WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for Czerwiec 2019

CHLEB

Posted by tadeo w dniu 27 czerwca 2019

Obraz może zawierać: 1 osoba, siedzi

Pierwszy znak krzyża nożem zrobiony,
Dopiero potem był podzielony.
Ta kromka chleba to coś świętego,
Kto nie był głodny nie pozna tego.


Gdy pod dostatkiem go ludzie mają,
I do śmietników go wyrzucają.
Pomyśl co robisz, możesz żałować,
Bo kiedyś będzie Ci Go brakować.


Pomyśl o ludziach co by zrobili,
Z jakim szacunkiem by Go tulili.
Ci co są głodni i Go nie mają,
Tej jednej kromki w koszach szukają.


Pomyśl o ludziach co umierali,
Za kromkę chleba życie oddali.
Pomyśl o matce co ból Ją zżera,
Kiedy jej dziecko z głodu umiera.


Pomyśl o pracy, pomyśl o trudzie,
Byś nie był głodny, pracują ludzie.
Czy Ty szanujesz ten pot na czole?
Ręce zmęczone przez ciężką role?


Na koniec pomyśl co Ci zostało,
Dla Ciebie dużo, dla innych mało.
Dla Ciebie tylko kawałek chleba,
Dla Innych szczęście – jak dotknąć nieba.


Trzymasz Go w ręce. Co zrobisz teraz?
Ty Go wyrzucisz, a Ktoś umiera.
Ty trzymasz życie właśnie w tej chwili,
A inni tylko by zazdrościli…

Posted in Wiersze | Leave a Comment »

DLACZEGO? Wspomina Mirosława Bacławska

Posted by tadeo w dniu 22 czerwca 2019

Wszystko co opisuję, wiem od najbliższej rodziny i od osób ocalałych z tej pożogi. Wychowałam się w atmosferze nieustającego bólu, głębokiego żalu i nieustannie zadawanego pytania – DLACZEGO? W poczuciu obo­wiązku wobec pomordowanych, w większości moich krewnych oraz wykonu­jąc zobowiązania wobec Matki, która zawsze mnie do tego zobowiązywała, piszę to, co mi wiadomo.

Wieś Doszno, o której piszę, oddalona jest od Kowla o 27 km i sąsiadu­je z gminną wsią Datyń i kolonią Wilimcze. Z legend i zachowanych doku­mentów wynikałoby, że dwaj rycerze Bolesława Chrobrego po wyprawie na Kijów otrzymali akty nadania ziemi położonej wśród tutejszych głębokich la­sów i bagien. Jeden z nich, Kosiński pochodził z Woli koło Warszawy, drugi, Rubinowski, również późniejszy szlachcic zagrodowy pochodził z Kaszub, z miejscowości Rubin, Rubinów czy Rubinowo, Kiedy po długiej podróży wraz z rodzinami i dobytkiem doszli do przyszłej osady nazwali ją DOSZNO. Przed It Wojną Światową wieś ficzyła okofo 60 domów i 100 – 120 miesz­kańców, w większości Polaków. Wszyscy byli ze sobą spokrewnieni, nawet z Ukraińcami. W większości nosili nazwiska Kosińscy lub Rubinowscy, albo wywodzili się z tych rodów.

Po odzyskaniu przez Kraj niepodległości we wsi przeprowadzono koma­sacje, wybudowano dużą piętrową, siedmioklasową szkołę i kaplicę, do któ­rej w co drugą niedziefę przyjeżdżał pochodzący z Łomży Kapucyn. Ponie­waż kaplica nie była zamykana, wszystkie rzeczy związane z odprawianiem Mszy Św. były przechowywane u mego dziadka w domu Bolesława Rubinowskiego. Księdza Kapucyna w początkowym okresie okupacji sowieckiej wywieziono i ślad po nim zaginął.

We wsi działały takie organizacje jak harcerstwo, Strzelcy, Koto Gospo­dyń Wiejskich itp. Prowadzony był zespół teatralny i chór, z którym m.in. i moja mama była dwa razy na występach w Warszawie. Zespół artystyczny dawał też przedstawienia m.in. Zemstę” Fredry, „Balladynę” Słowackiego i cały szereg innych przedstawień związanych z historią Polski. Podczas komasacji wykrojono 30 arowy plac na świetlicę, ale świetlicy nie postawio­no, gdyż wybuchła wojna,

Z rodu rycerza Kosińskiego pochodził mój ojciec Władysław Kosiński, z rodu zaś rycerza Rubinowskiego pochodziła moja mama Franciszka. Oj­cem matki był Bolesław Rubinowski, głowa rodu, który urodził się w 1896 r. jako syn Floriana Rubinowskiego i Ewy Chrapczyńskiej. Był wysokiego wzrostu ciemnym blondynem z sumiastym wąsem – powszechnie zwano go „Bolesławem Chrobrym”. Jak każdy Wołyniak był urodzonym myśliwym i rybakiem.

Przed wjazdem do wsi od strony szosy kowelskiej stał drewniany krzyż katolicki, bardzo stary, wymieniony na nowy w okresie międzywojennym.

Tradycją było w tej rodzinie, źe jeden z synów tego rodu otrzymywał imię Bolesław. Ojciec Bolesława, Florian był uczestnikiem Powstania Stycznio­wego. Oprócz gospodarstwa zajmował się m.in. odnawianiem cerkwi, co pomagało mu w jego działalności konspiracyjnej, gdyż mógł poruszać się swobodnie po całej guberni. Zginął, spadając z rusztowania. Matka Ewa z domu Chrapczyńska była nauczycielką. Nauczała tajnie polskie dzieci pol­skiej historii. Wg. opowiadania mojej babci me raz sypały się na mą kozac­kie nahaje, za to, że pod „Historią Rosji” dzieci miały ukrytą „Historię Polski” lub katechizm.

Bolesław Rubinowski ożenił się z Anną Brzezicką pochodzącąz Postupła. Była ona córką Juliana Brzezickiego i Walerli z domu Rubinowskiej. Ju­lian Brzezicki był uczestnikiem Powstania Styczniowego, po upadku którego ukrywał się. Skonfiskowano majątek, żonę z trojgiem dzieci wypędzono. Mo­ją babkę Annę wychowywało bezdzietne wujostwo właśnie w Dosznte. Ju­lian Brzezicki powrócił do rodziny wraz z Legionami. W okresie wołnej Pol­ski był wójtem. Ojczyzna zwróciła mu majątek, skonfiskowany przez carat. Zmarł przed tl Wojną światową. Natomiast córka jego Anna została w 1914 r. wydana za Bolesława Rubinowskiego. Bolesław Rubinowski był szanowa­ny me tylko przez rodaków. Ukraińcom załatwiał różne sprawy dnia codzien­nego, cieszył się ogromnym poważaniem, czego dowodem było częste za­praszanie go na „kuma”, czyli ojca chrzestnego.

Tragedia 1939 r. dotknęła Doszno jak wszystko na tych terenach. Po wkroczeniu Armii Czerwonej tylko jeden człowiek paradował w czerwonej opasce po wsi. Był nim Zyd Meller. W dwa dni po wkroczeniu rozstrzelano sołtysa. Wczesną wiosną 1940 r. został aresztowany Bolesław Rubinowski i z wyrokiem śmierci siedział w więzieniu, aż do wkroczenia Niemców.

Kiedy po napadzie Niemiec na Polskę wieś zapełniła się uciekinierami z zachodniej i centralnej Polski, w domu Bolesława Rubinowskiego znalazły schronienie trzy rodziny z dziećmi. Na wieść o wkroczeniu Armii Czerwonej wszyscy uciekinierzy ruszyli w kierunku południowej granicy, namawiając mieszkańców wsi do wspólnej ucieczki.

W domu mego dziadka gościli również wojskowi, tu się przebierali i za- prowiantowani ruszali na południe. Był wśród nich kapitan lub major, wyso­ki, ciemny, z wąsikiem, który przy oddawaniu czapki babci powiedział „niech Pani to zachowa, ja tu po nią wrócę”. Wypolerował rękawem daszek roga­tywki i przy ogólnym żalu wyszedł wraz z dziadkiem, który już wówczas za­czął transportować uciekinierów na zachód. Prowadził ich dalej, do znajo­mego, a ten przekazywał następnemu i tak aż do granicy. Byli w to począt­kowo zaangażowani również i Ukraińcy.

Któregoś dnia, wiosną 1940 r. mój ojciec wraz z babcią będąc w Kowlu, zobaczyli jak kilku Rosjan pędziło pod karabinami trzech ludzi, wśród nich księdza w sutannie i znajomego geodetę, który w latach 20-tych prowadził we wsi komasację. Na pytanie ojca za co zostali aresztowani, jeden z kon­wojentów odpowiedział z rechotem „niczewo, adnawo Polaczka ubiosz, adnawo wroga miensze”. Ojcu ugięły się kolana i przez całe życie o tym wspominał. Wpędzili ich za pobliski parkan, usłyszano trzy wystrzały i oprawcy wyszli. Był to teren fabryki.

Z dnia na dzień rosła nienawiść między Polakami, a Ukraińcami. Do­chodziły słuchy, że to tu, to tam kogoś zamordowano. Pod Synowem, mocno bandyckiej wsi, wymordowano oddział cofającego się polskiego woj­ska. Mordowano nawet Ukraińców jeśfi byli w polskich mundurach.

21 czerwca 1941 r. znajomy Ukrainiec Grabowski ze wsi Wilimcze za­wiadomił moją babcię, źe wszyscy Polacy zostaną wywiezieni na Syberię wczesnym rankiem 23 czerwca. Widział już przygotowaną listę. Ukrainiec przyjaźnił się z moim dziadkiem, wiadomość przekazał mojej babci w głębo­kiej tajemnicy. Tej nocy nikt nie spai.

