WIERZE UFAM MIŁUJĘ

„W KAŻDEJ CHWILI MEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ” — ZOFIA KOSSAK-SZCZUCKA

  • Słowo Boże na dziś

  • NIC TAK NIE JEST POTRZEBNE CZŁOWIEKOWI JAK MIŁOSIERDZIE BOŻE – św. Jan Paweł II

  • Okaż mi Boże Miłosierdzie

  • JEZU UFAM TOBIE W RADOŚCI, JEZU UFAM TOBIE W SMUTKU, W OGÓLE JEZU UFAM TOBIE.

  • Jeśli umrzesz, zanim umrzesz, to nie umrzesz, kiedy umrzesz.

  • Wspólnota Sióstr Służebnic Bożego Miłosierdzia

  • WIELKI POST

  • Rozważanie Drogi Krzyżowej

  • Historia obrazu Jezusa Miłosiernego

  • WIARA TO NIE NAUKA. WIARA TO DARMO DANA ŁASKA. KTO JEJ NIE MA, TEGO DUSZA WYJE Z BÓLU SZUKAJĄC NAUKOWEGO UZASADNIENIA; ZA LUB PRZECIW.

  • Nie wstydź się Jezusa

  • SŁOWO BOŻE

  • Tak mówi Amen

  • Książki (e-book)

  • TV TRWAM

  • NIEPOKALANÓW

  • BIBLIOTEKA W INTERNECIE

  • MODLITWA SERCA

  • DOBRE MEDIA

  • Biblioteki cyfrowe

  • Religia

  • Filmy religijne

  • Muzyka religijna

  • Portal DEON.PL

  • Polonia Christiana

  • Muzyka

  • Dobre uczynki w sieci

  • OJCIEC PIO

  • Św. FAUSTYNA

  • Jan Paweł II

  • Ks. Piotr Pawlukiewicz

  • Matka Boża Ostrobramska

  • Moje Wilno i Wileńszczyzna

  • Pielgrzymka Suwałki – Wilno

  • Zespół Turgielanka

  • Polacy na Syberii

  • SYLWETKI

  • ŚWIADECTWA

  • bEZ sLOGANU2‏

  • Teologia dla prostaczków

  • Wspomnienia

  • Moja mała Ojczyzna

  • Zofia Kossak

  • Edith Piaf

  • Podróże

  • Czasopisma

  • Zdrowie i kondyncja

  • Znalezione w sieci

  • Nieokrzesane myśli

  • W KAŻDEJ CHWILI MOJEGO ŻYCIA WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ.

  • Prezydent Lech Kaczyński

  • Tylko przestańmy mówić: ten kraj, w tym kraju, tutaj, ci ludzie. Zacznijmy mówić tak, jak Pan Bóg przykazał, jak o matce: Ojczyzno ma, moja, kochana, poraniona, więc tym bardziej kochana. Moja, to znaczy taka, którą się kocha, którą się po rękach całuje, przed którą się klęka, której się służy, której się z czcią opowiada, której się nie okrada, dla której się pracuje, dla której się cierpi i umiera, jak trzeba. To nie inni mają tak zrobić, to nie oni, tam na górze, ale my. Inaczej na nic wszystko. Na nic ta rana i na nic te ofiary. Nasza Ojczyzna mocno krwawi i ból nie ustaje w naszych sercach, ale zapewniamy pachołków Moskwy i Berlina, i tych, co służą „mamonie” – jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy. Póki pracujemy dla dobra naszej Ojczyzny. Póki kochamy i pamiętamy.

  • PODRÓŻE

  • Pociąga mnie wiedza, ale tylko ta, która jest drogą. Wiedza jest czymś wspaniałym, ale nie jest najważniejsza. W życiu człowieka najważniejszym jest miłość – prof. Anna Świderkówna

  • Tagi wpisów

  • Cytat na dziś

    Dostęp do internetu ujawnia niewyobrażalne pokłady ludzkiej głupoty.

LIST DO OJCA

Posted by tadeo w dniu 29 Październik 2016


apc-2016-10-29-12-58-001-3d

Autor: Aleksander Dmitryjuk

„Cały czas prosiłeś mnie ojcze, żeby opisać twoją historię. Gdzie mieszkałeś, gdzie się urodziłeś, i dlaczego znalazłeś się na niemieckiej ziemi. Czym zawiniłeś dla kraju, w którym się urodziłeś, którego broniłeś i który kochałeś. Jak mówiłeś, był to twój kraj i twoja ojczyzna. Innego kraju nie znałeś i innego nie miałeś. Miejscowość, w której urodziłeś się, wyrosłeś i założyłeś rodzinę nazywała się Okczyn. Mieszkańcy nazywali ją po swojemu Ukczyn. Nie była to wielka miejscowość, mieszkało w niej około dwustu rodzin. Wyłącznie byli to małorolni rolnicy. Był jeden nauczyciel, dwóch kowali ze swojska zwanych duwydy. Jeden był pochodzenia żydowskiego, jego pobratymiec prowadził sklep, w którym było wszystko. Miejscowość twoja była położona nad Bugiem w powiecie bialskim.

