WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – bł. Jan Paweł II

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • Słowo Boże na dziś

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • Tylko przestańmy mówić: ten kraj, w tym kraju, tutaj, ci ludzie. Zacznijmy mówić tak, jak Pan Bóg przykazał, jak o matce: Ojczyzno ma, moja, kochana, poraniona, więc tym bardziej kochana. Moja, to znaczy taka, którą się kocha, którą się po rękach całuje, przed którą się klęka, której się służy, której się z czcią opowiada, której się nie okrada, dla której się pracuje, dla której się cierpi i umiera, jak trzeba. To nie inni mają tak zrobić, to nie oni, tam na górze, ale my. Inaczej na nic wszystko. Na nic ta rana i na nic te ofiary. Nasza Ojczyzna mocno krwawi i ból nie ustaje w naszych sercach, ale zapewniamy pachołków Moskwy i Berlina, i tych, co służą „mamonie” – jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy. Póki pracujemy dla dobra naszej Ojczyzny. Póki kochamy i pamiętamy.

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archiwum kategorii ‘Moja mała Ojczyzna’

Kościeniewicze

Posted by tadeo w dniu 26 Maj 2013

W XVII wieku Lew Sapieha nabył wójtostwo królewskie Ortel ze wsiami Lubenka, Kościenków ( później Kościeniewicze ) i Kniaziami ( Koszoły ). Nazwa “Kościeniewicze” pochodzi od sformułowania “koście nie wiadomo czyje”;, co znajduje uzasadnienie w pamiątkowym kurhanie usypanym po I wojnie światowej ze szczątków bohaterskich polskich żołnierzy, poległych podczas I wojny światowej.

W 1761 r. należały Kościeniewicze do Stefana Rusieckiego. Potem właścicielem był Ignacy Oziembłowski, następnie jego córka Aniela, która wyszła za mąż za Marcina Chociszewskiego. W 1783 r. wieś jest własnością Kunegundy z Józefowiczów i Józefa Bielaka.

W 1795 r. syn Józefa Salomon Bielak otrzymał połowę majątku Kościeniewicze. Resztę majątku odłączono na rzecz probostwa (65 włók). W 1829 r. Bielak wydzierżawią majątek Mariannie z Jeziorkowskich Wykowskiej. W 1842 r. wydziela z północy części swego majątku nowy folwark i nazywa go Nowa Wieś, albo Zagościniec (274 morgi). W 1872 r. majątek zostaje sprzedany Janowi Ługowskiemu szlachcicowi z Tucznej.

W 1878 r. gmina Kościeniewicze liczyła 3.113 mieszkańców i 13. 927 morgów ziemi. Gmina ta obejmowała wioski: Bokinka Królewska, Dąbrowica Duża i Mała, Janówka, Kościeniewicze, Mańkowice, Ortel Królewski, Wiski, Wyczółki, Wólka Kościeniewicka i Zagościniec. W ostatnich latach XIX w. działalność polityczną prowadził Stefan Bielak, syn Macieja, ur. w Kościeniewiczach w 1868 r. Zajmował się kolportażem nielegalnej pracy m.in. Robotnika) współpracował z Józefem Piłsudskim. W 1897 r. Rosjanie wywieźli go w głąb Rosji, gdzie umarł. Na pamięć zasługuje także Karol Raczyński, który w okresie prześladowań po powstaniu styczniowym udzielał schronienia księdzu katolickiemu, aby pod osłoną nocy mógł odprawiać Mszę Świętą i udzielać Sakramentów prześladowanym mieszkańcom wsi Kościeniewicz i okolic.
Parafia Kościeniewicze.

Kościółek Unicki ( 1673 -1682 ) w Kościeniewiczach został ufundowany przez Annę z Szujskich – Rusiecką, dziedziczkę Kościeniewicz. Była to cerkiew p.w. św. Eliasza. W 1872 r. cerkiew została zamknięta i pozostawiona bez opieki. Po 1918 r. była kościołem filialnym parafii Piszczac. W 1922r cerkiew została wyświęcona na kościół, parafia Kościeniewicze została erygowana ponownie w 1930 r. przez biskupa podlaskiego Henryka Przeździeckiego.
Zagościniec.

W 1867 r. Kajetan Sadowski, właściciel majątku w Zalutyniu, wydał za mąż córkę Emilię za Jana Ługowskiego, szlachcica z Tucznej. Swemu zięciowi pomógł odkupić od Macieja Bielaka, za 5.850 rubli, leżący obecnie w granicach Kościeniewicz folwark Zagościniec.

Drewniany dwór wzniesiono w 1870 r. Na wschód od dworu znajdowała się część gospodarcza: czworak, wozownia, stajnia, obora, spichrz, stodoła i budynek inwentarski.
Przed frontem dworu urządzono eliptyczny podjazd obsadzony drzewami. Za dworem rozciągał się sad.

Na początku lat 1970 całe gospodarstwo przejęła Barbara Wroczyńska, która usiłuje przywrócić założeniu, przynajmniej częściowo, charakter, jaki posiadało ono w czasach jej pradziadów

Dziękuję Piotrowi Buczyńskiemu za pomoc w opracowaniu tematu.

Opublikowany w Historia, Moja mała Ojczyzna | Komentarzy: 2 »

Historia rodziny Telechoń

Posted by tadeo w dniu 22 Luty 2013

   IMG043

Mój pradziadek nazywał się Jan Telehuj urodził się około 1837 roku, był podlaskim Unitą, mieszkał we wsi Żminne gmina Suchowola pow. Radzyń Podlaski. Za odmowę przyjęcia wiary prawosławnej około 1875 roku został aresztowany i osadzony w siedleckim więzieniu skąd wraz z innymi opornymi został wywieziony do chersońskiej guberni w Rosji gdzie przebywał pod nazwiskiem Jan Teleguj. W 1887 roku aresztowano jego całą rodzinę tj. żonę Helenę z Mirończuków,  jego sześciu synów: Ignacego, Teodora, Andrzeja, Grzegorza, Sylwestra, Mikołaja oraz córkę Katarzynę. Wszystkich wywieziono do orenburskiej guberni do wsi Buterska w gminie Iwankowa powiat Czelabińsk.  Pozostawioną  w Polsce ziemię, budynki gospodarcze z wyposażeniem, oraz cały inwentarz przekazano prawosławnemu ławnikowi Klimowi Romaniukowi w nagrodę za prześladowanie Unitów. 

Z biegiem lat synowie jak i córka zakładają swoje rodziny: Ignacy żeni się z Heleną Zaniewicz i zamieszkuje w mieście Czelabińsk  w którym Ignacy pracuje na kolei, Mój dziadek Teodor żeni się z Apolonią Osikowską wnuczką Unity Antoniego Morgunowicza wywiezionego w 1874 roku z miasteczka Łomazy i zamieszkują w miasteczku Złotoust, Katarzyna wychodzi za mąż za Ludwika Zaniewicza wywiezionego ze wsi Łubenka w parafii Łomazy jest on synem Stefana, Andrzej żeni się z Józefą Rudewicz, Sylwester żeni się  z Teklą Bartoszuk córką Unity Józefa Bartoszuka  wywieziono ich ze wsi Krzewica parafii Międzyrzec powiat Radzyń Podlaski,  zamieszkują po ślubie w mieście Czelabińsk, Mikołaj żeni się z Marianną Marczuk córką Unity ze wsi Horodyszcze gmina Wisznice, zaś syn Grzegorz zaginął w Syberii. Rodzina Teleonów (Teleguj) przebywała na wygnaniu trzydzieści siedem lat,.

Powrotu do kraju nie doczekali się gdyż zmarli na wygnaniu: Jan z żoną Heleną ich syn Teodor z żoną Apolonią, syn Grzegorz który zginął, nowo narodzone dzieci: Jan Teleguj syn Ignacego i Heleny z Zaniewiczów, Konstantyn Teleguj syn Sylwestra i Tekli  z Bartoszuków, Julian Teleguj syn Mikołaja i Marianny z Marczuków. Na stałe  w Rosji pozostała najstarsza córka Sylwestra i Tekli, Maria która wyszła za mąż za Jurija Gach. Mój Tata Edward Teleon syn Teodora i Apoloni do kraju wrócił w 1922 jako sierota mając 12lat. Do kraju wróciło takgże jego czterech stryjów i stryjenka Katarzyna z rodzinami.

Informuję, że obecnie z kuzynem opracowujemy bardziej szczegółową historię rodziny Teleonów. Podczas kompletowania materiałów do opisu losów naszej rodziny, szczególnie podkreślony jest  wątek ” męczeństwa unitów na Podlasiu”. Posiadamy dokumenty, zdjęcia i przedmioty świadczące o pobycie naszych przodków na zesłaniu za wiarę w Czelabińsku w Rosji. Prosimy osoby, którym ten temat jest bliski, lub potomków zesłańców za wiarę unicką a których dziadkowie lub rodzice powrócili do Polski o kontakt celem wymiany informacji.  Może ktoś jest zainteresowany historią Listów Unickich z Guberni Orenburskiej, pisanych do ks. Chodkowskiego, które w roku 1893 w części opublikował w swoich książkach. Wiem gdzie znajdują rękopisy Jest ponad 1000 stron listów, które uważam, że mogą dużo wnieść do historii Męczeństwa Podlaskich Unitów.

Osoby zainteresowane proszę o kontakt e-mail:  teleon.andrzej@gazeta.pl

Serdecznie pozdrawiam
Andrzej Teleon

Opublikowany w Historia, Moja mała Ojczyzna, Unici, Wspomnienia | Komentarzy: 2 »

“Męczeńskie Podlasie” w wybranych utworach literatury polskiej na przełomie XIX i XX wieku

Posted by tadeo w dniu 24 Styczeń 2013

APC - 2013.01.24 16.51 - 001.3d

“Męczeńskie Podlasie” w wybranych utworach literatury polskiej na przełomie XIX i XX wieku.pdf

Przeczytaj także: 

Z ziemi chełmskiej – Władysław Reymont

Do swego Boga – Stefan Żeromski

Unia Brzeska i Unici w Krolestwie Polskim – Dylagowa.pdf

Opublikowany w Historia, Moja mała Ojczyzna, Unici | 1 komentarz »

Podsumowania sezonu rowerowego 2012 w BKR

Posted by tadeo w dniu 15 Styczeń 2013

 Podsumowania sezonu rowerowego 2012 w Bialskim Klubie Rowerowym! Podróż w niedaleką przeszłość, ponowne przeżywanie przygód! To był sezon! Nowe przygody, nowe przyjaźnie, nowe wyzwania! To coś więcej niż przejażdżki rowerowe!

Opublikowany w Moja mała Ojczyzna, Pielgrzymki rowerowe | Zostaw Komentarz »

Maria Konopnicka

Posted by tadeo w dniu 16 Listopad 2012

..Pratulinie! Drelowie! Włodawo! Łomazy!
Stoicie wy mi w oczach jako męczeństw
obrazy,
Wy, których jęk ostatni słyszan był aż w
Rzymie ….
Z czcią i z boleścią wasze kładę tutaj imię.
…Tak pątnik, na którego czeka długa droga,
Klęka u chaty swojej lipowego proga,
Schyla głowę i duchem przywołuje ciszy
Imiona drogie ojców, braci, towarzyszy,
I zawiesza na piersiach święcone szkaplerze,
I krzyż kładzie na czole i kij pątny bierze.

Maria Konopnicka

Opublikowany w Moja mała Ojczyzna, Wiersze | Zostaw Komentarz »

Krwawe łzy unitów polskich – Teodor Jeske-Choiński (1919)

Posted by tadeo w dniu 18 Październik 2012

Plik:Krwawe łzy unitów polskich 005.jpg

http://pl.wikisource.org/wiki/Krwawe_%C5%82zy_unit%C3%B3w_polskich

Księgarnia Krajowa K. Prószyńskiego
w Warszawie,

ulica Warecka, liczba domu 12.


1919.

I.
W tysiąc lat po narodzeniu Pana Jezusa patrjarchowie greccy, mieszkający w Konstantynopolu, doprowadzili do rozbicia jedności Kościoła chrześćjańskiego. Przestali oni uważać papieża za swego zwierzchnika i pociągnęli za sobą większą część podległych sobie chrześćjan. W ten sposób jedyny przedtém Kościół chrześćjański rozpadł się na dwa Kościoły: Zachodni czyli Rzymski, którego zwierzchnikiem jest papież, i Wschodni czyli Grecki, któremu przewodzi patrjarcha mieszkający w Konstantynopolu. Takie rozbicie jedności Kościoła CHrystusowego bolało wszystkich zacnych chrześćjan, więc też od dawna szukali oni sposobu na to, aby znów jedność nastała. Jakoż w roku 1439, na zjeździe biskupów w mieście Florencji we Włoszech, część greckich katolików połączyła się z Kościołem rzymsko-katolickim. Takie same połączenie, nazwane z łacińska uńją nastąpiło w Polsce w roku 1596, na zjeździe w Brześciu-Litewskim.
Odtąd też katolicy rusińscy żyli już w zgodzie z katolikami polskimi i uważali się wszyscy za jedną rodzinę. Gdy naprzykład zabrakło w jakiéj wsi księdza polskiego, wyręczał go ksiądz unicki, słuchał spowiedzi, chrzcił dzieci, dawał śluby małżeńskie i grzebał umarłych. To samo działo się w cerkwiach unickich. Księdza unickiego zastępował tam nieraz ksiądz polski. Nie było więc różnicy między „łacinnikami“ a „unitami“. Unita chodził za procesjami łacińskiemi, nosił chorągwie, odmawiał po polsku modlitwy i słuchał polskich kazań. Nikt też w Polsce nie prześladował unitów, bo też i nie miał za co.
Aliści Polska utraciła wolność i znaczna jéj część wraz z całą Litwą i Rusią zabrali pod swe panowanie Rossjanie. Wnet też zaczęli oni prześladować unitów, a najpierw na Litwie i Rusi. Długo Rossjanie pastwili się tam nad unitami, aż wkońcu doprowadzili do zniesienia uńji i wszystkich unitów na Litwie i Rusi przyłączyli przemocą lub podstępem do cerkwi prawosławnéj. Nie ruszali jednak jeszcze wtedy tych unitów, którzy mieszkali na Podlasiu i w ziemi Chełmskié. Tam unici żyli sobie spokojnie i szczęśliwie aż do roku 1865.
Aż nagle i na nich spadł niespodziewany, okrutny grom, usiłujący ich rozbić na strzępy. Za co, na co? Niczém nie zgrzeszyli, byli bogobojnymi katolikami i uczciwymi, pracowitymi ludźmi. Komuż to przyszło do głowy kopać, bić, obdzierać z mienia, wysyłać na Sybir, zabijać wkońcu niewinnych, szlachetnych ludzi? Przecież nie Polakom; Rossjanie-to zaczęli znęcać się nad nimi, bo chcieli ich zmusić do zrzucenia z siebie, ze swojego sumienia, wiary przodków i do przejścia na prawosłaẃje.
To nierozumne i nieuczciwe odrywanie unitów od wiary ich przodków, od Kościoła katolickiego, od Ojca Świętego czyli papieża, wymyślił rossyjski książę Czerkaski, z pochodzenia Tatar. Będąc władcą nad wszystkiemi sprawami duchownemi w mocarstwie rossyjskiém miał możność wykonać swe niecne zamiary. Nie o dusze unitów szło mu, jéno o zdobycie gorliwością na urzędzie łaski cesarza, który obsypywał chętnie wierne swoje sługi orderami, godnościami i pieniędzmi, albo majątkami ziemskimi, zwanemi „majoratami“.
W nieuczciwej robocie Czerkaskiemu służyła gromada podrzędnych urzędników, chudopachołków, którzy po powstaniu w roku 1863 rzucili się łapczywie na Polskę i Litwę, aby się u nas dobrze obłowić. Gromadzie téj zdawało się, że unici pójdą za jéj rozkazami bez oporu, że poddadzą się jéj rozporządzeniom z pokorą, jak stado wystraszonych owiec.
Omylili się… Unici podlascy, szczerzy katolicy i Polacy, stanęli murem i bronili po bohatersku, jak dawni męczennicy chrześćjańscy z czasów cesarstwa Rzymskiego, swojéj wiary i narodowości. Czerkaski, zmiarkowawszy, że przecenił swe siły, że go unici polscy nie słuchają, że robią to, co uważają za swój obowiązek, postanowił nastraszyć ich prześladowaniem biskupów. Arcybiskupa warszawskiego księdza Felińskiego, jednego z najlepszych najszlachetniejszych kapłanów polskich, pozbawił władzy nad owczarnią katolicką i kazał go wywieźć na wygnanie do Jarosławia w Rossji. To samo stało się z jego następcą, biskupem Rzewuskim; wysłano go do Astrachania.
Księdzu Szymańskiemu, biskupowi djecezji Podlaskiéj, zabronił Czerkaski odwiedzać parafję unicką, bo unici witali biskupów łacińskich z taką samą radością, z jaką witali swego biskupa unickiego mieszkającego w Chełmie. Uważali się za takich samych katolików, jak katolicy łacińscy.
Ale nie dość było Czerkaskiemu prześladowania biskupów. Obawiając się działalnoności[1] kapłanów naszych, pozamykał klasztory męzkie i żeńskie i zagarnął dobra, majątki, należące do klasztorów i seminarjum duchownych; przerabiał kościoły katolickie na cerkwie prawosławne i osadzał przy nich prawosławnych popów; zniósł w roku 1867 katedrę biskupią w Janowie podlaskim i nakazał biskupowi Szymańskiemu mieszkać w Łomży. Poniewierki téj nie mógł znieść sędziwy książę Kościoła. Podłość Czerkaskiego zabiła go; umarł rozżalony.
Pozbywszy się biskupów i zakonników, wziął się Czerkaski do proboszczów świeckich. Zakazał im chrzcić dzieci unickie, słuchać ich ojców i matek spowiedzi, zaślubiać pary małżeńskie, chować umarłych unitów na cmentarzach katolickich. Księży odważnych, którzy nie chcieli słuchać jego rozkazów i zakazów, karał pieniężnie, więzieniem, albo nawet wygnaniem na Syberję.
Ostro bez litości obchodził się Czerkaski z duchowieństwem łacińskim, a do unickiego zbliżał się z obłudnę grzecznością szczwanego lisa. Wmawiał w księży unickich, że, jako Rusini, są braćmi Rossjan, że powinni być ich przyjaciółmi i pozbyć się swej wiary i połączenia z katolikami. I wmawiał w nich, że kięża polscy szkodzą im, bo odrywają ich od braci prawosławnych, a zlewają z Polakami.
Nie udawała mu się jednak sztuka dopóty, dopóki biskup unicki ksiądz Kaliński, bogobojny, prawy, wielkoduszny starzec czuwał nad swą owczarnią. Deremnie[2] kusił Czerkaski biskupa pieniędzmi, podsuwając mu 10 tysięcy rubli. Biskup Kaliński nie dał się otumanić pozostał katolikiem unitą i Polakiem, choć za tę odwagę zapłacił gorzko. Czerkaski kazał go wywieźć dnia 21 września 1866 roku, aż do Wiatki za Wołgę. Tam biskup Kaliński zastał już drugiego męczennika, wileńskiego biskupa, księdza Adama Krasińskiego. Jak nikczemne wysłanie zabiło biskupa Szymańskiego, tak zabiło także biskupa Kalińskiego. Obaj byli męczennikami za wiarę katolicką.
Usunąwszy z placu boją głównych obrońców wiary katolickich, Czerkaski uczynił biskupem unickim w Chełmskiém Wójcickiego, człowieka znanego z podłości, i sprowadził z Galicji, z pod panowania Austrji, gromadę księży unickich chciwych na pieniądze i sprzedawczyków, wrogich Polakom i Polsce. Czerkaski rozdał im najlepsze probostwa na Podlasiu i w ziemi Chełmskiéj, aby mu służyli z pokorą. Rozkazał im przerabiać kościoły katolicko-unickie na cerkwie prawosławne, usuwać z nich wszystkie sprzęty kościelne katolickie (ołtarze, organy, chorągwie, obrazy, dzwonki, komże, konfesjonały), które nie są używane w cerkwiach prawosławnych. Uczciwi księża uniccy nie poddali się rozporządzeniom Czerkaskiego, stawili mu opór. Tych opornych kapłanów: Adama Artychowicza, Feliksa Bańkowskiego, Jana Budziłowicza, Djakowskiego Porfira, Eustachiewicza Jana, Filewicza Porfira, Futasewicza Nikanora, Antoniego Grabowicza, Hanytkiewiczów Cyprjana i Faustyna, Horoszewicza Andrzeja, Kalińskich Henryka, Ludwika i Walerego, Kalinowskiego Mikołaja, Karpowicza Grzegorza, Koncewicza Jerzego, Kurkiewicza Franciszka, Kozłowskiego Józefata, Ładę Justyna, Żukowskiego Michała, Pocieja Antoniego, Pyszczyńskiego Ignacego, Sieniewicza Ignacego, Sierocińskiego Jana, Śmigielskiego Jana, Starkiewicza Emiljana, Szelemetkę Jana, Szokalskiego Leona, Szymańskiego Pawła, Terlikiewicza Leona, Ulanickiego Longina, Wachowicza Stefana, Wasilewskiego Klemensa, Zatkalika Aleksandra, Zarembę Konstantego, Zradzińskiego Demetra, Żypowskich Andrzeja, Jakóba i Tomasza — wypędzono z kraju i osadzano w więzieniach, aby nie przeszkadzali robocie prawosławnych Rossjan.
Oprócz wypędzonych albo uwięzionych księży unickich, mających wstręt do prawosławia, cierpiało mnóstwo innych jeszcze opornych kapłanów. Około 214-tu starszych księży unickich umarło z powodu prześladowań. Zabił ich strach przed dzikością rozjuszonych Rossjan.
Daremnie jednak straszyła ta dzikość lud unicki prześladowaniem księży. Prześladowanie rozmyślne księży zepsuło robotę Czerkaskiego, bo oburzyło na niego całe włościaństwo podlaskie i chełmskie. Zamiast poddać się zachciankom rządu rossyjskiego, oświadczyli włościanie, że nie będą nigdy prawosławnymi, bo są i będą zawsze katolikami i Polakami i nie sprzeniewierzą się swojéj wierze choćby mieli przypłacić życiem.
I wielu z nich przypłaciło życiem przywiązanie swoje do wiary ojców. Rząd rossyjski, rozwścieczony na włościan unickich, rzucił się na nich, jak podrażnione dzikie zwierzę, jął szarpać ich jakby kłami i toczyć ich krew.
Od roku 1867 zaczęło się na Podlasiu okrutne prześladowanie unitów polskich.

