Rozmowa z Dariuszem Stefaniukiem, prezydentem Białej Podlaskiej, działaczem PiS

Mieszkańcy Białej Podlaskiej mogą już wykupować lokale komunalne, w których mieszkają. Przywrócenie możliwości wykupu było jedną z Pańskich obietnic wyborczych. Wielu powątpiewało, że uda się to szybko zrobić.

Ale się udało. Kiedy w kampanii mówiłem, że pracujemy nad stosowną uchwałą, nie rzucałem słów na wiatr. Możliwość wykupienia mieszkania z bonifikatą sięgającą nawet 90 procent wartości lokalu to w moim przekonaniu sprawiedliwe rozwiązanie. Bialczanie, którzy od wielu lat użytkowali te mieszkania, inwestując w nie własnepieniądze i pracę z lokatorów staną się właścicielami. Nie bez znaczenia jest też fakt, że skromny budżet miasta nie będzie już tak bardzo obciążony kosztami utrzymania budynków komunalnych.

O bialskich mieszkaniach komunalnych zrobiło się jakiś czas temu głośno w całej Polsce. Zarzucono Panu, że przyznał pan takie lokale swoim współpracownikom. Czy rzeczywiście tak było?

Nie. Obaj panowie, których ściągnąłem do Białej Podlaskiej z Polski, czasowo wynajmowali – płacąc pełną stawkę – należące do gminy lokale. Gdy znaleźli odpowiednie mieszkania, natychmiast się wyprowadzili. Sprawa została rozdmuchana do niewyobrażalnych rozmiarów przez media. Swój udział mieli w tym niestety również przedstawiciele ekipy, która wcześniej przez 16 lat rządziła naszym miastem. Uważam, że to była zemsta tamtego układu. Zemsta za to, że naruszyłem ich interesy. Ja jednak nie dam się zastraszyć. Chcę rządzić w imieniu wszystkich mieszkańców, a nie grup, które świetnie przez lata żyły dzięki gminnemu majątkowi.

Okazało się, że w kwestii mieszkań komunalnych były jednak realne nieprawidłowości. Na czym one polegały?

Odkryliśmy, że urzędnicy nie prowadzili nawet listy mieszkańców ubiegających się o miejski lokal. Wiele rodzin czekało latami na przydział, a tymczasem mieszkania dostawali ci, którym niekoniecznie taka pomoc się należała – na przykład pobierający wysoką emeryturę funkcjonariusz służb mundurowych czy 21-letnia pracownica jednej z restauracji, która mieszkanie dostała zresztą po tygodniu oczekiwania. Mimo, że sytuacja finansowa spółki zarządzającej mieniem komunalnym była fatalna, kadrakierownicza zarabiała tam ogromne pieniądze. Słowem: jedna wielka patologia. Zmieniliśmy prezesa, pracę stracił też szef wydziału gospodarki lokalowej w magistracie, nowi ludzie wprowadzają teraz racjonalne metody zarządzania. Staramy się stawiać kolejne kroki w drodze do normalności.

Przejęcie przez Pana władzy w Białej Podlaskiej zostało odebrane jako jedna z największych niespodzianek ostatnich wyborów samorządowych. Poprzedni prezydent rządził tu aż 16 lat, jego pozycja wydawała się niepodważalna. Wierzył Pan w sukces?

Oczywiście, przez cały czas. Ja po prostu rozmawiałem z mieszkańcami, wiedziałem, jakie są ich potrzeby, setki bialczan mówiło mi wprost: zmiana jest konieczna, teraz albo nigdy. Wiedziałem, że będę miał przeciwko sobie całą machinę urzędniczą, że konkurent nie cofnie się przed niczym. Zbyt wiele osób pokładało jednak we mnie nadzieję, nie mogłem ich zawieść. Pamiętam, jak w Białej Podlaskiej gościł premier Jarosław Kaczyński. Mówił, że zmiana w Polsce może rozpocząć się od naszego miasta. To były bardzo inspirujące słowa, które dały nam mnóstwo energii do pracy. Cały czas miałem też ogromne wsparcie ze strony senatora Grzegorza Biereckiego. Od momentu, gdy został on reprezentantem naszego regionu w parlamencie, wydarzyło się tu wiele dobrego. Bez niego ta dobra zmiana nie byłaby możliwa.

Wejście do urzędu nowych ludzi po tak długim okresie rządów jednej ekipy nie było chyba łatwe?

Wcale się nie spodziewaliśmy, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie. Nie chcieliśmy robić rewolucji, za wszelką cenę pragnęliśmy uniknąć chaosu a jednocześnie musieliśmy działać zdecydowanie. Chyba się to udało. Po kilku miesiącach wiemy już dokładnie, w jakim stanie jest miasto, mamy precyzyjny plan działań naprawczych. Są pierwsze sukcesy – na przykład niemal dwukrotne zwiększenie budżetu inwestycyjnego, z 9 do 17 milionów złotych, bardzo bliskie już ożywienie lotniska w Białej Podlaskiej czy wzrastające zainteresowanie inwestorów. Ja osobiście najbardziej cieszę się z pozytywnych opinii mieszkańców, którzy mówią mi, że wreszcie nie są traktowani przez władzę jak natarczywi petenci, a partnerzy do poważnej rozmowy. Wiem, że przed nami jeszcze wiele trudnych decyzji, pewnie nie raz będę za nie atakowany, ale  nie mam zamiaru zatrzymać się nawet na chwilę. Obiecałem bialczanom, że będę im służył i dotrzymam słowa.

Skaj

http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/254949-mieszkancy-bialej-podlaskiej-moga-juz-wykupowac-lokale-komunalne-w-ktorych-mieszkaja