety i małe dzieci. Spalono większość zabudowań, ocalało tylko kilka domów. Atak na Koniuchy przeprowadziła 120-150 osobowa grupa partyzantów sowieckich pochodzących z różnych oddziałów stacjonujących w Puszczy Rudnickiej, takich jak: „Śmierć Okupantowi”, „Śmierć faszyzmowi”, „Piorun”, „Margirio”, oddział im. Adama Mickiewicza. Były one wielonarodowościowe. Należeli do nich m. in. partyzanci żydowscy, uciekinierzy z gett w Kownie i Wilnie.
Przez lata było to miejsce zapomniane. Dziś w Koniuchach stoi monumentalny krzyż z nazwiskami wszystkich ofiar. Pielgrzymi modlę się tu za Ojczyznę i wszystkich naszych rodaków rozsianych po Kresach. Wciąż o nich i ich problemach za mało pamiętamy.

Spotkania z rodakami

Na Wileńszczyźnie w każdej małej miejscowości, największy „twardziel” nie powstrzyma się, od chociaż jednej łezki w oku. Dla Polaków tam mieszkających pielgrzymka jest wielkim wydarzeniem. Niekiedy myślą o niej cały rok. I to nie dlatego, aby móc na chwilę spotkać się z pątnikami z Polski i porozmawiać. Chcą pokazać jak wygląda stara polska gościnność. Oddają wszystko, co mają. Są wioski, w których sołtys każdego miesiąca zbiera pieniądze na przyjęcie gości z Polski.
W każdej wiosce i miasteczku pielgrzymi natrafiają na „powitalne komitety”. Dzieci i młodzież mówią specjalnie przygotowane na tę okazję wierszyki, deklamują wiersze narodowych wieszczów. Śpiewają „Polskie kwiaty” i hymn Polaków na Litwie: „Ukochana moja ziemio – Wileńszczyzny drogi kraj”. Albo ichnim akcentem: „My Polacy z Wileńszczyzny, nas nie mało tutaj jest. Nie jesteśmy na obczyźnie, tu Ojczyzna nasza jest”. Obowiązkowo, każdy komitet powitalny, wita pielgrzymów chlebem i solą, a ksiądz proboszcz obficie kropi wodą święconą. Pielgrzymi wędrują po kwiatowych dywanach, które ciągną się niekiedy przez kilkaset metrów. Na mijanych domach spotkać można polskie flagi i portrety marszałka Piłsudskiego. Dzieci wyciągają rączki po cukierki, a starsi stoją często przy drogach ze łzami w oczach przesuwając paciorki różańca. Proszą, aby ich modlitwę także zanieść do Ostrobramskiej. Mówią o niej „Nasza Pani Wileńska”.
Na postojach chcieliby rozmawiać godzinami. Opowiadają o sobie, o swoich problemach, ale się nie skarżą i nie narzekają. Jeśli ktoś z pielgrzymów chciałby im pomóc, musi zrobić to bardzo dyskretnie. Bo ci ludzie są bardzo honorowi, łatwo można ich zranić.
Żeby godnie przyjąć pielgrzymów na noclegi, bywa i tak, że sami wyprowadzają się do letnich altanek. Każdy nocleg u Polaków jest podobny. Starsi wspominają jak było tu „za Polski”. Opowiadają, kto z ich bliskich po wojnie wyjechał. Wymieniają miejscowości w Polsce, gdzie mieszkają ich krewni. Po obfitej zazwyczaj kolacji, wyciągają albumy ze zdjęciami opowiadając przy tym całe rodzinne historie. Każdy ranek po noclegu u Polaków jest też podobny. Pielgrzymi tak naprawdę budzą się na którymś z kolei postoju.
Miejscowa prasa polska poświęca pielgrzymce miejsce na swojej pierwszej stronie. Dla polskich dziennikarzy to jest także ważne wydarzenie. Dokładnie opisana jest codzienna trasa, zamieszczane są wypowiedzi pielgrzymów. Kiedyś czytając te relacje śmialiśmy się, że relacjonują pielgrzymkę, jak „Wyścig Pokoju”.