II Do jednéj wsi podlaskiéj przyszło wojsko rossyjskie i zażądało od unitów kluczy od ich świątyni. Unici domyślili się odrazu, po co ci zbrojni ludzie przyszli do nich, bo wiedzieli, że rząd rossyjski postanowił przerobić ich kościół katolicki na cerkiew prawosławną, wyrzucić z niego ołtarze, monstrancje, organy, konfesjonały i chorągwie.
Przywiązani duszą i sercem do swéj świątyni katolickiéj, nie chcieli unici wpuścić do niéj burzycieli prawosławnych. Cała wieś: mężczyźni, kobiéty i dzieci, starzy i młodzi, — otoczyła swój kościół, zasłoniła go swojém ciałem.
— Czego chcecie od nas? — przemówił do żołnierzy najstarszy, sędziwy unita. — Jesteśmy tak samo, jak wy, wyznawcami CHrystusa Pana i modlimy się tak samo, jak wy, do Niego.
— Stul pysk! — krzyknął na niego jeden z oficerów kozackich, — bo ci go zamknę na zawsze! Słuchać nas pokornie jest waszym obowiązkiem, tak samo, jak naszym — słuchać rozkazów naszych dowódców! Rozkazano nam otworzyć wasze katolickie kościoły i zabrać z nich katolickie sprzęty. Więc dawajcie klucze czémprędzéj, jeżeli nie chcecie zapoznać się z naszemi kolbami i nahajkami!
— Wstydźcie się znieważać świątynię chrześćjańską, dotykać brudnemi rękami sprzętów poświęconych, dotykanych tylko przez kapłanów! Czy nie bojicie się piekła i szatanów? — rzekł sędziwy unita
— Nie damy kluczy! nie damy! — rozległo się w gromadzie unickiéj. — Kościół jest naszą własnością, nie pozwolimy go zbezcześcić!
Jak podrażniony wilk rzucił się oficer na starca i uderzył tak mocno pięścią, że zwalił go z nóg.
— Podły! Kat! — zawołali unici. — Wstydź się znęcać się nad słabym starcem! Pan Bóg cię ukarze!
Oficer pienił się.
— Zabierzcie się do tych krnąbrych, opornych sług rzymskiego papieża! — zawołał do swoich żołnierzy. — Pokażcie im, kto mocniejszy, — oni, czy my!
Jak stado głodnych wilków rzucili się żołnierze rossyjscy na unitów i bili ich kolbami karabinów, nie oszczędzając kobiét, ani dzieci. Padali na ziemię starcy, dorośli włościanie, chłopcy: padały kobiéty zamężne, dziewczęta i dzieci. Nie płakały niewiasty, kwiliły tylko dzieci.
Bijąc kolbami unitów i unitki, wrzeszczeli żołdacy:
— Poddajcie się, bądźcie posłuszni najjaśniejszemu carowi, róbcie to, co wam każemy, bośmy mocniejsi od was!
Moc żołnierska nie przeraziła bezbronnych unitów. Znosili bez jęku okrucieństwa. Milczeli.
Ich milczenie podrażniło jeszcze bardziéj oficera.
— Nahajki, nahajki! — zawołał.
Jakiś łotr, Klimienko, podjął się téj dzikiéj, nikczemnéj roboty, bił nahajką unitów, póki nie pomdleli. Sto, dwieście, trzysta, nawet czterysta uderzeń spadało na grzbiety prześladowanych unitów. Zemdlonych, pozbawionych przytomności cucił okrutny kat zimną wodą, a gdy ocucił, bił daléj. Niejeden z tych poniewieranych, Bogu ducha winnych nieszczęśników, zasnął na zawsze, skonał pod nahajkami.
Siłą, toporami zdruzgotali, wyłamali żołnierze rossyjscy drzwi kościoła i zniszczyli święte sprzęty katolickie.
To samo działo się w wielu innych wsiach.
Aby zmusić unitów do przejścia na prawosłaẃje, rozstawiono wojsko po wszyststkich[3] parafjach unickich, wszystkich wsiach i miasteczkach, i nakazano dostarczać mu darmo żywność. Nie pytając się, czy im wolno albo niewolno kraść i rabować cudze mienie, zabierali żołnierze wszystko, co im wpadło w ręce. Zabierali unitom krowy, cielęta, owce, wieprze, drób’, zboże, wydzierali wszystko chciwie, drwiąc z bezsilnych włościan.
Działo się to we wszystkich parafjach podlaskich. Wszystkie parafje jęczały pod obuchem dzikich okrutników.
Ale nie zrzekły się wiary przodków.


III. Wielkiemi gromadami przybywało do parafij unickich wojsko rossyjskie, zalewając sobą wszystkie wioski i miasteczka. W każdéj chałupie mieszkało po kilku żołdaków.
Wchodząc do wioski albo do miasteczka, oświadczali ludzie zbrojni, że przychodzą jako przyjaciele, jako życzliwi współwiercy, bo przecież unici są rusinami, a rusini są krewniakami Rossjan, więc powinni być prawosławnymi, jak byli dawniéj, przed uńją, czyli przed połączeniem się z Kościołem rzymsko-katolickim i z Polską. Tak gadać nauczył ich Czerkaski.
Zdawałoby się, że tacy „przyjaciele“ i „krewniacy“ będą się obchodzili z unitami grzecznie, po ludzku, po przyjacielsku. Stało się jednak inaczéj…
Razem z wojskiem przybywało do parafij unickich mnóstwo urzędników, polujących na sute łapówki.
Wpada oto do parafji naczelnik Klimienko z kozakami, zwołuje wszystkich włościan w jedno miejsce i pyta, czy chcą przejść na prawosłaẃje.
— Unitami jesteśmy od trzystu już lat. Głową naszą jest Ojciec Święty mieszkający w Rzymie, po polsku mówimy, a nie po rossyjsku, więc jesteśmy katolikami i Polakami i takimi pozostaniemy, — odpowiedzieli gromadnie włościanie.
„Życzliwy“ niby swoim „krewniakom“ Klimienko zaczerwienił się jak podrażniony indyk i krzyknął na kozaków:
— Pokażcie tym buntownikom, jak trzeba być posłusznym rządowi, jak trzeba poddać się władzy. Wypędźcie z nich batogami głupotę rzymską i zarozumiałość polską!
Zaledwie wybuchnął z jego chrapliwego gardła dziki rozkaz, leżeli już unici na ziemi. Dwóch kozaków usiadło na ich karkach i nogach, a trzeci bił nahajką.
Tryskała krew z ciał, rzuconych na ziemię, ciche, tłumione jęki wydobywały się z piersi, ale usta milczały. Po każdéj setce okrutnych uderzeń, ryczał Klimienko:
— A co!? Czy chceciep rzejść[4] na prawosłaẃje!? Śpieszcie się z rozumną odpowiedzią, bo nahajka wisi jeszcze nad wami!
Ale wiszące nad nimi nahajki nie złamały oporności unitów. Stękając pod razami okrutnego bata, modlili się, zamiast poddać się Moskalom.
— Boże, Boże, zmiłuj się nad nami! Tobie służymy, a nie urzędnikom cara.
Klimienko pienił się, jak opętany.
— Nie dosyć wam batów!? — wrzeszczał. — Poczekajcie, obmyślę dla was skuteczniejsze nahajki!
Obmyślił rzeczywiście nowe męczeństwo, jeszcze straszniejsze.
Przyszła zima… Śnieżną pierzyną okryła ziemię wypoczywającą po wiosennéj, letniéj i jesiennéj pracy. Od czasu do czasu huczała wichura i łamała drzewa.
Z téj chwili skorzystał Klimienko, aby zdruzgotać opór unitów.
Przybywszy z kozakami do jakiejś parafji, wypędził na pole całą ludność, mężczyzn, kobiéty i dzieci, i rozkazał im stać w śniegu z twarzą zwróconą do wiatru.
— No, teraz będzie wam ciepło w białym puchu! — urągał ten łotr bez serca. — Może się wam zechce śpiewać w tym ślicznym puchu katolickie pieśni!..
Przez całe trzy tygodnie trzymał nieszczęśliwych katolików na mrozie, pytając ich ciągle, czy chcą przejść na prawosłaẃje. A gdy milczeli, kazał ich bić i zabijać nahajkami. Starsi, słabsi, nie mogąc znieść kąpieli śnieżnéj, wichrów i batów, żegnali się z ziemią. Umierali, odchodzili na skrzydłach męczenników chrześćjańskich przed tron Pana Boga, gdzie skarżyli się na okrucieństwo prześladowców. Marły także dzieci, których delikatne ciało odrywała nahajka od kości.
Na taki potworny pomysł mógł się zdobyć tylko człowiek obłąkany, albo szatan.
Szatanem był ten ohydny Klimienko. Tysiące ludzi niewinnych zakatował, albo wysłał na Sybir, gdzie w krótkim czasie umierali z nędzy i głodu.
Jego djabelski pomysł nie poskutkował. Bici, kopani, poniewierani unici nie porzucili wiary katolickiéj. Woleli umierać!..
Tu i ówdzie przeszedł na prawosłaẃje jakiś tchórzliwy albo chciwy łask rządu rossyjskiego, ale takich tchórzów lub chciwców było niewielu.


IV. Nie mogąc sobie dać rady z unitami, wzięli się Rossjanie do ich dzieci niemowlęcych. Postanowili chrzcić dzieci choćby przemocą w cerkwiach prawosławnych i wychowywać je w swych szkołach, bo myśleli, że w ten sposób wydrą z rąk katolickich nowe pokolenie, które będzie im służyło. Siłą, gwałtem chwytali dzieci unickie i wlekli je do cerkwi prawosławnych. Kozacy i szpiegi przetrząsali wszystkie domy unickie, szukając w nich niemowląt, które nie umiały, nie mogły bronić się w kołysce.
Ale i ten nowy pomysł urzędników i szpiegów rossyjskich trafił, jak kosa na kamień. Matki unickie, zmiarkowawszy, do czego dążą nieproszeni popi, ukrywały dzieci w stodołach, piwnicach, albo w lasach. Kozacy i strażnicy bili nieraz kobiéty bez litości, ale one wolały umrzeć, aniżeli chrzcić dzieci swoje w cerkwi prawosławnéj.
— Będziemy płacili składki na prawosławne szkoły, jeżeli rząd rossyjski tak nakazuje, ale dzieci naszych nie chcemy wychowywać w tych szkołach, — mówiły unitki, kiedy je zmuszano do przerabiania swoich dzieci na wrogów wiary katolickiéj.
Rossyjscy urzędnicy używali najrozmaitszych sposobów, aby zniszczyć wiarę katolicką na Podlasiu. Przekonawszy się, że nahajki nie skutkują, próbowali zjednać sobie ubogich unitów pieniędzmi i tak oto ich kusili:
— Jeżeli wrócicie do naszéj prawosławnéj wiary, to damy wam dużą pomoc od rządu, abyście nie byli głodni i żyli w dostatku.
Wabik ten jednak był daremny, bo nawet najubożsi nie chcieli sprzedać wiary swojéj za podłe srebrniki.
Więc wrócili znów urzędnicy do nahajki. Naczelnik ich tak się rozwścieklił, że pochwycił sam za gardło jedną z opornych kobiét, Anastazję Stefaniukową, rzucił ją na ziemię i kazał bić.
— Wyrzecz się wiary katolickiéj, stań się prawosławną niewiastą, a przestanę cię męczyć! — tak napominał nieszczęśliwą unitkę.
Ona, oblana cała krwią, rzucając się na ziemi, jak ryba wydobyta z wody, odpowiadała:
— Gdybyście mnie tak nawet codzień bić mieli, dopóki by mi życia i tchu starczyło, zawsze wam to samo odpowiem, że prawosłaẃja waszego nie przyjmę, do waszego popa nie pójdę i dzieci biednych do waszego chrztu nie zaniosę! Amen…
„Amen“ było jéj ostatniém słowem. Konała powoli pod okrutnym batem kozackim i wyzionęła szlachetnego ducha.
Takich bohaterek katolickich, takich męczenniczek, godnych pamięci i czci na setki lat, było dużo, dużo na Podlasiu.
Znalazł się czasem pomiędzy kozakami jakiś żołnierz lepszego serca, który bijąc na rozkaz naczelnika nieszczęsną ofiarę spuszczał nahajkę lekko, ostróżnie, aby nią nie ranić. Dobroć taką niejeden z tych ludzi sam przypłacił bólem. Naczelnik, spostrzegłszy jego litość, kazał i jemu wsypać sto batów.
Czterech naczelników, raczéj zbirów (Klimienko, Kutanin, Walawskaj i Gaławinskaj) znęcało się nad unitami, spodziewając się od rządu petersburskiego za tę djabelską robotę nagrody w pieniądzach i orderach. Wynagrodzi ich za tę robotę — piekło…
Okrucieństwo urzędników doprowadziło wielu unitów do rozpaczy, a kilku aż do obłędu. Obłęd pochwycił pomiędzy innymi Józefa Koniuszewskiego, mieszkającego we wsi Kłodzie w powiecie bialskim. Człowiek ten, znany w całéj okolicy z pracowitości, uczciwości i bogobojności, posiadał tylko dwa morgi gruntu. Miał żonę, tak samo jak on pracowitą, uczciwą i żarliwą katoliczkę, oraz dwoje dzieci. Jedno ochrzcił sam z wody, bo nie chciał go zanieść do cerkwi, którą po wywiezieniu prawego proboszcza, księdza Emiljana Starkiewicza, obsługiwał jakiś odszczepieniec.
Czynownicy rossyjscy rozkazali wójtowi zmusić Koniuszewskiego do ochrzczenia dziecka w cerkwi prawosławnéj karami pieniężnemi, gdyby się opierał. Bogobojny unita, wierny kościołowi katolickiemu, nie chciał się poddać temu rozkazowi i bronił się przed nim. Za ten opór zapłacił pierwszego dnia jako karę 2 złote polskie, drugiego dnia 5 złotych, trzeciego 10 złotych. Czwartego dnia miał zapłacić 20 złotych, których już nie miał, bo był ubogim rolnikiem. Więc zdarto z niego sukmanę. Piątego dnia drażniono go nową karą, a gdy znów nie mógł jéj zapłacić, aresztowano go, bito i wygrażano.
Biedny człowiek, wiedząc, co go czeka, bo patrzył własnemi oczyma na śmierć wielu już swych spółwyznawców, stracił odwagę i męztwo i postanowił zejść z tego świata razem z całą rodziną. Wolał umrzeć szybko, choćby w płomieniach ognia, aniżeli wolno pod nahajką. Aby mu władza nie przeszkadzała w jego zamiarach udał, że poddaje się rozkazom prawosławja i prosił o kilka dni swobody, aby się mógł przygotować do chrztu swego dziecka.
Wywiódł Rossjan w pole…
Bo oto wieczorem jednego z tych dni ujrzano we wsi pożar. Stodoła Koniuszewskiego stała w płomieniach… Zdumieni sąsiedzi pobiegli na pomoc szanowanemu sąsiadowi. Zdumieli się jeszcze bardziéj, gdy z ognistego słupa tryskały dwa głosy, męzki i żeński, śpiewające pobożne pieśni. Głosy te, coraz słabsze, gasły, aż wkońcu zamilkły.
Daremnie usiłowali sąsiedzi ratować stodołę biedaka. Zostały wkrótce tylko zgliszcza. A pod temi zgliszczami znaleziono zwłoki Koniuszewskiego, jego żony i dzieci…
Straszna śmierć ubogich, pobożnych unitów… Tylko obłęd lub rozpacz mogły wywołać tak niezwykłe samobójstwo.
Śmierć ta spadnie na sumienie działaczy rossyjskich, którzy pastwili się nad unitami.
Pastwili się oni nietylko nad tymi, którzy nie chcieli przejść do prawosławnéj wiary, albo nie zgodzili się na chrzest dzieci swoich w cerkwiach prawosławnych, ale pastwili się nawet nad nieboszczykami. Nocą chwytali zastygłe ciała umarłych i grzebali je na cmentarzach prawosławnych, czego unici nie chcieli. I unici posługiwać się też potém musieli ciemnością nocy, aby odkopywać zwłoki unitów pogrzebanych przez popów i pochować je na cmentarzu katolickim.
Ciemności nocy służyły im jeszcze do wykonania tajemnego oporu, pozwalały im modlić się w ich kościołach.
Działacze rossyjscy, zamknąwszy, opieczętowawszy cerkwie grecko-katolickie i wypędziwszy z nich księży katolickich, byli przekonani, że złamali zawziętość „opornych“ i zmusili ich do modlenia się w cerkwiach prawosławnych, bo tylko te świątynie stały otworem dla upartych „buntowników“. Omylili się jeszcze raz.
Ciemne noce patrzyły spokojnie na niezwykłe widowisko. Oto około północy, kiedy już strażnicy rossyjscy, zwykle pijani, chrapali w łóżkach, wysuwało się z chat unickich mnóstwo mężczyzn, starszych i młodych, i zbliżali się ostróżnie do swojego kościoła, zamkniętego i opieczętowanego. Drzwiami wejść do niego nie mogli „oporni“, zdradziłoby ich bowiem złamanie pieczęci. Cichą stopą skradali się starzy i młodzi niosąc z sobą rydle i młoty. Doszedłszy do kościoła rozstawiali dokoła niego czujnych stróżów, aby ich ostrzegali, gdyby się który strażnik obudził i przerwał im pracę.
Zamiast drzwiami, trzeba się było dostawać do świątyni przez groby kościelne. Do tych grobów można było dojść dopiero po zrobieniu podkopu pod murami.
Aż do świtu pracowali „oporni“ bez przerwy, ryli się powoli jak krety w ziemi. O świcie zacierali ślady swéj roboty i wracali do domu. Po kilku tygodniach takiéj nocnéj pracy dotarli nareszcie podkopem do wnętrza kościoła, nie spostrzeżeni przez strażników i szpiegów. Brakło im tylko kapłanów, aby się mogli modlić po swojemu. Nie wszyscy księża tak samo oporni, jak oni, chcieli się narażać rządowi rossyjskiemu, co można im przebaczyć, bo nie wszyscy ludzie rodzą się z duszą odważną, bohaterską. Znalazło się jednak kilku kapłanów katolickich, którzy woleli umrzeć na Syberji albo w więzieniach, aniżeli zjednać sobie łaskę prawosławnych działaczy uległością, posłuszeństwem.
Na pomoc księżom odważnym przybyło na Podlasie kilku zakonników katolickich z Galicji. Aby nie zwrócić na siebie uwagi szpiegów, ubierali się w suknie handlarzy i szli od wsi do wsi, niby jako wędrowni kupcy. Nosili na plecach skrzynki z różnemi towarami, potrzebnemi włościanom, a pod temi towarami ukrywali sprzęty kościelne, potrzebne im w nabożeństwie. Aby zaś nie wpaść w mściwe ręce popów prawosławnych, nieufających obcym przybyszom, odwiedzali ich także jako handlarze i nabywali od nich wieprze i bydło.
Ci księża zakonni spełniali gorliwie obowiązki kapłańskie, narażając się bez trwogi na zemstę Rossjan. Oni to głównie odprawiali dla odważnych „opornych“ nabożeństwa nocne w kościołach zamkniętych i opieczętowanych. Ściszonym głosem modlili się wraz z unitami, błagając o pomoc w téj okrutnéj wojnie prawosłaẃja z wiarą katolicką.


V. W pierwszych dniach kwietnia, przed Wielkanocą, wlokło się w nocy ku lasom Kolembrodzkim w powiecie radzyńskim tysiące wózków włościańskich. Wlokły się pomału różnemi drogami, przystając często, bo drogi były jeszcze zalane wodami, a tu i ówdzie zasypane resztkami mokrych śniegów zamierającéj zimy. Liche, jako-tako sklecone mostki trzeszczały pod wózkami, a znużone koniska zapadały nieraz w błoto i kałuże, których niebrak czasu odwilży na Podlasiu.
Na wózkach włościańskich, gdy jadą na jarmark do miasta, bywa zwykle wesoło i ludzie na nich są gadatliwi; te liczne zaś wózki, które zdążały w noc ciemną do lasów Kolembrodzkich, milczały, jakby szły na pogrzeb. Od czasu do czasu odezwał się ktoś, zaczął coś opowiadać, ale zamykał mu zaraz gębę głos ostry:
— A cicho tam! milczeć! Czy nie wiecie, co by nas czekało, gdyby nas szpiegi moskiewskie podsłuchały? Wiecie przecież, że te psy węszą wszędzie, że śledzą nas nawet w nocy!
Tak napominał gromadę wędrowców sędziwy włościanin, jadący na przedzie. Głos jego był ostry, surowy, ale ściszony, a słowa szły szybko od wózka do wózka, podawane z ust do ust.
Czasami zatrzymywał się na drodze cały łańcuch wózków i ludzie nasłuchiwali uważnie. Gdy pochwycono zdaleka turkot jakiego wozu lub tętent galopujących koni, wózki zjeżdżały pośpiesznie z drogi i ukrywały się w szerokich, głębokich rowach, zarośniętych gęstemi krzakami. Milczeli ludzie jakby umarli, milczały także konie, jakby rozumiały, co przestraszyło ich gospodarzy. Dopiero gdy obcy wóz lub galopujący jezdcy minęli ukryte wózki i odbieżeli daleko, wyrajała się znów cała czereda na drogę i jechała daléj ku lasom.
— Pan Bóg czuwał nad nami, bo oślepił tych, cośmy ich widzieli, — odezwał się na nowo głos sędziwego starca. — To byli żandarmi, szukający, kogoby pożreć. Dziękujmy za tę łaskę Panu Bogu.
I znów przechodziły stłumione słowa sędziwego starca z wózka do wózka, powtarzane półgłosem, podawane z ust do ust. Wszystkie usta poruszały się i dziękowano Panu Bogu cichą modlitwą za Jego opiekę.
Któż to byli ci ludzie, jadący gromadą ku wielkim borom Kolembrodzkim? Czego w nich szukali? Nie na łowy przecież jechali…
Byli to unici podlascy. Jechali na odpust. Jechały ich tysiące z całéj okolicy do świątyni, któréj murami były leśne drzewa, a stropem nocne niebo gwiazdami pokryte. Do téj to ukrytéj od oka nieprzyjaciół świątyni nieśli unici swoje troski, swoje rozpacze, swoje bóle i nędze. Tam, w tym ogromnym, czarnym borze będą ich pocieszali kapłani katoliccy, przybyli w przebraniu wędrownych handlarzy, dodadzą im otuchy w ich strasznéj niedoli, modlić się będą za nich…
Wjechali i weszli nareszcie w bór i odetchnęli spokojniéj, czując się już bezpieczni w morzu niebotycznych drzew. Posuwali się ostróżnie, krok po kroku, aby nie zabłądzić, bo ciemności nocy zasłaniały im drogę i ścieżki. Prowadzili ich leśnicy, obyci z lasami, znający tu każdą ścieżkę. Idąc w milczeniu, robili wrażenie gromady duchów.
Dokuczało im zimno nocne. Więc uradowali się, gdy ujrzeli buchający płomień Pośpieszyli, aby się ogrzać. Niedługo jednak cieszyli się ogniem.
— Któż to rozniecił ten ogień bez pozwolenia przewodnika? — zawołał jeden z leśników. — Widać go tak daleko, że mogą dostrzedz Moskale i otoczyć nas wojskiem. Gasić ogień, gasić natychmiast i daléj w głąb’ lasu, gdzie będziemy bezpieczni!
Zgaszono szybko buchający płomień i poszli „oporni“ unici tam, dokąd im wskazano.
Przyszli nareszcie do miejsca, gdzie się miało odbyć tajemne nabożeństwo katolickie. Powitało ich tam na wzgórzu mnóstwo ognisk i łoskot młotów i siekier. Kilkunastu ludzi budowało ołtarz dla oczekiwanych księży.
Szerokiém kołem rzuciła się znaczna większość pobożnych wędrowców na ziemię w pobliżu ogni, aby wypocząć po dalekiéj drodze i wzmocnić się snem. Czuwali nad nimi starsi, czujni, ostróżni, badający okolicę.
— Czy droga, którą nadejdą księża, bezpieczna? — zapytał jeden z nich drugiego.
A drugi odbowiedział:[5]
— Niéma obawy. Przyjdą do nas przez mokradła, prowadzi ich Lewczuk, który zna najlepiéj wszystkie drogi bezpieczne i niebezpieczne.
— A czy zamknęliście Moskalom drogę?
— Nie dotrą do nas, bo zburzyliśmy mosty, przez które musieliby przejść.
— Chwałaż Ci, Panie!…
Po jakimś czasie zawołał pierwszy przewodnik z radością:
— Jadą! jadą już!..
— Któż jedzie? — zapytał drugi.
— Ktoby inny, jeżeli nie księża!
— Nie widzę ich.
— I ja nie widzę, ale słyszę!
— Słyszysz? Gdzie?
— Nadstaw ucha, a będziesz słyszał.
— Słyszę tylko krzyk dzikich kaczek, które uciekają z jakiegoś mokradła.
— Uciekają, bo ich księża spłoszyli. Któżby inny, jak nie oni, brodził w bagnach przed wschodem słońca?
— Prawda, prawda! — cieszył się także drugi opiekun swych współwierców. — Trzeba budzić naszych.
Świt zaczął rozpraszać ciemności nocy i rozwiewać szare mgły, unoszące się nad bagnami i jeziorami.
— Wstawać! wstawać! — rozkazywali przewodnicy. — Nabożeństwo zacznie się wkrótce!
Przebudzeni pielgrzymi przecierali oczy i zrywali się szybko z ziemi.
Wszystkie oczy zwróciły się w stronę namiotu, w którym znajdował się ołtarz. Szerokiém kołem otoczyły namiot kobiéty z dziećmi. Za niemi stanęli mężczyźni poszeptując zcicha.
Nagle zamilkło koło męzkie i żeńskie i padli wszyscy na kolana. Bo oto z namiotu zsunęły się zakrywające go kilimy i odsłoniły ołtarz i kapłana, który piął się wolno na wzniesienie po drewnianych schodach.
Kapłan, dotarłszy do stołu ołtarza, zwrócił się twarzą do unitów i błogosławił ich ze łzami w oczach.
Płakali unici i unitki, jéno nie z bólu, lecz z radości. Bowiem już od dawna nie oglądali nieszczęśni swoich ołtarzy i swoich kapłanów.
— Jezu Chryste, Jezu, zmiłuj się nad nami! Panie, przywróć nam nasze kościoły, nasze cmentarze i naszych kapłanów! — modliły się kobiéty.
— Wybaw nas z pęt okrutnéj niewoli, wybaw od władców, co nie znają litości, co chcą odmienić nam dusze nasze, zatruwają serca, a mienie nasze nam odbierają! Panie, powróć nam wolność, zabierz tych, co znęcają się nad nami, okaż sprawiedliwość swoją! Z Polską chcemy być zawsze połączeni i na zawsze być Polakami! — tak modlili się mężczyźni.
Kapłan odprawił nabożeństwo, a zakończywszy je, błogosławił lud wierny monstrancją i pocieszał życzliwemi słowy kochającego ojca.
— Nie obawiajcie się, nie płaczcie, nie rozpaczajcie, albowiem CHrystus Pan nie opuści wiernego ludu i powróci wam wszystko, czego słusznie pragniecie. Ci których z pomiędzy was wysłała nienawiść prawosławnych na drugi, inny, lepszy świat, mieszkają już w raju i patrzą na was z góry okiem braci i proszą Boga o szczęście dla was. Być nie może, aby Pan Bóg nie zwracał uwagi na barbarzyństwo naszych ciemięzców. Oto powiadam wam, że przyjdzie czas sądu i kary dla nich, a dla was pociechy i szczęścia! Nadejdzie czas, że powrócicie do kościołów swoich, nasza ojczyzna, Polska nasza, przytuli was znowu do swego łona, a miłować was będzie więcéj nad inne dzieci swoje, boście męczennicy za świętą wiarę naszą i za nieszczęsną naszą ziemię! Nie płaczcie! Pan Bóg otrze wasze łzy gorzkie.
Pokrzepieni pociechą kapłana, z nową nadzieją w sercu podnieśli się unici z kolan i śpiewali pieśni nabożne.
Kilka dni pracowali księża w lasach, narażając się na pomstę prawosławnych działaczów.
Odprawiali nabożeństwa, chrzcili gromadami dzieci chrztu świętego spragnione, łączyli małżeńskim ślubem pary młodych unitów i unitek.
Pocieszeni, pokrzepieni, biedni „oporni“ unici wracali znów pod osłoną nocy, cichaczem, do domów swoich i walczyli daléj z przemocą, ufając, że nadejdzie czas tryumfu.
I nadszedł…
Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy…


