WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • Tylko przestańmy mówić: ten kraj, w tym kraju, tutaj, ci ludzie. Zacznijmy mówić tak, jak Pan Bóg przykazał, jak o matce: Ojczyzno ma, moja, kochana, poraniona, więc tym bardziej kochana. Moja, to znaczy taka, którą się kocha, którą się po rękach całuje, przed którą się klęka, której się służy, której się z czcią opowiada, której się nie okrada, dla której się pracuje, dla której się cierpi i umiera, jak trzeba. To nie inni mają tak zrobić, to nie oni, tam na górze, ale my. Inaczej na nic wszystko. Na nic ta rana i na nic te ofiary. Nasza Ojczyzna mocno krwawi i ból nie ustaje w naszych sercach, ale zapewniamy pachołków Moskwy i Berlina, i tych, co służą „mamonie” – jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy. Póki pracujemy dla dobra naszej Ojczyzny. Póki kochamy i pamiętamy.

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for the ‘Katastrofa smoleńska’ Category

Kraj na niby

Posted by tadeo w dniu 6 Luty 2012

Jeśli smoleńskie śledztwo prowadzone jest naprawdę, to gdzie są odłamki słynnej „pancernej brzozy”, gdzie są wykonane przez śledczych, a nie przez rosyjskiego prowokatora Amielina, zdjęcia powalonego drzewa?

Gdzie jest wrak samolotu, gdzie jest czarna skrzynka, gdzie są, sporządzone przez polskich śledczych przesłuchania rosyjskich czynowników z lotniska Siewiernyj, gdzie są przesłuchania miejscowych bezpieczniaków odpowiedzialnych za to by wiedzieć wszystko?

Gdzie są wykonane przez polskich specjalistów zdjęcia miejsca katastrofy, analiza rozrzucenia ciał i szczątek z pokładu? Gdzie dokumentacja zdjęciowa wykonana tuż po katastrofie?

Gdzie są niezależne wyliczenia, szkice sytuacyjne, gdzie są wykonane na miejscu próby śledcze i symulacje?

Jeśli komuś z nas zdarzy się samochodowa stłuczka, to będzie miał okazję zaobserwować jak pracuje zwykła policyjna ekipa zabezpieczająca miejsce zdarzenia. Na pewno ktoś przesłucha uczestników, świadków, ktoś dokona precyzyjnych wyliczeń (nie raz przecież widzieliście w rękach policjanta drogówki taki kołowy licznik odległości), ktoś sprawdzi trzeźwość kierujących (czy jest na sali ktoś, kto widział badania na obecność alko, wykonane w stosunku do obsługi lotniska? – pytam nie bez przyczyny).

Gdzie wreszcie są niezależne badania (toksykologiczne, chemiczne, morfologiczne i Bóg wie jakie jeszcze) ciał ofiar, nie te rosyjskie, gdzie nogę generała pomylono z nogą prezydenta, tylko nasze, polskie, sygnowane przez polskich lekarzy?

Wiem, ze podobne pytania zadają sobie tysiące niezależnie – czytaj logicznie – myślących Polaków.

Odpowiedzi nie nadchodzą, rządowi urzędnicy zbywają je pogardliwym wzruszeniem ramion, media wyśmiewają.

Panuje nowa religia – bezwarunkowego zaufania do bezpieczniackiego reżimu Władimira Władimirowicza Putina.

Wniosek z tego prosty – oficjalnego śledztwa nie ma i nigdy nie było, a to co za oficjalne śledztwo uznają medialni propagandziści jest jedynie niezbyt wyszukanym skeczem, byle jak zmontowaną mistyfikacją.

Czy mistyfikatorzy nie zdają sobie z tego sprawy?

Ależ zdają sobie, zdają, lepiej niż my wszyscy razem wzięci. Oni jednak zrozumieli, ze cała nasza rzeczywistość publiczna jest atrapą, rzeczywistością na niby.

Od 1989 roku trwa nie ustający festiwal takiego niby porządku, niby myślenia, niby odbudowy niepodległości..

Nastąpiła niby dekomunizacja, niby lustracja, niby odnowa. Budowa niby kapitalizmu z niby konkurencją i niby uczciwością, stworzono niby administrację i niby politykę, niby niezależne media (w których aż roi się od komunistów ze stanu wojennego i niby etyki).

Każdego, kto poważnie potraktował wyjście Polski spod kolonialnej dominacji Sowietów w rezultacie usunięto na boczny tor, opluto i wyszydzono.

Wszystko ma się tak jak w oblężonym mieście, gdzie wróg jeszcze nie morduje i nie gwałci, ale wszędzie, każdą szczeliną, wciska się duch kapitulacji, spotęgowanego propagandą strachu.

Krótkie okresy buntu wobec takiej mechaniki najnowszych dziejów (zaprojektowanej, jak coraz więcej wskazuje, przy okrągłym stole) – rządy Jana Olszewskiego i Jarosława Kaczyńskiego niczego nie zmieniły, same ugrzęzły w niewidocznej, ale jakże szczelnej, sieci postkomunistycznych, gangsterskich układów.

Gangi złozone z byłych oficerów komunistycznych służb i dokooptowanych „przedstawicieli nowego porządku” dominują w głównych mediach, w partiach politycznych, na uczelniach, w kulturze (być może to jest właśnie powód nikłej obecności polskiej kultury w światowym obiegu).

Od dwudziestu lat żyjemy w państwie, które nie traktuje poważnie samego siebie.

Prowadzimy niby dyskusje (trzech na jednego), pochłaniamy niby informacje, niby satyrę, niby filmy, niby programy, niby rozważania, przedstawia się nam niby autorytety (pani Czubaszek pod rękę z księdzem Sową).

Naszego bezpieczeństwa strzegą niby służby – w rzeczywistości podległe rządzącym politykom wywiadownie.

Rządy Donalda Tuska to przyspieszenie tworzenia niby państwa.

Premier wypowiada niby stanowcze deklaracje, które gotów jest w każdej chwili odwołać.

Partia niepodzielnej władzy, w której swobodnie koegzystują Arłukowicz, Rosati i Gowin, w istocie jest niby partią. Niktw niej  nawet nie udaje, że stronnictwo posiada jakąkolwiek ideologię, jakiekolwiek reformatorskie, czy choćby strukturalne, cele

Oficjalne deklaracje w rzeczywistości okazują się być deklaracjami z przymknięciem oka.

W ogóle dominuje atmosfera cwaniackiego chichotu:

–  no, co prawda są jakieś przepisy, ale wicie rozumicie, he he, jak się da, to się da.

Budujemy najdroższe na świecie drogi i stadiony, ale wszystko w otoczce niby przetargów, niby działań CBA.

Fryzjer, jako dyrektor poważnej instytucji państwowej? – a czemu nie?!

–  Może być, damy radę.

–  Staszek sprawdza się w biznesie, państwowym naturalnie – a co to komu szkodzi?

Wszyscy czujemy, ze rozpada się państwo, jego instytucje, obyczaj, etyka – a po co do diabła prowadzić takie dysputy – stłucz pan termometr i nie będziesz pan miał gorączki!

Premier prowadzi niby politykę zagraniczną – jej efekty w kraju są jak najbardziej imponujące, prezydencja, cho cho i więcej, …jednak za granicą – a dotychczas wydawało mi się, że polityka zagraniczna ma skutkować raczej za granicą – skutki „politycznej ofensywy Tuska i Sikorskiego”, są takie, ze Tuska usadzono na razie w okolicach europejskiego WC, bo nawet kuchnia została zajęta przez tych, którzy prowadzą realną, znaczy – prawdziwą i namacalna, politykę zagraniczną.

Putin protekcjonalnie poklepał po piłkarskich pleckach – tak samo poklepuje piłkarzy Torpedo czy Zenitu Kazań. W końcu piłkarzy się lubi, ale kto zaprzątałby sobie głowę tym co wygadują.

Intuicyjnie wyczuwamy, że chodzimy do fasadowych urzędów, nierealnych przychodni zdrowia…

Imitacja państwa zaszła tak daleko, ze zagraniczni politycy już nawet nie pouczają naszych przywódców – oni po prostu robią u nas co tylko chcą – wzywają polskich oficerów na rosyjskie przesłuchania (nikt w Moskwie nie zaprząta sobie nawet głowy, aby takie proste sprawy załatwiać na szczeblu dyplomatycznym – fasady są pożyteczne, ale jak się chce coś załatwić, to nikt nie będzie sobie pierdołami głowy zaprzątać), pod Tarnowem CBŚ zatrzymuje rosyjskiego urzędnika oskarżonego przez rosyjska prokuraturę (jak wiadomo najmniej upolitycznioną i najbardziej bezstronna na świecie) i natychmiast, błyskawicznie, aby car nie zmarszczył brwi, rozpoczynamy usłużną ekstradycję.

Na obchody Święta Niepodległości polski prezydent zaprasza rosyjskich dostojników, ci na szczęście nie mieli czasu, a hołubiona przez panią Gronkiewicz Waltz „Krytyka Polityczna” przywozi do Warszawy wnuków esesmanów, po to aby wybili polskim nacjonalistom faszyzm z głowy.

Mamy więc nową symbolikę, święte pojednanie – przymierze, które każe nam myśleć o Piłsudskim jako o nieszkodliwym wariacie z pierwszej połowy dwudziestego wieku.

Mamy taką sobie ot łże niepodległość – wychodzą polskojęzyczne gazety, mamy polskojęzyczne telewizje i polskojęzyczny, nie zawsze, kapitał.

Mamy wreszcie ciekawe imitacje logiki – tu wystarczy posłuchać Magdaleny Środy.

Mamy ciekawą perspektywę polegająca na rozbiciu prostej na wiele odcinków i orzekaniu o prawdzie, dobrze i pięknie tylko i wyłącznie z perspektywy aktualnie przebywanego odcinka.

To, że perspektywa wynikająca z patrzenia ciągle przez pryzmat niezmutowanej na odcinki prostej jest inna, nie ma najmniejszego znaczenia.

Geometria Tuskowa wcale nie musi być tak oszołomsko skodyfikowana jak Euklidesowa.

