WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for Październik 2019

Ujawniono list Ojca Pio do Watykanu z przerażającą wizją końca świata!

Posted by tadeo w dniu 25 października 2019

Ujawniono list Ojca Pio do Watykanu z przerażającą wizją końca świata!

Ojciec Pio do końca odprawiał łacińską Mszę trydencką, nie uległ wielu tzw. reformom wewnątrzkościelnym i zakonnym; krytykował zbytnie bratanie się duchownych z duchem świata. Ten świat – jego zdaniem – zbliża się do swojego końca… Ujawniony list napisano w lutym 1950 roku i skierowany został do Watykanu.

„Niewolno wam wychodzić na zewnątrz. Zaopatrzcie się w wystarczającą ilość pożywienia. Moce natury zostaną wstrząśnięte i deszcz ognia napełni ludzi przerażeniem. Miejcie odwagę! Jestem pośród was”

– czytamy w liście, którego treść w formie dokumentu watykańskiego zamieszczamy niżej:

 

Trzy Dni Ciemności
Tłumaczenie kopii prywatnego listu autorstwa Ojca Pio, adresowanego do Komisji w Heroldsbach wyznaczonej przez Watykan w celu przebadania prawdziwości objawień o ‘Trzech Dniach Ciemności’ danych przez Naszego Pana, Ojcu Pio, zakonnikowi zgromadzenia Kapucynów i stygmatyka.
28 STYCZEŃ 1950
Dobrze pozamykajcie i uszczelnijcie okna. Nie wyglądajcie na zewnątrz. Zapalcie święconą świece, która wystarczy na wiele dni. Módlcie się na różańcu. Czytajcie duchowe książki. Czyńcie akty przyjęcia Duchowej Komunii, a także uczynki miłości, które są nam tak potrzebne. Módlcie się z wyciągniętymi rękami lub padając na twarz, aby uratować wiele dusz. Niewolno wam wychodzić na zewnątrz. Zaopatrzcie się w wystarczającą ilość pożywienia. Moce natury zostaną wstrząśnięte i deszcz ognia napełni ludzi przerażeniem. Miejcie odwagę! Jestem pośród was.
7 LUTY 1950
Otoczcie opieką swoje zwierzęta, podczas tych dni. Ja Jestem Stworzycielem i Opiekunem dla wszystkiego stworzenia, tak samo jak dla człowieka. Dam wam wcześniej znaki, kiedy powinniście pozostawić większą ilość jedzenia dla swoich zwierząt. Ochronię dobytek wybranych, w tym także zwierzęta, które będą później w potrzebie pożywienia. Niech nikt nie próbuje wychodzić na zewnątrz, nawet, aby nakarmić swoje zwierzęta, – kto będzie nieposłuszny temu słowu, zginie! Dokładnie zakryjcie okna. Moi wybrani nie powinni widzieć Mojego gniewu. Miejcie Ufność we Mnie, a Ja będę waszą obroną. Wasza wiara, zobowiązuje Mnie, do przybycia wam z pomocą.
Godzina Mego powrotu jest bliska! Jednak okażę Miłosierdzie. Najstraszliwsza karę będzie cierpieć świadek czasów. Moi aniołowie, którzy będą egzekutorami tej pracy, stoją już w gotowości z ostrymi mieczami! Szczególnie zadbają o zniszczenie tych, którzy Mnie przedrzeźniali i nie wierzyli w Moje objawienia.
Nawałnica ognia wyleje się z chmur i rozciągnie na całą ziemię! Sztormy, grzmoty, straszliwa pogoda i trzęsienia ziemi pokryją świat na kilka dni. Nastanie nieprzerwany deszcz ognia! Wszystko rozpocznie się w bardzo zimną noc. Te wydarzenia mają udowodnić, że Bóg jest Panem wszelkiego Stworzenia. Ci, którzy pokładają we Mnie nadzieję i wierzą w Moje słowa, nie mają się, czego obawiać. Nie zaprę się tych, którzy rozpowszechniają Moje przesłanie. Żadna krzywda nie spotka dusz w łasce uświęcającej i tych, które szukają obrony u Mojej Matki.
Dam wam następujące znaki i instrukcje, w ten sposób możecie być przygotowani na nadchodzące wydarzenia:
Noc będzie bardzo zimna, a wiatr zacznie przeraźliwie huczeć i wyć. Po krótkim czasie usłyszycie grzmoty. Zamknijcie wszystkie drzwi i okna i z nikim nie rozmawiajcie z zewnątrz. Padnijcie przed krzyżem, żałujcie za grzechy i błagajcie o opiekę Mojej Matki. Nie patrzcie przez okno podczas trzęsienia ziemi, ponieważ gniew Boży jest święty! (Jezus nie chce, abyśmy ujrzeli gniew Boga, gdyż musi być rozważany w strachu i trwodze. Ci, którzy nie potraktują poważnie tego polecenia, zginął na miejscu.)
Wiatr, przyniesie ze sobą trujące gazy, które rozniosą się po całej ziemi. Każdy, kto będzie cierpiał i umrze niewinnie, stanie się męczennikiem i będzie przebywał ze Mną, w Moim Królestwie.
Szatan zatryumfuje! Jednak po trzech nocach, ogień i trzęsienie ziemi ustaną. Następnego dnia słońce znów wzejdzie i oświeci ziemie. Aniołowie przybędą z Nieba i przykryją ziemie duchem pokoju. Uczucie niezmierzonej wdzięczności ogarnie tych, którzy przeżyją okropne doświadczenia – bliską karę -, którymi Bóg nawiedza ziemię od jej stworzenia.
Wybrałem dusze także w innych krajach jak: Belgia, Szwajcaria, czy Hiszpania i otrzymały to samo objawienie, aby te kraje również mogły się przygotować. Módlcie się dużo w czasie tego Świętego Roku 1950. Módlcie się na różańcu, ale tak, aby wasze modlitwy dosięgły Nieba. Wkrótce znacznie gorsza katastrofa nadejdzie na cały świat, jakiej nikt nie widział, straszliwa kara! Wojna 1950 roku jest wstępem do tych wydarzeń.
Jakże obojętny jest człowiek na te sprawy, które już wkrótce staną się rzeczywistością, wbrew wszelkim oczekiwaniom! Jakże dalecy są od roztropnego przygotowania się na te przepowiedziane, a niewysłuchane wydarzenia, przez które niebawem będą musieli przejść.
Wpływ Boskiej równowagi dosięgną ziemi! Gniew Mego Ojca zostanie wylany na cały świat! Kolejny raz ostrzegam świat, po przez wasze środki, jak dotąd zawsze to czyniłem. Grzechy ludzkości przerosły miarę: Lekceważąca postawa w Kościele, grzeszna duma wywołana wstydem przed aktywnością religijną, brak prawdziwej, braterskiej miłości, nieprzyzwoitość w ubieraniu się, a zwłaszcza w okresach letnich… Świat jest pijany od grzechu.
Ta katastrofa przyjdzie na ludzkość jak przebłysk światła, w chwili, gdy wschód poranku zostanie zastąpiony ciemnościami! Od tego momentu, nikomu nie wolno opuścić domu lub wyjrzeć przez okno. Ja Sam, przybędę pośród grzmotów i piorunów. Słabsi powinni zawierzyć się Mojemu Najświętszemu Sercu. Nastanie wielki chaos z powodu całkowitych ciemności, które okryją ziemie i wielu, wielu zginie od przerażenia i rozpaczy.
Ci, którzy będą „walczyć” dla Mojej sprawy, otrzymają łaski z Mojego Najświętszego Serca, a pokorny płacz skruchy: „KTÓŻ JEST JAK BÓG” będzie ratunkiem dla wielu. Jednakże, niezliczona ilość spłonie na otwartych polach jak wyschnięta trawa! Bezbożni zostaną unicestwieni, aby później sprawiedliwość narodziła się na nowo.
W dniu, jak tylko nadejdą całkowite ciemności, nikt nie powinien opuszczać swojego domu lub wyglądać przez okno. Ciemności będą trwały dzień i noc, kontynuując kolejny dzień i kolejną noc i jeszcze jeden dzień, lecz następnej nocy gwiazdy znów wzejdą na niebie, a przy nadchodzącym dniu ponownie ujrzycie brzask słońca i będzie to CZAS WIOSNY!
W ciągu dni ciemności, Moi wybrani nie powinni spać, jak uczniowie w Ogrodzie Oliwnym. Muszą się modlić nieprzerwanie, a nie zawiodę ich. Zbiorę Moich wybranych! Piekło uwierzy, że włada całą ziemią, ale Ja ją odzyskam!
Czy być może myślicie, że pozwoliłbym Ojcu na zesłanie takiej kary na cały świat, jeśli ludzie odwróciliby się od swoich zbrodni dla sprawiedliwości? Ale to z powodu Mojej wielkiej miłości, te cierpienia za Moim dozwoleniem zostaną zesłane na was. Wielu Mnie przeklnie, a mimo to tysiące dusz ocali się przez nich. Żadne ludzkie rozumowanie nie jest w stanie pojąć głębin Mojej Miłości!
Módlcie się! Módlcie się! Pragnę waszych modlitw. Moja Najdroższa Matka, Maryja, Św. Józef, Św. Elżbieta, Św. Konrad, Św. Michał, Św. Piotr, Mała Tereska, wasi Aniołowie Stróżowie niech będą waszymi rzecznikami. Błagajcie o ich pomoc! Bądźcie dzielnymi żołnierzami Chrystusa! Gdy powróci Światłość, niech wszyscy złożą dziękczynienie Świętej Trójcy za opiekę! Zniszczenia będą ogromne! Ale Ja, wasz Bóg oczyszczę ziemię. Jestem z wami. Miejcie ufność!
(Koniec listu Ojca Pio)

https://www.swiatrolnika.info/publicystyka/6676-ujawniono-list-ojca-pio-do-watykanu-z-przerazajaca-wizja-konca-swiata?fbclid=IwAR0IXcXMmEW_-6FX1v7FWi_44jANusnjR-M5BNFTjKLIXKYdT-HlYVj7A_w

Posted in Ojciec Pio, Religia | Leave a Comment »

Twoja Biblia

Posted by tadeo w dniu 24 października 2019

Tydzienbiblijny GIF - Find & Share on GIPHY

Posted in BIBLIA | Leave a Comment »

Stan włościański. Czyli jaki był los chłopów w dawnej Polsce

Posted by tadeo w dniu 16 października 2019

zzz

Jednym z najbardziej przekoloryzowanych (a właściwie to malowanym w ciemnych barwach) obrazów w popularnej historii jest obraz wielowiekowej niewoli chłopskiej – w naszym kraju bardzo żywy. Jest on tak wbity w głowy Polaków, że do okresu funkcjonowania tu gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej bardzo często używamy wielu odniesień nawet w naszych codziennych rozmowach (pracujesz jak chłop pańszczyźniany, ktoś robi sobie z pracy prywatny folwark, szlachta nie pracuje itp.) Skąd w ogóle się ten obraz wziął, ile ma wspólnego z prawdą i dlaczego mamy do czynienia z jego eksplozją właśnie w Polsce?

Tendencje historiograficzne

Generalnie mit ciemiężonego chłopa jest wytworem propagandy oświeceniowych twórców (wzorujących się na niektórych twórcach renesansowych), podlanym pozytywistycznym pogardliwym stosunkiem do tegoż, a to wszystko wymieszane machiną historiografii marksistowskiej szukającej sobie grupy poszkodowanej przez historię próbując naginać fakty historyczne pod teorię walki klas. Potem, już w XX wieku, nałożyła się na to teoria ekonomiczna o podziale Europy w XVI wieku na dwie strefy, które oddzielać miała rzeka Łaba. Na zachodzie w rolnictwie panować miały stosunki wczesno-kapitalistyczne a na wschodzie zaistnieć miało wtórne poddaństwo wykorzystujące przymusową pracę chłopa. Odpowiadając sobie na pytanie jaki reżim panował w naszym kraju od 1945 roku i jaka tendencja historiograficzna święciła tu największe triumfy, odpowiadamy sobie na nasze główne pytanie. Jednak lata realnego socjalizmu minęły, historiografia z mroków marksizmu podnosiła się już w latach 80, a mamy przecież rok 2017, więc naturalnym jest, że pojawia się coraz więcej badań, niespaczonych tą metodologią, mimo, że koncept walki klas ciągle gdzieś tam siedzi historykom z tyłu głowy. W tym tekście postaram się przedstawić trochę bardziej pasujący do realiów obraz funkcjonowania stanu włościańskiego w nowożytnej Rzeczypospolitej opierając się na najnowszych opracowaniach i syntezach badań nad zagadnieniem.

Poddaństwo – etymologia, konotacje i praktyka

Skarga poddanych na panów - chłopi w czasie wędrówki po sprawiedliwość. Rysunek z XVI wieku.

Skarga poddanych na panów - chłopi w czasie wędrówki po sprawiedliwość. Rysunek z XVI wieku.
Skarga poddanych na panów – chłopi w czasie wędrówki po sprawiedliwość. Rysunek z XVI wieku.

Na początku zajmijmy się terminologią. Czym jest owo poddaństwo? W różnych kulturach konotacje językowe wywołują różne skojarzenia. W nowszej historiografii angielskiej zastępuje się słowo „serfdom” słowem „subjection” a tego pierwszego używa się tylko w skrajnych przypadkach odnoszących się do wąskich połaci terenu i wąskich ram czasowych. „Subjection” natomiast sugeruje nam pewien rodzaj zależności. Zależności wasalnej. W średniowieczu, rozpoczynając już od czasów karolińskich, włościanie dzierżyli ziemię z nadań jej właścicieli na różnych prawach. Czasem te nadania nazywane były wprost beneficjami chłopskimi. Ich status prawny oczywiście różnił się od beneficjów nadawanych urzędnikom, możnym i wojownikom, tym niemniej podkreślało to pewien rodzaj zależności i obowiązków wynikających z jego dzierżenia. W XII wieku, gdy do Francji zaczęły przenikać z Italii koncepty prawa lennego, ziemie włościan często określanie były lennem. Znowuż, dzierżone było ono na innych zasadach niż lenno rycerskie, ale tutaj nie dość że wynikały z niego obowiązki wobec seniora, senior miał też pewne obowiązki wobec swojego poddanego. Dodatkowo zanikała wtedy większość obciążeń na rzecz władzy centralnej. W języku polskim słowo „poddany” posiada raczej negatywne konotacje. Szczególnie w sytuacji gdy słyszymy zbitkę pojęciową „poddany chłop”. Wyobrażamy sobie wtedy człowieka pozbawionego praw, zdanego na łaskę swojego pana. Tymczasem gdy już użyjemy słowa „poddany” w kontekście szlachty – poddanych króla, nie brzmi to tak negatywnie. Polityczna decentralizacja i prawo ziemskie w XVI-wiecznie Koronie przenosiło po prostu ciężar jurysdykcji z króla i jego urzędników na właściciela ziemskiego. Włościanie więc (nie licząc królewszczyzn i tzw. wolnych kmieci) byli poddanymi nie króla, lecz pana dominialnego w rejonie jego włości. Mamy więc, specyficzną oczywiście dla polskich realiów, zależność kmiecia od właściciela ziemskiego z tytułu dzierżenia od niego ziemi.

Czym się owo poddaństwo charakteryzowało? Omówię tutaj trzy główne cechy tego statusu: zależność sądową od pana dominialnego, ograniczenie prawa wyjścia ze wsi oraz obowiązek pańszczyźniany. Rzucę też światło na to jak to wszystko funkcjonowało w praktyce, bo jak wiadomo prawo prawem a ludność, szczególnie przy słabości aparatu państwowego, będzie pewne zasady skutecznie obchodzić.

Zależność sądowa od pana dominialnego wynikała z nadanego szlachcie w średniowieczu immunitetu i prawa rycerskiego. Immunitet ten utrzymał się w mocy w nowożytnej Rzeczypospolitej po wejściu w życie prawa ziemskiego oraz przekształceniu majątków zależnych w majątki alodialne. Co on oznaczał? Tak jak pisałem wyżej dawał on prawo wyłącznej jurysdykcji właścicielowi ziemskiemu na terenie jego włości. Nie ograniczało się to jednak tylko do ludności wiejskiej. Koncentrujący w swoich rękach duże połacie ziem możnowładcy, a potem magnaci, korzystali z tego prawa będąc zwierzchnikami przedstawicieli każdego stanu społecznego. Trzeba też pamiętać o tym, że pan dominialny nie rozpatrywał wszystkich spraw sądowych swoich poddanych. W Rzeczypospolitej, aż do końca jej istnienia utrzymały się bardzo silne organy samorządowe – komuny miejskie, gromady wiejskie i samorządowe organy szlachty. Pan dominialny był więc w teorii jedną z instancji odwoławczych. Chłopa sądziły natomiast sądy wiejskie ze specjalnie powołanym do tym organem – ławą przysięgłych, zrzeszająca najbardziej zasłużonych i zaufanych członków lokalnej społeczności, na czele której stał wójt. Bardzo często bywało tak, że ławnicy nie oglądali się na zalecenia pana i wydawali wyroki autonomicznie a ten musiał je, chcąc nie chcąc, zaakceptować. Była to realizacja koncepcji średniowiecznej zasady, która mówiła, że człowiek powinien być sądzony przez ludzi równych stanem. Sądy dominialne, szczególnie w ogromnych posiadłościach magnackich, posiadały oczywiście swoja rozbudowaną strukturę odwoławczą: od sądów dworskich sądzących sprawy dotyczące jednej wsi, przez sądy kluczowe, które obejmowały swoim zasięgiem kilka folwarków po sądy centralne obejmujące wszystkie klucze dóbr, złożone z przedstawicieli niższych sądów dominialnych pod przewodnictwem zarządu generalnego. Trzeba także zaznaczyć tutaj, że pan, wbrew ukutym mitom, nie mógł skazywać swoich poddanych na śmierć. Wyrok śmierci wykonywać mógł tylko kat, a ten żeby to zrobić musiał mieć upoważnienie wydane przez sąd państwowy. Od wyroków sądów dominialnych istniała też możliwość odwołania się do sądów publicznych – grodzkich i ziemskich w wypadku dóbr szlacheckich, kościelnych w wypadku dóbr duchownych i referendarskich w odniesieniu do dóbr królewskich. Występowało to szczególnie często w przypadkach procesów międzystanowych. Osławione w literaturze historycznej oddalenie przez Zygmunta Starego sprawy chłopskiej z sądu królewskiego nie miało w praktyce żadnego znaczenia. Świadczą o tym liczne akta spraw składanych przez chłopów do sądów publicznych już po 1518 roku. Musimy jeszcze wziąć pod uwagę fakt, że pan dominialny nie był oderwanym od swoich włości duchem, pojawiającym się tam raz na 10 lat. Ziemianie żyli na co dzień wśród społeczności wiejskiej, znali jej problemy, lokalne obyczaje i musieli liczyć się z jej opinią, rozwiązując spory na zasadzie konsensusu i przede wszystkim być sprawiedliwymi sędziami by uniknąć buntu poddanych. Problemy spotykamy najczęściej w tych kluczach dóbr, gdzie pan, z różnych powodów, nie zarządzał swoimi majątkami sam, a wyznaczał do tego innych ludzi (zwykle spoza wspólnoty). Działo się tak przede wszystkim na terenach ukrainnych, gdzie panowie dominialni bardzo często wyznaczali na stanowiska administracyjne Żydów, do których ludność wiejska podchodziła z nieukrywaną niechęcią, co tworzyło wewnętrzne konflikty i zaostrzało działania administratorów.

Prawo do opuszczenia wsi było ograniczane już od średniowiecza. Pierwsza kodyfikacja tych zwyczajów (bo pamiętajmy, że w tamtych czasach prawo pisane powstawało na bazie prawa zwyczajowego) wydana została za czasów Kazimierza Wielkiego. Były to jak na owe czasy bardzo racjonalne zasady regulujące stosunki na wsi. Kmieć chcąc odejść musiał najpierw poinformować o tym z wyprzedzeniem pana dominialnego, poczekać do końca czasu trwania umowy feudalnej (tradycyjnie był to dzień Świętego Marcina), pozostawić gospodarstwo w nienaruszonym stanie a w niektórych regionach też znaleźć na swoje miejsce następcę. Wykształciło się wtedy pojęcie zbiega – chłopa, który opuścił wieś bez wypełnienia zobowiązań wynikających z kontraktu. W kontekście tych ograniczeń zawsze przywołuje się Przywilej Piotrkowski z 1496 roku ograniczający prawo wychodu ze wsi do jednego gospodarza oraz jednego syna chłopskiego na rok (ruch włościan nieposiadających ziemi nie był regulowany). Jego powszechna interpretacja jest jednak bardzo często chybiona. Po pierwsze, przy ówczesnej strukturze zaludnienia (od kilku do kilkunastu kmieci we wsi) prawo to nie było w praktyce w ogóle uciążliwe. Po drugie, przywilej ten działał także w drugą stronę. Pan dominialny nie miał prawa wyrugować więcej niż jednego chłopa z ziemi bez obopólnej zgody. Kmieć dostawał więc w praktyce wieczystą dzierżawę ziemi. Po trzecie wreszcie i ta zasada była zasadą martwą, gdyż ruch i zbiegostwo chłopów było zjawiskiem powszechnym o czym świadczą zapisy ksiąg miejskich rejestrujące imigrację warstw wiejskich do miast oraz konstytucję wydawane po 1496 roku mające na celu ukrócić ten proceder. Trzeba też wspomnieć o tym, że konstytucje te nie przewidywały karania zbiegłego kmiecia a szlachcica, który go przyjął (można tu przywołać chociażby Statuty Nieszawskie). Sytuacja synów chłopskich przedstawiała się podobnie. Mnóstwo młodych, nieodpowiedzialnych, opuszczało gospodarstwo swoich rodziców (mimo że groziło to odebraniem mu prawa dziedziczenia) a i tak po latach wracali i dostawali swoją ziemię z powrotem.

Pańszczyzna – ewolucja, apogeum i reformy w gospodarce dworskiej XVIII wieku

Rozmowa trzech chłopów  ok 1606 rok
Rozmowa trzech chłopów
ok 1606 rok

Przejdźmy więc do tej demonizowanej z każdej strony pańszczyzny. Wyjaśnijmy najpierw czym była. Była to opłata w robociźnie za dzierżawę ziemi. Tylko tyle i aż tyle. Nie była ona ani gorsza, ani lepsza niż opłata w pieniądzu bądź w naturze. Czasem pojawiała się jako jedyna opłata, czasem w towarzystwie dwóch innych. Wzrost jej znaczenia to druga połowa XV wieku kiedy to doszło do krótkotrwałego załamania gospodarczego i środowisko wiejskie samo forsowało zamienianie czynszów na rentę obróbkową, gdyż nie była ona uzależniona od czynników zewnętrznych takich jak koniunktura na rynkach czy ilość zbiorów. Zbiegało się to też ze zmianami w strukturze gospodarki wiejskiej, koncentracją własności ziemskiej w ręku bogatej szlachty i tworzeniem przez nią folwarków. Na terenach, gdzie pańszczyzna pojawiła się najszybciej widzimy też najszybszy zanik czynszów pieniężnych. Pierwsze na dużą skalę wprowadziły ją dobra kościelne. Na początku była ona niemal niezauważalna – zaledwie kilka dni w roku, mająca zresztą bardzo często charakter honorowy. W XVI wieku najbardziej popularna stawała się już pańszczyzna tygodniowa, dochodząca nawet do 3 dni z łanu kmiecego. Największe jednak obciążenia pańszczyźniane zaobserwować możemy w czasie odbudowy gospodarki po wojnach połowy XVII wieku, kiedy szlachcie w folwarkach zaczęło brakować rąk do pracy. Potrafiły one dojść nawet do 6 dni w tygodniu z ½ łanu (co w przeliczeniu daje nam 12 dni z łanu). Te mityczne 12 dni w tygodniu jest często wspominane w dyskusjach o staropolskim systemie gospodarczym, jednak nawet w tym przypadku trzeba sobie parę spraw wyjaśnić.

Po pierwsze, jest to skrajny przypadek jednego klucza dóbr w województwie mazowieckim (klucz dóbr Brok), w którego strukturze przeważały gospodarstwa wielopokoleniowe. Dlaczego jest to ważne? Pańszczyzna w Rzeczypospolitej naliczana była od gospodarstwa, nie jak w Rosji od głowy mieszkańca wsi. Gdy gospodarstwo posiadało siłę roboczą w wysokości 4-5 głów (gospodarz, synowie i parobek), obciążenia te nie wydawały się aż takie duże jak na pierwszy rzut oka można by przypuszczać. Po drugie, w przypadku tych dóbr, były to obciążenia wprowadzone tylko na pewien czas, czas odbudowy, który zbiegł się dodatkowo w czasie z ponownym załamaniem gospodarczym (koniec lat 90-tych XVII wieku). Nie było to oczywiście zbyt rozsądne myślenie ze strony właścicieli dóbr, szczególnie pod względem ekonomicznym, ale tak jak pisałem wcześniej był to przypadek jednostkowy, bo w tym okresie, następowała akurat tendencja do powrotu do niższych obciążeń pańszczyźnianych na modłę tych sprzed 1650 roku.

Potem przyszła Wielka Wojna Północna, która dokonała spustoszenia większego niż Potop Szwedzki i sytuacja się powtórzyła. Często jednak zapomina się o tym, że od lat 30-tych XVIII wieku Rzeczpospolita wkracza w okres gospodarczego prosperity i w okres wielkich reform w gospodarce dworskiej i relacjach kmieć-pan dominialny. Szlachta zaczynała widzieć nieefektywność systemu folwarczno-pańszczyźnianego. Chłopi dzięki dobrej koniunkturze zaczęli znów dysponować pieniądzem. Pojawił się pomysł czynszowania gospodarstw kmiecych i odchodzenia od pańszczyzny. Na początku lat 70-tych XVIII wieku oczynszowana była już większość Wielkopolski i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Czynszować zaczęli też magnaci w swoich latyfundiach i ordynacjach. Spotykało się to z… oporem warstwy włościan, dla których pańszczyzna była, jak już wspominałem, wygodniejsza i przede wszystkim bezpieczniejsza niż stały czynsz w pieniądzu. Środowisko wiejskie stawiało tak duży opór, że niektórzy panowie dominialni musieli bardzo szybko do renty obróbkowej wrócić. Proces zmian w gospodarce dworskiej przerwał pierwszy rozbiór Rzeczypospolitej.

Przesadne uogólnienia

To, czego trzeba się wystrzegać w dyskusji o kondycji stanu chłopskiego to nadmierne uogólnienia. Zarówno uogólnienia relacji międzystanowych włościan ze szlachtą (pomijając jednocześnie zróżnicowanie wewnątrzstanowe i relacje w środowisku wiejskim) jak i uogólnienia sytuacji kmieci próbując tworzyć narracje dla całej Rzeczypospolitej nie bacząc na zróżnicowania regionalne. Czy istnieli panowie dominialni, którzy traktowali poddanych bardzo źle? Oczywiście. Historycy jednak są zgodni, że takie przypadki były rzadkością i zawsze wzbudzały reakcję miejscowej społeczności. Z drugiej strony, czy istnieli chłopi, którzy migali się od obowiązków, okradali swoich panów a potem uciekali z częścią ich majątku? Odpowiedź rysuje się taka sama. Często zapomina się jednak o relacjach wewnątrzstanowych. Stosunku bogatych włościan do swoich biedniejszych sąsiadów, oddawaniem ziemi w dzierżawę chłopom bezrolnym, o sołtysach nadużywających swoich uprawnień, o policyjnej roli całej społeczności wiejskiej, o działaniach samorządu w sprawach lokalnych, negocjacjach między gromadą a panem. Na szczęście nowe badania zaczęły się na tych skomplikowanych zaszłościach skupiać i przedstawiać sytuację z perspektywy szerszej niż tylko wyimaginowany konflikt klasowy.

1426539_698217183529639_384819447_nCo się tyczy zaś zróżnicowania regionalnego. W Rzeczypospolitej istniały tak naprawdę 4 strefy gospodarcze. Główne ziemie Korony (dorzecze Wisły), Prusy Królewskie, Wielkie Księstwo Litewskie i tereny ukrainne włączone do Korony w 1569 roku. A to i tak jest skala makro! Bywały miejsca, gdzie każda wioska lokowana była na nieco innych warunkach. O ile w Koronie i w Wielkim Księstwie system wyglądał dosyć podobnie(na Litwie refeudalizacja nastąpiła z opóźnieniem) to sytuacja w Prusach Królewskich i na Rusi rysowała się inaczej. Prusy Królewskie to w większości kraina tzw. wolnych chłopów (nazwanych tam gburami), dzierżących ziemię z nadania królewskiego (przez fakt dość rozległej domeny monarszej na tych terenach) oraz Olędrów – grupy etniczno-prawnej lokującej swoje wioski na prawie olęderskim, zbliżonym do prawa chełmińskiego. Była to gospodarka w większości oparta na czynszu pieniężnym, chociaż folwarki szlacheckie powstawały i tam (ziemie folwarczne stanowiły ok. 26% wszystkich ziem – najmniej w Rzeczypospolitej). Na Rusi natomiast ze względu na bardzo niski stopień urbanizacji i koncentrację wielkich połaci ziemi w rękach magnatów, wytworzyły się tzw. folwarki latyfundialne. Co ciekawe, pańszczyzna na terenach ukrainnych była najniższa w kraju, liczona dodatkowo nie od gospodarstwa a od zagrody. Dominowały tam natomiast daniny w naturze oraz obowiązek pracy przy podwodach i fortyfikacjach.

Raju dla chłopa w Europie nie stwierdzono

Na sytuację polskiego kmiecia warto też spojrzeć przez pryzmat sytuacji warstwy włościańskiej w innych krajach. Wiek XVII, wiek wielkiego kryzysu, odbił się negatywnie nie tylko na mieszkańcach terenów Rzeczypospolitej. Jest to okres pogorszenia się warunków życia chłopstwa w całej Europie. Jest jednak zasadnicza różnica w przyczynach tego stanu rzeczy. O zwiększeniu się obciążeń pańszczyźnianych w Rzeczypospolitej pisałem wyżej. Głównym jednak powodem pauperyzacji polskiego włościaństwa były wyniszczające wojny, które doprowadziły poważne rzesze tego stanu na skraj nędzy. Kraj, który do początków XVII wieku posiadał najszerszą warstwę bogatego chłopstwa w Europie, obciążonego najmniejszymi ciężarami fiskalnymi jak i senioralnymi stał się krajem w którym duża część społeczności wiejskiej wegetowała. Sytuacja ta była oczywiście chwilowa, ale ten właśnie fakt jest wyolbrzymiany i rozciągany na całą historię warstwy chłopskiej w Polsce. Sytuacja jednak nie była taka zła, lata odbudowy zapewniły kmieciom względnie dobre i przede wszystkim spokojne warunki życia, panowie dominialni wspierali swoich poddanych (kierując się oczywiście własnymi interesami), wspomagali ich w chwilach najgorszych nieurodzajów a bunty chłopskie, ku konsternacji zwolenników teorii walki klas, były w Rzeczypospolitej rzadkością i były, w przytłaczającej większości, spowodowane czynnikami ekonomicznymi.

W innych krajach Europy widzimy za to postępującą tendencję centralizacji władzy i rozwoju absolutyzmu. A monarchia absolutna kosztuje. Drenaż trzeciego stanu we Francji rozpoczął się już w późnym średniowieczu, natomiast wiek XVII i XVIII jest apogeum tego procesu. Bezpośredni, wysoki, podatek gruntowy, pośrednie podatki od dóbr konsumpcyjnych, potem do tego dochodzi też stały podatek pogłówny. Dodatkowo włościanin francuski zobowiązany był do wykonywania przymusowych robót publicznych, za które rząd płacił bardzo marnie, a także mógł zostać pod przymusem zwerbowany do lokalnego oddziału milicji, bądź, w najgorszej sytuacji, do armii. Nie działo się to tak często jak w Prusach, ale było to na porządku dziennym. Właśnie, Prusy. Podatki centralne jeszcze wyższe niż we Francji, masowe branki do wojska, poziom pańszczyzny i obciążenia senioralne podobne do tych na terenie Korony. Państwo-koszary jakoś trzeba utrzymać. Anglia? Bezprawne, masowe grodzenia odbierające ziemię pomniejszych dzierżawców, zmuszające chłopów do emigracji do miast. Rosja to oczywiście wspominana już pańszczyzna liczona od duszy, nie od gospodarstwa, realne (w przeciwieństwie do Rzeczypospolitej) przywiązanie do ziemi, wysokie podatki na rzecz caratu i obowiązek służby wojskowej. O Austrii krąży potwierdzona źródłowo historia, jakoby po pierwszym rozbiorze chłopi polscy zaczęli masowo uciekać z Galicji (gdzie przypomnijmy, jak w całym dominium Habsburgów, poddaństwo było już zniesione) do istniejącej jeszcze Rzeczypospolitej. Cesarz podobno musiał aż obstawić granicę kordonami wojskowymi, żeby zatrzymać tę masową emigrację. Kmiecie, jak widzimy, przekładali bezpieczeństwo nad względną wolność. Woleli partycypować w swego rodzaju prototypie państwa opiekuńczego tworzonym przez szlachcica będąc jego poddanymi, niż sami borykać się z problemami życia codziennego. Pamiętajmy, że pod koniec XVIII wieku natura nadal jawiła się jako siła niemalże wszechmocna i uzależnienie od niej było ogromne. Bodźce (a tak po prawdzie, tylko niektóre z bodźców), które w średniowieczu skłaniały wolnych dzierżawców do przyjmowania zwierzchnictwa rycerza wciąż były obecne. Dodatkowo w Rzeczypospolitej obciążenia na poczet państwa były śmiesznie małe. Jedynym stałym podatkiem było niewielkie podymne (wcześniej łanowe) a w czasie wojen niekiedy uchwalany był podatek pogłówny. Jedynym podatkiem pośrednim (płaconym teoretycznie przez producentów, ale łatwo przerzucanym na chłopów) było czopowe, pobierane jednak nie przez władze centralne a przez sejmiki ziemskie. Chłop sprzedając towar w mieście królewskim bądź duchownym oraz wsiach targowych musiał też liczyć się z niewielką akcyzą nałożoną na towary. Były to podatki w wydaniu średniowiecznym, kilkukrotnie (lub nawet kilkunastokrotnie) niższe niż w państwach absolutystycznych z rozbudowaną biurokracją i armią. Nie zapominajmy też o tym, że włościanie na zachodzie, oprócz podatków centralnych (pomijając pańszczyznę w niektórych rejonach) płacili też swoim bezpośrednim seniorom czynsz w pieniądzu i daninę w naturze (wysoką i bardzo odczuwalną we Francji).

ubior chlopskiCzy Rzeczpospolita była rajem dla stanu włościańskiego? Nie. Ale też, patrząc w kontekście historycznym, raju dla chłopa próżno szukać, a Polska była dla niego jednym z najlepszych miejsc w Europie (świadczyć mogą o tym kierunki migracji, zwykle do niej a nie z niej). Czy system folwarczno-pańszczyźniany był sprawiedliwy? Nie. Chłop jako główny wytwórca bogactwa zachować dla siebie mógł stosunkowo niewiele a owoce jego pracy zostawały w ręku człowieka, który stał na uprzywilejowanej pozycji ze względu na archaiczne i nieprzystające do epoki prawo stworzone w zupełnie innym kontekście dziejowym. Jednak niesprawiedliwość nie równa się jeszcze uciskowi i niewolnictwu. Obraz chłopa traktowanego jak zwierzę przez wszechmocnego szlachcica trudno będzie ze świadomości zbiorowej wyplenić. Na szczęście już od prawie 20-tu lat syntezy akademickie idą w tę stronę. Miejmy nadzieję, że w końcu choć trochę podejścia naukowego przedostanie się też i do kultury popularnej.

Na koniec, chciałbym przytoczyć kapitalne podsumowanie rewolucyjnego jak na swoje czasy (rok 1986) artykułu o stanie chłopskim w epoce odrodzenia autorstwa Andrzeja Wyczańskiego: „Powyższy obraz dziejów chłopa polskiego nie zgadza się z jego dotychczasowym przedstawieniem, niezależnie od tego, czy zostało ono podane w ujęciu podręcznikowym lub monograficznym, czy wreszcie w syntezie historyczno-społecznej. Co więcej: można mu zarzucić lekceważenie krzywdy, niedocenianie ciężarów obarczających chłopa, łagodzenie niesprawiedliwości jaka go spotkała, na końcu – umniejszenie waloru postępowych wypowiedzi obrońców ówczesnego wieśniaka. Tymczasem według naszej opinii, sytuacja jest raczej przeciwna. Litowanie się nad losem chłopa to czynienie zeń ofiary, przedmiotu działań innych ludzi, a nie dostrzeganie człowieka o własnej postawie, jemu tylko właściwym stosunku do pracy, o indywidualnych dążeniach i osiągnięciach. Z tą tendencją do litości wobec chłopa, do potępiania jego krzywdy, wyzysku, niesprawiedliwości łączy się bowiem niedostrzeganie jego roli jako aktywnego podmiotu działań, wynikające zewsząd stąd, że jedyna forma tej aktywności dopuszczana w literaturze historycznej, to znaczy bunt przeciwko uciskowi i krzywdzie, należała do niezwykle rzadkich zjawisk w Polsce. Jeżeli natomiast zaczniemy widzieć w chłopie świadomie działającą jednostkę, w gromadzie chłopskiej zorganizowaną, aktywną zbiorowość, wówczas krzywda chłopska wprawdzie zblednie, ale osiągnięcia chłopskie zostaną uwidocznione. Przede wszystkim w przedstawionym tutaj obrazie mieści się umiejętne, względnie racjonalne, a niekiedy ekspansywne (dodatkowe dzierżawy, usługi transportowe, handel) gospodarowanie chłopskie, w konsekwencji zaś osiąganie przyzwoitego poziomu życia i znaczniejszego dochodu. W tym obrazie uwidacznia się też samorządna rola gromady wiejskiej i urzędu wiejskiego, działających bez dyrektyw czy dyktatu pana, a czasem i wbrew jego woli. Z tym obrazem wreszcie będą się wiązały aspiracje chłopów, szczególnie młodych, do większych zarobków, czy samodzielności gospodarczej, do uczenia się, nawet do wyjścia ze wsi, do uwolnienia się z poddaństwa, porzucenia stanu chłopskiego. Przedstawiony przez nas obraz nie jest sprzeczny z obroną chłopów ani w literaturze, ani w umowach dzierżawnych, gdyż ochrona chłopa przed krzywdą i niesprawiedliwością wynikała tak z humanitarnych, jak też racjonalnych postaw. Obraz ten oddaje sprawiedliwość chłopskiej pracy, chłopskiej zaradności i chłopskim osiągnięciom, pokazuje nam całą chłopską osobowość, tak jak na to zasługuje.”

Marcin Legumina – absolwent filologii angielskiej, miłośnik średniowiecza i historii nowożytnej. Swoje zainteresowanie skupia szczególnie na strukturach politycznych i ekonomicznych, relacjach rządzących z rządzonymi i wpływie ich działań na kondycję społeczeństwa.

Bibliografia:

Markus Cerman – Villagers and Lords in Eastern Europe (1300-1800), New York 2012

Piotr Guzowski – Chłopi i pieniądze na przełomie średniowiecza i czasów nowożytnych, Kraków 2008

Jerzy Topolski – Przełom gospodarczy w Polsce XVI wieku i jego następstwa, Poznań 2000

Andrzej Wyczański – Społeczeństwo [w: Polska w epoce odrodzenia: państwo, społeczeństwo, kultura (wyd. 2)], Warszawa 1986

Mariusz Markiewicz – Chłopi [w: Historia Polski 1492-1795], Kraków 2002

Urszula Augustyniak – Stan chłopski? [w: Historia Polski 1572-1795], Warszawa 2008

Andrzej F. Grabski – Dzieje historiografii, Poznań 2011

Andrzej F. Grabski – Zarys historii historiografii polskiej, Poznań 2010

Susan Reynolds – Lenna i wasale: reinterpretacja średniowiecznych źródeł, Kęty 2011

Mariusz Kowalski – Księstwa Rzeczpospolitej: państwo magnackie jako region polityczny, Warszawa 2013

Jan Baszkiewicz – Historia Francji, Warszawa 2004

Stanisław Salmonowicz- Prusy: Dzieje państwa i społeczeństwa, Warszawa 2004

https://historykon.pl/nowe/stan-wloscianski-czyli-jaki-byl-los-chlopow-w-dawnej-polsce?fbclid=IwAR0Ia-Iq-5S0wljZP-tTiZ7t807CJ5c0cJ73XUUfOoFNNzPki6fdeHH5oo4

Posted in Historia | Leave a Comment »

Kościół WNMP w Wielogłowach- miejsce sakramentu Chrztu św. o Andrasza

Posted by tadeo w dniu 16 października 2019

16.X.1891 – Urodziny Ojca Andrasza 

APC - 2019.10.16 14.03 - 001.3d

https://wieloglowy-wiz.diecezja.tarnow.pl/#start

Józef Andrasz urodził się w Wielopolu koło Nowego Sącza 16.X.1891 roku.

W Parafii WNMP w Wielogłowach, Diecezja Tarnowska. Jako poddany monarchii austro- węgierskiej.

W rodzinie Piotra i Katarzyny z domu Bednarek.

Miał sześciu braci: Alojzego, Kazimierza; zginął w Legionach, Leona, Ignacego; zginął pod Lwowem w 1918 roku, Alfonsa, oraz trzy siostry: Helenę, Marię i Józefę.

Wychowywał się w rodzinie głęboko patriotycznej i religijnej. Mimo powszechnej biedy Józef  jak i jego rodzeństwo otrzymało dobre wykształcenie.

W 1912 roku, w wieku 52 lat zmarł mu ojciec, już wtedy mieszkali w Nowym Sączu między Rynkiem a rzeką Kamienica, przy ul. Krakowskiej 18. Dzisiaj układ miejski w tym miejscu wyglada zupełnie inaczej. 

Znamienna jest data urodzin 16.X. Jest to dzień wyboru ks.kard. Karola Wojtyłę na Papieża jak również koronacji na Króla Polski św. Jadwigi Andegaweńskiej.

Po ojcu, rodzina ojca Andrasza pochodziła z Węgier.

Dało się zauważyć że ,,święci  węgierscy,, wspomagają rozwój kultu ojca Andrasza .

Św. Jadwiga – kult ojca Andrasza wyszedł z Miejscowości Królowa Polska i Królowa Górna ( kiedyś Królowa Ruska) lokację tych miejscowości przypisuje się św. Królowej Jadwidze Andegaweńskiej. 

Św. Kinga – W Starym Sączu, kilka lat temu, przed odpustem w klasztorze klarysek przez 8 dni trwała nowenna prowadzona przez kapłana ( mającego korzenie węgierskie ) z diecezji tarnowskiej. W każdy dzień przybliżał wiernym postać ojca Andrasza rozpowszechniając modlitwę o świętość kapłanów i chwałę Bożego Miłosierdzia przez wstawiennictwo ojca Andrasza. Rozeszła się ona w około 20.000 egzemplarzy.

Św Stefan i św. Elżbieta węgierska- we wspomnienie św. Stefana w kaplicy św Elżbiety w Krynicy u sióstr Elżbietanek gdzie na przełomie II wojny światowej o. Andrasz przebywał, wystawiono na stałe obraz o. Andrasza i wznoszona jest codziennie przed Mszą św. modlitwa o jego beatyfikację.

Dzisiaj o godz. 18:00 w sercu Sądecczyzny- Bazylice św. Małgorzaty, podczas Mszy św w intencji beatyfikacji, poświęcony zostanie obraz o. Andrasza.

Będzie on na mobilnym stojaku wystawiony w bocznej kaplicy gdzie codziennie wierni trwają na modlitwie adoracyjnej  IHS w ciszy.

Posted in Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna, Święci obok nas | Leave a Comment »

Wędrówka Pielgrzyma – John Bunyan

Posted by tadeo w dniu 10 października 2019

Książka Johna Bunyana „Wędrówka Pielgrzyma”, uznana za klasyczne działo literatury chrześcijańskiej, jest opowieścią o duchowych przeżyciach człowieka, który w pewnym momencie swojego życia pod wpływem Słowa Bożego doznaje przebudzenia własnego sumienia. Postanawia wyruszyć w niełatwą podróż w poszukiwaniu ratunku i wiecznego zbawienia. Przez Ciasną Bramę wkracza na niełatwą ścieżkę życia, na której walczy z wieloma przeciwnościami losu, ale wytrwale je pokonuje, by ostatecznie dotrzeć do bram Nowego Jeruzalem.

Z tego względu XVII-wieczne dzieło stało się swego czasu najpoczytniejszą powieścią chrześcijańską w Anglii, a następnie zdobyła wielką popularność na całym świecie. Ciągle nie tracąc na aktualności, ukazała się w ponad stu językach i często jest wznawiana.

Nagrania audio mp3 – Wędrówka pielgrzyma John Bunyan

PDF cz. 1 – http://tab.org.pl/wp-content/uploads/2015/04/John-Bunyan-Wedrowka-pielgrzyma_cz.1.pdf

PDF cz.2 – http://tab.org.pl/wp-content/uploads/2015/04/John-Bunyan-Wedrowka-pielgrzyma_cz.2.pdf

Posted in Filmy - Polecam, Filmy i slajdy, Filmy religijne, Książki (e-book), Religia | Leave a Comment »

Kardynał Stefan Wyszyński będzie beatyfikowany. Jego szkalowanie jednak nie ustępuje.

Posted by tadeo w dniu 7 października 2019

Uważam sobie za łaskę, że mogłem dać świadectwo prawdzie

 jako więzień polityczny przez trzyletnie więzienie

 i że uchroniłem się przed nienawiścią do moich rodaków

 sprawujących władzę w państwie.

Świadom wyrządzonych mi krzywd,

przebaczam im z serca wszystkie oszczerstwa, którymi mnie zaszczycili.

(z testamentu ks. kard. Stefana Wyszyńskiego

W 1989 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, którego Jan Paweł II nazwał Prymasem Tysiąclecia. 6 lutego 2001 zakończył się etap diecezjalny procesu beatyfikacyjne-go, po czym akta zostały wysłane do Watykanu. W tym czasie odbyło się 289 sesji, w ramach których przesłuchano 59 świadków. Akta zebrane w toku procesu – w sumie 37 tomów – wraz załącznikami (książkami, artykułami autorstwa kandydata na ołtarze) zostały przekazane do watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Postulatorem generalnym procesu był o. Zbigniew Suchecki OFM Conv. a relatorem w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych o. Zdzisław Kijas OFM Conv.

28 maja 2013 r. podczas uroczystości w bazylice św. Jana Chrzciciela w Szczecinie zamknięto diece-zjalny proces o domniemanym uzdrowieniu młodej osoby za przyczyną Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego. Dokumentacja trafiła do Watykanu.

19 grudnia 2017 r. papież Franciszek podpisał dekret o heroiczności cnót Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego. Dekret o heroiczności cnót jest orzeczeniem Kościoła, że Sługa Boży cieszy się sławą świętości i heroiczności cnót. W dekrecie jest zawarty przebieg życia, a na końcu zawarte jest stwierdzenie, że Sługa Boży praktykował cnoty heroiczne – wiarę, nadzieję, miłość oraz cnoty moralne – roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie w stopniu nadzwyczajnym.

3 pażdziernika 2019 r. Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej poinformowało, że Ojciec Święty Franciszek przyjął wczoraj na audiencji prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, kard. Angelo Becciu i upoważnił tę dykasterię do opublikowania ośmiu dekretów, z których jeden dotyczy cudu za wstawiennictwem Sługi Bozego kard. Stefana Wyszyńskiego. Tym samym spełniony został ostatni wymóg niezbędny do beatyfikacji. Wkrótce można spodziewać się komunikatu Stolicy Apostolskiej, w którym zostanie podana data beatyfikacji oraz jej miejsce.

Podczas przygotowań do procesu beatyfikacyjnego, w zbiorach archiwalnych dawnego MBP odnaleziono dokumenty pokazujące metody stosowane przez władze komunistyczne w celu kompromitowania ks. Stefana Wyszyńskiego.

W 1948 roku funkcjonariusze MBP aresztowali Tadeusza Wyszyńskiego, przyrodniego brata ks. Stefana Wyszyńskiego, mianowanego w 1946 r. przez papieża Piusa XII biskupem ordynariuszem lubelskim, a następnie 22 października 1948 r. arcybiskupem Gniezna i Warszawy oraz Prymasem Polski. Gdy Stefan Wyszyński w maju 1946 r. obejmował biskupstwo lubelskie, stał się jednocześnie kanclerzem jedynej katolickiej uczelni w tej części Europy i świata – Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, a także członkiem Rady Głównej Episkopatu Polski. Z tego względu w MBP podjęto decyzję o rozpoczęciu jego stałej inwigilacji. W aktach IPN zachowały się donosy na bp Wyszyńskiego. Z ustaleń historyków wynika, że w okresie lubelskim na Wyszyńskiego donosiło 16 informatorów, m.in. kryptonimach „Zemsta”, „Wir”, „Michał”, „Aleksy”, „Zamoyski”, „doksa”. Inwigilacja bp Wyszyńskiego trwała nieprzerwanie od maja 1946 r. do dnia jego pogrzebu, 31 maja 1981 r.

Ppor. Tadeusz Wyszyński ps. „Grey” w czasie wojny był żołnierzem Narodowych Sił Zbrojnych, dowódcą plutonu w Samodzielnym Batalionie im. Bryg.Mączyńskiego (kompania leśna im.”Szarego”, Lasy Chojnowskie). W 1948 roku został aresztowany i oskarżony o współudział w morderstwie działacza komunistycznego. W listopadzie 1948 roku w MBP zapadła decyzja aby urządzić Tadeuszowi Wyszyńskiemu proces publiczny, a w jego trakcie kolportować informacje o pokrewieństwie oskarżonego z ordynariuszem lubelskim bp Stefanem Wyszyńskim.

„Naczelnik V Wydziału.

W sprawie Wyszyńskiego należy:

1. Przeprowadzić w Bydgoszczy proces publiczny, w którym w ramach normalnego przewodu sądowego położyć nacisk na pokrewieństwo z biskupem lubelskim Wyszyńskim Stefanem. W tym celu znajdujące się w aktach sprawy listy biskupa odczytać przy drzwiach zamkniętych (ze względu na wysoką godność etc.). Fakt dokonywanych przez „Greya” morderstw, trudny do udowodnienia, podkreślić zeznaniami matki zabitego. Fakt posiadania do dziś broni maszynowej uwypuklić.

2. Dopilnować szerokiego wykorzystania tej sprawy w prasie krajowej, nie tylko centralnej. Główny kierunek – hasło dla prasy: „Brat biskupa mordercą. Brat biskupa gromadzi broń do dalszych mordów”. W tej sprawie z góry omówić wszystko z Żorską. Nie zapomnieć o prasie lubelskiej i radio.

3. Szczegóły omówić i uzgodnić z pułk. Różańskim i pułk. Lityńskim. Obaj są uprzedzeni o spra-wie.

4. Osobiście dopilnować przebiegu rozprawy w Sądzie Wojsk, w Bydgoszczy i wykorzystania w prasie.

25 XI 48 r.

Pancewicz – baptysta” [i dwa podpisy nieczytelne]. (Archiwum MBP V I4-4 C-2, k. 4/3/4)

Zachował się również protokół z przesłuchania podejrzanego Tadeusza Wyszyńskiego, pseudonim „Grey”, które miało miejsce w Bydgoszczy w dniu 8 stycznia 1949 roku. Najpierw padło pytanie: „Opowiedzcie szczegółowo o swojej rodzinie”, a potem kolejne: „Opowiedzcie szczegółowo o bracie swoim Stefanie Wyszyńskim”. Odpowiedzi pytanego zawierały ogólnie znane informacje z życia rodziny Wyszyńskich. Znalazło się wśród nich zdanie: „Brat twierdził zdecydowanie, że Niemcy wojnę przegrają po pokonaniu ich przez wojska alianckie, a wówczas Polska odzyska niepodległość. W czasie jednej z rozmów oznajmiłem memu bratu Wyszyńskiemu St., że pracuję konspiracyjnie w NSZ, lecz w jakiej formie opowiadałem mu, nie pamiętam obecnie, jak również nie pamiętam, co na to odpowiedział brat. Jednak twierdzę, że brat mój do pracy mojej konspiracyjnej ustosunkowany był pozytywnie”. (Archiwum MBP V I4-4 C-2, k. 4/3/10 i 4/3/11)

Z braku dowodów zbrodni do procesu nie doszło, jednak Tadeusz Wyszyński był przetrzymywany w więzieniu bez wyroku do 1952 r. Po kilku miesiącach UB ponownie go aresztowało; po dwóch tygo-dniach został zwolniony z wyjaśnieniem: „pomyłka”.

„Zapiskach więziennych” Prymas wspomina o aresztowanym bracie: „mój brat Tadeusz odsiedział obozy i więzienia: sowieckie, niemieckie i polskie” (zapis z 25 września 1953 r.).

Pod datą 25 lutego 1955 roku Prymas zanotował rozmowę z komendantem więzienia, w trakcie której: „w rodzinie naszej już był taki wypadek: brat mój siedział w więzieniu dwa i pół roku, jak się później okazało, niesłusznie, gdyż go zwolniono bez podania przyczyn. Ale to zabiło jego matkę […]; brat nie był na pogrzebie. Ten fakt pozostał w rodzinie jako poczucie wyrządzonej nam krzywdy”.

W liście do swojego ojca pisanym ze Stoczka Warmińskiego w dniu 31 października 1953 r.: „Niepokoję się o brata, który zapomina, że musi oględnie używać swych sił, zniszczonych w obozach i więzieniach – proszę mu to powiedzieć”. W liście do siostry, Stanisławy Jaroszowej z 2 lutego 1955 r.: „Nie wiem dla-czego, ale ciągle lękam się o jego [Tadeusza] zdrowie, o którym on tak zwięźle pisze”.

Kard. Stefan Wyszyński spędził w izolacji trzy lata: od 25 września 1953 r. do 28 października 1956 r. W tym okresie prymas był poddany nieustannej inwigilacji. Bezpośredni nadzór nad nim sprawowali funkcjonariusze UB, którzy dyżurowali dzień i noc. Ponadto towarzyszyło mu dwóch więźniów politycznych: ks. Stanisław Skorodecki i s. Maria Leonia Graczyk, którzy spełniali rolę tzw.agentów celnych. Prymas poznał ich po przyjeździe do Stoczka warmińskiego, wieczorem 12 października 1953 r.

Ksiądz Skorodecki był młodym kapłanem (34 lata) z diecezji tarnowskiej, z miejscowości Ropczyce na Podkarpaciu. UB aresztowało go w 1951 roku pod zarzutem przynależności do podziemnej organizacji wojskowej. W śledztwie był maltretowany w straszny sposób: „Pusta duża cela w piwnicy, betonowa, goła prycza, nago przez kilkanaście godzin, od wieczornego apelu godz. 17. 00 do rannej pobudki, godz. 5. Albo – bardzo mała cela, loch, do którego wchodziło się nago do pasa, a tam wlewano zawartość kibli, tj. nieczystości, fekaliów i trzeba było w tym godzinami stać, a potem  kąpiel z użyciem gumowego gumowego węża pod ciśnieniem kilku atmosfer. To były straszne tortury” – tak opisywał śledztwo.

Oskarżony o „próbę obalenia ustroju Polski Ludowej” ks. Skorodecki został skazany na 10 lat więzienia i osadzony w więzieniu w Rawiczu, gdzie przesiedział dwa lata. Prawdopodobnie wtedy został zwerbowany do współpracy z UB.

Trzydziestoczteroletnia siostra Leonia Graczyk ze Zgromadzenia sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi była zakonnicą od 14 lat, z czego dwa lata spędziła w więzieniu w Grudziądzu. Wcześniej pracowała w sierocińcu w Ostrołęce. Wiosną 1950 roku wysłała do Radia Madryt list z informacjami o szykanach jakim z powodu religii poddawane są w szkole wychowanki sierocińca. Została skazana na 7 lat więzienia. Na mocy amnestii wyrok został skrócony o dwa lata i cztery miesiące. UB zwerbowało ją do współpracy w więzieniu w Grudziądzu w lipcu 1953 r. Siostra Graczyk podpisywała swoje meldunki początkowo jako „Ptaszyńska”, a później jako „Ostrowska”.

Prymas miał poważne podejrzenia co do funkcji jaką pełnili ci współwięźniowie i zachowywał wielką wstrzemięźliwość w wypowiedziach i nie dawał się wciągnąć do rozmów na tematy polityczne. O podwójnej roli kapelana Skorodeckiego i siostry Leonii dowiedział się w październiku 1955 r. po przyjeździe do Komańczy, do klasztoru Nazaretanek, który był ostatnim i najłagodniejszym miejscem jego izolacji. Rok wcześniej, w grudniu 1954 r. RWE przekazało informację pochodzącą od ppłka Józefa Światło, że ks. Skorodecki i s. Graczyk są współpracownikami UB. Dzień po przyjeździe do Komańczy Prymas zapisał w swoim dzienniku:

„Czy ksiądz i siostra byli „dobrani” przez Urząd Bezpieczeństwa? Bardzo w to wątpię. Jestem przekonany, że Urząd Bezpieczeństwa – gdyby nawet liczył na moich towarzyszów – to bardzo się na tym zwiódł. Podkreślam to i dlatego, żeby ochronić moich towarzyszów przed podejrzliwością społeczeństwa, które może się gubić w domysłach, dlaczego własnie tych dwoje dostało się do mojego towarzystwa. Miałem możność poznać oboje na tyle, ze jestem pełen przekonania o moralnej uczciwości obojga, Przy czym, trzeba i to podkreślić, że poziom moralny księdza było o wiele wyższy od wysokiego. Był to człowiek gorącej wiary, niemal uczuciowej modlitwy, kochający Kościół święty, oddany mu całym życiem.”

Prymas wystawił więc obojgu, ks. Skorodeckiemu i s. Graczyk świadectwo moralności. Mimo ze wiedział o ich podwójnej roli nie zerwał z nimi kontaktów. Po raz pierwszy spotkał się z nimi 2 listopada 1956 roku na jasnej Górze. Zaprosił ich tam aby wspólnie podziękować Matce Boskiej za uwolnienie. W czerwcu 1958 r. w drodze do Komańczy odwiedził matkę ks. Skorodeckiego „kobietę schorowaną, która doczekała powrotu syna z więzienia” (zapisek w „Pro memoria”). Na prośbę s. Graczyk zwolnił ja ze ślubów zakonnych w czerwcu 1957 roku, zapewniając przy tym, ze zawsze i w każdej sytuacji może liczyć na jego pomoc.

Zachowało się dziesięć tomów meldunków ks. Skorodeckiego i trzy tomy meldunków s. Graczyk. Obecnie są przechowywane w Archiwum IPN. Oboje, mimo zachowanych meldunków tłumaczyli, że nie współpracowali z UB.

W 2001 roku historyk prof. Wiesław Jan Wysocki w książce „Osaczanie prymasa” na podstawie odtajnionych materiałów archiwalnych Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego ujawnił, że ks. Skorodecki w okresie izolacji prymasa był „agentem celnym” ps. „Krystyna”. W dokumentach przekazanych do IPN przez archiwum MSW znajdują się informacje, że ks. Skorodecki po wyjściu z więzienia w 1956 r. nie zerwał współpracy z UB; otrzymał nowy pseudonim „Wanda”. Jednym z jego zadań w latach 70. była inwigilacja ruchu oazowego w diecezji lubaczowskiej. Ewa Czaczkowska odnalazła także w archiwum IPN spisane przez mjra Kuligowskiego (oficera prowadzącego) sprawozdanie TW „Wanda” z rozmowy z prymasem Wyszyńskim oraz z rozmowy z Marią Okońską (współpracowniczką Prymasa, założycielką grupy apostolskiej tzw. ósemek).

Ks. Skorodecki kilkakrotnie zaprzeczał, że był źródłem lub informatorem UB. Mówił, że wobec księdza prymasa ma czyste sumienie.

Zdaniem prof. Jana Żaryna: Trzeba pamiętać, że ks. Skorodecki był więźniem i miał bardzo małe możliwości manewru. Mógł najprawdopodobniej odmówić, co wiązałoby się z dodatkowymi represjami, a nawet możliwością utraty życia. Z dokumentów wynika, że próbował zminimalizować szkody swojej działalności. Komendant bardzo często był niezadowolony z jego usług.

Ksiądz Stanisław zyskał olbrzymie zaufanie księdza prymasa, co tym bardziej czyni smutnym całe wydarzenie. Prymas wiedział, że siostra Maria może prowadzić niepotrzebne rozmowy ze strażnikami, do ks. Stanisława miał natomiast pełne zaufanie. Oni razem szukali podsłuchu, razem decydowali się, by przejść na włoski i łacinę, co pozbawiało komendanturę szans na zrozumienie tego, o czym rozmawiają. Zapewne przed komendantem tłumaczył się, że przecież nie może odmówić prymasowi wspólnego uczenia się włoskiego, bo byłby zdekonspirowany. Miał więc argumenty, by grać z komendantem obozu. Jako człowiek uwięziony był bezbronny, ale z drugiej strony prowadził grę w ramach zła, na które się zdecydował.

Ks. Skorodecki kilkakrotnie zaprzeczał, że był źródłem lub informatorem UB. Mówił, że wobec księdza prymasa ma czyste sumienie. Jest to dramat człowieka, który pozostawił historyków z wieloma niewyjaśnionymi kwestiami. Istnieje obawa, że nigdy już nie da się odczytać wszystkiego do końca, a każde przesunięcie akcentu w interpretacji może być dla niego krzywdzące.  

18 sierpnia 2002 r. „Tygodnik Powszechny” (nr 33) w „Kronice religijnej” poinformował czytelników: Blisko stu księży celebrowało pod przewodnictwem abp. Zygmunta Kamińskiego Mszę św. pogrzebową w intencji zmarłego ks. Stanisława Skorodeckiego, współwięźnia kard. Wyszyńskiego. Uroczystości pogrzebowe w szczecińskim kościele św. Ottona, przy którym ks. Skorodecki mieszkał w ostatnich latach jako emeryt, zgromadziły 6 sierpnia ponad tysiąc wiernych. Zgodnie z wolą zmarłego, jego ciało zostało pochowane na cmentarzu w Ropczycach k. Dębicy – w parafii, do której przyszedł po święceniach kapłańskich i skąd w 1951 roku został zabrany przez UB i osadzony w więzieniu. […]Ciało ks. Skorodeckiego znaleziono 31 lipca w wodzie przy plaży w Rewalu. W miejscowości tej ostatnio przebywał na wakacyjnym urlopie. Przyczyna śmierci nie jest jeszcze znana. Kilka dni przed tragedią brukowy tygodnik „Nie” zarzucił ks. Skorodeckiemu pedofilię. Wierni, którzy znali kapłana, m.in. jego byli ministranci, stanowczo sprzeciwili się temu pomówieniu.

W 2002 r. emerytowany 83-letni ks. Skorodecki spędzał wakacje w pensjonacie „Perła” w Rewalu. 31 lipca zamierzał opuścić pensjonat i wrócić do Szczecina, do parafii św. Ottona, w której mieszkał od trzech lat. Był lubianym przez wiernych spowiednikiem, organizował duszpasterstwo dla emerytów i rencistów. 2 sierpnia 2002 r. dziennik Rzeczpospolita w artykule „Tajemnicza śmierć księdza”, (autorzy: Michał Majewski, Józef Matusz i Michał Stankiewicz) poinformował:

Z planu dnia, zostawionego na biurku w pensjonacie, wynika, że ks. Skorodecki wstał o szóstej rano, planował przechadzkę i kąpiel w morzu, potem miał się pojawić na śniadaniu i porannej mszy świętej. Następnie wikary miał go zawieść do Szczecina. Jednak ks. Skorodecki nie przyszedł na śniadanie. Wtedy rozpoczęto poszukiwania – opowiada „Rzeczpospolitej” biskup Marian Kruszyłowicz z archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej. Kwadrans po ósmej jeden z pracowników ośrodka znalazł na plaży ubranie duchownego. Chwilę później zobaczył w morzu ciało księdza.

– Przybyły na miejsce lekarz stwierdził utonięcie bez udziału osób trzecich. Na ciele nie było obrażeń – powiedział nam podinspektor Ireneusz Ścisłowski z policji w Gryficach.  

– Początkowo podano wiadomość, że utonął. Był jednak ubrany w krótkie spodnie i koszulkę. Więcej będziemy wiedzieć po sekcji zwłok, którą zaplanowano na piątek – powiedział biskup Kruszyłowicz. 

Dwa dni wcześniej osławiony tygodnik „Nie” zamieścił na pierwszej stronie duży artykuł o ks. Skoro-deckim, napisany wulgarnym językiem, typowym dla tego brukowca. W artykule oskarżono ks. Sko-rodeckiego, ze w latach osiemdziesiątych uprawiał seks z młodocianymi ministrantami w Lubaczowie.

[…] Sami się zastanawiamy, czy jest związek między śmiercią ks. Skorodeckiego i tym brutalnym atakiem tygodnika „Nie”. Tego nie wiemy. Swoją drogą tylko Urban może sobie pozwolić na taki styl, na taki knajacki język – powiedział biskup Marian Kruszyłowicz z archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej. Ostatnie trzy lata emerytowany ksiądz Skorodecki spędzał w szczecińskiej parafii św. Ottona. – Był lubianym przez wiernych spowiednikiem, organizował duszpasterstwo dla emerytów i rencistów. Ksiądz Skorodecki przez ostatni miesiąc był na urlopie. Nie kontaktowaliśmy się. Nie wiem, czy w ogóle wiedział o tekście, który na jego temat napisało „Nie” – powiedział nam ks. Jan Zapartek, proboszcz parafii św. Ottona.

Komentując tragiczną śmierć ks. Skorodeckiego, Jacek Żakowski, autor książki o prymasie Wyszyńskim pt. „Mroczne wnętrza”, powiedział:

Ksiądz Skorodecki był postacią tragiczną i dla mnie niejednoznaczną. Ale uwięzienie wraz z prymasem Wyszyńskim wplątało go w sytuację, której sprostać (o tym jest moja książka) było chyba nie sposób. Myślę, że ta próba wyznaczyła całe jego życie aż do samego końca. Tuż przed śmiercią mógł przecież przeczytać w „Nie” niespotykanie ohydny artykuł na swój temat. A gdyby nie lata spędzone przez Skorodeckiego w więzieniu z Wyszyńskim, taki poniżający i upokarzający artykuł zapewne by się nie ukazał. Bo – bez względu na to, jakie ktoś ma czy mógłby mieć grzechy na sumieniu i jaka jest obiektywna prawda – tak pisać o ludziach nie wolno.

W maju 2018 r. na Uniwersytecie kard. Stefana Wyszyńskiego odbyła się ogólnopolska konferencja naukowa „Prymas Wyszyński a Niepodległa. Naród – patriotyzm – prawda”, zorganizowana przez uczelnię i Instytut Pamięci Narodowej. W dyskusji, która wywiązała się po wygłoszeniu przez Romana Graczyka referatu „Spór kard. Wyszyńskiego ze środowiskiem Tygodnika Powszechnego o polską tradycję narodową„, ks. prof. Waldemar Chrostowski powiedział:

„Sprzeciw wobec kard. Wyszyńskiego, bardzo często niewidoczny na zewnątrz, ukryty w postaci intryg, oszczerstw, donosów, trwa do dziś. To jeden z powodów, dla których proces beatyfikacyjny prymasa Polski się wlecze. Bo gdy dochodzi już do jakiegoś ‘światła w tunelu’, to poprzez rozmaite kanały – rządowe, kościelne – robi się wszystko, by do beatyfikacji Wyszyńskiego nie doszło.

Apeluję, by pracownicy IPN i UKSW w tych sprawach nie mówili półsłówkami, tylko ukazywali prawdę taką, jaka ona jest. By Prymas Tysiąclecia nie był ofiarą uwikłań, uwarunkowań, które po prostu są niemoralne”.

Poproszony przez KAI o rozwinięcie wypowiedzi, ks. Chrostowski powiedział:

“Ksiądz prymas nie miał samych zwolenników za swojego życia, nie miał ich bezpośrednio po swojej śmierci, zawsze byli ci, którzy mu się przeciwstawiali. Właściwie przeciwstawiali się nie tylko jego wizji Kościoła, teraźniejszości i przyszłości, ale mieli swoją własną politykę, wizję miejsca Kościoła we współczesnym świecie i stawiali bardziej na tzw. demokrację, cokolwiek miałoby to dla nich oznaczać, niż na twórczą rolę Kościoła. To się nie skończyło, to trwało bardzo długo i trwa nadal. Rozmaite odpryski tej postawy czasami bardzo dotkliwie docierają do różnych środowisk, docierają również do Rzymu, nie ułatwiając starań drogi do beatyfikacji kard. Wyszyńskiego. Jeżeli chodzi o wskazanie tych ludzi, myślę że byłoby dobrze, gdyby się sami ujawniali, to będzie i dla nich zdrowsze, bo będzie okazją do rachunku sumienia”.

W 2019 r. księża katoliccy w Polsce są traktowani jako przeciwnicy polityczni. Stosowany jest wobec nich ten sam modus operandi,  jakim w czasach PRL-u posługiwali się komuniści. Zmieniły się jedynie sposoby kolportowania oszczerstw i insynuacji, ze względu na pojawienie się internetu.

W tzw. mediach społecznościowych przedstawiciele trzeciego pokolenia UB nazywają ks. prymasa Stefana Wyszyńskiego „protektorem pedofilów”, wskazując na ks. Skorodeckiego, określanego zawsze jako „spowiednik prymasa”. Sugeruje się, że prymas utrzymywał z ks. Skorodeckim zażyłe kontakty, niemal przyjaźń, składał mu wizyty na plebanii w Lubaczowie etc.

Na FB można np. przeczytać: „STANISŁAW SKORODECKI Ks. kanonik – spowiednik kleryków i Stefana Wyszyńskiego, przyjaciel papieża JPII. Robił orgie seksualne z ministrantami. Zarzuty o molestowanie potwierdził również na bazie własnych osobistych doświadczeń z księdzem prof. Stanisław Obirek.”

Decyzja papieża Franciszka, który zatwierdził dekret uznający cud za wstawiennictwem kard. Stefana Wyszyńskiego, to wielka radość dla Kościoła w Polsce. Nie miejmy jednak złudzeń – wrogowie Kościoła nie ustaną w szkalowaniu Prymasa Tysiąclecia.

Znalezione obrazy dla zapytania Jan Paweł II i Prymas Stefan Kardynał Wyszyński (2008)

***

Przy pisaniu notki autorka korzystała z publikacji:

1. https://episkopat.pl/prymas-wyszynski-bedzie-beatyfikowany/

2. Abp Bolesław Pylak, Sługa Boży Stefan Wyszyński – wyznawca czy męczennik? Drogi prowadzące do beatyfikacji, http://dlibra.kul.pl/Content/29638/33053__Pylak–Boleslaw—-S_0000.pdf

3. Ewa K. Czaczkowska, Kardynał Wyszyński. Biografia, Wydawnictwo Znak, Kraków 2013,

4. Stefan Wyszyński, Zapiski więzienne, Wydawnictwo Soli Deo, Warszawa 1995

5. http://archiwum.rp.pl/artykul/396241_Tajemnicza_smierc_ksiedza.html

6. https://ekai.pl/ks-prof-chrostowski-poprzez-kanaly-rzadowe-i-koscielne-uniemozliwia-sie-beatyfikacje-kard-wyszynskiego/

7. https://d.facebook.com/story.php?story_fbid=975652255935575&id=935375749963226&__tn__=%2AW-R

https://www.salon24.pl/u/nanofiber/990817,szkalowanie-ks-prymasa-stefana-wyszynskiego,4

Posted in Świadectwa, Święci obok nas | Otagowane: | Leave a Comment »

Wspomnienie narodzin dla Nieba św. Faustyny- penitentki ojca Andrasza

Posted by tadeo w dniu 5 października 2019

faustyna1

5 października 1938 roku – w ostatnim dniu swego życia – siostra Faustyna powiedziała z promienną twarzą: „Dziś mnie Pan Jezus zabierze!”. Doznając wielkich boleści, poprosiła o zastrzyk uśmierzający, ale po chwili zastanowienia zrezygnowała z niego, uważając, iż Chrystus domaga się od niej tej ofiary. Po raz ostatni wyspowiadała się o godz.16:00 u ks. Andrasza i cichutko oczekiwała na śmierć.
Dzień narodzin dla Nieba Apostołki Bożego Miłosierdzia tak wspominała śp. s. Eufemia Traczyńska: 5 października w czasie kolacji był dzwonek. Wiadomo było, że Siostra Faustyna umiera. Wszystko zostawiłyśmy i, ile nas było, poszłyśmy do niej. W infirmerii był już Ksiądz Kapelan i parę sióstr. Wspólnie się pomodliliśmy. Modliliśmy się bardzo długo: odmawialiśmy modlitwy za konających, litanie i inne modlitwy. Modliliśmy się tak długo, że nawet nabożeństwo wieczorne trochę później zostało odprawione. W pewnym momencie Siostra Faustyna dała jakiś znak, że Matka Przełożona nachyliła się do niej, a ona powiedziała, że jeszcze teraz nie umrze, a jak będzie umierać, to da znać. Siostry rozeszły się. (…) Kiedy wracałam do celi, wstąpiłam do kaplicy i pomodliłam się do dusz czyśćcowych, żeby mnie obudziły jak będzie umierać Siostra Faustyna, bo bardzo chciałam być przy jej śmierci. Bałam się wprost prosić o to Matkę Przełożoną, bo nam, młodym profeskom, nie wolno było tam chodzić, by się nie zarazić gruźlicą. Siostrze Amelii pozwolono, bo już była chora na gruźlicę. Spać poszłam o zwykłej porze i zaraz zasnęłam. Naraz, ktoś mnie budzi: – „Jak Siostra chce być przy śmierci Siostry Faustyny, to niech Siostra wstaje”. Ja od razu zrozumiałam, że to pomyłka. Siostra, która przyszła obudzić s. Amelię, pomyliła cele i przyszła do mnie. Zaraz obudziłam s. Amelię, ubrałam chałat i czepek, i szybko pobiegłam do infirmerii. Po mnie przyszła s. Amelia. To było jakoś koło jedenastej w nocy. Gdy przyszłyśmy tam, Siostra Faustyna jakby lekko otworzyła oczy i trochę się uśmiechnęła, a potem skłoniła głowę i już… Siostra Amelia mówi, że już chyba nie żyje, umarła. Spojrzałam na s. Amelię, ale nic nie mówiłam, modliłyśmy się dalej. Gromnica cały czas się paliła.
Pogrzeb Siostry Faustyny odbył się w pierwszy piątek miesiąca i uroczystość Matki Bożej Różańcowej. Ojcowie Jezuici odprawili Msze św.- Władysław Wojtoń SJ odprawił Mszę św. przy głównym ołtarzu, a o. Tadeusz Chabrowski SJ przy ołtarzu Serca Jezusowego. Na pogrzebie nie był nikt z rodziny, ponieważ Siostra Faustyna nie chciała narażać ich na koszty podróży. Siostra Faustyna została pochowana w grobowcu na cmentarzu zakonnym w ogrodzie Zgromadzenia.

Posted in Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna | Leave a Comment »