VI. Nie mogąc złamać oporu unitów i zjednać ich dla siebie, rząd rossyjski użył na nich nowego sposobu. Oto w roku 1874 zniósł uńję na ziemiach, które miał w swéj mocy, i wszystkich unitów oraz ich dzieci i wnuki rozkazał przyłączyć gwałtem, czy chcą, czy nie chcą, do cerkwi prawosławnéj.
Po dłuższéj przerwie zawrzało znowu na ziemi unickiéj. Wójtowie latali po wsiach od domu do domu i rozkazywali ojcom i matkom chrzcić natychmiast dzieci w cerkwiach prawosławnych. A trzeba wiedzieć, że w gminach unickich wójtem mógł być tylko prawosławny i wierny sługa rządu carskiego, albo człek ciemny zupełnie, którym naczelnik powiatu mógł kręcić we wszystkie strony, jak mu się podobało. Ojcowie na rozkaz wójtów odpowiadali milczeniem i tylko matki bladły trzęsąc się ze strachu, jak w febrze, bo już wiedziały, że nowe zacznie się prześladowanie. Odważniejsze jéno kobiéty odzywały się tu i ówdzie i zaklinały:
— Nie damy wam naszych dzieci, nie damy!
— Nie dacie!? — ryczeli wójtowie, — zobaczymy, kto będzie mocniejszy: czy my, czy wy!
Tę nową walkę prawosłaẃja z unitami polskimi opisał barwnie i doskonale sławny pisarz polski Władysław Rejmon-[6] w książce wydanéj pod nagłówkiem „Z zietmi[7] chełmskiéj“. Wybrał on wieś Hrudy i opowiedział dokładnie wszystko, co o niéj słyszał z ludzkich opowiadań.
Wójtowie widząc, że ich rozkazy nie skutkują, chcieli wtargnąć ze swymi pachołkami do chat, aby wydrzeć z rąk matek dzieci. Daremnie jednak stukali do drzwi.
— Otwierać! otwierać! — wrzeszczeli, bijąc pięściami i butami we drzwi.
Drzwi ani drgnęły, głos ludzki nie odezwał się ze środka, ujadały tylko psy, miauczały koty.
— Gdzież się te przeklęte baby podziały? — krzyczeli pieniąc się ze złości wójtowie. — Trzeba dostać się do chaty, do piwnicy, bo tam się pewnie ze swemi bachorami ukryły!
Pachołkowie zaczęli walić młotami we drzwi i okna, zastawione skrzyniami i szafami. Ledwie jednak zaczęli tę dziką robotę, odskakiwali od drzwi i okien, jak oparzeni. Byli rzeczywiście oparzeni. Bowiem z okien i otwieranych drzwi lał się na nich, na ich głowy i gęby wrzący ukrop.
— A niech je jasny piorun zatrzaśnie, te zuchwałe baby! — mruczeli pachołkowie. — Ślepie nam zniszczą, kłaki ze łba wydrą, drągiem wybiją nam zęby z pyska, gnaty połamią! Niéma rady, trzeba im dać spokój i zmykać.
— Pewnie, że trzeba dać pokój téj warjackiéj bitwie z babami, — powiedział wójt, równie jak jego sługi dbały o swe zdrowie. — Trzeba sprowadzić wojsko. Niech się ono bije z temi jędzami.
Kobiéty hrudzkie, dowiedziawszy się, że do ich parafji przybędą wkrótce kozacy, aby wydrzeć z ich rąk dzieci i zawlec do chrztu w cerkwi prawosławnéj, przygotowały się do nowéj, niezwykłej walki.
Wojsko zbliżało się do Hrud, trąbiąc i wyśpiewując dzikie pieśni kozackie, a kobiéty unickie wybierały się tymczasem ukradkiem w drogę, a płakały pocichu, ocierając łzy pokryjomu, i szeptały do mężów:
— Pamiętajcie o nas, dostarczajcie nam i dzieciom pożywienia. Bór ukryje nas od tych zbójów.
Wojsko przybyło do wsi i dowódca rozkazał unitkom przyjść natychmiast ze wszystkiemi dziećmi do cerkwi prawosławnéj po chrzest popi.
Zdziwiło się wojsko, zdziwił się dowódca. Ani jedna kobiéta nie stawiła się w cerkwi. Więc rzucili się kozacy na domy hrudzkie, aby pokazać unitkom, jacy to oni mocni, potężni. Zdziwili się jeszcze bardziéj. Bowiem chaty były puste, jakby w nich wszyscy powymierali. Nie znaleźli pod żadnym dachem ani jednéj matki, ani jednego dziecka…
— Gdzie wasze baby, gdzie wasze warchlaki!? — huknął pułkownik na mężów i ojców.
Włościanie milczeli. Jeden tylko z nich, odważny, odezwał się:
— A szukajcie ich sobie. Jesteście przecież od nas mędrsi i mocniejsi, jak się wam zdaje.
Kozacy zaczęli szukać po wsi, w piwnicach, w rowach i na polach, ale napróżno. Kobiéty i dzieci ze wsi wpadły jak kamień w wodę. Wściekali się kozacy, że nie mogą odkryć ich schroniska.
A kobiéty zaszyły się w gąszcze ogromnego lasu. Morze niebotycznych drzew zasłoniło je od dzikości kozaków. Nocą skradali się mężowie do czarnego boru, zanosząc pożywienie żonom i dzieciom.
Jakiś szpieg wywąchał nareszcie kryjówkę kobiét.
Zamiast przeszukać gąszcze lasu, wojsko odcięło oporne unitki od wsi i od mężów. Rozstawili się żołnierze długim sznurem wzdłuż lasu, aby nie dopuścić do ukrytych kobiét żywności.
— Głód będzie mędrszy i mocniejszy od nas, — uczył pułkownik żołnierzy. — Gdy babom dokuczy zanadto pusty żołądek, wygramolą się same z leśnych kryjówek i będą żebrały, aby ich warchlaki ochrzcić czémprędzéj w naszéj cerkwi.
Czekało wojsko tydzień, dwa tygodnie, trzy tygodnie i dłużéj na skrajach lasu, ale nie wywabiło głodem ani jednéj unitki.
— Chyba pozdychały już z głodu! — mruczał pułkownik pod wąsem. — Niech je djabli porwą! Niéma co czekać…
Znużone długiém a próżném strażowaniem wojsko zwinęło swój długi sznur strażniczy i opuściło Hrudy ze wstydem. Uciekali jak zmyci. Kobiéty pobiły ich bez walki…
Gdy wojsko opuściło wieś, wracały unitki z dziećmi do domów. Głód nie złamał ich woli, nie wysłał ich na drugi świat. Odcięte od mężów i od żywności, ratowały życie swoje i dzieci od głodowéj śmierci leśnemi korzonkami i żołędziami. Nędzna była ta strawa, wyczerpały się siły matek i dzieci, ale nikt od niéj nie umarł.
Ze łzami w oczach, z bólem w sercu witali włościanie hrudzcy żony i dzieci. Bowiem były one wraz z dziećmi tak wygłodzone i osłabione, iż wyglądały jak widma, gdy wracały wieczorem do domu.
— Nie smućcie się, nie płaczcie, bo widzicie przecież, że żyjemy i z nami dzieci, — pocieszały mężów bohaterskie kobiéty, podobne do męczenniczek z pierwszych wieków chrześćjaństwa.
— Nie martwcie się, — mówiły jeszcze, — nasza wiara nie zginie, nie przejdzie na prawosłaẃje. Pan Bóg ukarze wkońcu tych, którzy się nad nami pastwią i usiłują nas oderwać od wiary katolickiéj i Polski. Którzy z nas nie umrą pod nahajkami i w więzieniach, zostaną tém, czém jesteśmy.


VII. Kara Boska spadła w istocie na Rossję…
Mała Japońja uderzyła żelazną pięścią w ogromne, pyszne mocarstwo z taką siłą, iż ten olbrzym carski zachwiał się ciężko raniony. Czego się niewielu spodziewało, stało się rzeczywistością. Dawid japoński pobił, pokonał rossyjskiego Goljata. A klęska wojenna wstrząsnęła narodem rossyjskim. Wszystko, co tliło tam na dnie sumień ludzkich, wszystkie żale do niesprawiedliwego rządu i niecnych urzędników buchnęły nagle, jak wielki płomień. I zachwiał się tron carski. Przerażony cesarz wraz ze swymi ministrami musiał zgodzić się na przebudowę państwa i nadanie wolności narodowi.
Było to w roku 1905. W kwietniu ogłoszono nagle ukaz cesarski o wolności wiary. Stało się nareszcie to, czego spodziewali się, na co czekali prześladowani unici. Działacze prawosławni, katy i szpiegi musieli usunąć się z wiosek i miasteczek podlaskich, unici zaś odetchnęli swobodnie i mogli już żyć po swojemu. Radość niewymowna zapanowała we wszystkich parafjach unickich i lud gromadnie, całemi tysiącami jął garnąć się jawnie pod skrzydła Kościoła świętego.
Dla prześladowców była to niespodzianka. Myśleli, że katolicy na Podlasiu prawie zupełnie już są wytępieni, nie spodziewali się tak męzkiego oporu, takiéj nadludzkiéj wytrwałości. Ale lud podlaski pokazał, że umie się bronić i nie pozwoli się połknąć nawet takim olbrzymom, jakim była Rossja. To też nie zginie ten lud i teraz, gdy się wyciągają po niego chciwe szpony prawosławnéj Ukrajiny. Nie zginie i pozostanie zawsze polskim i katolickim.

KONIEC.

http://pl.wikisource.org/wiki/Krwawe_%C5%82zy_unit%C3%B3w_polskich

Przeczytaj także:

UNICI

Unici podlascy w latach 1875 -1905

Prześladowania unitów na terenie dzisiejszej gminy Łomazy

Towarzystwo Opieki nad Unitami (TOnU)

Bohaterstwo unickiej rodziny Koniuszewskich

Opublikowany w Historia, Książki (e-book), Moja mała Ojczyzna, Unici | Komentarzy: 4 »

Towarzystwo Opieki nad Unitami (TOnU)

Posted by tadeo w dniu 18 Październik 2012

W XIX wieku przed likwidacją obrządku unickiego przez rosyjskiego zaborcę zdecydowana większość mieszkańców wsi Dąbrowica Wielka i w jej okolicach (oprócz Tucznej, która była w 100% katolicka) należała do kościoła unickiego (parafia miała siedzibę w Choroszczynce). Likwidacja unii na Podlasiu nastąpiła po upadku powstania styczniowego (1864r.). Unici nie mieli innego wyboru niż przyjąć religię prawosławną, ponieważ zgodnie z obowiązującym prawem zabroniono unitom przechodzenia do kościoła katolickiego. A ponieważ unici nie chcieli dobrowolnie przechodzić na prawosławie, rosyjski zaborca “nawracał opornych siłą”.  Szczególnie Pratulin, Drelów, Łomazy, Hrud i Kłoda doznały niesłychanej przemocy od strony zaborcy. W okresie największego ucisku na Podlasiu, w latach 1874-76 w ramach „nawracania” na prawosławie zabito ponad 80 unitów, wywieziono na Sybir ponad 580 osób, nakładano kontrybucję, dokonywano gwałtów, zabijano bydło.

W tej sytuacji narodził się ruch obrony przed nasilającymi się represjami. Na przełomie XIX i XX wieku działalność na rzecz unitów przyjęła zorganizowane formy. Szkolnictwo odegrało tu znaczącą rolę. W 1896 roku w Warszawie, z inicjatywy Ligi Narodowej powołano wśród duchowieństwa rzymskokatolickiego tajną organizację – Collegium Secretum.  W jego skład weszli przedstawiciele diecezji z Królestwa Polskiego.  Collegium Secretum zajęło się przede wszystkim organizacją życia religijnego unitów. Z  inicjatywy członków tej organizacji było wydawane czasopismo “Wiara i Ojczyzna”, a także opublikowano broszurę: “Rady dla Unitów”. Szczególnie ta ostatnia cieszyła się sporą popularnością wśród “opornych”.  Zawierała bowiem szereg wskazówek dotyczących praktyk religijnych, np chrztów, pogrzebów, nauki religii itp.  W 1899 roku powstało Towarzystwo Oświaty Narodowej.

Natomiast koordynatorem działań religijnych i narodowych na rzecz obrony unitów było powstałe w 1903 roku Towarzystwo Opieki nad Unitami (TOnU). Zastąpiło ono dotychczasowe Towarzystwo Oświaty Narodowej. Do czołowych działaczy TOnU na obszarze guberni siedleckiej należeli Zenobiusz Borkowski z Brześcia, Wiktor Walewski z Białej Podlaskiej, Władysław Rytel z Siedlec oraz Andrzej i Józefa Błyskoszowie – unici z powiatu włodawskiego.

Głównymi celami działalności TOnU były powstrzymywanie wiary katolickiej, nauka pisania i czytania po polsku oraz szerzenie mowy polskiej. W celu umożliwienia unitom udziału w nabożeństwach katolickich, TOnU organizowało w lasach nielegalne zgromadzenia z udziałem księży katolickich i działaczy narodowych.

W wyniku działań TOnU sprawa unicka nabrała rozgłosu w Europie. W 1904 roku do Rzymu udała się delegacja “opornych”, która złożyła na ręce papieża Piusa X petycję podpisaną przez 56 500 osób. Podpisy były deklaracją przynależności do Kościoła rzymsko-katolickiego.  W przededniu ogłoszenia ukazu tolerancyjnego  liczba “opornych” – według danych szacunkowych kręgów cerkiewnych – sięgała około 100 000. Należy przyjąć, iż co najmniej taka grupa ludności nie zaakceptowała istniejącego od trzydziestu lat prawnego przypisania ich do prawosławia.  “Oporni”, pozostając pod wpływem wspomnianych wyżej polskich organizacji kościelnych i świeckich, identyfikowali się z nimi.

Po ogłoszeniu ukazu tolerancyjnego, na mocy którego ludność unicka, której przed 30 latu narzucono prawosławie, mogła decydować sama o swojej przynależności wyznaniowej.  Nastąpiło wówczas masowe i spontaniczne przechodzenie “opornych” z prawosławia na katolicyzm.

Nastąpiło też wówczas nasilenie działalności  Towarzystwo Opieki nad Unitami.  TOnU w odezwie z maja 1905 roku, licznie rozkolportowanej wśród “opornych” wyjaśniało przyczyny wydania przez cara ukazu tolerancyjnego. Wśród nich na pierwszym miejscu stawiano klęskę Rosji w wojnie z Japonią oraz zacięty opór unitów.  Po wybuchu wojny rosyjsko-japońskiej Towarzystwo Opieki nad Unitami zapowiada szybkie przywrócenie wolności religijnej, wzywa do porzucania cerkwi prawosławnych i przejścia na katolicyzm oraz bojkotu szkół rządowych i cerkiewnych.  W innej odezwie, zatytułowanej “Do braci Unitów”, TOnU wskazywało, że ukaz tolerancyjny nie jest wynikiem łaskawości cara, lecz z uporem wywalczoną zdobyczą samych unitów, okupioną krwią męczeńską mieszkańców Podlasia.

Wśród czołowych działaczy w Towarzystwie Opieki nad Unitami znane są mi. następujące osoby występujące w moim drzewie genealogicznymJózef Czernik (działający na terenie Mokran Starych i Derło k/Pratulina pochodzący z Bokinki Królewskiej), Eliasz Niedźwiedź z Bokinki Królewskiej oraz Jan Marczuk z Piszczaca.  Na bazie TOnU  powstała na Podlasiu Polska Macierz Szkolna.

Zmiany przynależności wyznaniowej miały też doniosłe znaczenie dla kształtowania się świadomości narodowej dawnych unitów.  Prawosławie porzucała niekiedy ludność całych wsi i parafii i tym samym przeradzały się one w wielkie manifestacje polskości. Wybierając katolicyzm identyfikowali się oni również z polskością i poczuli się Polakami, pomimo że na co dzień wielu z nich posługiwało się dialektem ruskim.

Przeczytaj także:

UNICI

Unici podlascy w latach 1875 -1905

Prześladowania unitów na terenie dzisiejszej gminy Łomazy

Krwawe łzy unitów polskich – Teodor Jeske-Choiński (1919)

Bohaterstwo unickiej rodziny Koniuszewskich

Opublikowany w Historia, Moja mała Ojczyzna, Unici | Komentarzy: 4 »

Wędrówki z księgą ruskiego latopisu – nasze historyczne korzenie.

Posted by tadeo w dniu 12 Wrzesień 2012

Автор: Jerzy HAWRYLUK

Księgę tę pisano trzysta lat. Dwanaście pokoleń przekazywało sobie z rąk do rąk wiekopomne pióro. Przekazywało, aby utrwalić dzieje dawno minionych dni. Utrwalić słowem w pamięci tych, którzy żyli. Tych, którzy żyją. I tych, którzy żyć będą. To słowa Leonida Machnowcia historyka, który na współczesny język ukraiński przetłumaczył księgę rozpoczynającą się słowami Lietopiseć ruskij s Bohom poczynajem… Otwiera ją powstała na początku XII w. w Kijowie opowieść mnicha Nestora mająca wyjaśnić otkudu jest’ poszła Ruskaja zemla (Powieść lat minionych), a kontynuują dwie kolejne historiograficzne kompilacje, nazywane przez historyków Latopisem kijowskim i Latopisem halicko-wołyńskim. Tutaj właśnie znaleźć możemy najdawniejsze pisane wzmianki o najstarszych podlaskich grodach – Drohiczynie, Bielsku, Mielniku i o rozgrywających się wówczas wydarzeniach. Najbardziej interesująca będzie oczywiście trzecia część Latopisu ruskiego, która powstawała w bezpośrednim sąsiedztwie naszego regionu, na dworach ruskich książąt w Chełmie i Włodzimierzu. Niech więc ta prastara księga stanie się naszym przewodnikiem po najdawniejszych dziejach naszej podlaskiej ojczyzny.

Najczęściej, bo kilkanaście razy, na kartach latopisów wspominany jest Drohiczyn. Pierwsza wzmianka o tym grodzie dotyczy wydarzeń z 1142 r. Wówczas to wielki książę kijowski Wsewołod Olegowicz wynagradzał swoich braci i kuzynów wspomagających go w walce o władzę w stolicy Rusi: On daje nam po grodzie – Brześć i Drohiczyn, Czortoryjsk i Kleck… Tak więc Drohiczyn wyłania się z mroków historii jako ośrodek administrowania pewnym terytorium, mającym być udziałem jednego z członków panującej dynastii. Nadaje mu to pozycję równorzędną w stosunku do Brześcia, który w źródłach historycznych pojawia się już w początkach XI w. Archeolodzy jednak twierdzą, iż metryka drohiczyńskiego grodu także sięga pierwszej połowy XI w., zaś osadnictwo ruskie było tu obecne już kilka wieków wcześniej.

Jak wynika z ich badań, zarówno w VI-IX w., a więc przed wejściem terytorium Podlasza w skład państwa ruskiego, jak i w X-XIV w. było ono kolonizowane przez ludność z terenu północno-zachodniej Ukrainy, głównie z Wołynia. Wprawdzie w starszej literaturze archeologicznej wysuwano przypuszczenia, że okolice Brześcia, Drohiczyna i Bielska kolonizowane były przez Dregowiczów, lecz wraz z postępem badań teza ta została odrzucona jako bezpodstawna. Podkreślał to Jerzy Wiśniewski, autor hasła Podlasie w czwartym tomie wydanego przez Polską Akademię Nauk Słownika starożytności słowiańskich, stwierdzając, iż przybywali tu od południa brzegiem Bugu wraz z ekspansją książąt ruskich Rusini wołyńscy, a nie, jak niektórzy sądzili, północno-wschodni Dregowicze.

Wnioski wysnute przez archeologów na podstawie zabytków kultury materialnej potwierdzają też badania podlaskiego folkloru, wykazującego genetyczną wieź z kulturą ludową Ukraińców Wołynia. Jak stwierdza petersburski muzykolog, prof. Igor Macijewski, który prowadził tu badania z inicjatywy lubelskiej fundacji “Muzyka Kresów”: Najwięcej cech wspólnych jest z Wołyniem i Polesiem, chociaż znajdujemy masę paraleli z Huculszczyzną, Bojkowszczyzną, a nawet z Kubaniem, bardzo dużo z Podolem. Można powiedzieć, iż bliższy związek jest z Wołyniem niż z Polesiem, można więc Wołyń i Podlasze uważać za jeden “wielki Wołyń”. Podlaska otwartość na wpływy z kierunku południowego zwróciła uwagę etnografa Wiktora Dawydiuka z Łucka, który podkreślał, że: kultura Podlasza ma wiele cech halickich, czego nie ma na naszym Polesiu. Na napływ ludności z terenu ziemi halickiej wskazują też pozostałości kultury materialnej – np. XI-wieczne domostwa zbadane w osadzie koło grodziska w Haćkach są identyczne z budynkami mieszkalnymi występującymi w dorzeczu Bohu, Dniestru i Prutu.

Charakter związków etnicznych i kulturowych wynikał z samego położenia regionu, izolowanego od północnego-wschodu pasem puszcz i bagien, otwartego natomiast na penetrację osadniczą ze strony południowo-wschodniej – naturalnym szlakiem komunikacyjnym był tu Bug. Od końca X w. obszar ten stał się północno-zachodnią forpocztą i “oknem na Europę” księstwa kijowskiego, ważnym punktem strategicznym, zarówno w politycznych, jak i gospodarczych stosunkach Rusi z sąsiadami. Tutaj bowiem zbiegały się szlaki wodne i lądowe łączące Kijów i Wołyń z ziemiami polskimi (Mazowszem, Pomorzem, Wielkopolską) i bałtyjskimi (Prusami, Jaćwieżą, Litwą). Krystyna Musianowicz, która w latach 50. prowadziła wykopaliska w Drohiczynie, pokusiła się nawet o stwierdzenie: Miasto Drohiczyn, w świetle przeprowadzonych archeologicznych badań, rysuje się jako faktora handlowa Kijowa czy Halicza.