Jak trzeba to oszołoma zrobi się nie tylko z tego starego Greka, ale nawet z Newtona (wide enuncjacje fachowców od budowy stadionów i autostrad).

Bezwzględnie stosowana, uproszczona teoria względności (wykrętności, nieodpowiedzialności) nie dopuszcza żadnych ograniczeń, nawet tych delikatnie sugerowanych przez przestarzałego Einsteina. My mamy nasza teorie państwa, ruchu, nowoczesności i własną etykę – to że na zewnątrz zaczynają na nas spoglądać jak na imitację państwa, quasi niepodległą republikę Polaków furda – z zagranicznych gazet w mediach cytujemy tylko implantowane tam przez dwór Adama Michnika teksty, reszta jest książę milczeniem….

Tak właśnie, pokrótce, wygląda problem tych, którzy budzą się coraz bardziej zaniepokojeni. Którzy jeszcze zupełnie poważnie traktują swoje ojczyste państwo.

Żyjemy w kraju pogrążającym się w oparach Nibylandii. Wszystko tu jest ściemą, mistyfikacją, byle tylko pognębić złego, czarnego luda – a ten na każdym odcinku, na każdym etapie, się zmienia.

Więc nie uśmiechaj się z politowaniem (czytając Gadowskiego) syty urzędniku, dupowłaźny polityku, udawany opozycjonisto, myślicielu zawsze gotowy uzasadnić logikę odcinka – na ciebie też niedługo zapolują, nawet nie zrozumiesz dlaczego.

Reguły państwa na niby, są bowiem także niby regułami.

http://wgadowski.salon24.pl/388532,kraj-na-niby

Posted in Katastrofa smoleńska, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Dowód na kłamstwo MAK, być może dowód na manipulacje zapisami czarnych skrzynek

Posted by tadeo w dniu 30 Styczeń 2012

Choć analizy trwają, dla wiedzy czytających można już zarysować najnowsze fakty, które z jednej strony udowodniają ponad wszelką wątpliwość, że raport komisji MAK zawiera zakłamania dotyczące używanej przez kontrolera ze Smoleńska ścieżki zniżania, a z drugiej są prawdopodobnym dowodem, że przekazana jedna z kilku kopii nagrań rozmów z kokpitu (czarna skrzynka zwana CVR – Cockpit Voice Recorder) została zmanipulowana aby ukryć kłamstwo MAK w jej raporcie końcowym.

Kłamstwo to zostało odkryte i opisane w grudniu 2010 roku przez ekspertów komisji Millera.

1.    ROSYJSKA PRÓBA UKRYCIA BŁĘDNEGO NAPROWADZANIA

Rosjanie starając się ukryć błąd rosyjskich kontrolerów skłamali jakoby kontroler sprowadzał samolot ścieżką 3⁰10 zamiast obowiązującej i przekazanej polskiej stronie w dokumentach, ścieżki 2⁰40.

Strona 66 „Uwagi Rzeczypospolitej Polskiej do projektu Raportu końcowego komisji MAK z badania wypadku samolotu Tu-154m nr boczny 101″

Więcej: 

http://wpolityce.pl./artykuly/22298-dowod-na-klamstwo-mak-byc-moze-dowod-na-manipulacje-zapisami-czarnych-skrzynek

Posted in Katastrofa smoleńska | Leave a Comment »

Prof. Z. Krasnodębski – wywiad 13.01.2012

Posted by tadeo w dniu 14 Styczeń 2012

Wywiad z profesorem Zdzisławem Krasnodębskim. Więcej:
http://pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=1182

Posted in Katastrofa smoleńska, Wywiady | Leave a Comment »

Klich gubi się w kłamstwach

Posted by tadeo w dniu 14 Styczeń 2012

Klich gubi się w kłamstwach

 

Z Władysławem Protasiukiem, ojcem mjr. Arkadiusza Protasiuka, dowódcy lotu PLF 101 do Smoleńska, rozmawia Marta Ziarnik.

Wyniki nowej ekspertyzy głosowej z kokpitu Tu-154M 101 przeprowadzonej przez naukowców z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych im. dr. Jana Sehna świadczą o ordynarnych mistyfikacjach w raportach MAK i komisji Jerzego Millera. Wszystko wskazuje na to, że załoga prawidłowo odczytywała dane z wysokościomierza i przestrzegała procedur.
– Nawet pani nie wie, jak bardzo mnie to cieszy, że wreszcie oficjalnie zaprzeczono dotychczasowym kłamstwom. Mnie jako ojcu serce krwawiło przy tego rodzaju kłamstwach wysuwanych pod adresem Arkadiusza i pozostałych członków załogi. Jestem bowiem pewien, że osoba, która z taką sumiennością i starannością podchodziła do wszystkich powierzonych jej zadań i która tak dużą wagę przywiązywała do ciągłego doskonalenia jak mój Syn, nie mogła popełnić podobnych błędów, jakie były mu zarzucane. Moje przekonanie umacniali koledzy i przełożeni Syna oraz drugiego pilota Roberta Grzywny, którzy za każdym razem podkreślali, że załoga tragicznego lotu do Smoleńska to byli świetni fachowcy w swojej dziedzinie. Obaj sumiennie podchodzili do nauki. A latanie to była nie tyle ich praca, ile największa pasja i miłość, której oddawali się całym sercem. W trakcie naszej pierwszej rozmowy pokazywałem pani dyplomy i zdjęcia Arkadiusza z wielu dodatkowych kursów doszkalających, które wykraczały daleko poza standardy służby w 36. SPLT, a które robił wyłącznie z własnej inicjatywy. Jak mówił, chciał być w tym najlepszy. To chyba najlepiej świadczy o tym, że o braku wyszkolenia w ich przypadku nie może być mowy. Wielu z kolegów pilotów i przełożonych Arkadiusza podkreślało to także w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”, zaprzeczając jednocześnie również innym wysuwanym przez MAK oszczerstwom, jakoby załoga nie była ze sobą zżyta i nie miała wcześniej okazji zgrać się ze sobą w pracy. Wszyscy przyznawali, że Arkadiusz i Robert świetnie się ze sobą dogadywali, że byli zgrani i dobrze czuli się w swoim towarzystwie. Nie mogło więc być mowy o braku współdziałania pomiędzy nimi. Dlatego też na początku było dla mnie niepojęte, jak MAK mógł wysnuć podobne bzdury. Później jednak zrozumiałem, że taka manipulacja miała na celu wytworzenie całej otoczki wokół kłamstwa o winie pilotów, dzięki któremu starano się zatuszować rzeczywiste przyczyny katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku. Dziś wreszcie krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych na podstawie szczegółowo przeprowadzonych analiz potwierdza, że załoga prawidłowo odczytywała dane z wysokościomierza oraz że przestrzegała wszystkich procedur. Mam nadzieję, że dzięki dalszej pracy ekspertów uda się niedługo wyjaśnić przyczyny katastrofy i tym samym zmyć tę straszną plamę na polskim honorze.

Pada lansowana niemal od pierwszych chwil po katastrofie teza naciskowa z gen. Andrzejem Błasikiem w roli głównej. To zaskoczenie dla Pana?
– Przyznam szczerze, że na początku dałem się zwieść manipulacjom i kłamstwom serwowanym nam przez Rosjan, polski rząd i niektóre media, jakoby dowódca Sił Powietrznych przebywał w kokpicie. Od samego jednak początku podkreślałem, że jego obecność nie mogła mieć negatywnego wpływu na pracę załogi, czyli jak wspomniane powyżej źródła wmawiały – popełnienie przez nich podstawowych błędów na skutek presji. Obawiam się jednak, że te powtarzane przez kilkanaście miesięcy kłamstwa zdążyły się już mocno wryć w świadomość obywateli i teraz trudno będzie to wszystko wymazać. Zwłaszcza że było ich tak wiele.

Co do samej presji, to też było na jej temat kilka teorii. MAK w swoim raporcie mówił o bezpośredniej presji psychicznej na załogę, raport Millera zaś o pośredniej. Trudno teraz będzie bronić tych filarów obu raportów.
– Otóż to. Teraz okazuje się, że gen. Błasik nie tylko że nie wywierał na załogę presji, ale mogło go w ogóle nie być w kokpicie w kluczowej fazie lotu. I że jest to w ogóle bez związku z katastrofą. W związku z powyższym, jak zauważyła pani na początku, wyniki pracy krakowskich ekspertów ostatecznie dowodzą, że zarówno MAK, jak i komisja pana ministra Jerzego Millera dopuściły się wielu przekłamań i fałszerstw, o czym niezależni eksperci i komentatorzy, m.in. na łamach „Naszego Dziennika”, mówili od wielu miesięcy.

Wygląda na to, że śledztwo powinno ruszyć od początku. Należałoby zweryfikować raport komisji Jerzego Millera?
– Absolutnie się z tym zgadzam. Już pierwsze z całej tej lawiny kłamstw, które, na szczęście, wyszły na jaw, powinno przekreślić dotychczasowe prace w tej kwestii. Osoby, które dopuściły się manipulacji, świadczenia nieprawdy i ukrywania prawdziwych informacji, powinny zostać postawione w stan oskarżenia, a na ich miejsce powinni zostać wybrani nowi, niezależni eksperci, którzy na nowo zajmą się śledztwem. W przypadku, gdy wychodzi na jaw, iż nie tylko strona rosyjska dopuszcza się zakłamywania faktów, ale na szkodę państwa polskiego działają także niektórzy oficerowie i politycy, śledztwo powinna przejąć międzynarodowa, niezależna komisja. Zwłaszcza że Polska buduje nie tylko struktury NATO i Unii Europejskiej, ale jest też sojusznikiem Stanów Zjednoczonych.


