Anna Jantar – prawdziwa ikona polskiej sceny muzycznej i modowej. Znana z przebojów: „Za każdy uśmiech” „Staruszek świat”, „Wielka dama tańczy sama”, ”Tyle słońca w całym mieście”. Jak wiemy i prawie wszyscy pamiętamy – zaledwie w  wieku 30. lat zginęła w katastrofie samolotu „Mikołaj Kopernik” — w Warszawie. 14 marca mija  36 lat…

Ciepła, miła, serdeczna — mówią zgodnie ci, którzy z Anną Jantar współpracowali. Nie była typową gwiazdą, nie wywyższała się. Była jak serdeczny kumpel, z którym zawsze można pogadać. Lubiła płatać figle, także na scenie….

———————————————————————————

10 czerwca 1950 roku w Poznaniu na świat przychodzi Anna Maria Szmeterling (po niemiecku: Motyl). Już od najmłodszych lat przejawiała talent muzyczny. Jako 4.-latka uczęszczała do przedszkola muzycznego przy Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Poznaniu, a następnie ukończyła podstawową szkołę muzyczną, gdzie uczyła się podstaw gry na fortepianie.

Niewątpliwy talent umożliwił 12.-letniej artystce wygranie konkursu pianistycznego dla szkól podstawowych i średnich w Filharmonii Poznańskiej.

— Na samym początku miałam inne plany artystyczne. Kształciłam się na pianistkę. Było to w moim rodzinnym mieście w Poznaniu (…) Ale z biegiem lat przekonałam się, że kariera pianistki jest bardzo trudna, jest po prostu – fizycznie trudna, trzeba mieć sporo siły, a ja nigdy nie zapowiadałam się na Herkulesa. Mam przy tym małą rękę, dla pianistki jest to utrudnienie – powiedziała w jednym z wywiadów radiowych.

Pod koniec lat 60. zdała egzamin do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie, ale nie została do niej przyjęta z powodu braku miejsc. W roku 1969 roku została wokalistką zespołu Waganci, w którym poznała swojego przyszłego męża,Jarosława Kukulskiego.

11 kwietnia 1971 w poznańskim kościele św. Anny wzięła ślub z Jarosławem Kukulskim i 5 lat później na świat przyszła ich córka, Natalia Kukulska.

„Macierzyństwo to coś niesamowitego. Nie masz pojęcia, jak wspaniale jest urodzić dziecko. To jakiś cud zmieniający wszystko, to coś małego i bardzo najważniejsze…”

W latach 70. była czołową polską piosenkarką. W 1972 po zdaniu egzaminu została zawodową piosenkarką estradową i rozpoczęła karierę solową jako Anna Jantar. W 1973 uczestniczyła w KFPP w Opolu, gdzie zaśpiewała swój pierwszy solowy przebój „Najtrudniejszy pierwszy krok”.

Rok 1974 obfituje w szereg nagród i wyróżnień. Między innymi: na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki „Slovenska Popevka” w Lublanie otrzymuje wyróżnienie za interpretację piosenki jugosłowiańskiej pt. „Czas jest złotem”. W Kołobrzegu na VIII FPŻ staje się laureatką nagrody „Polskich Nagrań” i otrzymuje tytuł „Miss Obiektywu”. Wielkim przebojem w Polsce staje się w tym czasie jej najbardziej rozpoznawalna do dziś piosenka pt. „Tyle słońca w całym mieście”.

We wrześniu 1975 roku na Festiwalu Piosenki w Dreźnie Anna otrzymuje II nagrodę za utwór pt. „Niech ziemia tonie w kwiatach”. W sprzedaży jest już w tym czasie jej pierwszy longplay pt. „Tyle słońca w całym mieście” i trwają przygotowania do wydania kolejnej płyty pt. „Za każdy uśmiech”.

W trakcie swojej krótkiej  kariery zdobyła wiele nagród i wyróżnień. Współpracowała z wieloma polskimi artystami m.in. ze Stanisławem Sojką, Bogusławem Mecem, Zbigniewem Hołdysem, Andrzejem Tenardem, nagrywała również piosenki z Budką Suflera i zespołem Perfect.