Jednak najstarszym i największym ośrodkiem grodowym nad środkowym biegiem Bugu był Brześć, który wg XV-wiecznego historiografa polskiego Jana Długosza stanowił bramę do ziem ruskich. Przypadające na koniec X i początek XI w. walki o tzw. Grody Czerwieńskie i Brześć zakończyły się ostatecznym odzyskaniem tych terytoriów przez Jarosława Mądrego. Ustalona wówczas granica rusko-polska przetrwała do połowy XIV w., gwarantując religijną i kulturową integrację naszego regionu z Rusią.

Do połowy XII w. Drohiczyn i Brześć należały do stołecznej dzielnicy kijowskiej (księstwa kijowskiego). Wkrótce jednak oba grody przeszły w ręce linii książąt władających Wołyniem i weszły w skład księstwa wołyńskiego. Proces rozdrobnienia pomiędzy liczną dynastię książąt ruskich nie ominął również Wołynia. Doszło nawet do wyodrębnienia się Brześcia i Drohiczyna w niezależne księstwa. W Drohiczynie rządził Wasylko syn Jaropołka (zm. w 1177 r.), po nim zaś książę, którego imienia nie znamy.

Rozbicie księstwa wołyńskiego przezwyciężył u schyłku XII w. książę włodzimierski Roman Mstisławicz. W 1199 r. objął on także władzę w Haliczu kładąc podwaliny pod silny organizm państwowy, zwany powszechnie Rusią Halicko-Wołyńską (lub Halicko-Włodzimierską), która przejęła spuściznę polityczną Rusi Kijowskiej. Roman zdobył wpływ na Kijów i osadził tam zależnego od siebie księcia. Zupełnie więc słuszne było określanie go przez zachodnioeuropejskich kronikarzy mianem króla Rusinów (Romanus Rex Ruthenorum). Po tragicznej śmierci Romana w 1205 r. nastąpił okres zamętu i walki o władzę, jednak synom Romana – Danielowi i Wasylkowi udało się ponownie zjednoczyć odziedziczone po ojcu ziemie. Nastąpił wówczas trwający ponad sto lat okres stabilnego bytu politycznego Rusi Halicko-Wołyńskiej.

Z osobą księcia Daniela wiążą się kolejne latopisarskie wzmianki o Drohiczynie. W 1235 r. najechał go książę Konrad Mazowiecki, niedawny sojusznik Daniela i udało mu się zająć Drohiczyn i Mielnik. Nie zatrzymał on jednak tych grodów w swoich rękach, lecz w 1237 r. nadał odłamowi rycerskiego zakonu tzw. braci dobrzyńskich*, który nie zgodził się na połączenie ze sprowadzonym przez Konrada na pogranicze pruskie Zakonem Rycerskim Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego, zwanym popularnie Krzyżakami. Już jednak w następnym, 1238 roku Drohiczyn powrócił we władanie Romanowiczów: Gdy nastała wiosna, ruszyli oni we dwóch [Daniel i Wasylko] na Jaćwingów. I przyszli do Brześcia, ale rzeki napełniły się wodą, i nie mogli iść na Jaćwingów. Daniel rzekł: “Nie godzi się dzierżyć naszą ojcowiznę Krzyżowcom-Templariuszom, to jest Salomonowcom”. I poszli na nich z wielką siłą i zdobyli gród Drohiczyn w miesiącu marcu, i mistrza ich Brunona schwytali, i wojów wzięli w niewolę, i powrócili obaj do Włodzimierza. W kilka lat później Daniel wzniósł w Drohiczynie przepiękną cerkiew na chwałę Świętej Bogurodzicy, która w grudniu 1253 r. stała się miejscem kolejnego ważnego wydarzenia historycznego – jego koronacji na króla Rusi: Przyjął więc Daniel od Boga koronę w grodzie Drohiczynie, gdy szedł na wojnę przeciwko Jaćwingom, z synem swoim Lwem i z Ziemowitem, księciem lackim.

Zgodnie z legendą w drohiczyńskim grodzisku należało szukać podziemnego lochu prowadzącego do sąsiedniego Mielnika. Jest to oczywiście tylko legenda, ale wskazuje na fakt rzeczywisty – ścisły związek obu nadbużańskich grodów. Również w Mielniku główną pamiątką jego ruskich początków jest grodzisko usytuowane nad Bugiem. Pierwszą wzmiankę o grodzie spotykamy w Latopisie ruskim pod 1258 r., gdy przybył do niego książę Daniel Romanowicz – i pomodliwszy się Bogu Świętemu, Spasowi Zbawicielowi, a to ikona, która jest w grodzie Mielniku w cerkwi świętej Bogurodzicy i teraz jest w wielkiej czci, dał mu obietnicę Daniel-król ozdobić ją we wszelaki sposób. Ikona Spasa nie zachowała się do dnia dzisiejszego. Przypuszcza się, że została ona przeniesiona na górę w uroczysku Suminszczyna koło wsi Hrabarka (Grabarka), która od XVIII w. zaczęła przekształcać się w największy ośrodek kultowy Podlasza, co jest związane ze szczególnie uroczystym obchodzeniem święta Przemienienia Pańskiego, czyli Spasa (6/19 sierpnia).

W odróżnienia od Mielnika Bielsk związany był bardziej z Brześciem. Pierwsza wzmianka o tym grodzie pojawia się w Latopisie ruskim pod 1253 r. (historycy korygują ją na 1252 r.), przy opisie wojny z litewskim księciem Mendogiem. Gród bielski powstał u przejścia przez dolinę rzeki Białej, w miejscu gdzie ujście rzeczki Lubki stwarzało dogodny punkt obrony oraz kontroli rozwidlenia dróg. Obok Suraża, Brańska i Grodna należał on do systemu grodów osłaniających ziemie ruskie przed Jaćwingami. Jak wynika z badań archeologicznych przeprowadzonych w 1997 r. na terenie ulicy Zamkowej, osada zasiedlona przez ludność ruską istniała tu już w X w. (znaleziono tu m.in. pozostałości korczagi (amfory) służącej do przechowywania wina z fragmentem napisu wykonanego cyrylicą).

Bielsk przez cały wiek XIII pozostawał razem z Brześciem przy wołyńskich włościach młodszego brata Daniela, księcia Wasylka (zm. w 1269 r.) i jego syna Włodzimierza (zm. w 1288 r.). Włodzimierz zasłynął jako władca wielce dbający o nadanie świetności swym grodom. W latopisie zapisano m.in.: Także i w Bielsku wyposażył on cerkiew w ikony i księgi, wspomina się też o istnieniu w Bielsku domu – rezydencji, w której książę przebywał w czasie objazdu swych włości.

Gdy ktoś siedemset-osiemset lat temu podróżował z Bielska na północ, mógł przekroczyć Narew i minąwszy na jej prawym brzegi niewielki gród (obecnie na gruntach wsi Zajączki) dotrzeć do najdalej na północny zachód wysuniętego grodu ruskiego – Suraża, założonego w końcu XI w. Tędy właśnie prowadziła droga do Jaćwieży, do której dotrzeć można było poprzez mazowiecką Wiznę.

Osiągnąwszy dzięki wysiłkom Daniela i Wasylka pozycję najsilniejszego państwa w regionie, czego nie pozbawił jej też mongolski najazd, Ruś Halicko-Wołyńska uważana była zarówno przez samych jej mieszkańców, jak i sąsiednie państwa europejskie za spadkobierczynię politycznych tradycji Kijowa i całej Ziemi Ruskiej. Tak więc pisząc o Danielu Romanowiczu ruski latopisarz określa go jako księcia wielkiego, który władał ze swym bratem Ziemią Ruską – Kijowem i Włodzimierzem, i Haliczem, i innymi krajami. [...] Jego zaś ojciec [Roman] był cesarzem w Ziemi Ruskiej, który ukorzył Ziemię Połowiecką i wojował przeciwko innym różnym krajom. Również dla władców zachodnich Daniel Romanowicz był Jaśnie Oświeconym Królem Rusi (tytuł ten, po koronacji w Drohiczynie, był jedynym praktycznym skutkiem prowadzonych w latach 1246-1254 pertraktacji Daniela z papieżem Innocentym IV w sprawie zorganizowania wyprawy krzyżowej państw katolickich przeciwko mongolskiej Złotej Ordzie). Symbolicznego tytułu “car”, “cesarz” używano w latopisie nie tylko w stosunku do Romana czy Daniela Romanowicza, lecz też i Włodzimierza Wasylkowicza, którego osobiste włości (zachodnia część Wołynia i ziemia brzeska z Bielskiem) były stosunkowo niewielkie. Syn i następca Daniela – Lew (zm. ok. 1308 r.), chociaż nie koronowany, na zachodzie Europy uważany był za władcę równorzędnego ówczesnym królom. Tytułu króla Rusi używał natomiast jego syn Jerzy, za panowania którego (zm. ok. 1315 r.) Ruś Halicko-Wołyńska, według ówczesnych kronikarzy, kwitła bogactwem i sławą.

Po tragicznej śmierci jego wnuka, Jerzego II (1340), terytorium Rusi Halicko-Wołyńskiej, po kilkudziesięcioletniej walce pomiędzy władcami Polski i Wielkiego Księstwa Litewskiego, zostało podzielone pomiędzy tych wzrosłych w siłę sąsiadów. Lecz na zbudowanym przez cztery stulecia fundamencie ruskich tradycji politycznych, religijnych i kulturowych dalej rozwijało się narodowe i społeczne życie kolejnych pokoleń halickich, chełmskich, wołyńskich i podlaskich Rusinów.

Ziemia ruska Podlasze
Od 1999 roku terytorium nad Bugiem i Narwią znajduje się w granicach woj. podlaskiego, które powołano w ramach ostatniej reformy administracyjnej. Zgodnie z ogólnodostępną informacją posiada ono herb oraz flagę, która składa się czterech równej szerokości pasów – białego, czerwonego, żółtego oraz błękitnego. Jest to więc ni mniej ni więcej tylko połączenie polskich i ukraińskich barw narodowych. Można wprawdzie zauważyć, że obecna ukraińska flaga ma odwrotny układ barw, ale utrwalił się on dopiero w pierwszych dziesięcioleciach XX w., gdy dorobiono “ludową” legendę, że symbolizują one błękitne niebo nad łanem pszenicy. W rzeczywistości ukraińskie barwy narodowe mają pochodzenie czysto feudalne i są pochodne od koloru herbu władców Rusi Halicko-Wołyńskiej – żółtego lwa na błękitnej tarczy (podobnie jak barwy polskie są pochodne od białego orła na czerwonej tarczy herbowej).

Obecność żółci i błękitu w barwach obecnej jednostki terytorialnej, która swoją nazwą nawiązuje do województwa podlaskiego, powstałego na początku XVI w., jest jak najbardziej na miejscu. Nie można bowiem zapominać, że zrębem terytorialnym tego dawnego województwa była brzesko-drohiczyńska część niegdysiejszej Rusi Halicko-Wołyńskiej. Wprawdzie już od lat 30. XIV w. tereny nad środkowym biegiem Bugu i Narwią znalazły się pod zwierzchnictwem książąt litewskich, nie zmieniło to jednak faktu, że ziemie skupione wokół Brześcia, Drohiczyna i Bielska uważane były powszechnie za Ruś.

Szczególnie wymowny jest tekst traktatu zawartego w 1379 r. pomiędzy wielkim księciem litewskim Jagiełłą Olgierdowiczem i podległym mu udzielnym księciem trockim Kiejstutem Giedyminowiczem a Zakonem Krzyżackim. Traktat ten miał zabezpieczać przed krzyżackimi najazdami część włości Kiejstuta, a mianowicie kraje ruskie – Wołkowysk, Suraż, Drohiczyn, Mielnik, Brześć, Kamieniec oraz kraj Grodna. Widzimy tu więc wyraźne rozróżnienie pomiędzy obszarem należącym uprzednio do Rusi Halicko-Wołyńskiej a ziemią grodzieńską, która już w XIII w. znalazła się we władaniu książąt litewskich (od 1289 r. do Rusi Halicko-Wołyńskiej należał też Wołkowysk). Również w późniejszym dokumencie Jagiełło, już jako król polski, miasto Międzyrzecz (obecnie Międzyrzec Podlaski) określa jako miejscowość w ziemi naszej ruskiej, w okręgu drohiczyńskim.

Państwo powszechnie zwane “Litwą” w drugiej połowie XIV w. składało się z szeregu księstw rządzonych przez liczną dynastię potomków księcia Giedymina, w większym lub mniejszym stopniu uznających zwierzchnią władzę wielkiego księcia Olgierda Giedyminowicza, a później jego syna Jagiełły. Ziemie nad Bugiem i Narwią, oderwane od Rusi Halicko-Wołyńskiej jeszcze za życia ostatniego jej władcy Jerzego II (ok. 1336 r.), zostały przyłączone do księstwa trockiego, w którym władał Kiejstut Giedyminowicz (zm. 1382), a później jego syn Witold. Będąc w konflikcie z Witoldem, Jagiełło pozbawił go ojcowizny i w 1391 r. oddał ziemię naszą drohiczyńską z zamkami i okręgami Drohiczyn, Mielnik, Suraż, Bielsk w lenno mazowieckiemu księciu Januszowi I. Wprawdzie dość szybko powróciły one we władanie Witolda, lecz książę Janusz aż do swej śmierci (1429 r.) właśnie z racji czasowego posiadania wymienionych grodów tytułował się jako książę senior ziemi mazowieckiej i ruskiej. Również jego następca Bolesław IV używał tytułu księcia Mazowsza i Rusi, a nawet w 1440 r., wykorzystując zamęt po zabójstwie ówczesnego wielkiego księcia litewskiego Zygmunta Kiejstutowicza zajął ziemie, które przez pewien czas należały do Janusza I (utracił je w 1444 r.). Bolesław, nadając przywilej dla szlachty okolic Suraża określił ten teren mianem ziemi ruskiej suraskiej.

Ziemią ruską nasz region był nie tylko dla litewskich, mazowieckich i polskich władców, ale i dla dawnych dziejopisarzy. XIV-wieczny kronikarz niemiecki Wigand z Marburga pisał m.in., że w 1373 r. wicekomtur krzyżacki von Elner obrócił się ze swymi na Ruś i przybył do nieostrzeżonej ziemi bielskiej, gdzie bezskutecznie próbował zdobyć zamek bielski. Również XV-wieczny polski historiograf Jan Długosz, chociaż w opisie dziejów Podlasza dopuścił się znacznych przeinaczeń, potwierdzał położenie tego terenu w historycznych granicach Rusi. Opisując w swoich Rocznikach krzyżackie najazdy w drugiej połowie XIV w. Długosz stwierdza, iż ich celem były okręgi ruskie Drohiczyn, Mielnik i Brześć. Natomiast piszący w sto lat później Maciej Stryjkowski, swe główne dzieło zatytułował Kronika polska, litewska, żmudzka i wszystkiej Rusi Kijowskiej, Moskiewskiej, Siewierskiej, Wołyńskiej, Podolskiej, Podgórskiej, Podlaskiej etc. (1582). Także w większości źródeł urzędowych cztery parafie katolickie – bielska, brańska, łubińska i wyszkowska aż do 1580 r. zwane były ogólnie parafią ruską. Jest więc faktem niezaprzeczalnym, iż ziemie nad Bugiem i Narwią w XIV-XVI w. w powszechnej świadomości były integralną częścią Rusi, dzieląc jej dziejowe losy. Już jednak w drugiej połowie XIV w. większość ziem, które niegdyś tworzyły Ruś Kijowską, znajdowała się pod władzą litewskiej dynastii Giedyminowiczów.

W spisanej na początku XII w. Powieści lat minionych Litwa wymieniona została wśród plemion płacących daninę Rusi. Ale już w następnym stuleciu widzimy Litwę jako twór o charakterze państwowym, zdolny do skutecznej akcji militarnej wobec sąsiadów, podejmujący wyprawy zbrojne zarówno na podbijane przez niemiecki Zakon Kawalerów Mieczowych ziemie łotewskie, jak też ruskie i polskie. Z tego okresu mamy pierwszy zapis o litewskim najeździe na Wołyń (1208 lub 1209 r.), któremu sprzyjało rozprzężenie po śmierci Romana Mstisławicza.

Najprawdopodobniej wtedy też pod władzę Litwy trafiła tzw. Ruś Czarna z Grodnem i Nowogródkiem, w którym w 1253 r. koronował się litewski książę Mendog.

Zawładnięcie Rusią Czarną okazało się wówczas jedynym sukcesem litewskiej ekspansji w kierunku południowym, gdyż zatrzymała ją szybka konsolidacja Rusi Halicko-Wołyńskiej przez Daniela Romanowicza. Natomiast około 1245 r. bratankom Mendoga udało się opanować Połock. W pierwszej połowie XIV w., za panowania wielkiego księcia Giedymina (1315-1341) nastąpiło ponowne rozszerzenie terytorium państwa litewskiego, do którego włączone zostały też Witebsk, Mińsk, Turów, Pińsk, Brześć i Drohiczyn. Największe jednak sukcesy w poszerzaniu swego zwierzchnictwa na ziemie dawnej Rusi Kijowskiej odniesione zostały przez Giedyminowych synów, którzy sięgnęli po Wołyń, Podole, ziemię kijowską i siewiersko-czernihowską.

Na sukces złożył się cały szereg czynników politycznych, które sprawiły, że działania te nie miały charakteru zbrojnego konfliktu z miejscową ludnością ruską. Ważne znaczenie miał też fakt, iż litewscy książęta byli w znacznym stopniu zruszczeni, zarówno pod względem kultury, jak i religii, co było nieuniknione, skoro już w pierwszej połowie XIV w. większość rządzonych przez nich terytoriów znajdowała się poza litewskim obszarem etnicznym. Także wielki książę litewski Olgierd Giedyminowicz (1345-1377) – jeśli powołać się na opinię jednego z historyków polskich – ze sposobu życia i obyczajów był właściwie Rusinem.

Za rządów Olgierda jego ogromne państwo – Wielkie Księstwo Litewskie, Ruskie i Żmudzkie (w literaturze określane skrótowo jako Wielkie Księstwo Litewskie, co w znacznej mierze fałszuje jego rzeczywisty multietniczny charakter) przypominało w znacznym stopniu tracącą polityczną spójność XII-wieczną Ruś Kijowską, z tym że stołeczny ośrodek nowego imperium znajdował się w Wilnie. Podobieństwo było tym większe, że zarówno terytorialna przewaga ziem ruskich, jak też wyższy poziom ich rozwoju społeczno-gospodarczego i prawno-politycznego oraz kulturalnego powodowały szybkie ruszczenie się zarówno rządzącej dynastii, jak i związanej z nią litewskiej elity.

Sytuacja w państwie litewsko-ruskim uległa znaczącej zmianie po śmierci Olgierda, gdy wbrew zasadom rodowego starszeństwa tron wielkoksiążęcy odziedziczył jego młodszy syn Jagiełło. Doprowadziło to do konfliktów z innymi członkami dynastii Giedyminowiczów, zwłaszcza z trockim księciem Kiejstutem (zamordowanym w 1382 r. z rozkazu Jagiełły) i jego synem Witoldem, który zaczął szukać pomocy u Krzyżaków – śmiertelnego wroga Litwy i Żmudzi. Przed Jagiełłą otwarła się jednak możliwość umocnienia swojej pozycji poprzez związek z Polską, również szukającą sojusznika do walki z Krzyżakami i nie posiadającą męskiego następcy tronu. W 1385 r. w Krewie zawarta została unia polsko-litewska, na mocy której Jagiełłę powoływano na tron polski oddając mu za żonę królową Jadwigę. Z kolei Jagiełło przyrzekł przyjęcie wraz z całym ludem litewskim chrztu w obrządku łacińskim i wcielenie swego państwa do Korony Polskiej.

Mająca miejsce w latach 1386-1387 realizacja postanowień unii krewskiej zmieniła stosunki pomiędzy Litwinami a Rusinami. W 1387 r. Jagiełło specjalnym dekretem nakazał wszystkim Litwinom, a więc i tym, którzy przyjęli już uprzednio prawosławie, podporządkowanie się zwierzchnictwu łacińskiej hierarchii kościelnej. Również wyłącznie katolicy mogli być objęci poszczególnymi przywilejami królewskimi, poszerzającymi zakres swobód stanowych. Wprawdzie wcielenie do Korony Polskiej nie zostało zrealizowane, ale na skutek działań Jagiełły, a zwłaszcza Witolda, który od 1392 r. rządził w Wilnie jako namiestnik Jagiełły, a później sam ogłosił się wielkim księciem (1398), od schyłku XIV w. Wielkie Księstwo wstąpiło na drogę przekształcania się z federacji ziem rządzonych przez książąt z rodu Giedymina w państwo scentralizowane. Elitą polityczną, na której opierała się władza wielkiego księcia, miało stać się obdarzone przywilejami możnowładztwo i bojarstwo wyznania katolickiego, a więc wyłącznie pochodzenia litewskiego.

Wielkoksiążęce rządy Jagiełły i Witolda miały też bezpośredni wpływ na sytuację demograficzną na terenie Podlasza. Nadanie przez Jagiełłę w 1391 r. ziemi drohiczyńskiej mazowieckiemu księciu Januszowi otworzyło drogę do kolonizacji jej zachodniej części przez szlachtę mazowiecką, przeważnie drobną i pod względem majątkowym niewiele różniącą się od chłopów, ale bardzo liczną. Odzyskawszy ten teren na początku XV w. Witold zagarnął także pewne skrawki dawnego terytorium mazowieckiego (np. Święck, Wysokie Mazowieckie, ziemie na północ od rz. Narwi). Następstwem tego przesunięcia na zachód granicy ówczesnej ziemi drohiczyńskiej, a także mazowieckiej kolonizacji szlacheckiej, która sięgnęła do orientacyjnej linii Drohiczyn – Boćki – Samułki nad Narwią, było powstanie zdecydowanej przewagi liczebnej szlachty polskiej (mazowieckiej).

Nowa sytuacja polityczna miała też wpływ na skład narodowościowy ludności miast podlaskich, z których większość rozwinęła się z ruskich osad przygrodowych. Ich mieszkańcy początkowo podlegali takim samym przepisom prawnym i podatkowym jak ludność wiejska, co zmieniło dopiero nadanie praw miejskich opartych na wzorach niemieckich. Wprawdzie na terenie Rusi Halicko-Wołyńskiej prawo niemieckie zaczęto stosować już w pierwszej połowie XIV w., ale bardzo sporadycznie (przed 1324 r. otrzymał je stołeczny Włodzimierz, a w 1339 r. Sanok). Również władcy litewscy prawa miejskie nadawali początkowo tylko największym ośrodkom – przed końcem XIV w. otrzymały go tylko Wilno, Kowno, Troki oraz Brześć (w 1390 r.). Były to największe ośrodki handlu i produkcji rzemieślniczej, leżące w zachodniej, najlepiej rozwiniętej gospodarczo części państwa litewsko-ruskiego. Szerokie upowszechnienie praktyki lokowania starych i nowo powstających osad na prawie niemieckim nastąpiło więc dopiero w XV w.

Chcąc ściągnąć na Podlasze nowych osadników z zachodu Witold zimą 1429/1430 r. ustanowił wójtów w Drohiczynie i w Bielsku (wójtowi bielskiemu nakazał osadzać lud rzymskiego obrządku wyłącznie… to jest Polaków i Niemców, ale bez szkody dla mieszkających tu Rusinów). Początkowo więc prawo miejskie obejmowało jedynie nowych osadników, pochodzenia przeważnie polskiego. Dlatego też przez pewien czas funkcjonowały obok siebie dwie osady, z których jedna podlegała nadal urzędnikom hospodarskim (wielkoksiążęcym), druga zaś wójtowi. Sytuacja taka panowała w Bielsku, gdzie po 1430 r. obok starej osady, zwanej Zamkową, Starym Miastem lub Miastem Ruskim powstała osada Poświącińska (z kościołem fundowanym również w 1430 r. przez Witolda). Dopiero przywilej na pełne prawo miejskie magdeburskie, wydany w 1495 r. przez Aleksandra Jagiellończyka, połączył te osady w jeden organizm miejski: Miastu naszemu Bielskowi w ziemi drohiczyńskiej darujemy na wieczne czasy prawo magdeburskie w zupełnej jego obszerności i mocy. … Wójta więc słuchać powinni wszyscy miasta osadnicy, tak naszego obrządku, jako też Rusini.

W Drohiczynie osadnicy na prawie niemieckim osadzeni zostali na prawym brzegu Bugu, gdzie już w 1392 r. Witold ufundował pierwszy kościół katolicki, stąd tę część miasta zwano Lacką Stroną, zaś część lewobrzeżną Ruską Stroną. Dopiero w 1498 r. wielki książę Aleksander nadał prawo miejskie dla ogółu mieszkańców: zważając, że w niektórych miastach W. Ks. Litewskiego mieszczanie żyją w niezgodzie z powodu różnicy praw i zwyczajów, wypływających z wyznania obrzędów łacińskiego i greckiego, pragnąc przeto zaprowadzić między nimi dobre porozumienie i jedność, obdarzamy tak jednych jak i drugich, po obu stronach rzeki mieszkających, prawem magdeburskim. Pospólstwo z wójtem corocznie wybiorą 8 rajców wyznania łacińskiego i tyluż greckiego, ci zaś wspólnie z wójtem obiorą z grona swego dla obu wyznań po 1 burmistrzu.

Podział na stronę “lacką” i “ruską” widzimy też w położonym na obu brzegach Narwi Surażu. W Brańsku istniały dwie równoległe ulice – Ruska i Lacka (później zwana Kościelną), które wychodziły z rynku i prowadziły do świątyń – pierwsza do cerkwi, druga do kościoła. Także w Siemiatyczach możemy zaobserwować pierwotny podział na część ruską i lacką. Najstarsza część osady siemiatyckiej związana była ze wzgórzem, na którym usytuowana jest cerkiew św. Piotra i Pawła. Około połowy XV w. na przeciwległym brzegu rzeczki Muchawiec zaczęła powstawać nowa osada zasiedlana przez ludność polską, dla której ufundowano w 1456 r. kościół katolicki. Ludność ruska osiedliła się też w Wysokim (Mazowieckim), a więc na zachód od dawnej granicy Rusi. Znajdował się tu Ruski Rynek, na którym stała cerkiew.

Oceniając proces wprowadzania samorządu miejskiego w miastach podlaskich polski historyk I. T. Baranowski stwierdzał: Zaprowadzenie prawa niemieckiego w miastach podlaskich, wzmożenie się wśród nich katolicyzmu, kulturalne wysiłki Bony, stosunki handlowe z Polską i Prusami – musiały powoli zmienić typ starych grodów: Drohiczyna, Bielska, Suraża i Brańska i nadać im bardziej zachodnioeuropejski charakter. Odtąd miasta podlaskie różniły się od polskich głównie pod względem narodowościowym. Gdy w polskich miastach mieszczaństwo niemieckiego pochodzenia stanowiło część znaczną, zwłaszcza zamożniejszej części ludności, wśród mieszczaństwa podlaskiego nie znajdziemy prawie nazwisk o brzmieniu germańskim; ludność miast składa się prawie wyłącznie z rdzennych mieszkańców Rusinów i z napływowych “Lachów”.

Polacy osiedlali się przede wszystkim w miastach położonych najbardziej na zachód, zwłaszcza w Brańsku i Surażu, które w chwili obecnej są już całkowicie spolonizowane. Jednak sporządzony w 1558 r. spis dzierżawców włók miejskich w obu miastach świadczy, iż Rusini i tu stanowili co najmniej połowę ludności miejskiej, zdecydowanie przeważając w wielu okolicznych wsiach, zwłaszcza koło Brańska. Znaczny odsetek ludności polskiej miał Drohiczyn. Ludność ruska zdecydowanie przeważała natomiast w XVI-wiecznym Bielsku, Mielniku i mniejszych miastach we wschodniej części ziemi bielskiej (Narew, Boćki, Kleszczele). Np. bielska rada miejska w pierwszej połowie XVI w. składała się prawie wyłącznie z Rusinów. Rola mieszczan-Rusinów nie maleje tu i wiekach następnych – w dokumentach spotykamy wielu z nich w funkcjach burmistrzów i rajców.

Jednak włączenie w 1569 r. woj. podlaskiego do Korony Polskiej i postępująca w ślad za tym polonizacja życia publicznego odbiła się też na praktyce samorządu bielskiego. Opisując w pierwszej połowie XIX w. znajdujące się w ratuszu archiwum miejskie, historyk Józef Jaroszewicz zwrócił uwagę, że najstarsza z zachowanych ksiąg miejskich do połowy 1591 r. pisana była wyłącznie w języku ruskim, w ciągu następnych 14 lat pojawiła się pewna ilość dokumentów polskich, zaś od połowy 1609 r. wszystkie dokumenty były pisane już po polsku. Mimo to królewski przywilej z 1649 r., ustanawiający w Bielsku trzy coroczne czterotygodniowe jarmarki naznaczał ich daty nie według kalendarza gregoriańskiego, używanego przez Kościół katolicki lecz juliańskiego (ruskiego), a święta wyznaczające początek poszczególnych jarmarków odpowiadały parafialnym świętom w poszczególnych cerkwiach bielskich (Troickiej, Preczysteńskiej i Bohojawleńskiej).

Oczywiście decydujące znaczenie w kształtowaniu się ogólnej mapy stosunków etnicznych w regionie miało osadnictwo wiejskie. Na przełomie XIV i XV w. rozpoczął się tu proces ponownego zasiedlania terenów wyludnionych podczas niedawnych wojen polsko-litewskich i krzyżackich najazdów, a później też obszarów leśnych. Z większym lub mniejszym nasileniem trwał on aż do schyłku XVIII w., doprowadzając do ukształtowania się trzech obszarów etnicznych – polskiego, ukraińskiego (ruskiego) i białoruskiego.

Spośród widocznych obecnie granic etnicznych na północ od Bugu najwcześniej ukształtowała się granica pomiędzy ludnością ukraińską i polską, czemu sprzyjał brak przeszkód naturalnych. Jak już wiemy granica ta przebiegała na wschód od dawnej granicy pomiędzy Rusią a Mazowszem, według orientacyjnej linii Drohiczyn – Boćki – Samułki nad Narwią. Obszar na wschód od tej linii zasiedlony był przez ludność ruską (etnicznie ukraińską), która przetrwała okres wojennych zniszczeń. Zasiedlała ona także tereny na zachód od tej linii, głównie okolice Brańska, a nawet okolice mazowieckiego Wysokiego. Kolonizacja ukraińska w XV-XVI w. sięgnęła również daleko na północ od dawnych granic Rusi brzesko-drohiczyńskiej. Wiązało się to z podporządkowaniem starostwu bielskiemu rozległych obszarów za rz. Narwią, położonych przy granicy ziemi grodzieńskiej (po 1513-20 r. była to granica woj. podlaskiego i trockiego). Jednakże ludność ukraińska, która osiedlona została na północ od Suraża – okolice Choroszczy, Tykocina i Knyszyna, aż pod Goniądz, z czasem zasymilowała się z liczniej napływającą ludnością polską lub białoruską.

O wiele później kształtować się zaczęła granica pomiędzy osadnictwem ukraińskim i białoruskim, przebiegająca teraz na północ od rz. Narwi i na zachód od rz. Narewki. Wynikało to z faktu, że jeszcze w XV w. oba obszary etniczne nie stykały się ze sobą. Oddzielał je szeroki pas puszczański, który ciągnął się od Kamieńca w kierunku północnym wzdłuż późniejszej granicy woj. podlaskiego (Puszcza Kamieniecka, później nazwana Białowieską, a także Bielska, Wołpiańska, Grodzieńska i Goniądzka). Dopiero przekroczenie tej puszczańskiej bariery przez ludność białoruską dało początek kształtowaniu się granic etnicznych – białorusko-ukraińskiej i białorusko-polskiej.

Zasiedlanie obszarów puszczańskich przez ludność białoruską odbywało się dwiema drogami – przez stopniowy wyrąb kompleksów leśnych wzdłuż ich wschodniej granicy, która wskutek tego przesuwała się coraz bardziej na południowy zachód, a także poprzez osadnictwo na zachodnich skrajach obszarów leśnych, a więc wzdłuż granicy pomiędzy ziemią bielską i grodzieńską.

Właśnie w ten drugi sposób na początku XVI w. powstały dobra Białystok i Dojlidy, zasiedlone przez ludność z okolic Lidy, dobra zabłudowskie, zasiedlone przez ludność białoruską z okolic Brzostowicy Wielkiej, jak również dobra Gródek, będące wyspą w środku puszczy. Zasiedlane przez ludność białoruską dobra zabłudowskie sąsiadowały już bezpośrednio z obszarem zwartego osadnictwa ukraińskiego, które przekroczyło Narew, sięgając granicy pomiędzy woj. podlaskim i trockim. Tak więc granica administracyjna stała się tu jednocześnie granicą etniczną.

Na wschód od dóbr zabłudowskich znajdowało się należące do woj. nowogródzkiego starostwo jałowskie, również kolonizowane przez ludność białoruską. Rozwijające się tu drobne osadnictwo puszczańskie przy ujściu rz. Łupianki do Narwi doprowadziło już w początku XVII w. do zetknięcia się nurtu osadniczego spod Wołkowyska z ukraińskim osadnictwem bielskim koło Narwi. W pierwszej połowie XVII w. nastąpił także rozwój osadnictwa białoruskiego (ludność znad Świsłoczy) pomiędzy Narwią a Narewką, gdzie powstały wsie Narewka (późniejsze Grodzisko), Lewkowo, Łuka, Siemianówka i Mikłaszewo. W ten sposób przekroczyło ono górną Narew i dotarło do brzegów Narewki, nad którą nastąpiło bezpośrednie zetknięcie się z ludnością ukraińską.

Zarysowane w XV-XVII w. granice obszaru zamieszkanego przez ludność etnicznie ukraińską w następnych wiekach uległy tylko niewielkim zmianom. Zmiany te polegały przede wszystkim na polonizacji najbardziej wysuniętych na zachód wysepek ludności ukraińskiej wśród otoczenia polskiego. Lecz straty terytorialne i demograficzne na zachodzie rekompensowały postępy osadnictwa na terenie Puszczy Bielskiej, która została prawie całkowicie wytrzebiona i na skraju Puszczy Białowieskiej (ówczesny pow. kamieniecki), gdzie w XVIII w. powstała m.in. wieś Hajnowszczyzna, która dała początek obecnej Hajnówce.

Dokonane w drugiej połowie XIV w. połączenie Rusi brzesko-drohiczyńskiej z sąsiadującymi z nią od północy trockimi włościami księcia Kiejstuta było działaniem mechanicznym, niezgodnym z naturalnymi kierunkami ciążenia regionu. Wyraźną odrębność tego terytorium widzimy we wspominanym już dokumencie litewsko-krzyżackim z 1379, gdzie miano krajów ruskich odnoszono wyłącznie do obszaru należącego uprzednio do Rusi Halicko-Wołyńskiej, zaś sąsiadującą z nim część księstwa trockiego określano jako kraj Grodna. Mieszkańców tych terytoriów dzielono na Rusinów i Grodnian. Na ten podział nakładały się też warunki naturalne w postaci szerokiego granicznego pasa niezamieszkanej puszczy, na co zwracał uwagę m. in. Długosz, wspominając o pustkowiach rozciągających się pomiędzy Grodnem a Bielskiem, jak też historycy współcześni (np. Alina Wawrzyńczyk podkreśla: w przeszłości nie zaznaczył się związek ziemi brzeskiej z Rusią Czarną. Naturalnym kierunkiem otwarcia, był natomiast południowy wschód, a więc Wołyń i Ziemia Kijowska, z którymi łączyły go zarówno Bug, jak też rzeczno-wodny szlak łączący Brześć z Kijowem (Muchawiec, Prypeć, Dniepr), co przesądzało o pierwotnej osadniczej i politycznej penetracji z tego kierunku).

Logicznym następstwem istniejącej sytuacji było przekształcenie na początku XVI w. południowej części woj. trockiego (powstało w 1413 r. po likwidacji udzielnego księstwa trockiego) w odrębną jednostkę administracyjną, którą w dokumencie z 1513 r. określono jako województwo podlaskie, brzeskie i inne. W 1520 r. Zygmunt I wystawił kolejny dokument o utworzeniu nowego województwa obejmującego powiaty drohiczyński, brzeski, bielski, kamieniecki, mielnicki i kobryński, motywując ten krok trudnościami w zarządzaniu przez urzędników trockich tak odległym obszarem.

Nazwa Podlasze, którą zaczęto określać nowe województwo, powstała stosunkowo późno, gdyż w pisanych po rusku dokumentach Wielkiego Księstwa Litewskiego pojawia się dopiero w końcu XV w. W pierwszych dziesięcioleciach XVI w. zaczynamy ją spotykać też w dokumentach polskich – w wersji łacińskiej brzmiała Podlachia, zaś w ówczesnej polszczyźnie – Podlasze, jednak z powodu zmian fonetycznych zachodzących w języku polskim przybrała z czasem formę Podlasie (podobnie jak staropolska wisznia stała się wiśnią). Korzystając z tego zniekształcenia pierwotnej nazwy naszego regionu, niektórzy “specjaliści” do dzisiaj próbują dowodzić, że powstała ona na określenie ziem położonych “pod lasami”. Jest to nielogiczne nie tylko z historycznego ale i filologicznego punktu widzenia, gdyż brzmiałaby ona wówczas nie Podlasie a Podlesie (podobnie jak Polesie). Rzeczywiste pochodzenie nazwy Podlasze zostało już dawno wyjaśnione w literaturze specjalistycznej, wystarczy więc sięgnąć do klasycznych już dzieł polskich historyków – Józefa Jaroszewicza, Aleksandra Jabłonowskiego czy Zygmunta Glogera. I tak już 150 lat temu bielszczanin J. Jaroszewicz stwierdzał, że kraina ta w okresie przyjmowania nowej nazwy, nie nazywa się Podlasiem, jakby pod lasami litewskimi położona, bo i sama była lesistą, ale Podlaszem t.j. krajem, który tylko graniczył z Lachami, lecz przez Lachów pierwotnie zaludnionym nie był, chociaż Lachowie dość wcześnie na mocy podbojów pretensje do tego kraju rościć zaczęli.

Jednak mimo pozostawania w granicach Wielkiego Księstwa Litewskiego Podlasze ulegało z racji swego położenia silnym wpływom ze strony Mazowsza, co odbiło się zwłaszcza na składzie narodowościowym stanu szlacheckiego jego części zachodniej, gdzie przeważała szlachta mazowiecka. Natomiast zasiedlone przez Rusinów tereny wokół Drohiczyna, Bielska i bardziej na wschód były własnością wielkoksiążęcą i zamieszkiwała je przeważnie ludność chłopska. Dlatego też szlachta ruska była tu niezbyt liczna.

Zachodnia i południowa granica woj. podlaskiego, będąca jednocześnie granicą Wielkiego Księstwa z Koroną Polską, nie była dokładnie oznaczona. Powodowało to ciągłe zatargi o przynależność mniejszych lub większych obszarów. W 1546 r. podjęto próbę dokładnego określenia granic przez wspólną komisję litewsko-polską. Nie zakończyło to jednak sporów, które znalazły swe odbicie chociażby podczas sejmu polskiego w 1558 r. Powołując się na Kronikę Marcina Kromera wśród ziem, które miały niegdyś należeć do Polski, a dopiero później zostały zagarnięte przez Wielkie Księstwo Litewskie, posłowie wymieniali nie tylko pograniczne obszary woj. podlaskiego, ale i Wołyń. Z dążeniami do odebrania Podlasza i Wołynia łączyły się też dążenia do wyegzekwowania od strony litewskiej postanowień unijnych, zgodnie z którymi Wielkie Księstwo miało być złączone z Polską. Do tego bowiem czasu podpisywane już kilkakrotnie umowy unijne pozostawały bez realizacji, a oba państwa w rzeczywistości łączyła jedynie osoba wspólnego władcy, który w Litwie był hospodarem (wielkim księciem) zaś w Polszcze – królem. Przekształceniu luźnego związku obu państw w ścisły związek polityczny sprzeciwiali się magnaci litewscy i ruscy, którzy jako panowie rada odgrywali decydującą rolę w państwie. Jednak sytuacja polityczna, która zaistniała w latach 1562-1563 – masowe poparcie idei unii przez szlachtę Wielkiego Księstwa, pragnącą korzystać z podobnych praw jak uprzywilejowana szlachta polska i klęski w wojnie Moskwą, zmusiła ich do zmiany stanowiska.

Zwołany w 1569 r. do Lublina wspólny sejm polsko-litewski, mający doprowadzić do ścisłej unii obu państw, musiał znaleźć kompromis pomiędzy inkorporacyjnymi dążeniami najradykalniejszej części polskich egzekucjonistów (chcieli oni nawet nazwę Litwa zastąpić Nową Polską) a zasadą równorzędnego związku państw, bronioną przez stronę litewską. Pierwsze sześć tygodni wspólnych obrad sejmowych nie przyniosło jednak żadnego porozumienia i 1 marca 1569 r. przedstawiciele możnowładztwa litewskiego potajemnie opuścili Lublin. Demonstracja ta nie niczego dała, doprowadziła natomiast do oderwania od Wielkiego Księstwa większości ziem etnicznie ukraińskich. Bowiem z chwilą wyjazdu magnatów litewsko-ruskich na początku dziennym obrad sejmowych stanęła sprawa poruszana dotąd mimochodem – spór o Wołyń i Podlasze. Tutaj trzeba zaznaczyć, że w ramach przeprowadzonej w 1566 r. reformy administracyjno-prawnej dokonany został podział woj. podlaskiego na dwie części, co było niewątpliwie odbiciem istniejącej różnicy prawnego położenia stanu szlacheckiego. “Cieszące się” prawem polskim ziemie drohiczyńska, mielnicka i bielska pozostały przy nazwie woj. podlaskiego, zaś wschodnią część połączono z Pińszczyzną tworząc nowe województwo – brzeskie (brześciańskie).

Praktycznie włączenie okrojonego woj. podlaskiego i Wołynia do Korony Polskiej stało się faktem dokonanym już w dniu wyjazdu panów litewskich, a dalsze dyskusje dotyczyły tylko spraw formalnych. Ostatecznego skorygowania przywileju inkorporacyjnego dla woj. podlaskiego dokonano 21 marca. Zygmunt August, motywując inkorporację tym, iż rzekomo Ziemia Podlaska… przed przeszłemi czasy zupełnym a całym prawem do Korony polskiej zawsze należała, wcielał woj. podlaskie do Korony zrównując go w prawach z innymi ziemiami państwa polskiego. Nie znajdujemy w tym dokumencie żadnych wzmianek o szlachcie ruskiej, co zdecydowanie odróżnia go od analogicznego przywileju dla Wołynia, w którym wyraźnie zaznacza się, że wszelkie akta grodzkie i ziemskie oraz korespondencja z kancelarią królewską mają być prowadzone w języku ruskim. Wynikało to oczywiście z faktu, że wcześniej dokonane nadanie szlachcie podlaskiej prawa polskiego odsunęło język ruski na drugi plan.

Natomiast godne podkreślenia jest silne poczucie wspólnoty wśród szlachty ruskiej Wołynia i woj. brzeskiego, co zostało zamanifestowane właśnie podczas obrad sejmu lubelskiego. Włączenie do Korony woj. podlaskiego i wołyńskiego, stało się bowiem dopiero pierwszym etapem okrojenia terytorialnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Wkrótce na porządku dziennym stanęła sprawa przyłączenia do Korony Kijowszczyzny i Bracławszczyzny (co uczyniono), a także woj. brzeskiego, czego domagała się szlachta wołyńska. Według listu starosty żmudzkiego Chodkiewicza z 31.V.1569 r., Wołyńcy podali tego między posły, że Kijów i Brześć im należy, a zwłaszcza p. Bokij – wywodzi po Narew i Jasiołdę, Pińsk, Kobryń też do Wołynia życząc, czego Polacy popirać chcą. Podobne informacje znajdujemy w liście podskarbiego litewskiego Naruszewicza z 11 czerwca, w którym skarży się, że: panowie Wołyńcy… i Brześć Litewski wszystek i Pińsk także, aż po Jasiołdę rzekę odgraniczają.

Widzimy tu więc wyraźne dążenie do zachowania integralności ziem etnicznie ukraińskich. Mimo upływu ponad dwóch stuleci od upadku państwa halicko-wołyńskiego i oddzielenia ziemi brzeskiej od Wołynia granicami administracyjnymi – najpierw pomiędzy księstwem trockim Kiejstuta a wołyńskim Lubarta, później granicami pomiędzy województwami – świadomość przynależności obu tych ziem do jednego obszaru historyczno-etnicznego była silnie ugruntowana. Jest to tym bardziej oczywiste, że działania posłów wołyńskich były zbieżne z postawą szlachty brzeskiej, o czym donosił Naruszewicz w liście z 5 czerwca: Posłom powiatu brzesckiego nie kazała [tzn. zabroniła] bracia [szlachta] wracać do domu bez jakiejkolwiek uniej [unii]; i tego snać dokładając, że się nie chcą rozrywać z bracią swoją pany wołyńskiemi, między któremi i pany Podlaszany w samem środku siedzą. Jeśliby zaś unia nie doszła do skutku, żalił się Naruszewicz, umyślili odrywać się od tej nieszczęśliwej ojczyzny swej.

1 lipca 1569 r. dokonał się akt unii Wielkiego Księstwa Litewskiego i Korony Polskiej, zakładający powstanie Rzeczypospolitej Obojga Narodów, rządzonej przez wspólnie wybieranego władcę i jeden wspólny sejm. Woj. brzeskie nie zmieniło swej przynależności, pozostając w “Litwie”, co współczesny historyk polski J. Bardach skomentował: Ziemia brzeska pozostała przy Wielkim Księstwie, zapewne także dlatego, że unia lubelska stwarzała z ziemiami ruskimi inkorporowanymi do Korony taką łączność, którą szlachta uznała za wystarczającą.

Tak więc dążenia strony polskiej do opanowania ziem Rusi Halicko-Wołyńskiej zostały w końcu zrealizowane – nawet ponad plan, gdyż przyłączono też Kijowszczyznę i Bracławszczynę. Woj. podlaskie stało się częścią ziem koronnych i pod względem organizacji oraz zasad obowiązującego prawa zostało całkowicie upodobnione do ziem polskich. Nie zmieniło to jednak sytuacji etnicznej, gdyż pomimo polonizacji szlachty ruskiej, a częściowo też mieszczaństwa chłopski wiejski ogół pozostał przy swojej ukraińskiej mowie, ludowej kulturze i ruskiej wierze.

http://nadbuhom.pl/art_0083.html

Opublikowany w Historia, Moja mała Ojczyzna | Zostaw Komentarz »

O możliwościach badań struktury etnicznej ludności Podlasia w XVI wieku

Posted by tadeo w dniu 12 Wrzesień 2012

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że zagadnienia etniczne dotyczące ludności Podlasia należą do najdrażliwszych kwestii w historii tego regionu, i to niezależnie od badanej epoki. Podejmowanie tego rodzaju badań dla głęboko przedstatystycznej epoki XVI wieku budzić musi uzasadnione obawy o rzetelny wynik. Być może jest to jedna z przyczyn, dla których zainteresowania historyków zajmujących się tym regionem dotyczą raczej gospodarki, historii miast, działań wojennych, historii Kościoła, własności ziemskiej1. Nikt jak dotychczas nie podjął próby badań nad strukturą etniczną ludności Podlasia, ani też rozważenia, czy takie możliwości istnieją. Wcześniej jednak interesowano się już tym tematem dla ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego, by wskazać choćby prace Władysława Wielhorskiego, Cezarii Baudouin de Courtenay-Jędrzejewiczowej, Stanisława Alexandrowicza2. Badania nad zaludnieniem państwa litewskiego w XVI wieku prowadził Henryk Łowmiański3. Po długiej przerwie, problematyka etniczna, zdaje się powracać do kręgu zainteresowania historyków, czego dowodem są ostatnie publikacje dotyczące Rusi Czerwonej, Podola, Prus Królewskich4. Kierunek takich badań jest coraz częściej postulowany także przez historyków z Białorusi5. Niestety, nie wskazują oni metod badawczych jakie można by zastosować analizując ten problem, szczególnie wobec tak skromnej bazy źródłowej jaką dysponujemy — szczątkowej i mocno rozproszonej pomiędzy archiwa krajowe oraz zbiory zagraniczne (Rosja, Litwa, Białoruś).