Radość jaka zapanowała w niedzielę 22 czerwca na widok niemieckich samolotów, które ukazały się nad wsią była w tej sytuacji zupełnie zrozumia­ła. Po wkroczeniu Niemców, do domu przyszedł piechotą z Kowla, wypusz­czony z więzienia mój dziadek Bolesław Rubinowski. Wolność też przyszła dla ukrywającego się we wsi u swojej ciotki Zarzyckiej Henryka Maliszews­kiego. Był podoficerem Wojska Polskiego, synem leśniczego z odległej o 20 km leśniczówki Smolna. Zjawił się z nieznanym bliżej kapitanem W.P., który postanowił przedzierać się do Warszawy. Maliszewski zaś, będąc wśród swoich, pozostał na miejscu. Niestety latem 1943 r. bandy ukraińskie za­mordowały go wraz z jego rodziną. Było to na dwa, trzy tygodnie przed wy­mordowaniem mieszkańców Doszna. Dziadek był tak wstrząśnięty tym mordem, źe postanowił wyjechać natychmiast po wykopkach. Na razie miał inne zobowiązania. Na bagnach Podboroeza ukrywali się Żydzi. Ani babcia, ant moja matka nie wiedziały ilu ich było. Wiedziały tylko, że były wśród nich dzieci. Dziadek zawsze tłumaczył babci, źe lepiej żeby nie wiedziała, bo jak ich złapią to tylko on zginie, a tak wymordują wszystkich. Miał tym Żydom zrobić na zimę zapas kartofli. Mimo okupacji często chodził na polowania.

Miał dubeltówkę, flower i karabin. Z polowania rzadko coś przynosił do do­mu. Zostawiał tym ukrywającym się. Był też rybakiem i współwłaścicielem jeziora w Doszme. Często ukrywającym się dostarczał złowioną rybę, zao­patrywał w kaszę, groch, fasolę i chleb. Ukrywających się Żydów spotkał przypadkowo na polowaniu. Czy przeżyli tego nikt nie wie. Była to tak głę­boka tajemnica, że oprócz babci nikt o tym nie wiedział.

Tymczasem wieści docierające do Doszna były tak niesamowite w swej grozie, że po prostu w nie nie wierzono. Sprzeciwiano się postanowieniu mojego dziadka, że wszyscy Polacy muszą wyjechać do miasta zaraz po wykopkach. Większość nie zgadzała się z tą decyzją tłumacząc sobie, że skoro mieszkają tu od wieków i nic złego nikomu nie zrobiii, to i nadal będą żyć w spokoju. Jednakże po wymordowaniu 11 mieszkańców leśniczówki Smolnej w nocy już nikt nie sypiał w domu.

27 sierpnia, w wigilię ukraińskiego święta Matki Boskiej Zielnej, wieczo­rem na ziemi Bolesława Rubinowskiego zebrała się polska młodzież. Przy ognisku grano i śpiewano do późna w nocy. Napadu ze strony band ukraiń­skich nie spodziewano się, gdyż dwaj mieszkańcy wsi : Stanisław Chrap- czyński, który bywał na zebraniach banderowców i Iwan Kosiński zw. „Iwanko”, który nawet prawdopodobnie brał udział w mordach, zapewniali, że niczego bać się nie trzeba, bo przecież oni sami na czas w razie czego uprzedzą. Niestety, świt następnego dnia miał się okazać potworny.

Relacja mojej babci Ani: „Mój mąż Bolesław wrócił do domu gdzieś koło szóstej rano. Zawsze sam gonił krowy do pastucha, ale tym razem zbudził mnie i powiedział – pogoń krowy Anka, bo zmarzłem i coś się źle czuję. Nasz pastuch Michałko uprzedził, że tego dnia nie przyjdzie, bo jest chory. Zawsze krowy pędziło się drogą nad lasem, na Datyń, ale kiedy otworzyłam chlew, krowy jak zwariowane pobiegły same nad jezioro i nie dawały się zawrócić. Pogoniłam je więc tak jak chciały nad jezioro. Kiedy je przypędzi­łam, pastuch Ukrainiec był mocno zdziwiony. Droga biegła od Datynia. Tędy szła banda do Doszna. Wracałam tą samą drogą i byłam już niedaleko do­mu, kiedy z trzcin wypadł nagle zakrwawiony Florek, krzycząc: „Anka, ucie­kaj! U ciebie już nikt nie żyje!.

W domu byli mąż i córka Janina, druga córka mężatka Frania z wnucz­ką od pewnego czasu mieszkały u teściów córki. Nie wiem jak długo kryłam się w trzcinach, w końcu poszłam do domu. Doszłam do rogu gumna, które stało najdalej ze wszystkich zabudowań. Patrzyłam jak bandyci ładują na furmanki świnie, wydzierają pszczołom miód, strzelając do uli, wynoszą z domu różne rzeczy. Odwróciłam się i odmawiając różaniec, już nawet nie kryjąc się, wróciłam nad jezioro. Prosiłam tylko Boga, żeby strzelili mi w plecy, żeby nie męczyli. Przeleżałam cały dzień w oczerecie nad jeziorem. Nie czułam ani pragnienia, ani łaknienia.”

Relacja mojej matki Franciszki Kosińskiej: „Tej nocy mąż mój z młod­szym bratem, jak to od kilku dni już było, spał w stodole. W domu byli teść, teściowa i trzy siostry męża. Było już dobrze widno, kiedy z dzieckiem na ręku podeszłam do okna. Zobaczyłam jak wzdłuż jeziora biegnie Józef Sa­wicki, a za nim goni na koniu banderowiec z wyciągniętą ręką z szablą w dłoni. Kiedy koń już wyprzedził Sawickiego, banderowiec machnął ręką i głowa ściganego zawisła na plecach. Trup z wiszącą głową biegł jeszcze kawałek drogi. To trwało sekundy.

Z dzieckiem na ręku przeskoczyłam polną drogę obok chaty i znalazłam się w życie. Było już chyba południe, kiedy córka mocno wtulona w moją szyję szeptała – mamusiu pić. Na wsi jak mi się wdawało panowała już ci­sza. Weszłyśmy do chaty Ukraińca. Jeszcze nie zdążyli podać mi wody, kiedy przed dom zajechała banda na koniach. Może 30, może 40 ludzi. Do domu wszedł jeden i od progu zapytał: „hde tu Polaczka Frania ?” Stałam na przeciw niego patrząc pitnie w jego oczy. Odparłam po ukraińsku – a jeże­li to ja Polaczka Frania, to nie wolno mi żyć ? Dziecko przyczepione do mo­jej szyi szeptało : „nie mów po polsku, nie mów po polsku…” Modliłam się, patrząc mu w oczy, których nigdy nie zapomnę. Modliłam się do Matki Przenajświętszej, żeby mnie skryła choćby pod skrawek swego płaszcza. Modliłam się całą swoją duszą i każdą cząstką ciała. Widziałam ten Płaszcz i niemal widziałam jak z dzieckiem chowam pod mego głowę. Mój gospo­darz tymczasem przekonywał Ukraińca, że tu nie ma żadnej Polaczki Frani, a ta, to „niespełna rozumu”. „A gdzie ona brała ślub?” – dopytywał się tam­ten. „No jak gdzie ? W cerkwi, a gdzie mogła brać?” Przez cały czas ban­dzior nie spuszczał ze mnie oka, ani ja z niego. W końcu klepnął nahajem po cholewach, machnął ręką i powiedział: „chaj żywe!” Wyszedł przed dom, podano mu konia, machnął ręką przy wsiadaniu i bandyci zaczęli odjeżdżać. Zauważyłam tylko siekierę przytroczoną do konia. Nagie usłyszałam za so- bąjakiś łomot. To gospodarz próbując usiąść na krześle zwalił się na podło­gę. Dostałam jakichś drgawek, ząb nie trafiał na ząb. Próbowałam pomóc wstać, ale nic z tego nie wyszło. Reszta domowników stała jak zahipnoty­zowana. ile czasu tak upłynęło, tego nie wiem. Cały czas byłam skupiona na modlitwie. Wszedł inny sąsiad, Ukrainiec i powiedział: „nu, wże rezunów ne ma”.

Wybiegłam z domu i wpadłam do obok stojącego dużego dwurodzinne­go budynku moich stryjów, mieszkających z rodzinami i babunią Ewą. Moi stryjowie Florian i Piotr Rubinowscy i nasz kuzyn Kazimierz Jedynowicz le­żeli twarzami do zi&mi, przybici do podłogi bagnetami. Pod jabłonią, tuż ko­ło progu leżały stryjenki z dziećmi. Gienia trzymała najmłodsze dziecko w objęciach. Ona i jej synek mieli rozrąbane głowy. Sabina, stryjenka miała rozrąbaną głowę i odarta była z odzieży. Przy dwóch piersiach leżały dwa bliźniaki, jej ośmiomiesięczne dzieci. Zobaczyłam babunię, która stała lekko pochylona, tyłem do mnie, oparta o dom. Myślałam, źe żyje. Była przybita bagnetem do domu i tak skonała stojąc.

Jak oszalała biegałam od domu do domu i w końcu dobiegłam do moich rodziców na kolonii. Ojciec leżał koło łóżka w bieliźnie też przybity bagnetem do podłogi, twarzą do ziemi, z narzuconym ściągniętym z łóżka siennikiem. Siostra Janina była ubrana w białą świąteczną sukienkę, uczesana z roz­puszczonymi włosami przepasanymi niebieską wstążką skulona leżała w pokoju pod stołem. Zginęła od strzału w serce. Nie znalazłam trupa matki. Biegałam po zabudowaniach szukając jej. Pobiegłam dalej na kolonię do trzech ciotek, starych panien „Cyrylanek”, tak nazywanych od imienia ich ojca Cyryla. Nie było w domu nikogo. Michalinę znaleziono później niedale­ko na polu kartofli z odrąbanymi rękamt i nogami. Stasię i Hanię zamordo­wano we wsi. W spiżarni znalazłam zmasakrowane, ze związanymi drutem kolczastym rękami zwłoki ciotki Karoliny Jedynowicz, jej syna Tadeusza i pasierbicy Józefy. Drugi jej pasierb Bronisław mieszkał z żoną i trojgiem dzieci osobno. Wyprowadzono wszystkich do stodoły t tam znalazłam nie do opisania zmasakrowane ich ciała.