Niedaleko twojej miejscowości było prywatne miasteczko zwane Kodeń. Kiedyś jego właścicielem byli Sapiehowie. Prawa miejskie Kodeń utracił za udział w powstaniu styczniowym. Taka sama była miejscowość Piszczac. Też utraciła prawa miejskie za to samo co Kodeń. Odbywały się w tej miejscowości jarmarki. Zabierałeś mnie tam ze sobą. Wokół twej miejscowości były wsie zwane Dokudów, Łomazy, Rososz, Lipinki, Dąbrowica Mała, Dąbrowica Wielka, Wyczółki, Olszanki zwane też Olszawinka, Sławatyczne, Kuzawka zwana Korżawynką, Kopytów, Kostomłoty, Połoski, Zabłocie, Maciaszówka, Jabłeczna zwany też Jabłoczyn, Hanna, Dołhobrody, Choroszczynka, Międzyleś, Krzywa Wólka zwana przez miejscowych Krywowólka, Dobryń, Małaszewicze, Leniuszki, Bołotków. O tych miejscowościach najczęściej opowiadałeś. Znałeś je i lubiłeś.

Wychowywał ciebie twój starszy brat Jan z matką. Ojciec twój zmarł, kiedy byłeś małym chłopcem i nie pamiętałeś go. Jak opowiadałeś brat miał ciężką rękę, ale do czasu. Obydwaj bardzo lubiliście się. Przekonywałeś, że nazwiska i imiona w tych stronach ojczyzny nie miały żadnego znaczenia. Wszyscy byliście obywatelami państwa, w którym mieszkały wasze rodziny. Nigdy też nie było żadnej dyskusji na tematy religijne w twojej miejscowości. Wyznanie każdego mieszkańca było jego sprawą i każdy to potrafił uszanować i szanował. Bardzo lubiłeś czytać Biblię. Oczywiście, że czytałeś tylko po polsku. Innej szkoły nie kończyłeś. W twojej wsi mieszkali obywatele różnych wyznań. Byli wyznania katolickiego, prawosławnego, byli też judaiści, ewangelicy, baptyści oraz jehowi. Chociaż ja mało pamiętam, a ty ojcze o tym nigdy nie mówiłeś, żeby z tego powodu były jakieś dyskusje.

W miejscowości rodzinnej, mieszkałeś do 1947 roku. Wtedy w Akcji Wisła z całą rodziną wysiedlili ciebie na Ziemie Odzyskane, jednak wszyscy mówili, że zostali wywiezieni do Germanii, a dosłownie: na nymećku zemlu. W twojej miejscowości, w której się urodziłeś, było Ci najlepiej. Wieś była położona na zakolu Bugu. Miałeś tam gospodarstwo rolne. Jak na tamte warunki wcale nie takie małe. Siedem hektarów. Oprócz tego byłeś rybakiem amatorem, dzierżawiłeś wody Bugu! Twojej ukochanej rzeki. Mogłeś o niej Opowiadać bez przerwy. Dzierżawiłeś odcinek od Kodnia do jedynego kościoła unickiego w Polsce, a miejscowość nazywała się Kostomłoty. Razem miałeś w dzierżawie około dwudziestu kilometrów rzeki. O swojej rzece wiedziałeś wszystko. Pięknie opowiadałeś gdzie mają tarło szczupaki i jak je można złapać. Łowiłeś siecią drgawką. Byłeś też świetnym wędkarzem. Ja nigdy nie potrafię tej sztuki posiąść. Opowiadałeś, gdzie mają swoje miejsca okonie, jazie, cyrty, sumy, bolenie i wiele innych ryb, których nazw już nie pamiętam. Zabierałeś mnie na łowienie małych ryb przybrzeżnych, zwanych pospolicie kiełbiami. Łowiło się je uderzeniem szlahą. Po ledwie przymarzniętym lodzie przy brzegu. Ryby były ogłuszane i zbierało się je do wiadra. Podobnie łowiono większe ryby gdy Bug był zamarznięty. Uderzało się wielki młotem, który zrobiony był z mocnego drewna. Zimą łowiło się też ryby ościeniem, ale nie było to powszechne. Rozpoczynaliście łowienie od załadowania swoich łodzi zwanych czownami na wóz konny i wieźliście te łodzie w górę rzeki. Po spuszczeniu swoich kryp na wodę, wkładaliście do nich wiosła i sieci.

Ryby przeważnie łowiłeś nocą, z kolegą, który miał na imię Wasyl. Wiem, że mieszkał bezpośrednio nad Bugiem. Jednak podstawowym twoim zajęciem była uprawa ziemi. Uprawiałeś ją koniem, który był u ciebie zawsze duży i zdrowy. Lubiłeś mieć piękne konie. Opowiadałeś, że kiedy mieszkałeś jeszcze ze swoją mamą i bratem, gdy już dorastałeś, to kupiłeś, sobie parcelę w środku wsi. Przyrzekłeś, że jak się ożenisz to się pobudujesz. Słowa dotrzymałeś. Ożeniłeś się szóstego marca 1932 roku. Żoną twoją została Zofia. Razem przeżyliście 66 lat. Nikt o tym nie pamiętał oprócz twoich dzieci. W swoim kochanym Okczynie po ślubie zacząłeś się budować. Zaczęły się rodzić dzieci. Pierwszych dwoję zmarło, ja byłem twoim trzecim synem. Potem urodził się jeszcze brat i siostra. Jak pamiętam odbywałeś służbę wojskową w Białej Podlaskiej. Odwiedziłem ciebie z mamą, byłem z tobą na stołówce. Więcej nie pamiętam, byłem za mały. Potem byłeś jeszcze wiele razy powoływany na ćwiczenia.

W 1939 roku wojowanie skończyłeś pod Fordonem, dużo twoich kolegów nie przeżyło. Zginęli ód karabinów niemieckich. Ty miałeś szczęście. Wróciłeś do domu. Pracy miałeś co niemiara. Kończyłeś budowę domu. Wprowadziliśmy się do niego w 1941 roku. W styczniu 1942 urodziła się naszą siostra Wiera. Otrzymała imię Wiary, którą zawsze miałeś. Nigdy w nic się nie angażowałeś, interesowałeś się tylko wiadomościami. Ostrzegałeś Wszystkich swoich znajomych, żeby do niczego się nie mieszali. Wielu nie posłuchało. W naszej wsi pojawili się Niemcy. Można było z nimi porozumieć się po polsku, bo byli to Ślązacy. Granica została wyznaczona na Bugu. Obrabiałeś swoją ziemię i wróciłeś do łowienia ryb. Oczywiście połowem musiałeś dzielić się z Niemcami. Granica, jak każda, była miejscem do nielegalnego przekraczania. Bardzo szybko wszyscy dowiedzieli się, że pomóc mogą tylko rybacy. Jak słyszałem z podsłuchiwanych rozmów, zaczęliście przewozić ludzi przez granicę, za Bug. Woziliście Żydów i wszystkich tych, co bali się Niemców. W drodze powrotnej zabieraliście tych, którzy bali się komunistów. Przewóz nie był łatwy i bezpieczny, szpicli było pełno po obu stronach granicy. Zaczęli odwiedzać nasz dom Niemcy z wachy, która była pobudowana na krzyżówce dróg Kodeń – Terespol i Kostomłoty – Kopytów. Jednak z wachmistrzami łatwo było poradzić, ale trzeba było stale mieć przygotowane szpek i masło.

Miałeś przyrzeczenie od ludzi, których przewoziłeś, że po zakończeniu wojny odezwą się do ciebie. Jednak nigdy to nie miało miejsca. Przynajmniej ja nic o tym nie wiem. Przewożenie i przeprowadzanie lub wskazanie drogi na drugą stronę granicy zawsze odbywało się między Okczynem i Kodniem. Od strony Polski pilnowali granicy Niemcy, a po drugiej stronie Bugu bolszewicy. Wtedy mówiono też Ruskie. Opowiadałeś, że pewnego razu stałeś na czatach, a twój kolega Wasyl przewoził Żydów za Bug, i stało się nieszczęście. Po wysadzeniu uciekinierów na drugim brzegu dopadli ich Ruskie. Wasyl zdążył odbić od brzegu, ale wtedy zaczęli do niego strzelać. Został trafiony. Miał na tyle sprytu, że po postrzeleniu położył się od razu na dno czowna i to go uratowało. Strażnicy przestali strzelać i zaczęli krzyczeć: pierewozczik ubit. Ranny zaczął dryfować z biegiem rzeki. Wtedy złapałeś łódź i przyciągnąłeś ją do brzegu. Pobiegłeś do jego domu po pomoc. Wziąłeś konia z furmanką i razem z żoną Wasyla pojechaliście po rannego. Był potrzebny lekarz. Pojechałeś po niego do Kodnia. Odbywało się to w całkowitej tajemnicy. Leczenie trwało dwa miesiące. Wasyl zaczął uczyć się chodzić, ponieważ miał przestrzelone płuca i uszkodzoną wątrobę. Zawiesiliście wszelką pomoc w przewożeniu ludzi łodziami.

Miałeś więcej czasu na prowadzenie swojej gospodarki. Uprawiałeś żyto, owies, jęczmień, czasem grykę, siałeś też len i konopie. Wykorzystywane do szycia worków, prześcieradeł, chodników i innych rzeczy. Uprawiałeś też ziemniaki. Było to w tym czasie podstawowe wyżywienie nasze i wszystkich mieszkańców Okczyna i okolic. Okres wojny u nas liczył się od 1 września 1939 roku do lipca 1944 roku. Po wkroczeniu Niemców od razu zostały wyznaczone kontyngenty od każdego gospodarstwa. Należało oddać wyznaczoną ilość zboża, mięsa I wełny. Od każdej krowy był limit mleka do zlewni. Posiadała ona centryfugę, przez którą przepuszczało się mleko. Okupant zabierał śmietanę, a chude mleko, zwane odciągiem, zabierało się do domu. Za mleko dostarczone w ramach kontyngentu żadnej zapłaty się nie otrzymywało. W naszej wsi było kilku gospodarzy bogatszych, jednak większość gospodarstw była biedna.

