WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Matka Boża’ Category

Obraz Matki Bożej Miłosierdzia w Białymstoku

Posted by tadeo w dniu 26 czerwca 2012

Na zdjęciu: Obraz Matki Bożej Miłosierdzia. Umieszczony jest w Bazylice Archikatedralnej WNMP w Białymstoku, w kaplicy Matki Boskiej Ostrobramskiej. Kaplicę tę zbudowano według projektu prof. Adolfa Szczypińskiego i przy współudziale ks. Tadeusza Krawczenki. Obraz i kaplicę poświęcił 27 listopada 1977 r.kardynał Karol Wojtyła. Od tego czasu datuje się szczególny kult Matki Miłosierdzia z Ostrej Bramy.

Obraz Najświętszej Maryi Panny Matki Miłosierdzia, znajdujący się w katedrze białostockiej, jest wierną kopią wizerunku Matki Bożej Ostrobramskiej. Został namalowany na płótnie farbą olejną w 1927 r., przez wileńską malarkę, Łucję Bałzukiewicz. Maryja przedstawiona jest frontalnie, w półpostaci. Ma skrzyżowane na piersiach dłonie, złożone w modlitewnym geście i lekko pochyloną głowę. Jej postać przykrywa srebrna suknia. Tego samego koloru jest nimb z promieniami otaczający Jej głowę, zaś na dole umieszczono srebrny półksiężyc. W 1977 r. obraz, podarowany przez biskupa Henryka Gulbinowicza, umieszczono w kaplicy Matki Boskiej Ostrobramskiej, w białostockiej prokatedrze. W tym samym r. kard. Karol Wojtyła poświęcił wizerunek Matki Bożej i kaplicę. Obraz został koronowany 5 czerwca 1995 r. Korony papieskie nałożyli: metropolita krakowski, kardynał Franciszek Macharski, metropolita wrocławski, kardynał Henryk Gulbinowicz, metropolita wileński, arcybiskup Audrys Baczkis oraz metropolita białostocki, arcybiskup Stanisław Szymecki. 

Trudno jest powiedzieć, kiedy rozpoczął się kult Ostrobramskiej Matki Miłosierdzia na Białostockiej Ziemi. Można przypuszczać, że stało się to dopiero w XIX w. A najbardziej spopularyzował go Adam Mickiewicz. Rok 1834, będący datą pierwszego wydania „Pana Tadeusza” ze słynną Inwokacją, przez znawców uważany jest za przełomowy w rozwoju kultu Tej, co w Ostrej świeci Bramie i w ciągu XIX w. obejmuje cały kraj i emigrację. W Wilnie kult ten był jednak tłumiony przez władze zaborcze. Dopiero ukaz tolerancyjny z 1905 r. pozwolił na swobodniejsze wyrażanie czci do Matki Boskiej Ostrobramskiej i pielgrzymowanie do Niej. Takie pielgrzymki udawały się także z Białegostoku i zwykle miały one w programie nabożeństwo w Ostrej Bramie, drogę krzyżową w Kalwarii Wileńskiej oraz modlitwę do św. Kazimierza u jego grobu w katedrze.
Odzyskanie niepodległości przez Polskę i koronacja Obrazu Ostrobramskiego w 1927 r. (2 lipca) przyczyniły się do upowszechnienia czci do Matki Miłosierdzia. W latach II wojny światowej nabożeństwo to łączyło się z kultem do Miłosierdzia Bożego, który w Wilnie miał swój początek dzięki siostrze Faustynie i jej spowiednikowi ks. Michałowi Sopoćko.


Kult Ostrobramskiej Matki Miłosierdzia przeniósł do Białegostoku, do obecnej katedry, arcybiskup metropolita wileński Romuald Jałbrzykowski. Zmuszony do wyjazdu z Wilna, osiadł przy kościele farnym w Białymstoku i stąd zarządzał archidiecezją. Jesienią 1945 r., zapoczątkował nowennę opieki Matki Boskiej Ostrobramskiej. Nabożeństwo to było zresztą bliskie miejscowej ludności, a jeszcze bardziej repatriantom i wygnańcom ze swoich rodzinnych wileńskich, nowogródzkich czy grodzieńskich stron.
Po arcybiskupie Jałbrzykowskim, zmarłym w 1955 roku, kult Pani Ostrobramskiej na białostockim gruncie podtrzymywali jego następcy. Bp Henryk Gulbinowicz zorganizował w 1971 r. uroczystości 300-lecia kultu Matki Boskiej Ostrobramskiej, natomiast bp Edward Kisiel, w związku z 50-rocznicą koronacji Obrazu w Wilnie przygotował specjalną kaplicę Matki Miłosierdzia w prokatedrze białostockiej. W kaplicy tej umieszczono wierną kopię Madonny z Ostrej Bramy, namalowaną przez znaną malarkę wileńską Łucję Bałzukiewicz w 1927 roku.
O wielkim nabożeństwie do Matki Boskiej w tym nowym sanktuarium świadczą przede wszystkim rozmodleni ludzie, a także bardzo liczne wota. Głównym nabożeństwem maryjnym w białostockiej bazylice katedralnej jest coroczna nowenna ku czci Ostrobramskiej Matki Miłosierdzia, związana z jej świętem w dniu 16 listopada. Również nabożeństwa wieczorne w każdą sobotę cieszą się popularnością wśród wiernych.
Pierwszy arcybiskup nowo utworzonej archidiecezji białostockiej, metropolita Edward Kisiel, Ostrobramską Matkę Miłosierdzia obrał za patronkę arcybiskupstwa. On też wystąpił z prośbą do Stolicy Apostolskiej o pozwolenie na koronację czczonego w katedrze Wizerunku. Troska o koronację spoczęła na jego następcy – arcybiskupie metropolicie Stanisławie Szymeckim.

Bazylika Katedralna Wniebowzięcia NMP w Białymstoku
W przygotowania wiele trudu włożył kustosz sanktuarium, proboszcz bazyliki katedralnej, ks. kanonik Antoni Lićwinko. Dzięki jego staraniom słynący łaskami Obraz umieszczono niżej, bliżej modlących się. Ksiądz Antoni postarał się też o nowe korony, które wykonano w Krakowie. Ten nowy „królewski diadem”, został poświęcony przez Jana Pawła II 12 marca br. Wtedy to Papież do pielgrzymów białostockich powiedział: Wasze białostockie sanktuarium w bazylice katedralnej jest w jakimś sensie przedłużeniem i kontynuacją tego wielkiego doświadczenia wiary, które w Ostrej Bramie ma swój początek.
Koronatorami obrazu Matki Miłosierdzia, w obecności blisko 30 biskupów, licznych kapłanów, prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Wałęsy oraz ogromnych rzesz wiernych (około stu tysięcy) byli: kardynał metropolita krakowski Franciszek Macharski, kardynał metropolita wrocławski Henryk Gulbinowicz, arcybiskup metropolita wileński Audrys Baczkis oraz arcybiskup metropolita białostocki Stanisław Szymecki, który zawierzył archidiecezję Matce Boże Ostrobramskiej. Na zakończenie kustosz sanktuarium ks. kan. Antoni Lićwinko złożył uroczyste przyrzeczenie, że będzie strzegł cudownego obrazu jak źrenicy oka.

Przeczytaj także: 

Białystok Miasto Miłosierdzia

Reklamy

Posted in Matka Boża | 3 Komentarze »

Akita -Japonia”Ogień spadnie z nieba ” S. Agnieszka Sasagawa

Posted by tadeo w dniu 20 czerwca 2012

Treść orędzia przekazanego siostrze Agnes w czasie objawień Matki Bożej w Akita —Japonia .

Przeczytaj także: 

Krwawe łzy – Akita

Posted in Filmy religijne, Matka Boża, Religia | 1 Comment »

Matka Boska – objawienie w Południowej Afryce 2011

Posted by tadeo w dniu 20 czerwca 2012

Posted in Filmy religijne, Matka Boża, Religia | 1 Comment »

Litanie Ostrobramskie St. Moniuszki

Posted by tadeo w dniu 17 czerwca 2012

                                                   Bardziej niż Mickiewicza, królów, Piłsudskiego –
Matko moja, złocista Panno z Ostrej Bramy,
przybliż ku nam Swe oczy łzawe od litości,
przybliż słodkie Oblicze – czuwaniem. Czekamy.

                                                                                 S. Aloiza Wanda Łakowicz, Ostrobramska

         Kiedy przed rokiem 1834, Adam Mickiewicz będąc na obczyźnie, pisał największe swoje dzieło – Pana Tadeusza, wracał myślami do kraju lat dzieciństwa, do Litwy, do Wilna. Na kartach poematu przypomniał tak wielkie wydarzenia, jak Konstytucja 3 Maja – ustawę, która miała być ukoronowaniem tradycji wolnościowej dawnego państwa polskiego oraz obronę Wilna z 1794 roku (księga IX). W inwokacji epopei narodowej poeta zwraca się do Patronki Polski i Litwy, do Tej, co „w Ostrej świeci Bramie!” (1), do której śpieszył wraz z matką, by odmówić modlitwę przed cudownym obrazem. I w ostatnim dniu pobytu w Wilnie Mickiewicz gorąco modlił się do Ostrobramskiej Panny Maryi. A później, na obczyźnie, pozostała Ona już tylko w pamięci poety i jeszcze wspomnienia gromadzącej się wiernie przed Ostrą Bramą Młodzieży Filareckiej.
Dziś również Ostra Brama skupia młodzież różnej narodowości. Polski Chór Pokoju, w którym śpiewają Polacy mieszkający na Białorusi, Litwie i Ukrainie, każdego roku odwiedza Wilno i Ostrą Bramę. Stąd pomysł nagrania płyty z Litaniami Ostrobramskimi Stanisława Moniuszki.
Kult obrazu Najświętszej Maryi Panny, Matki Miłosierdzia, nabrał szczególnego znaczenia, od momentu zawieszenia go na obronnej bramie miasta Wilna. Pierwsza drewniana kaplica, w której obraz umieszczono, wybudowana została w 1671 roku. Kilkakrotnie przebudowywana, dopiero w roku 1829 otrzymała wystrój późnego klasycyzmu.
Cudowny obraz „uczestniczył” we wszelkich wydarzeniach społeczno-politycznch miasta Wilna – kataklizmach, epidemiach, powodziach, pożarach, powstaniach i wojnach. Matka Boska Ostrobramska, opiekunka Wilnian, „widziała” wiele tragedii. To u Jej stóp żołnierze różnych wojsk po zdobyciu miasta, trzymali wartę. W roku 1702 opadające ciężkie drzwi, zabiły wartowników wojska szwedzkiego, którzy nie oddawali należnej czci NMP. W 1706 roku widziano, jak Matka Najświętsza osłaniała swoją jasnością kościół i klasztor karmelitów bosych przed pożarem. Grzegorz Leśniewski, tonący podczas przeprawy przez rzekę w roku 1707, został przez Maryję Ostrobramską cudownie uratowany. Jeden z żołnierzy rosyjskich, w czasie kradzieży srebrnej szaty z obrazu w roku 1708, został rzucony o mur i tragicznie zginął. 13 marca 1744 roku Józef Porzecki, ciągnąc wodę ze studni, nagle przechylił się, a wpadając do niej, zawołał: „Najświętsza Panno Ostrobramska, ratuj!”. Cudem „zatrzymany” w połowie studni, wyszedł z niej bez niczyjej pomocy. Te wszystkie cuda i łaski stanowią treść i osnowę tzw. Godzinek Ostrobramskich ku czci NMP, Matki Miłosierdzia, odmawianych, co roku w listopadzie, w Ostrej Bramie.
Uzdrowienia i inne łaski, otrzymywane dzięki pośrednictwu NMP, znajdują wyraz w licznych wotach dziękczynnych, umieszczonych w Kaplicy Ostrobramskiej. Józef Ignacy Kraszewski w „Ołtarzyku Ostrobramskim”, tak opisuje wdzięczność, z jaką spotykał się cudowny obraz. „U obrazow Matki Boskiej nie tylko wota i lampy, ale najdroższe ofiary symbolizujące życia całego oddanie wisiały. Buławy, szable, roże dary papierów, sznury pereł, wieńce ślubne dziewic, dary monarchów, i co kto miał najdroższego wieszano. Pobożne ręce prababek naszych, na złocistem tle ornatów, wyszywały perłami i dyamentami to imię łaskawości i pośrednictwa.”
Najbardziej uroczystym świętem Matki Boskiej Ostrobramskiej są tzw. Dni Opieki, obchodzone każdego roku w listopadzie, przez osiem dni. Powstały one na wzór dni opiek braci karmelitów, a z inicjatywy Bractwa Opieki NMP, należącego do Kaplicy Ostrobramskiej. Oficjalne uroczystości Opieki Najświętszej Maryi Panny Ostrobramskiej zatwierdził na wniosek bpa wileńskiego – ks. Ignacego Jakuba Księcia Massalskiego, Papież Klemens XIV. W dniu 8 listopada 1773 roku, w otoczeniu Kapituły wileńskiej, kleru świeckiego i zakonnego, nieprzeliczonej rzeszy wiernych, śpiewając litanię, oddał miasto Wilno pod opiekę Maryi Ostrobramskiej. „Piękne tu nabożeństwo pod gołem niebem […]. Wieczorem, gdy tylko jedna lampa płonie przed obrazem, a w mieście cicho i z dala słychać tylko turkot oddalonych powozów, gdy żebrak tu klęczy i modli się jeszcze; jest jakiś urok tajemniczy, który na widok Kaplicy przejmuje, nawet najmocniej usposobionych do przyjęcia religijnych wrażeń. Tu może najlepiej wówczas się modlić; i zdaje się, że ten obraz wznoszący się ponad miastem, z złożonemi rękoma błagający za nas Boga, poda modlitwę wyżej i uprosi jej skutek! […] Widziałem tu nie raz płaczących, widziałem ubogich, […] widziałem tu więcej nabożnych niż we wszystkich razem kościołach […].(2)
W „Ołtarzyku Ostrobramskim”, wydanym w Paryżu, a sprzedawanym w Wilnie w „Składzie Album Wileńskiego, na początku ulicy Ostrobramskiej” w 1863 roku, na str. XVI, znajduje się opis ostatniego dnia Święta Opieki NMP Ostrobramskiej, autorstwa Wł. Syrokomli. „…Najuroczystszym i szczególnie rozrzewniającym jest ośmiodniowy obchód opieki najświętszej Panny Maryi, poczynający się trzeciej niedzieli listopada. Przez ośm dni kościół i ulica przepełnione są ludem, wieczorna litanija, bez względu na przykrą porę roku, liczy co dzień po kilka tysięcy modlących się. Ludzie obojej płci, różnego wieku, i różnych klas towarzystwa, zlewają się u stóp wspólnej Matki, w jedną chrześcijańską rodzinę, stroją serca we wspólny akord, aby błagać o obronę Matkę miłosierdzia. Ostatni dzień a raczej ostatni wieczór w którym się odbywają konluzyjne nieszpory, mało ma sobie podobnych w całem chrześcijaństwie w Europie. Cała niemal ludność Wileńska, wysypuje się na ulicę, zajmuje kościół, galeryę, i zalewa ogromną przestrzeń od Ostrejbramy, prawie aż do ratuszowego placu. A cała brama i cała ulica rzęsiście iluminowana, zdają się przez te ognie wyrażać powszechny zapał serc ku Tej, której opieki święto się obchodzi. Nieszpory odbywają się w kościele. Po ich ukończeniu Kapłan celebrujący zwykle biskup Wileński, pontyfikalnie ubrany, wchodzi do Ostrobramskiej kaplicy. Artyści co przedniejsi jakich Wilno posiada, wykonywają litaniję przy towarzyszeniu orkiestry miejscowej. Modlitwa wznosi się pod niebiosa, bicie kilkunastu tysięcy serc jej wtóruje”.
Antoni Edward Odyniec w „Wspomnieniach” opisuje, jak razem z kolegami uwięziony w murach klasztoru oo. Karmelitów bosych, odmawiał wspólnie litanię, podczas gdy ją lud w Ostrej Bramie śpiewał. Zwyczaj śpiewania litanii w Kaplicy Ostrobramskiej, wprowadzili ojcowie karmelici, po pożarze w roku 1715. Był on kontynuacją tradycji wykonywania wieczornych pieśni przed obrazem ostrobramskim, począwszy od II połowy XVII wieku. W tym okresie nabożeństwa w Ostrej Bramie odbywały się w kaplicy, przy dźwiękach orkiestry. W czasie większych uroczystości, nie tylko religijnych, ale i świeckich, przyozdabiano bramę kwiatami.
Naturalnym wydaje się, że Moniuszko uczestnicząc aktywnie w życiu religijnym miasta Wilna, napisał aż cztery Litanie do Matki Boskiej Ostrobramskiej. Czas jego pracy twórczej w środowisku wileńskim, wypada pomiędzy powstaniami 1830 i 1863 roku. Do Wilna przywiodło Moniuszkę uczucie, jakim darzył Aleksandrę Mullerównę, z którą w roku 1839 „wymienił obrączki” przed obrazem Matki Boskiej. Ślub odbył się w rok później, po powrocie kompozytora z Berlina, gdzie studiował kompozycję u profesora Akademii Muzycznej Carla Rungenhagena. Utrzymanie szybko powiększającej się rodziny, zmuszało Moniuszkę do stałego zarobkowania. Nie było to łatwe w niezbyt zamożnym Wilnie. Pomiędzy pracą organisty w kościele św. Jana a dawaniem lekcji gry na fortepianie, znajdował czas na komponowanie utworów religijnych, wykonywanych w Ostrej Bramie oraz w innych kościołach wileńskich. „Kiedy osiedlił się w Wilnie […] natychmiast zaczął skupiać wokoło siebie całą muzykalność miejscową, która […] była na bardzo niskim stopniu. […] Urządzano wszelkiego rodzaju zabawy muzyczne, grywano po kościołach, dawano koncerty…”(3)
Środowisko, w którym przyszło mu tworzyć, ograniczało jego talent. Moniuszko komponując swoje Litanie, dostosowywał je do umiejętności wykonawców. W liście do J. Sikorskiego z 1851 roku, tak opisuje orkiestrę, z którą pracował. „Jest bardzo nie kompletna. Fagotu ani zapachu, oboi jeden, a drugi (secundo) klarnet tak sfałszowany, że wolałbym raczej, ażeby wcale nie egzystował. Waltornie arcysłabe, trąbki jeszcze słabsze, za to puzon grzmi za wszystkich. Kotły są doskonałe, ale kotlisty nie mamy. – Kwartet więcej jak mierny…po tych objaśnieniach, jakim sposobem odbywam moje koncerta? Oto naprzód: piszę wyłącznie na naszą orkiestrę – znając onej niebezpieczeństwa, żegluję ostróżnie i jakoś mi się udaje. – Wnośże z tych pętów o moim geniuszu!”(4)

