WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • Tylko przestańmy mówić: ten kraj, w tym kraju, tutaj, ci ludzie. Zacznijmy mówić tak, jak Pan Bóg przykazał, jak o matce: Ojczyzno ma, moja, kochana, poraniona, więc tym bardziej kochana. Moja, to znaczy taka, którą się kocha, którą się po rękach całuje, przed którą się klęka, której się służy, której się z czcią opowiada, której się nie okrada, dla której się pracuje, dla której się cierpi i umiera, jak trzeba. To nie inni mają tak zrobić, to nie oni, tam na górze, ale my. Inaczej na nic wszystko. Na nic ta rana i na nic te ofiary. Nasza Ojczyzna mocno krwawi i ból nie ustaje w naszych sercach, ale zapewniamy pachołków Moskwy i Berlina, i tych, co służą „mamonie” – jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy. Póki pracujemy dla dobra naszej Ojczyzny. Póki kochamy i pamiętamy.

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Katastrofa smoleńska’ Category

Motyw

Posted by tadeo w dniu 29 Grudzień 2011

Najczęściej powtarzanym zaklęciem członków sekty Wyznawców Pancernej Brzozy, wierzącej wbrew prawom fizyki, aerodynamiki, botaniki, logiki, zwykłego zdrowego rozsądku tudzież doświadczeniom z historii, w rządowo- FSBowską wersję wydarzeń tamtego strasznego ranka, jest- A PO CO? Jaki miałby być motyw?

Im więcej się dowiadujemy, jak załatwiane są polskie sprawy, co się dzieje z polskimi finansami, tym bardziej widać, jaki mógł być motyw. Tym bardziej widać jak strasznie brakuje nam Prezydenta Kaczyńskiego, Prezesa Skrzypka… To już nie jest kwestia uczuć, poglądów, wrażeń estetycznych, powiedzmy najuprzejmiej, jak można, słabosilności intelektualnej i niewielkiej pozycji w układzie władzy Pana Prezydenta Komorowskiego, oby żył wiecznie, choć niekoniecznie zaraz, jako Prezydent.

To już się da policzyć, to kwestia wymiernych kwot, wielkich pieniędzy, jakie za chwilę stracimy. Czy polski Prezydent pozwoliłby na ten przekręt stulecia, polegający na wyprowadzeniu z Polski prawie 7 miliardów rezerw NBP na 1 procent, czyli poniżej stopy inflacji? Ba, co ja mówię, 7 miliardów, usiądźmy i policzmy. Państwa poza strefa Euro mają dać 50 miliardów. Czechy dadzą, a może nie dadzą 3 miliardy. Pozostaje Polska, kraje bałtyckie, Dania…. Te czeskie 3, plus nasze 6.7, to razem 10. Kto da brakujące 40? Dania, czy Łotwa? A może Estonia? Te 6.7 to apetizer, przystawka, sałatka przed głównym daniem, tak na uruchomienie kubków smakowych. Zaraz się okaże, że to tak świetny interes, że wszystkie rezerwy oddamy i jeszcze z kątów powymiatamy. No, bo solidarność, to takie piękne słowo! Pamiętacie „Solidarność”, prawda? No i teraz czas pokazać, jak bardzo jesteśmy solidarni, bo zarządy banków niemieckich i francuskich mogą nie dostać bonusa, jak się nie spłaci włoskich obligacji. Czy tam greckich, wszystko jedno, kolejka jest długa, a inwencja propagandzistów nieograniczona, podobnie, jak ich brak skrupułów.

Jak się znienacka dziecko zapyta, gdzie jest świadectwo szkolne, a zwłaszcza, co ma koniec roku z matematyki, to, jak coś jest nie w porządku, odpowiedź brzmi noo, tego, jeszcze nie wydrukowali, nie wiem jeszcze, jakie będą stopnie, bo nie wystawione, chyba po wakacjach, bo Pani chora, ale chyba będzie dobrze, a inni, to dopiero mają złe stopnie.

Brzmi to prawie dokładnie, jak relacje naszych (?) Mężyków Stanu po szczycie. Noo, tego, zobaczymy, jakie będą propozycje na piśmie, będziemy się domagali, oj, jak strasznie się będziemy domagali, trzeba się przyglądać, oj, jak strasznie sie będziemy przyglądali, dogramy szczegóły i tego i w ogóle jest super, bo jesteśmy w centrum wydarzeń, a Tuska z Sikorskim poklepali po pleckach, aż kurz poleciał.

Czy polski Prezes NBP przyklepałby to bez słowa sprzeciwu, najpierw mówiąc, że przecież nic jeszcze nie wiadomo, że zobaczymy, jak przyjdzie coś na piśmie, a potem, jak już przychodzi to na piśmie, to już chyba w ogóle nic nie mówi, choć to jest jaskrawie i jednoznacznie sprzeczne z tym, co Premier Tusk i minister Sikorski zapowiadali, jako wielki sukces negocjacyjny, że wicie, rozumicie, zapłacimy, bo to taka polska piękna tradycja, solidarność, że za to będziemy przy najważniejszym stole z największymi, albo, w wersji B, przy największym stole z najważniejszymi, w centrum wydarzeń, głos doradczy, status obserwatora będziemy mieli i w ogóle to świetny interes.

Czy wyobrażamy sobie, by Ś.P. Prezes Skrzypek zachował się w ten sposób? Czy wyobrażamy sobie, że Prezydent Lech Kaczyński zachowałby się w ten sposób? Czy przyglądali by się bez mrugnięcia okiem tej hochsztaplerce księgowej, jaką minister- magister Vincent Bezpesel utrzymuje zadłużenie poniżej magicznego poziomu 55%? Pisałem kiedyś, że mamy z Vincentem wiele wspólnego, mianowicie obaj się nie znamy na ekonomii, tyle, że ja mam usprawiedliwienie, bo jestem magistrem inżynierem nawigacji morskiej, a on jednak magistrem ekonomii. Muszę jednak odszczekać te nikczemne dowcipy i pochylić czoła przed prestidigitatorską sprawnością magistra Rostowskiego, tak jak z mimowolnym podziwem obserwowałem, jak Franek Dolas żonglował trzema kartami na syryjskim rynku, albo jak w cyrku na rzece Jangcy magik zmieniał w mgnieniu oka kilkadziesiąt masek jedna po drugiej. Do dziś nie wiem, jak to robił, tu jest różnica, bo w przypadku magistra Rostowskiego wiemy, jak to robi i to dość dokładnie, co więcej, w Brukseli też już zajarzyli, że to wszystko kreatywna księgowość balansująca na krawędzi ogromnych kar finansowych i zaczęli z lekka sarkać, więc dużo dłużej czarować nie będzie.

Ale, co tam, kary przecież nie on zapłaci, tylko my wszyscy, a on przecież ma obywatelstwo brytyjskie, podobnie zresztą, jak Radek- Zdradek ( chociaż nie, zdaje się, że zawiesił) i tyle go będziemy widzieli.

Właśnie czytam wystąpienie Pani Anny Fotygi, która sporo wyjaśnia: „Nie było obiecywanej zmiany traktatu lizbońskiego na grudniowym szczycie UE. Wcale nie musiała być dokonywana. Już w marcu przyjęto jednomyślnie ( również głosem Donalda Tuska), decyzję Rady UE ustanawiającą Europejski Mechanizm Stabilizacyjny. Stanowi to zmianę w trybie uproszczonym art. 136 TfUE ( Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej). W konkluzjach Rady opisano automatyzm reagowania na sytuacje kryzysowe w Strefie Euro i sposób głosowania sankcji „ odwróconą większością”. Jak ktoś się sprzeciwi ocenie hegemonów / hegemona, to musi zebrać większość, żeby tę ocenę odrzucić. Życzę powodzenia. To szokujące ograniczenie suwerenności państw. Alarmowaliśmy o tym na wiosnę, pisał o tym prezes PiS Jarosław Kaczyński w uzasadnieniu do swojej rezygnacji z uczestnictwa w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. Premier Donald Tusk powiedział wówczas na konferencji prasowej, już kilka dni po podjęciu brukselskiej decyzji, że nic jeszcze nie zostało postanowione i „trzeba się temu przyglądać”. Oszukiwał nas, robił to bezkarnie. Takim działaniom sprzeciwiał się, strasznym osobistym kosztem, Prezydent Lech Kaczyński, ofiara katastrofy smoleńskiej.”

Oto i motyw.

P.S. Zachęcam do przeczytania mojego felietonu w sylwestrowo- noworocznej „Gazecie Polskiej Codziennie”, oraz poniedziałkowych „angielskich” felietonów w Freepl.info

http://freepl.info/seawolf

http://seawolf.salon24.pl/376909,motyw

Posted in Gospodarka i Ekonomia, Katastrofa smoleńska, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Utajnią zapisy z Tupolewa?

Posted by tadeo w dniu 29 Grudzień 2011

Przedstawiamy przegląd najnowszych informacji w sprawie Katastrofy

Antoni Macierewicz – wywiad w UważamRze
Małgorzata Wassermann,
Stanisław Zagrodzki
Autor: kayan, wpisał dnia 28.12.2011r.
Foto:GPC – okładka fr.
Wywiad z Antonim Macierewiczem, posłem PiS, szefem zespołu badającego tragedię smoleńską.
(…)
Wiemy już dzisiaj z pewnością, że ta katastrofa nie była wynikiem ani błędu pilotów, ani naturalnych właściwości aerodynamicznych samolotu. Wiemy, że mieliśmy do czynienia z działaniem osób trzecich. Samolot rozpadł się w powietrzu, nie uderzając o żadne drzewa, i dopiero później spadł na ziemię.
(…)
Do tej pory Rosjanie i wtórujące im polskie czynniki oficjalnie utrzymują, że miało miejsce zderzenie z brzozą i wtedy doszło do tragedii.
Nic takiego się nie wydarzyło. Skrzydło odpadło w powietrzu na wysokości 26 m, to się zdarzyło wiele metrów nad brzozą.
Którą szybko ścięto.
Nie zajmuję się demaskowaniem wszystkich działań Rosjan i weryfikacją wszystkich fałszywych tropów. Szukam prawdy wraz z zespołem parlamentarnym, którym kieruję, i z wieloma ekspertami, w tym głównie skupionymi wokół profesorów Wiesława Biniendy i Kazimierza Nowaczyka z USA, ale także z ekspertami pracującymi na polskich uczelniach.
I z tych prac wynika teza o rozpadzie samolotu nad ziemią?
Tak. Z tych badań wynika, że samolot zaczął rozpadać się na wysokości 26 m. I jest to zsynchronizowane z dwoma wstrząsami odzwierciedlonymi w trajektorii lotu i zapisanymi w rejestratorach lotu ATM.
(…)
Kiedy dochodzi do tych dwóch wstrząsów?
Na kilka sekund przed zatrzymaniem się rejestratorów. To z kolei nastąpiło 15 m nad ziemią, gdy padł system zasilania elektrycznego.
Piloci zdają sobie wtedy sprawę, że coś się dzieje? Dotychczasowa interpretacja stenogramów z kokpitu na to nie wskazuje.
Wskazuje. Jedno z badań, które prowadzimy, polega na zsynchronizowaniu głosów z kabiny z przebiegiem wydarzeń fizycznych, zrekonstruowanych przez naszych ekspertów. Widać, że przebieg wydarzeń wywołuje bardzo dojmującą, głośną, tragiczną i wstrząsającą swoim dramatyzmem reakcję zarówno pilotów, jak i pasażerów. Są nagrane głosy zbiorowe i pojedyncze. Pierwszą ich falę słychać na wysokości 26 m, gdy dochodzi do oderwania skrzydła. Najpierw poznajemy reakcję pilotów, potem słychać pierwszą falę głosów przerażenia pasażerów, a na wysokości 15 m, gdy wszystko gaśnie, drugą.
Stwierdza więc pan poseł, że ludzie w tupolewie widzą, co się dzieje?
Tak. Widzą, czują, są świadomi przebiegu dramatu. Zarówno piloci, jak i pasażerowie.
Jak długo trwa ten stan?
Do pięciu sekund. Tyle czasu widzą, że samolot zaraz się rozpadnie.
(…)
do żony jednego z posłów, dziesięć minut po tym, jak dowiedziała się o tragedii z telewizji, dotarło nagranie głosowe od jej męża na jej telefonie. Odsłuchała je i zrelacjonowała Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. A po kilku miesiącach przekazała do wiadomości publicznej.
Co usłyszała?
Głos męża wołającego ją po imieniu: „Asiu, Asiu”. W tle słychać głosy przerażonych ludzi oraz trzask rozpadającego się samolotu. To jest jej relacja: „… na poczcie głosowej zarejestrowane było nagranie głosu mojego męża, który krzyczał »Asia, Asia«. W tle słychać było trzaski, a właściwie to głos mojego męża był w tle, a dominujące były huk i trzaski. Słychać było też głosy ludzi, jakby głos tłumu. Nie było to wyraźne. Nie rozpoznałam jakichkolwiek słów. Był to krzyk ludzi. Nagranie to trwało dwie, trzy sekundy. Głos męża był niewyraźny. Trzaski to były krótkie, ostre dźwięki. Tak, jakby łamał się wafel lub plastik plus dźwięk przypominający hałas wiatru w słuchawce telefonu”.
(…)
Gdy odłożymy na bok medialną propagandę, zobaczymy taki właśnie obraz. Wszystkie procedury są z góry zaplanowane. Kapitan Protasiuk dziewięć minut przed planowanym lądowaniem mówi, że jeśli nie będzie można wylądować, to odejdą w automacie. I tak się dzieje. Spokojnie słucha nawigatora relacjonującego opadanie samolotu, które poprzedza odejście podczas manewru odchodzenia. Wreszcie samolot zaczyna się wznosić. I nagle dochodzi do katastrofy. Mamy 26. m nad ziemią. Coś się dzieje. Co? Dziś już wiemy, że odpada skrzydło, następują dwa silne wstrząsy, samolot się rozpada…
(…)
Komisja Millera stwierdziła, że piloci źle czytają dane z wysokościomierza, a prawidłowo robi to tylko generał Błasik obecny w kokpicie.
Tak stwierdziła, ale to nieprawda. Nic, dokładnie nic na to nie wskazuje. Gdy generał Błasik podaje wysokość, kpt. Protasiuk wydaje komendę „odchodzimy” którą powtarza drugi pilot. W kokpicie jest pełen spokój, Protasiuk mówi najpierw „odejdziemy w automacie”, potem „odchodzimy”, a następnie podaje kolejne meldunki o paraboli zejścia zakończonej wznoszeniem. Te fakty świadczą o tym, że nie było żadnej pomyłki. Mogłoby do niej dojść tylko w sytuacji chaosu, zdenerwowania. A nic takiego nie miało miejsca. Dlatego tak często mieliśmy do czynienia z podrzucanymi fałszywymi informacjami o rzekomym bałaganie na pokładzie. Żaden fakt tego nie potwierdza. Nikt w żadnym momencie nie krzyczy, że są za nisko, że się pomylili, że coś jest nie tak. Nie. Odwrotnie – do ostatnich sekund wszystko jest w porządku.
Krzyki przerażenia słyszymy dopiero wtedy, gdy samolot traci skrzydło i zaczyna się rozpadać. Dokładnie to samo usłyszała pani Joanna D. w nagraniu pochodzącym od męża. Dlatego ten kluczowy dowód zniszczono, a następnie próbuje się go zdezawuować.
Rozumiemy pana tezę w ten sposób, że wszystko tak naprawdę wydarzyło się po prostu dziesięć metrów wyżej, niż twierdzą Rosjanie i niż uznała komisja Millera?
Dokładnie tak. I o tym także mówi Bogdan Klich, słusznie zdziwiony, dlaczego oni się nie denerwują. Klich jednak, który sam ukrywa dowody winy rosyjskiej, boi się nawet pomyśleć, co naprawdę znaczą opisywane przez niego fakty.
(…)
Katastrofę widziało, o czym rzadko się mówi, bardzo wiele osób. One wszystkie mówią, że samolot wydawał jakiś przeraźliwy, dziwny dźwięk silników tuż przed katastrofą. Te sformułowania pojawiają się także w relacjach polskich pilotów, którzy czekali na przylot samolotu w Smoleńsku. Oni na tych maszynach latają, słyszą, że coś jest nie tak. Czy to była przyczyna katastrofy, czy skutek jakichś czynników zewnętrznych – to temat na osobną dyskusję. Natomiast pewne jest, że nie było żadnego błędu pilotów.
To mógł być zamach?
Tego nie możemy dziś rozstrzygnąć, ale na pewno nie wolno nam tego odrzucić. Nawet nasza prokuratura, która 1 kwietnia zawiesiła rozpatrywanie tej hipotezy, dodała ustami prokuratora generalnego pana Andrzeja Seremeta, że jeśli pojawią się nowe fakty, to jej badanie może zostać wznowione. Nowe fakty właśnie się pojawiły.
(…)
Jest prawdą, że przestrzegał pan śp. prezydenta przed lataniem rosyjskim samolotem do Rosji?
Zwracałem panu prezydentowi uwagę na szereg kwestii, także związanych z jego bez-pieczeństwem. Zwłaszcza od 1 lipca 2008 r., kiedy na rozkaz ówczesnego szefa MSWiA i stojącego za nim premiera Tuska żołnierze weszli do Biura Bezpieczeństwa Narodowego i łamiąc wszelkie możliwe przepisy, wykradli dokumentację byłych WSI, nawet nie zostawiając pokwitowania. Po prostu zdjęto ochronę BOR, żołnierze weszli i wzięli, co chcieli. To był sygnał, że stan zabezpieczenia pana prezydenta jest dramatyczny. Ale Lech Kaczyński w walce o niepodległość Polski był gotów podjąć najwyższe ryzyko. Tak mi odpowiedział. Wskazywał, że zdaje sobie sprawę z zagrożeń. Ale że ma do wyboru albo położyć wszystko na jednej szali, albo zrezygnować z polityki budowania niepodległości Polski. Mówił: „Ta mafia jest do wszystkiego zdolna, ty sobie nie wyobrażasz, do jakich rzeczy są zdolni”. Mówił to z pozycji wiedzy prezydenta do człowieka, który też miał informacje o sile i groźbie mafii postkomunistycznej.
(…)
Ktoś mógł przeżyć katastrofę?
Informację o śmierci wszystkich pasażerów podano natychmiast po katastrofie. Nikt ich nie ratował, nie sprawdzono, czy ktoś żyje.
(…)
Jeden z kontrolerów, Paweł Plusnin, rzucił polskim dziennikarzom: „Ja ich próbowałem ratować”. To znaczy, że ktoś chciał ich zabić?
Dobre pytanie. Decyzje podjęto w Moskwie i to z pewnością nie na poziomie generała wydającego rozkazy Krasnokutskiemu czy Plusninowi. Rosjanie złamali swoje własne prawo. Determinacja, by sprowadzić tam samolot, była więc ogromna.
(…)
Nikt z polskich ekspertów nie badał tego wraku! Nie badał skrzydła! Musimy także ustalić odpowiedzialność po polskiej stronie. Przecież nie wskazano winnych. Odwrotnie – nagrodzono szefa Biura Ochrony Rządu generała Mariana Janickiego, który odpowiada za brak sprawdzenia i zabezpieczenia lotniska w Smoleńsku.
Jakby chciano powiedzieć „zrobimy wszystko, nie ma granicy wstydu, nikomu włos nie spadnie z głowy”?
Tak. I to rodzi kolejne pytanie – co ich tak cementuje z ludźmi takimi jak Janicki? Jaka tajemnica? Jakie poczucie winy?
Albo strach, że prawda oznacza wojnę?
To myślenie niewolnicze. I nieprawdziwe. Prawda nie oznacza wojny. Prawda przynosi wolność.
Rozmawiali: Jacek i Michał Karnowscy
źródło: UważamRze

Posiedzenie Zespołu Parlamentarnego ds. zbadania katastrofy TU-154M po ekshumacji ciała Zbigniewa Wassermanna, z udziałem jego córki mec. Małgorzaty Wassermann. 22.12.2011
YouTube Video

Małgorzata Wassermann:
„Są też takie wypadki, gdzie nie zadaje się trudnych pytań np. jak szybko ktoś jechał motorem, czy samochodem, tylko badamy szczegółowo każdy element. Ja tylko przypomnę, że w pewnym przypadku aż na sześć godzin była zablokowana droga i biegli byli na miejscu i WSZYSCY byli na miejscu! Tutaj taka koniecznośc istniała” (w odróżnieniu od Smoleńska, gdzie niczego szczegółowo nie badano – dop. red)
YouTube Video

Utajnią zapisy z Tupolewa? Zmiany w prawie lotniczym

Jak podaje RMF FM nowelizacja prawa lotniczego może zamknąć drogę do upublicznienia zapisów z czarnych skrzynek tupolewa. Nowa ustawa precyzuje, że prokurator nie może zdecydować o ujawnieniu zapisów. Decyzję taką może podjąć tylko sąd.
Wciąż nie znamy stenogramów odczytanych przez biegłych z krakowskiego Instytutu Sehna, który właśnie kończy prace nad opinią na temat wydarzeń na pokładzie Tu-154M, który rozbił się w Smoleńsku. Zostanie ona przekazana prokuraturze wojskowej, badającej przyczyny tragedii smoleńskiej.
Aby pokazać wyniki, śledczy będą teraz musieli zwrócić się jednak o zgodę do sądu. Sąd może się więcnie zgodzić na pokazanie stenogramów, a wtedy zostaną one tajne już na zawsze.

Posted in Katastrofa smoleńska, SOLIDARNI 2010, Wywiady | 1 Comment »

Nigdy się nie dowiecie, czy oni przeżyli tę katastrofę

Posted by tadeo w dniu 28 Grudzień 2011

Posiedzenie Zespołu Parlamentarnego ds. zbadania katastrofy TU-154M po ekshumacji ciała Zbigniewa Wassermanna, z udziałem jego córki mec. Małgorzaty Wassermann. 22.12.2011

Posted in Katastrofa smoleńska, Polityka - video | Leave a Comment »

Ślady materiałów wybuchowych na ciele Zbigniewa Wassermanna

Posted by tadeo w dniu 21 Grudzień 2011

„Oni nie wiedzą, co robić. Znaleźli na jego ciele ślady materiałów wybuchowych. Jak się Polska o tym dowie, będzie skandal” – dowiedziałem się od mojego informatora, pracownika naukowego Akademii Medycznej we Wrocławiu. Nie chciał o tym rozmawiać przez telefon. W wolnej Polsce to tabu. Temat niebezpieczny.

Nie chciał o tym rozmawiać przez telefon. W wolnej Polsce to tabu. Temat niebezpieczny.

5 dni temu wpłynęła do Naczelnej Prokuratury Wojskowej ekspertyza w sprawie sekcji zwłok Zbigniewa Wassermanna – jednej z 96 ofiar katastrofy smoleńskiej. Ani wojskowa prokuratura, ani Zakład Medycyny Sądowej we Wrocławiu, gdzie przeprowadzono badania, nie poinformowały opinii publicznej o wynikach sekcji. Tłumaczono to koniecznością zapoznania się z dokumentami najbliższej rodziny Zbigniewa Wassermanna. Według cytowanych przez media wypowiedzi prokuratura Rzepy z Naczelnej Prokuratury Wojskowej, opinia ma być „obszerna i bardzo szczegółowa”.

http://www.rp.pl/artykul/459542,773965.html 

Córka Zbigniewa Wassermanna do dzisiaj nie otrzymała żadnych dokumentów.  Dlaczego od kilku miesięcy milczą w tej sprawie Naczelna Prokuratura Wojskowa i Zakład Medycyny Sądowej we Wrocławiu? Dlaczego nie interesują się tą sprawą media? Kto i co ukrywa w tej sprawie? Postanowiłem to sprawdzić. 

DLACZEGO WROCŁAW, A NIE KRAKÓW?

W Krakowie działa jeden z najbardziej znanych i renomowanych Zakładów Medycyny Sądowej w Polsce. Jeden z najstarszych w Europie; ponad 200 lat tradycji. To w Krakowie, przy ulicy Grzegórzeckiej 16 przeprowadzono między innymi badania szczątków premiera Rządu RP i Naczelnego Wodza – gen. Władysława Sikorskiego – ofiary innej, do dzisiaj nie wyjaśnionej, katastrofy lotniczej, w której zginął podobnie jak pod Smoleńskiem przywódca państwa polskiego. Dodam także, że śp. Zbigniew Wassermann pochowany został na cmentarzu w podkrakowskich Bielanach. Sprawdziłem. To ok. 10 km od budynku Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie. Do Wrocławia jest 250 km dalej.

Aby się nie ujawniać zwróciłem się e-mailowo (nie wprost i ze zmiennego IP) do Redaktora Naczelnego Nowego Ekranu, by zapytał szefową krakowskiego Zakładu Medycyny Sądowej profesor Małgorzatę Kłys dlaczego odmówiła przyjęcia do badań ciała Zbigniewa Wassermanna? Z tego, co wiem, rodzina posła z trumną w rękach dosłownie „odbiła się od drzwi” zakładu w Krakowie. Ta rozmowa się odbyła i została nagrana, otrzymałem zwrotnie plik audio.

Nasze władze nie udzieliły – że tak powiem – takiego zezwolenia – odpowiedziała pani profesor. (…) To było poza mną.

Ponadto przekazała, że decyzję podjęły władze Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zpewnością wpływ na taki przebieg wydarzeń musiał mieć ktoś jeszcze i zrobił to, co zaskakujące: w ostatniej chwili. Dlaczego bowiem zaraz po ekshumacji trumna z ciałem Wassermanna nie pojechała z podkrakowskiego cmentarza prosto do Wrocławia? Władze Uniwersytetu milczą. My jesteśmy naukowcami. To jest poza nami. Wszystko, co jest wokół takich spraw, jest poza nami – komentuje całą sprawę profesor Kłys.

Ale dlaczego właśnie do Wrocławia, a nie np. do Gdańska, Warszawy, Bydgoszczy, Łodzi itd.?

(…). Ponieważ tam jest pani profesor Barbara Świątek, która się tym zajęła z punktu widzenia konsultanta krajowego w medycynie sądowej – odpowiedziała szefowa krakowskiego zakładu.

Problem jedynie w tym, że Barbara Świątek przez kilka miesięcy po przejęciu sprawy badania ciała Wassermanna nie przychodziła do pracy. Była chora. A bez jej podpisu, wyników badań nie można wysłać do prokuratury. A bez tego prokuratura nie może się zająć na poważnie sprawą Wassermanna. Opóźnienia, brak wyników badań biegłych i splot pewnych zbiegów okoliczności sprawił, że nawet w blogosferze pojawiły się na ten temat interesujące teorie. Okazało się, że to nie był przypadek. Barbara Świątek „miała dziwnym trafem wypadek samochodowy i jest na zwolnieniu lekarskim. Dlaczego dziwnym trafem? Ano dlatego, że do dziwnych zbiegów okoliczności, awarii i wypadków dochodzi podczas próby rozwikłania zagadki z 10 kwietnia 2010 roku zadziwiająco często” – napisał bloger rossonero.

Przeczytaj także: Znamy wyniki ekspertyzy ws. sekcji zwłok Z. Wassermanna

Posted in Katastrofa smoleńska, Polityka i aktualności | 4 Comments »

Wywiad wPolityce.pl i Stefczyk.info: Anita Gargas, laureatka tegorocznej nagrody SDP – za „Katastrofę Smoleńską”

Posted by tadeo w dniu 19 Grudzień 2011

Te zdjęcia Polacy zobaczyli dzięki Anicie Gargas, fot. laureatki – Andrzej Hrechorowicz, PAP

wPolityce.pl, Stefczyk.info: Otrzymałaś tegoroczną Nagrodę Wolności Słowa SDP – za reportaż „Katastrofa Smoleńska” wyemitowany w „Misji Specjalnej” w TVP1. Czy Ty też wyróżniasz ten reportaż w swoim dorobku?

Anita Gargas, dziennikarka „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie”: Oczywiście! Reportaż spowodował przełom w podejściu polskiej opinii publicznej do śledztwa prowadzonego przez Rosjan. Wcześniej społeczeństwo zbyt ufnie traktowało działania strony rosyjskiej, ulegając propagandzie, jaką od pierwszych dni po katastrofie zaserwował nam rząd Donalda Tuska przy wsparciu kibicujących mu mediów. Ten program ma dla mnie także osobiste znaczenie. Zdobycie nieznanych wcześniej zdjęć i filmów utwierdziło mnie w przekonaniu, że jeśli tylko dziennikarz jest wystarczająco zdeterminowany, potrafi zapobiec zamazywaniu prawdy. A cóż może być ważniejsze dla dziennikarza, który codziennie zmuszony jest pokonywać dziesiątki kłód rzucanych mu pod nogi?

„Misja Specjalna” była chyba najbardziej opluwanym programem w polskich mediach. Ta nagroda to więc w pewnym sensie przywrócenie hierarchii – wreszcie ktoś dostrzegł, że wykonywaliście pracę, o której inni bali się w ogóle pomyśleć. Sama zresztą powiedziałaś, że ta nagroda to „wskazówka dla tych wszystkich, którzy idą pod prąd i co dzień łapią ich chwile zwątpienia”.

Nagonkę na „Misję specjalną” rozpętała „Gazeta Wyborcza”, zaniepokojona faktem, że ktoś może ośmielić się poruszyć temat zgubnych konsekwencji „grubej kreski”. Potem kolejne nagonki dawały nam do zrozumienia, że dotknęliśmy drażliwego tematu. Często ataki były tak zmasowane, że musieliśmy sobie nawzajem przypominać, iż to nie my powinniśmy tłumaczyć się z tego, co robimy, ale mainstream – z tego, co celowo pomija, przemilcza, tuszuje. „Misji specjalna” działała w dziedzinie, w której na naszym rynku medialnym panuje ogromny deficyt. W krajach zachodnich byłoby to nie do pomyślenia, bo jest związane z podstawową funkcją dziennikarstwa – kontrolą władzy. Patrzyliśmy władzy na ręce, niezależnie od tego, jakie barwy miała ta władza. Dotyczyło to również prawej strony sceny politycznej, o czym atakujące nas media nie chcą pamiętać. Dlatego nasz program miał tak wielu wrogów w establishmencie. Dziennikarze „Misji” pracowali pod olbrzymią presją, niechęci nie kryli nawet nasi koledzy i przełożeni z TVP. „Misję” zdejmowano z anteny trzykrotnie, robiły to trzy różne zarządy. Nagroda SDP jest swego rodzaju pośmiertnym wyróżnieniem dla całego cyklu.