Pierwszy problem stwarza już obszar badań. Od czasu wydania w początkach XX wieku pracy Aleksandra Jabłonowskiego poświęconej Podlasiu w XVI wieku za obszar tego regionu przywykło się uważać nowożytne województwo podlaskie zawężone do ziem: drohickiej, mielnickiej i bielskiej6. Taki kształt przybrało województwo dopiero po reformie administracyjnej Wielkiego Księstwa Litewskiego 1565-1566 roku. Do tego czasu w jego składzie znajdowały się też ziemie: brzeska, kamieniecka i kobryńska, które po reformie, wraz z Księstwem Pińskim złożyły się na osobne województwo brzesko-litewskie. Tych sześć ziem, tworzyło duże województwo podlaskie wydzielone w 1513 roku z województwa trockiego7. W granicach tego ostatniego znajdowały się od 1413 roku. Jednak nie tylko wspólna przeszłość administracyjna łączyła te ziemie. Jeśli pominiemy stosunkowo późno nabyte ziemie: przy granicy z Mazowszem (powiat węgrowski włączony do ziemi drohickiej), tereny pojaćwieskie (dołączone do ziemi bielskiej od północy) otrzymamy w miarę spójny region związany dorzeczem Bugu, obejmujący ziemie: brzeską, kamieniecką, kobryńską, mielnicką, południową część ziemi bielskiej i wschodnią — drohickiej). Proces rozpadu tego obszaru na dwie mniejsze jednostki, ciążące do dwóch silnych ośrodków Drohiczyna i Brześcia, zapoczątkowany został pewnie jeszcze w średniowieczu. Utrwaliła go reorganizacja struktury administracyjnej WKL w drugiej połowie XVI wieku oraz włączenie jego zachodniej części w granice Korony, pozostawienie zaś wschodniej przy Litwie. Spory o przynależność granicznych ziem ciągnęły się co prawda niemal cały wiek, ale wytworzone wtedy struktury administracyjne przetrwały aż do III rozbioru Rzeczypospolitej.

Ta trwałość granic województwa podlaskiego była też zapewne jedną z przyczyn, że spojrzenie na Podlasie zaproponowane przez Jabłonowskiego upowszechniło się w badaniach kolejnych pokoleń historyków. Takie podejście rozumieć można jeszcze w przypadku badań obejmujących długi okres trzech stuleci (XVI-XVIII wieku) i konieczności odnoszenia wyników statystycznych do jednorodnego obszaru8. Do tego zmniejszonego obszaru ograniczały się jednak i prace historyków analizujących problemy wyłącznie dla XVI wieku: Włodzimierz Jarmolik w pracy poświęconej zagadnieniom prawnym miast podlaskich do unii lubelskiej zajmował się jedynie ośrodkami położonymi w ziemiach bielskiej, mielnickiej i drohickiej pomijając już np. Brześć9. Podobnie obszar Podlasia w XVI wieku traktuje Jerzy Ochmański przy omawianiu struktury własności ziemskiej10. Wyjątkiem jest Alina Wawrzyńczyk, która strukturę własnościową Podlasia w XVI wieku analizowała na przykładzie powiatu brzeskiego, nie czyniąc wszakże porównań z jego zachodnią częścią11.

Punktem wyjściowym dla wielu historyków Podlasia, a często i dla językoznawców, są artykuły Jerzego Wiśniewskiego12. Tymczasem prace te nie są wolne od szeregu błędów metodycznych, które w znacznym stopniu wpływają na wynik badań. Przy analizie procesów osadniczych badany region powinien być w miarę spójny, charakteryzować się wspólną przeszłością historyczną. Niebezpieczeństwem dla ogólnych wniosków jest pomniejszanie badanego obszaru, wydzielanie sztucznego terytorium badawczego w oparciu o współczesne granice powiatów i województw. Studia osadnicze przeprowadził Jerzy Wiśniewski dla województwa białostockiego we współczesnych mu granicach czyli sprzed reformy administracyjnej 1975 roku. Obejmowało ono co prawda znaczną część nowożytnego województwa podlaskiego, jednak już bez ziemi mielnickiej położonej po lewej stronie Bugu. Za to dołączone musiały zostać inne jednostki historyczno-geograficzne i administracyjne, w przeszłości fragmenty nowożytnego województwa mazowieckiego, a także trockiego (wschodnia Suwalszczyzna i zachodnia Grodzieńszczyzna). Doprowadziło to do analizy procesów osadniczych dla sztucznie wyodrębnionych przez Wiśniewskiego obszarów: nadbużańskiego, rajgrodzko-goniądzkiego i ziem położonych w zlewisku Niemna. Za ich granice przyjął autor główne rzeki województwa: Bug, Narew, Biebrzę, Supraśl, co nie jest zrozumiałe, bo rzeki nie były granicami osadnictwa. Nieporozumieniem jest też wyodrębnianie obszaru nadbużańskiego bez analizowania osadnictwa ziemi mielnickiej czy brzeskiej, a właśnie te ziemie tworzyły integralną część terytorium nadbużańskiego. Tyle tylko, że pozostały poza zainteresowaniem autora, gdyż nie mieściły się w przyjętych przez autora granicach administracyjnych.

Doceniając ogromny wysiłek, jaki włożył J. Wiśniewski w przeprowadzenie kwerendy archiwalnej, zastrzeżenie budzi jeszcze jedno jego założenie. Wiele miejsca poświęcił określeniu kierunków napływu osadników na tereny Białostocczyzny. Wszystko pozostaje w sferze hipotez, bowiem reprezentatywna podstawa źródłowa dla Podlasia pojawia się dopiero w pierwszej połowie XVI wieku. Niemniej autor wystąpił z tezą, że pomiędzy XIII a XIV wiekiem nastąpiło zniszczenie starego osadnictwa, a od Polesia przez zlewiska Narwi i Biebrzy na północ „wyrósł” szeroki pas puszczański13. Tymczasem istnienie owej pustki osadniczej, a przede wszystkim jej zasięg, są dyskusyjne. J. Wiśniewski na przykład założenie miejscowości Narew datuje na XV wiek, bowiem dopiero wtedy pojawia się ona w źródłach14. Tymczasem ostatnie badania przeprowadzone w 1991 roku przez Leszka Pawlatę w ramach Archeologicznego Zdjęcia Polski w Narwi i jej okolicach wskazują na istnienie w X-XV wieku dużych osad o powierzchni od 1 ha do 5 ha15. Ślady takich osad znaleziono w Narwi na lewym brzegu rzeki, a więc w miejscu, gdzie w 1514 roku lokowano miasto. Ślady osad podobnie datowanych znaleziono również w sąsiednich miejscowościach16.

Założenie pustki osadniczej pozwoliło jednak autorowi na kolejny budzący pewne wątpliwości krok — wyeliminowanie z rozważań ludności autochtonicznej17. Zdaniem Wiśniewskiego owe pustkowia kolonizowane były przez osadników sprowadzanych przez właścicieli poszczególnych włości z ich wcześniej nabytych majętności, co zdaje się jest podstawą klasyfikacji tej ludności nie tylko w sensie geograficznym, ale i językowym, jako nadbużańskiej, nadniemeńskiej czy północnoukraińskiej. Przyjęty przez niego sposób określania kierunków napływu osadników w oparciu o zbyt swobodne stosowanie kryterium antroponimicznego, spotkał się z krytyką Knuta Olofa Falka, przewodniczącego Kompleksowej Ekspedycji Jaćwieskiej18. Trudno też jest wyciągać wnioski bez poznania rozdawnictwa nadań i struktury własnościowej. Nie oznacza to, że J. Wiśniewski nie ma racji, jednak hipotez takich nie można stawiać bez kompleksowych badań osadniczych, własnościowych i językowych, obejmujących także teren owej domniemanej przez niego rekrutacji kolonistów.

Rozszerzenie badań o ziemie brzeską, kamieniecką i kobryńską wydaje się więc bardzo ważnym postulatem zgłaszanym pod adresem historyków i językoznawców naukowo penetrujących Podlasie. Poznanie roli procesów osadniczych w rozpadzie tego terytorium i ich analiza wraz z innymi przyczynami: stopniowym wyodrębnianiem ojcowizny Witoldowi w czasie jego konfliktu z Jagiełłą, odrębnościami prawnymi, reformą administracyjną WKL, unią lubelską pozwoli ocenić to interesujące zagadnienie. Możliwości badań osadniczych tego terenu są znacznie szersze niż dwadzieścia, czy nawet dziesięć lat temu. Źródła przechowywane w archiwach wschodnich są dostępne, a zainteresowanie przygranicznymi obszarami sąsiedniego państwa nie stwarza już tylu podejrzeń co niegdyś.

Na strukturze etnicznej tego regionu odbijają się jego skomplikowane dzieje polityczne19. Nad ziemiami nadbużańskimi usiłowała zapanować Ruś Halicko-Wołyńska i Mazowsze, a także Krzyżacy i Litwini. Za rządów Giedymina (1316-1341) Litwa zajęła ziemię brzeską i większą część drohickiej. W latach 1440-1444 ziemia drohicka (wraz z mielnicką) zajęta została przez Bolesława IV.

Podstawowymi grupami etnicznymi Podlasia była społeczność ruska, polska, w stosunkowo małym stopniu żydowska20. Wiadomości o odrębnym traktowaniu tych grup przynoszą przywileje miejskie. Przywilej na wójtostwo bielskie z 1430 roku wystawiony przez Witolda pozwalał wójtowi osadzać w mieście Polaków i Niemców, jednak bez szkody mieszkających tam Rusinów21. Nadanie prawa magdeburskiego wszystkim mieszczanom Drohiczyna w 1498 roku zakończyć miało spory pomiędzy katolikami a prawosławnymi. Również przy nadaniu prawa magdeburskiego Mielnikowi w 1501 roku wyraźnie zaznaczono, że dotyczy ono mieszczan obu wyznań22.

W miastach o mieszanym składzie etnicznym spotyka się często zapisy o odrębnych ulicach, a nawet dzielnicach. Typowe są takie nazwy własne jak np. ulica ruska, ulica lacka, rynek ruski. Obserwować to można przede wszystkim w dużych miastach o dużym odsetku ludności polskiej np. w zachodniej części województwa ruskiego: Jarosław, Lwów, Przemyśl23. Odrębne dzielnice ruskie istniały także w Wilnie (Civitas Rutenica) i Kamieńcu Podolskim24. W topografii miast południowego Podlasia, o mieszanej strukturze etnicznej, próżno by szukać jakichś ulic, których nazwy wskazywałyby na zamieszkanie przez jedną tylko grupę etniczną polską czy ruską25. Jedynie w przypadku Drohiczyna tradycja przechowuje nazwy dwóch części miasta rozdzielonych rzeką Bug: lewobrzeżna Strona Ruska i prawobrzeżna Strona Lacka. Pierwsza z nich w ogóle się nie rozwinęła, co przecież nie świadczy o braku ludności ruskiej wśród mieszczan drohickich. Odmiennie nieco wygląda sytuacja w prywatnym Węgrowie położonym w zachodniej części ziemi drohickiej na granicy z województwem mazowieckim na terenie o znacznej przewadze ludności polskiej. W inwentarzu z 1621 roku wyodrębniono Stare Miasto, Nowe Miasto oraz Ruskie Miasto, każde z odrębnym rynkiem26. Również w Surażu w środkowej części ziemi bielskiej w XVI-wiecznym układzie przestrzennym miasta znajdowały się ulice lacka i ruska27. Jerzy Motylewicz zwraca uwagę na peryferyjne położenie dzielnic i ulic ruskich z usytuowanymi w nich cerkwiami na Rusi Czerwonej w późnym już okresie XVII-XVIII wieku28. Świątynie prawosławne w miastach o metryce przedlokacyjnej na południowym Podlasiu znajdowały się przeważnie przy rynku miejskim, bądź też w jego pobliżu (Narew, Drohiczyn, Mielnik, Międzyrzec Stare Miasto).

Bardzo interesujące badania przemian w strukturze etnicznej Torunia końca XIV — połowy XVII wieku przeprowadził Krzysztof Mikulski w oparciu o księgę szosu z lat 1394 i 1455, listy cechowe oraz kontrakty kupna-sprzedaży nieruchomości zawarte w księgach ławniczych Starego i Nowego Miasta29. Przy wyodrębnianiu ludności pochodzenia polskiego i niemieckiego zastosował kryterium nazwiskowe przy czym osoby zapisane tylko imiennie zaliczył do grupy nieokreślonej. Pozwoliło mu to na określenie struktury zawodowej obu grup etnicznych, statusu społecznego, a nawet miejsca zamieszkiwania w mieście. Badania te są tym cenniejsze, że przeprowadzone były dla długiego okresu.

Historyk miast Podlasia niestety nie dysponuje takimi źródłami. Dla większości miast nie zachowały się księgi miejskie, a te, rewindykowane w latach dwudziestych ubiegłego wieku, spłonęły w czasie powstania warszawskiego30. Znane są jedynie pojedyncze księgi dla niektórych miast i to przeważnie z okresów późniejszych31. W Archiwum Skarbu Koronnego w Archiwum Głównym Akt Dawnych zachowały się rejestry poborowe z 1580 roku, rejestry szosu i czopowego z lat 1577, 1578, 1580, 1588 i 1591, w oparciu o które starać się można zrekonstruować strukturę zawodową ludności miast podlaskich. Przypadkowo odnaleziono, wszyte w księgę poborową, rejestry czopowego z Bociek i Rajgrodu z 1577 roku oraz z powiatu mielnickiego z 1580 roku32.

Jedynym właściwie źródłem, w oparciu o które można badać strukturę etniczną ludności miejskiej i wiejskiej Podlasia w XVI wieku przy zastosowaniu kryterium antroponimicznego są inwentarze dóbr i rejestry pomiary włócznej. Te ostatnie jednak dla badanego terenu znane są tylko dla miast i włości królewskich33. Rejestry wymieniają właścicieli sadyb i innej własności w miastach wedle ulic lub według przynależnych im włók w polach. Mankamentem tego źródła jest to, że podaje ono jedynie głównych właścicieli, przeważnie są więc to mężczyźni. Imiona kobiet w tych spisach pojawiają się tylko w przypadku wdów lub kobiet samotnych. Nie mamy więc pełnej informacji o społeczności, ani też o jej wielkości bowiem liczba osób w rodzinie czy też w gospodarstwie nie jest podana. Sytuacja zmienia się w wieku XVII, bowiem zachowały się rejestry pogłównego generalnego z lat 1662, 1673, 1674, 1676 zawierające spisy płatników stanu mieszczańskiego, chłopskiego i szlacheckiego z terenu ówczesnego województwa podlaskiego i brzesko-litewskiego, znacznie też wzrasta liczba zachowanych inwentarzy majątkowych34.

Kryterium antroponimiczne, jakie można zastosować przy ich analizie, nie jest jednak precyzyjne. Opierając się na nim sięgać należy wyłącznie do tekstu oryginału, bowiem w źródłach wydanych drukiem możemy mieć do czynienia ze zniekształceniem nazewnictwa podczas redakcji. Pamiętać też należy o pośrednictwie pisarza, mogącego zapisywać obce mu formy imion ruskich w „przekładzie” na polskie i łacińskie, bądź w obu postaciach np. Ioannes alias Iwan. Zdaniem Andrzeja Janeczka, badającego osadnictwo województwa bełskiego, niebezpieczeństwo stąd płynące jest stosunkowo małe, a różnice w zapisie wynikały przede wszystkim z łatwości przechodzenia z jednego systemu fonetycznego na drugi35. Uwagę na tendencje do slawizowania i przekształcania przez pisarzy imion, nazwisk i nazw miejscowych litewskich zwracał już jednak K. O. Falk36.

Wadą metody antroponimicznej jest to, że struktury imiennictwa nie można uznać za bezpośrednio odbijającą całą strukturę etniczną i możliwą do przedstawienia w sposób statystyczny. Już w XVI-wiecznym nazewnictwie osobowym występuje przemieszanie elementów polskich i ruskich, dlatego też kryterium imienia chrzestnego czy kryterium semantyczno-strukturalnej nazwy osobowej może być zawodne. Językoznawcy nie wykraczają więc poza opisowe podsumowywanie wyników swoich badań: „więcej, mniej, o podobnym charakterze”.

Pewne nadzieje na możliwości badawcze przynoszą ustalenia Leonardy Dacewicz, która w oparciu o rejestry pomiary włócznej i pogłównego badała nazewnictwo w ziemi mielnickiej37. Zwraca ona uwagę, że wśród społeczności prawosławnej (później unickiej) dominowało zapisywanie imienia o genezie wschodniosłowiańskiej w formie hipokorystycznej i potocznej, jak np. Hryc, Osip, Sak, Wasko, Akasia, Darka. Imiona katolickie zapisywano najczęściej w pełnej oficjalnej postaci, rzadziej w postaci zdrobnień38. Nie jest to jednak prawidłowość. Często zdarzają się hybrydy, wynikającego z wzajemnego przenikania się kultur. I tak np. we wsiach Kornica i Szpaki w starostwie łosickim wiele osób ma typowo wschodniosłowiańskie imiona: Chwiedka Bykowski, Iwan Nowikowski, Tereszka Kalinowski. Występują tam też wschodniosłowiańskie imiona i nazwiska wśród ludności katolickiej, ale prawdopodobnie ruskiej z pochodzenia, dając świadectwom procesom zachodzącym wskutek unii brzeskiej39. Problem ten wymaga dalszych szczegółowych badań w kontekście historyczno-kulturowym. Antroponimia mieszczan i chłopów na terenie południowego Podlasia w XVI-XVII wieku nie różni się w jakiś istotny sposób, czego przyczyny upatrywać można w rolniczym charakterze miast podlaskich.

W badaniach nad strukturą etniczną odrzucić należy klasyfikację poprzez etnonimy. Pojawiają się one w rejestrach XVI- i XVII-wiecznych podawane po imionach, np. Litwin, Rusin, Mazur, Moskal, Prusak, Wołyniak. Anna Laszuk zauważa, że etnonimy stosowano w odniesieniu do osób, które stosunkowo niedawno osiedliły się na obszarze Podlasia40. Trudno jest jednak stwierdzić, czy odetniczne nazwy osobowe zawierają prawdziwą informację o pochodzeniu geograficznym właścicieli41. Bo jak np. traktować tak niejednoznaczne określenie jak np. Litwin? Litwin jako obywatel Wielkiego Księstwa Litewskiego, przybyły z Litwy do Korony, czy też Litwin mieszkaniec Litwy etnicznej? Niektóre etnonimy nadawane też były nie po to, by określić pochodzenie osoby, lecz po prostu jako przezwisko na określone cechy zewnętrzne bądź zachowanie uznawane za stereotypowe dla jakiejś nacji42.

Analiza nazewnictwa powiatu mielnickiego z XVI i XVII wieku wskazuje na obecność dużej liczby formacji wschodniosłowiańskich, co zdecydowanie odróżnia te tereny od nazewnictwa regionów centralnej Polski, wykazuje dość duże podobieństwo do ziemi halickiej i lwowskiej. Bardzo interesujące byłoby porównanie tego nazewnictwa również z nazewnictwem ziemi brzeskiej, kamienieckiej i kobryńskiej, co jest stosunkowo proste, bowiem dla tego terenu zachowały się również analogiczne źródła. Ciekawy byłby wynik badań podjętych dla terenu całego województwa podlaskiego w jego najwcześniejszym kształcie, tym bardziej że na południe od rzeki Narew w okolicach Brańska, Narwi, Kleszczel pojawia się także niezbyt liczna grupa antroponimów pochodzenia litewskiego43.

Ciekawe wyniki dać może przeanalizowanie rejestrów pomiary włócznej także pod kątem rozmieszczenia ludności w mieście. Być może wyjaśni to związek ulic lackich i ruskich, a także przedmieść ze strukturą etniczną i zawodową miast podlaskich. Pamiętać jednak należy, że nie jesteśmy w stanie określić ani stanu wcześniejszego, ani następujących zmian, a jedynie opisać statycznie stan dla drugiej połowy XVI wieku, ewentualnie porównać wynik z takimi samymi badaniami dla innego terenu. Znaczna część miast podlaskich otrzymała prawa miejskie dopiero na przełomie XV i XVI wieku, jednak kształtowanie ich organizmów miejskich następowało wcześniej. Mając wszystkie cechy ośrodka miejskiego funkcjonowały jako tzw. miasteczka, zjawisko częste na terenie Wielkiego Księstwa Litewskiego44. Miasto jest organizmem żywym. Przykładem może być choćby Kamieniec Podolski o odrębnych dzielnicach, a nawet samorządach. Jednak już analiza zapisów w najstarszej zachowanej księdze ławniczej Kamieńca Podolskiego w pierwszej połowie XVI wieku wykazała, że ludność ormiańska i ruska nie przestrzegała przynależności do swoich części miasta i kupowała działki także w innych jego częściach45.

Innym nieco problemem jest odróżnianie osad wiejskich o tej samej nazwie drugim członem: ruski i lacki. Andrzej Janeczek zwraca uwagę, że w ziemi bełskiej to rozróżnienie pojawia się późno i nie wiąże się ze składem etnicznym czy wyznaniowym jej mieszkańców, a dotyczy prawdopodobnie różnicy w stosunkach prawnych lub własnościowych46. Jak było na Podlasiu niestety na razie nie wiemy.

Podstawą źródłową badań nad strukturą etniczną Podlasia nie mogą stać się akta metrykalne, bowiem zasób ten jest niezwykle skromny, a przede wszystkim niekompletny. Księgi metrykalne z pierwszej połowy XVII wieku zdarzają się rzadko i mają luki, dotyczą zresztą głównie Kościoła katolickiego. Trudno znaleźć na Podlasiu parafię, dla której byłby komplet ksiąg chrztów, ślubów i pogrzebów. Bardziej reprezentatywny zasób akt metrykalnych dla obu Kościołów pochodzi dopiero z XVIII wieku. Jednak już wtedy tożsamość stosunków wyznaniowych i etnicznych nie jest jednoznaczna. Dodatkowym problemem jest jeszcze kwestia rozpoznania tego rodzaju źródeł, bowiem jedynie te znajdujące się w AGAD zostały zinwentaryzowane w sposób zgodny z wymaganymi standardami47. Znaczna część akt metrykalnych pozostaje w archiwach kościelnych (Archiwum Archidiecezjalne w Białymstoku, Archiwum Diecezjalne w Siedlcach, Archiwum Diecezjalne w Drohiczynie), a sposób ich rejestracji pozostawia wiele do życzenia. Niektóre księgi metrykalne pozostające w archiwach kościelnych zostały zmikrofilmowane48.

Jeszcze gorzej przedstawia się zasób aktowy dotyczący Kościoła wschodniego. Wyjątkiem są zachowane metryki urodzin z 1793-1802 roku unickiej parafii w Mielniku49. Niemniej jednak dotyczą tylko jednej parafii unickiej w tej miejscowości, z drugiej parafii unickiej akta takie nie zachowały się. Prace nad rozpoznaniem zasobu archiwów parafialnych Kościoła prawosławnego na Białostocczyźnie od lat prowadzi ks. Grzegorz Sosna.

Najbardziej kompletne źródło to badań nad Kościołem wschodnim na Podlasiu to późne, bo dopiero osiemnastowieczne akta wizytacji przechowywane w Archiwum Państwowym w Lublinie w zespole Chełmski Konsystorz Greckokatolicki. Przynoszą one informacje o liczbie grekokatolików, strukturze poszczególnych parafii, o stanie zachowania obiektów50. Nie zachowały się jednak akta wizytacji wszystkich parafii.

Do szacunkowych badań nad strukturą etniczną mieszkańców miast Podlasia najprostszy podział społeczności ze względu na wyznanie proponuje zastosować Anna Laszuk51. Za podstawę źródłową przyjmuje XVII-wieczne rejestry pogłównego. Jej zdaniem na terenach o znacznej przewadze ludności unickiej proboszczowie spisywali katolików, a prezbiterzy — unitów w swoich parafiach. Tak było w niektórych miastach powiatu mielnickiego, brańskiego, suraskiego. W świetle takich obliczeń w pięciu miastach ponad połowę mieszkańców stanowiła ludność obrządku greckokatolickiego. Były to Kleszczele — ok. 90%, Bielsk — ok. 70%, Łosice — 55-70%, Mielnik — 60% i Boćki 50-60%52.

