Co byśmy, Polacy zrobili, gdybyśmy nie mieli gromady ekspertów od słupków poparcia dla słusznej choć czemuś opozycyjnej partii, jaką jest Platforma Obywatelska. Oni w radio, telewizji w gazetach i na portalach przedstawiają nam swoją prawdę o stanie państwa, społecznych nastrojach i sympatiach politycznych obywateli. Dzięki nim wiemy, że jest nam dobrze, a nawet bardzo dobrze i powinniśmy się dziwić, tak samo jak oni się dziwią, że wybory prezydenckie wygrał kandydat PiS Andrzej Duda, a wybory parlamentarne, na dodatek z absolutną większością partia Jarosława Kaczyńskiego, czyli też Prawo i Sprawiedliwość. Prawdziwym ekspertem od diagnozy społecznej jest profesor Janusz Czapiński, który nie chce, żeby go tytułować profesorem, bo się tego tytułu wstydzi. Otóż prof. nie prof. Czapiński prowadzi badania stanu szczęśliwości Polaków, a jest ona w strefie górnych stanów wodnych, bo jest laniem wody, tak charakterystycznym dla mentalnej postkomuny. Według Janusza Czapińskiego aż 83 procent jego badanych respondentów jest szczęśliwych, dlaczego zatem zamiast Platformę, naród wybrał Prawo i Sprawiedliwość? No, dlaczego? Ja też się dziwię, dlaczego obywatel, który doznał szczęścia małżeńskiego albo skacze z radości, bo dostał kredyt na mieszkanie nie zagłosował na PO?

Takich profesorów, doktorów habilitowanych i nie habilitowanych od psychologii, socjologii i politologii mamy w naszym kraju zatrzęsienie, wręcz nadprodukcję i zaśmiecają oni media swoimi odkrywczymi prognozami. Przykładem takiego specjalisty jest doktor habilitowany Norbert Maliszewski, prezentujący na portalu Onet badania swojego Panelu Badawczego Ariadna. Zdaniem dr.hab. Maliszewskiego PO przegrała, bo Ewa Kopacz nie rozumiała elektoratu swojej partii oraz okazała się politykiem nieskutecznym. Nieskutecznym, bo, uwaga:

Mimo dobrych wskaźników gospodarczych, jakie towarzyszyły rządom PO, nie potrafiła przekonać Polaków, że żyje im się lepiej.

Ależ przekonywała, przekonywała, poznawała kraj z okien pociągów, którymi przemierzała Polskę, wychwalając pod  niebiosa kilometry autostrad, nowe stadiony i … Niewiele tego było, bo na te stadiony nie chodzą np. ludzie obarczeni liczną rodziną wyposażeni w nędzne środki do życia, nie jeżdżą też wypasionymi autami po nowych autostradach, zasuwają na piechotę do najbliższego śmietnika w poszukiwaniu strawy. Zaś ci, co coś zarabiają w Biedronce albo w Lidlu twierdzą, że żyje im się gorzej, a nie lepiej.

Nie jestem ani dr. hab. ani tym bardziej politologiem, ale dziennikarzem, obserwującym otaczającą rzeczywistość, bo taki jest mój zawód. I widzę państwo na skraju upadku, korupcję i niesprawiedliwość społeczną oraz sądowniczą. Kraj, gdzie za przekręty nie idzie się siedzieć, a nawet idzie się awansować, a rodzinom wielodzietnym odbiera się sądownie dzieci, bo są biedne. Oczywiście można by im pomóc, ale państwa na to nie stać, bo musi mieć kasę  na wielomilionowe pensje dla bossów spółek skarbu państwa. Nie zamierzam wymieniać wszystkich antyspołecznych i antyobywatelskich łajdactw, jakich dopuścił się rząd PO/PSL, oraz przypadków nepotyzmu i kolesiostwa o charakterze wręcz mafijnym, bo forumowicze są dobrze poinformowani, w odróżnieniu od „ekspertów” i dają temu wyraz. Dlatego między innymi zagłosowali na PiS, bo chcą zmiany na lepsze… wskaźniki poziomu swego życia.

Proste, nieprawdaż? Nie trzeba tytułu naukowego, żeby to zbadać i ocenić. Wystarczy rozum, każdy, nawet ten chłopski, żeby dojść do wniosku, że wskaźniki rozwoju gospodarczego, zwłaszcza sporządzone przez platformerskich urzędników mają się tak do życia większości obywateli jak kwiatek do kożucha.