WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for 3 lutego, 2020

Opowieści o Św. Charbelu!

Posted by tadeo w dniu 3 lutego 2020

Miejsce urodzin Św. Charbela wioska Bekaa Kafra. Opowiada miejscowy zakonnik….

Posted in Filmy dokumentalne, Filmy religijne, Religia, Święci obok nas | Leave a Comment »

NIEZWYCIĘŻONY ZAPAŚNIK CHRYSTUSA

Posted by tadeo w dniu 3 lutego 2020

https://ad2016.wordpress.com/2014/08/19/niezwyciezony-zapasnik-chrystusa/

 

Deus, qui in confessione verae fidei beatum Andream, multiplicti suppliciorum genere excruciatum, illustri martyrio coronasti: praesta, quaesumus; ut nos in eadem fide stabiles, adversa potius omnia, quam animae detrimentum patiamur.

Boże, który świętego Andrzeja udręczonego rozlicznymi katuszami za wyznawanie prawdziwej wiary uwieńczyłeś świetnym męczeństwem; spraw, prosimy Cię, abyśmy trwając w tej samej wierze gotowi byli ponieść raczej wszystkie przeciwności niż szkodę na duszy (Kolekta z Mszy o św. Andrzeju Boboli)

*

Invictus athletae Christi – taki tytuł został nadany Andrzejowi Boboli przez papieża Piusa XII w rozpoczynającej się od tych właśnie słów encyklice, wydanej na 300-lecie męczeńskiej śmierci świętego, w roku 1957. “Jest naszym gorącym pragnieniem” – pisał papież – “żeby wszyscy po całym świecie noszący zaszczytne miano katolików, a zwłaszcza ci synowie ukochanej przez nas polskiej ziemi, których niezwyciężony bohater Chrystusa Andrzej Bobola jest chlubą i dla których jest wspaniałym wzorem chrześcijańskiego męstwa, w trzechsetną rocznicę jego śmierci pobożnym sercem i umysłem rozważyli jego męczeństwo i jego świętość”.

Ziemski żywot Andrzeja Boboli rozpoczął się w szlacheckiej rodzinie, herbu Leliwa. Przyszedł na świat przypuszczalnie w roku 1591, według tradycji – w dzień św. Andrzeja. Miejsce jego urodzenia nie jest pewne, choć w Internecie znajdziemy informację że jest nim Strachocina koło Sanoka, gdzie przed ćwierćwieczem powstało sanktuarium. Ks. Józef Niżnik w artykule “Św. Andrzej Bobola w Strachocinie”, Niedziela – edycja przemyska 18/2002, wskazuje, że “pierwszym człowiekiem, który zwrócił uwagę na pochodzenie św. Andrzeja Boboli ze Strachociny k. Sanoka jest ks. Jan Popłatek, jezuita. W książce: “Błogosławiony Andrzej Bobola Towarzystwa Jezusowego. Życie, męczeństwo i kult”, wydanej w 1936 r., wyraża opinię, że Andrzej Bobola urodził się w Strachocinie”. I dalej podnosi, za ks. Mirosławem Paciuszkiewiczem (który był proboszczem sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Warszawie) “po ukazaniu się dzieła ks. Jana Popłatka już chyba nie powtarzano twierdzenia, że Andrzej Bobola urodził się w Pińsku czy Pułtusku. Zaczęła się utrwalać opinia, że miejscem urodzenia jest Strachocina”. Tyle, że we wspomnianej pozycji ks. Popłatka (s. 28-30) znajdziemy następujące twierdzenie “nie ulega zatem wątpliwości, że Andrzej pochodził z Małopolski i to Małopolski właściwej, która obejmowała woj. krakowskie (…), woj. sandomierskie i woj. lubelskie. W jednem z tych województw musiało leżeć miejsce jego urodzenia, którego jednak ściśle określić niepodobna, ze względu na to, iż nieznamy posiadłości Mikołaja (tj. ojca Andrzeja Boboli) (…) Nie pozostaje zatem na razie nic innego, jak tylko zadowolić się jedynie pewną i udowodnioną wiadomością, że bł. Andrzej pochodził z terenu historycznej właściwej Małopolski”. Ks. Popłatek przyjmuje jako wysoce prawdopodobną tezę, iż bł. Andrzej Bobola był synem Mikołaja Boboli i wskazuje (op. cit., s. 305), że Strachocina była w l. 1582-1604 własnością Jana Boboli, wnuka Hieronima Boboli – brata dziadka Andrzeja  Boboli Krzysztofa, a zatem innej gałęzi rodu Bobolów.

Jak pisze ks. Popłatek (op. cit. s. 334) “o posiadłościach i stanowisku Mikołaja Boboli nic nie wiadomo, nieznane jest również imię jego małżonki”. W wydanej z okazji kanonizacji Andrzeja Boboli dwa lata później książeczce “Św. Andrzej Bobola TJ” księża Henryk Szuman i Jan Cyrankowski wskazują (s. 5) “Andrzej Bobola, syn Mikołaja urodził się (…) w nieznanej nam bliżej miejscowości, w województwie zapewne sandomierskim, gdzie szlachecka rodzina Bobolów posiadała swe siedziby”. Należy przy tym zaznaczyć, że Strachocina wypłynęła jako domniemane miejsce urodzenia świętego kilkanaście lat temu (tak też w: J. Łukawy: 75. rocznica kanonizacji św. Andrzeja Boboli, Nasza Służba, rok 2013, nr 10 (467), s. 3), jak warto dodać, w związku z rzekomymi objawieniami Andrzeja Boboli miejscowym księżom (w tym ks. Niżnikowi) w latach 80-tych XX wieku, opisanymi zresztą w wyżej wymienionym artykule z “Niedzieli”. Przebieg tych “objawień” jest co najmniej zastanawiający i przypomina zjawiska spirytystyczne – tak też zresztą pierwotnie je kwalifikowano. Sam ks. Józef Niżnik, we wspomnianym artykule, zajmuje w kwestii miejsca narodzin Andrzeja Boboli pozycję asekuracyjną: “i jeszcze jedno: ja nie nigdy nie twierdzę, że św. Andrzej Bobola urodził się w Strachocinie, ale tylko to, że powiedział: zacznijcie mnie czcić w Strachocinie”.

**

Wróćmy jednak do postaci św. Andrzeja Boboli, co do którego nie mamy pewności gdzie i kiedy dokładnie się urodził, jak i co do osób rodziców. Jeżeli przyjmiemy tezę ks. Popłatka, że ojcem jego był Mikołaj Bobola, to jego stryjem był imiennik świętego – podkomorzy Andrzej Bobola. Był to dobrodziej Towarzystwa Jezusowego, który przyczynił się do powstania kościoła jezuickiego w Warszawie, kolegium jezuickiego w Krośnie i odbudowy kolegium w Wilnie po pożarze roku 1610. Jak pisze ks. Popłatek, był również przyjacielem ks. Piotra Skargi. Młody Andrzej Bobola, przyszły święty, uczył się od roku 1606 nauk humanistycznych i retoryki w kolegium jezuickim. Jak wskazuje ks. Popłatek, można wysunąć przypuszczenie, że było to kolegium w Wilnie, gdzie kształcili się bliscy krewniacy Boboli – Jan i Krzysztof, a zatem dość daleko od rodzinnej Małopolski. Po koniec lipca roku 1611, być może, pod namową krewnego, Andrzej wstąpił do jezuickiego nowicjatu w Wilnie.

Tydzień wcześniej stolica Wielkiego Księstwa była świadkiem wielkiej uroczystości – do miasta wjechał król Zygmunt III Waza, opromieniony sławą zwycięskiego wodza, który odzyskał Smoleńsk dla Rzeczypospolitej. 31 lipca roku 1613 Andrzej przyjął śluby zakonne i rozpoczął studia filozoficzne. 21 grudnia 1613 przyjął niższe święcenia, w roku 1616 ukończył studia filozoficzne i przez następny rok odbywał praktykę nauczycielską na Warmii i w Pułtusku. W roku 1618 zaczął studia teologiczne. Teologiem jednak nie został, nie zdając egzaminu kończącego siedmioletnie w sumie studia. Cytowana na wstępie encyklika Piusa XII “Invictus athletae Christi” przypomina twardy, wręcz krnąbrny charakter zakonnika: “ponieważ z natury miał pewną skłonność do wyniosłości i niecierpliwości oraz odrobinę uporu, wydał samemu sobie nieubłaganą walkę (…) Nosił bowiem w sercu to przemądre zdanie świętego Bernarda, że obudowa duchowna nie może dźwigać się inaczej, jak na mocnym fundamencie pokory”. Gniewliwy i gwałtowny z natury nauczył się jednak panować nad cholerycznym usposobieniem i ciętym językiem, zaś gorączkę uczuć przekuł w żarliwość. Ks. Popłatek przytacza opinię rektora kolegium z Nieświeża z czasów probacji Andrzeja Boboli, iż pozytywnie wyróżniał się wśród kolegów jako dbający o pobożność, duchowość i zachowanie reguł. Święcenia kapłańskie Andrzej Bobola przyjął 12 marca roku 1622. Był to dla Kościoła powszechnego szczególny dzień – papież Grzegorz XV kanonizował wówczas Ignacego Loyolę, Franciszka Ksawerego, Filipa Neri, Teresę z Avilli i Izydora Oracza. W roku 1623 Andrzej przebywał na probacji w Nieświeżu. Tam też pozostał po jej zakończeniu jako kaznodzieja i spowiednik. Poznał wówczas kanclerza wielkiego litewskiego Albrechta Stanisława Radziwiłła.

Obaj starali się rozpowszechniać treść objawień ojca jezuity Gulio Mancinellego, którego Albrecht Radziwiłł spotkał osobiście. Jezuita ów w sierpniu roku 1568 był w Rzymie świadkiem śmierci św. Stanisława Kostki, 40 lat później, w wigilię święta Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, w sierpniu roku 1608 miał on w Neapolu wizję. Zobaczył wtedy Maryję, przed którą klęczał Stanisław Kostka. Maryja poprosiła by nazywał ją Królową Polski, albowiem owo królestwo wielce umiłowała i wielkie rzeczy dlań zamierza, gdyż osobliwą miłością pałają do niej jego synowie. Mimo, iż ojciec Giulio miał ponad 70 lat, postanowił odwiedzić kraj Stanisława Kostki, umiłowany przez Matkę Boską. W maju roku 1610 dotarł do Krakowa, gdzie miał w katedrze wawelskiej kolejne widzenie, w którym ponownie Maryja objawiła się jako królowa Polski i matka polskiego narodu. Następne otrzymał w dzień Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny roku 1617, na rok przed swoją śmiercią. Objawienia “królowej Polski Wniebowziętej” ojcu Mancinellemu, także dzięki Andrzejowi Boboli właśnie, szybko znalazły w Polsce spory rozgłos. W roku 1628, 10 lat po śmierci ojca Giulio na wieży kościoła Mariackiego w Krakowie umieszczono koronę, w roku 1635 Albrecht Stanisław Radziwiłł wydał dziełko “Dyskurs nabożny z kilku słów wzięty o wysławianiu Najświętszej Panny Bogurodzicy Maryi” opisujące wizje ojca Mancinellego, zaś 1 kwietnia 1656 roku doszło do słynnych ślubów lwowskich Jana Kazimierza. Wtedy to, podczas potopu szwedzkiego, chmielnickiego i moskiewskiego, król w obecności stanów ogłosił uroczyście Maryję Królową Korony Polskiej. W tym samym roku miał się pojawić pierwszy plan rozbioru Polski – niesławny traktat w Radnot. Polska jednak podźwignęła się wówczas i do roku 1660 zażegnała niebezpieczeństwo szwedzkie i siedmiogrodzkie, bijąc Kozaków i Moskali daleko na wschodzie.

***

Po tym wybiegnięciu wprzód, cofnijmy się do lat 20-tych XVII stulecia, kiedy to Andrzej Bobola wyróżniał się  w Nieświeżu i w roku 1624 został kaznodzieją przy barokowym kościele św. Kazimierza w Wilnie. Rok później miasto nawiedziła zaraza, w roku 1629 i 1630 ponownie. Andrzej Bobola pozostał wówczas w Wilnie, niosąc pociechę chorym. W roku 1630 Andrzej Bobola złożył profesję czterech ślubów, co oznaczało skierowanie go, mimo wspomnianego braku pozytywnego egzaminu, do działalności misyjnej i nauczania. Trafił następnie do Bobrujska, gdzie objął funkcję przełożonego domu zakonnego jezuitów. Na jesieni roku 1632 dom ów wypełnił się klerykami i księżmi ze Smoleńska, gdzie podeszły wojska moskiewskie – car chciał skorzystać z zamętu bezkrólewia po śmierci Zygmunta III. Sławetna odsiecz smoleńska udaremniła te zamiary. W roku 1633 Andrzej Bobola został skierowany do Płocka, w roku 1636 został kaznodzieją w Warszawie, wreszcie – w roku 1638 przełożonym szkoły jezuickiej w Łomży, co zbiegło się z nadaniem miejscowego starostwa przez króla Władysława IV niesławnemu później Hieronimowi Radziejowskiemu.

W roku 1642 Andrzej Bobola wrócił na terytorium Wielkiego Księstwa Litewskiego, podejmując ewangelizację ziemi pińskiej. Musiał ją w roku 1646 przerwać z powodu złego stanu zdrowia i kolejne lata spędził w Wilnie. W roku 1652 powrócił jednak do Pińska. Miasteczko powoli podnosiło się wówczas po rzezi dokonanej we wrześniu roku 1648 przez kozaków zaporoskich atamana Antona Nebaby. Przy wsparciu “piątej kolumny” z wnętrza miasta zajęli oni Pińsk. Miejscowość została następnie odbita przez wojska litewskie, które w odwecie bezlitośnie rozprawiły się z buntownikami, dorównując im zaciętością. Okolica była spustoszona i dzika, dla pracy duchowej – prawdziwy ugór. Żarliwość w głoszeniu Ewangelii na tych ziemiach zyskała Andrzejowi Boboli wśród miejscowej ludności miano “duszochwata” – “łowcy dusz”. Andrzej Bobola nie zważał na niespokojne czasy połowy XVII stulecia, kiedy to najpierw rebelia Chmielnickiego, potem najazd rosyjski, wreszcie szwedzki zalały niemal cały kraj.

Apogeum dramatu Rzeczypospolitej był rok 1656 – do Polski wkroczyli Szwedzi, a na Litwie w sierpniu doszło do rzezi Wilna przez moskiewskie wojska Zołtareńki. Według ks. Popłatka Bobola był w lecie tegoż roku w Wilnie, ale opuścił je przed zdobyciem przez Moskali, udając się ponownie do Pińska. Idąc za ciosem, na początku października 1655 roku oddziały wojewody Dymitra Wołkońskiego, wsparte przez zaporoskich kozaków zdobyły i splądrowały Pińsk, paląc miasto i zabijając jego mieszkańców, co spowodowało kolejny odwet polski podczas, którego spalono prawosławny monastyr. W tym czasie Bobola przebywał cały czas w Pińsku lub okolicach. Kolejne półtora roku było względnie spokojne – jeszcze jesienią zaniepokojony sukcesami Szwedów w Rzeczypospolitej car Aleksy wstrzymał postępy swoich wojsk, na wiosnę roku 1656 rozpoczęto negocjacje z Moskwą, a działania wojenne na tym froncie ustały, co potwierdzono zawarciem w listopadzie tegoż roku rozejmu w Niemieży, który obowiązywał przez około dwa lata. Pod koniec roku 1656 nowy gracz – sojusznik Szwedów i Kozaków miał jednak wkroczyć na ziemie Rzeczypospolitej, daleko na północ od swojej dziedziny. Książę siedmiogrodzki Rakoczy.

W kwietniu 1657 wojska Rakoczego wspierane przez oddziały kozackie, splądrowawszy uprzednio Małopolskę i wzmocniwszy garnizon szwedzki w Krakowie, skierowały się na północny-wschód. 12 kwietnia połączyły się z armią Karola Gustawa i 7 maja obie armie stanęły pod Brześciem litewskim. 13 maja litewski garnizon bez walki skapitulował. W międzyczasie wspierający Szwedów i Węgrów kozacy rozlali się po okolicach – oddziały atamana Antona Żdanowycza ruszyły na Polesie. Jeden z nich pod wodzą watażki Lichego wkroczył do nieszczęsnego Pińska, oddalonego od Brześcia o ok. 180 kilometrów. I tym razem doszło do rzezi. Andrzej Bobola wcześniej opuścił miasto, ale sotnie kozackie buszowały po okolicy. 15 maja w rejonie Horodca kozacy dopadli i zamordowali jezuitę x. Szymona Maffrona – przybito go gwoździami do stołu, duszono, spalono boki i zdarto skórę. W środę, 16 maja doszło do rzezi katolików i żydów w Janowie Poleskim. W tym samym dniu koło Peredyla został pojmany sam Bobola – zaciągnięto go, okładając biczami i czekanami, tnąc szablą do Janowa Poleskiego. Tam nakłaniano do zaparcia się wiary katolickiej. Bezskutecznie. Rozpoczęto zatem tortury – wyłupano mu prawe oko, przypalano ciało, zdarto skórę z tułowia i głowy, wbijano mu drzazgi w palce i część obcięto, wyrwano język przez… otwór wycięty w szyi, wreszcie przywiązano za nogi do belki. Około godziny trzeciej po południu widząc nieugiętość męczennika dobito go ciosem szablą. Tego samego dnia na wieść o polskim podjeździe kozacy opuścili Janów, zaś miejscowy proboszcz, który się przed nimi ukrywał polecił przenieść ciało na plebanię i okryć całunem. 18 maja przybrano je w sutannę i przewieziono do Pińska.

Cytowana przez ks. Popłatka wzmianka z kroniki pińskiego kolegium jezuickiego z roku 1657 wskazuje, iż sporządzający ją przypisywał sprawstwo męczeństwa ojca Boboli Kozakom oraz Wołochom i Węgrom (op. cit., s. 147). Takiej możliwości nie należy wykluczać. Jak należy podkreślić, trzy pułki Antona Żdanowycza (Zdanowicza), liczące łącznie ok. 10 tys. ludzi, z polecenia Chmielnickiego wspomagały w roku 1657 Jerzego II Rakoczego. Wywołało to niezadowolenie Moskwy, która obawiając się zbyt silnego wzrostu potęgi szwedzkiej, zawarła z Rzeczpospolitą w listopadzie 1656 roku rozejm w Niemieży. Zarówno poparcie Chmielnickiego dla traktatu rozbiorowego w Radnot, inspirowanego głównie przez koła protestanckie, jak i interwencja Żdanowycza po stronie Rakoczego nie były zatem przez cara mile widziane. Na początku czerwca 1657 roku pojawili się nawet u kozaków posłowie z Moskwy z żądaniem wyjaśnień. Chmielnicki miał odpowiedzieć, że Żdanowycz działa samowolnie i rozkazał mu powrót na Ukrainę. W lipcu 1657 oddziały Żdanowycza brały udział w klęsce pod Magierowem. Jak podaje historyk ukraiński W. Lipiński (W. Lipiński: Z dziejów Ukrainy, Kraków 1912s. 565 i nast.) łącznikiem między Rakoczym a Chmielnickim, a później Żdanowyczem w kampanii 1657 roku był Jerzy Niemirycz – podkomorzy kijowski, absolwent akademii ariańskiej w Rakowie oraz twórca i protektor ośrodków ariańskich na Wołyniu i Ukrainie. Jak pisze W. Lipiński: „za aryanizm toczył zaciętą walkę z całą katolicką Rzptą, za aryanizm zmuszony był w r. 1646 emigrować na parę lat zagranicę”. Niemirycz znalazł się wkrótce w grupie protestanckiej skupionej wokół Janusza Radziwiłła protegującej Jerzego II Rakoczego na tron polski. W listopadzie 1655 został wysłany przez Karola Gustawa z listem przypowiednim na Ukrainę na zaciągi, na początku 1657 wobec traktatu w Radnot przybył ponownie do Chmielnickiego. Jak pisze Lipiński wraz z Niemiryczem projekt Radnot wspierali też inni arianie. Postać Niemirycza podsumowuje cytowany przez Lipińskiego diariusz przysięgania na sejmie unii hadziackiej (maj 1659): „Jerzy Niemirycz podkomorzy kijowski ex quo wiarę aryańską wyznawał, za nastąpieniem do Polski Szwedów – przy Szwedzie, potem gdy wtargnął Rakocy – przy Rakocym, tandem po zniesieniu Rakocego i ustąpieniu z Polski króla szwedzkiego udał się pod protekcyę do kozaków i tam ochrzcił się na wiarę ruską”.

Jednakże, mimo, iż kozacy na Pińszczyźnie na wiosnę roku 1657 znaleźli się jako wsparcie rozbiorowej układanki z Rakoczym w roli głównej, nie należy odrzucać religijnego z perspektywy oprawców, tła męczeństwa Boboli. Tło antagonizmów istniejących w maju 1657 r. na ziemi pińskiej widać w deputacji części szlachciców tego rejonu, pod wodzą Łukasza Jelskiego, która w maju przyjęła protekcję Zdaniewicza. Deputację ową przedstawiono 20 czerwca 1657  w Czehryniu samemu Chmielnickiemu. Głosiła ona m.in.: „Unią i insze obce wiary, obojgu nas nieprzyjazne i przeciwne, wykorzeniać powinniśmy, jednostajnie ze wszystką Bracią [nie] żądając w powiecie naszym takowym Dusz Chrześciańskich zarazom miejsca i przynęty. Jeśliby jednak który z osób duchownych, przyszedszy ku deprecatiey należnego Metropolity kijowskiego, miał od niego o dosyćuczynienie za odstempstwo świadectwo, ma mieć Pańskie, za gorącym duchowieństwa proszeniem, JM. Pan Hetman baczenie” (op. cit., s. 515). Ziemia pińska pozostała terenem zmagań z kozakami. Po zakończeniu rozejmu w Niemieży, na nowo rozgorzała wojna polsko-moskiewska. W roku 1660 doszło do kolejnego zniszczenia Pińska i morderstwa księdza Eustachego Pilińskiego, ale i wielkich zwycięstw polskich nad Rosjanami pod Połonką i Cudnowem oraz zawarcia pokoju ze Szwedami. Ciało Andrzeja Boboli, jednego z prawie 50 ówczesnych męczenników jezuickich z obszaru Rzeczypospolitej  w tych niespokojnych czasach zostało pogrzebane w Pińsku i zapomniane.

****

17 kwietnia roku 1702 przełożony pińskich jezuitów ksiądz Marcin Godebski, który rozważał kwestię patrona, który objąłby opiekę nad pińskim kolegium jezuitów miał wizję, w której ukazał mu się Andrzej Bobola i polecił odnaleźć swoje ciało. Po znalezieniu spisu osób pochowanych w miejscowym kościele dotarto do trumny męczennika i znaleziono doskonale zachowane jego ciało ze śladami okrutnych tortur. Postanowiono udać się do Janowa i dotrzeć do świadków zbrodni sprzed lat. Znalezione ciało bez oznak rozkładu spowodowało również powstanie miejscowego kultu. Wstawiennictwu Andrzeja Boboli przypisywano m.in. ocalenie Pińska podczas nowej wojny północnej. Cześć męczennika sie szerzyła i rozpoczęto starania o jego beatyfikację.  W roku 1755 wydano dekret o heroiczności i cnotach Andrzeja Boboli, co otwierało drogę do procesu beatyfikacyjnego. Nastepny okres to jednak lata rozbiorów i rewolucji oraz czarnej legendy jezuitów, która doprowadziła nawet do rozwiązania zakonu przez papieża pod naciskiem “oświeconych” monarchów. W roku 1808 Moskale, po przejęciu klasztoru jezuitów w Pińsku postanowili pozbyć się męczennika za wiarę katolicką, jezuitom udało się jednak wywieźć ciało do Połocka. Od roku 1820 opiekowali się nim dominikanie. W roku 1819, 7 lat po upadku płonnych nadziei wiązanych z Francuzami, wileński dominikanin o. Alojzy Korzeniewski modlił się o niepodległość Polski, powierzając tę kwestię Andrzejowi Boboli. Ukazał się mu Andrzej Bobola, zapowiadając, że po wielkiej wojnie królestwo Polskie zostanie przywrócone. Zauważmy na marginesie odmienność przebiegu tej wizji oraz poprzedniej wizji z roku 1702 ks. Marcina Godebskiego, którzy prosili o pomoc z niebios, a zdarzenie miało charakter jednostkowy od przebiegu zjawisk w Strachocinie to jest wieloletniego, samoistnego “przychodzenia z zaświatów nieznanego kapłana” (za: Czy znów uratuje Ojczyznę?, Niedziela 19/2012)

W roku 1853 bł. Pius IX beatyfikował Andrzeja Bobolę. W roku 1918 Polska ponownie pojawiła się na mapie Europy. W roku 1920, w obliczu nadchodzącej bolszewickiej nawały biskupi polscy ponownie ogłosili Maryję królową Polski. Odmawiano również, od 6 sierpnia nowennę do bł. Andrzeja Boboli. W uroczystej procesji z Najświętszym Sakramentem i relikwiami Andrzeja Boboli w dniu 8 sierpnia brało udział około 100 000 wiernych oraz późniejszy papież Pius XI, ówczesny nuncjusz w Warszawie. W ostatnim dniu nowenny doszło do tzw. cudu nad Wisłą. Nie było to ostatni moment pośmiertnego związku męczennika z Maryją królową Polski, której oddał znaczną część życia – 16 maja 1956 roku, w rocznicę śmierci Andrzeja Boboli internowany w bieszczadzkiej Komańczy kardynał Stefan Wyszyński napisał odnowienie ślubów lwowskich. Ciało męczennika pozostało jednak w Połocku, poza granicami traktatu ryskiego. Z powodu doskonałego stanu zachowania było otaczane czcią przez miejscową ludność, głównie prawosławną. I tak jak kiedyś sprawiało to kłopot prawosławnym władzom carskim, tak obecnie luminarzom nowej, lepszej religii. Religii bez Boga. Bolszewicy próbowali najpierw zniszczyć mit, udowadniając, że rzekomy doskonały stan ciała Andrzeja Boboli jest bajką ludową. W tym celu, w czerwcu 1922 r. specjalna komisja wkroczyła do kościoła – trumną w pozycji pionowej uderzono o posadzkę kościoła w Połocku, ale szczątki się nie rozpadły. Rozebrano następnie ciało i dokładnie obejrzano. Uznano je za osobliwość i w lipcu 1922 r. wywieziono z Połocka do Moskwy, gdzie umieszczono nagie w muzeum na pokaz. Odwiedzający nie wyzbyli się jednak “ciemnych” skojarzeń ze świętością i okazywali niezwykłym szczątkom religijną część. Schowano zatem kłopotliwe ciało do magazynu i w roku 1923 wysłano potajemnie przez Morze Czarne oraz Stambuł do Rzymu – oficjalnie w zamian za pomoc humanitarną głodującym Rosjanom, z zastrzeżeniem by nigdy nie trafiło do Polski. Ciało Andrzeja Boboli spoczęło w słynnym kościele jezuitów Il Gesu. Wraz z niepodległością Polski, po cudzie warszawskim sierpnia roku 1920 ruszył proces kanonizacyjny zakończony ogłoszeniem męczennika świętym przez Piusa XI 17 kwietnia 1938 roku. Doczesne szczątki jezuity sprowadzono z wielkimi honorami do Polski, gdzie spoczęły w kościele ojców jezuitów przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.

Jak napisał papież Pius XII w cytowanej na wstępie encyklice “dokądkolwiek bowiem oczy obróci i dążyć zaczyna ludzka społeczność, jeżeli od Boga odchodzi, nie tylko nie osiąga upragnionego spokoju i zgody, ale wpada w taką rozterkę i niepokój, jak człowiek trawiony gorączką, oddając się pogoni za bogactwem, za wygodnym i przyjemnym życiem, które wyłącznie sobie ceni, chce pochwycić coś, co przed nią ciągle ucieka i buduje na tym, co się zapada. Albowiem bez uznania Najwyższego Boga i Jego świętego prawa nie może istnieć wśród ludzi żaden ład, ani żadne prawdziwe szczęście. Brakuje bowiem podstawy zarówno do prywatnego, jak i do należycie prowadzonego społecznego życia (…) Im zuchwalej ludzie nienawidzący Boga i nauki chrześcijańskiej występują przeciw Chrystusowi i założonemu przezeń Kościołowi, tym gorliwiej powinni nie tylko kapłani, ale wszyscy katolicy i żywym słowem i przez pisma rozpowszechnić wśród ludu, a najbardziej przez świetlany przykład życia swego się im przeciwstawić, zachowując zawsze poszanowanie dla osób, ale mężnie stając w obronie prawdy (…) Niechże, więc, wszyscy jako we wzór wpatrują się w męstwo Świętego Męczennika Andrzeja Boboli. Niech nieugiętą jego wiarę i sami zachowują i na wszelki sposób bronią. Niech tak naśladują jego apostolską godność, żeby starali się najusilniej, stosownie do swego stanu, Królestwo Chrystusowe na ziemi umacniać i we wszystkich kierunkach rozszerzać.” A, wzywając Polaków do zachowania w trudnych czasach wiary katolickiej i jedności, dodał “tak postępując i to osiągniecie, żeby wszyscy święci, osobliwie ci, co z waszego rodu wyszli, z tego wiekuistego szczęścia, jakim obecnie się cieszą, wraz z Królową Polski, Bożą Rodzicielką Maryją, na was i na ukochaną Ojczyznę waszą łaskawie spoglądali, by opiekować się nią i jej bronić”.

*****

Warto dodać, że miejsce kaźni Andrzeja Boboli – Janów Poleski, dziś w granicach Białorusi, nie raz spłynęło krwią polskich kapłanów. W dniu 22 stycznia 1943 r. został tu rozstrzelany wraz z grupą 37 zakładników wziętych przez Niemców jako odwet za uwolnienie przez oddział AK Jana Piwnika – “Ponurego” cztery dni wcześniej więźniów z więzienia w Pińsku, wikariusz generalny diecezji pińskiej ksiądz prałat Witold Iwicki. Egzekucja nastąpiła w okolicznościach przypominających męczeństwo św. Maksymiliana Marii Kolbego. Gdy okazało się, że zakładników jest o jeden więcej niż obejmował rozkaz egzekucji, Niemcy zaproponowali księdzu Iwickiemu uwolnienie. Ten jednak nie przystał na to i zamiast niego został uwolniony pracownik stacji kolejowej w Pińsku, który miał żonę i dzieci.

 

Wybrana bibliografia:
Słowo biskupa diecezji pińskiej Antoniego Dziemianki z okazji 70 rocznicy męczeńskiej śmierci ks. Witolda Iwickiego rozstrzelanego wraz z zakładnikami z Pińska w Janowie Poleskim przez hitlerowców z 10.01.2013 r.
ks. R. Dzwonkowski: Ksiądz Witold Iwicki, na: echapolesia.pl

W. Lipiński: Z dziejów Ukrainy, Kraków 1912
ks. J. Niżnik: Św. Andrzej Bobola w Strachocinie, Niedziela – edycja przemyska 18/2002
ks. I. Skubiś, J. Niżnik: Czy znów uratuje ojczyznę? Niedziela 19/2012, za: opoka.org.pl
ks. J. S. Pietrzak: Niepokalana królowa Polski, Kraków 1926
ks. J. Popłatek: Błogosławiony Andrzej Bobola Towarzystwa Jezusowego. Życie – męczeństwo – kult. Kraków 1936
ks. H. Szuman / ks. J. Cyrankowski: Św. Andrzej Bobola TJ, Starogard 1938
J. Łukawy: 75. rocznica kanonizacji św. Andrzeja Boboli, Nasza Służba, rok 2013, nr 10 (467)

Posted in Religia, Święci obok nas | Leave a Comment »

JOZAFAT KUNCEWICZ – MĘCZENNIK BRZESKIEJ UNII

Posted by tadeo w dniu 3 lutego 2020

J. Simmler: Męczeństwo Jozafata Kuncewicza (1861)

 

Nihil proficiet inimicus in eo, et filius iniquitatis non nocebit ei.

Nic nie zyska w nim nieprzyjaciel, a duch nieprawości mu nie zaszkodzi (Ps 88,23; z Introitu Mszy o św. Jozafacie Kuncewiczu)

Dnia 6 lipca roku 1439 rozradowały się niebiosa. Papież Eugeniusz IV po długich negocjacjach z delegacją pozostającego od roku 1054 w schizmie Kościoła wschodniego z cesarzem bizantyńskim Janem VIII Paleologiem i patriarchą Konstantynopola Józefem II na czele, ogłosił podczas trwającego soboru, w kościele Santa Maria del Fiore we Florencji unię kończącą schizmę Kościoła wschodniego. Jej tłem było zarówno podniesienie się Kościoła katolickiego z wielkiej schizmy zachodniej, w którym główną rolę pełnił Sobór w Konstancji, jak i zwiększające się zagrożenie tureckie dla stolicy wschodniego cesarstwa. Rozmowy z Grekami trwały od roku 1431 kiedy to papież Marcin V zwołał sobór w Bazylei. Ostatecznie delegacja z Konstantynopola uznała prymat papieża i doktrynę o czyśćcu, ustalono rozumienie formuły Filioque w Credo, natomiast Kościół wschodni zachowywał ryt liturgiczny, w tym prawo używania do Komunii św. zakwaszonego chleba. Unia została jednak odrzucona zarówno przez duchownych z terenów zajętych już przez Turków, jak Moskwy, gdzie unii energicznie sprzeciwiał się książę Wasyl II. Unię popierał natomiast uczestnik soboru florenckiego – metropolita kijowski Izydor, którego podczas podróży do Moskwy w celu ogłoszenia unii Wasyl w roku 1442 uwięził. Izydorowi udało się jednak zbiec na Litwę, a potem do Rzymu. W roku 1448 Wasyl skłonił biskupów księstwa do wyboru nowego, nie uznanego przez Konstantynopol i sprzeciwiającego się unii metropolity Jonasza, co doprowadziło do powstania autokefalicznej metropolii moskiewskiej. Upadek Konstantynopola w roku 1453 i uczynienie z siedziby patriarchy carogrodzkiego stolicy imperium Osmanów przypieczętowały niepowodzenie powyższego dzieła. Mehmed II wybrał zresztą na nowego marionetkowego patriarchę Jerzego Scholariusza, który mimo, iż pierwotnie był stronnikiem cesarskim i uczestnikiem pamiętnego soboru od roku 1443 zdecydowanie i otwarcie sprzeciwiał się unii florenckiej. Unię utrzymywano natomiast w Kijowie – nowym metropolitą został tam Grzegorz Bułgarin, zaś także w roku 1500 ówczesny metropolita Józef II przesłał papieżowi Aleksandrowi VI katolickie wyznanie wiary i akt kanonicznego uznania. Unia upadła i na Litwie dzięki schizmatyckiej małżonce Aleksandra Jagiellończyka Helenie oraz Zygmuntowi Staremu, który mianował metropolitą kijowskim Józefa Sołtana, a w roku 1511 potwierdził przywileje pozostających w schizmie „Greków”.

Pod koniec XVI stulecia sytuacja zmieniła się o tyle, że w roku 1589 dzięki staraniom Borysa Godunowa patriarcha carogrodzki Jeremiasz II ogłosił nadanie metropolicie moskiewskiemu Hiobowi godności patriarchy. Sztandar kościoła greckiego umacniał się w mieście nazywanym przez jego przepełnionych pychą władców Trzecim Rzymem, jeszcze bardziej wrogim Rzeczypospolitej jak otomański Stambuł. Z drugiej strony wpływ Carogrodu na Litwie i ziemiach włączonych przed unią lubelską roku 1569 do Korony malał. Rzym tymczasem borykał się z XVI-wieczną ekspansją protestancką, rozlewającą się szczególnie szeroko w ziemiach Rzeczypospolitej, której ostatni władcy z dynastii Jagiellonów wyraźnie sprzyjali. Przygotowywanie odnowy Kościoła, której apogeum był Sobór trydencki spowodowało, że inne kwestie, w tym kwestia schizmy wschodniej, musiały ustąpić na plan dalszy. Dbano jednocześnie by nie dochodziło do mieszania rytów podczas katolickich nabożeństw, czego dowodem była bulla św. Piusa V. Koniec XVI wieku przyniósł umocnienie rzymskiego Kościoła i ponowne spojrzenie nie tylko na misyjne terytoria pogańskie, ale również trwających w schizmie wschodniej braci. W roku 1573 papież Grzegorz XIII (m.in. reformator kalendarza) utworzył Kongregację Grecką, która miała dbać o propagowanie w krajach wiary greckiej katechizmu rzymskiego i postanowień Soboru w Trydencie. W roku 1575 papież powołał kolegium greckie, które miało podejmować działalność ekumeniczną. W roku 1582 placówka kolegium powstała na Litwie w Wilnie.

Asumptem do podjęcia bardziej aktywnych działań na rzecz unii były wspomniane wypadki z roku 1589 kiedy to Jeremiasz II powołał patriarchat moskiewski. Przybył on na Ruś celem zebrania daniny dla sułtana. W drodze powrotnej odbył synod w Brześciu i ustanowił egzarchę – własnego namiestnika w obrębie Rzeczypospolitej. O unii mimo zgłaszanych propozycji nie chciał słyszeć. Działania patriarchy nie spotkały się z poparciem miejscowych hierarchów Kościoła wschodniego, w tym ze Lwowa, Łucka i Włodzimierza, a także samego metropolity kijowskiego. Ze strony Kościoła za unią opowiadał się m.in. kaznodzieja ks. Piotr Skarga, jak również król Zygmunt III Waza wraz z kanclerzem wielkim koronnym Janem Zamoyskim. W czerwcu roku 1590 mianowany przez Jeremiasza II egzarcha Cyryl Terlecki oraz trzej biskupi obrządku wschodniego – lwowski, piński i chełmski na zjeździe w Bełzie postanowili odwołać się do unii florenckiej i przyrzec posłuszeństwo papieżowi, w zamian za prawo zachowania wschodniego obrządku liturgicznego. Wystąpienie powyższe zostało poparte przez uczestników synodu w Brześciu 24 czerwca tegoż roku. Dopiero jednak w marcu 1592 hierarchowie opowiadający się za unią uzyskali przychylną odpowiedź króla Zygmunta III Wazy i zapowiedź zrównania praw biskupów unickich z duchowieństwem łacińskim. Rokowania dotyczące szczegółów unii trwały do roku 1595, zaś król wyraził zgodę na żądania biskupów poza zwiększeniem liczby miejsc w senacie. Na synodzie prowincjonalnym w Brześciu w czerwcu roku 1595 postanowiono wysłać dwa oficjalne dokumenty – jeden do papieża Klemensa VIII, drugi do króla Zygmunta III Wazy. Na finiszu tych przygotowań zdanie zmienił jednak metropolita kijowski Michał Rahoza, próbując wyprzeć się swojego podpisu pod postanowieniami synodu. W tym celu sprzymierzył się z księciem Konstantym Wasylem Ostrogskim. Książę zgłosił oczekiwanie zwołania nowego synodu i uzyskał w tej kwestii poparcie biskupa lwowskiego Gedeona Bałabana oraz biskupa przemyskiego Michała Kopysteńskiego. Ten ostatni wysłał swojego posła na… synod protestancki w Toruniu z propozycją współpracy. Ostrogski podjął również próbę interwencji u patriarchy Jeremiasza by odwołał sprzyjających unii biskupów, najął również zbrojnych by ruszyli za wybierającymi się do Rzymu egzarchą Cyrylem Terleckim oraz biskupem Hipacym Pociejem by zatrzymali ich żywych lub martwych. Posunął się również do wspierania kozackiego powstania Semena Nalewajki. W tej sytuacji Zygmunt III Waza postanowił działać niezwłocznie i 22 września roku 1595 ogłosił uniwersał do Rusinów zawierający informacje o misji Pocieja i Terleckiego do Rzymu oraz planach unii. Wykorzystano również śmierć patriarchy Jeremiasza II. W listopadzie Pociej i Terlecki dotarli do Rzymu – papież Klemens VIII zgodził się m.in. na zachowanie liturgii wschodniej i kalendarza juliańskiego. 23 grudnia 1595 Hipacy Pociej i Cyryl Terlecki odczytali list od biskupów schizmatyckich Rzeczypospolitej oraz złożyli przed papieżem po łacinie i rusku nicejskie wyznanie wiary oraz przysięgę. Papież wyraził radość z powodu powrotu Rusi na łono Kościoła, błogosławiąc obecnych i cały naród ruski. Wydał również uroczystą bullę Magnus Dominus et laudabilis nimis.

Na wiosnę roku 1596 Ostrogski zorganizował akcję protestów przeciw unii na sejmikach ziemskich i majowym sejmie. Wśród obywateli Rzeczypospolitej obrządku wschodniego rozpowszechniano nieprawdziwe wyobrażenie unii. Pojawiał się upór kolejnych duchownych, a patriarcha aleksandryjski Melecy Pigas przysłał list potępiający unię. Na początku października roku 1596 odbył się zwołany przez metropolitę kijowskiego synod brzeski. Wśród zwolenników unii znaleźli się metropolita Michał Rahoza, biskup włodzimierski Hipacy Pociej, biskup łucki – egzarcha Cyryl Terlecki, arcybiskup połocki Herman Zahorski, biskup piński Jonasz Gogol i biskup chełmski Dionizy Zbirujski. Biskupi łacińscy – arcybiskup lwowski Jan Solikowski, biskup łucki Bernard Maciejowski i biskup chełmski Stanisław uczestniczyli w synodzie jako delegaci papiescy. Jednym z ich asystentów był ks. Piotr Skarga. Ostatecznie synod unię zatwierdził, choć przeciwnicy unii skupieni wokół Ostrogskiego, Bałabana i Kopysteńskiego zwołali tzw. sobór prawosławny, który potępił unię i ogłosił depozycję jej zwolenników. Moskwa, która umiejętnie rozgrywała przeciwników unii wchodziła właśnie w okres wielkiej smuty. Dopiero po rozejmie dywilińskim, wykorzystując sytuację Kozaków po zakończeniu wojny moskiewskiej doszło do nielegalnego powołania na nowo struktur pariarchatu carogrodzkiego w Rzeczypospolitej, niemniej po wojnach moskiewskich i kozackich oraz rozejmie w Andruszowie na terytorium Rzeczypospolitej utrzymała się i powiększyła przewaga grekokatolików.

Tło powyższe, przedstawione w sposób skrócony musiało zostać przypomniane przed rozpoczęciem opisu żywota św. Jozafata Kuncewicza. Urodził się on około roku 1580 we Włodzimierzu Wołyńskim w mieszczańskiej rodzinie kupieckiej Hawryły i Maryny Kunczyców. Na chrzcie w cerkwi św. Paraskiewy nadano mu imię Jan. Ukończył szkołę przy soborze Zaśnięcia Matki Bożej w rodzinnym mieście i wyjechał do Wilna, gdzie zdobywał doświadczenie zawodowe u znajomego ojca – kupca Jacentego Popowicza. Wilno, jak wyżej wskazano, było wówczas ośrodkiem ruchu ekumenicznego, który w Rzeczypospolitej zaowocował unią brzeską. W Wilnie Jan uczył się najpierw w szkole brackiej, ale w związku z atmosferą unii korzystał także ze wsparcia wileńskich jezuitów i za ich namową wstąpił w roku 1604 do klasztoru bazylianów pod wezwaniem Trójcy Świętej. Przyjął imię zakonne Jozafat i złożył śluby zakonne. Studiował w klasztornej szkole, a potem na jezuickiej akademii wileńskiej. Brat Jozafat wyróżniał się żarliwością, pobożnością i postem. Od roku 1607 u św. Trójcy przebywał Józef Welamin Rutski, który bywał aż w Rzymie u papieża Klemensa VIII, który nakazał mu przyjąć obrządek grecki by wesprzeć unię. Był to okres rokoszu Zebrzydowskiego i dymitriad, kiedy ujawniały się sprzeciwy wobec unii – w Wilnie działało schizmatyckie bractwo cerkiewne. znane są usiłowania przeciągnięcia Jozafata na stronę schizmatyków, także z udziałem ówczesnego archimandryty bazyliańskiego Sieńczyły. Jednym wsparciem był mu Rutski – obaj postanowili zawiadomić o sytuacji w Wilnie metropolitę Hipacego Pocieja, który wyznaczył Rutskiego swoim plenipotentem. W odpowiedzi pojawiły się oskarżenia przeciw Rutskiemu, że chce wprowadzić obrządek łaciński, a klasztor bazylianów oddać jezuitom. Wzmagały one niechęć zwykłych mieszkańców Wilna obrządku greckiego. Na jesieni roku 1608 doszło do sytuacji, w której archimandryta Sieńczyło opuścił w Mszy modlitwę za arcybiskupa Pocieja. Sprzyjający schizmie postanowili przejąć klasztor siłą, zaś Jozafata ponownie namawiano błaganiami i groźbami do przystąpienia do nich. O próbie tej powiedział: „wracam z piekła i słyszałem głos szatana, wzywającego mnie do odstępstwa od wiary”. Jeden z mieszczan przestrzegł Rutskiego o możliwej próbie napadu na klasztor, o sprawie dowiedział się także wielki zwolennik unii – wojewoda wileński Mikołaj Krzysztof Radziwiłł zwany Sierotką (znany już wówczas jako autor pamiętników z podróży do Ziemi Świętej. Wojewoda obiecał pomoc bazylianom i przestrzegł Sieńczyłę, że jakikolwiek objaw buntu zostanie srogo ukarany. Uwięził też mieszczan, którzy kierowali groźby pod adresem Jozafata. Sieńczyło na nabożeństwie w wileńskim soborze otwarcie wyrzekł się unii i złożył oświadczenie, że nie uznaje papieża ani metropolity Pocieja, tylko patriarchę z Konstantynopola. W odpowiedzi Pociej obłożył Sieńczyłę ekskomuniką, a ten udał się na sejm roku 1609 agitować przeciw unii. Sejm styczniowy roku 1609 nie był dobrym momentem dla unii – król Zygmunt postanowił otwarcie wystąpić przeciw Moskwie, gdzie trwała wojna między drugim Dymitrem Samozwańcem a Wasylem Szujskim. Przekonanie do tego posłów wiązało się z ustępstwami, do których należała amnestia dla uczestników rokoszu Zebrzydowskiego, jak również wezwanie zwolenników unii i schizmy do powstrzymywania się od wrogich aktów z zachowaniem status quo jeśli chodzi o posiadane świątynie, przy czym jeśli w ostatnich dwóch latach doszło do zagrabienia takowej, strona pokrzywdzona mogła złożyć skargę.

Konflikt w Wilnie tymczasem trwał – metropolita Pociej uzyskał u Zygmunta zatwierdzenie objęcia przez Józefa Rutskiego funkcji archimandryty bazylianów. Nie zamierzał rezygnować i Sieńczyło, który uzyskał poparcie części mieszczan wileńskich, zarówno tych sprzyjających schizmie, jak i protestanckich. 9 marca 1609 roku w święto czterdziestu męczenników z Sebasty Sieńczyło zgromadził uzbrojony tłum, który wyszedł naprzeciw Rutskiemu, Jozafatowi i innym zakonnikom. Nie doszło jednak do napadu, co przypisywano ukazaniu się św. Bazylego i męczenników, zaś Sieńczyło złożył skargę do sądu świeckiego. Ten złożony w przeważającej mierze z miejscowych protestantów przychylił się do skargi, wkraczając nawet w kompetencje metropolity Pocieja. Pociej odwołał się do króla, który wyznaczył do rozpoznania sporu kanclerza litewskiego Lwa Sapiehę. Ten zatwierdził Rutskiego jako archimandrytę, skazał schizmatyków na grzywnę, zaś Sieńczyłę i głównych inicjatorów akcji na wygnanie z miasta. W odpowiedzi 21 sierpnia roku 1609 w Wilnie doszło do zamachu na metropolitę Pocieja – gdy ten wracał od nuncjusza papieskiego z kilkoma księżmi napadł na niego zwolennik schizmy z obnażoną szablą. Metropolicie udało osłonić się laską, odcięto mu jednak trzy palce u ręki, szabla przecięła też łańcuch biskupi i odzież. Zamachowca Jana Tupekę ujęto i, mimo prośby metropolity o łaskę, skazano na śmierć. Jozafat odwiedzał go w więzieniu i wyspowiadał.

Na wiosnę tego samego roku 1609 Jozafat przyjął bowiem święcenia kapłańskie i stał się najbliższym współpracownikiem i pomocnikiem archimandryty Rutskiego przy odnowie podupadłego klasztoru. Napisał też szereg traktatów przeciw schizmie z wykorzystaniem ksiąg cerkiewnych, co przyczyniło się do pozyskania zwolenników unii, jak również wzrostu liczby powołań u bazylianów. Z uwagi na żarliwość kaznodziejską nazywany był przez zwolenników schizmy „duszochwatem”. Pojawił się nawet propagandowy obrazek z takim podpisem, na którym Jozafat w postaci szatana z hakiem ciągnął do siebie ludzkie dusze. W klasztorze bazylianów znalazł się w roku 1612 mianowany przez Dymitra Samozwańca I patriarcha moskiewski Ignacy, uwięziony w roku 1606 przez Wasyla Szujskiego w monasterze czudowskim, który odzyskał wolność w wyniku układów bojarów z Żółkiewskim i w kwietniu roku 1611 wrócił do Moskwy, skąd uciekł wobec wzbierających zamieszek w grudniu tego roku. Spod Smoleńska, gdzie stały wojska Zygmunta III Wazy skierowano go do Wilna, do klasztoru bazylianów. Tu pod wpływem Rutskiego i Jozafata przyjął unię, ogłaszając tę decyzję publicznie. Żył w klasztorze do śmierci, według niektórych źródeł pełniąc po Jozafacie funkcję jego archimandryty.

W roku 1614, po tym jak Rutski został metropolitą unickim po śmierci Hipacego Pocieja, Jozafat otrzymał godność archimandryty wileńskich bazylianów, wprowadzając dalsze reformy w klasztorze. Wprowadził m.in. zwyczaj częstej spowiedzi, za którą wbrew praktyce większości popów nie pobierał opłat. Utworzył także nowicjat unicki w klasztorze w Byteniu ufundowanym przez marszałka Słonimskiego Grzegorza Tryznę, klasztor bazylianek w Krasnymborze i sprowadził unickich zakonników do klasztoru w Żyrowicach na Grodzieńszczyźnie, w dobrach kasztelana Jana Meleszki. Klasztor ów z cudownym wizerunkiem Matki Boskiej stał się wkrótce ważnym sanktuarium na Litwie, a bazylianie przebywali tam aż do likwidacji klasztorów unickich przez władze carskie w 1839. Jozafat skłonił również kanclerza wielkiego litewskiego Lwa Sapiehę do sfinansowania budowy okazałych świątyń w Byteniu i Żyrowicach. W roku 1615 towarzyszył metropolicie kijowskiemu w podróży do Kijowa, gdzie głosił jedność z Kościołem mnichom sławnej Ławry Peczerskiej.

W roku 1617 Jozafat uzyskał od metropolity kijowskiego godność koadiutora archidiecezji połockiej oraz biskupa witebskiego i mścisławskiego. Sakrę biskupią otrzymał w Wilnie 12 listopada roku 1617, po czym udał się na początku stycznia roku 1618 do Połocka na ingres. Wschodnie rubieże Rzeczypospolitej były terenem, gdzie utrzymywali się przeciwnicy unii. Jozefat zabrał się energicznie do działania, przeprowadzając wizytacje parafii, działalność kaznodziejską i odnowę życia liturgicznego. W tym samym roku 1618, po śmierci Gedeona Brolnickiego, sygnatariusza unii brzeskiej, Jozafat Kuncewicz został arcybiskupem połockim. Mimo wysokiej godności zachował skromność i pokorę – większość pałacu arcybiskupiego udostępnił jako przytułek dla ubogich. Datki przeznaczał również na wzbogacanie wyposażenia świątyń. Umartwiając się i prowadząc życie ascetyczne korzystał ze wzorów Nila Sorskiego. Na prowincji swojej diecezji napotykał miejscami opór – gdy w roku 1619 udał się do Mohylewa z królewskim nakazem przejęcia cerkwi, zamknięto przed nim bramy. Uznano to za obrazę majestatu królewskiego, zaś kanclerz litewski Lew Sapieha ogłosił wyrok śmierci na buntowników – nie doszło jednak do jego wykonania.

W roku 1620 doszło do wspomnianego wyżej nielegalnego wyświęcenia biskupów obrządku greckiego oraz metropolity Hioba Boreckiego dla Rzeczypospolitej przez patriarchę jerozolimskiego Teofanesa, który zatrzymał się na Rusi kijowskiej wracając z Moskwy i wezwał kozaków do wierności wierze ruskiej. Był to jednocześnie akt buntu przeciw władzy królewskiej Zygmunta III Wazy, za którego zgodą mianowano biskupów. Wyświęcony przez Teofanesa w porozumieniu z cerkwią moskiewską dla Połocka Melecjusz Smotrycki zaczął organizować opór przeciw biskupowi Kuncewiczowi, którego przedstawiał jako zdrajcę ruskiej wiary. Smotrycki już wcześniej występował przeciw unii, pisząc m.in. dziełko „Lament cerkwi ruskiej”. Smotrycki przebywał w Wilnie w klasztorze św. Ducha, który pozostał w rękach zwolenników schizmy, skąd rozsyłał listy podsycające opór w innych miastach Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Podczas pobytu Jozafata na sejmie w roku 1621, gdzie ponownie do głosu doszli przeciwnicy unii, w różnych miastach, wybuchły bunty i przejęto unickie cerkwie. Jozafat postarał się o królewskie listy stwierdzające brak legalnego powołania biskupów przez Teofanesa i jeździł z nimi po swej diecezji. Po ich odczytaniu w Połocku wybuchły zamieszki, których przywódcą był Jan Terlikowski, w Witebsku przywódcami zwolenników schizmy byli mnich Sylwester i pop Kamieniec. W Połocku dzięki spokojowi Jozafatowi i towarzyszącym mu urzędnikom królewskim, wśród których był wojewoda Michał Sokoliński, udało się wyjść z ratusza, napadnięto natomiast na sprzyjającego unii ławnika Dziahilewicza, któremu udało się jednak uciec. W Witebsku zaszła podobna sytuacja – po odczytaniu w radzie miejskiej listów królewskich stronnicy schizmy napadli na główną cerkiew miasta, pobili kapłanów, zajmując świątynię siłą. Po interwencji królewskiej po miesiącu zwrócili cerkwie unitom, lecz zrabowane z ozdób i kosztowności. Król Zygmunt, który w roku 1621 borykał się z wyprawą turecką Osmana II pod Chocim, przy niepewnej pomocy Kozaków zaporoskich, nie mógł sobie pozwolić na mocniejsze wystąpienie przeciw wrogom unii. W Kijowie doszło do napadu na sobór katedralny św. Zofii, którym opiekowali się bazylianie – Kozacy pochwycili ich i wtrącili do więzienia. Później doszło nawet tam do morderstwa kijowskiego burmistrza i dwóch kapłanów unickich.

Kanclerz litewski Lew Sapieha prosił Jozafata o wstrzemięźliwość w sprawie unii i zgodę na wydanie schizmatykom cerkwi w Mohylewie. Gdy Jozafat zaoponował, otrzymał drugi, ostrzejszy w tonie list obwiniający go o narażenie Rzeczypospolitej na zwrócenie się Kozaków przeciw niej. Na zarzut naruszania pokoju w państwie biskup Jozafat odpisał Sapiesze: „prawda, że dobry jest pokój publiczny, ale ten który zostawił nam Chrystus, nie zaś ów pokój, o którym powiedział: nie przyszedłem puszczać pokój, ale miecz (Mt X,34). Co za społeczność może być światłości z ciemnościami? Jaka zgoda między Chrystusem a Beljalem? między katolikami a synami schizmy i herezji? między kościołami katolickimi a bluźnierstwami schizmatyków? Co za pokój będzie, gdy z obrazą Bożą uczyniony?” Trafnie również zauważył biskup, że większe zło wyniknie dla ojczyzny, gdy schizmatyckim Kozakom da się wszelką wolność, bo będą znosić się z patriarchatem carogrodzkim pozostającym w służbie Turków i tego wroga na ojczyznę sprowadzą, a nie można dla przywilejów kozackich poświęcać sprawę unii. Jak wskazywał: „Jeśliby wszystkiego tego nie uważano, a kozacką posługę nad Unję świętą przedłożono i woli ich zadośćuczyniono pomimo woli Bożej, trzeba będzie obawiać się, aby tenże Bóg sprawiedliwym sądem swoim nie ukarał tej Ojczyzny miłej, a to przez tychże kozaków, jak niegdyś ukarał lud swój przez Filistynów, za to że zbyt był dla nich pobłażliwym”. 25 lat po napisaniu tych słów przez abp Jozafata Kuncewicza wybuchło w sojuszu z Tatarami kozackie powstanie Chmielnickiego, które w kilkuletniej perspektywie doprowadziło do pierwszego projektu rozbioru Rzeczypospolitej, a i poddania się Kozaków carowi moskiewskiemu.

Sejm roku 1623 przyniósł kolejne wystąpienia przeciwników unii. Równolegle występował prąd polonizacji szlachty ruskiej, która, także z uwagi na brak chęci na wchodzenie w ciągłe spory ze zwolennikami schizmy przyjmowała katolicki obrządek łaciński, osłabiając tym samym społeczność wiernych unickich. Wzmacniało to równocześnie argumenty propagandowe przeciwników unii o tym, że jest ona drogą do zniszczenia wiary greckiej przez „łacinników.” W arcybiskupim Połocku dochodziło do powtarzających się ataków na abp Jozafata. Wizytował on również inne miasta, w tym najbardziej sprzyjający schizmie Witebsk. Jeszcze w roku 1622 podczas prowadzonej przez biskupa ulicami miasta uroczystej procesji na Zielone Świątki, na moście na Dźwinie zagrodził jej drogę oficer nazwiskiem Wasilewski wraz żołnierzami, grożąc wrzuceniem Jozafata do rzeki. W święto Przemienienia Pańskiego tegoż roku doszło do wtargnięcia napastników do świątyni podczas odprawianej przez biskupa liturgii – wierni obecni w cerkwi obronili go jednak. Obiektem ataków stawali się także inni kapłani i zakonnicy uniccy, a także ich służba.

W październiku 1623 roku mimo ostrzeżeń i powtarzających się napaści abp Jozafat Kuncewicz ponownie udał się do Witebska. Podjął tam pracę duszpasterską, odprawiając liturgię świętą, głosząc kazania, spowiadając. Rankiem 12 listopada po Mszy świętej napadł na pałac, w którym przebywał tłum zwolenników schizmy. Za pretekst służyło pochwycenie przez służących arcybiskupa lżącego go w drodze na jutrznię wędrownego kaznodzieję – popa Eliasza i zamknięcia go w kuchni biskupiego pałacu. Mimo wypuszczenia tego ostatniego na polecenie Jozafata, tłum ruszył do szturmu na pałac biskupi. Biskup rozkazał swoim nie używać broni przeciw tłumowi, jedynie strzelać na postrach. Dodało to jedynie napastnikom zuchwałości. Jozafat zachował spokój i prosił by oszczędzono jego sługi. Porwano się jednak na niego, uderzano go kijami i cięto toporem, wreszcie wywleczono na dziedziniec i dobito strzałem z rusznicy w głowę. Towarzyszący mu archidiakon Doroteusz, Emmanuel Kantakuzen i sługa Grzegorz Uszacki, który próbowali biskupa zasłonić własnym ciałem, odnieśli ciężkie rany. Pałac i sobór splądrowano, a zwłoki Jozafata bezczeszczono po to by, obciążone kamieniami, wrzucić w końcu do Dźwiny.

Dopiero, gdy zamieszki ustały na miejsce zdarzenia odważyli się wyjść w asyście żołnierzy urzędnicy z zamku królewskiego. Również mieszczańskie władze Witebska przeraziły się dokonanej zbrodni. Po poszukiwaniach, podczas których wyznaczono nagrodę za znalezienie ciała arcybiskupa, wyłowiono je z rzeki i złożono w zamkowym kościele św. Michała. Następnie przetransportowano je Dźwiną do Połocka i uroczyście złożono w miejscowej katedrze. Tam zostały wystawione na katafalku przez szereg miesięcy, podczas których doświadczano cudów i nawróceń. Przywoływana jest relacja Jana Chodygi rajcy miejskiego z Połocka, który należał do przeciwników biskupa za życia. Po tym jak przybył do Połocka na wieść o śmierci Jozafata Kuncewicza, oświadczył „w chwili gdym patrzał na nie (tj. na zwłoki), wyrzekłem się w duchu swego odszczepieństwa. Po powrocie do Połocka wyspowiadałem się i przyjąłem św. Komunię w katedrze św. Zofii i teraz gotów jestem oddać życie za Kościół katolicki. Nawróciła mnie niewinna krew Jozafata.” Uroczysty pogrzeb szczątków męczennika odbył się 25 stycznia roku 1625 w obecności dawnego towarzysza od wileńskich bazylianów, metropolity Rutskiego.

Król Zygmunt nakazał osądzić morderców z Witebska. Trybunałowi, który zebrał się w Witebsku w grudniu roku 1623 przewodniczył kanclerz litewski Lew Sapieha. Przesłuchania rozpoczęto w połowie stycznia roku 1624. Uczestnicy rozruchów winę składali na karb podburzania ich przez Smotryckiego i schizmatyckich duchownych. 23 stycznia 1624 roku został wydany wyrok skazujący na śmierć 19 uczestników zabójstwa. Cofnięto też miastu wszystkie przywileje, co obejmowało nakaz zburzenia ratusza pozbawionego władz magistrackich miasta, którym miał odtąd rządzić królewski wojewoda. Dokonano szeregu konfiskat mienia, zaś dzwony w cerkwiach zwołujące tłum do ataku na pałac biskupi kazano przetopić i ulać z nich jeden wielki dzwon dla unickiego soboru ku czci męczennika. Skazani na śmierć, oprócz jednego – radnego połockiego Piotra Wasilewicza, okazali skruchę i pojednali się z Kościołem.

Męczeństwo Jozafata przyczyniło się do wzrostu poparcia dla unii brzeskiej na Białej Rusi. Największy owoc przyniosło jednak w najmniej spodziewanym miejscu – sprawca zamieszek na Witebszczyźnie Melecjusz Smotrycki, który znalazł się poza granicami Rzeczypospolitej i podróżował do Carogrodu, Antiochii i Aleksandrii ostatecznie sam przyjął unię, podporządkowując się papieżowi Urbanowi VIII. Wyznał również, że jego wcześniejsze propagandowe pisma zawierały błędy i oszczerstwa. Unia przetrwała na ziemiach Rzeczypospolitej, choć po śmierci Zygmunta III Wazy jego następca Władysław IV Waza w marcu roku 1633, chcąc zapewnić sobie pomoc Kozaków w odsieczy oblężonego od października 1632 roku Smoleńska uznał przywrócenie hierarchii pozostającego w schizmie Kościoła wschodniego na ziemiach Rzeczypospolitej. Jak potwierdza opisany wyżej żywot Jozafata Kuncewicza przeciw unii występowali również obawiający się Kościoła katolickiego heretycy protestanccy.

Już w roku 1624 rozpoczął się proces beatyfikacyjny biskupa Kuncewicza, zakończony ogłoszeniem go w roku 1643 przez Urbana VIII błogosławionym. W roku 1867 kanonizował go bł. Pius IX, ogłaszając patronem Rusi. W roku 1653 wobec zagrożenia wojną z Moskwą ciało bł. biskupa Kuncewicza wywieziono na zachód. Wróciło do Połocka uroczyście w roku 1666, niedługo przed zawarciem rozejmu andruszowskiego. W roku 1705 miasto zajął car Piotr I – doszło do mordów na miejscowych bazylianach i próby profanacji relikwii, nieudanej jednak, gdyż przewieziono je potajemnie do Białej Podlaskiej, gdzie znalazła się w zamku Radziwiłłów, a potem miejscowym klasztorze bazylianów, który stał się sanktuarium. W roku 1864 władze carskie zlikwidowały klasztor, a trumna została na polecenie gubernatora rosyjskiego Stiepana Gromyki zniesiona do podziemi, przysypana rupieciami i zamurowana. Odnaleziono ją dopiero w roku 1916 po jednej z niemieckich ofensyw i przewieziono uroczyście do Wiednia, a następnie w roku 1949 do bazyliki św. Piotra w Rzymie, gdzie spoczywa do dziś. Relikwia lewej ręki św. Jozafata wraz z pierścieniem biskupim znajduje się w bazylice Serca Jezusowego na Pradze w Warszawie.

————————

Wybrana literatura:

Ks. F. Błotnicki: Św. Jozafat Kuncewicz. Męczennik unii. W pięćdziesiątą rocznicę kanonizacyi, Lwów 1917

Ks. J. Urban: Św. Józafat Kuncewicz. Biskup i męczennik, Kraków 1921

https://ad2016.wordpress.com/2014/10/28/jozafat-kuncewicz-meczennik-brzeskiej-unii/

Posted in Religia, Święci obok nas | Leave a Comment »