WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

Św. Juda Tadeusz: Męczennik za wiarę

Posted by tadeo w dniu 6 stycznia 2018


...

Łaskami słynący obraz z Bazyliki Św. Krzyża w Warszawie

 Zapomniany apostoł

We wszystkich niemal życiorysach świętego Judy Tadeusza pojawiają się trzy podstawowe informacje: był jednym z dwunastu Apostołów Jezusa Chrystusa, prawie nic nie wiadomo o jego życiu oraz jest niezwykle skutecznym orędownikiem w sprawach po ludzku beznadziejnych. Inne fakty mogą się różnić, w zależności od źródeł, na których opierał się autor, jednak te trzy pozostają niewzruszone, a ich zestawienie już na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo intrygujące.

Apostoł Jezusa Chrystusa

Być apostołem Jezusa Chrystusa to bez wątpienia wielki zaszczyt. W gronie Dwunastu nie było osób przypadkowych. Przed ogłoszeniem ich imion Jezus „całą noc trwał na modlitwie do Boga” (Łk 6,12), wybierając z rzeszy swoich uczniów „tych, których sam chciał… aby Mu towarzyszli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki i by mieli władzę wypędzać złe duchy” (Mk 3, 13-15). Mieli oni być świadkami Jezusa, Jego przedstawicielami wobec ludzi. W Jego imię głosili Ewangelię i czynili cuda.
Po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Apostołowie kontynuują swoją misję, stając się fundamentem rodzącego się Kościoła. Dawny Izrael obejmował dwanaście pokoleń, wywodzących się od dwunastu synów patriarchy Jakuba; Kościół, nowy Izrael, opiera się na świadectwie dwunastu Apostołów. Ta symboliczna liczba jest na tyle ważna, że po zdradzie Judasza Apostołowie postanawiają uzupełnić swoje grono o jednego z tych uczniów, który przebywał z nimi od chrztu Janowego aż do dnia wniebowstąpienia. Choć tych, którzy spełniali to kryterium, było więcej, wybrany został jeden, Maciej, aby stać się dwunastym „świadkiem Jego zmartwychwstania” (por. Dz 1, 21-22).
Przynależność do pierwotnego grona Apostołów jest więc wyjątkowym i niepowtarzalnym powołaniem, które przypadło w udziale jedynie tym dwunastu mężczyznom.
Co ciekawe, powołanie to nie skończyło się wraz z ich śmiercią, lecz sięga aż po czasy ostateczne. Jezus, zapytany przez Piotra, jaka będzie nagroda dla tych, którzy porzucili wszystko, by pójść za Nim, zapowiedział: „Gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy… zasiądziecie również na dwunastu tronach, aby sądzić dwanaście pokoleń Izraela” (Mt 19, 28). Święty Jan Apostoł, oglądając w nadprzyrodzonej wizji niebieskie Jeruzalem zstępujące z nieba, zapisał: „Mur Miasta ma dwanaście warstw fundamentu, a na nich dwanaście imion dwunastu Apostołów Baranka” (Ap 21, 14). Kto zatem raz został apostołem i wytrwał w tym powołaniu, będzie nim już na wieki.
W tym wybranym gronie znalazł się także święty Juda Tadeusz. Widział, słyszał i dotykał Jezusa. Został przez Niego osobiście powołany na apostoła. Był naocznym świadkiem Jego cudów, a także sam uzdrawiał i wyrzucał złe duchy w Jego imię. Był z Jezusem w Kanie Galilejskiej, na Górze Błogosławieństw, nad jeziorem Genezaret, w Betanii, w Wieczerniku i w Ogójcu. Rozmawiał z Nim po Jego zmartwychwstaniu, widział Go wstępującego do nieba i doświadczył Jego mocy w dzień zesłania Ducha Świętego. Kościół, który zrodził się w Wieczerniku, został zbudowany również na jego świadectwie i poświęceniu.