Wspomożycielka Wiernych

Pątnicy także pragną zostawić rodakom cząstkę siebie, Polski. Od czterech lat z inicjatywy salezjanina br. Grzegorza Nowaka, salezjańska grupa żółta przy wsparciu pallotyńskiej niebieskiej, zostawia mieszkańcom Wileńszczyzny figurki NMP Wspomożycielki Wiernych, a oni budują jej piękne kapliczki. Gotowe stoją już w kilku miejscowościach – w Kjuciach, Dowgidańcach, Koleśnikach, w kaplicy w Mościszkach. Przez cały rok Polacy spotykają się przy nich na modlitwie czy to różańcowej, czy nabożeństwie majowym. A pątnicy starają się pamiętać o spotkanych rodakach na modlitwie w swoich domach. Tak ta piękna nić wzajemnego wsparcia wciąż się rozwija.
„Gazu, gazu do obrazu”
Do Ostrej Bramy pielgrzymka dociera 24 lipca. Grupa żółta odpaliła w tym roku przy wejściu na wileńską starówkę 21 rac, tyle ile było dotychczas pielgrzymek z Suwałk. Pątnicy kładą się krzyżem na wąskiej uliczce wiodącej do Tej co w Ostrej świeci Bramie. Płynie wtedy wiele łez. Oddają Panu Bogu wszystkie intencje, z którymi wędrowali kilka dni. Swoje i tych, którzy prosili o modlitwę. Na pielgrzymkowym szlaku często podaje się je w czasie wspólnotowej modlitwy różańcowej. Najwięcej jest próśb o zdrowie, nawrócenie członków rodziny, znajomych, o wyleczenie z nałogów, o miłość w rodzinach, znalezienie dobrych mężów i żon, o dar Bożego Miłosierdzia. Dobrze, że przyszli z tymi intencjami właśnie do Wilna. Bo tu Panu Bogu spodobało się w sposób szczególny objawić tajemnicę swojego Miłosierdzia. Bo przecież Pani Ostrobramska, to Matka Miłosierdzia. A kilka ulic dalej, jest kościół św. Ducha, i mały kościółek z obrazem „Jezu Ufam Tobie”. Właśnie w Wilnie Pan Jezus kazał namalować go św. s. Faustynie.

Powrót do domu

Po dwóch dniach pobytu w Wilnie pielgrzymi wracają do domu. W stronę granicy mknie kilkadziesiąt wynajętych autobusów. Powoli zaczynają się już wspomnienia z pielgrzymki. I smutek, że na następną trzeba czekać cały rok…
Tak naprawdę pielgrzymka rozpocznie się jednak po powrocie do domów, kiedy wszystkim przyjdzie się na nowo zmierzyć z życiem. Wtedy trudniej będzie rozpoznać Chrystusa i żyć z nim w komunii, bo już nie będzie tylu życzliwych ludzi, przyjaznej atmosfery, tyle czasu na refleksje i modlitwę. Świat nachalnie proponował będzie inne wartości niż te oparte na Chrystusowej Ewangelii. Wtedy okaże się jakie są owoce pielgrzymowania do Matki Miłosierdzia z Ostrej Bramy.
 ks. Jarosław Wąsowicz SDB
                                                                              „Gazeta Polska”, 24 sierpnia 2011.
                                                                                          www.gazetapolska.pl

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Pielgrzymka Suwałki - Wilno | 1 Comment »

Wileńszczyzna żegna

Posted by tadeo w dniu 19 Sierpień 2011

10 kwietnia 2010 ta data na zawsze pozostanie w pamięci każdego Polaka, niezależnie od tego, gdzie mieszka. Wciąż trudno się otrząsnąć z wydarzenia, w którym Polska i Polacy stracili Parę Prezydencką i 96 przedstawicieli politycznej elity.
Tragicznie zmarłych w katastrofie lotniczej żegnali również mieszkańcy Wileńszczyzny. Żałobne modlitwy, nabożeństwa żałobne i marsze pamięci były udziałem mieszkańców ziemi wileńskiej. Hołd ofiarom katastrofy oddały Soleczniki. Wiele osób spośród zmarłych w katastrofie niegdyś odwiedzało Soleczniki, pomagało litewskim Palakom. Dziś to oni chcą się odwdzięczyć, teraz jedynie modlitwą.
Marsz pamięci zorganizowali mieszkańcy Miednik Królewskich, gdzie przed laty na cmentarzu ustawiono
pierwszy na Wileńszczyźnie Krzyż Katyński.
Polacy gromadzili się też przy domku św. Faustyny na Antokolu. Ofiary katastrofy odeszły, podobnie jak Jan Paweł II, dokładnie w przeddzień Święta Miłosierdzia Bożego.
Wilnianin Eugeniusz Andruszkiewicz w swoje 40 urodziny złożył hołd prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu i jego małżonce. W dniu urodzin wybrał się do Warszawy, 13 godzin spędzając w kolejce, dostał sie do Pałacu Prezydenckiego i pokłonił się przed tumnami polskiej pary prezydenckiej.

Posted in Historia, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Prezydent Lech Kaczyński | Leave a Comment »

Lekcja patriotyzmu w Solecznikach

Posted by tadeo w dniu 19 Sierpień 2011

W dniu 28 kwietnia delegacja Salezjańskiego Stowarzyszenia Wychowania Młodzieży uczestniczyła w zajęciach prowadzonych przez Panią Irenę Dudojć w Gimnazjum im. Jana Śniadeckiego w Solecznikach.

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna | Leave a Comment »

BezPrzesady

Posted by tadeo w dniu 12 Sierpień 2011

http://bezprzesady.pl/

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, POLECAM, Polskie Kresy | Leave a Comment »

Śladami „ukrytej stygmatyczki” s. Wandy Boniszewskiej

Posted by tadeo w dniu 9 Sierpień 2011

By jawnym stało się to, co ukryte

Każdego roku bujwidzcy parafianie spotykają się na dorocznym odpuście ku czci św. Ignacego Loyoli w kaplicy w Pryciunach. Na tegoroczny odpust, w niedzielę, 1 sierpnia, zgromadziło się ponad pół tysiąca osób przybyłych nie tylko z bujwidzkiego starostwa, ale i Wilna oraz okolicznych miejscowości.

Z inicjatywy miejscowego proboszcza ks. Ryszarda Pieciuna została zorganizowana do pryciuńskiej kaplicy piesza pielgrzymka, której jednym z celów było przypomnienie działalności i przesłania s. Wandy Boniszewskiej.

Po raz pierwszy z Bujwidz do Pryciun odbyła się piesza pielgrzymka w celu przypomnienia przesłania s. Wandy Boniszewskiej

Rozgłos kaplica w Pryciunach zdobyła w połowie lat 90., kiedy to ówczesny metropolita Wrocławia ks. kard. Henryk Gulbinowicz przyjechał, by poświęcić kaplicę, w której był ochrzczony, a którą mieszkańcy bujwidzkiego starostwa odrestaurowali po latach sowieckiego reżimu. Kolejny raz głośno o Pryciunach było już po roku 2003, kiedy to staraniem ks. Jana Pryszmonta ukazała się książka pt. „Ukryta stygmatyczka” o doświadczeniach mistycznych Wandy Boniszewskiej ze Zgromadzenia Sióstr od Aniołów. Wtedy to parafianie uświadomili sobie, jak wielki dar w postaci osoby s. Wandy otrzymała Wileńszczyzna. Do dzisiaj są świadkowie, którzy pamiętają siostrę Wandę, jej katechezy oraz przygotowania dzieci i młodzieży do sakramentów.

Mimo że nie zachował się dom, w którym mieszkały siostry w Pryciunach, pamięć o s. Wandzie jest żywa wśród starszych mieszkańców oraz przekazywana młodszym pokoleniom. To właśnie młodzi stali się pomysłodawcami tegorocznej pielgrzymki „Śladami s. Wandy Boniszewskiej. Bujwidze – Pryciuny 2010”.

„Siostrę Wandę odkryłem po przeczytaniu książki ks. Jana Pryszmonta. Swoim odkryciem tej świątobliwej zakonnicy, jej powiązaniami z Bujwidzami, podzieliłem się z parafianami podczas dorocznego odpustu w pryciuńskiej kaplicy. Obiecałem wówczas i sobie, i wiernym, że dołożę starań, aby pamięć o niej była tutaj szerzona – powiedział proboszcz parafii bujwidzkiej ks. Ryszard Pieciun. Zauważył też, że pomysł pielgrzymki „podpatrzył” u swoich parafian, którzy w ubiegłym roku prywatnie wybrali się pieszo do Pryciun.

„Niepisany” cud

Maria Chmielewska z domu Mikłaszewicz, której rodzice mieszkają w miejscowości Kamienny Most nieopodal Bujwidz, wspomina, jak to przed dwoma laty podczas odpustu ku czci św. Ignacego Loyoli usłyszała podczas kazania o s. Wandzie. „Zaczęliśmy wówczas czytać o niej książki, rozważać jej posłannictwo – wspominała Maria. – Natomiast w ubiegłym roku przyjechała do mnie w gościnę koleżanka z Polski, chora na stwardnienie rozsiane. Myślę, że to Duch Święty tak zadziałał, żeśmy z naszą rodziną wybrali się najpierw do Żwinian, gdzie mieszka po dzień dzisiejszy jedna z sióstr od aniołów Irena Kardis ze swoją siostrą, a potem z tymi starszymi paniami wybrałyśmy się do Pryciun. Taka była ta nasza pierwsza rodzinna pielgrzymka. Cieszę się, że proboszcz zorganizował pielgrzymkę na skalę parafialną”.

Pierwsza, aczkolwiek nieoficjalna, pielgrzymka miała swoją oprawę: mieszkanki z Żwinian dzieliły się wspomnieniami o s. Wandzie, była wspólna modlitwa. Natomiast córka Marii Chmielewskiej, 10-letnia Marta postanowiła, że skoro idą z pielgrzymką, więc powinni mieć plakat. Na kartkach z kalendarza wypisała wówczas „Pielgrzymka śladami s. Wandy Boniszewskiej 18 czerwca 2009. Kamienny Most – Żwiniany – Pryciuny”. Ten pierwszy plakat znajduje się obecnie w archiwum Sióstr od Aniołów w Wilnie. „Chciałabym się podzielić doświadczeniem mojej koleżanki – opowiada Maria. – Po powrocie do Warszawy, kiedy przyszła na badania, lekarka zauważyła, że zmiany w mózgu się cofnęły. Szybko też stwierdziła, że pierwotna diagnoza była prawdopodobnie błędna. Natomiast my uważamy, że być może jest to „niepisany” cud za wstawiennictwem s. Wandy”.

W zorganizowaniu pielgrzymki pomocni byli członkowie Wspólnoty Bujwidzkiej. Na zaproszenie księdza proboszcza do Bujwidz przybyły siostry ze Zgromadzenia Sióstr od Aniołów z placówek w Kalwarii Wileńskiej, w Nowej Wilejce oraz z Polski. Podczas wspólnej drogi opowiedziały o swojej pracy i działalności z młodzieżą. Prowadzony przez s. Marię zespół „Nazaret” z parafii św. Kazimierza w Nowej Wilejce zatroszczył się o oprawę muzyczną podczas nabożeństwa.

Cierpienie wpisane w prześladowanie Kościoła

Po drodze pątnicy wysłuchali również konferencji o życiu s. Wandy Boniszewskiej. Wygłosiła ją dr Irena Mikłaszewicz, która swoją pracę doktorską poświęciła badaniom polityki sowieckiej wobec Kościoła Katolickiego na Litwie. Prelekcja o życiu s. Wandy była także świadectwem osobistego doświadczenia znajomości jej rodziny z zakonnicą. „Dorastałam w cieniu s. Wandy, kiedy to słuchałam opowiadań mojej mamy o pracy siostry z dziećmi w szkole, organizowaniu adoracji i nabożeństw w pryciuńskiej kaplicy” – mówiła Irena Mikłaszewicz, zwracając uwagę, że pielgrzymka odbywa się w przededniu rocznicy złożenia ślubów wieczystych przez s. Wandę. Wydarzenie to miało miejsce 2 sierpnia 1933 roku. Mówczyni, opowiadając o życiu s. Wandy, zwróciła się do pielgrzymujących razem z dorosłymi dzieci. Podała przykład, że już w wieku 7 lat Wanda potrafiła dostrzec u siebie wady charakteru i skutecznie je zwalczać.

Dr Anna Mroczek z Ireną Kardis i jej siostrą.

Życie siostry Wandy, a szczególnie jej doświadczenia mistyczne przypadły na trudny dla Kościoła okres prześladowań przez reżim sowiecki. Zlecona przez Chrystusa misja ofiarowania swego życia za kapłanów, cierpienia za nich była niezrozumiana i nieprzyjęta przez najbliższe otoczenie siostry. Świadkowie, którzy pamiętają Wandę Boniszewską z Pryciun, mówią, że nikt nic nie wiedział o stygmatach. Wiedzieli tylko, że często chorowała.

„Mam nadzieję, że uda się to nasze dzisiejsze pielgrzymowanie przerodzić w stałą tradycję” – mówił proboszcz, dodając, że liczy też na współpracę w tym zakresie z siostrami. Owszem zanim Kościół oficjalnie nie wypowie się w sprawie objawień i doświadczeń mistycznych s. Wandy Boniszewskiej publiczny kult wśród wiernych nie jest dozwolony. Tym niemniej pozwala się na prywatne nabożeństwa za orędownictwem s. Wandy. Siostry od Aniołów prowadzą też archiwum, spisując wspomnienia świadków oraz łaski doznane za jej wstawiennictwem.

Na pielgrzymce była także siostra Elżbieta, która od 10 lat pracuje na misjach w Kamerunie. Podczas wspólnej drogi podzieliła się doświadczeniem pracy w Afryce.

Przysięga na drodze

Nim pielgrzymi dotarli do celu swojej pielgrzymiej wędrówki, przy kaplicy w Pryciunach zebrało się wielu wiernych. Mieszkanka Pryciun Józefa Sienkiewicz od lat sprząta w kaplicy. Na doroczną uroczystość przybyła z córką, przynosząc z ogrodu kwiaty, by upiększyć kaplicę na Mszę św. Zapytana o wydarzenia sprzed 60 lat, wspominała, że dobrze pamięta współpracę sióstr z miejscową ludnością. „Całe życie spędziłam w tej miejscowości, za mąż wyszłam za sąsiada, tutaj wychowaliśmy nasze dzieci… Zależy mi bardzo na odnowieniu tego zakątka, na przetrwaniu pamięci o pracy sióstr w Pryciunach” – zwierzyła się pani Józefa.

Nie mogło podczas uroczystości zabraknąć pani Ireny Kardis, mieszkanki sąsiednich Żwinian, należącej do Zgromadzenia Sióstr od Aniołów, dzielącej wraz z siostrami los wygnania do sowieckich łagrów pracy. „Swoje powołanie do zgromadzenia porównuję z powołaniem św. Pawła, które odbyło się na drodze – opowiada pani Irena. – Jako młoda dziewczyna często brałam udział w nabożeństwach organizowanych przez siostry. Szczególnie piękne były adoracje organizowane przed Wielkanocą przy grobie Jezusa przez s. Wandę. Pewnego dnia, gdy szłam do kaplicy na adorację poczułam wewnętrzne pragnienie poświęcenia się służbie Bogu. Uklękłam wówczas na drodze i przyrzekłam Jezusowi, że wstąpię do zgromadzenia”.

Grób Wandy Boniszewskiej na cmentarzu w Skolimowie (dzielnica Konstancin Jeziorna)

Ofiara i świadectwo życia

Podczas Mszy św. s. dr Anna Mroczek wygłosiła zebranym katechezę nt. życia duchowego s. Wandy Boniszewskiej. W swoim przekazie skupiła się na kilku kwestiach wynikających z przesłania zakonnicy. Po pierwsze, to ofiarowanie życia za innych. „Dzisiaj ta kwestia jest dla nas bardzo istotna, ponieważ współcześni ludzie nie zastanawiają się nad tym. Każdy raczej skupia się nad tym, by jak najwięcej zaczerpnąć korzyści dla siebie” – tłumaczyła s. Anna. Kolejna kwestia posłannictwa s. Wandy – to ofiarowanie cierpienia za kapłanów, co kontrastuje ze współczesnymi realiami. Dzisiaj, gdy jest niszczony kapłański autorytet, siostra Wanda podnosi rangę kapłaństwa. „Życie s. Wandy zachęca nas do życia w taki sposób, by inni, patrząc na nas, wiedzieli, że Bóg istnieje” – zauważyła s. Anna, porównując sytuację Wandy Boniszewskiej z ewangelią Chrystusa, gdy Jezus mówi, że tylko w swojej Ojczyźnie prorok nie jest uznany, dlatego też z powodu niedowiarstwa współziomków mało zdziałał tam znaków i cudów.