Przy zastosowaniu takiej metody pojawia się szereg zastrzeżeń. Po pierwsze, źródła te mają charakter skarbowy, a nie kościelny, możliwe więc było zaniżanie osób wyznania unickiego, ponieważ nie wszędzie prezbiterzy uniccy spisywali ludność o tym wyznaniu, często czynili to księża katoliccy. W ten sposób błędnie miasta prywatne Międzyrzec, Rossosz, Siemiatycze uznane zostały przez autorkę za zamieszkane niemal w 100% przez katolików. A przecież tak nie było, bowiem i w Siemiatyczach, i w Międzyrzecu istniały miejskie parafie unickie. Rossosz leżała w dobrach rossosko-horodyskich Firlejów, w których funkcjonowały dwie parafie unickie w Gęsi i w Horodyszczu53. Jednak akta wizytacji obu tych parafii, nie wymieniają Rossoszy w swoim składzie. Jest to prawdopodobnie rezultatem tego, że Rossosz była w tym czasie siedzibą parafii rzymsko-katolickiej, jedynej i stosunkowo późno ufundowanej. Do połowy XVI wieku na terenie dóbr rossoskich, własności książąt Połubińskich, istniały wyłącznie cerkwie prawosławne. Parafia rzymsko-katolicka została ufundowana dopiero w drugiej połowie XVI wieku w Rossoszy po nabyciu tych dóbr przez wywodzącego się z Małopolski Kaspra Dembińskiego, syna Walentego, kanclerza wielkiego koronnego, jednego z twórców unii lubelskiej. I tu rodzą się pytania. Czy rejestracja mieszkańców tego miasta w źródłach skarbowych przez plebana katolickiego, a także nieobjęcie miasteczka strukturą parafii unickiej jest świadectwem przejścia wszystkich jego mieszkańców na katolicyzm? Przy założeniu, że zmiana wyznania odbywała się głównie w jedną stronę, pozostaje pytanie jak zidentyfikować ów odsetek mieszczan katolików? Czy są oni pochodzenia polskiego, czy też są to Rusini, którzy przeszli na katolicyzm? Jest to dobry przykład na zawodność zaproponowanej metody szczególnie bez stosowania źródeł kontrolnych. Od połowy XVI wieku ryzykowane jest bezpośrednie przekładanie kryterium wyznaniowego na etniczne. O ile bowiem przed unią brzeską ludność wyznania prawosławnego była zwarta, to po 1596 roku następują spore komplikacje. Druga połowa XVII wieku była okresem, gdy procesy polonizacyjne przejawiające się, m.in. konwersją na katolicyzm, były już mocno zaawansowane nie tylko wśród szlachty.

Przy rozważaniach nad strukturą etniczną nasuwa się także pytanie o pozycję i liczebność obu grup w zbiorowości miejskiej54. Zapisy w przywilejach miejskich wskazują na istnienie, przynajmniej do pewnego momentu, odrębności związanych z podległością innemu prawu ludności katolickiej i prawosławnej. Jak było później trudno powiedzieć. Echa konfliktów w Mielniku na tle wprowadzenia unii brzeskiej przynoszą zapisy opublikowane w XIX-wiecznych wydaniach źródeł55. W końcu XVIII wieku Antoni Nikonowicz był burmistrzem Narwi i przewodniczył tamtejszemu unickiemu bractwu cerkiewnemu56. Czy jest to sytuacja wyjątkowa, czy też jest to wynik normalnego ułożenia stosunków pomiędzy obiema społecznościami? A może świadectwo zdecydowanej przewagi Rusinów w mieście? Na te pytania nie sposób dzisiaj odpowiedzieć, bowiem badania nad lokalnymi społecznościami na Podlasiu doby nowożytnej nie były dotychczas prowadzone.

Omawiając kwestię zaludnienia i zróżnicowania wyznaniowego miast ziemi mielnickiej nie sposób pominąć osadnictwa żydowskiego, rozwijającego się na Podlasiu zapewne od XV wieku57. Na stosunkowo łatwą identyfikację tej grupy pozwala łatwe określenie przynależności wyznaniowej oraz proponowane przez L. Dacewicz kryterium antroponimiczne58. Mimo to również i badania tej grupy wyznaniowej uznać należy za mało efektywne59.

W XVI wieku niektóre miasta królewskie Mielnik, Narew, Bielsk, Drohiczyn otrzymały przywileje zakazujące osiedlania się Żydów w mieście. Rejestry pomiary włócznej w tych miastach notują więc jedynie pojedyncze nazwiska arendarzy królewskich karczem, mieszkających tam wraz z rodzinami. Błędem jest jednak sądzenie, że równoznaczne było to z istnieniem gminy żydowskiej60. Nieco inaczej wyglądała sytuacja w miastach prywatnych. Szczególnie duży odsetek Żydów mieszkał w Orli, Jasionówce i w Tykocinie — tamtejszemu kahałowi podlegała znaczna część województwa. Niestety wobec braku źródeł niewiele można powiedzieć na temat statystyki Żydów na Podlasiu w XVI wieku. Nawet dla XVII wieku jest to dosyć trudne, gdyż w rejestrach pogłównego województwa podlaskiego nie odnotowano wszystkich osób, szczególnie zaś mieszkańców miast. Prawie wszystkie informacje o Żydach tam zawarte odnoszą się do prywatnych majętności. Przy tym nic nie wiemy o zachowanych oddzielnych rejestrach pogłównego żydowskiego dla Podlasia. Rejestry takie zachowały się np. dla wielu województw Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Wątpliwości historyków budzi stosowanie kryterium antroponimicznego do badań nad strukturą etniczną szlachty61. Częściej stosowaną metodą dla pierwszej połowy XVI wieku jest przyjęcie kryterium wyznaniowego. Łatwo jest zastosować je do szlachty ruskiej utożsamianej z wyznawaniem prawosławia. Metoda ta, stosowana jako jedyna, już jest jednak zawodna w przypadku osób przyjmujących wyznanie reformowane. Nie można na jej podstawie odróżnić także szlachty litewskiego i polskiego pochodzenia. W tym przypadku stosować należy znacznie szersze badania. Zgodzić się więc należy z Andrzejem Janeczkiem czy Henrykiem Litwinem, że najlepsze efekty przynosi łączenie wielu metod. Pierwszy z nich proponuje zastosowanie metody geograficznej i genealogicznej, która pozwala określić pochodzenie terytorialne szlachty województwa bełskiego w XVI wieku62. Przy określeniu proweniencji terytorialnej szlachty bierze pod uwagę jej pierwotne siedziby, stąd np. rody osiedlone na Rusi Czerwonej, ale przybyłe wcześniej z Małopolski, zaliczone zostały do rodów małopolskich. Negatywną stroną jego badań jest niemal 60-procentowy odsetek szlachty o nieznanym lub nieokreślonym pochodzeniu. Zdaniem autora wielkość ta może być jednak zmniejszona po przeprowadzeniu szerokiej kwerendy archiwalnej. Pewne zastrzeżenia budzi bezpośrednie przekładanie pochodzenia geograficznego na pochodzenie etniczne bez zastosowania żadnych dodatkowych informacji i w ten sposób obliczanie odsetka szlachty polskiej, ruskiej i wołoskiej.

Henryk Litwin proponuje bardziej szczegółowe rozpoznanie pochodzenia etnicznego szlachty w oparciu o kryterium geograficzne, wyznaniowe i genealogiczne. Rozróżnia on trzy grupy napływające na Ukrainę w latach 1569-1648, które nazywa umownie etnicznymi: Rusinów, Litwinów, Polaków. Do pierwszej zalicza przedstawicieli rodów prawosławnych w 1569 roku, mieszkańców Ukrainy i Wołynia, a także powiatów leżących na granicy z Wielkim Księstwem Litewskim (powiaty: piński, mozyrski, brzeski i rzeczycki); przedstawicieli rodów pochodzenia ruskiego zamieszkałych na pozostałych terenach Wielkiego Księstwa Litewskiego prawosławnych w momencie pojawienia się na Ukrainie i Wołyniu, prawosławnych przedstawicieli rodów pochodzenia ruskiego, zamieszkałych w Koronie (w granicach przed unią lubelską) oraz zrutenizowanych Polaków od momentu ich przejścia na prawosławie. Za Litwinów proponuje uznać przedstawicieli rodów pochodzenia ruskiego zamieszkałych w Wielkim Księstwie Litewskim (poza terenami pogranicza), ale nie wyznających prawosławia w momencie pojawienia się na Ukrainie lub Wołyniu, przedstawicieli rodów pochodzenia litewskiego. Do Polaków zalicza nieprawosławnych przedstawicieli rodów pochodzenia polskiego, nieprawosławnych przedstawicieli rodów pochodzenia ruskiego, napływających z Korony na Ukrainę po 1569 roku oraz spolonizowaną szlachtę obcego pochodzenia i cudzoziemców mających polski indygenat63.

Klasyfikacja ta nasuwa szereg wątpliwości szczególnie (ale nie tylko) w stosunku do sposobu wyodrębnienia Litwinów oraz zaliczenia cudzoziemców do szlachty etnicznie polskiej. Zastrzeżenia budzi też uznanie kalwinistów i katolików, wywodzących się z rodów ruskich, spoza terenów przygranicznych z Ukrainą, automatycznie za Litwinów.

Oba proponowane sposoby rozróżniania szlachty ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego i Korony pokazują jak bardzo skomplikowane zadanie stoi przed badaczem. Często stosować należy niemal indywidualne badania każdej rodziny, a kryteria przyjmować bardzo ostrożnie, bowiem nie mają one uniwersalnego zastosowania.

Charakter polityczno-państwowy, a nie etniczno-językowy ma stosowanie ogólnego podziału na Koroniarzy i Litwinów. W świetle prawa litewskiego Polaków uważano za cudzoziemców, zakazując im przed unią lubelską nabywania dóbr na terenach pogranicznych, m.in. na Podlasiu64. Wymianę rodów obserwować można na przykładzie ziemi mielnickiej. Pomiędzy rokiem 1567 a 1674 w grupie właścicieli średniej i dużej własności jedynie 4,1% to rody, które miały na tym terenie tradycje własnościowe sięgające okresu sprzed 1569 roku65. Zdecydowana większość nowych właścicieli dóbr wywodziła się z terenów koronnej Małopolski. Jednak na podstawie tak małego obszaru nic nie można powiedzieć o skali zjawiska. Bardziej reprezentatywne wyniki przynieść może prześledzenie migracji szlacheckich dla Podlasia włączonego do Korony, jak i tej części wydzielonej do województwa brzesko-litewskiego i pozostawionej w składzie Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Badanie struktury etnicznej ludności Podlasia w XVI wieku jest zadaniem niezwykle trudnym. Możliwości badawcze są bardzo ograniczone, metody niedoskonałe, wynik może być mało reprezentatywny dla całej zbiorowości. Na pytanie czy podejmować próby badań w tym kierunku, odpowiedź powinna być jednak twierdząca. Czynić to jednak należy bardzo ostrożnie, gdyż każda metoda, jako mało precyzyjna, może być zakwestionowana. Nie wyobrażam też sobie badania struktury etnicznej w oparciu o jedno tylko kryterium. W miarę pozytywne efekty przynieść może jedynie zastosowanie wielu metod i różnych rodzajów źródeł, współpraca historyków i językoznawców.

Dorota Michaluk
(Toruń)
 

http://kamunikat.fontel.net/www/czasopisy/bzh/17/17art_michaluk.htm

Opublikowany w Historia, Moja mała Ojczyzna | Zostaw Komentarz »

Ortel Królewski

Posted by tadeo w dniu 11 Lipiec 2012

Ortel Królewski dzisiaj to niewielka wieś położona w gminie Piszczac na obszarze Zaklęsłości Łomaskiej nad rzeką Zielawą w odległości ok. 15 km od Białej Podlaskiej.

Miejscowość warta odwiedzenia z uwagi na jedną z najpiękniejszych budowli drewnianej architektury sakralnej na Południowym Podlasiu – cerkiew unicką z 1706 roku – obecnie kościół parafialny p. w. Matki Bożej Różańcowej. Przepiękny, malowniczy, kryty gontem budynek świątyni otoczony jest drzewami, więc widać go dopiero jak przejeżdża się zaraz obok. Jednak przynajmniej na mnie zrobił tak wielkie wrażenie, że jak tylko go zobaczyłem nie mogłem wprost oderwać oczu. Sama świątynia i jej otoczenie wyglądają tak jakby zatrzymał się tutaj czas i był nadal XVIII wiek – jedynie widok nowoczesnych nagrobków na cmentarzu położonym za świątynią burzy to wrażenie.

Świątynia w ostatnich latach jest sukcesywnie odnawiana – jak widać z opisu wyżej z ogromnym sukcesem.

Ortel Królewski początkowo nazywany Wortel, królewszczyzna. Ziemie te w 1504 roku zostały nadana przez króla Aleksandra Jagiellończyka Lwu Bohowitynowi, cześnikowi lit. wraz z przywilejem na budowę zamku i założenie miasta. Jego syn Bohowityn Bohowitynowicz w roku 1526 sprzedał ją swemu bratu stryjecznemu Iwanowi Bohuszewiczowi Bohowitynowiczowi. Następnie przeszła w ręce jego syna Michała Iwanowicza Bohowitynowicza Kozieradzkiego (zm. ok 1580). Około 1565 roku nastąpił podział na dobra królewskie (wówczas siedziba wójtostwa) i część prywatną (obecnie Ortel Książęcy), którą w roku 1600 nabył od Bohowitynowiczów Lew Sapieha. Następnie królewszczyzna należąca do starostwa Łomazy. Od 1679 zamieszkiwana przez Tatarów, którzy otrzymali tu folwarki, między innymi w trzecim ćw. w. XIX własność Felicji i Jana Lisowskich, a następnie ich syna Alberta (zm. 1878). W 1905 roku w posiadaniu Franciszka Kryńskiego, a w 1939 Stanisława Czajkowskiego.

Tak jak zaznaczyłem we wstępie, warto odwiedzić tę miejscowość z uwagi na przepiękną cerkiew unicką z 1706 roku – obecnie kościół parafialny p. w. Matki Bożej Różańcowej.

Pierwsza cerkiew unicka p. w. Opieki Matki Boskiej została wzniesiona w 1656, natomiast w 1702 opatrzona funduszem przez Augusta II. Obecna cerkiew zbudowana w 1706 w miejscu pierwotnej przez cieślę Nazarona z fundacji Teodora Bieleckiego jako cerkiew unicka pw. św. Dawida i Romana. W latach 1875-1918 cerkiew prawosławna. Od 1919 kościół, natomiast  w 1922 erygowana parafia rzymskokatolicka.

Świątynia remontowana kilkakrotnie: 1927 najpewniej wówczas wstawiona arkada tęczy i wydzielona zakrystia od wsch., 1955 wymiana gontów. W latach 1963, 1979 pokrycie kopuł wież blachą, natomiast 1995-7 remont kapitalny. Świątynia orientowana, drewniana, konstrukcji zrębowej, z lisicami, zewnątrz i wewnątrz szalowana, na podmurówce. Trójdzielna, o nawie na rzucie kwadratu, węższym prezbiterium ujętym od pn. zakrystią i od pd. skarbcem, od zach. babiniec, nad którym czworoboczna wieża konstrukcji zrębowo-słupowej. Wnętrze kryte deskowym stropem. Prezbiterium otwarte arkadą o łuku koszowym. Chór muzyczny na dwóch czworobocznych słupach o sfazowanych narożach, z tralkową balustradą wycinaną z desek, z lambrekinem u dołu.

Z babińca do nawy odrzwia, z inskrypcja w języku staroruskim podającą datę budowy, nazwiska cieśli i fundatora. Okna małe, w nawie parzyste. Od frontu podcień na słupach, wieża wydzielona obdasznicą, w górnej kondygnacji pary półkoliście zamkniętych arkad i bogata, wycinana z desek dekoracja. Dachy strome, czterospadowe, kryte gontem z okapami z lambrekinem, nad nawą i prezbiterium o wspólnej kalenicy, z ośmioboczną wieżyczką na sygnaturkę, zwieńczoną cebulastym hełmem krytym blachą, z żelaznym krzyżem prawosławnym; takaż kopułka na dachu wieży.

 

Na ścianie tęczowej malowidło ścienne pochodzące z ok. 1927, przedstawiające Tablice Dekalogu adorowane przez parę aniołów.

Ołtarze o formach barokowych i rokokowych z 1928 roku, główny konserwowany w 2005 roku, być może z wykorzystaniem detali z ikonostasu, w polach głównych gipsowe figury: w głównym Matka Boska, w bocznych: Najśw. Serce Jezusa i św. Stanisław Kostka z Dzieciątkiem. W zwieńczeniach ołtarzy bocznych obrazy o charakterze barokowym z drugiej połowy w. XVII – gruntownie przemalowane w latach 90. w. XX: w lewym Zmartwychwstanie, w prawym Immaculata. Feretrony: 1. koniec w. XIX, z obrazami Matka Boska Częstochowska i Najśw. Serce Jezusa; 2. z 2. ćw. w. XX, z oleodrukami: św. Antoni i Matką Boska. Zwieńczenie dawnego ikonostasu z obrazem Trójcy Św., zapewne 2. poł. w. XVIII. Krucyfiksy procesyjne: 1. o charakterze barokowym, w. XIX; 2. neogotycki, w. XIX/XX, metalowy; 3. ludowy, w. XIX. Monstrancja, z cechą warszawskiej firmy Fraget, wg napisu ofiarowana 1928 przez B. A. Paszkowskich. Puszka neogotycka, wg napisu ofiarowana 1923 przez Annę Głowacką i jej syna Bazylego.

Za kościołem cmentarz założony w XVIII wieku jako unicki, obecnie katolicki. Rozplanowany na rzucie prostokąta z aleją główną od kościoła i podziałem na trzy nierówne kwadraty. Na cmentarzu kościelnym nagrobek Jana Górskiego (zm. 1841), proboszcza kościeniewickiego i ortelskiego i jego żony Anny z Dołbińskich (zm. 1830), murowany z cegły, otynkowany, na planie prostokąta, w formie kapliczki z kątowym szczycikiem, od frontu i z tyłu kwadratowe tablice inskrypcyjne z czerwonego marmuru.

Obok kościoła uwagę zwraca piękny, rozłożysty dąb pomnikowy.

Więcej zdjęć: link tutaj

http://www.poludniowepodlasie.pl/ciekawe-miejsca/16-litera-o/17-ortel-krolewski.html?start=1

Opublikowany w Historia, Moja mała Ojczyzna | Komentarzy: 2 »

Biała Podlaska w portalu polskiemiasta tv

Posted by tadeo w dniu 9 Lipiec 2012

Biała Podlaska — stolica południowego Podlasia — miasto leżące w środkowo — wschodniej części Polski, w dolinie rzeki Krzny, lewego dopływu Bugu. Jest ono czwartym co do wielkości ośrodkiem Lubelszczyzny zajmującym powierzchnię 49 km2 i liczącym 58 tysięcy mieszkańców. 
http://polskiemiasta.tv/pokaz_miasto.php?miasto=190
http://www.bialapodlaska.pl/

Opublikowany w Filmy i slajdy, Moja mała Ojczyzna, Podróże | Zostaw Komentarz »

IV Spotkanie z Kulturą Tatarską i regionalną w Studziance

Posted by tadeo w dniu 2 Lipiec 2012

Stowarzyszenie Rozwoju Miejscowości Studzianka

Po raz czwarty zapraszamy na “Spotkanie z kulturą tatarską i regionalną” w Studziance gm. Łomazy województwo lubelskie organizowane przez Stowarzyszenie Rozwoju Miejscowości Studzianka, samorząd lokalny i ludzi dobrej woli. Co roku jest motyw przewodni. W 2009 była to 330 rocznica osadnictwa tatarskiego w Studziance i okolicy. W 2010 zaznaczyliśmy znaczenie cmentarza tatarskiego i przypominaliśmy charakter oraz specyfikę łucznictwa tatarskiego, w 2011 znane zapomniane postaci ze Studzianki a w tym roku skupiamy się na przypomnieniu udziału społeczności tatarskiej w wojnie 1812 roku w dwusetną rocznicę. Wielu Tatarów z regionu Studzianki walczyło w wojnie 1812 roku u boku jednostek powstałych w okresie Księstwa Warszawskiego. Tym razem do Studzianki zawitają żołnierze rekonstruktorzy odtwarzający epokę napoleońską, którzy oddadzą hołd Tatarom walczącym w 1812 roku o stronie Napoleona z Rosją. Żołnierze w pełnym umundurowaniu i sprzęcie wzorowanym na materiałach archiwalnych będą główną atrakcja święta. Odtwórcy z 12 Pułku Piechoty Księstwa Warszawskiego w marszu pamięci oddadzą salwy i będą pełnić wartę honorową. Zaprezentują też pokaz musztry, umundurowanie i sprzęt wojskowy używany w epoce napoleońskiej. 7 lipca (sobota) 2012 roku od godziny 17 zapraszamy na warsztaty łucznictwa tradycyjnego i gry łucznicze na boisko koło świetlicy w Studziance. 8 lipca w niedzielę 2012 r. od godziny 11:00 rozpocznie się „Tatarskie Bieganie” dla wszystkich (Małe Nadzieje 400m (2004r. i mł.), O 13:30 odbędzie się przemarsz na cmentarz tatarski i oddanie hołdu żołnierzom biorącym udział w wojnie 1812 roku. Będzie można zwiedzać tatarską nekropolie z przewodnikami i poznać jego historię oraz znaczenie. Potem zobaczymy prezentację wspomnianej musztry i uzbrojenia z czasów epoki napoleońskiej przez 12 Pułk Piechoty Księstwa Warszawskiego z Gdańska przy świetlicy. Rodziny zachęcamy do udziału w IV Tatarskim Turnieju Rodzinnym, które będą rywalizować w rzucie podkową, strzelaniu z łuku, wiązaniu rzemieni i torze przeszkód. Dla zainteresowanych potrawami będą warsztaty kuchni tatarskiej (przygotowywanie tatarskiej potrawy płow na scenie)które zakończą cykl tatarski. Cześć regionalną otworzy Eksplozja – pokazy fizyczne KMO Witulin i występy artystyczne lokalnych zespołów, grup i kabaretów. Całość zakończy zabawa taneczna. Ponadto w trakcie festynu odbędą się pokazy łucznicze, warsztaty ginących zawodów, przejażdżki konno, promocja 12 numeru kwartalnika „Echo Studzianki”, konkursy wiedzy o Tatarach i Studziance, wystawa plenerowa Sławomira Hordejuka “Z nieznanej przeszłości Studzianki” oraz quizy dla publiczności. Zapraszamy do Studzianki gdzie przeszłość łączy się z teraźniejszością.

Łukasz Węda

– Pozdrawiamy serdecznie ze Studzianki

Stowarzyszenie Rozwoju Miejscowości Studzianka

Studzianka 42, 21-532Łomazy tel. kontaktowy 501-266-672 www.studzianka.pl

Zobacz także: 

Echo Studzianki

Opublikowany w Moja mała Ojczyzna | Zostaw Komentarz »

Dzieje Huszczy – Tadeusz Jeruzalski

Posted by tadeo w dniu 15 Marzec 2012

Nadbużańskie ziemie południowego Podlasia, pod koniec X w. wyglądały zupełnie inaczej niż w chwili obecnej. Rozległe puszcze pełne dzikiej zwierzyny, bory, mokradła, bagna i gdzieniegdzie polany, na których można było odpocząć czy nawet się osiedlić. Nawet rzeka przepływająca przez Huszczę, w swym naturalnym korycie, ochraniała od strony północnej i wschodniej osiadłą tu później ludność. W puszczach, borach i lasach przeważały sosna i dąb, nieco mniej było brzozy i olchy.

Według historyków, w X w. ziemie należące do powiatu bialskiego zamieszkiwały plemiona Bużan i Dulębów, a od zachodu – plemiona ludności mazowieckiej, tzw. Mazurów. Plemiona te od północy ciągle były nękane przez Jadźwingów. Jadźwingowie to plemiona litewskie, żyjące najbardziej na południe, na trudnych do zdobycia terenach leśnych, bagiennych. Ludność niezwykle waleczna, która ciągle nękała przede wszystkim ziemie polskie. Ich siedziby znajdowały się nawet w dawnej ziemi chełmskiej. Pozostałości po Jadźwingach to kurhany i horodyszcza, jeden z takich znajduje się w okolicach Dokudowa.

Ziemie południowego Podlasia przechodziły z rąk do rąk. Były własnością różnych książąt, władców rodów, plemion, podbijane i zawłaszczane przez rywalizujących ze sobą władców piastowskich, ruskich, litewskich. Każdy właściciel tych ziem korzystał z zaplecza osadniczego swoich wcześniejszych włości, skąd sprowadzano kolonistów różnej narodowości. Powstała zróżnicowana pod względem etnicznym szachownica ludnościowa, która dość zgodnie współżyła ze sobą.

Niektóre tereny Południowego Podlasia zostały już zasiedlone w wiekach XI-XIII, głównie ludnością z Mazowsza i różną ludnością ruską, przeważnie z Wołynia. Świadczą o tym groby z tamtego okresu, z obstawami i kurhany po ciałopaleniach. W szkieletowych grobach typu mazowieckiego zachowało się bogate wyposażenie, często pochodzenia ruskiego (ozdoby, krzyżyki, itp.).