Impulsem do skomponowania utworu wokalno-instrumentalnego, stała się prośba Tomasza Zana, skierowana do Moniuszki w liście z 8 grudnia 1846 roku, o napisanie „porządnego akompaniamentu […] do litanji, śpiewanych w Ostrej Bramie.”(5) Później powstały w formie kantaty Litanie Ostrobramskie, na solistów, chór i orkiestrę.
„[…] Litanie ostrobramskie, raczej poematy kantatowe niż utwory kościelne, […] potrącają o ludowe kantyczki, w tych okolicach niezwykle żałosne i rozlewne. Gdy wykonywał je w Ostrej Bramie, wydawało mu się, że towarzyszy na organach gorzkim żalom, które lud przynajmniej w kościele mógł swobodnie wylewać” (W. Rudziński).(6) „Najlepszemi utworami religijnemi są jego (Moniuszki) cztery Litanje Ostrobramskie, dzieło wybitnej wartości pod względem inwencji i oryginalności. Niestety, wszystkie utwory Moniuszki nie nadają się do kościoła dla braku właściwego ducha kościelnego i zastosowania ich do wymogów liturgicznych” (ks. J. Wiśniewski).(7) „Litanje Ostrobramskie stanowią przepiękny dowód, jak kult Cudownego obrazu rozpościerał się daleko i głęboko, idąc od serc prostaczka do duszy genialnego artysty i tu i tam wywołując efekty najwyższej wartości artystycznej” (T. Szeligowski).(8) „Litanie ostrobramskie należą do najlepszych polskich kantat” (ks. H. Feicht).(9)
Przytoczone skrajne opinie polskich muzykologów, nie wnioskują żadnego racjonalnego osądu na temat kunsztu i wartości artystycznej Litanii Ostrobramskich Moniuszki. Krytycy w swych wypowiedziach nie uwzględnili rzeczy najważniejszej – celu napisania omawianych utworów. Skomponowane dla niewielkich rozmiarów Kaplicy Ostrobramskiej, były w niej dość regularnie wykonywane podczas listopadowych Dni Opiek. Kompozycje te, to nie tylko utwory wokalno-muzyczne, które zachwycają nas swoim artystycznym kunsztem i pełnią brzmienia. To przede wszystkim osobiste, refleksyjne modlitwy samego kompozytora, związanego silnie środowiskowo i uczuciowo z Ostrą Bramą. Nie należy ich rozpatrywać jako utworów czysto artystycznych, koncertowych. Stanowią muzycznie rozbudowaną liturgiczną formę litanii. Moniuszko nadając im formę kantatową, umiejętnie połączył aspekty religijny i artystyczny.
Ponieważ w muzyce wokalno-instrumentalnej od XVII do XX wieku litania była gatunkiem rzadko opracowywanym przez kompozytorów, cztery Litanie Ostrobramskie Stanisława Moniuszki są w tym zakresie pierwszymi i oryginalnymi kompozycjami muzyki polskiej XIX wieku.

dr Mirosław Maciej Banach

(1) Mickiewicz A.: Pan Tadeusz. Czytelnik Warszawa 1984, s. 9.
(2) Kraszewski J. I.: Wilno od początków jego do roku 1750. T. 2. Wilno 1840, s.405.
(3) Rudziński W.: Stanisław Moniuszko. Studia i materiały cz. I. PWM Kraków 1955, s. 220.
(4) Rudziński W.: Listy wybrane. PWM 1969, s. 163.
(5) Szelgowski T.: Litanie Ostrobramskie Stanisława Moniuszki. Żródło mocy z. II. Wilno 1927, s. 64.
(6) Rudziński W.: Moniuszko. PWM 1957, s.162.
(7) Wiśniewski J.: Podręcznik historji muzyki kościelnej. Pelplin 1934, s. 73.
(8) Szeligowski T.: Litanie Ostrobramskie Stanisława Moniuszki. Źródło mocy z. II. Wilno 1927, s. 66.
(9) Fht H.: Muzyka Polska. Warszawa 1927, s. 85.eic

http://studioluna.eu/maciej/publikacje.html

Posted in Matka Boża, Moje Ukochane Wilno i Wileńszczyzna, Religia | 2 Komentarze »

MATKA MIŁOSIERDZIA – homilia

Posted by tadeo w dniu 16 czerwca 2012

Maryja rodząc Jezusa Chrystusa zrodziła „SAMO ŹRÓDŁO MIŁOSIERDZIA” (św. Fulbert).

„Maryja jest Tą, która w sposób szczególny i wyjątkowy -jak nikt inny doświadczyła miłosierdzia, a równocześnie też w sposób wyjątkowy okupiła swój udział w objawieniu się miłosierdzia Bożego ofiarą serca. Ofiara ta jest ściśle związana z krzyżem Jej Syna, u którego stóp wypadło Jej stanąć na Kalwarii”.

(…) jest Tą, która najpełniej zna tajemnicę Bożego miłosierdzia. Wie, ile ono kosztowało i wie, jak wielkie ono jest. W tym znaczeniu nazywamy Ją również Matką miłosierdzia – Matką Bożą miłosierdzia lub Matką Bożego miłosierdzia, a każdy z tych tytułów posiada swój głęboki sens teologiczny” (DM V, 9).

Jezu, ufam Tobie!,

ze w godzinę śmierci mojej

wezwiesz mnie,

Kazanie misyjne

MATKA MIŁOSIERDZIA WSTĘP

Wśród wielu cech, jakie przypisujemy człowiekowi, znajduje się i ta, że człowiek to istota „najbardziej potrzebująca”.

Weźmy takie kurczątko -ledwie się wylęgnie, obeschnie, już sobie radzi. A człowiek? Przez pierwszy rok nawet chodzić dobrze nie potrafi. Do siódmego roku życia: mamo daj -tato daj. Potem Szkoła Podstawowa: mamo daj -tato daj. Szkoła średnia: mamo daj – tato daj. Studia: mamo daj-tato daj. A także i później, kiedy jest już niby samodzielny, jeszcze chętnie przyjmie jakąkolwiek pomoc rodziców.

W Starym Testamencie mamy piękny, żywy opis zapowiadający Matkę Bożą, jako Matkę Miłosierną nachyloną nad potrzebami ludzkimi. Żyła w okolicy Betlejem rodzina Elimelecha. Nastał tam czas posuchy i głodu. Ojciec, matka i dwaj synowie wędrują na obczyznę za chlebem. Tam synowie, oprócz chleba, znaleźli również dla siebie żony. Tak się później dziwnie złożyło, że zmarli po kolei ci trzej mężczyźni; została teściowa i dwie synowe – bardzo z nią zżyte, chcą iść z nią. Tłumaczy im, że lepiej dla nich będzie, jeśli zostaną. Jedna dała się przekonać, druga imieniem Ruth, wędruje z teściową. Gdy przybyły na miejsce był czas żniw. Kto jednak nie posiał i żąć nie będzie. Ale trzeba się jakoś zabezpieczyć. Teściowa poszła z Ruth do swego bogatego kuzyna – gospodarza Booza. Poprosiła go, aby Ruth mogła zbierać za żeńcami porzucone kłosy. Pozwolił na to chętnie, a że bardzo się jemu spodobała, nawet szepnął żeńcom, aby umyślnie trochę kłosów pozostawiali. Ruth przez cały dzień nachylała się nad tymi pozostawionymi, porzuconymi kłosami.

Matka Boża jest właśnie tą Ruth, nachyloną nad każdym porzuconym, pozostawionym, zdeptanym kłosem – człowiekiem. Ona zawsze, jako miłosierna, nachylała się kiedy była potrzebna, nad ludzkością i każdym człowiekiem.

Maryja zawsze tam, gdzie potrzeba ludzka

Już na początku dziejów ludzkości, gdy człowiek po swym upadku znalazł się w bardzo trudnej sytuacji, w bardzo przykrym położeniu, Bóg nam Ją wskazuje. Sytuację pierwszych rodziców jest nam trudno zrozumieć. Urodziliśmy się już na wygnaniu, nie wiemy, co znaczy raj.

Wyobraźmy sobie, że jest wigilia Bożego Narodzenia. Oświetlony pokój, stół nakryty białym obrusem, bogato zastawiony; jest? jasno, ciepło, otacza nas serdeczność najbliższych osób. W pewnym momencie ktoś chwyta nas i wyrzuca na zewnątrz. A tam ciemno, zimno i pusto. To porównanie daje tylko słabe wyobrażenie tego, jak czuli się pierwsi rodzice po straceniu raju.

Wtedy ukazuje Bóg Matkę Miłosierdzia, która zmiażdży; głowę węża diabelskiego.

Jest ratunek, przyjdzie pomoc. Ona będzie tą Gwiazdą Nadziei na ciemnym niebie beznadziejności wędrówki ludzkiej po tym łez padole.

Gdy ludzkość w swej wędrówce w ciemności po bezdrożach? znajdzie się na skraju przepaści, gdy zapędzi się w ślepy zaułek, gdy cala ziemia będzie wołać: „Spuśćcie nam na ziemskie niwy Zbawcę z niebios obłoki”, ponieważ jej nędza duchowa sięgnęła krańcowości – pojawi się Ona, która przez swego Syna pomoże i uratuje.

Gdy w czasie Zwiastowania usłyszy od anioła Gabriela, że krewna Jej, Elżbieta, potrzebuje pomocy, natychmiast wyruszy w górzystą krainę, aby potrzebującej okazać swoje miłosierdzie.

Zobaczymy Ją w Kanie Galilejskiej, lecz nie jako gościa, wokół którego trzeba się wciąż kręcić, zajmować się nim i mu usługiwać. To Ona jest przez cały czas o innych zatroskana. Jej miłosierne oko zauważa, że grozi młodej parze wielka kompromitacja. Poruszyła miłosierdzie swojego Syna i na Jej prośbę dokonał Jezus pierwszego cudu w swojej apostolskiej działalności.

Stała na Golgocie pod krzyżem. Jezus ukazuje nam swoje miłosierdzie na krzyżu: przybity i z przebitym bokiem i Sercem, Ona pod krzyżem przeżywa to samo, tylko że duchowo: Jej dusze przeszyje miecz boleści. Potrzebna nam będzie Matka. Stoi gotowa, aby usłyszeć testament Chrystusa: Niewiasto – oto syn Twój. Synu – oto Matka twoja. W swoim miłosierdziu wzięła nas za swoje dzieci.

Dziękujmy Jezusowi, że dał nam najcenniejszy swój Skarb -swoją Matkę. To największy dar Jego miłosiernego Serca

Dziękujmy i Matce Bożej, że zechciała się na to zgodzić. Mogła nas bardzo znienawidzieć, bo to przecież myśmy tak urządzili Jej Syna. Zobaczymy Ją w Wieczerniku, zabarykadowanym przez Apostołów, pełnych lęku, że może ich spotkać to samo co Mistrza. Ona przychodzi aby potrzebującym uprosić męstwo swego oblubieńca — Ducha Świętego.

Będzie się pojawiała w młodym Kościele. Pojawi się i w naszych czasach, kiedy biedna, skołatana, zagubiona ludzkość będzie czekała na jakiś ratunek z nieba (Lourdes, Fatima i inne miejsca).

Miłosierna także dla naszej Ojczyzny

Bóg już na początku naszych ojczystych dziejów stawia krzyż. Równocześnie jednak od początku wskazuje na Bogarodzicę Dziewicę jako Tę, która będzie niosła „przedziwną pomoc dla obrony naszego narodu”. Historia nasza stanie się taka podobna do życia Jana apostoła: męczony, a nie domęczony. Takim „białym męczennikiem” będzie i nasza Ojczyzna. Historia będzie się nam przejeżdżała po grzbietach. Sąsiad z lewej i ten z prawej strony będą chcieli nas zniszczyć. Podadzą sobie nawet wielokrotnie ręce, aby nas wspólnie wymazać z mapy Europy. Kolor naszej flagi: biało-czerwony tak bardzo dobrze obrazuje naszą historię-kraju męczonego, a nie domęczonego. W tej naszej narodowej biedzie zawsze potrzebna nam była Matka – „wszechmoc na klęczkach” i miłosierna. Wskazał nam Ją Bóg, a myśmy Ją wzięli za swoją, jak święty Jan ewangelista. Czy potrzebna jest nam Ona dzisiaj?

Znamy dobrze opis potopu za Noego. Ludzkość była zgangrenowana. Trzeba było ratować zdrową jej cząstkę od zguby. Pan Bóg rozkazuje Noemu zbudować arkę i schronić się w niej z najbliższymi. Przyszedł potop. Ci, co byli w arce, przetrwali. Fale ustąpiły i z arki wyszło nowe życie. To był potop fizyczny. Ten fakt potwierdzają dzisiejsze wykopaliska.

Z historii naszej Ojczyzny pamiętamy inny potop – polityczny – szwedzki. Fale tego potopu zalały cały nasz kraj. Doszły aż pod mury Jasnej Góry. Dowódca szwedzki powiedział: „W mig zlikwidujemy ten kurnik na Jasnej Górze”. Ten „kurnik” okazał się jednak arką w tym potopie. Fale ustąpiły.

Obecnie przeżywamy trzeci potop, o wiele tragiczniejszy, bo moralny. Spiętrzyły się fale różnych „izmów”. Fale ateizmu, materializmu, seksualizmu, alkoholizmu – chcą zalać naszą Ojczyznę, miasta i wsie, nasze rodziny. Spiętrzyły się ogromnie, bo sprzyjają im wiatry: i te wschodnie, i te zachodnie. Czujemy wszyscy to ogromne zagrożenie. Szumiąc grożą nam te fale zniszczeniem.

„Gdzież my o Matko, ach gdzie pójdziemy i gdzie ratunku szukać będziemy?” Oczy nasze kierują się ku Jasnej Górze -do Matki. Okaż nam miłosierdzie! Pomóż nam, bo giniemy. Wzmogły się pielgrzymki, dzisiaj są bardziej wydeptane ścieżki na Jasną Górę. Ona nie pozostała nieczuła bo to przecież Matka Serdeczna. Zeszła ze swego tronu jasnogórskiego, przewędrowała przez przeszło 20 lat całą naszą Polskę – jako ta Kokosz chcąca skrzydłami ogarnąć swoje pisklęta, bo jakiś ogromny jastrząb zawirował nad naszą Ojczyzną.

Nie patrzy na utrudzenie, na to, że Ją zaaresztują. Przez sześć lat była więziona i pilnowana przez patrole. Jednak dalej wędrowała swoim miłosiernym sercem matczynym tam, gdzie zamiast obrazu stawiano puste ramy czy też świecę przypominającą Tę kochającą nas Matkę. Skończywszy jedno pielgrzymowanie, zaczęła drugie. Przecież nie może spokojnie siedzieć na swoim tronie, gdy Jej dzieci są w ogromnej dziejowej potrzebie. Czy jednak Ona może pomóc?

Długo przed narodzeniem Pana Jezusa w Asyrii panował król Nabuchodonozor. Miał wspaniałego wodza Holofernesa i doskonałe wojsko. Chciał opanować jak najwięcej miast. Wysłał ich więc, aby je zdobywali. Ów wódz stosował taką taktykę, że otaczał wojskiem miasto i czekał, aż jego mieszkańcy sami się| poddadzą. Nikt nie śmiał z nim walczyć – był za mocny. W swym zwycięskim  pochodzie doszedł  do  małego  miasteczka żydowskiego Betulii. Otoczył je jak poprzednie i czeka. Wnet powstał w miasteczku popłoch. Starsi miasta i rycerstwo zrezygnowane, chcą się już poddać. Wtedy pojawia się kobieta imieniem Judyta. ?/Ja was wyzwolę”. „Co ty? Słaba płeć, słaba kobieta? Jednak rób co uważasz”. Ubrała się odświętnie, trochę podretuszowała, wzięła swoją torbę, i w towarzystwie służącej udała się w kierunku obozu wroga. Straże pytają ją po drodze: „Dokąd Pani idzie?” „Chciałam stanąć przed obliczem waszego wodza”. Dotarła do niego i rzeczywiście od razu wpadła mu w oko. Urządzał na jej cześć wystawne uczty. Podczas jednej z nich solid-nie sobie popił, a kiedy znaleźli się razem w namiocie i zasnął, ona wzięła jego miecz i obcięła mu głowę. Wsadziła ją do torby i wraca do miasteczka. Nikt jej jednak nie zatrzymuje, bo wszyscy myśleli, że to ulubienica ich wodza. Gdy mieszkańcy Betulii zobaczyli obciętą głowę wrogiego wodza przestali się bać. Asyryjczycy zaś zobaczywszy rano, że ich wódz leży w namiocie bez głowy, także potracili głowy i zaczęli uciekać w wielkim popłochu. Pogoniło ich wojsko Betulii tak, że się już nie pozbierali.

Judyta wojująca. Ten żywy obraz Kościół odnosi do Matki Bożej. Taką Ją Bóg przedstawił już w pierwszym swym ujawnieniu —gdy ludzkość poniosła klęskę w raju. Judyta ostatecznie zwycięży diabelskiego Holofernesa.

Wydarzenia związane z Betulią kojarzą nam się z Polską -naszą Ojczyzną. My także w bloku komunistycznym byliśmy otoczeni ze wszystkich stron. Pytaliśmy nieraz; czy przetrzymamy, czy przetrwamy? Owszem, jeżeli będzie wśród nas Judyta wojująca.

Pamiętamy rok 1956. Czasy stalinizmu, zamordyzmu, kultu jednostki. Czarne chmury zawisły nad naszą Ojczyzną. Myśleliśmy już, że wkrótce kościoły zostaną zabite deskami, zakonnicy rozpędzeni. Jednak przypomnieliśmy sobie w tych ciężkich i beznadziejnych dniach, że akurat 300 lat wstecz król Jan Kazimierz ogłosił Maryję naszą Królową. Ona nie przestała być naszą Królową. Polska miała różne przymiotniki. Była feudalna, sanacyjna, kapitalistyczna, a także komunistyczna. Ustroje jak stroje – zmieniają się; raz zielone, to znów niebieskie, granatowe, czerwone, a może i żółte, gdy Chińczyk napoi konia w Wiśle.

Jest jednak jeden przymiotnik trwały -Polska katolicka; jako taka zaistniała i taka jest. Może być rząd komunistyczny, sejm komunistyczny, partia komunistyczna, ale Polska Rzeczpospolita jest katolicka, a w niej Ona Królową – Maryja – Matka Boża i Matka nasza. Można orzełkowi odpiłować koronę, ale nie Królowej i naszej Pani.

Gdy sobie to przypomnieliśmy, odnowiliśmy śluby jasnogórskie- nastąpił polski Październik. Wyszedł z uwięzienia ksiądz Prymas Stefan Wyszyński. Otwarto szkoły dla katechetów. Głęboki oddech, pierwszy po wojnie. Skorzystaliśmy nie tylko my, ale również nasi bracia komuniści, tak polscy, jak i z innych krajów. Otrząsnęli się z wypaczenia – kultu jednostki. Potem nastąpiły inne „oddechy”: grudzień, sierpień.

Był jeszcze jeden ważny październik – roku 1978. Szesnastego dnia tego miesiąca Polak został wybrany Papieżem. Wydarzenie to odbiło się wielkim echem w świecie, a w naszej Ojczyźnie spowodowało wielkie ożywienie religijne i rozbudzenie świadomości narodowej.

Popatrzmy, jak ta Judyta umie walczyć bez oręża, i to tak skutecznie, z największym nawet mocarstwem światowym. Ona okazuje miłosierdzie swojemu ludowi w różnych opresjach.

„Pod Twoją obronę…” – pod wieloma obrazami Matki Bożej Częstochowskiej czytamy te słowa. Tak chętnie nasz naród odmawia, śpiewa to wezwanie do Matki Bożej. Ta modlitwa jest właściwie pierwszą modlitwą chrześcijańską do miłosierdzia Maryi.

Powstała między IV a VI wiekiem. Tekst pierwotny, grecki, brzmi trochę inaczej. Znaleziono go w 1917 r. w Egipcie. Zawiera takie słowa: „Do Twego Miłosierdzia (dosł. Do Twych miłosiernych wnętrzności) uciekamy się Bogarodzico, nie gardź naszymi prośbami w (naszych) potrzebach, lecz zachowaj nas od niebezpieczeństwa. Ty jedynie czysta i błogosławiona” (Ewangelia miłosierdzia, Pallotinum 1970, s. 117).

Witaj Matko miłosierdzia…

Ta antyfon a sama w sobie jest tak ściśle sformułowana, te poszczególne jej zdania można uważać za tezy teologiczne o miłosierdziu Maryi. Można ją zasadniczo podzielić na trzy części. W pierwszej mamy przedstawioną osobę Matki miłosierdzia. Jest nią Maryja jako Królowa, ale w roli Matki Boga, a nie duchowej Matki ludzi. W pierwotnej, oryginalnej wersji zaczynała się ta antyfona wprost od słów: „Salve, Regina misericordiae”. Słowo „Mater” zostało dodane później. Następnie znajdujemy tu bliższe określenia Matki Miłosierdzia. Nazywa się Ją: „życiem, słodyczą i nadzieją naszą”. Są to właściwości i funkcje Maryi określone -zgodnie ze zwyczajem tamtych czasów – nie za pomocą przymiotników, lecz rzeczowników. Ma to na celu podkreślić ich niezwykłość, wyjątkowość. Maryję zwie się „życiem naszym” dlatego, że zrodziła Chrystusa, od którego wszyscy otrzymujemy życie Boże. Jest Ona „słodyczą naszą”, gdyż Jej macierzyńskie Serce żyje tylko miłością Chrystusa Zbawiciela i miłość tę okazuje każdemu bez wyjątku, kto zwraca się do Niej z prośbą. Zwie się wreszcie „nadzieją naszą” gdyż jako Królowa i Matka miłosierdzia jest naszą niezawodną Orędowniczką. Bóg bowiem niczego Jej nie może odmówić, o cokolwiek Ona prosi Go za nami.

Druga część antyfony podaje ogólną charakterystykę tych, którzy zwracają się do Maryi z prośbą o miłosierdzie. Są nimi ludzie nieszczęśliwi, synowie pierwszej matki – Ewy. Z jej winy zostali wyrzuceni z raju, pozbawieni szczęścia i umieszczeni na ziemi, która stała się dla nich „padołem łez”. Nazwanie ludzi „wygnańcami, synami Ewy” zawiera w sobie wyraźną aluzję do przeciwieństwa Ewy – Maryi, która w dziele naszego zbawienia miała taki udział, jaki Ewa w naszym upadku. Słowa jęcząc i płacząc” nie tylko są obrazem stanu ludzkości błagającej o miłosierdzie, lecz także żywo nawiązują do praktyk sądowniczych, jakie odbywały się w wiekach średnich. Zwykle bowiem obwiniony sprowadzał na rozprawę sądową swoich najbliższych, którzy żałośnie zawodząc starali się wzruszyć sędziego, aby uzyskać dla niego uniewinnienie lub łagodny wyrok.

Umieszczenie w antyfonie słów „jęcząc i płacząc” miało zaznaczyć, że błagający o miłosierdzie przyznaje się do winy, ale pragnie wzruszyć Maryję, by Ona wstawiła się do Sędziego i wy-jednała mu przebaczenie i łaskę. Powyższe szczegóły wskazują dość wyraźnie na to, że Matka miłosierdzia wyprasza ludziom w pierwszym rzędzie nie dobra materialne, doczesne, lecz duchowe, wieczne, nadprzyrodzone.

Trzecia część antyfony jest formalnym apelem do Matki miłosierdzia o wysłuchanie prośby. Modlący zwraca się do Niej w ten sposób: „Przeto więc, Orędowniczko nasza, Twoje miłosierne oczy zwróć na nas”. Maryja przejawia swoje miłosierdzie przez macierzyńskie wstawiennictwo za nami do Boga. Funkcję tę jednak wykonuje prawdziwie po królewsku. Według pojęć biblijnych samo dopuszczenie kogoś przed oblicze królewskie było już oznaką życzliwości, łaskawe zaś wejrzenie króla na obwinionego lub proszącego o łaskę było dowodem przebaczenia lub udzielenia mu łaski. W ten sposób sam Bóg w Starym Testamencie okazywał ludziom miłosierdzie: „Zmiłuj się nad nami, Panie, Boże wszystkich rzeczy, i spojrzyj” (Syr 36, 1; por. Ps 80/79/, 4; 86/85/, 16). Przyznanie Maryi tych samych prerogatyw świadczy o tym, iż wierzono, że Ona również okazuje ludziom swoje miłosierdzie jako prawdziwa Pani i Królowa.

Antyfona kończy się słowami: „O łaskawa, o litościwa, o słodka Panno Maryjo”. Słowa te nie wiążą się organicznie z całością budowy antyfony. Nie są też logicznym jej zakończeniem. Mogą one oznaczać, że modlący jeszcze raz zwraca się błaganiem do Matki miłosierdzia albo że w ten sposób chce wyrazić Jej swoją wdzięczność będąc pewnym wysłuchania.

Istotnie, słowa te zostały dodane później, prawdopodobnie przez św. Bernarda z Clairvaux.

Antyfona ma charakter modlitwy chrystologicznej. Zakłada najpierw, że Maryja swoją funkcję miłosierdzia zawdzięcza Chrystusowi, stwierdza następnie, że okazuje je przez wstawiennictwo i wreszcie podkreśla, że ostatecznym celem Jej miłosierdzia jest Chrystus. Modlący się bowiem słowami antyfony prosi Ją przy końcu: ,A Jezusa, błogosławiony Owoc żywota Twego, okaż nam po tym wygnaniu”.

(Omówienie antyfony wg. Ewangelii miłosierdzia – Pallotinum 1970 r. – s. 121n).

ZAKOŃCZENIE

Bóg Ojciec napełnił macierzyńskie serce Maryi tym samym uczuciem miłosierdzia, jakie sam żywi dla grzesznych i jakie skłoniło Jej Syna do tego, że wydał samego siebie za grzechy świata. W Niej więc i przez Nią zrealizowało się i realizuje dzieło Bożego miłosierdzia. Istota tajemnicy Jej macierzyństwa Bożego i istota Jej miłosierdzia tkwi zatem w tajemnicy miłości „Ojca Miłosierdzia”.

Bóg chcąc swoje miłosierdzie ujawnić na sposób bardziej ludzki dopuścił Najświętszą Maryję Pannę, Matkę swego Syna, do udzielania go nam. W Niej i przez Nią nieskończone Jego miłosierdzie nabrało dla nas cech miłości prawdziwie macierzyńskiej.

Istota tajemnicy miłosierdzia Maryi tkwi nie tylko w tym, że jako Matka Boża ma dla nas macierzyńskie, litościwe serce, ale i w tym, że sam Bóg napełnił Ją miłością podobną do tej, jaką sam żywi dla nas i Ją Jedyną ze wszystkich zwykłych ludzi dopuścił do uczestnictwa w swym miłosierdziu.

„Źródłem wszelkiego miłosierdzia jest Chrystus. Maryja zaś może się zwać Matką miłosierdzia dlatego, że rodząc Chrystusa, zrodziła dla nas «samo źródło miłosierdzia». Ona też przejawia swoje miłosierdzie przez to, że wyprasza nam u Boga przebaczenie grzechów” (św. Fulbert z Chartres).

Sprawiedliwi szybciej otrzymują od Boga to, o co proszą, za wstawiennictwem Maryi, a grzesznicy tą drogą częściej dostępują miłosierdzia. Święty Anzelm tak pisze o Matce miłosierdzia: „Bóg jest ojcem rzeczy stworzonych, Maryja jest matką odnowienia wszystkiego. Bóg bowiem zrodził Tego, przez Którego wszystko się stało; a Maryja  zrodziła Tego,  przez Którego wszystko zostało zbawione.

Przeto o Pani: Matką jesteś usprawiedliwienia i usprawiedliwionych, Rodzicielką jesteś pojednania i pojednanych, Rodzicielką jesteś zbawienia i zbawionych.

Boże, któryś stał się dla miłosierdzia synem Niewiasty. Niewiasto, która dla miłosierdzia stałaś się Matką Boga: albo zmiłujecie się nad nędzarzem, Ty przebaczając, Ty wstawiając się, albo wskażecie mi do kogóż miłosierniejszego bezpieczniej się ucieknę, pokażcie, miłosierniejszemu zaufam”. Amen.

Ks. Zdzisław Pałubicki SJ

Więcej: MATKA MIŁOSIERDZIA.doc

glowna.htm

Posted in Matka Boża, Religia | Leave a Comment »

W cieniu Ostrej Bramy – św. Rafał Kalinowski

Posted by tadeo w dniu 10 czerwca 2012

Józef Kalinowski (1835-1907) – tak nazywał się przed wstąpieniem do Karmelu – nie znał swej matki. Zmarła ona bowiem, gdy był nieporadnym niemowlęciem (miał zaledwie kilka dni). Gdy dziecko traci wcześnie matkę, w jego sercu pozostaje pusta przestrzeń, której nie wypełni najczulsza nawet miłość innych członków rodziny. Nieraz potrzeba długich lat zmagań, aby przezwyciężyć takie zranienie i móc kochać innych miłością w pełni dojrzałą, wyrozumiałą i współczującą. Mimo troski głęboko religijnej rodziny przeżywał boleśnie brak czułości, którą dać może jedynie matczyne serce. Dlatego w dojrzałości swego życia napisał on, że rodzicielskiego serca na ziemi nikt oprócz Boga zastąpić nie może. Nie wiemy, kto pierwszy podpowiedział małemu Józefowi, że potrzebę macierzyńskiej miłości zaspokoić może Matka Jezusa. Nie wykluczone, że Maryję odkrył sam, gdy podczas częstych wizyt w prowadzonym niegdyś przez karmelitów bosych Sanktuarium Ostrobramskim w Wilnie, obok którego mieszkał, wpatrywał się w Jej twarz.

Subtelne przyciąganie Madonny, czczonej tutaj jako Matka Boża Miłosierdzia, znalazło podatny grunt w sercu młodego chłopca. Wtedy jeszcze nie wiedział, że kilka wieków przed nim, w podobnej sytuacji, prośby o miłość Maryi zanosiła przed Jej obrazem młoda Kastylijka, Teresa de Ahumada (św. Teresa z Avila), po stracie swej matki. Być może to ona wyprosiła Józefowi łaskę powołania do rodziny zakonnej, którą w XVI w. zreformowała. Nie wiedział też wówczas, że podobnie macierzyńskiej miłości Maryi, także po śmierci matki, doznała w swym dzieciństwie modląca się przed Jaj figurą bliższa Świętemu w czasie, a właściwie nawet jemu współczesna Teresa Martin (św. Teresa od Dzieciątka Jezus). Zanim jednak nasz Święty założy habit Karmelu Terezjańskiego przyjdzie mu zmierzyć się z wyzwaniami, jakich z pewnością się nie spodziewał. Obejmą one kryzys wiary, dramat przegranego powstania, wieloletnią katorgę i niełatwe szukanie swego miejsca w świecie.

Bóg powołując niektóre osoby do ważnych misji w Kościele dopuszcza w ich życiu wiele cierpienia. Ma ono uczynić ich ludźmi wielkiej świętości. Równocześnie jednak, zrodzona w takim cierpieniu miłość ma ubogacić skarbiec Kościoła, z którego czerpać będą niezliczone dusze. Cierpień w życiu św. Rafała nigdy więc nie brakowało. Z biegiem czasu uczył się przeżywać je coraz lepiej uświadamiając sobie, że był ktoś, kto mu w tym wydatnie pomagał. Jedno z jego ulubionych powiedzeń – „Maryja zawsze i we wszystkim”, które pojawi się w wieku duchowej dojrzałości, jest wynikiem głębokich maryjnych przemyśleń, podczas których odkrył, że na wszystkich etapach jego życia Maryja stała przy nim zawsze jako Matka dyskretnej obecności.

http://www.karmel.pl/hagiografia/kalinowski/refleksja/baza.php?id=03

Zobacz także:

Obraz Matki Bożej Ostrobramskiej

Posted in Matka Boża, Święci obok nas | 1 Comment »

ŚWIĘTA ŁUCJA MÓWI O III TAJEMNICY FATIMSKIEJ

Posted by tadeo w dniu 10 czerwca 2012

W poprzednich moich relacjach :

http://anulka77.wordpress.com/2010/09/06/sprawa-iii-tajemnicy-fatimskiej/

 http://anulka77.wordpress.com/2010/12/19/jeszcze-raz-o-iii-tajemnicy-fatimskiej/

opisałam, co przekazywała Matka Boża Św. Łucji.

                                               Teraz proszę zapoznać się z tym, co dla nas jest najważniejsze:

 Matka Boża powiedziała do Łucji;

” Objawiam Światu to co ma się zdarzyć między 1950, a 2012 rokiem.

Ludzkość zaniedbuje Przykazania Boże. Szatan zapanował nad światem siejąc nienawiść wśród ludzi i niezgodę. Państwa produkują broń śmiercionośną, która jest zdolna zniszczyć ziemię w kilku minutach.

 Większa połowa ludzkości będzie w tragiczny sposób zniszczona przez wojnę atomową.

Powstanie wielki konflikt religijny(islam przypuści atak na Kościół Katolicki), i inne religie chrześcijańskie.

 Powstaną zgorszenia w Kościele i w zakonach.

Bóg dopuści na ludzkość, grad, zimno, powodzie, ogień, trzęsienia ziemi, czas nie przychylny, katastrofy, ostre zimy, które powoli będą wykańczać ziemię.

Te wszystkie wydarzenia mają się dokonać przed 2012  rokiem.”

 Matka Boża powiedziała;

” Praktykujcie uczynki miłosierdzia wobec potrzebujących.

Wszyscy, którzy nie wypełniają przykazania miłości, którą Chrystus nakazał, nie przeżyją katastrofy. Miliony ludzi, którzy nie zachowują Przykazań bożych, zginą w sekundach. Kara jaką Bóg zamierza zesłać na grzeszą ludność jest niewyobrażalna.

  Bóg ukarze surowo wszystkich, którzy w Niego nie wierzą i rzucili Jego Przykazania. Wzywam wszystkich, aby zbliżyli się do Chrystusa, który jest Światłością świata”.

Ojciec Augustyn, który mieszka w Fatimie otrzymał od Papieża Pawła VI na odwiedzenie Siostry Łucji, która powiedziała mu;

” Ojcze, Matka Najświętsza  jest bardzo smutna, ponieważ nikt nie zainteresował się jej przepowiedniami z 1917 roku.

 Wierz mi Ojcze kara boska przyjdzie wkrótce.

Wiele dusz się zatraci i wiele państw zniknie z powierzchni ziemi.

Jeżeli ludzie się nawrócą i zaczną pokutować, modlić się i praktykować uczynki miłosierdzia świat może być ocalony. Gdy jednak się nie nawróci zginie.

Już czas, aby orędzie Matki Bożej dać poznać wszystkim, zwłaszcza rodzicom, krewnym przyjaciołom i znajomym. Zacznijcie się modlić i czynić pokutę, bo tylko krok dzieli nas od katastrofy.

 Kiedy będzie się dużo mówić o pokoju, katastrofa przyjdzie.

Pewien człowiek, które zajmuje w świecie wysokie stanowisko zostanie zabity i to wywoła wojnę nuklearną, która spowoduje wielkie zniszczenia na świecie.

Ciemność ogarnie ziemię przez trzy dni(72 godz.).

 Przed katastrofą noc będzie bardzo zimna i silne wiatry; ludzi ogarnie niepokój i zacznie się trzęsienie ziemi, które będzie trwać 3 godz. Wiatr przyniesie gaz i rozprzestrzeni po ziemi. Słońce nie będzie widoczne. Ci którzy czczą Matkę Najświętszą i rozpowszechnili jej orędzie nie potrzebują się bać niczego.

 

Co mają czynić, gdy się to stanie?

 

W domu przygotować mały ołtarzyk, na nim postawić krzyż i figurę Matki Najświętsza., być w domu, uklęknąć i przepraszać Boga za grzechy, odmawiać Różaniec i po każdej dziesiątce dodawać słowa;” O mój Jezu przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego i zaprowadź wszystkie dusze do nieba i pomóż tym, które najbardziej potrzebują Twojego Miłosierdzia, Jezu Ufam Tobie!”.

 Dom powinien byś zamknięty i nikogo obcego nie wpuścić do domu.

Drzwi i okna mają być zamknięte, z nikim nie rozmawiać, tylko się modlić. Zapalić poświęconą świecę, która ma się palić przez trzy dni, bo innego światła nie będzie w tym czasie.

Nie wychodzić z domu.

Świat będzie pogrążony w ciemnościach, jedynym światłem będzie zapalona świeca.

(Mieć przynajmniej trzy świece woskowe).

 Tylko dobrzy w sposób cudowny zostaną ocaleni od tej tragedii. Trzeba mieć w domu wodę święconą, którą należy pokropić dom, zwłaszcza drzwi i okna.

W czasie odmawiania różańca dodać słowa;” Dziewico Maryjo strzeż nas, kochamy cię, zbaw na i świat. Odmówić Wierzę w Boga Ojca i różaniec.

Ci którzy uwierzą moim słowom i rozpowszechniają je, nie potrzebują obawiać się niczego. Mów o tym innym póki czas.

Ci, którzy będą milczeć o tym, będą odpowiedzialni za tych, którzy nie zostali poinformowali i zginęli.

Bóg może dopuścić, że to wszystko się stanie.

 Te zdarzenia są przepowiedziane już w Piśmie Św.

Łk.21,5-11,12;19,20;20,19;3. List Św. Pawła 3,8-14, Izajasz 40,1,5;9.

Posted in Matka Boża | Leave a Comment »

Najświętsza Maryja Panna Częstochowska

Posted by tadeo w dniu 10 czerwca 2012

Wśród setek polskich sanktuariów Jasna Góra ma swoje pierwsze i uprzywilejowane miejsce. Rocznie to sanktuarium nawiedza od miliona do dwóch milionów pielgrzymów. Przybywają, by modlić się przed cudownym obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, słynącym wieloma łaskami i na trwałe wpisanym w dzieje Polski.
Pierwszym i najdawniejszym dokumentem, informującym o cudownym obrazie, jest łaciński rękopis, który znajduje się w archiwum klasztoru: Translatio tabulae Beate Marie Virginis quam Sanctus Lucas depinxit propriis manibus (Przeniesienie obrazu Błogosławionej Maryi Dziewicy, który własnymi rękami wymalował św. Łukasz). W rękopisie tym czytamy:

Autorem obrazu jest św. Łukasz Ewangelista. Na prośbę wiernych wymalował wizerunek Maryi z Dzieciątkiem na blacie stołu, przy którym siadywała. Cesarz Konstantyn kazał przenieść obraz z Jerozolimy do Konstantynopola i umieścić w świątyni. Tam obraz zasłynął cudami. Urzeczony cudownym obrazem książę ruski Lew, pozostający w służbie cesarza, uprosił Konstantyna o darowanie mu obrazu, który też przeniósł do swojego księstwa i kazał go bogato ozdobić. Obraz znowu zasłynął cudami. W czasie wojny prowadzonej na Rusi przez Ludwika Węgierskiego obraz ukryto w zamku bełzkim. Po poddaniu się zamku Ludwikowi, namiestnik króla, książę Władysław Opolczyk, zajął obraz. W czasie oblegania zamku przez Litwinów i Tatarów strzała wpadła do zamku i ugodziła w prawą stronę wizerunku. Wtedy mgła otoczyła nieprzyjaciół, która przeraziła wrogów. Książę wypadł na nich z wojskiem i ich rozgromił. Kiedy chciał wywieść obraz do swojego księstwa, mimo dużej liczby koni obraz nie ruszał z miejsca. Wtedy książę uczynił ślub, że wystawi kościół i klasztor tam, gdzie umieści obraz. Wtedy konie lekko ruszyły i zawiozły obraz na Jasną Górę. Tam umieścił go w kaplicy kościoła, gdzie obraz ponownie zajaśniał cudami.

Dokument pochodzi z I poł. XV w. Być może został przepisany z dokumentu wcześniejszego. Tradycja głosi, że obraz został namalowany przez św. Łukasza Ewangelistę na desce stołu z domu Świętej Rodziny w Nazarecie. Wizerunek z Jerozolimy do Konstantynopola miał przewieźć cesarz Konstantyn. Służący w wojsku cesarskim książę ruski Lew zapragnął przenieść obraz na Ruś. Cesarz podarował mu wizerunek i od tego czasu obraz otaczany był na Rusi wielką czcią. Obraz rzeczywiście mógł dostać się na Ruś z Konstantynopola, gdyż w XI-XIV w. pomiędzy Cesarstwem Bizantyjskim a Rusią trwał żywy kontakt. Nie jest również wykluczone, że obraz został zraniony strzałą w czasie bitwy. W czasie walk prowadzonych przez Kazimierza Wielkiego i Ludwika Węgierskiego na Rusi, obraz ukryto w zamku w Bełzie. W roku 1382 znalazł go tam książę Władysław Opolczyk. Doznając wielu łask przez wstawiennictwo Matki Bożej, książę zabrał obraz i przywiózł do Częstochowy.
Po II wojnie światowej znaleziono na Jasnej Górze inny dokument, pochodzący z 1474 r. Zawiera on szerszy opis dziejów cudownego obrazu, ale pełno w nim legend. Mamy jednak także dokument najwyższej wagi: dwa dzieła, które wyszły spod pióra Jana Długosza (1415-1480). Żył on w czasach, które blisko dotyczą cudownego obrazu – sam mógł więc być świadkiem niektórych wydarzeń. Długosz kilka razy pisze o cudownym obrazie częstochowskim.

Klasztor na Jasnej GórzeObecny obraz jasnogórski jest wierną kopią obrazu pierwotnego, który uległ całkowitemu zniszczeniu w roku 1430. Władysław Opolczyk sprowadził do Częstochowy z Węgier paulinów. Oddał im drewniany kościół parafialny w Starej Częstochowie. Długosz przekazał nam dokładnie akt zrzeczenia się tegoż kościoła przez ówczesnego proboszcza, Henryka Bielę, na ręce ojca Jerzego, przeora klasztoru paulinów w Budzie na Węgrzech. Długosz podaje, że akt przekazania odbył się dnia 23 czerwca 1382 r. 10 sierpnia tego roku książę Opolczyk specjalnym dokumentem przekazał uposażenie, jakie nadał klasztorowi w Starej Częstochowie przez ręce swoich pełnomocników.
Darowizny te musiały być niewystarczające, skoro 24 lutego 1393 r. książę Opolczyk ponowił akt darowizn przez swoich pełnomocników. Byli nimi: Spytko z Melsztyna, krakowianin i Jan Tarnowski, z Sandomierza. Długosz wymienia szczegółowo, jakie to były darowizny i świadczenia. Dowiadujemy się także, jaki był wówczas stan klasztoru i kościoła.

Klasztor na Jasnej GórzeBardzo szybko do obrazu zaczęli przybywać pierwsi pielgrzymi, którzy dzięki modlitwie do Maryi doznawali wielu łask. Z czasem zaczęli tu przynosić swoje wota. Przyciągnęły one złodziei. Na Wielkanoc 1430 r. dwaj panowie polscy i książę ruski dokonali napaści na Jasną Górę. Dla zatarcia śladów posłużyli się bandami husyckimi, grasującymi na Śląsku. W tym czasie klasztor słynął już z powodu cudownych łask otrzymywanych dzięki modlitwie do Maryi przedstawionej w wizerunku jasnogórskim. Napastnicy sądzili, że w klasztorze są zatem jakieś wielkie bogactwa i skarby, bo ściągały do niego rzesze pielgrzymów na święta maryjne. Kiedy okazało się, że wyposażenie klasztoru jest dość skromne – ukradli naczynia i sprzęty liturgiczne, kielichy, krzyże i ozdoby. Odarli także cudowny obraz ze złota i klejnotów, którymi przyozdobili go pobożni pielgrzymi. Wreszcie przecięli twarz Maryi cięciem szabli.
Księgi klasztoru częstochowskiego potwierdzają niezwykłe fakty, związane z cudownym obrazem. Zapisywano je skrzętnie w osobnej księdze łask. Najstarszy zachowany opis cudownego uzdrowienia pochodzi z roku 1402. O sławie jasnogórskiego obrazu świadczy również to, że już w owych czasach sporządzano jego kopie. Już w roku 1390 miał ją Głogówek, w roku 1392 daleki Sokal, a w roku 1400 – jeszcze dalszy Lepogłów w Chorwacji.

Klasztor na Jasnej GórzePierwotny obraz jasnogórski mógł pochodzić z VII w. Byłby to więc jeden z najstarszych na świecie wizerunków Matki Bożej. Analiza obrazu wykazuje duże podobieństwo do obrazów, jakie mnisi bazyliańscy malowali na Krecie. W tym wypadku obraz mógłby pochodzić z X w. Stąd mógł znaleźć się w Konstantynopolu. Po zniszczeniu obrazu w 1430 r. wykonano kopię obrazu z taką starannością, że zachowano nawet deski, na których był pierwotny obraz malowany, co nastręczało wielu trudności. Starano się więc zachować pierwowzór jak najwierniej. Był on malowany techniką enkaustyczną stosowaną w obrazach starochrześcijańskich i bizantyjskich. Zmieniono natomiast ozdoby szat. Lilie andegaweńskie na płaszczu Maryi nawiązują zbyt wyraźnie do herbu andegaweńskiego króla Węgier Ludwika. Prawdopodobnie dodano także do rąk Dzieciątka książkę. Do dziś pozostały na obrazie jedynie ślady napaści z 1430 r. – są nimi dwa równoległe ślady cięcia miecza na policzku Maryi, przecięte trzecim na linii nosa, oraz kilka podobnych, choć znacznie mniejszych cięć na szyi (dwa widoczne wyraźniej, cztery pozostałe słabiej).
Na prośbę paulinów król Władysław Jagiełło pozwolił zabrać zniszczony i zbezczeszczony przez rabusiów obraz do Krakowa i powierzył jego odnowienie nadwornym malarzom. Przypuszcza się, że byli to malarze z Rusi, wyspecjalizowani w sztuce bizantyjskiej. Usiłowali oni obraz naprawić i przywrócić go do stanu pierwotnego. Farby jednak kładziono nową techniką (tempera), czego stare malowidło nie przyjmowało. Dawniej zaś techniki enkaustycznej nie znano. W tej sytuacji albo zrobiono najpierw wierną kopię obrazu poprzedniego, albo wykonano kopię z jednej już istniejących wiernych kopii, na podstawie której wymalowano obraz nowy. Prace trwały długo, być może nawet dwa lata. To świadczy, z jak wielkim pietyzmem go malowano. Obraz malowano na koszt Władysława Jagiełły. Dla zaakcentowania wierności dla pierwowzoru artyści pozostawili nawet ślady ran, zadanych Bożej Matce na obrazie pierwotnym. Zachowali również te same deszczułki, chociaż kosztowało ich to wiele dodatkowego trudu.

Na Jasnej Górze wielokrotnie modlili się polscy królowie i książęta, m.in. Kazimierz Jagiellończyk (1448 i 1472), św. Kazimierz królewicz (1472), Zygmunt I Stary (1510 i 1514), Stefan Batory (1581), Zygmunt III Waza (1616, 1620, 1630), Władysław IV (1621, 1633, 1638, 1642, 1644, 1646), Jan Kazimierz (1649, 1656, 1658, 1661), Michał Korybut Wiśniowiecki (1669, 1670), Jan III Sobieski (1676, 1683), August II Sas (1704), August III Sas (1734).

15894542_194194831052133_5456515597463628240_n

W roku 1655 miała miejsce słynna obrona Jasnej Góry. 9 listopada 1655 r. hrabia Wejhard podszedł pod Jasną Górę w 3 tys. żołnierzy i zażądał bezwzględnej kapitulacji. Przeor klasztoru o. Augustyn Kordecki odmówił. Zaczęło się więc oblężenie. 19 listopada przybył generał Burhardt Miller oraz pułkownik Wacław Sadowski. Oblężenie trwało do Bożego Narodzenia, a więc ponad miesiąc. O. Kordecki miał do dyspozycji 160 żołnierzy i 70 zakonników. Obroną klasztoru dowodzili Stefan Zamojski i Piotr Czarnecki. Miller do rozbicia klasztoru i kościoła oraz otaczających murów użył najcięższych dział. Wyrzucono 340 armatnich kul o masie 6 kg, a nawet 12 kg. Naród zerwał się do walki. To zmusiło Millera do opuszczenia Jasnej Góry nocą 27 grudnia. Usiłował on jeszcze powrócić i z nagła zaskoczyć 24 i 28 lutego, a potem 9 kwietnia 1656 r., ale również bezskutecznie.

Cudowny Obraz Maryi z Jasnej GóryObecny obraz Matki Bożej, namalowany na drewnianej tablicy, zalicza się do ikon bizantyjskich określanych nazwą Hodegetria,co oznacza „Tę, która prowadzi”. Sam obraz (o wymiarach 122,2×82,2×3,5 cm) jest ułożony na trzech deseczkach lipowych, sklejonych, na które została położona zaprawa kredowa 2-3 mm gruba. Samo malowidło położono na płótnie, temperą. Przedstawia ono stojącą Najświętszą Maryję Pannę z Dzieciątkiem Jezus na lewym ręku. Matka Boża ma na sobie czerwoną suknię, a na nią narzucony niebieski płaszcz w ozdobach lilii andegaweńskich. Prawa ręka Maryi spoczywa na piersi. Jezus jest przyodziany w sukienkę koloru karminowego, bogato złoconą ozdobami, z rękawami szczelnie zapiętymi u dłoni – podobnie jak u Maryi. W lewym ręku trzyma księgę, prawą – unosi w geście błogosławieństwa wskazując na Maryję. Całe pole nimbu Maryi i Jezusa jest wypełnione pozłotą. Tło obrazu jest zielone, co w symbolice obrazów bizantyjskich wyraża często pełnię łask Ducha Świętego. Dziecię Boże ma stopy bose, co wyróżnia się na tle bogactwa jego szaty. Płaszcz przykrywa także głowę Najświętszej Panny jakby naturalnym welonem. Nad czołem na płaszczu widać złotą gwiazdę. Obramowanie szaty Jezusa i płaszcza Maryi ma szeroką złotą lamę. U płaszcza Maryi ma ona dodatkową ozdobę w postaci artystycznej koronki. Na to wszystko są nałożone na obie postacie artystyczne i zdobne w drogie kamienie szaty i korony.
Obraz jasnogórski był kilka razy odnawiany: przypuszczalnie w roku 1682 z okazji przygotowań do 300-lecia sprowadzenia obrazu. Wtedy to nieznany malarz, podpisany J.K. pinxit indignus servus wymalował olejnymi farbami obraz, przedstawiający historię cudownego obrazu. Obraz ten umieścił na odwrocie cudownego obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Nie przeprowadził jednak konserwacji samego obrazu. Dokonał jej dopiero w 1705 r. na dwanaście lat przed koronacją brat zakonny, Makary Szybkowski. Z tej okazji również przemalował on olejnymi farbami płaszcz i suknię Maryi i Dzieciątka; do płaszcza Maryi wbił także 28 mosiężnych gwiazdek. Usunął je dopiero profesor Jan Rutkowski, kiedy w 1925-1926 roku dokonywał naukowego badania obrazu i jego gruntownej konserwacji. Usunął on przy tym także olejne farby, nałożone w latach późniejszych, oraz sadze z twarzy Matki Bożej i Pana Jezusa. Usunął też ślady gwoździ, które były przybite do deski celem umocnienia sukienek srebrno-złotych. Oczyszczono deski od robactwa i ubytków na skutek próchnienia. Podobnie oczyszczono i zabezpieczono ramy obrazu. W latach 1948-1952 przeprowadzono jeszcze raz naukowe badania najnowocześniejszymi wówczas środkami: rentgenowskie, metodą mikroskopową, wykorzystując kryteria mikropaleontologiczne i mineralogiczne, wreszcie technologiczne i artystyczno-formalne. W latach 1939-1945 obraz znajdował się w ukryciu. Dlatego wymagał kolejnej renowacji. Dzieła dokonał konserwator R. Kozłowski.

Jan Paweł II przed Cudownym Obrazem w 1999 r.Od bardzo dawna istnieje zwyczaj ozdabiania cudownych obrazów Maryi koronami. Pierwsza papieska koronacja obrazu jasnogórskiego miała miejsce w 1717 r. Sam król ofiarował korony. Aktu koronacji dokonał brat prymasa, biskup Krzysztof Szembek 8 września 1717 r. Obecni byli ponadto biskup wileński i inflancki. W uroczystej procesji przeniesiono obraz z kościoła do sali rycerskiej. Odczytano dekret papieski i przyniesiono korony. Procesjonalnie przeniesiono obraz do kościoła wśród modlitw, śpiewów i salw armatnich. Nastąpił obrzęd nałożenia koron i Msza święta. Po obiedzie odprawiono Nieszpory i przeniesiono obraz z kościoła do kaplicy. Tam odśpiewano Litanię Loretańską i Te Deum. Z okazji koronacji nałożono na obraz Matki Bożej kosztowne szaty wykonane przez złotnika, brata Makarego Szybkowskiego. Sporządził on trzy suknie na różne uroczystości: granatową haftowaną diamentami, niebieską z rubinami i zieloną z perłami i różnymi drogimi kamieniami. Od 1817 r. zaczęto obchodzić uroczyście rocznicę koronacji. W 1909 r. w nocy z 22 na 23 października zakonnik i kapłan Macoch dokonał kradzieży koron z obrazu Matki Bożej, perłowej sukni i wielu kosztowności. Ze świętokradztwem połączył mord dokonany na wspólniku. Skazano go na dożywotnie więzienie. Papież św. Pius X ofiarował nowe korony. Rekoronacja odbyła się 22 maja 1910 r.

W 1957 r. na apel prymasa Stefana Wyszyńskiego i uchwałą Episkopatu Polskiego Polska rozpoczęła Wielką Nowennę, aby przygotować cały naród do obchodów tysiąclecia przyjęcia Chrztu przez Mieszka I (966-1966). Równocześnie zarządzono peregrynację, czyli wędrówkę – nawiedzanie kopii cudownego obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej po wszystkich diecezjach i parafiach. Peregrynacja rozpoczęła się dnia 26 sierpnia 1957 r. w archidiecezji warszawskiej. 26 sierpnia 1956 r. w 300 lat od ślubów króla Jana Kazimierza, złożonych przed obrazem Matki Boskiej Łaskawej we Lwowie 1 kwietnia 1656 roku, Episkopat Polski pod nieobecność uwięzionego Prymasa Wyszyńskiego w obecności około miliona wiernych odnowił uroczyście te ślubowania. 5 maja 1957 r. odnowienie tych ślubów odbyło się we wszystkich kościołach polskich. Śluby króla Jana Kazimierza były jego osobistym zobowiązaniem, śluby jasnogórskie zaś stały się zobowiązaniem całego narodu polskiego jako program chrześcijańskiego życia, wytyczony przez Wielką Nowennę przed Tysiącleciem Chrztu Polski.
Najbardziej znana i uroczysta koronacja obrazu odbyła się w 1966 r. w ramach obchodu Tysiąclecia Chrztu Polski. Dokonał jej Prymas Tysiąclecia, Sługa Boży Kardynał Stefan Wyszyński, wielki Czciciel Maryi Jasnogórskiej, oddany Jej z synowską ufnością; jest on założycielem Instytutu Świeckiego Pomocnic Maryi Jasnogórskiej Matki Kościoła.

Jan Paweł II przed Cudownym Obrazem

Cudowny obraz jest otaczany przez Polaków niezwykłą czcią. Wielokrotnie modlił się przed nim także kard. Karol Wojtyła, a potem – Ojciec Święty Jan Paweł II. Co roku, na uroczystości Maryjne (szczególnie 15 i 26 sierpnia) do jasnogórskiego Sanktuarium pielgrzymują setki tysięcy ludzi, najczęściej idąc na piechotę przez wiele dni.

Z  inicjatywy bł. Honorata Koźmińskiego, który po upadku styczniowego starał się zjednoczyć naród wokół Królowej Polski – wraz z ówczesnym przeorem Jasnej Góry, o. Euzebiuszem Rejmanem –  wyjednali u św. Piusa X ustanowienie w 1904 r. święta Matki Bożej Częstochowskiej. Papież Pius XI rozciągnął w 1931 r. ten obchód na całą Polskę oraz zatwierdził nowy tekst Mszy świętej i godzin kanonicznych.

http://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/08-26.php3

 

Zobacz także: Jasna Góra wczoraj i dziś

Posted in Matka Boża, Religia | 1 Comment »

Cudowny obraz Matki Bożej Tęskniącej w Powsinie k.Warszawy

Posted by tadeo w dniu 10 czerwca 2012

Tęskniąca 
za czym Ty tęsknisz 
w pociesznym Powsinie 
uśmiech Jezusa był mi nabożeństwem 
a wy straszycie smutnymi minami 
módl się za nami

(ks. J. Twardowski Litania polska)

 Zapraszam na film dokumentalny zatytułowany „Pani na Powsinie” w reżyserii Macieja Wożniakiewicza: 

Pani na Powsinie

Trzy lata temu nastąpiła koronacja obrazu Matki Bożej Tęskniącej w Powsinie, ale Jej kult trwa już 300 lat. 
Matka Boża Tęskniąca. Cóż za przepiękny tytuł. Myślę, że tęskni Ona za nami. Ale tęskni chyba nie tylko za naszą fizyczną obecnością w Jej sanktuarium, ale chce nam powiedzieć, że my także powinniśmy tęsknić za Nią, za Jej Synem. Ta obopólna „zrealizowana” tęsknota może w nas zaowocować stanem łaski, pokoju, radości. Wybieram się więc do Powsina (prawie w Warszawie, na skraju Lasku Kabackiego) ” z tęsknotą”, choć nigdy tam nie byłem. Przewodnik Z dawna Polski Tyś Królową… mówi, że z ostatniego przystanku metra to tylko 35 min. drogi. Można też dojechać autobusem. W pielgrzymkę staram się na ogół zawsze włączyć jakiś element pieszej wędrówki. Wyruszamy więc z Witkiem i jego żoną na ścieżki Lasku Kabackiego, które po około 8 kilometrach doprowadzą nas do Tej, która tęskni. 
W leśnej ciszy co chwila mijają nas młodzi ludzie – pieszo i na rowerach. Chwila zadumy przy pomniku Powstańców, myślę, że wszystkich – i tych listopadowych, i styczniowych, i z 1944 r. Dłuższa modlitewna chwila przy tablicy upamiętniającej tragiczną katastrofę lotniczą sprzed kilkunastu lat. Pisałem w jednym z pierwszych felietonów o cudownym ocaleniu mego byłego ucznia, który tym samolotem miał wracać do Kanady. Miał już bilet w kieszeni, ale jakiś wewnętrzny głos kazał mu wrócić kilka dni wcześniej. Uważa on – i ja w to głęboko wierzę – że to Matka Boża kazała mu tak uczynić. Do dziś służy Jej za to wiernie, mając poczucie niespłaconego długu wdzięczności. Jest prezesem Stowarzyszenia Rodzin Katolickich w diecezji sandomierskiej. 
I oto już Powsin. Niewielka miejscowość w sielankowym krajobrazie nadwiślańskich łąk i zagajników.

Kościół św. Elżbiety jest jednym z najstarszych w archidiecezji warszawskiej. W 1398 r. Elżbieta Ciołkowa, kasztelanowa z Czerska ufundowała tu kościół drewniany. Obecny, murowany kościół w stylu barokowym z 1725 r. zawdzięczamy także Elżbiecie Sieniawskiej z książąt Lubomirskich. Ciekawostką jest, iż w latach 1803-1815 proboszczem w Powsinie był znakomity kaznodzieja, poeta i polityk ks. Jan Paweł Woronicz, późniejszy arcybiskup warszawski i prymas Królestwa Polskiego. 
W głównym ołtarzu otoczony czcią wiernych od trzech stuleci obraz Matki Bożej Tęskniącej. Wizerunek namalowany zwykłą farbą olejną na lnianym płótnie. Autor nieznany.

Matka Boska Tęskniąca z kościoła św. Elżbiety jest wyjątkowa. Obraz przedstawia Matkę Najświętszą z dłońmi splecionymi na piersiach. Jej oczy zapatrzone gdzieś w górę, jakby tęskniące za Synem. A może Maryja tęskni za tymi, którzy odeszli od Jej Syna?.

Łagodny smutek osnuwający oblicze. Może jest to chwila Zwiastowania, może pełne bólu cierpienie Matki, której serce przeszło siedem mieczy boleści? A może moment przed Zaśnięciem, gdy bliska jest już chwila spotkania?  Prymas Polski kardynał Józef Glemp powiedział, że Jej tęsknota jest odbiciem tęsknoty samego Boga, który tęskni za wszystkimi,którzy nie mają wiary lub mają jej za mało.

Świadectwem kultu Matki Bożej Tęskniącej są liczne wota umieszczone przy obrazie i wymienione w protokołach powizytacyjnych od XVII w. Na przełomie XVIII i XIX w. zaborca rosyjski utrudniał swobodny ruch pielgrzymkowy. Cudowny obraz był otoczony szczególną czcią w czasie ostatniej wojny i Powstania Warszawskiego. Wierzono, że Matka Boża Powsińska może przynieść utraconą wolność Warszawie i całej Polsce, a Jej czcicieli ochroni przed wojennymi niebezpieczeństwami. Mówią o tym parafianie i zapisy w Księdze Łask. Oto w skrócie historia cudownego uratowania oddziału partyzanckiego AK „Głuszec”. Otóż wycofujący się z walki z Niemcami pod Wilanowem oddział nie zdążył schronić się do Lasku Kabackiego. Polacy byli na otwartej łące, a Niemcy zbliżali się szybko i w każdej chwili mogli ich dostrzec. Wystarczyło kilkanaście serii z karabinów maszynowych i byłby koniec. I tu wyraźna opieka Matki Bożej Tęskniącej… Nieoczekiwanie zapadła nagle mgła i noc stała się bardzo ciemna. Niemcy nie dostrzegli polskich żołnierzy, którzy dotarli do upragnionej ściany lasu. 
Opuszczając Powsin już tęsknię do tych dobrych, smutnych, ale pełnych miłości oczu Maryi. Czy jeszcze tam kiedyś powrócę? Wierzę, że tak. To tak blisko Warszawy. 

Twój wzrok tak pełen jest błagania. 
Odbija się w Twych oczach trwoga. 
By lud tak dzisiaj zagubiony 
Nie błądził i nie tracił Boga. 
(z pieśni do Matki Bożej Tęskniącej)

ANDRZEJ ZAWICKI

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedzieli.php?doc=ed200133&nr=55

Przeczytaj także: Historia wizerunku

Zapraszam również dzieci i rodziców do obejrzenia progrmu telewizyjnego o Sanktuarium Matki Bożej Tęskniącej w Powsinie.:

Tęskniąca Matka z Powsina Film dla Dzieci

Posted in Matka Boża, Religia | Leave a Comment »

Matka Boża

Posted by tadeo w dniu 9 czerwca 2012

Podobnie jak od siedmiu wieków Matka Boża Częstochowska na Jasnej Górze, tak Pani Ostrobramska, Matka Wschodu i Zachodu, od ponad trzystu lat króluje z wysokości swojego nadbramnego wzniesienia całej ziemi litewskiej, białoruskiej i polskiej. „Świeci” blaskiem wspaniałych szat przez okna kaplicy nad Ostrą Bramą, widoczna z daleka.

Dobrze znamy wizerunek Najświętszej Panny z lekko pochyloną głową, w aureoli dwunastu gwiazd i wielu promieni. Przymknięte oczy, skrzyżowane na piersiach delikatne dłonie, smukłą postać okoloną półksiężycem. Jej urok, łagodność, niezwykła słodycz i zamyślenie wzbudzają ufność i nakłaniają do modlitwy.

Przeczytaj: 

Obraz Matki Bożej Ostrobramskiej

OBRAZY MATKI BOŻEJ PRZYWIEZIONE PO II WOJNIE ŚWIATOWEJ Z KRESÓW WSCHODNICH

Matka Boża

Posted in Matka Boża, Religia | Leave a Comment »

Modlitwa do Matki Boskiej Ostrobramskiej

Posted by tadeo w dniu 9 czerwca 2012

Fragment obrazu MATKI BOŻEJ OSTROBRAMSKIEJ na desce olchowej, koszulka (sukienka) repusowana(cyzelowana) w blasze mosiężnej, w koronie kamienie półszlachetne, głównie turkusy) wykonany przez Ryszarda Szilera. (cały obraz tutaj)

Módl się za nami. Nie jesteśmy godni
jednej przeczystej Twoich oczu łzy,
tłum zabłąkanych i smutnych przechodni
na świecie szarym i smutnym jak my.

Bo niezliczone, Pani nasze winy,
jak ziarnka piasku na dnie sinych mórz
i jako gwiazdy niebieskiej głębiny
a my się modlić nie umiemy już.

Zapominamy w powszechnym zamęcie,
że Ty u Bramy naszej trzymasz straż,
na wszystkie bóle masz ciszy zaklęcie
i wszystkie nędze po imieniu znasz.

Uciszaj, Matko, wichury u swary,
szatańską pychę hardych myśli skrusz,
błogosławieństwem oddalaj pożary
od naszych domów i od naszych dusz.

A serca nasze, w jedno zestrzelone,
ku Tobie wzbite w złoty ognia słup,
tę rozmodloną naszych serc koronę,
złożoną kornie u Twych Świętych stóp,

przyjm miłościwie, Królowo Aniołów
jak uzbierany Twój na ziemi plon,
i zanieś, Jasna, ten serdeczny połów
przed Twego Syna szafirowy tron


Posted in Matka Boża, Wiersze | 1 Comment »

Hymn do Najświętszej Maryi Panny Ostrobramskiej – Władysław Syrokomla

Posted by tadeo w dniu 9 czerwca 2012

Syrokomlę, a właściwie Ludwika Kondratowicza, bo takie było jego prawdziwe nazwisko, śmiało można nazwać poetą serca. Poeta niejednokrotnie oddawał cześć Najświętszej Maryi Pannie Ostrobramskiej. Warto przytoczyć w tym miejscu również jego piękny „Hymn do Najświętszej Panny w Ostrej Bramie”, napisany w 1858 roku w Wilnie:

Hymn do Najświętszej Maryi Panny Ostrobramskiej

Królująca z wysoka nad murami naszemi,

Rzuć promienny blask oka, spojrzyj na nas ku ziemi,

Tu w błagalnym rozgwarze płyną modły w przestrzeni,

Tu sieroty, nędzarze, tu na duszy strapieni

Ich nadzieja jedyna Twoja litość matczyna.

Wiesz co w myślach się mieści i co w sercach nam pała,

Znasz tajniki boleści, boś Ty sama bolała.

Wiesz kto ulgi udziela; niechże Syn Twój, Bóg – człowiek

Choć promykiem wesela łzy osuszy nam z powiek.

Niech się wstawi do Syna Twoja litość matczyna.

                                   *    

Plik:Wladyslaw Syrokomla by Barwicki.jpg

Hymn do Najświętszej Panny w Ostrej Bramie

Maryjo, Bogarodzico,
Matko cierpiących nędzarzy,
Co nad Jagiełłów stolicą
W bramie stanęłaś na straży!
Spojrzyj na tłumy skruszone,
Co klęczą u stóp tej bramy:
Matko! pod Twoją obronę
Z pokorą się uciekamy.

Niebiosów wysokich Pani!
Spojrzyj na rodzaj człowieczy:
Oto na sercu znękani,
A któż ich boleść uleczy?
Tyś miała serce zranione,
I Twój żal nie miał swej tamy.
Matko! pod Twoją obronę
Z pokorą się uciekamy.

Oto kalecy i chorzy
Żebrają litości Twojej,
A któż im siły przymnoży?
A któż im rany zagoi?
W Twej łasce cudem natchnione,
Uzdrawiające balsamy.
Matko! pod Twoją obronę
Z pokorą się uciekamy.

Oto grzesznicy skalani,
Co się rozstali z nadzieją,
Na święte oblicze Pani
I oczu podnieść nie śmieją!
R ozpal ich serca zziębione,
Niech grzechu oczyszczą plamy!
Matko! pod Twoją obronę
Z pokorą się uciekamy.

Kiedy nas klęska dotyka,
Wstaw się do Syna życzliwie,
Błogosław pracy rolnika,
Błogosław plonom na niwie,
Błogosław litewską stronę
Z wysokiej baszty Twej bramy!
Matko! pod Twoją obronę
Z pokorą się uciekamy.

W litości Twojej matczynej
Głodnych nakarmisz z rozkoszą,
Oto ubogie rodziny
O chleb powszedni Cię proszą.
Otwórz im wsparcia skarbonę,
Błogosław pracy ich samej.
Matko! pod Twoją obronę
Z pokorą się uciekamy.

Władysław Syrokomla

Przeczytaj: 

Władysław Syrokomla

Obraz Matki Bożej Ostrobramskiej

Posted in Matka Boża, Wiersze | 2 Komentarze »

Hymn „Bogarodzico, Dziewico!” – Juliusz Słowacki

Posted by tadeo w dniu 9 czerwca 2012

Bogarodzico, Dziewico!
Słuchaj nas, Matko Boża,
To ojców naszych śpiew.
Wolności błyszczy zorza,
Wolności bije dzwon,
Wolności rośnie krzew.
Bogarodzico!
Wolnego ludu śpiew
Zanieś przed Boga tron.

Podnieście głos, rycerze,
Niech grzmią wolności śpiewy,
Wstrząsną się Moskwy wieże.
Wolności pieniem wzruszę
Zimne granity Newy;
I tam są ludzie – i tam mają duszę.

Noc była… Orzeł dwugłowy
Drzemał na szczycie gmachu
I w szponach niósł okowy.
Słuchajcie! zagrzmiały spiże,
Zagrzmiały… i ptak w przestrachu
Uleciał nad świątyń krzyże.
Spojrzał – i nie miał mocy
Patrzeć na wolne narody,
Olśniony blaskiem swobody,
Szukał cienia… i w ciemność uleciał północy.

O, wstyd wam! wstyd wam, Litwini!
Jeśli w Gedymina grodzie
Odpocznie ptak zakrwawiony,
Głos potomności obwini
Ten naród – gdzie czczą w narodzie
Krwią zardzawiałe korony.

Wam się chylić przed obcemi,
Nam we własnych ufać siłach;
Będziem żyć we własnej ziemi
I we własnych spać mogiłach. –
Do broni, bracia! do broni!
Oto ludu zmartwychwstanie,
Z ciemnej pognębienia toni,
Z popiołów Feniks nowy
Powstał lud – błogosław, Panie!
Niech grzmi pieśń jak w dzień godowy.

Bogarodzico! Dziewico!
Słuchaj nas, Matko Boża,
To ojców naszych śpiew,
Wolności błyszczy zorza,
Wolności bije dzwon
I wolnych płynie krew.
Bogarodzico!
Wolnego ludu krew
Zanieś przed Boga tron.

Któraś wiodła jak bór pomruków
ducha ziemi tej skutego w zbroi szereg,
prowadź nocne drogi jego wnuków,
byśmy milcząc umieli umierać.
Któraś była muzyki deszczem,
a przejrzysta jak świt i płomień,
daj nam usta jak obłoki niebieskie,
które czyste – pod toczącym się gromem.
Która ziemi się uczyłaś przy Bogu,
w której ziemia jak niebo się stała,
daj nam z ognia twego pas i ostrogi,
ale włóż je na człowiecze ciała.
Któraś serce jak morze rozdarła
w synu ziemi i synu nieba,
o, naucz matki nasze,
jak cierpieć trzeba.
Która jesteś jak nad czarnym lasem
blask – pogody słonecznej kościół,
nagnij pochmurną broń naszą,
gdy zaczniemy walczyć miłością.

Posted in Matka Boża, Wiersze | 1 Comment »

Jazłowiecka Biała Pani

Posted by tadeo w dniu 7 czerwca 2012

Szczęście i pokój daj tej ziemi, Pani,

Co krwią spłynęła wśród wojen pożogi,

Tobie swe modły przynosimy w dani

Prowadź do Syna, nie daj zboczyć z drogi.

 

I by radosną była, jako uśmiech dziecka,

Spraw to Najświętsza Panno Jazłowiecka.

 

Przed Tobą dzisiaj, Jazłowiecka Pani

Co nas przynaglasz do modlitwy stale,

Stajemy z hołdem, my Twoi poddani

Byś nas uczyła żyć ku Bożej chwale

 

Niech nie rozłączy z Tobą żadna moc zdradziecka

Spraw to Najświętsza Panno Jazłowiecka.

 

By pod Twych rządów wspaniałym ramieniem

Zakwitły miłość i pokój jak w niebie,

Daj, aby stałym nas wszystkich dążeniem

Było trwać w służbie Twej w każdej potrzebie.

 

Niech nie rozłączy z Tobą żadna moc zdradziecka

Spraw to Najświętsza Panno Jazłowiecka.

     

Mało kto wie, że u wrót stolicy, 6 kilometrów od Sanktuarium w Niepokalanowie  – w Szymanowie znajduje się cudowna figura „Wygnanki z Jazłowca na Podolu – Białej Pani”.

Zobacz: Siostra Niepokalanka z Jazłowca opowiada o historii Jazłowca i cudownej figurze Najświętszej Maryi Panny.

 Historia Jazłowieckiej Białej Pani jest ściśle związana z bł. Marceliną Darowską, założycielką Zgromadzenia Sióstr Niepokalanego Poczęcia NMP, które powstało w 1857 roku w Rzymie.

       W 1863 roku bł. Marcelina przeniosła je (pierwszych 7 sióstr) na ziemie Polski, pod zabór austriacki do Jazłowca na Podolu. Jeszcze będąc w Rzymie w 1883 roku bł. Marcelina zamówiła u znanego artysty, emigranta po Powstaniu Styczniowym, Tomasza Oskara Sosnowskiego, rzeźbę Matki Bożej Niepokalanej w takiej postaci, która by pociągała do modlitwy, rozgrzewała i podnosiła serca do Boga, budziła poczucie piękna. 

siostry z Matka Marceliną

Siostry z Matka Marceliną w Jazłowcu.

         Dnia 10 sierpnia 1883 roku arcybiskup Zygmunt Szczęsny-Feliński, wracając do Warszawy po 20- letnim wygnaniu w głąb Rosji  poświęcił figurę. Figura Matki Bożej Jazłowieckiej, zwana Panią Jazłowiecką to neoklasycystyczny posąg Najświętszej Maryi Panny o wysokości 170 cm postaci i 24 cm podstawy z białego kararyjskiego marmuru. Od tego czasu u Jej stóp siostry niepokalanki modliły się i składały swe śluby zakonne.

Jeszcze przed wybuchem I wojny światowej wieczorem siostry usłyszały gwałtowne pukanie do furty klasztornej. Jakiś mężczyzna wołał rozpaczliwie: „Ja muszę do Białej Pani” (tak nazywano figurę Niepokalanej). Gorąco się modlił i prosił, aby siostry się modliły – „Moja wnusia malutka ma cztery lata – umiera – dusi się, nie może jeść ani pić, lekarz powiedział, że nie ma dla niej ratunku, rodzice płaczą – pomóżcie”. 

        Siostry dały mu obrazek Matki Bożej Jazłowieckiej, który miał położyć na piersi chorej dziewczynki, a same odmówiły wspólnie różaniec, prosząc o pomoc. Po kilku godzinach ponownie zjawił się przy furcie dziadek tej dziewczynki, odmłodzony o conajmniej dziesięć lat. Znów wołał, ale już z radością: – „Ja muszę do Białej Pani, aby podziękować! Wnusia już zdrowa, je i nawet chce biegać”.

Wokół cudownej figury umieszczano coraz więcej złotych i srebrnych serduszek, korali, różnych wotów jako wyraz dziękczynienia za łaski otrzymane za przyczyną Niepokalanej.

pałac Błażowskich - klasztor

Pałac Błażowskich – klasztor Zgromadzenia Sióstr Niepokalanek w Jazłowcu.

           Wybuchła I wojna światowa. Przez Jałowiec czterokrotnie przechodził front austriacko-rosyjski. Walki były bardzo zażarte, miasteczko zostało prawie całkowicie zniszczone.

Ludność chroniła się w piwnicach i okolicznych lasach, a klasztor – duży budynek, bardzo ważny dla kolejnych zdobywców punkt strategiczny – stał się nietknięty.

          Raz jeden żołnierz rosyjski, lotnik chciał dokładnie obejrzeć ten obiekt, bo czegoś nie rozumiał… Otrzymał rozkaz od dowództwa zbombardowania budynku. Miał łatwe zadanie, gdyż w tym czasie artyleria przeciwlotnicza w zasadzie prawie nie istniała. Mówił że zrzucił osiem bomb, a pomimo tego nie mógł nie trafić, coś go jakby odpychało. Jedna tylko bomba przebiła dach głównego budynku i na strychu wpadła do dużego naczynia, w którym siostry nagromadziły wodę do ewentualnego gaszenia pożaru, i nie wybuchła.

         Innym razem, gdy rozpoczynał się kolejny atak, siostry zgromadzone w piwnicy usłyszały potężny wystrzał armatni, od którego zdawało się, ze dom się zatrząsł i zapadła cisza. Tylko przez okienko zobaczyły potężne światło. Myślały – pewnie klasztor się pali. Po dłuższej chwili jedna z sióstr wydostała się na obszerny dziedziniec wewnętrzny, aby zobaczyć, co się dzieje, co ta cisza oznacza – czy rzeczywiście klasztor się pali. Stwierdziła, ze nie widać nigdzie ognia, nie czuć zapachu spalenizny. Atakujące wojsko rosyjskie zdobyło klasztor i wtedy opowiadano siostrom, że w chwili oddania pierwszego strzału armatniego żołnierze zobaczyli nad klasztorem białą postać, która płaszczem osłaniała dom. Puszczkarze (artylerzyści) odmówili strzelania. Postać tę ujrzeli też ludzie ukryci w ruinach Jazłowca.

zamek i klasztor od str. Nowosiółki

          Siostry niczego nie widziały, stąd nie wiadomo, czy to była Biała Pani broniąca domu Swego Syna i Swojego, czy może zmarła już przed kilkoma laty Matka Marcelina Darowska. W każdym razie znów w niewątpliwie cudowny sposób klasztor ocalał.

Po zakończeniu I wojny światowej życie w wolnej Polsce już wracało do normy. Jednak na wschodnich granicach naszej odrodzonej Ojczyzny nadal wrzało. Oddziały kozackie zagrażały stabilizacji, były napady rabunkowe, nawet mordy.

      14 Pułk Ułanów, uformowany na Węgrzech, otrzymał rozkaz oczyszczenia tych ziem. Do wielkiej, trwającej trzy dni bitwy doszło pod Jazłowcem. Kozaków było podobno trzykrotnie więcej, ale szarża polskich ułanów była tak potężna i odważna, że Kozacy zostali rozgromieni i bitwa zakończyła się wspaniałym zwycięstwem. Szarża ułanów jazłowieckich z 1919 r. porównywano do tej spod  Samosierry. Uwieczniona została na obrazie Wojciecha Kossaka… 

          Gdy grupa ułanów weszła do klasztornej kaplicy, jeden z nich, patrząc na figurę Białej Pani, głośno zawołał: „To Ona”. Siostry zaskoczone zapytały, co oznacza ten okrzyk. I tak zapisano w kronice Jałowieckiej pod datą 11 lipca 1919 roku: „Jeden z ułanów,  Władysław Nowacki miał w czasie bitwy widzenie, zobaczył Najświętszą Maryję Pannę, która w obłoku jasności szła od klasztoru w stronę umierającego na polu ułana plutonowego Sekuły”.

        Siostry prosiły, aby napisał to co widział, bo to bardzo ważne wydarzenie dla historii cudownej figury Białej Pani. I tak powstał krótki, żołnierski raport:

„Powoli ścichło wszystko. Z dala dochodziły pojedyncze strzały i okrzyki. Spokój wracał po bitwie na ziemię.

I jasność się wówczas jakaś podniosła z murów klasztoru i ku żołnierzykowi szła przez łan. A w jasności tej stąpała Przenajświętsza Panienka, ku ułanowi zmierzając, by obrońcy swemu powieki zamknąć na sen wieczny.

I za dotknięciem rączki świętej …wydał się ułan jakby ze złota ulany. I stąd to lampas nasz żółty jest i proporczyk żółty, i nie może być inny.

I dał Pan nad Pany w nagrodę za trud złożony pomyślne pułkowi naszemu zwycięstwo i obronę Jazłowieckej Panienki. Dał pierwsze chlubne zwycięstwo w granicy rodzonej i w Boga obronie”.

       Porucznik Władysław Nowacki, który napisał te relację, jest też autorem hymnu ułanów jazłowieckich, który był modlitwą poranną i wieczorną żołnierzy.

Szczęście i spokój daj tej ziemi, Pani,

Co krwią spłynęła wśród wojen, pożogi,

Do Cię swe modły zanosim, ułani,

Odwróć ach odwróć, o odwróć, los srogi.

 

I by radosną była jako uśmiech dziecka,

Spraw to, Najświętsza Panno Jazłowiecka.

Spraw, by zasiadła sławna i potężna,

Miedzy narody królując wspaniale,

 

By się rozeszła sława jej oręża,

Spraw to, o Pani, spraw to ku Swej chwale.

By zło jak nawała rozprysło turecka

Spraw to, Najświętsza Panno Jazłowiecka.

 

By pod jej rządów wspaniałym ramieniem,

Zakwitły miłość i spokój jak w niebie.

Daj, by ułana ostatnim westchnieniem,

Było móc polec, polec w Jej potrzebie!

            Po bohaterskiej, zwycięskiej szarży ułani przyjęli nazwę 14 Pułku Ułanów Jałowieckich i w wolnej już Polsce szerzyli Jej cześć, uważając Ją za swoją Hetmankę. Owocnie starali się o zaszczyt koronacji cudownej statuy papieskimi koronami. Co roku na uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP, 8 grudnia, delegacja Pułku i najmłodsi kawalerzyści przyjeżdżali konno do Jazłowca, aby oddać hołd i zameldować się Patronce swojego Pułku. Na dziedzińcu witali przełożoną generalną gromkim okrzykiem: „Czołem Matko Generalna!”. Oczywiście okna oblepione były głowami zachwyconych tym widokiem uczennic zakładu jazłowieckiego.

Jazłowiec - koronacja statuy Najświętszej Maryi Panny Jazłowieckiej - zdjęcia, foto galerie, fotki, zdjęcie

           Jazłowiec – koronacja statuy Najświętszej Maryi Panny Jazłowieckiej w dniu 9 VII 1939 r. przez ks. Kardynała Augusta Hlonda, Prymasa Polski

A Matka Niepokalana w dalszym ciągu wypraszała u Swego Syna łaski dla swych czcicieli. Byłą w tym czasie w klasztorze młodziutka siostra Irenea Żochowska. Po przebytej grypie rozchorowała się bardzo poważnie na uszy. Groziła jej ciężka operacja. Uprzedzano, że jest ona konieczna, a może się skończyć całkowitą utratą słuchu, bo zagrożone są bębenki. Siostra nie ustawała w modlitwie  za przyczyną Pani Jazłowieckiej, którą bardzo miłowała i do której miała wielkie zaufanie. Modliły się również siostry, prosząc o pomoc. Gdy s. Irenea pojechała do szpitala, okazało się, że jej uszy są zupełnie zdrowe i zabieg nie jest konieczny. Stwierdził to ten sam lekarz, który wcześniej mówił, że operacja jest wręcz konieczna i nie rozumiał teraz, jak to się stało. S. Irenea i jej współsiostry dobrze wiedziały, komu należy dziękować za wyproszoną u Pana Boga łaskę. I tak rozszerzył się kult ukrytej w murach klasztoru Maryi Niepokalanej.

       

            Żołnierze 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich i 9 Pułku Ułanów Podolskich, wychowanki szkół niepokalańskich, siostry i wielu czcicieli Pani Jazłowieckiej nie ustawali w staraniach o zezwolenie na koronację koronami papieskimi cudownej statuy. I tak 9 lipca 1939 roku Prymas Polski August Hlond, w imieniu Ojca Świętego Piusa XII, dokonał uroczystej koronacji figury Najświętszej Pani Jazłowieckiej.

           Kaplica klasztorna nie mogła pomieścić tysięcy pielgrzymów. Ułani przebili ścianę kaplicy za figurą tak, aby można ją było odwrócić w kierunku dziedzińca, gdzie zgromadziły się nieprzeliczone rzesze czcicieli Niepokalanej – wojsko polskie z ułanami 14 Pułku na czele, siostry, uczennice wszystkich szkół zgromadzenia, tłumy okolicznej ludności.

Koronuje się te wizerunki, które przez wiele lat otoczone są kultem, niektóre czekają na to szczególne wyróżnienie nawet setki lat. Statua Pani Jazłowieckiej została ukoronowana zaledwie 56 lat od chwili jej poświęcenia w w Jazłowcu. Niecałe dwa miesiące później wybuchła II wojna światowa, rozpoczął się nowy okres w dziejach kultu Matki Bożej Jazłowieckiej. Medaliki i obrazki cudownego posągu zaczęły wędrować na piersiach i w portfelach Polaków na całym świecie.

            14 Pułk Ułanów Jazłowieckich w 1939 roku stoczył swą ostatnią w dziejach Pułku bitwę, przedzierając się od strony Wólki Węglowej do oblężonej Warszawy. Była to krwawa szarża ułanów na armaty i czołgi niemieckie. Wielu zginęło. Do dziś na trasie ich walki są umieszczone tablice pamiątkowe. Ci, co się przedarli, wspomogli broniącą się stolicę.   

http://s3.flog.pl/media/foto/2152357_14-pulk-ulanow-jazlowieckich.jpgW tym czasie w szpitalu maltańskim pracowała młodziutka pielęgniarka, która już po wojnie wstąpiła do zgromadzenia sióstr niepokalanek i otrzymała imię siostry Magdaleny od Chrystusa Króla. W swoich wspomnieniach opisała ciekawe wydarzenie. Otrzymała przydział na salę nr 5, najciężej chorych, Została tam siedzącego przy łóżku rosłego, dobrze zbudowanego chłopca o jasnej czuprynie i rumianych policzkach. Siostra myślała, że przez pomyłkę przydzielono go na tę salę, ale skierowanie brzmiało wyraźnie: sala nr 5. Powiedział, że został ranny w płuco, opatrunek już mu założono. Gdy siostra spotkała chirurga, dr Białeckiego, spytała go, co robi ten dziarski żołnierz wśród najciężej chorych. Machnął tylko ręką. Beznadziejny przypadek. Przestrzelone płuco. Pocisk utkwił głęboko, zrobiono resekcję żebra, ale pocisk nie udało się wyjąć. Teraz ropa leje się jak z wiadra, trzeba często zmieniać opatrunek.

            – I co dalej?

            – Wygnije jedno płuco, ropa przerzuci się na drugie, chłopak się wykończy. W naszych wojennych warunkach nie ma możliwości ratunku. (Nie było jeszcze wtedy tak szeroko stosowanych antybiotyków).

            I rzeczywiście, bladł i był coraz bardziej osłabiony. Z rany ropa lała się jak z fontanny, gorączka dochodziła już do 40°C. Siostra co dzień zakładała świeże dreny i przepłukiwała rany. Raz przy zdjęciu opatrunku wyczuła pod plecami coś twardego, małą blaszkę zawieszoną na sznureczku, całą oblepioną ropą. Gdy chciała oczyścić blaszkę, chłopak kurczowo ją chwycił do reki i głośno warknął.

            – Proszę mi tego nie zdejmowaćzawołał jeszcze groźniej.

            Jednak siostrze udało się oczyścić blaszkę i zobaczyła, że jest to mały medalik z wizerunkiem naszej Pani Jazłowieckej. Spytała: Skąd pan ma ten medalik? Przecież to jest nasza Pani Jazłowiecka!

            – Ja jestem ułanem jazłowieckim.

            – A ja wychowanką sióstr niepokalanek z Jazłowca.

Wtedy ułan zdecydowanie powiedział:

            – Ona mnie uratuje, nikt inny mi nie pomoże.

Następnego dnia rano, przy zmianie drenu, siostra wyczuła jakiś opór w ranie. Ułan zakaszlał i siostra jednym ruchem wydobyła metalowy pocisk, który tak bardzo to biedne płuco uszkodził. Gdy powiedziała o tym lekarzowi, skonstatował:

            – Ropa głęboko drąży, kiedy już do organizmu się dostała. Proszę zmieniać opatrunki i przygotować chłopca na śmierć. Nie ma dla niego ratunku.

            Jednak stopniowo coraz mniej ropy się wydzielało, gorączka zaczęła opadać, chłopak chciał jeść. Lekarz polecił zmienić termometr, może jest uszkodzony, ale nadal temperatura spadała. W końcu lekarz wypisał ułana ze szpitala. Nie rozumiał, jak mógł odzyskać zdrowie. Rozumiał to dobrze młodziutki ułan jazłowiecki, rozumiała to pielęgniarka.

            Po zakończeniu II wojny światowej Podole i Jazłowiec nie wróciły w granice Polski. Siostry przeżywały bardzo ciężkie chwile; garnąc się do stóp Białej Pani. Ją prosiły o ratunek. Nowe władze radzieckie kazały siostrom opuścić klasztor. Było coraz bardziej niebezpieczniej. Dwie siostry zostały w 1944 roku okrutnie zamordowane przez banderowców w Rusinowie pod Jazłowcem. W pobliskim Niżniowie została w 1945 roku bestialsko spalona s. Franciszka Koziorowska.

W 1946 roku nakazano siostrom opuścić dom. Zaczęły grupami wyjeżdżać, dołączając do innych wygnańców, którzy musieli opuszczać swoje rodzinne strony.

        Ale jak przewieźć cudowną figurę Pani Jazłowieckiej?

Kaplica z posągiem Pani Jazłowieckiej w klasztorze w Jazłowcu (zdjęcie przed 1945 r.).

Przecież nie można jej zostawić na poniewierkę. Wiadomo, że władze radzieckie chcą zatrzeć wszelkie ślady Boga na tej ziemi, burzą kościoły lub zamieniają je na magazyny, nawet na stajnie, strzelają do świętych wizerunków, rąbią liczne na tych ziemiach przydrożne kapliczki, krzyże. A statua Pani Jazłowieckiej jest bardzo ciężka, waży blisko tonę i stoi wysoko w niszy, w kaplicy. 

           Siostra Marianna, która ogromnie kochała Matkę Jazłowiecką powiedziała, że bez niej nie wyjedzie z Jazłowca. Poleciła zbić z grubych desek skrzynię. Znajomy inżynier, starszy człowiek, podjął się, oczywiście z pomocą kilku ludzi, zdjąć posąg, ale nie udało się.

           Siostra Marianna w ostatecznej rozpaczy, jak sama opisuje, stanęła przed figurą i głośno ile sił woła: „Matko Boża, jeśli chcesz z nami iść, to daj się wziąć. Przecież nie możemy Cię zostawić, bo wtedy pobiją Cię, tak jak zrobili z Matką Bożą ze schodów”.

Kopia figurki Pani Jazłowieckiej w kaplicy klasztornej w Jazłowcu (zdjęcie z 2012r.)

           I nagle na dziedziniec klasztorny przyjechało 40 żołnierzy sowieckich, saperów. Mieli nakaz rozminować okoliczne pola. S. Marianna dobrze znała język rosyjski, podeszła do oficera i z wielkim żalem i płaczem prosiła go o pomoc. Mówiła: „pozwolono nam zabrać figurę, skrzynia gotowa, wagony jutro przyjadą do Czortkowa. A my nie możemy sobie poradzić”. Oficer wyraźnie się wzruszył, odszedł z siostrą na bok i bardzo cicho powiedział: „Ja jestem katolikiem i polakiem spod Lwowa i pomogę wam”.To był niewątpliwy kolejny cud, który Pan Jezus uczynił dla Swojej Matki, że w armii radzieckiej znalazł się tu, w Jazłowcu, katolik i że miał tyle odwagi, aby się do tego przyznać.

             Żołnierze szybko wzięli się do pracy pod kierunkiem oficera. Z trudem zdjęto figurę owiniętą w kołdrę i koce i złożono ją w skrzyni. Ludzie z Jazłowca i okolicznych wsi bardzo płakali, z żalem żegnali Panią Jazłowiecką, ale rozumieli, że trzeba Ją ratować. Podchodzili do skrzyni i całowali nogi Matki Bożej przez koc, w który była owinięta. Żołnierze głaskali Ją po odsłonie twarzy i mówili: – „Czemu wy Ją zabieracie, taka piękna Matka Boża”. Skrzynie zabito deskami. Rano, z wielkimi trudnościami udało się wynająć wóz, żołnierze pomogli załadować skrzynię i przewieźć do Czortkowa. 

            Dwa razy trzeba było skrzynię z figurą przenosić z pociągu do pociągu, ale ludzie pomagali i tak dojechała cudowna figura na stację Teresin-Niepokalanów. Ojcowie franciszkanie zorganizowali przewiezienie Jej do Szymanowa. Siostry bardzo się niepokoiły, czy Matka Boża nie ucierpiała w tej podróży. Gdy skrzynia wjeżdżała do klasztoru przez bramę żyrardowską, lunął rzęsisty deszcz. Skrzynia wyglądała jak ogromna trumna. Siostry procesjonalnie wprowadzały Wygnankę z Jazłowca do Jej nowego domu w Szymanowie. Na szczęście figura nie została uszkodzona. Zakrólowała w klasztornej kaplicy tak jak w Jazłowcu, otoczona siostrami niepokalankami i uczennicami szkoły.

            Był dzień 24 czerwca 1946 roku. Pierwszym pielgrzymem, który w następny dzień powitał Ją był Prymas Polski kardynał August Hlond, który koronował statuę w Jazłowcu. Powiedział, że:„ staniecie Jej tu, u progu Stolicy, nie dzieje się bez szczególnej myśli Bożej”.

 

           13 IV 1947 roku nastąpiło powtórne nałożenie korony na skronie Najświętszej Panny Jazłowieckiej przez ojca Konstantego Żukiewicza, dominikanina, promotora koronacji. Siostry wraz z uczennicami i czcicielami Najświętszej Panny bardzo uroczyście obchodziły kolejne rocznice Jej koronacji. W 1954 r. (15- lecie koronacji) głównym celebransem był biskup chełmiński, Kazimierz Kowalski. 25- lecie obchodzono z udziałem wielkiego czciciela Najświętszej Panny – prymasa Polski – kardynała Stefana Wyszyńskiego. To właśnie prymas osiem lat wcześniej nadesłał z Komańczy – miejsca swego internowania – przepiękny list, dowód swojej miłości i przywiązania do Pani Jazłowieckiej, którą ze względu na Jej czystość i piękno nazywał: Purissima, Integra  – (Najczystsza, Nienaruszona) zaznaczając jednocześnie: „Święta wędrowniczka… skoro tu przybyła – widocznie wśród nas ma coś do powiedzenia…”. 

        Niezapomnianym przeżyciem dla jakże licznych czcicieli Matki Bożej stała się Jej 50-rocznica koronacji, która miała miejsce w Niepokalanowie, 25 VI 1989 r.. Posąg wrócił znów na pielgrzymi szlak. Przewieziona statua Matki Bożej, ustawiona na schodach polowego ołtarza za bazyliką, połączyła w tak wyrazisty sposób niebo i ziemię, dzień i noc. Każdy pielgrzym, który przybył na uroczystości mógł podejść do cudownego wizerunku, dotknąć go, w skrzyżowane ręce Najświętszej Panny włożyć napisaną na karteczce prośbę czy podziękowanie, na palec Matki Bożej – założyć pierścionek czy umieścić jakieś inne wotum u Jej stóp. Nie brakowało tam oddanych Maryi serc, wraz z ks. prymasem Józefem Glempem byli przedstawiciele wojska, Kresowiacy, dawne i wówczas obecne wychowanki sióstr, liczni pielgrzymi. 

        15 XII 1996 r. z hołdem do Pani Jazłowieckiej przybyła delegacja 1 Batalionu 6 Brygady Kawalerii Pancernej im. Gen. Konstantego Plisowskiego ze Stargardu Szczecińskiego, który przyjął imię i tradycję 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich.

            Rok 1999 był okazją, by oddać cześć Matce Najświętszej w Jej 60 rocznicę koronacji. Obchody uroczystości były dwuetapowe. Jedenastego lipca zgromadziliśmy się w kaplicy szymanowskiej, by wraz z księdzem biskupem Józefem Zawitkowskim dziękować Bogu za tyle lat łask i opieki Najświętszej Panny Jazłowieckiej nad naszą Ojczyzną i całym narodem, nad Zgromadzeniem i uczennicami. 12-go września zaś w rocznicę Wiktorii Wiedeńskiej po raz kolejny u Matki Bożej zawitała delegacja Wojska Polskiego. Liturgii przewodniczył biskup polowy WP generał Sławoj Leszek Głódź . Do Księgi łask licznie wpisali się duchowni, osoby zakonne, rodziny, dawni ułani i ich rodziny, byłe wychowanki szkół niepokalańskich. Byli także naoczni świadkowie koronacji, którzy niewątpliwie z największym wzruszeniem stawali przed Tą, której opiece się niegdyś oddawali. 

         W kartach dziejów posągu Pani Jazłowieckiej i jej kultu jest jeszcze jeden bardzo ważny dzień – 22 czerwca 2002, kiedy to posąg Pani Jazłowieckiej został przeniesiony do nowo poświęconej, a budowanej w latach 1999-2002 świątyni. Sanktuarium Matki Bożej Jazłowieckiej mieści wielu pielgrzymów, ale jeszcze więcej słów, które są znane jedynie Panience z Jazłowca, spojrzeń tylko w Jej oczy i łez, które ukradkiem wymykają się strapionym czy wewnętrznie poruszonym czcicielom. 

       A przychodzą do Niej z parafii, z sąsiedztwa, z Polski, z Europy, ze świata. Przybywają, by pokłonić się Białej Pani zasłuchanej w ludzkie prośby, Madonnie ze spuszczonymi powiekami, oczyma patrzącymi na pielgrzymów, z dłońmi, które przygarniają każde ludzkie nieszczęście i ból, ze skrzyżowanymi na sercu – Najpiękniejszej Świątyni – rękoma, by chronić poczęte życie. Przyglądają się, by od Niej samej uczyć się prawdziwej służby drugiemu człowiekowi. Proszą o dar macierzyństwa, ojcostwa, o odkrycie drogi życia, o wierność w małżeństwie, o zdrowie i udaną operację, o wyzwolenie z nałogu i zdanie egzaminów. Każdemu z nich na każdą prośbę odpowiada od tylu już lat: „Oto ja, służebnica Pańska” …

http://www.niepokalanki.pl/index.php?op=sanktuaria&pop=0110

Przeczytaj także:

Przewiezienie posągu Pani Jazłowieckiej do Szymanowa

U Jazłowieckiej Pani

Sanktuarium Matki Bożej Jazłowieckiej

DOSTOJNICY KOŚCIOŁA O NAJŚWIĘTSZEJ PANNIE JAZŁOWIECKIEJ

OBRAZY MATKI BOŻEJ PRZYWIEZIONE PO II WOJNIE ŚWIATOWEJ Z KRESÓW WSCHODNICH

Jazłowiec Tyle pozostało z minionej sławy…

Zobacz:

Posted in Matka Boża, Religia | 9 Komentarzy »

CUDOWNY WIZERUNEK MATKI BOŻEJ ŁASKAWEJ ze Stanisławowa

Posted by tadeo w dniu 6 czerwca 2012

W starych murach miasta Gdańska
blask rozsiewa Gwiazda Nowa
Pani Łaskawa Ormiańska
z Kresów, ze Stanisławowa.
Smutki koi, łzy ociera
w trudnych sprawach dobrze radzi.
Łaski Syna na nas zlewa
do bram nieba nas prowadzi.
Dolę swych tułaczych dzieci
Ona najlepiej zrozumie,
najczulej i najskuteczniej
zawsze też pocieszyć umie. czytaj całość…

Słowami tej pieśni wierni parafii Św. Apostołów Piotra i Pawła w Gdańsku oddają hołd Matce Bożej Łaskawej w Jej cudownym wizerunku pochodzącym ze Stanisławowa. Po trudnym okresie bolesnych doświadczeń związanych z przebiegiem drugiej wojny światowej i koniecznością opuszczenia polskich ziem na Wschodzie, wizerunek ten dotarł wraz z grupą przesiedleńców na czele ze swoim duszpasterzem, śp. Ks. Prałatem Kazimierzem Filipiakiem na tereny dzisiejszej Rzeczpospolitej. Przymuszeni do wysiedlenia mieszkańcy Stanisławowa musieli zostawić wszystko, co posiadali. Zabierali ze sobą tylko to, co dla nich było najważniejsze. Nic więc dziwnego, że pośród najcenniejszych dla nich pamiątek znalazły się rzeczy najświętsze, które kształtowały ich życie i na zawsze wpisały się w ich historię. Skarbem dla nich najcenniejszym był obraz Matki Bożej Łaskawej. Był on bowiem nie tylko zewnętrznym wyrazem ich religijności, ale też znakiem potwierdzającym ich tożsamość, ponieważ pochodzili z miasta, które nazywane było „Grodem Dziewicy.”

1. Historia miasta Stanisławowa i kościoła NMP

Pierwszymi mieszkańcami tego kresowego grodu byli Ormianie. Przybyli oni do tego grodu ok. 1654 r. z Kamieńca Podolskiego i Mołdawii. Do ich osiedlenia w tym miejscu przyczynił się Andrzej Potocki, kasztelan krakowski, który w roku 1663 ufundował też dla nich pierwszy kościół. Była to niewielka drewniana konstrukcja, którą później przebudował jego syn, Józef Potocki, kasztelan poznański. Ostatecznie doprowadził on do wybudowania w Stanisławowie, w 1762 r. nowej, murowanej świątyni. Niestety, kościół ten spłonął na skutek pożaru, jaki nawiedził to miasto, dnia 28 września 1868 r. Odbudował go w przeciągu dwóch kolejnych lat ówczesny proboszcz stanisławowski, a późniejszy ormiański arcybiskup lwowski, ks. Izaak Isakowicz. Kolejnym ciosem, który doprowadził odrestaurowany kościół do poważnej znów destrukcji był rozwój wydarzeń militarnych, związanych z przebiegiem pierwszej wojny światowej. Zniszczenia, które one spowodowały były tak wielkie, że odbudowa świątyni zajęła niemal całe dwudziestolecie międzywojenne.
Wzniesiony w stylu barokowym i wielokrotnie odbudowywany na skutek licznych zniszczeń, kościół NMP w Stanisławowie wyróżniał się pod względem harmonii zapisanej w jego architekturze oraz dzięki bogatej gamie pięknych rzeźb i malowideł. Z tego względu był on uznawany za jeden z nadzwyczajnych zabytków sztuki sakralnej i kultury polskiej na odległych rubieżach Rzeczpospolitej. Najcenniejszym jednak, pod względem religijnym, był w tym kościele cudowny wizerunek Matki Bożej Łaskawej, umieszczony w głównym ołtarzu, bogato rzeźbionym i ozłoconym ornamentem.

http://www.piotripawel.diecezja.gda.pl/sanktuarium/Flash/wedrowka.swf

2. Historia cudownego obrazu Matki Bożej Łaskawej

Początki dziejów tego obrazu nie są dokładnie udokumentowane. Powszechnie uznaje się, ze jest on wierną kopią jasnogórskiego wizerunku, tylko bez blizn na twarzy Bogurodzicy. Tę opinię potwierdza najstarsza pieśń związana z tym obrazem: „Ciebie pobożny malarz w Częstochowie z żywej Łukasza skopiował ręki.” Dlatego, Maryję obecną w tym stanisławowskim wizerunku, wierni zamiennie nazywali raz Łaskawą, raz Częstochowską. Według najstarszych kronik parafialnych, obraz ten miał skopiować jakiś pobożny 70-letni malarz dla pisarza ormiańskiej gminy w Stanisławowie, Dominika, który został uleczony z choroby oczu podczas modlitwy na Jasnej Górze. Namalowany w Częstochowie, na upamiętnienie tego cudownego uzdrowienia, obraz stał się niebawem czymś więcej, niż zwykłą kopią jasnogórskiej ikony. W roku 1742, pisarz Dominik, ujrzał bowiem na tym obrazie płynące łzy. Poruszony tym widokiem, przyniósł obraz do stanisławowskiego kościoła. Tam powtórzyło się to wydarzenie, dnia 22 sierpnia tego samego roku. Świadkami ponownego popłynięcia łez z oczu Matki Bożej byli tym razem licznie zebrani na modlitwie wierni. Zjawisku temu mogła się przyjrzeć również specjalna komisja kościelna, ponieważ w czasie, gdy miała ocenić to wydarzenie, na obrazie raz jeszcze pojawiły się łzy. Badania tej komisji potwierdziły obecność prawdziwych łez, dlatego uznano to zjawisko za nadzwyczajne. Użyta do otarcia tych łez chusta, stała się odtąd relikwią, zwaną tuwalnią, którą zaczęli całować, w każdą sobotę, rano i wieczorem, wierni ze Stanisławowa oraz przybywający tam pielgrzymi. Od tego czasu coraz liczniejsze cuda dokonywały się w tym miejscu. Ich potwierdzeniem były liczne wota umieszczone w stanisławowskim kościele, zarówno w ołtarzu, obok cudownego wizerunku Matki Bożej, jak również na ścianach tej świątyni. Sam wizerunek zaś został wkrótce obudowany srebrnymi, barokowymi ramami. Również tło obrazu zostało wypełnione srebrnym pokryciem, a postacie Matki Bożej i Dzieciątka Jezus, korony i suknie zostały wykonane ze srebra pozłoconego i kunsztownie ozdobionego. Korony te i suknie jeszcze bardziej ubogacono, gdy stanisławowski obraz został uznany za cudowny przez Stolicę Apostolską, która też wydała stosowny dekret, upoważniający Pasterza miejsca, arcybiskupa lwowskiego obrządku ormiańskiego, Józefa Teodorowicza, do koronacji tego wizerunku. Ten podniosły akt koronacyjny miał miejsce w Stanisławowie, w dniu 30 maja 1937 r. ( Fotografie z koronacji cudownego obrazu Matki Bożej Łaskawej ) Niedługo jednak cudowny wizerunek Matki Bożej Łaskawej, zwanej też Płaczącą, pozostał w tym miejscu. Wygnani na skutek przemian politycznych, dokonujących się w Europie pod drugiej wojnie światowej, mieszkańcy Stanisławowa, opuszczając swoje miasto, zabrali ze sobą również swoją Matkę. Nikt bowiem lepiej nie mógł ich zrozumieć, jak właśnie Ta, u której widzieli płynące z oczu łzy. Ona więc im towarzyszyła w rozpoczętej tułaczce i odprowadzała do nowych miejsc zamieszkania, zgodnie ze słowami śpiewanej na Jej cześć pieśni:

Dolę swych tułaczych dzieci
Ona najlepiej zrozumie,
najczulej i najskuteczniej
zawsze też pocieszyć umie.
Smutki koi, łzy ociera
w trudnych sprawach dobrze radzi.
Łaski Syna na nas zlewa
do bram nieba nas prowadzi.

3. Początki sanktuarium Matki Bożej Łaskawej w Gdańsku

Cudowny wizerunek Matki Bożej Łaskawej dzielił losy polskich przesiedleńców ze Stanisławowa, którzy na odzyskanych ziemiach szukali dla siebie nowego miejsca zamieszkania i znajdowali go w różnych miejscowościach. Trzeba było w końcu znaleźć godne miejsce dla samego wizerunku. Tym szczególnym i zarazem niełatwym zadaniem zajął się śp. Ks. Prałat Kazimierz Filipiak. Szukając świątyni dla Maryi, jednocześnie chciał znaleźć miejsce dla swojej kapłańskiej służby. Nie wyobrażał sobie bowiem innej możliwości, bo nadal chciał realizować swoje posługiwanie u boku Matki Bożej, tak, jak to czynił w Stanisławowie. Po wielu nieudanych próbach poszukiwania na południu i na zachodzie Polski, przybył do gdańskiej diecezji gdzie w końcu przyjął go ówczesny biskup miejsca, Edmund Nowicki. Mimo wielkiej przychylności i serdecznej gościnności, biskup ten nie mógł niczego więcej zaproponować ks. Filipiakowi, jak tylko zniszczony podczas bombardowania na zakończenie drugiej wojny światowej kościół św. Ap. Piotra i Pawła w Gdańsku. W ocalonej po bombardowaniu zakrystii tego kościoła, ks. Filipiak utworzył kaplicę, gdzie umieścił cudowny wizerunek Matki Bożej Łaskawej i rozpoczął tam sprawować liturgię w obrządku ormiańskim. Natomiast, w przylegającej do kaplicy i jedynej ocalonej od zniszczeń wojennych nawie północnej kościoła rozpoczęto sprawować liturgię w obrządku łacińskim i erygowano w końcu parafię.
Odbudowa zniszczonej świątyni trwała bardzo długo, aż wreszcie 10 września 2006 r. odbyła się jej rekonsekracja. Obecny proboszcz parafii, ks. Prałat Cezary Annusewicz, który najwięcej przyczynił się do odbudowy zniszczonego kościoła, podjął się dzieła budowy głównego ołtarza, w którym umieszczono cudowny obraz Matki Bożej Łaskawej. Uroczystej intronizacji tego cudownego wizerunku dokonał Ks. Abp. Tadeusz Gocłowski 18 sierpnia 2007 r., ( Fotografie z intronizacji cudownego obrazu Matki Bożej Łaskawej ) powołując jednocześnie do istnienia nowe sanktuarium maryjne naszej diecezji. Wydarzenie to miało miejsce w 70 rocznicę koronacji tego cudownego obrazu. Zbieżność tych dat oraz sam fakt obecności cudownego obrazu Matki Bożej Łaskawej w naszym kościele łączy się z powszechnym przekonaniem o doniosłym znaczeniu tego szczególnego wydarzenia.
Nikt bowiem nie wątpi, że właśnie dzięki przybyciu tego cudownego obrazu do zniszczonego kościoła w Gdańsku, jego odbudowa – choć długa i bardzo trudna – została pomyślnie ukończona.
Wczytując się w historię cudownego wizerunku Matki Bożej Łaskawej, a zwłaszcza próbując zrozumieć jego powojenne dzieje, trudno pominąć też jedną myśl, która znajduje potwierdzenie w naszych religijnych i patriotycznych przekonaniach. Obraz ten jest przecież wierną kopią Częstochowskiej Madonny. Kiedyś przebywał na kresach wschodnich, łącząc tamte ziemie z duchową stolicą Polski. Po bolesnych doświadczeniach związanych najpierw z rozbiorami Rzeczpospolitej, a później z okresem drugiej wojny światowej, stanisławowski obraz dotarł w końcu do Gdańska. W tym miejscu pozostał, choć wcześniej próbowano dla niego znaleźć miejsce gdzie indziej. Nie da się tego faktu zinterpretować na zasadzie tzw. zbiegu okoliczności. Widać bowiem w tym wszystkim zamysł Boży. Obecność cudownego wizerunku Matki Bożej ze Stanisławowa w kościele św. Ap. Piotra i Pawła w Gdańsku przypomina nie tylko jego historyczny związek z Jasną Górą. Obraz ten dzisiaj łączy północ i południe Polski, oddając w opiekę Maryi całą naszą Ojczyznę. W wymowny sposób realizuje się więc to, co zostało już dawno zawarte w przekonaniach naszych ojców i jest z dumą wyrażone w słowach śpiewanej przez nas ku Jej czci pieśni: „Od Bałtyku, po gór szczyty, kraj nasz płaszczem Jej okryty…”

ks. Czesław Hybel

http://www.piotripawel.diecezja.gda.pl/sanktuarium/historia_sanktuarium.html

Przeczytaj także:

MATKA BOŻA ŁASKAWA

OBRAZY MATKI BOŻEJ PRZYWIEZIONE PO II WOJNIE ŚWIATOWEJ Z KRESÓW WSCHODNICH

Posted in Matka Boża, Polskie Kresy, Religia | 1 Comment »