Fest „na całego”

Doroczny odpust swoją obecnością zaszczyciły również władze samorządu rejonu wileńskiego z mer Marią Rekść na czele. Obecny był przewodniczący AWPL, europoseł Waldemar Tomaszewski, poseł na Sejm RL, prezes ZPL Michał Mackiewicz oraz jego zastępca Stanisław Pieszko. Ponieważ Wileńszczyzna słynie ze staropolskiej gościnności, zatroszczono się, by fest odbył się „na całego”. Towarzystwo Miłośników Bujwidz z Mirosławem Gajewskim na czele wraz z bujwidzkim kołem ZPL, któremu przewodzi starosta gminy Marian Naruniec, zorganizowały święto. Po uroczystym nabożeństwie na uczestników święta czekał poczęstunek: pączki, kwas i kasza z kuchni polowej. Dla ochłody były stoiska z lodami, piernikami oraz cukierkami, bez których bodajże żaden odpust na Wileńszczyźnie się nie obejdzie. Najmłodszych pociągała loteria bez przegranej.

Rozpowszechniano także wydane w tym roku dzienniczki s. Wandy Boniszewskiej. Natomiast wielu z mieszkańców okolicznych miejscowości zobowiązywało się do modlitwy o oficjalne przyznanie przez Kościół przeżyć mistycznych „ukrytej stygmatyczki”.

Teresa Worobiej

Na zdjęciach: po raz pierwszy z Bujwidz do Pryciun odbyła się piesza pielgrzymka w celu przypomnienia przesłania s. Wandy Boniszewskiej; dr Anna Mroczek z Ireną Kardis i jej siostrą.
Fot. autorka

S. Wanda Boniszewska urodziła się 20 maja 1907 roku koło Nowogródka. W 1924 r. została przyjęta do Zgromadzenia Sióstr od Aniołów. W latach 1933-1950 mieszkała w Pryciunach. W tym też czasie w sposób szczególny doświadczyła męki Chrystusa. Nosiła bowiem na swoim ciele krwawiące rany, otwierające się na jej rękach, nogach i boku podczas duchowych przeżyć. Siostry w Pryciunach były obecne do roku 1950, kiedy to za ukrywanie jezuity – ks. Antoniego Ząbka zostały aresztowane i wywiezione do przymusowych obozów pracy w ZSRR. Po zwolnieniu z obozu w roku 1956 s. Wanda wróciła do Polski. Tam mieszkała do śmierci w roku 2003.

http://www.tygodnik.lt/201032/bliska2.html

Więcej:

Wanda Boniszewska – Stygmatyczka

Wspominając s. Wandę

Posted in Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Religia, SYLWETKI | 1 Comment »

Wanda Boniszewska – Stygmatyczka

Posted by tadeo w dniu 6 Sierpień 2011

Spektakl opowiada o Wandzie Broniszewskiej, która od 17. roku życia należała do bezhabitowego Zgromadzenia Sióstr od Aniołów. Od 1934 r. nosiła na ciele stygmaty Męki Pańskiej: między innymi rany od gwoździ na dłoniach i stopach, a na głowie od korony cierniowej, oraz ślady biczowania na plecach. Przed wojną ukrywała stygmaty. Z ich powodu po wojnie funkcjonariusze sowieckiego aparatu bezpieczeństwa prześladowali duchowną, zamykali ją w więzieniach, a potem w szpitalach psychiatrycznych i bezskutecznie próbowali leczyć.http://video.anyfiles.pl/Wanda+Boniszewska+-+Stygmatyczka/Kino+i+TV/video/54233

Grób Wandy Boniszewskiej na cmentarzu w Skolimowie (dzielnica Konstancin Jeziorna k/Warszawy)

Przeczytaj także:

Siostra Wanda Boniszewska i nawróceni oprawcy

DRUGIE NAWRÓCENIE WANDY BONISZEWSKIEJ

Cicha pośredniczka

Śladami „ukrytej stygmatyczki” s. Wandy Boniszewskiej

Wspominając s. Wandę

Życie na krzyżu W trzecią rocznicę śmierci s. Wandy Boniszewskiej

Słowa Pana Jezusa o kapłaństwie i życiu zakonnym skierowane do s. Wandy Boniszewskiej

Posted in Filmy religijne, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, POLECAM, Religia | 2 Comments »

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 470 obserwujących.