Warunki terenowe i kulturowe spowodowały, że powstały pewne enklawy izolujące się od pozostałej ludności. Jednak z biegiem lat, mimo pewnej niechęci czy uprzedzeń ze strony ludności rusińskiej czy ukraińskiej do tzw. Mazurów i odwrotnie, różnice środowiskowe i obyczajowe zaczęły się zacierać.

Witold Sienkiewicz, autor opracowania „Szlachta okoliczna i ziemianie w regionie bialskim w XVI, XVIII w.”, pisze, że miejscowości Huszcza, Wiski i Tuczna, zostały zasiedlone ludnością tzw. mazurską, która po zasiedleniu ziemi łukowskiej w wieku XIV, przeniosła się na nowe tereny. Początkowo byli to bojarzy putni, którzy już za czasów Zygmunta Augusta posiadali na terenie Huszczy, Wisek i Tucznej 1 39 włók ziemi. Bojarzy – to termin zapożyczony z Rusi. W początkowej fazie tak prawdopodobnie określano wojowników. Później pojęciem „bojarzy” określano na Rusi wyższą warstwę feudałów, którzy współrządzili państwem jako członkowie Dumy.

W Wielkim Księstwie Litewskim określenie to oznaczało początkowo wszystkich ludzi w służbie książęcej, od dygnitarzy do prostych
wojowników. W Rzeczypospolitej określeniem tym objęto także chłopów wolnych od pańszczyzny, którzy zobowiązani byli do służby wojskowej. Bojar putny – to kurier, którego głównym zadaniem był przewóz korespondencji i innych tajnych wojennych wieści. W czasach, gdy nie było ani telefonów, ani radiostacji, funkcja kuriera była bardzo ważna.

?????????????????????????????????????????

Mapa powiatu bialskiego przed rozbiorami

W myśl statutu litewskiego (ostatecznie zatwierdzonego przez króla w 1529 r.) bojarowie putni, w odróżnieniu od szlachty, nie mieli prawa swobodnego dysponowania dzierżawioną ziemią. Byli jednak specjalnie wyróżniani w wojsku. Za zabicie lub zranienie bojara wyznaczano mniejsze kary niż za zbrodnie na szlachcicu, ale większe niż za zbrodnie na chłopach.
Bojarzy osiadli na terenach Tuczny, Wisek i Huszczy, na tzw. królewszczyźnie, szlachtą stali się dopiero w roku 1 580, w nagrodę za zasługi przy zdobywaniu Połocka i innych twierdz na wschodzie.

Połock to obecnie miasto leżące do Białorusi w obwodzie witebskim, leżące nad Dźwiną. Jeden z najstarszych grodów Słowian wschodnich. W XVI w. przyłączony do Litwy. W 1498 uzyskał prawa miejskie. Za czasów króla Zygmunta Augusta Połock przeszedł pod panowanie Moskwy. Była to jedna z najsilniejszych fortec moskiewskich. Położona na terenie dogodnym do obrony, między dwiema rzekami. Posiadał dwa warowne zamki połączone mostem.
Król Stefan Batory, na naradzie wojennej w lipcu 1579 r., zatwierdził wyprawę na Połock, by odciąć Inflanty od centrum państwa moskiewskiego. Od 4 do 6 sierpnia dokonano przeprawy przez Dźwinę po ustawionym w ciągu 3 godzin moście pontonowym. 11 sierpnia rozpoczęło się oblężenie. Próby zdobycia Po- łocka w bezpośrednim szturmie zawiodły.

Jak pisze dr Józef Deresz – „Obrońcy przywitali szturmujących gradem kul, lawin kamieni i potokami wrzącej wody”. Ranny w głowę został właściciel Białej Podlaskiej Mikołaj Krzysztof Radziwiłł „Sierotka”. Ulewne deszcze utrudniały ataki, pociski zapalające nie mogły zapalić mokrych umocnień, konie grzęzły w rozmokłym terenie. 29 września w oblężeniu nastąpił przełom. Piechota podlaska razem z węgierską wznieciła pożar pod kilkoma basztami. Pożar przerzucił się na miasto, po czym Połock wzięto. Z 200 żołnierzy w chorągwi podlaskiej poległo 71. Po wejściu do Połocka ujrzano pomordowanych w okrutny sposób jeńców polskich, których gotowano żywcem w kotłach i zdzierano skórę.

Po zdobyciu Połocka zajęto się oblężeniem mniejszych twierdz. Zdobyto twierdzę Sokół i Turowlę. W nagrodę za bohaterski udział w zdobywaniu tych twierdz, król wyniósł bojarów z Huszczy i Tucznej do godności szlacheckiej.

Była to jednak tylko szlachta drobna tzw. cząstkowa. Szlachcic „pełny” musiał być właścicielem odpowiedniej ilości włók ziemi (włóka = 30 morgów = 21,3 ha).
Jerzy Sroka tak pisze – „Huszcza, Tuczna i Wiski, tworzące tak zwaną „okolicę szlachecką” są najstarszy-mi i najdalej wysuniętymi na wschód, ku rzece Bug, dawnymi zaściankami drobnej szlachty podlaskiej, wywodzącej się z różnych stron Mazowsza. Założone zostały w połowie szesnastego wieku, na polecenie króla Zygmunta Augusta, przez Dymitra Sapiehę, ówczesnego starostę brzesko-litewskiego.”
Początkowo w tych miejscowościach osiedliło się po kilkanaście rodzin. W Tucznej osiadły rodziny o nazwiskach: Buczyński, Borkowski, Czapski, Czarkowski, Kryński, Kukawski, Kurowski, Makowski, Mioduszewski, Olędzki, Rzewuski, Skolimowski, Skwierczyński i Twarowski. Natomiast w Huszczy osadnicy nosili nazwiska: Bielecki, Brodacki, Czarnocki, Dołęgowski, Głowacki, Jarocki, Jeruzalski, Kowieski, Kobyliński, Izdebski, Łojewski, Laskowski, Przesmycki, Rudzki, Tarkowski, Tokarski, Żółkowski. Nazwiska te w tych miejscowościach są
dość popularne, noszą je także potomkowie dawnej szlachty, mieszkający w Białej Podlaskiej i innych podlaskich miejscowościach.
Z dokumentów parafialnych wynika, że w Huszczy już w roku 1585 wybudowano mały drewniany kościółek, w którym sprawowano liturgię według obrządku rzymskokatolickiego. 5 maja 1659 roku utworzona została parafia katolicka w Huszczy.
Inni badacze podają, że pierwszy kościół został zbudowany już w roku 1565 i już w tym czasie zaścianek Huszcza był szlachecki.

W 1630 r. Parafia Huszcza należała do dekanatu janowskiego, do którego należały wszystkie parafie, począwszy od Międzyrzeca i Wohynia po Brześć i Włodawę. Dr Józef Geresz w swych opracowaniach „Z dziejów Podlasia” podaje taką oto ciekawostkę, dotyczącą Huszczy. „W 1699 r. w pracach komisji powołanej przez biskupa Franciszka Michała Prażmowskiego do zbadania i ogłoszenia cudowności obrazu Matki Bożej w Leśnej Podlaskiej, uczestniczył proboszcz z Huszczy Piotr Rosiński. Swoje zeznania przed komisją przedstawił Jan Twardowski „szlachcic z Huszczy, jako jeden z tych, którzy doznali szczególnych łask, prawdopodobnie cudownego uzdrowienia, za pośrednictwem
Matki Boskiej Leśniańskiej”. Do wykazu proboszczów i duszpasterzy huszczańskich, jaki występuje w „Monografii parafii” J. Kuszneruka i W. Pińczuka, można dopisać na początku nazwisko ks. Rosińskiego.
Tuczeńska i huszczańska szlachta nie była właścicielem gruntów, które uprawiała – była jedynie ich użytkownikami na prawie lennym. Dziedziczenie więc odbywało się tylko w linii męskiej.
Podstawowym obowiązkiem takich ziemian zależnych było pełnienie z odpowiedniej ilości użytkowanego gruntu służby konnej w poczcie właściciela dóbr. W okresie pokoju płaciła czynsz określany często mianem pokońszczyzny. Zobowiązani więc byli do wystawiania: z 4 włók jeźdźca zbrojnego do pocztu królewskiego, w czasie wolnym do płacenia 24zł rocznie z jednej włóki (XVIII w.), a także do spełniania innych powinności.

Witold Sienkiewicz tak pisze: „W wielu instruktarzach dóbr litewskich, w których osiadli byli ziemianie, wymagano od tej kategorii ludności, obok służby wojskowej, asystencji swym panom na wszelkich publicznych ich wystąpieniach. Z obowiązkiem tym łączono udział ziemian w sejmikach, na których używano ich jako zbrojnego ramienia protektorów, bądź wykorzystywano do przegłosowania odpowiednich laudów. Zjazdy sejmikowe były polem rywalizacji magnatów za pośrednictwem klienteli rekrutującej się głównie za średniej i drobnej
szlachty. Obok jednak tej szlachty, sprowadzano także tzw. szlachtę czynszową i ekonomiczną, czyli ziemian zależnych.
Tłumnie zebrała się szlachta na brzeskim sejmiku przedelekcyjnym w 1764 roku. Czołowy przedstawiciel stronnictwa Czartoryskich na Litwie, Jan Jerzy Detlof Fleming, podskarbi wielki litewski, wykorzystując pełniony urząd, sprowadził na sejmik szlachtę ekonomiczną. Obok ziemian w sejmiku uczestniczyła także szlachta z okolic Huszczy, Tucznej, Wisków, Przewłok, Chmielowa i in. Brała ona udział w wyborze posłów na sejm konwokacyjny. W głosowaniu skrępowana była groźbą utraty ziemi ekonomicznej, w wypadku sprzeciwienia się woli podskarbiego. Dzięki gromadnemu uczestnictwu tej ludności, stronnictwo Fleminga liczyło w Brześciu blisko 1 000 osób, wobec 430 opozycjonistów.”

W wieku XVII udało się naszej szlachcie uzyskać wiele przywilejów, które stopniowo zrównywały ją z pełnoprawną szlachtą powiatową. Król Jan Kazimierz w przywileju z 1 658 roku nadał jej prawo wystawiania jeźdźca z 8 włók ziemi zamiast z 4, a Jan Sobieski w 1 667 roku zmniejszył wymiar służby na jednego konia z jeźdźcem z 10 włók ziemi. W 1698 r. król August II uwolnił naszą szlachtę spod jurysdykcji dworu łomaskiego, przyłączając ją do grodu brzeskiego. Od tego roku czynsz (pokońszczyznę) należało oddawać nie do dworu w Łomazach, lecz podskarbiemu nadwornemu litewskiemu. W razie ogłoszenia pospolitego ruszenia, strażnik województwa brześciańskiego miał
„ex munere sui oficii mieć pod swoją komendę tatarów województwa brzeskiego, także z Huszczy, Tucznej i Wisków szlachtę, której z powinności swej i ustawy, zwykłą wyprawę czynić i sami stawić się mają”
Przywileje dla szlachty w kluczu łomaskim wydano przy ogromnym poparciu całej szlachty województwa brześciańskiego. W instrukcji dla posłów brzeskich na sejm z 22 stycznia 1670 roku nakazano posłom bronić praw i przywilejów szlachty huszczańskiej i tuczeńskiej, które naruszane były przez administratorów łomaskich.
W 1 701 roku szlachta brzeska ponownie stanęła w obronie swoich z Huszczy, Tucznej i Wisek, nakazując swoim posłom, aby bronili naszych braci przed urzędnikami w Łomazach, którzy zmuszali tę szlachtę do wielu powinności. Domagano się, by ich bracia w kluczu Łomaskim byli wolni od podległości sądowej wobec Łomaz, a na pospolite ruszenie stawali do chorągwi powiatowej. Na kolejnych sejmikach występowano z podobnymi postulatami, świadczy o tym, że mało skuteczne były te apele. Nie w pełni był respektowany także przywilej z 1698 roku.
Szlachta klucza łomaskiego, szczególnie ta, która umiała czytać i pisać, zawsze sprawowała mniej lub bardziej znaczące funkcje publiczne.  Dominującą pozycję w społeczeństwie uzyskiwało się, w zależności od ilości posiadanej ziemi, i to najlepiej dziedziczonej, stąd mniej dziwne wydają się związki małżeńskie, 49-letniego wdowca z 17-letnią panną, lub 19-letniego kawalera z 45-letnią wdową. O takich i innych przykładach nietypowych małżeństw można się dowiedzieć przeglądając księgi aktów ślubów zawartych w kościele parafialnym w Huszczy.

Na początku XVIII w. liczbę gospodarstw w Huszczy, Wiskach i Tucznej oceniano na ponad 100 gospodarstw, ale już na początku wieku XIX w samej tylko Huszczy zanotowano ponad 200 numerów domów. W parafialnych aktach zgonów z początku XIX w. podawane były numery domów, z których wyprowadzano zmarłego. Dość zaskakujące są te dane, ponieważ prawie w każdym z tych domów, w okresie 30 lat, zamieszkiwali ludzie o innych nazwiskach, były więc to rodziny wielopokoleniowe.
Prawdopodobnie młody chłopak, żeniąc się, w posagu otrzymywał także np. teściową i dziadka żony. Decydowano się na ciasnotę w chałupach, byleby mieć więcej morgów ziemi.

Jerzy II Rakoczy

Tragiczne były losy bojarów putnych osiadłych, na 12 włókach, w zaścianku Wiski leżącym między Huszczą a Tuczną. Obecnie miejscowość ta należy do gminy Tuczna. W tym miejscu warto przypomnieć kilka istotnych faktów historycznych. W 1657 roku do grasujących w Rzeczpospolitej Szwedów dołączył Jerzy Rakoczy II, książę siedmiogrodzki, sojusznik szwedzki, który od dawna planował rozbiór Polski.

29 stycznia przekroczył granicę Polski, kierując się na Lwów, prowadząc 60-tysięczną armię.Była to zbieranina Węgrów, Mołdawian, Wołochów i 20 tys. armii Kozaków pod dowództwem A. Zdanowicza. Rakoczy, zachęcając do udziału w wyprawie, obiecywał swawolę i obfite łupy. Srogości szwedzkie były niczym w porównaniu z wyczynami hord Rakoczego. Paweł Jasienica tak charakteryzował wyczyny band Rakoczego „rzędy zatkniętych na tyki głów ludzkich grodziły podlaskie gościńce i miał szczęście wieśniak, którego po prostu zarżnięto, a nie palono żywcem na wolnym ogniu lub przecinano piłą, poszukując pieniędzy lub połkniętych rzekomo klejnotów.”

Pod koniec maja bandy Rakoczego spaliły lub zrujnowały kościoły w Dokudowie, Łomazach i Rossoszu, W tym czasie jedna z takich band, zaatakowała mieszkańców Wisek.
Prawdopodobnie był to niewielki oddział kozacki. Spalili całkowicie zaścianek Wiski, a ludność wymordowali. Huszczanie, widząc łuny, uderzyli na alarm, chwycili broń (szable, muszkiety, widły, cepy, toporki) i ruszyli na pomoc. Starli się z wrogim oddziałem na grobli między Huszczą a Wiskami, gdyż napastnicy po spaleniu Wisek chcieli jeszcze zaatakować zaścianek Huszcza. Nie udało się im spalić Huszczy, wycofali się, przekroczyli rzekę w dogodnym miejscu i stanęli na nocleg na polanie, w lesie Dąbrowa od strony Bokinki Pańskiej, prawdopodobnie planowali najazd następnego dnia. Huszczanie, przeczuwając to, w nocy zorganizowali spory oddział, co sprawniejszych mieszkańców Huszczy i Tucznej i przed świtem otoczyli jeszcze śpiących bandytów i wycięli ich w pień.
Tak pomścili swych sąsiadów i braci z Wisek, a wyprzedzającym atakiem ochronili siebie i swoje rodziny od pogromu.
Przy okazji przejęto część bandyckich łupów i przyprowadzono kilka koni. W późniejszym okresie wszelkie bandy omijały Huszczę i Tucznę, gdyż szlachcic huszczański nawet w pole szedł z szablą. Utarło się powiedzenie, że są to ludzie, których dobrze mieć za przyjaciół, a broń Panie Boże – za wrogów.

W latach pięćdziesiątych XX w. co starsi mieszkańcy Bokinki i Stasiówki pokazywali miejsce, gdzie byli pogrzebani, jak to sami określali – Kozacy z czasów potopu.
Po wojnie do Wisek sprowadzono nowych osadników z okolic Brześcia, „urodzoną szlachtę ziemian”, którzy w zamian za ziemię podjęli się płacić służbę wojskową z 10 włók. Zachowując ich status szlachecki, przyłączono administracyjnie do Huszczy i Tucznej i poddano sądownictwu łomaskiemu.

Wybuch powstania kozackiego w 1648 roku, pod wodzą Chmielnickiego, a następnie wojny z Moskwą, a także ciągłe przemarsze wojsk, doprowadziły nie tylko Wiski, ale i Huszczę, Kopytnik, Stasiówkę i Tucznę, do ruiny. Nie pomogły nadane szlachcie przywileje. Mieszkańcy Tucznej. chcąc obronić się przed rekwizycjami ze strony Kozaków, powoływali się na nadane im przywileje, co im nie pomogło, ale jeszcze zaszkodziło, ponieważ powstanie Chmielnickiego skierowane było głównie przeciw „królewiętom” i szlachcie. Przywilej na pergaminie, wspólny dla Tucznej i Huszczy, został przez Kozaków zniszczony. W późniejszym okresie włożono wiele wysił-
ku, by utracone przywileje odzyskać. Zwracano się nawet do króla, by uzyskać potwierdzenie uzyskanych kiedyś praw.

Na terenie Huszczy nie było żadnych większych bitew, a jedynie potyczki, i chociaż huszczanie bronili się jak mogli, to nie uchronili zaścianka od zniszczeń. Kościół parafialny pod wezwaniem Św. Michała Archanioła, zbudowany w roku 1565,
spłonął w czasie tych działań. Kiedy? Dokładnie nie wiadomo.
Biskup Jan Wydźga w swym sprawozdaniu do Stolicy Apostolskiej z dnia 15 marca 1658 r. informuje, że kościół w Huszczy został spalony. W miejsce spalonego, król Jan Kazimierz, za wierność, zasługi i z obowiązku, ufundował w 1659 r. nowy kościół, który służył parafianom przez prawie 110 lat (spłonął w 1770 r.).
W roku 1700 wybuchła nowa wojna, tzw. wielka wojna północna, która trwała ponad 20 lat. Tym razem ze Szwecją walczyli:
Dania, Saksonia, Rosja, a w późniejszym okresie Hanower i Prusy. Polska nie brała udziału w tej wojnie, ale była terenem walk.
Przemarsze wojsk szwedzkich i saskich, grabieże, rabunki, koniecznosć wyżywienia, kwaterunek i zaopatrzenie, były niezwykle uciążliwe i wyniszczające dla mieszkańców Huszczy i okolic. Najbardziej dał się we znaki przemarsz wojsk szwedzkich z Brześcia przez Wisznice do Włodawy i Chełma. Zniszczony i ogołocony powiat brzeski został na dodatek nawiedzony przez epidemię. Ludnośc została zdziesiątkowana.
W tym to okresie, w pobliżu kościoła utworzony został szpital dla chorych i ubogich utrzymujących się z jałmużny, był on w
tym miejscu, gdzie obecnie stoi organistówka.
Klęska wojsk szwedzkich pod Połtawą w 1709 r. była początkiem kresu potęgi Szwecji, a zarazem początkiem mocarstwa rosyjskiego, naszego głównego ciemiężyciela w następnych wiekach.
Do roku 1698 Huszczę, Tucznę i Wiski traktowano o jako jeden organizm. Wspólne były przywileje wydawane w jednym dokumencie, wspólne wyprawy, wspólny czynsz i inne powinności, nawet ilość zasiedlonego gruntu w ilości 139 włók (około 2335ha) podawana była łącznie dla tych miejscowości. W wymienionym już roku 1698 rozgraniczono wszelkie sprawy między Huszczą a Tuczną, Huszczy przyznano 75 włók ziemi (1260ha). Urzędowo nastąpiło rozgraniczenie, ale w praktyce nic się nie zmieniło.

Pomni powiedzeniu, że „w jedności siła” i że „zgoda buduje niezgoda rujnuje”, żyli zgodnie i wspólnie występowali przed sejmem i u króla w obronie swych braci i w obronie przyznanych im praw. Jako jedyna społeczność w okolicy zdołałi utrzymać pełnię swych przywilejów. Ostatnie potwierdzenie przywilejów uzyskano od króla Stanisława Augusta w roku 1766. Specyficzny język z tego dokumentu jest godzien zacytowania. „Oznaymuiem sim Naszym Listom wsim pospolite komu było wedati należało, bili Nam czołom Poddanie Naszy Boiare, Szlachta w Powite Beresteyskom u Wołosti Łomazskoy na Grunte włosnom dwema sełami nazwanymi Tucznoiu i Hucznoiu, w kotorych obciuch Sełach Wołok Sto trydcat dewet i pokładali peret Nami Prywiley potwerzenia…” itd. A w dalszej części, pod koniec tego niezwykłego dokumentu, tak pisano: „My tedy Król do pomienionej Supliki łaskawie się skłoniwszy; Zwyż wyrażone potwierdzenie s Xiąg przerzeczonych Metryki Kancellaryi Naszey Wielkiej W. X. Lit. Ekstraktem Stronie potrzebuiącey wydać, i dla większey wagi Pieczęć W.X. Lit: przycisnąć Rozkazaliśmy.”

APC - 2013.09.29 17.24 - 001.3d

Wieloletnie bratanie się, koligacje rodzinne, wspólne problemy, wspólna obrona przywilejów, wzajemne wspieranie się w niemal każdej sytuacji to czynniki, które tę społeczność umacniały gospodarczo, ale wpłynęły ujemnie na rozwój fizyczny. Społeczność ta tworzyła specyficzną enklawę izolującą się od pozostałej ludności. Nie do pomyślenia był tzw. mezalians. H. Sienkiewicz tak pisał „Mazurzy to lud rosły, bitki, skory do zwad, niezwykle szybko się rozmnażający”. Kojarzenie małżeństw, tylko w obrębie swojej społeczności, nie wyszło im na dobre.
Podczas prac ziemnych, w czasie budowy nowego kościoła, w latach czterdziestych XX w. wykopywano kości niezwykle rosłych ludzi (kościól wybudowanio na byłym cmentarzu, który istniał do roku 1795).
Tak jak w każdej społeczności, tak i w tych szlacheckich zaściankach dochodziło czasem do nieporozumień i różnego typu zatargów.

W aktach parafialnych w Tucznej zachował się zapis z 1704 roku o najeździe społeczności huszczańskiej na kościelnego tuczeńskiego tzw. „dziada” nazywającego się Jan Dąbrowski, pochodzącego z Huszczy, który to w wyniku tego najazdu zmarł. Dochodzenie w tej sprawie prowadzili: Jan Moczulski generał (woźny) woj. brześciańskiego, Walerian Brodacki i Mikołaj Buczyński, wszyscy pochodzili z miejscowej szlachty ekonomicznej (jak na tamte czasy, wyżej wymienieni, pełnili dość ważne funkcje).

Opracował Tadeusz Jeruzalski -  z czasopisma Łomaskie Strony wybrał Tadeusz Czernik

http://czernik.naszagenealogia.pl/index.php?temat=2&zdarzenie=5812

Przeczytaj także: 

Parafia Rzymskokatolicka Św. Apostołów Piotra i Pawła w Łomazach – Romuald Szudejko

Na Podlasiu – Obrazki z ostatnich czasów – skreślił nadbużanin (Gazeta Krakowska)

Długosz o Łomazach

Łomazy – historia

Kijowiec

Opublikowany w Historia, Moja mała Ojczyzna | Komentarzy: 8 »

Uroczystości odpustowe w Kodniu – 15.08.2011

Posted by tadeo w dniu 19 Luty 2012

Opublikowany w Moja mała Ojczyzna | Otagowane: | 1 komentarz »

Kodeń 500 lat

Posted by tadeo w dniu 16 Luty 2012

Przeczytaj także:

Historia Sanktuarium Maryjnego w Kodniu

Opublikowany w Historia, Moja mała Ojczyzna | Otagowane: | 1 komentarz »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 370 other followers