Spór o Trybunał Konstytucyjny ma oczywiście charakter polityczny i dlatego pada w nim wiele demagogicznych argumentów. Warto jednak uświadomić sobie, o co w nim naprawdę chodzi, żeby zrozumieć wagę tego sporu i realne możliwości jego rozwiązania.

Po pierwsze trzeba zauważyć, że Konstytucja napisana jest językiem nieścisłym, w wielu miejscach budzi wątpliwości, co do prawidłowej interpretacji, niektóre przepisy wydają się wręcz sprzeczne. W tej sytuacji TK ma olbrzymią władzę doraźnego interpretowania przepisów Konstytucji, równoznaczną wręcz ze stanowieniem prawa, co może być słusznie odczuwane jako wkraczanie w obszar kompetencji władzy ustawodawczej. Usytuowanie Trybunału, wbrew pozorom, wcale nie umacnia, lecz zakłóca tradycyjny trójpodział władzy na wykonawczą, ustawodawczą i sądowniczą. Trybunał ma możliwości utrącania uchwalonych ustaw i tym samym wpływania na proces stanowienia prawa. Parlament ma możliwości ustalania organizacji  pracy Trybunału i tym samym realnej ingerencji w jego niezawisłość.

Te rozwiązania zawarte w obecnej konstytucji w sposób oczywisty zawierają w sobie zapowiedź konfliktu. W miarę bezkonfliktowe funkcjonowanie przy takim rozwiązaniu możliwe jest tylko w przypadku, gdy Trybunał i większość sejmowa reprezentują podobne poglądy polityczne lub gdy Trybunał jest politycznie zrównoważony, a sędziowie wystarczająco rozsądni, koncyliacyjni i bez ambicji wpływania na bieżącą politykę. W przeciwnym przypadku, a z takim mamy właśnie teraz do czynienia, konflikt jest wręcz nieunikniony. Nie ma więc w nim nic dziwnego. To nie jest kryzys demokracji, tylko ujawniona wada aktualnej konstytucji.

Jak ten konflikt rozwiązać? Najpierw należy zapytać: w jakim kierunku chcielibyśmy naprawić Konstytucję w tym zakresie? Czy w kierunku umocnienia władzy TK i osłabienia władzy Parlamentu czy odwrotnie? Kto ma stać wyżej w wypadku politycznego konfliktu: sędziowie wyłonieni w procesie politycznym, czy posłowie wybrani przez naród? A może Prezydent? Jeśli spróbujemy spojrzeć na to abstrahując od aktualnej sytuacji politycznej (lub wyobrazić sobie, że w wyniku procesu politycznego Trybunał został opanowany przez PiS), to odpowiedź wydaje się oczywista. Za dominacją TK nad pozostałymi władzami wybranymi w demokratycznych wyborach mogą optować tylko ci, którzy upatrują w nim wygodne narzędzie narzucania własnych rozwiązań politycznych wbrew woli większości.

Chcemy jednak, żeby Trybunał zachował swoją ważną rolę w procesie kontroli stanowionego prawa i jego zgodności z Konstytucją. Jak to uzyskać jednocześnie zapobiegając powstawaniu konfliktu politycznego? Otóż, znów abstrahując od aktualnej sytuacji, rozwiązanie, w którym wyroki zapadają większością 2/3 głosów z jednoczesnym utrzymaniem pluralizmu politycznego w Trybunale jest, wbrew demagogicznym okrzykom, bardzo rozsądne i sprzyja powadze Trybunału. Jeśli zachowamy zasadę, że wyroki TK są ostateczne i niepodważalne, to takie wyroki nie powinny zapadać przy sprzecznych opiniach, w atmosferze gry interesów, większością jednego głosu. Powinna być wzmocniona pewność, że wyrok jest słuszny. Jeśli sędziowie w Trybunale dzielą sią w jakiejś sprawie pół na pół, to mogą wydać co najwyżej opinię, jak Komisja Wenecka, z której władza ustawodawcza może skorzystać w takim zakresie , w jakim uzna to za stosowne. Tego typu rozwiązanie zapewniłoby całkowitą apolityczność Trybunału i jednocześnie pozwoliłoby na uchylanie wszelkich przepisów zdaniem sędziów ewidentnie niekonstytucyjnych. Wówczas, wyroki przyjęte większością 2/3 powinny obowiązywać w momencie orzeczenia, bez czekania na publikację przez rząd (co jest kolejnym oczywistym niefortunnym rozwiązaniem w obecnej Konstytucji). Do zmiany ustawy o organizacji Trybunału powinna być również wymagana większość 2/3, w myśl generalnej zasady, że w sprawach konstytucyjnych wymagana jest zawsze większość 2/3.  To jest rozwiązanie kompromisowe, w którym Trybunał pozbawiony zostaje możliwości udziału w bieżącej grze politycznej, a jednocześnie zachowuje siłę uchylania niekonstytucyjnych ustaw i wzmocnioną niezależność od działań rządu i parlamentu. To jest rozwiązanie idące w kierunku wyraźnego rozdzielenia kompetencji Trybunału i Parlamentu.

Jak rozwiązać obecny spór? Najpierw należałoby uzyskać zgodę i odpowiednią większość do idei zmiany Konstytucji w duchu jasnego rozdzielenia kompetencji Trybunału i Parlamentu. Następnie uzyskać zgodę co do idei, że Trybunał powinien być zrównoważony politycznie (zupełnej apolityczności uzyskać się nie da). Wreszcie uzyskać zgodę co do idei, że jeśli w samym Trybunale powstaje spór o charakterze politycznym, i sędziowie dzielą się w opiniach pół na pół, to wyrok w takiej sprawie nie powinien zapadać, a na pewno nie powinien posiadać atrybutu ostateczności i niepodważalności. Tak nakazuje zwykły zdrowy rozsądek. Jeśli w tych sprawach uzyska się zgodę, to dalej pójdzie już łatwo. A jeśli się nie uzyska, to będzie widać, komu zależy na rozwiązaniu problemu, a komu na podgrzewaniu konfliktu.

Powyżej próbowałem oddzielić sprawę od polityki, ale ma ona oczywiście swój głęboki polityczny wymiar. W Polsce i w Europie trwa wojna ideologiczna, i sprawa Trybunału jest jej częścią. Sądy konstytucyjne stały się w demokratycznych systemach instytucjami forsowania rozwiązań, na które nie byłoby zgody konserwatywnych społeczeństw w zwykłych referendach, forsowania przebudowy społeczeństw w myśl lewicowo-liberalnej ideologii. I dlatego ani polska opozycja, ani dominująca w Europie liberalna lewica nie zgodzi się na takie naturalne i rozsądne odseparowanie władzy Trybunału od polityki. A Polska opozycja ma do tego parę innych rzeczy do stracenia.  Prawica ma do stracenia szansę zbudowania w Polsce ustroju bardziej konserwatywnego, bardziej odpowiadającego naturalnym skłonnościom większości Polaków, a nawet większości ludzi na świecie (chociaż w zachodniej Europie społeczeństwa tresowane przez lata liberalno-lewicową ideologią trochę się pogubiły).

I dlatego rządząca większość  nie może ustąpić doraźnie w sprawie Trybunału! Jakiekolwiek ustępstwa bez perspektywy naprawy Konstytucji w tym zakresie będą tylko chwilowym załagodzeniem sytuacji. To nie jest sprawa czy sędziów będzie 15 czy 18, ani jak będą wybierani. Źródło konfliktu tkwi w złych zapisach Konstytucji nie rozdzielających w wyraźny sposób kompetencji Trybunału i Parlamentu.  Dlatego, najpierw trzeba dojść do porozumienia, co do modelu, do którego wspólnie dążymy. Tego za nas nie załatwi żadna Komisja Wenecka, ani dobre rady z Zachodu. To jest sprawa ustrojowa. To Polacy muszą załatwić sami między sobą.

Moim zdaniem, rząd powinien tę diagnozę wyraźnie wyartykułować, zarówno na forum krajowym jak i zagranicznym, i podjąć zdecydowaną akcję w kierunku uzyskania takiego kompromisu, jaki powyżej zarysowałem. Postawić sprawę jasno: najpierw zgoda co do sposobu zmiany Konstytucji w spornym zakresie, a później przepisy przejściowe prowadzące do uzgodnionego stanu.

 janmak.salon24.pl/703830,istota-sporu-o-trybunal,2