Uważam, że PiS, jak zresztą zwykle, nie ma szczęścia do obsady stanowisk. Ale także do dziennikarzy.

Wysłuchałam wszystkich poranych audycji. Wszędzie pojawia się wątek – „Kuchciński stracił nerwy”, co miało być pretekstem do awantury. Naprawdę nie jest mi potrzebny Jarosław Kaczyński, żebym wyraziła własną opinię: Marszałek Sejmu jest drugą osobą w państwie, posiada majestat niemal równy Prezydentowi, w razie nieszczęścia obejmuje urząd Prezydenta RP – i niekoniecznie musi pozwalać kpić z siebie byle błaznowi, popisującemu się przed rozwrzeszczaną publisią, udającą posłów, a zachowującą się tak, że w każdej knajpie zostałaby potraktowana tak, jak pan Skrzetuski potraktował niejakiego Czaplińskiego – za kark, za hajdawery i w błoto!  Bez prawa powrotu.

Ciekawa jestem, jak by się czuli wyborcy pani Joasi, gdyby na sale obrad naprawdę weszła z trąbką, którą jej niestety odebrano…

Oczywiście rozumiem, że minister Błaszczak, z całą pewnością działający w porozumieniu z „naczelnikiem”,  robi co może, żeby – broń, Boże -małym  palcem nie tknąć jakiegoś rozwrzeszczanego koderasty, urządzającego sobie, wraz z innymi, wesolutki piknik pod Sejmem. Efekt jest taki, że koderaści atakują nie tylko media, ale także posłów. Na razie – samochody, ale te samochody nie są pancerne.

Rozumiem – Błaszczak jest odpowiedzialny za to, żeby nie doszło do rozlewu krwi. Ale do tego dojdzie – i ofiarą będzie z pewnością poseł prawicy. Bo rozpasana tłuszcza działa zawsze jednakowo – nasyca ją dopiero krew. Na ogół – dużo krwi.

Na Nowoczesną szkoda każdego słowa – widzimy od pierwszych obrad, że jej głównym zadaniem jest awantura, błazenada, blokowanie obrad Sejmu – i można się tylko zastanawiać: kto i na jakiej zasadzie układał listy wyborcze, bo stworzenie takiego curiosum nie stało się z przypadku.

Łatwo można zrozumieć rozpacz Platformy, która dostała obuchem w łeb od wyborców, wbrew – jej zdaniem – wszelkim przewidywaniom, a której radosne działania zostają coraz bardziej bezlitośnie, przez obnażane już nie tylko przez  przez „taśmy Sowy”, ale przez Komisję do spraw Amber Gold, ukazując obraz rozpasania sądów i prokuratury, „niezależnej” od wszystkiego, z rozumem włącznie. Co chwila – nowa afera, nowe, „święte” niegdyś postacie nurzają się w błocie, a wydaje się, że nie jest to ostatnie, co możemy jeszcze zobaczyć. Padają ostatnie bastiony – i znikąd nadziei. Dlaczego mi sie wydaje, że Platforma chce przelać tą wspomnianą krew?

Co rusz słychać z różnych stron, że PiS niepotrzebne otwierał ” zbyt wiele frontów”. Naprawdę? Lepiej byłoby wszystkie te świństwa i świństewka zamieść pod dywan?

Platforma ma dokładnie to, co sobie starannie wypracowała, traktując Rzeczpospolitą jako dojną krowę, „postaw czerwonego sukna” – jakkolwiek by to nazwać, licząc na pełną bezkarność, „szklany sufit” i – już zupełnie nie wiadomo dlaczego – traktując wyborców jako stado baranów, cieszących się ciepłą wodą w kranie i nie widzących rzeczywistości. I chyba wciąż nie rozumie, że to nie jest żadna „tragiczna pomyłka”, tylko najprawdziwszy wyraz oburzenia społeczeństwa, traktowanego jak bezrozumne bydełko. Społeczeństwa „kształconego” latami przez TVN24 and &  i – wydawałoby się – już do imentu „wykształconego”. Niestety, wszelkie nauki zawiodły.

Proszę szanownych, nie ma się czego bać. Ta wesoła młodzież spod Sejmu nie pójdzie na żaden Majdan, aby umierać za opozycję. To nie są żadni powstańcy, to tylko bezmyślni użytkownicy  „fejsa”, zwoływani ad hoc dla czystej draki, nie czytający, nie oglądający niczego, nieświadomi jak barany, posługujący się utratymi sloganami, przed chwilą (lub przed tygodniem) wrzuconymi na odpowiednie portale. Już sobie wyobrażam ich zdumienie, gdyby jakiś zdeterminowany policjant przywalił im pałą – oni się tego zupełnie nie  nie spodziewają, uważają się za całkowicie bezkarnych, co było słuchać w zdumionym głosie jakiejś „protestantki”, którą policja odważyła się przesunąć przy wyjeździe posłów. Była zdumiona:
– „Zwariowaliście do reszty wszyscy?”  – zapytała.  W tym głosie nie było żadnego przerażania, było tylko bezmierne, autentyczne zdumienie, a filmik wrzucił na twittera niejaki Jan Grabiec. Nie znam niejakiego  Grabca, ale nie sądzę, żeby był zwolennikiem obozu rządzącego.
I to mogłaby być pointa.

Ale nie będzie. Nie będzie dotąd, dopóki będą „porządni i obiektywni” komentatorzy, a już zwłaszcza dziennikarze, kręcący się jak… powiedzmy – nieczystość w przeręblu, wmawiający słuchaczom i widzom, że byle głąb, lekceważący Sejm i społeczeństwo, może i powinien obrażać nas wszystkich, a awanturę wywołuje Marszałek. Bo komuś jednak trzeba ufać.

http://mona11.salon24.pl/740240,kto-przkroczyl-granice