Pozornie nic. Instytucja państwowa traci autorytet. PiS wykrwawia się w absurdalnym konflikcie. Opozycja wznieca histerię krzycząc o „zamachu stanu”. Obserwatorzy zewnętrzni patrzą z niepokojem i niektórzy z nich mogą to wykorzystać jako pretekst do podjęcia wrogich działań. Społeczeństwo zamiast zajmować się sprawami ważnymi (a jest ich w ostatnim czasie wiele: rozwój stosunków z Chinami, szczyt Wyszehradzki z Koreą Pd., szczyt klimatyczny, by wymienić pierwsze z brzegu), atakowane jest przyspieszonymi korepetycjami z prawa konstytucyjnego przeprowadzanymi przez niewyuczonych w tej materii dziennikarzy. Rozedrganie.

Jest jednak jedna bardzo ważna kwestia, która z tego rozedrgania wynika. Koniec hipokryzji. Trybunał Konstytucyjny cieszył się do tej pory reputacją instytucji apolitycznej i nieuwikłanej. Mimo oczywistego i widocznego dla wszystkich faktu, że sędziowie nominowani są przez partie polityczne, udawało mu się w magiczny sposób utrzymywać wizerunek czysty i nieskalany. Ktokolwiek chciał się na temat polityczności Trybunału zająknąć zostawał zgromiony, że nie rozumie dojrzałej demokracji.

Teraz wyszły na jaw całkowicie polityczne manewry obecnego szefostwa Trybunału. Najpierw aktywnie uczestniczyło ono w montowaniu niekonstytucyjnej ustawy (chyba wiedząc co robi, więc było to ewidentnie działanie w złej wierze), a następnie zwlekało przez kilka miesięcy z rozpoznaniem skargi w sprawie tejże ustawy, gdy ostatnio podobną skargę rozpatrzyło w dwa tygodnie. Do tego należy dodać wypowiedzi prezesa Rzeplińskiego, wyraźnie lokujące go po jednej stronie politycznej barykady.

Na prawny rympał Platformy PiS odpowiedział innym prawnym rympałem i w jego wyniku Sejm wybrał grupę sędziów, która natychmiast przez opozycję została ex definitione okrzyknięta politycznymi mianowańcami. Dla opozycji więc sędzia wybrany przez PO jest niezależny, a wybrany przez PiS polityczny, a dla PiS odwrotnie: ten wybrany przez PO jest polityczny, a przez PiS niezależny. Z której strony by spoglądać, zawsze widać stronniczość. A że strona stronniczości za każdym razem różna, to już zupełnie inna kwestia.

Pojawia się leninowskie pytanie: co robić? Można biadać nad tym, że Polska utraciła arkadyjski mit apolitycznego Trybunału Konstytucyjnego. Jak ktoś lubi. Nie można natomiast do tego mitu wrócić, bo zawsze któraś strona o tym przypomni. Sensownym działaniem wydaje się uznanie faktu polityczności i takie ułożenie składu Trybunału, aby wszystkie strony mogły się nań zgodzić. Zastosowanie do wyboru sędziów progu 2/3 głosów, jak – na wzór niemiecki – proponuje Kukiz’15 wydaje się rozsądne.

http://blogrb.salon24.pl/684082,co-dobrego-wynika-z-awantury-o-tk