Żona Kazimierza Jedynowicza Maria na widok ludzi na podwórku wujenki Karoliny poszła zobaczyć co się dzieje. W tym czasie najstarszy syn wyniósł jedno z dzieci kalekich, które nie chodziło na podwórze. Na widok matki wracającej i popychanej przez nieznanych ludzi dzieci pobiegły na podwórze sąsiada Ukraińca. Wkrótce potem matkę wraz z dzieckiem kaleką znaleziono okrutnie pomordowanych. Trójka ocalałych dzieci przesiedziała do wieczora u sąsiada, który dał im na drogę chleb i słoninę i wskazał drogę do Wilimcza do ich babci.

Ewa Rubinowska za cara wychodziła dwa razy za mąż za Ukraińców i z każdego tego małżeństwa miała jednego syna. Syn z pierwszego małżeńs­twa był kaleką. Trzeci raz wyszła za mąż za mego kuzyna Leona Rubinows- kiego. Mimo, Ze brała ślub w kościele katolickim uchodziła za Ukrainkę, tak jak i jej synowie. Na jej i synów oczach zamordowano męża Leona i zabra­no młodszego syna (lat 16-17)), aby wskazywał mieszkania Polaków. Przy­prowadził oprawców do rodziny Pawła Rubinowskiego. Tu kazali mu wspól­nie zamordować Karolinę Rubinowską jej matkę i troje dzieci, aby tym udowodnił, źe jest Ukraińcem. Pomagał przy tej zbrodni, a następnie uciekł. Bandyci ze wściekłości zamordowali jego przyrodniego brata, kalekę.

Na podwórzu siostry matki Pauliny Rubinowskiej znalazłam dwa zmasa­krowane trupy kobiet. Były to ciotka Paulina i jej córka Antonina. Nte było syna Władzia.

Tak biegałam przez cały dzień z dwuletnią córką na ręku od domu do domu, od rodziny do rodziny. Nie płakałam, nie mogłam płakać, tytko czu­łam piasek w oczach. Dopiero nad wieczorem mąż odciągnął mnie z dziec­kiem do lasu koło cmentarza. Tu, kiedy było już ciemno, mąż przyprowadził moją matkę, a następnie znalazła się przy nas córka siostry mojej matki Jó­zia. Zaopiekowali się nami Ukraińcy z Wilimcza, którzy przynieśli mleko dla dziecka i jedzenie.

Przez około 10 dni ukrywaliśmy się w lesie. Opiekowali się nami wciąż ci sami Ukraińcy z Wilimcza. Ukrainiec Sawłuk najpierw wziął moją matkę i Józię i przeprowadził je do Ratna, a w parę dni później drugi Ukrainiec, którego nazwiska nie znam, a tylko przezwisko „Hrypuczy Romanko”, prze­prowadził mnie z dzieckiem, męża i jego stryjecznego brata również do Rat­na. Pamiętam jak ramutko przyszedł z siekierą, na której widok krzyknęłam, ale on wyjaśnił, że będzie szedł pierwszy, niby zaciosywać drzewa do wyrę­bu. Córka jego Maria przyniosła bochenek chleba i klinek sera na drogę, żegnając nas z płaczem. W Ratnem wszystkimi uciekinierami z Doszna zajmował się i bardzo pomagał Ukrainiec Kozioł oraz jego żona.

Nie mogłam płakać nawet po miesiącu, kiedy byliśmy już w Zabłoci u u męża siostry, który pracował w folwarku. Zachorowałam. Przyszedł nie­miecki lekarz, który dość dobrze mówił po polsku. Kiedy mnie zbadał, rozpytał o nasze przeżycia. Nagle znienacka uderzył mnie w twarz coś krzycząc po niemiecku. Rozpłakałam się. Zaczął mnie uspokajać i powiedział, że te­raz wrócę szybko do zdrowia. Powiedział, że tak mnie było trzeba leczyć. Płakałam kilka dni. Ze swą matką która była mi ogromną podporą, nigdy nie rozstałam się, aż do jej śmierci.“

Relacja Aliny Brdęk z domu Rubinowskiej : „Wieczorem przed tym tra­gicznym dniem poszłam spać na siano nad chlew, do mojej koleżanki, z którą się bardzo przyjaźniłam – była moją kuzynką. Był z nami jej brat Ja­nek. Rankiem zbudziła nas okropny krzyk. Nie mogliśmy nic zobaczyć, bo strzecha była bardzo gruba. Kiedy się wychyliłam, zobaczyłam w otwartych drzwiach domu kuzynki, stojącego tam mężczyznę. Jej brat Janek nie po­zwalał nam zejść, nakazał ciszę i spokój mimo, że słyszałam krzyki mojej matki i rodzeństwa mordowanych na naszym podwórku. Po długim czasie, kiedy wszystko ucichło, zeszłyśmy na dół. Matka Antoniny leżała ra progu cala zakrwawiona, nie dając znaku życia. W pewnej chwili otworzyła oczy i powiedziała: „uciekajcie”. Zabroniła mi iść do domu, wyszeptała : „patrz, koło waszego domu stoi Ukrainiec”. Stał tyłem do nas. Antonina pierwsza pobiegła za dom, na łąkę. Pobiegłam za nią. Schowałyśmy się w takim głę­bokim, zarośniętym szuwarami dole z wodą. Okropnie nas gryzły pijawki. Odrywałyśmy je od siebie, siedząc po szyję w wodzie, która powoli zabar­wiała się naszą krwią. Kiedy wychyliłam głowę, zobaczyłam stójce furman­ki już załadowane dobytkiem Polaków. Miałam 9 lat, a Antonina była o rok starsza. W pewnej chwili w naszą stronę zaczął jechać jeden z wozów. Szybko ze strachu postanowiłyśmy udawać, źe myjemy nogi. Dziś myślę, że i tak nikt by nam nie uwierzył, że o piątej rano dwie dziewczynki wybrały się myć nogi. Kiedy ponownie wychyliłam głowę, koń był już blisko i chyba dla­tego spłoszył się i poniósł furmankę wraz z woźnicą. Byłyśmy uratowane.

Kiedy wszystko ucichło, wyszłyśmy z tego dołu. Koniecznie chciałam do domu, ale Antonina pociągnęła mnie do swego. Było pusto, nikogo nie było. Kiedy podeszłyśmy do mego domu, zobaczyłam pod jabłonią m.in. moją mamę, czworo rodzeństwa i ciotkę. Nie patrzyłam długo, bo Antonina zaczę­ła nagle biec w stronę naszego lasu. Pobiegłam za nią. Siadłyśmy pod sos­ną wykręciłyśmy swoje ubrania i nadai mokre ubrałyśmy je. Suszyłyśmy się, siedząc na słońcu. Przyszli do nas Janek i Władek Rubinowscy. Janek powiedział, że musimy uciekać do miasta. Zaczęłam głośno płakać i krzy­czeć, że idę do matki i ojca. Raptem w naszym kierunku posypały się strza­ły. Zaczęliśmy uciekać. Janek skręcił w prawo i to nas uratowało. Antonina w pewnym momencie dostała kolki i nie mogła biec. Ciągnęłam ją za rękę. Byliśmy na bagnach. Wieczorem Janek i Władek poszii do Wiiimcza. Przy­nieśli chleba i sera. Do Ratna szliśmy całą noc. Było bardzo zimno. Pamię­tam jak nie mogłam powstrzymać stukających zębów.

W Ratnem Antonina zaprowadziła nas do swoich ciotek. Tam przyszedł Kozioł, czy Kozłowski, dokładnie nie pamiętam, dawny sąsiad z Doszna. On to zajął się moim losem i powiedział, że zaopiekuje się mną pewna rodzina. Byli to państwo Stachurscy. Mój później przybrany ojciec był z zawodu leśnikiem. Tak znalazłam przybranych rodziców i rodzinę. Jeszcze tej jesieni wyjechaliśmy do Kowla i przeżyliśmy tam oblężenie tego miasta. Moi przy­brani rodzice wychowali mnie, dali wykształcenie i wydali za mąż, też za leśnika. Ja o tych wspomnieniach do dziś nie mogę ani pisać, ani mówić bez łez i dreszczy.’

Antonina wróciła do swojej wsi. Okazało się, że matce poderżnięto gar­dło, aie przeżyła i do końca życia mówiła szeptem. Ojciec też przeżył. Żył krótko, miał wgiętą czaszkę i nigdy nie powrócił do pełnego zdrowia i pa­mięci Antonina wyszła za mąż za Ukraińca z Wilimczy, ma dwoje dzieci i wnuki. Brat Janek nie wrócił nigdy. Po ucieczce poszedł do partyzantki, do AK i zginął pod Bielskiem Podlaskim.

Relacja Władysława Rubinów skiego : „Miałem 17 lat. Tej nocy, jak przez kilka poprzednich, spałem u Ukraińca sąsiada. Siostra Józia spała u innego. Gospodarz zbudził mnie bardzo wczesnym rankiem, mówiąc: „wtikąj, bo mordują Polaków”. Uciekłem do lasu, zobaczył mnie bandyta na koniu, za­czął gonić i strzelać, ale zdołałem uciec. W lesie spotkałem Janka Rubinowskiego, a potem Alinę i Antoninę. Kiedy się ściemniło, poszliśmy we dwóch do Wiiimcza. Od Ukraińców dostaliśmy chleb i ser. Nad ranem dotarłem do Ratna, gdzie dowiedziałem się, że zamordowane zostały moja matka i sios­tra Antonina. Po kilku dniach poszedłem do partyzantki.”

Relacja Albina Jedynowicza: „Miałem wówczas 21 lat. Tej nocy jak zwy­kle ostatnio spaliśmy w krzakach poza domem. Wieczorem poprzedniego dnia brałem udział w ognisku u Bolesława Rubinowskiego, „Chrobrego” jak nazywaliśmy go powszechnie. Śpiewaliśmy przy gitarze polskie pieśni pa­triotyczne i dumki ukraińskie. Do ogniska nie przyszedł nikt z młodzieży ukraińskiej. Nikt wówczas nie zwrócił na to uwagi. Kiedy się dobrze już roz­widniło, pomiędzy 5 a 6 rano matka moja powiedziała, że pójdzie wydoić krowy i da znać czy jest bezpiecznie. Mój ojciec, ja i czworo mego rodzeńs­twa z najmłodszą trzyletnią Tereską pozostaliśmy na miejscu. Ledwie mat­ka zdążyła opuścić kryjówkę, usłyszeliśmy jej krzyk : „ratunku! uciekajcie!’ Wokoło były krzaki. Mogła bandytom uciec, afe wówczas szukając jej, trafi­liby na nas. Matka biegła więc w innym kierunku, krzycząc i odciągając jed­nocześnie morderców od naszej kryjówki. Do dzisiaj słyszę głos kochanej mojej matki. Ojciec chciał biec jej na ratunek, ale powstrzymaliśmy go z bratem. Nic by matce nie pomógł, a wymordowaliby nas wszystkich.”

Relacja Stanisławy Krasińskiej: „Miałam lat 13. Mieszkaliśmy na końcu wsi, mając za sąsiadów Ukraińców, z którymi nam się dobrze żyto. Dociera­ły do nas wiadomości, że powstała jakaś banda ukraińska, która morduje Polaków, zeby stworzyć jakieś państwo ukraińskie. Wieści były tak straszne, że spaliśmy w nocy poza domem. 27 sierpnia dotarła do nas informacja, że nie musimy się bać ; Polaków z tej wsi nie będą mordować, bo mieszkają tu od wieków i są spokrewnieni z Ukraińcami. Ale mamy na 28 przygotować coś w rodzaju kontyngentu dla tej bandy. Taką uspokajającą nowinę praw­dopodobnie rozgłaszał sołtys tej wsi – Ukrainiec. Uspokojeni, noc z 27 na 28 sierpnia przespaliśmy w domu. Rankiem, bardzo wcześnie, usłyszałam w kuchni głos cioci Marii, która przyszła prosić o pożyczenie kilku jajek dla spodziewanych bandytów. Po jej wyjściu ojciec, Julian Rubinowski wziął pod rękę koc i wyszedł. Przez okno mama zauważyła, że ścieżką, która przecina drogę, po której miał iść ojciec, biegnie trzech nieznanych mężczyzn. Byłam koło matki i widziałam jednego mężczyznę w białej koszuli, z przewieszonym z tyłu karabinem, drugi miał jakby teczkę. Ojciec zawrócił, a matka zawołała do nas, trzech córek, żebyśmy uciekały do lasu. Brat był kaleką. Biegłyśmy po lesie i nie mogłyśmy się zatrzymać, bo wydawało nam się, że wszędzie nas znajdą. Tak dobiegłyśmy do rozciągających się dużych bagien. Przyszło południe, czułyśmy straszny głód, ale bałyśmy się wyjść. Zauważyłyśmy na­szego kuzyna Jaśka, który szukał swoich bratanków, wciąż powtarzając : „nikt nie żyje, wszyscy zarąbani”. Pod wieczór znalazła nas najstarsza sios­tra, Weronka i zaprowadziła do domu. Na podwórzu stał wóz z koniem go­towy do drogi. Różnymi krętymi drogami dojechaliśmy do miasta Ratna. Tam, miejscowi mimo, że byli Ukraińcami, pomagali nam, przynosząc je­dzenie i współczując mocno. Wyjechaliśmy do Zabłocia, gdzie znajomy leś­niczy, Maszkowski załatwił ojcu pracę w tartaku.’

Tyle relacji naocznych świadków, którzy przeżyli .krwawy ranek” 28 sier­pnia 1943 r we wsi Doszno. Sołtysem był wówczas Stanisław Chrapczyński.

Po wymordowaniu wsi przez bandytów ukraińskich zabrał żonę z synkiem i uciekł. Po wojnie mieszkać w Polsce.

O dużej wsi Wilimcze przed II Wojną mówiono, źe zamieszkuje w niej szlachta ukraińska. Nikt w Dosznie me słyszał, aby mieszkańcy tej wsi brali udział w mordach. Przeciwnie, nteśli pomoc Polakom. Przechowywali 5 nauczycieli (3 polskich i 2 rosyjskich). Bandyci podstępnie zamordowali trzech z nich. Podobnie wymordowano polskich młynarzy – ocalał jeden na­zwiskiem Płaskoctńskl. O wsi Wilimcze każdy ocalały mieszkaniec naszej wsi Doszno mówił z wielkim szacunkiem. Prawie wszyscy uratowani za­wdzięczali swoje życie pomocy Wilimcza.

W 47 rocznicę tragedii, w dniu 28 sierpnia 1990 r. matka moja otrzyma­ła z Ukrainy oficjalne zaproszenie na uroczystości odsłonięcia pomników na grobach pomordowanych Polaków. Pojechałam i ja, żeby zaopiekować się matką. Położono pięć tablic z białego marmuru, a złotymi literami wpisano nazwiska pomordowanych. Były prasa i radio. W trakcie prowadzonego z moją mamą wywiadu, matka, stojąc nad jeziorem na przeciwko dawnego swego domu rodzinnego, po którym nic nie ocalało, po półgodzinnym opo­wiadaniu redaktorowi c swoich przeżyciach, raptem straciła pamięć. Nie wiedziała, gdzie jest i co się z nią dzieje, dostała dreszczy, nie poznawała nikogo. Byłam przerażona. Moja mama przez całe życie miała niemal foto­graficzną pamięć, nigdy mimo 73 lat nie zdarzyło jej się czegokolwiek za­pomnieć. W tej właśnie chwili zrozumiałem dlaczego żyjący świadkowie tamtych wydarzeń z wielkimi oporami wracali do tamtych tragicznych dni. W swoim pamiętniku matka niejednokrotnie zaznacza : „ dziś kończę, bo mimo tabletki uspokajającej nie mogę pisać dafej…”

W trakcie tych uroczystości przemawiał starszy mężczyzna z Wilimcza. Nie zdziwiło mnie potępienie przez niego morderców. Czekałam, aż wystąpi ktoś z Datynia. Nie było nikogo. Zaczęłam rozmawiać z młodziezą która kręciła się obok. Odpowiadali niechętnie, z ociąganiem się. Jak się okazało większość z nich była właśnie z Datynia. Prowokowałam do rozmowy. W końcu wyrwało się kilku potępiając owego „starszego pana z Wilimcza” za to, źe ich zdaniem obraża ich godło – Tryzuba. Po rozmowie z tymi chłopcami, zrobiło mi się zimno.

Tak więc nadal bezustannie szukam odpowiedzi na dręczące wciąż i prześladujące mnie pytanie, postawione na początku tych wspomnień – DLACZEGO?

Stanisław Biskupski „Świadkowie mówią”, Warszawa, 1996

DLACZEGO? Wspomina Mirosława Bacławska

Posted in Wspomnienia, Świadectwa | 1 Comment »

ZŁĄCZYĆ SIĘ Z NARODEM – WZRUSZAJĄCA OPOWIEŚĆ O POLSKICH REPATRIANTACH

Posted by tadeo w dniu 22 czerwca 2019

http://polonia.tvp.pl/sess/tvplayer.php?object_id=35470142&autoplay=true

https://gloria.tv/video/1CpE6CcX7p7fBwBhGqH7784Vh

Posted in Filmy - Polecam, Filmy dokumentalne, Filmy i slajdy, Polskie Kresy | Leave a Comment »

Nawrócona wiedźma – świadectwo

Posted by tadeo w dniu 12 czerwca 2019

Znana aktorka: rzucałam na ludzi klątwy. Działały natychmiast

„Nawrócona wiedźma” to tytuł wywiadu-rzeki z aktorką Patrycją Hurlak, która opowiada o swoim zaangażowaniu w czarną magię oraz nawróceniu i miłości do Jezusa.

Posted in Filmy dokumentalne, Świadectwa | Leave a Comment »

Kapliczki przydrożne – polska tradycja z ciekawą historią

Posted by tadeo w dniu 12 czerwca 2019

Mijając kapliczki przydrożne w Polsce pewnie nie zastanawiacie się nad tym, że jest to element krajobrazu dość charakterystyczny dla naszego kraju. Są bardzo liczne: niektóre katolickie, niektóre prawosławne. Oto kilka ciekawostek, jakie kryją polskie kapliczki.

 

Nie tylko kapliczka, ale i drogowskaz

 

Kapliczka przydrożna w Tatrach. Fot. Pixabay

 

 

Kapliczki były nie tylko miejscem modlitw. Stawiano je z przeróżnych przyczyn, czasami na przykład jako wotum dziękczynne w podzięce za łaski, z fundacji kogoś, kto te łaski otrzymał.Niektóre ręcznie wykonywali lokalni rzemieślnicy (np. z drewna), jako podziękowanie Najświętszej Panience. Jeszcze inne, często murowane, stawiano na skrzyżowaniach z wielorakich powodów: strudzony wędrowiec mógł na chwilę spocząć przy drodze, by odpocząć i się pomodlić. Przy okazji kapliczki pełniły też rolę swoistych drogowskazów.

Miejsca spotkań przy modlitwie

 

Kapliczka na Podlasiu. Fot. Pixabay

 

 

Do dziś w wielu polskich wsiach kapliczki przydrożne lub krzyże stojące przy szosie nadal pełnią swoje funkcje. Jedną z nich jest po prostu niedzielna msza, która jest tam odprawiana przez księdza, jeśli nie ma akurat w pobliżu kościoła.

To jednak zdarza się dziś coraz rzadziej. Dawniej łatwiej było, by to ksiądz, na przykład na wozie, czy na rowerze, przyjechał w dane miejsce odprawić mszę. Dziś przy powszechności samochodów, do kościoła można szybko dotrzeć nawet z oddalonych miejscowości, dlatego to parafianie muszą się przemieszczać.

Nadal jednak spotyka się inne tradycje. Przy krzyżach lub kapliczkach na niektórych wsiach święcone są wielkanocne potrawy. Czasami wierni, zwłaszcza starsze osoby, spotykają się tam podczas modlitwy, na przykład różańca odmawianego za zmarłych. Jest to więc miejsce spotkań wiernych.

Cenny zabytek

 

Kapliczka w górach. Koskowa Góra, Beskidy. Fot. Pixabay

 

 

Mieszkańcy polskich wsi zazwyczaj bardzo dbają o swoje kapliczki, a ponieważ tradycja ich stawiania jest już wiekowa, stanowią one cenne zabytki. Podobno pierwsze kapliczki na ziemiach polskich mogły pojawić się już około tysiąca lat temu u zarania chrześcijaństwa.

Najstarsze do dziś zachowane kapliczki w Polsce pochodzą z XVI i XVII w. Starsze często wykonywane były z drewna, najczęściej niezabezpieczonego w żaden sposób przed warunkami pogodowymi, więc nie przetrwały do naszych czasów.

Odkupienie za grzechy

 

Kapliczka na Warmii. Fot. Pixabay

 

 

Powiedzieliśmy już o funkcjach kapliczek, ale być może pominęliśmy najciekawszą. Często fundatorzy chcieli odkupić swoje winy lub uprosić szczególne łaski. Stawiano więc kapliczki z wyszczególnioną intencją: na przykład o zdrowie dziecka albo o obfite plony. Budowano je też w podziękowaniu za wyleczenie, z żalem za popełnione grzechy lub dla ochrony przed zarazą lub pożarem.

Co bogatsi zamawiali figury umieszczane w kapliczkach u uzdolnionych artystów. Niektórzy specjalizowali się w tworzeniu kapliczek. Można wtedy znaleźć w jednym regionie wiele kapliczek w podobnym stylu.

 

Wybór świętego miał znaczenie

Kapliczka Matki Boskiej Śnieżnej, Kacwin. Fot. Shutterstock

Najczęściej w kapliczkach stawiano figurę Maryi, która była niejako „uniwersalną” adresatką modlitw, bo spełniać miała najróżniejsze prośby. Czasami jednak rzeźbiono figury świętych, zwłaszcza wtedy, gdy intencje były bardzo konkretne.

APC - 2014.10.02 13.41 - 001.3d

Kapliczka św. Barbary  w Dąbrowicy Dużej. Wewnątrz znajduje się ludowa rzeźba św. Barbary oraz obraz Najświętszego Serca Pana Jezusa namalowany w 1952 roku przez znanego malarza Bazylego Albiczuka  z Dąbrowicy Małej (1909-1995).

I tak na przykład:

  • święty Florian, którego znamy jako patrona strażaków, chronił wieś lub kościół przed pożogą
  • św. Józef, opiekun Jezusa, strzegł dobra i bezpieczeństwa rodziny
  • św. Jacek miał chronić przed złodziejami
  • św. Jan Nepomucen – szczególnie skuteczny w ochronie przed wodą, miał zapobiegać powodziom, ale też strzec rolników przed suszą
  • przed chorobami zakaźnymi strzegli św. Rozalia i św. Roch
  • św. Ambroży był szczególnie przychylny dla pszczelarzy
  • św. Benon, patron rybaków, był adresatem modlitw o obfite połowy
  • św. Wawrzyniec był zaś patronem ubogim i miał zapewniać dostatek.

Kapliczki przydrożne – polska tradycja z ciekawą historią

Posted in Historia, Religia | Leave a Comment »

Wstrząsające kulisy pierwszych dni wojny w Polsce. Oto co wtedy robili Żydzi.

Posted by tadeo w dniu 11 czerwca 2019

Netanjahu 2

Te opisy to bagatela.

Żydzi przybijali gwoździami ciesielskimi polskich bezbronnych rezerwistów do ścian i podłóg, wydłubywali im oczy i ucinali języki.

Przechwalali się później tym uczynkami wobec innych żydów – bo te heroizmy bestialstwa i zezwierzęcenia  były powodem do dumy wśród żydostwa i to nie tylko tego prymitywnego, ale i wśród żydów wysoko wykształconych.

Polacy boleśnie odgryzają się Izraelowi i środowiskom żydowskim! Właśnie ujawniono wstrząsające kulisy pierwszych dni II wojny światowej na terenie naszego kraju. Co robili wtedy „polscy” Żydzi?

Trudno sobie wyobrazić, jak władze Izraela zniosą bolesne kontrataki Polaków. W Tel-Awiwie są przecież przyzwyczajeni, że każdy rozmawia z nimi stroniąc od niepoprawnych politycznie zachowań. Wolą nie ryzykować oskarżeń o antysemityzm, którymi dzisiejsi Żydzi rzucają z niebywałą łatwością.

Tymczasem niepozorna Polska już napsuła im tyle krwi. A wygląda na to, że to dopiero początek! Na przypominanie o takich rzeczach, o jakich w tej chwili mówią Polacy (zarówno politycy, jak i zwykli obywatele), nie odważył się w ostatnich latach nikt.

Wpływowy Izrael nie pozwala bowiem na mówienie o grzechach żydowskich. Chętnie za to zarzuca udział w holokauście Polakom. Polakom, którzy po pierwsze uratowali najwięcej żydowskich istnień spośród wszystkich narodów, a po wtóre – ucierpieli na tej wojnie najbardziej. Polska prawica się zjednoczyła i postanowiła: załatwimy ich ich własną bronią. Wielu wreszcie zebrało się na odwagę. Naszą sieć lotem błyskawicy obiegają kolejne informacje o tajemnicach skrywanych przez kilkadziesiąt lat, tylko dlatego, że Żydzi stosowali antysemicki terror. Szczegóły poniżej.

„Stosując tą samą broń, jaką obecnie stosują syjoniści przeciwko Polsce i Polakom, zacznijmy głośno na cały świat pisać i mówić o zbrodni Milicji Żydowskiej”. Tak zaczyna swoją zdumiewającą publikację patriotyczny serwis justice4Poland (sprawiedliwość dla Polski). Dalej dowiadujemy się naprawdę szokujących rzeczy.
Pierwsze dni września 1939

Milicja Żydowska we wrześniu 1939 r. w Zamościu, po bitwie pod Tomaszowem Lubelskim, wyłapywała ukrywających się w tym mieście lub okolicach żołnierzy polskich. Rozstrzeliwali ich na miejscu albo przekazywali NKWD. Gdy bolszewicy prowadzili na rozstrzelanie kolumnę około 2000 polskich jeńców w okolicach Kostopola, jeden z cudem ocalonych tak opisywał ich zachowanie: „Gdy kolumna szła przez miasteczko – miejscowi Żydzi pluli na nas, wyzywali najbardziej plugawymi słowami, rzucali w nas kamieniami”.

Mało kto wie także, że Żydzi stawiali bramy powitalne we wrześniu 1939 r. wkraczającym wojskom niemieckim w Pabianicach, Łodzi, Białymstoku czy Krakowie. Ten fakt zapewne dzisiejsze, wrogie Polsce środowiska żydowskie, a także rząd Izraela, chcieliby na zawsze i na wieczność zamieść pod dywan.

– W Zarębach Kościelnych na czele witających stał rabin w stroju odświętnym – mówi prof. Krzysztof Jasiewicz. Ponadto… całowali wjeżdżające do Wilna czołgi Sowieckie i wiwatując nosili trumnę z napisem „Polska we Lwowie”.

Mówmy też o powstaniach antypolskich we wrześniu 1939 r. – apeluje justice4Poland. Miały one miejsce w licznych miejscowościach na wschodzie. Mówmy też o masowej kolaboracji Żydów z gestapo lub NKWD czy udziale w Holocauście, o czym pisali nawet żydowscy pisarze. Świadkowie tamtych dni – Emanuel Ringelblum, kapłan Chaim Aron czy nawet sam Marek Edelman, jak również tysiące polskich świadków.

I my apelujemy: mówmy o tym, czytajmy, udostępniajmy. Nie dajmy obarczyć Polski wszystkimi grzechami tego świata!

https://www.salon24.pl/u/konfederat1000/900278,wstrzasajace-kulisy-pierwszych-dni-wojny-w-polsce-oto-co-wtedy-robili

PS

zamordowanie kilku działaczy studenckich na Politechnice Lwowskiej w październiku 1939 r. Inspiratorem całego mordu był rosyjski Żyd, ppłk Jusimow, mianowany komisarzem Politechniki. Nazwiska ofiar, które udało się ustali to: Ludwik Płaczek, stud. IV roku, kierownik I DT, członek Korporacji „Scythia”; Jan Płończak, stud. III roku, członek wydziału „Bratniaka”,
również należący do korporacji „Scythia”; Henryk Różakolski, stud. IV roku, pochodzący z Wielkopolski

Zbrodnia na dominikanach w Czortkowie – ofiarami mordu w klasztorze w Czortkowie padli ojcowie: Justyn Spyrłak, Jacek Misiuta, Anatol Znamirowski i Hieronim Longawa; bracia zakonni: Andrzej Bojakowski, Reginald Czerwonka i Metody Lwaniszczów, wreszcie kościelny Józef Wincentowicz, jednym z zabójców i ich przewodnikiem był NKWD-zista, miejscowy Żyd, nazwiskiem Blum.
wielka rola komunistów żydowskich – obok białoruskich w okrutnej rozprawie z Polakami w powiecie grodzieńskim po ostatecznym opanowaniu go przez Sowietów, którzy byli pewni bezkarności za swe zbrodnie popełniane w imię bolszewizmu.


17 września 1939 r., w Berdówce, żydowsko-białoruska „czerwona milicja” wymordowała grupę oficerów i żołnierzy KOP przygotowujących się do stawienia oporu bolszewikom.

Oddział pułkownika broni pancernej Włodzimierza Samiry na wysokości miasteczka Zborowa został zaatakowany przez grupę dywersantów złożoną z miejscowych Ukraińców oraz „czerwonej milicji” którzy częściowo opanowali miasto i „rozprawili się” z miejscową państwową policją – niemiłosiernie ich mordując.
brutalne zachowanie Żydów z „czerwonej milicji” na terenie Zamościa po opanowaniu go przez wojska sowieckie :Na rozkaz komendanta wojennego milicjanci zatrzymali zakładników, m.in. prof. Stefana Millera i adwokata Wacława Bajkowskiego. Aresztowali oficerów i podoficerów WP, policjantów, pracowników przedwojennego starostwa, działaczy Stronnictwa Narodowego i duchownych. Setki aresztowanych osób przetrzymywano pod gołym niebem, w więzieniu przy ul. Okrzei. Naczelnikiem więzienia był kaflarz Józef Dziuba. Milicjanci, szczególnie Żydzi, nie mieli żadnych skrupułów. w pobliżu Rotundy rozstrzelano kilku policjantów.
W Łucku złożona głównie z Żydów „czerwona milicja” opanowała miasto 18 września 1939 r., zabijając polskiego policjanta. W zorganizowanym w Łucku „sądzie polowym” sowieci postawili wielu Polaków, w tym komendanta miasta Łucka płk. Adama Czesława Haberlinga, licznych urzędników państwowych i policjantów, ferując najwyższe wyroki, główną rolę miał w nim miejscowy Żyd Ettinger, będący faktycznym panem życia i śmierci mieszkańców Łucka.
W Dubnie miejscowi Żydzi utworzyli milicję, która aresztowała 17 września 1939 r. głównego sędziego miejskiego Bartłomieja Poliszczuka. Milicjanci przekazali go w ręce sowieckie, odtąd nic więcej nie słyszano o jego losie. Niedawno dopiero jego nazwisko pojawiło się na liście straconych polskich urzędników.
żydowsko-ukraińska dywersja antypolskia w regionie Sarn-Przebraża-Trościanka. Gdzie bandy dywersantów ukraińsko-żydowskich napadały na wycofujące się wojska. Wojsko polskie pomaszerowało do Kołek, gdzie wpadło w zasadzkę. Dywersanci ukraińsko-żydowscy ostrzelali oddział z karabinów maszynowych, ale walczący z dywersantami żołnierze 3. Pułku Piechoty KOP zdołali się jednak uporać z dywersją.
w Sarnach czerwona milicja wspólnie z sowietami dokonała zbrodni na ok. 300 polskich policjantach.
uwięzienie w marcu i kwietniu 1940 r. we Lwowie członków Związku Walki Zbrojnej. Ich głównym i zarazem najbrutalniejszym śledczym, który przesłuchiwał ich w więzieniu we Lwowie w sposób niesłychanie sadystyczny, był wyższy oficer NKWD żydowskiego pochodzenia E.M. Liebenson

https://www.wykop.pl/link/4207737/wstrzasajace-kulisy-pierwszych-dni-wojny-w-polsce-oto-co-wtedy-robili-zydzi/

Przeczytaj także:

Co wtedy robili Żydzi?

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2018/02/wstrzasajace-kulisy-pierwszych-dni-wojny-w-polsce-oto-co-wtedy-robili-zydzi/?fbclid=IwAR0fZlC4u4XOBQr07Glr BvIiqy94 Ish3TawZ5BCDkb-MMquuP5WnQUavcn8

Posted in Historia | Leave a Comment »

Ks. Piotr Pawlukiewicz – Jeśli nie zaczniesz oddychać Duchem Świętym, udusisz się samym sobą

Posted by tadeo w dniu 9 czerwca 2019

Posted in Ks. Piotr Pawlukiewicz, Religia | Leave a Comment »

Trzy dni ciemności. Koniec świata wg Maryi

Posted by tadeo w dniu 5 czerwca 2019

 

W objawieniach Maryjnych pojawiają się jak refren dziwne słowa o dniach ciemności – łącznie trzech.

Według Księgi Apokalipsy trzy dni ciemności stanowią zawartość jednej z siedmiu czasz, którą na ziemię wyleją aniołowie:

„A piąty wylał swą czaszę na tron Bestii i w jej królestwie nastały ciemności” (Ap 16, 10).

 

Trzy dni ciemności są najbardziej spektakularnym wydarzeniem apokaliptycznym, które dotknie całą ziemię.

Jego nadejście zwiastowało wielu mistyków i świętych: św. Hildegarda z Bingen (+1179), Sługa Boża Marie Martel (+1673), słynny jezuita o. Charles-Auguste Nectou (+1777), bł. Elizabeth Canori-Mora (+1825), bł. Marie Taigi (+1837), Palma d’0ria (+1863), bł. Marie Baourdi (+1878), mistyk Pere Lamy (+1931), bretońska stygmatyczka Julie Jahenny (+1941), św. Ojciec Pio (+1968).

Gdy identyczne proroctwo dochodzi do nas z ust ludzi żyjących w różnym czasie i gdy łączy się ono z innymi zapowiedziami, które już się wypełniły, a dodatkowo świętość owych proroków została uznana przez Kościół, trudno przejść obok tych słów ze wzruszeniem ramion.

Przywołajmy kilka zapowiedzi Czasu Mroku.

Znane jest nam już proroctwo zmarłej w 1837 r. Marie Taigi o karze, „która zostanie zesłana z Nieba”. Ta wyniesiona na ołtarze wizjonerka jako pierwsza w historii zapowiedziała nadejście trzech dni ciemności:

 

Na całą ziemię zstąpią nieprzeniknione ciemności, które będą trwały trzy dni i trzy noce. Nic nie będzie widać, a powietrze będzie przepełnione zarazą, która dotknie przede wszystkim, ale nie tylko, wrogów religii. W czasie tej ciemności nie będzie możliwe użyć jakiegokolwiek oświetlenia wymyślonego przez człowieka, tylko poświęcone świece. Kto z ciekawości otworzy okno i wyjrzy lub opuści dom, padnie martwy na miejscu. W czasie tych trzech dni ludzie winni pozostać w swych domach, odmawiać Różaniec i błagać Boga o miłosierdzie.

Wszyscy wrogowie Kościoła, znani czy nieznani, zginą podczas tej powszechnej ciemności. Wyjątkiem będzie garstka, którą Bóg wkrótce nawróci. Powietrze będzie pełne demonów, które ukażą się pod różnorodną ohydną postacią.

 

A potem Maria Taigi przybliża nam wizję po części symboliczną:

 

Po trzech dniach ciemności święci Piotr i Paweł zstąpią z Niebios, będą nauczać cały świat i wskażą nowego papieża. Wielkie światło wyjdzie z ich ciał i spocznie na kardynale, który ma zostać nowym papieżem. Wówczas chrześcijaństwo ogarnie całą ziemię. On będzie Świętym Pasterzem, wybranym przez Boga, by stawić czoła burzom. Na koniec otrzyma dar czynienia cudów, a jego imię będzie wielbione na całym świecie. Rosja, Anglia i Chiny powrócą do Kościoła.

Zdumiewające, ale podobną wizję miała kilka lat wcześniej bł. Elizabeth Canori-Mora (+1825):

Niebo będzie zasnute chmurami, tak gęstymi i ponurymi, że nie sposób będzie patrzeć na nie bez przerażenia. (…) Mściwe ramię Boga uderzy w złych ludzi, a Jego wielka moc ukarze ich pychę i zarozumiałość. Do wytępienia tych bezbożników i heretyków pragnących obalić Kościół i zburzyć jego fundamenty Bóg zatrudni potęgę piekła. (…) Niezliczone legiony demonów będą przebiegać ziemię i wykonywać rozkazy Boskiej Sprawiedliwości. (…) Nic na ziemi nie zostanie oszczędzone.

Po przerażającej karze ujrzałam niebo otwarte i św. Piotra zstępującego na ziemie; był odziany w szaty pontyfikalne i otoczony wielką liczbą aniołów, które śpiewały hymny na jego cześć i ogłaszały jego panowanie na ziemi.

Ujrzałam też św. Pawła zstępującego na ziemię. Z rozkazu Boga przemierzył ziemię i związał demony i przyprowadził przed św. Piotra, który nakazał im powrócić do piekła, skąd przybyli.

Potem zmarła w Palestynie 1878 r. siostra Maria od Jezusa Ukrzyżowanego twierdziła, że Maryja mówi jej o

„trzech dniach ciemności i unicestwieniu trzech czwartych całej ludzkości”.

 

Z kolei XIX-wieczna mistyczka Julia Jahenny z La Fraudais ogłosiła, że podczas trzech dni ciemności piekielne moce przejmą władzę nad światem.

„Kryzys pojawi się niespodziewanie. Kara dotknie wszystkich; jedna będzie następować po drugiej” – mówiła 4 stycznia 1884 roku.

 

Co ciekawe, Jahenny podaje nawet, w jakich dniach tygodnia spadnie na ziemię kara ciemności:

„Trzy dni ciemności będą w czwartek, piątek i sobotę. To dni Najświętszego Sakramentu, Krzyża i Matki Najświętszej”. Dodaje jeszcze: „To będą trzy dni bez jednej nocy”.

 

Julia Jahenny cytuje słowa Jezusa:

 

Ziemia zostanie okryta ciemnością, wtedy całe piekło wyjdzie na ziemię. Grzmoty i błyskawice sprawią, że ci, którzy nie wierzą w Boga i nie ufają mojej potędze, umrą ze strachu.

 

Widząca przekazuje konkretne wskazówki, jak ludzie wierzący winni się zachować podczas tych trzech dni. Jak zaraz się okaże, jej głos mówi dokładnie to samo, co wielu innych świętych mistyków.

W czasie trzech dni przerażających ciemności nie wolno otworzyć żadnego okna, nikt bowiem nie może zobaczyć ziemi i straszliwego koloru, jaki będzie ona miała w dniach kary. Jeśli zrobi to, natychmiast umrze. Niebo będzie płonąć, ziemia będzie pękać. W czasie trzech dni ciemności niech wszędzie płoną poświęcone świece, a żadne inne światło nie będzie zapalone. W tych przerażających ciemnościach tylko świece uczynione z pobłogosławionego wosku będą dawać światło. Jedna świeca wystarczy na czas trwania tej piekielnej nocy. W domach ludzi złych i bluźnierców te świece nie dadzą światła.

Matka Boża dodała:

 

Wszystko będzie się trząść z wyjątkiem mebli, na których będą płonąć pobłogosławione świece. Te nie będą drżeć. Zgromadźcie się wokół nich z krzyżem i świętym wizerunkiem. To oddali od was terror.

 

I znowu słowa Jezusa:

 

Nikt, kto znajdzie się poza schronieniem, nie przeżyje. Ziemia będzie się trząść, bo sąd i strach będą ogromne. Tak, będziemy wysłuchiwać modlitw twoich przyjaciół;nikt z nich nie zginie. Będą potrzebni, by rozsławiać chwałę Krzyża.

Chmury czerwone jak krew będą pędzić po niebie. Huk grzmotu będzie wstrząsał ziemią, a ponure błyskawice ogołocą niebo z pór roku. Ziemia będzie drżeć aż po fundamenty. Morze podniesie się, a ryczące fale zaleją kontynent.

 

W 1934 r. Jezus skierował do św. Faustyny Kowalskiej przesłanie o dniach ciemności. Czytamy pod nr. 85 jej Dzienniczka:

 

Napisz to: Nim przyjdę jako Sędzia sprawiedliwy, przychodzę wpierw jako Król miłosierdzia. Nim nadejdzie dzień sprawiedliwy, będzie dany ludziom znak na niebie taki. Zgaśnie wszelkie światło na niebie i będzie wielka ciemność po całej ziemi. Wtenczas ukaże się znak krzyża na niebie, a z otworów, gdzie były ręce i nogi przebite Zbawiciela, [będą] wychodziły wielkie światła, które przez jakiś czas będą oświecać ziemię. Będzie to na krótki czas przed dniem ostatecznym.

 

Czyżby dni ciemności zakończyły się przyjściem światła wychodzącego z otworów w belkach krzyża, który ukaże się na spowitym mrokiem niebie? To zupełnie nowy element Boskiego scenariusza na czas oczyszczenia.

Na początku 1950 r. Ojciec Pio napisał dwa listy mówiące o zbliżającej się karze trzech dni ciemności. Przywołują one te same tematy, co wizje i lokucje (przekazy słowne) Julii Jahenny.

 

Dobrze pozamykajcie i uszczelnijcie okna. Nie wyglądajcie na zewnątrz. Zapalcie święconą świecę, która wystarczy na wiele dni. Módlcie się na Różańcu. Czytajcie duchowe książki. Czyńcie akty przyjęcia Duchowej Komunii, a także uczynki miłości, które są nam tak potrzebne. Módlcie się z wyciągniętymi rękami lub padając na twarz, aby uratować wiele dusz. Nie wolno wam wychodzić na zewnątrz. Zaopatrzcie się w wystarczającą ilość pożywienia. Moce natury zostaną wstrząśnięte i deszcz ognia napełni ludzi przerażeniem. Miejcie odwagę! Jestem pośród was. Otoczcie opieką swoje zwierzęta podczas tych dni. Ja Jestem Stworzycielem i Opiekunem dla wszystkiego stworzenia, tak samo jak dla człowieka. Dam wam wcześniej znaki, kiedy powinniście pozostawić większą ilość jedzenia dla swoich zwierząt. Ochronie dobytek wybranych, w tym także zwierzęta, które będą później w potrzebie pożywienia. Niech nikt nie próbuje wychodzić na zewnątrz, nawet aby nakarmić swoje zwierzęta – kto będzie nieposłuszny temu słowu, zginie! Dokładnie zakryjcie okna. Moi wybrani nie powinni widzieć Mojego gniewu. Miejcie ufność we Mnie, a Ja będę waszą obroną. Wasza wiara zobowiązuje Mnie do przybycia wam z pomocą.

Godzina Mego powrotu jest bliska! Jednak okażę Miłosierdzie. Najstraszliwszą karę będzie cierpieć świadek czasów. Moi aniołowie, którzy będą egzekutorami tej pracy, stoją już w gotowości z ostrymi mieczami! Szczególnie zadbają o zniszczenie tych, którzy Mnie przedrzeźniali i nie wierzyli w Moje objawienia.

Nawałnica ognia wyleje się z chmur i rozciągnie na całą ziemię! Sztormy, grzmoty, straszliwa pogoda i trzęsienia ziemi pokryją świat na kilka dni. Nastanie nieprzerwany deszcz ognia! Wszystko rozpocznie się w bardzo zimną noc. Te wydarzenia mają udowodnić, że Bóg jest Panem wszelkiego Stworzenia. Ci, którzy pokładają we Mnie nadzieję i wierzą w Moje słowa, nie mają się czego obawiać. Nie zaprę się tych, którzy rozpowszechniają Moje przesłanie. Żadna krzywda nie spotka dusz w łasce uświęcającej i tych, które szukają obrony u Mojej Matki.

Dam wam następujące znaki i instrukcje, w ten sposób możecie być przygotowani na nadchodzące wydarzenia:

Noc będzie bardzo zimna, a wiatr zacznie przeraźliwie huczeć i wyć. Po krótkim czasie usłyszycie grzmoty. Zamknijcie wszystkie drzwi i okna i z nikim nie rozmawiajcie z zewnątrz. Padnijcie przed krzyżem, żałujcie za grzechy i błagajcie o opiekę Mojej Matki. Nie patrzcie przez okno podczas trzęsienia ziemi, ponieważ gniew Boży jest święty! (Jezus nie chce, abyśmy ujrzeli gniew Boga, gdyż musi być rozważany w strachu i trwodze. Ci, którzy nie potraktują poważnie tego polecenia, zginą na miejscu). Wiatr przyniesie ze sobą trujące gazy, które rozniosą się po całej ziemi. Każdy, kto będzie cierpiał i umrze niewinnie, stanie się męczennikiem i będzie przebywał ze Mną w Moim Królestwie.

Szatan zatriumfuje! Jednak po trzech nocach ogień i trzęsienie ziemi ustaną. Następnego dnia słońce znów wzejdzie i oświeci ziemię. Aniołowie przybędą z Nieba i przykryją ziemię duchem pokoju. Uczucie niezmierzonej wdzięczności ogarnie tych, którzy przeżyją okropne doświadczenia – bliską karę – którymi Bóg nawiedza ziemię od jej stworzenia.

Wybrałem dusze także w innych krajach, jak: Belgia, Szwajcaria czy Hiszpania, i otrzymały one to samo objawienie, aby te kraje również mogły się przygotować. Módlcie się dużo w czasie tego Świętego Roku 1950. Ta katastrofa przyjdzie na ludzkość jak przebłysk światła, w chwili, gdy wschód poranku zostanie zastąpiony ciemnościami! Od tego momentu nikomu nie wolno opuścić domu lub wyjrzeć przez okno. Ja sam przybędę pośród grzmotów i piorunów. Słabsi powinni zawierzyć się Mojemu Najświętszemu Sercu. Nastanie wielki chaos z powodu całkowitych ciemności, które okryją ziemie, i wielu, wielu zginie od przerażenia i rozpaczy.

Ci, którzy będą „walczyć” dla Mojej sprawy, otrzymają łaski z Mojego Najświętszego Serca, a pokorny płacz skruchy: „KTÓŻ JEST JAK BÓG”, będzie ratunkiem dla wielu. Jednakże niezliczona ilość spłonie na otwartych polach jak wyschnięta trawa! Bezbożni zostaną unicestwieni, aby później sprawiedliwość narodziła się na nowo. Jak tylko nadejdą całkowite ciemności, nikt nie powinien opuszczać swojego domu lub wyglądać przez okno. Ciemności będą trwały dzień i noc, kolejny dzień i kolejną noc i jeszcze jeden dzień, lecz następnej nocy gwiazdy znów wzejdą na niebie, a przy nadchodzącym dniu ponownie ujrzycie brzask słońca i będzie to CZAS WIOSNY!

W ciągu dni ciemności Moi wybrani nie powinni spać, jak uczniowie w Ogrodzie Oliwnym. Muszą się modlić nieprzerwanie, a nie zawiodę ich. Zbiorę Moich wybranych! Piekło uwierzy, że włada całą ziemią, ale Ja ją odzyskam! Czy być może myślicie, że pozwoliłbym Ojcu na zesłanie takiej kary na cały świat, jeśli ludzie odwróciliby się od swoich zbrodni dla sprawiedliwości? Ale to z powodu Mojej wielkiej miłości te cierpienia za Moim dozwoleniem zostaną zesłane na was. Wielu Mnie przeklnie, a mimo to tysiące dusz ocali się przez nie. Żadne ludzkie rozumowanie nie jest w stanie pojąć głębin Mojej Miłości!

Módlcie się! Módlcie się! Pragnę waszych modlitw.

Moja Najdroższa Matka Maryja, św. Józef, św. Elżbieta, św. Konrad, św. Michał, św. Piotr, Mała Tereska, wasi Aniołowie Stróżowie niech będą waszymi rzecznikami. Błagajcie o ich pomoc! Bądźcie dzielnymi żołnierzami Chrystusa! Gdy powróci Światłość, niech wszyscy złożą dziękczynienie Świętej Trójcy za opiekę! Zniszczenia będą ogromne! Ale Ja, wasz Bóg, oczyszczę ziemię.

Jestem z wami. Miejcie ufność!

 

Belgia, Szwajcaria, Hiszpania. Dobrze byłoby poznać również tamte apokaliptyczne głosy…

Błogosławiona Elena Aiello (+1961) słyszała 22 sierpnia 1960 r., w święto Niepokalanego Serca Maryi:

Módlcie się. Nie traćcie czasu, bo będzie za późno. Gęsta ciemność otacza bowiem ziemię, a nieprzyjaciel staje u drzwi!”.

 

W objawieniach rozpoczętych 18 czerwca 1981 r. w San Lorenzo del Escorial w Hiszpanii wizjonerka Luz Amparo Cuevas (1931-), otrzymała od Matki Bożej Bolesnej przekaz dotyczący trzech dni ciemności:

 

Bóg Ojciec ześle dwie bardzo wielkie kary. Jedna z nich to wojny, rewolucje. Inne nadejdą z Raju. Będą wielkie trzęsienia ziemi w niektórych krajach, cała Ziemia będzie pokryta ciemnością przez trzy dni, niczego nie będzie można zobaczyć, powietrzem nie będzie można oddychać, a w czasie tych dni ciemności jedyne światło dostarczać będą święte świece. Wierni muszą zostać w swoich domach, odmawiać Różaniec Święty i prosić Boga o Miłosierdzie. Kara spowoduje, że dwie trzecie ludzi zginie. Nic się nie stanie tym, którzy są z Bogiem i z Maryją Najświętszą.

 

26 grudnia 1988 r. Maryja powiedziała do Patricii Talbot:

„Jeśli ludzkość się nie nawróci, nadejdą dni ciemności zapowiedziane w Apokalipsie i przez wielu wizjonerów”. Ale Matka Boża od razu dodała pewien szczegół: „Ziemia zostanie wyrzucona z orbity na trzy dni”.

Mówi też o jakichś chemikaliach w atmosferze służących jako katalizator przy wybuchu ognia.

23 lipca 1996 r. mieszkający na przedmieściach Rochester John Larry miał wizję Jezusa ostrzegającego przed czasem trzech dni ciemności:

 

Otrzymałem cztery wizje na ten temat. Ujrzałem ogromną kometę z ognistym ogonem, która okrążając ziemię, zbliżała się coraz bardziej. I nagle ujrzałem, jak uderza w Ocean Atlantycki. Widziałem nawet to niesamowite wejście pod wodę i samo uderzenie pomarańczowego ognia w dno oceanu, co spowodowało powstanie przeogromnych fal, wyższych od najwyższych drapaczy w Nowym Jorku, jak mi to zostało pokazane w innej wizji. Zalana została cała wschodnia część USA i całe wybrzeże atlantyckie w Europie. Wstrząs spowodował przebudzenie się wielu wulkanów i wyrzucenia ławy i pary, które zmieszały się z gazami komety. Utworzony w ten sposób dym zaćmi słońce na trzy dni. Przytoczę wam teraz przekaz z 23 lipca 1996 roku. Po przyjęciu Komunii Świętej ujrzałem ogromny wulkan, z którego buchał czarny dym zasłaniający słońce. Jezus powiedział:

 

„Mój synu, w tej wizji oglądasz wybuch masywnego wulkanu, z którego wydobywa się czarny dym. Wprawdzie ujrzycie wzrost wybuchów wulkanicznych, lecz ten wybuch nastąpi dopiero, gdy kometa uderzy w Ziemię. Nastąpi ogromne zniekształcenie skorupy ziemskiej, co będzie przyczyną przebudzenia się wielu wulkanów. Złączenie się gazów i lawy wulkanicznej z gazami komety spowoduje trzy dni ciemności. Nastąpi zmiana biegunów magnetycznych i krótkotrwała zmiana orbity ziemskiej na większą. Przyciąganie słoneczne skoryguje zmianę orbity, lecz zanim to nastąpi, na Ziemi będzie zimniej. Podczas trzech dni ciemności podziemia lub jaskinie będą najlepszym schronieniem przed zimnem i unoszącą się siarką, która wypełniając powietrze, wychwytywać będzie z niego tlen. Módl się, mój ludu, i słuchaj moich pouczeń, a Ja skieruję cię, gdzie powinieneś iść, i obdarzę cię moim Chlebem Niebiańskim”.

 

Co to będzie? Czy Niebo ostrzega o skutkach wybuchu jądrowego? A może mówi o upadku jakiegoś kosmicznego bolidu, który wzbije w atmosferę tyle pyłu, że na kilka dni zapanuje na świecie nieprzenikniony mrok? Może, zgodnie z tym, o czym mówi Patricia Talbot, czas mroku rzeczywiście wiąże się z katastrofą kosmiczną?

„Jeśli ludzkość się nie nawróci – mówi wizjonerka – nadejdą dni ciemności zapowiedziane w Apokalipsie i przez wielu wizjonerów. Ziemia wypadnie z orbity na trzy dni”.

 

Dlatego Maryja każe ludziom przeczekać ten czas w swych domach, więcej – poleca zamknąć drzwi, pozasłaniać wszystkie okna i nie wyglądać na zewnątrz.

Może rację mają ci, którzy uważają, że hasło „trzy dni ciemności” brzmi jak symboliczny okres zła? Trudno się z nim zgodzić, skoro ten przerażający wątek towarzyszy wielu nadprzyrodzonym interwencjom z Nieba.

Ich kres nastąpi po interwencji Najświętszej Maryi Panny. W jednym z objawień w 1993 r- Maryja mówiła:

„Jestem świeżym powiewem w nowym dniu. Jestem światłem, posłanym, by rozproszyć ciemność”.

Tekst pochodzi z książki: Wincenty Łaszewski, „Koniec świata według Maryi”, Fundacja „Nasza Przyszłość”, 2010.

http://www.fronda.pl/a/trzy-dni-ciemnosci-koniec-swiata-wg-maryi-3,127950.html?fbclid=IwAR1_Sf0WxF62oV-ksZPA3AwqvLITD5yTyHeB2XYzb39zu2X81YZpGKJFHFU

Posted in Matka Boża, POLECAM, Religia | Leave a Comment »

Życie po życiu, wyszła z ciała i zobaczyła Jezusa, aniołów i Maryję. Śmierć kliniczna. Bóg jest żywy

Posted by tadeo w dniu 4 czerwca 2019

Jedno z najpiękniejszych świadectw jakie miałam okazję obejrzeć. Bóg zapłać.

Irmina przeżyła wypadek czołowy, po kilku dniach lekarze powiedzieli rodzinie, że będzie już umierać. Wtedy wyszła z ciała i zobaczyła ciemną krainę czyściec i drogi do piekieł. Następnie przyszedł Jezus i zabrał ją do pięknej krainy światła. Irmina dokładnie opisuje co widziała. Widziała też wydarzenia na ziemi, których nie mogła widzieć z łóżka w którym leżało jej ciało. Spotkała zmarłych rodziców chłopaka, którzy ją poprosili by wróciła na ziemię. Widziała jak lekarz z pielęgniarkami zrobili sobie imprezę na intensywnej trapi.

 

Posted in Religia, Świadectwa | Leave a Comment »

Czy zmarli przychodzą do nas w snach?

Posted by tadeo w dniu 4 czerwca 2019

Sny są zjawiskiem naturalnym. Mówią dużo, ale o nas samych. To nie jest narządzie poznania świata zewnętrznego, ale wewnętrznego. Co zatem oznacza, gdy we śnie pojawia się ktoś z naszych bliskich, naszych przodków? Ks. Sławomir Sosnowski, były egzorcysta, podkreśla, że Bóg może posłużyć się snami. I w tej perspektywie ludzie wierzący powinni analizować takie spotkania we śnie.

 

Posted in Religia | Leave a Comment »

Poezja wielkiego patrioty Adama Asnyka : „Do młodych”, „Miejcie nadzieje”

Posted by tadeo w dniu 2 czerwca 2019

https://www.youtube.com/watch?v=DynwtiwDfJs

image

Obraz Jacka Malczewskiego, Adam Asnyk z muza.1894/7

   Wiersz powstał w 1880 r. Każde zdanie jest w nim bezcenne :”Szukajcie PRAWDY jasnego PŁOMIENIA….” Nie ulegajcie, nie zgadzajcie się na kłamstwa, półprawdy i przemilczenia. Tak jest. Tak należy robić.

Ci młodzi, którzy się wtedy urodzili, zapewne walczyli z bolszewikami w 1920 r i mieli szanse doświadczyć i zrozumieć głębokie przesłanie tych strof.

Jedno zdanie z tego wiersza stale przychodziło mi na myśl przed chwila, ale nie wiedziałam, kto to napisał i kiedy. Od czego są jednak Google?

Takie niezwykle natchnienie w ten dzień „po” emocjach wyborczych…Skąd? Właśnie wcześniej słuchałam, co o wyborach mówi Ojciec dyrektor Radia Maryja.  Słychać ulgę w glosie i apel, by trwać i być aktywnym.

Słowa- Adam Asnyk, „Miejcie nadzieje…”

Myślę, ze siły niszczycielskie zniszczyły swoje własne  szanse, tak im zależało, by zdobyć rząd dusz i zaprowadzić nowy porządek świata. Nie ich świata. Podkuliły ogony, odeszły lizać rany i obmyślać odwet.W to, ze wrócą, nikt rozsądny nie wątpi. „Pycha przed upadkiem kroczy”. Kroczyli w Gdańsku…. z kroczem na transparentach.  Dokąd zaszli? Kroczyli i przekroczyli pewne granice…

Adam Asnyk, jak czytam w wiki, to syn Powstańca Listopadowego , zesłańca na Sybir, który osiadł po zesłaniu w Kaliszu. Sam poeta Adam Asnyk był członkiem Rządu Narodowego w Powstaniu Styczniowym .Wybitnie wykształcony na Zachodzie, osiadł w Krakowie, gdzie był radnym miejskim, a potem posłem do parlamentu. Tak bardzo na czasie jawi się i poezja i postać tego poety, który zostawił i nam ten wiersz pod rozwagę.

https://literat.ug.edu.pl/asnyk/080.htm

https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Adam_Asnyk

Trafiłam tez na nieznany wiersz A. Słonimskiego pt.” Polska”.Świetny mógłby być jako tekst piosenki.

http://wiersze.doktorzy.pl/polska2.htm

https://www.salon24.pl/u/daani/959262,sliczny-wiersz-adama-asnyka-na-czasie-pt-do-mlodych?fbclid=IwAR2AXq9PnFeOEpRCZ69WfvNSSm-qIaRIJYQpJ86JyjleFbP9Sl5W0kqP5DU

Zobacz także:

Posted in Wiersze | Leave a Comment »

Dzieci tułacze

Posted by tadeo w dniu 1 czerwca 2019

Wstrząsająca opowieść o losach polskich dzieci wywożonych przez Sowietów w czasie II wojny światowej do łagrów Syberii

 

 

 

 

Posted in Filmy - Polecam, Filmy dokumentalne, Polskie Kresy | Leave a Comment »