Decyzją o „zabezpieczeniu powództwa”, czyli o zakazaniu Sejmowi powoływania nowych sędziów przed dotyczącą tego problemu rozprawą, Trybunał Konstytucyjny stworzył zupełnie nową sytuację, i nadał dotyczącemu go konfliktowi zupełnie nowy walor. Doktryna o zabezpieczeniu, traktowana poważnie, oznaczałaby bowiem, że de facto zawiesza się działanie i funkcjonowanie każdej ustawy, zaskarżonej do TK. Oznaczałoby to wprowadzenie państwa w anarchię. Trybunał nie zawahał się przed przekroczeniem tej czerwonej linii. Przed próbą wpędzenia, i tak nieefektywnego i bezbronnego wobec potężnych grup interesu, państwa polskiego w stan, podobny epoce saskiej.

Decyzją tą Trybunał zajął też jednoznacznie polityczne stanowisko. Niejako zapowiedział bowiem, jakie postanowienie podejmie. Nie uznaje już za stosowne nawet za bardzo maskować fakt, że jest stroną w sporze. Nie zawahał się uczynić tak, mimo że przedtem podejmował decyzje odwrotne – stwierdził niegdyś przecież, że przepisy o zabezpieczeniu nie stosują się do TK.

Warto też dostrzec, że tym samym Trybunał coraz bardziej stawia się ponad parlamentem. Potwierdza opinię, iż już od dawna jest w istocie nie żadnym tam sądem, tylko – po prostu – ciałem politycznym. Kluczowym elementem zabezpieczenia władzy establishmentu. Obrona demokracji w wersji, uprawianej przez Trybunał, to po prostu obrona władzy i pozycji tegoż establishmentu. W XVIII wieku wielu też subiektywnie szczerze broniło „polskiej wolności”, a tak naprawdę – wszechmocy magnaterii i zasady, że to ona jest Rzeczpospolitą.

Powiedziawszy to wszystko muszę stwierdzić, że nowa władza zaangażowała się w bitwę na warunkach i terenie przeciwnika. Bitwę bardzo trudną do wygrania i w sensie prawnym (kwestionowanie powołania trzech sędziów, których kadencje kończyły się jeszcze w okresie kadencji poprzedniego parlamentu wydaje się na tej płaszczyźnie jałowe), i politycznym. Nowa władza popełniła, być może, wielki błąd. Ale nie zmienia to faktu, że w tym starciu to ona reprezentuje bardzo oczywisty interes państwa polskiego. A jej przeciwnicy – najczystsze tradycje sarmackiej anarchii.