Co robi zespół „Misji”? Znając życie, wszyscy dostali tzw. wilczy bilet. Jak sobie radzą?

Gdy „Misja została zdjęta z anteny, większość zespołu znalazła się na bruku. Świetni często fachowcy całymi miesiącami nie mogli znaleźć zajęcia. W krytycznej sytuacji są ci, którzy byli na etatach w TVP. Są to etaty w najniższej przewidzianej prawem pracy wysokości, ok. 800 zł. Ich zarobki zależały od honorariów za prace przy poszczególnych programach TVP. Gdy „Misja” została zlikwidowana, zablokowano im możliwość realizacji materiałów przy innych produkcjach. Można powiedzieć, że wzięto ich głodem, zostali z samym etatem, który zakazuje pracy u konkurencji. Wielu w końcu odeszło z TVP.

Jakie są Twoje dalsze plany zawodowe – tzn. czy szykujesz coś większego, np. na miarę filmu „10.04.10”?

Tak, chciałabym nakręcić kontynuację „10.04.10”, ale z punktu widzenia zdarzeń z udziałem strony polskiej. Wciąż zbieramy na ten film pieniądze, nie wiem w związku z tym, kiedy będę mogła zacząć zdjęcia. To martwi, bo czas działa na niekorzyść. Nie przerywam jednak dokumentacji tematu i jak pokazują zdobyte przeze mnie taśmy Klicha, prawda może wyjść na jaw z nieoczekiwanej strony.

Temat Smoleńska niemal całkowicie zniknął z mediów tzw. głównego nurtu. Wiele osób zastanawia się – dlaczego ta władza tak bardzo boi się nawet mówienia o tej tragedii. Jaka jest Twoja opinia? Dlaczego Smoleńsk objęto tak ścisłym zakazem dociekania prawdy?

Zbyt wiele osób na wysokich szczeblach władzy ma zbyt wiele do ukrycia. Zbyt dużo mają na sumieniu także sami mainstreamowi dziennikarze. Wspomniane już przeze mnie nagrania dokonane potajemnie przez Edmunda Klicha w gabinecie ministra obrony dowodzą, że polski rząd tuszował fakty wskazujące na winę Rosjan. To kompromitująca sytuacja. A podobnych faktów mogło być znacznie więcej. Wielu ludziom zależy, by je ukryć. Robią to wspólnymi siłami.

Czy zdaniem Anity Gargas dojdziemy do prawdy w sprawie Smoleńska? Czytaj na Stefczyk.info

Posted in Katastrofa smoleńska, Wywiady | Leave a Comment »

Sensacyjne taśmy Klicha

Posted by tadeo w dniu 19 Grudzień 2011

Posiedzenie Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154 M z 10 kwietnia 2010r. W posiedzeniu udział wzięli Anita Gargas i Tomasz Sakiewicz z Gazety Polskiej, która ujawniła nagrania płk Edmunda Klicha. Sejm 14.12.2011

Zespół parlamentarny Macierewicza zajmujący się badaniem przyczyn katastrofy smoleńskiej wszedł w posiadanie tajnych taśm Edmunda Klicha które wskazują na to, że rząd od początku był świadom ogromnej winy Rosjan za katastrofę oraz to, że fakt ten próbuje się usunąć z oficjalnego toku śledztwa. Jasnym jest, że te taśmy nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego. Najprawdopodobniej miały posłużyć jako dowód dla Rosjan, że Polacy prowadzą śledztwo „tak jak należy”. 

Przeczytaj także: Co przeszkadza smoleńskim oszczercom?

Posted in Katastrofa smoleńska, Polityka - video, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Faktów ws. katastrofy przybywa – politycy PO umywają ręce?

Posted by tadeo w dniu 17 Grudzień 2011

 Z protokołów zeznań świadków, do których dotarła „Gazeta Polska Codziennie”, jednoznacznie wynika, że akredytowany przy MAK-u płk Edmund Klich w kluczowym momencie odsunął od smoleńskiego śledztwa specjalistę meteorologa ppłk. Mirosława Milanowskiego. Zrobił to na żądanie Moskwy – ppłk Milanowski zebrał dowody świadczące o odpowiedzialności Rosjan za katastrofę smoleńską. Politycy koalicji wobec nowych faktów umywają ręce. 

Ppłk Mirosław Milanowski w kwietniu 2010 r. zajmował stanowisko specjalisty ds. bezpieczeństwa lotów MON. Jak wynika z zeznań chor. Marcina G. (nazwisko do wiadomości redakcji), dyżurnego meteorologa z Wojskowego Biura Meteorologicznego, ppłk. Milanowskiemu około południa 10 kwietnia przekazano szczegółowe dane na temat sytuacji pogodowej w Smoleńsku. Mając już te dane, ppłk Milanowski razem z grupą śledczych wyjechał do Smoleńska, aby na miejscu uczestniczyć w dochodzeniu.


Kluczowe przesłuchanie

13 kwietnia 2010 r. polscy prokuratorzy z udziałem ppłk. Milanowskiego przesłuchiwali Michaiła Radgowskiego, naczelnika stacji meteorologicznej jednostki wojskowej w Smoleńsku. Szczegółowo opisywał on pogarszającą się pogodę przed lądowaniem Tu-154M z polskim prezydentem, jego małżonką i towarzyszącą im delegacją.

„O godz. 9.26 (czasu moskiewskiego – red.) zaobserwowałem kolejną zmianę pogody (…). O godz. 9.40 zaobserwowałem kolejną zmianę pogody: powstała mgła. Poinformowałem natychmiast służby meteorologiczne Jednostki Wojskowej nr 21350, skąd otrzymałem ostrzeżenie przed wichurą. Dane pogodowe poniżej minimum meteorologicznego lotniska (…). Ok. godz. 10 odczytałem wskazania przyrządów (…), dane te drogą telefoniczną przekazałem do wiadomości pododdziałowi służby meteorologicznej Jednostki Wojskowej nr 21350 i służbie meteorologicznej Dowództwa Lotnictwa Transportu Wojskowej w Moskwie” – zeznał Michaił Radgowski.

Gdy Michaił Radgowski zaczął mówić o danych przekazanych do stanowiska dowodzenia w Moskwie, na podstawie których lotnisko w Smoleńsku powinno zostać natychmiast zamknięte, płk Edmund Klich w trybie natychmiastowym odwołał z przesłuchania ppłk. Milanowskiego i tym samym uniemożliwił naszemu specjaliście zadawanie szczegółowych pytań.

„Informacja śledczego: o godz. 18.50 od specjalisty ds. bezpieczeństwa lotów Inspektoratu Bezpieczeństwa Lotów Ministerstwa Obrony Rzeczpospolitej Polskiej Mirosława Milanowskiego otrzymano oświadczenie o konieczności jego natychmiastowego uczestnictwa w naradzie, w związku z czym nie może on uczestniczyć w dalszym przesłuchaniu świadka (…)” – czytamy w protokole przesłuchania Radgowskiego z 13 kwietnia 2010 r.

Na żądanie Rosjan

Śledczy kontynuowali przesłuchanie Radgowskiego 14 kwietnia, ale już bez obecności ppłk. Milanowskiego, którego Klich odwołał na żądanie Aleksieja Morozowa, zastępcy gen. Tatiany Anodiny, szefowej MAK-u.

Jak wynika z wypowiedzi Edmunda Klicha, na posiedzeniu komisji obrony narodowej Morozow kilkakrotnie żądał od niego odsunięcia od śledztwa ppłk. Milanowskiego. Ostatecznie ppłk Milanowski nie uczestniczył w śledztwie, wszedł natomiast w skład komisji Jerzego Millera.

– Pan Milanowski pracował dla Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, która opracowała raport końcowy, przedstawiający przebieg i przyczyny katastrofy smoleńskiej. Zatem należy domniemywać, że raport ten zawiera wszystkie istotne zagadnienia, które komisja, a więc i pan Milanowski, miała do przekazania. Jednocześnie proszę mieć na uwadze odrębność prokuratury wojskowej i Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego w zakresie wyjaśniania przyczyn katastrofy smoleńskiej – stwierdził płk Zbigniew Rzepa z Naczelnej Prokuratury Wojskowej.

Po publikacji w „Gazecie Polskiej” stenogramów rozmowy płk. Edmunda Klicha z ówczesnym ministrem obrony narodowej Bogdanem Klichem odbyło się nadzwyczajne posiedzenie zespołu badającego okoliczności smoleńskiej tragedii. Jej przewodniczący Antoni Macierewicz (PiS) oraz obecne w Sejmie rodziny ofiar katastrofy złożyły wniosek o zwołanie posiedzenia komisji obrony narodowej, na co nie zgodził się Stefan Niesiołowski, przewodniczący komisji.

Umywają ręce

Zapytaliśmy polityków, dlaczego koalicjanci nie reagują w żaden sposób na ujawnione przez nas stenogramy?

– Dlatego, że jeszcze nie jest to na tyle nośny ładunek emocjonalny i polityczny, że w tym obszarze powinna jeszcze dyskutować właściwa dla sprawy komisja. Tam powinniśmy przenosić pierwsze reakcje na ten materiał i weryfikację. A nie od razu w formie debat plenarnych dodatkowo sączyć emocje, często wokół materiału, który przez którąś ze stron jest kwestionowany. Ponieważ więc materia dotyczy funkcjonowania ministra obrony narodowej, jest właściwa dla sprawy Komisja Obrony Narodowej i tam warto byłoby ten materiał odsłuchać i przeanalizować. Tam należałoby potwierdzić jego zawartość, zinterpretować zawarte tam stanowiska oraz oceny – mówi Janusz Piechociński (PSL).

Politycy PO odpowiadają wprost:

– Nie wiem. Trudno mi się do tego ustosunkować – mówi nam Paweł Olszewski (PO). Posłanka Małgorzata Kidawa-Błońska przyznała, że nie czytała zapisu rozmowy. Zaznaczyła, że jeżeli na tych taśmach coś jest nie w porządku, to zapewne zajmą się tym odpowiednie instytucje. Byli to nieliczni posłowie koalicji, którzy chcieli skomentować nasze ustalenia. Wielu polityków PO wprost odmówiło nam wypowiedzi na ten temat.