Ukryty patron zrozpaczonych

Nieco zaskakuje, że o człowieku obdarzonym tak wielką godnością zachowały się tak skąpe informacje. Ewangelie, poza tym, że wymieniają go na szarym końcu listy Apostołów, przytaczają zaledwie jedną jego wypowiedź, skierowaną do Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy (por. J 14, 22). Tradycja przypisuje mu autorstwo przedostatniej, krótkiej księgi Pisma Świętego – Listu świętego Judy – choć dzisiejsi bibliści wydają się mieć na ten temat podzielone zdania. Poza tym mamy do dyspozycji szereg mniej lub bardziej wiarygodnych przypuszczeń na temat jego ewentualnego pokrewieństwa z Jezusem, kilka apokryfów (pism wczesnochrześcijańskich nie włączonych do kanonu Pisma Świętego), zawierających treści bardziej legendarne niż historyczne, oraz lakoniczną wzmiankę w starożytnej kronice. Przyznajmy, że jak na Apostoła Pańskiego, to raczej niewiele. O wiele większą popularnością wśród autorów biblijnych i wczesnochrześcijańskich cieszą się Piotr, Jakub, Jan, Tomasz czy Andrzej.
Jednak to właśnie ten, zdawałoby się zapomniany Apostoł, został powszechnie obwołany w Kościele patronem wszystkich, którzy znajdują się w sytuacji po ludzku bez wyjścia. Tradycyjne modlitwy wychwalają go jako tego, który przywraca nadzieję, oddala trwogę, wzmacnia wolę, wlewa w serce otuchę i pogodę ducha, chroni od rozpaczy, a nierzadko wyjednuje u Boga dokładnie tę łaskę, o którą go prosimy. Piotr funkcjonuje w naszej świadomości jako opoka, na której zbudowano Kościół, Mateusz jako cudownie nawrócony celnik, Tomasz jako wątpiący, który potrzebował znaku, by uwierzyć w zmartwychwstanie, natomiast Juda Tadeusz jako przyjaciel opuszczonych i zrozpaczonych.
Nie są to puste słowa. Kult świętego Judy Tadeusza jest wciąż żywy nie tylko w naszym kraju, gdzie wierni w wielu kościołach gromadzą się na nabożeństwach ku jego czci, ale w całym Kościele. Aby przekonać się o niezwykłej popularności tego Apostoła w dzisiejszych czasach, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę internetową jego imię w języku angielskim, a znajdziemy strony internetowe sanktuariów rozsianych po różnych częściach świata – od Kizhathadivvor w Indiach po Baltimore i Chicago w Stanach Zjednoczonych. Wierni nawet bez wychodzenia z domu mogą zgłosić swoją intencję, zamówić Mszę świętą, otrzymać teksty modlitw, a nawet zapalić wirtualną świeczkę. I ewidentnie pragną to czynić.
Na czym polega sekret świętego Judy Tadeusza? Czym zasłużył sobie na taką cześć? Co takiego kryje się w postaci tego Apostoła, że budzi tak wielkie zaufanie proszących? Odpowiedzi poszukajmy w Biblii i w tych fragmentarycznych świadectwach, które zachowały się do naszych czasów.

Imiennik zdrajcy

Święty Juda Tadeusz wymieniony jest we wszystkich czterech spisach Apostołów zamieszczonych w Nowym Testamencie (por. Mt 10, 2-4; Mk 3, 16-19; Łk 6, 13-16; Dz 1, 13). Jednak tylko Łukasz nazywa go jego imieniem. Mateusz i Marek poprzestają na przydomku Tadeusz (w niektórych rękopisach: Lebbeusz), wywodzącego się od słowa aramejskiego określającego „pierś” lub „serce” i znaczącego tylko co „odważny” bądź „wielkoduszny”. Powód takiego postępowania nietrudno odgadnąć i nie jest nim jedynie uznanie dla męstwa czy dobrego serca Apostoła.