Mała Ania już od najmłodszych lat kochała modę. Nigdy nie mogła zdecydować, co na siebie włoży, jak się pomaluje. Jak określić jej styl? Elegancko-sportowy — to chyba najtrafniejsza odpowiedź. Jedno jest pewne: Anna kochała żywe kolory, mnogość wzorów. Poruszała się zwinnie w trendach lat 70. Kojarzymy ją głównie w: dzwonach, luźnych tunikach, szerokich paskach, kwiecistych sukienkach.  Co więcej, ubrania wybierane przez artystkę były zawsze z dobrego gatunku, a to wyróżniało ją od innych gwiazd.

Anna Jantar nie bała się eksperymentować w modzie i wizażu. W każdej stylizacji wyglądała zjawiskowo, czy byłyby to niedbałe dżinsy, czy obcisła sukienka. Annę zapamiętaliśmy również ze względu na wspaniałą, zawsze ułożoną fryzurę. Znajomi twierdzą, że gdy choćby kosmyk włosów nie układał się – wpadała w histerię…

Dużym zaskoczeniem dla fanów, jak i dla rodziny było obcięcie włosów na krótko w 1977 roku. Wiązało się to ze zmianą jej całego stylu: z romantycznej, pełnej kokieterii dziewczyny w  rockową damę z mocnym makijażem i ciężkim strojem. Wiele osób było negatywnie nastawionych do tak nagłej i „drastycznej” metamorfozy. Mimo to Anna pozostawała wierna swoim wyborom. Image odzwierciedlał to, co czuła wewnątrz. Każdy jej wizerunek był skrupulatnie przemyślany, wyrażał emocje, współgrał z artystyczną duszą.

Annę nazywano „bursztynową dziewczyną” nie tylko z powodu jej nazwiska, lecz za sprawą osobowości i promiennego wyglądu. Było w niej coś niebywałego, świetlistego, błyszczącego. Epatowała pozytywną energią i ciepłem być może za sprawą szczerego uśmiechu. To właśnie za to ją pokochaliśmy.

Anna Jantar nadal – mimo tak szaleńczo upływającego czasu — należy do grona najbardziej lubianych naszych piosenkarek, a to głównie dzięki melodyjnym i przebojowym piosenkom, w których czuła się najlepiej. Będąc jeszcze solistką w zespole Waganci wylansowała szlagier „Co ja w tobie widziałam”, potem przyszły następne: „Najtrudniejszy pierwszy krok”, „Tyle słońca w całym mieście”, „Żeby szczęśliwym być”,  „Za każdy uśmiech”. Piosenkarka unikała nowoczesnego repertuaru.

„ — Bardzo chciałabym śpiewać nowoczesne piosenki, zresztą do moich ulubionych wykonawców należą Aretha Franklin i Dionne Warwick, ale wiem, że w tym stylu nie będę mogła śpiewać. Piosenki skomplikowane muzycznie u nas się nie przyjmują. Publiczność domaga się typowych, melodyjnych przebojów.” – powiedziała krytykowi muzycznemu.

Halina Frąckowiak tak wspomina Annę Jantar: — „Ania przyciągała do siebie swoim serdecznym uśmiechem. Jej otwarta i szczera radość była czymś unikatowym i wprost zaraźliwym. Nie przypadkiem sztandarowym utworem Ani stała się piosenka „Tyle słońca w całym mieście”. Ania całą sobą niosła aurę słońca. W mojej pamięci pozostanie na zawsze roześmianą, inteligentną Anią, z ogromnym poczuciem humoru… Ale nie tylko, bo przecież znałam Jej delikatność, zdolność do refleksji dobroć i wrażliwość na sprawy dotyczące nie tylko Jej samej, ale również przyjaciół.”

Anna Jantar w plebiscycie słuchaczy Studia Gama wybrana zostaje piosenkarką roku 1979. Pod koniec grudnia Anna Jantar wyleciała na koncerty do USA.

Na kilka dni przed powrotem do kraju, daje swój ostatni koncert, zarejestrowany przypadkowo na amatorskim sprzęcie. Powiedziała wówczas:

— Dobry wieczór, witam Państwa bardzo serdecznie. Witam wszystkie dzieci, które przyszły dzisiaj także (…). Drodzy Państwo, witam i  w zasadzie niestety, z przykrością stwierdzam także, że żegnam. Ponieważ śpiewam dzisiaj po raz ostatni (…) dla Państwa i bardzo się cieszę, i jednocześnie smucę trochę z tego powodu. Zaśpiewam dla Państwa kilka piosenek ze swojego repertuaru. Będą starsze, nowsze… Oczywiście nie zabraknie zupełnych nowości. A rozpocznę piosenką, którą darzę szczególnym sentymentem, jako że przypomina mi ona początki mojej pracy estradowej. Piosenka o pięknym tytule, który może być także receptą na szczęście – „Żeby szczęśliwym być”. (…)

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

ANNA JANTAR – WE WSPOMIENIACH WYBITNYCH KOMPOZYTORÓW I AUTORÓW TEKSTÓW:

Ciepła, miła, serdeczna – mówią zgodnie ci, którzy z Anną Jantar współpracowali. Nie była typową gwiazdą, nie wywyższała się. Była jak serdeczny kumpel, z którym zawsze można pogadać. Lubiła płatać figle, także na scenie.

Kariera trzydziestoletniej Anny Jantar, jednej z największych polskich gwiazd lat 70., została nagle przerwana 14 marca 1980 roku. Piosenkarka była jedną z pasażerek lecącego z Nowego Jorku do Warszawy samolotu Ił-62 “Mikołaj Kopernik”, który rozbił się w pobliżu lotniska Okęcie. Zginęło 77 pasażerów i 10 członków załogi. Wśród nich także 22-osobowa reprezentacja bokserska USA, amerykański etnomuzykolog Alan Merriam, delegaci warszawskich uczelni… Cała Polska była w ogromnym szoku. „– Gdyby Ani udało się pożyć trochę dłużej, byłaby międzynarodową gwiazdą.” – przewiduje Janusz Kondratowicz, autor słów do wielu najpopularniejszych utworów Anny Jantar. – W swoich czasach była prawdziwym zjawiskiem!

Jantar pozostawiła po sobie ledwie cztery płyty, wiele pocztówek dźwiękowych i przebojów. Zostawiła też mnóstwo wspomnień. Jak ją zapamiętali współpracownicy, zarówno ci bliżsi, jak i nieco dalsi…?

Z WIELKIM POCZUCIEM HUMORU

Ze wspomnień Hołdysa wyłania się także nieco inny obraz Anny Jantar, mogący być dla wielu jej fanów pewnym zaskoczeniem. – Ania była „jajcarą” nie z tej ziemi – mówił był. – Zawsze, gdy śpiewaliśmy w duecie “Ktoś między nami”, robiła mi jeden numer. To trudna piosenka, napisana absolutnie nie w mojej tonacji. Bardziej w niej melorecytowałem niż śpiewałem. Wymagała na pewno skupienia i zrobienia tak zwanej: poważnej miny. Tymczasem na koncertach, w trakcie mojej partii, Ania podchodziła do mnie, stawała tyłem do widowni i robiła różne głupie miny, małpy czy „zezy”. Nie byłem w stanie powstrzymać śmiechu! Jedyne, co mogłem zrobić, to zamknąć oczy. Trochę żałuję, że nie było wtedy telefonów komórkowych, bo Natalka Kukulska miałaby obraz matki, jakiego sobie nie wyobraża.

LEGITYMACJA W GŁOSIE

Muzycy Perfetcu nie byli jedynymi rockmanami, z którymi Anna Jantar współpracowała. W tym samym 1979 roku trzy kompozycje, w tym wielki przebój “Nic nie może wiecznie trwać”, stworzył dla niej Romuald Lipko. Poprosił go o to mąż piosenkarki, Jarosław Kukulski. – Bardzo się z sukcesu tego utworu cieszyliśmy – mówi lider Budki Suflera. – Pamiętam jak tuż przed wylotem Ani do USA siedzieliśmy razem w studiu Programu I Polskiego Radia i planowaliśmy, że wiosną, po jej powrocie, nagramy wspólnie płytę. Niestety, dalszego ciągu nie było, a sam tytuł przeboju okazał się fatalnie proroczy…

Lipko zapamiętał Jantar jako osobę niezwykle pogodną. – Nie miałem niestety szans lepiej jej poznać prywatnie, ale od razu zauważyłem, że nie przypomina innych ówczesnych gwiazd. Niezwykle sympatyczna, zawsze uśmiechnięta, natomiast zawodowo profesjonalistka najwyższej klasy. Przychodziła na nagrania przygotowana, więc nie trzeba było się męczyć z powtórkami. Miała lepszą niż ktokolwiek inny ‚legitymację na śpiewanie’. Czuło się, że muzyka była treścią jej życia, że płynęła w jej krwi…

MIAŁA W SOBIE MNÓSTWO CIEPŁA

Więcej okazji do bliższego poznania Anny Jantar miał Bogusław Mec. Wspólnie jeździli na koncerty, nagrali też duet “Pozwolił nam los”. – Zaprzyjaźniliśmy się – mówi piosenkarz. – Mam wiele wspaniałych wspomnień. Na przykład dwutygodniowy wyjazd do Włoch na święto gazety “l’Unita”. Przez jeden wieczór koncertowaliśmy, a resztę czasu spędziliśmy w bajecznie kolorowej i słonecznej scenerii tamtejszych plaż.

Podobnie jak Hołdys, Mec również używa w stosunku do Anny Jantar określenia “świetny kumpel”.– Czułem się przy niej bardzo swobodnie. Gdy widziała, że jestem nie w sosie, mówiła: “Wpadnij do mnie. Zrobię jakąś kolację, coś przygotuję, porozmawiamy”. Miała w sobie mnóstwo ciepła. Ceniła też moje zdanie. Byłem jej scenicznym doradcą, takim od ciucha do repertuaru. Często pytała: “Czy powinnam to założyć?”. Albo “Czy dobrze zaśpiewałam?”. Zdarzało się, że Ania wychodziła podczas moich utworów na chórki.

POZWOLIŁ NAM LOS…

To właśnie duet z Bogusławem Mecem “Pozwolił nam los” okazał się ostatnią nagraną przez Annę Jantar piosenką. – Byłem akurat w Łodzi – wspomina artysta. – Ania zadzwoniła do mnie, że jedzie taksówką z Warszawy do Katowic. Powiedziała, że ma jeszcze jeden utwór, duet, który tylko ja mogę z nią nagrać, więc mnie po drodze ze sobą zabierze. Normalnie takich rzeczy nie robię, ale to była przecież Ania. Miałem do niej pełne zaufanie. Weszliśmy do studia, tuż przed jej wylotem, i nagraliśmy to na zupełnym luzie, szybko i sprawnie. Potem udała się w podróż, z której już niestety nie wróciła…

Jak mówił, Anna Jantar, będąc w Stanach, robiła mu tak dobrą reklamę, że to tylko dzięki niej później sam mógł tam śpiewać. – Pamiętam, że gdy wsiadłem na pokład samolotu, po raz pierwszy w życiu naprawdę się bałem. Pomyślałem wtedy: “Nie po to Ania tak bardzo się starała, bym tam nie doleciał”…

PRAWDĘ MÓWIĄC

Oprócz męża, zmarłego trzy lata temu, Jarosława Kukulskiego, twórcą, który odcisnął największe piętno na twórczości Anny Jantar, był poeta i satyryk Janusz Kondratowicz. Ma na koncie między innymi takie przeboje jak “Tyle słońca w całym mieście” czy “Dzień bez happy endu”. Pisał teksty na wszystkie płyty piosenkarki, z wyjątkiem ostatniej, wydanej już pośmiertnie “Anny Jantar” – Na tej płycie znalazły się utwory jakby prorocze, “Nic nie może wiecznie trwać”, “Spocząć”, “Nie ma piwa w niebie”, mówiące o samotności, śmierci, sprawach ostatecznych – zauważa. – W pewien sposób więc się cieszę, że nie wziąłem w tym udziału.

Współpraca między Kondratowiczem a Jantar przebiegała bez problemów, choć zdarzało się, że oboje mieli odmienne zdanie. – Ania była bardzo wybredna, więc czasem chciała coś w moich tekstach zmienić. Wtedy siadaliśmy i rozmawialiśmy. Najczęściej kończyło się tym, że to ja przyznawałem jej rację, choć parę razy to Ania ustąpiła wobec moich argumentów. Zawsze była bardzo szczera. Mówiła prawdę, prosto w oczy. Nie kombinowała.

W OGNIU PRACY TWÓRCZEJ…

Pan Janusz szczególnie ceni sobie fakt, że Anna i Jarosław traktowali go jak członka rodziny. – Razem z jej mamą i Jarkiem odbierałem ze szpitala na ulicy Szaserów w Warszawie malutką Natalię; potem zostałem ojcem chrzestnym jej przyrodniego brata – wspomina, dodając, że na pierwszym miejscu nie stawia wcale tego, co dla piosenkarki napisał, lecz to, co z nią i jej mężem przeżył prywatnie. – Wyjątkowo czule wspominam odwiedziny w mieszkaniu Ani i Jarka, najpierw w małej kawalerce na Żoliborzu, potem w czteropokojowym mieszkaniu na ul. Reymonta. Wspólnie jeździliśmy moim fiatem 132 po Rumunii, Węgrzech i Bułgarii, gdzie spędziliśmy cudowne wakacje. Były wypady nad stawy rybne i niezapomniane wieczory w restauracjach.

Podczas jednego z wyjazdów, w Domu Pracy Twórczej w Ustroniu Morskim, Kondratowicz był świadkiem pewnego incydentu. – Jarek poważnie pokłócił się z modnym wówczas kompozytorem Piotrem Figlem. Ania trzymała stronę męża, choć bardzo zależało jej na tym, by śpiewać utwory Figla, który wygrywał wtedy międzynarodowe festiwale. Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że trzeba jakoś zainterweniować. Zaczęliśmy się godzić w małym gronie, które potem z każdą chwilą się rozrastało. W końcu, koło północy, wszyscy byli zupełnie pogodzeni. Do dziś pamiętam, jak szczęśliwa z tego powodu była Ania.

BEZ CIENIA GWIAZDORSTWA

Za część tekstów na wspomnianym albumie “Anna Jantar” odpowiadał Bogdan Olewicz, dziennikarz, a później autor słów większości piosenek  grupy Perfect. – W utworze pisanym dla kogoś podstawową sprawą jest wiarygodność – mówi. – Pewne słowa albo się śpiewającemu w ustach układają, albo nie. Ani zawsze się układały i zawsze brzmiały w jej interpretacjach prawdziwie. Tak ją zresztą wspominam, przede wszystkim jako osobę pracującą, niezwykle szybko i sprawnie. Nigdy się nie zdarzyło, by do czegoś była nieprzygotowana. Jedyne, o co prosiła, to by jej nie przerywać. Gdy śpiewała, musiała być bardzo skoncentrowana.

Mimo że Olewicz rzadko spotykał się z Jantar w okolicznościach pozazawodowych, od samego początku wydała mu się kimś, kto chłonie życie. – Dla niej nie istniała żadna szalona dyscyplina, w rodzaju “pilnujemy gardła, nie pijemy zimnych napojów, nie szalejemy, a o 23 idziemy grzecznie spać”. Wołała czerpać z życia pełnymi garściami. Lubiła się bawić, śmiać, a wszędzie, gdzie się pojawiała, wzbudzała zachwyt i ogromne zainteresowanie. W ogóle nie zachowywała się jednak jak wielka gwiazda…!

Słowa te potwierdza kompozytor i pianista Antoni Kopff, przytaczając jedną z historii z warszawskiego klubu Stodoła. — Ania miała akurat próbę, która dość mocno się przeciągnęła. Jako że wieczorami na ogół obywała się w tym czasie dyskoteka, postanowiła skorzystać z okazji i trochę się na parkiecie poruszać. Sama mnie na niego wciągnęła. Tańczę z finezją robota, musiałem więc wyglądać osobliwie, na szczęście z wiadomych względów to nie ja byłem głównym obiektem zainteresowania.

Jakaś małolata podeszła do nas i zapytała: “Pani Jantar?”. Na co Ania odpowiedziała. “Nie, Anna”. Taki drobiazg, a jednak pokazuje, jakim była człowiekiem. Jantar było jej przydomkiem, gdy nie znajdowała się na scenie była po prostu normalną skromną dziewczyną. Jeździłem z nią na koncerty przez ponad dwa lata. Takie bliskie kontakty często powodują, że ludzie się kłócą, nie mogą na siebie patrzeć, rozstają w niezgodzie. Tu było wręcz przeciwnie.

Antoni Kopff napisał muzykę do kilku zaledwie utworów piosenkarki, w tym “Gdzie nie spojrzę” czy “Ktoś między nami”. – Nie byłem twórcą piosenek najbardziej płodnym, ale akurat dla niej chciało się pisać. Nawet nie na jakieś specjalne zamówienie. Te utwory powstały naturalnie, w sposób niewymuszony. I nie mam wątpliwości, że pewien rozgłos, jaki zdobyły, nie byłby możliwy bez Ani…

Marek Różycki jr.

http://marrjr.salon24.pl/700901,zjawiskowa-anna-jantar-30-l-do-dzis-fascynuje-swoim-talentem