Trwają najważniejsze wybory po tych z 1989 r. Jest szansa by wreszcie Okrągły Stół został odesłany do Desy. I co? Liczne doniesienia o „nieprawidłowościach”, bo karty są jakieś nie takie.

Jak to w ogóle jest możliwe, by karty do głosowania, najważniejsze druki III RP, zaświadczające o tym, że żyjemy w kraju demokratycznym, nie podlegały ścisłej kontroli. Każdy kto prowadzi jakikolwiek biznes musi pilnować numeracji faktur czy innych ważnych papierów, bo za niedociągnięcia grożą poważne konsekwencje. Paradoksalnie, najważniejsze druki jakie mogą krążyć w demokracji, czyli karty do głosowania, traktuje się z większą nonszalancją niż kupony na loterię fantową.

Prawda jest taka, że dopiero Ruch Kontroli Wyborów powołany po bezczelnie „skręconych” wyborach samorządowych, zwrócił uwagę na bardzo dziwne „tańce ludowe” towarzyszące naszym formom elekcji. „Ruskie serwery”, które obsługiwały wybory po 10.04.2010 r,. były traktowane „lajtowo”, niestety także i przez PiS.

Moja teoria, że jeżeli w Smoleńsku był zamach, to tamta ekipa musiała mieć gwarancje, że nie odda władzy, ani odrobinę się nie zdewaluowała. Co więcej, podejrzewam, że Bronisław Komorowski został prezydentem w wyniku machlojek przy liczeniu głosów. W nocy jeszcze prowadził Jarosław Kaczyński, a rano już było tak jak trzeba.

Notabene Jarosław Kaczyński, będący w traumie po śmierci brata, miał zafundowaną najbardziej idiotyczną kampanię jaką można wymyślić w obliczu żałoby. W trzy miesiące  po jednej  z największych tragedii w historii Polski, kwartet Kluzik – Rostkowska, Jakubiak, Poncyliusz i Miglaski, tańczyli i śpiewali pod dźwięczne cykanie tamburynów, żeby zachęcić do oddanie głosu na prezesa PiS. Tego się nie da zapomnieć.

Gdy dzisiaj słyszymy doniesienia,  o nieprawidłowościach w kartach wyborczych w Sosnowcu, to człowiekiem targają tzw. mieszane uczucia. Co za zbieg okoliczności! Zabrakło PiS –u, a dwa razy była Platforma. Czy takie rzeczy w ogóle mogą się zdarzyć w normalnym państwie? Czy to że po 26 latach „wolności” trzeba pilnować wyborów, bo różne gminno-powiatowe cwaniaki mogą wyprodukować 20% głosów nieważnych, nie jest czymś kuriozalnym.

Trwa spór o konieczność utrzymywania ciszy wyborczej. U nas „wiodące” media są sztabem wyborczym niektórych partii, więc w tej sytuacji cisza ma jakiś minimalny sens. W uczciwym państwie, w dobie mediów elektronicznych i plakatów czy bilbordów, których nikt nie ściąga o 00:00 w sobotę taka cisza  nie ma sensu. Warto przypomnieć, że w wyborach 4.06.1989 r, nie obowiązywała cisza wyborcza. Był zakaz agitowania w lokalu. A wspominamy je jako sukces, jeśli chodzi o stronę formalną. To że potem zostaliśmy tak oszukani, że do dzisiaj wybory są bardziej jasełkami niż aktem demokracji, to już jest inna sprawa.

Satyrycznie brzmi groźba, że największym naruszeniem ciszy wyborczej jest publikowanie sondaży. Można za to dostać do miliona kary. Takie ustawienie hierarchii wyborczych występków jest przyznaniem, że w naszym systemie, zwanym chyba trochę na wyrost demokracją, sondaże są wyłącznie metodą manipulacji opinią społeczną, a ich rzetelność jest „mniej niż zero”.

Tu jeszcze należy podkreślić jedna rzecz. Sądy stojąc od lat po stronie fałszerzy wyborów, doprowadziły do rozplenienia się tego procederu. Zawsze to była mała szkodliwość i brak wpływu na ogólny wynik. A przecież gdy choćby głos jednego obywatela jest potraktowany byle jak, to znaczy, że żyjemy w byle jakim kraju.

Po ostatnich wyborach samorządowy tłumaczono rewelacyjny wynik PSL, bo ta partia była pierwsza w książeczce. Zgodnie z tą logiką, ta partia, która jest teraz pierwsza w książeczce do sejmu powinna zdeklasować konkurencję.

No chyba, że tym razem okaże się, że jednak książeczki były nie takie, ludzie głosowali na spis treści, a postawnie krzyżyka tam gdzie należy przekraczało ich możliwości intelektualne  i dlatego wynik uwłacza zdrowemu rozsądkowi. Dopilnowane wybory prezydenckie pokazały jakie są rzeczywiste preferencje Polaków. Tym razem nie możemy się też zgodzić nawet na minimalne przekręty. Dopilnujmy wreszcie tej wolności i tej demokracji, o jakiej tak ochoczo trąbią ci, którzy chętnie ją podepczą przy urnie wyborczej.