Mówiąc o oficerach działających na szkodę naszego kraju, ma Pan na myśli kogoś konkretnego?
– Pani redaktor, chyba wszyscy, którzy choć trochę śledzą tę sprawę, wiedzą, o kim mowa. Między innymi mam na myśli płk. Edmunda Klicha, który niezależnie od tego, jakie fakty wychodzą na jaw, kurczowo trzyma się swoich absurdalnych teorii. Wszystko wskazuje na to, że podawane przez niego „fakty” są wyłącznie wymysłem jego chorej wyobraźni. Uważam, że pan Klich jest ostatnią osobą, która ma dziś moralne prawo do zabierania głosu na forum publicznym. Właściwym miejscem jego wypowiedzi powinien być prokuratorski pokój przesłuchań. Sądzę, że Klich boi się dowodów, z którymi niechybnie będzie musiał się konfrontować, i to wkrótce.

To właśnie szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych jako pierwszy poinformował o obecności gen. Błasika w kokpicie i jego domniemanych naciskach na załogę, twierdząc, że osobiście słyszał na nagraniach głos dowódcy Sił Powietrznych.
– Rzeczywiście powiedział tak podczas telewizyjnego wystąpienia, umożliwiając tym samym MAK-owi dalsze kłamstwa w tej materii. Teraz jednak, jak czytam, gdy kłamstwa te wyszły na jaw dzięki naukowcom z krakowskiego instytutu, pan Klich wszystkiemu zaprzecza, twierdząc, że nie słyszał osobiście, tylko dostał taką informację od innego eksperta z komisji Millera. To się w głowie nie mieści! Ten pan gubi się już w swoich kłamstwach. I nie rozumiem, jak to możliwe w cywilizowanym, demokratycznym kraju, by za te wszystkie kłamstwa, które konsekwentnie przecież prowadziły śledztwo smoleńskie na złe tory, do tej pory nie poniósł żadnych konsekwencji! Między innymi przez niego kilkunastomiesięczne śledztwo trzeba teraz przekreślić, wyrzucić do śmietnika i przeprowadzić na nowo. Tylko teraz nie możemy pozwolić na to, by sytuacja się powtórzyła. Musimy kategorycznie zażądać od Rosjan wydania nam oryginałów czarnych skrzynek, wraku samolotu i pozostałych dowodów i bazować na nich, a nie na kopiach i rosyjskich ustaleniach. I co najważniejsze, nowe śledztwo prowadzić przy współpracy z ekspertami międzynarodowymi, którzy mają większe doświadczenie w tego typu sprawach i dysponują lepszym sprzętem. Teraz bowiem, gdy minęło już tak dużo czasu od katastrofy i wiele dowodów uległo zniszczeniu, śledztwo wymaga zastosowania znacznie bardziej precyzyjnego sprzętu i metod, którym dysponują chociażby Amerykanie.

Poza zarzutami o wywieranie nacisków był też cały łańcuch innych mistyfikacji: alkohol we krwi gen. Błasika czy kłótnia między nim a Pana synem jeszcze przed startem z Okęcia.
– Te kłamstwa były tak szyte, by upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Czyli z jednej strony zrzucenie na gen. Błasika odpowiedzialności za start samolotu w momencie złego przygotowania całej delegacji, a z drugiej – wykreowanie rzekomych błędów załogi, popełnionych pod wpływem „presji” ze strony zwierzchnika. Wszystkie te bzdury i podsycany przez media szum wokół nich przez całe miesiące świetnie maskowały prawdziwe przyczyny katastrofy i chroniły przed odpowiedzialnością osoby, które rzeczywiście ponoszą winę za tę koszmarną organizację lotu na uroczystości 70. rocznicy mordu katyńskiego najważniejszych osób w państwie. Doprowadziło to nie tylko do wściekłej nagonki na rodziny ofiar tych zaniedbań, ale także do zniesławienia polskiego munduru.

Słyszał Pan, jak wyniki pracy krakowskich ekspertów skomentował rzecznik rządu Paweł Graś?
– Jeszcze nie.

To Panu powiem. Stwierdził, że „nie ma znaczenia, czy w kokpicie tupolewa był gen. Błasik, czy nie”, gdyż i tak „ofiarom katastrofy nie przywróci to życia”.
– Życia nie przywróci, ale ich zszargany honor – tak! Podobne wypowiedzi są dla mnie niepojęte. Sprowadzają się do tego, że przyzwala się rzucać kalumnie na osoby nieżyjące – i to bez jakichkolwiek dowodów, jedynie w oparciu o propagandę szeptaną – by zrzucić na nie winę, skoro i tak już same bronić się nie mogą. Wszelkie zaś próby ich oczyszczenia z niesłusznych zarzutów są wściekle atakowane. I to się dzieje w demokratycznym państwie?

Dziękuję za rozmowę.

http://naszdziennik.pl/index.php?dat=20120114&typ=po&id=po15.txt

Posted in Katastrofa smoleńska, Wywiady | Leave a Comment »

Wysokościomierz rozbraja raport

Posted by tadeo w dniu 14 Styczeń 2012

Krakowska ekspertyza fonoskopijna demoluje raport komisji Jerzego Millera. Drugi pilot ppłk Robert Grzywna jest aktywnym uczestnikiem pilotażu w ostatniej fazie lotu. Podaje swojemu dowódcy prawidłowe 

Marcin Austyn


Komisja ministra Jerzego Millera będzie gęsto się tłumaczyć z wykreowanego w swoim raporcie obrazu katastrofy i ostatniej, decydującej fazy lotu. Dlaczego? Nowe stenogramy nie odnotowują głosu gen. Andrzeja Błasika w kokpicie odczytującego nastawy z wysokościomierza barometrycznego. Poprawnie posługuje się nimi drugi pilot ppłk Robert Grzywna.
Nowe ustalenia Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie dotyczące słów, jakie padały w kabinie pilotów tuż przed katastrofą, rodzą poważne pytania m.in. o słuszność krytyki poziomu wyszkolenia załogi. Bo jeśli nie przypisano żadnych słów gen. Andrzejowi Błasikowi, to między bajki można włożyć przyjętą przez Komisję Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego tezę, jakoby załoga nieprawidłowo korzystała z wysokościomierzy. Ustalenia krakowskich ekspertów wywracają raport Millera do góry nogami. Jeśli bowiem wysokości z właściwego wysokościomierza nie odczytywał nieobecny w kokpicie lub w milczeniu obserwujący działania załogi gen. Błasik, to musiał to czynić jeden z członków załogi. I był nim drugi pilot. W tej sytuacji założenie, że członkowie załogi, mając słuchawki na uszach, nie słyszeli tych komend i nie wiedzieli, na jakiej wysokości się znajdują, jest nie do obrony. Drugi pilot nie był biernym uczestnikiem lotu, ale wspomagał mjr. Arkadiusza Protasiuka i aktywnie z nim współpracował. Zatem kolejny zarzut Komisji o braku wyszkolenia w zakresie współpracy załogi chwieje się w posadach.
– Nie tylko eksperci z MAK, ale i komisja Millera nie wszystko rozszyfrowała. I teraz okazuje się, że ich ustalenia mają się nijak do rzeczywistości, jednak słowa krzywdzące naszych pilotów już padły – ocenia w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” doświadczony pilot lotnictwa transportowego w służbie czynnej. W jego opinii, nowe ustalenia krakowskich ekspertów jednoznacznie wskazują na współpracę załogi i korzystanie z właściwych urządzeń. – Znając tych ludzi, znając Arka, nie mogłem zrozumieć, że on miałby nie potrafić „ustawić” sobie załogi. Ten człowiek, wykonujący loty na różne lotniska na świecie, nie mógł tak pokpić sprawy. To się zwyczajnie „nie kleiło”. Całego lotu taką maszyną nie może wykonywać jedna osoba. Tego się nie da zrobić. Załoga musiała współpracować. Panują trudne warunki atmosferyczne, a drugi pilot leci jako balast? To niemożliwe i nowe stenogramy pokazują, że on współpracował z dowódcą – dodaje nasz rozmówca. Przez całe lata współpraca załogi nie była określona w dokumentach tak jak obecnie, ale nie oznaczało to, że tej współpracy nie było. – Jeżeli były jakieś ćwiczenia, przygotowania, loty metodyczne, specjalne, to szło się do samolotu i wszyscy członkowie załogi „na sucho” wykonywali swoje czynności. Tyle że nie nazywało się to „CRM”. Tu próbowano nam wmówić, że lotnicy byli słabi. A to nieprawda, bo w trakcie swojej służby wykonywali takie zadania, których cywile latający obecnie z VIP-ami nigdy by się nie podjęli – dodaje pilot. Rzetelne zbadanie wszystkich dowodów może jeszcze diametralnie zmienić obraz katastrofy Tu-154M. – Obie komisje popełniły ten sam błąd i bazowały na niepełnych dowodach. Trzeba było najpierw dokonać wszystkich analiz w sposób rzetelny, a dopiero potem wysnuwać jakieś wnioski, ale nie oskarżać, bo nie do tego powołane były te komisje – ocenia żołnierz.
Niestety, badanie MAK zostało przeprowadzone tak, by nie skrzywdzić strony rosyjskiej, i stało się to kosztem polskich pilotów.
Opinię tę potwierdza inny nasz rozmówca, były pilot 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego. – Byłem zaskoczony, kiedy w kolejnych raportach na temat katastrofy stwierdzano, że załoga dopuściła się tak dużej liczby błędów. Koledzy lecący Tu-154M byli tak samo szkoleni jak ja. I wierzę, że zrobili wszystko, by nie dopuścić do katastrofy. Te zarzuty, także o braku współpracy w załodze, były dla mnie niedorzeczne. I widać, że przeczucie mnie nie myliło. Ciekaw jestem, co jeszcze wyjdzie w czasie dalszych badań – zaznacza pilot. Jak dodaje, przykre było to, że od czasu katastrofy zarówno załoga, jak i cały specpułk były celem bezpodstawnych oskarżeń. – Rzucono nas na pożarcie. Nikt za nami się nie wstawił. A nawet przyzwalano na tego rodzaju działanie. Różne służby mają swoich przedstawicieli, one w trudnych chwilach służą wsparciem. A jeśli chodzi o żołnierzy, to jeśli nie uczyni tego dowódca, to nikt tego nie zrobi – dodaje. Jak przyznaje nasz rozmówca, wielokrotnie latał z gen. Andrzejem Błasikiem na pokładzie i nigdy nie zdarzyło się, by podważył decyzję dowódcy załogi. Tymczasem kolejne raporty opierały się na tezie, że załoga była niezgrana, źle wyszkolona, a generał wywierał presję. – Z doświadczenia wiem, że gen. Błasik przyjmował wszystkie sugestie, jakie się mu przekazywało. Był dowódcą Sił Powietrznych, ale pamiętam takie sytuacje, kiedy dowódca załogi mówił „nie” i zadanie wykonywano tak, jak zadecydował właśnie on. Nie sądzę też, by jego obecność w kokpicie, dziś wątpliwa, miała wpływ na jakość wykonania zadania – podkreśla pilot.