Dorota Kania

http://wiadomosci.wp.pl/title,Faktow-ws-katastrofy-przybywa-politycy-PO-umywaja-rece,wid,14092411,wiadomosc.html?ticaid=1d92e

Posted in Katastrofa smoleńska | Leave a Comment »

Gargas o niszczeniu dowodów po 10/04/10: Rosjanie wybijali łomami szyby, używali koparek, spychaczy. Miażdżyli szczątki

Posted by tadeo w dniu 17 Grudzień 2011

Fot. PAP/Andrzej Hrechorowicz

 

Z Anitą Gargas, laureatką Nagrody Wolności Słowa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich  o śledztwie dziennikarskim w sprawie katastrofy smoleńskiej na portalu SDP.PL rozmawia Błażej Torański. Poniżej fragment: 

Anita Gargas – dziennikarka śledcza, z wykształcenia matematyczka. Pracuje w „Gazecie Polskiej”. Była szefem redakcji publicystyki i reportażu oraz wicedyrektorem ds. publicystyki TVP1.Autorka programu „Misja specjalna”. Wcześniej pracowała w „Ozonie”, w „Nowym Świecie” i w „Tygodniku Solidarność”. Jest autorką filmu śledczego – „10.04.10” – poświęconego wyjaśnieniu przyczyn katasrofy smoleńskiej.

Jadwiga Kaczyńska mówi w Pani filmie „10.04.10”: „Wydaje mi się, że to nie była zwykła katastrofa”. Pani też tak się wydaje?

Jestem pewna, że to nie była zwykła katastrofa. Przekonałam się o tym w Smoleńsku, gdzie byłam dwa razy. Po raz pierwszy z ekipą „Misji specjalnej” we wrześniu 2010 roku. Już na początku uderzyło nas, na jak małym obszarze doszło do katastrofy. Trzy długości tupolewa na dwie i pół długości jego skrzydeł. Ten skrawek ziemi można było prawidłowo zabezpieczyć, zebrać wszystkie dowody: szczątki ofiar i samolotu. Stało to w sprzeczności z tym, co słyszeliśmy, że nie udało się dobrze zabezpieczyć tego terenu, ponieważ był zbyt rozległy. Jeszcze w maju pielgrzymi odnajdowali fragmenty wraku i ciał. Z kolei relacje świadków – którzy coś widzieli lub słyszeli tego feralnego dnia – były rozbieżne z tym, co mówili przedstawiciele państwa. A już koronnym argumentem stały się zdobyte przez nas filmy i zdjęcia z miejsca katastrofy, zarejestrowane przez pierwszy tydzień. Pokazywały one metodyczne niszczenie przez stronę rosyjską najważniejszego dowodu w sprawie: wraku samolotu. Rosjanie wybijali łomami szyby, butami deptali miejsca, które powinni zabezpieczyć specjaliści. Używali koparek, spychaczy, stalowych lin. Miażdżyli szczątki. Nie można już było stwierdzić, na jakiej wysokości doszło do awarii – jeśli w ogóle do niej doszło – i kiedy nastąpiło zderzenie z ziemią.

Która z wersji jest Pani bliższa: o błędach ludzi, awarii silnika, zamachu?

Zebrane przez nas dowody wskazywały, że o ile nie mamy pewności, że doszło do zamachu, to mamy stuprocentową pewność, że doszło do mataczenia w śledztwie. Z jakiego powodu, skoro rzekomo wszystko było w porządku i o katastrofie zdecydował tylko błąd pilotów, którzy uparli się, aby wylądować?

Największą siłą „10.04-10” są dowody na zacieranie śladów i kneblowanie ust świadkom, zastraszanie ich. Sparaliżowani strachem ludzie zatrzaskiwali przed Panią drzwi.

Po wrześniu 2010 byłam w Smoleńsku jeszcze raz: w lutym 2011 roku. Dotarłam do świadków, których wcześniej nie przesłuchała ani prokuratura polska, ani rosyjska, ani komisja badająca wypadek. Odnaleźliśmy bez problemu naocznych świadków ostatnich sekund lotu tupolewa. Ludzie ci się nie znają, gdzie indziej pracują i mieszkają, ale ich relacje były spójne, uzupełniały się. Wynika z nich, że kiedy samolot był kilkanaście metrów nad ziemią, doszło do dziwnego zdarzenia.

Za ogonem tupolewa, jak mówili, pojawił się ogień. Jakby pięciometrowa kometa, żółtko gigantycznego jaja.

Mówili o rozbłysku, jakby wybuchu, ale używali różnych porównań w zależności od kąta widzenia. Nie zajęła się tym ani komisja Millera, ani MAK. Niewątpliwie nie była to normalna reakcja samolotu. Argumentowano, że jak pilot dodaje mocy silnikowi, to pojawia się słup iskier. Jednak z takim zjawiskiem mamy do czynienia wyłącznie w samolotach wojskowych, a nie pasażerskich. W TU-154 czegoś takiego nie ma. Pytanie, skąd to się wzięło? Prawdopodobnie coś, co miało związek ze środkowym silnikiem, kluczowym dla sterowności samolotu. Czy to była awaria? Czy rezultat działania osób trzecich, co można nazwać krótko: zamachem.

Film realizowała Pani już po ogłoszeniu raportu MAK – zasznurował ludziom usta.

Rzeczywiście zamknęli się. We wrześniu rozmawiali o wiele chętniej, zapraszali do domów, gawędzili. W lutym mieliśmy już poczucie, że zostali zastraszeni i byli uprzedzani o naszym przyjściu. Grożono im odpowiedzialnością za to, co powiedzą, straszono więzieniem.

W „10.04.10” nie wypowiadają się politycy, urzędnicy, eksperci państwowi, tylko zwykli ludzie. Zwyczajni ludzie nie kłamią?

Nie, bo nie mają w tym interesu. Dlaczego ci Rosjanie mieliby nas okłamywać? Jeśli już zdecydowali się na rozmowę, to – jak myślę – po to, aby jak najszybciej ujawnić prawdę! Mają bowiem poczucie winy za zmowę milczenia swych ojców i dziadów 70 lat temu wokół zbrodni w lasach katyńskich w pobliżu Smoleńska. Wydaje mi się, że nadal ciąży nad nimi odium i nie chcieli, aby historia zatoczyła koło.

Zwyczajni niezwyczajni przed kamerą wypowiadali się odważnie. Nie wie Pani, jakie ponieśli konsekwencje?

Nie utrzymujemy z nimi kontaktu, nie telefonujemy, nie mejlujemy, ale tylko dlatego, żeby nie przysparzać im dodatkowych kłopotów. Mamy świadomość, że z pewnością są inwigilowani, zwłaszcza po tym, jak film trafił na ekrany. Bo już po pierwszej naszej wizycie we wrześniu autor filmiku z miejsca katastrofy, na którym słychać strzały, zmuszony został do porzucenia pracy w warsztacie samochodowym. Musiał odejść, by przeżyć. Teraz pracuje na drugim krańcu Smoleńska. Niełatwo było do niego dotrzeć.

Co prokuratura zrobiła z materiałem dowodowym, który podsuwa film? Z  zeznaniami ludzi?

Ujawnię portalowi SDP, że złożyłam w prokuraturze dowody: film z wypowiedziami świadków, nagrania, niepublikowane zdjęcia. Wyraźnie wskazują one na metodyczne niszczenie wraku. Nic z tym nie zrobiono. Śledztwo utknęło w martwym punkcie.

Nie jesteśmy więc na drodze prawdy?

Jesteśmy. Przełomowym momentem mogą być ujawnione przez „Gazetę Polską Codziennie” nagrania z rozmów Bogdana Klicha z Edmundem Klichem. Wynika z nich, że strona polska niestety współuczestniczyła w ukrywaniu prawdy o odpowiedzialności Rosjan za katastrofę. Rząd polski dysponował żelaznymi dowodami, co do procedur zobowiązujących stronę rosyjską do zamknięcia lotniska w razie bardzo złej pogody. A pogoda była o wiele gorsza niż przewidują normy.
Dlaczego do dzisiaj telewizja publiczna, kierowana przez człowieka „Solidarności” i byłego dziennikarza „Niedzieli” nie wyemitowała „10.04.10”?

Nie wiem. To jest dla mnie bolesne, bo jestem przekonana, że wyjaśnienie okoliczności śmierci prezydenta Rzeczpospolitej to jeden z najważniejszych obowiązków każdego dziennikarza. Dziwi mnie, że instytucja, która ma do wypełnienia także misję publiczną, eliminuje – z powodów politycznych – temat tak oczywisty. Boli mnie zwłaszcza to, że filmy i książki o katastrofie smoleńskiej kolportowane są tylko w drugim obiegu. Krzepiące jest natomiast, że drugi obieg zaczyna się rozwijać niezależnie od woli władzy i z konieczności przejmuje obowiązki mediów publicznych. Ale dlaczego mamy tolerować fakt, że media publiczne nie wypełniają swych konstytucyjnych obowiązków?

Historia zatoczyła koło i wolne słowo – jak w PRL – znowu znajduje swą przestrzeń jedynie w salkach katechetycznych?

Ładnie pan to ujął. Ale muszę też dodać, że w drugim obiegu film „10.04.10” obejrzało już ok. 4 mln osób. Wyemitowały go dwie kablówki i żadna inna telewizja. Mam więc wrażenie, że telewizja publiczna pozbawia się możliwości zdobycia potężnej widowni, a co za tym idzie – pieniędzy z reklam.

Z czego wynikają ataki na Panią ze strony środowiska dziennikarskiego? Zwłaszcza po materiałach o katastrofie smoleńskiej? Z zazdrości? Zawiści? Zakłamania?

Mam wrażenie, że dziennikarze, którzy nieustępliwie dążą do wyjaśnienia wszystkich okoliczności katastrofy są odbierani przez środowisko, jako wyrzut sumienia. Pokazujemy, że wbrew wszystkiemu, idąc pod prąd, można robić swoje, dążyć do prawdy. Że nie trzeba zerkać na aktualne układy polityczne. Że można realizować dziennikarstwo śledcze, dotykające mechanizmów rządzenia państwem. Że można patrzeć władzy na ręce. Chcę przypomnieć, że zostałam wyrzucona z telewizji publicznej, kiedy nadal rządził tam PiS. Jesteśmy wyrzutem sumienia dla dziennikarzy, którzy uważają, że należy skulić ogon pod siebie i bezrefleksyjnie wypełniać wszystkie polecenia przełożonych. Nawet jeśli są one sprzeczne z etyką dziennikarską, zdrowym rozsądkiem czy po prostu z prawdą.

http://wpolityce.pl./wydarzenia/19947-gargas-o-niszczeniu-dowodow-po-100410-rosjanie-wybijali-lomami-szyby-uzywali-koparek-spychaczy-miazdzyli-szczatki

Posted in Katastrofa smoleńska | Leave a Comment »

Tajne taśmy Klicha

Posted by tadeo w dniu 13 Grudzień 2011

 Gazeta Polska Codziennie

zobacz galerięfot. PAP / Radek PietruszkaPłk Edmund Klich
opinie
Kilka dni po katastrofie rządowego tupolewa przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych płk Edmund Klich złożył ministrowi obrony Bogdanowi Klichowi meldunek, że Rosjanie ponoszą odpowiedzialność za tragedię smoleńską. Bo choć zobowiązywały ich do tego procedury, mimo fatalnej pogody nie zamknęli lotniska. Minister zareagował zaskakująco: zakazał Edmundowi Klichowi formułowania wniosków obciążających Rosjan. – Sformułowanie takiej tezy przez przewodniczącego na tym etapie jest sprawą kłopotliwą – stwierdził. „Gazeta Polska” poznała te szokujące fakty dzięki nagraniu poufnej rozmowy odbytej kilkanaście dni po katastrofie między ministrem i Edmundem Klichem. Klich – wówczas polski akredytowany przy rosyjskim MAK-u, który badał okoliczności katastrofy Tu-154 – przyznał, że dokonał nagrania „na własne potrzeby”. 

Nagranie zaczyna się, gdy płkEdmund Klich jest w samochodzie. Następnie pułkownik przechodzi przez biuro przepustek, dociera do sekretariatu ministra obrony. Wreszcie wchodzi na poufną naradę w gabinecie ministra.

Spotkanie Edmunda Klicha z ministrem odbywa się przy udziale świadków. Jednym z nich jest szef Sztabu Generalnego gen. Mieczysław Cieniuch. Rozmowa dotyczy m.in. wskazania winnych katastrofy oraz tego, jak uzasadnić oparcie postępowania na konwencji chicagowskiej, a nie na polsko-rosyjskim porozumieniu z 1993 r.

Treść zapisu szokuje, bo jest namacalnym dowodem, że rząd polski od początku miał dowody rosyjskiej winy za tragedię smoleńską ale postanowił je ukryć. Miał niewiele do powiedzenia w sprawie śledztwa – i to na własne życzenie.

W jutrzejszym wydaniu tygodnika „Gazeta Polska” opublikujemy stenogram całej rozmowy Bogdana Klicha z polskim akredytowanym przy MAK-u. Dziś przytaczamy jeden z jej fragmentów, dotyczący pierwszego meldunku Edmunda Klicha do ministra obrony. Tego meldunku nie ma w aktach śledztwa prokuratorskiego ani komisji Millera.

Minister atakuje

Co zawiera meldunek? Edmund Klich opisywał w nim przebieg ostatnich kilkunastu minut lotu tupolewa na podstawie relacji zebranych od Rosjan zaraz po katastrofie. Przesłuchania prowadzili prokuratorzy rosyjscy i polscy, a równolegle członkowie komisji badającej przyczyny katastrofy. Wśród nich płk Mirosław Milanowski, jeden z najlepszych polskich ekspertów meteorologii. Wnioski polskich ekspertów są jasne: odpowiedzialność za tragedię ponosi strona rosyjska.

Pod wpływem presji ze strony ministra Edmund Klich się wikła i wskazuje Milanowskiego, jako autora tezy o winie rosyjskiej.

– Skąd ta wiedza? – pyta Bogdan Klich. – Mianowicie, że to rosyjska. Znaczy nie zaskoczyła ta teza, ale zaskoczył fakt sformułowania na tak wczesnym etapie tej tezy, tam pan to wyboldował (pogrubił – przyp. red.) tłustym drukiem, że odpowiedzialna jest strona rosyjska.

Edmund Klich: Że jest odpowiedzialna strona rosyjska?
Bogdan Klich: Ze względu na to, że nie zamknęła lotniska, tak.
E.K.: Być może to jest, że to jest… Oj, to chyba coś… Jeśli to jest mój meldunek, to ja tutaj… chyba tak nie… to chyba…
B.K.: Pan stawia taką tezę, że były to warunki poniżej minimalnych lotniska, które wynoszą widzialność najmniejsza tysiąc, podstawa sto, i wtedy lotnisko powinno być zamknięte dla ruchu lotniczego. A, to jest dokładnie to.
E.K.: Tak, już wiem, już wiem. Bazowałem na tym, że w naszych warunkach, polskich, my byśmy to zamknęli, bo my mamy takie procedury, prawda, że byłoby zamknięte. Natomiast, to było… godzina 15, to było na wczesnym jeszcze etapie…
B.K.: To jest dla nas zaskakujące (…) Ten dokument nie ma statusu prawnie żadnego. Dokumenty, które nie mają prawnie wiążącego statusu, zawsze mogą gdzieś wypłynąć. W związku z tym sformułowanie przez przewodniczącego komisji takiej tezy na tym etapie (…) jest sprawą… no, kłopotliwą.
E.K.: Yhm, rzeczywiście. Ale ja bazowałem… Może tak: ta teza wynikła głównie z oceny sytuacji przez pana meteorologa. (…) Myśmy dyskutowali, że według naszych procedur powinno być zamknięte. Bazowaliśmy na naszej wiedzy. (…) Bo myśmy ten wątek bardzo mocno drążyli. (…)
B.K.: Wróćmy do pytania, bo ono dla mnie jest bardzo ważne. Czy to jest kompilacja różnych wypowiedzi?
E.K.: To są nasze wnioski z tych pierwszych… To jest właściwie wniosek bym powiedział głównie pana Mirosława Milanowskiego, meteorologa. Taka ocena.
B.K.: To dosyć marna podstawa do formułowania takich wniosków. (…)
E.K.: To jest dokładnie relacja pana Milanowskiego, którą złożył na podstawie udziału w przesłuchaniach z prokuraturą. Na sto procent już teraz wiem. (…).

W trakcie rozmowy ani minister, ani szef komisji nie wspominają, że Mirosław Milanowski, który zadawał podczas przesłuchań świadków zbyt dociekliwie pytania, został odsunięty od czynności śledczych przez Edmunda Klicha już trzeciego dnia po katastrofie – na wyraźne żądanie Rosjan. Taką decyzję wymusił na polskim akredytowanym osobiście Aleksiej Morozow, zastępca szefowej MAK-u gen. Tatiany Anodiny.

Edmund Klich: nagrywałem na własne potrzeby

Następnego dnia po spotkaniu z ministrem Edmund Klich udzielił wywiadu TVN24. Zaatakował tam Bogdana Klicha za brak wsparcia dla ekipy pracującej w Smoleńsku. Jednocześnie (jak wynika z listu polskich doradców z 2 lutego br.) działał pod dyktando strony rosyjskiej, utrudniając polskim ekspertom zbadanie wraku oraz uczestniczenie w oblocie.

19 maja 2010 r. odbyła się konferencja szefostwa MAK-u z udziałem polskiego akredytowanego, która narzuciła opinii publicznej nie tylko w Polsce rosyjską wizję przebiegu zdarzeń z 10 kwietnia. Tatiana Anodina poinformowała m.in., że lotnisko było przygotowane do przyjęcia tupolewa w każdych warunkach pogodowych. Edmund Klich nie zaprzeczył temu stwierdzeniu.

W kwietniu 2011 r. Edmund Klich ponownie zaatakował Bogdana Klicha. Zarzucił mu, że w pierwszych dniach po katastrofie minister usiłował wymóc na nim, by zajmował się tylko odpowiedzialnością strony rosyjskiej – co stoi w jaskrawej sprzeczności z przebiegiem spotkania, które teraz poznaliśmy.

Edmund Klich przyznał w rozmowie z „GP”, że zarejestrował spotkanie.

– Brałem udział w tej rozmowie, miałem pełne prawo nagrywać – stwierdził. – Powinna pani wskazać, kto to ujawnił, bo to jest naganne.
– Ile takich rozmów z panem Klichem pan nagrał? – zapytaliśmy.
– Proszę o następne pytanie.
– Czy pan dzielił się nagraniami z Rosjanami?
– Ja się z nikim nie dzielę nagraniami, które są moimi prywatnymi nagraniami.

Bogdan Klich powiedział „GP”, że absolutnie nic nie wiedział o nagraniu. Jak to możliwe, że Edmund Klich potajemnie nagrywał ministra i szefa Sztabu Generalnego? I po co? Nie wiadomo. Tym powinna zająć się prokuratura, do której trafiło nagranie.

Anita Gargas

Posted in Katastrofa smoleńska | Leave a Comment »

Rogalski idzie do sądu ws. katastrofy smoleńskiej

Posted by tadeo w dniu 3 Grudzień 2011

Mecenas Rafał Rogalski, pełnomocnik części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, ma dość uników Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. KPRM od miesięcy nie chce udzielić mu precyzyjnych informacji dotyczących m.in. konsultacji i ustaleń zawartych pomiędzy Polską i Rosją ws. prowadzenia śledztwa ws. katastrofy. Mecenas Rogalski postanowił więc skierować sprawę na drogę sądową. Do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego złożył skargę na bezczynność Prezesa Rady Ministrów.

Od wielu miesięcy Prezes Rady Ministrów odmawia udzielenia mi wszystkich informacji dotyczących podstawowych zagadnień odnoszących się do uzgodnienia przez stronę polską z Federacją Rosyjską podstaw normatywnych prowadzenia badań przyczyn i okoliczności katastrofy smoleńskiej oraz określenia zasad polsko-rosyjskiej współpracy – tłumaczy mecenas Rafał Rogalski portalowi Stefczyk.info.

Wśród spraw, które nie zostały dotąd wyjaśnione, pełnomocnik części rodzin ofiar wymienia m.in. ustalenie organu państwowego i konkretnie danych osoby, która „wyraziła zgodę na unormowanie w określony sposób polsko-rosyjskiej współpracy, kiedy i na co konkretnie wyrażono zgodę, czy zostały uzgodniona procedura rozstrzygania sporów, czy w ogóle doszło do zawarcia umowy międzynarodowej, czy też przyjęcia jakichkolwiek uzgodnień, w jakim trybie, jaki był ich charakter prawny”.

Nie otrzymałem również informacji dotyczącej treści dokonanych przez stronę polską analiz, opinii kierowanych na miejsce polskich specjalistów. Nie dowiedziałem się również, kim były te osoby – dodaje adwokat. Wskazuje również, że Kancelaria nie wyjaśniła wątpliwości związanych z zastosowaniem Konwencji Chicagowskiej. Nie otrzymałem żadnego dokumentu, który by rozstrzygał wątpliwości, czy zgodziliśmy się na zastosowanie do badania katastrofy samego Załącznika 13, czy Załącznika 13 wraz z Konwencją Chicagowską – wyjaśnia Rogalski. Zaznacza, że „z punktu widzenia prawno-międzynarodowego nie są to błahe sprawy”.

Rafał Rogalski pytany, czy nie przekonuje go twierdzenie, że decyzje w sprawie badania katastrofy smoleńskiej były podejmowane „na bieżąco”, a nie w oparciu o umowę, Rogalski przyznaje, że „Centrum Informacyjne Rządu nigdy wprost nie powiedziało, że nie było umowy między Polską a Rosją”. Zaznacza, że konsultacje na bieżąco „nie dziwią specjalnie”. Jednak przyznaje, że „chciałby się dowiedzieć w końcu, jaki był konkretny ich wynik i otrzymać jakikolwiek dokument, z którego by to wynikało”.

Mecenas Rogalski zaznacza, że wiadomości, jakie chce uzyskać od Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, są mu potrzebne do sprawnego obsługiwania rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. Jest to bardzo ważne dla określenia, jakie państwo polskie pozostawiło sobie pole manewru w tej sprawie. Jestem przekonany, że wszyscy chcielibyśmy mieć co do tego pewność, a nie opierać się jedynie na lakonicznych, niepopartych żadną dokumentacją, stwierdzeniach KPRM – wyjaśnia Rogalski. Dodaje, że od treści ustaleń Polski i Rosji zależy np. to, czy istnieje możliwość dochodzenia na arenie międzynarodowej zmiany treści Raportu MAK. Zapowiada, że jeśli będzie to możliwe, będzie naciskał na polski rząd, by podjął takie działania.

Z dokumentów, jakie otrzymał portal Stefczyk.info, wynika, że u podstaw śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej leżą jedynie ustalenia słowne. Na pytania mecenasa Rogalskiego o wszelkie podstawy prawne, na których opierają się działania śledczych w związku z badaniem okoliczności katastrofy smoleńskiej, Kancelaria odpowiada: nie było odrębnej decyzji w tej sprawie.

„Zgoda na zastosowany przez Federację Rosyjską reżim prawny została udzielona w formie konkludentnej. Nie było odrębnej decyzji Prezesa Rady Ministrów i Rady Ministrów w tej sprawie. Konsultacje w tym zakresie były dokonywane na bieżąco i roboczo, w czasie umożliwiającym natychmiastowe podjęcie badania przyczyn katastrofy, dlatego nie miały formy dokumentów w rozumieniu art. 6 ust. 2 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej” – informuje Kancelaria w piśmie do mecenasa Rogalskiego. W innym miejscu zaznacza, że decyzje podejmowane były po konsultacjach prowadzonych „z kierownictwem Rządowego Centrum Legislacji, Ministerstwa Sprawiedliwości i Ministerstwa Spraw Zagranicznych” – wyjaśnia KPRM.

Kancelaria zaznacza także, że ustalenia prawne dotyczące katastrofy smoleńskiej nie mają formy pisemnej, więc nie zostały złożone w ONZ. „Nie zarejestrowano w Sekretariacie ONZ odrębnej umowy międzynarodowej dotyczącej zasad organizacji i prowadzenia badań oraz ustalenia przyczyn zdarzenia lotniczego polegającego na katastrofie polskiego rządowego samolotu Tu 154M nr 101” – tłumaczy KPRM.

Pisma Kancelarii Prezesa Rady Ministrów po raz kolejny pokazują, że państwo polskie nie zdało egzaminu po katastrofie smoleńskiej. Podejmowanie decyzji „na gębę” w tak ważnej sprawie, jak śmierć Prezydenta RP oraz wielu bardzo ważnych dla Polski urzędników, to kpina z państwa.

Stanisław Żaryn
[fot. Wikipedia.pl]

http://www.stefczyk.info/publicystyka/opinie/rogalski-idzie-do-sadu

Przeczytaj także: 

Kancelaria Premiera już oficjalnie przyznaje: w sprawie śledztwa 10/04 nie podejmowano żadnych decyzji na papierze!!!!

Stefan Hambura na posterunku

Posted in Katastrofa smoleńska, Polityka i aktualności | 1 Comment »

Na gębę to się załatwia „SPRAWY” na bazarze, premierze od siedmiu boleści.

Posted by tadeo w dniu 3 Grudzień 2011

Kancelaria Premiera już oficjalnie przyznaje: w sprawie śledztwa 10/04 nie podejmowano żadnych decyzji na papierze!!!!

Pismo KPRM
„Zgoda na zastosowany przez Federację Rosyjską reżim prawny została udzielona w formie konkludentnej. Nie było odrębnej decyzji Prezesa Rady Ministrów i Rady Ministrów w tej sprawie”
– tak Kancelaria Prezesa Rady Ministrów odpowiedziała na pytanie mecenasa Rafała Rogalskiego, pełnomocnika części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. Chciał on poznać dokumenty, dotyczące podstaw prawnych działań prowadzonych w śledztwie ws. katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku.
W innym miejscu Kancelaria informuje, że inicjatywę dotyczącą sposobu prowadzenia śledztwa wykazywali Rosjanie. Zaznacza, żepolska strona wyraziła jedynie zgodę na współpracę ze stroną rosyjską w oparciu o reżim, jaki zaproponowani Rosjanie, czyli Konwencję Chicagowską oraz Załącznik 13. Jednak mecenas Rogalski nie otrzymał żadnego dokumentu potwierdzającego słowa KPRM. Oficjalnie więc nie ma żadnego dowodu, że rzeczywiście śledztwo toczy się zgodnie z tym dokumentem.
Z dokumentów, jakie otrzymał mecenas Rogalski z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, wynika, że w sprawie badania katastrofy smoleńskie nie podejmowano żadnych decyzji na papierze.
„Konsultacje w tym zakresie były dokonywane na bieżąco i roboczo, w czasie umożliwiającym natychmiastowe podjęcie badania przyczyn katastrofy, dlatego nie miały formy dokumentów w rozumieniu art. 6 ust. 2 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacjipublicznej” – informuje Kancelaria.
Wyjaśnia, że każdą decyzję poprzedzały konsultacje „z kierownictwem Rządowego Centrum Legislacji, Ministerstwa Sprawiedliwości i Ministerstwa Spraw Zagranicznych”.
Fakt, że decyzje ws. śledztwa dotyczącego katastrofy smoleńskiej nie są podejmowane na papierze, oznacza również, że nie są kierowane do ONZ. KPRM informuje, że nie przesłał żadnego dokumentu do Sekretariatu ONZ ws. Smoleńska. To z kolei uniemożliwia szukanie pomocy w ONZ ws. nieprawidłowości w śledztwie.
Mecenas Rafał Rogalski w związku z problemami z uzyskaniem jakiejkolwiek dokumentów dotyczących badania katastrofy smoleńskiej skierował sprawę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Wyjaśnia, że oczekuje pomocy sądu w ujawnieniu wszelkich materiałów na temat podstaw prawnych prowadzonego śledztwa.
Szczegóły skargi Mec. Rogalskiego do WSA publikuje portal Stefczyk.info

Szczegóły skargi Mec. Rogalskiego do WSA publikuje portal  Stefczyk.info 

Teraz chyba mamy jasny obraz co to była za „katastrofa” i kto za ten mord odpowiada, czy może ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości? Dano nam wyraźny sygnał: TAK TO MY ICH ZABILIŚMY I CO NAM ZROBICIE??

http://bombardier.nowyekran.pl/post/42681,na-gebe-to-sie-zalatwia-sprawy-na-bazarze-premierze-od-siedmiu-bolesci

Posted in Katastrofa smoleńska, Polityka i aktualności | 1 Comment »

Katastrofa w Smoleńsku – odmówili UE!

Posted by tadeo w dniu 7 Listopad 2011

http://gloria.tv/?media=212836

Posted in Katastrofa smoleńska, Polityka - video, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

„Pancerna brzoza i beczka” – zeznanie Nikołaja, naocznego świadka katastrofy TU-154M w Smoleńsku.

Posted by tadeo w dniu 2 Listopad 2011

Zeznanie Nikołaja, naocznego świadka katastrofy TU-154M w Smoleńsku.

„- Wstałem z miejsca, wyszedłem zapalic papierosa i usłyszałem eksplozję, daleko.

– Widziałem bardzo gęstą mgłę, było chłodno, musiałem założyc kufajkę.

– Czy widział pan nadlatujący samolot?

– Nie, ja samolotu nie widziałem. Mgła była zbyt gęsta,aby go przez nią dostrzec. Ale słyszałem eksplozję, a potem nastąpił błysk. To było oslepiające.

– Samolot był wtedy w powietrzu jeszcze?

– Tak w powietrzu.

– Proszę powiedziec gdzie w pana ocenie miał miejsce ten błysk, u góry, w powietrzu, czy raczej na ziemi?

–  U góry.

W tamtym kierunku, w stronę bliższrj radiolatarni, to znaczy na wschód, czy też widział Pan ten błysk w innym kierunku?

– W tamtym kierunku, stamtąd nadlatywał samolot, on lądował od wschodu.

– Jaki odstęp czasowy zapamietał Pan, pomiędzy eksplozją i błyskiem? Kilka sekund, kilkanaście? Jak Pan by to ocenił, jaki to był odstęp w czasie?

– Nieduży, nieduży, to było 15 sekund, może 20, 20 nie więcej.

– A czy widział Pan samolot jak leciał? Podchodził on w tym momencie na pas startowy?

– Nie, ja słyszałem silniki, jak coraz więcej i więcej hałasu, pełną moc.

– A potem on uderzył w brzozę?

– Nie, to był kawałek blachy. Usłyszałem świst i zobaczyłem jak on leci i uderza w drzewo, w brzozę, to było skrzydło samolotu.

– Oderwana końcówka skrzydła miała 5,5 metra długości, czy do tego był jeszcze…

– 3-4 metry może. I bardzo szybko się kręciła. Wszystko było bardzo szybko, w mgnieniu oka. Ona odbiła się od brzozy, skręciła trochę i tam gdzieś spadła w kierunku szosy.

– Jak szybko w Pana ocenie leciało skrzydło?

– Bardzo, bardzo, bardzo szybko. Obracało się w prawo i leciało raz w górę, raz w dół. Było to wyżej, to niżej. To było bardzo szybko, w mgnieniu oka.

– Czy to było już po tym jak samolot uderzył w brzozę?

– Żadnej brzozy on nie uderzył. Żadnej. Samo skrzydło. Ono uderzyło.

– Miało rotację, obracało się?

– Tak, obracało się w prawo.

– Co było dalej, jakie następstwa zapamiętał Pan po tym jak uderzyło? Zawisło na drzewie?

– Nie ono motało się w koronach drzew i dalej długo jeszcze słyszałem trzaski, ono waliło drzewa.

-(…) A proszę powiedziec co się z tym skrzydłem dalej stało? Ono leciało nadal do przodu?

– Nie, jakiś czas potem upadło, niedaleko, o tam. ( świadek wskazał na boczną drogę, równoległa do szosy  wylotowej, jest to ulica Gubienki) Upadło pod drzewem.”

Zeznanie naocznego świadka Władimira A, mieszkającego w pobliżu lotniska.

„- Była mgła, ja jechałem ostrożnie, nagle wyłoniło się we mgłę podwozie, skrzydło i zarys sylwetki jakiegoś dużego samolotu, z przodu tuż nade mną. Przeleciał nad szosą bardzo szybko i zanim zniknął we mgle, po drugiej stronie szosy, widoczny był moment, kiedy odpadła od niego duża częśc. To był chyba ogon tego samolotu, razem ze sterami o kształcie jakby litery T. Ten ster natychmiast odrzuciło ku dołowi, ja nawet słyszałem trzask, jakby odbił się on od drzewa po tamtej stronie szosy….”

Cytowane fragmenty z książki ” Zbrodnia Smoleńska Anatomia Zamachu” Praca zbiorowa zespołu niezależnych ekspertów. Wydawnictwo Antyk.

http://venaida.salon24.pl/359847,pancerna-brzoza-i-beczka

Posted in Katastrofa smoleńska | 3 Comments »

Kraina płonących dowodów.

Posted by tadeo w dniu 31 Sierpień 2011

Jak już wielokrotnie pisałem, nie wiemy i prawdopodobnie jeszcze dość długo się nie dowiemy, co naprawde się zdarzyło w Smoleńsku tamtego strasznego dnia. Wiemy natomiast z całą pewnością, co się nie zdarzyło. Mianowicie nie zdarzyło się to, co piszą pani Anodina, MAK i ich lokalni paputczicy w Polsce, którzy znali przyczynę katastrofy w 30 minut po niej, a kto wie, czy nie 30 minut przed nią. Nie było czterech podejść, nacisków i przycisków Prezydenta, ani generała Błasika, nie było żadnych „ jak nie wyląduję, to mnie zabije,”, albo „ patrzcie, jak lądują debeściaki”, nie było żadnego „ląduj dziadu”, w wersji „ostatnia deska ratunku” także „startuj, dziadu”, jeszcze na lotnisku, gdy już zupełnie nie dało się obronić kłamstw o kłótni w kokpicie, nie istnieją w naturze słupy linii wysokiego napięcia o wysokości 400 metrów, nawet w Rosji, choć tam wszystko większe, kawałki metalu nie przemieszczają się nocami w stronę bardziej pasującą do kolejnych oficjalnych wersji.

image

To wszystko ściema, mimo, że za każdym razem słyszeli te kłamstwa „na własne uszy” i firmowali swym nazwiskiem konkretni ludzie. Gdzie są dzisiaj ci ludzie, ano tam, gdzie byli wtedy, tam są i teraz , w „zaprzyjaźnionych i tych drugich”, jak kiedyś w przystępie nieostrożnej szczerości przyznał Andrzej Wajada, redakcjach i telewizjach. Są tam , gdzie byli i robią to samo , co zawsze. Sami z siebie nie przestaną. Służba, nie drużba.

Właśnie mamy kolejny zastanawiający epizod w tym długim ciągu zdarzeń dziwnych i trudnych do wyjaśnienia. Otóż dowód osobisty ś. p. Tadeusza Merty, najpierw był opisany i sfotografowany, jako nienaruszony, potem nagle się pokazało, że się jednak nadpalił. Trudno wyciągać z tego jakies wnioski, czy spalony, czy nie spalony, nie ma dużego znaczenia, ale powinien być albo spalony, albo niespalony. Tymczasem coś dziwnego stało się z nim w trakcie. Po jaką cholerę ktoś fałszował dowody, albo wtedy, albo teraz? Takich rzeczy nie robi sie ot , tak sobie, w służbach za takie „ot, tak sobie” bez rozkazu dostaje się kawałek metalu w łeb. Mały, ale za to z dużą prędkością. Zatem ktoś to zrobił w jakimś celu. Albo sfałszował protokoły wtedy, albo sfabrykował dowód teraz.

Za cholerę nie moge sobie odpowiedzieć na pytanie, jakie nawet teoretycznie moze mieć ten kawałek plastiku. Najpewniej żadne. Podobnie, jak żadnego wielkiego znaczenia nie miał worek z pocztą, który znaleziono na pasie startowym w Gibraltarze po katastrofie generała Sikorskiego. Worek, jak worek, kogo obchodzi jakiś worek, nic w nim nie było ważnego, ale nie miał prawa wypaść z samolotu gotowego do startu. Technicznie niemożliwe. Ale wypadł i wszystko nagle zaczęło  nie pasować do oficjalnej wersji. Albo kamizelka ratunkowa, którą pilot rzekomo bezwiednie założył w czasie katastrofy, choć to absolutnie niemożliwe ( a na kamizelkach ratunkowych, to akurat sie znam). Niby nieważne, ale jednak. Bo trzeba by to jakoś wyjaśnić, a nie ma jak. Jak się zacznie wyjaśniac jedno, to natychmiast pojawiają się następne pytania. Jak domino.

Podobnie i teraz. Nie wiem, jakie znaczenie może mieć linia energetyczna zerwana w momencie, który nijak nie pasuje do oficjalnej wersji. Pewnie żadne. Nie wiem, czemu samolot z numerem 102 ma elementy, które przed remontem w Samarze miał jego bliźniak z numerem 101 i odwrotnie. Co za różnica? Ano, pewnie żadna, ale warto by mieć jakieś wytłumaczenie, a nie ma. Człowiek, który to wykrył, minister Wróbel, został zabity i pocięty piłą mechaniczną. Ponoć przez syna, który nic nie pamięta i który odwołał swoje zeznania.

Nie wiem, czemu kawałki wraku trzeba było nocą przenosić w inne miejsca. Może po nic. Tym niemniej, fakt, że komuś się chciało przy tych z pozoru nieważnych przedmiotach manipulować, skłania do zastanowienia. Siedział sobie jakis Wania znudzony i z tych nudów, dla zabicia czasu do końca dyżuru postanowił nadpalić dowód osobisty. Był ciekaw, czy się pali, czy też na Zachodzie mają lepszy plastik. Albo grzała się przy ognisku grupa milicjantów i postanowiła sobie, tak dla jaj, przenieść kawałek skrzydła. „Hej, rebiata, zobaczymy, czy się zorientują, hy, hy, hy!” Może tak i było, prawdopodobieństwo jest jednak raczej nieduże, ot, takie, jak walnięcie w ten kawałek skrzydła i w tą grupkę milicjantów meteorytu. Albo trzech pod rząd.

A może coś się komuś w pośpiechu i zamieszaniu po prostu pomerdało. Chciał dobrze, ale w zamieszaniu przedobrzył. Miał być pożar i katastrofa, to dowód powinien być nadpalony, nie? Kawałki samolotu powinny leżeć zgodnie z zasadami fizyki, a nie lecieć, jak głupie, w stronę przeciwną do kierunku lotu, nie? Nadgorliwość gorsza od faszyzmu. To już bardziej prawdopodobne, moim skromnym zdaniem.

Katastrofę w Lockerbie wyjaśniono, bo znaleziono część zapalnika wielkości paznokcia. Z tego nic nie znaczącego drobiazgu wywiedziono całą teorię, jak po nitce do kłębka odkryto cały spisek i zabójców. No, ale tam naprawde szukano tych dowodów i naprawdę chciano je znaleźć. W przypadku Smoleńska zrobiono absolutnie wszystko, by wrak i dowody niszczały sobie spokojnie w błocku smoleńskim. Chociaż nie, bo zaraz się okaze, że będę mial proces, bo jednak nie wszystko zrobiono, można było przejechać po tym wszystkim walcem, albo plutonem czołgów i dla pewności spalić napalmem, a tego nie zrobiono, więc w oczywisty sposób napisałem nieprawdę. Zatem poprawiam, dalece nie wszystko zrobiono dla zatarcia i zafałszowania śladów, ale starano się silnie.

http://www.wsieci.rp.pl/opinie/seawolf

http://freepl.info/seawolf

http://niepoprawni.pl/blogs/seawolf/

http://niezalezna.pl/bloger/69/wpisy

http://seawolf.salon24.pl/

http://seawolf.salon24.pl/338290,kraina-plonacych-dowodow

Posted in Katastrofa smoleńska | Leave a Comment »

Katastrofa Smoleńska

Posted by tadeo w dniu 13 Sierpień 2011

OSTATNI TRANSPORT DO KATYNIA Cz.I-Spisek

OSTATNI TRANSPORT DO KATYNIA” – CZĘŚĆ II

http://www.google.com/search?q=katastrofa+smole%C5%84ska&hl=pl&biw=1024&bih=551&prmd=ivns&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=F2TpTbH-GOjX0QH8xvWPAQ&ved=0CGsQsAQ#q=katastrofa+smole%C5%84ska&hl=pl&sa=X&tbm=isch&prmd=ivns&bav=on.2,or.r_gc.r_pw.&fp=1&biw=1280&bih=677

Posted in Katastrofa smoleńska | Leave a Comment »

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 430 obserwujących.