Imię Juda, znaczące tyle, co „godzien czci”, miało w narodzie izraelskim szczytne tradycje. Nosił je czwarty syn patriarchy Jakuba, w którego rodzie miał przyjść na świat Mesjasz (por. Rdz 49, 10). W II wieku przed Chrystusem rozsławił to imię bohaterski Juda Machabeusz, przywódca powstań żydowskich przeciwko rządom Seleucydów, pragnących narzucić Żydom obyczaje greckie (por. 1 i 2 Mch). Jednak od czasów Jezusa piękne imię Juda zaczęło – i to zwłaszcza w środowisku chrześcijańskim – budzić zgoła inne skojarzenia. W gronie Dwunastu nosiło to imię dwóch apostołów. Byli to: Juda, syn Jakuba, czyli święty Juda Apostoł, oraz Judasz Iskariota, który wydał Jezusa (por. Łk 6, 13-16). I choć w naszym języku przyjęło się dla odróżnienia nazywać apostoła zdrajcę Judaszem, to jednak w greckim oryginale Ewangelii w obu przypadkach występuje to samo imię.
Niełatwo jest być imiennikiem kogoś, o kim sam Pan Jezus powiedział: „Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził” (Mt 26, 24). Niemiło być zmuszonym do przedstawiania się słowami: „Jestem apostoł Juda, ale nie ten, który wydał Pana”. A przypadki mylenia świętego ze zdrajcą musiały się zdarzać, skoro święty Jan, cytując pytanie zadane Jezusowi podczas Ostatniej Wieczerzy przez Judę Tadeusza, czuje się w obowiązku zaznaczyć: „Rzekł do Niego Juda, ale nie Iskariota” (J 14, 22), choć przecież z tekstu wynika skądinąd wyraźnie, że rozmowa miała miejsce już po wyjściu Judasza (por. J 13, 30-31). Ta całkowicie niezasłużona plama na własnym imieniu z pewnością nie była judzie obojętna i przysparzała mu wielu przykrości – zwłaszcza w środowisku nieobeznanych z tradycją żydowską pogan, dla których skojarzenie z Judaszem mogło być skojarzeniem jedynym. Mogła też przyczynić się do braku popularności Judy wśród wczesnochrześcijańskich autorów.
Dopiero w średniowieczu święty Juda został dostrzeżony i dowartościowany. Święty Bernard z Clairvaux (1090-1153) prosił przed śmiercią, by włożono mu do trumny przywiezioną niedawno z Jerozolimy relikwię świętego Judy Tadeusza ufając, że wraz z tym Apostołem pewniej powstanie z grobu w dniu ostatecznym. Święta Brygida Szwedzka (1303-1373) twierdziła, że podczas jednego z objawień ukazał się jej Pan Jezus polecając, by zwracano się z ufnością do świętego Judy Apostoła.
Kościół jakby pragnie wynagrodzić Apostołowi lata zapomnienia, kiedy to nie doznawał on należnej czci. Także dziś popularna modlitwa głosi: „Chwalebny Apostole, święty Judo Tadeuszu, wierny sługo i przyjacielu Jezusa, ironię zdrajcy, który wydał naszego umiłowanego Mistrza w ręce nieprzyjaciół sprawiło, że zostałeś zapomniany przez wielu. Jednak Kościół otacza cię czcią i ja także wzywam cię jako szczególnego orędownika tych, którzy będąc w trudnym położeniu, niemal utracili już nadzieję”.
Jest więc bardzo prawdopodobne, że święty Juda Tadeusz wyrósł na patrona spraw niemożliwych do załatwienia z powodu niesprawiedliwości, której sam doświadczał, będąc imiennikiem Judasza. Sam cierpiąc z niezawinionych przez siebie powodów, budzi ufność tych, którym dzieje się krzywda i którzy czują się przytłoczeni swoimi problemami. Jest to Święty, przed którym można się wyżalić, swobodnie otworzyć serce i otrzymać pomoc.

Zawiedziony uczeń

Kult świętych nie może jednak polegać tylko i wyłącznie na użalaniu się nad sobą. Kiedyś trzeba wstać z klęczek i z odnowioną nadzieją powrócić do swojej niełatwej codzienności. I jest to najlepszy czas, aby starać się naśladować postawy świętych, którzy wstawiają się za nami do Boga. Wiele możemy nauczyć się również od świętego Judy Tadeusza, który podobnie jak my musiał się natrudzić, zanim zaczał patrzeć na swoje życie nie tylko po ludzku, ale i po Bożemu.
Święty Jan przekazał nam krótki dialog Judy Apostoła z Jezusem podczas Ostatniej Wieczerzy. Ta ostatnia Pascha Jezusa z uczniami odbywa się w atmosferze narastającego napięcia. Wszyscy mają świadomość zbliżającego się rozstania, choć jeszcze nie do końca zdają sobie sprawę, jak będzie ono wyglądało. „Panie, dokąd idziesz?” – pytają Piotr i Tomasz (J 13,36; por. J 14,5). Jezus mówi im, że rozstanie będzie tylko czasowe, obiecuje umocnić ich Duchem Prawdy i zapewnia, że objawi siebie każdemu, kto Go miłuje.
Święty Juda Apostoł słucha tej rozmowy z poczuciem zawodu. Jak to? Co to znaczy, że Jezus odchodzi? To nie tak miało być! Miał wyzwolić Izraela! Zresztą, dopiero co wjechał do Jerozolimy niczym król! Dlaczego nie zamknie ust swoim wrogom i nie zajmie należnego sobie miejsca, On, Mesjasz, a przy Nim Jego Apostołowie? To przecież po to on, Juda, poszedł za Jezusem, aby być po dobrej stronie, tam, gdzie dzieją się rzeczy wielkie. Życie poświęcił dla Jezusa, a tymczasem On ewidentnie w ogóle nie zamierza brać spraw w swoje ręce! Dlatego Apostoł pyt rozgoryczony: „Panie, cóż się stało, że nam się masz objawić, a nie światu?” (J 14,22).
Przyznajmy, że i w nas budzą się czasem podobne pytania, zwłaszcza jeśli mamy poczucie, że w jakiś sposób postawiliśmy w życiu na Boga. Chodzę do kościoła, spowiadam się, staram się być porządnym człowiekiem, co przecież wcale nie jest łatwe w dzisiejszym świecie. Opowiadam się po dobrej stronie, po stronie Boga. Można by się spodziewać Jego błogosławieństwa. A tymczasem On jakby odszedł z mojego życia. Dlaczego spotyka mnie nieszczęście? Dlaczego prześladuje mnie inny człowiek? Dlaczego bliska osoba się nie nawróci? Dlaczego Bóg nie weźmie spraw w swoje ręce, zaprowadzając sprawiedliwość w moim życiu, w moim środowisku, w mojej Ojczyźnie i na świecie?
Na te pytania Jezus odpowiada świętemu Judzie Tadeuszowi – i nam – słowami: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy. Kto nie miłuje Mnie, ten nie zachowuje słów moich” (J 14,23-24). Choć na pierwszy rzut oka odpowiedź ta wydaje się dosyć luźno związana z pytaniem, jest ona niezwykle głęboka, a jej zrozumienie i przyjęcie stanowi o tym, czy w naszych sercach będzie panował pokój, czy też rozgoryczenie i frustracja.
Jezus mówi Judzie, że nie zamierza zaprowadzać Bożego porządku na siłę, gdyż chce, abyśmy szli za Nim nie z przymusu, nie z lęku przed konsekwencjami odejścia od Niego, nie dla korzyści, lecz z miłości. Ten, kto Go nie miłuje, nie będzie w stanie zachować Jego słów. Odejdzie, gdy przestanie mu się to opłacać. Jednak ten, kto naprawdę poznał Jezusa i Jego miłość, zechce na nią odpowiedzieć i pozostanie wierny nawet wtedy, gdy wydarzenia nie ułożą się po jego myśli. A wtedy doświadczy w swoim sercu obecności Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Doświadczy pokoju, jakiego świat nie jest w stanie mu dać, gdyż pochodzi on tylko od Boga (por. J 14,27).

Autor Listu

Podobna nauka płynie także z Listu świętego Judy. Autor wyróżnia w nim dwie kategorie ludzi. Pierwsza z nich to ci, którzy „powołani, umiłowani w Bogu Ojcu i zachowani dla Jezusa Chrystusa” oczekują „miłosierdzia Pana naszego, Jezusa Chrystusa, które wiedzie ku życiu wiecznemu” (Jud l.21). Przekonani, że miłość Boża doprowadzi ich do szczęśliwego końca, strzegą wiary w swoich sercach, modląc się w Duchu Świętym i wychwalając Boga.
Jednak pokój adresatów Listu został zmącony przez tych, którzy mieniąc się chrześcijanami, nie przyjęli miłości Bożej, lecz „poszli drogą Kaina i oszustwu Balaama za zapłatę się oddali, a w buncie Korego poginęli” (Jud 11). Jak Kain zazdroszczą śmiertelnie innym (por. Rdz 4), jak wieszczek Balaam gotowi są wyrządzać zło, byleby im się to opłacało (por. Lb 22), jak Korach buntują się przeciwko woli Bożej (por. Lb 16). Postępują tak, jak mają ochotę, myślą tylko o sobie, a kiedy Bóg nie czyni tego, czego oni sobie życzą, wypowiadają przeciwko Niemu twarde słowa i „temu bluźnią, czego nie znają” (Jud 10). Nie przynosi to im jednak zadowolenia i pokoju. Autor podsumowuje tę część wywodu dobitnym zdaniem, które zwykle o wiele łatwiej nam odnieść do innych niż do samych siebie: „Ci zawsze narzekają i są niezadowoleni ze swego losu, choć postępują według swoich żądz. Usta ich głoszą słowa wyniosłe i dla korzyści mają wzgląd na osoby” (Jud 16).
Zauważmy tu, że pomimo bardzo ostrego, dosadnego języka, autor nie przekreśla „bezbożnych” oraz nie twierdzi, że przydział do określonej kategorii odbywa się automatycznie i raz na zawsze. Od pierwszych do ostatnich słów Listu zachęca swoich adresatów do troski o własną i cudzą wiarę. Mają okazywać współczucie tym, którzy nie idą dobrą drogą, starając się wyrywać ich z ognia cierpienia; gdyby jednak tamci okazywali zatwardziałość, niech przynajmniej czuwają nad tym, aby im samym nie udzieliło się podobne myślenie. Niech wychwalają miłość Boga oraz budzą w sobie wiarę, że On zaradzi wszystkiemu i na koniec przyjmie ich do chwały niebieskiej. List kończy się płomiennym uwielbieniem Boga: „Temu zaś, który może was ustrzec od upadku i stawić wobec swej chwały bez zarzutu, w radości, jedynemu Bogu, Zbawcy naszemu, przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego, chwała, majestat, moc i władza przed wszystkimi wiekami i teraz, i po wszystkie wieki. Amen” (Jud 24-25).
Tak jasne i dobitne ukazanie dwóch przeciwstawnych sobie dróg budzi zwykle pewien dyskomfort. Najchętniej umiejscowilibyśmy się gdzieś pośrodku, może nawet ubolewając, że nie mamy tak silnej wiary jak święci lub żałując po cichu, że Bóg nie dopomina się o naszą uwagę równie nachalnie jak świat. Jednak święty Juda nieubłaganie mobilizuje nas do walki o wiarę, o niepoddawanie się obojętności ani rozpaczy, o zaufanie do Jezusa Chrystusa, który w swoim miłosierdziu wybawił nas od potępienia. Mobilizuje do poznawania miłości Bożej poprzez słuchanie i czytanie Jego słowa, szukanie towarzystwa tych, którzy są blisko Niego, a nade wszystko przez szczerą modlitwę do Boga, który – jak czytamy w zakończeniu Listu – ma moc dać nam czystość serca i radość życia.
Autorstwo Listu świętego Judy nie jest do końca pewne. Bibliści wskazują na werset 17, w którym autor Listu mówi o Apostołach Jezusa Chrystusa w trzeciej osobie, niczym nie sugerując swojej przynależności do ich grona. Czy to wystarczy, aby zakwestionować wielowiekową tradycję? Juda mógł nie afiszować się ze swoją przynależnością do grona Apostołów przez pokorę lub w celu uniknięcia kolejnej konieczności tłumaczenia się, że nie jest Judaszem. Papież Benedykt XVI omawiając postać świętego Judy w cyklu katechez środowych, poświęconych pierwszym uczniom Chrystusa, stwierdza, że „Judzie Tadeuszowi jest przypisywane autorstwo jednego z listów Nowego Testamentu”, po czym bez żadnych zastrzeżeń przystępuje do analizy Listu.
Pozostawiając dalsze spory specjalistom, zauważmy jedynie, że jeśli nawet – co nie jest pewne – święty Juda Apostoł nie był autorem tego Listu, to z pewnością chętnie podpisałby się pod jego treścią. Ten, który pytał Jezusa: „Panie, cóż się stało…?”, przeżył zgorszenie krzyża, a następnie był obiektem niesłusznych podejrzeń, z pewnością wiedział, czym jest pokusa kwestionowania Bożych dróg, i musiał walczyć o własną wiarę. Od zabarwionego pragnieniem wielkości pójścia za Jezusem, przeszedł trudną i bolesną drogę oczyszczenia z własnych ambicji, dochodząc do wielkiej świętości. Wie, czym jest trud nawrócenia. Może pomóc nie tylko w sprawach doczesnych, ale również w tej najważniejszej – w przyjęciu miłości Boga i Jego woli wobec nas, co w konsekwencji prowadzi do wiecznego zbawienia.