Szczególnie było biednie na przednówku, ale ludzie jakoś dawali sobie radę. Niemcy rozpoczęli wydawanie dowodów osobistych, zwane kenkartami. Każdy musiał podać z jakim symbolem chciał mieć kenkartę. Z literą „P”, znaczyło że przyznawał się do pochodzenia polskiego, z „U” do pochodzenia ukraińskiego. Były też wydawane kenkarty bez żadnej litery. Właśnie my taką otrzymaliśmy. Kenkarty nie znaczyły wcale, że ktoś należy do danej narodowości. Ludzie zaczęli kombinować, jaka może przynieść więcej korzyści. Jednak kenkarty nie można było wymienić. Warunki do życia były bardzo trudne… Niemcy zaczęli poszukiwać ludzi młodych do pracy na kolei… Wtedy zgłosiło się też wielu młodych ludzi na stacjach Terespol, Chotyłów i Biała Podlaska. Na kolei pracowali jako szczpszcziki, inaczej manewrowi. Do pracy byli w ogóle nie przygotowani. Niektórzy widzieli kolej pierwszy raz, toteż w niedługim czasie zaczęły się śmiertelne wypadki tych przypadkowych „kolejarzy”.

Jednak w domach tych, którzy pracowali zaczęło się poprawiać życie codzienne. Młodzi pracownicy zaczęli przynosić pieniądze oraz cukier, sól, herbatę, a później i inne towary, które nawet sprzedawali. Opowiadali, że była to zapłata w naturze za wykonywaną pracę. Ale gdy po jakimś czasie przywieźli I do domu jednego z przestrzeloną głową. Wtedy wydało się, że przynoszony towar nie zawsze był zapłatą za wykonaną pracę. Pracownicy ci po prostu podkradali wszelkie przewożone  towary. Wypadki postrzeleń zaczęły się powtarzać i minęła chęć pracy na kolei. Ponadto Niemcy sprowadzili swoich kolejarzy. Zaczęli przygotowywać się do wojny z Rosją. Niemieckich wojsk coraz więcej zaczęło się zbierać w naszej wsi. Pewnego dnia Niemcy ruszyli od drogi Terespol – Kodeń. W Okczynie przekroczyli rzekę. Rozpoczęła się wojna ze Związkiem Radzieckim.

Nie wszystko jednak szło Niemcom dobrze. Ciągle było słychać strzały z armat, okazało się, że broni się Brześć, od którego nasza wieś była położona około dwunastu kilometrów. Na przekroczenie Bugu wojska niemieckie zbudowały poza naszą wsią, w kierunku Kostomłot, most pontonowy. Po przekroczeniu rzeki Niemcy rozebrali go. Załadowali na samochody i powieźli za sobą. Na Bugu dalej obowiązywała granica, me wolno jej było przekraczać. Kiedy twój kolega Wasyl wyzdrowiał, zaczęliście znów łowić ryby, ale trzeba było dzielić się z Niemcami. Trochę sprzedawaliście i sobie trochę zostawało, ale było coraz trudniej dogadywać się z Niemcami. Ostatecznie zaprzestaliście łowienia ryb. Ponownie zaczęli zgłaszać się uciekinierzy z dwóch stron granicy, żeby ich przewozie Każda taka wyprawa była bardzo niebezpieczna. W razie wpadki była tylko jedna kara, kara śmierci przez rozstrzelanie. W nowych warunkach ludzie musieli dawać sobie radę.

Niemcy potrzebowali ludzi do pracy. Oczywiście praca była bezpłatna, ale zawsze można było dostać trochę jedzenia. Ludzie utrzymywali się przede wszystkim z uprawy ziemi i hodowli małych ilości zwierząt. Można było hodować jedną i krowę i jałówkę, jak mówili miejscowi jałoszkę. Gdy bydle urosło trzeba było oddać okupantowi, do uboju. W roku 1942 miałem siedem lat Poszedłem do szkoły w Okczynie, do pierwszej klasy. Uczyła nas pani z Kostomłot. Była córką popa. Nauka rozpoczęła się w języku polskim. Podczas roku szkolnego wprowadzono język niemiecki. Tłumaczono, że tak trzeba. Nasza nauczycielka przestała uczyć. Zaczął nas uczyć jej ojciec, który umiał język niemiecki. Nazywaliśmy go batiuszka. Język polski też znał i uczył nas w tym języku.

Drugą klasę też rozpocząłem w Okczynie, ale wtedy nauka odbywała się w języku ukraińskim. Potem aż do roku 1944 nauki już nie było. Wydawało się, że życie mieszkańców odbywa się normalnie, ale ludzie jakby na coś czekali. Pewnego dnia Niemcy opuścili naszą wieś, a wachę w Kostomłotach podpalili. Potem przez Okczyn zaczęli przejeżdżać różni bardzo bogaci ludzie. Byli to mieszkańcy ZSRR, którzy uciekali przed wojskiem rosyjskim. Ponieważ nasz dom był nowy, duży i ładny, większość uciekających wybierała go sobie na kwaterę. Oczywiście nikt nie pytał się czy można, był czas wojny i lepiej było nie sprzeciwiać w niczym. Przez naszą wieś i nasz dom przewinęło się bardzo dużo obcych ludzi różnych narodowości. Podam tylko te, które zapamiętałem lub była o nich mowa. Uciekali Ingusze, Osetyńcy, Ormianie, Kazachowie, Kabardyńcy. Pamiętam, że Kabardyńcy byli bardzo bogaci, mieli piękne czarne konie, ubrani w szerokie szuby noszone na ramionach zapinane na jeden guzik pod szyją. Mieli ze sobą służbę.

Nie rozmawiali w ogóle z naszymi, odpowiadała tylko służba. Twierdzili, że muszą uciekać przed czerwonoarmiejcami, bo czeka ich śmierć. Jak się można było domyśleć z rozmowy z nimi, współpracowali z Niemcami. Po jakimś czasie wkroczyli do naszej wsi żołnierze sowieccy, zwani przez nas Rosjanami. Było to w lipcu 1944 roku. Ludzie mówili, że pierwsza linia frontu składa się z więźniów i każde naruszenie regulaminu przez tych żołnierzy było mocno karane Na następny dzień poszli dalej w kierunku Kopytowa, oddalonego od naszej miejscowości około trzech kilometrów. Po przejściu pierwszej linii frontu wojsk rosyjskich, do naszej wsi zaczęły przybywać tak zwane tyły. Wieźli, jak mówili miejscowi, „furaż” dla armii. Po wjechaniu do naszej miejscowości wielu samochodów towarowych, w nocy przyszła bardzo duża ulewa. Wiejska droga zamieniła się w maź błotną, żadne transporty nie mogły wyjechać na bity trakt Kodeń – Terespol. Sprowadzono do pomocy duże traktory, zwane stalińcami, ale nie na wiele to się zdało. Wtedy przyprowadzono do naszej wsi bardzo wielkie woły. Nigdy takich nie widziałem. Do każdego samochodu zakładano po dwa woły i wyciągano na drogę bitą do Terespola Woły miały jarzma założone na szyję, a do jarzma był przymocowany drąg dębowy z hakiem, który mocowano do samochodów. My jako dzieci to wszystko mogliśmy oglądać z oddali.

Po niecałym tygodniu zaczęły wracać do nas rosyjskie wojska. Okazało się, że są to ranni żołnierze. Wieziono ich na furmankach wyściełanych słomą. Wśród rannych byli też żołnierze niemieccy. Rannych przewożono za Bug, bardzo dużymi krypami. Znawcy nazywali je amfibiami. Gdy front oddalał się dalej na zachód przez naszą miejscowość rannych już więcej nie przewozili. W naszej wsi w czasie wojny zginął tylko jeden młody chłopak… Zginął od kuli snajpera, trafiony w nos tuż poniżej czoła. Żył jeszcze całą dobę, wszyscy go oglądali. Pomóc nie mógł nikt. Front oddalał się coraz dalej. Zycie powoli zaczęło wracać do normy. Zaczęto orać, siać i przygotowywać się do przetrwania zimy. Po odejściu wojsk na zachód wszyscy cieszyli się, że wojna już się skończyła. Naprawdę skończyła się dopiero w 1945 roku, ale dla nas wtedy, jak nie było żadnego wojska. Do naszej wsi zaczęli przyjeżdżać emisariusze i namawiać ludzi do wyjazdu do Rosji. Niewielu dało się namówić.

Wyjechała jednak twoja siostra z rodziną. Wyjechała też siostra mamy. Wyjechali w grudniu 1944 roku. Co tam przeszli można wiele opowiadać. Najciekawsze było to, że emisariusze już wtedy mówili, że kto nie wyjedzie do Rosji, to będzie wywieziony na ziemie poniemieckie. Oczywiście, że nikt im nie wierzył. Jednak życie potwierdziło ich przepowiednie. Swoją ziemię kochałeś najbardziej, i ojczyznę Polskę też kochałeś, innej nie miałeś i nie znałeś. Mieszkałeś ty i twoi rodzice od zawsze na tej ziemi i w tej ojczyźnie. Opowiadałeś, że służyłeś w wojsku. Było to w Białej Podlaskiej, chyba w 34. pułku piechoty, dokładnie nie pamiętam. Brałeś też udział w defiladzie na Kresach w Łucku. Uczestniczyłeś jako żołnierz w obstawie pogrzebu Marszałka Piłsudskiego w Warszawie. Jako porządkowy przy pilnowaniu ładu.

Opowiadałeś, że tyki ludzi, ile było na tym pogrzebie, nie widziałeś nigdy. Byłeś też zmobilizowany w roku 1939 i brałeś udział w wojnie obronnej twego kraju. Otrzymałeś za udział w tej wojnie uprawnienia kombatanckie. Miałeś też wiele innych odznaczeń polskich. Skończyła się wojna, którą Niemcy przegrali sromotnie. Na twojej ziemi nikomu nie trzeba było tłumaczyć, kto tę wojnę wygrał. Rozumieli to wszyscy, że Związek Radziecki. Nazywano ich Rosjanami, nigdy nie było obraźliwych przezwisk „Sowieci”. Rosyjscy żołnierze to byli bardzo młodzi chłopcy. Widzieliście, jak uciekali przed Niemcami i jak gnali Niemców na zachód. Przede wszystkim widzieliście, jak wieźli ich rannych i zabitych przez naszą wieś do Rosji. Jeszcze żywym pomagaliście w miarę swych możliwości i umiejętności. Ci żołnierze bardzo się z tego cieszyli.

Bodajże zimą odbywały się wybory, z których pamiętam hasła: 3 razy tak i 5 razy nie. Prawie wszyscy mieszkańcy brali udział w tych wyborach, które odbywały się w Kodniu. Byłem razem z tobą na wyborach. Przed wyborami były ciągle dyskusje. Zdecydowanie wszyscy byli za głosowaniem „trzy razy tak”. Tak przynajmniej ja to odebrałem, słuchając dyskusji między tobą i sąsiadami. Przed wejściem do budynku stało kilka osób. Byli wszyscy ubrani odświętnie i mieli buty oficerki oraz spodnie galife – jak je nazywano. Rozdawali jakieś kartki, a ty powiedziałeś: „jest napisane, żeby nie głosować trzy razy tak”. Ludzie mówili różne rzeczy na temat wyborów, ale wiedzieli, że wygra „trzy razy tak”. Nikt nie chciał trzeciej wojny, a była o tym mowa. Opowiadałeś, że drogę Terespol – Kodeń i dalej, aż do Włodawy i do Chełma pobudowano za cara Piotra I Wielkiego, który jechał przez twoją wieś. Opowiadałeś, że mówił tobie o tym teść, który służył w wojsku carskim, jako kapral. Czy jest to prawda nie wiem, ale spotkałem się z takimi opracowaniami w wydaniach książkowych.

Opowiadałeś też, że bardzo dawno temu przez naszą wieś przechodziło wojsko Bolesława Chrobrego w pogoni za jakimiś napastnikami, którzy przekraczali Bug, brali po tej stronie łupy i uciekali z powrotem. Zabierali też jeńców, których później sprzedawali turczynom, jak mówili ludzie, w jasyr. Opowieści przekazywane przez ludzi z pokolenia na pokolenie głosiły, że był to wódz wojów zwany w miejscowym języku Hrabry. Wiele razy pytałem później dziadka, jak to było z tym Hrabrym. Wtedy dziadek opowiedział, że kiedy służył w wojsku carskim, to słyszał opowiadanie o wodzu Polan, który nazywał się po ichniemu Chrobry i że przyszedł ze swoim wojskiem do naszej wsi bronić mieszkańców tej ziemi przed napadami Połowców i Tatarów. Mieszkańcy zaprowadzili Chrobrego nad Bug i pokazali miejsce, którędy rabusie przeprawiali się. Po drugiej stronie rzeki stało pełno gapiów, którzy najpierw się tylko przyglądali, a gdy zorientowali się, kto to jest, zaczęli wznosić wrogie okrzyki pod adresem władcy i jego drużyny.

Szczególnie naigrywali się ze wzrostu i tuszy władcy. Przyrzekali, że jak go dopadną, to utoczą z niego sadła. Chrobry bardzo się zdenerwował i rzucił się wpław przez rzekę na psubratów, a za nim cała jego drużyna. Tamci jednak nie czekali, tylko uciekli. Pogonił ich Bolesław aż do Brześcia i go zdobył. Ustanowił w Brześciu swój gród obronny. Po osiemnastu latach w roku 1038, wskutek podboju ziemia, twoja razem z Brześciem przechodzi pod panowanie Jarosława Wielkiego, księcia kijowskiego. Ten zabrał stąd gromady niewolników spośród miejscowej ludności, których osadził aż pod Kijowem. Na terenach zdobytych osiedlił sprowadzonych z Rusi. Chyba twoich protoplastów. Jest to historyczne wytłumaczenie rozmieszczenia ludności ruskiej wzdłuż rzeki Bug, a więc jesteście napływową ludnością na te ziemie.

Pokój tej ziemi trwał krótko, bo w roku 1071 Bolesław II Śmiały zdobywa ziemię Brzeską i twoją dla Polski. Trwało to niedługo i ziemia znów trafia pod panowanie książąt ruskich, z linii pińsko – turowskiej. Czy tak było naprawdę, nie wiem, ale wiele razy słyszałem to opowiadanie. Znałeś swoją rzekę Bug, lubiłeś opowiadać o niej. Wiedziałeś o niej wszystko, gdzie jest każde zakole, gdzie jakie rosną trawy, jakie krzaki, gdzie były kępy, a gdzie nie było żadnego porostu. W twych opowiadaniach każdy odcinek miał swoją nazwę. Wymienię tylko te, które zapamiętałem: „Wodokaczka”, „Załuhom”, „Za jasnyskamy”, „Za Mychalom”, „Za Pyczoruju”. Opowiadałeś też o Brześciu i Terespolu, gdzie odbywały się targi, na które jeździłeś z różnym towarem na sprzedaż. Do Brześcia było czternaście, a do Terespola dwanaście kilometrów. Twoje życie trwało na tej ziemi do 1947 roku, kiedy rozpoczęła się Akcja Wisła. Nie jestem pisarzem, mogę napisać tylko to, co ty mnie ojcze opowiedziałeś i to, co już sam widziałem. Należy się tym ludziom deportowanym na niemieckie ziemie, później nazwane jako Ziemie Odzyskane.

Akcja Wisła to było wysiedlenie obywateli polskich nazywanych Ukraińcami. Zawsze podkreślałeś, ze lojalnych obywateli polskich. Byliście przed wygnaniem ze swoich domostw podzieleni na trzy kategorie. Kategoria A – można było osiedlać jedną rodzinę w jednym powiecie. Kategoria B – można było osiedlać jedną rodzinę na gminę. Kategoria C – można było osiedlić do trzech rodzin w nakazanym miejscu. Ty ojcze, jak mówiłeś, otrzymałeś kategorię G. Z twojej ziemi zostało deportowanych na ziemie niemieckie siedemdziesiąt osiem rodzin. Wszyscy zostawili w swojej wsi zabudowania i ziemię… Odebrano od nich 498,27 ha. Podczas trwania Akcji Wisła zastosowano do nich najbardziej zbrodnicze prawo sprawiedliwości. Odpowiedzialność zbiorową. Na terenie miejscowości Okczyn, skąd ich wygnano, nigdy nie było żadnej bandy, nigdy ci obywatele lojalni wobec Polski nie występowali przeciw państwu polskiemu.

Nienawiść do was na waszej ziemi trwa do dzisiaj. Nie możecie liczyć na żadną pomóc, gdy stała się wam krzywda w czasie Akcji Wisła. Największym waszym osiągnięciem z tej akcji jest to, że żyjecie. Zginęło was dużo w obozie śmierci w Jaworznie. Wysyłano tam was z Akcji Wisła za byłe co, bez żadnego sądu i wyroku. Wysyłano profilaktycznie, żeby się wykazać. Jako niewinni ludzie, ponoć byliście niezdyscyplinowani i krnąbrni, nieposłuszni. Była wśród was największa umieralność, też z waszej winy, bo jedliście surowe, brudne ziemniaki, które przebieraliście dla „panów”. To, że robiliście to z głodu, oprawcom nie trafiało do przekonania. Ci, którzy mieli więcej szczęścia i zostali dostarczeni do nowego miejsca zakwaterowania, które im wskazano, nie mieli żadnego wyboru, zostali zrzuceni na środek podwórza i zostawieni. Tak wegetowaliście po dwa tygodnie lub dłużej, bo albo budynki były bez drzwi i okien, albo były tak zniszczone, że strach było do nich wejść. Do każdego zabudowania lub budynku musiało się wprowadzać do dziesięciu osób do jednego pokoju.

Tak było w Parysie koło Korsz. Chyba wszyscy stamtąd już uciekli. W innych miejscach nakazanych do osiedlenia, na przykład w powiecie nidzickim, trzem waszym rodzinom nakazano osiedlić się w miejscowości Sadek, gdzie budynki były całkowicie zdewastowane. W każdym pomieszczeniu był kał po szabrownikach, którzy rabowali dzień i noc wszystko, co było pod ręką. Nie można było się bronić, jedynie prosić, to była szansa na przeżycie. Po dwóch latach Sadek włączono do poligonu wojskowego. Wygnano was stamtąd i nakazano przenieść się do autochtonów, których miano wysiedlić do Niemiec. Autochtonów nie wysiedlono, wam nakazano opuścić ich gospodarstwa. Jako Ukraińcy z Akcji Wisła, nie mieliście żadnych praw do dochodzenia naprawienia wyrządzonych krzywd ani wtedy, ani teraz. Ludzka natura jest taka, żeby zawsze gnębić i zabijać słabszego. Słabszemu wmawia się, że był bandytą, rabusiem, udzielał pomocy UPA i OUN, że był winien morderstwa Polaków na Wołyniu w latach 1942 i 1943. Chociaż to nieprawda, to jednak nikomu to nie przeszkadza, ta opinia trwa do dziś i nikt nie chce tego zmienić.

Spotkałem takiego historyka Prusa, twierdził że społeczeństwo, którego jesteście obywatelami, od zawsze potępia was i nienawidzi. Boże! Jak on nienawidzi Ukraińców tylko za to, że was tak nazywają. Jest też czarna owca wśród was, a nazywa się Poliszczuk, któremu za szkalowanie własnej nacji nadano tytuł doktora. Pisarze ci oskarżają was za mordowanie Polaków, za powstanie OUN i UPA, za współprace z bolszewikami i hitlerowcami, za ochranianie Żydów, za to wszystko, co spotkało Polaków od Austriaków i Węgrów, Czechów i Słowaków, Niemców i komunistów. A przede wszystkim za wyimaginowane krzywdy doznane od Ukraińców. Przez sześćset lat należeliście do Polski razem z ziemią, na której mieszkaliście od zawsze. Przez wieki byliście traktowani jak niewolnicy, zwracano się do was pańskim tytułem „ty chamie”. Innej nazwy nie używano, nie mieliście żadnych praw, każdy szaraczek i gołota, ekonom, zarządca mógł was zabić, nie ponosząc za to żadnej kary. Korzystali z tego często i bezkarnie. Nikt o tym nie napisał, dopiero zaczynają to opisywać cudzoziemcy. Wprowadzili też „pany” sobie prawo do nocy poślubnej. Tak na tych ziemiach było.

Gdy ciemiężenie było nie do wytrzymania, ludzie zaczęli się bronić. Wtedy najeźdźcy zaczęli do pomocy szkolić hajdamaków. Ponieważ hajdamacy byli z miejscowych, to wkrótce wystąpili przeciw tyranom. Utrzymanie tych ziem i niewolników w ryzach zaczęło przerastać możliwości najeźdźców i kolonistów. Właściciele ziemscy i latyfundyści wymyślili, żeby dostać pomoc od carskich wojsk. Oczywiście, że carat na to przystał. Jedynym pocieszeniem dla tych niewolników było to, że rosyjscy wyrobnicy pod caratem mieli jeszcze gorzej. Carat żądał potwierdzenia prawnego pobytu na tych ziemiach. Wtedy Sejm Rzeczypospolitej uchwalił pierwszy rozbiór Polski. Jeszcze przed rozbiorem tubylcom odebrali religię. Wszelką inteligencję nawrócono na katolicyzm.

Dla plebsu nadano Unię Brzeską, pobudowano 13 kościołów, a prawosławnych pozbawiono praw obywatelskich i ludzkich. Razem z kozakami carskimi gnębiono miejscowych niemiłosiernie. Do ich duchowego  gnębienia sprowadzono jezuitów. Do stałego grabienia tych ludzi sprowadzono żydowskich handlarzy i sklepikarzy, a tubylec mógł kupować tylko w ich sklepach. Z biedy ludzie zaczęli się zadłużać, pijaństwo było powszechne. Wszyscy niezależni pisarze twierdzą, że lata 1942-1943 musiały na tej ziemi nastąpić. Była to ziemia Polska, mieszkali na niej obywatele Polski. Stała się wielka tragedia, rozpętała się i barbarzyńska wojna domowa. Była to wojna sąsiedzka, bez żadnego szacunku dla swych pobratymców. Nastał amok mordowania bez szacunku dla sąsiada, kolegi, brata, a nawet matki czy ojca, wreszcie własnych dzieci.

Oczywiście, że najlepiej znaleźć winowajcę wojny domowej. Znaleziono Ukraińców. Na tych ziemiach takowych nie było, bo nie było państwa ukraińskiego nigdy przedtem, mieszkali tylko obywatele polscy. Bardzo trudno jest przypisać morderstwo Polakowi, katolikowi, lepiej brzmi – mordowali Ukraińcy. Oczywiście, że pisarze przez małe „p” twierdzą, że istnieją wojny sprawiedliwe. Wojen sprawiedliwych nie ma, każda wojna jest wojną barbarzyńską, nie istnieją żadne normy etyczne i moralne. Gorzej, wojna zawsze polega na tym, że mocniejszy bije słabszego i są pomocnicy. Tak było i jest do dzisiaj. Po drugiej wojnie światowej Polska została przesunięta na zachód, straciła swoje trzy czwarte terytorium, od nowej granicy na Bugu. Winni wszystkiemu byli oczywiście Ukraińcy, należało się z nimi rozprawić ostatecznie.

Po drugiej stronie granicy totalną wojnę z Ukraińcami prowadził Stalin, zginęło ich, jak podają historycy, około osiem milionów. Więc pomocnik do bicia słabszych postanowił rozprawić się z milionem ocalałych po tej stronie granicy. Przeniesiono metody walki z Ukraińcami z Wołynia na tereny Bieszczad, województwa lubelskiego, rzeszowskiego i krakowskiego. Dla zmniejszenia potworności zmieniono nazwę na Akcja Wisła. Metody pozostawiono te same – grabież, mord i gwałty. Na koniec zafundowano wam wywózkę na byłe ziemie niemieckie, uprzednio całkowicie ograbione. Po II wojnie światowej, jak podają statystyki, w Polsce pozostało od miliona do miliona dwustu tysięcy Ukraińców. Około sześćset pięćdziesiąt tysięcy wywieziono pod przymusem do Związku Radzieckiego, około sto czterdzieści tysięcy pognano na byłe ziemie niemieckie. Gdzie jest reszta? Ziemie wschodniej Polski, skąd deportowano jej mieszkańców, całkowicie zdziczały, stały się buszem. Podam tylko jeden przykład, kto tego dokonał. Spotkałem taką opinię o mieszkańcach tej ziemi: „do kościoła wchodzili unici, a wychodzili Polakami, serce się radowało”. To, że przez takich „twórców Polaków” Polska straciła trzy czwarte swego terytorium, świadczy że dla tego „twórcy” myślenie było całkowicie obce. Ta „twórcza” myśl pokutuje w większości narodu do dziś.”

Autor jest synem żołnierza Wojska Podlaskiego, odznaczonego za wojnę obronną 1939 roku. Urodził się w Okczynie. Wysiedlony razem z rodzicami w ramach Akcji Wisła. Absolwent Technikum Kolejowego w Olsztynie. Studiował na kierunku związanym z transportem kolejowym. Przez 40 lat pracownik Śląskiej Dyrekcji Okręgowej PKP. Obecnie na emeryturze.

Źródło: Tygodnik „Słowo Podlasia” 2007 r.

List do ojca

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: