WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Jak nas mordowali Nacjonaliści Ukraińscy – opowieść wstrząsająca

Posted by tadeo w dniu 11 lipca 2019


Wołyń / materiały prasowe
Wołyń / materiały prasowe

W dobie pogorszenia stosunków politycznych i gospodarczych z Rosją i wykazywaniu w obecnej polityce zagranicznej RP zbliżenia z Ukrainą, zapomniano o nierozliczonej przeszłości historycznej obu narodów.

Są zbrodnie dokonane przez nacjonalistów Ukraińskich na Polskim narodzie dotychczas nie rozliczone, zbrodnie i okrutne mordy przypominające i obecnie trudne chwile w historii obu państw.

Nacjonaliści Ukraińscy, według zebranych danych przez IPN, dokonali na Wołyniu nieopisanych i okrutnych zbrodni ludobójstwa na narodzie Polskim, zbrodnie te  do chwili obecnej jednak nie zostały  potępione i osądzone.

Badania naukowe zbrodni nacjonalistów ukraińskich

Instytut pamięci Narodowej,  na podstawie już wcześniej prowadzonych śledztw, związanych z zebranymi przez wiele lat aktami dotyczącymi zbrodni ludobójstwa prowadzonymi przez nacjonalistów ukraińskich na Polskim narodzie, zgodnie z art. 118 KK z 1997 r. oraz konwencji ONZ z 1948 r., jako czyn „dokonany w zamiarze zniszczenia całości lub części grup narodowych, etnicznych czy rasowych”, prowadzi, jak wynika z informacji prasowych, kolejne śledztwa celem wyjaśnienia wszelkich okoliczności tego ludobójstwa.

Prokuratorzy z IPN prowadzą obecnie ponad 22 śledztwa związane z dokonanymi przez nacjonalistów ukraińskich na Wołyniu i Galicji wschodniej zbrodni ludobójstwa na polskiej ludności.

Jak ustalono w tych śledztwach, w wyniku zbrodniczych działań oddziałów nacjonalistów na terenach Polskich zostało w bestialski sposób wymordowanych przez nacjonalistów ukraińskich spod znaku UPA ponad 100 tys. kobiet, dzieci, mężczyzn i starców. W latach 1939-1945 na podstawie zebranych akt przez IPN jednoznacznie wynika, że w sposób fizyczny i psychiczny ludność ukraińska znęcała się na narodzie Polskim.

Ukraińcy mordowali Polaków w sposób okrutny

Ukraińscy spod znaku Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) zamordowali w bestialski sposób niemal wszystkich wołyńskich Polaków.

Propaganda OUN, według danych uzyskanych przez IPN, przedstawiała Polaków jako naturalnych wrogów narodu ukraińskiego. Wśród członków organizacji szczególnie popularna była pieśń „Zrodziliśmy się z krwi narodu”, której jedna ze zwrotek brzmi: „Śmierć, śmierć, Lachom śmierć/ Śmierć moskiewsko-żydowskiej przeklętej komunie/ Prowadzi nas OUN na krwawy bój”.

Mordowano zatem niewinnych ludzi w sposób niezwykle okrutny znane i udokumentowane zostały przypadki znęcania się i mordowania przez Ukraińców niewinnych ludzi. Np. mordując noworodki, zwyrodnialcy spod znaku UPA, zabijali je uderzając głowami w mur, wyrywano im także rączki, wyłupywano oczy. Uderzeniem kija powodowano śmierć lub kalectwo. Palono żywcem kobiety w ciąży, bijąc kijami po brzuchu, powodując poronienia. Rozrywano siekierami brzuchy, wyciągając wnętrzności na zewnątrz ciała. Mężczyzn rozrywano końmi lub wbijano ich na pal. Okrucieństw były niezliczone ilości. Nacjonaliści wspierani byli przez miejscową ludność tego pochodzenia będących niejednokrotnie sąsiadami ludności polskiej.

Nacjonaliści ukraińscy współpracowali z Niemcami służąc w Armii Niemieckiej głównie w formacjach SS. IPN posiada dokumenty na to jak służący w 4. pułku policyjnym SS Ukraińcy zamordowali ponad 1000 Polaków w sposób okrutny, w ocenie IPN, to było niewyobrażane bestialstwo i ludzkie zwyrodnienie jakiego cywilizowane narody w XX wieku nie widziały.

Odpowiedzialnymi za rzeź Polaków na Wołyniu są, jak ustalono, głownie dowódcy ukraińscy jak: Dymitro Klaczkiwski ps. „Kłym Sawur” dowódca okręgu UPA, Wasyl Iwachow oraz Iwan Łytwynczuk przywódców OUN. To ci zbrodniarze byli odpowiedzialni za mordy i nieopisane zbrodnie na polskim narodzie. Dotychczas za te zbrodnie kaci i mordercy Ukraińscy nie zostali rozliczeni, a wręcz przeciwnie, obecnie są stawiania na Ukrainie jako wzór bohaterstwa do naśladowania!

Największe zbrodnie ludobójstwa Ukraińcy popełnili w 1943 r.

Chcieli, żeby Ukraina była bez innych narodowości. Polaków traktowali jak największych wrogów, w sposób bezwzględny i okrutny – powiedziała w radiowej Jedynce Ewa Siemaszko, badaczka wydarzeń na Wołyniu w 1943 roku.

Rzeź polskiej ludności trwała ponad rok. Pojedyncze napady zaczęły się już w 1942, a machina zbrodni ruszyła na początku 1943. Apogeum przypadło na 11 lipca – określane jest jako krwawa niedziela. Mordy na Wołyniu skończyły się dopiero w pierwszym kwartale 1944 roku. Od połowy 1943 rzezie przeniosły się na południowe województwa II RP: stanisławowskie, tarnopolskie i lwowskie.

Największe zbrodnie ludobójstwa na Polakach Ukraińcy przeprowadzili w 1943 r. Mordowano, jak ustalono w śledztwie prowadzonym przez IPN, głównie w niedziele, napadano na kościoły, zabijając Polaków w okrutny i przemyślany sposób. Znane były przypadki podpaleń świątyń wraz z modlącymi się wiernymi. Uratowanym wyłupywano oczy lub przecinano ich na pół piłą. Kobiety przed zabiciem, jak podają materiały IPN, gwałcono wbijając niejednokrotnie w ich ciała butelki, rozbijając je później kopniakiem. Trudno pisać o wszystkich wymyślonych przez tych zbrodniarzy torturach, były to najbardziej wymyślne i okrutne tortury stosowane w czasie II wojny światowej.

W czerwcu 1943 roku dowódca jednej z grup UPA wydał dyrektywę ws. likwidacji polskiej ludności. „Powinniśmy przeprowadzić wielką akcję likwidacji polskiego elementu. Przy odejściu wojsk niemieckich należy wykorzystać ten dogodny moment dla zlikwidowania całej ludności męskiej. Tej walki nie możemy przegrać. Za każdą cenę trzeba osłabić polskie siły. Wioski powinny zniknąć z powierzchni”

Zabójstw dokonywano, jak podają materiały IPN, z nieopisanym okrucieństwem. Palono całe wsie, a pozostawiony majątek Polaków grabiono. W ten sposób tylko w 1943 r. spalono 530 polskich wsi. Były to zbrodnie nazywane „czystkami etnicznymi” i zbrodniami ludobójstwa, które zgodnie z prawem międzynarodowym nie ulegają przedawnieniu.

Tych zbrodni wybaczyć nie można

Zbrodnie na narodach, mordowanie niewinnych ludzi winno zostać, zgodnie z obowiązującym prawem międzynarodowym, dokładnie zbadane a winni powinni ponieść karę wynikająca z obowiązującego prawa. Tak było w przypadku osądzenia zbrodniarzy Niemieckich, serbskich i wielu innych. Dotychczas nie zostali ukarani i rozliczeni poprzez potępienie zbrodniarze Sowieccy i Ukraińscy. Rosja co prawda przyznała się do zbrodni politycznej a nie ludobójstwa na Polskim narodzie w Katyniu i innych miejscach kaźni. Ukraina dotychczas nie dokonała takiego rozliczenia z przeszłością.

Zwierzchnik ukraińskiego kościoła greckokatolickiego abp Światosław Szewczuk co prawda ponowił prośbę o przebaczenie tej zbrodni dokonanej przez Ukraińców ale nie spotkała się ona z pozytywnym oddźwiękiem na Ukrainie i w Polsce.

Kształtując obecnie w trudnej sytuacji politycznej dobrosąsiedzkie stosunki z Ukrainą, musimy jednak pamiętać o historycznych prawdach tamtych czasów i oddania im sprawiedliwości oraz całkowitego rozliczenia, by móc je w przyszłości wybaczać. W innym przypadku historia przeszłych krzywd przyćmi potrzebę przyszłości.

Oto jedno ze wspomnień tak wstrząsających i tragicznych tamtych dni, że pisanie o tym jest ogromnym przeżyciem.

Przeczytajcie !!!!!

Obraz może zawierać: ogień i noc

Wspomnienia Witolda Kołodyńskiego, byłego mieszkańca kolonii Parośla na Wołyniu

„W dniu 9 lutego 1943 r. (wtorek) wcześnie rano, zbudzono nas głośnym i natarczywym łomotaniem w drzwi. Wyrwany ze snu ojciec podszedł do okna i po powrocie do sypialni powiedział do mamy, że stoi tam duża grupa uzbrojonych mężczyzn. Wtedy zerwaliśmy się wszyscy na równe nogi. Ojciec poszedł otworzyć drzwi, do których strasznie łomotano. Ja z siostrą Teresą – Lilą (tak na nią mówiliśmy) weszliśmy na piec chlebowy w kuchni, z którego widok był wprost na drzwi wejściowe. W tym też czasie dziadek z babcią przyszli z dużego pokoju do kuchni.

Do kuchni jako pierwszy wszedł wysoki, dobrze zbudowany, przystojny mężczyzna w wieku około 30 lat. Był ubrany w zieloną kurtkę z sukna, spodnie zielone golfy, czarne oficerki. Po zdjęciu kurtki miał na sobie czarną marynarkę, ciemną koszulę w groszki, krawat czarny. Przez ramię miał przewieszony na rzemiennym pasie nagan bębenkowy w pochwie. Przedstawił się jako główny dowódca partyzantki ruskiej. Za nim wchodzili kolejno uzbrojeni mężczyźni, których obserwowaliśmy z pieca. Ubrani byli bardzo różnie. Najwięcej było ich w sukmanach. Na głowach mieli czapy z oznakami. Wielu z nich było okrytych kocami. Niektórzy mieli na sobie długie płaszcze. Wszyscy mieli pasy. Buty mieli rozmaite. Część z nich była obuta w postoły. Broń ich była różna: karabiny, automaty (wiemy to od rodziców), strzelby, granaty, za pasem siekiery i noże. Co poniektórzy mieli zamiast broni piki. Liczyłem wchodzących przez kuchnię do dużego pokoju, było ich szesnastu.Po chwili wprowadzono Kozaków do sypialni i wartowników do ich pilnowania. Kozacy ubrani byli w szynele wojskowe koloru szarozielonego. Na głowach mieli czapki w kształcie stożka. Buty mieli sznurowane. Nie posiadali żadnej broni. Dowódca miał pretensje do ojca, że tak długo nie otwierał drzwi.

Powiedział, że przecież oni są partyzanci ruscy, w nocy walczyli z Niemcami, napadając na ich siedziby we Włodzimiercu, zdjęli z posterunków Kozaków, którzy służyli właśnie Niemcom. Ci spośród bandytów, którzy byli lepiej ubrani, wzięli ojca i przynieśli dużo słomy do dużego pokoju, gdzie po chwili spali. Natomiast ci gorzej ubrani nie wychodzili z mieszkania wcale. Po jakimś czasie dowódca postawił dwu wartowników w kuchni, sam poszedł na rozmowę z Kozakami do sypialni. Następnie wrócił do kuchni, wszystkich nas policzył i powiedział do rodziców: „Jesteśmy partyzantką ruską i musicie nas żywić cały dzień. Nikomu nie wolno wychodzić z mieszkania”. Wychodzącemu do obrządku towarzyszył „sotnik”. Mama miała ugotować rosół, napiec chleba i przygotować dobry obiad. W godzinach przedpołudniowych dowódca jeszcze raz poszedł na rozmowę z Kozakami. W chwilę później wyszedł przebrany w mundur wojskowy ojca, stwierdzając, że pasuje na niego i bardzo mu się podoba.

Powiedział też, że „To [tj. mundur] nie jest moje i nie będę tego brał”. Zdjął i z powrotem powiesił w sypialni. Wartownik powiedział wówczas nie wiadomo do kogo „I tak z tego nie skorzystasz”. Po wyjściu z sypialni, dowódca spytał ojca, czy ma słoninę. Ojciec odpowiedział, że nie ma. Jeden z bandytów węsząc po spiżarni, znalazł słoninę i zapeklowane mięso. Postawił to w kuchni i powiedział do dowódcy, że jednak jest ta słonina i nawet mięso. Wtedy dowódca powiedział: „To my partyzanci walczymy o waszą wolność, a ty nam żałujesz słoniny?”. Rozkazał „sotnikowi” zabrać ojca do dużego pokoju, sam też tam poszedł i ojciec był bity. W tym czasie ja wyskoczyłem z mieszkania, biegłem w stronę stodoły (była tam ukryta broń). Po chwili pochwycił mnie „sotnik” za kołnierz, bił wybijając przednie zęby, zakrwawionego trzymał przy sobie w domu. Po około pół godzinie wyszedł pobity ojciec z opuszczoną głową, nie odzywał się już potem do nikogo. My wszyscy bardzo płakaliśmy, gdyż z pokoju dochodziły do nas odgłosy bicia i jęki. Atmosfera zastraszenia udzieliła się wszystkim. Stan napięcia nerwowego trwał już do końca. Zziębnięci i przerażeni do kresu wytrzymałości, nie jedliśmy nic przez cały dzień. Mama gotowała rosół, obiad, piekła chleb. Ojciec chodził w towarzystwie „sotników” do obrządku.

W ciągu dnia do naszego domu przychodzili inni bandyci, z którymi dowódca przeprowadzał narady w jadalni, pilnie strzeżonej przez wyznaczonych wartowników. Trwały one za każdym razem około pół godziny.

MORDOWANIE KOZAKÓW
W godzinach popołudniowych, po ostatniej naradzie, jeden z banderowców zapytał mamę „Gdzie jest siekiera?”. Mama wskazała siekierę w sieni. Ukrainiec pochwycił ją i poszedł do dużego pokoju. W tym czasie dowódca wzmocnił warty w kuchni i w pokoju jadalnym, sam poszedł do sypialni, do Kozaków. Po chwili wyprowadzili jednego Kozaka, kierując go do pokoju dużego. Słychać było odgłosy rąbania siekierą i nieludzkie jęki. Po kilku minutach, szedł następny Kozak, a my słyszeliśmy podobne do poprzednich jęki i odgłosy. Tak było aż do ostatniego Kozaka, za którym wyszedł dowódca i powiedział nam, że sypialnia jest wolna. „Wszyscy tam wejdziecie i tam będziecie, gdyż moje wojsko wejdzie teraz do jadalni i kuchni na posiłek, to wy nie możecie im przeszkadzać”. Wszystko było już przygotowane – stoły nakryte, rosół, obiad ugotowany, chleb napieczony, słonina nasmażona. Dochodziły nas śmiechy, rozmowy, jedzenie, chodzenie, wychodzenie z domu, wynoszenie różnych rzeczy, co trwało dosyć długo.

MORDOWANIE NASZEJ RODZINY I NAS
W sypialni byliśmy bez wartownika. Warta szczelnie otaczała nasz dom. Wtedy to mama spytała ojca, co ci robili? Czy mocno bili? Za co? Ojciec odrzekł, że im nie chodziło o słoninę, lecz o broń. Mama powiedziała, że chyba nas pomordują, na co ojciec nic nie odpowiedział. Siedział ze spuszczoną głową, bez słowa. Mama modląc się półgłosem, prosiła Boga, by jej dzieci nie zostały sierotami.

Po dłuższym czasie do sypialni wszedł dowódca z miną bardzo zadowoloną, za nim kilku bandytów rozebranych do koszul, roześmianych. Dowódca powiedział nam: „Musicie się położyć, my was powiążemy, żeby Niemcy was nie skrzywdzili za przetrzymywanie i karmienie partyzantów”. Rozkazał położyć się twarzą do podłogi i nastąpiło bestialskie mordowanie, rąbanie naszych głów siekierami. Oprawców było wielu, gdyż mordowano nas prawie jednocześnie. Mordercy przebywali w naszym domu w dalszym ciągu, ucztując. W czasie mordowania słyszeliśmy krzyk mamy, która kątem oka musiała widzieć mordowanie dziadka, babci, ojca (swego męża), gdyż leżała obok niego. Po chwili ucichła. My – (ja) z siostrą – leżeliśmy nieco dalej obok kołyski, z nogami do głów rodziców. Po upływie jakiegoś czasu, odzyskałem przytomność i usłyszałem głosy banderowców z kuchni, dochodzących tam i z powrotem. W tym czasie słyszałem rzężenie mamy. Do dziś nie wiem dlaczego nie wstałem? Usłyszałem wnet kroki zbliżającego się do sypialni mordercy i natychmiast ułożyłem się w tej samej pozycji (chyba tylko z woli Boga). Wtedy to morderca otworzył drzwi, rąbnął siekierą, chwilę postał, zamknął drzwi i poszedł. Wtedy to ponownie poruszyłem się, gdyż bardzo bolały mnie ramiona. Słysząc pojedyncze już tylko głosy oprawców, nie próbowałem wstać.

Po chwili znów otwarły się drzwi, morderca popatrzył, ponieważ nikt nie dawał znaku życia, zamknął drzwi i wtedy wszystko ucichło. Po przerażającej ciszy, usłyszałem odgłos skrzypiących sań, oddalających się. Odczekałem jeszcze jakiś czas i dopiero wtedy zacząłem poruszać się. Wstać jednakże nie mogłem. Cały byłem bardzo obolały, odrętwiały. Wtedy to młodsza moja siostra Teresa musiała odzyskać przytomność, gdyż poruszyła się, macając ręką podłogę. Spytałem: „Lila, ty żyjesz?”, na co siostra ze zdziwieniem odpowiedziała, raczej spytała „Dlaczego miałabym nie żyć? Dlaczego my leżymy na podłodze?”. Wtedy ja powiedziałem, że tak nam oni kazali położyć się i wszystkich nas wybili. Ja jestem ranny, bardzo mnie wszystko boli. „To ja chyba też jestem ranna, bo mam takie poklejone włosy i bardzo boli mnie głowa”. Byliśmy bardzo zziębnięci, zdrętwiali, zalani krwią. Lila wstała i pomogła wstać mnie. Widok, który naszym oczom ukazał się, był straszny.

Nie do objęcia umysłem ludzkim, tym bardziej umysłem dziecięcym. Rodzice mieli głowy rozrąbane na pół. Mamy długi warkocz był odcięty. W głowie ojca pozostawiona siekiera, co oznaczałoby, że słyszane przeze mnie jęki, wydawał ojciec, którego dobito. W kołysce najmłodsza Bogusia, w wieku 1,5 roku, uderzona była siekierą w czoło. Przez dłuższy czas była w konwulsjach, które miotały kołyską. Lila wzięła ją na ręce i po chwili Bogusia zakończyła życie. Z nosa wydobyła się „bańka” – był to mózg. Wraz z siostrą odczuwałem straszne pragnienie picia. Przechodząc przez trupy pomordowanych do kuchni, upadliśmy w kałużę krwi. Z trudem, bardzo wtedy właśnie przerażeni, zrozumieliśmy, co się stało. Doszliśmy do kuchni, w której było przerażające zimno – zostawili otwarte drzwi, a mróz sięgał ponad 20°C. Napiliśmy się wody, zabierając ze sobą kubek wody, żeby już nie wychodzić ponownie. Zebraliśmy to, co pozostało niezrabowane, tj. derki, koce. Kubek z wodą Lila ustawiła na oknie, a my położyliśmy się do łóżka. W tym momencie kubek z wodą powoli przechylał się i spadł na podłogę. Wylała się woda. Wtedy to ogarnął nas straszny żal, że nie mamy wody do picia i nie ma kto nam jej podać. (…) Tak w męczarniach doczekaliśmy rana następnego dnia. Wstaliśmy zobaczyć jak wygląda nasz pokój, w którym oni tak rąbali. Widok przerażający. Porąbani, zmasakrowani na stosie Kozacy, w koszulach i kalesonach. Ubrania ich zrabowano. Zauważyliśmy, że wszystkie nasze [też] zostały zrabowane. Wojskowe ubranie ojca także. Pierzyny, poduszki, koce i wszystko, co wartościowe.

Byliśmy przekonani, że to tylko u nas tak się stało, gdyż ojciec był odpowiedzialny za broń, przechowywał ją przecież. U stryjka wszyscy tak samo pomordowani. Naprzeciw u sąsiadów ten sam widok. Nie widać żywej duszy. Słychać za to straszne wycie psów. Nie dymiły nigdzie kominy. Wróciliśmy z podwórka do domu. Piec chlebowy był ciepły, usiedliśmy przy nim zasłaniając się pasiakiem. W pewnym momencie usłyszeliśmy skrzypienie sań i zbliżające się kroki ludzkie. Lila stwierdziła, że to na pewno banda wróciła i teraz nas dobiją, więc trzeba się pomodlić. Ponieważ mnie było trudno siedzieć, leżałem z głową na poduszeczce trzymanej w rękach Lili. Wtedy odrzekłem, że ja nie mogę się nawet modlić, tak mnie wszystko boli. Lila postanowiła, pocieszając mnie, modlić się za nas oboje.

Obraz może zawierać: niebo i na zewnątrz

 „Zakazany” 14 metrowy POMNIK RZEZI WOŁYŃSKIEJ na który nie ma pozwolenia aby go odsłonić. Stoi w magazynie na Śląsku parę lat.

 

Jako pierwsi weszli Niemcy z psem, który od razu doskoczył do nas. Ściągnięto zasłonę. Ujrzeliśmy jakieś znajome nam twarze J[ana] i A[ntoniego] Przybyszów. Weszła też z nimi kobieta. Była to Kazimiera Sulikowska z Antonówki, która bardzo nas namawiała i przekonywała, żebyśmy z nią poszli. My natomiast nie chcieliśmy iść nigdzie i z nikim z naszego domu. Po dłuższym czasie przekonała nas, że ponieważ jesteśmy bardzo ranni, musi zawieźć nas do lekarza. Tak więc opatuliła nas w robocze kaftany (tylko takie zostały) i zawieziono nas na Majdan [gm. Antonówka] odległy 3 km od kolonii Parośla. Byliśmy u Jankiewiczów. Przybysz przywiózł zaraz lekarzy, którzy nazywali się dr Niedbalski i dr Konarski. Opatrzyli nas. Dowiedzieliśmy się, że są jeszcze inni mordowani ranni, którzy żyją, ale ich odwieziono do szpitala we Włodzimiercu. Z Majdanu zabrał nas Antoni Przybysz do kolonii Antonówka. Lilę zaraz zabrali znajomi rodziców, bezdzietni Swobodowie. Ja pozostałem u Jana Przybysza. Każdego dnia Antoni Przybysz woził mnie do lekarza, dr. Niedbalskiego. Byłem uderzony obuchem siekiery w tył głowy. Pęknięta i wgnieciona kość czaszki, wybite przednie zęby. Duże wgłębienie i ciągłe cierpienie – zawroty głowy, ból serca, potworne lęki – pozostały jako „pamiątka” mordowania Polaków. Lila była także uderzona obuchem w tył głowy. Pęknięta, wgnieciona kość czaszki. Rana długo nie mogła się zagoić. Przez wiele lat cierpiała na dokuczliwe bóle i zawroty głowy. Wybite przednie zęby. Leczona u lekarza dr. Konarskiego, który zdobywał dla niej niezbędne leki od Niemców, leczących się u niego.
W dniu mordowania byliśmy w wieku: ja – 12 lat, siostra Lila – 9 lat.”

Nigdy nie zapomnimy tych zbrodni i niewinnych pomordowanych Polaków.

https://www.salon24.pl/u/dziennikarstwoobywatelskie/843740,jak-nas-mordowali-nacjonalisci-ukrainscy-opowiesc-wstrzasajaca,4

Przeczytaj także:

[RZEŹ WOŁYŃSKA] Zbrodnie, które przerażały nawet Niemców. Bestie z Wołynia

DLACZEGO? Wspomina Mirosława Bacławska

UCIEKAJCIE, MORDUJĄ !

Wołyń 1943

Zobacz:

Wołyń – nierozliczone ludobójstwo

Powrót do Janowej Doliny – Zbrodnia Wołyńska

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: