WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Archive for Maj 7th, 2019

Wileńska i krakowska twarz Bożego Miłosierdzia

Posted by tadeo w dniu 7 Maj 2019

Obraz wileński miał burzliwą historię, co znacznie wpłynęło na jego stan. Konserwację wykonała Edyta Hankowska-Czerwińska z Włocławka Fot. Marian Paluszkiewicz

Obraz Jezusa Miłosiernego znany jest chyba na całym świecie. W większości kościołów znajdziemy jednak nie ten wzorowany na obrazie wileńskim, ale na dużo późniejszym dziele Adolfa Hyły.

Do Krakowa ludzie mieli o wiele łatwiejszy dostęp niż do Wilna w czasach sowieckich. Często również z Polski ludzie wyjeżdżali na Zachód Europy i na inne kontynenty, przewożąc ze sobą reprodukcje obrazu Hyły. Ludzie bardzo polubili ten obraz, ale nie tylko. Można powiedzieć, że Bóg zsyłał na łaski, również przez ten obraz, mimo że nie był on tak wierny wizji s. Faustyny — opowiada „Kurierowi” s. Iwona ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego.

Pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego powstał w Wilnie w pracowni Eugeniusza Kazimirowskiego według wskazówek s. Faustyny i dzięki staraniom ks. Michała Sopoćki w 1934 r. Kapłan postarał się, by został zawieszony w kościele pw. św. Michała, którego był rektorem. Obraz wisiał tam przez cały czas wojny. Po wejściu Armii Czerwonej rozpoczął się nowy okres w dziejach Wileńszczyzny, znaczony także prześladowaniami wiary i Kościoła. W 1948 r. kościół zamknięto. Obraz uratowały dwie kobiety, członkinie sodalicji Mariańskiej.

— Zobaczyły, że w kościele pojawili się robotnicy. Drzwi były uchylone, więc weszły do środka. Udało im się nakłonić robotników, by za pewną sumę pieniędzy pozwolili im wyjąć obraz z ramy i wynieść z kościoła. Tłumaczyły, że zależy im na obrazie, ponieważ jest on ich pamiątką rodzinną — opowiada s. Iwona.

Siostra Patrycja podkreśla, że obraz wileński jest pełen głębokiej symboliki Fot. Marian Paluszkiewicz

Kilka lat obraz przeleżał na strychu zwinięty w rulon, w niezbyt dobrych warunkach. Zainteresował się nim dopiero przyjaciel ks. Sopoćki ks. Józef Grasewicz, który w 1956 r. powrócił do Wilna po kilkuletnim uwięzieniu w sowieckim obozie pracy.

— Ks. Grasewicz znalazł go w kościele pw. Ducha Świętego. Zapytał, czy może go zabrać. Proboszcz bez wahania powiedział „bierz” i tak obraz znalazł się na Białorusi, w Nowej Rudzie — wyjaśnia nam s. Faustyna ze Zgromadzenia Matki Miłosierdzia, którego ks. Grasewicz był współzałożycielem.

— Obraz był u nas do 1970 r. Zawieszony został bardzo wysoko, pod samym sufitem. Ludzie bardzo się do niego przywiązali, odmawiali koronki. Wreszcie kościół zamknięto. Władze nakazały wywieźć z niego wszystkie sprzęty. Ks. Grasewicz bardzo bał się o obraz. Chciał go przewieźć do ks. Sopoćki do Polski, ale to było zbyt niebezpieczne. Powiedział więc „Chyba Pan Jezus chce wrócić do Wilna”. Nie było to jednak łatwe. Po pierwsze dlatego, że ludzie nie chcieli go oddać. Wiedzieliśmy jednak, że grozi mu zniszczenie i trzeba go zabrać. Nasze dwie siostry — Cecylia i Benigna — weszły więc w nocy przez dach i zamieniły go na kopię — opowiada s. Faustyna.

Obraz został więc ocalony, wywieziony co prawda z Białorusi, ale nadal pozostawał na terenie Związku Sowieckiego, co sprawiało, że znacznie trudniej było rozpowszechniać wiadomości o nim.

— Ks. Sopoćko myślał o przewiezieniu obrazu na teren Polski, jednak granica między Związkiem Sowieckim a PRL była trudną do przekroczenia, zwłaszcza, gdyby ktoś chciał przewieźć tak dużą rzecz. Obraz Kazimirowskiego był więc oddzielony od Zachodniego świata o wiele bardziej niż obraz krakowski. Kontakty między Polską a krajami Europy Zachodniej były o wiele łatwiejsze, co pozwalało na łatwiejsze rozprzestrzenianie się wiadomości — wyjaśnia s. Iwona ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego.

Tymczasem o namalowanie kolejnego obrazu według wizji s. Faustyny zabiegały siostry z jej zgromadzenia. Już po śmierci świętej szukały malarza, którzy mógł namalować obraz, podobny do tego, jaki znajdował się wcześniej w kaplicy sióstr w Warszawie na Żytniej, jednak został spalony razem z domem w czasie Powstania Warszawskiego. Siostry miały do dyspozycji czarno-białe zdjęcia i opis w dzienniczku.

Siostra Iwona Fot. Marian Paluszkiewicz

— Zgłosił się Adolf Hyła. Do tych informacji, jakie przekazały mu siostry, dołożył on swoją fantazję. Malował tak, by obraz był jak najpiękniejszy. Jego pierwszy obraz przedstawiał Jezusa na tle krajobrazu łąki. Ksiądz Sopoćko, gdy zobaczył i porównał dzieło Hyły z obrazem, który nosił w sercu, był przerażony. Nie był ujęty pięknem obrazu, ale akcentował różnicami z opisem s. Faustyny — zauważa s. Iwona.

Siostry podkreślają, że obraz wileński jest jak ikona, każdy szczegół ma w nim znaczenie symboliczne i teologiczne.

— Obraz Hyły zawiera wiele z fantazji malarza. Ks. Sopoćko prosił malarza, aby zmienił obraz — przede wszystkim, jeśli chodzi o tło. Chciał również, aby ręka Jezusa była umieszczona nieco wyżej, aby jego spojrzenie było inne, by postać była dostojna. Hyła, zanim zmienił cokolwiek na obrazie, który znajduje się w Łagiewnikach, namalował ok. 200 kopii i rozesłał je po całym świecie. Ten wizerunek bardzo się ludziom podobał, był kolorowy, bardzo przyjemny. Nieznana była przecież symbolika obrazu — opowiada s. Iwona.

Obraz wileński przedstawia Jezusa na ciemnym tle, ze spojrzeniem skierowanym ku ziemi. Na pierwszym obrazie Hyły czarne tło zastąpił łagiewnicki pejzaż, a wzrok Jezusa skierowany jest na wprost. Obraz nie mieścił się jednak w ołtarzowej wnęce w Łagiewnikach, dlatego siostry zleciły artyście namalowanie duplikatu. Poświęcenie drugiego obrazu nastąpiło 16 kwietnia 1944 r., w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, dzisiaj Święto Miłosierdzia Bożego.
Obraz natychmiast zasłynął łaskami. W 1954 r. na prośbę ks. Sopoćki artysta zamalował krajobraz ciemnym tłem. Ks. Sopoćko nie był jednak zadowolony z dzieła krakowskiego malarza. Ze względu na trudności z przewiezieniem oryginalnego obrazu na teren PRL-u zabiegał o zorganizowanie konkursu na nowy obraz. Zwyciężyło dzieło Ludomira Sleńdzińskiego, jednak temu obrazowi nie udało się zastąpić znanego już dobrze obrazu z Łagiewnik.

Warto przy okazji zauważyć, że krakowski obraz nie był zwykłym zamówieniem, ale wotum wdzięczności za ocalenie rodziny malarza.

— Adolf Hyła przywiązywał wielką wagę do modlitwy w Łagiewnikach, uważał, że to wtedy ważyły się losy jego i jego bliskich, stąd też można chyba powiedzieć, że obraz tworzył z potrzeby serca. Obraz Kazimirowskiego był natomiast wyrazem posłuszeństwa, zarówno s. Faustyny jak również ks. Sopoćki i malarza — zauważa s. Partycja ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego.

Kult Miłosierdzia napotykał na przeszkody nie tylko na terenie ZSRS. Szerzenie jego było ograniczane również w samym Kościele.

— Kult Miłosierdzia Bożego rozwijał się w pewny nie do końca kontrolowany sposób. Fragmenty „Dzienniczka” siostry Faustyny były przepisywane na maszynie i szły w świat. Przy robieniu kolejnych kopii w ten sposób pojawiały się błędy. Zdarzało się np. że słowa, które w oryginale były podawane jako słowa Jezusa, w maszynopisach występowały jako słowa s. Faustyny. Co więcej — takie kopie tłumaczono na inne języki, co jeszcze bardziej zniekształcało przesłanie. Dla czytających te teksty s. Faustyna jawiła się nie jako posłuszna zakonnica, ale jako osoba, uważająca siebie za kogoś niezwykłego — wyjaśnia s. Iwona.

Kult Miłosierdzia zgodnie z przesłaniem, jaki w swoim „Dzienniczku” spisała s. Faustyna, został na pewien czas zakazany.

— Kościół podjął prawidłową decyzję, że sprawę trzeba zbadać. Zanim została zbadana, trzeba było w jakiś sposób ograniczyć kult. Notyfikacja o zakazie kultu według, jak mówiono „rzekomych objawień s. Faustyny” była ogłoszona w L’Osservatore Romano, a wcześniej list, jako poważne ostrzeżenie, był przekazany ks. Sopoćce przez kard. Wyszyńskiego. Ks. Sopoćko był proszony, by zaprzestał szerzenia kultu Miłosierdzia Bożego. Od tej pory ks. Sopoćko pisał tylko do szuflady, powołując się na Pismo Święte i na ojców Kościoła — uważa nasza rozmówczyni.

Biskupi w Polsce zdecydowali, że obrazy Jezusa Miłosiernego mogą pozostać w tych kościołach, gdzie wierni już się do nich przyzwyczaili, ale Koronka nie może być odmawiana publicznie.

Mimo że na całym świecie bardziej znany jest obraz krakowski, w domach sióstr znajdują się najczęściej wizerunki zbliżone do wileńskiego Fot. Marian Paluszkiewicz

— Dotyczyło to także naszego zgromadzenia. Siostry przez długi czas mogły się modlić nią tylko indywidualnie. Ks. Sopoćko zmarł na kilka lat przed oficjalnym zatwierdzeniem przez Kościół kultu Bożego Miłosierdzia, o jakim mówiła s. Faustyna. Kościół postępuje mądrze, ma czas, czeka, aż sprawa się wyjaśni. Ks. Sopoćko pisał zresztą w swoim dzienniku, że nie obawia się trudności, bo sama s. Faustyna mówiła, że na jakiś czas wszystko będzie zamknięte jakby w ciemnej skrzyni, a później jeszcze raz wybuchnie z nową siłą. On sam doskonale rozumiał, że ta sprawa potrzebuje oczyszczenia — dodaje s. Iwona.

S. Partycja z wykształcenia jest malarką. Do tej pory wykonała kilka mniejszych kopii obrazu Kazimirowskiego, ale przyznaje, że nie ma odwagi zająć się większą pracą.

— Dla mnie ten obraz to tajemnica. Wydaje mi się, że w jego przypadku najlepszym sposobem na rozpowszechnianie są kopie cyfrowe. Teraz technika daje ogromne możliwości, zresztą widzimy, że wileński wizerunek jest coraz bardziej rozpoznawany na całym świecie — wyjaśnia.

Według niej najważniejsza jest symbolika, jakiej pełen jest wileński obraz.

Najbardziej znanym obecnie na świecie obrazem Jezusa Miłosiernego jest obraz autorstwa Adolfa Hyły

— Spojrzenie Jezusa na obrazie Kazimirowskiego to spojrzenie z krzyża. Ważne jest także ułożenie ręki, które odpowiada wymogom przedsoborowej liturgii. W tym obrazie możemy dostrzec dwie największe tajemnice chrześcijaństwa — Mękę i Zmartwychwstanie. Dwa promienie, które w obrazie Kazimirowskiego się łączą, to symbole sakramentów: biały promień, który usprawiedliwia duszę, to symbol pokuty i pojednania. Czerwony to pokarm dla dusz, czyli symbol Eucharystii. Czarne tło również nie jest przypadkowe — jest symbolem ciemności grzechu w naszej duszy. Jezus przychodząc przynosi światło, którego źródłem na obrazie wileńskim wyraźnie jest serce Jezusa — opowiada.

Mimo że na całym świecie bardziej znany jest obraz krakowski, w domach sióstr znajdują się najczęściej wizerunki zbliżone do wileńskiego.

— Właśnie do tego obrazu, także ze względu na opinię ks. Sopoćki, przywiązane jest nasze zgromadzenie. Ten wileński obraz był otaczany jego szczególną opieką od samego początku. Właśnie on najlepiej oddaje przesłanie s. Faustyny. Zresztą Jezus wielokrotnie mówił s. Faustynie, że nie w pięknie obrazu jest siła. Ma on o wiele głębszy wymiar, który nie ogranicza się do przedstawienia postaci Jezusa — podkreśla s. Patrycja.

— I w Krakowie obraz obwieszony jest wieloma wotami, i w Wilnie ludzie otrzymują wiele łask za jego pośrednictwem. My jesteśmy przywiązani do oryginału, dlatego że powstawał właśnie tutaj według wskazówek s. Faustyny — mówi s. Iwona.

Wileńska i krakowska twarz Bożego Miłosierdzia

Reklamy

Posted in Miłosierdzie Boże, Św. Faustyna | Leave a Comment »

Kiedy człowiek pokona lęk, dokonują się cuda

Posted by tadeo w dniu 7 Maj 2019

Miłosierdzie to jest zadanie na całe życie. Więcej – to szansa, by moje życie trwało wiecznie. Jeśli chcę, by tak było, powinienem po prostu pochylić się nad potrzebującym pomocy, którego Bóg stawia na mojej drodze – radzi s. Michaela Rak.


Kiedy Siostra zrozumiała, że słowo „miłosierdzie” zmieni Siostry życie?
Chyba zaczęło się już w dzieciństwie. Moja mama za pomoc Żydom w czasie wojny trafiła do obozu koncentracyjnego. Kiedyś, jako dziecko, zapytałam ją, czy wtedy się nie bała. Odpowiedziała: „Pamiętaj, kiedy człowiek jest w potrzebie, nie wolno się bać”. To była jedna z pierwszych lekcji tego, że potrzeba człowieka ma otwierać nas na miłosierdzie.
*Czy właśnie dlatego wybrała siostra Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego?
Na wybór mojej życiowej drogi otwierała mnie potrzeba człowieka, wydawało mi się, że najlepiej odpowiem na tę potrzebę jako misjonarka. Bardzo chciałam wyjechać do Afryki, pracować wśród potrzebujących, pochylając się nad biedą i samotnością. Życie potoczyło się jednak inaczej. W 1984 r. wstąpiłam do Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego, które nie pracowało na misjach. Wstępując doń, nie znałam go zupełnie. Ścierało się we mnie wtedy od pewnego czasu jakieś poczucie powołania z moją własną słabością i brakiem decyzji. Znałam wiele zgromadzeń, jednak nie wiedziałam, które mam wybrać. Poszłam w tej intencji na pieszą pielgrzymkę z Torunia na Jasną Górę. Po dojściu, w kaplicy modliłam się, by Maryja wskazała mi drogę. Pojawiła się wtedy we mnie taka myśl, by po prostu podejść do pierwszych sióstr, jakie spotkam po wyjściu. Tak zrobiłam. To było takie ludzkie szaleństwo. Podeszłam do pierwszych spotkanych sióstr i powiedziałam, że chcę wstąpić do ich zgromadzenia. Zapytały, czy coś o nim wiem. Oczywiście nie wiedziałam nic. Tak właśnie zostałam siostrą Jezusa Miłosiernego. To był akt wielkiego zaufania Jezusowi, a dalej to on już mnie sam poprowadził. Dziś nie mam wątpliwości, że jeszcze raz wybrałabym tak samo.

W czasie, gdy Siostra wstępowała do zgromadzenia, kult Miłosierdzia Bożego nie był ani szeroko znany, ani nawet akceptowany przez Kościół…
Tak, w pewnym momencie Kościół zakazał głoszenia Miłosierdzia Bożego według wizji s. Faustyny! W 1967 r. Dopiero dzięki Janowi Pawłowi II pod koniec lat 90. ten kult wszedł w krwiobieg Kościoła, a objawienia zostały zatwierdzone. Założyciel zgromadzenia i patron naszego hospicjum dostał wręcz zakaz głoszenia tego kultu. Był to okres wielkiego cierpienia, można powiedzieć Wielkiego Postu rozłożonego na wiele lat. W 1985 r. odchodził ze świadomością, że przesłanie, jakie przyniósł Jezus do s. Faustyny, jest niezrealizowane. Miał jednak w pamięci to, co powiedziała mu przed śmiercią – że wszystko się dokona, gdy ich już nie będzie. Tak się stało. Dziś mamy Święto Miłosierdzia, koronka jest znana na całym świecie. To przykład tego, jak wielkie rzeczy Bóg może zbudować, jeśli tylko mu zaufamy.

Co oznacza kult Bożego Miłosierdzia dla Siostry?
Miłosierdzie to jest zadanie na całe życie. Nawet więcej, to właśnie jest szansa, by moje życie trwało wiecznie. Jeśli chcę, by tak było, mam porostu zaufać Bogu i pochylić się nad potrzebującym pomocy, którego postawił na mojej drodze. Kult, o jakim Jezus mówił do s. Faustyny, ma kilka wymiarów. O Miłosierdziu można świadczyć przez modlitwę, głoszenie tej prawdy i konkretne czyny. W czasie objawień Jezus prosił s. Faustynę, by został wymalowany obraz, potem mówił o tym, że chce, by był on znany na całym świecie. Nie chodziło jednak o to, by wisiał na ścianach, by był popularną dekoracją. Chodziło mu o to, by każdy z nas, tu i teraz, był jego obrazem w świecie. Często powtarzam, że obraz Jezusa Miłosiernego ma być scenariuszem naszego życia. Nasze życie ma być taką pełnometrażową produkcją na wieczność. Na tym obrazie Jezus wchodzi do wieczernika, gdzie są apostołowie, którzy widzieli jego cuda, słuchali nauczania, a jednak zostawili go w chwili męki. Piotr wyparł się go trzy razy… Teraz siedzą zamknięci i boją się o siebie, myślą, co robić dalej, może wrócić do dawnych zajęć? Jezus jednak nie przychodzi wyjaśniać spraw, robić wyrzutów, przychodzi, by im pokazać, czym jest miłosierdzie. Pokonuje zamknięte drzwi, robi pierwszy krok i przynosi pokój. To właśnie jest przesłanie dla mnie. Mam zachowywać się tak samo wobec tych, którzy mnie zdradzili, na których się zawiodłam. My jesteśmy dziś za bardzo sprawiedliwi, a nasza sprawiedliwość często staje się odwetem. Jezus pokazuje inną drogę. Miłosierdzie to wyciągnięcie po raz kolejny ręki do kogoś, kto zawiódł moje zaufanie, danie kolejnej szansy. W ten sposób naprawdę możemy przemienić świat, choć dokonuje się to często za cenę naszego cierpienia.
W historii s. Faustyny Wilno odegrało szczególną rolę. Czy także dla Siostry jest to miasto Miłosierdzia?
Tak jak Jan Paweł II mówił o Wadowicach – tu wszystko się zaczęło – mogę jako siostra Jezusa Miłosiernego powiedzieć o Wilnie: to tu zaczęła się misja Miłosierdzia. Siostra Faustyna po raz pierwszy usłyszała wezwanie „namaluj obraz” w Płocku, ale przez trzy lata nie mogła tego zrobić. Dopiero tutaj, w Wilnie, jej misja rozwinęła się w pełni. Powstał obraz, koronka, pojawiło się przesłanie Święta Miłosierdzia, Godzina Miłosierdzia. Ziemia wileńska jest ojczyzną Miłosierdzia. Ale nie możemy patrzeć tylko w historię, wspominać s. Faustyny. Przez nasze wybory, zakorzenienie się w Bogu mamy stawać się żywym obrazem Jezusa Miłosiernego tu i teraz, w naszym codziennym życiu.
W życiu Siostry miłosierdzie ma bardzo praktyczny wymiar. Codziennie spotyka się siostra z najbardziej potrzebującymi pomocy.
Przełożeni skierowali mnie do pracy bardzo ściśle związanej z pełnieniem miłosierdzia, pochylaniem się nad potrzebującym człowiekiem, czyli do pomocy chorym. Najpierw była to misja hospicyjna w Gorzowie Wielkopolskim, później – hospicjum w Wilnie. W Gorzowie pracowałam przez wiele lat i o konieczności wyjazdu do Wilna myślałam z lękiem. Byłam w jakiś sposób blokowana przez swój egoizm, nie chciałam zostawiać tego, czemu poświęciłam dużą część życia, i znów zaczynać od zera. Na Litwie nie było hospicjum, nie było nawet takiego słowa w języku litewskim. Potrzebowałam trzech lat, żeby zaakceptować to wyzwanie, musiałam zaufać Jezusowi. W końcu zgodziłam się, był rok beatyfikacji ks. Michała Sopoćki, jego wstawiennictwu powierzyłam więc to dzieło. Po przyjeździe po raz kolejny w swoim życiu doświadczyłam tego, że kiedy człowiek pokona lęk, dzieją się cuda.

Czy był taki chory, który szczególnie pokazał Siostrze, że misji hospicyjnej warto poświęcić życie?
Dla mnie każdy chory jest znakiem, że dokonałam właściwego wyboru. W misji hospicyjnej dotykamy najważniejszych tajemnic ludzkiego życia. Każdy z naszych chorych odchodzi w wieczność z uporządkowanym tu i teraz. To dokonuje się czasem przez łzy, gesty, gdy chory nie ma już siły na słowa. Pamiętam dzień, gdy w sali hospicyjnej wzrokiem i przytuleniem pojednali się syn z ojcem, którzy wcześniej nawzajem się przeklęli. Pamiętam pacjentkę hospicyjną, która w czasie choroby przepisała swoje mieszkanie na siostrę. A gdy wyzdrowiała, okazało się, że nie ma gdzie wracać, bo jej mieszkanie zostało sprzedane, a siostra nie zamierza jej w jakikolwiek sposób wspierać. W dialogu udało nam się rozwiązać sytuację i nasza pacjentka odzyskała pieniądze. Pamiętam też urodziny w hospicjum, gdy odwiedzający chorego syna ojciec płakał, że gdy był jeszcze zdrowy, nie miał czasu na świętowanie jego urodzin; kupował prezenty, ale nie było go stać na bycie razem. Dopiero tu, w sali hospicyjnej, docenił ten dzień, przeżyli go całą rodziną. Nie mam wątpliwości, że to ma sens. Kiedyś bezdomny przyniósł nam zniszczoną płaskorzeźbę Jezusa, którą znalazł w śmietniku, i powiedział: „Wy tu przywracacie twarz człowiekowi, to i Jezusowi przywrócicie”. Czy można chcieć coś więcej? Ta misja jest ważna.
Czy w hospicjum spotyka Siostra osoby niewierzące? Czy zdarza się, że przychodzą osoby, które przeżywają jakiś bunt wobec Boga?
Takie sytuacje się pojawiają, choć ja uważam, że nigdy w życiu nie spotkałam naprawdę niewierzącego człowieka. Nawet jeśli padało „jestem niewierzący”, było to raczej stwierdzenie niemocy. Każdy człowiek gdzieś w głębi serca ma jakieś odczucie nieskończoności, czasem po prostu nie potrafi go dotknąć. W hospicjum, po doświadczeniu bliskości człowieka, dramatów związanych z chorobą, taki człowiek ma szansę na odnalezienie Tego, dzięki któremu żyje. Zdarza się, że przychodzi osoba deklarująca się jako niewierząca, a umiera już pojednana z Bogiem, jako człowiek wiary. To też jest wielkie wyzwanie dla hospicjum – umieć tak towarzyszyć pacjentowi, by on sam, w historii swojego życia, swojej rodziny odnalazł sens, doświadczył tego, że nie pojawiał się na świecie z przypadku, że jest Ktoś, kto go do życia powołał i będzie z nim w wieczności.
Teraz przed Siostrą stoi kolejne wyzwanie – budowa hospicjum dziecięcego.
Jest taka potrzeba, więc staramy się na nią odpowiedzieć. To kolejna rzecz, która opiera się na zaufaniu Bogu. Rozpoczęliśmy budowę, która kosztuje 1,3 mln euro, choć nie mamy nawet na bieżące potrzeby… Bardzo wielu ludzi nas w tym wspiera. Są tacy, którzy przekazują pieniądze, ale też tacy, którzy coś dla nas robią. Tu, w naszej siedzibie, wszędzie właściwie można zobaczyć rzeczy, które czekają na otwarcie dziecięcego oddziału. Mamy przygotowane zabawki, maskotki, od pewnej częściowo sparaliżowanej pani otrzymaliśmy kapliczki maryjne, które sama wykonała. Mamy piękne kolorowe obrazy, namalowane specjalnie do dziecięcych sal, ale to nie wszystko – Aleksander Śnieżko napisał do nich bajki! Patrząc na stan budowy, można pomyśleć, że to szaleństwo, ale ja naprawdę wierzę, że dziecięce hospicjum ruszy już jesienią. Może to szaleństwo, ale wierzę.

Fot. Marian Paluszkiewicz

Apel hospicjum: Wesprzyj nas!
Każdy może pomóc Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki. Wystarczy aktywnie zaangażować się w działalność placówki i zostać wolontariuszem albo przekazać pomoc materialną lub finansową.
Osoby pragnące wesprzeć naszą działalność lub zostać wolontariuszami hospicjum, zapraszamy do naszej siedziby przy ul. Rasų 4, LT-11350 Wilno, lub prosimy o telefon pod numer (+370 5) 219 57 62.
Ważna informacja dla kandydatów na wolontariuszy: bezpośredni kontakt z chorymi mogą mieć tylko osoby pełnoletnie!
Będziemy wdzięczni za wsparcie finansowe hospicjum poprzez przekazanie 2 proc. podatku dochodowego (na formularzu FR0512 v.2), REGON (kodas) 302837031. Można też przekazywać środki na konta:
Luminor Bank AB
Kod banku: 40100
BIC, SWIFT kod: NDEALT2X
konto w euro: LT232140030002856368
konto w dolarach: LT392140030002856371
konto w złotówkach: LT762140030002856384

Kiedy człowiek pokona lęk, dokonują się cuda

Posted in Miłosierdzie Boże | 1 Comment »