Komisja się myliła
Przypomnijmy. Z analizy rejestratora głosowego dokonanej przez komisję Millera wynikało, że „obecny w kabinie załogi w trakcie podejścia końcowego Dowódca Sił Powietrznych trzykrotnie przekazał swoje obserwacje odnoszące się do wskazań wysokościomierza barometrycznego ustawionego na wartość QFE 745 mmHg”. Wysnuto wniosek, że tylko on obserwował właściwy przyrząd, a nawigator błędnie posługiwał się wysokościomierzem radiowym. Komisja uznała, że załoga nie orientowała się, na jakiej wysokości faktycznie się znajduje, a nieużycie odczytu ze wskaźnika barometrycznego podczas wykonywania podejścia nieprecyzyjnego przyczyniło się do katastrofy. Według „ustaleń” komisji, gen. Błasik miał odzywać się w trzech ważnych momentach: „dwieście pięćdziesiąt metrów” na wysokości 227 m nad poziomem lotniska i wysokości 269 m RW. Wtedy nawigator miał odczytać „dwieście pięćdziesiąt” przy wskazaniach RW 259 m i wysokości 220 m nad poziomem lotniska. Kolejny raz dowódca Sił Powietrznych miał powiedzieć „sto metrów” na wysokości 98 m nad poziomem lotniska i wysokości 113 m wg RW. Nawigator miał odczytać „sto” przy wskazaniach RW 103 m i wysokości 90 m nad poziomem lotniska. Ostatnia komenda gen. Błasika miała brzmieć „nic nie widać” na wysokości 63 m nad poziomem lotniska i na wysokości 109 m wg RW. Chwilę po tym nawigator po raz kolejny powiedział „sto” na wysokości 100 m wg RW i 49 m nad poziomem lotniska. Komisja stwierdziła, że dowódca Sił Powietrznych nie ingerował bezpośrednio w proces podejmowania decyzji przez dowódcę statku powietrznego.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20120114&typ=po&id=po03.txt

Posted in Katastrofa smoleńska | 1 Comment »

Kto trzyma w sprawie smoleńska rząd na smyczy? Kto uniemożliwia uczciwe uznanie faktów?

Posted by tadeo w dniu 14 Styczeń 2012

Przełomową informację o tym, że w kokpicie tupolewa, który w niewyjaśnionych okolicznościach roztrzaskał się w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku nie było generała Błasika, rzecznika rządu Paweł Graś skomentował tak:

To już nie przywróci życia tym, którzy w tej katastrofie zginęli.

Ta wypowiedź oznacza całkowite lekceważenie sprawy śmierci 96 osób, w tym prezydenta RP. Oznacza próbę przykrycia wielkiej kompromitacji tej władzy pustą formułką. Oznacza zgodę na poniżenie polskich pilotów i oficerów, którzy rzekomo nie umieli latać.

A tak – powyżej – rysunkowo skomentował sprawę dla nas Pan Andrzej Krauze.

Komentarze rysunkowe Andrzeja Krauzego

Komentarze rysunkowe Andrzeja Krauzego
Portret: Rysuje Andrzej Krauze

Rysuje Andrzej Krauze

Znany i ceniony w Polsce i na świecie artysta, publikujący w wielu tytułach prasy światowej. A także w „Rzeczpospolitej” i „Uważam Rze”.

Posted in Katastrofa smoleńska, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Jarosław Kaczyński: te wszystkie najobrzydliwsze oskarżenia okazały się nieprawdą. Trzeba powołać nową komisję

Posted by tadeo w dniu 13 Styczeń 2012

fot. mi-la

Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości, komentując dziś w Sejmie m.in. informacje o tym, że nie ma dowodów na obecność gen. Andrzeja Błasika w kokpicie tupolewa, który rozbił się pod Smoleńskiem, a słowa, które jemu przypisywano, w rzeczywistości wypowiadał drugi pilot mjr. Robert Grzywna, stwierdził, że śledztwo i towarzysząca mu kampania prasowa były „czymś w najwyższym stopniu niemożliwym do przyjęcia, a w wielu momentach wręcz obrzydliwym”.

Atak na generała Błasika, atak na mojego świętej pamięci brata, te wszystkie insynuacje, to wszystko było przeraźliwie skandaliczne, obrzydliwe, odwołujące się do kultury lumpenproletariackiej. Ludzie, którzy to robili, często celebryci, to ludzie, którzy w istocie są na poziomie lumpenproletariatu.

Jak powiedział, te i poprzednie fakty pokazują, że wszystkie te oskarżenia okazały się nieprawdą.

Oczekuję, że z tego będą wyciągnięte wnioski – na poziomie instytucjonalnym – tzn. będziemy mieli do czynienia z nową komisją i jeżeli chodzi o śledztwo – mówię tutaj w szczególności o wątpliwościach, jakie budzi prokuratury wojskowa, ale także jeżeli chodzi o ocenę różnych ludzi, którzy występowali w środkach masowego przekazu, którzy mają niekiedy bardzo wysoką pozycję społeczną, w pojedynczych wypadkach, nawet w pewnych dziedzinach rzeczywiste poważne osiągnięcia, a którzy zachowywali się, jak tutaj mówiłem, tzn. nie mając na to żadnych dowodów, z powodu jakichś swoich politycznych resentymentów czy też jakichś uwikłań, uzależnień, rzucali na tragicznie zmarłych różnego rodzaju haniebne oskarżenia.

Prezes PiS nie chciał mówić o konsekwencjach w stosunku do osób, które podpisały się pod raportem Millera.

Pierwsza rzecz, to trzeba to wszystko rozpocząć jeszcze raz, wszystko od początku. A przypomnę, zaczęło się od trzech podejść do lądowania, czy nawet czterech, ja to słyszałem już w Smoleńsku, w dniu katastrofy, a skończywszy na tym, o czym dowiedzieliśmy się w tej chwili. A po drodze były najróżniejsze, najobrzydliwsze oskarżenia. Wszystko to razem okazało się, kompletną nieprawdą. I jest takie pytanie – kto tę kampanię organizował, dlaczego ją organizowano, w czyim interesie ją organizowano. Na to wszystko trzeba odpowiedzieć. Ja zdaję sobie sprawę z tego, że tylko zmiana władzy w Polsce pozwoli na to odpowiedzieć do końca, ale już dzisiaj tego rodzaju postulaty muszą być sformułowane.

Kaczyński nie ma też wątpliwości co do intencji Edmunda Klicha, akredytowanego przy MAK

Już bardzo dawno temu zastanawiałem się nad całymi dziejami pana Klicha w tej sprawie, nad tym telefonem do niego tak szybkim. Gdybym ja był premierem, to poleciłbym odpowiednim służbom bardzo dokładne zbadanie tej sprawy.

Jego zdaniem, do nowej komisji badającej katastrofę smoleńską, rząd powinien powołać nowe osoby, obdarzone zaufaniem społecznym, m.in. spośród tych ekspertów, którzy kwestionowali oficjalne ustalenia raportu MAK i komisji Millera.

MiKo

Wyniki sondy

Czy obecne władze Rzeczypospolitej szukają prawdy w sprawie Smoleńska?

TAK, robią co mogą w obiektywnie trudnych warunkach – 37

NIE, próbują jak najszybciej rozmyć i zamknąć sprawę – 321

JEST znacznie gorzej: władze zwalczają tych, którzy szukają prawdy – 2088

http://wpolityce.pl./wydarzenia/21428-jaroslaw-kaczynski-te-wszystkie-najobrzydliwsze-oskarzenia-okazaly-sie-nieprawda-trzeba-powolac-nowa-komisje

Przeczytaj także: Antoni Macierewicz: całe śledztwo trzeba zacząć od nowa. Do Polski muszą wrócić oryginały czarnych skrzynek oraz wrak Tu-154M

Anodina i Tusk powinni przeprosić. „Już dłużej nie da się utrzymywać kłamstwa smoleńskiego”

Posted in Katastrofa smoleńska, Polityka i aktualności | 1 Comment »

„Rzeczpospolita”: Dowódca Sił Powietrznych nie naciskał na pilotów Tu-154. Pośrednio: PILOCI DOBRZE ODCZYTYWALI WYSOKOŚCIOMIERZ

Posted by tadeo w dniu 12 Styczeń 2012

Dowódca Sił Powietrznych nie naciskał na pilotów Tu-154 – informuje „Rzeczpospolita” w artykule Cezarego Gmyza:

Słowa, które Komisja Jerzego Millera i rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) Tatiany Anodiny przypisywały generałowi Andrzejowi Błasikowi, w rzeczywistości wypowiadał drugi pilot mjr Robert Grzywna – ustalili biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna w Krakowie. „Rz” potwierdziła tę informację w dwóch niezależnych źródłach, które miały dostęp do ekspertyzy Instytutu Sehna. Ustalenia biegłych podważają jedną z najważniejszych tez raportów MAK i Komisji Millera – o tym, że obecność dowódcy Sił Powietrznych w kabinie pilotów pośrednio wywierała na nich presję.

Według „Rz”, oficjalnie wynik ekspertyzy ma być ogłoszony na konferencji prasowej prokuratury wojskowej w poniedziałek.

Wygląda więc na to, że teza o naciskach – sączona wbrew faktom w umysły Polaków i światowej opinii publicznej – ostatecznie upadnie.

I co jeszcze ważniejsze:

Ustalenia krakowskich biegłych podważają też tezę o słabym wyszkoleniu i zgraniu załogi. Już wcześniej zwracano uwagę, że słowa przypisywane poprzednio gen. Błasikowi to podawane prawidłowo odczyty wysokościomierza.

Przypomnijmy: teza o odczytywaniu złego wysokościomierza jest GŁÓWNĄ OSIĄ raportu ministra Millera. Według tej wersji, wysokościomierz właściwy dobrze odczytywał jedynie generał Błasik – ale podawał jego dane wyłącznie „dla siebie”. Jeżeli Błasika nie było w kabinie, to znaczy, że załoga znała realną wysokość samolotu!

„Rz” cytuje także fragment raportu MAK:

„Obecność dowódcy Sił Powietrznych Rzeczypospolitej Polskiej w kabinie załogi aż do momentu zderzenia statku powietrznego z ziemią miała wpływ na podejmowanie decyzji przez dowódcę statku powietrznego o kontynuowaniu podejścia i o zniżeniu poniżej ustalonej minimalnej wysokości zniżenia bez nawiązania wizualnego kontaktu z obiektami naziemnymi”.

A więc i raport MAK upada – jeszcze niżej niż do tej pory.

„Rz” podkreśla, że biegłym nie udało się przypisać wszystkich słów padających w kabinie do konkretnych osób. Jednak ustalili, że gen. Błasik nie uczestniczył w wydawaniu komend podczas lądowania. W tej sytuacji jedynym dowodem na jego obecność w kabinie może być miejsce odnalezienia ciała – obok zwłok nawigatora Artura Ziętka. To jednak dowód o tyle wątpliwy, że generał nie był, tak jak nawigator, przypięty pasami, i siła katastrofa mogła rzucić jego ciało gdziekolwiek.

Sil

http://wpolityce.pl./wydarzenia/21378-rzeczpospolita-dowodca-sil-powietrznych-nie-naciskal-na-pilotow-tu-154-posrednio-piloci-dobrze-odczytywali-wysokosciomierz

Przeczytaj także: A więc Macierewicz miał rację! Na pokładzie Tupolewa nie było chaosu, nacisków, właściwie odczytywano wysokość

Posted in Katastrofa smoleńska, Polityka i aktualności | 2 Comments »

Michalkiewicz, mat. wybuchowe na zwłokach Wassermana 21 XII 2011

Posted by tadeo w dniu 7 Styczeń 2012

„Trumna ze zwłokami ś.p. Wassermana zawierała różne DNA – obojga płci! Poza tym w tkankach oraz kościach stwierdza się obecność m.in. tlenek etylu, tlenek propylenu, azotan izopropylenu, pył: aluminium, cyrkonu, magnezu oraz octol (materiał wybuchowy) i hydrazyna (paliwo rakietowe)>>>
http://www.youtube.com/watch?v=5uaWOpFxPgg
Octol to mieszanka 75% HMX & 25% TNT, używana w inteligentnych pociskach zdalnie sterowanych, o małych gabarytach.

Posted in Katastrofa smoleńska, Polityka - video, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Tajemnicza śmierć Dariusza Szpinety, eksperta od Smoleńska

Posted by tadeo w dniu 1 Styczeń 2012

fot. sxc.hu

fot. sxc.hu

Dariusz Szpineta, ekspert i prezes spółki lotniczej, został znaleziony martwy w łazience ośrodka wczasowego w Indiach. Wcześniej parokrotnie wypowiadał się w mediach w sprawie Smoleńska, wskazując, że lot Tu-154M był lotem wojskowym – informuje Gazeta Polska Codziennie.

Zarząd Ad Astra Executive Charter SA w lakonicznym oświadczeniu poinformował o śmierci założyciela i prezesa firmy, nie podając jednak jej okoliczności. Jak się dowiedziała „GPC”, Dariusza Szpinetę znaleziono powieszonego w łazience. Osierocił dwoje dzieci. Znajomi z 13-osobowej grupy, która pojechała do Indii, mówią, że przed śmiercią był w dobrym nastroju.

Dariusz Szpineta został znaleziony powieszony w hotelowej Łazience, GPW

Dariusz Szpineta był zawodowym pilotem i instruktorem pilotażu oraz wielkim miłośnikiem lotnictwa. W mediach parokrotnie wypowiadał się na temat katastrofy rządowego samolotu w Smoleńsku. Wskazywał jednoznacznie, że lot Tu-154M był lotem wojskowym.

W tekście pt. „Operacja «Kłamstwo smoleńskie»”, który pojawił się na portalu Niezalezna.pl w styczniu tego roku, pojawia się jego analiza dokumentów lotu rządowego tupolewa. „Plan lotu jest to depesza, którą musi nadać każdy statek powietrzny, żeby mógł wykonać lot w przestrzeni kontrolowanej. (…) Według przepisów wykonywania lotu, według instrumentów był to lot wojskowy” – podkreślał Szpineta. Dodał, że to właśnie litera „M” (od ang. military) znajdująca się na końcu numeru lotu oznacza jego wojskowy charakter.

W lipcu 2011 r. wyszło na jaw, że MSZ wiedziało, iż 8 kwietnia 2010 r. lotnisko Siewiernyj nie miało jeszcze numeru zgody na przelot i lądowanie. Szpineta wskazywał w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że brak takiego numeru to poważne przeoczenie.

W 2009 r. Dariusz Szpineta zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu korupcji w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego. Dwa lata później zarzuty objęły… samego Szpinetę. – Od dłuższego czasu rozpowszechnia się kłamstwa na mój temat. Ich nasilenie zbiegło się z informacją, że moja spółka wejdzie na giełdę – mówił wtedy Szpineta.

14 października 2011 r. na rynku NewConnect odbyło się pierwsze notowanie spółki Ad Astra Executive Charter.

Zobacz również:

Interia.pl: „Dariusz Szpineta, ekspert i prezes spółki lotniczej Ad Astra Executive Charter SA, został znaleziony martwy w łazience ośrodka wczasowego w Indiach, donosi „Gazeta Polska Codziennie”. Szpineta parokrotnie wypowiadał się w mediach w sprawie Smoleńska, wskazując, że lot Tu-154M był lotem wojskowym, a nie cywilnym. Wypowiadał się również w zamieszczonym na portalu niezalezna.pl artykule: „Operacja kłamstwo smoleńskie”.”

Posłuchaj: Nawet 10 lat więzienia grozi Dariuszowi Szpinecie, pilotowi i właścicielowi firmy lotniczej Ad Astra Executive Charter.

Przeczytaj także: Pilot VIP-ów podejrzany o korupcję

Seryjny Samobójca znowu w akcji?

Jerzy Popiełuszko – zm. 19.10.1984 – ?????

Papała Marek – zm, 25.06.1998 – ?????

Dębski Jacek – zm. 12.04.2001 – ?????

Jeremiasz Barański – zm. 7.05.2003 – ?????

Marek Karp – zm. 12.09.2004 – ?????

Wojciech Franiewski – zm. 19.06.2007 – ?????

Sławomir Kościuk – zm. 4.04. 2008 – ?????

Robert Pazik – zm. 19.01.2009 – ????:

Grzegorz Michniewicz – zm. 23.12.2009 – ?????

Mieczysław Cieślar – zm. 18.04.2010 – ?????

Zielonka Stefan – zm. 27.04.2010 – ?????

Knyż Krzysztof – zm. 02.06.2010 – ?????

Dulinicz Marek – zm. 06.06.2010. – ?????

Eugeniusz Wróbel – zm. 15.10.2010 – ?????

Szpineta Dariusz – 02.12.2011 – ?????

Ktoś jeszcze???

Posted in Katastrofa smoleńska, Tajemnicze wypadki | 3 Comments »

Motyw

Posted by tadeo w dniu 29 Grudzień 2011

Najczęściej powtarzanym zaklęciem członków sekty Wyznawców Pancernej Brzozy, wierzącej wbrew prawom fizyki, aerodynamiki, botaniki, logiki, zwykłego zdrowego rozsądku tudzież doświadczeniom z historii, w rządowo- FSBowską wersję wydarzeń tamtego strasznego ranka, jest- A PO CO? Jaki miałby być motyw?

Im więcej się dowiadujemy, jak załatwiane są polskie sprawy, co się dzieje z polskimi finansami, tym bardziej widać, jaki mógł być motyw. Tym bardziej widać jak strasznie brakuje nam Prezydenta Kaczyńskiego, Prezesa Skrzypka… To już nie jest kwestia uczuć, poglądów, wrażeń estetycznych, powiedzmy najuprzejmiej, jak można, słabosilności intelektualnej i niewielkiej pozycji w układzie władzy Pana Prezydenta Komorowskiego, oby żył wiecznie, choć niekoniecznie zaraz, jako Prezydent.

To już się da policzyć, to kwestia wymiernych kwot, wielkich pieniędzy, jakie za chwilę stracimy. Czy polski Prezydent pozwoliłby na ten przekręt stulecia, polegający na wyprowadzeniu z Polski prawie 7 miliardów rezerw NBP na 1 procent, czyli poniżej stopy inflacji? Ba, co ja mówię, 7 miliardów, usiądźmy i policzmy. Państwa poza strefa Euro mają dać 50 miliardów. Czechy dadzą, a może nie dadzą 3 miliardy. Pozostaje Polska, kraje bałtyckie, Dania…. Te czeskie 3, plus nasze 6.7, to razem 10. Kto da brakujące 40? Dania, czy Łotwa? A może Estonia? Te 6.7 to apetizer, przystawka, sałatka przed głównym daniem, tak na uruchomienie kubków smakowych. Zaraz się okaże, że to tak świetny interes, że wszystkie rezerwy oddamy i jeszcze z kątów powymiatamy. No, bo solidarność, to takie piękne słowo! Pamiętacie „Solidarność”, prawda? No i teraz czas pokazać, jak bardzo jesteśmy solidarni, bo zarządy banków niemieckich i francuskich mogą nie dostać bonusa, jak się nie spłaci włoskich obligacji. Czy tam greckich, wszystko jedno, kolejka jest długa, a inwencja propagandzistów nieograniczona, podobnie, jak ich brak skrupułów.

Jak się znienacka dziecko zapyta, gdzie jest świadectwo szkolne, a zwłaszcza, co ma koniec roku z matematyki, to, jak coś jest nie w porządku, odpowiedź brzmi noo, tego, jeszcze nie wydrukowali, nie wiem jeszcze, jakie będą stopnie, bo nie wystawione, chyba po wakacjach, bo Pani chora, ale chyba będzie dobrze, a inni, to dopiero mają złe stopnie.

Brzmi to prawie dokładnie, jak relacje naszych (?) Mężyków Stanu po szczycie. Noo, tego, zobaczymy, jakie będą propozycje na piśmie, będziemy się domagali, oj, jak strasznie się będziemy domagali, trzeba się przyglądać, oj, jak strasznie sie będziemy przyglądali, dogramy szczegóły i tego i w ogóle jest super, bo jesteśmy w centrum wydarzeń, a Tuska z Sikorskim poklepali po pleckach, aż kurz poleciał.

Czy polski Prezes NBP przyklepałby to bez słowa sprzeciwu, najpierw mówiąc, że przecież nic jeszcze nie wiadomo, że zobaczymy, jak przyjdzie coś na piśmie, a potem, jak już przychodzi to na piśmie, to już chyba w ogóle nic nie mówi, choć to jest jaskrawie i jednoznacznie sprzeczne z tym, co Premier Tusk i minister Sikorski zapowiadali, jako wielki sukces negocjacyjny, że wicie, rozumicie, zapłacimy, bo to taka polska piękna tradycja, solidarność, że za to będziemy przy najważniejszym stole z największymi, albo, w wersji B, przy największym stole z najważniejszymi, w centrum wydarzeń, głos doradczy, status obserwatora będziemy mieli i w ogóle to świetny interes.

Czy wyobrażamy sobie, by Ś.P. Prezes Skrzypek zachował się w ten sposób? Czy wyobrażamy sobie, że Prezydent Lech Kaczyński zachowałby się w ten sposób? Czy przyglądali by się bez mrugnięcia okiem tej hochsztaplerce księgowej, jaką minister- magister Vincent Bezpesel utrzymuje zadłużenie poniżej magicznego poziomu 55%? Pisałem kiedyś, że mamy z Vincentem wiele wspólnego, mianowicie obaj się nie znamy na ekonomii, tyle, że ja mam usprawiedliwienie, bo jestem magistrem inżynierem nawigacji morskiej, a on jednak magistrem ekonomii. Muszę jednak odszczekać te nikczemne dowcipy i pochylić czoła przed prestidigitatorską sprawnością magistra Rostowskiego, tak jak z mimowolnym podziwem obserwowałem, jak Franek Dolas żonglował trzema kartami na syryjskim rynku, albo jak w cyrku na rzece Jangcy magik zmieniał w mgnieniu oka kilkadziesiąt masek jedna po drugiej. Do dziś nie wiem, jak to robił, tu jest różnica, bo w przypadku magistra Rostowskiego wiemy, jak to robi i to dość dokładnie, co więcej, w Brukseli też już zajarzyli, że to wszystko kreatywna księgowość balansująca na krawędzi ogromnych kar finansowych i zaczęli z lekka sarkać, więc dużo dłużej czarować nie będzie.

Ale, co tam, kary przecież nie on zapłaci, tylko my wszyscy, a on przecież ma obywatelstwo brytyjskie, podobnie zresztą, jak Radek- Zdradek ( chociaż nie, zdaje się, że zawiesił) i tyle go będziemy widzieli.

Właśnie czytam wystąpienie Pani Anny Fotygi, która sporo wyjaśnia: „Nie było obiecywanej zmiany traktatu lizbońskiego na grudniowym szczycie UE. Wcale nie musiała być dokonywana. Już w marcu przyjęto jednomyślnie ( również głosem Donalda Tuska), decyzję Rady UE ustanawiającą Europejski Mechanizm Stabilizacyjny. Stanowi to zmianę w trybie uproszczonym art. 136 TfUE ( Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej). W konkluzjach Rady opisano automatyzm reagowania na sytuacje kryzysowe w Strefie Euro i sposób głosowania sankcji „ odwróconą większością”. Jak ktoś się sprzeciwi ocenie hegemonów / hegemona, to musi zebrać większość, żeby tę ocenę odrzucić. Życzę powodzenia. To szokujące ograniczenie suwerenności państw. Alarmowaliśmy o tym na wiosnę, pisał o tym prezes PiS Jarosław Kaczyński w uzasadnieniu do swojej rezygnacji z uczestnictwa w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. Premier Donald Tusk powiedział wówczas na konferencji prasowej, już kilka dni po podjęciu brukselskiej decyzji, że nic jeszcze nie zostało postanowione i „trzeba się temu przyglądać”. Oszukiwał nas, robił to bezkarnie. Takim działaniom sprzeciwiał się, strasznym osobistym kosztem, Prezydent Lech Kaczyński, ofiara katastrofy smoleńskiej.”

Oto i motyw.

P.S. Zachęcam do przeczytania mojego felietonu w sylwestrowo- noworocznej „Gazecie Polskiej Codziennie”, oraz poniedziałkowych „angielskich” felietonów w Freepl.info

http://freepl.info/seawolf

http://seawolf.salon24.pl/376909,motyw

Posted in Gospodarka i Ekonomia, Katastrofa smoleńska, Polityka i aktualności | Leave a Comment »

Utajnią zapisy z Tupolewa?

Posted by tadeo w dniu 29 Grudzień 2011

Przedstawiamy przegląd najnowszych informacji w sprawie Katastrofy

Antoni Macierewicz – wywiad w UważamRze
Małgorzata Wassermann,
Stanisław Zagrodzki
Autor: kayan, wpisał dnia 28.12.2011r.
Foto:GPC – okładka fr.
Wywiad z Antonim Macierewiczem, posłem PiS, szefem zespołu badającego tragedię smoleńską.
(…)
Wiemy już dzisiaj z pewnością, że ta katastrofa nie była wynikiem ani błędu pilotów, ani naturalnych właściwości aerodynamicznych samolotu. Wiemy, że mieliśmy do czynienia z działaniem osób trzecich. Samolot rozpadł się w powietrzu, nie uderzając o żadne drzewa, i dopiero później spadł na ziemię.
(…)
Do tej pory Rosjanie i wtórujące im polskie czynniki oficjalnie utrzymują, że miało miejsce zderzenie z brzozą i wtedy doszło do tragedii.
Nic takiego się nie wydarzyło. Skrzydło odpadło w powietrzu na wysokości 26 m, to się zdarzyło wiele metrów nad brzozą.
Którą szybko ścięto.
Nie zajmuję się demaskowaniem wszystkich działań Rosjan i weryfikacją wszystkich fałszywych tropów. Szukam prawdy wraz z zespołem parlamentarnym, którym kieruję, i z wieloma ekspertami, w tym głównie skupionymi wokół profesorów Wiesława Biniendy i Kazimierza Nowaczyka z USA, ale także z ekspertami pracującymi na polskich uczelniach.
I z tych prac wynika teza o rozpadzie samolotu nad ziemią?
Tak. Z tych badań wynika, że samolot zaczął rozpadać się na wysokości 26 m. I jest to zsynchronizowane z dwoma wstrząsami odzwierciedlonymi w trajektorii lotu i zapisanymi w rejestratorach lotu ATM.
(…)
Kiedy dochodzi do tych dwóch wstrząsów?
Na kilka sekund przed zatrzymaniem się rejestratorów. To z kolei nastąpiło 15 m nad ziemią, gdy padł system zasilania elektrycznego.
Piloci zdają sobie wtedy sprawę, że coś się dzieje? Dotychczasowa interpretacja stenogramów z kokpitu na to nie wskazuje.
Wskazuje. Jedno z badań, które prowadzimy, polega na zsynchronizowaniu głosów z kabiny z przebiegiem wydarzeń fizycznych, zrekonstruowanych przez naszych ekspertów. Widać, że przebieg wydarzeń wywołuje bardzo dojmującą, głośną, tragiczną i wstrząsającą swoim dramatyzmem reakcję zarówno pilotów, jak i pasażerów. Są nagrane głosy zbiorowe i pojedyncze. Pierwszą ich falę słychać na wysokości 26 m, gdy dochodzi do oderwania skrzydła. Najpierw poznajemy reakcję pilotów, potem słychać pierwszą falę głosów przerażenia pasażerów, a na wysokości 15 m, gdy wszystko gaśnie, drugą.
Stwierdza więc pan poseł, że ludzie w tupolewie widzą, co się dzieje?
Tak. Widzą, czują, są świadomi przebiegu dramatu. Zarówno piloci, jak i pasażerowie.
Jak długo trwa ten stan?
Do pięciu sekund. Tyle czasu widzą, że samolot zaraz się rozpadnie.
(…)
do żony jednego z posłów, dziesięć minut po tym, jak dowiedziała się o tragedii z telewizji, dotarło nagranie głosowe od jej męża na jej telefonie. Odsłuchała je i zrelacjonowała Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. A po kilku miesiącach przekazała do wiadomości publicznej.
Co usłyszała?
Głos męża wołającego ją po imieniu: „Asiu, Asiu”. W tle słychać głosy przerażonych ludzi oraz trzask rozpadającego się samolotu. To jest jej relacja: „… na poczcie głosowej zarejestrowane było nagranie głosu mojego męża, który krzyczał »Asia, Asia«. W tle słychać było trzaski, a właściwie to głos mojego męża był w tle, a dominujące były huk i trzaski. Słychać było też głosy ludzi, jakby głos tłumu. Nie było to wyraźne. Nie rozpoznałam jakichkolwiek słów. Był to krzyk ludzi. Nagranie to trwało dwie, trzy sekundy. Głos męża był niewyraźny. Trzaski to były krótkie, ostre dźwięki. Tak, jakby łamał się wafel lub plastik plus dźwięk przypominający hałas wiatru w słuchawce telefonu”.
(…)
Gdy odłożymy na bok medialną propagandę, zobaczymy taki właśnie obraz. Wszystkie procedury są z góry zaplanowane. Kapitan Protasiuk dziewięć minut przed planowanym lądowaniem mówi, że jeśli nie będzie można wylądować, to odejdą w automacie. I tak się dzieje. Spokojnie słucha nawigatora relacjonującego opadanie samolotu, które poprzedza odejście podczas manewru odchodzenia. Wreszcie samolot zaczyna się wznosić. I nagle dochodzi do katastrofy. Mamy 26. m nad ziemią. Coś się dzieje. Co? Dziś już wiemy, że odpada skrzydło, następują dwa silne wstrząsy, samolot się rozpada…
(…)
Komisja Millera stwierdziła, że piloci źle czytają dane z wysokościomierza, a prawidłowo robi to tylko generał Błasik obecny w kokpicie.
Tak stwierdziła, ale to nieprawda. Nic, dokładnie nic na to nie wskazuje. Gdy generał Błasik podaje wysokość, kpt. Protasiuk wydaje komendę „odchodzimy” którą powtarza drugi pilot. W kokpicie jest pełen spokój, Protasiuk mówi najpierw „odejdziemy w automacie”, potem „odchodzimy”, a następnie podaje kolejne meldunki o paraboli zejścia zakończonej wznoszeniem. Te fakty świadczą o tym, że nie było żadnej pomyłki. Mogłoby do niej dojść tylko w sytuacji chaosu, zdenerwowania. A nic takiego nie miało miejsca. Dlatego tak często mieliśmy do czynienia z podrzucanymi fałszywymi informacjami o rzekomym bałaganie na pokładzie. Żaden fakt tego nie potwierdza. Nikt w żadnym momencie nie krzyczy, że są za nisko, że się pomylili, że coś jest nie tak. Nie. Odwrotnie – do ostatnich sekund wszystko jest w porządku.
Krzyki przerażenia słyszymy dopiero wtedy, gdy samolot traci skrzydło i zaczyna się rozpadać. Dokładnie to samo usłyszała pani Joanna D. w nagraniu pochodzącym od męża. Dlatego ten kluczowy dowód zniszczono, a następnie próbuje się go zdezawuować.
Rozumiemy pana tezę w ten sposób, że wszystko tak naprawdę wydarzyło się po prostu dziesięć metrów wyżej, niż twierdzą Rosjanie i niż uznała komisja Millera?
Dokładnie tak. I o tym także mówi Bogdan Klich, słusznie zdziwiony, dlaczego oni się nie denerwują. Klich jednak, który sam ukrywa dowody winy rosyjskiej, boi się nawet pomyśleć, co naprawdę znaczą opisywane przez niego fakty.
(…)
Katastrofę widziało, o czym rzadko się mówi, bardzo wiele osób. One wszystkie mówią, że samolot wydawał jakiś przeraźliwy, dziwny dźwięk silników tuż przed katastrofą. Te sformułowania pojawiają się także w relacjach polskich pilotów, którzy czekali na przylot samolotu w Smoleńsku. Oni na tych maszynach latają, słyszą, że coś jest nie tak. Czy to była przyczyna katastrofy, czy skutek jakichś czynników zewnętrznych – to temat na osobną dyskusję. Natomiast pewne jest, że nie było żadnego błędu pilotów.
To mógł być zamach?
Tego nie możemy dziś rozstrzygnąć, ale na pewno nie wolno nam tego odrzucić. Nawet nasza prokuratura, która 1 kwietnia zawiesiła rozpatrywanie tej hipotezy, dodała ustami prokuratora generalnego pana Andrzeja Seremeta, że jeśli pojawią się nowe fakty, to jej badanie może zostać wznowione. Nowe fakty właśnie się pojawiły.
(…)
Jest prawdą, że przestrzegał pan śp. prezydenta przed lataniem rosyjskim samolotem do Rosji?
Zwracałem panu prezydentowi uwagę na szereg kwestii, także związanych z jego bez-pieczeństwem. Zwłaszcza od 1 lipca 2008 r., kiedy na rozkaz ówczesnego szefa MSWiA i stojącego za nim premiera Tuska żołnierze weszli do Biura Bezpieczeństwa Narodowego i łamiąc wszelkie możliwe przepisy, wykradli dokumentację byłych WSI, nawet nie zostawiając pokwitowania. Po prostu zdjęto ochronę BOR, żołnierze weszli i wzięli, co chcieli. To był sygnał, że stan zabezpieczenia pana prezydenta jest dramatyczny. Ale Lech Kaczyński w walce o niepodległość Polski był gotów podjąć najwyższe ryzyko. Tak mi odpowiedział. Wskazywał, że zdaje sobie sprawę z zagrożeń. Ale że ma do wyboru albo położyć wszystko na jednej szali, albo zrezygnować z polityki budowania niepodległości Polski. Mówił: „Ta mafia jest do wszystkiego zdolna, ty sobie nie wyobrażasz, do jakich rzeczy są zdolni”. Mówił to z pozycji wiedzy prezydenta do człowieka, który też miał informacje o sile i groźbie mafii postkomunistycznej.
(…)
Ktoś mógł przeżyć katastrofę?
Informację o śmierci wszystkich pasażerów podano natychmiast po katastrofie. Nikt ich nie ratował, nie sprawdzono, czy ktoś żyje.
(…)
Jeden z kontrolerów, Paweł Plusnin, rzucił polskim dziennikarzom: „Ja ich próbowałem ratować”. To znaczy, że ktoś chciał ich zabić?
Dobre pytanie. Decyzje podjęto w Moskwie i to z pewnością nie na poziomie generała wydającego rozkazy Krasnokutskiemu czy Plusninowi. Rosjanie złamali swoje własne prawo. Determinacja, by sprowadzić tam samolot, była więc ogromna.
(…)
Nikt z polskich ekspertów nie badał tego wraku! Nie badał skrzydła! Musimy także ustalić odpowiedzialność po polskiej stronie. Przecież nie wskazano winnych. Odwrotnie – nagrodzono szefa Biura Ochrony Rządu generała Mariana Janickiego, który odpowiada za brak sprawdzenia i zabezpieczenia lotniska w Smoleńsku.
Jakby chciano powiedzieć „zrobimy wszystko, nie ma granicy wstydu, nikomu włos nie spadnie z głowy”?
Tak. I to rodzi kolejne pytanie – co ich tak cementuje z ludźmi takimi jak Janicki? Jaka tajemnica? Jakie poczucie winy?
Albo strach, że prawda oznacza wojnę?
To myślenie niewolnicze. I nieprawdziwe. Prawda nie oznacza wojny. Prawda przynosi wolność.
Rozmawiali: Jacek i Michał Karnowscy
źródło: UważamRze

Posiedzenie Zespołu Parlamentarnego ds. zbadania katastrofy TU-154M po ekshumacji ciała Zbigniewa Wassermanna, z udziałem jego córki mec. Małgorzaty Wassermann. 22.12.2011
YouTube Video

Małgorzata Wassermann:
„Są też takie wypadki, gdzie nie zadaje się trudnych pytań np. jak szybko ktoś jechał motorem, czy samochodem, tylko badamy szczegółowo każdy element. Ja tylko przypomnę, że w pewnym przypadku aż na sześć godzin była zablokowana droga i biegli byli na miejscu i WSZYSCY byli na miejscu! Tutaj taka koniecznośc istniała” (w odróżnieniu od Smoleńska, gdzie niczego szczegółowo nie badano – dop. red)
YouTube Video

Utajnią zapisy z Tupolewa? Zmiany w prawie lotniczym

Jak podaje RMF FM nowelizacja prawa lotniczego może zamknąć drogę do upublicznienia zapisów z czarnych skrzynek tupolewa. Nowa ustawa precyzuje, że prokurator nie może zdecydować o ujawnieniu zapisów. Decyzję taką może podjąć tylko sąd.
Wciąż nie znamy stenogramów odczytanych przez biegłych z krakowskiego Instytutu Sehna, który właśnie kończy prace nad opinią na temat wydarzeń na pokładzie Tu-154M, który rozbił się w Smoleńsku. Zostanie ona przekazana prokuraturze wojskowej, badającej przyczyny tragedii smoleńskiej.
Aby pokazać wyniki, śledczy będą teraz musieli zwrócić się jednak o zgodę do sądu. Sąd może się więcnie zgodzić na pokazanie stenogramów, a wtedy zostaną one tajne już na zawsze.

Posted in Katastrofa smoleńska, SOLIDARNI 2010, Wywiady | 1 Comment »

Nigdy się nie dowiecie, czy oni przeżyli tę katastrofę

Posted by tadeo w dniu 28 Grudzień 2011

Posiedzenie Zespołu Parlamentarnego ds. zbadania katastrofy TU-154M po ekshumacji ciała Zbigniewa Wassermanna, z udziałem jego córki mec. Małgorzaty Wassermann. 22.12.2011

Posted in Katastrofa smoleńska, Polityka - video | Leave a Comment »

Ślady materiałów wybuchowych na ciele Zbigniewa Wassermanna

Posted by tadeo w dniu 21 Grudzień 2011

„Oni nie wiedzą, co robić. Znaleźli na jego ciele ślady materiałów wybuchowych. Jak się Polska o tym dowie, będzie skandal” – dowiedziałem się od mojego informatora, pracownika naukowego Akademii Medycznej we Wrocławiu. Nie chciał o tym rozmawiać przez telefon. W wolnej Polsce to tabu. Temat niebezpieczny.

Nie chciał o tym rozmawiać przez telefon. W wolnej Polsce to tabu. Temat niebezpieczny.

5 dni temu wpłynęła do Naczelnej Prokuratury Wojskowej ekspertyza w sprawie sekcji zwłok Zbigniewa Wassermanna – jednej z 96 ofiar katastrofy smoleńskiej. Ani wojskowa prokuratura, ani Zakład Medycyny Sądowej we Wrocławiu, gdzie przeprowadzono badania, nie poinformowały opinii publicznej o wynikach sekcji. Tłumaczono to koniecznością zapoznania się z dokumentami najbliższej rodziny Zbigniewa Wassermanna. Według cytowanych przez media wypowiedzi prokuratura Rzepy z Naczelnej Prokuratury Wojskowej, opinia ma być „obszerna i bardzo szczegółowa”.

http://www.rp.pl/artykul/459542,773965.html 

Córka Zbigniewa Wassermanna do dzisiaj nie otrzymała żadnych dokumentów.  Dlaczego od kilku miesięcy milczą w tej sprawie Naczelna Prokuratura Wojskowa i Zakład Medycyny Sądowej we Wrocławiu? Dlaczego nie interesują się tą sprawą media? Kto i co ukrywa w tej sprawie? Postanowiłem to sprawdzić. 

DLACZEGO WROCŁAW, A NIE KRAKÓW?

W Krakowie działa jeden z najbardziej znanych i renomowanych Zakładów Medycyny Sądowej w Polsce. Jeden z najstarszych w Europie; ponad 200 lat tradycji. To w Krakowie, przy ulicy Grzegórzeckiej 16 przeprowadzono między innymi badania szczątków premiera Rządu RP i Naczelnego Wodza – gen. Władysława Sikorskiego – ofiary innej, do dzisiaj nie wyjaśnionej, katastrofy lotniczej, w której zginął podobnie jak pod Smoleńskiem przywódca państwa polskiego. Dodam także, że śp. Zbigniew Wassermann pochowany został na cmentarzu w podkrakowskich Bielanach. Sprawdziłem. To ok. 10 km od budynku Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie. Do Wrocławia jest 250 km dalej.

Aby się nie ujawniać zwróciłem się e-mailowo (nie wprost i ze zmiennego IP) do Redaktora Naczelnego Nowego Ekranu, by zapytał szefową krakowskiego Zakładu Medycyny Sądowej profesor Małgorzatę Kłys dlaczego odmówiła przyjęcia do badań ciała Zbigniewa Wassermanna? Z tego, co wiem, rodzina posła z trumną w rękach dosłownie „odbiła się od drzwi” zakładu w Krakowie. Ta rozmowa się odbyła i została nagrana, otrzymałem zwrotnie plik audio.

Nasze władze nie udzieliły – że tak powiem – takiego zezwolenia – odpowiedziała pani profesor. (…) To było poza mną.

Ponadto przekazała, że decyzję podjęły władze Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zpewnością wpływ na taki przebieg wydarzeń musiał mieć ktoś jeszcze i zrobił to, co zaskakujące: w ostatniej chwili. Dlaczego bowiem zaraz po ekshumacji trumna z ciałem Wassermanna nie pojechała z podkrakowskiego cmentarza prosto do Wrocławia? Władze Uniwersytetu milczą. My jesteśmy naukowcami. To jest poza nami. Wszystko, co jest wokół takich spraw, jest poza nami – komentuje całą sprawę profesor Kłys.

Ale dlaczego właśnie do Wrocławia, a nie np. do Gdańska, Warszawy, Bydgoszczy, Łodzi itd.?

(…). Ponieważ tam jest pani profesor Barbara Świątek, która się tym zajęła z punktu widzenia konsultanta krajowego w medycynie sądowej – odpowiedziała szefowa krakowskiego zakładu.

Problem jedynie w tym, że Barbara Świątek przez kilka miesięcy po przejęciu sprawy badania ciała Wassermanna nie przychodziła do pracy. Była chora. A bez jej podpisu, wyników badań nie można wysłać do prokuratury. A bez tego prokuratura nie może się zająć na poważnie sprawą Wassermanna. Opóźnienia, brak wyników badań biegłych i splot pewnych zbiegów okoliczności sprawił, że nawet w blogosferze pojawiły się na ten temat interesujące teorie. Okazało się, że to nie był przypadek. Barbara Świątek „miała dziwnym trafem wypadek samochodowy i jest na zwolnieniu lekarskim. Dlaczego dziwnym trafem? Ano dlatego, że do dziwnych zbiegów okoliczności, awarii i wypadków dochodzi podczas próby rozwikłania zagadki z 10 kwietnia 2010 roku zadziwiająco często” – napisał bloger rossonero.

Przeczytaj także: Znamy wyniki ekspertyzy ws. sekcji zwłok Z. Wassermanna

Posted in Katastrofa smoleńska, Polityka i aktualności | 4 Comments »

Wywiad wPolityce.pl i Stefczyk.info: Anita Gargas, laureatka tegorocznej nagrody SDP – za „Katastrofę Smoleńską”

Posted by tadeo w dniu 19 Grudzień 2011

Te zdjęcia Polacy zobaczyli dzięki Anicie Gargas, fot. laureatki – Andrzej Hrechorowicz, PAP

wPolityce.pl, Stefczyk.info: Otrzymałaś tegoroczną Nagrodę Wolności Słowa SDP – za reportaż „Katastrofa Smoleńska” wyemitowany w „Misji Specjalnej” w TVP1. Czy Ty też wyróżniasz ten reportaż w swoim dorobku?

Anita Gargas, dziennikarka „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie”: Oczywiście! Reportaż spowodował przełom w podejściu polskiej opinii publicznej do śledztwa prowadzonego przez Rosjan. Wcześniej społeczeństwo zbyt ufnie traktowało działania strony rosyjskiej, ulegając propagandzie, jaką od pierwszych dni po katastrofie zaserwował nam rząd Donalda Tuska przy wsparciu kibicujących mu mediów. Ten program ma dla mnie także osobiste znaczenie. Zdobycie nieznanych wcześniej zdjęć i filmów utwierdziło mnie w przekonaniu, że jeśli tylko dziennikarz jest wystarczająco zdeterminowany, potrafi zapobiec zamazywaniu prawdy. A cóż może być ważniejsze dla dziennikarza, który codziennie zmuszony jest pokonywać dziesiątki kłód rzucanych mu pod nogi?

„Misja Specjalna” była chyba najbardziej opluwanym programem w polskich mediach. Ta nagroda to więc w pewnym sensie przywrócenie hierarchii – wreszcie ktoś dostrzegł, że wykonywaliście pracę, o której inni bali się w ogóle pomyśleć. Sama zresztą powiedziałaś, że ta nagroda to „wskazówka dla tych wszystkich, którzy idą pod prąd i co dzień łapią ich chwile zwątpienia”.

Nagonkę na „Misję specjalną” rozpętała „Gazeta Wyborcza”, zaniepokojona faktem, że ktoś może ośmielić się poruszyć temat zgubnych konsekwencji „grubej kreski”. Potem kolejne nagonki dawały nam do zrozumienia, że dotknęliśmy drażliwego tematu. Często ataki były tak zmasowane, że musieliśmy sobie nawzajem przypominać, iż to nie my powinniśmy tłumaczyć się z tego, co robimy, ale mainstream – z tego, co celowo pomija, przemilcza, tuszuje. „Misji specjalna” działała w dziedzinie, w której na naszym rynku medialnym panuje ogromny deficyt. W krajach zachodnich byłoby to nie do pomyślenia, bo jest związane z podstawową funkcją dziennikarstwa – kontrolą władzy. Patrzyliśmy władzy na ręce, niezależnie od tego, jakie barwy miała ta władza. Dotyczyło to również prawej strony sceny politycznej, o czym atakujące nas media nie chcą pamiętać. Dlatego nasz program miał tak wielu wrogów w establishmencie. Dziennikarze „Misji” pracowali pod olbrzymią presją, niechęci nie kryli nawet nasi koledzy i przełożeni z TVP. „Misję” zdejmowano z anteny trzykrotnie, robiły to trzy różne zarządy. Nagroda SDP jest swego rodzaju pośmiertnym wyróżnieniem dla całego cyklu.

Co robi zespół „Misji”? Znając życie, wszyscy dostali tzw. wilczy bilet. Jak sobie radzą?

Gdy „Misja została zdjęta z anteny, większość zespołu znalazła się na bruku. Świetni często fachowcy całymi miesiącami nie mogli znaleźć zajęcia. W krytycznej sytuacji są ci, którzy byli na etatach w TVP. Są to etaty w najniższej przewidzianej prawem pracy wysokości, ok. 800 zł. Ich zarobki zależały od honorariów za prace przy poszczególnych programach TVP. Gdy „Misja” została zlikwidowana, zablokowano im możliwość realizacji materiałów przy innych produkcjach. Można powiedzieć, że wzięto ich głodem, zostali z samym etatem, który zakazuje pracy u konkurencji. Wielu w końcu odeszło z TVP.

Jakie są Twoje dalsze plany zawodowe – tzn. czy szykujesz coś większego, np. na miarę filmu „10.04.10”?

Tak, chciałabym nakręcić kontynuację „10.04.10”, ale z punktu widzenia zdarzeń z udziałem strony polskiej. Wciąż zbieramy na ten film pieniądze, nie wiem w związku z tym, kiedy będę mogła zacząć zdjęcia. To martwi, bo czas działa na niekorzyść. Nie przerywam jednak dokumentacji tematu i jak pokazują zdobyte przeze mnie taśmy Klicha, prawda może wyjść na jaw z nieoczekiwanej strony.

Temat Smoleńska niemal całkowicie zniknął z mediów tzw. głównego nurtu. Wiele osób zastanawia się – dlaczego ta władza tak bardzo boi się nawet mówienia o tej tragedii. Jaka jest Twoja opinia? Dlaczego Smoleńsk objęto tak ścisłym zakazem dociekania prawdy?

Zbyt wiele osób na wysokich szczeblach władzy ma zbyt wiele do ukrycia. Zbyt dużo mają na sumieniu także sami mainstreamowi dziennikarze. Wspomniane już przeze mnie nagrania dokonane potajemnie przez Edmunda Klicha w gabinecie ministra obrony dowodzą, że polski rząd tuszował fakty wskazujące na winę Rosjan. To kompromitująca sytuacja. A podobnych faktów mogło być znacznie więcej. Wielu ludziom zależy, by je ukryć. Robią to wspólnymi siłami.

Czy zdaniem Anity Gargas dojdziemy do prawdy w sprawie Smoleńska? Czytaj na Stefczyk.info

Posted in Katastrofa smoleńska, Wywiady | Leave a Comment »