Brat Pański

Kwestia autorstwa Listu świętego Judy nie jest jedyną, której nie potrafimy dziś rozstrzygnąć do końca. Podobne problemy pojawiają się na każdym kroku, a do najbardziej skomplikowanych należy bardzo silne w tradycji Kościoła przeświadczenie o pokrewieństwie Apostoła Judy z samym Jezusem. Żyjący w II wieku pisarz Hegezyp podaje, że Juda Tadeusz przystępując do grona uczniów Jezusa, był już żonaty (istnieje nawet tradycja, że to on był panem młodym z Kany Galilejskiej) i pozostawił po sobie potomstwo. Kiedy więc wieść o tym doszła do cesarza rzymskiego, Domicjana, kazał on sprowadzić do siebie wnuków świętego Judy w przekonaniu, że jako krewni Jezusa Chrystusa mogą kiedyś sięgnąć po władzę cesarską. Gdy jednak zobaczył, że są oni prostymi ludźmi bez politycznych aspiracji, kazał odesłać ich do domu. Choć wartość historyczna tej notatki bywa kwestionowana, to jednak świadczy ona o powszechnym przekonaniu, że Judę łączyły z Jezusem jakieś więzy rodzinne.
Teorię tę zdaje się również potwierdzać fakt, że imię Judy oraz imiona dwóch innych Apostołów: Jakuba i Szymona, znajdujemy w Ewangelii na liście tzw. braci Jezusa, przy czym należy pamiętać, że w języku hebrajskim i aramejskim braci ciotecznych i stryjecznych określano tym samym słowem co braci rodzonych. Zadziwieni nauką i cudami Jezusa, mieszkańcy Nazaretu pytają: „Skąd to u niego? I co to za mądrość, która mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona?” (Mk 6,2-3; por. Mt 13,54-55).
Kiedy jednak próbujemy ustalić, jakie dokładnie pokrewieństwo łączyło Judę z Jezusem, wkrótce dochodzimy do wniosku, że jest to przedsięwzięcie wymagające nie tylko erudycji, lecz także niemałych zdolności detektywistycznych! Przede wszystkim napotykamy tu dwie różne teorie. I tak w tradycyjnych katolickich żywotach świętego Judy czytamy, że był on kuzynem Jezusa zarówno ze strony ojca, jak i matki, jego ojcem miał być bowiem Kleofas, brat świętego Józefa, a matką siostra Najświętszej Maryi Panny, znana z Ewangelii Maria, żona Kleofasa. W tej samej rodzinie mieli też przyjść na świat Apostołowie Jakub i Szymon. Z kolei z prawosławnych życiorysów dowiadujemy się, że Juda Apostoł był synem świętego Józefa, który poślubił Maryję jako wdowiec, mający dzieci z poprzedniego małżeństwa, a byli nimi wspomniani już „bracia Jezusa”.
Przyznajmy, że obie te wersje działają na wyobraźnię. Kiedy jednak zaczniemy już snuć urocze wizje dziecięcych zabaw małego Jezusa z Juda Tadeuszem, pod matczynym okiem Maryi, figurkami wystruganymi dla nich z drewna przez świętego Józefa, naszą pewność rozwiewa nieco święty Łukasz, który w swoim wykazie Apostołów podaje: „Wybrał spośród nich dwunastu… Jakuba, syna Alfeusza… Judę, syna Jakuba” (Łk 6,13.16). Czy w takiej sytuacji możemy z czystym sumieniem uznać Judę za rodzonego brata Jakuba i syna Kleofasa bądź Józefa? Wykazy Apostołów uświadamiają nam również, jak popularne musiały być w tym czasie imiona braci Jezusa, skoro w gronie zaledwie Dwunastu Apostołów znalazło się dwóch Szymonów (Szymon Piotr i Szymon Gorliwy), dwóch Jakubów (Jakub, syn Zebedeusza, i Jakub, syn Alfeusza) i dwóch Judów (Juda Tadeusz i Juda Iskariota)! W takiej sytuacji sama zbieżność imion nie wystarcza, aby uznać, że mamy do czynienia z tymi samymi osobami.
Czy więc posługując się tradycyjnymi tekstami modlitw do świętego Judy Apostoła, mamy uważać, że sformułowania typu: „Święty Judo Tadeuszu, spokrewniony z Jezusem Chrystusem i Matką Najświętszą” albo: „O święty Judo Tadeuszu, krewny Chrystusa Pana”, odnoszą się do takiego jedynie pokrewieństwa, o którym mówi Pan Jezus w Ewangelii: »Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten jest Mi bratem, siostrą i matką” (Mt 12,50)? Niekoniecznie. Istnieją na przykład mniej lub bardziej wiarygodne próby uzasadnienia, że Alfeusz i Kleofas to dwie wersje tego samego imienia, a znajdujące się w oryginale Nowego Testamentu sformułowanie: „Juda Jakubowy” można przetłumaczyć nie tylko jako: „Juda, syn Jakuba”, lecz również jako „Juda, brat Jakuba”, co nie zaprzeczałoby ojcostwu Kleofasa.
Jednak największą pomocą służy nam tutaj święty Paweł, potwierdzając autorytatywnie przynajmniej ten fakt, że krewnym Jezusa był Apostoł Jakub. Pisząc o swoich krótkich odwiedzinach u Apostoła Piotra, Paweł dodaje: „Spośród zaś innych, którzy należą do grona Apostołów, widziałem jedynie Jakuba, brata Pańskiego” (Ga l,19). Jeśli więc autorem Listu świętego Judy jest rzeczywiście Apostoł Juda Tadeusz, to przedstawiając się swoim adresatom na początku Listu (por. Jud 1) jako brat Jakuba – a musiał to być Jakub znany adresatom Listu, więc jest prawdopodobne, że chodzi tu o Apostoła – ujawnia zarazem swoje pokrewieństwo z samym Jezusem.
Choć więc nie uda nam się wywieść dokładnego pokrewieństwa – zwłaszcza że, jak już wspomniano, słowo „brat” ma w Biblii o wiele szersze znaczenie niż w dzisiejszych czasach – mamy jednak niejakie prawo doszukiwać się w rysach świętego Judy rodzinnego podobieństwa do Zbawiciela. Jednak z jeszcze większą pewnością możemy dopatrywać się w nim podobieństwa duchowego. Mówi nam o tym niezwykle popularna we wczesnym średniowieczu tzw. legenda edeska, spopularyzowana dziś przez historyka Jana Wilsona, próbującego zrekonstruować dzieje Całunu Turyńskiego.

Świadek Jezusa Chrystusa

Jak głosi legenda, po wniebowstąpieniu Jezusa Tadeusz Apostoł udał się do nieuleczalnie chorego Abgara, króla Edessy (obecnie miasto Urfa w Turcji), zawożąc mu chustę noszącą na sobie powstałe w nadprzyrodzony sposób odbicie twarzy Jezusa. Cudownie uzdrowiony Abgar stał się odtąd pierwszym władcą chrześcijańskim. Z pewnością legenda ta miała wpływ na sposób przedstawiania świętego Judy Tadeusza na obrazach; często malowano go bowiem z tzw. mandylionem, czyli owalnym wyobrażeniem twarzy Pana.
My jednak skoncentrujemy się na najstarszej wersji, w której święty Juda Tadeusz ukazuje królowi Abgarowi Jezusa jakby bezpośrednio, bowiem na jego twarzy w cudowny sposób odbija się oblicze Zmartwychwstałego Chrystusa. Wersję tę znajdujemy w pochodzącej z początków IV wieku Historii Kościoła Euzebiusza z Cezarei, który powołuje się na jeszcze starszą legendę syryjską.
Do ciężko chorego Abgara dochodzi wieść o działającym w Judei cudotwórcy Jezusie. Pisze więc do Niego list, w którym wyraża podziw dla Jego mocy. Ten, kto dokonuje takich znaków, musi być Bogiem lub Synem Bożym, który zstąpił z nieba! Abgar błaga więc pokornie Jezusa, aby raczył przybyć do niego i uleczyć jego cierpienia. Słysząc też, że Jezusowi grozi niebezpieczeństwo w Jego własnym kraju, oferuje mu gościnę w swoim skromnym królestwie.
Jezus nie przybywa do Abgara osobiście. Przesyła mu natomiast swoje błogosławieństwo wraz z obietnicą, że po wniebowstąpieniu wyśle do niego jednego z uczniów, aby nie tylko uleczył go z choroby, ale także dał życie jemu samemu i wszystkim, którzy są z nim. Zgodnie z tą zapowiedzią, do Edessy wyrusza Apostoł Juda Tadeusz, który od momentu przybycia do królestwa dokonuje wielkich i cudownych czynów. Wkrótce też zostaje zawezwany przed oblicze władcy, który domyśla się, że jest to właśnie ten uczeń, o którym była mowa w liście Jezusa.
Gdy Juda Tadeusz staje przed Abgarem, ma miejsce zadziwiająca scena. Euzebiusz pisze: „Gdy wchodził, Abgar w obecności otaczających go dostojników ujrzał nagle jakąś wspaniałą zjawę na obliczu Apostoła Tadeusza. Na teri widok Abgar padł przed Tadeuszem na oblicze, a zdumienie ogarnęło wszystkich obecnych. Nie widzieli oni owej zjawy, która ukazała się samemu tylko Abgarowi”.
W zestawieniu z innymi wersjami legendy można sądzić, że na obliczu Judy Tadeusza król Abgar ujrzał inne Oblicze – Oblicze Jego Mistrza. Stanął przed nim człowiek upodobniony do Jezusa, przemieniony przez Niego, a Abgar, którego serce otworzyło się już dla Pana, rozpoznał to od pierwszego spojrzenia i oddał Mu cześć. Euzebiusz pisze dalej, że Abgar wyznał wiarę w Jezusa i został uzdrowiony w Jego imię, po czym dodaje: „Podziw ogarnął Abgara, że co słyszał o Jezusie, tego doświadczył na sobie przez Jego ucznia Tadeusza”.
Król Abgar każe więc zgromadzić cały swój lud, a Juda Tadeusz głosi kazanie „o przyjściu Jezusa, jakie ono było, i o Jego posłannictwie, i dlaczego Go Ojciec posłał, o mocy i czynach Jego, i o tajemnicach, o jakich ludzi pouczał, i jaką mocą zdziałał to wszystko, i o nowej Jego nauce, i o niskości, i o pokorze, i jak to sam siebie upokorzył i złożył i ukrył swe bóstwo, i został ukrzyżowany, i zstąpił do piekieł, i przełamał zaporę od wieków nie przełamaną, i wskrzeszał umarłych, i zstąpił sam jeden, i z wielką rzeszą wstępował do Ojca swego”. Wyczuwa się, że mógłby tak przemawiać bez końca. Apostoł odmawia też przyjęcia ofiarowanego mu złota mówiąc: „Jeśliśmy naszą porzucili własność, jakże cudzą brać będziemy?”.
Przyglądając się postaci Apostoła, jaką ukazuje nam legenda, możemy zauważyć, że od pierwszej do ostatniej chwili nie pozwala on nikomu koncentrować się na swojej osobie, lecz zawsze wskazuje na Jezusa. Jest Jego obrazem, głosem i świadkiem; czyni cuda Jego mocą. Dla Niego gromadzi wokół siebie lud. Nie mówi ani słowa na swój temat, nie prowokuje pytań, nie szczyci się ani swoim apostolstwem, ani więzami krwi, które łączą Go z Panem. Zależy mu tylko i wyłącznie na jednym – aby Jego słuchacze uwierzyli w Jezusa, a przez to osiągnęli życie wieczne.
Czy w takiej sytuacji możemy się dziwić, że po raz kolejny nie dowiadujemy się niczego na pewno o życiu świętego Judy Tadeusza? Różne wersje legendy edeskiej nie pokrywają się ze sobą, a różnice dotyczą nawet samej tożsamości ucznia, który odwiedził Abgara: czasem jest to Apostoł Tadeusz, czasem jeden z siedemdziesięciu dwóch uczniów Jezusa, kiedy indziej Tomasz lub jeszcze inny uczeń imieniem Addaj. Święty Juda Tadeusz wciąż wymyka się naszym poszukiwaniom, nie pozwalając zatrzymać się wyobraźni na konkretnych, jasnych faktach ze swojej biogram. Gdy już się nam wydaje, że coś wiemy, za chwilę znajdujemy coś innego, co podaje tę wiedzę w wątpliwość. Gdy my szukamy informacji o nim, on ukazuje nam – tak jak Abgarowi – postać Jezusa, a także Jego posłannictwo, Jego ofiarę, które dają nam nadzieję, że także i my, grzeszni, możemy zostać przemienieni na Jego podobieństwo.

Męczennik za wiarę

Tajemnicą owiany jest też schyłek życia świętego Judy Tadeusza. W Martyrologium Rzymskim pod datą 28 października czytamy: „W Persji zejście świętych Apostołów Szymona Kananejczyka i Tadeusza, nazywanego także Juda. Szymon głosił Ewangelię w Egipcie, a Tadeusz w Mezopotamii. Następnie obaj przybyli do Persji, a nawróciwszy bardzo wielu do Chrystusa, zakończyli życie śmiercią męczeńską”. Podobną wersję wydarzeń znajdujemy w apokryfie Łacińskie Męczeństwo św. Szymona i Judy, w myśl którego również Juda Tadeusz głosił wraz z Szymonem Apostołem słowo Boże w Persji, gdzie po konfrontacji z tamtejszymi magami i zniszczeniu ołtarzy bogów słońca i księżyca obaj zostali zlinczowani przez rozwścieczony tłum. Natomiast według tradycji prawosławnej Apostoł Juda, po nawróceniu się króla Abgara, działał w Armenii, gdzie zginął ukrzyżowany i przeszyty strzałami z łuku. Istnieją też i inne, sprzeczne ze sobą wersje, mówiące że święty Juda Tadeusz został umęczony w Libanie, w pobliżu dzisiejszego Bejrutu, lub zginął od miecza, albo został pobity do nieprzytomności pałkami, a następnie pozbawiony życia ciosem topora.
Niezależnie jednak od tego, gdzie i w jaki sposób święty Juda Tadeusz oddał swoje życie za Chrystusa – bo nie ma raczej wątpliwości co do tego, że była to śmierć męczeńska – możemy być pewni, że uczynił to z miłości do Niego. Pomaga nam to zrozumieć wspomniany już apokryf, opisujący działalność i męczeństwo Apostołów Judy Tadeusza i Szymona w Persji. Obaj Apostołowie zostają aresztowani w mieście Suanir i zaprowadzeni do świątyni słońca, gdzie zmusza się ich do złożenia ofiary. Zdając sobie sprawę ze śmiertelnego niebezpieczeństwa, Juda Tadeusz zwraca się do Szymona przepięknymi słowami: „Bracie, widzę, że Pan Jezus Chrystus nas woła”.
Dalszy ciąg tekstu podkreśla mocno dobrowolność ofiary Apostołów. Szymon odpowiada Judzie: „Od dłuższej chwili dostrzegam twarz Boga pośród Aniołów. Rzekł do mnie Anioł Pański, gdy się modliłem: «Sprawię, że wyjdziecie ze świątyni, i sprawię, że sama świątynia zawali się na nich». I rzekłem: «O, nie, Panie, niech się to nie stanie, może niektórzy spośród nich zechcą nawrócić się do Pana!»”. Kiedy z kolei Anioł Pański zjawia się obu Apostołom, polecając im wybrać pomiędzy natychmiastową zagładą wszystkich w świątyni a wieńcem męczeńskim, obaj odpowiadają bez namysłu: „Należy błagać miłosierdzia Pana naszego Jezusa Chrystusa, aby się nad nimi zmiłował, a nas wspierał, abyśmy mogli dążyć wytrwale do osiągnięcia wieńca męczeńskiego”. A kiedy rzuca się na nich rozwścieczony tłum, „odważni Apostołowie Boga, pełni radości, składali Bogu dzięki, że stali się godnymi cierpieć dla imienia Chrystusa.

Apostoł ostatnich miejsc

Oficjalnie pamiątkę narodzin świętego Judy Tadeusza dla nieba obchodzimy 28 października, we wspomnienie liturgiczne świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza. Relikwie Świętego znajdują się w Bazylice św. Piotra w Rzymie (choć do ich posiadania pretendują także Tuluza we Francji i Goslar w Niemczech). Co ciekawe, są one złożone w kaplicy Najświętszego Sakramentu. Święty z właściwą sobie pokorą zadbał o to, aby nawiedzający jego grób czciciele oddawali chwałę odpowiedniej Osobie!
Podobna refleksja może narzucić się też wiernym uczestniczącym w Nowennie do świętego Judy Tadeusza odprawianej w każdy wtorek o godz. 17.30 przed łaskami słynącym obrazem świętego Judy Tadeusza w kościele Świętego Krzyża w Warszawie. Nieduży obraz pędzla Pii Górskiej przedstawia świętego Tadeusza w zielono-czerwonej szacie trzymającego oburącz mandylion. Jest on ustawiony w bocznej kaplicy po lewej stronie kościoła na tle znacznie od niego większego obrazu Pana Jezusa. Nabożeństwo odbywa się przed wystawionym Najświętszym Sakramentem, toteż stojąca przed obrazem monstrancja utrudnia skoncentrowanie się na postaci Świętego. Po przedstawieniu Jezusowi obecnemu w Najświętszym Sakramencie, za pośrednictwem świętego Judy Tadeusza, bieżących dziękczynień i próśb, uwaga wiernych przenosi się całkowicie na ołtarz główny, gdzie w ich intencji odprawiona zostaje Msza święta. Juda Tadeusz patrzy z boku na wiernych, których zgromadził wokół Jezusa, i wstawia się w powierzonych mu sprawach. A o tym, że taka modlitwa jest mu miła, świadczy wiele tabliczek z podziękowaniami oraz odczytywane intencje dziękczynne.
Taki właśnie jest święty Juda Tadeusz, zapomniany i ukryty Apostoł ostatnich miejsc. Nie zwraca na siebie uwagi, a kiedy próbujemy zatrzymać na nim wzrok, natychmiast kieruje nas ku Jezusowi. Skutecznie zaciera za sobą ślady. Uczy, że wobec Boga nie mają znaczenia koligacje, funkcje, sukcesy czy rozgłos, a miłość Jezusa wnosi pokój w każdą, nawet na pozór beznadziejną sytuację. Współczuje i pomaga tym, których przytłaczają problemy, czyniąc dla nich także i dziś cuda, tak jak to czynił za swego ziemskiego życia. Nade wszystko zaś zachęca nas, abyśmy my również, otwierając się na miłość Bożą, z każdym dniem nabierali rodzinnego podobieństwa do Jezusa Chrystusa.

Przeczytaj także:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: